[00:02] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:08] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe w grupach po dwa, trzy, czterost. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:15] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez nie. Do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:29] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowo-szary szarak. Obleśny! Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:44] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:06] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z najbardziej paranormalną audycją w polskim internecie, w której prezentowane są wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym, jakie docierają do Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dobry wieczór państwu. Ten odcinek rozpoczniemy nietypowo, bowiem zacznijmy od komentarza, który pojawił się pod poprzednim odcinkiem, a który budzi tak pozytywne skojarzenia ze słodyczami i w ogóle jest tak urzekający, że trzeba go utrwalić dla potomności w postaci głosowej. Otóż jedna ze słuchaczek napisała tak: „Kolejny świetny odcinek. Żal, kiedy się kończy. Jako osoba uwielbiająca doskonałe ciasta powiem, że czuję się, jakbym przełknęła ostatni kawałek wspaniałego tortu. I taki żal, że już więcej nie ma. Czekam więc już niecierpliwie na kolejny tort.
Pozdrawiam serdecznie”. Mam nadzieję, że i dzisiejszy podcast dla wielu z państwa okaże się takim właśnie pysznym tortem. A szczególnie zęby na dzisiejszą ucztę mogą sobie ostrzyć fascynaci tematyki ufologicznej, bowiem dziś zaprezentowane zostaną właśnie relacje o obserwacjach UFO. Kilku relacjom będą towarzyszyły wisienki w postaci załączników, do których linki znajdziecie państwo w opisie tej audycji w naszym archiwum podcastów na www.paranormalium.pl oraz na YouTube. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji, pozwólcie, że tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493.
Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. 36 08 80 02. Czekamy także na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czas zatem przejść do prezentacji przygotowanych na dziś relacji. Na dobry początek proponuję, abyśmy zajrzeli do radiowej skrzynki mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 25 lutego 2022 roku. „Witam, na początek powiem, że bardzo się cieszę, że trafiłam na wasz podcast »Mówią świadkowie«. Postanowiłam opowiedzieć zdarzenia, które i mi się przytrafiły na przestrzeni dwóch lat. Później już nigdy nic paranormalnego mnie nie spotkało. Pierwsze zdarzenie miało miejsce w grudniu 2014 roku. O godzinie trzeciej nad ranem obudził mnie pisk mojego psa, który ewidentnie musiał wyjść na zewnątrz. Zatruł się i tego dnia wychodziłam z nim naprawdę często.
Mieszkałam wtedy przy ulicy Daniłowiczowskiej w Warszawie, a celem naszych spacerów był pobliski skwer. Ze wściekłą miną ubrałam się i klnąc w duchu z niezadowolenia, wyszłam z bloku i skierowałam się na plac zieleni. Pamiętam, że zaskoczyła nas mgła i duża wilgotność powietrza. Pies załatwiał się kilkukrotnie i kiedy doszliśmy do skrzyżowania dróg, pies stanął jak wryty i zaczął warczeć. Miejsce na mapie oznaczone zielonym kółkiem. Często tak miał, że warczał na ścianę lub po prostu na drzewo, więc mnie to nie dziwiło, ale dziś wyjątkowo zaparł się. Nie chciał się ruszyć i patrzył wzdłuż drogi. Ciągnąc go nawet nie patrzyłam tam, gdzie on. Ponieważ pies nie jest duży, zwyciężyłam i ruszyliśmy z miejsca, ale postanowiłam skrócić spacer. Standardowo szliśmy zawsze tak jak pomarańczowa linia na mapie.
Następnie postanowiłam skręcić w prawo, czyli w stronę, w którą skierowany był pies. Szedł za mną z lekkim oporem. Nigdy mu się to nie zdarzało. Zawsze dominował i ciągnął do przodu i powarkiwał, a ja patrzyłam w telefon. I tak przeszliśmy niewielki kawałek, ale tak mnie irytowało jego zachowanie, że stwierdziłam, że nie będę się z nim szarpać i puszczę go ze smyczy.Miejsce na mapie oznaczone drugim zielonym kółkiem. Tak też zrobiłam. Kucnęłam, chcąc odpiąć karabińczyk, gdy mimowolnie spojrzałam w miejsce, gdzie wpatrzony był pies. Zobaczyłam dwie czarne i, co ważne, bardzo wyraźne postacie, jakby z innej epoki. Obie były w płaszczach i wysokich cylindrach, a jedna podpierała się parasolem. Stanęłam jak wryta i zupełnie nie wiedziałam, co robić.
Pamiętam, że serce biło mi tak mocno, że bałam się, że zaraz wyskoczy. Ta para czarnych osób, jeśli mogę ich tak nazwać, wyszła jakby zza drzewa spokojnym, powolnym krokiem i jakby mnie nie zauważając, postaci przeszły prostopadłą do mnie drogą, miejsce na mapie oznaczone czerwonym prostokątem, i zniknęły za kolejnym drzewem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że zniknęły, bo czekałam, aż wyłonią się zza drzewa, za którym straciłam ich z oczu, ale tak się nie stało. Widziałam te postaci przez jakieś sześć, siedem sekund. Tyle musiało to mniej więcej trwać, bo tyle trwało przejście powolnym krokiem od jednego drzewa do drugiego. Gdy zdałam sobie sprawę, że te postacie zniknęły i już ich nigdzie nie widać, podeszłam w to miejsce z luźno już smyczą, bo pies całkowicie się uspokoił. Nic tam nie było. Wszystko wyglądało jak zawsze. Pamiętam, że jak idiotka obchodziłam drzewa dookoła kilkukrotnie, by upewnić się, że nie ma gdzieś tam śladów butów czy czegokolwiek innego, co mogło wskazywać na czyjąś obecność. Ludzi cienia widziałam na tym skwerze jeszcze kilkukrotnie i w różnych strojach, jakby z różnych czasów i może trzy, cztery razy w różnych miejscach.
To, co mnie zawsze dziwiło to to, że wychodziły zza drzewa i znikały za drzewem. Ale wtedy już nie czułam takiego strachu jak wtedy, gdy widziałam ich po raz pierwszy, a mój pies też nie reagował z takim lękiem jak za pierwszym razem. Pamiętam, że wracałam do domu, co chwilę oglądając się za siebie i upewniając, że nic za mną nie idzie. Tej nocy już nie zasnęłam. Drugie zdarzenie miało miejsce również na nocnym spacerze i miało miejsce tuż pod moim blokiem. Ledwo wyszłam z klatki schodowej na chodnik przy ulicy, gdy przede mną w bardzo szybkim tempie przeleciała świetlista, mocno zielona kula o średnicy może 40 centymetrów. To było jak mignięcie i szczerze mówiąc zszokowało mnie to strasznie i przestraszyło na tyle, że szybko weszłam z powrotem do klatki, gdzie stałam jeszcze przez chwilę i gdy się uspokoiłam, to wyszliśmy standardowo na spacer. Pies nie reagował. Wypatrywałam tej kuli, ale nigdzie jej nie było. Gdy wracaliśmy tą samą drogą, tę samą kulę zielonego światła zobaczyłam na wysokości drugiego, trzeciego piętra bloku, praktycznie w tym samym miejscu co wcześniej, tylko wyżej.
Bardzo jasna i bardzo szybka. Jej ruchy skojarzyły mi się ze złotym zniczem z Harry'ego Pottera. Najpierw szybkie ruchy w boki i potem bardzo szybki wystrzał wprost, po czym znika jakby przez prędkość, którą osiągnęła. Ciężko mi określić tę szybkość, którą ta kula światła osiągała. Mogę jedynie powiedzieć, że nie nadążałam wzrokiem, by śledzić każdy jej ruch. Za pierwszym razem, jak ją zobaczyłam, to była dosłownie chwila, bo była na wysokości znaku drogowego i poruszała się na wprost, równolegle do mnie i zanim odwróciłam wzrok, by ją śledzić, to już jej nie było. A za drugim razem myślę, że było to około pięciu sekund. Kilka ruchów w boki i potem szybko na wprost. Nie mam pojęcia, co to było. Jak teraz o tym myślę, to może był to dron z tak jasnym zielonym światłem, ale ja ewidentnie widziałam kulę i nie wiem, czy w 2015 roku drony były już tak szeroko dostępne i popularne.
Wydaje mi się, że nie. To, co mogę jeszcze ciekawego wspomnieć, to miałam taką sytuację, ale to było na pograniczu jawy i snu, więc może to był sen, że leżałam w swoim łóżku i w pokoju nagle zrobiło się bardzo jasno, tak jakby ktoś świecił jakimś białym reflektorem w moje okno. Pamiętam, że poczułam zdziwienie i chciałam podejść do okna i zobaczyć co tak świeci, bo światło padało zza okna, a ja mieszkałam na wysokim trzecim piętrze i nawet zaczęłam się już podnosić, gdy światło jakby straciło na intensywności i chwilę później zgasło. Teraz tak myślę, że może to była jedna z tych jasnych nocy, gdzie księżyc mocno operuje, ale mi się wtedy wydawało, że to jest bardzo jasne światło, zbyt jasne i zbyt intensywne. Nie wiem, co myśleć o tych historiach. Ludzi cienia, jeśli to byli oni, jestem wręcz pewna. Tylko dziwne było to, że ich kontury, kontury sylwetek były tak wyraźne, zupełnie jakby przechodziły jawnie dwie osoby, po czym wchodzą za drzewo i już zza drzewa nie wychodzą. I to się powtarzało jeszcze kilkakrotnie, ale na większych odległościach. Zawsze te cienie szły w miarę powoli i jakby mnie nie widziały, jakby po prostu te postaci wyszły na nocny spacer. Dla osób, które może chcą spotkać te sylwetki oraz sprawdzić to miejsce, mogę chyba powiedzieć, że chodzi o skwer Adolfa Marii Bocheńskiego w Warszawie, tuż obok pomnika Nicka.
Zawsze spotykałam te cienie na nocnych spacerach. Dwie kolejne sytuacje staram się sobie jakoś tłumaczyć. Dron, księżyc, jakiś laser? Sama nie wiem. Kilka słów komentarza ode mnie do tej korespondencji. Historia z postaciami przywodzi na myśl skojarzenia z żywym folklorem, choć równie dobrze mogła to być jakiegoś rodzaju przebitka z innej epoki. Istnieje teoria, zgodnie z którą niektóre, szczególnie te bardziej doniosłe zdarzenia, potrafią się jakby nagrywać w danym miejscu i potem odtwarzać w losowych momentach. Tak twierdzi choćby rosyjski wynalazca Henrik Silanow, któremu udało się rzekomo zbudować aparat fotograficzny rejestrujący zdarzenia z przeszłości. Więcej można o tym przeczytać w artykule pod tytułem "Zobaczyć przeszłość" na stronie Radia Paranormalium, który jest również dostępny w wersji dźwiękowej.Podobnego zdania jest również wielu innych badaczy zjawisk zaliczanych do kategorii paranormalnych. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2017 roku.
Byłam wówczas małą dziewczynką. Matka wysłała mnie na kolonie do miejscowości Ostrowo koło Jastrzębiej Góry. Wychowawczyni zabrała nas na pierwszą wycieczkę do Jastrzębiej Góry, ale nie jak zwykle wzdłuż szosy, ale przez łąki i wrzosowiska. Po drodze nastraszyła nas żmijami, które mogą kryć się wśród tych wrzosów, więc wszystkie dziewczynki patrzyły pod nogi. W pewnej chwili opiekunka skierowała naszą uwagę na niebo, mówiąc: „Patrzcie, jaki ogromny samolot”. Wszystkie spojrzałyśmy w tamtą stronę. Zobaczyłam ciemną plamę na niebie, ale bardziej interesowały mnie te żmije. Wychowawczyni zarządziła odpoczynek przed samą Jastrzębią Górą. Posadziła nas na trawie. Ja usiadłam jakieś 15–20 metrów od reszty dzieci na swetrze, który miałam obwiązany wokół pasa.
Następne, co pamiętam, to to, że stoję za wychowawczynią, która wrzeszczy na pozostałe dziewczynki i krzyczy: „Gdzie ona jest? Przecież nie mogła nigdzie pójść”. Któreś dziecko pokazuje palcem i mówi: „O, już jest”. Wtedy zdenerwowanie i wrzask skierowała na mnie. Nawet po wielu latach widzę obłędny strach w jej oczach. Nie wiem, ile mnie nie było. Może 10 minut i nie wiem dlaczego po ponad 50 latach nadal to wszystko dokładnie pamiętam. Inne zdarzenie, ale już nie tego typu. Byłam w Gawrych Rudzie z synem i jego kolegą, którego miałam pod opieką i moim partnerem. Lato było paskudne i jak tylko przestał padać deszcz, żeby zająć czymś te dzieciaki, postanowiliśmy pojechać do lasu zobaczyć, czy są grzyby.
Ucieszyłam się, że ten las jest taki ładny, bez zarośli, nawet bez krzaków jagód, tylko mech i wysokie sosny. I nagle zobaczyłam w lesie światełko takie jak od latarki. Zastanawiałam się przez chwilę, kto chodzi po lesie w biały dzień z latarką. Było szaro i buro, ale nie aż tak. I nagle usłyszałam w głowie głos: „Zabierz stąd te dzieciaki i idź stąd. I to szybko”. Przestraszyłam się śmiertelnie, ale nie bardzo wiedziałam, jak zrezygnować z tej wycieczki i co powiedzieć dzieciom, więc skłamałam, że chyba nie wyłączyłam maszynki elektrycznej, na której gotowaliśmy. Wróciliśmy do domu. Nikt nic nie widział poza mną, ale później przyznali się, że przestraszyli się tego lasu. Mam już 62 lata i nie wiem, dlaczego te wspomnienia ciągle wracają, chociaż już nigdy nie słyszałam żadnych głosów ani nie widziałam nic na niebie.
Chociaż lubię się w nie gapić i wypatrywać. Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych udanych audycji. Relacja o obserwacji UFO nadesłana do Radia Paranormalium 21 sierpnia 2021 roku. Był to okres żniw około roku 1988. Zdarzyło się to na Kujawach. Godzina po północy, około 500 metrów od nas przez pole przeleciała kula pomarańczowa. Było nas tam wtedy pięć osób. Każdy tylko spojrzał i dalej pracował. Wszyscy jak zahipnotyzowani. Dopiero w domu, po dwóch godzinach zaczęliśmy o tym rozmawiać.
Dziadek koło rowu widział jasną postać. Mówi: „Świetlik. Ty mnie w dupę pocałuj”. Wpadł do rowu przerażony. Nie powiedział, co dokładnie się stało. Kulista UFO sonda nad Wielką Brytanią. Relacja nadesłana do Radia Paranormalium 20 marca 2022 roku. Dzień dobry państwu. Natrafiłem ostatnio na debaty ufologiczne na Spotify i z racji, że pracuję na nocne zmiany po 12 godzin, mam przez to sporo czasu, by sobie przesłuchać wszystkie odcinki. Szkoda tylko, że natrafiłem na nie tak późno.
Ale do rzeczy. Słucham aktualnie debaty numer 21, w której to słuchacze z Londynu dodzwonili się do studia i opowiedzieli o tej sondzie w postaci kuli fruwającej po okolicy. Zaciekawiło mnie to, bo ja również widziałem coś podobnego też na Wyspach i to niedaleko od Londynu, a dokładnie w mieście Southampton w okolicy North Link na drodze do Romsey. Byłem wtedy z narzeczoną na wycieczce rowerowej. Pogoda była świetna. Nie pamiętam dokładnie, jaki to był miesiąc, tylko tyle, że to było lato. Właściwie to mieliśmy już wracać do domu. Dojechaliśmy do pewnego zakrętu i stwierdziliśmy, że nie ma już sensu jechać dalej i że lepiej będzie pomału już zmierzać w stronę domu. Wtedy moja narzeczona spojrzała w niebo i zapytała mnie, co to jest. Spojrzałem w górę i na błękitnym, bezchmurnym niebie zobaczyłem metaliczną kulę.
Co prawda bez żadnych diod, światełek, wgłębień czy innych widocznych znaków. Taka kula kartęci. Można też porównać ją do takiej kulki z lutu, kiedy lutujemy. Nie wiem, czy ma to sens. Tak mi się to wtedy skojarzyło. Oczywiście od razu odezwał się głos rozsądku i druga myśl była taka, że to może być balon z helem. Ktoś wyprawił dzieciakom urodziny na ogrodzie i uwolnili balonik. Tyle że ten balon wcale się nie przemieszczał, a Southampton to dość wietrzne miasto nawet w najgorętszy dzień w lecie. Zwłaszcza że to miejsce jest niedaleko od wody, a dokładniej od zatoki, w której znajdują się doki. Obserwowałem to coś z dobre 10–15 minut, jak wisiało sobie w totalnym bezruchu i miałem wrażenie, że patrzy się wprost na nas.
Obserwowałem do momentu, aż usłyszałem głos zdenerwowanej już narzeczonej: „Chodźże wreszcie”. Kiedy odjeżdżaliśmy, zerkałem jeszcze za siebie, a kulka nadal sobie tam wisiała w bezruchu jak pęcherzyk powietrza uwięziony w locie. Wyglądało to co najmniej dziwnieI to by było na tyle, jeśli chodzi o relacje nadesłane drogą tekstową. Po krótkim przerywniku wysłuchamy pierwszej z przygotowanych na dziś rozmów. W Radiu Paranormalium słyszymy się ponownie już za chwilę. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu.
[20:00] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej.
[20:11] - Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[20:37] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już troszeczkę gorzej.
[20:48] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl .
[21:10] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podoba. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[21:22] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu www.paranormalium.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Część z rozmowami telefonicznymi rozpoczniemy od zaprezentowania świeżej sprawy z maja bieżącego roku. Nasza słuchaczka z Ożarowa Mazowieckiego podczas obserwacji nocnego nieba zauważyła niezidentyfikowane światło, które co prawda sprzętem niekoniecznie nadającym się do nagrywania w nocy, ale jednak jakoś udało jej się nagrać. Oczywiście będziemy państwu wdzięczni za zostawienie w komentarzach pod audycją możliwych wyjaśnień, co to takiego mogło być. Nagranie zostało również przesłane współpracującym z Radiem Paranormalium ufologom. Podobnie zresztą jak wszystkie relacje i załączniki przygotowane do dzisiejszego odcinka. Tymczasem przejdźmy do wysłuchania opisu obserwacji, jaki nasza słuchaczka przekazała przez telefon.
[22:38] - Tak, wysłałam tego maila z tym filmikiem. Faktycznie może być, chociaż może jest ciemniej, lepiej to widać. Aparat nie jest zbyt dobrej jakości. Jest to trochę stary telefon.
[22:50] - Postaram się to jakoś obrobić. Może ktoś z ufologów też będzie w stanie coś wyciągnąć. Jakbym mógł panią prosić o w miarę dokładny opis okoliczności dokonania tej obserwacji. Kiedy to dokładnie było? Jaka to miejscowość?
[23:05] - Wie pan co? To jest Ożarów Mazowiecki, tuż przed Warszawą. Raczej za chwilę kawałek za granicą Warszawy. Te obserwacje były w maju. 12 maj to było dwa czy trzy dni pod rząd. Po prostu mam problemy z pęcherzem. Ja się dość często budzę w nocy w wiadomym celu. Muszę iść do łazienki i akurat tak mamy w sypialni, że łóżko stoi centralnie przy oknie, więc jak się usiądzie, a okna są dość duże, bo są to okna nie takie standardowe. To są duże okna, tak zwane witrynowe okna. Więc jak się usiądzie, to wszystko jest dobrze widać.
I takie trzy dni pod rząd było właśnie, że ja zawsze jak wracam z tej łazienki, to przez chwilę sobie siadam na tym łóżku i siedzę, zanim się położę. I tak siedziałam i rolety są zasłonięte w oknach, ale że okna niewymiarowe, to tam prześwity są i patrzę, że coś właśnie tak błyska, świeci się i to w dwóch czy w trzech miejscach, bo tam na filmiku na dole widać, że tam później samochód jedzie, bo jest ulica faktycznie, ale na górze jak drzewa są, to są takie błyski.
[24:07] - Tak, rzeczywiście widać bardzo wyraźnie, że coś tam błyska.
[24:11] - I powiem tak tam nic nie ma, żadnej budowy nie ma, żadnych żurawi, anten nie ma. Samoloty jeśli latają, to latają tam do godziny maksymalnie i to też jest czasowo. I to nie jest z tamtej strony, tylko tu bardziej po lewo. Świeciło bardziej po prawej stronie. Te samoloty latają i te światła wiadomo, inne są. Nawet jest hałas, jak samolot leci, prawda? A tutaj jest cisza. Słyszę, że mój obraz tam jest słychać. Też mam problemy z oddychaniem, ale te światła... I wie pan co?
Pojawiało się przez te trzy dni o tej samej mniej więcej godzinie. To było między 3:30 a 4:00. Ja ten filmik nagrałam, ten, co do was właśnie wysłałam. To była chyba 3:42, 12 maja i to była sekwencja takich trzech dni pod rząd, że te światła się pojawiały. A teraz tak jak patrzę, obserwuję, to nie ma, nie widzę tego, więc nie wiem, czy to coś było chwilę tutaj, te dwa, trzy dni coś wisiało, bo to nawet się nie przemieszcza, to w jednym miejscu stoi. A z tego, co ja wiem, to tam żadnych anten, nadajników czy czegoś, co by tam świeciło, bo czasem jakieś anteny mają te światełka takie, żeby te samoloty czy strzegą, to nic takiego nie ma i teraz tego też nie ma. To były takie trzy dni: 12, 13 i 14 maj, trzy dni pod rząd to takie było i te światełka tak właśnie świeciły, świeciły i później to zniknęło. Nie ma tego, więc też nie wiem, jak to odbierać. No ale jest to dla mnie dziwne, bo wcześniej, przed tym czasem to też się nie pojawiało. Nie było tego.
Może w nocy przejedzie jakiś samochód, widać, bo to tam na nagraniu jest, że jakiś samochód jeszcze jechał, ale te światełka są na górze, nie na ulicy. I one tak jakby w dwóch, trzech miejscach migały.
[25:48] - To zawsze było jedno światło, tak?
[25:50] - Nie, tam widać tak, jakby w trzech miejscach migające światełka były. I to się nie rusza. To jest w jednym miejscu, jakby w trzech punktach te światełka są. Ja podejrzewam, że na tym filmie lepiej będzie widać, jak się ciemno zrobi, jak będzie ciemniej, bo to faktycznie nie jest super jakość. Ale jak jest ciemno, na przykład w ciemnym pomieszczeniu się ogląda, to lepiej to wszystko widać.
[26:12] - Ja tutaj postaram się troszeczkę ten film też w miarę możliwości obrobić, może jakieś kadry wyciągnąć i rozjaśnić. Może po rozjaśnieniu będzie coś bardziej widoczne. Czy tam w pobliżu jest jakaś jednostka wojskowa, jakiś obiekt?
[26:30] - Nie, jest tylko stacja kolejowa. Ale tam nie ma takich świateł.
[26:36] - Stacja kolejowa to raczej by chyba nie emitowała takich świateł. I też przyszło mi do głowy, że można wykluczyć drony. One tak mocno też nie świecą.
[26:45] - Ale drony to się przecież przemieszczają, raczej nie stoją w jednym miejscu, prawda? Więc dron też odpada, bo i z mężem rozmawiałam, z mamą rozmawiałam i mama mówi, że być może coś tam latało, bo mama mieszka na Bemowie z kolei też w Warszawie i też jakiś czas temu, gdzieś w nocy ona u siebie widziała jakieś, nie wiem, czy ona jeszcze ma te filmiki, nagrywała i mówi, że coś było takiego, jakby się przesuwało, też światło, ale tam to się przesuwało, poruszało się. A tutaj to, co ja nagrałam, to stoi w miejscu.
[27:15] - Z tego, co ja się orientuję, to drony też świecą takim jednostajnym światłem, a tutaj nie. Tutaj obiekt miga tak, jakby był i znikał. Coś takiego.
[27:25] - Tak, tylko że to stoi w miejscu. Nie przemieszcza się. To w jednym miejscu stoi, świeci i gaśnie. Świeci i stało. Do teraz się nie pojawia. I to mówię, wie pan, ja codziennie w nocy wstaję, ja patrzę, obserwuję i tego nie ma. Tylko te trzy dni wtedy, co ja wstawałam, to zaobserwowałam, widziałam. Teraz tego nie ma.
[27:42] - Na początku myślałem, że to mogą być Starlinki, te satelity Elona Muska. Tylko że Starlinki nie byłyby chyba tak mocno widoczne na nagraniu z telefonu.
[27:51] - To jedno i druga rzecz to nie wydaje mi się, że to było bardzo wysoko, wie pan, bo to nie było tak jakby niebo, tylko to było tak, jakby na wysokości drzew. Tam drzewa są na wprost i to tak jakby przez te drzewa prześwitywało i tam w górę, ale i jak są też te niżej takie, to tak jakby przez te drzewa, więc to nie wyglądało, żeby to było bardzo wysoko.
[28:11] - Czyli to źródło światła musiało być dosyć mocne i dosyć blisko się znajdujące innymi słowy.
[28:17] - Ja mówię, jeżeli jest ciemno, w ciemnym pomieszczeniu lepiej jest widać ten film, bo jak ja patrzyłam też, jak do pana wysyłałam tego maila, to faktycznie słabo widać, ale już jak jest ciemniej, w ciemniejszym pomieszczeniu, to wyraźnie widać te światełka migające.
[28:33] - I to tyle, jeśli chodzi o relację z Ożarowa Mazowieckiego. Teraz przechodzimy do prezentacji drugiej rozmowy, w której tym razem zawarte będą opisy kilku obserwacji UFO. Najwięcej miejsca wypowiadający się w tym nagraniu słuchacz poświęcił obserwacji UFO nad byłą jednostką wojskową w Rawiczu. Posłuchajmy.
[28:54] - Pozwoli pan, że się, panie redaktorze, przedstawię. Nazywam się . Jestem emerytowanym wojskowym, żołnierzem Wojska Polskiego. Mam 58 lat. Już mówię, jaką przeżyłem historię ja, mój syn i moja mama. Było to 27 lipca 2013 roku, godzina 21:30. Rok dla mnie szczególnie pamiętny, bo w tym roku, w kwietniu tegoż roku zmarł mój tato. I powiedzmy sobie, że co dwa tygodnie żeśmy się z siostrą wymieniali, jeździliśmy do mamy troszkę ją wspierać i jakieś zakupy tam zrobić. Ale do rzeczy. Zjedliśmy kolację.
