Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było, nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z najbardziej paranormalną audycją w polskim internecie, w której prezentowane są wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym, jakie docierają do Radia Paranormalium.
Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. Ten odcinek rozpoczniemy nietypowo, bowiem zaczniemy od komentarza, który pojawił się pod poprzednim odcinkiem, a który budzi tak pozytywne skojarzenia ze słodyczami i w ogóle jest tak urzekający, że trzeba go utrwalić dla potomności w postaci głosowej. Otóż jedna ze słuchaczek napisała tak: kolejny świetny odcinek. Żal, kiedy się kończy.
Jako osoba uwielbiająca doskonałe ciasta, powiem, że czuję się, jakbym przełknęła ostatni kawałek wspaniałego tortu. I taki żal, że już więcej nie ma. Czekam więc już niecierpliwie na kolejny tort. Pozdrawiam serdecznie. Mam nadzieję, że dzisiejszy podcast dla wielu z Państwa okaże się takim właśnie pysznym tortem. A szczególnie zęby na dzisiejszą ucztę mogą sobie ostrzyć fascynaci tematyki ufologicznej, bowiem dziś zaprezentowane zostaną właśnie relacje o obserwacjach UFO. Kilku relacjom będą towarzyszyły wisienki w postaci załączników, do których linki znajdziecie Państwo w opisie tej audycji. W naszym archiwum podcastów na www.paranormalium.pl oraz na YouTube.
Zanim jednak przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji, pozwólcie, że tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym, tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 624 193, 530 624 193, skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa email pod adresem: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub zza granicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czas zatem przejść do prezentacji przygotowanych na dziś relacji. Na dobry początek proponuję, abyśmy zajrzeli do radiowej skrzynki mailowej.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 25 lutego 2022 roku. Witam. Na początek powiem, że bardzo się cieszę, że trafiłem na Wasz podcast Mówią Świadkowie. Postanowiłem opowiedzieć zdarzenia, które i mi się przytrafiły na przestrzeni dwóch lat. Później już nigdy nic paranormalnego mnie nie spotkało.
Pierwsze zdarzenie miało miejsce w grudniu 2014 roku. O godzinie 3 nad ranem obudził mnie pisk mojego psa, który ewidentnie musiał wyjść na zewnątrz. Zatruł się i tego dnia wychodziłem z nim naprawdę często. Mieszkałem wtedy przy ulicy Daniłowiczowskiej w Warszawie, a celem naszych spacerów był pobliski skwer. Ze wściekłą miną ubrałam się i klnąc w duchu z niezadowolenia wyszłam z bloku i skierowałam się na plac zieleni. Pamiętam, że zaskoczyła nas mgła i duża wilgotność powietrza. Pies załatwiał się kilkukrotnie i kiedy doszliśmy do skrzyżowania dróg, pies stanął jak wredy i zaczął warczeć.
Miejsce na mapie oznaczone zielonym kółkiem. Często tak miał, że warczał na ścianę lub po prostu na drzewo, więc mnie to nie dziwiło, ale dziś wyjątkowo zaparł się, nie chciał się ruszyć i patrzył wzdłuż drogi. Ciągnąc go, nawet nie patrzyłem tam, gdzie on. Ponieważ pies nie jest duży, zwyciężyłam i ruszyliśmy z miejsca, ale postanowiłam skrócić spacer.
Standardowo szliśmy zawsze tak, jak pomarańczowa linia na mapie. Następnie postanowiłem skręcić w prawo, czyli w stronę, w którą skierowany był pies. Szedł za mną z lekkim oporem. Nigdy mu się to nie zdarzało. Zawsze dominował i ciągnął do przodu i to warkiwał, a ja patrzyłam w telefon. I tak przeszliśmy niewielki kawałek, ale tak mnie irytowało jego zachowanie, że stwierdziłam, że nie będę się z nim szarpać i puszczę go ze smyczy.Miejsce na mapie oznaczone drugim zielonym kółkiem. Tak też zrobiłam.
Kucnęłam, chcąc odpiąć karabińczyk, gdy mimowolnie spojrzałam w miejsce, gdzie wpatrzony był pies. Zobaczyłam dwie czarne i co ważne, bardzo wyraźne postacie, jakby z innej epoki. Obie były w płaszczach i wysokich cylindrach, a jedna podpierała się parasolem. Stanęłam jak wryta i zupełnie nie wiedziałem, co robić.
Pamiętam, że serce biło mi tak mocno, że bałam się, że zaraz wyskoczy. Ta para czarnych osób, jeśli mogę ich tak nazwać, wyszła jakby zza drzewa spokojnym, powolnym krokiem i jakby mnie nie zauważając, postaci przeszły prostopadło do mnie drogą — miejsce na mapie oznaczone czerwonym prostokątem i zniknęły za kolejnym drzewem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że zniknęły, bo czekałam, aż wyłonią się zza drzewa, za którym straciłam ich z oczu. Ale tak się nie stało. Widziałam te postaci przez jakieś sześć, siedem sekund. Tyle musiało to mniej więcej trwać, bo tyle trwało przejście powolnym krokiem od jednego drzewa do drugiego. Gdy zdałam sobie sprawę, że te postacie zniknęły i już ich nigdzie nie widać, podeszłam w to miejsce z luźno już smyczą, bo pies całkowicie się uspokoił. Nic tam nie było. Wszystko wyglądało jak zawsze. Pamiętam, że jak idiotka obchodziłam drzewa dookoła kilkukrotnie, by upewnić się, że nie ma gdzieś tam śladów butów czy czegokolwiek innego, co mogło wskazywać na czyjąś obecność. Ludzi cienia widziałam na tym skwerze jeszcze kilkukrotnie i w różnych strojach, jakby z różnych czasów i może trzy, cztery razy w różnych miejscach.
To, co mnie zawsze dziwiło to, to, że wychodziły zza drzewa i znikały za drzewem, ale wtedy już nie czułam takiego strachu jak wtedy, gdy widziałam ich po raz pierwszy, a mój pies też nie reagował z takim lękiem jak za pierwszym razem.
Pamiętam, że wracałam do domu co chwila, oglądając się za siebie i upewniając, że nic za mną nie idzie. Tej nocy już nie zasnęłam. Drugie zdarzenie miało miejsce również na nocnym spacerze i miało miejsce tuż pod moim blokiem. Ledwo wyszłam z klatki schodowej na chodnik przy ulicy, gdy przede mną w bardzo szybkim tempie przeleciała świetlista, mocno zielona kula o średnicy może czterdziestu centymetrów.
To było jak mignięcie i szczerze mówiąc zszokowało mnie to strasznie i przestraszyło na tyle, że szybko weszłam z powrotem do klatki, gdzie stałam jeszcze przez chwilę i gdy się uspokoiłam, to wyszliśmy standardowo na spacer. Pies nie reagował. Wypatrywałam tej kuli, ale nigdzie jej nie było. Gdy wracaliśmy tą samą drogą, tę samą kulę zielonego światła zobaczyłam na wysokości drugiego, trzeciego piętra bloku. Praktycznie w tym samym miejscu, co wcześniej, tylko wyżej.
Bardzo jasna i bardzo szybka. Jej ruchy skojarzyły mi się ze złotym zniczem z Harrego Pottera. Najpierw szybkie ruchy w boki i potem bardzo szybki wystrzał wprost, po czym znika, jakby przez prędkość, którą osiągnęła. Ciężko mi określić tę szybkość, którą ta kula światła osiągała. Mogę jedynie powiedzieć, że nie nadążałem wzrokiem, by śledzić każdy jej ruch. Za pierwszym razem, jak ją zobaczyłem, to była dosłownie chwila, bo była na wysokości znaku drogowego i poruszała się na wprost, równolegle do mnie i zanim odwróciłem wzrok, by ją śledzić, to już jej nie było. A za drugim razem myślę, że było to około pięciu sekund, kilka ruchów w boki i potem szybko na wprost. Nie mam pojęcia, co to było.
Jak teraz o tym myślę, to może był to dron z tak jasnym, zielonym światłem, ale ja ewidentnie widziałem kulę i nie wiem, czy w 2015 roku drony były już tak szeroko dostępne i popularne. Wydaje mi się, że nie. To, co mogę jeszcze ciekawego wspomnieć, to miałam taką sytuację, ale to było na pograniczu jawy i snu, więc może to był sen, że leżałam w swoim łóżku i w pokoju nagle zrobiło się bardzo jasno, tak jakby ktoś świecił jakimś białym reflektorem w moje okno. Pamiętam, że poczułam zdziwienie i chciałam podejść do okna i zobaczyć, co tak świeci, bo światło padało zza okna, a ja mieszkam na wysokim 3 piętrze i nawet zaczęłam się już podnosić, gdy światło jakby straciło na intensywności i chwilę później zgasło.
Teraz tak myślę, że może to była jedna z tych jasnych nocy, gdzie księżyc mocno operuje, ale mi się wtedy wydawało, że to jest bardzo jasne światło, zbyt jasne i zbyt intensywne. Nie wiem, co myśleć o tych historiach. Ludzi cienia, jeśli to byli oni, jestem wręcz pewna. Tylko dziwne było to, że ich kontury, kontury sylwetek były tak wyraźne, zupełnie jakby przechodziły jawnie dwie osoby, po czym wchodzą za drzewo i już zza drzewa nie wychodzą. I to się powtarzało jeszcze kilkakrotnie, ale na większych odległościach. Zawsze te cienie szły w miarę powoli i jakby mnie nie widziały, jakby po prostu te postaci wyszły na nocny spacer. Dla osób, które może chcą spotkać te sylwetki oraz sprawdzić to miejsce, mogę chyba powiedzieć, że chodzi o skwer Adolfa Marii Bohatera w Warszawie, tuż obok pomnika Nike. Zawsze spotykałem te cienie na nocnych spacerach. Dwie kolejne sytuacje staram się sobie jakoś tłumaczyć.
