[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez no, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z audycją "Mówią świadkowie", w której prezentowane są wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym, jakie docierają do Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Dzisiejszy odcinek wypełnią w całości relacje o obserwacjach UFO i zjawisk łączonych z tym fenomenem. Audycja będzie podzielona na dwie części. W pierwszej z nich zaprezentowane będą relacje nadesłane drogą tekstową, w drugiej zaś wysłuchamy dwóch rozmów ze świadkami. Od razu uprzedzam, że dziś przydadzą się słuchawki, ponieważ wypowiadający się świadkowie prosili, aby zmienić im barwę głosu. Postaram się również, aby dzisiejszej audycji towarzyszyły napisy. Będzie to co prawda transkrypcja wygenerowana automatycznie, stąd w niektórych momentach mogą się pojawiać mniejsze lub większe błędy.
Niemniej jednak narzędzie, z którego korzysta od niedawna Radio Paranormalium spisuje się dość dobrze. Tutaj pragnę podziękować Dominikowi Kocięckiemu z TMI Polska, który dał mi znać o istnieniu takiego narzędzia i udostępnił konto, na którym obecnie obydwaj generujemy transkrypcję tworzonych lub produkowanych przez siebie materiałów. To tyle słowem wstępu. Zanim przejdziemy do prezentacji wybranych na dziś relacji, pozwólcie, że tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby o tym opowiedzieć. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio kropka paranormalium kropka pl. Radio kropka paranormalium kropka pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa.
Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio małpa paranormalium kropka pl. Radio małpa paranormalium kropka pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. A zatem teraz otwieramy naszą skrzynkę e-mailową. UFO w Zagórzanach koło Gorlic. Obserwacja z zimy tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku.
Relacja nadesłana do serwisu ufo-relacje.pl. Chciałbym podzielić się swoją relacją z obserwacji UFO w dziewięćdziesiątym drugim roku w okresie zimowym. Ferie jak co roku spędzałem u dziadków w miejscowości Zagórzany koło Gorlic. Dom dziadków leży w odległości około stu pięćdziesięciu metrów od torów kolejowych. Owe tory widoczne są z domu przez duże, szerokie okno znajdujące się w salonie. Pewnego zimowego wieczoru, oglądając z dziadkami w telewizji wiadomości, miałem wówczas osiem lat, zauważyłem, jak co wieczór przejeżdżający pociąg. Był to pociąg typu BIP, czyli taki z piętrowymi oliwkowymi wagonami. Był już wieczór. Na zewnątrz było ciemno, ale z racji niewielkiej odległości od torów wyraźnie było widać dwa rzędy świateł wagonów. Gdy obserwowałem pociąg, nagle w polu widzenia nad pociągiem pojawił się obiekt w kształcie księżyca w pełni.
Był on koloru bladożółtawego i posiadał, podobnie jak księżyc, wyraźnie widoczne krawędzie. Poruszał się w kierunku przeciwległym do pociągu. Jego średnica porównywalna była z wysokością wagonów. Poruszał się około dwa do trzech metrów nad wagonami. Zrobiło to na mnie tak piorunujące wrażenie, że nie potrafiłem wykrztusić z siebie słowa. Chciałem powiedzieć dziadkom, żeby popatrzyli, ale nie dałem rady. Byłem przerażony. Oczywiście w wieku ośmiu, dziewięciu lat nie miałem pojęcia o istnieniu UFO. Dla mnie w tym momencie była to kometa, która spada i tylko czekałem na wybuch, który wszystkich zabije. Tak to w tamtym momencie z przerażeniem odebrałem.
Obiekt poruszał się może pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Był więc widoczny przez dłuższą chwilę. O całej sprawie powiedziałem babci na drugi dzień rano. Ona oczywiście temat zbagatelizowała. W załączniku przesyłam szkic jak to wyglądało z mojej perspektywyZ rozmów, które przeprowadziłem z różnymi ludźmi po latach wiem, że pamiętają oni lub słyszeli o jakimś incydencie nad Gorlicami w tamtym okresie. Niestety są to relacje nie z pierwszej ręki. Na zasadzie: ktoś coś. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu dwa tysiące dwudziestego roku. "Pierwsze spotkanie z obiektem, którego nie mogłam zidentyfikować, miało miejsce około czterech lat temu, kiedy wracałam z mamą z pogrzebu mojej ciotki. To była trasa Rzeszów-Kraków.
Nie pamiętam dokładnie, w której miejscowości to zobaczyłam. Było to jasne światełko, które poruszało się i co jakiś czas znikało. Początkowo myślałam, że to samolot, jednak sposób, w jaki się poruszało i to, że pojawiało się i znikało jakoś to wykluczał. Podobny obiekt zauważyłam, kiedy mieszkałam w Anglii. Razem z moim przyjacielem rozmawialiśmy z jego mamą i szwagierką przed jego domem. Nagle powiedział, żebym spojrzała w górę. Niebo było bezchmurne, więc łatwo było to zauważyć. Była to kula, która tym razem leciała w miejscu. Też co jakiś czas znikała. Była ona metaliczna, bo światło się od niej odbijało.
Zniknęła zupełnie, kiedy przeleciał koło niej samolot. Najgorszym jednak wspomnieniem związanym z obserwacją UFO w Anglii było to z mojej pracy. Pracowałam w firmie zajmującej się produkcją bukietów dla angielskich sieciówek, takich jak Tesco. Firma zajmowała się również pocztą kwiatową. Znajdowało się to w dwóch różnych budynkach. Sporządzę mapę mniej więcej rozmieszczenia. Na czerwono zaznaczyłam obiekt, który zaobserwowałam w pierwszy dzień. Wtedy to zignorowałam, myśląc, że to lampa. Jednak na drugi dzień rano stwierdziłam, że to sprawcę. Szatnia znajdowała się w głównym budynku, więc mogłam się przyjrzeć, czy na pewno nie ma tam latarni.
Jednak nic. Zero oświetlenia, tylko pole i ogrodzenie. Tego samego dnia znowu zaobserwowałam ten sam obiekt, tyle że w innym miejscu. Co do koloru wyglądał identycznie jak latarnie przy uliczkach. Pomarańczowe, wręcz ogniste światło. Zaczęłam odczuwać niepokój. Przez około pięć dni obserwowałam to światło w różnych miejscach. I to już wszystko. Jeśli tylko sobie coś przypomnę, od razu napiszę. Dziękuję i pozdrawiam ciepło." Obserwacja obiektu w kształcie latającej trumny nad Toruniem w styczniu dwa tysiące dwudziestego drugiego roku.
"Witam serdecznie. Dzwoniłem chwilę temu. Nikt nie odebrał, ale to chyba dobrze, bo nie jestem w stanie mówić składnie przez telefon. Wciąż jestem pod wpływem silnych emocji. Pracuję w jednej z firm przy toruńskiej elektrociepłowni. Wspomniana sytuacja wydarzyła się dziś, szesnastego stycznia dwa tysiące dwudziestego drugiego roku o godzinie dziewiętnastej trzydzieści pięć. Jest to teren wyludniony, jeśli można to tak określić. Co wieczór, w ramach przydzielonych mi zadań muszę przyjechać do firmy na kwadrans. Tak samo było i dziś. Wjechałem pod główną bramę firmy.
Brama jest metalowa i niemalowana, wykonana z profili. Kiedy się przed nią stanie samochodem, światło jest odbijane wprost w przednią szybę. Gdy zgasiłem silnik, mój wzrok był zawieszony w punkcie lekko po mojej prawej stronie. Gdy reflektory zgasły, w półmroku zobaczyłem coś stojącego na placu nie dalej niż dziesięć metrów ode mnie. Patrzyłem na to z pustą głową, czekając, aż oczy przywykną do mroku, a mózg jednocześnie prawidłowo to zidentyfikuje. Wyglądało to na człowieka czy też paczkę czekającą na przeładunek. Wtedy to coś podniosło się nad ziemię. Miało może ze dwa metry wysokości i kształt stojącej pionowo trumny, ale mocno zaokrąglonej. Coś pomiędzy sylwetką człowieka a trumną. Obiekt raptownie wystrzelił w niebo.
Widziałem na tle nieba, bo to wciąż jest zachmurzone, jasno podświetlone od dołu od świateł miasta. Od razu zadzwoniłem do dziewczyny. Zacząłem jej mówić, co zobaczyłem i rozkleiłem się jak dziecko. Miałem dreszcze i byłem przerażony. Poprosiłem, żeby została na słuchawce i cały czas do mnie mówiła. W tym czasie robiłem swoje zadania na terenie firmy. Po wszystkim, kiedy wsiadłem do auta i rozłączyłem się, odjechałem bliżej drogi i do Was zadzwoniłem. Teraz trochę o mnie. Mam dwadzieścia cztery lata. Jestem wolny od wszystkich używek.
Słucham radia dzięki ojcu, który zainteresował mnie tematem jak byłem mały. Mieszkał nad Wisłą, w Toruniu, na terenie winnicy. Opowiadał, jak za dzieciaka widywał kule światła latające nad bagnami w nocy oraz rzeczy, które widział mój dziadek. Tylko dzięki temu mogłem tak szybko zareagować i wiedziałem, gdzie się zgłosić, póki sytuacja jest na świeżo." Obserwacja UFO nad Wejserunami w dwa tysiące siedemnastym roku. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w listopadzie dwa tysiące dziewiętnastego roku. "To było dwa lata temu. Pamiętam jak dziś. Wracałam z byłym chłopakiem od znajomego. Jechaliśmy autem przez pola. Zatrzymaliśmy się, aby zapalić papierosa.