To było z soboty na niedzielę. Pamiętny taki dla mnie dzień. Po kolacji mówię do syna: „Słuchaj, umyj naczynia, a tata tutaj zrobi porządek przy stole, wytrzepie obrus”. Wziąłem ten obrus, wie pan, jak to po kolacji zawsze jakieś tam drobne okruszyny po chlebie gdzieś, coś tego, żeby wytrzepać ten obrus za okno. Wychyliłem się przez okno i mimo woli spojrzałem, proszę pana, w niebo, tak gdzieś pod kątem 90, może 80 stopni. I w pewnym momencie, proszę pana, tak jakby pan zobaczył na pomarańczowo, z tym że to był taki pomarańcz wpadający w czerwień. Potężne okno, telewizor, kształt tylko że to było prostokątne, ale miało rogi zaokrąglone. I teraz proszę sobie wyobrazić, że dla mnie, jako dla byłego wojskowego, w pierwszej chwili myślałem, że jest to kabina śmigłowca Mi-8. Wie pan, jak wygląda śmigłowiec Mi-8?
[30:28] - Mniej więcej się orientuję.
[30:30] - I teraz, proszę pana, zapala się ten kontur tej kabiny i momentalnie ten obiekt, proszę pana, zaczyna opadać pod kątem 45 stopni. Niesamowita szybkość. Naprzeciwko, z drugiej strony, naprzeciwko okien mieszkania mojej mamy znajduje się już dzisiaj nieczynna jednostka wojskowa. W odległości może 60, 70 metrów jest kotłownia, która posiada pięciokondygnacyjny komin budowany w latach 70. Komin jest ceglany, proszę pana, nie jest tak jak tradycyjne kominy okrągłe, tylko jest ceglany, wysoki na pięć pięter o podstawie błoku gdzieś mniej więcej pięć metrów na pięć. Tak że jest to spora budowla. I proszę sobie wyobrazić, że ten obiekt spadający pod kątem 45 stopni wyrównuje lot i przelatuje nad tym kominem gdzieś na wysokości 10, 15 metrów. Proszę pana, jako były wojskowy uczono nas obserwacji szczegółów danego statku powietrznego, czyli barwa, kształty, oznakowanie, oświetlenie, kierunek, prędkość przelotu. Próbowałem dostrzec jakikolwiek zarys tego pojazdu, tego statku. Proszę sobie wyobrazić, nie udało mi się nic dostrzec.
W tym momencie, kiedy to przelatywało nad kominem, to było w odległości ode mnie w prostej linii dosłownie 65 do 70 metrów. Ja to widziałem wyraźnie. Jedyne, co mi się udało dostrzec, proszę panaTo pod spodem tych obiektów dwa fasolowate, naprzeciwległe, prostopadle do siebie oddalone otwory, które też się żarzyły na taki pomarańcz, czerwień. Powiem tak: ja nigdy czegoś takiej barwy, kolorów pomarańczu nie widziałem. I w ten sposób to przeleciało ruchem jednostajnym później nad tym kominem. I proszę sobie wyobrazić, że za chwilę w następny ten sposób przeleciało sześć obiektów. Zdążyłem zawołać syna. Ja mówię: „Chodź, zobacz, spójrz, co tu się dzieje”. Podbiegł do okna i syn jeszcze zobaczył cztery tego typu statki przelatujące. Jeszcze mamę zdążyłem zawołać.
I mama jeszcze chyba jeden czy dwa widziała, jak to przelatywało. Wie pan, to wywróciło mój pogląd na wszystko, co do tej pory widziałem. A pewne rzeczy, pewne zjawiska udało mi się z racji swojej pracy, służby widzieć. Natomiast powiem tak: jeden z tych obiektów nie miał tych charakterystycznych owalnych otworów pod spodem. W zasadzie to były takie fasolowate otwory, które żarzyły się na pomarańczowo. Jeden miał takie prostokątne otwory i wygląd tego, kolor był taki jak palący się gaz. Próbowałem dostrzec spód tego obiektu czy tych obiektów, które przelatywały. Niestety był tylko taki blady poblasк. Nie można było dostrzec, proszę pana, żadnych kształtów zewnętrznych tego obiektu. Wszystkie przeleciały bezpośrednio prostolinijnie nad tym kominem, ale to było jeden za drugim.
Ponieważ słucham państwa audycji, któryś z uczestników, który do państwa dzwonił, też powiadał, że ruch był jednostajny, około 30, 40 kilometrów na godzinę, jak to przelatywało nad tym kominem. Natomiast nie przelatywały wszystkie razem, tylko po kolei, tak jakby ktoś otwierał kurtynę i to opadało. Ale opadało pod kątem 45 stopni bardzo szybko, wyrównywało lot i gdzieś 10, 15 metrów nad tym kominem przelatywało. Jeszcze to było widać z jakieś 200, 300 metrów i ginęło. Nie ma możliwości, żeby to były chińskie lampiony. Nie ma takiej możliwości, panie redaktorze.
[34:10] - Chińskie lampiony chyba nie posiadają tych otworków, o których pan wspominał, tych takich obiektów.
[34:16] - Czasami pokazują samoloty myśliwskie. Jak startują z dopalaczami, to widać okrągłe w tyle dysze silników, które wyrzucają gazy spalinowe, prawda? Natomiast te otwory przy tych samolotach są poziomo ustawione, a to było pod spodem tego obiektu. To były takie dosłownie fasole prostopadle od siebie odstawione. I wszystkie cztery czy pięć obiektów miały te właśnie owalne, elipsoidalne pod spodem otwory, które żarzyły się podobnie jak ten ekran, który się najpierw zapalał. To tak wyglądało, jakby pan zobaczył bardzo wysoko zapalony telewizor albo okno. Z tym że naroża tego obiektu, tego światła były zaokrąglone. I w momencie, jak opadało dosłownie bardzo szybko pod kątem 45 stopni, komin niech ma, że tak powiem, 30 metrów wysokości plus jeszcze 15 metrów dodając, to może było na wysokości 60 metrów nad ziemią. W odległości ode mnie nie więcej jak 70. Ja to próbowałem dostrzec.
I co ciekawe, lipiec, godzina 21:30. W zasadzie powinna być jeszcze jakaś tam szarówka czy coś takiego. Proszę sobie wyobrazić: noc była czarna, dosłownie niesamowita, żadnej gwiazdy. I jak wyszedłem na zewnątrz, żeby jeszcze prześledzić to wszystko, niesamowita cisza. Cisza. Nawet komara nie było, żeby jakaś tam mucha czy coś bzyknęło. Niesamowita cisza. Noc była wtedy bardzo upalna, przeładowana jakimś gorącym dniem, takie po prostu powietrze było, ale cisza niesamowita. Ten przelot tych obiektów widziałem ja osobiście. Tych obiektów było sześć albo siedem i jeszcze chyba trzy czy cztery widział mój syn, a dwa ostatnie, które przelatywały, moja mama, dzisiaj już 88-letnia pani.
Było to dla mnie coś, co wywróciło mój pogląd na to, co do tej pory mi się udało zrozumieć, postrzegać. Coś niebywałego. Powiedzmy sobie, sprawami UFO specjalnie nigdy się nie interesowałem, ale zawsze miałem gdzieś tam w podświadomości, że ponieważ wszechświat jest tak duży, że zawsze jakieś życie gdzieś może istnieć. Nigdy nie wykluczałem tego, ale to wywróciło moje wszelkie wyobrażenia.
[36:28] - Nie wiemy, czy te obiekty zaobserwowane przez syna i przez mamę to były te same obiekty, które pan obserwował?
[36:36] - Tak.
[36:37] - Czy może to były jakieś nowe? Też się pojawiły.
[36:39] - Nie. Więc jeszcze dodam, że cała obserwacja mniej więcej trwała między cztery a pięć minut. Tak to wyglądało, wie pan. I czasami jak pan spojrzy, samochody jadące na autostradzie w odległości 200, 300 metrów jeden za sobą, widać taki szpaler tych aut. To nie było tak. To po prostu tak, jakby ktoś otwierał kurtynę i wypuszczał go z innej czasoprzestrzeni. Tak to wyglądało, jakby zupełnie z innej czasoprzestrzeni. Powiedzmy sobie tak: to tak manewrowało. Wie pan, z odległości 70 metrów to ja bym nie rozpoznał lampionu. Nie ma takiej możliwości.
Nie ma takiej możliwości, żeby to była świeczka zapalona czy coś takiego. To było ciepłe światło o barwie pomarańczowo-czerwonej i takie jak gdyby zamknięte w sobie. Nie było, że ono dawało jakiś refleks czy tam oświetlenie otoczenia, w którym się to znajdowało.
[37:32] - Rozumiem, że obserwacji tych obiektów nie towarzyszył żaden dźwięk.
