Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry, dzień dobry. Zgłaszamy się po okresie wakacyjnym, a to oznacza, że pojawia się drugi sezon Telegramu z krańca świata. Odcinek pierwszy. Dzień dobry, panie Piotrze.
[00:18] - Dzień dobry. Witam wszystkich. Pozdrawiam wszystkich z dalekiego Tajwanu. Mówiliśmy o witam w ostatnim odcinku.
[00:26] - Ale nie, pan ma jak najbardziej prawo. Pan tu jest gospodarzem, a w każdym razie współgospodarzem i pan jak najbardziej wita.
[00:34] - Świetnie. No to dobra. Cześć wszystkim w takim razie. Pozdrawiam was ze wschodniego wybrzeża Tajwanu. Właśnie skończyłem mój sezon jeżdżenia po festiwalach aborygenów tutejszych. O tym będziemy mówić sporo dzisiaj. A póki co chyba miałem główny temat to, co się dzieje wokół Tajwanu w ciągu ostatnich miesięcy. W ciągu ostatniego miesiąca tak naprawdę.
[00:57] - No właśnie. W jednej z pierwszych audycji pierwszego sezonu na moje pytanie: „Co tam panie w polityce i czy przypadkowo Chińczycy zaraz nie zajmą Tajwanu?”, pan się uśmiechnął i powiedział, że to raczej jeśli, to nie teraz, a najprawdopodobniej w ogóle. No to co pan na to? Bo w czasie wakacji, kiedy nas nie było na antenie, to cały świat wstrzymał oddech, bo najpierw Nancy Pelosi wylądowała sobie na Tajwanie, a później Chiny dostały jakiegoś militarnego wzmożenia.
[01:32] - Tak. Chińczycy są w przededniu dosłownie, bo mają za miesiąc wielki kongres swojej Komunistycznej Partii Chin, na której Xi Jinping ma dostać trzecią kadencję. W związku z tym logika rozgrywek wewnątrz wygląda tak, że istnieją frakcje z całą pewnością, które chciałyby wystawić być może kogoś innego. Natomiast Xi Jinping musi pokazać swoją siłę. To jest normalna dynamika władzy. Wszędzie tak jest. Tak jak u nas na przykład sołtysa wybierają, to sołtys załatwia, żeby przed wyborami nowy asfalt położyli gdzieś tam na wsi, prawda? Przepraszam, że tak żartobliwie, ale w skali maksymalnej, czyli w skali geopolityki na arenie światowej, te pozowanie, czyli pokazywanie swojej siły, pokazywanie swojej użyteczności w rozmaitych opcjach, zależy to od lokalnego folkloru politycznego. Wszystko wygląda inaczej. To wszystko wygląda groźnie dlatego, że ze sobą straszą się, stroszą się naprzeciw siebie nawzajem.
Potencjały, które mają broń nuklearną, czołgi, armaty, działa, samoloty i tak dalej. Więc to wszystko wygląda groźnie. Natomiast wszystko to jest stroszeniem. Z punktu widzenia Chińczyków już powiedziałem. Z punktu widzenia Amerykanów: Amerykanie czują teraz siłę, dlatego, że udało im się dokonać radykalnego przemeblowania układu geopolitycznego i gospodarczego w Europie. Nie mówiliśmy tego chyba w żadnym z odcinków, natomiast nie mówiliśmy tego explicite wprost. Istnieje blok mocarstw, trójprzymierze, nieformalne oczywiście, które po to, żeby przeciwstawić się potędze Stanów Zjednoczonych, musi działać razem: Niemcy, Rosja i Chiny. Mówiliśmy o tym czy nie?
[03:24] - Tak rzeczywiście nie wprost to mówiliśmy.
[03:27] - A tak, dobra, rzeczywiście, bo dużo się działo. Rzeczywiście w lipcu i sierpniu ja miałem bardzo dużo wypowiedzi w mediach, pisałem nawet artykuł, jak ktoś chce zobaczyć, jak ta Pelosi przyleciała na Tajwan. Nie pamiętam, jaki ma tytuł, ale jak wpiszecie „Plebania, Pelosi i Rzeczpospolita”, to wyskoczy ten artykuł i tam zaczyna się świetnie. Dlatego, że media tajwańskie nazwały całą sytuację „Tajfun Pelosi nadciąga nad Tajwan”. To jest świetne, absolutnie super. Mi się strasznie to podoba. Ktoś miał dobry dzień, jak to wymyślił. Poetyckie nawiązanie do tajfunu czy też dwóch tajfunów, które uratowały Japonię przed dwoma inwazjami mongolskimi. To jest ten boski wiatr, ten tajfun, czyli kamikadze, który uratował Japonię. Więc tajfun Pelosi nadciąga nad Tajwan.
To była taka główna przyśpiewka. Były jakieś kanały na YouTubie, które na żywo pokazywały FlightRadar24, jak ten samolot powoli od Filipin nad Tajwan nadlatywał od strony oceanu, a nie od strony kontynentu. Nie odważyli się Amerykanie zrobić tak oczywistej, tak chamskiej prowokacji. Ale leciał ten samolot, była ta mapka, co parę sekund się aktualizowała i w tle oczywiście muzyka marszowa, wojskowa, że tu zaraz się obronimy przed tymi potworami komunistami z Chin kontynentalnych. Więc generalnie jedno wielkie przedstawienie medialne, na którym wszyscy zyskują tak naprawdę. Znowu zacznijmy od Chin. Z punktu widzenia Chin ktokolwiek jest przy władzy, czyli Xi Jinping w tym wypadku ma tym samym w tym momencie okazję do tego, żeby pokazać swoją siłę, czyli musi zareagować w jakiś sposób adekwatny do tego, jak te amerykańskie manewry są postrzegane w Chinach i w Biurze Politycznym Komunistycznej Partii Chin i przez naród. I jeżeli naród jest informowany na temat tego, co się dzieje wokół Tajwanu, wątpię, żeby był. Nie śledziłem mediów chińskich z Chin kontynentalnych, ale podejrzewam, że tam była minimalna ilość o Pelosi. Chyba że stwierdzili ci spin doktorzy od tworzenia narracji, że trzeba pokazać, że ci Amerykanie tam przy tym Tajwanie się kręcą, żeby pokazać, że ci Amerykanie są agresywni wobec Chin, bo tak to będzie postrzegane w Chinach.