Wyszłam pierwsza. Odpaliłam tego papierosa i nagle zobaczyłam na niebie obiekt podobny do kuli i raptem pojawiły się dwa błyskające światła, jakby koloru pomarańczowo-czerwonego. Świeciły się jak w latarni morskiej. Kula kręciła się wokoło, a ja krzykiem zawołałam chłopaka i aż zaniemówiłam.On również był w szoku. Gdy próbował zrobić zdjęcie, to wyszła dwukolorowa kropka na zdjęciu i po kilkunastu minutach zjawisko znikło. Było to w miejscowości Wejsuny w województwie warmińsko-mazurskim. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu dwa tysiące dwudziestego drugiego roku. "Mam trzydzieści pięć lat i mieszkam w Jaworznie. Z wykształcenia jestem elektronikiem. Jestem kierowcą zawodowym.
Pracuję na jednej z autostrad jako technik utrzymania autostrady. Chciałbym przekazać zainteresowanym moją relację. Miałem wtedy mniej więcej trzynaście lat, kiedy doświadczyłem tego zjawiska. To było około roku dwutysięcznego. Wraz z bratem o rok młodszym, który aktualnie jest przedsiębiorcą mającym własną działalność gospodarczą, jeździliśmy wówczas na rowerach po Jaworznie, jak to dzieci. W tamtych czasach sprawiało nam to ogromną frajdę, jak każdemu dziecku. Był sierpień, koniec letniego wieczoru, początek nocy. Trochę przeciągnęliśmy w czasie nasze podróże po mieście, bo było tak fajnie i wesoło. Była godzina około dwudziestej drugiej trzydzieści. Jadąc ulicą Piłsudskiego w Jaworznie wzdłuż parku na osiedlu Podłęże przy starym Pewexie spojrzałem w górę.
Zauważyłem spadający wprost pionowo w dół w naszym kierunku pojazd wyglądający jak klasyczne UFO. Pojazd ten przemieszczał się szybko, tak jakby chciał wylądować obok nas. Nie wierzyłem w to, co widzę, więc krzyknąłem do brata: "Patrz w górę, widzisz to co ja?" Brat zapytał: "Gdzie?" Wskazałem mu to dziwne zjawisko. Oboje byliśmy w ruchu. Jechaliśmy rowerami. Brat spojrzał w górę i zaczął płakać, potwierdzając tym samym, że widzi to samo co ja. Przestraszył się i zaczął najszybciej, jak tylko potrafił, jechać w kierunku naszego miejsca zamieszkania. Dodam, że zarówno brat, jak i ja byliśmy i jesteśmy ludźmi twardo stąpającymi po ziemi. Niedawno wpadłem na waszą audycję w Radiu Paranormalium i przyznam, że moim ulubionym cyklem jest program Mówią Świadkowie. Zachęcony tą audycją zdecydowałem się przekazać moją, mimo że krótką, ale autentyczną relację waszej redakcji.
To nie był sen. To była autentyczna sytuacja obserwacji klasycznego UFO. Dzieci nie da się oszukać, a zachowanie mojego brata wtedy potwierdziło autentyczność tego, co widziałem. Jak dobrze pamiętam, mój brat płakał dwa razy w życiu. Wtedy, kiedy widział ten obiekt i drugim razem cztery lata temu, kiedy jego wtedy trzyletni syn zachorował na cukrzycę typu pierwszego, przy czym nieznana była przyczyna choroby, ponieważ nikt u nas w rodzinie na to nie chorował. To niesamowite, że obok normalnego życia dzieją się rzeczy, w które większość społeczności świata nie wierzy, dopóki tego nie doświadczy." Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lipcu dwa tysiące dziewiętnastego roku. "Zanim przejdę do opisu samego zdarzenia, które sprowokowało mnie do podzielenia się nim z wami, może napiszę kilka słów o sobie. Wiem bowiem, że przy rejestracji obserwacji osoba świadka też ma jakieś tam znaczenie w ogólnej ocenie całości. Jestem mieszkańcem Warszawy w wieku czterdziestu kilku lat. Mam wykształcenie licencjackie w kierunku kulturoznawstwa.
Jeśli chodzi o moje podejście do całej tematyki związanej z wizytami UFO, to jak większość nastolatków w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku czytywałem Danickena. Były też książki Lucjana Znicza, Rzepeckiego, fascynacja Emilcinem. Po zmianie ustroju jakiś czas byłem czytelnikiem miesięcznika Nie z tej Ziemi, a także kilku kolejnych książek. Ale wiadomo, czas mija, człowiek zaczyna zajmować się innymi sprawami. Praca, związki, nowe zainteresowania. I właściwie od połowy lat dziewięćdziesiątych tematyka UFO wraca do mnie jak bumerang raz na kilka lat. Tak na jakiś czas, żeby potem wygasnąć do zera. Jeśli miałbym wyrazić swoją obecną opinię na ten temat, to powiedziałbym, że w życie pozaziemskie wierzę. Natomiast w odwiedziny obcych na Ziemi już nie za bardzo. Początkowy optymizm z dawnych lat chyba gdzieś zgasł, wygryziony przez sceptyczny realizm.
Zastanawia mnie fakt, że dziś, kiedy środki techniczne, aparaty, kamerki i telefony komórkowe są na porządku dziennym, tak mało jest jakichś przekonujących relacji. Tak troszkę skłania to na logikę w kierunku podejrzenia, że jednak większość relacji sprzed lat mogła być fejkami. Czy zamierzonymi i rozpowszechnionymi w celu dezinformacji, czy po prostu dla żartów. Tego pewnie już nigdy się nie dowiemy i szkoda na to klawiatury. Nie mnie to roztrząsać ani rozstrzygać. Przechodząc do konkretów. Jestem pracownikiem hotelu na Dolnym Makotowie. Zajmuję się tak zwanym nocnym audytem, czyli tak zwanym finansowym zamknięciem doby hotelowej, niektórymi pracami księgowymi i przy okazji obsługą hotelowej recepcji. Pracuję w godzinach od dziewiętnastej do siódmej rano. Czasami wiosną, latem wychodzę w nocy zaczerpnąć powietrza, przejść się po obiekcie tak dla rozprostowania kości, oderwania się od pracy i dotlenienia szarych komórek w ramach walki ze snem.
Mniej więcej pół roku temu, kiedy miałem chwilowy nawrót zainteresowania tematyką UFO, w nocy słuchałem sobie waszych debat ufologicznych na YouTube. Było, minęło. No i tak się złożyło, że w nocy z trzeciego na czwarty lipca tego roku, jak zwykle latem wyszedłem sobie na krótki nocny spacer na teren obiektu, gdzie pracuję. Tak już mam, że jeśli niebo nie jest zachmurzone, to lubię sobie spojrzeć w gwiazdy. Tej nocy jak okiem sięgnąć widocznych było raptem pięć, sześć gwiazd. Tak na pierwszy rzut oka. Niebo pokrywały nieliczne chmury w małych zagęszczeniach.Moją uwagę zwrócił obiekt wielkości niewiele większej niż te widoczne gwiazdy, ale w przeciwieństwie do nich powoli poruszające się. Był to jasny punkt, ale co ciekawe wydawał się jakoś obracać, rotować, ponieważ jego blask wydawał się w ułamkach sekund zmieniać. Wyglądało na to, że nie emituje swojego światła, ale świeci blaskiem odbitym. Z odległości, w jakiej go widziałem, wydawało mi się, że posiada jakieś anteny.
Troszkę jak dawne rosyjskie sputniki. Oczywiście w pierwszej chwili nasuwa to wyjaśnienie w postaci obserwacji satelity. Dlaczego jednak uważam je za niepasujące do tego, co widziałem, napiszę dalej. Nie mam już dwudziestu lat, wzrok też troszkę słabszy, ale wydaje mi się teraz, że wnioski o antenkach wysnułem, ponieważ one też w tym obracającym się obiekcie odbijały światło. Ich samych okiem nieuzbrojonym bym przecież nie zobaczył. To wrażenie minęło się troszkę z tym, co wyszło na zdjęciach, ale to później. Zanim przejdę do chronologii tego całego zajścia, wspomnę jeszcze, póki nie zapomnę o tym, że właśnie chyba satelitę widziałem tu, w tym samym miejscu pracy w nocy, kilka lat wcześniej. Był to chyba satelita, ponieważ na nocnym niebie widziałem wtedy w przeszłości punkt wielkości gwiazdy, ale poruszający się szybko i migający w równych odstępach jaśniejszym światłem. Ciężko mi tu może nie popaść w chaos opisu, bo zbyt dużo chcę napisać i niczego nie chcę zapomnieć. Odtwórzmy więc po kolei, co i jak miało miejsce w nocy z trzeciego na czwarty lipca dwa tysiące dziewiętnastego roku.
A właściwie już czwartego lipca, bo obserwacja miała miejsce w godzinach mniej więcej między drugą trzydzieści pięć a drugą pięćdziesiąt. Około drugiej trzydzieści wychodzę przed budynek, w którym pracuję, aby się przejść. Zerkam w gwiazdy i gdy tak przeczesuję niebo w ich poszukiwaniu, mój wzrok zatrzymuje się na czymś, co porusza się powoli, ale jednak się porusza. Gdybym miał porównać to do jadącego samochodu tu na ziemi, to powiedziałbym, że ta względna prędkość to może było pomiędzy pięć a maksymalnie dziesięć kilometrów na godzinę. Jest naprawdę niewiele większe od widocznych gwiazd, ale sprawia wrażenie optyczne, że jest bliżej, ponieważ akurat kiedy go zobaczyłem, zbliżył się do wspomnianych nielicznych pojedynczych chmur i było to widać, że jest gdzieś na ich wysokości, a nie pod nimi czy też gdzieś daleko za. Wielkość pozorna tych chmurek to było piętnaście do dwudziestu centymetrów, gdybym miał to ocenić. Były cieniutkie, bo dosyć przejrzyste. Obiekt chyba się obraca, bo w ułamkach sekund zmienia się jego odblask. Tego akurat jestem pewien, że odbijał światło, a nie świecił. Widzę też, częściowo raczej podpowiada mi to intuicja i zmysł wzroku, że nie jest to jakaś kula, tylko coś bardziej nieregularnego.