[37:36] - Nie, cisza była. Totalna cisza. Nawet mówię, jak wyszedłem na dwór, żeby jeszcze przeżyć to wszystko jeszcze raz, było typowo takie jak-Parne, ciężkie powietrze jak przed burzą, mimo że nie było deszczu, nie było burzy, nie było nic. Czasami w tej chwili mówi się o piorunach kulistych, o plazmie czy coś takiego. Nie, to były ewidentnie statki powietrzne. To było ewidentnie pięć czy sześć statków powietrznych i później w różnych relacjach na YouTube można zobaczyć podobne obserwacje ludzi. Ja się z tym zetknąłem. I jeszcze jedną obserwację miałem. Zdarzenie tego samego roku 2013, ale już we wrześniu. Z tym że nie z wieloma obiektami, tylko z jednym obiektem.
[38:20] - Proponuję, żebyśmy do tego zdarzenia z września wrócili później. A ja mam parę pytań odnośnie obserwacji z okolic jednostki wojskowej. Czy to się działo blisko zabudowań mieszkalnych?
[38:34] - Proszę pana, w miejscowości Rawicz przy ulicy Piłsudskiego jest szpital miejski i budynek, w którym mieszka były personel szpitala, bo dziś ludzie, którzy tam zamieszkują, są już starsi. Jest ulica dwupasmowa i w odległości od budynku, w którym mama mieszka, jest ogrodzenie i są budynki po byłej jednostce wojskowej. Natomiast najbliższy budynek, szczególnie ten, którego to dotyczyło, to była kotłownia, która do dziś posiada komin. Komin jest wysokości około 30 metrów, z cegły, murowany w latach 70., bo to jeszcze jako młody człowiek pamiętam. Gdzieś pięć na pięć, także jest to dosyć spory obiekt i to się wszystko nad tym odbywało. Powiem jeszcze więcej, że na przykład w ciągu dnia później robiłem wizję lokalną. Próbowałem umiejscowić, skąd te obiekty, z jakiej wysokości one nadlatywały. Przypuszczam, że około 2000 metrów.
[39:35] - Bo tak mi się nasunęło, że gdyby to były jakieś testy wojskowe, to chyba by urągało zasadom panującym, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.
[39:45] - Panie redaktorze, samolotom wojskowym w czasie pokoju nie wolno latać nad obiektami zurbanizowanymi, czyli miasta, nisko wsie. Chyba że są garnizony lotnicze tam, gdzie, załóżmy, samoloty podchodzą do lądowania do swojej bazy, to tak. Mają wyznaczone korytarze. To nie tak, że sobie gdziekolwiek latają, tylko są korytarze podejścia. Nie ma takiej możliwości, żeby to był jakiś lampion czy coś takiego, bo wie pan, w tym momencie, kiedy ja to widziałem, od razu wiedziałem, że jest to coś, co nie jest zrobione ludzką ręką, że ta technika nie pochodzi z Ziemi. Coś niebywałego. Jednostka została zlikwidowana 20 lat temu. Także już w tym czasie, kiedy działo się to zdarzenie, jednostka nie funkcjonowała. Zostały, że tak powiem, obiekty powojskowe, obiekty koszarowe, hangary, kotłownia, infrastruktura, która już dzisiaj jest wykorzystywana. Ludzie tam działalność gospodarczą prowadzą, ale powiedzmy sobie, to już było po działalności, jednostka w tym czasie już tam nie istniała.
[40:47] - Czyli raczej mało prawdopodobne, żeby tam jeszcze jacyś świadkowie mogli się znaleźć.
[40:52] - Proszę pana, rozmawiałem, na dole funkcjonuje pogotowie. Rozmawiałem ze swoim znajomym, więc on też to widział. Z tym że on mówił, że widział jeden czy dwa lampiony, ale to lampiony niech były. Wie pan, ja wiem, jak lampiony wyglądają. To manewrowało z taką prędkością podchodzenia. Ja powiem tak: w pierwszym momencie, kiedy zobaczyłem pierwszy wylot tego, jak gdyby ktoś kurtynę otworzył i z taką prędkością wpadało, proszę pana, powiedziałem: „Rozpierdoli się o ziemię”. Z taką prędkością szło. To było niesamowite. Żadna technika czy samolot, czy dron nie byłby w stanie wykonać takiego manewru.
[41:36] - Oczywiście rozumiem, że tutaj nie udało się panu znaleźć żadnych śladów na ziemi, obecności tych obiektów.
[41:43] - Wie pan, to przeleciało gdzieś na wysokości, komin ma około 30 metrów, 15, 20 metrów nad tym kominem, a w prostej linii ode mnie to było w granicach 60, 65 do 70 metrów ode mnie. 70 metrów, powiedzmy sobie, to jest stosunkowo blisko. I co ciekawe, ja próbowałem dostrzec kształt tego obiektu. Niestety tak czarna noc była, że z tej odległości nie byłem w stanie rozróżnić tego kształtu. Jedynie przy każdym obiekcie były pod spodem owalne otwory, które żarzyły się też w takim pomarańczowo-czerwonym odcieniu. Natomiast jeden zamiast tych owali miał prostokątne szczeliny i z tych szczelin była poświata jak palący się niebieski gaz. Troszeczkę tam było widać, jak to mówią, coś pod spodem, tak jakby to było lekko przykryte mgle, parze, jakiś spód tego obiektu, ale nic więcej. Obiekty przelatywały tak jak po sznurku, jeden za drugim, ale kolejno, gdzieś z prędkością około 30, 40 kilometrów. Potem jak zrównał lot, to przechodziły nad tym kominem jak po sznurku. I tych obiektów było sześć, siedem.
[42:57] - Tutaj jeszcze nasuwa mi się pytanie odnośnie rozmiarów tych obiektów, bo panu udało się przynajmniej tę świetlną ich część, że tak powiem, zauważyć. Jak oceniałby pan rozmiary tych?
[43:10] - Około 15 metrów średnicy mogło to mieć.
[43:13] - To uwzględniając również te światełka, te obiekty, te takie fasolkowate światełka tuż pod nimi.
[43:20] - Tak jak gdyby dysze silnikowe, ale to było od spodu po prostu.To nie było poziomo ustawione, tylko to było od spodu całkowicie tak, jakby pan pod spodem, pod podłogą samochodu dosłownie miał tam zamiast rur tylko takie okrągłe, fasolowate otwory, które po prostu tym pomarańczem przy tym przelocie było widać. Zwróciłem na to uwagę. Próbowałem dostrzec jakieś kształty, znaki czy jakieś oznakowanie, czy jakieś szczegóły. Nic, tylko były te przy sześciu czy pięciu tych fasolowate, takie prostopadle do siebie ustawione w poprzek oczywiście tego pojazdu, tego statku, te otwory. A jeden miał właśnie prostokątne i to zauważyłem. Jedną subtelną różnicę, że jeden miał inne takie otwory, że były prostokątne i w tym obiekcie to się świeciło tak jak palący się na niebiesko gaz. Taki, wie pan, poświata niebieska.
[44:16] - Pojawienie się tych obiektów i ich obserwacja musiały chyba wywrzeć niemałe wrażenie na panu i na synu oraz na mamie.
[44:23] - Zmieniło to cały mój pogląd do tej pory, wie pan, o różnych zjawiskach. Nawet mówię w pierwszej chwili, bo tam mówiło się o tej plaźmie, o tych kolumnach, filarach kulistych, gdzieś tam czasami przed burzą jakieś wyładowania. Natomiast to manewrowało, wie pan. To było widać, że to jest sterowane inteligentną siłą rozumu.
[44:44] - Czy może rozmawialiście później jakoś o tej obserwacji? Dzieliliście się jakimiś swoimi spostrzeżeniami? Może syn albo mama mają jakąś interpretację, co to mogło być też wartą rozważenia?
[44:55] - Mama przeszła do porządku dziennego jako starsza osoba z synem. Syn dzisiaj też jest oficerem Wojska Polskiego, wie pan. Żeśmy rozmawiali jeszcze na te tematy, ale później, jak to mówią, temat się urwał. Już więcej żeśmy do tego nie przechodzili. Natomiast w 2016 roku jeszcze udało mi się nagrać film z aparatu telefonicznego, będąc w pracy w ciągu dnia. Powiem tak: dzisiaj oglądałem na państwa stronie jedną z audycji, gdzie jakiś młody człowiek, małżeństwo polskie w Niemczech nagrywało obiekt nad lotniskiem gdzieś tam w pobliżu podejścia do lotniska. Nie wiem, czy pan kojarzy.
[45:42] - Kojarzę. Coś mi świta chyba, o którą relację chodzi.
[45:45] - To była dosyć, wie pan, ja w tej chwili nie powiem, ale nagrywał chyba też z telefonu czy z kamery obiekt, który tam się pojawiał i też był podświetlony właśnie takim eliptycznym światłem. Dosłownie później ten film, który nagrałem, przetworzyłem w zwolnionych obrotach, tym slow motion. Proszę pana, mam zdjęcia z tego zrobione, więc jest identyczny obiekt. Z tym że mam pięć czy sześć tych obiektów, mam cztery zdjęcia. Także też ciekawa rzecz, ale to już było trzy lata później.
[46:18] - Czy możemy przejść teraz do tej drugiej relacji, do tej historii z września bodajże, z tego, co pamiętam?