Miejmy tą wyobraźnię, że my mamy swoje racje, które są dla nas oczywiste, a oni mają swoje racje, które są dla nich oczywiste. Więc wszystko zależy od tego. To jest generalnie sytuacja słabo przewidywalna. Amerykanie z całą pewnością będą próbowali tuż przed Kongresem, będą chcieli namieszać w te chińskie rozgrywki polityczne, wewnętrzne, dorzucić jakieś kompletnie nieprzewidywalne czynniki, wydarzenia, które sprawią, że tamci nie będą wiedzieli, jak zareagować albo zareagują niewłaściwie. I te rozgrywki wewnętrzne o władzę wewnątrz partii chińskiej będą po prostu obarczone tym, że Amerykanie coś tam dorzucają różne dziwne przyprawy, nie wiadomo jakie tak naprawdę do tego wszystkiego.
[06:28] - Tak, to Amerykanie jako siewcy chaosu. Ewidentnie.
[06:31] - Tak, ewidentnie. To jest moje zdanie. Oczywiście nie mam dostępu do tajnych informacji, przynajmniej tak deklaruję, więc patrzę z pozycji posiadania tych samych data point, czyli punktów poboru danych, tej wiedzy surowej. Ale to jest też wiedza pochodząca z różnych narracji: z narracji tajwańskich, narracji europejskich o Tajwanie, które są kompletnie różne z narracji chińskich. Mam też chińskich przyjaciół, od czasu do czasu z nimi koresponduję, ale nawet nie pytam ich o sprawy polityczne, dlatego, że my też jesteśmy monitorowani przez naszych, natomiast oni są monitorowani przez ich, więc jeśli jakiś koleś, pisarz z Tajwanu zacznie ich dopytywać o jakieś polityczne opinie, to nie będę im robił takiego świństwa przecież, prawda? Więc niestety to źródło informacji jest dla mnie odcięte, dostęp mam tylko do mediów chińskich cytowanych na Tajwanie i też bezpośrednio z serwerów chińskich.
[07:31] - Panie Piotrze, pan najwyraźniej uspokaja. Mówi, że to rozgrywki w partii chińskiej i tak dalej. Niemniej jednak, tak jak zauważyłem na początku, Chińczycy doznali militarnego wzmożenia. Te manewry, które oni tam przeprowadzali z ostrą amunicją i tak dalej, cały świat zatrzymał oddech.
[07:56] - Tak, ale to jest właśnie ta logika. Amerykanie sprowokowali ich przylotem tej Pelosi. Większość takich wydarzeń medialnych, bo to jest bardzo ważny termin: wydarzenie medialne. Wydarzenie medialne jest to coś takiego, co w jakiś sposób formatuje percepcję świata, każe nam patrzeć na to wydarzenie, czy wcześniejsze, czy późniejsze w jakiś konkretny sposób i nadawać im jakieś konkretne znaczenie, pożyteczne, użyteczne dla tego, kto te wydarzenia organizuje. I teraz wrogowie, jacy są Chiny i Stany Zjednoczone, mogą na zasadzie dżentelmeńskiego porozumienia kreować wydarzenia, które są korzystne dla obu stron. Kto czytał powieść George'a Orwella „Rok 1984”, to świetnie wie, o co chodzi w tym momencie. Nawiązuje do tej wiecznej wojny między dwoma mocarstwami, których obywatelem jednego z nich był główny bohater. Wojna mobilizuje i wygasza spory wewnętrzne. To jest prawidłowość też opisana w „Siłach psychohistorii”. Zaraz sobie o tym powiemy.
Natomiast ponieważ obie strony, czyli Amerykanie i Chińczycy rozumieją, że dla każdego ta eskalacja może być przydatna w narracji skierowanej do własnego narodu, to obie strony w jakiś sposób się umawiają. Coś na zasadzie wojen kwietnych w Ameryce Południowej, tylko oczywiście nie tak ewidentnie, że potem wyrywają sobie nawzajem serca. Bo w wojnach kwietnych chodziło o to, że państwa umawiały się na wojny, które zgodnie z umową czy też obyczajem ówczesnym, był XIII, XIV wiek i XV, nie miały konsekwencji politycznych, a celem stoczenia wojen było zdobycie jeńców niezbędnych do tego, żeby złożyć ofiary bogom. Na tej samej zasadzie, za pomocą tej samej logiki Amerykanie mogą na przykład przylecieć i kazać tej Pelosi: „Chcesz sobie zaszaleć dziewczyno jeszcze przed pójściem na emeryturę, to jedź na ten Tajwan”. I w tym momencie to jest postrzegane przez Chińczyków jako ruch agresywny i musi być w jakiś sposób odpowiedzione. Proszę zobaczyć, że ten postępek jest ucywilizowany dokładnie w ten sam sposób, w jaki manewry wojskowe, strzelanie rakietami gdzieś tam w pobliżu granicy między Koreą Południową i Północną. Oni wszyscy wiedzą, na czym polega logika tego, że jedni muszą pokazać, że są silni, drudzy też muszą pokazać, że są silni. Jedni muszą to zrobić przed wyborami, a drudzy muszą zrobić dlatego, że coś tam innego się wydarzyło w Korei Północnej. Więc na tej samej zasadzie Chińczycy co prawda oczywiście faktycznie się wkurzyli na tą Pelosi, natomiast muszą też pokazać swoją siłę i mają do tego świetny pretekst, prawda? I teraz to, w jaki sposób wpłynie to na logikę wewnętrzną tych rozgrywek między frakcjami.
