[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie w życiu zaczęło mi się źle dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie oraz zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie, w którym dziś kilkoro naszych słuchaczy podzieli się trudnymi do wytłumaczenia zdarzeniami z okresu dzieciństwa i wczesnej młodości. Usłyszymy dziś opisy obserwacji i bliskich spotkań z dziwnymi istotami. Zahaczymy też o wątki związane z życiem po śmierci i reinkarnacją, a także zajrzymy do sfery na granicy snu i jawy. W końcówce audycji pojawi się zaś niezwykle intrygujący wątek, być może ufologiczny, a być może związany po części z żywym folklorem. Państwo wysłuchacie, państwo zdecydujecie. Na dobry początek zajrzyjmy do naszej radiowej skrzynki mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium na początku 2025 roku.
[02:09] - Od jakiegoś czasu słucham archiwalnych nagrań radia. Od lat interesuję się tematyką, która jest tutaj tak szeroko poruszana. To temat rzeka, więc nie będę się w niego teraz zagłębiać. Do tej pory sięgałam raczej po źródła i autorów zagranicznych, głównie ze względu na znajomość języków. Tym bardziej cieszę się, że istnieje miejsce w Polsce, gdzie można podzielić się swoimi doświadczeniami. Chciałabym dołożyć swoją cegiełkę, a przynajmniej poznać państwa opinie. Nie ukrywam, że to, co chcę opisać, ciągnie się za mną całe życie. Miałam później także inne doświadczenia, ale teraz chcę skupić się na tym pierwszym. Był to rok prawdopodobnie 1993 lub 1994. Musiałam mieć wtedy między dwoma a czterema latami.
Trudno to dziś dokładnie określić. Na pewno potrafiłam już mówić i wiedziałam, co oznacza sen. Relacje innych świadków ośmieliły mnie, by w końcu się tym podzielić. Wiem, że w wielu przypadkach wygląda to podobnie. Mieszkałam wtedy w małym mieszkaniu w kamienicy w centrum Gdyni. Dzieliłam pokój z bratem. Spaliśmy razem na dużej, rozkładanej rogówce. Łóżko było ustawione tak, że gdy leżałam na plecach, miałam wprost przed sobą drzwi do pokoju. Była noc. Na pewno noc.
Nie późny wieczór, bo rodzice już spali. Nie wiem, czy się przebudziłam, ale pamiętam wyraźnie, że byłam w swoim pokoju. Nic nie wyglądało inaczej niż zwykle. Żadnych zniekształceń typowych dla snów. Obudziłam się i wtedy go zobaczyłam. W drzwiach stała postać wysoka, szeroka. Wypełniała całe futryny. To był diabeł. Nie taki bajkowy, kreskówkowy. Wyglądał realnie.
Cały był pokryty czarnym owłosieniem. Miał ogon. Nie jestem pewna, czy powiewał, czy może trzymał go w ręku. Nie miał kopyt, tylko ludzkie stopy. I miał rogi. Stał w drzwiach i patrzył na mnie. Nie wszedł do pokoju. Nie byłam sparaliżowana. Próbowałam obudzić brata, ale był jak kamień. Nic go nie ruszało.
Nie mogłam pobiec do rodziców. Przecież on był w drzwiach. Jako mała dziewczynka mogłam tylko schować się pod kołdrą, drżąc z przerażenia i mając nadzieję, że nic mi nie zrobi. Po jakimś czasie uchyliłam kołdrę. Już go nie było. Rano bardzo dobrze pamiętam, że wtuliłam się w mamę, a właściwie w jej nogi i zapłakana mówiłam, że w nocy był diabeł i że to na pewno nie był sen. Bałam się wtedy, że może pójdzie też do nich i zrobi im coś złego. Oczywiście nie zostałam potraktowana poważnie. Pamiętam podśmiechki pod nosem i uspokajanie, że to na pewno był tylko sen. Można by założyć, że to faktycznie był sen, ale dlaczego właśnie to zdarzenie spośród tak wczesnych wspomnień tak wyraźnie zapadło mi w pamięć?
I dlaczego wszystko w tym śnie było identyczne jak w rzeczywistości, z wyjątkiem tej postaci w drzwiach? Myślę, że podejście moich rodziców do takich tematów miało duży wpływ na blokadę, z którą zmagam się przez całe życie. Na koniec dodam jeszcze coś. Nie tak dawno, przy okazji rozmowy rodzinnej temat jakoś wrócił. Powiedziałam o tym ponownie. Mama i tata spojrzeli na siebie wymownie i nic nie powiedzieli. Dodam też, że od lat zmagam się z przewlekłą depresją i autodestrukcyjnymi zachowaniami, które ciągną się za mną jak cień. Ostatnio pomyślałam: a może naprawdę jakaś ciemna istota przyszła wtedy, widząc: „O, ta będzie nasza”. To są ciemne myśli. Rzucam je w eter.
Ten pierwszy kontakt nigdy nie dawał mi spokoju. Czy to był tylko sen? Wszystko we mnie mówi, że nie.
[05:55] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w 2020 roku.
[06:00] - Temat reinkarnacji odkryłam około ośmiu lat temu po obejrzeniu na YouTubie dokumentu pod tytułem „Chłopiec, który żył już kiedyś”.
[06:09] - W 2014 roku urodził się mój synek Max, moje drugie dziecko. Mam też o 10 lat starszą córkę Kinię. Rok temu, 29 grudnia 2019 roku, Max zaczął opowiadać, gdzie był, zanim się urodził. Zaczęło się od tego, że powiesiłam na ścianie zdjęcia z naszej rodzinnej wycieczki do Egiptu w 2012 roku. Max dopytywał, gdzie wtedy był. Co kilka dni cierpliwie odpowiadałam, że nie było go z nami, bo jeszcze się nie urodził. Tego pamiętnego dnia, po kąpieli siedział w naszej sypialni na łóżku i powiedział: „Mamo, wiem, gdzie byłem, gdy wy byliście w Egipcie. Byłem w niebie”. Zaczęłam zadawać pytania: jak tam jest? Co widział?
Opowiedział, że był w czymś w rodzaju pokoju z dwoma przyjaciółmi, Etanem i Oskarem, i czekali, aby zejść na ziemię. Podał kolejność ich zejścia, choć nie pokrywa się ona z datami urodzin chłopców. Max mówił, że niebo jest biało-szare i że miał tam inne imię, podobnie jak jego przyjaciele. Zapisał je na kartce. Pismo pięciolatka trudno odczytać, ale imiona nie przypominają ziemskich. Opisał także niezwykły zegar. Zamiast 12 cyfr miał lata, a co jedna kreska oznaczało 100 000 lat. Tarcza kończyła się na milionie lat. Między kreskami było więc 10 podziałek zamiast 12. Zegar miał sześć wskazówek od najwolniejszej: peak, hours, minutes, seconds, proge, popopop.
Słowa są po angielsku, bo mieszkamy w Anglii. Max urodził się tutaj i wybrał język angielski, choć w domu mówimy po polsku. Mówił, że gdy jedna z wskazówek zatrzymała się na 400 000, na ziemię przybyli żołnierze w srebrnych i złotych zbrojach. Pojawili się na Alasce i zginęli od strzał. Szukaliśmy w historii podobnych wydarzeń, ale nie znaleźliśmy niczego pasującego. Wojna światowa nie wydaje się tu właściwym okresem. Twierdził też, że dziewczynki w niebie różniły się od chłopców. Miały po 10 palców na jednej dłoni. Była tam również jego koleżanka Maja. Urodziła się dwa miesiące po Maxie, a on nazywa ją żoną, bo w wigilię 2019 roku wzięli ślub podczas zabawy.
Choć widują się rzadko, Max konsekwentnie przedstawia Maję jako żonę i potrafi w sklepie oznajmić kasjerce, że kupuje dla niej słodycze. Kiedy mój partner zapytał Maxa, czy w niebie jest fajnie, ten potwierdził. Na pytanie, gdzie woli żyć – tutaj z nami, czy w niebie, odpowiedział: „Z wami, bo chcę być żywy”. Potem nie chciał kontynuować tematu, więc nie naciskaliśmy. Czasem jednak coś sobie przypomina. Na przykład idąc do szkoły, rzucił nagle: „Starcy rodzą się z powrotem jako dzieci”. Na pytanie, czy pamięta życie sprzed nieba, odparł, że mieszkał w Londynie i że Itan i Oscar także tam wtedy żyli, ale szczegółów nie pamięta. Przypomniała mi się jeszcze jedna historia związana z Maxem. Działo się to 3 kwietnia 2019 roku. Ja byłam w pracy, a mój partner z Maxem siedzieli razem w salonie.
W pewnym momencie Max podszedł do taty, spojrzał mu w oczy i zapytał: „Who is calling me?” Potem zaczął odwracać głowę raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby chciał zajrzeć sobie na plecy. Wskazał dłonią tył głowy i kark, prosząc, by tata sprawdził, co tam jest i nawet odwrócił się plecami. Mój partner odpowiedział, że niczego tam nie ma. Chłopiec powtarzał pytanie kilkakrotnie, aż w końcu zdezorientowany partner zapytał: „A kto cię woła?” „Little boy” odparł Max. „A co mówi ten chłopiec?” „Max, Max” odpowiedział synek, po czym wrócił do zabawy. Można sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy słuchałam tej relacji w pracy. Natychmiast zaczęłam się zastanawiać, czy w naszym domu mógł niegdyś umrzeć jakiś chłopiec. Budynek wzniesiono w 1948 roku. Nie wiem, co było tu wcześniej. Przypuszczam, że jedynie łąki, bo ulica nosi nazwę New Road.
