[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Potężny huk, deszcz kamieni, lewitujące przedmioty w domach i wizyta wojska pilnie czegoś poszukującego. W styczniu minie równe 30 lat od zdarzenia w Jerzmanowicach, jednego z najbardziej tajemniczych incydentów we współczesnej historii Polski. Dziś porozmawiamy o nim w kolejnej, ostatniej w tym sezonie debacie ufologicznej online. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj: nowy głos w debatach ufologicznych, Marcin Gibas, pasjonat astronomii i fizyki, współpracownik Nieznanego Świata. Są z nami także pisarz science fiction, publicysta, również związany z Nieznanym Światem, autor audycji „Bibliotekarium 2.0” Marek Żelkowski, ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik oraz Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, który poprowadzi dla państwa dzisiejszą rozmowę. Ja jeszcze tylko podam kontakty, pod którymi będziemy czekać na państwa komentarze i pytania. Można do nas cały czas pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także do nas wysyłać SMS-y pod numer 53620 493. Skype radio.paranormalium.pl.
Można także do nas pisać na Telegramie oraz na Signalu. Można także wysyłać nam wiadomości poprzez nasz fanpage na Facebooku, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Byłbym jeszcze zapomniał o naszym Gadu-Gadu. Komunikator co prawda już bardziej martwy niż żywy, ale czasem ktoś jeszcze do nas tam się odezwie. Nasz numer na GG to 36 08 80 02. Myślę, że teraz z czystym sumieniem mogę przekazać głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:23] - Dobry wieczór, witam wszystkich. Zacznę od relacji. Cytuję: „W czwartek pod koniec serialu «Pokolenia», przed 19.00 nastąpił przeciągły huk. Potem stała się czerwona jasność. Zostały powybijane szyby oraz podziurawione dachy. Potem był słyszany słabszy grzmot, potem nadszedł silny wiatr i intensywny, krótki deszcz z gradem. W domu został uszkodzony włączony telewizor i spalony bezpiecznik”. Ta historia pochodzi od jednego z wielu mieszkańców Jerzmanowic, miejscowości na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej między Krakowem a Olkuszem, która została dotknięta bardzo dziwnym zjawiskiem. W styczniu przyszłego roku minie 30 lat od tego incydentu. Autor tej relacji, tak jak wielu jego sąsiadów mieszkających wokół ostańca zwanego Babią Skałą, został poszkodowany w wyniku bliżej nie do końca sprecyzowanego wydarzenia.
Istnieje wiele hipotez, którymi próbuje się tłumaczyć incydent jerzmanowicki. Tamtego wieczora doszło do kumulacji dziwnych zjawisk. Widać było przelot, jak niektórzy twierdzili, rtęciowo-niebieskiej kuli. Potem w wyniku wspomnianej eksplozji został rozwalony, rozkruszony wapienny ostaniec, owa Babia Skała. Nikt nie widział jednak momentu uderzenia czegoś w Babią Skałę. Rozrzucony wokół materiał skalny, liczono jego wagę w setkach kilogramów. Mówi się nawet o łącznej wadze sześciu ton. Były to zarówno małe okruchy, jak i kilkudziesięciokilogramowe fragmenty skał. Były też inne dziwne zjawiska. Niektórzy twierdzili, że słyszeli warkot przelatującej maszyny latającej.
Inni opowiadali, że w domach doszło do spontanicznej lewitacji przedmiotów albo pojawienia się tak zwanych ognisk świętego Elma. Zaraz potem, kiedy usłyszeli mieszkańcy Jerzmanowic huk, wyszedłszy na dwór, poczuli bardzo nieprzyjemną woń, jak twierdzili, przypominającą zapach azotoksu albo jakiegoś innego chemikaliu. Na miejscu szybko pojawiło się wojsko. Poszperało, powęszyło i zniknęło. Miejscowym niczego w zasadzie nie wyjaśniono. Dopiero naukowcy, którzy się tam zjawili, próbowali jakichś odpowiedzi dostarczyć. Natomiast okazało się, że te pytania się piętrzą. Czy był to meteoryt? Czy było to lodowe jądro komety? Czy jakieś ekstremalnie rzadkie zjawisko pogodowe?
A może wybuch broni nieśmiercionośnej? Na te pytania od wielu lat eksperci próbują odpowiedzieć. Jak wcześniej powiedziałem, na blisko miesiąc przed 30. rocznicą tych zdarzeń porozmawiamy o tym z naszymi zacnymi gośćmi, w tym debiutantem w debatach ufologicznych, Marcinem Gibasem. Marcinie, na samym początku prośba o trzy słowa o sobie.
[05:40] - Witam wszystkich. Nazywam się Marcin Gibas. Od dziecka, można powiedzieć, pasjonuję się zjawiskami z pogranicza, ze szczególnym naciskiem na tak zwane zjawisko UFO, o którym bardzo często rozmawiamy na kanale Radia Paranormalium. Z wykształcenia jestem fizykiem i z tego też względu staram się czasami spojrzeć przez ten pryzmat na te wszystkie zagadnienia i zjawiska.
[06:08] - I tak też spróbujemy ten temat ugryźć dziś z punktu widzenia fizyki i tej klasycznej, to znaczy się tej nauczanej na uczelniach, można tak powiedzieć, i tej, której się nie uczy, ale też ona ma wiele do powiedzenia, jest fantastycznie ciekawa z tego punktu widzenia i można powiedzieć, tłumaczy wiele fundamentalnych zjawisk, przy czym nie tłumaczy niektórych innych. I z tego punktu widzenia, z tego względu nie została zakwestionowana do kanonu fizyki i o tym też byśmy chcieli tu porozmawiać, ponieważ ona naprawdę bardzo wiele tłumaczy tych zjawisk.
[06:58] - Dziękuję. Przejdźmy do sedna. Panowie. Incydent z Jerzmanowic, jak powiedział na samym początku Velios, to jedna z najbardziej tajemniczych kart w historii Polski po '89 roku i on dziś pozostaje nieco zapomniany. Co takiego sprawia, że był wysuwany na bok, pomimo że straty i te potencjalne straty, jakie mogłyby tam jeszcze być, gdyby to wszystko poszło w innym kierunku, nie były małe. Czy wynikało to z takiej powszechnej niechęci do mówienia o zjawiskach paranormalnych? Nie było to zjawisko paranormalne. To było zjawisko dziwne przede wszystkim. Tu nie możemy, chociaż niektórzy próbowali łączyć z Jerzmanowicami jakichś teorii z bardzo głębokiego pogranicza. Natomiast nie mówię, że to nie było coś ciekawego.
Już na samym początku też słowo wyjaśnienia. Otóż dlaczego ten temat się pojawia w debatach ufologicznych? Dlatego, że próbowano tam podpiąć oczywiście UFO jako potencjalną przyczynę. Natomiast zjawiska, które stoją za incydentem w Jerzmanowicach, mogą też tłumaczyć wiele innych wydarzeń, powiedzmy ufologicznych. Ale jak już powiedziałem na samym początku, wiele osób o tym wydarzeniu nie wie, nie kojarzy go, chociaż bywa nazywany niekiedy polską Tunguską. Czy powinno tak być nazywane? To jest kwestia dyskusyjna. O tym jeszcze za chwilę powiemy, ale skupmy się na tym, że ono zostało zepchnięte troszeczkę na bok z kilku powodów. Po pierwsze, tego samego dnia, kiedy doszło do wybuchu w Jerzmanowicach, o godzinie piątej rano zatonął na Bałtyku podczas sztormu prom Jan Heweliusz. Zginęło tam 55 osób.
Ja pamiętam osobiście, że było to zdarzenie bardzo szeroko i obszernie relacjonowane przez TVP z racji tego, że była to ogromna katastrofa i pojawiło się mnóstwo pytań. Jerzmanowice zeszły trochę na dalszy plan, ale nie zostały zakopane pod dywan. Pojawiały się artykuły prasowe, także w specjalistycznych periodykach astronomicznych, ale i pismach popularnych, jak na przykład „Młody Technik”. Taka obszerna relacja z analizą naukową ukazała się w trzecim zeszycie w „Postępach Astronomii” z roku 1994 i stamtąd będą pochodzić cytowane dzisiaj fragmenty. Ale był też inny problematyczny aspekt. Otóż nie wiedziano, co się tam właściwie wydarzyło. Zdarzenie nie pasowało za bardzo opisom do anomalii pogodowych. Pogłoski o meteorycie raczej ucinano. Znacznie bardziej problematyczna była kwestia wojskowa. Otóż, jak powiedziałem, niektórzy słyszeli nad Babią Skałą warkot, który przypominał odgłosy silnika samolotu.
Pojawiła się też kwestia dziwnej woni, o której też przed chwilą mówiłem. Fakt, że Polska dopiero co odzyskała niezawisłość i nie znajdowała się w NATO, nie sprzyjał tworzeniu teorii spiskowych o tak szerokim zasięgu. To mogłoby wywołać jakąś panikę i obawy o bezpieczeństwo narodowe. Ale ja się rozgadałem. Panowie, co pamiętacie z tamtego zdarzenia? Czy wy żeście się w tym '93 roku z nim zetknęli? Arku?
[10:37] - Ja pamiętam wzmiankę w telewizji, tak jak mówiłeś. Z tym że tam było zdecydowanie powiedziane o dużym prawdopodobieństwie uderzenia meteorytu, który właśnie uderzył w skałki, rozbił tą skałę, gdzie posypały się one na okoliczne dachy zabudowań, powybijał szyby, tak jak mówiłeś. I w zasadzie na tym się to kończyło. Z tym że było zaznaczone właśnie, że nie odnaleziono żadnych pozaziemskich pierwiastków, coś takiego w tym sensie. Dość słabo to pamiętam, ale pamiętam to zdarzenie. Nie wiem, czy w „Teleexpressie”, czy w „Dzienniku” było o tym mówione, ale to dosłownie migawka i to wszystko. Natomiast zainteresowanie budzi zainteresowanie się tym wojska. Żeby wojsko wysłać, to ktoś musiał o tym zdecydować. Ktoś musiał na podstawie jakichś doniesień tam po prostu ich skierować. To nie jest tak w wojsku, że można ruszyć: „Pluton, jedźcie tam i zobaczcie, co tam się stało, bo coś tam uderzyło”.
Prawdopodobnie wojsko mogło śledzić na radarach coś, co leciało w tamtą stronę.
[12:09] - I te wszystkie później opisy, które nijak się nie mają w zasadzie do zwykłej kolizji z kamieniem. Dziękuję.
[12:24] - Jeden z badaczy Jerzmanowic powiedział, że gdybyśmy dysponowali danymi radarowymi z tamtej nocy, to by było wszystko wiadomo. Niestety ich nie ma, ale w tej sprawie jest bardzo wiele niewiadomych. O nich za chwilę. Marcinie, ty jako pasjonat astronomii, fizyk, na pewno gdzieś zetknąłeś się w czasie swoich studiów, ale i aktywności hobbystycznej z tematem Jerzmanowic. Czy to jest pomijany temat, czy raczej coś, co budzi do dzisiaj uzasadnione emocje?
[13:00] - Ja sądzę, że to jest raczej temat mniej znany. Nie chciałbym powiedzieć pomijany, bo przez ludzi, którzy się interesują ufologią, zdarzeniami z pogranicza, na pewno nie jest pomijany, ale na pewno jest mniej znany. Ja na przykład w roku 1993 miałem osiem lat. Niczego takiego nie pamiętam. Wtedy, można powiedzieć, nie śledziłem tego typu wydarzeń. Nie pamiętam takiego wydarzenia, jeżeli miałbym tak rozpamiętywać swoje dzieciństwo. Sądzę, że to jest temat troszeczkę zapomniany. Ja sam od niedawna właściwie dopiero dowiedziałem się o tym incydencie.
[13:53] - Pamiętam, że on się pojawiał w różnego rodzaju... Na pewno jak były rocznice Jerzmanowic, zawsze był jakiś artykuł, ale chciałem sobie zobaczyć, jak się sprawa ma na YouTubie na przykład i tam się okazuje, że jest tylko jeden filmik, jeszcze taki bardzo mocno amatorski. Plusem jego jest to, że autorzy odwiedzili to miejsce, rozmawiali z jednymi świadkami, którzy mieli dom akurat wówczas podziurawiony przez te odłamki Babiej Skały rozerwanej przez ten tajemniczy wybuch. Ale gdzie indziej tak naprawdę nie znajdziemy wiele i dopiero trzeba na chomika zajrzeć, znaleźć archiwalne roczniki pewnych czasopism, żeby zobaczyć, że to jednak budziło kontrowersje. Dlatego, że w „Postępach Astronomii”, gdzie próbowano zanalizować to zjawisko i cokolwiek o nim się dowiedzieć, jakieś pytania tym ludziom z Jerzmanowic, jakichś odpowiedzi dostarczyć tym ludziom z Jerzmanowic, to okazuje się, że dopiero rok po zdarzeniu coś tam się już publikuje, a potem ta sprawa jakoś tak naturalnie umiera. Chyba znawców meteorytów bardziej interesują takie sprawy jak Pułtusk, jak inne słynne incydenty tego rodzaju. Te Jerzmanowice jakoś tak sobie były na tym uboczu i potem zajęła się nimi ufologia. Bardzo dużo pisał o Jerzmanowicach Robert Leśniakiewicz, którego będziemy cytowali na końcu, ale to jeszcze za chwilę. Marku, a ty pamiętasz to zdarzenie? Ono gdzieś tam pobrzękiwało ci przez te lata?
[15:29] - Niestety nie pobrzękiwało, bo wtedy, w 1993 roku, Polacy świeżo przestali budować socjalizm i zajęli się budowaniem kapitalizmu. Ja się też włączyłem w budowanie kapitalizmu, a to dosyć trudne zajęcie. W każdym razie takie czasochłonne. W związku z tym nie. Wtedy na bieżąco sytuację z promem Heweliuszem pamiętam i jakoś z tamtego czasu tego wydarzenia nie odnotowałem. Gdzieś mi umknęło. Natomiast ja się przez jakiś czas, ileś tam lat później interesowałem, natrafiłem na artykuły i powiem szczerze, że kombinowałem na najrozmaitsze sposoby, bo na początku była ta wersja właśnie, że coś tam uderzyło. I powiem szczerze, że kiedy później jeszcze docierałem do kolejnych artykułów, które próbowały, między innymi właśnie do artykułu pana Leśniakiewicza, to tam są rozważane, nie wiem, czy o tym artykule mówisz zresztą, ale tam są rozważane najrozmaitsze możliwości. Od takiego prostego uderzenia poprzez właśnie jakąś broń i to niekoniecznie nieśmiercionośną, tylko nawet taką bardzo zaawansowaną, jądrową, walizkową, malutką jakąś taką eksplozję, poprzez jeszcze inne rzeczy. Wtedy się tak uśmiechnąłem, jak czytałem ten artykuł, ponieważ część z nich, niejako niezależnie, też sobie jakiś czas temu wykombinowałem.
Ale to wszystko, to było post factum, więc to było takie kombinowanie, takie studium przypadku z mojej strony. To tylko tyle. Niestety nic więcej nie wykrzeszę z siebie.
[17:32] - Ja osobiście dobrze pamiętam artykuły prasowe, które się ukazywały, jak mówiłem, zawsze na jakąś tam rocznicę Jerzmanowic. Mnie strasznie ten temat rajsował. Mnie zawsze interesowała w ogóle Tunguska. Tu mieliśmy, jak twierdzi profesor Andrzej Manecki, zdarzenie submikro tunguskie, czyli to taka malutka, lokalna polska Tunguska. I zawsze mnie to strasznie interesowało, dlatego że chociaż tak na chłopski rozum mogłoby się wydawać, że ta kula, którą oni widzieli, uderzyła w skałę i ją rozbiła, to tak nie było prawdopodobnie. Zdarzyło się coś chyba innego, dlatego że w szczątkach, które tam zostały w ziemi, w śniegu, w błocie nie znaleziono żadnych typowych śladówPowiedzmy, meteorytowych. Szczerze mówiąc, te wątki, o których pisał pan Leśniakiewicz i te wszystkie niezgodności, które się tam pojawiły, plus zainteresowanie wojska sprawiają, że Jerzmanowice są gorącym ziemniakiem. Ten ziemniak został przez naukowców odrzucony w stronę tych, którzy się zajmują tak zwaną nauką popularną albo literaturą popularnonaukową. Niech oni się tym zajmują, bo myśmy utracili chyba większość możliwości manewru. Jeżeli miałbym powiedzieć, na dzień dzisiejszy polska nauka zmierza bardziej w stronę uznania tego zdarzenia za jakieś anomalium meteorologiczne.
Co jeszcze tutaj ja sobie przypominam? Najbardziej interesowały mnie te relacje, najbardziej kontrowersyjne, mówiące o lewitacji przedmiotów w domu i pojawieniu się tych ogni Świętego Elma. Języki ognia zaczęły tańczyć na czubkach metalowych przedmiotów. Natomiast kiedy czytało się relacje ludzi, którzy mieszkali najbliżej Babiej Skały i najbardziej oberwali, to rzeczywiście włos jeżył się na głowie. Jeden z gospodarzy powiedział, i tu cytuję: „Duży kamień przeleciał obok głowy syna, ściął choinkę i wybił dziurę w ścianie, a z sufitu spadł żyrandol”. Drzewa wokół Babiej Skały zostały pokiereszowane, zostały połamane gałęzie. Niektórzy twierdzili, że kawałki, które się oderwały od skały macierzystej, były tak wielkie, że kilku chłopów nie mogło ich unieść. Tak to wyglądało. Panowie, kiedy się zapoznaliście już z incydentem jerzmanowickim, co najbardziej was w nim porusza? Tutaj, Marku, jakaś wiadomość.
Możesz ją przekazać. Niestety smutna.