Ten ruch wydaje się wolny, ale jednostajny, podobnie jak przemieszczanie się obiektu na niebie. Ale, i to wzbudziło moje zainteresowanie, właśnie przy tej chmurce jakby się zatrzymał. Dopiero wtedy tak naprawdę mnie to bardziej zaintrygowało. Co prawda już wcześniej po wolnej prędkości widziałem, że to nie jest ani samolot, ani satelita, ani dron, no bo chyba za wysoko, ani też nie helikopter, nie lampion, nie balon, nie rakieta. Więc co? Wszelkiego rodzaju statki powietrzne zgodnie z przepisami muszą mieć na pokładzie oświetlenie punktowe, jakieś migające punkty świetlne, bo takie są wymogi bezpieczeństwa. No właśnie, te obiekty, bo jak się zaraz okaże, były dwa, nic takiego nie miały. Ponieważ nie miałem przy sobie telefonu, a pomyślałem, że jak zrobię zdjęcie i je sobie przybliżę, to może coś zobaczę, bez pośpiechu wróciłem do budynku i za chwilę wróciłem w miejsce, z którego to coś obserwowałem. W tym czasie to jakby troszkę wysunęło się zza tej cienkiej chmury. Skierowałem na to komórkę Samsung J5 i korzystając z niej przybliżyłem maksymalnie cyfrowy zoom, rozszerzając palcami po ekranie.
Zrobiłem serię zdjęć. Te najbardziej rozmyte pokasowałem i dopiero wtedy spostrzegłem, że na prawo od tego obiektu w odległości pozornej może cztery, pięć metrów jest taki sam obiekt stojący w miejscu, także jakby powoli obracający się. Jemu też zrobiłem kilka zdjęć. Postałem tak chwilę, popatrzyłem, po czym jeszcze przed godziną trzecią wróciłem do budynku do pracy. Patrząc na mapę, obiekt numer jeden poruszał się z kierunku południowy wschód w kierunku północny zachód. Kiedy jeszcze na chwilę wyszedłem jakoś około trzeciej piętnaście na zewnątrz, obu obiektów już nie było. Mam do dyspozycji zdjęcia zrzucone na komputer i te na komórce, gdzie są wszystkie dane techniczne danego zdjęcia wraz z godzinami. Z tej całej sprawy najbardziej zastanawia mnie właśnie specyficzne zachowanie. To znaczy ruch pierwszego obiektu, ruch powolny, potem zatrzymanie się w miejscu. Zdaję sobie też sprawę, że być może ta cała moja pisanina nie ma sensu i panowie szybko określicie, co to mogło być.
Tym bardziej jednak jestem ciekaw i będę wdzięczny za jakąś interpretację, tak dla zaspokojenia zwykłej ludzkiej ciekawości. I jeszcze jedna rzecz mnie zastanowiła. Pamiętam jak dziś, że w jednej z audycji o UFO nad Polską jeden z uczestników wspominał, że takie obiekty są widywane nad liniami bądź w okolicy linii wysokiego napięcia. Tu jest strzał w dziesiątkę, bo właśnie prawie równo z tracą owego pierwszego obiektu jest umiejscowiona linia wysokiego napięcia. Kiedy piszę te słowa, zerkam też do netu, żeby sprawdzić, na jakiej wysokości znajdują się chmury. Jest informacja, że tak zwane chmury niższe są na wysokości około dwóch kilometrów. Czy na takiej były także tej nocy? Nie wiem, ale to już pewnie jest w zasięgu panów możliwości do sprawdzenia. Jeszcze jedno. Byłem jedynym świadkiem tej obserwacji.Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium dwudziestego pierwszego stycznia dwa tysiące dwudziestego roku.
Chciałbym poinformować o dwóch obserwacjach obiektów na niebie, jakich dokonałem w Warszawie. Niezwykła była zwłaszcza pierwsza obserwacja. Dokonałem jej drugiego września dwa tysiące siedemnastego roku, około godziny dwudziestej pierwszej trzydzieści. Gdy wyszedłem z bloku, w którym mieszkam przy Alei Stanów Zjednoczonych, zobaczyłem na niebie coś, co wykonywało dziwne ruchy. Poruszało się w górę, w dół i na boki. Jeżeli chodzi o wygląd obiektu, to pamiętam jedynie, że to coś miało pod sobą dwa pionowe rzędy kolorowych światełek. Obiekt znajdował się na wysokości, jak mi się wydaje, około stu metrów nad ziemią. Jego wielkość oceniłbym na kilka metrów. Później obiekt zaczął się powoli przemieszczać w stronę Wisły, a następnie gwałtownie przyspieszył i poleciał w tamtym kierunku. Cała obserwacja trwała najwyżej kilka minut.
Miałem przy sobie telefon komórkowy z kamerą i pomyślałem o zrobieniu nagrania, ale zrezygnowałem z tego, uznając, że na nagraniu nic nie będzie widać. To był wielki błąd, ponieważ mimo słabej jakości kamery telefonu komórkowego coś by się zarejestrowało. Bardzo żałuję, że nie zrobiłem nagrania. Zastanawiałem się, czy to, co widziałem nie było dronem, ale do drona nie pasuje wielkość obiektu oraz te dwa pionowe rzędy kolorowych światełek, których długość oceniłbym na kilka metrów. Zdarzeniu towarzyszyła wyraźna synchroniczność. Mianowicie przed wyjściem z domu oglądałem na YouTube film z nagraniami UFO. Nie były to, jak sądzę, prawdziwe nagrania, tylko takie filmowe efekty specjalne. Ale to był pierwszy raz, gdy ja oglądałem nagrania UFO na YouTube. Zatrzymałem ten film w trakcie i wyszedłem z domu, aby zrobić zakupy. I wtedy właśnie zobaczyłem ten obiekt na niebie.
Drugiej obserwacji dokonałem drugiego stycznia dwa tysiące dwudziestego roku. Znowu dwójka. Niedługo przed godziną dwudziestą drugą stałem na przystanku autobusowym przy ulicy Marsa. Przystanek Płowiecka zero cztery. Wtedy zobaczyłem obiekt, który na przemian przemieszczał się, zatrzymywał się w miejscu, a potem znów się przemieszczał. Był na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią. Jeżeli chodzi o jego wygląd, to widziałem tylko dwa światła zielone i czerwone. Jedno z nich świeciło stale, a drugie pulsowało. W jednej chwili obiekt jakby się obrócił i wtedy zobaczyłem zielone światło, ale nie tak jak wcześniej w postaci świecącego punktu, ale w postaci podłużnej, poziomej linii. Tym razem nie zrobiłem już tego błędu co poprzednio i gdy tylko zobaczyłem ten obiekt, to od razu sięgnąłem po telefon komórkowy, żeby go nagrać.
Udało mi się coś zarejestrować, aczkolwiek to, co widać na nagraniu nie oddaje tego, co widziałem w rzeczywistości. Na nagraniu widoczny jest tylko świecący punkt, który przemieszcza się, a chwilami stoi w miejscu. Obserwowałem ten obiekt przez kilka minut. Musiałem przerwać obserwację i nagrywanie, bo nadjechał autobus, na który czekałem. Podczas nagrywania sądziłem, że raczej mam do czynienia z dronem, ale gdy później oglądałem nagranie, zauważyłem, że w pewnym momencie obiekt zmienia tor lotu pod kątem dziewięćdziesięciu stopni bez zmiany szybkości. Zastanawia mnie, że tego zdarzenia doświadczyłem tej samej nocy, kiedy w Iraku miała miejsce akcja USA zabicia Sulejmaniego przy pomocy drona. Jest to kolejna synchroniczność. Co ciekawe, tej obserwacji dokonałem tak samo, jak tamtej z dwa tysiące siedemnastego roku, na dziesięć dni przed moim wystąpieniem publicznym. W załączniku przesyłam wspomniane nagranie. Korespondencja od tego samego słuchacza nadesłana do Radia Paranormalium piętnastego września dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku.
Chciałbym poinformować o dwóch obserwacjach niezidentyfikowanych obiektów latających, jakich dokonałem w dwa tysiące dwudziestym pierwszym roku w Warszawie, niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Mieszkam przy Alei Stanów Zjednoczonych, blok numer szesnaście. Pierwsza obserwacja miała miejsce piątego czerwca. Tego dnia była potężna burza z gradem. Po burzy wieczorem wyszedłem z domu, aby się przespacerować. Było jeszcze widno. Zobaczyłem w oddali na niebie okrągłe kule. Było ich co najmniej dwie. Nie poruszały się. Były jednolitego koloru.
Znajdowały się, jak sądzę, na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią. Ich średnicę oceniłbym na około dziesięć metrów. Wszedłem na wiadukt nad Aleją Stanów Zjednoczonych, aby nagrać te obiekty komórką. Niestety na nagraniu, które zrobiłem te obiekty nie są widoczne. Gdy robiłem to nagranie to widziałem je patrząc bezpośrednio. Natomiast nie widziałem ich patrząc na ekran komórki. Jednak zachowałem sobie to nagranie na pamiątkę. Niedługo potem już tych kul nie było widać. Druga obserwacja miała miejsce jedenastego sierpnia. Wieczorem wyszedłem z domu, aby zrobić zakupy.
