Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Kolejna audycja Telegram z krańca świata. Z odległego Tajwanu mówi do Państwa Piotr Plebaniak. To nie ja, to ten pan, który za chwilę się z Państwem przywita.
[00:20] - Dobry wieczór. Nie dzień dobry. Dobry wieczór.
[00:23] - Tak, zdecydowanie na Tajwanie wieczór. Z komunikatów porządkowych chciałbym powiedzieć Państwu, że system Windows jest oczywiście najlepszy na świecie, bo innego tak na dobrą sprawę tak powszechnego nie mamy, ale ma to do siebie, że robi co chce i ostatnimi czasy, a konkretnie przez dwie ostatnie audycje przełączył coś w komputerze i mieliście Państwo mnie, bo na szczęście naszego gospodarza, gościa z Tajwanu w jak najlepszym wydaniu. Natomiast ja byłem w wydaniu nieco gorszym, bo nagrywałem się zupełnie nie z tego mikrofonu, z którego się miałem nagrywać. Ale system Windows jest najlepszy na świecie, jak Państwo już się zdołali zorientować. Panie Piotrze, ostatnią audycję przerwał nam rzęsisty tajwański deszcz.
[01:15] - Rzęsisty to mało powiedziane.
[01:18] - Chciałem być delikatny. Nad Polską w tej chwili też rzęsiste deszcze. Pewno nie tak rzęsiste, ale na szczęście w tej chwili nie pada. Dzisiaj będziemy kończyć problem związany z zaufaniem. Jednak zanim o zaufaniu, to tradycyjnie powiemy coś o konkursach, bo co prawda w ostatniej audycji konkursu nie było ze względu na deszcz, ale jakieś zaległości się pojawiły i rozumiem, że dzisiaj w audycji jakiś konkurs się pojawi.
[01:54] - Będzie konkurs, ale muszę sprostować, że nie było konkursu dlatego, że nałożyło się wiele problemów. To wszystko oczywiście po mojej stronie. Przede wszystkim ja, bo byłem tak zmęczony przez duchotę, nie zdawałem sobie sprawy, że duchota oznacza rychłe spadnięcie rzęsistego, to mało powiedziane, deszczu. Więc deszcz zaskoczył mnie dosłownie pięć minut przed końcem audycji, a nie zaskoczyłby mnie ten deszcz, gdyby nie to, że zasnąłem na 20 minut i 20 minut pan Marek musiał czekać, aż ja się obudzę i nawiążę połączenie z Tajwanu z Polską. Także ukarało mnie od razu. Ostatnie pięć minut, jak słuchacze pamiętają, mówiłem w trakcie rzęsistego deszczu i w trakcie rozstawiania namiotu. Miałem nadzieję, że jakoś ten namiot uda się rozstawić pod wiatą, która nie do końca w całości go ochraniała przed tym deszczem. Więc czeski film. Ale żeby skończyć ten wątek autobiograficzny, to powiem takie retoryczne pytanie. Retoryczne, dlatego, że od razu na nie odpowiem.
Jak po czesku, w języku czeskim powiedzieć „czeski film”? Otóż jest to „hiszpańska wioska” . Jakby komuś czeski film już nie wystarczał emocjonalnie do opisania tego, co się wokół dzieje, to zapraszam do używania, co ja robię. Właśnie hiszpańska wioska tu się zrobiła w zeszłym tygodniu.
[03:11] - Bardzo skrzętnie notuję. To naprawdę ciekawe powiedzenie. I widzicie Państwo, jak to czasami media kłamią. W tym wypadku to ja kłamię. Chciałem tak ładnie zatuszować, a pan Piotr całą misterną konstrukcję rozwalił. Może to i dobrze, przynajmniej jest bardziej szczerze. Panie Piotrze, to o tym konkursie nowym.
[03:35] - Tak. Konkurs. Tak. Dobrze. W zeszłym tygodniu opuściliśmy konkurs. Bardzo przepraszam. Dzisiejszy konkurs zaczniemy teraz, na samym początku audycji. Zrobimy po to, żeby nie zapomnieć. Więc kategoria pytania: arcydzieła kinematografii polskiej i w połączeniu z historią wojen morskich. Żebym tylko nie spalił.
Pytanie jest następujące: jaką komendą uruchamia się broń skierowaną przeciwko superbohaterom poruszającym się w wodzie? Powtarzam jeszcze raz pytanie: jaką komendą uruchamia się broń skierowaną przeciwko superbohaterom poruszającym się w wodzie? Panie Marku, zna pan odpowiedź?
[04:19] - Jeżeli film był .
[04:21] - Tak, ale nie trzeba było odpowiadać. Ale dobrze.
[04:24] - Wytnę.
[04:27] - Dobrze. Niech pan wypikuje. To będzie śmieszniej. Dobrze. To tyle. Konkurs mamy za sobą. Dodam tylko, że jak to arcydzieło kinematografii na tej scenie przebiegło mi przed oczami pierwszym razem, to po pierwsze do końca dnia wyłem ze śmiechu w losowo wybranych momentach i potem jeszcze przez tydzień miałem nawroty. Więc polecam. Jeżeli odgadniemy, za tydzień prawdopodobnie ogłosimy, to polecam obejrzenie filmu osobom, które jeszcze tego nie robiły. Dobra, czyli wracamy do głównego tematu.
[05:02] - Zaufania. Do zaufania. Skończyliśmy na rynku wydawniczym. To okazał się dobry model do tłumaczenia tego, czym jest zaufanie i jak to wszystko działa. To może kontynuujmy.
[05:15] - Będziemy tak przeskakiwać z wątku na wątek, dlatego, że pewne mechanizmy są uniwersalne, to znaczy przejawiają się w kompletnie różnych sferach ludzkiej aktywności. Natomiast podsumowując nasze rozmowy z ostatniego tygodnia, wygłosiłem taką tezę, że bez zaufania nie jest możliwe funkcjonowanie nowoczesnego, współczesnego społeczeństwa. To zaufanie przejawia się w różny sposób w różnych sferach. To znaczy możemy się zachowywać w sposób, który umożliwia budowanie tego zaufania międzyludzkiego w jednej sferze, a w drugiej nagle kompletnie nie. I tutaj podam przykład z życia wzięty dokładnie z czwartku ubiegłego tygodnia Na Tajwanie właśnie zaczynają się sezony festiwali aborygenskich. Zaraz o nich pod koniec opowiemy. Natomiast ja zaczynam jeździć po Tajwanie i robić zdjęcia, więc w jednym miejscu, w jednym mieście, gdzieś na południu Tajwanu przestała mi działać karta kredytowa, dlatego że albo zostałem okradziony, albo jest jakaś stara transakcja, która dopiero zdjęła pieniądze z konta. Generalnie nagle zostałem bez pieniędzy w pizzerii, bo odrzuciło mi kartę przy przedpłacaniu za pizzę. I co się okazało? Pierwszy raz mnie w życiu widzieli, ta obsługa i pani menadżerka zobaczyła, że jestem wkurzony i zdziwiony, że pieniądze znikły z mojej karty, bo rzeczywiście tak to wyglądało.
Widziała zresztą, bo jej pokazałem: „Zobacz, znikło mi w dwóch różnych sklepach, dokładnie w tej samej minucie i sekundzie znikły pieniądze”. Więc co ona zrobiła? Powiedziała: „Dobra, ja zapłacę za ciebie. Jak następny raz przyjedziesz tutaj, to mi oddasz”. Pierwszy raz w życiu mnie widziała. I na Tajwanie takie rzeczy się dzieją. Natomiast proszę zobaczyć: należy wyjaśnić, że obcokrajowcy tutaj na Tajwanie mają status wyższy, przede wszystkim biali. To jest taki rasizm pozytywny, dlatego że obcokrajowcy są Tajwanowi potrzebni do tego, żeby ten Tajwan nie stał się jakąś wysepką na krańcu świata, tylko żeby był integralną częścią społeczności międzynarodowej świata Zachodu. Dokładnie po to, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo tego, że Chińczycy zrobią jakiś nie do końca pozytywny manewr wobec Tajwanu. W związku z tym na przykład ja stypendium na naukę języka chińskiego dostałem od rządu tajwańskiego.
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Jak ktoś słucha z Tajwanu i tłumaczą, to xièxie mówię, tak? Dziękuję. To po chińsku. Jak ktoś chce zapamiętać, jak się mówi dziękuję po chińsku, to bardzo łatwo. Xièxie to jest właśnie to „dziękuję”, a żeby zapamiętać, to sztuczka mnemotechniczna: odwdzięczam się-sie. Tak. Więc Tajwan jest pod tym względem bardzo pozytywny dla obcokrajowców. I tu mi na myśl zawsze przychodzi i Tajwańczykom jak tłumaczę i innym obcokrajowcom cytat z „Lewej ręki ciemności” Ursuli Le Guin, który brzmi następująco. To było coś takiego, że lokalny przewodnik oprowadza jednego obcego, który przyleciał z międzygwiezdnej cywilizacji po to, żeby nawiązać kontakt z dawno zaginioną kolonią.
I właśnie na tej kolonii, na powierzchni tej planety dzieje się akcja. Przewodnik lokalny podróżował. Różne rzeczy się zdarzały w czasie tej podróży razem właśnie z tym reprezentantem tej międzygwiezdnej cywilizacji. I w pewnym momencie spytał się tego przybysza przewodnik: „Dlaczego tylko jeden jesteś? Dlaczego nie przyleciało więcej osób?”. A ten obcy powiedział: „Bo jeden to ciekawostka, a dwóch to już inwazja”. Więc to, że obcokrajowcy są traktowani tak specjalnie, jest to, że Tajwan jest wyspą. To po pierwsze. I w związku z tym ma świetnie zorganizowaną i rzeczywiście łatwą w implementacji, w zarządzaniu kontrolę imigracyjną. Nikt tutaj nie przepłynie ani na jakimś pontonie, ani wpław, ani w żaden inny sposób, dlatego że od najbliższego lądu wyspa jest około 150 kilometrów w linii prostej.
I to od Chin, z których z kolei nie wypuszczają imigrantów. To jest oczywiście bardzo skomplikowana sprawa, ale generalnie sprowadza się to do tego, że Tajwan może regulować i wpuszczać tylko tych obcokrajowców, którzy są potrzebni do ekonomii, do tego, żeby pracować, albo do tego, żeby specjaliści, inżynierowie, prawnicy, architekci i tak dalej przyczyniali się do wzrostu prosperity na Tajwanie. Na identycznej zasadzie działa to w Singapurze, gdzie też są niezwykle restrykcyjne i świetnie przestrzegane prawa imigracyjne. I tutaj jest po prostu pod tym względem porządek. W związku z tym, ponieważ jednocześnie obcych jest tak mało i dwa, że szczególnie biali są potrzebni do tego, żeby Tajwan utrzymywał się w sferze cywilizacji zachodniej, biali mają po prostu fory. No i dochodzi oczywiście ten czynnik, że wśród kobiet biali są niezwykle, że tak powiem, atrakcyjni ze względów rasowych i kulturowych. Że przyjeżdżamy z tego najwyżej rozwiniętego świata, przede wszystkim Stany Zjednoczone i Kanada, to jeżeli widać moją białą twarz i poruszam się na przykład w jakimś tam plemieniu aborygeńskim, to dzieciaki: „Ameryka, Ameryka, Ameryka!” Absolutnie jeżeli biały, to jest z Ameryki. Tak że tutaj proszę, ja też mam jakiś prestiż dodatkowy, ponadplanowy. Więc takie są przyczyny. Czyli jak biały wchodzi, to nie dlatego, że próbuje zrobić kant, że udaje, że nie ma pieniędzy, tylko po prostu rzeczywiście ma jakiś problem i mu się to pomaga.
Więc to zaufanie to nie jest to, że jest naprawdę zaufanie, wszyscy sobie wszędzie ufają. Gdzie tam! Tu też są kłódki na motory, kłódki na rowery i mi też rower ukradli z terenu uniwersytetu zresztą. Więc nie jestem w raju, to zastrzegam. Natomiast proszę zobaczyć: w tego typu zaufaniach transakcyjnych, że ktoś zwróci pieniądze, jak ktoś za niego założy, jest pełne zaufanie. Należymy do pewnej wspólnoty kulturowej, w której takie długi się oddaje i utratą twarzy i w ogóle renomy jest to, jeżeli ktoś uniknie spłaty takiego zadłużenia, więc dla nich to jest zupełnie naturalne. Na marginesie w Polsce też miałem taką sytuację bardzo dawno temu. Na Saskiej Kępie w Warszawie był jakiś taki bar wietnamski bodajże. Przyszedłem tam chyba pierwszy raz albo drugi, ale chyba pierwszy. Już nie pamiętam.
To było w 2002 roku i generalnie zacząłem szukać po kieszeniach pieniędzy. Wtedy prowadziłem działalność gospodarczą. Jak się działalność prowadzi, to nie zawsze ma się pełną kieszeń. Czasami ma się pełną, a czasami ma się pustą. No i generalnie zacząłem szukać drobnych, a pani właścicielka Wietnamka powiedziała: „Spoko, oddasz za tydzień”. To jest dokładnie to samo zachowanie. W tym wypadku można cynicznie powiedzieć i zapewne tak było, że to jest budowanie sobie stałego klienta, że ten człowiek będzie wdzięczny za taki gest zaufania i przyjdzie następnym razem też coś zjeść, co rzeczywiście miało miejsce. Proszę zobaczyć, to nie jest dobroć serca, pełny altruizm w stylu ludzi świętych, tylko też jest to w jakimś stopniu, nie wiadomo nigdy w jakim, kalkulacja biznesowa. Myk w całej tej sytuacji polega na tym, że jeżeli sobie ufamy, to wszystko idzie wszystkim łatwiej.
[12:53] - Ja mam komentarz na razie jeszcze nie do zaufania, natomiast coś jest z tymi wyspami, bo bardzo podobna sytuacja z kontrolą migracyjną miała miejsce w Australii, która jest po prostu większą wyspą, ale nie ma żadnych bezpośrednich sąsiadów. Otóż tam niezapomniana dla mnie historia, kiedy oni mają wśród różnych decyzji, które podejmują taką decyzję dotyczącą znajomości języka. Ale tak naprawdę to jest tylko pretekst, bo zdarzało się już, że lewicujący, to w dawnych czasach, kilkadziesiąt lat temu, lewicujący profesor filologii angielskiej, tak byśmy to powiedzieli, nie dostał się do Australii, bo nie zdał egzaminu z języka angielskiego, a ktoś ledwo składający zdania po angielsku, ale za to przydatny, bardzo konkretny pracownik do Australii się dostawał. Ja wiem, że to dawne czasy, dzisiaj to zupełnie inaczej wygląda, ale okazuje się, że politykę migracyjną da się prowadzić w sposób taki, żeby służyło to danemu krajowi, a nie taki, żeby ten kraj został zalewany przez ludzi, którzy po prostu chcą się do niego dostać. To taka refleksja troszkę na marginesie. Natomiast wracając do zaufania. Jawi się jakieś takie pytanie w tle, które gdzieś tam przez cały czas pańskiej wypowiedzi tak się usiłowało wydostać do płatów czołowych, czy gdzieś tam w każdym razie do przodu. Po co nam to zaufanie? Powiedział pan częściowo, że po to, żeby się wszystkim żyło łatwiej. Tak, ale w takim kontekście szerszym to po co jest to zaufanie?
[14:47] - To jest jeden z parametrów, które pozwalają uzyskać przewagę konkurencyjną nad społecznościami, które są na zewnątrz. Mówiliśmy o takim parametrze, w którymś z odcinków, rzeczywiście nie pamiętam, w którym, bo ich już tyle było. To już 16. odcinek. Więc mówiliśmy o kooperacji. Kooperację trzeba wymusić, a kooperację, na przykład współzawodnictwo z zewnętrznymi grupami wygrywają te grupy, które zdołają wytworzyć na drodze ewolucji kulturowej takie mechanizmy kooperacji, które po prostu przymuszą wszystkich do tego, żeby pracowali na rzecz grupy. To mówiliśmy w kontekście między innymi tych napadów słownych na Straż Graniczną, która miała miejsce na jesieni ubiegłego roku i podawaliśmy jeszcze kilka innych przykładów. Natomiast innym parametrem jest właśnie to zaufanie. Bez zaufania, tego, że umowy czy kontrakty będą honorowane, tych kontraktów nie ma z kim podpisać. Jest takie świetne powiedzenie, które mi się szalenie wręcz podoba, jako mały gnojek je poznałem, bo zbierałem aforyzmy od dziecka, to wszyscy czytelnicy zapewne wiedzą, bo wszystkie książki są upstrzone cytatami, ale jest jedno, które absolutnie mnie uderzyło.
Brzmi mniej więcej tak: „To nie przysięga sprawia, że wierzymy człowiekowi, ale człowiek, że wierzymy przysiędze”. Generalnie całą naszą rozmowę można w to jedno zdanie skrócić. Nie wiem, po co gadamy dalej.
[16:20] - Może jednak, żeby pewne rzeczy doprecyzować, to zdecydowanie w tym celu. Dobrze, ale to wszystko ładnie brzmi na tej zasadzie, że komuś ufamy i jest fajnie, ale czy da się to odwrócić? Czyli na przykład ewidentnie czuję, że ktoś mi nie ufa i czy da się to zaufanie zdobyć, zbudować?
[16:44] - Musi istnieć jakiś rodzaj wspólnoty, poczucia wspólnego losu, wspólnej przeszłości, wspólnej przyszłości. Musi być jakiś pretekst, jakiś zaczątek tego zaufania. Dlatego, że generalnie jest w nas biologicznie wbudowane, nie ufamy obcym i obcy budzą w nas jakiś rodzaj wstrętu. W różnym stopniu oczywiście. Mam odpowiedni przypis w książce „Psychohistoria” znowu kryptoreklama. Rzeczywiście przeczytałem chyba z 10 książek antropologicznych na temat natury ludzkiej, zanim się zabrałem w ogóle za pisanie tego rozdziału o chrześcijańskim projekcie cywilizacyjnym i o handlu i o wojnie. Wojna jest takim rodzajem aktywności ludzkiej, który zwiększa kooperację wewnątrzgrupową, ale też pogłębia konflikty międzygrupowe. Handel z kolei, zdolność do handlu, umiejętność handlowania i praktyka handlowania sprawia, że ludzie ufają nie tylko swoim najbliższym krewnym, rodzinie, członkom własnego klanu, ale też ludziom zupełnie obcym. Mówiliśmy o tym, cytowaliśmy takie sformułowanie w podcaście Paranormalium sprzed trzech tygodni, że człowiek wykształcony na WEIRD, czyli to jest taki akronim oznaczający człowieka Zachodu, który w bardzo specyficzny sposób został kulturowo ukształtowany, jest fatalnym przyjacielem, ale bardzo dobrym nieznajomym. Dlatego, że w toku ewolucji kulturowej w naszej cywilizacji zachodniej, czyli w cywilizacji de facto można też powiedzieć białego człowieka, dlatego, że w Europie to wszystko powstało, przede wszystkim w Europie Zachodniej, powstały instytucje kulturowe dzięki programowi społecznemu, czy też manipulacjom z inżynierii społecznej Kościoła katolickiego.
Powstała tendencja do tego, że ludzie szukali powiązań nie z członkami rodziny, z członkami klanu, tylko z ludźmi zupełnie obcymi. Po to, żeby takie relacje w ogóle funkcjonowały, czyli istniało zaufanie między innymi, musiały powstać instytucje kulturowe, czyli obyczaje i instytucje takie jak uniwersytety, banki, miasta czarterowe i tak dalej, które w jakiś sposób regulują, narzucają jakiś rodzaj kary na określone zachowania i nagrody wzmacniające jakieś pozytywne zachowania. Pozytywne w tym sensie, że wzmacniają zdolność grupy do funkcjonowania jako jeden organizm ekonomiczny czy społeczny, czy tożsamościowy i tak dalej. To długo można wygadać, więc wracamy tutaj od razu do zaufania. Zaufanie między ludźmi obcymi jest niezwykle rzadko uzyskiwaną cechą kultury, dlatego, że większość kultur homo sapiens na świecie, w przeszłości i w teraźniejszości opiera się na strukturach klanowych. Struktury klanowe mają swoje własne zasady budowania, wymuszania zaufania i ustanawiania zaufania. A mianowicie takie, że wszyscy wewnątrz klanu dotrzymują lojalności, czyli swojemu nie wolno. Ci słuchacze, którzy czytali książki, swojemu nie wolno robić brzydkich rzeczy. Ci, którzy pamiętają albo mają u siebie egzemplarz książki „36 forteli” we wstępie, czyli w tej pierwszej części, nie pamiętam czy to jest piąta, czy czwarta sekcja pierwszej części książki, jest opisane, dlaczego Chińczycy wykształcili w ogóle swoją sztukę robienia podstępów, czyli sztukę zachowania amoralnego, tak zwane guōdào. Przepraszam, jak ktoś ma „36 forteli” niech przeczyta dokładnie ten rozdział.
Tam jest o „Timeo Chinorum dona ferens”, czyli boję się Chińczyków, nawet jak przynoszą dary. Taka gra słów na podstawie tego greckiego opowiedzenia o koniu trojańskim. Do rzeczy. Chińczycy wykształcili swoją sztukę podstępów i skrytego, niewidocznego dla innych działania, dlatego, że nie wolno było robić złych rzeczy członkom swojej najbliższej społeczności, której się jest częścią. W związku z tym, jeżeli jakiś istniał konflikt interesu, to jeżeli ktoś chciał, żeby wyszło na jego, to musiał swoje działania ukryć przed kompletnie wszystkimi. Dlatego, że kontrola społeczna była niezwykle ścisła, niezwykle restrykcyjna jednocześnie i nie dopuszczała zachowań, które byłyby amoralne, czyli nie dopuszczała występków przeciwko dobru kolektywnemu. Dlatego mówimy, że Chiny i Japonia są kultami kolektywistycznymi, dlatego że działają właśnie te mechanizmy oparte przede wszystkim na strukturach klanowych, podkreślam klanowych. W związku z tym nie istniały mechanizmy, nie wykształciły się na drodze ewolucji kulturowej w kulturach kolektywistycznych, klanowych mechanizmy, które regulowałyby i zwiększałyby poziom zaufania, czyli przewidywalność zachowań innymi słowy, zaraz dojdziemy do przewidywalności. W związku z tym Europa, czyli kultura europejska, kultura białego człowieka, nazwijmy to, jak chcemy, czy tak jak Joseph Henrich, którego książkę wyczytałem właśnie całe to rozumowanie i źle opracowałem. Tutaj nie powiem tej kryptoreklamy już, bo i tak wszyscy znają na pamięć tytuł książki.
Proszę kupować. Joseph Henrich opisał niezwykle, wręcz w szokujący dla mnie sposób, szokujący pozytywnie, dlatego że nigdy bym nie złączył niektórych faktów po prostu ze sobą nie powiązał, gdyby nie to, że on to zrobił. To jest absolutnie fascynat, miłośnik antropologii i jego spostrzeżenia i dane pozyskane przez zespół kilkudziesięciu osób pracujących w 70 chyba z tego, co pamiętam krajach świata, zbierających właśnie korelacje między poziomem klanowości społeczeństwa a rozmaitymi zachowaniami, czyli tendencjami do zaufania, tendencjami do toczenia wojen, tendencjami do zachowań kooperacyjnych. To jest absolutnie coś niesamowitego. Cała książka się nazywa „Weirdest People in the World”, czyli najdziwniejsi ludzie na ziemi. Ten weird pisze się, to znaczy dziwny po angielsku, ale pisze się dużymi literami dlatego, że to jest akronim pięciu cech, które wyróżniają właśnie tych w większości nas. Dlatego, że my jesteśmy pod niezwykle głębokim wpływem tej cywilizacji zachodniej, wykształconej w Europie ściśle zachodniej. Nie mówię o Europie Środkowej. Dobrze, wracając. Do kooperacji.
Przepraszam, do zaufania. W związku z tym proszę zobaczyć, my mamy teoretycznie, jeżeli w społeczeństwie, w jakiejś grupie społecznej, najbliższej grupie znajomych w Chinach próbujemy zrobić jakiś biznes, to ta grupa jest połączona tak zwanymi guanxi. Być może ktoś słyszał te słowa, czyli znajomości. Dlatego że nie robi się interesów z obcymi. W ogóle niech pan powie, chyba to mówiłem, że Japończycy w ogóle mają taką tendencję, że obcych w ogóle ignorują i nie obsługują w sklepach. Czasami jak ktoś na wycieczce jest w Japonii i snuje się po jakichś zakamarkach Japonii, to ignoruje go sprzedawca i trzeba wyjść, bo to jest szalenie frustrujące. Dlaczego nie obsługuje, prawda? Przychodzę, kładę kasę na stół, chcę coś kupić, a tam w ogóle mnie jakby nie widziała. Wynika to z tego, że z obcymi nie robi się interesów. Dlatego, że jest brak zaufania, do obcych jest brak zaufania.
W Europie właśnie, gdzie mamy wykształcone mechanizmy kulturowe, które są głęboko wpojone w naszą osobowość i jesteśmy nimi inkubowani od dziecka, obcym należy ufać. W inny sposób się ich po prostu traktuje. Między obcymi zachodzi ta relacja, że na przykład musimy dać ten kredyt zaufania albo w jakiś sposób pokazać naszą gościnność wobec obcych. To różne kultury różnie regulują. Natomiast sprowadza się to do tego, że mamy zupełnie rozbieżne z kulturami klanowymi mechanizmy ustanawiania relacji wzajemnego zaufania. I wracając do przykładu chińskiego, jeżeli robi się biznes z Chinami, do fabryk do Chin jeździłem niezwykle często. Teraz już oczywiście przez te wszystkie perypetie koronawirusowe się to skończyło. Natomiast prosta zasada: kogoś trzeba poznać. My w Polsce przychodzimy do jakiejś hurtowni, proszę to i to, proszę na paletę i fakturę. I to są dane, prawda?
I dzień dobry. Dziękuję. Do widzenia. Do zobaczenia za tydzień. I na tym polega biznes. Natomiast w Chinach trzeba dać rękę do wąchania. Trzeba wąchać rękę tamtego. Trzeba się upewnić, kogo on zna, czy może przez jakieś relacje. Po co? Po co się to robi?
Po to, żeby zminimalizować ryzyko, że tamta druga strona zrobi jakiś numer. Dlatego, że jeżeli wytnie jakiś numer, będzie chciała nas oszukać, to wtedy traci twarz w całej swojej sieci znajomych. Czyli w związku z tym mając sieć znajomych, to daje też praktyczną oczywiście możliwość sprawdzania, czy ktoś wcześniej zrobił jakiś numer, ale mając dużą sieć znajomych, jeżeli ktoś nas oszukuje, to jednocześnie oszukuje tę sieć znajomych. To nie jest sensu stricte klan. To jest oczywiście tak zwana organizacja dobrowolnej przynależności. Mówiliśmy o tym wcześniej. Zaraz o tym powiem troszeczkę więcej. Mając właśnie tę grupę znajomych, powiązań biznesowych, sami się bronimy, uniemożliwiamy, inaczej — utrudniamy oszukanie nas, dlatego, że oszukanie nas przekłada się na to, że nagle pójdzie fama w całą tą sieć powiązań, że tamten oszukuje. Widzimy to? Widzi pan to?
[27:06] - Tak, jak najbardziej. A przy okazji mam pytanie, czy to, co pan powiedział przed chwilą, oznacza, że to, co było, może jest w dalszym ciągu naszą siłą, czyli ta zdolność do zaufania obcemu i robienia na przykład interesów z nim, a Chińczycy tego nie mają, przynajmniej wobec obcych. Czy my nie wpadliśmy w swoją własną pułapkę w ostatnim czasie, kiedy to tak mocno zaufaliśmy Chińczykom, a oni co prawda obcym nie ufają, ale zaczęli z nami robić biznesy. Te biznesy w pewnym momencie, ujmę to tak, przejęły kontrolę nad całością, a już w każdym razie nad możliwością sterowania tymi biznesami przez Europę. I tak się obudziliśmy w świecie, w którym Europa stała się w sporej części przynajmniej uzależniona od Chin. Czy ja to dobrze odczytuję, czy jeszcze gdzieś popełniam błąd?
[28:06] - Mi się wydaje, że to jest zupełnie inna kwestia. Dlatego, że to, że w ogóle produkcję przenieśliśmy, uwaga, to jest moja teoria geopolityczna, nie potrafię tego w pełni udowodnić, natomiast zgadza się z danymi faktami. Czyli robimy taką dygresję geopolityczną. W moim przekonaniu i w przekonaniu wielu komentatorów, których wysłuchałem i którzy wysunęli podobną teorię, którą ja zaakceptowałem, tak właśnie też uważam. Czyli ja sam tego nie wymyśliłem. Elity biznesowe, zachodnie, amerykańskie dążyły do maksymalizacji zysku i po to, żeby uniknąć na przykład niezwykle wysokich kosztów pracy, surowców, obciążenia środowiska powstał mechanizm inicjujący decyzję o przeniesieniu ciężkiego przemysłu i brudnego przemysłu gdzieś do krajów trzeciego świata, gdzie można brudzić, kopcić i robić wszystko inne. Natomiast ja tu widzę rękę chińską, dlatego, że wszelkie takie pomysły związane z socjalizmem typu patologie związków zawodowych, bo w wielu sytuacjach są to patologie, na przykład w Stanach Zjednoczonych, w przemyśle samochodowym, w moim przekonaniu, to musielibyśmy zrobić osobny odcinek, to właśnie związki zawodowe doprowadziły do ruiny tego przemysłu samochodowego w Detroit. W Detroit, czyli miasta RoboCopa. Przepraszam. Więc tutaj jeszcze inny mechanizm jest na YouTubie.
Przepraszam, taka dygresja, ale zaraz wszystkie te dygresje zamkniemy, wrócimy do głównego wątku. Na YouTubie jest taki film, który ma 30 milionów obejrzeń. Bardzo polecam, ale niepotrzebnie mówię bardzo, dlatego, że człowiek, który zrobił ten eksperyment Zrobił go w sposób zupełnie nieporadny z punktu widzenia socjologa. Przypominam, że jestem socjologiem z wykształcenia, czyli mam magistra socjologii. Zrobił to w kompletnie nienaukowy sposób, ale były bardzo ciekawe obserwacje. Otóż kupił 200 portfeli, władował tam jakieś banknoty z jakiegoś dziwnego kraju, już nie pamiętam dokładnie jakiego i kilka banknotów drobnych dolarów amerykańskich i dogadał się ze słuchaczami swojego kanału, żeby w kilkunastu amerykańskich miastach podrzucić te portfele z adresem zwrotnym, że jak znalazłeś, to skontaktuj się z właścicielem i tak dalej. Żeby zliczyć, w którym mieście jaka część portfeli została zwrócona. Czyli ile osób znalazców skontaktowało się z właścicielem, którego dane kontaktowe były wskazane, numer telefonu konkretnie. Więc Detroit miało właśnie najgorszą proporcję tych zwrotów. Natomiast były miasta, gdzie na przykład jedno miasto, już nie pamiętam jakie, ale generalnie proszę sobie zobaczyć ten film.
Dosyć łatwo znaleźć po tym, co już podałem. Trzeba po angielsku troszeczkę zrobić jakiś myk albo napiszemy w opisie audycji. Możemy to zrobić? Tak, to ja podrzucę tego linka zaraz jak skończymy nagranie. Więc proszę zobaczyć, że to zaufanie to jest kwestia kulturowa, która różni się nie tylko między krajami, ale różni się między miastami tego samego kraju, między północą a południem, wschodem i zachodem i tak dalej. Czy to jest miasto jakieś duże, czy to jest jakieś średnie, czy jakieś takie mniejsze miasto i tak dalej. Henrich, który robił to w kompletnie sposób naukowy, dawał przykłady wyników korelacji oczywiście, które były absolutnie dla mnie, przepraszam, jakby się zachwycam nad tą książką, jest absolutnie fascynujące. Natomiast ten trzydziestomilionowy film na YouTubie również dawał pewne pojęcie, natomiast to było takie niemalże anegdotyczne. Wielki szacun za pomysł i za to, że w ogóle doszedł on do realizacji ten pomysł. Natomiast za wykonanie z punktu widzenia tutaj metodologii naukowej to duży minus obok tej piątki.
Więc dobrze. Proszę zobaczyć, że mamy te mechanizmy, które są w nas wpojone we wczesnym dzieciństwie. Proszę zobaczyć jeszcze jeden przykład, zanim dojdę do mojego własnego wniosku, podsumowania. Niedawno była ta strzelanina bodajże w Teksasie, że tam jakiś chłopak wparował do szkoły podstawowej i zabił tam chyba 19 uczniów i dwóch nauczycieli. Coś takiego. Nie pamiętam, jaka była dokładna liczba, coś w tym rodzaju. Więc proszę zobaczyć, teraz są protesty w Stanach Zjednoczonych całych, że trzeba ograniczyć koniecznie dostęp do broni, a nikt, kompletnie nikt nie protestuje. Oczywiście protestują niektóre osoby przytomniejsze, natomiast nikt nie protestuje przeciwko temu, że w szkołach dzieci nie są przyuczane do tego, żeby nie nękały siebie nawzajem. Bo cała historia polega na tym, że ten chłopak z biednej rodziny pochodził, nie miał po prostu pieniędzy na ubrania czy tego typu rzeczy. Proszę sobie zobaczyć opisy tej sytuacji, jego drogi życiowej i on po ukończeniu tej szkoły po prostu kompletnie był bezradny.
Nikt nie stawał w jego obronie i po prostu w ramach zemsty on po prostu wszedł do tej szkoły i wymordował tam wszystkie niewinne dzieci i niewinnych nauczycieli. Tych nauczycieli poniekąd winnych, dlatego że rolą nauczyciela jest to, żeby wykorzenić z dzieci, które są wredne, złośliwe, czekają tylko na okazję, żeby coś zrobić na złość czy nauczycielom, czy sobie nawzajem. Z dzieci tego typu tendencje zwierzęce trzeba wykorzenić. I nikt w Stanach Zjednoczonych nie protestuje przeciwko temu, że w ogóle szkoły dopuszczają taki model lekceważenia niektórych cech charakteru ludzkich. Natomiast ponieważ na Tajwanie dzieci są świetnie wychowywane pod tym kierunkiem, tu jest pełny szacun z mojej strony. Dzieci oczywiście robią sobie nawzajem na złość, ale to jest po prostu mikrob obok słonia albo wieloryba. Jeśli chodzi o porównanie tego, co się dzieje w polskich szkołach według mojej wiedzy, a ja wiem, co się dzieje, bo znam nauczycieli i tego, co się dzieje tutaj na Tajwanie, bo rozmawiałem z obcokrajowcami, Amerykanami, Kanadyjczykami, którzy tutaj nauczają angielskiego w szkołach państwowych, podstawowych, średnich i tak dalej. Także tutaj jesteśmy bardzo mocno z tyłu za kulturą konfucjańską i o ile Tajwan jest świetnym połączeniem i takim miksem kultury zachodniej i najlepszych, mam nadzieję, że najlepszych wzorców wziętych z tej i z tej kultury, to mamy bardzo dużo do nadgonienia. Także do boju, że tak powiem.
[34:48] - Skąd się wzięło u nas to przekonanie, że dzieci należy wychowywać bezstresowo, a zatem nie wolno krytykować dzieci, że się pastwią nad kimś, bo to może zrobić u nich straszne spustoszenie w psychice. W związku z tym dzieci robią to, co robią i mamy takie, a nie inne konsekwencje. To tak nawiązując do tego, co pan powiedział.
[35:12] - Panie Marku, przepraszam, co to za lewicowy bełkot, że dzieciom nie wolno zwracać uwagi? Przepraszam kolegę. To był sarkazm. Dobrze.
[35:22] - Tak, to był sarkazm. Dokładnie. To są rzeczy, które ja słabo toleruję, ale niestety są powszechne. Dzisiaj dziecko stało się małym człowiekiem, który już od razu jest skonstruowany w sposób pełny i jakiekolwiek zwracanie mu uwagi, to już w ogóle jest agresja, przynajmniej słowna wobec niego. I tak dalej. I to jest właśnie ten lewicowy bełkot.
[35:51] - Za tego typu twierdzenia, że dzieciom nie wolno zwracać uwagi ani karać w jakikolwiek sposób, czyli z dwóch metod wychowawczych: kija i marchewki usuwać ten kij. Inaczej mówiąc, usuwać z metod wychowawczych karanie za złe zachowanie i zostawiać tylko nagradzanie za dobre zachowanie. To jest w moim osobistym zdaniu najgorszy możliwy kretynizm, jaki można sobie wyobrazić, jeśli chodzi o sferę wychowywania dzieci. Kwestie nagród i kar, i regulowania tego, i kiedy można je wymierzać, są zresztą świetnie opisane w traktacie „Sztuka wojny”. Jak ktoś ma egzemplarz w dowolnym tłumaczeniu, niekoniecznie tym moim, proszę sobie zobaczyć te cytaty. One są poukrywane, ale to już dzisiaj nie chcę, bo jestem zmęczony i jak skończymy rozmowę, to idę spać. Kiedy jest emisja programu w Polskim?
