Audycja z cyklu "Debaty Ufologiczne". Potężny huk, deszcz kamieni, lewitujące przedmioty w domach i wizyta wojska pilnie czegoś poszukującego. W styczniu minie równe trzydzieści lat od zdarzenia w Jerzmanowicach, jednego z najbardziej tajemniczych incydentów we współczesnej historii Polski. Dziś porozmawiamy o nim w kolejnej, ostatniej w tym sezonie, debacie ufologicznej online. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj: nowy głos w debatach ufologicznych, Marcin Gibas, pasjonat astronomii i fizyki, współpracownik Nieznanego Świata. Są z nami także pisarz science fiction, publicysta, również związany z Nieznanym Światem, autor audycji "Bibliotekarium 2.0", Marek Żelkowski, ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik oraz Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, który poprowadzi dla Państwa dzisiejszą rozmowę. Ym, ja jeszcze tylko podam kontakty, pod którymi będziemy czekać na Państwa komentarze i pytania. Można do nas cały czas pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie, na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także do nas wysyłać SMS-y pod numer 530 620 493, 530 620 493.
Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Telegramie oraz na Signalu. Można także wysyłać nam wiadomości poprzez nasz fanpage na Facebooku, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A byłbym jeszcze zapomniał o naszym Gadu-Gadu.
Komunikator co prawda już bardziej martwy niż żywy, ale czasem ktoś jeszcze do nas tam się odezwie. Nasz numer na GG to: 36088002, 36088002. A więc myślę, że teraz z czystym sumieniem mogę przekazać głos Piotrowi Cielebiaśowi. Piotrze?
Dobry wieczór, witam wszystkich. Zacznę od relacji. Cytuję: "W czwartek, pod koniec serialu Pokolenia, przed dziewiętnastą, nastąpił przeciągły huk, potem stała się czerwona jasność. Zostały powybijane szyby oraz pozdrawiane dachy. Potem był słyszany słabszy grzmot, potem nadszedł silny wiatr i intensywny, krótki deszcz z gradem. W domu został uszkodzony włączony telewizor i spalony bezpiecznik".
Ta historia pochodzi od jednego z wielu mieszkańców Jerzmanowic, miejscowości na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, między Krakowem a Olkuszem, ee, która została, mm, dotknięta bardzo dziwnym zjawiskiem. W styczniu przyszłego roku minie trzydzieści lat od, yy, tego incydentu. I autor tej relacji, yy, tak jak wielu jego sąsiadów mieszkających wokół ostańca zwanego Babią Skałą, mm, no, został poszkodowany w wyniku bliżej nie do końca sprecyzowanego wydarzenia.
Istnieje wiele hipotez, którymi próbuje się tłumaczyć incydent jerzmanowicki. Mm, tamtego wieczora doszło do kumulacji dziwnych zjawisk. Yy, widać było przelot, jak niektórzy twierdzili, rtęciowo-niebieskiej kuli.
Potem, w wyniku wspomnianej eksplozji, został roz-rozwalony, rozkruszony wapienny ostaniec, owa Babia Skała. Nikt nie widział jednak momentu uderzenia, yy, czegoś w Babią Skałę. Rozrzucony wokół materiał skalny, no, liczono jego, jego wagę w setkach kilogramów. Mówi się nawet o łącznej wadze sześciu ton.
Były to zarówno małe okruchy, jak i takie kilkudziesięciokilogramowe fragmenty skał. Yy, byli-- były też inne dziwne zjawiska. Niektórzy twierdzili, że słyszeli warkot przelatującej maszyny latającej. Inni opowiadali, że w domach doszło do spontanicznej lewitacji przedmiotów albo pojawienia się tak zwany, tak zwanych ogni Świętego Elma. Yy, zaraz potem, kiedy usłyszeli mieszkańcy Jerzmanowic huk, wyszedłszy na dwór, poczuli bardzo nieprzyjemną woń, jak, jak twierdzili, przypominającą zapach azotoksu albo jakiegoś innego chemikaliu.
Na miejscu szybko pojawiło się wojsko. Poszperało, powęszyło i zniknęło. Miejscowym niczego w zasadzie nie wyjaśniono. Dopiero naukowcy, którzy się tam zjawili, no, próbowali jakichś pytań, jakichś odpowiedzi dostarczyć.
Natomiast okazało się, że te pytania się piętrzą. Yy, czy był to meteoryt? Czy było to lodowe jądro komety? Czy jakieś ekstremalnie rzadkie zjawisko pogodowe? A może wybuch broni nieśmiercionośnej? Yy, na te pytania od wielu lat eksperci próbują odpowiedzieć. Yy, jak wcześniej powiedziałem, na blisko miesiąc przed trzydziestą rocznicą tych zdarzeń porozmawiam, porozmawiamy o tym z naszymi, yy, zacnymi gośćmi, w tym debiutantem w debatach ufologicznych, Marcinem Gibasem. I Marcinie, na samym początku prośba o trzy słowa o sobie. Witam wszystkich. Nazywam się Marcin Gibas. Yy, od dziecka, można powiedzieć, pasjonuję się zjawiskami z pogranicza, ze szczególnym naciskiem na tak zwane zjawisko UFO, o którym bardzo często rozmawiamy na, yy, kanale Radia Paranormalium. A z wykształcenia jestem fizykiem i z tego też względu staram się czasami spojrzeć przez ten pryzmat na te wszystkie zagadnienia i zjawiska.... I tak też, no, spróbujemy ten temat, że tak powiem, ugryźć dziś troszeczkę tak z punktu widzenia fizyki i tej klasycznej, to znaczy się tej nauczanej na uczelniach, można tak powiedzieć, i tej, której się nie uczy, ale też ona ma wiele do powiedzenia. Jest, jest, jest fantastycznie ciekawa z tego punktu widzenia i, i, no i można powiedzieć, tłumaczy wiele, wiele fundamentalnych zjawisk, przy czym też nie tłumaczy niektórych innych.
I z tego punktu widzenia, z tego względu też nie została zakwestionowana do kanonu fizyki. I o tym też byśmy chcieli tu porozmawiać, ponieważ, no, ona wiele, naprawdę bardzo wiele tłumaczy tych zjawisk.
Dziękuję. Przejdźmy do sedna. Panowie, Incydent z Jerzmanowic, jak powiedział na samym początku Velios, to jedna z najbardziej tajemniczych kart w historii Polski po osiemdziesiątym dziewiątym roku i on dziś pozostaje nieco zapomniany. Co takiego sprawia, że był zasuwany na bok, pomimo że straty i te potencjalne straty, jakie mogłyby tam jeszcze być, gdyby to wszystko poszło w innym kierunku, no, nie były małe? Czy wynikało to z takiej powszechnej niechęci do mówienia o zjawiskach paranormalnych? No, nie było to zjawisko paranormalne. To było zjawisko dziwne przede wszystkim. Tu nie możemy, chociaż niektórzy próbowali łączyć z Jerzmanowicami jakichś teorii z bardzo głębokiego pogranicza. Natomiast nie mówię, że to nie było coś ciekawego. Już na samym początku też słowo wyjaśnienia. Otóż dlaczego ten temat się pojawia w debatach ufologicznych? No, dlatego, że próbowano tam podpiąć oczywiście UFO jako potencjalną przyczynę. Natomiast zjawiska, które stoją za incydentem w Jerzmanowicach, mogą też tłumaczyć, hmm, wiele innych wydarzeń, powiedzmy, ufologicznych. Ale jak już powiedziałem na samym początku, wiele osób tego o tym wydarzeniu nie wie. Nie kojarzy go, chociaż bywa nazywany niekiedy polską Tunguską. Czy, czy, czy, czy powinno tak być nazywane? No, to jest kwestia dyskusyjna. O tym jeszcze za chwilę powiemy, ale skupmy się na tym, że ono zostało zepchnięte troszeczkę na bok z kilku powodów. Po pierwsze, tego samego dnia, kiedy doszło do wybuchu w Jerzmanowicach, o godzinie piątej rano zatonął na Bałtyku podczas sztormu prom Jan Heweliusz. Zginęło tam pięćdziesiąt pięć osób.
Ja pamiętam osobiście, że było to zdarzenie bardzo szeroko i obszernie relacjonowane przez TVP. Z racji tego, że, że była to ogromna katastrofa i pojawiło się mnóstwo pytań, no to Jerzmanowice zeszły trochę na dalszy plan, ale nie zostały zakopane pod dywan.
Pojawiały się artykuły prasowe, także w specjalistycznych periodykach astronomicznych, ale i pismach popularnych, jak na przykład Młody Technik. Taka obszerna relacja z analizą naukową ukazała się w trzecim zeszycie w Postępach Astronomii z roku 1994 i stamtąd będą pochodzić cytowane dzisiaj fragmenty. Ale był też inny, problematyczny aspekt. Otóż nie wiedziano, co się tam właściwie wydarzyło. Zdarzenie nie pasowało za bardzo opisom do anomalii pogodowych. Pogłoski o meteorycie raczej ucinano. Znacznie bardziej problematyczna była kwestia wojskowa.
Otóż, jak powiedziałem, niektórzy słyszeli nad, nad Babią Skałą warkot, który przypominał odgłosy silnika samolotu. Pojawiła się też kwestia dziwnej woni, o której też przed chwilą mówiłem. Fakt, że Polska dopiero co odzyskała niezawisłość i nie znajdowała się w NATO, no, nie sprzyjał tworzeniu teorii spiskowych o tak szerokim zasięgu.
To mogłoby wywołać jakąś panikę i obawy o bezpieczeństwo, bezpieczeństwo narodowe. Ale ja się rozgadałem. I panowie, co pamiętacie z tamtego zdarzenia? Czy, czy wy żeście się w tym dziewięćdziesiątym trzecim roku z nim zetknęli? Arku?
Ja pamiętam wzmiankę w telewizji, tak jak mówiłeś. Z tym, że tam było zdecydowanie powiedziane o dużym prawdopodobieństwie uderzenia meteorytu, który właśnie uderzył w skałki. Rozpuścił. Z tym, że rozpuścił, znaczy rozbił tą skałę, gdzie posypały się one na, na okoliczne dachy zabudowań.
Powybijał szyby, tak jak mówiłeś. I w zasadzie na tym się to kończyło. Z tym, że było zaznaczone właśnie, że nie odnaleziono żadnych pozaziemskich pierwiastków. Coś takiego w tym sensie. Dość słabo to pamiętam, ale pamiętam to, to zdarzenie. Chyba, nie, nie wiem, czy w Teleexpressie, czy w Dzienniku było o tym mówione, ale to dosłownie migawka i to wszystko. Natomiast zainteresowanie budzi, zainteresowanie budzi zainteresowanie się tym wojska. Żeby wojsko wysłać, to ktoś musiał o tym zdecydować. Ktoś musiał na podstawie jakichś doniesień tam, tam po prostu ich skierować. To nie jest tak wojsku, że można ruszyć pluton. Jedźcie tam i zobaczcie, co tam się stało, bo, bo coś tam uderzyło.
Prawdopodobnie wojsko mogło śledzić na radarach coś, co leciało w tamtą stronę.... No i te wszystkie później opisy, które, no, nijak się nie mają w zasadzie do, do zwykłego, zwykłej kolizji z, z kamieniem. Dziękuję. Tak, jeden z badaczy Jerzmanowic powiedział, że gdybyśmy dysponowali danymi radarowymi z tamtej nocy, to by było wszystko wiadomo. Niestety ich nie ma, ale w tej sprawie jest bardzo, bardzo wiele niewiadomych. O nich za chwilę.
Marcinie, Ty jako pasjonat astronomii, fizyk, no na pewno gdzieś zetknąłeś się w czasie swoich także studiów, ale i, i tych, tych, powiedzmy, tej aktywności hobbistycznej z tematem Jerzmanowic. Czy to jest taki pomijany temat, czy raczej coś, co, no, budzi do dzisiaj uzasadnione emocje?
Ja sądzę, że to jest raczej, no, temat mniej znany. Nie chciałbym powiedzieć pomijany, bo, bo przez ludzi, którzy się interesują ufologią, zdarzeniami z pogranicza, to na pewno nie jest pomijany, ale na pewno jest mniej znany.
Ja na przykład w roku '93, no to miałem osiem lat. Niczego takiego nie pamiętam. No, wtedy, można powiedzieć, nie śledziłem tego typu wydarzeń. A, no, no, nie pamiętam takiego wydarzenia. Jeżeli bym tak miał rozpamiętywać swoje dzieciństwo. No i sądzę, że to jest po prostu temat troszeczkę zapomniany. Ja sam od, od niedawna, tak właściwie dopiero co dowiedziałem się o tym incydencie.
Mhm. Ja pamiętam, że, że on się pojawiał w różnego rodzaju, na pewno, jak były rocznice Jerzmanowic, zawsze był jakiś artykuł, ale chciałem sobie zobaczyć, jak się sprawa ma na YouTubie na przykład i tam się okazuje, że jest tylko jeden filmik, jeszcze taki bardzo mocno, mocno amatorski. Plusem jego jest to, że panowie odwiedzili, autorzy odwiedzili to miejsce, rozmawiali z jednymi świadkami, którzy mieli dom akurat wówczas podziurawiony przez te odłamki Babiej Skały, rozerwanej przez ten tajemniczy wybuch. No, ale gdzie indziej to tak naprawdę, no, nie znajdziemy wiele. I dopiero trzeba na chomika zajrzeć, znaleźć archiwalne roczniki pewnych czasopism, żeby zobaczyć, no, że to jednak budziło kontrowersje. Dlatego, że w postępach astronomii, gdzie próbowano zanalizować to zjawisko i cokolwiek o nim się dowiedzieć, jakieś pytania tym ludziom z Jerzmanowic, jakiejś odpowiedzi dostarczyć tym ludziom z Jerzmanowic, no to okazuje się, że, no, dopiero dwa lata później, nie, rok po zdarzeniu, coś tam, coś tam się już publikuje, a potem ta sprawa jakoś tak naturalnie umiera. No, chyba znawców meteorytów bardziej interesują takie sprawy jak Pułtusk, jak, jak inne słynne incydenty tego rodzaju. A te Jerzmanowice jakoś tak sobie były na tym uboczu i potem, potem zajęła się nimi ufologia. Bardzo dużo pisał o Jerzmanowicach Robert Leśniakiewicz, którego będziemy cytowali na końcu, ale to jeszcze za chwilę. Marku, a ty pamiętasz to zdarzenie? Ono gdzieś tam pobrzękiwało ci przez te lata? No, niestety nie pobrzękiwało, bo wtedy, w '93 roku, Polska świeżo przestała budować, Polacy świeżo przestali budować socjalizm i zajęli się budowaniem kapitalizmu. Ja się też włączyłem w budowanie kapitalizmu, a to dosyć, dosyć, dosyć trudne zajęcie. W każdym razie takie, takie czasochłonne. W związku z tym nie. Wtedy na bieżąco sytuację z promem Heweliuszem pamiętam i jakoś z tamtego czasu tego wydarzenia jakoś nie odnotowałem. Gdzieś, gdzieś mi umknęło. Natomiast ja się przez jakiś czas, ileś tam lat później interesowałem, natrafiłem na artykuły i powiem szczerze, że kombinowałem na najrozmaitsze sposoby, bo na początku była ta wersja właśnie, że coś tam uderzyło. I powiem szczerze, że kiedy później jeszcze docierałem do kolejnych artykułów, które próbowały między innymi właśnie do, do artykułu pana Leśniakiewicza, to tam są rozważane, nie wiem, czy o tym artykule mówisz zresztą, ale tam są rozważane najrozmaitsze możliwości.
Od takiego prostego uderzenia poprzez właśnie jakąś broń i to niekoniecznie nieśmiercionośną, tylko nawet taką bardzo zaawansowaną, jądrową, walizkową, malutką, malutką, malutką, jakąś taką eksplozję, poprzez jeszcze inne, inne rzeczy. To wtedy się tak uśmiechnąłem, jak czytałem ten artykuł, ponieważ część z nich, niejako niezależnie, też sobie, też sobie jakiś czas temu wykombinowałem.
Ale to wszystko to było post factum, więc to było takie kombinowanie, takie studium przypadku z mojej strony. To tylko tyle. No, niestety nic więcej nie wykrzeszę z siebie. Mhm. Ja osobiście dobrze pamiętam artykuły prasowe, które się ukazywały, jak mówiłem, zawsze na jakąś tam rocznicę Jerzmanowic. Dla mnie, mnie to strasznie, strasznie mnie ten temat rajcował. Tak, mnie zawsze interesowała w ogóle Tunguska. No, tu mieliśmy, jak twierdzi profesor Andrzej Manecki, zdarzenie submikro tunguskie, czyli to taka malutka, lokalna polska Tunguska. I zawsze mnie to strasznie interesowało, dlatego, że tak, no, chociaż tak na chłopski rozum mogłoby się wydawać, że ta kula, którą oni widzieli, uderzyła w skałę i ją rozbiła. To tak nie było prawdopodobnie. Zdarzyło się coś chyba innego, dlatego, że w szczątkach, które tam zostały, w ziemi, w śniegu, w błocie, no, nie znaleziono żadnych typowych śladów....
yy, powiedzmy, meteorytowych. No i szczerze mówiąc, te wątki, o których pisał pan Leśniakiewicz i, i te wszystkie niezgodności, które się tam pojawiły, plus zainteresowanie wojska, no, sprawiają, że Jerzmanowice są takim, takim są gorącym ziemniakiem. Czyli ten ziemniak został przez naukowców troszeczkę odrzucony w stronę tych, którzy się zajmują tak zwaną nauką popularną albo literaturą popularnonaukową.
O, tak to się nazywa. No i niech oni się tym tam zajmują, bo myśmy utracili chyba większość, większość tutaj możliwości manewru. Ale jeżeli miałbym powiedzieć na dzień dzisiejszy, to chyba polska nauka zmierza bardziej w stronę uznania tego zdarzenia za jakieś, jakieś anomalium meteorologiczne. Co jeszcze tutaj ja sobie przypominam? Najbardziej to mnie interesowały te relacje, najbardziej, najbardziej kontrowersyjne, mówiące o lewitacji przedmiotów w domu i pojawieniu się tych, tych ogni Świętego Elma. To znaczy po prostu języki ognia zaczęły tańczyć na czubkach metalowych przedmiotów. Natomiast kiedy się czytało relacje ludzi, którzy mieszkali najbliżej tej Babiiej Skały i najbardziej oberwali, to rzeczywiście włos się jeżył na głowie. Jeden z gospodarzy powiedział i tu cytuję: „Duży kamień przeleciał obok głowy syna, ściął choinkę i wybił dziurę w ścianie, a z sufitu spadł żyrandol". W ogóle drzewa wokół tej Babiiej Skały zostały pokiereszowane, zostały połamane gałęzie. Niektórzy twierdzili, że te kawałki, które się oderwały od skały, tej macierzystej, były tak wielkie, że kilku chłopów nie mogło ich unieść. Także tak to, tak to wyglądało. Ale panowie, kiedy się zapoznaliście już z tym incydentem jerzmanowickim, to co tak najbardziej was w nim porusza? O, tutaj Marku, jakaś wiadomość.
Możesz ją przekazać. Niestety smutna. No tak, właśnie wyskoczyło mi w okienku na komputerze, że zmarł Mirosław Hermaszewski. No już kosmonauta w słusznym wieku, ale jednak. No to, no cóż, cóż w takiej sytuacji powiedzieć mądrego? Nic mądrego właściwie w takich sytuacjach nie przychodzi, nie przychodzi do głowy. No, w każdym razie właśnie dostałem taką informację na komputer.