Zobaczyłem dwa helikoptery lecące w pobliżu siebie. Po chwili nad ulicą Wandy zobaczyłem na ciemnym niebie dwa płomienie lecące tuż obok siebie. Wyglądało to tak, jakby leciał samolot z płonącymi oboma silnikami. Z tym że nie widziałem błysków, jakie lecąc emituje samolot. Pomyślałem, że może dojść do katastrofy lotniczej, ale w mediach nie słyszałem później o żadnej awarii samolotu. Udało mi się nagrać ten obiekt komórką, jednak na nagraniu widać tylko poruszający się świecący punkt.I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje nadesłane drogą tekstową. Po krótkim przerywniku przejdziemy do pierwszych z przygotowanych na dziś rozmów. Nie zapomnij o słuchawkach. Słyszymy się ponownie już za chwilę.
[31:03] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już powiedzmy troszeczkę gorzej.
[31:15] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[31:39] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już powiedzmy troszeczkę gorzej.
[31:52] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[32:16] - Dwa miesiące temu dał trop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś go tam słyszał? Podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[32:27] - Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu www.paranormalium.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach, przeżycia na granicy światów mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W drugiej części dzisiejszej audycji wysłuchamy zapisu rozmowy ze słuchaczem, który podzielił się kilkoma dość mrożącymi krew w żyłach zdarzeniami z udziałem UFO z całego swojego życia. Opisowi jednego ze zdarzeń będą towarzyszyły przygotowane przez słuchacza ilustracje. W celu zapewnienia świadkowi anonimowości, zgodnie też zresztą z jego prośbą, musiałem z tego nagrania powycinać nazwy kilku miejscowości oraz tytuły gazet. Pierwsze dwa zdarzenia miały miejsce w jednej ze wsi w okolicach Jasła. Pozostałe rozegrały się na terenie jednego z miast w województwie śląskim.
[33:35] - Dobra, to ja zacznę w takim razie. Miałem takich spotkań, nazwijmy to w życiu cztery i przy dwóch nie byłem sam. Pierwsze spotkanie to było na wsi niedaleko miasta Jasu, miasta Jasło na Podkarpaciu. To jest taka wioska po prostu gdzieś tam głęboko na Podkarpaciu. Byliśmy tam z kuzynem jako dzieci. To był gdzieś rok dziewięćdziesiąty siódmy, dziewięćdziesiąty ósmy, coś w tym deseń. Ja wtedy miałem, ja jestem rocznik dziewięćdziesiąty, także wtedy miałem gdzieś siedem, osiem lat i żeśmy się z kuzynem zapuścili, to dziadkowie mieszkali w domu zaraz przy lesie. Dosłownie się wychodziło za bramę i tam za chwilę był las, taki dosyć duży, bardzo dużo lasu. No i taka też sytuacja, dosyć zagadkowa była taka, że myśmy się zapuścili. Pamiętam, że to było chyba z kuzynem pierwszy nasz taki wypad właśnie tam na wieś do babci.
I poszliśmy sobie troszeczkę dalej w las i na środku takiej polany w lesie, w środku lasu była polana. Zobaczyliśmy, my to we dwójkę pamiętamy jako po prostu srebrną, błyszczącą kulę na środku polany, która odbijała światło średnicy, nie wiem, może dwóch metrów. Jak myśmy to zobaczyli, myśmy momentalnie poczuli niesamowity strach i zaczęliśmy uciekać jak najszybciej przed siebie, przez krzaki. Co to było? No nie wiem. Wiem, że pamiętamy to we dwójkę, bo też z kuzynem o tym rozmawiałem nie tak dawno temu. Zresztą tą drugą historię dużo bardziej z tym Missing Time, że też panu powiem, też ją pamięta. Sytuacja była no dziwna i pamiętam straszny strach, jak myśmy to zauważyli. Myśmy jako dzieci jakby nie wiedząc za dużo o świecie, gdzieś tam podświadomie poczuli, że coś jest nie tak i zaczęliśmy po prostu uciekać. I pamiętam coś takiego, że myśmy się potem jako dzieci strasznie straszyli tą kulą, że jakby ona nam tak zapadła w pamięć, że myśmy na przykład sobie mówili takim strasznym.
Myśmy to nazwali koło, bo jeszcze nie znaliśmy prawda figur geometrycznych, więc myśmy to nazwali koło i myśmy na przykład sobie mówili koło, koło w lesie, nie? Jakby, jakby strasznie nam to zapadło w pamięć. I to jest taka pierwsza historia, jakby taka nazwijmy to najprzyjemniejsza i najmniej gdzieś tam.
[35:37] - Najmniej hardcorowa, krótko mówiąc
[35:40] - Najmniej hardcorowa tak
[35:41] - Ja mam takie pytanie właśnie czy, czy widzieliście tylko tą kulę, czy może towarzyszyły temu jakieś jeszcze inne zjawiska?
[35:48] - Nie. To była tylko i wyłącznie kula na środku polany. Nic innego nie widzieliśmy. Była srebrna, średnicy około dwóch metrów. Ona po prostu jakby wylądowała centralnie na środku polany.
[35:58] - Żadnych dźwięków, żadnych nic.
[36:00] - Nic. Po prostu ta kula i to było wszystko.
[36:03] - Dobrze, to możemy przejść. Na razie nie ma żadnych pytań tutaj dodatkowych, także możemy przejść do następnego zdarzenia.
[36:09] - To jest ta sama wieś, miejsce może jakieś sześćset metrów od tej polany. To był rok gdzieś około dziewięćdziesiąty dziewiąty może, może dziewięćdziesiąty ósmy, może dwutysięczny. Ja miałem przedział dziewięciu, dziesięciu lat. Mój kuzyn jest ode mnie o dwa lata starszy, także on miał dziesięć, dwanaście lat. Sytuacja była taka, że przy tym właśnie lesie moja babcia miała kurnik i zaraz obok tego kurnika wypasała dwie kozy. No i każde z nas miało jedną z tych kóz, bo akurat dwie nas było dwóch, więc każdy z nas miał swoją ulubioną kozę. Tam chyba im nadaliśmy imiona. I sytuacja była taka, że myśmy wyszli z tego lasu i po prostu idziemy sobie w kierunku tych kóz. Jak to dzieci tak te kozy pogłaskać, tam się z nimi pobawić, cokolwiek tam porobić. I w tym momencie, jak myśmy szliByliśmy od niej jakieś dwadzieścia metrów.
Pojawiło się strasznie jasne białe światło. To był środek dnia, nie wiem, godzina dwunasta, trzynasta to było w południe. Te światło jeszcze do mnie wróci w następnej historii, ale te światło mogę porównać jak, jak mamy dimmer w takich lampach filmowych, nie? Jakby taki potencjometr jasności to po prostu jakby ktoś przekręcał ten potencjometr, że te światło to nie jest tak jak zapalamy żar-żarówkę w pokoju, że pyk i jest światło, tylko te światło tak się nawarstwia. Jakby to trwa może sekundę, może trwa to dwie sekundy, ale ono przechodzi, jest coraz jaśniejsze, aż do zupełnej bieli. To, co pamiętam dalej, to byliśmy w tym samym miejscu, ale jakby z metr, dwa metry obok i byliśmy w innym kierunku ustawieni, bo szliśmy w kierunku tych kóz, a jakby naprzeciwko tym tych kóz prosto na nie. A po chwili, jak to światło się pojawiło i nas poraziło, byliśmy skierowani w lewą stronę i myśmy byli z kuzynem strasznie oszołomieni. Strasznie. I myśmy tak szli. Myśmy jakby taką pustkę w głowie.
I ja mu powiedziałem: czy ty też to widziałeś? A on do mnie: tak, też to widziałem. Myśmy zupełnie oszołomieni poszli do domu i to, co zauważyliśmy, że zmieniła się diametralnie pogoda. Kiedy myśmy szli w kierunku tych kóz, było słonecznie, było nie wiem, czy bezchmurnie, ale było słonecznie. W momencie, w którym żeśmy się już ocknęli z tego światła, szła burza i była burza. Były ciemne chmury dookoła i my jako dzieci, myśmy tego zupełnie nie rozumieli. Myśmy wrócili do domu i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, jak to dzieci. Co się w ogóle wydarzyło? I myśmy byli przekonani wtedy tak to sobie racjonowaliśmy jako takie małe dzieciaczki, że wybuchła bomba atomowa i po prostu ten blask tej bomby nas tak poraził. I myśmy pamiętam, że czekaliśmy na Teleexpress o siedemnastej.
Siedzieliśmy przed telewizorem i czekaliśmy, aż się pojawi informacja o bombie atomowej, która po prostu nas tak poraziła, bo to było, nigdy żeśmy czegoś takiego nie przeżyli.
[38:57] - Rzeczywiście też jaskra-- jasność tej bomby atomowej też tak narasta, można powiedzieć.
[39:02] - Tak, tak, dokładnie tak. Jak widzimy te filmy, to tak one wybuchają, to, to ten blask tak narasta i to, to można w jakimś stopniu porównać. Tylko ten blask jakby potem, nie wiem, nazwijmy to procentowo dochodzi do sto procent, że nie widzi się zupełnie nic. Jest po prostu blask. Tylko on nie razi w oczy. On nie razi w oczy, tylko po prostu oślepia. Ale to nie jest taki nieprzyjemny blask, że na przykład trzeba oczy zamknąć albo coś takiego. No i to, na co żeśmy zwrócili uwagę wtedy. Tylko ja jakby z tym, ja z tym zjawiskiem. Ja oczywiście jako dziecko nie znałem za bardzo ani zjawiska UFO, ani jakichś zjawisk porwań missing timu.
