[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie w kolejnym czterdziestym piątym odcinku podcastu Mówią świadkowie, czyli najbardziej paranormalnej audycji w polskim internecie, w której prezentowane są wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym pochodzące od słuchaczy i czytelników serwisu Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Wieczór dziś dość gorący, wszak mamy końcówkę czerwca, jednak dziś trochę powieje chłodem, ponieważ w tym odcinku wysłuchamy historii o bliskich spotkaniach z duchami i nieuchwytną siłą, a niektóre z przedstawionych dziś przypadków nasuwają wręcz skojarzenia z nawiedzeniami i opętaniem. Audycja będzie podzielona na dwie części. W części pierwszej zaprezentuję swoim głosem relacje nadesłane drogą tekstową, w drugiej zaś wysłuchamy rozmowy telefonicznej, w której jeden z naszych słuchaczy opowiedział o poltergeiście, czyli hałaśliwym duchu nawiedzającym Twierdzę Modlin. W wersji przygotowanej na YouTube audycji będzie towarzyszył spis rozdziałów, aby łatwiej było Państwu w razie potrzeby wrócić do jakiegoś fragmentu. Zanim przejdziemy do zapoznania się z przygotowanymi na dziś relacjami, pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Przechodzimy zatem do prezentacji historii nadesłanych drogą tekstową.
Relacja nadesłana do Radia Paranormalium w dwa tysiące siedemnastym roku. Zdecydowałem się opisać historię, jaka przytrafiła mi się w wieku sześciu lat. Dnia dziewiątego sierpnia dwa tysiące siedemnastego roku wysłuchałem w audycji bardzo podobnej relacji, co pchnęło mnie do opisania Wam poniższego zdarzenia. W wieku sześciu lat w małej podwrocławskiej wsi w gminie Sobótka, razem z dwoma młodszych braci, malutką siostrzyczką oraz rodzicami żyliśmy w ciasnym mieszkaniu na drugim piętrze. Ze względu na brak miejsca na łóżka dla takiej gromady mama rozkładała materace, na których spaliśmy razem z braćmi. Pewnej grudniowej nocy nie mogłem zasnąć. Czułem nieokreślony lęk. Sen przyszedł grubo po północy, między czwartą trzydzieści a piątą nad ranem. Przed nagłym zbudzeniem ujrzałem sekwencję obrazów i skrót tamtejszej nocy oraz innych sytuacji z mojego życia. Leżałem na plecach i poczułem rękę, która złapała mnie za głowę i skierowała twarz w stronę okna.
Słyszałem szum w uszach. Był to szum podobny do rytmu bicia serca. Z okna w kierunku drzwi do przedpokoju poruszała się w powietrzu jakaś energia. Nie potrafię określić jej formy. Wiedziałem, że coś się porusza, natomiast nie widziałem tego dokładnie. Było ciemno. Strach był na tyle paraliżujący, że zaczęły mi lecieć łzy. Energia, być może duch dotarła do drzwi i zawróciła. Wyleciała przez okno. Dopiero kiedy patrzyłem, jak wylatuje na tle zimowego nieba, widziałem jakby cień.
Nie poczułem, kiedy ręka mnie puściła. Po prostu zerwałem się i skoczyłem z płaczem i wrzaskiem na brata, który zawołał mamę i tatęPo tym zdarzeniu przez blisko dwa lata miałem problemy z zasypianiem i nawet po przeprowadzce nie chciałem mieszkać sam w pokoju. Do dzisiaj pamiętam emocje, które towarzyszyły temu zdarzeniu. Później dowiedziałem się od mamy, że jej zmarły wiele lat wcześniej brat miał podobne doświadczenia dwa razy. Korespondencja nadesłana trzynastego września dwa tysiące dwudziestego roku. Podejrzewam, że te dwie historie mają związek z maszyną do szycia marki Singer. Tak, taką starą, napędzaną ręcznie z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Pierwsza historia była kilka lat temu. Nie powiem dokładnie kiedy. Leżę na łóżku, na prawym boku, twarzą do ściany i czuję, jak ktoś się nade mną pochyla.
Nie był to nikt żywy, bo zawsze zamykam drzwi do pokoju. Czuję tę twarz aż ktoś wrzasnął prosto do mojego lewego ucha. W tej sytuacji każdy inny by wrzeszczał i wybiegłby z pokoju przerażony, ale nie ja. Zamarłem w bezruchu i dezorientacji. Czy to wydarzyło się naprawdę? Czy też może mózg ze zmęczenia i stresu sam to generuje? Jako człowiek związany z realizacją dźwięku zauważyłem jeden istotny szczegół. Nie było pogłosu charakterystycznego dla mojego pokoju. A że oglądam programy paranormalne, zrozumiałem, że to nie było z tego świata. I co nie jest oczywiste brak poczucia elektryczności w powietrzu czy spadku temperatury.
Jakiś czas później, bardziej dni niż miesięcy, niemal identyczny scenariusz. Z tą różnicą, że ktoś się nachylił, sapał nade mną dwa razy i skończyło się. Tym razem obróciłem się skonsternowany. Nic w pokoju nie uległo zmianie. Tak jak poprzednio brak fizycznych odczuć. Łączę to z tą starą maszyną do szycia, bo atmosfera tak jakby się zmieniła po wyniesieniu jej z domu, ale też nie tak diametralnie, że wcześniej było nieprzyjemnie czy ponuro i zrobiło się normalnie. Moim zdaniem nastąpiła zmiana. Tym bardziej podejrzewam, bo w domu nie było wywoływania duchów, egzorcyzmów czy rzuconej klątwy, bo niby kto miałby rzucić? Jedynie co mogłoby zostawić energię to śmierć członka rodziny w domu dekady temu. No ale absolutnie nie miałby powodu mnie straszyć.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku. Moja historia wydarzyła się w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym pierwszym roku, w wakacje. Miałam wówczas jedenaście lat. Przeprowadziliśmy się właśnie z rodzicami do nowo wybudowanego domu. Nie wszystkie pokoje były jeszcze urządzone, tak więc pamiętam, że spałam tymczasowo w jednym pokoju z rodzicami. Rodzice spali na tapczanie, a ja na składanej tapczan-płóce. Pokój był na piętrze. Na parterze, w innym pokoju spała moja babcia od strony ojca. Obudziłam się pewnej nocy i usłyszałam, że ktoś chodzi po domu. Kroki były tak wyraźne, że dokładnie wiedziałam, w którym pokoju aktualnie znajduje się ta osoba.
Przedpokój na dole, człapanie po schodach, hol, nasza sypialnia i z powrotem tą samą trasą z przystankami po drodze. Trwało to jakiś czas, dla mnie całą wieczność. Schowałam się pod kołdrę ze strachu. W miarę jak kroki się do mnie zbliżały, aż do mojego łóżka, serce waliło mi coraz bardziej i tylko modliłam się, żeby ta osoba nie ściągnęła ze mnie kołdry, bo chyba bym umarła z przerażenia. Nigdy w życiu przed tym zdarzeniem, ani potem nie byłam tak przerażona. Nawet bałam się odezwać do rodziców na sąsiednim łóżku. Jednak nawet przez moment nie przyszło mi do głowy, że to może być jakiś duch. W tym okresie były do nas częste włamania, więc myślałam, że to jakiś bezczelny złodziej. Rano moja babcia stwierdziła mimochodem "A to ciebie dzisiaj babcia odwiedziła." Nie wiedziałam, o co jej chodzi, ale babcia zmieniła temat i nie chciała nic więcej powiedzieć. Sprawa wyjaśniła się po latach.