[46:24] - Był to wrzesień tego samego roku 2013. Ponieważ mieszkam w małej miejscowości pod Olsztynem, poszedłem na grzyby. Wziąłem rower i pieska. W taki młodnik brzezinek, gdzie mogą kozaki rosnąć, prawdziwki. Weszliśmy. Był to gdzieś termin 7, 8 września, 9 września, także grzybki się zbierało w tym czasie. Proszę sobie wyobrazić, ten młodnik się kończy, przechodzi w starszy las sosnowy. Drzewa jak to drzewa. Piesek przy mnie idzie na smyczy. Miałem wtedy pieska z rasy husky.
I w pewnym momencie słyszę, że zbliża się jakiś świst. Świst, szum, świst. I ten świst przechodzi w ryk, w potężny hałas, tak jakby po prostu silnik odrzutowy na mnie leciał. W pierwszej chwili, wie pan, człowiek jak coś na niego leci i jest potężny huk, to się stara przygiąć. Powiem sobie tak: pies w tym momencie przywarował do ziemi, w zasadzie się położył. Ja byłem zszokowany. W pierwszej chwili zdałem sobie sprawę, że może mnie jakiś ptak atakuje z gałęzi, jakiś jastrząb czy wrona, czy jakaś sowa. Taki był szum. Ale później zrobił się ryk, potężny ryk, jak ryk silnikowy. W pewnym momencie doznałem takiego uczucia lęku.
Autentycznie lęku. Proszę pana, coś przeleciało w odległości półtora do dwóch metrów ode mnie i kątem oka, jak się obróciłem do tyłu, to zauważyłem metaliczną kulę wielkości piłki golfowej o barwie takiej szaro metalowej. Matowa w zasadzie była. Momentalnie znikło. Ale zjawisku temu, wie pan, ja las znam. Nie boję się lasu, bo też trenuję, biegam i nawet w godzinach późnowieczornych się nieraz człowiek tam wybram na ten trening, więc nie było żadnego lęku. Ale w tym momencie odczułem po prostu lęk. Pies dosłownie przywarował do ziemi, mimo że był na smyczy upięty do roweru. Do takiego zachowania zwierzęcia ja nigdy nie widziałem. Więc w tym momencie, kiedy dokonało się to zjawisko, ja czynem prędzej, jak to mówią, z tego lasu wyszedłem.
Tak mi się wydawało. Miałem takie wrażenie, ponieważ to były ułamki sekund. Kula wielkości dosłownie piłki tenisowej o barwie szaro metalowej. I to znikło. Przeleciało gdzieś w odległości półtora, dwa metry ode mnie i jak tylko mnie minęło, zniknęło. Tak to wyglądało. To było w tym samym roku, kiedy widziałem te obiekty przelatujące w Rawiczu. Natomiast w tej chwili drugie zdarzenie miało miejsce tutaj w Olsztynie.W tym samym roku, a w 2016 roku nagrałem film z telefonu, bo widziałem obiekt. Jeszcze do kolegi mówię: „Popatrz, ni to samolot, ni to co” i to się też na dużej wysokości utrzymywało. Dopiero później, kiedy zrobiłem to do komputera i z komputera wprowadziłem program slow mo, spowolnienie klatki, wtedy wyszło to, co się pokazało.
Ten film mam do dziś i zdjęcia z tego.
[49:41] - Zapomniałem zapytać przy pierwszej relacji i przy tej drugiej, czy obiekty z tych zdarzeń wywierały jakiś wpływ na otoczenie? Może przy pierwszej relacji to nie, ale czy ten obiekt wielkości piłki golfowej czy tenisowej jakoś wpływa na otoczenie? I czy poza tym dźwiękiem towarzyszyły jakieś inne zjawiska?
[50:04] - Wie pan, ja się szybko wycofałem z lasu. Huk był potężny. Dosłownie jakby pocisk artyleryjski koło pana przeleciał. Nie można tego pomylić z jakimś polowaniem, ze strzałami czy coś, bo w tym rejonie polowania nie są prowadzone, a najbliższa strzelnica, proszę pana, jest około pięciu kilometrów od tego miejsca. Jest to strzelnica myśliwska, tak że nie było możliwości, żeby to był jakiś zabłąkany pocisk do winnego kierunku.
[50:33] - Pomijając już to, że trudno mi wyobrazić sobie pocisk, który byłby w stanie wygenerować tak głośny huk.
[50:40] - Po tym szumie to tak jak silnik samolotu odrzutowego. To był niesamowity huk, który w ciągu chwili zniknął. Natomiast po tym całym zdarzeniu, żeby nie sugerować, że jakaś burza czy coś takiego. Nic takiego. To było wrześniowe popołudnie koło godziny 16:00, w pół do piątej.
[51:04] - Rozumiem, że pan nie sprawdzał, czy może na którymś z drzew czy na jakiejś innej roślinności zostały jakieś ślady po przelocie tego obiektu. Po prostu pan się ułatwił.
[51:15] - To była granica lasu i pola. Granica lasu przy wejściu do lasu z młodnika, młodnik przy polu i wchodziło się w las głębszy, tak że później kąt prosty ściany lasu i pole. To przeleciało w kierunku pola. Przede wszystkim przeraził mnie ten huk ogromny. Tak jakby ktoś odpalił silnik rakietowy, silnik samolotowy, odrzutowy, coś takiego. I to zaraz znikło. Natomiast wygenerowało to naprawdę lęk. Nie wiem, czy pan był kiedyś przy silniku samolotu, jak jest uruchamiany ten silnik.
[51:54] - Nie miałem jeszcze sposobności, niestety. Chociaż niestety albo na szczęście, zależy jak na to patrzeć.
[52:02] - Takie historie miałem. Gdybyście państwo chcieli, to ja ewentualnie zrobię zdjęcia z tego filmu i prześlę do państwa.
[52:11] - Oczywiście, może pan nawet sam ten film przesłać. Chociaż jeżeli pan woli zdjęcia bądź jakieś zrzuty ekranu, to też jak najbardziej się przydadzą.
[52:21] - Trzeba by ten film oglądać na zwolnionej klatce i to powyżej 60 klatek na sekundę. Wtedy widać różne manewry jeszcze tych obiektów. Mam zdjęcia, zdjęcia są niewiarygodne. Jak pan by zobaczył te zdjęcia, to dosłownie te obiekty są podobne do tego programu, który państwo tam macie. Jakieś młode małżeństwo, które w Niemczech mieszkało, też z mieszkania nagrywało gdzieś tam przy podejściu do lotniska.
[52:51] - Kojarzę, bo chyba nawet w tej audycji robiłem zbliżenia, żeby bliżej było widać te obiekty.
[52:58] - Tak. Tak to wygląda. I co ciekawego, że pojawia się pod tym obiektem światło tak, jakby to była plazma. Jakaś energia, która ten obiekt utrzymuje w stanie tej lewitacji.
[53:16] - Można też pospekulować, że to był obiekt matka i z niego wyleciało coś mniejszego.
[53:21] - Powiem więcej. Na moim filmie, na moich zdjęciach, proszę pana, widać na dwóch zdjęciach tak, jakby jeszcze oprócz tego obiektu były dwa mniejsze obok. Tak jakby mu towarzyszyły jeszcze dwa inne obiekty, mniejsze, ale już bez żadnego oświetlenia. Widać to na zdjęciu, dwa ciemne punkty rozrzucone obok.
[53:43] - Jakby mógł pan podesłać ten film oraz najlepiej, jakby pan podesłał film razem ze zdjęciami zrobionymi z filmu z klatkami.
[53:52] - Na pendrive’a bym musiał prosić o przysłanie, ale jest to możliwe do zrobienia. Natomiast byście państwo musieli sobie to później na zwolnionej klatce jakoś program pobrać, bo te programy, które można tutaj, nie wszystkie z określoną prędkością działają i nie zawsze można pewne szczegóły dostrzec.
[54:13] - Wspomniany w nagraniu materiał filmowy oraz zrobione z niego zdjęcia zostały podlinkowane w opisie tej audycji na YouTube oraz w naszym archiwum podcastów na www.paranormalium.pl. Po krótkiej przerwie wysłuchamy ostatniej przygotowanej na dziś rozmowy. Zostańcie z Radiem Paranormalium. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje.
Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Powoli zmierzamy do końca tego wakacyjnego i gorącego niczym tegoroczne lato odcinka podcastu Mówią świadkowie. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy rozmowy ze słuchaczem, który podzielił się obserwacjami UFO z całego swojego życia. Zapraszam do słuchania.
[55:40] - Pierwsza relacja. Byliśmy na wakacjach. Byłem wtedy jeszcze małym dzieckiem. Miałem około siedmiu lat. To był mniej więcej 1990 rok. Byliśmy na wakacjach niedaleko Białegostoku, a w zasadzie bliżej Łomży. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób, że moja rodzina, w zasadzie moja mama, ja i brat, mamy koleżanka też z dwójką dzieci, mamy siostra. Byliśmy bez ojców. Generalnie wyglądało to tak, że mama z bratem zobaczyli coś takiego jak zachodzące słońce, czerwoną kulę nad lasem. To była dość późna godzina, więc raczej słońce to nie było.
