[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry, dzień dobry. Telegram z krańca świata wita po raz drugi w drugim sezonie, a przed państwem Marek Żelkowski i z dalekiego Tajwanu Piotr Plebaniak. Dzień dobry panie Piotrze.
[00:17] - Dzień dobry.
[00:18] - Tak, dzisiaj przed nami temat o różnicach wydajności. A o co chodzi z tym tematem? To już pan Piotr wyjaśni.
[00:28] - Tak, będziemy sobie rozmawiać na temat tego, które systemy społeczne i ekonomiczne są wydajniejsze: te oparte na demokracji i na liberalnym podejściu do gospodarki i na swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej, czyli braku kontroli, czy też może bardziej wydajne są systemy totalitarne, w których kontrola jest posunięta do maksimum dla niektórych z nas nieakceptowalnego. Przede wszystkim chciałem się zastanowić, panie Marku, też jestem ciekaw pana opinii, dlaczego system demokratyczny jest lepszy niż totalitarny? Dlaczego swobody i wolności są postrzegane przez nas jako skuteczniejszy motor, skuteczniejsza energia zwiększająca wydajność społeczności państwa jako takiego?
[01:26] - Panie Piotrze, to są dla mnie przynajmniej dwa pytania w jednym, bo jeśli pan pyta, dlaczego my tak uważamy albo spora część z nas, to rzeczywiście, bo jak mamy wolność, to się możemy rozwijać, na czymkolwiek ten rozwój miałby polegać. Bo dla niektórych rozwój to jest rzeczywiście rozwój polegający na tym, że na przykład zdobywamy wiedzę, zdobywamy umiejętności i tak dalej. A dla innych ta wolność i rozwój polega na tym, że właściwie wszystko wolno, piekła nie ma, a spróbowanie czegoś nowego najczęściej ogranicza się do korzystania z dzikiego seksu i twardych narkotyków. To tak mniej więcej to czasami wygląda. Natomiast tam było jeszcze pytanie, który jest wydajniejszy? I właśnie dlatego wydaje nam się, że jak jesteśmy tacy wolni, to demokracja będzie lepsza. Tymczasem pewno to nie jest bardzo popularne stwierdzenie i ja wcale nie uważam, że z punktu widzenia takiej czystej wydajności społecznej, demokracja jest czymś lepszym. Okazuje się, że bardzo często demokracja w starciu z jakąś dobrze rozwiniętą dyktaturą przegrywa. Oczywiście historia o tym nie będzie zaświadczała, ale tak po prostu czasami bywa.
[02:53] - To jest pytanie, które zadałem panu przez zaskoczenie, dlatego że pewne rzeczy, które uważamy za oczywiste i nie kwestionujemy ich, wymagają tak naprawdę zdefiniowania i określenia, o czym tak naprawdę mówimy. Bo każde państwo, każde społeczeństwo, każda społeczność, która w jakiś sposób ma poczucie tożsamości i chce swoją tożsamość zachować i przekazać swoje wartości kulturowe, jakiekolwiek one są czy nie są, następnym pokoleniom i uznaje te wartości za poprawne, musi zapewnić sobie w jakiś sposób przetrwanie, czysto materialne przetrwanie. I na przykład, co mnie zastanowiło jeszcze w czasach liceum, jak zacząłem czytać książki na temat historii świata, zastanowiło mnie to, że w okresie międzywojennym praktycznie wszystkie państwa europejskie miały za przywódców ludzi chodzących w mundurach, czyli Piłsudski, czyli Hitler, de Gaulle, który przecież też był wojskowym. Wszyscy ci mężowie stanu byli wojskowymi. Czy to jest znak czasów? Wtedy tak sobie wyobrażałem i do tej pory myślę, że mogę powiedzieć, że podtrzymuję taki osąd, że w pewnych okolicznościach relacji, sytuacji światowej między państwami, między społeczeństwami, znakiem czasów jest to, że wszyscy muszą zarzucić pewne ideały. Mówimy tu o demokracji na przykład i o wolności, po to, żeby po prostu przetrwać i zachować swoje istnienie. Więc tu jest moim zdaniem podstawowe kryterium, czyli system społeczny jest dobry, zapewnia przetrwanie, bo to jest dobro. Tutaj mogę się odwołać do cytatu i to będzie zagadka. Zaraz odczytam, bo nie chcę spalić dokładnego cytatu. Przetrwanie jest dobrem dlatego, że ten, kto nie zapewni sobie tej zdolności przetrwania, po prostu zginie i zostanie zapomniany, czy też zostanie po nim jakaś tam wzmianka w podręczniku do historii. Czyli kryterium tego, czy jakiś system społeczny i system gospodarczy i system polityczny jest dobry czy zły, jest kwestia taka, czy zapewni ją, czy też nie zapewni przetrwania. Nie wiem, czy pan się zgodzi.
[05:21] - Tak, zgodzę się, ale miała być zagadka à propos cytatu.
[05:24] - Tak, będzie. Zaraz to zrobię. Ale właśnie, strasznie przykra wiadomość jest taka, że nikt nie odgadł tej zagadki z ubiegłego tygodnia, więc powtórzymy ją. Bardzo proszę tutaj słuchaczy, jeżeli chcecie uczestniczyć, wejdźcie na stronę internetową Book Radio. Tam jest artykuł pod tytułem „Pieśni dalekich plemion", czyli tej książki o Aborygenach z Tajwanu, którym robię zdjęcia. Właśnie muszę powiedzieć, gdzie jestem. Jestem gdzieś w jakimś takim sklepie typu 7-Eleven, taki jaki jest w Stanach, tylko tutaj jest taka sieć jeszcze inna, High Life się nazywa. Przeglądam sobie właśnie zdjęcia z poprzedniego weekendu. Zaraz opowiem dlaczego.Te zdjęcia robię. Natomiast jak wejdziecie na Book Radio i tam jest ostatnie zdjęcie, czyli najświeższe jakie jest, ze mną i z innymi członkami plemienia, u którego akurat byłem i robiłem zdjęcia. I pytanie powtarzam, jest następujące: z jakiego filmu pochodzi kwestia, i tutaj mówię ją po polsku, dlatego, że po angielsku gdybym powiedział, to by było za łatwo znaleźć. „Wspaniale, zostaliśmy członkami plemienia”. Tutaj muszę zakablować, że pan Marek nie zgadł. Musiałem go naprowadzić, ale potem żałował, że nie zgadł, bo to było oczywiste. Czyli pytanie teoretycznie jest łatwe, ale teoretycznie trudne. Oczywiście kategoria pytania też w jakiś sposób naprowadzi, bo to już podpowiadamy. Kategoria pytania: arcydzieła kinematografii światowej. Panie Marku, czy mogę naruszyć formułę naszej znajomości, cytując inną kwestię, ale z tego samego filmu?
[07:09] - Jak najbardziej.
[07:11] - „You rebel scum”.
[07:13] - No tak. No to wróćmy do tematu. Wrócimy do tematu, ale powiem tak: mnie się to wydało, pytanie, które pan zadał na początku wydało się zupełnie oczywiste w pewnych okolicznościach oczywiście. Dlaczego? Dlatego, że ja sobie wyobraziłem na przykład demokratyczne prowadzenie statku albo demokratyczne prowadzenie samolotu. Z tego katastrofa tylko może być. Natomiast jak jest jeden gość, który wie, w którym kierunku to coś, to ustrojstwo ma podążać, to jest nadzieja, że dopłynie albo doleci.
[07:52] - I tutaj dochodzimy do sedna, bo samoloty w książce „Siły psychohistorii”, o której tak wiele mówiliśmy już, są systemami. To są systemy homeostatyczne, czyli takie, które starają się regulować swoje własne parametry i parametry zewnętrzne, czyli środowiska w tym celu, żeby zapewnić sobie przetrwanie albo zrealizowanie jakichś zamierzeń. W przypadku samolotu chodzi o to, żeby wylądować w sposób kontrolowany w miejscu docelowym. Natomiast w społeczeństwie czy też w państwie chodzi po prostu o przetrwanie. Przetrwanie to jest kwestia absolutnie podstawowa w traktacie „Sztuka wojny” Sun Zi. Na samym początku jest cytat, że prowadzenie wojny jest kwestią dla państwa życia i śmierci, przetrwania albo upadku. Natomiast absolutnie pierwszą rzeczą, jaką Sun Zi wylicza, jaka jest niezbędna do przetrwania, jest zachowanie jedności. I to, co pan powiedział właśnie o przywództwie, sprowadza się do tego, że demokratycznie pasażerowie nie mogą decydować jak lecieć, tylko musi być jeden przywódca. To jest absolutnie idealne podsumowanie całego problemu. Dlatego, że jedność polega na tym, że istnieje w każdej społeczności, mówimy już teraz na poziomie społecznym, społeczeństw, społeczności. Mamy pewną grupę parametrów, pewien pakiet parametrów, które można w rozmaity sposób regulować, kształtować, pielęgnować i tak dalej. Jednym z tych parametrów jest na przykład wspólny mit, czyli mit jakiś założycielski czy też kłamstwo założycielskie, które determinuje to, czy społeczność jest w stanie, czy członkowie tej społeczności są w stanie rezygnować ze swoich osobistych, samolubnych, egoistycznych celów po to, żeby poświęcić się dla trwania tej społeczności. To jest niezwykle krytyczny parametr, którego nam we współczesnej cywilizacji zaczyna brakować. Innym parametrem, nie wiem, czy ma pan jakiś komentarz, czy możemy mówić dalej?
[10:21] - Zastanawiam się, bo to, co pan powiedział o tym, że nam brakuje. Ja w dodatku mam takie wrażenie, to bardziej intuicja niż wiedza, ale mam wrażenie, że to już jest w społeczeństwach zachodnich niemal nie do odzyskania albo też do odzyskania w przypadku jakiejś wielkiej tragedii, której z kolei nie bardzo sobie życzymy. Nie bardzo sobie życzymy i w związku z tym ja się obawiam, że tej jedności po pierwsze nie zdobędziemy, bo ktoś być może się o to stara, a być może nie zdobędziemy jej dlatego, że już po prostu na nią nas nie stać. Już jesteśmy tacy demokratyczni i tyle się nam należy, że w związku z tym po prostu nas nic nie interesuje. Mnie się od razu przypomniały kazania Piotra Skargi oraz taka sienkiewiczowska, to się nazywa legenda żeglarska o statku, który się nazywał Purpura. On był potężny, pływał po morzach i oceanach. I w pewnym momencie załoga doszła do wniosku, że żadna siła, żaden żywioł nie jest w stanie zatopić tego statku. I w związku z tym przestali się nim zajmować. Przestali zajmować się żaglami, olinowaniem, tym wszystkim, co niezbędne dla statku żaglowego. I w pewnym momencie, po wielu latach Purpura zaczęła jednak tonąć. I tam na końcu jest oczywiście takie ku pokrzepieniu serc zakończenie, w którym mowa jest o tym, że jak zstąpią do głębi, do trzewi tego statku, to może jeszcze da się ten statek uratować i Purpura dalej będzie pływała.Ale to właśnie, co powiedziałem, ku pokrzepieniu serc. Ja odnoszę wrażenie, że purpura, w tym wypadku Europa, tonie. Ewidentnie tonie i chyba nic nie da zstąpienie do głębi, bo nie ma komu zstępować.
[12:29] - Tak. Żeby dokończyć ten wątek wspólnego mitu. Nam tego wspólnego mitu po prostu brakuje. Jaką mamy wartość? Jakie mamy wartości założycielskie współcześnie? Mówię o całej Europie, o Unii Europejskiej. Jakie mamy wartości, które by nas łączyły, które by stworzyły z nas jedną społeczność. Chrześcijaństwo przestało być, dlatego, że jest w sposób metodyczny zwalczane wszędzie, gdzie się tylko da w świecie zachodnim. Co mamy w zastępstwie chrześcijaństwa? Jaką ideologię, jaką ideę, jaką grupę poglądów i motywacji mamy, żeby przeciwstawić się na przykład islamowi, który zawsze był skonfliktowany ze światem chrześcijańskim. Nie ma czegoś takiego, moim zdaniem. Na dzień dzisiejszy przynajmniej.
[13:23] - Ja będę robił za adwokata diabła i powiem, że eurokraci, Europejczycy prawdziwi wymieniają w tym miejscu następujące wartości. Takie właśnie jak wspomniana już demokracja, wolność, swoboda przemieszczania się i tak dalej. Ale proszę państwa, zastanówcie się, czy to na pewno są wartości, za które współczesny człowiek jest gotowy bardzo wiele poświęcić. Werbalnie to owszem tak, wszyscy mówią: „Tak, za demokrację to się będziemy bili, że po prostu strzępy zostaną z naszych wrogów”. Praktyka pokazuje, że nie bardzo.
[14:13] - Tak, niestety. Polega to na tym, wydaje mi się, że czym jest wolność tak rozumiana jako głoszona wartość? Wolność do realizowania swoich własnych prywatnych aspiracji, własnego rozwoju i mniejszego zważania na dobro grupowe, czyli istnieje mniejszy nacisk na działanie dla dobra społeczności i poświęcanie się. To są te dwa parametry. Przepraszam, że muszę wrócić tutaj jeszcze do książki „Siły psychohistorii”. Mowa tam była o tej sile asabiji. Asabiya to jest arabski termin oznaczający solidarność osób należących do społeczności, która musi przetrwać w bardzo trudnych warunkach środowiskowych i jest w stanie przetrwać dlatego i tylko dlatego, że jednostki są psychicznie zdolne, mentalnie zdolne do samopoświęcania się dla poświęcenia dziś, dla lepszego jutra, poświęcenia siebie dla dobra dzieci. I wolność rozumiana przede wszystkim w Europie Zachodniej, jest rozumiana właśnie w sposób taki, ja to bym nazwał nawet toksyczny, to znaczy taki, że mogę sobie robić, co chcę, bo mamy zdolność produkowania żywności, dóbr materialnych, bardzo taniej energii. Mamy tą zdolność tak wysoko rozwiniętą, że nie jest potrzebne samopoświęcanie się. To jest oczywiście jedna wielka pułapka i generalnie całe poświęcanie się i zdolność do tego jest jak gdyby na celowniku rozmaitych lewicowych, tak zwanych lewicowych ideologii. Jednym z przykładów, który dosłownie dzisiaj zauważyłem. Dzisiaj to znaczy 13 września. Słuchałem recenzji na YouTubie zapowiedzi tego filmu „Mała Syrenka”, w której Syrenka ma ewidentnie czarną skórę, czyli jest Murzynką. I generalnie film dostał już automatycznie bardzo niskie raty, jeśli chodzi o łapki w dół. I mówię o tym trailerze dostępnym na YouTubie. Ale jedna z aktorek grających w tym filmie Disneya zdradziła niejako motyw całego filmu, że został ten motyw przekształcony po to, żeby dostosować go do współczesnych czasów i przekształcony, nie mówię tego dosłownie, musiałbym zerknąć i zapisać sobie po angielsku, jak to było sformułowane, ale sprowadzało się to mniej więcej do tego prawie dosłownie. Aktorka, bohaterka nie pragnie miłości mężczyzny, bo na tym opierał się cały przebieg opowieści oryginalnej Andersena, bo Andersen bodajże napisał tą „Małą Syrenkę”, prawda? Dobrze kojarzę? To nieistotne tak naprawdę. Generalnie w filmie „Małej Syrence” chodziło o to, że ta syrenka zakochała się w mężczyźnie i niestety ta miłość nie mogła zostać spełniona. Natomiast we współczesnej adaptacji Disneya, czyli z 2022 roku, ta Mała Syrenka po prostu będzie realizowała swoją samolubną chęć poznania świata. To znaczy nie będzie już potrzebowała miłości mężczyzny do tego, żeby się spełnić, tylko do tego, żeby się spełnić będzie potrzebowała tego, żeby obejrzeć świat, żeby zrealizować swoje zachcianki, swoje takie bucket list, czyli listę rzeczy, które ma do zrobienia i tak dalej. Generalnie cała filozofia filmu została kompletnie wypaczona, prawda? Czyli w moim przekonaniu traci jakąś rolę wychowawczą ten film, prawda? Skoro ideałem tej dziewczynki jest realizowanie egoistycznych celów, swoich własnych celów czy też realizowanie aspiracji życiowych. A wcześniej co było tym?Jej celem jest coś, co jest postrzegane jako tradycyjne wartości, czyli mężczyzna i kobieta znajdują się nawzajem, zakochują się w sobie i potem tworzą jakąś wspólną przyszłość. Proszę zwrócić uwagę, że to nie jest takie rzucające się w oczy. To jest bardzo subtelne moim zdaniem. Natomiast jest to zasadniczo inny sposób formatowania motywacji i aspiracji młodego człowieka, który ogląda taki film. Nie wiem, jak pan by to powiedział.
[18:54] - Na początku potwierdzę, że rzeczywiście Christian Andersen był autorem tej bajki pierwotnej. Natomiast ja powiem tak: to, co pan powiedział przed chwilą, jest bardzo odległe od tego, co ja miałem okazję powiedzieć na początku, bo my zakładamy, że jak ktoś będzie realizował swoje ambicje, to one będą szlachetne, będzie się chciał rozwijać. W ogóle będzie wolność realizował w sposób wspaniały, czyli to rzeczywiście będzie coś ważnego. A ja powiedziałem, do czego się większości społeczeństwa ogranicza wolność: do ćpania bez umiaru, chlania bez umiaru i uprawiania dzikiego seksu bez umiaru. Czy to dobrze, czy źle świadczy o społeczeństwie? Nie wiem, nie chcę tego oceniać, ale daje to pewne dane wyjściowe do tego, żebyśmy w ogóle mogli ocenić, do czego taka nieokiełznana wolność prowadzi. Tak mi się wydaje po prostu.
[19:58] - Zaszliśmy troszeczkę poza temat, który zadeklarowaliśmy na początku, za co przepraszamy. Ja przynajmniej ze swojej strony tajwańskiej. Natomiast nawet na pewno warto wspomnieć, nie wiem, czy wszyscy słuchacze słuchali wypowiedzi Krzysztofa Karońa, który trzy czy cztery lata temu przeleciał przez firmament debaty publicznej, przynajmniej prawicowej po prawej stronie. Nie wiem, czy był słuchany przez ludzi o poglądach bardziej ciążących ku tak zwanej lewicy. Natomiast on powiedział jedną rzecz. On zdefiniował zjawiska kulturowe obecnie propagowane w świecie zachodnim jako antykulturę, próbę zniszczenia kultury i zdefiniował jako największy problem to, że młodzi ludzie nie są indoktrynowani, czy też nie są socjalizowani do dostarczania społeczeństwu pożytecznej pracy swojej własnej. Natomiast ja bym to rozszerzył i generalnie Krzysztof Karoń napisał książkę „Antykultura”, którą bardzo wszystkim polecam, mimo tego, że nie ma kompletnie żadnych przypisów. Ja musiałem niektóre rzeczy sprawdzać bardzo mozolnie, żeby zweryfikować, czy sam wymyślił, czy rzeczywiście tak jak mówił, deklarował, że to jest cytat z jakiejś tam pracy, ale opłacało się.
[21:25] - To jest taka książka, tylko powiem, w kratkę, o ile dobrze pamiętam. Taka charakterystyczna okładka.
[21:32] - Tak, wyjątkowo rzeczywiście odbiegająca od konwencji. Dobrze, ale wracając, esencją tego, co powiedział Karoń, cytując jego własne słowa, jest to, że młody człowiek nie jest indoktrynowany, przyuczany do tego, żeby dostarczać pozytywnej pracy innym, czyli realizować jakieś swoje własne przyjemności cielesne, biologiczne. Inaczej tu dochodzę do sedna, czyli aktywować, używać swój system dostarczania dopaminy, czyli motywowania. System motywacyjny w ludzkim mózgu jest sterowany przede wszystkim wyrzutami dopaminy. To są wyrzuty antycypacyjne, ale to nie jest istotne, dlatego pominę zupełnie ten wątek. Proszę mi wybaczyć, że będę po łokach go traktował. Warto doczytać i w opisie do filmu ja panu wyślę, jak skończymy rozmawiać, tytuł książki, która została wydana w języku polskim, która jest po prostu arcgenialna, jeśli chodzi o to, jak wyjaśnia istnienie i funkcjonowanie w ludzkim mózgu, nie umyśle, układu sterującego za pomocą wyrzutów dopaminy, inaczej mówiąc hormonu szczęścia, hormonu nagrody, który pojawia się w bardzo specyficznych sytuacjach. I na przykład jeden konkretny przykład: TikTok, o którym na pewno wszyscy słyszeli, że należy dzieciom zabraniać czy też uniemożliwiać korzystanie z TikToka. TikTok jest tak skonstruowany, to przesuwanie filmów palcem, następny, następny, następny, następny, jest to tak skonstruowane, żeby jak najdłużej użytkownik przeglądał TikToka, z czego idą korzyści i reklamy. Ale co jest najważniejsze, ten sposób opiera się właśnie na wyrzutach dopaminy, dlatego że ilości filmików, które są przez oglądającego postrzegane jako fajne. „O, fajne, to obejrzę jeszcze następne” są w ten sposób zmiksowane z filmikami, które są średnie albo mniej fajne, żeby wywołać antycypacyjny wyrzut dopaminy, czyli żeby uruchomić system dopaminowy. Ten system funkcjonuje u wszystkich wyższych zwierząt przynajmniej po to, żeby te zwierzęta odczuwały motywację do czynności reprodukcyjnych, jak to pan Marek raczył ująć bardziej dosadnie, czyli dziki seks oraz poszukiwania żywności. Natomiast system dopaminowy jest tą rzeczą, która jest degradowana, niszczona w chwili, w której człowiek się uzależnia między innymi od narkotyków twardych. Pan powiedział dzikie narkotyki i twardy seks czy twarde narkotyki i dziki seks? Bo zapomniałem.
[24:31] - Oba określenia są bardzo malownicze.
[24:33] - Dobrze. To w tej książce o dopaminie, której dane bibliograficzne podam, ale też właśnie ja z niej zrobiłem ramkę do „Sił psychohistorii", ale dopiero będzie w drugim wydaniu, dlatego że po prostu to był taki wątek poboczny, który dodatkowo naświetla pewną kwestię. Natomiast co jest istotne, biorąc narkotyki twarde na przykład ludzie się uzależniają właśnie antycypacyjnie od tej kolejnej działki. Był taki opis jednego z tych psychologów, którzy badali zjawisko uzależnienia od narkotyków ciężkich. Przytaczał przykład człowieka, który musiał unikać jakichkolwiek kreskówek Disneya, dlatego że jego diler narkotyków, który sprzedawał mu te narkotyki twarde, sprzedawał je w torebkach z Kaczorem Donaldem, z Myszką Miki i tak dalej. Więc w chwili, w której ten facet zobaczył na przykład Myszkę Miki, to dostawał chypla. Nie powiem, jak to się powinno normalnie mówić w slangu bardzo nieładnie, ale to nie przejdzie w publicznej wypowiedzi. Ale po prostu chysia dostał na sam widok, bo już mu się to kojarzyło, że zaraz dostanie działkę, zaraz se strzyknie. Ale oprócz tego jest jeszcze drugi mechanizm. To też jest jeszcze w tej książce o dopaminie polegający na tym, że chodzi o intensywność tego wyrzutu. Czyli w chwili, w której ktoś się na przykład przyzwyczai, bierze narkotyk, wciąga nosem i to się absorbuje przez płuca do krwi, w którymś momencie to nie jest to, że następuje jakaś habituacja. Nie wiem, czy dobrze używam w ogóle tego terminu, ale to nie jest to, że się organizm przyzwyczaja do tej substancji tak jak do leku, który w związku z tym traci tą właściwość leczniczą i trzeba coraz powiększać dawkę. Ale chodzi o to, że intensywność tego wyrzutu dopaminy przestaje wystarczać w którymś momencie i narkoman musi się przestawić z wąchania na przykład, czy tam jakichś mniej intensywnych sposobów pobierania narkotyku dających mniejszy, intensywny wyrzut dopaminy i musi się przerzucić na zastrzyki, dlatego że zastrzyki dają ten najmocniejszy impuls, ten dopaminowy, od którego jest człowiek uzależniony. Więc domykając te wątki, przepraszam, wracamy tutaj do Karonia przez chwilę. Czyli młodzi ludzie nie są indoktrynowani do tego, żeby swoją pożyteczną pracą wzbogacić jakąś społeczność, do której należą. To jest właśnie ta esencja. Proszę zobaczyć to, co mówiłem o tej małej syrence, że robimy wszystko dla siebie, ale nie robimy nic dla społeczności. Czyli moim zdaniem jesteśmy jako cywilizacja zachodnia, jako ludzie żyjący w cywilizacji zachodniej, pozbawiani pewnej podstawowej zdolności kolektywnego osiągania celów. I teraz tutaj jeszcze mogę kolejną książkę zaproponować, niniejszym to czynię. Jest to książka „Ultra Society” Petera Turchina. To jest amerykański socjolog rosyjskiego pochodzenia. On w tej książce „Ultrakooperacja” przedstawił, ale też wymyślił niektóre koncepcje. Jedna z najważniejszych koncepcji, jaka jest w tej książce, nie jest to jego oryginalna koncepcja, to to, że człowiek jest to jedyny gatunek, jedyny rodzaj istoty żywej na planecie Ziemia, który posiadł zdolność ultrakooperacji, to znaczy uczenia się wzorców kulturowych, czy też procedur na przykład zdobywania żywności, przetwarzania tej żywności, budowania cywilizacji materialnej, czyli budynków, przedmiotów, narzędzi i tak dalej. I zdobyliśmy, mamy tą zdolność uczenia się od ludzi kompletnie obcych. Mamy tą zdolność uczenia się za pomocą między innymi właśnie książek i opowieści. I możemy się nawet uczyć od swoich wrogów, których nienawidzimy. To mnie strasznie uderzyło ta myśl w „Grze Endera” Orsona Scotta Carda. Jak ktoś nie czytał, to proszę zapauzować tutaj na siedem godzin, tyle mniej więcej chyba ta powieść, żeby na spokojnie przeczytać i potem dopiero odpauzować i posłuchać, co my tutaj gadamy do końca. Więc chodzi o to, że jesteśmy w stanie mentalnie uczyć się od wrogów. Że nie to, że co będę się od niego uczył, ja jestem od niego lepszy albo mądrzejszy, albo to jest świnia i co będę słuchał, co ma do powiedzenia. Nie. My o ile jesteśmy dobrze ucywilizowani, jeżeli mamy to poukładane w głowie, to nawet najgorszy wróg może być dla nas jakimś przykładem odstraszającym w najgorszym wypadku. Albo możemy zobaczyć, w jaki sposób on realizuje swoją walkę przeciwko nam i nauczyć się z tego, co jest oczywiście realizowane w dużej części. Na tym polega właśnie sztuka wojenna, prawda? Że obserwujemy przeciwnika, bierzemy od niego te wzorce walki, które są najlepsze i stosujemy przeciwko niemu, prawda? To jest dokładnie to, o czym mówię. Więc całe clou tego ataku na cywilizację zachodnią, jeżeli ktoś, bo w tej chwili to powiedziałem po raz pierwszy, nie mam w zasadzie wątpliwości, że taki atak ma miejsce i jest on w jakiś sposób sterowany, a nie jest całkowicie spontanicznym zjawiskiem degradacji naszych wartości. Oczywiście na pierwszym miejscu przychodzi do głowy to, że Chiny w ten sposób walczą. Skoro nie są w stanie dorównać militarnie Stanom Zjednoczonym, no to muszą zrealizować jakiś atak, który osłabi przeciwnika, czyli Stany Zjednoczone. Ale jeżeli przeciwnika przedefiniujemy, czyli zrobimy redefinicję czy też rekonceptualizację, kto jest przeciwnikiem, to może tym przeciwnikiem być Stany Zjednoczone. Mogą tym przeciwnikiem być przedstawiciele cywilizacji zachodniej jako tej cywilizacji, która wykształciła najlepsze wzorce kulturowe pozwalające Zachodowi zdominować cały świat i narzucić wzorce Zachodu wszędzie, w każdym zakątku ziemi.Natomiast może być jeszcze rasa biała jako taka może być tym przeciwnikiem i Chińczycy mogą zdefiniować sobie, że w czasie naszej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi to Stany trzeba pokonać jako mocarstwo, jako imperium. Trzeba też upewnić się, żeby biały człowiek nigdy więcej nie był w stanie zdominować Chińczyka, Hana.
[31:07] - Ależ piękne rasistowskie teorie ze strony Chińczyków. Ale to, co pan kiedyś powiedział, Chińczycy wbrew naszym wartościom, my tu rasizmu przecież w ogóle nie uznajemy, oni jak najbardziej natomiast i białe małpy są właściwie do wygubienia. Tak przynajmniej zrozumiałem w swoim czasie pańską wypowiedź, że oni nie będą mieli żadnych wątpliwości, co należy zrobić.
[31:36] - Przede wszystkim ja bym polecił też książkę z antropologii i w jednej konkretnej książce ja to znalazłem, a mianowicie w Josepha Henricha książce pod tytułem „The Weirdest People in the World”, czyli „Najdziwniejsi ludzie na ziemi”. Akurat tam to była wzmianka. Natomiast antropolodzy są przekonani, mają głęboko potwierdzoną, nie wiem, jak to nawet powiedzieć. Wedle antropologii biologicznie jesteśmy rasistami wszyscy ludzie, dlatego że dzielimy ludzi, którzy nas otaczają na swoich i obcych, czy też bardziej swoich albo bardziej obcych, bo to zawsze jest spektrum. To nie jest zero-jedynkowe, a przynajmniej nie jest to takie czarno-białe, tylko to są te schodki, odcienie szarości, rozmaite w różnych kulturach. Natomiast jest to biologicznie uwarunkowane, dlatego że nasz umysł, nasz mózg przede wszystkim kształtowany był w okresie, w którym istniała presja ewolucyjna. Mówię tu czysto o odkryciach antropologicznych. Ta presja antropologiczna działała w chwili, w której ludzie poruszali się w bandach czy też w grupach myśliwsko-zbierackich liczących w granicach między 80 a 150 osób i oznaczenia plemienne czy też oznaczenia każdej z tych grup, czyli wizualne rozróżnianie się tych konkurencyjnych, zwalczających się, walczących o pożywienie w bardzo restrykcyjnym środowisku grup. Od tego zależało przetrwanie, czyli rozpoznanie swój i obcy. Stąd na przykład antropolodzy tłumaczą tatuaże plemienne jako rodzaj dodatkowego znakowania swój i obcy, czyli po to, żeby było łatwiej rozpoznać. W związku z tym rysy twarzy na przykład, różnice rasowe tym bardziej powołują do życia, aktywizują ten prymalny odruch, że ktoś jest troszeczkę od nas różny, to już jest obcy i tak dalej. W niektórych kulturach jest to wygaszone. Na przykład ja tutaj na Tajwanie jako obcokrajowiec generalnie mam przy tym plusy, dlatego że obcokrajowcy są cenieni, dlatego że Tajwan musi być częścią świata zachodniego, świata międzynarodowego, po to, żeby przetrwać jako państwo. Po to, żeby cały czas była o nim mowa, żeby był istotną częścią tego świata zachodniego i w razie gdyby Chiny próbowały go przejąć, zaatakować, dokonać inwazji, po to, żeby potraktować to bycie częścią świata Zachodu jako broń defensywną, mówiąc w mega skrócie. W związku z tym obcokrajowcy dostają tutaj stypendia. Generalnie jest ich niewielu, więc nie są zagrożeniem jakimś albo nie są jakąś konkurencją na rynku pracy na przykład. To też jest oddzielna kwestia, dlatego że w tej chwili 7% ludzi mieszkających na Tajwanie to są gastarbeiterzy z Wietnamu, z Indonezji, z Filipin, którzy są optycznie bardzo podobni tutaj do lokalnej ludności. Generalnie są zintegrowani, ale to też jest świetnie pilnowane, dlatego że to są niezwykle restrykcyjne przepisy pozwalające im na pracę, czyli opiekę nad starszymi ludźmi, pracę w rolnictwie, w jakimś przemyśle i tak dalej. Generalnie tutaj kultura tajwańska jest taka, że obcy jest to coś pozytywnego. Natomiast obcy na przykład jakby pan z białą twarzą pojechał do Pakistanu na przykład, to podejrzewam, że historia byłaby nieco odmienna.
[35:34] - Słucham tego, co pan mówi i dochodzę do wniosku, to oczywiście tak ad hoc sformułowany wniosek, ale problemy to się chyba zaczynają w przypadku człowieka, że w momencie, kiedy uwierzył, że jest w stanie stanąć ponad biologią, jest w stanie przeciwstawić się biologii i wręcz czasami zaprzeczyć niektórym odruchom, to się zaczęły kłopoty. Wspomniał pan o tym, że z natury, z biologii swojej jesteśmy rasistami, ale też z natury swojej działamy w stadzie, a w stadzie nie ma demokracji tak ściśle pojętej, tylko jest przewodzący temu stadu taki, który prowadzi to stado i w związku z tym to mocno nawiązuje do tego, o czym mówiliśmy na początku i o czym pewno jeszcze powiemy, czyli do tej różnicy wydajności.
[36:30] - Tak, rzeczywiście od tego tematu przepraszam, odbiegliśmy.
[36:34] - Tak, ale kiedy my przeciwstawiamy się biologii, to się zaczynają kłopoty. To tak ad hoc sformułowana teza.
[36:42] - Tak. W „Sztuce wojny”Który to traktat jest nie traktatem militarnym, bo to jest tylko jego powierzchowna wartość, ale jest traktatem o ludzkiej naturze, o tym, jak zarządzać ludzką naturę. Generalnie w żadnym z przekładów nie było to wprost powiedziane, które przeczytałem w tym moim własnym przekładzie. Tu jeśli mogę tradycyjnie zrobić jawną reklamę, czyli zareklamować czarną edycję „Sztuki wojny” z twarzą wojownika. Tylko uwaga, trzecie wydanie. Trzecie wydanie to jest jedyne, z którego ja mam jakiekolwiek pieniądze jako autor tej książki. Więc zapraszam do pilnowania właśnie tej kwestii. Natomiast Sun Zi pisze, że najważniejsze jest pozyskanie jedności. Ale dlaczego jest ta jedność potrzebna? Właśnie do podtrzymania tych dwóch parametrów: zdolności jednostek do poświęcania się dla dobra społeczności i zdolności do postrzegania wspólnego celu. Zyskiem systemu totalitarnego jest to, że istnieje ten jeden mit motywujący, jeden mit energetyzujący, który sprawia, że ludzie nagle wpadają w rodzaj synchronii i są gotowi odrzucić swoje własne cele po to, żeby stworzyć coś znacznie większego od siebie. I na przykład jednym z moich absolutnie ulubionych cytatów, które pokazują, czym jest mit energetyzujący, jest przemówienie Johna Fitzgeralda Kennedy'ego, w którym on zadeklarował to, że Amerykanie będą chcieli wylądować na Księżycu. On powiedział, że nie wolno mówić, to jest zła konstrukcja gramatyczna. On powiedział i dwukropek. Nie można powiedzieć, że, a potem cudzysłów otworzyć. On powiedział coś takiego: „Robimy to nie dlatego, że to jest łatwe, ale dlatego, że to jest trudne. Dlatego, że to nas w jakiś sposób zintegruje, uczyni nas jednością i wytyczy nam wspólny cel, który wszyscy, niezależnie czy są demokratami” — teraz nie mówię to, co on mówi, tylko mówię to, co znaczy to, co on mówi — „niezależnie czy jesteśmy demokratami, czy republikanami, czy biali, czy czarni i tak dalej, razem stworzymy coś absolutnie wielkiego. Postawimy człowieka na Księżycu”. I to jest ten mit, na który Amerykanie poszli. Proszę zobaczyć, jak ich podniosło to morale i kiedy rzeczywiście udało się to, to tylko ci, którzy obserwowali mecz ping ponga, to nie patrzyli na ten moment lądowania. I w jakim filmie ta scena była? To jest zagadka dzisiejsza. Powtarzam jeszcze raz. Wszyscy byli przyklejeni do telewizorów w chwili, w której człowiek, Neil Armstrong wylądował na Księżycu. Natomiast jedynym wyjątkiem to byli ludzie, którzy akurat obserwowali niesamowitą sztuczkę zdolności gry w ping ponga. I w jakim filmie to się pojawiło? Czyli kategoria jest oczywista. Arcydzieła literatury, przepraszam, kinematografii światowej. Odpowiedzi jak zwykle na maila. Mail jest podany na stronie Book Radio.
[39:51] - Ale panie Piotrze, bo tak sobie rozmawiamy, rozmawiamy. Czyżby wniosek był aż taki prosty, że demokracja, jeśli chodzi o przetrwanie, się nie sprawdza, a jakaś tam forma dyktatury jak najbardziej? Czy to aż tak proste jest?
[40:09] - To jest nie do końca oczywiste, bo czym jest demokracja? Albo mówiąc bardziej precyzyjnie, demokracja przedstawicielska jest pewnym rodzajem zarządzania społeczeństwem, zarządzania systemem władzy w społeczeństwie. To brzmi dziwnie, ale proszę się zastanowić. Zarządzanie władzą w społeczeństwie. Chodzi o model tego, w jaki sposób jaka grupa ludzi dyktuje innym, co ci inni mają robić, prawda? W układzie totalitarnym czy też w monarchii jest jedno źródło władzy, władca, za którym stoi Bóg, obok którego stoją przedstawiciele kleru czy też wyższych kapłanów, którzy pomagają królowi, dając mu legitymizację tą z zaświatów. Proszę zobaczyć, i to też w siłach psychohistorii, jako mały gnojek się nauczyłem tego przykładu. Proszę zobaczyć, jak kolosalne wrażenie robiło na przykład to, że kapłani egipscy byli w stanie przewidywać zaćmienia słońca, prawda? Bądźmy na chwilę na przykład jakimiś starożytnymi Egipcjanami, nie wiem, pięć tysięcy lat temu, prawda? I nagle przychodzi kapłan i mówi: „Za dwa dni nasz Bóg się zgniewa, bo jesteście nieposłuszni swojemu władcy i dzień zmieni się w noc. I to jest dla was na przestrogę, żebyście byli posłuszni”, prawda? I za dwa dni buch, zaćmienie słońca i nagle wszyscy: „O kurczę”, prawda? Więc proszę zobaczyć, jak istotne jest to, jak skonstruowany jest ten przepływ władzy. I teraz tak, trochę skaczę tutaj między różnymi wątkami, ale to ma swój sens. Proszę mi wierzyć. I teraz proszę zobaczyć, nowoczesne społeczeństwa ludzi oświeconych, ludzi rozumiejących naukę, budowę wszechświata i tak dalej, nie da się nimi rządzić za pomocą jednego charyzmatycznego człowieka. Chyba że to jest przypadek jakiejś wojny, prawda? Że mamy jednego przywódcę, dzięki któremu cały ten wysiłek wojenny może być prowadzony. Takim pojedynczym przywódcą był w pewnym momencie, w 1940 roku Winston Churchill, prawda? Czyli przegrany polityk, który moim zdaniem Amerykanie wyciągnęli, stworzyli z niego jakiegoś półagenta mającego w jakiś sposób wspomagać realizowanie przez Amerykanów ich planu, amerykańskiego planu przejęcia Imperium Brytyjskiego. Więc Winston Churchill to marginesie.Natomiast Winston Churchill, proszę zobaczyć, wszyscy byli załamani. Anglia zaczęła paktować z Chamberlain konkretnie już wcześniej znacznie. Oddali Hitlerowi Czechosłowację. Wszyscy chcieli wyciszyć tego Hitlera, skierować go na konfrontację ze Związkiem Sowieckim i tak dalej. Nagle Niemcy zaatakowały Francję. Wojna z Wielką Brytanią grozi. To była tylko groźba oczywiście inwazji niemieckiej w 1940 roku na Wielką Brytanię. I teraz pojawia się Churchill, który daje nadzieję, który energetyzuje wszystkich do tego, żeby stawić opór, żeby nie dać się, żeby walczyć na plażach, żeby walczyć na ulicach, żeby walczyć w tunelach metra i nigdy się nie poddać. To jest człowiek, dzięki któremu Anglia zachowała wolę oporu, wolę walki i wolę przetrwania. Widzicie to? Widzi pan, panie Marku?
[43:35] - Widzę, oczywiście. Tylko ja widzę później, jak się to skończyło. Churchill, powiedzmy skrótem, wygrał wojnę, po czym dostał potężnego kopa od społeczeństwa.
[43:48] - Tak, dlatego że my jesteśmy psychicznie sformatowani do tego, że nie uznajemy przywódców jako pojedynczych, charyzmatycznych wodzów, takich jak uznawaliśmy jeszcze 500 czy 600 lat temu. Nasza konstrukcja jest kompletnie inna. Natomiast konstrukcja psychiczna ludzi w krajach nie tyle totalitarnych, tylko takich, w których jest jeden wielki, charyzmatyczny przywódca dominuje. O rany, zapomniałem słowa.
[44:19] - Autorytarnych.
[44:20] - Autorytarnych. Weźmy na przykład Koreę Północną. Tam struktura przepływu władzy jest skonstruowana w ten sposób i wszyscy to akceptują. Akceptują generalnie, że taki jest porządek rzeczy w Korei Północnej, że jest jeden wódz, który jest dla wszystkich źródłem prawa, źródłem autorytetu, źródłem dumy narodowej. Byłem w Korei Północnej tak na marginesie. Przepraszam, muszę dygresję powiedzieć. Pierwsze, co zrobiliśmy, to było 12 osób bodajże, takie małe wycieczki są wpuszczane. Przynajmniej to było w 2012 roku. Jednocześnie takich wycieczek w każdym jednym momencie są trzy czy cztery. I oni to organizują tak, że w każdym takim małym autobusie, w którym jest mniej więcej między 12 a 15 osób, te autobusy jednego dnia przyjeżdżają na przykład do muzeum. Mijaliśmy różne grupy. Widać było, że puszczali nas tego samego dnia, żeby nie było tak, że co dwa dni przyjeżdża inna grupa, tylko mają ten jeden odcinek dnia w jakimś muzeum albo w jakimś miejscu przy jakimś pomniku, w którym da się łatwo tych obcokrajowców kontrolować i pilnować. Więc generalnie tam dla nich jest jeden przywódca jako źródło prawa, jako źródło dumy narodowej, jako źródło tego mitu energetyzującego, że pod jego przywództwem osiągniemy wszystko. Na tej samej zasadzie uszczknął tej mocy Kennedy, wygłaszając przemówienie o tym, że wylądują na Księżycu. Churchill, który mówił, że nigdy się nie poddamy. On zdołał w jakiś sposób zenergetyzować wszystkich. I w historycznych czasach taki dowódca był niezbędny do tego w ogóle, żeby przetrwać, żeby natchnąć innych wolą działania i wolą walki i wolą, to najważniejsze, poświęcenia siebie po to, żeby cała społeczność przetrwała, żeby dzieci mogły się wychować w następnym pokoleniu jako Anglicy, a nie Niemcy. Przepraszam, skoczymy do jednego filmu. Tu mi się przypomina przemowa wojenna w filmie „Pani władca na krańcu świata” z 2003 roku. Nie wiem, czy pan oglądał.
[46:40] - Nie, nie oglądałem.
[46:41] - Nie?
[46:42] - Nie. Tyle wzruszeń przede mną jeszcze.
[46:45] - Tak, to wszystkim bardzo polecam. Jakby pan znalazł chwilę, jest to absolutnie jeden z, moim zdaniem, moich ulubionych trzech najważniejszych filmów wojennych, jakie w życiu oglądałem. Z Russellem Crowe'em, jeżeli kogoś to pocieszy. I on genialnie odegrał swoją rolę kapitana okrętu wojennego, który miał potyczkę na Atlantyku, a potem jeszcze na Pacyfiku ze swoim przeciwnikiem. Bardzo genialny film. I w czasie jednej przemowy przed bitwą kapitan, czyli Russell Crowe, pyta, to było w 1805 roku, czyli w chwili, w której Napoleon pozował próbę inwazji na Wielką Brytanię. Coś takiego podobnego jak mówiliśmy z Hitlerem, tylko właśnie z Napoleonem. To też było kompletnie nierealne, ale żeby to w ogóle stało się w jakikolwiek sposób realne, to musiało być, przepraszam za ten sygnał, zaraz wytłumaczę dlaczego. Żeby to było realne, to Francuzi musieli pokonać brytyjską flotę strzegącą kanału La Manche między Wielką Brytanią a Francją. Więc kapitan pyta: „Czy chcecie, żeby u nas przed parlamentem śpiewano Marsyliankę? Czy chcecie, żeby Napoleon był waszym królem?” Nie, staramy się zachować naszą tożsamość, nasze wartości, naszą ciągłość historyczną naszej społeczności i wszystkie inne parametry kultury, które uważamy, że są nasze, w przeciwieństwie do tego, co jest innych.Na tej zasadzie. To wszystko na tym polega, że totalitaryzm jest w stanie skuteczniej uruchomić ten mit energetyzujący, a w demokracji każdy ciągnie w swoją stronę i jest do tego, żeby zmobilizować wszystkich. Proszę zobaczyć, co się dzieje na Ukrainie na przykład. Mamy wojnę przecież obok, więc możemy obserwować na przykład, że mężczyźni mają zakaz opuszczania kraju. Nie wolno głosić, kolportować propagandy prorosyjskiej, niezależnie czy ona jest prawdziwa, czy nieprawdziwa. Dlatego, że to wszystko albo energetyzuje, albo deenergetyzuje w wysiłku obrony swojej własnej wartości i swojej własnej ojczyzny.
[48:52] - Panie Piotrze, a to pitulenie, które się w tle rozlegało, to cóż to takiego?
[48:57] - To są śmieciarki. Na Tajwanie jest tak, ponieważ tutaj mamy klimat tropikalny, pod wieczór, a tutaj już jest godzina w tej chwili 16:41, czyli pod wieczór, ale generalnie już jest to po zmroku najczęściej. Te śmieciarki poszczególne, czyli takie, które plastiki zbierają albo jakieś takie biologiczne, czyli resztki posiłków, one mają niezwykle precyzyjne trajektorie przejazdu przez całe społeczności. Ja jestem tutaj w takiej wiejskiej społeczności na samym południu Tajwanu. Właśnie jadę na festiwal Aborygenów. One tak bardzo wolno jeżdżą. Słychać z daleka właśnie ten straszliwy dźwięk. Kiedyś puszczali jeszcze nie Bethoveena, tylko nie pamiętam, jakiś utwór Mozarta, chyba 40. symfonię z tego, co kojarzę. A wiem! „Dla Elizy”, przepraszam. „Dla Elizy”. I strasznie mnie śmieszyło, chodziłem kiedyś na zajęcia, które prowadził Amerykanin i strasznie ubolewał, że te „Dla Elizy” w tak strasznym wykonaniu, czyli przez śmieciarki, tutaj jest propagowane wśród Tajwańczyków. To jako żart. Natomiast właśnie te śmieciarki objeżdżają i one jeżdżą tak bardzo, bardzo wolno i ludzie jak te śmieciarki mają przejechać i już słychać ten dźwięk, to ludzie wychodzą z domów z torbami ze śmieciami i po prostu wrzucają do tej śmieciarki, która przejeżdża. Jest pełna synchronizacja.
[50:14] - Tak. I tak z rozważań o demokracji i totalitaryzmu doszliśmy do śmieciarek. Nie wiem, czy to coś znaczy. Podobno nie ma przypadków, są znaki.
[50:28] - Nie będziemy walczyć o wspólną przyszłość, to zostaniemy na śmietniku historii.
[50:33] - Może być i tak. Nie chciałem tego powiedzieć. Powiedział to pan. Na pana będzie w takim razie wszystko. Wszystko będzie na pana. Panie Piotrze, kończymy w takim razie dzisiaj. Może na koniec powtórzmy jeszcze dzisiejszą zagadkę i będziemy się żegnać.
[50:50] - Dobrze. To dla przypomnienia zagadka z poprzedniego tygodnia. Podpowiedź do tej zagadki z zeszłego tygodnia brzmi: „You rebel scum”. Zagadka na ten tydzień: w jakim filmie była scena, w którym wszyscy inni oglądali lądowanie na Księżycu, natomiast niektórzy, tutaj uwidocznieni na filmie, zamiast patrzeć na pierwszy krok Neila Armstronga na Srebrnym Globie, patrzyli na niesamowity popis gry w ping-ponga?
[51:15] - Tak jest. A zatem pięknie dziękuję, panie Piotrze. Do usłyszenia za tydzień.
[51:20] - Ja też dziękuję, do usłyszenia.
[51:23] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.