Czy w ogóle są jakieś frakcje? Jak silne są te frakcje? Czy Xi Jinping chce tą trzecią kadencję i potem dożywotnio tytuł przewodniczącego czy prezydenta? Czy nie zależy mu? Na pewno mu zależy, ale to wszystko się rozstrzyga właśnie za pomocą tego typu wydarzeń medialnych, które mają rolę podwójną. Raz, że są narzędziami budowy narracji, elementami tej narracji, a po drugie mogą prowadzić do bardzo ważkich, bardzo istotnych czynników tych decyzji, o których my się nie dowiadujemy, dlatego, że one są nieujawniane publicznie. Po prostu, jeśli chodzi o tych rozgrywkach wewnątrzpartyjnych na przykład.
[11:36] - Tak, ale z tego, co pan mówi, to jakoś tak się obawiam, że na przykład amerykańskie wojsko to jest wojsko ostrzelane. Strzela gdzie tylko może i gdy tylko może, to gdzieś tam jakąś małą, większą albo całkiem średnią wojenkę wywołuje. Tymczasem wojsko chińskie to jest wojsko podobno silne, ale zupełnie nieostrzelane. I czy nie istnieje niebezpieczeństwo, że się w końcu zechce na ostro ostrzelać? I czy to nie jest takie stąpanie po wąskiej ścieżce albo też balansowanie na linie?
[12:15] - Chińczycy? Rzeczywiście to jest bardzo ciekawe pytanie. Nie znam odpowiedzi. Z punktu widzenia mojej wiedzy na temat historii wojskowości, to rzeczywiście, ponieważ Chińczycy są nieostrzelani, czyli nie toczyli żadnej istotnej wojny, to nie tylko zdolność żołnierzy od najniższego poziomu, ale także do istotnych wydarzeń, decyzji strategicznych. Ten cały system dowodzenia armią i przede wszystkim podatność systemu rządów, systemu politycznego na ciąg wydarzeń, które są z natury nieprzewidywalne, które nazywamy wojną, to może bardzo nadszarpnąć zdolność Chin do utrzymania homeostazy. W tym sensie homeostazy mówiliśmy o homeostazie, czy nie?
[13:04] - Tak.
[13:05] - O homeostatach. Zresztą tutaj jest masa czytelników, słuchaczy, którzy znają science fiction, więc wiedzą, o co chodzi. Przede wszystkim ze Stanisława Lema z „Niezwyciężonego” znamy to pojęcie. Ja znam to pojęcie przynajmniej. Homeostat to jest organizm polityczny, geopolityczny. To jest człowiek czy zwierzę, czy roślina, która regulując parametry wewnętrzne albo parametry środowiska, czyli zewnętrzne, stara się zmaksymalizować prawdopodobieństwo swojego przetrwania albo wydania na świat potomstwa. W największym skrócie to jest homeostat. Armia jest homeostatem, ale państwo, które ma armię jako instrument narzucania swojej woli geopolitycznej, też jest homeostatem. To jest dwutorowo. Po pierwsze jest to kwestia tego, czy system jest wydajny, czy będzie wydajny, działa sprawnie i nie będzie podatny na nagłe załamania, paraliż decyzyjny i tak dalej.
Wszystkie różne mechanizmy, które idą w ruch w czasie wojny. Po drugie państwa i armie to są organizmy homeostaty, które też mają pamięć mięśniową. Czyli jeżeli nauczą się rozwiązywać problemy, bo wojna jest szeregiem problemów mniejszych i większych, pakietem może to będzie lepsze słowo. Taki pakiet wymaga obchodzenia się w pewien określony sposób. Jeżeli to jest wszystko nieprzećwiczone, czyli nie ma przepływu informacji zwrotnej. Na przykład Chińczycy mają bardzo duży z tym problem. Azjaci w ogóle z otrzymywaniem informacji zwrotnej. Oczywiście w sytuacji wojny te wszystkie tabu niemówienia albo nieraportowania błędów, bo się boi przełożonego. Kultury azjatyckie przede wszystkim azjatyckie, ale też wszystkie inne. My tak samo mamy z tym bardzo duży problem.
Polega to między innymi na tym, nie wiem, czy tutaj słuchacze słuchają albo oglądają różne kanały o katastrofach lotniczych. Dla mnie to jest najulubioniejszy typ filmu na YouTubie. Przepraszam, ale nie dlatego, że się roztrzaskują samoloty, tylko dlatego, że te dobre kanały pokazują, jaki ciąg zdarzeń prowadzi do tego, że w końcu następuje jakiś incydent albo katastrofa. Różne kultury w różny sposób są podatne na przykład na takie zjawisko jak, i tutaj z kanałów lotniczych o katastrofach, cross cockpit authority gradient, czyli wewnątrzkokpitowa różnica autorytetu czy też władzy. Polega to na tym, że w niektórych kulturach kapitan ma zawsze rację i drugi pilot, który jest niższą rangą, jeżeli pozwoli się zdominować kapitanowi, to znaczy nie kontestuje błędnych decyzji albo nie wskazuje kapitanowi, że ta decyzja nie jest maksymalnie optymalna. To są całe procedury, które to regulują, ale w niektórych kulturach to przychodzi łatwiej, w niektórych firmach to przychodzi łatwiej i między niektórymi ludźmi to przychodzi łatwiej. Na przykład w „Siłach psychohistorii” opisałem wypadek lotniczy właśnie z tym cross cockpit authority gradient. Linia lotnicza koreańska, firma koreańska, dwóch pilotów, z których jeden był świeżo emerytowanym dowódcą wojskowym wysokiego szczebla, który kompletnie zdominował drugiego pilota, który bał się informować tego pierwszego kapitana o usterkach i doprowadziło to do bardzo poważnej katastrofy. Więc śledczy, którzy analizowali przyczynę tej katastrofy, stwierdzili właśnie, że główną przyczyną zaistnienia tego ciągu zdarzeń, który prowadził do katastrofy były problemy kulturowe. Dlatego, że Korea jest krajem o kulturze wybitnie hierarchicznej.
Czyli jak jesteś na niższym szczeblu, to morda w kubeł, bo ja tu mam zawsze rację. Oprócz tego jeszcze firma miała kłopoty z zaimplementowaniem, to zna 36 Forteli i w „Siłach psychohistorii” też o tym pisałem. Crew Resource Management to jest świetny artykuł na Wikipedii na ten temat. Czyli zarządzanie zasobami załogowymi, CRM. Warto sobie przeczytać. Polega to na tym, że istnieją pewne procedury, w jaki sposób zwracać się do kapitana w sytuacji, w której ten kapitan popełnił błąd albo włączyło mu się widzenie tunelowe, czyli nie widzi pewnych aspektów sytuacji, co może prowadzić do katastrofy albo nie przestrzega procedur i tak dalej. Jak przemawiać do kapitana w taki sposób, żeby on przyznaniem się do błędu nie obniżył swojego statusu? To jak z małpami. Po prostu trzeba postępować z primatologiem, primatologa potrzeba, a nie psychologa. Co zresztą wprost napisałem w tych 36 fortelach.
Więc wracając do rzeczy: Chińczycy też rozumieją naszą kulturę, a my rozumiemy ich kulturę tak samo. W takich rozgrywkach i co ja bym robił, gdybym był na przykład Amerykanami albo co bym robił, gdybym był Chińczykami, to bym zrobił sobie listę w bieżącej sytuacji, jaka jest teraz między Stanami a Chinami. Jakie kulturowe czynniki sprawią, że tamci przestaną widzieć jasno sytuację albo niezdolni będą do optymalnej reakcji na przebieg wydarzeń. W związku z tym uważam, że na tej logice Amerykanie sprezentują Chińczykom na początku października albo na koniec września jakąś bombę im spuszczą, ale nie taką prawdziwą bombę z metalu i z materiałów wybuchowych, ale taką bombę, że zrobią coś bardzo nieprzewidywalnego albo bardzo trudnego w zareagowaniu, co sprawi, że Kongres się rozpocznie w kompletnym chaosie. To oczywiście będzie oznaczało dla Xi Jinpinga, że nie ma dostatecznej mocy, żeby tych Amerykanów uciszyć w newralgicznym dla Chińczyków okresie czasu. Natomiast Chińczycy świetnie rozumieją to i mogą też w jakiś sposób negocjować z Amerykanami, mówiąc coś takiego: „Dajcie nam spokój w czasie tego Kongresu.” Xi Jinping może tak zrobić, prawda? Amerykanie mogą mu powiedzieć: „Dobrze, damy spokój, ale w zamian chcemy na przykład to i to.” Albo na przykład: „Postraszcie Tajwan, dlatego że..." Amerykanie to mówią: „Postraszcie trochę Tajwan, wyślijcie tam trochę statków i okrętów, dlatego, że my chcemy sprzedać Tajwanowi broń za 1,1 miliarda dolarów.” Coś takiego miało miejsce. Nie wymyślam sobie tego, tylko właśnie teraz Amerykanie ogłosili, że sprzedają właśnie tyle broni po następstwie tej wizyty Pelosi. To jest połączone w umysłach obydwu stron. Więc proszę zobaczyć: przyjechała Pelosi, Chińczycy protestują.
Teraz jest sprzedaż broni za 1,1 miliarda dolarów. To są także między innymi rakiety przeciwokrętowe i szereg innych broni, które mogą być użyte w obronie przed inwazją przez Tajwan. I proszę zobaczyć, co się dzieje. Chińczycy na taką dostawę broni muszą w jakiś sposób zareagować i to silniej niż w czasie tej wizyty Pelosi. Widzicie? I to jest moment, jeżeli się ustawili dobrze, jeżeli Amerykanie grają w czystych intencjach, w cudzysłowie czystych, to mogą tą sprzedażą broni po pierwsze zarobić, po drugie pokazać swoją siłę, ale też dać temu Xi Jinpingowi okazję do pokazania jego siły i dzięki temu Xi Jinping utrzyma się przy władzy, co jest bardziej na rękę Stanom Zjednoczonym, bo jest bardziej przewidywalny, niż żeby Amerykanie musieli się zmagać z zupełnie nowym przywódcą, który jak wstąpi na stanowisko, na miejsce Xi Jinpinga, to co będzie musiał zrobić na samym początku? Pokazać, że się nie boi Amerykanów. A to będzie właśnie nieprzewidywalne dla Amerykanów i nie licząc różnych innych czynników, ta logika może decydować o tym, że Amerykanom zależałoby na przedłużeniu władzy Xi Jinpinga, dlatego że wielkie konstrukty geopolityczne bardziej niż bezpieczeństwo, bardziej niż ilość wydatków potrzebnych na utrzymanie tego bezpieczeństwa, bardziej cenią sobie przewidywalność, dlatego że przewidywalność przekłada się na zupełnie inny aspekt finansowy. To znaczy tanieje obsługa ryzyka. Jeżeli ryzyko jest znane, to jesteśmy w stanie prawidłowo alokować środki finansowe czy wojsko, czy personel do tego, żeby zarządzać tą całą sytuacją.
Natomiast jeżeli jest ryzyko niemożliwe do oszacowania, to wtedy trzeba inwestować w obsługę tego ryzyka we wszystkich możliwych miejscach, prawda? Co zawsze jest droższe. I tyle. Nagadałem się.
[22:28] - Jak tak pana słucham, panie Piotrze, to nie mogę pozbyć się wrażenia i tu będę musiał przeskoczyć z Tajwanu do Polski, że my jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji co Tajwan. Też albo my chcemy, albo Amerykanie chcą nam coś sprzedać, a my chcemy kupić. I im dłużej trwa wojna na Ukrainie, tym my więcej tej broni deklarujemy, że chcemy kupić. Jakoś Amerykanie nie protestują i czy to nie jest w jakimś stopniu analogiczna sytuacja?
[23:04] - Tak, ale nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy Amerykanie wykorzystują sytuację. Mi się wydaje, uważam, że Amerykanie na tym zarabiają po prostu na tej wojnie. Amerykanie wygrali po prostu. Ta wojna jest wielkim zwycięstwem, mimo tego, że wciąż jeszcze trwa. To, że istnieje, to, że ma miejsce, jest gigantycznym sukcesem Amerykanów geopolitycznym i także militarnym i także finansowym. Po pierwsze sprzedaż amerykańskiego gazu skroplonego przez gazopory. Po drugie Niemcy, które były częścią tego trójprzymierza, są kompletnie rozbrojeni i ich projekt geopolityczny przestał istnieć. Po prostu kropka. Będą palić, tak samo jak my zresztą, chrustem w tej zimy i nagle zmiękną, jeśli chodzi o ich swoje wielkie aspiracje do tego, żeby być hegemonem tej całej Europy. Tak to wygląda.
Amerykanie na pewno na tym zarabiają. My na pewno na tym stracimy. Ja nawet nie potrafię tego dobrze uzasadnić, ale mam przeczucie, że te wszystkie inflacje, nieinflacje wynikające po części, nawet bezpośrednio z wojny między Rosją a Ukrainą, to jest rodzaj podatku wojennego. Dlatego, że włączamy jakiś kraj w nasz obszar cywilizacyjno-kulturowy i ekonomiczny tak samo i ktoś musi ponieść za to koszt, prawda? Kto ponosi największy koszt? Ukraińcy. Natomiast po Ukraińcach kto ponosi największy koszt? Polska. Musieliśmy, przyjęliśmy uchodźców, w szczycie chyba cztery miliony było, tak? Nie jestem na bieżąco, panie Marku.
[24:44] - Ja słyszałem, że odnotowanych, takich przekraczających granicę to sześć milionów.
[24:52] - To więcej niż myślałem. Proszę zobaczyć, przypominam, że nie potrafię tego dobrze uzasadnić. Tak wymyśliłem sobie ot tak, po prostu. Ale podatek wojenny jest widoczny na tych totemach przy stacjach benzynowych. Po prostu. To jest koszt tego, że za granicą mamy toczącą się wojnę i toczącą się inwazję na naszego sąsiada. Więc ktoś koszt wojny musi ponosić. Inną ciekawostką jest, nie wiem, czy mówiłem, nie pamiętam, już dwa miesiące temu, na przykład daliśmy Ukrainie ileś tam czołgów T-72. Nie wiem, czy pan kojarzy tego newsa, tą informację medialną.
[25:30] - Tak, oczywiście.
[25:32] - Więc ja pisząc tą czarną sztukę wojny, tą sprzed dwóch lat, rozmawiałem z rozmaitymi wojskowymi i trafiłem też na kapitalną wypowiedź dotyczącą tego, że my na dzień dzisiejszy nie mamy inżynierów, po prostu oni przeszli na emeryturę, poumierali, którzy byliby w stanie dokonać modernizacji tych czołgów. Po prostu nie mamy ludzi, nie mamy wyszkolonych z wiedzą, z tą pamięcią mięśniową, to złe słowo, z doświadczeniem niezbędnym do tego, żeby te wszystkie problemy inżynieryjne rozwiązać. Ukraińcy mają. Czyli dla Ukraińców te czołgi są pełnowartościowe, dlatego, że mogą doprowadzić je do pełnej czy też w miarę pełnej funkcjonalności, a my byśmy tego nie potrafili. Więc ten prezent jest... Oddaliśmy coś, czego nie bylibyśmy w stanie i tak użyć i utrzymać w sprawności. Więc to są informacje, które nie pojawiają się w mediach publicznych, w tej oficjalnej narracji, w naszej przestrzeni dyskusji publicznej. Natomiast trzeba poprzepytywać. Dowiadywałem się o te właśnie czołgi, dowiedziałem się o tych czołgach, dlatego że istnieje taka prawidłowość, którą też gdzieś tam znalazłem w czeluściach internetu, że Amerykanie, a konkretnie NASA, nie jest w stanie zbudować niektórych silników rakietowych. Po prostu nie są w stanie, które budowali jeszcze w latach 70.
na przykład. Mimo tego, że by chcieli. A nie mogą, dlatego że oprócz tego, że są plany konstrukcyjne i wszystkie przepisy, procedury do tego, jak ten silnik zrobić, ale inżynierowie, którzy rzeczywiście zajmowali się tą pracą realizacji, zamiany tych planów, schematów na faktycznie działający silnik, oni wszystkie bieżące problemy techniczne, konstrukcyjne zapisywali na marginesach albo nie robili wcale notatek, albo robili notatki, które nie zachowały się w archiwach i w związku z tym problemy techniczne są po prostu nieprzezwyciężalne na dzień dzisiejszy. Taka sama sytuacja wystąpiła właśnie z tymi czołgami T-72, które oddaliśmy na Ukrainę.
[27:44] - Ja muszę pana zaprosić jeszcze na chwilę do Polski, a właściwie w okolice Polski, do Europy. Wspomniał pan o tym, że projekt niemiecki został rozbity, a tymczasem kanclerz Scholz jeździ sobie po Europie. Był ostatnio w Czechach. Mówił o tym, że projekt funkcjonuje, że Niemcy żądają, żeby znieść jednomyślność, żeby znieść zasadę weta, że Niemcy gotowe wziąć są odpowiedzialność za całą Europę i nią pokierować. To jak się rozpadł projekt niemiecki?
[28:21] - Rozpadł się, bo jego silnikiem miało być to, że Niemcy importują ropę czy ogólnie surowce energetyczne z Rosji i to odsprzedają i trzymają, że tak powiem, te linie przesyłowe za gardło wszystkie inne kraje, które by musiały raczej od Niemców kupować, a nie bezpośrednio od Rosji. Tak jak to Polska. Dlatego jest ten dwunitkowy rurociąg Ribbentrop-Mołotow, czyli Nord Stream. Potem omija Polskę i wszystkie inne, Białoruś i Ukrainę, co się okazało, proszę zobaczyć, jak dalekowzroczne, z przymknięciem oka ze strony rosyjskiej, że Rosja ma gazociąg bezpośrednio do Niemiec. Gazoporty to też jest temat niemalże nowy. Proszę zobaczyć, co w marcu i kwietniu, po początku inwazji, co okazało się w niemieckim życiu politycznym, że na przykład jakaś tam, nie pamiętam tego tytułu politycznego, szefowa jakiegoś tam landu, nie pamiętam też nazwiska, bardzo mi przykro. Możemy napisać w komentarzach pod podcastem, dobrze? Natomiast z głowy nie wyczytam, to nie była taka ważna informacja. Natomiast jedna, ta szefowa jednego z landów przez swoją fundację promującą zielony ład łapała kasę od Gazpromu. Za co?
Za to, że uzależni Niemcy od rosyjskiego gazu, od rosyjskiej ropy. I naprawdę, w domyśle oczywiście, bo cały mechanizm nie jest poznany, nie zostało to upublicznione, zostanie skasowana w Niemczech energetyka nuklearna. I ta sama pani krytykowała Polskę za próbę zbudowania w ogóle pierwszej naszej elektrowni atomowej. Więc proszę zobaczyć, jakie to są agentury wpływu, jacy są agenci promujący takie, a nie inne kierunki rozwoju energetyki i bezpieczeństwa energetycznego w Niemczech, tak silnym kraju. A kraj ten został przesiąknięty agenturą rosyjską. To co dopiero w Polsce?
[30:28] - Tak, tylko ja zadając to pytanie o upadek czy też brak upadku projektu niemieckiego, miałem na myśli coś takiego, że Niemcom nie udało się tak rzeczywiście, jak pan mówi, wprowadzić tego uzależnienia w sposób aksamitny. To mam nieodparte wrażenie, że w tej chwili trzymając finanse europejskie, tak naprawdę kontrolując euro, podejmą próby, żeby nie zrobić już tego w sposób aksamitny, a na rympał. I tego się troszeczkę obawiam.
[31:05] - Tak, bo wszyscy ludzie, my ludzie zwykli, pojedynczy i wielkie homostaty geopolityczne, takie jak Niemcy, zaczynają od narzędzi wpływu, które są najtańsze i najefektywniejsze i najbardziej eleganckie. Ale niech pan zobaczy, sam pan powiedział, że będzie zlikwidowana. Nie śledzę tego akurat, ale sam pan powiedział parę minut temu, że mają zlikwidować jednomyślność i mają zlikwidować to weto. Czym jest weto? Weto jest instrumentem najsłabszych państw. Nawet pojedyncze słabe państwo, które nie jest do końca kierowane pod stołem z tylnego siedzenia przez Niemców albo przez jakichś innych agentów wpływu, albo przez jakiś czynnik zewnętrzny dla tego małego państwa. Takie małe państwo może zagłosować i zniszczyć jakiś projekt geopolityczny konstruowany przez Francję, Niemcy i wszystkie pięć najsilniejszych podmiotów Unii Europejskiej. Widzi pan? W chwili, w której zostanie zniesione to weto, Niemcy mogą zbudować koalicję większościową z całą łatwością, bo nadal są najbardziej wpływowym krajem w całej Unii Europejskiej z Francją. Widzi pan?
[32:10] - Oczywiście tak.
[32:11] - Więc wcześniej mieli te instrumenty, jeszcze mogli ropą grać, teraz już nie mogą i gazem, a teraz już tego nie mogą, to muszą likwidować weto. Przynajmniej tak to na pierwszy rzut oka z mojej strony wynika.
[32:22] - Czyli dalej ciekawe czasy. To jest nasza przyszłość.
[32:27] - Ich aspiracje nie znikły, tylko muszą bardzo gwałtownie zmodyfikować pakiet narzędzi, którymi te aspiracje chcieli wcielić w życie.
[32:37] - Panie Piotrze, to przejdźmy do rzeczy może mniej politycznych, za to po prostu ciekawych. Wspomniał pan już o tym, że wakacje spędził pan w rozjazdach. To troszkę o tych rozjazdach bym poprosił.
[32:51] - Tak. O rany, ale mi pan przypomniał. Dobrze. To teraz słuchajcie, raport z książki o Aborygenach, czyli „Pieśni dalekich plemion”. Premiera jest nadal szykowana na październik. Już jeszcze w czerwcu jedna osoba kupiła, jeden słuchacz. Bardzo dziękuję. Byłem tak szczęśliwy, że ktoś już kupił książkę, która jeszcze nawet nie była wtedy napisana. Teraz też jeszcze nie jest do końca napisana. Ale podsumowując, łącznie przez dwa miesiące, lipiec i sierpień, odwiedziłem 45 festiwali.
Zrobiłem około 300 tysięcy klatek zdjęć aparatem lustrzanką Fujifilm X-T4, jeżeli kogoś to interesuje. Deklarowana przez producenta żywotność to jest około 200, 250 tysięcy klatek przy migawce mechanicznej. Natomiast bezlusterkowce mają migawkę elektroniczną także, z której zacząłem korzystać po chyba zrobieniu 150 tysiącach, bo stwierdziłem, że po dwóch miesiącach ten aparat będzie nadawał się do kompletnego resursu. Tak to się nazywa? Nie wiem dokładnie.
[34:00] - Może po prostu do kasacji.
[34:02] - Nie do kasacji, ale właśnie przynajmniej do wymiany migawki, która mechanicznie po prostu się zużyła. Około 300, jeśli dobrze pamiętam, 300 tysięcy zdjęć łącznie migawką elektroniczną i mechaniczną. Przejechałem około 60 tysięcy kilometrów od festiwalu do festiwalu przez dwa miesiące. W jeden weekend rekord zrobiłem osiem i pół można powiedzieć, bo na jednym festiwalu byłem tylko przez 20 minut, bo widziałem, że wszyscy byli w maseczkach zamiast tańców takich rytualnych. Po prostu coś tam zaśpiewali i zaczęli tam tłuc jakiś apel, dosłownie jak na obozie pracy. Więc stwierdziłem, co będę czekał, bo łącznie średnia ilość czasu pobytu na jednym festiwalu to około pięciu, sześciu godzin, więc przy takich pięć, sześć godzin to jest między 10 a 15 tysięcy zdjęć. Strzelałem seriami dlatego, że – i tutaj dochodzimy do sedna – jak ktoś widział te zdjęcia, które tam wstawialiśmy co tydzień przez wakacje i jeszcze wcześniej słuchał w czerwcu, to ja robię zdjęcia tak zwanych mikroekspresji. Staram się wyłapać moment, kiedy, bo widzę po prostu rozmawiają ze sobą, śmieją się, żartują sobie nawzajem, ze sobą nawzajem. I ja po prostu oczy mając dookoła głowy patrzę, który zaraz się roześmieje albo który jest w najlepszym nastroju. To mam takich po prostu oflagowanych już w takiej rozszerzonej rzeczywistości, że po prostu na nich mam szczególniejsze oko.
Jak tylko zaczynają się śmiać czy coś, to ja natychmiast strzelam zdjęciami, seriami. Dzięki temu zobaczcie sobie te zdjęcia na stronie podcastu na Book Radio. Widać, że oni są na tych zdjęciach po prostu totalnie uszczęśliwieni, po prostu w maksymalnej ekstazie. Dosłownie. Wiele zdjęć mam, około chyba 30 czy 40, które są po prostu absolutnie fenomenalne ze względu na tło, ze względu na ułożenie ciała głównej postaci na zdjęciu i postaci pobocznych i tak dalej. Coś niesamowitego. Więc w połowie pracy, czyli mniej więcej pod koniec lipca, stwierdziłem, że ta książka będzie najlepszym niefarmakologicznym lekiem na depresję, jaki można sobie wyobrazić. Dlatego, że uśmiechami, w ogóle mową twarzy zarażamy się. To emocje, które wyrażamy twarzą. Dlatego mam totalną awersję do maseczek, szczególnie od lipca, właśnie kiedy uświadomiłem to sobie.
Przeczytałem genialną książkę, między innymi Paula Ekmana. Paul Ekman to jest jeden ze współodkrywców tych mikroekspresji. To też praca domowa na dzisiaj. Zobaczcie sobie, co to są te mikroekspresje. Nie będę mówił. Pan wie, panie Marku?
[37:03] - Wiem. Za ich pomocą. I kiedy dzieci nie nauczą się rozpoznawać tych mikroekspresji, to jest później niedobrze.
[37:12] - Tak. Druga część pracy domowej, jeśli mi będzie wolno. Zobaczcie sobie, co to jest synchronia mowy ciała. Synchronia polega na tym, że rozmawiając z kimś albo po prostu przebywając w jakimś miejscu, zaczynamy kompletnie bezwiednie tworzyć rodzaj koncertu, sprzężenia z mową ciała tej drugiej osoby. I okazuje się, że naukowcy już od lat 60. badają to zjawisko i ono się zaczyna przejawiać nawet u kilkudniowych niemowląt, które świeżo wyszły na świat. A co więcej, co jest jeszcze ciekawszym spostrzeżeniem, ludzie wchodzą w tą synchronię z niektórymi naczelnymi, z małpami naczelnymi. Nie mówię tu o politykach. Taki głupi żart, ale mówię de facto o zwierzętach. Mamy z nimi na tyle wspólną genetykę i wspólne cechy, zachowania, cechy społeczne, że ta synchronia zaczyna grać po prostu.
Tego nigdzie nie było wprost napisane, natomiast twarz, skoro zarażamy się za pomocą mimiki twarzy, która jest niesamowicie skomplikowana, dziesiąt czy nawet setek mięśni odpowiada za to, żeby to wszystko poruszyć wokół oczu, wokół ust i tak dalej. Skoro twarz jest tak niesamowicie ważnym i tak skomplikowanym narzędziem do komunikowania i zarażania się nawzajem emocjami, to noszenie maseczek, proszę zobaczyć, jak bardzo nas izoluje i wprawia w nieokreślone stany lękowe i tak dalej. Noszenie maseczek od połowy lipca, kiedy o tym wszystkim przeczytałem, jest większym zagrożeniem niż sam wirus chiński.
[39:03] - To jeszcze troszeczkę powiedzmy o szykowanej książce. To będzie album.
[39:08] - Książka album. Właśnie. Oprócz około 150 absolutnie fenomenalnych zdjęć z tych festiwali, ale to nie tylko festiwale, to są ludzie. Na przykład mam Aborygena, który w tym roku obchodzi 100 lat. On mi dał moje imię aborygenskie i mając 17 lat w 1943 w każdym razie go wzięli do wojska i on stacjonował na jednej z maleńkich wysepek, która należy w tej chwili do Indonezji i czekał na Amerykanów, którzy tą strategią żabich skoków zajmowali kolejne wyspy, które im były potrzebne coraz bliżej Japonii. On na takiej wyspie był. Skończyła się wojna i nie mieli jak wrócić. I nic nie zdradzę, bo trzeba książkę kupić. Rok kombinowali, jak wrócić. Powiem jedno, gdyby Steven Spielberg usiadł z tłumaczem i usłyszał pierwsze 10 zdań o co chodzi w tej historii, to by wyciągnął tylko książeczkę czekową, zrobił podpis i powiedział: „Sami sobie wpiszcie kwotę, tylko chłopaki, bez przesady, ale wpiszcie”.
Po prostu jest tak niesamowita opowieść. Jak musieli przetrwać na tej wyspie, bo wojna się skończyła. Japończycy zabrali swoich, a tych Aborygenów zostawili na tej wysepce. Było około 1000 mil, czyli około 1800 kilometrów od Tajwanu i musieli po prostu wymyślić sposób, jak wrócić do domu. To byli Aborygeni z całego Tajwanu, na którym jest kilkanaście takich ludów. Każdy lud zajmuje jedną albo dwie doliny, albo gdzieś tam jest w górach odcięty. Jest kilka albo kilkanaście wiosek i każdy ma swoje rękodzieło, swoje stroje, swoje obyczaje, swój język przede wszystkim. Wszystko to są Aborygeni pochodzenia austronezyjskiego. To też jest dłuższa opowieść. Jak już będzie premiera książki, możemy zrobić jakiś specjalny odcinek.
Podsumowując, nikt nie napisze piękniejszej książki o Tajwanie niż ta książka, która wyjdzie za półtora miesiąca. Przepraszam, że się chwalę, ale po prostu cztery lata spędziłem jeżdżąc po Tajwanie od plemienia do plemienia, zaprzyjaźniając się z tymi naczelnikami plemion, z ludźmi, z którymi w ogóle dało się dogadać. Powiem tylko jedną opowieść. Tutaj zdradzę, że jestem świnia, bo nie piję alkoholu, a kto nie pije, ten kabluje. To jest niestety taka nasza powiedzonka, szerzej słowiańskie, bo nie można powiedzieć, że rosyjskie. Generalnie sytuacja w jednym plemieniu była taka. Przyjechałem raz, mieli grilla. Oprócz wieprzowiny pieką różne świństwa typu owoce morza albo jakieś rzeczy takie jak kurze nóżki. Wiecie, że Chińczycy uwielbiają to, na Tajwanie też uwielbiają. Niestety to jest bardzo brutalne zderzenie z rzeczywistością.
Tajwańska kuchnia, ja jej po prostu nie trawię. Generalnie robili sobie grilla. Akurat przyjeżdżam do tego plemienia. „Cześć, napij się z nami”. Byłem tam trzy czy cztery razy w tamtym miejscu. Ja mówię: „Nie piję alkoholu”, a oni: „Co? Z nami się nie napijesz?”. Prawda? U nas w Polsce dokładnie jest to samo. Jak ktoś nie chce pić.
Jakoś się tam wybroniłem, że nie piję, a w końcu tego gościa, który też swoje wypił, w końcu tamci: „Dobra, zostaw go. On powiedział, że nie pije, to nie pije”. Ale co zrobiłem następnym razem? Dwa tygodnie później przyjechałem do tego samego plemienia też w jakiejś tam sprawie Nie było go w domu, tego gościa, bo wiedziałem, gdzie mieszka. Zostawiłem mu taką małą buteleczkę. Małpka się nazywa. Ma 150 czy 200 mililitrów. Małpka wielkości niecałej pięści dziecka. Wszyscy wiemy, o co chodzi. Zostawiłem mu to i pojechałem.
Następnym razem, kiedy znowu do tego plemienia przyjechałem, znowu mieli grilla wieczorem, bo wieczorem zawsze siadają po robocie, piją i wrzą wieprzowinkę pieczoną. Więc znowu jest grill, ta sama sytuacja i zaczęli wołać: „Peter, napij się z nami”. Zgadnijcie, kto powiedział: „Peter nie pije”? Nie ja. Właśnie tamten facet, który dostał tą buteleczkę. Strasznie mi się ta opowieść podoba, dlatego że nagle ktoś, kto po prostu nie jest w stanie sobie do końca skonceptualizować, że ktoś nie chce się z nim napić. „Dlaczego z nami się nie napijesz?”. Naturalna reakcja, dlatego że lubimy się kopiować nawzajem. Jak robimy to samo co ktoś inny, to dajemy komplement tej osobie, bo kopiujemy jej zachowania. Czyli uznajemy za jakiś wzorzec do naśladowania.
Oprócz tego są inne mechanizmy, ale skupmy się tylko na tym. Więc zobaczcie, z momentu, kiedy „z nami się nie napijesz?” facet nagle zobaczył, że co prawda ja nie piję, ale w pełni szanuję jego drogę życia, czyli nie kwestionuję jego stylu czy też sposobu życia. Czyli zaistniała relacja wzajemnego szacunku. Bardzo lubię to sformułowanie. Pojawia się ono, uwaga, teraz reklama, w książce „Siły psychohistorii”, dlatego że jest jednym z najpotężniejszych czynników, czy też aspektów komunikacji z drugą osobą. Jak stwierdzimy, że ten wzajemny szacunek istnieje, to mamy pewność, że ta osoba nam nie podstawi w nie do końca przyjemny sposób nogi. Napicie się z kimś przełamuje te pierwsze lody. Czyli mamy te same zachowania, pijemy alkohol i przyjaźnimy się. Robimy to samo, czyli w jakiś sposób mamy jakieś części wspólne. To jest właśnie to przełamywanie lodów.
Nagle się okazuje, że ktoś nie pije, czyli ten pleban przyjeżdża i nie będzie z nami pił. Ale nagle się okazuje, że istnieje sposób, żeby przekonać człowieka, że co prawda nie podzielam jego drogi życiowej, ale to nie dlatego, że nim pogardzam czy w jakikolwiek sposób patrzę z góry, tylko dlatego, że po prostu ja mam swoje. Zmiana w tym gościu dla mnie jest jedną z najlepszych opowieści, jakie zebrałem tutaj na Tajwanie.
[45:54] - To ja mam oczywiste pytanie po pańskiej opowieści: jak brzmi pana aborygeńskie imię?
[46:01] - Woju.
[46:02] - Mamy jasność. A teraz pytanie kolejne: czy będzie dzisiaj konkurs?
[46:09] - Będzie konkurs, ale za tydzień. Nie wymyśliłem jeszcze dobrego pytania, a chciałem, żeby było naprawdę super. Dobra, będzie konkurs. Zmusimy ich, panie Marku, niech pan nie mówi słuchaczom, ale zmusimy ich teraz do tego, żeby zobaczyli na Book Radio tę stronę ze zdjęciami. Pod jednym ze zdjęć jest podpis: „Wspaniale! Zostaliśmy członkami plemienia”. Cytat, z jakiego filmu jest to? I to tyle.
[46:48] - To prawda. Zapraszam w takim razie na stronę Book Radia. Znajdziecie państwo w środkowej części strony zdjęcie Aborygenów podpisane „Pieśni dalekich plemion”. Wejdźcie na tę stronę. A dalej to już to, co powiedział pan Piotr. Szukajcie i odgadujcie i wygrywajcie nagrody. Panie Piotrze, pięknie dziękuję za dzisiejsze spotkanie. Rozumiem, że za tydzień kontynuujemy naszą podróż przez geopolitykę i nie tylko. I kolejny „Telegram z krańca świata” w drugim sezonie za tydzień.
[47:28] - Tak jest. Do usłyszenia.
[47:30] - Do usłyszenia. Wszystkiego dobrego.
[47:32] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.