[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:05] - Dzień dobry. Witamy po raz kolejny, 17. już.
[00:09] - Dzień dobry.
[00:10] - Tak, a dzisiaj z Piotrem Plebaniakiem z odległego Tajwanu będziemy rozmawiać na temat, który jest frapujący: wspólny mit, a rozwijając to, tworzenie zdolności do kolektywnego osiągania celów. Panie Piotrze, zanim przystąpimy do tego tematu, do jego rozkawałkowywania, przyznam, że niezwykle mnie on intryguje, to tradycyjnie idziemy w kierunku konkursu.
[00:43] - Telegram z poprzedniego tygodnia miał konkurs chyba łatwy. Co prawda tylko jedna osoba tym razem zgłosiła. Być może dzięki temu, że już mam ten system, że natychmiast wpisuję osobę i to widać na tej stronie konkursów, więc od razu odpowiadam. Zagadka dotyczyła filmu „Hydrozagadka”, a tą bronią, która została wypuszczona w kierunku superbohatera, czyli bohatera tej „Hydrozagadki” był krokodyl Herman. Myk polegał na tym... Nie opowiem, przepraszam, bo ta scena jest tak śmieszna, że rzeczywiście dostałem spontanicznych wybuchów śmiechu przez tydzień, tak jak mówiłem w zeszłym tygodniu. Także nic więcej nie powiem. Dla tej sceny warto obejrzeć cały film. Tak powiem.
[01:25] - Szczególnie, że ten film nie jest trudno dostępny. On jakiś czas, być może nawet do teraz, był do obejrzenia na YouTubie, a jeśli nie, to jest kilka platform, na których on jest całkiem legalnie dostępny. Także życzę państwu dobrej zabawy. Po prostu dobrej zabawy.
[01:45] - Tak jest.
[01:46] - Panie Piotrze, czy dzisiejsza zagadka będzie teraz, czy w trakcie, czy jak?
[01:51] - W trakcie.
[01:51] - Okej. Panie Piotrze, wspólny mit. Mit to się większości ludzi kojarzy z opowieściami z dawnej Grecji. Taki mamy system edukacji, że tak to się niestety kojarzy. Tymczasem mit jest pojęciem znacznie szerszym i chyba od tego zacznijmy.
[02:10] - Tak, ale musimy też wyjaśnić, co to jest ten mit w tym użyciu. Mit to jest rodzaj opowieści, która jest współdzielona przez jakąś społeczność i która to opowieść pozwala uzyskać poczucie wspólnoty losu albo wspólnej przeszłości, albo wspólnej przyszłości. I w tym sensie jest to mit. Tu mogę się odwołać do takiej trylogii, nie pamiętam autora, za co bardzo przepraszam tego autora. Nie pamiętam. Jest taka trylogia, „Mord założycielski” jest jednym z tomów. Na pewno pan będzie wiedział, jak się nazywał. Wnuk Lipiński, tak?
[02:55] - „Wir pamięci”, pierwszy tom.
[02:56] - Tak, świetnie. Cała trylogia, jak ktoś czytał to ręka do góry. O, widzę, tu parę osób czytało ze słuchaczy. Dziękuję bardzo. Więc mord założycielski to jest czyn zrealizowany, troszeczkę przeinaczę po to, żeby czytelnicy, którzy rzucą się do czytania tej trylogii, absolutnie fenomenalna trylogia, żeby nie zdradzić nic. Więc mord założycielski to rodzaj zabójstw w tej powieści. Przepraszam, chcę naprawdę ukryć szczegóły fabuły, żeby nie zdradzić. Rodzaj zamachu stanu, zabicia osoby, która konkuruje do objęcia władzy nad jakimś społeczeństwem i który to ustanawia nowy porządek rzeczy. A każdy porządek rzeczy, znaczy inaczej, dobry, porządny porządek rzeczy daje społeczności resilience, czyli odporność na wstrząsy, bo cała społeczność jest rodzajem systemu, systemu powiązań społecznych, powiązań osobistych, powiązań rozmaitych instytucji. I taka sieć powiązań jest systemem, homeostatem. Mówiliśmy o tym już, także na pewno wszyscy wiedzą, mam nadzieję. Chyba że nowi słuchacze nie wiedzą. Homeostat to jest organizm, którego celem funkcjonowania jest utrzymanie swojej funkcji w optymalnym stanie poprzez regulowanie parametrów zewnętrznych, czyli środowiska i wewnętrznych, czyli własnego organizmu. Więc każda społeczność jest napędzana rozmaitymi zasobami, czyli żywnością, czyli jakimiś substancjami energetycznymi typu ropa naftowa czy gaz ziemny, czy drewno opałowe, jak to miało miejsce na przykład 1000 lat temu w Europie, zanim przerzuciliśmy się na surowce, które są uważane za współczesne i nowoczesne. Znaczy już teraz nie, bo gaz ziemny i ropa naftowa już jest uważana za coś bardzo złego, ale zaraz do tego dojdziemy też. Więc mit założycielski. Teraz podam kilka różnych wariantów tej samej myśli. Mit założycielski to jest na przykład opowieść Żydów o wyjściu z Egiptu, przejściu przez pustynię Synaj i założeniu nowego państwa. Ten mit jest mitem tożsamościowym, czyli nadaje jakiejś grupie społecznej, grupie etnicznej poczucie tożsamości, poczucie wspólnoty i właśnie poczucie wspólnego losu. Czyli tak podsumowując, mamy już mord założycielski, czyli jakiś rodzaj użycia siły po to, żeby ustanowić nowy porządek rzeczy. Mamy mit wspólny, który zaraz wyjaśnimy, ale to już powoli staje się samo jasne.Co może być jeszcze? Ożywczy mit. To jest wzięte i rzeczywiście pierwszy raz to przeczytałem w jednym z tomów sagi o Wiedźminie. W urywkach, jak Ciri skakała sobie między światami i trafiła do jakiegoś zadufanego naukowca, który przemawiał akurat sam do siebie, że w przyszłości pojawi się jakaś ożywcza idea, która pozwoli nam wylecieć w kosmos. Coś mniej więcej w tym stylu. Mity pozwalają osiągać wspaniałe cele i pozwalają zmobilizować społeczność do nadzwyczajnego wysiłku. I takim mitem energetyzującym, i to jest kluczowe pojęcie moim zdaniem, po przeczytaniu kilku książek na ten temat i po wyszukaniu rozmaitych wypowiedzi ludzi szukających właśnie jakichś wyjaśnień dotyczących tych kwestii. Kluczowym jest mit energetyzujący. Natomiast wracając do mitu, do ożywczej idei, proszę sobie przypomnieć jeden z, moim zdaniem, najbardziej poruszających ludzkie serce, ale nie w wzruszający sposób, tylko po prostu poruszających do działania, wypowiedzi, przemów jest to, co powiedział JFK, czyli John Fitzgerald Kennedy, prezydent Stanów Zjednoczonych w czasie zimnej wojny, wtedy, kiedy ogłosił, że zamierzają wylądować na Księżycu. Użył słów, które są dla mnie absolutnie fenomenalne. Mówiliśmy chyba o tym. Nie jestem pewien. Chyba nie. Nie pamiętam. Przepraszam, jeżeli ktoś pamięta, w jednym z początkowych pierwszych telegramów mówiliśmy, dokładnie też cytowałem. Teraz chyba pamiętam. Kennedy powiedział tak: „Nie robimy tego dlatego, że to jest łatwe, tylko robimy dlatego, że to jest trudne, że to jest dla nas wyzwanie i mamy sprężyć się, mamy dać z siebie wszystko i pokazać wszystkim innym narodom na świecie, że jesteśmy najlepsi, dlatego, że potrafimy się najlepiej zorganizować. Mamy najlepszych naukowców, mamy najlepszych inżynierów i w imieniu całej ludzkości wylądujemy na Księżycu”. To był ten cel. To był ten mit energetyzujący i to jest absolutnie podstawowe pojęcie, dlatego, że trafia w ideę tego, do czego służy mit. Mit założycielski czy jakikolwiek inny mit, który integruje jakąś społeczność. Mit energetyzujący to jest coś, co wprawia wszystko w ruch, co sprawia, że ludzie poświęcają swoje własne dobro dla tej wspólnej przyszłości, w której żyć będą ich dzieci albo wnuki. Taki mit energetyzujący w wielu przypadkach i to już ci słuchacze, którzy słuchali w Radiu Paranormalium podcast czterogodzinny sprzed miesiąca już mniej więcej wiedzą, że mit energetyzujący ma działać w sposób taki, że pozwala dostrzegać nie tylko wspólnotę losu, przeszłości i przyszłości, ale dostrzegać wspólny cel, który można osiągnąć tylko i wyłącznie przez zsynchronizowanie się w jedno ciało, w jedną grupę zadaniową kierowaną jakimś rodzajem ideału, jakąś wizją przyszłości. I tu też mogę polecić. Jest świetny esej dwustronicowy dosłownie na temat właśnie tego pod tytułem: „Czy przyszłość może wpływać na teraźniejszość?”. To był miniaturowy esej o cybernetyce, czyli o sterowaniu. Cybernetyka wbrew pozorom nie jest nauką o robotach. Tak ja się przynajmniej błędnie nauczyłem w dzieciństwie i młodości światłej. Cybernetyka to jest nauka, czy też dziedzina nauki, czy też dziedzina inżynierii dotycząca sterowania, czyli cybernetyka społeczna to jest zestaw zagadnień dotyczących sterowania społecznościami, czyli inżynieria społeczna. Też można nazwać jako częściowy synonim tego terminu. Wracając do głównego wątku. Mit energetyzujący. Panie Marku, może ma pan pytanie? Przepraszam, bo rozgadałem się.
[10:12] - Ja najpierw, zanim pytanie, to drobne uzupełnienie natury kronikarskiej. Ta trylogia, o której pan mówi, to dokładnie: „Wir pamięci”, „Rozpad połowiczny” i „Mord założycielski”. Jej autorem jest Edmund Wnuk-Lipiński, nieżyjący już polski profesor socjologii, z którym miałem przyjemność kiedyś przeprowadzić wywiad. Wywiad, który znajdziecie państwo w książce „Lista nieobecnych” wydanej przez Solaris. Ale to wiecie państwo, jak pogrzebiecie państwo, to znajdziecie samą książkę. Natomiast ważne jest to, że Edmund Wnuk-Lipiński wiedział, co pisze, bo tak jak powiedziałem, był profesorem socjologii i dobrze te klimaty rozumiał. A jeszcze tytułem nawiązania do tego, co powiedział nasz gospodarz, gość, to Amerykanie są mistrzami, po prostu mistrzami od tego rodzaju motywowania swoich społeczeństw. Ja do dzisiaj pamiętam fragment przemówienia Ronalda Reagana z 12 kwietnia 1981 roku, kiedy wystrzelony został pierwszy prom kosmiczny. To dokładnie brzmiało tak. Nie wiem, skąd mi się to wzięło w głowie, dlaczego akurat go pamiętam. Być może dlatego, że mną po prostu poruszył. Ale to brzmiało w ten sposób: „Oddalając się od Ziemi w statku kosmicznym, który jest pierwszym tego typu na świecie, pamiętajcie o tym, że jesteście pierwsi, że jesteście najlepsi, a to dlatego, że jesteście wolni. Niechaj was Bóg prowadzi, abyście z jego pomocą wrócili bezpiecznie na Ziemię”. Koniec cytatu. To wiecie państwo, to są proste słowa, ale w gruncie rzeczy, moim zdaniem, przynajmniej mnie mocno wtedy poruszyły. Słuchałem sobie tego w Głosie Ameryki z Waszyngtonu i byłem po prostu oczarowany, jak można pięknie mówić do ludzi.Cóż, widać byłbym dobrym przedmiotem oddziaływania. Tak to określę: oddziaływania, bo mnie to poruszało. Te słowa mnie poruszały, chociaż były skierowane do wolnych Amerykanów.
[12:30] - I tutaj kierujemy się, idealnie mnie pan naprowadził na drugą stronę medalu. Ludzie po to, żeby mogli współdzielić ten mit mobilizujący, który rezonuje w naszych sercach. A im więcej jest serc, które rezonują w ten sam sposób, tym ten dźwięk, jak dzwon w filmie „Terminator” – przepraszam, jak tam się zbliżała jakaś akcja z terminatorem, tak uderzał dzwon. Zwłaszcza w drugiej części to było widoczne. Było świetnie rozegrane, jeśli chodzi o udźwiękowienie filmu. Natomiast rzeczywiście te mity założycielskie, mity energetyzujące, mity wspólne rezonują w nas i im więcej jest ludzi, których mity rezonują w ten sam sposób, tym więcej da się osiągnąć. Dlatego właśnie tak ważne jest w ustrojach totalitarnych dla władzy, aby wszyscy myśleli w ten sam sposób, dlatego, że to działa. Mówiliśmy parę tygodni temu na temat kultury japońskiej, w której tak ważne jest to, żeby wszyscy myśleli dokładnie w ten sam sposób. To jest doprowadzone z naszego punktu widzenia do absurdu. Natomiast to rzeczywiście jest ich siłą. Słabością, dlatego, że tłumiona jest innowacja, myślenie indywidualistyczne. Nie mają tej wolności, która dla nas jest jak powietrze, natomiast oni tej wolności nie potrzebują. Oni potrzebują tego poczucia wspólnego mitu i każde odchylenie od – mówię o Japończykach cały czas – każdego odchylenia od tego wzorca japońskości jest u nich traktowane jako zdrada. Do tego stopnia. Znaczy „zdrada” w cudzysłowie. Natomiast jak ktoś ze słuchaczy zechce po tej audycji poszukać w internecie, to proszę poszukać relacji, opowieści o tym, jak Japończycy wyjeżdżają poza granice Japonii i wracają do Japonii, to już oni przez swoich ziomków, którzy pozostawali w Japonii, nie są traktowani jako pełni Japończycy, dlatego, że zostali zakażeni sposobem zachowania i sposobem myślenia innym niż ten japoński, czyli ten, który jest należny. To jest szalenie istotne. I teraz proszę zobaczyć, że Japończycy skuteczność w osiąganiu kolektywnych celów osiągają właśnie wyzbyciem się swojej indywidualności. Minusem tego jest to, że tracą innowacyjność, tracą zdolność do przyjmowania krytyki merytorycznej. A nasz system zachodni jest kompletnie odwrotny. U nas, przynajmniej na sztandarach, wiadomo, bo patologie korporacyjne i wszelkie inne są oczywiście rozpędzone do pełnej prędkości w wielu miejscach. Natomiast u nas, przynajmniej na sztandarach, jest tak, że jesteśmy w stanie przyznać się do własnego błędu. Instytucjonalnie i mentalnie jest to dla nas postawa znamionująca siłę charakteru i odwagę cywilną, czyli coś pozytywnego. Natomiast przyznawanie się do błędów w sytuacjach uznawanych, przynajmniej przeze mnie, ale generalnie przypominam, że to mamy na sztandarach, a jak praktyka jest, no to może nie do końca zgodna z teorią. Natomiast proszę zwrócić uwagę, że osiągamy skuteczność działania jako kolektyw, jako grupa zadaniowa, czy cały naród broniący się na przykład przed inwazją, tak jak ma to miejsce w tej chwili na Ukrainie. Osiągamy za pomocą zupełnie innych parametrów. Japoński zestaw parametrów czy generalnie kolektywistycznych społeczeństw, cywilizacji kolektywistycznych i cywilizacji indywidualistycznej, bo jest tylko jedna, zachodnia, która wybudowała taki zestaw parametrów psychiki człowieka. Ten sam efekt można osiągnąć za pomocą kompletnie różnego oprogramowania psychicznego.
[16:24] - Takie pytanie, a właściwie refleksja połączona z pytaniem: kiedy opowiadał pan o Japończykach, o tym, że jak już ktoś wyjedzie, to już nie jest tak w pełni Japończykiem. Przecież Stalin robił dokładnie to samo. Żołnierze, którzy dostali się do niewoli albo też za długo pobyli na Zachodzie, bo się w końcu w wyniku wojny na ten Zachód mocno przesunęli, oni też nie byli mile widziani i najczęściej odsyłani gdzieś daleko. W najlepszym wypadku do tajgi, ale na ogół znacznie dalej. Czy to, rozumiem, też element bardzo podobnego zjawiska? Tak. Jeżeli ktoś ma w związku z tym wątpliwości, jaka doza azjatyckości jest u naszego sąsiada, to myślę, że to może być jedna z podpowiedzi, przynajmniej z podpowiedzi. Pan już częściowo odpowiedział na pewne pytanie, ale ja już ponieważ lubię stawiać kropkę nad i, to dopytam, czy właśnie to, że w społeczeństwach jednolitych, takich jak japońskie chociażby, które mają wszyscy myśleć tak samo, czy to w gruncie rzeczy, czy to tylko z punktu widzenia Europejczyka, czy też tak naprawdę obiektywnie, jeśli jakaś obiektywność w ogóle da się tutaj pokazać, czy to nie jest słabość takiego społeczeństwa? Tam się nie znajdzie nikt teoretycznie, kto powie: „Słuchajcie, idziecie w jedną stronę, ale to jest zła strona albo głupia strona”, i tak dalej. Czy to nie jest słabość?
[18:12] - Jest słabość, ale tu musimy zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz.W przypadku przeciwnika, który chce doprowadzić do jakiegoś załamania pracy naszego systemu społecznego, przypominam o terminie resilience, czyli odporność na zakłócenia, to po prostu te dwa różne podejścia cywilizacyjno-kulturowe mają swoją słabość wbudowaną z rozmaitych konfiguracji tych parametrów, czyli indywidualizm, zdolność do przyznawania się do porażki i tak dalej. My widzimy słabości w tamtym społeczeństwie i dobry strateg planujący na przykład dokonanie subwersji ideologicznej na tamtym kolektywistycznym społeczeństwie zacznie grać na innych parametrach. Natomiast ktoś z kultury kolektywistycznej, powiedzmy chińscy agenci chcący doprowadzić kulturę wypracowaną w Europie, czyli kulturę zachodnią, do rozstroju, zacznie sterować innymi parametrami. Czyli na przykład skoro my cenimy sobie wolność, należy doprowadzić tą wolność do absurdu, prawda? Tutaj zajmę stronę niektórych czytelników, jeżeli to ich urazi. Na przykład wolność dokonywania aborcji bez względu na rozmaite moralne przemyślenia etyczno-moralne, czyli po prostu zrobię sobie aborcję, mówię o przypadkach skrajnych, w zastępstwie środków antykoncepcyjnych. Natomiast proszę zobaczyć, jeżeli to potraktujemy jako wolność, to w jaki sposób ma się to do odpowiedzialności albo do tego, w jaki sposób rozumiemy, co to jest człowiek, prawda? Nie mówię o tym, że dziecko czy nie dziecko, czy płód, tylko mówię o tym, w którym momencie zaczyna się życie ludzkie. Nagle się okazuje, że nasza kultura nie wykształciła jasnego, możliwego do zdefiniowania za pomocą terminów naukowych sposobu określenia, kiedy zaczyna się człowiek. I teraz, w tym momencie, kiedy nasza kultura nie wypracowała tego typu jasnych norm albo zostały one w jakiś sposób odrzucone, bo Kościół katolicki mówi wyraźnie, że życie człowieka zaczyna się od momentu poczęcia, czyli połączenia plemnika z komórką jajową. To jest jasna, doprecyzowana definicja. Natomiast inni ludzie w obrębie tej samej kultury mają zupełnie inne definicje. Jeżeli uważamy wartość wolności za świętą i uważamy za istotne to, że ta wartość powinna być przez każdego indywiduum, każdego indywidualnego człowieka maksymalizowana, to w tym momencie jest to kosztem poświęcenia pewnych wartości etyczno-moralnych. I teraz w chwili, w której dochodzi do takiego konfliktu, nagle się okazuje, że przestajemy wierzyć w ten swój wspólny mit, tylko zaczyna się podział na wierzących w to, że wolno wszystko, bo wolność jest najważniejsza, dlatego to jest zresztą nazywane pro-choice, czyli prawo do dokonania wolnego wyboru. A z drugiej strony mamy zupełnie inną filozofię patrzenia na wartości i ważne jest życie ludzkie. W tym momencie nie chodzi o to, kto ma rację, tylko w takiej sytuacji następuje zakłócenie tego, o czym mówimy w tej rozmowie, wspólnego mitu. Jeżeli zakładamy, że to jest wynik działania agresora, bo tak naprawdę działania agresora i naturalne procesy kulturowe, degradacja kultury czy transformacja kultury na jakieś inne wartości nie jest moim zdaniem możliwe do odróżnienia, czy to jest działanie ręczne, sterowane, czy rzeczywiście jakiś naturalny proces, czy jakiś rodzaj połączenia tych dwóch. Natomiast gdybym ja prowadził taki atak na jakieś społeczeństwo, w którym jest taka debata, to nieważne by było, kto wygra, tylko ważne by było, żeby ten konflikt psuł, niech pan powie, mit wspólny. Nie wiem, czy czytelnicy, tu też poproszę ręce do góry podnieść, którzy oglądali tego Jurija Bezmenowa, taki wykład o tym, jak zniszczyć społeczeństwo. To jest w kilku wersjach na YouTubie z polskimi napisami albo bez. On mówi po angielsku. Pan, panie Marku, zna ten wykład?
[23:10] - Oglądałem.
[23:10] - Właśnie dokładnie na tym to polega. Na tym, że psuje się zdolność kolektywnego osiągania celów, psuje się zdolność postrzegania jakiejś wspólnoty narodowej, w przypadku Polski by to było, jako jedności, która buduje ten sam rodzaj przyszłości albo buduje swoje poczucie tożsamości na dokładnie tych samych wartościach. To nie jest istotne, jakie są te wartości, tylko istotne jest to, żeby one były wspólne. To musiałaby być bardzo długa rozmowa na temat tego, w jaki sposób zwiększa się morale ludzi albo zwiększa się gotowość do ciężkiej pracy, w zależności od tego, czy inni w otoczeniu społecznym, czy też w otoczeniu psychicznym, w sensie najbliższych członków rodziny, przyjaciół, grup znajomościowych i tak dalej, w jak wielkim stopniu ci inni współdzielą istotne dla nas wartości. Bo jeżeli na przykład jesteśmy w pracy, pracujemy w jakiejś korporacji albo pracujemy generalnie w zakładzie, gdzie pracuje innych 20 osób, to pięciu jest na przykład zdecydowanie za aborcją w dowolnym momencie, „Kto mi będzie mówił, co ja mam robić? To jest moje ciało, mój wybór”. Pięciu jest gorliwymi katolikami i uważa, że człowiek zaczyna się w chwili poczęcia, czyli w całkowitej sprzeczności są, jeśli chodzi o postrzeganie porządku świata. Mówimy tutaj o twierdzeniach normatywnych, czyli o tym, jak powinno być. Dlatego, że ten wspólny mit, czy mit energetyzujący polega naJak to nazwać? Mam na końcu języka, ale zaraz do tego dojdziemy. Samoistnie. Proszę zobaczyć, że w takiej grupie około 20 osób, w których 10 osób jest skrajnie przeciwko siebie, pięć na pięć skonfrontowana. Może można rzeczywiście pracować na przykład w jakimś biurze projektowym, zaprojektować jakiś samolot, ale nie da się zagłosować na tą samą opcję polityczną. Nie da się zrobić na przykład wspólnego barbecue, grilla albo jakiejś imprezy plenerowej, dlatego, że zbyt różne wartości zawsze wypływają. W zależności oczywiście od kontekstu. Natomiast jeżeli jest to bardzo konfrontacyjne, a to miało miejsce na przykład w zeszłym roku w czasie protestów aborcjonistek, gdzie malowano sprayami po kościołach i robiono różne inne, nie do końca ciekawe rzeczy, to niektóre rzeczy da się zrobić dobrze, czyli realizować pracę w jakimś zakładzie pracy, ale w innych nie. I na przykład teraz na polskich uniwersytetach zaczyna się to, co działo się już od wielu lat w Stanach Zjednoczonych. Zaczynają się czystki ideologiczne. Na przykład, nie pamiętam jaki uniwersytet w Poznaniu, dosłownie dwa tygodnie temu była wiadomość prasowa, że pracownicy naukowi tego uniwersytetu, nie pamiętam nazwy. Rzeczywiście nie, że chcę ukryć, po prostu nie pamiętam. Pracownicy naukowi muszą podpisywać lojalki ideologiczne, że nie mogą niektórych poglądów wypowiadać, co jest absolutnie, moim zdaniem, sprzeczne z wszelkimi podstawami naszej cywilizacji zachodniej. Wolność i posiadanie z nią.
[26:45] - Jest sprzeczne poza tym z ideą uniwersytetu rozumianego w ten sposób, że jest to miejsce, w którym wymienia się idee myśli, w którym każdy pogląd można po prostu przedyskutować.
[27:00] - Dokładnie tak.
[27:00] - To, co pan mówi, mówiąc szczerze, jest załamujące, że już się takie rzeczy zaczynają w Polsce pojawiać. Czyli dzielimy poglądy na dobre i złe. Ale skoro już wszedłem panu w słowo, to zastanawiam się, czy z tej pułapki jest jakieś wyjście. Bo z jednej strony mówi pan o tym, że przecież wartością naszą jest właśnie zdolność do dyskusji, do wymiany poglądów i do tego, żeby je konfrontować ze sobą. Z drugiej jednak strony, gdzieś tam w tle zaszyte jest to, że byłoby łatwiej, gdybyśmy byli wszyscy połączeni wspólnym mitem i szli w jedną stronę. To jest jakiś węzeł gordyjski czy co to w ogóle jest tak naprawdę?
[27:50] - Niestety nigdy nie będzie tak, znaczy w bardzo rzadkich sytuacjach historycznych było tak, że jakiś naród był rzeczywiście zjednoczony jedną myślą. Taką sytuacją był koniec lat 30. XX wieku w państwie tutaj zamiedzą, że tak powiem, od Polski. I proszę zobaczyć, co się skończyło. Państwo, mówię o Niemcach oczywiście, było w stanie rzucić wyzwanie Imperium Brytyjskiemu i walczyć z potęgą gospodarczą Stanów Zjednoczonych. Nie udało się niestety, chciałem powiedzieć przepraszam za to. Natomiast proszę zobaczyć, że ta jedność potrafiła wykrzesać generalnie wszystko z potencjału niemieckiego. Na tej samej zasadzie jedność ideologiczna była i plusem, i minusem w Związku Sowieckim, a przede wszystkim w Armii Czerwonej. I zaraz podam jeden konkretny przykład. Przepraszam, muszka. Zaraz powiem, gdzie jestem. Muszka mi wpadła do ust po prostu. Mówimy o Armii Sowieckiej i mówimy o Armii Niemieckiej. One były kierowane dwoma zupełnie różnymi doktrynami. Doktryną rozkazu była kierowana Armia Sowiecka. Polegało to na tym, że aby zachować jedność ideologiczną i kontrolę polityczną nad decyzjami dowódców, to zawsze był oficer polityczny, który pilnował tego oficera, który dowodził rzeczywiście żołnierzami i nie było kwestionowania rozkazów w tym sensie, że swoboda taktyczna żołnierzy sowieckich była bardzo ograniczona, dlatego, że żołnierze i dowódcy coraz to niższego szczebla, coraz bliżej linii frontu mieli realizować co do słowa rozkazy wydane przez dowódców wyżej. Dzięki temu uzyskiwano sterowność, czyli dowódcy mieli pewność, że żołnierze zachowają się w sposób przewidywalny, czyli mają atakować na tym kierunku, to atakują na tym kierunku, a nie ze względu na sytuację robią jakieś obejście, które było nieprzewidziane w planie i w wytycznych szczegółowych dowództwa. Natomiast na Zachodzie została wykształcona zupełnie inna filozofia dowodzenia, czyli mission objective, czyli misja cel. Słyszy mnie pan cały czas? Tak, dobrze. Czasami uchem wyłącza mi się rozmowa . Przepraszam. Ci, którzy interesują się wojskowością, świetnie znają to, co mówię. Zresztą genialny esej jest na ten temat w „Czarnej sztuce wojny”. Więc jeżeli ktoś interesuje się takimi rzeczami, to bardzo polecam. Wracając, mission objective, czyli misja i cel. Dowódca średniego szczebla, czyli dowódca dowodzącyOddziału, który ma dokonać jakiegoś ataku, wyłomu czy generalnie ma zrealizować jakąś misję. Dostaje wytyczne co ma zrobić, ale jak ma to zrobić, to już on musi sam wymyślić i polegając na bieżącej ocenie sytuacji, generalnie dynamicznie zmieniającej się sytuacji czy jakimś reakcjom wroga, które były nieprzewidziane we wcześniejszym planie. I dzięki temu, dzięki tej elastyczności uzyskują przewagę. Przewaga niemiecka taktyczna nad Rosjanami była wręcz w niektórych sytuacjach zdumiewająca. Chociaż jest poniekąd oczywiste. Więc proszę zobaczyć, że rozmaite rozwiązania kulturowe, bo z tym mamy do czynienia. Mówiliśmy o ewolucji kulturowej, więc ewolucja kulturowa tutaj, o której mówimy w tej chwili, w tym aspekcie, czyli na poziomie taktycznym w armiach II wojny światowej, na froncie wschodnim. Ewolucja kulturowa dała dwa rozwiązania, niektóre mają plusy. Są plusy i minusy. Są plusy dodatnie i są plusy ujemne. To są oczywiście, mówiąc już żarty na bok, rozmaite parametry, którymi można sterować i które widząc, że żołnierze przeciwnika nie mają pewnych rozwiązań kulturowych wbudowanych w instytucje, które nimi zarządzają, w łańcuchy decyzyjne, to można lewarować tym, czyli mówię jak Bartoszek lewarować i tak dalej. Przepraszam, taki żart. Więc można po prostu rozgryźć sposób podejmowania decyzji przez przeciwnika i w taki sposób organizować swoje własne siły, żeby on jak najmniej wykorzystał swoich przewag, bo te przewagi też oczywiście są dzięki tym samym rozwiązaniom kulturowym. I dzięki temu osiągać przewagę. Więc to mówimy o poziomie taktycznym. Natomiast na poziomie cywilizacyjnym przewagą kultury zachodniej i świata zachodniego, który jest bogaty, uzbrojony, przewodzi, jest na dzień dzisiejszy, czyli 2022 rok, jest najlepiej rozwiniętym cywilizacyjnie rejonem świata. Mówię o Stanach Zjednoczonych i Europie. Tutaj wszyscy uciekają czy z Bliskiego Wschodu, czy wszyscy chcą przyjechać i korzystać z tego dobrobytu, ale niekoniecznie wszyscy chcą. To też jest na dłuższą rozmowę. Niekoniecznie wszyscy chcą przejąć, zaabsorbować, zakulturować się tymi rozwiązaniami kulturowymi. W związku z tym teraz proszę zobaczyć, dlaczego ja na końcu „Sił psychohistorii” — tu oczywiście jest tradycyjna reklama książki — dlaczego napisałem esej „Jak zniszczyć cywilizację”? Dlatego, że najlepszym sposobem, całkowicie niemilitarnym, jest rozstroić ten homeostat kulturowy, który jest światem zachodnim w ten sposób, żeby nasze przewagi wypracowane w toku ewolucji kulturowej przestały funkcjonować. I jednym z tych elementów naszej kultury jest zdolność do dyskutowania o ideach, a nie ich tłumienie, tak jak ma to miejsce w ustrojach totalitarnych. I to jest takim centrum, takim środkiem ciężkości, w który przeciwnik uderza. W związku z tym teraz, skoro my zdajemy sobie sprawę z tego, że to jest centrum naszej siły. Z tego wynika to, że mamy najlepszych naukowców, że mamy najlepsze instytuty naukowe. I to my jeździmy, przepraszam, to Chińczycy jeżdżą na Zachód się uczyć, a nie my jeździmy do Chin się uczyć. Dlatego, że Chińczycy przyjeżdżając do Europy czy do uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, a robi to chyba 300 000 studentów w jednym momencie przebywa w Stanach Zjednoczonych studentów z Chińskiej Republiki Ludowej. Więc nie robią tego dlatego, żeby ukraść nam jakieś techniki technologiczne, tylko robią to dlatego, że nasze wzorce nauki, czyli budowania instrumentów poznania naukowego czy generalnie budowania doświadczenia zawodowego niezbędnego do tego, żeby utrzymać całą infrastrukturę cywilizacyjną, po prostu nasze rozwiązania są lepsze. Po prostu krótka piłka.
[34:51] - Ja się pewno panu wydam bardzo naiwny, ale na pierwszy rzut oka przecież widać, że oni starają się, oni mówię powiedzmy Chiny albo te wszystkie państwa, które nienawidzą Europy, to tak sobie taki szyld przywieśmy, to starają się zniszczyć cywilizację europejską i to, co wszystko wytworzyła. No ale przecież przed chwilą pan powiedział, że sami uznają, że to, co wytworzyła, jest najlepsze w pewnym przynajmniej zakresie. No, to jest rodzaj jakiegoś paradoksu. Niszczymy to, co wytworzyło rzeczy, które sami uznajemy za najlepsze. Mówiąc szczerze, jakby to tak brać życiowo, to jest jakieś wariactwo po prostu.
[35:40] - No nie, to jest wojna. Czyli rzeczywiście wariactwo, ale to ma swoją logikę.
[35:44] - Okej, no ale przyznam się tak: to jak już zniszczymy Europę, to skończy się miejsce, gdzie pojawiają się nowe idee, nowe, ciekawe pod różnym względem, czy to tylko filozoficznym. A pewno bardziej interesujące są te sprawy techniczne, które się pojawiają. Skończy się Europa, skończy się to miejsce, w którym można się uczyć. I co? I co dalej? Zapanuje błoga szczęśliwość jednej wizji, jednej drogi. Ale nastąpi również rodzaj stagnacji chyba.
[36:19] - Z całą pewnością tak. Z prostej przyczyny, z przyczyn głęboko opisanych zresztą tutaj ponownie reklamuję „Siłę psychohistorii”, książkę z powodów głęboko psychologicznych, a nawet działających na poziomie neurofizjologicznym. Bo przypominam w tym eseju, o którym mówiliśmy już dwa czy trzy tygodnie temu, chrześcijański projekt cywilizacyjny, w którym relacjonowałem najciekawsze odkrycia opisane w książce. Tu angielski tytuł „The Weirdest People in the World”, czyli najdziwniejsi ludzie na ziemi. Absolutnie polecam tą książkę. Dla tej książki warto się nauczyć języka angielskiego, żeby ją przeczytać. Znaczy pewnie będzie niedługo po polsku, mam nadzieję. Natomiast absolutnie tą książkę polecam. Tu jest taki ten paradoksWszystkie państwa na początku XX wieku, które były podbijane, dominowane przez Zachód, świetnie sobie zdawały i potrafiły celnie rozpoznać, jakie elementy kultury europejskiej prowadzą do tego, że ta kultura jest lepsza i potrafiła doprowadzić Zachód do dominacji nad resztą świata. Ale z drugiej strony te cechy kulturowe to nie jest technologia, jest tylko efektem działania tych cech. Te cechy kulturowe to są przede wszystkim instytucje kulturowe, takie jak gmach nauki, takie jak zdolność kształtowania umysłów młodych ludzi. Oni nie są w stanie wszystkiego skopiować ze względów kulturowych. Mówię na przykład konkretnie o mentalności pozwalającej na przyznawanie się do błędów, chociażby. To jest jedna konkretna rzecz. Proszę sobie spróbować pracować w jednym miejscu, w jednej firmie z ludźmi z kultury arabskiej. To jest niemożliwe. A jak kobieta jeszcze zacznie mówić im, że robią coś źle, to po prostu tylko korki do uszu sobie włożyć, żeby nie ogłuchnąć od emocjonalnej reakcji osób właśnie z kultury Bliskiego Wschodu, gdzie kobieta jest uważana za istotę niższą. To już jest osobna historia. Proszę zwrócić uwagę, że to, co potrafią skopiować, to skopiują. Natomiast to, czego nie potrafią skopiować, to mogą tylko zniszczyć. Po prostu. Gdyby chcieli skopiować wszystko, mówimy nie tylko o małżeństwach monogamicznych, bo opowiadaliśmy sobie, że było jednym z czynników zdolności społeczeństw zachodnich, kultur zachodnich, czy też ogólnie kultury zachodniej jako całości. Małżeństwo monogamiczne było jednym z elementów chrześcijańskiego procesu sterowania ewolucją kulturową, który doprowadził do zniszczenia struktur klanowych. Struktury klanowe z kolei blokowały powstawanie organizacji dobrowolnej przynależności. Panie Marku, pamięta pan o tej naszej rozmowie, prawda? Czytelnikom, którzy nie słuchali poprzednich odcinków, może pominęli ten odcinek, wyjaśniam. W strukturach klanowych, jeżeli mamy jakiegoś winowajcę, który zrobił jakąś przewinę, to o tym, jaką karę otrzyma, decyduje głowa rodu, czyli patriarcha rodu między innymi. I to nawet nie o tego patriarchę chodzi w tych wszystkich wyciach feministek trzeciej czy drugiej fali, tylko patriarchat jest wbudowany biologicznie w nasz gatunek ludzki, w którym żeńskie osobniki, czyli kobiety, są fizycznie słabsze i nie mają możliwości w związku z tym stosowania siły do tego, żeby obronić swoją nienaruszalność cielesną i także oczywiście zdolność podejmowania, narzucania innym swoich decyzji. Więc kobiety mają inne taktyki stawiania na swoim, mężczyźni mają inne. To jest oczywiście na dłuższą rozmowę, natomiast nasz gatunek tym się wyróżnia od wszelkich innych naczelnych. Skaczę po tych tematach. Bardzo przepraszam, tego naprawdę potrzeba by było ze dwie godziny, cztery godziny to było idealne w tym podcaście Paranormalium. Więc jakby ktoś o tym chciał posłuchać, to naprawdę polecam, bo tam wtedy wygadałem się, po prostu wyszczekałem się do samego końca. Tyle, ile chciałem, to wyjaśniłem to dokładnie tak, jak trzeba było. Natomiast tutaj po łebkach. Małżeństwo monogamiczne narzucało jednocześnie, to było jednym z elementów. Pozostałymi elementami była całkowita zmiana systemu dziedziczenia, w którym w systemie klanowym dziedziczenie nie następowało przez pojedyncze indywidua członków klanu, tylko było dziedziczone na przykład ziemie należące do klanu w taki sposób, żeby one nie zostały podzielone i nie zostały rozdrobnione. W związku z tym na przykład instytucja w społeczeństwach klanowych taka, że nie ma dziedziczenia przez kobiety, nie jest efektem jakiegoś patriarchatu, który chce pozbawić świętego prawa równości z mężczyznami, pozbawić kobiet, ale jest wynikiem czystej, pragmatycznej konieczności ochrony spójności obszaru należącego do danego klanu. W związku z tym, że małżeństwa monogamiczne niwelowały i jednocześnie w połączeniu z całkowitą zmianą systemu dziedziczenia w systemie wykształconym przez chrześcijaństwo w Europie dziedziczyły jednostki, zaczęły powstawać rodziny, w których pary kojarzono bardziej dzięki miłości romantycznej, a nie były to małżeństwa ustawiane i dzięki temu też małżonków poszukiwano nie w obrębie klanu. Czyli nie było małżeństw kuzynów bliższego czy dalszego stopnia, ale należało szukać tak daleko, żeby właśnie nie doprowadzić do incestu, czyli do kazirodztwa jakiegoś prawnego. To nie tylko było biologiczne, ale także prawne. O co chodziło? W tej inżynierii społecznej, cybernetyce społecznej Kościoła chodziło o to, żeby zniszczyć struktury władzy klanowe i doprowadzić do atomizacji społeczeństwa, czyli powstania takich nuklearnych rodzin, które były łatwiejsze do sterowania przez Kościół. I na przykład efektem ubocznym, czy też celowo skonstruowanym częściowo było to, żeWładcy europejscy w wyniku działania czystych reguł matematyki nie byli w stanie ciągnąć w nieskończoność swojego rodu, bo zawsze zdarzyło się tak, że żona nie wydała męskiego potomka, linia wygasała. To było celowo robione przez Kościół po to, żeby zniszczyć ciągłość władzy tych władców świeckich. A dzięki temu, że był system dziedziczenia osobisty, to ci, którzy umierali bez męskiego potomka na przykład, albo w rozmaitych okolicznościach, celem odkupienia swoich win wobec Kościoła, czyli wobec Boga, zapisywali swój majątek Kościołowi. To bardzo skomplikowana machineria ekonomiczna. Generalnie doprowadziła do tego, że powstawały tak zwane, i tu dochodzimy do sedna, organizacje dobrowolnej przynależności, czyli takie, które nie były z przyrodzenia, nie były narzucone przez klan, przez rodzinę, tylko wynikały z zainteresowań czy też zapatrywań ideologicznych. Czy też cały protestantyzm opierał się na istnieniu organizacji dobrowolnej przynależności, czyli dobrowolnej przynależności do jakiegoś tam odłamu protestantyzmu, który jakaś osoba decydowała wedle własnego sumienia. I tego systemu większość społeczeństw współcześnie istniejących na Ziemi nie jest w stanie skopiować po prostu. Całego systemu i tradycji i sposobu funkcjonowania tych organizacji dobrowolnej przynależności. To są jakieś organizacje religijne, jakieś sekty czy nie sekty protestanckie, to są uniwersytety, to są jakieś kółka zainteresowań, to są towarzystwa naukowe i tak dalej. Najciekawsze ciekawostki oczywiście, i tu ponownie ponad całą książkę, są w siłach psychohistorii, ale już pełny opis tego wszystkiego jest w tej książce Josepha Henricha, czyli „Najdziwniejsi ludzie na Ziemi” . No i tyle. Wracając do głównego wątku teraz przepraszam, bo trzeba było tyle powiedzieć, dlatego, że teraz zupełnie inaczej będziemy widzieli to, co teraz za chwilę powiem. Więc powiedzmy, że Chińczycy, ale też wszyscy inni, którzy zazdroszczą Zachodowi, chcieliby zniszczyć supremację Zachodu wynikającą z przewag kulturowych, skopiują to, co dadzą radę, ale niektórych rzeczy nie są w stanie skopiować dlatego, że musieliby być nami. Musieliby się zmienić w nas kulturowo, co oczywiście nie jest możliwe dlatego, że nie da się przekształcić bez wykorzenienia kompletnie wszystkiego praktycznie. Nie da się przekształcić społeczeństwa opartego na klanach na społeczeństwo oparte na zasadach działających w Europie Zachodniej. Już nie mówię nawet o Polsce, ale krajach ściśle Europy Zachodniej, czyli Holandia, Dania i tak dalej. Przypominam, jakby ktoś nie miał orientacji, to są te kraje, w których demokracja działa najlepiej. To jest powiązane, ale to też jest dłuższa opowieść.
[45:58] - Tak sobie myślę, że każda z tych osób, które uważa, że nasza cywilizacja jest odrażająca, brudna, zła i opresyjna, ponieważ nie pozwala na coś tam, albo w każdym razie krzywo na to patrzy. Powinni chyba ci ludzie popatrzeć troszeczkę z perspektywą, do czego coś prowadzi. Bo łatwo się krzyczy, że coś tam nie działa albo gdzieś tam samcze zapędy są, albo trzeba je szybko zniwelować, albo coś w ogóle z tym zrobić. Łatwo się to wszystko krzyczy, jeśli się nie patrzy na perspektywę, na to, co będzie dalej. To nawet się może wydawać i tak obserwuję w tej chwili, że niektóre czasopisma chociażby, czy też w ogóle środki masowego przekazu chętnie przyklaskują tym wszystkim odnowicielom. To oczywiście olbrzymi cudzysłów przy tych odnowicielach naszej cywilizacji. Chętnie im przyklaskują, tak jakby rzeczywiście nie widziały, że gdzieś za rogiem, za powiedzmy 10, 15 lat kryje się, użyjmy skrótu, rzeźnia. Po prostu rzeźnia.
[47:12] - Niestety tak to działa. Na tym polega właśnie atak, że jest on skryty, że nie jest on jawny, nie jest połączony z wypowiedzeniem wojny. Więc możemy o tym porozmawiać następnym razem. O rozliczalności już rozmawialiśmy, ale możemy porozmawiać o rozliczalności przy atakach na kulturę jakiejś społeczności. To będzie fantastycznie. Muszę to przemyśleć tak naprawdę. Więc to będzie świetny temat. Natomiast chyba musimy zrobić konkurs.
[47:40] - Tak, to już byłby czas, żeby o konkursie powiedzieć.
[47:44] - Świetnie. Pytanie konkursowe będzie z kompletnie innej beczki dla zmyłki. Arcydzieła kinematografii światowej tym razem. Jak się nazywa motel, którego obsługa podając przez telefon swój adres, naraziła życie bohaterów tego filmu? Proszę podać tytuł i to tyle. Powtarzam: jak się nazywa motel, którego obsługa w akcie bezmyślności, bezrefleksyjności zdradziła swój adres osobie, której nie powinna zdradzać?
[48:28] - Powiem szczerze, że nie wiem. Będę musiał rzecz przemyśleć. Ale jeszcze na samo zakończenie, kiedy mówiliśmy dzisiaj właśnie o tym wspólnym micie, o tym, że warto ten mit mieć, ponieważ on sprawia, że jesteśmy w jakimś tam stopniu silniejsi, tak to określmy. Czy spotkał pan w historii albo czy widzi pan jakąś możliwość, żeby takie społeczeństwo, które zostało na przykład zaatakowane w taki tajny sposób i właśnie się rozpada pod wpływem tego ataku, przestają te więzy się trzymać. Czy jest jakiś sposób naprawienia?Cudzysłów. Takiego społeczeństwa, które właśnie jest w trakcie rozpadu.
[49:20] - Jest wojna tradycyjna. Proszę zobaczyć to, co się dzieje w tej chwili na Ukrainie. Ukraińcy mają u siebie wojnę założycielską. To jest wojna, która uczyni ten naród wielkim. Mówiliśmy wcześniej o asabiji, czyli o zdolności do poświęcania się dla dobra całej społeczności. Asabiya to jest spójność społeczna inaczej, czyli zdolność do samopoświęcania się jednostek dla dobra całości, zdolność do rezygnowania ze swoich własnych aspiracji na rzecz aspiracji ogółu. Asabiya, na przykład wszystkie kraje takie jak Francja, Hiszpania, Bizancjum powstały na pograniczu, czyli w miejscu, gdzie rodzi się asabiya. Rekonkwista, czyli odbicie z rąk muzułmanów Półwyspu Iberyjskiego, czyli Hiszpanii. Tam było praźródło czy też matecznik asabiji, czyli siły, zdolności do budowania silnego narodu. Proszę zobaczyć, w jaki sposób powstały Stany Zjednoczone. Przecież Stany Zjednoczone, mit założycielski Stanów Zjednoczonych to jest podwój tego, co nazywamy Dzikim Zachodem, czyli tych wszystkich preri zamieszkanych przez niedobitki Indian, niedobitki pozostawione przez te wszystkie epidemie, które Europejczycy przywieźli zupełnie niechcący na kontynent amerykański. Proszę zobaczyć, co się dzieje teraz na Ukrainie, bo zaraz nam się kończy czas. W Ukrainie ma dokładnie to miejsce. Jesteśmy na pograniczu ponownie, na którym ludzie walczą o swoje przetrwanie. Ścierani w tej strefie zgniotu. Tutaj posłużę się też naszym mistrzem geopolityki, jego słowami czy też jego sposobem wysławiania się. To są właśnie te miejsca walki, ścierania się dwóch potężnych sił, w których społeczności mieszkające, poddane wpływowi wojny wykształcają w sobie zdolność kooperacji i takie cechy psychiczne, które wytwarzają poczucie wspólnoty. Stąd jeden z esejów sił psychohistorii nazywa się „Wojny są potrzebne, ale nie byle jakie wojny”. Właśnie wojny są potrzebne do tego, żeby tworzyć wspólne mity, tak jak Powstanie Warszawskie jest wspólnym mitem, który jednoczyło nasze społeczeństwo. Te słowa Johna F. Kennedy'ego: „Nie robimy tego dlatego, że to jest łatwe, tylko dlatego, że to jest silne”. Albo słowa Adolfa Hitlera, który mówi: „Zbudujemy tysiącletnią rzeszę, która będzie od Uralu do Atlantyku i to jest nasze miejsce w historii, które sobie wypracujemy naszą ciężką pracą”. Ja zmyślam oczywiście, dosłownie tak nie mówił. Natomiast generalnie wszystko do tego się sprowadza. Proszę zobaczyć, moim zdaniem ostentacyjnie to zostało zrobione i zostało to ukartowane. To jest moje osobiste zdanie. Nie potrafię tego w żaden sposób udowodnić. Jest to moje przeczucie, powiedzmy. Natomiast proszę zobaczyć, jak prezydent Zełenski, prezydent Ukrainy awansował na swoje stanowisko. Swoją karierę polityczną zawdzięcza wystąpieniu w filmie-
[52:41] - „Sługa narodu”
[52:44] - ... w którym grał prezydenta Ukrainy. Przepraszam, ale to jest po prostu dla mnie ostentacyjna inżynieria społeczna i przygotowywanie go właśnie do takiej roli. Więc niewykluczone, że to w jakiś sposób częściowo było sterowane po to, żeby Ukrainę oderwać od Rosji. Należało przygotować rozmaite mechanizmy, także kulturowe, sprzyjające temu, żeby wykształcić tą jedność narodową niezbędną do tego, żeby dać opór Rosji. Podkreślam, nie mam żadnej wiedzy, która byłaby w stanie podeprzeć tą hipotezę. Natomiast takie rzeczy tak się robi.
[53:26] - Na koniec naszej dzisiejszej rozmowy, ponieważ ktoś może nam zarzucić, panie Piotrze, że my tutaj wysławiamy wojnę i w związku z tym jesteśmy paskudni, to ja mam taki cytat. Czyj jest ten cytat, powiem na końcu. „Wojna nie jest przekleństwem wpisanym w ludzką naturę. Jest przekleństwem wpisanym w życie. Nie ucieknie się od wojny, ponieważ wojna jest częścią życia”. Jak myślicie Państwo, kto to powiedział?
[53:53] - Ja wiem.
[53:54] - Już odpowiadam. To Oriana Fallaci. Kobieta, która poznała możnych tego świata, tak to określmy. Widziała okropieństwa najróżniejsze, a jednak powiedziała to, co powiedziała. I kiedy myślicie państwo o wojnie, to ja wcale nie namawiam, żeby ją wychwalać, żeby czynić z niej jakiegoś bożka. Ale warto pamiętać, że to nie jest tak, że jest na świecie tylko dobro i zło. To tyle ode mnie. Panie Piotrze.
[54:27] - Tak. Ja jeszcze na zakończenie, jeśli mogę pozwolić sobie na ogłoszenia parafialne. Miałem powiedzieć, dlaczego mi ta muszka wpadła do gęby, jak rozmawialiśmy mniej więcej w połowie rozmowy. Otóż ja od dwóch dni jestem już w podróży dookoła Tajwanu. Właśnie zaczyna się tutaj sezon festiwalowy. Niektórzy czytelnicy, zwłaszcza ci, z którymi bezpośrednio rozmawiam przez maila, wiedzą, że piszę książkę i robię zdjęcia do książki o tajwańskich Aborygenach. To są Aborygeni pochodzenia austronezyjskiego, czyli oni są tacy, powiedzmy, że opaleni. Czasami niektóre plemiona trudno odróżnić wizualnie od Chińczyków Han, którzy tu migrowali na Tajwan przez ostatnie 300, 400 lat. Ale generalnie jeżdżę po tych festiwalach i robię zdjęcia w ich strojach ludowych. Książka zostanie wydana w październiku.Jeśli mogę wygłosić apel do czytelników: na stronie ze sklepikiem, który otworzyłem miesiąc temu – otworzyłem własne wydawnictwo miesiąc temu właśnie – na sklepie chiny.pl/sklep można tą książkę już kupić w przedsprzedaży, co mi bardzo pomoże, dlatego, że przez najbliższe dwa i pół miesiąca nie będę podejmował praktycznie żadnej pracy, tylko jeździł po tych festiwalach po to, żeby tą książkę zrobić jak najpiękniejszą. Także jeżeli ktoś chce zobaczyć, jakie zdjęcia już zrobiłem, to podaję adres: chiny.pl/ksiazka/piesniplemion. Bez polskich znaków, z myślnikiem albo bez. Oba trafią do tej książki. Tam są przepiękne zdjęcia dzieciaków, dziewczyn, starszych osób. Absolutnie niesamowite. Zobaczycie. Z tego będzie najpiękniejsza, najbardziej naładowana pozytywną energią książka roku 2022. Taki mit energetyzujący wam właśnie zaprogramowałem w głowach. Generalnie jakby ktoś chciał wspomóc, to zapraszam do przedsprzedaży. Jednocześnie książka jest w pakiecie z książką – i tutaj na nasz temat – „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie”. To, co teraz dzisiaj mówiliśmy, to są nasze rozważania na temat mitu założycielskiego. To będzie jedno z tych prawideł opisanych w tej książce z licznymi przykładami. Zainteresowanych zapraszam. I to tyle.
[56:44] - Piękny koniec, piękna książka się szykuje. A zatem, panie Piotrze, jakkolwiek to poufale zabrzmi, to do pracy, panie Piotrze, bo już wszyscy w takim razie czekają na tę książkę.
[56:58] - Wspólnie z czytelnikami wykujemy w świetlaną przyszłość świetlaną książkę, której świat nie zapomni. To jest właśnie ten mit mobilizujący.
[57:07] - Pięknie panu dziękuję za dzisiaj. Polecam się na za tydzień. Dobrej nocy życzę.
[57:12] - Dziękuję wszystkim. Do zobaczenia.
[57:15] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.