Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Radio Paranormalium prezentuje audycję z cyklu „Oblicza Nieznanego”. Czy za niektóre zbrodnie odpowiadają siły nie z tego świata? O ofiarach spotkań z UFO, ataków duchów i innych dziwnych stworzeń i sił o nieznanej proweniencji posłuchacie już dziś, już za chwilę na antenie Radia Paranormalium w kolejnym odcinku audycji „Oblicza Nieznanego”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami już Marek Żelkowski i Piotr Cielebiaś. A jeszcze tylko przypomnę kontakty, pod którymi będziemy zbierać komentarze od państwa i pytania. Można do nas pisać drogą tekstową. „Pisać drogą tekstową” to taki trochę bibliotekaryjny lapsus mi się teraz trafił. Można do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także wysyłać nam SMS-y pod numer 53620493.
Jesteśmy także na Signalu, na Telegramie, na Facebooku, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Nie można również zapomnieć o wciąż jeszcze żywym ledwo, ale jednak Gadu-Gadu pod numerem 36088002. Tutaj także można nam wysyłać wiadomości oczywiście poprzez wiadomości na Skypie radio.paranormalium.pl. A więc Piotrze, oddaję ci głos.
[02:03] - Dziękuję, witam wszystkich. Dobry wieczór. Dzisiaj nowy format, zupełnie nowy. Pierwszy odcinek naszych paranormalnych zbrodni. I tutaj pewnie zadacie sobie pytanie, analizując te wszystkie przypadki za jakieś dwie godziny, czy te wszystkie historie, które przedstawimy, były zbrodniami? Czy były to nieszczęśliwe wypadki, czy były to umyślne morderstwa, czy może rzeczywiście ingerencja sił, powiedzmy, nadprzyrodzonych? Nie zawsze tak będzie, ale będziemy próbowali rozgryźć te historie. Marek wcieli się trochę tutaj w rolę adwokata diabła, ponieważ ma na koncie wiele dzieł literackich, w których także musiał opisywać te postaci ciemne. Także postara się użyć swojej pisarskiej wyobraźni, by przeniknąć przynajmniej w jakimś stopniu umysł sprawców opisanych dziś zbrodni, ataków, jak zwał, tak zwał. Drodzy państwo, internet pęka od opowieści o tajemniczych zaginięciach, jakichś tam niewyjaśnionych zgonach, zbrodniach bez wyjaśnienia i tak dalej.
Ale wiele osób zadaje sobie pytanie, czy zjawiska anomalne, paranormalne mogły przyczynić się kiedyś do czyjejś śmierci. Szczera odpowiedź nie jest łatwa. Jeżeli pamiętacie serial „Archiwum X”, tam był to wiodący temat, czyli te zbrodnie ze śladem paranormalnym. Ale czy kiedykolwiek ktoś zginął bezpośrednio w wyniku na przykład ataku jakiegoś upiora, w wyniku spotkania z UFO albo ataku stworzenia, które formalnie nie istnieje? O takich przypadkach będziemy wam w naszym mikrocyklu Paranormalne Zbrodnie opowiadać. Przytoczymy kilka historii ludzi, którzy zginęli w okolicznościach więcej niż tajemniczych na pewno. Ale też zadamy sobie pytanie, czy niektóre z tych zdarzeń da się wyjaśnić w sposób racjonalny? Bo przecież nie oszukujmy się, że jak powiedziałem na początku, osoby te mogły paść ofiarą mordu, zaś tło paranormalne jest tylko jakąś tam legendą i treścią dodaną do tej historii, taką zasłoną dymną, za którą skrywa się prawdziwy sprawca. Także może lepiej te przypadki analizować na zimno. Nie wiem.
Zobaczymy. Kolejne odcinki Paranormalnych Zbrodni pojawią się za jakiś czas. Będziemy o tym informować na profilu Radia Paranormalium. Dziś tradycyjnie nie ma tak zwanych ogłoszeń parafialnych, w których powiemy wam co dalej. One będą gdzieś na końcu. Powiem tylko tyle, że udostępniajcie nasze audycje, udostępniajcie wiadomości o nowym numerze „Nieznanego Świata”. Jeżeli znacie kogoś, kto się interesuje tematami takimi jak zjawiska paranormalne czy też dzisiaj niewyjaśnione morderstwa, to polecajcie mu ten program. Marku, może tak trzy słowa wstępu, o czym my dzisiaj będziemy mówić?
[05:07] - Będziemy mówić o takich sprawach, które nie są oczywiste, ale są ciekawe. Bo ja tak uprzedzając, wcinając się niejako w tok audycji, powiem, że pierwszym, zdaje się, tematem będą tak zwane samospalenia. I ja jestem gorącym, nie ma takiego słowa, śledzicielem. Śledzę w każdym razie tego rodzaju doniesienia. Co mnie do tego zachęciło? Kilka horrorów, które przeczytałem w młodości dotyczące tej właśnie sprawy, czyli takich właśnie samospaleń. Przypomnę, że i w takim wydawnictwie jak Phantom Press ukazała się, jak dobrze pamiętam, przynajmniej jedna książka na temat samospaleń, ale i Amber ma coś takiego na swoim koncie. Na pewno jakby dobrze poszukać, to jeszcze więcej by się takich książek znalazło. Sam temat samospaleń jest interesujący, zajmujący. Tym bardziej że wyjaśnień, prób wyjaśnień jest bardzo wiele.
[06:22] - Ale też nie zapominajmy, że sam problem samospaleń ma też całkiem banalne, nawet trywialne wyjaśnienia mogą się znaleźć dotyczące samospaleń, bo też na te samospalenia i na te dziwne sytuacje nakłada się też szum informacyjny. Bo czasami z sytuacji oczywistej, że ktoś zasnął z papierosem i stało się, jak się stało, jak się czasami dzieje, robi się z tego dramę pod tytułem: samospalenie. Definicję jeśli rozszerzyć, to rzeczywiście było to samospalenie, ale to nie o to chodzi tak naprawdę. Na razie tylko tyle, zaraz będziemy się produkować szerzej. Natomiast ja rzeczywiście podchodzę bardzo sceptycznie do dzisiejszego tematu, bo sama materia, o której mówimy, wywołuje we mnie pewien sceptycyzm. Nie mówię, że ogromny. Ja lubię te tematy. Niemniej jednak myślę, że ślepe przywiązanie do tego, że na pewno to zrobiły jakieś siły nieokreślone, ewentualnie jacyś przybysze i tak dalej, jest oczywiście bardzo atrakcyjne, nawet fabularnie. Ja cały czas pozostaję jednak człowiekiem, który nieustannie układa pewne historie. W związku z tym to mi odpowiada.
Natomiast myślę, że lepiej nam będzie, jeśli wierząc w coś albo ufając czemuś, albo uważając coś za atrakcyjne, jeśli chodzi o wyjaśnienie, będziemy włączać sceptyczne ja, które mówi: „Ale może jest prostsze wyjaśnienie tego wszystkiego?”. Myślę, że nie zaszkodzi, jeśli od czasu do czasu powiemy sobie: „Nie. Zaraz. Fajnie to wszystko wygląda. Jest to oczywiście atrakcyjne, bo to brzmi niesamowicie, ale może całą rzecz da się wyjaśnić w sposób banalny, prosty, nawet bardzo prosty”.
[08:57] - Tak. Dzisiejszą audycję też wyróżnia to, że wśród pięciu wybranych przypadków są aż trzy z wątkiem polskim. To znaczy będzie tu pierwsza historia o samospaleniu, ale będą jeszcze kolejne, w których nasi rodacy występują. Chociaż nie zawsze rzecz dzieje się w Polsce. Zacznijmy nasze malutkie śledztwa. Otóż ofiara numer jeden, rycerz lub dworzanin królowej Bony. Wiek niestety nieustalony. Przyczyna śmierci: spontaniczny samozapłon. Data śmierci niestety nieznana, ale między 1518 a 1544. Skąd o tym wiemy?
Otóż w literaturze na temat zjawiska spontanicznego samozapłonu odnajdujemy często wzmiankę o niejakim Polonusie Worstiusie, rycerzu, który za czasów królowej Bony miał w Mediolanie stanąć w płomieniach. Termin Polonus świadczy dobitnie, że mieliśmy do czynienia z polskim rycerzem, być może posłem Zygmunta Starego. Polonus Worstius mógł być obcokrajowcem na usługach polskiego króla, gdyż zlatynizowane nazwisko świadczy, że mógł się nazywać na przykład Worst, co wskazuje na niemieckie pochodzenie. Kimkolwiek był, nie popisał się, drodzy państwo. Otóż sprawa wygląda tak, że ów Worstius miał wypić dwa łyki wyjątkowo mocnego wina, a potem buchnął ogniem i kompletnie się spalił. Marku, zjawisko spontanicznego samozapłonu do dzisiaj spędza wielu ludziom sen z powiek, bo jeden z ostatnich przypadków, który został odnotowany w mediach, miał miejsce w roku 2016 w Galway w Irlandii. Tutaj nikt nie był w stanie powiedzieć, co strawiło ciało 76-letniego mężczyzny. W opinii lekarza, który się nazywał Ciaran McLoughlin, przypadek był niewyjaśniony i klasyfikował się jako spontaniczne samospalenie. Cytuję. Ale prawda jest taka, że zjawisko, w wyniku którego pożar o nieustalonym pochodzeniu, płomień trawi ludzkie ciało, interesowało ludzi od bardzo dawna.
Mniej więcej od XVIII wieku lekarze zaczęli już się temu przyglądać. Pojawiały się różnego rodzaju teorie na temat zjawiska samozapłonu. Sugerowano na przykład, że jeżeli człowiek wypije za dużo alkoholu albo w ogóle nałogowo chleje, to ciało się wysyca spirytem i w odpowiednim momencie dokonuje się samozapłon. To samo miało się dziać z ludźmi, którzy mieli nadprodukcję gazów i kiedy już osiągnęło to punkt krytyczny, dochodziło do tragedii. Sami możecie domyślić się, o co mi chodzi. Zjawisko, o którym mowa, w literaturze znane jest jako SHC. Tego skrótowca tłumaczymy jako spontaniczne samospalenie człowieka, ale w publikacjach już gdzieś tak od XIX wieku uznawano, że nie tylko alkoholicy czy ludzie nadmiernie spożywający różnego rodzaju pokarmy mogą stanąć w płomieniach. I tutaj Niestety nie pamiętam tytułu tej książki, ale ona została zacytowana w jakimś współczesnym opracowaniu i tam czytamy, że już wtedy odkryto, że najczęściej samospalenie dotyka starszych kobiet. Ogień również nie dotyka dłoni i stóp. I to jest bardzo interesujące.
Wokół ciała nie mamy większych zniszczeń tak naprawdę, zaś pozostałością po samospaleniu są zazwyczaj takie tłuste, niezwykle nieprzyjemnie woniejące prochy. Marku, wspomniałeś, że masz jakiś osobisty afekt w kierunku samospalenia. Dlaczego tak bardzo zwracano na nie uwagę w toku wieków?
[13:17] - Myślę, że nie musielibyśmy się specjalnie starać, żeby zrobić całą audycję o samospaleniach, ponieważ temat jest naprawdę tak obszerny, że będziemy musieli troszeczkę przyspieszać, żeby w ogóle wyjść z tego wątku, bo w końcu pięć paranormalnych zbrodni przed nami dzisiaj. A wątek samospaleń jest obecny, tak jak wspomniałeś, przynajmniej od XVIII wieku tak oficjalnie, ale ten przykład Polski, tego przedstawiciela Bony Sforzy czy też Zygmunta, świadczy o tym, że to sięga troszeczkę dalej. Ale rzeczywiście XVIII wiek to jest ten moment, kiedy się zaczęto tym oficjalnie interesować. I wyjaśnień na kopy, proszę państwa, dałoby się cytować godzinami. Ja przywołam swój taki: ciągnie wilka do lasu. Otóż w swoim czasie tego przykładu, a w każdym razie pewną historię samospalenia przywołał wielki pisarz Karol Dickens. On wydał taką powieść gdzieś w połowie XIX wieku. Wybaczcie państwo, ale niestety dat wszystkich w głowie nie mam. W każdym razie powieść nazywała się „Black House” i tam jest motyw polegający na tym, że jeden z bohaterów, który nazywa się Kruk bodajże, był alkoholikiem i doszło do samospalenia. Ale przywołuję nie dlatego, żeby państwu polecać prozę Karola Dickensa, chociaż warto.
Aczkolwiek tu muszę dodać, że ona się już mocno zestarzała, językowo się zestarzała. Natomiast jeśli chodzi o pewne intelektualne przesłania, to ona w dalszym ciągu chyba funkcjonuje i trzyma się całkiem nieźle. Dobrze, odejdźmy od literatury, to w końcu nie „Bibliotekarium”. Wracając do tego, dla mnie to jest świetny przykład tego, że ta wojna pomiędzy „racjonalistami” a tymi ludźmi, którzy skłonni są jednak dopuszczać pewne dziwności tego świata, ona trwa nieprzerwanie od bardzo dawna. Otóż Karol Dickens został zaatakowany, to dobre słowo, przez ówczesnego intelektualistę. To chyba dobre słowo. Był między innymi filozofem. Właściwie powinienem się wstydzić. Pamiętam, że miał na imię George, ale więcej już nie pamiętam. Został zaatakowany za szerzenie ciemnoty.
„Guseł” to chyba nie padało to słowo, ale możemy sobie powiedzieć: „guseł i zabobonów”, że coś takiego opisywał bez sensu. Zwróćcie państwo uwagę, mamy połowę XIX wieku, a już walka postu z karnawałem, czy też jakkolwiek sobie to określimy, trwała w najlepsze. Czyli ci racjonalni i mądrzy kontra ci, którzy są głupi i niedoczytani i w ogóle nic nie wiedzą o świecie. Zauważcie państwo, to do dzisiaj funkcjonuje i ja nie potrafię zająć stanowiska. Tak naprawdę jestem przeciwko jednym i drugim. Nie wierzę zarówno w to, że wszystko da się wyjaśnić w sposób oczywisty, racjonalny i naukowy. Niestety, być może za kilkaset lat nauka gdzieś tam dotrze do progu, w którym rzeczywiście pozna wszystko. Mam wątpliwości, ale załóżmy, zróbmy takie szalone założenie, że tak będzie. Natomiast okej, to są jedni, ale są też tacy, którzy uważają, że wszystko, o czym dzisiaj nauka nie potrafi powiedzieć, to oczywiście są sprawy paranormalne. Chyba tak nie jest.
Powinniśmy te rzeczy wypośrodkować. I dla mnie przykład samospaleń to jest najlepszy dowód na to. Otóż kiedy przygotowywałem się do dzisiejszej audycji, to przekopałem pół tony, może tonę materiałów dotyczących tych samospaleń. I wierzcie mi państwo, prób wyjaśnienia zjawiska jest naprawdę tak wiele, że czas by zacząć je przytaczać. Oczywiście pierwszy z brzegu, o którym już Piotr mówił, to nadużywanie alkoholu. Dickens chociażby też się na to powoływał. Czyli wysycamy nasze ciało alkoholem, a wiadomo, alkohol płonie, w związku z czym Tak. Tylko jak się człowiek przyjrzy szczegółowym analizom, i to współczesnym, to temperatura, w jakiej płonie alkohol, to nie są te temperatury, które spopielałyby ciało. W ogóle proces kremacji, spalania ludzkiego ciała to nie jest proces jasny i oczywisty. Tam wchodzą w grę temperatury zdecydowanie przekraczające 500 stopni Celsjusza.
Bardzo mocno przekraczające, bo w zależności od badań różnego rodzaju, są przywoływane temperatury, ale w takim rozliczeniu godzinowym. W związku z czym działanie temperatury rzędu 700 stopni na ludzkie ciało, potrzeba wówczas półtorej godziny. Mówię tak z głowy, bo nie pamiętam tych wszystkich danych, ale taka rasowa kremacja w temperaturze przekraczającej 1000 stopni to też nie jest proces jasny, oczywisty i szybki przede wszystkim. W związku z tym te wszystkie doniesienia dotyczące samospaleń, samozapłonów, które mówią o tym chociażby, że ciało ulega spopieleniu, a jednocześnie przedmioty wokół, chociażby łóżko, meble, wyposażenie wnętrza, jakimś dziwnym trafem nie ulega większym uszkodzeniom. Wyobraźcie sobie państwo temperaturę rzędu 1000, a właściwie przekraczającą 1000 stopni. To co? W małym pomieszczeniu to nie wywarłoby żadnego wpływu na otoczenie, na meble, na tak delikatne struktury, jakimi są materiały, czy to te z pościeli, czy też firanki, zasłony i tak dalej. Okazuje się, że zjawisko samospalenia czy samozapłonu wydaje się, podkreślam słowo wydaje się, bardzo intuicyjne, oczywiste. Tymczasem im bardziej człowiek zaczyna się wgłębiać w całą tematykę, to okazuje się, że to wcale proste nie jest. Że temperatury, sposoby spalania.
Ja nie jestem specjalistą, wybaczcie państwo, ale nie posiadłem wiedzy z zakresu medycyny, z zakresu kilku innych dziedzin, bardzo poważnych, naukowych i ścisłych, żeby się tu wypowiadać jako autorytet. Wręcz przeciwnie, ja raczej bazuję na tym, co przeczytam i mam nadzieję, że przeczytam z piór autorytetów. Ale bazując na tym, dochodzę do wniosku, że jest coś dziwnego w tym zjawisku. Coś, czego nie potrafię wytłumaczyć, bo to chyba nie podchodzi pod te wyjaśnienia typu alkohol, typu, że w określonych warunkach ludzki tłuszcz tak się kitłasi w człowieku, że też ulega samozapłonowi. To chyba są zbyt proste wyjaśnienia, żeby je przyjąć i później przechodzić do porządku dziennego nad tym, co się naprawdę dzieje w danej sytuacji.
[22:04] - Tak, tym bardziej że te przypadki są bardzo różne. O ile ten Polonus Vorstius, nasz rodak, miał rzekomo napić się jakiejś okowity czy wina.
[22:16] - Wina.
[22:17] - Tak. I buchnąć płomieniami. Tak w przypadku najbardziej znanym, ta pani się nazywała prawdopodobnie Mary Reeser. Tam mieliśmy do czynienia już z takim klasycznym samospaleniem. To był wiek XX już. Po niej została tylko noga. Reszta była spopielona. Mieszkanie się nie zapaliło, a o tym, że coś płonęło w środku, świadczyła tylko gorąca klamka. Kiedy ktoś wszedł do pokoju, prawdopodobnie właścicielka mieszkania zobaczyła, że ciało jest w strasznym stanie. Ale jeżeli chodzi o takie alternatywne hipotezy, takie najbardziej kontrowersyjne, dlaczego ciało ulega samozapłonowi?
Wersja A: dana osoba może chorować na jakąś przypadłość, która jest nieznana nauce i w jej wyniku dochodzi do wygenerowania w jakiś niewyjaśniony sposób ogromnej temperatury. Oczywiście też paliwa, które musi gdzieś w człowieku być. Hipoteza numer dwa, czyli B, wskazuje na obecność jakiejś skumulowanej energii nieznanego pochodzenia, dajmy na to jakiejś bioenergii znanej pod takimi nazwami jak chi czy prana. Nie mogąc znaleźć ujścia, ona po prostu spala człowieka, który w wyniku tego kończy życie. Ale najbardziej kontrowersyjne przypadki, Marku, według mnie dotyczą dzieci, bo ja słyszałem o kilku historiach noworodków czy też niemowląt, które uległy samospaleniu. I chyba taki najbardziej znany przykład z ostatnich lat dotyczy-
[24:02] - Polski.
[24:03] - Polski też, ale to była kontrowersyjna sprawa. Nie chciałbym tego przytaczać, ale mieliśmy historię sprzed 10 lat z Czennaj w Indiach i to jest sprawa zbadana o tyle, że po prostu rodzice pewnego małego dziecka zobaczyli, że ulega ono spontanicznemu samozapłonowi leżąc Może nie w kołysce, leżąc w swojej chatce na jakimś posłaniu. Oni twierdzili, że zapaliła się noga, potem płomień pojawił się gdzieś na brzuchu. Dziecko było poparzone. Na szczęście udało się ten ogień zdusić. Zostało zabrane do szpitala i tam starano się sprawdzić, czy jego ciało rzeczywiście może w jakiś sposób ulegać samozapłonowi. Nie potwierdzono tego w warunkach kontrolowanych. Ale jeżeli przyjrzymy się literaturze, to tam mamy do czynienia z czymś innym. Otóż większość ofiar samospalenia to są osoby raczej starsze, nierzadko nadużywające alkoholu, co nas prowadzi do tak zwanego efektu knota. Otóż ktoś otulony kocem czy kołdrą zasypia czy omdlewa.
Papieros wypada z ręki i mamy, zdaniem niektórych, odpowiedź na wiele przypadków. Ale wróćmy, Marku, do naszego Polonusa, bo chociaż samospalenie wygląda, że to jakaś zupełnie inna sprawa. Czy może stoi za tym rzeczywista zbrodnia, że chłopa ktoś po prostu otruł? A ta opowieść o ogniu buchającym z ust jest tylko jakimś literackim ubarwieniem.
[25:47] - Właśnie. Powiem tak: to oczywiście jest barwna historia, która przesuwa granicę obserwowanych samospaleń bardzo mocno wstecz. Niemniej jednak zwróćmy też uwagę, dla zachowania pewnego porządku, że samo istnienie owego rycerza, owego przedstawiciela dworu polskiego jest nawet kwestionowane. Więc znowu, tak jak jest to w przypadku historii sprzed wieków, nagle okazuje się, że pewne bardzo atrakcyjne doniesienie, które w jakiś sposób przykuwa naszą uwagę, po głębszej analizie, po takich poszukiwaniach okazuje się, że na dobrą sprawę nawet nie wiadomo, czy ktoś taki jak ten rycerz, przedstawiciel dyplomatyczny w ogóle istniał. Tam się kwestionuje nawet jego powiązania rodowe, jego pochodzenie, czy on tak naprawdę był Polakiem, czy też był przedstawicielem dworu polskiego i tak dalej. W związku z tym, kiedy my zaczynamy się poruszać w takiej mgle, to historia bardzo fajna, bardzo zajmująca i poruszająca. Niemniej jednak ja bym przeniósł ten reflektor nasz, którym oświetlamy różnego rodzaju przypadki, jednak troszeczkę w bliższe nam wieki, czyli powiedzmy na XIX i XX wiek, bo to zdecydowanie zrobi nam lepiej. Odnotujmy, że taki przypadek gdzieś tam się wydarzył, ale ja bym się nim specjalnie nie zajmował. A à propos tego efektu knota, o którym wspomniałeś, powiem w ten sposób: on na pierwszy rzut oka wydaje się taki bardzo nośny. To znaczy, my wszyscy wiemy, jak świeca działa.
Mamy knot, mamy świecę, wypala się ten materiał. Wiecie państwo, jak działa świeca. Tylko uświadommy sobie jedną sprawę, że żeby spopielić tak ludzkie ciało, jak często mówi się o tym w przypadku omawiania samospaleń, to potrzeba temperatury rzędu, w przypadku dorosłych osób, 1300 stopni. Takie przynajmniej informacje wyszukałem. Tam są wahania oczywiście różne, bo to znowu dotyczy wieku. W przypadku dzieci to podobno jest jednak niższa temperatura. Kompletne samospalenie dziecka może nastąpić w temperaturze nawet tylko, jak sobie to określimy, 500 stopni. Ale to musi działać przez dwie godziny. 800–1000 stopni przez godzinę jest w stanie zamienić w kupkę popiołu ciało dorosłego człowieka. Ja mam takie, taką intuicję.
To takie modne słowo, ale dobrze oddaje stan mojego ducha, że mamy do czynienia ze zjawiskiem, które jeśli istnieje, to nie tłumaczy się tak prosto jak efekt knota czy efekt tego, że ktoś nadużywa alkoholu. Myślę, że w grę wchodzą zjawiska znacznie bardziej złożone, których być może nie znamy. Ja tylko wspomnę, że w bardzo wielu relacjach dotyczących samospaleń mowa jest o takim niebieskim płomieniu, który przypomina płomień palnika gazowego. W dodatku w przynajmniej kilku relacjach możemy się natknąć na informację o takim syczeniu charakterystycznym właśnie chociażby dla pracy palnika. Coś syczy tak, jakby podsycało ten płomień. Wiem, że ciągnę państwa w kierunku czegoś, o czym nie potrafimy za bardzo opowiedzieć, bo nie wiemy, o co chodzi. Ale mimo wszystko stopień tego zniszczenia, które powodują samospalenia, czyli zamienianie się kawałków ciała ludzkiego, bo na przykład zostają nogi, stopy, zostają meble, nawet materiały. Okazuje się, że to jest zjawisko lokalne, ale w znaczeniu bardzo prostym, czyli dotyczącym bardzo małych odległości. A temperatura musi być ogromna. Albo też zjawiska, które zachodzą podczas samospalenia mają troszeczkę inny charakter, niż sobie wyobrażamy.
Może nie chodzi o czystą kremację, ale jakiś inny rozpad, skoro z człowieka, a w każdym razie z poważnych partii człowieka zostaje pył, jakiś popiół zupełny, a zaraz obok jest twarda materia. To mi się wydaje niepokojące i wydaje mi się takim drogowskazem, przy całym swoim sceptycyzmie podkreślę, że mamy do czynienia ze zjawiskiem, którego nie ogarniamy. Nie ogarniają go naukowcy. Starają się robić dobrą minę do złej gry, przytaczać, stąd ta obfitość, o której wspomniałem, wyjaśnień. Ale te wyjaśnienia, które są serwowane, jakoś mnie nie przekonują. Są co prawda takie, które zwróciły moją uwagę, ale o nich pewno za chwilę powiemy. Natomiast te takie klasyczne typu knot, typu alkohol, to nie, ja tego nie kupuję.
[32:38] - Ja pamiętam taką historię sprzed lat, kiedy gdzieś na Sycylii dochodziło do spontanicznych wybuchów pożarów w domach. Ta miejscowość była nękana samoistnymi pożarami, jakby to był jakiś poltergeist, jakby to było jakieś zjawisko geologiczne. To było bardzo interesujące. Może gdzieś tutaj właśnie trzeba szukać wskazówek. Ale ja bym jeszcze wrócił do tego Polonusa, bo on jest naszym rodakiem. Ktoś mu próbował świnie podłożyć prawdopodobnie i umieścił go w tym Mediolanie. Ale można powiedzieć: Polak pojechał na tournée po Europie, spił się jak zwykle i sobie spłonął. Otóż nie było tak, drodzy państwo. Legenda o Polonusie, nie to, że to jest legenda stuprocentowa, ale powiem tak: ta historia, że był Polonus Vorstius, to jest efekt powtórzenia błędnego relacji oryginalnej przez pewnego angielskiego pisarza w książce z 1995 roku pod tytułem „Ablaze”. On tam zacytował dzieło lekarza duńskiego Thomasa Bartholina z połowy XVII wieku.
I ten Bartholin, medyk, matematyk pisze tam o relacji, którą usłyszał od lekarza Adolphusa Vorstiusa, który był ponoć wówczas bardzo cenionym medykiem. Tenże Vorstius usłyszał z kolei tę opowieść od swojego ojca. Być może miał na jej temat nawet jakieś notatki. Ale o czym to mówi? Otóż był sobie kiedyś Polonus, czyli jakiś Polak, prawdopodnie jakiś polski szlachcic, który za czasów królowej Bony miał sobie wypić jednak jedną po drugiej szklankę jakiejś okowity. Wtedy też się coś w nim zapaliło. Buchnął płomieniem i się spalił. Co doprowadziło do jego śmierci? My możemy się jedynie domyślać, bo jak powiedziałem, ta historia w swojej wersji, która krąży w literaturze, jest kalką historii jeszcze bardziej powiedziałbym, mało szczegółowej. Czy to była jakaś powtarzana opowieść ku przestrodze: „Nie pijcie tak dużo okowity”, czy też był to realny przypadek, który obrósł mitem.
Tego się nigdy nie dowiemy. Natomiast co mi przychodzi do głowy? Przychodzi mi do głowy taka bardzo popularna, powiedziałbym, wiejska legenda o charakterze ogólnopolskim. Ona dzisiaj już nie jest tak bardzo popularna, ale swego czasu wierzono, szczególnie na wsiach, że jeżeli człowiek wypije duszkiem spirit, czyli spirytus albo jakiś wyjątkowo mocny bimber, to on ulega w człowieku właśnie samozapłonowi. Nie wiem, czy tutaj możemy łączyć tę historię Polonusa z tąże legendą. Możliwe. W każdym razie jest trup, Marku, a wyjaśnienia nie ma. A może go ktoś rzeczywiście otruł? Może mu czegoś tam dosypano? Tego się nigdy nie dowiemy.
Niemniej jednak spontaniczny samozapłon to jest zjawisko na tyle rozbudowane, że zapewne kiedyś jeszcze powrócimy do niego, cytując może nie najpowszechniejsze przypadki, bo te najbardziej oczywiste są może nie tak interesujące, ale kiedy słyszymy o tych dzieciach, które stawały w płomieniach, kiedy słyszymy opowieści o tym, że ktoś po prostu był świadkiem sam swojego samozapłonu, to w grę wchodzą już inne zjawiska niż wspomniany efekt knota.
[36:37] - Ciekawa była próba wyjaśnienia za pomocą: mówiono o piorunie kulistym, że to może być przyczyna. Piorun kulisty, tylko przypomnę, to zjawisko dosyć tajemnicze. Przez długi czas było kwestionowane. Ja sam pamiętam jeszcze całkiem poważne książki z lat 70., które kwestionowały istnienie czegoś takiego jak piorun kulisty. Z czasem to się zmieniało. Natomiast warto chyba podkreślić, że mówi się o tym, że piorun kulisty nie ma żadnych problemów z przenikaniem przez materię, przez ściany, przez okna. I gdyby taki piorun kulisty wniknął w człowieka, to efekt mógłby przypominać to, z czym mamy do czynienia w przypadku samospaleń. A żeby nie odwoływać się tylko i wyłącznie do świadectwa gdzieś z czasów Bony Sforzy, warto powiedzieć, że pod koniec XX wieku zdarzyło się takie samospalenie, chociażby na osiedlu w Gdańsku. 64-letni mężczyzna spłonął w swoim mieszkaniu. Co ciekawe, w tym kontekście to słowo „ciekawe” brzmi co najmniej dwuznacznie.
Ale te relacje, które mówią o tym nieprzyjemnym zapachu, to oczywiste, ale specyficznym dymie, gęstym, warkoczowatym, czyli wydobywającym się w takich strugach, w pewnych takich gęstych oparach, które się pojawiają. One są charakterystyczne, okopcone. Mieszkanie bywa okopcone, ale nie spalone. Te temperatury, które przywoływałem, 1300 stopni, w każdym razie takie konkretne temperatury mają się nijak z jednej strony do tego, jaki jest stan mieszkania, a z drugiej strony człowiek zaczyna mówić: „Ale przecież zamienił się, przynajmniej częściowo, ten człowiek w popiół”. Naprawdę trzeba ogromnej temperatury, żeby coś takiego się stało. A tymczasem w tym przypadku z Gdańska, który przywołałem, w tym mieszkaniu nie zapalił się żaden mebel. Wyobraźcie sobie państwo temperaturę rzędu tysiąca stopni. Jesteście państwo pół metra od tej temperatury, od tego miejsca, które promieniuje taką temperaturą. Zaręczam państwu, że to by się dobrze nie skończyło dla was, jeślibyście tak blisko takiej temperatury stanęli. W związku z tym te przypadki, tak jak powiedziałem w poprzednim wejściu, mają w sobie coś tajemniczego.
W związku z tym bardzo mi pasuje ta próba wyjaśnienia związana z piorunem kulistym. Ale to jest tylko próba wyjaśnienia, wcale nie oczywista, bo samo zjawisko pioruna kulistego tak do końca zbadane nie jest. Wiemy tylko, że energia, która tam jest zgromadzona, jest potężna, ale nikt eksperymentów ostatecznie nie wykonał. Dlatego ja, czując powagę tematu, czując to, że temat samospaleń niesie w sobie jakąś zagadkę, nie potrafię wypowiadać się w taki sposób, że to naprawdę ktoś się napił i spłonął. Jakoś mi się to nie klei. Myślę, że wyjaśnienie tej zagadki jest jeszcze przed nami. Jeszcze chyba nie osiągnęliśmy, nie dotknęliśmy tego elementu. Być może to ten piorun kulisty, ale jeszcze przed nami jest to wyjaśnienie.
[41:05] - Tak, tym bardziej że jeżeli pojawią się kolejne odcinki paranormalnych zbrodni, to do tematu spontanicznego samozapłonu jeszcze wrócimy. Ale przechodzimy do sprawy numer dwa. Tutaj trudno mówić o zbrodni. Na szczęście się nie dokonała, ale było blisko, a jej autorem miał być duch. Duch poprzedniego gospodarza, mieszkańca wsi Niewieścin. To jest kujawsko-pomorskie.
[41:35] - Tak, blisko Bydgoszczy. Stamtąd zresztą bydgoszczanie, jeśli dzisiaj nas słuchają, kojarzą Niewieścin z bardzo dobrymi wędlinami. To taka prywata na antenie Paranormalium.
[41:52] - Tak, to była w ogóle bardzo znana swego czasu sprawa. Ale po kolei. Jak powiedzieliśmy, było blisko do strasznej tragedii. I to chyba nawet więcej niż raz. Jak zapewniali główni bohaterowie tej historii, coś ich zaczęło straszyć, a potem nękać. Konflikt z takim demonicjie usposobionym duchem, który zamieszkał w gospodarstwie państwa M., doprowadził do skrajnych reakcji psychicznych, w tym nawet próbie wymierzenia pistoletu w kierunku upiora. Ale dochodziło do ataków fizycznych na mieszkańców. Pewnej nocy gospodarz, śpiąc sobie, ten nowy gospodarz poczuł na skroni zimny dotyk, jakby ktoś przystawił mu do głowy pistolet. Historia ta jest jedną z najciekawszych, jeżeli chodzi o polskie nawiedzenia. To sprawa bardzo dramatyczna, ale też medialna.
Opisał ją w swojej książce Wojciech Chudziński. To była książka „Niewyjaśnione zjawiska w Polsce”, której współautorem był Tadeusz Olszubski i tam znajdziemy dość obszerną relację z tego miejsca. Wszystko ma swój początek w latach 80. Państwo M. zakupują gospodarstwo od starszego pana, który wkrótce umiera w pokoju gościnnym na fotelu. Wprowadzają się, mieszkają tam kilkanaście lat i nic specjalnego się nie dzieje, aż do okolic roku 1999. Wtedy synowie nowych gospodarzy zaczynają skarżyć się na ataki niewidocznej siły, która ma ich w nocy, brzydko mówiąc, podduszać. Jak wspomina Wojciech Chudziński i Tadeusz Olszubski, cytuję: „Niemal każdego dnia wszyscy M. widywali cień chodzący po całym domu i gospodarstwie. Słyszeli tajemnice dźwięki”.
Tutaj gospodarz doprowadzony przez ducha na skraj wytrzymałości raz próbował do niego wypalić z pistoletu. Oczywiście nie był prawdziwy pistolet, ale jakiś tam straszak. Tutaj pan M. mówił: „Jak go zobaczyłem za dnia, to taka mnie złość wzięła, że sięgnąłem do szafy po pistolet straszak i strzeliłem. Poszedł sobie, ale szybko mi się zrewanżował. Kilka godzin później położyłem się spać. Nagle w środku nocy coś mnie budzi. Czuję przy skroni coś zimnego i ciężkiego, jakby mi kto lufę przystawił do głowy. Włosy mi dęba stanęły. Zerwałem się z łóżka”.
I tyle z ataku złego ducha. Marku, co się tam działo potem? Bo to się oczywiście nie skończyło na tym. Tam dochodziło do takich niecnych ataków tego cienia na domowniku, jakiegoś tam chyba szarpania za włosy, jeżeli dobrze pamiętam.
[44:49] - Tak, to prawda. Ale warto też podkreślić z tego fragmentu, który przytoczyłeś, że ten duch czy ta siła na swój sposób była dowcipna to może jest złe określenie, ale w każdym razie wredna. Bo skoro ten gospodarz wypalił do niej ze straszaka z pistoletu, to się zrewanżował ten ktoś. Ten pan duch zrewanżował się przyłożeniem do głowy czegoś, co mogło pistolet przypominać. Nie wiem, czy o tym świadczy, w każdym razie mamy do czynienia z taką sytuacją opisaną przez Tadeusza Olszubskiego i Wojciecha Chudzińskiego, która świadczyłaby o tym, że ewentualna druga strona nie jest pozbawiona pewnych emocji, a nawet jakichś takich uczuć. Chociażby: „Odegram się. Skoro ty mi tak, to ja tobie też”. A wracając do tego, co było dalej, tam się oczywiście odbywały różne historie związane z hasaniem cienia po całym domostwie, takim przemieszczaniem się oficjalnym, bez czekania na żadne wieczory czy noce. W dzień to się po prostu hasało to coś po mieszkaniu. To spowodowało, że gospodarze zaczęli zapraszać w swoje progi osoby kompetentne.
Tu cudzysłów postawię, bo przez ten dom przewinęła się cała zgraja różnego rodzaju świeckich i duchownych specjalistów od złych mocy, w każdym razie mocy nieziemskich. Tak naprawdę państwu M. pomogła pewna egzorcystka z Łodzi. Tu od razu skojarzenie z naszym programem, Piotrze, o siostrze Ann, który mieliśmy w ostatni piątek. Mówiliśmy o filmach, o egzorcyzmach siostry Ann. Tam była kwestia dotycząca tego, czy też kobiety mogą być egzorcystami, egzorcystkami właściwie. To budziło pewną wątpliwość do tego stopnia, że zjawił się ktoś, kto powiedział, że pieprzymy głupoty. To z pozdrowieniami dla tej osoby. Natomiast wracając do tego, tu się pojawiła taka polska siostra Ann. Nie wiem, jak pani miała na imię.
W każdym razie ona spowodowała, że ten oporny byt, który nie bardzo miał ochotę gdzieś tam wracać w zaświaty, jednak w te zaświaty wrócił, aczkolwiek nie do końca, bo co prawda nie w sposób tak agresywny jak dotąd, ale jednak ów cień błąkający się po gospodarstwie, błąkający się po zabudowaniach, po mieszkaniu, od czasu do czasu się jednak pojawiał. Nie był już tak, powiedzmy, rozbuchany. Nie straszył domowników, nie podduszał i nie rewanżował się za strzelanie. Niemniej cały czas tam był. To świadczyłoby o tym, że był bardzo przywiązany do tego miejsca. I pytanie, czy to też był ten poprzedni właściciel, który sprzedał państwu M. zabudowania? Bo przypomnę, on został znaleziony w tych zabudowaniach martwy. Już po wykonaniu transakcji. Czy to był on, czy to był ktoś wcześniejszy?
Nie mamy szans dojść. Natomiast sama sytuacja, potwierdzona zresztą przez dwóch reportażystów z Bydgoszczy przywoływanych już, czyli Wojciecha Chudzińskiego i Tadeusza Olszowskiego, świadczy o tym, że emocje, które wokół tego zdarzenia się rozgrywały, emocje, które obaj panowie obserwowali, to nie było coś, co było, za przeproszeniem, wyssane z palca. Te emocje były prawdziwe, a znając warsztat obu panów wiem, że oni drążyli sprawę dosyć dogłębnie. Czyli to nie tak, że ktoś tam powiedział: „Zdenerwowany byłem”. Nie, to tak nie wygląda. Panowie włożyli w to sporo pracy, a zatem coś było na rzeczy.
[49:52] - Tak. W Polsce ogólnie rzadko zdarza się, że ktoś wychodzi prosto do mediów ze swoją historią o dziwnych przeżyciach. Powiedzmy tak: rzadko się to zdarza od roku 1989. Wcześniej ludzie mieli mniej oporów, czego przykładem są liczne relacje UFO, w tym historia Jana Wolskiego. Ale potem, widząc, jak się ta prasa rozwija, jak telewizja szuka sensacji, to ludzie tracili serce. Nie byli za bardzo skłonni do uzewnętrznienia tych swoich historii. Tym bardziej że skazywali się jednoznacznie na jakieś dziwne komentarze i tak dalej. Ale państwo M. musieli być mocno zdesperowani, skoro nie tylko wyszli z tym do ludzi, ale próbowali o tym mówić, a w dodatku szukali pomocy. Okazało się, że ksiądz nie pomaga i pomogła dopiero pewna egzorcystka.
I tu jest pytanie: czy tam to wszystko się skończyło? Bo tak naprawdę pojawiła się taka teoria, że u nich w tym saloniku, gdzie skonał poprzedni gospodarz, otworzył się jakiś portal do zaświatów, z którego ściągane były różne złe byty. To nie jest tak, że tylko ten pistolero, który próbował nastraszyć głównego gospodarza nocnym incydentem z przyłożeniem czegoś zimnego do skroni, ale tych duchów miało być więcej. Ale to była tylko hipoteza. Co się tam teraz dzieje? Nie wiemy. W literaturze parapsychologicznej są znane bardzo podobne przypadki, czyli agresywne zachowania duchów. Dokładniej opowiemy o tych innych zdarzeniach w kolejnych odcinkach. Natomiast trzeba powiedzieć, że są to bardzo zróżnicowane przypadki. Od ludzi, którzy ucierpieli w wyniku działania poltergeistów, po bardziej wątpliwe przypadki z krajów Południa, gdzie oskarżano za coś ducha, a winien był człowiek.
Niewieścin to jedna z bardzo nielicznych historii polskich o interesujących nawiedzeniach. Wydaje się, że w naszym kraju o duchach straszących w domach czy też budynkach użyteczności publicznej mówi się niewiele. Do Nieznanego Świata i Paranormalium często przychodzą różnego rodzaju historie ludzi, którzy musieli się zmagać z takimi rzeczami w swoim domu, ale też za bardzo nie chcieli o tym mówić publicznie, po prostu nie mieli gdzie uciec. Nie można się tak w Polsce po prostu wyprowadzić ze swojego domu albo przenieść do hotelu tylko dlatego, że cię straszy, jak to często jest pokazywane w filmach z Hollywood. Chciałbym wam tutaj polecić jedną historię, która nam pokazuje, jak to czasami jest, kiedy żyjemy pod jednym dachem z jakąś niezwykłą siłą, której nie rozumiemy. I tutaj w „Nieznanym Świecie” w październikowym numerze z ubiegłego roku znajdziecie taki artykuł: „Duchy i tajemnice ukryte pod ziemią”. Opowiada on historię pewnej miejscowości we wschodniej Polsce. To się wszystko dzieje teraz. Gdzie przeprowadziła się pewna rodzina z miasta. I okazuje się, że część ich posesji jest uważana za nawiedzoną.
I rzeczywiście dzieją się tam bardzo dziwne rzeczy. Widywane są zjawy. Miejscowi nawet otwarcie mówią, że to jest obszar nawiedzony z jakichś powodów. W miejsce to udała się Alicja Ziętek, żeby to sprawdzić. Jej wnioski znajdziecie w październikowym numerze „Nieznanego Świata”. Można go znaleźć na www.nieznany.pl. Ale Marku, tutaj w Niewieścinie mieliśmy do czynienia z bardzo nietypową sytuacją, bo to nagromadzenie emocji ludzkich, czysto ludzkich emocji, już nie mówię o tym skurzeniu tego złego ducha, było tak duże, że to samo z siebie mogło do jakiejś tragedii doprowadzić. Wyobraźmy sobie, że mieszkamy w domu z, jak powiedziałem, siłą, której nie rozumiemy, która jest agresywna, która nas nie chce. Może nas w każdej chwili zaatakować, bo jej po prostu nie widać. Ma nad nami tą przewagę, że może się ukryć dosłownie wszędzie i robić co chce.
Może na nas wpływać zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Przecież te historie o duchach, które w jakiś sposób wpływają na ludzi mentalnie, to znaczy próbują ich nawet opętywać, też są w Polsce znane. I tutaj, Marku, pytanie jedno o to mieszkanie, tą mordęgę psychiczną mieszkania w nawiedzonym domu. Ale jest też drugie pytanie, takie już bardziej odnoszące się do popkultury, bo jak powiedziałem, Niewieścin to jedna z niewielu w miarę udokumentowanych historii o nawiedzeniach w Polsce. Ale jeżeli przyjrzymy się Wielkiej Brytanii czy Stanom Zjednoczonym, to się okaże, że tam tych opowieści jest dużo więcej i one są znacznie bardziej rozbudowane. Rodzi się automatycznie pytanie: dlaczego takich historii, jak są pokazane chociażby w książkach Warrenów, jak w serii filmów, które były o te książki oparte, nie ma w Polsce? To znaczy, jeżeli my się spotykamy z czymś, mamy oczywiście historię o duchu i ona jest w miarę straszna jak na mnie wieści, czasami dramatyczna, jak właśnie w tym przypadku. Ale nie ma tam takich hardkorowych jazd jak właśnie chociażby w tej serii, zapomniałem jak ta seria się nazywała, oparata o Warrenów. „Conjuring”. „Obecność” chyba.
Natomiast jeżeli ktoś chciałby się przekonać, o jakich tutaj przypadkach mówię, to kiedyś kanał Discovery, to było pewnie z 10 lat temu albo i więcej, wypuścił taką bardzo dobrą serię dokumentów fabularyzowanych. Ona się po polsku nazywa „Duchy” z tego, co pamiętam. Jeszcze jakiś czas temu można było znaleźć powtórki na tych kanałach wszystkich discovery'owych i tam jest pokazane, jak bardzo duża różnica jest między tymi opowieściami o duchach z Polski, z Europy i ze Stanów Zjednoczonych, gdzie jeżeli nie dorównujesz swoją skalą Amityville, to nie opowiadaj miłośnikom nawiedzeń w ogóle o swojej historii. Czy to nie jest, Marku, czasami tak, że ludzie za oceanem troszeczkę sobie ubarwiają te historie, aby móc je lepiej sprzedać?
[56:23] - Nie można tego wykluczyć, całkowicie się podpisuję pod tym, co powiedziałeś, że tam panuje kultura pompowania baloników. Czyli jak mamy jakąś sytuację, to ją tak dopompujmy, żeby stała się na tyle medialna, żeby się na tym nawet zarobić dało. Tak, ale to są Stany Zjednoczone. Natomiast ja myślę, że w Polsce występuje zjawisko, chciałem powiedzieć odwrotne, ale nie jestem pewien, czy to jest odwrotność. W związku z tym powiem: inne zjawisko występuje. Otóż ja mam takie wrażenie. Sam w swoim życiu słyszałem kilka historii zahaczających mniej więcej o te klimaty, o których mówiliśmy przed chwilą, które zostały w tak zwanym rodzinnym archiwum, takim przekazywanym z ojca na syna, czy w każdym razie w ramach rodziny. Coś wiemy, coś zaobserwowaliśmy, ale się tym nie dzielimy. Bo też nie oszukujmy się, proszę państwa, bardzo dobrze, że przy tym temacie mogę o tym powiedzieć: polska prasa, coraz mniej papierowa, coraz bardziej internetowa, nie jest miejscem wymarzonym do tego, żeby dzielić się historiami swojego życia, nawet jeśli są to historie niezwykłe. A może nawet przede wszystkim, jeśli są to historie niezwykłe.
Ponieważ polska prasa, nie wiem, być może na Zachodzie jest bardzo podobnie. Mam podejrzenia, że tak właśnie jest. Natomiast polska prasa bije już pewne rekordy cynizmu i takiego bardzo przedmiotowego traktowania wszelkich historii. I w związku z tym historia jest ciekawa. Jak trup pada gęsto, ewentualnie wampiry, krew im ścieka z zębów albo jakieś inne dziwne rzeczy się dzieją, to jest wszystko okej. Duchy, jak tam się coś dzieje niesamowitego, podduszanie byłoby niezłe albo jakieś inne tego rodzaju dramatyczne okoliczności. W związku z tym ludzie nie są głupi. Patrząc na to, jak zachowuje się prasa, czy to brukowa, poważna się takimi sprawami nie zajmuje w ogóle, a prasa brukowa robi z tego na ogół szopkę, a w każdym razie igrzyska. W związku z tym to się wszystko zaczyna zamieniać w idiotyzm. Bo taka jest reguła działania brukowców.
Najpierw przedstawmy historię, a później ją eskalujmy, czy też w każdym razie pompujmy dalej i w związku z tym to w pewnym momencie zaczyna się zamieniać w swoją własną parodię. Ja myślę, że ludzie rozglądając się wokół siebie, patrząc, jak to wszystko wygląda, spora część ludzi w pewnym momencie doszła do wniosku, że nie ma co zawracać sobie głowy upowszechnianiem tej historii, bo to owszem, da chwilową popularność, dla niektórych staniemy się bohaterami, dla niektórych idiotami. Tak to zresztą będzie przedstawiane w tej prasie brukowej. I tak naprawdę niczego na tym nie zyskamy, bo zapomnijcie państwo, że to będzie jak w Stanach Zjednoczonych, że da się na tym zarobić, więc niczego na tym nie zyskamy, najwyżej zrobimy z siebie głupków i to takich, że się nam to zapamięta na długi czas. W związku z tym ja zetknąłem się z tą sytuacją, o której już wspomniałem. Jest szereg historii, które po prostu do środków masowej informacji nie docierają. Ludzie nie zawracają sobie głowy upowszechnianiem tego typu historii. I tu jesteśmy w Radiu Paranormalium, to powiedzmy coś, co trzeba powiedzieć. Takie media, nazwijmy je niszowe, one pełnią bardzo dobrą rolę, bo ściągają, zbierają tego typu informacje. To paradoks.
Niszowe media cieszą się większym zaufaniem, jeśli chodzi o tego typu historie niż media głównonurtowe. Czy ja się temu dziwię? Wobec tego, co przedstawiłem, co się dzieje w środkach masowej komunikacji, nie, nie dziwię się temu, ale jednak pewnym paradoksem to pozostaje. Jeśli porównamy sobie tę sytuację z tym, o czym powiedział Piotr, czyli ze Stanami Zjednoczonymi, sprzedawaniem swoich historii, zarabianiem na nich, to Polska jest krajem działającym nieco odwrotnie. Ale te historie są. Tak jak powiedziałem na początku tej wypowiedzi, kilka takich historii poznałem. Mniej lub bardziej wstrząsających, mniej lub bardziej ekscytujących, ale one są, tylko nie przedostają się za ten firewall czy jakkolwiek to określimy, związany z masową publikacją.
[01:01:55] - Tak, o ile w Niewieścinie nie doszło do jakiegoś morderstwa, to możemy zapytać, czy gdyby ta sytuacja się eskalowała i eskalowała, i byłoby coraz gorzej, emocje byłyby coraz silniejsze, to czy nie doszłoby tam przypadkiem do jakiejś tragedii? Kto wie. Znamy wiele legend miejskich, na przykład o opuszczonych domach, które są opuszczone tylko z tego względu, że ten dom był kiedyś nawiedzony, działo się w nim coś złego i mieszkający w nim ludzie po prostu dopuścili się jakiegoś niecnego czynu. To jest jedna z wersji legendy miejskiej o nawiedzonym domu w Myszkowie, o którym mówiliśmy w jednej z poprzednich naszych audycji. Całe szczęście, że tam się nic nie stało, że otrzymano pomoc od źródła, jakim była egzorcystka z Łodzi. Natomiast było blisko, było o włos. Ja myślę, że w wielu przypadkach ludzie po prostu nie ujawniają swoich relacji o paranormalnych doświadczeniach. I ta energia się kumuluje, te złe emocje się kumulują, stres przede wszystkim, bo jak mówiłem, nie da się bezstresowo mieszkać albo reagować bezstresowo, jeżeli stykasz się oko w oko z taką siłą, której nie rozumiesz i która jest jednoznacznie dla ciebie nieprzychylna. Ale o innych atakach ze strony duchów opowiemy w kolejnym odcinku. Marku, była już historia Polonusa, była historia Niewieścina, to czas na trzeciego Polaka powiedziałbym albo na trzecią historię związaną z Polską, aczkolwiek ona się w Polsce nie rozgrywa.
Tutaj już mamy do czynienia z realną zbrodnią. Nie wiem z jakiej strony, ale coś naprawdę zabiło pana Zygmunta Adamskiego. Zacznijmy od tego, że 28 listopada 1980 roku konstablowi Alanowi Godfreyowi przydarzyło się coś bardzo dziwnego. Otóż patrolował on okolice miasteczka Todmorden, kiedy siedząc w swoim radiowozie zaobserwował nagle światło nad jezdnią. Okazało się, że był to taki romboidalny obiekt o wysokości około sześciu metrów, który wirował po prostu wokół własnej osi. Godfrey próbował skontaktować się z posterunkiem, ale radio nie działało. Po chwili nastąpił rozbłysk i UFO zniknęło. Co było najdziwniejsze, Godfrey uświadomił sobie, że znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej niż przed sekundą. Wniosek: musiał doświadczyć tak zwanego zagubionego czasu, missing time. W międzyczasie jednak narysował obiekt i ten rysunek stał się jednym z takich, nie chciałbym powiedzieć kultowych, ale najbardziej znanych wizerunków obiektów UFO w Wielkiej Brytanii.
Cała sprawa była bardzo głośna, bo Godfrey twierdził, że odkrył u siebie na stopie jakieś dziwaczne znamię, które by sugerowało, że został uprowadzony. Poddał się nawet regresji. Twierdził, że był zabrany przez jakieś dwie nieludzkie istoty i tak dalej. Potem, po latach trzeba powiedzieć, że zaprzeczył temu, iż akurat ta ostatnia część, czyli to badanie na pokładzie UFO miało miejsce. Ale co to ma wspólnego z Zygmuntem Adamskim? Otóż wyobraźcie sobie państwo, że kilka miesięcy wcześniej Godfrey został wezwany do przypadku morderstwa na placu należącym do składu budowlanego w Todmorden. Denat znajdował się na pryzmie węgla o wysokości około trzech metrów. Został znaleziony przez syna właściciela składu Trevora Parkera. Tym zamordowanym był wspomniany Zygmunt Adamski, który od jakiegoś czasu był poszukiwany. W 2018 roku Godfrey tak mówił o tym, co wtedy na miejscu zastał i tutaj cytuję.
Mówi to o Adamskim: „Znajdował się na czubku kupy węgla, ale nie było na nim, czyli na jego ubraniu nawet grudki. Jego oczy były szeroko otwarte. Miał też poparzenia. W jaki sposób mógłby się tam wspiąć?” — pytał. Policjant dodawał, że Adamski wyglądał tak, jakby umarł z przerażenia. Miał też na karku jakieś wspomniane ślady poparzeń posmarowane czymś tłustym, jakąś maścią, która została potem zabrana do analizy, ale nic z tego nie wyniknęło. Marku, jakie były okoliczności w ogóle zaginięcia Zygmunta Adamskiego?
[01:06:52] - Takie bardzo prozaiczne. Był rok 1980, czerwiec i mniej więcej koło 15:00, po 15:00 Adamski powiedział swojej żonie, zresztą dosyć poważnie chorej, niemogącej się samodzielnie poruszać, że idzie do sklepu. To był piątek. Następnego dnia Adamscy wybierali się na ślub córki chrzestnej Zygmunta Adamskiego, ale on wyszedł do sklepu i na tym ślubie już się nie pojawił. Zniknął. Nie było go. Znaleziono zwłoki przy pryzmie węgla pięć dni później. W okolicach godziny 16:00 wspomniany już przez ciebie pracownik składu po prostu te zwłoki odkrył. I właściwie od tego momentu zaczyna się taka sytuacja samych niedopowiedzeń, bo tak jak powiedziałeś, jakieś ślady oparzeń, takich poważniejszych, na karku, w tych okolicach w każdym razie, posmarowane jakąś maścią, wyraz przerażenia na twarzy. A wszystkiego tak naprawdę żadnego wyjaśnienia nie można było znaleźć.
Zmarł nasz pan Adamski na zawał czy atak serca? Zawsze tego nie rozróżniałem. W każdym razie serce gdzieś tam w pewnym momencie stanęło i to było główną przyczyną śmierci. Koroner, który badał ciało Adamskiego, przyznał w wywiadzie dla BBC, w końcu wtedy BBC to była jednak firma, niekoniecznie dzisiaj, ale wtedy to naprawdę była firma, powiedział, że to była najdziwniejsza sprawa w jego karierze zawodowej. Ustalił, że owszem, Adamski zmarł na atak serca, ale te ślady oparzeń, o których wspomniałem, pozostawały tajemnicą. Właściwie nie można było stwierdzić, czego są dowodem, czego są śladem owe oparzenia. W dodatku skład maści, którą były posmarowane nie dało się określić. Nie potrafiono podać jej składu. W dodatku ustalono, że Adamski nie był przyjmowany w żadnym szpitalu w tak zwanym międzyczasie, czyli pomiędzy zaginięciem a odkryciem zwłok. Nie był też przyjmowany w przychodni.