No, podobno też świadek wielu zdarzeń związanych z UFO. Chociaż on był takim sceptykiem, jeżeli chodzi o tę sprawę. Cześć jego pamięci możemy tylko powiedzieć. Przychodzi nam czekać na kolejnego Polaka, Polaka w kosmosie, ale przejdźmy do tych Jerzmanowic. Marcinie, co najbardziej z punktu widzenia fizyki zwraca Twoją uwagę w scenariuszu tego zdarzenia? Które elementy są dla Ciebie w nim najbardziej tajemnicze z tego naukowego punktu widzenia?
No to tak, jest tam elementów wiele. Niektóre pasują jak ulał do takiego klasycznego pojęcia i dają się łatwo wytłumaczyć. Ale są też takie, stety i niestety, są też takie, których no, nie da się wytłumaczyć tak już w prosty, naukowy sposób. No, na pewno najbardziej takim ciekawym tutaj aspektem, no, to jest to, co powiedziałeś. Telewitujące, lewitujące przedmioty w domach, w gospodarstwach domowych. O ile zaburzenia urządzeń elektronicznych, elektrycznych i tak dalej są rzeczą normalną przy tego typu zjawiskach, czyli będący, efekty będące skutkiem tak zwanego impulsu elektromagnetycznego, który jest, często pojawia się wskutek jakiegoś dużego obiektu, który nagle, spontanicznie wdziera się, z ogromnymi prędkościami to się dzieje, w atmosferę. No, wtedy się taki impuls pojawia. Można to dosyć, dosyć łatwo, tak obrazowo można to wytłumaczyć, jak to się dzieje. No to dobrze, mamy sprawę załatwioną z tym i możemy to wytłumaczyć, jak to się stało, że instrumenty, przyrządy, urządzenia elektryczne, elektroniczne były zaburzone. Ale to, że coś lewituje, a ja na ogół wierzę ludziom, no bo sceptycy mogą powiedzieć, że po prostu ludzie kłamali, że, że ulegali jakimś fantazjom i tak dalej, na fali emocji. Ja na ogół wierzę ludziom. Takie proste pytanie, no, po co mieliby kłamać i wymyślać jakieś takie rzeczy nieprawdziwe, no? No i jeżeli chodzi o tą lewitację, która tu jest niebywale, niewątpliwie najbardziej ciekawa, no to pierwsze, co mi się kojarzy, no to jest, są aspekty z oddziaływaniami, z oddziaływania, oddziaływaniami, no, międzywymiarowymi. I to się właśnie wiele o tym mówi. Właściwie na tym bazuje cała teoria Heima. Jeżeli byśmy ją przeanalizowali, to z niej bezpośrednio wynikać mogą właśnie tego typu efekty. No, tyle że nie wiem, czy teraz jest miejsce na to, żeby to rozwijać tą myśl. Także, no, te lewitujące przedmioty są niebywale, niewątpliwie najbardziej ciekawe i niewytłumaczalne z punktu widzenia takiego klasycznego podejścia. No bo jeżeli chodzi o efekty dźwiękowe, efekty świetlne, jest to wytłumaczalne. I jeszcze troszeczkę taką tutaj można powiedzieć, tajemniczą kwestią jest to, że no, nie znaleziono, jak wszyscy podają-... badacze tematu. Nie znaleziono szczątków jakichkolwiek, jakiegoś ciała, meteorytu, który miałby dotrzeć i uderzyć w tą skałę.
Meteorytu? Tak, meteorytu. No bo jeżeli miałby to być jakiś inny byt w postaci choćby na przykład pioruna kulistego, no to wiadomo, wtedy już o pozostałościach meteorytu czy innych ciał nie będziemy mówić, ale jeżeli byłby to meteoryt, no to takiego szczątków nie znaleziono. I pomimo iż meteoryty, jeżeli meteory, właściwie meteoroidy, meteoroidy to są te obiekty, które wdzierają się w atmosferę.
W zdecydowanej większości przypadków nie docierają do Ziemi, ale jeżeli już dotrą, choćby mikro milimetrowy, jakiś szczątek tego meteoroidu staje się wtedy meteorytem. Więc szczątków meteorytu, który mógłby uderzyć według jednej z teorii w tą skałę, nie odnaleziono. I tu trzeba dodać, że jeżeli meteoroid dociera do Ziemi, czyli ten meteoryt już uderza w ziemię, czy to jest mniejszy, średni, większy, czy waży, czy ma średnicę kilku metrów, czy może milimetra. No, powiedzmy, te wielkie. One pozostawiają zniszczenia, kratery, ale same znikają wskutek gigantycznych energii, gigantycznych ciśnień, sił, które działają w momencie uderzenia w ziemię. I wskutek tych wielkich ciśnień, wielkich sił, one po prostu ulatują, parują, topią się.
No, niemniej jednak nie ma tak, że nie dzieje się tak nigdy. Można powiedzieć, że no, teoria mówi jedno, no, w praktyce wiadomo, że jakieś mikro szczątki tego obiektu powinny zostać odnalezione czy, czy nawet ślady takie, można powiedzieć, śladowe, pierwiastkowe powinny być odnalezione, a tak się nie stało. Więc to są takie dwie najciekawsze kwestie. Po pierwsze lewitacja, po drugie brak szczątków. To jest to, co nie pasuje do całości. Bo jeżeli chodzi o dźwięki, strzały, huki, efekty świetlne, no to czy nawet te zaburzenia elektryczne w gospodarstwach domowych, no to jest rzecz wytłumaczalna. No, tyle chciałem powiedzieć. No tak, tam potem był spory problem wśród badaczy meteorytów, dlatego że się okazało, kiedy porównali sobie, no, rozbłysk tego obiektu i przeliczyli to wszystko i sobie to podsumowali w tych tabelkach, to się okazało, to niedługo wam przeczytam o ten fragment. To się okazało, że ten meteoryt, jeżeli to byłby meteoryt, który spadł, który mógł spaść w Jerzmanowicach, no to powinien do ziemi dotrzeć w formie pomiędzy dwieście kilo a dwie tony. No, wiemy, co by się wtedy wydarzyło, ale tam jest wiele, wiele innych dziwnych zdarzeń. Na przykład Robert Leśniakiewicz pisał, pisał coś, o czym nie pisali inni. No, okazało się, że oni się tam nawąchali czegoś w ogóle. Ci, ci, ci świadkowie w pobliżu tego miejsca. I jakoś tak nie za bardzo się czuli potem. Przypomina mi to takie zdarzenie sprzed chyba trzynastu, czternastu lat, gdzieś z Ameryki Południowej, gdzie również doszło do upadku meteorytu, ale takiego dość okazałego.
Znaczy krater był okazały. I tak samo, no, pierwsza rzecz to ludzie nawdychali się tych oparów i potem zaczęli mdleć, zaczęli wymiotować i tak dalej, i tak dalej. No, w Jerzmanowicach to samo dotyczyło ponoć też zwierząt. Także jest to naprawdę ciekawe. Ale przejdźmy może do rozłożenia tego zdarzenia na czynniki pierwsze. Wiemy, że ci ludzie siedzieli sobie w domach. Pogoda tamtego czwartku była taka nie najlepsza. Był to, przechodziły nad, nad Polską fronty. Yy, były zimowe burze. Co ciekawe, w okolicach Jerzmanowic takowe odnotowano.
I jeżeli w ogóle przyglądamy się tej relacji, próbujemy sobie ją jakoś usystematyzować, to im więcej relacji czytamy, tym staje się to trudniejsze. No bo tak niektórzy mówią, że przebywając w domach usłyszeli dziwny szum, inni mówią o tym terkocie. Potem potężny huk i grad kamieni. Ten najbardziej niszczycielski element. Element zdarzenia. Okazało się, że prawdopodobnie coś musiało uderzyć w ten ostaniec. No albo meteoryt rzeczywiście, albo piorun.
No i jaka inna możliwość wchodzi w grę? Natomiast trzeba powiedzieć, że wiele osób spoza Jerzmanowic, nawet mieszkających kilkadziesiąt kilometrów od tej miejscowości, widziało, że coś się na niebie dzieje, ale o tym za chwilę. Arku, a tak z ufologicznego punktu widzenia, to co cię w sprawie jerzmanowickiej najbardziej zainteresowało?
No, tak, jak już ten, jak Marcin powiedział, te wszystkie aspekty. No bo jeżeli tak, musimy wziąć bardzo poważnie to, co mówią świadkowie. Tak jak Marcin powiedział, no, nie mieli powodu, żeby kłamać, zmyślać, oszukiwać czy konfabulować. Jeżeli faktycznie temu incydentowi towarzyszył, towarzyszyły ognie świętego Elma, lewitacja, spalanie się instalacji elektrycznych w domach, no to troszeczkę inaczej należałoby na to popatrzeć.
Skała, w którą ten, ten to coś uderzyło. Z tego, co pamiętam, to miała pochodzenie wapienne, więc nie była jakimś, jakimś przewodnikiem. To nie był, nie były krzemiany. Chyba że mnie poprawicie i ktoś wie więcej. ... Które by mogły przy takim uderzeniu wytworzyć jakąś, jakieś pole, takie właśnie piezoelektryczne. Czegoś takiego prawdopodobnie te skały nie, nie stworzyły. Nawet cokolwiek by w nich uderzyło. Sam, no szum jak szum, ale właśnie te wszystkie, te wszystkie rzeczy, o których dookoła ludzie opowiadali. No i między innymi to, że, że wojsko dość ochoczo przybyło tam. Z reguły przecież wojsko przez cały czas spadają, także w Polsce, meteoryty są na ziemi odnajdywane, a więc musiały spaść, przez cały czas i wojsko przecież nie gania za nimi. Jeżeli nawet by był to kamień wielkości dwóch ton, no to wcale on taki duży nie jest, więc musiał, musiało być to być może, że coś innego. Na pewno nie, wojsko nie, nie, nie przyjechało tam z tego powodu, że ktoś zgłosił jakiś tam wybuch czy coś takiego, bo to by najpierw była policja czy tam milicja.
Nie pamiętam, co wtedy. Chyba już była policja. Najpierw by była policja. Oni by spisywali, zrobili tego, dopiero zrobili jakieś raporty. Dopiero wtedy by przyjechała, przyjechało wojsko. Jeżeli by policja uznała, że to było jakieś zagrożenie miejscowe, wybuchem jakiegoś nie wybuchu z czasów II wojny, bo to też mogło być. No, inną sprawą, o której jeszcze tutaj nie wspomnieliśmy, to było to, że być może, że to była jakaś rakieta, która została przez wojsko wystrzelona w bardziej lub mniej celowy sposób, ale wątpię, żeby coś do czegoś, do czegoś takiego w ogóle doszło.
Zresztą zawsze, jak widzimy po Ukrainie, część tylna rakiety zostaje i można zidentyfikować, co to było. Tutaj nie było nic, dosłownie nic. Nie sądzę też, żeby, żeby to było tak bardzo naturalne zjawisko, dlatego że nawet jeżeli to tamte fronty przechodziły, to szansa na stworzenie tak silnego pioruna. Przecież pioruny też przez cały czas uderzają, żeby znikło część skały, no bo tam de facto tak naprawdę chyba część tej skały w ogóle wyparowało i zniknęło. Także, no, coś musiało być. Coś, co, no, nie daje się tak łatwo zaszablonować i wytłumaczyć.
Dziękuję. Dodajmy, że do Jerzmanowic przyjechały wojska chemiczne. Mówiono też, że żandarmeria otoczyła Babią Skałę i oni tam chodzili, szukali czegoś z wykrywaczami metali, ale nie powiedzieli niczego miejscowym. Dopiero, dopiero sołtys lokalny na własną rękę pościągał naukowców z Krakowa. No i oni zaczęli tam wtedy węszyć, badać. Jest kilka nazwisk, które się z tym zdarzeniem szczególnie kojarzą, jeżeli chodzi o kwestie, kwestie naukowe, ale o tym za chwilę. Postaram się też Wam przeczytać relację Andrzeja Maneckiego, mineraloga, która, no, zrekonstruuje nam przebieg tego zdarzenia i ułoży to wszystko w jakąś, jakąś, jakąś całość. Marku, jakbyś miał pisać opowiadanie o Jerzmanowicach, to chyba by się udało, nie?
No, poszedłbym w sensację. Poszedłbym w sensację, a nie w fantastykę naukową. Dlaczego? No, ja też zwróciłem uwagę, czytając relację, że to wojsko zjawiło się niezwykle ochoczo i niezwykle szybko. Co więcej, ono dosyć długo przebywało tam, w okolicach tej skały, czegoś szukając, kombinując.
Ogólnie to nie wiadomo, co oni tam robili. Coś robili. A jak już wojsko coś robi, no to cóż, jak takie konkretne wojsko, to, to, to raczej to nie są takie działania pozorowane. I w jednym z artykułów ja znalazłem taką, taką tezę, a w każdym razie taką możliwość przedstawiono, która właśnie skłania mnie ku temu wątkowi sensacyjnemu, bo była tam mowa o tym, że równie dobrze mogły być to szczątki jakiegoś satelity wojskowego, prawdopodobnie już amerykańskiego. No, bo, bo, bo w tym dziewięćdziesiątym trzecim roku to co prawda jeszcze tutaj jakieś resztki wojsk radzieckich funkcjonowały. One chyba w dziewięćdziesiątym czwartym roku ostatnie się wyniosły. Ale, ale raczej stawiam na Amerykanów, jeśli, jeśli miałbym czego poszukiwać źródła tego, tego wydarzenia. No, w przypadku satelity to odpowiednie służby.
Jeśli on by spadał, no to byłyby powiadomione. Jeśli Amerykanie by wiedzieli, że im coś tam uciekło, ucieka z orbity, no to, to postawiliby w stan alarmu, jeśli nie tylko swoje wojsko, ale też te wojska, które, na które mogliby liczyć. I tu można by próbować, że to wojsko tak ochoczo tam przykicało w to miejsce, że to mogło być jakby z uprzedzenia, z uprzedzeniem zrobione, że gdzieś tam coś się wydarzy. Chociaż tak mówiąc szczerze, to i ta wersja się klei dosyć słabo, więc trzeba by to opowiadanie sensacyjne mocno ponaciągać. Bo no oczywiście zawsze można powiedzieć, że wojsko tam to, co miało sprzątnąć, to sprzątnęło, a jak już puściło naukowców, to już tam nic nie było.... Ale to jak się, jak się pisze poważne opowiadanie, poważne opowiadanie sensacyjne, to tego rodzaju wątki, no, należy raczej eliminować, bo to jest takie, takie pójście na, pójście na łatwiznę. W każdym bądź razie, mm, te, te, te, takie, taka niezdrowa aktywność, to zresztą moi poprzednicy o tym też mówili. Ta niezdrowa aktywność wojska, mm, moim zdaniem może świadczyć o tym, że ten jerzmanowicki incydent miał jednak podłoże jakieś takie, no, jak najbardziej ziemskie. Tak mi się wydaje. Ach, ale wracając do tego, to jakby odpowiednio niektóre fakty ponaciągać, to rzeczywiście opowiadanie sensa- sensacyjne mogłoby być z tego całkiem, całkiem udane.
To był cud, że się nikomu nic nie stało. Ja podejrzewam, że gdyby się to wydarzyło latem, kiedy o tej porze ludzie byliby jeszcze na, na dworze, podejrzewam, że no, mogłoby się nawet skończyć jakimiś ofiarami. Zastanówmy się, kiedy takie kamienie lecą po prostu dość duże, to no, nie tylko szyby, terni i, i dachówki są ofiarami, no ale zawsze się może ktoś napotoczyć. Ale powiem wam pewną ciekawostkę. Otóż okazuje się, że ja się zawsze interesowałem Jerzmanowicami. No i gdzieś tak parę lat temu, rozmawiając w jakimś tam spotkaniu rodzinnym o tym zdarzeniu, nagle mój ojciec wypalił, że też takie coś to było też tutaj i, i, i w ogóle.
I ja zrobiłem takie oczy: jak to możliwe? Przecież na drugim krańcu Jury Krakowsko-Częstochowskiej niemal identyczne zdarzenie. Niestety, muszę wam powiedzieć, że ono jest słabo udokumentowane albo w ogóle. Ale o tym, o tym, o tym na koniec, bo to było zdarzenie, które miało miejsce nieco wcześniej, czyli ja wiem, może z pięć, sześć lat przed, przed Jerzmanowicami. Ma bardzo wiele podobnych elementów.
Doszło do niego w ciągu dnia nad miejscową rozdzielnią wysokich napięć. Skończyło się też sporymi, yy, sporymi, yy, zniszczeniami infrastruktury energetycznej. No i przynajmniej przewrócenie, przewróceniem jednego faceta, który akurat wtedy kosił sobie trawę dla królików. Yy, ale o tym, o tym, o tym jeszcze powiem pod koniec. Yy, panowie, teraz będzie cytat z profesora Andrzeja Maneckiego, znanego minerologa, który nam troszkę tą sprawę wyklaruje, bo na razie jesteśmy w momencie, kiedy w tych Jerzmanowicach dzieje się panika, bo coś wybuchło. Cytuję: "Zabierałem się do napisania obiecanego krótkiego artykułu dla Meteorytu, a tu czternastego stycznia bieżącego roku miał miejsce w Jerzmanowicach koło Krakowa efekt geofizyczny?
Znak zapytania. Meteorologiczny? Znak zapytania. Astronomiczny. Znak zapytania. O godzinie osiemnastej pięćdziesiąt mieszkańcy Jerzmanowic zaobserwowali lot kuli barwy rtęciowo niebieskiej, a następnie usłyszeli dwa wybuchy w odstępie pięćdziesięciu sekund.
Pierwszy spowodował odspojenie fragmentu pionowej ściany wysokiego ostańca skały wapiennej i rozrzut jej dużych do kilkunastu kilogramów fragmentów na odległość około stu pięćdziesięciu metrów. Zniszczeniu uległy dachy okolicznych domów. W gruncie stwierdzono po wybuchu liczne bruzdy i wgłębienia. W trzydziestu domach zniszczone zostały bezpieczniki elektryczne, a w kilku stopione przewody, uszkodzone telewizory. Miejsce i efekty drugiej eksplozji są nieznane". Ciekawostka: była druga eksplozja i też mogła coś rozerwać. "Po pierwszym wybuchu spadł grad. Efekty świetlne i akustyczne były widoczne i słyszalne między innymi w Krakowie. Byłem tych efektów świadkiem. Obserwatorium Geofizyczne PAN w Skale zanotowało dwa wstrząsy.
Opisane zjawisko w Jerzmanowicach wzbudziło zainteresowanie meteorologów, geofizyków, astronomów, geologów i nas, minerologów. W terenie aktywnie działa krakowska grupa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. Byłem w Jerzmanowicach z астроnomami z Obserwatorium Astronomicznego UJ i oglądałem liczne skutki wybuchu, efekty fali akustycznej, elektromagnetycznej i inne.
Powołano grupę specjalistów różnych dyscyplin, którzy pod moim kierunkiem mają opisać to ciekawe zjawisko i ewentualnie opracować krótki raport". Tak, okazuje się, że pobliskie obserwatorium zanotowało wstrząsy, ale to nie były wstrząsy z wybuchu jerzmanowickiego. To były efekty przejścia w pobliżu bardzo silnej burzy, w pobliżu tej stacji sejsmologicznej w Skale. Yy, natomiast Marcinie, yy, wiele osób, które przebywały wtedy w Krakowie na Rynku Głównym, twierdziło, że no, po prostu niebo na trzy sekundy pojaśniało. Zrobiło się jasno jak w dzień.
Inni mówili o obserwacji jakichś niby piorunów, czegoś w rodzaju poziomych piorunów. Mm, i to wszystko było widoczne z odległości kilkudziesięciu, z kilkudziesięciu kilometrów nawet. Yy, czy te nawet małe meteoryty, te meteoro- meteoroidy, yy, takie malutkie, mogą yy, powodować aż tak, yy, tak spektakularne, yy, zjawiska, powiedzmy, atmosferyczne?
Jak często się to zdarza? Yy, i które-- czy, czy są jakieś takie incydenty z ostatnich lat z terenu Polski, które by mogły jakoś z tymi Jerzmanowicami, nie wiem, konkurować? To znaczy się tak: meteoroidy, jeżeli, jeżeli jest w atmosferze, one to są obiekty, które wpadają w atmosferę z gigantycznymi prędkościami. To się mówi tam o prędkościach od do, ale powiedzmy średnio dwadzieścia, trzydzieści kilometrów na sekundę. I-... Taki obiekt, one są powiedzmy tam od, od gramów do, do kilogramów. Jeżeli wpada, to w sposób naturalny tworzy smugę na niebie.
To się wtedy mówi meteor. Tak, według, według definicji, według definicji wtedy jest to meteor, czyli ta smuga, którą obserwujemy. I to po prostu jest smuga świetlna wywołana efektami. Jeżeli on bardzo mocno, bardzo intensywnie, szybko wpada w atmosferę, gdzieś tam na wysokości kilkuset kilometrów się jeszcze nic nie dzieje, ale tam powiedzmy w okolicach stu ponad niewiele kilometrów, no to już zaczynają się oddziaływania cząsteczkowe, czyli, czyli on bardzo napiera na cząsteczki atmosfery i one są sprężane. Po prostu jego czoło tak uderza mocno w te cząsteczki, że są one sprężane. No i zaczyna się proces zapłonu. Jeżeli jest to obiekt dostatecznie duży, powiedzmy tam kilogramowy, kilkukilogramowy w sensie, no to wtedy obserwujemy już te bolidy, tak zwane znane z nazwy bolidy, czyli już takie większe jakby efekty świetlne na niebie. I że tak powiem, no, im większy obiekt, tym te efekty są bardziej efektowne i...
No i powiedzmy, to jest ta, ta, ta klasyczna, wytłumaczalna część tego wszystkiego. Niemniej no, to, o czym świadkowie wspominają, o czym relacjonują, no to często nie pasuje troszeczkę do tego, ponieważ oni opisują efekty świetlne różne. Na przykład, że to jest kula w kształcie kuli o różnych kolorach. I teraz ja nie wiem, co oni rozumieją przez to, że to jest kula. Czy to jest kula, czyli, czyli coś, co leci, pędzi szybko i to też trudno wtedy uchwycić w ogóle kształt czegoś takiego. No ale jeżeli ktoś widzi kulę w ten czy inny sposób, no to, no trzeba się jakoś do tego też odnieść. I mi tu przychodzi na myśl taka jedna rzecz. To, co możemy wytłumaczyć, to powiedzmy, mieści się w granicach takiego zdrowego rozsądku i wyobraźni.
Czyli no, widzimy duży bolid. Ja sam na własne oczy widziałem już chyba z trzy razy w życiu taki dosyć spory bolid, który leciał przez połowę widocznego nieba nocą czy tam wieczorem późnym. Jest to bardzo efektowne zjawisko, ale pierwsze, co przychodzi na myśl, no to tak intuicyjnie, zdroworozsądkowo, jeśli patrzymy na coś takiego, no to, no pasuje nam to do, do po prostu meteoroidu, który leci przez, przez atmosferę i się wypala. To są te efekty świetlne, ale jeżeli są te efekty świetlne, powiedzmy w postaci kuli czy czegoś podobnego, bądź efektów świetlnych pojawiających się spontanicznie, poziomo. Z tego, co rozumiem, relacje świadków mówią o, o takich efektach świetlnych, spontanicznych, takich nieprzewidywalnych.
Więc tu mi się pierwsze, co kojarzy... No, ja bym tu chciał rozwinąć tą myśl teorii Heuma. Właśnie dlatego chciałbym rozwinąć, ponieważ tam jest z dużym naciskiem wszystko tłumaczone. Ponieważ ci naukowcy z organizacji MUFON to jest skrót z angielskiej nazwy Mutual UFO Network, czyli taka zorganizowana jakby sieć badaczy UFO.
Można sobie tak to przetłumaczyć. Taka organizacja. Oni tam kładą wielki nacisk. W ogóle po to powstała organizacja, żeby tłumaczyć takie zjawiska z punktu widzenia, typowo, z punktu widzenia nauki i, i oni tam właśnie bardzo mocno analizowali całą teorię Heuma, biorąc pod uwagę całą metodologię naukową. I to są naukowcy, którzy mają stopnie naukowe doktora, doktorów habilitowanych, profesorów zwyczajnych. Także, także nie są to amatorzy, którym może się coś wydawać i wiedzą, co, co mówią, wiedzą, co analizują. Więc jeżeli taką teorię, no, trzeba by tu tą teorię całą przybliżyć. Nie wiem, czy jest na to czas. Ja myślę, że ja myślę, że możemy sobie pozwolić co najmniej na takie skrótowe. W ogóle, w ogóle postać Heuma już sama budzi tu wiele kontrowersji. Był to człowiek, który był niewidomy, niesłyszący, nie miał rąk. I był fizykiem. Nie publikował w żadnym naukowym czasopiśmie, co go nie skreśla. Po prostu nie publikował, ponieważ był człowiekiem bardzo skrytym. Opublikował książkę, którą wydał na własne, na własną rękę.
Dwa tomy chyba, w której właśnie rozwinął całą swoją teorię. I teraz tą teorię analizowali naukowcy właśnie, no, poza wspomnianą organizacją MUFON, analizowali też inni później. Heim żył niedawno. On zmarł w 2002 roku.
No, fenomenalne jest to, że cała fizyka do tej pory, podając, mówiąc o pewnych stałych, fundamentalnych, najczęściej te stałe, fundamentalne, na przykład stała Plancka, prędkość światła i inne. To są stałe, które są wyznaczone na podstawie obserwacji, doświadczeń, obliczeń. I na przykład taką stałą jest stała struktury subtelnej, która tam określa strukturę atomową.
Budowa atomu, tych jego powłok elektronowych to jest stała, która bierze pod uwagę oddziaływania elektromagnetyczne. Elektron, na przykład jego właściwości. No więc i taką stałą Heim na podstawie swojej teorii wyliczył bardzo, bardzo dokładnie. Tam...... jeżeli chodzi o porządek wielkości, między innymi bardzo dokładnie przewidział efekty astrofizyczne, które nie są do dziś wytłumaczone. Na przykład to, w jaki sposób organizują się galaktyki w takiej już dużo, w dużej kosmologicznej skali, czego nie przewiduje klasyczna czy nawet teoria grawitacji Einsteina. No, wiele innych rzeczy przewidział. Na przykład masę cząstek elementarnych wyliczył wprost z formalizmu matematycznego, który sam zbudował. No i to jest fenomenalne. No i z tego względu uważam, że ten człowiek stworzył coś, czym należałoby się zająć bardzo, bardzo na poważnie, jeżeli chcemy wkroczyć w jakiś nowy wymiar fizyki i tłumaczyć rzeczy niewytłumaczalne. I teraz on tam podaje całą teorię czasoprzestrzeni.
To jest teoria kwantowej grawitacji i czasoprzestrzeni, w której jest dwanaście wymiarów, gdzie najbardziej pod uwagę należy wziąć pierwsze sześć. Mamy trzy wymiary przestrzenne, czwarty wymiar, czas. To, co znamy do tej pory i mamy piąty i szósty wymiar, które są wymiarami tak zwanymi, on to określa transwymiary. Tak, będę chciał to szybko streścić. I te transwymiary... W ogóle podejście takiej naszej intuicji i logiki nie ma tutaj sensu. I w ogóle, tak jak i w fizyce kwantowej, ponieważ to wynika z bardzo zaawansowanego formalizmu matematycznego, którego on stworzył. I podobno nawet naukowcy też i z tego względu nie chcą się bardzo tym zajmować, ponieważ to jest bardzo trudne. I, i te transwymiary, ten wymiar piąty i szósty to są wymiary tak zwane wyższe, które oddziałują z tymi wymiarami, którymi my, my możemy zmysłami badać. Te wymiary przestrzenne plus czas oddziałują w taki sposób, że im bardziej jest materia, nie tylko materia, w ogóle nawet byty kwantowe, takie jak powiedzmy foton czy elektron. Im bardziej te struktury tych cząsteczek są złożone, tym bardziej oddziałują poprzez wymianę info... informacji dzięki tym wyższym wymiarom. I no, idąc dalej, tak bardzo ogólnie mówiąc, to umożliwia wszelkie, to tłumaczy wszelkie aspekty tych, tych, tych fantastycznych, można powiedzieć, efektów, które obserwujemy na przykład, jeżeli chodzi o UFO i jeżeli chodzi tu o zdarzenie wierzbnowickie i inne. Na przykład katastrofę tunguską czy, czy wszelkie temu podobne, na przykład ognie świętego Elma czy no, wiele, wiele, wszystkie, wszystkie efekty, nawet to, co chciałem się wtrącić.
Nawet wcześniej miałem taką chęć, bo mówiliście panowie o tym. Cały czas mówimy o tym, że co uderzyło w skałę, w tą wapienną, tam w Wierzbnowicach. Natomiast nie jest to konieczne, że coś mogło uderzyć, ponieważ teoria Heima przewiduje w sposób bardzo taki konsekwentny. Wymiana tych informacji w tych wyższych wymiarach.
Ona z początków istnienia Wszechświata, istnienia Wszechświata determinowała budowę materii, ponieważ w teorii Heima budowa, materia w ogóle jest przejawem złożoności czasoprzestrzeni. W jego teorii nie ma czegoś takiego jak materia i energia, tylko jest sama czasoprzestrzeń złożona z takich, on to nazywa metrony. To są takie malutkie jakby kwanty czasoprzestrzeni. Gdyby taki jeden kwant powiększyć do rozmiarów metra, to przy nim proton byłby rozmiarów galaktycznych. Dosłownie. I więc mamy te małe kwanty czasoprzestrzeni.
I teraz wymiana informacji pomiędzy tymi wyższymi wymiarami powoduje tak jakby zaburzenia tej, tak to się tłumaczy, tej czasoprzestrzeni, tych kwantów czasoprzestrzeni. I wtedy powstaje nam materia. No, tak mówiąc bardzo szybko, wprost. I ta materia się w ten sposób kiedyś tworzyła w toku ewolucji wszechświata. Ale mówi się, badacze i analitycy tej teorii, którzy robią to bardzo na poważnie, mówią, że to tworzenie się materii ma miejsce do dziś. O wiele, o wiele już rzadziej, ale do dziś się to zdarza i temu właśnie towarzyszą. I to nie jest jakieś tam fantastyczne mówienie sobie tylko dla wyobraźni, tylko to wynika, to jest... My nie możemy o tym mówić, to pozwolę sobie stwierdzić, że nasze głowy są za to, na to troszeczkę za małe. Tak jak mówiłem wcześniej, ja już miałem w ręku takie typowo naukowe analizy teorii Heima, przedstawiające cały ten formalizm matematyczny. Na ile mogłem sobie cokolwiek z tego zrozumieć, no to próbowałem to zrobić. Więc na podstawie takich materiałów ci naukowcy przedstawiają całą analizę i mówią, tłumaczą to tak, żebyśmy my mogli na przykład to zrozumieć. Więc to tworzenie się materii może mieć, ma miejsce także aż do dziś, od początku istnienia Wszechświata. Z tym, że kiedyś działo się to bardzo intensywnie, dziś dzieje się to już, powiedzmy, można powiedzieć w cudzysłowie, sporadycznie, niemniej ma to miejsce i na przykład towarzyszą temu wszelkie efekty, o których tu mówimy właśnie, że efekty świetlne, dźwiękowe. Mówi się o wielkich chmurach, na przykład chmurach dymu, powiedzmy, co też miało miejsce podobno w Wierzbnowicach i zresztą nie tylko przy podobnych zdarzeniach. Mi to, jeżeli coś nie pasuje, tutaj powiedzmy, są efekty świetlne, które tłumaczy się klasycznie. Mamy te, te bolidy i inne zjawiska przelotu meteoroidów.... Ale nie da się wytłumaczyć takich spontanicznych, o których mówią świadkowie. I mi tu przychodzi to na myśl teoria Heuma, która jest wielką teorią. Należałoby ją rozwijać w większej skali, z większym rozmachem, jakby do dziś. I ona to tłumaczy, że w każdej chwili, w każdym miejscu. Jeżeli jeszcze, jeszcze tu też znaczenie mają złożone struktury tych cząsteczek, o których mówiłem i to, ponieważ ludzie, życie, które tak bardzo rozwinięte jest na naszej planecie. Życie jest niezwykle zaawansowanie złożoną strukturą materialną, co właśnie ma duży, duży wpływ na, na te trans wymiary. I dlatego takie zjawiska się mogą intensyfikować tu w naszym otoczeniu. I mi przychodzi to na myśl, że jeżeli nie pasuje nam to do klasycznego opisu zjawisk towarzyszących przelotom meteoroidów, upadkom meteorytów i tak dalej, no to, to mi przychodzi na myśl ta teoria, która tłumaczy właśnie te niespodziewane efekty lewitacyjne, efekty wielkich rozbłysków, nagłych, spontanicznych, poziomych, różnych. Takie rzeczy tu wchodzą w grę. No, to chciałem rozwinąć.
No, myślę, że no, chyba wystarczająco. Przynajmniej jak na tę chwilę, ponieważ się tam bardzo, bardzo rozgadywać na temat teorii Heuma, bo to do rozwinięcia jest tam wiele jeszcze wątków. No, nie chcę przedłużać z tym. Ja myślę, że, że możemy chyba przy Tunguzce do tego powrócić, bo tam chyba lepiej będzie można. Znaczy będzie można dać lepszy przykład, bo tam troszkę więcej wiemy chyba, jeżeli chodzi o konsekwencje tamtego zdarzenia. Tak, tam jest, tam jest hipotez już w setkach. Tam jest wiele ciekawiej. Większa skala. Arku, tutaj ludzie, którzy byli na rynku w Krakowie, mówili, że mieli wrażenie, że bomba atomowa wybuchła, kiedy dochodziło do incydentu w Jerzmanowicach. No to ci, którzy byli na miejscu, no to musieli mieć chyba niezły spektakl.
Co oni mówili, ci ludzie? No właśnie, to jest zastanawiające, że skoro bolidy, meteoryty, meteory, meteory to już jak spadnie. Meteory, meteory lecą z prędkościami rzędu nawet ośmiu kilometrów na sekundę.
Czy to, to tak? Czy większymi, dużo większymi. To jakim cudem ktoś może zobaczyć i rozpoznać i opisać kulę, która ma srebrno niebieski kolor? No, jest to bardzo szybko by się przemieszczało. Kula karabinowa leci mniej więcej te najszybsze z prędkością dźwięku i też się no, rzadko się zdarza zauważyć, chyba że się strzela wzdłuż, no to tam jeszcze można tą kulę zobaczyć, jak leci, jak jest odpowiednio duża, ale z boku to raczej niekoniecznie. No, tutaj ludzie opisywali, że jest. Właśnie ciekawe jest to, że o czym wspomniałeś, że w Obserwatorium Sejsmo, Sejsmologicznym nie za, nie zarejestrowano właśnie tego wybuchu, czyli uderzenia o samą skałę, tylko bardziej pioruny, które uderzały w tym czasie w pobliże Krakowa. To jest też ciekawe. To tak, jakby po prostu nie doszło do takiej kolizji, uderzenia młotkiem w skałę, tylko po prostu rozerwanie się tego wszystkiego tuż nad skałą, bez takiego właśnie uderzenia. No i tutaj można by było powrócić właśnie do tego najbardziej widocznego i sprawdzalnego efektu, jakim było spalenie się instalacji elektrycznych. No, to, to nie są. Wówczas nie było to jakieś bardzo wysoko wyspecjalizowanych i bardzo wrażliwych instalacji elektrycznych. To były zwykłe instalacje, takie, jakie mamy. I żeby doszło do spalenia, musiał bardzo duży prąd przez to przepłynąć.
To nie jest tak, że, że z byle powodu coś takiego się dzieje. Jeżeli popatrzymy na to, no, mamy... Jeżeli podłączymy na dłuższy czas duży odbiornik prądu, który bardzo dużo pobiera energii, owszem, te przewody się zaczną tam nadtapiać, ale to był impuls i impuls musiał być tak duży, że właśnie tego dokonał. No z telewizorami no to, to różnie bywa, bo tam wówczas były w większości z tego, co pamiętam, telewizory lampowe z kineskopem lampowym.
One też w jakiś sposób są, mogły być wrażliwe na, na promieniowanie i mogły się przepalać. Czy, czy, czy nie wiem. Nie wiem. Nie wiem, co się w nich przepalało, ale niemniej jednak, jeżeli weźmiemy tylko tą, ten efekt, no to takie efekty nie zachodzą w przypadku zwykłych uderzeń meteorytów. No, inna sprawa jest, czy to, to, czy to na pewno był meteoryt? No, nie znaleziono jakichś części od niego. No ale to w zasadzie w tym momencie, jeżeli się nie odnajduje żadnych kawałków, jeżeli wszystkie inne efekty w zasadzie nie są zbieżne z tym, co, co takie, takie upadki meteorytów czynią, dochodzi się do wniosku, że to jednak ta zebra to, to nie jest. I to, to jest coś całkiem innego musi być.... jeżelibyśmy wzięli, rozpatrywali, no, musi, musimy znaleźć przyczynę tego. Nie wiem, jak w wysokich napięciach zachowuje się, jakie, jakie ma powiązania grawitacja z efektami wysokiego napięcia, ale sobie wyobraźcie właśnie to, że niektóre przedmioty w domu lewitują, inne nie. No, to jest bardzo przerażające.
I tutaj osoby, które, które tego doznały, naprawdę to, to musiało być ogromny szok. To jest jak dosłownie miejscowe zatrzymanie się czasoprzestrzeni w czasie. No tak, no, no tak, to z osoby, z punktu widzenia osoby to obserwującej mogłoby wyglądać. Jeżeli w tak odległym miejscu jak Kraków widziano łunę, to naprawdę musiał być ten, ten, te efekty musiały być ogromne. Ta energia, która, która tam została wyzwolona, również musiała być duża. I tutaj, no właśnie, energia duża, ale nie, nie, nie wywarła żadnego wpływu na aparaturę sejsmologiczną. Jeżeli mówisz Piotrze, że tam właśnie dzięki działaniom sołtysa pojawili się naukowcy, to też jest troszeczkę budzi pewien z jednej strony niesmak co do, co do akademików, że po prostu, no, sami z siebie inicjatywy nie przejawią, bo jest wygodniej.
Natomiast jeżeli już jest coś, jeden pojedzie, no to drugi też chce zaistnieć i też się pokazuje, więc to raczej ich naukowców z polskich akademii, które tam nie pojechali sami z siebie, bo coś tam zaobserwowano, tylko dopiero po tym, jak stała to miejsce i ten incydent stał się głośny, no to tak raczej też budzi jakieś takie troszeczkę, delikatnie mówiąc, niesmak, bo wydaje się, że jako naukowcy powinni chcieć jechać i zbadać. Dzisiaj, dzisiaj na pewno to by było wszystko załatwione inaczej. To znaczy myślę, że doszło do naruszenia pewnych procedur. Przede wszystkim fuks ogromny dla wszystkich służb, że nic się tam nikomu nie stało.
