Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. W piątek 21 stycznia 2022 roku w Radio Paranormalium i z lekkim poślizgiem w Bok Radio, krótko po godzinie 20.00 rozpoczynamy właśnie teraz kolejne wydanie „Bibliotekarium” na żywo. Dzisiaj poza panami z „Bibliotekarium” Markiem Żelkowskim i Wiktorem Żwikiewiczem będzie z nami również nasz dzisiejszy gość specjalny, znany już słuchaczom Radia Paranormalium pan Piotr Plebaniak. Dyskusja będzie się toczyła wokół zredagowanej przez niego książki pod tytułem „Siły psychohistorii. Zrozumieć wczoraj, by kontrolować jutro”. Zostaną także zaprezentowane fragmenty książki „Insuncji” i „Sztuka wojny. Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń”. Będzie więc zarówno o wojnie, jak też i o strategiach komunikacyjnych. Będzie też o Chinach, o przeszłości, przyszłości. Panowie, z tego, co mi wiadomo, planują także zahaczyć lekko co najmniej o science fiction.
Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał będę ja, Marek Sęk "Ivellios". Podam jeszcze tylko kontakty do Radia Paranormalium. Nadajemy oczywiście na żywo. Będzie można dzwonić na nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy i do SMS-ów również, bo te także czytamy, to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na fanpage'ach Radia Paranormalium, Bok Radio i Bibliotekarium.pl, na grupach Radio Paranormalium i Rubieże rzeczywistości. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc teraz czas na magiczne halo, halo Bydgoszcz.
Halo, halo Tajwan.
[02:41] - Halo, halo. Dzień dobry wieczór wszystkim, a przede wszystkim, żeby tak sobie powtórzyć, witamy naszego gościa. Dzień dobry, panie Piotrze. Właściwie to nie wiem, czy dzień dobry, to właściwie środek nocy u pana.
[02:57] - Tak. Chyba nie ma słowa na dzieńnoc albo nocdobry. Chyba to by było najlepsze, bo jest u mnie w tej chwili 3:04.
[03:06] - Tak, rzeczywiście. I to w dodatku jutro. Znowu jesteśmy w takim paradoksie czasowym, że u nas piątek, u pana sobota. Ja przypomnę naszym słuchaczom, że słyszeliśmy się dokładnie 17 września. To było zaledwie cztery miesiące temu, a tak jak tu przed audycją wspominałem, ja mam wrażenie, że minęła cała epoka. Świat się bardzo zmienił od tamtego czasu. Wtedy mówiliśmy o potencjalnej inwazji na Tajwan. To znaczy ja mówiłem, a pan raczej mówił o tym, że to niekoniecznie tak będzie wyglądać. Tak, ale od tego czasu, tak jak powiedziałem, zdaje się, że upłynęła jakaś epoka. To może odrobina komentarza?
A jeszcze sekunda, bo jeszcze Wiktor coś chce powiedzieć.
[03:57] - Właśnie chciałem to skomentować. Wszystkim pokoleniom wydaje się à propos tej nowej epoki, w którą żeśmy wkroczyli, że żyje w szczególnym momencie historii. Niestety to jest poczucie wyłącznie nasze indywidualne, naszego ego, bo dla nas nasze życie jest po prostu najważniejszą epoką i ona szybko przemija. Natomiast tak naprawdę przeszłość i przyszłość są nierozerwalnie ze sobą związane. Zresztą historia Chin chyba najlepiej mówi o tym, że szczególna epoka była 10 000 lat temu i będzie za 10 000 lat temu. Nic tutaj nie ma. To jest wszystko płynne. Zresztą tak jak pan Plebaniak tutaj chyba na samym początku zamarkował, że żeby zrozumieć, wyobrazić sobie przyszłość, trzeba poznać przeszłość po prostu. Bez tego nie ma siły.
[05:09] - Panie Piotrze, bardzo mi przykro, ale jeszcze coś muszę powiedzieć. To jest prawda, że każdemu pokoleniu wydaje się, że żyje w szczególnych czasach. Niemniej jest tak, i to też nie jest specjalnie dyskusyjna teza, że są takie chwile w historii, jakby to wszystko zdecydowanie przyspieszało. I mam wrażenie, że żyjemy w kolejnej takiej chwili, kiedy wydarzenia troszeczkę przyspieszyły po tych leniwych dosyć 30 latach. Dyskusyjne, ale powiedzmy w miarę takich leniwych 30 latach czas jakby przyspieszył. A teraz już my się tu w Bydgoszczy zamykamy. Panie Piotrze, jeszcze raz dzień dobry wieczór i oddajemy panu głos.
[05:57] - Dziękuję. Dobrze, więc odniosę się dokładnie do tego, co pan przed sekundką powiedział. Czas przyspieszył. Co się dzieje? Według wielu komentatorów geopolityków, których słyszymy w mediach tradycyjnych, na YouTubie, następuje zmiana geopolityczna, koniec tak zwanej pauzy geopolitycznej, czyli pewnego dosyć stabilnego układu sił, jaki istnieje między stronami, czy też w jaki strony się ułożyły. Jednym z najciekawszych terminów, które opisują takie zjawisko jak zmiana geopolitycznego układu sił, są napięcia strukturalne. Napięcia strukturalne to jest termin, który przedstawił znany geopolityk Jacek Bartosiak. Mało osób zwróciło prawdopodobnie na to uwagę. Nie wiem, bo do każdego indywidualnego słuchacza jest opinia, percepcja rzeczywistości. Natomiast istnieje pewna relacja siły, relacja różnic tych sił między różnymi graczami geopolitycznymi, między Chinami i Stanami Zjednoczonymi przede wszystkim.
Co się dzieje? Istnieje groźba wojny, prawda? Wszyscy straszą, że będzie zaraz wojna na Pacyfiku, która zacznie się od Tajwanu, co wyjaśnialiśmy sobie 17 września, że jest według mnie zupełną bzdurą i jest to niemożliwe właśnie ze względu na układ tych napięć sił strukturalnych. Natomiast te siły strukturalne zdefiniujmy na jednym bardzo prostym przykładzie. Ja uczestnicząc jako wolny słuchacz na wykładzie profesora Krzysztofa Gawlikowskiego, który umarł w ubiegłym roku, to jest sinolog zajmujący się Chinami, u którego zresztą chodziłem na zajęcia na temat sztuki wojny, o której zaraz sobie powiemy. On powiedział bardzo ważną rzecz: „Wojny w Indiach, agresja międzyludzka, czyli robienie sobie brzydkich rzeczy między ludźmi w Indiach, w cywilizacji hinduskiej ma miejsce cały czas, ale po troszeczku. Natomiast agresja i użycie przemocy w cywilizacji zachodniej następuje — i tu jest świetny cytat, który mi szalenie utknął w pamięci — od wielkiego dzwonu”. Ale dlaczego w jednej kulturze jest to bardziej rozłożone w czasie, a w innej jest to etapami, jakimiś konwulsjami to użycie przemocy, agresji? Dlatego, że u nas rozładowanie tych sił, tych napięć następuje w inny sposób, zrytualizowane. Inaczej jeszcze.
Czym jest wojna? Ja zdefiniowałem wojnę właśnie na podstawie tego prostego sformułowania, być może efekciarskiego troszeczkę ze strony wykładowcy, zdefiniowałem w sposób następujący wojnę, w tej książce między innymi właśnie „Siły psychohistorii”, o której sobie zaraz powiemy. To jest proces dłuższy lub krótszy dostosowania formalnego, rozpoznanego przez strony układu sił do rzeczywistego układu sił. Proszę sobie w ten sposób potraktować II wojnę światową, prawda? Stany Zjednoczone rosły w siłę, rósł ich potencjał geopolityczny, gospodarczy, militarny i Stany Zjednoczone nie były jednak formalnie tym hegemonem światowym. Natomiast co musiały Stany Zjednoczone zrobić? Doprowadzić do tego, że strony, czyli Imperium Brytyjskie, którego siła opadała, czy też inny pretendent, Niemcy, których siła rosła, Stany Zjednoczone musiały narzucić innym swoją sprawczość, czyli swój sposób decydowania tego, co się dzieje, kto może jedno, a kto nie może drugiego. Takie rozładowanie tych napięć strukturalnych to podpisanie traktatu wersalskiego, podpisanie traktatów pokojowych po II wojnie światowej, podpisanie w ogóle jakiegokolwiek traktatu pokojowego, w którym strony uzgadniają, że obecnie podział sił, podział, kto ma jakie prawa, jakich nie ma praw, będzie następował w ten i ten sposób. Czyli mamy dwa pojęcia, które są absolutnie kluczowe do tego, żeby rozumieć geopolitykę: napięcia strukturalne i sprawczość. Można zdefiniować wojnę w jeszcze inny sposób.
Wojna nie jest sposobem uzyskiwania jakiegoś terytorium, tylko wojna jest uzyskiwaniem sprawczości, czyli mocy decyzyjnej, władzy decydowania o tym, co się dzieje na danym terytorium. Jeżeli w ten sposób zdefiniujemy sobie cel wojny, czyli jako pozyskanie sprawczości w jakimś tam wycinku świata, w wycinku rzeczywistości, to w tym momencie proszę zwrócić uwagę, że nagle nasza definicja wojny obejmuje tak zwane wojny hybrydowe, bo już nie polega na tym wojna, żeby zdobyć jakieś terytorium, postawić tam na środku tego terytorium flagę albo wymordować połowę mieszkańców, a połowę spacyfikować strachem. Tylko wojna polega na pozyskaniu sprawczości. Nie trzeba więc formalnie, politycznie zdobywać tego terytorium do tego, żeby decydować, co się na nim dzieje. I tu znowu dzięki takiej definicji wojny, czyli rekonceptualizacji, przepraszam, to jest trudne słowo, ale dokładnie o to chodzi. Inaczej całkowicie przekształcamy naszą percepcję jakiegoś zjawiska, czy też definicję jakiegoś słowa, czyli wojny w tym wypadku, i dzięki temu nasza nowa wizja rzeczywistości, wzbogacona o nowe pojęcie, nowy sposób patrzenia na świat, pozwala nam lepiej zrozumieć, co się dzieje w tym świecie. W wojnach hybrydowych o co chodzi? Chodzi o ukrycie przede wszystkim, to też zaraz powiemy sobie szerzej. Przede wszystkim chodzi o ukrycie swojej ingerencji w bieg rzeczy. Czyli chodzi o to, że aktorzy realizują coś za pomocą akcji tak zwanej fałszywej flagi, czyli udawania jakiegoś innego gracza.
Chodzi o to, żeby zakłócić rozpoznawanie rozliczalności. Rozliczalność to jest cecha czyjegoś działania, która polega na tym, że jesteśmy w stanie wskazać palcem, komu można przypisać winę albo sprawczość, czyli to, że coś się stało, zostało zadecydowane przez czyjąś wolę, prawda? Podstawową cechą wszystkich wojen hybrydowych jest to, że jest zaburzona percepcja tego, kto ma jaką sprawczość, czyli kto spowodował takie, a nie inne zdarzenia. Zobaczmy, co się działo tuż po naszym poprzednim wywiadzie z 17 września. Cała sytuacja wojny tak zwanej hybrydowej. Ja uważam, że hybrydowa to jest bardzo złe słowo. To jest wojna o sprawczość. Mówiąc wojna o sprawczość, nie mówimy o ukryciu rozliczalności, więc to też nie jest dobra definicja. Zobaczmy, co się stało w czasie tej wojny hybrydowej między Polską a Białorusią. Kto jest aktorem?
Czy Rosja, która sprowokowała Białoruś, żeby zrobić zamieszanie, żeby przerzucanie tych imigrantów było rodzajem nacisku na Unię Europejską, z którą teraz są negocjacje w kwestii zakupu gazu. Polska też musi renegocjować z Rosjanami nową umowę. Czyli też Polska wchodziła w zakres tego konfliktu. Ale czy elementem tej wojny hybrydowej jest to, że Izrael ze swojego pobliża geopolitycznego wyrzuca ludzi, którzy są w jakikolwiek sposób ogarnięci, czyli mają jakieś ambicje życiowe, są zdeterminowani, żeby osiągać jakieś cele. To są idealni ludzie do tego, żeby stanowili trzon personelu armii. Czyli doprowadzanie do takiej sytuacji socjalno-ekonomicznej, czyli do niszczenia kraju takiego jak Irak. Tam jest infrastruktura zniszczona, brak pewności jutra, która sprawia, że ludzie chcą rodzić dzieci, chcą wychowywać dzieci, chcą inwestować w swoje życie. A jeżeli człowiek jest w jakikolwiek sposób sfrustrowany albo zabrana mu została szansa decydowania o własnym życiu, to on chce się przeprowadzić gdzieś indziej. Tu jeszcze przed wywiadem wspomnieliśmy o takim dziennikarzu Rafale Otoka-Frąckiewiczu. On bodajże w październiku pojechał na dwa tygodnie do Iraku i przywiózł stamtąd absolutnie fenomenalne spostrzeżenie, które powinno być centralnym początkiem każdej debaty ubiegłej jesieni naszych decydentów polskiego rządu.
Dlaczego ci migranci opuszczają Irak i chcą uciekać do Europy Zachodniej? On zrobił niesamowitą pracę socjologiczną w postaci tego, że wskazał tą siłę psychohistorii, jak to nazywam, a inaczej można nazwać oczywiście siłą strukturalną. Dlaczego ci ludzie sami chcą wyjechać? Otóż okazuje się, że po prostu oni szukają lepszego życia. Tam nie mają perspektyw. Zaraz zbudują jakąś firmę, to zaraz przyjdzie jakaś Al-Kaida i im to rozwali. Zaraz na przykład chcą puścić dzieci do szkoły, ale szkoła zostanie zbombardowana albo coś się stanie i tego nie będzie. Takie zjawiska można wywoływać, te siły strukturalne. I na tym polega praca mistrza wojowania. To mówiliśmy sobie w poprzednim wywiadzie.
Mistrz wojowania nie działa za pomocą rozkazu, czyli mówienia zrób to, zrób tamto, tylko za pomocą takiego aranżowania sytuacji, w której ludzie sami, niejako powodowani geografią tej przestrzeni decyzyjnej, swojej własnej, czyli socjologicznej, czyli tym brakiem perspektyw, sami nagle postanawiają, że koniecznie chcą się wydostać z tego Iraku i przejść gdzie? Do Europy Zachodniej. I w tym momencie wystarczy im stworzyć możliwość przerzutu, czyli namówić jakieś grupy do stworzenia mechanizmu ekonomicznego, czyli po prostu pożyczania. Mafia pożycza pieniądze tym Irakijczykom albo ci Irakijczycy pożyczają od rodziny, albo w jakikolwiek sposób zdobywają pieniądze na przelot do Białorusi i nagle znajdują się między granicą Polski i Białorusi i mamy wojnę hybrydową. Na tym to polega. I tyle. Nie wiem, czy komentarz jakiś ktoś z panów powie.
[16:45] - Ja chciałem tylko naszym słuchaczom powiedzieć, że dzisiaj spotykamy się, tak naprawdę punktem wyjścia jest książka pana Piotra Plebaniaka, która ukaże się pod koniec lutego, o ile dobrze pamiętam. Nowa książka zatytułowana „Siły psychohistorii. Zrozumieć wczoraj, by kontrolować jutro”. To jest książka, na okładce której widzimy Napoleona Bonaparte i widzimy Leonarda da Vinci, jeżeli dobrze rozpoznaję.
[17:18] - Tak, dokładnie tak. To jest z jego własnego autoportretu fragment.
[17:23] - To jest książka z przedmową Roberta Gwiazdowskiego. O tej książce będziemy za chwilę mówić, ale ciekawą rzecz powiedział Ivellios, znaczy taką zdradzającą bardzo wiele, bo powiedział, że będziemy mówić o science fiction. Już w tytule tej książki zaszyte jest troszeczkę science fiction, bo kto science fiction się interesuje, to słowo psychohistoria powinno być mu znane. Co więcej, ważne jest, że w dzisiejszej audycji nasz gość przygotował wielki konkurs. Konkurs, w którym będzie można wygrać książkę „Sztuka wojny”. ... która powstała dzięki pracy pana Piotra Plewaniaka. O tym wszystkim za chwilę, bo podamy mail, na który będzie trzeba wysyłać odpowiedzi. Kto pierwszy, ten lepszy. Każde pytanie będzie miało jednego zwycięzcę.
Pan Piotr przygotował aż 10 pytań, więc będzie można wygrać 10 książek. Pytania są z gatunku science fiction i to nie jest przypadek, że z science fiction są te pytania. Zanim to wszystko jednak nastąpi, to ja jednak o tak zwaną bieżączkę, bo pan Piotr nam to elegancko wyłożył, między innymi o wojnie hybrydowej, o tym, co się dzieje. Ale ja wrócę, bo wspominał pan Piotr o youtubowych komentatorach, więc ponieważ jesteśmy na YouTubie, to odwołam się do tego. Dzisiaj część komentatorów mówi o tym, że oto trzy wielkie mocarstwa, to złe określenie. Trzy państwa: Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny podzieliły świat w tajnych bądź mniej tajnych porozumieniach, że Biden porozumiał się z Putinem, podzielili sobie Europę, sprzedali Ukrainę, być może Polskę, ale to po to, bo Putin zorientował się, że może Stany Zjednoczone chcą rozpętać wojnę na Pacyfiku. W związku z tym, jak tam będzie wojna, to już się Europą nie zainteresują. Więc w Europie sprzedano Ukrainę, a w tak zwanym międzyczasie, wspominaliśmy o Bliskim Wschodzie, to tam Iran zostanie zaatakowany przez Izrael. Pokrótce scharakteryzowałem to, co się w internetach ostatnimi czasy mówi. Jak pan patrzy na tego rodzaju pogląd?
Bo tu właściwie mamy coś w rodzaju roku 1984. Dzielimy świat na trzy państwa, czyli Stany Zjednoczone z Wielką Brytanią i Wschodnią Azję, czyli Eurazję. Mamy Eurazję, Wschodnią Azję i mamy Stany Zjednoczone z Anglią. Czy to coś takiego się szykuje? Czy te komentarze to błąkanie się gdzieś we mgle?
[20:30] - To jest budowanie narracji. Każdy buduje swoją narrację. Nie jesteśmy w stanie, każdy z nas: ja, pan, ci specjaliści od geopolityki, których słuchamy i za pomocą których staramy się zrozumieć świat i prawa geopolityczne, które decydują o tym, kto co zrobi, czyli w jaki sposób możemy przewidzieć przyszły stan rzeczy. Przede wszystkim ja bym powiedział nawet, pan się tak zawahał, państwa, czy też imperia. Ja nazywam to ośrodkami woli geopolitycznej, czyli to są ośrodki, które mają jakąś tradycję imperialną albo tradycję cywilizacyjną. To jest kluczowe absolutnie pojęcie. Powiemy sobie o nim zaraz więcej. Natomiast one wszystkie grają o swoje przetrwanie. I jeżeli zrozumiemy, że to właśnie chodzi o przetrwanie. Geopolityk Jacek Bartosiak mówi, że chodzi o to, że te imperia wszystkie grają o to, żeby zostać przy stole i grać dalej.
To właśnie chodzi o przetrwanie. Natomiast samo to pojęcie, że te imperia czy też ośrodki woli geopolitycznej walczą o przetrwanie, jest terminem, czy też może ideą, jakimś konceptem wymyślonym przez amerykańskiego profesora Johna Mearsheimera z Uniwersytetu z Chicago. On ma świetne, fenomenalne nawet bym powiedział, wykłady na YouTubie, które są do obejrzenia. Między innymi na przykład, to zaraz właśnie na tym przykładzie się skupimy, o tym, dlaczego Zachód jest winny tej całej sytuacji z Ukrainą. O co chodzi? Chodzi o to, że każde z tych państw stara się wywalczyć czy też wynegocjować nie tylko swoje przetrwanie, ale też bardzo ważną rzecz. O zdolność, o stabilność, z której wynika zdolność przewidywania tego, co się zdarzy w danym układzie geopolitycznym. Inaczej mówiąc, już myślę, że po moim wcześniejszym wstępie chodzi o to, i tym wszystkim decydentom, że im bardziej chodzi o to, żeby bardziej racjonalnie alokować swoje siły, czy też używać swoje zasoby do tego, żeby utrzymać jakiś mniej lub bardziej korzystny dla nich układ zdarzeń, czyli strukturę tych wszystkich napięć geopolitycznych, napięć strukturalnych. Więc jeszcze inaczej. Moim zdaniem to jest nieprecyzyjne w ogóle i niepotrzebne powiedzieć, że ktoś dąży do wojny.
Ktoś dąży do ustanowienia. Nie ma polskiego słowa. Jest taki angielski termin „assert domination”, czyli „assert”. Co to znaczy? To znaczy jednocześnie i zadeklarować, i walnąć pięścią w stół. Czy to jest moje i tego będę bronił i wszyscy to rozpoznają. Na przykład jeżeli do jakiejś grupy, chociażby do nowej klasy dochodzi nowy uczeń, to wszyscy go testują. Na co mogą sobie pozwolić, a na co nie mogą sobie pozwolić. I to jest taka gra sił, kto wywalczy sobie jaką pozycję w hierarchii w jednej klasie, w liceum czy w szkole podstawowej, czy w jakiejkolwiek innej grupie ludzi dorosłych, niedorosłych, wszystko jedno. Niedorosłych.
My wszyscy jesteśmy niedorośli, tak jak walczymy właśnie o tą dominację. Natomiast na tym dokładnie samym zjawisku polega regulowanie tego układu sił między tymi ośrodkami geopolitycznymi czy ośrodkami woli geopolitycznej. One mają jakąś swoją siłę ekonomiczną, siłę wojskową I za pomocą tej siły starają sobie nie tylko wykroić bezpieczeństwo, czyli jak najwięcej, bo to nie chodzi o jak najwięcej, tylko chodzi o to, żeby zachować stabilność, bo mając stabilność chociażby jesteśmy w stanie zarabiać na handlu, jeżeli jest na przykład jakieś zagrożenie dla szlaków handlowych, czyli na przykład wojna na Tajwanie. Mówiliśmy sobie poprzednio, że wojny nie będzie ze względu na to, że nikt tutaj, w tej okolicy geograficznej nie chce wojny ze względu na to, że ta wojna natychmiast zniszczy handel, a handel i wymiana towarowa jest podstawą ich ekonomii. To przypomnimy po prostu teraz słuchaczom. Chiny absolutnie mogą walić pięścią w stół, aż ten stół rozpadnie się na atomy, ale w życiu nie zrealizują tych gróźb inwazji na Tajwan z prostej przyczyny. Proszę sobie zerknąć na mapę słuchając. W chwili, w której okolica Tajwanu zmieni się w strefę wojny, szlaki handlowe, przez które płyną super tankowce do Chin, czyli do Szanghaju, północnych Indii, do Japonii, do Korei Południowej, te wszystkie super tankowce nie będą docierać. Chiny importują 70% surowców energetycznych z zewnątrz, czyli Chiny są całkowicie niewystarczalne. Czyli w chwili, w której zaczną robić jakiekolwiek napięcie militarne w okolicy Tajwanu, natychmiast Chiny popełniają samobójstwo.
Po pierwsze same dla siebie i natychmiast sprawiają śmiertelne zagrożenie dla Japonii, dla Korei Południowej. I przykładem, którego użyliśmy 17 września, kiedy o tym mówiliśmy, było to, że Japończycy około 70% energii wytwarzają z gazu ziemnego i ropy naftowej, więc dla nich jest absolutnie priorytetową kwestią przetrwania to, żeby powstrzymać Chiny przed tym, żeby zaatakowały Tajwan. I w czerwcu 2021 roku premier Japonii powiedział prosto, teraz już zupełnie inaczej rozumiemy jej słowa. To nie była jakaś retoryka wojenna, to nie było jakieś: „zaraz inwazja, to trzeba nastraszyć tych Chińczyków”. Tylko prosta geopolityczna prawidłowość, czyli ta siła psychohistorii, która sprawia, że jakieś wydarzenie po prostu nie ma możliwości, żeby się zdarzyło, chyba że kompletnie się wszystko wymknie spod kontroli. Chiny nie zaatakują Tajwanu dlatego, że natychmiast wtedy Japończycy, dla których to jest kwestia życia i śmierci, przetrwanie tych zdolności pozyskiwania ropy naftowej z Bliskiego Wschodu, Japończycy natychmiast staną militarnie po stronie Tajwanu. To właśnie premier Japonii powiedział. I teraz rozumiemy inaczej, prawda? Chiny walą pięścią w stół. Straszą się, straszą innych, robią tą retorykę wojenną.
Nie wiem, może dziennikarze nie współpracując z nimi, też tą retorykę powtarzają dlatego, że to jest coś ciekawego, co przyciąga widza i reklamodawców. Natomiast tak naprawdę to jest wydarzenie, które nie ma prawa się zdarzyć. Po prostu nikt tego nie zrobi. No i tyle.
[27:28] - Tak, ale w tak zwanym międzyczasie dostałem SMS-a od swojego dobrego kolegi, który zadał pytanie: a jeśli to nie Chiny, tylko USA sprowokuje wojnę? Mniej więcej odczytałem.
[27:43] - Tak, dokładnie o to chodzi. Stany Zjednoczone, proszę zobaczyć, one mają kontrolę nad tak zwanym pierwszym łańcuchem wysp. Korea Południowa też jest wyspą. Proszę zwrócić uwagę, czy można się dostać pociągiem na przykład na kontynent? Nie, bo tam jest Korea Północna. To jest dziura geopolityczna w tym sensie, że jest terenem, który jakby nie istniał, czyli nie ma żadnych szlaków przerzutowych do towarów. Ja byłem w Korei Północnej, przepraszam, pochwalę się, na dziesięciodniowej wycieczce. Niesamowite. Można nawet dwie audycje o tym zrobić, jakie tam są ciekawe rzeczy, co można poopowiadać. Natomiast byłem też w Korei Południowej od strony, w której zbudowali bardzo propagandowo, świetnie przemyślane, taka stacja kolejowa.
To nieszczęście, że ta Korea się podzieliła, bo to rzeczywiście jest nieszczęście. Natomiast ta stacja kolejowa, chcieliśmy przesyłać towary, wszyscy by zarabiali, czyli Korea Północna by też zarabiała na, gdyby była jakaś eksterytorialna linia kolejowa łącząca Koreę Południową z kontynentem, czyli z Chinami, czyli z Rosją. Natomiast nie ma to prawa powstać w bieżącym układzie geopolitycznym. Zostaliśmy wszyscy zawiezieni na tą stację. Tam oglądaliśmy jakiś pomnik tego podziału, że ta Korea chciałaby się zjednoczyć. No ale oczywiście jest to niemożliwe. Dlaczego? Dlatego, że Korea Północna jest państwem buforowym, które stabilizuje region. Istnienie tego państwa buforowego stabilizuje z tego względu, że redukuje chociażby prawdopodobieństwo jakichkolwiek nieprzewidywalnych tarć, jakichś starć granicznych, jakichś nieporozumień, jakichś incydentów i tak dalej. To jest bardzo skomplikowana sprawa.
Mówię tylko o jednym aspekcie, właśnie o tych incydentach granicznych. Dlatego mówiliśmy wcześniej o tym, że imperium bardzo zależy na tym, żeby uzyskać przewidywalność sytuacji, czyli w jakiś sposób to jest rodzaj kontroli nad tym, co się dzieje, prawda? Czyli jesteśmy w stanie planować. Wiemy, że mamy jakiś bufor bezpieczeństwa, że zrobimy coś głupiego albo na przykład istnieją jakieś siły, czyli właśnie ta tendencja do tego, że te incydenty graniczne powstają, bo żołnierze do siebie strzelają. I żeby uniknąć prawdopodobieństwa, że jakiś incydent przerodzi się w jakiś bardziej poważny stan wojny, czy też strony ze względów honorowych, chociażby wizerunkowych, będą musiały zareagować, następuje eskalacja i następuje wojna, prawda? Skoro mamy państwa buforowe, to one w jakiś sposób stabilizują ten układ i gwarantują przewidywalność. Więc są absolutnie państwa buforowe niezbędnym elementem stabilizacji układu geopolitycznego. Jeżeli ktoś chce zrobić, już wracam, dokładnie odpowiadam teraz już na ten SMS. Jeżeli ktoś chce nastraszyć innych, to straszy następującym instrumentem: instrumentem załamania się jakiejś lokalnej struktury stabilizującej, czyli właśnie Korei Północnej. W związku z tym, jeżeli oni tam sobie, jak się nazywa teraz, przepraszam, nie pamiętam w tej chwili przywódca Korei Północnej Kim Jong Un?
Nie. Cholera. Tak. Kim jakiś tam któryś z kolei. Kim Jong Un. Więc jak on trzaska pięścią w stół, to nie dlatego, że chce zrobić inwazję na Koreę Południową, tylko dlatego, że kompensuje swoim działaniem działanie tych sił strukturalnych, czy też sił psychohistorii, jak ja to nazywam w książce, po to, żeby zachować ten aktualny balans, czyli żeby zachować swój układ geopolityczny, a w jego przypadku on walczy o swoje własne przetrwanie. Bo w chwili, w której Korea Północna zostanie w jakiś sposób zastraszona i on zostanie na skutek jakichś tam wewnętrznych rozgrywek wewnątrz Korei Północnej odsunięty ze stanowiska, to dla niego oznacza, że zostanie rozstrzelany. Więc znowu on walczy o przetrwanie w tej najmniejszej skali swojej osobistej, czyli utrzymania swojego własnego reżimu, ale jednocześnie jego wysiłki są tą siłą strukturalną, która stabilizuje układ geopolityczny, czyli to, że Korea Północna tam jest, głoduje, żre trawę. Przepraszam, zacytuję premiera Pakistanu, który powiedział swego czasu, że jak Indie zbudują broń atomową, to będziemy jeść trawę, ale my też zbudujemy własną. Dojdziemy zaraz do tego prawidła geopolitycznego.
Więc proszę zobaczyć, jeżeli Stany Zjednoczone chciałyby doprowadzić do porządku swoich, w cudzysłowie bardzo czerwono migającym, błyskającym w cudzysłowie swoich sojuszników, czyli Koreę Południową, Japonię, Tajwan. To też jest dosyć kontrowersyjne, dlatego nie można powiedzieć, sojusznik to jest w ogóle słowo, zacytuję te wszystkie szaleństwa tak zwanych lewicowych ekstremistów. Sojusznik i wojna to są słowa tak zwane outdated, czyli przestarzałe, oczywiście to jest żart z mojej strony, dosyć ponury. Natomiast outdated w tym wypadku znaczy, że słowo wojna i słowo sojusznik zaciera nam percepcję tego, co się rzeczywiście w tych siłach psychohistorii geopolitycznych dzieje. Dlatego, że sojusznik to jest, kto to jest sojusznik? To jest ktoś, kto ma te same cele geopolityczne, czy też to jest ktoś, kto razem z nami toczy jakąś wojnę? To bez sensu, dlatego, że w czasie II wojny światowej Wielka Brytania nie była sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w tym sensie, że walczyli razem, tylko byli ze sobą konkurentami. Stany Zjednoczone starały się wydrzeć z rąk Imperium Brytyjskiego tej roli dominującego hegemona nad światem. Czyli siły geopolitycznej imperium, które decydowało, w jaki sposób przebiega wymiana towarowa na świecie. Zwróćmy uwagę, że to miało miejsce właśnie w czasie I i II wojny światowej.
Imperium Brytyjskie słabło, walczyło z Niemcami, swoim najbliższym geograficznie konkurentem, ale tak naprawdę Stany Zjednoczone w sposób niesamowicie gwałtowny rosły. Wysforowały się na państwo dominujące na całym świecie i dzięki II wojnie światowej wszystkie inne siły się wykrwawiły, zostały zniszczone w trakcie działań wojennych. Europa, mówię tu o Europie i dzięki temu, dzięki różnym zabiegom typu Plan Marshalla, to też jest na oddzielną audycję. Stany Zjednoczone zainwestowały kolosalne pieniądze nie po to, żeby dać w prezencie, tylko po to właśnie, żeby przejąć kontrolę, czyli uzyskać sprawczość nadprzebiegiem wszystkich procesów politycznych, historycznych, ekonomicznych w Europie i na całym świecie. W związku z tym jest takie świetne powiedzenie, że po co powstało NATO? Po to, żeby trzymać Amerykanów wewnątrz Europy, Rosjan na zewnątrz, a Niemców w dole. Po angielsku to lepiej brzmi. Trzeba trzymać kogoś w dole, to znaczy po prostu nogą przyjadać mu mordę do ziemi, za przeproszeniem. Więc na tym to polega. Przepraszam i zaraz wracam już do tej odpowiedzi.
Ja cały czas pamiętam, ale po prostu chciałem pomóc czytelnikom zrozumieć, że po prostu żeby zrozumieć, co się dzieje w jakiejkolwiek wojnie, trzeba spojrzeć z kompletnie innego punktu widzenia. Więc Amerykanie co robią, żeby kontrolować swoich geopolitycznych sojuszników? Ja może takim śmiesznym, dziwnym tonem będę mówił te przestarzałe słowa, więc oni mogą specjalnie budować narrację, że zaraz będzie wojna, dlatego, że straszą polityków, którzy tak jak my wszyscy, nie wszyscy rozumieją te siły strukturalne, te siły psychohistorii, że Chińczycy w życiu sobie nie pozwolą na tą inwazję dlatego, że sami sobie popełniają samobójstwo ze względu na bezpieczeństwo energetyczne. Więc Amerykanie straszą po to, żeby skłonić, stworzyć tę wizję, tą narrację tych sił psychohistorii, tych napięć geopolitycznych, napięć strukturalnych, żeby ci sojusznicy robili to, co Amerykanie sobie zażyczą. Czyli co chcą Amerykanie tworząc narrację, że zaraz wojna, zaraz inwazja. Co oni robią? Oni budują swoją sprawczość, czyli zdolność decydowania kto i co robi w danym obszarze albo w danej sytuacji. Czyli to jest wojna, przepychanka o sprawczość. To nie jest właśnie wojna, która od wielkiego dzwonu powoduje tą przełomową zmianę. Czyli ktoś wywołuje wojnę, zdobywa jakieś terytorium, następnie jest podpisywany traktat, w którym to jest w przestrzeni międzynarodowej stabilizowane jako nowy, stabilny układ sił.
Jedni już mają większe terytorium, drudzy mniejsze i niestety muszą to zaakceptować. Ktoś może następnie po takiej wojnie, przepraszam, jeszcze dygresja kontynuuje. Nie zaakceptować. I to miało miejsce po pierwszej wojnie światowej. Niemcy podpisali traktat wersalski bardzo poniżający, ale mentalnie jako naród, co zostało wykorzystane w retoryce nazistowskiej przy przejmowaniu władzy przez partię NSDAP Hitlera, Niemcy nie pogodzili się z nowym, autoryzowanym prawnie przez traktaty międzynarodowe, układem geopolitycznym, w którym zostali poniżeni przez przegranie wojny nie na polu bitwy, ale za pomocą gospodarczych środków, czyli blokady gospodarczej, przez które Niemcy głodowały i przez to nastąpił rozpad ich wysiłku wojennego, ich ekonomii. I nie zaakceptowali mentalnie tego swojego nowego stanu sił i nastąpiło to napięcie strukturalne, które zostało odpowiednio wzmocnione, podniesione przez tych mistrzów wojowania. Musimy prosić słuchaczy o to, żeby przesłuchali naszą poprzednią audycję. Ale wracając, te siły strukturalne zostały wykorzystane przez NSDAP do tego, żeby dojść do władzy, dlatego że te siły zostały w odpowiedni sposób wzmocnione. Tu zaraz wrócimy do „Sztuki wojny” i nastąpiło wykreowanie mocy sprawczej przez NSDAP i partię Hitlera i wolę geopolityczną stojącą za Hitlerem do tego, żeby Niemcy po raz drugi spróbowały w czasie pierwszej połowy XX wieku stworzyć swoje imperium na wzór brytyjskiego, bo taka była ich aspiracja. Przypominam, że po pierwszej wojnie światowej zostały im wszystkie kolonie odebrane, co było gigantycznym ciosem w niemiecką dumę.
I ta niemiecka duma, czyli wizję tego, że naród niemiecki jest silny, jest dumny i chce zbudować tak fajne, tak wspaniałe imperium jak Imperium Brytyjskie, zostało im nagle odebrane i nastąpiło to napięcie strukturalne. Widzicie teraz, że napięcie strukturalne jest niesamowicie użytecznym przedmiotem. Dobrze, to tyle. Wracając już ostatni raz do właściwego pytania, czyli do tego, co robią Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone starają się rozgrywać Chiny za pomocą swoich sojuszników. Oczywiście w każdym kraju typu Japonia, Korea Południowa, Tajwan są siły polityczne, nie wszystkie nastawione w identyczny sposób do tego, w jaki sposób współpracować ze Stanami Zjednoczonymi. Na przykład obecna Partia Demokratyczna, Partia Postępu na Tajwanie współpracuje bardziej z Demokratami niż z Republikanami w Stanach Zjednoczonych. A to też jest oddzielna rozmowa, dlatego że dla mnie jest szalenie śmieszne i wywołuje mój sprzeciw nazywanie na przykład tego, że Hitler wygrał wojnę albo naziści zaatakowali jakiś kraj. Jacy naziści? Przecież Niemcy.
Przecież nie mówimy, że demokraci przeprowadzili inwazję w Normandii czy Republikanie, dlatego że prezydent jest republikanem albo demokratą, tylko zrobiły to Stany Zjednoczone. Nas nie interesuje podmiot międzynarodowy taki jak Polska. Jak patrzę na tą sytuację, to oczywiście wiadomo, że jak następują decyzje jakieś, co zrobić na jakiejś konferencji, to wiadomo, że trzeba wiedzieć, kto to jest demokrata, a kto to jest republikanin. Ale w książkach historycznych nie wolno mówić, to bez sensu. Roosevelt był demokratą, nie można powiedzieć przecież, że Japonia zaatakowała demokratów, bo to jest bezsens. Na tej samej zasadzie nie można powiedzieć: naziści zaatakowali Polskę, tylko Niemcy zaatakowały Polskę. To tyle.
[40:25] - To ja jeszcze wrócę, bo SMS przyszedł drugi. Ja go skrócę, bo nie będę go czytał, bo jest strasznie długi. Skrócę tak: Stany Zjednoczone słabną, Chiny rosną w siłę. Stany Zjednoczone wiedzą, że mają 5, 10 lat, a później już żadnej wojny nie są w stanie wygrać i pogrążą się, ich mocarstwowość upadnie. Mniej więcej tak bym streścił tego SMS-a drugiego. I przejdźmy już, bo już sam tęsknię, żebyśmy zaczęli mówić wreszcie o „Siłach psychohistorii”, o tej książce, która dopiero przed nami.
[41:14] - Dobrze, to szybko odpowiem na tego SMS-a. Wojna to słowo przestarzałe. Przepraszam, że tak żartobliwie. Natomiast w tym sensie, że Stany Zjednoczone wbrew pozorom nigdy nie były silniejsze, jak są teraz. Ale jest szereg parametrów, które decydują o tej sile, natomiast Stany Zjednoczone ma jedną przewagę, jeden lewar, czyli dźwignię oddziaływania, bo zdolność sprawczości, zdolność realizowania własnej sprawczości polega na tym, że państwo ma instrumenty oddziaływania na zachowanie innych podmiotów, z którymi konkuruje, z którymi prowadzi interakcję geopolityczną. Stany Zjednoczone... Ja bym polecił książkę, której w języku polskim nie ma. To jest książka Petera Zehana „Accidental Empire”, czyli przypadkowe imperium. On w 2018 i 2019, i 2020 nakręcił masę, jest w internecie na YouTubie do zobaczenia bardzo dużo jego wykładów. Proszę sobie zobaczyć dwa albo trzy.
On mówi prawie to samo, natomiast w niektórych z nich mówi rzeczy, których w innych wykładach nie ma i one świetnie się łącznie scalają. Ale właśnie polecam dwa różne albo trzy różne jego wykłady na temat geopolityki. On mówi coś takiego, co jest moim zdaniem absolutną podstawą do tego, jak należy w rzeczywistości Prawdziwie rozumieć. Nie wiem, czy to jest dobre słowo. Jaką należy mieć percepcję tego, co się rzeczywiście dzieje w tych strukturalnych napięciach międzynarodowych. Stany Zjednoczone dzięki rewolucji łupkowej, czyli powstania technologii około 20 lat temu wydobywania ropy naftowej z łupków, stały się eksporterem netto ropy naftowej. W związku z tym cały układ geopolityczny powstały po II wojnie światowej, w którym Arabia Saudyjska jest podstawowym dostawcą ropy naftowej na Bliskim Wschodzie. Dzięki temu Stany Zjednoczone narzucają całemu światu to, że ropę kupuje się wyłącznie za dolary, czyli stwarzają w sztuczny sposób. Ta cała struktura geopolitycznej wymiany towarowej, wręcz światowej wymiany towarowej polega na tym, że jest dominacja dolara amerykańskiego jako waluty międzynarodowej. To jest prowadzone dzięki temu, że petrodolar, właśnie od tego jest ta nazwa, jest walutą, za którą się kupuje ropę i nikt nie może kupować za inną walutę.
Oczywiście się to zmienia. Próbują ludzie robić różni różne rzeczy. Na przykład Iran, na przykład Irak. Saddam Hussein próbował sprzedawać ropę za inną walutę niż dolar. Stąd wojna. To było to napięcie, te siły psychohistorii, czy też struktura tych napięć geopolitycznych, napięć strukturalnych doprowadziła do tego, że ta wojna była nieunikniona. Nikt nie ma prawa tego podważać. Ale wracając do pytania. Stany Zjednoczone dzięki temu, że są eksporterem netto ropy naftowej, ale także gazu ziemnego. Proszę zobaczyć, teraz mamy tą podwyżkę cen gazu.
Dosłownie przed miesiącem mieliśmy bardzo prostą sytuację. Nagle tutaj są te przepychanki między Rosją a Europą, ale też między Rosją a Polską, której zaraz się kończy kontrakt na dostawy gazu i negocjujemy następny. To właśnie są negocjacje na granicy białorusko-polskiej, które miały miejsce na jesieni. Stany Zjednoczone nigdy nie były silniejsze, dlatego że nie miały wcześniej tak taniego lewaru na to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie i wszędzie indziej. Bo proszę zobaczyć, teraz Stany Zjednoczone uzyskały niezależność energetyczną i cokolwiek stanie się na Bliskim Wschodzie, czyli na przykład Izrael w końcu wywoła jakąś tam wojnę, bo będzie musiał przydusić te państwa, na przykład Iran przed wytworzeniem broni nuklearnej. Nawet jak nastąpi wojna na Bliskim Wschodzie, zostanie zablokowana cieśnina Ormuz, czyli cieśnina, przez którą te wszystkie supertankowce z Kuwejtu i Iraku wywożą olej z Zatoki Perskiej na cały świat do Chin przede wszystkim, to Amerykanie jeszcze na tym zarobią, dlatego że mają własną ropę i mogą tą ropę i gaz sprzedawać innym, prawda? Mieliśmy dosłownie dwa tygodnie temu czy tam trzy tygodnie temu, że zaraz zwyżki cen gazu, to Amerykanie wysyłają tam ileś, chyba 30 było supertankowców z gazem do Europy, prawda? Po to, żeby te ceny zdusić. Gdyby tych tankowców nie było, czyli gdyby nie było gazu łupkowego, o którym mówił ten Peter Zeihan w tym „Accidental Empire”, to Stany Zjednoczone nie miałyby instrumentu przyduszenia niezwykle dużej mocy sprawczej ze strony, chciałem powiedzieć Związku Sowieckiego, ze strony Rosji, prawda? Więc zobaczcie, jeżeli Chiny zaatakują Tajwan, to co muszą zrobić Stany Zjednoczone?
Co? Płynąć lotniskowcem tam w rejon Tajwanu? Nie. Wystarczy, że ktoś w CIA wykona parę telefonów i nagle na Bliskim Wschodzie, czyli w rejonie Zatoki Perskiej zacznie się jakaś tam wojna, która co zrobi? Zablokuje wypływ supertankowców w stronę Japonii, w stronę Chin. W związku z tym proszę zobaczyć, czy już odpowiedziałem na pytanie? Stany Zjednoczone w tym sensie nigdy nie były silniejsze, jeśli chodzi o zdolność oddziaływania, a jednocześnie zdolność bycia odpornym na to oddziaływanie. Także myślę, odpowiedziałem.
[46:44] - Ja się przysłuchując tym wszystkim rozważaniom na temat sytuacji jakiejś lokalnej, czy w Azji, w okolicach Tajwanu czy Korei Północnej czy Południowej oraz Bliskiego Wschodu i tak dalej, właściwie bez przerwy miałem w głowie jedną rzecz: historię Polski. Bo ta historia Polski dla mnie się po tych rozmowach i po tych wypowiedziach Piotra Probańaka zupełnie inaczej wygląda, niż ja się nauczyłem tego z historii, niż w tym, co się wychowałem. Właściwie ja nagle dostrzegam jakieś państwo buforowe, którym właściwie myśmy byli potrzebni. Cała nasza niepodległość pojawiała się właściwie tylko dlatego, że tak jak teraz patrzę przy przesłuchaniu tych tekstów, pojawia mi się właściwie, bo była potrzebna państwu. Myśmy byli kiedyś, o czym zapominamy, taką żydowską ziemią obiecaną. Myśmy przestali być tą ziemią obiecaną, więc właściwie moglibyśmy już przestać być potrzebni Bogu ma prawdę. Natomiast może dlatego ten bufor ze strony, że tak powiem, z pojęcia naszego państwa i tak dalej przesuwa się na jakąś Ukrainę, Białoruś i tak dalej, tam się tworzy, jest bardziej potrzebny niż Polska, ale Polska zawsze pozostanie chyba takim buforem po prostu i z woli właściwie tym, tak jak to Stalin mówił, ten bękart wersalski po prostu będzie, że tak powiem, akceptowany albo nie. No w każdym razie zupełnie inaczej mi się ta historia Polski jawi niż w podręcznikach. To
[49:02] - Poczytałem.
[49:03] - Teraz powiem cytat z Piłsudskiego, który znałem. Być może po prostu akurat panu nie przyszedł do głowy. Natomiast Piłsudski był wizjonerem, jeśli chodzi o rozumienie tych wszystkich sił geopolitycznych, sił psychohistorii, chociaż on nie znał tego pojęcia. Ale tak żartobliwie zróbmy, powiedzmy. On powiedział w swoim testamencie geopolitycznym, kiedy umierał w '36 roku, z tego, co pamiętam, Piłsudski umarł. Przypomnijcie mi. On powiedział prostą rzecz: jeżeli Polska opowie się po którejkolwiek stronie, czyli wejdzie w sojusz z Niemcami, czy też ze Związkiem Sowieckim, to będzie oznaczało to koniec Polski. I on właśnie miał na myśli to, że Polska musi balansować jako kraj buforowy po to, żeby uzyskać swoje własne przetrwanie. To jest właśnie innymi słowami powiedziane to, co właśnie pan powiedział, że logiką, która została stworzona przez logikę stabilizacji pewnego układu geopolitycznego, było to, że państwo polskie miało funkcję buforową. I niestety cały ten układ wersalski był niestabilny z tego względu, że druga wojna światowa, czyli kolejna wojna światowa, była nieuchronną koniecznością ze względu na to, że nikt nie był zadowolony tak naprawdę z tego traktatu wersalskiego.
To wszystko przez te machinacje Wilsona, czyli prezydenta Stanów Zjednoczonych, który z jednej strony albo był niezwykle makiawelicznym graczem, który celowo doprowadził do nieuchronności konfliktu ponownego na polu całej Europy jako kontynentu, jako ośrodka cywilizacji zachodniej. Więc albo to był niezwykle makiaweliczny postępek mający zniszczyć Europę jako tą siłę geopolityczną jako całość promieniującą na cały świat, przede wszystkim przez Imperium Brytyjskie, po to, żeby Amerykanie mogli się wysforować na tą pozycję tego imperium światowego. Albo to był efekt jego nierealistycznych pobudek pacyfistycznych. Moim zdaniem to była jakaś mieszanka. Natomiast w jakim stopniu, to sami eksperci od tych wydarzeń nie są w stanie dobrze tego opisać. Ja tym bardziej nie próbuję, nie znam się na tym aż tak dobrze. Natomiast rozumiem tą logikę geopolityczną, że są dwie możliwości albo to jest właśnie jakaś makiaweliczna rozgrywka po to, żeby osłabić partnera, czyli wywołać jakiś konflikt wewnętrzny. Bo proszę zwrócić uwagę dla wszystkich państw, czy też dla ludów, które były napadnięte przez Imperium Brytyjskie i poddane kontroli, czy Imperium Francuskie, czy jakiekolwiek inne imperium państw kolonialnych, europejskich. Wojna w Europie, pierwsza wojna światowa była wojną domową. Dla Stanów Zjednoczonych tak samo.
Przecież siła oddziaływania ośrodka europejskiego cywilizacji zachodniej była potężna. I po to, żeby Stany Zjednoczone mogły marzyć nie tylko o doktrynie Monroe, czyli o tym, że Amerykanie są jedyną siłą geopolityczną na półkuli zachodniej, po to, żeby Amerykanie mogli marzyć o tym, żeby przejąć to Imperium Brytyjskie, co było tak naprawdę esencją drugiej wojny światowej, to musiały właśnie osłabić tych swoich przeciwników i wywołać układ geopolityczny, który jest niestabilny, który prowokuje to napięcie sił strukturalnych, którego wynikiem jest nieuchronna wojna. To jest sposób też prowadzenia wojny. Można wtedy jedną gębą drzeć japę. Przepraszam, ale to akurat dokładnie o to chodzi. Drzeć japę, że pokój, trzeba zachować stabilizację, pokój, żeby był handel. Natomiast drugą gębą kłamać, tworzyć narrację po to, żeby sprawić, że ta wojna jest jednak nieuchronna. Można tak robić i tak było robiono. Moim zdaniem to było robione.
[52:59] - Tak zwane sprawy bieżące zajęły nam niemal godzinę. Trochę się boję, ile potrwa dzisiejsza audycja, ale to dobrze. To dobrze. To ja myślę, że teraz nadszedł ten czas, żebyśmy jednak zajęli się książką, która ma się ukazać. A z tym powiązany jest, tak jak już wspominałem, konkurs i science fiction. To ja panu oddaję teraz głos, bo sprawy konkursowe to już zdecydowanie pan najlepiej omówi. No i może pierwsze pytanie.
[53:32] - Tak. Dobrze, więc szybciutko. Czy słuchacze mają adres e-mail, na który należy przesyłać odpowiedzi?
[53:38] - Nie, jeszcze nie mają. Nie ogłaszaliśmy.
[53:41] - Więc robimy tak. Ja wymyśliłem, ponieważ od dziecka jestem fanem fantastyki naukowej. Pierwszą książkę w ogóle, jaką przeczytałem, jako mały gnojek, nie pamiętam, kiedy się nauczyłem dokładnie czytać, ale bodajże to było w czasie drugiej klasy podstawówki. Nie jestem do końca pewien. Wypatrzyłem książkę, na której był statek kosmiczny i gwiazdy jakieś tam, jakieś tam słońce. To była książka Stanisława Lema „Obok Magellana”. Czytałem tylko rozdziały, w których było, że coś się działo w kosmosie. Przepraszam, że się przyznam . Czyli ten na przykład maraton, który uważam w tej chwili za najlepszy chyba rozdział, bo jest po prostu fenomenalnym opisem ludzkiej determinacji i woli zwycięstwa. Natomiast ten rozdział pobijałem jak dżumę po prostu dookoła, dlatego że tam nic się nie działo w kosmosie, na żadnych planetach nie było rakiet ani pilotów kosmicznych, ani niczego innego, co mnie interesowało.
Więc wracając, jestem fanem literatury fantastyczno-naukowej i mamy 10 pytań, które są powiązane w większości z fantastyką, ale też są pytania niefantastyczne, żeby było bardziej sprawiedliwie dla innych. Pytania są niektóre dosyć łatwe, inne dosyć trudne. Niektóre trzeba wiedzieć po prostu i połączyć niektóre fakty. Czyli to są pytania zaawansowane, ale niektóre wystarczy tam poszukać chwilę w internecie i się znajdzie. I teraz tak: ja podam adres e-mail, na który należy przesyłać odpowiedzi. Pierwsza osoba, która odpowie prawidłowo albo w sposób, który ja uznam, że dobrze, na tej zasadzie jak w „Wielkiej grze”, że sędziowie uznają odpowiedź, to wtedy ta osoba dostanie ode mnie w prezencie — będzie musiała przesłać adres korespondencyjny na ten sam e-mail. Ja podam inicjały osoby, która wygrała, odpowiedziała prawidłowo i ta osoba automatycznie jest proszona o nadesłanie adresu i dostanie w prezencie książkę pod tytułem „Traktat sztuka wojny”. To jest taka czerwona okładka ze złotym napisem „Sztuka wojny” na środku. Proszę sobie zobaczyć w internecie, jak to wygląda. To jest książka, która ma 352 strony.
Zawiera pełne tłumaczenie, moje tłumaczenie traktatu „Sztuka wojny”, nad którym siedziałem łącznie ponad 20 lat. W tym sensie, że musiałem nauczyć się języka klasycznego chińskiego. Po to właśnie przyjechałem na Tajwan 17 lat temu — żeby od zera poznać całą kulturę i dopiero wtedy zabrać się za jakiekolwiek tłumaczenia. Jest 10 książek do rozlosowania, fizycznych papierowych książek. Niestety bez autografu, dlatego, że będą wysyłane z Polski, a ja jestem fizycznie na Tajwanie. I teraz tak: 10 pytań. Opowiemy sobie przy okazji o tym, jak należy rozumieć świat z punktu widzenia tych sił psychohistorii. Natomiast jeszcze króciutko o książce „Siły psychohistorii”. I zaraz płynnie przejdziemy do pytania pierwszego, bo właśnie specjalnie jest to pierwsze pytanie, dlatego, że chodzi w nim o fałszowanie praw rządzących światem, fałszowanie praw natury ludzkiej i fałszowanie praw fizycznych. Konkretnie praw fizyki, bo o to chodziło w książce, do której nawiązuje pytanie.
O co chodzi? Jeżeli chcemy rozumieć przyszły stan spraw tego świata, czyli przewidzieć przyszły stan napięć strukturalnych w rozgrywkach między imperiami. Tu jeszcze uzupełnię jedną rzecz, bo w czasie tych długich, godzinnych już odpowiedzi moich nie powiedziałem, kto wymyślił to pojęcie. Powiedziałem, że profesor Mearsheimer wymyślił to pojęcie w swojej książce „Tragizm polityki mocarstw”. Dlaczego tragizm? Dlatego, że te mocarstwa, czyli ośrodki woli geopolitycznej, walczą o swoje przetrwanie. I walka o przetrwanie wiąże się z tym, logika walki o przetrwanie wymusza na uczestnikach rozgrywki tej walki to, że zrobią wszystko, żeby przetrwać. Cokolwiek. Jest takie słynne powiedzenie, że nie ma takiej niegodziwości, której by nie popełnił rząd demokratyczny po to, żeby utrzymać się przy władzy.
[57:55] - Kiedy zabraknie mu pieniędzy.
[57:58] - Tak, dokładnie. To jest ta siła psychohistorii, która decyduje o logice decyzyjnej każdego rządu. Muszą być pieniądze. Stąd tymi ludźmi, którzy rządzą zza kulis światem są — niedawno się bardzo rozpowszechniła ta wiadomość — dwie korporacje zarządzające aktywami, czyli Vanguard i BlackRock bodajże. W ciągu ostatnich miesięcy to wyszło na światło dzienne i się zrobiło takim małym hitem newsowym w naszej przestrzeni informacyjnej. Dobrze, wracając do pytania. Podaję adres, na który należy wysyłać odpowiedzi na wszystkie pytania i mam nadzieję, że ktoś się znajdzie, że odpowie, ale miejmy nadzieję, że się znajdzie i trzymam kciuki. Podaję adres: gavagai.pl, przez „v” pisane, czyli przeliteruję: Grażyna, Andrzej, Wiktoria, Andrzej, Grażyna, Andrzej, Iwona. Gavagai przez „v”, kropka pl i potem „a” w kółeczku i gmail.com. Jeszcze raz powtarzam cały adres: Grażyna, Andrzej, Wiktoria, Andrzej, Grażyna, Andrzej, Iwona kropka pl.
To jest moja strona domowa z bazą aforyzmów, sentencji i inspiracji. Także przy okazji polecam. Natomiast jeszcze raz: gavagai kropka pl, a w kółeczku gmail.com. Na ten adres należy pisać odpowiedzi. Bardzo proszę w tytule pisać „Pytanie pierwsze” na przykład albo „Pytanie drugie” i tak dalej, żebym od razu wiedział, że chodzi o to, bo jak będzie przesyłane więcej maili, to po prostu się zgubię łatwo. Nie będę mógł jednocześnie mówić i patrzeć na te maile. Proszę mi wybaczyć. Struktura mojego mózgu — nie potrafię po prostu jednocześnie czytać i jednocześnie mówić. Niektórzy — zazdroszczę — to potrafią. Dobrze, więc pytanie pierwsze.
Właśnie zaczęliśmy, że cała książka „Siły psychohistorii” jest o rozumieniu praw natury ludzkiej i praw natury w znaczeniu praw decydujących o tym, jak i co dzieje się na świecie. Prawa natury przez Chińczyków są rozumiane jako Dao, czyli uniwersalna wszechzasada, wedle której wszystkie rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją. Czyli rzeczywiście można przetłumaczyć dao, to taoistyczne dao jako właśnie prawa natury. Więc ci, którzy mają władzę, czyli ci, którzy mają sprawczość, czy też ci, którzy decydują o narracjach, jakimi jesteśmy zaprogramowani, albo które na nas wpływają po to, żebyśmy w określony sposób głosowali albo w określony sposób wychodzili na ulicę i protestowali. Czy to malując sprayami kościoły, czy też niosąc jakieś tam transparenty o jakiejś sprawie i tak dalej. Rządzą nami narracje. Co to są narracje? Narracje to są wizje, jakieś percepcje świata, które są potrzebne do tego, żeby osiągać kolektywne cele. Czyli jeżeli jest jakiś rząd, jakiś reżim, na przykład Korei Północnej, to ten rząd po to, żeby utrzymać się przy władzy, czyli to jest gra o przetrwanie, ten tragizm gry o przetrwanie. Ten rząd tworzy jakąś narrację po to, żeby ludzie, którzy są poddani jego władzy, byli zdolni realizować kolektywne cele.
Czy korzystne dla siebie samych, czy korzystne dla reżimu. To jest dyskusyjne, natomiast one komuś służą do tego, żeby utrzymać zdolność, sprawność, czyli zdolność oddziaływania na swoje środowisko i na swój stan własny, na stan innych uczestników, których zachowanie jest w stanie zdecydować o przetrwaniu. I teraz tak, po to, żeby narracja funkcjonowała, należy przekonać te nośniki narracji, czyli nas, do tego, żeby uznali pewne rzeczy za konieczne, czy też uznali za przejaw, emanację praw natury, że tak musi się stać zgodnie z naturą. Taka jest wola Boża, taka jest natura praw geopolitycznych, że musimy wypowiedzieć wojnę. Albo tego wymaga honor, tak jak było w czasie wojny francusko-pruskiej, że Bismarck sprowokował w niezwykle finezyjny sposób dyplomatyczny incydent, który sprawił, że to Francja wypowiedziała Prusom wojnę, chociaż tak naprawdę agresorem były Prusy. Ale w grze dyplomacji, przede wszystkim w grze o to, kto jest agresorem, bo to jest absolutnie największy atut we wszystkich rozgrywkach, że ktoś jest agresorem albo ktoś został uznany za agresora, mówiąc inaczej. Tak jak w czasie II wojny światowej Japończycy zostali odcięci przez Amerykanów, zostały im zamrożone środki finansowe w bankach amerykańskich. Zostali oni odcięci od eksportu ze Stanów Zjednoczonych do Japonii ropy naftowej. I w tym momencie absolutnie napięciem strukturalnym, które przez to powstało, czyli tą siłą psychohistorii, jak ja to mówię w książce, muszę się promować przecież, było to, że Japonia po to, żeby kontynuować inwazję na Chiny, żeby kontrolować Mandżurię, musiała zaatakować Stany Zjednoczone. To było absolutnie konieczne, żeby Japonia wypchnęła oddziaływanie Stanów Zjednoczonych ze swojego rejonu, w którym Japończycy budowali swoje imperium.
Wracając, jednym z najważniejszych zadań jest takie zaprogramowanie ludzi, ludzkich umysłów, żeby traktowali rzeczywistość ich otaczającą jako zgodną z prawami natury, a nie narzuconą przez tych mistrzów wojowania, którzy oddziałują na nasze umysły. Więc pytanie pierwsze do tego konkursu, czyli pierwsza książka do wygrania. Literatura polska, science fiction oczywiście. W powieściowym świecie mieszkańcy pewnego świata byli uczeni sfałszowanych praw fizyki i w świecie tym na przykład obowiązywał zakaz posiadania osobistych zegarków, czasomierzy. Wszystkie zegary były publiczne i bohater tej powieści odkrył nagle, że te zegary publiczne odliczały minuty o różnej długości. Dzięki temu nie tylko w szkołach mieszkańcy tego świata od dziecka byli uczeni sfałszowanych praw fizyki, ale też nie byli w stanie przeprowadzić żadnych eksperymentów naukowych, które mogłyby pozwolić im odkryć, że świat, w którym mieszkali, jest nie kolonią zawieszoną w przestrzeni kosmicznej, orbitującą wokół planety, ale ich świat jest umieszczony na powierzchni planety. Chodziło o istnienie siły Coriolisa. Więc miłośnicy literatury, już patrzę, czy maile dochodzą. Ale uwaga, pytanie jest podchwytliwe. Zrobiłem to specjalnie i złośliwie.
Proszę podać nie nazwę tego świata, w którym ci zniweleni ludzie mieszkali, tylko proszę podać mi nazwę planety, wokół której miał ten wspaniały świat utopijny powszechnej szczęśliwości orbitować, a tak naprawdę był na powierzchni tego świata. Także proszę o podanie nazwy planety. I tyle. To jest to pytanie pierwsze. Nie wiem, czy-
[01:05:20] - Ja powtórzę jeszcze dla wszystkich słuchaczy adres mailowy: gavagai pisany przez „v”, gavagai.pl@...
[01:05:35] - Gmail.com
[01:05:36] - Gmail.com A ja tutaj z boku muszę zdradzić- Tylko nic nie zdradzaj! W jaki sposób zareagował na to pytanie mój przyjaciel Marek Żelkowski. On tutaj prawie podskakiwał z radości na fotelu i krzyczał: „Wiem, wiem, wiem, wiem!”
[01:05:57] - Więc właśnie. Także tutaj wyjątkowo bardzo za to przepraszam ludzi, którzy nie lubią science fiction, ale muszą polubić. Proszę, do lektury zapraszam.
[01:06:06] - Tak, ale tak jak powiedziałem, ponieważ książka „Siły psychohistorii” w bardzo wielu momentach będzie — nie istnieje, ale już powstała tak naprawdę — odwołuje się do literatury science fiction. Sam tytuł, tak jak powiedziałem, jest wzięty z Isaaca Asimova, z „Fundacji”. Zresztą ostatnio pojawił się przecież film „Fundacja”. Jedni na niego narzekają. To zawsze tak jest.
[01:06:40] - Ojejku, ja narzekam.
[01:06:41] - Jedni narzekają, jedni go najczęściej lubią ten film ci, którzy nie czytali książki. A ponieważ ostatnimi czasy czytanie książek nie jest specjalnie w modzie, dlatego niektórym się podoba. Natomiast ten film podobno nie ma nic wspólnego albo niewiele wspólnego z oryginałem, z „Fundacją”. Natomiast właśnie w „Fundacji” pojawia się psychohistoria. Więc takie proste odniesienie. Ale w ogóle powiem tak, brutalnie zapytam: co panu przyszło do głowy, żeby poważną geopolitykę mieszać z science fiction?
[01:07:17] - Bardzo proste. Jeżeli któryś ze słuchaczy zna moje książki, to wie, że starałem się stworzyć serię wzorce. Wzorce, czyli co? Wzorce praw natury, czyli wzorce, wedle których my funkcjonujemy, jakieś prawidła natury ludzkiej, świata zewnętrznego, które w jakiś sposób można dostrzec w otaczającym nas chaosie, w otaczającej nas rzeczywistości. I dzięki temu, że jesteśmy w stanie dostrzec te wzorce, jesteśmy w stanie zbudować model przyszłych stanów rzeczy, prawda? Dlatego tutaj panowie zadecydowali, że mottem, podtytułem książki jest: „Zrozumieć wczoraj, by kontrolować jutro”. Czyli zrozumieć wczoraj to znaczy co? Patrzeć na jakiś zapis wydarzeń historycznych czy też wydarzeń geopolitycznych, czy też nasze życie przeszłe i interakcje z ludźmi, którzy nas otaczają na co dzień, bo to w każdej skali działa. Wykryć, wedle jakiego prawidła ktoś się zachował tak, jak się zachował. Czyli może być na przykład na głodzie dopaminowym.
Przepraszam, że to tak żartobliwie, ale na tym to polega, że jesteśmy uzależnieni od pewnych sposobów produkowania hormonów szczęścia tak zwanych. Czyli jeżeli ktoś na przykład przejawia arogancję akademicką, czyli musi gadać, bo musi być najmądrzejszą osobą w danym pomieszczeniu. Można to odczytać dosyć cynicznie, ale uważam, że trafnie. Jestem cholera cynikiem i sarkastycznym, i makiawelicznym. Więc można rozumieć zachowanie ludzi, czyli ludzką naturę w kategoriach uzależnień hormonalnych. Czyli na przykład ja, przepraszam, że tak żartobliwie siebie, ja jestem pisarzem, chciałbym być sławny i bogaty i tak dalej, żeby wszyscy słuchali tego, co mówię. Bardzo dziękuję za zaproszenie na tę audycję. Natomiast po to, żeby osiągnąć satysfakcję, czyli zaspokoić ten głód hormonalny czy potrzebę potwierdzenia moich własnych poglądów. Czyli to się nazywa walidacja światopoglądu. Muszę narzucić innym swoją wizję świata w jakiś sposób.
I dzięki temu moje ciało produkuje hormony, które powodują, że jestem szczęśliwy, zadowolony, osiągam jakąś satysfakcję. Oczywiście maksymalnie to upraszczam. Natomiast proszę zwrócić uwagę na takie sformułowania jak: władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Można to odczytać w kategoriach uzależnień hormonalnych. Czym są politycy? Proszę zobaczyć, niedawno był jakiś polityk, nie pamiętam, jak się nazywa, dostał załamania nerwowego, kiedy się skończyła jego kariera polityczna. Poszedł do szpitala z depresją głęboką miesiąc czy dwa temu. To ja bym to interpretował właśnie jako to, że na przykład skończył się dopływ narkotyku, czyli hormonu produkowanego przez jego własny organizm i nagle on jest pusty w środku, prawda? Nie ma tego dopływu i nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Jest na głodzie narkotykowym.
Na tej samej zasadzie jest już powszechną informacją, że Facebook powoduje uzależnienie od tych wszystkich małych głasków. Tu odwołuję się do książki Erica Byrne „W co grają ludzie”. Czyli głaski to jest jakiś rodzaj pochwały nas: „O, jaka fajna koszula!” albo: „Świetny garnitur”, „Ale samochód świetny kupiłeś”. To są wszystkie jakieś te głaski, tak były nazywane w tej książce. Bardzo polecam. Czym one są? One są jakimś rodzajem walidacji, czyli zatwierdzania, masz świetny gust, czyli twój status rośnie, czyjś status rośnie, jeżeli ktoś zostaje pochwalony. Jeżeli na Facebooku publikujemy zdjęcie swojego talerza, że właśnie jedliśmy w jakiejś drogiej restauracji i dostaniemy tysiąc lajków, to w tym momencie uzależniamy swoją własną samoocenę od tego, że ktoś inny musi ją zatwierdzić. Czyli to jest niezwykle toksyczne oddziaływanie z punktu widzenia budowania siły własnego charakteru. Więc tak to wygląda.
Troszeczkę zgubiłem wątek, ale wróćmy do sił psychohistorii. Przepraszam, rozgadaliśmy się. Ja przeczytam jedną bardzo ważną rzecz. Co należy zrobić, żeby roztoczyć sprawczość, czyli kontrolę nad swoim własnym życiem w dowolnej skali? Należy zrozumieć prawa natury. Należy zbudować w sobie siłę do oddziaływania z tymi prawami natury, naginania ich do naszych własnych celów. Na tym polega inteligencja makiaweliczna, może odczytajmy po prostu to nagranie, to, co mówiliśmy wcześniej. Natomiast wracając ściśle do książki „Siły psychohistorii”, ja przeczytam tekst ze skrzydełka. To są słowa Michio Kaku. To jest amerykański fizyk, czy też popularyzator nauki i on promując swoją książkę o ludzkim umyśle, o przyszłości ludzkiego umysłu, powiedział rzecz następującą i to jest akapit, może nie najkrótszy, ale krótki.
Zaczynam. To, co powiedział Michio Kaku, mówiąc o obcych i o tym, jak będzie przejawiać się inteligencja obcych, czyli takich, którzy ewentualnie by przylecieli tutaj na Ziemię, żeby się z nami skomunikować. Cytuję: „Jeśli ci obcy są inteligentniejsi od nas, w jaki sposób byliby inteligentniejsi? Głównym składnikiem inteligencji jest zdolność przewidywania przyszłości, zdolność modelowania dziś, aby zobaczyć jutro. Wysokiego poziomu inteligencji wymaga zdolność rozumienia praw natury, praw natury ludzkiej. Jaki jest najbardziej prawdopodobny rezultat przyszłych zdarzeń? Jeśli są oni inteligentniejsi od nas, będą widzieć przyszłość lepiej niż my. Będą widzieć rezultaty, których my nie zobaczymy. Będą modelować scenariusze, które nam się nawet nie przyśnią. Będą mogli nas przechytrzyć za każdym razem”.
I to tyle. Koniec cytatu. Te krótkie słowa powiedziane po prostu tak. Oczywiście on to przemyślał. On jest wybitnym popularyzatorem własnej twórczości, natomiast trafił absolutnie w sedno. Na tym polega właśnie inteligencja. Proszę wejść w jakimś okienku przeglądarki i zobaczyć, jak wygląda test inteligencji. Test na IQ tak zwany. To też powiemy zaraz sobie, jak zdążymy. Chyba trzeba użyć tego sformułowania.
Test IQ polega na wykrywaniu zdolności rozpoznawania jakichś prawidłowości. Mamy jakiś kwadrat, w kwadracie mamy jakieś trójkąciki, kółeczka. Mamy ich pięć i trzeba wskazać w tym szóstym pustym miejscu, jakim ma być tam, pod spodem jest kafeteria odpowiedzi, pięć czy sześć możliwości. Należy wskazać właściwość. Należy wykryć prawidłowość, że ten zewnętrzny kwadracik to ma być kwadracik, a nie trójkącik. W środku ma być elementów: tutaj są dwa, trzy, dwa, trzy, dwa, trzy i dalej co ma być? Dwa. I potem trójkąciki. Musimy wykryć tą prawidłowość. I na tym właśnie polega inteligencja.
Wszystkie testy na inteligencję polegają na wykrywaniu wzorców. Także o tym jest cała książka „Siły psychohistorii”. Nie wiem, czy może teraz-
[01:14:43] - Tak, ja tylko zapytam, czy już może jakaś odpowiedź przyszła?
[01:14:48] - Niestety nie. Chyba nas nikt nie słucha.
[01:14:52] - Nie, słucham. Widzę na liczniku słucha nas całkiem sporo osób. Czyżby fantastyka państwu nie podchodziła? Ja zachęcam, bo książka zacna do wygrania, jak to się mówi, do wygrania i w dodatku za darmo. No to cóż, jak bardziej mogę zachęcać? To ja w ramach zachęty zaproszę państwa teraz na tekst z jednej z poprzednich książek naszego dzisiejszego gościa. Już tutaj jego tytuł był sygnalizowany. Ten tekst nosi tytuł „Inteligencja makiaweliczna”. Marku, prosimy.
[01:15:30] - Tomasz Witkowski. „Inteligencja makiaweliczna”. Wykorzystajmy nasz wrodzony talent do zawiadywania relacjami społecznymi. Powinien więc książę uchodzić za litościwego, dotrzymującego wiary, ludzkiego, religijnego, prawego i być nim w rzeczywistości. Lecz umysł musi mieć skłonny do tego, by mógł i umiał działać przeciwnie, gdy zajdzie tego potrzeba. Niccolo Machiavelli. Kiedy w ciepłe wrześniowe popołudnie Janek wracał ze szkoły do domu, zauważył chłopaka ze swojej szkoły, który najprawdopodobniej wpadł w tarapaty. Stało bowiem nad nim dwóch dryblasów z sąsiedniej dzielnicy, najwyraźniej usiłując uzyskać od niego coś wbrew jego woli. Zapewne chodziło o kieszonkowe, z którego nieraz już chuligani okradali młodsze dzieciaki. Janek, jeszcze przez nich niezauważony, zatrzymał się, a w głowie rozpoczęła się gonitwa myśli.
Pierwsza z nich, podsycana przez strach, podpowiadała natychmiastowe ulotnienie się, ale przegrała z myślą podsuwaną mu przez wbite do głowy zasady honoru i przewidywany późniejszy niesmak z powodu własnej rejterady. Oczywistym rozwiązaniem honorowym była otwarta konfrontacja i próba ratowania chłopaka z opresji. Szybka kalkulacja sił zweryfikowała jednak tę opcję. Chuligani mieliby wówczas z pewnością dwie ofiary i powód do odwetu za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Kolejna myśl skłoniła go do działania. Janek, wrzeszcząc wniebogłosy i pokazując coś rękoma przed sobą, rzucił się pędem i przebiegł obok zdezorientowanych chuliganów i ich ofiary. Błyskawiczna akcja Janka odwróciła ich uwagę. Poluźnili uchwyt, w którym trzymali swoją ofiarę. Zastanawiali się przez chwilę, czy biec za Jankiem, czy nie grozi im jakieś niebezpieczeństwo. To wystarczyło, aby napastowany kolega wyślizgnął im się i rzucił biegiem w przeciwnym kierunku niż Janek.
Wahali się kogo ścigać na tyle długo, że obaj chłopcy gnali strachem, oddalili się na bezpieczną odległość, a chuligani ostatecznie zrezygnowali z męczącego pościgu. Janek nie posłuchał instynktu ucieczki podpowiadanej mu przez zwierzęcą część jego natury. Nie skorzystał też ze wzorców zachowania podpowiadanych mu przez kulturę. Wykorzystał w błyskotliwy sposób swoją inteligencję makiaweliczną. Właściwość, jaką rozwinęły naczelne w wyniku komplikujących się relacji społecznych w grupach. Dzięki niej Janek uratował przedstawiciela swojej grupy, zaskarbiając sobie tym samym jego wdzięczność i prawdopodobną wzajemność w przyszłości. Inteligencja makiaweliczna to przede wszystkim umiejętność nawiązywania i utrzymywania przyjaźni, zawierania koalicji, korzystania z zasady wzajemności i reperowania związków, umiejętność rozumienia motywów zachowań innych, teoria umysłu, zdolność do generowania zachowań nieprzewidywalnych, umiejętność oszustwa, umiejętność korzystania z wiedzy innych. Celem nadrzędnym jednostki kierującej się inteligencją makiaweliczną jest maksymalizacja własnych korzyści bez osłabiania siły grupy, do której należy. Gdyby bowiem osobnik wykorzystywał innych, osłabiając ich, padłby ofiarą takiej ślepej strategii w sytuacji zagrożenia zewnętrznego, któremu jako jednostka nie byłby w stanie sprostać. Bezpośrednio z tej taktyki można wywieść precyzyjne zasady stosowania amoralnych dróg Guido, opisane przez Sun Zi.
Sztuka nawiązywania i utrzymywania przyjaźni. Czy ludzie wchodzą w związki, które wzbogacają ich, czy raczej w takie, które tylko potwierdzają ich własną wartość? Czy szukamy ludzi o odmiennych poglądach, zainteresowaniach, umiejętnościach, aby móc wzbogacać własne, czy raczej tworzymy partie, towarzystwa i kluby ludzi podobnie myślących? Odpowiedzi nie są zbyt pokrzepiające. Dawno temu zarzuciliśmy ewolucyjnie korzystny, komplementarny sposób zawierania przyjaźni na rzecz niewymagającego wysiłku skupiania się w grupy myślących podobnie. Choć są sytuacje, które przeczą tej prawidłowości. Najwyraźniej widać to podczas doboru personelu. Dobierając ludzi do pracy, odrzucamy zasadę podobieństwa jako nieprzydatną, a wręcz szkodliwą. Zatrudniamy skrupulatnego księgowego, ambitnego i dominującego menedżera, twórczego szefa działu reklamy, posłusznych i czujnych pracowników ochrony, nastawionych na kontakt z ludźmi handlowców. Firma nie może sobie pozwolić na luksus korzystania z zasady podobieństwa.
Z podobnych zasad korzysta kierownik wyprawy wysokogórskiej. Potrzebuje on uważnego lekarza, dobrego kucharza, precyzyjnie myślącej osoby odpowiedzialnej za logistykę, sprawnych i wytrzymałych wspinaczy pracujących podczas przygotowania wejścia i być może zaledwie kilku bardzo ambitnych i silnych, którzy sprawdzą się w ostatnim etapie zdobycia szczytu. I tutaj luksus doboru na zasadzie podobieństw jest niemożliwy. Funkcjonowanie ludzi w zachodniej cywilizacji, w warunkach niemal nieograniczonego dostępu do dóbr podstawowych, sprzyja zachowaniom nieefektywnym z punktu widzenia ewolucji. Parę przyjaciół, małżonków i tym podobne nie muszą myśleć o tym, jak najlepiej wykorzystać swój potencjał, aby zapewnić sobie i swojemu potomstwu pożywienie, ciepło, ochronę. W skrajnych sytuacjach zajmie się tym nawet opiekuńcze państwo albo jakaś organizacja charytatywna. Ale już przedsiębiorstwo funkcjonujące w warunkach silnej konkurencji będzie korzystać z efektywnych zasad doboru, bo jego sytuacja jest zbliżona do sytuacji stada małp, które musi zdobyć pożywienie, obronić się i przetrwać. Wyprawa wysokogórska musi poradzić sobie w skrajnych warunkach środowiska, w temperaturach dochodzących do -40 stopni Celsjusza lub niższych, w rozrzedzonym powietrzu i ciśnieniu o połowę niższym niż to, które panuje wokół większości z nas. Przebywanie z ludźmi podobnymi do nas może być przyjemne, ale niekoniecznie pozwoli przeżyć i osiągnąć zamierzony cel. Dlatego umiejętność zawierania związków przyjaźni, w których partnerzy uzupełniają się, jest niezbędnym składnikiem inteligencji makiawelicznej.
Czytanie umysłu wrogów i sprzymierzeńców. W wyniku ewolucyjnej eskalacji zbrojeń mającej na celu z jednej strony doskonalenie się w kłamstwie i manipulacji, z drugiej zaś obronę przed nimi, wykształciliśmy zaawansowaną metodę przeciwdziałania podstępom, jaką jest umiejętność przewidzenia, co oszust zamierza. Sprawny makiawelista doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się w głowie zarówno podstępnego napastnika, jak i w umyśle ofiary. Wie, jakie motywy uruchomią oczekiwane zachowanie. Potrafi czytać umysł. Ta umiejętność jest jedną z efektywniejszych dróg prowadzących do sukcesu w złożonym świecie społecznym. Odczytywanie umysłu, motywów zachowań to nic innego jak wyprzedzenie ich o jeden krok. Już to w kooperacji, już to we współzawodnictwie. Ewolucja sprzężona silnie z procesami społecznymi doprowadziła do momentu, w którym umysł zaczął działać w ten sposób, że zakładał istnienie zarówno umysłu własnego, jak i innych. Co się stanie, jeśli uderzę kamieniem w orzech?
Albo co się stanie, jeśli pogrożę X-owi? Myślenie pozwala zatem odgrywać w wyobraźni skutki bez wydatkowania energii czy narażania się na ryzyko związane z faktycznym działaniem. Możemy wyobrazić sobie, że uderzając kamieniem w orzech, otrzymamy miąższ nadający się do zjedzenia. Potrafię również wyobrazić sobie, że grożąc X-owi zapewne wpędzę się w poważne tarapaty, bowiem X jest niemal dwukrotnie silniejszy ode mnie. Główną natomiast umiejętnością rozwiniętego społecznie umysłu jest czytanie w myślach właśnie. Kolejna symulacja wygląda zatem w ten sposób, że próbujemy wyobrazić sobie to, co dzieje się w umyśle innego osobnika. Co pomyśli sobie X, kiedy mu pogrożę? Co poczuje? Jakie w efekcie tego podejmie działania? Staram się wniknąć w tok rozumowania innej jednostki zarówno na poziomie racjonalnym — analiza myśli, jak i emocjonalnym — empatia.
Jawi się więc czytanie umysłu jako umiejętność rozwiązywania szpiegowskich łamigłówek i dylematów w rodzaju: czy on wie, że ja wiem? Wzrastający w toku ewolucji potencjał oszustów przyczynił się do rozwoju umiejętności czytania umysłów innych jako metody obrony. Ta zaś, jak często z bronią bywa, okazała się obosieczną. Można ją wykorzystać zarówno do obrony, jak i do przemyślnego oszustwa. W obliczu kłamstw, manipulacji, jakich dopuszczają się inni w stosunku do nas, w sytuacji prób przejęcia naszej wiedzy i zasobów, umiejętność czytania umysłów okaże się fundamentalną cechą inteligencji makiawelicznej. Grupa społeczna, w której żyjemy, to nic innego jak zbiór jednostek starających się przejrzeć nasze zamiary i ukrywających swoje własne. W takim otoczeniu nabierają znaczenia zmagania umysłów, które można przyrównać do walki wywiadów dwóch wrogich państw. W warunkach takiej próby sił finezyjna sztuka czytania umysłu to sztuka znalezienia się o krok przed innymi.
[01:25:34] - Halo, halo?
[01:25:36] - Jestem.
[01:25:38] - Tak, jesteśmy już po pierwszym fragmencie z poprzedniej książki i zapytam: jak ta inteligencja makiaweliczna wiąże się z siłami psychohistorii?
[01:25:55] - Więc inteligencja makiaweliczna... Nie zaczyna się zdanie od „więc”. Więc kontynuując: inteligencja makiaweliczna to jest nasza przyrodzona zdolność wytworzona w procesie ewolucji człowieka, w okresie, w którym stawał się on istotą społeczną, zależną w panowaniu nad środowiskiem swojego istnienia od wiedzy pozyskiwanej od innych uczestników tej danej społeczności. Proszę zobaczyć, że tam wchodziła w grę kwestia przewidywania czyichś zachowań, postępków, prawda? Czyli mamy modelowanie przyszłych zdarzeń. Dokładnie to, co Mioko Kako opowiadał, że jest podstawą inteligencji. Makiaweliczność polega nie na tym, że robi się rzeczy jakieś perwersyjne w znaczeniu cechujące się amoralnością, jakimś wykorzystywaniem innych osób. Chodzi o wykorzystanie sił innych do swoich własnych celów. Chodzi o takie rozgrywanie innych osób, czyli narzucanie im naszej własnej narracji, żeby oni postępowali nie w zgodzie z własnym interesem, tylko w zgodzie z naszym interesem. Natomiast jeśli chodzi o życie społeczne, bo to jest istotna kwestia, człowiek jest istotą społeczną w tym sensie, że jego zdolność przetrwania zależy nie tylko od jego wiedzy, ale od wiedzy przekazywanej kulturowo.
Czy na przykład jakiś członek społeczności żyjący w lesie tropikalnym chociażby, którym jestem w tej chwili zresztą otoczony tutaj na Tajwanie. Jego zdolność przeżycia nie polega na tym, że za pomocą prób i błędów nauczy się on sam, za pomocą własnego doświadczenia, że tej rośliny nie wolno jeść albo że na przykład tą roślinę można zjeść, ale dopiero po ugotowaniu w taki albo inny sposób. Nie. On tą wiedzę zdobywa za pomocą ludzi, którzy żyli wcześniej, których nigdy wcześniej nie znał. To znaczy w plemieniu to są ludzie, których zna na co dzień. Natomiast my, członkowie społeczeństwa globalnego, jesteśmy w stanie się oduczyć ludzi, którzy żyli tysiące lat przed nami. Chociażby właśnie ten Sun Zi, autor „Sztuka wojny”. Zdolność do budowania kolektywnych zdolności, kolektywnego oddziaływania na innych mieszkańców świata, czy to będą jakieś imperia, czy to będą pojedynczy ludzie, polega na rozumieniu praw natury, czyli właśnie tej zdolności makiawelicznej, że wszyscy udajemy, prawda? Wszyscy potrzebujemy potwierdzenia własnej wartości. To jest mechanizm, który można wykorzystać w dowolnej sytuacji.
W tej chwili na przykład przyznam się, nie czytam książki science fiction, tylko czytam „Potop” Sienkiewicza. Jestem w trzecim tomie. Natomiast w jednym epizodzie, który dosłownie dzisiaj przeczytałem, była następująca scena: w czasie, jak już my zaczęliśmy bić Szwedów i zaczęli się oni wycofywać na północ, należało połączyć wojska Czarneckiego, który podchodził Szwedów. Pamiętamy z podstawówki, że to była walka partyzancka, którą wymyślił Czarnecki. To znaczy wymyślił w czasie wojny ze Szwecją, bo została wymyślona wcześniej. Natomiast potrzeba było połączyć tą armię partyzancką z armią bardziej regularną. Mamy odpowiedź na pierwsze pytanie. Zaraz skończę tylko i przejdziemy. Panie Marku. Marek M.
wygrał. Odpowiedział prawidłowo. Planetą jest Tartar. Powieść to była „Paradyzja” Janusza Zajdla, a planetą, wokół której miała krążyć Paradyzja, nazywała się Tartar, ale Paradyzja była osadzona na powierzchni tej planety i mieszkańcy Paradyzji nie wiedzieli, że istnieje jakakolwiek grupa, elita mająca pełną, całkowitą władzę nad tym światem. Tak że tu odpowiedź. Przepraszam i wracam do... O kurczę, zgubiłem wątek. Widzicie? Przepraszam, przypomnijcie mi, o czym mówiłem, bo się tam ponieciłem, bo tą książkę przeczytałem w dzieciństwie. Mając 10 lat dostałem jaką nagrodę w czwartej klasie podstawówki.
[01:30:09] - Była mowa o tym połączeniu wojsk partyzanckich z armią regularną.
[01:30:13] - Tak, oczywiście, przepraszam uprzejmie. Wojska musiały się połączyć i Zagłoba, nasz mistrz forteli, który zresztą jest moją jedną z ulubionych postaci ze względu właśnie na te fortele. Wielokrotnie go cytuję i nawiązuję do tego między innymi właśnie w książce „36 forteli”. Zagłoba został wysłany ze Skrzetuskim. Skrzetuski miał list do magnata polskiego Lubomirskiego, który był osobą niezwykle dumną i podatną na pochlebstwa, i zostali wysłani z prośbą w tym liście zawartą, żeby on się przyłączył jako równoległa druga armia. Już nie prosili o to, żeby ta armia Lubomirskiego podlegała Czarneckiemu, tylko żeby szli razem, żeby byli większą armią i w związku z tym mieli większą szansę pokonać armię szwedzką. Więc zamiast tego, żeby Zagłoba przekonał Skrzetuskiego niesiącego list z tą prośbą, oczywiście źle sformułowaną, do dumnego Lubomirskiego, Zagłoba powiedział: „Nie pokazuj listu, ja to załatwię” mówiąc krótko. W niezwykle śmieszny sposób to nastąpiło. Dojechali do Lubomirskiego. Panie Januszu, przepraszam, nie będę cytował.
Panie Januszu, przepraszam, spóźnił się pan. To tak, rzeczywiście jest Tartar, ale już pan Marek wygrał. Ale gratuluję. To jest prawidłowa odpowiedź. Zajął pan zaszczytne drugie miejsce.
[01:31:40] - Ale będą kolejne pytania.
[01:31:43] - Zaraz będą kolejne. A pan Marek dobiegł przedostatni. Przepraszam, to jest taki dowcip. To był bieg dwóch osób, Breżniewa i Reagana bodajże. To jest bardzo stary dowcip. Towarzysz Breżniew przegrał oczywiście i rosyjska propaganda mówi: „Towarzysz Breżniew zajął zaszczytną drugą pozycję, natomiast Reagan przybiegł przedostatni”. Wracając, dojechali do Lubomirskiego i Zagłoba zaczął w niesamowity sposób przypochlebiać się Lubomirskiego i tak go naładował dopaminą – przepraszam za takie żartobliwe sformułowanie – że Lubomirski nie tylko zgodził się dołączyć ze swoją armią, ale zgodził się, że ta jego armia będzie podlegała w strukturze dowódczej Czarneckiemu. Czyli coś, co zupełnie było sprzeczne z naturą tego pysznego, łasego na pochwały i na wszelkie pochlebstwa magnata. Zagłoba potem to skomentował: „Tak go obrobiłem, że jak kot sam grzbiet wyginał do tego, żeby go pod włos podrapać”. Dosłownie tego nie przeczytam, bo to oczywiście Sienkiewicz po mistrzowsku opisał tak, że po prostu się śmiałem na głos, nie jeden z całą pewnością.
Natomiast na tym to polega. Ta inteligencja makiaweliczna polega na tym, że rozumiemy, w jaki sposób uzależnieni są od hormonów szczęścia inni ludzie i w taki sposób potwierdzamy ich samoocenę czy łechczemy ich pyszność i tak dalej. To oczywiście uzależnia, że oni robią dokładnie to, co my chcemy. I to jest esencja tej inteligencji makiawelicznej. Skończyłem.
[01:33:32] - Okej, ja tylko poinformuję naszych słuchaczy, że tych wszystkich, którzy czekają na felieton Tomka Fąsa zapraszam już tradycyjnie na koniec audycji będzie kolejny felieton Tomka Fąsa o fizyce. Tytułem kronikarskiego zacięcia swojego powiem, że audycja z panem Piotrem Plebaniakiem rozpoczęła drugą piątkę w historii „Bibliotekarium”, bo tydzień temu świętowaliśmy pięciolecie. Audycja z panem Piotrem to jest pierwsza audycja w nowej pięciolatce. A teraz do mikrofonu rwie się Wiktor.
[01:34:13] - Ja troszeczkę wprowadzę element rozrywki, bo w wypowiedziach pana Piotra Plebaniaka i przed tym fragmentem czytanym i teraz dwukrotnie pojawił się termin prawa natury. Przed wyjściem, przed trafieniem tutaj do studia siedziałem sobie w chacie i rozmyślałem nad tymi prawami natury i tymi odniesieniami, które z tego wynikają. Otóż może myślenie per analogiam nie zawsze jest celne, ale czasami bywa kreatywne. Otóż też pan Piotr Plebaniak przed chwilką mówił o tym, że inteligencja jest w sumie umiejętnością rozpoznawania tych praw natury, czyli pewnego schematu konstrukcyjnego, na którym jest nasz świat oparty. A ja zawsze sobie zadawałem pytanie, czy człowiek, czy nasza cywilizacja wprowadziła do tej gry, że tak powiem, twórczej jakikolwiek element, którego przedtem nie wypróbowała, nie przetestowała zwykła przyroda. My mówimy, że wygraliśmy los na loterii dzięki naszemu społeczeństwu, umiejętności uczenia się od drugiego człowieka i tak dalej. To jest coś, na czym jest bazowa, ale przecież w ten sam sposób od pamięci pokoleń, których już nigdy nie poznają, są uzależnione komórki naszego organizmu. Komórki naszego organizmu również są istotami społecznymi. One wszystko to, co robi człowiek, robią to samo. To już tak, jak kiedyś z żartem mówiłem do Marka, my w jakichś systemach religijnych potrafiliśmy się modlić do Boga o deszcz.
Komórki nasze również się modlą do Boga o ten deszcz, o to, żeby dostarczyć im pożywienie i my jako ten Bóg dostarczamy im, tej wielkiej cywilizacji, która w ogóle nie wie o naszym istnieniu, ten materiał, te kalorie, te witaminki i tak dalej. Nam dostarczamy? Nie nam, tylko naszym komórkom przecież. Odpowiadamy na modlitwy tych naszych komórek. I teraz co z tego wynika? Z tego wynika, że być może ten schemat konstrukcyjny... Właściwie nie co wynika, ale pojawia się pytanie, jak daleko możemy odpychać ten schemat konstrukcyjny, motywy powstania i istnienia takiego schematu konstrukcyjnego? Jak daleko można go przepchnąć? Aż do Big Bangu, aż do czarnej dziury, aż do czegokolwiek czy do Stwórcy? Może ta gra o sprawczość O której pan Plebanek bardzo często mówi, toczy się również na polu tego, co wykreowało nasz świat.
Walka o sprawczość, walka między Bogiem a naturą i tak dalej. Przynajmniej takie rozważania mi chodziły po głowie, zanim trafiłem tutaj. I cieszę się, że to ma jakieś relacje z tym, co pan Plebanek mówi.
[01:38:38] - Okej, to ja teraz jeszcze raz powtórzę adres, na który należy przysyłać odpowiedzi, bo za chwilę usłyszycie państwo kolejne pytanie. Więc ja ten adres podaję: gawagai.pl@gmail.com. Panie Piotrze, to chyba czas na kolejne pytanie.
[01:39:02] - Tak. Jeszcze tylko podsumuję to pierwsze. Dwie osoby odpowiedziały. Pan Marek wygrał. Już mu odpisałem moją prośbę o adres korespondencyjny do wysyłki. Panie Januszu, trzymam kciuki za następne pytania. Będą łatwiejsze, będą trudniejsze, będą z nawiązaniem do science fiction bądź nie. Damy radę. Ale wymyśliłem jeszcze w międzyczasie coś takiego: ponieważ nie ma aż tak dużo osób, które odpowiadają, to każdy, kto odpowie za późno w czasie audycji, dostanie jeszcze ode mnie nagrodę pocieszenia, krem do golenia. Przepraszam, żart.
Dostanie e-booka którejś z moich książek. Nie mam praw autorskich do wszystkich książek moich, nie mam praw do „36 forteli” przede wszystkim. Natomiast wszystkie inne to się dogadam mailowo. Do wyboru, do koloru. Jako autor i właściciel praw majątkowych jestem w stanie to zrobić i to zrobię. Także proszę sobie wybierać, panie Januszu, chyba że będzie pan odgadnie następne pytanie. Dobrze. Mamy adres e-mail. Teraz daję drugie pytanie. Tak, możemy?
[01:40:05] - Jasne, proszę.
[01:40:07] - Dobrze. Teraz tak: przyznam się, że niektóre filmy oglądam więcej niż raz albo nawet groźniej, bo to już zakrawa o manie prześladowcze. Natomiast film „Polowanie na Czerwony Październik” obejrzałem spokojnie z 50 razy. Przepraszam. Naprawdę oprócz tego ze mną jest raczej wszystko w porządku. Natomiast dlaczego tak dużo razy? Od dziecka ten film oglądam. Dlatego, że jest genialnie skonstruowaną intrygą z wielu względów. Z tych względów przede wszystkim, że bohaterowie tych powieści, nie licząc scenarzystów i ludzi, którzy ten film doprowadzili na światło dzienne i autora Toma Clancy'ego, który napisał oryginalną powieść, na podstawie której film został nakręcony. I oczywiście genialna rola Seana Connery'ego, który gra dowódcę tego okrętu podwodnego.
Jest to film absolutnie wybitny, jeśli chodzi o logikę wszystkich zdarzeń. Dlaczego? Dlatego, że widać, że uczestnicy tych zdarzeń, ci główni rozgrywający, są mistrzami wojowania. Właśnie w tej książce „Czerwony. Sztuka wojny”, którą pan Marek wygrał, ale nie tutaj Marek Żelkowski, tylko ten pan Marek. Nie podam nazwiska oczywiście, bo to zastrzeżone. Nie można mówić danych osobowych. Natomiast ten Marko Ramius, czyli postać grana, dowódcy okrętu podwodnego sowieckiego. On jest mistrzem wojowania w tym sensie, że on nie powoduje, że rzeczy dzieją się w taki dogodny dla niego sposób. Czyli on ma tą sprawczość, którą generuje nie na podstawie wydawania rozkazów, tylko dzięki temu, że aranżuje sytuację w określony sposób.
Natomiast teraz muszę poprosić, jeżeli ktoś jest, kto nie oglądał tego filmu, to bardzo polecam. Najlepiej w spokoju, żeby nikt nie przeszkadzał, nie przerywał tego filmu czy reklamami, czy gadaniem: „Czy chcesz herbatę?” i tak dalej. To trzeba obejrzeć naprawdę w pełnej koncentracji. Ten film jest fenomenalnie wręcz skonstruowany. Powtarzam raz jeszcze. I teraz coś, co robi mistrz wojowania. Mistrz wojowania oddziaływuje na umysły w sposób, w którym nagle wszystko zaskakuje na swoje miejsce wedle woli tego mistrza oddziaływania. I to w ten sposób, że ludzie to postrzegają, że nie ma innej alternatywy. I teraz ludzie, którzy nie oglądali tego filmu, proszę zatkać uszy, bo powiem coś, co zdradzi główny element fabuły. Więc proszę zwrócić uwagę.
Dla ludzi, którzy znają ten film: spróbujcie obejrzeć go po raz kolejny, mając w pamięci to, co teraz powiem. Gdyby Marko Ramius wypłynął okrętem na ćwiczenia z bazy sowieckiej marynarki wojennej, natomiast przed wypłynięciem wysłał list do admiralicji — tutaj proszę zatkać uszy, kto nie oglądał — w którym oznajmiał, że zamierza uciec do Amerykanów i poprosić Amerykanów o azyl polityczny. Nie powiedziałem, kiedy mogą znowu zacząć słuchać. To tak jak w tym skeczu Smolenia, że „Oddychać, nie oddychać”. To w szpitalu było, stary kabaret i zapomniał doktor dopisać, że już można oddychać znowu i pacjent umarł. Dobrze. Mam nadzieję, że już otworzyliście uszy ci, których o to poprosiłem o ich zakrycie. Więc Ramius wysłał list do admiralicji, w którym powiedział, co zamierza zrobić. Czyli teoretycznie myślimy, że zrobił coś absolutnie szalonego albo wynikającego z jego zawadiackiej natury. To było powiedziane w filmie, że jest zawadiaką.
Maverick po angielsku. Więc myślimy sobie: „Głupio postąpił, mógł się po prostu przekraść”. I to, co Amerykanin, postać grająca amerykańskiego analityka, czyli Alec Baldwin, ten, co zastrzelił na planie filmowym niedawno aktora jednego filmu w czasie kręcenia. Więc on powiedział że ktoś się go spytał, szef, bodajże doradca prezydenta amerykańskiego: „Myśli pan, że on by po prostu przepłynął Atlantyk, dopłynął do portu w Nowym Jorku, otworzył właz i powiedział dzień dobry? Nie, takie rzeczy dzieją się tylko na filmach. Tak naprawdę trzeba to zaaranżować w sposób, w którym Rosjanie będą przekonani, że ten okręt uległ zniszczeniu, czyli został skutecznie zatopiony przez pościg sowieckiej marynarki wojennej”. W związku z tym na początku wydaje nam się, że Ramius zrobił właśnie coś zawadiackiego i coś absolutnie głupiego. Czyli zadeklarował, że zamierza uciec i łapcie mnie, czy mnie złapiecie. Natomiast ten list był absolutnie koniecznym warunkiem do tego, żeby cała sytuacja przekazania okrętu w ręce Amerykanów się udała. Dlaczego?
Dlatego, że po stronie amerykańskiej musiał znaleźć się ktoś i właśnie to był główny bohater filmu, Jack Ryan, grany przez Aleca Baldwina. On się domyślił, że Ramius musi przepłynąć tym okrętem. Musi sprawić, że załoga sama będzie chciała opuścić okręt. To jest mój ulubiony moment. Czyli domyślił się, że Ramius wywoła fałszywą awarię reaktora nuklearnego i załoga rzeczywiście sama będzie chciała, czyli nie dostanie rozkazu wynocha z okrętu, my go oddajemy Amerykanom. Nie było czegoś takiego, tylko została wywołana fałszywa awaria reaktora i ta załoga sama, trzeba było ją ewakuować i sami się z tego cieszyli. Czyli to jest podstawowy element działania mistrza wojowania, że ludzie nagle sami chcą coś zrobić, co jest tak naprawdę sprzeczne z ich własną potrzebą, wolą przetrwania czy aspiracją. I cała akcja filmu polegała na tym, że nastąpiła absolutnie bezsłowna komunikacja między Marko Ramiusem, który uciekał ze Związku Sowieckiego ze swoim okrętem i człowiekiem po stronie Stanów Zjednoczonych, który prawidłowo domyślił się, co ten mistrz wojowania Marko Ramius zamierzał zrobić. Czyli sprowokować Sowietów do pościgu i bezsłownie skomunikować się z innym mistrzem wojowania, czyli właśnie z tym Jackiem Ryanem, z bohaterem powieści, a potem filmu, żeby zaaranżować fałszywe zatopienie tego Czerwonego Października tak, żeby Sowieci uwierzyli, że ten okręt został zniszczony, a nie wpadł w ręce Amerykanów. Na tym polega cała akcja całego filmu.
To są właśnie mistrzowie wojowania, którzy rozumieją się bez słów. Po prostu patrzą na siebie i dokładnie wiedzą, co ten drugi chce zrobić. Dlatego, że to wynika nie z tego, co podsłuchali, nie z tego, co ktoś jakieś wiedzy im donieśli, tylko to wynika z logiki sytuacji, z tych napięć strukturalnych czy z tych sił psychohistorii, które decydują o tym, że niektóre zdarzenia muszą się zdarzyć. Dlatego, że to wynika z praw natury, z praw natury ludzkiej, z tego, że to jest jedyny sposób, w który należałoby to zrobić. Jest inna powieść „Psychopraksja” bodajże, kontynuacja „Ślepowidzenia”. Zapomniałem, jak się autor nazywa. Może któryś z panów pamięta.
[01:47:30] - „Ecopraksja” to jest ten drugi tom.
[01:47:33] - Tak, przepraszam uprzejmie.
[01:47:35] - Autor się nazywa Watts.
[01:47:37] - Tak, dokładnie tak. Więc tam była scena, która absolutnie mi zapadła w pamięć, dlatego że po prostu genialnie pasowała właśnie do tego, co przed chwilą powiedziałem. Do tego polowania na Czerwony Październik. Tam naukowcy odtworzyli archaiczną rasę tak zwanych wampirów, które były istotami o niezwykłej inteligencji i polowały w nocy na naszych praprzodków Homo sapiens. Świetnie to było w książce odmalowane, że stąd mamy atawistyczny lęk przed nocnymi stworami, nocnymi drapieżnikami, bo człowiek jest w nocy podatny na to, że staje się ofiarą drapieżników, a nie na odwrót. Człowiek był drapieżnikiem dziennym. Więc wracając, wampiry były tak genetycznie wyewoluowanymi drapieżcami nocnymi o tak wysokiej inteligencji, a przypominam inteligencja to jest widzenie wzorców, widzenie prawidłowości, przewidywanie przyszłych zdarzeń za pomocą rozumienia praw natury, praw świata, który otacza te wampiry, że one były, dwa wampiry były zamknięte w dwóch całkowicie, totalnie odizolowanych fragmentach ośrodka badawczego. Natomiast obydwa były mimo całkowitego braku komunikacji, ale dzięki swojej percepcji i inteligencji były w stanie skoordynować swoją ucieczkę, rozpoznając za pomocą budowania swojej naturalnej świadomości, naturalnej w cudzysłowie oczywiście, bo była ona po prostu tak wysoka, rozumiejąc, który moment ucieczki będzie optymalny. Czyli obydwa te wampiry domyśliły się, że istnieje drugi wampir. To jest jedno.
Z całej sytuacji, po prostu z logiki sytuacji, jaka ich otaczała, tego uwięzienia. Ale oprócz tego były na tyle inteligentne, że były w stanie wykryć moment optymalnej ucieczki i wykorzystać go do wspólnej ucieczki. A współpraca była niezbędna do tego, żeby ta ucieczka się powiodła, bo wymagała koordynacji dwóch, a nie jednej osoby. Czyli na tym polega właśnie bycie mistrzem wojowania. To, o czym pisał Sun Zi i to, o czym zaraz pan Marek, który wygrał egzemplarz, zaraz się przekona, że właśnie to jest podstawowy esej. W jaki sposób myślą mistrzowie wojowania. To czytaliśmy chyba sobie fragment 17 września, także jakby ktoś chciał doczytać, to zapraszam. Dobrze. Pytanie związane z filmem. Pytanie numer dwa: „Polowanie na Czerwony Październik”.
Ci, co pamiętają tę scenę, już się pewnie uśmiechają. Jest kabina dowódcy okrętu. Następuje moment, w którym rozkazy przekazane przez dowództwo floty zostają wyjęte z sejfu w obecności dowódcy, czyli Marko Ramiusa, czyli tego mistrza wojowania i oficera politycznego Putina, czyli nie prezydenta Rosji obecnie, tylko Putina. Nie wiem, czy to jest przypadkowa zbieżność nazwisk. Nie jest przypadkowa zapewne. Natomiast zostają otwarte te rozkazy. Tam jest mowa oczywiście o ćwiczeniach. Natomiast zanim to nastąpiło, to Marko Ramius, czyli kapitan, wchodzi do swojej kajuty i tam już jest ten bezczelny oficer polityczny, który jest po prostu aroganckim chamem i przeglądał rzeczy kapitana bez zgody i przeglądał Biblię i zacytował fragment Apokalipsy świętego Jana: „I wtedy siódmy anioł złamał pieczęć i powiedział: stało się”. To jest ten jeden słynny fragment z Apokalipsy świętego Jana. I oprócz tego przeczytał jeszcze słowa twórcy bomby atomowej.
Jak on się nazywał? Kurczę, ten, co powiedział: „Jam jest śmierć, niszczyciel światów”. Jak się nazywa ten wynalazca bomby atomowej? Dobrze, przepraszam, nie przypomni mi się.
[01:51:43] - W tej chwili przychodzi mi do głowy tylko Oppenheimer.
[01:51:46] - Oppenheimer. Dokładnie tak. Przepraszam, u mnie jest 4:53 w nocy. Teraz zapłukam w puszkę energetyku. Zeżarłem właśnie dwa snickersy i jednak to nie wystarczyło. Zapomniałem nazwiska Oppenheimera. To był on. „Jam jest śmierć, niszczyciel światów” to taki słynny szpiegowski tytuł nagłówka, kiedy nastąpiła pierwsza próba, kiedy ujawniono istnienie bomby atomowej i on opisywał właśnie, jakie jest znaczenie geopolityczne dla prowadzenia wojny przez Stany Zjednoczone. Dobrze. Więc wracamy do filmu, do sceny w kabinie kapitana.
Nastąpiło wspólne odczytanie rozkazów. I teraz co musiało się zdarzyć? Teraz Sean Connery, który odgrywał rolę kapitana, złamał kark temu oficerowi politycznemu. Spalił oryginalne rozkazy dowództwa floty i z kieszeni wyjął własne rozkazy. I teraz my jesteśmy zupełnie święcie przekonani, że co on zamierza zrobić? Że zamierza wystrzelić rakiety na Stany Zjednoczone. Nic więcej nie powiem. To jest genialny twist filmowy. Natomiast w chwili, w której ten oficer umierał, dusząc się ze złamaną krtanią, Marko Ramius, czyli dowódca okrętu, powiedział bardzo ważne słowa: „Tam, gdzie ja idę, wy iść nie możecie”. I teraz pytanie konkursowe numer dwa.
Twórcy filmu nie omieszkali posłużyć się sparafrazowanym cytatem w tym miejscu. Istotne są nie tylko te słowa, które pasują do filmu, czyli: „Gdzie ja idę, wy nie możecie iść za mną”. Czyli później w filmie dowiemy się, że on po prostu ucieka do Stanów Zjednoczonych, chce prosić o azyl polityczny. Czyli dlatego mówi, jeszcze raz powtarzam: „Tam, gdzie ja idę, wy iść za mną nie możecie”. Natomiast ważne są tak naprawdę poprzedzające słowa, dlatego że to, co on powiedział, to jest fragment nieco dłuższego cytatu. I teraz słowa, których nie powiedział, poprzedzające to, co powiedział, określają jego zamiary, czyli niejako zdradzają, co się zdarzy w filmie, wbrew temu, co myśli akurat w tamtej chwili oglądający po raz pierwszy. I teraz pytanie jest proste. Proszę określić, z której księgi — to już podpowiem trochę — i werset. Więc jeżeli ewentualnie mógłbym prosić o pełną wersję tego cytatu, to też byłoby bardzo miło. Zapraszam.
Pytanie numer dwa. Jeszcze raz powtarzam: w „Polowaniu na Czerwony Październik”, zabijając oficera politycznego, uciekający, mający zamiar poprosić o azyl polityczny dowódca okrętu podwodnego mówi: „Gdzie ja idę, wy iść nie możecie”. Proszę określić, skąd to cytat i najlepiej jeszcze podać poprzedzające słowa. I to tyle. Przypominam adres: gawagaj.pl@gmail.com. Grażyna, Andrzej, Wiktor. Tak?
[01:55:00] - A ja mam jeszcze pytanie bardzo techniczne. Czy dostał już pan adres naszego pierwszego zwycięzcy, pana Marka M.?
[01:55:13] - Zaraz powiem.
[01:55:15] - Bo ja go dostałem.
[01:55:16] - Tak, mam adres.
[01:55:18] - Czyli to po prostu przebite koliste. Okej. Cóż, pierwsze pytanie za nami, drugie pytanie przed nami, a właściwie odpowiedź na to pytanie. Czekamy. I co? Zapytam w ten sposób: pytanie, które pan zadał, podprowadza nas pod temat jaki?
[01:55:43] - Taki temat: w jaki sposób decydenci wizjonerzy, czyli mistrzowie wojowania — ja to tak nazywam właśnie za „Sztuką wojny” Sun Tzu — w jaki sposób mistrzowie wojowania oddziałują na świat? Czyli w jaki sposób oni rozumieją świat, w jaki sposób modelują bieg przyszłych zdarzeń i w jaki sposób decydują, jakie oddziaływanie jest potrzebne do tego, żeby sprawy potoczyły się w sposób dla nich korzystny?
[01:56:14] - Okej. Wiktorze?
[01:56:18] - Ja bardzo chętnie, tylko króciutko skomentuję. Ja cały czas rozpaczliwie próbuję sobie wyobrazić tego mistrza wojny, który ten świat skonstruował.
[01:56:36] - Czyli cały czas nawiązujesz do tego, co powiedziałeś wcześniej, tak? Do tych „my jako komórki”, tak?
[01:56:44] - Szukam jakiejkolwiek prawidłowości natury, która by wynikała, że my jesteśmy ponad poprzeczką, że stworzyliśmy cokolwiek więcej niż stworzone zostało przed nami.
[01:57:05] - A ja wrócę do pytania pierwotnego. Troszkę już o tym powiedzieliśmy, ale to takie pytanie natury historycznej, a właściwie konstrukcyjnej. Jak pan wpadł na ten pomysł, żeby powiązać biologię z science fiction? I nie chodzi mi tutaj o ogólne opowiedzenie o tym, bo właściwie trochę już pan o tym wspomniał. Moment iluminacji, tego błysku. „O! To będzie świetny sposób na pokazanie pewnych procesów”. Właśnie posłużenie się literaturą popularną, bo fantastyka naukowa to, umówmy się, jednak literatura popularna, chociaż są takie-
[01:57:42] - Marku.
[01:57:43] - Skończę. Są natomiast takie jej przejawy, które już zdecydowanie są literaturą głównonurtową. Będę się posługiwał tym podziałem, ponieważ on funkcjonuje po prostu.
[01:57:54] - Ale Marku, chciałbym wiedzieć, komu mam zadać pytanie, jakim to cudem literatura, filozofia wpadła na konieczność zaistnienia takiego Piotra Plebaniaka?
[01:58:06] - Oj, to już jest pytanie bardzo filozoficzne. Wróćmy do mojego pytania.
[01:58:10] - Ja na nie odpowiem.
[01:58:12] - Ale najpierw proszę na moje.
[01:58:15] - Dobrze. Odpowiadam po kolei. Odpowiadam na pytanie pierwsze. Znowu zacząłem od „więc”. Przepraszam moich nauczycieli języka polskiego. Dobrze, do rzeczy. Dlaczego fantastyka naukowa? Dlatego, że fantastyka naukowa jest działalnością filozoficzną. Czym jest filozofia? Przypominam, że fizyka przed jeszcze II wojną światową, na początku XX wieku była nazywana filozofią naturalną, czyli sposobem, próbą czy też stworzeniem całego instrumentu mającego pomóc w zrozumieniu natury świata, w wykryciu i zrozumieniu praw rządzących światem.
Podam bardzo konkretny przykład, który zresztą pada w książce. Einstein sformułował swoją szczegółową teorię względności, a potem ogólną teorię względności. Do czego mogą posłużyć te jego teorie? Jedną z predykcji, czyli przewidywań, jakie następują za pomocą instrumentu jego teorii, jest to, że następuje zjawisko soczewkowania grawitacyjnego. I teraz, rozumiejąc jego teorię, jesteśmy w stanie postawić tezę co do przyszłego stanu zdarzeń, którą to tezę można w jakiś sposób za pomocą instrumentu nauki sprawdzić, prawda? Czyli musi być weryfikowalność twierdzeń. To jest jedna z podstaw nauki, z podstawowych elementów tego, czym jest nauka. Oczywiście próby zostały przeprowadzone. Chodziło o to, żeby w czasie zaćmienia Słońca wykonać zdjęcia okolic Słońca i zobaczyć, czy obraz gwiazd rzeczywiście ulega zniekształceniu wokół tarczy słonecznej zasłoniętej Księżycem. Pierwsza taka próba nastąpiła w czasie I wojny światowej.
Niestety naukowcy zostali aresztowani przez Rosjan, dlatego, że zostali uznani za szpiegów. Bardzo śmieszne. Natomiast potem, już po I wojnie światowej. Przepraszam, maksymalnie to skracam, bo nie mamy już chyba dużo czasu. Po I wojnie światowej dwie ekspedycje zostały wysłane. Jedna do Afryki. Przepraszam, nie pamiętam w tej chwili nazwy. Już naprawdę senność zwycięża. Natomiast druga gdzieś do Ameryki Środkowej. I obie potwierdziły predykcję Einsteina.
Natomiast proszę zobaczyć, że wszystkie technologie, które wymagają tego typu modeli naukowych, modeli natury świata, pozwalają na przykład zbudować układ satelitów GPS, który polega na przeliczaniu pozycji tych względem siebie samych satelitów i umożliwienie odbiornikom GPS określenie własnej pozycji. Natomiast żeby w ogóle ten system działał, musi uwzględniać to, co odkrył Einstein, czyli różnicę w dylatacji czasu wynikającą z ruchu tych satelitów. Gdyby nie te poprawki, które bez teorii Einsteina byłyby niemożliwe, po prostu GPS by nie działały, prawda? Czyli proszę zwrócić uwagę, system GPS pierwotnie został stworzony do celów wojskowych. Nie miałby prawa istnienia bez znajomości praw natury. Wniosek: znajomość praw natury daje niesamowitą przewagę wojskową temu, który te prawa natury wykryje, zrozumie i zdoła zastosować praktycznie, prawda? Ale teraz mamy prawo fizyczne wykryte przez fizyków matematyków, czyli Einsteina konkretnie w tym wypadku. Natomiast proszę zobaczyć, że jeżeli zostaniemy w jakiś sposób oszukani co do tego, w jaki sposób działa natura ludzka, czyli w jaki sposób oddziałują na nią rozmaite bodźce generujące uzależnienia hormonalne. Zaczęliśmy tak trochę żartobliwie, ale to już nie są żarty. Jeżeli ktoś zdoła Przekonać pojedynczego człowieka albo całą grupę ludzką.
Znaczy przekonać, złe słowo, sformatować ich do tego, żeby zostali uzależnieni od określonej formy aktywizowania ich układu produkującego hormony szczęścia. To człowiek taki zdoła zyskać kontrolę nad zachowaniem i poczynaniami tej swojej ofiary, celu oddziaływania. Tutaj znowu się przejawia ten wzorzec tego, że mistrzowie wojowania oddziaływują bez pomocy rozkazów. Czyli dowódca dowodzi armią i jest wojowania według Sun Zi nie rozkazy wydając, a tworząc tą tak zwaną moc. W traktacie Sun Zi w tym moim tłumaczeniu jest to jasno wyeksplikowane, wyjaśnione. Natomiast w innych tłumaczeniach tu przepraszam, muszę się pochwalić, tłumacze albo nie rozumieją spraw wojskowych, albo jak rozumieją wojskowe to mają treść traktatu źle przetłumaczoną z języka chińskiego, w której nie da się wyczytać, że o to właśnie chodzi, że chodzi o tą właśnie moc, czyli te napięcia w umysłach ludzi, którzy są kierowani przez mistrzów wojowania. Więc bardzo proszę, dochodzimy, odpowiadamy na pytanie pierwsze dlaczego science fiction? Dlatego, że science fiction pozwala nam wyrwać się z tych percepcji i z tych narracji, które uniemożliwiają nam skuteczne oddziaływanie na świat, który nas otacza. Czyli jeżeli na przykład mam łatwowiernego kolegę, jestem w stanie go przekonać, że to będzie dla niego dobre. Czyli mam nad nim sprawczość i on robi to, co ja chcę i ja korzystam, a on na tym traci.
I nie muszę mu mówić, co on ma robić, tylko wystarczy go sformatuję do tego, żeby na przykład nie rozumiał, czym jest inteligencja makiaweliczna i trudniej mu będzie zrozumieć to, że ja nim manipuluję, prawda? Na tym to polega. Fantastyka naukowa jest rodzajem zabawy myślami, w cudzysłowie oczywiście, zabawy myślami ułatwiającej nam patrzenie na tą samą sprawę z rozmaitych perspektyw i znalezienie tego sposobu patrzenia na jakąś sprawę, czyli jakiś wycinek rzeczywistości, który pozwala nam na tą rzeczywistość oddziaływać. I dlatego właśnie ten przekład, mój przekład „Sztuki wojny", który jest zaledwie jedną czwartą całej książki, podtytuł książki brzmi: „Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń". Dlatego, że cała książka jest jakby instruktarzem, przewodnikiem czy też podręcznikiem tego, w jaki sposób wykształcić percepcję i zdolność oddziaływania najbardziej skuteczną w danej sytuacji. I to tyle.
[02:05:00] - Tak, ale było jeszcze pytanie numer dwa Wiktora. Wiktorze.
[02:05:06] - Niech pan zechce powtórzyć.
[02:05:08] - To znaczy ja odwróciłem kota ogonem, że tak powiem i po prostu poszukiwałem mocy sprawczej, która powołała do bytu Piotra Plebaniaka, że tak powiem.
[02:05:18] - Oczywiście dobrze, już pamiętam. Odpowiem fantastyką naukową. Bardzo przepraszam. Ostatnie słowa z „Summa technologiae" Stanisława Lema. Mówił on o DNA jako języku i tak zastanawiał się, mistrzowskie zakończenie oczywiście, powiedział coś, czego dosłownie nie uda mi się przytoczyć: „cóż to jest za wspaniały jest to język, który nie stwarza filozofii, tylko filozofów". Bo język DNA... Tak, więc jest to idealnym zakończeniem jego książki. Jeżeli ktoś chce się porwać, jest to bardzo trudna w odbiorze książka, dlatego że jest tak pełna innych sposobów patrzenia na rzeczywistość, na świat, na przyszłość. Stanisław Lem był też futurologiem, prawda? Czyli starał się przewidzieć, zobaczyć dziś, żeby zrozumieć jutro.
Czyli jest to jedno też z motto tej książki „Siły psychohistorii". Jestem głęboko zainspirowany tą książką „Summa technologiae” przy pisaniu, kończeniu właśnie pisania tej „Sił psychohistorii". Odpowiedziałem.
[02:06:22] - A ja mam takie pytanko, które w tej chwili mi wpadło do głowy, bo otóż coś dziwnego zarejestrowałem w tym momencie, bo otóż nagle sobie uświadomiłem, że można na tą rzeczywistość tej sztuki wojny i wszystkich rzeczy patrzeć w trochę inny sposób. Otóż mężczyźni musieli napisać sobie podręcznik „Sztukę wojny". Kobiety nie zrobiły tego, a wytworzyły właściwie wszystkie, nauczyły się posługiwać wszystkimi mechanizmami toczenia wojny z mężczyznami, które są w „Sztuce wojny", które mężczyźni musieli sobie dopiero uświadomić.
[02:07:20] - Tak, to jest trafione w dziesiątkę w bardzo prosty sposób. Absolutnie przepraszam, jeśli mogę sobie pozwolić osobie starszej, ale mistrzowskie. Przepraszam. Tak. Polega to na bardzo prostej rzeczy. „Sztuka wojny" jest instruktarzem, czy też przewodnikiem, czy poradnikiem w zakresie tego, jak działają prawa natury ludzkiej. Ale ten przewodnik jest napisany w konkretnym celu, w celu nauczenia zarządzania armią. Więc w związku z tym, jeżeli czytając „Sztukę wojny", wyrzuci się z niej cały kontekst zarządzania i dowodzenia armią, zostają właśnie same prawa natury ludzkiej i same prawa natury świata, które są absolutnie nieśmiertelne i które są absolutnie uniwersalne. I dlatego właśnie można tą „Sztukę wojny" przetłumaczyć na „Sztukę wojny" dla kobiet, „Sztukę wojny" dla biznesmenów, „Sztukę wojny" dla kogo tam jeszcze i w dowolnym kontekście. Absolutnie dokładnie o to chodzi.
Przepraszam, jeśli mogę tutaj. Ktoś wygrał drugie pytanie. Panie Patryku, gratuluję. Patryk G. wygrał. Chodzi o Ewangelię świętego Jana, rozdział 8, werset 21. Przypominam film „Polowanie na Czerwony Październik”. Chodziło o to, że Ramius ucieka nowym eksperymentalnym okrętem podwodnym do Stanów Zjednoczonych, chcąc prosić o azyl polityczny. Powiedział do zabijanego właśnie oficera politycznego: „Tam, gdzie ja idę, wy pójść nie możecie”, które w jakiś sposób zdradza. Natomiast mistrzostwem autorów filmu, scenariusza jest to, że zdanie poprzedzające jest: „Ja odchodzę, a wy będziecie mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie”.
To jest to, co w niewypowiedziany sposób mówi tym swoim wszystkim Rosjanom i Sowietom, od których ucieka. Więc absolutnie mistrzowska kwestia, która nie została powiedziana w filmie, tylko po prostu trzeba ją znać. Ja to wykryłem. Domyśliłem się, nie za pierwszym razem oczywiście, że to jest cytat z Ewangelii. Natomiast w którymś momencie powiedziałem: „To musi być cytat z Ewangelii, bo w oczywisty sposób pasuje do kontekstu filmu” i za pomocą wyszukiwarki, jeszcze chyba wtedy z tego, co kojarzę Altavista, to było bardzo dawno temu, wykryłem, że to jest Ewangelia świętego Jana, rozdział 8, werset 21. Panie Patryku, gratuluję. Wszedł pan w posiadanie książki. Poproszę o adres korespondencyjny, czyli na przykład paczkomat. Książka w poniedziałek, wtorek zostanie do pana wysłana. Jeszcze raz gratuluję.
Także drugie pytanie odpowiedziane.
[02:09:59] - Okej, za chwileczkę poproszę o zadanie pytania trzeciego, ale zanim to pytanie padnie, to powiem, że po pytaniu posłuchamy drugiego fragmentu z książki „Sztuka wojny”, ale nie tej, która jest w tej chwili przedmiotem konkursu, tylko innego wydania, takiego z komentarzami. My ją nazywamy tak tutaj między sobą „Czarna sztuka wojny”, bo taką ma okładkę.
[02:10:30] - To może zróbmy tak. Przepraszam, że panu wejdę w słowo. Do tych, którzy już wygrali, którzy są wygrywający. Ponieważ rzeczywiście jestem szczęśliwie właścicielem praw majątkowych, to oprócz papierowej wersji czerwonej, którą dostaną państwo pocztą, ci wygrywający, to dostaniecie też mailem e-booka w PDF, EPUB albo MOBI wersji elektronicznej tej „Czarnej sztuki wojny”, która ma 712 stron. Natomiast wersja, którą wygraliście, papierowa to jest wersja bardziej krótka, bardziej o wizjach mistrzów wojowania niż pełne studium filozofii i praktyki oddziaływania na bieg rzeczy. Także będziecie mieli jedną i drugą. Jedną w wersji elektronicznej, a drugą w wersji tą krótszą, niestety w wersji papierowej. Przepraszam bardzo.
[02:11:15] - W tej „Czarnej sztuce wojny” zebrał pan wypowiedzi różnych autorów. Mieliśmy już okazję posłuchać jednej. Teraz po pytaniu posłuchamy artykułu, takiej wypowiedzi postaci znanej, ukrywającej się co prawda pod pseudonimem Naval, ale jeśli ktoś śledzi rynek księgarski, to książek Navala jest sporo. Wiecie państwo zapewne, że człowiek wie, o czym pisze, bo zajmował się w tym wypadku sztuką wojny w sposób praktyczny, niezwykle praktyczny. Posłuchamy fragmentu, który zatytułowany jest „Czubek włóczni”. To teraz poproszę, żeby pan zrobił jakieś krótkie wprowadzenie, a później pytanie albo odwrotnie. To już od pana zależy.
[02:12:08] - Nie, to oddajmy głos autorowi tego eseju. Tylko powiedzmy tutaj słuchaczom: ta „Czarna sztuka wojny” z twarzą wojownika to jest studium praktycznej zdolności budowania praktycznego oddziaływania. Spytałem wszystkich po kolei, kogo tylko mogłem, czyli między innymi już odczytaliśmy fragment bardzo znanego psychologa doktora Tomasza Witkowskiego. Polecam wszystkie jego artykuły i przede wszystkim jego książkę. Moja ulubiona, „Inteligencja makiaweliczna” to jest jedna, ale moja ulubiona to jest „Psychomanipulacje”. W niezwykły sposób na mnie samego, na moją percepcję świata wpłynęła książka, która opowiada o sposobach oddziaływania na ludzki umysł, w jaki sposób jesteśmy manipulowani. Moim ulubionym rozdziałem jest z kolei rozdział o tym, w jaki sposób przywódcy tych sekt religijnych byli w stanie zmanipulować ludzi, kompletnie ich owinąć sobie wokół palca do tego stopnia, że były te słynne samobójstwa zbiorowe członków tych sekt. Do tego stopnia. Więc tu niezmiernie polecam. Natomiast esej Navala, to jest były żołnierz GROM-u, napisał kilka świetnych książek, fantastycznie opisujących w niektórych momentach specyfikę.
GROM i inne jednostki specjalne to są niezwykle wyrafinowane, niezwykle kosztowne instrumenty oddziaływania. To są instrumenty oddziaływania typu militarnego. Natomiast ja spytałem i Navala, który jest bardziej szeregowym żołnierzem GROM-u, i spytałem też pułkownika Andrzeja Kruczyńskiego, autora też dwóch książek, „72 godziny” to są książki, które Naval i pułkownik Kruczyński napisali wspólnie. Też jest świetnie napisana. Pokazane, jak działają jednostki specjalne na bardzo konkretnym przykładzie jednej akcji w czasie wojny w Iraku. Natomiast Naval opisuje, co jest instrumentem oddziaływania żołnierza jednostki wojsk specjalnych, czyli wojsk elitarnych. Dlaczego ta broń musi być absolutnie najwyższej jakości, najwyższej skuteczności. Każdy żołnierz czy też każda jednostka ma swoją własną filozofię tego, w jaki sposób ich wyposażenie, czyli nóż, czyli jakieś ubranie, elementy, buty, wszystko musi być Parametry tych wszystkich podinstrumentów muszą być zmaksymalizowane. Na przykład mają specjalne akwalungi, które zostały wymyślone nie przez wojsko, tylko przez jakiegoś hobbystę, fascynata nurkowania, który miał tak wielką miłość do nurkowania i tak wielką wiedzę o nim, że wymyślił jakiś rodzaj płetw. Już przepraszam, nie pamiętam, dawno czytałem ten esej.
Wymyślił jakiś rodzaj płetw, który kupują wszystkie jednostki specjalne, bo po prostu nie ma lepszych. Proszę zobaczyć, jaka ciekawostka. Naval też przytacza świetny przykład zamrożonego ciała jakiegoś człowieka z epoki kamiennej, które zostało znalezione w lodowcu gdzieś w Alpach bodajże. Przepraszam, też tego nie pamiętam. Gdzieś chyba w Szwajcarii albo w Austrii. I on został znaleziony z całym wyposażeniem myśliwego swoim z epoki kamiennej. Bardzo polecam. Naval oczywiście nie miał miejsca na to, żeby to wszystko poopisywać, ale niesamowite jest, w jaki sposób filozofia tych wszystkich instrumentów, które zostały znalezione przy tym zmumifikowanym, zamrożonym ciele, odpowiada filozofii przyświecającej twórcom jednostek specjalnych, które tworzą wyposażenie. Bo ci żołnierze czasem sami sobie robią to wyposażenie, dlatego, że są mistrzami. I tutaj muszę zrobić dygresję.
Kim jest mistrz? Mistrz to jest ktoś, kto tak znakomicie rozumie swój fach, swoje pole eksperckie, że jest w stanie improwizować. Proszę zobaczyć, co to jest improwizacja na przykład dla pianistów. To jest zdolność taka, w której pianista siada i nie musi otwierać żadnej książki z nutami, uczyć się na pamięć, tylko po prostu gra wszystko, co mu umysł na język przyniesie. Przepraszam, zapomniałem sformułowania. Naprawdę muszę zaraz, jak tylko skończymy, to kładę się spać. Gra wszystko to, co mu przyjdzie na myśl do palców, spłynie z umysłu i to wszystko jest piękne. Ta muzyka jest harmonijna, piękna, miła do słuchania i tak dalej. Na tej samej zasadzie chirurg starający się na przykład uratować narząd, który został zniszczony przez postrzał czy przez jakiś wypadek, nie musi otwierać podręcznika. To świetnie pokazane było w filmie „Pani władca na krańcu świata” o wojnie żaglowców z Russellem Crowe'em.
Genialny film. Tam była pokazana scena, w której lekarz był mistrzem, był jednocześnie biologiem i fascynatem. To jest połączone, kocha swój fach. Był fascynatem odkrywania nowych gatunków biologii i był znakomitym lekarzem. Był w stanie robić cuda. Było pokazane na filmie, że kowal na tym okręcie przekuł łyżkę na jakiś fragment blachy, który zastąpił odrąbany kawałek czaszki jednego z tych żeglarzy. Natomiast potem, kiedy on sam został ranny, jego pomocnik był kompletnie bezradny. Musiał próbować zaszyć ranę, jednocześnie w drugiej ręce trzymając podręcznik z rysunkami, jak to się robi. Czyli nie był tym mistrzem. Natomiast ten pierwszy był.
Wracając do Navala. Naval jest tego rodzaju mistrzem, a Grom jest jednostką złożoną z żołnierzy mistrzów i na tym właśnie polega siła dobrze skonstruowanej, dobrze stworzonej jednostki specjalnej. Przepraszam, to długo trwało, ale tak słuchajmy.
[02:18:08] - Posłuchamy Navala, jego wypowiedzi, właściwie jego tekstu „Czubek włóczni”. Ja jednak tylko rzut oka na czat, bo widzę, że konkurs jednak budzi emocje, bo jeden z naszych słuchaczy napisał: „Z konkursem jedziemy, bo nie zdążymy”.
[02:18:32] - Dobrze.
[02:18:33] - Także może to trzecie pytanie jeszcze przed Navalem, będą się mogli nasi słuchaczy zastanowić.
[02:18:41] - Dobrze, tak zróbmy. W takim razie trzecie pytanie. Film science fiction. Bardzo będę prosił o podanie tytułu filmu i bardzo proszę w odpowiedziach na ten mail proszę, piszcie państwo numer pytania, żeby mi było potem łatwiej ze wszystkimi się kontaktować. Pytanie jest następujące. To jest takie żartobliwe pytanie, łatwe. Proszę podać tytuł filmu, w którym dla ludzkości najważniejszym bogiem zwiastującym mądrość została Myszka Miki. Bohater-człowiek powiedział to w bardzo złośliwym żarcie dla bohatera-nieczłowieka. Podpowiedź jest taka, że muzykę do tego filmu napisał ten sam kompozytor, który stworzył muzykę do Lawrence'a z Arabii. Czyli powtarzam jeszcze raz.
Film science fiction. Bohater-człowiek powiedział bohaterowi-nieczłowiekowi, że najważniejszym bogiem zwiastującym mądrość wiekuistą jest Myszka Miki. Przekomarzanka między dwoma wrogami, że tak powiem. Proszę o tytuł filmu.
[02:19:47] - Powtórzmy jeszcze adres mailowy.
[02:19:51] - Dobrze. Adres mailowy: gawagaj.pl, a w kółeczku gmail.com. Literuję: grażyna, andrzej, V jak Wiktoria, andrzej, grażyna, andrzej, iwona, kropka pl. Gawagaj.pl.
[02:20:07] - Maupa@gmail.com. A teraz już słuchamy Navala i jego tekstu „Czubek włóczni”. Marku, prosimy.
[02:20:17] - „Czubek włóczni. Wojownik, żołnierz, operator na historycznym i współczesnym polu walki”. Kim jest nowoczesny żołnierz? Kim jest i jakie powinien mieć cechy współczesny żołnierz, inaczej nowoczesny żołnierz? Takim żołnierzem jest operator jednostki specjalnej. Ale czemu operator? A może to nowożytny wojownik, czyli ktoś nowocześnie rycerski? Tylko czy współczesna wojna ma w sobie jeszcze coś rycerskiego? Czy kiedykolwiek miała z heroiczną walką dobra przeciwko złu, walką o pokój i wolność uciemiężonych, bogobojnych poddanych, z czasem obywateli chcących równości i demokracji? Sprawa ważniejsza.
Nasze błędne percepcje wojny, wyobrażenia a rzeczywistość. Czy wojna to raczej rozgrywka pomiędzy światowymi politykami podżeganymi do niej przez właścicieli przemysłu zbrojeniowego szukających zbytu dla swych nowych produktów, by zapewnić w stabilnym kraju miejsca pracy dla prawych obywateli? Rząd Stanów Zjednoczonych uważający się za strażnika światowego pokoju w 2018 roku umożliwił firmom prosperującym na amerykańskim rynku sprzedaż różnego rodzaju broni i uzbrojenia za kolosalną kwotę 246 miliardów dolarów amerykańskich. Chichot losu polega na tym, że kraj, który głosi się strażnikiem pokoju, zarabia na wojnach. No, chyba że przemysł zbrojeniowy produkuje broń, wierząc, że służy ona wyłącznie do utrzymania pokoju. W historii świata podczas wojen wielkie armie zazwyczaj stawały naprzeciwko siebie. Strategy wybierali dogodne miejsce bitwy, najlepiej takie, by z pobliskiego wzgórza wódz mógł obserwować i kierować przebiegiem starcia. Nierzadko po całodniowych bitewnych zmaganiach walecznych żołnierzy wygrani gościli sytym posiłkiem pokonanego. I to nie tylko wodza, ale i rycerstwo. Ale to wszystko już było.
Dzisiejsza wojna to nie dwie armie stojące naprzeciwko siebie, oddzielone linią frontu, na której to trwają walki wojsk Północy z siłami Południa, czy też Chińce Wschodu zmagają się z Zachodem. Najnowsza historia wojny to już historia praktycznie tylko walk w miastach. Kto pomaszerował w góry lub chciał przejąć od przeciwnika jego obszar dżungli, przegrał. Bejrut, Donieck, Aleppo, Mosul i wiele innych dzisiejszych miast doświadczyło tego, jak wygląda aktualnie wojna. Mieszkańcy tych miast z obywateli stali się bojownikami, a nowe technologie poparte sprytem pozwoliły skutecznie walczyć i przetrwać. Dzisiejszy rozwój technologiczny, wyposażenie wojska w systemy wykorzystujące termowizję, noktowizję, użycie satelitów szpiegowskich, precyzyjnych rakiet i pocisków kierowanych doprowadził do tego, że by móc chronić się przed tak zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, trzeba się schować i to najlepiej pomiędzy budynkami w dużym mieście. Kiedyś takim schronem były twierdze, później już forty, bunkry, no i wreszcie miasta. Zdobycie twierdzy zawsze było wyzwaniem dla najeźdźcy. Podczas wojny polsko-rosyjskiej król Polski Zygmunt III Waza oblegał Smoleńsk od 29 września 1609 roku do 13 czerwca 1611 roku. Jego zdobycie zajęło mu prawie dwa lata.
Trzysta lat później, w trakcie drugiej wojny światowej było wiele krwawych bitew i to właśnie o miasta. Podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku słabiej wyposażeni żołnierze oddziałów Polskiego Państwa Podziemnego AK potrafili stawić zacięty opór świetnie wyszkolonym, uzbrojonym i zaprawionym w boju Niemcom przez 63 dni. Wehrmacht, grupy specjalne SS czy nawet dywizja pancerna miały naprzeciwko siebie zdeterminowanego przeciwnika, który prowadził zacięty bój. Walki toczyły się o każdą ulicę, każdy dom i piętro. Powstańcy działali na własnym terenie, co było dla nich ogromnym atutem. Znajomość lokalnej topografii umożliwia żołnierzowi płynne i szybsze poruszanie się. Powstanie zakończyło się jednak przegraną powstańców. Inny przykład. Oblężenie stolicy Bośni i Hercegowiny Sarajewa trwało od wiosny 1992 roku do lutego 1996 roku. Nowo powstałe państwo musiało stawić opór wojskom Republiki Serbskiej oraz Jugosłowiańskiej Armii Ludowej.
Opór zbrojny był konieczny, jeśli kraj miał utrzymać swą suwerenność. Oblężenie to uważane jest za najdłuższe i najbardziej krwawe w historii Europy po drugiej wojnie światowej. Dane szacunkowe wskazują, że w czasie jego trwania zginęło lub zaginęło około 10 tysięcy osób, a blisko 56 tysięcy zostało rannych. To, jak wygląda ta wojna, a może takie bitwy to nic złego, bo to antywojna. Walka o pokój, który trwa gdzieś tam, gdzie się stoi na niego straży. W wojnie nie ma nic z romantyzmu, z tego, co przedstawiają wojenne filmy. Nie ma też funu, zabawy, jaką dają gry komputerowe. Wojna nie przypomina fajnej opowieści, którą przeczytasz w książkach. Filmowy bohater to zazwyczaj przystojny aktor, któremu podczas akcji w tle akompaniuje odpowiednio nastrojowa muzyka. W kinie nieodzownym elementem jest wątek miłosny, w którym z lekko okopconym czołem nasz bohater powraca do ukochanej i kładzie swe lico na kolanach stęsknionej wybranki.
Gry komputerowe, czyli popularne strzelanki to zabawa. Tak, zabawa. I jak dobrze by gry nie ukazywały taktyk, technik i rzeczywistego uzbrojenia, choćby i scenariusz był wiernym odzwierciedleniem minionych bitew, to nadal gra będzie jedynie rozrywką dla miłośników gier i niczym więcej. No, może stać się już dziś nawet symulatorem pola walki, ale to nadal tylko gra Książki są najbardziej uczciwe w sferze przekazania obrazu wojny. To zazwyczaj wspomnienia ludzi, którzy przeżyli wojnę, czy też uciekali przed jej zawieruchą, albo walczyli i teraz dają obraz swego wojennego przeżycia. Nie znam książek, może poza tymi dawnymi, historycznymi i wydumanymi w głowie pisarza opowiadaniami, w których autor chwaliłby wojnę i się fascynował jej przebiegiem. Więc czym ta wojna jest? Jak ją poczuć? Jak uświadomić ludziom, że to zło w czystej postaci i że nie warto? Mój obraz wojny to na wpół zwęglone zwłoki żołnierza wiszące z drzwi palącego się wozu pancernego.
Ten widok utrwala smród spalonych ciał i kopcącej się ciągle ropy. Czarne kłęby dymu. Nawet nie ma jak pomóc. To miejsce jest strefą śmierci, którą trzeba jak najszybciej opuścić, by nie stać się kolejnym zwęglonym ciałem. Nic w tym widoku nie ma romantycznego. W takich miejscach dzieci i młodzież nie chodzą do szkół. Starcy nie mogą liczyć na fachową opiekę zdrowotną. Wieczór kojarzy się ze strachem, a nie z wyjściem do kina. Rolę fajerwerków pełni ostrzał moździerzowy. Taki granat moździerzowy, nawet jak spadnie daleko, to i tak spina zwieracze.
Uwierzcie mi na słowo. Mi taki opis całkowicie wystarczy za definicję wojny. Ja tego doświadczyłem. Pewnie, że politycy i panowie lubujący się w prawnych definicjach mają na wojnę inny przepis, ale oni są zazwyczaj daleko od linii frontu. Wspierają pochwalnymi listami obrońców i nadają medale za czyny chwalebne na placu boju żywym i poległym bohaterom walki o pokój. Oczywiście wcześniej wysłali wojska na misję stabilizacyjną lub szkoleniową, bo jak to ugrać politycznie w mediach, że naszych chłopaków wysyła się na wojnę? Nowoczesny żołnierz nie ma problemu, by sprawę nazywać po imieniu. A więc wojna. Z czym nowoczesny żołnierz, operator sił specjalnych idzie walczyć? Cechy fizyczne operatora jednostki elitarnej.
Ułani, ułani, malowane dzieci. A jak ma wyglądać taki operator? Jak Rambo? Ma być niski czy wysoki? A może pośrodku? W górach Afganistanu były wioseczki, a w nich domki, do których wchodziło się kucając. Wyobraźcie sobie sprawnie walczącego tam Arnolda Schwarzeneggera w pomieszczeniu, gdzie sufit znajdował się na wysokości maksymalnie metra siedemdziesięciu. Podczas poligonu w terenie zurbanizowanym, gdzie trzeba było przeciskać się przez małe okienka w piwnicach, czołgać się rurami kanalizacyjnymi i sprawdzać każde zakamarek rumowiska, skutecznie wyzbyłem się kompleksu związanego ze wzrostem. Tam żaden commando type by nie dał rady być tak sprytnym i szybkim jak ci z metra cięci. Na wojnie w Wietnamie Amerykanie dobierali pod względem fizycznym żołnierzy do walki z partyzantami Wietkongu, który upodobał sobie walkę w tunelach.
Szczurami tunelowymi, bo tak ich nazywano, mogli zostać tylko mężczyźni szczupli i niskiego wzrostu. Tylko tacy żołnierze potrafili względnie swobodnie poruszać się w ciasnych tunelach. Gdzie był Rambo w tamtej chwili? Część naszych rosłych gromowców podczas operacji w afgańskich wioskach stanowiła wsparcie, trzymając plecy tym, którzy mieścili się w średniowiecznych dla nas domkach wręcz nie z tej planety. Podczas jego kontroli i przejęcia to ja i mi podobni byliśmy ubezpieczeniem dla wielkich chłopów, którzy potrafili w chwili prawdy wyciągnąć z samochodu kierowcę wraz z fotelem. Dlatego odpowiedź odnośnie fizyczności operatora jest taka, a nie inna. Każdy może być. Poza siłą, która jest konieczna do tej roboty, przydają się zwinność, spryt, ponadprzeciętna sprawność fizyczna, świetna koordynacja wzrokowo-ruchowa. Operator musi być śmiały, nie może się wahać. Musi iść jak nie do przodu, to w lewo albo w prawo, ale iść i walczyć.
Tą całą fizycznością kieruje jednak głowa. Tak, głowa. Niech kandydat będzie największym z wielkich, ale jak mózg nie jest zalany olejem, to moje 5,56 milimetra ma po prostu łatwiejszy cel. Wstępu do jednostki strzegą psycholodzy, którzy dbają, by kandydat na operatora mieścił się w odpowiednich ramach. Dla wielu, niezależnie od ilości robionych pompek, te wymogi dotyczące IQ są poza zasięgiem. Musimy też pamiętać o czymś takim, co się nazywa hartowaniem organizmu. Na zdjęciu czy w filmie brudny i zmęczony żołnierz wygląda dobrze. Twardziel. Ale trzeba wyjść ze strefy komfortu, doznać oddziaływania zimna, gorąca, głodu i pragnienia w trakcie szkolenia, by w boju nie dać się zaskoczyć. Wiedzieć, że ciało bez michy chce walczyć, a zimno nie spowoduje braku motywacji do walki.
Halo, halo Marku, mikrofon.
[02:31:50] - Dobrze, to ja w międzyczasie poczekajmy na pana Marka. A ja pytanie numer trzy. Jedna odpowiedź padła, która jest błędna na razie. To nie jest film „Drabina Jakubowa”. Bardzo mi przykro. Zadam pytanie jeszcze raz dla przypomnienia. Film science fiction. W tytule bohaterami jest jeden człowiek i jeden obcy. Taki obcy taki jak w science fiction i nasz człowiek oszukał tego obcego, mówiąc, że najważniejszym Bogiem dla ludzkości i zwiastunem tej mądrości nieśmiertelnej jest Myszka Miki. I bardzo proszę o podanie tytułu filmu i podpowiedź, która pozwala dojść do tego za pomocą innej metody.
Muzykę do tego filmu napisał ten sam kompozytor, który stworzył muzykę do Lawrence'a z Arabii. Na razie jeszcze nikt nie odpowiedział. Także to pytanie jest otwarte, ale zróbmy jeszcze pytanie czwarte. Mówiliśmy o sile oddziaływania. Mówiliśmy o mistrzach wojowania. Mówiliśmy też w poprzedniej naszej rozmowie o tak zwanej pętli OODA, czyli obserwacja, orientacja, decyzja, akcja. To jest pętla. To jest model, koncepcja tego, w jaki sposób ludzie czy też jednostki, czy też podmioty, bo też podmioty geopolityczne podejmują decyzje. Wpierw muszą rozpoznać otoczenie, czyli to jest obserwacja, czyli pozyskiwanie tak zwanej świadomości sytuacyjnej. Drugim elementem jest orientacja i tutaj jest potrzebne właśnie to IQ, czyli rozpoznawanie wzorców, czyli odrzucenie chaosu informacyjnego, stworzenie modelu bieżącej sytuacji, czyli zrozumienie praw natury, jakie funkcjonują w tych danych zmysłowych, które pobraliśmy, a następnie stworzenie modelu tego, co zdarzy się w przyszłości.
Czyli to jest ten cytat, który czytałem ze skrzydełka książki „Siły psychohistorii”, nieistniejącej jeszcze książki. Bardzo przepraszam, ale przewiduję, że ona niedługo będzie. Więc to jest ta orientacja, czyli zdolność wytworzenia modelu mentalnego tej sytuacji. Modelu, który pozwala zrobić trzeci etap, podjąć decyzję, właściwą decyzję. Oczywiście to nie jest skala zero-jedynkowa, że dobra i zła. To jest cała skala. Czyli ten cykl decyzyjny OODA to jest cykl, w którym poszczególne etapy na bieżąco, czyli on the fly, to się tak mówi po angielsku, na bieżąco one się wzajemnie pobierają. Czyli decyzja jest podjęta, błędna decyzja. Czyli za drugim razem, o ile przeżyjemy oczywiście, to musimy zmienić ten model, który przed chwilą stworzyliśmy, błędny i spróbować nowego modelu. Czyli na przykład strzelić, jak jesteśmy pilotem myśliwca, to musimy strzelić troszeczkę jednak przed tym przeciwnikiem, żeby się te kule spotkały z lecącym przed nami samolotem.
To jest na tej zasadzie. I oczywiście akcja. W akcji bardzo ważne jest to, że należy mieć zdolność mentalną do tego, żeby wprowadzić decyzję w czyn. To jest bardzo skomplikowane. Polega na budowaniu motywacji, na zdeprymowaniu wroga, żeby on zaniechał akcji i tak dalej. Osobna książka z cyklu wzorcem jest w trakcie pisania, także zapraszam w przyszłości. W ciągu roku mniej więcej bądź półtora już to się zmaterializuje. Teraz pytanie czwarte związane jest właśnie z tym problemem. To jest pytanie z klasyki literatury science fiction, czyli nie każdy może odpowiedzieć, podejrzewam. Bardzo za to przepraszam, ale niestety jestem miłośnikiem science fiction, więc wszyscy muszą z tego powodu cierpieć.
Pytanie czwarte, klasyka science fiction. Na pewnej skolonizowanej przez ludzkość planecie koloniści podzielili się na dwa odłamy. Stosowali przy tym odmienne podejście, starając się prowadzić interakcje czy też wojnę z lokalną fauną, ze zwierzętami, które uznały ludzkość za wroga, jakiś rodzaj wrogiej tkanki czy też raka, bo te zwierzęta były sterowane przez pewien rodzaj inteligencji na tej planecie. To jest sednem książki. Natomiast bardzo rozmaite, niezwykle gwałtowne zjawiska tej przyrody ożywionej sprawiały, że dla ludzkości, podzieliwszy się na dwa obozy, jedna walczyła, po prostu konfrontowała się, czyli stworzyła kontrsiłę natury takiej fizycznej konfrontacji, a druga starała się zintegrować. I im się to udało. I oba te odłamy ludzkości żyły. Jedna żyła w mieście i to miasto kupowało broń poza planetą po to, żeby właśnie utrzymać się przy istnieniu. Natomiast tamci sobie żyli w lasach i byli uważani za jakichś tam niedomytych, owłosionych dzikusów i tak dalej. Generalnie stąd wywodziła się wrogość po prostu, czyli częściowo zazdrość o to, że te losy potoczyły się trochę inaczej.
Więc dla mnie jako dzieciaka, nie wiem, 10, 9, nawet nie 10, 9 to chyba nie, ale 10–11 lat ta książka była po prostu objawieniem, że można pokonać samego siebie, swoje jakieś własne uwarunkowania, bo w pewnym momencie przywódcy tych dwóch odłamów, żeby przeżyć, musieli zaprzestać wzajemnej nienawiści, odrzucić tą nienawiść, która była kultywowana, która była budowana w ich umysłach przez całe pokolenia. I ostatnim momentem tej powieści, przepraszam, muszę zdradzić tą powieść, żeby zadać pytanie. Wybaczcie. Ostatnim momentem było to, że ci ludzie byli przywódcami tych społeczności i oni mieli bardzo specyficzną cechę charakteru, dzięki której obie te społeczności przetrwały razem, pogodziły się i która wymagała przezwyciężenia tej całej siły psychohistorii. Przepraszam, że to nawiązuje do tytułu książki, ale właśnie na tym to polega, że pewna siła tych historycznych zaszłości, siła tego, że jest oczekiwane od nas, żeby ten konflikt kontynuować. Jednak oni byli silni na tyle, żeby zrozumieć, że należy zaprzestać żywienia się tym konfliktem i zacząć wszystko od nowa. I ostatnim słowem, ostatnim zdaniem książki było następujące zdanie: „Ale uścisnęli sobie dłonie, ponieważ byli to mocni ludzie”. I pytanie brzmi: jaki jest tytuł tej książki? Klasyka science fiction wydana w Polsce pierwszy raz chyba w 1982 roku. Z tego, co kojarzę.
[02:38:21] - A ja skorzystam z okazji i się zamelduję, że już jesteśmy. Po prostu mikrofon czasami w programie, w którym się łączymy, odmawia posłuszeństwa i jest nieczuły na wszelkie nasze wypowiedzi. A Wiktor ma właśnie jakąś wypowiedź.
[02:38:37] - Ja nie mam wypowiedzi, tylko jeszcze chciałbym tak Relatywistycznie przeskoczyć, że tak powiem, troszkę wstecz i skomentować ten tekst Navala. Otóż my w poszukiwaniu jakichś wzorców kulturowych albo wzorców przyrody i tak dalej, szukamy czasami po omacku. A skoro padły tutaj jakieś odniesienia na przykład do Biblii, to ja zwrócę uwagę na rolę dowódcy takiego oddziału GROM. Otóż taki dowódca musi stworzyć taki oddział i takiego żołnierza, którym zgodnie z Biblią będzie mógł potem przekazać wolną wolę, prawda? Bardzo to podobne.
[02:39:39] - Tak. I od razu odpowiem na to pytanie, bo to było absolutnie jedno z najbardziej fascynujących pytań, na jakie udało mi się odpowiedzieć za pomocą innego współautora „Czarnej sztuki wojny”. Otóż jedna z osób, z którymi się skontaktowałem, pan Krzysztof Wudalej, napisał fenomenalnie dobry tekst na temat filozofii dowodzenia, a konkretnie na temat konfrontacji dwóch różnych filozofii dowodzenia, które trzymając się języka angielskiego, to jest mission objective, czyli za pomocą zadania misji i druga za pomocą wydawania rozkazów. W czasie II wojny światowej widzieliśmy te dwie metody wojowania, prowadzenia działań operacyjnych i taktycznych w armii niemieckiej, która była prowadzona za pomocą tej filozofii zadawania misji. Czyli zrób to, a jak to zrobisz, to już mnie to nie obchodzi i do ataku. Natomiast Sowieci stosowali kompletnie inną misję ze względu na ograniczenia polityczne, czyli ze względu na ograniczenia, że tak powiem, wynikające z logiki poza polem bitwy. To jest absolutnie podstawowe kryterium właśnie rozumienia tego, co się tam działo. Rosjanie oczywiście musieli ściśle wykonywać rozkazy, bo był oficer polityczny, tak jak ten oficer Putin w „Czerwonym Październiku” i ktoś, kto nie wypełnił dokładnie rozkazów co do joty po prostu był rozstrzeliwany albo cierpiał na konsekwencje. W związku z tym to bardzo silnie wpływało na innowacyjność, na inicjatywę, na podejmowanie własnych suwerennych decyzji, które są niezbędne na polu walki. W związku z tym bardzo ograniczało zdolności bojowe Armii Czerwonej.
Także myślę, że odpowiedziałem.
[02:41:27] - Zgadzam się.
[02:41:30] - Okej, w takim razie ja zapytam, bo nasi słuchacze mogą mieć takie podejrzenie, że zaczęliśmy z wysokiego C, mówiliśmy o geopolityce, a teraz przeszliśmy do takich spraw, nazwijmy to może nie jednostkowych, ale jednak zeszliśmy o piętro niżej. Mówimy o dowodzeniu, mówimy o takich siłach specjalnych, które są właściwie narzędziem.
[02:41:58] - Marku, kuchnia nie jest rzeczą wstydliwą.
[02:42:01] - Nie, absolutnie nie. Natomiast ja chciałbym prosić naszego gościa, żeby nam oba zagadnienia połączył po prostu ze sobą, bo one mogą się niektórym słuchaczom wydać odległe, a moim zdaniem aż tak odległe od siebie nie są wcale.
[02:42:23] - Więc to jest tak, że nie do końca rozumiem sens pytania.
[02:42:32] - To już mówię, bo mówiliśmy na początku o wielkiej polityce, o psychohistorii, kiedy rozumiemy historię po to, żeby odnieść się jakoś do przyszłości, żeby planować przyszłość. A tu zeszliśmy do narzędzi. Tak naprawdę taki oddział specjalny to jest właściwie narzędzie, którym na przykład ci, którzy decydują, którzy wykonują te wielkie plany, posługują się takim. I chciałbym, żeby to połączyć. Czy teraz stałem się nieco bardziej klarowny w tej wypowiedzi?
[02:43:10] - Tak. Więc na marginesie tutaj powiem: pan Marek Ch. Przepraszam, nazwisko zaczyna się w ten sposób. Wygrał pytanie numer trzy. Chodzi o film „Mój własny wróg”, z przepiękną muzyką Wolfganga Petersena. Przepraszam, reżyserem jest Wolfgang Petersen. Muzyka jest Maurice Jarre, czyli ojciec Jean-Michel Jarre. Powtarzam jeszcze raz: „Mój własny wróg”. W scenie, którą opowiedziałem, chodziło o to, że była wojna ludzkości z inną rasą inteligentną i dwa myśliwce zestrzeliły się nawzajem nad planetą i piloci wylądowali obok siebie awaryjnie i żeby przetrwać na tej planecie, musieli po prostu współpracować, a byli zaciekłymi wrogami. Stąd cała fabuła filmu.
Przepiękna zresztą. Oczywiście musieli przetrwać, ale się wzajemnie nienawidzili, zwłaszcza na początku, a potem wręcz przeciwnie. Natomiast ziemianin, właśnie przekomarzając się, robiąc na złość, czyli wykorzystując tą swoją inteligencję makiaweliczną, żeby zdobyć dominację nad wrogiem. Nawiązuję do początku naszej dyskusji. Na złość powiedział po tym, jak zobaczył taką miniaturową świętą księgę tych obcych. Zaczął z niej kpić. Mówi, że nasz się nazywa Myszka Miki. Tak opowiedziałem tę scenę. Tak, gratuluję. Dogadamy się mailowo potem co do wysyłki.
Natomiast odpowiadam na pytanie. Cała idea właśnie połączenia tych rozmaitych wizji wojny, bo tak naprawdę to jest filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń. To jest to, co jest opisane w tej „Czarnej sztuce wojny”. Natomiast chodzi o to, żeby pokazać, że na wojnę można patrzeć z różnych perspektyw. Każda z tych perspektyw Daje instrument w postaci rozumienia tego, co się dzieje w danym kontekście. Rozumiejąc, co się dzieje, czyli to jest orientacja w tej fazie, w tym cyklu podejmowania decyzji OODA. Mając tą orientację, jesteśmy w stanie zrozumieć, czy nasz sposób podejmowania decyzji i nasze oddziaływania są skuteczne, czy są nieskuteczne, w jakich sytuacjach przestają być skuteczne. Na przykład poprosiłem o głos szeregowego żołnierza GROM, potem poprosiłem oficera żołnierza GROM. Zaraz usłyszymy wywiad z profesorem Jerzym Bralczykiem, który na pytanie komentuje taką tezę, którą mu zadałem jako tytuł: wojna jako forma komunikacji. Więc jeżeli uda nam się z różnych perspektyw, ale też z małej perspektywy, tej najmniejszej, pojedynczego żołnierza albo tej największej perspektywy, jak wygląda wojna z punktu widzenia geopolityki, to już sobie wyświetliliśmy.
To chodzi o balansowanie układu sił, czy też dostosowanie rzeczywistości traktatowej do rzeczywistego układu sił albo odwrotnie, rzeczywistego układu sił do rzeczywistości traktatowej. To jest oczywiście mniej prawdopodobne w życiu rzeczywistym, ale tak jest. Nie wiem, czy to odpowiedziało na pytanie.
[02:46:17] - Jak najbardziej. Natomiast przy okazji chciałbym jeszcze dowiedzieć się od pana, z takim zarzutem się zetknąłem, że wszyscy ludzie, którzy zajmują się geopolityką, troszeczkę zbyt mocno demonizują wpływy. Zresztą z tego się wywodzi geopolityka, wpływy geograficzne. Jak pan się do tego odnosi? To znaczy są różne szkoły geopolityki i ta stara, ta, z której wszystko wzięło swój początek, ona rzeczywiście mocno odwoływała się do geografii, do warunków takich, do fizycznej geografii. Może w ten sposób. Jak pan się do tego ustosunkowuje? Troszeczkę przejdźmy do historii.
[02:47:17] - Tak, świetnie rozumiem pytanie, bo jest to jedna z moich pasji. Czym jest geopolityka? Geopolityka jest nauką o tym, w jaki sposób geografia, czyli ukształtowanie ziemi, oddziaływuje na proces decyzyjny i zdolność generowania sprawczości przez rozmaitych aktorów. Czyli co to jest generowanie sprawczości? To jest wygenerowanie na przykład armii jako instrumentu oddziaływania. Mówiąc konkretnie, na przykład państwo, które jest górzyste i nie ma dużo terytoriów, na których może uprawiać żywność, nie jest w stanie wygenerować dostatecznie dużej populacji i zintegrować rozmaitych plemion żyjących w rozmaitych dolinach. Taka sytuacja jest na przykład w Iranie, który jest niesamowicie zróżnicowany etnicznie i stworzenie na tamtym terenie bardzo dużego państwa, imperium jest bardzo utrudnione właśnie ze względu na różnorodność etniczną. Dlaczego? Dlatego, że imperium, które chce rozszerzyć się poza jakiś tam jeden obszar etnolingwistyczny, czyli zazwyczaj bardzo mały. Co musi zrobić?
Musi stworzyć takie warunki budowania instytucji państwowych, które sprawią, że mieszkańcy tych wszystkich plemion nabędą zdolność do kolektywnych działań, czyli kolektywnego oddziaływania. Stąd, przepraszam, wracam znowu, ta filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń. Ten podtytuł jest wybitnie trafnie sformułowany. Tak długo nad tym myślałem, ale generalnie wygląda bardzo prosto, prawda? Ale jednak jest esencją i tej sztuki wojny i w ogóle wszystkich oddziaływań, że trzeba zrozumieć, w jaki sposób to działa. Czyli wracamy znowu do nazwy filozofia naturalna czy nazwy fizyki jako nauki przed II wojną światową. Każde imperium, to jest szczegółowo opisane właśnie w książce „Siły psychohistorii”. Akurat ten fragment jest już gotowy. Każde imperium ma szereg parametrów, czyli zdolność produkcji żywności, daną populację, zdolność populacji do działań kolektywnych, czyli osiągania kolektywnych celów. W to wchodzi na przykład poczucie wspólnego celu, wspólnej historii, wspólnego losu, czyli przyszłości i tak dalej.
Czyli w to wchodzi propaganda, budowanie narracji, stworzenie religii, która umożliwi to, że ludzie traktują siebie jako grupa. Bo religie, to też jest bardzo skomplikowane i już nie mamy tyle czasu, żeby to omawiać. To minimum 20 minut. Natomiast religie są instrumentem w rękach władców imperium czy też wspólnikiem zarządzającym religią w danym terytorium. Są instrumentem do tego, żeby zniszczyć, zniwelować siatki relacji plemiennych czy też klanowych i zamiast tego stworzyć instytucje, które umożliwiają współpracę w szerszym zakresie, pozaklanowym, pozaplemiennym. W tej mojej książce to napiszę, bo jeszcze nie jest wydana, natomiast ja podaję liczne przykłady, które pokazują, w jaki sposób to fizycznie jest realizowane. Jest świetny przykład w Papui Nowej Gwinei. Te wszystkie plemiona, które żyją w dżunglach w tamtej okolicy naszej planety, dostarczyły fenomenalnego przykładu w latach 50. i 60. W czasie wojen plemiennych, które mają tam miejsce cały czas.
Szerszy kontekst: warunki naturalne, czyli geopolityczne, że tak powiem, tej wyspy całej sprawiają, że nie istnieje innowacja w konstruowaniu broni. Oni tam się po prostu wyrzynają dzidami cały czas, wyrzynaliby się do tej pory tak, jak to robili od setek tysięcy lat. Natomiast nie istnieje innowacja, czyli przewaga jednej grupy plemiennej czy też grupy klanów nad drugą nie wynika z tego, że ktoś wymyślił jakiś lepszy łuk albo lepsze coś innego, tylko wynika z tego, że w jakiś sposób dowódca lepiej zorganizował siebie i był w stanie po prostu zaskoczyć przeciwnika i tak dalej. Generalnie utrzymywały się populacje takich grup walczących ze sobą w granicach 300 członków. Mówię o członków danego plemienia czy też jakiegoś klanu, który stanowił pojedynczy byt geopolityczny na tamtej mapie. Natomiast w pewnym momencie powstała grupa licząca 2000 osób i ta grupa powstała pod wpływem impulsu wojny wytoczonej przez inną grupę liczącą nie 2000, tylko około 1000. Dlaczego? Co się stało? Dlatego, że w jednym z plemion nastąpił postęp tak zwanej ewolucji kulturowej, która sprawiła, że nagle zaczęło się opłacać do celów wojennych, żeby nawiązywać kooperację nie tylko wewnątrz własnego klanu w danym plemieniu, bo plemię składa się z kilku zazwyczaj klanów rodzinnych, które ze sobą w jakiś sposób kooperują, ale w taki dosyć prymitywny sposób. Ale nagle okazało się, że właśnie ewolucja kulturowa sprawiła, że jeden klan zdołał narzucić innym klanom nowego swojego bożka, boga, który opiekował się nie tylko tym jednym klanem, ale też stał się takim bożkiem uniwersalnym, wspomagającym z zaświatów aktywność i nawyki, obyczaje, instytucje kooperacyjne więcej niż jednego klanu.
W związku z tym powstała jednostka. Mówiliśmy wcześniej, nie wiem, czy ktoś inny to wymyślił, ale na pewno tak. Mówiłem, że byt geopolityczny, prawda? Czyli albo podmiot woli geopolitycznej. Czyli ten podmiot nagle wyszedł poza te zwyczajne ograniczenia tamtego środowiska geograficzno-przyrodniczego i z 300 zrobiło się 1000. Natomiast ten 1000 zaczął atakować sąsiednie plemiona z gigantyczną przewagą ilościową, jeśli chodzi o ilość wojowników, którzy mogli atakować i wymusił przez wojnę, czyli walka międzygrupowa wywołała w sąsiedniej grupie plemion przyspieszoną ewolucję kooperacji wewnątrzgrupowej, prawda? Czyli nagle powstała grupa, która była w stanie koordynować swoje działania wojskowe, przede wszystkim obronne, które stały się kontrsiłą wobec tamtej pierwszej. Widzicie? Nie wiem, czy to odpowiada na pytanie. Wracając do geopolityki.
Geopolityka jest nauką o tym, w jaki sposób geografia oddziałuje na decyzje imperiów, decyzje ośrodków geopolitycznych, decyzji geopolitycznych. I na przykład powiem wam jedną rzecz. Geografia składa się nie tylko z naturalnych elementów geograficznych, typu na przykład cieśnina morska czy jakiś przełęcz w górach i tak dalej. Geografia jest także tworzona przez ludzi i są to na przykład Kanał Sueski, Kanał Panamski, rozmaite inne rzeczy. Moim ulubionym przykładem i tutaj, jeśli mogę polecić, właśnie ukazało się drugie wydanie mojej książki „Chiny. Zrozumieć imperium”. To jest zbiór maksym, opowieści, przez które można zrozumieć historię Chin. Bardzo polecam. Natomiast powiem jedną anegdotę. Wszyscy pewnie słyszeliśmy o pierwszym cesarzu chińskim, czyli cesarzu, który z państwa Qin ustanowił pierwsze imperium Qin.
To było 2200 lat temu. Natomiast w czasie rozgrywek geopolitycznych między chińskimi państwami, zanim jeszcze to imperium powstało i generalnie to, co zaraz powiem, było prapoczątkiem tego imperium. Bardzo wesoła dla mnie, nie dla ludzi, którzy byli ofiarami tych wydarzeń, ale anegdota geopolityczna. Otóż państwo Qin rosło w siłę właśnie dzięki temu, że miało dostęp do zasobów poza tym światem chińskim i było wielu rozwiązań kulturowych tamtego rejonu. To znaczy ludy składające się na populację państwa Qin przybyły z Zachodu, były barbarzyńcami, którzy weszli w chiński świat, zaczęli się sinizować, czyli zaczęli przejmować instytucje kultury protochińskiej. Zrobiły miks, który dawał im przewagę. Na tej samej zasadzie jak mamy te wszystkie wojny starożytnych imperiów w tak zwanym żyznym półksiężycu na Bliskim Wschodzie. Tamte instytucje ewolucji kulturowej, to też w książce opisałem w siłach psychohistorii. Natomiast są fascynujące w tym sensie, że nastąpiła pewna ewolucja. O ile pierwsze te imperia, władcy tych pierwszych imperiów chwalili się swoimi podbojami, prawda?
Ten lud wyciąłem w pień, tamtych podbiłem, zamieniłem w swoich niewolników i tak dalej. Natomiast około 2500 lat temu nastąpił bardzo znamienny etap ewolucji kulturowej ludzkości, polegający na tym, że nagle pojawiły się imperia nie takich zdobywców i morderców swoich wrogów, których wszystkich brał pod but i zakuwał w kajdany, tylko zaczęły się pojawiać imperia ... wodzów i cesarzy, którzy byli opiekunami swoich ludów. Bo nagle okazało się, że imperium zbudowane na podstawie ideologii dbania o swoich poddanych, którzy są producentami całej infrastruktury, budują drogi, wytwarzają rzemiosło, produkują żywność. Okazało się, że imperium zbudowane na wzorcu łagodnego władcy ojca były o wiele bardziej wydajne, były w stanie stworzyć silniejsze armie niż te armie stworzone przez imperia oparte na podboju. Co oczywiście nie zawsze działało, bo zawsze zdarzał się, tak jak w przypadku Imperium Mongolskiego stworzonego przez Czyngis-chana, wyjątek od tej prawidłowości. Natomiast generalnie było tak: cały konfucjanizm, proszę zobaczyć, wszystkie opisy, które znamy z Bliskiego Wschodu czy też z Europy o władcach, który dba o poddanych, który dzięki temu uzyskuje mandat legitymizujący jego panowanie nad tymi poddanymi. To wszystkie instytucje kulturowe w konfucjanizmie, czyli w rejonie chińskim i w Europie mają właśnie ten element, że zmienił się model imperium. Natomiast wracam z tej dygresji do Imperium Qin i do anegdoty, o której chcę opowiedzieć. Już, sekundkę.
Muszę po prostu otworzyć sobie mapę, za co bardzo przepraszam. Natomiast w czasach tuż przed około 50 lat przed proklamacją Imperium Qin, czyli tego pierwszego Cesarstwa Chińskiego, jedno z państw w trakcie machinacji szpiegowskiej za pomocą tak zwanych podstawionych agentów podpowiedziało państwu Qin, że po to, żeby zwiększyć produktywność rejonów będących we władaniu tego państwa, należy wybudować kanał i system irygacyjny przez bardzo pustynny obszar kraju. Zostało to zrobione za pomocą podstawionego doradcy. Ten doradca skutecznie namówił władcę Chin do niezwykle kosztownego dla całego państwa wysiłku inwestycyjnego. Ci inspiratorzy liczyli na to, że Qin wyczerpie swoje rezultaty, wykupując kanał, który po prostu nie zadziała. Widzieliśmy to na przykładzie Egiptu w budowaniu tamy Nasera, która spowodowała rozmaite implikacje. Na przykład doszło do tego, że woda, którą było irygowane pola uprawne w Egipcie, podniosła lustro wody i wypłukała sól z głębi ziemi na powierzchnię. W związku z tym nastąpiła tak zwana salinizacja, czyli zasolenie gleby i nawodnienie zamiast spowodować możliwość uprawy roślin jadalnych, spowodowała zasolenie, czyli trwałe zniszczenie gleby przez to, że rośliny w glebie z obecnością soli nie były w stanie rosnąć. Podobna logika kierowała właśnie w tej starożytnej anegdocie. Natomiast Imperium Qin, które zaraz będzie imperium, zbudowało ten kanał, dokonało niezwykłego wysiłku, ale okazało się wbrew intencjom tych konspiratorów, że spowodowało to niesamowity skok naprzód, dlatego, że Imperium Qin nagle zyskało olbrzymi obszar ziem uprawnych, bo ta inwestycja się udała wbrew intencjom.
W związku z tym ci, którzy próbowali Qin wmanewrować w niekorzystną inwestycję, zrobili coś odwrotnego. Przypieczętowali swój los, czyli przegrali tą bitwę. Więc na tym wygląda geopolityka, że obszar geopolityczny, o którym decydują warunki terenowe, zdolność produkcji żywności, zdolność podtrzymania populacji, co wynika bezpośrednio z kwestii żywności, zdolność przemarszu armii, czyli jakieś naturalne blokady typu góry, które uniemożliwiają przemarsz dużych armii i umożliwiają łatwą obronę. Przecież zobaczmy, jakie mamy trzy grupy kultur w Europie dzięki temu, że istnieją łańcuchy górskie w środku Europy. Mamy kultury na południu Europy, mamy kulturę zachodnią, mamy kulturę wschodnią. To wszystko jest warunkowane terenowo, geopolitycznie i geograficznie. Nie wiem, czy to odpowiada na pytanie. Chyba tak.
[03:01:35] - Myślę, że tak. Ja za chwilę będę miał pytanie dotyczące psychohistorii fundacji, ale sądzę, że to jest chyba dobry moment, żeby zadać piąte pytanie.
[03:01:48] - Tak. Przepraszam, właśnie tutaj dostałem. Panie Szymonie, dokładnie. Brawo! Książka z pytania numer cztery to jest „Planeta śmierci” Harry'ego Harrisona. Nie wiem jak pan, ale ja jako dzieciak ją przeczytałem chyba z 15 razy, jeśli nie więcej. Była tak inspirująca, także gratuluję. Zaraz się z panem dogadam. Przepraszam, zaraz się kładę spać, więc jutro już się dogadamy na spokojnie co do wysyłki. Gratuluję jeszcze raz, panie Szymonie.
Pytanie piąte. Wiecie co? Zróbmy tak: ja przeczytam do końca wszystkie pytania, żebyśmy je zdążyli rzeczywiście zadać, dobrze? Bo inaczej chyba dziś się nie uda.
[03:02:19] - Okej, to jest dobry pomysł. A ja spokojnie czekam z pytaniem o fundację i psychohistorię.
[03:02:28] - Dobrze. Pytanie piąte. Literatura polska, literatura science fiction polska oczywiście. Dobrze, będzie w podobny sposób zadane co poprzednie. Jest pewien bohater pojawiający się na kartach opowiadań i powieści znanego i tłumaczonego na obce języki pisarza science fiction. W moim sercu, tak jak na pewno w sercach wielu polskich czytelników, znalazł sobie bardzo specjalne miejsce ten pilot. Może nie międzygwiezdny, ale pilot kosmiczny. Początkowo w swojej karierze studenckiej miał bardzo duże problemy finansowe, tak jak to studenci mają. Znalazł na przykład jakąś monetę kiedyś w starych spodniach i się strasznie z tego cieszył. Natomiast w czasie zdobywania swoich pierwszych szlifów, w czasie lotu egzaminacyjnego, też nie mógł dopiąć pasów i dopiero jak zaklął, to karabińczyk zaskoczył.
Nie wiem, czy ktoś już rozpoznaje cytat. Natomiast później ten pilot pomagał czytelnikowi zgłębiać tajniki ludzkiej natury w konfrontacji z przestrzenią kosmiczną i innymi kosmonautami. Mi na przykład niezwykle utkwiło w pamięci incydent, kiedy był kapitanem jednego statku kosmicznego transportowego, w którym załoga zachorowała na świnkę i była generalnie mało kompetentna. I obok tego statku przeleciał nagle starożytny statek z przestrzeni międzygwiezdnej, obcych oczywiście. To było absolutnie fundamentalnym, kolosalnym wydarzeniem dla całej cywilizacji ludzkiej. Ale niestety nie udało się zapisać kursu tego kosmicznego artefaktu, dlatego, że jeden z tej załogi chorych na świnkę i półidiotów zapomnieli włożyć rolkę papieru, na którym się drukowały te koordynaty, więc wiekopomna chwila pierwszego kontaktu z technologią obcych przepadła. Dobrze, ale perwersyjnym zabiegiem autora, bo jeszcze dodam ostatni element, na pewno już ktoś pewnie pisze odpowiedź, za sekundkę dostaniemy, bo to chyba łatwe. Perwersyjnym zabiegiem autora bohater został uśmiercony podwójnie: albo na jednym z księżyców Jowisza, to właśnie nie do końca jest wyjaśnione, albo w czasie wyprawy międzygwiezdnej przedsięwziętej celem nawiązania kontaktu z obcą cywilizacją na statku, który się nazywa Eurydyka zresztą. To było bardzo łatwe podejrzewam. Także czekam, że zobaczę.
[03:04:48] - Jeżeli dobrze kojarzę, to chyba wiem, o kogo chodzi, ale dopytam, takie ułatwienie dodam, bo jest taki wywiad, w którym pewien kontrowersyjny, prawicowy obecnie poseł autorowi tej powieści w pewnym momencie przerywa: „Stop, stop, stop”. Czy chodzi o tego pisarza?
[03:05:12] - Nie znam tego wywiadu, więc nie jestem w stanie powiedzieć. Natomiast jestem pewien, że w ciągu minutki dostaniemy odpowiedź. Dobrze, następne pytanie. Pytanie szóste. Znowu literatura polska.
[03:05:26] - Ale w pytaniu numer pięć chodzi o powieść czy o nazwisko autora?
[03:05:31] - Chodzi o imię pilota.
[03:05:36] - Aha.
[03:05:37] - Chodzi o imię pilota. Oczywiście. Pytanie szóste. Przepraszam. Pytanie szóste. Znowu literatura polska i znowu science fiction. W powieści tej poprzedniej, w której chodzi o nazwy pilota, pojawia się komputer tak zwanej generacji ostatecznej, czyli takiej, którego moc obliczeniowa była limitowana już nie ograniczeniami technologii, ale prawami fizyki kwantowej. I bardzo podobna idea pojawiła się w innej powieści innego polskiego autora. Pojawia się w niej tak zwany komputer ultymatywny. Też jest nazywany ostateczny jako synonim.
I również ograniczeniem jego zdolności obliczeniowej zależało od stałych fizycznych i innych właściwości, ale już naszego wszechświata. Wyobraźnia autora, naprawdę wielki ukłon, z pewnością wielu czytelników zresztą cieszy się dzięki tej wyobraźni dużą popularnością. W powieści komputery były potężniejsze, mogły być budowane, ale w tak zwanych inkluzjach, czyli w takich sztucznie generowanych mikrowWszechświatach, w których obowiązywały po prostu inne prawa fizyki niż we Wszechświecie naturalnym. W związku z tym było możliwe stworzenie jeszcze szybszego komputera niż te komputery w naszym Wszechświecie i przenieść się do przyszłości. I teraz tutaj jest taki wątek przyszłości, który też można poruszyć, żeby podpowiedzieć, żeby się z pamięci przywołało. Przenieść się do przyszłości jest bardzo łatwo, prawda? Wystarczy poczekać. To taki żart. Natomiast wysłać materię lub informację w przeszłość jest albo niemożliwe, albo daleko trudniej. I w tej powieści, o której podanie tytułu mi chodzi, konkursowe pytanie numer sześć, technologia przesyłania wiadomości w przeszłość do samych siebie z przeszłości była możliwa i następowała za pomocą technologii czarnych dziur, ale była niezwykle powolna.
Czyli były jakieś bardzo fragmentaryczne, niezwykle wolno pojawiające się odpowiedzi, dosłownie jak alfabetem Morse’a, raz na rok, mniej więcej w takiej skali to następowało. I te lakoniczne komunikaty jednak pozwalały tym mocom rządzącym światem w podejmowaniu decyzji. I teraz tak, bardzo proste: jaki jest tytuł tej powieści? To była literatura science fiction polska. To jest pytanie szóste. Dobrze. Pytanie siódme. Zaraz zerknę, czy ktoś coś. O, widzę tutaj. Pytanie piąte: Pirx, pilot Pirx.
Odpowiedział jako pierwszy pan Janusz, który wcześniej nie zdążył z odpowiedzią na pierwsze pytanie. Gratuluję, panie Januszu, pan wygrał. Przepraszam, panie Jakubie, dzwonię chyba minutkę. Niestety pan jako drugi odpowiedział Pirx na pytanie piąte właściwie. Brawo.
[03:08:14] - To jeszcze doprecyzuję, że z tym wywiadem chodziło mi o wywiad właśnie ze Stanisławem Lemem przeprowadzony przez Grzegorza Brauna.
[03:08:26] - Tak, nie znałem tego. Słyszałem o tym wywiadzie i nawet go widziałem gdzieś na YouTubie na podglądzie. Zapamiętałem, ale akurat nie obejrzałem tego wywiadu. Przepraszam. Dobrze, pan Marek, ten, który odpowiedział na „Własny wróg”. Przepraszam, może nie powiedziałem tego, ale jedna nagroda na osobę, panie Marku, niech pan zechce wybaczyć. Wygrał pan ten „Własny wróg”, ale Pirx też pan odpowiedział, ale to raz, że za późno, a dwa, przepraszam bardzo, od teraz się liczy. Tak czy inaczej ta reguła nie została pogwałcona. Tylko jedna nagroda na osobę. Niech wszyscy mają szansę po prostu.
I ostatnia osoba, która właśnie odpowiedziała, pan Janusz, też już za późno. Ale rzeczywiście Pirx. Imienia chyba nigdy nie podał Lem, prawda? Pirxa. Nie pamiętam tego, co kojarzę. Chyba nie.
[03:09:19] - Tam chyba się jakoś przedzierzgnęła jakaś pierwsza sylaba w pewnym momencie. Tak nieśmiało się przedzierzgnęła.
[03:09:27] - Z tego, co kojarzę, to nie. Dobrze. Pytanie szóste to były komputery ultymatywne i ostateczne i inkluzje innych mikro wszechświatów, w których można było tworzyć komputery jeszcze szybsze. Chodzi o tytuł powieści. Dobrze. Pytanie siódme. To będzie łatwe. „Nareszcie wymyśliłem coś, co działa” – wykrzyknął jeden naukowiec w jednym z amerykańskich filmów science fiction, który doznał wizji tego swojego wynalazku, spadając ze stołka w toalecie, na którego ścianie wieszał jakiś obraz z tego, co kojarzę. W tej chwili nie pamiętam, bo jestem już z niedostania nie do końca przytomny. Natomiast to już jest bardzo proste.
Proszę podać, jaki jest tytuł filmu, w którym wydarzenie to miało miejsce. Oczywiście z przewidywaniem przyszłości ten film ma bardzo wiele wspólnego, bądźmy tak określeni. Dobrze. Pod wpływem tego filmu który z nas nie chciałby zostać zwariowanym naukowcem? Tu już podpowiem także. Zaraz cała seria odpowiedzi się pokaże tutaj u mnie na mailu. Pytanie ósme. Słynne cytaty. Tu jest troszeczkę trudniejsze, ale też łatwe dla miłośników. Niestety znowu science fiction.
Bardzo za to przepraszam. Nieszczerze oczywiście przepraszam. Mam nadzieję, że to dla wszystkich jest jasne. Wśród pisarzy science fiction jest wielu wizjonerów, to już mówiliśmy, którzy siłą swojej wyobraźni i dzięki swojemu pojmowaniu praw natury pomagają swoim czytelnikom do dziś w wyznaczaniu aspiracji życiowych tych czytelników, budowaniu spojrzenia na świat i rozumienia go. To Lem na przykład. Ale wśród tych wizjonerów jest Carl Sagan. Ja wczoraj oglądałem „Kontakt” na przykład. Właśnie à propos w książce „Siły psychohistorii” trzymajcie kciuki. Jeszcze nie mam go w ręku, ale będzie wywiad z Gerrym Flandro. To jest człowiek, inżynier NASA, którego wizja doprowadziła do misji Voyager 1 i Voyager 2.
Facet ma 87 lat. Właśnie odpowiada na pytania mojego wywiadu. Także trzymajcie kciuki, żeby się udało i to będzie częścią książki „Siły psychohistorii”. Ale dobrze, wracamy. Wśród tych wizjonerów, którzy nam pokazują, jak działa świat, był między innymi Carl Sagan i jego ikoniczna blada niebieska kropka, czyli Pale Blue Dot. Dobrze. Te wszystkie wizje poruszają naszą wyobraźnię. Inspirowały ludzi do tego – oczywiście też jest przecież zimna wojna – ale o tym, żeby wylądować na Księżycu. Te wizje, te marzenia ludzkości powstawały już dziesiątki, setki lat wcześniej. Jednym z tych wizjonerów był autor słów, to jest bardzo łatwe, następujących.
Proszę o podanie autora. „Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”. Kto to powiedział? To pytanie ósme. Pamiętajcie, proszę, wpisujcie w tematy maili numer pytania, dobrze? Żeby się nie pomieszało, bo to będzie dużo odpowiedzi. Pytanie dziewiąte. Jednym ze słynniejszych cytatów tego pana z cytatu numer dziewięć jest następujące: „Jesteśmy sami albo nie jesteśmy sami. Obie możliwości są przerażające”. I teraz zmieniam troszeczkę, bo to nie będzie o książce tego autora, tylko będzie o innym dziele.
Bohater raczej bohaterka pewnego filmu eksplorowała, jak twierdziła stanowczo, bo nikt nie chciał jej uwierzyć, system połączeń hiperprzestrzennych – przepraszam, bo się śmieję z tego – połączeń hiperprzestrzennych pozostawiony przez dawno zaginioną cywilizację galaktyczną. W pewnym momencie podróży, widząc ścielące się przepiękne gwiezdne pola, rzekła: „Po prostu powinni tu wysłać poetę”. Niestety, w kontrowersyjnych okolicznościach zapis jej podróży nie zachował się, bo urządzenia rejestrujące zapisały tylko 18 godzin białego szumu. Przepraszam, ciągle się śmieję z tego. Stąd nie poznaliśmy odpowiedzi na nurtujące ludzkość pytanie stawiane w filmie: czy jesteśmy sami? I pytanie: co to za film? To jest pytanie dziewiąte. I pytanie dziesiąte. Stanisław Lem w eseju „Mój pogląd na świat” napisał i ten fragment, który za chwilę przeczytam, znalazł swoje miejsce w eseju o percepcji w tej czarnej sztuce mojej. Cytuję Lema, jego esej „Mój pogląd na świat”.
Nie pamiętam, w którym zbiorze jego esejów. Nie, nie pamiętam. „Język etniczny oraz matematyka jako z tych języków wywiedziony język wąskopasmowy o silnie wzmożonej precyzyjnej ostrości stanowią to nasze macki, nasze kule inwalidzkie, nasze protezy. Jednak podobnie jak ślepiec postukując o kamienną posadzkę swoją białą laską, słuchem stara się rozpoznać, czy znajduje się w pokoju, czy na ulicy, czy w nawie świątyni. Tak i my owymi matematycznymi protezami wystukujemy sobie to, co znajduje się poza obszarem naszego sensorium, czyli naszych zmysłów”. To jest jedno. Aha, to jest pytanie zaawansowane i trudne. Mało osób odpowie. Z nieco innej strony patrzył na naukę Thomas Kuhn, czyli autor tej książki „Struktura rewolucji naukowych”. Pisał on o zmianach paradygmatów i o dominacji oraz przemijaniu pewnych teorii na temat świata.
W fizyce przede wszystkim. W książce swojej „Struktura rewolucji naukowych” została opisana pewna prawidłowość, którą w bardzo dostępny sposób sformułował pewien słynny naukowiec. I o tego naukowca chodzi. Nauka postępuje o jeden pogrzeb naraz, czyli science progresses one funeral at a time. Chodziło o to, że teorie naukowe zaczynają dominować nie dzięki temu, że są bardziej lub mniej prawdziwe czy lepiej albo gorzej opisują rzeczywistość, albo pozwalają na dokładniejsze predykcje, ale o to, że zwolennicy tych teorii po prostu dominują w świecie naukowym i są w stanie Zamknąć mordy za przeproszeniem. To jest ta arogancja akademicka proponentom nowych, lepszych teorii. I pytanie, kto był naukowcem, który wymyślił to sarkastyczne powiedzonko, że nauka postępuje o jeden pogrzeb naraz? I to koniec dziesiątego pytania. Czyli wszystkie już zadaliśmy i zaraz patrzę co tam. Perfekcyjna niedoskonałość to jest odpowiedź na pytanie o komputery ultymatywne.
Pytanie numer sześć. Gratuluję panie Marku. Już nawet nie będę pisał, dobrze? Bo mamy tutaj dużo rzeczy jeszcze do powiedzenia. Gratuluję. Książkę nie wiem, ile razy pan przeczytał. Ja chyba ze trzy czy cztery razy tylko. Pytanie siódme: Powrót do przyszłości. Oczywiście doktor Emmett Brown, zwariowany naukowiec idol mojego dzieciństwa, jak widać nie tylko mojego. Panie Szymonie, gratuluję.
Wygrał pan. Skontaktuję się z panem już jutro, jak odeśpię. I na razie czekamy na pozostałe pytania. Czyli mamy szóste i siódme pytanie. Do siódmego pytania mamy odpowiedziane.
[03:16:22] - Tylko nie podał pan inicjału pana Marka.
[03:16:30] - Dobrze. Rzeczywiście było dużo Marków. Sekundkę. Pan... O cholera, spaliliśmy. Panie Marku CH, bo pan odpowiedział na drugie pytanie prawidłowo jako pierwsze. Więc to nam konfliktuje z tą regułą, że jedna nagroda na osobę. Więc jeśli mogę pozwolić panie Marku pana przeprosić, to zrobimy tak, że dostanie pan jedną nagrodę, a te pytanie musimy anulować. Niestety tak wyszło. Przegapiłem.
Po prostu przepraszam. Za dużo informacji na raz. Nie kontroluję tego do końca w tej chwili.
[03:17:09] - Okej, to zapytam. Pytanie piąte. O ile dobrze pamiętam.
[03:17:14] - Pieks. Stanisława.
[03:17:15] - Wygrał pan Janusz.
[03:17:18] - Tak, pan Janusz nie podpisał nazwiska, w mailu też nie ma nazwiska, więc nie mogę podać inicjału. Natomiast zaraz się z nim na spokojnie dogadam. Dobrze. Pytanie ósme: Arthur C. Clarke. Ktoś odpowiedział. Pan Jakub. Gratuluję. Czyli w takim razie mamy szóste, siódme, ósme. Powiedziałem czy jeszcze dziewiąte i dziesiąte?
Czyli dziewiąte pytanie. Przypominam, co to był za film? Co tam było o penetrowaniu systemu połączeń hiperprzestrzennych i 18 godzinach białego szumu? Film. I pytanie dziesiąte z filozofii nauki: kto był autorem powiedzenia „nauka postępuje o jeden pogrzeb naraz”? Chodzi o imię i nazwisko naukowca, który to powiedział. Także za chwilę się pewnie pojawią odpowiedzi. Dobrze. Możemy kontynuować.
[03:18:10] - Teraz ja się dopchałem do swojego pytania dotyczącego „Fundacji”. Otóż jeśli ktoś czytał ten cykl, ale zaczął od „Fundacji”, to tam jest taka sytuacja, że ten główny psychohistoryk na początku perfekcyjnie przepowiada, co się za chwilę stanie. Trywializuję, ale mniej więcej o to chodzi. Im więcej czasu upływa, bo on się tam pojawia, tak niejako leci z taśmy, niedokładnie o taśmę chodziło, ale pewna jego postać się pokazuje w trójwymiarze w dodatku i mówi, co będzie dalej. Im dalej jest od tego momentu, w którym akcja się zaczyna, tym te jego przepowiednie zaczynają się rozjeżdżać z rzeczywistością. Chciałbym zapytać, jak to jest w tej psychohistorii, o której pan pisze, czyli już tej takiej nienawiązującej wprost do „Fundacji”. Czy to będzie też tak, jak z futurologami? Bo futurolodzy przepowiadają nam przyszłość w rozmaity sposób. Tam są najdziksze pomysły i czasami od Sasa do Lasa i czasami ci futurolodzy to, co piszą, ma niewiele wspólnego z tym, co się później dzieje. Jak to będzie w przypadku tej psychohistorii, o której pan pisze?
Czy rzeczywiście upływający czas też będzie troszkę zaburzał te ewentualne, nie mam innego słowa, więc powiem przepowiednie? Czy też ponieważ oparte jest na pewnej analizie, chociażby na znajomości historii, to będzie nieco bardziej dokładne?
[03:20:00] - Zadał pan najważniejsze pytanie dla całej ludzkości i zadawane bezustannie w całej historii ludzkości: jaka będzie przyszłość i jakie wydarzenia są nieuchronne, a jakie zdarzenia są przypadkowe? I w tym temacie jest książka „Siła psychohistorii”. Wiele lat pisałem tą książkę po to, żeby jak najbardziej zgłębić właśnie to, co jest istotne, co musi zajść. Tak naprawdę pierwszą inspiracją i znowu science fiction. Bardzo za to przepraszam ludzi, którzy nienawidzą science fiction. Po nich pojedziemy dzisiaj. Był taki zbiorek opowiadań wydanych przez wydawnictwo Alfa pod tytułem „Dziesiąte podejście”. I to akurat było tytułowe opowiadanie w tym zbiorze. Chodziło o to, że została wynaleziona technologia, w której umysł mógł być cofnięty o 10 lat w przeszłość, ale sam umysł, do tego samego ciała, tej samej osoby. Czyli ktoś mógł za pomocą doświadczenia następnych 10 lat mógł wrócić sam do siebie, zniszczyć tego poprzedniego oczywiście niejako, ale też nie popełniać tych samych błędów.
I gość się zakochał w kobiecie, której nie mógł zdobyć. Stąd całe to opowiadanie, perfekcyjne zresztą. Natomiast ten facet Stwierdził, przeżywając po raz dziesiąty, wcześniej oczywiście też to zauważył, że istnieją zdarzenia, które zawsze zachodzą, niezależnie od tego, co się stało, niezależnie od efektu motyla. Efekt motyla, czyli bardzo mała różnica w warunkach początkowych powodowała drastyczne różnice w dalszym biegu zdarzeń. Natomiast chodziło o to, że za każdym razem szedł na walkę bokserską, w której zawsze wygrywał jeden z walczących, ale za każdym z tych 10 razy, za każdym razem w inny sposób. To oczywiście było naciągnięte, bo to taka zabawa myślami akurat w tym wypadku. Na przykład było tak, że po 10 rundach ciężkiej walki wygrał na punkty albo potem za drugim razem w drugiej rundzie przez nokaut, albo w jakichś mniej prawdopodobnych okolicznościach, ale zawsze ten jeden wygrywał. To było to spotkanie z ideą, że zawsze musi coś zajść. Że po prostu wynika to z jakiejś logiki zdarzeń. Przypominam, że to jest trochę bzdura.
Akurat w tym opowiadaniu to się nazywa amutant, czyli coś, co nie mutowało, co nie zmieniało się jako wydarzenie. I on był przekonany, stwierdził, że to, że nie uda mu się zdobyć tej kobiety, też jest tym rodzajem amutantu, czyli wydarzenia, które musi zajść za każdym razem, bez względu na to, co on by robił, żeby stało się odwrotnie. To była pierwsza idea, kiedy ja to przeczytałem, mając jakieś 10 czy 11 lat. Kiedy ta książka została wydana? Nie pamiętam, nieważne. Natomiast o co chodzi w siłach psychohistorii? Ludzie, którzy podejmują decyzje, na przykład decydenci geopolityczni, tacy jak Hitler, Napoleon czy ktoś. Oni rozumieją naturę świata, naturę wojen, naturę zdarzeń geopolitycznych. Czyli jak geografia czy jak ludzka natura wpływa na to, jak działa żołnierz, jak działa armia, jak działają przeciwnicy. W jaki sposób można to zmodyfikować, żeby działo się zgodnie z naszym życzeniem.
To jest jedna wielka niewiadoma. Czym ktoś lepiej zrozumie te prawidła natury ludzkiej, prawidła natury świata, prawidła prowadzenia wojen, tym bliżej jest temu ideałowi, który Chińczycy nazywają świętym mężem. Czyli ktoś, kto rozumie teraz i dzięki temu jest w stanie wywieść dedukcyjnie czy też w jakiś inny sposób, jaka będzie przyszłość. Czyli zrozumieć teraz, żeby zrozumieć jutro. To też jest jedno motto na okładce tych sił psychohistorii. W książce „Fundacja” było tak, w wielu miejscach jest, czym są właśnie te siły psychohistorii. Czy jednostka ma moc? Moc jest pojęciem ze sztuki wojny, czyli to jest potencjał. Konfiguracja tych napięć strukturalnych, które sprawia, że nagle skwarza się w kimś zdolność oddziaływania na bieg zdarzeń i jest w stanie mniej lub bardziej radykalnie ten bieg zdarzeń wlać w nowe koryto. To wszystko jest grą, która się składa na historię ludzkości.
To jest fascynujące. W książce bardzo wiele tych przykładów pokazuję. Staram się w jakiś sposób naprowadzić, ale staram się też, żeby czytelnik sam w jakiś sposób do tego doszedł, czyli nie daję tego wszystkiego na talerzu. To jest celowy mój zabieg literacki, żeby zamiast dawać wszystko na gotowo, to po prostu trzeba troszeczkę pomyśleć na tej zasadzie, żeby to miało swoją wartość. Nie wiem, czy to odpowie na pana pytanie.
[03:24:53] - Ja bym tutaj do Marka pytania wtrącił, naprowadził może na właściwe tory. Otóż futurologia, którą Lem uznał za skompromitowaną i słusznie, próbowała stworzyć wizje. Pewne wizje, które się nadają lub nie nadają do zrealizowania. Ja myślę, że z tą drogą, którą podąża pan Piotr Cielebiaś, jest troszeczkę inaczej. Otóż jak ja rozumiem, pan Piotr Cielebiaś próbuje stworzyć, dążyć do sformułowania, stworzenia takich modeli rzeczywistości, które się będą w różnych konfiguracjach realizowały jako model. Dla przykładu powiem, ja tworzę jakąś siatkę, w której się mogą osadzić jakieś kryształy. To jest model konstrukcyjny. Wrzucam tę siatkę do oceanu. Jakie kryształki się wykształcą w tej strukturze, tego to ja nie wiem i ja się dowiem, jak się to zrobi. Będzie to praktyczne zastosowanie mojego modelu, prawda?
I dlatego tu nie uciekajmy się do tego, czy rzeczywiście precyzyjnie przewidzimy przyszłość. Nie. My możemy stworzyć model, w którym się ta przyszłość ewentualnie zmieści, prawda?
[03:26:39] - Zgadza się, tak.
[03:26:41] - Tytułem uzupełnienia powiem, że ta książka „Dziesiąte podejście” to była książka wydana w drugiej połowie lat 80. Na pewno 1988 rok albo 1989. Książka niejakiego MacIntosha.
[03:27:00] - J. T. McIntosh, dokładnie.
[03:27:02] - Proszę zauważyć, że ten pomysł pojawia się, że są pewne takie punkty, które się za każdym razem powtarzają. Pojawia się w całkiem niedawnej ekranizacji powieści Wellsa „Wehikuł czasu”. Tam też główny bohater. Okazuje się, że nie da się zapobiec śmierci jego narzeczonej. Próbuje wiele razy, dlatego w końcu podejmuje tę podróż. To nieco zmodyfikowana wersja w stosunku do wizji wellsowskiej, ale jednak ten sam problem, że istnieją jakieś takie wiązania krystaliczne.
[03:27:47] - Tak jest. Ten sam problem pojawia się wielokrotnie u przywołanego tutaj Pirxa, pilota. Przecież to jest właściwie pochwała ciapowatości, nierozgarnięcia, braku wyobraźni i tak dalej. Co z niej wynika? Co z tego? I tak ten Pirx potrafił się znaleźć na właściwym miejscu, niezależnie od wszystkich walorów ujemnych.
[03:28:22] - Ale mu się w końcu nie udało.
[03:28:24] - A nie wiadomo.
[03:28:25] - A może, nie wiadomo.
[03:28:27] - Chciałbym powiedzieć, że na pewno nie wiadomo, bo ostatnie opowiadanie o pilocie Pirxie napisałem ja.
[03:28:39] - Tak. Tylko że nie wiem, czy uwzględniłeś, że on tam, jak się kontaktował w tej powieści „Fiasko”... Nie wiem, czy ja nie pomyliłem. W każdym razie, jak się kontaktował, gdzieś mi tytuł uciekł w tej chwili. Jak się kontaktował z przedstawicielami innej cywilizacji, wszyscy doszliśmy do wniosku, że nie da się porozumieć. To on tam w tych mechach takich wielkich się poruszał i słabo się-
[03:29:06] - Nie, zginął. Ja wiem o tym. Już tak dla pana Piotra Plebaniaka tylko powiem, że w dniu, kiedy zmarł Stanisław Lem, usiadłem i napisałem krótkie opowiadanie dla takiego pisma „Sfera” pod tytułem... Marek pamięta, jaki to był tytuł tego-
[03:29:27] - Ale to nie było o Pirxie?
[03:29:29] - O Pirxie, jak najbardziej.
[03:29:30] - O Pirxie to nie wiem. Ja znam-
[03:29:32] - O Solaris.
[03:29:33] - O Solaris.
[03:29:33] - No tak.
[03:29:33] - To nie o Pirxie.
[03:29:35] - No tak, ale to było-
[03:29:36] - „Appendiks z Solariana”.
[03:29:37] - „Appendiks z Solariana”. Napisałem takie opowiadanko, w którym głównym bohaterem jest właśnie Solaris, co prawda, ale również pilot Pirx.
[03:29:47] - Tam Pirx występuje?
[03:29:48] - Przede wszystkim.
[03:29:50] - Okazuje się, że nie tylko pana Piotra dręczy pora, w której rozmawiamy. Zdecydowanie. Mnie zdaje się też, bo już nie wszystko tak pamiętam. Cóż, panie Piotrze, bardzo dziękujemy za dzisiejszą audycję. Myślę, że była-
[03:30:09] - Bardzo też dziękuję
[03:30:11] - ... pouczająca. A przede wszystkim do naszych słuchaczy zwracam się, żeby pamiętać, że mówiliśmy dzisiaj o książce, która jest dopiero przed nami. „Siły psychohistorii” to jest książka, która się pokaże-
[03:30:25] - Przepraszam, że tak.
[03:30:27] - Tak, proszę, mów. Oddaję panu głos.
[03:30:29] - Żeby szybciutko. Rzeczywiście ta książka miała się ukazać już trzy lata temu, dwa lata temu, rok temu. Ukaże się dokładnie za półtora miesiąca. Oddaję ją do drukarni. Natomiast przez pierwsze pół roku nie będzie dostępna komercyjnie wersja e-book. I tutaj mam ewentualnie prośbę, pytanie do słuchaczy. Jeżeli będą zainteresowani wsparciem mojej twórczości to zapraszam na Patronite mój, czyli patronite.pl/piotrplebania, jednym słowem. I tam jedynie patroni, nawet za proste przez jeden miesiąc pięć złotych, po prostu napędza mórz patronów. Będę rozdawał tę książkę „Siły psychohistorii” w wersji e-book. Przez pierwsze pół roku nie będzie w żaden inny sposób dostępna.
Także tutaj zapraszam. Natomiast jeszcze tutaj konkurs. Na dziewiąte i dziesiąte pytanie jeszcze nikt nie odpowiedział na tą chwilę. Więc jeżeli ktoś odpowie już po naszej transmisji na żywo, to też będzie się to liczyło, to mówię. Natomiast dla tych, którzy jeszcze tutaj nas słuchają tej końcówki, to powtarzam pytanie dziewiąte. Chodzi o to, że pewna bohaterka filmu penetrowała system połączeń hiperprzestrzennych zbudowanych przez zaginioną cywilizację galaktyczną. Powiedziała w czasie tego: „Powinni tu wysłać poetę”. I okazało się, że nie była w stanie udowodnić, że odbyła tą podróż dlatego, że jej rejestratory zapisały tylko 18 godzin białego szumu. I pytanie: co to za film? Pytanie dziesiąte: co za naukowiec stwierdził, że nauka postępuje o jeden pogrzeb naraz?
To jest w kontekście książki Thomasa Kuhna, ale to nie jest ten człowiek, pod tytułem „Struktura rewolucji naukowych”. To jest pytanie bardzo zaawansowane, ale generalnie cytat znaleźć łatwo. I to tyle. Przepraszam, że przerwałem.
[03:32:24] - Nie, bardzo dobrze się stało, bo konkurs trwa. Zachęcamy, bo te dwa pytania to dwie książki. Zdecydowanie tak. Myślę, że czas by było, zanim pojawi się Tomasz Fąs ze swoim felietonem dotyczącym fizyki, na krótkie podsumowanie naszego spotkania, które chadzaliśmy różnymi ścieżkami w czasie dzisiejszych kilku godzin rozmowy z panem Piotrem. Ale jakbyśmy spróbowali podsumować, to co by pan powiedział?
[03:33:10] - Przewidywanie przyszłości to jest coś, co robią wszystkie homeostaty. Homeostat to jest taki system, którego główną prerogatywą jest zapewnienie sobie przetrwania albo rozmnożenie się. Czyli homeostatem jest ośrodek woli geopolitycznej, czyli imperia państwa. Homeostatem jest człowiek. Homeostat to jest termin, którym Lem się bardzo często posługiwał, dlatego, że jest niesamowicie skutecznym konceptem wyjaśniającym logikę wydarzeń i logikę przestrzeni decyzyjnej podmiotów, które tworzą historię ludzkości czy tworzą bieżące wydarzenia, czy walczą o swoje przetrwanie. To można w dowolnym kontekście umieścić. Homeostat wykracza poza to, czy to jest roślina, czy to jest zwierzę, czy to jest człowiek, czy to jest państwo, czy to jest jakikolwiek inny byt. Więc homeostaty walczą o przetrwanie. Homeostaty ewoluują, kształcą w sobie zdolność przewidywania przyszłości. Przewidywanie przyszłości jest podstawą.
Natomiast podstawą podstawy, czyli podstawą przewidywania przyszłości, jest zdolność rozpoznawania wzorców. To jest IQ. Na początku mówiłem, tak jak w porządnej powieści na początku i na końcu coś jest bardzo podobnego, w tym samym miejscu się znajdujemy. Proszę zobaczyć, jak wygląda test inteligencji. Test inteligencji w gruncie rzeczy jest testem rozpoznawania wzorców. I to chyba tyle na podsumowanie.
[03:34:42] - Okej, my będziemy jeszcze mieli trochę tych podsumowań, bo jeszcze Wiktor z podsumowaniem.
[03:34:49] - Może i siebie samego podsumuję. Jak rozpoczęliśmy tę audycję, to wskoczył ten temat, czy historia dzisiejsza współczesnego świata akurat przyspieszyła, czy nie przyspieszyła, to ja miałem od razu taką myśl, że Boże mój, żeby się radośnie potoczyć z górki, trzeba się najpierw na tą górkę wspiąć.
[03:35:10] - To jest zupełnie inna sprawa. Oczywiście. Wtaczaliśmy się długo.
[03:35:16] - Natomiast przy tych modelach rzeczywistości, do których żeśmy doszli dalej, to skojarzyło mi się coś takiego, że my przy tych rozważaniach nad przewagą demokracji i autorytaryzmu czy tyranii bardzo często się rozmijamy z rzeczywistością. Zobaczcie, taka zbiorowość totalnie demokratyczna jak stado plemników jest w samym swoim źródle napiętnowana totalitaryzmem, gdyż ważny jest tylko jeden przecież w tej zgrai.
[03:36:05] - Tak.
[03:36:07] - A poza tym zobaczcie, jak się w polskim języku pięknie te dwa słowa schodzą: myślenie z myślistwem. To jest cała nasza ludzka natura.
[03:36:19] - Okej, ja jeszcze poproszę naszego gościa, żeby jeszcze raz podał maila, na którego można wysyłać odpowiedzi. Ja to mówię w kontekście wpisu pana Tomasza na czacie. Nie, na czacie odpowiedzi się nie liczą. Prosimy na maila, którego za chwilę podamy.
[03:36:39] - Na maila, to jest udokumentowane. Mail dokumentuje konwersację i rozmowę. Zresztą niestety nie zdążyliśmy chyba tutaj odsłuchać świetnego wywiadu z profesorem Bralczykiem. Jeszcze odsłuchamy?
[03:36:51] - Będzie ten wywiad, na pewno.
[03:36:53] - Świetnie. Przypominam, ten ma tytuł „Wojna jako forma komunikacji”. Zainspirowałem się filmem „Monachium” Stevena Spielberga. Tam był taki moment, że jedna grupa terrorystyczna takich anarchistów terrorystycznych ze sobą się spierała i walczyli. Natomiast w którymś momencie jeden stwierdził, że oni w ten sposób rozmawiają, czyli oni chcą zadeklarować swoją dominację, czyli assert domination, zrealizować swoją wolę, zrealizować swoją sprawczość. Nie robią to za pomocą słów, tylko komunikują swoją wolę. A co jest esencją komunikacji? Esencją komunikacji jest sprawić, żeby ktoś zaczął postępować zgodnie z naszą wizją, zgodnie z naszą narracją. Proszę przemyśleć to, bo to jedna z najbardziej głębokich rzeczy, jakie tutaj powiedzieliśmy sobie w czasie tych rozmów. Więc świetnie, że odsłuchamy.
Podaję maila w takim razie. Przepraszam za dygresję. gawagaj.pl, a w kółeczku gmail.com, czyli literuję: Grażyna, Andrzej, V jak Wiktoria, Andrzej, Grażyna, Andrzej, Iwona kropka pl.
[03:38:00] - I jeszcze Wiktor.
[03:38:01] - Panie Piotrze, tak jak pan powiedział, jest z nauką, z kulturą, z wszystkim. Otóż każdy autor, każdy filozof, tak samo jak naukowiec, musi znaleźć właściwą pulę wyznawców, żeby jego wiara stała się wiarą ogólną powszechnego użytku. Otóż my z Markiem tutaj bardzo czekamy na pana książkę zapowiedzianą, a przynajmniej dwóch wyznawców pańskiej wizji już pan ma jak bank.
[03:38:32] - Dziękuję. Zastrzyk dopaminy pozwoli mi lepiej i smaczniej spać, za co jestem niezwykle wdzięczny.
[03:38:41] - My jesteśmy z kolei panu niezwykle wdzięczni, bo zdajemy sobie sprawę, że u pana właśnie dochodzi siódma rano.
[03:38:49] - Dokładnie tak. Już jest jasno.
[03:38:51] - Nie jestem w stanie sobie wyobrazić zarwanej nocki.
[03:38:58] - Dla cywilizowanego człowieka w dżungli zawsze jest ciemno. Dla dzikiego zawsze jest jasno.
[03:39:06] - Okej.
[03:39:07] - Świetne.
[03:39:07] - Jeszcze raz pięknie dziękujemy, a państwa przed głośnikami, przed odbiornikami zapraszamy najpierw na wywiad z panem profesorem Bralczykiem, a później oczywiście fizyka W wydaniu Tomasza Fąsa. Pięknie dziękujemy. Zapraszamy za dwa tygodnie, a za dwa tygodnie będziemy mówić o książce Ludwika Papaya „Dzieciaki końca świata”. Jeśli ktoś lubi postapo, takie specyficzne postapo, to właśnie będzie dobry moment, żeby sobie o postapo i tej konkretnej książce porozmawiać. Pięknie dziękujemy.
[03:39:52] - Panie Marku, przepraszam. Właśnie ktoś odpowiedział na pytanie dziewiąte w ostatniej chwili. Dut Tom, przepraszam, to jest ksywka. Wygrał pan. Już panu odpisałem na maila. Gratuluję, skontaktuję się jutro, bo idę spać. Przepraszam. Wysłucham jeszcze wywiadu Bralczyka, opadając na łoże. Miłego słuchania. Jeszcze raz bardzo państwu dziękuję.
Panie Marku, przepraszam, niech pan mówi dalej.
[03:40:18] - Zdarzyło się podczas tej audycji wielokrotnie to, co się zdarza podczas innej audycji, która też dosyć się popularna zrobiła. „Mówią świadkowie” audycja, w której swoim głosem i nie tylko swoim głosem, bo świadkowie sami czasem się też wypowiadają. Audycja, w której świadków zjawisk różnych paranormalnych anonimizuję na potęgę, także nawet nie podaję imion. I co się okazuje? Świadkowie sami zaczynają odpisywać albo to na czacie, albo to w komentarzach i sami się przedstawiają pełnym imieniem i nazwiskiem. I właśnie to nasi laureaci dzisiaj w większości na czacie też uczynili.
[03:40:57] - Ale to już na własną odpowiedzialność.
[03:41:00] - Jeszcze jedno wtrącę. Przepraszam, panie Marku, jeszcze raz uprzejmie. Już pan Janusz, który na jedno pytanie odpowiedział i wygrał, odpowiedział prawidłowo na dziesiąte. Czyli dziesiąte nadal jest otwarte na odpowiedzi, bo przepraszam, jedna nagroda na jedną osobę. Niech mi wolno będzie podtrzymać tą zasadę. Przepraszam, panie Marku.
[03:41:19] - To jeszcze raz. Pięknie dziękujemy. Państwa zapraszamy najpierw na wywiad z profesorem Bralczykiem, a później na fizykę w wydaniu Tomasza Fąsy.
[03:41:28] - Ja chcę posłuchać tego Bralczyka. Przepraszam, niech pan nie rozłącza mnie.
[03:41:31] - Tak, dokładnie to będzie fragment wywiadu z Jerzym Bralczykiem, bo oczywiście jakieś ramy czasowe tutaj mamy. Tak ustaliliśmy, że nagranie pojedyncze będzie trwało około 10 minut. Jedno chyba tutaj trwa 13 albo trwało z tego, co pamiętam. Także jeżeli kogoś ten wywiad zainteresuje, to oczywiście zachęcamy jak najbardziej do sięgnięcia po całość. Bo czemu nie? Tomasz Rabski: Panie profesorze, na początek banalna kwestia, ale w swojej prostocie dość przewrotna. Ile komunikacji jest w wojnie, a ile wojny w komunikacji? Jerzy Bralczyk: To dosyć atrakcyjne pytanie. Trochę trąci metaforą. Nie mamy takich miar, którymi moglibyśmy się posługiwać, mówiąc, ile jest czegoś w czymś.
Ja bym to przeformułował: na ile wojna jest komunikacją, a na ile komunikacja jest wojną? Wtedy pewnie nie traktowalibyśmy tego jako pojemnika zawierającego ileś tam jednostek jednego i drugiego. Czy wojna jest komunikacją? Dla niektórych byłaby o tyle komunikacją, o ile komunikacją jest wszystko, każde nasze działanie społeczne. Watzlawick sformułował taki znany powszechnie paradoks: nie można nie komunikować. Cokolwiek robimy, to komunikujemy. Nawet jeżeli rezygnujemy w naszej świadomości z komunikacji, to i tak jest to komunikator naszej rezygnacji. Nasze bycie społeczne to komunikacja nieustająca. Czy nasze życie wewnętrzne jest komunikacją? Wydaje się, że i naszemu myśleniu można przypisać taki element.
Można uznać, że myśląc coś sobie, w pewnym sensie uświadamiamy. Mamy tutaj zaimek „sobie”, który jest zwrotny. Nasza świadomość jest dla nas, a my sami sobie coś komunikujemy. Przepraszam za ten długi wywód, ale on pokazuje, że wszystko w zasadzie jest komunikacją. Można by powiedzieć, że wojna, najwyższy stopień agresji, który wiąże się z zabijaniem, czyli unicestwianiem potencjalnych partnerów, to sytuacja, w której mamy tej komunikacji właściwie najmniej. Jeżeli traktowalibyśmy komunikację jako relację między podmiotami, to unicestwianie jednego z podmiotów przez drugi byłoby w jakimś sensie unicestwianiem komunikacji, wręcz ostatecznym aktem komunikacyjnym. Niszczę ciebie, już ciebie nie ma i nie istniejesz ani dla mnie, ani w ogóle dla nikogo. W tym sensie wojna byłaby komunikacją. Komunikowałaby agresję, dominację, chęć zagarnięcia czegoś. Wiele rzeczy, o których doskonale wiemy, ale jednocześnie zmierzałaby też do unicestwienia.
Można by to w paradoksalny sposób interpretować jako samounicestwiającą się komunikację. Tomasz Rabski: To teraz z drugiej strony. Ile wojny jest w komunikacji? Jerzy Bralczyk: Jedną z klasycznych metafor komunikacyjnych jest metafora gry. W grze komunikacyjnej istnieją jakieś reguły, ale tak jak to bywa w grze, jest w niej również zawarty pewien element porozumienia i pewien element konfliktu. Konflikt polega choćby na tym, że do podstawowych funkcji komunikacji językowej, a myślę, że również komunikacji w ogóle, należy funkcja nakłaniająca, nazywana różnie: konatywną, impresywną, perswazyjną czy rozkazującą. Polega ona na wywieraniu wpływu na partnerze komunikacji. Oczywiście, o ile mamy na myśli strukturę komunikacji partnerskiej. Partnerstwo jest czymś innym niż dążenie do dominacji albo zgoda na podporządkowanie się. W grze komunikacyjnej często chodzi nam o partnerstwo, ale każdemu z uczestników komunikacji można przypisać chęć dominacji nad drugim.
Dominacja ma bardzo różne wymiary i formy.
[03:45:33] - Przyjęcie do wiadomości przez partnera komunikacji tego, co chcę mu powiedzieć, już zawiera w sobie pewien element wpływu na niego. W grze, jakkolwiek obowiązują reguły, to jednak występuje też zwykle pewien element rywalizacji. Komunikacja w jakimś sensie jest nakłanianiem do czegoś, nawet jeśli o czymś informujemy. Na przykład mówię, że jest godzina 5:00, a w tym kryje się rama modalna. Chcę, żebyś przyjął do wiadomości, że jest godzina 5:00 albo też, jak przekonują niektórzy, chcę, żebyś przyjął do wiadomości, że ja chcę, żebyś uważał i tak dalej. W tym sensie można uznać, że element walki, który z pewną dozą agrawacji czy uogólnienia moglibyśmy nazwać wojną, występuje w każdym z aktów komunikacyjnych. Tomasz Rawski: „Zastanawiam się, bo skoro zostało powiedziane, że komunikując się możemy prowadzić wojnę, konflikt” Jerzy Bralczyk: „Nie, konfliktu nie prowadzimy. Konflikt jest czymś, co istnieje w związku z nami, ale nie możemy powiedzieć, że my nad konfliktem panujemy. Samo pojęcie konfliktu pokazuje, że jest to jakiś proces, zjawisko, które się w pewien sposób od nas uniezależnia.” Tomasz Rawski: „Gdzie w tym wszystkim będzie zwycięstwo? Gdzie w tym wszystkim będą reguły gry?” Jerzy Bralczyk: „Zakłada pan, że wojnę prowadzi się dla zwycięstwa.
Dla wielu nie jest to oczywiste. Mamy takie wyobrażenia, zgodnie z którymi wojna stanowi sposób istnienia na przykład rycerza. Rycerz zazwyczaj chce zwyciężyć, ale też może sobie stawiać cel bliższy. I tym celem jest samo walczenie, sama walka. Wielu pojmuje walkę jako cel. Człowiek się rodzi, żeby walczyć. Czy walczy, żeby zwyciężyć? Trudno powiedzieć. Jeżeli rodzajem zwycięstwa jest udana obrona, to może i tak. Moglibyśmy rozszerzyć to zwycięstwo.
Nie wydaje się wcale tak oczywiste, że celem walki jest zwycięstwo.” Tomasz Rawski: „Jeśli nie zwycięstwo, to co?” Jerzy Bralczyk: „Samo uczestniczenie w wojnie może być postrzegane jako posłannictwo, jako spełnianie swojej roli w świecie. Kiedy Rostow idzie na wojnę w „Wojnie i pokoju”, to nie tylko po to, aby zwyciężyć, ale żeby uczestniczyć, żeby być w środku.” Tomasz Rawski: „A wojak Szwejk? Też idzie na wojnę i też chce coś zakomunikować.” Jerzy Bralczyk: „Trudno jest rozmawiać, kiedy metaforyzujemy. Każdy z nas ma swoje metafory. Każdy może przychylać się do metafor, które narzuca lub podsuwa mu rozmówca, ale ma zawsze obawę, czy jest to trafne, czy nie. Jedną z interpretacji dosyć mi bliskich postaci Józefa Szwejka jest to, że on stara się eliminować wojnę z wojny. To sposób prowadzenia wojny, a tych mamy bardzo wiele. Począwszy od tego, co przypomina strajk włoski, czyli wypełnianie wszystkich dokładnie poleceń tak, żeby nie można było niczego zarzucić. W efekcie dochodzi do bojkotowania celu przez doprowadzenie do absurdu różnego rodzaju poleceń czy rozkazów przez dystans ironiczny, który jest maskowany traktowaniem wszystkiego niby serio. Szwejk to postać bardzo skomplikowana, ale mająca licznych protoplastów.
Bardzo wielu jest w dawnej literaturze takich żołnierzy, rycerzy, giermków czy ciurów, którzy na pewnym oszustwie budują swoją prywatną pozycję. Mamy tu, mówiąc bardziej atrakcyjnie, wojnę z wojną. Na jakie sposoby możemy walczyć z wojną? Andrzej Bołtuński będzie dostrzegał absurdalność wojny jako takiej i niemożliwość skonstruowania jakichkolwiek planów strategicznych i taktycznych. Zgodnie z doktryną Tołstoja na wojnę składa się tyle różnych czynników, że my nie możemy ich ogarnąć. Ważną rolę odgrywa też przypadek. Wystarczy, że ktoś zawoła: hura! Albo: przegraliśmy i wszystko już idzie w taką lub inną stronę.” Tomasz Rawski: „Czy idąc na wojnę z wojną, nie jesteśmy na straconej pozycji?” Jerzy Bralczyk: „Na różne sposoby możemy prowadzić swoją wojnę z wojną. Inaczej robili pacyfiści, inaczej zwolennicy wojny tylko obronnej. Wojna dla wielu istnieje także w wymiarze deklaracji, w wymiarze jak najbardziej komunikacyjnym.
Wojna jest złem. Czy to będzie Brecht w „Matce Courage”, czy Goya, czy inni, którzy postarają się pokazać wojnę jako absurd, jako ostateczne zwyrodnienie, zbrodnię, głupotę. Na bardzo wiele sposobów można też z niej pokpiwać. Przypomnijmy, że w jednym z najbardziej profetycznych tekstów w „Księgach Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego” Mickiewicz pisze: o wojnę powszechną za wolność ludów prosimy Cię, Panie. Ta wojna, rzecz jasna, mogła mieć charakter narodowo-wyzwoleńczy, ale to dosyć mocne sformułowanie. Proszenie się o wojnę powszechną to deklaracja zgody na coś, co jest przez wielu traktowane jako najwyższy absurd. Z drugiej strony cała epopeja napoleońska, ta apoteoza czynu bohaterskiego, którą też się Polacy zarazili, jest literacko sakryfikowana. Wojna jest święta. Świętość wojny zakłada jej wyższe racje, czasem nie tylko racje tej konkretnej wojny czy konkretnej strony konfliktu, ale wojny w ogóle. Sławiono ją przecież jako naturalną część życia ludzkiego czy historii.
Wracając do Szwejka, z jednej strony wydaje się deklaratywnym lojalistą, ale na dobrą sprawę my nie bardzo znamy jego poglądy i podejrzewam, że on w związku z wojną poglądów prawie nie ma. Poza tym, że jego dystans do świata, do wojny pozwala mu ocalić wiele. Może nie tyle z jego dobrostanu, ile z indywidualności, poczucia tożsamości. Po nim ta wojna spływa jak po gęsi. On jest immunizowany na swój sposób przeciwko wojnie. Nie poddaje się jej.” Tomasz Rawski. Komunikację traktujemy w użytkowym rozumieniu jako dialog, porozumiewanie się, bycie w kontakcie. Może warto to skonfrontować z diagnozą Hobbesa o wojnie wszystkich ze wszystkimi? Wszyscy się komunikujemy, szczególnie dzisiaj. Wszyscy ze sobą są w kontakcie.
Czy zatem możemy powiedzieć, że każdy z każdym toczy jakąś wojnę? Jerzy Bralczyk. Oczywiście, powiedzieć można. Pan przed chwilą to powiedział, więc można powiedzieć. Mówiąc dowiódł pan tego. To jest taka zgrabna formuła. Nieprawdziwa, jak większość zgrabnych formuł. Wojna wszystkich ze wszystkimi byłaby hiperbolą, agrawacją. Nie jest prawdą, że wszyscy ze wszystkimi, bo wszyscy ze wszystkimi się nie kontaktują. Moja przestrzeń kontaktu i komunikacji w tej chwili została zawężona do bardzo niewielu osób przez kwarantannę.
Ale zazwyczaj, mimo że mam liczne kontakty, nie jest to nieograniczona liczba, niezwiązana z nieograniczonym zbiorem ludzi. Czy wojna zawiera w sobie coś intencjonalnego? Jedno z podstawowych pytań. Czy ja, chcąc nawet wpłynąć na kogoś, jednocześnie pragnę jego dobra? Czy też jego dobro jest dla mnie podobnym wskaźnikiem jak dobro moje? Zgodnie z zasadą miłuj bliźniego jak siebie samego. Mało jest takich bliźnich, których tak kocham jak siebie samego. To jednostki. Ale są takie jednostki, owszem, których dobro jest dla mnie najważniejsze i ważne na równi z moim własnym dobrem. I dlatego nie mogę powiedzieć, że intencjonalnie prowadzę z nimi wojnę przez cały czas.
Natomiast mogę powiedzieć, że od czasu do czasu prowadzę z nimi rodzaj sporu. Jeżeli ten spór nazwiemy walką, może będziemy nie tak dalece od prawdy, bo będziemy się kłócili, będziemy się spierali. Czy to jest wojna? Nie należy znaczeń słów rozszerzać. To był fragment wywiadu z profesorem Jerzym Bralczykiem. A teraz na antenie Radia Paranormalium ostatni punkt dzisiejszego programu. Ostatnia część dzisiejszego Bibliotekarium na żywo, czyli wykład fizyczny Tomasza Fąsa.
[03:54:13] - O patrzeniu w różnych kierunkach. Rzadko zdarza mi się dyskutować o filmach. Coraz bardziej odległe jest mi ocenianie. Takie proste, liczbowe, wyrażanie opinii na temat jakichś dzieł sztuki, doznań estetycznych, ponieważ mam wrażenie, że zawsze ocena spłyca. Mówienie, że coś jest dobre, niedobre, wystawianie powiedzmy sześć na dziesięć, to zawsze jakoś ogranicza nasze postrzeganie i odbiera nam pewną pełnię kontaktu z dziełem sztuki czy z doznaniem estetycznym, smakiem potrawy, wina, czegokolwiek. Jak za bardzo chcemy wyrazić tą ocenę punktowo, to przeważnie coś na tym tracimy. Takie mam wrażenie. Dlatego w relacji ze światem staram się raczej doświadczać niż oceniać, bardziej być z tym, co jest mi prezentowane. Niemniej przydarzyło się ostatnio, że w kontekście dwóch filmów między mną a znajomymi pojawiła się dość wyraźna różnica zdań. Te dwa filmy, oba znane i oba na swój sposób specyficzne, osadzone w pewnym kontekście.
Te filmy to oczywiście „Nie patrz w górę” oraz nowa część „Matrixa”. W obu tych przypadkach miłośnicy kina, miłośnicy pewnego artystycznego, tradycyjnego podejścia do rzemiosła filmowego są raczej sceptyczni, krytyczni. Z kolei natomiast Tomasz Raczek, którego uważam za chyba największy, przynajmniej najbardziej znany obecnie autorytet filmowy, a też człowieka dość otwartego na różne kierunki artystyczne. Tomasz Raczek tu jednak rozróżnił. On w przypadku „Nie patrz w górę” wystawił siedem na dziesięć, nagrał recenzję i też jakoś ten film polecał swoim słuchaczom. Natomiast w przypadku „Matrixa” to tylko na Filmwebie widziałem, że ocenę wystawił i to było pięć na dziesięć. Raczej komentarz niezbyt pozytywny. A więc rozgraniczył to. Ja natomiast oba filmy przyjąłem dosyć pozytywnie. Przy zaznaczeniu jednak, iż mamy tutaj do czynienia z pewną nową tendencją i wydaje mi się, że jest to szersza tendencja w kulturze.
Podaję tutaj przykład nieco innej dyscypliny artystycznej, czy może popularno-kulturowej, że tak powiem. Mianowicie komiksów i to takich komiksów marvelowych, popularnych, raczej nastawionych na masowego odbiorcę. Gdzieś pod koniec XX wieku w komiksach tego typu dominował coraz większy realizm, wręcz hiperrealizm. Tamte rysunki były bardzo szczegółowe, niemal fotograficzne chwilami. Aż w pewnym momencie coś takiego się wydarzyło. Być może pewne zmęczenie materiału, może nowe postaci się pojawiły w tym sektorze, że coraz bardziej zaczęto od tego realizmu odchodzić w stronę uproszczeń, w stronę pewnej ekspresji, pewnego czasem rozmazania, czasami takiego ekspresyjnego uproszczenia kreski. To w filmie animowanym na przykład Genndy Tartakovsky był takim twórcą, który gdzieś tam na tym uproszczeniu i pewnej ekspresji z kolei właśnie też rysunkowej bardzo się wybił, na swoim stylu w tym zakresie gdzieś pomiędzy japońską animacją a typowo amerykańskim stylem. I wydaje mi się, że właśnie obie te rzeczy, takie kino jak nowy „Matrix”, który zresztą negatywnie jednak oceniany póki co przez społeczność, gdzieś tam te sześć na dziesięć, pięć z kawałkiem na dziesięć. Takie są te oceny i raczej na siebie ten „Matrix” nie zarobił. W przypadku „Nie patrz w górę” te oceny faktycznie są raczej lepsze, chociaż różnie ludzie mówią.
To też inna forma podania. Platforma Netflixa, więc ludzie mieli to w ramach abonamentu, nie musieli dopłacać za pójście do kina, więc też pewnie odbiór inny. Niemniej w obu przypadkach tych filmów, jeżeli podejdziemy z perspektywy widza, który oczekuje scenariusza, ciekawej fabuły, pewnego rzemiosła filmowego, to możemy się faktycznie spotkać z niezadowoleniem. Z tym, że czegoś nam brakuje, że to nie jest super realistyczne, to nie jest dobrze zrobione. Tam nie ma tej myśli aż tak bardzo przemyślanej, filozoficznej. Wydaje mnie się natomiast, iż jakoś ten sposób podania w obu tych filmach obecny wiąże się w ogóle ze współczesną kulturą, która jest kulturą skrótu, która jest kulturą memu, która jest kulturą takiego komiksowego, nawet nie satyrycznego, tylko właśnie takiego komiksowego uproszczenia i to raczej w stylu tych komiksów krótkich, kilkuobrazkowych z puentą. Być może nasze myślenie też coraz bardziej robi się memiczne. Proszę zwrócić uwagę, jak coraz trudniej jest. Na przykład zniknęła z telewizji, w ogóle zniknęła szopka noworoczna. Kiedyś mieliśmy coś takiego, że dwóch autorów, często to był Marcin Wolski z tej strony bardziej prawej i Marek Majewski, mniej znany obecnie z tej strony bardziej lewej i oni tworzyli satyrę na całą naszą scenę polityczną.
To obecnie wydaje się być już rzecz nie do pomyślenia, ponieważ ten podział jest już tak wyraźny. Widz oczekuje tak prostej oceny strony swojej i przeciwnej, że jeden program, który śmiałby się ze wszystkich, jest w zasadzie nie do przyjęcia. To nie byłby prosty komunikat, to by wymagało jakiejś metaanalizy, która to zawiera się już w kulturze mijającej. Potrzeba memu, potrzeba prostej puenty, potrzeba jednoznacznej oceny sytuacji i nawet już pewna zawiłość satyryczna wymyka się oczekiwaniom czy potrzebom widza, jeśli nie dzisiejszego, to tego przewidywanego, przyszłego, młodego. Zresztą Lana Wachowski gdzieś opowiadając o swoich intencjach też trochę o tym wspomina, że ona raczej chciała swoją pewną emocję wyrazić, powrócić do pewnych rzeczy, przedstawić to samo jakby z nowej perspektywy. I tak bym to, proszę państwa, rozumiał, że oto zmierzamy w stronę kultury uproszczeń. Kultury, w którym pewien ciąg przyczynowo-skutkowy, pewna rozbudowana fabuła coraz mniej będzie nam do odbiorcy, a więc i twórcy, który się z tego grona odbiorców wywodzi, coraz mniej będzie nam pasować. A pojawi się kultura nowa. Kultura, która jako to na przykład Rafał Ziemkiewicz w swojej „Stolowanej rewolucji” też pisze i mówi o tej książce, że dzisiejszy widz może sobie w razie czego wygooglać szczegóły i on się nie będzie przesadnie nad researchem rozwodził. On po prostu poda pewne myśli zbiorczo, skrótowo i pewne te myśli w czytelników rzuci swoją książką, zada temat.
I trochę też tak te filmy działają i myślę, że osoby, które jakoś tam są wrażliwe na obecne tendencje, będą coraz bardziej w tę stronę iść. Nie byłbym tu, proszę państwa, jednoznacznie krytyczny. Jest to kultura inna. Jest to kultura ludzi inaczej myślących, ludzi inaczej ukształtowanych i zapewne do innych przyszłych sytuacji, do innego sposobu funkcjonowania w tym świecie nas to doprowadzi. Czy lepszego, czy gorszego? Trudno to na ten moment oceniać. Za wcześnie, aczkolwiek warto też za Ziemkiewiczem przytoczyć, że koniec świata jest rzeczą normalną i zdarza się przeciętnie co kilka pokoleń.
[04:01:31] - I tak oto dotarliśmy do końca dzisiejszego wydania Bibliotekarium na żywo. Byli z nami dzisiaj oczywiście panowie z Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz nasz dzisiejszy gość specjalny pan Piotr Plebaniak. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium i Book Radio dziękują za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Tym razem w ABW. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.