Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” – o książkach do czytania i do rozmawiania. Szanowni państwo, gdybyśmy w Radiu Paranormalium każdą okazję urodzinową czy jakąś podobną opijali, to cały styczeń chodzilibyśmy permanentnie nawaleni, proszę państwa. Bo 5 stycznia minęła 18. rocznica debiutu w internecie strony, która z czasem przerodziła się w Paranormalium, a potem w Radio Paranormalium. Dzień później Jubi z „Czasu snu” też ogłosił, że świętuje urodziny. A dzisiaj piąte urodziny obchodzi audycja, którą właśnie państwo słuchacie, czyli „Bibliotekarium na żywo”. Jedna z najlepszych audycji o tematyce literackiej w polskim internecie. Audycję, którą mam zaszczyt obsługiwać od strony technicznej. Marek Sęk „Ivellios” po tej stronie. Są z nami oczywiście panowie z „Bibliotekarium”: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz.
Jeszcze tylko podam kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj nadajemy oczywiście w całości na żywo. Będzie można do nas dzwonić na nasze numery telefonów stacjonarne 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium, Bibliotekarium.pl oraz Book Radia, na grupach Radio Paranormalium oraz Rubieże rzeczywistości. A jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc teraz czas na wyjątkowe, bo urodzinowe „Halo, halo Bydgoszcz”.
[02:22] - Halo, halo! Kłaniamy się z Bydgoszczy. Wiktorze, ukłoń się ładnie.
[02:28] - Co tam, na kolana nawet padnę.
[02:30] - Tak jest. Proszę państwa, trzeba by coś mądrego powiedzieć. A co tu mądrego?
[02:37] - Co pięciolatek ma do powiedzenia? Co prawda we współczesnym świecie coraz więcej, bo to młodzi rządzą, a starzy idą w odstawkę.
[02:46] - Pięciolatek już w stanie jest powiedzieć jak żyć, a ty masz słuchać i mówić „tak jest”. Natomiast dobrze, nie zgredujmy od początku audycji, bo to będzie mało strawne. Cóż chciałem powiedzieć? Te pięć lat jakoś przez zaburzenia czasoprzestrzenne przychodzi. Bo czasami jak sobie myślę o tej pięciolatce, to wydaje mi się, że to bardzo dawno było, kiedy była pierwsza audycja. 13 stycznia 2017 roku siedliśmy i sobie pogadaliśmy. Była krótka, może nawet lepsza, bo miała tylko godzinę 20 minut. Nie rozwijaliśmy się tak bardzo z naszym ględzeniem, jak to robimy często teraz, więc może przez to była lepsza. I wydaje mi się, że to było tak niedawno. A czasami może jest inny dzień, inne ciśnienie, coś w ogóle jest inaczej.
Sobie pomyślę: rany, jakie to morze spotkań z państwem, morze w sensie czegoś wielkiego, rozległego. Jak to dużo tych różnych spotkań, jak wielu gości, jak wiele książek omówionych, jak wiele sporów i przekleństw tutaj czasami na antenie padło. I to sobie mówię: kurczę, coś tam jednak zbudowaliśmy. A jak jest u ciebie, Wiktorze?
[04:19] - To nie my. To świat się sam buduje, wiesz?
[04:23] - Wszystko się oczywiście robi samo. Natomiast jak masz takie refleksje, to dawno było czy niedawno? Bo podobno starym ludziom czas biegnie szybciej.
[04:33] - Dla mnie to było przedwczoraj, kiedy żeśmy zaczęli. Dla mnie to jest po prostu chwilka. Co prawda nie wiem, jak w chwilce można zmieścić spotkania z Julianem na przykład, z Myszograjem, z panią Kamilą Ciołko-Borkowską, z Arkiem. Boże mój, to przeleciało tak, że aż się w głowie nie mieści.
[05:07] - Tyle fajnych tytułów z fantastyki retro, ale nie tylko, z klasyki. Różnych rzeczy dotykaliśmy w czasie tej audycji.
[05:15] - Starej amerykańskiej literatury z lat 50. Ona sobie nawet nie pomyślała, że będzie się jej odbijać po pół wieku gdzieś w jakiejś Polsce po prostu.
[05:27] - Ja się boję, żeby to nasze dzisiejsze spotkanie nie przekształciło się w taką lożę jak w „Muppet Show” i tam: „Pamiętasz, jak to było tam kiedyś?”. Nie, to chyba nie ma sensu. Więc oczywiście przygotowaliśmy sobie na dzisiaj, proszę państwa, temat przewodni. O nim za chwilę. Natomiast cóż, dzisiaj jest taka troszkę luźniejsza audycja. Nie mamy napiętego harmonogramu, nie mamy ściśle określonego tematu, chociaż go za chwilę określimy. To dzisiaj jest dobry moment, żeby sobie tak trochę Popuścić wodzy fantazji, ale też trochę z państwem porozmawiać. Więc jakbyście mieli chwilę wolnego czasu, to zapraszamy. Chętnie sobie porozmawiamy. Dzisiaj jest taka audycja, że można dzwonić i to masowo.
W takiej zwykłej to zawsze coś goni. Oczywiście też zapraszamy, ale ponieważ w takiej zwykłej audycji państwo się czują w jakiś sposób onieśmieleni, dzwonicie tak sobie, raz tak, raz nie. Dzisiaj jest taki moment, że sobie można pofolgować. Co będę wiele mówił? To pofolguj sobie, Wiktorze.
[06:50] - Ja tylko zwrócę uwagę, że takie pięć lat to ma takie dziwne... Jak człowiek jest aktywny, to na przykład pięć lat temu, Marku, byliśmy nikim, a nagle-
[07:05] - Dzisiaj też jesteśmy nikim.
[07:07] - Już coś się ukulało, ta kuleczka mała. Nieważne, że nieważna, ale jest.
[07:19] - Dobrze, to było prowokacyjnie. Fakt, że troszkę sobie nagadaliśmy w tej audycji. Miło jest sobie czasami spojrzeć wstecz, ale ja się zastanawiam — i to taka też refleksja — ile jeszcze audycji przed nami. I wiesz co? W którą stronę nie spojrzysz, to się zaraz zrobi smutno. Bo najpierw patrzysz w przeszłość: „Oj, tyle było, fajnie było, ale tego już nie ma”. Patrzysz w przyszłość, to znowu masz takie spojrzenie, które cię dołuje. Ileż to audycji jeszcze przed nami? Prosta droga, żeby się załamać.
[07:59] - Optymistycznie, do uśmianej, po prostu. Nie ma siły.
[08:03] - Ja wiem, że obowiązkiem naszym jest być optymistycznym w tym optymistycznym świecie, a przynajmniej-
[08:10] - Wyobrażasz sobie tą świetną audycję, która kiedyś na pewno będzie?
[08:15] - Na pewno będzie.
[08:16] - Przyłożysz mi mikrofon przed usta i powiesz: „Słuchacze, słuchajcie, to jest ostatnie tchnienie Wiktora Żwikiwicza”. To będzie-
[08:28] - Jak będę miał okazję, to dla państwa specjalnie, obiecuję, nagram. Nie, to są jaja, proszę państwa. My idziemy w jakieś takie-
[08:36] - A ja będę się starał tchnąć.
[08:39] - Tak. To dla państwa i tutaj odpowiednio zarzęzi. Chyba idziemy w jakąś makabrę. Ja cię przepraszam, ale to zaczyna-
[08:48] - To jest wszystko optymistyczne. To jest piękne, Marku. Wszystko, co ma umrzeć, musi przedtem coś stworzyć.
[08:55] - Zacharczeć musi wcześniej.
[08:56] - Nie, po prostu.
[08:58] - Nie. My idziemy w złą stronę dzisiaj w tej audycji.
[09:01] - Jakbyśmy byli, Marku, nieśmiertelni, to byśmy niczego nie musieli robić, żeby żyć. Nic. A tak musimy coś robić, żeby umrzeć spokojnie z czymś i coś zostawić po sobie.
[09:14] - Nie mówmy o nieśmiertelnych, bo ja przez ostatnie trzy miesiące pisałem o „Nieśmiertelnych” i już jak słyszę słowo „nieśmiertelni”, to mi się słabo robi. W związku z tym to nie jest dobry temat.
[09:27] - Wyrzuć to „nie” i już jesteśmy w domu.
[09:29] - I to jesteśmy my. Dobrze, to tak sobie popierdzieliliśmy troszkę bez sensu albo może i z sensem, nie wiem. To zdradź, Wiktorze, z łaski swojej, bo to ty żeś temu winien, to ty najlepiej to zdradzisz, o czym my dzisiaj będziemy w sposób przewodni rozmawiać, bo to ty żeś to zainicjował, to mów teraz.
[09:51] - Może ja wpadłem na taki pomysł, że skoro do nas trafiają ludzie, którzy jednak książki kochają mniej lub bardziej, którzy je czytają, którzy mają pojęcie nie tylko o konkretnych książkach, ale również o historii literatury, to ja im postanowiłem zaserwować zagadkę z pełną gwarancją tego, że tej zagadki nie rozwikłają. Tego węzła gordyjskiego nie rozwiążą. Po prostu postanowiłem im zaserwować trzy czy cztery fragmenty książek z całą gwarancją. Ja przynajmniej jestem pewien, że nikt nie zgadnie, z jakich książek to są fragmenty.
[10:54] - My oczywiście powiemy w swoim czasie.
[10:56] - Skąd ja mam taką pewność? Mam taką pewność, bo literatura jest tak ogromna, że wszystkich książek przeczytać przecież nie można. Chociaż tych książek nie można by było nie przeczytać, jeśli się chce mieć pojęcie o świecie, w jakim się żyje.
[11:20] - Wracając, to od razu ten sławny mem, że na świecie jest tyle książek, że nie da się przeczytać wszystkich, a te nie ciągle piszą nowe. Także mem stary, ale jary.
[11:39] - To jest bardzo podobnie z literaturą jak z muzyką. Wydawałoby się, że ile tam jest tych nutek, że tak powiem, ile tych-
[11:51] - Na tej pięciolinii
[11:52] - ... na tej pięciolinii można wydziergać. Wydawałoby się, że dawno już cała muzyka świata powinna być zagrana i problem powinien być rozwiązany. Natomiast niestety, cholera jasna, się pojawia jakieś młode pokolenie i to zaczyna grać i gra zupełnie co innego niż coś, co było. Bo literatura, podejrzewam, tak samo jak muzyka, jest nieskończona, chociaż jest ograniczona tą pięciolinią. Bo to jest nieskończoność taka jak powiedziałeś Marku ostatnio, od jedynki do zera.
[12:32] - Tak. To ja rzut oka na czat, bo tu same miłe słowa płyną. To warto sobie poczytać. PW: „Cześć, witam”. Marek Myszograj: „Gratulacje i wielkie dzięki, że jesteście”. PW: „Gratulacje. Bibliotekarium niech nam trwa”. Marek Chmielewski: „Dzięki za wszystkie audycje”. Mysterious Stranger: „Cześć, pozdrawiam panów w studio i słuchaczy”. Ewa P.: „Wasza audycja jest niepowtarzalna nie tylko w tematyce, ale także spontaniczności, szczerości i pasji”.
To my dzisiaj tej szczerości i pasji troszeczkę państwu zaprezentujemy.
[13:10] - Lubię to słowo pasja. To jest najpiękniejsze słowo, jakie może do człowieka dotrzeć. Ludzie pozbawieni pasji to są trupy, chociaż chodzą, żyją, pierdą stołki, ale bez pasji.
[13:26] - Tak. Wiesz co, zachowam się jak takie dziecko. A dlaczego? Pytania podstawowe bywają najtrudniejsze, co widać po twojej minie w tej chwili.
[13:37] - Widzisz, bo to jest tak, że ja myślę, że nawet ptaki fruwają wcale nie dlatego, że machają skrzydłami, tylko dlatego, że mają pasję fruwania po prostu.
[13:50] - Bardzo to poetycko zabrzmiało. Oczywiście jestem wstrząśnięty głębią tego przemyślenia, ale jednak pozwolisz, że będę wierzył w fizykę, biologię czy co tam jeszcze. Notabene na pewno nie zapomnimy o tym i gdzieś w odpowiednim miejscu audycji fizyka, a właściwie nowy sezon fizyki z Tomaszem Fonsem się pojawi, ale to jeszcze nie teraz. W każdym razie nowy sezon uważam za otwarty, ten fizyczny. Tomek znowu z dużą pasją, z dużą energią podszedł do sprawy. Zresztą się państwo przekonacie o tym.
[14:32] - Podejrzewam, że już niedługo cała fizyka, którą Tomek Fons zna, stanie się nieaktualna, ale on dalej będzie żył tą fizyką.
[14:42] - Powiem ci co. Wiem, że jesteś kąśliwy w tej chwili. Natomiast ja ci powiem tak: ja sobie te osiem wykładów Tomka, które były od jesieni w naszej audycji, zaserwowałem w jednym rzucie, przetykanym troszeczkę muzyką. Zresztą później się to w Book Radio pokazało, taka dwugodzinna audycja, osiem wykładów o fizyce czy gawędek o fizyce i nie tylko. I powiem ci, że to w tej dużej dawce ośmioodcinkowej jest jeszcze lepsze niż w pojedynczych częściach. To co, Wiktorze, jedziemy z pierwszym tekstem? Czy mamy cię jeszcze pogadać?
[15:27] - Tak. To może ja zacznę takim czymś. To jest tekst z grubszej powieści, ale jest pewnym takim wykładem. Jest taką instrukcją, że tak powiem, z książki, która jest rozpisana na punkty. Może te punkty nawet są całkiem dobre, literackie. Chociaż książka jest zupełnie inna. To jest zawartość pewnej książki. Bardzo według mnie fajna.
[16:10] - No to cóż, Marku, zatem prosimy o „Codzienne koronki o dokładności i wydajności”.
[16:18] - Tak.
[16:22] - „Codzienne koronki o dokładności i wydajności. Po pierwsze, wszelkie błędy można przekuć w nauczki. Abdon odbudował się ze szczątków. Każda przeszkoda jest do pokonania, nawet śmierć, jeśli dusza jest zdeterminowana. Po drugie, pracuj ciężko, pracuj dobrze. Abdon wymaga jedynie uczciwej pracy i szczerej służby. Wszelkie błędy można przekuć, jeśli zamiary masz czyste. Po trzecie, wszelką niewiedzę można przekuć w wiedzę. Wyszlifuj umiejętności i staraj się jak najlepiej wykonać powierzone ci zadanie. Nie ubliżaj swemu nauczycielowi, pozostając na zawsze uczniem.
Po czwarte, każde pokolenie musi wykuć swoich następców. Podziel się swymi umiejętnościami z każdym, kto tego pragnie. Tym samym powielisz owoce swojej wiedzy. Po piąte, wszelkie trudności można przekuć w triumf. Przeciwności przyjmij z pokorą. Niech zahartują sztamki twojej woli, aby nigdy nie pękła. Po szóste, przyjmij swoją pozycję, wypełniaj należne twej randze obowiązki i nie mieszaj się w sprawy zwierzchników. Wszelkie łańcuchy pękają w najsłabszym ogniwie. Po siódme, wszelkie straty można przekuć w siłę. Zyskowna praca wypełnia wszelką pustkę.
Dopóki masz narzędzia do pracy, zawsze możesz na nowo wykuć bogactwo. Po ósme, doceniaj pracę innych, a oni docenią twoją. Dziel się plonami z głodnymi, a narzędziami z ubogimi. Po dziewiąte, wszelkie dusze można przekuć w to, co chcemy. Ciężka praca nie ogranicza się do życia, a śmierć nie daje samozadowolenia. Poświęć się doskonałości w tym cyklu i w kolejnym”.
[18:33] - Tak. I to już.
[18:34] - No proszę.
[18:35] - No już.
[18:36] - I kto czytał taką książkę?
[18:37] - Ale ty teraz coś powiedz na ten temat, bo chwilami to brzmiało bardzo kaznodziejsko.
[18:43] - Kaznodziejsko, bo jest to pewna instrukcja do tego, jak należy postępować. Wiele takich instrukcji było, 10 przykazań, Tory i tak dalej. Człowiek ma zwykle tendencję do schematycznego ustalania norm postępowania.
[19:10] - Ale to tak jest, że przez analogię cała cywilizacja, z której się wywodzimy, ta europejska, mówi się często oparta na prawie rzymskim. Patrz, kodeksy. Prawo rzymskie, ale też na przykład 10 przykazań, czyli chrześcijaństwo, prawo kanoniczne. To wszystko są kodeksy, które ustawiają, podobnie jak ten zacytowany. Jeszcze nie mówimy, skąd to w ogóle jest. Chyba że ktoś z naszych słuchaczy zgadnie. W każdym razie jak ten zacytowany. Wszystko to jest kodeksowe. Cała nasza cywilizacja europejska jest na tych kodeksach zbudowana.
[19:57] - I rozmontowywanie takich kodeksów może być chwilowe. Faktycznie może być, ale natychmiast muszą być stworzone nowe, żeby ciągłość cywilizacji istniała. Niwelacja totalna, do której wielu ludzi ma ochotę, wiele światopoglądów lubi-
[20:19] - Nawołuje.
[20:20] - Nawołuje wręcz do takiej anihilacji prostych zasad, rozbicia wszelkich możliwych kodeksów. To jest katastrofa cywilizacyjna przecież. Trudno. Najwyżej mrówki przyjdą po nas.
[20:36] - Ale czy ty jesteś tego pewien? Czy ty nie dramatyzujesz mimo wszystko? Sam to powiedziałem, że tak jest, ale pytanie należałoby chyba postawić w ten sposób: to, że coś jest, to wcale nie znaczy, że tak musi być. To oczywiście hipoteza robocza. Właśnie, musi czy nie musi? Czy śledząc cywilizacje z całego świata, to one też są kodeksowe właściwie?
[21:04] - Są. Jeżeli tworzą jakąkolwiek kulturę, to każda kultura jest już pewnym kodeksem. Bez kultury nawet zboże przecież nie wyrośnie.
[21:18] - To tego nie rozumiem, przyznaję. Ale ja tak głupi jestem.
[21:21] - Jest kultura rolnicza również.
[21:24] - Tak. Masz rację. Faktycznie, też z dziada, pradziada, z ojca na syna przekazywane jest, jak to robić. Że tyle trzeba odłożyć na zasiew, tyle na pieczenie chleba.
[21:38] - I tyle trzeba machać kosą. Oczywiście jak kosa już wyjdzie z użytku, to wtedy można kombajnem.
[21:45] - Tu przypomnę twoją ulubioną książkę Konopielka, o której tak się ekscytowałeś. Tam też była kwestia, czy machać sierpem, czy może machać kosą.
[21:53] - Zgadza się. Było następstwo kodeksu od sierpa do-
[21:59] - Po rewolucję.
[22:00] - Po rewolucję.
[22:00] - Rewolucję w postaci kosy. Widzisz, a jednak nie aż taka głupia, jak mi się wydawało.