Oczywiście nikt nie byłby w stanie temu zapobiec. Natomiast jakieś informacje na temat tych wydarzeń powinny zostać ludziom udzielone wtedy. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Jest bardzo wiele niewiadomych w sprawie jerzmanowickiej. Do tego stopnia, że naukowcy swego, w pewnym momencie zaczęli tworzyć bardzo skomplikowane mechanizmy i hipotezy, próbujące wytłumaczyć, co się tam wydarzyło. Na przykład taka jedna z wiodących mówi, że no, były dwa pioruny, jeden normalny piorun, który uderzył w skałę i ją rozwalił. Z drugiej strony piorun kulisty, który miał uderzyć po prostu w sieć energetyczną i to on wszystko popalił.
Jeżeli chodzi o tą lewitację, to też tak nie do końca wiadomo, co się tam wydarzyło, dlatego że jest mało informacji na ten temat. Sugeruje się, że może to był efekt fali uderzeniowej, może po prostu no, ta fala przeszła, coś wywaliło okno na przykład i te przedmioty się same z siebie zaczęły poruszać i zostało to wzięte za lewitację. Nie wiem. Nie wiem. Szczerze mówiąc- Jeżeli bym mógł jeszcze wtrącić, przepraszam. Tak, tak. Takie właśnie oddziaływania elektryczne mają i to zostało już dawno potwierdzone. No, dawno, w sensie kilka lat temu, w myśl teorii Einsteina o zunifi-, o zunifikowanej teorii pola, czyli połączeniu teorii elektromagnetyzmu z grawitacją.
Więc elektromagnetyzm, tu mówimy o piorunach bardzo silnych. Ja już też chciałem o tym wcześniej powiedzieć, tylko brakło mi już myśli. Ma wielki wpływ na grawitację, na pole grawitacyjne, na, na czasoprzestrzeń, która jest, której deformacje się przejawiają jako pole grawitacyjne. I uważam, że tu też jest sens, mówiąc o wielkich wyładowaniach elektromagnetycznych, które by miały wpływ na pole grawitacyjne tam w okolicy czy lokalnie.
I jeszcze jedno chciałem dodać to, że tu mi się też kojarzy. Jeżeli wrócę do tych świadków, którzy opisują kulę świecącą na różne... To, co kolega Arek też powiedział. Zgadzam się, że obiekt, który przelatuje kilkadziesiąt kilometrów na sekundę, no to nie możemy mówić o tym, jaki on ma kształt. Więc tu się nasuwa, że mogło to być coś całkiem innego niż jakiś meteoroid czy bolid.
Tylko nie wiem. Posunę się tak troszeczkę dalej. Czy aby to nie było coś na wzór tak mówiąc wprost, no, Foo Fightersów znanych, legendarnych? Być może coś, coś, coś opartego o antygrawitacyjne, legendarne napędy, które okazują się nie być fikcją, tylko działać realnie, co potwierdzono w Europejskiej Agencji Kosmicznej. Co też potwierdza z, z przerostem wielkim, no, przerasta wszelkie oczekiwania teoria Einsteina, że, że ten wpływ elektromagnetyzmu na, na grawitację jest biliony bilionów razy, w praktyce biliony, bilionów razy większy, niż teoria przewidywała. I to tak jakby potwierdzało, że, że, że te legendy o Foo Fighters tak naprawdę miały wielkie, wielkie ziarno prawdy w sobie i być może to żyje do dziś. No, nie wiem. No, jeżeli widziano kulę, która się zachowywała w jakiś nieprzewidywalny sposób, no to moim zdaniem na pewno nie był to pędzący bolid, meteoroid.... tylko może coś podobnego do tego. No i jeszcze te oddziaływania elektryczne, o których mówiłem, że mogą mieć, na pewno mają wpływ na, na pola grawitacyjne. Może zaistniało coś bardzo rzadkiego, coś, jakieś potężne rzeczywiście wyładowanie, które sprawiło, że jakieś lokalne zaburzenia grawitacji wystąpiły i ktoś widział coś się unoszącego. No, sprawa jest skomplikowana. Mówiąc krótko, niewytłumaczalna. Jest faktem i, no, trzeba coś o tym, trzeba jakoś do tego podejść. No i tu już nie możemy mówić, że ktoś gada głupoty, no bo, no bo tym tokiem rozumowania można powiedzieć, że to, co się stało, jest głupotami, tak? No to po prostu fakty są faktami i trzeba je wytłumaczyć.
I trzeba się odwołać do, do teorii niekonwencjonalnych. Mhm. Marku, chciałeś coś dodać? Minęło trzydzieści lat i ja mam takie nieodparte wrażenie, że ilość rozmaitych teorii, ilość rozmaitych wytłumaczeń, no, rośnie z każdym rokiem. Bo taki rzut oka, a wiadomości na temat tego, co się zdarzyło w tamtym czasie, jest stosunkowo mało. I mówiąc szczerze, mam takie wrażenie, że ta sprawa Heweliusza tamtych czasów nie sprzyjała. Myślę, że nawet dzisiaj wypadałoby albo warto by wysłać tam po prostu dobrą ekipę dziennikarzy. Wiem, że po trzydziestu latach wszelkie śledztwa robi się już tak trochę trudno, ale mimo wszystko. Ja podam przykład, dlaczego uważam, że warto, żeby się tam dziennikarze pojawili i być może próbowali chociaż dojść, jak było naprawdę. No bo czytam na blogu, na którym jest zamieszczona, zamieszczony tekst Roberta Leśniakiewicza.
Czytam, że na przykład już dzisiaj nie wiadomo, ile to wojsko tam... Wojsko się pojawiło następnego dnia rano o siódmej. Ale sam Leśniakiewicz pisze o tym, że ono tam siedziało, to wojsko, tydzień, a może dwa tygodnie.
No co? Są, jakby, zasadnicza różnica. Dalej. Szereg faktów jest tak nie do końca potwierdzonych. Jedni mówią tak, drudzy tak. Myślę, że naprawdę, nawet dzisiaj, po trzydziestu latach, gdyby tam się pojawiła ekipa i spróbowała chociaż uporządkować fakty, spróbowała zasięgnąć języka. Pewno już to robiono.
Być może to za słabo było nagłośnione. Ja, ja nie twierdzę, że, że nikt wcześniej się o coś takiego nie pokusił, bo w końcu na taką rzecz bardzo łatwo wpaść. Ale ja mam takie nieodparte wrażenie, czytając różnego rodzaju teksty o tym wydarzeniu, że tam te niektóre, niektóre fakty, niektóre podawane w poszczególnych artykułach, one pączkują i one się mnożą jak króliki.
I stąd później mamy w związku z tym, z tymi, z tym wydarzeniem, mamy teorię o walizkowych bombach jądrowych, mamy teorię o broni, broni amerykańskiej, o tym, że to być może satelita, a być może broń, która działała za pomocą impulsu elektromagnetycznego, którą sobie ktoś wypróbowywał. Albo jedni, albo drudzy. I tak dalej, i tak dalej. Mógłbym jeszcze, jeszcze kilka takich teorii przytoczyć.
W związku z tym my oczywiście próbujemy jakoś na podstawie tych wszystkich podanych informacji dojść, co się mogło wydarzyć, ale jesteśmy tak naprawdę skazani troszeczkę na poruszanie się we mgle. Może było tak, a może tak. No, jak siedzieli tydzień, to co jest w stanie wojsko wyczyścić przez tydzień, a co przez dwa tygodnie? A może oni siedzieli krócej, może dłużej? A teraz, czy naukowcy tam rzeczywiście się nie pojawili, ci akademicy? Czy oni może po prostu się pojawili, a ich wojsko wyrzuciło? A po dwóch tygodniach to już może się komuś nie chciało i dopiero później zaczęli się tam do tych Jerzmanowic złazić.
My mamy duże luki, jeśli chodzi o fakty dotyczące, dotyczące tego wydarzenia. Pozornie wydarzyło się to niedawno, trzydzieści lat temu. No to sięgamy pamięcią. No, wszystko okej, a tymczasem jest to zjawisko o takiej, tak zatartej faktografii moim zdaniem, że ciężko będzie dojść do jakiejś konkluzji. Tak sobie, tak sobie to wymyśliłem. Mhm. Tutaj mamy na czacie użytkownika, który pamięta to zdarzenie.
Pan Jarcor. Yy, Jarcor, tak? Był, był na miejscu zdarzenia i pisze bardzo ciekawe komentarze. Tutaj Ewelina mi te komentarze zamieszcza. Chciałbym je przeczytać. Sekundkę. Z tego, co rozumiem, pan był, pan mieszkał dwadzieścia pięć kilometrów od miejsca wybuchu. Pisze tak: „Huk był przeraźliwy. Nie można porównać tego do burzy ani wybuchu pirotechnicznego. Wokół skały tego ostańca porozrywana ziemia, tak jakby od wewnątrz. Odłamki poszły drobne na okoliczne domy. W jednym dach był poszatkowany z eternitu, tak jakby był ostrzelany po odłamkach. W najbliższym domu wszystkie sprzęty spalone.
Rano, jak byłem, były takie odciski po rozkładanych reflektorach wojskowych". No i tych komentarzy jest jeszcze dużo. Bardzo, bardzo ciekawa rzecz. Ja wam dodam tylko tyle, że z tego, co wynika, z tego, co czytałem, to to wojsko nie było tam wcale tak długo, że jakieś dwa tygodnie. Oni przyjechali, powęszyli i pojechali. Czegoś szukali. No, po co by przyjechali tam z wykrywaczami metali, prawda?... No to jest dziwne. Jeżeli szukali szczątków, odłamków, to raczej chyba. Pan Jar Sor pisze, że nie było wtedy śniegu. Ja powiedziałem chwilę wcześniej, że śnieg był. Natomiast mówiłem o momencie, kiedy naukowcy zbierali próbki. Wtedy już śnieg był.
Piotrze, Piotrze, ale to chodzi o to. Chciałbym tylko powiedzieć, że ja mówiąc o tygodniu czy dwóch, opieram się, opierałem się na pewnej relacji. I teraz właśnie o to chodzi. Właśnie o to chodzi, że jedni twierdzą, że wojsko było tam krótko, drudzy, poważni ludzie twierdzą, że było wojsko długo. No to tak naprawdę nie wiemy, jak długo było to wojsko i właściwie jesteśmy skazani, nie wiem. Na wiarę? Od jednego do drugiego? To jest takie troszeczkę pulp fiction, jak w takich przypadkach często bywa.
Piętrzą się różnego rodzaju fantazje, relacje i tak dalej. I z tego trzeba odrzucić to, co niepotrzebne, zostawić to, co jest najbardziej sensowne. Uważam, że na przykład upadek jakiegoś obiektu fizycznego typu satelita czy... Po pierwsze no, bez sensu. No przecież byłyby jakieś szczątki, no, no, to by nie upadło z taką energią, żeby wyparowało całość.
Byłyby jakieś szczątki. Jeżeli chodzi na przykład o broń jakiegoś typu, no to dla mnie to jest po prostu śmieszne. No, przecież jeżeli ktoś chce jakąś super nowoczesną, tajną broń przetestować, no to przecież nie będzie robił tego na wsi, gdzieś w Polsce. No, bo zakładam, że nie dysponowała tym polska armia, tylko jakaś powiedzmy, amerykańska czy rosyjska. No, robiliby to w inny sposób.
No, nie, nie na wiosce w Polsce. Więc odrzućmy to, co od razu się wydaje bez sensu. No tak, tylko że każda broń może się wymknąć spod kontroli. To po pierwsze. Po drugie, po to się zjawiło, nie znaleziono szczątków. No, po coś się to wojsko zjawiło. Chyba nie tylko po to, żeby sobie tam się porozglądać. Mogło.
Mogło te szczątki zbierać. Ja wiem, ja, ja nie walczę o to. Broń Boże, nie walczę ani o jedną, ani drugą, ani trzecią teorię. Ja staram się po prostu pokazać, że w tej chwili rozmawiamy o przypadku, w którym bardzo trudno będzie oddzielić to, co jest sensowne, od tego, co jest wytworem, no, wyobraźni albo takiej wzmożonej wyobraźni, bo tak naprawdę bardzo mało mamy twardych, twardych, takich, takich przesłanek do tego, żeby to zrobić. To znaczy się na przykład wielki, wielki huk. No to myślę, że mógłby powstać od jakiegoś, tak by, no musiał powstać. Po prostu wielki obiekt wpadający z wielkim impetem w atmosferę, kilkadziesiąt kilometrów na sekundę, wytwarza wielki, niewyobrażalny huk.
W wyobraźni i pamięci świadków może to być już, powiedzmy, wyolbrzymione. Tym bardziej. Także ja zakładam, że gdybyśmy jakąś selekcję mieli prowadzić, no to albo to jest jakieś gigantyczne wyładowanie atmosferyczne, albo no, myślę, że meteoroid, meteoryt raczej nie. No, te szczątki gdzieś musiałyby być. No, ktoś, kto by się tym zajmował profesjonalnie, znalazłby takowe.
Myślę, że na przykład wojsko, o ile tam miało coś posprzątać w cudzysłowiu, zawsze coś jakiś amator gdzieś by znalazł, tak jak było choćby w Roswell, słynnym, legendarnym. Coś zawsze ktoś znalazł. Są jakieś, jakieś pozostałości. No i, no i tak jak mówię, bardzo sensowne jak dla mnie jest jakieś anomalie czasoprzestrzenne.
Jest masa, ale to dużo jest eksperymentów przeprowadzanych od lat przez naukowców, doktorów, profesorów fizyki, które spędzają sen z powiek, wykraczają poza nasze wyobrażenie, poza paradygmaty, poza założenia przyjmowane przy budowie fundamentalnych dziś teorii, które są w podręcznikach. I są, tak jak mówię, eksperymenty, których wyniki łamią to wszystko. I tym bardziej powinniśmy wziąć pod uwagę takie niekonwencjonalne wyjaśnienia typu, tak jak mówiłem, teoria Heuma, która powiedzmy, zakłada, mocno zakłada, że no, powiedzmy, tam, w tym miejscu, w tej czasoprzestrzeni, wtedy coś powiedzmy, się zmaterializowało, czemu powinien właśnie towarzyszyć huk, grom, efekty świetlne, aura, fantastyczne rzeczy. Jest też taki problem z Jerzmanowicami, że po prostu świadkowie siedzieli w domach. I nawet jak tutaj profesor Manecki pisał o tych dwóch rozbłyskach, to jedni mówili, że był jeden rozbłysk na przykład albo że był jeden huk, jeden grom. Pojawiły się różnice w opisie kolorów tego zjawiska. Pisano, że było rtęciowo-czerwone. Mieszkańcy Jerzmanowic, niektórzy. I to jest opisane w tym zbiorze relacji, w Przeglądach, Postępach Astronomii, że było czerwono, że się zrobiło czerwono na, na chwilę. I to też te niezgodności wynikają z po prostu miejsca, gdzie świadkowie się znajdowali. Ale myślę, że to po pierwsze zadziało się tak szybko, po drugie było to przyniosło jakieś straty ewidentne i myślę, że ludzie byli na tyle przerażeni, że, że te szczegóły mogły mi się, mogły im się nieco pomylić. Tutaj cały czas pan Jar Sor pisze, co tam wtedy widział. Zobaczcie sobie jego komentarze na, na, na, na, na, na naszym czacie. Tutaj pytacie też, ile tej skały wyparowało? No, to jest taki typowy wapienny osadnień jurajski, jakiego mam tu też u siebie.
Wszędzie wokoło, także na placu. Jest to dość twarda skała, nie powiem. Natomiast hipotezy są różne. No, w większości opracowań można przeczytać, że tak... No, zakładając przez analogię, jeżeli coś leciało nad Wierzbnowicami i nagle rozsypała się skała, to znaczy się, że, że to coś musiało uderzyć.
No, sęk w tym, sęk i welios, że prawdopodobnie tego wybuchu takiego albo tej kolizji nie było. Tak przynajmniej twierdzą badacze. Ale przejdźmy do tych elementów związanych z dziwnymi odgłosami i z tym zapachem, i z tymi wszystkimi ogniami świętego Elma. A zapach to moim zdaniem jest najciekawsza rzecz z tego wszystkiego i ona nam powinna wskazywać ewentualnego winowajcę. Natomiast jeżeli chodzi o te zjawiska świetlne i akustyczne, tutaj Marcinie, będę za chwilę się chciał ciebie dopytać o parę rzeczy, bo my mówimy, że owszem, jeżeli jest wielki bolid, wielkie ciało niebieskie, skała z kosmosu pędzi. Wiadomo, zjawiska elektromagnetyczne, efekty elektromagnetyczne i te akustyczne będą zauważalne.
Natomiast pierwsze wyliczenia, które się pojawiły na temat Wierzbnowic, mówiły, że to był obiekt o średnicy dziesięciu centymetrów. Zaledwie. Potem próbowano to skorygować i w tych postępach astronomii mamy już taką hipotezę, że no, że biorąc pod uwagę to, jak to się wszystko skończyło, to ten obiekt musiałby wejść w atmosferę, stracić dziesięć tysięcy swojej masy, dolecieć do Ziemi po prostu w takim jakimś tam ułamku, no i wtedy ewentualnie wyparować. Jak już mówiłem, wiadomo, że przelotom tych dużych bolidów towarzyszą zjawiska świetlne, wiadomo, akustyczne i oddziaływania elektromagnetyczne. Problem tutaj jest właśnie z tymi wyliczeniami.
No, co jeszcze chciałem wam tutaj powiedzieć? Sekundkę, bo cały czas śledzę tutaj niezwykle ciekawe komentarze. Zacytuję jeden. „Były takie rozrywy w ziemi jak po piorunie po kilkanaście metrów długości, ale nie można tego porównać. Pisali kiedyś, że mógł być to tak zwany mega piorun". Tak, mega piorun był jedną z tych hipotez, które się pojawiły.
Pojawiła się na przykład taka hipoteza, już próbująca wyjaśnić to dziwne zjawisko, byleby tylko je wyjaśnić, że leciał meteoryt, zrobiła się burza. Meteoryt wzmocnił oddziaływania burzy i to wszystko pierdyknęło, mówiąc kolokwialnie.
Tak, były takie rzeczy. Możecie sobie we wspomnianych periodykach o nich przeczytać. Robiono wszystko tylko po to, żeby to wyjaśnić. Stworzono hipotezy na temat zjawisk, które mogły nie istnieć, które mogą nie istnieć w przyrodzie, ale stworzono hipotezy, byleby tylko wyjaśnić dla świętego spokoju, co się wtedy stało. Już sama kwestia pogody, jaka wówczas była, też jest kontrowersyjna. Jedni mówią, jedni mówili, że, że było burzowo, ale nie było śniegu. Inni mówią, że nie było wiatru.
Dopiero po incydencie, po wybuchu pojawił się wiatr. Pojawił się też grad. Co ciekawe, jak mówiliśmy, tutaj, to, co, na co zwrócił uwagę Arek. No, pobliska stacja sejsmiczna nie odnotowała żadnych odczytów w momencie wybuchu na Babiej Skale, ale odnotowała te odczyty już w momencie burzy bardzo silnej, która się tam przetoczyła. Ale aby wyjaśnić wam te kwestie bardziej specjalistycznie, tutaj odwołam się do fragmentu z Postępów Astronomii, zeszyt trzeci, rok 1994. Cytuję: „Przelot meteorytu wywołuje charakterystyczne efekty elektryczne i elektrofoniczne, czyli akustyczne. Za frontem fali uderzeniowej powstaje rozległy obszar silnej jonizacji, naładowany ujemnie, tworzący rozciągnięty ślad i obszar ładunku dodatniego wokół spadającego ciała. Mamy więc szybko poruszający się dipol elektryczny.