Ja o tych rzeczach się dowiedziałem dopiero po latach. Jakieś tam zacząłem troszkę w tą tematykę wchodzić na bazie moich doświadczeń. To co mi się takie, dostałem takie olśnienie i że właśnie zmieniła się strasznie pogoda, czyli zakładam, no bo ona się nie mogła magicznie zmienić, tak? Zakładam, że musiał minąć jakiś dłuższy czas, nie? Od tego porażenia do tego, jakby pojawienia się z powrotem. Tak jak mówię, troszkę w innym miejscu, w innym położeniu ciała, z uczuciem pustki w głowie i całkowitego oszołomienia.
[40:02] - Nie dość, że doszło do zagubienia czasu, to jeszcze was poprzestawiało jakoś.
[40:06] - Tak, tak, tak, tak. To było bardzo podobne miejsce. To może było z metr, dwa metry obok. No i tak jak mówię, pod innym kątem byliśmy. Nie byliśmy skierowani centralnie na te kozy, tylko jakby bardziej w lewą stronę, nazwijmy to nas oddało, nie? Jakby czy się pojawiliśmy, czy, czy się ocknęliśmy, nie?
[40:23] - Bo panowie nie są w stanie, nie byli w stanie określić, ile czasu minęło, prawda?
[40:27] - Nie, nie mieliśmy pojęcia. Też to były czasy, że po prostu dzieci wychodziły pobiegać, że tak powiem, na pole i nie wracały przez cały dzień, więc nam się też tam jakoś szczególnie nikt nie interesował. Jak żeśmy wrócili, to żeśmy wrócili. Jak żeśmy nie wrócili, to żeśmy nie wrócili. Także ile minęło czasu nie mamy zielonego pojęcia. Natomiast no na pewno zmieniła się diametralnie pogoda ze słonecznej na burzową. Także no tam musiało minąć no co najmniej pół godziny, godzina. Nie wiem, czy więcej.
[40:52] - A czy członkowie rodziny zauważyli może jakieś zmiany w zachowaniu panów?
[40:56] - Nie, nie.
[40:58] - Nic?
[40:58] - Myśmy też za bardzo o tym chyba nie opowiadali. Tak mi się wydaje, że myśmy to bardziej zachowali dla siebie. I też tak naprawdę, co jest ciekawe, myśmy jakoś bardzo tego wydarzenia na przestrzeni lat, bo potem, potem nasze drogi się troszkę rozeszły. Potem żeśmy się znowu tam spotykali w wieku nastoletnim. Myśmy jakoś jakoś bardzo dużo o tym, o tym wydarzeniu nie rozmawiali i tak naprawdę wróciliśmy do niego niedawno, jak byłem u kuzyna z żoną w odwiedzinach i dokładnie go zapytałem, bo jakby tak jak mówię, no naprawdę od tego wydarzenia nie pamiętam, żebyśmy mieli jakieś szczególne rozmowy na ten temat. Jakby stanęło na tym, że nas coś poraziło. Myśmy myśleli, że to bomba atomowa i każdy gdzieś tam w jakiś sposób zapomniał chyba o tym temacie. Natomiast z racji tego, że to światło się pojawia w mojej trzeciej historii plus jeszcze inne, nazwijmy to efekty specjalne, to ja zacząłem się tym tematem interesować i tak zacząłem wtedy myśleć, nie? Gdzieś tam w wieku, nie wiem, dwudziestu sześciu lat czy coś takiego. Ja mówię cholerka, zmieniła się pogoda, musiał minąć czas, nie ma innej możliwości.
Pogoda się zmieniła dosłownie na naszych oczach jak za klknięciem palców. Pojawia się światło. Wyrażenie takiego zamarcia czasu się pojawia. Ja pamiętam do dzisiaj mam ten obraz taki jak patrzę na tą kozę, po prostu ona zaczyna w tej bieli tonąć i mi się zaczęło wydawać, jakby się czas zatrzymał. Nagle dosłownie dla nas to była sekunda. Nagle się pojawiamy w innym położeniu, inaczej skierowani. Więc jakby gdybym, gdybym nie zaczął jakby tego tematu gdzieś tam po latach zgłębiać, to być może by to gdzieś tam przeszło bez większego echa tak naprawdę, bo tak jak mówię, myśmy się tym za bardzo nikomu nie chwalili i rodzinie chyba też żeśmy za bardzo o tym nie mówili. Także nikt nic nie zauważył. Natomiast tutaj, jak byłem u kuzyna ze dwa lata temu, właśnie też z moją żoną, która też nie do końca mi wierzyła w tą, w tą historię, to rozmawiałem z nim, czy on to na pewno pamięta tak samo jak ja. I on to po prostu pamięta kropka w kropkę tak samo.
Więc no zdarzyło nam się to na sto procent we dwójkę i się bardzo cieszę, że byliśmy wtedy we dwójkę. No bo wiadomo, że gdybym był sam, no to ta relacja, ta relacja jest dużo mniej warta. Natomiast kuzyn to pamięta dokładnie tak samo. Także jakby mamy tutaj z dwóch źródeł dokładnie tą samą historię, nie?
[42:47] - Bo rozumiem, że poza zmianą pogody taką nagłą nie zauważyliście panowie jakby w otoczeniu nic takiego szczególnego, prawda?
[42:56] - Nie, nie tylko zmiana pogody.
[42:57] - Żadnej zmiany.
[42:58] - Ja panu jeszcze tylko tak powiem, dodam, bo się-Myśmy potem jeszcze z kuzynem co prawda z nikim o tym nie rozmawialiśmy, ale myśmy troszkę drążyli temat i jak się okazało, że no żadna bomba atomowa nie wybuchła, bo to było jedyne, do czego mogliśmy przyrównać ten efekt oślepienia. To myśmy zaczęli pamiętam, że poszliśmy w to samo miejsce. Zresztą to było zaraz przy domu, przy domu dziadków już świętej pamięci. Myśmy tam poszli i zaczęliśmy patrzeć. I to jestem nawet dumny, że tak powiem z nas, że mieliśmy, nazwijmy to, tyle sceptycyzmu i jakiegoś takiego, nie wiem, woli wyjaśnienia tej historii. Myśmy zaczęli patrzeć, czy auto nas mogło oślepić, czy przejeżdżający samochód, bo tam ze sto metrów dalej była droga czy z pięćdziesiąt. I żeśmy pamiętam, że stanęliśmy w tym miejscu i jak jechało jakieś auto, żeśmy patrzyli, czy ono nas oślepia. No i ze smutkiem żeśmy doszli do wniosku, że absolutnie nic się z tym nie równa i żaden samochód nie jest w stanie nas tak oślepić ze stu metrów, żeby coś takiego się pojawiło. Także wiem, że myśmy z kuzynem jeszcze w jakimś tam stopniu drążyli ten temat, natomiast żeśmy jako dzieci po prostu uznali, że to jest gdzieś tam niewyjaśnione i żeśmy no i żeśmy o tym nie rozmawiali aż niemal do trzydziestego roku życia, nie?
[43:59] - To światło, jeżeli dobrze pamiętam, z jakiejś dużej wysokości się pojawiło, tak?
[44:03] - Nie mam pojęcia z jakiej wysokości. One po prostu jakby to panu porównać-
[44:06] - Tak po prostu się pojawiło.
[44:08] - Po prostu się pojawiło. Myśmy nie widzieli żadnego obiektu. Ja też wiem, że często świadkowie relacjonują, że się pojawia cisza. Czy była cisza? Tego tak nie pamiętam. Przy tej historii wydaje mi się, że było bardzo, bardzo, bardzo cicho. Natomiast ja tak tego nie pamiętam, ale to jest takie wszechogarniające światło.
[44:22] - Nie było takiego, jakby nie było takiego, takiego jakby całego całkowitego zamarcia wszystkiego dookoła, prawda?
[44:28] - Był taki efekt zamarcia wszystkiego dookoła.
[44:30] - Był?
[44:30] - Tak.
[44:30] - Mhm.
[44:31] - Był. Był taki efekt zamarcia wszystkiego dookoła. Mi się wydarzyło właśnie, jak patrzyłem na tą, na tą kozę, na tę zwierzę, że ona się jakby zatrzymała w czasie, nie? A potem jest pełna pustka. No ale sekundę później jestem już po prostu w innym troszeczkę miejscu, inaczej obrócony. I to światło, jakby to panu wyjaśnić to nie jest tak, że ono na przykład bije, nie wiem, przede mną czy jestem w stanie określić źródło. Ono się pojawia, po prostu wypełnia całą przestrzeń, nie razi w oczy, jest idealnie białe. No to jest coś absolutnie. No ciężko to porównać do czegokolwiek, bo nie widać źródła światła, nie wiadomo skąd ono bije, po prostu jakby zasłania nam świat. Jakby ktoś przekręcał taki potencjometr z nasyceniem tego światła i po prostu w sekundę od zera do stu, że takie i po prostu jesteśmy.
Nic nie widzimy, wszędzie jest biało, nie?
[45:16] - Czyli tutaj może nie tyle nie tylko zagubiony czas, ale możemy też mówić prawdopodobnie o czynniku Oz w takim razie.
[45:25] - Tak, tak, tak, tak, tak. Czynnik Oz niech mi pan przypomni.
[45:29] - No to właśnie takie chodzi tutaj o takie jakby zamarcie całego otoczenia.
[45:33] - Tak, tak, tak, tak, tak. Było coś takiego. Co prawda to trwało strasznie króciutko, ale pamiętam, że ta koza jakby się całkowicie w czasie zatrzymała. Tylko że to mówię. To była może sekunda, może dwie sekundy i za chwilę się po prostu ocknęliśmy obok, nie?