Dron, księżyc, jakiś laser? Sama nie wiem. Kilka słów komentarza ode mnie do tej korespondencji. Historia z postaciami przywodzi na myśl skojarzenia z żywym folklorem, choć równie dobrze mogła to być jakiegoś rodzaju przebitka z innej epoki. Istnieje teoria, zgodnie z którą niektóre, szczególnie te bardziej doniosłe zdarzenia, potrafią się jakby nagrywać w danym miejscu i potem odtwarzać w losowych momentach. Tak twierdzi choćby rosyjski wynalazca Henriks Juanow, któremu udało się rzekomo zbudować aparat fotograficzny rejestrujący zdarzenia z przeszłości.
Więcej można o tym przeczytać w artykule pod tytułem "Zobaczyć przeszłość" na stronie Radia Paranormalium, który jest również dostępny w wersji dźwiękowej.Podobnego zdania jest również wielu innych badaczy zjawisk zaliczanych do kategorii paranormalnych.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2017 roku. Byłem wówczas małą dziewczynką. Matka wysłała mnie na kolonie do miejscowości Ostrowo koło Jastrzębiej Góry. Wychowawczyni zabrała nas na pieszą wycieczkę do Jastrzębiej Góry, ale nie jak zwykle wzdłuż szosy, ale przez łąki i wrzosowiska. Po drodze nastraszyła nas żmijami, które mogą kryć się wśród tych wrzosów, więc wszystkie dziewczynki patrzyły pod nogi. W pewnej chwili opiekunka skierowała naszą uwagę na niebo, mówiąc: "patrzcie, jaki ogromny samolot".
Wszystkie spojrzałyśmy w tamtą stronę. Zobaczyłam ciemną plamę na niebie, ale bardziej interesowały mnie te żmije. Wychowawczyni zarządziła odpoczynek przed samą Jastrzębią Górą. Posadziła nas na trawie. Ja usiadłem jakieś piętnaście, dwadzieścia metrów od reszty dzieci na swetrze, które miałem obwiązany wokół pasa. Następne co pamiętam to to, że stoję za wychowawczynią, która wrzeszczy na pozostałe dziewczynki i krzyczy: "Gdzie ona jest?". Przecież nie mogła nigdzie pójść. Któreś dziecko pokazuje palcem i mówi: "O! Już jest!". Wtedy zdenerwowanie i wrzask skierowała na mnie. Nawet po wielu latach widzę obłędny strach w jej oczach. Nie wiem, ile mnie nie było.
Może dziesięć minut i nie wiem, dlaczego po ponad pięćdziesięciu latach nadal to Wszystko dokładnie pamiętam. Inne zdarzenie, ale już nie tego typu. Byłam w Gawrych Rudzie z synem i jego kolegą, którego miałam pod opieką i moim partnerem. Lato było paskudne i jak tylko przestał padać deszcz, żeby zająć czymś te dzieciaki, postanowiliśmy pojechać do lasu, zobaczyć, czy są grzyby. Ucieszyłem się, że ten las jest taki ładny, bez zarośli, nawet bez krzaków jagód. Tylko mech i wysokie sosny. I nagle zobaczyłam w lesie światełko, takie jak od latarki.
Zastanawiałem się przez chwilę, kto chodzi po lesie w biały dzień z latarką. Było szaro i buro, ale nie aż tak. I nagle usłyszałem w głowie głos: "Zabierz stąd te dzieciaki i idź stąd. I to szybko". Przestraszyłem się śmiertelnie, ale nie bardzo wiedziałem, jak zrezygnować z tej wycieczki. I co powiedzieć dzieciom.
Więc skłamałam, że chyba nie wyłączyłam maszynki elektrycznej, na której gotowaliśmy. Wróciliśmy do domu. Nikt nic nie widział poza mną, ale później przyznali się, że przestraszyli się tego lasu. Mam już sześćdziesiąt dwa lata i nie wiem, dlaczego te wspomnienia ciągle wracają. Chociaż już nigdy nie słyszałem żadnych głosów ani nie widziałem nic na niebie, chociaż lubię się w nie gapić i wypatrywać. Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych udanych audycji.
Relacja o obserwacji UFO nadesłana do Radia Paranormalium 21 sierpnia 2021 roku. Był to okres żniw około roku 1988. Zdarzyło się to na Kujawach godzina po północy, około pięciuset metrów od nas. Przez pole przeleciała kula pomarańczowa. Było nas tam wtedy pięć osób. Każdy tylko spojrzał i dalej pracował. Wszyscy jak zahipnotyzowani. Dopiero w domu, po dwóch godzinach zaczęliśmy o tym rozmawiać.
Dziadek koło rowu widział jasną postać. Mówi: "Świetlik, ty mnie w dupę pocałuj". Wpadł do rowu przerażony. Nie powiedział, co dokładnie się stało. Kulista UFO sonda nad Wielką Brytanią. Relacja Nadesłana do Radia Paranormalium 20 marca 2022 roku. Dzień dobry państwu. Natrafiłem ostatnio na debaty ufologiczne na Spotify i z racji, że pracuję na nocne zmiany po dwanaście godzin, mam przez to sporo czasu, by sobie przesłuchać wszystkie odcinki. Szkoda tylko, że natrafiłem na nie tak późno. Ale do rzeczy. Słucham aktualnie debatę numer dwadzieścia jeden, w której to słuchacze z Londynu dodzwonili się do studia i opowiedzieli o tej sondzie w postaci kuli fruwającej po okolicy. Zaciekawiło mnie to, bo ja również widziałem coś podobnego.
Też na Wyspach i to niedaleko od Londynu, a dokładnie w mieście Southampton, w okolicy North Sling, na drodze do Romsey. Byłem wtedy z narzeczoną na wycieczce rowerowej. Pogoda była świetna. Nie pamiętam dokładnie, jaki to był miesiąc, tylko tyle, że to było lato. Właściwie to mieliśmy już wracać do domu. Dojechaliśmy do pewnego zakrętu i stwierdziliśmy, że nie ma już sensu jechać dalej i że lepiej będzie pomału już zmierzać w stronę domu.
Wtedy moja narzeczona spojrzała w niebo i zapytała mnie co to jest. Spojrzałem w górę i na błękitnym, bezchmurnym niebie zobaczyłem metaliczną kulę. Co prawda bez żadnych diod, światełek, wgłębień czy innych widocznych znaków. Taka kulka rtęci. Można też porównać ją do takiej kulki z lotu, kiedy lutujemy. Nie wiem, czy ma to sens. Tak mi się to wtedy skojarzyło. Oczywiście od razu odezwał się głos rozsądku i druga myśl była taka, że to może być balon z helem. Ktoś wyprawił dzieciakom urodziny na ogrodzie i uwolnili balonik. Tyle, że ten balon wcale się nie przemieszczał, a Southampton to dość wietrzne miasto. Nawet w najgorętszy dzień w lecie. Zwłaszcza, że to miejsce jest niedaleko od wody, a dokładniej od zatoki, w której znajdują się doki. Obserwowałem to coś z dobre dziesięć, piętnaście minut jak wisiało sobie w totalnym bezruchu i miałem wrażenie, że patrzy się wprost na nas. Obserwowałem do momentu, aż usłyszałem głos zdenerwowanej już narzeczonej. Chodźże wreszcie! Kiedy odjeżdżaliśmy, zerkałem jeszcze za siebie, a kulka nadal sobie tam wisiała w bezruchu jak pęcherzyk powietrza uwięziony w locie. Wyglądało to co najmniej dziwnie.I to by było na tyle, jeśli chodzi o relacje nadesłane drogą tekstową. Po krótkim przerywniku wysłuchamy pierwszej z przygotowanych na dziś rozmów. W Radio Paranormalium słyszymy się ponownie już za chwilę.
Bardziej niż nieprawdopodobne. Niemożliwe. Niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej.
Posłuchaj nieznanego Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Dwa miesiące temu był Drop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś ją tam słyszał?
Podobno jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Część z rozmowami telefonicznymi, rozpoczniemy od zaprezentowania świeżej sprawy z maja bieżącego roku. Nasza słuchaczka z Ożarowa Mazowieckiego podczas obserwacji nocnego nieba zauważyła niezidentyfikowane światło, które co prawda sprzętem niekoniecznie nadającym się do nagrywania w nocy, ale jednak jakoś udało jej się nagrać. Oczywiście będziemy Państwu wdzięczni za zostawienie w komentarzach pod audycją możliwych wyjaśnień, co to takiego mogło być.
Nagranie zostało również przesłane współpracującym z Radiem Paranormalium ufologom. Podobnie zresztą jak wszystkie relacje i załączniki przygotowane do dzisiejszego odcinka. Tymczasem przejdźmy do wysłuchania opisu obserwacji, jaki nasza słuchaczka przekazała przez telefon.
No tak, wysłałam to, tego maila z tym filmikiem. Faktycznie może być, chociaż może jak jest ciemniej, lepiej to widać. Aparat nie jest zbyt dobrej jakości. Jest to trochę stary telefon, więc- Postaram się to jakoś tam obrobić. Może ktoś z ufologów też będzie w stanie coś wyciągnąć. Jakbym mógł panią prosić o w miarę dokładny opis okoliczności dokonania tej obserwacji. Kiedy to dokładnie było? Jaka to miejscowość?