Powstają wówczas bardzo silne prądy o natężeniu kilku milionów amperów, które w zależności od warunków lokalnych mogły powodować zniszczenia w sieci elektrycznej i telefonicznej. Czasem obserwuje się charakterystyczne świecenie przedmiotów metalowych, tak zwane ognie świętego Elma, zauważone w mieszkań, w jednym z mieszkań w pobliżu miejsca wybuchu". Marcinie, wszystko to z punktu widzenia astronomii, fizyki wydaje się no kleić, tak? Czyli możliwe, że to był... Możliwe, że to był meteoryt. Natomiast, no gdzie on jest? No właśnie, to się nie klei, że gdzie są choćby jakieś śladowe szczątki jego? No bo one parują, nawet jeżeli są duże. Mamy dziś kratery, tysiące kraterów na całym świecie, które utworzyły upadki meteorytów sprzed różnych tam epok, milionów, setek tysięcy lat. Mamy kratery, nie ma meteorytów, ale szczątki były odnajdywane jakieś. Mam na myśli śladowe. Poza tym taki krater w ogóle jest charakterystyczny po uderzeniu. No dobrze, jeżeli mieliśmy tutaj w Wierzbnowicach obiekt dostatecznie duży, jeszcze wysoko, wysoko w atmosferze, który nam generował efekty dźwiękowe, no to też pewne rzeczy musiały się zgrać, bo jeżeli on leci z prędkością taką, jaką leci tam kilometrów, rzędu kilometrów na sekundę, no to powstaje ten tak zwany grom, grzmot. Już nie wiem, jak to nazywają. Ta potężna fala uderzeniowa i dźwiękowa. Tylko że ją też nie jest słychać wszędzie. To za takim obiektem ciągnie się taki stożek, w którym on jedynie może być słyszalny.... Także to by trzeba było też przeanalizować. No i o ile on, powiedzmy, dostatecznie duży był tam wyżej, aby tworzyć tak potężne efekty dźwiękowe, o których mówią świadkowie, no to o tyle, gdy już doleciał do tej skały, musiał być no, mały. Mały, ale mający taki pęd, że rozwalił tą skałę i narobił tam tych szkód. No, nawet powiedzmy tak. No to jeżeli chodzi o meteoryt, jeżeli chodzi o ten super piorun, no to się tu tak wszystko się zgadza. Nawet jeżeli chodzi o meteoryt, też się wszystko zgadza. Nawet to jest klasyczne, że meteoryty oprócz tych wizualnych i dźwiękowych efektów, które wywołują, to wywołują też ten impuls elektromagnetyczny. Więc nam się to zgadza. To, co się tam działo, nawet yy- Ale czy, czy zakładając, że to było już przy dolocie do Ziemi, coś tak małego, to czy te efekty tego kamyka, który miał tam nie wiem, dziesięć centymetrów, no, mogły być na tyle silne, żeby coś takiego spowodować?
Yy, dwa pytania jeszcze. Pierwsze. A co by było, gdyby taki meteoryt na przykład był zrobiony z materiałów, yy, no, nieodróżnialny od tych, od tych na Ziemi? A drugie pytanie za chwilę. To znaczy się, yy, no, meteoryt ma to do siebie, że jednak, yy, wyróżnia go. Wyróżniają go pewne cechy, które pozwalają na to, żeby go zidentyfikować jako skałę pochodzącą z kosmosu. Yy, pomimo nawet, jeśli niektóre bardzo przypa-, przypominają te ziemskie obiekty, bo wiele jest też takich. I to jest trudność w identyfikacji.
No, to niemniej są takie cechy, które pozwalają na identyfikację. I teraz, no, jeżeli byłby to meteoryt, no to możemy sobie powiedzieć na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że musiał zawierać w sobie któreś te cechy, które by pozwoliły na zidentyfikowanie.
No, to nie chodzi o to, że meteoryt zawiera jakieś, mm, pierwiastki, których nie ma na Ziemi. Są na Ziemi, tylko że po prostu skład tego meteorytu jest charakterystyczny. Yy, jest to w dużej części no żelazo, domieszkę niklu. Ma właściwości magnetyczne. Jeżeli tam w Jerzmanowicach doleciałby już powiedzmy, kilkucentymetrowy, co i tak jest bardzo dużym już obiektem, yy, relatywnie, jeżeliby doleciał taki kilkucentymetrowy, no to no rzeczywiście, no, trudno szukać szczątków. Moim zdaniem tak. No bo jeżeli on ma małą masę, tam ileś gram powiedzmy, no ale gigantyczną prędkość, w sumie pęd może mieć duży. I gdybyśmy przeliczyli ten pęd, czyli ten iloraz tej małej masy z gigantyczną prędkością, no to ta siła uderzenia może nam wytłumaczyć, powiedzmy, że, że ta skała się rozprysła, że, że szczątki upadały na dach i tak dalej. No, ale tak potężne efekty dźwiękowe już tu, powiedzmy, w dolnych partiach, blisko ziemi, zakładając, że on mógłby być wtedy już mały, no, to trzeba by to bardziej przeanalizować. No, tak, na wstępie wydaje mi się, że to, co mówią świadkowie, że te efekty były bardzo, bardzo tak potężne, że niektórzy fantazjują już nawet o bombie atomowej, no to troszkę mi to nie pasuje, no.
No, to jest właśnie cała złożoność tej sprawy. No, że nie da się tak. Znaczy da się, tylko trudno jest to tak łatwo i szybko wytłumaczyć. Mhm, mhm. Tutaj mamy tyle ciekawych komentarzy od naszego, yy, słuchacza, pana Jarсора, że no nie wiem, poprosilibyśmy go o telefon, ewentualnie gdyby chciał się wypowiedzieć, opowiedzieć, co pamięta z tych zdarzeń, jak to, jak to sobie przypomina, bo spacerował po tych okolicach niedługo po tym, jak doszło do jerzmanowickiego incydentu. Także jeżeli chciałby pan zadzwonić i podzielić się jakimiś wspomnieniami, to Ivellios, yy, no nie wiem. Przypomnij na szybko telefon. Ja bym prosił tutaj. Może tak, żeby słuchacz Jarcor napisał SMS-a pod numer 530 620 493, 530 620 493, a ja oddzwonię do niego z numeru stacjonarnego, żebyśmy mogli się tutaj w miarę sprawnie połączyć z rozmówcami na Google Meet. Tak, to oczywiście nie jest przymus. To jest nasza, nasza prośba, jeżeli by pan chciał. Yy, no tak, yy, mamy już za sobą analizę Arku, tych, tych wszystkich efektów dźwiękowych i tak dalej, i tak dalej, i innych. No ale pomimo wszystko wydaje mi się, że tym ludziom, którzy tamtego dnia no mają popalone telewizory, popalone lodówki, mm, wyrwane gniazdka, no to raczej te wszystkie naukowe rozważania im mało, że tak powiem, mówią. No dlaczego to się stało u nich? Tak. Dlaczego?
Dlaczego wtedy? Yy, to wszystko jest bardzo interesujące i bardzo mroczne mimo wszystko. No i czy się powtórzy przede wszystkim, czy, czy jeszcze raz ich coś takiego spotka? Yy, tutaj trzeba też powiedzieć, że, yy, każdej burzy towarzyszy specyficzny zapach, yy, właśnie takiego świeżego powietrza, ozonu. Yy, i teraz, jeżeli tam, tak jak tutaj słuchacz pisał, że jest rozorana ziemia była, yy, przez właśnie jakieś takie, no, wyglądające pewnie jak korzenie z-, yy, rozciągające się od tej skały wzdłuż. Yy, to być może, że właśnie taki efekt, właśnie mocno, yy, elektrostatyczny w połączeniu właśnie z tym zapachem. Yy, czy, czy, czy. Może nie zapachem ziemi, ale takim właśnie reakcją ziemi na to. No, dał ten efekt właśnie taki-... Yy, jakiś, yy, mocno azotowego, yy, takiego, no, z takiej substancji. Yy, jeżeli chodzi o wojsko, tam mówiliście, że pojawiło się wojsko chemiczne. Yy, być może, że byli to też saperzy, skoro mieli ze sobą, yy, coś do wykrywania metali.
Yy, coś na pewno wojsko zostało, yy, o czymś więcej poinformowane. Tutaj też szkoda, że nie, nie przez tyle lat nikt z wojska nie puścił, że tak powiem, pary na ten temat. Nic nie, nie przedostało się, no bo to dosyć ciekawa sprawa była i na pewno została to, yy, odnotowane. To zostało w niejednym raporcie, no bo wysłanie żołnierzy to, to, to nie tylko jest, że o, tam sobie pojadą, ale to jest zaprowiantowanie na jakiś tam okres czasu, ee, wyposażenie tych żołnierzy, czy byli z bronią i wyposażenie takie właśnie, yy, wszystko podlega spisowi i wypisowi, więc to nie jest takie, takie proste.
Yy, no, tutaj, yy, mieszkańcy zapewne byli mocno zszokowani tym, co się stało. Yy, te straty nie wiem kto, kto wypłacał. Pewnie, yy, naj- najszybciej by było, yy, przyznać to wszystkim, że to był, yy, piorun jakiś tam super wzmocniony przez, przez cokolwiek, żeby po prostu odszkodowanie dostać na, na to, na, na, yy, odbudowę tych, tych zniszczonych rzeczy. No i stąd pewnie wszyscy bardzo łatwo łyknęli takie, takie wytłumaczenie i chcieli łyknąć. Ee, no, ciężko jest określić, yy, jednoznacznie, co to jest, co to było wówczas. Tak mi się wydaje. I tak jak Marek tu mówił, po trzydziestu latach mnożą się teorie, yy, które są opracowywane przez cały czas na bazie tych samych, yy, tego samego materiału, który został już, yy, już raz opisany i opowiedziany. Yy, ale to dotyczy chyba wszystkich takich zdarzeń, yy, dziwnych i niesamowitych, że w miarę upływu czasu, yy, każdy chce zbić, yy, jakiś swój kapitał, yy, na, na, na takim wydarzeniu i coraz bardziej kreuje mniej lub bardziej, yy, dorzeczne lub niedorzeczne rzeczy. Dziękuję.
Marku, tam Robert Leśniakiewicz pisał, yy, o tym zdarzeniu, no, dość obszernie. Yy, i wspomniał między innymi, że tam, yy, ci żołnierze, którzy się zjawili z Krakowa, no, mieli na wyposażeniu nie tylko wykrywacze metalu, ale też liczniki Geigera. Yy, no i też napisał, że oni coś zbierali. Czyli coś tam chyba jednak zostało. Yy, co mnie, co mnie interesuje? Przede wszystkim, mm, każda historia, która się dzieje, która, której świadkiem jest więcej niż jedna, dwie osoby, która jest obserwowana przez grono ludzi, ona ma zawsze tyle wersji, ile świadków. Yy, tutaj pytanie: czy tam nie ma jakichś ukrytych, ukrytych historii, ukrytych fragmentów, yy, czegoś, co nie zostało powiedziane, a mogłoby mieć dzisiaj kluczowy, kluczowy aspekt? To jest naprawdę interesujące. Mmm, bardzo mnie interesuje też to, co oni mówili, że słyszeli jakiś terkot, tak? Jeden powie, że to był terkot samolotu, drugi powie, że to był szum.
Trzeci powie, że to był odgłos wiatru na przykład. I tu już nam się robi straszny, yy, informacyjny galimatias z tego wszystkiego. No, niemniej jednak coś tam porozbijało te okna i potłukło eternitowe dachy i dachówki, i wszystko inne. Yy, co jeszcze pisał? My będziemy za chwilę dzwonić, Piotrze, będziemy za chwilę dzwonić do słuchacza. Tutaj podobno- Czyli zgodził się pan z nami?
Zgodził się. Zgodził się. Zaraz będę tutaj wstukiwał jego numer. Także... To poczekaj sekundkę. Marek jeszcze odniesie się do tego mojego pytania. Co tam jeszcze pisał o tym Robert Leśniakiewicz? I zadzwonimy do naszego słuchacza. No, powiem tak, że zanim o Robercie Leśniakiewiczu, to powiem jedną rzecz, że, mm, myślę, że wszyscy tutaj padliśmy trochę ofiarą, yy, nierzetelnego dziennikarstwa. Yy, zaraz powiem, co nam, co mam na myśli. Yy, przede wszystkim selekcjonowanie materiału, żeby wyszła fajna historia. Ja to troszeczkę znam od podszewki, jak to się robi i po prostu, yy, no, to nie jest, yy, zgodne ze sztuką, ale bardzo wielu dziennikarzy jedzie z gotową tezą na miejsce, żeby robić materiał i selekcjonuje materiał mniej więcej w taki sposób, że to, co pasuje do założonej tezy albo do tezy, która się tam gdzieś ulęgnie w trakcie, to, co pasuje, to bierze, a co nie pasuje, to pomija. I później mamy zapis, który jest absolutnie nieadekwatny do tego, co się wydarzyło.
Tylko to jest zapis pewnej historii, która się zrodziła w głowie danego dziennikarza. To tak bardzo często wygląda. I tu też mam takie, takie wrażenie, że tak się zdarzyło. W dodatku mamy jeszcze, mm, cytowane przez ciebie, w każdym razie wspominane przez ciebie zapisy z pism specjalistycznych zajmujących się astronomią. Ee, i tam z kolei znowu następuje coś takiego.
Naukowcy odrzucają wszystko, co nie pasuje, a biorą to, co pasuje, co jest im znane. Yy, i myślę, że nie bawią się, ale nie wiem, jak było. Znowu to jest strzał w ciemno. Yy, to, co nie pasuje, odrzucają. Biorą tylko to, co jest znane, sprawdzone i, i-... I to dlatego później Robert Leśniakiewicz pisze, tak jak już wspominałem, no, pisze nawet o tym, że na początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce Polska została zaalarmowana. Nie wiem, skąd jest ta informacja w ogóle, ale to już, no, powiedzmy, inna sprawa, że została Polska zaalarmowana o tym, że zginęły gdzieś tam w Rosji bomby walizkowe.
Że te bomby ma, miały, jeśli chodzi o wysadzanie tych bomb, od, od stu, zaledwie stu kilogramów trotylu do tysiąca kilogramów trotylu. Takie, taką moc miały. Więc to były bo-bombeczki właściwie. Opisuje je dosyć szczegółowo. Jak to wyglądało? To jest jedna teoria. No, coś tam może pasuje, coś nie. I wszystkie wcześniej wymienione, dotyczące jakichś prób wojskowych, jednych, drugich z impulsem elektromagnetycznym, a może z czymś jeszcze? A może to satelita wojskowy? No, my później mamy informację o tym, że gdzieś tam Amerykanie wysyłają na orbitę jakieś niezałogo, niezałogowe wahadłowce, które sprowadzają po roku albo po półtora roku i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. My się na skutek tego, co powiedziałem na początku, tego dziennikarstwa nie do końca rzetelnego, które nam na początku rzuciło pewną narrację, my w tej chwili właśnie jesteśmy ofiarami tego. No i tak bym to skomentował. A tych, tych wątków, które podaje Robert Leśniakiewicz, jest tam naprawdę bardzo dużo. Ja zachęcam, może po prostu wejść na, na blog i, bo to, to pokazuje, w jakiej mgle się poruszamy. Dobrze, ja nie będę zabierał czasu, bo, bo, bo, bo mamy dzwonić do słuchacza.
Tutaj ten link się ukaże w, pod, pod nagraniem na YouTubie, także sobie zobaczcie. Ale ja bym jeszcze dodał tylko tyle, że to samo się tyczy tych publikacji naukowych, bo tam jest przyjęte, że to był meteoryt i już. No właśnie, tak, tak! Mówiłem. W tych pismach astro, zajmujących się astronomią, jest dokładnie to samo: przesiewanie informacji. Tak. I szukamy dowodów. No, nawet jeżeli, nawet jeżeli to był piorun i nie pasuje do pioruna, to stwórzmy koncepcję pioruna, który się dzieli przy, przy, przy uderzeniu na piorun kulisty i piorun zwykły, i znaczy- A w dodatku albo może być piorun, który współpracuje, tu cudzysłów oczywiście, z jakimś obiektem kosmicznym, który tutaj spada na ziemię. I to w ogóle jest super teoria jest. Ja się nie czepiam, nie, nie jestem specjalistą. Ja też nie, oczywiście. Od tych zjawisk. Natomiast kiedy słyszę, że ktoś powołuje nową kategorię zjawisk do wyjaśnienia czegoś, co się wydarzyło w Jerzmanowicach i do tego powołuje się nowe zjawisko, ultra rzadkie, tylko, tylko po to, żeby zaspokoić, no, wymóg, jakim jest, jakim jest, jaki stawia nauka akademicka, to jestem trochę zażenowany, szczerze mówiąc. Bo jak tam czytałem, że piorun się rozdzielił na taki i na taki, i potem tak strzelał albo i nie, albo w tą stronę, albo, albo w tą.
Innymi słowy, oni nie wiedzieli, nikt tego nie widział, nikt o tym, nie było żadnych przesłanek. Natomiast naukowcy postawili określoną tezę, bo tak, bo tak na pewno było, bo tak musiało być. I selekcja materiału następowała wtedy. Ale to naukowcy wiodą prym właśnie w tego typu praktykach. No, to jest to, o czym mówiłem. Jest, są, jest pełno eksperymentów, które przeczą założeniom fundamentalnych dziś teorii, ale oni dalej zajmują się tym. Po prostu, no, to są, no, blokady, no, blokady i takie ograniczone światopogląd, no, który, który nie pozwala wyjść poza coś i, i coś wyjaśnić. Dobrze, Marku, dzwonimy do naszego słuchacza chyba. A więc dzwonimy.
Halo, dzień dobry. Halo, halo, dobry wieczór. Czy się słyszymy? Słyszymy się. No to oddaję panu głos. Dobry wieczór. Halo? Dobry wieczór. Pozostawił pan bardzo ciekawy komentarz na naszym czacie. Tak, tak. Odnośnie zdarzenia w Jerzmanowicach. Rozumiemy, że pan mieszkał blisko i miał możliwość udania się tam. Ja mieszkałem na terenie Krakowa. Tak, ja może, nie wiem, czy mnie słychać dobrze. Ja to pamiętam, bo ja byłem w tym czasie uczniem technikum, a mieszkałem na terenie Krakowa i byłem jakby świadkiem, znaczy słyszałem huk, prawda, bo nie, nie mieszkałem bezpośrednio, tylko w odległości, to jest około dwadzieścia pięć kilometrów od.
Nie wiem, czy mogę kontynuować dalej tutaj. Tak, tak, oczywiście. Mieszkałem dwadzieścia pięć kilometrów, czyli jakby w zachodniej części Krakowa. I pamiętam, że zdarzenie mnie zastało w ten sposób, że byłem w mieszkaniu. To było mieszkanie znajdujące się w takim dużym bloku. Z tym że okna mamy na stronę południową, czyli to jest po przeciwnej stronie, jak był wybuch i nastąpił pierwszy huk, taki słabszy, ale był potężny i nie można tego porównywać do jakiegokolwiek uderzenia pioruna czy czegoś podobnego.
Zatrzęsły się szyby w oknach, pomimo że to były okna od strony południowej. Czyli musiała iść jakaś potężna fala uderzeniowa, która musiała odbić się od naprzeciwległego budynku i uderzyć jakby po prostu szyby. I po, i po około minucie, tam do pięćdziesięciu sekund, był następny wybuch, jeszcze silniejszy. I z tego, co pamiętam, to następnego dnia udałem się tam z ojcem na mieść, na miejsce....
Bo to ojciec od znajomych gdzieś już wiedział, gdzie to nastąpiło i na miejscu z tego, co pamiętam, tam się zjechało sporo ludzi. Tam podjeżdżało samochodami patrzeć. Było dwóch gospodarzy, którzy tam jakby oprowadzali i pokazywali to wszystko. No, tutaj z tego, co pamiętam, to opisałem na czacie tutaj państwu z tych, z tego może byście chcieli państwo coś zapytać? Może o coś jeszcze. Może o to wojsko. Halo, halo! Bo tutaj tak. Może, może o to wojsko, dlatego że pan tam był następnego dnia z ojcem i tego wojska już nie było. Tak, ja byłem z ojcem, bo wojska nie było rano, ale ojciec mi pokazywał, bo ta skała to jest jakby taki ostaniec skalny, który wystaje tam, no, na kilkanaście metrów pośród pól, prawda? Bo tam mamy zabudowania gospodarcze. Za dwoma domami jest ta skała i za skałą już są pola orne. I ojciec tam zauważył, że były zaraz wokół skały. Były odciśnięte w ziemi, jakby takie, ktoś jakby wbijał jakieś kolce w ziemię czy coś. I ojciec mój twierdził, który był w wojsku, że to był odcisk od łapy rozstawianych lamp, że jak było wojsko, to musiało tam rozstawiać jakieś jakby reflektory czy coś. Jakby odcisk. Takie było odgniecenie, jakby takiej łapy stojącej czy coś w tym stylu. I ze śladów naziemnych znaleźliśmy z ojcem.
Były takie rozerwania właśnie darni rozciągające się od tej skały z pola. No, może na kilkanaście metrów. Takie. No, podobno takie coś występuje w przypadku pioruna kulistego. A odnośnie wojska była informacja od tych właśnie miejscowych ludzi, bo tam były dwa domy zlokalizowane bezpośrednio przy skale. Gospodarz zapraszał z jednego domu. Tam dwa domy. Z tego, co pamiętam, miały poszatkowany dach, poprzebijany przez te odłamki skał. I w jednym z domów gospodarz właśnie mówił: ja widziałem osobiście wyrwane gniazdko elektryczne ze ściany. I ten gospodarz twierdził, że miał spalone wszystkie sprzęty elektryczne. I potem była jakaś informacja, tylko ja nie wiem, czy od miejscowych, czy to już po tygodniu, że w badaniach gleby znaleziono jakieś mikrokulki aluminium. Takie coś mi się kojarzy, ale to byście jeszcze musieli państwo gdzieś temat drążyć i świadków tam jeszcze innych pytać. O tym też pisał. O tym też pisał Robert Leśniakiewicz.
Natomiast- To ja właśnie nie wiem, czy to z tego źródła, już później to nie wypłynęło. Natomiast ja naocznie widziałem właśnie tą rozerwaną ziemię, taka rozerwana darń i odciski właśnie po jakichś takich stojakach wojskowych czy coś. Ja dokładnie już sobie nie przypomnę, ale to było odgniecione w ziemi.
No, może wielkości dłoni, jakiś statyw czy coś takiego. I pamiętam, tam było bardzo mylne w przypadku Jerzmanowic, bo odnośnie tego, ile skały zostało wyrwane, to tubylcy by wiedzieli. Ci, co mieszkają najbliżej, ponieważ wokół skały mamy pola orne i tam ta gleba orna. Ona jest taka, że ona sama w sobie zawiera też takie kawałeczki tego kruszcu wapniowego i było ciężko odróżnić, jakby, ile jest narzucone tej skały z rozbicia, a ile było, ile tego kruszcu wapniowego jest naturalnie w tej ziemi, tak bym się wyraził. Ja pamiętam tylko, że chodziliśmy z ojcem wokół, no, może tak w promieniu trzysta metrów wokół tej skałki i szukaliśmy tam w tych polach, czy nie ma jakichś fragmentów meteorytu czy coś. I nie udało nam się znaleźć nic. Niestety. A jeżeli chodzi o atmosferę, jaka tam panowała wtedy, to jakby pan to opisał? To w ogóle jeszcze ja bym może odnośnie pogody dodał, bo ja pamiętam jako dziecko, że to było w styczniu, prawda? To była jakaś dziwna zima, bo z tego, co ja pamiętam, to nie było śniegu i myśmy tam pojechali. Tam była ziemia, normalnie darń, taka jak w zimie się zdarza, jak jest bezśniegowo. Także stąd właśnie jest ta relacja moja o tej rozerwanej darni. Było wyjątkowo ciepło jak na zimę, dlatego były też podejrzenia, że to mogło być jakieś mega piorun czy coś. Natomiast na miejscu no zjeżdżali się ludzie. Ja pamiętam, że tam było sporo ludzi, którzy właśnie z jakichś źródeł musieli wiedzieć, że to właśnie w tym miejscu nastąpiło i tam sporo ludzi podjeżdżało i penetrowało ten teren.
Także myślę, że tutaj, gdyby się udało dotrzeć do świadków, powinno być więcej tego zdarzenia. Mhm. Bardzo dziękujemy panu za, za rozmowę, za telefon. Fajnie. Fajnie, że jest ktoś, kto, kto był na miejscu, kto pamięta te zdarzenia. Ja pamiętam, bo to, to jest wydarzenie, które naprawdę zrobiło bardzo duże wrażenie i jako uczeń szkoły też dużo. Ja pamiętam jeszcze, że miałem tam kolegów z Jerzmanowic i ten temat się natychmiast pojawił, też tam w jakichś naszych rozmowach i dużo ludzi, nawet na terenie Krakowa, z tego, co gadałem z ojcem, nawet między sobą się pytali, czy słyszeli taki huk czy coś. Także było to bardzo silne i dużo mieszkańców zwróciło na to uwagę.
Natomiast temat był potem jakiś przemilczany i nieporuszany i według mnie jest to do tej pory sprawa taka niewyjaśniona i jakby po prostu taka bardzo tajemnicza. Mhm. I to też mamy tak właśnie z pierwszej ręki. Jeśli mogę się wtrącić w tym momencie z pierwszej ręki, co pan, który nam potwierdza, że to jest niezwykła sprawa. No, ja myślę, że kwestia jakiegoś tam- Było to, bo właśnie, bo ja pamiętam, że jakiś nawet miesiąc czy dwa, czy trzy miesiące po tym zdarzeniu wiele ludzi się tam dopytywało, tam w trakcie jakichś rozmów. Czy słyszałeś taki wybuch tam w tych? Bo to podobno tam w tych Jerzmanowicach coś hukło czy coś. I także to było....
No naprawdę, ta detonacja była tak mocna, że jest to, no, nie można porównywać tego z uderzeniem, jakby gdzieś rąbnął piorun czy coś. To nie, nie, to, to nie, nie ta kategoria jakby. Mhm. Dziękujemy jeszcze raz za, za informację i za telefon.
Pozdrawiamy. Mamy nadzieję, że- Dziękuję bardzo. Dziękujemy. Wydaje mi się, że jeżeli będą tego słuchali ludzie z okolic, z Jerzmanowic, to z pewnością, yy, może- Ja myślę, że także warto by jeszcze drążyć i dotrzeć jeszcze właśnie do świadków jakichś, którzy jeszcze tam istnieją i byli bliżej i mieli możliwość tam jakby bardziej ten teren. Nie wiem, czy penetrować, czy coś, bo według mnie z tego, co ja pamiętam jako młody człowiek, to wzbudzało zainteresowanie wśród miejscowych, bo tych ludzi, jak ja wszedłem tam na tą skałkę, było sporo i tam nawet ja nawet nie wiem, czy pod... Miałem takiego wujka, który się trochę interesował UFO. On potem w następnym tygodniu przyjechał do Krakowa specjalnie, myśmy go tam zawieźli i tam w dalszym ciągu się co jakiś czas pojawiali ludzie. Mhm.
No tak, tutaj kiedyś, kiedy pan wspomniał o tym, że te pola były też usłane tak kamykami, no to, no to ja też. To właśnie ja to. Mhm. Też mieszkam na Jurze i- Ja to zapamiętałem właśnie, że ta Jura jest taka, że te pola orne, one same w sobie w gruncie mają takie jakby gruz wapienny. A ten rozkrusz skalny, który nastąpił, on był drobny według mnie. Tutaj nie wiem. Tu by musieli się miejscowi wypowiedzieć, bo ja w tym miejscu byłem po raz pierwszy i nie wiem, jak wyglądała skałka przed, ale miejscowi twierdzili, no, że to było kilka metrów sześciennych tej skały zostało jakby rozerwane.
No i najbardziej tajemnicza jest sprawa tego wojska, nie? Bo wojsko raczej nie jeździ do miejscach, gdzie rąbnie piorun. To albo jakaś tam straż pożarna czy coś. A tu z tego, co miejscowi mówili, to to wojsko było tam w miarę szybko. I to jest właśnie najciekawszą sprawą tego. No właśnie, ciekawi mnie to, jak zareagowały służby, jak zareagowały służby lokalne.
Ciekawe, czy tam się pojawiają policja, straż, OSP. Ciekawi mnie to. Tu mi jest ciężko. Tu by trzeba drążyć temat ze świadkami z Jerzmanowic, którzy to pamiętają. Czy ktoś to zgłosił? Czy wojsko przyjechało samoistnie? Tego nie wiem.
Tego nie wiem. No, tam z tego, co wiem, tam były też hipotezy brane takie pod uwagę, że piorun rąbnął w skałkę, w skałkę, a w tej skałce był tam jakiś skład amunicji, jakiś powojenny czy coś i to rozpirzyło, ale to też jakoś się nie trzymało kupy za bardzo ta wersja.
Tak. Kolejna mówiła z kolei, że tam mieliśmy piorun, który uderzył w tą skałę i tam było jakaś duża, duża zawartość wody i ona po prostu gwałtownie wyparowała. Też, też tak, bo ja to gdzieś właśnie, bo ja potem na temat tego incydentu jerzmanowickiego też coś w internecie starałem się znaleźć tam przez wszystkie lata, ale ciężko było. I też właśnie jedna z teorii twierdziła, że była to jakaś porowata skała, prawda, tam nasiąknięta wodą i piorun tam wrąbnął. I wtedy następuje jakieś gwałtowne odparowanie tej wody i rozerwanie, no. W każdym...
No, nie wiem, jest ciężko oszacować, ale siła tej eksplozji była według mnie gigantyczna. Tak. Natomiast jeżeli ktoś kiedyś był na Jurze i tutaj dotykał tych miejscowych skał, to nie jest taki wapień, jak sobie niektórzy wyobrażają. To jest bardzo twardy wapień.
To też zależy- To nie jest pumeks. On ma tam jakieś takie, prawda, zagłębienia czy takie mikro otwory, ale nie jest to pumeks. Dlatego właśnie ta wersja też ja bym się nie skłaniał w tą stronę, bo skała wapienna raczej nie nasiąka. No, gdzieś tam w te szczeliny, pęknięcia naturalne ta woda może wchodzić, ale- Tak. Też, też ta wersja jakoś też coś za bardzo się nie kleiła według mnie. No właśnie. Tutaj jakby jeszcze można. Nawet była taka szalona hipoteza. Ja nie wiem, czy nadmienić tu państwu, czy to ja. To chyba też w którymś z jakichś takich wydawnictw ufologicznych czytałem, że tam nawet była teoria tego typu, bo to były lata dziewięćdziesiąte, kiedy tam był duży handel, tam z Rosją coś ludzie przywozili, że nawet była taka hipoteza, ktoś postawił, a było to blisko tej szosy E4 wschód-zachód, prawda?
Która jest na Olkusz, że ktoś z Rosji wywiózł jakąś tak zwaną walizkową bombkę, małą, jakąś jądrową czy coś i wiózł to z Rosji gdzieś na zachód i mu to zaczęło tykać w aucie, więc je zatrzymali. Gdzieś tam zjechali na wieś, zostawili to na skale i uciekli. I to rąbło. No, z tym że to jest to. Ja to czytałem jako hipotezę, którą ktoś postawił, ale znowu tam były relacje, że była widziana właśnie taka kula świetlna, jakaś lecąca. Także także to by podważało to. Mhm. Dziękujemy jeszcze raz za relację i zachęcamy do dalszego słuchania, a my wracamy za sekundkę z chłopakami do dalszych rozmów. Dziękuję. Pozdrawiamy.
Do usłyszenia. Jeżeli chodzi o Rosjan i Jurę Krakowsko-Częstochowską, to oni przebywając tutaj w czasie II wojny światowej mieli różne głupie pomysły. I pamiętam, moja babcia mi opowiadała. Mieszkała w takiej wsi Trzebiniów, koło Żarek, koło Myszkowa. Przyszli Ruskie.... No i tam jest tak, że to jest wieś położona w takiej, takim, takim, no nie wiem, wąwozie. No, bardzo jest tam ładnie. No i jednym z takich punktów jest taka ogromna skała, która jest zatrzymana po prostu na czubku góry. No i co? I ruskie wpadli na pomysł, żeby ją zrzucić na ziemię i nie mogli. Haha, dobrze im tak! No, ale tak panowie, wracamy do tych Jerzmanowic. Czy ktoś chciałby tutaj z was skomentować? Bo mamy kolejny bardzo ciekawy komentarz, który zaraz przeczytam.
Odnieślibyście się tutaj jakoś do słów naszego słuchacza? Coś wam one przyniosły na myśl? No, ja przede wszystkim jeszcze raz została podniesiona kwestia wojska. Skoro ten pan był już rano tam, a wojsko już się zwinęło, to znaczy, że byli tam dużo, dużo wcześniej i to, co chcieli tam zrobić, przebadać, to, to przebadali i po prostu odeszli.
Być może, że później znowu parokrotnie po, yy, próbowali, próbowali jakieś tam, przeb, przebadać ten teren. Stąd te informacje, że byli dłużej. Ale z tego, co, co tu mówi naoczny świadek, w tym czasie, kiedy on był, już było po wstępnym, pierwszym badaniu. I tak, no, jeżeli mieli ze sobą stacjonarny sprzęt, yy, taki świecący, bo te trójnogi, tak jak ten pan mówił, były po, prawdopodobnie po reflektorach, to musieli być jeszcze, jak było ciemno.
Więc to nagłe pojawienie się wojska jest naprawdę zadziwiające. Dziękuję. A poza tym nic się nie zgadza. To znaczy, tutaj jest informacja od bezpośredniego świadka, że wojska już nie było, chociaż był ranek, przedpołudnie na pewno. Tymczasem w innym źródle czytamy, że wojsko się dopiero o siódmej rano zjawiło następnego dnia po tym incydencie, który miał miejsce. No, powtarzam to, co, to, co powiedziałem wcześniej.
Jesteśmy w mgle informacyjnej i naprawdę przydałoby się do, może do Jerzmanowic jeszcze raz wybrać i tam zasięgnąć języka na miejscu. Na pewno pamięć o tym wydarzeniu tam jeszcze funkcjonuje, ale... A tak to jesteśmy skazani na, niestety, na, na to, co jest w sieci. A sieć ma to do siebie, że powiela różne rzeczy, mniej lub bardziej sensownie, a, i gromadzi, gromadzi, gromadzi kolejne teorie, kolejne hipotezy. I to tak chyba nie służy później rzeczowej jakiejś analizie tego. To znaczy tutaj powiem ci, że gnuśność środowiska naukowego po raz kolejny dała się we znaki. Dlatego, że oni, środowisko naukowe, Marcin chyba tutaj przyzna, ono się porusza w swojej, swojej sferze, tak? Gdzie liczą się tytuły, natomiast tam rzadko się wychodzi do ludzi. Dam taką analogię, która jest w ogóle z drugiego, z drugiego krańca, ale z takiego, który jest bliższy mnie, czyli z historii. Pamiętacie na pewno to, to zainteresowanie Turbo Słowianami, tak? Że tam wielkie Imperium Lechickie i tak dalej, i tak dalej. I zanim się Bieszk wysprzęgłił z tymi teoriami, yy, to one już się dawno rozwinęły, poszły w eter, zaczęły się w necie rozwijać. Natomiast środowisko historyczne sobie spało, rok prawdopodobnie, może i więcej, i dopiero się obudzili gdzieś tam po kilku latach i zaczęli z tymi mitami walczyć. No, bo to są mity, to jest, to jest totalna bzdura, ale dopiero się zorientowali tam po latach, że takie jakieś głupoty są.
Środowisko naukowe jest tak bardzo za, w Polsce, jest tak bardzo skupione wokół papierologii, zdobywania grantów, pisania artykułów na punkty, że ucieka im rzeczywistość. Ja oczywiście im nie odbieram żadnych zasług, bo przyłożyli się do, do przynajmniej częściowego wyjaśnienia incydentu jerzmanowickiego.
Natomiast wydaje mi się, że troszeczkę się za późno obudzili. To znaczy nawet sam mit tego, że ta skała się rozpierniczyła w wyniku eksplozji i że to poszło w eter, to też jest troszeczkę wynik tego, że my fachowe opracowanie mieliśmy w Postępach Astronomii, nigdzie indziej. To jest jednak niszowe czasopisma. To powinno zostać powiedziane od razu. Nie wiem. Nie było wtedy internetu, wiadomo, ale takie rzeczy powinno się wyjaśniać od razu, dlatego że potem pojawiają się jakieś dziwne, dziwne hipotezy. Ale to przejdźmy może do, yy, dalszych wyjaśnień. Otóż polscy uczeni mówili, że doszło tam do, yy, uderzenia mega pioruna albo zjawiska mikro Tunguskiego. Jeszcze czegoś bardziej tajemniczego. Yy, zasugerowano, że za wszystko odpowiedzialny był dwukilogramowy, dziesięcio, dziesięciocentymetrowej średnicy kamień z kosmosu.
Tak jak powiedzieliśmy, od początku brano pod uwagę dwie hipotezy: meteorytową i meteorologiczną. Tutaj nazwy mówią same za siebie. Ta pierwsza sugerowała, że to niewielkie ciałko kosmiczne o prędkości kilku, kilku kilometrów na sekundę. No, jednak może nie tyle uderzyło w Babią Skałę, co wywołało jakieś pęknięcia i to się wszystko rozsypało i, i, i poszło na dachy i okna. Ale co ciekawe, dowiadujemy się z literatury, że poszukiwanie śladów meteorytu w pobliżu dwóch kilometrów od Jerzmanowic nie przyniosły żadnego skutku.... No to fragment z postępów astronomii, mm, który rzuci wam nieco światła, jak i jak to bardzo pro-problematyczna jest, jest sprawa. Na podstawie obserwowanej jasności błysku przy realnym zakresie prędkości można osac- oszacować masę obiektu na, uwaga!
dwadzieścia do pięćdziesięciu ton. W zależności od materiału meteorytu oraz wartości współczynnika aerodynamicznego końcowa masa przy upadku powinna wynosić od dwustu kilogramów do dwóch ton. Oznacza to ponad dziesięciotysięcnokrotną utratę masy w trakcie lotu. Niespotykana ablacja, także żaden deszcz meteorów nie został zaobserwowany.
Innymi słowy, biorąc to na zupełnie chłopski rozum, który ponoć nie działa, jeżeliby tam Marcinie doszło do upadku meteorytu, to ten bolid w atmosferze, nawet jeżeliby dotarł do ziemi w takiej obciętej, wychudzonej formie, to powinien po drodze, którą przemierzał, dawać jakieś efekty. Deszczu meteorów nie było.
Jeżeli tam coś eksplodowało, no to były inne hipotezy, że na przykład lodowe jądro komety albo jakiś inny lodowy obiekt. Sugerowano, że to jest jakaś planetoida typu Apollo. Mimo wszystko, choć ten obiekt, który tam za to wszystko odpowiadał, był widoczny tylko przez sekundę. Coś się wydarzyło.
