Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Witamy państwa po raz trzynasty na antenie „Telegram z krańca świata”, a po drugiej stronie mikrofonu połączenia-
[00:17] - Świata.
[00:18] - Świata. Piotr Plebaniak. Dobry wieczór.
[00:21] - Dobry wieczór.
[00:22] - Tak. Mamy jeden niezałatwiony temat, a właściwie nieskończony temat związany z budową Imperium Pruskiego, a w każdym razie z różnymi aspektami tej budowy. Ale najpierw to tradycyjnie chyba zaczniemy od konkursu.
[00:39] - Tak. Konkurs z drzewem truskawkowym, znaczy zagadka z drzewem truskawkowym została rozwiązana. Gratuluję. Ktoś odgadł prawidłowo, że pochwała to była „kwaskowy dobry”, a kwestia pochodzi z filmu „Seksmisja”. Osoba słuchająca to była oczywiście Lamia Reno, która miała trzy fakultety. Tak że gratuluję zwycięzcy. Książka już na początku przyszłego tygodnia zostanie wysłana, dlatego że książka „Siły psychohistorii” jutro zostanie wywieziona z drukarni i trafi do dystrybucji. Tak że kochani, udało się. Jejku, ile pracy, ale się udało.
[01:12] - To teraz od razu powiedzmy, że o tej książce będziemy szerzej rozmawiać już niedługo, bo w piątek.
[01:20] - W piątek wieczorem na żywo bodajże, prawda? To będzie ta audycja?
[01:23] - Tak, jasne, na żywo będziemy rozmawiać o książce „Siły psychohistorii”. Będziemy o niej rozmawiać drugi raz, ale finis coronat opus. W związku z tym, jak już dzieło gotowe, to będzie pewno więcej pikantnych szczegółów, jak to mawiano kiedyś.
[01:43] - Będzie.
[01:44] - Okej, czyli zapraszamy państwa. Piątek, godzina 20:00, Radio Paranormalium i poniedziałek, godzina 20:00, Radio Bibliotekarium. A teraz, panie Piotrze, chyba jeszcze konkurs.
[01:57] - Tak. Zagadka. Jest jeszcze jedna nierozwiązana zagadka dotycząca Teatru Pacyficznego w II wojnie światowej. Jaka jest najlepsza scena z serialu wojennego pod tytułem „Pacific”? Jeszcze nikt nie odpowiedział. Wygląda na to, że to jest trudniejsza zagadka, więc zróbmy tak. Będzie nowy punkt regulaminu. Oczywiście będzie na stronie Patronite dodany. Oprócz tego, że jedna osoba może tylko dwie maksymalnie książki rocznie wygrać i wysyłka tylko do Polski. Przepraszam, ale po prostu to są też spore obciążenia finansowe, że ja te książki rozdaję po prostu zwycięzcom.
Proszę mi wybaczyć za to. Jeszcze jedna rzecz. Jeżeli ktoś przez cztery tygodnie nikt się nie zgłosi z odpowiedzią, to ja wtedy ogłoszę tą odpowiedź. Jeszcze został jeden tydzień. Tak że trzymajcie się. Jak ktoś chce obejrzeć absolutnie świetny film, serial dokumentalny, to zapraszam. Jak chwilę pomyśleć, to jest tylko jedna możliwość, jeśli chodzi o tą scenę. Tak że zapraszam. Podwójna przyjemność wtedy, satysfakcja z odgadnięcia i obejrzenie całego serialu. Jeśli chodzi o zagadkę na dzisiaj, powiemy ją w trakcie i na końcu.
Tak że to wyjdzie po prostu w praniu. Tak że zobaczymy. Dobrze, czyli co? Możemy zaczynać, prawda?
[03:14] - Możemy zaczynać. A zatem Imperium Pruskie przed nami. Przejechaliśmy, że tak się kolokwialnie wyrażę, przez jego początki, przez okres wolności. Powiedzieliśmy o pewnych uwarunkowaniach z pierwszej połowy XIX wieku. Zaczęliśmy mówić o Bismarcku. No właśnie, to jesteśmy mniej więcej w tym miejscu powstawania Imperium Pruskiego. To co dalej? Bo dalej, tak jak już rozmawialiśmy, przykręcanie śruby nastąpiło ewidentne.
[03:44] - Ale zanim przystąpiło śruby, musimy zreasumować, dlatego że nie wszyscy być może pamiętają najważniejsze szczegóły z tego, co mówiliśmy w zeszłym tygodniu. Więc ja to tak skrótowo i cytatami wszystkim przypomnę. Przede wszystkim cały ten początkowy etap budowania Imperium Pruskiego, budowania pruskiego matecznika cywilizacji zaczynał się od tego, że zanim została wysłana armia żołnierzy na pola bitew, to została wysłana armia nauczycieli do szkół. I to był niezwykle skomplikowany proces, który rozgrywał się przede wszystkim na początku w szkołach podstawowych, a potem dopiero na uniwersytetach. I zaczniemy od tego jednego cytatu, który już mówiłem, ale powtórzmy, bo to jest absolutnie kluczowe. Jeden z reformatorów pruskiego systemu nauczania edukacyjnego na początku XIX wieku powiedział tak: „Obywateli należy uczynić zdolnymi i chętnymi do używania własnych umysłów dla osiągnięcia wyższych celów w ramach przyszłego zjednoczonego niemieckiego państwa narodowego”. Mówimy tutaj o Prusach, którym jeszcze brakuje 63 lat do tego, żeby dokonać tego zjednoczenia w wojnie francusko-pruskiej w 1870, 1871. Z tym impulsem do całkowitej zmiany systemu edukacyjnego, filozofii w ogóle edukowania ludzi była przegrana bitwa pod Jeną w 1806 roku. I kiedy już Prusy zjednoczały świat niemiecki czy też cywilizację niemiecką, nazywajmy to, jak chcemy, podsumowane zostało to słowami: „Wynik bitew pod Sadową i Sedanem zdecydował się wysiłkiem pruskiego nauczyciela szkoły podstawowej”. Bitwa pod Sadową to jest bitwa decydująca o zwycięstwie Prus nad Austrią, czyli innym bardzo silnym ośrodkiem geopolitycznym w świecie niemieckim.
A bitwa pod Sedanem to była bitwa w wojnie francusko-pruskiej w 1870 roku. To była decydująca dla całej dwuletniej wojny bitwa. I teraz tak. O ile mówiliśmy tutaj przed sekundką, przepraszam, powtórzę mój ulubiony cytat z całego tego eseju Bitwy zdecydowały się wysiłkiem nauczycieli szkół podstawowych. Wynik bitew pod Sadawą i pod Sedanem zdecydował się wysiłkiem pruskiego nauczyciela szkoły podstawowej. Natomiast istnieje angielski odpowiednik tego powiedzenia. Brzmi on następująco: bitwa pod Waterloo została wygrana na boiskach Eton. Boiska Eton, chodzi o boiska i o szkołę w Eton, grupę college'ów i uniwersytet w Eton, na którym kształciła się cała elita brytyjskiego imperium. Żeby podsumować to zupełnie, w wersji brytyjskiej na tych polach Eton ludzie, którzy tam edukowali się jako administratorzy, jako żołnierze, jako oficerowie uczyli się etosu kooperacji, etosu współpracy. Mówiliśmy już o Asabiyyah we wcześniejszych odcinkach, czyli o solidarności, która pozwala na budowanie zdolności do poświęcania się dla dobra grupy i dla osiągania kolektywnych celów.