Wszyscy się zbiegli dookoła zobaczyć, co to jest i zaczęli wtedy świecić latarkami. W tym momencie to w jednej chwili przenieśło się 200 metrów w stronę ich wszystkich. Ja wtedy akurat spałem w namiocie. Przemieściło się to z bardzo dużą prędkością około 200 metrów i zatrzymało się 100 metrów od grupy obserwującej. W tym momencie wszyscy się zerwali, bo byliśmy pod namiotami, a obok mieszkała wujka w starym domu ze strzechą jeszcze na dachu. W pierwszej chwili szli uciekać tam, ale przypomnieli sobie, że ja śpię w namiocie, więc mama wróciła po mnie. W tym momencie zostałem obudzony. Dołączyłem do tej historii. W momencie, kiedy wujka po dłuższej chwili, bo to starsza kobieta, wpuściła nas do domu, wszyscy rzuciliśmy się do okna zobaczyć, co to jest. Byłem bardzo ciekawy.
Faktycznie to była taka kula. Wyglądało jak zachodzące słońce czerwone, co się chowało, cofnęło się z powrotem te 200 metrów i chowało się za las. Z tego, co rozmawialiśmy później o tym i w ogóle już nie raz rozmawialiśmy w rodzinie, to zareagowało na świecenie latarką. W jednej chwili po prostu głęboko się przemieściło 200 metrów. Wszyscy się przestraszyli tego zjawiska. Uciekliśmy do tego domu. Wujka spojrzała przez okno i powiedziała, uspokoiła wszystkich, że to jest znak, że będzie wojna. To było takie pierwsze zdarzenie.
[57:19] - Czy udało się może dostrzec komuś ze świadków detale tego obiektu? Czy po prostu wszyscy widzieli coś, co przypominało jednolite słońce zachodzące?
[57:30] - Z tego, co słuchałem Rady Paranormalium, dużo świadków opisywało podobny obiekt. Czerwona kula wyglądająca jak zachodzące słońce. Tylko z tym, że ja osobiście widziałem to już z domu, jak to się chowa za las. Mama, brat, znajomi rodziny siedzą. To się przemieściło dosłownie w ciągu sekundy około 200 metrów w ich kierunku, ponieważ świecili latarkami. Jakby to określić najbardziej obrazowo, po prostu wyglądało jak takie czerwone zachodzące słońce.
[57:58] - Do czego mógłby pan porównać wielkość tego obiektu?
[58:01] - Proszę pana, mówię, jak byliśmy w domu, mieliśmy 100 metrów do drogi, czyli do miejsca, gdzie zatrzymała się ta kula. Plus 200 metrów do lasku. Dzisiaj, jak się zastanawiam nad tym, myślę, że ta kula mogła mieć średnicę jakichś 20, 30 metrów. Dość sporych rozmiarów. Może przesadziłem, może bardziej 15, 20. Dość sporych rozmiarów raczej.
[58:26] - Dosyć duży obiekt.
[58:29] - Tak. Jeszcze co ciekawe, bo oczywiście rano to był temat numer jeden. Jako dzieciaki ruszyliśmy w tamtą stronę sprawdzić, co się za lasem. Tam nic nie znaleźliśmy, ale przy drodze było położone zboże. Myśmy nie obserwowali tego. Może są to jakieś kręgi, bo nikt o niczym takim nie słyszał, ale ewidentnie była pszenica położona w miejscu, gdzie się zatrzymało. Przy drodze było widać, że w polu jest wygnieciona ta pszenica. To było w powietrzu. Nie lądowało. Po prostu wydaje mi się, że musiał być jakiś, nie wiem, być może jakaś energia po prostu, która położyła to zboże.
Drugi raz miałem okazję zaobserwować, jak już miałem sam syna. Mieszkałem wtedy na Dolnym Mokotowie, w okolicach Łazienek Królewskich, Cybela. To była sobota, tak mniej więcej gdzieś około godziny 2:00 w nocy, o której już syn spał. Myśmy sobie z partnerką wtedy siedzieliśmy, rozmawialiśmy. To był na pewno weekend. Paliłem papierosa w oknie. Zwróciłem uwagę, że przemieszcza się pięć takich obiektów. Pięć, może więcej. Już nie pamiętam dokładnie. Jeden za drugim.
Ale to było tak, jakby one wlatywały znad Łazienek Królewskich. Przemieszczały się bardzo powoli, bez żadnego dźwięku. To było lato. Miałem szeroko otwarte okno w kierunku Placu Unii Lubelskiej. Poprosiłem swoją partnerkę, żeby spojrzała przez okno, co to jest. Też stwierdziła, że to jest coś dziwnego. Nie były to na pewno żadne lampiony. Wyglądało to troszkę, jakby tam był jakiś ogień, który się palił, ale to było zdecydowanie coś innego, ponieważ lampiony nie leciałyby idealnie za sobą na wietrze. Chyba że były powiązane jakąś linką. Obudziliśmy też babcię, żeby zobaczyła, co to jest.
Przyglądaliśmy się przez jakieś może dwie minuty i powoli jeden po drugim to zaczynało powoli przygasać i przygasło i zniknęło nam z oczu.
[01:00:11] - Kiedy doszło do tej obserwacji?
[01:00:14] - Już mówię. To był mniej więcej 2009 rok. Lato. Jeszcze trzecia sytuacja, też wtedy z czymś dziwnym. Wtedy to mi się bardziej wydawało jako obiekt UFO. Takie bardzo, zdecydowanie. Mój syn miał wtedy chyba osiem lat już. W tej chwili ma 14. Ćwiczył piłkę nożną na Legii. Często, jak wracałem z pracy i chodziliśmy na pobliskie boisko grać w piłkę, trenować, ja stałem na bramce, on strzelał i w pewnym momencie syn mówi: „Tata, co tam jest?” Spojrzałem na niebo, a to było w zasadzie wtedy byliśmy u mojej mamy, czyli to był już Górny Mokotów, okolice Woronicza, Telewizja.
Faktycznie na niebie był obiekt nieruchomy. Nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Na takiej wysokości myślę, że to mogło być jakieś 600, maksymalnie 700 metrów. Dość nisko, aczkolwiek nie za nisko. Ten obiekt się w ogóle nie poruszał. Jedna część jego kręciła się wokół własnej osi, ponieważ odbijał się blask światła słońca. To było ewidentnie coś dziwnego. To jest też tak, że w pobliżu Okęcia. Też jakiś czas obserwowaliśmy z synem, ale żeby grać w piłkę, to na pewno było coś dziwnego. Tym bardziej że tak jak mówię, znawiało mnie to, że obok jest Okęcie.
Obiekt widzisz wysoko na niebie, nieruchomo. Nie był to ani śmigłowiec, ani samolot, ani nic, cokolwiek w życiu widziałem z obiektów latających, takich normalnych. Więc to było też coś bardzo ciekawego.
[01:01:30] - Jak ten obiekt wyglądał? Jeszcze raz mógłby pan tutaj opisać? Chyba mi to gdzieś umknęło. To był obiekt sprawiający wrażenie dwuczęściowego?
[01:01:39] - To było tak. Jakby on był dwuczęściowy. Górna część jakby się obracała wokół własnej osi i odbijała promienie słońca.To znaczy to nie był do końca konkretny spodek, ale coś takiego, co bardziej obrazowo można określić, wyglądało przykładowo jak czujnik dymu odwrócony tak, jak czasami się widzi w hotelowych pokojach. To nie był taki typowy spodek, że on był dość duży talerz. To było coś bardziej zwarte.
[01:02:01] - Coś takiego bardziej wrzecionowatego, tak?
[01:02:05] - Coś w tym stylu, tak. I był taki metaliczny blach. Jakby było z metalu, tak mi się zdawało. Odbijało promienie słoneczne. Zwłaszcza ta górna część, która się kręciła. Widziałem, jak ona się po prostu kręci. Ja tak przypuszczam, że ona się kręciła, ponieważ odbijała co chwilę promienie słońca i według mnie to się kręciło. Obserwowaliśmy to przez jakieś trzy, cztery minuty. Potem graliśmy z synem. Ja jeszcze patrzyłem co jakiś czas w to miejsce.
W ogóle się nie ruszało, cały czas wisiało w jednym punkcie i później, gdy którymś razem spojrzałem, już tego obiektu nie było na niebie. Więc takie coś dość ciekawe. Z kolei dwa, trzy lata temu pojechałem do Francji do pracy. I tam powiem szczerze, już miałem troszkę więcej spotkań przez te trzy lata, ponieważ mieszkałem w regionie alpejskim, niedaleko Lyonu, jakieś 40 kilometrów. To są takie góry zalesione. Takie góry, lasy. Taka po prostu francuska wieś typowa. I powiem szczerze, pierwszy raz zaobserwowałem obiekt, kiedy jeździłem tam quadem. Zatrzymałem się na takiej górce. Ona się nazywa Mont Brouilly.
To była taka szarówka już. Ja sobie tam siedziałem na ławce, paliłem papierosa. Tam często latają samoloty, także myśliwce wojskowe. W ogóle z natury lubię patrzeć w niebo. Przemieszczał się obiekt i w pierwszej chwili myślałem, że to jest samolot, który po prostu świeci światłami w moją stronę, ale on przeleciał mi praktycznie nad głową bezdźwięcznie. To było po prostu światło. Taka kula jasnego światła, która przeleciała, można powiedzieć praktycznie mi nad głową na wysokości może 400 metrów, nie więcej. Dość sporych rozmiarów. Z daleka mi się wydawało, że to jest samolot, który leci i świeci światłami w moim kierunku. Całkowicie bez dźwięku żadnego przeleciał w swoją stronę.
Na pewno to było coś dziwnego. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, więc to też była dość ciekawa obserwacja. Jeszcze miałem jedną historię, też z Francji, ponieważ ja po tym pierwszym spotkaniu wypytywałem ludzi generalnie, czy ktoś widział coś takiego. Tam generalnie w okolicach tej górki często właśnie widać jakieś dziwne światła. I powiem szczerze, że któregoś weekendu, ja mieszkałem na wsi, tam jest tak, że o godzinie 23:00 wyłączają wszystkie latarnie. Robi się całkowicie ciemno, pięknie widać niebo, a nawet widać gołym okiem Droge Mleczną. Zupełnie inaczej niż u nas w kraju. I co zrobiłem? Wziąłem psy i po tej 23:00 sobie poszedł taką fajną polną drogą. Ona miała ze dwa kilometry na długość, potem z powrotem do domu.
Chciałem sobie po prostu pochodzić. Pieski biegały, ja sobie chodziłem, patrzyłem w niebo. To był mniej więcej ten okres, jak Elon Musk wystrzelił satelity. Nie wiem, kiedy to było. Mniej więcej dwa lata temu chyba. I to było dobrze po 23:00. Bez zgóry kojarzyłem tam pierwsze rzut oka. Pierwsze, co mi się rzuciło, linia gwiazd, tylko jedna przy drugiej. Powiedzmy, mam to wizualnie w odstępie 100 centymetrów. One mi się wyłaniały zza gór.
To była strasznie długa linia. Ja myślałem w pierwszej chwili, że to są satelity, ale później to sprawdziłem. Jeszcze do tego dojdę. To wyglądało mniej więcej tak: one się wyświetlały zza góry. Ja byłem w takim wąwozie. Z lewej strony miałem dość dużą górę, z prawej strony miałem dość zdecydowanie większą, taką ponad 1200 metrów. Ja byłem w wąwozie, w dolinie. W momencie, kiedy to zaobserwowałem, to już wszystko trwało. Ja zacząłem się przyglądać i w pewnym momencie ta gwiazda prowadząca, załóżmy pierwsza, dochodziła do pewnego momentu nieba, przygasała i znikała. Każda była w centymetrze.
Był jeden centymetr odstępu. Następna idealna linia prosta jak przy linijce. I gdzie w końcu po jakichś 10 minutach zadzwoniłem do kolegi, który mieszka 10 kilometrów dalej, czy może on to widzi od siebie. Niestety tego nie widział. Później patrzyłem na to jeszcze może ze dwie, trzy minuty. I ostatnia ta gwiazda, ten obiekt, jak każda jedna miała odstępy około centymetra, miała odstęp trzy centymetry i wszystkie znikały w tym samym miejscu. Latały do pewnego momentu, przygasały, przygasały i znikały. Ja myślałem, że to są te satelity, ale sprawdziłem to. Były zupełnie niepodobne do tego, co mamy na YouTubie, w internecie. Być może się mylę.
Nie jestem pewien na 100%, ale na 80% to było coś zupełnie innego. Patrzyłem, przeważnie w internecie pokazane jest około 60 sztuk tych satelit. Tam było zdecydowanie więcej. Cała obserwacja trwała kilkanaście minut. Filmiki nie trwają dłużej jak trzy minuty.
[01:06:16] - A jakie wtedy były warunki pogodowe? Czy panowało jakieś zachmurzenie, czy niebo było czyste? Czy kolokwialnie mówiąc, te obiekty miały się za czym schować?
[01:06:26] - Nie, nie miały. Ja miałem piękny widok, było po prostu piękne, gwiazdiście niebo. Nie było żadnych chmur. Dotykały pewnego momentu nieba, delikatnie przygasały i dokładnie w tym samym miejscu zawsze ten obiekt znikał. Była całkowicie idealna linia narysowana przy linijce. To było po prostu... W pierwszej chwili to zobaczyłem, to zdębiałem, bo już zapomniałem, że mam psy. Dość długo to trwało. Powiem panu, że to wywarło na mnie największe wrażenie z tego, co widziałem. Z tych wszystkich obiektów.
Raczej nie obstawiam, że to były satelity.
[01:06:59] - Rozumiem, że we wszystkich tutaj przypadkach przez pana opisanych nie było żadnych dźwięków, nie było żadnych dziwnych odczuć po stronie pana bądź innych świadków. Nic?
[01:07:09] - Nie. Wiadomo, w pierwszym wypadku był lęk. Wszyscy byli zupełnie przerażeni tą sytuacją.
[01:07:14] - To naturalne.
[01:07:15] - Do tego stopnia, że mama zapomniała mi zabrać zmienniatu. Musiała się wrócić sama po mnie. Wszyscy byli przestraszeni. Jedyna osoba, która się nie bała, to była wujenka, która spokojnie oznajmiła, że to jest znak, będzie wojna. Ale to leciwa osoba, więc do tego podeszła. Wszyscy byli bardzo strasznie przerażeni tą sytuacją. To był temat numer jeden przez najbliższe kilka dni. Zresztą przy każdych spotkaniach rodzinnych też jest to czasem wspominane, więcTę samą historię ze sto razy, jakby z pierwszej ręki.
[01:07:42] - Jeżeli ona pamiętała, żyła na tyle długo, żeby pamiętać czasy przed II wojną światową, to przed II wojną światową też tam jakieś widziadła ponoć kilka dni przed wybuchem były obserwowane na terenach polskich. Także całkiem chyba uzasadnione można powiedzieć przypuszczenie z jej strony.
[01:08:01] - Myślę, że ma to sens. Jak mówię, na pewno słuchacze będą się zastanawiać, że prawdopodobnie ostatnie relacje z Francji to będą satelity. Ale ja mówię, później przeglądałem w internecie, jak to mniej więcej wygląda i przed rozmową też przeglądałem. Widziałem naprawdę zupełnie co innego. One po prostu przelatują, nigdzie nie znikają. Rozstaw tych satelit jest nierównomierny. One nie są w linii prostej i mają różne odstępy od siebie. Przelatują dość szybko i po prostu szybko jakby znikają z nieboskłonu. To wszystko trwało kilkanaście minut.
[01:08:34] - Tutaj rzeczywiście, jeżeli dobrze pamiętam, to te satelity, te obiekty, kawałek nieba przeleciały i po prostu znikały z tego, co pan opisywał.
[01:08:45] - Tak. Było nas dość sporo. Nie chcieliśmy też określić się w odległości, ale to był naprawdę dość spory dystans. Starałem się zaobserwować jak najwięcej. One też leciały nisko, w zasadzie tak jak na wysokości samolotu rejsowego, który przelatuje między krajami. To nie było tak, że to były... Ja widziałem satelity typu, jak się mówi potocznie Sputnik, które latają po niebie pojedynczo. To było zdecydowanie niżej i to było coś innego. Jak mówię, przelatywały do pewnego momentu, przygasały i znikały i każda jedna znikała dokładnie w tym samym punkcie. Aż do tej ostatniej, która miała podwójną, potrójną przerwę i też zniknęła.
I całe zjawisko się skończyło.
[01:09:28] - Rozumiem, że ten punkt, w którym te obiekty znikały, nie przemieszczał się cały czas. Znikały wszystkie w tym samym miejscu, tak?
[01:09:36] - Wszystkie w tym samym miejscu. Tak jak mówię, obserwowałem kilkanaście minut. Zapomniałem, że psom mam ze sobą dosłownie.
[01:09:44] - Ewentualną niewidoczną chmurę możemy odrzucić w tym momencie.
[01:09:49] - Na 100%. Była idealna przejrzystość, 100% nieba. Były piękne gwiazdy, nie było żadnych chmur. Fakt, że było raczej chłodno na dworze, ale naprawdę widoczność była piękna.
[01:10:01] - I tak oto skonsumowaliśmy ostatni kęs 46. już tortu pod tytułem „Mówią świadkowie”. Mam nadzieję, że każdy odcinek tej audycji smakuje państwu tak samo dobrze. Zapraszam na kolejną ucztę już niebawem. Śledźcie zapowiedzi na stronie internetowej Radia Paranormalium pod adresem www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. A jeżeli macie jakieś swoje historie o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu. Mówił do państwa Marek Sęk „Iferios”. Radio Paranormalium życzy udanych wakacji i do usłyszenia ponownie w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08.
32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. 36 08 80 02. Czekamy także na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość.
UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.