Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry, dzień dobry. I tak, proszę państwa, wkroczyliśmy w drugą dziesiątkę audycji Telegram z krańca świata. Tak, tak, to już jedenasty odcinek. Dobry wieczór, panie Piotrze.
[00:18] - Dobry wieczór.
[00:20] - Z odległego Tajwanu, a my tu z Polski. W każdym razie dialog, jak widać, jest możliwy. Panie Piotrze, ja proponuję, żebyśmy tę drugą dziesiątkę rozpoczęli od tradycyjnego punktu programu, czyli od konkursu. Wiem, że ten poprzednio nierozwiązany rozwiązany już jest, ale na stronie nie pojawiła się odpowiedź na pytanie z zeszłego tygodnia, jak to w ogóle wygląda?
[00:50] - Więc ktoś w końcu odgadł zagadkę z wojny na teatrze pacyficznym z II wojny światowej, czyli: brytyjscy żołnierze walczą o królową, japońscy żołnierze walczą za cesarza, a amerykańscy żołnierze walczą o pamiątki. Po angielsku to brzmi świetnie, dlatego że jest ta sama konstrukcja gramatyczna powtórzona trzy razy. Po polsku niestety nie da rady, ale ktoś odgadł w końcu. Także gratuluję. To już jest odnotowane tam na liście odpowiedzi. Natomiast z zeszłego tygodnia zagadka nie została jeszcze odgadnięta, więc powtarzam ją. Pytanie jest następujące. Pytanie z tematu arcydzieła kinematografii. Może być odpowiedź udzielona po hiszpańsku. Kto pracuje na terminalu obrotu towarami na lotnisku na Okęciu w czwartki?
Tak. Tego nikt nie odgadł. To jest strasznie dziwne.
[01:46] - Miejmy nadzieję, bo ta przedostatnia zagadka również troszeczkę odleżała, ale w końcu ktoś się pojawił. Natomiast jak brzmi zagadka na dzisiaj?
[01:57] - Zagadka na dzisiaj chyba będzie też z teatru pacyficznego, bo mi się tak podoba ta okolica. Brzmi następująco. Trzeba obejrzeć całą serię, niestety. Jest taka seria „Pacyfik”, coś w stylu „Band of Brothers”, czyli „Kompania braci”. „Kompania braci” dzieje się we Francji w 1944. Natomiast ten „Pacyfik” to są epizody właśnie z amerykańskich inwazji na kolejne wysepki kontrolowane przez Japończyków. Absolutnie świetny film wojenny, dlatego że te wszystkie odcinki można połączyć w jeden długi, mniej więcej czterogodzinny film wojenny, który jest absolutnie fenomenalnie nakręcony. Natomiast jest jedna scena, która tak odstaje od całej reszty swoją jakością, wyjątkowością, że właśnie zapytam o nią. Co to za scena? Trzeba chwilę pomyśleć, ale odpowiedź jedna musi być, że tak powiem, cytując piosenkę Kaczmarskiego.
[02:55] - Okej, to strefę zagadkową w naszej audycji mamy już odptaszkowaną czy odfajkowaną. Zależy, co kto lubi. Przejdźmy zatem do tematu dzisiejszej audycji. A tematem dzisiejszej audycji będzie książka „Siły psychohistorii” wraz z podtytułem. To nie ukrywam i nie ukrywał też bohater tej audycji, czyli nasz dzisiejszy gość, gospodarz. Ja mam zawsze problemy z tą nomenklaturą, ale w każdym razie nasz dzisiejszy gość nie ukrywał, że przez kilka odcinków robił kryptoreklamę, chociaż tak naprawdę to była reklama jak najbardziej uprawniona. To dzisiaj, panie Piotrze, robimy całkowicie jawną reklamę książki, która właściwie już wchodzi na maszyny drukarskie.
[03:51] - Zgadza się. Książka została ukończona w dniu dzisiejszym. Będzie dostępna dla na razie jednego tylko patrona w tym portalu Patronite. Dlatego, że wersja e-book będzie właśnie dostępna tylko i wyłącznie na Patronite. Natomiast wersja papierowa pojawi się dosłownie za jakieś dwa tygodnie, maksymalnie 16 dni.
[04:10] - Ja tylko wytłumaczę jeszcze naszym słuchaczom, że te zakłócenia, które w tej chwili pojawiają się w tle, to jest wynik warunków zewnętrznych, w których pan Piotr nadaje z Tajwanu. Dlatego prosimy o wyrozumiałość. A teraz, panie Piotrze, róbmy w takim razie tę jawną reklamę pana książki. Zacznijmy może od tego, że to jest książka — i proszę mnie natychmiast poprawić, ale powiem to — książka o geopolityce i o czymś jeszcze.
[04:47] - Książka o prawidłach historii, o prawidłach ludzkiej natury, jednej i drugiej, które są tak naprawdę tym samym, tylko nazywanym trochę inaczej, zależnie od punktu widzenia i sposobu patrzenia na świat społeczny, który zawsze był w jakimś ruchu, w jakiejś przemianie. Dlatego tak jak sobie zawsze zastanawiałem, jak wytłumaczyć, jak połączyć historię z socjologią. Otóż historia to jest socjologia społeczeństw przeszłości, czyli opisywanie ich zależności i mechanizmów, które odpowiadają za ich funkcjonowanie i za prosperity albo za upadek. Także historia jest socjologią przeszłości.
[05:32] - A ja jeszcze szybciutko podłączę tę geopolitykę, bo dotychczas mówiono tak, że gdzieś tam w prehistorii geopolityki, że to jest powiązanie tej aktywności z warunkami geograficznymi. Pan najwyraźniej łączy również z pewnymi zachowaniami społecznymi i tak dalej, i tak dalej. Myślę, że to pan lepiej wytłumaczy niż ja.
[06:03] - Tak. Ja bym użył terminologii i sposobu myślenia taoistycznych filozofów chińskich starożytnych, którzy myśleli i twierdzili, co następuje. Otóż państwo, oni nie używali tego słowa, ja tego użyłem w książce, łącząc tę nomenklaturę, sposób wyrażania opisu świata, ten starożytny, taoistyczny z opisem naszym współczesnym, opisem mówiącym o systemach. Państwo jest pewnym systemem. Państwo jest homeostatem, czyli systemem, który potrafi podejmować decyzje, reagować na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne, swoje własne stany po to, żeby zredukować negatywny wpływ rozmaitych parametrów środowiska i swoich własnych na swoje własne funkcjonowanie. Więc państwo jest homeostatem, tak jak każdy organizm żywy, człowiek, zwierzę, roślina jest homeostatem, który broni swojej egzystencji, bo naczelnym instynktem każdego homeostatu jest przetrwanie. Natomiast co mówili ci starożytni mędrcy taoistyczni? Mówili rzecz zasadniczo bardzo prostą. Jeżeli władca jest świętym mężem, czyli osobą, która rozumie zasadę wszechświata i zasadę, logikę działania wszystkich zjawisk i zdarzeń, jakie mają miejsce na świecie, to taki władca, święty mąż jest w stanie tak zorganizować swoje państwo, że ten jego homeostat, czyli system, jest odporny na działanie czynników zakłócających, czyli ma tą resilience po angielsku. W związku z tym jest bardzo wiele tez i maksym, i całych traktatów taoistycznych opowiadających o tym, że władca powinien tak zarządzać państwem, żeby wszystko rządziło się samo, czyli żeby te ingerencje korekcyjne były absolutnie minimalne.