I to jest właśnie ta esencja brytyjska. Natomiast esencja niemiecka to było zbudowanie, wykształcenie nowego rodzaju obywatela. Obywatela, który byłby zdolny, który miałby swoją własną niezależność, który byłby już sformatowany cywilizacyjnie i psychicznie do tego, żeby brać odpowiedzialność za swój los i decydować za siebie, a nie być tylko bezwolnym żołnierzem, który na komendę „ładuję” na komendę „pal” wystrzeliwuje. Na czym polegał cały ten proces? Edukacja w szkołach podstawowych doprowadziła do tego, że zaczął być produkowany, przepraszam, bo to brzmi „produkowany”, ale dokładnie do tego się to sprowadza, bo mówimy o tym pruskim systemie edukacyjnym, że uczniowie są produkowani na skalę masową. Nasz system edukacyjny jest w ten sposób właśnie zaprojektowany, że mamy nauczyciela, który naucza 20 czy 30 dzieciaków, którzy są coraz starsi, coraz starsi, czyli liceum czy szkoła podstawowa, czy gimnazjum jeszcze. To wszystko jest robione według modelu pruskiego, który niektórzy nienawidzą. Natomiast ten model pruski ma bardzo ważną zaletę, o której nikt nic nie mówi w debacie publicznej, co uważam za horrendalne niezrozumienie w ogóle całej istoty edukacji. System edukacji masowej, taki, jaki jesteśmy my poddani, przynajmniej ja i pan Marek, młodsze osoby być może już nie. Natomiast polega na tym, że uczniowie są formatowani do pewnego wspólnego sposobu patrzenia na świat, zdolności percepcji w pewien określony sposób, który umożliwia niektóre rzeczy.
Jest to kolektywne, wspólne, ale też uniemożliwia realizację niektórych rzeczy i to też jest kolektywne. W związku z tym osoby sformatowane czy też edukowane w niekompatybilnych systemach edukacyjnych nie są w stanie ze sobą kooperować. Na tej samej zasadzie, w jakiej ktoś, kto jest sformatowany do tego, żeby być patriotą, nie jest w stanie reagować, kooperować i nawiązywać głębokich przyjaźni, głębokich relacji współpracy z ludźmi, którzy nie są poddani formatowaniu zasadzającemu się na patriotyzmie na przykład. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo to nie na ten temat mówimy dokładnie. Panie Marku, czy jakieś pytania?
[09:45] - Tak, chciałbym zapytać, bo ten system pruski poza tym, że kształcił ludzi jednakowo sformatowanych, to, o czym pan przed chwilą powiedział, to kształcił również ludzi. To tak było. Jak trafił na jednostki przeciętne, to je po prostu kształcił, a jak trafił na jednostki wybitne, to też przyczyniało się przecież do rozwoju technologicznego, na przykład pola walki. Gdzieś tam w czasie starć pomiędzy na przykład Francuzami a właśnie Prusakami sposób ładowania karabinów miał wielkie znaczenie. Więc to jakby drugi aspekt tej edukacji, o której pan przed chwilą mówił. Czy też nie?
[10:31] - Tak, ale nie dotyczy on tego formatowania niezbędnego do zbudowania nowego rodzaju człowieka. Zaraz do tego dojdziemy. Ale kontynuując mój wątek, aktywność naukowa teraz realizowana była przez ludzi, którzy zostali wykształceni do tego, żeby aspirować do zwiększania swojej wiedzy na temat świata i system społeczny, który gwarantował możliwość mobilności pionowej, czyli awansowania ludzi dzięki własnemu wysiłkowi, dzięki własnej innowacji, dzięki własnej pilności, premiował, znaczy inaczej, powodował generowanie takich sił psychohistorii tutaj nazywamy zawsze, ale takich motywacji do wysiłku, że powstał efekt lawinowy. I aktywność była zaprojektowana w ten sposób i to było zupełnie odmienne do tego, co było w innych krajach europejskich, dlatego, że materiał, który był używany, czyli po prostu ludzie, którzy się uczyli, którzy tworzyli naukę i którzy stawali się badaczami, po prostu nie istniał w innych krajach. Dopiero inne kraje, widząc system pruski, zaczęli naśladować. Bo jak widzimy wzorce, które są skuteczniejsze, to je po prostu co robimy? Naśladujemy. Więc zasadzało się to na dwóch filarach. Naukowcy poświęcali się badaniom w służbie idei nauki oraz dzięki sprytnie skonstruowanemu systemowi konkurowania na dwóch poziomach: między profesorami na jednym uniwersytecie, bo kto zrobił lepsze badania, czy też wyedukował lepszych studentów, którzy osiągali lepsze wyniki, to oczywiście jego status i uposażenie wzrastało, ale także między uniwersytetami. I efektem tego zostało udoskonalenie metody naukowej i metod szkolenia uczniów w technice badań.
Po prostu była kwestia praktyki. Jakie praktyki są używane do tego, żeby wykształcić umysły zdolne do odkrywania praw natury? Już po 1820 roku postęp naukowy dokonywał się nie w prywatnych laboratoriach, co ma miejsce w tej chwili w wielu miejscach na świecie, ale właśnie w państwowych uniwersytetach. Dlatego, że one były w ten sposób ustawione, w ten sposób skonstruowane, jeśli chodzi o system motywacji i system premiowania, że było po prostu rozwiązaniem optymalnym. I ten mechanizm umożliwił właśnie transmisję wiedzy praktycznej do edukowanych pokoleń badaczy. Mówiliśmy już o tym edukatorze Fichte, a teraz powiemy sobie o innym człowieku. Friedrich Paulsen tak pisał, też wynotowałem sobie ten cytat: „Tylko ten, kto jest produktywny w nauce, może być skutecznym nauczycielem”. I teraz zaraz odkryjemy tajemnicę, w jaki sposób został stworzony Einstein i wszyscy inni naukowcy niemieccy, którzy sprawili, że na przełomie XIX i XX wieku Niemcy były krajem numer jeden, jeśli chodzi o naukę. Otóż na czym polegał ten mechanizm? Profesorowie specjalizowali się i oferowali coraz bardziej zaawansowane i coraz bardziej wyspecjalizowane wykłady.