To jest Ożarów Mazowiecki, tuż przed Warszawą. Raczej za chwilę kawałek za granicą Warszawy. Te obserwacje były w maju, dwunasty maj. To były dwa, trzy, cztery dni pod rząd. Ja mam tak, że po prostu mam problemy z pasażem. Ja się dość często budzę w nocy w wiadomym celu, tak jak muszę iść do łazienki i akurat tak mam w sypialni, że łóżko stoi centralnie przy oknie, więc jak się usiądzie, a okna są dość duże, bo są te okna nie takie standardowe. To są duże okna, tak zwane witrynowe okna, więc jak się usiądzie to wszystko jest dobrze widać. I takie trzy dni pod rząd było właśnie, że ja zawsze jak wracam z tej łazienki, to jeszcze chwilę sobie siadam na tym łóżku i siedzę, zanim się położę. I tak siedziałam i rolety mieliśmy zasłonięte w oknach, ale że okna niewymiarowe, to tam prześwity są i patrzę, że coś właśnie tak błyska, świeci się i to w dwóch czy w trzech miejscach, bo tam na filmiku na dole widać, że tam później samochód jedzie, bo jest ulica. Faktycznie, ale na górze jak drzewa są, to są takie błyski. No tak, rzeczywiście widać bardzo wyraźnie, że coś tam błyska. I powiem tak tam nic nie ma, żadnej budowy, nie ma żadnych żurawi, anten nie ma. Samoloty jeśli latają, to latają tam do godziny maksymalnie i to też jest czasowo. I to nie jest, nie z tamtej strony, tylko tu bardziej po lewo świeciło, bardziej po prawej stronie te samoloty latają i to te światła, wiadomo, inne są one. One zresztą nawet jest i hałas jak samolot leci, prawda? A tutaj jest cisza. W tamtym słychać mój odbiór, tam słychać. Bo ja też mam problemy z oddychaniem, ale te światła i to wie pan co, pojawiało się przez te trzy dni o tej samej, mniej więcej godzinie. To było między trzecią trzydzieści a czwartą. Ja ten filmik nagrałam ten co do was właśnie wysłałam. Była chyba trzecia czterdzieści dwa dwunastego maja i to była sekwencja takich trzech dni pod rząd, że te światła się pojawiały, a teraz tak jak patrzę, obserwuję, no to nie ma, nie widzę tego, więc nie wiem, czy to coś było chwilę tutaj, nie wiem, te dwa, trzy dni, coś nie wiem, wisiało coś, bo to nawet się nie przemieszcza, to w jednym miejscu stoi, a z tego co ja wiem to tam żadnych anten, nadajników czy czegoś co by tam świeciło, bo czasem jakieś anteny mają te światełka takie prawda, żeby tam te samoloty czy strzegać mają to nic takiego nie ma i teraz tego też nie ma. To były takie trzy dni dwunasty, trzynasty i czternasty maj.
Trzy dni pod rząd takie były te światełka tak właśnie świeciły, świeciły i później to zniknęło. Nie ma tego. Więc też nie wiem, jak to odbierać. No ale jest to dla mnie dziwne, bo wcześniej przed tym czasem to też się nie pojawiało, nie było tego. Tam może w nocy przejechać jakiś samochód, widać, bo to tam na nagraniu jest tam jakiś samochód, jeszcze jechać, ale te światełka są na górze, nie na ulicy i one tak jakby w dwóch, trzech miejscach migały. To zawsze było jedno światło, tak?
Nie no tam widać tak, że tak jakby w trzech miejscach takie migające światełka były i to się nie rusza. To jest w jednym miejscu, to tak jakby w trzech punktach te światełka są. Ja podejrzewam, że na tym filmie mówię lepiej będzie widać, jak się ciemno zrobi, jak będzie ciemniej, bo to faktycznie, no, nie jest super jakość, tak? Ale jak jest ciemno, w ciemnym pomieszczeniu się ogląda, to lepiej to Wszystko widać. No ja tutaj postaram się troszeczkę ten film też w miarę możliwości obrobić, może jakieś kantry wyciągnąć, rozjaśnić, może po rozjaśnieniu będzie coś bardziej widoczne. Czy tam w pobliżu jest jakaś, nie wiem, jednostka wojskowa, jakiś obiekt? Nie, jest tylko stacja kolejowa. No ale tam nie ma takich tych świateł. Stacja kolejowa to raczej by chyba nie, nie emitowała takich świateł. No i też przyszło mi do głowy, że można wykluczyć drony. One tak mocno też nie świecą.
Ale drony przecież przemieszczają. Raczej nie stoją w jednym miejscu, prawda? Więc no dron też odpada, bo i to z mężem rozmawiałam, z mamą rozmawiałam i mama mówi, że no być może coś tam latało, bo mama mieszka na Bemowie z kolei też w Warszawie. I też jakiś czas temu gdzieś w nocy ona u siebie widziała jakiś. Ja nie wiem, czy ma jeszcze ma te filmiki.
Nagrywała i mówi, że coś było takiego, jakby się przesuwało. Też światło, ale tamto się przesuwało, poruszało się. A tutaj to, co ja nagrałam, to stoi w miejscu. Z tego, co ja się orientuję, to drony też świecą takim jednostajnym światłem, a tutaj nie. Tutaj po prostu obiekt miga tak, jakby, tak jakby był i znikał. Coś takiego.
Tak. Tylko że to stoi w miejscu. Nie, nie, nie przemieszcza się to w jednym miejscu. Stoi, świeci i gaśnie. Świeci. Stało. To teraz się nie pojawia. I to mówię. Wie pan, ja codziennie w nocy wstaję. Ja patrzę, obserwuję i tego nie ma. Tylko te trzy dni. Wtedy co ja wstawałam, to, to zaobserwowałam. Właśnie widziałam. Teraz tego nie ma. Na początku myślałem, że to mogą być starlinki, te satelity Elona Muska. No tylko że Starlinki nie byłyby chyba tak mocno widoczne na nagraniu z telefonu.
To jedno. I druga rzecz to nie wydaje mi się, że to było bardzo wysoko, wie pan? Bo to nie było tak jakby niebo, tylko to było tak jakby na wysokości tam drzewa są wprost, tak? I to tak jakby przez te drzewa prześwitywały i tam w górę. Ale jak są też te niżej takie, to tak jakby przez te drzewo. Więc to nie wyglądało tak. To było bardzo wysoko.
Czyli to źródło światła musiało być dosyć mocne i dosyć blisko się znajdujące, innymi słowy. Ja mówię, jeżeli jest ciemno, w ciemnym pomieszczeniu lepiej jest widać ten film. Bo jak ja patrzyłam też jak do pana wysłałam tego maila, no to faktycznie słabo widać, ale już jak jest ciemnieje, ciemniejsze jest pomieszczenie to wyraźnie widać te te światełka migające.
I to tyle jeśli chodzi o relację z Ożarowa Mazowieckiego. Teraz przechodzimy do prezentacji drugiej rozmowy, w której tym razem zawarte będą opisy kilku obserwacji UFO. Najwięcej miejsca wypowiadający się w tym nagraniu słuchacz poświęcił obserwacji UFO nad byłą jednostką wojskową w Rawiczu. Posłuchajmy.
Pozwoli pan, że się Panie redaktorze przedstawię. Nazywam się Jestem emerytowanym wojskowym żołnierzem Wojska Polskiego. Mam pięćdziesiąt osiem lat. Już mówię, jaką miałem, przeżyłem historię ja, mój syn i moja mama. Było to dwudziestego siódmego lipca dwa tysiące trzynastego roku, godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści. No rok dla mnie szczególnie pamiętny, bo w tym roku, w kwietniu tegoż roku zmarł mój tato. No i powiedzmy sobie, że tak co dwa tygodnie żeśmy się z siostrą wymieniali, żeśmy jeździli do mamy, no troszkę ją wspierać, prawda? I jak były jakieś zakupy tam zrobić. Ale do rzeczy. Zjedliśmy kolację.
To było z soboty na niedzielę. Pamiętny taki dla mnie, dla mnie dzień. Po kolacji mówię do syna: "Słuchaj, umyj naczynia, a tata tutaj zrobi porządek przy stole. Wytrzepie obrus." Wziąłem ten obrus. Wie pan, jak to po kolacji zawsze jakieś tam drobne okruszyny po chlebie, gdzieś, coś tego. Żeby wytrzepać ten obrus za okno.
Wychyliłem się przez okno i mimo woli spojrzałem, proszę pana, w niebo. Tak gdzieś tam, powiem, pod kątem dziewięćdziesięciu, może osiemdziesięciu stopni. I w pewnym momencie, proszę pana, tak jakby pan zobaczył na pomarańczowo, z tym że to był taki pomarańcz wpadający w czerwień, potężne okno, telewizor, kształt tylko że, że to było prostokątne, ale miało rogi zaokrąglone. I teraz proszę sobie wyobrazić, że dla mnie, jako dla byłego wojsk-wojskowego w pierwszej chwili myślałem, że jest to kabina śmigłowca Mi ośm. Wie pan, jak wygląda śmigłowiec Mi ośm? No mniej więcej się orientuję. I teraz, proszę pana, zapala się, zapala się ten kontur tej kabiny i momentalnie ten obiekt, proszę pana, zaczyna opadać pod kątem czterdziestu pięciu stopni.