[22:07] - Nie. Przecież to geodeta pisał.
[22:10] - Tak, ale wiesz co? Okej, niech będzie, że cywilizacje muszą być kodeksowe, ale to, tak jak powiedziałem, ma taki napęd podwójny. Bo zacząłeś o tym mówić, że samo istnienie danego kodeksu jest też kołem napędowym historii, ale w podwójnym znaczeniu, bo jedni tego koła bronią i to są konserwatyści. Mówią: „Tak musi być, bo tak było za naszych dziadów, pradziadów i jakichś innych praszczurów”. Są też, tu oczywiście cudzysłów wielki postawmy, są też rewolucjoniści.
[22:48] - Którzy się rzucają pod koła.
[22:51] - I mówią: „Absolutnie nie, bzdety, jakieś starocie, bzdury. Nie będziemy tego przestrzegać, bo wszystko, co nowe, jest dobre. Nie dlatego, że jest dobre, tylko dlatego, że jest nowe”. Zobaczcie państwo, dawno tego nie mówiłem, w każdym razie nie w tej audycji. Znowu się państwo rozejrzyjcie i zobaczcie, że coraz więcej mamy takich ludzi wokół siebie, którzy właśnie wygłaszają, może nie wprost, ale mniej więcej takie oto tezy, że coś jest właśnie dobre nie dlatego, że jest dobre, tylko dlatego, że jest nowe, świeżo wymyślone i to decyduje o tym, że jest lepsze.
[23:32] - Ja teraz się objawię jako właśnie człowiek postępowy. Nie należy robić kupy pod siebie, skoro można robić nad siebie.
[23:43] - Tego też nie rozumiem, ale czytam nasz czat i Vema pisze: „Panie Wiktorze, ależ z łaciny passio to męka i cierpienie”. Także à propos twojej wypowiedzi.
[24:01] - Nie ma pasji bez męki i cierpienia przecież.
[24:05] - A, filary cywilizacyjne. Vema: „Filary cywilizacyjne jak u Konecznego”. Tak. Już skoro pada to nazwisko, to wiecie państwo, jak to jest. Tak długo zamilczano Konecznego, że on właściwie wypadł z obiegu.
[24:23] - Tak.
[24:24] - Dzisiaj do tego obiegu na szczęście wchodzi. Może czasy takie, że warto to poznać. Ja jestem po lekturze nie wszystkich jeszcze dzieł Konecznego, ale muszę powiedzieć, że ten gość Powala mnie swoją erudycją i głębią tej wiedzy. Być może część osób powie: „Ale on to dawno pisał. Dzisiaj to już mamy postęp” i tak dalej. Może jest i postęp, może wiemy więcej, a może wcale nie. Natomiast głębia tej analizy, obejmowanie, bo czasami ważne jest nie to, że się zna wszystkie szczególiki, tylko pewien ogólny obraz. I muszę powiedzieć, że Feliks Koneczny ten wgląd, ten ogólny pogląd ma. I kiedy on pisze o poszczególnych cywilizacjach, on to właśnie tak nazywa. Mamy cywilizację żydowską, mamy inne cywilizacje, które funkcjonują na terenie Europy i nie tylko Europy.
Cywilizacja turańska, pewne przejścia, które następują, pewne braterstwo wynikające z różnych uwarunkowań pomiędzy Rosją a na przykład Prusami. Znakomicie tłumaczy pewne epizody, a może nawet nie epizody, tylko pewne wydarzenia, które miały miejsce w historii. Dlaczego tym państwom było i chyba jest blisko. I znowu apel, żebyście się państwo rozejrzeli. Blisko do siebie. Te nacje się rozumieją, chociaż tak naprawdę deklarują, że: „On zupełnie inna. My tu, na przykład Niemcy, to my jesteśmy zupełnie inna cywilizacja. Całemu światu wytłumaczymy, jak teraz musi być demokratyczny, tak jak mu kiedyś tłumaczyliśmy, dlaczego musi być narodowosocjalistyczny, a jeszcze wcześniej różne inne rzeczy tłumaczyliśmy, bo Niemcy zawsze są najlepsi”. Najlepsi w tym, co głoszą i najlepiej to głoszą. Ale skąd to takie pokrewieństwo duchowe, czy jakkolwiek to określimy, z Rosją i to zapatrzenie w Rosję.
To właśnie coś, o czym się dzisiaj mówi: geopolityka, ale w takim bardziej nowoczesnym, nie tylko uzależnienie polityki od geografii, ale to troszeczkę zaczyna mieć szersze znaczenie. Niemniej jednak, jeśli cofniemy się właśnie do takich fundamentalnych dzieł Feliksa Konecznego, to człowiek zaczyna patrzeć na to wszystko, nie wiem, czy lepiej, nie wiem, czy bardziej głęboko, ale inaczej. Zdecydowanie. Kiedy kilka tych książek zaliczyłem, to taka refleksja stała się inna. Powtarzam, ja wcale nie wiem, czy się czuję mądrzejszy przez to. Może właśnie głupszy z powodu uświadomienia sobie, ilu rzeczy nie brałem kiedyś pod uwagę myśląc o świecie. Ale człowiek zaczyna tak myśleć sobie: „Cholerka, a to wymyślił facet kilkadziesiąt lat temu”. Miał tak głęboką wizję, tak szeroko patrzył na to wszystko. Jestem pełen podziwu.
[27:36] - Tutaj czas nie ma specjalnego znaczenia. Ja sobie wyobrażam doskonale, jakby Koneczny usiadł sobie gdzieś w jakiejś knajpce, założył nogę na nogę, a naprzeciwko przy stoliku zasiadłby jakiś Sokrates. Pogadaliby sobie tak jak kumpel z kumplem, w pełni się rozumiejąc, bo czas tutaj nie miał żadnego znaczenia.
[28:05] - Bariery języka by musieli przełamać. Ale poza tym rzeczywiście, gdyby gadali, powiedzmy, na sposób telepatyczny, czyli bez użycia słów, pewnych pojęć, tylko raczej rozumiejąc się, to myślę, że by sobie pogadali długo.
[28:19] - Natomiast wielu postępowców, którzy Sokratesa mają za swój sztandar wyjściowy, za punkt wyjścia i tak dalej. Gdyby go spotkali, to by rozdziawili gęby i ani be, ani me.
[28:35] - Sokratesa to bym zostawił w spokoju, bo on tak naprawdę nic pisanego nie zostawił. To Platon później o nim wypisywał różne rzeczy. Cholera wie, czy prawdziwe, bo Platon potrzebował tego Sokratesa, żeby go tam odpowiednio filozoficznie umieścić w swoich dziełach i jak mu pasowało, tak go umieszczał. Jaki był naprawdę ten Sokrates? Bardzo mi przykro, proszę państwa, ale tego się raczej nie dowiemy. Chyba że wymyślą-
[29:09] - Ale Ksantipa na pewno była taka jak w historii.
[29:12] - To na pewno.
[29:14] - One są zawsze takie same.
[29:16] - Oczywiście. Natomiast jeśli nie wymyślą jednak podróży w czasie i możliwości przemieszczania się, to raczej nie będziemy nic wiedzieć na temat Sokratesa. Przykro mi jest bardzo, proszę państwa, ale ja jestem ciekaw na przykład, tak jak rozmawiamy o tym Konecznym, o tych wszystkich sporach. Dzisiaj my często mówimy sobie, że te spory, które się odbywają czy to w przestrzeni politycznej, czy w jakiejkolwiek innej światopoglądowej, one są czasami gorące. Ludzie potrafią się wyzywać, mówić sobie rzeczy okrutne i straszne. My troszeczkę idealizujemy to, co się działo w starożytności. Skłonni jesteśmy sobie wyobrażać, a może słusznie, że ci starożytni Grecy, którzy jeszcze wtedy nie wiedzieli, że są starożytni, tylko byli po prostu Grekami, spotykali się i mówili sobie spokojnie: „A ty się mylisz. Mylisz się, szanowny Arystotelesie, bo ja, Platon, mówię ci, że jest zupełnie inaczej”. Na co Arystoteles mówi: „Ależ nie, ja tu i tak zauważam, że to chyba jednak ja mam rację”. Skłonni jesteśmy właśnie myśleć, że oni się też tak spierali niesłychanie kulturalnie i niesłychanie, nie to słowo, ale dzisiaj byśmy powiedzieli akademicko.
Jak ty sądzisz, czy przy tych dyskusjach też czasami latało mięso?
[30:47] - Musiało latać, skoro czasami kradli przyjaciołom pomysły, filozofie całe i tak dalej i sprzedawali jako własne. Nie ma na to siły. Tak zawsze było.
[31:02] - Ja tutaj chciałem załatwić pewną prywatę przy okazji tego, jak o tym mówimy. Otóż kiedyś, dosyć dawno, usłyszałem taką historię z ust człowieka, który się troszkę filozofią starożytną zajmował. Taką historię, którą za chwilę przytoczę, co do której nie znalazłem od tamtej pory żadnych źródeł. Ta osoba, która to przytaczała, też nie potrafiła mi tych źródeł przytoczyć. Nie potrafiła mi wskazać miejsca w literaturze, czy to historycznej, czy dotyczącej historii filozofii, czy jakiejkolwiek w ogóle, tych wydarzeń, o których za chwilę opowiem. A było to w starożytnej Grecji. Byli dwaj, którzyż by inni, jak w Grecji, to oczywiście filozofowie, bo tam sami filozofowie chodzili. W ogóle nikt nic nie robił, tylko sami filozofowie.
[31:55] - Filozofowie i marmur. To było wszystko.
[31:57] - To tak mniej więcej w Grecji wyglądało. Jak oni i z czego żyli? Pewno ten marmur wcinali w chwilach wolnych. W każdym razie byli dwaj filozofowie. Oni byli bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni i dziś by się powiedziało LGBT i wszystko jasne. W starożytnej Grecji nie byli tak postępowi i oni po prostu byli wielkimi przyjaciółmi, którzy od czasu do czasu uprawiali miłość fizyczną grecką. Ale przy okazji byli filozofami i jeden z tych filozofów wymyślił coś, co się bardzo spodobało drugiemu kochankowi, też filozofowi. Wymyślił coś i zapisał to nawet. Ale ten zazdrosny filozof drugi zabił go, żeby sobie oczywiście jego filozofię przywłaszczyć. I żeby zatrzeć ślady tego morderstwa, to ugotował z tego swojego byłego przyjaciela, teraz już właściwie kawałka mięsa, ugotował sobie zupę.
I ją zjadł w dodatku. Co zrobił z częściami niejadalnymi nie pytajcie państwo, bo nie wiem. Gdzieś te kości, coś z nimi zrobił i rzecz by się nie wydała. Tylko ktoś odnalazł rękopisy tego pierwszego zjedzonego i rzecz się rypła. Na czym polega prywata? Otóż jeśli ktoś z państwa słyszałby, o kogo to naprawdę chodziło i chce znaleźć źródła do tego, to będę niesłychanie wdzięczny, bo gdzieś mnie to męczy już tak przynajmniej od czterech lat, jeśli nie od pięciu właśnie. I jakoś tak dalej czuję się bezradny, bo nic na ten temat nie znalazłem. A gdybyście państwo mieli jakieś informacje na temat tej postaci greckiego kanibalizmu, to ja będę bardzo wdzięczny. A historia piękna.
[33:44] - Piękna. Skoro, Marek, już żeśmy dotarli w te okolice-
[33:51] - Ludzożerstwa.
[33:52] - I marmuru, że tak powiem, greckim, to może byśmy sięgnęli do drugiego przykładu z książki bardzo bliskiej temu kręgowi kulturowemu.
[34:04] - Czyżbyś mówił teraz o fragmencie, który się nazywa „Wielki jeleń zachodni”?
[34:09] - Tak.
[34:09] - No to cóż, w takim razie, proszę państwa, Marku, słuchamy.
[34:15] - „Wielki jeleń zachodni. Pewnego dnia Eotas obserwował z muru bawiącego się w słońcu kota. Przez wiszący na pobliskim drzewie kryształ przeszedł promyk słońca i rozproszył się w połyskujące drobinki. Na ziemi zatańczyły wokół zwierzęcia, które gorączkowo próbowało je złapać. Kot obrócił się w miejscu i śledził promyk przebiegający tuż obok. Następnie skoczył na niego i trzymał, jakby próbował go przyszpilić do podłoża. Eotas uśmiechnął się rozbawiony uporem zwierzęcia. Kot ponownie naskoczył na promyk, kładąc na nim łapy. Na próżno. Eotas obserwował jego ogon, jak cały drżał i uderzał o ziemię z wściekłości, gdyż kot nie mógł usidlić ofiary.
Po co się z nim droczysz? Odezwał się z tyłu głos, któremu towarzyszył dźwięk chrzęszczących na żwirze sandałów. Ja jedynie sprowadzam świt — odpowiedział Eotas. Nie rozpalam ognia w sercu łowcy. Czyż to nie twoje zadanie? To prawda — odpowiedział drugi głos. Ale też nie powinieneś go tłumić. Czy myśliwy polowałby, gdyby nie widział ofiary? Filozofujesz, Hileo — odparł Eotas i odwrócił się, by powitać bóstwa, które go nawiedziły. Przyszliście, by debatować o relacji między widzeniem a pragnieniem?
Eotas zaprosił gestem Hileę i Galamwaina. Przysiedli się w ciszy, obserwując kota, który nie przerywał polowania i wciąż bezowocnie przeskakiwał z błysku na błysk. Stworzyłem najdoskonalszą zwierzynę łowną — odezwał się w końcu Eotas, przerywając milczenie. Można ją wytropić, można ją śledzić, można ją obserwować, ale nie można jej dopaść. Galamwain lekko się uśmiechnął. Nie zgadzasz się z tym, Galamwainie? — zapytał Eotas. Choć prawdą jest, że twój twór jest nieuchwytny, to trudno go nazwać najdoskonalszą zwierzyną łowną tylko dlatego, że nie da się go schwytać — przerwał, marszcząc brwi w zamyśleniu. Gdyby ta odrobina światła była namacalna, myśliwy by ją dopadł. A tak jest to ledwie marzenie.
„Próżne starania. Próżność starań cechuje wszystkie stworzenia – powiedziała Hila. – Taki już żywot śmiertelników. Galahain znowu się zaśmiał. Mógłbym stworzyć żywą istotę z krwi i kości, która nigdy nie zostałaby pochwycona. Twoje marzenie zamienię w rzeczywistość. Teraz to Eontas się roześmiał. Proponujesz zamienić bezowocne marzenie w bezowocną rzeczywistość? Jaki w tym cel? Życie spędzone na pogoni za osiągalnym celem ma dużo większy sens.
Ale powiedziałeś, że nikt by nie zdołał schwytać tej istoty. Nie jest więc osiągalna. Galahain uśmiechnął się. Ludzkość już nie raz nas zaskoczyła. Zapewne mogłaby to zrobić ponownie. Stworzę wspaniałego białego jelenia i wypuszczę go w świat. Będzie pełen gracji, wigoru i wytrwałości. Będzie istnieć wyłącznie po to, by za nim podążano. Będzie inspirować przyszłe pokolenia myśliwych. Wszyscy spragnieni chwały będą wzywać moje imię.
Wszyscy, którzy usłyszą o tej zwierzynie, będą błagać o moje błogosławieństwo. Hila skinęła głową i rzuciła Galahainowi speszony uśmiech. Nie wierzę, że to możliwe, więc ja również chcę coś zaproponować. Tego, któremu uda się złapać jelenia, a uda się na pewno, obdarzę jego gracją, wigorem i wytrzymałością. Po trzykroć będą błogosławieni. Będą błagać o me błogosławieństwo w swoich wysiłkach, więc łaski swej udzielę. Galahain i Hila zaczęli się spierać o to, czyje imię będzie częściej wzywane w trakcie polowań. Eontas westchnął, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Wstał i spojrzał w niebo. Słońce już zaczęło się chować za górskimi szczytami.
Kot zdążył się zmęczyć śledzeniem promyków światła i zasnął pod drzewem. Eontas odwrócił się, spojrzał na debatujące bóstwa i ponownie westchnął. Ja jedynie sprowadzam świt – powtarzał, schodząc w dół ścieżki. – Od was zależy, czy ujrzycie to, co wam objawiam.”
[39:18] - Wiktorze E., znowu jakoś tak konfesyjnie to zabrzmiało. Znowu religijnie bardzo.
[39:25] - Wcale nie. Filozoficznie.
[39:27] - Dobrze, niech ci będzie, że to filozoficznie. A co z tego mamy dla siebie wyciągnąć?
[39:37] - Wiesz, Marek, to tak jakbyś mi zadał pytanie po przeczytaniu jakiejkolwiek książki: „A co ja mam sobie z tego wyciągnąć?” Książki są po to, żeby każdy indywidualnie coś z tego czerpał.
[39:49] - Dobrze.
[39:50] - Jeśli złapie tego jelenia.
[39:52] - Źle zadane pytanie, to prawda. Co wyciągnął z tego Wiktor Żwikiewicz? Z tego fragmentu. Dlaczego go wybrał?
[40:00] - Dlaczego? Bo zaczął rozumieć świat, w którym pojawiła się ta książka. Zaczął rozumieć człowieka i jego nieustanną pogoń za tym jeleniem. Tym jeleniem, którego nie można dopaść, ale jeżeli się dopadnie, to będzie się posiadaczem jego gracji, jego szprytu, jego umiejętności, jego piękna. To jest paradoks, ale piękny paradoks. Dokładnie taki, jaki można odnieść do naszego świata, nie tylko do świata tej książki.
[40:49] - Wiesz co, a mnie się ten fragment skojarzył z taką książką pewno już dzisiaj zapomnianą. Taka była książeczka, w latach 70. wyszła. Miała piękny tytuł. Sama książka też była niezła. „Smutek spełnionych baśni”.
[41:09] - Tak.
[41:10] - Jakoś mi się ten tekst, który tutaj przytoczyłeś za pośrednictwem Marka, jakoś z tym skojarzył. Albo z bardzo prostym stwierdzeniem, które funkcjonuje jeszcze w obiegu publicznym, że nie o to chodzi, żeby złapać króliczka, tylko żeby go gonić. To oczywiście sprymityzowanie tego wszystkiego, ale jednak gdzieś coś takiego jest, że czasami liczy się wyprawa po złote runo. Czasami to runo złote rozczarowuje. Ważne jest, żeby dążyć ku celowi.
[41:52] - Ale nie tylko istnieje postawa człowieka, ale również należy uwzględniać postawę Eontasa z tego tekstu, który na samym końcu mówi: „Ja jedynie sprowadzam świt”. Marku, może my też to tylko robimy.
[42:11] - Może. Miejmy nadzieję. Ale wiesz, poszliśmy w klimaty bardzo filozoficzne. A czy coś już zdradzamy z tego świata, z tego dzieła, czy jeszcze się na razie wstrzymujemy?
[42:31] - To znaczy ja wiem, że kiedy trafiłem na te teksty, to musiałem wertować, żeby się przebić przez nie, całe setki takich książek, których nikt nie czytał.
[42:47] - Co więcej, tamtych książek jest dużo i rzeczywiście nikt ich prawie nie czyta.
[42:51] - Nikt ich prawie nie czyta.
[42:52] - One tam są.
[42:53] - A one tam są. No wszystko.
[42:56] - Dziwne miejsce.
[42:57] - No.
[42:58] - Dziwne miejsce, które tak jak współczesny świat może funkcjonować zupełnie spokojnie, bez książek. Ta refleksja zawarta w książkach nikomu nie jest potrzebna? Okazuje się, że czasami nie jest.
[43:14] - Jest konieczna, żeby istnieć, żeby przeżyć, żeby pójść dalej. Zresztą ja już tak na koniec, żeby geografię tego świata zorganizować, puściłbym jeszcze szybko trzeci fragment dotyczący księżyców.
[43:36] - A nie, to jest czwarty fragment. Mamy tak poustawiane.
[43:39] - Tak poustawiane?
[43:40] - Tak poustawiane mamy. Chyba, że nam Marek zrobi. Już pytamy Marku, Marku?
[43:48] - Nie, ma Marek się mówi.
[43:49] - Nie, Marek napisał, że da radę. W takim razie, proszę państwa, zapraszamy na trzeci fragment. Tym razem będzie o księżycach.
[43:57] - O geografii trochę tego świata.
[43:58] - O geografii miejsca. Marku, prosimy.
[44:05] - Księżyce Eory. Spójrz na nocne niebo, a ujrzysz księżyc Belatha. Wszechobecny i nieustępliwy, zawsze w zasięgu wzroku, a zarazem nieosiągalny. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że nasz świat okrążają dwa księżyce: Belatha i Caalda. Belatha wisi na nieboskłonie nisko nad ziemią i zachwyca swym ogromem. Belatha toczy szybki wyścig dookoła świata, okrążając go w 18 dni. Ta bliskość i szybkość na niektórych obszarach wywołuje gwałtowne przypływy. Tak szybkie i wysokie, że niektóre z przepięknych wybrzeży są praktycznie niezamieszkałe przez większą część roku. Zanim poznano prawdę na temat przyczyn przypływów, legenda głosiła, że bogini morza Ondra zakochała się w księżycu, a przypływy, gwałtowne sztormy i ogromne fale były wynikiem jej wysiłków, aby go dosięgnąć. To dlatego księżyc oficjalnie zwie się Senbelatha albo Ondranbelatha, ukochany albo ukochany Ondry.
Caalda. 315 lat temu wielkie imperium Waily nękały straszne sztormy i przerażające pływy. Kroniki przekazują, że te same kataklizmy miały miejsce w Imperium Erdyńskim i że kilka nowych erdyńskich kolonii wzdłuż wybrzeża Jelenioborza zostało kompletnie zniszczonych przez burze i ogromne przypływy pochłaniające całe osady. W tamtym czasie, podczas zaćmienia, glanfadańscy astronomowie dostrzegli niewielki obiekt w pobliżu Belathy. Po długotrwałych badaniach wykazano, że to niewielki satelita krążący po bardzo nieregularnej orbicie. Nadano mu nazwę Caalda Deb, co znaczy czarny biegacz. Jako że jest mniejszy od Belathy, Caalda zazwyczaj nie wpływa odczuwalnie na świat. Jednak gdy zrównuje się z orbitą Belathy, wszędzie sięje zniszczenie pod postacią przypływów i okropnej pogody. Zjawisko zdarza się z niemożliwą do wyliczenia częstością i siłą, a nazwano je przypływami kochanków. Również ten księżyc dopisaną do legendy o Ondrze.
Gdy ta widzi go przy Belathie, pragnie dosięgnąć ich dziesięciokrotnie mocniej, co jeszcze bardziej odbija się na pogodzie.
[46:40] - No proszę, już mamy obraz świata, w którym poprzednio funkcjonował Eotas i tamta para bogów, z którymi rozmawiał.
[46:53] - No tak, ale to powiem w ten sposób. Już nasi słuchacze...
[46:58] - Już padły nazwy.
[46:59] - Padły nazwy. Wiedzą.
[47:01] - Wiedzą.
[47:02] - Wiedzą, że mamy do czynienia z jakimś światem fantasy.
[47:06] - Tak.
[47:07] - Tak. Teraz by trzeba jeszcze umiejscowić ten świat. Skąd on jest? Skąd go wyciągnąłeś? Z jakiej książki?
[47:18] - Na jakiej półce te książki stały, które wam dałem do poczytania czy do posłuchania?
[47:26] - Jeszcze będziemy mieli jedną do posłuchania.
[47:28] - To sobie posłuchamy już tak sobie amuzą. Natomiast ja powiem, że tych książek, tak jak powiedziałem, są całe setki, jeśli nie tysiące. Nie są to książki, które są ot tak sobie napisane po to, żeby pisać tak, jak to wielu naszych współczesnych pisarzy pisze, tylko po to, żeby pisać i coś zarobić, tylko po to, żeby ten świat w jakikolwiek sposób opisać. Tych książek nie ma być może na półkach, które my możemy dosięgnąć ręką. Natomiast wystarczy myszka podłączona do komputera i znajdziemy te książki na półkach wielkich bibliotek w grze komputerowej. To są książki z gry komputerowej. To są książki, które należy przeczytać, żeby właściwie zrozumieć świat, który stworzyła ta gra komputerowa.
[48:30] - Od razu powiem, że większość... Wymień najpierw jeszcze nazwę, bo nazwa jest piękna, gry.
[48:37] - Moja łacina jest marna, ale to jest, czy angielski, „Saints of Eternity”. To jest taka gierka zrobiona przez firmę Paradox Entertainment i jeszcze tam jakąś inną. Ona ma swoje rozwinięcia. Jest to gra komputerowa. Jest to fantasy, w której Klasycznie, zupełnie tak jak w starym dobrym Baldursie wędrujesz po świecie sześcioosobowym oddziałem, zazynasz wilki, różne bestie i tak dalej, ale naokoło jest świat. Świat cały zbudowany. Oczywiście zdobywasz wspaniałe magiczne miecze i łuki, i tak dalej. Natomiast jedną z najważniejszych rzeczy jest poszukiwanie książek, zdobywanie tych książek, znajdowanie tych książek i następnie, niestety, czytanie tych książek.
[49:41] - Właśnie nie, bo sam mi o tym powiedziałeś, bo rozmawiałeś na ten temat, że to jest dosyć sprytnie zrobione, bo w tym świecie samo posiadanie tych książek daje określone korzyści.
[49:58] - Masz książkę sprzedać, kupić i tak dalej, to jest towar.
[50:03] - Tak jak miecz. I w związku z tym bardzo wielu graczy traktuje owe książki jak zwykłe przedmioty do gier. Czyli właśnie jak powiedziałeś, handluje nimi, ale niespecjalnie się nimi przejmuje. Ma je po prostu. To jest rodzaj majątku, który każdy z graczy gromadzi i tylko nieliczni zaglądają do tych książek. Ja się zastanawiam, ilekroć myślę o tej grze, czy to jest świadomy zabieg, który zastosowali twórcy tej gry, bo on jest w gruncie rzeczy bardzo przewrotny, bo można tę grę przejść od początku do końca, można w niej osiągnąć sukces.
[50:50] - Można.
[50:50] - I nie znać ani jednej z tych książek, nawet nie sięgać, nawet nie otworzyć jej.
[50:55] - Marku, chcę ci zwrócić uwagę, że można również przeżyć życie w naszym świecie nie czytając żadnej książki. Spoko.
[51:03] - Dlatego mówię, że to jest w jakiś sposób przewrotne, a z drugiej strony normalne. Właśnie, w grach komputerowych przewrotność na tym polega czasami, że zaczynamy stosować reguły naszego świata. Wcześniej tego nie było. Grałeś w różne gry, tam się naparzałeś, a to z mutantami, to w Falloucie, a z jakimiś innymi potworami w różnych innych grach. I książek nie było. Tu jest gra, w której książki są. Zobacz, te światy zaczynają się przenikać. Oczywiście to jest dobudowywanie filozofii do kawałka ciała, a właściwie do kawałka gry. To nie jest tak, że koniecznie trzeba czytać. Nie.
Ale okazuje się i w tych trzech fragmentach, które już państwu zaprezentowaliśmy, widać to bardzo wyraźnie, że oprócz takiej typowej dla fantasy nowomowy i takiego ględzenia trochę, co będę się powstrzymywał, to jednak jest w tych fragmentach pewne przesłanie, pewna mądrość. Jak ktoś tego nie chce widzieć, to tego nie zobaczy, ale jest to jednak próba opisania i świata, ale też pewnych prawideł rządzących w tym świecie.
[52:27] - Ja uczciwie powiem to, co Marek powiedział, że ja kiedy zacząłem grzebać w tej grze, to traktowałem te wszystkie woluminy na tych półkach bibliotecznych i innych jako dokładny towar do sprzedania i kupienia, i tak dalej. Przeglądałem, rzucałem okiem na te teksty, no ale mówię: „Jednak komuś zapłacili, to napisał jakieś, czemu nie?”. I że tak powiem, zupełnie traktowałem to lekko. No ale z biegiem czasu, żeby zrozumieć, co ja mam zdziałać w tym świecie, co ja mam robić, musiałem zacząć grzebać w tych książkach. Przynajmniej zacząłem zwracać uwagę na to. I nagle się okazało, że tak naprawdę to są książki... Słuchajcie, ja tutaj wybrałem takie fragmenty ot tak sobie, te pierwsze dziewięciopunktowe coś. To jest pierwsza książka, którą znalazłem. Gdzie? Na półce u kowala.
Kowal był posiadaczem, że tak powiem, instrukcji swojego fachu, o pracy, o zawodzie, o mistrzu i uczniu, i tak dalej. To była rzecz u kowala na półeczce w chacie. Natomiast kiedy grzebałem się dalej, to zacząłem... Tam są potem książki geograficzne, polityczne, filozoficzne, dotyczące wszystkiego: kultury, religii, gospodarki i tak dalej, tego świata, ale również naszego świata, w którym my tutaj żyjemy. To są bardzo mądre teksty. Nie powiem, że nie byłem zachwycony wieloma tekstami z tych książek. I zauważyłem jedną rzecz, że one tworzą pewien system. System taki, że naprawdę możemy sobie przeżyć tutaj życie na ziemi, nie wiedząc nic o słońcu ani o księżycu. Spokojnie, świecą w dzień, świecą w nocy. Nie ma sprawy, jaśniej możemy sobie iść.
Ale jeżeli chcemy cokolwiek zdziałać Już w zasięgu Księżyca i Słońca musimy zacząć rozumieć, czym jest przestrzeń, czym jest Układ Słoneczny. I podobnie jest w tej grze. Ja, żeby zrozumieć teksty dotyczące samej polityki, postępowanie władców, dworskie intrygi, różne dziwne rzeczy, w których ja zupełnie jestem na marginesie — można się przez to, tak jak powiedziałeś, spokojnie przerąbać mieczem jako barbarzyńca, który wchodzi do Rzymu, sra na ten Rzym i nie ma sprawy. Natomiast jeżeli się przemyśli, jaki skarb albo jaką drogę możesz wykorzystać, to wszystko działa. To rzeczywiście działa. Zmienia się twoja historia twojego losu w tym świecie. To według mnie bardzo piękna gra. Co prawda ja się śmieję, że ona jest tak piękna tylko dlatego, że ją zrobiła europejska firma przy współpracy, jak się reklamują, ponad 74 tysięcy youtuberów. Bo to już jest twór społeczny, a nie indywidualny. My byśmy czegoś takiego nie wydziergali za żadne skarby, choćbyśmy sobie życie indywidualnie wypruli.
[56:52] - Wiesz co, to jest kwestia do dyskusji, bo nie ma co dyskutować z mechaniką pewną. Natomiast sam powiedziałeś o tej przewodniej roli. Zaraz mi się przewodnia rola partii kojarzy. O przewodniej roli książek. To jest rodzaj kodeksów. Nie bez przyczyny mówiliśmy na początku o kodeksach. Te książki to jest rodzaj kodeksów, które ten świat konstytuują.
[57:24] - Tak.
[57:25] - I później, jak się te kodeksy wciągnie do głowy, to łatwiej jest ten świat budować. Inaczej: nie powstaje chaos, bo ci wszyscy ludzie, którzy budowali ten świat, dokładali swoje cegiełki, działali w ramach jednego, trudno to nazywać światopoglądem, ale zmniejszmy, growego światopoglądu, tej growej filozofii, growej religii. To wszystko było spójne, dlatego wyszła spójna gra.
[58:00] - Ja naprawdę zapewniam, że po dość wnikliwym przeanalizowaniu mechaniki tej całej gry mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie jest to kwiatek do kożucha. To jest element absolutnie spójny. Żeby tę grę naprawdę zrozumieć, naprawdę przeżyć właściwie w tym świecie, trzeba czytać te książki, trzeba sięgać po informację w nich zawartą i korzystać z tego. A to jest bardzo sprytnie zrobione, że można sobie olać.
[58:47] - Ale myśmy tych książek, tych trzech fragmentów nie zaprezentowali dlatego, żeby epatować państwa ich treścią i zadać zagadkę, skąd one są i że nikt nie zgadnie. Bardziej zależało nam na pokazaniu pewnego zjawiska, bo my tu często z Wiktorem na antenie spieramy się. Ja jako człowiek grzebiący się w papierach i taki lekki fanatyk — nie wiem, czy fanatyk może być lekki. Fanatyk to jest fanatyk, więc nigdy nie jest lekki, zawsze ma coś nierówno pod kopułą. Więc ja jako fanatyk książek, w ogóle bycia z książkami, i Wiktor jako też fanatyk, też nielekki, gier komputerowych, często toczymy boje w myśl zasady, o której już wspomniałem, że te gry są nowe i w związku z tym są lepsze. A ja jako konserwatysta, że to książki cały świat i tak dalej. A w gruncie rzeczy, kiedy tak na poważnie o tym zaczynamy myśleć, to jest jeden z przejawów. Te książki wyciągnięte z gry „Pillars of Eternity” to jest dowód na to, że te światy powoli zaczynają się przenikać, że świat literatury, a w każdym razie taki pisarski, z tym światem gier zaczyna się przenikać. I to jest jeden z przejawów. My dzisiaj będziemy mówić jeszcze o innych przejawach takiego przenikania się w kulturze, tej masowej, popularnej kulturze, przenikania się tych światów.
I tu się okazuje, proszę państwa, że życie, świat, rzeczywistość nas pogodziły. To znaczy to nigdy nie będzie — chyba, mam nadzieję, że tak nie będzie — tak jak to nie było w historii, że wynalezienie telewizji zamordowało radio, a radio wcześniej, jak było wynalezione, to zamordowało książki. Nie, oczywiście poszczególne nowe wynalazki ograniczały przyswajanie tych starych wynalazków przez ludzkość, niemniej jednak czytanie książek, słuchanie radia, oglądanie telewizji — teraz w ogóle kto ogląda telewizję? Teraz się odpala filmy na Netflixie i to jest cała filozofia. Ale kolejne wynalazki nie eliminują z życia tych poprzednich. I tak samo pewno tutaj nie będzie, natomiast zaczyna się ciekawe zjawisko w przypadku tej gry, kiedy Gry i książki zaczynają funkcjonować razem, ze sobą.
[01:01:37] - Młodzi ludzie robią grę i nagle się okazuje, że książki są dla nich ważne. A to robili szczule, to robili bardzo młodzi ludzie.
[01:01:46] - Ja się zastanawiam, czy to aby na pewno było tak do końca.
[01:01:50] - Dla mnie czterdziestolatek to jest już oldnierz.
[01:01:54] - Rozumiem. Jasne, to różnica w spojrzeniu. Natomiast wydaje mi się, że tu jednak była pewna grupa liderów i pewna grupa tych wykonawców. To też ma znaczenie, kto jest liderem, ale też należy skłonić głowę przed tymi liderami. Ci liderzy w dobrą stronę pożeglowali. Proszę państwa, powiedzieliśmy o przenikaniu się. Świat książek w grze komputerowej przeniknął jakoś do naszego świata i okazuje się, że tak jak sobie słuchałem, a wcześniej czytałem te fragmenty, które wybrał Wiktor, to doszedłem do wniosku, że jak się spojrzy przynajmniej do niektórych wielotomowych dzieł fantasy, które są na półkach w księgarniach, to wcale nie było gorsze, jeśli nie lepsze od wielu pozycji, które się w księgarniach znajdują. Bo przyzwyczajeni jesteśmy, jeśli chodzi o fantasy, że jakieś wielotomowe sagi zaczynają nas przygniatać. Czasami swoją wielkością i swoim rozumem, a czasami swoim bełkotem. To różnie bywa, jak to w ogóle w literaturze.
Twórcy tychże książek, książeczek w grze, o której wspomniał Wiktor, nie muszą mieć specjalnych kompleksów, takich literackich kompleksów. Ale skoro już, proszę państwa, mówimy dzisiaj o przenikaniu się światów, to nie mogę sobie odmówić przyjemności powiedzenia o tym, że te światy przenikają się, czy w drugą stronę. Tak, właściwie w pewien sposób w drugą stronę, bo znacie państwo zapewne wiele gier komputerowych, które stały się zaczynem pod powstawanie książek.
[01:03:46] - Na początku było odwrotnie.
[01:03:48] - Było odwrotnie, dokładnie.
[01:03:49] - To gry czerpały tematy z literatury, o jakimś tam „Wiedźminie” albo Ursa czy cokolwiek, czy kogo Schwarzenegger grał w tym całym „Commando”. Dokładnie to wszystko przejmowały. Najpierw kupował to film, potem kupowały to gry i tak dalej, i wydawałoby się, że to już wszystko. Nagle się okazuje, że jest tak jak Marek mówi, odwrotnie. Również książki powstają na podstawie gier, gry powstają na podstawie książek. Jest taki układ-
[01:04:35] - W obie strony ten przepływ następuje
[01:04:39] - ... w obie strony przepływ następuje, czego na początku nie było, bo gry jeszcze były chamskie.
[01:04:45] - Proszę państwa, zresztą to zjawisko, jeszcze gier komputerowych nie było, a w każdym razie składały się wówczas te gry z kilku pikseli na ekranie, a już początki tego zjawiska się pojawiały. Bo wszyscy kojarzą taki film „Pamięć absolutna”, „Total Recall”. Dobrze, mój angielski jest znany wszystkim, że jest fatalny, w związku z tym, a właściwie go nie ma, to jakby go nie było. W każdym razie ta „Pamięć absolutna” ze Schwarzeneggerem powstała na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka „Przypominamy panu hurtowo”. Ale to nie koniec tej historii, bo powstała „Pamięć absolutna” ze Schwarzeneggerem. Film cieszył się ogromną popularnością. I co? Niejaki, dosyć znany pisarz, jak państwo poszukacie, Pierce Anthony. Właśnie nie Anthony Pierce, tylko Pierce Anthony napisał taką beletryzację filmu pod tytułem „Pamięć absolutna”.
Ona jest dostępna, całkiem zgrabnie napisana. Nie wiem, czy wyznacznikiem tej zgrabności jest to, że ona dosyć wiernie oddaje film scena po scenie. Załóżmy, że tak, że jeśli ktoś ma ochotę, to rzeczywiście może w swojej pamięci sobie za pomocą tej książki film ze Schwarzeneggerem wyświetlić. A zatem tu już mamy piętrowe działanie. Było opowiadanie, był film i powstała powieść na podstawie tego. Tego rodzaju piętrowe działania mają miejsce również we współczesnym świecie gier. To działa we wszystkie strony i chyba bardzo dobrze. Ja, o ile jestem przeciwnikiem tych wszystkich, którzy powiedzą, że książki są zbędne i to w ogóle jest przeżytek, to jestem dużym zwolennikiem tego przenikania się światów. Tego, że najpierw była gra „Diablo” z kolejnymi numerkami, ale później wydawnictwa, i to nawet w Polsce wydawnictwa zaczęły produkować książki wiążące się z tym światem, opisujące pewne przygody w tym świecie. Co więcej, ja do dzisiaj uśmiecham się na wspomnienie człowieka, który to była jedna z niewielu książek, które przeczytał w życiu.
Taka książka na podstawie gry. I on z takim przejęciem powiedział: „Wiesz, ale to wszystko w tej książce, te wątki, które są na początku rozdzielone, one się łączą na końcu”. Muszę powiedzieć, że po pewnym uśmiechu, takim wewnętrznym w duchu, który miałem, stwierdziłem później: „Wow!”. Tak oto młody człowiek zaczął odkrywać, że poza tymi grami istnieje coś jeszcze. Być może go to nawet porwało czy zaciekawiło, że jest literatura i to nie jest taki fiziu miziu, fiu bździu i głupoty, tylko tam rzeczywiście coś się ze sobą łączy.
[01:08:05] - Wiesz, Marek, ja tutaj dorzucę jedną rzecz. Było takie pismo, które się zaczynało od tego, że na początku było słowo. Otóż dopóki my, jako ludzie, będziemy się posługiwali jakimkolwiek językiem, słowo może być pikselem, słowem może być, czym dzisiaj się przesyła jakieś bzdety z komórki na komórkę, czymś zupełnie nieistotnym, ale słowo to jest informacja. Dopóki się będziemy posługiwali informacją w komunikacji między sobą, to będzie istniała literatura. Musimy przestać w ogóle używać słów, żeby literatura przestała istnieć.
[01:09:02] - Powiem tylko tak luźno, nawiązując do tego, co mówisz, że o ile dobrze pamiętam, wydawnictwo Insignis specjalizowało się, być może dalej się specjalizuje, w wydawaniu takich książek nawiązujących, a właściwie czerpiących z gier. To są czasami słabe książki, a czasami się trafiają tam perełki. Bo to, proszę państwa, jest tak, że rzecz nie w tym, czy książka jest ze świata gry, tylko kto ją napisał i czy ją napisał dobrze. I to tak jak z kontynuacją Conana w postaci książkowej. Jak sobie państwo zerkniecie do kontynuacji dzieła Howarda, to naprawdę w dziesiątkach tomów można liczyć. Zresztą większość z tego się ukazała w Polsce. Wydawnictwo Amber taką podserię miało w czarnych okładkach. I tam się trafiały nazwiska, które pierwszy raz człowiek widział na oczy, ale trafiały się tam również nazwiska takich tuzów amerykańskiej, nie tylko amerykańskiej zresztą, fantastyki szeroko pojętej: SFi i SFi fantasy. Rzecz na tym polegała. Podobnie zresztą w uniwersum starwarsowym.
Tych książek, które tam powstały, to naprawdę na kopy liczyć. I znowu niektóre to ciężkie gnioty są, ale są też książki bardzo zgrabnie, sprawnie i wręcz lekuchno napisane, że naprawdę to się czyta z dużym zaangażowaniem, to oczywiste, ale z dużą przyjemnością. Więc znowu takie gremialne stwierdzanie: „Jak to książka na podstawie filmu albo książka nawiązująca do świata filmu, albo książka nawiązująca do świata gry, to nie czytam, bo to bzdury na pewno są”. Jest duża szansa, że będzie bzdura, ale jest też szansa, że czasami trafimy na perełkę. Ja lubię takie perełki znajdować.
[01:11:10] - Marek, cały świat jest tak skonstruowany. Jeśli idziesz po ulicy, to one wszystkie są takie same. Nie ulice mówię, tylko te przechodnie, co po ulicy chodzą na wysokich obcasach. One są wszystkie takie same. I nagle stajesz i mówisz: „O, a ona jest inna”.
[01:11:28] - No tak.
[01:11:29] - I ona jest wtedy twoja, nie?
[01:11:30] - Tak. I masz później problem.
[01:11:32] - Problem. Przesrane życie. Ale na tym to polega. Jak one patrzą na nas tak samo. Wszyscy sami idioci przecież, nie? Po czym znajduje tego jednego i mówi: „O Boże, to nie jest idiota”. Ale on jest idiota. Ona się przekona po paru latach.
[01:11:52] - Niekoniecznie. Właśnie ja protestuję, bo to jest taka wizja, która zawsze sprowadza wszystko do parteru. Tymczasem na szczęście w świecie, nawet w tym realnym, nie tylko w tym growym, bywają również happy endy i czasami się okazuje, że on nie idiota, ona nie idiotka i ona mu nie zatruje życia i że będą żyli długo i szczęśliwie. Ja wiem, już w tej chwili Wiktor się szykuje do skoku, że takie historie się nie zdarzają. Zdarzają się, na szczęście się zdarzają. Może nie tak często, ale ważne, żeby się zdarzały. Przynajmniej jakieś takie archetypiczne odwołanie może się pojawić.
[01:12:29] - Może.
[01:12:31] - Szukam sobie na czacie. Ewa pisze o „Baldur's Gate”. To twoja gierka ulubiona, jedna z ulubionych.
[01:12:39] - Z dzieciństwa mojego.
[01:12:40] - Tak. Byli czołowi aktorzy dubbingowi, a sam Fronczewski był narratorem. Polska wersja tej gry stała się dziełem. A więc twoja teza o tym, że świat się bez wątpienia zmienia i wchodzą nowe media, znajduje potwierdzenie.
[01:13:01] - Wiesz, jak tutaj Ewa pisze, że Fronczewski... Pamiętam doskonale jego głos. Kapitalnie zrobiona gra.
[01:13:11] - To, co robi Fronczewski, brzmi kapitalnie.
[01:13:14] - Brzmiało kapitalnie. Natomiast ja pamiętam również, że w pierwszej wersji „Fallouta”, mojego ukochanego, to cała elita polskich aktorów, tych na emeryturze zwykle, którzy musieli coś tam zarobić jeszcze, że tak powiem, do tej swojej marnej emerytury dorobić, to pracowali tam. I tam były głosy powalające z nóg najlepszych aktorów polskich. To było dawno temu, ale te głosy trwają. Zresztą à propos tego mam takie dziwne skojarzenie, które mi się w tej chwili pojawiło. Zobaczcie, kiedyś wszyscy żeśmy umierali bez śladu. Chyba żeśmy coś napisali albo namalowali na ścianie jaskini. Dzisiaj zostaje z nas coraz więcej. Właściwie nie tylko genetycznie, ale również obraz jest, dźwięk jest. Niedługo będzie również zapach tych butów tej słomy w butach, w których jakiś polityk wszedł na arenę i tak dalej.
On będzie cały, że tak powiem, zapamiętany przez naszą cywilizację. Zostaje z nas coraz więcej, Marek.
[01:14:38] - W tym dziwnym świecie, tak?
[01:14:41] - No.
[01:14:41] - Wiesz co, tak się refleksyjnie zrobiło, to zanim zaczniemy ględzić dalej, to posłuchajmy tego czwartego-
[01:14:48] - Nie pamiętam, czego.
[01:14:49] - Czwartego fragmentu. Nie pamiętasz? No to masz tutaj. Święty Vaedwen. To tak się czyta? Nie wiem. Zaraz nam Ivellios dobrze to przeczyta. „Rolnik, który stał się bogiem”. Marku, prosimy.
[01:15:08] - Święty Vaedwen. Rolnik, który stał się bogiem. Na wzmiankę imienia Vaedwena większość wspomina tylko dwa słowa: boski młot. Wydarzenie to wciąż odbija się echem, a jego skutki nadal są odczuwalne, chociaż od zniszczenia mostu Evondevr minęło wiele lat. Mając to na uwadze, trudno uwierzyć w skromne początki Vaedwena, które później stał się tak potężny. Vaedwen, syn rolników uprawiających Forlas, prowadził skromne życie na dalekiej prowincji Ratqueas. Przez 22 lata ciężko pracował w polu u boku ojca, po śmierci którego przejął gospodarstwo. Rozważał jego sprzedaż, ale że nie miał innych umiejętności, wzorem ojca pozostał przy Forlasie. W ciągu kolejnych czterech lat nie wydarzyło się w życiu Vaedwena nic godnego uwagi. Wreszcie pewnego dnia, gdy pracował w polu, jego życie odmieniło się na zawsze.
W jego słowach: „Nadchodziła noc, a palce zmroku dosięgły już nieba. Słońce schowało się za krawędzią świata, a gwiazdy wyzierały zza całunu. Choć wciąż trwał dzień, ciemność ogarnęła pole. Rzuciłem ostatnie plony zebrane tego dnia na stos, aż tu nagle za mną pojawiło się olśniewające światło. Odwróciłem się przerażony, nie wiedząc, skąd wzięła się ta niezwykła jasność. Ujrzałem wspaniałą ognistą postać. Białe ciało promieniowało od blasku, a głowa jaśniała niczym oślepiająca kula światła, jaskrawsza od południowego słońca w pełni lata. Odwróciłem wzrok, bojąc się, że zostanę zmiażdżony za tak śmiałe spoglądanie na taką istotę. Jednak nagle ogarnął mnie spokój, który odpędził mój strach i ukoił moją zatroskaną duszę. Cudowne ciepło wzięło mnie w ramiona.
Stałem jak sparaliżowany, próbując ujrzeć tę wspaniałą istotę, unikając jej oślepiającego spojrzenia. Wtedy przemówił do mnie głos. Nie lękaj się — powiedział — boś wybrany jest spośród innych. Będziesz światłem, w którego blasku odrodzi się Imperium. Następnie postać wyciągnęła rękę i ukazała mi wizję potęgi tak wielkiej, że ledwie mogłem ją ogarnąć umysłem. Następnego ranka potargany i brudny Vaedwen wpadł do wioski i opowiadał wszystkim o cudzie na polu. Obwieścił, że ukazał mu się sam Eothas, domagając się ukarania aedyjskiego wielkorządcy za doprowadzenie ludu do upadku. Rzekomo wskazał Vaedwenowi sposób i zaznaczył, że wspomagający go wierni zostaną pobłogosławieni. Wieśniacy zignorowali Vaedwena przekonani, że strata rodziców pomieszała mu w głowie. Lecz Vaedwen nadal opowiadał o słowach bóstwa oraz o zepsuciu wielkorządcy, czym w końcu naraził się miejscowym.
Pewnego dnia wśród jesieni doszło do kulminacyjnej konfrontacji z wieśniakami. Vaedwena otoczył tłum, szydząc z niego i żądając, by opuścił wioskę. Zbiory Forlasu były tego roku wyjątkowo słabe, o co wieśniacy obwiniali bluźnierstwa Vaedwena, którymi miał rozgniewać bogów, a zwłaszcza Eothasa. Zagonili go na jałowe pole, każąc mu się wynosić. Krążą różne wersje tego wydarzenia. W niektórych rzucono kamieniem, w innych popchnięto Vaedwena, a w jeszcze innych potknął się on o suchy korzeń. W każdym razie Vaedwen runął na pole twarzą do ziemi pośród szydzących z niego wieśniaków. Dość! — zagrzmiał na polu obcy głos. Vaedwen spojrzał w górę na tłum, a oczy jego lśniły oślepiającym białym blaskiem.
W jednej chwili leżał na ziemi, w następnej stał przed zgromadzonymi, którzy skulili się na ten widok. Ośmielacie się mi sprzeciwiać? — przemówił głos ustami Vaedwena. — Macie czelność odmówić memu słudze? Ramiona Vaedwena uniosły się i ogarnęła je poświata. Ośmielacie się żądać dowodu? — rozpostarł ramiona. — Nigdy już nie pytajcie, albowiem spłoniecie w blasku nowego dnia. Oczy i dłonie Vaedwena rozbłysły oślepiającym światłem, a całe pole ożyło. Wyschnięte i kruche rośliny stały się zielone, pełne i bujne.
Tłum oniemiał. Gdzieś z tyłu dobiegł okrzyk: „Chwalmy Eotasa!” I wnet wszyscy padli na kolana przed Whitevenem, rolnikiem, który stał się bogiem.
[01:20:08] - I cóż wiktorzy?
[01:20:09] - I cóż, wydawałoby się, że to jest taka sobie przypowieść o tym Whitevenie. Nie. W tym świecie Whiteven postępuje krok w krok za tobą. Nie tylko on. Wszystkie te istoty boskie, że tak powiem, mają wpływ na twoje postępowanie, na twoje zachowanie. Twoje zachowanie, twoje postępowanie ma wpływ na nie i tak dalej. Żeby zrozumieć całą historię, trzeba się dowiedzieć o tym boskim młocie. Co to było, w jaki sposób historia Whitevena potoczyła się ileś lat wcześniej, po to, żeby znaleźć się we właściwym miejscu i właściwe decyzje podjąć w czasie rzeczywistym tej gry, czyli w swoim życiu. To nie jest nic sobie amuzą, że tak powiem, wytkane. To jest wszystko zapięte na ostatni guzik.
[01:21:15] - A ja w tak zwanym międzyczasie zerknąłem sobie na stronę wydawnictwa Insignis i znalazłem tam książki, o których wiedziałem, czyli z tej serii „Diablo” nawiązującej do gry. Ale zdziwiło mnie, bo są książki o świecie „Warcrafta”, to wiedziałem. Ty w swoim czasie grałeś w „StarCrafta” i tam też są takie książki z tamtego świata. To mi przyszło od razu do głowy, że to musi być jakaś tendencja. Moim zdaniem fajnie, że ona jest, ale taki dosyć znany w Polsce pisarz święcący triumfy i sporo książek nie tylko wydający, jeśli chodzi o tytuły, ale też nakładowo całkiem nieźle sobie radzący. Mianowicie pan o nazwisku Gołkowski napisał między innymi taki cykl o komorniku, specyficznym komorniku zresztą. To jest również pan, który opracował świat gry, więc te światy nawet u jednego autora przenikają się ze sobą po prostu.
[01:22:27] - Ja bym powiedział, że dzisiaj wszyscy pisarze piszą powieści realistyczne, a nie żadne science fiction. Dlaczego realistyczne? Realizm polega na tym, że opisujemy swoje życie. Jeżeli ja od dziecka grałem wyłącznie w „Diablo”, to było moje życie i w tym momencie piszę książkę o swoim życiu.
[01:22:54] - Chyba trochę upraszczasz, ale niech ci będzie. W każdym razie podobnie było przecież z tym cyklem, który w swoim czasie omawialiśmy tu na antenie w „Bibliotekarium”. Pamiętasz „Metro 2033”, później 2034, 2035. W każdym razie są gry, które dzieją się również w tym świecie. Zatem to już jest pewne zjawisko, nazwijmy popkulturowe, które się dzieje na naszych oczach.
[01:23:21] - Powieść „Metro” nigdy by nie powstała, gdyby autor nie grał w „Fallouta”.
[01:23:28] - Być może, nie wiem, jak było.
[01:23:32] - Pewno grał, bo inaczej takiej książki nie napisał.
[01:23:37] - Zdecydowanie trudno taką hipotezę wykluczyć. Wiesz, ja mam takie do ciebie pytanie, czy z tego, o czym my dzisiaj mówimy, o czym rozmawiamy, coś w ogóle wynika takiego, co dałoby się zamknąć w jakąś taką receptę? Receptę to nie, jakieś takie fajne podsumowanie tego przenikania się światów. Bo cóż to za wielkie stwierdzenie, że oprócz książek są gry, a oprócz gier są filmy i że to się ostatnimi czasy lekko zaczęło nachodzić na siebie i że te światy się przenikają. To trochę mało. Jaką ty refleksję miałbyś?
[01:24:18] - Nie tak mało, bo dzisiaj ludzie zapominają o tym na przykład, że istnieje kobieta i mężczyzna osobno, a tylko czasami na siebie nachodzą. Chcieliby, żeby nie było i żeby na siebie nie nachodzili. Będzie pięknie wtedy, nie? I to jest bardzo podobnie z literaturą.
[01:24:44] - Ale to się nam szykuje już tak jakby na bardzo poważnie. To, co zaproponowano w jednym z dużych portali społecznościowych, że teraz się to wszystko zmieni i już to nie będzie tylko zawieszanie różnych zdjęć z kotkami i różnych takich fajnych albo mniej fajnych rzeczy. „O, patrzcie, to ja przy samochodzie, a to ja nad wodospadem, a to ja lecę. Już niestety nie żyję”. Skończyła się historia, ale tak się kończyły te wszystkie selfie w różnych niedostępnych miejscach. W każdym razie już nie będzie tego. Już teraz zaoferujemy państwu świat wirtualny, w którym będziecie mieli swoje mieszkanko, a jak będziecie chcieli wyjść na zewnątrz, to już oczywiście zapłacicie i w ogóle będziecie tam żyli. Trywializuję i prymitywizuję to, co ma się stać, ale żeby być takim rasowym konserwatystą, to muszę powiedzieć, że O ile to pewno się bardzo podoba niektórym uczestnikom Internetu, że będzie tak fajnie, że będziemy żyli w wirtualnej rzeczywistości i że przecież zawsze będziemy stamtąd mogli wyjść, to ja w tym jako konserwatysta wietrzę potężne niebezpieczeństwo. O jednym z tych niebezpieczeństw powiedział Wiktor i można podejść do tego bardzo frywolnie i powiedzieć sobie: „Co tam, się nie będą kontaktować, to sobie w tym wirtualnym świecie się będą kontaktować. Seks będzie lepszy, bo będzie trójwymiarowy, ale bez obciążeń i w ogóle wszystko będzie tam fajniejsze, lepsze.
Kontakty międzyludzkie się ograniczą do tamtego wirtualnego świata i w ogóle będzie fajnie”. To miłe złego początki. Dzisiaj to się może wydawać naprawdę niezwykle atrakcyjne, ale przypominam, że literatura science fiction w wielu wydaniach, bardzo często cyberpunkowych wydaniach, w takich powieściach cyberpunkowych, to ludzkość to są takie bladawce podpięte do komputerów, które żyją nie tu i teraz, tylko gdzieś tam w tym wirtualnym świecie. I ktoś powie: „O co ci chodzi, Żelkowski? Przecież bredzisz. Jak im będzie dobrze w tamtym świecie, to super”. Jak ty to widzisz?
[01:27:19] - Ja to widzę w ten sposób, że co zawsze twierdzę, że jedna rzecz, która nigdy nie umarła przez ostatnie 100 lat, to jest komunizm. Kiedyś to, że tak powiem, uwznioślali Sowieci, ale dzisiaj to robi Dziki Zachód. Otóż Zachód próbuje zreanimować ideę komunizmu tak naprawdę. Skoro w tym świecie normalnym musi być tak, że 1% posiada 90% całego świata, a reszta nie ma nic.
[01:27:56] - Już się mówi w Ameryce, w Stanach Zjednoczonych mówi się o promilach.
[01:28:00] - Dokładnie.
[01:28:00] - O promilach posiadających.
[01:28:02] - A reszta ma tam zero zupełnie. Czyli jest dysproporcja, ale można stworzyć świat wirtualny, w którym wszyscy są równi i wszyscy mają to samo. Wszyscy są tak samo bogaci, tak samo tego, nie mają płci, nie mają niczego. Bo w świecie rzeczywistym nie da rady tego zmienić. Nie można usiąść i powiedzieć: „Jestem ona”.
[01:28:28] - Właśnie da radę, ale to jest takie
[01:28:31] - Takie właśnie, a w świecie wirtualnym można z przepychem wszystko ucinać, wszystko doklejać i tak dalej.
[01:28:38] - Nic nie trzeba ucinać, ma to być od razu.
[01:28:40] - Od razu, na pewno. Więc właśnie to jest takie miejsce idealnej równości.
[01:28:45] - Co więcej, zastanawiam się, czy to wszystko, co obserwujemy w tej chwili, ta walka o to, że przecież nie ma czegoś takiego jak płeć, jest tylko płeć kulturowa. Biologia to w ogóle powinna być zakazana nauka, bo po prostu ona stwierdza rzeczy, których nie ma. Bo przecież nie liczy się to, jaka jest nasza płeć biologiczna, tylko jak się czujemy. W każdym razie to się usiłuje nam od dłuższego-
[01:29:11] - Jak ja się czuję na kacu, to ja wiem, to ja wtedy jestem ani on, ani ona, tylko kac.
[01:29:18] - Nie, to ty wtedy jesteś wrak.
[01:29:20] - Nie jestem wrak, bo nie piję.
[01:29:22] - Ale jakbyś był tam przypadkowo. W każdym razie zobacz, a w tym świecie wirtualnym, tak go określę, chociaż to może nie do końca. W każdym razie w tym świecie wszystko jest możliwe. Mężczyzna może być kobietą, kobieta może być mężczyzną.
[01:29:36] - Wszyscy mogą być równi.
[01:29:37] - Wszyscy mogą być równi, wszyscy mogą mieć wszystko. Mogą być bogaci, mogą mieć jachty, samochody, baseny i co tam jeszcze się zapragnie. A prawdziwe życie odbywa się gdzie indziej. Jakoś tak się dziwnie składa. Widzisz, dlaczego ja o tym mówię i w ogóle zawracam państwu głowę? Dlatego, że ja mam takie nieodparte wrażenie, obserwując to troszeczkę z zewnątrz, że bardzo wielu młodych ludzi w tej chwili jest zafascynowana. Są zafascynowani ci młodzi ludzie tą przemianą, która następuje, tym właśnie komunizmem, który scharakteryzował Wiktor, że wszyscy będą równi w tym wirtualnym świecie. To ja tylko mam pytanie: a jesteście państwo pewni? Tak, wy tam będziecie równi, ale ci jeszcze równiejsi, że się odwołam do Orwella i jego „Folwarku zwierzęcego”, to ci jeszcze równiejsi będą żyli nie w wirtualnej rzeczywistości. Oni będą żyli w rzeczywistości prawdziwej.
To dla nich macie chronić planetę, nie dla siebie. Wy będziecie żyli w jakichś tam norkach, podłączeni do tego, co należy być podłączonym. Już się państwu tłumaczy, że właściwie praca, którą wykonujecie, jest niepotrzebna. Starczy wam dochód gwarantowany. Nie musicie świadczyć pracy. Powodem dla dochodu gwarantowanego będzie to, że w ogóle żyjecie, ale żebyście nie przeszkadzali, nie nudzili się, nie dostawali frustracji, to się was zamknie w tym wirtualnym więzieniu. Tam sobie będziecie żyć, tam będziecie zażywać wszelkich rozkoszy i przyjemności.
[01:31:20] - I będziecie posłuszni, bo zwróćcie uwagę, że ten 1 promil czy coś takiego może wam w każdej chwili ten dobrobyt, tę cudowność tego świata zabrać jednym machnięciem, jednym przełączeniem.
[01:31:36] - Nie, najpierw wam pokaże, że może wam to zabrać, a już będziecie grzeczni. Natomiast zwracam właśnie na to uwagę, że ta ochrona klimatu, ochrona, żeby nie było zadymione i żeby było czysto i żeby było fajnie. Dla siebie to robicie, dla przyszłych pokoleń. Nie wiem. Jakoś nie jestem przekonany. Raczej sądzę, że dlatego Promila.
[01:32:04] - Dlatego Promila.
[01:32:04] - Dlatego Promila. Promil będzie niezwykle szczęśliwy.
[01:32:07] - Promil sobie urządza swoje środowisko życia.
[01:32:10] - Promil wam dzisiaj mówi, że nie macie podróżować, bo podróżowanie jest bardzo nieekologiczne. Pojawia się ślad węglowy i zasyfia całą tę planetę, więc nie podróżujcie. Promil sobie będzie podróżował, bo Promil przecież wie, co jest dobre i w związku z tym Promil sobie będzie podróżował. Wy sobie też będziecie podróżowali, z tym że w wirtualnym świecie. I ktoś zaraz powie: „A czym to się różni?” Dzięki temu wirtualnemu światkowi-
[01:32:39] - Możemy zwiedzić cały świat.
[01:32:40] - Cały świat. Zobaczę co w Indiach, i to jednego dnia. Tu jestem w Indiach, pyk i już jestem w Australii, pyk i znowu jestem w innym miejscu, bardzo ciekawym i będę niezwykle rozwinięty i pouczony i będę się rozwijał niezwykle. Być może. Wcale nie zaprzeczam. Może rzeczywiście tak jest, ale ten Promil będzie zwycięzcą. Tak sobie myślę, że jest taki autor, o którym jeszcze będziemy pewno kiedyś mówić, który napisał książkę o tym właśnie, że bardzo się dziwi, że kiedyś lewica i ci wszyscy bardzo postępowi ludzie, którzy, umówmy się Wiktor, to nie jest tak, że ta lewica to jest samo zło. Nie. Ja tak wcale nie twierdzę. Tam jest czasami, a przynajmniej było kiedyś, sporo fajnej myśli.
Może nie do wzięcia wprost, ale przynajmniej do rozważenia, do pokłócenia się chociażby. Do tego, żeby toczyć spory z nimi, że na przykład widzimy coś inaczej. Więc ta myśl tam jest, ale jakoś tak się dziwnie złożyło, że kiedyś ta lewica dbała o człowieka, żeby mu było dobrze, żeby miał osiem godzin pracy, osiem godzin odpoczynku, osiem godzin snu i żeby było fajnie i jeśli nie może być już bogaty, to żeby przynajmniej żył godnie. Czym się dzisiaj zajmuje lewica? Tym, żeby się pracowało dobrze i żeby w ogóle były jakieś warunki socjalne? Nie, proszę państwa, doskonale wiecie, czym się zajmuje w tej chwili lewica. To zupełnie nie tym. I jakoś tak się dziwnie znowu składa, że koncerny i wszystkie te korporacje, które dzisiaj na świecie funkcjonują, są zachwycone. To jest w ogóle przeraźliwy chichot historii. Te korporacje dzisiaj wręcz popierają lewicę.
Wiecie państwo, to jest trochę jak z tymi karpiami.
[01:34:40] - Co byś chciał? Żeby kołchozy nie popierały lewicy?
[01:34:44] - To jest tak jak z tymi karpiami, które głosowały za szybszym nadejściem Bożego Narodzenia.
[01:34:50] - Tak.
[01:34:50] - Wiesz, jak lewica popiera korporacje, a korporacje popierają lewicę, to zastanawiam się, w jakim czarnym otworze się, proszę państwa, znajdujemy i zaczynamy się w nim urządzać. Bo to troszeczkę tak wygląda. Przypuszczam, że jakaś część słuchających nas osób może powiedzieć: „Panowie, panie Wiktorze, panie Marku, ale wy zaczynacie gadać językiem teorii spiskowych”. Właśnie, proszę państwa, ja sobie z tego zdaję sprawę, że my niniejszym kulamy sobie jakieś teorie spiskowe. Właśnie, czy spiskowe? Bo tak się ostatnimi czasy zdarzyło w ostatnich miesiącach czy dziesiątkach miesięcy, że bardzo wiele z tych rzeczy, które teoriami spiskowymi jeszcze niedawno były, stały się naszą rzeczywistością. I my płynnie, niejako tak jak pelikan te ryby, łyknęliśmy to bez bólu. I coś, co w 2019 roku wydawałoby się nam zagrabieniem naszych wolności, zagrabieniem naszej godności, zagrabieniem cholera wie czego jeszcze, dzisiaj spokojnie mówimy sobie: „Nie, to tak musi być, bo mamy sytuację nadzwyczajną. Ale to się zmieni”. Nie wierzę w to, że to się zmieni i jeśli dalej będziemy pozwalali na to, co się dzieje, to się obudzimy w tej norce podłączeni do kabli, szczęśliwi niezwykle, że oto budujemy nowy świat.
Co prawda świat składający się z wirtualnych obrazów, z wirtualnych przestrzeni, z wirtualnego wszystkiego. A Promil będzie z tego korzystał. Nawet, proszę państwa, jak sobie czytam niektóre doniesienia, Promil wpadł już na to, że jak już nie będziemy pracować, bo przecież będą wykonywać to jakieś automatyczne fabryki. Jeszcze nie teraz. Przecież wiadomo, że nie teraz, ale za jakiś czas. Jak już nie będziemy nic robić i będziemy leżeć i kwitnąć, a w każdym razie będzie nasza świadomość gdzieś tam podróżować w wirtualnych światach, to tacy właściwie bezużyteczni będziemy. Więc może wzorem „Matrixa” zaczniemy być bateryjkami, czyli produkować energię. Ja sobie dzisiaj przypomniałem opowiadanie Maćka Parowskiego z tomu „Wołanie na Mlecznej Drodze”. Tam jest takie jego opowiadanie o tym, jak w tym sardynkowcu żył jakiś facet i się podporządkowywał i musiał później wykonywać różne czynności, podporządkowywać się. Drugie jest opowiadanie, już nie pamiętam autora, o tym człowieku, który już mu się skończyły kredyty, to musiał siąść na maszynę i zacząć wyrabiać, pewną energię dostarczać, bo wtedy tylko był podłączony do zupociągu.
Pamiętam to, zupociąg. Rurki miał podłączone i wtedy dostawał jeść. To oczywiście były wizje z lat 70. To może jakoś się dzisiaj wydawać nie współgrać z tym, co widzimy. A właściwie dlaczego mamy leżeć odłogiem, jak już będziemy w tym wirtualnym świecie pogrążeni? Może rzeczywiście powinniśmy zostać bateryjkami. Promil zagospodaruje tę energię.
[01:38:22] - Marek, powinniśmy być jakoś pożyteczni przecież.
[01:38:25] - Jak już nie możemy nic produkować, to chociaż produkujmy energię.
[01:38:28] - Tak. I słusznie. Ja jestem za tym, żeby tak było, Marku.
[01:38:33] - Tak. Ale wiesz, jeszcze niedawno ktoś by się palnął w głowę, powiedział: „Panowie, bredzicie”. Dzisiaj to już technologicznie, jeszcze w stopniu bardzo prostym, kto wie, czy nie prymitywnym, jest już możliwe, a za chwilę będzie możliwe na full, pełną parą będzie można to robić. Poza tym zobaczcie państwo, dlaczego skłaniamy się z Wiktorem do tego, żeby o tych teoriach spiskowych, czy już właściwie niespiskowych, troszeczkę państwu opowiedzieć i wyciągnąć podtekst literacki z tego wszystkiego, jeśli już literatura była pewną podbudową. Otóż dlatego, że dosyć dobrze widać, że my w tej chwili jesteśmy do tego przygotowywani mentalnie. Dla ludzi, dla starych zgredów typu Wiktor i ja, własność prywatna, posiadanie czegoś, posiadanie chociażby oszczędności to była wolność.
[01:39:34] - Nawet nieposiadanie to też była wolność.
[01:39:36] - Tak, ale to był wybór. Oczywiście. Ale też jak człowiek coś posiadał, był takim wrednym, małym, podłym kapitalistą albo miał odłożoną gdzieś gotówkę, to mu dawało pewną niezależność. Chociażby taką, że mógł powiedzieć pracodawcy, jak go bardzo wkurzył: „Nie, nie będę tu już od dzisiaj pracował, bo mnie, szanowny pracodawco, doprowadziłeś do szału i nie będę z takim zgredem pracował. Idę sobie, znajdę sobie inną pracę”. Ale dzisiaj, proszę państwa, większość ludzi ma kredyt. Ten kredyt wiąże silniej niż małżeństwo, niż cokolwiek innego. Kredyt hipoteczny na 30, 40 lat. Spróbuj, szanowny słuchaczu, stracić pracę. To się problemy zaczynają ogromne, bo ci zabiorą mieszkanie, które spłacasz już od 20 lat, ale teraz nie spłacasz, to ci je zabiorą, coś tam ci jeszcze zabiorą.
Więc wszelkie stawianie się pracodawcy, to tylko przykład oczywiście, jest bardzo ryzykowne. Więc nie, się nie stawiasz. Młodzi ludzie właściwie już się dzisiaj w pracy nie buntują. Tylko jednostki od czasu do czasu, ale właściwie trzeba tyrać od rana do wieczora, bo kredyt. Dzisiaj młodym ludziom już zaczęto wmawiać i to właściwie zaczęto realizować na naszych oczach, że nie trzeba nic mieć. Po co mieć samochód? Po co go posiadać? Można go wypożyczyć. Można wypożyczyć hulajnogę, można wypożyczyć telewizor. Kiedyś ludzie chcieli mieć filmy, gromadzili te kasety, później gromadzili płyty.
Po co dzisiaj gromadzić płyty, gromadzić filmy, kiedy wszystko można wypożyczyć online? Tylko problem jest, proszę państwa, taki, że te filmy ulegają przekształceniu. Troszeczkę zaczynamy orbitować w kierunku roku 1984. Tam były groby pamięci, w których zmieniano treść artykułów na przykład. W tych grobach grzebano stare artykuły, robiono nowe, później te nowe znowu przerabiano i tak dalej. Dzisiaj z filmami zaczyna być podobnie. Jak się ma pierwotna wersja „Gwiezdnych wojen”... Dzisiaj to jest epizod czwarty, „Nowa nadzieja”. To tak? „Nowa nadzieja”?
Chyba tak. Nie pamiętam. Czwarty epizod dzisiaj. W każdym razie jak się ma do tej pierwotnej wersji z lat 70. Nijak się ma, bo już tam sobie dograno różne rzeczy, cuda-niewidy, cuda na kiju. Ta nowa wersja jest zupełnie inna, ale to akurat nie szkodzi. Może to atrakcyjność tej wersji podnosi. Ale zdarza się niestety, proszę państwa, tak, już mówiliśmy o tym w jednej z audycji „Bibliotekarium”, że przerabia się książki, przerabia się pracowicie tych Murzynów u na przykład Twaina, przerabia się na inne, bo Murzyn nie może być, w związku z tym się przerabia. Podobnie się dzieje z filmami, ponieważ kiedyś te treści tam były takie niepoprawne, to się przerabia, robi się je lepszymi, wycina się coś z nich, dokleja, robi się je lepszymi, przystającymi do naszych czasów. I kiedyś, jak człowiek miał w domu taką starą kopię, czy to płytę, czy film, to mógł porównać, jak ten film się zmienił w tak zwanym międzyczasie.
Dzisiaj nie ma takiej możliwości, bo sobie, człowieku, wypożyczasz wersję online. Ona jest taka, jaka jest aktualnie. Jaki jest aktualnie program polityczny, taka jest ta wersja, a przynajmniej tak może być już niedługo. Tak jesteśmy przyzwyczajani do tego, że świat ma być światem wypożyczonym. Ja się tylko pytam, co będzie, jak zaczniemy sobie tak wszystko wypożyczać i wypożyczać i nagle stracimy możliwość wypożyczania, bo zostaniemy odcięci, bo się na przykład gdzieś komuś postawimy, coś zrobimy niedobrze, nasze poglądy nie będą już takie, jak trzeba. A te poglądy we współczesnym świecie zmieniają się bardzo szybko, bo dzisiaj radykalne feministki sprzed 10 lat są uznawane jako osoby nieprzystosowane, wrogowie postępu. Bo dzisiaj panuje już inny paradygmat. Już nie kobieta jest ważna czy mężczyzna jest ważny. Zupełnie co innego jest ważne. Więc świat się zmienia bez wątpienia i to szybciej, niż się nam wydaje.
I żeby człowiek nadążył, jaka jest teraz poprawna linia, jak trzeba mówić, jak trzeba robić i co trzeba wyznawać, to dzisiaj jest już bardzo trudne. Bardzo łatwo sobie nagrabić i powiedzieć coś, co jest nieprawomyślne. Gdy człowiek sobie zacznie poza tym wyobrażać, że jakoś tak się dzieje, że na przykład widzę reklamę jednej z sieci marketów w telewizji i kiedyś te sieci działały tak, że one chciały mi sprzedać dużo, najlepiej bardzo dużo, a najlepiej bardzo, bardzo dużo. A co mi dzisiaj w takiej reklamie mówią? „Ogranicz jedzenie mięsa. Nie jedz tego mięsa, wcinaj warzywa i owoce. Będziesz zdrowszy. I my wiemy, że będziesz zdrowszy i w ogóle co jest dla ciebie lepsze”. I to mi mówi firma, która gdzieś w dawnych czasach miała mnie opędzlować jak najwięcej, żebym ja oczywiście kupił jak najwięcej niezdrowego i później się pochorował od tego wszystkiego. Dzisiaj ta firma dba o mnie, żebym był zdrowy.
Wyobraź sobie. Coraz częściej słyszę, żebym czegoś nie jadł, albo żebym coś jadł, albo żeby coś palił, albo czegoś nie palił, albo żebym coś pił albo nie pił. W ogóle zaczyna się pojawiać świat, w którym inni są mądrzejsi ode mnie. To niewątpliwie tak jest. Natomiast oni są mądrzejsi taką zbiorową mądrością. I ta zbiorowa mądrość mówi mi, jak powinienem żyć, w co powinienem wierzyć, co powinienem jeść, co powinienem pić. Bo oni wiedzą lepiej. Bo ja jestem głupi, tępy i ogólnie słabo rozwinięty. I już nie tylko nie wiem, co mam jeść, co pić, ale też nie wiem, co mam czytać. W związku z tym, wiecie państwo, po Vaticanum secundum, po tym wydarzeniu w życiu Kościoła, które się odbyło w XX wieku, został zniesiony indeks ksiąg zakazanych i wszyscy to potraktowali, że Kościół się cywilizuje.
Owszem, Kościół się może ucywilizował, ale proszę państwa, dzisiaj istnieje indeks ksiąg zakazanych, tylko nie jest prokurowany ten indeks przez Kościół. Zupełnie inne gremia ten indeks sfabrykowały. Czyli to my się rozwijamy, czy my się zaczynamy cofać w tym momencie, skoro powstał indeks ksiąg, książek, których nie należy czytać, bo one są nieprawomyślne. One mówią coś, czego nie powinniśmy czytać. Naprawdę wierzycie państwo, że są takie książki, których nie powinniśmy czytać, do których się nie powinniśmy zbliżać, bo ktoś nam powie, że on wie, że one są nie dla nas. Wiktorze, ty masz dłuższe doświadczenie życiowe, że tak określę to. Czy to jest normalny świat, czy to moje wrażenie, że żyjemy w świecie schizofrenicznym? Wiem, przeginam, przerysowuję w tej chwili bardzo dużo, ale robię to świadomie po to, żeby Wiktor się wypowiedział.
[01:47:16] - Ja uważam, że jest normalny.
[01:47:18] - Aha, tak. Musi być jakaś teza kontrowersyjna. Dobra.
[01:47:22] - Tak musi być i inaczej być nie może.
[01:47:25] - Bo to postęp.
[01:47:26] - Tak.
[01:47:26] - To, co nowe, jest zawsze lepsze.
[01:47:29] - Natomiast rozpaczliwie siedzę, słuchając ciebie i próbuję sobie zrozumieć, bo ja jestem jednak racjonalistą, nie?
[01:47:38] - Tak ci się wydaje.
[01:47:39] - Do czego człowiek jest i komu jest w ogóle potrzebny? Bo jeżeli ten promil, tak jak mówisz, my będziemy dostarczać mu energii, ale jeśli ten promil przecież się podłączy do jakiejś fuzji albo do Słońca, to mówisz, nawet energii nie będziemy potrzebowali, żebyśmy produkowali. To co my będziemy robić? My jesteśmy zupełnie zbędni. A skoro jesteśmy zbędni, to te sześć miliardów ludzi można, że tak powiem, wysłać do piachu spokojnie. Wtedy żyjemy w raju. Ten promil ma czystą planetę. Sześć miliardów pierdzeniem nie wzmaga dwutlenku węgla. Jest cudowny świat.
[01:48:32] - Odpowiednia teoria spiskowa na ten temat jest, że coś takiego jak depopulacja ma nastąpić. Niektórzy wietrzą, że obecna fala keczupowania jest właśnie takim preludium do czegoś takiego. Ja nie do końca w to wierzę, a powiem ci zaraz dlaczego. Tu się posłużę takim niedokładnym cytatem z „Władców Hildora”, które ostatnio ukończyłem i tam napisałem coś takiego, że to jest znowu pewne spłycenie i sprymityzowanie tego, ale że wiesz, żeby być panem-
[01:49:09] - A, tak
[01:49:09] - ... to musisz mieć swoich niewolników. Nie masz tej radości. Tak naprawdę w życiu nie chodzi o radość z tego, ale trudno jest być panem, nie mając niewolników.
[01:49:21] - Tak, ten promil nie będzie promilem, jeśli nie będzie nas.
[01:49:24] - Zacznie wśród siebie. Promil-
[01:49:27] - Tak
[01:49:28] - ... w swoim gronie zacznie szukać tych biedniejszych i zacznie z nich robić niewolników. Więc może lepiej mieć taką całą uśpioną gwardię takich elektronicznych zombie. Poza tym jest jeszcze coś takiego. Ten promil im dłużej będzie żył, im będzie żył lepiej, weselej, dostatniej, przyjemniej, tym to życie będzie sobie bardziej cenił. Niemile jest odchodzić ze świata, kiedy człowiek żyje prawie w raju. Tak. Ale z drugiej strony, jak na przykład będzie sobie taki promil chciał wysłać kogoś na Marsa albo na Księżyc, albo w jakieś inne miejsce bardzo ciekawe. Nawet nie po to, żeby się tam osiedlać, po cholerę, ale na przykład po to, żeby zobaczyć, jak jest. Robot?
To trzeba kupę kasy wydać. Lepiej takiego człowieczka sobie tam wsadzić. Się napromieniuje po drodze, to umrze. Mój Boże, ofiary muszą być, ofiary postępu. Ale zawsze dobrze jest mieć armię ludzi, która zaryzykuje za ciebie. Postawi tę kamerę na czerwonych piaskach Marsa. Zobaczysz, jak tam jest z bliska. Tak, można wysłać robota, ale czemu nie człowieka? Zobaczymy, czy przeżyje.
[01:50:54] - Bardzo pięknie. Ale Marku, ja mam tylko do ciebie pytanie: czy kiedykolwiek na świecie było inaczej? Jagiełło to też był promil. Co prawda dwa promile, bo jeszcze Polskę sobie z Litwą pożenił. Więc to są dwa promile.
[01:51:10] - Ale co ty chcesz mi udowodnić?
[01:51:12] - Tak samo było.
[01:51:13] - Chyba nie.
[01:51:15] - Jak to nie?
[01:51:15] - Chyba nie, bo ty specjalnie cofnąłeś się do czasów Jagiełły. Pewno jakbyśmy się jeszcze dalej cofnęli, to jeszcze by to bardziej wybrzmiało. Natomiast w pewnym momencie pojawiło się, powiem to w ten sposób, pojawiło się złudzenie, że jednak jakiś postęp jest. Czyli coraz większa ilość ludzi zaczęła partycypować, jakie mądre słowo, w tym dobrobycie światowym. Oczywiście na początku bardzo niechętnie, bo elita się broniła. Później coraz więcej. Doszliśmy do XX wieku i przez krótki moment w dziejach, oczywiście na tle historii to mgnienie, było tak, że te społeczeństwa miały trochę więcej do powiedzenia. Oczywiście nie jestem naiwniakiem i nie twierdzę, że one w ogóle o czymkolwiek decydowały, niemniej jednak uczestniczyły. Było tego więcej. Ja po prostu mam wrażenie, że ty zwróciłeś uwagę na coś innego.
Że my być może wracamy do korzeni. Ja przypomnę książkę, która się pojawiła też w „Bibliotekarium”, też tak sobie wspominamy. Książka Lecha Jęczmyka „Nowe średniowiecze”. Coś mi tak mówi, że my rzeczywiście cofamy się. Nie wiem, czy w rozwoju, ale w rozwoju dziejowym to coś w tym jest, że znowu ta liczba ludzi, którzy partycypują w dobrobycie, w życiu i w decyzjach zaczyna się zmniejszać i ona będzie się sukcesywnie w najbliższym czasie zmniejszać. Co więcej, będą nam wmawiać, że nie, że tak nie jest, że wręcz przeciwnie. To jest dopiero demokracja. Każdy w swoim wirtualnym bajorku, w tej kanciapce, w której będziemy uwięzieni, będzie mógł podejmować decyzje. Tylko po co podejmować decyzje, jak się jest więźniem kanciapki i żyje w wirtualnym świecie?
[01:53:27] - Ale Marku, zobacz, że to jest bardzo sensowne posunięcie.
[01:53:31] - Jasne.
[01:53:32] - Ktoś dobrze przemyślał, że tego buntowniczego ducha człowieka nie da rady usunąć do końca, więc należy go przesunąć po prostu z rzeczywistości do wirtualnej rzeczywistości. Stamtąd nam nikt nie zagrozi. Tam możemy się buntować, tam sobie możemy głosować nawet, tam sobie możemy różne rzeczy robić.
[01:54:04] - Tam proszę państwa możemy dupę pocałować.
[01:54:07] - Tak, wszystko. Natomiast to jest przesunięcie punktu z rzeczywistości do wirtualnej. Bardzo świetne posunięcie tych, którzy że tak powiem, mają nas w ryj tym wszystkim.
[01:54:26] - Zanim ci odpowiem-
[01:54:27] - Windowsami i tak dalej.
[01:54:28] - To rzut oka na nasz czat. JZD Gang: „Jestem z wami od początku”.
[01:54:37] - Też ma pięć lat.
[01:54:40] - Pięć lat. Musi nas niestety słuchać. Tego, co tutaj-
[01:54:43] - Taki maluch, o rany!
[01:54:45] - W każdym razie, a wracając do tego, co powiedziałeś, tak.
[01:54:49] - Panowie, te pięć lat to może być nie takie odległe od stanu rzeczywistego, bo tutaj w następnym wpisie ten sam słuchacz napisał: „Ziemia jest płaska”.
[01:55:03] - Okej. Właśnie, jak Ziemia jest płaska, to… Dobrze, to powiem w ten sposób.
[01:55:15] - Słuchaj Marku, za przeproszeniem, co ci dorośli wciskają? Każde małe dziecko, które się co rusz przewraca na każdym kroku i wali pyskiem o ziemię, wie doskonale, że Ziemia jest płaska, a dorośli wciskają mu, że ona jest okrągła. Dzieci mają doświadczenie.
[01:55:36] - Ale jak ono się tak przewraca, to ono raczej będzie skłonne powiedzieć, że ona jest jakaś taka kanciasta ta Ziemia, a nie płaska. Jak się ciągle przewraca, na płaskim byś się nie przewracał. Dobra, nie rozstrzygniemy tego oczywiście. Ale nawet wiecie państwo, jak jest mowa o tej płaskiej Ziemi, zauważcie państwo, w jakich czasach żyjemy. Z jednej strony bardzo fajnych, bo można różne rzeczy wygłaszać, można o różnych rzeczach dyskutować. I to właściwie byłoby fajne. Tylko dzisiaj żyjemy w czasach, kiedy wszyscy wiedzą wszystko i nie widzą żadnego problemu w tym, żeby wygłaszać swoje tezy, nie odróżniają zupełnie swoich poglądów od pewnej wiedzy. Bo to są dwie różne rzeczy. Nasze poglądy, które mamy. I tu jest jeszcze pewien niuans, żeby mieć poglądy Czasami chociaż minimum wiedzy trzeba mieć.
Dzisiaj to jest tak, że ludzie mają swoje dziedziny, którymi się zajmują. Są fizycy, są biolodzy, ale są ludzie, którzy świetnie wykonują jakieś prace, są specjalistami w swojej dziedzinie i oni uważają, jak przyjdzie Żwikiewicz albo Żelkowski i zacznie się mądrzyć na temat naprawy samochodów, to cię śmiechem zabiją. „Co ty opowiadasz, chłopie? To zupełnie nie tak działa”. I będą mieli rację, bo rzeczywiście nasz świat współczesny składa się z fachowców wąsko specjalizowanych oraz ludzi, którzy mają różne poglądy. Jeśli tego samochodu używasz na co dzień, to troszkę o nim wiesz. Możesz takie śmiałe teorie różne na temat tego, co się zepsuło w tym samochodzie wysunąć i ten mechanik spojrzy na ciebie z mniejszym albo większym politowaniem. Czasami z większym, jak powiesz coś szczególnie głupiego, to z większym. Ale spojrzy na ciebie i powie: „Być może rozważę pana postulaty. Zobaczymy, jak to jest”.
I uważa, że to jest normalne. To jest normalne, że on po prostu wie lepiej. Później mamy grupę ludzi, która mówi: „Ja wierzę w coś. Wierzę w płaską ziemię” i w ogóle nie musi tego uzasadniać. To jest jego pogląd. I dyskusja wtedy jest dosyć trudna, bo jak zrobić takiemu człowiekowi podstawowy wykład z fizyki? To jest kilka godzin. Podstawowy kurs fizyki to jest kilka godzin. Dopiero wtedy możecie zacząć mówić na przykład o różnych eksperymentach, które mają tę płaskość albo tę kulistość potwierdzić. Nie da się tak dyskutować.
Mamy człowieka: „Ja nie wierzę w Boga”. „A co ty, chłopcze, czytałeś, dziewczynko, na ten temat?”. „Nic, ale ja tak czuję, że go nie ma. Mam do tego prawo?”. Masz oczywiście, tylko ciężko jest. Zresztą nie ma o czym dyskutować niby. Ale z drugiej strony warto się przyjrzeć, jak to z tym Bogiem jest i jak to by mogło być, coś poczytać, coś wiedzieć, a nie mówić: „To wszystko bzdury, wymysły. Ktoś w starożytności wymyślił coś i to w ogóle sensu nie ma większego”. Być może tak jest właśnie, że nie ma większego sensu. Ale to jest znowu dyskusja na poziomie takiej o to, że ja wierzę, że nie wierzę albo ja wierzę, że wierzę.
Trochę tak zaczyna ten dyskurs społeczny wyglądać, że my sobie dajemy sami prawo do określania, co jest dobre, co jest złe, co jest prawdziwe, co jest nieprawdziwe. Pani Monika Olejnik skończyła logistykę i w związku z tym potrafi myśleć logicznie. Żart zamierzony, bo później została obśmiana, to później się poprawiła, że jednak ona miała logikę na studiach, dlatego potrafi myśleć logicznie, a logistykę zostawiła w spokoju. I takie kwiatki się pojawiają. Wszyscy wszystko wiedzą. Trochę nad tym boleję. Bardzo wielu rzeczy jednak chyba nie wiemy.
[02:00:01] - Ty, Marek, lubisz boleć.
[02:00:03] - Lubię czasami sobie ponarzekać, pojęczeć.
[02:00:05] - Jasne. Przecież to nie twój problem.
[02:00:12] - Problem nie, tylko dopóki ludzie rzeczywiście zachowują to dla siebie i mówią: „Ja tak uważam” i koniec. W porządku, w ogóle nie zamierzam dyskutować. Tylko niestety wśród tych ludzi są tacy, którzy czują się nowymi ewangel-
[02:00:31] - Marek, poglądy właśnie po to są, żeby je sprzedać. Taki Marcin Luter na przykład miał inny pogląd. No i zarobił na tym.
[02:00:40] - Marcin Luter był teologiem, wiedział, o czym mówi. Miał po prostu inny pogląd. Mnie chodzi o ludzi, którzy pojęcia zielonego nie mają i mają pogląd. O to mi tylko chodzi, bo to, że ludzie mają swoje poglądy i z tych samych przesłanek potrafią wyciągnąć różne wnioski, to dla mnie jest oczywiste i w gruncie rzeczy do pewnego stopnia wspaniałe, że z jednego i tego samego można wysnuć różne wnioski. Natomiast jak ktoś ma pogląd, nie mając nic na ten temat do powiedzenia, to mi się wydaje niebezpieczne.
[02:01:12] - Przepraszam, ale zawsze tak było. Jak chodziłem do mojego stryja, brata mojego ojca, czyli stryja, bo to już słowo chyba-
[02:01:20] - Niedobrze wypadło z obiegu
[02:01:22] - ... wypadło z obiegu. Chodziłem do mojego ojca chrzestnego, że tak powiem, na telewizję.
[02:01:28] - Do wujka dzisiaj się mówi. Teraz to są wujkowie.
[02:01:31] - Sorry, ale to był dla mnie ojciec chrzestny. Jak ten tam Marlon Brando. Więc chodziłem do niego.
[02:01:39] - A dawał ci coś tam do całowania?
[02:01:42] - Nie. Zaraz ci powiem, co mi dawał. Otóż byłem młodym, napalonym, że tak powiem, filozofem i w ogóle czytałem książek na morgi. Byłem taki mądry i tak dalej. Siadałem do niego i oglądaliśmy jakieś wiadomości, jakieś dzienniki, jakieś coś tam. Przede wszystkim wzory oglądałem. Ale poza tym wiadomości to ja komentowałem, wygłaszałem swoje poglądy. I pamiętam, że przez dobre 10 lat mój stryj-
[02:02:11] - Znosił to cierpliwie.
[02:02:12] - Niecierpliwie. Wygłaszał tylko jedną formułkę. Kiedy ja już się wygadałem przez pół godziny albo 10 minut, różnie, zawsze mówił spokojnie: „Guzik prawda”. Bardzo go zapamiętałem z tego. Cokolwiek nie powiedziałem, obojętnie co. Nawet jak mu newsa sprzedawałem, bo się akurat dowiedziałem, co się w astrofizyce zdarzyło, to mój stryj, bardzo inteligentny i bardzo wykształcony, kiwał głową, słuchając mnie, po czym mówił spokojnie to samo: „Guzik prawda”.
[02:02:50] - Może się zaciął?
[02:02:52] - Nie, on był inteligentny. Dobrze.
[02:02:56] - Tak, ale wnioski.
[02:02:58] - Wniosek, że zawsze tak było, że ludzie mają poglądy, nawet młodzi ludzie i tak dalej. Ja też miałem wtedy poglądy. A dla człowieka wykształconego i z doświadczeniem życiowym wszystkie moje poglądy to był guzik prawda.
[02:03:12] - My się chyba nie rozumiemy, Wiktor. Nie mam pretensji do młodych ludzi, że mają poglądy. Nawet powinni je mieć i nawet jeśli nie są ugruntowane i ukształtowane, to okej, z czasem się ugruntują, ukształtują.
[02:03:26] - Lepiej, żeby mieli poglądy niż wiedzę. Wiedza się zmienia, a poglądy trzeba mieć, bo jak ich nie ma, to nikim nie jesteś.
[02:03:34] - Nie do końca się zgadzam, a szczególnie się nie zgadzam z tobą wtedy, kiedy oni stają się nowymi, ja to powiem to słowo czy nie powiem w końcu? Ewangelizatorami i zaczynają głosić swój pogląd w duchu ewangelizacyjnym typu: „Zaprawdę powiadam wam, jest tak i tak i musicie w to wierzyć, bo ja w to wierzę. A skoro ja w to wierzę, to znaczy, że to jest prawda”.
[02:04:02] - Ale Marku, przecież zawsze mówiłem, przynajmniej od paru lat, że nic na świecie nie jest prawdą. Ważny jest tylko pogląd. Poczekaj. Jeśli ja mam pogląd, to muszę tylko znaleźć odpowiednią ilość wyznawców, która będzie głosowała za moim poglądem.
[02:04:24] - To zgoda. Chciałem ci za wcześnie zaprzeczyć.
[02:04:26] - Właśnie. Jak ich znajdę, to jestem wybierany.
[02:04:29] - Ty po prostu złośliwie opisujesz rzeczywistość. Tak, to prawda. To, co powiedziałeś, to jest pełna prawda. Trzeba znaleźć wyznawców i wtedy rzeczywiście. Natomiast mnie troszeczkę to odrzuca.
[02:04:43] - Starej daty jest.
[02:04:46] - Ja wiem, stary zgred, wiadomo, że głupi i w ogóle.
[02:04:50] - Nie głupi, ale stary.
[02:04:51] - Głupi. Wiesz co, ja też miałem okazję obserwować. Państwo sobie sami wyciągnijcie wnioski. Młody człowiek przychodzi do, nie wiem, czy starego, w każdym razie takiego doświadczonego biznesmena. Obserwowałem z fascynacją. Przychodzi i mówi: „Ale dlaczego pan to tak robi? Trzeba inaczej robić, proszę pana. Widzi pan, nie ma pan takich zysków. To trzeba zupełnie inaczej. To trzeba tu zatrudnić, tu zrobić”.
I całą firmę mu poukładał. Ten stary, ale nie stary biznesmen mówi: „Ale to w ogóle nie będzie tak działało”. „To znaczy, że pan to źle robi. Trzeba zrezygnować z biznesu”, bo on już wie, jak to trzeba zrobić. Chłopie, to nie tak, to nie działa po prostu. To bywa niebezpieczne. Ale to nie o to chodzi. Dobrze, ja bym tu pewno jeszcze jakiś lament mógł uskuteczniać przez najbliższe pół godziny. Naprawdę nie o to chodzi. Ja się po prostu boję.
Wygłosiliśmy całkiem niedawno kilka teorii spiskowych o tym, ku czemu to, przynajmniej moim zdaniem, zmierza. Ku niczemu dobremu, niestety. Boję się, że to pokolenie przyzwyczajone do tego, że właśnie zaprzeczające tobie. Oni wierzą, że jest jedna prawda. Bardzo niemodne, ale to jest ta prawda, którą oni głoszą. To jest właśnie niebezpieczeństwo. I ta jedna prawda, którą oni głoszą, że to jest znowu kolejne dostosowanie społeczności do tego, żeby się nie burzyła, żeby wierzyła, żeby mówiła tak. Cztery nogi dobre, dwie nogi złe. To znowu nieśmiertelny Orwell. Trochę zaczyna mi to przypominać takie społeczeństwa i trochę mnie to odrzuca.
O czym ty mówisz?
[02:06:50] - Żebyś mi pokazał te teksty, które Ivellios czytał na początku naszej audycji.
[02:06:55] - Dobrze, który chcesz zobaczyć?
[02:07:00] - Pierwszy.
[02:07:00] - Pierwszy z tych tekstów.
[02:07:02] - Chciałem coś przytoczyć.
[02:07:03] - „Codzienne kroniki”.
[02:07:05] - Poczekaj. Przytoczę punkt szósty: „Przyjmij swoją pozycję, wypełniaj należne twej randze obowiązki i nie mieszaj się w sprawy zwierzchników. Wszelkie łańcuchy pękają w najsłabszym miejscu”. Jest to pogląd, że tak powiem, w którym ty masz swoje miejsce w tym świecie. Takie, jakie masz, na jakie zasługujesz. W następnym punkcie jest-
[02:07:43] - Wszelkie-
[02:07:44] - Nie. Gdzieś coś takiego było. O! „Wszelką niewiedzę można przekuć w wiedzę. Wyszlifuj umiejętności i staraj się jak najlepiej wykonać powierzone ci zadanie. Nie ubliżaj swemu nauczycielowi, pozostając na zawsze uczniem”. To jest rzecz, dla mnie zawsze Stanisław Lem na przykład będzie profesorem, a ja będę uczniem, nawet jak już będę miał 100 lat.
[02:08:17] - Ale czy nie widzisz, że w gruncie rzeczy się zgadzam z tym, co przeczytałeś, a nie zgadzam się z tym, o czym mówiłem. I nie widzisz różnicy?
[02:08:25] - Widzę.
[02:08:26] - Bo kto dzisiaj jest nauczycielem, a kto dzisiaj jest uczniem? Ty jesteś uczniem, a twoim nauczycielem jest-
[02:08:33] - Pewnie, bo się nie znam na komputerach już dzisiaj.
[02:08:37] - Uważasz, że cały świat polega na tym, że ktoś potrafi odpowiednio zaczarować komputerem?
[02:08:43] - Pewnie, że tak, bo to jest świat. Tego mojego świata już nie ma, Marku.
[02:08:48] - Pozwolisz, że nie skomentuję, bo nie chcę. Inaczej, ten młody człowiek może być dla mnie nauczycielem w swojej dziedzinie. Będę go słuchał jak Stanisława Lema w tej dziedzinie. Ale kiedy młody człowiek zacznie mi głosić na bazie tego, że stał się moim nauczycielem, różne swoje mądrości w dziedzinach, o których nie ma pojęcia, to ja mu po prostu powiem, że nie ma o tym pojęcia. Można być jednocześnie uczniem i nauczycielem bez bólu i warto sobie tylko uświadomić, w czym mogę być nauczycielem, w czym powinienem być uczniem, w jakiej dziedzinie.
[02:09:31] - Nie wiem, Marku, może się tym różnimy, ale ja zawsze kochałem młodych ludzi-
[02:09:36] - Ale ja!
[02:09:37] - Szczególnie kiedy mieli właściwy image.
[02:09:44] - To, że zgredowato wypadam, wcale nie świadczy o tym. Co więcej, szanuję zapał młodych ludzi, szanuję ich, czasami bywa odkrywczość i nietuzinkowe podejście do problemu. To jest rzecz, która jest nie do przecenienia. Natomiast kiedy młodość pogrąża się w pysze, w przekonaniu, że teraz stworzymy nowy porządek świata, to ja się takich młodych ludzi boję. I to jest ta różnica.
[02:10:16] - To ten promil, o którym mówiliśmy, może bardzo sprytnie poszczuć tych młodych na tych starych.
[02:10:24] - Ale to jest kolejna teoria spiskowa, Wiktorze.
[02:10:27] - No tak, ale ci starzy jednak pamiętają.
[02:10:31] - Tak, właśnie o to chodzi.
[02:10:33] - Fatalnie.
[02:10:34] - Ale Wiktor, już próba generalna się odbyła. Za tydzień będziemy gościć na Dalekim Wschodzie. Będzie naszym gościem znany państwu autor, Piotr Plebaniak. Mówiliśmy o sztuce wojny, mówiliśmy o Chinach, o książkach. Będziemy mówić dalej o Chinach, książkach, Dalekim Wschodzie. Ale dlaczego mówiłem, że była już próba generalna? O tym możemy również porozmawiać za tydzień. Otóż rewolucja kulturalna w Chinach czym była? Rzuceniem przeciwko starym, tym, którzy pamiętali, wtedy młodych, którzy wiedzieli, jak jest, wiedzieli, jak powinno być i mieli małą książeczkę Mao wyrytą na pamięć i po prostu wiedzieli, jak powinno być. I te wszystkie stare zgredy głupie, które pamiętały, jak potężnym państwem były Chiny, kulturowo potężnym.
Chiny w XX wieku to nie było mocarstwo jakieś potężne, czy to w pierwszej połowie, czy w drugiej, ale kulturą swoją przygniatały cały świat. Właściwie mogłyby przygniatać cały świat. Ci starzy to pamiętali. Spuszczono psy rewolucji, młodych ludzi. Kiedyś Mirosław Gołuński wygłaszał pogadankę właśnie na podstawie książki, która dzieje się w czasach rewolucji kulturalnej w obozie pracy. I tam młody, a właściwie bohater to nie był wcale młody, był szefem tego obozu. Był panem życia i śmierci, i pouczał tych wszystkich, którzy w tym obozie byli, a byli tam profesorowie, byli tam mądrzy, wykształceni ludzie. On im mówił, jak wygląda rzeczywistość, jak powinna wyglądać rzeczywistość i w co powinni wierzyć. I znowu, wiecie państwo-
[02:12:31] - Zobacz, w jakim ja pięknym świecie żyję. Ja dopiero teraz odkryłem, bo widzisz, tych starych młodzi przecież mogą zwyczajnie zbanować w internecie, wymazać. Ale skoro mnie w internecie nie ma i do mnie, żeby mnie wymazać, trzeba przyjść z pałą w ręku, a na to już młodych chyba nie stać będzie.
[02:13:00] - Można przyjść, zamiast pały przynieść powiedzmy strzykawkę z trucizną i już jest sprawa załatwiona. To się eutanazja nazywa.
[02:13:10] - Ale po cholerę się trudzić?
[02:13:13] - Ale sami poproszą, bo już niektóre społeczeństwa są tak wygiołciałe, że mówią sobie: „Nie, ja już jestem taki stary, mam całe 65 lat, to powinienem już się wycofać, bo teraz młodzi chcą żyć. To ja się udam do...” Jak to się nazywa zapomniałem.
[02:13:30] - Utylizator.
[02:13:30] - Nie, jakieś takie komory mają specjalne do popełniania eutanazji i oni tam popełniają to. Bo na przykład ma stres albo nie może się odnaleźć w tym świecie, ma depresję i wyobraź sobie, zamiast depresję leczyć, to trzeba mnie tam eutanazję, pyk! Nie ma już i jest po problemie. Wyleczona depresja? Powiedziałbym, że trwale. Ja teraz rozumiem, że ci w Brzezince to mieli depresję. Nie, zostawmy te tematy, bo promil się bardzo denerwuje, jak się porównuje do pewnych zjawisk, które miały miejsce wcześniej. A ja tylko przypomnę też tezę wygłoszoną jakiś czas temu w „Bibliotekarium”. Zresztą nie moją tezę, tezę wygłoszoną przez mojego mistrza, takiego filozoficznego mistrza, że czym się różniło to, co się stało w czasie II wojny światowej od wszelkich okrucieństw, które w ciągu tysiącleci ludzie sobie nawzajem robili? Tym właśnie, proszę państwa, że po raz pierwszy, przynajmniej tak mi wiadomo, człowiek człowieka potraktował jako surowiec, jako materiał do produkowania czegoś innego.
W dziejach świata, kiedy powszechne wyżynanko, jakieś rzezie liczone w tysiącach, a nawet w dziesiątkach tysięcy nie były niczym nadzwyczajnym, to się zdarzało nawet dosyć często w historii. Ale jeszcze nikt na tak perfidny pomysł nie wpadł.
[02:15:11] - W pogromach człowiek zabijał człowieka.
[02:15:14] - Tak, bo ten człowiek był czemuś winien. Wydawało się przynajmniej, że był winien.
[02:15:19] - Natomiast tam to była po prostu produkcja.
[02:15:23] - Produkcja. I nie dziwmy się, że pewien kryzys wiary zarówno w chrześcijaństwie, jak i u Żydów religijnych pojawił się po II wojnie światowej. Bo jakżeż — przynajmniej tak oni sobie to tłumaczyli — jakżeż wierzyć w transcendencję, w to, co jest poza naszym światem, kiedy za sprawą, prawdopodobnie za sprawą albo przynajmniej przy milczącym przyzwoleniu, zdarzyło się coś takiego tutaj na ziemi? Ja się tak uśmiecham. Wiesz co ja najbardziej lubię czytać w starych książkach, takich z końca XIX wieku albo z samego początku XX wieku? Lubię czytać książki z tamtego czasu, bo ten świat, który jest opisywany, wydawał się piszącym taki normalny, że on już jest taki fajny, że już nic złego się nie wydarzy. Były kiedyś wojny, ludzie robili sobie krzywdę, ale teraz już jest normalnie. Ludzie są tacy w miarę cywilizowani. Czasami zdarzają się jakieś jednostki podłe, ale w gruncie rzeczy to cywilizacja zapanowała. Kiedy czyta się takie książki z początku XX wieku, powiedzmy 1904, 1907 roku, a człowiek wie, co się zdarzyło później, kilka lat później zaledwie, a później kilkanaście lat później, kilkadziesiąt, to zaczyna się zastanawiać, czy jak my dzisiaj mówimy sobie: „Nie, już nic złego się nie stanie, przecież tacy cywilizowani jesteśmy”, to mnie się wtedy od razu przypomina wojna w byłej Jugosławii.
Też Europa, tacy cywilizowani, tacy fajni. Humanizm i humanitaryzm kwitł tu w tej Europie. A jak przyszło co do czego, to się wyrzynali hektarami, mordowali się bez mrugnięcia okiem, prowadzili ludzi na śmierć i wykonywali te wyroki. Właściwie cholera wie, dlaczego jeden na drugiego te wyroki wydawał. Bo się nienawidzili. I robili to. I co? I naprawdę państwo wierzycie, że jakby coś gdzieś kiedyś, to naprawdę będzie tak fajnie, że gdzieś ktoś gdzieś wkroczy i powie: „Nie, ale myśmy tu tylko wkroczyli, bo myśmy tu chcieli wkroczyć. A w ogóle będzie bardzo humanistycznie, humanitarnie i w ogóle będzie hu”. I tak to się niestety może skończyć.
Więc kiedy dzisiaj różni ludzie mówią państwu o tym, że to się wszystko może wojną skończyć, to ja bym się wcale tak nie ekscytował. Jakoś to przeżyjemy, bo kto wie?
[02:18:09] - Ja mam jednak wrażenie, że ten promil, o którym ty mówisz, chyba wpadł na lepsze pomysły niż wojna. Po prostu bez wojny można załatwić ten cały świat tak, jak się chce. I to się zrobi po prostu. Nie wiem, czy wojna jest potrzebna.
[02:18:32] - Dobrze.
[02:18:33] - To prymitywny mechanizm.
[02:18:34] - To oczywiście jest mechanizm prymitywny. Tylko ja oczywiście, jak już ciągniemy dzisiaj tego jubileuszowego wieczora teorie spiskowe, to pociągnę ją dalej. Otóż ten promil mógł dojść do takiego wniosku, o którym ty powiedziałeś. Tylko promil jeszcze nie opanował całego świata. Są takie państwa, które są co prawda wredne, ale nie są podległe promilowi.
[02:19:00] - Tak.
[02:19:02] - I one stawają okoniem. I nam promil wmawia, że one są bardzo złe te państwa, bo one nam się nie dały podporządkować i co więcej, one są nam bardzo obce i one nam kuku mogą zrobić. I one pewno wcześniej czy później jakiegoś kuku nam mogą zrobić, ponieważ one absolutnie się z promilem nie zgadzają. I znowu przykre jest to, że możemy stać się marionetkami w jakiejś wojnie, w której naprawdę nie będzie chodziło o to, co się nam wmówi, że chodzi, że my na przykład demokracji bronimy. Proszę państwa, jakiej kurna demokracji? Gdzie macie państwo demokrację w Europie? Proszę państwa, jak w demokracji wchodzi taki czynnik, w którym ktoś państwu mówi: „Tak, mamy demokrację, proszę państwa, ale o tym nie możemy rozmawiać. O tym też nie możemy rozmawiać. To w ogóle nie podlega dyskusji. A coś tam jeszcze to my wiemy, jak powinno być i o tym też nie będziemy rozmawiać”.
To gdzie macie państwo tę demokrację? Gdzie jest ta demokracja, się pytam. Skoro są mędrcy, którzy mówią państwu, jak jest, a wy możecie najwyżej wybierać spośród tego, co mędrcy wam zakwalifikowali do tego, że możecie wybierać. Już nie możecie wybierać tego, co wam przyjdzie do głowy. Nie możecie powiedzieć: „A teraz wygłoszę jakąś ideę i będziemy robić tak”. Nie. Jak nie wierzysz, szanowny człowieku, w to, że jedno jest dobre, a drugie jest złe i my, w sensie my, promil, wiemy, co jest dobre i powiemy ci, co jest złe. A jakby ci się wydawało, że to, co my mówimy, że jest złe, jest dobre, to przestajesz istnieć dla nas. Już nie jesteś naszym partnerem, bo jesteś wrogiem demokracji. Bo to, czym jest demokracja, to o tym decydujemy my.
W związku z tym będzie nam się mówić, że bronimy demokracji, której tak naprawdę nie ma, ale będziemy jej bronić. To tyle à propos tego pomysłu.
[02:21:06] - Ale wiesz, Marku, że ja tak się bardzo optymistycznie czuję, Holender jasny, bo zobacz, ty mówisz, że jest już promil Ale ja też jestem promil.
[02:21:20] - Rozwiń ten myśl.
[02:21:22] - Ja w tym świecie również jestem promilem. Światłość mojego umysłu, świadomość, którą posiadam, bije na pysk świadomość tych idiotów, którzy mają kasę.
[02:21:36] - O biedny Wiktorze!
[02:21:38] - Ja jestem również promilem.
[02:21:40] - O biedny Wiktorze. Jesteś wielki, ale naiwny, bo to jest tak jak z uczestnictwem w kulturze. To, że ty napiszesz genialną książkę-
[02:21:55] - Ale nie dla ludzi, ja dla siebie.
[02:21:57] - Poczekaj. Dobrze, zostawmy to. Powiedzmy, ja napiszę genialną książkę.
[02:22:02] - Małoprawdopodobne.
[02:22:03] - Mało prawdopodobne. To jest bardzo mało prawdopodobne, ale załóżmy. Zróbmy hipotezę badawczą taką, że napisałem.
[02:22:12] - No.
[02:22:13] - I ją schowałem do szuflady.
[02:22:15] - No.
[02:22:16] - I wyszedłem z domu na wojnę i ten dom się spalił. Książki nie ma.
[02:22:20] - No nie ma.
[02:22:21] - To ja napisałem genialną książkę czy nie? Nie. Ponieważ jeśli jej nikt nie poznał, nikt jej nigdy nie poznał, to nikt nie poznał tego mojego geniuszu, którego owocem była ta książka. W związku z tym tej książki nie ma. Nie ma jej. W życiu społecznym, a o takim właśnie mówimy, bo nie mówimy o twoich wewnętrznych przeżyciach czy moich wewnętrznych przeżyciach, mówimy o życiu społecznym. Żelkowski sobie tam był, gdzieś tam się snuł po obrzeżach, coś tam pisał, ale nic genialnego nie napisał. Ta książka nie istniała po prostu. I podobnie jest z tym życiem społecznym, o którym ja mówię. To, że ty masz tę światłość w swojej głowie, to jest oczywiście bardzo cenne, niezwykle cenne.
Ja mam z tego radość, że mogę w kolejnych audycjach bibliotekaryjnych obcować z tą światłością. Natomiast minie kilka lat i żeby nie używać słów adekwatnych i brutalnych, to powiem niewiele, niewiele z tej światłości.
[02:23:25] - Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.
[02:23:28] - No tak.
[02:23:29] - Spoko, nie ma sprawy. Natomiast życie się tak toczy, jak się toczy, świat taki musi być.
[02:23:38] - Tak. I powiesz mi za chwilę, że nasz głos, który zostaje utrwalony tu w internecie, pozostanie w nim na zawsze. Chcesz, żeby mi zajady pękły?
[02:23:49] - Wykasują nas.
[02:23:51] - Wcześniej czy później. Przecież ty regularnie tutaj przeklinasz. To bardzo niedobrze, tak się dzieci nie wychowuje. Ja też przeklinam. W dodatku mówimy o rzeczach bardzo nieprawomyślnych od czasu do czasu. Jakżeż można takie nagrania niedobre, takie nieprowadzące do demokracji zostawić w internecie? One jeszcze jakiś czas powiszą, może nawet 10 lat, może 20, aż w końcu przyjdzie ta sprawiedliwa, dobra i taka troskająca się o ludzi władza i powie: „Nie, tych debili trzeba wykasować, bo to psuje społeczeństwo. Takich dwóch kretynów, którzy sobie tutaj te dialogi toczyli w ramach Bibliotekarium” i skończy się babci-
[02:24:34] - Marek, ale to, że nam się skończy, to tego. Ale jak oni dobrze poszukają w internecie, to oni wyrobią tych wszystkich Fąsów, tych-
[02:24:50] - Cichej, bo nam zaraz słuchalność do zera spadnie, wszyscy się wyłączą. Ty nie uświadamiaj tak za dużo, wszyscy się wyłączą i powiedzą nie.
[02:24:58] - Ale będzie burda.
[02:25:00] - To tych kretynów i tych wrogów ludu już nie słuchajmy, bo wiadomo, że nie wiadomo, co się może zdarzyć. Proszę państwa, jeśli dzisiaj-
[02:25:09] - Teraz ja rozumiem, kto Ivelliosowi ukradł rower. To oni! To się zaczyna.
[02:25:17] - Zaczęło się. Puszcza w swoim radiu takich dwóch baranów, którzy trzęsą posadami cywilizacji. To masz, teraz tak to wygląda. A to dopiero początek.
[02:25:31] - To zależy kto na jakiej posadzie istnieje. Ale ja tam już nie mam posady. Ja jestem na emeryturze.
[02:25:41] - Ja tam posadę wcześniej czy później też przestanę mieć. Natomiast w każdym razie nie jest optymistycznie, proszę państwa, i jestem świadomy-
[02:25:54] - Jest. Pięciolatek może mieć przed sobą tylko świetlaną przyszłość, bo jest jeszcze młody.
[02:26:03] - To ja powiem to-
[02:26:04] - Pełen wigoru.
[02:26:07] - A mogę cię sparafrazować?
[02:26:08] - Wieś.
[02:26:11] - Pięciolatek musi mieć przed sobą świetlaną przyszłość.
[02:26:16] - Musi.
[02:26:16] - To jest przesłanie naszych czasów.
[02:26:18] - Nasze geny.
[02:26:19] - Nie. To jest przesłanie Promila. Ty musisz mieć świetlaną wizję swojej przyszłości.
[02:26:29] - Dobrze.
[02:26:29] - I wszyscy musimy mieć świetlaną wizję swojej przyszłości.
[02:26:32] - Mamy.
[02:26:33] - Pod warunkiem, że ona nie zahacza o rzeczy, które są nieświetlane i są takie gówniane po prostu, o jakich my tu mówimy. Więc proszę państwa, dobrze się zastanówcie. Pięć lat za nami, 132. audycja w toku, a właściwie zbliża się ku końcowi. Ale się państwo zastanówcie, czy słuchać 133., bo to nigdy nie wiadomo kto, kogo, kiedy i za co rozliczy. Być może gdzieś tam trafimy na jakiś indeks, bo przecież Kościół zlikwidował indeks książek zakazanych, ale tak jak powiedziałem, indeksy się pojawiły nowe. Są już strony zakazane, są już organizacje zakazane. To oczywiście firma prywatna. Ona ma prawo do wszystkiego. Tak jak powiedzą: oczywiście, ma prawo.
Do wszystkiego ma prawo. Sobie załóż sam Facebooka. Oczywiście, bardzo chętnie i z dużym zaangażowaniem słucham tego rodzaju wypowiedzi. Już pędzę sobie zakładać tego Facebooka. Zaraz potem sobie założę YouTube'a. Może jeszcze jak się rozpędzę, to Twittera założę i oczywiście wzruszymy ekonomią światową i zniszczymy te amerykańskie giganty. Będzie nasz Facebook, nasz YouTube i nasz Twitter i my zwyciężymy. Jeśli państwu odpowiada taka wizja świata, która jest absolutnie oderwana od rzeczywistości, to będziecie państwo szczęśliwsi w tym nowym, wspaniałym świecie. „Nowy wspaniały świat”. Tak!
A zauważ, Wiktorze, że skoro przywołaliśmy już ten tytuł Huxleya, to o ile Orwell straszył straszną wizją państwa totalitarnego, które wszystkich podgląda i które każe myśleć jednakowo i wszystkich za mordę trzyma, rozstrzeliwuje i robi im kuku, to Huxley był spokojniejszy. On mówił o świecie, w którym dostarczymy wam, proszę państwa, tyle przyjemności, tyle wszelkiego rodzaju rozrywek, tyle uciech i fizycznych, i umysłowych, że sami się państwo poddacie naszej władzy i nie będziecie w ogóle myśleć, że się jakiejś władzy poddajecie. Po prostu będziecie robić to, co chcemy. To tak à propos tego, czy literatura jest potrzebna, czy nie, bo proszę państwa, „Nowy wspaniały świat” powstał w latach 30. Wtedy był wypuszczony. Proszę, 90 lat. Dobrze liczę? Dobrze. Prawie 90 lat. I wtedy to przewidział.
Proszę państwa, dostarczy wam internet tylu przyjemności, że nie będzie wam się chciało myśleć o tym, co was otacza. Dobrze. Wiesz co, Wiktor, ponieważ ty masz optymistyczną wersję historii, a ja zaczynam smędzić, to już jest najwyższy czas, żebyśmy audycję dzisiejszą skończyli.
[02:29:32] - Jestem tylko zmartwiony trochę, że nikt nie zgadł mojej zagadki wspaniałej, nie rozwikłał, co za fragmenty książek zapodaliśmy w tej audycji.
[02:29:45] - Czyli ludzie-
[02:29:45] - Słabo grają.
[02:29:47] - Słabo grają. Na szczęście, że-
[02:29:49] - I słabo czytają książki.
[02:29:51] - Właśnie nie. Słabo grają, tylko czytają. W związku z tym ludzie, którzy nas słuchają, nie odwołują się do tego rodzaju rzeczywistości, którą przytoczyłeś. Niemniej bardzo się cieszę, że ją przytoczyłeś. To pozwoliło mi spojrzeć na gry troszeczkę inaczej. Sam jestem graczem, tylko że ja to, proszę państwa, nie tak intelektualnie jak Wiktor w „Filarach wieczności” albo w jakieś tam „Cywilizacje”. Nie, proszę państwa, ja głównie naparzam do czego się da i z czego się da. Wszystkie te FPS-y mnie jednak bardziej pasjonują, tylko muszą być takie w miarę, żeby dużo przygody i różnej akcji było. Uwielbiam stare gry, w których się godzinami chodzi w różnych miejscach i naparza, do czego się da, z czego się da i tak dalej. To sen wraci.
Już takich gier w tej chwili nie ma. Ja już w ogóle jestem stary i głupi, bo tylko w przyszłości widzę jakąś nadzieję. Wiktor jest natomiast młody, optymistyczny i sięgający w przyszłość. Tak się, wiecie państwo, czasami robi ludziom, że to niewiele ma to wspólnego z metryką, znacznie więcej ze stanem umysłu.
[02:31:05] - I z wiekiem, nie?
[02:31:06] - Nie wiem. Ja akurat ci jakoś tam zazdroszczę, że sobie nie potrafię z siebie tyle optymizmu wykrzesać. No i cóż, proszę państwa, rzut oka jeszcze. Rzucę okiem na czat, tylko żeby mi nie wypadło za bardzo. Vema: „Rozmawiałem niedawno z tegoroczną absolwentką Akademii Marynarki Wojennej z kierunku inżynieryjnego. Wskazuje mi nagle palcem na rozchodzące się promienie słoneczne w chmurze i mówi: »Przecież widać, że słońce jest blisko«. I ona wie, bo jest inżynierem”. Dalej Vema: „Kolejne miotły utytułowanych z licencją naprawdę. W zeszłoroczną nie wszedłem celnie w 2022 rok”. I jeszcze Jacek Bukaczewski: „Tysiąc lat niech żyje nam”.
Dziękujemy. Będzie ciężko spełnić te życzenia, ale damy z siebie wszystko. Cóż, proszę państwa, mniej lub bardziej optymistycznie. Kogo wpędziłem w depresję, bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że nie, że raczej tylko rozbudziłem pewne refleksje. Wiktor natomiast też ma nadzieję, że raczej tchnął w państwa swój optymizm. Dziękujemy państwu za te 132 audycje.
[02:32:31] - Będą mi się śniły dzisiaj rozchodzące się promienie słońca.
[02:32:35] - I wiadomo, że jest blisko. Pewnie, że tak. To aż sobie zazdroszczę, bo to rzeczywiście świetny przykład tego, co się dzieje z naszą cywilizacją. Tak. A teraz skończę tę formułkę końcową. Dziękujemy państwu za te 132 audycje. Było naprawdę wspaniale. To brzmi tak, jakbym kończył cykl. Nie, nie kończę. Będzie 133 przynajmniej audycja.
Tak jak powiedziałem, spotykamy się z panem Plebaniakiem znowu, porozmawiamy o Dalekim Wschodzie, książkach, fantastyce naukowej. Będzie konkurs, będą książki do wygrania. Wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie. Pierwsze 10 osób, które odpowie, dostanie książkę Piotra Wlebaniaka absolutnie za free. Niezwykle ciekawą, warto nas posłuchać w przyszłym tygodniu. Będziemy gadać i gadać. Będziemy się łączyć z Tajpej, czyli Daleki Wschód znowu nas odwiedzi. Tak jak powiedziałem, dziękujemy państwu pięknie za dzisiejszą audycję, za wszystkie poprzednie. Postaramy się, żeby nie podupadać, żeby dalej te audycje były w miarę przyswajalne przez państwa. Cóż, Wiktorze jeszcze powiesz?
[02:33:53] - Jestem wdzięczny, że-
[02:33:57] - Że ktoś nas w ogóle chce słuchać. Program niszowy, ale przynajmniej mamy stałe, wierne grono słuchaczy i za to bardzo serdecznie dziękujemy. A teraz wszyscy państwo, którzy mają taką pokusę, żeby nas w tej chwili wyłączyć, to zachęcam jednak, żeby tego nie robić, bo jeszcze Tomasz Fąs i jego felieton o fizyce. Absolutnie nowy, absolutnie pasjonujący. Super posłuchać, a my już państwu pięknie dziękujemy. Do następnego jakiegoś tam jubileuszu. Dobrej nocy.
[02:34:33] - Hej.
[02:34:38] - O mózgach i komputerach. Proszę państwa, nowy rok, nowy sezon, nowe podejście do moich wywodów. Chociaż może powiedzmy trochę starsze, bo próbowałem też państwu opowiadać o fizyce, a teraz chyba jednak przyszła pora, żeby znowu troszeczkę się sprawami bieżącymi pozajmować. Wracamy, proszę państwa, do idei z mojego pierwszego felietonu, hen, hen dawno temu. Mianowicie do idei świni Frankensteina. Świni Frankensteina, czyli daleko idących nadinterpretacjach faktów, odkryć naukowych przez opinię publiczną i to często nadinterpretacji podsycanych przez pośrednictwo jakiejś prasy popularnonaukowej i tak dalej. Tym razem chciałbym zwrócić państwa uwagę na odkrycie czy też kolejny poziom, kolejny etap urządzenia wpisującego się w taki nurt interfejsu mózg-komputer, czyli bezpośredniego obsługiwania urządzenia elektronicznego za pomocą myśli, za pomocą aktywności mentalnej, bez aktywności fizycznej czy nawet bez użycia głosu. Bez widocznych zewnętrznych aktywności. Człowiek coś sobie myśli, a komputer reaguje. W tym konkretnym przypadku chodzi mi o urządzenie Braingate, pisane razem, które to ma być implantem znacznie ułatwiającym osobie sparaliżowanej porozumiewanie się za pomocą pisma w komputerze.
Sukcesem czy jakimś elementem promującym to rozwiązanie miało być zamieszczenie tweeta przez osobę sparaliżowaną gdzieś bodaj z Australii. Tweet ten został opublikowany i podano, iż piszący człowiek, autor tego tweeta napisał wyłącznie za pomocą myśli. To nie jest całkowicie nowe rozwiązanie, przy czym wcześniej trwało to po prostu dłużej, ponieważ jak rozumiem, obsługa tego typu systemów polegała na tym, że przewijał się alfabet przed piszącym i to było w jakiś sposób zatrzymywane, a potem stopniowo, właśnie w tym najnowszym kształcie tegoż chipa gdzieś do mózgu bodaj wszczepianego, piszący może już bezpośrednio myśleć o pisaniu danej litery i ta litera się pojawia. Czyli jest sprawniej niż jak musiał przeglądać cały alfabet i w odpowiednim momencie wciskać stop. Jeszcze wcześniejsze, prostsze wersje takich urządzeń opierały się na przykład na mrugnięciach. W zależności od danego przypadku, jaką aktywność chory mógł wykazywać, to było wykorzystywane, jak w przypadku słynnego fizyka Stephena Hawkinga, poprzez bodaj w ostatniej fazie ruchy policzka, jedną z niewielu możliwości wykonywania ruchu przez profesora. I on za pomocą tego policzka jakoś tworzył stopniowo, powoli swoje wypowiedzi odtwarzane później przez syntezator. A więc nie jest to nic nowego. Niemniej znów jest to fajna sprawa, być może coraz bardziej usprawniająca możliwość funkcjonowania osób chorych, niezdolnych do samodzielnego pisania, do samodzielnego ruchu. A jednocześnie oczywiście znów spotykam falę komentarzy, jakiż to zamach znów na naszą prywatność jest możliwy w związku z tego rodzaju odkryciami.
Gdyż jak mniemam, komentatorzy wyobrażają sobie, że to jest tak, że będzie można w ten sposób odczytywać jakieś głęboko skrywane myśli czy pragnienia w naszym mózgu zawarte, tak rozumiem. W jakiś magiczny sposób, poprzez podobne chipy, jeszcze bardziej zaawansowane będzie można wejść do tej komóreczki w naszym mózgu, gdzie skrywają się nasze poglądy polityczne, być może jakieś skrywane preferencje erotyczne, być może zainteresowania, pomysły rewolucyjne, niechęć do osób publicznych. Cóżkolwiek możemy sobie wyobrazić. Nie wiem, jakie jeszcze informacje mogłyby być dla potencjalnego agresora, szpiega, inwigilatora atrakcyjne. Po pierwsze to nie jest tak, bo ani nasz mózg nie jest komputerem, ani myśli nasze czy informacje w tymże mózgu, w umyśle zawarte nijak się mają do struktury danych. To, co realnie jest przetwarzane, to są wyłącznie, idąc w filozofię, owe cienie. Cienie, które gdzieś tam rzucamy poprzez aktywność umysłową wcześniej na gestykulację, na jakieś ruchy twarzy, jakąś mowę ciała, która już dawno temu przecież była analizowana, a teraz coraz bardziej wiąże się ta psychofizjologia, behawiorystyka z elektroniką. Natomiast nadal są to wyłącznie cienie, które nasz teraz bezpośrednio mózg rzuca na czujnik zdolny jakieś tam bardzo drobne sygnały przez nasz mózg generowanych. Owszem, można tak robić, że poprzez długotrwałe uczenie tego systemu na danym pacjencie można powiązać jego myślenie o danej literze, o pisaniu danej litery, powiązać z określoną aktywnością obserwowalną na mózgu i stopniowo tę maszynę uczyć przetwarzania tego sygnału z mózgu na to, co przypuszczalnie chciał dany pacjent napisać. Natomiast jest to proces bardzo żmudny, wymagający zapewne długiego uczenia z udziałem tej konkretnej osoby.
Ta dokładność, którą tam podali, jakieś 94%, a więc też nie jest to system niezawodny, tylko coraz bardziej dokładny w toku rozwoju uczenia się maszyny. I to, do czego taka maszyna może mieć dostęp, to są tylko bardzo proste sygnały z trudem i w skupieniu przez daną osobę generowane, a nie jakieś głębsze informacje w jego umyśle zawarte. To nie jest, proszę państwa, tak, jak byśmy chcieli w Matrixie sobie wyobrażać, że to są jakieś pliki w umyśle zawarte. Struktura naszych myśli nie jest wcale tak przejrzysta, tak uporządkowana i tak odczytywalna, jak byśmy sobie to wyobrażali. To bardzo często są reakcje na określone bodźce. Zresztą podobnie jak z genetyką, to też nie jest tak, że każda cecha jest w jednym genie zakodowana. Oczywiście geny są powiązane z tym, jak wyglądamy, jak się zachowujemy, ale nadal to nie jest jakaś prosta funkcja, jak by sobie co niektórzy wyobrażali, że można tam każdą cechę zaprogramować, a już tym bardziej powiązanie pomiędzy aktywnością elektryczną mózgu a tym, co się w naszym umyśle dzieje, nie jest i nie może być prostą funkcją możliwą do zrozumienia, przetworzenia wcześniej czy później jakoś wykorzystaną w zaawansowanych metodach inwigilacji. Jestem przekonany, że zawsze więcej będzie można uzyskać w dialogu, w jakimś wymuszaniu chemicznym być może wymuszaniu prawdomówności zeznań. Być może prędzej to tutaj idą jakieś zaawansowane metody przesłuchań, ale nie szpiegowania różnymi zaawansowanymi metodami elektronicznymi. Nadal śmiem twierdzić, że tutaj obserwacja naszych mediów społecznościowych, naszej aktywności zakupowej, kart płatniczych daje dużo więcej informacji.
Być może z tego, jakie kto robi miny, da się odczytać jego poglądy polityczne, ale nadal nie traktowałbym tego zbyt poważnie. A też poza wszystkim, proszę państwa, umówmy się, nikt aż tak się nami nie interesuje. System chce nam być może coś sprzedać, być może nas do czegoś przekonać, narzucić nam jakieś poglądy, ale żeby nami personalnie ktoś się tak interesował, to myślę, że bez przesady. I być może właśnie na tym polega problem ludzi, którzy tworzą tutaj nadinterpretacje takich treści.
[02:42:18] - I tak oto dotarliśmy do końca urodzinowego wydania Bibliotekarium. Dziś Bibliotekarium kończy pięć lat. Przed chwilą wysłuchaliśmy felietonu Tomasza Fąsa, kolejnego felietonu o tematyce fizycznej. Byli z nami również dzisiaj Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze ostro technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę również słuchaczom Book Radia. No i do usłyszenia ponownie już za tydzień w kolejnym wydaniu Bibliotekarium na żywo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:45:57] - Now everybody's got advice they just keep on giving. Doesn't mean that much to me. Lots of people like to make believe they're living. Can't decide who they should be. Oh. I understand about indecision. I don't care if I get behind. People living in competition. All I want is to have my peace of mind. Take a longer look.
Take a longer look. Look ahead.