Zakładali własne laboratoria, w których ich studenci mogli sami konstruować, projektować swoje własne badania i prowadzić jakieś eksperymenty. Dla profesorów działalność dydaktyczna więc była jak gdyby podrzędna, ale jednocześnie była częścią działalności badawczej i publikowania wyników. Publish or perish jest takie powiedzenie, ale wtedy to było tak sprzęgnięte, że efekty po prostu napędzały całą tą machinę produkcji nauki. Więc reputacja, którą pozyskiwał dany badacz, dany nauczyciel, jednocześnie akademicki, była warunkiem dla niego bycia albo niebycia w kwestii zatrudnienia w jakimś innym uniwersytecie. I to oczywiście łączyło się z jego prestiżem, bo na przykład Einstein był wielokrotnie zapraszany do tego, żeby objąć kierownictwo bodajże fizyki na Uniwersytecie Berlińskim. Nie pamiętam dokładnie tych szczegółów, przepraszam, musiałbym sprawdzić. Natomiast właśnie na tym to polegało. To prestiż i pieniądze, i studenci, i możliwość prowadzenia własnych badań i kształtowania, budowania sobie narybku pomocników, asystentów, którzy mogliby zajmować się dokładnie tym samym. Teraz przykład, bo pamiętajmy, wszystkie moje książki, a przede wszystkim „Sztuka wojny” i teraz „Siły psychohistorii” i „36 fortepli”, czyli cała seria „Wzorce” polega na tym, że to jest taka lekko biograficzna dygresja. Chodziłem kiedyś na zajęcia z semiotyki profesora Jerzego Pelca.
To jest bardzo znany naukowiec z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Chodziłem tam jako wolny słuchacz i on mówił taką jedną zasadę, co zresztą jest w podziękowaniach w „36”, przepraszam, w „Sztuce wojny”. Jeżeli nie potrafi podać pan przykładu, to niech pan nie otwiera dzioba. Po prostu. Krótka sprawa. Więc na każdą rzecz trzeba podać przykład, inaczej po prostu to jest wymyślone. Bardzo prosta zasada i tą zasadą się kierujemy tutaj. I przykładem jest naukowiec Jacobi. Też sobie wynotowałem właśnie. Matematyk, który badał funkcje eliptyczne na uniwersytecie w Królewcu.
I on zainicjował, wymyślił i zainicjował radykalnie nową praktykę wykorzystania własnych bieżących badań jako treści prezentowanych wykładów. Czyli opowiadał po prostu dokładnie to, co w danej chwili robi. I na przełomie 1835 i 1836 wraz z innym naukowcem, Franzem Neumannem, uruchomił seminarium. I teraz kluczowym narzędziem, tym pedagogicznym, było nakazywanie studentom robienia samodzielnych badań, czyli albo całkowicie teoretycznych, albo wymagających dokonywania jakichś pomiarów albo prostych obserwacji, ale na bazie dokładnie tego, co oni robili w danej chwili. Czyli student to nie to, że uczył się z jakiegoś nudnego podręcznika, ale po prostu razem, jak gdyby wspólnie, jakby z ojcem naprawiał razem samochód. To tak jak właśnie z tymi dwoma matematykami. Oni odkrywali prawa natury już w trakcie swojej nauki, w swojej właśnie edukacji uniwersyteckiej. I teraz idealizm. To była jedna z ideologii, która była głęboko wbudowana w system. To nie tyle wpajana, dlatego że ten system sprawiał, że ten idealizm wszyscy chcieli podchwycić, dlatego że on dawał wyniki.
Więc proszę zobaczyć, jakie to było sprzęgnięcie tego, co ja nazywam cały czas, przepraszam bardzo za to, siłami psychohistorii. Idealizm, absolutne poświęcenie zgłębianiu zagadnień i mechanizmy konkurowania o prestiż to wszystko to były motory napędzające tego niemieckiego naukowca. Jednym z tych niemieckich naukowców był Albert Einstein, o którym zaraz dłużej sobie powiemy. I ten system nie tylko zachęcał, ale zobowiązywał ambitną młodzież do poświęcania się poszukiwaniom wiedzy. I w ciągu jednego tylko dziesięciolecia, jednej dekady cała ta ideologia nauki zaczęła właśnie budować, zaczęła sprawiać, że Niemcy wysunęli się po prostu na czoło we wszystkich dziedzinach nauki. I teraz tutaj cytat. John Fichte powiedział coś takiego: „Od każdego, kto chce rozpocząć karierę naukową, wymaga się, aby nie tylko posiadał wiedzę- Ale także był zdolny do jej wytwarzania w wyniku własnej niezależnej działalności. Pod panowaniem tej idei niemieckie uniwersytety w XIX wieku rozwinęły się w to, czym są dzisiaj: warsztatami pracy i kuźniami życia intelektualnego naszego narodu. I tak to wygląda. Panie Marku, pytania?
[18:23] - Pytania są. Ja będę w tej chwili robił za takiego ucznia przekornego albo nie do końca przekonanego. Jaki jest związek pomiędzy tym, co pan przed chwilą opisał, tym, co skutkuje niewątpliwym rozwojem nauki i takim okresem złotego wieku dla nauki w Niemczech, z tym, że później Niemcy stały się mocarstwem, że wygrywały albo przegrywały — to już różnie bywało — na polach bitew. W każdym razie stały się państwem, z którym należy się liczyć. Ja myślę, że wielu naszym słuchaczom to przejście może się wydawać jeszcze zagadkowe. To doprecyzujmy.
[19:07] - Tak, właśnie to chciałem zrobić. Ale zawsze trzeba się spytać, bo rozmowa jest zawsze dwustronna. Dobrze. Mówimy o przykładach, zawsze musi być przykład. I właśnie o to pan poprosił i właśnie go daję. Indygo to jest barwnik, który jest przykładem, przejawem też tego, że konkurencja między silnymi ośrodkami geopolitycznymi, czyli Wielką Brytanią, czyli Imperium Brytyjskim, Stanami Zjednoczonymi, które rosły w siłę i Niemcami, które rosły w siłę, to nie tylko był ten wyścig zbrojeń na morzu, czyli budowanie coraz potężniejszych okrętów i pancerników, ale to też był cały przemysł chemiczny, który w XIX wieku poczynił gigantyczne wręcz postępy. I takim najlepszym przykładem, który dorobił się w książce osobnej ramki, jest barwnik indygo. Indygo było wytwarzane przez całą historię. Od XIII wieku trafił do Europy. Był to barwnik stworzony z rośliny, która rosła w Indiach i generalnie był tak drogi, że tylko i wyłącznie stosowano go do farb malarskich.
Przez malarzy było używane. Natomiast już od XVII wieku zaczął być używany do barwienia tkanin i produkcja indygo i innych barwników produkowanych tylko między innymi w Indiach. Konkretnie w Bengalu indygo było produkowane, czyli na wschodnim krańcu Indii, na terenie współczesnego Bangladeszu. I aż do końca XIX wieku synteza sztucznego indygo była uważana za niemożliwą. Dopiero jeden z naukowców niemieckich pracujący dla firmy BASF. W ogóle udało mi się od firmy BASF wysępić zdjęcie fabryki sztucznych nawozów, które też jest włączone w książce. To bardzo śmieszny był moment. Kiedyś opowiem. W piątek opowiem na żywo. Bo oni coś tam czuli, że będę chciał pisać o Trzeciej Rzeszy, prawda?