I przejawem tego, że władca jest mędrcem i jest oświeconym władcą jest to, że to państwo funkcjonuje mu bez konieczności ciągłej nakładania, korygowania nowych praw czy wprowadzania urzędników, którzy mówią ludziom, co mają robić. Tylko ci ludzie sami wiedzą, co mają robić i sami są w stanie generować tą prosperity. I to samo idzie w naszym współczesnym języku, języku opisu systemów. Mówimy na przykład w przypadku samolotów i to też w książce jest na przykładach pokazane, podane, wytłumaczone, że jeżeli samolot jest dobrze skonstruowany, ma na przykład tak zwany dihedral, czyli czubki, końcówki skrzydeł są uniesione nieco do góry względem miejsca, w którym są przymocowane do kadłuba samolotu, to ten tak zwany dihedral sprawia, że oddziaływanie siły nośnej i kąta natarcia sprawia, że jeżeli samolot wejdzie w przechyl na przykład na prawo, czyli w rolowanie na prawą stronę, to on ma automatycznie z powrotem tendencję do powrócenia w lewo. Czyli on leci w tak zwanym wyżłobieniu czy w koleinie, generalnie tendencje odchylające wygaszają się samoistnie. I możemy mówić, że taki system jest resilient, czyli odporny na zakłócenia, oczywiście do pewnego zakresu. I w związku z tym piloci mogą powiedzieć, że ten samolot lata się sam, leci się sam, dlatego, że nie ma konieczności ciągłego pilnowania sterów, dlatego, że po prostu jakiekolwiek wychylenia będą, to on po prostu z powrotem wróci na właściwy kurs, czy zredukuje to rolowanie do zera, także samolot jest bezpieczny, inaczej mówiąc też. Wracając już z powrotem do tego języka chińskich starożytnych taoistów, możemy zastosować jeszcze inną koncepcję, koncepcję drogi środka. Należy unikać skrajności, które powodują załamanie się sytuacji, tak jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Albo po prostu jakieś katastrofalne odwrócenie tendencji.
Czyli system, jeżeli jest każdy system, czy państwo, czy życie człowieka, czy cokolwiek, jakiekolwiek zdarzenie, czy ciąg zdarzeń, czy jakiś proces jest łatwy w kontroli i jest w stanie podtrzymać swoją stabilność, nie wiem, czy to tak można nazwać, ale wtedy, kiedy te parametry jego funkcjonowania są blisko środka, czyli nie są odchylone do swoich skrajów, w których system przestaje być stabilny, przestaje być przewidywalny i może nastąpić jakiś rodzaj załamania czy też katastrofy. I tak proszę bardzo, połączyliśmy współczesną wiedzę inżynieryjną o budowie systemów ze starożytną filozofią chińską.
[11:04] - Czyli czy należałoby rozumieć, że pana książka to jest taki podręcznik dla świętych mężów?
[11:14] - Tak, dokładnie tak. Pan Marek wie, że tak się nazywa cała pierwsza część tej książki, właśnie „Zostań świętym mężem”. Dlatego, że cała ta pierwsza sekcja książki jest całą serią rekonceptualizacji, czyli wzięcia jakiegoś pojęcia i próby zastosowania, przekształcenia tego pojęcia tak, żeby pokazać jakieś prawidłowości, które wcześniej były bardzo trudne do zobaczenia albo bardzo trudne do skojarzenia, dlatego że te inne prawidłowości zostały wykonceptowane w różnych innych sferach naszego funkcjonowania, czyli nie w inżynierii, a właśnie w chińskiej filozofii, prawda? Ja to tak żartobliwie mówię, ale mówię całkowicie też poważnie jednocześnie. Mi się udało połączyć właśnie ten sposób myślenia chińskich taoistów, którzy odkryli pewne prawidłowości, które są nierozpoznane przez nas współczesnych, dlatego, że są wypowiedziane, sformułowane za pomocą języka, który nie jest przez nas receptywny, który w nas nie rezonuje. Dlatego, że uważamy, że co oni mogli starożytni wiedzieć o konstrukcji systemów? A tu mogli wiedzieć bardzo wiele. Dlatego, że zręby tej wiedzy, którą my rozwinęliśmy do absolutnie imponujących rozmiarów i wysokości, oni wykoncypowali dwa i pół tysiąca, trzy tysiące lat temu, obserwując rzeczywistość i byli o wiele bardziej narażeni od nas na to, że źle zrozumieją tą rzeczywistość, te prawidła rządzące światem i przez to narażą swoje własne życie, swoje własne istnienie. Więc tym bardziej musieli niezwykle czujnie i z niezwykłą starannością obserwować te wszystkie prawidłowości, wzorce, które się pojawiają w świecie natury, w świecie funkcjonowania państw, w świecie funkcjonowania społeczeństw, dlatego, że w znacznie większym stopniu od nas po prostu od tego zależało ich dalsze życie, przetrwanie państwa. A przetrwanie państwa, powiedziałem, że to jest najważniejsza kwestia dla każdego władcy.
Na samym początku pierwsze zdanie całego traktatu „Sztuka wojny”, nie tylko jego. Przetrwanie jest absolutnie podstawą każdego homeostatu.
[13:36] - Pan swoją książkę skonstruował niezwykle pieczołowicie. Do tego stopnia, że nie tylko mamy szereg różnych tekstów dotyczących zagadnień, o których rozmawiamy, ale na końcu zrobił pan takie resume z głównych tez, które pan w poszczególnych tekstach stawia. I to jest taki rodzaj ściągi. Jakby komuś nie było po drodze, żeby czytać całą książkę, to może znaleźć interesujące dla siebie tezy. Tak, tylko że te tezy czasami stoją w sprzeczności z tak zwanym codziennym doświadczeniem współczesnego człowieka. Już tłumaczę, o co chodzi. Przytaczam pierwszą z tych tez wybraną przeze mnie. Ona tak naprawdę jest któraś z kolei, ale ja wybrałem ją jako pierwszą. Ona brzmi w ten sposób: „Jeśli chcesz odnieść sukces, podwój liczbę swoich porażek”. Dlaczego to jest takie nieprzystające do współczesnego świata?
Dzisiaj tłumaczy się uczniom, że są skazani na sukces i że oni mają być wojownikami takimi, ale rozumianymi w ten sposób, że zawsze odnoszą zwycięstwo, a każda porażka to jest coś niedopuszczalnego. Młody człowiek powinien zwyciężać od początku. Tymczasem ja, ponieważ ja się już nie zaliczam do tego młodego pokolenia, ja bardzo kibicuję tej tezie, którą pan postawił. A teraz niech ją pan troszeczkę obuduje jakimś komentarzem.