[20:31] - Tak, właśnie wyskoczyło mi w okienku na komputerze, że zmarł Mirosław Hermaszewski. Kosmonauta w słusznym wieku, ale jednak. Cóż w takiej sytuacji powiedzieć mądrego? Nic mądrego właściwie w takich sytuacjach nie przychodzi do głowy. W każdym razie właśnie dostałem taką informację na komputer.
[20:59] - Podobno też świadek wielu zdarzeń związanych z UFO.
[21:05] - Chociaż on był sceptykiem, jeżeli chodzi o tę sprawę. Cześć jego pamięci możemy tylko powiedzieć. Przychodzi nam czekać na kolejnego Polaka w kosmosie. Ale przejdźmy do Jerzmanowic. Marcinie, co najbardziej z punktu widzenia fizyki zwraca twoją uwagę w scenariuszu tego zdarzenia? Które elementy są dla ciebie w nim najbardziej tajemnicze z naukowego punktu widzenia?
[21:33] - Jest tam wiele elementów. Niektóre pasują jak ulał do klasycznego pojęcia i dają się łatwo wytłumaczyć, ale stety i niestety są też takie, których nie da się wytłumaczyć w prosty, naukowy sposób. Na pewno najbardziej ciekawym aspektem jest to, co powiedziałeś: lewitujące przedmioty w domach, w gospodarstwach domowych. O ile zaburzenia urządzeń elektronicznych, elektrycznych i tak dalej są rzeczą normalną przy tego typu zjawiskach, czyli efekty będące skutkiem tak zwanego impulsu elektromagnetycznego, który często pojawia się wskutek dużego obiektu, który nagle, spontanicznie wdziera się z ogromnymi prędkościami w atmosferę. Wtedy taki impuls się pojawia. Dosyć łatwo, obrazowo można wytłumaczyć, jak to się dzieje. Mamy sprawę załatwioną z tym i możemy wytłumaczyć, jak to się stało, że instrumenty, przyrządy, urządzenia elektryczne, elektroniczne były zaburzone. Ale to, że coś lewituje, a ja na ogół wierzę ludziom, bo sceptycy mogą powiedzieć, że po prostu ludzie kłamali, że ulegali fantazjom na fali emocji. Ja na ogół wierzę ludziom. Takie proste pytanie: po co mieliby kłamać i wymyślać rzeczy nieprawdziwe?
Jeżeli chodzi o lewitację, która tu jest niewątpliwie najbardziej ciekawa, pierwsze, co mi się kojarzy, to są aspekty z oddziaływaniami międzywymiarowymi. Wiele się o tym mówi. Właściwie na tym bazuje cała teoria Heuma. Jeżelibyśmy ją przeanalizowali, to z niej bezpośrednio wynikać mogą tego typu efekty. Tyle że nie wiem, czy teraz jest miejsce na to, żeby rozwijać tę myśl. Lewitujące przedmioty są niewątpliwie najbardziej ciekawe i niewytłumaczalne z punktu widzenia klasycznego podejścia. Jeżeli chodzi o efekty dźwiękowe, efekty świetlne, jest to wytłumaczalne. Jeszcze troszeczkę tajemniczą kwestią jest to, że nie znaleziono, jak wszyscy podająBadacze tematu nie znaleziono szczątków jakiegoś ciała meteorytu, który miałby dotrzeć i uderzyć w tą skałę. Meteorytu, bo jeżeli miałby to być jakiś inny byt w postaci choćby na przykład pioruna kulistego, to wiadomo, wtedy już o pozostałościach meteorytu czy innych ciał nie będziemy mówić. Ale jeżeli byłby to meteoryt, to takich szczątków nie znaleziono.
Meteoryty, właściwie meteoroidy to są te obiekty, które wdzierają się w atmosferę. W zdecydowanej większości przypadków nie docierają do Ziemi, ale jeżeli już dotrą choćby mikromilimetrowy jakiś szczątek tego meteoroidu, staje się wtedy meteorytem. Więc szczątków meteorytu, który mógłby uderzyć według jednej z teorii w tą skałę nie odnaleziono. I tu trzeba dodać, że jeżeli meteoroid dociera do Ziemi, czyli ten meteoryt już uderza w ziemię, czy to jest mniejszy, średni, większy, czy ma średnicę kilku metrów, czy może milimetra. Te wielkie pozostawiają zniszczenia, kratery, ale same znikają wskutek gigantycznych energii, gigantycznych ciśnień, sił, które działają w momencie uderzenia w ziemię i wskutek tych wielkich ciśnień, wielkich sił one po prostu ulatują, parują, topią się. Niemniej jednak nie dzieje się tak nigdy, można powiedzieć, że teoria mówi jedno, w praktyce wiadomo, że jakieś mikro szczątki tego obiektu powinny zostać odnalezione czy nawet ślady takie, można powiedzieć śladowe, pierwiastkowe powinny być odnalezione, a tak się nie stało. Więc to są takie dwie najciekawsze kwestie. Po pierwsze lewitacja, po drugie brak szczątków. To jest to, co nie pasuje do całości, bo jeżeli chodzi o dźwięki, strzały, huki, efekty świetlne czy nawet zaburzenia elektryczne w gospodarstwach domowych, to jest rzecz wytłumaczalna. Tyle chciałem powiedzieć.
[26:45] - Tak, tam był spory problem wśród badaczy meteorytów, dlatego że się okazało, kiedy porównali sobie rozbłysk tego obiektu i przeliczyli to wszystko i sobie to podsumowali w tych tabelkach, to się okazało, niedługo wam przeczytam o ten fragment. To się okazało, że ten meteoryt, jeżeli to byłby meteoryt, który mógł spaść w Jerzmanowicach, to powinien do ziemi dotrzeć w formie pomiędzy 200 kilo a dwie tony. Wiemy, co by się wtedy wydarzyło, ale tam jest wiele innych dziwnych zdarzeń. Na przykład Robert Leśniakiewicz pisał coś, o czym nie pisali inni. Okazało się, że oni się tam nawąchali czegoś w ogóle ci świadkowie w pobliżu tego miejsca i jakoś tak nie za bardzo się czuli potem. Przypomina mi to takie zdarzenie sprzed chyba 13, 14 lat, gdzieś z Ameryki Południowej, gdzie również doszło do upadku meteorytu, ale takiego dość okazałego. Znaczy krater był okazały. I tak samo, pierwsza rzecz to ludzie nawdychali się tych oparów i potem zaczęli mdleć, zaczęli wymiotować i tak dalej. W Jerzmanowicach to samo dotyczyło ponoć też zwierząt. Także jest to naprawdę ciekawe.
Ale przejdźmy może do rozłożenia tego zdarzenia na czynniki pierwsze. Wiemy, że ci ludzie siedzieli sobie w domach. Pogoda tamtego czwartku była taka nienajlepsza. Przechodziły nad Polską fronty. Były zimowe burze. Co ciekawe, w okolicach Jerzmanowic takowe odnotowano. I jeżeli w ogóle przyglądamy się tej relacji, próbujemy sobie ją jakoś usystematyzować, to im więcej relacji czytamy, tym staje się to trudniejsze. Niektórzy mówią, że przebywając w domach usłyszeli dziwny szum, inni mówią o tym terkocie. Potem potężny huk i grad kamieni. Ten najbardziej niszczycielski element zdarzenia.
Okazało się, że prawdopodobnie coś musiało uderzyć w ten ostaniec. Albo meteoryt rzeczywiście, albo piorun. Jaka inna możliwość wchodzi w grę? Natomiast trzeba powiedzieć, że wiele osób spoza Jerzmanowic, nawet mieszkających kilkadziesiąt kilometrów od tej miejscowości widziało, że coś się na niebie dzieje, ale o tym za chwilę. Arku, a tak z ufologicznego punktu widzenia, to co cię w sprawie jerzmanowickiej najbardziej zainteresowało?
[29:31] - Tak jak Marcin powiedział te wszystkie aspekty. Musimy wziąć bardzo poważnie to, co mówią świadkowie. Tak jak Marcin powiedział, nie mieli powodu, żeby kłamać, zmyślać, oszukiwać czy konfabulować. Jeżeli faktycznie temu incydentowi towarzyszyły ognie świętego Elma, lewitacja, spalanie się instalacji elektrycznych w domach, to troszeczkę inaczej należałoby na to popatrzeć. Skała, w którą to coś uderzyło, z tego, co pamiętam, to miała pochodzenie wapienne, więc nie była jakimś przewodnikiem. To nie były krzemiany. Chyba że mnie poprawicie i ktoś wie więcej.
[30:28] - Które by mogły przy takim uderzeniu wytworzyć jakieś pole piezoelektryczne. Czegoś takiego prawdopodobnie te skały nie stworzyły, nawet gdy cokolwiek by w nie uderzyło. Sam szum jak szum, ale właśnie te wszystkie rzeczy, o których dookoła ludzie opowiadali i między innymi to, że wojsko dość ochoczo przybyło tam. Z reguły przecież wojsko przez cały czas spadają, także w Polsce, meteoryty są na Ziemi odnajdywane, a więc musiały spaść. Przez cały czas i wojsko przecież nie gania za nimi. Jeżeli nawet byłby to kamień wielkości dwóch ton, to wcale on taki duży nie jest, więc musiało być to być może coś innego. Na pewno wojsko nie przyjechało tam z tego powodu, że ktoś zgłosił jakiś wybuch czy coś takiego, bo to by najpierw była policja czy milicja. Nie pamiętam co wtedy. Chyba już była policja. Najpierw by była policja, oni by spisywali, zrobili jakieś raporty.
Dopiero wtedy by przyjechało wojsko. Jeżeliby policja uznała, że to było jakieś zagrożenie wybuchem z czasów II wojny, bo to też mogło być. Inną sprawą, o której jeszcze tutaj nie wspomnieliśmy, było to, że być może to była jakaś rakieta, która została przez wojsko wystrzelona w bardziej lub mniej celowy sposób. Ale wątpię, żeby do czegoś takiego w ogóle doszło. Zresztą zawsze jak widzimy po Ukrainie, część tylna rakiety zostaje i można zidentyfikować, co to było. Tutaj nie było nic, dosłownie nic. Nie sądzę też, żeby to było bardzo naturalne zjawisko, dlatego że nawet jeżeli tamte fronty przechodziły, to szansa na stworzenie tak silnego pioruna, przecież pioruny też przez cały czas uderzają, żeby znikła część skały, bo de facto tak naprawdę chyba część tej skały w ogóle wyparowało i zniknęło. Także coś musiało być. Coś, co nie daje się tak łatwo zaszablonować i wytłumaczyć. Dziękuję.
[33:17] - Dodajmy, że do Jerzmanowic przyjechały wojska chemiczne. Mówiono też, że żandarmeria otoczyła Babią Skałę i oni tam chodzili, szukali czegoś wykrywaczami metali, ale nie powiedzieli niczego miejscowym. Dopiero sołtys lokalny na własną rękę pościągał naukowców z Krakowa i oni zaczęli tam wtedy węszyć, badać. Jest kilka nazwisk, które się z tym zdarzeniem szczególnie kojarzą, jeżeli chodzi o kwestie naukowe, ale o tym za chwilę. Postaram się też wam przeczytać relację Andrzeja Maneckiego, mineraloga, która zrekonstruuje nam przebieg tego zdarzenia i ułoży to wszystko w jakąś całość. Marku, jakbyś miał pisać opowiadanie o Jerzmanowicach, to chyba by się udało, nie?
[34:10] - Poszedłbym w sensację. Poszedłbym w sensację, a nie w fantastykę naukową. Dlaczego? Ja też zwróciłem uwagę, czytając relację, że to wojsko zjawiło się niezwykle ochoczo i niezwykle szybko. Co więcej, ono dosyć długo przebywało tam w okolicach tej skały, czegoś szukając, kombinując. Ogólnie to nie wiadomo, co oni tam robili. Coś robili. A jak już wojsko coś robi, takie konkretne wojsko, to raczej nie są działania pozorowane. I w jednym z artykułów znalazłem taką tezę, a w każdym razie taką możliwość przedstawiono, która właśnie skłania mnie ku temu wątkowi sensacyjnemu. Bo była tam mowa o tym, że równie dobrze mogły być to szczątki jakiegoś satelity wojskowego, prawdopodobnie już amerykańskiego, bo w 1993 roku co prawda jeszcze tutaj jakieś resztki wojsk radzieckich funkcjonowały.
One chyba w 1994 roku ostatnie się wyniosły. Ale raczej stawiam na Amerykanów, jeśli miałbym poszukiwać źródła tego wydarzenia. W przypadku satelity to odpowiednie służby, jeśli on by spadał, byłyby powiadomione. Jeśli Amerykanie by wiedzieli, że im coś tam ucieka z orbity, postawiliby w stan alarmu, jeśli nie tylko swoje wojsko, ale też te wojska, na które mogliby liczyć. I tu można by próbować, że to wojsko tak ochoczo tam przykicało w to miejsce, że to mogło być z uprzedzeniem zrobione, że gdzieś tam coś się wydarzy. Chociaż mówiąc szczerze, ta wersja się klei dosyć słabo, więc trzeba by to opowiadanie sensacyjne mocno ponaciągać. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że wojsko to, co miało sprzątnąć, to sprzątnęło, a jak już puściło naukowców, to już tam nic nie było.
[36:29] - Ale jak się pisze poważne opowiadanie sensacyjne, to tego rodzaju wątki należy raczej eliminować, bo to jest pójście na łatwiznę. W każdym razie taka niezdrowa aktywność, moi poprzednicy o tym też mówili, ta niezdrowa aktywność wojska, moim zdaniem może świadczyć o tym, że ten jerzmanowicki incydent miał jednak podłoże jak najbardziej ziemskie. Tak mi się wydaje. Ale wracając do tego, jakby odpowiednio niektóre fakty ponaciągać, to rzeczywiście opowiadanie sensacyjne mogłoby być z tego całkiem udane.
[37:21] - To był cud, że się nikomu nic nie stało. Podejrzewam, że gdyby się to wydarzyło latem, kiedy o tej porze ludzie byliby jeszcze na dworze, podejrzewam, że mogłoby się nawet skończyć jakimiś ofiarami. Zastanówmy się. Kiedy takie kamienie lecą dość duże, to nie tylko szyby, terni i dachówki są ofiarami, ale zawsze się może ktoś napatoczyć. Ale powiem wam pewną ciekawostkę. Otóż okazuje się, że ja się zawsze interesowałem Jerzmanowicami. I parę lat temu, rozmawiając przy jakimś spotkaniu rodzinnym o tym zdarzeniu, nagle mój ojciec wypalił, że takie coś było też tutaj. Ja zrobiłem takie oczy: jak to możliwe? Przecież na drugim krańcu Jury Krakowsko-Częstochowskiej niemal identyczne zdarzenie. Niestety muszę wam powiedzieć, że ono jest słabo udokumentowane albo w ogóle, ale o tym na koniec, bo to było zdarzenie, które miało miejsce nieco wcześniej, może pięć, sześć lat przed Jerzmanowicami.
Ma bardzo wiele podobnych elementów. Doszło do niego w ciągu dnia nad miejscową rozdzielnią wysokich napięć. Skończyło się sporymi zniszczeniami infrastruktury energetycznej i przynajmniej przewróceniem jednego faceta, który akurat wtedy kosił trawę dla królików. Ale o tym jeszcze powiem pod koniec. Panowie, teraz będzie cytat profesora Andrzeja Maneckiego, znanego mineraloga, który nam troszkę tą sprawę wyklaruje, bo na razie jesteśmy w momencie, kiedy w tych Jerzmanowicach dzieje się panika, bo coś wybuchło. Cytuję: „Zabierałem się do napisania obiecanego krótkiego artykułu dla Meteorytu, a tu 14 stycznia bieżącego roku miał miejsce w Jerzmanowicach koło Krakowa efekt geofizyczny? Meteorologiczny? Astronomiczny? O godzinie 18:50 mieszkańcy Jerzmanowic zaobserwowali lot kuli barwy rtęciowo niebieskiej, a następnie usłyszeli dwa wybuchy w odstępie 50 sekund. Pierwszy spowodował odspojenie fragmentu pionowej ściany wysokiego ostańca skały wapiennej i rozrzut jej dużych do kilkunastu kilogramów fragmentów na odległość około 150 metrów.
Zniszczeniu uległy dachy okolicznych domów. W gruncie stwierdzono po wybuchu liczne bruzdy i wgłębienia. W 30 domach zniszczone zostały bezpieczniki elektryczne, a w kilku stopione przewody, uszkodzone telewizory. Miejsce i efekty drugiej eksplozji są nieznane”. Ciekawostka: była druga eksplozja i też mogła coś rozerwać. „Po pierwszym wybuchu spadł grad. Efekty świetlne i akustyczne były widoczne i słyszalne między innymi w Krakowie. Byłem tych efektów świadkiem. Obserwatorium Geofizyczne PAN w Skale zanotowało dwa wstrząsy. Opisane zjawisko w Jerzmanowicach wzbudziło zainteresowanie meteorologów, geofizyków, astronomów, geologów i nas, mineralogów.
W terenie aktywnie działa krakowska grupa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. Byłem w Jerzmanowicach z astronomami z Obserwatorium Astronomicznego UJ i oglądałem liczne skutki wybuchu, efekty fali akustycznej, elektromagnetycznej i inne. Powołano grupę specjalistów różnych dyscyplin, którzy pod moim kierunkiem mają opisać to ciekawe zjawisko i ewentualnie opracować krótki raport”. Okazuje się, że pobliskie obserwatorium zanotowało wstrząsy, ale to nie były wstrząsy z wybuchu jerzmanowickiego. To były efekty przejścia w pobliżu bardzo silnej burzy w pobliżu tej stacji sejsmologicznej w Skale. Natomiast Marcinie, wiele osób, które przebywały wtedy w Krakowie na Rynku Głównym, twierdziło, że po prostu niebo na trzy sekundy pojaśniało, zrobiło się jasno jak w dzień. Inni mówili o obserwacji jakichś niby piorunów, czegoś w rodzaju poziomych piorunów. I to wszystko było widoczne z odległości kilkudziesięciu kilometrów nawet. Czy nawet małe meteoryty, te meteoroidy, takie malutkie mogą powodować aż tak spektakularne zjawiska atmosferyczne? Jak często się to zdarza?
Czy są jakieś takie incydenty z ostatnich lat z terenu Polski, które by mogły jakoś z tymi Jerzmanowicami konkurować?
[42:13] - To znaczy się tak: jeżeli jest w atmosferze, to są obiekty, które wpadają w atmosferę z gigantycznymi prędkościami. Mówi się tam o prędkościach od-do, ale średnio 20-30 kilometrów na sekundę i
[42:35] - Taki obiekt, one są od gramów do kilogramów. Jeżeli wpada, to w sposób naturalny tworzy smugę na niebie. Wtedy mówi się meteor. Według definicji wtedy jest to meteor, czyli smuga, którą obserwujemy. To po prostu jest smuga świetlna wywołana efektami. Jeżeli on bardzo mocno, bardzo intensywnie, szybko wpada w atmosferę, na wysokości kilkuset kilometrów się jeszcze nic nie dzieje, ale w okolicach ponad 100 kilometrów zaczynają się oddziaływania cząsteczkowe. On bardzo napiera na cząsteczki atmosfery i one są sprężane. Jego czoło tak mocno uderza w te cząsteczki, że są one sprężane i zaczyna się proces zapłonu. Jeżeli jest to obiekt dostatecznie duży, kilkukilogramowy, wtedy obserwujemy już bolidy, znane z nazwy bolidy, czyli większe efekty świetlne na niebie. Im większy obiekt, tym te efekty są bardziej efektowne.
To jest ta klasyczna, wytłumaczalna część tego wszystkiego. Niemniej to, o czym świadkowie wspominają, o czym relacjonują, często nie pasuje troszeczkę do tego, ponieważ opisują różne efekty świetlne, na przykład, że to jest kula w kształcie kuli o różnych kolorach. Nie wiem, co oni rozumieją przez to, że to jest kula. Czy to jest kula, czyli coś, co leci, pędzi szybko i trudno wtedy uchwycić kształt czegoś takiego. Ale jeżeli ktoś widzi kulę w ten czy inny sposób, trzeba się jakoś do tego odnieść. Tu przychodzi mi na myśl jedna rzecz. To, co możemy wytłumaczyć, mieści się w granicach zdrowego rozsądku i wyobraźni. Widzimy duży bolid. Sam na własne oczy widziałem już chyba trzy razy w życiu taki spory bolid, który leciał przez połowę widocznego nieba nocą czy późnym wieczorem. Jest to bardzo efektowne zjawisko, ale pierwsze, co przychodzi na myśl, intuicyjnie, zdroworozsądkowo, jeśli patrzymy na coś takiego, pasuje nam to do meteoroidu, który leci przez atmosferę i się wypala.
To są te efekty świetlne. Ale jeżeli są to efekty świetlne w postaci kuli czy czegoś podobnego, bądź efektów świetlnych pojawiających się spontanicznie, poziomo. Z tego, co rozumiem, relacje świadków mówią o takich efektach świetlnych spontanicznych, nieprzewidywalnych. Tu mi się pierwsze, co kojarzy, chciałbym rozwinąć tę myśl teorii Heuma. Właśnie dlatego chciałbym rozwinąć, ponieważ tam jest z dużym naciskiem wszystko tłumaczone. Naukowcy z organizacji MUFON, to jest skrót z angielskiej nazwy Mutual UFO Network, czyli zorganizowana sieć badaczy UFO, można sobie tak to przetłumaczyć. Taka organizacja. Oni tam kładą wielki nacisk. Po to powstała organizacja, żeby tłumaczyć takie zjawiska typowo z punktu widzenia nauki. Oni bardzo mocno analizowali całą teorię Heuma, biorąc pod uwagę całą metodologię naukową.
To są naukowcy, którzy mają stopnie naukowe doktora, doktorów habilitowanych, profesorów zwyczajnych. Nie są to amatorzy, którym może się coś wydawać. Wiedzą, co mówią, wiedzą, co analizują. Trzeba by tu tę teorię całą przybliżyć. Nie wiem, czy jest na to czas.
[46:56] - Myślę, że możemy sobie pozwolić przynajmniej na takie skrótowe.
[47:00] - Postać Heuma już sama budzi tu wiele kontrowersji. Był to człowiek, który był niewidomy, niesłyszący, nie miał rąk i był fizykiem. Nie publikował w żadnym naukowym czasopiśmie, co go nie skreśla. Po prostu nie publikował, ponieważ był człowiekiem bardzo skrytym. Opublikował książkę, którą wydał na własną rękę, dwa tomy chyba, w której rozwinął całą swoją teorię. Tę teorię analizowali naukowcy poza wspomnianą organizacją MUFON, analizowali też inni później. Heim żył niedawno, zmarł w 2002 roku. Fenomenalne jest to, że cała fizyka do tej pory mówiąc o pewnych stałych fundamentalnych, najczęściej te stałe fundamentalne, na przykład stała Plancka, prędkość światła i inne, to są stałe, które są wyznaczone na podstawie obserwacji, doświadczeń, obliczeń. Na przykład taką stałą jest stała struktury subtelnej, która określa strukturę atomową, budowę atomu, jego powłok elektronowych. To jest stała, która bierze pod uwagę oddziaływania elektromagnetyczne, elektron na przykład, jego właściwości.
Taką stałą Heim na podstawie swojej teorii wyliczył bardzo dokładnie.Jeżeli chodzi o porządek wielkości, między innymi bardzo dokładnie przewidział efekty astrofizyczne, które nie są do dziś wytłumaczone. Na przykład to, w jaki sposób organizują się galaktyki w dużej kosmologicznej skali, czego nie przewiduje klasyczna teoria grawitacji Einsteina. Przewidział wiele innych rzeczy, na przykład masę cząstek elementarnych wyliczył wprost z formalizmu matematycznego, który sam zbudował. I to jest fenomenalne. Z tego względu uważam, że ten człowiek stworzył coś, czym należałoby się zająć bardzo poważnie, jeżeli chcemy wkroczyć w nowy wymiar fizyki i tłumaczyć rzeczy niewytłumaczalne. On tam podaje całą teorię czasoprzestrzeni. To jest teoria kwantowej grawitacji i czasoprzestrzeni, w której jest 12 wymiarów, gdzie najbardziej pod uwagę należy wziąć pierwsze sześć. Mamy trzy wymiary przestrzenne, czwarty wymiar czas, to, co znamy do tej pory i mamy piąty i szósty wymiar, które są wymiarami, on to określa transwymiary. Tak będę chciał to szybko streścić. W ogóle podejście naszej intuicji i logiki nie ma tutaj sensu.
Tak jak i w fizyce kwantowej, ponieważ to wynika z bardzo zaawansowanego formalizmu matematycznego, który on stworzył. I podobno naukowcy też i z tego względu nie chcą się tym zajmować, ponieważ to jest bardzo trudne. I te transwymiary, ten wymiar piąty i szósty to są wymiary tak zwane wyższe, które oddziałują z tymi wymiarami, którymi my możemy zmysłami badać. Te wymiary przestrzenne plus czas oddziałują w taki sposób, że im bardziej jest materia, w ogóle nawet byty kwantowe, takie jak powiedzmy foton czy elektron, im bardziej struktury tych cząsteczek są złożone, tym bardziej oddziałują poprzez wymianę informacji dzięki tym wyższym wymiarom. Idąc dalej, tak bardzo ogólnie mówiąc, to tłumaczy wszelkie aspekty tych fantastycznych efektów, które obserwujemy na przykład jeżeli chodzi o UFO i jeżeli chodzi tu o zdarzenie wierzbnowickie i inne, na przykład katastrofę tunguską czy wszelkie temu podobne, na przykład ognie świętego Elma, wszystkie efekty. Nawet to, co chciałem się wtrącić, wcześniej miałem taką chęć, bo mówiliście panowie o tym, co uderzyło w skałę wapienną w Wierzbnowicach. Natomiast nie jest to konieczne, że coś mogło uderzyć, ponieważ teoria Heuma przewiduje w sposób bardzo konsekwentny, że wymiana informacji w wyższych wymiarach z początków istnienia wszechświata determinowała budowę materii, ponieważ w teorii Heuma materia w ogóle jest przejawem złożoności czasoprzestrzeni. W jego teorii nie ma czegoś takiego jak materia i energia, tylko jest sama czasoprzestrzeń złożona z takich, on to nazywa metrony. To są takie malutkie kwanty czasoprzestrzeni. Gdyby taki jeden kwant powiększyć do rozmiarów metra, to przy nim proton byłby rozmiarów galaktycznych.
Dosłownie. Więc mamy te małe kwanty czasoprzestrzeni. I teraz wymiana informacji pomiędzy tymi wyższymi wymiarami powoduje zaburzenia, tak to się tłumaczy, tej czasoprzestrzeni, tych kwantów czasoprzestrzeni. I wtedy powstaje nam materia. Tak mówiąc bardzo szybko, wprost. I ta materia się w ten sposób kiedyś tworzyła w toku ewolucji wszechświata. Badacze i analitycy tej teorii, którzy robią to bardzo na poważnie, mówią, że tworzenie się materii ma miejsce do dziś. O wiele rzadziej, ale do dziś się to zdarza. I to nie jest fantastyczne mówienie sobie tylko dla wyobraźni, my nie możemy o tym mówić. Pozwolę sobie stwierdzić, że nasze głowy są na to troszeczkę za małe.
Tak jak mówiłem wcześniej, ja już miałem w ręku takie typowo naukowe analizy teorii Heuma przedstawiające cały ten formalizm matematyczny, na ile mogłem cokolwiek z tego zrozumieć, to próbowałem to zrobić. Więc na podstawie takich materiałów ci naukowcy przedstawiają całą analizę i tłumaczą to tak, żebyśmy my mogli to zrozumieć. Więc tworzenie się materii ma miejsce także aż do dziś, od początku istnienia wszechświata. Z tym że kiedyś działo się to bardzo intensywnie, dziś dzieje się to już można powiedzieć w cudzysłowie sporadycznie, niemniej ma to miejsce i na przykład towarzyszą temu wszelkie efekty, o których tu mówimy. Efekty świetlne, dźwiękowe. Mówi się o wielkich chmurach, na przykład chmurach dymu, co też miało miejsce podobno w Wierzbnowicach i zresztą nie tylko przy podobnych zdarzeniach. Jeżeli coś nie pasuje tutaj, powiedzmy są efekty świetlne, które tłumaczy się klasycznie. Mamy te bolidy i inne zjawiska przelotu meteoroidów.Ale nie da się wytłumaczyć takich spontanicznych, o których mówią świadkowie. I mi tu przychodzi to na myśl: teoria Heima, która jest wielką teorią. Należałoby ją rozwijać w większej skali, z większym rozmachem do dziś i ona to tłumaczy, że w każdej chwili, w każdym miejscu, jeżeli jeszcze tu też znaczenie mają złożone struktury tych cząsteczek, o których mówiłem i to ponieważ życie, które tak bardzo rozwinięte jest na naszej planecie.
Życie jest niezwykle zaawansowanie złożoną strukturą materialną, co właśnie ma duży wpływ na te transwymiary i dlatego takie zjawiska się mogą intensyfikować tu w naszym otoczeniu. I mi przychodzi to na myśl, że jeżeli nie pasuje nam to do klasycznego opisu zjawisk towarzyszących przelotom meteoroidów, upadkom meteorytów i tak dalej, to mi przychodzi na myśl ta teoria, która tłumaczy właśnie te niespodziewane efekty lewitacyjne, efekty wielkich rozbłysków, nagłych, spontanicznych, poziomych, różnych. Takie rzeczy tu wchodzą w grę. To chciałem rozwinąć. Myślę, że chyba wystarczająco, przynajmniej jak na tę chwilę, ponieważ nie mogę się bardzo rozgadywać na temat teorii Heima, bo do rozwinięcia jest tam wiele jeszcze wątków. Nie chcę przedłużać z tym.
[56:15] - Ja myślę, że możemy chyba przy Tungusce do tego powrócić, bo tam chyba będzie można dać lepszy przykład, bo tam troszkę więcej wiemy chyba, jeżeli chodzi o konsekwencje tamtego zdarzenia.
[56:29] - Tak, tam jest hipotez już w setkach, tam jest wiele ciekawiej, większa skala.
[56:36] - Arku, tutaj ludzie, którzy byli na rynku w Krakowie mówili, że mieli wrażenie, że bomba atomowa wybuchła, kiedy dochodziło do incydentu w Jerzmanowicach. Ci, którzy byli na miejscu, musieli mieć chyba niezły spektakl. Co oni mówili ci ludzie? No właśnie, to jest zastanawiające, że skoro meteory lecą z prędkościami rzędu nawet ośmiu kilometrów na sekundę, czy dużo większymi, to jakim cudem ktoś może zobaczyć i rozpoznać, i opisać kulę, która ma srebrno-niebieski kolor? Bardzo szybko by się przemieszczało. Kula karabinowa leci mniej więcej, ta najszybsza, z prędkością dźwięku i rzadko się zdarza zauważyć, chyba że się strzela wzdłuż, to tam jeszcze można tą kulę zobaczyć jak leci, jak jest odpowiednio duża, ale z boku to raczej niekoniecznie. Tutaj ludzie opisywali, że jest. Właśnie ciekawe jest to, o czym wspomniałeś, że w obserwatorium sejsmologicznym nie zarejestrowano właśnie tego wybuchu, czyli uderzenia o samą skałę, tylko bardziej pioruny, które uderzały w tym czasie w pobliże Krakowa. To jest też ciekawe. To tak, jakby po prostu nie doszło do takiej kolizji, uderzenia młotkiem w skałę, tylko po prostu rozerwanie się tego wszystkiego tuż nad skałą, bez takiego właśnie uderzenia.
I tutaj można by było powrócić właśnie do tego najbardziej widocznego i sprawdzalnego efektu, jakim było spalenie się instalacji elektrycznych. Wówczas nie było takich bardzo wysoko wyspecjalizowanych i bardzo wrażliwych instalacji elektrycznych. To były zwykłe instalacje, takie jakie mamy i żeby doszło do spalenia, musiał bardzo duży prąd przez to przepłynąć. To nie jest tak, że z byle powodu coś takiego się dzieje. Jeżeli podłączymy na dłuższy czas odbiornik prądu, który bardzo dużo pobiera energii, owszem, te przewody się zaczną tam nadtapiać, ale to był impuls i impuls musiał być tak duży, że właśnie tego dokonał. Z telewizorami różnie bywa, bo tam wówczas były w większości, z tego, co pamiętam, telewizory lampowe z kineskopem lampowym. One też w jakiś sposób mogły być wrażliwe na promieniowanie i mogły się przepalać. Nie wiem, co się w nich przepalało, ale niemniej jednak, jeżeli weźmiemy tylko ten efekt, to takie efekty nie zachodzą w przypadku zwykłych uderzeń meteorytów. Inna sprawa jest, czy to na pewno był meteoryt. Nie znaleziono jakichś części od niego.
Ale w zasadzie w tym momencie, jeżeli się nie odnajduje żadnych kawałków, jeżeli wszystkie inne efekty w zasadzie nie są zbieżne z tym, co takie upadki meteorytów czynią, dochodzi się do wniosku, że to jednak nie zebra. To coś całkiem innego musi być.Jeżeli byśmy wzięli to pod lupę, musimy znaleźć przyczynę tego. Nie wiem, jak w wysokich napięciach zachowuje się i jakie ma powiązania grawitacja z efektami wysokiego napięcia, ale wyobraźcie sobie, że niektóre przedmioty w domu lewitują, inne nie. To jest bardzo przerażające i dla osób, które tego doznały to musiał być ogromny szok. To jest jak dosłownie miejscowe zatrzymanie się czasoprzestrzeni w czasie. Tak to z punktu widzenia osoby obserwującej mogłoby wyglądać. Jeżeli w tak odległym miejscu jak Kraków widziano łunę, to naprawdę te efekty musiały być ogromne. Energia, która tam została wyzwolona również musiała być duża i energia duża, ale nie wywarła żadnego wpływu na aparaturę sejsmologiczną. Jeżeli mówisz, Piotrze, że tam dzięki działaniom sołtysa pojawili się naukowcy, to też budzi pewien z jednej strony niesmak co do akademików, że sami z siebie inicjatywy nie przejawią, bo jest wygodnie. Natomiast jeżeli już jeden pojedzie, to drugi też chce zaistnieć i też się pokazuje.
Raczej naukowców z polskich akademii, którzy tam nie pojechali sami z siebie, bo coś tam zaobserwowano, tylko dopiero po tym, jak to miejsce i ten incydent stał się głośny. To raczej też budzi jakiś taki troszeczkę, delikatnie mówiąc, niesmak. Wydaje się, że jako naukowcy powinni chcieć jechać i zbadać.
[01:03:09] - Dzisiaj na pewno to by było wszystko załatwione inaczej. Myślę, że doszło do naruszenia pewnych procedur. Przede wszystkim fuks ogromny dla wszystkich służb, że nic się tam nikomu nie stało. Oczywiście nikt nie byłby w stanie temu zapobiec. Natomiast jakieś informacje na temat tych wydarzeń powinny zostać ludziom udzielone wtedy. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Jest bardzo wiele niewiadomych w sprawie jerzmanowickiej. Do tego stopnia, że naukowcy w pewnym momencie zaczęli tworzyć bardzo skomplikowane mechanizmy i hipotezy próbujące wytłumaczyć, co się tam wydarzyło. Na przykład taka jedna z wiodących mówi, że były dwa pioruny, jeden normalny piorun, który uderzył w skałę i ją rozwalił. Z drugiej strony piorun kulisty, który miał uderzyć w sieć energetyczną i to on wszystko popalił.
Jeżeli chodzi o lewitację, to też nie do końca wiadomo, co się tam wydarzyło, dlatego, że jest mało informacji na ten temat. Sugeruje się, że może to był efekt fali uderzeniowej, może ta fala przeszła, coś wywaliło okno na przykład i te przedmioty się same z siebie zaczęły poruszać i zostało to wzięte za lewitację. Nie wiem. Szczerze mówiąc-
[01:04:32] - Jeżeli bym mógł jeszcze wtrącić, przepraszam.
[01:04:34] - Tak?
[01:04:35] - Takie właśnie oddziaływania elektryczne mają i to zostało już dawno potwierdzone, kilka lat temu, w myśl teorii Einsteina o zunifikowanej teorii pola, czyli połączeniu teorii elektromagnetyzmu z grawitacją. Elektromagnetyzm, tu mówimy o piorunach bardzo silnych, już też chciałem o tym wcześniej powiedzieć, tylko brakło mi już myśli, ma wielki wpływ na grawitację, na pole grawitacyjne, na czasoprzestrzeń, której deformacje się przejawiają jako pole grawitacyjne. I uważam, że tu też jest sens, mówiąc o wielkich wyładowaniach elektromagnetycznych, które by miały wpływ na pole grawitacyjne tam w okolicy czy lokalnie. Jeszcze jedno chciałem dodać, tu mi się też kojarzy. Jeżeli wrócę do tych świadków, którzy opisują kulę świecącą, to, co kolega Arek też powiedział. Zgadzam się, że obiekt, który przelatuje kilkadziesiąt kilometrów na sekundę, nie możemy mówić o tym, jaki on ma kształt. Tu się nasuwa, że mogło to być coś całkiem innego niż jakiś meteoroid czy bolid. Tylko posunę się troszeczkę dalej. Czy aby to nie było coś na wzór, mówiąc wprost, Foo Fighters znanych, legendarnych. Być może coś opartego o antygrawitacyjne, legendarne napędy, które okazują się nie być fikcją, tylko działać realnie.
Co potwierdzono w Europejskiej Agencji Kosmicznej. Co też potwierdza z przerostem, przerasta wszelkie oczekiwania teoria Einsteina, że wpływ elektromagnetyzmu na grawitację jest biliony bilionów razy w praktyce większy, niż teoria przewidywała. I to tak jakby potwierdzało, że legendy o Foo Fighters tak naprawdę miały wielkie ziarno prawdy w sobie i być może to żyje do dziś. Jeżeli widziano kulę, która się zachowywała w jakiś nieprzewidywalny sposób, to moim zdaniem na pewno nie był to pędzący bolid, meteoroid.
[01:06:58] - Tylko może coś podobnego do tego. I jeszcze te oddziaływania elektryczne, o których mówiłem, że na pewno mają wpływ na pola grawitacyjne. Może zaistniało coś bardzo rzadkiego, jakieś potężne rzeczywiście wyładowanie, które sprawiło, że jakieś lokalne zaburzenia grawitacji wystąpiły i ktoś widział coś się unoszącego. Sprawa jest skomplikowana. Mówiąc krótko, niewytłumaczalna. Jest faktem i trzeba jakoś do tego podejść. Tu już nie możemy mówić, że ktoś gada głupoty, bo tym tokiem rozumowania można powiedzieć, że to, co się stało, jest głupotami. Po prostu fakty są faktami i trzeba je wytłumaczyć i trzeba się odwołać do teorii niekonwencjonalnych.
[01:07:50] - Marku, chciałeś coś dodać?
[01:07:54] - Minęło 30 lat i ja mam takie nieodparte wrażenie, że ilość rozmaitych teorii, ilość rozmaitych wytłumaczeń rośnie z każdym rokiem. Bo taki rzut oka, a wiadomości na temat tego, co się zdarzyło w tamtym czasie, jest stosunkowo mało. I mówiąc szczerze, mam takie wrażenie, że ta sprawa Heweliusza tamtych czasów nie sprzyjała. Myślę, że nawet dzisiaj wypadałoby albo warto by wysłać tam po prostu dobrą ekipę dziennikarzy. Wiem, że po 30 latach wszelkie śledztwa robi się już tak trochę trudno, ale mimo wszystko ja podam przykład, dlaczego uważam, że warto, żeby się tam dziennikarze pojawili i być może próbowali chociaż dojść, jak było naprawdę. Bo czytam na blogu, na którym jest zamieszczony tekst Roberta Leśniakiewicza, że na przykład już dzisiaj nie wiadomo, ile to wojsko tam było. Wojsko się pojawiło następnego dnia rano o 7:00. Ale sam Leśniakiewicz pisze o tym, że ono tam siedziało to wojsko tydzień, a może dwa tygodnie. To jest zasadnicza różnica. Dalej, szereg faktów jest nie do końca potwierdzonych.
Jedni mówią tak, drudzy tak. Myślę, że naprawdę nawet dzisiaj, po 30 latach, gdyby tam się pojawiła ekipa i spróbowała chociaż uporządkować fakty, spróbowała zasięgnąć języka. Pewno już to robiono. Być może to za słabo było nagłośnione. Ja nie twierdzę, że nikt wcześniej się o coś takiego nie pokusił, bo w końcu na taką rzecz bardzo łatwo wpaść. Ale ja mam takie nieodparte wrażenie, czytając różnego rodzaju teksty o tym wydarzeniu, że tam niektóre fakty podawane w poszczególnych artykułach pączkują i się mnożą jak króliki. I stąd później w związku z tym wydarzeniem mamy teorie o walizkowych bombach jądrowych, mamy teorie o broni amerykańskiej, o tym, że to być może satelita, a być może broń, która działała za pomocą impulsu elektromagnetycznego, którą sobie ktoś wypróbowywał. Albo jedni, albo drudzy. I tak dalej. Mógłbym jeszcze kilka takich teorii przytoczyć.
W związku z tym my oczywiście próbujemy jakoś na podstawie tych wszystkich podanych informacji dojść, co się mogło wydarzyć, ale jesteśmy tak naprawdę skazani troszeczkę na poruszanie się we mgle. Może było tak, a może tak. Jak siedzieli tydzień, to co jest w stanie wojsko wyczyścić przez tydzień, a co przez dwa tygodnie? A może oni siedzieli krócej, może dłużej? A teraz, czy naukowcy tam rzeczywiście się nie pojawili, ci akademicy? Czy oni może po prostu się pojawili, a ich wojsko wyrzuciło? A po dwóch tygodniach to już może się komuś nie chciało i dopiero później zaczęli się tam do tych Jerzmanowic złazić. My mamy duże luki, jeśli chodzi o fakty dotyczące tego wydarzenia. Pozornie wydarzyło się to niedawno, 30 lat temu, sięgamy pamięcią, wszystko okej. A tymczasem jest to zjawisko o tak zatartej faktografii moim zdaniem, że ciężko będzie dojść do jakiejś konkluzji.
Tak sobie to wymyśliłem.
[01:11:43] - Tutaj mamy na czacie użytkownika, który pamięta to zdarzenie. Pan Jarcor był na miejscu zdarzenia i pisze bardzo ciekawe komentarze. Tutaj Ewelina te komentarze zamieszcza. Chciałbym je przeczytać. Sekundkę. Z tego, co rozumiem, pan mieszka 25 kilometrów od miejsca wybuchu. Pisze tak: „Huk był przeraźliwy. Nie można porównać tego do burzy ani wybuchu pirotechnicznego. Wokół skały tego ostańca porozrywana ziemia, tak jakby od wewnątrz. Odłamki poszły drobne na okoliczne domy.
W jednym dach był poszatkowany z eternitu, tak jakby był ostrzelany po odłamkach. W najbliższym domu wszystkie sprzęty spalone. Rano jak byłem, były takie odciski po rozkładanych reflektorach wojskowych”. I tych komentarzy jest jeszcze dużo. Bardzo ciekawa rzecz. Ja wam dodam tylko tyle, że z tego, co czytałem, to wojsko nie było tam wcale tak długo, że jakieś dwa tygodnie. Oni przyjechali, powęszyli i pojechali. Czegoś szukali. Po co by przyjechali tam z wykrywaczami metali, prawda?
[01:13:03] - To jest dziwne. Jeżeli szukali szczątków, odłamków, to raczej chyba pan Jar-sor pisze, że nie było wtedy śniegu. Ja powiedziałem chwilę wcześniej, że śnieg był, natomiast mówiłem o momencie, kiedy naukowcy zbierali próbki. Wtedy już śnieg był.
[01:13:22] - Piotrze, chciałbym tylko powiedzieć, że mówiąc o tygodniu czy dwóch, opierałem się na pewnej relacji. I teraz właśnie o to chodzi. Jedni twierdzą, że wojsko było tam krótko, drudzy, poważni ludzie twierdzą, że było wojsko długo. Tak naprawdę nie wiemy, jak długo było to wojsko i właściwie jesteśmy skazani na wiarę. Od jednego do drugiego?
[01:13:51] - To jest takie troszeczkę pulp fiction, jak w takich przypadkach często bywa. Piętrzą się różnego rodzaju fantazje, relacje i tak dalej. I z tego trzeba odrzucić to, co niepotrzebne, zostawić to, co jest najbardziej sensowne. Uważam, że na przykład upadek jakiegoś obiektu fizycznego typu satelita, po pierwsze bez sensu, przecież byłyby jakieś szczątki. To by nie upadło z taką energią, żeby wyparowało całość. Byłyby jakieś szczątki. Jeżeli chodzi o broń jakiegoś typu, to dla mnie to jest po prostu śmieszne. Przecież jeżeli ktoś chce jakąś supernowoczesną tajną broń przetestować, to przecież nie będzie robił tego na wsi gdzieś w Polsce, bo zakładam, że nie dysponowała tym polska armia, tylko jakaś, powiedzmy, amerykańska czy rosyjska. Robiliby to w inny sposób. Nie na wiosce w Polsce.
Więc odrzućmy to, co od razu się wydaje bez sensu.
[01:14:49] - Tak, tylko że każda broń może się wymknąć spod kontroli. To po pierwsze. Po drugie, po to się zjawiło. Nie znaleziono szczątków. Po coś się to wojsko zjawiło. Chyba nie tylko po to, żeby sobie tam się porozglądać. Mogło te szczątki zbierać. Ja wiem, broń Boże, nie walczę ani o jedną, ani drugą, ani trzecią teorię. Ja staram się po prostu pokazać, że w tej chwili rozmawiamy o przypadku, w którym bardzo trudno będzie oddzielić to, co jest sensowne, od tego, co jest wytworem wyobraźni albo takiej wzmożonej wyobraźni, bo tak naprawdę bardzo mało mamy twardych przesłanek do tego, żeby to zrobić.
[01:15:39] - To znaczy się na przykład wielki huk myślę, że mógłby powstać, musiał powstać. Po prostu wielki obiekt wpadający z wielkim impetem w atmosferę kilkadziesiąt kilometrów na sekundę wytwarza wielki, niewyobrażalny huk. W wyobraźni i pamięci świadków może to być już wyolbrzymione tym bardziej. Także ja zakładam, że gdybyśmy jakąś selekcję mieli prowadzić, to albo to jest jakieś gigantyczne wyładowanie atmosferyczne. Myślę, że meteoroid, meteoryt raczej nie. Te szczątki gdzieś musiałyby być. Ktoś, kto by się tym zajmował profesjonalnie, znalazłby takowe. Myślę, że na przykład wojsko, o ile tam miało coś posprzątać w cudzysłowie, zawsze coś jakiś amator gdzieś by znalazł, tak jakby było choćby w Roswell, słynnym, legendarnym. Coś zawsze ktoś znalazł, są jakieś pozostałości. Tak jak mówię, bardzo sensowne dla mnie są jakieś anomalie czasoprzestrzenne.
Jest masa, dużo jest eksperymentów przeprowadzanych od lat przez naukowców, doktorów, profesorów fizyki, które spędzają sen z powiek, wykraczają poza nasze wyobrażenie, poza paradygmaty, poza założenia przyjmowane przy budowie fundamentalnych dziś teorii, które są w podręcznikach. I są eksperymenty, których wyniki łamią to wszystko. Tym bardziej powinniśmy wziąć pod uwagę takie niekonwencjonalne wyjaśnienia typu teoria Heuma, która mocno zakłada, że w tym miejscu, w tej czasoprzestrzeni wtedy coś się zmaterializowało, czemu powinien towarzyszyć huk, grom, efekty świetlne, aura, fantastyczne rzeczy. Jest też taki problem z Jerzmanowicami, że po prostu świadkowie siedzieli w domach i nawet jak tutaj profesor Manecki pisał o tych dwóch rozbłyskach, to jedni mówili, że był jeden rozbłysk na przykład albo że był jeden huk, jeden grom. Pojawiły się różnice w opisie kolorów tego zjawiska. Pisano, że było rtęciowo-czerwone. Mieszkańcy Jerzmanowic niektórzy, i to jest opisane w tym zbiorze relacji w przeglądach, postępach astronomii, że było czerwono, że się zrobiło czerwono na chwilę. Te niezgodności wynikają z miejsca, gdzie świadkowie się znajdowali, ale myślę, że to po pierwsze zadziało się tak szybko, po drugie to przyniosło jakieś straty ewidentne i myślę, że ludzie byli na tyle przerażeni, że te szczegóły mogły im się nieco pomylić. Tutaj cały czas pan Jar-sor pisze, co tam wtedy widział. Zobaczcie sobie jego komentarze na naszym czacie.
Tutaj pytacie też, ile tej skały wyparowało. To jest taki typowy wapienny osadnień jurajski, jakiego mam tu też u siebie wszędzie wokoło, także na placu. Jest to dość twarda skała, nie powiem. Natomiast hipotezy są różne. W większości opracowań można przeczytać, że ta
[01:19:08] - Zakładając przez analogię, jeżeli coś leciało nad Wierzbanowicami i nagle rozsypała się skała, to znaczy, że to coś musiało uderzyć. Sęk w tym, że prawdopodobnie tego wybuchu albo tej kolizji nie było. Tak przynajmniej twierdzą badacze. Ale przejdźmy do elementów związanych z dziwnymi odgłosami, z zapachem i z ogniami świętego Elma. Zapach to moim zdaniem jest najciekawsza rzecz z tego wszystkiego i ona nam powinna wskazywać ewentualnego winowajcę. Natomiast jeżeli chodzi o zjawiska świetlne i akustyczne, tutaj Marcinie będę się chciał ciebie dopytać o parę rzeczy, bo my mówimy, że jeżeli jest wielki bolid, wielkie ciało niebieskie, skała z kosmosu pędzi, wiadomo, efekty elektromagnetyczne i akustyczne będą zauważalne. Natomiast pierwsze wyliczenia, które się pojawiły na temat Jarzmanowic mówiły, że to był obiekt do średnicy 10 centymetrów. Zaledwie. Potem próbowano to skorygować i w postępach astronomii mamy już taką hipotezę, że biorąc pod uwagę to, jak to się wszystko skończyło, ten obiekt musiałby wejść w atmosferę, stracić 10 000 swojej masy, dolecieć do ziemi w jakimś ułamku i wtedy ewentualnie wyparować. Jak już mówiłem, wiadomo, że przelotom dużych bolidów towarzyszą zjawiska świetlne, akustyczne i oddziaływania elektromagnetyczne.
Problem tutaj jest właśnie z tymi wyliczeniami. Co jeszcze chciałem wam tutaj powiedzieć? Sekundkę, bo cały czas śledzę tutaj niezwykle ciekawe komentarze. Zacytuję jeden. Były takie rozrywy w ziemi jak po piorunie po kilkanaście metrów długości, ale nie można tego porównać. Pisali kiedyś, że mógł być to tak zwany mega piorun. Tak, mega piorun był jedną z hipotez, które się pojawiły. Pojawiła się na przykład taka hipoteza, próbująca wyjaśnić to dziwne zjawisko, byleby tylko je wyjaśnić, że leciał meteoryt, zrobiła się burza, meteoryt wzmocnił oddziaływania burzy i to wszystko pierdyknęło, mówiąc kolokwialnie. Tak, były takie rzeczy. Możecie sobie we wspomnianych periodykach o nich przeczytać.
Robiono wszystko tylko po to, żeby to wyjaśnić. Stworzono hipotezy na temat zjawisk, które mogą nie istnieć w przyrodzie, ale stworzono hipotezy, byleby tylko wyjaśnić dla świętego spokoju, co się wtedy stało. Już sama kwestia pogody, jaka wówczas była, też jest kontrowersyjna. Jedni mówili, że było burzowo, ale nie było śniegu. Inni mówią, że nie było wiatru. Dopiero po incydencie, po wybuchu pojawił się wiatr. Pojawił się też grad, co ciekawe. Jak mówiliśmy, na co zwrócił uwagę Arek, pobliska stacja sejsmiczna nie odnotowała żadnych odczytów w momencie wybuchu na Babiej Skale, ale odnotowała te odczyty już w momencie burzy, bardzo silnej, która się tam przetoczyła. Ale aby wyjaśnić wam tę kwestię bardziej specjalistycznie, tutaj odwołam się do fragmentu z „Postępów Astronomii", zeszyt trzeci, rok 1994. Cytuję: „Przelot meteorytu wywołuje charakterystyczne efekty elektryczne i elektrofoniczne, czyli akustyczne.
Za frontem fali uderzeniowej powstaje rozległy obszar silnej jonizacji naładowany ujemnie, tworzący rozciągnięty ślad i obszar ładunku dodatniego wokół spadającego ciała. Mamy więc szybko poruszający się dipol elektryczny. Powstają wówczas bardzo silne prądy o natężeniu kilku milionów amperów, które w zależności od warunków lokalnych mogły powodować zniszczenia w sieci elektrycznej i telefonicznej. Czasem obserwuje się charakterystyczne świecenie przedmiotów metalowych, tak zwane ognie świętego Elma, zauważone w jednym z mieszkań w pobliżu miejsca wybuchu”. Marcinie, wszystko to z punktu widzenia astronomii, fizyki wydaje się kleić. Czyli możliwe, że to był meteoryt. Natomiast gdzie on jest?
[01:24:00] - Właśnie to się nie klei. Gdzie są choćby jakieś śladowe szczątki jego? Bo one parują, nawet jeżeli są duże. Mamy dziś tysiące kraterów na całym świecie, które utworzyły upadki meteorytów sprzed różnych epok, milionów, setek tysięcy lat. Mamy kratery, nie ma meteorytów, ale szczątki były odnajdywane jakieś śladowe. Poza tym taki krater w ogóle jest charakterystyczny po uderzeniu. Jeżeli mieliśmy tutaj w Jarzmanowicach obiekt dostatecznie duży, jeszcze wysoko w atmosferze, który nam generował efekty dźwiękowe, to pewne rzeczy musiały się zgrać, bo jeżeli on leci z prędkością taką, jaką leci, rzędu kilometrów na sekundę, to powstaje tak zwany grom, grzmot, ta potężna fala uderzeniowa i dźwiękowa. Tylko że jej też nie jest słychać wszędzie. Za takim obiektem ciągnie się taki stożek, w którym on jedynie może być słyszalny.Także to by trzeba było też przeanalizować. I o ile on dostatecznie duży był tam wyżej, aby tworzyć tak potężne efekty dźwiękowe, o których mówią świadkowie, to o tyle, gdy już doleciał do tej skały, musiał być mały.
Mały, ale mający taki pęd, że rozwalił tą skałę i narobił tam tych szkód. Jeżeli chodzi o ten super piorun to wszystko się zgadza. Nawet jeżeli chodzi o meteoryt też się wszystko zgadza. To jest klasyczne, że meteoryty oprócz tych wizualnych i dźwiękowych efektów, które wywołują, to wywołują też ten impuls elektromagnetyczny, więc nam się zgadza to, co się tam działo.
[01:26:07] - Ale zakładając, że to było już przy dolocie do ziemi coś tak małego, to czy te efekty tego kamyka, który miał 10 centymetrów, mogły być na tyle silne, żeby coś takiego spowodować? Dwa pytania jeszcze. Pierwsze: a co by było, gdyby taki meteoryt na przykład był zrobiony z materiałów nieodróżnialnych od tych na Ziemi? A drugie pytanie za chwilę.
[01:26:38] - Meteoryt ma to do siebie, że wyróżniają go pewne cechy, które pozwalają na to, żeby go zidentyfikować jako skałę pochodzącą z kosmosu. Pomimo nawet, jeśli niektóre bardzo przypominają te ziemskie obiekty, bo wiele jest też takich i to jest trudność w identyfikacji, to niemniej są takie cechy, które pozwalają na identyfikację. Jeżeli byłby to meteoryt, to możemy sobie powiedzieć na 99%, że musiał zawierać w sobie któreś te cechy, które by pozwoliły na zidentyfikowanie. To nie chodzi o to, że meteoryt zawiera jakieś pierwiastki, których nie ma na Ziemi. Są na Ziemi, tylko że po prostu skład tego meteorytu jest charakterystyczny. Jest to w dużej części żelazo, domieszkę niklu, ma właściwości magnetyczne. Jeżeli tam w Jerzmanowicach doleciałby już powiedzmy kilkucentymetrowy, co i tak jest bardzo dużym już obiektem relatywnie. Jeżeliby doleciał taki kilkucentymetrowy, to rzeczywiście trudno szukać szczątków. Moim zdaniem tak. Bo jeżeli on ma małą masę, ileś gram powiedzmy, ale gigantyczną prędkość, w sumie pęd może mieć duży i gdybyśmy przeliczyli ten pęd, czyli ten iloraz tej małej masy z gigantyczną prędkością, to ta siła uderzenia może nam wytłumaczyć, że ta skała się rozprysła, że szczątki upadały na dach i tak dalej.
Ale tak potężne efekty dźwiękowe już tu w dolnych partiach blisko ziemi, zakładając, że on mógłby być wtedy już mały, to trzeba by to bardziej przeanalizować. Tak na wstępie wydaje mi się, że to, co mówią świadkowie, że te efekty były bardzo potężne, że niektórzy fantazjują już nawet o bombie atomowej, to troszkę mi to nie pasuje. To jest właśnie cała złożoność tej sprawy. Da się, tylko trudno jest to tak łatwo i szybko wytłumaczyć.
[01:29:01] - Tutaj mamy tyle ciekawych komentarzy od naszego słuchacza, pana Jarsoora, że poprosilibyśmy go o telefon, ewentualnie gdyby chciał się wypowiedzieć, opowiedzieć, co pamięta z tych zdarzeń, jak to sobie przypomina, bo spacerował po tych okolicach niedługo po tym, jak doszło do jerzmanowickiego incydentu. Także jeżeli chciałby pan zadzwonić i podzielić się jakimiś wspomnieniami, to Ivellios przypomnij na szybko telefon.
[01:29:32] - Ja bym prosił tutaj może tak, żeby słuchacz Jarsoor napisał SMS-a pod numer 530 620 493. A ja oddzwonię do niego z numeru stacjonarnego, żebyśmy mogli się tutaj w miarę sprawnie połączyć z rozmówcami na Google Meet.
[01:29:54] - Tak, to oczywiście nie jest przymus. To jest nasza prośba, jeżeliby pan chciał. Mamy już za sobą analizę Arku tych wszystkich efektów dźwiękowych i tak dalej, i innych. Ale pomimo wszystko wydaje mi się, że tym ludziom, którzy tamtego dnia mają popalone telewizory, popalone lodówki, wyrwane gniazdka, to raczej te wszystkie naukowe rozważania im mało coś mówią. Dlaczego to się stało u nich? Dlaczego wtedy? To wszystko jest bardzo interesujące i bardzo mroczne mimo wszystko.
[01:30:37] - I czy się powtórzy przede wszystkim, czy jeszcze raz ich coś takiego spotka? Tutaj trzeba też powiedzieć, że każdej burzy towarzyszy specyficzny zapach właśnie takiego świeżego powietrza, ozonu. I teraz, jeżeli tam, tak jak tutaj słuchacz pisał, że jest rozorana ziemia była przez właśnie jakieś takie wyglądające pewnie jak korzenie rozciągające się od tej skały wzdłuż, to być może, że właśnie taki efekt mocno elektrostatyczny w połączeniu właśnie z tym zapachem, czy może nie zapachem ziemi, ale taką właśnie reakcją ziemi na to dał ten efekt właśnie taki
[01:31:36] - Jakiegoś mocno azotowego, takiej substancji. Jeżeli chodzi o wojsko, mówiliście, że pojawiło się wojsko chemiczne. Być może byli to saperzy, skoro mieli ze sobą coś do wykrywania metali. Wojsko na pewno zostało o czymś więcej poinformowane. Szkoda, że przez tyle lat nikt z wojska nie puścił pary na ten temat. Nic nie przedostało się, bo to dosyć ciekawa sprawa była i na pewno zostało to odnotowane w niejednym raporcie, bo wysłanie żołnierzy to nie tylko jest, że sobie pojadą. To jest zaprowiantowanie na jakiś okres czasu, wyposażenie tych żołnierzy, czy byli z bronią i wyposażenie. Wszystko podlega spisowi i wypisowi, więc to nie jest takie proste. Tutaj mieszkańcy zapewne byli mocno zszokowani tym, co się stało. Te straty, nie wiem kto wypłacał.
Pewnie najszybciej by było przyznać wszystkim, że to był piorun superwzmocniony przez cokolwiek, żeby po prostu odszkodowanie dostać na odbudowę tych zniszczonych rzeczy. Stąd pewnie wszyscy bardzo łatwo łyknęli takie wytłumaczenie i chcieli łyknąć. Ciężko jest określić jednoznacznie, co to jest, co to było wówczas. Tak mi się wydaje. I tak jak Marek mówił, po 30 latach mnożą się teorie, które są opracowywane przez cały czas na bazie tego samego materiału, który został już raz opisany i opowiedziany. Ale to dotyczy chyba wszystkich takich zdarzeń dziwnych i niesamowitych, że w miarę upływu czasu każdy chce zbić swój kapitał na takim wydarzeniu i coraz bardziej kreuje mniej lub bardziej dorzeczne lub niedorzeczne rzeczy. Dziękuję.
[01:34:15] - Marku, Robert Leśniakiewicz pisał o tym zdarzeniu dość obszernie. Wspomniał między innymi, że żołnierze, którzy się zjawili z Krakowa, mieli na wyposażeniu nie tylko wykrywacze metalu, ale też liczniki Geigera. Napisał też, że oni coś zbierali. Czyli coś tam chyba jednak zostało. Co mnie interesuje? Przede wszystkim każda historia, która się dzieje, której świadkiem jest więcej niż jedna, dwie osoby, która jest obserwowana przez grono ludzi, ma zawsze tyle wersji, ile świadków. Tutaj pytanie, czy tam nie ma jakichś ukrytych historii, ukrytych fragmentów czegoś, co nie zostało powiedziane, a mogłoby mieć dzisiaj kluczowy aspekt. To jest naprawdę interesujące. Bardzo mnie interesuje też to, co oni mówili, że słyszeli jakiś terkot. Jeden powie, że to był terkot samolotu, drugi powie, że to był szum, trzeci powie, że to był odgłos wiatru na przykład.
I tu już nam się robi straszny informacyjny galimatias z tego wszystkiego. Niemniej jednak coś tam porozbijało te okna i potłukło eternitowe dachy, dachówki i wszystko inne. Co jeszcze pisał?
[01:35:39] - Będziemy za chwilę dzwonić, Piotrze, do słuchacza.
[01:35:46] - Czyli zgodził się pan?
[01:35:47] - Zgodził się, zgodził się. Zaraz będę tutaj wstukiwał jego numer.
[01:35:52] - Poczekaj sekundkę. Marek jeszcze odniesie się do mojego pytania, co tam jeszcze pisał o tym Robert Leśniakiewicz i zadzwonimy do naszego słuchacza.
[01:36:02] - Powiem tak, że zanim o Robercie Leśniakiewiczu, to powiem jedną rzecz: myślę, że wszyscy tutaj padliśmy trochę ofiarą nierzetelnego dziennikarstwa. Zaraz powiem, co mam na myśli. Przede wszystkim selekcjonowanie materiału, żeby wyszła fajna historia. Ja to troszeczkę znam od podszewki, jak to się robi i po prostu to nie jest zgodne ze sztuką, ale bardzo wielu dziennikarzy jedzie z gotową tezą na miejsce, żeby robić materiał. I selekcjonuje materiał mniej więcej w taki sposób, że to, co pasuje do założonej tezy albo do tezy, która się gdzieś ulęgnie w trakcie, to bierze, a co nie pasuje, to pomija. I później mamy zapis, który jest absolutnie nieadekwatny do tego, co się wydarzyło, tylko to jest zapis pewnej historii, która się zrodziła w głowie danego dziennikarza. To tak bardzo często wygląda. I tu też mam takie wrażenie, że tak się zdarzyło. W dodatku mamy jeszcze cytowane przez ciebie, w każdym razie wspominane przez ciebie zapisy z pism specjalistycznych zajmujących się astronomią. I tam z kolei znowu następuje coś takiego: naukowcy odrzucają wszystko, co nie pasuje, a biorą to, co pasuje, co jest im znane.
Myślę, że nie bawią się, ale nie wiem, jak było. Znowu to jest strzał w ciemno. To, co nie pasuje, odrzucają, biorą tylko to, co jest znane, sprawdzone.I to dlatego później Robert Leśniakiewicz pisze, tak jak już wspominałem, nawet o tym, że na początku lat 90. Polska została zaalarmowana. Nie wiem, skąd jest ta informacja w ogóle, ale to już inna sprawa, że została Polska zaalarmowana o tym, że zginęły gdzieś tam w Rosji bomby walizkowe. Że te bomby miały, jeśli chodzi o wysadzanie, od zaledwie 100 kilogramów trotylu do 1000 kilogramów trotylu. Taką moc miały. Więc to były bombeczki właściwie. Opisuje je dosyć szczegółowo, jak to wyglądało. To jest jedna teoria.
Coś tam może pasuje, coś nie. I wszystkie wcześniej wymienione, dotyczące jakichś prób wojskowych, jednych, drugich z impulsem elektromagnetycznym, a może z czymś jeszcze? A może to satelita wojskowy? Później mamy informację o tym, że gdzieś tam Amerykanie wysyłają na orbitę jakieś niezałogowe wahadłowce, które sprowadzają po roku albo po półtora roku i tak dalej. Na skutek tego, co powiedziałem na początku, tego dziennikarstwa nie do końca rzetelnego, które na początku rzuciło pewną narrację, my w tej chwili właśnie jesteśmy ofiarami tego. Tak bym to skomentował. A tych wątków, które podaje Robert Leśniakiewicz, jest tam naprawdę bardzo dużo. Zachęcam, może po prostu wejść na blog, bo to pokazuje, w jakiej mgle się poruszamy. Dobrze, ja nie będę zabierał czasu, bo mamy dzwonić do słuchacza.
[01:39:12] - Tutaj ten link się ukaże pod nagraniem na YouTubie, także sobie zobaczcie. Ale ja bym jeszcze dodał tylko tyle, że to samo się tyczy tych publikacji naukowych, bo tam jest przyjęte, że to był meteoryt i już.
[01:39:26] - Właśnie tak mówiłem. W tych pismach zajmujących się astronomią jest dokładnie to samo: przesiewanie informacji.
[01:39:32] - Tak. I szukamy dowodów. Nawet jeżeli to był piorun i nie pasuje do pioruna, to stwórzmy koncepcję pioruna, który się dzieli przy uderzeniu na piorun kulisty i piorun zwykły.
[01:39:46] - Albo może być piorun, który „współpracuje”, tu cudzysłów oczywiście, z jakimś obiektem kosmicznym, który spada na ziemię. I to w ogóle jest super teoria.
[01:39:55] - Ja się nie czepiam, nie jestem specjalistą.
[01:39:58] - Ja też nie.
[01:39:59] - Od tych zjawisk. Natomiast kiedy słyszę, że ktoś powołuje nową kategorię zjawisk do wyjaśnienia czegoś, co się wydarzyło w Jerzmanowicach i do tego powołuje się nowe zjawisko, ultrarzadkie, tylko po to, żeby zaspokoić wymóg, jaki stawia nauka akademicka, to jestem trochę zażenowany, szczerze mówiąc. Bo jak czytałem, że piorun się rozdzielił na taki i na taki i potem tak strzelał albo i nie, albo w tą stronę, albo w tą. Innymi słowy, oni nie wiedzieli, nikt tego nie widział, nie było żadnych przesłanek. Natomiast naukowcy postawili określoną tezę, bo tak na pewno było, bo tak musiało być.
[01:40:47] - I selekcja materiału następowała wtedy.
[01:40:49] - Ale to naukowcy wiodą prym właśnie w tego typu praktykach. To jest to, o czym mówiłem. Jest pełno eksperymentów, które przeczą założeniom fundamentalnych dziś teorii, ale oni dalej zajmują się tym. To są blokady. Blokady i taki ograniczony światopogląd, który nie pozwala wyjść poza coś i coś wyjaśnić.
[01:41:17] - Dobrze Marku, dzwonimy do naszego słuchacza chyba. A więc dzwonimy. Halo, halo! Dobry wieczór. Czy się słyszymy?
[01:41:39] - Słyszymy się.
[01:41:41] - No to oddaję panu głos.
[01:41:42] - Dobry wieczór.
[01:41:42] - Halo?
[01:41:43] - Dobry wieczór. Pozostawił pan bardzo ciekawy komentarz na naszym czacie.
[01:41:50] - Tak.
[01:41:51] - Odnośnie zdarzenia w Jerzmanowicach. Rozumiemy, że pan mieszkał blisko i miał możliwość udania się tam.
[01:41:59] - Mieszkałem na terenie Krakowa. Nie wiem, czy mnie słychać dobrze. Ja to pamiętam, bo ja byłem w tym czasie uczniem technikum, a mieszkałem na terenie Krakowa i byłem świadkiem, znaczy słyszałem huk, bo nie mieszkałem bezpośrednio, tylko w odległości około 25 kilometrów od. Nie wiem, czy mogę kontynuować dalej tutaj?
[01:42:26] - Tak, oczywiście.
[01:42:29] - Mieszkałem 25 kilometrów, czyli w zachodniej części Krakowa. I pamiętam, że zdarzenie mnie zastało w ten sposób, że byłem w mieszkaniu. To było mieszkanie znajdujące się w dużym bloku. Z tym że okna mamy na stronę południową, czyli po przeciwnej stronie, jak był wybuch. I nastąpił pierwszy huk, taki słabszy, ale był potężny i nie można tego porównywać do jakiegokolwiek uderzenia pioruna czy czegoś podobnego. Zatrzęsły się szyby w oknach, pomimo że to były okna od strony południowej, czyli musiała iść jakaś potężna fala uderzeniowa, która musiała odbić się od naprzeciwległego budynku i uderzyć w szyby. I po około minucie, do 50 sekund był następny wybuch, jeszcze silniejszy. I z tego, co pamiętam, to następnego dnia udałem się tam z ojcem na miejsceBo ojciec od znajomych już wiedział, gdzie to nastąpiło i na miejscu, z tego, co pamiętam, zjechało się sporo ludzi. Podjeżdżało samochodami patrzeć. Było dwóch gospodarzy, którzy oprowadzali i pokazywali to wszystko.
Z tego, co pamiętam, to opisałem na czacie państwu. Może byście chcieli państwo o coś zapytać jeszcze.
[01:44:05] - Może o to wojsko. Dlatego że pan tam był następnego dnia z ojcem i tego wojska już nie było.
[01:44:13] - Tak, ja byłem z ojcem, bo wojska nie było rano, ale ojciec mi pokazywał, bo ta skała to jest taki ostaniec skalny, który wystaje tam na kilkanaście metrów pośród pól. Bo tam mamy zabudowania gospodarcze, za dwoma domami jest ta skała i za skałą już są pola orne. I ojciec tam zauważył, że wokół skały były odciśnięte w ziemi tak, jakby ktoś wbijał jakieś kolce w ziemię czy coś. I ojciec mój twierdził, który był w wojsku, że to był odcisk od łapy rozstawianych lamp, że jak było wojsko, to musiało tam rozstawiać jakieś reflektory czy coś. Takie było odgniecenie takiej łapy stojącej czy coś w tym stylu. Ze śladów naziemnych znaleźliśmy z ojcem takie rozerwania darni rozciągające się od tej skały w pola, może na kilkanaście metrów. Podobno takie coś występuje w przypadku pioruna kulistego. A odnośnie wojska była informacja od miejscowych ludzi, bo tam były dwa domy zlokalizowane bezpośrednio przy skale. Gospodarz zapraszał z jednego domu. Tam dwa domy, z tego, co pamiętam, miały poszatkowany dach, poprzebijany przez te odłamki skał.
I w jednym z domów gospodarz właśnie mówił: „Ja widziałem osobiście wyrwane gniazdko elektryczne ze ściany” i ten gospodarz twierdził, że miał spalone wszystkie sprzęty elektryczne. I potem była jakaś informacja, tylko ja nie wiem, czy od miejscowych, czy to już po tygodniu, że w badaniach gleby znaleziono jakieś mikrokulki aluminium. Takie coś mi się kojarzy, ale to byście jeszcze musieli państwo temat drążyć.
[01:46:10] - Tak, o tym też pisał Robert Leśniakiewicz.
[01:46:15] - Ja właśnie nie wiem, czy to z tego źródła już później to nie wypłynęło. Natomiast ja na oczy nie widziałem właśnie tej rozerwanej ziemi. Taka rozerwana darń i odciski właśnie po jakichś stojakach wojskowych czy coś. Ja dokładnie już sobie nie przypomnę, ale to było odgniecione w ziemi, może wielkości dłoni, jakiś statyw czy coś takiego. I pamiętam, tam było bardzo mylne w przypadku Jerzmanowic, bo odnośnie tego, ile skały zostało wyrwane, to tubylcy by wiedzieli. Ci, co mieszkają najbliżej. Ponieważ wokół skały mamy pola orne i tamta gleba orna jest taka, że sama w sobie zawiera też takie kawałeczki kruszcu wapniowego. I było ciężko odróżnić, ile jest narzucone tej skały z rozbicia, a ile tego kruszcu wapniowego jest naturalnie w tej ziemi. Tak bym się wyraził. Ja pamiętam tylko, że chodziliśmy z ojcem wokół, może w promieniu trzysta metrów wokół tej skałki i szukaliśmy tam w tych polach, czy nie ma jakichś fragmentów meteorytu czy coś.
I nie udało nam się znaleźć nic niestety.
[01:47:32] - A jeżeli chodzi o atmosferę, jaka tam panowała wtedy, to jak by pan to opisał?
[01:47:38] - To w ogóle jeszcze ja bym może odnośnie pogody dodał, bo ja pamiętam jako dziecko, że to było w styczniu, prawda? To była jakaś dziwna zima, bo z tego, co ja pamiętam, to nie było śniegu i myśmy tam pojechali. Tam była ziemia, normalnie darń, taka jak w zimie się zdarza, jak jest bezśniegowo. Tak że stąd właśnie jest ta relacja moja o tej rozerwanej darni. Było wyjątkowo ciepło jak na zimę, dlatego były też podejrzenia, że to mógł być jakiś megapiorun czy coś. Natomiast na miejscu zjeżdżali się ludzie. Ja pamiętam, że tam było sporo ludzi, którzy właśnie z jakichś źródeł musieli wiedzieć, że to właśnie w tym miejscu nastąpiło. I tam sporo ludzi podjeżdżało i penetrowało ten teren. Tak że myślę, że tutaj gdyby się udało dotrzeć do świadków, powinno być więcej tego zdarzenia.
[01:48:29] - Bardzo dziękujemy panu za rozmowę, za telefon. Fajnie, że jest ktoś, kto był na miejscu, kto pamięta te zdarzenia.
[01:48:38] - Ja pamiętam, bo to jest wydarzenie, które naprawdę zrobiło bardzo duże wrażenie i jako uczeń szkoły też dużo. Ja pamiętam jeszcze, że miałem tam kolegów z Jerzmanowic i ten temat się natychmiast pojawił też w jakichś naszych rozmowach i dużo ludzi nawet na terenie Krakowa, z tego, co gadałem z ojcem, nawet między sobą się pytali, czy słyszeli taki huk czy coś. Tak że było to bardzo silne i dużo mieszkańców zwróciło na to uwagę. Natomiast temat był potem jakiś przemilczany i nieporuszany i według mnie jest to do tej pory sprawa niewyjaśniona i po prostu bardzo tajemnicza.
[01:49:20] - I to też mamy tak właśnie z pierwszej ręki, jeśli mogę się wtrącić w tym momencie. Z pierwszej ręki, pan, który nam potwierdza, że to jest niezwykła sprawa.
[01:49:28] - Było to, bo ja pamiętam, że jakiś nawet miesiąc czy dwa, czy trzy miesiące po tym zdarzeniu wiele ludzi się dopytywało w trakcie jakichś rozmów: „Czy słyszałeś taki wybuch? Bo to podobno tam w tych Jerzmanowicach coś hukło”.Naprawdę ta detonacja była tak mocna, że nie można porównywać tego z uderzeniem, jakby gdzieś rąbnął piorun czy coś. Nie, to nie ta kategoria.
[01:50:04] - Dziękujemy jeszcze raz za informację i za telefon. Pozdrawiamy.
[01:50:09] - Dziękuję bardzo.
[01:50:11] - Dziękujemy. Wydaje mi się, że jeżeli będą tego słuchali ludzie z okolic Jerzmanowic, to z pewnością może-
[01:50:22] - Ja myślę, że także warto by jeszcze drążyć i dotrzeć do świadków, którzy jeszcze tam istnieją i byli bliżej i mieli możliwość bardziej ten teren penetrować. Bo według mnie, z tego, co pamiętam jako młody człowiek, to wzbudzało zainteresowanie wśród miejscowych, bo tych ludzi, jak ja wszedłem tam na tą skałkę, było sporo. Miałem takiego wujka, który się trochę interesował UFO. On potem w następnym tygodniu przyjechał do Krakowa specjalnie, myśmy go tam zawieźli i w dalszym ciągu się co jakiś czas pojawiali ludzie.
[01:51:04] - No tak. Kiedy pan wspomniał o tym, że te pola były też usłane kamykami.
[01:51:12] - Tak.
[01:51:13] - Też mieszkam na Jurze.
[01:51:17] - Ja to zapamiętałem, że ta Jura jest taka, że te pola orne, one same w sobie w gruncie mają gruz wapienny, a ten rozkrusz skalny, który nastąpił, był drobny według mnie. Nie wiem, tu by musieli się miejscowi wypowiedzieć, bo ja w tym miejscu byłem po raz pierwszy i nie wiem, jak wyglądała skałka przed, ale miejscowi twierdzili, że było kilka metrów sześciennych tej skały zostało rozerwane. I najbardziej tajemnicza jest sprawa tego wojska. Bo wojsko raczej nie jeździ w miejsca, gdzie rąbnie piorun. To albo jakaś straż pożarna, a tu z tego, co miejscowi mówili, to wojsko było w miarę szybko. I to jest właśnie najciekawszą sprawą tego.
[01:52:09] - Właśnie ciekawi mnie, jak zareagowały służby lokalne. Ciekawe, czy tam się pojawiają policja, straż, OSP. Ciekawi mnie to.
[01:52:20] - Tu mi jest ciężko. Tu by trzeba drążyć temat ze świadkami z Jerzmanowic, którzy to pamiętają. Czy ktoś to zgłosił, czy wojsko przyjechało samoistnie. Tego nie wiem. Z tego, co wiem, tam były też hipotezy brane pod uwagę, że piorun rąbnął w skałkę, a w tej skałce był jakiś skład amunicji powojenny i to rozpirzyło, ale to też jakoś się nie trzymało kupy za bardzo ta wersja.
[01:52:49] - Tak. Kolejna mówiła z kolei, że tam mieliśmy piorun, który uderzył w tą skałę i tam była jakaś duża zawartość wody i ona po prostu gwałtownie wyparowała.
[01:53:00] - Też. Bo ja potem na temat tego incydentu jerzmanowickiego też coś w internecie starałem się znaleźć przez wszystkie lata, ale ciężko było. I też jedna z teorii twierdziła, że była to jakaś porowata skała, nasiąknięta wodą i piorun tam rąbnął i wtedy następuje jakieś gwałtowne odparowanie tej wody i rozerwanie. Nie wiem, jest ciężko oszacować, ale siła tej eksplozji była według mnie gigantyczna.
[01:53:36] - Tak. Natomiast jeżeli ktoś kiedyś był na Jurze i dotykał tych miejscowych skał, to nie jest taki wapień, jak sobie niektórzy wyobrażają. To jest bardzo twardy wapień.
[01:53:48] - Tak. To nie jest pumeks. On ma tam jakieś zagłębienia czy takie mikrootwory, ale nie jest to pumeks. Dlatego właśnie ta wersja też, ja bym się nie skłaniał w tą stronę, bo skała wapienna raczej nie nasiąka. Gdzieś tam w te szczeliny, pęknięcia naturalne ta woda może wchodzić, ale ta wersja jakoś też za bardzo się nie kleiła według mnie.
[01:54:13] - No właśnie.
[01:54:16] - Nawet była taka szalona hipoteza. Nie wiem, czy nadmienić tu państwu. Ja to chyba też w którymś z jakichś takich wydawnictw ufologicznych czytałem, że tam nawet była teoria tego typu, bo to były lata 90., kiedy był duży handel z Rosją, coś ludzie przywozili, że nawet była taka hipoteza, ktoś postawił, a było to blisko tej szosy E4 wschód-zachód, która jest na Olkusz, że ktoś z Rosji wywiózł jakąś tak zwaną walizkową bombkę małą, jądrową czy coś i wiózł to z Rosji gdzieś na zachód i mu to zaczęło tykać w aucie, więc je zatrzymali gdzieś tam, zjechali na wieś, zostawili to na skale i uciekli. I to rąbło. Z tym że ja to czytałem jako hipotezę, którą ktoś postawił, ale znowu tam były relacje, że była widziana taka kula świetlna lecąca, także to by podważało to.
[01:55:18] - Dziękujemy jeszcze raz za relację i zachęcamy do dalszego słuchania, a my wracamy za sekundkę z chłopakami do dalszych rozmów.
[01:55:26] - Dziękuję.
[01:55:27] - Pozdrawiamy.
[01:55:28] - Do usłyszenia.
[01:55:32] - Jeżeli chodzi o Rosjan i Jurę Krakowsko-Częstochowską, to oni przebywając tutaj w czasie II wojny światowej mieli różne głupie pomysły. Pamiętam, moja babcia mi opowiadała. Mieszkała w takiej wsi Trzebiniów koło Żarek, koło Myszkowa. Przyszli RuskieTam jest tak, że to jest wieś położona w wąwozie. Bardzo jest tam ładnie. Jednym z takich punktów jest ogromna skała, która jest zatrzymana na czubku góry. I co? I ruskie wpadli na pomysł, żeby ją zrzucić na ziemię i nie mogli. Dobrze im tak. Panowie, wracamy do tych Jerzmanowic.
Czy ktoś chciałby z was skomentować? Mamy kolejny bardzo ciekawy komentarz, który zaraz przeczytam. Odnieślibyście się do słów naszego słuchacza? Co wam one przyniosły na myśl?
[01:56:32] - Przede wszystkim jeszcze raz została podniesiona kwestia wojska. Skoro ten pan był już rano tam, a wojsko już się zwinęło, to znaczy, że byli tam dużo wcześniej i to, co chcieli tam zrobić, przebadać, to przebadali i odeszli. Być może później znowu parokrotnie próbowali przebadać ten teren. Stąd te informacje, że byli dłużej. Ale z tego, co tu mówi naoczny świadek, w tym czasie, kiedy on był, już było po wstępnym pierwszym badaniu. Jeżeli mieli ze sobą stacjonarny sprzęt świecący, bo te trójnogi, tak jak ten pan mówił, były prawdopodobnie po reflektorach, to musieli być jeszcze, jak było ciemno. To nagłe pojawienie się wojska jest naprawdę zadziwiające. Dziękuję.
[01:57:44] - Poza tym nic się nie zgadza. Tutaj jest informacja od bezpośredniego świadka, że wojska już nie było, chociaż był ranek, przedpołudnie na pewno. Tymczasem w innym źródle czytamy, że wojsko się dopiero o 7 rano zjawiło następnego dnia po tym incydencie. Powtarzam to, co powiedziałem wcześniej: jesteśmy w mgle informacyjnej i naprawdę przydałoby się może do Jerzmanowic jeszcze raz wybrać i tam zasięgnąć języka na miejscu. Na pewno pamięć o tym wydarzeniu tam jeszcze funkcjonuje. Jesteśmy skazani niestety na to, co jest w sieci. A sieć ma to do siebie, że powiela różne rzeczy mniej lub bardziej sensownie. I gromadzi kolejne teorie, kolejne hipotezy. To tak chyba nie służy później rzeczowej analizie tego.
[01:58:42] - Powiem ci, że gnuśność środowiska naukowego po raz kolejny dała się we znaki. Środowisko naukowe, Marcin chyba tutaj przyzna, ono się porusza w swojej sferze, gdzie liczą się tytuły. Natomiast tam rzadko się wychodzi do ludzi. Dam taką analogię, która jest z drugiego krańca, ale z takiego, który jest bliższy mnie, czyli z historii. Pamiętacie na pewno to zainteresowanie turbosłowianami, wielkim imperium lechickim i tak dalej. Zanim się Bieszk wysprzęgł z tymi teoriami, to one już się dawno rozwinęły, poszły w eter, zaczęły się w necie rozwijać. Natomiast środowisko historyczne sobie spało rok prawdopodobnie, może i więcej, i dopiero się obudzili gdzieś po kilku latach i zaczęli z tymi mitami walczyć. Bo to są mity, to jest totalna bzdura. Ale dopiero się zorientowali tam po latach, że takie głupoty są. Środowisko naukowe w Polsce jest tak bardzo skupione wokół papierologii, zdobywania grantów, pisania artykułów na punkty, że ucieka im rzeczywistość.
Ja oczywiście im nie odbieram żadnych zasług, bo przyłożyli się do przynajmniej częściowego wyjaśnienia incydentu jerzmanowickiego. Natomiast wydaje mi się, że troszeczkę się za późno obudzili. Nawet sam mit tego, że ta skała się rozpierniczyła w wyniku eksplozji i że to poszło w eter, to też jest wynik tego, że my fachowe opracowanie mieliśmy w „Postępach Astronomii” nigdzie indziej. To jest jednak niiszowe czasopismo. To powinno zostać powiedziane od razu. Nie było wtedy internetu, wiadomo, ale takie rzeczy powinno się wyjaśniać od razu, dlatego że potem pojawiają się jakieś dziwne hipotezy. Przejdźmy może do dalszych wyjaśnień. Otóż polscy uczeni mówili, że doszło tam do uderzenia mega pioruna albo zjawiska mikrosubtunguskiego, jeszcze czegoś bardziej tajemniczego. Zasugerowano, że za wszystko odpowiedzialny był dwukilogramowy, dziesięciocentymetrowej średnicy kamień z kosmosu. Tak jak powiedzieliśmy od początku, brano pod uwagę dwie hipotezy: meteorytową i meteorologiczną.
Tutaj nazwy mówią same za siebie. Ta pierwsza sugerowała, że to niewielkie ciałko kosmiczne o prędkości kilku kilometrów na sekundę. Jednak może nie tyle uderzyło w Babią Skałę, co wywołało jakieś pęknięcia i to się wszystko rozsypało i poszło na dachy i okna. Co ciekawe, dowiadujemy się z literatury, że poszukiwanie śladów meteorytu w pobliżu dwóch kilometrów od Jerzmanowic nie przyniosło żadnego skutku.To fragment z postępów astronomii, który rzuci wam nieco światła, jak to bardzo problematyczna jest sprawa. Na podstawie obserwowanej jasności błysku przy realnym zakresie prędkości można oszacować masę obiektu na, uwaga, 20 do 50 ton. W zależności od materiału meteorytu oraz wartości współczynnika aerodynamicznego końcowa masa przy upadku powinna wynosić od 200 kilogramów do dwóch ton. Oznacza to ponad dziesięciotysięcnokrotną utratę masy w trakcie lotu. Niespotykana ablacja, także żaden deszcz meteorów nie został zaobserwowany. Innymi słowy, biorąc to na zupełnie chłopski rozum, który ponoć nie działa, jeżeli by tam, Marcinie, doszło do upadku meteorytu, to ten bolid w atmosferze, nawet jeżeliby dotarł do ziemi w takiej obciętej, wychudzonej formie, to powinien po drodze, którą przemierzał, dawać jakieś efekty. Deszczu meteorów nie było.
Jeżeli tam coś eksplodowało, to były inne hipotezy, że na przykład lodowe jądro komety albo jakiś inny lodowy obiekt. Sugerowano, że to jest jakaś planetoida typu Apollo. Mimo wszystko, choć ten obiekt, który za to wszystko odpowiadał, był widoczny tylko przez sekundę, coś się wydarzyło. I tutaj dopiero po jakimś czasie, dopiero w tych chyba bardziej współczesnych opracowaniach profesor Manecki twierdzi, że w Jerzmanowicach wydarzyło się to samo co w Tajdze w 1908 roku, tylko w dużo mniejszej skali. Nazwał to zjawiskiem mikrosubtunguskim. Cytuję: „Nazwałem to efektem subtunguskim. Fala uderzeniowa pochodziła od czegoś, co wyparowało w atmosferze”. I tutaj moglibyśmy dyskutować dlatego, że zjawisko tunguskie, wybuch tunguski to jest coś, co zasługuje na naprawdę co najmniej kilka debat. Ale czy ty dopatrujesz się tu jakichś podobieństw?