Porozumiałem się z działem archiwum historycznym całej firmy. Też osobny dział historyczny mają. Tak gigantyczna to jest firma. I w końcu wybłagałem, żeby mi to dali. Zaufali mi. Oczywiście nie złamałem zaufania. To znaczy nie napisałem o Trzeciej Rzeszy w tym eseju. Dobrze. Wracając. Synteza sztucznego indygo była uważana za niemożliwa i dopiero niemiecki naukowiec pracujący dla BASF zdołał to stworzyć.
I dzięki temu, po pierwsze BASF zaczęło mieć krociowe zyski z tego i wyłącznie, z samego tego jednego barwnika. Na wystawie światowej w Paryżu w 1900 roku była gigantyczna taka czara z tym barwnikiem, która została zresztą nagrodzona na tej wystawie. Była głównym eksponatem, powodem do dumy i nie bez kozery. I teraz tak. W 1906 roku w artykule z okazji tego jubileuszu odkrycia koloru mauve, to jest taki jasny, blady fiolet. To był jeden z pierwszych barwników syntetycznych stworzonych przez współczesną, nowoczesną chemię w połowie XIX wieku. Więc Daily Telegraph w komentarzu dotyczącym wystawy powiedział coś takiego. I to jest właśnie absolutnie kluczowe, jeśli chodzi o rywalizację mocarstw. Dlatego, że rywalizacja dokonywała się za pomocą przemysłu i potęgi przemysłowej. Pamiętajmy, że konflikty XX wieku, czyli I i II wojna światowa, to były konflikty, w których zwycięstwo decydowane było mocą, zdolnością produkcyjną i zdolnością przemysłową.
Więc Daily Telegraph, brytyjska gazeta w 1906 roku powiedziała coś takiego: „Straciliśmy nasze dziedzictwo, a na fundamencie pracy pojedynczego Anglika” — to jest właśnie ten, co wynalazł barwnik mauve jako jeden z pierwszych takich prekursorów tej chemii organicznej, która zaskutkowała budowaniem barwników i potem syntetycznej benzyny i potem syntetycznych nawozów. Powtarzam: „Straciliśmy nasze dziedzictwo, a na fundamencie pracy pojedynczego Anglika wzniesiono nadbudowę wiodącego przemysłu naukowego Waterlandu”. I jeszcze w 1913 roku, czyli dziewięć lat po wynalezieniu indygo przez niemieckich naukowców i wprowadzenia ich do produkcji, jeszcze w 1913 roku Zjednoczone Królestwo importowało z Niemiec cztery razy więcej indygo, niż produkowało samodzielnie w Indiach. Czyli zmienił się kompletnie obraz tego, skąd Imperium Brytyjskie czerpało pieniądze do tego, żeby istnieć. I teraz najciekawszym aspektem tego wszystkiego jest to, że Niemców napędzała pewna taka ożywcza idea. To też jest słowo, które jest użyte w innym eseju książki, która sprawiała, że oni byli Mechanizmy budowy nauki, czyli wyprodukowania naukowców, którzy tę naukę posuwali do przodu, były sprzężone z działalnością przemysłową, działalnością inwestorów, właścicieli fabryk, którzy kierowali się zyskiem. I te dwa impulsy sprzęgły się w system, który sprawił, że Niemcy były w stanie rzucić wyzwanie całemu Imperium Brytyjskiemu w pierwszej wojnie światowej. Ale to, co jest opisane w eseju, który omawiamy, miało miejsce przed pierwszą wojną światową, w chwili, w której Niemcy budowały tę swoją siłę, która w ogóle to umożliwiła. Nie będziemy mówić już o Lacke, bo teraz nie zdążę powiedzieć o Einsteinie. Brytyjskie przemysły chemiczne kwitnące w połowie XIX wieku były kompletnie niekonkurencyjne w porównaniu do tych niemieckich.
Bo to jest taki proces, że jeżeli wymyślimy jakąś innowację, to inwestujemy olbrzymie pieniądze po to, żeby skapitalizować, czyli czerpać zyski z tej innowacji. Następnie, jeżeli wymyślimy jakąś inną innowację, mamy swoich klientów, mamy swoje sieci dystrybucji i tak dalej, i przyzwyczajamy się do tego. I w chwili, w której powstaje jakaś następna innowacja, to ta innowacja z reguły powstaje gdzieś indziej, stworzona przez kogokolwiek innego, dlatego, że ta innowacja zaburza cały system zarabiania pieniędzy w chwili bieżącej. Na tej samej zasadzie każda rewolucja jest ze swojej natury wrogiem bieżącego establishmentu, dlatego, że ten establishment już jest na szczycie, więc nie ma o co walczyć i jedynie musi tej swojej władzy pilnować. Więc jakakolwiek zmiana technologiczna czy demograficzna, czy jakakolwiek inna jest zagrożeniem dla aktualnych ludzi, którzy są przy władzy, czy to jest władza skryta, czy jawna. Więc wracając tutaj do przemysłu i do współzawodnictwa między Niemcami a Wielką Brytanią. Ożywcza idea. Wśród Niemców panowało głębokie przekonanie, że Brytyjczycy nie mają ani teutońskiej wytrwałości, ani zdolności do ciężkiej pracy, by wydźwignąć się ze stagnacji. I Carl Duisberg, wynalazca tego syntetycznego indygo, mówił coś takiego, to też wynotowałem: „Wymaga to szczególnej zdolności do czekania i wyczekiwania na rzeczy nadchodzące, połączonej z niekończącą się cierpliwością i kłopotami. My, Niemcy, posiadamy w szczególnym stopniu tę cechę jednoczesnej pracy i czekania oraz czerpania przyjemności z wyników naukowych bez sukcesu technicznego”.
Tak to wyglądało ze strony niemieckiej. Natomiast jak to wyglądało w praktyce? Jak te słowa, które bardzo zaniepokoiły Brytyjczyków, przekładały się na praktykę? Tak się przekładały, że na przełomie wieków, czyli mniej więcej 10-15 lat przed wybuchem wojny światowej, po barwnikach i farmaceutykach takich jak aspiryna, ale nie będziemy o tym mówić dzisiaj, przepraszam. W niemieckich fabrykach pojawiła się cała gama produktów: mydła, detergenty, materiały fotograficzne, nawozy, farby, glazury, materiały wybuchowe, wszystkie procesy chemiczne do obróbki żelaza i stali, które były niezbędne do tego, żeby zbudować w ogóle całą potęgę sił zbrojnych. Wszystko to zaczęło zdecydowanie przewyższać to, co się działo w Wielkiej Brytanii, to, co się działo we Francji, to, co się działo w Stanach Zjednoczonych. Kiedy niemieccy naukowcy i przemysłowcy jeździli do Stanów Zjednoczonych na przykład po to, żeby budować jakieś swoje filie, to po prostu patrzyli z zażenowaniem, z wyższością na jakieś zacofane fabryki, które funkcjonowały i nazywały się przemysłem chemicznym w Stanach Zjednoczonych. Więc ku całemu temu zaniepokojeniu, ku całemu zmartwieniu tych wszystkich konkurentów, Brytyjczyków, Francuzów, Niemcy stawały się potęgą gospodarczą i przemysłową, która całą siłą rozpędu tego budowanego przez cały XIX wiek wyprzedzała ich bez żadnej litości. To jest jedna rzecz, ten postęp technologiczny, rozwój przemysłowy, który był sprzęgnięty z postępem technologicznym, rosnące ambicje polityczne, rosnące ambicje militarne tej całej młodej dynastii cesarskiej. Wszyscy znakomicie rozumieli, że każdy przyszły konflikt z pewnością będzie konfliktem uprzemysłowionym i przemysł decyduje o tym, kto wygra.