[15:09] - Bardzo proszę. Więc tak: podwoić ilość własnych porażek po to, żeby osiągnąć sukces. Teoretycznie brzmi to jak jakaś kompletna bzdura wymyślona po to, żeby przyciągnąć uwagę. Natomiast jest absolutnie esencją tego, jak należy kształtować swoją strategię wygrywania. Otóż pierwsze, co przychodzi na myśl i to takie kulturowe bardziej skojarzenie jest to, że na porażkach więcej uczymy się niż na swoich sukcesach, dlatego, że z sukcesów się cieszymy, ale ich nie analizujemy, dlaczego nam się udało. Bardzo często tak właśnie jest. Natomiast w chwili, kiedy odnosimy porażkę i mamy wciąż determinację do tego, żeby spróbować jeszcze raz i wygrać, to w tym momencie musimy lepiej rozumieć ten system, bo możemy w dużej mierze za pierwszym razem na przykład wygrać przez czyste szczęście albo przez jakąś dobrą intuicję, którą nie do końca jesteśmy w stanie przeanalizować należycie. Więc to jest jedno takie przemyślenie. Drugie przemyślenie jest takie międzykulturowe. Nasza cywilizacja, kultura zachodnia tak kształtuje naszą mentalność, że potrafimy przyznać się do błędów, co jest absolutnie niebywałym osiągnięciem, porównując to na przykład do mentalności chińskiej, a już tym bardziej japońskiej, o której też jest w książce cały esej z przykładami japońskich rozmaitych obyczajów biznesowych, jakichś ciekawostek kulturowych, które wybrałem z całej wielkiej książki na ten temat.
Wybrałem najciekawsze, czyli takie, które są po prostu dla nas wręcz absolutnie szokujące, poznawczo nie do pomyślenia, a dla nich są absolutną z kolei oczywistością i nie do pomyślenia jest coś, co u nas funkcjonuje jako ta oczywistość. Bardzo polecam ten fragment. Fragment jest książką takiego poradnika biznesowego „233 słowa japońskiego kodu kulturowego, które wyjaśniają zachowania Japończyków” i tam autor, który umarł kilka lat temu, który był doradcą biznesowym w Japonii od lat 50. Był też maniakiem kolekcjonowania takich ciekawostek kulturoznawczych i zebrał ich setki, takich obserwacji. Ale właśnie, co jest najciekawsze, to były obserwacje praktyczne poczynione z punktu widzenia człowieka, który prowadził negocjacje biznesowe, w których stawką są setki albo i miliony dolarów. W związku z tym te obserwacje nie są jakimś tam wydumanym zbitkiem ciekawostek przez akademika albo jakiegoś tam pisarza przypadkowego, ale człowieka, który był praktykiem. Człowieka, dla którego ta wiedza była absolutnie esencją tego, żeby przetrwać i żeby zarobić. W związku z tym perspektywa i użyteczność tej wiedzy jest absolutnie wyjątkowa, jeśli chodzi o wszelkie książki kulturoznawcze czy antropologiczne. Bardzo polecam. Jest chyba po angielsku tylko dostępna z tego, co kojarzę.
Dobrze, a wracając już do meritum. Aby osiągnąć sukces, podwój ilość swoich porażek. Otóż okazuje się, to pochodzi z książki bardzo znanego ekonomisty. Zapomniałem nazwiska, ale Leonard ma na imię. Przepraszam, bo od piątej rano siedziałem i kończyłem pisanie książki. Tak jak powiedzieliśmy, dzisiaj została ukończona. Co on powiedział przez to? Podał kilka przykładów, z których wynika, że sukces jest w dużej mierze dozą przypadku i jest tyle czynników i parametrów sytuacji zewnętrznej, naszych własnych umiejętności, naszego własnego sposobu, w jaki realizujemy procedurę dochodzenia do tego celu. Jest tak wiele niewiadomych i tak wiele czynników ryzyka, że sukcesy w dużej mierze są dozą przypadku. Podał świetny przykład, który też jest oczywiście w książce, bo jest świetny.
Przykład następujący: słowa jednego z agentów Hollywood, który decydował o przyjęciu scenariuszy do realizacji albo do ich odrzucenia. Powiedział rzecz następującą: gdybym odwrócił wszystkie moje decyzje, to znaczy te scenariusze, które odrzuciłem i bym przyjął, bo ktoś inny je przyjął, więc mógł ocenić, czy były dobre, czy się sprawdziły, czy się nie sprawdziły. I odwrotnie, te, których nie przyjąłem. Przepraszam, pomyliłem się. Te, które przyjąłem, a bym odrzucił, czyli gdybym wszystkie decyzje odwrócił o 180 stopni, to moja historia sukcesów wyglądałaby mniej więcej dokładnie tak samo. I to jest wielkie spostrzeżenie. Polega ono na tym, przełożę to na język potoczny, bardziej już bez przykładu, że podejmujemy decyzje, nie znając tych przedmiotów, co do których podejmujemy decyzję, nie rozumiejąc tak naprawdę, które z tych parametrów decydują o zwycięstwie albo o przegranej, o sukcesie albo o porażce. W związku z tym nawet kontynuując ten przykład, gdyby nawet losowo rzucając monetą decydować o jakimś scenariuszu, czy zaakceptować, czy nie zaakceptować, to nie da się stworzyć algorytmu, czy też nie da się stworzyć jakiejś ściągawki parametrów tych scenariuszy, które by decydowały o sukcesie. Jest masa tych przykładów. Jeśli chodzi o książki na przykład, to książka „36 forteli”, czyli pierwsza część serii „Wzorce”.
„Siła psychohistorii”, o której dzisiaj rozmawiamy, jest trzecim tomem tej serii. Ale „36 forteli” — mówiliśmy zresztą chyba w którejś audycji — wysłałem ją łącznie z Tajwanu. Prototypy wysłałem robione w takich punktach ksero, co bardzo tanio wychodzi, znacznie taniej niż by w Polsce jakiś punkt ksero to policzył. Wysłałem do niemalże 30 wydawców tą książkę. Nikt się nią nie zainteresował. Nikt, po prostu. I dopiero przez znajomości, przez upór, nie miałem zamiaru się poddać. Dogadałem się przez jakiegoś znajomego, który się widuje czasami z prezesem wydawnictwa Zysk i Spółka i on dostał tą książkę po prostu fizycznie cały prezes do ręki. Wziął ją do ręki, przejrzał. „Bierzemy”.
Także proszę bardzo, książka jest świetnie napisana i polecam. Natomiast proszę zobaczyć, nie decydowali decydenci tych wszystkich niecałych 30 wydawnictw, nie decydowała w kwestii merytorycznej, tylko decydowała za pomocą jakichś parametrów. Czy ta książka się przyjmie na rynku? Co to za autor w ogóle zupełnie nieznany i tak dalej. Więc z punktu widzenia autora tej książki decyzje były tak naprawdę podejmowane pod wpływem czynników kompletnie losowych, a na pewno nie pod względem jakości książki czy tego, czy ona się sprzeda, czy się nie sprzeda. Ewidentnie podjęli błędną decyzję, bo sprzedała się w ilości zaskakująco dużej, mnie samego. Natomiast podobna sytuacja była z książką, z całą serią „Harry'ego Pottera”, którą pani autorka jak ona się tam ma na imię? Nie J.K. Rowling, teraz o niej jest w mediach, tylko Rowling właśnie. Ona też latała od wydawcy do wydawcy.
Wszyscy ją wyrzucali za drzwi, że dziękujemy, książka się nie sprzeda. Aż w końcu dokładnie robiła to, co ja. Czy też ja robiłem dokładnie to, co ona. Ale uparła się po prostu i za którymś razem w końcu ktoś stwierdził, że książka coś w sobie ma. Zaryzykował wydawca i proszę bardzo, osiągnął gigantyczny sukces. Także co jest najważniejsze, naprawdę najważniejsze w całej tej historii, że należy podwoić ilość swoich porażek. Istnieje decydujący parametr realizacji jakiegoś celu, który doprowadza do tego, że ktoś osiąga sukces. I tym parametrem jest determinacja. Po prostu nie poddawaj się nigdy. Nigdy się nie poddawaj, dlatego, że w którymś momencie po prostu czysto losowo.
Nie to, że ktoś cię doceni, człowieku, że ale się napracował albo jaka genialna książka. Ojejku, nie. Po prostu za którymś razem trafisz na kogoś, kto z jakichś tam względów, nieważne jakich, bo to naprawdę, jak czasem rozmawiam z wydawcami albo z decydentami, jakimiś dyrektorami wydawniczymi, to gdybym był ich szefem, to bym ich wyrzucił za sposób, w jaki podejmują decyzje. Przepraszam za szczerość, ale dokładnie tak bym zrobił. I determinacja jest po prostu najważniejsza. Za którymś razem te losy z punktu naszego widzenia kompletnie losowe czynniki decydujące o decyzji na naszą korzyść. W końcu one ustawią się w konfiguracji takiej, że wygramy.
[24:08] - Ja do tego wszystkiego dodam jeszcze jako człowiek, który coś z wydawaniem ma wspólnego, że jednak do tego, co pan powiedział, warto też dołożyć uważne słuchanie, że trzeba też czasami natrafić, bo to się nie zawsze musi kończyć wydaniem książki w tym przykładzie, który pan podał, ale często też trzeba trafić na człowieka, który powie, dlaczego ta książka, ale już nie w sposób ogólny, tylko szczegółowo powie na przykład, że ona jest napisana w języku niepolskim, a w każdym razie udającym język polski albo że na przykład jest źle skonstruowana i pokaże to, dlaczego jest źle skonstruowana. To są też te porażki, z których później rodzi się sukces. Bo jak się tego kogoś posłucha, to te, wydawałoby się porażki, mogą się przekuć później w sukces. Takie odnoszę wrażenie jako człowiek, który coś z wydawaniem ma wspólnego.
[25:05] - Tak, ale te przykłady były podawane przy założeniu, że produkt jest skończony i jest obiektywnie dobry.
[25:14] - Tak jest. O to właśnie chodziło. Ale powiem panu jeszcze, że znam przynajmniej jednego wydawcę, który albo czytał szkice pana książki, ale nie, bo to już kilka lat temu było. To nie. To w takim razie on już wcześniej chyba odkrył tę metodę, o której pan mówił, bo znam takiego wydawcę, który z całego stosu takich gotowców, które przychodzą do wydawnictwa, od czasu do czasu sięga po dowolny z tych maszynopisów, czy też komputeropisów, czy jakkolwiek to nazwiemy i mówi: „To wydajemy dzisiaj, od dzisiaj to wydajemy na przykład”. I to też absolutnie losowo to się odbywa. Także coś w tym jest. A gdybyśmy chcieli to, co pan powiedział przed chwilą, przełożyć na język, ten, o którym bardzo często rozmawiamy, może nie język, a praktykę geopolityczną, to jak by można na to spojrzeć?
[26:18] - Geopolityczną? Nie da się. To znaczy geopolityka jest inną przestrzenią decyzyjną, więc tutaj to nie jest tak, że mamy jakieś 10 scenariuszy realizacji naszych celów, czyli przetrwania i możemy sobie wybrać losowo któryś z nich. Nie. One są posortowane. One rzeczywiście muszą być ocenione w sposób merytoryczny, rozważone jakieś bliższe, dalsze konsekwencje, wyliczone w jakiś sposób prawdopodobieństwa dalszego trwania przy grze. Bo jest takie świetne powiedzenie, zdaje się Bartosiak powiedział, że geopolityka jest sztuką walki o to, żeby zostać przy stole i grać dalej. Coś w tym stylu mniej więcej powiedział. To dokładnie o to chodzi. Chodzi o przetrwanie, o to, żeby zachować możliwość oddziaływania na bieg rzeczy wciąż i wciąż.
W geopolityce nie funkcjonuje ta zasada.
[27:19] - Ale ja myślałem, że pan powie, że żeby być tym, który zostaje przy grze, to trzeba najpierw przejść tę drogę, o której pan wcześniej mówił. Żeby być tym graczem, żeby być tą osobą, która o pewnych rzeczach decyduje, chociażby tym mistrzem, to najpierw trzeba przejść tę drogę iluś tam porażek, żeby się językiem ogólnym uszlachetnić i żeby tym mistrzem zostać.
[27:47] - Inaczej ten przykład z tą determinacją to jest innymi słowy stwierdzenie, że ludzie podejmują decyzje na podstawie losowych parametrów, nie rozumiejąc tak naprawdę sytuacji. Natomiast w geopolityce po to, żeby przetrwać, trzeba rozumieć sytuację.
[28:05] - Ale właśnie myślę o tym, czy mistrz gry, przepraszam, już w tą grę wszedłem za bardzo. Mistrz, o którym rozmawialiśmy wcześniej, czy to nie jest właśnie człowiek, który przeszedł pewną drogę i on już nie podejmuje decyzji na takiej podstawie, o której pan przed chwilą wspomniał, tylko on właśnie rozumie to, co się wokół niego dzieje. Nie jest przypadkowy.
[28:28] - Tak, zdecydowanie. Na tym polega bycie świętym mężem. Święty mąż rozumie dokładnie logikę biegu rzeczy.
[28:37] - Do tego właśnie parłem, jak się dopytywałem. Okej, ale jeszcze zaraz z tą tezą, którą przytoczyłem na początku sąsiaduje inna, równie ciekawa, a dosyć bliska, bo dla mnie przynajmniej kojarząca się mocno z takim podejściem filozoficznym. A mianowicie ta teza brzmi w ten sposób, że dobrze zadane pytanie zawiera w swoim wnętrzu już połowę odpowiedzi. To cóż to takiego oznacza? Bo jak często się tłumaczy ludziom, że filozofię można by sprowadzić na przykład do sztuki zadawania pytań, to wybuchają śmiechem, mówią: „Aż to głupsze to już nie może być ta filozofia. W takim razie to jest w ogóle zawracanie głowy”. Tymczasem z tego, co pan pisze i z tego, co tak mi się wydaje, to jest zupełnie inaczej.
[29:32] - Zgadza się, inaczej każdy, kto potrafi zadać właściwe pytanie i jednocześnie tym samym pokazuje, że rozumie zagadnienie, w zakresie którego to pytanie jest zadane. Więc ci, którzy się śmieją z tego, że filozofia jest sztuką zadawania pytań, nie rozumieją, co to jest filozofia. Tak naprawdę, jeżeli przeanalizować rozmaite definicje tego terminu, filozofia to jest próba zrozumienia natury świata. Proszę zobaczyć, czym była filozofia naturalna, która potem została nazwana dopiero fizyką, ale wcześniej nazywała się pod koniec XIX wieku czy na początku XX filozofia naturalna, czyli przedsięwzięcie czy też działalność polegająca na próbie rozumienia praw natury za pomocą eksperymentów. A przepraszam, filozofia eksperymentalna. Inaczej, to była fizyka, a nie filozofia naturalna. Za pomocą metody eksperymentu próbowano zrozumieć, jak działa świat. Filozofowie najczęściej próbują rozumieć, jak działa świat za pomocą eksperymentów myślowych, a nie eksperymentu. Eksperyment dopiero przyszedł później. Dopiero w XVII, XVI wieku zaczął powstawać cały gmach, który nazywamy metodą naukową.
Także ktokolwiek potrafi zadać pytanie w sposób, który umożliwia sformułowanie odpowiedzi, jest na bardzo dobrym tropie, żeby już tych pytań nie musiał zadawać. Wszyscy chyba mamy coś takiego, że jak zaczynamy się zastanawiać nad jakimś problemem, to zadajemy jakieś pytanie. Ale to pytanie jest głupie, bo nie prowadzi nas do odpowiedzi. Więc zadajemy pytanie bardziej szczegółowe albo próbujemy doszukać się większej ilości zależności, które pozwalają nam zadać bardziej precyzyjne pytanie, które pozwala nam osiągnąć bardziej precyzyjną odpowiedź albo jednoznaczną odpowiedź.
[31:47] - Tak jest. Natomiast tak sobie patrzę na te tezy w pana książce, a ponieważ jesteśmy w radiu, które mówi o książkach, stara się o tych książkach powiedzieć jak najwięcej zarówno tym, którzy czytają, ale też tym, którzy piszą. I tu znalazłem arcyciekawą tezę, szczególnie dla ludzi piszących, która brzmi mniej więcej tak: sekretem napisania perfekcyjnych dialogów jest odwzorowanie rozmówcy w taki sposób, że rozmówcy podważają i obniżają status własny i innych uczestników rozmowy.
[32:30] - To jest bardzo proste tak naprawdę. Brzmiało to w sposób skomplikowany, dlatego, że precyzja wymaga tego, żeby w sposób skomplikowany tę prawidłowość nazwać i opisać. Rzecz elementarna: kiedy rozmawiamy, regulujemy status nasz własny i status naszego rozmówcy. To znaczy możemy kontestować ten status, wyzywać, podważać albo kwestionować. Natomiast możemy też próbować siebie wynieść ponad tego rozmówcę, żeby nad nim dominacyjnie górować, żeby nacieszyć się, napawać się jego poniżeniem. To widzimy w bardzo wielu dialogach, w rozmowach codziennych. Natomiast ja kiedyś czytałem rozmaite poradniki pisarskie i wynalazłem pisarza, który się wypowiadał chyba na YouTubie, już nie pamiętam dokładnie gdzie. Powiedział bardzo proste zdanie: każdy dialog jest renegocjacją statusu. Czyli albo ktoś nas próbuje w jakiś sposób poniżyć, albo nas wywyższyć i wtedy go lubimy. Czasami jest to bardzo widoczne, czasami jest to niewidoczne.
Na przykład ja się bardzo śmiałem, z ludźmi się zapoznałem, z którymi pracowałem razem, wspólnie w jednym miejscu i oni zawsze się dla żartów oczywiście próbowali sobie negocjować ten status i się cały czas obrażali. Wszyscy wiedzieli, że w żartach, ale wynajdywali rozmaite, bardzo śmieszne określenia. Jedno z tych określeń trafiło na cały tytuł tej sekcji o ludzkich zachowaniach dominacyjnych i brzmiało mniej więcej tak: i co tak stoisz jak widły w gnoju? Proszę zobaczyć, co jest zawarte w tym określeniu. Jest to oczywiście poniżenie, próba poniżenia tej drugiej osoby i ta druga osoba po to, żeby utrzymać swój status. Tym bardziej jak jeszcze trzecia osoba nas łuchuje i chłonie, patrzy, jaka się rozgrywa ta walka dominacyjna o status, to ktoś musi to celnie zripostować. A tak śmieszne zdanie z tymi widłami trudno zripostować, więc jest generalnie bardzo skuteczną frazą umożliwiającą kogoś ustawienie pod sobą, czyli zdobycie dominacji nad tą osobą. I tu jest absolutnie kluczowy termin, który nieużywany jest w języku polskim: assert domination, czyli zadeklarować, osiągnąć, ustanowić dominację nad jakąś drugą osobą. Ostatnią rzeczą, która jest istotna tutaj, jest to, że jest jeden wielki trik, który jest odwrotnością tej próby narzucenia własnej dominacji, który brzmi bardzo prosto: porada, jak zostać osobą bardzo lubianą czy też idealnym, umiłowanym, ukochanym przywódcą. Czyli taki przywódca powinien, rozmawiając z ludźmi, którzy są w hierarchii społecznej niżsi od niego, powinien ich lekko podnosić w górę.
Czyli na przykład jeżeli jest gospodarz średniowiecznej powieści, jest jakiś stół z królem na szczycie, to ten król po to, żeby ten poddany stał się jego wielkim zwolennikiem, powinien do niego podejść. Nie tysiąc dwa miejsca bliżej, dlatego że jesteś ważniejszy niż tamci. Ten szambelan, ja go też nie lubię, usadził. Tu należy się wyższa pozycja. W tym momencie proszę zobaczyć, co się dzieje. Ktoś sobie sam usiadł na szarym końcu, zostaje wyniesiony wyżej, czyli jego te wszystkie hormony dominacji buzują, aż sprawiają, że jest szczęśliwy. Cała sztuka interakcji z ludźmi polega właśnie na tym, żeby ich nie obrazić w sposób przypadkowy albo obrazić w sposób celowy, jeśli tego chcemy. Chyba jeszcze zdążę dopisać. Jest takie świetne powiedzenie: dżentelmen obraża innych tylko wtedy, gdy tego chce. Tu mamy całą tą mądrość, którą mówiłem przez pięć minut w jednym zdaniu.
[36:58] - Tak, to prawda. W dodatku, jeśli się dobrze rozejrzymy wokół nas po świecie, to to, co pan przed chwilą powiedział, stosowane jest przez polityków nagminnie. To przesadzanie, może nie dosłownie przy stole, ale tego rodzaju zabiegi wywyższania kogoś albo świadomego poniżania, proszę państwa, naprawdę nie trzeba długo się rozglądać, żeby coś takiego dostrzec. Także jak najbardziej. Ja jeszcze do tego, o czym rozmawialiśmy, do tego zdania, do tej tezy mam tezę sąsiadującą. I to nie jest przypadek zapewne, że one sąsiadują ze sobą, te dwie mądrości. Otóż interakcje między ludźmi, tak jak i relacje między państwami, polegają na nieustannej renegocjacji statusu i sprawczości. To teraz panu zostawiam komentarz.
[38:01] - Bardzo proszę. Jeden przykład z geopolityki. Mówiliśmy chyba w zeszłym tygodniu o tym, że wojna jest sposobem ustanawiania, legitymizowania nowego porządku, prawda?
[38:13] - Jeśli nawet mówiliśmy, to nigdy tego za dużo. Tym bardziej że jesteśmy, co by tu nie powiedzieć, w sytuacji wojennej. W związku z tym warto to przypominać nieustannie.
[38:26] - Dobrze, więc szybciutko zaraz ujmujemy. Czym jest wojna? Jakieś państwo uważa, że jest silniejsze, że należy jej się więcej terytorium względem sąsiada, który jest słabszy i który nie potrafi tego terytorium obronić. W związku z tym wojna jest ustanowieniem nowej równowagi sił, czy też doprowadzeniem równowagi traktatowej, czyli formalnie uznanego terytorium do poziomu postrzeganej siły danego agenta, czyli danego podmiotu geopolitycznego. Czyli wypowiadam mu wojnę, zabieram mu ten kawałek terytorium, jestem silniejszy. Jak on jest silniejszy, to się obroni. Jak jestem silniejszy rzeczywiście, tak jak myślę, to zdołam go pokonać i jadę. To dokładnie to się dzieje w tej chwili na wojnie na terenie Ukrainy. Rosja dokonała inwazji, dlatego że Rosja postawiła na tym, że wygra. To jest tak jak zakład w kasynie.
Stawiam, że wygram i dlatego podejmuję to ryzyko skalkulowane i próbuję osiągnąć swoje cele. Natomiast innym instrumentem osiągania nowej równowagi geopolitycznej jest traktat. Mówiliśmy w zeszłym tygodniu o traktacie na przykład ograniczającym zbrojenia morskie na początku XX wieku. Mocarstwa się umówiły na konferencji, że jedno mocarstwo może wybudować tyle pancerników i krążowników, drugie tyle, trzecie tyle i tak dalej. Mocarstwa zdołały się porozumieć bez pomocy instrumentu wojny co do tego, jaka jest ich rzeczywista równowaga sił, czyli która z nich jaką ma siłę. Dzięki temu w ogóle ten traktat mógł być podpisany. Czyli mamy opisane dwa instrumenty polegające na tym, że strony umawiają się, jaka będzie przyszła prawnie usankcjonowana, legitymizowana równowaga świata. Mówimy o podziale surowców, o podziale zysków z handlu i tak dalej. Jak to się ma do tej dominacji? Ma się to tak, że niektóre państwa można oczywiście w takich grach blefować, czyli straszyć, mówić, że ma się więcej armii niż ma się w rzeczywistości, że ma się więcej czołgów.
To, co teraz mówiliśmy, że w Rosji zawsze myśleliśmy, że to jest druga armia świata, a tu proszę bardzo, psie pyra z krajami NATO, które zdołały Ukrainie pomóc tak, że Rosjanie nie są w stanie osiągnąć swoich celów strategicznych. Więc to jest cała jedna wielka gra, która jest wielkim obszarem niepewności, strefą szarości, podstępu, pozowania i tak dalej. To wszystko jest dokładnie tym, czym w skali pojedynczych ludzi jest właśnie osiąganie dominacji, bo można kogoś zdominować nie za pomocą siły militarnej, czy też walnięcia pięścią w twarz, tylko można go nastraszyć, że jestem w stanie to zrobić. Więc on w tym momencie się wycofuje i poddaje się naszej woli. Czyli to jest narzucenie naszej woli inaczej mówiąc. I wojna jest narzuceniem woli w pewien sposób i negocjacje są też narzuceniem woli, bo w czasie negocjacji też możemy straszyć, szantażować, blefować i tak dalej. Także te słowo assert domination. Ja się naprawdę bardzo dziwię, że nie ma, ja przynajmniej nie znalazłem, nie widzę żadnego odpowiednika w języku polskim, który by oddawał to samo znaczenie.
[41:58] - Kolejna wybrana przeze mnie teza, już bez mojego komentarza, ale wydaje mi się w jakiś sposób nawiązywać do tego, co pan powiedział przed chwilą, tylko myślę, że wymaga rozwinięcia. Otóż ona brzmi w ten sposób: wygra ten, kto jest zdolny dostroić się do rytmu pola walki. Ja dotychczas myślałem, że ten, kto ma więcej czołgów ewentualnie.
[42:21] - Niekoniecznie, bo wygra ten, kto te czołgi we właściwym momencie we właściwe miejsce dostarczy razem z wyszkoloną załogą i wygra bitwę. Czyli co z tego, że mam 100 czołgów, ale one stoją 100 kilometrów dalej? Więc dostrojenie się do rytmów pola walki to jest nic innego, jakby przełożyć na skalę geopolityki i działania, ale też do skali działania świętych mężów. To jest rozumienie sytuacji i tego, w jaki sposób rozmaite parametry środowiska funkcjonowania, czyli środowiska podejmowania decyzji, w jaki sposób te parametry oddziałują na naszą zdolność bojową, albo w jaki sposób te parametry należy zmienić, żeby były przychylne dla nas, a żeby przeszkadzały wrogowi w osiągnięciu jego celów taktycznych czy też strategicznych. Także ten, kto rozumie pole walki, to rozumienie pola walki to jest właśnie dostrojenie się do tych wszystkich parametrów.
[43:18] - Pędzę do następnej tezy, która jest przerażająco prawdziwa, moim zdaniem oczywiście. Tak długo, jak ludzie czują czyjś wzrok na karku, zachowują się lepiej, a grupy ludzi, którzy zachowują się miło wobec siebie, wygrywają z grupami, które tego nie robią. Jak to czytać?