W dodatku taka analiza wyglądu ciała pokazywała, że pomimo pięciodniowej absencji w naszej rzeczywistości czy w każdym razie nieobecności, Adamski nie zdradzał śladów jakiegoś wyczerpania, że był jakoś specjalnie dręczony. W dodatku na przykład zarost na jego twarzy sprawiał wrażenie jednodniowego. Śmierć nastąpiła w dniu, w którym zostały odnalezione zwłoki. W związku z tym odtworzenie tego, co działo się z Adamskim było trudne. W dodatku jeszcze, żeby całą dziwność powiększyć, to warto powiedzieć, że dziwne rzeczy działy się z ubraniem Adamskiego. Otóż owszem, był ubrany, ale na przykład brakowało koszuli, a pozostała część garderoby była krzywo pospinana, tak jakby go ktoś ubierał, ale bez specjalnej znajomości tego, jak należy się ubierać, ewentualnie ubierał go w jakimś pośpiechu. Sekcja zwłok, tak jak już powiedziałem, wykazała atak serca, a dopisek brzmi: „w wyniku silnego szoku lub przerażenia”. Podobno ten wniosek został wyciągnięty na podstawie miny Adamskiego. Stwierdzono w dodatku, że zmarł między 11:00 a 13:00 w dniu, kiedy go znaleziono, a znaleziono jego zwłoki w okolicach godziny 16:00. Czyli właściwie odległość pomiędzy zgonem a odnalezieniem była całkiem niewielka.
Pytanie, co działo się z Adamskim przez pięć dni tego jego zaginięcia? W związku z czym zauważcie państwo, że sprawa ciekawa, absolutnie nadająca się na kolejny odcinek „Archiwum X”. Zdecydowanie. Cóż, jeśli sobie przypominam o tej sprawie, to mniej więcej tyle. Ale myślę, że tej dziwności całkiem sporo.
[01:12:27] - Tak. Chodzi o to, że w momencie, kiedy ten chłopak, który pracował na składzie węgla, był tam obecny około godziny 11:00, bo coś dosypywał tego węgla czy ubierał, to ciała nie było. To znaczy, że gdzieś w ciągu tych kilku godzin coś je tam zrzuciło prawdopodobnie. Taki był jedyny logiczny wniosek. Musiało tam spaść. Skąd? Z góry. Ale w jakich okolicznościach? Tego niestety nikt nie wie. Co ciekawe, Alan Godfrey sugerował, że ma otwarty umysł i on nie wykluczał hipotezy, że Adamskiego porwali kosmici.
Coś mu tam zrobili, a potem zrzucili biednego na pewną śmierć. Co wiemy o samym denacie? Niewiele. Otóż poza tym, że się urodził w roku 1923 i był górnikiem Imigrantem, który osiedlił się w miasteczku Tingley po wojnie. To w zasadzie tyle. Jego żona Leokadia chorowała na stwardnienie rozsiane i Adamski starał się o przejście na wcześniejszą emeryturę, aby się móc nią opiekować. Niestety się nie udało, ale pojawiły się różne wnioski, różne hipotezy, nie tylko dotyczące porwania przez UFO. James Turnbull, który był biegłym sądowym w tym przypadku, twierdził, zapytany o sprawę po latach, że do dziś nie wie, co się z Adamskim wydarzyło. Nie jest w stanie powiedzieć, co tak naprawdę doprowadziło do jego śmierci. Ale też umieścił jego ciało w tak nietypowym miejscu.
Nietypowym jednak dlatego, że ułożenie go wskazywało, że nie wdrapał się tam sam. Co jest jeszcze interesujące? Otóż wiadomo, biorąc pod uwagę, że był to przybys z bloku wschodniego, media zaczęły sugerować, że jakieś tam KGB wchodziło w grę, że Adamski mógł zostać porwany nie przez ufitów, ale przez ludzi, a potem torturowany. To by świadczyło, skąd te jakieś dziwne poparzenia na jego karku. Inni sugerowali, że tak naprawdę była to jakaś forma akupunktury i że to stamtąd pochodziły te dziwne ślady. Nie wszystko to zostało jakoś specjalnie zaakcentowane w sposób taki, który by mnie zainteresował. Czego chciałoby od niego KGB? Może w grę wchodziły jakieś porachunki z czasów wojennych? Żona twierdziła, że Adamski nie miał żadnych wrogów. Co jeszcze jest ważne, sam Godfrey mówił, że bardzo mocno naciskano, aby przestał opowiadać o swoim spotkaniu z UFO, które miało miejsce, jak wiecie, nieco później i które w jakiś dziwny sposób się splątało ze sprawą denata z Pryzmy Węgla.
Pojawiły się groźby w stosunku do konstabla Godfreya, wskutek których on się załamał psychicznie, zaczął pić. Jego rodzina się rozpadła. Na szczęście się pozbierał i tak naprawdę już nie wiem, czy to był rok 2017 czy 2018, ale wydał książkę na temat tego swojego dziwnego przeżycia oraz przypadku Adamskiego, która miała tytuł: „Kim lub czym oni są?”. Moim zdaniem to jest jedna z najmocniejszych historii, które przedstawimy w tym programie, dlatego że było tam tyle dziwnych wątków, nie do końca wyjaśnionych tropów, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy Adamski rzeczywiście zginął w wyniku działania sił nie z tego świata, czy może krył jakiś sekret, o którym nikt nie wiedział, a żona nie chciała mówić. To też trzeba brać moim zdaniem pod uwagę. Jest bardzo wiele możliwości, które nie zostały pewnie uwzględnione przez Godfreya i kolegów, a mogły odpowiadać za to, że skończył tak, jak skończył. Ciekawe było to, co powiedziałeś, Marku, że jego ubrania były źle pospinane. Z jednej strony wyglądał na ogolonego faceta. Nie był jakiś wychudzony, nie wyglądał na torturowanego. Z drugiej strony jednak zauważono, że ktoś mu na przykład obciął włosy.
Dziwna sprawa, dziwna.
[01:17:08] - Tak, to prawda. W dodatku ja nie bez przyczyny mówiłem o tym, że to jest właściwie gotowy, powiedzmy ramowy scenariusz do napisania jakiegoś horroru, jakiejś książki z pogranicza fantastyki naukowej. Właściwie wystarczyłoby do tego dopleść różnego rodzaju wątki, które tu Piotr sugerował, o których też ja mówiłem i macie państwo gotową powieść z elementami sensacyjnymi i fantastycznonaukowymi. I już. Nie trzeba się specjalnie wysilać. Pewne ramy są. Teraz trzeba wrzucić to pisarskie mięso i właściwie wielka kariera przed kimś, kto spróbuje to zrobić. Ta historia wydaje mi się z jednej strony właśnie bardzo literacka, ale tak popularnoliteracka oczywiście, zagadkowa i ciekawa. I ktoś powie: „No dobrze, ale to tak naprawdę całą tę historię robi historia”. Historię robi historia.
Robi ta opowieść konstabla, który spotkał, jakiś czas później zetknął się z czymś, co określilibyśmy jako UFO, jakiś pojazd. Bo być może gdyby to nie nastąpiło, to historia tego człowieka na pryzmie węgla byłaby taką zwykłą historią, może zagadkową, może związaną z jakimiś porachunkami, czy to czysto bandyckimi, czy może właśnie politycznymi, szpiegowskimi i tak dalej. Nie rozstrzygniemy tego, ale to tylko nadaje tej sprawie jakiejś takiej głębi jak głębi, ale zagadkowości zdecydowanie. No i już. I to niech część z państwa chwyta za pióra, a inna część spróbuje może podać swoją wersję tej historii. Bo mówię, program ramowy mamy. Teraz warto by to jeszcze powtórnie analizować. Ale historia świetna, moim zdaniem świetna. Jestem pod jej wrażeniem.
[01:19:26] - Tak. Mogą być tam jeszcze wątki, których nie znamy, a które mogą mieć kluczowe znaczenie. Ale przejdźmy do kolejnego przypadku. Ten jest bardziej współczesny, rok 1996. Chociaż też nie jest to zabójstwo, tak jak w przypadku naszego polonusa z pierwszego.
[01:19:51] - Właśnie, gdzieś tam jednak śmierć się pojawia. Zabójstwo to jest działanie intencjonalne. Dobrze, nie będę zdradzał tajemnicy. Piotrze, ty masz głos.
[01:20:09] - Tak, chodzi o Marca Eliego Chereze. To był raczej wynik zaniedbania, dlatego że jeżeli uznamy, że rzeczywiście złamał przepisy BHP i dotknął gołą ręką stworzenia nie z tego świata, to tak było. Wszystko miało miejsce po tym, jak w okolicach miasta Varginha w stanie Minas Gerais rozbił się niezidentyfikowany obiekt latający i jego załoga miała się rozpierzchnąć po okolicy. Wałęsające się stwory o krwiście czerwonych oczach, wypustkach na głowie wywoływały panikę wśród mieszkańców. Do akcji szybko się włączyła policja i sprawę udało się bardzo skutecznie zatuszować. Do dzisiaj ona de facto balansuje na granicy legendy wspieranej różnego rodzaju ciekawymi relacjami. Te zapętlenia, niedopowiedzenia sprawiają, że Varginha jest bardzo trudnym tematem, jeżeli chcemy ją odgórnie analizować. Najlepiej, żeby zrobił to ktoś z miejscowych, lokalnych badaczy albo brazylijskich. Do nas docierały różnego rodzaju pogłoski, strzępki informacji. Dopiero musieliśmy sobie to sami jakoś układać w całość.
Niemniej jednak kluczowym wątkiem w tej historii jest śmierć młodego żandarma. Marku, jak to się wszystko działo w dużym uproszczeniu? Może pociągniemy tą historię. Otóż w nocy z 19 na 20 stycznia 1996 roku Oralita de Freitas obudziło wycie krów na ranczu. Wkrótce z mężem zaobserwowała dysk, który się unosił bardzo nisko nad ziemią i z tego dysku się dymiło. To znaczy był uszkodzony. Pojazd najprawdopodobniej później się rozbił i to stamtąd wypełzły te stworki. Drugim najbardziej charakterystycznym elementem, który możecie kojarzyć ze sprawy Varginha, jest obserwacja trzech młodych kobiet, której dokonały w dzielnicy Jardim Andere. To były siostry da Silva i 22-letnia Katia Xavier, które sobie szły na skróty. Robiły coś, pomagały swojej znajomej i szły do domu na skróty, kiedy zaobserwowały, że przy takiej komórce coś sobie przykucnęło.
To coś było, jak powiedziała jedna z nich, diabłem. Nie było to ani zwierzę, ani człowiek. Humanoid miał mieć jakieś 120 centymetrów wzrostu, brunatną skórę, czerwone oczy i tkwił w takiej pozycji, jakby go coś bolało. Oczywiście był też zapach, który był nie do zniesienia. One go zobaczyły, uciekły. Wieści się szybko rozeszły, na miejsce zjawiła się policja i tak dalej. Ale sprawa tu się oczywiście nie kończyła. Wiele osób zgłaszało potem badaczom. Do takich najbardziej znanych ufologów, którzy zajmowali się sprawą Varginha należeli Ubirajara Rodrigues i Vitório Pacini. Do nich spływały bardzo różne doniesienia od zarówno tych cywilnych, czyli ludzi, którzy widzieli te stworki chodzące sobie rano po mieście, po też już bardziej oficjalne, czyli żołnierzy czy też wyższych oficerów, którzy brali w tym udział.
Bo w tamtym czasie, co wielu zauważyło, Varginha stała się miejscem, którym nagle się bardzo zaczęło interesować wojsko. I to wojsko pojawiało się tu i ówdzie i zaczęto łączyć te wszystkie elementy. I tak pojawiła się ta legenda, którą znamy dziś. Ale Marku, co się stało z tym Marciem Elim Chereze? Bo on tak naprawdę wpadł do domu tamtego dnia, powiedział, że go nie będzie, bo jedzie na jakąś bardzo ważną akcję i tyle go widzieli.
[01:24:20] - Tak, ale zanim o Marku, bo ta historia się komplikuje. Powiedziałeś o tych trzech kobietach. To było bodajże 20 stycznia, ale dzień wcześniej Północnoamerykańskie Centrum Obrony Powietrznej, znany państwu NORAD, powiadomił swój brazylijski odpowiednik, że gdzieś tam zarejestrowany jest niezidentyfikowany obiekt kierujący się do centralnej części Brazylii. Więc już mamy taką otoczkę, że coś się działo. Co więcej, były jeszcze wcześniejsze wydarzenia o kilka dni wcześniejsze, które zapowiadały dziwne sytuacje. Tam pojawia się też historia z wojskiem i z katastrofą pojazdu latającego, który się rozpuknął na drobne części, które zostały zbierane przez wojsko i wywiezione ciężarówkami. Zobaczcie państwo, ja nie chcę tego szczegółowo omawiać, natomiast warto zwrócić uwagę, że ta historia Ona ma szereg wątków, które są co najmniej zajmujące. One się w jakiś sposób uzupełniają, a w każdym razie każdy z nich podbija ciekawość. Tam jest relacja też o tym, że ktoś jechał samochodem i obserwował dziwny pojazd, który wydawał się uszkodzony. Wydawał się dymiący czymś i odleciał dalej, a później w dodatku te zeznania się potwierdzały, bo zeznanie tego kierowcy, kierunek tego odlotu pojazdu pokrywał się z relacją tej osoby, która mówiła o polu, na którym rozsiane były szczątki pojazdu.
A jeśli chodzi o to, o co pytałeś, to człowiek wpadł do domu, powiedział, że bierze udział w akcji specjalnej. I podobno, tak jak mówiliśmy, miał to nieszczęście, że w pewnym momencie owej akcji oni znaleźli te istoty, które opisywałeś, o których mówiono, że przypominały diabły. Niewielkie, czerwonookie, jakieś takie pokurcze, ale w gruncie rzeczy wyglądające jak diabły. Zostały znalezione i gdzieś tam je próbowano przenieść. Były relacje ze szpitala o tym, że gdzieś tam później zwłoki tychże istot były w jakichś skrzyniach. Ale ten człowiek, o którym dzisiaj mówimy, dotknął te istoty. Niezabezpieczony, bez rękawicy. I właściwie na początku nic się nie stało. Dotknął i popełnił błąd. Ale rzecz się skończyła dramatycznie, wręcz tragicznie, bo po jakimś czasie zaczął się ów człowiek uskarżać na bóle części lędźwiowej kręgosłupa.
Ale to złe samopoczucie narastało. Tak naprawdę, kiedy zgłosił się do szpitala, to już był w takim stanie niespecjalnie optymistycznym. A za przeproszeniem, jeśli tak powiedzieć, chwilę później właściwie nie można było mu już pomóc. Jego stan zdrowia tak naprawdę gwałtownie się pogorszył i nastąpiło zejście. I pominąwszy wszystkie aspekty tego, o co tam tak naprawdę chodziło w tej śmierci, to armia zażyczyła sobie, w każdym razie sugerowała, żeby pochować naszego nieszczęśnika w odpowiednio zabezpieczonej trumnie, możliwie szybko, bez jakichś specjalnych uroczystości, żeby to załatwić możliwie szybko. Czyli tak naprawdę zachodzi podejrzenie, że obawiano się, że ów czynnik, który spowodował śmierć owego człowieka, może w jakiś sposób zaszkodzić również innym. To sprawia, że ta historia wydaje się zagadkowa. To banał jest tak naprawdę. Ona zdaje się sugerować, że rzeczywiście mieliśmy do czynienia z jakąś sytuacją. Zagrożenie biologiczne.
Skoro mówimy o czymś takim, to ono sugeruje, że jakąś wiedzę na temat tego zagrożenia posiadano. Skoro są relacje o tych zwłokach obcych, to znaczy, że kiedy mówiono o tym pochówku w miarę szybkim, w miarę takim hermetycznym, to moim zdaniem to jest ślad czegoś. Nie wiem do końca czego, od razu się umówmy, że jednak będę pełnił rolę tego adwokata diabła i możemy za chwilę zacząć snuć pewne rozważania, czy to koniecznie musiało być UFO. Ale załóżmy, że to było UFO i załoganci UFO. To znaczy, że jakieś zagrożenie biologiczne się pojawiało. I pytanie, czy ta istota, którą zaobserwowały te trzy dziewczyny idące skrótem, sprawiała wrażenie, że coś ją boli, jest jakaś taka uszkodzona? Czy to było uszkodzenie natury fizycznej będące wynikiem katastrofy pojazdu? Czy w ogóle sama istota tej istoty, dzień dobry w Bibliotekarium 2.0, czy istota tej istoty powodowała, że ona sama z siebie była biologicznym zagrożeniem? Nie odpowiemy na to pytanie, ale zachowanie armii zdaje się sugerować, że jakaś wiedza, a w każdym razie jakaś obawa, bardzo konkretna, za tymi zaleceniami stała. Czyli mamy do czynienia z sytuacją bardzo podejrzaną, a to zawsze dobrze robi takim historiom.
[01:31:43] - Tak. Jeżeli chodzi o Ewersin, to tam dużo rzeczy się działo w miejscowym szpitalu. To nie jest takie małe miasto w ogóle. Od tego trzeba zacząć. Do dzisiaj, co ciekawe, lokalna turystyka jest oparta na tej historii. Jest nawet coś w rodzaju pomnika UFO, który jest jednocześnie wieżą ciśnień. Ale jeżeli chodzi o Cerezo, umarł, bo jak twierdzą dotknął tej istoty. Te istoty w ogóle miały mieć jakieś takie płazie cechy. Twierdzono, że one w ogóle żyją w środowisku wodnym. Ich historia w Varginha powraca tak co jakiś czas i w 2021 roku wypowiedział się biegły sądowy, który jednak, jak się okazuje, przeprowadził sekcję zwłok Cerezo.
I ten ekspert się nazywał, czytam uwaga, João Batista Macuco Janini, który miał 40 lat doświadczenia w swoim fachu. No i twierdzi, że nie mógł określić przyczyny śmierci tego młodego, dwudziestokilkuletniego żandarma. On tylko wspominał, że znalazł u niego gdzieś pod pachą jakiś rodzaj wrzodu albo coś w tym stylu. Jego zdaniem była to posocznica. Nikt Cerezo nie otruł, ale pomimo to była to sytuacja z jakichś powodów, niestety nie byłem w stanie znaleźć informacji jakich, nietypowa z perspektywy tego biegłego. A druga sprawa była taka, że w tamtym roku historia Varginha znowu wróciła, ale wskutek pogłosek, które sugerowały, bo tam już od początku mówiono, że po przewiezieniu tego stworka do szpitala zrobiono mu po prostu film nakręcono. I ten film ma krążyć gdzieś, ktoś go ma. Ma go wojsko, ale prawdopodobnie wypłynął i sugerowano, że znaczy robiono takie przymiarki, że może prędzej czy później zobaczymy, co tam odłowiono w tej Varginha. Ale Cerezo nie jest jedyną ofiarą, jeżeli chodzi o brazylijską ufologię, dlatego że jakiś czas później, w bardzo tajemniczych okolicznościach zmarł pułkownik Orlando. Pułkownik Orlando to był człowiek, który w latach 70.
zajmował się, i tutaj moglibyśmy już opowiedzieć całą historię, ale ograniczymy się do kilku szczegółów. Otóż w latach 70. w jednym ze stanów Brazylii dochodziło do fali spotkań z UFO. I te obiekty się pojawiały, te obiekty niekiedy po prostu strzelały w ludzi jakimiś promieniami i to się wiązało też oczywiście z uszczerbkiem na zdrowiu. Rząd i wojsko podjęły decyzję o zainicjowaniu tak zwanej operacji Spodek, Operação Prato. Orlando dowodził tą ekspedycją. Nie była to jakaś wielka ekspedycja, ale próbowali w jakiś sposób zbadać to zjawisko i odpowiedzieć na pytanie, co te świetlne obiekty robią w takiej ilości w Brazylii. Okazało się, że kiedy Orlando zaczął po latach mówić i wypuszczać parę, to zginął. Twierdzi się, że to było samobójstwo, a jak było naprawdę, kto wie. Także przypadek Marco Eli Cerezo, numer cztery w naszym dzisiejszym zestawieniu z jednej strony wygląda na nieszczęśliwy wypadek spowodowany być może kontaktem z istotą z nie z tego świata, ale w tle pobrzmiewa też ta smutna historia pułkownika Orlando, który wiedział za dużo i chciał się chyba tym podzielić.
Drodzy słuchacze, wy tutaj nas zarzucacie pytaniami. Jedno pytanie bardzo ciekawe padło, już wam mówię, od pana Stanisława Wieczorka. Już czytam tak na szybko, zanim przejdziemy do numeru piątego. Sekunda. Pan Stanisław pisze tak: „Witam wszystkich. Mam pytanie panowie, spotkaliście się może z samobójstwami, które mogły mieć przyczynę przez nawiedzenie?” I ja powiem tak: znam taką historię, tylko że to jest historia bardzo stara. To jest w sumie opowieść z drugiej ręki, o której mówił mi sąsiad. I to jest właśnie tak, jak Marek mówił, taka historia z archiwów rodzinnych. Historia z archiwów rodzinnych w dużym skrócie, bardzo dużym. Pewien pan mieszkający w pobliżu Częstochowy miał być podjudzany do samobójstwa przez właśnie coś w rodzaju głosu.
I ten głos nie tylko go podjudzał, ale ten głos potrafił także dokonywać rzeczy, które na co dzień robi poltergeist, czyli na przykład zapalał zapałki i rozrzucał je w powietrzu i takie inne rzeczy. Także może kiedyś do tego przejdziemy. Dziękuję za taką sugestię, bo rzeczywiście warto też takie przypadki w naszej audycji odnotować. Ale Marku, przejdźmy do sprawy numer pięć i tu już mamy do czynienia-
[01:37:07] - Zaraz, jeszcze tylko moment przed piątą sprawą. Ja zwrócę na tę brazylijską historię uwagę, ponieważ my to mówimy w dużym skrócie, ale jednak warto odnotować, że to jest historia wielowątkowa. Jeśli państwo zachęceni, mam nadzieję, naszą taką skrótową opowieścią, sięgniecie po tę historię, to przekonacie się, że tych relacji dotyczących obiektów, które pojawiły się w okolicy, które być może uległy katastrofie, być może był to jeden obiekt, tych relacji jest całkiem sporo Warto zainteresować się tą historią, bo jak się zaczyna tę sprawę drążyć, to jest troszeczkę jak lawina. Wychodzimy od historii na przykład tych trzech kobiet, które sobie urządziły skrót i zaobserwowały dziwną postać, taką niesamowitą. Dobrze, ale drążymy sprawę dalej i tu się nagle pojawia jakiś obiekt, jakaś katastrofa, jakiś biegacz, który coś obserwuje. Ktoś jedzie samochodem, żandarm. Nagle okazuje się, że taka historia nie jest zawieszona w próżni. To nie jest już relacja pojedynczej osoby, która coś widziała. Nagle robi się z tego pewien kompleks informacji różnego rodzaju. On w dalszym ciągu jest niedoskonały, ma spore luki, dziury.
I tak, jak to bardzo często jest w takich relacjach z Ameryki Południowej, tych dziur jest trochę za dużo, żeby odtworzyć historię tego, co się naprawdę wydarzyło. Być może to akurat sprzyja tej historii i podkręca wyobraźnię. Mówi o tym, że: „Słuchajcie, tu tyle różnych wątków, coś musiało być na rzeczy”. Trochę się do tego przychylam. Być może tutaj we mnie, takim racjonalistą i człowiekiem, który stara się jednak skrobać rzeczywistość i szukać w niej dziury, trochę zwycięża skłonność do opowieści, bo ta opowieść jest po prostu poruszająca i sprawiająca, że człowiek chce więcej, chciałby więcej. Tu niestety napotykamy na ścianę. Nie ma więcej. Jest pewna ilość informacji, ich jest całkiem sporo. Niemniej jednak nie znajdziecie państwo całościowej historii, która wyjaśniałaby, co tak naprawdę się wydarzyło. Może to nawet i lepiej dla naszej wyobraźni.
To zdecydowanie lepiej. A teraz już piąta historia.
[01:40:31] - Piąta historia to już jest mord potrójny. Otóż, drodzy państwo, w roku 2021 platforma amerykańska Hulu wyemitowała serial dokumentalny pod tytułem „Sasquatch”. On się koncentruje wokół tajemniczej, drastycznej śmierci trzech meksykańskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Do zdarzenia doszło na plantacji marihuany w północnej części stanu Kalifornia. Takim pośrednim świadkiem tych zdarzeń miał być dziennikarz David Holdhouse, który po ponad ćwierć wieku postanowił ujawnić swoje wspomnienia, swoje przemyślenia, dlatego że to wszystko nie było takie łatwe. Dokument jest troszeczkę trudno dostępny w Polsce. Skupia się na historii Holdhouse'a, który jako 23-latek w roku 1993 pracował na jednej z farm konopi indyjskich w kalifornijskiej głuszy. To było hrabstwo Mendocino, okolice miasteczka Branscomb. Tam przepastne lasy. Pewnie też gliniarze nie do końca wykonujący swoją robotę.
Każdy mógł sobie tam taką farmę gdzieś w górach założyć. Oczywiście wiązało się to z ogromnym ryzykiem nie tylko natknięcia się na policję, ale też dochodziło do ataków na takie farmy, ścinania tego, co tam wyhodowano i po prostu zabierania sobie tego. Ale to już inna sprawa. Holdhouse tam przyjechał i w sumie już zaraz potem doszło do bardzo dziwnego zdarzenia. Otóż tak: wybrawszy się na to poletko, trochę popracował i wrócił do domu. Siedząc sobie tam z kolegami, wiadomo co robiąc, nagle odezwał się telefon. Po chwili wpadło dwóch spanikowanych gości, twierdząc, że coś bardzo dziwnego i niepokojącego stało się na polu. Okazało się, że Bigfoot zaatakował trzech Meksykanów. Ich po prostu zabił. I to była sprawa makabryczna do tego stopnia, że ciała miały być rozczłonkowane.
Oczywiście wszyscy wpadli w panikę, zaczęli się obawiać o własne bezpieczeństwo. Z relacji Holdhouse'a wynikało, że małpoludy, które zamieszkiwały te okolice, miały uprzednio już demonstrować ludziom swoje niezadowolenie. To znaczy rzucały kamieniami, robiły jakieś tam demonstracje swojej siły, jakieś porykiwania i tak dalej. Najwyraźniej tamtej nocy stało się coś, co sprowokowało atak bestii. Nie udało się jednak ustalić personaliów ofiar. Wiadomo, to była trójka z setek tysięcy, może nawet milionów Meksykanów, które nielegalnie przebywały w Stanach Zjednoczonych. Co prawda po latach Holdhouse próbował jakoś ruszyć tą sprawę. To było tak dziwne, że miał swego rodzaju moralnego kaca. Sam przez lata zajmował się sprawami ryzykownymi społecznie. Infiltrował różnego rodzaju dziwne środowiska: gangi, skrajną prawicę, robił reportaże na temat produkcji narkotyków i tak dalej.
Zrodziło się w nim pytanie: może wypadałoby wreszcie tą sprawę ruszyć? Oczywiście tamto zdarzenie jest zrekonstruowane w tym dokumencie w sposób taki, na jaki pozwala wspomnienie Holdhouse'a i jego kolegów, bo okazało się, że niektórzy pamiętają to zdarzenie. To jest zrobione w bardzo ciekawy sposób, trzeba powiedzieć, bo część tego, co nie udało się zrekonstruować w formie filmu fabularnego, jest pokazane jako bardzo fajna animacja. Drugą fajną rzeczą jest to, że poznajemy bardzo ciekawe osoby i to zarówno te, które mogły mieć kontakt z tamtymi wydarzeniami, jak i te, które są osadzone w historii badań nad bigfootem dość mocno. Cóż więcej tutaj można dodać? Sprawa się stała, mleko się wylało, morderstwo zaszło potrójne. Nikt nie chciał potem o tym pamiętać. Wszyscy byli przerażeni tym, że istota, jakieś zwierzę de facto może człowiekowi wyrządzić krzywdę. Bo warto powiedzieć, że nie był to jakiś zwykły najazd, jak początkowo sugerowano, na to poletko marihuany. Tam nie zginął żaden krzaczek.
To był typowy atak skoncentrowany na pozbawienie życia tych trzech Meksykanów, którzy się tam w tym momencie znajdowali. Meksykanów czy Meksykańczyków, Marku? Bo w sumie to nie wiem.
[01:46:07] - Mówiąc szczerze, też nie wiem. Chociaż czasami pilnuję pewnej poprawności, ale Meksykanów. Ja powiem tak: ta historia jest bardzo fajna. Ona jest bardzo filmowa, a literacka z całą pewnością. Natomiast to, co budzi moje wątpliwości, to że zainteresował się pan dziennikarz tym wszystkim po 25 latach. Proszę państwa, to jest taki czas, który przekracza pewne granice pokolenia. Ja bym dzisiaj państwu mógł opowiedzieć historię absolutnie wyssaną z palca, że w roku 1980 byłem na wakacjach zimowych w okolicach Kielc. Byłem sobie tam, ciekawa okolica, Święty Krzyż. Szedłem sobie na ten Święty Krzyż, temperatura -25 stopni i zaobserwowałem coś dziwnego. Wybierzcie sobie państwo, co to było.
Mówię to prowokacyjnie, dlatego, że taka odległość czasowa powoduje, że ja dzisiaj mógłbym państwu opowiedzieć dowolną historię, jaką bym sobie wybrał: czy UFO, czy Bigfoot, czy cokolwiek. Oczywiście należy zawsze przyjmować, że człowiek, który to relacjonuje, ma dobrą wolę i chciałby opowiedzieć państwu prawdę. Ale po 25 latach, błagam państwa, 25 lat to jest ćwierć wieku. Odtwarzanie tego, co się wtedy stało, próba odnalezienia tych trzech ludzi, którzy zginęli. Na podstawie tego, że zaginęli, ktoś zaginął nielegalnie. Emigranci z Meksyku do Stanów i tak dalej. Po 25 latach, przy tym stanie przenikania przez granicę, próba odnalezienia trzech osób spośród milionów, które w tym czasie przez tę granicę przeszły. Stwarza pozory racjonalności, ale z racjonalnością chyba nic wspólnego nie ma. Bo gdyby pan dziennikarz zwrócił uwagę po kilku latach, po pięciu chociażby, że coś się wydarzyło, to ja bym jeszcze był skłonny uwierzyć, że on ma tak zwaną dobrą wolę i rzeczywiście coś chce wyjaśnić. Ale po 25 latach, nawet po 20 latach, to tak naprawdę jest szukanie pewnej sensacji.
Gdybym chciał napisać znowu historię, jakieś opowiadanie natury sensacyjno-kryminalno-fantastycznej, to to jest dobra historia. Super! Trzeba by co prawda znaleźć jakieś uzasadnienie tego ataku, ale proszę państwa, od czego jest fantazja, możemy znaleźć coś takiego. Ta historia mnie nie przekonuje. Ona jest fajna narracyjnie, ale ja nie do końca ufam historiom, które są wyciągane po tak długim czasie.
[01:50:02] - Tak, ale to też ma swoje pewne ukorzenienie, bo sam Holthaus mówi, że on do tego nie wracał z wiadomego powodu. Jak on by brzmiał, jakby powiedział, że pamięta, jak na farmie trawy ktoś zabił trzech Meksykanów? On to przyznaje w tym dokumencie, że może pamiętać coś nie tak. A do tego dochodzą różne czynniki. Po pierwsze oni tam wtedy siedzieli i palili. To jest fakt. Druga sprawa, że 25 lat minęło i tak naprawdę on nie widział tych Meksykanów. On tylko słyszał, że się coś wydarzyło. I trzecia sprawa: to był jednak półświatek. Tym bardziej, że to byli jego znajomi.
On nie mógł do końca niektórych rzeczy poruszać. To wszystko jest tam przedstawione. On nie wychodzi tak na waleta z tą historią i to mi się podoba.
[01:51:02] - Tak, ale jakbym był zarządcą plantacji i jacyś trzej by mi podskakiwali, na przykład chcieli większą kasę albo w ogóle czegoś by się czepiali i bym ich załatwił jako taki rasowy mafioso, gdzieś bym wydeptał w ziemię, to pozostałym wyjaśniłbym: „To na pewno Bigfoot zrobił. Ja jestem niewinny”. Nie klei mi się ta historia. Ona jest fajna, jak się ją przedstawi tak, jak ją przedstawiamy ogólnie, to jest okej. Natomiast to, co powiedziałeś, to jest wiadomość nawet nie wiem, czy z drugiej, a właściwie z trzeciej ręki. Słabo to kupuję, mówiąc szczerze, ale historia fajna. Oddzielmy dwie rzeczy: materiał na film, materiał na opowiadanie — świetny. Realność historii moim zdaniem bardzo słaba.
[01:52:08] - Nie do końca. Może to jest ta historia, kiedy te wszystkie elementy się tak złożyły, że Holthaus był jednak czegoś świadkiem. Pamiętajmy, że to się stało prawie zaraz po tym, jak on tam przyjechał. On nie był tam jakimś starym wyjadaczem. Pierwsze, co usłyszał w sumie, to ta historia o tym, że ten Bigfoot tam grasuje, że robi jakieś podjazdy i tak dalej. Wszyscy o tym opowiadali, a on myślał, że to są po prostu jakieś bajeczki. Potem drugiego dnia stało się już to i potem trzeba było stamtąd spierniczać i prawdopodobnie ciała gdzieś zakopać, żeby ich nikt nie znalazł. Na pewno w ogóle nikt nie szukał tego, trzeba zacząć. Jak się potem okazało, raczej nikogo to nie interesuje, kiedy próbuje się szukać zaginionych imigrantów. Jeżeli zaginął, to zaginął.
Nikt go do Ameryki nie zapraszał, żeby go teraz szukać. Ta historia dla mnie jest naprawdę fajna. Fajnie jest przedstawiona.
[01:53:10] - Fajna, zostanę jednak sceptykiem, bo gdybym był dziennikarzem, takim rasowym dziennikarzem — czasami mam nadzieję, że nawet chwilami jestem — ale gdybym był w Stanach Zjednoczonych i był rasowym amerykańskim dziennikarzem, to nie czekałbym 25 lat. No dobrze, przestraszyłem się. Byłem w takim podejrzanym miejscu, narkotyki, półświatek, okej. Czekałbym dwa, trzy lata. Przecież nie musiał trwać w tym miejscu nie wiadomo jak długo i bym do sprawy powrócił. Wtedy bym sprawę eksploatował dziennikarsko. Ale 25 lat, naprawdę, proszę państwa, istnieją granice prawdopodobieństwa.
[01:54:04] - On mógł też mieć jakiś nieformalny deal z tymi, bo to był jego znajomy i kiedy ta sprawa by została ujawniona od razu, to by ktoś zaczął węszyć. Zacząłby węszyć w tym Mendocino może jakieś FBI. Jak opowiadał, to w ogóle to jest strasznie zarośnięty obszar. Tam większość posesji jest zamknięta. I nagle by się okazało, że jakieś tam FBI na podstawie rewelacji pewnego Holthausa sobie wchodzi. On by nie był z tego zadowolony. On by sobie ściągnął na głowę ho, ho, ho, a może i wincy, tak by się stało.
[01:54:46] - Nigdy nie byłem w Stanach Zjednoczonych, ale to jest kraj, który mnie, jak sporą część Polaków, fascynuje. I z tego, co wiem, to naruszenie własności prywatnej w Stanach Zjednoczonych to nie jest tak jak w Polsce, że sobie po prostu wchodzi jakaś służba i: „My tu weszliśmy, bo mamy uzasadnione podejrzenia”. Żeby FBI naruszyło prywatną własność, weszło komuś na farmę na przykład w Teksasie, tu akurat nie Teksas, ale powiedzmy farmy się ciągną od horyzontu po horyzont i tam w ogóle weszło FBI, to te podstawy muszą być naprawdę mocne. Nie wystarczy, że ktoś komuś o czymś powiedział. Na podstawie tego to FBI może z satelity coś sfotografować. Może nie FBI, może inna służba, ale może sobie coś tak z góry. Natomiast wejście, naruszenie cudzej własności prywatnego terenu To trzeba mieć naprawdę silne materiały. Dlatego ja do tego podchodzę, powtarzam: nigdy w Stanach Zjednoczonych nie byłem. Znam ten kraj z wielu relacji. Podkreślam to, bo ten kraj mnie interesuje i dlatego staram się czytać o nim jak najwięcej.
Ta relacja o tym, że to by się mogło coś komuś i tak dalej. Oczywiście nie da się tego wykluczyć, ale jakoś tak w to nie wierzę. Ale historia fajna.
[01:56:43] - Jak będziecie mieli okazję znaleźć sobie dokument Hulu braci Duplass, to wam polecam, dlatego że jest naprawdę fajny. On tam wchodzi w szczegóły bardzo różne, czasami takie odległe od głównego wątku. Niektóre wydają mi się nawet troszeczkę naciągane, ale dobrze się to ogląda, muszę wam powiedzieć. Doszliśmy do punktu, w którym chyba musimy powiedzieć stop, dlatego, że reszta materiału ukaże się w następnym odcinku, a tego materiału jest sporo. I teraz pytanie, drodzy państwo, bo tutaj cały czas pojawiają się sugestie, że powinniśmy się dzisiaj odnieść do tych rewelacji, które napływają odnośnie zestrzelenia różnego rodzaju obiektów nad Stanami Zjednoczonymi, nad Chinami i że to Polsat dzisiaj, byłem świadkiem tego, także mówię z ręką na sercu, Polsat dzisiaj powiedział, wyszedł jakiś dziennikarz i mówi, że biorą pod uwagę nawet cywilizacje pozaziemskie. Otóż tak, może za tydzień zrobimy wyjątkowo odcinek „Debat Ufologicznych” poświęcony temu, co się obecnie dzieje. Natomiast my wam musimy powiedzieć szczerze, że my już w pierwszym odcinku naszej nowej fali, ta debata się, Ivelliosie, chyba ukazała gdzieś w październiku, tak? Chyba tak.
[01:58:15] - Jeżeli dobrze pamiętam, to był jeszcze wrzesień, 30 września.
[01:58:21] - Może. Poczyniliśmy tam pewne uwagi, spostrzeżenia i też prognozy na przyszłość odnośnie tego, co się dzieje ze zjawiskiem UAP. Po co te wszystkie komisje są tworzone? Drodzy państwo, nie oszukujmy się, jesteśmy w momencie największej eskalacji napięć politycznych od lat, może nawet od dekad. I nagle, jeżeli ktoś dzisiaj wrzuca temat UFO w przestrzeń publiczną, to nie robi tego tak, Marku, zaraz ci oddam głos. Chyba że masz coś palącego do powiedzenia.
[01:59:02] - Powiem tak, że jesteśmy w sytuacji takiej oto, że to jest rodzaj dowcipu słownego, ale on chyba nie jest mocno oderwany od rzeczywistości. Coś takiego przeczytałem ostatnio: „Pandemia już była, wojna jest, czas na inwazję UFO”. To w kontekście tych sytuacji, które opisujesz, jakoś tak mi bardzo pasuje.
[01:59:38] - Tak, to fakt. Jeżeli spojrzymy z perspektywy medialnej, to właśnie tak jest. Natomiast bądźmy, i tutaj zwracam się z takim apelem o studzenie emocji, to nie są żadni obcy. Dlatego, że od co najmniej sześciu lat mówi się o projektach badań nad UAP. Jeżeli dzisiaj Amerykanie mówią, że oni zestrzelili chińskie drony, to wy wierzycie, bo oni je śledzą od pięciu lat i oni do niego do tej pory nie strzelali. To wszystko ma jakiś cel. Nie zapominajcie, że kilka dni temu Biden powiedział, a właściwie wyraził gotowość walki z Chinami. Ja nie staję po żadnej ze stron, ale nagle w ciągu kilku dni mamy wysyp różnego rodzaju doniesień o zestrzeleniu obiektów, które są UFOem, są UAPem, ale Amerykanie nie wiedzą, czym są. Oczywiście, że wiedzą, czym są i wiedzą to od dawna. Po prostu teraz mają pretekst, żeby do nich strzelać.
I tego będzie coraz więcej. Nie wiem, czy coś byśmy domówili. Jakiś czas temu pojawiły się relacje o tym, że w Stanach pojawiają się jakieś dziwne anteny na niektórych wzgórzach i tam nie ma przypadków w tym wszystkim, co się dzieje. Myślę, że powiemy o tym za tydzień, ale też w innym kontekście, bo my tutaj cały czas mówimy o zjawisku UAP jako o jakichś dronach chińskich czy ruskich, ale wydaje mi się, że gdzieś tam rzeczywiście są tak zwane prawdziwe UFO. Jeżeli nam fortuna będzie sprzyjała, jeżeli nam wszystko pójdzie dobrze, to za tydzień spotkamy się w wyjątkowym odcinku „Debat Ufologicznych”, gdzie na chłodno ocenimy pewne zjawiska, ale przyjrzymy się też tym doniesieniom amerykańskich pilotów, których się nie da wyjaśnić pogłoskami o dronach i tak dalej. Także nie można się łapać na to, że śmieszny dziennikarz wychodzi i mówi: „UFO zestrzeli coś tam”. Nie, to jest wszystko szersza narracja.
[02:02:08] - Ale Warto powiedzieć o tym, że dzisiejsze wiadomości, nawet nie wiem, czy wiadomości. Coś, co ukazało się w Polsacie. Mówiły o tym, że-- a może to były wczorajsze? To nie jest istotne. W każdym razie mówiono o tym, że coś zestrzelono nad Kanadą, ale ilustracją tego zestrzelenia było zestrzelenie balonu chińskiego, który zestrzelono jakiś czas temu nad morzem, nad oceanem. Czyli tak naprawdę nie było materiału zdjęciowego z tego, co zestrzelono nad Kanadą w wyniku interwencji Justina Trudeau i nie wiemy, co tam się wydarzyło. Czy państwo naprawdę wierzycie w to, że w czasach, w których wszyscy mają przy sobie komórki, wszyscy mają przy sobie jakieś rejestratory, to jest rzecz powszechna. Owszem, jak zestrzelono balon nad Stanami Zjednoczonymi, chiński i w ogóle wraży, to wszystko było okej. Było zanotowane, pokazano jak to się działo, a nad tą Kanadą nie. A w dodatku nagle się okazało, że to nie jest jedyny przykład tego, że gdzieś tam nad Kanadą coś latało.
Okazuje się nagle, że gdzieś tam latało w kilku innych miejscach Stanów Zjednoczonych, że lata coś nad Ameryką Południową, że w kilku innych miejscach świata coś lata. Najprościej powiedzieć, że to chińskie balony, bo Chińczycy nieustannie nic innego nie robią, tylko szpiegują za pomocą balonów. Okej, chętnie w to wierzę, ale też jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę, że może niekoniecznie, że to nawet dobrze wygląda, że zaczęliśmy patrzeć w niebo, bo Chińczycy wysyłali jakieś wraże balony szpiegowskie. A tu nagle patrzymy, patrzymy, a tu coś niechińskiego leci. Może to jakiś ufok nadciąga? Może jakaś inwazja? Ja nawiązuję w tej chwili świadomie, prowokacyjnie i wrednie do tego projektu Blue Beam i do tego, że jak już mieliśmy pandemię, mamy wojnę, to może czas na inwazję obcych i zjednoczenie ludzkości. Wiem, to jest teoria spiskowa. Państwo jedni mnie znienawidzicie, drudzy powiecie, że jest super. Nie wiem, jak jest.
Wiem tylko jedno, że nagle, ni stąd, ni zowąd, po latach całych, kiedy mówiono nam, że przestrzeń powietrzna nad danym państwem jest całkowicie wolna od jakichkolwiek interwencji. Nagle nad Stanami Zjednoczonymi pojawia się obiekt chiński, który sobie lata raz w jedną, raz w drugą. Od razu wyjaśniam, że jeśli państwo macie tę wiedzę, że balon nie jest sterowny, to od razu powiem, że balonem da się sterować w ten sposób, że wystarczy zmieniać jego wysokość, mieć kontrolę nad tym, jaką wysokość osiąga, bo na różnych wysokościach wiatry wieją w różną stronę i tym prostym sposobem można żeglować w tę stronę, w którą się chce za pomocą niesterowalnego balonu na przykład. Więc ja myślę, że ten temat, który będziemy omawiać w przyszłym tygodniu, będzie intrygujący, bo on z jednej strony mocno dotyka tego, co nazwiemy geopolityką i naszymi ziemskimi sprawami, a z drugiej strony ten przypadek nad Kanadą, którego zdjęć nie mamy. Jakoś tak się dziwnie zdarzyło, że nawet kamera na tym samolocie, który zestrzeliwał to coś, co tam nad Kanadą było, wysiadła. Nie udostępniono. Nie ma materiału zdjęciowego. Może jednak to niekoniecznie był chiński balon. Nie wiem, jak było. Dla mnie to jest po prostu historia ciekawa.
[02:07:03] - Nie wiem, gdzie to w ogóle wszystko zmierza. Dlatego, że teraz nam się troszeczkę, nie wiem, jak to powiedzieć nawet, ujawnia nam się plan tego wszystkiego, tej narracji wokół UAP, która była do tej pory budowana, że gdzieś tam są jakieś dziwne obiekty. One mogą być chińskie, ale teraz już wiemy, że są chińskie. Musimy mieć lepsze. Ewentualnie zestrzeliwujmy je. Powtarzam jeszcze raz, drodzy państwo, czy wy wierzycie, że skoro oni już na początku w 2017 roku zaczęli mówić, że takie obiekty są. Filmy były z roku 2004. To jest 20 lat. Wy naprawdę myślicie, że nikt do tej pory do tych tic taców nie strzelał? Oczywiście, że strzelali.
To wszystko, co się dzieje teraz, ma czysto polityczne, czysto propagandowe znaczenie. Jakie? Pewnie się za jakiś czas dowiemy. Natomiast co mnie trochę mierzi i irytuje, że jak mówię, dzisiaj oglądam Polsat, czyli telewizję tak naprawdę rządową i wychodzi jakiś tam Gibon. Nie wiem, nie znam. I opowiada o tym z jakimś humorkiem. Z czego tu się śmiać, panie? Bo nie ma nic do śmiania. To są poważne rzeczy. Wplątywanie w to obiektów UFO, prawdziwych obiektów UFO, czyli jakiejś cywilizacji pozaziemskiej.
Może i z jakimś żarcikiem, z którym się śmieje pokątnie w siedzibie Polsatu i Zygmunt Chajzer ma z tego ubaw na przykład i Krzysztof Ibis też, ale mnie to nie śmieszy i chodzi mi o to, że to tylko zamąca obraz. Ja powiem wam tak: w tych relacjach, które zostały ujawnione przed okresem wojny na Ukrainie, jeżeli chodzi o na przykład relacje pilotów amerykańskich sił powietrznych, czy też tego lotnictwa marynarki, są relacje, które wskazują na to, że tam nie wszystko się da wyjaśnić tic tacami. Nie wszystko się da wyjaśnić chińskimi dronami, że tam jest jeszcze coś. Zresztą ten Luis Elizondo, który też jest postacią trudną do oceny z szerszej perspektywy, mówi wprost, że kiedy on 10 lat temu kończył badanie tych UAP-ów, to też doszedł do wniosku, że niektóre z nich wykraczają poza zdolności ziemskiej techniki. Raczej mi się nie chce wierzyć, żeby to byli Chińczycy. Dorzucimy do tego nowych teorii za tydzień, drodzy państwo.
[02:09:43] - Ale gdybym układał narrację, żeby ludzie w to uwierzyli, to zacząłbym właśnie od chińskich balonów. No sobie zestrzeliwujemy, bo Chińczycy nam zagrażają. Wiadomo, jest konflikt cywilizacji i tu nie możemy dopuścić, żeby nas Chińczycy szpiegowali i tak dalej. A tu przez przypadek raz strzeliliśmy do czegoś, to spadło. A to nie było chińskie, to było zupełnie inne. I myślę, że to jest na przykład jeden ze scenariuszy, który możemy rozpatrywać, który za trzy miesiące, za pół roku nagle zostanie nam objawiony i powiedzą nam: „Przez przypadek odkryliśmy coś, co jest niesamowite. Być może oni już tu są, a być może niedługo nam zagrożą i być może powinniśmy się zjednoczyć”. Wiem, serwuję państwu w tej chwili jak najbardziej spiskowe teorie.
[02:10:47] - Nie, to nie jest spiskowa teoria.
[02:10:49] - Zapraszam państwa tak naprawdę na przyszłotygodniowy odcinek.
[02:10:55] - To jest jak najbardziej realistyczna narracja. Tylko chodzi mi o to, że to, co się dzieje w ciągu ostatnich dni z tymi obserwacjami UFO, to jest demonstracja polityczna. Może chodzi o pokazanie tego, że my dzisiaj wam zestrzelimy balon, ale jak coś to wam satelitę zestrzelimy. Przecież co się stało w ostatnich dniach? Mieliśmy te wszystkie obserwacje UFO, mieliśmy te pokazy laserów koło Hawajów. To wszystko jest demonstracja jakiejś siły. A jeżeli się cofniemy jeszcze w poprzednie lata naprawdę daleko, pamiętacie te wszystkie dziwne obiekty, które miały latać nad Stanami Zjednoczonymi, które przypominały, nie wiem, jak to powiedzieć nawet, latające słupy. A pamiętacie te historie o latających dronach, które latały grupami i nikt nie potrafił ich zidentyfikować? To wszystko się wpisuje w jakąś szerszą narrację. Dzisiaj się pojawia na przykład informacja o tym, że Amerykanie budują sobie tak zwane grupy tych dronów, swarm to się chyba nazywa, które będą nową bronią masowego zniszczenia.
To wszystko trzeba oceniać bardzo chłodno i zobaczyć, co się w ogóle dzieje. Nagle oni od pięciu lat lansują termin UAP. UAP nie, bo nie ma UFO, bo UFO to głupie. Kiedy przychodzi co do czego, żeby zwrócić publiczną uwagę, używa się terminu jakiego? UFO. To wszystko jest grubymi nićmi szyte, drodzy państwo. Marku Ivelliosie, czy możemy na jakieś 10 minut, kiedy będziemy przedstawiać ogłoszenia parafialne, uruchomić otwartą linię dla naszych słuchaczy, bo niebawem już kończymy naszą audycję.
[02:12:33] - Możemy, oczywiście. Nasz numer telefonu, który będzie otwarty to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl.
[02:12:56] - Myśmy się tak wygadali dzisiaj o tych UAP-ach. Nie będzie o czym mówić za tydzień, ale postaramy się, żeby było. Jak mówię, poszukamy tam prawdziwych historii, których nie da się wytłumaczyć. Przynajmniej takich, które gdzieś tam nie ujrzały światła dziennego tak, jak ujrzały to historie o tym zestrzeleniu czegoś nad jeziorem Huron. Drodzy państwo, za tydzień prawdopodobnie spotykamy się na tej audycji o tym, co się dzieje obecnie w kwestii UFO. Natomiast co warto powiedzieć, czeka nas jeszcze kilka audycji w starym formacie. To znaczy przez prawdopodobnie kilka tygodni, gdzieś tak do wiosny, będziemy się spotykać na tych audycjach cotygodniowych w poniedziałek o 20:00. Natomiast spodziewajcie się zmian w ramówce od wiosny właśnie dlatego, że jak wiadomo, z wiosną wiele rzeczy się zmienia i będziemy próbowali po pierwsze wprowadzić pewną nową pozycję co poniedziałek. Natomiast nasze audycje, te dłuższe będą trochę rzadziej. Przynajmniej w okresie wiosenno-letnim to nie znaczy, że znikamy.
Po prostu musimy troszkę nabrać wiatru w żagle. Musimy pozwolić naszym słuchaczom, aby wysłuchali do końca tych audycji, których nie mieli czasu dokończyć. Ale cały czas z Markiem też działamy w Radiu Paranormalium w audycji Bibliotekarium, prawda?
[02:14:42] - To prawda. W najbliższym Bibliotekarium będziemy mówili o filmach, które koniecznie należy omówić. Tak ogólnie powiem. Może ty, Piotr, coś dodasz?
[02:15:00] - Ja powiem tylko tyle, co mówiłem w tamtym tygodniu podczas naszego przeglądu nowości, że jest taka kwestia, którą często się podnosi: czy ambitnie zawsze znaczy dobrze? I my z Markiem przyjrzymy się w Bibliotekarium w piątek kilku filmom, które są ambitne, które miały wysoko postawione poprzeczki. Są to względne nowości, ale wyszło różnie. Bardzo różnie, prawda?
[02:15:31] - Oj, bardzo różnie. Inaczej: ja jak sobie oglądam film, mam różne oceny, ale nie jestem głupi. W związku z tym, tak jak często to podkreślam, nie jestem specjalistą od filmów, nie jestem specjalistą od filmowych narracji. Lubię sobie swoje spostrzeżenia skonfrontować z tym, co przeczytam u innych, mądrzejszych, a w każdym razie bardziej wygadanych ludzi. Powiem państwu, że to, co przeczytałem na temat filmów, które omówimy w piątek, to jest spektrum. Od absolutnych zachwytów, po prostu takich, że to jest takie artystyczne i to jest takie wspaniałe, i to jest po prostu genialne, po takie sądy, których nie mogę państwu przytoczyć, bo obojętnie jaka jest pora, kiedy państwo tego słuchacie, to słowa użyte dla opisu owych filmów nie nadają się do przytoczenia. Ja tego nie zrobię. Aczkolwiek chwilami zastanawiam się, czy ci hejterzy albo tacy nieprzychylni recenzenci chwilami jednak nie mieli racji. Tak się zastanawiam, bo to, o czym będziemy mówić, wykracza troszeczkę poza granice tego, co ja lubię najbardziej w filmie, czyli pewnej narracji, pewnej opowieści, która się toczy. Jest raz lepsza, raz gorsza, raz bardziej nas porywa, raz mniej.
To jest oczywiste i prawie nigdy nie mam o to pretensji. Natomiast jak już wchodzi do puli artystyczność, ambitność, to tak jak Piotr powiedział: okej, nie mam nic przeciwko. Tylko zastanawiam się, czy we współczesnym kinie te słowa nie zostały pomieszane z czymś zupełnie innym. Bo mnie artystyczność, pewna głębia filmu kojarzy się jednak z tym, że ona tam rzeczywiście jest. A bardzo często zdarza się ostatnio, że ktoś mi mówi: „No zobacz! Jest ambitny. Zupełnie się nie da tego oglądać. Głupie, nudne i w ogóle bez sensu. Ale jakie artystyczne”. No tak, tu właściwie już dużo zdradziłem.
Ale tak naprawdę o tych filmach porozmawiamy sobie w piątek.
[02:18:31] - Tak. Zapraszamy was też do tego odcinka, który był w ubiegły piątek i tam pojawił się między innymi Michał Stonawski, autor książki „Paranormalne egzorcyzmy”. Natomiast my w Bibliotekarium zajmowaliśmy się tam kilkoma nowościami, między innymi „Egzorcyzmami siostry Anne”, o których była mowa. Omówiliśmy też taki nowy film science fiction „Coś tu jest”. On się nazywa chyba tak, w wersji oryginalnej „Something in the Dirt”. Także zapraszamy was do Bibliotekarium. Znajdziecie je na kanale Radia Paranormalium. Jeżeli ktoś miałby do Marka albo do mnie jakieś uwagi, komentarze, cały czas czekamy. Nasze e-maile znajdziecie sobie pod spodem, pod audycją w opisach. Czyli jeżeli nikt do nas nie dzwoni, powoli będziemy się z wami żegnać.
Za tydzień zapraszamy na tą audycję wyjątkową, bo mieliśmy zrealizować 10 odcinków jednej z serii „Oblicza Nieznanego”, tak więc zrealizowaliśmy nową falę debaty ufologicznej, ale to, co się dzieje na świecie, nam troszeczkę przeszkodziło. Także za tydzień wyjątkowo przemieszamy tą naszą kolejność i spodziewajcie się naprawdę ciekawych rzeczy. Powiemy tylko parę słów o tym, co się tam naprawdę dzieje. Dlaczego ktoś ten obraz zamglewa i tak dalej. Natomiast jak mówię, tam gdzieś daleko, w głębiach tych relacji są takie historie, że na przykład Ktoś z pokładu śmigłowca obserwował, jak torpeda zostaje nagle wciągnięta pod wodę przez jakiś dziwny obiekt. I tych relacji anomalnych jest naprawdę dużo. Te tic taki, te chińskie balony i tak dalej, to jest tylko jedna część. Ja chcę osobiście wierzyć jak Fox Mulder, że tam jest jeszcze coś więcej niż tylko Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza. To chyba dobre podsumowanie. Ale dzisiaj przecież mówiliśmy o tych paranormalnych zbrodniach i jeżeli chodzi o paranormalne zbrodnie, zapraszamy was w bliżej nieokreślonym terminie na odcinek drugi, gdzie będą równie ciekawe historie.
Marku, dziękuję ci za udział.
[02:21:13] - Ja też pięknie dziękuję. Dziękuję.
[02:21:14] - Do usłyszenia w piątek.
[02:21:16] - Do usłyszenia w piątek. I cóż, zapraszamy za tydzień. Też będzie ciekawie, a w piątek będzie filmowo zdecydowanie.
[02:21:26] - Tak. I będą polecajki i nowości. Pozdrawiamy!
[02:21:31] - Mówili do nas, proszę państwa, przed chwilą Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata oraz Marek Żelkowski, pisarz science fiction, publicysta, autor audycji Bibliotekarium 2.0, również związany z Nieznanym Światem. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w kolejnym odcinku, tym razem w debacie ufologicznej, i w kolejnych audycjach emitowanych na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO.
www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.