[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w poniedziałek, 5 grudnia 2022 roku, krótko po godzinie 20:00 na antenie Radia Paranormalium rozpoczynamy kolejny odcinek tego, co kiedyś ktoś nazwał najlepszym, co w internecie spotkało polską ufologię, czyli Debaty Ufologiczne online. Dzisiaj będzie formuła, że tak to ujmę, półotwarta, bowiem nie mamy przygotowanej listy pytań. Będziemy państwu przybliżać pewne bardzo mocne, acz z jakiegoś powodu zapomniane przypadki bliskich spotkań z UFO. A będą to robić dla państwa pisarz i publicysta, współpracownik „Nieznanego Świata” oraz autor audycji „Bibliotekarium 2.0” Marek Żelkowski, ufolodzy: Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej oraz Damian Trela z Dolnego Śląska. Audycję poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”, a ja, Marek Sęk „Ivellios”, będę czuwał nad przebiegiem audycji. Będę tutaj sterował gałeczkami i przekazywał komentarze, czyli opiekował się audycją od strony technicznej. Podam jeszcze tylko kontakty do Radia Paranormalium. Na komentarze czekamy na naszych czatach, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także pisać przez nasze kanały na Telegramie, na Signalu, bo tam też jesteśmy.
Można wysyłać nam SMS-y pod numer 53620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Tutaj oczywiście również tylko wiadomości głosowe. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można także do nas pisać przez Facebooka, poprzez fanpage Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to może również wysyłać pytania, komentarze, różne inne wiadomości odnoszące się do naszych audycji, a także oczywiście swoje relacje o spotkaniach z UFO i innych ciekawych zjawiskach na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz z czystym sumieniem mogę przekazać głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:38] - Dobry wieczór wszystkim. Dobry wieczór panom. Jak powiedział Marek, dzisiaj mamy nieco inną formułę. Ja też przepraszam za mój głos, ale coś mi siadło na nim i nie chce zejść. Mam nadzieję, że się polepszy i się rozkręci. Emilcin, Gdynia 59, Chałupy, Glinik, Polskie Bieguny UFO, Dolny Śląsk, Częstochowa, Góra Osona, spotkania pilotów. Takich historii, które są powszechnie znane i wielokrotnie powtarzane, jest co najmniej kilka. Natomiast w archiwach ufologów zalegają dosłownie setki mniej nagłośnionych, acz ciekawych przypadków. I to są takie przypadki, które gdyby były bardziej albo lepiej opisane, to znaleźlibyśmy w nich różnego rodzaju smaczki i interesujące elementy. Niestety wiele z tych spraw gdzieś utknęło.
To znaczy albo mamy o nich niewiele informacji, albo ta literatura nie jest już dostępna. Inne nigdy nie zostały opisane, bo znajdują się wciąż na kartach raportów, gdzieś w zapomnianych archiwach niedziałających już grup ufologicznych. Pytanie, dlaczego o tych sprawach tak mało się mówi, na pewno wiąże się z kwestią tego, o czym już mówiłem, że źródła ufologiczne znikają z sieci. Takim dużym archiwum pozostają blogi, na przykład Roberta Leśniakiewicza, i tam jest sporo spraw opisanych. Wiele z tych historii, o których dzisiaj powiemy, miały albo mają wciąż wielki potencjał i mogą konkurować ze światowymi przypadkami, co starałem się udowodnić w swojej książce „UFO nad Polską. Kraina wysokiej dziwności”. Także jak mówiłem, w dzisiejszym programie przyjrzymy się tym zapomnianym, acz z jakichś powodów interesującym przypadkom polskim, podkreślmy, zarówno z literatury, jak i naszych osobistych archiwów. Jest to wybór podyktowany własnymi przesłankami naszych szanownych gości. I dzisiejsza debata, jak już powiedziałem, ma nieco inny charakter. Każdy sobie przygotował dwa, trzy przypadki, o których powie.
Z nami jest dzisiaj Damian Trela, który ma określony czas i prawdopodobnie będzie musiał jako pierwszy od nas odłączyć. Także Damianie, tobie jako pierwszemu oddaję głos. Wymień te trzy przypadki, które są nieco zapomniane, a według ciebie godne uwagi i po każdym z nich, jeżeli ktoś z nas będzie miał jakieś uwagi czy pytania, to się włącza. Także Damianie oddajemy ci głos.
[05:33] - Dziękuję bardzo. Witam jeszcze raz serdecznie. Miło mi znów gościć tutaj z wami na kolejnej debacie ufologicznej. Dzisiaj odcinek szczególny, który ja osobiście bardzo lubię. Takie odcinki właśnie, kiedy dyskutujemy o jakichś ciekawych sprawach ufologicznych. Ja postarałem się wybrać kilka takich przypadków, które dla mnie są dosyć ciekawe i szczególne. Nie są to zdarzenia, które ja osobiście badałem, ale gdzieś niektóre odnoszą sięDo relacji zdarzeń, z którymi ja też osobiście miałem styczność. Postarałem się wybrać sobie takie zdarzenia, które generalnie przeszły bez echa, a były bardzo dużym potencjałem i myślę, że gdyby miały miejsce gdzieś na Zachodzie w latach 80., 70., to myślę, że wtedy miałyby bardzo szeroki rozgłos. Ale wiadomo, w Polsce, w czasach PRL-u, kiedy takich historii, szczególnie bliskich spotkań trzeciego stopnia, było sporo, te zdarzenia przechodziły bez echa. Jedynie o Mielcinie możemy mówić jako o takim zdarzeniu, które stało się najgłośniejszym przypadkiem, najbardziej medialnym.
Ja tutaj z różnych kronik ufologicznych wybrałem sobie takie zdarzenie z Człuchowa, które miało miejsce bodajże w '79 roku, więc bardzo odległy przypadek, badany jeszcze w latach 80., chyba już kilka lat po całym incydencie przez słynny duet ufologiczny Bronisława Rzepeckiego i Krzysztofa Piechoty, ale zdaje się, że to chyba głównie Bronisław Rzepecki dokumentował ten przypadek. On był opisywany na pewno w kwartalniku „UFO”, już nieistniejącym kwartalniku, jeszcze w latach 90. Gdzieś ten materiał pojawiał się też w piśmie „Skrzydlata Polska”, gdzie miał swoją rubrykę przez jakiś czas Krzysztof Piechota. Zdarzenie jest bardzo ciekawe, bo można powiedzieć, że nie wiem, czy w ogóle ktokolwiek zwrócił na to uwagę, ale w tej historii pojawiają się takie tajemnicze postacie, bardzo nietypowe, które wypisz wymaluj troszeczkę przypominają te słynne postacie, które pojawiły się w kultowym przypadku z Pascagouli. Zresztą notabene przypadku, który był omawiany jeszcze niedawno na falach Radia Paranormalium, o którym osobiście opowiadał Philip Mantle, który po latach też wrócił do tej sprawy i dzielił się ze słuchaczami Radia Paranormalium na temat tego zdarzenia. Tak więc w Człuchowie można powiedzieć, że podobna historia, geneza tego zdarzenia jest bardzo podobna, bo rozegrała się nad akwenem Jeziora Człuchowskiego. Świadkami tego zdarzenia byli też wędkarze, tak jak i w Pascagouli. Było ich kilku. No i co tam się wydarzyło? Pewnego wieczoru jedna z kobiet, która akurat wędkowała sobie nad brzegiem, zobaczyła nagle jakiś dziwny pojazd, który z początku wzięła za łódź przemieszczającą się nisko nad taflą jeziora.
Ale po krótkim przyjrzeniu okazało się, że ten pojazd przypomina tylko na pierwszy rzut oka łódź. Były nocne warunki, więc takie wrażenie było na początku, ale gdy ta kobieta się bardziej przyjrzała temu czemuś, to okazało się, że w ogóle nie słychać żadnego plusku wody, a łódź przemieszczała się bardzo szybko w stronę brzegu jeziora. I nawet w pewnym momencie ta kobieta zareagowała nerwowo, bo tam stał też jeden z wędkarzy w tym miejscu, gdzie ta łódź się kierowała i nawet próbowała jakoś dać znać temu człowiekowi, żeby uważał, bo chyba myślała, że to może są jacyś kłusownicy. Ale ta łódź przemieszczała się bezdźwięcznie i ten obiekt prawdopodobnie unosił się delikatnie nad wodą. Takie jest przypuszczenie, wnioskując, jaka była relacja świadków. I on sobie gdzieś tam wjechał w trzciny, totalnie bezszelestnie. I ten człowiek, który znajdował się najbliżej tego obiektu, był też jednym z głównych świadków relacjonujących to zdarzenie. Opowiadał, że też miał skojarzenia, że to mogliby być kłusownicy, więc natychmiast wziął swoje psy, żeby tych nieszczęśników pogonić stamtąd. Ale gdy zbliżył się w tamto miejsce, to nagle zobaczył dwie postacie wyłaniające się z tego miejsca od strony brzegu, które bardzo szybko przemieszczały się w stronę pobliskiej drogi. Nieopodal znajdował się też teren zalesiony.
Były nocne warunki, więc z początku widział jakąś sylwetkę postaci, ale gdy bardziej dokładnie się przyjrzał, to okazało się, że te postacie wyglądały bardzo nietypowo. W tym sensie, że miały wzrost gdzieś może około 1,50 m, 1,60 m. Obydwie wyglądały identycznie, miały nogi złączone ze sobą, natomiast ręce były jakby ściśle przylegające do tułowia i tylko na wysokości łokci gdzieś ta ręka odstawała. Więc bardzo przypominał właśnie ten przypadek Pascagouli. Co więcej, te postacie jeszcze miały też w miejscu oczu taką płytkę, jak stwierdził wtedy ten świadek. I psy nagle zaczęły ujadać, gonić te postacie. One chybotały, unosiły się dosłownie lekko nad ziemią i kierowały się właśnie w stronę tej drogi. W pewnym momencie, kiedy już psy dobiegały tych postaci, to one się odwróciły. I w tym momencie była bardzo ciekawa reakcja zwierząt, bo te psy po prostu momentalnie zlękły się i uciekły. No i ten człowiek, który był świadkiem tego, zaczął za tymi postaciami podążać, myśląc, że faktycznie ma do czynienia z kłusownikami, ale potykał się praktycznie po bardzo nierównym terenie, a one sobie płynnie sunęły między tymi krzakami, między tymi zaroślami, aż w końcu stracił je z oczu i po chwili nagle zobaczył wyłaniający się dosłownie jak spod ziemi jakiś obiekt całkiem sporych rozmiarów.
Z tego, co pamiętam, to chyba nawet miał średnicę około 10, 15 m.Obiekt, który bezdźwięcznie wystartował do góry, zawisł na chwilę na wysokości drzew i nagle w pewnym momencie wystrzelił i odleciał. Ta historia jest bardzo ciekawa, bo nawiązuje do słynnego, kultowego przypadku Pascagouli. Mimo że ja tego przypadku nie badałem, to będąc w tym roku w Czuchowie – tak się składa, że byłem w Czuchowie w tym roku, brałem udział w konferencji dotyczącej zjawisk paranormalnych, na której głównym prelegentem był Krzysztof Jackowski. Ta prelekcja odbywała się właśnie w Zamku Czuchowie, niedaleko tego jeziora. Miałem tam swój wykład dotyczący tematyki ufologicznej i bardzo zainteresował osobę pracującą w muzeum, które znajduje się na terenie tego zamku czuchowskiego. Ten człowiek mnie zaczepił i mówi: „Wie pan co, ja kojarzę tę historię z Czuchowa”. Spytał się, czy ja kojarzę tę historię z Czuchowa. Ja mówię: „Oczywiście, że kojarzę”. I zaczął mi opowiadać, że jego mama była świadkiem tamtego zdarzenia wtedy. Jak się okazało, było wielu tych świadków i nawet ta historia była opisana w regionalnej gazecie.
Natomiast to, co on kojarzył z opowieści swojej mamy, to to, że ona też w tym czasie spacerowała gdzieś w pobliżu tego jeziora i widziała przemieszczające się światła, które tam wirowały nad jeziorem. Nie kojarzyła tej historii z łodzią. Później słyszała o tej historii i o jakichś postaciach, które tam się krzątały. Można powiedzieć, że to jest taka uzupełniająca historia. Gdzieś tam sobie spisałem oczywiście kontakt do tej pani, jeszcze mi się nie udało z nią skontaktować, także nie wiem, jaka jest jej faktycznie relacja. Czasami to jest niezwykłe w dokumentacji tego typu historii, że po latach wychodzą na światło nowe fakty, które uzupełniają jeszcze tę historię. Także Czuchów jest szczególną historią dla mnie. Bardzo nietypową i zaliczającą się do tej kategorii, w której ja się szczególnie lubuję, czyli takiej wysokiej dziwności, bo te postacie były bardzo nietypowe.
[14:43] - Tak. Można powiedzieć, że to byli tacy typowi astronauci, bo mieli na sobie skafanderki.
[14:49] - Tak, tam były skafandry. Faktycznie ten świadek twierdził, że były ubrane w jakieś skafandry ściśle przylegające do ciała.
[14:56] - Panowie, jeżeli macie jakieś pytania do Damiana, to ustawcie się w kolejce. Ja natomiast mam takie pytanie i taką sugestię: kiedy przeglądacie książkę Krzysztofa Piechoty i Bronisława Zapeckiego „UFO nad Polską”, to tam z tyłu jest taki spis dat i miejsc, gdzie doszło do różnego rodzaju dziwnych zdarzeń. I o dziwo Czuchów występuje tam nader często. Z jakichś powodów w PRL-u dochodziło tam do kilku naprawdę mocnych zdarzeń. Jedno z nich miało miejsce, z tego, co pamiętam, w roku 1983, w sierpniu. I to była jedna z dłuższych obserwacji chyba jeżeli chodzi o polskie warunki, bo trwała co najmniej kilka godzin. Wtedy również osoby znajdujące się nad jednym z okolicznych jezior zauważyły rozbłyskające światła w pewnej kolejności. Oni to opisali jako tarczę. Obserwowano to przez kilka godzin. One rozbłyskały w jakiejś tam sekwencji, potem gasły.
Doszło też do innej obserwacji z innego punktu, tym razem z miasta już, kiedy zobaczono, jak jeden z tych obiektów się przybliżył. Także Czuchów wówczas z jakichś powodów był bardzo silnym rejonem, aktywnym ufologicznie. Ale jeszcze zadam ci takie pytanie związane z Krzysztofem Jackowskim, bo w grudniowym numerze „Nieznanego Świata” jest twój wywiad z nim na temat przyszłości, na temat wizji przyszłości Polski, ale też na temat tego, jak ta przyszłość według niego wygląda. Czy jest zdeterminowana, my tylko wypełniamy jakiś plan, czy też jest raczej zbiorem scenariuszy, na które wpływamy i które spełniamy. Ale to jest jedna sprawa. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tym wywiadem, to zapraszam, odsyłam do kiosków po grudniowy „Nieznany Świat”. Natomiast ty mi zdradziłeś tutaj, że rozmawiałeś też z panem Krzysztofem Jackowskim na temat UFO i okazało się, że jest on dość mocnym, dobrym źródłem informacji.
[17:12] - Jak się okazuje, tak. Właśnie tam wyciągnął mi z rękawa wiele różnych ciekawych historii. Część z nich nawet sam osobiście przeżył. Jak się okazało, Krzysztof Jackowski też ma swoje doświadczenia z UFO. Może nie są one tak na tyle spektakularne, ale jakieś tam zdarzenia przeżył z udziałem nawet jakichś latających kul. Także naświetlił mi tego typu historie, ale jedna była taka szczególna, bo dotyczyła relacji jego znajomego, który pracował jeszcze w milicji w latach 80. I ten człowiek opowiadał mu też właśnie o takiej bardzo nietypowej historii, bo gdzieś podczas patrolu – ale to jest historia bardzo fragmentarycznie przedstawiona – podczas jakiegoś swojego patrolu nocnego był świadkiem, jak taki duży, cygarowaty obiekt zawisł gdzieś nad radiowozem. I ten człowiek był świadkiem tego, jak ten obiekt bezdźwięcznie gdzieś tam w pewnym momencie odleciał. Mam taką nadzieję, że jeszcze mi się uda ustalić więcej na temat tej historii. Podobno jeszcze ten świadek żyje, także jest szansa, że może jeszcze ta historia będzie przedstawiona bezpośrednio u źródła.
Czuchów jest takim szczególnym faktycznie miejscem, takim mało spenetrowanym, można powiedzieć, od strony ufologicznej.Mało relacji znamy, a wydaje się, że było ich bardzo dużo. Tylko że tak naprawdę nie było żadnej takiej organizacji na miejscu, która by dokumentowała tego typu historie. Ten przypadek z Czuchowa to był tak wyjątkowy przypadek, że dla takiej historii się wtedy ufologom chciało jechać na drugi koniec Polski, aby taką historię dokumentować. Także Czuchów jest wyjątkowym miejscem pod tym względem.
[19:02] - A tutaj zawsze, jak jest mowa o Krzysztofie Jackowskim i o UFO, to niektórzy przypominają, aby użył swoich zdolności do spenetrowania tego zjawiska. I przychodzą mi na myśl wszystkie opowieści opisane w książce „Psi szpiedzy” Jima Marsa i tam jest zrelacjonowane, jak w latach bodajże 70. grupa ekstrasensów, w skład której wchodził między innymi Ingo Swann, ten słynny widzący na odległość, czyli osoba, która była wykorzystywana przez amerykańskie służby do tego, żeby przy pomocy postrzegania na odległość szpiegować. Postanowiono kiedyś tych psi szpiegów wysłać do UFO, żeby eksterioryzowali swoją świadomość i spróbowali się czegoś dowiedzieć. Niestety okazało się, że coś tam się udało, oni byli w stanie dotrzeć do jakichś miejsc, mieli jakieś wizje, natomiast pojawiła się też blokada. Kiedyś do tego wrócimy, bo to bardzo ciekawy wątek. Czuchów bez wątpienia jedno z tych bliskich spotkań, które zapisały się w pamięci. Potem mieliśmy chyba podobną historię gdzieś z Dolnego Śląska, już nie pamiętam, z lat 90. bodajże, gdzie były też podobne istoty. Ale to tyle.
Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się więcej na temat tego zdarzenia, to polecamy oczywiście kultowe „UFO nad Polską” Rzepeckiego i Piechoty. A jeżeli kogoś interesuje Krzysztof Jackowski i jego wizje, to polecam „Grudniowy nieznany świat”. Panowie, macie jakieś pytania do Damiana odnośnie tego przypadku albo jakieś własne sugestie?
[20:55] - Ja chciałbym zapytać, ponieważ ja tego przypadku dobrze nie znam, jak to się skończyło? Mnie zawsze interesują w takich historiach zakończenia, bo tu na razie ta historia zatrzymała się na etapie tego psa i tych istot, które niejako te psy przestraszyły. Ale co było dalej? Jak się cała historia skończyła? Odwołując się do wspomnień ludzi, którzy byli świadkami tego.
[21:27] - Zakończyła się w ten sposób, że te postacie gdzieś w pewnym momencie znikły z pola widzenia temu człowiekowi. Schowały się gdzieś za drzewa i po chwili nagle wyłonił się obiekt, który prawdopodobnie był miejscem celu przemieszczania się tych postaci. Nie wiadomo, czy to był ten sam obiekt, który sunął jeszcze wcześniej po jeziorze, czy też jakiś inny. Ale w każdym razie tutaj była bardzo wiarygodna relacja mówiąca o tym, że ten obiekt gdzieś w pewnym momencie nieruchomo zawisł na wysokości około 20 metrów nad drzewami i po kilku sekundach, poruszając się powoli, a później coraz szybciej, oddalił się w kierunku południowym, znikając gdzieś za wierzchołkami drzew. Oczywiście to jest też charakterystyczna rzecz, że w trakcie tego zdarzenia była taka dziwna, zastanawiająca cisza, o której bardzo wielu świadków bliskich spotkań z UFO wspomina. Coś, co w literaturze ufologicznej określa się kultowym już czynnikiem UFO. Czynnikiem Oz, przepraszam.
[22:36] - Pamiętam chyba, że tam dlatego było tak dużo obserwujących, że to się rozegrało w pobliżu ogródków działkowych i tam byli nie tylko wędkarze, ale i spacerowicze.
[22:47] - Część świadków było też właśnie gdzieś tam na tych ogródkach. Tak, to zgadza się, faktycznie też tak było.
[22:52] - Że każdy widział różną część tego zdarzenia. Ci, co byli nad jeziorem, pod lasem widzieli te stworki, natomiast ci, co byli troszeczkę dalej, widzieli jeszcze ten obiekt. Arku, masz jakieś pytanko, czy przechodzimy do kolejnego przypadku z archiwum Damiana?
[23:12] - Nie, jest bardzo wyczerpujący opis. Dziękuję.
[23:18] - To jeszcze ja na chwilę. Chciałbym zapytać, czy były jakieś relacje odnośnie odczuć tych obserwatorów? Czy tam się pojawiały jakieś takie odczucia zagubienia, strachu i tym podobne? To, co się czasami w tego rodzaju relacjach pojawia.
[23:38] - Z tego, co wiem, to chyba nic takiego nie było, ponieważ główny bohater tego zdarzenia wręcz tutaj ewidentnie się wykazywał dużą odwagą, myśląc, że ma do czynienia z kłusownikami, więc automatycznie zareagował trzeźwo i najpierw skierował w ich stronę swoje psy, a później sam zaczął ich gonić z myślą taką, że chciał ich złapać. Bo jeszcze z tego, co kojarzę, to teren, po którym się przemieszczały, to był teren chroniony, więc tam generalnie nie można było chodzić. I on też chciał w jakiś sposób zwrócić uwagę na to, że po tym obszarze się nie można poruszać.
[24:17] - To było chyba tak, że one wlazły na jakąś szkółkę leśną czy jakiś młodnik.
[24:24] - Tak, jakiś młodnik był leśny. Coś takiego tam było właśnie.
[24:30] - I było tak, że oni to deptają i chcieli ich pogonić.
[24:33] - Trudno powiedzieć, czy deptali, bo wynika z tego, że one się unosiły lekko nad ziemią, jakby tak chybocząc, przemieszczały się.Bardzo płynnie nad powierzchnią ziemi.
[24:45] - Czyli Czuchów mocna historia-
[24:49] - Bardzo mocna
[24:50] - ... w twoim dzisiejszym zestawieniu. A co jest na miejscu drugim? Jeszcze chwileczkę, momencik. Tak mi się przypomniało, czy w historii Czuchowa są jakieś przekazy o kulturze przedchrześcijańskiej, gdzie by były jakieś zabudowania, tego typu rzeczy, jakieś ołtarze miejscowej kultury, coś w tym stylu, jakieś grobowce, o których można by było cokolwiek powiedzieć?
[25:25] - Szczerze mówiąc, nic mi na ten temat nie wiadomo. Zabytek średniowieczny, jaki stoi tam, to jest zamek wybudowany jeszcze chyba za czasów krzyżackich, więc mówimy tutaj o okresie średniowiecza, ale nic mi nie wiadomo na temat o jakimś takim okresie przedchrześcijańskim, aby tam się znajdowały jakieś obiekty, punkty tego typu. Ale to jest takie szczególne. Faktycznie, ja na to też zwracałem uwagę przy dokumentacji innych moich historii, które gdzieś tam dokumentowałem właśnie na terenie Dolnego Śląska, to często się spotykałem właśnie z czymś takim, że te bliskie spotkania się gdzieś w dziwnym zbiegu okoliczności koncentrowały wokół takich obiektów. Co najmniej kilka mogę wymienić na przykład z Dolnego Śląska, gdzie były właśnie takie już można powiedzieć zaniedbane albo też i już nieistniejące świątynie pogańskie. Na przykład taka jedna się znajdowała na górze Połom na Dolnym Śląsku koło Wojcieszowa. Tam obecnie znajduje się kopalnia odkrywkowa wapienia, ale wokół tego obszaru na przestrzeni wielu lat udało mi się udokumentować, żeby nie skłamać, około 20 różnych historii, z czego nawet niektóre dotyczą bliskich spotkań, takich nawet z kategorii C3. Inne takie miejsce to na przykład góra Chełmiec, o której jeszcze też tutaj napomknę przy omawianiu kolejnego zdarzenia. Tam też rozegrało się bardzo wiele różnych takich ufologicznych historii i tam też według niektórych informacji archeologicznych znajdował się jakiś ośrodek kultu pogańskiego. Wiesz, często jest tak, że te miejsca są nieodkryte tak naprawdę jeszcze przez archeologów i powiedzmy, że o nich gdzieś krążą jakieś plotki, historie, że takie miejsca znajdowały się gdzieś tam, a później się okazuje, że w takich lokalizacjach dochodziło do tego typu historii, więc niewykluczone, że w Czuchowie mogło coś być takiego.
[27:34] - Jest taki aspekt ufologii, o którym my mówimy dość rzadko, nie oszukujmy, dlatego, że nie mamy wybitnej specjalizacji w radiestezi. A chodzi o to wszystko, co się wiązało z siecią Wilka. To jest trudny temat ogólnie, jeżeli nie jest się specjalistą i nie ma się takiego przeszkolenia radiestezyjnego, to trudno z tego wyciągnąć jakieś wnioski. Dlatego że wiemy, jak to może brzmieć dla laika. Natomiast zastanowimy się kiedyś, czy nie zaprosimy kogoś, kto się tym zajmuje. A jest kilka takich osób. Oczywiście to nie chodzi o to, żeby latać z różdżką za UFO, ale istnieją pewne subtelne oddziaływania, subtelne energie, które są jak najbardziej przez tych ludzi nie tylko wykrywalne, ale też w jakiś sposób badane. Ale o tym oczywiście mówię kiedy indziej, dlatego że mamy jeszcze dużo rzeczy do opowiedzenia w naszych debatach. A co, Damianie, na miejscu drugim twojego topowego zestawienia?
[28:34] - Właśnie, jak napomnieliśmy tutaj o sieci Wilka, to niepodobna nie wspomnieć o tym, że siecią Wilka kiedyś trudnił się też ufolog z Warszawy i to był właśnie Kazimierz Bzowski, już nieżyjący badacz UFO, który wraz z Wilkiem, radiestetą, dokumentował w sposób taki bardzo niekonwencjonalny niektóre miejsca lądowań UFO. Między nimi właśnie to były Chałupy, to słynne C3, ale i wiele innych takich obszarów, gdzie na przykład odnajdywano ślady po jakimś bliskim spotkaniu z UFO. I Bzowski właśnie takie miejsca badał przy użyciu różdżki, co w tamtych czasach wydawało się być absolutną kuriozą, żeby taką metodą niekonwencjonalną w ogóle badać jakieś ślady, empiryczne dowody manifestacji takiego zjawiska, jakim jest UFO. I tutaj właśnie chciałem nawiązać do takiej historii, którą Bzowski badał i którą opisał w swojej chyba już ostatniej książce z „Pamiętnika ufologa”. Mało znanej książce, która miała chyba raczej niski nakład. Ja tą historię czytałem, wiele lat temu jeszcze czytałem tą książkę, także pierwszy raz tą historię poznałem. Później o niej zapomniałem i przypadkiem jeden z czytelników mojej książki przypomniał mi o tej historii, nawiązując właśnie do zdarzenia, które ja sam osobiście dokumentowałem. Tak więc pozwolę sobie tutaj przytoczyć tą historię, a chodzi tu o zdarzenie, które rozegrało się w 82. roku na warszawskim Czerniakowie. To jest taka dzielnica położona blisko wybrzeża Wisły po lewej stronie.
I rzecz miała miejsce właśnie w 82. roku, w maju bodajże, czyli jeszcze w czasach, kiedy trwał stan wojenny. Jeden z mieszkańców osiedla bloków, bo takie tam znajdowało się wtedy i chyba się dalej znajduje,Pewnego wczesnego poranka w maju z okna swojego mieszkania dostrzegł punkt przemieszczający się w dużej odległości. Pulsujące światło, które w pewnym momencie jak się trochę przybliżyło, okazało się, że miało formę jajowatego kształtu. I ten obiekt stopniowo się przybliżał w stronę okna pana X – tak umownie został nazwany przez Bzowskiego główny świadek tego zdarzenia. A historia jest bardzo niezwykła, bo w pewnym momencie się przeobraziła w rasowe bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Z tym że tutaj główne skrzypce nie grały znane nam z różnych opowieści bliskich spotkań trzeciego stopnia ufonautów ubranych w ścisłe, przylegające skafandry. Ale te postacie były bardziej ludzkie. Ale o tym za chwilę. Ten człowiek obserwował ten obiekt.
Poszukał nawet lornetki, aby się temu przyjrzeć bliżej. I zobaczył, że to światło pulsuje bardziej. Ale obiekt się schował, więc on stracił zainteresowanie tym. Poszedł sobie przyrządzać śniadanie i nagle spojrzał z powrotem w stronę okna i zobaczył, że ten obiekt wisi niemalże na wysokości jego balkonu i już był naprawdę dużych rozmiarów. Kilkunastometrowy obiekt, który nagle sobie zawisł przy balkonie i on podszedł do tego bliżej i nagle zobaczył, że z boku tego obiektu rolują się drzwi. Czyli nie klasycznie się otwierają jako luk czy właz, ale tak jakby ktoś zwijał roletę dosłownie. I nagle okazało się, że z tego pojazdu wychodzą dwie postacie i przez balkon wskakują do jego mieszkania. Rzecz skrajnie absurdalna, coś nie do pomyślenia. Godzina piąta rano. Ale co ciekawe, ten człowiek zachowywał się zupełnie naturalnie.
Nie był zdziwiony tą sytuacją, tylko nawet jeszcze pomógł tym postaciom wejść do środka jego mieszkania. To były dwie postacie wzrostu może 1,60-1,70 m. Mężczyźni wyglądający jak normalni ludzie. Jedna z tych postaci była nawet ubrana według relacji świadka w garnitur, dosłownie odświętny garnitur, a drugi, co ciekawe, nosił na sobie mundur. I to jest właśnie niezwykła rzecz, bo Bzowski pisze w swojej książce, że to był mundur wojska amerykańskiego. Coś po prostu absurdalnego. Jak się taką historię czyta z bardzo ograniczonym myśleniem na temat tego, czym jest zagadka UFO, to od razu taką historię się odrzuca w kąt i można potraktować to jako coś zupełnie niewiarygodnego. Mnie ta historia uderzyła w nawiązaniu do zdarzenia, które ja sam dokumentowałem. I te postacie sobie weszły i wywiązała się nagle dyskusja między tym świadkiem i te postacie, przynajmniej jedna z nich, zaczęła zadawać pytania tego typu na temat konstrukcji technicznych pojazdu. Bo jak się okazało, ten pan, który był świadkiem tego zdarzenia, był inżynierem i zasugerowała mu, że jak następnym razem zobaczy taki pojazd, to żeby pomyślał sobie właśnie o nowinkach technicznych, które mu mogą przyjść na myśl i żeby się z tymi nowinkami podzielił poprzez kontakt telepatyczny.
Absurdalny dialog, który się wywiązał w tej historii. I ten człowiek się spytał: „Ale dlaczego? I co ja będę miał z tego? Co dostanę w zamian?” Takie padło pytanie z jego strony. Ten mu odpowiedział, że poczuje się na pewno lepiej i jego zdrowie się poprawi. I jak później Bzowski pisze, ten człowiek praktycznie od tamtej pory nigdy nie chorował, nie miał nigdy żadnych problemów zdrowotnych. Taka absurdalna historia. A uderzająca jest dla mnie z tego względu, że w swojej książce „Tajemnice Dolnego Śląska” opisuję pewien przypadek wałbrzyski. Mówiąc o górze Chełmiec, to tam rozegrała się kiedyś bardzo ciekawa historia z udziałem pewnego pana. Tutaj mogę zdradzić jego personalia, bo było o nim bardzo głośno w regionalnej prasie właśnie w latach 2007-2009.
Chodzi o pana Ryszarda Finstera, który idąc sobie w popołudniowy, piękny, słoneczny dzień na spacer z psem nieopodal góry Chełmiec spotkał na swojej drodze dziwny pojazd i dziwne postacie, które tak naprawdę przypominały zwykłych ludzi. On z początku myślał, że ma do czynienia z mafią, która podjechała sobie czarnym mercedesem i zaczęła załatwiać jakieś swoje porachunki. On to obserwował z pewnej odległości, ukryty za krzaków. I jak się temu przyglądał, najpierw zobaczył obiekt. Oczywiście nie widział postaci, ale ten obiekt mu z początku przypominał jakiś bus, pojazd w kształcie SUV-u. Tylko że on z tyłu miał takie trochę odstające skrzydła. Z boku były takie ni to okienka, ni to jakieś drzwi wejściowe i w pewnym momencie, tak jak w busie, drzwi się otworzyły bokiem i wyszły tam, zdaje się, chyba trzy postacie. Z czego dwie wyglądały jak normalnie po cywilnemu ubrani ludzie, a trzeci z nich przypominał osobę ubraną w mundur wojskowy. I ta postać miała jeszcze pod ręką jakąś teczuszkę.I w pewnym momencie dwie postacie ubrane po cywilnemu udały się w stronę lasu pobliskiego, a trzeci udał się w przeciwną stronę. I on w pewnym momencie jedną z tych postaci próbował dogonić, ale nie był w stanie, bo przemieszczało się bardzo szybko.
Miał ze sobą aparat, co ciekawe. I wtedy, kiedy gonił tą jedną postać, to nagle obrócił się z tyłu za siebie i zobaczył, że ten obiekt, który jeszcze obserwował z bliższej odległości zaczął startować pionowo do góry. Uniósł się też na wysokość 15-20 metrów i po prostu wystrzelił. I tutaj udało mu się zrobić zdjęcie. To zdjęcie było zamieszczone w „Gazecie Wrocławskiej” przez pewnego dziennikarza, który osobiście się interesował taką tematyką. Artur Szalkowski, dzięki niemu można powiedzieć nawiązałem kontakt z panem Finsterem po wielu latach. Bo prawdę mówiąc, kiedy ta historia wyszła na jaw w 2007 roku, mimo tego, że zajmowałem się dokumentacją UFO, to o tej historii w ogóle nie wiedziałem i dowiedziałem się o niej po wielu latach. Badał ją jeszcze w tamtych czasach Janusz Zagórski. Finster zrobił wtedy zdjęcie. Ale to zdjęcie, jak ktoś czytał moją książkę, to może zwrócić uwagę, że tak naprawdę nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia.
Mam wrażenie nieodparte, że tak naprawdę nie uchwycił tego obiektu, tylko po prostu jakiegoś szybko przemieszczającego się owada, który gdzieś w tamtym momencie przelatywał i on przybrał taką bardzo fikuśną formę, którą Finster kojarzył, że to mógł być ten obiekt. Tak naprawdę Finster jeszcze zrobił po tym zdarzeniu kilka innych ciekawych, bardziej ciekawszych zdjęć i też miał wiele innych ciekawszych historii. Bardzo dużo obserwacji. W jakiś sposób dziwnym to zjawisko przyciągał do siebie, chodząc właśnie w rejony góry Chełmiec. Kulminacja tych wszystkich zdarzeń miała miejsce w latach 2006–2007. Ale jak się okazało później, kiedy spotkałem się z tym panem, to opowiedział mi jeszcze o jednej bardzo ciekawej historii, która rozegrała się jeszcze w latach 90. z innej strony Wałbrzycha. Opowiadał mi o historii, że widział obiekt, który wylądował, a który raczej stał już w miejscu nad łąką. Z tego obiektu wydobywały się takie dziwne błyskawice, które rozchodziły się po całej powierzchni i miał takie wrażenie, że one dotykały nawet jego ciała w pewnym momencie i czuł takie mrowienie w rękach, kiedy podszedł bliżej. Akurat udawał się z pracy do swojego kolegi na skróty, można powiedzieć szedł przez Wałbrzych do innej części Wałbrzycha.
Wałbrzych jest takim miastem bardzo rozciągniętym, górniczym, typowym miastem, więc ma wiele różnych odnóg i czasami można z lasu przejść nawet do centralnej części miasta. Więc on przemieszczał się właśnie po takim wzniesieniu, na łące był i zobaczył właśnie w pobliżu, na skraju tej łąki ten obiekt stojący o średnicy gdzieś około 10 metrów. I nagle z tego obiektu otworzył się właz i wyszła taka postać. I to była kobieta, jak on twierdził, ubrana w taki ściśle przylegający kombinezon i ona w pewnym momencie machała do niego, jakby dała mu do zrozumienia, żeby się oddalił od tego miejsca. I kiedy on zrozumiał, że ma się oddalić i odszedł na kilkanaście metrów do tyłu i nagle zobaczył, że ten obiekt tam startuje i odlatuje gdzieś. Później twierdził, że przez wiele lat jeszcze utrzymywał mu się na rękach taki dziwny ślad, z którym chodził do wielu lekarzy, ale tak naprawdę nikt nie był w stanie stwierdzić, co to takiego jest. Miał takie bardzo wyraźne zaczerwienienie na dłoniach właśnie w momencie kontaktu z tymi iskrami. Taka niezwykła historia. O tej historii akurat konkretnie piszę w swojej nowej książce, która się ukaże niebawem, w lutym przyszłego roku. I to będzie druga część „Tajemnic Dolnego Śląska”.
I tam rozwijam to niezwykłe zdarzenie. Także historia Finstera jest ciekawa dla mnie pod tym względem, że w interesujący sposób, jeśli chodzi o to zdarzenie, które rozegrało się w pobliżu góry Chełmiec, nawiązuje do przypadku, który badał wiele lat wcześniej Bzowski.
[41:11] - Tutaj można dużo rzeczy dodać.
[41:13] - Można oczywiście, tak.
[41:15] - Przepraszam, jeżeli mi głos troszkę szwankuje. W każdym razie co chciałem powiedzieć. Pierwsza rzecz odnośnie Bzowskiego, że wielu czytelników jego tego nie wie, ale duża część relacji, które on przedstawił, przydarzyła się albo jemu, albo komuś z jego najbliższego otoczenia. To jest pierwsza rzecz. Natomiast mnie przychodzi do głowy, jeżeli mówisz o tych mundurowych bliskich spotkaniach, przychodzą mi do głowy dwie rzeczy. Pierwsza to taka reminiscencja sprzed lat, kiedy miałem kontakt przez pewien czas z taką badaczką młodego pokolenia z Chorwacji. Nie pamiętam, jak ona się nazywała. Chyba Emilia. Nazwiska nie pamiętam. I ona zaczęła tam zajmować się UFO.
Takim asumptem do tego były osobiste doświadczenia. I ona mi na przykład opowiedziała, że też miała tego typu doświadczenia w Chorwacji, kiedy jako młodsza osoba była świadkiem albo ofiarą abdukcji. Ale najciekawsze w tym wszystkim było to, że one się odbywały w takim otoczeniu bardzo laboratoryjnym. Natomiast ona jeszcze dodawała, że prócz szaraków to widziała tam też po prostu ludzi w mundurach amerykańskich. Tego typu wątki są powszechne w literaturze abdukcyjnej. Szczególnie polecam książki dr Carly Turner. Tam się pojawia wiele historii, które nam każą się zastanowić nad tym, jak wiele z tych-Relacji o ludziach uprowadzonych przez kosmitów było elementem projektu MK Ultra, kiedy badano wpływ różnego rodzaju technik manipulacji umysłem czy też psychodelików na ludzki umysł. O tym moglibyśmy jeszcze dyskutować. Ale Damianie, jest jeszcze kolejna kwestia, bo ty kilka miesięcy temu przeprowadziłeś wywiad dla „Nieznanego Świata” z hiszpańskim badaczem José Antonio Caravacą i on jest autorem tak zwanej teorii dystorsji.
[43:14] - Tak.
[43:14] - Ta teoria dystorsji nie jest wybitnym tworem umysłowym, dlatego że to jest coś, co my znamy z ufologii, z różnego rodzaju literatury. Innymi słowy, że świadkowie podczas spotkania z UFO widzą coś, co nie jest prawdziwe. Widzą w zasadzie zawartość swojego umysłu, zawartość swoich wyobrażeń. Natomiast ta siła im się pojawia, jak chce. I tutaj też mogło być w tych przypadkach, które opisujesz, podobnie. To znaczy i Finster, i ten świadek z Warszawy. To mogły być tak zwane wspomnienia pokrywcze. Innymi słowy, oni mogli zobaczyć coś, co zinterpretował ich umysł zupełnie inaczej. I tutaj Caravaca się też właśnie do tego odnosi. Dlaczego ten pan w stanie wojennym zobaczył nagle-
[44:09] - Postać mundurową.
[44:10] - Postać mundurową i dlaczego Finster pomyślał sobie o mafii i też nagle zobaczył tych domniemanych ufonautów już w formie jakichś gości z teczuszkami. Nie wydaje ci się, że tutaj teoria Caravaci wchodzi trochę w zakres?
[44:26] - Tak. Ja zresztą jak opisywałem ten przypadek w swojej książce, to delikatnie sugeruję taką próbę wyjaśnienia, że w tego typu zdarzeniach wplątują się różne wątki z części nieświadomości ludzkiej psychiki, wplątują się jakieś znane, bliskie elementy. Zresztą odnośnie Caravaci to mogę też wspomnieć, że teraz na moim blogu wrzuciłem wywiad z nim, który zrobiłem jeszcze jako uzupełniający, można powiedzieć, do tego wywiadu, który ukazał się jakiś czas temu w „Nieznanym Świecie”. I tam też Caravaca zadaje pytania odnośnie takich historii, o których on z kolei wspominał w swoich książkach. Chodzi mi o ten słynny przypadek z Ceniny we Włoszech, gdzie pewna pani, wracając chyba, nie wiem, czy z cmentarza, czy skądś, niosąc w ręku kwiatki, spotyka po drodze dziwnie wyglądające postacie, trochę przypominające karłów, które wyskakują nagle z dziwacznie wyglądającego pojazdu jajowatego kształtu. Wyskakują na zasadzie takiej, że otwiera się właz, jak w piecu kaflowym i z niego wyskakują te postacie, które później chyba nawet porywają kwiatki przerażonej kompletnie kobiety, bo nie wie tak naprawdę, z czym ma do czynienia. I tutaj Caravaca, nawiązując do tej historii, porównuje oryginalny rysunek wykonany przez tą panią, który przewijał się w wielu pozycjach książkowych o UFO i porównuje go właśnie z istniejącymi w tamtym czasie, w latach 50. piecach kaflowych. I on to nawet bardzo fajnie ujął właśnie poprzez taki rysunek porównawczy i dla mnie jest to bardzo uderzające, jak trafnie mógł ująć ten przypadek, że ta kobieta prawdopodobnie wplątała w tą historię, będąc w kontakcie z jakąś anomalną siłą i jakieś takie własne indywidualne wątki. Być może to była forma takiego filtru świadomości, który aby nie doprowadzić do zbyt destrukcyjnego wpływu takiego zdarzenia na psychikę, wplątuje właśnie tego typu wątki, które są bliskie, zrozumiałe i możliwe do zaakceptowania przez świadka.
Więc ja w zasadzie z takimi motywami, nawiązanie do teorii dystorsji Caravaca, spotykałem się wielokrotnie, dokumentując wiele różnych bliskich spotkań z UFO. Tak że ta historia jest dla mnie bardzo bliska.
[47:19] - Byśmy na antenie Radia Paranormalium w ostatniej fali debat też odnosili się do tego. Bodajże Marku, w odcinku o humanoidach tych dziwnych, kiedy mówiliśmy o spotkaniu z tym modliszkowatym stworem i tam też było bardzo dużo takich wskazań, że to, co zobaczył świadek, mogło tak naprawdę wynikać z jego nastawienia psychicznego. Ale to też Caravaca i jego teoria dystorsji tłumaczy, dlaczego na przykład ci kosmici są zawsze podobni do jakichś stworzeń z telewizji, z filmów i tak dalej. Bardzo ciekawa rzecz. Przechodzimy, Damianie, do punktu trzeciego i tutaj wiem, o czym będziesz opowiadał. To jest historia z roku 1997. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych, jedna z najbardziej rozbudowanych chyba w Polsce. Swego czasu stała się sławna dzięki programowi „Nie do wiary”, dlatego że nakręcono na ten temat odcinek, poświęcając mu chyba całe 30 minut. Pojawili się świadkowie, ale pojawili się też inni świadkowie, niezależni świadkowie w postaci strażaków, którzy również widzieli, że tamtej nocy się coś działo. Czasami używamy tutaj w naszych programach stwierdzenia, że coś się dobrze zestarzało, ewentualnie się źle zestarzało.
I tak jest z historią UFO nad górą Świętej Anny.Teraz pytanie, czy ta historia się zestarzała dobrze, czy źle?
[48:55] - Wydaje mi się, że chyba się dobrze zestarzała, ponieważ zapoznając się z nią, przynajmniej ktoś, kto nie znał tej historii, poznając ją po latach, może oczywiście doszukać się wielu wspólnych aspektów, które przewijają się w różnych historiach. Mam tutaj głównie na myśli takie bardzo już sensacyjne bliskie spotkania, o których czasami można było usłyszeć w Stanach czy w Rosji na przykład. Można powiedzieć, że my mamy taki sensacyjny przypadek tutaj w Polsce, ale on przeszedł bez echa. Wtedy to była bardzo znana sprawa, bardzo medialna świeżo po tym wydarzeniu, a to miało miejsce w czerwcu 1997 roku. W zasadzie to nie było jednorazowe zdarzenie, ale seria różnych spotkań. I to wszystko się rozgrywało właśnie na szczycie Góry Świętej Anny. Tutaj już jak mówimy znowu o górach i o miejscach, które jak wiadomo w dawnych czasach były traktowane jako miejsca święte, to z tego, co kojarzę, na terenie Góry Świętej Anny był jakiś kompleks pogański. To też taka ciekawostka w nawiązaniu do tej historii. Ale to zdarzenie jest na tyle ciekawe, bo tak raz, że ma swój ciąg dalszy, który już dotykał bezpośrednio jednego z głównych świadków, czyli Grzegorza Nowaka. Grzegorz Nowak stał się po tym zdarzeniu bardzo medialny, ale to głównie za sprawą osoby, która dokumentowała tę historię na samym początku, czyli Janusza Zagórskiego.
Grzegorz Nowak wystąpił kilkakrotnie na forach UFO, które organizował we Wrocławiu Janusz Zagórski. Był poddany też sesji hipnotycznej, z tego, co mi wiadomo. Oczywiście to, że pojawił się ten materiał na kanale TVN, wtedy jeszcze raczkującym kanale TVN i w słynnym programie „Nie do wiary”, to już było coś wielkiego. Ta sprawa doznała dużego rozgłosu, ale później została wyciszona. Grzegorz Nowak gdzieś tam też już nie uaktywniał się gdzieś medialnie, nie opowiadał o tych historiach. Jak w ogóle to przebiegało? Rzecz miała miejsce w sposób taki bardzo sugestywny. To znaczy, że po prostu grupka osób pojechała sobie nad Wzgórze Świętej Anny poobserwować gwiazdy. W ogóle oni, jak jechali na tę górę, mieli gdzieś taką wewnętrzną chęć zaobserwowania czegoś niezwykłego. Nawet któryś z nich opowiadał później o tym, że jak patrzyli na panoramę całej okolicy, to mówili sobie: „Fajne, idealne miejsce do lądowania UFO”.
Akurat pierwszej nocy, kiedy pojechali gdzieś tam po jakimś spotkaniu towarzyskim na tę górę, nic takiego się nie wydarzyło, ale coś ich przyciągnęło w to miejsce kolejnej nocy. Oni po prostu pojechali z zamiarem znowu obserwowania gwiazd, bo widoczność tam jest faktycznie bardzo fajna. Ja kiedyś miałem przyjemność być na Górze Świętej Anny, ale akurat nie dokumentowałem tej historii. W celach turystycznych byłem kiedyś tam, także bardzo fajne miejsce. Polecam w ogóle wszystkim, jeśli ktoś lubi takie nietypowe miejsca, mało znane turystycznie. Chociaż Góra Świętej Anny w sumie jest głównym punktem turystycznym w okolicach Opola. W każdym razie oni drugą noc pojechali sobie grupką czterech osób. Podjechali sobie autem na sam szczyt. Usiedli sobie gdzieś tam na jakimś urwisku skalnym i obserwowali okolicę. Nagle zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
To znaczy w pewnym momencie zobaczyli jakieś punkty świetlne, kolorowe światełka, kule, które rozpryskiwały się, tworzyły jakieś dziwne konfiguracje, zachowywały się trochę jakby się też ze sobą porozumiewały. To było spektakularne i trochę przypominało pokaz fajerwerków. Ale w trakcie tego zdarzenia, kiedy oni w czwórkę bodajże obserwowali to zjawisko, dwójka osób gdzieś wcześniej wyszła sobie na jakiś spacer. To była jakaś chyba parka zdaje się z tego grona, która postanowiła się gdzieś przespacerować po okolicy. Jak później wrócili, okazało się, że nie było ich prawie 60 minut chyba, z tego, co pamiętam. Po czym oni mieli wrażenie, że nie było ich zaledwie 15, może 20 minut. Tak więc gdzieś tutaj uciekło im 30 minut w tej historii. To już się wydarzyło. Oni wrócili, jak już te zjawiska, te kule gdzieś poznikały. I też jeszcze tej nocy spotkali po drodze, chyba idąc do auta, dwóch ludzi wyglądających trochę jak policjanci.
Oni myśleli, że to są policjanci, znaczy inaczej, były to osoby mundurowe. Ktoś tam z nich podszedł i chciał im powiedzieć o tym, że przed chwilką coś takiego dziwnego tam obserwowali. Jeszcze nie wspomniałem o tym, że w tej paradzie świetlnej pojawił się też taki dziwny ekran, który się zatrzymał bardzo blisko, w pobliżu miejsca, gdzie oni się znajdowali. I kiedy te postacie tych mundurowych zaczepili, to oni się zachowali tak dziwnie, trochę jak takie właśnie te słynne MIB-y. Jeden z tych mundurowych się obrócił i takim mechanicznym głosem odpowiedział, żeby nie zawracali sobie tym głowy i stąd natychmiast zniknęli. To było takie bardzo dziwne. Oczywiście oni nie zamierzali kończyć z tą historią, bo kolejna noc. Postanowili już konkretnie przygotowani wybrać się z powrotem na Górę Świętej Anny z nadzieją, że coś się znowu wydarzy. I faktycznie się wydarzyło.I to, co się wydarzyło, było naprawdę skrajnie sensacyjne, bo w pewnym momencie, jak się zaczęły pojawiać różne światła, to pojawiły się jakieś duże cygarokształtne obiekty o monstrualnych rozmiarach, długości około 300–400 metrów, jak relacjonowali zgodnie świadkowie. Można powiedzieć, że te relacje były bardzo zgodne ze sobą.
Wtedy ekipa Janusza Zagórskiego dokumentowała tę historię i przepytywali ich nawet osobno. Każdy opowiadał podobny przebieg tej historii. Te obiekty gdzieś tam zawisały blisko nich i w pewnym momencie gdzieś u zbocza góry zaczęły podlatywać jakieś kule, które zaczęły się przekształcać w postacie humanoidalne, które dosłownie podlatywały w ich stronę. Widzieli zarys głowy, części tułowia i to już było naprawdę przerażające. Tę obserwację przerwał nagle jakiś motor, który podjeżdżał z tyłu i oświetlił tę okolicę. W tym momencie te postacie z powrotem przemieniły się w kule i wleciały w to cygaro, które wisiało w pobliżu i całe zjawisko nagle zniknęło. Po prostu niezwykła historia, bardzo mocna i o tym już wtedy ci ludzie nie zamierzali milczeć, ale zdaje się, że trafili do lokalnej gazety, zaczęli opowiadać o tej historii i pierwsza informacja padła później w prasówce. To była chyba „Trybuna Opolska”, taka gazeta lokalna. Tam się pojawił pierwszy artykuł, fotorelacja z tej historii. Grzegorz Nowak, który był głównym bohaterem tego zdarzenia, kolejną noc wybrał się, tym razem już w towarzystwie dziennikarzy i swojego ojca z nadzieją, że może coś się uda znowu zaobserwować.
Ciekawa historia jest taka, że Grzegorz Nowak wtedy twierdził, że widział jakieś obiekty latające w pobliżu, ale tak naprawdę ludzie, którzy stali obok, nie widzieli tego. Patrząc na jego bardzo emocjonalną reakcję można było wnioskować, że ten człowiek faktycznie coś wtedy widział, bo to musiałaby być wtedy istna prawdziwa gra aktorska, żeby faktycznie tak nabrać ludzi. Więc coś takiego się wydarzyło wtedy bodajże piątą noc z kolei, a w szóstą noc jest ciąg dalszy tej historii na tej zasadzie, że Grzegorz Nowak już bał się wrócić do swojego domu, nocował u swojego ojca i w mieszkaniu nagle dostrzegł jakąś postać, która się unosiła, zdaje się gdzieś za balkonem. Taką humanoidalną postać. I podobna historia wydarzyła się w kolejną noc w tym samym miejscu. Tylko tym razem ta postać się zmaterializowała gdzieś w pobliżu, już w mieszkaniu. Nie wiem, czy przed łóżkiem się pojawiła mu ta postać. W każdym razie wątek tych cienistych postaci w relacjach Grzegorza Nowaka później się przewijał już kilkakrotnie w jego różnych opowieściach. Ta historia, która wydarzyła się na Górze Świętej Anny, zainicjowała serię kontaktów. Można powiedzieć, że Grzegorz Nowak w pewnym momencie stał się takim kontaktowcem.