Niesamowita szybkość. Naprzeciwko, z drugiej strony, po prostu naprzeciwko okien mieszkania mojej mamy znajduje się już dzisiaj nieczynna jednostka wojskowa. W odległości może sześćdziesiąt, sześćdziesiąt, siedemdziesiąt metrów jest kotłownia, która posiada pięciokondygnacyjny komin budowany w latach siedemdziesiątych. No, komin jest ceglany. Proszę pana, nie jest tak jak tradycyjne kominy okrągłe, tylko jest ceglany, wysoki. No to mówię na pięć pięter, o podstawie bloku, gdzieś mniej więcej pięć metrów na pięć. Także jest to spora budowla. I proszę sobie wyobrazić, że, że ten obiekt spadający pod kątem czterdziestu pięciu stopni wyrównuje lot i przelatuje nad tym kominem gdzieś na wysokości dziesięciu, piętnastu metrów.
Proszę pana, jako były wojskowy uczono nas obserwacji szczegółów danego statku powietrznego, czyli barwa, kształty, oznakowanie, oświetlenie, kierunek, prędkość przelotu. Próbowałem dostrzec jakikolwiek zarys tego pojazdu, tego statku. Proszę sobie wyobrazić. Nie udało mi się nic dostrzec. W tym momencie, kiedy to się to przelatywało nad kominem, to było w odległości ode mnie w prostej linii, dosłownie z sześćdziesiąt pięć do siedemdziesięciu metrów. Ja to widziałem wyraźnie. Jedyne, co mi się udało dostrzec, proszę pana, to.Więc to pod spodem tych obiektów dwa fasolowate, naprzeciwległe, prostopadłe do siebie oddalone otwory, które też się żarzyły na taki pomarańcz czerwień. Ale powiem tak: ja nigdy czegoś takich barwy kolorów pomarańczu nie widziałem. I tak w ten sposób to przeleciało ruchem jednostajnym później nad tym kominem. I proszę sobie wyobrazić, że za chwilę następny ten sposób przeleciało sześć obiektów.
Zdążyłem zawołać syna. Ja mówię: "Chodź, zobacz, spójrz, co tu się dzieje". Podbiegł do okna i syn jeszcze zobaczył cztery tego typu statki przelatujące. I jeszcze mamę zdążyłem zawołać, prawda? I mama jeszcze chyba tam jeden czy dwa widziała, jak to przelatywało. Wie pan, myśmy byli po prostu ja. To wywróciło mój pogląd na wszystko, co do tej pory widziałem, a pewne rzeczy, pewne zjawiska udało mi się z racji swojej pracy, służby widzieć. Natomiast powiem tak: jeden z tych obiektów nie miał tych charakterystycznych owalnych otworów pod spodem. W zasadzie to były takie fasolowate otwory, które żarzyły się na pomarańczowo. Jeden miał takie prostokątne otwory i wygląd tego kolor był taki jak palący się gaz. Próbowałem dostrzec spód tego obiektu czy tych obiektów, które przelatywały. No niestety, był tylko taki blady poblask. Nie można było dostrzec proszę Pana żadnych kształtów zewnętrznych tego obiektu. Wszystkie przeleciały bezpośrednio prostolinijne nad tym kominem, ale to było jeden za drugim. I tak jak któryś. Ponieważ słucham Państwa audycji, któryś z uczestników, którzy tam do Państwa dzwonił, też powiadał w ten sposób. Ruch był jednostajny, około czterdziestu, trzydziestu kilometrów nad godzinę, jak to przelatywało nad tym kominem. Natomiast nie przelatywały wszystkie razem, tylko po kolei, tak jakby ktoś otwierał kurtynę i to opadało, ale opadało pod kątem czterdziestu pięciu stopni bardzo szybko, wyrównywało lot. I ten komin na wysokości gdzieś troszkę z dziesięć, piętnaście metrów nad tym kominem przelatywało. Przelatywało, jeszcze to było widać z jakieś dwieście, trzysta metrów i ginęło. Nie ma możliwości, żeby to były chińskie lampiony. Nie ma takiej możliwości proszę pana, panie redaktorze. No chińskie lampiony chyba nie posiadają tych takich otworków, o których pan wspominał, takich takich obiektów.
Czasami pokazują samoloty myśliwskie. Jak startują z dopalaczami, to widać okrągłe w tyle dysze silników, które wyrzucają te gazy spalinowe, prawda? Natomiast te otwory przy tych samolotach są poziomo ustawione, a to było pod spodem tego obiektu. To były takie dosłownie fasole prostopadle od siebie odstawione i wszystkie cztery czy pięć obiektów miały te właśnie owalne, takie elipsoidalne pod spodem otwory, które żarzyły się podobnie jak ten ekran, który się najpierw zapalał, bo to tak wyglądało jakby po prostu, jakby pan zobaczył bardzo wysoko zapalony telewizor albo okno. Z tym, że naroża tegoż obiektu tego światła były zaokrąglone i to w momencie, jak opadało dosłownie bardzo szybko pod kątem czterdziestu pięciu stopni. No komin niech ma, że tak powiem, trzydzieści metrów wysokości plus jeszcze piętnaście metrów dodając to może było na wysokości też sześćdziesiąt metrów nad ziemią, w odległości ode mnie nie więcej jak siedemdziesiąt. Ja to próbowałem dostrzec.
I co ciekawe lipiec, godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści. W zasadzie powinno być jeszcze jakaś tam szalówka czy coś takiego. Proszę sobie wyobrazić. Noc była czarna, dosłownie, nie żadnej gwiazdy. I jak wyszedłem na zewnątrz, żeby jeszcze, że tak powiem, prześledzić to wszystko. Niesamowita cisza, cisza. Nawet, nawet komara nie było, żeby jakaś tam mucha czy coś zyknęła. Niesamowita cisza. Noc była wtedy bardzo taka upalna, przeładowana jakby jakimś gorącym dniem, takim po prostu powietrze takie było. Ale cisza niesamowita. Ten przelot tych obiektów. No widziałem ja osobiście tych obiektów było sześć albo siedem i jeszcze chyba trzy czy cztery widział mój syn, a dwa ostatnie, które przelatywały moja mama.
Dzisiaj już osiemdziesięcio ośmioletnia pani także. No było to dla mnie coś, co wywróciło mój pogląd na to, co do tej pory mi się udało zrozumieć, postrzegać. No, no coś niebywałego. Powiedzmy sobie sprawami UFO specjalnie nigdy się nie interesowałem.
No ale zawsze miałem gdzieś tam w podświadomości, że ponieważ wszechświat jest tak duży, że coś tam zawsze jakieś życie gdzieś może istnieć. Nigdy nie wykluczałem tego, ale to wywróciło moje wszelkie wyobrażenia. Nie wiemy, czy te, czy te obiekty zaobserwowane przez syna i przez mamę to były jakby te same obiekty, które pan obserwował, czy może, czy może to były jakieś nowe też się pojawiły.
Więc jeszcze dodam, że cała obserwacja mniej więcej trwała między cztery a pięć minut. Tak to wyglądało, wie pan, i czasami, jak pan spojrzy, samochody jadące z odległości na autostradzie w odległości dwieście, trzysta metrów jeden za sobą widać taki, taki szpaler tych aut. To nie było tak? Po prostu tak, jakby ktoś otwierał kurtynę i wypuszczał ją jakby z innej czasoprzestrzeni. Wie pan, tak to wyglądało, jakby zupełnie z innej czasoprzestrzeni. Powiedzmy sobie tak to i to tak manewrowało. I wie pan, ponieważ no z odległości siedemdziesięciu metrów to ja bym nie rozpoznał lampionu. No nie ma takiej możliwości. Nie ma takiej możliwości, wie pan, żeby to była świeczka zapalona czy coś takiego. To było ciepłe światło o barwie pomarańczowo czerwonej i takie jak gdyby zamknięte w sobie. Nie było, że ono dawało jakiś refleks czy tam oświetlenie otoczenia, w którym się to znajdowało. Rozumiem, że tutaj obserwacji tych obiektów nie towarzyszył żaden dźwięk?
Nie, cisza. Była totalna cisza. Nawet mówię, jak wyszedłem na dwór, żeby jeszcze, jak to mówią, przeżyć, to wszystko jeszcze raz, wie pan, było takie no, typowo takie jak.Parne, ciężkie powietrze jak przed burzą. Mimo że nie było deszczu, nie było burzy, nie było nic. Czasami w tej chwili mówi się o piorunach kulistych, o plazmie czy coś takiego. Nie, to były ewidentnie statki powietrzne. To był ewidentnie pięć czy sześć statków powietrznych. I później w relacjach tutaj różnych na YouTube można zobaczyć podobne obserwacje ludzi. Także, także no, no ja się z tym zetknąłem i jeszcze jedną obserwację miałem.
Obserwację, zdarzenie tegoż samego roku dwutysięcznego trzynastego, ale już we wrześniu. Z tym, że nie, nie z wieloma obiektami, tylko z jednym obiektem. To proponuję, żebyśmy do tego zdarzenia z września jeszcze wrócili później. A ja tutaj mam parę pytań odnośnie tej obserwacji z okolic jednostki wojskowej.
Czy to się działo jakoś blisko zabudowań mieszkalnych? Proszę pana, więc w miejscowości Rawicz przy ulicy Piłsudskiego jest szpital, yy, szpital miejski i budynek, w którym mieszkają były personel szpitala. Bo dziś to ludzie, ci tam, którzy zamieszkują, już są ludźmi starszymi, ale jest ulica dwupasmowa, no i w odległości od, od budynku tam mamy, w którym mama mieszka. No jest ogrodzenie i jest, są budynki po byłej jednostce wojskowej.