[02:04:17] - Trudno mówić o podobieństwach, ponieważ jeżeli te oszacowania mówią, że to nawet do dwóch ton, o ile dobrze zrozumiałem, to mi się to nie zgadza na ten chłopski rozum, który według mnie działa czasem. Przecież gdyby to były dwie tony, które by dotarły do ziemi, jednak zniszczenia byłyby niewyobrażalne, a po drugie byłoby coś w rodzaju krateru. Myślę, że tu nie ma co się zagłębiać i mówiąc tak brzydko filozofować więcej nad tym. Dla mnie to jest nieprawdopodobne, że tam dotarł już meteoryt wielkości rzędu do dwóch ton. Po drugie, jeżeli byłby do dwóch ton już na powierzchni ziemi, a jego początkowa w górnych warstwach atmosfery wielkość byłaby o 1000 razy większa, to przy takich wielkościach bardzo prawdopodobne jest, że doszłoby do rozprysku, czyli tam wyżej by się po prostu rozpadł i byłby ten strumień, nie pamiętam, jak się to nazywa. Byłaby widoczna strefa rozrzutu tych drobniejszych, już mniejszych, będących skutkiem rozpadu tego jednego wielkiego wyżej. Bo jeżeli taki duży wpada w atmosferę, to można powiedzieć, że on się musi rozpaść na mniejsze tam wyżej. Więc to mi nie pasuje. Gdyby to był tak duży obiekt, on by się rozpadł na mniejsze. Byłoby to widać w postaci zniszczeń w szerszej skali tu na ziemi.
Po drugie, jeżeli według tych obliczeń dotarł taki kilkusetkilogramowy czy dwutonowy, to nie oszukujmy się, każdy chyba stwierdziłby, że jednak inaczej by wyglądał ten krajobraz tam na miejscu. Dla mnie to jest pozbawione sensu. Jeżeli mogę jeszcze dodać, z tego, co mówiliście wcześniej, jeżeli mamy się trzymać, stąpać mocno po ziemi, to prędzej bym rozpatrywał jakieś mega nienaturalnie, rzadko zdarzające się wyładowania atmosferyczne, wielkie jakieś. To też by tłumaczyło nawet i te jakieś efekty lewitacyjne. Jeżeli przyjmijmy, że ktoś nie kłamał, że ktoś mówił prawdę, już więcej rzeczy tłumaczyłoby zjawisko wielkiego, gigantycznego pioruna niż to, że była to tak wielka skała.
[02:06:55] - Jak powiedziałem, gdybyśmy zaczęli analizować te elementy wybuchu tunguskiego i dawać jakieś przykłady, to jedyny zawiera się w tym, że coś wybucha w atmosferze. I tu też jest taka pewna nieścisłość. Idzie fala uderzeniowa, fala musi chyba uderzyć w Babią Skałę, ta się rozpryska i tak dalej. W zjawisku tunguskim mieliśmy do czynienia z czymś, oczywiście na dużo większą skalę. Pamiętajmy, że tamten obszar, który został dosłownie spłaszczony i te drzewa, które się położyły, miały wielkość takich trzech średniej wielkości polskich powiatów. Natomiast tutaj mieliśmy mimo wszystko bardzo silne uderzenie, ale jeżeli powiedziałeś, Marcinie, o tej hipotezie meteorologicznej, to ona się tutaj odwołuje do szeregu następujących po sobie zjawisk burzowych.
[02:07:55] - Bardzo silnego wyładowania oraz rzekomego pioruna kulistego. Tutaj istnieje kilka wariacji tej hipotezy i im bardziej się zagłębiamy w nie, im bardziej one się koronkowe stają, tym chyba tracimy do nich pewnego rodzaju przekonanie. Nauka potrafi wyjaśnić wszystko. Jeżeli czegoś nie jest w stanie wyjaśnić, to powie, że to była anomalia i tyle. Ale anomalia wyjaśnialna. Mimo wszystko to nie zamyka tematu. W dużym skrócie można streścić te hipotezy mówiące o tym megapiorunie, że doszło tam do jakiejś anormalnej burzy i piorun, to wyładowanie liniowe uderzyło w skałę, spowodowało odparowanie wody i eksplozję. Piorun kulisty potem uderzył gdzieś w sieć energetyczną i stąd te popalone gniazdka. Arku, piorun kulisty to też takie magiczne słowo. Teraz troszeczkę definicja, może nie to, że się definicja zmieniła, ale podejście do tego zjawiska się zmieniło.
Były takie czasy, kiedy piorunem kulistym w ufologii naukowcy próbowali tłumaczyć wszystko.
[02:09:10] - Piorunowi też może towarzyszyć lewitacja. Jeszcze tak wtrącę.
[02:09:14] - Zaraz przejdziemy do tego. Zdecydowanie tak. Jeżeli nie wiadomo, jak wyjaśnić jakąś rzecz, to najlepiej wyjaśnić ją w sposób jeszcze bardziej zawiły niż najzwyklejsze proste wyjaśnienie. Na dobrą sprawę, zanim jeszcze odkryto pioruna kulistego jako takiego, to już go, że tak powiem, wymyślono na potrzeby wyjaśnienia rzeczy związanych z ufologią. Najlepiej udokumentowanym przypadkiem meteorytu jest Czelabińsk. Tam nie dochodziło, z tego, co pamiętam, do żadnych spięć w instalacji elektrycznej. Niczego takiego nie było. Nie było nic o lewitacji, była tylko fala uderzeniowa i to w zasadzie wszystko. Raczej dziwnie to by wyglądało, gdyby akurat w Wierzbnowicach meteoryt miał takie cechy, które pasowałyby do wyjaśnienia, a które w rzeczywistości nie funkcjonują. W sumie najlepiej by było, gdyby powiedzieć, że mały meteoryt przelatuje przez wysoką chmurę, gdzie się tworzy burza.
Jego ślad podczas przelotu umożliwia szybszy przeskok ładunku elektrycznego, który nie dość, że go rozpędza, rozbija, to jeszcze uderza w najwyższy punkt w okolicy. I stąd mamy to, co mieliśmy. Mamy wyjaśnienie wszystkiego. Tylko czy to wyjaśnienie bardziej zbliża nas do tego, co faktycznie tam się stało? To ciężko jest powiedzieć. Szkoda by było w taki bardzo błahy sposób przejść nad tym, co się tam wtedy wydarzyło, do porządku dziennego i wysnuć teorię, która owszem, wyjaśnia, ale w rzeczywistości nie ma żadnego uzasadnienia funkcjonowania.
[02:11:42] - Dziękuję.
[02:11:46] - Dziękujemy. Jeżeli chodzi o te pioruny kuliste, to z Wierzbnowicami jest taka historia, że rzekomo w ten sam dzień, kiedy doszło tam do wybuchu, w Krakowie, bodajże w Balicach miał być obserwowany też piorun kulisty, który towarzyszył takiej burzy. Marku, jak ty zapatrujesz się na tą hipotezę meteo, jeżeli chodzi o Wierzbnowice? Bo jednak 30 lat minęło, a jakoś się to za bardzo nie powtórzyło.
[02:12:21] - Powiem tak, że ja się nie znam na zjawiskach meteorologicznych zupełnie. Znam się o tyle, o ile każdy się zna, czyli obserwuję czasami pogodę, ale nic konkretnego na ten temat powiedzieć nie mogę. Natomiast zwrócę uwagę na coś, co powiedziałeś wcześniej. Otóż to porównanie, jak to się nazywało? To było mikro coś tunguska. Tego sformułowania szukam. Jak to brzmiało Piotrze?
[02:12:52] - Submikro tunguskie.
[02:12:54] - Tak. Konia z rzędem temu, kto odpowie, co się tam tak naprawdę w tej podkamiennej Tunguskiej w ogóle wydarzyło. Czy tak naprawdę dzisiaj z ręką na sercu jesteśmy w stanie odpowiedzieć, co tam się wydarzyło, jaki tam czynnik zadziałał? Bo teorii, ja sobie do pewnego momentu śledziłem, dzisiaj bez żadnej przesady są dziesiątki teorii najdzikszych oraz całkiem, wydawałoby się, racjonalnych na temat tego, co wydarzyło się tam daleko na Wschodzie. Więc porównywanie, że tu w Wierzbnowicach stało się coś takiego bardzo podobnego, tylko na mniejszą skalę, tak naprawdę niczego nie wyjaśnia. Niczego, dokładnie niczego, bo to jest takie porównanie, bo tak fajnie można to porównać. Ja bym uciekał od tego rodzaju porównań, bo one donikąd prowadzą tak naprawdę. A jeśli chodzi o zjawisko pogodowe, powtarzam, nie mam zielonego pojęcia. Nigdy nie zetknąłem się zTak gigantyczną mocą burzy. Widziałem już różne potężne burze na Mazurach, nad jeziorach, nad morzem i tak dalej.
Niemniej jednak to chyba się w ogóle nie da porównać. Ale to, że ja czegoś nie widziałem, to jeszcze wcale nie oznacza, że tego nie ma. Nie wiem, jeśli chodzi o problem tej meteorologicznej hipotezy, w ogóle nie potrafię zająć stanowiska.
[02:14:37] - Zjawiska pogodowe mają to do siebie, że lubią się powtarzać. Natomiast dlaczego od tego czasu to się nie powtórzyło? Dlaczego w innych wielkich burzach, jakie miały nad Polską miejsce, a wiemy, że one się raz na jakiś czas zdarzają, nie doszło do tego rozszczepienia pioruna i takiego jego dziwnego zachowania? Jeżeli idzie o analogie między Tunguską i Jerzmanowicami, to jedna, która mi przychodzi do głowy, wskazuje na to, że wielkim fuksem nad spotkaniem z jedną tunguską coś wybuchło nad prawie niezamieszkałym obszarem. Dlatego że tam jednak byli jacyś ludzie, jak się okazuje, i przeżyli prawdopodobnie. I to, że w Jerzmanowicach mieliśmy uderzenie w skałę, tak? Nie na przykład w dom, w kościół albo w coś podobnego. Nie wiem, dlaczego Arek nam zniknął.
[02:15:41] - Piotrze, Arek pisał przed chwilą, że musi się już wylogować.
[02:15:46] - Niestety, umknęło mi to. Także dziękujemy Arku za udział w dzisiejszej debacie. Nie będziemy już tego bardzo przeciągać, ale musimy jeszcze na parę rzeczy zwrócić uwagę. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Bo tutaj Arek chyba mówił, że piorun uderzył w najwyższy punkt w okolicy. Okazuje się, że Babia Góra nie jest najwyższym punktem w okolicy, gdyż niedaleko znajduje się wzniesienie o nazwie bodajże Grodzisko, które jest wyższe. To też zastanowiło badaczy. Ale panowie, Jerzmanowice to nie była jedyna rzekoma powtórka Tunguski, bo jeżeli tutaj mieliśmy zjawisko submikro tunguskie, to w Brazylii w latach 30. ubiegłego wieku wydarzyło się coś znacznie bardziej potężnego. Marku, co się zdarzyło nad rzeką Curuçá?
[02:16:48] - Mówiąc szczerze, to ja nie do końca to doczytałem, więc nie chcę się w tej chwili mądrzyć i wprowadzać w błąd. W każdym razie doczytałem tylko tyle, że było to w jakiś sposób porównywalne z tym, z czym mieliśmy do czynienia tutaj w Polsce. Także ja chyba nie jestem najlepszą osobą do tego, żeby to zrelacjonować.
[02:17:19] - Bo tak naprawdę to nikt nie wie, co się tam zdarzyło. Mamy jakieś szczątkowe relacje znad tej rzeki. Indianie, którzy tam mieszkali, albo inaczej rdzenni Amazonczycy, wybrali się jak co dzień nad rzekę. I okazało się, że w pewnym momencie słyszą dziwny dźwięk. Widzą opadające z nieba kawałki czegoś, jakiejś materii, jakiś pył. I w pewnym momencie doszło do potężnej eksplozji. Tutaj nie do końca wiadomo, ile było ofiar, dlatego, że twierdzono, że pył opadał jeszcze przez kilka godzin rzekomo. Słońce zostało przyćmione, a wiemy tylko o tym, że coś takiego się zdarzyło dzięki misjonarzom. Relacja na ten temat pojawia się w „L'Osservatore Romano". Co ciekawe, w latach 90.
ubiegłego wieku astronom brytyjski Mark Bailey próbował dotrzeć do tego miejsca, znaleźć tą drugą Tunguskę, bowiem to zdarzenie, w przeciwieństwie do tego z Rosji, pociągnęło za sobą ponoć ofiary. Wyliczono nawet, że wybuch nad Curuçá był drugim największym zanotowanym w czasach historycznych. Ile było ofiar? Nie wiadomo. Co się tak naprawdę stało? Nie wiadomo. Las deszczowy zatarł wszelkie ślady. Marcinie, pozostaje pytanie, czy skoro coś takiego może się zdarzyć w dowolnej chwili, to czy my mamy powód do jakichś obaw, że te Jerzmanowice w zasadzie mogą się powtórzyć w dowolnym momencie?
[02:19:14] - Myślę, że mamy takie powody. Ogólnie meteoryty spadają na Ziemię ciągle, każdego dnia. Szacuje się w jakichś setkach ton chyba, o ile dobrze pamiętam. Z tym że to są obiekty, powiedzmy, milimetrowe.
[02:19:35] - Wygląda na to, że mamy jakiś problem chyba z połączeniem.
[02:19:40] - Chyba tak. To jak, Marcinie, słyszysz nas? Chyba się nam coś tam przerwało niestety. W oczekiwaniu na powrót Marcina przeczytam wam ciekawą relację, którą napisał użytkownik Mateo: „U moich dziadków województwo świętokrzyskie też coś wybuchło w lesie lub w okolicy lasu. Dziadek mówił, że słychać to było bardzo głośno".Ludzie mówili, że to nie wybuch II wojny światowej. Pozostaje pytanie, jak dużo takich jelmanowic, jak dużo takich historii anomalnych wybuchów mieliśmy w dziejach, w historii Polski? Niestety Marcina nam wyrzuciło. Poczekamy jeszcze chwilę na jego powrót. Marku, w przyszłym roku będziemy mieli też rocznicę słynnego incydentu z Czelabińska. Ja pamiętam, że jeszcze w czasie tych poprzednich debat żeśmy ten temat poruszali i nasi słuchacze nam zwrócili uwagę na coś takiego.
W tym jeden słuchacz, który w Czelabińsku wtedy przebywał, Polak. I on mówił, że na kilka dni przed wybuchem tego obiektu tam straszny się zrobił ruch. Tam zaczęło się wojsko panoszyć, helikoptery, samoloty. Stąd był tylko krok do stworzenia hipotezy, że Rosjanie jednak ten czelabiński meteoryt rozwalili po prostu, żeby nie doszło do większej katastrofy. Często mówiąc o takich rzeczach, pisząc o takich rzeczach, spotykam się z taką postawą, że czytelnicy mówią: „A straszycie znowu, straszycie, cały czas straszycie, napędzacie spiralę strachu. Coś takiego się dzieje, ale rzadko”. Ale mimo wszystko, kiedy spojrzymy na to, jak meteoryty kształtowały historię życia na Ziemi, to możemy powiedzieć, że to się nie dzieje rzadko. Człowiek żyje na tyle krótko, że jemu się wydaje, że to się dzieje raz na nie wiadomo ile. A w historii ludzkości takich incydentów było może niezbyt wiele. Natomiast gdyby taka tunguska na przykład uderzyła w Londyn czy w jakieś inne miasto, które wówczas miało wielu mieszkańców, to mielibyśmy niezłą hekatombę, prawda?
Teraz pytanie, czy w ogóle z tego incydentu czelabińskiego ludzie wyciągnęli jakiś wniosek? Bo wydaje się, że wobec tak niewielkich ciał kosmicznych mimo wszystko jesteśmy bezradni. Ale czy to jest powód do tego, żeby bagatelizować to zagrożenie?
[02:22:27] - No chyba nie. Tylko wydaje mi się, że ono nie jest bagatelizowane. Coraz więcej państw, a już na pewno Stany Zjednoczone, o Rosji nie wiem, zaczyna śledzić bezpośrednie sąsiedztwo Ziemi. Nie tylko sąsiedztwo. Ale są też pewne problemy, bo okazało się, że nawet przy takich dosyć dokładnych próbach wyśledzenia, co tam się do Ziemi zbliża i co ewentualnie może nam zagrażać, to efekt mamy taki, że na różnych stronach typu... Dobra, pomińmy nazwy. Na różnych stronach popularnych praktycznie w każdym tygodniu dowiaduję się, że zbliża się do Ziemi jakieś ciało niebieskie, które na pewno nas zabije. Jeśli nie w tym roku, to może za 100 lat, a może za milion lat. Tego rodzaju doniesienia każdy z państwa na pewno miał okazję czytać. To jest ulubiony temat.
Nie wiem, czy są brukowe strony internetowe, ale jeśli są, to właśnie ulubiony temat tego rodzaju stron. Ale jest jeszcze drugi efekt tego nieco dokładniejszego śledzenia okolic Ziemi. Otóż bardzo szybko ludzie, którzy się tym zajmują, doszli do wniosku, że nie są w stanie wychwycić wszystkiego. Dla potrzeb opinii publicznej zapewnia się, że absolutnie wszystko i w każdym momencie. Natomiast już może nieco mniej dla tej szerokiej opinii, tylko tak nieco z boku mówi się o tym, że sporą część nawet drobnych obiektów są w stanie wykryć, ale co jakiś czas nadlatuje z jakiejś dziwnej strony coś takiego, co jest kompletnym zaskoczeniem i gdyby to miało trafić, to by trafiło. Nie poradziliby sobie ludzie z tym po prostu. To, że traktuje się sprawę poważnie, macie państwo nawet w tym roku próby w kosmosie odchylenia toru ciała niebieskiego. Więc rzecz traktowana jest poważnie, przynajmniej w pewnych kręgach. Natomiast z tego, tak jak powiedziałem, wynika też jeszcze jeden wniosek, że owszem, zajęliśmy się tym, żeby takie niebezpieczeństwa wychwytywać i to nam udowodniło, że na razie nie jesteśmy w stanie tego robić w takim znaczeniu totalnym. Nie poradzimy sobie.
Wyłapiemy część. Pytanie jest inne: co by się w tej chwili stało, gdyby któreś z tych obserwatoriów, któreś z tych mądrych ciał naukowych wykryło, że coś tak centralnie w Ziemię ma uderzyć? Na razie się nas zapewnia, że nie, oni wszystko mają pod kontrolą i już dawno by wiedzieli, gdyby miało. Załóżmy, że by to wykryli. Czego by się tak naprawdę ludzie dowiedzieli? Otóż teorie, to nawet nie teorie, sposoby postępowania, które zdradzono, są właściwie dwa. Albo się ludziom nic po prostu nie powie, bo jak już to ciało niebieskie pierdyknie w ziemię, to w zależności od tego, jakie będzie duże, to albo definitywnie skończy z życiem, w każdym razie z panowaniem człowieka na Ziemi, tak jak to miało miejsce w przypadku dinozaurów. I wtedy problem właściwie przestanie istnieć.Jeśli natomiast będzie odpowiednio mniejsze, to i tak się zamienimy w dzikusów, a w każdym razie mocno się cofniemy w rozwoju. Może niekoniecznie w dzikusów. Więc najlepiej ludziom nie mówić, będą szczęśliwi i umrą szczęśliwi.
To jest jeden ze sposobów postępowania. Mówi się też wręcz przeciwnie: postawimy siły wojskowe, wyślemy rakiety, które mamy i poradzimy sobie. Śmiem wątpić. To jest takie potrząsanie szabelką w kierunku tego, co ewentualnie nadleci. Więc jakbym miał tak powiedzieć, czy nam coś grozi, czy nie grozi, myślę, że grozi i że dowiemy się o tym stosunkowo późno.
[02:27:14] - Udało nam się połączyć z Marcinem. Coś dzisiaj nie mamy szczęścia. Jakiś chochlik nam tutaj siedzi na łączach.
[02:27:20] - Rozerwało. Przepraszam.
[02:27:24] - Nie ma za co przepraszać. Tutaj jeszcze nasz słuchacz, z którym rozmawialiśmy, pisze tak na czacie: „Chciałem sprostować. Sprawdziłem datę. 14.01 to był czwartek. Tak wychodzi z kalkulatora kalendarzowego. Ponieważ chodziłem do szkoły, to musiałem tam być w najbliższą sobotę. Ale ludzi oglądających było sporo. Info o wojsku było od tubylców”. I to tyle, jeżeli chodzi o relacje naocznych świadków. Marcinie, my tu gadamy może już nie tyle o Jerzmanowicach, co o podejściu do tego typu zdarzeń.
Bo ja ciebie zdążyłem zapytać o to, czy my się powinniśmy bać, czy nam się to może zdarzyć w każdej sytuacji. Ja wam powiem tak: wydaje mi się to dziwne. 30 lat minęło. Na całym świecie mieliśmy liczne incydenty z meteorytami. Nawet ten, o którym mówiłem wcześniej, że ten meteoryt, który spadł do jakiejś bajoro, potem zaczął dymić, ludzie się pochorowali. To było gdzieś w Ameryce Łacińskiej. Od tego czasu nie mieliśmy żadnych powtórek. Mieliśmy incydent znad rzeki Kurusa, mieliśmy Tunguską, która została zbadana tak naprawdę 20 lat później, bo nikt nie wiedział, gdzie to uderzyło, ale uderzyło tak mocno, że Kulik, kiedy tam pojechał ze swoją ekipą, to nie mógł się pozbierać, kiedy to zobaczył. Minęło 100 lat. Nie, więcej.
Minęło 115 lat. Nie wiem, ja kiepsko liczę. Oprócz pieniędzy, pieniądze liczę dobrze. Natomiast minęło chyba jakieś 115 lat od Tunguski, 30 lat od wydarzenia jerzmanowickiego. Chodzi mi o to, że na świecie nie zaszło przez ten czas nic takiego, co by nam się rzuciło w oczy i moglibyśmy znaleźć jakieś analogie. Nie wydaje ci się to dziwne? Chodzi mi o to, że jeżeli te incydenty byłyby powszechniejsze, to powinny się wydarzać. Co dzień coś spada na ziemię.
[02:29:31] - Tak. To jest troszkę dziwne.
[02:29:35] - Przepraszam bardzo, panowie. Tutaj wchodzę w słowo, żeby zakomunikować, że Marek Żelkowski przekazuje, że musi już znikać.
[02:29:44] - To ja tylko dodam, że słyszymy się z Markiem w „Bibliotekarium” w piątek i będziemy mówić o „Niesięntym objawienie”.
[02:29:53] - Tak. I będzie dziwnie. Na pewno będzie dziwnie.
[02:29:56] - Będzie straszno, nawet powiem. Dziękuję ci, Marku, za udział w dzisiejszej debacie. Pozdrawiam.
[02:30:02] - Ja też pięknie dziękuję. Przepraszam, że dzisiaj robiłem za totalnego sceptyka, ale takie mam podejście do tych Jerzmanowic.
[02:30:14] - Sceptycyzm jest nauce potrzebny. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do audycji „Bibliotekarium” w tym odcinku z piątku, który trwał chyba rekordowo sześć godzin. Rozmawialiśmy w jednym z segmentów z Markiem o filmach na temat trolli. Odwiedziliśmy barłóg trolla. Także zupełnie takim fantastycznym akcentem kończymy naszą dyskusję dzisiaj, ale dziękując ci, Marku, oddaję ci, Marcinie, głos odnośnie tej kwestii meteorytowej.
[02:30:53] - Może też już zakończenie, bo pora jest już rzeczywiście troszkę późna. Ale wracając do tematu, tak mi teraz przyszło na myśl, że właściwie to, że to się zdarzyło kilka razy w historii nam dostępnej, którą możemy w jakiś sposób przebadać, to jest doskonały argument za tym, że jest w tym coś więcej, że to jednak nie jest jakiś obiekt kosmiczny, który wdarł się w atmosferę, uderzył w ziemię czy na ziemi eksplodował, mówiąc o różnych hipotezach. Bo jeżeli rozpatrujemy obiekty kosmiczne, to okazuje się, że one wpadają. Każdego dnia szacuje się w setkach ton materiał kosmiczny, który uderza w ziemię. Już nie mówię o tych, które wlatują w atmosferę i się spalają w niej, tylko uderzają w ziemię, począwszy od tych mikroskopijnych rozmiarów, skończywszy na tych kilkucentymetrowych. Więc wydaje się, że takich zdarzeń powinno być więcej, gdyby to miały być obiekty kosmiczne. Biorąc pod uwagę całą resztę innych dziwnych towarzyszących temu relacji, zjawisk, efektów
[02:32:28] - Ten piorun troszeczkę bardziej mi pasuje. Racjonalnie wpasowuje się w relacje, ale meteoryt to jest argument, który troszeczkę go wyklucza, że powinno się to częściej zdarzać. Jeżeli chodzi o to, to tyle mam do powiedzenia. Dziękuję.
[02:32:52] - W „Postępach Astronomii” mieliśmy wzmiankę, która sugerowała, że to zjawisko ma tyle cech nietypowych, że nie pozwala to zaliczyć go do żadnej kategorii. Tutaj czytam cały czas komentarze, zaraz się do nich odniosę. Marcinie, dziękuję ci za udział w dzisiejszej debacie. Niestety nasi wszyscy rozmówcy odpadają. My też będziemy musieli kończyć.
[02:33:21] - Bo zostaliśmy we dwóch, tak?
[02:33:23] - Tak. Mam nadzieję, że zaszczycisz nas kiedyś swoją obecnością jeszcze.
[02:33:28] - Bardzo chętnie.
[02:33:28] - Ja dla naszych słuchaczy mam taką dobrą i złą wiadomość. Otóż dzisiaj była dziesiąta debata ufologiczna w tej serii. W sumie jedenasta. Natomiast tej filmowej z Halloween nie liczymy, bo to była debata z humorkiem, czyli nie do końca poważna. Natomiast zrobiliśmy 10 odcinków. Okazało się, że po zrobieniu 100 wcześniejszych mamy jeszcze o czym mówić. I to jeszcze mamy naprawdę o czym mówić.
[02:34:04] - Tematy są nieskończone.
[02:34:07] - Tak.
[02:34:07] - O samej teorii Heimna można by dzisiaj mówić do tej pory.
[02:34:10] - A gdybyśmy jeszcze chcieli wejść w szczegóły typu omawianie przypadków to naprawdę byłby jeszcze materiał na lata. Natomiast po tych 10 odcinkach dajemy sobie trochę odpoczynku. To jest koniec debat ufologicznych w tej serii. One powrócą. Kiedy? Zobaczymy. Na pewno w przyszłym roku, czyli za jakieś dwa tygodnie. Może za trochę dłużej. Dobra informacja jest taka, że już za tydzień słyszymy się w nowej audycji, w nowym formacie. I ten nowy format niestety nie ma jeszcze tytułu.
Goście będą ci sami, tematy będą trochę inne. Schodzimy trochę bardziej na ziemię. Będziemy mówić o zjawiskach psi, o tajemnicach historii, o tajemnicach religii i o tego typu zdarzeniach. Czyli audycja bardziej paranormalna. Nie to, żeby nam się UFO znudziło. Chodzi o to, że chcemy, aby nasz zasięg trochę się rozszerzył. To znaczy, jeżeli możecie nas polecać ludziom, którzy się interesują UFO i tak dalej, to bardzo bylibyśmy zobowiązani. O co chodzi? Algorytmy YouTube trochę inaczej działają niż kiedyś. Jeżeli możecie, to nas polecajcie.
Jeżeli możecie, to wrzucajcie nas na jakieś grupy facebookowe. To wszystko działa w dość specyficzny sposób, jeżeli chodzi o propagowanie tego tematu. Jeżeli nam nabije trochę wyświetleń, jeżeli będziemy mieli troszeczkę bardziej rozbudowaną widownię tak jak kiedyś, na pewno wrócimy z debatami ufologicznymi, ale wchodzi nowy temat. Tutaj Marek poszedł, ale mogę chyba powiedzieć, że za tydzień powrócimy z takim świątecznym, przybędziemy z takim świątecznym tematem i ten temat będzie się kręcił wokół zagadek życia i narodzin Jezusa. W zasadzie narodzin. Także czekajcie na nas o tej samej porze w poniedziałek o 20:00 słyszymy się na antenie Radia Paranormalium. Może tutaj rzeczywiście się ograniczymy do tych dwóch godzin 30 minut, bo zwykle nasi goście po tym czasie niestety odpadają. Marcinie, bardzo ci dziękuję za dzisiejszą audycję i mam nadzieję, że słyszymy się w kolejnej.
[02:36:54] - Również mam taką nadzieję. Również dziękuję.
[02:36:58] - Powiedz jeszcze, gdzie możemy znaleźć twojego bloga i twoje publikacje oprócz „Nieznanego Świata”?
[02:37:05] - Wybrane publikacje, które uważam za bardziej rozbudowane, dłuższe. Niech będzie po prostu dłuższe nieco teksty, bardziej ambitne moje zamieszczam na swojej prywatnej stronie internetowej scandphi.com. To jest nazwa wywodząca się z dwóch angielskich słów: science and philosophy. To jest taki skrót. Scandphi.com tak się pisze i pod taką też nazwą prowadzę blog na Facebooku. Tam nieco częściej publikuję swoje artykuły. Staram się jak najczęściej, na ile mi czas pozwala, ale częściej. I tam zapraszam. Można przeczytać coś ciekawego zawsze na tematy, o których tu też rozmawialiśmy.
[02:37:59] - Także pozdrawiamy. No i cóż, jeszcze wam zapomniałem opowiedzieć o tej historii, którą obiecywałem na początku. Otóż powiedziałem na starcie programu, że znam historię, która jest bardzo podobna do tej jerzmanowickiej i rozegrała się mniej więcej w tym samym okresie. To miało miejsce wW gminie Olsztyn prawdopodobnie w końcówce lat 80. ubiegłego wieku. Skąd o tym wiem? Mój ojciec pracował kiedyś w rozdzielni wysokich napięć. Nazywa się ta rozdzielnia formalnie Joachimów, natomiast leży w granicach miejscowości Przemiowice i Turów. Dość duża placówka tego rodzaju. To miało miejsce, jak mówiłem wtedy, w lato, w dzień.
Tak jak w Jerzmanowicach pojawiła się wielka chmura. Może tak: chmura nie była wielka, jeżeli chodzi o wymiary, natomiast była dość spektakularna. Miała bardzo ciemny kolor ponoć. Pojawiła się w okolicach tej rozdzielni i wtedy doszło do potężnego wybuchu. To było prawdopodobnie potężne wyładowanie elektryczne. Tak jak w Jerzmanowicach mieliśmy falę uderzeniową, mieliśmy duże zniszczenia. Natomiast w tym przypadku, chociaż niedaleko znajduje się ostaniec wapienny, grupa ostańców wapiennych zwana Łysą Górą, to tam to prawdopodobnie uderzyło w słup albo w druty. Tutaj jest taki problem, że ja nie za dużo o tym zdarzeniu wiem, dlatego że ono zostało troszeczkę wyparte z pamięci. Ono chyba w mediach w ogóle nie funkcjonowało. Wiem, że doszło do jakichś zniszczeń.
Wiem, że na miejscu znaleziono też wspomniane kulki żelazne, tak jak było w Jerzmanowicach. Tylko skąd one pochodziły? Czy to był stopiony metal z przewodu na przykład? Jak mówiłem tam kilkadziesiąt minut temu, jedną z ofiar, oczywiście nie śmiertelną, był chłop, który kosił trawę dla królików i kiedy to przyszło, kiedy to piznęło, to ponoć był tak ogromny podmuch, że faceta przewróciło i się przewalił.
[02:40:43] - A więc jest tego więcej przypadków.
[02:40:46] - Jest tego więcej, natomiast chyba nie tak spektakularnych. Pytanie, co by się stało, gdyby to coś, co się wydarzyło nad rozdzielnią Joachimów, miało miejsce nad tym ostańcem, czy też byśmy mieli taki rozprysk? To mimo wszystko wskazuje, że takich zdarzeń może być więcej. Są na pewno bardzo kontrowersyjne. To nie ujmuje w żaden sposób zagadkowości incydentu jerzmanowickiego. Marcinie, jeszcze raz ci dziękuję. Pozdrawiam i do usłyszenia w, mam nadzieję, kolejnym odcinku.
[02:41:28] - Do usłyszenia. Dziękuję. Pozdrawiam i dobranoc.
[02:41:32] - Pozdrowienia. Marku, a co my tam mamy jeszcze do powiedzenia w naszych ogłoszeniach parafialnych?
[02:41:38] - Na pewno w naszych ogłoszeniach pojawi się bohater święta 24 grudnia, czyli Jezus Chrystus.
[02:41:48] - Tak. Albo i niekoniecznie on, dlatego, że wnioski nasze mogą być szokujące dla niektórych. Postaramy się rozebrać Boże Narodzenie na czynniki pierwsze. Problem jest taki, że nie mamy jeszcze tytułu tej audycji. Postanowiliśmy odejść od nazwy „Debaty niekontrolowane”, dlatego, że przez te wszystkie lata ta forma nam się troszeczkę rozmyła, rozbiegła. Także jeżeli macie jakieś sugestie, to czekamy w miarę szybko. Do usłyszenia chyba za tydzień o tej samej porze. Czekamy też na propozycje waszych tematów do zarówno audycji z cyklu debaty ufologiczne, jak i do naszego cyklu paranormalnego. Na pewno zrobimy wam odcinek o polskich legendach miejskich. Na pewno zrobimy też odcinek o Bigfoocie.
A jeżeli chodzi o debaty ufologiczne, tam jest parę zaległych tematów, które nie zostały zrealizowane, ale nam musicie wybaczyć. Też musicie wiedzieć, że chcieliśmy zaprosić gościa z Brazylii. W zasadzie dwóch. I tak brzydko stało, niefajnie się stało, że Ademar Jose Gevaerd zmarł niestety w wieku 60 lat. Dość znana postać. Jeżeli śledzicie serwisy ufologiczne, jeżeli interesujecie się ufologią, oglądacie dokumenty, to na pewno go znacie. Ta smutna wiadomość doszła do nas wczoraj. Wiemy, że doszło do jakiegoś wypadku w domu. I niestety Ademar zmarł. Był redaktorem naczelnym „Revista UFO”, jednego z większych miesięczników ufologicznych na świecie.
Mamy nadzieję, że Tiago, który go zastępuje, da sobie radę i ten miesięcznik w tych trudnych czasach przetrwa. I tym smutnym akcentem przychodzi nam kończyć.
[02:44:03] - A mówił do państwa przed chwilą Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, prowadzący rozmowę w debacie ufologicznej. Byli z nami dzisiaj także fizyk, pasjonat astronomii, współpracownik Nieznanego Świata, Marcin Gibas, związany również z Nieznanym Światem pisarz, publicysta, autor audycji „Bibliotekarium 2.0” Marek Żelkowski oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w tej nowej audycji, której tytułu jeszcze nie znamy, ale myślę, że już niedługo go poznamy. Do usłyszenia już za tydzień.
[02:44:54] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne.
[02:45:02] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu.
[02:45:07] - UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor.
Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.