Zapewne powstała najpóźniej albo istniała jeszcze przed zabudową. Warto dodać, że domy w pozostałej części wioski potrafią być bardzo stare. Niektóre, kryte strzechą, pochodzą z XVII wieku, podobnie jak miejscowy kościół. Następnego dnia zrobiłam to, co pierwsze przyszło mi do głowy. Poszłam na stary cmentarz wokół wspomnianego kościoła. Szukałam grobów dzieci. Cmentarz jest mały, więc znalazłam zaledwie sześć. Jeden przykuł moją uwagę. Spoczywa tam chłopiec, który zmarł 22 lipca 1970 roku w wieku czterech lat i siedmiu miesięcy. Tymczasem w kwietniu 2019 roku Max właśnie kończył cztery lata i siedem miesięcy.
Zaczęłam szukać informacji o tym dziecku. Okazało się, że jego rodzice i rodzeństwo wciąż żyją. Grób jest zresztą zadbany jak na angielskie warunki. Ja sama zapalam tam znicz albo modlę się za chłopca i za moich zmarłych bliskich. Od tego zdarzenia mój partner przestał być sceptykiem. Utrzymuje, że widział prawdziwe zdziwienie w gestach i zachowaniu synka, a zna go na tyle dobrze, by rozpoznać, czy coś udaje lub zmyśla. Opisane tu historie opowiadamy czasem rodzinie i znajomym. Muszę przyznać, że coraz rzadziej spotykamy się z niedowierzaniem. To moim zdaniem dobry znak. Czuję się też pewnego rodzaju szczęściarą.
Mało kto doświadcza opowieści o poprzednim życiu z ust własnego dziecka. Co innego oglądać podobne historie w telewizji, a co innego zetknąć się z tym zjawiskiem tak blisko. Teraz kilka informacji o Maxie. Wczesne zdolności. Tuż po drugich urodzinach potrafił czytać litery. Odczytał napis z koszulki „I am the stick” i liczyć do 10.Wydawało się, że nauczył się z edukacyjnych filmików. Od początku rozumiał polski, ale mówił po angielsku. Rozwój szkolny. Z wiekiem okazało się, że matematyka to jego konik. Liczy w pamięci na dużych liczbach, zdecydowanie ponad poziom rówieśników.
Fascynuje go geografia. Po opanowaniu mapy kontynentów sam poprosił o aplikację z mapą stanów USA i szybko nauczył się wszystkich. Orientacja w terenie. Dokładnie pamięta trasy: na lotnisko, do szkoły, z Oxfordu do Aylesbury, gdzie mieszkaliśmy, gdy miał trzy lata. Zwraca uwagę, gdy jadę inną drogą. Zainteresowania: astronomia, eksperymenty, na przykład Mentos w Coca-Coli, taniec i śpiew. Ma świetne poczucie rytmu. Zna polski lepiej, niż się wydawało. Podczas dwutygodniowego pobytu u dziadków w Polsce płynnie mówił po polsku. Szukam obecnie keyboardu, bym mogła uczyć się ulubionych piosenek.
Jestem ciekawa, czy Max dołączy. Przyjaciele. Oscar i Ethan mają podobne pasje: matematyka, geografia, astronomia. Ich rodzice sami zaczęli rozmowy ze mną pod szkołą, mówiąc, że nasi chłopcy się uwielbiają. Przyjaźń trwa od zerówki. Obecnie są w drugiej klasie. Max jest najmłodszy i najmniejszy, sześć lat, a koledzy mają po siedem. Niedawno, po obejrzeniu kolejnego materiału na YouTube o dzieciach pamiętających poprzednie wcielenia, zapytałam Maxa, czy pamięta jeszcze coś z poprzedniego życia. Odpowiedział, że był bezdomnym dzieckiem i że wówczas istniał milion bezdomnych dzieci. Nie potrafił podać więcej szczegółów.
Max jest teraz w trzeciej klasie. Przyjaźń z Oscarem i Ethanem oraz małżeństwo z Mają trwają dalej.
[14:11] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lipcu 2023 roku. Słucham audycji waszego radia już od dłuższego czasu. Odkąd pamiętam, interesowałem się wszelkimi zjawiskami paranormalnymi, choć najbardziej interesuje mnie UFO. Chciałbym podzielić się czymś, co przytrafiło mi się parę razy, gdy byłem chłopcem. Były one do siebie dość podobne, więc podejrzewam, że były ze sobą powiązane. Niestety nie pamiętam chronologii tych wydarzeń. Wydaje mi się jednak, że wydarzyły się one w kolejności, w której je opiszę. Pierwsze zdarzenie miało miejsce w nocy. Nie jestem jednak pewny, czy dopiero zasypiałem, czy zostałem wybudzony i zdarzyło się, gdy próbowałem znów zasnąć. Kiedy byłem na granicy snu, poczułem, że świat wokół mnie zwalnia.
To będzie ważne później. Przynajmniej takie miałem odczucie. A prócz tego nastała cisza. Nie taka zwykła cisza, którą znamy wszyscy. Była ona nienaturalna. Żadnych szumów, żadnych nawet najmniejszych dźwięków, chociażby działającej lodówki. Pamiętam, że poczułem wtedy ogromny niepokój. Nie to jednak było najważniejsze. Pamiętam, że nie mogłem się ruszyć. Nagle pojawił się jakiś dziwny głos, jakby ktoś szeptał mi do ucha.
Nie było to jednak zwykłe szeptanie. Raz miałem wrażenie, że jest bardzo blisko mego ucha, a raz dalej. Nie wiem czemu, ale gdy o tym myślę, to mam wrażenie, jakby dochodził on aż z klatki schodowej, a słowo wypowiadane przez ten głos było wymawiane coraz to szybciej i szybciej. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że było to właściwie jedno losowe słowo, na przykład „Warszawa”. Ton głosu sprawiał wrażenie, jakby byt, który szeptał, był szalony. Nie był to zwykły ton. Byłem przerażony. Nagle wszystko ucichło. Świat znów wrócił do normalnej prędkości. Nie mogłem jednak jeszcze długo zasnąć.
Podobna sytuacja wydarzyła mi się jeszcze parę razy, zawsze w tych samych okolicznościach. Jednak to ta, którą opisałem, najbardziej zapadła mi w pamięć. Druga sytuacja, którą chcę opisać, najpewniej jest powiązana z tą pierwszą. Również zdarzyło się to parę razy w moim życiu. Podobnie jak w sytuacji pierwszej, nagle świat wokół mnie zwolnił i się wyciszył. Moje ruchy, na przykład podniesienie dłoni, były dla mnie nienaturalnie szybkie. Nie jak na filmach o superbohaterach. Po prostu wydawało mi się, że wszystko, co robię, robię dużo prędzej niż zwykle. Towarzyszył temu ogromny niepokój, jakby coś strasznego miało się wydarzyć. Jednak tu nie było żadnego głosu, a do sytuacji potrafiło dochodzić w losowych momentach dnia, nie tylko w nocy.
Co ważne, inni ludzie, na przykład moja mama, nie zauważali żadnych zmian w moim zachowaniu. Często przeprowadzaliśmy się i na podstawie tego potrafię wywnioskować, w jakim okresie mojego życia miało to miejsce, gdyż działo się to tylko w jednym mieszkaniu, w którym mieszkałem od czasów drugiej klasy podstawówki do trzeciej klasy gimnazjum. Sytuacje z głosami zdarzały się, gdy byłem młodszy, aż całkiem ucichły w okolicach szóstej klasy. Sytuacje bez głosów nasiliły się w okolicach gimnazjum. Był jednak okres, gdy potrafiłem doświadczać obu zdarzeń tego samego dnia. Praktycznie nigdy o tym nie rozmawiałem z nikim. Przynajmniej nie wprost. Bałem się wyśmiania albo że ktoś posądzi mnie o chorobę psychiczną. Opowiedziałem o tym tylko jednej osobie, swemu przyjacielowi, ale dopiero po tym, gdy on opowiedział mi o swojej niewytłumaczalnej historii. Nie potrafię tego wyjaśnić.
Dziś mam 30 lat, a ciągle to pamiętam i nie daje mi to spokoju. Czasem zasypiając, mam z tyłu głowy niepokój, że mogłoby to się znów wydarzyć. Choć może podświadomie chciałbym tego, bo dziś być może spróbowałbym jakiejś konfrontacji. Ciekaw jestem również, czy ktoś inny doświadczył czegoś podobnego.Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w kwietniu 2020 roku.
[18:28] - Obecnie mam 46 lat. Chciałabym podzielić się z państwem moim doświadczeniem z pogranicza życia i śmierci. Historia ta wydarzyła się, gdy miałam mniej więcej siedem lat. Do tamtego momentu nigdy poważnie nie chorowałam, jednak okazało się wówczas, że mam poważne zatrucie żołądka. Moja temperatura sięgnęła maksimum słupka rtęci. Zabrakło na nim skali. Mama i ojczym zdecydowali, że zabiorą mnie do pobliskiego szpitala zakaźnego, w którym była też izba przyjęć nagłych przypadków. Gdy wynoszono mnie z domu, a mieszkaliśmy wtedy z dziadkami w ich kamienicy, byłam już nieprzytomna. Przypuszczam, że w tym momencie doświadczałam stanu śmierci klinicznej, ponieważ doskonale widziałam, jak ojczym wynosi mnie na zewnątrz budynku do auta sąsiada, który zadeklarował, że zawiezie nas do szpitala. Moje ciało zwisało bezwładnie, a mimo to ja byłam zupełnie przytomna.
Tyle że całą tę sytuację obserwowałam z dystansu, stojąc u boku mojej babci na schodkach tuż przy drzwiach wejściowych do domu. Moje emocje i odczucia były bardzo wyraźne i jasne. Byłam sobą. Nic się nie zmieniło. Wciąż czułam, że moja świadomość jest mną. Czułam swoją fizyczność, formę. Jednak równocześnie byłam bez formy. Mój stosunek do nieprzytomnego ciała był zupełnie obojętny. Było mi wszystko jedno, co stanie się z tym opakowaniem. Kolejnym uczuciem, jakie mi towarzyszyło, było poczucie nieskończonego spokoju.
Nigdy wcześniej i nigdy później nie czułam tak idealnej harmonii. Wspomnienie tego perfekcyjnego stanu nie opuści mnie już do końca życia. Było idealnie, a wokół czułam nieskończoną miłość. Widziałam wszystkich obecnych: mamę, babcię i ojczyma. Wiedziałam, kim są te osoby i co się właśnie dzieje. Obserwowałam scenę bez większego zainteresowania, nieco zdziwiona, o co wszyscy robią tyle hałasu. Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Byłam hospitalizowana. Przebywałam w izolatce przez kolejne dwa tygodnie. Nocami słyszałam za plecami dziwne dźwięki.
Pamiętam je jako ciężkie, monotonne oddechy. Bałam się odwrócić, aby sprawdzić, co powodowało te odgłosy. Mam jednak wrażenie, że po tym, co mnie spotkało, byłam bardziej wrażliwa i otwarta na drugą stronę. Albo miałam jakiś niewyjaśniony, chwilowy dar kumulowania wokół siebie energii ludzi, którzy odeszli w szpitalu i nie byli tego świadomi. Tego nie jestem pewna. Jednego, czego jestem dziś pewna, to fakt, że po drugiej stronie wciąż jesteśmy. I tak jak wspominał pan Jarosław Dobrucki, dla nas nic się nie zmienia. Przechodzimy jedynie w inną gęstość, inny wymiar, a cierpią ci, którzy nas tu żegnają. To oni odczuwają stratę i ból. Jako dziecko nikomu nie powiedziałam o tym, co mi się przydarzyło.
Nigdy o tym nie zapomniałam i jako osoba dorosła zaczęłam mówić o tym otwarcie i przekonywać innych, że istnieje życie po życiu. Podobne relacje i doświadczenia przekazała mi moja babcia. Lata temu podczas operacji przeżyła śmierć kliniczną. Była reanimowana jeszcze na sali i widziała siebie oraz całą ekipę ratującą jej życie. Była zawieszona nad stołem operacyjnym, skąd wszystko obserwowała. Po tym, kiedy przywrócono wszystkie parametry życiowe i babcia ocknęła się już na sali pooperacyjnej, odwiedził ją lekarz, który brał udział w reanimacji. Babcia opowiedziała mu wszystko, co widziała i słyszała. Lekarz był zdumiony i wspomniał, że to niemożliwe, ponieważ z medycznego punktu widzenia moja babcia przez kilka minut nie żyła. Podobno wspomnienia babci spisał szpitalny ksiądz kolekcjonujący podobne przypadki. Babcia zmarła kilka lat temu w hospicjum.
Choć przed śmiercią bardzo cierpiała i dostawała silne leki przeciwbólowe, nie bała się śmierci. Wiedziała, że po drugiej stronie czeka na nią ona sama, jej świadomość i życie na innym poziomie energetycznym. Dużo o tym rozmawiałyśmy. Wiem, że była spokojna. Ja też nie boję się śmierci. W zasadzie śmierć jako taka nie istnieje. Jest zaledwie przejściem z jednego do drugiego pokoju. Wyrażam zgodę na wykorzystanie mojej historii dla państwa nagrań, rekordów czy publikacji. Zastrzegam sobie jedynie anonimowość nazwiska.
[23:27] - Zamykamy naszą radiową skrzynkę e-mailową i przechodzimy do przygotowanych na dziś relacji przekazanych drogą telefoniczną. Pierwszego z naszych dzisiejszych rozmówców mieliśmy już sposobność usłyszeć we wcześniejszych odcinkach cyklu „Mówią świadkowie”. Dziś nasz słuchacz opowie o swoich interesujących doświadczeniach w sferze na granicy snu i jawy oraz towarzyszących im odczuciach z okresu dzieciństwa.
[23:55] - Powiem panu, za dzieciaka miałem takie doświadczenia, że tutaj bardziej to sfera, w cudzysłowie, bo dzisiaj patrzę zupełnie inaczej na te sprawy. Ale wtedy jako dziecko patrzyłem na sferę duchów, zaświatów i tak dalej, to bardziej unikałem tych tematów. Nie chciałem. Bałem się. To gdzieś tam dręczyło mnie. Mam wrażenie, że kiedyś bardzo chciałem wydostać. Jestem 1964 rok i brakuje rok do sześćdziesiątki, ale doskonale pamiętamWie pan co? Może dziwnie to zabrzmi, ale ja chyba do czwartego roku życia ewidentnie chciałem stąd uciec. I powiem panu, że jako dziecko sny, które miałem... To nie były sny, bo ja w tych snach uciekałem, się chowałem, chodziłem labiryntami, szukałem wyjścia stąd.
Czyli mam na myśli tutaj tą ziemię. Jako taki dzieciak nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale ja cały czas chciałem stąd odejść. Chciałem to opuścić, ale nie wiem, czy będę pana zanudzał dalszymi opowieściami. To też były ciekawe rzeczy, bo później dopiero, jak zacząłem się interesować trochę rzeczami, to jak usłyszałem czy zobaczyłem opis szarych, nie wiem, czy to widziałem, czy to gdzieś czytałem, bo też dużo czytałem, to mi się zaczęły pewne klocki układać. Dzisiaj wiem, kto mnie po tych tunelach, po tych labiryntach ganiał, żebym wracał do ciała swojego. A nawet zdarzało się, że te istoty przychodziły za mną do mojego domu i wie pan co? To tak wyglądało, że dotąd aż ja nie usnę w swoim ciele, dopiero one dawały mi spokój. To jest irracjonalne, dziwne, ale mówię, tych rzeczy dziwnych naprawdę w swoim życiu miałem bardzo dużo. Niewytłumaczalnych dla mnie bynajmniej.
[26:28] - Jest coś takiego, że dzieci w wieku do siedmiu, ośmiu lat mają większy kontakt z tą sferą na granicy rzeczywistości. Potem jakoś to zamiera wraz ze wzrostem intelektualnym. Środowisko też bardzo ma wpływ na to, że te zdolności zamierają.
[26:56] - Myślę, że później jesteśmy dotrenowani i coś nam się wytłacza, coś nam nie pozwala wręcz wierzyć i tak dalej. Cały ten dualny świat nas później odcina, tak jak pan mówi, bo jeszcze jako dziecko, skąd u takiego czteroletniego dziecka schodzenie gdzieś po nocy, przyglądanie się ciałom rodziców i zastanawianie się, jak to wszystko działa, jak oni tam do środka wchodzili, jak to jest powiązane, że oni potrafią tymi ciałami to robić, tamto, poruszać się i tak dalej. Wie pan co? Czterolatek, jak sobie przypominam, jak miałem rozkminki w głowie, to dla mnie to w ogóle było na tamten czas interesujące, jak to jest zrobione, że ta istota ludzka się rusza, porusza, przyjmuje pokarm, że to wszystko funkcjonuje.
[28:10] - Życie dziecka w tym wieku raczej się chyba koncentruje bardziej na zabawkach i na zabawach, a nie na tego typu rozważaniach, prawda?
[28:19] - A nie na tego typu rozważaniach. I powiem panu, że kiedyś rodzice mnie, to była zimowa pora, bo oba bulili niedobrze. Mieliśmy dom dwurodzinny z podwórkiem z tyłu, z ogródkiem, z małym ogrodem. Wypuścili mnie gdzieś na to podwórko, a podejrzewam, że rodzice wtedy młodzi, chcieli zostać sami. Może po prostu mieli dość brzdąca. Nieważne. Na podwórku bezpiecznie. Miałem swój wózeczek i mnie gdzieś tam wystawili na to podwórko, żebym sobie jeździł tym wózeczkiem i tak dalej. Powiem panu, tylko tutaj to już jest temat dla mnie. Długo nie mogłem o tym mówić.
Kiedyś jak zacząłem mówić, to się tak rozpłakałem, że nie mogłem w ogóle, zacząłem konfabulować. Zmieniłem narrację tego, co chciałem powiedzieć. Nie chciało to wyjść ze mnie, nie chciało mi to przejść przez gardło. Ale później, tak jak mówię, sukcesywnie człowiek przeżył niejedno, widział niejedno, doświadczył też niejednego. I wie pan co? Ponad wszelką wątpliwość jestem w stanie powiedzieć, że ja nie pamiętam, z kim rozmawiałem. Wiem, że na pewno nie stałem na ziemi. Byłem wyżej, aczkolwiek widziałem cały czas swoje podwórko. Ktoś mi tłumaczył kwestie tych moich nocnych ucieczek i ktoś mi tłumaczył, wie pan co? Ja nie chciałem jeszcze raz schodzić na to swoje podwórko, ale to już tak mówię stricte na to podwórko, bo go widziałem cały czas i nie chciałem tu wracać.
Jak gdyby ta osoba mi tłumaczyła. Ja dokładnie nie wiem, jakie argumenty padły, jak mi to tłumaczyła ta istota, ale że ja muszę tu być, że ja muszę wytrzymać i że muszę tu być. Wie pan co? Mało tego, ja doznałem czegoś takiego wtedy, ja nie mogę powiedzieć, że tak było, bo to jest tylko moje wyobrażenie, ale ja tak to odczuwam, że ktoś mnie wziął i z takiej wysokości gdzieś pięciuMoże sześciu metrów. Zestawił mnie tu z powrotem na ziemię. Mnie się zrobiło wtedy tak przykro, że już nie będę miał dostępu do tego kogoś, chociaż nie czułem do niego wielkiej miłości czy empatii. Wiedziałem, że będę za czymś bardzo tęsknił, ale że muszę tu zostać. Zrobiło mi się tak przykro, a jednocześnie doświadczyłem wtedy czegoś takiego, jak dziecko. Wtedy byłem tak świadomy swojego istnienia. To było takie trzy-, cztero-, może góra pięciosekundowe, ale tak jakbym się zachłysnął tą obecną rzeczywistością, w której jestem.
I tak jak gdyby w tym samym momencie moja świadomość mi powiedziała: „Tak to jest. I teraz tu ty jesteś i w tym jesteś, i tym jesteś”. Ale to są tylko słowa, a to było bardzo subiektywne i tak potężne poczucie, że naprawdę, jak pierwszy raz zacząłem opowiadać to, to miałem 27, 28 lat. Powiem panu, że się rozliczałem. Opowiadałem to swojej żonie i temu towarzyszyły wtedy takie utyskiwania. Dzisiaj już mogę mówić spokojnie o tym, ale nie było to dla mnie takie łatwe, proste. Te subiektywne myśli... Ciężko mi tu naprawdę. Momentami mam wrażenie, tak jakbym przyszedł tutaj. Tak naprawdę to sam nie wiem po co.
Dużo też czytam, dużo podglądam, dużo staram się sam zrozumieć, ale tak do końca nie potrafię chyba wytłumaczyć sobie, o co tu chodzi.
[32:51] - To takie trochę reakcje, jakby panu się uruchomiła tęsknota za miejscem, w którym pan kiedyś był, a do którego pan nie ma już dostępu. Tak mi się skojarzyło z historiami ludzi, którzy na przykład mają za sobą doświadczenie bliskiej śmierci, że też przeżywają takie żale z powodu tego, że opuścili miejsce, które przez jakiś czas odwiedzili.
[33:15] - Tylko że tutaj ja mam mgliste pojęcie. Może to jest moja interpretacja albo może moja ukryta tęsknota za tym czymś, ale tak jakbym miał minimalne migawki tego świata, skąd ja naprawdę jestem. Ale wie pan co? To już jest dla mnie ciężkie, bo to jest naprawdę na pograniczu moich chęci czy moich marzeń, ukrytych rzeczy. To jest coś niesamowitego.
[33:59] - To jest też pewnie coś, co dalece wykracza poza nasze możliwości zrozumienia, poza nasz obszar postrzegania. Dlatego ciężko nam to zrozumieć.
[34:09] - Zdecydowanie, panie Marku. Tym bardziej że jestem daleko od Kościoła. Może nie od nauk Chrystusa, bo generalnie w pewnym etapie życia one mnie bardzo pomogły, naprostowały mnie jako człowieka. Nie mam nic przeciwko tym wielkim, którzy chodzili tu na tą naszą ziemię i nauczali nas dobrych rzeczy, kimkolwiek oni są.
[34:44] - I to tyle, jeśli chodzi o doświadczenia z dzieciństwa, jakimi nasz słuchacz podzielił się w rozmowie zarejestrowanej w 2023 roku. Teraz przenosimy się do Świnoujścia, gdzie jeden z naszych słuchaczy w dzieciństwie miał sposobność obserwować, a nawet przeżyć bliskie spotkania z istotami o nieustalonej proweniencji.
[35:06] - Powiem o swoich pierwszych paranormalnych zjawiskach, jakie przeżyłem w życiu. Wydarzyło się to w 1999 roku w małej miejscowości niedaleko Niemiec. Właściwie graniczy z Niemcami i była to jesienna, blisko północy, morowa pogoda na zewnątrz. Mieszkałem wtedy w bloku z dużej betonowej płyty, takim 11-piętrowym, jak kiedyś budowano. Mieszkałem na drugim piętrze i dookoła tego bloku były takie małe laski z niewielkim poszyciem i mnóstwo było różnych ścieżek w tych laskach, którymi ludzie chodzili. I wzdłuż, równolegle do tych lasków i do tego wieżowca biegnie droga, która jest najdłuższa w całym mieście i łączy port, bo w tym mieście również port się znajduje, z granicą niemiecką. I pamiętam, że obudziłem się koło północy, bo łóżka miałem równolegle ułożone do okien, więc jak wstawałem, to za każdym razem patrzałem przez okno. Na drzewach już nie było żadnych liści. Była lekka mgła, tylko księżyc przebijał się między chmurami i światła latarni pamiętam i kilka postaci, które szły w rzędzie. Na początku myślałem, że to ludzie są i po prostu idą w rzędzie.
Wszyscy byli ubrani w garnitury czarne.Nie mogłem rozpoznać ich twarzy. Nie wiem, czy byłem zaspany. Do tej pory nie pamiętam ich twarzy, jakby były lekko rozmazane. Nie widziałem w ogóle uszu, oczu, nosów, buzi. Po prostu takie beztwarzowce to były. Tak je nazywam w opowiadanych. Szły gęsiego, jeden za drugim. Było ich pięć. Jedna z nich, ta pierwsza, która szła, była bardzo wysoka. Dopiero po chwili zorientowałem się, że całkowicie różnią się rozmiarami.
Stąd wydedukowałem, że to nie są ludzie, bo jedna z nich była naprawdę wysoka. Podejrzewam, miała ponad dwa metry, a najniższa może z metr. Szły w gęsiego jeden za drugim. Przeszły tą drogą, zniknęły za drugim laskiem i ja położyłem się z powrotem spać. Tak jakby odcięło mnie w pewnym momencie i zasnąłem.
[37:31] - A jak długo obserwowałeś te postaci tak na oko?
[37:34] - Tak na oko tam jest około 30 metrów między jednym laskiem a drugim, gdzie jest taka przestrzeń, w której widać tą drogę biegnącą. Więc może to było dwie, trzy minuty, bo one dosyć powoli szły i widać je było idealnie w świetle latarni, które padało.
[37:53] - A te postaci poruszały się normalnie, tak jak ludzie, czy w taki bardziej nienaturalny sposób, jak uważasz?
[37:59] - Wydaje mi się, że szły po prostu. To było też bardzo ciekawe, że miały zsynchronizowane ruchy. Ręce i nogi tak jakby ruszały się u każdej z nich równym tempem.
[38:10] - Tutaj takim dosyć zwracającym uwagę szczegółem jest duży rozstrzał wzrostu tych postaci. One wszystkie były ubrane tak samo, tak?
[38:20] - Tak, dokładnie tak samo. Pamiętam, że bardzo mnie zdziwiło to, że były bardzo elegancko ubrane w czarne garnitury i całkowicie zdezorientował mnie fakt, że nie mogłem zobaczyć ich twarzy, bo to nie jest aż tak daleko od mojego okna, więc mogłem rozpoznać ludzi, których widziałem na tej ulicy, a ich twarzy nie było widać. To było takie dosyć dziwne dla mnie.
[38:46] - Nie było widać twarzy, ale były widoczne takie typowo ludzkie cechy wyglądu, budowy ciała, tak?
[38:54] - Tak. Głowę również miały taką ludzką i tak jakby całkowicie była pokryta skórą.
[38:59] - I to były takie całkowicie fizyczne postaci, prawda? Nie przebijało nic przez nie, prawda?
[39:07] - Nie. Całkowicie fizyczne postacie. Ten wzrost był bardzo dziwny. Fakt, że nie mogłem rozpoznać ich twarzy, dopiero jak zacząłem się im przyglądać, że w ogóle są innych rozmiarów i idą gęsiego w synchroniczny sposób. To było w Świnoujściu.
[39:25] - Ile miałeś lat podczas tego pierwszego zdarzenia?
[39:28] - 10 lat miałem. Następna historia była długo, długo później, bo pięć, sześć lat później, jak już byłem nastolatkiem. Wciąż rozgrywała się w tym samym bloku betonowym. Pokój dzieliłem z dwoma braćmi i nasze łóżka były równolegle do okna, jedno za drugim, bo to pierwsze zdarzenie zapoczątkowało różnego rodzaju dziwne zdarzenia w moim życiu, którymi chętnie się dzielę, bo po prostu to przeżyłem i uważam, że bardzo dużo ludzi przeżyło różne dziwne rzeczy, które są niewyjaśnione, tylko się tym nie dzielą. Odgrywało się to w pokoju, w którym spałem z braćmi. Nagle zaczęło światło mrugać w pokoju. Szturchnąłem brata, bo był na odległość ręki, żeby wstał i zgasił światło. Tak mocno go szturchnąłem. On wstał taki zniesmaczony i powiedziałem mu, żeby zgasił światło. On wstał, poszedł zgasić to światło i położył się z powrotem, a ja się obróciłem na drugi bok, że byłem twarzą do ściany i nie wiem, ile czasu minęło.
Światło znowu zaczęło mrugać i wkurzyłem się. Wstałem i stanąłem na łóżku najmłodszego brata i odkręciłem żarówki w żyrandolu, żeby nie mrugało. Położyłem się z powrotem spać, tym razem twarzą w kierunku drzwi i wyłącznika światła. I po chwili znowu zaczęło światło mrugać. Również nie wiem, ile czasu upłynęło. Może to kilka minut, może kilka godzin. Nie mam pojęcia, ale światło zaczęło mrugać i otwierając oczy widziałem postać, która stoi przy włączniku i bawi się nim. Dlaczego mówię, że się bawi? Bo miała taki przerażający uśmiech na swojej twarzy, a cała postać wyglądała jak mój brat młodszy i była cała tak jakby z cienia. Tak jakbym nie była fizyczna, tak jakbym cieni czyjeś oglądał i przerażający uśmiech miała i bawiła się tym wyłącznikiem.
I zacząłem krzyczeć. I moi bracia obydwoje się obudzili i zaczęli krzyczeć, płakać. Co się dzieje? Tak jakby postać znikła, światło dalej mrugało i po prostu wszyscy się obudzili. Uciekliśmy do pokoju mamy i ja do tej pory, miałem wtedy 15 lat, już nastolatkiem byłem, pamiętam, jak bardzo przerażony byłem tym faktem, tą postacią, tym, że żarówki nie było i mimo tego wciąż mrugało światło. Od tego momentu zacząłem kwestionować bardzo dużo rzeczy, które uczyłem się w szkole i które starsi ludzie mi przekazywali. Jeśli chodzi o świat rzeczywisty.
[42:08] - Zanotowałem sobie, że światło mrugało, mimo że było wyłączone, a dodajmy do tego, że mimo że nie było żarówki, tak?
[42:16] - Tak.
[42:17] - Czy dyskutowaliście potem w gronie braci nad tym, co się wtedy tej nocy wydarzyło? Wymienialiście się jakimiś spostrzeżeniami?
[42:27] - Tak. Z moim młodszym bratem czasami o tym rozmawialiśmy, ale rozmawialiśmy bardziej w sposób taki, że wymienialiśmy się tym, co pamiętamy z tamtego okresu, bo na drugi dzień rozmawiałem z mamą i ona powiedziała, że to prababcia przyszła się pożegnać.Tłumaczyłem, że to absolutnie nie była nasza prababcia, że to przybrało formę mojego młodszego brata. Otwierając oczy myślałem, że to jest on, ale ten uśmiech i ta cienistość tej postaci przeraziła mnie.
[43:00] - Rozumiem, że wtedy to był moment, kiedy prababcia jeszcze żyła, ale umierała, tak? Z tego, co rozumiem.
[43:08] - Nie. To było kilka tygodni po tym, jak umarła.
[43:11] - Ale można sobie zadać takie pytanie: jaki interes miałaby prababcia w przebieraniu się za młodszego brata?
[43:18] - Tak. To było tłumaczenie mojej mamy. Po prostu chciała nas uspokoić, bo w histerii byłem. Nie mogłem sobie tego wytłumaczyć, że wykręciłem żarówkę i mimo wszystko światło wciąż mrugało. To niedowierzanie od osób, bo ze wszystkimi się dzieliłem, kogo spotkałem na swojej drodze z tą historią. To niedowierzanie jeszcze bardziej umacniało mnie w tym, że ci ludzie jeszcze nie pojmują, jak świat rzeczywisty wygląda i nie rozumieją, że czasami dzieją się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić.
[43:57] - Jest to na pewno zdarzenie, które wykracza poza ramy postrzegania i pojmowania świata. Zarówno często świadków, jak i też szczególnie osoby, które słyszą takie historie. Nasuwają się skojarzenia z jakimiś horrorami, że na przykład ktoś sobie coś pooglądał i mu się przyśniło. Poczytał tego typu sprawy.
[44:19] - Tak.
[44:21] - W wiadomości e-mailowej piszesz, że następstwem był sen w wieku 16 lat i coś jeszcze po tym śnie się wydarzyło, tak?
[44:30] - Tak. Dokładnie ta sama postać mi się przyśniła. Wiem, że na pewno to był sen, bo obudziłem się z niego. Ale był bardzo rzeczywistym snem, że wstałem z łóżka, poszedłem do łazienki i wychodząc zobaczyłem, że mój brat stoi za firanką w salonie i zrozumiałem, że bawimy się w chowanego. Ale zbliżając się do niego zauważyłem, że to jest ta sama postać i niesamowity strach mnie opanował. Taka groza była i dźwięki, które wręcz uszy bolały mnie od słuchania tych dźwięków, statyczne, bardzo głośne. I podchodząc do tej firanki coraz bliżej, bo ja od tamtego czasu, kiedy miałem 15 lat i to zdarzenie z żarówką się wydarzyło, to bardzo zainteresowałem się tematami paranormalnymi, ale niekoniecznie je zgłębiałem. Jeśli chodzi o literaturę czy jakąkolwiek edukację w tym kierunku. Bardziej skupiałem się na przeżywaniu życia w głębszy sposób, przyglądaniu się rzeczy bardziej. Niekoniecznie tak, jak opisują to ludzie.
Więc znalazłem w sobie odwagę, będąc w tym śnie. Wracając do tego snu. Przepraszam, że taka mała dygresja. Poczułem, że to jest mój brat i zacząłem się bardzo szybko do niego zbliżać i dźwięki narastały. Coraz większa groza i poczułem, że on chce mnie wystraszyć, żebym nie podchodził do niego i odsłaniając firankę to już takie apogeum było, że czułem, że bębenki mi wybuchają i objąłem go dwoma rękoma i powiedziałem do niego: „Braciszku”. I wszystko ustało nagle. Zrobiło się spokojnie i poczułem, że on mnie bardzo mocno kocha. Ta istota czymkolwiek była. Taką miłość wewnętrzną poczułem. I pamiętam, że się obudziłem z takim uśmiechem na twarzy, że to było coś odważnego z mojej strony, że naprawdę zdobyłem się na coś takiego.
[46:32] - Przytulić demona to jest nie byle co, jakby nie było.
[46:36] - Tak. Mam jeszcze jedną historię, jeśli chodzi o tego demona, bo wydaje mi się, że to była demoniczna postać i również związana z moim młodszym bratem, bo w bardzo młodym wieku wyjechałem za granicę i znalazłem bardzo dużo ciekawych ludzi, którzy zajmowali się podróżami poza ciałem, kinestetyką, ogólnie telepatią, podróżami poza ciałem, świadomym śnieniem. Ze ciekawości z nimi rozmawiałem i nauczyłem się pewnych umiejętności, które bardzo mi ułatwiły życie obecne i jedną z nich były również podróże astralne, podróże poza ciałem. I często miałem tak, że jak miałem utrudniony kontakt z daną osobą, to próbowałem się do niej dostać w sposób astralny. I pamiętam, że raz próbowałem sprawdzić, co się dzieje u mojego młodszego brata i idąc spać zrobiłem swój rytuał, bo mam takie rytuały swoje, które pomagają mi osiągnąć ten stan. I pojawiłem się nad jego blokiem, w którym mieszkał i zacząłem się zbliżać w kierunku jego mieszkania i zobaczyłem przez okno najpierw, że siedzi na łóżku i płacze bardzo. Bardzo płakał i za nim stała taka postać czarna z rogami i z łbem takiego kozła, tylko wszystko było czarne i cieniste. Nie miało postaci fizycznej. I zacząłem się zbliżać swoim ciałem astralnym do niego. I jak wszedłem do mieszkania przez okno, wpłynąłem tam, to ta postać spojrzała, bo ona nad nim się pastwiła.
A on płakał i ona spojrzała się na mnie i taki huk usłyszałem i wystraszyła mnie. I szybko wróciłem do ciała, sekundę może to trwało. To ostatnie moje spotkanie z nią.
[48:36] - Tutaj jeszcze nawiążę do tego przytulenia tej cienistej postaci, bo to mi się skojarzyło z sytuacjami, które czasami opisują osoby parające się OOBE emanacja czegoś negatywnego, jakiegoś lęku czy czegoś, co próbuje zaburzyć nasz spokój.To można właściwie nazwać takim działaniem na tą postać energią miłości. Czystej, bezwarunkowej miłości, która powoduje odprowadzenie tej postaci tam, gdzie jej miejsce, kolokwialnie mówiąc.
[49:07] - Tak, zgadzam się z tym całkowicie. W ogóle uważam, że odpowiedzią na wszelką negatywną energię jest miłość. Niesamowicie potężna energia.
[49:16] - A czy w tym mieszkaniu dochodziło wcześniej do jakichś paranormalnych incydentów bądź innych trudnych do wytłumaczenia zdarzeń?
[49:24] - Pamiętam, że raz w nocy wracaliśmy od mojej babci i prababci, bo dziadkowie mieszkali razem i moja prababcia również z nimi mieszkała. Pamiętam, że wracaliśmy do domu i moja prababcia tak jakby już umierała. Niewiele jej zostało czasu na tym świecie. I wieczorem, bo jeszcze wtedy nie było telefonów komórkowych, zadzwonił telefon stacjonarny, że prababcia już nie żyje. I pamiętam, że w nocy wszyscy spali i nagle pukanie do drzwi. I wtedy moja mama również nam powiedziała, bo wszyscy się obudzili. Ta synchroniczność tej pobudki u wszystkich była taka, jakby wszyscy słyszeli to stukanie do drzwi. I moja mama również mi powiedziała wtedy, że to prababcia przyszła się pożegnać, bo otworzyłem drzwi i nikogo za nimi nie było.
[50:17] - Można powiedzieć taka klasyczna amunicja. Zmarły informuje o swoim odejściu bliskich.
[50:22] - Tak.
[50:23] - W mailu wspominasz też o jakichś innych jeszcze spotkaniach z demonami. Czy możesz coś o nich opowiedzieć?
[50:30] - Może innym razem, bo niektóre z nich są takimi dosyć ciężkimi przeżyciami dla mnie i jak o nich opowiadam, to przeżywam je trochę na nowo. Akurat te, o których opowiedziałem, to już dawno się pogodziłem z nimi, zrozumiałem je i są dla mnie bardzo ciekawym tematem do rozmów.
[50:48] - Rozumiem. Ładunek emocjonalny często towarzyszy opowiadaniu o takich zdarzeniach, także ja to w pełni rozumiem. Możemy się kiedyś jeszcze telefonicznie umówić, jeżeli będziesz gotowy oczywiście. Wspominałeś o astralnym sprawdzaniu, co słychać u innych osób w stanie OOBE. Czy to się udawało zweryfikować później?
[51:11] - O, wielokrotnie. Na pewnym etapie swojego życia stwierdziłem, że jestem szamanem po prostu. Jestem szamanem i takie rzeczy są częścią mojego życia. Teraz już trochę mniej praktykuję w jakikolwiek sposób, aczkolwiek nieraz była sytuacja, w której sprawdzałem na przykład co u mojej siostry i jej córek się dzieje i nagle cały pokój przepełnił się wrzaskami. Słyszałem wrzaski w pokoju, w którym siedziałem, bo ani nie zasnąłem, zdalnie to robiłem i siedząc w pokoju słyszałem krzyki dziewczynek ze ścian. I później rozmawiając z siostrą dowiedziałem się, że tam nieciekawe rzeczy się działy.
[51:59] - Bez wchodzenia w szczegóły taka sytuacja alarmowa, o której się dowiedziałeś w sposób pozazmysłowy, tak?
[52:07] - Tak. Ale to było bardzo dziwne, bo krzyki wydobywały się ze ścian w pokoju, w którym siedziałem.
[52:16] - Jakieś inne jeszcze sytuacje? Bo rozumiem, że tego trochę było, prawda?
[52:21] - Tak, jak najbardziej. Mogłem się lepiej przygotować do tego i przejrzeć moje zapiski, bo część z nich dokumentowałem z kolegą. Bardzo często omawiamy takie tematy obszernie. Trochę stremowany jestem, żebym teraz musiał przygotować się bardziej. Przepraszam, wiedziałem, że zadzwonisz, ale nie przygotowałem żadnych innych historii.
[52:47] - Jeżeli chcesz oczywiście, to możemy się umówić na zarejestrowanie drogą telefoniczną dla potomności tych pozostałych zdarzeń. Jeżeli oczywiście masz na to ochotę.
[52:59] - Jak najbardziej. Ja uważam, że powinniśmy się wszyscy dzielić swoimi przeżyciami. Jedni mogą je odbierać poważnie, inni mogą odbierać jako historię, fantastykę. Dla każdego coś tam jest ciekawego.
[53:12] - I też słuchając takich historii dużo ludzi przeżywa takie otwarcie się klapki w głowie, że: „hej, ja też coś takiego przeżyłem. Nie jestem sam ze swoim doświadczeniem”.
[53:24] - Tak, jak najbardziej.
[53:27] - W ostatniej części dzisiejszego odcinka przenosimy się do małej wsi na Dolnym Śląsku, gdzie w połowie lat 80. ubiegłego wieku doszło do dziwnego zdarzenia z udziałem małego obiektu latającego z pasażerami w środku. Na prośbę rozmówcy zmieniłem mu głos oraz wyciąłem nazwę wsi.
[53:47] - Chciałbym opowiedzieć swoją historię i jakie miałem zdarzenie w 1985 albo 1986 roku. To jest miejscowość gmina Dolny Śląsk. Ja mieszkałem w tej wiosce, gdzie naprzeciwko mnie była jednostka Armii Radzieckiej, lotnisko wojskowe i tam bardzo często startowały 18, 19, 20 Migi na loty. Tak było aż do 1990 roku, jak się wyprowadzili z Polski. A zdarzenie miało tak: był czerwiec, była piękna pogoda. Mój dziadek poszedł za dom, bo za domem mieliśmy łąkę. Poszedł za dom dwa dni wcześniej czy jeden dzień wcześniej, skosił trawę i ona się suszyła, czyli sianokosy były. Ja, moja siostra i albo brat, albo ja z siostrą. Dziadek powiedział do mnie tak: „Weźcie widły i drewniane grabie i idźcie tamtą łączkę sobie zróbcie dwie kopy, bo tam malutko siana będzie”. Bo od strony zachodu szła burza, bardzo taka ciemna, straszna burza.
Ja pamiętam, jeszcze takiej burzy nie widziałem.To ja poszedłem ze siostrą i nie pamiętam, czy brat jeszcze był, ale wiem, że na pewno była siostra. Poszliśmy grabić to siano. U nas praktycznie codziennie te MIG-i latały. Było głośno, hałas był. I zaczęliśmy grabić. I od strony zachodniej, czyli od Zgorzelca, szła chmura. Taka bardzo ciemna. Ciemno strasznie było. I tak grabimy siano. Ja grabię siano z widłami i nagle od strony zachodniej widzę światło.
I to światło się do mnie przybliża. Przybliża mi się i nagle powstała cisza, tak jakby wszystko się wyłączyło. Przybliżyło to się do mnie na odległość metr, półtora. I to jest ważne. Mogę to porównać, że to była butelka od mleka. Można było kupić mleko w szklanym opakowaniu w latach 80. I ona emitowała bardzo mocne światło ciepłe. I ta butelka czy ten pojazd w kształcie butelki od mleka był w środku oświetlony, tak jakby pan miał szklane opakowanie oświetlone, czyli butelkę. I co pamiętam do dzisiaj. Nagle ten pojazd czy ta butelka ze światłem zwolniła.
Niech pan słucha teraz, co się stało. Patrzę się na tą butelkę, a tam były postacie. Jak ma pan butelkę na przykład od mleka szklaną, to widzi pan, że ona ma szerokości około ośmiu, dziesięciu centymetrów. Ja tą butelkę widziałem, ale w rzeczywistości w tym środku to była powiedzmy krzeszeń dwumetrowa, trzymetrowa. I co się dzieje? Był hol i byli ludzie, ale ludzie wysokości około pięciu, ośmiu centymetrów. I ci ludzie zaczęli w tej butelce podchodzić tak, jakby pan podchodził patrzeć się na Guliwera. I tak się na mnie patrzyli. A jacy byli? Takie złote włosy, długie i na biało.
Takie płaszcze białe. Ale co mi się zwróciło uwagę? Złote włosy i postacie ludzkie. Tak jakby byli zmniejszeni ludzie do postaci ośmiu, pięciu centymetrów. I jedni przychodzili, i drudzy przychodzili i był taki pulpit sterowniczy z boku w kształcie L i tam jakieś światełka jeszcze w środku migały. I powiem panu, że ta butelka się zatrzymała. Trwało to około 10, 20 sekund, ale do dzisiaj pamiętam środek tego pojazdu kosmicznego. I ci ludzie patrzyli się, tacy z szoku byli, że zobaczyli takiego wielkiego człowieka jak ja i moją siostrę. I tak ten pojazd. I cisza.
Była ogromna cisza. I ten pojazd zaczął się oddalać powolutku i sobie po prostu zniknął. I to zapamiętałem. A cały czas pamiętam te postacie w tym pojeździe kosmicznym, czyli w tej butelce, jak ja to nazywam, oświetlone. I to mnie całe życie męczy. Ja to pamiętam i chciałem to tylko zgłosić.
[58:27] - To był taki mały obiekt, prawda? Z tego, co rozumiem.
[58:31] - Tak. Tak jak pan pamięta butelki szklane, w których było mleko w latach 80. Ja to kojarzę z butelką od mleka. I to było światło takie żółte, ostre, jakby pan wrzucił oświetlenie do butelki. I to tak właśnie od strony zachodniej. Mówię panu, to powolutku. Ja dzisiaj pamiętam te postacie, które na mnie się patrzyły jak na Guliwera, którego zobaczyli. Bo mówię panu, butelka ile może mieć? Sześć centymetrów średnicy, co nie? A jak pan widział, to pan widział, jakby to było długie na dwa, trzy metry.
Tam po prostu życie jakby się toczyło. Jedni przychodzili z jednej strony, drudzy z drugiej. Z boku pulpit w kształcie L, jakieś tam światełka mrugały. A ci ludzie przychodzili i mówię panu, postacie były ludzkie tak jak my, tylko z długimi włosami. Ale wszyscy byli na biało ubrani, czyli mieli takie płaszcze. Ja nie wiem, czy to były materiałowe czy kombinezony. Tego nie pamiętam. Ale mi to się zwróciło uwagę. To takie długie pod same kostki te ubiory białe.
[59:33] - A czy siostra też ten obiekt widziała?
[59:36] - To znaczy, ja powiem tak. Ja jestem z 1972 roku, moja siostra jest z 1975 i nie pamiętam, czy mój brat też był. Był z 1977 roku. Ja powiem panu szczerze, ja nigdy z siostrą na ten temat nie rozmawiałem. Nigdy. Czy pamięta? Nie wiem. Mogę zadać pytanie. To był 1985, 1986 rok, bo ja to byłem jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam, co nie?
Ale powiem panu, że nigdy nie rozmawiałem na temat tego. Po prostu się wstydziłem. Nie wiem, jakoś to umarło śmiercią naturalną. A te lata, które przyszły teraz i słucham te ciekawostki, ja to przeżyłem, wie pan? I chciałem się tylko podzielić, czy ktoś takie coś widział. Ja nie widziałem nic wielkiego pojazdu, tylko taki mały pojazd widziałem. Czy to UFO, czy butelkę. Nie wiem, jak to nazwać.
[01:00:25] - A pamięta pan może zachowanie siostry w tamtym momencie? Czy to nie zaprzątało pana w momencie zobaczenia tego obiektu?
[01:00:33] - Nie. Ja pamiętam to, co mogę panu opisać, to tak, jakbyśmy byli sparaliżowani. Ja pamiętam, że ja na tych widłach. Wie pan, jak te widły są do siana, to one mają dwa takie zęby. I ja pamiętam, że byłem sparaliżowany. I wielka cisza. Cisza. Po prostu cisza. Tak jakby punkt inaczej. Jakby cała nasza uwaga skupiła się na tym pojeździe i po prostu zamarliśmy.
W ten sposób mogę panu powiedzieć.
[01:01:00] - Jednym z uderzających elementów tej historii jest ta cisza. Tak jakby nastąpił tak zwany czynnik Oz. Wszystko dookoła zamarło i jest tylko świadek i obiekt.
[01:01:09] - Tak, dokładnie. Ja nigdy nie poruszałem tego tematu ani z bratem, bo uważam, że w 1985 roku mieli mało lat i siostra czy pamięta? Nie wiem. Ja mieszkałem przed jednostką Armii Radzieckiej. Migi latały od 18:00 całe wieczory i było głośno. I one też w tym dniu leciały. Było głośno i nagle zamarła cisza. Cisza. I bardzo, bardzo... Jeszcze takiej ciemności nie pamiętam, jak tamtej.
I to mi się rzuciło, bo było bardzo ciemno, a ta butelka od strony zachodniej zaczęło światło. To było światło i to światło bardzo powoli w moją stronę. Poruszało się, ale nie leciało. Bardzo wolno się poruszało, tak jakby oni chcieli, żebym ja widział, co w tej butelce w środku jest.
[01:01:59] - Tak jakby taki podlatujący trochę duży świetlik, prawda? Próbuję sobie to zwizualizować i coś takiego mi przychodzi.
[01:02:07] - Ja to cały czas pamiętam jako butelkę półtoralitrową czy dwulitrową, co mleko sprzedawali w latach 80. To mi odpowiada najbardziej, żeby panu porównać kształtem. Butelka szklana do mleka, jak w latach 80. można było kupić mleko w sklepie.
[01:02:22] - Zastanawiam się, co to tak naprawdę mogło być. Tutaj właściwie bardzo dużo różnych możliwych opcji do rozważenia się pojawia, wielu bardziej opartych na naszej rzeczywistości. Może to był taki jakiś rodzaj portalu, przez który te istoty sobie podpatrywały czy też badały teren pana i tak dalej.
[01:02:45] - Nie wiem. Ja tylko chciałem po prostu... Ja was słucham i to, co mówicie, to, co się wszystko dzieje, to się dzieje. Ja to pamiętam od tamtych lat i do dzisiaj widzę ten moment, który widzę. Widzę tych ludzi w złotych. Dla mnie to był złoty kolor, długich i biali. Wszyscy ubrali białe spódna, płaszcze pod kostki i tak przychodziły, tak jakby mieli szklany wielki... Jak to się nazywa? Żeby oglądać nas. Dla mnie to była zwykła butelka, w której butelce znajdowały się istoty.
Butelka była taka, jaka była, ale w rzeczywistości to tak, jakby ona w środku miała dwa, trzy metry. Po prostu ja widziałem takie pomieszczenie w tej butelce.
[01:03:36] - Czy pan może zauważył po oddaleniu się tego obiektu jakieś ślady jego obecności? Nic nie zostawił, prawda?
[01:03:44] - Nie, nic. On był przede mną gdzieś około półtora metra. Metr, dwa metry. Ja widziałem go bardzo dokładnie i do dnia dzisiejszego pamiętam. Czy zostawił ślady? Nie wiem, bo miałem tyle lat, ile miałem w 1985 czy 1986 roku. Ja to potraktowałem z tą ciekawością, która mi została do dzisiaj. Ja się nikomu nie chwaliłem, bo powiedziałem w pracy dwa razy, to mnie wyśmiali. To ja mówię: „Co ja tam będę gadał?”. To dla siebie zostawiłem, ale widzę to do dzisiaj to spotkanie i uważam, że coś w tym jest.
[01:04:20] - Czy krawędzie tego obiektu były ostre, czy też rozmyte? Czy on tak bardzo wyróżniał się z tła?
[01:04:28] - Nie. Dla mnie to była butelka. Szklana butelka. Tak jakby pan wziął butelkę. Kształt butelki okrągłe, czyli okrągłe. Okrągłe i z tyłu było trochę zwężenie, bo tak jakby pan patrzył butelkę od piwa, czyli szyjką do tyłu było, czyli przodem leciała ta butelka przede mną i poleciała w stronę wschodnią.
[01:04:55] - Czyli ta grubsza część, jak dobrze rozumiem, była skierowana w pana stronę, tak?
[01:05:00] - To znaczy ona we mnie nie leciała, tylko leciała prostopadle. Tak to się mówi. Wie pan, o co chodzi? Nie, że to we mnie leciała. Nie. Jakby pan stał, to tak jakby butelkę pan wziął do ręki nie przodem do pana twarzy, tylko tą całą powierzchnią. Tak, raczej bokiem. W ten sposób. Nie wiem, nie umiem się wypowiedzieć. Po prostu stałem, a ona nie leciała w stronę mnie, czyli do mnie do twarzy, tylko leciała od lewej ręki do prawej ręki.
Czyli w ten sposób leciała. Od strony zachodniej do strony wschodniej na wysokości płotu. Ile może pan mieć? Metr pięćdziesiąt. Bo to był zaraz płot, była łąka i my tam to siano grabiliśmy. Na wysokości tego płotu była. I ona sobie leciała od strony zachodniej, od strony lewej ręki. Przybliżała się do mnie, zwolniła. No i patrzyli się jak na Guliwera i sobie powolutku odlecieli i znikła.
[01:06:03] - Rozumiem, że te istoty w środku tej butelki, czy też jakkolwiek nazwać ten obiekt, poruszały się w taki bardzo ludzki sposób, tak?
[01:06:10] - Tak, dokładnie tak. Normalnie tak jak my. Mieli nogi, mieli twarze, mieli ręce i długie złote włosy i byli na biało. I w środku było wszystko oświetlone. Patrząc się na tą butelkę, ten pulpit był przy prawej ręce w kształcie L. I mówię panu, że tam było takie oświetlenie, że pan wyraźnie widział wnętrze tego obiektu. À propos tego spotkania jeszcze z tymi istotami, to nie wiem, czy to jest ważna rzecz, ale to jest taka malutka, nieistotna rzecz. Może to nic się nie łączy ze sobą. Może to zbieg okoliczności. Może tak jest.
Wie pan co? Ja po tym spotkaniu z nimi, może minęło dwa miesiące, trzy, sobie siedzę na krześle i oglądam jakiś film i jak jest kolano i noga, zaczęło mnie coś swędzieć. Ale powiem panu, nie wiem, czy to można łączyć z tym. I pod skórąMiałem. Jak to dotykałem, szło mi to od kolana aż prawie pod nogę. Tak jakby łożysko. Jak w rowerach były takie małe kuleczki, to ja sobie taką kuleczkę od kolana do dołu robiłem. Mówię: "Kurde, co to jest?" I tak robiłem, robiłem i później mi to znikło, ale to też pamiętam. Nie wiem, czy to jest związane z tym spotkaniem, ale coś takiego miałem. Może to jest mało istotna rzecz, ale coś takiego miałem pod skórą.
Po prostu to znikło i do dzisiaj.
[01:07:43] - Może to być coś podobnego do tego, co ja czasami mam w uszach. W płatkach usznych robią mi się takie zgrubienia, które po jakimś czasie znikają. Też takie kulkowate, małe obiekty, które-
[01:07:54] - Może być.
[01:07:56] - Są wyczuwalne palcem, ale same się pojawiają. Trochę sobie tam siedzą i znikają.
[01:08:04] - Tak, dokładnie. Nie wiem, czy powinienem dzwonić do pana, czy nie, ale cały czas mówicie, żeby takie historie zgłaszać.
[01:08:10] - Ta historia z tą butelką szklaną, z tym obiektem jest dosyć niecodzienna, bo rzadko trafiają się historie, gdzie jest taki mały obiekt, a jeszcze rzadziej, żeby w tym obiekcie coś było i się ruszało żywego.
[01:08:23] - Ludzie. Ludzie. Dla mnie to byli ludzie.
[01:08:26] - Takie humanoidalne postacie, prawda? Cokolwiek tam było, pana świadomość to odczytała jako po prostu postacie ludzkie, tak?
[01:08:33] - Tak. Dokładnie. I pamiętam to do dzisiaj.
[01:08:38] - Pan wspominał, że jeszcze jakieś inne przykłady chciałby pan przytoczyć.
[01:08:43] - Drugi przykład miałem taki, że ja mam syna, 21 lat, córka ma 31 lat. Oni mieli te nocne spotkania z tymi szarymi, co nie? To chciałem tylko panu powiedzieć. Historii nie będę opowiadał, bo to powtarzają wszyscy, którzy mieli spotkania. Czyli moje dzieci miały spotkanie z tymi szarakami, z tymi osobami czy tym osobnikiem, który przyszedł do pokoju, co nie?
[01:09:08] - Takie klasyczne bedroom visitors, prawda?
[01:09:11] - Tak, dokładnie. I mówię panu, mój syn tymi się rzeczami nie zajmuje w zupełności, ale opowiadał, że miał właśnie to spotkanie, a córka miała jeszcze na starym mieszkaniu u koleżanki. Z koleżanką to przeżyła. To był taki drugi temat, że ja potwierdzam, że takie coś istnieje. Nie będę panu opowiadał, bo to jest klasyczne opowiadanie, to, co ja słucham u was.
[01:09:34] - Najlepiej by było, gdyby sami zainteresowani przekazali te historie. Gdyby byli oczywiście kiedyś zainteresowani.
[01:09:42] - Ja mogę powiedzieć i zapytam się, ale nie wiem, czy oni w to wchodzą. Nie wiem. Po prostu mi to przekazali. Mój syn to potraktuje, wie pan, jak potraktował to? Luzacko. W ogóle się tym nie przejmował, że takie miał zdarzenie. Po prostu oni to jakby przyjmowali za normalność. Ja powiem panu, że ja się trochę wystraszyłem, że do mnie może taki człowiek przyjść. Czy ten szarak. Jak do syna przyszedł w pokój, z boku coś śpi, a ja mówię: "Kurde".
Minął miesiąc. Trochę się bałem, ale nie przyszedł do mnie. A syn to po prostu, powiem tak brzydko, potraktował to luzacko. Było, minęło.
[01:10:20] - Takie, mi się wydaje, zdrowe podejście, bez jakiegoś, jak to mówią po angielsku, hopla, prawda?
[01:10:27] - Tak. Po prostu spłynęło to jak po kaczce synowi. Ja mówię, żebyś pokazał. I dokładnie to, co wy puszczacie w radiu, to samo. Że się budzi sparaliżowany. Nie wiem. Jakby się odważył, to może panu przekazać tą informację. I powiem panu, że właśnie moje dzieci miały spotkanie z tymi szarakami. Z tymi, jak to się mówi?
[01:10:48] - Najczęściej nazywa się ich po angielsku bedroom visitors. Ja staram się coraz częściej po polsku po prostu nazywać, bo już mam dosyć tych anglicyzmów. Sypialniani goście.
[01:10:59] - Właśnie. Także moi dzieci to mieli.
[01:11:04] - Zaprezentowany przez naszego ostatniego dziś rozmówcę opis zdarzenia z małym latającym obiektem i istotami w środku wydał mi się na tyle intrygujący, że postanowiłem pokusić się o analizę i próbę ustalenia, czym takie zdarzenie mogło być spowodowane. Opisany obiekt latający nosi pewne cechy pioruna kulistego, natomiast nie spotkałem się nigdzie z opisem mówiącym o obserwacji w środku takiego pioruna jakichś poruszających się istot. Jak wynika z opisu zdarzenia, nastąpiło ono przed wystąpieniem silnej burzy. Z tego, co udało mi się ustalić, ogromne napięcie elektrostatyczne w atmosferze tuż przed potężną burzą może indukować mikrowyładowania i silne pola elektromagnetyczne, które wpływają na płat skroniowy ludzkiego mózgu. Może to wywołać tak zwany syndrom Alicji w Krainie Czarów, nazywany również mikropsją. Jest to zaburzenie percepcji, w którym obserwowane obiekty lub postacie wydają się nienaturalnie małe. Towarzyszące temu uczucie paraliżu oraz zniekształcenie przestrzeni, jak na przykład wrażenie, że wnętrze obiektu jest znacznie większe niż jego zewnętrzna powłoka, bywają również zgłaszane podczas silnych stanów lękowych lub neurofizjologicznych anomalii wywołanych fizyką burzy. Oczywiście nadal w tym zdarzeniu mamy pewne niewiadome, choćby ze względu na obecność tutaj elementów charakterystycznych zarówno dla obserwacji UFO, jak i zdarzeń nasuwających skojarzenia z żywym folklorem. Szczególnie zwracają uwagę czynnik Oz, zauważona anomalia przestrzenna dotycząca obiektu i jego wnętrza, charakterystyczna zwłaszcza dla bliskich spotkań trzeciego typu CE3, a także wspomniana już obecność wewnątrz obiektu istot przypominających mikrohumanoidy, które biorąc pod uwagę opis ich wyglądu, pod pewnymi względami przypominają znane z tradycji ludowej małe istoty. Pod względem psychologicznym relacja naszego ostatniego dziś rozmówcy jest niezwykle spójna.
Świadek nie próbuje na siłę dopasować swojej historii do kinowych standardów science fiction. Posługuje się autentycznymi, codziennymi porównaniami z epokiJak butelka z lat 80. czy łożysko rowerowe, co paradoksalnie podnosi wiarygodność jego subiektywnego przeżycia. Jestem ciekaw oczywiście państwa komentarzy. Zachęcam do dzielenia się swoimi odczuciami odnośnie tej oraz innych usłyszanych dziś historii w sekcji komentarzy. Jeśli zaś macie jakieś swoje przeżycia o trudnym do wyjaśnienia charakterze i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu. Zapowiedzi kolejnych audycji wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz we wpisach na naszych profilach społecznościowych. Na www.paranormalium.pl znajdziecie ponadto bogatą bazę artykułów, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Z kolei w archiwum podcastów przybyło ostatnio odcinków, które otrzymały pełną transkrypcję o wysokiej dokładności, dzięki czemu przykładowo wyszukanie konkretnej wypowiedzi z któregoś z wcześniejszych odcinków „Mówią świadkowie” powinno być teraz jeszcze łatwiejsze. Polecam oczywiście również nowy numer miesięcznika „Nieznany Świat”, w którym obok innych ciekawych artykułów mocno zaznaczył swoją obecność temat nawiedzonego domu w Malborku.
Polecam również państwa uwadze kanał czasopisma na YouTube, gdzie już niebawem powinien się ukazać zapis spotkania z Dariuszem Fojt poświęconego intrygująco się zapowiadającej nowej książce „Dziennik z Mysłakowic”. Książka opisuje mrożącą krew w żyłach, autentyczną historię, której jednym z elementów jest fotografia ducha pewnej kobiety, której wizerunek uchwyciła kamera monitoringu. Duch ów ma przynosić ze sobą traumy wszędzie, gdzie tylko się pojawi. Polecam również państwa uwadze kanały Ady Edelman „Biuro duchów”, Piotra Cielebiasia „UFO Historie” oraz Marka Żelkowskiego „Wehikuł wyobraźni”, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A do obecnej na naszym kanale listy kanałów polecanych dołączył niedawno kanał Kamila Nizio pod tytułem „Przeboodzenie”, pisane przez dwa „o”. Kamila znają przede wszystkim bywalcy kanału „UFO Historie”. Od pewnego czasu prowadzi on również swój autorski kanał o zbliżonej tematyce. Warto zajrzeć i zasubskrybować. Polecam gorąco. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu.
Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki „Kontakt” na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość.
[01:17:30] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[01:17:42] - Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl.