[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:05] - Dzień dobry. Po raz dwunasty melduje się Telegram z krańca świata. Przed państwem Piotr Plebaniak.
[00:14] - Dzień dobry.
[00:15] - Porozmawiamy dzisiaj o tym, o czym nie porozmawialiśmy, a właściwie nie zaakcentowaliśmy tego w poprzednich rozmowach. Często pojawiały się w naszej wymianie zdań takie frazy jak „imperium” albo jak „projekt imperialny”. Może byśmy wreszcie powiedzieli tak do końca, co to jest imperium i jak ono powstaje. Co pan na to, panie Piotrze?
[00:41] - Jak najbardziej. Sam zaproponowałem. Zdradzimy troszeczkę, co to się zakulisowo ustala.
[00:47] - Tak, ale jakoś trzeba zagaić. Więc zagaiłem. Ale zanim zaczniemy rozwałkowywać projekt imperialny, bardzo konkretny, to może byśmy powiedzieli coś na temat konkursów.
[01:02] - Świetnie. Podejrzewam, że tutaj słuchacze zawiązali jakiś spisek. Historia jest generalnie, moim zdaniem przynajmniej, serią spisków, które się albo udały, albo się nie udały. Natomiast tutaj słuchacze ewidentnie mają jakiś spisek, dlatego że nigdy przez ostatnie chyba cztery czy pięć tygodni nie została zagadka odgadnięta w pierwszym tygodniu po jej ogłoszeniu. Czyli ta zagadka z ubiegłego tygodnia znowu nie została odpowiedziana. Nikt nie odgadł. Jest ona trudna. O ile wcześniej pewnie się komuś nie chciało odgadywać tych pamiątek, o które walczą żołnierze amerykańscy. Natomiast tutaj powtórzę zagadkę z ubiegłego tygodnia. Chodzi o powiedzenie, jaka jest najlepsza scena w serialu telewizyjnym „Pacyfik”.
To jest serial wojenny o II wojnie światowej na teatrze pacyficznym, na Pacyfiku.
[02:00] - Najlepsza i, o ile dobrze pamiętam, taka nie do końca pasująca.
[02:04] - Halo, halo, halo! Niech pan nie podpowiada.
[02:07] - Okej, ale to pan sam powiedział w ostatniej audycji.
[02:12] - Dobrze. Idziemy dalej. Zagadka na dzisiejszy tydzień. Ja specjalnie kupiłem słoik dżemu truskawkowego, który teraz nie wiem, czy będzie słychać. Zaraz. Jest otwarty. Teraz zanurzam palec w tym dżemie. Biorę, posmakuję. Zagadka jest następująca. Arcydzieła kinematografii to jest dziedzina.
I pytanie następujące: jakiego smaku to dżem? To już powiem, że jest truskawkowy. Natomiast w jakich słowach została wyrażona aprobata i ile fakultetów, czy też ile kierunków studiów zaliczyła osoba, która słyszała pochwałę tego dżemu truskawkowego? Koniec zagadki.
[03:01] - A ja państwu powiem, że to jest bardzo łatwa zagadka. Jeszcze tylko wspomnę, że była jeszcze nierozwiązana w zeszłym tygodniu, a już rozwiązana zagadka dotycząca lotniska.
[03:16] - To mi się pomyliło.
[03:18] - Tak, bo na stronie internetowej jest zagadka dotycząca lotniska i nawet już jest rozwiązana. Jest zwycięzca, który wiedział, że to był killerowy film. Ale ja też wiedziałem. Uprzejmie donoszę, że też wiedziałem. O ile poprzednio z „Pacyfikiem” a konkretnie z żołnierzami miałem problem, to tu nie miałem problemów. W każdym razie ta zagadka jest już rozwiązana, zaliczona. Cóż, w takim razie zabieramy się za projekt imperialny. Panie Piotrze, zaproponował pan bardzo konkretny projekt imperialny, żebyśmy prześledzili, jak to się wszystko montowało. Tym konkretnym projektem są Prusy. Dobrze pamiętam?
[04:08] - Tak, bardzo dobrze i zaraz się Prusami zajmiemy. O Prusach, o projekcie imperialnym pruskim napisałem dwa rozdziały aż tej książki „Siły psychohistorii”. Od razu miejmy to za sobą. Po prostu reklamuję niniejszym. Książka już jest w druku, będzie dosłownie za pięć albo sześć dni dostępna fizycznie. Także wyślę wszystkie nagrody tym, którzy sobie zażyczyli właśnie tą książkę „Siły psychohistorii” w wygranych konkursach. I teraz zacytuję coś, co jest do głębszego przemyślenia i brzmi następująco. Sekundkę, tu sobie przygotowałem. To są słowa francuskiego filozofa Voltaire'a. Brzmią tak: „Oto widziałem profesora matematyki pochowanego niczym umiłowany przez poddanych król.
Dlatego tylko, że był wielki w swoim powołaniu”. Mowa tutaj o pogrzebie bardzo znanego matematyka angielskiego. Mówimy teraz o człowieku, który powiedział, że stoi na brzegu morza, oceanu prawdy. Filozofem tym, przepraszam bardzo, muszę przygotować się. Filozofem tym był, przepraszam, matematykiem Isaac Newton. Dlaczego ma to związek z projektem imperialnym? Dlatego, że naukowcy czy też w starożytności chińskiej wędrujący mędrcy, czy też wędrujący doradcy, w zależności od tłumaczenia, to są ludzie, którzy budują fundamenty postępu technologicznego i postępu cywilizacyjnego od strony nauki i od strony rozumienia praw natury. I oni są tak naprawdę tym fundamentem, czy też ich praca jest fundamentem każdego wielkiego imperium i w przededniu zaistnienia nawet tego imperium oni, ci właśnie filozofowie, ci mędrcowie pracują pełną parą. Powtórzę jeszcze raz te słowa, dlatego, że to jest bardzo ważne. Dlatego, że jest częścią naszego myślenia o wielkich projektach cywilizacyjnych i imperialnych, którą nie do końca doceniamy.
Zanim ja sam napisałem te dwa rozdziały mojej książki, przeczytałem pięć albo sześć książek o filozofii cywilizacji i nie znalazłem tak klarownego, tak przejrzystego ujęcia właśnie tej kwestii. „Oto widziałem profesora matematyki pochowanego niczym umiłowany przez poddanych król dlatego tylko, że był wielki w swoim powołaniu”. Okazuje się, że ci naukowcy, faceci w swetrach, mówimy tak o inżynierach, dzięki którym cała nasza infrastruktura cywilizacyjna w ogóle funkcjonuje. Bardzo żartobliwie może brzmi i nie do końca zawiera szacunek do tych osób, natomiast absolutnie to jest największy szacunek. Ludzie, którzy siedzą w serwerowniach, którzy siedzą w kotłowniach, którzy siedzą w kanciapach czy pokoikach, z których cały system informatyczny albo elektroniczny, albo jakikolwiek system sterujący czy budynkiem, czy firmą, to wszystko jest kontrolowane właśnie z takich miejsc. To są ludzie zupełnie niepozorni, pracują codziennie od rana do wieczora, czy z pasji, czy nie z pasji. Natomiast oni odpowiadają za to, że mamy światło, jak naciśniemy przycisk przy drzwiach, że samochód nam pojedzie, że się nie zepsuje i tak dalej. Mówię o inżynierach. Natomiast matematycy i filozofowie, którzy starają się zrozumieć świat, starają się na samych siebie zyskać sławę. Zaraz o tym powiemy szerzej, bo to jest absolutnie kluczowe.
I przysłużyć się jednocześnie swojej społeczności, która wydała ich. Drugim rozdziałem, który będziemy omawiać, ma tytuł: „Potrzeba cywilizacji, żeby stworzyć Einsteina”. To jest gra czy też parafraza słynnego powiedzenia: „Potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko”. Nie wiem, czy ktoś słyszał to, ręka do góry. Panie Marku.
[08:34] - Ja już podniosłem, tylko nie widać. Ja powiem tak. Jeszcze myślę, że dla większości słuchaczy rzecz nie jest jasna. O ile ta wypowiedź dotycząca wielkości czy to Newtona, czy tym podobnych, trudno to kwestionować, to jeszcze tego przeskoku do tworzenia imperium, ja sądzę, że jeszcze u naszych słuchaczy taki obraz się nie pojawił. Idźmy dalej zatem w temat.
[09:09] - Idźmy dalej. Właśnie to przejście nie jest oczywiste.
[09:11] - Właśnie, to przejście nie jest oczywiste. O tym chciałem powiedzieć, więc uczyńmy je nieco bardziej oczywistym.
[09:16] - Jest coś, co jest cechą wszelkich możliwych imperiów, jakie możemy sobie przypomnieć z lekcji historii czy też z podręczników i książek historycznych, które przeczytaliśmy. Tą cechą imperiów jest zdolność do poruszania ludzkich serc w sposób zsynchronizowany, w sposób kolektywny. Jest jednym z najważniejszych pojęć, w ogóle jakim posługuję się tutaj. Przepraszam, że cały czas wspominam co tydzień o tej książce, natomiast pisałem ją przez długie lata. Jednym z najważniejszych terminów jest tak zwany mit mobilizujący. Inaczej można przetłumaczyć jako wspólny mit. Tak naprawdę nie ma jednego słowa. Nie istnieje jedno słowo, które jest w potocznym użyciu i jest natychmiast rozumiane i które pojawia się w podręcznikach akademickich czy książkach na temat cywilizacji, na temat imperiów, na temat historii. Natomiast jest absolutnie podstawowym pojęciem. To jest cały historyczny mechanizm, który polega na tym, że jakaś jedna społeczność jest w stanie osiągać nadzwyczajne osiągnięcia czy też kierować się ku jednemu celowi dzięki temu, że wierzą w ten wspólny mit.
I ten wspólny mit energetyzuje, mobilizuje ich do tego, żeby poświęcili swoją teraźniejszość, swoje wygody, dążenie do jakiegoś osobistego szczęścia, a poświęcili swoją pracę i wysiłek do tego, żeby zbudować wielkość tego swojego kolektywu czy też społeczeństwa, czy też grupy, czy narodu, czy narodu imperium. Te imperia są wielonarodowe, wieloetniczne, bo na tym polega, że jakiś jeden etnos, jedna grupa podbija sąsiadów. To jest tworzenie imperiów. Natomiast właśnie ten wspólny mit, mit energetyzujący. Podajmy przykłady. Najbliższy nasz i tego naszego tematu Prus jest ten mit tysiącletniej Rzeszy, który doprowadził do tego, że Niemcy zdobyły praktycznie całą Europę i niewiele brakowało do tego, żeby udało im się utworzyć światowe imperium. Oczywiście bardzo wiele osób mówi, że to było niemożliwe od samego początku, natomiast było bardzo wiele wydarzeń takich, które mogły zadecydować, mogły przeważyć, a generalnie spowodować, że II wojna światowa potoczyłaby się zupełnie inaczej albo przedłużyła, albo skróciła, albo skończyła innym zupełnie wynikiem.
[11:50] - Mit tysiącletniej Rzeszy to jest jasne, ale jak to się ma do budowy imperium pruskiego? Zostańmy przy tej-
[12:01] - Zaraz do tego dojdziemy.
[12:02] - Przy tej nazwie, które przecież powstało. Ludzie by chcieli, to zjednoczenie nastąpiło w XIX wieku, ale ten projekt ma korzenie głębsze, sięga dalej w historię.
[12:16] - Tak. Więc musimy prześledzić historię Prus i cofnąć się może nie tyle do tych wieków XIV, XV, ale cofniemy się do wieku XVIII i kawałka wieku nawet XVI. Najważniejszych dwóch władców Prus to Fryderyk Wielki i Fryderyk Wilhelm. Oni próbowali przetrwać. Mówiliśmy już o tym, że każde państwo, każde wielkie imperium czy też mniejsze imperium są homeostatami, czyli systemami, których naczelnym paradygmatem, prerogatywą jest przetrwanie. Na czym to polega? W przypadku systemu, system homeostatyczny, czyli taki, którego podstawowym instynktem jest – nazwijmy to instynkt. To jest świetne połączenie z tym światem biologii. Więc podstawowym instynktem jest przetrwanie. W związku z tym dla przetrwania, jeśli myślimy o systemach, to już mówiliśmy chyba dwa tygodnie temu, podstawowym pojęciem jest odporność na zakłócenia, czyli resilience po angielsku.
W chwili, w której system jest w stanie zapewnić sobie surowce czy też substraty do tego, żeby funkcjonować, on po prostu przetrwa. Więc Prusy, wracamy już teraz do XVIII wieku i do Europy Wschodniej, do Europy Centralnej. Prusy były takim homeostatem, który został przez niezwykle oświeconych władców doprowadzony do stanu maksymalnej sprawności i osiągnął maksymalną przewagę konkurencyjną nad homeostatami sąsiednimi, czyli nad państwami sąsiednimi. Zostało to osiągnięte przez bardzo wiele czynników. W jaki sposób powstała w ogóle potęga Prus, zanim w ogóle Bismarck, czyli kanclerz, przepraszam?