Natomiast mówię najbliższy budynek, a szczególnie ten, którego to dotyczyło, to była kotłownia, która do dziś dnia posiada komin. No, komin jest wysokości około trzydziestu metrów, z cegły, murowany w latach siedemdziesiątych, bo to jeszcze jako młody człowiek pamiętam, no gdzieś pięć na pięć. No, także jest to dosyć, dosyć spory obiekt i nad tym się wszystko nad tym odbywało. Mówię, powiem jeszcze więcej, że na przykład w ciągu dnia później robiłem taką wizję lokalną.
Próbowałem umiejscowić, skąd te obiekty, z jakiej wysokości one nadlatywały. No to przypuszczam, że około dwóch tysięcy metrów. Mhm, yy, bo tak mi się nasunęło, że gdyby to były jakieś, nie wiem, testy wojskowe, to chyba by urągało jakoś zasadom panującym, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.
Panie redaktorze, yy, samolotom wojskowym w czasie pokoju nie wolno latać nad obiektami zurbanizowanymi, czyli miasta, miejska, wsie. Chyba że, że są garnizony lotnicze tam gdzie załóżmy samochody, samoloty podchodzą do lądowania do swojej bazy, to tak. Natomiast-- i to mają wyznaczone korytarze. To nie tak, że one sobie gdziekolwiek latają, gdzie chcą. To są korytarze podejścia.
Nie ma takiej możliwości, żeby to była jakaś, jakiś, jakiś tam lampion czy coś takiego, bo, bo, bo wie pan, no, w tym momencie, kiedy ja to widziałem, ja od razu wiedziałem, że jest to coś, co nie jest zrobione ruską ręką, że ta technika nie pochodzi z Ziem. Coś niebywałego.
Jednostka została zlikwidowana dwadzieścia lat temu. Także już w czasie. W tym czasie, kiedy działo się to zdarzenie, już tam jednostka nie funkcjonowała. Zostały, że tak powiem, obiekty powojskowe, obiekty koszarowe, hangary, kotłownia, infrastruktura, która już dzisiaj jest wykorzystywana po prostu, no, ludzie tam działalność gospodarczą prowadzą, ale powiedzmy sobie to, to, to, to już było po działalności. Już jednostka w tym czasie nie istnieje.
Czyli raczej mało prawdopodobne, żeby tam jeszcze jacyś świadkowie mogli się znaleźć. Proszę pana, yy, rozmawiałem, na dole funkcjonuje pogotowie i rozmawiałem z takim swoim znajomym, więc on to też widział. Też to widział. Z tym że on to mówił, że widział jeden czy dwa lampiony, ale to lampiony niech były. No bo wie pan, no ja wiem, jak lampiony wyglądają, to manewrowało z taką prędkością podchodzenia. Ja powiem tak w pierwszym momencie, kiedy ja zobaczyłem ten pierwszy wylot tego jak gdyby tak zza kurtyny, jakby ktoś kurtynę otworzył i z taką prędkością opadało, proszę pana, no nie pę-- powiedziałem, rozpierdoli się o ziemię, bo z taką prędkością szło. To było no, niesamowite. Wie pan, żadna technika czy samolot, czy dron nie byłby w stanie wykonać takiego manewru. Nie, nie byłby w stanie wykonać takiego manewru.
Oczywiście rozumiem, że tutaj nie udało się panu jakby znaleźć żadnych śladów na ziemi, bytności tych obiektów. No, wie pan, to przeleciało, przeleciało gdzieś na wysokości, jak komin ma, mówię, gdzieś około trzydziestu metrów, z piętnaście, dwadzieścia metrów nad tym kominem, a w prostej linii ode mnie to było w granicach sześćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć do siedemdziesięciu metrów ode mnie. No, to jest s-s-siedemdziesiąt metrów, powiedzmy sobie, to jest stosunkowo wielka odległość. To jest blisko, to jest blisko.
I co ciekawe, mówię, ja próbowałem dostrzec kształt tego obiektu. No niestety, tak czarna noc była, że, że z tej odległości nie byłem w stanie rozróżnić tego kształtu. Jedynie te przy każdym obiekcie były pod spodem owalne otwory, które żarzyły się też takim pomarańczowo-czerwonym odcieniem.
Natomiast jeden zamiast tych owali miał takie prostokątne szczeliny i z tych szczelin, tak wie pan, tak była poświata jak palący się gaz niebieski, tak, tak, w ten sposób. No i troszeczkę tam było widać, jak to mówią, coś pod spodem, tak jakby to było lekko tak za- przykryte w mgle, w parze jakiś tam spód tego obiektu, ale nic więcej. Nic więcej.
Obiekty przelatywały tak jak po sznurku, jeden za drugim, ale kolejno, gdzieś z prędkością około trzydziestu, czterdziestu kilometrów. Potem jak już wyrównał lot, to tak przechodziły nad tym kominem jak po sznurku. I tych obiektów było sześć, siedem. Tutaj jeszcze nasuwa mi się takie pytanie odnośnie rozmiarów tych obiektów, bo panu udało się przynajmniej jakby tę świetlną ich część, że tak powiem, yy, zauważyć.
Jak oceniłby pan rozmiary tych- No ciężko mi powiedzieć... Tak około piętnastu metrów średnicy mogło to mieć. To uwzględniając już te, yy, również te światełka, te, te obiekty, te takie fasolkowe. To były- Te światełka tuż pod nimi. Tak jak gdyby dysze silnikowe, ale to było od spodu, po prostu od spodu.To nie było poziomo ustawione, tylko to był od spodu całkowicie tak jakby pan pod spodem pod-podłogą samochodu dosłownie miał tam zamiast rur tylko takie okrągłe fasolowate otwory, które po prostu tym pomarańczem. No, no, no, no. Przy tym przelocie to było widać, bo ja zwróciłem na to uwagę. Próbowałem dostrzec jakieś kształty, zarysy czy jakieś oznakowanie, czy jakieś szczegóły. Nic, tylko były te przy sześciu czy tam pięciu tych fasolowate, takie prostopadłe, do siebie ustawione w poprzek oczywiście tego pojazdu, tego statku, te, te, te otwory.
A jeden miał właśnie prostokątne. I to zauważyłem właśnie tą jedną subtelną właśnie różnicę, że jeden miał inne takie właśnie te otwory, że były prostokątne i w tym obiekcie to się świeciło tak jak palący się na niebiesko gaz. Taki wie pan, światła niebieskie.
Pojawienie się tych obiektów i ich obserwacja musiały chyba wywrzeć niemałe wrażenie na panowie, na synu oraz mamie. Zmieniło cały mój pogląd do tej pory. Wie pan o różnych zjawiskach, o różnych tych nawet mówiąc w pierwszej chwili, bo tam mówiło się o tej plazmie, o tych kolumnach, kolumnach kulistych, gdzieś tam czasami przed burzą jakieś wyładowania.
Natomiast no to manewrowało, wie pan, to, to, to było widać, że to jest sterowane inteligentną siłą rozumu. Czy może rozmawialiście później jakoś o tej obserwacji? Dzieliliście się jakimiś swoimi spostrzeżeniami? Może syn albo mama mają jakąś interpretację, co to mogło być też wartą rozważenia.
Mama przeszła do porządku dziennego jako starsza osoba z synem. Syn dziś też jest oficerem Wojska Polskiego. Wie pan, my żeśmy rozmawiali jeszcze na te tematy, ale no później, jak to mówią, temat się urwał. Już więcej żeśmy do tego nie przechodzili.
Natomiast w 2016 roku jeszcze udało mi się nagrać film z aparatu telefonicznego, będąc w pracy w ciągu dnia. No i powiem tak, też mi się udało nagrać. To znaczy dzisiaj oglądałem na Państwa stronie tam jedną z audycji, gdzie ktoś, jakiś młody człowiek, małżeństwo w Niemczech polskie nagrywało obiekt nad lotniskiem, gdzieś tam przy pobliżu podejścia do lotniska. Nie wiem, czy pan kojarzy. Kojarzę, kojarzę, coś mi, coś mi świta chyba, o którą relację chodzi.
No to była dosyć, wie pan, ja w tej chwili nie powiem, ale nagrywał chyba też z telefonu czy z kamery obiekt, który tam się pojawiał i też był podświetlony właśnie tak, takim eliptycznym światłem. No i dosłownie później ten film, który nagrałem, przetworzyłem w zwolnionych obrotach ten slow motion. No i proszę pana, mam, mam zdjęcia z tego zrobione, więc jest identyczny obiekt. Z tym, że mam, mam pięć czy sześć tych obiektów. Mam cztery zdjęcia, także też ciekawa rzecz, ale to już było trzy lata później.
Czy możemy przejść teraz do tej drugiej relacji, do tej historii z września? Bodajże, z tego, co pamiętam. Był to wrzesień tego samego roku 2013. Ponieważ mieszkam w małej miejscowości pod Olsztynem, poszedłem na grzyby. Wziąłem rower i pieska. No i w taki młodnik, w taki młodnik brzeziny, gdzie mogą kozaki rosnąć, prawdziwki żeśmy weszli. Był to gdzieś termin siódmy, ósmy września, dziewiąty września. Także, także grzyby. Jeszcze grzybki się, się zbierało w tym czasie.
No i proszę sobie wyobrazić ten młodnik się kończy, przechodzi w starszy las sosnowy. Drzewa jak to drzewa. Piesek przy mnie idzie na smyczy. Miałem wtedy pieska z rasy husky i w pewnym momencie słyszę, że zbliża się jakiś świst, świst, szum, świst. I ten świst przechodzi w ryk, w potężny hałas, tak jakby po prostu silnik odrzutowy na mnie leciał.