[43:40] - Bardzo prosto. Do tego, żeby jakakolwiek grupa społeczna, czy to społeczeństwo, czy naród, czy członkowie jakiejś firmy byli zdolni osiągnąć kolektywne cele, muszą w jakiś sposób urządzić zasady kooperacji, zasady współpracy między ludźmi, którzy mają swoje własne osobowości i swoje własne, to się nazywa po angielsku personality quirks, czyli jakieś takie cechy szczególne osobowości, jakieś myki, na które inni muszą uważać. Ale generalnie chodzi o to, że zasady funkcjonowania jakiejś grupy, społeczności muszą być jasno sprecyzowane i ludzi, którzy do tej grupy należą, należy siłą, czy też inaczej, może ogólniej bardziej, przymusem zmusić do tego, żeby tych zasad przestrzegali. Jest takie inne powiedzenie, które jest troszeczkę podobne: społeczeństwo uzbrojone to społeczeństwo ludzi grzecznych. To jest takie hasło zwolenników posiadania broni w Stanach Zjednoczonych, jedno z takich haseł. Polega to na tym, że rozmawiając, czy też będąc w interakcji z innymi ludźmi, kalkulujemy ich siłę. Jeżeli uważamy się za silniejszych, to możemy im narzucić naszą wolę, prawda? Zrób to, zrób tamto. Możemy się odzywać po chamsku, a tamten nie może odpowiedzieć, prawda? Jak mamy w ręku pistolet, to co Al Capone powiedział, że od dobrego słowa jest skuteczniejszy pistolet i dobre słowo.
Na tym to polega. Jeszcze jest inna teza, której pan nie wymienił, która też jest na tej liście. Zachowania kooperacyjne trzeba wymusić. Bardzo mało jest przypadków takich, że zachowania kooperacyjne są dobrowolne. To jest w takich najbardziej skrajnych przypadkach wojny, słyszeliśmy pewnie propagandę, że Ukraińcy sami się zwalniali z pracy w Polsce po to, żeby wrócić do swojej ojczyzny i żeby za nią walczyć, prawda? To jest akt absolutnie godny pochwały patriotyzmu. Natomiast to są postawy rzadkie. Najczęściej ludzi trzeba zapędzić, prawda? Czyli zagrozić sankcjami, aresztowaniem za defetyzm i tak dalej. Dopiero oni wtedy mobilizują się do tego, żeby się zgłosić do punktu poborowego, prawda?
Założyć mundur i walczyć. To jest oczywiście wojna jest przypadkiem skrajnym, ale na przykład w sytuacji jakiejś firmy czy też organizacji typu grupa religijna, po to, żeby osiągnąć jakieś kolektywne cele, należy poświęcić swoje cele indywidualne, prawda? Samolubne. Tu jest największa różnica między kulturami takimi indywidualistycznymi i takimi, które są oparte na kolektywizmie, takiej jak właśnie japońska, mówiliśmy na początku rozmowy. W związku z tym, że na przykład Japończycy, mogą sobie słuchacze obejrzeć jakieś filmy na temat kultury japońskiej, tam ludzie są tak uwarunkowani, że odrzucają swoje własne, indywidualne pragnienia, marzenia, aspiracje albo je ukrywają bardzo głęboko i pokazują, że są integralną częścią swojej własnej grupy, swojej własnej społeczności i pokazują, że są w stanie w ogóle zapomnieć o swojej własnej indywidualnej osobie i tylko i wyłącznie realizować cele grupy. Na tym właśnie polegają społeczeństwa kolektywistyczne. Natomiast my, członkowie cywilizacji zachodniej, mamy mentalność sformatowaną zupełnie inaczej. U nas ten indywidualizm, prawa człowieka, dążenie do wolności, dążenie do polepszenia swojego bytu to są te tak zwane właśnie prawa człowieka. Prawa, które są niezbywalne i prawa, za które jesteśmy gotowi poświęcić wiele innych rzeczy.
[48:01] - Muszę powiedzieć, że wszyscy ci ludzie, którzy są w takim potocznym znaczeniu, nie filozoficznym, ale w potocznym znaczeniu idealistami i skłonni są myśleć o człowieku jako wspaniałej istocie, to chyba nie polubią pana książki, chociażby za taką tezę, że duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara we wspólny mit. No jak to? Przecież oni są szlachetni sami z siebie, a tu pan o jakimś micie mówi. No właśnie. To jeszcze dołóżmy do pieca i powiedzmy, jaki ten człowiek naprawdę jest.
[48:41] - No to co to jest wspólny mit? Tak? Bo to mam omówić. Wspólny mit to na przykład wolna Ukraina niezależna od wpływu geopolitycznego Rosji. Wspólny mit to obalenie komunizmu i częścią tego wspólnego mitu, dlaczego to jest mit, a nie prawda? Dlatego, że ten mit to jest pakiet wierzeń, które niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością. Bo mamy przecież ten układ Magdalenka, Okrągły Stół, który jasno pokazuje, że ten komunizm się nie skończył, tylko ci ludzie, którzy byli przy władzy i decydowali o najważniejszych aspektach naszego państwa, nadal tą władzę zachowali, mimo tego, że komunizm, formalnie ustrój komunistyczny się skończył. I proszę bardzo, już tutaj, w tym momencie nie wszyscy Polacy wierzą w ten wspólny mit tego, że komunizm się skończył i PRL się skończył. Są ludzie, którzy mówią, że przecież to ci zostali przy władzy, ci decydowali o gospodarce. Przecież ilu członków PZPR należy, czy też należało do PO i do PiS-u tak samo, albo wpierw do jednego, a potem do drugiego, albo wpierw do drugiego, a potem do pierwszego.
Więc wszystko zbija się o to, czy wierzymy w ten wspólny mit, czy też decydujemy się, że ten pakiet twierdzeń na temat świata, historii naszego świata, początku naszego porządku rzeczy, czy on ma być źródłem naszej tożsamości, źródłem naszej siły i źródłem naszej energii do tego, żeby podtrzymać istnienie tego porządku. Więc jeżeli w to wierzymy, jeżeli cała grupa ludzi dostatecznie silnie wierzy i potrafi podjąć działania do tego, żeby ten mit obronić, to mówimy, że ta grupa jest silna i ma swoją własną koherencję, ma swoją własną resilience, czyli odporność i jest w stanie zachować swoją tożsamość dłużej niż grupy, które takiego wspólnego mitu nie mają. Co teraz na przykład podejrzewam, że większość słuchaczy wie albo przynajmniej słuchała, już raz wspominaliśmy o tak zwanej krytycznej teorii rasy, która to jest ideologia rasistowska, która jest wpajana przez lewicowych nauczycieli bez wiedzy rodziców małym dzieciom kilkuletnim. Polega to na tym, że te małe białe dzieci uczone są poczucia winy względem małych czarnych dzieci, kilkuletnich dzieci. Proszę sobie zobaczyć, jest masa na ten temat artykułów, zwłaszcza w języku angielskim. I te dzieci są uczone, że ponieważ ich przodkowie, a nie wszyscy przodkowie tych białych dzieci byli w Stanach Zjednoczonych, kiedy było niewolnictwo, tutaj dodam oczywiście. Więc dlatego to jest ruch rasistowski, bo nie odróżnia tych białych, którzy przybyli po zakończeniu niewolnictwa do Stanów Zjednoczonych chociażby. To jest dłuższa historia oczywiście. Więc proszę zobaczyć, że mit Ameryki, American dream, amerykański sen, że przyjedziesz i będziesz ciężko pracował i wzbogacisz się i zapewnisz przyszłość dla siebie i swojej rodziny. To jest niszczone poprzez taki kontr mit polegający na tym, że jak jesteś biały, to masz mieć poczucie winy i w ogóle oddaj swój majątek czarnym, bo jesteś potomkiem tych właśnie panów niewolników.