[45:45] - Przejdźmy może do kolejnego zdarzenia.
[45:48] - Dobrze. To trzecie wydarzenie to jest zdarzenie, które mnie w sumie prześladuje do dzisiaj tak naprawdę i jest dla mnie osobiście najgorsze, najgorsze z tych no z tych dwóch, które tutaj powiedziałem, bo sytuacja była taka mamy rok gdzieś dwa tysiące drugi. Ja byłem w gimnazjum, także dwa tysiące drugi, może dwa tysiące trzeci i to jest miejscowość na Śląsku, nazywa się . I ja byłem z kolegą na rowerze. Myśmy sobie pojechali na rower. Pamiętam, że jak wracaliśmy koło, bo to były wakacje, to był przełom lipca i sierpnia albo końcówka lipca, albo początek sierpnia. I jak żeśmy wracali na tych rowerach, pamiętam, że a to pewnie taki detail po prostu, po prostu atmosferyczny, że zobaczyliśmy, że jest strasznie czerwone, po prostu niebo, że zwróciło naszą uwagę, że jest po prostu krwisto czerwone i żeśmy się zatrzymali na to niebo, chwilę popatrzeli, bo było naprawdę takie nazwijmy to nieziemskie. No ale to pewnie takie po prostu tak się złożyło. Może zachód, pewnie zachód słońca był. No ale sytuacja była taka.
Ja wróciłem do domu z tego roweru. No mam gdzieś, mam gdzieś trzynaście, czternaście lat. Tutaj też może dodajmy dla jasności jakby, że od używek jakichkolwiek stroniłem. Jeszcze kilka lat minie, zanim sięgnę po alkohol. Także tutaj nie ma żadnych takich, nazwijmy to przygód z jakimiś używkami wpływającymi na percepcję. I wróciłem do domu. To był dom jednorodzinny. No i to był dom. To jest dalej dom moich rodziców. Natomiast oni wtedy byli na wakacjach.
Oni, mój brat, pojechali sobie na wakacje. No i z racji tego, że ja byłem jeszcze dosyć młodym człowiekiem, przyjechała mnie, nazwijmy to, pilnować moja babcia do tego domu. No i wróciłem do domu. Godzina koło dwudziestej drugiej, dwudziestej trzeciej. Pograłem sobie jeszcze na konsoli. No i poszedłem na górę do mojego pokoju położyć się. To był jeszcze taki okres, że ja jak się dzisiaj kładę spać, to się kładę i zasypiam zazwyczaj w dwie minuty. To był jeszcze taki okres, gdzie ja się kładłem. Jeszcze musiałem poleżeć czterdzieści minut, godzinę. Często miałem otwarte oczy, więc jakby, jakby no miałem problem z zaśnięciem.
I teraz, żeby jakby dobrze wyjaśnić tą sytuację, postaram się przybliżyć, jak wyglądał wtedy mój pokój. To jest pokój na poddaszu, także mamy tutaj dwie ściany, jakby z dachem, prawda? Takie skośne ściany. I teraz tak na jednym z tych, z tych płaszczyzn dachu było okno. Ja spałem tyłem do tego okna. Spałem do niego tyłem, także jakby samego okna nie widziałem. Musiałbym się bardzo mocno obrócić, żeby to okno dojrzeć. Ten rodzinny dom on też jest daleko, dosyć daleko od reszty zabudowań. Ja mam widok na las. Po prostu tam się ciągną lasy za tym oknem, więc jak ja sobie patrzyłem przez okno, to widziałem tam lasy, prawda?
Ciągnące się i tak dalej. Więc jakby nie ma zabudowań już za tym moim oknem, tam jest po prostu pole i za chwilę jest las.
[48:16] - To znaczy ja próbuję sobie to tak wyobrazić. Pan miał łóżko przy oknie czy naprzeciw, czy pod przeciwległą tą, tą ścianą?
[48:25] - Ja miałem łóżko przy tej samej ścianie co okno, te dachowe. Nie takie skośne miałem dach i okno, tylko one było w rogu, w rogu tej ściany i tyłem do okna. Ja tą historię kiedyś u mnie kryje się ta historia od lat. Ja ją wysyłałem kiedyś do kilku tam do Nautiliusa wysyłałem na przykład. Ja też mam taki rysunek poglądowy, także też panu mogę go wysłać. Jak ten pokój wygląda, bo to też pozwala troszkę lepiej zrozumieć tą sytuację. Także mogę panu podesłać na maila rysunek.
[48:51] - Oczywiście.
[48:52] - Na przykład jak to okno jest. Jestem tyłem do tego okna i ono jest po mojej prawej stronie. No i teraz tak gdzie jest noc ja sobie no leżę jeszcze oczy mam otwarte. No i tutaj się robi nie wiem, czy moja autosugestia czy nie, ale wydaje mi się, że było strasznieW pewnym momencie ja miałem oczy otwarte. Nawet pamiętam dosłownie mam tą scenę przed oczami. Ja ją pamiętam jak dzisiaj, bo w rogu pokoju miałem plakaty z koszykarzami. Tam Kobe Bryant i dalszego Nils. Ja pamiętam, że miałem skierowane oczy w kierunku tych plakatów i nagle cały pokój wypełniło dokładnie to samo światło, które nas wtedy oślepiło z kuzynem. Z tym efektem missing time, czyli jakby ktoś na potencjometrze na dimerze w ciągu półtorej sekundy od zera do stu wypełnił cały pokój. Czyli to jest takie światło narastające.
Tak jak mówię, tego nie można porównać z włączeniem żarówki. To jest takie światło, jakby ktoś po prostu przekręcił potencjometr w ciągu sekundy. Strasznie jasnym, białym światłem, które wypełnia cały pokój. I te światło nie razi. Nie ma efektu, że oczy bolą, że trzeba zamknąć oczy. Po prostu pamiętam tą scenę, że patrzę na te plakaty, jakby one były w ciemności, więc miałem skierowane oczy. Nagle one się pojawiły i zniknęły w tym blasku. Cały pokój zniknął w tym blasku. No i co? No i ten te światło zniknęło.
Ja byłem przerażony. Nie pokojarzyłem tego jeszcze wtedy z tą sytuacją na tej polance. Tam, tam dziesięć lat wcześniej czy cztery, czy pięć. No ta ostatnia tam pod, pod tym jasną nadwiślańskim i leżałem po prostu strasznie wystraszony. Nie mogłem się ruszyć. Ale to nie był koniec atrakcji, bo zdarzyło się coś jak po prostu z taniego horroru i jak opowiadam zdarzyło mi się tą historię opowiadać jakimś tam zaufanym osobom. Generalnie się tą historią nie chwalę, ale jak kogoś dobrze znam, czasami tam przy jakiejś tam nie wiem okazji, przy jakichś kielichu czasem opowiem. I na tej historii w tym momencie zazwyczaj już ludzie przestają mi wierzyć, bo po tym świetle jakieś nie wiem, pięć, dziesięć minut później słyszę nad moją głową w te okno pukanie, miarowe, głośne pukanie. Może ja panu to pokażę. Jestem w samochodzie, więc nie mam tu okna.
Ale coś w ten deseń. No i to było bardzo, bardzo, bardzo mocne. Nie? Po prostu intencjonalne pukanie w te okno zaraz nad moją głową. Ja się bardzo, bardzo, bardzo cieszę, że spałem tyłem do tego okna, bo gdybym ja tam ujrzał jakąś rękę, jakąś postać, to obawiam się, że mój stan psychiczny by się bardzo pogorszył. Natomiast jestem bardzo wdzięczny, że tego nie widziałem, co mi w to okno pukało. Natomiast to no mi to wygląda jak totalnie intencjonalna próba nawiązania jakiegoś kontaktu. Po co? Nie wiem.
[51:40] - Znaczy jest pan, jest pan pewien innymi słowy, że to nie był jakiś jakby wytwór zasypiającego mózgu, tylko to się zdarzyło naprawdę. Tak?
[51:49] - Wie pan, to to nie był wytwór usypiającego mózgu, bo ja leżałem i ja byłem w takim stanie czuwania, bo to światło mnie raziło.
[51:57] - To, że nie mógł się pan ruszyć, to sugeruje już paraliż przysenny.
[52:02] - Nie, nie, nie, nie, to, to nie było tak, że absolutnie to nie był paraliż, że się mogłem ruszać, tylko po prostu ja byłem tak zwyczajnie, po ludzku wystraszony tym światłem.
[52:10] - Aha.
[52:11] - Ja się mogłem ruszać. Gdybym ja mógł. Znaczy inaczej gdybym ja chciał, to bym wstał z łóżka i wyszedł na przykład. Tylko ja po prostu leżałem w tym łóżku, rozglądałem się po całym pokoju.
[52:19] - Czyli wolał się pan, mógł się pan ruszać, ale wolał się pan nie ruszać, żeby nie budzić jakiejś reakcji, prawda?
[52:25] - Tak jest. Nie miałem żadnego paraliżu sennego. Znam to zjawisko. Nic, żadnej zmory nie miałem nic takiego. Byłem jakby w pełni przytomny, jakby całkowita senność mi też minęła po tym świetle. Bo to światło no to trzeba przeżyć, żeby, żeby wiedzieć jakby, o czym mówimy. Bo tak jak mówię, ja z tym dimerem, z tym potencjometrem próbuję to jakoś tak nazwijmy to na chłopski rozum wytłumaczyć. Natomiast tego nie da się pomylić z innym rodzajem światła, bo no czegoś takiego się raczej nie widuje. Tak jasne światło, które po prostu wypełnia przestrzeń dookoła, oślepia w stu procentach białym światłem, którego nie widzimy źródła, a jednocześnie nie trzeba mrużyć oczu i tak dalej. Także ja byłem w pełni przytomny.
Ja byłem w takim stanie, no ze stresu po prostu, może nazwijmy to tak. No i w tym momencie to pukanie. No i powiem panu tak po tym zapukaniu, no, ja w tym łóżku byłem przerażony, ale bałem się z tego łóżka wyjść. Bałem się, że jak wyjdę, to zobaczę to, co jest za tym oknem. Bałem się. Byłem po prostu w tym łóżku i stwierdziłem, że w tym łóżku zostanę. Nie wiem, po jakim czasie zasnąłem. Natomiast to, co zrobiłem zaraz po wstaniu, to patrzyłem do tego okna i zobaczyłem, czy to jest na pewno ten dźwięk. No i zapukałem w to okno. No to jest dokładnie ten dźwięk.
Miarowe pukanie, intencjonalne pukanie, które nigdy wcześniej ani nigdy później się nie pojawiło. I teraz panie Marku, od razu powiem dalej. Cała sprawa, nazwijmy to, ma dalszą, dalsze rozwinięcie. I teraz tak mamy tutaj taką lokalną gazetę w tym mieście. W następnym tygodniu pojawił się artykuł, że ludzie widywali obiekty nad . Artykuł i był bodajże też list od czytelniczki, w którym opisywała, że widziała lecące obiekty. I to było dokładnie następny numer po tym wydarzeniu, że tam z pobliskiej wsi widziano obiekty, leciał w kierunku właśnie leciał u nas i dokładnie wtedy, właśnie kiedy ten artykuł się pojawił, miałem, miałem tą sytuację, nie?
[54:11] - A czy jest pan może w stanie podać tutaj tytuł tej gazety? Może mogę napisać.
[54:16] - Jak najbardziej. Ta gazeta się nazywa . Jakby pan był w stanie, bo ja też o tym myślałem, żeby jakoś te archiwalne te pozyskać, ale w końcu się na to nie zdecydowałem. Także gazeta się ona ma siedzibę w . Także jeżeliby pan miał tyle nie wiem motywacji, to może, może mają archiwalne numery. To był dwa tysiące trzeci, może dwa tysiące czwarty rok, najpóźniej dwa tysiące piąty, bo to było na pewno w moim gimnazjum bodajże druga klasa gimnazjum i był po prostu artykuł, że, że widziano obiekty, nie? Powiem panu, panie Marku, że gdyby pan to znalazł, to ja bardzo chętnie też bym się z tym zapoznał, bo ja chętnie bym to po latach przeczytał. Jeszcze dalej powiem panu tak. Ja potem już lata, lata później na studiach siedziałem właśnie w tym pokoju z koleżanką. Też żeśmy robili wspólny projekt na studia i tak żeśmy się dobrze znali dosyć.
Więc jej opowiedziałem tą historię. I tak mnie coś naszło i jej mówię: a kurde, zobaczymy czy ten numer. Właśnie powiedziałem o tej gazecie, którą panu wspomniałem. Czy może, bo oni wiem, że od jakiegoś czasu archiwizują wszystkie numery online, że można je przeczytać. I tak powiedziałem: a kurde, wrzucę sobie w Google nie UFO w... co wyskoczy i powiem panu, że wyskoczyły dwa kolejne artykuły. Jeden mam zweryfikowany także panu mogę na maila podesłać, że i to jest znowu lipiec, sierpień dokładnie tego roku, którego to się stało. Lecą obiekty. Świadkowie jeden to jest , a drugi już nie pamiętam. Wiem, że ten drugi ostatnio miałem problem znaleźć, ale ten bodajże mam zweryfikowany jako JPEG, także tego panu mogę wysłać.
I że właśnie świadkowie widzieli znad tam po bliskiej wsi , że leciały po prostu obie-- że leciał obiekt w kierunku . Także po prostu wszystko, wszystko potwierdza jakby, jakby tą moją obserwację i to zobaczyłem po latach. Ja nie miałem pojęcia, że te artykuły istnieją. Ja, ja chciałem znaleźć ten z tej lokalnej gazety, dlatego to wpisałem. I my tak siedzimy we dwójkę i ja mówię: "Ty patrz, jak , nie?" Wchodzimy, patrzę, to ja mówię: "Powiedz, że to jest dwa tysiące trzeci rok czy tam czwarty". Patrzę dwa tysiące trzeci czy czwarty rok, lipiec albo sierpień. Ja mówię: "Ja cię kręcę, to jest to, nie?"
[56:13] - Czy to już są wszystkie zdarzenia, które chciał pan przekazać?
[56:17] - Mam ostatnie, ale to już takie nazwijmy to lajtowe w porównaniu z tym, co tam nas spotykało. Jestem dokładnie w tym miejscu, w którym to widziałem, bo rozmawiam z samochodu. Także zatrzymałem się na parkingu, to gdzieś miałem jakieś szesnaście, siedemnaście lat. Wracałem po prostu do domu z imprezy i unosiła się no w sumie niedaleko mojego domu, z dwieście metrów od mojego domu. Unosiła się po prostu kula yy żółto pomarańczowa, wi-wisiała w miejscu. Nie wiem jakieś sto metrów nad ziemią. Co ciekawe, ja ją zauważyłem. Przykuła bardzo moją uwagę, bo to na pewno nie była latarnia, bo było za wysoko i wisiał właśnie trochę nad lasem. To nie była gwiazda, bo to musiało być chyba słońce, żeby było takiej wielkości, bo tak można właśnie tą wielkość porównać do słońca, do słońca, jak po prostu świeci w dzień. Także to było duży obiekt w kształcie kuli pomarańczowo-żółty.
No i sobie wisiał w miejscu. No w sumie to nieopodal mojego domu, bo tak jak mówię, to był zatrzymany domek i sto metrów dalej.
[57:04] - Jeżeli dobrze zapamiętałem, to była jakaś pora wieczorna, nocna tak?
[57:08] - Tak, to było już pora nocna. Ja wracałem do domu koło nie wiem, północy coś takiego. Także ten obiekt się po prostu gdzieś tam, gdzieś tam sobie wisiał. Świecił jednostajnym światłem. Co ciekawe, przykuł moją uwagę. Patrzałem na niego, ale nie czułem w ogóle strachu. Też jest takie interesujące, jakby że, że patrzałem na niego. Było mi troszkę nieswojo, jak przechodziłem, ale jakby to nie był jakiś taki strach, żebym się tego przestraszył. Po prostu tak patrzałem na to. No i poszedłem do domu, nie?
Ale to było dosłownie sto metrów od mojego domu wisiało sobie.
[57:34] - No może po prostu pan już był oswojony po tych wcześniejszych jakby doświadczeniach.
[57:39] - Możliwe. Bardzo możliwe.
[57:40] - Całkiem możliwe. Pan był jedynym świadkiem tak? Czy może-
[57:43] - Tak, tak
[57:43] - ... może próbował się pan wywiedzieć, czy ktoś to może jeszcze widział?
[57:46] - Nie. Powiem panu, że nie. Nie. Jakby widziałem to po prostu przeszedłem z tym do codzienności. To nawet nie jest jakieś, jakieś takie wydarzenie, które by mną jakoś tak... Bo ja wiem, że tutaj słucham oczywiście państwa. W sumie niedawno państwa odkryłem i też bardzo się cieszę, że można z kimś kompetentnym porozmawiać na ten temat, ponieważ ja słyszałem różne hist-róż- właśnie mówią świadkowie różne historie. To mnie tak bardzo no zachęciło, żeby zadzwonić. Także to jest taka historia. Wie pan, że widziałem światło na niebie, także tutaj, jakby tego nawet za bardzo nie drążyłem.
A tym bardziej że, że miałem, nazwijmy to ciekawsze przygody, przygody w życiu. Także to, to było dla mnie-
[58:18] - Nie robi-- nie, nie robiło to krótko mówiąc, na panu wrażenia tak?
[58:21] - Nie robiło to na mnie większego wrażenia. Po prostu sobie wisiała kula. Ja poszedłem do domu.
[58:26] - Tę część dzisiejszej audycji pozwolę sobie jeszcze uzupełnić fragmentem korespondencji, jaką wymienialiśmy po zarejestrowaniu rozmowy telefonicznej. Słuchacz pisze tak, cytat: "Jeszcze co do nocnej sytuacji w pokoju. Po latach mam takie przemyślenia, że przy pojawieniu się światła w pokoju istoty odpowiedzialne za to światło musiały odkryć bądź dowiedzieć się, że nie śpię. Gdybym spał, skończyłoby się to zapewne klasycznym bedroom visitors, ale z racji tego, że byłem w stanie czuwania, przybysze odpuścili. Późniejsze pukanie jak wspominałem typowe, intencjonalne, niespieszne pukanie, które nigdy wcześniej, ani nigdy później się nie pojawiło, było w moim odczuciu jakąś próbą nawiązania kontaktu. Nie wiem, jaka była intencja, czy miałem podejść do okna, ale cieszę się bardzo, że tego nie zrobiłem. Takie przemyślenia mnie nachodzą, gdy o tym myślę po latach. Czy są trafne? Nigdy się nie dowiem. Nie wspomniałem również, że po całym incydencie, gdy leżałem przerażony w łóżku, miałem wrażenie jakiegoś ruchu w przedpokoju obok pokoju, gdzie spała babcia.
Jednak czy były to moje przebodźcowane i wyczulone zmysły? Czy faktycznie było coś na rzeczy? Nie wiem." Koniec cytatu. Słuchacz wspominał również o swoich obecnych również i dziś obawach związanych z tym pokojem oraz o prostej broni, którą sobie przygotował na wypadek kolejnego tego typu zdarzenia. W moim mniemaniu świadczy to najlepiej o tym, jak wielki wpływ wywarło to zdarzenie na naszego słuchacza. I to tyle, jeśli chodzi o relację przekazane przez tego świadka. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o opisanych przez niego zdarzeniach. A jeżeli sami przeżyliście coś podobnego, gorąco zachęcam do podzielenia się swoim przeżyciem. Każda relacja przekazywana jest współpracującym z Radiem Paranormalium badaczom i dokumentalistom. A tymczasem po krótkim przerywniku przejdziemy do wysłuchania ostatniej przygotowanej na dziś relacji.
Nie odchodź za daleko i upewnij się, że to na pewno ty włączyłeś teraz światło. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu.Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części audycji wysłuchamy nagrania z archiwum portalu infra org pl. Będzie to wypowiedź jednego z policjantów, którzy byli świadkami pojawienia się UFO ósmego stycznia dwa tysiące trzynastego roku. Wówczas to para policjantów z Opolszczyzny, wracając nad ranem z interwencji, zauważyła na niebie zagadkowe światło. Okazało się, że emitował je sporych rozmiarów latający dysk, który towarzyszył im jeszcze przez kilkanaście kilometrów, przemierzając w kompletnej ciszy przestrzeń nad okolicznymi polami i lasami. Na łamach portalu Infra dostępny jest szczegółowy raport dotyczący tej sprawy. Link do niego znajdziesz w opisie tej audycji w naszym archiwum podcastów na www.paranormalium.pl oraz na YouTube. Przejdźmy teraz do wysłuchania wypowiedzi głównego świadka. Przypominam o słuchawkach, ponieważ świadek prosił, aby zmienić mu barwę głosu.
[01:02:41] - Dobry dzień dobry. Najpierw może się przedstawię. Starszy sierżant . Jestem funkcjonariuszem policji yy od czterech lat. Pełnię służbę w ogniwie patrolowo-interwencyjnym. Tutaj chciałbym przedstawić zdarzenie, które miało miejsce dnia ósmego stycznia dwa tysiące trzeciego roku, dwa tysiące trzynastego roku w miejscowości . Może na początku powiem, jaka przyczyna była tego, że tam się znalazłem. Otóż zostałem wysłany przez dyżurnego Komendy Powiatowej Policji na interwencję. Po powrocie z tej interwencji, wracając przez las koło byłych polak, koleżanka moja miała takie odczucie zdenerwowania. Twierdziła, że coś zaraz się wydarzy.
Była zaniepokojona i kiedy żeśmy jechali tym lasem, to było za miejscowością w oddali kilku kilometrów nad lasem zauważyliśmy światło. Światło to przypominało tak jakby wieżę radiostacyjną. Po chwili konsultacji z koleżanką stwierdziliśmy, że jest to niemożliwe, gdyż na tym obszarze, na którym żeśmy się znajdowali, nie było żadnych latarni, żadnych stacji przeładunkowych czy telefonicznych. Po chwili obserwacji tego światła obiekt zniknął nam z oczu i dosłownie po małej chwili w odległości kilku kilometrów pojawił się po lewej stronie naszego radiowozu. Obiekt ten początkowo znajdował się w znacznej odległości od nas. Przypominał księżyc. Miał kolor, był koloru czerwono-żółto-pomarańczowego i znajdował się bardzo nisko nad horyzontem. Początkowo myśleliśmy, że być może rzeczywiście jest to księżyc, tylko z racji naszej obserwacji godziny, o której żeśmy się znajdowali, księżyc powinien być już w ogóle w innym punkcie na niebie. W związku z powyższym wysiedliśmy z radiowozu, żeby przyjrzeć się dokładnie temu obiektowi. Z daleka było widać, że ta świetlista kula, którą żeśmy widzieli, powiększała się, po czym pomniejszała, a początkowo z tej formy całej, powiem cudzysłowiu księżyca zrobił się półokrąg.
Ten półokrąg emitował różne kolory świateł tak jak już wcześniej wspomniałem. Po krótkiej obserwacji półokrąg przeszedł znowuż w okrąg i zaczął się powiększać. Początkowo myśleliśmy, że to światło po prostu staje się coraz większe. Jednak teraz doszłem do wniosku, że obiekt zaczął się przybliżać w naszym kierunku. Stąd też ta kula była coraz większa. Kiedy doleciała na odległość około kilometra od nas, zatrzymał się nad drzewami i wówczas było już widać mniej więcej zarys i kształt tego obiektu, który żeśmy obserwowali. Obiekt ten stał nieruchomo w miejscu, nie było słychać żadnej, żadnego odgłosu pracy silników czy śmigieł. Poruszał się bezszelestnie. Wkoło nie poruszały się też żadne pojazdy. Byliśmy sami na drodze.
W pewnej chwili z tego obiektu zaczęły wylatywać mniejsze takie jakby kulki światła, które albo znikały, albo powracały z powrotem do tego obiektu. W pewnym momencie spod spodu tego statku błysnął tak jakby promień stroboskopu. W pewnym momencie został oświetlony las i pola mniej więcej takiej wielkości, jakby włączyć piłka byli do piłki nożnej. To było mniej więcej taki obszar oświetlony. Wraz z moją koleżanką wystraszyliśmy się, ponieważ pierwszy raz widzieliśmy takie zjawisko. Wcześniej nie mieliśmy nigdy do czynienia z czymś takim. Wsiedliśmy do radiowozu i pośpiesznie odjechaliśmy. Obiekt w tym momencie zaczął się przesuwać w linii prostej. Kiedy przyspieszyliśmy naszym radiowozem, obiekt równaj tej również przyspieszył razem z nami. Po dojechaniu do pierwszej miejscowości na tej trasie ponownie zatrzymaliśmy się i nakręciliśmy krótki filmik oraz koleżanka zrobiła zdjęcie tego obiektu.
Ciągle mieliśmy takie poczucie, że może coś się wydarzyć. Z tego względu mieliśmy złe przeczucia. Postanowiliśmy wjechać do tej miejscowości, o której przed chwilą wspomniałem. Zjechaliśmy na taką zatoczkę, zatoczkę, obok której znajdowały się budynki gospodarcze. Tu za budynkami gospodarczymi był także las i pola uprawne. Kiedy żeśmy stanęli samochodem i wyszli z radiowozu, obiekt ten tak w odległości mniej więcej osiemset metrów przybliżył się do nas. I w tym momencie już dokładnie żeśmy widzieli cały zarys obiektu. On miał kształt dysku z taką kopułką na górze. Obiekt ten emitował silne, rażące światło koloru żółtego, także zmieniało czasem barwę na pomarańczową. Od spodu obiektu było widać trzy mniejsze kuleY biało, yy biało niebieskie.
Wyglądało to tak, jakby były to silniki, jednak tak jak wcześniej wspo-y wspomniałem, nie było słychać żadnych odgłosów. Yy obiekt ten obserwowaliśmy dosłownie kilka, aa kilka sekund, może minutę, yy ponieważ mieliśmy takie przeświadczenie, że może coś się stać. W tym momencie kazałem koleżance, aby udała się wraz ze mną do samochodu i żebyśmy odjechali. Y tak samo w czasie, kiedy obserwowaliśmy obiekt, yy nie działała nasza radiostacja, nie było kontaktu z dyżurnym. Mam-- muszę nadmienić, że w tym rejonie kontakt yy jest i tak utrudniony, bo, bo czasem rzeczywiście nie ta stacja nie ma tu zasięgu. Y może teraz dalej. Kiedy wsiedliśmy do auta ponownie, żeśmy pośpiesznie odjechali dosyć dużą prędkością. Obiekt ten ciągle podążał wraz za nami i trzymał się w odległości kilometr osiemset metrów od nas. Obiekt ten towarzyszył nas-nam przez yy dłuższą część drogi, aż za miejscowość . Jeszcze w trakcie jazdy na trasie zatrzymywaliśmy się dwa razy, aby się temu przyjrzeć.
Za każdym razem stawaliśmy w mniejszych miejscowościach. Kiedy żeśmy wjeżdżali do mniejszych miejscowości, obiekt ten oddalał się troszkę w głąb pól i stał nieruchomo o nad polami. Y całe to zdarzenie trwało około półtorej godziny. Y kiedy żeśmy byli za miejscowością obiekt ten powolutku oddalił się w kierunku pól i począł zniknąć za horyzontem. Po dojeździe do bazy yy przekazałem tą informację mojemu dyżurnemu, który jednak nie uwierzył mi w to i zareagował yy śmiechem. Po prostu zlekceważył. Stwierdził, że yy jestem przemęczony służbą i miałem jakieś przewidzenia. To samo tyczy się yy dalszych moich relacji. Tak na zasadzie yy ja czy koleżanka i przełożony osoby nie dały nam wiary yy temu, co żeśmy widzieli. Yy chcieli nam wmówić, że to były jakieś balony czy też ptaki.
Y mimo tego, że im mówiłem to, co zaobserwowałem, nikt nie chciał uwierzyć. No i teraz nasze, że tak powiem, czynności będą prowadzone. Będę miał jeszcze rozmowę z moim naczelnikiem. Koleżanka y na, na samą, yy na samo to zajście zareagowała, aa może powiem tak negatywnie. Miała, była wystraszona, a po samym tym zdarzeniu miała mdłości. Ee no i przez kilka dni nie utrzymywałem z nią kontaktu, ponieważ mieliśmy służby osobne.
[01:10:08] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś zdarzeniach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na profilach Radia Paranormalium na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl.