Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Radio Paranormalium prezentuje audycję z cyklu Oblicza Nieznanego. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w poniedziałek, 6 lutego 2023 roku na antenie Radia Paranormalium. Rozpoczynamy właśnie tutaj i właśnie teraz kolejny odcinek audycji Oblicza Nieznanego, w którym dziś przyjrzymy się alternatywnym teoriom rzeczywistości. Będą one zaprezentowane w formie tak zwanego iceberga, od najbardziej popularnych po te najbardziej hardkorowe. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Są z nami również nasi goście: pisarz science fiction, publicysta, współpracownik Nieznanego Świata, autor audycji Bibliotekarium 2.0 Marek Żelkowski, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, a rozmowę poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty, pod którymi będziemy czekać na państwa komentarze. Można do nas pisać poprzez nasze czaty na www.paranormalium.pl oraz poprzez czata towarzyszącego naszej transmisji na YouTube. Można także wysyłać nam SMS-y pod numerem 530 620 493, skype radio.paranormalium.pl. Mamy także profile na Signalu, Telegramie oraz na Facebooku, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
A więc Piotrze, oddaję ci głos.
[01:55] - Dziękuję. Witam państwa w kolejnym odcinku Oblicza Nieznanego, nieco nietypowym, bo w formacie tak zwanego iceberga, góry lodowej. Przyjrzymy się dzisiaj alternatywnym koncepcjom na temat naszej rzeczywistości oraz natury wszechświata. Ułożone zostały od tych najbardziej znanych i najczęściej omawianych po te najdziwniejsze i najmroczniejsze. Program będzie miał więc nieco odmienny hasłowy układ. Nie pojawią się pytania jak zawsze. Pełny schemat owej góry lodowej, na którym rozmieszczone są kolejne hasła, znajdziecie na końcu filmu z naszą audycją na YouTubie. Ci, którzy nas słuchają w formie streamu z radia albo jako podcastu, bo po prostu lecimy sobie gdzieś tam w tle, będą musieli sobie ten schemat zwizualizować. Oczywiście on będzie do pobrania, a tej wizualizacji będą służyły udzielane przez nas wskazówki hasłowe. Oczywiście dla ułatwienia odsłuchu Ivellios umieści też na filmie specjalne plansze.
Jeszcze kilka ogłoszeń parafialnych, jak to zwykle. W piątkach oczywiście znajdziecie nowy lutowy numer Nieznanego Świata. Więcej informacji o zawartości tego numeru na stronie www.nieznanyświat.pl i w audycji, którą znajdziecie w archiwum Radia Paranormalium. W dzisiejszym programie wspomnimy kilka artykułów z Nieznanego Świata, które rozszerzają temat alternatywnych koncepcji rzeczywistości. Odnośniki do konkretnych numerów znajdziecie w opisach pod spodem. Polecamy wam również piątkowe wydanie programu Bibliotekarium zatytułowane „Upały”, w którym jak zwykle wiele interesujących treści. Jest tam również filmotekarium, gdzie razem z Markiem, tutaj obecnym, przemaglowaliśmy ekranizacje dzieł Stephena Kinga. Prosimy was również gorąco o komentarze, sugestie nowych tematów oraz promowanie naszych audycji i treści wśród waszych znajomych, którzy się interesują szeroko pojętym nieznanym. Także zaczynamy naszego iceberga. Mam nadzieję, że się uda.
Jeżeli się uda, to będziemy częściej tego typu formaty realizować. Drodzy słuchacze, drodzy panowie, a co jeżeli rzeczywistość jest inna niż nam mówiono i niż nas nauczano? Na podstawie bodźców zmysłowych budujemy sobie pewien obraz świata, ale zmysły bywają zawodne, podobnie jak zawodna jest nauka i rozum. To wszystko razem tworzy nam pewien obraz rzeczywistości, kosmosu i naszego tam miejsca, ale nadal nie jesteśmy pewni wielu rzeczy. Pewne jest za to jedno: myślimy, więc jesteśmy. Ale z drugiej strony kto wie? Marku, ty dzisiaj będziesz mówił najwięcej, dlatego, że jesteś specjalistą od tych alternatywnych koncepcji rzeczywistości. Także za chwilkę startujemy. Przypominam, nasz schemat góry lodowej prezentuje koncepcje alternatywne naszej rzeczywistości w sposób następujący: czubek i stoki to te najbardziej znane i oklepane, choć niepozbawione kontrowersji koncepcje. Im głębiej pod linią wody, tym bardziej niepokojące, rzadko omawiane, a wręcz mroczne teorie.
Zaczynajmy więc. Na samym czubku znalazła się płaska Ziemia. I tutaj w zasadzie niewiele powinniśmy wyjaśniać, dlatego, że współczesna wiara w płaską Ziemię wywodzi się od koncepcji starożytnych, aczkolwiek dzisiejsze płaskoziemstwo zaczęło wyłaniać się w wieku XIX, a spopularyzowało w erze internetu. Kto nie słyszał o płaskoziemcach? Chyba wszyscy. Znaczy wszyscy słyszeli. Trudno dziś powiedzieć, jaka część zwolenników tej teorii rzeczywiście wierzy w płaskość naszego globu i bliskość kosmosu, a jaka część traktuje teorię płaskiej Ziemi jako swego rodzaju eksperyment czy powiedziałbym wręcz nawet fikołek filozoficzny mający uzmysławiać nam, w jak dużym stopniu polegamy na informacjach, które po prostu mimowolnie przyjmujemy, ale nie potrafimy ich zweryfikować czy nawet eksperymentalnie udowodnić. Teoria płaskiej Ziemi ma wiele odmian. Niektórzy płaskoziemcy uznają planetę za dysk, inni za romb. Niektórzy uznają istnienie kosmosu w konwencjonalnej formie, jeszcze inni negują jego istnienie.
W tym punkcie, kiedy mówi się o tym, że kosmos nie istnieje i nie można tam wysłać misji ani sond kosmicznych, to wszystko jest ukartowane. Płaska Ziemia przeradza się z eksperymentu filozoficznego w teorię spiskową. Marku, oddaję ci głos.
[06:38] - Ja jeszcze na początek chciałbym troszeczkę podwiązać się do tego, co powiedziałeś na początku. Otóż mnie nieodparcie dzisiejszy temat audycji kojarzy się z sytuacją ze znanego państwu zapewne filmu „Truman Show” i w ogóle ze sporą częścią literatury. Literatura jest tak skonstruowana, że jest sobie bohater i pewnego dnia w jego życiu następuje coś. To są różne wydarzenia, ale od tego momentu jego obraz świata się zmienia i w większości literatury on się zmienia tylko troszeczkę. To tylko w niektórych takich dziełach, jak na przykład „Truman Show”, on się zaczyna zmieniać radykalnie. Bo przypomnijcie sobie państwo, Truman Show, jest słoneczna miejscowość, niewielka, trochę oddalona od świata, ale w gruncie rzeczy w głównym nurcie. I pewnego dnia ten Truman Show sobie podąża gdzieś tam rano do pracy i coś spada. Początkowo on nie zwraca na to uwagi, chociaż to jest niepokojące, czym podpisane jest to coś, co spadło. Niemniej to na początku nie robi wielkiego wrażenia, ale w pewnym momencie te dziwne sytuacje zaczynają się nawarstwiać i zmienia się sposób myślenia Trumana. Tak troszeczkę jest z naszym światem.
My jesteśmy przyzwyczajeni przez szkołę, przez nasze życie, nasze doświadczenie, że świat jest taki, jaki jest. Każdy widzi. W związku z tym, jak chodzimy do szkoły, to wiemy, że Ziemia jest kulista i tak dalej. Co ja tu będę państwu opowiadał. Natomiast w pewnym momencie przychodzą do nas z różnych miejsc, czasami z internetu, czasami od kolegów, czasami jeszcze od innych uczestników życia społecznego, jakieś informacje i to zaczyna nas drążyć, tak jak tego Trumana. Co jest z tym światem? Świat jest chyba inny, zaczynamy sobie mówić. No właśnie, świat jest inny. I tak się pojawia płaska Ziemia. Myślę, że Piotr jest wielkim optymistą, kiedy myśli, że większość płaskoziemców to są ludzie, którzy podchodzą filozoficznie do życia i w związku z tym uważają, że to taki eksperyment filozoficzny.
Ja bym się bardzo cieszył. Niestety, śledząc dyskusje, które odbywają się na różnego rodzaju forach ludzi, którzy wierzą w płaską Ziemię, i to zarówno polskich, jak i zagranicznych, to jest warte podkreślenia, nie mam takiego wrażenia. Oczywiście są tam jawni, cudzysłów, prowokatorzy, którzy pewne dyskusje wręcz wszczynają po to, żeby zasiać pewien ferment intelektualny. Tak, to prawda. Tacy ludzie są. Ale jest tam bardzo wielu ludzi, którzy po prostu wierzą w to, że jest wielki spisek i jest płaska Ziemia. I tam jest milion argumentów. Wszyscy ciekawi niech sobie zerkną. Nie będziemy tu powtarzać tego wszystkiego, co dotyczy połączeń lotniczych, co dotyczy tajemnic Antarktydy, która nie jest Antarktydą i która jest strzeżona i tak dalej. Chodzi bardziej o to, że mnie niepokoi najbardziej w całej tej sytuacji związanej z płaską Ziemią nie to, że ludzie tak kombinują, że tak myślą.
Nie mam nic przeciwko. Obojętnie, czy to jest eksperyment naukowy, czy też głębokie przekonanie. Wolałbym jednak, żeby to głębokie przekonanie było oparte na podstawach, które potrafi się udowodnić, a nie w nie wierzyć albo powtarzać na zasadzie: „Bo pewien pan mówił, że żyroskop w samolocie i że w ogóle ten sztuczny horyzont i w ogóle autopilot to one tak nie mogą działać, bo wylecielibyśmy w kosmos”. Wiecie państwo, ci, którzy znają teorię płaskiej Ziemi, do czego nawiązuję. Jest ogromny wywiad, w którym pewien pan opowiada takie rzeczy. Co mnie niepokoi w całej sytuacji płaskiej Ziemi to to, że można by powiedzieć: „Ci płaskoziemcy to się nie znają, oni muszą wierzyć w płaską Ziemię. Naczytali się Pratchetta i w związku z tym jeszcze było im łatwiej przyjąć taką teorię”. Mnie niepokoi coś innego, że po drugiej stronie stoją ludzie, którzy wierzą w to, że Ziemia jest kulista. Podkreślam słowo wierzą, bo tak naprawdę w dyskusji to widać, kiedy ludzie wyzywają się od nieuków, głupców i tak dalej. To są tylko najłagodniejsze epitety.
Widać, że naprzeciw siebie stanęli ludzie, którzy wierzą. Jedni wierzą w płaską Ziemię, drudzy wierzą w Ziemię kulistą. A to nie chodzi o to, proszę państwa, żeby w coś wierzyć, tylko umieć wyciągnąć argumenty czy to rozumowe, czy to eksperymentalne, które pewne prawdy są w stanie nam poświadczyć. To nie jest tak, proszę państwa, że nie da się pewnych rzeczy udowodnić albo pokazać, że z tą płaską Ziemią, że nie wiadomo, jaka jest Ziemia, ale płaska to ona chyba nie jest, bo na przykład pojawia się coś takiego jak siła Coriolisa. I tak dalej, bo się nie pojawia. To musicie państwo zgłębić. W każdym razie fizyka dla sporej części ludzi jest dzisiaj terra incognita, a w związku z tym trochę jest problem wtedy, żeby z osoby wierzącej w kulistość Ziemi przejść na osobę, która potrafi przytoczyć odpowiednie argumenty. One oczywiście w świetle tego, co powiemy w dzisiejszej audycji, wcale nie muszą być przeważające, ale ważne, żeby były. Natomiast spotkanie dwóch plemion, jednego wierzącego w kulistość Ziemi, drugiego wierzącego w płaskość Ziemi jakoś tak intelektualnie mi nie odpowiada. To jest po prostu tradycyjna naparzanka się pomiędzy jednym a drugim plemieniem i to jest w gruncie rzeczy mało nośne intelektualnie.
Wierzymy w coś, to wierzymy i tyle. Czy opowiadamy dalej o płaskiej ziemi, czy po prostu przyjmujemy, że coś takiego występuje?
[13:11] - Myślę, że możemy przyjąć, dlatego że po pierwsze materiału jest aż nadto, a po drugie muszę przyznać, że to jest temat dla mnie osobiście męczący. Ale mimo wszystko teoria płaskiej Ziemi zasługuje na swoje miejsce na naszej górze lodowej. Arku, co byś dodał?
[13:30] - To jest ciekawe zagadnienie, jak można udowodnić coś, czego nie ma faktycznie? To jest ciekawa koncepcja filozoficzna, być może nawet nie filozoficzna, bo to za dużo powiedziane. Zagrywka intelektualna. Pewnie tak to powstało i trafiło akurat na podatny grunt, więc zaczęło się szerzyć po prostu właśnie na tej zasadzie. Ile argumentów można przytoczyć w obecnej rzeczywistości na przykład, żeby udowodnić płaskość tej Ziemi? To jest bardzo ciekawe. Co można wymyślić na potwierdzenie tego, czego nie da się obalić kontraargumentami w oczywisty sposób? Oczywiście trafiło na podatny grunt osób, które są bardzo religijne i wierzą w różne rzeczy takie, które były kiedyś napisane i się tego trzymają. Niemniej jednak jest to dosyć ciekawy twór logiczny. Dziękuję, to tylko tyle.
[14:42] - Zaraz ci, Marku, oddam głos. Dodam tylko, że ja powiedziałem o tej chęci dyskutowania niektórych płaskoziemców i przekonywania drugiej strony tylko po to, że wydaje mi się, że jest pewna grupa osób, która czuje pociąg do tego rodzaju, jak powiedziałem, fikołków filozoficznych. I tutaj myślę, że w pewnym sensie się to sprawdza, jeżeli popatrzmy, jak ci płaskoziemcy są zorganizowani albo jak byli zorganizowani w różnego rodzaju stowarzyszeniach na Zachodzie. Ale to tyle. Marku?
[15:17] - Sam czuję pociąg do tego rodzaju dyskusji, żeby pewne rzeczy rozważać czysto teoretycznie, po to, żeby sprawdzić siłę argumentów, którymi dysponuję i którymi dysponuje mój adwersarz. Natomiast ja chciałbym zwrócić uwagę, że ja nie chciałbym, żeby w ani jednym momencie audycji, przynajmniej w tej części, wybrzmiało coś takiego, że trzeba to potępić albo uważać, że to jest głupie, bo tak zwani płaskoziemcy zwrócili uwagę na kilka niedociągnięć intelektualnych ze strony tych, którzy opowiadają się za Ziemią kulistą i zwrócili uwagę przynajmniej na dwa eksperymenty, które przytaczane są przez tak zwanych płaskoziemców. Są z punktu widzenia osoby, która jednak nie podziela tych poglądów o płaskiej Ziemi, niepokojące. Tych eksperymentów sobie państwo poszukajcie. To są eksperymenty związane z pewnym prostym jak strzelił kanałem i kwestią horyzontu i tego, co widać nad, co widać pod horyzontem. Kwestia wyłaniania się znad, pod horyzontu. Jest kilka rzeczy, tak zwany efekt lornetkowy. On jest przerabiany na sto sposobów. Zostawmy. W każdym razie chodzi o to, proszę państwa, że tam się pojawiają rzeczy, przy których, i to mnie najbardziej rozsierdza, kiedy naukowiec, który tak naprawdę mógłby być może w pył rozwalić niektóre argumenty, mówi: „Nie, ja nie będę z tym dyskutował, bo to jest poniżej mojej godności, żebym w ogóle dyskutował z ludźmi, którzy głoszą teorię płaskiej Ziemi”.
Uważam, że to jest, patrząc na takiego naukowca, poważny błąd intelektualny. Myślę, że dyskusja nie powinna zakładać, że wśród nas są głupcy, tylko ewentualnie ludzie, z którymi się nie zgadzamy. I naszym zadaniem jest to, żeby ich przekonać albo pokazać im, że być może jest inaczej. To, czy oni to uznają, to jest inna sprawa. Natomiast kiedy my mówimy: „Tam naprzeciw mnie są idioci”, to w gruncie rzeczy dyskredytujemy też swoją wiedzę, bo „nie będę dyskutował z ludźmi, którzy mówią, że Ziemia jest płaska”. To znaczy co? Może nie czuje siły swoich argumentów? Być może wcześniej zetknąłem się z hejtem, który sprawił, że mnie tam wyzwano i tak dalej. Ale mimo wszystko, jeśli wiem, jestem przekonany co do swoich poglądów, to podejmuję dyskusję. Podejmuję tę dyskusję i mnie, mówiąc szczerze, trochę zniesmacza postawa niektórych naukowców, którzy mówią: „Nie będę dyskutował, bo to jest oczywista oczywistość”.
Nauka jest tak skonstruowana, ja to cały czas powtarzam, że nie znosi oczywistych oczywistości. Nauka polega na tym, żeby bez przerwy falsyfikować rzeczy oczywiste paradoksalnie po to, żeby je na końcu tak naprawdę udowodnić. To tyle, dzięki.
[18:40] - Tak. Jeżeli ktoś oglądał film „Konopielka”, to pamięta taką scenę, kiedy Kazik sobie piłuje drzewo. Przychodzi jego syn, który poszedł do szkoły i staje, mówi: „A ziemia okrągła jest?”. I wtedy dał taki przykład owszy, która wędruje po głowie. Dobry przykład, ale to na tyle, bo panowie, naszej górze lodowej chyba jest wszystko jedno, czy się unosi na Ziemi płaskiej, czy kulistej. Ważne, że schodzimy poziom niżej, a tam czeka nas, uwaga, grupa koncepcji: Agharta, lustrzana rzeczywistość między innymi. Pod szczytem naszej góry znajduje się wspomniana grupa koncepcji, które wskazują nam na funkcjonowanie Ziemi w sprzężeniu z jej podziemnym albo lustrzanym odpowiednikiem. Rozbudowana teoria o istnieniu Agharty czy też Szambali opiera się na dalekowschodnich wierzeniach mówiących o cudownej krainie ukrytej gdzieś tam w środku Ziemi. Ma ona być zarządzana przez wszechpotężnego króla bezpośrednio kontaktującego się z Bogiem. Król ten ma wysyłać na Ziemię swoich emisariuszy, aby ci sprawdzali, czy ludzkość gotowa jest na wejście w nową epokę rozwoju.
Dlatego, że gdy osiągniemy odpowiedni poziom, drzwi Agharty mają zostać dla nas otwarte. Czasami hipoteza ta jest jednym z elementów tak zwanej Pustej Ziemi. Teoria o istnieniu wewnątrz naszej planety nieznanych nam przestrzeni lub rzeczywistości też sięga korzeniami czasów antycznych. Hades i Sheol ulokowane były właśnie gdzieś głęboko pod ludzkimi stopami. O podróży do wnętrza Ziemi pisał Juliusz Verne, a niedawno powróciła ona w opowieści o King Kongu. Marku, pusta Ziemia. Może nie ma dziś tylu zwolenników, co płaska Ziemia czy choćby niebocentryzm, o którym niebawem powiemy. Ale jednak kiedyś było to bardzo interesujące zagadnienie.
[20:50] - Oczywiście, że było interesujące i było też dosyć popularne. Ja zwrócę państwa uwagę, że niejaki Burroughs, twórca Tarzana, twórca „Księżniczki Marsa”, napisał też cykl dziejący się właśnie we wnętrzu Ziemi pod wewnętrznym słońcem. Zaczyna się to tomem „Pellucidar” i tam państwo znajdziecie cykl opowieści właśnie o tym, co się dzieje we wnętrzu Ziemi. Co więcej, tam się w pewnym momencie nawet Tarzan pojawia. Tarzan, którego też stworzył Burroughs i po prostu stworzył takie wielkie uniwersum obejmujące wszystkie swoje opowieści. Ale wracając, bo rzeczywiście Agharta to czasami była koncepcja jakiejś podziemnej krainy, ale ona się w pewnym momencie przekształciła właśnie w pustą Ziemię, wewnętrzne słońce i że właściwie po wewnętrznej stronie Ziemi również żyje cywilizacja. Ona bywa różna. Czasami są to ludzie, czasami są to reptilianie, czasami to są żyjący w pewnej takiej, koegzystujący jedni i drudzy. I tych teorii jest oczywiście bardzo dużo. Ale sama koncepcja, powiedziałeś, że ona jest mniej popularna.
Znowu, być może ja za dużo czytam różnego rodzaju forów, na których się dyskutuje o takich sprawach. To być może błąd, ale odnoszę wrażenie, że całkiem sporo jest ludzi, którzy w wewnętrzny świat, pustą Ziemię wierzą albo nawet są o tym przekonani. Co więcej, tę teorię albo tę wiarę pobudza jeszcze nawiązanie do historii III Rzeszy i tego, że jest wielce prawdopodobne, jak pisze się w niektórych artykułach, że Niemcy pod koniec II wojny światowej jakimiś tunelami pod Antarktydą i tak dalej, U-Bootami przepłynęli właśnie do Agharty, do wnętrza Ziemi i tam do dzisiaj funkcjonują pod wewnętrznym słońcem w pięknej krainie, do której też trafiali jeszcze ludzie w XIX wieku. Takie opowieści są o rybaku, który z synem też tam trafili. Są opowieści o pilotach, którzy tam wlecieli do wnętrza Ziemi, a później wylecieli. Są oczywiście teorie wręcz spiskowe, które mówią o tym, że zdjęcia satelitarne biegunów są specjalnie maskowane, żeby nie było widać tego zapadliska, tego otworu, który prowadzi do wnętrza Ziemi. I tak dalej. Sama koncepcja, proszę państwa, jest, chociażby kto czytał Burroughsa, to wie, że jest niezwykle literacka i jest niezwykle nośna dla wyobraźni. Nagle mamy drugi świat, taki sam jak nasz, tylko wewnątrz Ziemi. Okazuje się, i to akurat nie byłoby sprzeczne z pewną rzeczywistością, gdyby ona istniała, że w takim wewnętrznym świecie sprawy związane z horyzontem, związane z postrzeganiem świata tak bardzo nie różniłyby się od tego, co my postrzegamy.
Ten świat tak naprawdę Bardzo przypominałby, jeśli nie byłby niemal identyczny z tym, co my widzimy tu i teraz, tu, gdzie jesteśmy. Tu znowu pojawia się teoria, o której wspomniał Piotr, czyli niebocentryzmu, ale ten niebocentryzm będzie oczywiście później. Natomiast teraz przyjmijmy, że gdzieś tam wewnątrz Ziemi, po drugiej stronie żyją ludzie, są jakieś cywilizacje, miasta. Niektórzy twierdzą, że ta cywilizacja wewnątrz Ziemi tak naprawdę czuwa nad naszą zewnętrzną cywilizacją. Czeka, aż wreszcie rozwiniemy się tak, żeby można z nami w ogóle pogadać. Tych koncepcji jest bardzo dużo. One się mnożą. Taka teoria, jeśli jest odpowiednio silna, tak jak ta teoria o wewnętrznej, pustej Ziemi, to powoduje, że natychmiast pojawiają się takie subteorie dodatkowe, które mają to do siebie, że są atrakcyjne. Zarówno pod względem literackim, po prostu pobudzają wyobraźnię, jak i pod względem poznawczym. Spisek jest.
Nie chcą nam powiedzieć, że gdzieś tam jest jeszcze jakiś świat, a być może to stamtąd przylatują na przykład ufonauci, bo UFO to tak naprawdę nie przybysze z innego czasu, z innej przestrzeni, z innego świata, w sensie innego układu planetarnego, ale to są przybysze z wnętrza naszej Ziemi. I tak dalej. Ja powiem tak: nie żeby mnie szczególnie ekscytowała ta teoria, ale z punktu widzenia tego, co nazwałem pobudzaniem wyobraźni, ona absolutnie spełnia te wymagania. Ja się czuję wtedy taki bardzo fantastyczny, w sensie wyobrażam sobie różne fantastyczne światy. I ona jest, jak udowodnił Burroughs chociażby, niezwykle nośna literacko. Opis świata serwowany przez Burroughsa jest po prostu niezwykły. To trudno się dziwić w związku z tym, że część ludzi temu opisowi ulega. Pewno dzisiaj coraz mniej, bo Burroughs jest coraz bardziej passé, jest coraz bardziej zabytkiem literackim niż pisarzem głównonurtowym. Niemniej jednak to cały czas funkcjonuje.
[26:53] - Można zapytać, jakie w ogóle odniesienia do naszej rzeczywistości mają te wszystkie koncepcje, które mówią o tym, że coś pod naszymi nogami się dzieje. Duże, dlatego że koniec końców wychodzi na to, że ludzie we wszelkich opowieściach, czy to o Agharcie, czy o pustej Ziemi w inny sposób, żyją też jakoby może nie w symulacji, ale w pewnym zniewoleniu, w pewnej nieświadomości. Arku, jeżeli chodzi o pustą Ziemię, to nie można pominąć mnogości opowieści o podziemnych bazach, ciągnących się kilometrami tunelach czy zaawansowanych strukturach, takich jak chociażby tatrzańska Księżycowa Jaskinia. W pewnym sensie możemy zaliczyć je w skład wspomnianych tu koncepcji mówiących, że dopełnieniem naszej historii, dopełnieniem naszej rzeczywistości znajduje się pod ziemią.
[27:47] - Tak. Tu należałoby wspomnieć też słynne dzienniki admirała Byrda, który w 1945 roku bodajże, czy 1947 roku wraz z całą armadą amerykańskich sił morskich ruszył na Antarktydę właśnie. Jego dość epicki wyczyn polegający na tym, że leciał samolotem i ten samolot miał zniknąć na jakiś czas z radarów. On sam miał wylądować właśnie gdzieś tam w jaskiniach samolotem, w jaskiniach na Antarktydzie właśnie. Spotkać miał tam wysokich blondynów niebieskookich zwanych Nordykami. Porozmawiał z nimi, odleciał i wrócił. I w sumie cała wyprawa się tak mniej więcej pokrótce skończyła. Oprócz tego wszystkiego mamy dużo informacji na temat podziemnych miast. Jest takie miasto Derinkuyu w Turcji, które mogło się pomieścić całkowicie pod ziemią i było całkowicie zapomniane. To znaczy przez przypadek zostało odkryte i w tym mieście mogło żyć nawet 20 000 ludzi, a jest to jedno z kilku czy kilkunastu miast, które właśnie w Turcji zostały odkryte i są takimi podziemnymi miastami w sumie.
Wielopiętrowymi, bo Derinkuyu to bodajże 11 pięter w dół. Natomiast w bardzo wielu miejscach na świecie są jaskinie, które są bardzo duże. Oczywiście z tymi jaskiniami łączą się legendy, mity, jeżeli chodzi o istoty, które tam mieszkają i ich sposób życia, i w ogóle tego typu rzeczy. I to jest praktycznie na każdym kontynencie. O Ameryce Południowej pisał Däniken, który właśnie mówił, że pod Ekwadorem są wielokilometrowe jaskinie, które łączą oceany niemalże ze sobą. Przebiegają pod Amazonką i tam właśnie jest ukryta cywilizacja, która trwa w dalszym ciągu. Cywilizacja
[30:26] - Indian Ameryki Południowej, czyli Olmeków czy jakieś jeszcze inne. I te koncepcje są. W jednej z książek o Atlantydzie i Agharcie jest też koncepcja świata lustrzanego. To znaczy Atlantyda, ci dobrzy, altruistycznie myślący, krzewiący wiedzę i w sumie nudne życie dosyć. I Agharta, podziemia, podziemne życie, gdzie rosną olbrzymie grzyby, gdzie jedną z rozrywek jest rzucanie przybyszów ściągniętych siłą czy tych, którzy sami tam zawędrowali, dla dużej wielkości płazów, żab i radowanie się tym. Tych koncepcji jest dosyć dużo. Natomiast jeżeli chodzi o lustrzany świat Agharty jako koncepcji idealnego państwa, to ludzie, którzy stykali się z niegodziwościami świata, jaki przez cały czas jest i funkcjonuje w dalszym ciągu, chcieli wierzyć w to, że gdzieś tam istnieje królestwo, w którym jest sprawiedliwość, w którym nie trzeba nikogo zabijać, żeby coś posiadać. Gdzie łączność z Bogiem, istotą doskonałą i sprawiedliwą, krzewiącą wszystkie pozytywne wartości humanistyczne gdzieś jest, istnieje i kiedyś się otworzy dla ogółu społeczeństwa. Ta wiara, jak widać, miała swoje miejsce. Ludzie z Agharty w książce chyba wygrywali, bo udało im się zatopić Atlantydę, ale oni nie byli ci dobrzy akurat w tej książce.
Dziękuję bardzo.
[32:52] - Dzięki. Arku, masz rację, Agharta to taka lustrzana ludzkość, ale jest też koncepcja, która odnosi się do lustrzanej Ziemi. O niej też warto powiedzieć, chociaż dziś ona się rozpłynęła w rozważaniach kosmologicznych. Dosłowny obraz lustrzanej rzeczywistości lustrzanej Ziemi mieliśmy w filmie „Druga Ziemia”, gdzie nasza planeta znajduje się na kursie kolizyjnym ze swoim bliźniaczym odpowiednikiem z głębi kosmosu. Podobny jest tam nie tylko klimat i układ kontynentów, ale tak naprawdę każdy mieszkaniec ma tam swojego sobowtóra, swój odpowiednik na drugim globie. Skąd się to wszystko wzięło? W dużym uproszczeniu wielu myślicieli uznało, że skoro istnieje materia i antymateria, Ziemia może mieć swój lustrzany odpowiednik w bliżej nieokreślonej, niedostrzeganej przez nas sferze kosmosu. Co ciekawe, niektórzy astronomowie do dziś twierdzą, że planety z antymaterii mogą istnieć i na pierwszy rzut oka mogą być podobne do tych zwyczajnych. Pisaliśmy o tym jakiś czas temu w „Nieznanym Świecie”. Rodzi się pytanie, czy żyjemy na realnej Ziemi, czy raczej na odbiciu tej prawdziwej.
A może nie ma to żadnego znaczenia? Kto wie. O tym za chwilę jeszcze powiemy. Ale panowie, schodzimy po naszej górze lodowej i na kolejnym piętrze, gdzieś już bliżej tafli wody, czeka nas hipoteza wielu światów. Tutaj już wchodzimy w sferę science fiction i fizyki jednocześnie. Zmarły w 1982 roku amerykański fizyk Hugh Everett III jest autorem tak zwanej kwantowej hipotezy wielu światów. Według niej żyjemy w jednym z niezliczonych odgałęzień rzeczywistości, która nieustannie, przy każdym wydarzeniu kwantowym krzewi się, rozrasta na podobieństwo wielkiego drzewa. W wieloświecie istnieją zatem niezliczone wszechświaty, które pochodzą z naszego rozgałęziającego się wszechświata. Może nie do końca z naszego. W sumie, kiedy się to przemyśli, Marku, to trudno powiedzieć, na której gałęzi my w zasadzie siedzimy.
W każdej chwili bowiem rodzą się nowe kopie wszechświata, kosmosu, różniące się praktycznie albo tylko drobnym ruchem kilku atomów, albo też takie, które są zupełnie egzotyczne. I w koncepcji Everetta są możliwe wszelkie scenariusze. Cokolwiek pomyślicie, cokolwiek sobie wyobrazicie, możliwe jest właśnie w tym świecie, gdyż spełnia on wszystkie możliwe warianty rzeczywistości, nawet te najgłupsze. Co więcej, albo inaczej, dajmy tutaj jakiś przykład. U Everetta funkcjonują nasze niezliczone kopie. Każdy z nas żyje równocześnie w wielu tysiącach, chciałoby się powiedzieć, a tak naprawdę milionach, miliardach. Nikt chyba nie ma tutaj odpowiedniej liczby wszechświatów. Nigdy się jednak z tymi naszymi bliźniakami z równoległych wymiarów nie spotkamy. Niektórzy może nie żyją, niektórzy może wyglądają zupełnie inaczej, ale to nadal są nasze kopie. I tutaj powracamy, Marku, do pytania, które zadałem przed chwilą.
Czy miejsce, w którym żyjemy, jest tym oryginalnym wszechświatem, czy może jedną z kopii?
[36:23] - Mówiąc szczerze, odpowiedź na to pytanie to duży fikołek intelektualny.
[36:31] - A właściwie dlaczego? Dlaczego mielibyśmy żyć w tym jedynym prawdziwym? Ktoś powie: „A dlaczego nie?” I będzie miał również rację. Otóż Piotr o tym powiedział, ja to tylko zaakcentuję i podkreślę. W każdej sekundzie, chciałem powiedzieć, w każdym ułamku sekundy, ale takim ułamku ułamka sekundy powstają niezliczone wręcz ilości nowych kopii. Z tych kopii powstaje następna niezliczona ilość kopii. I tak to się wszystko mnoży, mnoży i mnoży. W związku z tym trzeba by dużej odwagi, żeby powiedzieć, że my jesteśmy tym wszechświatem oryginalnym. To jest też koncepcja, która podchodząc filozoficznie do tego, pozwala uwierzyć w to. Być może jeszcze dzisiaj będziemy o tym mówić, a być może nie.
W każdym razie pojawiła się w pewnym momencie taka koncepcja, że nasza wolna wola, do której jesteśmy przywiązani, jest tak naprawdę fikcją. Nie będę tego teraz rozwijał, bo nie chcę brnąć w debaty filozoficzne. Natomiast koncepcja wieloświata udowadnia albo pokazuje, że wolna wola jest możliwa, bo w jednej wersji rzeczywistości, żeby prosty przykład, skręcamy w prawo, a w drugiej w lewo, a w trzeciej idziemy prosto, a w czwartej idziemy pod kątem w lewo, a w piątej już idziemy pod kątem bardziej w prawo. I tak dalej. Różnice kątów mogą być i tak dalej. Czyli tak naprawdę coś takiego jak wolna wola istnieje. Tymczasem dzisiaj wielu myślicieli raczej skłonnych jest przypuszczać, że wolna wola jest tylko iluzją, której doznajemy. I nie będę brnął w to dalej, tylko tak sygnalizuję. Kto ciekawy, niech sobie to sprawdzi. Kogo to oburza i mówi sobie: „Nie, bzdura.
Oczywiście, że mam wolną wolę”. Okej, niech w to wierzy, ale są argumenty dosyć silne za tym, żeby przestać w to wierzyć. A ja nie mówię, jaka jest prawda, tylko mówię, że są argumenty. W każdym razie hipoteza wieloświata ma w sobie coś takiego kuszącego. Poza tym pozwala uwierzyć, że wszystko jest możliwe, że cokolwiek sobie pomyślimy, pójście w lewo czy w prawo, umówmy się, to jest najmniejszy problem w naszym życiu, ale czasami podejmujemy decyzje, które uznajemy za ważkie, za takie, które decydują o naszym życiu, które sprawiają, że nasze życie się zmienia albo nie zmienia. I fajnie jest sobie wyobrazić, że gdzieś tam istnieją światy albo całkiem wiele tych światów, w których nasze złe decyzje, które podjęliśmy w naszym świecie, nie były złe, bo podjęliśmy inną i tam żyjemy sobie pięknie, świetnie, wspaniale. Dobrze jest czasami tak pomyśleć, że człowiek miał alternatywę, że wybrał w innym świecie lepiej i teraz jest okej. Nie wiem, czy to wszystkich uspokaja. Mnie niespecjalnie, ale myślę, że są tacy ludzie, dla których hipoteza wieloświata, hipoteza w dodatku podbudowana tym, przez niektórych przynajmniej, że można pomiędzy tymi wieloświatami podróżować, że niektóre zaburzenia rzeczywistości, niektóre nasze dziwne doświadczenia, może nasze jak nasze, ale w każdym razie są doniesienia o tym, że ktoś nagle znalazł się nie w swoim świecie, że takie epizodyczne podróże albo też przypadkowe podróże pomiędzy poszczególnymi światami wieloświata są możliwe. To znowu jest ten moment, w którym ekscytacja wyobraźni właściwie wzbija się mocno w nieboskłon.
Ja się wcale nie dziwię, bo wyobraźcie sobie państwo sytuację tak jak w grze komputerowej. Macie państwo grę komputerową i albo skręcicie w lewo, że tak sobie nawiążę do tego, co mówiłem wcześniej, albo w prawo. I po skręcie w lewo zostajecie natychmiast zjedzeni albo zastrzeleni. To w zależności od gry, jaką państwo wybrali. Następnym razem, jak już odzyskacie swoje życie, to skręcacie w prawo, a tam może nie zostaniecie zastrzeleni albo zjedzeni. To takie bardzo dla niektórych przynajmniej budujące, że co prawda w naszym świecie nie ma tej powtórki, nie ma drugiego życia, nie ma iluś tam żyć. Ale w ogóle tak naprawdę gdzieś tam nie wszyscy umarliśmy albo nie do końca nasze złe decyzje muszą być ostateczne. Myślę, że to jest jeden z powodów, nie jedyny oczywiście, który decyduje o tym, że ta hipoteza wieloświata jest niezwykle popularna i wydawać by się mogło atrakcyjna.
[42:21] - Tak, ona w wielu książkach poświęconych naturze rzeczywistości, kosmologii i tak dalej, także w ezoteryce funkcjonuje. Dzisiaj nie ma już takiej dobrej prasy jak kiedyś. Dzisiaj się uważa, że to jest w większości eksperyment myślowy raczej. Ale pamiętam wiele różnego rodzaju interpretacji, które mówiły, podejmowali się tego licznie autorzy, twierdząc, że na przykład nigdy nie umieramy tak naprawdę, bo gdzieś tam zawsze jest rzeczywistość, w której ktoś wynalazł pigułkę na nieśmiertelność i tak dalej. Po pewnym czasie ta hipoteza męczy, to znaczy widzimy pewne jej braki, ale to inna kwestia.
[43:02] - Poza tym zaczyna nam pękać mózg, bo liczba tych mnożących się wszechświatów, ziem, światów, jakkolwiek to nazwiemy, zaczyna w pewnym momencie przekraczać granice naszej wyobraźni.
[43:21] - Tak. Druga sprawa to rodzi się taki problem: czy ja to jestem ja? Bo w większości opracowań jesteśmy prezentowani jako ten główny wszechświat, czyli to my jesteśmy tą podstawą. Natomiast ci, którzy sobie tam gdzieś żyją, to są jakieś nasze klony. A może jest właśnie inaczej, że to my jesteśmy jakimś odgałęzieniem albo wszczepieniem tej prawdziwej rzeczywistości? Tutaj jest za dużo zagadek. Mimo wszystko jest to, Arku, interesujące. Każdy z nas chciałby wiedzieć, czy jest swoim oryginałem, czy kopią kogoś lepszego, innego, dziwaczniejszego, a może gorszego.
[43:57] - To jest wspaniały materiał na powstanie niekończącego się scenariusza filmowego. I taki film powstał, odcinkowy. Nazywał się „Sliders”. I oni właśnie zwiedzali, chcąc nie chcąc, inne światy i spotykali czasami siebie, właśnie tych z innych światów, którzy zajmowali się czymś innym i tak dalej. Jest to w zasadzie, tak jak Marek powiedział, koncepcja niekończącego się rozwoju intelektualnego aż do niemalże pęknięcia czaszki. Dlatego, że to w sumie przypominałoby stałe rozgałęzianie się gałęzi drzewa, gdzie drobne zmiany, nie tylko to, czy pójdę w prawo, ale czy nawet pomyślę o tym, żeby iść w prawo, czy pomyślę o tym, czy pójdę w lewo, czy w ogóle sobie stanę, już ma wpływ na tworzenie się nowego świata. Bo to tak w koncepcji miałoby mniej więcej wyglądać. Sama intencja już tworzy nowy świat i nas samych w innych. Jeżeli jest nas osiem miliardów czy siedem z kawałkiem miliarda i każdy tworzy w tym momencie, a nie jesteśmy sami we wszechświecie, więc tych wielu światów, sama ilość ich miałaby być niewyobrażalnie wielka. Ale to by było tak fajnie pomyśleć sobie, że gdzieś właśnie jestem ja, gdzie mnie jest po prostu lepiej.
Lepiej żyć mam, nie wiem, jachty czy cokolwiek innego, albo po prostu zajmuję się czymś, co bardzo lubię, czyli tak mniej więcej, jak mam teraz. Dziękuję.
[45:57] - Dziękujemy. Czyli tak: zgodnie z hipotezą Everetta możliwe jest dosłownie wszystko. Możemy sobie marzyć, możemy myśleć, kim jesteśmy. Możliwe jest, że gdzieś w wieloświecie jest Radio Paranormalium, którego lektorem jest Danuta Holecka, a na przykład Ivellios prowadzi „Pytanie na śniadanie”. I tak to można interpretować. Myślę, że kiedyś wrócimy do tego tematu, ale poruszamy się dalej po stoku naszej góry lodowej i na kolejnym poziomie znajduje się symulacja — symulacja wyższej inteligencji. W ostatnich kilkunastu latach coraz częściej w środowisku naukowym mówi się, że kosmos może być rodzajem supersymulacji stworzonej przez jakieś zaawansowane istoty. Zazwyczaj nie podaje się tutaj, kto to może być. Ogólnie obcy. Niekiedy zdarza się, że naukowcy troszeczkę wykraczają poza to spektrum konwencjonalnych scenariuszy, pomysłów i mówią na przykład, że jeżeli pogrzebie się w tych trybach naszej rzeczywistości, jeżeli się przyjrzy tym zjawiskom na zupełnie podstawowym poziomie, można nawet znaleźć dowody na to, że jesteśmy tą symulacją, powiedzmy umyślnie komputerową.
Są też i tacy, którzy chcieliby ją zhakować. Niemniej jednak symulacja, Marku, jeżeli istnieje, jest dla nas jedyną realną, namacalną rzeczywistością i nie możemy wyjść poza jej ramy. Ta hipoteza w ogóle nie jest nowa. Do końca nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu ona zawdzięcza tą swoją ogromną popularność, powiedzmy w ciągu ostatnich 20 lat, bo tak naprawdę jest dość starsza.
[47:48] - To prawda, jest mocno starsza. W dodatku ty nie potrafisz znaleźć źródła tej popularności. Ja natomiast nie to, żebym potrafił, ale wydaje mi się, że rozumiem, dlaczego jest tak popularna. Ponieważ ona mówi nam, ta hipoteza symulacji, do której wbrew pozorom będziemy dzisiaj jeszcze wracać. Na razie mówimy o symulacji jakiejś innej inteligencji i zostańmy przy tym. Na razie przynajmniej. Otóż my sobie wyobrażamy, właśnie, to jest skomplikowany temat, ale dobrze, pójdźmy tym tropem. My sobie wyobrażamy, że tak jak ci, którzy ogłaszają, że dadzą duże pieniądze komuś, kto udowodni, że żyjemy w symulacji.
[48:42] - Zawsze kiedy czytam takie artykuły, to uśmiecham się. Naprawdę uśmiecham się, ponieważ nie po to się tworzy, proszę państwa, symulację, żeby dało się ją rozszyfrować. Ją da się ewentualnie rozszyfrować na gruncie rozumowym, czyli składamy pewne rzeczy do kupy — przepraszam za sformułowanie — i nam wychodzi, że to symulacja. Tylko ta działalność rozumowa ma to do siebie, ma taki niuans, że niestety to, co my sobie ułożymy w głowie, to może być prawda, a może być też nieprawda. Jeżeli państwo przypomnicie sobie różne teorie, które ludzie układają na temat zwykłych albo niezwykłych rzeczy tego świata, to uświadomicie sobie, że czasami fakty pasują do siebie, są logiczne i wydaje się oczywiste, że tak właśnie jest, po czym się okazuje, że było zupełnie inaczej. Bo to, że coś jest logiczne, jak powtarza cały czas Ator w swojej audycji, zresztą nie on to odkrył, tak notabene, to, że coś jest logiczne, wcale nie oznacza, że jest prawdziwe. To, co jest prawdą logiczną, nie oznacza, że jest prawdą tego świata. Jest tylko prawdą logiczną i to wszystko. Ale wracając do tego wszystkiego, Piotr powiedział, że to nie jest koncepcja nowa. Bo nie jest.
Niejaki Berkeley, który żył kilkaset lat temu — Uniwersytet w Berkeley jest w Stanach — w każdym razie Berkeley, który był empirystą angielskim, filozofem, w pewnym momencie zwrócił uwagę na bardzo prostą rzecz. Nasz umysł, którym myślimy — niektórzy używają go do myślenia, niektórzy nie, ale to inna inszość — w każdym razie większości ludzi służy do myślenia. Nasz umysł, jak to powiedzieć, jest oddzielony od świata pewną barierą, bo nam się wydaje, że my coś widzimy, coś czujemy. To jest oczywiste. Nie właśnie, proszę państwa, nie. Nasz umysł nie ma kontaktu z rzeczywistością. Nasz umysł postrzega świat za pomocą zmysłów. To, że coś widzimy, to najpierw musi ten foton uderzyć w nasze oko — tak ogólnie powiedzmy, już nie wchodźmy w szczegóły — i tam później pojawia się jakiś impuls, który sobie wędruje do mózgu i tworzony jest pewien obraz rzeczywistości. Umysł tworzy na podstawie tych dostarczonych danych. Ale co to ma wspólnego tak naprawdę z rzeczywistością, tą prawdziwą?
I o takich sprawach mówił Berkeley. O tym Berkeleyu dzisiaj będziemy jeszcze mówić, bo jest pewna jeszcze bardziej głęboka koncepcja. Ale wracając do Berkeleya, w pewnym momencie — a przypomnę, że on to formułował kilkaset lat temu — powiedział, że błędem jest nasze przekonanie, że my jesteśmy w stanie rozpoznać fałszywą rzeczywistość. To przekonanie, że ta fałszywa rzeczywistość to musi być coś w rodzaju gry komputerowej, że my rozpoznamy, bo ona będzie jakaś nie taka, niedokładna, to jest bzdura. On to mówił, tak powtarzam, kilkaset lat temu. Odpowiednio skonstruowana fałszywa rzeczywistość jest nierozróżnialna dla człowieka od tego, co nazywamy rzeczywistością. W związku z tym nasze wysiłki, żeby rozpoznać, co jest prawdą, co fałszem — mówię o rzeczywistości — to jest naprawdę marzenie, które nie jest w stanie się zrealizować. Nie potrafimy tego zrobić. Nie potrafimy rozpoznać fałszywej i prawdziwej rzeczywistości, ponieważ jeśli ten impuls docierający do naszego umysłu jest odpowiednio dobrze sfałszowany, to nie rozpoznamy. Przed Berkeleyem był niejaki Kartezjusz.
To od niego tak naprawdę wszystko się zaczęło, bo on po wielu wiekach — mówi się o tym, że to był pierwszy człowiek, który wiedział wszystko. Na tamte czasy oczywiście. Wiedział wszystko. Podobno Augustyn, kiedy żył w swoich czasach, też wiedział wszystko, tylko to było jakieś tysiąc lat wcześniej. Też wiedział wszystko o świecie, w którym żył, mieszkał. Tysiąc lat później był Kartezjusz i on podobno też o swoim świecie wiedział wszystko. Nie rozstrzygam tego, nie wiem. Natomiast Kartezjusz zaczął się zastanawiać: a co by było gdyby? I sformułował teorię tak zwanego złośliwego. Różnie to jest nazywane, ale przyjmijmy, że to jest teoria złośliwego demona.
I on sobie wyobrażał to następująco: jeśli jest tak, że jesteśmy ludźmi i ktoś, konkretnie ten demon złośliwy, podrzuca nam te fałszywe obrazy, fałszywe obrazy rzeczywistości, fałszywe odczucia, fałszywe zapachy, fałszywe czucia, fałszywe dźwięki i wszystko jest fałszywe, to jeśli jest odpowiednio bystry ten demon i jeśli jest odpowiednio sprawny, to nie jesteśmy w stanie rozróżnić rzeczywistości od tego fałszu, który serwuje nam demon. To w pewnym momencie Kartezjusz zapytał: ale czy my w ogóle cokolwiek jesteśmy w stanie o świecie powiedzieć? I zaczął się cofać. I zaczął myśleć o tym, jak to jest z tym naszym światem. Znacie państwo to jego powiedzenie: „Myślę, więc jestem”. To była jedyna prawda, do której był w stanie dojść Kartezjusz. A zatem skoro jest coś, co myśli i to jestem ja, to nie może być działalność złośliwego demona. Skoro myślę, zdaję sobie sprawę, to wszystko inne może być rezultatem podrzucania przez fałszywego demona. Ale to, że zdaję sobie sprawę, że jestem, to jest dowód na to myślenie, że jestem, że naprawdę istnieję. Cała reszta może być ułudą.
Trochę Kartezjusz się potknął, bo zaraz po tym, jak zaczął kombinować, co z tym światem, jak udowodnić, że on w ogóle istnieje, to odwołał się do Boga i cała filozofia się skończyła. Minęło trochę czasu i pojawił się Berkeley. Pokazał jeszcze raz, że nie jesteśmy w stanie o świecie nic powiedzieć. Możemy tylko głęboko wierzyć w to, że on jest prawdziwy. Możemy mieć ufność, że on jest prawdziwy i że potrafimy go rozróżnić. Przed Berkeleyem był jeszcze facet, który nazywał się Locke. On też był empirystą angielskim i powiedział o czymś takim — wejdę głęboko w filozofię, ale tylko na chwilę. Nie będę państwa zanudzał i męczył — on powiedział, że istnieją idee. Nie chodzi o idee platońskie, tylko raczej o coś, co byśmy nazwali pewnymi odczuciami. Istnieją idee dwóch rodzajów.
Te pierwsze odpowiadają własnościom pierwotnym, czyli takim obiektywnym. Zaraz to wyjaśnię. Spokojnie, proszę się nie odpadać od mikrofonu. A drugie to są takie własności wtórne, subiektywne. Co on mówi na ten temat? Otóż zdaniem Locke'a przedmioty, które nas otaczają, mają wyłącznie własności pierwotne, czyli według niego to jest wielkość, kształt, liczba i ruch. Ale kiedy te przedmioty działają na nasze narządy zmysłów, to sprawiają, że pojawiają się tak zwane własności wtórne. Barwy — one się pojawiają w oczach, dźwięki w uszach, węch w nosie, smak w ustach. Rozpoznanie własności pierwotnych i wtórnych zdaniem Locke'a było możliwe na dwa sposoby. Po pierwsze Locke uznawał, że niemożliwe jest usunięcie własności pierwotnych z ludzkich wyobrażeń o rzeczach, czyli te pierwsze, które wymieniłem, kształt, liczba, ruch i wielkość.
One są przypisane człowiekowi. My to zawsze rozpoznajemy, ale inaczej jest z własnościami wtórnymi. Zgaszenie światła pozbawia rzeczy barw na przykład. Własności pierwotne są postrzegane przez wiele zmysłów, natomiast własności wtórne są rozpoznawalne tylko przez jeden z tych zmysłów. I tak dalej. Po co ja to przywołuję? Bo to są szczegóły, które większości z państwa nie interesują. Po to to przywołuję, że nasze głębokie przekonanie o tym, że nasz świat mamy rozpracowany, wszystko o nim wiemy, barwy, kolory, kształty i tak dalej, to wszystko jest oczywista oczywistość. Wcale oczywistą oczywistością nie jest. A wracając do teorii symulacji, żeby już nie odpływać za daleko, to chodzi o to, że jak nam coś się podłącza do mózgu, ktoś nam w ten mózg ładuje określone bodźce, to nie wierzcie państwo w to, że rozpoznacie, że jest to symulacja.
Ja wiem, że w wielu filmach to jest podane, że na podstawie czegoś ktoś coś rozpoznał. Jeśli to będzie odpowiednio dobrze zrobiona symulacja, odpowiednio pieczołowicie, nie ma szansy. Możemy to wykoncypować w naszym rozumie, ale wartość dowodu rozumowego jest taka jak powiedziałem na początku tej wypowiedzi, czyli na dwoje babka wróżyła. Może tak jest, a może tak nie jest.
[59:21] - Dokładnie. My jeszcze do hipotezy symulacji powrócimy. Natomiast kiedy się o niej mówi, to trzeba pamiętać, że to jest coś, co wykracza nie tylko poza nasze rozumienie, ale też poza jakiekolwiek określenia. Bo my możemy odwoływać się tutaj do symulacji, które znamy z naszej rzeczywistości. Znamy gry komputerowe, znamy wirtualną rzeczywistość, ale to już idzie o krok dalej. Arku, być może jest tak, że tworzenie symulacji, a może inaczej symulowanych kosmosów, jest takim naturalnym punktem w rozwoju cywilizacji. Bo dzięki stworzeniu takiego wirtualnego wszechświata, to znaczy wirtualnego nam się wydaje, że on jest wirtualny, że on jest nierzeczywisty. Natomiast być może na jakimś wyższym poziomie te cywilizacje są w stanie tworzyć rzeczywistości i mogą przenosić do tych rzeczywistości nowych awatary swojej świadomości, awatary swoich mieszkańców, uciekając na przykład od jakiegoś wielkiego kolapsu swojego wszechświata, a może po prostu od zwykłej śmierci. Czy to w jakiś sposób przemawia do ciebie? Bo hipotezę symulacji możemy rozpatrywać w wielu aspektach: od takiej zwykłej, superzaawansowanej cywilizacji, która tworzy sobie ultrazaawansowany program komputerowy, po już takie bardziej powiedziałbym
[01:00:54] - Fikcyjne. Może nie fikcyjne, scenariusze rodem ze science fiction. Czyli możemy domyślać się tylko, dlaczego oni to zrobili.
[01:01:05] - Tak, troszeczkę jest w tym takiej koncepcji, która w moim przynajmniej umyśle w jakiś sposób żyje. A mianowicie dlatego, że na pozór wszystko to, co nas otacza, czyli materia, upływ czasu, światło, odczucia wszystkie, które do mnie dobiegają każdej sekundy są prawdziwe. Z tym że jeżeli tak dalej ponikać w fizykę, to właśnie widać, że one niekoniecznie muszą być. Ten upływ czasu niekoniecznie musi być taki ciągły, jednostajny jak go przeżywamy. Ta materia niekoniecznie zawsze musi być taka twarda, bo jak wspomnieć to, co potrafiła zrobić pani Joanna Gajewska, obecnie chyba pewnie pani, o której pisali między innymi Marek Rymuszko, że w pewnym momencie nóż przeniknął przez drzwi, nie uszkadzając tych drzwi, tylko po prostu pojawił się z drugiej strony. Przemieszczające się przedmioty, z którymi czasami mamy do czynienia bez oczywiście jakiegoś fizycznego z nimi kontaktu bezpośredniego, to raczej stanowi o tym, że ten świat, jeżeli mu się tak dobrze przyjrzeć, nie do końca jest taki materialny, realny jak nam się wydaje. Jest oprócz tego coś, co się wymyka. Między innymi o tym mówi kwantowa teoria budowy świata. Właśnie ten wpływ myśli na przebieg eksperymentów w mikroskali. A to z kolei mówi nam, że możemy być częścią jakiegoś eksperymentu wyższej inteligencji, bardziej stechnologizowanej być może, która tworzy takie światy jak nasz.
Na tej samej zasadzie jak wielu ludzi ma w domu akwaria, żeby podglądać jak się ryby robi. Też im tworzy alternatywną rzeczywistość istnienia w małym świecie zamkniętym. To samo dotyczy hodowli małych mrówek, gdzie my decydujemy o tym z perspektywy twórcy, w jakim środowisku, jak to będzie, jak dobór między innymi gatunków same mrówki, czy to będą coś innego oprócz tych mrówek, czy to akwarium będzie miało wodę słoną czy słodką i jak w niej będą się musiały zachowywać te ryby, jak ukształtujemy to środowisko. Coś w tym może być. Obawiam się tylko jednego, że jesteśmy w symulacji młodocianego twórcy szkolnego i tutaj nagle nam się może coś skończyć, gdy dostanie do dziennika pałę. Dzięki.
[01:04:51] - Dzięki. Marku, chciałeś coś dodać? Tak. Chciałem powiedzieć jeszcze, że bardzo często przytaczanym argumentem przeciwko teorii symulacji jest argument: „Ale przecież ja pamiętam, urodziłem się 40 lat temu albo 50, albo 60, albo 80, a w ogóle to miałem dziadka, który pamiętał, co było łącznie to już 100 lat temu”. To przekonanie, że ta symulacja musiałaby trwać nie wiadomo jak długo. Po pierwsze, zdajemy sobie sprawę, że czas upływający w symulacji wcale nie musi odpowiadać temu czasowi, który gdzieś tam w jakiejś rzeczywistości jest realny. Już dzisiaj potrafimy mówić o tym, że czas w różnego rodzaju symulacjach jest przecież-- symulacjami są gry na przykład i tam czas jest przyspieszony, więc nasza godzina może odpowiadać stuleciu w naszych symulacjach komputerowych. Więc dlaczego nie może być analogicznie? Czyli nasze stulecie może odpowiadać minucie gdzieś tam. Ale to jest nie wszystko, proszę państwa, bo zdajemy sobie sprawę, że symulacja mogła powstać z perspektywy nawet naszej wczoraj.
I ktoś powie: „Ale zaraz, przepraszam, przecież ja pamiętam swoje wydarzenia z dzieciństwa”. Tak, proszę państwa, ale jest coś takiego jak fałszywa pamięć. Jeśli ktoś tworzy symulację doskonałą, to stworzy również państwa pamięć. Wy naprawdę pamiętacie to, co było 30, 40, w zależności od wieku, tyle lat, ile macie. Pamiętacie to, oczywiście, ale to wcale nie zmienia sytuacji, że ta symulacja powstała wczoraj. Te wszystkie wspomnienia, które macie, znowu ta sama sytuacja. To Wyobrażenie, że jeśli to byłyby sztuczne wspomnienia, to byśmy je natychmiast rozpoznali, to jest fikcja. Odpowiednio skonstruowana symulacja powoduje, że wasze wspomnienia, wy naprawdę pamiętacie. Byliście tam 30 lat temu albo 20 lat temu nad tym morzem albo w tych górach, albo przeżyliście coś traumatycznego. Naprawdę przeżyliście.
Głęboko w to wierzycie, ale to równie dobrze mogło powstać wczoraj. Warto sobie zdać z tego sprawę, że czas, jeśli przyjmiemy teorię symulacji, naprawdę nie istnieje. Naprawdę nie ma żadnego znaczenia i naprawdę nie może być wyznacznikiem prawdziwości albo fałszywości owej symulacji. Tak tylko zwracam na to uwagę.
[01:07:50] - Tak, przynajmniej nasz czas, bo nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kim są ani jak ten czas liczą-
[01:07:56] - Dokładnie tak.
[01:07:57] - Twórcy tej symulacji, jeżeli gdzieś są. Ale do pytań odnośnie symulacji jeszcze powrócimy. Tymczasem przesuwamy się tuż nad linię wody i na niej znalazł się niebocentryzm. Jest to teoria nieco pokrewna do płaskiej ziemi. Nie to, że jest identyczna, ale jest nieco podobna pod pewnymi względami, pewnymi cechami. W tym względzie, że buduje własną mechanikę sfer niebieskich. Twierdzą dodatkowo, że Stwórca i Szatan skutecznie uniemożliwiają nam poznanie rzeczywistości, choć de facto jest ona na wyciągnięcie ręki. Zwana także teorią wklęsłej Ziemi postuluje, że ludzie żyją rzekomo wewnątrz pewnej sfery, a to, co jest wyświetlane na niebie, zależy od woli wyższych sił. Marku, ale powiedzieć o niebocentryzmie tyle, co powiedziałem, to tak, jakby nie powiedzieć nic. I tutaj muszę powiedzieć, że jest on zaliczany do grona albo jakichś umysłowych aberracji, kiedy jest wygłaszany przez swoich gorących zwolenników.
I tutaj musimy podkreślić, że jest w nim pewien element religijny też. Albo jest też traktowany, jak wspomnieliśmy na początku, jako eksperyment myślowy, dlatego, że wszystko można w nim udowodnić.
[01:09:24] - Będę mówił bardzo szybko, bo żeby tak naprawdę rzetelnie omówić teorię niebocentryzmu, to by trzeba poświęcić osobną audycję. Nie wiem, czy warto, czy nie warto. To inna sprawa. Może państwo wypowiecie się na różnego rodzaju forach, czy o tym warto rozmawiać. Natomiast warto sobie uświadomić, że niebocentryzm, tak jak Piotr powiedział, jest bardzo silnie nacechowany religijnie. Jest jeszcze druga teoria tak zwanej młodej Ziemi, która też bardzo mocno religijnie nacechowana jest i myślę, że chociaż wspomnieć o niej warto, ale później. Teraz wróćmy do niebocentryzmu. Niebocentryzm ma jakieś powiązania z Aghartą, z teorią wewnętrznej Ziemi, wewnętrznego Słońca, ale nie do końca. Otóż niebocentryzm zakłada, że rzeczywiście żyjemy wewnątrz sfery. Pewne zjawiska optyczne, pewne zjawiska fizyczne w związku z tym prawie są identyczne, jakbyśmy żyli na zewnątrz sfery, czyli na kuli ziemskiej, a żyjemy wewnątrz.
Co jest na zewnątrz? Na zewnątrz grasuje Szatan. Ludzie, którzy chcieliby wyjść na zewnątrz spod tej sfery, tam grasuje Szatan. Tam jest samo zło. A Bóg to za chwilę. Jak wygląda świat oczami niebocentryzmu opowiedziany bardzo szybko? Otóż żyjemy wewnątrz wielkiej sfery. Nad nami, jakieś 100 kilometrów nad nami jest strefa Karmana, linia Karmana. To jest szkło nieba tak zwane i to jest to, co przebijają nasze statki kosmiczne, jeśli w ogóle latają. To one przebijają, to jest szkło nieba.
Gdzieś tam na Saharze podobno znaleziono fragmenty tej szklanej konstrukcji. Bóg to wszystko tak skonstruował, że 100 kilometrów nad nami jest ta strefa Karmana i to jest takie szkło nieba. Tak. Ale to jest nie wszystko. Proszę państwa, nad nami jakieś 3000 kilometrów istnieje wielka sfera. To jest tak zwane Niebo Nieb. Gdzieś tam w środku tej sfery istnieje pałac Boga. Tam zamieszkuje Stwórca, a na Niebie Nieb jest wyświetlany cały wszechświat. Wszystkie te galaktyki, które widzimy, te ciała niebieskie, to wszystko tam jest wyświetlane. To jest rodzaj hologramu.
Słońce, księżyc one krążą poniżej. To też jest pewien rodzaj złudzenia. Symulacji nie, to raczej fizyczne jest. Ale w każdym razie tam, w tym pałacu zamieszkuje Bóg. On oddziałuje na nas, maluczkich, którzy żyjemy. Kiedyś, dawno, dawno temu Niebo Nieb oraz Ziemia były połączone drzewami Edenu, Ziemia z niebem. Śladami tych zostały później te drzewa Edenu ścięte przez aniołów. I co tak śladami tego rodzaju konstrukcji, nie, tego rodzaju roślin, to były drzewa Edenu, potężne drzewa. Są takie na przykład formacje skalne, bo to już z kamieni zdążyło, jak na przykład Diabelska Góra. Znacie ją państwo.
Ci wszyscy, którzy oglądali „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, to tam właśnie taka góra o charakterystycznym kształcie, płaskim wierzchołku. To jest właśnie pień drzewa, potężnego drzewa, które sięgało trzy tysiące kilometrów w górę i było łącznikiem pomiędzy ziemią a niebem. Coś jeszcze? Nie wiem, czy coś jeszcze trzeba dodawać. To można rozwijać. Samo hasło rzucone „niebocentryzm”. Szukajcie państwo tego w internecie. Znajdziecie państwo tyluż gorących zwolenników tej teorii, co też ludzi, którzy gorąco z nią polemizują i to tak naukowo, rozciągając to wszystko na czynniki pierwsze. Nie wiem, czy to jest warte tego. Natomiast warta jest poznania ta teoria, ponieważ ona znowu pokazuje nam rzeczywistość w innym świetle.
Ja nawet nie wiem, czy w innym świetle. To jest zupełnie inna rzeczywistość. Nasz świat wygląda zupełnie inaczej, nawiążę tu do początku naszej audycji, niż sobie wyobrażaliśmy. Tak pozornie na co dzień to nic by się nie zmieniło. Rzeczywiście, tak jak postrzegamy świat, jego postrzeganie by się nie zmieniło, tylko mechanika tego świata byłaby zupełnie inna. Loty w kosmos — fikcja, loty na inne planety — fikcja, obraz wszechświata — fikcja. Zupełnie to wszystko ma inaczej wyglądać, a na zewnątrz czyha szatan. W środku tego świata, w centralnym punkcie jest Bóg. Nie wiem, chyba wszystko. Ci wszyscy, którzy są zainteresowani tą koncepcją, powinni sięgnąć, zajrzeć sobie do internetu.
Tak jak powiedziałem, gorące polemiki, naprawdę gorące. Mnie dziwi jedno, proszę państwa i tu coś takiego, co mnie oburza. Otóż zamiast dyskutować z tą koncepcją i to nawet bezwzględnie dyskutować na zasadzie takiej, że to po prostu się nie klei albo się klei, jednym się klei, drugim się nie klei. Znowu pojawia się taka oto koncepcja. To wszystko, co tu państwu przedstawiłem, to bzdury, głupoty, co więcej szkodliwe głupoty i nie ma co w ogóle z tym dyskutować. W związku z tym nie będziemy z tym dyskutować. Nie będziemy podważać najprostszych tez, które są stawiane przez niebocentrystów. Bo nie będziemy. Właściwie dlaczego? Skoro to jest teoria tak kompletnie odjechana i tak kompletnie głupia, to dyskutujmy z nią.
Pokazujmy krok po kroku, że ona nie ma sensu. Bo niebocentryści potrafią pokazać, tu cudzysłów „pokazać”, ale potrafią przekazywać w swoich informacjach w internecie, że na przykład loty w kosmos, loty rakiet to wszystko fikcja, to bzdura i tak dalej. Wielki spisek. To zamiast z tym dyskutować, ktoś powie: „Ale z idiotami się nie dyskutuje”. Przepraszam państwa bardzo, ale ja jestem przyzwyczajony jednak do innej koncepcji. To znaczy, jeśli chcesz komuś udowodnić, że jest niespełna rozumu, to mu to po prostu pokaż, zamiast go wyzywać od najgorszych. Jestem jednak zwolennikiem takiej koncepcji. Tymczasem sposób dyskutowania z niebocentrystami przypomina mi jednak rodzaj hejtu albo rodzaj nawalanki. To nie ma sensu. Raczej umacniacie państwo ludzi przekonanych do niebocentryzmu w tym poglądzie.
Tymczasem warto z nimi dyskutować. Warto w sensie poznawczym. A może to jest moje złudzenie takiego człowieka, który uważa, że rozmawiać można o wszystkim, tylko byle trzymało się pewnych zasad. Tu od razu powiem, że niebocentryści też mają swoje za uszami, bo oni też skłonni są wyzywać wszystkich, którzy myślą inaczej, mówić o nich jako o wysłannikach szatana, o ludziach zwiedzionych, o ludziach, którzy nie mają pojęcia o tym, jak świat wygląda. W związku z czym to wart pac pałaca. To znaczy z jednej i z drugiej strony sypią się, łagodnie powiedzmy, obelgi. Tymczasem sama koncepcja niebocentryzmu jest bardzo epicka. Już pomijam to, że zaangażowana, bo jest religijnie jak najbardziej zaangażowana. Gdzieś tam jest Bóg, jest pałac Boga. Warto po tę koncepcję sięgnąć, żeby się z nią zapoznać.
Niekoniecznie należy się nią zachwycić, ale warto ją poznać. Mówiłem wcześniej o tym nacechowaniu religijnym. Takim nacechowaniem religijnym cechuje się również hipoteza. Różnie to jest nazywane, ale bardzo często znajdziecie pod hasłem w internecie „hipoteza młodej Ziemi”. To jest hipoteza, która dotyczy głównie teologii protestanckiej. Bardzo popularna jest w Stanach Zjednoczonych. Tam się twierdzi, że Biblię należy odczytywać literalnie. To znaczy, że Ziemia ma troszeczkę ponad 6000 lat. Te wszystkie skamieniałości, te wszystkie rzeczy, które my traktujemy jako dowody tego, że Ziemia istnieje od miliardów lat, to wszystko bzdury, bo proces kamienienia i inne procesy, które zachodzą, mają zupełnie inną naturę. Tam są przytaczane dowody z warstw ziemi.
Muszę przyznać, że o tyle ta teoria mi zaimponowała, że w pewnym momencie ktoś powiedział o tym wśród tych katechetów, którzy to głoszą. Właściwie to są ludzie, którzy głoszą to Słowo, Słowo Boże właściwie, bo oni się bez przerwy odwołują do Biblii. Jest kilka takich wywiadów. Poszukajcie państwo: hipoteza młodej Ziemi, znajdziecie państwo sporo takich wykładów. Ale czym oni mi zaimponowali? Raczej zwrócili uwagę na pewne zacięcie myślowe. Otóż oni zwrócili uwagę na to, jak się datuje pewne znaleziska archeologiczne. Mówi się o tym, że coś ma tyle i tyle lat, milionów albo setek tysięcy, albo właśnie dziesiątków milionów lat, dlatego, że zostało znalezione w określonej warstwie. A z drugiej strony mówi się o tym, że te warstwy identyfikuje się na podstawie tego, co się znalazło w tych warstwach. Oni zwracają uwagę na pewne takie zapętlenie się.
Ja sądzę, że to zapętlenie się, nie analizowałem tej sprawy dogłębnie, jest raczej skutkiem pewnych skrótów myślowych stosowanych przez na przykład archeologów czy ludzi zajmujących się geologią, czy innymi naukami pokrewnymi. To jest raczej efekt skrótów myślowych. Niemniej jednak wyznawcy młodej Ziemi zwracają na to uwagę, że czasami, jeśli chce się komuś coś wytłumaczyć, to nie warto posługiwać się skrótami myślowymi, tylko warto pewne rzeczy tłumaczyć dogłębnie od początku do końca, bo skróty zawsze powodują albo na ogół powodują, że pewne rzeczy nam umykają i w związku z tym to jest pole do popisu właśnie chociażby dla ludzi, którzy wierzą w teorię młodej Ziemi. Poza tym ludzkość, w ogóle Ziemia liczy sobie troszeczkę ponad 6000 lat i oni potrafią wytłumaczyć, proszę państwa, wszystko. To, że kiedyś ludzie żyli po 900 lat: Matuzalem, Noe i tak dalej, to wynik tego, że kiedyś w atmosferze ziemskiej było więcej tlenu, a tlen powodował, że ludzie byli długowieczni. I właściwie jak się z nimi rozmawia, jak rozmawia, bo nie rozmawiałem, ale jak się słucha tych wykładów, to właściwie każdy element rzeczywistości oni potrafią wytłumaczyć. Tu znowu weźmy to „wytłumaczyć” w cudzysłów, ale jednak potrafią odnieść się do określonych elementów rzeczywistości. I ja znowu mam pretensje. Może głupi jestem? Może.
Ale mam pretensje do naukowców, że nie stać ich na tyle samozaparcia, żeby w sposób racjonalny z tym dyskutować. Okej, mówicie, że coś jest tak. To ja mam swoje argumenty, że tak wcale nie jest, jak mówicie. Nie. Po prostu w pewnym momencie uznano, że ludzie niebocentryści to są debile, to są kretyni, to są ludzie, którzy w ogóle nic nie wiedzą o świecie. Nie będziemy z nimi dyskutować. Wbrew pozorom, proszę państwa, to tylko napędza zwolenników takiej teorii. Podobnie jak w przypadku młodej Ziemi, to również napędza zwolenników tej teorii. Bo skoro naukowcy nie chcą się na dany temat wypowiadać, to znaczy, że mają coś do ukrycia. To jest taki sposób myślenia bardzo charakterystyczny dla teorii spiskowych.
Ja nie mam nic do teorii spiskowych, tylko pokazuję pewien mechanizm. Skoro naukowcy nie chcą na dany temat mówić, a znaczy się, że czegoś nie wiedzą, coś chcą ukryć. Może nie. Może jednak jest zupełnie inaczej. Tylko tak naprawdę znowu naukowcy winni są temu, że dzielą ludzi na mądrych, głupich. Już samo to jest głupie.
[01:23:59] - Tak, mamy uproszczony obraz świata przyjmowany na wiarę. Zarówno religia, jak i wszelkiego typu teorie, jak niebocentryzm, korzystają paradoksalnie z tego, że istnieje coś takiego jak ludzki sceptycyzm. Sceptycyzm i scjentyzm nam się rozjechały. Jedno nie uzupełnia dzisiaj drugiego i nauka stała się dla niektórych odpowiednikiem religii. Dlatego też wiele osób czując, że ta wizja świata jest narzucona, reaguje właśnie w ten sposób, że szukają alternatyw. I jest w tym pewna wina naukowców, niestety dlatego, że starano się ludzi uczyć, starano się im coś wbijać do głowy dosłownie tak, jak to robiono na lekcjach religii, a nie tłumaczono, dlaczego tak jest. Jest tak i tyle. Ale w każdym z nas jest przecież jakieś ziarno wątpliwości, ciekawości. Ale przejdźmy do kolejnej hipotezy, dlatego że tuż pod linią wody znajduje się, uwaga, życie w umyśle Boga. Ta mająca antyczne korzenie teoria, jakobyśmy żyli w umyśle bóstwa, nieustannego obserwatora, potężnej istoty, która myśląc albo śniąc kreuje nasze życie i rzeczywistość namacalną, jest dość popularna.
Popularna w tym względzie, że w pewnych nurtach, powiedzmy mistycznych, jest obecna. W kosmologii hinduistycznej znana jest koncepcja snu Brahmy, który leżąc sobie na przepastnym oceanie śni wszechświat. Gdy otwiera oczy, powołuje ten wszechświat do życia. Tym wszechświatem nie rządzi on. Nim rządzi Bóg Indra, natomiast on go śni. Gdy Brahma zamyka oczy, wszechświat przestaje istnieć. Cykl życia Brahmy to 4,3 miliarda lat. Tego typu dziwnych założeń, nietypowych z naszego dzisiejszego punktu widzenia, przypominających to, o czym mówią współcześni kosmolodzy, w hinduistycznej filozofii jest bardzo dużo. O tym będziecie mogli sobie przeczytać w artykule, który będzie podlinkowany gdzieś pod tekstem. Ale w starożytności rozważano też odrębną hipotezę, nieco podobną.
Panteizm, który zakładał obecność Boga w każdym stworzeniu. Bóg nieosobowy, przenikający wszystko. Poniekąd może to być ten Bóg śniący. Obecnie panteizm zyskuje na popularności zarówno wśród autorów zajmujących się kosmologią czy nauką świadomości, ale też ezoteryków. Marku, powiedziałeś jakiś czas temu o Berkeleyu. Był to filozof, który wskazał na to, że jest konieczny Bóg do tego, aby funkcjonowała nasza rzeczywistość. To on miał być tym wielkim obserwatorem. To w umyśle jego miało się wszystko rozgrywać. Czyli może być również tak, że nie żyjemy w jakiejś symulacji, tylko mieszkamy w umyśle bóstwa, które ma niespotykany albo właściwie niewysłowiony potencjał kreacji, nawet kiedy śpi.
[01:27:54] - Tak, to prawda. Powiedziałeś o panteizmie, ale panteizm to była taka koncepcja, która, nazwałbym ją lajtową. Berkeley natomiast postawił kropkę nad i. Obiecałem państwu, że powiem jeszcze o Berkeleyu. To właśnie jest ten moment. Mówiłem o tych doznaniach, o tym oszukiwaniu zmysłów. Berkeley poszedł, tu znowu delikatnie to powiedzmy, bo jakby usłyszał mój profesor, to by zaraz zawył z wściekłości. Powiem tylko tak: on poszedł śladem Kartezjusza, bo to Kartezjusz powiedział, już mówiłem o tym, wspomniał, że tak naprawdę niewiele o świecie jesteśmy w stanie powiedzieć. Berkeley pociągnął tę koncepcję, że tak naprawdę w sposób pewny to chyba nic nie jesteśmy w stanie o tym świecie powiedzieć. To życie w umyśle Boga należy oczywiście traktować w taki sposób możliwie szeroki, na jaki nas stać.
Rzeczywiście ta koncepcja w sposób nieświadomy, bo Berkeley raczej nie miał takiej wiedzy, nawiązuje jakoś do koncepcji pochodzących z Indii. Przynajmniej do tego się może sprowadzić. W każdym razie Berkeley myślał o tym, że świat, który powołał Bóg, to jest świat, w którym wszystko jest możliwe. On nam dał pewne miejsce w swoim umyśle i my w tym miejscu funkcjonujemy. Nie ma co tej koncepcji specjalnie rozszerzać, ale w tych samych czasach, zwrócę państwu uwagę na to, w tych samych czasach, kiedy żył Berkeley, mniej więcej w tych samych czasach mówiono o tym, starano się zracjonalizować to, czy ten Bóg istnieje, czy nie istnieje. Już część filozofów zdawała sobie sprawę, że coś takiego jak dowody, ale w sensie logicznym dowody na istnienie Boga są niemożliwe. To, co nazywamy dowodami, na przykład Tomasza czy późniejszymi, nawet Kant próbował takie dowody skręcić. One w gruncie rzeczy nie mają logicznego statusu dowodów. One są raczej pewnymi wariacjami, pewnym kombinowaniem na temat tego, czy Bóg istnieje, czy nie istnieje. Ale wracając do Berkeleya, warto pomyśleć o tym, że ten myśliciel cały czas w tych samych czasach myślano o tym na przykład, czym jest świat.
I taka sławna z tamtych czasów koncepcja odwołuje się do tego. Gdyby państwo żyli na bezludnej wyspie i chodzicie sobie codziennie brzegiem tej bezludnej wyspy i pewnego dnia znajdujecie na Na brzegu zegarek. Kombinujecie sobie, co to jest ten zegarek? Załóżmy, że nie jesteście owocem cywilizacji, tylko od początku żyjecie na tej wyspie, ale spotykacie coś takiego, co jest dziwne. Niby metalowe, nie bardzo wiecie, co to w ogóle jest, ale zegarek. Macie państwo do wyboru dwie koncepcje: albo ten zegarek powstał samoistnie, sam z siebie, albo został powołany przez jakąś wyższą istotę. Bardzo trywializuję, ale to był jeden z dowodów nie wprost, a raczej takich myśli, koncepcji, która odwoływała się do tego, czy ten nasz świat, który jest jak ów zegarek niezwykle skomplikowany, niezwykle złożony, mógł powstać ot tak sobie. Już widzę państwa reakcje. Ci, którzy opowiadają się za jedną stroną i za drugą stroną, mają skrajnie różne reakcje. Oczywiście, że mógł powstać tak.
Nawet, proszę państwa, Dawkins, który jest nazywanym bulterierem Darwina, nie jest skłonny twierdzić, że gdyby odczekać odpowiednią liczbę, a raczej ilość czasu, bardziej liczbę, liczba godzin, miesięcy, lat, tysiącleci, miliardów lat, to w końcu na przykład jumbo jet powstałby sam z siebie. Nawet on tego nie twierdzi, bo możliwość tylu przypadków takiego zbiegu okoliczności jest nawet według niego nie bardzo możliwa. Dawkins nie jest wariatem. On do pewnych rzeczy podchodzi bardzo racjonalnie i ta jego koncepcja, można się z nią zgadzać albo nie zgadzać, ale trudno powiedzieć, że jest oderwana od rzeczywistości. Dlaczego ja tak wszystko komplikuję państwu w tej chwili? Otóż znowu odwołam się do początku naszej audycji. My jesteśmy przyzwyczajeni, że nasz świat jest taki, jaki jest. To jest oczywiste. Słońce zachodzi, wschodzi. Księżyc również wschodzi i zachodzi.
Gwiazdy, niebo, fizyka, wszystkie rzeczy, które na co dzień postrzegamy, są dla nas oczywiste. Są częścią naszej rzeczywistości i przyjmujemy je tak, jakby musiały takie być. Ale wystarczy do koncepcji zegarmistrza odwołać się, czy tego zegarka znalezionego gdzieś na wyspie, żeby uświadomić sobie, że to wcale nie jest takie oczywiste, że ten świat musiał powstać w wyniku przypadku. Że tak jak mówił Darwin, to wszystko przypadek. I znowu, ja nie zamierzam państwa przekonywać do niczego, twierdzić, że Darwin mylił się albo że inni filozofowie, którzy twierdzili, że to wszystko zbiór przypadków, nie mają racji. Chodzi po prostu o to, żebyśmy sobie uświadomili, że bardzo często to, co przyjmujemy jako naszą rzeczywistość, to, co jest oczywiste, wystarczy stanąć troszeczkę obok i uświadomić sobie, że to wcale oczywiste nie jest. I to przy tych koncepcjach, które w tej chwili omawiamy, warto sobie to uświadomić, bo to ustawia nas troszeczkę inaczej, zarówno wobec jednej czy drugiej koncepcji. Warto sobie o tym pomyśleć.
[01:35:11] - Jeżeli nie potrafimy sobie wytłumaczyć fizyki, która działa, wymyślamy sobie Boga, który to wszystko robi. I koncepcja życia w umyśle Boga właśnie w ten sposób mniej więcej wygląda, patrząc z boku. Jeżeli kiedyś uważano, że Perun zsyła gromy, błyskawice i to wystarczało do wytłumaczenia tego. Ale Peruna jakoś nie było widać, Zeusa czy kogokolwiek innego również, więc trzeba było troszeczkę to rozszerzyć. I tu powstało właśnie to, że wszystko jest dziełem Boga, a więc każdy kamień, każda osoba, wszystko. Materia jest też tylko częścią pomysłu na to, co tworzy Bóg, więc tak też zostało to zinterpretowane. Stąd Bóg nieosobowy może być wszędzie. Nie trzeba go opisywać, nie trzeba ponownie mówić, że przyszedł i jest wśród nas i jak wygląda. Te pytania wszystkie zostają oddalone w ten sposób. Jest to bardzo wygodna teoria.
Teoria, że cały wszechświat jest istotą, a w zasadzie umysłem Boga, którym wszyscy jesteśmy, wszyscy żyjemy i wszyscy kierujemy się w zasadzie jego wolą. Nasza wola jest jego wolą. I tutaj w zasadzie jesteśmy jego częścią. Jak wytłumaczyć wobec tego wszystko, co złe? Mianowicie tym, że w każdym umyśle spierają się dobre i złe koncepcje, ale intencja zawsze Jest pozytywna i stąd nawet to cierpienie, które w tej chwili doznajemy, ma nam pomóc w rozwoju, a w efekcie pomóc w rozwoju samego Boga. I to jest właśnie takie zapętlenie się, troszeczkę zahacza o niebocentryzm, o którym wcześniej Marek mówił. To wszystko w zasadzie bazuje na jednej książce i krąży wokół jednej linii kulturowej. Chociaż odłamy tego typu myślenia są też troszeczkę starsze i wywodzą się tak naprawdę ze starożytnych Indii. Mniej więcej to tyle, co miałem na ten temat do powiedzenia. Dziękuję.
[01:38:17] - A ja chciałbym dodać jeszcze, że pewna beznadziejność tej sytuacji polega na tym, że w gruncie rzeczy te koncepcje wspomniane wcześniej: niebocentryzm czy teraz życie w umyśle Boga, czy też te wszystkie koncepcje dotyczące zegarmistrza czy zegarka, one w gruncie rzeczy znowu odwołują się do naszych przekonań, do naszej wiary, do tego, w co my chcemy wierzyć, a nie w racjonalność dowodów. Bo cała pułapka z symulacjami, bo w końcu życie w umyśle Boga to jest też rodzaj pewnej symulacji, to się wszystko odwołuje do tego, że w gruncie rzeczy nasze zmysły mogą być oszukiwane. Nasz umysł może nie ogarniać rzeczywistości, którą obserwuje. W związku z tym to wszystko, co jesteśmy w stanie powiedzieć o rzeczywistości, od początku, a nawet nie jakby, tylko na pewno, od początku nie nosi znamion pewności. My obserwując świat zmysłami, rozważając go w naszym niedoskonałym umyśle, tak naprawdę skazani jesteśmy bardziej na wiarę niż na wiedzę. Bardziej na to, że zaufamy, niż że wiemy. To pokazuje, że cały taki twardy scjentyzm to wszystko, co odwołuje się do takiej twardej rzeczywistości. Wiemy, bo tak jest, bo to widzę, obserwuję. To jest jednak, no chyba że ktoś w to bardzo wierzy, ale znowu odwołujemy się do kategorii wiary, a nie wiedzy. Ale znowu skazani jesteśmy jednak na pewną niepewność.
I tu znowu się zapętliłem w słowa. W każdym razie o naszym świecie możemy powiedzieć w sposób pewny bardzo niewiele. I to w gruncie rzeczy jest cały motor. Ja się uśmiecham w tej chwili, bo pomimo tego, że gdzieś tam w życiu filozoficzne wykształcenie odebrałem, to jednak mam pewno niezdrowy albo zdrowy dystans, bo w gruncie rzeczy cała filozofia, może nie cała, w sporej części opiera się na tej niepewności. Na niepewności tego, co możemy o naszym świecie powiedzieć, czego powiedzieć nie możemy, w co musimy wierzyć, a w co możemy ufać. Kwestia nawet dobra i zła. Wszystkie dyskusje, które dzisiaj możemy zlekceważyć, powiedzieć: „A co to w ogóle ważne?”. Bardzo często pada takie pytanie: „Jak to jest możliwe, że Bóg dopuszcza, że jest tyle zła na świecie?”. Ale już dawno to jest, proszę państwa, przedyskutowane. 2000 lat temu przedyskutowane.
Bo może to nie jest tak, że zło jest bytem w sensie takim arystotelesowskim, że zło istnieje. Może zło jest tylko brakiem dobra, czyli dobro istnieje, a zło jest tylko brakiem tego dobra. Wiem, wciągam państwa w dyskusje filozoficzne, które niektórych z państwa brzydzą albo w każdym razie odstręczają. Nie mam takiego celu. Chodzi po prostu o to, żeby pokazać, że wtedy, kiedy jesteśmy tacy pewni naszych obserwacji, tacy pewni realności tego świata, tego, że możemy go dotknąć, zważyć, zmierzyć. Ja zawsze podchodzę do tego ostrożnie. Nie żebym dał się porwać temu, że proszę wszystko, nic nie wiemy. Swoje przekonania mam i niekoniecznie podzielam przekonania, czy też takie teorie, które dzisiaj państwu przedstawiamy. Nie, chodzi mi tylko o to, żeby sobie zdać sprawę, że żeby te teorie czy te koncepcje sfalsyfikować, to naprawdę trzeba sporego wysiłku, a i tak ten wysiłek chyba nie da takich stuprocentowych efektów. To tyle.
Dziękuję.
[01:42:44] - Mamy drobny problem techniczny. Piotrowi Cielebiasowi umarł chwilowo komputer. Właśnie stawia go z powrotem. Przywraca go do życia.
[01:42:54] - To póki Piotra nie ma, przejdźmy do kolejnej części naszego iceberga. Tam jest napisane hasło: „Mózg w naczyniu”. Warto sobie uświadomić, z czym mamy do czynienia. To jest koncepcja, która narodziła się podobno, zaraz wytłumaczę to podobno, w 1980 roku. Niejaki Nick Bostrom to człowiek, którego znowu, jak sobie państwo wklikacie w internecie, to znajdziecie na jego temat odpowiednią liczbę informacji. Ilość informacji. W każdym razie znajdziecie państwo tych informacji sporo. Nick Bostrom zaproponował taką koncepcję, bliską temu, co powiedział Berkeley. Czyli mamy mózg wyjęty z naszej głowy, wsadzamy go w jakieś szklane naczynie, podłączamy przewody, rureczki i tym podobne i dostarczamy mu określone bodźce dotyczące rzeczywistości. Element wykorzystywany w bardzo wielu utworach natury science fiction.
Ale wróćmy do koncepcji Bostroma. Bostrom powtórzył za Berkeley: jeśli te bodźce będą odpowiedniej jakości, to nasz mózg w naczyniu będzie uważał, że leży na plaży, opala się albo w tej chwili owiewa go jakaś chłodna bryza. A może w tym samym czasie zdobywa jakąś górę. W każdym razie ma określone bodźce, które do niego docierają i odbiera ten świat wszystkimi zmysłami, chociaż tak naprawdę jest mózgiem w naczyniu. To jest koncepcja, która właściwie powtarza koncepcję Berkeley'a, która nawiązuje do koncepcji symulacji, o której już mówiliśmy. Ale warto w tym momencie podkreślić, że wszyscy zachwycają się koncepcją Nicka Bostroma z 1980 roku, a warto sobie uświadomić, że niemal 20 lat wcześniej dokładnie to samo opowiedział Stanisław Lem. Zaraz powiem, w jakim to utworze było. W każdym razie to była „Ze wspomnień Iona Tichego”, pierwsza część, „Skrzynie profesora Corcorana”. Zaraz o tym opowiadaniu opowiem, ale w każdym razie to opowiadanie powstało gdzieś w okolicach roku 1960. Ale Lem, pomimo że był pisarzem mocno tłumaczonym i bardzo znanym na świecie, to opowiadania składające się na tom „Dzienniki gwiazdowe” oraz jego kontynuacja ukazały się w Stanach Zjednoczonych już po tym, jak Bostrom ogłosił swoją koncepcję.
Czyli cały świat poznał koncepcję Bostroma, a koncepcji Lema nie poznał, bo go w odpowiednim czasie nie przetłumaczono. Ja co prawda dosyć wątpię, żeby Nick Bostrom nie zdawał sobie sprawy, że teoria symulacji nie funkcjonuje. Wcześniej takimi koncepcjami na jego rynku językowym posługiwał się znany państwu pisarz Philip Dick. On bardzo podobne koncepcje lansował, nie wierząc w dodatku w to, że Lem jest realną postacią. Ale to inna teoria spiskowa. Natomiast Lem 20 lat wcześniej przed Bostromem taką koncepcję sformułował. W opowieści o profesorze Corcoranie dokładnie o tym powiedział, że istniał świat, w którym istniały skrzynie, do których podłączono cały szereg bodźców, wszelkich bodźców, które odbierane są przez człowieka. I w związku z tym, pomimo że te mózgi, te świadomości żyły sobie w skrzyniach, to one jednak przeżywały ten świat, jako on byłby realny. A zatem znowu w jakiś sposób powtarza się teoria symulacji, a z drugiej strony jest to wprost nawiązanie do teorii Nicka Bostroma i mózgu w naczyniu. Znowu macie państwo takie wrażenie, że déjà vu się pojawia.
Czyli znowu mówimy o symulacji, bo to w istocie jest symulacja, kiedy do tego mózgu w naczyniu podłączamy określoną ilość bodźców, które tworzą symulację, a właściwie tworzą pewną rzeczywistość. Ta rzeczywistość dla tych mózgów, czy to w naczyniu, czy w skrzyniach jak u Lema, będzie tak samo prawdziwa, jak prawdziwa jest rzeczywistość dla nas. Oni również będą stali na brzegu morza, będzie ich owiewała chłodna bryza, będą się kąpali w tym morzu ciepłym albo zimnym, będą zdobywali góry, będą przeżywali miłość i tak dalej. I to dla nich będzie realny świat. Tak było u Nicka Bostroma, tak było u Stanisława Lema. Tego Stanisława Lema przywołuję, żebyśmy pamiętali, że to nie jest tak, że jak w Stanach Zjednoczonych Nick Bostrom coś w roku 1980 ogłosił, to to musi być wyrocznia dla nas wszystkich. Lem, wierzcie mi państwo, zrobił to 20 lat wcześniej. I to tyle, jeśli chodzi o mózg w naczyniu.
[01:48:54] - Tak, to był eksperyment myślowy, taki typowy, ale w sumie cały czas możemy powiedzieć, że rozmawiamy na temat tego typu eksperymentów. Natomiast przejdźmy do numeru osiem, do poziomu osiem. Na naszym schemacie w odmętach wód skrywa się gdzieś maja, iluzja rzeczywistości. Maja, iluzja bądź ułuda rzeczywistości to wywodząca się z hinduizmu koncepcja mówiąca o tym, że nasza rzeczywistość jest przesłonięta swego rodzaju zasłoną, której nie da się obejść ani przeniknąć. Wszystko, co widzimy, jest iluzją. Prawdziwa rzeczywistość nie istnieje. Znawca hinduizmu Joseph Campbell tak ją charakteryzował, cytuję: „Termin ten odnosi się zarówno do siły, jaka tworzy iluzję, ale także do samego fałszywego obrazu”. Oznacza to, że w sferze tych kosmologicznych zasad maja posiada moc skrywania tego, co jest rzeczywistością z jednej strony, ale jest też swego rodzaju projekcją. Jak to w hinduizmie bywa, panowie, nie mamy jednego wniosku, czym to jest. Koncepcja jest taka: rzeczywistość jest nie do przeniknięcia.
To, co widzimy, jest tylko naszym obrazem, ułudą. Natomiast te mechanizmy, które działają na to, żeby się rzeczywistość tworzyła, są nie do ogarnięcia przez ludzki mózg. Jeden z bardzo znanych joginów, Paramahansa Yogananda, pisał o mai jako takiej kosmicznej hipnozie, która zjednie jakąś modłę rzeczywistości. Zacytuję jego opinię: „Niech człowiek pojmie filozoficzną prawdę, że nie ma materialnego wszechświata. Jego osnowa i elementy to jedynie iluzja, maja” – postulował. Oczywiście poprzez mądrość i medytację można pojąć koncepcję mai albo też zrozumieć zasady jej działania. Natomiast czy można ją przeniknąć? To już jest problem. I tutaj, Arku, takie pytanie. Hinduiści mówią nam, że nie możemy zrozumieć natury rzeczywistości, że na to jest narzucona jakaś tkanina, jakaś ułuda, jakaś maja.
Ale o tym samym chyba mówi nam współczesna kosmologia, że z jednej strony poruszamy się w jakimś materialnym świecie, ale gdybyśmy chcieli zrozumieć jego zasady zarówno od strony mikroświata, jak i od strony świata makro, którego oczywiście nie mamy pełnego obrazu, to jesteśmy strasznie skonfundowani. Nie wiemy w zasadzie, gdzie się poruszamy. Jesteśmy pośrodku obrazu i tak naprawdę wiemy tylko to, czego dotkniemy.
[01:51:54] - Tak mniej więcej jest. Jeżeli popatrzymy nawet na zielone rośliny, wyglądają, że są zielone, a tak naprawdę one odrzucają od siebie ten kolor widma i dlatego widzimy ten kolor, inne pochłaniając. Dlatego widzimy akurat kolor zielony. Jeśli byśmy zapalili światło o kolorze właśnie zielonym nad roślinami, wyłączając wszystkie inne widma, zagłodzimy roślinę, ona nie będzie nam rosła. Zatem jest to jedna z form właśnie mai, czyli ułudy. Żeby koncepcję hinduistyczną w pełni zrozumieć, właśnie ten przekaz na naszą rzeczywistość powodu tego całego zdarzenia, byśmy musieli znać całe widmo światła i zrozumieć jego działanie. To jest taki najprostszy przykład. Tak mniej więcej działa maja. Można powiedzieć parę sentencji, przyłożyć, że życie jest snem, a sen przebudzeniem. Tego typu bardzo często można spotkać w jakichś tekstach tłumaczonych z języka hindii.
Przy czym też należy wspomnieć o tym, że na początku tych tłumaczeń dokonywali Anglicy. Niezrozumienie tej koncepcji całej powoduje bardzo duży galimatias umysłowy. To jest naprawdę brak słów na właściwe przełożenie tych terminów. Dopiero w momencie, kiedy jogini, czyli ludzie oświeceni raczej, zaczęli pisać w języku angielskim, potrafili wyjaśnić to, co naprawdę im chodzi. Stąd ludzie pokroju Sri Ramana Maharshiego bardzo dużo udostępnili wiedzy właśnie o ludzi oświeconych dotyczących iluzji rzeczywistości, przyczyn, skutku jakichś zdarzeń i tego typu rzeczy. To jest naprawdę cała zjednoczona koncepcja zarówno powstawania świata, tak jak, Piotrku, wcześniej przywoziłeś właśnie słowa o Brahmie, który śpiąc tworzy wszechświaty. Jest cała koncepcja, którą my, ludzie właśnie Europy Zachodniej próbujemy zrozumieć. To jest naprawdę bardzo rozległa wiedza. Może kiedyś się uda to. Koreluje to z najnowszymi odkryciami właśnie z zakresu powstawania materii, samej materii, budowy wszechświata, tego w mikroskali, jak i w makroskali.
Naprawdę, skąd oni to wiedzieli tyle czasu, tyle lat temu? Naprawdę ciężko jest to pojąć. Dziękuję.
[01:55:31] - Dzięki. Tutaj się odnosimy troszeczkę do tego artykułu z „Nieznanego Świata”, do którego link znajdziecie pod spodem. Rzeczywiście, jeżeli się zagłębimy w kosmologię hinduską, to się okaże, że Jest tam bardzo dużo analogii do współczesnego widzenia mikroświata przez fizykę. Marku, maja to jest bardzo dwoista koncepcja, bo z jednej strony mówi nam prawdę, o której cały czas mówimy, że nie sposób przeniknąć pierwotnej natury świata i wszechrzeczy. Z drugiej strony odnosi się do fizyki, bo jak popatrzymy na to od tej strony, to także maja ma jakiś wyraz. Nawet nie wiem, co o niej powiedzieć, dlatego, że z jednej strony mówi wprost, że widzimy rzeczywistość nie taką, jaką jest. I możemy to rozpatrywać na poziomie bardzo wielu płaszczyzn. A z drugiej strony znając hinduizm wiemy, że jest to tak rozległa myśl i tak rozległy system, że każdy jogin mógł do tej hipotezy coś swojego dodawać. Ale czy maja, iluzja rzeczywistości nie ma coś wspólnego z hipotezą symulacji, że my jesteśmy przęgnięci w jakiś układ, który zasłania nam naturę wszechrzeczy, tylko może dla naszego dobra, aby móc funkcjonować jako tacy.
[01:57:08] - Może dla naszego dobra. Tylko znowu nie wiem, czy po dzisiejszej audycji nasi słuchacze nie znienawidzą Berkeleya, ale znowu się do niego odwołam. Właściwie nawet nie do Berkeleya. Pamiętacie państwo, kiedy mówiłem o Locku, o ideach pierwotnych i wtórnych. Na przykład to, o czym mówił Arek, o postrzeganiu kolorów. To jest właśnie wtórna idea, czyli kolor jako pewna własność przedmiotu w świetle nawet dzisiejszej fizyki nie istnieje tak naprawdę. To jest kwestia tego, pod jakim promieniowaniem znajdziemy się i w naszym świecie kolory są postrzegane w taki, a nie inny sposób. Gdyby nasze słońce nagle zamieniło się miejscami z jakimś innym słońcem, to kolorystyka naszego świata bardzo by się zmieniła. To takie nawiązanie do tego, co mówił Locke, czyli że zaufanie zmysłom na przykład co do kolorów, ale kolor jest tylko pretekstem do tego, żeby powiedzieć, że zbytnie zaufanie zmysłom jest mocno dyskusyjne. Ale to zostawmy.
Trudno, będę musiał znowu powiedzieć o Lemie, bo koncepcja mai jako żywo skojarzyła mi się z innym opowiadaniem, czy właściwie dużym opowiadaniem, mikropowieścią, mianowicie „Kongres futurologiczny”. Tam oczywiście nie mamy mai, nie mamy wątku hinduistycznego, ale mamy bardzo konkretną koncepcję używania pewnego rodzaju narkotyków po to, żeby przykryć rzeczywistość. Nie będę państwu opowiadania streszczał, ale gdzieś do puenty dojdę, że ludzie żyjący w zimnie, chłodzie, głodzie. W pewnym momencie bohater widzi, jak wygląda rzeczywistość niezafałszowana i widzi biednych, schorowanych ludzi pokrytych wrzodami, jakimiś chorobami, jedzących jakieś resztki. Ale dzięki halucynogenom bardzo zaawansowanym oni jedzą wykwintne dania, żyją w cieple, żyją w komforcie. To jest też takie przesłonięcie rzeczywistości. Po to przywołuję to opowiadanie Lema, żeby bardziej urzeczywistnić koncepcję, która jest bardzo religijną, może nie do końca uchwytną koncepcją, ale o to właśnie chodzi. Coś jest przesłonięte, coś jest za kurtyną i my mamy taką tendencję. Znowu kurtyna, ale przecież my to doskonale wiemy. Otóż okazuje się, że nawet, i to zresztą w wielu pismach jest udowodnione, że narkotyki, szczególnie te halucynogenne, stwarzają pewną rzeczywistość.
I my powiemy: „Ale ona jest nierzeczywista, bo taka ulotna”. To jest kwestia tego, jak silny i jak totalny jest narkotyk. Lem zaproponował narkotyk totalny, który absolutnie odcina nas od rzeczywistości, dając nam rzeczywistość nową. To jest tylko kwestia, proszę państwa, znowu oszukania zmysłów. Oszukujemy zmysły, dostajemy taką rzeczywistość, jaką chcą nam zaserwować. I znowu bardziej chodzi o koncepcję, o odwołanie się do koncepcji mai, czyli mamy kurtynę, która nam przysłania prawdę o świecie, a dostajemy to, co jest wyświetlane czy też pokazane na kurtynie i w to wierzymy tak naprawdę. To jest nasz świat, to, co widzimy na kurtynie, to, co jest na niej wyświetlane, to, co chcą, żebyśmy zobaczyli. A to, co jest za kurtyną, jest dla nas niedostępne. To tak trywializując bardzo mocno, ale jednocześnie przybliżając koncepcję mai, to tyle bym powiedział.
[02:01:41] - Tak, na to wpływa bardzo wiele Wiele rzeczy, na przykład nasze personalne doświadczenia, na przykład to, kim jesteśmy chociażby. Ale gdyby spojrzeć na tą hipotezę Mai przez perspektywę dzisiejszych odkryć, to też otrzymamy taki obraz, że w sumie my tutaj sobie egzystujemy w świecie makro, natomiast gdzieś tam w świecie mikroskopowym mamy do czynienia ze zjawiskami, które absolutnie się nie przekładają na naszą rzeczywistość. I to też jest bardzo interesujące, bo kiedy Maja nam mówi, że rzeczywistość nie jest taka, jak jest, to dochodzimy do wniosku, że zaglądając w jej tryby, pogubimy się jednym słowem. Ale przechodzimy do koncepcji numer dziewięć, dlatego że musimy troszeczkę przyspieszyć. Im głębiej, tym oczywiście ciekawiej w naszym icebergu. A numer dziewięć to eksperyment historyczny ludzi z przyszłości. Chodzi tutaj o taki wariant hipotezy symulacji, który mówi, że nasza rzeczywistość mogła zostać zapoczątkowana przez naszych super rozwiniętych potomków, którzy puścili w ruch symulację swojej własnej przeszłości tylko po to, żeby sprawdzić, jak mogła ona przebiegać, jak się mogły kształtować pewne zjawiska i procesy historyczne. Może nawet ją filmują, kto wie? Ale że możemy tutaj jedynie spekulować, to pojawia się wniosek: no dobrze, ale czy my na pewno jesteśmy ostateczną wersją ich dziejów? A może to wszystko gdzieś poszło w bok?
Może jesteśmy po prostu jakimś odstrzałem od tej głównej symulacji. Jakkolwiek by nie było, tego typu symulacja mogłaby pomóc naszym potomkom, ludziom z przyszłości w odpowiedzi na szereg pytań, na przykład tych dotyczących rozwoju cywilizacji i praw, jakie nią zarządzają. Cykliczność pewnych procesów, bo przecież historia lubi się powtarzać, może wskazywać, Marku, na fakt, że rzeczywistość jest symulacją, którą zaprogramowano tak, by koniec końców te procesy, powtarzając się, doprowadzały do upadku naszej cywilizacji. Czy twórcy tego programu muszą z naszej perspektywy być bogami, czy też mogą być tak naprawdę istotami tylko o stopień bardziej zaawansowanymi od nas? Bo tak naprawdę z moralnej perspektywy taka wersja naszej rzeczywistości jako eksperymentu historycznego jest dyskusyjna.
[02:04:37] - Powiem tylko na początek tyle, że zapamiętajcie państwo to, co powiem za sekundę. Otóż to się przyda za jakiś kwadrans mniej więcej. Mózg matrioszka. I na razie tyle. Zostawmy to, to będzie na niższym poziomie. Natomiast ja bym połączył eksperyment historyczny ludzi z przyszłości z pozostałymi dwoma przypadkami, a mianowicie ludzie to boty i ludzie uczestnicy gry „Umierasz, wylogowujesz się”. Już tłumaczę to wszystko zbiorczo. Otóż eksperyment historyczny ludzi z przyszłości to rzeczywiście jest pewna koncepcja, której my, i znowu powtarzamy to, że my sobie wyobrażamy, że żyjemy od 40 lat, a może żyjemy od dwóch sekund? A może tak naprawdę ta rzeczywistość została powołana w trakcie tej audycji i państwa wspomnienia z początku tej audycji są absolutnie wygenerowane, a dopiero od pewnego momentu to jest jakaś tam rzeczywistość. To jest taka koncepcja, w której nasi potomkowie nieustannie symulują pewne historie, pewną rzeczywistość, pewne dzieje, żeby sobie zobaczyć, jakimi ścieżkami to wszystko podążało.
Ale tę hipotezę, tę koncepcję da się pogłębić. Wymieniłem tutaj te dwie koncepcje: ludzie to boty i ludzie to uczestnicy gry.
[02:06:14] - Tak, ale może na chwilę oddajmy głos Arkowi, bo zaraz do tych ludzi botów przejdziemy, bo to też jest dość interesujące. Arku, jak myślisz, czy nasi odlegli potomkowie mogli sobie po prostu w pewnym momencie pomyśleć tak: stwórzmy zaawansowaną wersję gry „Cywilizacja” i puśćmy po prostu ten film dziejów od początku. Z jednej strony brzmi to w miarę interesująco, ale z drugiej strony trochę się gryzie z tym faktem, że ktoś na tak dużym stopniu zaawansowania, że tworzy tkaninę naszej rzeczywistości nieodróżnialną w sumie od rzeczywistości, kieruje się tak błahymi przesłankami, bo tak naprawdę, jeżeli chodzi o historię, jest to zestaw faktów, które wrzucone w komputer mogłyby nam dać pewnego rodzaju odpowiedzi. Czy trzeba po to tworzyć symulację wszechświata?
[02:07:18] - Jest coś takiego jak archeologia eksperymentalna. To znaczy polega to na tym, że odtwarza się życie czy przedmioty, czy całe rzeczy, które były już wcześniej. Taką na przykład była wyprawa Kon-Tiki, gdzie próbowano przepłynąć Atlantyk na papirusowych łodziach i to się powiodło. Jeżeli to nie miałoby znaczenia w sumie dla naszych przyszłych ludzi, którzy tam żyją po nas Ale samo tworzenie społeczeństwa i ruchy społeczne jak najbardziej tak. A wtedy, żeby to poznać, tworzenie nacjonalizmów wszelkiego typu, które doprowadzają do wojny, do wojen, sama koncepcja wojen i wszystkich, co dookoła tego się toczy, a to mamy na okrągło praktycznie w tym momencie rozwoju naszej cywilizacji, wymagałoby stworzenia czegoś takiego, czym my w tej chwili żyjemy. Nie mamy w sumie, jeżeli chodzi o jednostkę, wpływu na to, co dzieje się w społeczeństwie. Natomiast same ruchy społeczne, jakie są tworzone już w większej części być może, że tak. I tu właśnie ta koncepcja, że jest to eksperyment historyczny i porównać to z archeologią eksperymentalną, ale w znaczeniu społecznym jak najbardziej wydaje mi się, ma sens i żeby to stworzyć i w jakiś sposób zapobiec u siebie hen daleko w przyszłości tworzeniu się czegoś takiego, ewentualnie w momencie, kiedy dostępna jest większa ilość energii, zniszczenie całej cywilizacji miałoby jak największy sens. I tu w zasadzie nie można zdecydowanie powiedzieć, że nie, to bzdura i tak nie może być. To ma sens według mnie.
[02:09:34] - Tak. Z drugiej strony, jeżeli oni by gdzieś istnieli, to pewnie by z nami też eksperymentowali, wrzucaliby nam tutaj jakichś nowych proroków, nowe technologie i tak dalej. Mogliby się trochę bawić jak w grę „Cywilizacja” na przykład, że nagle się klika coś i to potem działa. Może to się działo przez ludzi takich jak Tesla, kto wie?
[02:09:56] - Tak mamy. Mamy jakiegoś Elona Muska, mamy Teslę, mamy Joba, który coś tam wynalazł, mamy Hitlera, który stworzył, mamy jakiegoś innego twórcę, mamy Gandhiego. To wszystko się kręci, wcale nie w tak długim okresie czasu, tak jak to Marek mówi. Być może, że to jest właśnie kwestia naszej pamięci, która wcale nie musi sięgać setki lat wstecz.
[02:10:22] - Tak, ale czy tego rodzaju ingerencje już wyczerpywałyby koncepcję symulacji historii? Jeżeliby była to ingerowana historia, to chyba nie. Ale do tego mam nadzieję, jeszcze kiedyś wrócimy, dlatego że musimy się spieszyć, bo nasz iceberg ma 13 poziomów, a zostało nam tylko kilkanaście minut. Marek powiedział tutaj o takiej koncepcji, która się nazywa ludzie to boty. Człowieka można uznać za coś w rodzaju biorobota stworzonego przez naturę. Ale co jeżeli zamieszkujemy wszechświat skonstruowany przez inną inteligencję, a my jako ludzie pełnimy w nim rolę taką, jak w internecie spełniają boty. Zadaniem bota jest wykonywanie zautomatyzowanych działań w sieci, katalogowanie treści i tak dalej. Boty także odwzorowują zachowanie swoich twórców, czyli ludzi. Jeżeli rozmawiacie sobie z chatbotem, wiecie, o co chodzi. Niektórzy kosmolodzy, Marku, podkreślają, że wszechświat poprzez ludzką świadomość poznaje sam siebie, czyli kataloguje informacje o sobie samym.
Jest więc tak jakby botem. Ale co jeżeli — bliżej nam do tej hipotezy symulacji — czy nasi twórcy, kimkolwiek są, mogli zaprojektować ludzi jako botów? Jako boty w zasadzie na swoje własne podobieństwo, bo te boty, z którymi my się stykamy w sieci, troszeczkę mają, nie chcę powiedzieć inteligencję, ale w jakiś sposób symulują naszą inteligencję. Czy też ta inteligencja, która stoi za symulacją, mogła przynajmniej ułamek swojego podobieństwa nadać nam jako tym botom w symulacji?
[02:12:24] - Ja powiem tak, że to oczywiście do koncepcji, jak to się wszystko dzieje i na czyj obraz i podobieństwo jesteśmy stworzeni, to wrócimy przy okazji niższego poziomu i matrioszki. Ale jeszcze na chwileczkę chciałbym powiedzieć o tym eksperymencie historycznym. To być może taki symulowany eksperyment historyczny, może socjologiczny, i my po prostu bierzemy w tym udział jako uczestnicy tego eksperymentu. Symulacja. Ale powiedziałeś o tych botach i to można rozpatrywać na dwóch poziomach: albo na poziomie symulacji, boty w symulacji, to za chwilę o tym powiem, ale też jako boty realne. Czyli po prostu zostaliśmy stworzeni, jak powiedziałeś o biorobotach, i my tu sobie funkcjonujemy, ale tak naprawdę służymy pewnemu celowi, pewnemu eksperymentowi. To zostawmy, bo to jest bardzo skomplikowana koncepcja. Cofnę się do symulacji. Otóż symulacja przewiduje dwa poziomy. Albo jesteśmy botami, takimi kukiełkami, marionetkami, które mają swoją świadomość, ale tak naprawdę funkcjonują w pewnej rzeczywistości, która została nam zaserwowana.
Mają tu do odegrania pewną rolę, mają odrobinę wolnej woli albo pseudowolnej woli, bo są przedmiotem eksperymentu historycznego, socjologicznego.
[02:13:56] - I my tu sobie tak działamy jak takie marionetki. Jak państwo gracie w gry typu „Cywilizacja”, to znowu analogia jest prawie pełna. Gdzieś tam sobie chodzą te ludziki, coś tam robią, coś tam tworzą, ale w gruncie rzeczy są takim nawozem historii, bo toczą się większe procesy i tak naprawdę obserwowane są większe procesy. Ale żeby te procesy się toczyły, to potrzebne są świadome, samoświadome jednostki. One tak naprawdę nie są ważne. Czyli zdajcie sobie państwo sprawę, że w tej koncepcji nie jesteśmy specjalnie ważni. Jesteśmy jakimiś ludzikami, którzy mają swoje marzenia, mają swoje tęsknoty, ale tak naprawdę służą temu, żeby obserwować zjawiska wyższego rzędu. Dosyć ponura historia i dosyć taka nienapawająca optymizmem, ale jak najbardziej dopuszczalna. Możemy być takimi botami. I tu się pojawia ta koncepcja, o której mówiłem, czyli ludzie to uczestnicy gry.
Ale są dwie możliwości. My, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, to może jesteśmy botami. Gracie państwo w gry. Niektóre postacie w grach są mniej lub bardziej inteligentne, ale my tam wiemy i strzelamy do tych, co trzeba, a tych, co nie trzeba, to do nich nie strzelamy. A tamci się w miarę inteligentnie albo mniej inteligentnie zachowują. Może jesteśmy takimi botami. Prawdziwi gracze są gdzieś przed nami ukryci. Oni mają świadomość tego, że grają i tam nas odstrzeliwują albo nie odstrzeliwują, albo naszymi dziejami manipulują i śmieją się: „Właśnie, ludzie, boicie się, że umrzecie. A co to dla nas? I znowu 100 milionów wyślemy do piachu”.
Okrutna gra, ale dlaczego nie? Może być dopuszczalna. Ale jest inna koncepcja, że jesteśmy botami w grze ludzi. A może to my gramy, tylko została nam wyłączona pamięć? Jak umrzemy, to gdzieś się obudzimy i wtedy uświadomimy sobie: „Wow, to myśmy grali w grę. To wszystko, całe nasze życie, te wszystkie nasze zachwyty, koncepcje, marzenia to wszystko była gra. Tylko myśmy o tym nie pamiętali”. Jak się już obudzimy, to już wszystko będziemy pamiętać. Będziemy sobie mówili: „Wow, ale ja z tym Piotrem Cielebiasiem i z Arkiem robiliśmy świetną audycję. Ale to było w tamtej rzeczywistości, a ja teraz mam zupełnie inne zajęcia”.
To są te dwie koncepcje. One blisko siebie stoją. Teoria właśnie, że jesteśmy botami albo może jesteśmy graczami, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że grają. Jest jeszcze trzecia koncepcja graczy wiążąca się troszeczkę z teoriami spiskowymi dotyczącymi Iluminatów i tych wszystkich tajnych stowarzyszeń, które rządzą światem. Bo być może gracze, ci prawdziwi gracze są świadomi tego, że grają, a my, biedne boty, jesteśmy takim głupim mięsem armatnim, którym oni manipulują. To jest trzecia koncepcja tak naprawdę tego, jak koncepcja gry, koncepcja symulacji i gry może w naszym życiu oddziaływać. Czyli albo jesteśmy botami, albo jesteśmy nieświadomymi graczami, albo też jesteśmy marionetkami w rękach świadomych graczy. To są trzy koncepcje. Każda z nich jest w gruncie rzeczy dołująca, przynajmniej dla mnie.
[02:17:34] - To jest tak naprawdę pójście trochę dalej w scenariusz symulacji. Jakaś zaawansowana cywilizacja, która sobie zamieszkuje wieloświat, mogła powołać do życia grę, wszechświat w formie właśnie owej symulacji. To już wiemy. Tylko jakie mogły być ich intencje? Czasami pisze się kolokwialnie, że równie dobrze możemy być projektem, jak to Arek już powiedział, ucznia z jakiejś supercywilizacji, który stworzył nas na konkurs informatyczny i potem zapomniał nas wyłączyć. Ale co jeżeli wszechświat to na przykład jest taka gra przeglądarkowa?
[02:18:08] - Tak, albo projekt rozrywkowy.
[02:18:10] - Tak. Taka strategiczna gra przeglądarkowa dla jakiejś supercywilizacji, superinteligencji, w której to zaawansowane algorytmy kierują postaciami, czyli nami, a nasz bohater umierając, wylogowuje się z systemu. Ponieważ nasi twórcy pojmują czas zupełnie inaczej i o tym już mówiliśmy, nie muszą czekać setek tysięcy lat na przejście do kolejnego poziomu od jaskiniowca do rakiety, tak jak w grze „Cywilizacja”. W tym realistycznym RPG-u wydajemy się zarówno więźniami, jak i też trudno mi powiedzieć, że podmiotem. Trudno mi powiedzieć, że celem samym w sobie. Oczywiście, jeżeli się zagłębimy w tą koncepcję. Arku, jak na to spoglądasz?
[02:19:01] - Mi tutaj bardzo odpowiada w tym momencie historia, którą opisał Ingo Swan w książce „Ponad umysł i zmysły”. On w swoich astralnych podróżach udał się do świata, do Ziemi za ileś tam lat. Wszędzie był trawnik. Ludzie żyli podobnie jak w Matrixie. To znaczy byli podłączeni do różnych urządzeń, które właśnie generowały im rzeczywistość, czyli to, o czym mówiliśmy do tej pory. Mniej więcej tak ta symulacja przebiegała, z tym że każdy mógł wybrać sobie co jakiś czas awatara czy może postać, którą chciałby przeżyć. I to się właśnie łączy z tym właśnie: ludzie, uczestnicy gry. Dlatego, że byłaby to zapisana postać już istniejąca kiedyś tam
[02:20:04] - A my przez cały czas, chcąc odtworzyć niejako tę postać, wnikamy w nią. Nie możemy oczywiście nic zmienić w jej życiorysie, chociaż wydaje się, że mamy wolną wolę, ale kręcimy się wokół tych samych osób, wokół tych samych problemów i w sumie czy chcemy, czy nie chcemy, doprowadzamy do takiego samego rozwiązania. To się niczym nie różni tak naprawdę od bycia postacią w grze Sims. Dlatego, że tam też mamy pewnie z punktu widzenia tych botów, które tam chodzą, możemy mieć pieska, zakładamy jakąś swoją rodzinę i jesteśmy po prostu wewnątrz systemu i nie jesteśmy w stanie dojść do tego, że jesteśmy częścią systemu, który generuje naszą sztuczną skądinąd rzeczywistość. W koncepcji Goswama dla osoby, która byłaby podłączona właśnie do tej aparatury, czas nie miałby większego znaczenia. Oczywiście z punktu widzenia jednostki upływ czasu był odczuwalny, bo przecież rodził się i umierał w efekcie, ale bardzo szybko by mógł sobie wybrać inną całkiem postać i po prostu przejść nią do następnego życia. To też jest jakaś koncepcja, którą należy wziąć pod uwagę.
[02:21:47] - Zbliżamy się do końca naszej góry lodowej i ostatnie dwa poziomy to chyba najdziwniejsze hipotezy. Może nie najdziwniejsze, ale jedna z nich, przynajmniej ta pierwsza, zmusza nas do głębszego zastanowienia się nad naturą naszej rzeczywistości. Bo my cały czas mówimy o tym, że twórcami tej iluzji rzeczywistości, tego Matrixa, są zaawansowane istoty, którym nadajemy cechy boskie. Ale może oni wcale, Marku, nie są potrzebni do tego. Może to one nie musiały rozpocząć tej symulacji. Może została ona zapoczątkowana z woli superzaawansowanego komputera zbudowanego na przykład wokół gwiazdy. O tym mówi hipoteza mózgu matrioszki. Nie tylko emulowałby on umysły, ale też idealne, wręcz nieodróżnialne od rzeczywistości środowisko naturalne. Nieodróżnialne od rzeczywistości. Z naszego punktu widzenia jest to nie do zweryfikowania, ale powiedzmy, że emulowałby rzeczywistość, która jest praktycznie taka jak nasza, wręcz lepsza od filmowej.
W tym rozumieniu nie potrzebujemy wcale myślących istot. Być może jakiś superkomputer i to jest klucz do grozy w tej historii. To jest chyba najgorsze w tym wszystkim, że być może wcale nie jesteśmy tak daleko od momentu, w którym taki superkomputer będzie w stanie coś podobnego emulować, stworzyć w miarę zaawansowaną symulację. Albo inaczej, powiem tak: jeszcze 40 lat temu wszyscy się jarali Super Mario, kiedy on sobie skakał i kiedy mogłeś nim kierować joystickiem. Teraz jesteśmy na takim punkcie rozwoju, kiedy zastanawiamy się, czy ta sztuczna inteligencja nie zacznie działać na naszą szkodę. I być może gdzieś tam w odległym kosmosie są takie twory, są takie mózgi matrioszki, które nie mają co robić, tylko sobie siedzą, czerpią energię i tworzą tę rzeczywistość.
[02:24:07] - Tak, tylko że koncepcja mózgu matrioszka, żeby się nią podjarać, to trzeba też pomyśleć, kto owe matrioszki stworzył. I tu znowu troszeczkę cofniemy się, żeby pójść do przodu. Bo jest taka koncepcja, że to znowu nasi potomkowie stworzyli te mózgi. Tu zainteresowanych, żeby nie mnożyć słów, zapraszam do poszukania w internecie, to jest dostępne na YouTubie, opowiadania Isaaca Asimova „Ostatnie pytanie”. Chodzi o taką sytuację, kiedy ludzkość już się tak rozwinie, że właściwie będzie dla niej osiągalny cały wszechświat. Ale eksploracja wszechświata jest tak naprawdę ryzykowna, bo lecąc w odległe rejony wszechświata możemy zginąć po prostu przez zupełny przypadek. W związku z tym ta ludzkość, ja to bardzo spłaszczam i skracam, wymyśliła sobie taką koncepcję, powiedzmy, awatarów. Tworzy się takiego awatara, on sobie leci gdzieś w odległy kosmos, a my tu gdzieś sobie funkcjonujemy, bo chcemy żyć wiecznie. Co nam daje możliwość wiecznego życia? Ano właśnie matrioszka.
Tworzymy wokół gwiazdy coś podobnego do dwóch sfer, trzech sfer Dysona. Ja wiem, że dzisiaj mówi się o tym, że sfera Dysona jest niemożliwa, jest megastrukturą, której nie można zbudować. Okej, przyjmuję to z pokorą, ale być może w przyszłości jednak się da. Nie wiem, jaka będzie przyszłość, ale koncepcja mózgu matrioszki mówi o tym, że na przykład budujemy jedną sferę wokół gwiazdy gdzieś na orbicie na przykład Wenus, drugą sferę na orbicie, powiedzmy Ziemi, i powiedzmy trzecią gdzieś na orbicie Marsa. Pomiędzy tymi sferami umieszczamy
[02:26:09] - Olbrzymi, trudno nawet mówić olbrzymi, niewyobrażalnie gigantyczny mózg. Kiedyś by się mówiło mózg elektroniczny, dzisiaj się mówi po prostu komputer, ale wyobraźcie sobie państwo, absolutnie nie można tego objąć rozumem. Wielkości monstrualne. I jako te istoty z przyszłości żyjące wiecznie żyjemy w tej symulacji. Tam jest nasz świat. Wysyłamy sobie te wszystkie awatary, one badają wszechświat, a my sobie żyjemy w pewnej rzeczywistości. Ale wiecie państwo, żyć w rzeczywistości takiej symulacji to jest oczywiście fajne, ale od czasu do czasu chcemy sobie na przykład w coś pograć albo pożyć sobie w innym świecie. Takim nieoczywistym, nie pełnym przepychu, fajności, tego, że jesteśmy nowocześni i w ogóle tacy ekstra. Tylko czasami ciągnie nas, tak jak nas czasami ciągnie do rzeczy okrutnych, złych, paskudnych. A jeśli to się nie wiąże, te okrutne, złe, paskudne, wredne sprawy nie wiąże się z ryzykiem unicestwienia, tylko to przeżyjemy to sobie, a później wrócimy.
To się dlatego wiąże po części z teorią botów, z teorią graczy. To dobrze, w takim olbrzymim mózgu matrioszce możemy nie tylko wytworzyć rzeczywistość, w której żyjemy, ale też rzeczywistości gier, rzeczywistości rozrywkowe, w których żyjemy. To są okrutne rozrywki, bo na przykład tak patrzę, rozglądam się wokoło, to dzisiaj nasi przyszli potomkowie grają w tej chwili w początek trzeciej wojny światowej i mówiąc szczerze, im to lata, jak się skończy ta sytuacja. Ważne, żeby rozrywka była dobra, bo oni później stąd wyjdą i wrócą do swojego świata, w którym eksplorują odległe galaktyki i badają to, co nawet nam nie przyjdzie na myśl, że można badać, a oni to badają. Ale w międzyczasie patrzą, jak się kiedyś ludzie bawili, jak do siebie strzelali, jak się wysadzali i jak spuszczali na siebie bomby atomowe. Nie wiem, czy to jest rozrywka specjalnie taka rozrywkowa, ale w końcu my grając w strzelanki też nie bawimy się w specjalnie wyszukany sposób. Raczej to jest łupanina, która polega na tym, żeby zabić jak najwięcej. To dlaczego odmawiamy prawa naszym potomkom, żeby bawili się w podobny sposób? Zauważcie państwo, że ta koncepcja mózgu matrioszki łączy w sobie kilka wcześniej wymienionych teorii. Ona niejako je porządkuje, dlatego wspomniałem o niej wcześniej, bo pokazuje fizyczną możliwość, jak to się dzieje, że tego rodzaju symulacje są w ogóle możliwe.
Bo skala tego mózgu matrioszki jest tak niewyobrażalna, że wszystko właściwie jest możliwe. Ja tylko powiem, że pewną wariacją mózgu matrioszki jest tak zwany mózg jowiszowy, czyli nie robimy stref Dysona wokół gwiazdy, tylko wokół planety. Ileś tam robimy i na skutek różnicy potencjałów energetycznych wytwarzamy energię niezbędną do zasilania tego mózgu i dzięki temu to wszystko funkcjonuje zarówno w mózgu jowiszowym, jak i w mózgu matrioszce.
[02:30:00] - Powiedziałeś Marku, że nasi potomkowie bawią się teraz prawie w trzecią wojnę światową, ale kiedy tak patrzę na różnego rodzaju gry komputerowe, to chyba my się bawimy gorzej. Tylko że nasi bohaterowie nie do końca żyją. Przynajmniej nam się tak zdaje. Arku, trzy słowa komentarza do mózgu matrioszki. Czy twoim zdaniem może być tak, że jakiś robot w głębokim kosmosie znudził się kiedyś i wygenerował sobie nas?
[02:30:34] - Tak, dokładnie. Jedną z form zdobywania, podboju kosmosu jest wypuszczanie ileś set różnych sond. Jeżeli sonda będzie leciała dostatecznie długo z możliwością replikowania się, bo tylko taki sens ma podbój kosmosu, żeby jedna sonda, jeżeli trafi na podatny grunt, będzie tworzyła następne i będą się rozprzestrzeniały, po pewnym czasie mogą nie mieć gdzie wracać z tymi informacjami, po które zostały wysłane. Wówczas jedna z takich sond, a być może, że więcej, może dojść do wniosku, że skoro nie możemy przesłać tych informacji, a coś z tymi informacjami musimy zrobić, więc stwórzmy sobie tych, którzy nas stworzyli. Wówczas stworzą, tak jak Marek mówił, strefę Dysona i tutaj wielkość tą, o której w tej chwili się mówi, że jest niemożliwa. Już parę takich koncepcji upadło, że rzeczy, które były niemożliwe, faktycznie się zdarzały, zarówno jeżeli chodzi o odkrycia astronomiczne, jak i całkiem rzeczy techniczne. Więc być może na skutek jakiejś wady wielokrotnego przetwarzania tych informacji dojdzie do tego, że one po prostu będą chciały stworzyć symulację tych, którzy stworzyli te sondy po to, żeby mieć gdzie te informacje i komu te informacje przekazać. I w ten sposób ten mózg matrioszka powstałby.
[02:32:19] - I wracając do awatarów, należałoby wspomnieć, że wielu bogów starożytnych, tak jak na przykład Zeus, zamieniał się po przyjściu na ziemię w łabędzia. Awatary miał Shiva, chcąc zejść na ziemię i coś pozmieniać w ludzkości. Ta koncepcja awatarów jest znana od wielu lat, więc tego też nie można sobie tak po prostu wyrzucić czy, że tak powiem, wyśmiać. Takie koncepcje były. Dziękuję.
[02:32:59] - Dzięki. Za chwilę przechodzimy do ostatniej teorii. Ja tylko dodam może dwa słowa. Niedługo będę miał urlop i będę grał w grę. Nie będzie to Tomb Raider, ale to będą Heroes 3. I tam w Heroes macie swoich bohaterów. Po prostu wybieracie sobie. To jest stara gra. Ja też jestem stary i lubię stare gry. Chodzi o to, że tam sobie wybieracie bohatera i chodzicie po planszy i tak dalej.
Teraz paranologia. Zobaczcie, jeżeli jest jakaś cywilizacja, która ma tysiące lat i ma swoich Heroesów 3, to tam się wszystko musi przecież rozgrywać w środowisku bardziej zaawansowanym i bardziej rozwiniętym. Kto wie? Nieprzypominającym planety wręcz czy czegoś w rodzaju naszej rzeczywistości. Ale to takie już tere-fere. Panowie, dotarliśmy do końca naszego iceberga. Teraz w sumie ostatni pokład, numer 13. Żyjemy w piekle. Czy możemy żyć w piekle i tego nie zauważać? Może piekło jest specjalnie tak zamaskowane, by utrzymywać nas w pewnej niepewności?
Jeżeli o to chodzi, to istnieją pewnego rodzaju filozoficzne, teologiczne koncepcje mówiące o tym, jak przebiegły jest Szatan i jak bardzo jest w stanie nam narzucić swoją iluzję. Natomiast czy nie jest to w jakiś sposób uzasadniona teoria pod dwoma względami? Po pierwsze, skoro na tej planecie cierpienie towarzyszy każdej istocie w różnych formach, na różnych etapach życia, w zasadzie od początku do końca. Po drugie, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że niektórzy ludzie w czasie swoich doświadczeń pozacielesnych, na przykład śmierci klinicznej, widzą cudowne krainy przepełnione światłością domeny rzeczywistości, to może ta wspomniana hipoteza, że żyjemy w jakimś mniej szczęśliwym wymiarze rządzonym przez złego boga nie jest taka głupia. Bo skoro gdzieś są światy o kolorach nie do opisania, o niezwykłej lekkości bytu, wiecznej szczęśliwości i tak dalej, to ziemia plasuje się gdzieś klasę niżej. To może rzeczywiście jesteśmy, nie chcę powiedzieć krainą, ale planetą dusz cierpiących, Marku?
[02:35:34] - Tym bardziej że ta teoria pojawiała się już ohoho, a może i dłuży, jak mawiali w kabarecie. Bo to jest koncepcja, którą niedokładnie, ale jeśli prześledzimy to, co mówili o świecie katarzy, to tam się pojawia bardzo podobny wątek, że świat materialny to jest właściwie coś okropnego i należy się stąd szybko wymiksować. Mamy też taką grupę religijną zwaną Jezydami. Jeśli państwo śledzicie to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, powinniście państwo kojarzyć. Tam jest też mowa o tym, że Bóg nie dokończył budowy świata, tylko stworzył podwaliny i zostawił aniołom wybranym, bodajże siedmiu aniołom, żeby oni dokończyli. Okazuje się, że aniołowie to byli tacy, że oni nie do końca się sprawili i w związku z tym ten świat wyszedł, jak wyszedł. Nie wyszedł doskonały, nie wyszedł boski, tylko wyszedł taki sobie. Więc te koncepcje tego, że świat to w istocie piekło, już się pojawiały. Co więcej, są też nowe wydania tej teorii. Otóż mówi się o tym, że świat, punkty wyjścia są różne, ale na przykład jedną z takich teorii jest to, że wielka epidemia, która wybuchła jakiś czas temu, zabiła wszystkich na planecie.
Tylko my sobie nie zdaliśmy z tego sprawy, że nas zabiła. I my dzisiaj żyjemy na planecie, która tak naprawdę jest piekłem, bo my nie wiemy o tym, że zginęliśmy i tak naprawdę żyjemy w świecie, który nam zafunduje jeszcze niejedno cierpienie. Bo w ogóle istotą tego świata jest cierpienie i istotą piekła też jest cierpienie, a prawdziwy, boski, wspaniały świat jest gdzieś daleko, ale on jest nam niedostępny, ponieważ jak ktoś zostanie strącony do piekła, to już w nim pozostaje. Znowu teoria niesprawdzalna, znowu koncepcja, której trudno zaprzeczyć. Ona po prostu jest i albo ją przyjmiemy, albo nie. Przynajmniej tak z mojego punktu widzenia to wygląda. Tych wariacji na temat piekła, na temat Ziemi jako piekła, naszego świata jako piekła jest bardzo dużo. Można sobie dowolnie to wykombinować. Tylko zwróciłem uwagę na to, że to jest koncepcja stara co do ogólnej zasady, bo wymienieni katarzy to już naprawdę jest oho, a może i dłużej. Jezydzi to samo, to już jakiś czas trwa.
Takich koncepcji pewno jakbyśmy pogmerali troszeczkę w historii religii, różnych doktryn religijnych, to by się znalazło jeszcze sporo. Wymieniłem te jako przykład. A ta nowoczesna jest jakby upostaciowieniem tego, co myśli się dzisiaj, tu i teraz. Świat generalnie chyba nam się nie podoba i w związku z tym te odwołania do piekła
[02:38:49] - To one coś mówią zarówno o tym, co sądzimy o świecie, jak i o nas samych.
[02:38:56] - Tak, ale z drugiej strony są to wszystkie historie, które opowiadają o ludziach, którzy odwiedzili lepszą domenę bytu. Skoro jest ta lepsza, to my chyba jesteśmy w tej gorszej, Arku.
[02:39:10] - Na tym świecie musimy kogoś zjeść, coś zjeść takiego, żeby przeżyć, więc żyjemy kosztem innych organizmów. Jak nic po prostu piekło wzajemnie zjadających się stworzeń. O tym właśnie, że żyjemy w piekle, w swoich vlogach mówił między innymi pan Piwowarczyk. Z tego, co pamiętam w swoich rozmowach z ojcem Pio. Oczywiście fizycznie z nim nie rozmawiał, tylko w inny sposób. Przekazy telepatyczne i tego typu rzeczy, ale ta koncepcja była właśnie przez niego omówiona w miarę dokładnie. Mniej więcej jak to wygląda. I według tego my żyjemy właśnie w takim piekle. Najbardziej z piekła boimy się cierpienia, czyli bólu. I tutaj praktycznie ból istnienia towarzyszy nam przez całe nasze życie, że tak powiem.
No chyba, że ktoś po prostu nie chce dostrzegać bólu, a ból uważa za normalne życie i cieszy się z tego, co jest. I świat dalej wygląda pięknie. Także nawet w tym naszym piekle można znaleźć fajnych ludzi, fajne rzeczy i piękną różę. Dziękuję.
[02:40:43] - Drodzy Państwo, to chyba koniec naszej dzisiejszej audycji. Przeciągnęła nam się ona znacznie. Był to eksperyment z tak zwanym icebergiem. Mam nadzieję, że Iwellius to jakoś poskleca do kupy i wyjdzie to fajnie. Na samym końcu znaleźliście te najdziwniejsze teorie, najbardziej odjechane, choć de facto nie tak bardzo absurdalne, jak się wydaje. O tym wszystkim można by jeszcze długo dyskutować. Do naszego premierowego iceberga wybraliśmy może trochę za dużo elementów, ale jeżeli pojawi się jakiś kolejny, to pewnie będzie trochę ograniczony, jeżeli chodzi o podpunkty. Panowie, bardzo wam dziękuję. Zapraszam za tydzień. Jaki to będzie temat, to jeszcze się dowiecie wszyscy.
Na pewno będzie bombowy i tak dalej. Arku, dziękuję ci bardzo. Pozdrawiam.
[02:41:42] - Dzięki. Na razie.
[02:41:44] - Cześć. Marku, my tradycyjnie zapraszamy w piątek na kolejny odcinek Bibliotekarium i Filmotekarium, a tam opowiemy o kilku nowościach filmowych, ale o jakich to chyba się nasi słuchacze dopiero dowiedzą i może się nawet trochę zszokują.
[02:42:03] - Rzeczywiście będą nowości i to jest chyba najważniejsze, że te nowości się pojawią w Filmotekarium to jest najważniejszy element łączący. Ale chyba dobrze posłuchać o tym, co tam w filmie piszczy. Zapraszam serdecznie.
[02:42:21] - Możliwe, że nawet będą takie dwie sekwencje nowości w tym tygodniu i w przyszłym. Oczywiście każda będzie miała odpowiedni temat przewodni. Dzięki ci Marku za dzisiaj. Przeciągnęliśmy tego naszego iceberga trochę ponad nasze możliwości. Wszyscy tutaj padamy ze zmęczenia troszeczkę. A za tydzień, jeżeli nam wszystko dobrze pójdzie, jeżeli wszystko się dobrze ułoży, bardzo kontrowersyjna audycja pod tytułem Paranormalne zbrodnie. Przyjrzymy się wszystkim tym, może nie wszystkim, ale przyjrzymy się wybranym. Trzymaj się Marku tam. Pożegnaliśmy Marka. Przyjrzymy się tym historiom, które wydają się najciekawsze, najbardziej obiecujące, jeżeli chodzi o taką hipotezę, taki wniosek, że winnymi są zjawiska nadprzyrodzone lub też istoty nadprzyrodzone.
Tak powiedzmy. I tym akcentem kończymy dzisiejszy odcinek Oblicz Nieznanego. Mówił do Państwa przed chwilą Piotr Cielebiaś, prowadzący rozmowę. Słuchający na YouTube widzą teraz piękną górę lodową pokazującą, jak długą drogę dzisiaj przeszliśmy w tej audycji. Myślę, że dzisiejsza audycja zaprezentowała Państwu bardzo ciekawe koncepcje dotyczące naszej rzeczywistości. Był z nami dzisiaj Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, prowadzący rozmowę. Byli z nami także Marek Żelkowski, autor audycji Bibliotekarium 2.0, pisarz science fiction, publicysta, również związany z Nieznanym Światem oraz Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w kolejnym odcinku Oblicz Nieznanego i w kolejnych audycjach emitowanych na antenie Radia Paranormalium.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl.
[02:44:46] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu.
[02:44:59] - UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.