Z tego, co pamiętam, jak był poddany sesji hipnotycznej, to nie udało się za bardzo tam nic konkretnego wyciągnąć, bo on nie był podatny na hipnozę, więc całe relacje bazowały na jego świadectwie i na relacji jego współtowarzyszy, którzy wtedy w te pierwsze noce jeździli na Górę Świętej Anny. Ale są jeszcze inni świadkowie. Byli inni świadkowie. Tak jak wspomniałeś, Piotrze, o tych strażakach, to wtedy lokalny komisariat policji przyjął wiele różnych zgłoszeń od okolicznych mieszkańców na temat pojawiających się świateł w pobliżu Góry Świętej Anny. I byli strażacy ze straży pożarnej ze Zdzieszowic bodajże, to jest miejscowość w pobliżu właśnie Góry Świętej Anny. Oni mieli też wiele wezwań i zdaje się, że udali się też na jedno z takich wezwań wozem strażackim. I któryś z tych strażaków też dostrzegł na niebie jakieś przemieszczające się światła. Ale co ciekawe, doszło też do awarii. Były jakieś chyba problemy z silnikiem w tym wozie strażackim. Oni musieli zawrócić do swojej remizy i później okazało się, że cała instalacja elektryczna w tym pojeździe została przepalona.
To jest w ogóle historia opisywana bezpośrednio, opowiadana bezpośrednio przez jednego z tych strażaków w odcinku „Nie do wiary”. Jeśli ktoś ma ochotę, to może sobie gdzieś odgrzebać ten odcinek.
[01:00:02] - On jest na YouTubie ten odcinek.
[01:00:04] - Jest na YouTubie.
[01:00:06] - Tam ten pan opowiada, że rzeczywiście mieli tamtej nocy w sumie bardzo dużo zgłoszeń. To znaczy oni wyjechali nawet na akcję, zobaczyli ogromny rozbłysk światła, a większość tych zgłoszeń dotyczyła obaw, że to może być rozszczelnienie się gazociągu. I z tego, co pamiętam, ta jednostka straży stacjonowała w tamtejszej koksowni, ale to już są niuanse. Natomiast jestem pełen wątpliwości odnośnie tej historii, bo kiedy spojrzymy na ten odcinek, to on jest taki trochę zrobiony pobieżnie, jeżeli chodzi o „Nie do wiary”. Natomiast w sieci krąży dużo dłuższy materiał, gdzie pan Nowak opowiada rozszerzoną wersję tej historii. I tam się w opowieści znad Góry Świętej Anny pojawiają wszystkie możliwe ufologiczne elementy everTam jest jeszcze jakaś muzyka anielska, która płynie z głośników. Tam są te dziwne istoty. Wreszcie mamy ich dosłownie objawienia prawie w tym miejscu. Niestety jestem pełen wątpliwości i ja sobie to przesłuchałem nawet wczoraj. Opowieść jest fajna, super, mamy tam 300-metrowe obiekty i tak dalej, ale oni opowiadają coś takiego na przykład: „A na drugiej nocy myśmy tam pojechali, nie braliśmy tam nawet żadnych aparatów fotograficznych.
Żeśmy sobie tam pojechali”. No i w jednej historii mamy ludzi w czerni, mamy motyw zaczerpnięty dosłownie z bliskich spotkań trzeciego stopnia. Mamy różne inne elementy i chyba gdyby nie ta opowieść strażaków, ta historia zostałaby skazana na wieczne zapomnienie. Po prostu z racji tego nadładunku niezwykłości. Marku, ty też miałeś okazję słuchać tego nagrania z tego, co wiem. Jak ty to oceniasz?
[01:02:15] - Trudno mi powiedzieć. Rzeczywiście odniosłem takie wrażenie, że tam właściwie mało było rzeczy, których nie było z takich elementów, które często pojawiają się przy różnego rodzaju obserwacjach. Tylko ja mam wątpliwości, czy to przemawia na korzyść, czy na niekorzyść tak naprawdę, bo można właściwie ukuć dwie historie: albo tam ktoś po prostu przesadził w rozwijaniu tej historii, czynieniu jej atrakcyjną, albo też, co trudno wykluczyć właściwie, rzeczywiście ci ludzie widzieli coś, rodzaj takiego teatru światła. Nie mam zdania. Ja, mówiąc szczerze, mam wadę psychologiczną, że mnie jest trudno rozpoznać, czy ktoś konfabuluje, czy nie. Dlatego mnie można sprzedać różne historie. Ja się bronię przed tymi historiami, po prostu szukając dziury w całym i jakoś uruchamiając logikę. Natomiast nie wszędzie ta logika da się uruchomić po prostu. I to jest taki przypadek, przy którym jestem troszeczkę bezradny. Tak jak powiedziałeś, tego się dobrze słucha.
To jest historia, która wciąga. Ja przypomnę, ci policjanci chyba jak bliźniacy wyglądali z tego, co pamiętam, że byli identyczni. Także naprawdę tam poziom dziwności, poziom tych różnych elementów, które się pojawiają, ich ilość jest po prostu poruszająca. Ale czy na tej podstawie można tę historię skreślić? Nie wiem.
[01:04:10] - Ja mam też takie wątpliwości odnośnie tej relacji, która była w „Nie do wiary”, bo pan Nowak przedstawiał to wszystko w miarę spójnie. Zawsze mamy powtórzone tam te same elementy. Nie chcę tego skreślać. Można wyjść od, że tak powiem, zakrystii i powiedzieć, że to jest kulminacja wysokiej dziwności, bo to zdarzenie de facto bardziej przypomina jakieś objawienie niż manifestację ufologiczną. Mamy co prawda pobocznych świadków, ale w Fatimie też byli. Tylko co mnie nie przekonuje? Nie przekonuje mnie to, że nie byli konsekwentni i nie chcieli tego w żaden sposób zarejestrować. Wiadomo, rok 1997, kamery to było jeszcze coś w miarę drogiego, ale aparat fotograficzny okej, mogli sobie skołować. Ale co mi się bardzo rzuciło w oczy w tym „Nie do wiary”, takie dość dziwne zachowanie koleżanki pana Nowaka, która to relacjonowała albo frywolnie, albo nie wiem. Arku, co sądzisz o historii z Góry Świętej Anny?
[01:05:25] - Mnie bardzo zainteresowało zakończenie tego całego incydentu, a mianowicie odwiedziny tych postaci już w domu pana Nowaka, dlatego, że to było na którymś piętrze bodajże i te postacie pojawiały się w różnych miejscach. Oprócz tego mam taką pewną wątpliwość, jeżeli chodzi o awarię wozu strażackiego, dlatego, że taka awaria musiałaby być zgłoszona i bardzo łatwo by było dotrzeć do dokumentów z tytułu właśnie tych napraw wszystkich, bo prawdopodobnie doszło do spalenia instalacji elektrycznych w tym wozie. Więc ktoś musiał to naprawiać i jakieś protokoły musiały następować za tym, więc pewnie dokumentacja techniczna byłaby do odszukania w owym czasie. W tej chwili to raczej już niekoniecznie. Ale „Nie do wiary” myślę, jako taki program drążący temat do końca, bo tak to wyglądało, wydaje się, że powinien coś takiego zrobić. A właśnie jak ta sprawa zakończyła się, czy jak długo trwała? Bo tych odwiedzin z tego, co tam można było w tym programie usłyszeć, było co najmniej kilka.
[01:07:00] - Nie wiem, jak się ta sprawa zakończyła, natomiast mogę jedynie powiedzieć to, że nie pamiętam, który to był rok. W każdym razie na którymś z FOR-ów
[01:07:11] - Na którymś forum ufologicznym organizowanym przez Zagórskiego we Wrocławiu pamiętam, że miałem przyjemność poznać Nowaka osobiście. On wtedy już nie był jednym z prelegentów, bo kilka razy występował, ale przyjechał po prostu jako widz zainteresowany dalej tematem. Pamiętam, że z nim chwilę rozmawiałem na temat tej historii i wydawał mi się wtedy bardzo wiarygodny i rzeczowy w tym, co opowiadał. Pamiętam, że miał taki żal, że został trochę porzucony przez stronę badaczy ufologicznych. Mam na myśli Zagórskiego, że on po prostu przestał się na moment interesować tą historią, bo tak jakby ona się wyczerpała. Natomiast z tego, co wiem, Grzegorz Nowak mówił, że jeszcze było kilka takich historii, ale on już nie miał możliwości podzielenia się nimi z innymi. Ja wtedy nie nawiązałem kontaktu dalszego z Nowakiem, ale mogę powiedzieć, że mam do niego kontakt telefoniczny, bo udało mi się do niego uzyskać kontakt jeszcze w tamtym roku. Ale przyznam szczerze, że od dłuższego czasu nie mam czasu, żeby do niego zadzwonić i się umówić, spotkać się i odświeżyć tą historię, przywrócić ją do łask po wielu latach i dowiedzieć się, co faktycznie się tam wydarzyło na tej górze Świętej Anny. Bo tak jak mówicie, bazujemy na tej relacji medialnej z „Niedowiary”, na informacjach prasowych, które gdzieś krążyły, na podstawie filmów, które były publikowane, które dziś krążą na YouTubie. Także to jest bardzo ograniczony obraz tej historii i myślę, że jeszcze można po latach dźwignąć to zdarzenie.
Mam nadzieję, że mi się gdzieś w niedalekiej przyszłości uda z panem Grzegorzem skontaktować i coś jeszcze wyciągnąć z tej historii.
[01:09:17] - Jeżeli pan Grzegorz nas słucha, to zawsze może nas zaszczycić swoją obecnością w debatach ufologicznych. Natomiast ja myślę, że ta historia się stała trochę swoim własnym zakładnikiem, bo z tego, co pamiętam, mieliśmy relację o tym, że pojawił się wielki ekran między kominami. Nie pamiętam już czego, czy tej koksowni, że pojawił się wielki ekran, że pojawiły się te samoloty wojskowe, że był missing time, jak mówiłem, że byli ci nibowie, na końcu abdukcja, a nikt z tego nie ma w sumie żadnego materiału. Nie chcę wyjść na jakiegoś wielkiego sceptyka, ale jeżeli pięć dni z rzędu się coś powtarza, to chyba pierwsze, co do głowy przychodzi, to zdobyć jakiś dowód. Ale druga sprawa jest taka, że to się działo na terenie zamieszkałym. Plus mamy relacje innych świadków, którzy widzieli jakieś zjawiska świetlne, natomiast to się nie pokrywa z tym, co Nowak mówił. Nie oszukujmy się. A kiedy już wjeżdża ta opowieść o tym, że włączają radio i tam leci jakaś cudowna muzyka, muszę powiedzieć, że trochę wymiękłem. Jak mówię, nie chcę wychodzić na jakiegoś ultra sceptyka, ale to jest jedyna taka historia, na którą zwróciłem uwagę, która zawierała w sobie dosłownie wszystkie wątki. Teraz pytanie, czy rzeczywiście coś było tam takiego, co zaburzyło ich percepcję i oni przeżyli coś zupełnie innego?
Nie chcę sugerować innego wniosku. Chodzi mi o to, że to było po prostu za duże. Ta historia jest za duża, aby się pod tą górą Świętej Anny zmieściła. Myślę, że jest tu jeszcze wiele do powiedzenia, ale zakończmy w tym momencie. Damianie, bardzo ci dziękujemy, bo wiemy, że ty musisz nas niestety opuścić.
[01:11:10] - Niestety nie mogę gościć na dłużej. Także fajnie było chociaż na chwilę się pojawić i podzielić się różnymi swoimi historiami, które gdzieś tam mi przyszły na myśl. Mam nadzieję, że w dalszych odcinkach może będę miał czas na więcej. W każdym razie dziękuję bardzo serdecznie za zaproszenie i oczywiście pozdrawiam wszystkich słuchaczy gorąco.
[01:11:34] - Tu się bardzo wielu słuchaczy ucieszyło na wieść o nowej książce, Damianie.
[01:11:39] - Tak.
[01:11:41] - Damianie, powiedz jeszcze, gdzie można dostać starą książkę, bo dostaję często takie pytania: czy ona jest do kupienia? Gdzie jest do kupienia? Chodzi o sklep Nieznanego Świata. Tam się skończyła. Czy jest jeszcze możliwość dostania tej pierwszej części twojej książki o UFO nad Dolnym Śląskiem?
[01:12:00] - Jest, tak. Na pewno jak ktoś gdzieś tam surfuje po ofertach Allegro, to na pewno znajdzie dużo różnych ofert księgarń internetowych. Ona jest dostępna też na pewno w Empiku w formie druku na żądanie i jeszcze w paru innych miejscach, ale myślę, że wystarczy wygooglować słowo kluczowe albo po prostu wejść na Allegro i tam już na pewno łatwiej można złożyć zamówienie i odebrać książkę w paczkomacie. Jeszcze nie wspomniałem, że w sumie jeszcze mi zostało parę egzemplarzy, jak się okazało. To też mogę delikatnie zasugerować. Jeśli ktoś chciałby nabyć książkę z autografem, to jeszcze mam chyba ze trzy egzemplarze. Wystarczy wejść na mojego bloga i tam jest link do oferty Allegro i też można w ten sposób nabyć książkę.
[01:12:50] - Tak, przypomnimy, że jest- Jest też jeszcze wersja dźwiękowa, prawda?
[01:12:55] - Zgadza się. Oczywiście, jak mogłem o tym nie wspomnieć? To prawda, jest wersja dźwiękowa. 14 godzin słuchowiska zdaje się.
[01:13:04] - Zapraszamy na blog Damiana. Linki znajdziecie pod naszą audycją. Jeżeli ktoś chce nabyć sobie książkę z autografem, także polecamy, zachęcamy do kontaktu. Damianie, jeszcze raz dziękuję i słyszymy się przed wydaniem twojej książki.
[01:13:18] - Dziękuję. Pozdrawiam.
[01:13:20] - Pozdrawiamy. Panowie, myśmy mieli dzisiaj taki plan, żeby mówić naprzemiennie, żeby każdy opowiadał jakąś historię ze swojej teki. Natomiast Damian musiał niestety wyjść wcześniej. Daliśmy mu pierwszeństwo, ale każdy z nas sobie na dzisiaj coś przygotował. Eneduelike Fake. Arku, czym nas zaskoczysz?
[01:13:51] - Historią dosyć długą. To znaczy w kilku etapach, w kilku odsłonach. Oczywiście jest to z naszego regionu, miejscowość Stare Juchy. Już o tym parokrotnie wspominałem, ale warto powiedzieć o wcześniejszym zdarzeniu, czyli zdarzeniu z 2001 roku. Miało ono miejsce nad jeziorem. Zaczęło się dosyć trywialnie, a mianowicie pani, która mieszkała w remontowanej willi, usłyszała wieczorem około godziny 19:00 stukot w dach. A że dach był z blachodachówki, więc dosyć głośno to było. Później zaczęły szczekać psy i ponieważ ujadały kilka minut, więc wyszła i zobaczyła obiekty, które bardzo powoli przelatywały właśnie już przed domem w kierunku jeziora. Leciały stosunkowo niewysoko, bo na wysokości około 50 metrów. Oczywiście pierwsze, co zrobiła, bardzo dobrze zrobiła, zadzwoniła do męża.
Mąż bardzo przytomnie powiedział jej, żeby oczywiście wezwała jak największą ilość świadków do tej obserwacji. A że te obiekty przez cały czas się oddalały, doradził jej, żeby po prostu pomachała latarką zaświeconą. Przypadek podobny, jak właśnie przed chwilą prezentowany, bo tam też doszło do czegoś takiego. Pani oczywiście zaczęła latarką machać. Zawołała dwóch pracowników, którzy tę willę przywracali do lepszego stanu. Byli to pracownicy z Ukrainy. I co się stało? A mianowicie te obiekty zauważyły te wezwania światłami i zaczęły się do nich zbliżać. W tym momencie oczywiście padł blady strach troszeczkę nad nimi, ale to, co zobaczyli, gdy ten obiekt zawisł nad jej domem, pewnie zapamiętała pani do końca życia albo jeszcze będziemy my pamiętać. A mianowicie niemalże wnętrze tego obiektu od spodu.
Te obiekty, gdy leciały, co jakiś czas wypuszczały taki snop światła żółtego, taki szperacz w stronę ziemi. I tak też się stało bardzo blisko jej domu, tej willi. Dostrzegła w tym snopie światła coś, co opisywała jako dziurkę od klucza. Oczywiście mąż zadzwonił do jakichś innych znajomych, którzy mieli przyjechać na godzinę 22:00. I w momencie, kiedy światła samochodów, które podjeżdżały już wtedy na górkę pod tę willę, pani zaczęła w domu szukać pilota od bramy, otworzyć im to. W tym momencie te obiekty już stopniowo oddalały się i tak cała obserwacja przebiegła mniej więcej. Całość jest opisana w kwartalniku „UFO” z roku 2003. Autorem opisu tego przypadku jest Arek Miazga, więc ufolog z Podkarpacia. Tutaj właśnie opisał nam przypadek z Mazur, ale można powiedzieć, że ciąg następny tych obserwacji. Mianowicie też otrzymaliśmy zgłoszenie i w 2018 roku byliśmy właśnie w Starych Juchach i tam rozmawialiśmy z panią, która widziała przelot.
Najpierw ten obiekt był w stanie spoczynku, ale później powoli zmienił troszeczkę kąt ustawienia w stosunku do ziemi i powoli odleciał do góry. A w trakcie rozmowy z nią w mieszkaniu oczywiście próbowaliśmy to wszystko nagrać i o dziwo dwa systemy nagrywania, przygotowani byliśmy do tego, żeby to nagrać, więc baterie posprawdzane, wszystko posprawdzane. Nie nagrało nam się nic w tym momencie całej tej rozmowy, ale dowiedzieliśmy się właśnie o tym przypadku i o tym, że tak na dobrą sprawę przelatujące obiekty w kształcie kul nie są niczym dziwnym w tamtym rejonie.Ci państwo już byli w wieku średnio późnym, że tak powiem, więc znali dobrze historię tego miasteczka. Pytaliśmy się o to, co w tym miasteczku jest takiego ciekawego, co mogłoby zwrócić uwagę tych obiektów na to, że się tu pokazują. Okazało się, że jest tam stary ołtarz Jaćwingów. Kamienna płyta. Są tam jakieś wykopaliska i tego typu rzeczy, więc ten teren bez powodu nikt ołtarza by nie stawiał. Do takich zdarzeń prawdopodobnie, tak wywnioskowaliśmy sobie, dochodziło dużo wcześniej. O obiektach innych, które tam latały dowiedzieliśmy się między innymi na stacji benzynowej, gdzie się po prostu normalnie zapytaliśmy, czy coś tam jeszcze oprócz tego latało. Jeżeli porównamy to z tym, co mówił Damian o Górze Chełmie, to mniej więcej mamy obraz tego, że coś, co się dawno zaczyna, jest przez cały czas kontynuowane i w jakiś sposób się przez cały czas pokazuje.
W tej chwili od jakiegoś czasu zapewne więcej się tam rzeczy pokazuje, dlatego że jest to teren graniczący z poligonem, ale w momencie wcześniejszym raczej poligon w Orzyszu był mniej troszeczkę użytkowany niż obecnie. Z całą pewnością te obserwacje nie były obiektami wojskowymi i jedna, i druga. Inaczej wygląda całkiem rozmowa ze świadkiem, który mówi o tym, a inaczej, jeżeli jest to po prostu zaczytane i przez kogoś już opisane. Jakieś pytania?
[01:21:36] - Bardzo ciekawa jest ta hipoteza o tym, że w jakiś sposób ta przeszłość, powiedzmy energetyczna, wpływa na czasy obecne. Jeżeli sobie sięgnę pamięcią i na przykład najbliższy punkt, najbliższy biegun UFO ode mnie, czyli słynna Góra Osona, też ma wokół siebie bardzo dużo stanowisk archeologicznych, pomimo że od frontu nie było granicy z Hutą Częstochowa. Bardzo interesująca jest ta sprawa ze Starych Juchów czy Starych Juch. Nie pamiętam, jak się to nazywa. Pamiętam, że chyba w okolicach tego poligonu, ale to nie jestem pewien. Nie, pomyliłem. Przepraszam. To chyba żołnierze z tego poligonu mieli być świadkami tej słynnej katastrofy UFO w Węgorzewie, tak? Coś mi się tak wydaje.
[01:22:31] - To są wszystko mniej więcej zarówno Gołdap, Stare Juchy, Kowale Oleckie, Olecko. To jest właśnie teren północno wschodniej Polski. Tam wszystko dzieje się w promieniu około 100 kilometrów mniej więcej.
[01:22:48] - W innych miejscach kraju 100 kilometrów to już bardzo dużo. Natomiast na warunki województwa warmińsko-mazurskiego potężnego, to chyba te przeliczniki są inne.
[01:23:01] - Nie to są inne. Niemniej jednak same obiekty i właśnie rozmieszczenie stosunkowo blisko granicy z Rosją jest takie troszeczkę, że tak powiem, dziwne. Dlatego, że obiekt, który pokazał się nad Kaliningradem, był widoczny przez wiele osób w Polsce. Natomiast chyba przez jedną osobę w Polsce było bodajże osiem punktów co najmniej, które widziały te obiekty, natomiast w samej Rosji było tylko jedno doniesienie. Więc to tak widzimy.
[01:23:39] - My dzisiaj tutaj jeszcze zahaczymy o inne historie z tego regionu, dlatego że ja ci jedną podebrałem. Ona akurat pochodzi z archiwum Nieznanego Świata. Nie wiem, czy ją teraz przedstawić. Jeszcze się chwilę zastanowię. Co jeszcze chciałem powiedzieć na temat? Coś mi umknęło, Holender. Trudno. Także bardzo ciekawa historia. Możecie sobie o niej poszukać więcej informacji w internecie bodajże. Nie jestem teraz pewien, czy są one do znalezienia na blogu Arka Miazgi.
Może przedstawię tę historię już tego Warmińsko-Mazurskiego. Otóż drodzy państwo, od 30 lat Nieznany Świat zbiera różnego rodzaju dziwne historie i one są publikowane w rubryce Dotknięcie Nieznanego. Większość z tych relacji to tak naprawdę są opowieści o jakichś formach doświadczeń psi, na przykład kontaktów ze zmarłymi i tak dalej, prekognicji. Natomiast dużą część stanowią historie ludzi, którzy zetknęli się z różnego rodzaju anomaliami. Tu jest między innymi UFO i inne dziwne zjawiska. Tak jak mówię, w każdym numerze Nieznanego Świata możecie sobie kilka tych historii od czytelników przeczytać. Do czego teraz zmierzam? Otóż jak pamiętacie z poprzednich debat, to w połowie mniej więcej ubiegłego dziesięciolecia, czyli na początku drugiej dekady lat 2000, mieliśmy w Polsce wysyp relacji o latających trójkątach i bumerangach.Poświęciliśmy temu debatę ufologiczną. Napisałem na ten temat raport dla Nieznanego Świata. Tam były takie bardzo głośne przypadki.
Co je łączyło? Przede wszystkim kształt obiektów. Myśmy wtedy sugerowali, że to mogą być jakieś obiekty, samoloty wojskowe lub też nowoczesna forma sterowców. Przepraszam, niestety dzisiaj głosowo szwankuje. Co jeszcze je łączyło? Przede wszystkim duże rozmiary. Te obiekty się pojawiały gdzieś bardzo blisko, na przykład ruchliwych dróg, zabudowanych osiedli czy obszarów zabudowanych. Łączył je też taki dziwny charakter. To znaczy dziwna powłoka. Wielu świadków wspominało, że gdy się patrzyło na ten obiekt, to się miało wrażenie, że on faluje, że to jest jakby zmącona woda albo brudna woda.
W kilku przypadkach oczywiście widziano bezpośrednio strukturę. Na przykład był taki przypadek spod Radomska. Mieliśmy naprawdę tych obserwacji wiele. Wykonano prawdopodobnie nawet jedną fotografię, chyba w Poznaniu. Ona była bardzo słabej jakości, ale się wszyscy pytali, czym te obiekty są i dlaczego się pojawiają w pobliżu mniejszym lub większym jednostek wojskowych i dlaczego pojawiają się tylko w nocy. Co się z nimi dzieje w dzień? W zasadzie nie mieliśmy żadnych dziennych obserwacji. Swego czasu do Nieznanego Świata przyszła taka relacja i ta relacja jest opublikowana w numerze 10 październikowym z roku 2010. Nazywa się tak: „Trójkąt, piramida nie tylko nad Kremlem”. To się odnosi do takiej wtedy słynnej historii, gdzie rzekomo sfilmowano nad Kremlem jakiś taki obiekt latający w formie piramidki i tak dalej.
Natomiast cała historia jest zupełnie o czymś innym. Ja sobie wam pozwolę ją krótko streścić. Najlepiej, jakbym ją przeczytał. Natomiast jest troszkę długa. Zacznijmy od takich krótkich informacji na ten temat, że to miało miejsce na Mazurach w roku 2009 w wakacje. I świadek pisze tak, uwaga. Świadek pisze tak, że nie może nam podać danych do publicznej wiadomości, ponieważ cytuję: „Jestem byłym zawodowym żołnierzem Wojsk Obrony Przeciwlotniczej kraju, pełniąc między innymi służbę oficera rozpoznawczego, do którego należała znajomość wszystkich typów samolotów. We wspomnianej okolicy już wcześniej obserwowałem też inne dziwne zjawiska, choć nie tak ekscytujące” — pisze nasz świadek. Do zdarzenia doszło nad jeziorem Głęboczek w pobliżu Rekownicy 17 sierpnia 2009 roku. Cytuję: „Przypadał akurat poniedziałek.
Obudziłem się o godzinie 6:00 rano. Niebo było zachmurzone, pułap chmur niski. Padał deszcz. Będąc zaspany, nie od razu zauważyłem, że przez chmury prześwituje słońce. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że tym razem słońce wyglądało jak piramida i znajdowało się na południowym zachodzie, gdzie powinno trafić dopiero koło godziny 17:00. Zjawisko było tak fascynujące, że zapomniałem o kamerze w telefonie komórkowym i zamiast wszystko nagrać, po prostu stałem i gapiłem się w niebo. Z miejsca, w którym się znajdowałem wyglądało to jak lustro w kształcie olbrzymiego trójkąta równobocznego umieszczone nisko nad lasem. Jego kształt wydawał się idealny, jakby narysowany na niebie. W tym lustrze odbijały się promienie słoneczne i jasne obłoki. Dawało to złudzenie okna w chmurach lub ekranu telewizyjnego.
Jeżeli obserwowałem obiekt materialny, musiał on być płaski. Tkwił nieruchomo, nie emitując własnego światła ani dźwięku. Hologram w tym przypadku moim zdaniem można wykluczyć. Po kilku, może kilkunastu minutach nol powoli został zasłonięty ciemnymi chmurami. Dalszą obserwację musiałem przerwać, ponieważ udawałem się do pracy”. Bardzo interesująca historia, panowie. Wbrew wszystkiemu. To znaczy to jest rok 2009, czyli przed tym wysypem relacji, które mieliśmy. Rok wcześniej, w 2008 mieliśmy przelot takiego bumerangu typowego nad Sandomierzem. Chyba tak.
Natomiast w tym przypadku to jest jeden chyba z niewielu, kiedy taki latający trójkąt zaobserwowano za dnia. I co tam się rzuca w oczy? Lustrzana powierzchnia przede wszystkim i też szereg innych dziwnych elementów, które sugerują, że może raczej ta nasza hipoteza o tym, że wchodzą tutaj w grę jakieś samoloty albo sterowce najnowszej generacji, może nie być trafna. Panowie, jakieś komentarze?
[01:30:25] - Ze względu na wielkość obiektu to raczej zarówno sterowce, jak i nowoczesne maszyny amerykańskie czy jakiekolwiek inne raczej nie wchodzą w grę. Z tego się raczej odchodzi. W wojsku nie ma sensu posiadania bardzo dużych obiektów, które są stosunkowo bardzo łatwo wykrywalne, ewentualnie czy to wzrokowo, czy w jakikolwiek inny sposób. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jest to miejsce w sumie na rubieżach właśnie zarówno NATO, jak i Polski. Na styku właśnie wrogich sobie obozów, że tak powiem iTutaj używanie bardzo nowoczesnej techniki rozpoznania raczej nie miałoby sensu. W tej chwili, czy latem tego roku było widać właśnie częste przeloty systemów AWACS, to znaczy po prostu ślady kondensacyjne, takie po prostu w kółko kręcone, ślady takich przelotów, koliste. Więc gdyby była taka możliwość, żeby coś tam takiego latało, to prawdopodobnie byłoby teraz wykorzystywane i byśmy mieli dosyć dużo tego typu zgłoszeń już po zapadnięciu zmroku. A nie mamy.
[01:32:08] - Tak, ale nie wydaje mi się, że to jest dobry trop. To znaczy wielu świadków mówiło, że to taka zmącona woda i to po prostu się mogły odbijać światła samochodów, latarń ulicznych w powierzchniach tych obiektów. Jest to bardzo ciekawe, dlatego że jak mówię, to jest unikatowy przypadek, kiedy mamy do czynienia z obserwacją tego obiektu za dnia, czyli coś, co odbijało światło słoneczne, co wydawało się jakimś wielkim, gigantycznym. Nie chcę tutaj sugerować, że to był balon, ale takim balonem o stalowej powierzchni. Tam się wówczas pojawiło i ten pan, który przedstawił się jako żołnierz były, nie umiał tego rozpoznać, nie potrafił. Ale to mimo wszystko daje do myślenia. I to jest jeden z tych przypadków wyjątkowych, dlatego go dzisiaj wybrałem. Marku, co tam wygrzebałeś z tych kronik ufologicznych?
[01:33:03] - Ja chciałbym dzisiaj zaprosić naszych słuchaczy na podróż w przeszłość dalszą, bo blisko 50 lat dzieli nas od pierwszego przypadku. Rok 1974. Ten przypadek notabene został opisany zarówno w kwartalniku „UFO”, jak i w książce Bronisława Rzepeckiego „Bliskie spotkania z UFO w Polsce”. To jest przypadek z jesieni. Nie do końca jest ustalone, czy to był wrzesień, czy październik, z takim wskazaniem bardziej na październik 1974 roku. Miejscowość Janowice, to jest w okolicach Kielc. Wybrałem ten przypadek między innymi dlatego, że to były czasy, warto sobie czasami spojrzeć na to, kiedy coś się działo, to były czasy, że UFO to wtedy były raczej wskazania, że UFO to jest taki latający talerz. To było tak mniej więcej tyle na ten temat. Natomiast przypadek z Janowic to jest przypadek jak na tamte czasy właśnie taki nietypowy. To nie jest żaden talerz, to nie jest żadne coś świecącego na niebie.
Nieco inaczej to wszystko wyglądało. Otóż głównego bohatera tego wydarzenia znamy z imienia i nazwiska: Kazimierz Duda. Rzecz dzieje się w szkole w tej miejscowości. Ta szkoła wówczas była dosyć oddalona, gdzieś na skraju wsi, oddalona od sąsiednich zabudowań. To taka informacja, nazwijmy geograficzna, bo związana z położeniem. Szkoła jednopiętrowa, niespecjalnie rozbudowana. Mieściła w sobie między innymi mieszkanie, w którym państwo Duda mieszkali. Tam w tym czasie gościli jeszcze jakiegoś znajomego. W każdym razie w pewnym momencie gospodarz domu zszedł z piętra, zszedł na dół i zorientował się, wyszedł na dwór w ciemność, bo to już było mocno wieczorem. Zorientował się, kiedy zszedł na parter, usłyszał suche trzaski.
Według relacji to przypominało trzask łamanych gałęzi, jakichś suchych patyków. Początkowo nie mógł się zorientować, to zresztą rzecz charakterystyczna, że jak mamy otwartą przestrzeń, to czasami są kłopoty z lokalizacją tego, skąd to do nas dobiega. I rzeczywiście takie kłopoty się pojawiły. Ten kierunek tego charakterystycznego dosyć dźwięku był niejasny, ale w pewnym momencie, kiedy zaczął się dosyć uważnie rozglądać po podwórku szkoły, zauważył przy ogrodzeniu okalającym szkołę cień, który według tej pierwszej relacji przypominał pionowo usytuowany prostokąt. I na tle tego prostokątu unoszącego się lekko nad ziemią pojawiały się rozbłyski. Coś w rodzaju łuku elektrycznego. Ale te promienie, które się tam pojawiały, one przybierały tęczowe barwy i w dodatku przesuwały się. One miały długość, przemieszczały się na odcinku jakichś 50 centymetrów. Co więcej, było tak, że towarzyszył temu ten suchy trzask, nazwijmy to łamanych gałęzi, ale obserwator zorientował się, że czasami pojawia się ten suchy trzask, a rozbłysku nie ma. Wywnioskował z tego, że w takim razie on pojawia się po drugiej stronie tego obserwowanego, trudno powiedzieć obserwacji dosyć ciemnego obiektu.
Coś ciemnego na tle ciemności. Tak można mniej więcej to opisać, że tak to wyglądało. Gdzieś chwilę potem zorientował się, żeByć może jest to rodzaj walca, wokół którego te światła, te iskry, te łuki elektryczne, czy jak to inaczej nazwiemy, krążą. Dalej przyszło mu jeszcze do głowy i to jest dosyć dziwne, że on już kiedyś słyszał ten dźwięk. Ten taki dosyć charakterystyczny dźwięk. Nie mógł sobie przypomnieć, gdzie i kiedy, ale był pewien, że coś takiego wcześniej już kiedyś słyszał. Być może było tak, że po prostu kiedyś rzeczywiście słyszał te dźwięki, ale nie zlokalizował obiektu, który zdawał się te dźwięki wydawać. Potem w tej relacji pojawia się taka historia bardzo ludzka. W pewnym momencie chciał zobaczyć, co tam przy tym ogrodzeniu, czy to jest walec, co to za obiekt w ogóle jest. Doszedł do wniosku, że przecież to wszystko nie musi się skończyć dobrze.
W związku z tym wyjął z kieszeni portfel, rzucił go za siebie, że jakby mu się coś stało. Nie wiem, co człowiek wtedy myśli w takiej sytuacji. Ale powiedzmy, gdyby spotkało go coś złego, porwano go, a może by zginął, zawsze będzie wiadomo, że jakiś ślad po nim zostaje. Rzucił ten portfel i zaczął iść w kierunku tego obiektu. Zaczął się zbliżać, ale kiedy był mniej więcej w połowie drogi do ogrodzenia, to obiekt się uniósł. Bodajże jest to określane na około pięć metrów. Zatrzymał się, znieruchomiał. Te trzaski stały się głośniejsze, a te iskry, które się pojawiały, świeciły bardziej intensywnym blaskiem niż wcześniej. W dodatku ta częstotliwość, tak jak powiedziałem, zwiększyła się i w pewnym momencie, nagle zupełnie, ten obiekt z taką zawrotną prędkością wzniósł się łukiem w kierunku, tu jest nawet dosyć szczegółowo to określone, południowo-wschodnim i po chwili zniknął. To jest tyle z „Kwartalniku UFO”.
W książce Rzepeckiego można jeszcze spotkać taki oto fragment, w którym obserwator, pan Duda, zaczął mrugać światełkiem przed wejściem, jakby próbując przywołać ten obiekt. Chociaż w gruncie rzeczy zdawał sobie sprawę, że jeśli ten obiekt naprawdę oddalił się na sporą odległość, to mruganie tak naprawdę niewiele zmieni. Nie ma szans. Zresztą tak naprawdę nawet nie ma relacji właściwie dlaczego tak postąpił, dlaczego coś takiego zrobił. W każdym razie, jak to w tamtych czasach, zresztą nie wiem, może tak jest również w dzisiejszych czasach, nie bardzo spotkał się ze zrozumieniem ze strony żony i ze strony tego gościa, o którym mówiłem. Nie bardzo mu w to uwierzono. Co więcej, jeszcze w tej relacji jest informacja o tym, że żadna z osób, która wiedziała o tym wydarzeniu nie poszła, nie zainteresowała się, nie zobaczyła w świetle dziennym, czy jakieś ślady tego wydarzenia gdzieś tam w pobliżu ogrodzenia pozostały. Także tego nie możemy dzisiaj stwierdzić. I tak jak powiedziałem, ten przypadek był dziwny, a szczególnie dziwny jak na tamte czasy. Proszę wybaczyć, ale mnie jednak moja pamięć podpowiada, co można było wtedy na temat UFO w Polsce przeczytać.
To były naprawdę inne czasy, zupełnie inne czasy. Te książki pierwsze, które się na ten temat miały pojawiać, dopiero były przed nami. Były oczywiście wcześniej jakieś krótkie informacje, pojawiały się w prasie, ale to naprawdę były czasy kraju materializmu, komunizmu i wszystkich innych izmów. Tego rodzaju relacje, tego rodzaju opowieści nie cieszyły się ani uznaniem władzy, ani szczególnym nimbem dziennikarzy. Oni oczywiście prywatnie mogli takiej historii wysłuchać, ale żeby to rozpowszechniać, to niekoniecznie. Ale tak jak powtarzam, to były czasy, kiedy UFO dosyć jednoznacznie się kojarzyło. Coś takiego świecącego na niebie, dyskoidalne to najlepiej. A tymczasem tutaj mamy relację. Fakt, że u pana Bronisława Rzepeckiego czytamy, że on te relacje zebrał po ponad 10 latach, więc tu też nie wszystko mogło być dokładnie zapamiętane. Niemniej mamy relację z takiego wydarzenia, które wydaje mi się w kontekście czasu dosyć dziwne.
To tyle mniej więcej, jeśli chodzi o to wydarzenie.
[01:42:50] - Weźmy pod uwagę jeszcze to, że to się działo w szkole. Świadek podał swoje nazwisko. Na terenie szkolnym, w małych społecznościach takie rewelacje nie były zbyt dobrze widziane i chyba nadal nie są. Tak mi się wydaje. Ale co tu tak znowu mi się rzuca w oczy, bo w polskich bliskich spotkaniach trzeciego stopnia mamy często do czynienia z bardzo, nie chciałbym powiedzieć nietypowymi, bo ja też bym się często tak zachował, gdybym był w takiej sytuacji, ale z zachowaniami ludzi. Gdzie indziej to ludzie uciekają, chowają się, w ogóle nie chcą mieć do czynienia z tym. A tutaj Jan Wolski nie dość, że się zatrzymał, to jeszcze podwiózł tych kosmitów, jeszcze im podziękował i powiedział: „Do widzenia”. Jeszcze się ukłonił.Jaki gość? Tutaj mamy faceta, który rzuca portfel i idzie na konfrontację z tym obiektem. To jest ciekawe.
Te psychiczne motywacje kierujące świadkami nie zawsze są jednoznaczne. Pamiętacie Travisa Waltona, który też chciał zgrywać ważniaka, podleciał do tego dziwnego obiektu i zniknął. Znalazł się tam dopiero kilka dni później. Chyba nikt nie zrobił jeszcze takiego studium zachowania świadków wobec tych dziwnych zjawisk. Przeglądam tutaj pytania od Ivelliosa. Jest ich bardzo dużo. Pytacie na przykład o to, czy UFO się pojawiają w konkretnych rejonach kraju, na przykład w świętokrzyskim. Muszę powiedzieć, że są takie rejony, które tych odnotowanych relacji mają mniej z tego powodu, że tam na przykład nie działali aktywnie badacze. Natomiast jeżeli sobie przyjrzycie chociażby kwartalnik „UFO”, zawsze na coś traficie. Tutaj jeszcze mamy takie pytanie od pana Jakuba Karbo: „Wchodzę, a tu o Radomsku he, he, he”.
Rozumiem, że pan Jakub jest spod Radomska, a że ja też tam mam w miarę niedaleko, to krótka dygresja. Tamto zdarzenie z trójkątem to był chyba rok 2013. Natomiast jaka to była miejscowość? To była miejscowość z pogranicza powiatu radomszczańskiego i częstochowskiego. Niestety teraz nie pamiętam, ale przychodzi mi na myśl inne zdarzenie z Gowarżowa. Ja o tym chyba opowiadałem. Ja to dokumentowałem w 2016 roku i to miało miejsce kilka lat wcześniej. Dlaczego chcę o tym przypomnieć? Bo w tym roku, odwiedzając cmentarz w pobliskiej miejscowości Pławno, gdzie moja żona ma rodzinę, dziadków, natrafiłem prawdopodobnie na pochówek tamtego pana i jego żony, którzy widzieli te dziwne zjawiska. Jakie dziwne zjawiska?
Oni widzieli po prostu latający obiekt, który dosłownie zniżył się nad taką sadzawkę i oni zobaczyli, że wyszli wtedy z tego obiektu tacy karzełkowie i zaczęli po prostu tak jakby ekscytować się, że coś zobaczyli. To miało miejsce w okolicach Pławna. To jest pod Radomskiem. Jedna z najciekawszych historii ostatnich lat moim zdaniem. Także tutaj warto sobie do tej historii wrócić. Ona jest opublikowana między innymi na blogu Arka Miazgi, ale wiem, że tutaj mamy dzisiaj ograniczony czas znowu. Dlatego Arku oddaję ci głos. Jaki drugi przypadek dla nas przygotowałeś?
[01:46:39] - Przypadek, który chyba wiąże wszystko to, co mówiliśmy, a mianowicie powstanie kręgu w Rożnowie. To był rok 2014 lub 2015. W tej chwili dokładnie nie pamiętam, ale taką informację mamy zapisaną. I wyglądało to w ten sposób, że dowiedzieliśmy się o powstaniu tego kręgu z gazety bodajże „Super Express”. Tam były zdjęcia właśnie takiego czegoś. Ciężko powiedzieć, że to nawet krąg był, bo to było w trawie coś tam wydeptane i tyle. Ale z racji zainteresowań pojechaliśmy tam. I teraz tak: pole już tam, gdy dotarliśmy, pani powiedziała, że ta łąka, na której powstał ten krąg, zostało już skoszone, więc tam nie było żadnych śladów takich widocznych. Więc jako że mamy etatowego niemalże radiestetę ze wszelkimi możliwymi uprawnieniami nabytymi w Anglii i w Stanach Zjednoczonych, więc zostawiliśmy go tam. Tam został Bogdan razem z nim i po prostu wytyczali miejsca anomalii właśnie tych, które radiesteci badają i wytyczyli na tej podstawie krąg, jego kształt, jaki tam był do rejestracji, do pomiarów, do wszelkich możliwych tego typu rzeczy, już całkiem takich fizycznych.
Natomiast ja poszedłem do tej pani porozmawiać z nią, jak to było i tak dalej. I co się dzieje? W trakcie rozmowy przypomina sobie pani coś takiego właśnie, że w sumie tak naprawdę nikomu nie wyszło zdjęcie wewnątrz kręgu. Telefony tam gasły, ale nie zwrócili na to uwagi, dlatego że mieli większy problem. Wszyscy ci, którzy tam przyjechali oglądać, bo to cała rodzina przyjechała zaraz oglądać ten krąg, pochorowali się. Może nie wszyscy, bo ktoś te zdjęcia zrobił. Okazało się, że jedynie jej córka z wnuczką, które się bały wejść do kręgu, które zostały na zewnątrz, zrobiły zdjęcia, które były udostępnione. Było to dosyć ciekawe i nieszablonowe. Te osoby, które weszły, cierpiały na bóle głowy, wymioty i biegunkę. Taka jak zwykle jest wirusówka, popularnie nazywana.
W trakcie dalszej rozmowy okazuje się, że wnuczek widział światła, ale tylko nam o tym mówi, dlatego, że w sumie na dobrą sprawę tam, gdzie te światła były, tam niedaleko jest polna droga i ktoś mógł jechać na motorowerze. Ale w momencie, kiedy tak przyjrzał się, okazało się, że te światła byłyNad linią energetyczną. Raczej tak wysokich motorowerów czy motocykli, nawet enduro, nie ma. W tym czasie przyszedł nasz radiesteta z Bogdanem. Pani wyjmuje swój notesik, gdzie miała narysowane mniej więcej to, jak to wyglądało z jej perspektywy, jak to widziała. I okazuje się, że te dwa rysunki są tożsame. Więc jeżeli chodzi o radiestezję w badaniach tego typu, to jak najbardziej, jeżeli powstaje krąg, lepiej do niego nie wchodzić. Mówię o tym akurat przypadku, dlatego że z kolei niedawno przygotowywaliśmy właśnie, przeglądaliśmy nasze archiwa do tego pokazu w Reszlu i zwróciliśmy uwagę na coś takiego, że kręgi w Giedni i chyba jeszcze jakiejś miejscowości były bardzo zbliżone wyglądem do części kręgów, jakie powstały wiele lat temu w Młynach niedaleko Wylatowa. I od razu się nasunęło, zaczęliśmy przeglądać archiwa dotyczące Młynów, bo tam też byliśmy. I cóż się okazuje?
Przypomniało nam się, że pani Weronika Malicka, która zdjęcia tam wykonywała, zrobiła zdjęcia kręgu w momencie, gdy powstawał. I podczas powstawania kręgu widać właśnie trzy postacie, które są. To z kolei przypomniało nam inną sytuację, kiedy nieodżałowany Stanisław Barski, również udało mu się zrobić zdjęcie powstającego kręgu, gdzie słyszał szum i też w tym kręgu pojawiło się coś, co wyglądało jak postać, czyli mniej więcej półtora, może nawet niecałe półtora, około metr dwadzieścia wysokości i coś, co przypominało kształtem zarys humanoida. Także takie rzeczy się przypominają. Jeżeli się bada jedną sprawę, wychodzą następne i tak dalej. Dziękuję.
[01:52:13] - Tak. Dzięki. Takich historii z pola badawczego jest sporo i pewnie też kiedyś podzielimy się takimi opowieściami z naszych archiwów, co nam zapadło w pamięć, bo czasami nie da się przelać na papier tych emocji, które towarzyszą na przykład zbieraniu jakiejś historii. Nie wszyscy świadkowie chcą mieć otwarty kontakt. Niektórzy chcą opowiedzieć swoją historię i to koniec. Natomiast kiedy dochodzi do takiego punktu, kiedy słyszymy ich emocje, szczególnie w tych przypadkach wysokiej dziwności, to jest najciekawsze, bo ludzie, którzy zetknęli się z rzeczami naprawdę dziwnymi, często są to osoby bardzo wiarygodne. I to nie chodzi o to, jak my tą wiarygodność mierzymy, czy na przykład przez wykształcenie, czy przez status materialny. Nie. Czasami po prostu widać, z jakim problemem poznawczym mierzą się ci ludzie, którzy zetknęli się z czymś dziwnym. Przepraszam, że tak dzisiaj mówię trochę ochryple.
Mam nadzieję, Ivelioście, że nie będzie z tym problemu. Nie wiem, czy nie mówię za cicho, ale mnie już głos siada niestety, a mam do przedstawienia jeszcze dwie historie.
[01:53:35] - A nie słychać, żeby ci głos siadał. Zresztą tutaj jakby w locie wyrównuje głośność, także nawet jeśli siada, to słuchacze tego nie słyszą.
[01:53:45] - Ivelio, czarodziej konsolety, jak zwykle to wszystko załatwi. Marku, oprócz komentarza do tego przypadku Arka, bo piktogramy to jest osobna bajka i tak naprawdę to, co działo się w Wylatowie i to, co działo się w innych miejscach kraju w okresie, kiedy to zjawisko było najbardziej popularne, to wymaga odrębnego omówienia, jak zresztą wiele wątków, które się przez nasze debaty przesuwają. Natomiast ja bym cię chciał poprosić o przedstawienie swojego kolejnego przypadku, który też jest pod pewnym względem szczególny i chyba wręcz unikatowy, jeżeli idzie o Polskę.
[01:54:32] - Tak, to jest przypadek ze Sztumu i wydawać by się mogło, że zaczyna się tradycyjnie. Za chwilę, że mamy obiekt, ale później zaczyna się robić naprawdę dziwnie. Przesuńmy w czasie. W poprzednim przypadku był rok 1974. Tu dodajmy pięć lat. Jest wrzesień, 20. dzień września 1979 roku, miejscowość Sztum, niemalże centrum miasta. Jeśli ktoś w Sztumie był, to wie, że to jest taka miejscowość, w której między innymi wtedy ogródki działkowe były niemal w centrum miasta. Zresztą wystarczy spojrzeć na mapkę. Sztum nie jest zwartą miejscowością.
Może tak, to chyba będzie najlepsza charakterystyka. Mamy dwóch panów, tym razem już bez nazwisk. To jest Mirosław G. i Krzysztof K. Jest wieczór około 21:00, więc jak już wrzesień, to raczej ciemnawo, w każdym razie już tak dosyć solidnie. Oni są na terenie ogródków działkowych w tymże Sztumie.
[01:56:00] - Jeszcze tylko jedna. To byli ci dwaj mężczyźni. Jeden z nich był instruktorem teatralnym, drugi był elektronikiem. Czy to ważne? Myślę, że ważne. Czasami pewna świadomość jest ważna. Zresztą ten elektronik w kontekście tego, co później się będzie działo, jakieś znaczenie może mieć. Relacja jest mniej więcej taka: kiedy Mirosław G. mył narzędzia ogrodnicze pod strumieniem bieżącej wody, w pewnym momencie chciał się napić wody. Nachylił się nad kranem.
Jego kolega w tym czasie przebywał w altanie, palił papierosa bodajże. I kiedy nachylił się nad kranem tenże Mirosław G., kątem oka — chociaż różne reklamy zapewniają nas, że czegoś takiego jak kąt oka nie ma — zauważył, że coś spada, jakiś obiekt spada. Upadł na ziemię, zasłonił głowę łopatą i myślał, że jakiś samolot opada w to miejsce, w którym się znajdowali. Jego kolega zaalarmowany krzykiem, Krzysztof K., wyszedł przed altankę i tu jego relacja, ją przytoczę: „Usłyszałem brzmiący ostrzegawczo krzyk kolegi i pomyślałem, co tu na działkach może się wydarzyć? Podchodząc do otwartych drzwi, natychmiast ujrzałem coś na kształt mocno świecącego okręgu. Obniżał się on, nie zmieniając kształtu, a powinien przybrać formę elipsy. Byłem zaskoczony tym widokiem, ale nie bałem się. Widząc unoszącego się powoli Mirka, przestąpiłem próg altanki i szedłem w jego kierunku. Podszedłem może dwa kroki i idąc za Mirkiem wszedłem w coś mleczno-różowego, różowawego właściwie, jakby mgłę. Zrobiło się bardzo jasno.
Otaczały nas jakby ściany z mlecznego metalowego szkła, ale bez załamań. Pod stopami nie było nic widać. Ziemia i wszystko dookoła nagle zanikło. Mgła była gęsta, ale przejrzysta. Widziałem wyraźnie Mirka, który podobnie jak ja rozglądał się ze zdziwieniem i z obawą, ale nie odzywał się. Ja też milczałem, jakbym nie odczuwał potrzeby dzielenia się z nikim swoimi wrażeniami. Z drugiej jednak strony bałem się. Czułem w sobie jakiś wewnętrzny, irracjonalny opór, wywołany chyba obawą przed czymś nieznanym. Drżały mi nogi, a w głowie czułem jakiś obezwładniający, przeraźliwy dźwięk. Coś w rodzaju pisku, który po chwili nieco zelżał, przestał być natarczywy”.
Znowu te odczucia dźwiękowe. Tam był trzask łamanych gałęzi, tutaj styropian po szkle. W każdym razie cytuję dalej: „Czułem, że ktoś wywiera na mnie presję. Coś w rodzaju psychicznego nacisku. Podejrzewam, że w jakiś dziwny sposób zostałem zmuszony do wejścia w tę mgłę, w coś w rodzaju waty, która wprawdzie nie krępowała ruchów ciała, ale jednak oddziaływała obezwładniająco. Nie chcąc tego, byłem zmuszony poddać się owemu dziwnemu naciskowi”. Drugi z mężczyzn odniósł bardzo podobne wrażenia. Jego głowę również wypełniał ten dźwięk wysokiej częstotliwości. Tak jak już powiedziałem, ten zgrzyt styropianu po szkle. Każdy słyszał zapewne coś takiego i nie jest to zdecydowanie dźwięk przyjemny.
Relacja drugiego z mężczyzn: „Poczułem nagle, że działa na mnie jakaś potężna siła, której nie mogłem się przeciwstawić. Nogi ugięły się pode mną w kolanach, a głowa bezsilnie opadła w dół. Głowę miałem wciśniętą w ramiona, a szczęka została mocno przyciśnięta do piersi. Trwało to jednak krótką chwilę i równie nagle minęło”. Później cały czas to odczucie jakiejś mocy oddziałującej na obu mężczyzn. Dalej mamy też relację, że tam były zgrubienia tej mgły, w sensie, że pojawiały się jakieś elementy, na których na przykład można było usiąść. One były nieostre, ale jednocześnie bardzo materialne. W każdym razie, kiedy ten pisk zelżał, Krzysztof K. relacjonuje: „Wciąż chwiałem się na nogach i wtedy dostrzegłem obok siebie kilka prostopadłościanów”. To są właśnie te elementy prostopadłościanów, sześcianów nieodcinających się od mgły przedmiotów, ale jakby miejscowych zgęstnień, sformułowanych z jej kształtów.
„Spróbowałem się o nie oprzeć. Były twarde. Schyliłem się do tyłu i usiadłem” i tak dalej. To może jeszcze inaczej: w pewnym momencie coś wciskało się do ich mózgu, uświadamiali sobie jakieś pojęcia, widzieli obrazy, próbowali je nazywać, próbowali je określać. W końcu jeden z nich relacjonuje, że poczuł, że wszystko traci ostrość, zamazuje się i doznał wrażenia, jakby widział przelewające się niezwykłe kolory.Ale nie oglądał ich oczami, tylko one były jakby wewnątrz jego. Jakby wyświetlano mu pewne kształty, pewne obrazy. Ale wreszcie otoczyła go szarość i zaczął zdawać sobie sprawę, że nie może myśleć sam, jak to określa: nie może myśleć po swojemu. W przeciwieństwie do postawy Krzysztofa K. Mirosław G. od początku był wyjątkowo aktywny, ten drugi mężczyzna.
I relacjonuje to tak: „Poczułem się nagle lepiej. Działanie tego nieznośnego dźwięku ustało. Uświadomiłem sobie, że wokół jest cisza i poczułem ulgę”. O własnych siłach czuł się odprężony, jakieś siły w niego większe wstąpiły i w dobrym nastroju nawet pomyślał, że to pewno UFO. Skoro tu jest, to powiedział, znowu takie działanie: „To cześć, witajcie”. I nagle zdał sobie sprawę, że przecież nikogo nie widzi. I właściwie to było takie troszeczkę określilibyśmy zachowanie nieco irracjonalne, ale dalej brnął w to i zapytał: „Kim jesteście? Co wy sobą przedstawiacie?” Zadał następne pytania: „Co wy wiecie o półprzewodnikach?” Powiedziałem, że profesja jednego ze świadków ma tu jednak pewne znaczenie. I co usłyszał w odpowiedzi? Usłyszał słowo „nic”.
Później jeszcze pojawiały się kolejne pytania. To jakoś tak mi się skojarzyło, kiedy była mowa o tym obiekcie, który przyleciał do Warszawy i tam się otworzyły, zrolowały te drzwi i kiedy była mowa o tym, żeby się kontaktował telepatycznie, kontaktowała ta postać, ta osoba telepatycznie. Bardzo mi się skojarzyło to z tym przypadkiem. Tam w pewnym momencie jeden z mężczyzn w swojej głowie zobaczył jakiś kształt i pytanie: co to jest? Ujrzał coś w rodzaju, jeden z tych mężczyzn ujrzał coś w rodzaju ekranu, który nie wiadomo skąd się nagle pojawił i widział charakterystyczny układ jezior, czyli zobaczył Sztum z lotu ptaka. Dlatego rozpoznał to miejsce. W każdym razie zobaczył też swojego znajomego, który w pewnym momencie upadł, to coś, na czym siedział, jakby wyrwano spod niego. W każdym razie w pewnym momencie to wszystko się skończyło. I oni pozostali na tej działce w całkowitych ciemnościach, a ten dziwny obiekt zniknął. Mirosław G., jeden ze świadków, twierdzi, że przez pewien czas, moment właściwie widział szybko oddalające się świecące elipsy.
One się oddalały od tego miejsca pod kątem około 30 stopni w kierunku północnym. A w ogródku nic się nie zmieniło. Wszystko było na swoim miejscu. I tak się właściwie ta historia skończyła. I dziwność, ten kontakt to przebywanie w miejscu, w którym właściwie nie wiadomo, czym było. Trudno określić, żeby było wnętrzem tego pojazdu. Ja chyba nie powiedziałem tego, co chyba ważne, że to na początku ten obiekt z jednej strony wydawał się taki elipsoidalny, ale z drugiej strony jeden z mężczyzn relacjonuje, że to były jakby dwa trójkąty połączone ze sobą. Także to też jest jakaś ważna informacja. Moim zdaniem przypadek niezwykły. I znowu mamy rok 1979.
I znowu jesteśmy jeszcze na etapie jednak dysków, ewentualnie autobusów jak w Wylatowie, takich unoszących się nad ziemią, ale pojazdów jakichś takich bardzo konkretnych, z jakimś konkretnym wnętrzem. Tymczasem tu nie ma żadnych istot, tak jak w Wylatowie nie ma jakichś załogantów. Jest przestrzeń przesiąknięta jakąś taką mglistą, trudno powiedzieć materią, czymś mglistym, takim nieokreślonym, co się potrafi czasami materializować. I jest rozmowa, ale rozmowa natury telepatycznej. Coś się pojawia w głowie, pojawiają się w głowie jakieś przekazy, jakiś rodzaj rozmowy. Ale to wszystko jest takie nieokreślone. Znowu ta wysoka dziwność. Myślę, że przypadek ciekawy po prostu.
[02:07:02] - Tak. Z drugiej strony ja myślę, że jeżeli jest gdzieś na świecie jakaś instancja naukowa, która bada przypadki spotkań z UFO i chce sobie wybrać te najciekawsze, to ten przypadek powinna wziąć pod uwagę. Przepraszam. Z jakiego powodu? Naukowcy szukają w spotkaniach z UFO znanych sobie scenariuszy. Oni chcą widzieć w nich na przykład to, że przybywają do nas jacyś obcy astronauci, obcy naukowcy i chcą tą Ziemię badać. W wielu przypadkach widzimy, że takie wzmianki czy wątki są. Mówiliśmy chyba tydzień temu o tym, że tutaj panowie niestety zgłaszają już, że muszą uciekać. Ja obiecuję, że się pospieszę. Innymi słowy, jeżeli przybywają do nas obcy z innych planet, to chyba mają jakieś zamiary naukowe.
I w tym wypadku wypadku Sztumu wyglądało to po prostu jak złapanie bóbrkrólików Ziemi i poddanie ich jakimś badaniom. Takie mam wrażenie. Takich przypadków było bardzo mało.
[02:08:13] - Ale Piotrze, tam jest jeszcze pewna dziwność. Polega na tym, że te dialogi, które ja tu nie wszystko przytoczyłem, bo starałem się możliwie szybko, ale tam na przykład pada pytanie jednego z tych mężczyzn: „Co wy możecie powiedzieć o materii?” Pyta.I słyszy taką oto odpowiedź: "Jest przenikliwa". To nie jest taka oczywista odpowiedź. To coś, co się z nim kontaktowało, z czym rozmawiał, w dodatku jeszcze potrafiło oddziaływać na mężczyzn, bo na przykład jest relacja, że to coś zmusiło go do tego, żeby się odwrócił. Te wszystkie działania mają, tak jak powiedziałeś, charakter nieoczywisty. Bo tak jak powiedziałem, gdyby to było UFO, weszli do środka, tam było jakoś mniej lub bardziej dziwnie, były jakieś istoty. Nie. Tu mamy dokładnie tak, jak powiedziałeś: króliki wpadły do pułapki, ale nie po to, żeby z nich jakieś kotleciki królicze zrobić, tylko żeby je przebadać. Być może poznajemy tylko część tego, co ci mężczyźni zapamiętali. Co z ich głowy wyciągnięto, to trudno powiedzieć.
Mnie się od razu ten przypadek skojarzył z historią, którą czytelnicy science fiction zapewne mogą znać. Dawno temu ukazał się zbiór amerykańskiej fantastyki naukowej, nazywało się to „Kryształowy sześcian Wenus”. I tam było opowiadanie, które nosiło tytuł „Człowiek encyklopedia”. Mniej więcej o coś takiego chodziło. Człowiek wchłaniał w siebie wiedzę jak gąbka i pewnego dnia zastano go w łazience i on już nie wiedział nic i tylko trzymał rzeczywiście w ręku gąbkę i mówił: „Wycisnęli mnie jak gąbkę”. Bardzo mi się to z tym skojarzyło, jakby to była próba zbierania informacji. Co zapamiętali ci mężczyźni, to zapamiętali, ale co z ich głów zostało wyciągnięte, tego się zapewne nie dowiemy. I to skojarzenie z opowiadaniem, które przytoczyłem, czyli właśnie „Człowiek encyklopedia”, jest dla mnie oczywiste, że ktoś wyciągnął jakiś zakres wiedzy z ich głowy. I znowu przypominam ten przypadek, który był tu już dzisiaj relacjonowany z Warszawy, że ma ktoś telepatycznie zgłaszać coś do tych istot. Tam była jeszcze zachęta w postaci tego, że się będzie dobrze czuł.
To jest wskazanie kierunku, drogowskaz, który może nas naprowadzić na ciekawe wnioski. Tak mi się przynajmniej wydaje.
[02:11:18] - Z drugiej strony wielu badaczy twierdzi, że nie należy traktować poważnie przekazów, które są uzyskiwane w czasie tych kontaktów. Bo po pierwsze nie wiadomo, co świadkowie zapamiętują i czy to, co oni pamiętają, tak jak tutaj relacja o materii przenikliwej.
[02:11:38] - Tak, o tym mówię. Nie wiadomo, co z ich umysłów zostało wyciągnięte, a co zostało w te umysły wtłoczone, wepchnięte. Być może w ogóle to, co oni pamiętają, należy traktować z dużym przymrużeniem oka albo z dużą dozą tolerancji dla przedstawianych faktów, bo może było jednak zupełnie inaczej. Coś się tam wydarzyło.
[02:12:02] - Ale z drugiej strony jest tak, że oni to pamiętali. Nie musieli się uciekać do hipnozy. Czyli nie było żadnych tam tak zwanych wspomnień.
[02:12:11] - A czy nie wydaje wam się, że opis całego tego zdarzenia przypomina nieco funkcjonowanie w Matrixie, w czymś podobnym z punktu widzenia postaci Simsów? Gdyby oni rozpatrywali coś takiego, pewnie doszliby do podobnych wniosków.
[02:12:35] - Dziękuję ci, Arku, za to, co powiedziałeś, bo mówiąc szczerze, rzeczywiście przyszło mi to do głowy, że być może w tej chwili ogłoszone różnego rodzaju konkursy, różnego rodzaju nagrody przyznawane za to, żeby ktoś udowodnił, że nasz świat jest symulacją. Być może to nie będzie oczywiście dowód, ale kolejna poszlaka, że być może dla tych przybyszy nasz świat to jest świat Simsów. Być może symulacja, do której oni wchodzą, a my widzimy, co widzimy. Mówiąc szczerze, widzę, że nasze skojarzenia podążają bardzo podobnymi szlakami.
[02:13:22] - Jak mówi szeroko pojęta hipoteza o międzywymiarowym pochodzeniu obcych, że oni tu wchodzą, ale na swoich zasadach. To znaczy my widzimy tylko określoną część naszej rzeczywistości, natomiast oni mają do niej większy dostęp z tego powodu, że są istotami przebywającymi z innego wymiaru. Tu już lecimy daleko w fantastykę, a to wszystko w oparciu o to, co się wydarzyło dwóm panom na działce w Sztumie. Ale szczerze mówiąc, jeżeli sobie poszukamy, niestety Arek musiał nas opuścić nagle. Dziękujemy ci, Arku. Chociaż nas już nie ma na łączach, zapraszamy ponownie. Pozdrowienia. Dziękujemy, że z nami byłeś i podzieliłeś się różnymi historiami. Przypominamy też, że Arek w sobotę brał udział w debacie ufologicznej na żywo w Reszlu, prawda, Marku i Weliosie? I chyba ją nawet nagrał.
Mam nadzieję, że to będzie dostępne i że uda nam się to puścić jako taki bonusik do naszej audycji.Niestety nie ma już z nami Arka, nie ma Damiana. Wiem, że Marek też musi niedługo lecieć. Myślę, że ta formuła dzisiejsza, jeżeli chodzi o debaty ufologiczne, jest dość obiecująca. My dzisiaj wybraliśmy przypadki z literatury, a przecież ta literatura jest w miarę obfita, jeżeli chodzi o Polskę. Może będziemy jeszcze wracać do tej formuły. Może doczekacie się takiej audycji, w której opowiemy o mało znanych przypadkach, ale z naszych własnych archiwów, bo coś takiego się na pewno znajdzie. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Marku, dwa słowa. Dziękuję ci za udział dzisiaj. Ja jeszcze na koniec przedstawię dwie swoje historie, które sobie zostawiłem na koniec.
[02:15:29] - Zanim powiesz, a ja zanim zniknę, to jeszcze zaprosimy wspólnie na kolejną naszą debatę filmologiczną. Wiem, nie ma takiego słowa, ale w każdym razie na „Filmotekarium”, gdzie będziemy państwa trollować. Już w najbliższy piątek startujemy. Będziemy mówić o filmach, w których występują trolle. A ponieważ jeden z takich filmów stał się, nie wiem, czy przebojem, ale filmem często oglądanym, to chyba jest dobry czas, żebyśmy coś takiego zrobili.
[02:16:07] - Tak. 1 grudnia się ukazał „Troll” na Netflixie i to jest dobra okazja, żeby sobie o filmach o trollach opowiedzieć. Oczywiście nie będziemy mówić o Muminkach, ale o czymś bardziej przerażającym, dlatego że „Filmotekarium” to jest taka audycja, która się skupia na horrorach i na filmach science fiction. Odsyłamy was wszystkich, którzy się interesujecie bogami z kosmosu do naszej audycji z piątku, kiedy mówiliśmy o paleoastronautach w kinematografii. Znajdziecie sobie tę audycję na kanale Radia Paranormalium między innymi. Marku, dziękuję ci za udział dzisiaj i oczywiście zapraszam za tydzień. Za tydzień prawdopodobnie będziemy mówili o polskiej Tungusce, ale o tym jeszcze za chwilę. Dziękuję, Marku.
[02:17:01] - Ja też pięknie dziękuję. Pozdrawiam wszystkich. Pozdrawiam ciebie, Piotrze, pozdrawiam, Marku. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Dobrej nocy.
[02:17:08] - Dobrej nocy. Zachęcamy do słuchania „Bibliotekarium”. „Bibliotekarium” dla tych, którzy są początkującymi słuchaczami, informuję ich, że to jest audycja bardzo długa. Natomiast w tej audycji macie tam spis treści, możecie sobie zobaczyć, co was najbardziej interesuje, przewinąć. Naprawdę polecam, szczególnie jeżeli się interesujecie literaturą, filmem i wszystkimi innymi sztukami science fiction. Niestety nie ma z nami już dzisiaj naszych gości. Ja tutaj staram się jeszcze przedstawić wam to, co wybrałem, takie swoje dwa przypadki, w tym jeden szczególnie interesujący, drugi taki może już nie do końca, ale przedstawię wam teraz ten mniej interesujący. Chodzi o to, że w archiwach ufologów polskich i nie tylko mamy mnóstwo historii, które są troszeczkę niedokończone. One się rozgrywały w życiu codziennym. Przy okazji codziennych czynności, zabaw i tak dalej.
Były elementem niecodziennego. Ktoś, kto żył sobie swoim życiem, nagle przydarzyło mu się coś niezwykłego, ubarwiając to życie. Tutaj przepraszam was na chwilę, czytam komentarze. Jak mówiłem, „Nieznany Świat” od ponad 30 lat zbiera te relacje o różnych dziwnych zjawiskach. To są czasami zjawiska, które wyskakują nam z rzeczywistości, które zaburzają naszą rzeczywistość. Jedno z takich wydarzeń, ktoś by powiedział zupełnie na pozór nieciekawe, rozegrało się kilkadziesiąt lat temu na Pomorzu. Ta relacja pochodzi z numeru listopadowego sprzed 10 lat, z numeru 11/2012. Chyba tam ją przeczytam, bo nie będę opowiadał. Uwaga! Tajemnicze urządzenie w lesie i incydent na szosie.
Przy czym ja sobie ten incydent na szosie może daruję, bo tutaj świadek opisał dwa wydarzenia ze swojego życia. „Wydarzenie, o którym chcę opowiedzieć, miało miejsce pod koniec lat 60. ubiegłego wieku. Miałem wówczas 11 lat, a mój brat dziewięć. Mieszkaliśmy na wybrzeżu w znanej nadmorskiej miejscowości. Była wiosna lub jesień, ciepłe i ciche południe. Szliśmy jak co dzień do lasu na szyszki i grzyby. Znaliśmy tu każdy zakątek. W sosnowy las wchodziliśmy w miejscu odległym od naszego domu o około półtora kilometra. Idąc blisko jego skraju, raptem jak na komendę przystanęliśmy.
W tym samym momencie zobaczyliśmy pod drzewem dziwny, podłużny, owalny przedmiot. Był to tak na oko metrowy walec, rura, cygaro, który pulsował z boku czerwonym światełkiem. Bez słowa patrzyliśmy na to z odległości 20 metrów, gdyż nigdy wcześniej nie widzieliśmy niczego podobnego. Owszem, widzieliśmy, jak wyglądają naboje, granaty ręczne, miny czy pociski moździerzowe w tamtym czasie rozsiane jeszcze po lasach. Jednak tego dnia do pulsującej światłem rury nie podeszliśmy. Dodam, że nie była to na przykład latarka ani żadne urządzenie wojskowe. Na tym bowiem w późniejszych latachByłem mechanikiem i znałem się nieźle. Chcąc to komuś pokazać, skierowaliśmy się do pana Jana Myśliwego. Niestety nie zastaliśmy go w domu. Po 20, 30 minutach znaleźliśmy się z powrotem w lesie w tym samym miejscu, ale ku naszemu zdziwieniu pulsującego przedmiotu już nie było.
Rozglądaliśmy się, ale nie zauważyliśmy go i nie usłyszeliśmy też w pobliżu nikogo. Tutaj nasz informator relacjonuje też, że zajmował się w swoim życiu mechaniką i różnego rodzaju urządzenia widział, natomiast nie był w stanie powiedzieć, co to było. Takich relacji, powiedzielibyście może mało ciekawych, może mało interesujących, może mało szczegółowych, mamy naprawdę dużo. Każda z nich kryje w sobie jakiś potencjał. Każda z nich mogłaby zostać rozszerzona. Każda z nich może nie stałaby się nowym Roswell, ale warta byłaby uwagi. To jest jeden z problemów ufologii. Wiele takich historii zalega w archiwach, wiele zostało niedokończonych. Zostały zgłoszone, mamy jakieś wstępne informacje, mamy krótki opis. Dam wam taki przykład.
Przepraszam na chwilkę. Dam wam przykład. Otóż w latach 1966-1972 w miejscowości Dołhobrody, to jest województwo lubelskie, dochodziło do częstych manifestacji bardzo dziwnego zjawiska, tak zwanego świetlnego. Nikt nie wiedział, co to było. Świadkowie twierdzili, że przypominało grzyba. To coś pojawiało się zarówno za dnia, jak i w nocy. Nikt nie wiedział, co to było. Zostało odnotowane, ale nie zostało szczegółowo opisane. I my takich zdarzeń, także tych z udziałem milicjantów, tych z udziałem żołnierzy, mamy mnóstwo. Marku, nie wiem, czy pamiętasz, ale myśmy swego czasu rejestrowali takie zdarzenie z udziałem milicjanta, który w Ornontowicach chyba pilnował sklepów.
Pamiętasz?
[02:22:50] - Coś kojarzę. Piąte przez dziesiąte.
[02:22:54] - To była taka historia, że on pilnował sklepów i poszedł z psem na patrol i nagle zobaczyli obiekt, który wyglądał jak spadający samolot.
[02:23:04] - Przypomniało mi się. Ten milicjant chyba kiedyś nawet do „Paranormalium” pisał z tego, co kojarzę, kiedy jeszcze nie było radia.
[02:23:15] - Tak. I takich historii mamy mnóstwo. Jak mówię, nie wszystkie są rozwinięte, nie wszystkie były badane. Niektóre się opierają tylko na jakichś relacjach. Ale kiedy postaramy się tutaj z chłopakami pociągnąć temat, to obiecuję wam, że uda nam się może jeszcze kilka tego rodzaju audycji przeprowadzić. Mam jeszcze dla was jedną ciekawą relację. Tylko pozwólcie na to, że sobie odświeżę gardziołko i za trzy minuty wrócę do tego, że kiedyś-
[02:23:50] - W międzyczasie odnalazłem chyba opis tego zdarzenia. To było tak dokładnie z Chudowa między Ornontowicami a Chudowem, luty 1978 roku.
[02:24:02] - Tak. On mówił, że chodził i sprawdzał te pawilony. Z psem chodził i nagle zobaczył ten dziwny obiekt. Z tego, co pamiętam jemu się chyba nawet wydawało, że widział jakąś postać w środku tego obiektu. Także mając na uwadze to, że nie chcę powiedzieć, że każdy, ale mnóstwo ludzi ma tego typu doświadczenia. Każdy zna kogoś, kto coś widział. Nie oszukujmy się.
[02:24:28] - A ten konkretny świadek znał też kolegę z pracy, który 15 kilometrów od miejsca dokonania tej obserwacji również kilka dni wcześniej z tego, co tu widzę, był świadkiem podobnego zdarzenia.
[02:24:42] - No i widzisz, ja tutaj tego szczegółu akurat nie znałem. Chodzi mi o to, że jak sobie poszukacie, jeżeli popytacie ludzi, a nie wszyscy się chcą przyznawać, to zawsze wyjdzie na to, że ktoś coś widział. A jeżeli już nie ktoś, to ktoś z rodziny. Jak mówię, te archiwa ufologiczne byłyby na tyle bogate, gdyby to wszystko zebrać. Ale mimo wszystko nadal nie mamy ostatecznych odpowiedzi. Dobra, słuchajcie, trzy minuty. Ja za chwilę wracam, napiję się czegoś i przedstawię wam zaskakującą relację z Siemiatycz, którą znalazłem w kilkucentymetrowym roczniku „Nieznanego Świata” z roku, uwaga, 2003. To jest naprawdę ciekawe. To tak nie do końca uf, ale naprawdę dobre. Za trzy minuty wracam.
Poczekajcie.
[02:25:28] - To ja te trzy minuty poświęcę, spożytkuję na przypomnienie kontaktów do radia „Paranormalium”. Dzisiaj oczywiście komentarze i pytania przyjmujemy drogą tekstową. Można do nas pisać cały czas na czatach radia „Paranormalium” na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także do nas pisać drogą SMS-ową pod numer 53620 493, skype radio.paranormalium.pl. Tu oczywiście też tylko wiadomości tekstowe prosimy nam wysyłać. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na Telegramie oraz na Signalu. Można nas dodać do Signala, jeżeli się ma nasz numer telefonu w kontaktach, nasz numer komórkowy 53620 493. Można także nam wysyłać e-maile na nasz adres radio@paranormalium.pl. Pozwolę sobie jeszcze, mając do dyspozycji tę chwilę ciszy na antenie, przypomnieć, że radio „Paranormalium”Uruchomiło także serwis zbierający relacje o obserwacjach UFO z terenu Polski oraz relacje nadsyłane przez Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju.
Serwis znajduje się pod adresem www.ufo-relacje.pl. Tam można cały czas, korzystając z formularza, wysyłać swoje opisy bliskich spotkań z UFO i zjawiskami kojarzonymi z UFO. Wszystkie opisy są oczywiście sprawdzane i przesyłane dalej do naszych gości, między innymi do badaczy UFO: Damiana Treli, Arkadiusza Miazgi, Arkadiusza Kocika, Piotra Cielebiasia również. Wiem, że czasami przesłanie takiej relacji skutkuje w dłuższej perspektywie małym śledztwem i publikacją na blogach któregoś z badaczy. Także zachęcam jeszcze raz. Jeżeli macie państwo jakieś swoje ciekawe, bliskie spotkania z UFO, to możecie wysyłać albo na adres e-mail radio@paranormalium.pl, albo przez formularz zawarty na stronie www.ufo-relacje.pl. Oczywiście wszystkie relacje tam nadsyłane publikowane są całkowicie anonimowo, także nie ma czego się bać. Można śmiało dzielić się swoimi historiami. Oczywiście. Ja już wróciłem.
Niestety chce mi się kichać. Jak coś usłyszycie w przerwie, to nie bójcie się. Patrzę cały czas na komentarze. Do kilku się odniosę, bo mówicie, że czasami się nie odnosimy do komentarzy. Pan Jakub, o którym mówiłem, pisze tak: „Panie Piotrze, może jakieś ognicho w okolicach Radomska, Częstochowy?” Nie wiem, czy chodzi o ognisko obserwacji, czy ognisko typowe, ale przypomina mi się kilka tych historii z Radomska ogólnie. To z tym trójkątem było w Wikłowie. Teraz sobie przypomniałem. Natomiast przypomina mi się jeszcze historia gdzieś spod Radomska z lat chyba 80. Pisał pewien pan, to jeszcze „Gimra” istniała, że siedział sobie z ojcem na wsi, gdzieś na ławce i w pewnym momencie przeleciała im nad głowami kula. Ale to był tak spektakularny widok, że oni się tam wystrachali, przewrócili, padli na ziemię.
Do dzisiaj nie wiadomo, co to było. Czy to był jakiś bolid, czy coś podobnego. Ale warto o tym pamiętać. Muszę powiedzieć, że spod Radomska, jeżeli chodzi o moje najbliższe okolice, to mam tych relacji niedużo. Natomiast jeżeli są, to są naprawdę spektakularne. Sekundka. Tak. Ja wam obiecałem, że na koniec chyba najlepsza relacja z dzisiaj. Tylko że to nie jest o UFO. Przynajmniej w takim konwencjonalnym znaczeniu.
Czy jest o przybyszach z kosmosu? Może. Przynajmniej o jakiejś formie życia, ale to już musicie zawyrokować. Drodzy państwo, istnieje takie zjawisko, które znane jest w terminologii, nie chciałbym powiedzieć astronomicznej, dlatego, że ono nie jest uznawane w 100% przez astronomów, ale to się nazywa gwiezdna galareta. Star jelly. Myśmy kiedyś mieli o tym artykuł w „Nieznanym Świecie”, może z dwa, trzy lata temu. W dużym skrócie czym to jest? Star jelly albo wrdeser, bo to ma też taką dziwną nazwę pochodzącą z języka walijskiego. Jest to taka galaretowata substancja, którą znajduje się rzekomo na Ziemi po deszczach meteorów. Zwykle są to takie nieduże grudki substancji żelatynowatej przypominającej galaretkę albo dżem, które są znajdowane na Ziemi.
One, jak mówię, nie są zwykle duże. W Polsce mieliśmy do czynienia z tą gwiezdną galaretą w co najmniej kilku przypadkach. Pisał o tym Robert Leśniakiewicz. Pisali o tym Rzepecki i Piechota, wymieniając zdarzenie z okolic Częstochowy, z Blachowni, gdzie w 1914 roku miał spaść w dość spektakularnych okolicznościach niewielki obiekt. Taka grudka, powiedzmy, tego gwiezdnego salcesonu, tej gwiezdnej galarety. Natomiast w roku, jak mówiłem, 2003, w jednym z pierwszych numerów z tego roku, bo mam tutaj rocznik w ręce i on jest dość gruby, zdarzenie jest opisane na samym początku. Mamy relację z Siemiatycz, którą chyba też wam przeczytam, tylko ona jest troszeczkę dłuższa. Została spisana przez panią Urszulę C. z Mrągowa. I to jest relacja świadek.
Relacja starszej kobiety, która opowiadała pani Urszuli to zdarzenie. I w tym przypadku mamy do czynienia z czymś, jak by to powiedzieć, znacznie większym niż grudka gwiezdnej galarety. Tego było naprawdę dużo. Oczywiście zapytacie, co to ma wspólnego z debatami ufologicznymi? Nie wiadomo, co to było. Może to było jakieś zjawisko astronomiczne albo naturalne, ewentualnie pogodowe. W każdym razie jest to interesujące z dwóch powodów. Jeżeli kiedyś będziemy w debacie mówić o tak zwanym żywym UFO, to do tego powrócimy.
[02:32:57] - A druga kwestia to panspermia, bo jeżeli te gwiezdne galarety rzeczywiście spadają na ziemię po deszczach meteorów, to może coś na rzeczy jest. Ale teraz posłuchajcie, co nam pani Urszula zanotowała. Uwaga! Relacja się nazywa: Wielki huk, egipskie ciemności i kopiec galarety. Pochodzi z Nieznanego Świata, z numeru bodajże pierwszego z roku 2003. Moja sąsiadka, pani Wanda Kryszczuk, często wspomina wydarzenia, jakie były jej udziałem dawno temu. Bezskutecznie do dziś poszukuje odpowiedzi, co się wówczas stało. Oto jej wspomnienie. Działo się to przed wojną, kiedy jako kilkunastoletnia dziewczynka mieszkałam we wsi Zalesie pod Siemiatyczami na Białostocczyźnie. Pewnego letniego ranka moja siostra jak zawsze wyprowadzała krowy na pastwisko, a ja poszłam razem z mamą do spichrza.
Idąc przez podwórko widziałam siostrę, która była dopiero tuż za płotem, gdy nagle rozległ się potężny, przerażający huk, po którym niemal natychmiast rozkołysały się drzewa na wietrze. Po chwili przerodził się on w wichurę, a nas ogarnęły ciemności. Ta noc, która nagle zapadła o świcie, trwała około 10 minut i była tak głęboko czarna, że niczego wokół nie dało się zobaczyć. Nie widziałyśmy z mamą ani krów za płotem, ani siostry i przeraziłyśmy się, że siostra nie żyje. Później opowiadała ona, że ogłuszona hukiem upadła, a może nawet została przewrócona przez wichurę na ziemię, leżąc na chwilę bez ruchu. Kiedy się ocknęła, była pewna, że nastąpił koniec świata. Po upływie około 10 minut zaczęło się rozjaśniać, a kiedy ciemność rozwiała się zupełnie, wszystko wokół wyglądało tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Ale teraz dopiero stało się coś, czego już kompletnie nie mogłyśmy pojąć. Zobaczyłyśmy, że nasze krowy zaczynają biec w kierunku lasu. Podążało tam również wiele krów należących do innych gospodarzy.
Niektóre głośno rycząc, zaczepiały łańcuchami o krzaki i wyrywając je z korzeniami galopowały w ślad za pozostałymi. Pobiegłyśmy za swoim stadem, a razem za nami biegli inni sąsiedzi. Wszyscy chcieli przekonać się, jaki jest cel owej krowej gonitwy. I wówczas zobaczyłyśmy, że pod lasem na łące stoi wysoki, wielki, liczący około dwa i pół metra wysokości kopiec przypominający kształtem duży stóg siana. Miał konsystencję bardzo twardej galarety, a krowy z zapamiętaniem go lizały. Nie można ich było od tego kopca oderwać. Pobiegłam z powrotem do domu po miskę. Wróciłam z nią i oderwałam trochę tej galarety. Poszło mi to z trudem, bo okazała się bardzo twarda. Byłam młoda i ciekawa, więc jej spróbowałam.
Miała bardzo słony smak. Sekundę. Stała w misce przez całą dobę. Roztopiła się dopiero następnego dnia. Jeżeli chodzi natomiast o kopiec, topniał jeszcze wolniej i zniknął po dwóch dniach, zostawiając po sobie na ziemi mokry ślad. Początkowo chcieliśmy zawiadomić kogoś o tym wydarzeniu, ale ponieważ nie wiedzieliśmy, do kogo się zwrócić, skończyło się na dobrych chęciach. Dziś nie byłoby do pomyślenia, by takie kuriozum pozostawiać samo sobie. Często myślę o tym, co mogło to być i co wówczas spadło z nieba. Tak to właśnie określałyśmy. To, co spadło z nieba, mimo że nikt z nas przecież nie widział, jak spadało, ani nie zauważyłyśmy wcześniej na niebie niczego, co by zwróciło naszą uwagę.
Huk rozległ się od strony północno-zachodniej i nie został niczym poprzedzony. Wszystko nastąpiło nagle, w przysłowiowym ułamku sekundy. Tutaj relacja ma jeszcze troszkę kontynuacji, ale to już jest mało ważne. Bardzo ciekawa sprawa. Muszę wam powiedzieć jedną z najbardziej interesujących historii, która przyszła do Nieznanego Świata. Co tam wtedy spadło? Co to było? Dlaczego te zwierzęta tak tam pospieszyły? Jeżeli przyjrzycie się relacji z Blachowni, o której mówiłem wcześniej, kiedy tam spadło, nie dwuipółmetrowy kopiec, ale taka grudka wielkości dwóch pięści, to tam mieliśmy do czynienia już z jakimś takim anomalnym zjawiskiem atmosferycznym, to znaczy jakąś burzą, która wyglądała zupełnie anomalnie, nienaturalnie. Ale to jest interesujące.
My chyba jeszcze kiedyś do tego tematu powrócimy. A dlaczego wspominam o tej gwiezdnej galarecie i o tych dziwnych rzeczach, które spadają z nieba w Polsce? Dlatego, że za tydzień ostatnia debata ufologiczna w tej serii i będzie poświęcona wydarzeniu w Jerzmanowicach. Za ponad miesiąc będziemy mieli 30. rocznicę tych wydarzeń. Co się tam wydarzyło? To bywa nazywane polską Tunguską, dlatego że w pewnym momencie doszło do takiej anomalnej burzy, zaburzeń elektrycznych. Popaliło się przecież wiele sprzętów w domach, a potem rozległ się ten słynny wybuch, który nie tylko rozwalił skałę i poniszczył domy, to też doprowadził do takich sugestii, że może w Jerzmanowicach pod Krakowem uderzył jakaś zbłąkana rakieta albo rozbił się jakiś dziwny obiekt. To wszystko było brane pod uwagę. Za tydzień o tym wszystkim opowiemy w naszej debacie.
Krótszej czy dłuższej? Zobaczymy. Dziękuję wam wszystkim dzisiaj za uwagę. Uwaga, ostatni look na pytania. Dużo ich jest. Mam nadzieję, że uda nam się zrobić debatę z pytaniami, tak zwane pytania niezadane i tam będziemy mogli jużNa wiele z tych waszych wiadomości odpowiedzieć. Cóż mogę powiedzieć? Zapraszam was do lektury „Nieznanego Świata”. Polecam numer grudniowy, szczególnie ten tekst z Krzysztofem Jackowskim. Zapraszam was na „Bibliotekarium” i na następną debatę ufologiczną już za tydzień.
[02:39:19] - Mówił do państwa przed chwilą Piotr Cielebiaś, prowadzący dzisiejszą debatę ufologiczną. Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”. Oczywiście tych z państwa, którzy poza słuchaniem lubią też czasem coś poczytać, zachęcamy do sięgnięcia po „Nieznany Świat”, szczególnie że dostępna jest również wersja elektroniczna. Byli z nami dzisiaj także ufolodzy: Damian Trela z Legnicy oraz Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. W audycji brał też udział Marek Żelkowski, pisarz, publicysta, również współpracownik „Nieznanego Świata” oraz autor audycji „Bibliotekarium 2.0”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” z Radia Paranormalium: paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w ostatniej debacie w tym sezonie. To jest dobra wiadomość, w tym sezonie, czyli że szykuje się następny sezon już za tydzień i w kolejnych audycjach emitowanych na antenie Radia Paranormalium. Śledźcie zapowiedzi na naszych profilach społecznościowych, na Facebooku, na YouTube, na kanale na Telegramie oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
[02:40:39] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu.
[02:40:52] - UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.
[02:41:20] - Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.