Są dwa czynniki, które większość ze słuchaczy na pewno słyszała, dzięki którym Niemcy w ogóle były w stanie walczyć przez pierwszą wojnę światową, mimo tego, że założona została blokada morska przez Anglię, która miała utrudnić Niemcom pozyskiwanie surowców. Dwa podstawowe wynalazki o tym zadecydowały: nawozy sztuczne i benzyna syntetyczna. I teraz nawozy sztuczne. Nawozy sztuczne azotowe w surowce były pozyskiwane przez XVIII, XIX wiek między innymi z Peru i Chile. Nie wiem, czy słyszał pan może, panie Marku, spytam, o użyciu ptasiego guana.
[29:30] - Tak, guano oczywiście. Oczywiście guano, produkt eksportowy jak najbardziej w swoim czasie, ale chyba do dzisiaj jeszcze są rejony, które on trafia.
[29:40] - Tak. Chile do tej pory wydobywają guano. Przejeżdżałem przez te okolice. Nie mam dobrych zdjęć niestety. Natomiast podam jeden przykład. W połowie XIX wieku, przez dwie dekady, kiedy odkryto guano i odkryto jej niezwykłe właściwości, dlatego, że guano zawierało nie tylko azotany, ale także fosforany, więc było niezwykle wydajnym nawozem. W ciągu 20 lat wydobyto w Peru i przewieziono do Europy 20 milionów ton ptasiego guana. Po to tylko, żeby zasilić gigantyczny przyrost naturalny Europy. Więc proszę zobaczyć, że ten efekt tego, że europejskie imperia kolonialne podbiły świat, przekłada się na to, że na pewnym etapie, zanim została wynaleziona technologia produkcji azotanów z powietrza, czyli ta niemiecka wymyślona w procesie Habera Europa nie byłaby w stanie dokonać tego rozwoju, czyli wyżywić ludzi zajmujących się rewolucją przemysłową i zdominować świata. Proszę zobaczyć, że to jest cały proces, w którym każdy kolejny krok był niezbędny do tego, żeby przejść do następnego etapu.
[30:53] - Tak, ale tu się pojawia pewne pytanie związane z historią. Dlaczego Niemcy, przynajmniej tak się głosi w historiografii, wywołały w ogóle wojnę? Czemu nie zajęły się handlem, nie zajęły się upowszechnianiem swoich produktów? Tylko wybuchła pierwsza wojna światowa.
[31:16] - Ale właśnie pierwsza wojna światowa była wynikiem tego, że Niemcy dzięki temu, że upowszechniały swoje produkty i eksportowały to do Francji i do Stanów Zjednoczonych, wszystkie te trzy mocarstwa czuły się zagrożone. I to nie było tak, że Niemcy wywołały wojnę, tylko to była konieczność historyczna tego, że zaistnieje konflikt, który w końcu-
[31:41] - O, właśnie na to czekałem, że pan to powie, bo tym się właśnie różni to, co pan mówi od prostych podręczników historii, w których wszystko jest określone w sposób taki zero-jedynkowy. Niemcy wywołały wojnę. Była wojna i ją przegrały. Tu się okazuje, że to, żeby wybuchł konflikt na miarę pierwszej czy też później drugiej wojny światowej, składa się wiele czynników i niekoniecznie jest to wola, tu cudzysłów oczywiście przy tej woli, jakiegoś państwa, tylko szereg procesów bardziej złożonych.
[32:21] - Na tym właśnie polega mój sposób rozumienia historii, że pewne zdarzenia muszą samą siłą swojego istnienia wywołać pewne konsekwencje. A tymi konsekwencjami jest to, że konflikt staje się nieunikniony. Dlatego, że Niemcy wyposażone w tak doskonałą naukę, w tak doskonały przemysł, zaczęły dominować. I Brytyjczycy, mówiliśmy przed chwilą, że dla każdej władzy aktualnie dominującej jakakolwiek zmiana, jakiejkolwiek roszady w układzie sił w systemie ekonomicznym, który podtrzymywał istnienie Imperium Brytyjskiego, to wszystko było zmianą na gorsze. Więc co musieli zrobić Brytyjczycy? Brytyjczycy musieli doprowadzić do konfliktów w chwili, w której oni nadal mieli zdecydowaną przewagę. I tutaj nie ma oczywiście żadnego wydarzenia, które w jasny sposób wskazują na to, że Brytyjczycy sprowokowali Niemców tak, jak Niemcy sprowokowali Francuzów w wojnie francusko-pruskiej, żeby to Francja wypowiedziała wojnę. Ja nie znalazłem nigdzie żadnej poszlaki, którą można by użyć za dowód. O, proszę bardzo, tutaj Brytyjczycy maczali ręce w tym, żeby sprowokować Niemców do wojny. Nie, po prostu Niemcy w którymś momencie musieli ten konflikt rozpocząć i rozpoczęli.
Mówiliśmy sobie to chyba w ubiegłym tygodniu czy dwa tygodnie temu, że kluczowym momentem, który przewidział Jackie Fisher, to jest osobny esej dwustronicowy w książce „Siły psychohistorii”. Pierwszy lord Admiralicji Jackie Fisher w 1908 roku, czyli sześć lat przed wybuchem wojny, pierwszej wojny światowej, powiedział, że wojna z Niemcami, nie powiedział, kto rozpocznie wojnę, tylko wojna Wielkiej Brytanii, Imperium Brytyjskiego z Niemcami rozpocznie się w chwili, w której Niemcy ukończą rozposzerzanie Kanału Kilońskiego, który służył do przesyłania pancerników między Morzem Północnym a Bałtykiem. I nie pomylił się nawet o miesiąc, bo dokładnie wtedy, kiedy Niemcy ukończyli tą budowę, to wtedy zaczęła się pierwsza wojna światowa. Także są rzeczy, które muszą się zdarzyć, po prostu, inaczej mówiąc.
[34:22] - Nie zapominajmy też przynajmniej o tym, że Anglicy właściwie przez cały wiek XIX, a później oczywiście XX, dysponowali świetnymi służbami specjalnymi, których zadaniem między innymi było tworzenie różnego rodzaju powodów, różnych prowokacji, różnych pretekstów do tego, żeby różnego rodzaju konflikty na świecie wybuchały. Bo to nie dotyczy tylko Niemiec. Różne konflikty w XIX wieku zdarzały się na świecie i w części z nich brytyjski wywiad czy też brytyjskie służby specjalne brały udział. Więc James Bond ma bogate zaplecze natury historycznej. A jeszcze jedno słowo komentarza tym wszystkim, którzy uważają do teraz jeszcze, żeby się rozejrzeli wokoło i czy aby na pewno wszystko to, co się dzieje w tej chwili na świecie, jest tak proste i jednoznaczne, jak to się usiłuje nam wmówić. Więcej nie powiem, bo nam audycję zdejmą i będzie problem. Proponuję, żebyśmy teraz jeszcze zaczęli sprawę z tym Einsteinem. Wrócili właściwie do sprawy Einsteina.
[35:44] - Dobrze, całe to półtoragodzinne opowiadanie o Prusach polega na tym, że teraz już jesteśmy w stanie zrozumieć tytuł eseju, w którym opowiadam o tym Einsteinie. „Potrzeba cywilizacji, by wychować Einsteina”. Albo inaczej jeszcze: „Potrzeba cywilizacji, aby stworzyć Einsteina”. Dlatego, że Einstein funkcjonował w pewnym szczycie rozwoju, apogeum tej żywiołowej, ożywczej siły, która napędzała cały pruski projekt cywilizacyjny. Więc tak, potrzeba cywilizacji, by wychować Einsteina. To jest to, co ja twierdzę. To jest parafraza słynnego powiedzenia: potrzeba całej wioski, by wychować dziecko. Panie Marku, bo ja się nagadałem. Potrzeba całej wioski, by wychować dziecko. Jak pan to rozumie?
[36:36] - Wprost. Ja myślę, że to nie jest specjalnie skomplikowane. Bardzo często odwołują się różne osoby do swojego dzieciństwa. Mówią oczywiście o rodzicach, o dziadkach, ale bardzo często w ich wspomnieniach pojawia się jakiś sąsiad, pojawia się całe to otoczenie. Zostańmy przy tej wiosce, ale całe otoczenie i każda z tych jednostek w jakiś sposób wpływała na tego przyszłego wychowanka. I to myślę tak bardzo wprost rozumiem, ale przecież ci ludzie, którzy na niego wpływali, oni też byli efektem jakiegoś wychowania, jakiegoś następstwa pokoleń, ale też sytuacji, która w danym momencie istniała. Myślę, że to bardzo proste, ale myślę, że pan to za chwilę skomplikuje.
[37:33] - Dokładnie. Może nie tyle skomplikuje, ale właśnie wskaże, w które miejsce należy patrzeć, żebyśmy zobaczyli, jak nieoczywiste jest powstanie tych teorii względności Einsteina, czyli tej pierwszej szczególnej, a potem ogólnej. Całe sformułowanie „potrzeba całej wioski, by wychować dziecko” sprowadza się do takiej konstatacji, takiego spostrzeżenia, że wychowanie produktywnego człowieka, wpajanie mu wzorców do pracy albo wpajanie jakiejś dedykacji, wpajanie ideologii, sposobu myślenia, mentalności do tego, żeby osiągać, żeby koncentrować się na pracy i na jakimś swoim polu specjalności i doprowadzić do jakiegoś przełomowego odkrycia, to wszystko jest kolektywnym wysiłkiem. Ten kolektywny wysiłek, już mówiliśmy, opowiadaliśmy w naszej audycji o Asabiji, o budowaniu zdolności postrzegania i realizowania kolektywnych celów. Ale stworzenie naukowca, który dokona jakiegoś gigantycznego przełomu naukowego, jest też takim kolektywnym celem. Może nie do końca uświadamianym, bo nikt nie umówił się 50 lat temu: „Słuchajcie, zrobimy cywilizację, dzięki której ktoś odkryje MC kwadrat czy też tą teorię względności”. Oni nie wiedzieli, co odkryją. W książce „Dorsai” bodajże Gordona Dicksona było świetne takie spostrzeżenie, że konsylium goryli, które spotka się po to, żeby stworzyć, opracować wizję supergoryla, nigdy nie wymyśli człowieka. Bo zawsze wymyśli jakieś silniejsze ramiona, większą głowę albo generalnie coś z powiększeniem jakichś cech tego goryla, ale nigdy nie stworzy tej zmiany jakościowej. Więc ten proces budowania cywilizacji pruskiej czy też niemieckiej, on jak gdyby stawał się środowiskiem, w którym ten człowiek przyzwyczajony do życia w systemie feudalnym, oni byli w stanie przeprogramować człowieka czy stworzyć nowy zupełnie rodzaj człowieka o zupełnie inaczej ukształtowanej psychice, który stał się środowiskiem umożliwiającym raz, że napędzenie postępu naukowego, a dwa, że powstawanie takich jednostek jak Einstein, bo Einstein nie był jedynym wybitnym naukowcem niemieckim na przełomie XIX i XX wieku.
I to wszystko było tym kolektywnym wysiłkiem, który zwiększał prawdopodobieństwo, że ktoś nagle siądzie i na przykład jest takie świetne opowiadanie w takim tomiku „Don Wilhelm proponuje”. Było bodajże w 86 albo 87 roku, że jakiś nauczyciel w końcu ucząc matematyki jakichś dzieciaków w drugiej klasie podstawówki, nagle dozna olśnienia i zaczął pisać na tablicy i wymyślił teorię umożliwiającą budowę napędu międzygwiezdnego. Więc to było tak na żart opisane, ale o to właśnie chodzi, że tych ludzi jest wystarczająco dużo, że nagle siłą po prostu tego, że w którymś momencie ktoś wpadnie na ten pomysł, ta rozpędzona machina tworzenia nowych idei, nowych teorii nagle zaowocuje tym, że nastąpi jakieś zupełnie przełomowe odkrycie. To właśnie była cała ta teoria względności Einsteina takim była odkryciem. Więc wracając już do Einsteina jeszcze. To, co działo się w Prusach i generalnie w świecie niemieckim, w tym niemieckim mateczniku cywilizacji, jak ja to bardzo lubię nazywać, bardzo za to przepraszam, jeżeli kogoś to uraża z jakiegoś tam powodu, nie wiem jakiego. Natomiast bliźniaczym zjawiskiem było nie tylko oświecenie w świecie europejskim, które zaczęło się w Włoszech i częścią którego był Leonardo da Vinci. Takim zjawiskiem mogły się pochwalić Chińczycy w chwili, w której ich świat był ogarnięty największym chaosem. Ten chaos był jak gdyby tym, nie wiem, jak to nazwać, jakimś garncem, w którym bulgotała, budowała się cała cywilizacja, cały postęp cywilizacyjny. Mówiliśmy o tych dobrych wojnach, które powodują właśnie ten postęp cywilizacyjny chyba dwa tygodnie temu, prawda?
Więc dokładnie to miało miejsce w Prusach. Wojna i współzawodnictwo z imperiami obcymi mobilizowała ludzi żyjących wewnątrz świata niemieckiego do tego, żeby stworzyć jakąś przewagę, żeby obronić się i żeby dorównać i pokonać tamte imperia, które zagrażały ich własnemu rozwojowi. Do tego właśnie był potrzebny Haber z wynalezieniem procesu wytwarzania nawozów sztucznych z azotanów z powietrza. Do tego było potrzebne wynalezienie sposobu produkcji benzyny syntetycznej przez gazyfikację węgla. I efektem tych samych procesów był właśnie Albert Einstein. I Chińczycy robili dokładnie to samo. Oczywiście to miało miejsce dwa tysiące lat temu, więc nie było możliwości tego, żeby stworzyli cywilizację kosmiczną czy też cywilizację opartą na używaniu ropy naftowej i gazu ziemnego. To jeszcze porozmawiamy może w następnym odcinku na ten temat. Natomiast jest jedna bardzo ważna rzecz, która jest wspólna między Prusami a tymi starożytnymi Chinami. Otóż władza używała postępu koncepcyjnego, konceptu pojęciowego i naukowego do tego, żeby te wszystkie wcześniej setki, a potem dziesiątki, potem tuziny tych państw chińskich walczyły o przetrwanie.
I postęp naukowy nie był przeciwnikiem, nie był jak gdyby kontrsiłą i zagrożeniem dla establishmentu, tylko był niezbędny do tego, żeby ten establishment przetrwał ze wszystkimi konkurencyjnymi z zewnątrz państwami. Tą regułę omówiliśmy już mówiąc o Asabiji. Przeciwnicy z zewnątrz sprawiają, że ludzie lepiej kooperują i są bardziej innowacyjni i są bardziej twórczy i pracowici wewnątrz. Mówiliśmy dlatego, że to jest taki paradoks i nie do końca rzecz, z którą byśmy chcieli się zgodzić, ale są wojny, dzięki którym ludzie stają się bardziej zdolni do kooperacji. Mówiliśmy o tym i ja zacytowałem. I jeszcze raz bardzo polecam książkę Petera Turchina pod tytułem „Ultrakooperacja”. Jeżeli ktoś dysponuje językiem angielskim, to strasznie polecam. Właśnie o tym jest praktycznie cała książka. Mówiliśmy o tym. Przepraszam, że powtarzam, że mówiliśmy o tym cały czas.
Natomiast absolutnie to jest kluczowe. Presja z zewnątrz, zagrożenie zewnętrzne sprawia, że ludzie zaczynają kooperować wewnątrz. Czyli tak naprawdę, jeżeli tą presją z zewnątrz jest wojna, konieczność toczenia wojen, to ta wojna jest jak gdyby dobra. Więc to właśnie działo się w Chinach. To właśnie działo się za czasów Bismarcka i aż do czasu pierwszej i drugiej wojny światowej. Dobrze, teraz zróbmy jeszcze tak. Zacytuję fragment książki „Stulecie chaosu” Witolda Orłowskiego. Witold Orłowski to jest bardzo znany ekonomista. Napisał kilka absolutnie fascynujących książek. Najlepszą jego książką, moim zdaniem, jest „Stulecie chaosu”.
Jest książka kompletnie niedostępna. Ja dostałem kopię w PDF-ie od samego autora. Może gdzieś na Allegro się znajdzie, nie wiem. Natomiast coś takiego przeczytam. Uwaga, cytuję: „W międzyczasie Wielka Brytania nie miała tradycji publicznej i powszechnej oświaty. Wprowadziła ją jako jedno z ostatnich wielkich państw europejskich dopiero w 1890 roku, czyli 90 lat po Niemcach. To, co się oczywiście odbijało na wykształceniu pracowników. Powolne zmiany systemu politycznego doprowadziły do tego, że społeczeństwo brytyjskie na początku XIX wieku, jedno z najbardziej otwartych w Europie” — czyli na początku XIX wieku, wtedy, kiedy rozpędzały się reformy edukacyjne w Niemczech — „więc społeczeństwo brytyjskie na początku XIX wieku, jedno z najbardziej otwartych w Europie, w końcu stulecia należało do najbardziej zamkniętych i kastowych, a awans społeczny utalentowanego człowieka stawał się coraz mniej prawdopodobny”. Proszę zobaczyć, zupełna odwrotność do tego, co działo się w Prusach. To decydowało o tym, że Imperium Brytyjskie upadało, a Prusy rosły w siłę.
Ten cały mechanizm sprzężenia tych motywacji studentów, którzy widzą na żywo, jak tworzy się naukę i odkrywa prawa wszechświata, tych naukowców, którzy jednocześnie przekazując wiedzę, odkrywali właśnie te prawa. To wszystko zaowocowało nie tylko tym, że Niemcy stawały się superpotęgą przemysłową i naukową, ale tym, że nagle Einstein nie urodził się w Stanach Zjednoczonych i nie w Wielkiej Brytanii, nie we Francji, tylko właśnie w Niemczech. Dlatego, że tylko tam istniały warunki do takiego ukształtowania umysłu, żeby on wykorzystał do maksimum cały swój potencjał umysłowy i w ogóle, żeby go stworzył.
[47:02] - Puszczam wodze fantazji w tej chwili, bo zacząłem sobie wyobrażać, kiedy pana słuchałem, że gdyby historia świata, historia wojen potoczyła się nieco inaczej, to nie Amerykanie lądowaliby na Księżycu, mówiąc skrótem, tylko Niemcy. Coś poszło nie tak i małe, znaczy może nie małe, duże obszarowo, ale jeśli chodzi o gospodarkę, małe państwo, którym były Stany Zjednoczone, nagle wyrosły na potęgę, a potęga, którą były Niemcy, nagle się skurczyła na jakiś czas przynajmniej. Dzisiaj to o tym już możemy zapomnieć. W dalszym ciągu w tej chwili to jest potęga olbrzymia. No ale właśnie coś poszło nie tak i to jednak Amerykanie lądowali na Księżycu.
[47:47] - No ale Amerykanie lądowali na Księżycu, ale kto im zbudował rakietę?
[47:52] - Tak, to było jakby gdzieś w tle się pojawiło, że to właśnie wynalazki, które powstały w okresie Trzeciej Rzeszy, posłużyły Amerykanom do skonstruowania rakiet i tak dalej. No tak, aż by się chciało. Zresztą wszystkich zainteresowanych odsyłam do powieści chociażby Philipa K. Dicka i jego „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Tam w jednej ze scen Niemcy lądują na Marsie, o ile dobrze pamiętam. Co poszło nie tak? Żebyśmy tak zakończyli takim twistem. Co poszło nie tak, że nagle wszyscy się sprzysięgli po prostu przeciw tej potędze i dlatego ona upadła?
[48:39] - Zgadza się. Niemcy nie zdołali po prostu wygrać wojny, którą sami zaczęli po to, żeby uniezależnić się od systemu światowego kontrolowanego przez Brytyjczyków. No i ten system światowy został przejęty przez Stany Zjednoczone. To też możemy sobie zrobić oddzielną audycję na ten temat. Natomiast Ojej, za ile kończymy? Zostało jeszcze chyba osiem minut tylko. Nie dopowiemy wszystkiego. Dobrze. Kochani, strasznie przepraszam, rozgadaliśmy się. Tego Einsteina zrobimy za tydzień.
Natomiast tutaj będziemy kontynuować do ostatniej chwili, kiedy mnie pan Marek rozłączy, że się nagadałem. Jeszcze raz przepraszam za to, ale mówimy o jeszcze jednej rzeczy, bo ten Einstein jest ulepiony z czterech elementów. Powiedzieliśmy na razie o jednym. Teraz powiemy o drugim. Cywilizacja europejska, czyli kultura europejska, kultura zachodnia to jest kultura, której esencją jest zdolność do adaptacji idei spoza własnego kręgu kulturowego. To jest nasza zdolność, którą zazdroszczą nam Chińczycy. Ja wśród Chińczyków kulturowych, czyli Tajwańczyków i wśród Chińczyków poruszam się od niemal 20 lat i z całą odpowiedzialnością mówię: oni nam zazdroszczą tej zdolności do adaptacji idei obcych, niewymyślonych przez nas. Zdolności do tego, że zmodyfikujemy samych siebie, gdy dostrzeżemy jakieś rozwiązanie kulturowe, instytucję kulturową czy też ideę, która sprawia, że stajemy się wydajniejsi z jakiegoś względu. Oni kulturowo nie potrafią tego zrobić z różnych względów. Możemy też kolejną audycję na ten temat zrobić.
Mamy masę, po prostu dziesiątki spostrzeżeń, które sprawią, że wszyscy powiemy: „O kurczę, rzeczywiście”. Na czym to polegało? Mówiąc po kolei, jedną z naszych najważniejszych cech dających najskuteczniejsze narzędzie do budowania potęgi geopolitycznej, militarnej i każdej innej, jest zdolność adaptowania pomysłów, koncepcji, wynalazków z innych kultur. To, co znajdziemy gdzieś indziej, natychmiast jesteśmy w stanie zaadaptować, jak jakaś potworna choroba gorsza od tej albo jakiś obcy z filmu „The Grudge”. Przepraszam, że tak o nas samych. Natomiast rzeczywiście to daje gigantyczną przewagę, dlatego że w określonych warunkach geopolitycznych albo społecznych możemy zbudować dzięki tym wszystkim wynalazkom efekt synergiczny, czyli jakiś rodzaj lawinowego postępu. Proszę zobaczyć najprostszy przykład. Dwa przykłady. Po pierwsze Gutenberg. Mój ulubiony przykład.
Jak powstała prasa drukarska w warsztacie Gutenberga? Otóż Gutenberg połączył dwa obszary specjalności ze sobą i dzięki temu stworzył coś zupełnie nowego, jakiś rodzaj wynalazcy interdyscyplinarnego. Pierwszym tym pomysłem była ruchoma czcionka. Gutenberg nie tyle wymyślił elementy swojej maszyny, tylko wymyślił sposób połączenia rozmaitych elementów. Pierwszym był pomysł na ruchomą czcionkę. Zasłyszał to od pewnego wędrownego adepta, którego mistrz zajmował się czcionkami drewnianymi. Drugim elementem była wiedza metalurgiczna jego ojca czy ojca Gutenberga, który pracował w miejskiej mennicy. Czyli coś, co było nieużyteczne do druku, drewniana czcionka w połączeniu z wiedzą metalurgiczną z zupełnie innej dziedziny ludzkiej wiedzy naukowej i technicznej sprawiła, że Gutenberg był w stanie w ogóle technicznie zmobilizować się do tego, żeby połączyć ze sobą te idee, czyli potrzebę zbudowania czcionek z metali miękkich, o których jego ojciec przekazał mu szczegółową wiedzę. Proszę zobaczyć w społeczeństwach klanowych czy też takich, które dominują gildie kupieckie, które strzegą swoich sekretów. Mieliśmy świetny przykład w książce Harry'ego Harrisona „Planeta śmierci 2”, w którym na każdej takiej wysepce gdzieś na wybrzeżu morskim każda gildia strzegła chemików, gildia metalurgów i tak dalej.
Każdy strzegł swojej wiedzy i w związku z tym oni nie byli w stanie się połączyć, nie byli w stanie stworzyć jakiejś wspólnoty, która by te wszystkie elementy wiedzy połączyła i nie byli w stanie zbudować cywilizacji po prostu w chwili, w miejscu. Dokładnie czegoś takiego, tej cechy ukrycia tej wiedzy nie ma w naszej kulturze. Innym przykładem, który doprowadził do tego, że w ogóle stworzyliśmy zdolność pokonania Oceanu Atlantyckiego i odkrycia Ameryk, było połączenie wynalazków wywodzących się z kompletnie różnych obszarów cywilizacyjnych i kulturowych. Statki, na których wyruszył Kolumb i Magellan, były wyposażone w trzy rzeczy: w kompas wynaleziony w Chinach, żagle, które wyewoluowały, zawsze się przejęzyczam, powstały w basenie Morza Śródziemnego oraz ster rufowy, który powstał w obszarze Morza Północnego. I dzięki wymianie kulturowej, dzięki temu, że Europa przez pewien okres czasu, konkretnie niezbędnie potrzebny do tego, żeby to powstało, buzowała nowymi ideami. Dzięki handlowi, który istniał w tamtym okresie te idee się ze sobą łączyły przez takich wynalazców geniuszy jak Gutenberg, który zupełnie dwie niezwiązane rzeczy połączył, to nagle z trzech elementów został ulepiony żaglowiec, na którym Kolumb pożeglował i odkrył Amerykę. I coś takiego, jeszcze raz powtarzam, wszystkie inne kultury na świecie po prostu nie potrafią tego robić. Mogą kopiować europejskie wzorce, budować uniwersytety, praktykować drenaż mózgów, robić wszystko, ale sami nie potrafią osiągnąć takiej wydajności w łączniu idei, jaką my mamy, Europejczycy. To jest nasza naturalna przewaga.
[54:42] - Tak, panie Piotrze. To kończymy w takim razie w przyszłym tygodniu. Rozumiem, że wracamy jeszcze w przyszłym tygodniu do Einsteina, a teraz konkurs.
[54:52] - Tak. Kochani, zróbmy tak: dzisiaj nie będzie konkursu, dlatego że konkurs zrobimy w tej audycji dłuższej w piątek. Ona się zaczyna o 20:00, tak?
[55:02] - Tak, o 20:00. W piątek o 20:00.
[55:05] - Czyli znowu każecie mi się zerwać o 3:00 w nocy.
[55:09] - Nawet o 2:00.
[55:09] - 2:00. O rany! Czego się nie robi dla sławy i pieniędzy, jak będą słuchacze kupować oczywiście.
[55:16] - Szczególnie dla pieniędzy. Tak, szczególnie dla pieniędzy.
[55:20] - Dobrze. Słuchajcie, to do usłyszenia za tydzień. Dokończymy sobie o Einsteinie i zapraszam wszystkich, którzy tylko mogą na żywo, żeby posłuchać, bo wymyśliłem parę dowcipów, tak że będziemy się wyśmiewać, troszeczkę podśmiewać z prowadzących. Zobaczymy, czy zachowają zimną krew.
[55:36] - Okej, czuję się ostrzeżony.
[55:38] - Tylko niech pan nie mówi innym, bo już panu trochę zdradziłem, to będzie pan psychicznie przygotowany. Ale tamci niech się dadzą zaskoczyć. Bardzo o to proszę.
[55:47] - Czyli co? Na dzisiaj kończymy. Do usłyszenia w przyszłym tygodniu.
[55:51] - Do usłyszenia. Miłego dnia.
[55:53] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.