I tutaj dopiero po jakimś czasie, dopiero w tych chyba bardziej współczesnych opracowaniach, profesor Manecki twierdzi, że no, w Jerzmanowicach wydarzyło się to samo, co w Tajdze w 1908 roku, tylko w dużo mniejszej skali. Nazwał to zjawiskiem mikrosubtunguskim. Cytuję: "Nazwałem to efektem subtunguskim. Fala uderzeniowa pochodziła od czegoś, co wyparowało w atmosferze". I tutaj moglibyśmy dyskutować, dlatego, że zjawisko tunguskie, wybuch tunguski to jest coś, co zasługuje na naprawdę co najmniej kilka debat. Ale czy ty dopatrujesz się tu jakichś podobieństw? No, podobieństw raczej, no trudno mówić o podobieństwach, ponieważ jeżeli te oszacowania mówią, że to nawet do dwóch ton, o ile dobrze zrozumiałem, no to mi się to nie zgadza na ten chłopski rozum, który według mnie no działa czasem. No, przecież gdyby to były dwie tony, które by dotarły do ziemi, no to, no jednak zniszczenia byłyby, no, niewyobrażalne, a po drugie, no, no, byłby, byłoby coś w rodzaju krateru.
No to, no myślę, że tu nie ma co się zagłębiać i mówiąc tak brzydko, filozofować więcej nad tym. No, dla mnie to jest nieprawdopodobne, że tam dotarło to już meteoryt wielkości rzędu do dwóch ton. Po drugie, jeżeli byłby do dwóch ton już na powierzchni ziemi, a, a jego początkowa tam w górnych s- warstwach atmosfery wielkość byłaby o tysiąc razy większa, no to przy takich wielkościach, no to bardzo prawdopodobne jest, że doszłoby do rozprysku, czyli tam, tam wyżej by się on po prostu rozpadł i byłby ten, ten strumień, ten nie pamiętam, jak się to nazywa. No, byłaby widoczna strefa rozrzutu tych, tych drobniejszych, już mniejszych, będących skutkiem rozpadu tego jednego wielkiego wyżej. No, bo jeżeli taki duży wpada w atmosferę, no to można powiedzieć, że on się musi rozpaść na mniejsze tam wyżej. Więc no, to mi nie pasuje. No, gdyby to był tak duży obiekt, on by się rozpadł na mniejsze. Byłoby to widać w postaci zniszczeń w szerszej skali tu na Ziemi. Po drugie, jeżeli według tych obliczeń dotarł, powiedzmy, taki kilkusetkilogramowy czy, czy dwutonowy, no to nie oszukujmy się, no, każdy chyba stwierdziłby, że no, jednak inaczej by wyglądał ten krajobraz tam na miejscu. Dla mnie to jest pozbawione sensu. No, je- jeżeli mogę jeszcze dodać, to z tego, co, co mówiliście wcześniej, no to jeżeli mamy się trzymać, tak stąpać mocno po ziemi, to prędzej bym rozpatrywał jakieś mega nienaturalnie, rzadko zdarzające się wyładowania atmosferyczne, wielkie jakieś. No, to też by tłumaczyło, powiedzmy nawet i te jakieś efekty lewitacyjne. Jeżeli przyjmijmy, że, że ktoś nie kłamał, że ktoś mówił prawdę, już więcej rzeczy tłumaczyłoby zjawisko wielkiego, gigantycznego pioruna ni- niż to, że była to tak wielka skała.
Mhm. Jak powiedziałem, gdybyśmy zaczęli analizować te elementy wybuchu tunguskiego i dawać jakieś przykłady, no to jedyny zawiera się w tym, że coś wybucha w atmosferze. I tu też jest taka też pewna nieścisłość. No, idzie fala uderzeniowa, fala musi chyba uderzyć w Babią Skałę, ta się rozpryska i tak dalej. W zjawisku tunguskim mieliśmy do czynienia z czymś, no, oczywiście, na dużo większą, dużo większą skalę.
Pamiętajmy, że tamten obszar, który został dosłownie spłaszczony i te drzewa, które się położyły, miały wielkość takich trzech średnich, średniej wielkości polskich powiatów. Natomiast tutaj mieliśmy, no, mimo wszystko bardzo silne uderzenie. Ale jeżeli powiedziałeś, Marcinie, o tej hipotezie meteorologicznej, to ona się tutaj odwołuje do szeregu następujących po sobie zjawisk, powiedzmy burzowych.... bardzo silnego wyładowania oraz rzekomego pio- pioruna kulistego. Tutaj istnieje kilka wariacji tej hipotezy i im bardziej się zagłębiamy, im w nie, im bardziej one się koronkowe stają, tym chyba tracimy do nich pewnego rodzaju przekonanie. Bo, mm, nauka potrafi wyjaśnić wszystko.
Jeżeli czegoś nie jest w stanie wyjaśnić, to powie, że to była anomalia i tyle. Ale no, anomalia wyjaśnialna. Mimo wszystko to nie zamyka tematu. Yy, w dużym skrócie tak chyba można streścić te hipotezy mówiące o tym megapiorunie, że, no, doszło tam do jakiejś anormalnej burzy i piorun, to wyładowanie liniowe uderzyło w skałę, spowodowało odparowanie wody, yy, no i tą eksplozję. Yy, na piorun kulisty, potem uderzył gdzieś w, w sieć energetyczną, tak? I stąd te popalone gniazdka.
Arku, piorun kulisty to też takie magiczne słowo, tak? Swego czasu przecież, yy, no, teraz się troszeczkę definicja, może nie to, że się definicja zmieniła, ale podejście do tego zjawiska się zmieniło. Ale były takie czasy, kiedy piorunem kulistym, mm, w ufologii, no, naukowcy próbowali tłumaczyć wszystko. Piorunowi też może towarzyszyć lewitacja. Jeszcze tak wtrącę, bo to tak- Mhm. No, zaraz, zaraz przejdziemy do tego. Yy, zdecydowanie tak. Jeżeli nie wiadomo, jak wyjaśnić na, jakąś tam rzecz, to najlepiej wyjaśnić ją w sposób jeszcze bardziej zawiły niż najzwyklejsze, proste wyjaśnienie. Więc, na dobrą sprawę, zanim jeszcze odkryto, yy, pioruna kulistego jako takiego, to już go, że tak powiem, wymyślono na potrzeby właśnie, ee, wyjaśnienia rzeczy związanych z ufologią. No, tutaj można by było akurat, mili, po pierwsze mieliśmy, yy, najlepiej udokome, udokumentowanym przypadkiem, ee, pioruna jest Czelabi, nie pioruna, meteorytu jest Czelabińsk. Tam nie dochodziło, z tego, co pamiętam, do żadnych, yy, spięć w instalacji elektrycznej. Niczego takiego nie było. Nie było nic o lewitacji. Była tylko fala uderzeniowa i, i to w zasadzie wszystko. Yy, więc tak, raczej dziwnie to by wyglądało, gdyby akurat w Jerzmanowicach, ee, meteoryt miał takie cechy, które akurat, ee, pasowałyby do wyjaśnienia, a które w rzeczywistości nie funkcjonują. W sumie najlepiej by było, gdyby powiedzieć, że mały meteoryt przelatuje przez, yy, wysoką chmurę, gdzie się tworzy burza. Yy, jego ślad, yy, po, podczas przelotu umożliwia szybszy przez, przeskok ładunku elektrycznego, który dodatkowo go, nie dość, że go rozpędza, rozbija, to jeszcze uderza w najwyższy punkt w okolicy.
No i stąd mamy to, co mieliśmy. Mamy wyjaśnienie wszystkiego. Tylko czy, czy to wyjaśnienie jest, bardziej zbliża nas do tego, co, co faktycznie tam się stało? No, tego to ciężko jest powiedzieć. Yy, szkoda by było, yy, w taki bardzo błahy sposób przejść nad, nad tym, co się tam wtedy wydarzyło, do porządku dziennego i, i wysnuć teorię, która, owszem, wyjaśnia, ale w rzeczywistości nie ma żadnego uzasadnienia funkcjonowania.
Dziękuję. Dziękujemy. Yy, jeżeli chodzi o te pioruny kuliste, to z Jerzmanowicami jest taka historia, że rzekomo w ten sam dzień, mm, kiedy doszło tam do wybuchu, w Krakowie miał być, bodajże w Balicach, miał być obserwowany też piorun kulisty, który towarzyszył, mm, towarzyszył takiej burzy.
Yy, Marku, jak ty zapatrujesz się na tą hipotezę meteo? Jeżeli chodzi o, jeżeli chodzi o Jerzmanowice, bo jednak, no co, trzydzieści lat minęło, a jakoś się to za bardzo nie powtórzyło. A, powiem tak, że ja się nie znam na zjawiskach meteorologicznych zupełnie. Znam się o tyle, o ile każdy się zna, czyli obserwuję czasami pogodę, ale nic konkretnego na ten temat powiedzieć nie mogę. Natomiast zwrócę uwagę na coś, co powiedziałeś wcześniej. Otóż to porównanie, że to, jak to się nazywało? Że to su-, że to było mikro, mikro coś tunguska.
Tego sformułowania szukam. Jak to brzmiało, Piotrze? Submikro tunguskie. Tak. No to konia z rzędem temu, kto odpowie, co się tam tak naprawdę w tej Podkamiennej Tunguzkiej w ogóle wydarzyło. Czy tak naprawdę dzisiaj z ręką na sercu jesteśmy w stanie odpowiedzieć, co tam się wydarzyło? Czy tam, jaki tam czynnik zadziałał? Bo teorii, ja sobie do pewnego momentu śledziłem, są dzisiaj, bez żadnej przesady, są dziesiątki teorii najdzikszych oraz całkiem, wydawałoby się, racjonalnych na temat tego, co wydarzyło się tam daleko, daleko na Wschodzie. Więc porównywanie, że tu, w Jerzmanowicach, stało się coś takiego bardzo podobnego, tylko na mniejszą skalę, tak naprawdę niczego nie wyjaśnia.
Niczego. Dokładnie niczego, bo to jest takie porównanie, bo tak fajnie, fajnie można to porównać. Ja bym uciekał od tego rodzaju, od, od tego rodzaju porównań, bo one donikąd, donikąd prowadzą tak naprawdę. A jeśli chodzi o zjawisko pogodowe, no powtarzam, nie mam, nie mam zielonego pojęcia. Nigdy nie zetknąłem się, yy, z-... tak gigantyczną mocą burzy. Widziałem już, jak, widziałem już różne potężne burze na Mazurach, na jeziorach, nad morzem i tak dalej, i tak dalej. Niemniej jednak, no to, to chyba się nie, w ogóle nie da porównać.
Ale to, że ja czegoś nie widziałem, to jeszcze wcale nie oznacza, że, że tego nie ma. Nie wiem, nie potrafię. Jeśli chodzi o sprawę, o, o, o problem ten, tej meteorologicznej hipotezy w ogóle nie potrafię zająć stanowiska. Zjawiska pogodowe mają to do siebie, że lubią się powtarzać.
Natomiast dlaczego od tego czasu to się nie powtórzyło? Dlaczego? Nie wiem. W innych przecież wielkich burzach, jakie, jakie miały nad Polską miejsca, wiemy, że one się raz na jakiś czas zdarzają. No, nie doszło do tego rozszczepienia pioruna i takiego jego dziwnego zachowania. Jeżeli idzie o analogie między Tunguską i Jerzmanowicami, to jedna, która mi przychodzi do głowy, wskazuje na to, że wielkim fuksem nad spotkaniem jedną tunguską to coś wybuchło nad prawie niezamieszkałym obszarem, dlatego że tam jednak byli jacyś ludzie, jak się okazuje, i przeżyli prawdopodobnie. I to, że w Jerzmanowicach mieliśmy uderzenie w skałę, tak? Nie na przykład w, nie wiem, w dom, w kościół albo, albo w coś podobnego. Chodzi mi o to, że... A jeszcze tutaj bym się chciał. Nie wiem, dlaczego Arek nam zniknął. Piotrze, Arek pisał przed chwilą, że musi się już wylogować. A, no niestety, umknęło mi to. Także dziękujemy Arku za, za udział w dzisiejszej debacie. Nie będziemy już tego bardzo przeciągać, ale musimy jeszcze na parę rzeczy zwrócić uwagę. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Bo tutaj Arek chyba mówił, że piorun uderzył w najwyższy punkt w okolicy.
Okazuje się, że Babia Góra nie jest najwyższym punktem w okolicy, gdyż niedaleko znajduje się wzniesienie o nazwie bodajże Grodzisko, które jest wyższe. Także to też zastanowiło badaczy. Ale panowie, Jerzmanowice to nie był jedyny, jedyna rzekoma powtórka Tunguski, bo jeżeli tutaj mieliśmy zjawisko submikro tunguskie, to w Brazylii, w roku, w latach trzydziestych ubiegłego wieku, no, wydarzyło się coś znacznie, znacznie bardziej potężnego. Marku, co się zdarzyło nad rzeką Curuçá? Mówiąc, mówiąc szczerze, mówiąc szczerze, to ja tak nie do końca, nie do końca to doczytałem, więc nie chcę się w tej chwili mądrzyć i wprowadzać, wprowadzać w błąd. No, w każdym razie to doczytałem tylko tyle, że było to, było to w jakiś sposób porównywalne z tym, z tym, z tym, z czym mieliśmy do czynienia tutaj w Polsce. Także ja chyba nie jestem najlepszą osobą do tego, żeby to zrelacjonować. No, bo tak naprawdę to nikt nie wie, co się tam zdarzyło. Mamy jakieś szczątkowe relacje znad tej rzeki. Indianie, którzy tam mieszkali albo inaczej rdzenni Amazonczycy, wybrali się jak co dzień nad rzekę. No i okazało się, że w pewnym momencie słyszą dziwny dźwięk. Widzą opadające z nieba kawałki czegoś, jakiejś materii, jakiś pył. No i w pewnym momencie doszło do potężnej eksplozji. Tutaj nie do końca wiadomo, ile było ofiar, dlatego że twierdzono, że pył opadał jeszcze przez kilka godzin rzekomo. Słońce zostało przyćmione, a wiemy tylko o tym, że coś takiego się zdarzyło dzięki misjonarzom. Relacja na ten temat pojawia się w L'Osservatore Romano. Co ciekawe, w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku astronom brytyjski Mark Bailey próbował dotrzeć do tego miejsca, znaleźć tą drugą Tunguskę, bowiem to zdarzenie, w przeciwieństwie do tego z Rosji, no, pociągnęło za sobą ponoć ofiary. Wyliczono nawet, że wybuch nad Curuçá miał, był takim drugim największym zanotowanym w czasach historycznych.
Ile było ofiar? Nie wiadomo. Co się tak naprawdę stało, nie wiadomo. Las deszczowy zatarł wszelkie ślady. Marcinie, pozostaje pytanie: czy skoro coś takiego może się zdarzyć w dowolnej chwili, to czy my mamy powód do jakichś obaw, że te Jerzmanowice w zasadzie, no, mogą się powtórzyć w dowolnym momencie? No, myślę, że mamy takie powody. Ogólnie meteoryty spadają na, na ziemię ciągle, każdego dnia.
Szacuje się jakieś w setkach ton, chyba, o ile dobrze pamiętam, że to są obiekty, tam powiedzmy, milimetrowe. Wygląda na to, że mamy jakiś problem chyba z połączeniem. Chyba tak. To jak, Marcinie, słyszysz nas?
Chyba się nam coś tam przerwało, niestety. W oczekiwaniu na powrót Marcina przeczytam Wam ciekawą relację, którą napisał użytkownik Mateo: "U moich dziadków województwo świętokrzyskie też coś wybuchło w lesie lub w okolicy lasu. Dziadek mówił, że słychać to było bardzo głośno....Ludzie mówili, że to nie wybuch II wojny światowej.
Pozostaje pytanie, jak dużo takich jelmanowic, jak dużo takich historii anomalnych wybuchów yy mieliśmy w dziejach, mieliśmy w historii Polski? Niestety, Marcina nam wyrzuciło. Poczekamy jeszcze chwilę na, na jego powrót. Yy Marku, w przyszłym roku będziemy mieli też rocznicę yy słynnego incydentu z Czelabińska. Ja pamiętam, że jeszcze w czasie tych poprzednich debat yy, żeśmy ten temat poruszali. Yy i nasi słuchacze nam zwrócili uwagę na coś takiego. W tym jeden słuchacz, który w Czelabińsku wtedy przebywał, Polak. I on mówił, że na kilka dni przed wybuchem tego obiektu, yy no, tam straszny się zrobił ruch. Tam zaczęło się wojsko panoszyć, helikoptery, samoloty. Stąd był tylko krok do stworzenia hipotezy, że Rosjanie jednak ten, ten Czelabiński meteoryt rozwalili po prostu, żeby nie doszło do większej katastrofy. Yy często mówiąc o takich rzeczach, pisząc o takich rzeczach, spotykam się z taką postawą, że no, czytelnicy mówią: A!
Straszycie, znowu straszycie, cały czas straszycie. Napędzacie spiralę strachu, tak? Coś takiego się, coś takiego się dzieje, ale rzadko. Ale mimo wszystko, kiedy spojrzymy na to, jak meteoryty kształtowały historię życia na Ziemi, to możemy powiedzieć, że no, to, to się nie dzieje rzadko, tak.
To człowiek żyje na tyle krótko, że jemu się wydaje, że to się dzieje raz na nie wiadomo ile. A w historii ludzkości yy takich incydentów było może niezbyt wiele. Natomiast gdyby taka tunguska na przykład uderzyła, nie wiem, w Londyn czy w jakieś inne miasto, które wówczas miało wielu mieszkańców, no to mielibyśmy niezłą hekatombę, prawda? Teraz pytanie, jak, czy w ogóle z tego incydentu czelabińskiego ludzie wyciągnęli jakiś wniosek? Bo wydaje się, że wobec tak niewielkich ciał kosmicznych, no, mimo wszystko jesteśmy bezradni. Ale czy to jest powód do tego, żeby bagatelizować to zagrożenie?
No, chyba nie, tylko wydaje mi się, że ono nie jest bagatelizowane. Coraz więcej państw, a już na pewno Stany Zjednoczone, o Rosji nie wiem, zaczyna śledzić bezpośrednie sąsiedztwo Ziemi, a i nie tylko sąsiedztwo. Ale są też pewne problemy, bo okazało się, że nawet przy takich dosyć dokładnych próbach wyśledzenia, co tam się do Ziemi zbliża i co ewentualnie może nam zagrażać, to efekt mamy taki, że na różnych stronach typu...
No dobra, pomińmy nazwy. Na różnych stronach popularnych, praktycznie w każdym tygodniu dowiaduję się, że zbliża się do Ziemi jakiś, jakaś, jakieś ciało niebieskie, które na pewno nas zabije. Jeśli nie w tym roku, to może za sto lat, a może za milion lat.
Tego rodzaju doniesienia każdy z państwa na pewno, na pewno miał okazję czytać. To jest ulubiony temat. Nie wiem, czy są brukowe, brukowe strony internetowe, ale jeśli są, to właśnie ulubiony temat tego rodzaju stron. Ale jest jeszcze druga, drugi efekt tego nieco dokładniejszego śledzenia yy okolic Ziemi. Otóż bardzo szybko ludzie, którzy się tym zajmują, doszli do wniosku, że nie są w stanie wychwycić wszystkiego. Znaczy dla potrzeb, dla potrzeb opinii publicznej zapewnia się, że absolutnie wszystko i w każdym momencie.
Natomiast już tak, może nieco mniej dla tej szerokiej opinii, tylko tak nieco, nieco z boku mówi się o tym, że nie, nie. Sporą część nawet drobnych obiektów są w stanie wykryć, ale co jakiś czas nadlatuje z jakiejś dziwnej strony coś takiego, co jest kompletnym zaskoczeniem i gdyby to miało trafić, to by trafiło. Nie poradziliby sobie ludzie z tym po prostu.
To, że traktuje się sprawę poważnie, no to macie Państwo nawet w tym roku próby yy w kosmosie odchylenia toru, toru ciała niebieskiego. Więc, więc rzecz traktowana jest poważnie, przynajmniej w pewnych kręgach. Natomiast yy z tego, tak jak powiedziałem, wynika też jeszcze jeden wniosek, że owszem, zajęliśmy się tym, żeby, żeby takie niebezpieczeństwa wychwytywać i to nam udowodniło, że na razie nie jesteśmy w stanie tego robić w takim znaczeniu totalnym. Nie poradzimy sobie.
Wyłapiemy część. Pytanie jest inne: co by się w tej chwili stało, gdybyśmy, gdyby któreś z tych obserwatoriów, któreś z tych, tych, tych mądrych ciał naukowych wykryło, że coś tak centralnie w Ziemię ma uderzyć? No, na razie się nas zapewnia, że nie, nie. No, oni wszystko mają pod kontrolą i już dawno by wiedzieli, gdyby miało. No, załóżmy, że by to wykryli. Co by tak naprawdę, czego by się tak naprawdę ludzie dowiedzieli? Otóż teorie są, no, teorie... To nawet nie teorie. Jakby sposoby postępowania, które zdradzono, są właściwie dwa. Albo się ludziom nic po prostu nie powie, bo jak już ten, to ciało niebieskie pierdyknie w ziemię, to w zależności od tego, jakie będzie dużo, duże, to albo definitywnie skończy z życiem, w każdym razie z panowaniem człowieka na Ziemi, tak jak to miało miejsce w przypadku dinozaurów. I wtedy problem właściwie przestanie istnieć.... Jeśli natomiast będzie odpowiednio mniejsze, no to i tak się zamienimy w jakichś dzikusów, a w każdym razie mocno się cofniemy w rozwoju. Może niekoniecznie w dzikusów, więc najlepiej ludziom nie mówić, jak będą szczęśliwi i umrą szczęśliwi. To jest jeden, jeden z, jeden, jeden z jakby ze sposobów postępowania.
Mówi się też o tym, że wręcz przeciwnie. No, postawimy siły wojskowe, wyślemy rakiety te, które mamy, takie, śmakie i owakie i poradzimy sobie. Śmiem wątpić. No, to jest takie potrząsanie z szabelką w kierunku, w kierunku tego, co ewentualnie nadleci.
Więc jakbym miał tak powiedzieć, czy czy nam coś grozi, czy nie grozi? Myślę, że grozi i, i że się dowiemy o tym stosunkowo, stosunkowo późno. Po prostu. Udało nam się połączyć z Marcinem. Coś nam, coś, coś dzisiaj nie mamy szczęście. Jakiś chochlik nam tutaj siedzi na łączach.
Rozerwało. Tak. Rozerwało. Przepraszam. No i długo mi się- Nie ma za co. Nie ma za co przepraszać. Tutaj jeszcze nasz słuchacz, z którym mówiliśmy, z którym rozmawialiśmy, yy, pisze tak na czacie: "Chciałem sprostować. Sprawdziłem datę. Czternasty pierwszy to był czwartek. Tak wychodzi z kalkulatora kalendarzowego.
Ponieważ chodziłem do szkoły, to musiałem tam być w najbliższą sobotę. Ale ludzi oglądających było sporo. Info o wojsku było od tubylców". I to tyle, jeżeli chodzi o relacje naocznych świadków. Marcinie, my tu gadamy może już nie tyle o Jerzmanowicach, co o tym podejściu do, yy, tego typu zdarzeń, bo ja ciebie zdążyłem zapytać o to, czy my się powinni bać, czy nam się to może zdarzyć w każdej sytuacji. No, ja wam powiem tak, yy, wydaje mi się to dziwne.
No, trzydzieści lat minęło. Yy, na całym świecie mieliśmy liczne incydenty z meteorytami, nawet ten, o którym mówiłem wcześniej, że, że ten meteoryt, który spadł do jakiejś bajoro, potem zaczął dymić. Ludzie się pochorowali. To było gdzieś w Ameryce Łacińskiej. Yy, no ale od tego czasu nie mieliśmy żadnych powtórek. Mieliśmy incydent znad rzeki Kurusa, mieliśmy Tunguską, która została zbadana tak naprawdę dwadzieścia lat później, bo nikt nie wiedział, gdzie to uderzyło, ale uderzyło tak mocno, że Kulik, kiedy tam pojechał ze swoją ekipą, to nie mógł się pozbierać, kiedy to zobaczył. Yy, no, a minęło sto lat. Nie, no więcej.
No, minęło sto piętnaście lat. Nie wiem, ja to kiepsko liczę. Oprócz pieniędzy. Pieniądze liczę dobrze. Natomiast minęło chyba jakieś sto piętnaście lat od Tunguski, trzydzieści lat od wydarzenia jerzmanowickiego. Chodzi mi o to, że na świecie nie zaszło przez ten czas nic takiego, co by nam się rzuciło w oczy i moglibyśmy znaleźć jakieś analogie. Nie wydaje ci się to dziwne?
Chodzi mi o to, że, mm, jeżeli te incydenty byłyby powszechniejsze, ee, no to powinny się wydarzać. Po prostu powinny się wydarzać. Co dzień coś spada na ziemię. Tak, tak, to jest, no, troszkę dziwne. Przepraszam bardzo, panowie, panowie, tutaj wchodzę w słowo, żeby zakomunikować, że Marek Żelkowski tutaj przekazuje, że musi już znikać. To ja tylko dodam, że słyszymy się z Markiem w Bibliotekarium w piątek i będziemy mówić o Nieświętym Objawienie.
Tak. I będzie dziwnie. Na pewno będzie dziwnie. Będzie dziwnie. Będzie straszno, nawet powiem. Dziękuję ci, Marku, za udział w dzisiejszej debacie. Ja też pięknie dziękuję. Przepraszam, że dzisiaj robiłem za totalnego sceptyka, no ale jakoś tak. Takie mam podejście do tych Jerzmanowic. Dobry sceptycyzm jest nauce potrzebny. Tak.
Zapraszamy. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do audycji Bibliotekarium. W tym odcinku z piątku, który trwał chyba rekordowo sześć godzin, rozmawialiśmy w jednej z, w jednym z segmentów z Markiem o filmach na temat trolli.
Odwiedziliśmy barłóg trolla, także zupełnie takim fantastycznym akcentem kończymy, yy, tutaj, yy, naszą dyskusję dzisiaj. Ale dziękując ci, Marku, oddaję ci, Marcinie, głos. Yy, odnośnie tej kwestii meteorytowej. Ee...
Tak, to tak. Może też już tak, jeżeli chodzi o taką, troszeczkę takie zakończenie, bo no, ta pora jest już rzeczywiście troszkę późna. Ale wracając do tematu, yy, tak, tak, tak mi teraz przyszło na myśl. Właściwie to, że to się zdarzyło kilka razy, powiedzmy, w historii nam dostępnej, którą możemy tam w jakiś sposób przebadać, to to jest, myślę, doskonały argument za tym, że jest w tym coś więcej, że to jednak nie jest jakiś po prostu obiekt astro, obiekt kosmiczny, który tam wdarł się w atmosferę, uderzył w ziemię czy nad ziemią eksplodował. Powiedzmy tam, mówiąc o tych różnych hipotezach, bo jeżeli rozpatrujemy obiekty astronomiczne, kosmiczne, no to okazuje się, że one wpadają każdego dnia. Szacuje się w setkach ton materiał kosmiczny, który uderza w ziemię. Już nie mówię o tych, które wlatują w atmosferę i się spalają w niej, tylko uderzają w ziemię, począwszy od tych mikroskopijnych rozmiarów, skończywszy na tych kilkucentymetrowych. Więc wydaje się, że takich zdarzeń powinno być więcej, gdyby to miały być obiekty kosmiczne. No i biorąc pod uwagę całą resztę innych dziwnych, towarzyszących temu relacji, zjawisk, efektów, no to-... mm, no ten piorun troszeczkę tam gdzieś bardziej mi pasuje, bardziej tak, tak się to wpasowuje, tak racjonalnie w to, w to wszystko, yy, względem relacji. Ale no ten, ten meteoryt, no to, to jest właśnie ten argument, który troszeczkę go wyklucza, że no, powinno się to częściej zdarzać.
No, jeżeli chodzi o to, to tyle mam do powiedzenia. Dziękuję. W Postępach Astronomii mieliśmy, ee, taką wzmiankę, która sugerowała, że to zjawisko ma tyle takich cech nietypowych, że nie, nie pozwala to zaliczyć go do żadnej kategorii. Mm, tutaj czytam cały czas komentarze. Zaraz się do nich odniosę. Marcinie, dziękuję ci za, za udział w dzisiejszej debacie. Niestety nasi wszyscy, yy, rozmówcy odpadają. My też będziemy musieli kończyć. A, bo zostaliśmy we dwóch, tak? Tak. Mam nadzieję, że, że zaszczycisz nas kiedyś swoją obecnością jeszcze. Ja dla naszych słuchaczy mam taką- Bardzo chętnie. dobrą i złą wiadomość.
Otóż dzisiaj była w sumie dziesiąta debata ufologiczna, yy, yy, w tej serii. W sumie jedenasta. Natomiast tej filmowej z Halloween tak zwanego nie liczymy, bo to była debata z humorkiem, czyli taka nie do końca poważna. Natomiast zrobiliśmy dziesięć odcinków. Yy, okazało się, że po zrobieniu stu wcześniejszych mamy jeszcze o czym mówić. I to jeszcze mamy naprawdę o czym mówić. Tematy są nieskończone. Tak. O samej teorii Heuma można by dzisiaj mówić do tej pory. A gdybyśmy jeszcze chcieli wejść w takie szczegóły, typu omawianie przypadków czy coś, no to naprawdę byłby jeszcze materiał na lata. Natomiast po tych dziesięciu odcinkach dajemy sobie trochę odpoczynku. Ee, to jest koniec debat ufologicznych w tej serii. One powrócą.
Kiedy? Mm, zobaczymy. Na pewno w przyszłym roku, czyli za jakieś dwa tygodnie. Yy, no, może za trochę dłużej. Mm, dobra informacja jest taka, że już za tydzień słyszymy się w nowej audycji, znaczy w nowym formacie. I ten nowy format niestety nie ma jeszcze tytułu. Goście będą ci sami. Tematy będą trochę inne. Schodzimy trochę bardziej na ziemię. Będziemy mówić o zjawiskach, yy, psi, o tajemnicach historii, o tajemnicach religii, yy, i o tego typu zdarzeniach. Czyli audycja bardziej paranormalna. Nie to, żeby nam się UFO znudziło. Chodzi o to, że chcemy, aby nasz zasięg trochę się rozszerzył. To znaczy, jeżeli możecie nas polecać, ee, ludziom, którzy się interesują UFO i tak dalej, to bardzo bylibyśmy zobowiązani. Ee, o co chodzi? No, te algorytmy YouTube'a trochę inaczej działają niż, niż kiedyś. I, mm, i jeżeli możecie, to nas polecajcie. Jeżeli możecie, to wrzucajcie nas na jakieś grupy facebookowe. Yy, to wszystko działa w taki dość, yy, specyficzny sposób, jeżeli chodzi o propagowanie tego tematu.
Yy, także jeżeli nam nabije trochę wyświetleń, jeżeli będziemy mieli troszeczkę bardziej rozbudowaną widownię, tak jak kiedyś, mm, na pewno wrócimy z debatami ufologicznymi. Ale wchodzi nowy temat i tutaj Marek poszedł, ale mogę chyba powiedzieć, że za tydzień powrócimy z takim świątecznym, znaczy powrócimy, przybędziemy z takim świątecznym tematem i ten, ten temat będzie się kręcił wokół zagadek życia i narodzin Jezusa, a w zasadzie narodzin. Ee, także czekajcie na nas o tej samej porze. W poniedziałek o dwudziestej słyszymy się na antenie Radia Paranormalium. Może tutaj rzeczywiście się ograniczymy do tych dwóch godzin trzydziestu minut, mm, bo zwykle nasi słuchacze, nasi, nasi goście o tych, po, po tym czasie niestety odpadają. Marcinie, bardzo ci dziękuję za, za dzisiejszą audycję i no mam nadzieję, że słyszymy się w kolejnej. Ró- również mam taką nadzieję. Również dziękuję. Ale powiedz jeszcze- Było mi bardzo miło. Powiedz jeszcze, gdzie możemy znaleźć twojego bloga i twoje publikacje oprócz Nieznanego Świata?
Takie wybrane publikacje, yy, które uważam za takie bardziej rozbudowane, dłuższe, yy, takie bardziej, powiedzmy... No, niech będzie po prostu dłuższe nieco teksty, takie bardziej ambitne, moje, zamieszczam na swojej prywatnej stronie internetowej scandphi.com. To jest takie, to jest nazwa, yy, wywodząca się z dwóch angielskich słów: science and philosophy. To jest taki skrót. Scandphi kropka com. Tak się pisze i pod taką też nazwą prowadzę blog na Facebooku. Tam nieco częściej publikuję swoje artykuły. Staram się jak najczęściej, na ile mi czas pozwala, ale częściej.
Mhm. I tam zapraszam. Można, można przeczytać coś ciekawego zawsze na tematy, o których tu też rozmawialiśmy. Także pozdrawiamy. No i cóż, i weliusia, jeszcze ja wam zapomniałem opowiedzieć o tej historii, yy, którą opo-, którą obiecywałem gdzieś tam na, na początku. Otóż, yy, powiedziałem gdzieś tam na, na starcie programu, że znam historię, która jest bardzo podobna do tej jerzmanowickiej, yy, i rozegrała się gdzieś mniej więcej w tym samym okresie. I taki, to, to miało miejsce w-...
W gminie Olsztyn w latach, prawdopodobnie to była końcówka lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Yy, skąd o tym wiem? Yy, mój ojciec tam pracował kiedyś w tej rozdzielni wysokich napięć. Nazywa się ta rozdzielnia formalnie Joachimów, natomiast ona leży w granicach miejscowości Przymiówice i Turów. Dość duża, mm, placówka tego rodzaju. Yy, i to miało miejsce, jak mówię, jak mówiłem wtedy w lato, yy, w dzień, tak jak w Jerzmanowicach pojawiła się wielka chmura. Znaczy może tak, chmura nie była wielka, jeżeli chodzi o wymiary, natomiast była dość spektakularna. Miała bardzo ciemny kolor ponoć. Yy, pojawiła się w okolicach tej rozdzielni i, i wtedy doszło do potężnego wybuchu. I to było prawdopodobnie potężne wyładowanie elektryczne.
I... tak jak w Jerzmanowicach, mieliśmy falę uderzeniową. Mieliśmy duże zniszczenia. Natomiast w tym przypadku, chociaż niedaleko znajduje się tak naprawdę, mm, no ostańc wapienny, taka grupa ostańców wapiennych zwana Łysą Górą, yy, to tam, yy, to prawdopodobnie uderzyło w słup albo w, w druty. Z, tutaj jest taki problem, że ja nie za dużo o tym, o tym zdarzeniu wiem, dlatego że ono zostało tak troszeczkę, mm, wyparte w pamięci. Ono chyba w mediach w ogóle nie funkcjonowało.
Wiem, że doszło do jakichś zniszczeń. Wiem, że na miejscu znaleziono też wspomniane, yy, kulki, yy, żelazne, tak jak było w Jerzmanowicach. Tylko skąd one pochodziły? Czy to, czy to był stopiony metal, tak? Z przewodu na przykład, mm, i tak dalej. No, jak mówię, jak mówiłem wam kilkadziesiąt minut temu, tam jedną z ofiarą, taką oczywiście nieśmiertelną, był chłop, który sobie kosił trawę dla królików. I kiedy to przyszło, kiedy to pizło, to ponoć był tak ogromny podmuch, że faceta przewróciło i się po prostu przewalił. A więc jest tego więcej przypadków.
Jest, jest tego więcej, natomiast chyba nie tak spektakularnych. To pytanie, co by się stało, gdyby to coś, yy, co się wydarzyło nad rozdzielnią Joachimów, miało miejsce, mm, no, nie wiem, nad tym ostańcem, czy też byśmy mieli taki rozprysk? Yy, no ale to, to nam mimo wszystko wskazuje, że, yy, takich zdarzeń może być więcej.
Może być więcej. Yy, są na pewno bardzo kontrowersyjne. To nie ujmuje w żaden sposób za-zagadkowości incydentu jerzmanowickiego. Marcinie, jeszcze raz ci dziękuję. Mm, pozdrawiam i do usłyszenia w, mam nadzieję, kolejnym odcinku. Do usłyszenia. Dziękuję.
Pozdrawiam i dobranoc. Pozdrowienia. Pozdrowienia. Marku, a co my tam mamy jeszcze do powiedzenia w naszych ogłoszeniach parafialnych? No, na pewno w naszych ogłoszeniach pojawi się bohater święta 24 grudnia, czyli Jezus Chrystus. Tak. Albo i niekoniecznie on, dlatego że wnioski nasze mogą być szokujące dla niektórych. Postaramy się rozebrać, yy, Boże Narodzenie na czynniki pierwsze. Yy, problem jest taki, że nie mamy jeszcze tytułu tej audycji.
Postanowiliśmy odejść od nazwy „Debaty Niekontrolowane”, dlatego, że przez te wszystkie lata ta, ta, ta forma nam się troszeczkę rozmyła, rozbiegła. Także jeżeli macie jakieś sugestie, to czekamy w miarę szybko. Yy, no i cóż, do usłyszenia chyba za tydzień o tej samej porze. Czekamy też na propozycje waszych tematów do zarówno audycji z cyklu debaty ufologiczne, jak i do tego naszego cyklu paranormalnego. Na pewno zrobimy wam odcinek o polskich legendach miejskich. Na pewno zrobimy też odcinek o Big Footie. A jeżeli chodzi o debaty ufologiczne, to tam jest parę zaległych tematów, które nie zostały zrealizowane.
Ale nam musicie wybaczyć. Yy, to też musicie wiedzieć, że chcieliśmy zaprosić gościa z Brazylii. Mm, gościa w zasadzie dwóch. Yy, no i tak się brz-brzydko stało. Niefajnie się stało, że Ademar Jose Ghivert zmarł niestety w wieku sześćdziesięciu lat.
Yy, dość znana postać, jeżeli śledzicie serwisy ufologiczne. Jeżeli interesujecie się ufologią, oglądacie dokumenty, to na pewno go znacie. Yy, ta smutna wiadomość doszła do nas wczoraj. Wiemy, że, mm, doszło do jakiegoś wypadku w domu. Mm, no i niestety Ademar zmarł, ale mamy nadzieję, że, bo był redaktorem naczelnym Revista UFO, jednego z większych miesięczników ufologicznych na świecie. Mamy nadzieję, że, mm, Tiago, który go zastępuje, yy, da sobie radę i ten miesięcznik w tych trudnych czasach przetrwa. Yy, no i tym smutnym akcentem przychodzi nam kończyć. A mówił to chyba do Państwa przed chwilą Piotr Cielebiaś z Niezdanego Świata, prowadzący rozmowę w debacie ufologicznej. Byli z nami dzisiaj także fizyk, pasjonat astronomii, współpracownik Niesamowitego Świata, Marcin Gibas, związany również z Nieznanym Światem pisarz, publicysta, autor audycji „Bibliotekarium 2.0” Marek Żelkowski oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie w tej nowej audycji, której tytułu jeszcze nie znamy, ale myślę, że już niedługo go poznamy. Do usłyszenia już za tydzień. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.