[36:48] - We wtorki o godzinie 18:00.
[36:51] - Dobrze, to jutro we wtorek rano dostanie pan cytaty, które wkleimy do opisu i w opisie zobaczycie, kochani. Sun Zi już mówi, nie tylko on zresztą, autorzy innych traktatów, które też czytałem bezpośrednio w języku chińskim: wpierw dowódca musi ustanowić zaufanie i szacunek między swoimi podwładnymi a sobą i dopiero wtedy kary będą respektowane, a nagrody będą w należyty sposób podnosiły morale. Inaczej mówiąc, już starożytni Chińczycy dwa i pół, trzy tysiące lat temu, bo tak stary traktat jest mniej więcej traktat „Sztuka wojny”, świetnie rozumieli, że konieczne są, absolutnie niezbędne do tego, żeby utrzymać koherentność grupy, czyli jedność celu, poczucie wspólnoty, poczucie wspólnej przyszłości i tak dalej, i zdolność do kooperacji, i wzajemne zaufanie, i wiedza tego, że inni dają z siebie wszystko. Ja też w takim razie muszę z siebie dać wszystko, żeby innych nie zawieść. Są niezwykle skomplikowane rzeczy, natomiast opierają się właśnie na zaufaniu. I wszystko to jest napisane w traktacie wojennym, który de facto nie jest traktatem wojennym, tylko jest traktatem o ludzkiej naturze. Dosłownie to napisałem w jednym eseju, który oddałem do redakcji jednego tygodnika. Więc zaufanie polegające na tym, że jesteśmy przewidywalni dla innych i oni są przewidywalni dla nich. A to już wracając, domykając te wszystkie wątki dygresyjne i wracając powoli do Tajwanu, chociaż jeszcze mamy sporo czasu, jeszcze mamy 17 minut rozmowy. Wracając do Tajwanu, mówiliśmy o tym przykładzie z pizzą, prawda?
Że nagle wszedłem, chciałem zjeść pizzę, wygłodniały wchodzi biały i nie ma pieniędzy, to mu dają, to oddasz, jak będziesz tu jeszcze raz w tym mieście. Ja im powiedziałem: „Kochani, ja objeżdżam Tajwan dookoła, nie wiem, kiedy wrócę”. Więc wymieniliśmy się danymi do Line'a. Line to jest komunikator, który jest używany na Tajwanie tak jak u nas WhatsApp jest takim standardem, to tutaj jest właśnie ten Line. Więc jestem w kontakcie, ale to nie ta osoba, która za mnie założyła w granicach chyba 50 złotych łącznie. To nie ta osoba poprosiła mnie o mojego Line'a, tylko ja powiedziałem: „To daj mi swojego Line'a. Gdybym ja tu długo nie był, to ci jakoś przez Line'a prześlę”, bo też jest to sposób płatności, też mają tam system płacenia. Więc proszę zobaczyć, jak pełne zaufanie finansowe. To nie są duże kwoty, ale proszę zobaczyć. Natomiast w innej sferze Tajwańczycy zachowują się kompletnie inaczej, mianowicie w ruchu ulicznym.
Tutaj tym bardziej na południe, tym bardziej przestają obowiązywać przepisy ruchu drogowego i na przykład dosłownie teraz, jak dojeżdżałem do miejsca, gdzie teraz jestem, koryto potoku, który zamienia się w rwącą rzekę w chwili, kiedy pada deszcz, czyli jestem właśnie na jego dnie i sobie siedzę, bo jest cisza, spokój, nikt tu nie przyjdzie przeszkadzać się pytać, co robię. Rozmawiam przez telefon, więc siedzę sobie na tym potoku i chwilę wcześniej dosłownie tutaj dojechałem i miałem następujący problem: przede mną na skrzyżowaniu na czerwonym świetle stał samochód. Ja już widziałem, da się to poznać, że coś będzie zaraz nie tak. Trzy sekundy zajęło mu ruszenie, jak się pojawiło zielone światło. Aha, bawił się telefonem i gdybym ja chciał go ruszyć z boku, ominąć go bokiem po jego prawej stronie, to by został ze mnie placek kartoflany. Dlatego, że ten pan odłożył telefon po trzech sekundach od włączenia się zielonego światła, ruszył mniej więcej pięć metrów i dopiero wtedy wrzucił kierunkowskaz i zaczął skręcać w prawo. Po prostu kompletna degrengolada. Zabrać im te prawa jazdy, które znaleźli w torebce na chipsy i zerwać cały asfalt, zasiać trawę i poczekać dwa pokolenia i potem może na próbę dać im znowu pozwolić jeździć samochodami. To taki jest mój komentarz, jeśli o to chodzi. Więc nie wiem, może to zbyt brutalne, panie Marku.
[41:03] - Nie, brutalne nie. Ja nie wiem, czy to w Polsce wiąże się z kierunkiem geograficznym, południowym, północnym czy jakimkolwiek, ale każde większe miasto ma jakieś takie mniejsze miasto, z którego się nabija W Bydgoszczy to jest na przykład Nakło i wiadomo, że jak jest kierowca z Nakła, to odwali jakiś tego rodzaju numer, porównywalny. Ja być może krzywdzę w tej chwili mieszkańców Nakła. Ja się biję w pierś oczywiście, ale coś w tym jest, więc jakby zbliżona sytuacja. Powiem tylko jeszcze, że jeśli chodzi o szkoły, nawiążę do tego, o czym mówiliśmy, to ja mam takie wrażenie, pan kiedyś mówił o tych metodach podstępnych toczenia wojny bez wojny, przynajmniej do pewnego momentu, to mam wrażenie, że wychowanie w szkole, wychowanie w ogóle, edukacja szkolna, to, co się w ogóle w szkole wyrabia w tej chwili, w polskiej szkole w tym wypadku, to ma wiele wspólnego z jakimś działaniem zewnętrznym, bo przez ostatnie, mam okazję to zresztą śledzić dosyć blisko, to przez ostatnie 30 lat to się zmieniło tak radykalnie, że gdyby ktoś przeniósł się w czasie z roku '89 i trafił do współczesnej szkoły, to nie mógłby uwierzyć, że jest w Polsce. To tyle tak tytułem komentarza.
[42:33] - A mogę o jakiś przykład poprosić? Dałby pan radę? Bo dawno nie byłem w Polsce.
[42:39] - Wie pan, to przykład z dzisiejszej rozmowy z moją koleżanką z pracy, która stwierdziła, że w tej chwili w klasie liczącej blisko 30 osób trzy osoby są zainteresowane czymś na kształt nauki. Natomiast pozostali, już pomijam to, że chcą zostać youtuberami i tym podobnymi gigantami myśli, ale przede wszystkim oni skupiają się na tym, w Polsce jest sześciostopniowa skala ocen, więc wszystkim wystarcza jechanie na dwójkach. Nic więcej. I to nawet z muzyki, nawet z WF-u, ze wszystkiego. To wszystko jest niepotrzebne. W ogóle oni się w szkole duszą, nie potrzebują. Są w siódmej klasie, ale do niczego ta szkoła nie jest potrzebna. Oni są genialni sami z siebie. Ważne jest na przykład, żeby zacząć palić w wieku lat 14. I to nie tylko zwykły tytoń, ale maryśkę również.
Bo to jest jakiś status, coś sobą człowiek wtedy reprezentuje oczywiście, jak pali. Natomiast uczniów, którzy nie palą, to są dzieci, gówniarze i w ogóle nie należy z nimi nawiązywać żadnego kontaktu. Przyznam, to jest jeden z przykładów. Takich przykładów to moglibyśmy z kolei osobną audycję o tym zrobić. Chyba nie. Natomiast to jest oblicze współczesnej szkoły. Nikt nie chodzi do szkoły po to, żeby się uczyć albo prawie nikt. Natomiast wszyscy chodzą tam dlatego, że każą. Jest obowiązek szkolny, niestety, no i chodzą. To nie jest szkoła, która ma szansę wyrobić w młodym człowieku pewne nawyki, pewne zachowania, ale też to jest szkoła, która jest bez szans, jeśli chodzi o przekazywanie wiedzy, ponieważ nikt tej wiedzy nie pragnie, nie chce, nie potrzebuje.
[44:39] - To niestety nie jest pozytywny obraz.
[44:43] - Chyba nie, ale w toku audycji mówiliśmy też jeszcze o przewidywalności, o związku zaufania i przewidywalności. I prosiłbym, żeby jeszcze to doprecyzować.
[44:55] - Ja dochodzę do wniosku, nie do końca jeszcze potrafię to udowodnić i uzasadnić w sposób należyty, że zaufanie i przewidywalność to są dwie strony tej samej monety. Ale proszę zobaczyć ten przykład z ruchem drogowym. Zapala nam się zielone światło i jedziemy. Dlaczego? Dlatego, że mamy zaufanie, że osoba, która ma te czerwone światło w poprzek będzie respektować te same zasady, które my przyjęliśmy za nasze własne i będziemy też je respektować i nie będzie próbowała na tym czerwonym świetle przejechać. Na Tajwanie, tak jak wspomniałem, czym bardziej na południe, tym taka teza jest bardziej nierealistyczna, bo jeżdżenie na krechę na czerwonym świetle, oczywiście nie tak, że zaraz są wypadki, po prostu nie istnieje coś takiego, że można na tym zielonym jechać i nie patrzeć w lewo i w prawo, tylko po prostu przejechać. Tutaj trzeba mieć rzeczywiście oczy dookoła głowy. Kiedy ja zdawałem egzamin na motor w Polsce, musiałem uprzedzić, znaczy musiałem, chciałem i powiedziałem temu egzaminatorowi, który wsiadał, miał mnie śledzić i patrzeć, co ja tam robię na tym motorze, na egzaminie. Musiałem powiedzieć: „Przepraszam, ale będę obracał głową w tą i wewtę non stop, dlatego, że jeżdżę na Tajwanie i kwestia tego, że trzeba cały czas patrzeć dookoła jest kwestią życia i śmierci. Także proszę nie brać tego za jakiś błąd początkującego”.
To rzeczywiście niemal, nie wiem, na pewno nie dosłownie, ale dokładnie to mu zakomunikowałem. Dlatego że rzeczywiście na każdym cienkim skrzyżowaniu w trakcie przejeżdżania po prostu pełny radar dookoła, oczy dookoła głowy. Na tym polega właśnie brak zaufania w tej sferze ruchu drogowego. Ale proszę zobaczyć, że o ile Tajwańczykom by strasznie dokuczało, że nie można ludziom zaufać w takich drobnych transakcjach finansowych, nie ma tego codziennego zaufania, że ktoś przyjdzie i odda te pieniądze, te 20 zł czy 30, to tutaj, w tej sferze innej, w sferze życia kompletnie innej, czyli ruchu drogowego, jest po prostu jedno wielkie prawo wietnamskiej dżungli. Więc na czym to polega? Wydaje mi się, chociaż też przeczytałem, tak jak wspomniałem, wiele książek antropologicznych o tego typu zachowaniach i uwarunkowaniach tego typu zachowań właśnie w różnych sferach tej kwestii zachowania, przewidywalności. Proszę zobaczyć, że przepisy ruchu drogowego są systemem praw Narzuconych od zewnątrz, z góry i tym prawom wszyscy, niezależnie od koligacji rodzinnych, klanowych, zawodowych i tak dalej, wszyscy mają tego prawa przestrzegać w jednakowy sposób. Oczywiście za wyjątkiem kierowców BMW, Audi i Mercedesów. Tu na Tajwanie to samo jest. Natomiast proszę zobaczyć, do czego to się sprowadza, że to zaufanie i jednocześnie wysokie morale polegające z tego, że można zaufać drugiemu człowiekowi, że można się odwrócić do niego plecami, że można zrobić rzeczy, które w innych społeczeństwach są niemożliwe, dlatego, że zaraz zostawi ktoś laptopa, pójdzie do toalety w restauracji i nagle zaraz tego laptopa zabraknie na stole, prawda?
Więc tego typu zaufanie na Tajwanie jest. Jak idę do toalety w restauracji, zawsze zabieram laptopa. Natomiast są ludzie, którzy zostawiają na przykład czy w McDonaldzie, czy w Burger Kingu, w różnych restauracjach różnie. Oczywiście zależy od miejsca. Na przykład w centrum miasta, gdzie jest duży przemiał ludzi, to jest bardziej prawdopodobne, że ktoś teraz ukradnie. Natomiast jeżeli są jakieś małe restauracyjki albo w mniejszych miastach, nie takich jak Tajpej, czyli stolica na północy Tajwanu, to rzeczywiście można to zostawić i właściciel tam zerknie. Albo na przykład miałem sytuację taką, że siedzę sobie w McDonaldzie i facet, jakiś kierowca konkurencji Ubera, to jest taki Panda na Tajwanie, więc mówi: „Weź mi zluknij” bo ładował sobie laptopa i komórkę. „Weź luknij” a ja: „Spoko” i poszedł sobie do kibla na parę minut i to wszystko leżało, prawda? I obcy człowiek, czyli ja pierwszy raz mnie w życiu widział z całą pewnością i ma do mnie zaufanie, że ja przypilnuję, że mi pół tego nie buchnie ze stołu. Proszę zobaczyć.
Widzicie? Więc na tym polega to, że w pewnych stanach wychowania społecznego, czyli indoktrynacji do wspólnych mechanizmów zaufania, niektóre rzeczy są zupełnie możliwe i można sobie spokojnie się udać w stronę, a w innych miejscach, czy w Polsce na przykład, czy gdziekolwiek indziej, w innych krajach jest to kompletnie, zupełnie niemożliwe. I proszę zobaczyć, że poczucie tej wspólnoty, że jeden drugiemu może zaufać, jak bardzo zmienia w ogóle postrzeganie świata i jak bardzo podnosi w ogóle nasze mniemanie o nas samych.
[50:02] - Ja to lubię w takich sytuacjach, jak to się mówi, dorzucać do pieca. No więc dorzucę do pieca. Czy gdyby chcieć zniszczyć daną społeczność, to należy między innymi rozmontować owo zaufanie?
[50:20] - Otóż to. Proszę bardzo, ostatni przykład. Jedną z podstaw zaufania w dużych grupach społecznych opartych na współpracy kooperacyjnej między ludźmi, którzy się nawzajem nie znają, musi być dla takich grup poczucie, że jedziemy na wspólnym wózku. I tego poczucia pozbawił nas europoseł Leszek Miller bodajże, który zagłosował za tym, że do 2035 ma nie być samochodów spalinowych. A jakim samochodem, tutaj internauci mu wypomnieli, jeździ? Audi chyba S8, tak? Tak się to nazywa, który generalnie dużo pali, że tak powiem. W związku z tym on jest szlachta, a my jesteśmy plebs i my mamy się zapieprzać na rowerkach elektrycznych, a on sobie będzie tym Audi A8 jeździł tyle, ile będzie chciał, bo on jest ważny. I brak tej wspólnoty.
[51:18] - Panie Piotrze, to ja jeszcze panu podrzucę dodatkowy przykład, o którym mógł pan, ale nie musiał słyszeć, że owszem, będziemy ograniczać. Od 2035 już w ogóle nie będzie się rejestrować w Europie samochodów spalinowych, ale będą takie firmy, które produkują do tysiąca egzemplarzy rocznie, które będą z tego zwolnione. Na przykład Rolls Royce albo te wszystkie paliwożerne, bo umówmy się, te wszystkie ekskluzywne marki żrą paliwo i kopcą aż buczy, ale produkują tysiąc. A jeśli nawet jakaś firma w tej chwili produkuje półtora tysiąca, no to co to za problem, żeby zmniejszyć do 2035 roku i produkować ich 999? To ma dokładnie ten wymiar, o którym pan mówił, że znowu my będziemy popierdzielać po drogach tymi kartonowymi samochodzikami z napędem elektrycznym, a szlachta będzie jeździła Rolls-Royce'ami z bogatą tradycją i różnymi innymi Porsche. Może Porsche to za dużo już produkuje, ale może zmniejszą. W każdym razie będzie to samochód szlachecki i dla specjalnie dobrze urodzonych.
[52:34] - Tak jest. Niestety i tak to wygląda. Natomiast już żeby tak podsumować ten wątek, tak powiem, jeżdżenie na wspólnym wózku spalinowym. Istnieje coś takiego, nie pamiętam w tej chwili, jakiś holenderski badacz stworzył genialną stronę internetową ze swoim modelem badania społeczeństw pod kątem dystansu społecznego między tak zwaną szlachtą, czyli też klasą wyższą a zwykłymi ludźmi. Ten model pozwalał dokonywać predykcji, kiedy, w jakim społeczeństwie, w jakim kraju wystąpią jakieś ekscesy społeczne, to znaczy jakieś protesty, jakieś, że tak powiem Pojawią się jakieś kontrkultury kontestujące porządek społeczny zastany ze względu właśnie na to, że istnieje za duża rozbieżność między klasą wyższą, czyli lepiej zarabiającą, a klasą takich zwykłych, ciężko pracujących ludzi. To jest pewnym parametrem właśnie, czyli ta odległość między tymi, którzy są wysoko, czyli tymi Carringtonami z „Dynastii” – przepraszam, że tak nawiązuję do starego serialu – i wszystkimi ludźmi, którzy wracają po ośmiu godzinach, rzucają się na fotel i zasypiają po pięciu minutach od włączenia telewizora. Więc proszę zobaczyć, czym większa jest rozbieżność, czyli na przykład wysokość pensji wysokiej kadry menedżerskiej korporacji a zwykłego pracownika szeregowego tej korporacji, tym większa jest szansa na to, że wybuchną jakieś zamieszki, czyli ludzie po prostu buntują się. W którymś momencie następuje tak zwane tipping point, czyli punkt przegięcia, w którym ludzie po prostu zaczynają protestować i wychodzić na ulice. Więc to, co pan powiedział, to jest absolutnie dokładnie jeden z głównych środków ciężkości w wojnach hybrydowych, wojnach o ludzkie umysły czy w wojnach o zniszczenie morale u przeciwnika. Jeżeli uda nam się zakłócić ten stan równowagi wzajemnego zaufania, który w danym społeczeństwie pierwotnie jest wysoki, na przykład na Tajwanie, to jeżeli zakłócimy, społeczeństwo przestanie być koherentne.
Ludzie przestaną sobie nawzajem ufać, zaczną patrzeć na siebie wrogo. „Zaraz mi buchnie coś, tylko się odwrócę”. I w takiej sytuacji, kiedy ludzie nie są w stanie zaufać jeden drugiemu, wszystko zgrzyta po prostu w tym wszystkim. Nie da się wszystkiego zrobić. Mówiliśmy już wiele przykładów w czasie tej rozmowy i dochodzi do tego, że jeżeli ludzie podzieli się jeszcze na rozmaite plemiona – to jest świetne określenie – czyli na przykład my jesteśmy plemionami LGBT, a tamci są plemionami katolibanów. Jeżeli zdołamy skłócić ludzi, sprawić, że ich skala wartości i sposób ich postrzegania sprawiedliwości, co jest sprawiedliwe albo co nie jest sprawiedliwe, co powinno być ukarane, a co nie powinno być karane, dlatego że to będzie barbarzyństwo karać na przykład dzieci za jakieś zachowania, które są aspołeczne, bo to wszystko dziecko, nie wolno go karać, bo będzie miało traumę. Kompletny kretynizm moim zdaniem. Dziecko należy karać po to, żeby wiedziało, że nie należy pewnych rzeczy robić. Bez tego dualizmu, czyli nagród i kar, nie da się ukształtować umysłu, który jest w stanie nauczyć się, co jest dobre, a co złe i stanie się socjopatyczne w swoich zachowaniach. Oczywiście to zaczyna być poglądem kontrowersyjnym, natomiast jeżeli na przykład część społeczeństwa będzie tak uważała, jak ja właśnie w tej chwili zadeklarowałem, a druga część będzie mówiła: „Absolutnie nie wolno karać, od razu rodzic idzie do więzienia albo w ogóle dziecko się odbiera rodzicowi”, co ma miejsce w krajach skandynawskich między innymi, to taki rozłam w postrzeganiu sprawiedliwości, w zarządzaniu parametrami ludzkiej natury jest podstawą rozłamów społecznych, które uniemożliwiają osiąganie wspólnych celów i poczucie tego, że jesteśmy takimi samymi ludźmi, realizujemy te same cele, mamy wspólne poczucie tożsamości i w związku z tym potrafimy to obronić.
Także do tego się sprowadza, tak jak pan sam zresztą na pewno wie, to, co pan powiedział o tym, że to jest główny cel ataku: zniszczenie zaufania.
[57:16] - Tak. Czyli po prostu wniosek taki: nie dajmy się strybalizować, czyli właśnie podzielić na plemiona. I to jest do zrobienia, tylko trzeba odrobiny wysiłku. Panie Piotrze, czas mija nieubłaganie. Kończymy dzisiejszą audycję. Do usłyszenia w przyszłym tygodniu.
[57:35] - Świetnie. To jeszcze na koniec tylko powtórzymy pytanie konkursowe, żeby nie trzeba było tam szukać na początku. Pytanie z dziedziny arcydzieła kinematografii polskiej i historia działań zbrojnych na morzu. Jaką komendą uruchamia się broń wycelowaną na superbohatera poruszającego się w wodzie? To jest konkurs dnia dzisiejszego, czyli z jutra dla nas, czyli wtorku 14 czerwca. Natomiast ja jeszcze na sam koniec powiem, kochani słuchacze, sklepik internetowy autora chiny.pl/sklep już działa całkowicie, także zapraszam na zakupy, jeżeli ktoś jeszcze by chciał kupić książkę „Siły psychohistorii”. Książka jest dostępna też jeszcze na Allegro i w kilku księgarniach w Polsce. Na stronie chiny.pl jest lista wszystkich miejsc, gdzie można tą książkę kupić. Zapraszam. E-book albo wersja papierowa, do wyboru.
[58:33] - Czytajcie państwo, bo naprawdę warto. Wiem, co mówię, bo czytałem i to nawet dosyć dogłębnie. Cóż, panie Piotrze, w takim razie dobrej nocy życzę i do usłyszenia za tydzień.
[58:44] - Dobrej nocy.
[58:46] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.