[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. To już ostatni Telegram z krańca świata. Ostatni przed wakacjami, żeby nie było żadnego niepokoju. Postanowiliśmy go poświęcić z panem Piotrem, jak to pięknie ujął, utrwaleniu i powtórzeniu materiału dotychczasowego. Wzory akademickie jak najbardziej i szkolne jak najbardziej dobre. Ale tradycyjnie zanim zabierzemy się za utrwalanie materiału, wypadałoby zerknąć, co tam, panie Piotrze, słychać w sferze konkursowej.
[00:42] - Właśnie jestem zszokowany, że nikt nie wyłapał tych cytatów z filmu, który jest absolutnie kultowy. Jeszcze dzisiaj będę powtarzał kilka kolejnych tekstów w plotę naszą rozmowę. Może to się uda, może ktoś załapie. Ale to naprawdę aż dziwne. Zaskakujące. Przepraszam, może ten film po prostu ja sam oglądałem kilka razy za dużo i uważam, że wszyscy powinni obejrzeć minimum te kilka razy. Ale wracając do głównego wątku, powtórzenie i utrwalenie materiału. Będziemy się spotykać dopiero za dwa miesiące, więc tak się zastanawiałem, żeby zrobić odcinek i właśnie go zrobimy, żeby podsumować to wszystko w największym skrócie, co mówiliśmy i po to, żeby czytelnicy i słuchacze mogli sobie podumać, pomyśleć, pozastanawiać się, pokwestionować to, co do tej pory postrzegali w rzeczywistości i starać się spojrzeć z innej, odmiennej strony. Więc zaczynamy.
[01:45] - A konkurs na wakacje też będzie?
[01:47] - Będzie, będzie w trakcie. Zaraz coś wymyślę. Oprócz tego, że mam jeden przygotowany, to zaraz coś wymyślę w trakcie, bo coś mi chodzi po głowie. Ale w międzyczasie powiem wam, gdzie jestem wszystkim. To, że w ostatnim odcinku mówiliśmy o mimice twarzy i o tym, w jaki sposób neuroanatomiczny potrafimy się porozumiewać z innymi ludźmi i jak ważne w tym celu, czy też w tej funkcji twarzy są mięśnie twarzy i to, że w ogóle te twarze widzimy i cały czas na bieżąco te interakcje są wzbudzane. Interakcje, które są dla nas często nieświadome. Mamy na przykład tak zwane mikroekspresje. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, co to jest. To są bardzo krótkie przebłyski komunikatów niewerbalnych, które pokazują się w mimice twarzy, które są niedostrzegalne w sposób świadomy, a jeżeli są dostrzegalne w sposób świadomy, to tylko po jakimś treningu albo po specjalnym uczuleniu się na to, żeby zwrócić na to uwagę. Czyli na przykład jak ktoś spotyka nas, to możemy kompletnie nie zwrócić uwagę, że wyraził swoją twarzą grymas obrzydzenia, a potem zaraz się uśmiechnął szeroko.
„Kopę lat, stary!” Więc to, że widzimy mikroekspresję wcześniej sprawia, że w jakiś sposób kwestionujemy szczerość czy prawdziwość tego drugiego, tego długiego, dostrzegalnego już komunikatu. Więc wracając do rzeczy, dlaczego z tymi twarzami mi przyszło do głowy w zeszłym odcinku, żeby o tym powiedzieć i żeby nawet napisać dwie strony tekstu? Otóż przez cały sierpień i przez cały lipiec będę jeździć po całym Tajwanie, po górskich drogach, po wybrzeżach, wszędzie gdzie są jakieś wioski i plemiona aborygeńskie, po to, żeby odwiedzać ich festiwale związane ze zbiorami, czy też generalnie festiwale doroczne. Oni zakładają na te festiwale przepiękne kolorowe stroje. Jest 16 różnych ludów na Tajwanie. Każdy lud, z grubsza, proszę nie brać tego zupełnie dosłownie, bo to nie jest precyzyjne sformułowanie. Natomiast co dolina to nowy lud, czyli nowe stroje, nowy sposób robienia rękodzieła, zupełnie nowy, kompletnie odmienny język. Ci Aborygeni to są ludy pochodzenia austronezyjskiego. Domniemuje się, jest teoria, która nie jest obalona jeszcze do tej chwili i generalnie jest silna, wedle której Aborygeni na Tajwan dotarli z kontynentu chińskiego, z południa współczesnych Chin. Przedostali się na wyspę Tajwan, współcześnie nazywaną Tajwan i potem migrowali na całą Austronezję i na cały Pacyfik.
I to wedle tej teorii Tajwan jest praźródłem tych wszystkich migracji, jakie miały miejsce czy na Filipinach, czy w najdalszej perspektywie na Hawaje i na Wyspę Wielkanocną. To jest potwierdzane między innymi wykopaliskami. To, że tajwańscy Aborygeni zasiedlali kolejne wyspy, idąc na południe, zaraz na południe od Tajwanu, paręset kilometrów, niecałe nawet paręset, bodajże chyba ze 200 coś tam, są już wyspy należące współcześnie do Filipin. Więc mniej więcej tajwańscy Aborygeni tak właśnie wyglądają. Na północy Tajwanu są tacy bardziej biali, nieodróżnialni niemalże od Chińczyków Han. Ja nie potrafię ich odróżnić. Natomiast czym bardziej na południe, tym bardziej oni są tacy opaleni. Przepraszam za takie żartobliwe, pieszczotliwe określenie. Więc można na południu już zdecydowanie powiedzieć: „O, Aborygen”, bo jest taki bardziej opalony, a Chińczycy są tacy białawi bardziej, zwłaszcza kobiety. Przede wszystkim kobiety.
To jest szokujące, mimo tego, że mężczyźni i kobiety genetycznie pod tym względem powinni być identyczni, jeśli chodzi o karnację, ale kobiety od wczesnej młodości jeżeli jakikolwiek krem używają, to używają z wybielaczem, dlatego, że biała skóra jest uważana za piękniejszą od ciemnej.Ma to też związek z tym, że biała rasa jest uważana przez Azjatów za kulturowo wyższą. Więc jest to tak zwane, nie pamiętam, jak to dobrze się nazywa, kulturowe kopiowanie. Jak to się nazywa? Prestige-based culture copying. Coś w tym rodzaju, że bazujące na prestiżu kopiowanie jakichś wzorców kulturowych od sąsiadów czy z innych regionów. Więc tak to wygląda. W zeszłym tygodniu już mówiliśmy, że co tydzień będę dawał panu Markowi jakieś fajne zdjęcie i dzisiaj je dam. Także oglądajcie te zdjęcia. Gdzie będą, panie Marku? Nie pamiętam, gdzie one będą.
[06:50] - Pierwsze już jest. Na głównej stronie jest piękne zdjęcie zaprezentowane. Wystarczy kliknąć i już będą kolejne zdjęcia. Pierwsze z nich, które przesłał pan w zeszłym tygodniu, już tam jest. A właściwie pierwsze dwa zdjęcia, bo jest zdjęcie Aborygenki i jest zdjęcie pana z podróży.
[07:10] - I to jakie!
[07:11] - Także do końca nie utracimy kontaktu z panem Piotrem. Będziemy śledzić za pośrednictwem zdjęć jego trasę po Tajwanie. Szczęśliwej podróży życzymy i czekamy na kolejne zdjęcia.
[07:28] - Dużo snu przede wszystkim i żeby się nie napatoczył na pijanego kierowcę, bo plusem są piękne, wijące się górskie drogi. Natomiast minusem jest to, że tutaj wieczorami, zwłaszcza w piątki i soboty, staram się unikać jak ognia tych dróg, dlatego że narąbani tutaj jeżdżą i można się komuś władować pod koła kompletnie niespecjalnie. Także są plusy i minusy i niech te plusy nie przesłonią nam minusów. I z jakiego to filmu? To jest ten konkurs. No łatwe. Ja czuję, jakbym tą książkę za darmo oddawał za ten tekst. Ale trudno, niech będzie moja strata.
[08:00] - Czyli to jest nowy konkurs, tak?
[08:03] - Tak.
[08:04] - Czyli mamy dzisiaj dwa konkursy. Ten stary, w którym będzie pan sypał cytatami w trakcie naszej rozmowy.
[08:11] - Tak, ale oczywiście tak, żeby jak najtrudniej było wyłapać, że to jest akurat specjalnie cytowane po to, żeby skojarzyć. Żeby nie było tak łatwo. O ile ten konkurs nowy to, tak jak powiedziałem, łatwizna dla miłośników arcydzieł kinematografii polskiej. Natomiast ten stary to jest, przypominam, arcydzieło kinematografii światowej. Było kilka cytatów, między innymi wspomniałem tutaj o Filipinach, ale był generał, który też sparafrazował słynny cytat z tego arcydzieła kinematografii poniekąd, kiedy Amerykanie wycofywali się. Mówię o generale MacArthurze. On powiedział pamiętną tezę: „I shall return”, czyli „Wrócę”. Byłem zresztą w tym miejscu, dokładnie w tym miejscu. Mam zdjęcia nawet z Filipin, gdzie MacArthur z powrotem wracał na Filipiny w 1944 roku. Chyba w 1945.
Zapomniałem nawet. Dobrze. Tak. Więc tutaj taka podpowiedź już chyba za duża, ale mi się to wydaje za duża, skoro nikt przez ponad dwa tygodnie, chyba już trzy tygodnie, nikt nie mógł zgadnąć tego.
[09:18] - Tak. A właśnie mi się coś nasunęło. Oczywiście nie będę zdradzał, ale ja już się chyba domyślam, jaki to film jest. Nie jestem jeszcze pewien. Trochę mnie pewne rzeczy zmyliły w pierwszych wersjach. Myślę, że teraz już doszedłem do sedna, ale mogę się mylić w dalszym ciągu.
[09:43] - Panie Marku, jeżeli poczuje się pan źle, że nie może pan zgadnąć i poczuje pan wstyd wobec słuchaczy i czytelników, to mogę jedynie powiedzieć, że niech pan się nie martwi, bo za sto lat nikt nie będzie tego pamiętał.
[09:55] - No tak, to prawda. A ja tylko jeszcze szybciutko przypomnę, że drugi, tak zwany łatwy konkurs opiera się na cytacie, że chodzi o to, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów. To rzeczywiście jest prosta zagadka. I rzeczywiście pan Piotr dzisiaj ma dobre serce i rozdaje książkę właściwie za bezcen. Okej, wróćmy w takim razie, a właściwie zacznijmy powtórkę materiału. Panie Piotrze, to od czego zaczniemy?
[10:23] - Tak, jeszcze domknijmy tylko tych Aborygenów. Tutaj zwracam się do słuchaczy. Jeżeli już ta książka o Aborygenach, która w październiku trafi na rynek w Polsce do sprzedaży, jest już w przedsprzedaży. Także jeżeliby ktoś zechciał wspomóc mnie, rzeczywiście bardzo mi się ta kasa przyda. Jeżeli ktoś będzie chciał w przedsprzedaży zakupić egzemplarz, to bardzo zapraszam. Jest w księgarni chiny.pl/sklep albo też sklep.chiny.pl. Obojętnie, obydwie wersje zaprowadzą przyszłego czytelnika do zakupów. Także to będzie, przypominam, album pod każdym przepięknym zdjęciem. Zdjęcia są do wglądu na Bookradia, tak?
[11:05] - Tak, na głównej stronie. Jak pan tylko wejdzie na główną stronę, to pan zaraz będzie wiedział. Nasi słuchacze również.
[11:13] - Jest mi bardzo miło. Dziękuję. A przepraszam, wyjaśnię, dlaczego musiałem się upewnić u pana Marka. Dlatego, że jak pan Marek mówi, ja modlę się, żeby jak najdłużej mówił teraz, to ja sobie tutaj podjadam właśnie pierś z kurczaka smażoną. Złapałem szybko po drodze, jadąc do miejsca, z którego mogłem rozmawiać.
[11:33] - To mam, rozumiem, jakiś monolog wygłosić.
[11:36] - Ale nie za pięć minut, bo to ja mam mówić. Ale tak, będę bardzo wdzięczny, ale umówmy się, że tego nie powiedziałem.
[11:44] - Byle nie hamletowski, rozumiem. Dobrze. Powiem tak: rzeczywiście potrzeba takiej rekapitulacji chyba jest, bo rozmawiałem z kilkoma osobami i trudno powiedzieć, że się skarżyły. Raczej były zadowolone, ale powiedziały, że ogrom materiału — zostańmy przy tej nomenklaturze — ogrom materiału, ogrom problemów, jakie poruszyliśmy w tych poprzednich audycjach, jest taki... że chwilami czują, że nie ogarniają. To myślę, jest dzisiaj dobra okazja, żeby lekko przygarnąć poszczególne zagadnienia i troszeczkę to w jakiś sposób wyprostować, uporządkować. Już więcej nie dam rady gadać, panie Piotrze, w związku z tym
[12:32] - Dziękuję.
[12:33] - W związku z tym zapraszam, proszę nas przeprowadzić przez te bezdroża. Nie, sami sobie weszliśmy na te bezdroża. Rzeczy są proste tak naprawdę, ale może przewodnika wymagają. Panie Piotrze, prosimy.
[12:47] - Tak. Zawsze radykalna czy też w jakiś sposób istotna zmiana naszego światopoglądu wymaga bodźca z zewnątrz. Bardzo trudno jest stwierdzić samemu: „O rany, myliłem się" na przykład albo „O, nie dostrzegałem ważnego aspektu świata, który mnie otacza, a teraz się tego nauczę". Ten impuls musi przychodzić z zewnątrz, dlatego że to jest tak zwany błąd konfirmacji albo błąd potwierdzenia. To znaczy przyjmujemy z zewnątrz te dane, które potwierdzają nasze mniemania, światopogląd, nasze zabobony, w które wierzymy. Przypominam, kiedyś, nie pamiętam, w których z pierwszych odcinków telegramu mówiłem, że jest genialna książka socjologiczna, praca zbiorowa pod tytułem „Złudzenia, które pozwalają żyć". I to jest sedno tego dzisiejszego powtórzenia. Dlatego, że przez wszystkie te telegramy, ja wiem, że niektórzy słuchacze już to zrozumieli, dlatego, że z nimi rozmawiałem, korespondowałem mailowo albo nawet telefonicznie. Większość telegramów polega na tym, że ja staram się w sposób sprytny, zaraz powiem dlaczego sprytny. Staram się w jakiś sposób sprytny nakierować słuchaczy na to, żeby zakwestionowali sposób, w jaki patrzą na świat, po to, żeby sprawdzić, czy może jest jakiś sposób, który jest lepszy, skuteczniejszy.
Skuteczniejszy w tym sensie, że pozwoli lepiej przewidzieć to, co się stanie, albo na przykład wyjaśnić motywy osoby, która tak, a nie inaczej się zachowuje, jakiegoś polityka na przykład. Albo pozwoli spojrzeć na jakąś sprawę, która pozornie jest oswojona, pozornie jest oczywista, a nagle się okazuje, że jest aspekt tej sprawy, który nam zawsze umykał. Ja uwielbiam czytać książki, które pokazują mi, że się myliłem wcześniej. Natomiast bardzo często jest tak, że jesteśmy zmęczeni, wracamy z roboty i włączamy telewizor i po 10 minutach zasypiamy przy włączonym odbiorniku. I to wszystko umyka naszej percepcji i żyjemy w błędzie potwierdzenia wielokrotnie powtarzanym. Też można użyć tego sformułowania: widzenie tunelowe. Nie widzimy tego wszystkiego, co toczy się dookoła nas, ale jesteśmy zbyt zmęczeni albo jesteśmy przekonani, że to jest nieistotne, a tak naprawdę to jest istotne. Tego dotyczy ten dzisiejszy odcinek. Dwie najważniejsze tezy. Manipulacji.
Jesteśmy zawsze poddawani manipulacjom w jakiś sposób mniej dla nas zgodne z naszymi dotychczasowymi światopoglądami. Sztuką manipulowania, to mówiliśmy dwa tygodnie temu, jest robić to na poziomie neuroanatomicznym, to znaczy w sposób, który bardzo niewiele osób jest w stanie w dowolnej chwili kontrolować. To znaczy w niektórych momentach, przypływach samokontroli na przykład, albo w przypływach postrzegania tego, co dookoła nas, poszerza nam się świadomość, tak można powiedzieć trochę niezgrabnie. Ale właśnie na tym to polega, że nagle jakiś impuls, na przykład jakaś bardzo silnie przeżyta emocja sprawia, że nagle jesteśmy bardziej otwarci na inne wersje rzeczywistości. Tej samej rzeczywistości, która nas cały czas otaczała, ale nagle się okazuje, że ona jest znacznie bogatsza. Albo patrzyliśmy na jakieś trywialne rzeczy, które w celowy sposób były przed nami ukrywane. Rozmawiałem niedawno ze znanym psychologiem tutaj w Polsce, prosiłem go o konsultacje i powiedział mi jedną bardzo ważną rzecz. Psychologowie mogą sobie robić eksperymenty w laboratoriach albo mniej czy bardziej kontrolowanych środowiskach. Natomiast ich wiedza jest wiedzą teoretyczną, czyli tworzą jakąś teorię i potem sprawdzają, czy ta teoria jest prawdziwa albo fałszywa, albo bliższa prawdy, albo dalsza prawdy. Albo przewiduje zachowania większej ilości ludzi albo mniejszej.
To też są trochę różne rzeczy. Natomiast naprawdę wielką wiedzę i to olbrzymią i imponującą wiedzę na temat działania naszego umysłu mają wszyscy prestidigitatorzy. Tak to się wymawia? Przepraszam, chyba nie wiem.
[17:15] - Presti-di-di-ka... Widzi pan, jak się zapyta, to zawsze jest: magicy prestidi, i się znowu zaciąłem. Prestidi... I się poddaję.
[17:28] - A wie pan, w jakim filmie pada nazwisko Grzegorz Brzęczyszczykiewicz?
[17:34] - Wiem.
[17:34] - Dobrze, ale to jest łatwe. Nie, niech pan mówi.
[17:37] - To nie jest konkurs, to mogę odpowiedzieć. Wie pan co? Kiedy słucham pana, to-
[17:42] - Unika pan odpowiedzi.
[17:44] - Znaczy mam odpowiedzieć, w jakim filmie to jest?
[17:47] - Tak.
[17:48] - „Jak rozpętałem drugą wojnę światową".
[17:50] - Dokładnie tak.
[17:53] - Nie unikam odpowiedzi. Natomiast miałem pewną refleksję, kiedy pan mówił o tym, o czym pan mówił. Otóż to wszystko jest prawdą w jednym, a właściwie w wielu przypadkach, w których ludzie chcą poznawać świat, są na to nastawieni. Ale niestetyRównież wśród naszych słuchaczy są ludzie, którzy wiedzą lepiej. Wszystko wiedzą lepiej od pana, ode mnie, w ogóle od wszystkich. I przecież po co tłumaczyć komuś świat? Wiadomo, jaki jest. To chyba nie jest audycja, tak myślę, że jeśli mielibyśmy jakoś wykluczać, bo świat współczesny polega na tym, żeby nikogo nie wykluczać i wszystkich wciągać. To był sarkazm oczywiście, ale jeśli miałbym kogoś wykluczyć, to właśnie takie osoby, które wiedzą już wszystko, wiedzą lepiej i nie chcą się zmieniać, nie chcą budzić w sobie wątpliwości, bo się źle z tym czują. Takie osoby również są, ale to nie jest audycja dla nich, tak myślę.
Czy ja jestem zbyt okrutny?
[19:03] - Nie, to jest świetne przybliżenie esencji tego, o czym dzisiaj mówimy. Dlatego, że esencją manipulacji jest sprawić, żeby jak najwięcej ludzi w danej społeczności nie miało nastawienia na kwestionowanie. Na przykład w „Siłach psychohistorii” to kryptoreklama oczywiście. W „Siłach psychohistorii” zacytowałem świetne podsumowanie tego, czym jest nauka. Jak to było? Trochę może spalę, za co bardzo przepraszam, natomiast napiszemy to może pod audycją, żeby zachować cytat, bo jest niezwykle błyskotliwy, niezwykle celny. „Wierz nauce”, przepraszam, w cudzysłowie „zawierz nauce” albo inaczej „ufaj nauce” to najbardziej nienaukowa fraza, jaką można wymyślić. Dlatego, że całą esencją nauki jest kwestionowanie wszystkiego, co tylko można zakwestionować. Koniec cytatu. To jest w wersji angielskiej.
Dam tutaj słuchaczom, dlatego, że ona jest absolutnie fenomenalnie sformułowana i na tym właśnie polega. Wracając do naszego tematu, osoba manipulowana jest manipulowana przede wszystkim na tym poziomie, żeby nie kwestionować narzucanej sobie wizji świata. I robi się to na bardzo wiele sposobów i tłumaczyliśmy to w sferze geopolityki, w sferze stosunków międzyludzkich, w zwyczajnych rozmowach, jak to się robi. Ale wracając na przykład do tych magików, tych torturów, są na przykład takie triki wykorzystywane przez nich całkowicie. To jest dla nich wiedza intuicyjna i są ludzie, którzy działają w taki sposób, czyli używają w praktyce tej wiedzy intuicyjnej, pamięci mięśniowej. Po prostu mają do tego talent. Można mieć do różnych rzeczy talenty, ale właśnie między innymi do tego, żeby manipulować ludźmi, trzeba mieć talent. Ci magicy na przykład, jeżeli chcą ukryć przed nami coś, że na przykład jakiś przedmiot chcą schować sobie do rękawa albo gdzieś wyrzucić za siebie, żeby nagle on zniknął im z dłoni, to wpierw mają ten przedmiot w lewej dłoni przed naszą twarzą mniej więcej 30, 40 centymetrów przed naszą twarzą i mówią: „Zobacz” i jedną ręką pustą rękę przesuwają w kierunku naszych oczu, a tą drugą rękę chowają. Mogą sobie robić, co chcą, bo dlatego, że my już tej ręki, o ile nie jesteśmy przeszkoleni oczywiście, my już tej ręki nie widzimy. Dlatego, że nasz umysł, który w ewolucji powstał, żeby zmagać się z niebezpieczeństwami, żeby reagować na niebezpieczeństwa, w tym momencie całkowicie koncentruje się na tym obiekcie, który się przybliża do naszej twarzy.
I wtedy tą drugą ręką możemy palec mu nawet pokazać i on tego palca nie zobaczy. Przesadzam oczywiście, ale mniej więcej na tym to polega. Jeżeli dobrze ten magik zrobi, to rzeczywiście może kompletnie wszystko zrobić. Nie wiem, czy słuchacze tutaj oglądali ten film na YouTubie. Zresztą chyba on jest starszy niż internet, było robione badanie, że jakaś grupa koszykarzy pod koszem gania się i cały czas wrzuca do tego kosza i trzeba było policzyć ile jest rzutów, czy ilu jest tych graczy. Natomiast w chwili, w której człowiek zaczął się koncentrować na tym, żeby policzyć tych graczy albo policzyć, ile razy rzucono do kosza, to nagle między tymi koszykarzami przechodzi postać przebrana w kostium goryla. Widział pan ten film?
[22:41] - Widzieć nie, ale miałem relacje od takich osób jak chociażby Rafał Ziemkiewicz. On też często powołuje się na ten przykład, często go używa.
[22:51] - No to widzi pan. Tak i dokładnie na tym polegają manipulacje. Znaczy nie dokładnie na tym, tylko ten mechanizm jest używany w manipulacji. Mechanizm ten polega na tym, że nasz umysł najczęściej, poza nielicznymi wyjątkami, zazdroszczę ludziom, którzy to potrafią, nie może się rozdzielić na kilka zadań, na których się koncentruje. Czyli to widzenie tunelowe tak naprawdę ma też w sobie coś z monomanii, to znaczy dużej koncentracji na jakimś jednym aspekcie sytuacji albo na jakimś wycinku rzeczywistości, który dla nas jest istotny. Dlatego właśnie na przykład jest fascynujące, kiedyś czytałem świetną książkę o tym, niezwykłą wręcz na temat tego, jak dzielone są zadania wśród załogi czołgów i jaki problem mieli Rosjanie, kiedy obsadzali załogą pierwsze egzemplarze T-34, o ile się dobrze nie mylę. Gdyby ktoś zechciał mnie poprawić, napisać do mnie albo zna dobre opracowanie, które ja kiedyś czytałem, ale po prostu nie pamiętam nazwy. W końcu okazało się, że dowódca, który jednocześnie był działowym, był za bardzo obciążony zadaniami i nie był w stanie dostatecznie rozwijać świadomości sytuacyjnej. To znaczy nie mógł być dwudzielny, czyli jednocześnie kierować pracą działa, a z drugiej strony dostarczać danych do tego, żeby obrócić wieżę czołgu o ileś tam stopni. Po prostu gubił się, to nie było po prostu, jak to się nazywa overload, work overflow.
Nie pamiętam dokładnie.Ale generalnie zasada jest bardzo jasna: w chwili, w której jesteśmy manipulowani w jakikolwiek sposób, w tym sensie, że do jakiejś konkretnej sprawy czy w jakimś konkretnym kontekście, tak naprawdę istnieje tylko jedno prawidło. Nasza świadomość kierowana jest w złym kierunku. Dlatego właśnie na przykład ja, jeżeli czuję, że muszę podjąć ważną decyzję ekonomiczną, na przykład złożyć zamówienie albo dokonać zakupu, to po pierwsze jak idę do sklepu, to nigdy nie biorę ze sobą pieniędzy za pierwszym podejściem, na przykład jak kupuję komputer. Na Tajwanie niedawno kupowałem, parę miesięcy temu, laptopa. To dokładnie ten sam schemat. Nie idę tam z pieniędzmi, dlatego, że zakładam, że sprzedawca jest sprytniejszy ode mnie i że wmówi mi, że muszę natychmiast kupić ten komputer, dlatego że to jest produkt prestiżowy, więc wszyscy będą się na mnie patrzeć: „O, ale sobie kupił zarąbisty komputer” i tak dalej. Jest cała gama technik, których sprzedawcy używają do tego, żeby zmusić nas do decyzji w sytuacji, w której ta decyzja jest na naszą niekorzyść. Więc najprostsze: nie zabrać ze sobą pieniędzy. Na przykład jak się kupuje samochód, to nie bierze się ze sobą dowodu osobistego. Już pieniądze można zabrać, bo można pójść potem do restauracji na przykład.
Poza tym to nie te kwoty. Więc zawsze można w jakiś sposób znaleźć procedurę, która przerywa ten fortel, który jest wobec nas kierowany. Fortel polegający na tym, żeby nas skłonić do decyzji w chwili, w której nie chcemy tej decyzji podejmować. I teraz jedną z zasad, które należy pilnować, jest upewnić się, że wszystko to, co dzieje się przed nami, jest w jakiś sposób kontrolowane przez kogoś innego. W tym sensie, że wchodzimy na czyjeś podwórko do sytuacji, w której ktoś inny pisze scenariusz tej sytuacji. Na zajęciach z socjologii, jak to było? Socjologii władzy? Nie pamiętam dokładnie, to było ponad 20 lat temu. Natomiast ja studiowałem socjologię na Uniwersytecie Warszawskim, gdyby ktoś nie wiedział. Na jednych zajęciach padło świetne sformułowanie: definiować sytuację.
Definiować sytuację to oznacza narzucać reguły interakcji. Nie tylko temat rozmowy albo jakieś ramy targowania ceny czy czegokolwiek. Po prostu narzucać, komu wolno, a komu nie wolno narzucić innym uczestnikom rozmowy w jakimś pomieszczeniu, w którym jest na przykład pięć czy sześć osób, komu wolno zmienić temat na przykład albo komu wolno innych obrażać albo nie obrażać. To są oczywiście niezwykle skomplikowane sprawy, ale maksymalnie upraszczając je, polega to na tym, że w chwili, w której dostrzegamy, że ktoś kieruje sytuacją i to jest ktoś, kto potencjalnie ma skonfliktowany z nami cel, czyli sprzedawca samochodu czy sprzedawca komputerów, to od takich sytuacji należy zastosować fortel 36. z tych 36 forteli, o których już mówiliśmy, i uciekać. Uciekaj, żeby walczyć następnym razem. Tak brzmi w całości ten fortel, a dosłownie oznacza: ucieczka jest najlepszym rozwiązaniem. Albo jeszcze inaczej, nauczyciel literatury angielskiej mi podsunął idiom, który jest bardzo powszechny w języku angielskim, przede wszystkim amerykańskim angielskim: pick your battles, czyli wybieraj swoje własne bitwy. Czyli nie walcz w bitwach, o których nie masz pewności, że z całą pewnością wygrasz.
[28:50] - Tak, a ja w międzyczasie poćwiczyłem sobie w duchu i dzisiaj, teraz, w tym momencie mogę powiedzieć: prestidigitator. Wiecie państwo, na czym to polega, że wcześniej nie można było powiedzieć, a teraz nie ma z tym żadnego problemu? Znowu, troszeczkę to, bardzo ogólnie nawiązuje do tego, o czym mówi pan Piotr. Wystarczy sobie zwrotniczkę w głowie przestawić i na przykład zmienić akcent w tym wyrazie i już nie ma żadnego problemu. Bardzo wiele z tych rzeczy, które nas blokują, chociażby w wypowiedzeniu słowa, te rzeczy znajdują się w naszych głowach, nie w naszym aparacie mowy czy w ogóle gdzieś tam pod kopułką, w szarej substancji. Dzieją się rzeczy, które tak naprawdę są naszymi, może przesadzam, że wrogami, ale mocno nas ciągną czasami w dół, jeśli pozwolimy. Panie Piotrze, tak też pan to odbiera może?
[29:50] - Wie pan co? Właśnie udało mi się skończyć tą pierś z kurczaka i szczerze mówiąc, musiałbym poprosić o powtórzenie pytania.
[29:59] - To już mówiłem długo. Dobrze, to się tutaj wytnie, to ja szybko powtórzę.
[30:08] - Nie, jest śmiesznie. Jak najbardziej niech zostanie.
[30:10] - Okej, chodzi o to, że powtórzyłem słowo prestidigitator i nie ma z tym żadnego problemu. Dlaczego? Dlatego, że sobie przesunąłem w głowie akcent na tym słowie i wtedy problem znika. I zacząłem wywodzić z tego nieco może pokrętną tezę, że bardzo wiele z tych ograniczeń, pan zresztą częściowo o to zahaczał, bardzo wiele z tych ograniczeńKtóre uznajemy za nie do przejścia, siedzi w naszych głowach, w tej szarej substancji. I właściwie sam się dziwię, dlaczego one są czasami, dlaczego nie potrafimy ich zwalczyć. Bo pan częściowo też o tym powiedział. Wszystko jest kwestią podejścia. Tak sobie to skojarzyłem nieśmiało.
[30:58] - Ja mam kilka teorii. Nie tyle ja mam teorie, ile czytałem wiele książek o manipulacji, o tym, w jaki sposób należy rozmawiać z ludźmi, żeby dali się przekonać łatwiej do naszych argumentów. Jest kilka czynników, które możemy kontrolować w pewien sposób i przede wszystkim możemy być czujni na to, czy one są uruchamiane, te czynniki, przez osoby, z którymi rozmawiamy. I są to na przykład tembr, brzmienie głosu. Na przykład jak chodziłem na zajęcia z retoryki profesora Bralczyka, to było coś niesamowitego. Profesor Bralczyk był w stanie w ciągu jednego zdania, które mówiło o tym, że jeżeli głos wydobywa się z głębi żołądka, to on jest bardziej wiarygodny, bo jest głębszy i wydobywa się z głębi naszego jestestwa, do takiego piskliwego, wychodzącego z gardła głosu, który ma wyższe tony i który brzmi mniej wiarygodnie. On, mówiąc to zdanie, potrafił tym głosem sterować tak, że ono rzeczywiście od gardła zjeżdżało mu do żołądka, a potem z powrotem wracało do góry. On jest mistrzem w tego typu rzeczach i lubił się popisywać wtedy, kiedy na te zajęcia chodziłem. Ja w sposób oczywiście nieudolny zupełnie starałem się w jakiś sposób powtórzyć. Może ktoś wyłapał, w co wątpię, bo nie jestem aż tak dobry i to trzeba rzeczywiście ćwiczyć non stop tego typu sposób wypowiadania się.
Natomiast to rzeczywiście na nas wpływa. Dlatego, że osoby charyzmatyczne. Kto to jest osoba charyzmatyczna? To jest osoba, która poprzez ćwiczenia albo poprzez jakiś naturalny talent, albo predyspozycje czysto biologiczne potrafi lepiej dostroić się do sposobu, w jaki my jesteśmy perceptywni na sposób zachowania się i sposób mówienia innej osoby. Bo rzeczywiście jest tak, że jak ktoś ma głębszy głos, to wtedy jest bardziej wiarygodny. Jeżeli ktoś mówi wolniej, to też jest bardziej wiarygodny niż taki ktoś, kto mówi szybciej. Stąd na przykład nie wiem, czy ktoś czytał książki albo słuchał jakichś kursów na temat wypowiadania się. Jest ta słynna książka Dale'a Carnegie'a „Jak zdobyć przyjaciół i zjednywać sobie ludzi”. Dobrze powiedziałem tytuł? Tam jest masa porad, które w jakiś sposób wyliczają te wszystkie aspekty.
Czyli na przykład jeżeli stoimy, to powinniśmy w jakiś sposób zasłaniać nasze podbrzusze, to wtedy jest to postawa bardziej pasywna, czyli jesteśmy postrzegani jako mniej agresywni. Jeżeli ręce schowamy do tyłu, to znaczy, że przestajemy chronić te podbrzusze. W związku z tym demonstrujemy, że nie boimy się na przykład jakiejś osoby, z którą mamy interakcję czy może nawet konfrontację. To wszystko można sparametryzować. Tak jak mówiliśmy o geopolityce, że są pewne zestawy czynników, możności, zasobów, które można sparametryzować, to znaczy wyliczyć je jedno po drugim i ocenić, czy one są w oczekiwanym zakresie, czy są za małe, czy są za duże. Jeżeli dużo parametrów jest za małych, to znaczy, że ta osoba jest słaba i może być postrzegana jako słaba. Czy też państwo albo osoba. Więc to wszystko, o ile potrafimy to nazwać, jest dla nas wskazówką, jak się zachować w dalszym części. I to, co przed sekundką powiedziałem, o ile potrafimy to nazwać, to jest ta druga rzecz, o której ja chciałem dzisiaj powiedzieć jako podsumowanie. Dlatego że pamiętajmy, to też mówiłem i to jest jedna z centralnych takich maksym jest sił psychohistorii, że parafrazując słowa Stanisława Lema, cały postęp kultury i cywilizacji to jest postęp pojęciowy.
Oznacza to, że jeżeli jesteśmy w stanie nazywać świat, używać jakichś skomplikowanych koncepcji, na przykład prędkość światła, teoria względności, studnia grawitacyjna i tak dalej, to jesteśmy lepiej w stanie zrozumieć i opisywać wszechświat, który nas otacza. Mówię o kosmosie w tym wypadku. Niż mając do dyspozycji tylko i wyłącznie teorię Newtona, która nie pozwala nam wyjaśniać z tak dużą dokładnością tylu zjawisk i przewidywać przede wszystkim istnienie, funkcjonowanie zjawisk w otaczającym nas wszechświecie. Mówimy tutaj o czysto fizycznym oczywiście wszechświecie. Natomiast ten drugi wszechświat, wszechświat ludzkich interakcji, również może być lepiej, głębiej dostrzegany, o ile tylko dysponujemy aparatem pojęciowym. I to jest podstawą tego wszystkiego. Już to podsumowuję. Podstawą tych wszystkich naszych telegramów, dzisiaj już mamy chyba 18, prawda? Nie pamiętam, nie liczyłem, przyznam.
[36:28] - 19. 19.
[36:30] - Mamy 19 telegramów. Większość z nich, jeżeli ktokolwiek ze słuchaczy zabierze się za słuchanie, w większości z nich budowałem u słuchaczy, w umysłach słuchaczyAparat pojęciowy pozwalający na dostrzeganie rzeczywistości w kompletnie odmienny sposób. W kompletnie to nie wiem, bo nie z każdym rozmawiałem z naszych słuchaczy, ale pozwalający spojrzeć na coś pozornie już oswojonego albo zupełnie oswojonego w jakiś inny sposób. Takie inne spojrzenie, właśnie spojrzenie gościa. Spojrzenie z boku pozwala się zdystansować do naszych wcześniejszych poglądów czy aktualnie posiadanych poglądów i dzięki temu jesteśmy w stanie nagle stwierdzić: ten człowiek nas nienawidzi albo nas nie lubi. Dlatego, że zachował się, mówiliśmy chyba trzy tygodnie temu, że ludzie nawzajem chcą się zdominować albo w jakiś sposób zdeterminować relację dominacyjną, czy kto jest wyżej, kto jest niżej w hierarchii społecznej już od samej pierwszej interakcji z jakąś drugą osobą. Rozumiejąc ten mechanizm, którego spostrzeżenie sam wyłapałem w poradniku dla pisarzy, w jaki sposób pisać świetne dialogi. Otóż każdy dialog jest renegocjacją bądź rezygnacją z renegocjacji wzajemnego statusu osób rozmawiających. Czyli na przykład jak powiemy: „Cześć stary, jak leci?”, ale nie powiemy czegoś takiego do profesora, do którego będziemy zdawać egzamin za trzy miesiące. Tylko mówimy: „Dzień dobry, panie profesorze, jak tam zdrowie?” i tak dalej.
To oczywiście jest przesadzone, przerysowane to, co teraz powiedziałem, te dwa przykłady. Ale te niuanse, najważniejsze są właśnie niuanse. Próbujemy, czy zareaguje, na przykład odpowie: „Co pan? Jak pan się do mnie zwraca?” Tu też niektórzy słuchacze wiedzą, że mam zamieszanie z, że tak powiem, nie do końca rzetelną osobą, z którą wszedłem we wspólne wydanie książki i na przykład rozmawiałem z Allegro, z działem praw autorskich. I facet mi napisał na samym początku listu: „Spieszę poinformować”. Za przeproszeniem, ale jakie „spieszę poinformować”? „Dzień dobry, chciałbym poinformować” to jest profesjonalny sposób wysławiania się. Natomiast ja odczytałem ten list rozpoczynający się „spieszę poinformować”, że gość jaja sobie robi po prostu. Może jestem przewrażliwiony, ale uważam, że tak właśnie było. Nie wiem, panie Marku, jak by pan zareagował na tak kompletnie nieznaną osobę: „Spieszę poinformować”.
[39:26] - Wie pan co? Nie wiem. Natomiast wiem, że słowa mają znaczenie. Ja staram się w korespondencji mailowej używać słowa „dzień dobry”. Dlaczego? Dlatego, że uczuliła mnie na pewne formy osoba niezwykle zasłużona dla polskiej literatury, a mianowicie Lech Jęczmyk, który opowiadał kiedyś, że nie znosi, jak ktoś pojawia się w towarzystwie i mówi: „Witam wszystkich” i wywiódł rolę słowa „witam” jeszcze z dawnych czasów, ze staropolszczyzny. Witać to może gospodarz. Witać może państwa ktoś w audycji. Witać może ktoś państwa w swoim domu. Natomiast jest po prostu nie do końca grzeczne zwracanie się do kogoś: „Witam pana”, ponieważ to też reguluje tak naprawdę, przynajmniej w niektórych świadomościach, pewien status wzajemny.
Otóż wita ktoś, kto jest wyżej, wita kogoś, kto jest niżej. Ja wiem, to na poziomie, jak sobie człowiek to uświadamia, mówi: a co to ma za znaczenie? Okazuje się, że dla wielu osób ma to znaczenie i zdecydowanie polecam w korespondencji mailowej, szczególnie z osobami, do których piszemy po raz pierwszy, zwrot „dzień dobry” jest najbezpieczniejszy. Bo jak się do kogoś zwrócimy: „witaj”, „witam pana” nawet, a on będzie uczulony, to mamy przechlapane.
[40:58] - Tak, niestety. I to jest dokładnie sedno. Wracając teraz do geopolityki, żebyśmy przypomnieli, bo to jest powtórzenie i utrwalenie materiału, żeby czytelnicy i słuchacze zapamiętali na wakacje. W geopolityce funkcjonuje dosłownie ta sama reguła regulowania statusu i organizmy geopolityczne czy też homeostaty geopolityczne nie mogą sobie pozwolić na utratę twarzy, dlatego że jeżeli jesteśmy postrzegani jako słabi, sprowokujemy tym atak. To jest na tej samej zasadzie zresztą między ludźmi. Jeżeli nie mamy rzucającej się w oczy postury, mówiąc najbardziej ogólnie, jesteśmy słabsi albo jesteśmy kobietą, to w tym momencie następuje atak czy też próba ataku, próbny atak, próba przestraszenia na przykład albo sprowokowania jakiejś reakcji, która jeszcze bardziej potem pogłębi chęć zaatakowania nas. I w takich sytuacjach funkcjonuje ten mechanizm pozowania, czy też inaczej u zwierząt stroszenia się, czyli powiększania swojej własnej sylwetki i swojego obrysu ciała, po to, żeby zastraszyć, przestraszyć tego potencjalnego oponenta. To wszystko działa w geopolityce. Stąd być może niektórzy już podglądali moją stronę internetową. W zeszłym roku poszła próbna seria.
Teraz będzie większa seria kalendarza geopolitycznego i tytuł tego kalendarza jest genialnym aforyzmem, z którego zawsze się uśmiecham, tak jak i teraz.Polskiego dziennikarza Żukrowskiego. Przepraszam, teraz wyleciało mi z głowy. Natomiast mówiąc krótko, ten aforyzm brzmi następująco: „Wojskowi i dzieci lubią się straszyć”. I to jest absolutna esencja geopolityki. Jeżeli ktoś chciałby wyciągnąć ze mnie jedną najważniejszą możliwą prawidowość geopolityczną, to jest właśnie ten śmieszny aforyzm: „Wojskowi i dzieci lubią się straszyć”. To jest absolutna podstawa. Wszystko to, co robi się na wojnie, od skali zwykłej bitwy, kończąc na planach strategicznych realizowanych przez decydentów całych imperiów czy też silnych ośrodków geopolitycznych. Wszystko to polega na straszeniu się nawzajem, co zniechęca tamtych do ataku, który wpływa na kalkulację, bo do tego się to sprowadza. Wpływa na kalkulację ryzyka. I dzięki temu sprytni dyplomaci, a takich ma między innymi Imperium Brytyjskie, ale nie tylko oni, Amerykanie i wszyscy generalnie mają sprytnych dyplomatów.
Kto kogo lepiej przestraszy, ten wygrywa, ten rozstawi te piony na tej wielkiej szachownicy geopolitycznej i zdoła z nimi tak rozegrać, że z niewielkimi siłami jest w stanie upozorować wielkie siły. Nie wiem, czy czytelnicy, słuchacze czytali książkę „Żołnierzu, nie pytaj” albo przede wszystkim „Taktyka błędu” Gordona Dicksona. Panie Marku, pan na pewno to czytał.
[44:23] - Ja czytałem, a za słuchaczy ręczyć niestety nie mogę.
[44:26] - Ja za paru ręczę, dlatego że z nimi rozmawiałem i czytali te książki.
[44:30] - To wraca mi pan wiarę w ludzi. Super!
[44:35] - Ewentualnie, jeżeli taka możliwość byłaby, słuchacze by dopuścili. Teraz właśnie o uniżenie proszę. To też tak półżartobliwie. Jak chcecie zabrać coś fajnego do poczytania, space operę, ale absolutnie fenomenalną, to bardzo polecam Gordona Dicksona „Taktyka błędu”. Tam jest to, co mówimy. Generalnie jestem tak pod gigantycznym wpływem tej książki i jeszcze właśnie „Żołnierzu, nie pytaj”, że nie tylko są rozliczne cytaty z tych dwóch powieści w tym, co piszę, w „36 fortelach”, w „Siłach psychohistorii” i tak dalej. Natomiast te powieści są tak naprawdę zbiorami obrazów mentalnych tego, jak wyglądają konflikty na poziomie osobowym i na konflikcie i na poziomie geopolitycznym. Więc książki te są zbiorami prawideł pokazujących, jak działa świat, jak działa świat przede wszystkim konfliktów, w których o kształcie konfliktu, o przebiegu konfliktu decydują ludzie tacy jak my. Niektórzy z nich są w stanie spojrzeć z wielkiej odległości, a niektórzy nie są w stanie się połapać w tym, co się wokół nich dzieje, dlatego że po prostu nie mają tych ram koncepcyjnych, nie mają tych koncepcji, tych pojęć, które są niezbędnym abecadłem, żeby układać wyrazy i zdania opisujące świat wokół nas. Chyba to byłoby najważniejsze takie podsumowanie.
[46:19] - Ja chciałem jeszcze wrócić do jednej sprawy. Chciałem wrócić do prestidigitatora. Wyszło nam to przypadkowo, ale zwrócił pan moją uwagę na chyba bardzo ważny aspekt. Pamięta pan tę sytuację? Pan się pomylił w wypowiedzeniu tego słowa i ja już nie mogłem wejść na kurs i na ścieżkę. Nie byłem w stanie. Musiałem odejść troszeczkę, tak mentalnie odejść od tego, powtórzyć sobie to kilka razy w głowie, zmienić akcent i nagle zaczęło to wychodzić. Ja zapytam o to, czy przypadkowo w tych wszystkich różnych fortelach, tych wszystkich próbach przeciągnięcia kogoś na drugą stronę, czy to też nie odgrywa roli, że czasami wpuszczamy, dając zły przykład, wpuszczamy kogoś na minę po prostu. Nie wiem, czy to wyjaśniłem odpowiednio, ale jak pan by to widział?
[47:13] - Jak najbardziej właśnie tak robimy. Problem polega na tym, że o ile nie mamy w sobie non stop utrzymywanej dyscypliny, która jest kwestią nawyku, wychowania przez rodziców, kształtowania się w odpowiednim środowisku, to wszystko składa się na to, że nasze nawyki dyscypliny myślenia są silne albo słabe, albo łatwe do tego, żeby je w jakiś sposób chwilowo chociażby zawiesić, uszkodzić albo trudne. Na przykład z kim ja rozmawiałem? Aha, dobrze wiem. Z jednym ze współautorów tej „Czarnej sztuki wojny”, tego przekładu „Sztuki wojny”. Był wojskowy. Mówiliśmy, że człowiek nie zawsze jest spięty maksymalnie i przez cały czas, dlatego że to jest niezwykle kosztowne. W związku z tym nawyki koncentracji, nawyki dostrzegania momentów, w których trzeba podwyższyć naszą uwagę poznawczą i naszą czujność przed jakimiś trikami, które sprawiają, że przestajemy patrzeć na istotne fragmenty rzeczywistości, to jest kosztowne. W związku z tym zawsze musimy w jakiś sposób nie tylko filtrować dostęp danych zmysłowych do naszego umysłu, czyli na przykład można kogoś wymęczyć jakimiś głupimi pytaniami i gadaniem bez końca. I dopiero na końcu, kiedy ten człowiek już jest zmęczony i mniej czujny, można zadać te właściwe pytania albo sprawić, żeŻe podejmie tę decyzję już na odwał, żebyśmy już sobie poszli.
Przepraszam, bo jeszcze dojadałem troszeczkę, skubię sobie tę pierś z kurczaka, więc przyprawa właśnie przełyka przez gardło, za ostra. Oni tu wszystko na ostro jedzą niestety, bo jesteśmy w tropikach. Na marginesie, przepraszam, taka dygresja: rzeczy, które są ostre, mówię o przyprawach, one też mają działanie bakteriobójcze. To właśnie dlatego w tropikach rośliny atakowane przez insekty produkują rozmaite substancje, które my używamy jako przyprawę. Może ktoś tego nie wiedział. Bardzo ciekawe. Natomiast wracając do rzeczy. Przepraszam, co było do rzeczy? Zgubiłem wam tak, zagadałem się.
[49:49] - Tak się domyśliłem. Chodziło o to, że o tej koncentracji mówił pan, że trzeba cały czas ją utrzymywać.
[49:56] - Tak. I teraz tak, możemy kogoś wymęczyć, tak jak ja sam się sam zagadałem. Zrobiłem to zupełnie niecelowo. Przepraszam, nie myślcie proszę, że jestem aż tak machiaweliczny. Natomiast w „Czarnej sztuce wojny” jest rewelacyjny artykuł mecenasa o bojach sądowych. Jak ktoś zobaczy sobie w spisie treści, to tam z całą pewnością to znajdzie. Natomiast jest tam świetny przypis, mniej więcej brzmi następująco tytuł artykułu, do którego prowadzi ten przypis: „The justice have been served, but more so after lunch”. Czyli „The justice have been served” to jest ta formułka, że nie dzieje się sprawiedliwość, którą wypowiada sędzia przy wypowiadaniu wyroku w sprawie cywilnej czy jakiejkolwiek innej. Natomiast sprawiedliwości jest więcej wtedy, kiedy ci ławnicy są najedzeni. Otóż okazuje się, że jesteśmy bardziej skłonni do tego, żeby zgodzić się na czyjąś prośbę, czy też postąpić tak, jak ktoś nam sugeruje wtedy, kiedy jesteśmy najedzeni.
Kiedy jesteśmy głodni, to nasza percepcja jest bardziej wyczulona i w tym momencie jesteśmy bardziej skłonni z kimś się nie zgodzić albo po prostu zachować się bardziej ostrożnie. W związku z tym na przykład jak ja dzwonię do Polski, patrzę, jest godzina teraz, w tej chwili, w tej sekundzie, kiedy mówię te słowa, jest godzina u mnie 20:00. To ja sobie tak przeliczam. 20 odjąć sześć to jest 14:00, czyli są akurat przed obiadem, bo tam najczęściej się je między 14:00 a 15:00. To ja może zadzwonię tak, żeby była 16:00, kiedy jest ktoś na pewno najedzony. Przepraszam, ja rzeczywiście to robię. Możecie nazywać mnie osobą machiaweliczną, bo rzeczywiście w tym wypadku jestem. Dlatego na przykład nie dzwonię z samego rana o 8:00. Dlatego, że jeżeli chcę kogoś poprosić o coś, co wiem, że może być trudne do uzyskania, na przykład ktoś musi poświęcić jakiś wysiłek, żeby mi pomóc. Na tej zasadzie.
Więc na takie rzeczy trzeba zwracać uwagę. I żeby już podsumować, bo widzę, że czas nam się już za sekundkę skończy. Człowiek, który jest świadomy tego, co się wokół niego dzieje, czy to jest decydent geopolityczny, czy to w naszym codziennym życiu, kiedy idziemy pracować do firmy, w której jest oprócz nas jeszcze 10 albo 20 osób, możemy wyćwiczyć w sobie. Każdy taki człowiek, który idzie w bój, czyli do podejmowania decyzji o swoim dalszym istnieniu i swoich dalszych losach, bo de facto można tak określić i naszą codzienność, i codzienność tych decydentów geopolitycznych. Możemy dostrzegać pewne aspekty sytuacji, które sprzyjają albo nam, albo tamtemu przy podejmowaniu decyzji. Jeżeli na przykład ja mam różnicę czasową z Polską, jeżeli chcę kogoś przekonać, przepraszam, że tak od końca, więc widać, że się powtarzam, ale to właśnie na tym polega. Powtórzenie i utrwalenie materiału. Jeżeli mam sparametryzowaną sytuację, to tak: „Aha, muszę zadzwonić na przykład 10:30, to na pewno już zjada śniadanie, jeszcze nie zgłodniał do obiadu”. Jeżeli nie mogę mówić: „Witam pana” z Tajwanu na przykład, bo to już pan Marek nam powiedział, że nie wolno tak robić. I ja też rzeczywiście tak nie robię, ale byłem święcie przekonany, zanim pan Marek tutaj powiedział, że to chodzi po prostu o błąd językowy.
Bo wita ktoś, kto jest gospodarzem, a sam przecież mówiłem wcześniej, że to chodzi o regulowanie statusu i że niektóre osoby są uczulone na coś takiego. Ale zobaczcie, ja dostrzegam, że „wita” jest nie do końca prawidłowe, ale nie dostrzegłem nawet sam, mimo tego, że zdaję sobie sprawę z tego typu mechanizmów, że to jest kwestia regulacji statusu. Że ktoś stawia się wyżej w ten taki niepozorny zupełnie sposób. Zobaczcie, że nie każdy na to zwraca uwagę. Niektórzy są przeczuleni, niektórzy kompletnie im to wszystko jedno, a niektórzy manipulują i ustawiają siebie wyżej też w sposób dla samych siebie niedostrzegalny. To znaczy, jeżeli zwrócić im uwagę, to już więcej nigdy tak nie zrobią. To wszystko na granicy świadomości i nieświadomości tak naprawdę działa. Także pamiętajmy o tego typu rzeczach i spróbujmy patrzeć na przykład, jeżeli jakieś dwie osoby rozmawiają, czy my rozmawiamy z kimś, spróbujmy spojrzeć z boku i określić, czy tym, co mówię, czy sposobem, w jaki mówię, nie urażam jakoś tej osoby, czyli nie spycham jej w dół i wtedy ona ma możliwość, że się obrazi, ja nawet tego nie zauważę. Mi na pewno z całą pewnością, niemalże co dzień to nie, ale kilka razy w miesiącu z całą pewnością widzę, że choleraŹle powiedziałem i on się poczuł urażony, że ja go z góry biorę. Sformułowanie używane często przecież.
Jak się zdaje sobie sprawę z tego typu parametrów interakcji, to można uniknąć błędów albo sprowokować innego do popełnienia błędu. Tak bym to podsumował.
[55:18] - I żyje się łatwiej wtedy, bezpieczniej w tej tkance społecznej. Jestem zadziwiony w tym naszym dzisiejszym podsumowaniu. Dwie rzeczy wyszły nam przypadkowo i znakomicie zagrały. Zastanawiam się, ile w tym podświadomości, ile przypadku. Ale ten numer z prestidigitatorem oraz zapomnienie pana Piotra to, podkreśliliśmy zresztą to, dosyć znaczące zjawiska. Pierwsze z nich polegające na tym, że można kogoś wrzucić w błąd, wepchnąć go tam i on tam jest. I jeśli się nie skupi i nie wyciągnie z tego błędu, to będzie przez jakiś czas przynajmniej w nim tkwił. I druga sprawa, ta koncentracja wtedy, kiedy mamy być skoncentrowani, kiedy powinniśmy być skoncentrowani. Nam się bardzo często wydaje, że już jesteśmy takimi starymi wyjadaczami, że ogarniamy wszystko. Okazuje się później, jak człowiek sprawdza w praktyce, że nie zawsze i nie wszystko.
I dlatego jestem niezwykle z tej dzisiejszej audycji i z tego podsumowania sezonu zadowolony. Ona mi naprawdę dała sporo do myślenia, panie Piotrze. Panie Piotrze, jeszcze powtórzmy zagadki i będziemy się żegnać.
[56:41] - Tak. Ta stara nieodgadnięta zagadka. Pan Marek ma jeszcze parę metrów poza kadrem, czyli poza audycją nagrywaną. Pożartowałem sobie trochę. Pan Marek prawie odgadł. Gdyby się nie udało nikomu odgadnąć przez wakacje, wtedy jeszcze więcej dam podpowiedzi. Natomiast ta dzisiejsza zagadka, niech plusy nie przesłonią nam minusów. Naprawdę ja za darmo oddaję tą książkę, ale trudno. Żeby było dla równowagi, to niech tak będzie. Tradycyjnie proszę na maila gawagaj.pl@gmail.com.
Kto pierwszy ten lepszy. Wpisuję to od razu na te konkursy, które są do zobaczenia na stronie chiny.pl/konkursy. Tam jest jeszcze jedno pytanie z „Bibliotekarium” sprzed dwóch miesięcy nieodpowiedziane, więc jakby ktoś chciał jeszcze wygrać to zapraszam. Z tego, co pamiętam, jedno zostało. I tyle chyba.
[57:43] - Żegnamy się z państwem pięknie na dwa wakacyjne miesiące. Tak jak pan Piotr powiedział, można zerknąć na stronę Book Radia. Tam relacja z wielkiej podróży pana Piotra po Tajwanie do Aborygenów.
[57:57] - Jeszcze wam powiem na zachętę. Trzy dni temu byłem na takiej wyspie, na której nigdy przez 18 lat, jak żyję na Tajwanie, nie byłem. Tak się złożyło. To takie ciekawe spostrzeżenie, tak szybciutko. Jak się jedzie 50 kilometrów w linii prostej, trzeba płynąć łodzią. Przede mną chłopak i dziewczyna tam jechali sobie, bo wakacje są teraz przecież. Nażrali się jeszcze przed startem łodzi i potem wszystko wyrzygali. Ale jestem złośliwy. Na szczęście nie pierwszy raz łodzią płynąłem. Oni pewnie też nie, ale zapomnieli.
Stwierdziłem, że pominę śniadanie na wszelki wypadek. I dobrze zrobiłem, bo w stanie lekko zużytym dopłynąłem. Co prawda nie wyrzygałem, ale prawie. Co ciekawe, fale biją w kierunku brzegu, a płynęliśmy od głównej wyspy Tajwanu do malutkiej wysepki mniej więcej 15 kilometrów. Lanyu, Orchid Island, czyli Wyspa Orchidei. Jak ktoś chce zobaczyć na południowy wschód od Tajwanu. Jak się płynie w kierunku nadpływających fal, to łodzią buja bardziej. I rzeczywiście sporo bujało. Natomiast w drugą stronę fale były tej samej wielkości, ale już nie bujały tak samo, dlatego że łódź płynęła z nimi. Nie wywoływała torsji tak mocno jak w tamtą stronę.
To podpowiedź dla ludzi pływających. Natomiast w ostatniej chwili zdążyłem na festiwal, na którym absolutnie śliczniutka dziewczyna tańczyła, której zrobiłem trzy naprawdę super zdjęcia. Kilkaset zdjęć mi się zrobiło. Zawsze z takich kilkuset zostają trzy, cztery, pięć naprawdę dobrych. I aż trzy były tej samej dziewczyny. Niezwykle fotogeniczna. Wstawimy razem z tą audycją. Zapraszam.
[59:51] - Teraz już naprawdę pięknie dziękujemy. Żegnamy się na dwa miesiące. Wszystkiego dobrego i panu tradycyjnie dobrej nocy.
[01:00:00] - Dziękuję.
[01:00:02] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.