Więc proszę zobaczyć jak mit jest niszczony przez kogoś, kto chce doprowadzić do upadku jakąś kulturę, czy też jakiś naród, jakąś grupę pierwotnie wcześniej spójną i zdolną do osiągania kolektywnych celów, ale taką, która nagle utraciła wiarę w swoją wielkość albo wiarę w to, że jest w stanie stworzyć jakąś świetlaną przyszłość. Innym takim mitem właśnie dla świetlanej przyszłości to jest tysiącletnia Rzesza. Mamy tych Niemców, którzy zostali wedle ich samych pokrzywdzeni poprzez niehonorowe pokonanie w czasie pierwszej wojny światowej. Chcą odzyskać honor, chcą odzyskać swoje kolonie, chcą zbudować imperium tak samo dumne i wielkie jak Imperium Brytyjskie. I nagle co się dzieje? Nagle pojawia się Hitler, człowiek, który jest w stanie im pokazać tą drogę, który jest w stanie zdyscyplinować ich, pokazać im, kogo należy obwinić za porażkę w przeszłości, mówimy o Żydach, który jest w stanie zapędzić ich do pracy, do zdyscyplinowania się, do poświęcenia dnia dzisiejszego w tym celu, żeby stworzyć tą wielką przyszłość, tą tysiącletnią Rzeszę. I proszę bardzo, ten wspólny mit jak zaowocował? Podbili niemal całą Europę. Niestety, czy też na szczęście, zależy kto co mówi, przegrali. Mimo że przegrali, to pokazali jedną rzecz.
Siła wspólnego mitu do tego, żeby zdyscyplinować ludzi do osiągania kolektywnych celów, bo o tym jest bardzo dużo w książce, jest absolutnie przemożna.
[53:36] - Tak, ja zostawiłem sobie na koniec ten największy smaczek, bo ktoś, kto słucha naszej dzisiejszej audycji, to myśli sobie: no ale o czym ci panowie mówią? Trochę tego, trochę tego, takie dziwne to wszystko, takie odmitologizowanie człowieka. To ja sobie zostawiłem na koniec rozwinięcie tytułu pana książki „Siły psychohistorii”, a podtytuł „Zrozumieć wczoraj- By zawładnąć jutrem. Myślę, że to doprecyzowanie wiele naszym słuchaczom wytłumaczy.
[54:14] - To jest esencja całej książki. Przepraszam, ma pan pewnie plik przy sobie, ja nie mam niestety. Przeczytajmy na samo zakończenie motto, które będzie dopełnieniem tego, co zaraz powiem. Zrozumieć dziś po to, żeby zawładnąć jutrem. Dlatego, że dzisiaj, kiedy jesteśmy w teraźniejszości, to widzimy rozmaite prawidłowości, które funkcjonują, które w przeszłości sprawiły, że nam się powiodło albo które w przeszłości sprawiły, że odwrotnie – przegraliśmy. Widzimy te wszystkie zależności, wszystkie prawidła, logikę tych zdarzeń, które nas otaczają. I co musimy zrobić? Musimy zrozumieć te teraźniejsze prawidła po to, żeby wymodelować przyszły stan zdarzeń i nasze miejsce w tym przyszłym stanie zdarzeń, nasze siły, nasze słabości. Czy te słabości wzrosną, czy te siły nasze wzrosną. To samo musimy zrozumieć w sytuacji przeciwnika, z którym konkurujemy o jakieś zasoby albo generalnie walczymy.
Musimy zrozumieć, czy na przykład jego siła nie wyczerpie się za parę miesięcy czy za parę lat. W związku z tym nie warto nawet zaczekać dwa, trzy lata z konfrontacją po to, żeby zaatakować przeciwnika wtedy, kiedy my będziemy silniejsi, a on będzie słabszy. Dlatego że te parametry, mówiliśmy o parametrach środowiska działania systemu, homeostatu. Każdy z nas jest homeostatem. Jeżeli rozumiemy, jak te parametry fluktuują, jaki jest ich rytm. Mówiliśmy, to świetne sformułowanie, naprawdę świetne, że należy dostroić się do rytmu pola walki. A tym polem walki jest teraźniejszość i przyszłość, bo to jest pole walki rozciągnięte w czasie, nie tylko w przestrzeni. Jeżeli jesteśmy w stanie zrozumieć, jak te parametry wszystkie się podwyższają, obniżają, od czego zależy to, że one wzrosną albo opadną, to w takiej chwili, jeżeli dostroimy się tak jak ten święty mąż do wszystkich tych zmian, które nas bezustannie otaczają, zmieniają, zaskakują albo pozwalają stwierdzić: „O, wiedziałem, że tak będzie”. Jeżeli to rozumiemy, jeżeli dostroimy się, jeżeli staniemy się częścią tego wiecznie ruchomego systemu, to jesteśmy w stanie w tym momencie przewidzieć przyszłość. A ktoś, kto przewidzi przyszłość, jest w stanie tą przyszłość kontrolować.
[56:40] - I rozumiem, że teraz cytat z Michio Kaku.
[56:43] - Tak jest. Poproszę.
[56:44] - „Głównym składnikiem inteligencji jest zdolność przewidywania przyszłości, zdolność modelowania dziś, aby zobaczyć jutro. Wysokiego poziomu inteligencji wymaga zdolność rozumienia praw natury, praw natury ludzkiej. Jaki jest najbardziej prawdopodobny rezultat przyszłych zdarzeń? Jeśli przedstawiciele pozaziemskiej cywilizacji są inteligentniejsi od nas, będą widzieć przyszłość lepiej niż my. Będą widzieć skutki, których my nie zobaczymy. Będą modelować scenariusze, które nam się nawet nie przyśnią. Będą mogli nas przechytrzyć za każdym razem”.
[57:26] - Tak jest.
[57:27] - Cóż, panie Piotrze, myślę, że to była już całkiem jawna nie kryptoreklama i wszystkim potencjalnym pana czytelnikom życzę wypieków na twarzy po lekturze. A na dzisiaj, proszę państwa, kończymy kolejny odcinek „Telegramu z krańca świata”. Dobrej nocy, panie Piotrze.
[57:49] - Dobrej nocy i bardzo przepraszam za te przejeżdżające samochody. Proszę mi wybaczyć. Jestem na południu Tajwanu, 150 kilometrów od miejsca, gdzie można kupić dający się zjeść chleb, więc jest to sytuacja absolutnie skrajnie deprymująca i obniżająca morale.
[58:04] - Jeszcze raz dobrej nocy.
[58:05] - Dobrej nocy, do usłyszenia.
[58:07] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.