[14:30] - Tak, tak, Żelazny Kanclerz w dodatku.
[14:33] - Żelazny Kanclerz, tak. W XIX wieku doprowadził do zjednoczenia ziem niemieckich pod jedną władzą, pod władzą najsilniejszego państwa niemieckiego, czyli właśnie Prus. Nastąpiło bardzo wiele procesów, które zainicjowały niesamowity, niezwykle żywiołowy i zenergetyzowany, będziemy wracać do tego słowa energetyzacja, proces postępu społecznego, postępu naukowego. Przepraszam, bo tu sobie zaznaczyłem wypiski, więc zaraz sobie coś znajdziemy. Przepraszam uprzejmie, jeszcze chwilkę. Dobrze. Ja zacytuję fragment: „Dla Fryderyka nie miało żadnego znaczenia, że wielki myśliciel był wnukiem szkockiego siodlarza.” Mówimy tutaj o Immanuelu Kancie, który sobie żył w Królewcu, a obecnie w Kaliningradzie. Powtórzę: „Dla Fryderyka nie miało żadnego znaczenia, że wielki myśliciel był wnukiem szkockiego siodlarza. Równie niewiele znaczyło dlań to, że inny wielki pruski filozof, Moses Mendelssohn, był Żydem. Wszyscy wspólnym wysiłkiem budowali tę samą ludzką cywilizację, co można podsumować słowami niemieckiego poety Schillera z 1784 roku: piszę jako obywatel świata.”
[16:00] - No tak, a to wszystko w państwie, a właściwie przedstawiciela, którego w Polsce się nie za bardzo lubi, bo to my byliśmy jednym z tych homeostatów, nad którym Prusy osiągnęły przewagę. Bo czasy Fryderyka II Wielkiego to właśnie okres, kiedy Polska się zwijała, Rzeczpospolita się zwijała, a Prusy wręcz przeciwnie.
[16:29] - Dokładnie tak. To jest pulsowanie tej mocy asabiji, o której mówiliśmy wcześniej. Nasza asabija, nasza siła, zdolność kolektywnego przetrwania spadała, natomiast Prus rosła. Ale teraz będziemy się zastanawiać, będziemy dochodzić do tego, w jaki sposób i dlaczego rosła. I teraz państwo Fryderyka Wilhelma, o którym mówiliśmy, na początku XVIII wieku było wedle ocen tamtejszych ówczesnych i późniejszych myślicieli najbliższym istniejącym przybliżeniem idealnej monarchii absolutnej zalecanej w „Lewiatanie”, czyli w tym słynnym dziele Thomasa Hobbesa. Przepraszam, że to tak troszeczkę akademicko, natomiast to są istotne fragmenty. Fryderyk w swoim państwie doprowadził do tego, że energia intelektualna wszystkich myślicieli, wszystkich tych filozofów, którzy starali się zgłębiać naturę świata, a przede wszystkim naturę świata społecznego, żeby dostroić ją do potrzeb imperium, ta swoboda wymiany idei była doprowadzona do perfekcji. I Fryderyk nie tylko zaprowadził pełną tolerancję religijną, ale też nieograniczoną wolność prasy. I deklarował sam, i tutaj przepraszam, znowu wycinek: „Tutaj każdy może szukać zbawienia w sposób, który wydaje mu się najlepszy.” I najlepszą ilustracją jest to, że potem Fryderyk Wielki... przepraszam, sekundkę, coś muszę przewinąć.
Sekundkę, sekundkę. Największym symbolem tego, co tam się działo intelektualnie, w jaki sposób został stworzony taki matecznik tego cywilizacyjnego postępu, postępu społecznego przede wszystkim, zaraz też o tym sobie powiemy, było wybudowanie katedry świętej Jadwigi. Otóż Katedra Świętej Jadwigi została wybudowana w samym sercu największego placu miasta. Był to kościół katolicki w mieście luterańskim, a wybudowany przez króla, który sam był kalwinem. Proszę zobaczyć, jaka sprzeczność. Wszędzie indziej to były czasy może nie dalekie, ale bliskie wojny trzydziestoletniej, czyli tych wszystkich religijnych nieporozumień, które sprawiały, że Europa pogrążyła się cywilizacyjnie w bardzo dużym zniszczeniu czy chaosie. Chińczyk by to powiedział brak harmonii czy też czasy chaosu, czasów wojny. W takich czasach, o ile dobrze się uda wszystko ustawić, powstają te wojny, które są pożyteczne, które powodują wzrost, postęp zdolności do kolektywnego działania. Czy można uznać to, co się działo w Prusach za efekt ewolucji kulturowej? Mówiliśmy wcześniej o ewolucji kulturowej, że ewolucja ta polega na tym, że na skutek procesów ewolucyjnych społeczności wykształcają ideologie, mity, motywacje energetyzujące i wzmacniające zdolność kolektywnego działania.
Nie powiedziałbym, że to stało się w jakiś sposób wprost, natomiast stało się to tak, że Prusy wykorzystały te wszystkie wojny, te wszystkie nauczki z tego, że toczenie wojen jest kontrproduktywne, a produktywne jest tolerowanie czy też korzystanie z tego, że u sąsiadów są wojny, jest niepokój, jest cenzura, jest brak wolności intelektualnej, brak wolności religijnej. Ale znajdzie się zawsze takie państwo, które przygarnie tych wszystkich ludzi, którzy są pokrzywdzeni tymi czasami chaosu, tą sytuacją, w której nie mogą tworzyć czy też realizować swoich własnych życiowych ideałów na korzyść oczywiście całej społeczności raczkującego, rodzącego się imperium. Nie wiem, panie Marku, czy ma pan jakieś pytania.
[21:04] - To mam i to nawet kilka. Po pierwsze pytanie, czy jednym z takich wytwórców ideologii albo wytwórców mitów, to chyba lepsze. Chyba dobrze trafiłem z czasem, bo był nim chyba również Hegel, który przecież zamierzał zbudować całkowity system nauki i w dodatku pojmował to jako całościową, jedyną możliwą formę przedstawiania prawdy zarówno w nauce, ale we wszystkich innych dziedzinach. To on stworzył tego ducha dziejów, wykłady z filozofii dziejów. Jedni uważają, że to jest najnudniejsze, co może być, inni nie są tacy skorzy do krytyki. W każdym razie to też jest chyba rodzaj mitologii tworzonej, takiej wspólnej. To pierwsze pytanie, które bym miał, czy tego Hegla również można w ten system budowy przyszłej potęgi Prus wmontować?
[22:06] - Na to pytanie zupełnie nie odpowiem. Nie znam Hegla i jego twórczości, jego wpływu. Znam tylko jakieś najbardziej ogólne frazesy, więc nawet nie będę próbował się nimi dzielić ze słuchaczami. Może pan zechciał odpowiedzieć.
[22:21] - Nie, wykładów na temat Hegla chyba jednak się nie podejmę. Natomiast tak mi się wydaje, może zostawmy to zadanie dla naszych słuchaczy. Mam taką hipotezę roboczą, podejrzenie graniczące z pewnością, że jednym z wytwórców tego mitu łączącego, o którym pan powiedział, łączącego jednostki, łączącego w całość państwo jako ten homeostat, mógł być również, jest mocno przeze mnie podejrzany właśnie Hegel. Bo on coś takiego bardzo mocnego, ten duch dziejów nad wszystkim się unoszący i tak dalej, to może być to, z czego można było korzystać. Ale skoro tu odpuszczamy Hegla, raczej pozostawiamy to naszym słuchaczom, to ja mam drugie pytanie, takie bardziej wyjaśniające. Bo znowu ta bliskość Prus i Rzeczpospolitej rodzi coś takiego, że nam się Prusy raczej z zamordyzmem kojarzą, raczej z niewolą i tak dalej. Tymczasem pan mówi o pełnej wolności, o tym, że przenikały się religie, przenikały się różnego rodzaju prądy myślowe. A więc ostoja wolności to nam, szczególnie w tym miejscu, w którym leży Polska, nie bardzo się klei. Więc jeszcze raz powtórzmy. Na pewnym etapie Prusy właśnie były miejscem, w którym kwitło wszystko.
Nauka, filozofia, wszelkie idee sobie fruwały pomiędzy ludźmi, były wymieniane. Co więcej, w ten sposób one się rozwijały albo zwijały, to w zależności od tego, jaki potencjał sobą reprezentowały. Dobrze to rozumiem, taką mam nadzieję. Proszę potwierdzić albo mnie zbesztać.
[24:12] - Tak, kluczowym stwierdzeniem, frazą jest „na pewnym etapie”, dlatego że o ile na początku istnienia imperium ta wolność idei stwarza efekt synergiczny-
[24:26] - Gdzieś tam przed nami jest ten żelazny kanclerz i to dlatego użyłem tej frazy „na pewnym etapie”.
[24:33] - Więc efekt synergiczny to jest taki, w którym kilka czynników, działając jednocześnie, jest w stanie wywrzeć efekt daleko większy niż ich łączna suma, czyli na przykład jak są trzy jednostki czegoś tam, na przykład temperatury, gęstości powietrza i opadów atmosferycznych. Jeżeli damy im każdą moc oddziaływania jako jeden, to teoretycznie powinny mieć oddziaływanie łączne trzy. Natomiast jeżeli pojawia się efekt synergiczny, to ten efekt może być pięć, może być dziesięć, może być dwadzieścia. Czyli nie jest prostą sumą tych poszczególnych wpływów, poszczególnych czynników, składników oddziaływania na daną sytuację.
[25:28] - Ale to wyjaśniając, podłączając się do tego, co pan powiedział, proszę sobie, proszę państwa, wyobrazić, że czasami podaje się w prognozach pogody temperaturę odczuwalną. Bo jest temperatura na termometrze, ale też jest wilgotność powietrza i w zależności od tego, jaka ta wilgotność jest, niska czy wysoka, tak człowiek odczuwa temperaturę. Co więcej, skutki oddziaływania tej temperatury na organizm człowieka mogą być większe bądź mniejsze, a zatem może być całkiem ciepło, czyli powiedzmy pięć stopni, ale jak jest ta wilgotność taka duża, to się wydaje, że jest znacznie chłodniej niż przy powietrzu suchym. To może nieudolnie, ale mniej więcej o to chodzi.
[26:12] - Więc jeżeli pojawią się efekty synergiczne, to nagle zaczyna się bardzo szybki postęp cywilizacyjny i te wszystkie efekty się wzmagają, pomagają sobie nawzajem. Może nie tyle po to, ale w rezultacie ich działania nagle imperium, czy też projekt cywilizacyjny, czy projekt imperialny osiąga znacznie większe przyspieszenie niż projekty sąsiednie, konkurencyjne. W Prusach, niestety my jesteśmy ofiarami Prus, dlatego że byliśmy obok, a nie w środku. Nie byliśmy tym ośrodkiem powstawania, ośrodkiem cywilizacji czy też ośrodkiem imperium, tylko byliśmy jego peryferiami. A peryferia mają to do siebie, że są eksploatowane przez te centra, które są obok. To jest jedno z głównych prawideł geopolitycznych, wiecznych, jak ja to zawsze mówię. Więc my byliśmy takimi niesfornymi barbarzyńcami gdzieś tam na krawędzi imperium, którzy zagrażali stabilności, ale których prace należało wykorzystać do tego, żeby to imperium zbudować i uczynić je jeszcze silniejszym. Także tutaj byliśmy niestety ofiarami raczej niż jakimiś kontrybutorami czy jakimiś, którzy by przyczyniali się do tego rozwoju. Aczkolwiek na przykład Mikołaj Kopernik, który bronił chyba, o ile pamiętam, bo nie chcę powiedzieć jakiejś głupoty, że przywiązywany tam z dziećmi w Cedyni, jak to powiedział jeden ze znanych słynnych polskich aktorów. Natomiast chyba Kopernik bronił Torunia przed Krzyżakami.
Dobrze pamiętam? Nie kojarzę.
[27:58] - Wydaje mi się, że Olsztyna.
[28:01] - Dobrze, więc Kopernik w jakiś sposób przyczynił się do tego rozwoju intelektualnego, który był kreowany w Prusach. Immanuel Kant, wspomnieliśmy już o nim. To był jeden z filozofów, badaczy wszechświata. Ja na przykład jako osoba, która uwielbia czytać teistów, filozofów taoistycznych chińskich, powiedziałabym, że Immanuel Kant był takim honorowym taoistą, dlatego że starał się zgłębić naturę świata, naturę wszechświata i prawa, jakie nimi rządzą. A dao, czyli to taoistyczne dao to jest właśnie ta wszechzasada, czyli sposób, w jaki dzieją się wszystkie rzeczy. Czyli to jest dokładnie to, czym się zajmował tak samo Galileusz, wcześniej oczywiście Kopernik w jakimś tam określonym aspekcie, czyli w kwestii tego, jakie jest miejsce Ziemi i Słońca we wszechświecie. Natomiast Immanuel Kant opierał się też na pracy tego naszego Kopernika. Ten Kopernik z tego punktu widzenia był jakimś rodzajem prekursora, który przyczynił się jakąś tam swoją cegiełką, jakimś jednym wglądem w naturę świata i w naturę wszechświata do tego, żeby w końcu, w którymś momencie ten ogień cywilizacji zapłonął. Tutaj dosłownie też możemy odwołać się do wojen. Natomiast na tym to właśnie polega, że te pokolenia akumulują tą wiedzę, akumulują rozumienie praw natury.
I nagle okazuje się, że przychodzi władca oświecony, który jest w stanie przęgnąć ze sobą tych wszystkich ludzi, którzy starali się każdy, pracując dla siebie. Mówiliśmy już o tym. Pracując i dla siebie, ale jednocześnie ich praca była pożyteczna do tego, żeby zbudować jakiś potężny ośrodek cywilizacyjny. Natomiast ten oświecony władca jest kolejnym elementem tego efektu synergii, który decyduje o tym, że wszystko nagle zaczyna biec synchronicznie, że zaczynają wszyscy ludzie dostosowywać się do siebie i nagle dostrzegać ten wspólny cel. Może wspólny cel to nie jest do końca powiedziane dobrze, ale ten wspólny mit energetyzujący. Wszyscy nagle zaczynają wierzyć, że nasz naród jest silniejszy, lepszy od innych, dlatego że osiągnął już tyle, a osiągnie jeszcze więcej. W związku z tym jesteśmy gotowi poświęcić naszą pracę, nasz wysiłek i wykształcić nasze dzieci po to, żeby kontynuowały tą wielopokoleniową Podróż ku wspaniałej przyszłości. Mówiliśmy już o tym, tysiącletnia Rzesza, ale to można przemnożyć przez dziesiątki przykładów. Takim mitem mobilizującym w czasie zimnej wojny była misja, którą ogłosił John F. Kennedy w słynnym przemówieniu: wylądujemy na Księżycu w ciągu iluś tam lat.
Nie pamiętam dokładnie, ile powiedział w czasie tego przemówienia, dlatego że pamiętam inny fragment: robimy to nie dlatego, że to jest łatwe, tylko robimy to dlatego, że to jest trudne. Proszę zobaczyć, co się dzieje. To jest też ideologia prestiżowa w pewien sposób. Też powiemy sobie, ale już nie dzisiaj, o ideologiach prestiżowych. To jest ideologia, która sprawia, że ludzie nagle dostrzegają, że mają możliwość przyczynić się do wielkości grupy, z którą się utożsamiają. Czyli mówimy o Amerykanach w tym wypadku. Nasza amerykańska droga życia jest wspaniała i jesteśmy w stanie wylądować na Księżycu i wszyscy będziemy ciężko pracować po to, żeby pokazać, że jesteśmy rzeczywiście w stanie to marzenie ludzkości zrealizować. Na tym polega mit energetyzujący. Natomiast wracając już do tego idealnego władcy, wybrałem sobie dwa cytaty, które mi się udało znaleźć w jednej z kilku książek, które bardzo skrupulatnie przeczytałem. Fryderyk Wielki, władca oświecony, w 1752 roku pisał w jednym ze swoich politycznych testamentów o tym, jaki powinien być władca i w jaki sposób powinien dbać o to, żeby ludzie wiedli produktywne życie i dali z siebie wszystko dla państwa.
Nie tylko dla siebie, ale też i dla państwa. „Władca jest pierwszą osobą w państwie. Jest dobrze opłacany, aby mógł zachować godność swojego urzędu. W zamian jednak wymaga się od niego, aby efektywnie pracował dla dobra państwa”. Następny przykład. Przepraszam, przeczytam ten drugi i zaraz powiem, dlaczego to jest tak ważne. „Nie mogę mieć żadnych interesów, które nie byłyby w równym stopniu interesami mojego narodu. Jeśli nie da się ich pogodzić, zawsze należy dać pierwszeństwo dobru i korzyści kraju”. O co chodzi? Może słuchacze, którzy słyszeli mnie opowiadającego o starożytnych Chinach i o ideach konfucjańskich, łatwo im się skojarzy to, co zaraz powiem.
Starożytnym odpowiednikiem tego, co właśnie przeczytałem, jest słynna chińska maksyma: ten, który stosuje miłosierdzie w rządzeniu, jest niezwyciężony. Na czym to polega? Na tym, że miłosierdzie to jest zrozumienie drugiego człowieka, to jest danie mu godności, danie mu możliwości pracy na rzecz swojej małej społeczności, ale jednocześnie na rzecz państwa. I jeżeli dać tylko ludziom spokój, dać im pracować, to oni dzięki swojej przemyślności i pracowitości są w stanie stworzyć materialne i cywilizacyjne podstawy budowy silnego państwa. I w związku z tym, jeżeli tylko władca pozwoli ludziom pracować, pozwoli stworzyć im mechanizmy ekonomiczne, takie jak handel, wytwórstwo, rzemiosło, produkcja wszelkich rzeczy potrzebnych do tego, żeby państwo i ludzie zamieszkujący to państwo funkcjonowali, to siła militarna takiego państwa pojawi się po prostu automatycznie. Złą metodą jest dręczenie ludzi podatkami po to, żeby mieć jak najwięcej pieniędzy na wynajęcie armii, a dobrą metodą jest sprawić, żeby ludzie pracowali tak wydajnie, jak to tylko jest możliwe, żeby mechanizmy ściągania niewielkich podatków były efektywne i dzięki temu tych pieniędzy będzie znacznie więcej, niż by było, gdyby ludzie byli nękani przez opresyjny aparat fiskalny. Przepraszam, to jest tak bliskie już do tych naszych problemów codziennych, że zacząłem się śmiać.
[35:09] - Okej, ja to wszystko rozumiem. Pytanie takie: czy danie ludziom, weźmy to w cudzysłów, ale to chyba nawet nie trzeba w ten cudzysłów brać, danie ludziom wolności wymiany idei i tak dalej, czy to jest składnik niezbędny podczas budowania imperium?
[35:32] - Tak. Musi być mobilność pionowa. Mobilność pionowa w największym skrócie polega na tym, że musi istnieć widoczny i działający mechanizm pozwalający ludziom za pomocą ciężkiej pracy czy własnego wysiłku, przemyślności, czy czegokolwiek, generalnie własnej działalności na podniesienie swojego statusu, czy też miejsca w społeczeństwie, a przede wszystkim prosperity, czyli zamożności pozwalającej postawić jedzenie na stole, jak to mówią Amerykanie. W Stanach Zjednoczonych czy w Ameryce Północnej jest to bardzo ciekawe zjawisko i to też jest opisane w książce „Siły psychohistorii”. W porównaniu z Ameryką Południową zaczął funkcjonować zupełnie inny mechanizm motywujący ludzi. W największym, maksymalnym skrócie, ale proszę mi wybaczyć i proszę nie krytykować, myśląc o tym, co teraz powiem. W największym skrócie sprawa polega na tym, że w czasie kolonizacji Ameryki Południowej mechanizm ustalania się hierarchii społecznej w tych wszystkich krajach i krainach Ameryki Południowej polegał na tym, że istniała elita kolonizatorów Która była w stanie wymienić lokalne elity, wstąpić na ich miejsce i dalej gnębić tych samych ludzi z dołów, nie tyle wyzwalając ich z władzy poprzedniej ekipy, poprzedniego reżimu, ile po prostu zastępując właśnie tą elitę. W związku z tym nawet we współczesnych czasach, szczególnie w Brazylii są bardzo silne różnice majątkowe i we władzy między tymi, którzy są na szczycie społeczeństwa, tą elitą, a ludźmi, którzy są na dole i którzy ciężko pracują. Natomiast mechanizm w Ameryce Północnej polegał na tym, że ludność Ameryki Północnej nie dała się ujarzmić w taki sposób, czyli poprzez wymianę elit, jak miało to miejsce na południu, realizowana przez Hiszpanię. Brytyjczycy po to, żeby zaludnić kontynent, żeby kolonie prosperowały, musiały zachęcić ludzi przybywających do Ameryki Północnej, kolonizujących.
Musiały stworzyć mechanizm, który zachęcał ludzi do pracy. W związku z tym dawano na pograniczu Ameryki Północnej, na tych wielkich preriach ziemię za darmo ludziom, którzy byli gotowi ciężko pracować po to, żeby ją przysposobić i uczynić produktywną w produkcji rolnej. W związku z tym proszę zobaczyć, co się stało. Rząd musiał zagwarantować w jakiś sposób, czy stworzyć system praw, który gwarantował własność prywatną, który gwarantował zachowanie owoców swojej pracy wszystkich ludzi. I w związku z tym, że zaistniały te mechanizmy ekonomiczne, ludzi energetyzowała szansa, że mogą uczciwą pracą dorobić się niezależności politycznej, że nikt nie będzie nad nimi stał. Dlatego właśnie rewolucja amerykańska nazywa się rewolucja amerykańska, a nie wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Dlatego, że te 13 kolonii, które zbuntowały się przeciwko metropolii, czyli Anglii, kolonizatorowi, ich mitem energetyzującym była wolność polityczna i wolność do poszukiwania szczęścia. Jak to się mówi „pursuit of happiness”. Dlatego to się nazywa rewolucja, dlatego że nastąpiło całkowite przeformatowanie systemu motywacyjnego ludzi, którzy tam żyli, funkcjonowali, pracowali, rodzili dzieci, wychowywali te dzieci i tak dalej.
[39:48] - Ależ ja jestem podstępny, bo zadałem panu to pytanie o wolność. Taki podstępny i przebiegły, aż tak nawiązując do filmu jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Dlaczego? Dlatego, że gdzieś mi się tak kołacze po głowie, że były projekty imperialne, takie nam trochę też nieprzyjazne, jak na przykład Rosja, a inny projekt Chiny, które chyba na wolności nie są oparte. To jak to? No właśnie, jak to pogodzić? To po prostu będą nieudane i są nieudane projekty imperialne? Rosja w swoim czasie to było coś, co zagrażało nawet światu w XX wieku.
[40:32] - W Rosji, zatrzymajmy się na tym przykładzie, istniały mechanizmy mobilności pionowej, czyli awansu w hierarchii, ale przede wszystkim dla elity, a nie dla mas społeczeństwa, które były trzymane w dole, czyli takich wpół niewolników czy chłopów, którzy nie mieli własnej wolności osobistej, nie mieli prawa do podróżowania i tak dalej. Nie znam się na tym, więc mówię ogólnikami, niech mi państwo wybaczą. Natomiast esencja kwestii tkwi w tym, że państwa cywilizacji zachodniej, czy cywilizacji atlantyckiej, czyli te państwa, które kolonizowały Amerykę Północną: Francja, Anglia polegają na kulturze tak zwanej, nie wiem, jak to nazwać nawet, nie tyle liberalnej. Ich projekt cywilizacyjny polegał na tym, że mit energetyzujący, czy też energia motywująca ludzi do działania, do wydajnej pracy, oni ją krzesali dzięki mobilności całego społeczeństwa. Czyli na przykład mając talent, samozaparcie można osiągnąć wiele, tak jak to osiągali konkwistadorzy hiszpańscy, którzy podbijali Amerykę Południową. Można ze zwykłego żołnierza, jeżeli miało się samozaparcie, ambicję, dyscyplinę wewnętrzną i tak dalej, można było zajść bardzo wysoko dzięki swoim czynom. Mieliśmy o tym nie mówić dzisiaj, ale musimy chyba powiedzieć. Napisałem w tej książce rozdział pod tytułem „Rękami drugich synów”, secundones po hiszpańsku. Otóż tą energię działania na swój własny pożytek, ale też na użytek imperium krzesano za pomocą drugich i trzecich synów. W tym sensie, że głównymi awanturnikami, można tak nazwać, niektórzy rzeczywiście byli awanturnikami, ale ludźmi, którzy dawali z siebie wszystko, żeby coś osiągnąć, byli potomkowie, którzy nie byli pierwszymi synami.
Mówimy w tej chwili o primogeniturze, czyli temu Że dziedziczył tylko pierwszy najstarszy syn po ojcu. Primogenitura została w wielu miejscach uruchomiona jako prawo dziedziczenia po to, żeby zapobiec rozdrobnieniu dużych majątków. Dlatego że jak jest pięciu synów na przykład i jeszcze pięć córek, to po śmierci ojca musiałoby to być rozdzielone na 10 części, mniejszych czy większych, ale na 10. A w chwili, kiedy dziedziczy jeden potomek, ta cała majętność jest nadal jedną całością, a nie jest rozdrobniona. To ma swoje plusy i minusy. Moim zdaniem ma więcej plusów. Natomiast w związku z tym, że system społeczny i system dziedziczenia był skonstruowany tak, że tylko jeden syn rodził, to ci drudzy, trzeci, czwarty, piąci synowie. Piąci? Czy piąci? Nie wiem.
Mam nadzieję, że poloniści nas nie słuchają, bo będzie katastrofa. Ci kolejni synowie musieli po to, żeby do czegoś dojść w życiu, co musieli zrobić? Zachować inicjatywę, czyli zrobić coś nadzwyczajnego, wykazać się jakimś wielkim bohaterskim czynem, czy też mieć jakieś wielkie osiągnięcia. I takimi niebezpośrednio pierwszymi synami, bo bodajże Cortez był pierwszym synem, ale był z biednej rodziny, więc też po to, żeby pójść wyżej w tej hierarchii. Co prawda był w wyższej, górnej warstwie społecznej, nie był jakimś biedakiem czy synem chłopa, ale jakąś niską szlachtą. Nie pamiętam dokładnie, jak to było. Przepraszam, proszę mi wybaczyć. Po prostu nie pamiętam. Jest wieczór tutaj na Tajwanie, więc pamięć mi nie służy. Po prostu chce już mi się spać trochę.
Wracając, możliwość awansu społecznego, możliwość zwiększenia swojego własnego prestiżu, zapewnienia dostatku dla swoich dzieci i tak dalej mogli osiągnąć tylko i wyłącznie za pomocą swoich czynów. Za pomocą tego mechanizmu sławę osiągnął Drake, czyli jeden z najsłynniejszych angielskich żeglarzy, który jako pierwszy Anglik opłynął ziemię dookoła. W ten sposób Cortez zrobił to, co zrobił, czyli podbił imperium Azteków. Pizarro z kolei podbił imperium Inków, czyli współczesne Peru. Dlaczego? Dlatego, że był kierowany chęcią zdobycia wielkiego bogactwa dla siebie. Oczywiście dla imperium też. Wiadomo, że królem trzeba się dzielić. Bodajże 10% mogli sobie zatrzymać, jeśli chodzi o to bogactwo. Nie wiem, czy pan pamięta.
[45:36] - Nie, też nie pamiętam.
[45:38] - Generalnie było tak, że przy zdobywaniu złota i srebra z Ameryki Południowej hiszpańscy konkwistadorzy mieli ustalony procent. Otrzymywali od króla. Na tej samej zasadzie ci wszyscy korsarze angielscy, którzy napadali na hiszpańskie statki, też w ramach pryzu tak zwanego i cała załoga okrętów oczywiście też otrzymywała konkretne części tego łupu zdobytego. Więc to też jest mechanizm, który ich energetyzował do tego, żeby się bili zacieklej, żeby ścigali te uciekające hiszpańskie galeony wyładowane skarbami jeszcze zacieklej, żeby na pewno ich dogonili. Także to wszystko jest kwestia motywacji.
[46:20] - Okej, ale jeszcze wrócę na chwilę do tej Rosji. Mieliśmy tam ograniczoną wolność do pewnej grupy, w miarę wąskiej, ale i tak wystarczyło właśnie owej wolności na to, żeby imperium budować.
[46:35] - Tak, ale co innego uruchomiło ten projekt imperialny. Rosja broniła się przed inwazją ze wschodu, ze strony plemion mongolskich i tych wszystkich Tatarów, którzy zajęli między innymi Krym i którzy atakowali Rosję od południa. Ich siła, czyli ta ich Asabijja, mówiliśmy o tym już, także nie ma sensu powtarzać. Mam nadzieję, że pamiętają słuchacze. Ich siła wywodziła się z zupełnie innego systemu motywacyjnego. Mówiliśmy, że w Ameryce Północnej uruchomiono ten mechanizm, że można awansować, można zapewnić sobie i swoim potomkom prosperity, zamożność, własność ziemi, utrwaliła się wtedy właśnie nienaruszalność praw własności jako jedna z podstawowych cech tego, co nazywamy cywilizacją zachodnią. To jest właśnie pewien system motywacyjny. Natomiast ten system motywacyjny to jest też ideologia założycielska, która w jakiś sposób kształtuje nasze oczekiwania co do tego, w jaki sposób rząd ma prawo nas traktować. Natomiast w tym projekcie rosyjskim nie był włączony pomysł tego, żeby emancypować ludzi, którzy są na samym dole, czyli którzy uprawiają rolę, którzy wykonują te najbardziej niskoprestażowe zajęcia.
[48:08] - Raczej wspólne zagrożenie. To znaczy zagrożenie dla wszystkich ludzi było tym elementem, który projekt cywilizacyjny wyzwolił.
[48:17] - Tak, dokładnie.
[48:19] - Okej, to już mamy przynajmniej dwie przesłanki. Myślę, że ten wolnościowy na świecie, jak się popatrzy, to chyba częstszy. Jednak pożeglujmy w stronę tego, co padło już na początku audycji, czyli do pewnego czasu. Więc mamy do pewnego czasu, mamy wiek XIX, a właściwie drugą jego połowę i tu się zaczyna coś zmieniać w projekcie imperialnym.
[48:46] - Zanim w ogóle przejdziemy do drugiej połowy XIX wieku, to chciałbym na sekundkę wrócić do pierwszej połowy, dlatego że tam działy się najciekawsze rzeczy. I zacytuję, tu mam kolejny cytat wypisany. Cytat z pruskiego reformatora szkolnictwa Johanna Gottfrieda Fichte. Na pewno źle wymówiłem. Mam nadzieję, że dobrze wymówiłem. Z 1807 roku.
[49:08] - Według moich profesorów od filozofii to jak najbardziej dobrze. Ale to też nie byli wielcy językoznawcy.
[49:16] - Dobrze. I on powiedział coś takiego w 1807 roku: „Obywateli należy uczynić zdolnymi i chętnymi do używania własnych umysłów dla osiągnięcia wyższych celów w ramach przyszłego zjednoczonego niemieckiego państwa narodowego”. I to jest 63 lata przed zjednoczeniem, którego dokonał Bismarck. O co chodzi? Chodzi o to, że te słowa zostały wypowiedziane jeden rok po roku 1806, w którym Prusy przegrały bitwę pod Jeną z Napoleonem. Ta bitwa stała się bardzo poważnym momentem na zastanowienie, co Prusacy robią źle. Ta poniżająca porażka stała się punktem zwrotnym w całej budowie całego sposobu walki i sposobu szkolenia żołnierzy. Prusowie zarzucili w swoich szkołach wojskowych uczenie walki w linii, czyli walki w tych szeregach, że wszyscy naraz strzelają salwami. Starają się nie tyle zastrzelić jak najwięcej wrogów, ale przestraszyć i zmusić do ucieczki tego przeciwnika. Zarzucono uczenie walki w linii i zamiast walki w linii zaczęto uczyć tak zwanej mission objective, czyli taktyki realizacji misji, w której dowódcy, ale także żołnierze powinni wykazać inicjatywę.
Są dwie filozofie wydawania rozkazów. Jedna to jest realizowanie rozkazów literalnie, słowo w słowo, dokładnie tak, jak zostało to przekazane przez dowództwo. A druga forma to jest właśnie mission objective, czyli realizowanie misji tak, jak otrzymujący rozkaz uzna za stosowne. Ważne jest nie to, żeby przestrzegać rozkazu, tylko to, żeby zrealizować tą misję. Ten drugi sposób został opracowany po to, żeby wyzwolić zdolność przejawiania inicjatywy bezpośrednio na polu bitwy, w miejscu, w którym wykonawca rozkazów ma pełną orientację, daleko lepszą niż ten, kto ileś tam setek metrów dalej próbował narzucić. Elastyczność, zdolność reagowania i świadomość sytuacyjna to są te trzy cechy, które sprawiają, że wydawanie rozkazów, zadawanie misji do wykonania, a nie oczekiwanie wykonania rozkazów miało daleko lepszą wydajność, jeśli chodzi o toczenie wojen. Natomiast co jest tutaj absolutnie kluczowe? To, że do tego, żeby nauczyć inicjatywy żołnierzy, należało kompletnie zmienić sposób myślenia nie tylko oficerów i podoficerów, ale także zwykłych żołnierzy. Tutaj jest jedno z najważniejszych podsumowań: zanim do boju ruszy armia żołnierzy zdolnych do przejawiania inicjatywy, do pracy należy zaprząc armię nauczycieli. Ze względu właśnie na tą przegraną bitwę pod Jeną w 1806 roku nastąpiła kompletna zmiana systemu kształcenia młodych ludzi, kształcenia młodych umysłów.
Zamiast uczenia wykonywania rozkazów, bo to było potrzebne przy walce w linii, zaczęto uczyć takiego ducha przedsiębiorczości. I ten duch przedsiębiorczości to nie byli tylko oficerowie i elita, szlachta czy arystokracja, tylko ten duch przedsiębiorczości był wpajany od małego także ludziom z najniższych dołów społecznych. W związku z tym Prusy, zanim w 1870 roku, czyli 63 lata później, doprowadziły do połączenia w jeden organizm państwowy wszystkie ziemie niemieckojęzyczne, mówiąc zupełnie ogólnie, to jest straszny skrót. Historyk inny będzie się ze mnie śmiał i będzie ośmieszał, że po co słuchacie tego chłopa. Ale w największym skrócie na tym to polega. I w chwili, w której ludzie przez jedno pokolenie albo nawet przez dwa pokolenia, bo to trzeba liczyć 63 lata, nauczyli się tego ducha, tej kultury przedsiębiorczości, tej zdolności do kierowania własnym losem i wykorzystania własnej autonomii i podmiotowości. Proszę zobaczyć, jak bardzo to przeformatowuje sposób funkcjonowania. Zamiast być bezwolnym półniewolnikiem jakiegoś szlachcica, na którego polu się pracowało, to nagle ci ludzie zaczęli przejawiać kulturę przedsiębiorczości. Zaczęli rozumieć, że można kierować własnym losem nie tylko na polu walki, ale także w życiu codziennym. Zmieniło to kompletnie sposób, w jaki Prusacy funkcjonowali na co dzień, bo to przenikało wszystkie możliwe aspekty życia tych ludzi.
W związku z tym już kończąc, bo widzę, że czas nam się kończy, chyba w przyszłym tygodniu opowiemy sobie o tym eseju „Potrzeba cywilizacji, żeby wychować Einsteina”. Ale proszę zobaczyć, że już teraz rozumiemy, co zaszło w Prusach. Prusy zaczęły edukować ludzi, którzy byli samodzielni intelektualnie. To była absolutna rewolucja mentalna, nie tylko rewolucja szkolnictwa, bo dzieci nagle zaczęto uczyć czegoś innego, ale to była kompletna kulturowa rewolucja zmieniająca całkowicie System motywacyjny, psychikę, sposób myślenia, sposób zachowania ludzi kierowanych tym pruskim systemem edukacyjnym, który zaczął być natychmiast kopiowany przez pozostałe państwa. Oczywiście później. Prusy miały zdecydowaną przewagę właśnie pod tym względem. Nie tylko pod względem ilości armat, ilości żołnierzy, ale właśnie pod względem mentalności.
[55:39] - Kończy nam się czas, ale to pytanie muszę jeszcze zadać. Proszę w związku z tym o w miarę skondensowaną odpowiedź. Dlaczego zatem w Prusach skończyła się wolność? I idąc tym śladem, czy w każdym imperium po okresie „wolności” różnego rodzaju musi nastąpić etap przykręcenia śruby?
[56:02] - Zawsze. To jest absolutnie nieśmiertelne prawidło. Dlatego, że ludzie, którzy mają swoją niezależność, wolność, którą sobie wypracowali ciężką pracą, bo zachowali prawo dysponowania wypracowanym przez siebie majątkiem, zaczynają być niebezpieczni dla władzy, dlatego że zaczynają samodzielnie myśleć i mają swoją własną wolę polityczną. W związku z tym każda władza, która jest też homeostatem wewnątrz homeostatu, każdy reżim, który kontroluje funkcjonowanie imperium, na przykład naziści, sami dochodzą do władzy, korzystając z wolności, bo naziści zdobyli władzę w Niemczech w latach 20. i 30., opierając się na procesie demokratycznym, ale potem ten proces demokratyczny zniszczyli z prostej przyczyny. Dlatego, że gdyby go nie zniszczyli, to jakieś inne ugrupowanie by przejęło władzę po nich. Dlatego, że naziści straciliby popularność. I rzeczywiście to miało miejsce w latach 30. Nie pamiętam dokładnie dat. Musiałbym otworzyć inne miejsce, bo to też jest w książce „Siły psychohistorii” opisane.
Naziści tracili swoje poparcie i były momenty, w których musieli przyspieszyć wybory po to, żeby je wygrać z większą przewagą nad konkurentami, niż to by miało miejsce ileś tam miesięcy później. Nie pamiętam dokładnie dat, ale to było wtedy, kiedy naziści zdobyli pełnię władzy i zaczęli prześladować swoich konkurentów politycznych. To jest absolutnie podstawowa prawidłowość.
[57:40] - Tak. Jak pana tak słucham, to się boję o to, co się może w Stanach Zjednoczonych wydarzyć.
[57:46] - To już się dzieje.
[57:48] - Oj, to miało być tak retorycznie na koniec. Dziękuję, panie Piotrze. Kończymy dzisiejszą audycję. Bardzo panu dziękuję. Pozdrowienia z Polski dla Tajwanu.
[57:58] - Dziękuję bardzo.
[57:59] - Słyszymy się za tydzień.
[58:00] - Tak jest. Do usłyszenia.
[58:02] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.