Ilekroć wspominałam to wydarzenie, moja mama zawsze twierdziła, że coś mi się śniło. Aż pewnego razu, po latach potwierdziła, że wszystko słyszała, a nawet widziała swoją zmarłą matkę. Nie chciała, żebym jako dziecko bała się w nocy. Dlatego zawsze podważała wiarygodność mojej relacji. Natomiast babcię, która z nami wówczas mieszkała, poprosiła, żeby powiedziała mi, że to ona chodziła w nocy po domu. Babcia w swoim życiu zetknęła się z duchami zmarłych, więc nic jej nie zdziwiło. Stwierdziła, że moja zmarła babcia bardzo chciała zobaczyć nasz nowy dom, ale nie zdążyła przed śmiercią. Zmarła na początku tamtego roku. Teraz przyszła, zobaczyła co chciała i już więcej nie przyjdzie. Tak faktycznie się stało.
Jest to autentyczna historia, która mi się przydarzyła. Miałem też inne przeżycia po śmierci bliskich osób, ale już nie tak spektakularne. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu dwa tysiące dwudziestego roku. Witam, odważyłam się w końcu do Państwa napisać. Forma pisemna jest dla mnie o wiele łatwiejsza od rozmowy telefonicznej, więc przepraszam. Jestem osobą stosunkowo młodą. Jestem z rocznika tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego. Jeśli chodzi o wydarzenia paranormalne, od dziecka stanowią one część mojego życia. Od najmłodszych lat, odkąd skończyłam około trzy lata, widziałam tak jakbym białe łuny. Porównałabym to do błyszczącego jedwabiu na wietrze.
Zaczęło mnie to niepokoić dopiero jak byłam troszkę starsza. Bałam się spać sama. Musiałam mieć włączone światło, ale to chyba normalne u dzieci. Pierwsze spotkanie z czymś, co na pewno nie miało dobrych zamiarów, miało miejsce, jak miałam około trzynastu lat. Ogólnie ten rok życia był dla mnie ciężki. Straciłam ojca oraz rówieśnicy nie byli w stosunku do mnie specjalnie dobrze nastawieni. Ale wracając do obserwacji.W łazience, która obecnie jest przed remontem, są na niej błyszczące brązowe kafelki. Zobaczyłam twarz. Wyglądała jak łysa kobieta. Była półmleczna, lekko przeźroczysta.
Widziałam ją może z dwie sekundy. Zdążyła się uśmiechnąć i zniknąć. Kolejne wydarzenie było stosunkowo niedawno, jak miałam dziewiętnaście lat i wybierałam się na autobus do szkoły. Stojąc na przystanku autobusowym obejrzałam się, czy nie jedzie mój transport. W tym samym momencie zobaczyłam czarną postać, która we mnie wbiegła. Przestraszyłam się. Starałam się wyjaśnić sobie, co to było. Rozglądałam się, czy aby nie był to worek na śmieci albo coś podobnego. Nic nie zauważyłam. Staram się wyjaśnić racjonalnie wszystkie zdarzenia, które mnie spotkały, ale nie zawsze jest to takie proste.
Najczęściej dziwne rzeczy zdarzały się w mojej pierwszej pracy. Przez rok pracowałam w jednej kwiaciarni na Śląsku. Pewnego dnia stałam na zapleczu i usłyszałam męski głos mówiący "cześć". Myślałam z początku, że to klient lub mój szef. Jednak nikogo tam nie było. Drugą sytuacją, którą trudno było mi wyjaśnić z tamtego miejsca, była sytuacja, gdzie miała się odbyć pewnego rodzaju impreza i szef miał zapewnić oprawę kwiatową, więc musiałam przyjść wcześniej do pracy. Kiedy weszłam do pracy, zastałam powódź. Półkę, która była przymocowana do ściany za pomocą solidnych śrub i stały na niej najcięższe wazony z wodą samoistnie spadła. Żeby ją ruszyć, przynajmniej dwóch facetów powinno ją podważyć. Nie było możliwości, żeby taka sytuacja miała miejsce.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu 2016 roku. Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem napisania do Was. Tak bardzo się cieszę, że na mojej drodze stanęło Radio Paranormalium. Słuchając Waszych audycji odkryłam, że wszystko to, co mnie spotykało i budziło paraliżujący strach w dzieciństwie, nie jest tylko wizją wrażliwego dziecka z wyobraźnią i ogromną fantazją. Spotykały mnie te wszystkie rzeczy, które omawiacie na antenie. Zresztą jeszcze do dziś dnia czasem dzieją się różne niewytłumaczalne sytuacje. Choć teraz mam już czterdzieści lat i poprzedzam sen małym trunkiem, co daje wyciszenie i spokojną noc. Ale kiedy byłam dzieckiem, często nawiedzały mnie duchy, zmory. Męczyły mnie mary. Jako kilkuletnia dziewczynka miałam takie koszmary, że aż po dziś dzień jest mi nieprzyjemnie na ich wspomnienie.
Nie mogłam zasnąć każdej nocy. Często nie mogłam się obudzić, kiedy świadoma nieprzyjemnego snu próbowałam się poruszyć lub najzwyczajniej krzyknąć. Później nauczyłam się myślami prosić obok mnie osobę, by po prostu mnie obudziła, bo się męczę. I tak się zadziało. Na początku bałam się latania we śnie. Później z wiekiem opanowałam to i świadomie przemieszczam się w przestrzeni. I teraz jest to dla mnie raczej przyjemne. Mogę zobaczyć dużo innych rzeczy. Myślę, że edukacja i pochłanianie wiedzy na ten temat dużo pomagają. Jako dziecko widywałam postacie czarne jakby mgiełki.
Najpierw przychodził strach. Pamiętam, jak kiedyś poczułam właśnie to i otworzyłam oczy, a w pokoju była ta postać. Stała zawieszona na środku pokoju, skierowana w moim kierunku. Strach nie pozwolił mi się ruszyć. Zamknęłam oczy i dopiero po długiej chwili uciekłam do mamy, do drugiego pokoju. Widywałam też kiedyś postaci o zmroku. Na przykład taka sytuacja. Idziemy w kilka osób po parku, czuję chłód i mija nas zgarbiony człowiek. Pytam pozostałych, czy widzieli tego człowieka. Wszyscy zdziwieni odpowiadają, że nikogo nie mijaliśmy.
Tego typu sytuacje. Kilka razy zdarzyło mi się obudzić w nocy i zobaczyć na suficie lub ścianie cień pająka. Porusza się jak żywy. Wielkości dłoni, czasem trochę większy. Przecieram oczy, a on nadal tam jest. Łazi po ścianach, nie znika. Kładę się po prostu dalej spać i mówię mu, żeby sobie poszedł. Jestem już stara i nie boję się już tak mocno koszmarów ani rzeczy, do których nie potrafię się odnieść. Przypomniało mi się jeszcze coś. Światło z dzieciństwa.
W wieku czterech lat przeprowadziłam się do małego miasta, gdzie były nowo wybudowane jedenastopiętrowe bloki. Mieszkałam na dziewiątym piętrze. W nocy wówczas w okolicy panowała jeszcze całkowita ciemność. Do ulicy było daleko, światła samochodów nie sięgały, a ja pamiętam ostre białe światło, jakby ktoś olbrzymim reflektorem zaświecił w moje okno i dała się przy tym słyszeć taka miła muzyka. Dziwne to wszystko, ale cieszę się, że nie tylko ja tak mam i podziwiam, że doczekałam czasów, gdzie wyżej wymienione i podobne zjawiska są traktowane jako nauka i że dziś mogę mówić o tym otwarcie, nie wychodząc na ci woląka. Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów. Korespondencja nadesłana w kwietniu 2014 roku. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że proszę o anonimowość. W moim domu dzieje się coś dziwnego. Dom ten znajduje się w Bytomiu na Miechowicach.Był budowany podczas II wojny światowej.
Mieszkali i zmarli w nim moi pradziadkowie. Od zawsze w domu dręczą mnie koszmary. Czuję czyjąś obecność. Gdy rano budzę się szafka, która była zamknięta, często jest otwarta. Tak samo z oknem. Możliwe, że lunatykuję, ale to nie wyjaśnia wszystkiego. Wczoraj w nocy obudziłem się i na drugim końcu pokoju ujrzałem jakby cień, jakby ktoś stał. Od razu schowałem się pod kołdrę. Chwilę po tym czułem, jakby coś siedziało na moim łóżku i później nagle zeskoczyło. Dodam, iż na Śląsku mogą być drobne trzęsienia ziemi.
I tak sobie to wszystko tłumaczę. Jednak do niektórych rzeczy to po prostu nie pasuje. Na przykład ten cień. Spałem kilka miesięcy u babci oraz w internacie. Tam nie działo się nic. Gdy tylko wróciłem do domu, wszystkie koszmary powróciły. Boję się porozmawiać o tym z rodzicami, bo boję się, że mnie wyśmieją. Korespondencja z lipca 2020 roku. Od ponad dziesięciu lat mieszkam w Wielkiej Brytanii. Kilka lat temu mieszkałam przez cztery lata w domu, w którym działy się dziwne rzeczy.
Od momentu wprowadzenia się słyszałam kroki na schodach, jakby ktoś wchodził na górę. W jednej z sypialni był schowek, z którego można było wejść na strych. Schowek zawsze był zamknięty. Co kilka dni drzwi same się otwierały. Było to trudne do wytłumaczenia, bo aby je otworzyć należało unieść ciężką metalową sztabkę. Za każdym razem, gdy je zamykałam, upewniałam się, że nie można ich otworzyć i sztabka tkwi solidnie na swoim miejscu. Mimo to kilka nocy później drzwi i tak same się otwierały. Wówczas nie kojarzyłam tego z duchem. Po trzech latach zaczęłam stosować medytację i generalnie zainteresowałam się rozwojem duchowym. Wtedy zaczęły się inne manifestacje.
Były innego charakteru, dlatego myślę, że uaktywniło się tam coś jeszcze. Na przykład siedziałam w salonie w fotelu, mając kilka centymetrów ode mnie zestaw głośników, z którego płynęła muzyka. Chciałam przeprowadzić medytację, więc wyłączyłam przyciskiem zestaw. Kilka sekund później zestaw sam się włączył. Albo oglądałam w salonie film, gdy nagle w kuchni sam się włączył piekarnik halogenowy. Aby go włączyć należy wcisnąć rączkę w pokrywie. Innym razem ciężkie drzwi do ogrodu same powolutku zamknęły mi się przed nosem. Nie było przeciągu i dom stał prosto. Te drzwi nigdy nie zachowywały się w ten sposób. Były otwarte pod kątem dziewięćdziesięciu stopni i same powoli przeszły drogę do zamka, gdzie się zamknęły.
Innym razem leżałam w łóżku wieczorem i usłyszałam kroki na korytarzu. Ktoś otworzył drzwi do mojej sypialni i szedł w moim kierunku. Słyszałam jego oddech i skrzypienie podłogi. Zerwałam się na równe nogi. W pokoju nikogo nie było. Jakkolwiek ktoś mógłby się uprzeć i powiedzieć, że wszystko to wina zwarcia jakichś naturalnych sił lub że mi się przyśniło, wydarzyło się coś, czego w ten sposób wytłumaczyć się nie da. Siedziałam wieczorem sama w salonie przy komputerze. Za moimi plecami stał około metra ode mnie stolik kawowy. Nagle usłyszałam dobiegający z niego głośny stuk. Odwróciłam się, by sprawdzić, co wydało taki dźwięk.
Na stole stało kilka rzeczy w odległości od siebie wykluczającej możliwość, że coś stało na czymś i w końcu przeważyło i upadło. Jedyną rzeczą, która mogła wydać dźwięk, jaki usłyszałam, była ceramiczna miseczka. Coś uniosło ją w powietrze i upuściło. Moja kicia często wpatrywała się w róg ściany. Lokator domu obok mówił mi o dziwnym zachowaniu jego psa, który też natarczywie wpatrywał się w róg ściany. Gdy wspomniałam innemu sąsiadowi o tym, co się u mnie działo, powiedział mi, że gdy wprowadził się tam z żoną, gdy byli w kuchni, łyżeczka sama uniosła się w powietrze, zatoczyła koło przed ich zdumionymi twarzami i wróciła na swoje miejsce. Często zmieniam miejsce zamieszkania i nigdy nic paranormalnego nie wydarzyło się w mojej obecności. Oprócz tego jednego tomu. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium we wrześniu 2014 roku. W nocy z dwudziestego czwartego na dwudzieste piąte września przydarzyło mi się coś dziwnego.
Mianowicie spaliśmy z mężem w swojej sypialni, jak zwykle. Wstałam, zrobiłam poranną toaletę. Wspólnie z mężem szykując śniadanie wspomniałam, że jestem bardzo wymęczona, że miałam jakieś koszmary już drugi dzień z rzędu. Śniło mi się, że umarłeś. Zawsze źle reaguję na takie sny, ponieważ z mężem mam silną więź, ale to jeszcze było do zniesienia. Śnią nam się różne rzeczy, sytuacje i temu podobne. Uszykowałam się do wyjścia na umówione spotkanie do przyjaciółki i wyszłam. Spotkanie przebiegało jak zwykle bardzo miło, do czasu jak poczułam straszne pieczenie nóg, a konkretnie udo prawej nogi. Co chwilę przecierałam ręką miejsce myśląc, że coś mnie ugryzło, ale nie wytrzymałam i zdjęłam spodnie. To, co zobaczyłam strasznie mnie przeraziło.
Przyjaciółka zaniemówiła. To był wyraźny ślad dłoni. Oczywiście próbowałam to sobie wytłumaczyć racjonalnie, że się sama jakoś dotknęłam, lecz po przyłożeniu mojej dłoni widać było, że nie pasuje. Dłoń była znacznie większa, a ślad wskazywał na to, że dłoń musiałaby być położona odwrotnie na mojej nodze. Myślę sobie co do licha? Mój mąż? Ale niestety jego dłoń też nie pasuje.Odciśnięte palce były znacznie większe. Poza tym nie było sytuacji, w której mógłby to zrobić. Tej nocy poszedł znacznie wcześniej spać, a ja śpię pod osobną kołdrą. Więc kto i kiedy?
Później z przyjaciółką myślałyśmy, że może to jakieś uczulenie i sobie wmawiam. Następnie, że to może jakieś detergenty. Nie sprzątałam w domu niczym od kilku dni, tylko płyn do naczyń. Ten co zwykle. Piekło niemiłosiernie. Wręcz jakbym miała rozklone węgle na noce. Po jakimś czasie i druga noga zaczęła mnie piec, więc spojrzałam, a tam jakby druga dłoń odciśnięta po wewnętrznej stronie uda, bardziej śródręka z liniami papilarnymi i ciągnące się do tyłu palce. Oniemiałam. Przyjaciółka również. Nawet jak o tym teraz piszę, mam dreszcze.
Wygląda to tak trochę dziwne, że w takim miejscu, ale jakby coś, ktoś dobierał się do mnie, chcąc rozchylić mi uda na siłę. Może to moje jakieś dziwne, głupie spostrzeżenie, ale kto to widział, mówi dokładnie to samo. Dziś, po dwóch dniach jest jeszcze gorzej. Okazuje się, że to nie uczulenie, a oparzenie. Do tego stopnia, że mam rany bolące, piekące z bąblami. Smaruję maścią po oparzeniach. Martwię się, że będą blizny. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Znajomi polecili mi modlitwę. Bałam się pójść spać.
Teraz też nie śpię, bo mąż jest na nocce. Mam małe dziecko i też się nie boję. Słyszę tylko sama się dotknęłaś czymś, co miałaś na dłoniach i tyle. Dlaczego zatem nijak nie pasuje moja dłoń? I dlaczego nie mam śladu na własnych dłoniach? Przecież oparzenia nie da się przekazać dłońmi. No chyba, że na filmach. Jak to sobie wytłumaczyć? Boję się, że to coś może znaczyć, gdyż mam pogmatwaną przeszłość z rodziną. Z rodzicami nie utrzymuję kontaktów od lat, a mimo że o nich nie myślę, śnią mi się od czterech dni.
Dręczą mnie w snach i są zawistni. Chciałabym pozostać anonimowa z uwagi na dobro mojej rodziny. Szukałam też podobnych śladów w internecie i nie znalazłam. Korespondencja nadesłana dwudziestego czwartego sierpnia dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku. Witam serdecznie. Chciałabym podzielić się historią, która przydarzyła mi się jakieś około dwa lata temu. Od razu na wstępie zaznaczam, że jestem osobą twardo stąpającą po ziemi. Wychowałam się w rodzinie, w rygorze i dyscyplinie. Moja praca gwarantuje mi uziemienie i nigdy nie zdarzały mi się takie straszne historie. Owszem, widzę i odczuwam zjawiska, których większość ludzi nie spostrzega.
A być może tak jak ja nie przyznają się, że coś spostrzegli. Ale nigdy nic mnie tak nie zaatakowało. Mama mówiła, że mam bujną wyobraźnię, ale z tego chleba nie będzie. Częściowo rację miała, a ja zignorowałam tą część siebie na długie lata, skazując się na samotność wśród ludzi, z którymi nie miałam nic wspólnego. Próbowałam się dostosować, ale tak naprawdę odgrywałam rolę. W końcu zaczęłam chorować. Zaczęło się od grypy, a skończyło na chronicznym bólu lewej nogi. I do tej pory lekarze nie umieją tego schorzenia zdiagnozować. Skrycie domyślam się, co to jest. Coś domagało i domaga się uwagi.
Ten drugi świat, a być może prawdziwa ja. I postanowiłam zainteresować się nim. I podjęłam naukę. Bo ja zazwyczaj podchodzę do tematu na serio i gdy za coś się zabieram, to rzetelnie. Zaczęłam jeździć na warsztaty, zloty i poznawać ludzi. Czytałam dużo. Ciężko mi było i nadal ciężko jest otworzyć się na ludzi. Ale ludzie tak zwani uduchowieni totalnie mnie zachwycili. Zauważyłam, a w zasadzie poczułam jednak, że pod płaszczykiem uśmiechów, szczebiotu, tańców i medytacji kryją się niezbyt dobre intencje. Poza mną, czyli osobą chcącą się odnaleźć w tym nowym, niestanym świecie, trafiały się osoby totalnie pogubione i z problemami emocjonalno-psychicznymi i bardzo często stają się ofiarami tak zwanych lekarzy dusz, uzdrowicieli, mentorów.
Ale to na kolejny list. Wtedy poznałam dwie ciekawe, wówczas dla mnie niezastąpione siostry. Spędzałyśmy z osobą mnóstwo czasu. Dla mnie to było coś takiego, jakbym spotkała dawno niewidzianego członka rodziny. Długie rozmowy przez telefon praktycznie dzień w dzień, aż do wieczora. Mnóstwo wspólnych planów zawodowych. Wszystko jednak się zmieniło, gdy poszłyśmy do ezoterycznej szkoły. One wybrały inny kierunek niż ja. Mnie interesowały nauki mantyczne, tarot, chirologia, astrologia, a one wybrały bioenergoterapię. Cieszyły mnie te wyjazdy i czułam, że one również się z nich cieszą.
Wspólnie gotowałyśmy. Rozmawiałyśmy do północy, dzieliłyśmy się wiedzą. Nigdy nie miałam takich fajnych koleżanek. Wszyscy nam zazdrościli, że jesteśmy taką fajną i zgraną paczką. Zawsze byłam gdzieś na uboczu, a tutaj nagle znalazłam się w centrum zainteresowania i dziękowałam Bogu, że wysłuchał moich modlitw i zesłał dobrych ludzi. I byłoby cudownie, gdybym nie zaczęła być totalnie zmęczona i wyczerpana po tych naszych wyjazdach do szkoły. Zaczęłam mieć potężne bóle głowy i kręgosłupa, a w końcu i nerek.Aż wylądowałam w szpitalu po jednym z ostatnich wyjazdów. Gdy to piszę, cierpnie mi skóra i myślę, jak bardzo byłam zaślepiona. Były to pierwsze oznaki tak zwanego wampiryzmu energetycznego. One spały w innym pomieszczeniu, a ja zupełnie w innym na piętrze.
Było to pomieszczenie na poddaszu. Klasyk nawiedzonego pomieszczenia. Ropiaczarnia, stare zdjęcia, stare meble, stare radio i ten dziwny zapach i wieczne zimno. Śmierdząca lodówka, choć wyczyszczona. Taki jakby przeciąg. Okna były szczelne, drzwi również. Paliłam kadzidła, świece, szałwię i nic. Najgorsza była pościel, która pomimo że była prana miała chyba ze sto lat. Woziłam śpiwór, bo nie dało się wytrzymać. Za wynajem mieszkania płaciłyśmy grosze, więc nie marudziłam, ale cieszyłam się na wspólne biesiady, a wszystkie tak zwane niedogodności znikały.
Do momentu. Momentem było spotkanie koleżanki, którą zaprosiłam do nas na kolację. Spojrzała na mnie i powiedziała: "Dlaczego na to pozwalasz? Przecież one cię okradają. Tutaj aż się buja od duchów. To strzygi". Zamurowało mnie, ale pomyślałam, że po prostu nie przypadły sobie do gustu. Koleżanka była cicha, ale bardzo przenikliwa. Dziewczyny milczały. Próbowałam rozruszać towarzystwo, bo w końcu były moje urodziny.
Częściowo się udało. Koleżanka szybko się zmyła. Najgorsze były noce. Zasunięta w śpiworze po uszy czułam lodowate powietrze. Coś chciało się do mnie włamać. Jednak mam bardzo silną ochronę, więc czułam wielki smutek, niewytłumaczalny żal. Płakałam. Pojawił się ból nerek. Wymiotowałam. Musiałam opuścić zajęcia i zostać w domu.
One również zostały dla towarzystwa. Nie podjęły żadnych działań, pomimo że obok był szpital i mogły mnie tam zaprowadzić. Przypuszczam, że dobrze wiedziały, co się dzieje. Ledwo dojechałam do domu, zatrzymując się co rusz, żeby zwymiotować. Po tym czasie już nie spotkałyśmy się, a moja próba porozmawiania na ten temat i oczyszczenia relacji skończyła się awanturą i zerwaniem kontaktu. Zrozumiałam i doszło do mnie, kto był ukrytym wrogiem, o którym powiedziała mi koleżanka. A rzeczona tajemnicza koleżanka również okazała się być nieuczciwa i chętnie czerpiąca przyjemność z cierpienia innych osób. Jak wyczułam jej intencje, natychmiast ją wycięłam. Przeżyłam załamanie i ciężko to odchorowałam, bo był to dla mnie, można rzec raj. Po latach samotności duchowej poznałam, jak mi się wydawało bratnie dusze.
Zerwałam z nimi kontakty na całego. Ku zdziwieniu wielu znajomych. Poczułam totalną ulgę. To tak, jakbym wyjęła kolec z pleców. Co mi jednak z tego, skoro znalazłam się w punkcie wyjścia? Tak się zadręczałam. I oto pewnej nocy poczułam, że coś za mną warczy. Spałam na boku. Zignorowałam. Pomyślałam, że to koty, ale nagle poczułam, że coś mnie dusi, przytrzymując nos i usta.
Zacząłem wewnętrznie krzyczeć, a to zaczęło ryczeć jeszcze głośniej. Machałam rękami, ale ani drgnęłam. To zaczęło nienaturalnie ryczeć i głośno się drzeć, zakrzykując mnie. Gdy zrozumiałam, że za chwilę umrę, zaczęłam się modlić. Usłyszałam głos babci: "Módl się do Boga. Pamiętaj, on pomoże. Zawsze wysłucha i pomoże". Oj, Ojcze nasz, któryś jest. Zaczęłam przypominać sobie dawno niewypowiadaną modlitwę. A zwierzę, czy też bestia zamilkło od razu i usłyszałam śpiewy mnichów.
Poczułam totalną ciszę i spokój. Żyję. Na drugi dzień podjęłam środki zaradcze, aby ewentualny nieproszony gość nie czuł się komfortowo przy moim łóżku. Wszystkie prezenty, którymi się obdarowywałyśmy, spaliłam w wielkim ogniu. Oczywiście, jak to ja, będąc pod wrażeniem zdarzenia, napisałam do paru grup z zapytaniem, co robić, gdy coś takiego się dzieje. I tutaj wylało się dziecko z kąpielą. Posypały się teksty w stylu biegnij koniecznie do egzorcysty, co mnie jeszcze bardziej przeraziło. Potem paraliż senny, ale przecież tutaj było inaczej. Bolała mnie ręka, tak się z tym szarpałam. Aż po hejt w stylu sama sobie piwa nawarzyłaś to pij.
Delikatnie mówiąc. Jedyne sensowne podpowiedzi i pomoc uzyskałem od tak zwanych osób wtajemniczonych i od medium pani Ady Edelman. Owszem, nadal zajmuję się wróżbiarstwem. Jestem wiedźmą, ale nawet wiedźmy mają serca i muszą przecież komuś zaufać. Szukają przyjaciół i znajomych. Są normalnymi ludźmi. Razem jest łatwiej, bezpieczniej i przyjemniej. Ale to tylko moje marzenia. Przynajmniej na razie. Upłynęło sporo czasu od tego zdarzenia.
Jestem teraz bardzo ostrożna w kontaktach z nowo poznanymi. Wręcz trzymam się z dala od tak zwanych ludzi lasu. Poczytałam sobie również o strzygach, istotach, które uwodzą, a następnie okradają i niszczą energetycznie. I właśnie takie najprawdopodobniej miałam okazję poznać. Unikam ludzi, którzy zbyt szybko chcą nawiązywać bliski kontakt. Swoje plany i wiedzę zachowuję dla siebie. Cele realizuję osobiście, bez żadnych spółek i wpływów z zewnątrz. Mam nadzieję, że ten mój list jest zrozumiały i komuś pomoże. A może przestrzeże przed zbytnim zaufaniem nowo poznanym ludziom.Trzeba też uważać, żeby pragnienie nie zawładnęło naszym życiem tak, jak to się mi przydarzyło. Rozwój duchowy to także praca ze swoim cieniem, ze swoimi słabościami.
Czasami nie wszystko złoto, co się świeci. Pozory mogą mylić. Warto cieszyć się małymi rzeczami i swoim własnym życiem, zamiast próbować zbawiać świat nie będąc o to proszonym. I tak na zakończenie powiem, że warto też słuchać swojej intuicji, bo ona więcej nam powie niż szkiełko i oko i nieraz może nam uratować życie. Pozdrawiam i dziękuję. Autor ostatniej przygotowanej na dziś relacji tekstowej, poza przekazaniem paru historii, podzielił się również swoimi uwagami w kwestii audycji "Debaty niekontrolowane" z cyklu "Z wizytą w biurze duchów". Nie ze wszystkimi uwagami naszego słuchacza się zgadzam. Po namyśle postanowiłem jednak zostawić je w nagraniu jako swoiste votum separatum. Być może będą one stanowiły przyczynek do ciekawej dyskusji w komentarzach pod dzisiejszą audycją. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium dwunastego lipca dwa tysiące dwudziestego roku.
Poltergeist. W odpowiedzi na audycję z biura duchów. Tak, przyjrzałem się troszkę audycji i muszę powiedzieć, że wielu tekstów z tej audycji nie da się zwyczajnie słuchać. Jednak odnosząc się z wielkim szacunkiem do waszego radia, chciałbym zobaczyć choć jeden dowód z państwa życia i pracy z poltergeistem. Myślę, że ekspert nie chce się wtapiać w problem, bo zwyczajnie nie zna substancji problemu i nie miał z nim do czynienia. Żadna z osób nie ma chyba do końca, która prowadziła tą audycję. Szanuję każde zdanie, ale właśnie dzięki takim audycjom, w którym problem jest gmatwany lub oparty o ludzi, którzy swoją wiedzę opierają niestety na książkach, nigdy nie stanie się on jasny dla wielu ludzi, którzy wiedzy potrzebują, a przede wszystkim chcą zwalczyć swój strach, poznać esencję. Ja państwu opiszę to zagadnienie, choć w wielkim skrócie. Kim jest poltergeist? Jest duszą, która potrafi perfekcyjnie i dobrze operować energią.
Swoją manifestację potrafi poprzeć ruchem w przestrzeni przedmiotu, dźwiękiem, fizycznością przestrzeni materialnej. Na przykład otwarcie drzwi, zamknięcie. Czasem następuje długotrwałe występowanie manifestacji, choć zawsze jest jej powód. Swoim zachowaniem doprowadza stan psychiczny człowieka do pewnych zachowań, nazwijmy to obniżenia zdrowia psychicznego. Poltery bardzo dobrze operują strachem ludzkim, przez co religie przypisują im demoniczny wydźwięk, co jest błędne. Powtarzam błędne. Polter jest duszą taką samą jak ja czy ty po opuszczeniu ciała. Jednak jej historia po śmierci związana jest z różnymi uwarunkowaniami. Z całą stanowczością, czterdziestoletnią praktyką, śmiercią kliniczną w wieku dziesięciu lat stawię czoła tym, co sądzą, że są to demony. W swojej pracy spotkałem kilkadziesiąt polterów o różnych natężeniach energii i dziś domy, miejsca gdzie były, są spokojne, a ludzie są szczęśliwi.
Mógłbym napisać niejedną książkę na temat zjawisk i mojej pracy. Wracając do poltergeistów. W skrócie polter. Powód nabierania energii. Powodów jest wiele. Dusza po śmierci i w czasie przeorientowania, czyli opuszczenia ciała, ma elementy, które w jakiejś części mają wpływ na jej energię po śmierci. Niektóre dusze w momencie przeorientowania w sposób nagły chcą naprawić krzywdę, która doprowadziła do jakiegoś czynnika, który istniał jeszcze w momencie wcielenia. Niektóre dusze po śmierci nie opuszczają świata astralnego Ziemi. Tam też jest kilka powodów. Związane są z szerokim spektrum od religii po przekonania za życia.
Zaznaczam po drugiej stronie nie ma czasu, więc ułamki sekund tam dla nas tutaj mogą być setkami lat, dziesiątkami chwil. Dlatego w momencie śmierci ciała dusza, zanim odbierze swój kanał przepływu, ma czas na bycie tu i tam. Większość odwiedza bliskich. Uczucie, że coś się stało u żyjących. Odwiedzanie miejsc z dzieciństwa. Żegnanie się z żyjącymi lub przekazanie potencjału informacji. Przykłady poltergeistów. Przykład pierwszy z ostatnich miesięcy. Stara kamienica w centrum miasta. Jest rok dwa tysiące dziewiętnasty.
Na poddaszu kamienicy została wykonana adaptacja strychu. Od momentu, w którym wprowadzili się ludzie, zaczęły się tam dziać bardzo dziwne rzeczy. Manifestacje siły, spadające elementy osprzętu komputerowego, awarie serwerów, spadki temperatury odczuwalne przez ludzi, fizyczne uderzenia, popchnięcia. Ewidentnie coś nie chciało, aby w tym miejscu byli ludzie. Cofamy się do momentu, w którym nastąpił przełom. Tysiąc dziewięćset trzydziesty siódmy rok. Na strychu kamienicy wiesza się kobieta. Chwilę po śmierci kobiety na strych wbiegają bawiące się dzieci. Bawiły się w chowanego. Był tam również jej syn.
Dusza w momencie przeorientowania zauważa tragedię, która się rozgrywa, a dokładniej strach, jaki dokonał się w dzieciach, gdy zobaczyły wiszące ciało. Energia, jaka towarzyszyła temu momentowi, była na tyle silna, że dusza rozumie, co się wydarza i jaki wpływ ma jej zachowanie na sytuację. Tysiąc dziewięćset trzydziesty siódmy rok stał się dla duszy elementem zawieszenia. Trwało to po sprawdzeniu, jak przekazała istota, kilkanaście sekund. U nas jest już dwa tysiące dziewiętnasty rok. Co robiła dusza od tamtego czasu? Dusza czekała na dzieci, aby je przeprosić. Czekała, aż znów wbiegną i będzie mogła je przeprosić. Dlatego zebrała energię otoczenia oraz energię, którą skumulowała na możliwość manifestacji. Tak, dokładnie stała się poltergeistem, czyli duszą operującą energią.
Godzina dwudziesta druga, rok dwa tysiące dziewiętnasty. Kamera przemysłowa włącza tryb alarmu i robi zdjęcia. Są w mojej dokumentacji. Widać na schodach kobietę, która kieruje się na strych, gdzie czekam na nią. W pomieszczeniach włączamy kamery. Najpierw słychać krzyk dzieci, ewidentnie krzyk dzieci taki sam jak wtedy, kiedy wbiegały na strych. W słuchawkach też. Polter zaczyna mnie wypraszać z miejsca. Obniża temperaturę otoczenia, usiłując wzbudzić strach. Zaczyna przepędzać.
Szarpie za klamki, trzaska drzwiami, uderza w ścianę, stuka po podłodze. Czekam. Bardzo szybko wyrzuca energię z potencjału, jaki zebrał. Da się wyczuć siłę i czuć subtelnie, że powód naszego spotkania ma inny sens. Nagranie jest w moim archiwum. Czysta postać demoniczna? Szok, ale dla kogo szok? Dla tych, którzy nie rozumieją istoty problemu. Opowiadają głupoty o demonach, piekle. Przecież to dusza kobiety, która za wcielenia nie poradziła sobie z życiem, a po śmierci i opuszczeniu ciała naraziła na strach innych, niczemu niewinne dzieci.To jest poltergeist.
Dusza, która chciała przeprosić żywych. Jeden z powodów. Kiedy nawiązaliśmy dialog, a ja mogłem podjąć z nią pracę, wszystko było już jasne. Czekała na dzieci, a nie na mnie czy innych ludzi. Wyganiała ich, aby dzieci mogły spokojnie tam wrócić choć raz. Proszę zwrócić uwagę, jak mimo tak zwanej wolnej woli po śmierci już elementu duchowego zrozumienia dusza zawiesza się. Kiedy odchodziła tam, gdzie miała odejść, osoby na drugi dzień czuły w tym miejscu niesamowity spokój. Choć zajęło troszkę czasu, aby drewniany strych, którego bele drewna pracują pod kilkoma tonami dachówek, swoimi dźwiękami już nie niepokoiły. Kiedy ją odprowadzałem, przekazała w ramach przeprosin informację, aby wszyscy z tej firmy, czyli osoby przez kilka dni pracujące na dachach, nosili bezwzględnie pasy. I tak też się stało.
Przestrzegano rygorystycznie, a kiedy jeden z pracowników zatrzymał się na rynnie na pasie, uśmiechy i podśmiechujki stały się historią. Przykład drugi. Poltergeist. Dziewczynka. Rok dwa tysiące siedemnasty. Nowo wybudowany dom jednorodzinny. Mieszka na pierwszym piętrze. Ma problemy ze snem. Nie zasypia długimi nocami. Czuje strach.
Opowiada rodzicom, że w jej oknie siedzi dziewczynka i budzi ją. Rodzice bagatelizowali, że ośmiolatek sobie coś wymyśla. Duchów nie ma. Do momentu, w którym w tym pokoju nie położył się na noc ojciec dziewczynki. Kiedy w nocy został wybudzony, a w oknie stała dziewczynka, już na górę nie wchodzili ludzie, którzy nigdy nie mieli styczności z taką materią. Kiedy znów położył się w tym pokoju w nocy, znów sytuacja się powtarza. Mężczyzna nie pamięta, czy sam spadł z łóżka, czy to wynik działania dziewczynki z okna. Potencjał energii istoty dziewczynki nosi miano poltergeista. Operuje energią snu, wizualizuje się i poprzez strach zwraca uwagę. Manifestuje się.
Dziewczynka, a dokładnie dusza dziewczynki, opuściła ciało w wypadku na drodze kilka kilometrów dalej. Po oczyszczeniu i odprowadzeniu, a dokładnie w międzyczasie, dusza w ramach niezgodności prosi, aby dzieci nie bawiły się za domem na placu zabaw. Wskazuje dokładnie cyfrę siedem. Siedem dni. Zaznaczam, dom jest nowy, ma trzy miesiące. Powiedziałem rodzicom, że skoro już tu jestem i to się dzieje, proszę ich, aby uszanowali to, co mówię. I tak się stało. Siedem dni dzieci nie bawiły się z tyłu domu na placyku zabaw. W siódmym dniu z dachu z komina zjechało kilkanaście dachówek, roztrzaskując się o plastikowe zjeżdżalnie dla dzieci. Rodzina była w szoku, chyba większym niż tym spowodowanym przez fakt, że mają w domu poltergeista.
Dziś, po trzech latach, jest spokój. Żyją z doświadczeniem takiej historii. Dlaczego oni? Dlatego, że mieli potencjał, aby zobaczyć i odebrać energię dziewczynki. Takich przykładów z każdego roku mojej pracy jest kilkanaście. Dusz o potencjałach poltergeistów kilka. Silnych, operujących energią jak skalpelem. Dotyka to osób wierzących, niewierzących. Każdego, którego potencjał pozwala polterowi na kontakt lub weszli w miejsce, gdzie polter ma swoją historię do opowiedzenia. Skąd przychodzą?
Po śmierci ciała zostają w czasie astralnym Ziemi. Może to być nawet mama czy babcia. Dusza o potencjale. Wiara a postrzeganie. Wiara jest jednym z czynników. Jednak ze względu na zamknięty umysł osoby, która praktykuje daną wiarę, która swoje granice określa strachem, każda istota będzie postrzegana jako demon lub ten, co tą granicę strachu zaczyna. Mam w prywatnym archiwum zdjęcie poltergeista, którego Watykan uznałby za demona. Z tym zdjęciem jest zresztą związana bardzo ciekawa historia, ale to innym razem. Polter, aby wzbudzić strach i przegonić młodego człowieka, wizualizuje mu się jako demon. Jest to dusza kawalarza o silnym potencjale z jasnym ostrzeżeniem, czego ma nie robić ten młody człowiek.
Zaznaczam, wierzący człowiek. Miejsca. Miejsca mogą być różne. Nie ma znaczenia, czy to nowy dom, stara kamienica, las, sala lekcyjna. Ważnym elementem jest to, czy dane miejsce jest związane z potencjałem poltergeista. Poltergeist. Ja sam rozróżniam kilka typów, ale tylko w zależności od umiejętności operowania energią i niosącego potencjału. Tak, potencjału, ponieważ poltery również ostrzegają, tylko nie w pierwszej fazie spotkania. Różnią się od dusz przeciętnych, z całym szacunkiem jakoś muszę to rozgraniczyć, tylko i wyłącznie potencjałem energii. Gdybym mógł to określić cyframi, dusza zmarłego operuje w potencjale od zera do pięciu, a poltergeist od sześciu do dziesięciu.
Chyba tak da się to opisać w sposób najjaśniejszy. Demonologia a religia. Wierzę w Stworzyciela rzeczy widzialnych i niewidzialnych, w kosmiczny porządek świata, w nieskończoność życia mojego jako duszy. Mam otwarty umysł od czterdziestu lat i tyle lat pracuję z tą energią. W wieku dziesięciu lat przeżyłem śmierć kliniczną. Byłem po drugiej stronie. Opisane szczegółowo w hipnozie LBL w książce Iwony Kupisz "Repkę". Pomogłem setkom ludzi, jednym odejść z tego świata, innym przyjść na niego. Oczyściłem setki domów, miejsc. Nigdy nie spotkałem demona, szatana.
Spotkałem dusze o różnych potencjałach informacji i energii. Zadziwiam wielu sceptyków. Chrzczony przez egzorcystę jako dorosły, bierzmowany przez biskupów. Jestem wolną duszą. Słuchajcie czasem innych. Przestańcie opierać się na historiach sprzed lat. Life evil. Piekło jest tu, na ziemi.I to by było na tyle, jeśli chodzi o korespondencję tekstową. Po krótkiej przerwie przejdziemy do wysłuchania historii o bliskim spotkaniu z duchem w Twierdzy Modlin. A tymczasem, jeżeli wybierasz się do kuchni czy do toalety, to po drodze zalecam włączyć światło.
[51:09] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[51:20] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[51:45] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[51:56] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl.
[52:05] - Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[52:21] - Dwa miesiące temu dał trop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś go tam słyszał? Podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[52:33] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu www.paranormalium.pl.
[52:43] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów - mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji poznamy przekazaną przez naszego słuchacza historię bliskiego spotkania z hałaśliwym duchem, czyli poltergeistem w Twierdzy Modlin w 2004 roku. Posłuchajmy.
[53:20] - Sytuacja działa się, bo ja służyłem w Drugiej Mazowieckiej Brygadzie saperów w Kazuniu. To jest, są... To jest w zasadzie kompleks Twierdzy Modlin. Pamiętam, na samym początku wojska, to było w trzecim miesiącu, dostałem pierwszą służbę. To był dyżur w kuchni i jakby do moich pierwszych obowiązków tego dnia należało odebranie mleka i chleba. Ja musiałem pójść na kuchnię godzinie przed czwartą rano, po prostu poczekać, aż przyjedzie samochód, zebrać chleb i mleko. Czyli takie w zasadzie nic skomplikowanego. W momencie, kiedy kucharz mi przekazywał klucze, to był starszy żołnierz ode mnie służbą. Powiedział mi: "A słuchaj młody, bo tam straszy. Jak coś, to przyjdź." Ja oczywiście zba-zbagatelizowałem tą sytuację, mówiąc: "Czego ja się mogę bać, tak?
Młody człowiek. Tam się zgłosiłem do wojska. Ma mnie straszyć, że tam coś straszy." Bardziej podejrzewałem, że to będzie po prostu jakiś psikus z ich strony. No i tak jak, tak jak, tak jak powiedziałem, przed czwartą rano udałem się na kuchnię. Są budynki Twierdzy Modlin, które zaczęto budować w tysiąc sześćset tam którymś roku, więc to są naprawdę do-dość stare budynki. Udałem się do tej kuchni. Jeszcze byłem taki dość zmęczony. Usiadłem sobie przy oknie, położyłem ręce na stole. Tak drzemiałem, czeka-czekałem na ten samochód. W pewnym momencie słyszę za mną, tam były takie trzy wielkie kotły parowe, mniej więcej na wysokość około metra.
Średnicy miały myślę, że ponad metr. I słyszę takie coś takim podźwiękiem jak dzwon. Trzy, trzy uderzenia. W pierwszej chwili zacząłem myśleć co to może być, tak? Stare budynki, kuchnia parowa. Pewnie zaczęli palić na kotłowni. Para idzie przez rury, dlatego po prostu to wali. Więc spokojnie sobie dalej, że tak powiem, odpoczywam. Po chwili słyszę znowu. Więc przeszło mi przez myśl pewnie chłopaki starsi służbą stali przede mną.
Przyszli, bo wiedzą, że mieli drugie klucze. Schowali się, chcą понастрашать, nastraszyć młodego. Więc odsunąłem sobie troszeczkę krzesło od tego stołu. Mówię, jak jeszcze raz uderzy, podbiegnę i zobaczę, kto jest za tym kotłem. Za chwilę znowu trzy uderzenia, tak jakby czymś metalowym, takim podźwiękiem W tym momencie zerwałem się natychmiast. Pewnie byłem tam w półtorej sekundy. Były trzy obok siebie, więc była opcja, że jak patrzyłem za jeden, mógł ktoś po-po cichu sobie przejść za drugi lub za trzeci kocioł. Trudno mi to było ogarnąć wzrokiem tak jakby w momencie. Raz zajrzałem z jednej strony, z drugiej, z trzeciej. Mówię dobra, nikogo nie ma, ale mówię, bardziej pomyślałem, że się schowali, po prostu nie zdążyłem zobaczyć.
Znowu usiadłem. Minęło z trzy minuty. Znowu ten sam dźwięk. Już byłem gotowy do biegu. Zerwałem się szybciutko. Tak natychmiast zacząłem od środkowego, żeby nikt nie uciekł, prawda? Sprawdzałem zalewy, zaprawy środkowe, obróciłem się dookoła. Nikogo nie ma. Przyszło mi do głowy tak: jestem w kuchni. Za mną były drzwi i taki dość długi korytarz, który prowadził do pokoju kucharzy.
Mówię jak nic, no i schowali się na korytarzu. Ja w sposób byłem przeświadczony, przekonany, że chłopaki chcą mnie nastraszyć, więc nawet bawiła mnie ta sytuacja do pewnego momentu. Usiadłem znowu. Minęło z, nie wiem, z pięć minut. Położyłem głowę na rękach, że niby tam sobie drzemię. Słyszę znowu te uderzenia. I ominąłem te kotły. Wbiegłem na ten korytarz. Światło się paliło tylko przy drzwiach, jakby gdzieś po lewej stronie. Wchodzę jakby na korytarz po prawej stronie, przepraszam, jak drzwi, jakby wyjścia z kuchni, a w lewą stronę miałem taki dość długi korytarz, ja wiem, może z osiem metrów, a paliło się tylko światło przy drzwiach.
Taki był półmrok. Mówię jak nic, są w pokoju kucharzy. Nawet krzyknąłem: "Za-- mam was!" Idę sobie powoli w tamtym, w tamtym kierunku tego pokoju. I powiem szczerze, w różnych byłem sytuacjach w życiu. Nieraz się bałem. Poczułem taki niesamowity lęk, po prostu strach wręcz paniczny, że od razu postanowiłem stamtąd uciec, tak? Biegnę do drzwi. Klucze miałem schowane w kieszeni. Drzwi miałem zamknięte. Nawet nie próbowałem ich dobyć.
Próbowałem te drzwi najpierw jakby otworzyć siłowo. Oczywiście mi się nie udało.Musiałem dobyć kluczy. Czułem, że coś za mną jest, ale bałem się obejrzeć. To był po prostu taki lęk, że wie pan, czułem po prostu ciarki na plecach do tego stopnia, że jak teraz o tym mówię, to mam w tej chwili dreszcze na rękach. Yy, na szczęście za pierwszym razem otworzyłem. Za pierwszym, pierwszym był ten klucz. Pierwszym kluczem się udało otworzyć te drzwi. No i wybiegłem z tej kompanii, pobiegłem po, po tego starszego kucharza. Pan mnie zobaczył, powiedział: „Co młody?” Mówiłem. Poszliśmy wraz razem w te mleko.
Yy, nie wiem, co to było. W życiu tak się nie bałem. To było coś na pewno złego. Bałem się po prostu, że jak się odwrócę albo stamtąd nie wyjdę, to coś mi się stanie. No, to było coś niesamowitego.
[57:28] - Znaczy czuł pan tam jakąś obecność, tak? W tym miejscu?
[57:31] - Tak. Czułem obecność i to była po prostu coś, coś, coś groźnego. Coś niesamowicie, coś niesamowicie groźnego. Ja osobiście nic nie widziałem, tak? Po prostu w jednej chwili ja szedłem uśmiechnięty, że za chwilę chłopaków nakryję, że chcą mnie nastraszyć, a sekundę później już uciekałem w panice, po prostu czułem, że jak stamtąd nie wyjdę, to coś mi się stanie, tak? Tak się przeraziłem, bałem, że mówię, no w tej chwili mam dreszcze na rękach, jak o tym opowiadam. Coś niesamowitego. Później się dowiedziałem od-- już oczywiście był obiad, yy, później była kolacja. Przyszedł dowódca stołówki, pan plutonowy. Wspomniałem o tej sytuacji.
To powiedział, że no takie rzeczy mają miejsce, ponieważ czasem się zdarza, jak przychodzą rano żołnierze, to już na koniec dnia jest zawsze myta podłoga i są wstawiane, yy, krzesła na stołach. Przychodzą rano, to jest wszystko już jakby gotowe do śniadania, mimo że nikt tam nie wchodził przez noc, tak? Widziały się naprawdę dziwne rzeczy w tym budynku.
[58:20] - A poza tymi uderzeniami pan żadnych innych dźwięków nie słyszał? Tam nie było żadnych jakichś odgłosów uciekania na przykład czy przechodzenia nic?
[58:27] - Nie właśnie, ale też o tym myślałem. Jeżeli chłopaki mieli na nogach trampki, to bym ich nie usłyszał. Tam była taka, taka, taka podłoga jakby kamienna, jak na starych blokach z lat siedemdziesiątych. Taka kamionka. Więc jakby mieli na sobie trampki, to mogliby wtedy sprawnie i po cichu jakby się schować, tak? Ja analizowałem tą sytuację. Bardziej obstawiałem po prostu, że po prostu chcą mnie chłopaki nastraszyć, tak? Młody żołnierz. Zrobimy mu psikusa. Sam lubię robić psikusy, no ale tym razem to było coś, coś, coś, coś naprawdę, coś naprawdę złego.
Baaardzo. Ja o tym opowiedziałem na kompanii swojej chłopakom. To się ze mnie śmiali, że wariat jestem i znalazło się trzech śmiałków, którzy spróbują tam zostać. No to poszedłem do starszego kucharza czy otworzy. „No dobra” — mówi — „mogę otworzyć, ale zamykam na klucz”. Wtedy były telefony komórkowe. Poszło trzech chłopaków. Proszę pana, oni tam wytrzymali, żeby nie skłamać, z dwadzieścia minut. Poszli tam od dwudziestej trzeciej, godzinę po całusyku. Po dwudziestu minutach był telefon.
Jak otworzyliśmy drzwi, to się wysypali jeden na drugim, jeden drugiemu na plecach siedział. No coś tam, coś tam w budynku się dzieje. Kucharze też mówili, że tam się dzieją różne rzeczy, że raczej tam sami nie chodzą, zwłaszcza w godzinach porannych i wieczornych. Yy, zresztą jak była palarnia, tak? Tam był-- to były domy z czerwonej cegły. Tam były wyryte różnego typu podpisy. To jak mówię, stare były daty tysiąc siedemset któryś rok, nisza. Później Niemcy, tak? Osiemnaście. Tam się przewaliły dwie wojny światowe, pewnie dużo osób zginęło.
Coś ewidentnie tam się działo na tej kuchni.
[59:49] - Czyli krótko mówiąc miejsce, miejsce z dużą historią, że to tak ujmijmy.
[59:52] - Z dużą historią. Tam można zobaczyć w internecie. No zaczęli to budować tam chyba w tysiąc sześćset drugim roku zaczął powstawać ten kompleks, więc naprawdę ta, tam, tam się podejrzewam dużo rzeczy działo. No pewnie na pewno przetoczyły się dwie wojny, tak? Tam byli ludzie z różnych krajów i pewnie niejedna osoba straciła życie. Skyrdzamon jest w tej chwili obiekt do zwiedzania, taki bardziej komercyjny. W środku jest stocznia na zbiegu Wisły i Narew. To jest właśnie ta część jednostki, na której ja służyłem i później jakby dalej już po drugiej stronie Wisły jest brygada, taka całkowicie większa jednostka, tak? Ja byłem w tym momencie na, na, na tak zwanej stoczni pomiędzy Wisłą a Narew. Więc no mówię bardzo, bardzo, bardzo ciekawe miejsce.
[01:00:29] - No dosyć chyba też z tego, co kojarzę, to chyba rzeczywiście to miejsce słynie tam jakiś z, z różne, z różnego typu paranormaliów. Także, no, yy, krótko mówiąc nie doświadczyliście panowie tam niczego nowego. Normalka dla tego typu obiektów.
[01:00:45] - Panie Marku, ja to się tak czegoś takiego nie spodziewałem. No tak jak mówię, do wojska zgłosiłem się sam, tak? Byłem młody chłopak, dwadzieścia cztery lata, wysportowany. Yy, nie spodziewałem się takiej historii. Jak ja już i kolega z patrolu przyszli z tymi kluczami, usiedli sobie na krzesełkach, jak to wiadomo stare wojsko. Zaczęli tam mówić historie, że tam straszy i tak dalej. Ja to wszystko jakby chowałem między bajki. Pomyślałem: „Aha, chcą mnie nastraszyć, żebym się bał”. Specjalnie jakoś tam lękliwy nie jestem, ale powiem szczerze, że wtedy to żebym miał pieluchę, to dosłownie musiałbym ją zmienić. No byłem dosłownie przerażony.
W życiu tak się nie bałem, a byłem w różnych sytuacjach. W życiu tak się nie bałem. Bałem się odwrócić po prostu. Jeżeli próbowałem dwa razy te drzwi otworzyć siłowo, tak? Zanim dopiero, bo nie chciałem tracić czasu, żeby wyjąć klucze i znaleźć odpowiedni, tak? Po prostu byłem w panice. Ja biegiem leciałem prawie dwieście metrów, yy, do tego starszego kucharza. Nawet się nie oglądałem. Drzwi zostały otwarte tak, jak zostawiłem. Klucz w drzwiach.
Yy, no jakbym po prostu walczył o życie, tak? Totalnie byłem przerażony.
[01:01:39] - Jakby mógł pan jeszcze przypomnieć, kiedy to mniej więcej było?
[01:01:43] - To było, jak ja poszedł, no dwa tysiące czwarty rok. Ja poszedłem w luty. Luty. To było marzec, może i że tak w kwietniu, pod koniec kwietnia dwa tysiące czwartego roku. Dokładnie tak to mniej więcej było. Tak. Bo już się powoli robiło ciepło.
[01:02:00] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście się tym podzielić z Radiem Paranormalium, zapraszam do kontaktu. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.