W pierwszej chwili wie pan, aż się-- wie pan, człowiek jak coś na niego leci i jest potężny, potężny huk, to się stara przygiąć. Powiem sobie tak pies w tym momencie przywarował do ziemi, w zasadzie się położył. Ja byłem zszokowany. W pierwszej chwili myślałem, zdałem sobie sprawę, że może mnie jakiś ptak atakuje z gałęzi jakiś jaszczur czy tam wrona, czy jakaś sowa, wie pan, bo to tak taki był szum. Ale później zrobił się ryk, potężny ryk jak ryk silnikowy. W pewnym momencie doznałem takiego uczucia lęku, lęku, autentycznie lęku. Proszę pana, coś przeleciało w odległości półtora do dwóch metrów ode mnie i kątem oka, jak się obróciłem do tyłu, to zauważyłem metaliczną kulę wielkości piłki golfowej o barwie takiej szaro metalowej, matowa w zasadzie chyba. I momentalnie znikło.
Ale zjawisku temu wie pan, ja las znam. No nie boję się lasu, bo też trenuję, biegam i nawet w godzinach późnowieczornych się nieraz człowiek tam wybrał na ten trening, więc nie było żadnego lęku. Ale w tym momencie odczułem po prostu lęk. Pies dosłownie przywarował do ziemi, mimo że był na smyczy, upięty do roweru, przypięty. Przywarował, no do takiego zachowania zwierzęcia ja nigdy nie widziałem. I lęk. Więc w tym momencie, kiedy to dokonało się to zjawisko czy czym prędzej, jak to mówią, z tego lasu wyszedł. No była to-- tak mi się wydawało. Miałem takie wrażenie, ponieważ to były ułamki sekundy- kula wielkości no dosłownie piłki tenisowej o barwie szaro metalowej. I to znikło. Przeleciało gdzieś w odległości półtora, dwa metry ode mnie i jak tylko mnie minęło, zniknęło. Tak to wyglądało.
To było w tym samym roku, kiedy widziałem te obiekty przelatujące w Rawiczu. Natomiast tam w tej chwili druga zdarzenie miało miejsce tutaj w Olsztynie. Także no. No więc to-To w tym samym roku, a w 2016 roku nagrałem film z telefonu, bo widziałem też obiekt jeszcze do kolegi.
Mówię popatrz, ni to samolot, ni to co. I to się też dosyć na dużej wysokości utrzymywało. I dopiero później, kiedy zrobiłem to, że tak powiem, do komputera i z komputera wprowadziłem ten program slow motion, spowolnienie klatki, no to wtedy wyszło co się pokazało. No ten film mam do dziś dnia i zdjęcia z tego.
Zapomniałem zapytać przy tej pierwszej relacji, przy tej drugiej czy obiekty z tych zdarzeń jakoś nie wiem, wywierały jakiś wpływ na otoczenie. Może przy tej pierwszej relacji to nie, ale czy, czy ten obiekt wielkości piłki golfowej czy tenisowej, czy on jakoś wpływa na otoczenie i czy poza tym dźwiękiem towarzyszyły jakieś inne zjawiska? Wie pan, ja się szybko wycofałem z lasu. Huk był potężny. Dosłownie. Wie pan, tak jak obywatelsko powiem, jakby pocisk artyleryjski koło pana przeleciał. No nie, nie można tego pomylić z jakimś polowaniem, ze strzałami czy coś, bo w tym rejonie polowania nie są prowadzone, a najbliższa strzelnica, proszę pana, jest około pięciu kilometrów od tego miejsca.
Jest to strzelnica myśliwska, także nie było możliwości, żeby to był jakiś, że tak powiem, zabłąkany pocisk i to w innym kierunku. No i pomijając już to, że trudno mi wyobrazić sobie pocisk, który byłby w stanie wygenerować tak głośny huk no.
To był, to był, to był-- po tym szumie to tak jak silnik, silnik samolotu odrzutowego. To był niesamowity huk po prostu, który w ciągu chwili zniknął, wie pan. Natomiast po tym całym zdarzeniu, żeby, żeby nie sugerować, że jakaś burza czy coś takiego, nic takiego to było wrześniowe popołudnie koło godziny 16 w pół do piątych. Rozumiem, że pan nie sprawdzał, czy może na jakimś, na którymś z drzew, czy na jakiejś innej roślinności zostały jakieś ślady po przelocie tego obiektu. Po prostu pan się uoknił.
To było granica lasu i pól. Granica lasu przy wejściu do lasu z młodnika. Po prostu młodnik przy polu i wchodziło się w las głębszy także później, jak to mówią, kąt prosty, ściany lasu i pole. Także to przeleciało w kierunku pola, wie pan. No przede wszystkim przeraził mnie ten, ten huk, ogromny huk, tak jakby ktoś odpalił silnik rakietowy, silnik samolotowy, wie pan coś takiego i to zaraz znikło.
Natomiast wygenerowało to naprawdę powiem no, lęk, lęk. No nie wiem, czy pan był kiedyś przy silniku samolotu samolotowym, jak, jak jest uruchamiany ten silnik. Nie miałem jeszcze sposobności niestety, chociaż niestety albo na szczęście zależy jak na to patrzeć.
No, no, no także, także no takie historie miałem. Gdybyście państwo chcieli, no to ja ewentualnie no zrobię zdjęcia z tego filmu, prześlę tam do państwa. Oczywiście może pan nawet sam ten film przesłać, chociaż jeżeli pan woli zdjęcia bądź jakieś zrzuty ekranu, to też jak najbardziej się przydadzą. Trzeba by to było na ten film oglądać na zwolnionej klatce i to powyżej sześćdziesięciu klatek na sekundę. I wtedy widać różne manewry jeszcze tych obiektów. Wie pan, mam zdjęcia. Zdjęcia są niewiarygodne po prostu. No jak, jak pan by to zobaczył, te zdjęcia to dosłownie są-- te obiekty są podobne do tego programu, które państwo tam macie. Ktoś, jakieś młode małżeństwo, które w Niemczech mieszkało, gdzieś tam też z mieszkania nagrywało, gdzieś tam w podejściu do lotniska właśnie takim.
No kojarzę, bo to chyba, chyba nawet w tej audycji robiłem zbliżenia, żeby bliżej było widać te obiekty. Tak, tak, tak, tak. Tak, kojarzę. No tak, to tak to wygląda. I co ciekawego, że, że pojawia się pod tym obiektem światło tak jakby to była plazma, wie pan, no, no jakaś energia, która ten, ten obiekt utrzymuje w stanie, że tak powiem, tej lewitacji. No można też pospekulować, że to, to był obiekt matka i z niego wyleciało coś mniejszego także.
Mniej więcej na moim filmie, na moich zdjęciach, proszę pana, widać na dwóch zdjęciach tak jakby jeszcze oprócz tego obiektu były dwa mniejsze obok, tak jakby mu towarzyszyły jeszcze wie pan, dwa, dwa inne obiekty, mniejsze, ale już bez żadnego oświetlenia. Widać to na zdjęciu dwa ciemne punkty, tak rozrzucone obok. To jakby mu pan podesłać ten, ten film oraz najlepiej jakby pan podesłał film razem z tymi ze zdjęciami zrobionymi z filmu z klatkami. To na pendrive'a bym musiał prosić o przesłanie. No ale jest to, jest to możliwe do zrobienia. Natomiast no, no byście państwo musieli sobie to później na zwolnionej klatce jakoś program grać, bo te programy, które można tutaj nie wszystkie, nie wszystkie z określoną prędkością działają i nie zawsze można pewne szczegóły dostrzec, nie.
Wspomniany w nagraniu materiał filmowy oraz zrobione z niego zdjęcia zostały podlinkowane w opisie tej audycji na YouTube oraz w naszym archiwum podcastów na www.paranormalium.pl. Po krótkiej przerwie wysłuchamy ostatniej przygotowanej na dziś rozmowy. Zostańcie z Radiem Paranormalium. Ufo Relacje.
Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Powoli zmierzamy do końca tego wakacyjnego i gorącego niczym tegoroczne lato odcinka podcastu Mówią świadkowie. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy rozmowy ze słuchaczem, który podzielił się obserwacjami UFO z całego swojego życia. Zapraszam do słuchania.
Pierwsza relacja. Byliśmy na wakacjach. Ja byłem wtedy jeszcze małym dzieckiem. Miałem tak około siedmiu lat. To był mniej więcej dziewięćdziesiąty rok. Byliśmy na wakacjach niedaleko Białegostoku, w zasadzie bliżej Łomży. I wyglądało to mniej więcej w ten sposób, że moja rodzina, w zasadzie moja mama, ja i brat, mamy koleżanka też z dwójką dzieci i mamy siostra. Byliśmy bez, bez, bez ojców tam.
I generalnie wyglądało to tak, że mama z bratem zobaczyli coś takiego jak zachodzące słońce, taką czerwoną kulę nad lasem. To już była dość późna godzina, więc raczej słońce to nie było. Wszyscy się zbiegli dookoła zobaczyć co to jest i zaczęli wtedy świecić latarkami. W tym momencie to w jednej chwili jakby przemieściło się dwieście metrów w stronę ich wszystkich. No ja wtedy akurat spałem w namiocie. Przemieściło się to z bardzo dużą prędkością około dwustu metrów i zatrzymało się sto metrów od grupy obserwującej to. W tym momencie wszyscy się zerwali jakby z takiego, bo byliśmy pod namiotami. Tam obok mieszkała wujenka, w takim starym domu ze strzechą jeszcze na dachu. W pierwszej chwili chcieli uciekać tam, ale przypomnieli sobie, że ja śpię w namiocie, więc mama wróciła po mnie. W tym momencie jakby zostałem obudzony. Dołączyłem do tej historii w momencie, kiedy wujenka, po pustej fili, bo to starsza kobieta, wpuściła nas do domu. Wszyscy rzuciliśmy się do okna zobaczyć, co to jest. Ja byłem bardzo ciekawy. Faktycznie, to była taka kula.
Wyglądało jak wychodzące słońce czerwone. To już się chowało, jakby cofnęło się z powrotem te dwieście metrów i chowało się za las. Z tego, co rozmawialiśmy później o tym i w ogóle już nie raz rozmawialiśmy w rodzinie, to zareagowało na świecenie latarką tak? W jednej chwili po prostu gwintnie oko się przemieściło dwieście metrów. Wszyscy się przestraszyli tego zjawiska. No i uciekliśmy do tego domu, tak? Wujenka spojrzała przez okno i powiedziała. Oznajmiła wszystkim spokojnie, że to jest znak, że będzie wojna. To było takie pierwsze zdarzenie.
Czy udało się może dostrzec komuś tam ze świadków detale jakieś tego obiektu, czy to, czy po prostu wszyscy widzieli jakby coś, co przypominało takie jednolite słońce zachodzące? Z tego, co ja też słuchałem na Radiu Paranormalium, dużo świadków właśnie opisywało podobny obiekt. Typowa czerwona kula wychodząca, wyglądająca jak zachodzące słońce. Tylko z tym że myśmy, ja osobiście widziałem to już z domu.
Jak to się chowa za las, tak? Mama, brat, znajomi rodziny twierdzą, że to się przemieściło dosłownie w ciągu, w ciągu sekundy około dwustu metrów w ich kierunku. Ponieważ oni świecili latarkami, jako to coś im najbardziej tak obrazowo po prostu wyglądało jak takie czerwone zachodzące słońce, tak? A do czego mógłby pan porównać wielkość tego obiektu?
Proszę pana, no tak, to jest mówię. Jak my byliśmy w domu, mieliśmy sto metrów jakby do drogi, czyli do miejsca, do miejsca, gdzie zatrzymał, zatrzymał się, zatrzymała się ta kula plus dwieście metrów do lasku, tak? To tak dzisiaj, tak jak się zastanawiam nad tym, myślę, że ta kula mogła mieć średnicę jakichś dwudziestu, trzydziestu metrów. Taka dość, no dość sporych rozmiarów, tak? Może przesadziłem, może bardziej piętnaście, dwadzieścia dość sporych rozmiarów raczej.
No to, tak czy siak, to dosyć duży obiekt. Tak. Jeszcze, co ciekawe, bo oczywiście rano to był temat numer jeden. Jako dzieciaki ruszyliśmy tam w tą stronę. Oczywiście coś jest za lasem, tam nic nie znaleźliśmy, ale przy drodze było położone zboże. Tak? Oczywiście nie obserwowaliśmy, że są to jakieś kręgi czy nikt o tym nie słyszał, ale ewidentnie była pszenica położona w miejscu, gdzie to się zatrzymało, tak? Przy drodze było widać, że w polu jest jakby wymieciona ta pszenica. To było, cały czas było w powietrzu, to nie jakby nie lądowało, tak?
I po prostu wydaje mi się, że musiał być jakiś, nie wiem, być może jakaś energia po prostu, która położyła te zboże. Drugi raz miałem okazję zaobserwować, jak już miałem sam syna. Mieszkałem wtedy na dolnym Mokotowie, w okolicach Łazienki...
Łazienek Królewskich, czyli Karlina. To była sobota, tak mniej więcej gdzieś koło godziny drugiej w nocy, wtedy już syn spał. Myśmy sobie z partnerką wtedy siedzieliśmy, rozmawialiśmy. To był na pewno weekend. Paliłem papierosa w oknie.
Zwróciłem uwagę, że przemieszcza się pięć jakby takich obiektów. Pięć, może więcej, już nie pamiętam dokładnie. Jeden za drugim, ale to było tak, jakby one wlatywały znad Łazienek Królewskich. Przemieszczały się bardzo powoli, bez żadnego dźwięku. To było lato. Miałem szeroko otwarte okno w kierunku Placu Unii Lubelskiej. Ja poprosiłem swoją partnerkę, żeby spojrzała przez okno, co to jest. Też stwierdziła, że to jest coś innego. Nie były to na pewno żadne lampiony, tak? Nic takiego. To było tak, jakby wyglądało. To też troszkę, jakby tam był jakiś ogień, tak? Się palił. Ale to było zdecydowanie coś innego, ponieważ lampiony nie leciałyby idealnie za sobą na wietrze. Chyba że byłoby to powiązane z jakąś linką, tak? Obudziliśmy też babcię, żeby zobaczyła co to jest. Przymiataliśmy się przez jakieś może dwie minuty i powoli jeden po drugim to zaczynało powoli przygasać. I jakby przygasło i zniknęło nam z oczu, tak? A kiedy doszło do tej obserwacji? Już mówię, to mniej więcej dwa tysiące dziewiąty rok. Lato. Trzecia sytuacja. Też wtedy jeszcze dziwi mnie, wtedy to mi się bardziej wydawało jako obiekt UFO.
Tak, jest bardzo zdecydowanie. Mój syn miał wtedy chyba osiem lat, już. W tej chwili ma czternaście. Ćwiczył piłkę nożną na Legii. Często, jak wracałem z pracy, chodziliśmy na pobliskie boisko grać w piłkę tenisową. Tak, ja stałem nad bramką.
On strzelał i w tym momencie syn mówi Tata, co tam jest? Ja spojrzałem na niebo, a to było w zasadzie wtedy byliśmy u mojej mamy, czyli to było już Górny Mokotów, okolice Woronicza. Telewizja. Faktycznie, na niebie był obiekt nieruchomy, nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Na jakiej wysokości? Ja myślę, że to mogło być jakieś sześćset, maksymalnie siedemset metrów. No dość nisko, aczkolwiek nie za nisko, tak? Obiekt się w ogóle nie poruszał. Jedna część jego kręciła się jakby wokół własnej osi, ponieważ odbijał się blask, blask światła słońca. To było ewidentnie coś dziwnego.
To jest też tak, że w pobliżu Okęcia przez jakiś czas obserwowaliśmy syna, ale tylko żeby grać w piłkę. To na pewno było coś dziwnego, tak? Tym bardziej że tak jak mówię, zastanawiało mnie to, że obok jest Okęcie.
Obiekt wysoko na niebie, nieruchomo. Nie był to ani śmigłowiec, ani jeden samolot, ani nic, cokolwiek w życiu widziałem z obiektów latających tak? Takich normalnych. Więc to było też takie dość, dość, bardzo ciekawe. Jak ten obiekt wyglądał? Jeszcze raz mógłby pan tutaj opisać, bo chyba mi to gdzieś umknęło. To był jakiś obiekt taki sprawiający wrażenie dwuczęściowego?
Znaczy to było tak, jakby on był dwuczęściowy. Górna część jakby się obracała wokół własnej osi i odbijała promienie słońca.To znaczy nie był to konkretny spodek, tak? Ale coś tak mniej więcej mam to bardziej obrazowo określić. Wyglądało przykładowo jak czujnik, czujnik dymu odwrócony tak jak czasami się widzi w opulowych pokojach, pokojach. To nie był taki typowy spodek, tak że on był dość duży talerz. To było takie coś bardziej zwarte.
Coś takiego, tak? Bardziej jakby wrzecionowatego, tak? Coś, coś, coś, coś w tym stylu. I był taki metaliczny, metaliczny blask, tak? Jakby było z metalu, tak mi się wydawało. No, że odbijało promienie słoneczne, zwłaszcza ta górna część, górna część, która się kręciła, tak więc ewidentnie widziałem, jak ona się po prostu-- znaczy ja tak przypuszczam, że ona się kręciła, ponieważ tak odbijała co chwilę promienie słońca i według mnie to się kręciło. No, obserwowaliśmy to przez jakieś nie wiem, trzy, cztery minuty.
Potem wyrazialiśmy z synem. Ja jeszcze patrzyłem co jakiś czas. To miejsce w ogóle się nie ruszało. Cały czas wisiało w jednym punkcie i później, za którymś razem spojrzałem już, już tego obiektu nie było. No więc więc takie coś to jest dość ciekawe.
Z kolei dwa lata temu, dwa? Trzy lata temu pojechałem do Francji do pracy. No i tam powiem szczerze, już miałem jakby troszkę, troszkę więcej spotkań z tym przez te, przez te trzy lata, ponieważ ja mieszkałem w regionie alpejskim, niedaleko Lyonu, jakieś czterdzieści kilometrów. Są takie góry zalesione, takie góry, lasy, tak?
Taka dość, dość taka po prostu francuska wieś typowa. I powiem szczerze, pierwszy raz zaobserwowałem obiekt, kiedy jeździłem tam quadem, zatrzymałem się na takiej górce. Ona się nazywa Mont Broli. To była taka szarówka już. Ja sobie tam siedziałem na ławce, paliłem papierosa. Yyy, tam często lotem jakieś samoloty, także myśliwce wojskowe. W ogóle z natury lubię patrzeć w niebo, tak? Umieszczał się obiekt-- w pierwszej chwili myślałem, że to jest samolot, który po prostu świeci światłami w moją stronę, ale on przeleciał mi praktycznie nad głową, bezdźwięcznie.
To było jakby po prostu światło, tak? Taka kula jasnego światła, która przeleciała, można powiedzieć praktycznie mi nad głową na wysokości może czterystu metrów, nie więcej. Dość sporych rozmiarów. Z daleka by mi się wydawało, że to jest samolot, który leci po prostu i świeci światłami w moim kierunku. Całkowicie bezdźwięcznie, bez dźwięku żadnego. Przeleciał sobie, poleciał w swoją stronę. Na pewno to było coś dziwnego, tak? Nigdy czegoś takiego nie widziałem, więc to też była dość ciekawa obserwacja. Jeszcze miałem jedną historię, tę ze Francji. Ponieważ ja po tym pierwszym spotkaniu wypytywałem ludzi generalnie, czy ktoś widział coś takiego, tak? Więc tam generalnie w okolicach tej górki często właśnie widać jakieś takie dziwne światła.
I powiem szczerze, że któregoś weekendu mieszkałem na wsi. Tam jest tak, że o godzinie dwudziestej trzeciej włączają wszystkie latarnie. Robi się całkowicie ciemno, pięknie widać niebo, a nawet widać gołym okiem Drogę Mleczną. Bo mieli na czymś w nas z kraju. Więc co wrobiłem wziąć psy i po tej dwudziestej trzeciej sobie pójść z taką fajną polną drogą. Miała ze dwa kilometry na długość. Potem z powrotem do domu to po prostu pochodzić. Pieski biegały, ja sobie chodziłem, patrzyłem i już niebo. To był mniej więcej ten okres jak pan Elon Musk wystrzelił satelity, tak? No nie wiem, kiedy to było. Mniej więcej ze dwa lata temu chyba i to było dobrze po dwudziestej trzeciej. Pierwsze co mi się tak jakby kojarzyłem, tak pierwszy rzut oka. Pierwsze co mi się rzuciła-- linia gwiazd tylko jedna przy drugiej, tak?
Powiedzmy mam to wizualnie w odstępie sto centymetrów. One mi się wyłaniały zza gór, tak? To była strasznie długa linia. Ja myślałem w ogóle, że to są po prostu w pierwszej chwili satelity, tak? Ale później to sprawdziłem. Jeszcze do tego dojdę. To wyglądało mniej więcej tak, że one się wyświetlały jakby zza góry. Ja byłem jakby w takim wąwozie z lewej strony miałem dużą górę, z prawej strony miałem dość zdecydowanie większą, taką ponad tysiąc dwieście metrów. To ja byłem tak jakby w wąwozie, w dolinie. W momencie, kiedy ja to zaobserwowałem, jakby to już wszystko trwało, tak? Ja zacząłem się przyglądać i w pewnym momencie ta jakby gwiazda prowadząca, czyli powiedzmy załóżmy pierwsza, dochodziła do pewnego momentu nieba, przygasała i znikała. Każda była jakby w centymetrze o-- był jeden centymetr odstępu. Następna idealna linia prosta jak przy linijce, gdzie w końcu po jakichś dziesięciu minutach zadzwoniłem do kolegi, który mieszka dziesięć kilometrów dalej i czy może ją to widzi od siebie. Niestety tego nie widział i później patrzyłem no to jeszcze może ze dwie, trzy minuty. I ostatnia jakby ta gwiazda, ten obiekt jak każda jedna miała odstępy około centymetra, miała odstęp trzy centymetry i wszystkie znikały w tym samym miejscu. Wlatywały, bo do pewnego momentu przygasały, przygasły i znikały.
Ja myślałem, że to są te satelity, ale jak sprawdziłem to zupełnie niepodobne do tego, co mamy na YouTubie, w internecie. Być może się mylę. Nie jestem pewien na sto procent, ale na osiemdziesiąt procent to było-- to było coś, coś zupełnie innego. Patrzyłem także w internecie pokazują, jest około sześćdziesięciu sztuk tych satelit, tak? No tam było zdecydowanie więcej. Ta obserwacja trwała kilkanaście minut. Filmiki nie są duże jak, jak, jak trzy minuty.
A jakie wtedy były warunki pogodowe? Czy panowało jakieś zachmurzenie? Czy niebo było czyste, czy te-- czy, kolokwialnie mówiąc, czy te obiekty miały się zaczęły mięskować, krótko mówiąc. Nie, nie miały, nie miały, ale ja miałem piękny widok, bo po prostu piękne, gwiaździste, gwiaździste niebo. Nie było żadnych chmur. Były, jakby latały do pewnego momentu nieba, delikatnie przygasały i dokładnie w tym samym miejscu zawsze ten obiekt znikał, bo to była całkowicie idealna linia, jakby narysowana przy linii. To było po prostu w pierwszej chwili co zobaczyłem, to zdębiałem. W ogóle zapomniałem, że mam psy, tak?
No dość długo to trwało. Powiem panu, że to wyrwało-- wywarło na mnie największe wrażenie z tego, z tego co widziałem tych wszystkich obiektów. Raczej nie obstawiam, że to były satelity. Rozumiem, że we wszystkich tutaj przypadkach przez Pana opisanych nie było żadnych dźwięków, nie było żadnych jakichś dziwnych odczuć po stronie Pana bądź innych świadków. Nic? Nie, nie, znaczy wiadomo, w pierwszym przypadku był lęk, tak? Wszyscy byli po prostu przerażeni tą sytuacją.
No to naturalne- Do tego stopnia, że mama jakby zapomniała mnie zabrać w namiot, to musiała się wrócić sama po mnie. Wszyscy byli przestraszeni. Jedyna osoba, która się nie bała, to była wujenka, która spokojnie oznajmiła, że to jest znak, będzie wojna.
Ale to leciwa, leciwa osoba, więc jakby no do tego podeszła dosyć, byli bardzo zsztręśnięci tą sytuacją. Tak, to był temat, temat numer jeden przez najbliższe kilka dni. Zresztą przy każdych spotkaniach rodzinnych też jest to czasem wspominane, więc-Znałem tą historię już sto razy, jakby z pierwszej ręki.
No, jeżeli ona pamiętała, jeżeli ona pamiętała-- żyła na tyle długo, żeby pamiętać czasy przed II wojną światową, to przed II wojną światową też tam jakieś widziała. Ponoć kilka dni przed wybuchem były obserwowane na terenach naszych polskich także no całkiem, całkiem chyba uzasadnione, można powiedzieć przypuszczenie z jej strony.
Myślę, że ma to sens. Myślę, że ma to sens. Wiecie jak mówię, na pewno słuchacze będą się zastanawiać, że prawdopodobnie jestem onim ostatnim, ostatniej relacji z Szklanki. Że to będą satelity, tak? Ale ja mówię, ja to później przeglądałem w Internecie, jak to mniej więcej wygląda. Jak się przed rozmową też jakby przyglądałem, widziałem naprawdę zupełnie co innego. One po prostu przelatują, one nigdzie nie znikają. Yyy, jakby rozstaw tych satelit jest nierównomierny. One nie są w linii prostej i mają różne odstępy od siebie. Przelatują dość szybko i po prostu szybko jakby znikają z nieboskłonu, no. To Wszystko trwało kilkanaście minut, tak?
Tutaj, tutaj, ee, rzeczywiście, jeżeli dobrze pamiętam, to, to te satelity, te, te obiekty, kawałek nieba przeleciały i tak po prostu znikały z tego, co pan opisywał. Tak, tak, tak. One dość sporo, tak? Musimy to sobie określić jakby w odległości. Ale to był naprawdę dość, dość spory dystans.
I jeszcze starałem się zaobserwować jak najwięcej. One też leciały nisko, znaczy nisko w wysokości, tak jak powiedzmy, na wysokości samolotu rejestracyjnego tam przelatuje, powiedzmy między krajami. To nie było takie, że to były. Ja widziałem satelity typu tak jak to się mówi potocznie Sputnik, które tam latają po niebie, takie pojedyncze. To było zdecydowanie niżej i to było coś innego.
Jak mówię, jakby latowały, do pewnego momentu, przygasały i znikały i każda jedna znikała dokładnie w tym samym punkcie, aż do tej ostatniej, która miała jakby podwójną, potrójną przerwę i też zniknęła i całe zjawisko się skończyło, tak? Rozumiem, że ten punkt, w którym one się w ten punkt, w którym te obiekty znikały, nie przemieszczał się cały czas znikały wszystkie w tym samym miejscu, tak?
Wszystkie w tym samym miejscu, tak. Jak to mówię, obserwowałem kilkanaście minut. No to ewentualne obłoki- Zapomniałem, że trzymam ze sobą dosłownie. Ewentualną jakąś niewidoczną chmurę możemy odrzucić w tym momencie.
Na sto procent. Była idealna, przejrzysta stoprocentowa nie ma. Były piękne gwiazdy, nie było żadnych chmur. Fakt, że to już tak było raczej chłodno na dworze, ale naprawdę widoczność była piękna. I tak oto skonsumowaliśmy ostatni kęs czterdziestego szóstego już tortu pod tytułem "Mówią świadkowie". Mam nadzieję, że każdy odcinek tej audycji smakuje Państwu tak samo dobrze. No i zapraszam na kolejną ucztę już niebawem. Śledźcie zapowiedzi na stronie internetowej Radia Paranormalium pod adresem www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. A jeżeli macie jakieś swoje historie o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium życzy udanych wakacji i do usłyszenia ponownie w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493.
Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: 3608 80 02. 3608 80 02. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl