Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. Witam bardzo gorąco i serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium i zapraszam na kolejny odcinek podcastu "Mówią świadkowie", poświęconego na prezentację najciekawszych przypadków spotkań z nieznanym, jakie trafiają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek w całości wypełnią relacje o obserwacjach UFO, nadesłane drogą tekstową. Oprócz obserwacji z terenu Polski zapoznamy się również z opisami kilku obserwacji dokonanych przez naszych rodaków poza granicami kraju. Niektórym relacjom będą towarzyszyły nadesłane przez ich autorów ilustracje. Pojawią się również wybrane relacje z archiwum niedziałającego już portalu Infra. Cała audycja podzielona będzie na dwie części. W pierwszej zaprezentuję krótsze zgłoszenia, w drugiej zaś zapoznamy się z obszerną korespondencją, w której słuchacz opisał dziesięć zdarzeń, w większości związanych z UFO, przy czym jedno zdarzenie wyraźnie się wyróżnia ze względu na pojawienie się w nim nieoznakowanego, czarnego helikoptera, który ulotnił się, gdy tylko nasz słuchacz wyjął smartfona.
Tradycyjnie, zanim przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji, pozwólcie Państwo, że przypomnę kontakty dla tych, którzy chcieliby podzielić się z Radiem Paranormalium swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
Przy tej okazji przypomnę jeszcze, że relacje o obserwacjach UFO można również nadsyłać do naszego serwisu www.ufo-relacje.pl, www.ufo-relacje.pl. A teraz, zgodnie z zapowiedzią, przechodzimy do prezentacji krótszych relacji nadesłanych drogą tekstową. Relacja z archiwum portalu infraorg.pl, nadesłana 10 października 2012 roku: "Mieszkam w centrum Katowic i często chodzę palić do okna, patrząc na katowickie rondo. Dzisiaj około 20:55 poszedłem na fajkę. Odpaliłem, wziąłem może trzy machy i zobaczyłem, jak samolot leci. Często, jak chodzę zapalić wieczorem, to obserwuję, jak latają.
Jednak niebo było pochmurne, a ten obiekt leciał zdecydowanie niżej niż samoloty zazwyczaj, bo pomimo chmur było widoczne. Minęły może ze trzy sekundy i nic nie mrugnęło, ani intensywnie czerwone przednie światło, ani tylne ciepło-białe.
Nie widziałem żadnego kształtu pomiędzy nimi, tak jakby nie było samolotu. Ciepło mi się zrobiło. Obiekt poruszał się jednostajnie ruchem prostolinijnym w kierunku Chorzowa, tak jak zwykle robią to samoloty. Zaczął jednak skręcać w lewo, w kierunku katowickiego Rynku. Przez to leciał z dziesięć sekund dosłownie przed moimi oczami, ale w odległości przynajmniej pięciuset metrów. Poruszał się dalej tak przyjemnie, jednostajnie i wtedy też przyglądnąłem się przedniemu światłu. Było wciągająco bordowo-czerwone i chyba wydobywało się z niewielkiego otworu, bo nie oślepiało. Coś jak LED-y w Passatach. Niestety, po lewej stronie przed nosem mam duży budynek, więc obiekt zniknął za nim....Minęło kolejne siedem do dziesięciu sekund i pojawił się z lewej strony tego budynku i kontynuował skręt w lewo. Zerwałem się jak szalony, wołając żonę, przy okazji nie budząc dziecka, że chyba UFO na zewnątrz widziałem i podbiegłem do okna na południowej ścianie budynku, by kontynuować obserwację. Leciał dalej. Przednie światło nie było już tak czerwone albo nie było już tak wyraźnie widoczne, albo też ustawione było już pod innym kątem. Obiekt leciał chwilę równolegle do Rawy, w kierunku wschodnim. Zaczął skręcać w prawo i ruchem prostolinijnym poleciał w kierunku Natychy. Udało mi się to coś obserwować jeszcze około minutę. Potem był już za daleko. Nie jestem pewien, ale gdy obiekt leciał mi tuż przed oczami, to z prawej słyszałem jakieś prum, prum, prum, ale nie był to ani rotor helikoptera, ani silnik samolotu. Katowickie rondo zawsze jest pełne samochodów, więc to one mogły doprowadzić do takiego wrażenia. Gdy kontynuowałem obserwację, to nie słyszałem już takich dźwięków. Na obrazku kolorem niebieskim zaznaczyłem miejsce, skąd prowadziłem obserwację. Trzynaste piętro budynku. Czerwona linia ukazuje tor przelotu obiektu od kółka do strzałeczki.
Korespondencja nadesłana w sierpniu 2018 roku. Jedna z wsi w gminie Zdarzenie miało miejsce 15 lipca 2018 Długołęka w województwie dolnośląskim. Wieczorem grałem na konsoli PS4 w grę Wiedźmin 3. Siedząc w swoim salonie zobaczyłem, że za oknem widać mały punkt, który leci po niebie. Z racji, że od miesiąca mieszkamy w nowym domu, nie mamy jeszcze rolet i mogłem bardzo dobrze obserwować niebo. Punkt, który się przemieszcza po niebie, nie był jaśniejszy od najjaśniejszej planety na niebie. W tym przypadku był to Jowisz, który jest widoczny na zdjęciu. Zdziwiło mnie, że ten punkt, który wziąłem za satelitę, zatrzymał się, rozjaśnił się i zatrzymał.
Wydawało mi się, że ten obiekt zobaczył, że na niego patrzę i zaczął świecić coraz mocniej, aż w pewnym momencie zaczął mnie tym światłem razić. Ciężko jest mi opisać wygląd tego światła. Było to światło intensywne, białe i nietypowe. Natychmiast napisałem na komunikatorze do mojej żony, aby wyjrzała przez okno. Niestety zajmowała się usypianiem córki i stwierdziła, że nie chce wstawać, aby jej nie obudzić. Wtedy pobiegłem po telefon i wykonałem to zdjęcie. Chciałem również nagrać film, ale w momencie, kiedy wybierałem na swoim telefonie opcję nagrywania, obiekt zniknął. Nie widziałem, jak odlatuje. Nie słyszałem żadnego dźwięku. Kiedy żona zeszła z piętra do naszego salonu, opowiedziałem jej o tym niezwykłym zdarzeniu. Jej reakcja była taka, że pewnie to dron i ktoś sobie robi żarty. Nie wiem, czy istnieją drony mogące świecić tak intensywnie. Tego samego wieczoru zdarzyła się kolejna dziwna rzecz. Moja córka posiada zabawkę o nazwie Szczeniaczek Uczniaczek. Kiedy się go naciśnie na przykład na ucho, zabawka odpowiednio reaguje. Zabawka miała uszkodzone ucho. Mogliśmy przyciskać bardzo mocno, a ucho nie reagowało. Tej nocy zabawka uruchomiła się samoczynnie kilka razy, a tym, co nas najbardziej zdziwiło, był odgłos naciśnięcia ucha. Do tej pory naciskając, nie udało mi się uruchomić tego odgłosu. Nigdy więcej tej kuli już nie widziałem. Nie widziałem również, aby po naszej okolicy latał dron.
Najbardziej mnie dziwi, że ten obiekt zaczął świecić w momencie, jak pomyślałem, że może to być coś niezwykłego, jakby wiedział, że na niego patrzę. Wstydzę się opublikować to zdjęcie na naszej wioskowej grupie facebookowej, aby zapytać, czy ktoś coś podobnego widział. Mieszkamy tutaj od miesiąca i nie chcę, aby ludzie przypięli nam jakąś etykietę.
Korespondencja nadesłana do portalu infraorg.pl 17 lipca 2013 roku. Wydarzenie, które chciałbym Wam opisać, miało miejsce w Łukowie, w województwie lubelskim, podczas mojego jesiennego urlopu w Polsce w 2011 roku. Otóż zatrzymałem się w miejscowym hoteliku przy tak zwanej małej obwodnicy Łukowa, to znaczy przy Alei Wojska Polskiego. W godzinach wieczornych, około dwudziestej, może ciut później, będąc w pokoju hotelowym, usłyszałem głosy rozmowy, które dobiegały z placu parkingowego przy budynku, gdzie wcześniej zaparkowałem auto na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Bojąc się o samochód, wyjrzałem zza firany okna hotelowego mieszczącego się na drugim piętrze.
Spojrzałem na swoje auto. Stoi, czyli wszystko w porządku. To tylko jakaś para. Kobieta i mężczyzna ze sobą rozmawiali. Ich niezrozumiałą rozmowę w tym pustym eterze można było usłyszeć przez zamknięte okno. Gdy stałem przy oknie, spokojny już o swoje auto i przyglądałem się ciutkę tej całej sytuacji, mój wzrok przyciągnął kulisty, metaliczny obiekt wyłaniający się zza rogu obwodnicy. Obiekt wykonał zakręt taki jak bieg ulicy. Sfera ta przemieszczała się bardzo wolno, horyzontalnie, w kierunku zgodnym z zasadami ruchu drogowego. Na wysokości poniżej lamp drogowych, słupów oświetleniowych i lekko poniżej mojej linii wzroku......Przypominam, że obserwacje prowadziłem z drugiego piętra, czyli jakieś pięć metrów. Rzadko uczęszczana w godzinach nocnych Aleja Wojska Polskiego ma po dwa pasy jezdne w jednym kierunku i są one odseparowane od siebie pasem zieleni z barierką. Obiekt ten nie leciał nad pasem zieleni, tylko śledził białą linię środkową pasa ruchu.
Prędkość, z jaką kula się poruszała, nie była większa od prędkości jazdy przeciętnego rowerzysty, czyli tak dla mnie około piętnastu, dwudziestu kilometrów na godzinę. Średnica obiektu powiedziałbym, że większa była od piłki do gry w koszykówkę, ale mniejsza od piłki rehabilitacyjnej, tak zwanej lekarskiej.
Za oknem niebo było czarne, latarnie zaświecone. Żółto-pomarańczowy kolor lamp ulicznych bardzo ładnie się odbijał od wypolerowanej powłoki obiektu. Ponieważ obiekt cały czas nadlatywał w kierunku, w którym się znajdowałem, skupiłem się tylko na jego obserwacji. Odsunąłem całkowicie firanę i otworzyłem okno. Pierwsze co, to naszła mnie chęć krzyknięcia do pary z parkingu: "Widzicie to?" Lecz słowa z siebie nie wydałem. Nie wiem, czy to przez egoizm, czy może dlatego, żeby nie ulec kompromitacji. Ja bym powiedział, że to raczej przez ciekawość nieznanego chciałem usłyszeć, czy kula wytwarza jakiś dźwięk przy poruszaniu się. Nadleciała bezszelestnie, nie wydała żadnego dźwięku.
I tutaj chciałbym nadmienić, że ani przed, ani po przelocie sfery po alei nie przejechało żadne auto, z którego na przykład mogłaby być ona sterowana radiowo, jak w przypadku modnych teraz dronów z silniczkami elektrycznymi.
Najbliższa odległość kontaktu wzrokowego z obiektem to po dokładniejszej analizie z Google Maps będzie zaledwie kilka metrów w linii prostej. Obiekt ten przeleciał tuż obok mnie, po czym zniknął za rogiem budynku. Trwało to krótko, lecz przyjemność z oglądania tego była bardzo wielka i na wieki. W ciągu prawie dwóch lat od wydarzenia tylko trzem najbliższym osobom, dwóm z rodziny oraz przełożonemu z pracy, opowiedziałem, co się wydarzyło tego wieczora. Teraz, po przeczytaniu artykułu o kuli Betzów, która na fotografii bardzo przypomina tę z mojej opowieści, chciałbym się podzielić z Waszą Redakcją moimi kilkoma minutami życia. Obserwacja UFO nad Saint Martin w Antylach Francuskich w 1996 roku. Obudziłem się o trzeciej rano, bo miedziany talerz przywieziony z Polski, płaskorzeźba odlana z miedzi, który wisiał na ścianie cementowej, zaczął się ruszać i wydawać dźwięk metalu uderzającego w cement. Był to dźwięk przypominający odgłos gongu. Przez szklane drzwi z widokiem na Morze Karaibskie zobaczyłam owalny, lśniący obiekt w kolorze pomarańczowym, który znajdował się nieruchomo na małej wyspie Pinel, blisko Saint Martin, około jednej mili od miejsca, w którym byłam. Dom znajdował się na górce, więc widok na morze był bardzo dobry. Stałam jak wryta, bo nie mogłam zrozumieć tego, co widzę. To był ogromny obiekt, nieruchomy na tej niezaludnionej wysepce, lśniący na złoto, pomarańczowo.
Kiedy doszło do mnie, że może to być UFO, strasznie się przestraszyłam. Wcześniej nigdy nie interesowałam się UFO. Po tym, co widziałam, zaczęłam czytać na ten temat. Możliwe, że miedziany talerz wprawiony został w ruch przez siłę elektromagnetyczną obiektu. Wiatr nie byłby w stanie poruszyć tak ciężkiego, miedzianego talerza.
Relacja nadesłana do Radia Paranormalium 4 maja 2020 roku. Właśnie przesłuchuję kolejny raz odcinki "Z kart historii". Wspaniała seria, która w środowisku osób zainteresowanych jest po prostu ważna. Do napisania skłonił mnie odcinek zatytułowany "Spodek między solcem a pilawą". Chodzi o rodzaj niskiego dźwięku, który dobiegał z zewnątrz domu.
Mi zdarzyło się coś podobnego. Miało to miejsce rankiem 8 maja 2019 roku. Tamtej nocy pracowałem w domu do około 3:00, 3:30 i również słuchałem "Z kart historii". Jako ostatni tamtej nocy przesłuchałem odcinek "Bliskie spotkania z UFO w Józefowie. Co naprawdę wydarzyło się w 1993 roku?" Odcinek zrobił na mnie piorunujące wrażenie, spotęgowane tym, że mieszkam w Sulejówku, około dwunastu kilometrów w linii prostej od Józefowa. Około dwudziestu minut po przesłuchaniu audycji położyłem się spać.
W głowie wciąż przeżywałem audycję, nie oczekując w żadnym razie jakiegokolwiek nadzwyczajnego zdarzenia. Leżąc już z zamkniętymi oczami, po około minucie usłyszałem dziwny, pulsujący dźwięk dochodzący wyraźnie z zewnątrz domu.
Trwało to około piętnastu sekund. Takie metaliczno-mechaniczne buczenie o niskim tonie i lekko rosnącej i malejącej amplitudzie. Nie takie bardzo głośne, jednak przenikliwe i wyraźnie słyszalne. Kładąc się spać, nie byłem bardzo zmęczony i słysząc dźwięk, byłem w pełni świadomy.
Zrobiło mi się nieswojo. Poczułem pewne zaniepokojenie. Jeszcze podczas trwania tego dźwięku pomyślałem, że warto byłoby wyjść i zobaczyć, co to jest. Jednak leżało mi się niesamowicie przyjemnie, a ponadto towarzyszyło mi odczucie, że może nie powinienem. Jeszcze zobaczę coś, czego być może nie chciałbym zobaczyć....
Co za ambiwalentne uczucie! Przecież ja chciałbym zobaczyć UFO. Może przyczynił się do tego fakt, że przebywałem wówczas w domu sam? Możliwe, że obecność kogoś innego dodałaby mi odwagi w tamtym newralgicznym czasie. Jak wspomniałem, dźwięk po około piętnastu sekundach zaczął zanikać i po chwili zrobiła się cisza.
Leżałem i analizowałem. Nie chciałem tego tak zostawić i po około pięciu minutach zdecydowałem się wyjść na dwór, uprzednio biorąc ze sobą dobry aparat. Na dworze zastałem tylko piękny poranek, idylliczną atmosferę okraszoną głośnym śpiewem skowronków. O dziwo, nie przyszło mi do głowy, żeby na wszelki wypadek zrobić zdjęcia. Teraz tego żałuję. Sen miałem taki jak zawsze. Nic niezwykłego. Z pewnością żaden domowy sprzęt nie byłby w stanie wydać takiego dźwięku.
Najprawdopodobniej nie był to też odgłos samolotu. Sprawdziłem po przebudzeniu historię lotów nad Sulejówkiem w aplikacji Flightradar24.com i w czasie zdarzenia nie było nad tym terenem żadnych samolotów. Zresztą tutaj raczej tego rodzaju dźwięk nie trafia się, nawet jeśli gdzieś wysoko czy czasem niżej przelatuje samolot. Wydaje mi się, że zdarzenie to miało przesłanki prawdziwości i było związane z moim stanem specyficznego, przyciągającego, silnego poruszenia związanego z odsłuchaniem wspomnianej audycji. Podobny stan emocjonalnego zafascynowania towarzyszył mi jeszcze jednego razu. Pod koniec roku 2017 odsłuchiwałem audiobooka Darka Sugiera "Miłość i wolność poza ciałem". Wówczas to w nocy udało mi się dokonać dosyć spontanicznego wyjścia z ciała i eksploracji domowych pomieszczeń.
Niestety, owe stany psychicznej fascynacji zdarzają mi się niezmiernie rzadko, a na zawołanie nie da się ich wywołać. Nie przypominam sobie więcej niezwykłych zdarzeń związanych z nastawieniem psychicznym. Na zakończenie i niejako przy okazji chciałbym jeszcze wspomnieć o obserwacji pewnego kulistego obiektu w okolicach roku 1995 w miejscowości Janów pod Warszawą. Jako około dziesięcioletni dzieciak obserwowałem z rodziną wiszący czarny obiekt w kształcie kuli lub podobnym. Znajdował się około dwudziestu, trzydziestu metrów nad ziemią, mniej więcej pięćdziesiąt do stu metrów od nas. Nie był zbyt duży, z tego, co pamiętam, raczej nie miał więcej jak pół metra średnicy, być może mniej. Wisił w jednym miejscu, kręcąc się lub poruszając bardzo nieznacznie w obrębie zapisu.
Zastanawialiśmy się wszyscy, co to może być. Dziadek przyniósł nawet podręczną lunetę. Nie pamiętam niestety, jaki użytek z niej wynikł. Po kilku minutach obserwacji straciłem zainteresowanie tym obiektem. Pytałem niedawno mamę, czy pamięta to wydarzenie, ale nie może sobie tego przypomnieć.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym 2018 roku. "Chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem. Mam obecnie dwadzieścia sześć lat. Audycji radiowych Paranormalium słucham już od wielu lat, lecz nigdy się nie udzielałem. Nie czułem takiej potrzeby. Słyszałem ostatnio w którejś z audycji o promieniach padających z nieba i w końcu zdobyłem się na odwagę, żeby opowiedzieć o moim doświadczeniu związanym z paranormalnymi zjawiskami. Miałem około trzynastu lat. Było lato. Chyba.
Siedziałem sobie w pokoju wraz z moim starszym bratem i oglądaliśmy jakiś film. Siedziałem na podłodze, opierając się plecami o łóżko, a on siedział lub leżał na łóżku. W końcu nagły blok reklamowy przerwał nam spektakl. W tym momencie na czworaka podszedłem do okna, aby spojrzeć, czy niebo jest bezchmurne, ponieważ od zawsze lubiłem obserwować gwiazdy. Tak po prostu. Tym razem niebo było bezchmurne.
Patrzyłem się tak jeszcze kilka sekund, gdy nagle przeleciał przeze mnie jasnoniebieski promień wywodzący się gdzieś z nieba. Odskoczyłem od razu na bok. Widziałem jeszcze przez ułamek sekundy odbicie niebieskiego światła na dywanie. Zerwałem się z podłogi i podbiegłem pod przeciwległą ścianę.
Niestety, brat nie widział nic z tego, co ja zaobserwowałem. Cała sytuacja wyglądała tak, jakby ktoś mnie zeskanował. Promień przeleciał po prostu przeze mnie. Wydaje mi się, że to był raczej promień z bliższego obiektu niż z bardziej odległej przestrzeni. Oczywiście mówiąc o bliższym obiekcie, mam na myśli sferę okołoziemską."
Relacja nadesłana do Radia Paranormalium 5 maja 2020 roku. "Chciałbym opowiedzieć swoją historię z UFO. Byłem świadkiem wielu obserwacji. Mieszkam we wsi Kalej koło Częstochowy. Zdarzenia miały miejsce w lutym 2016 roku. Tuż przed obserwacjami usłyszałem przekaz telepatyczny, że w mojej wsi będą kosmici. Pewnego wieczoru leżałem w łóżku.
W oknach nie było firanek. Zaobserwowałem chaotycznie poruszającą się gwiazdę po niebie tuż nad moim domem. Obudziłem się w nocy o godzinie 4:30. Wyjrzałem za okno pokoju. Za ogrodzeniem sąsiada, za drzewami choinkowymi, na pustym polu dostrzegłem dziwne światła wielkości reflektorów samochodowych, ułożone poziomo w równej odległości. Miało to miejsce z soboty na niedzielę. Kilka dni później poszedłem z rodzicami do kościoła. Po mszy wybraliśmy się na cmentarz. Gdy szliśmy aleją, uliczką, zobaczyłem za ogrodzeniem cmentarza dziwne światło wielkości lampy latarki.... unoszące się do góry, które zgasło, po czym zapaliły się dwa światła czerwone tej samej wielkości. Świadkami obserwacji byli też moi rodzice. W pobliżu znajdują się lasy i tereny zielone. Było to w trudno dostępnym miejscu, gdzie nie ma wejścia od ulicy i strony cmentarza.
Kilka dni później, wieczorem, wyszedłem na spacer do sklepu. Idąc ulicą widziałem pomarańczową kulę światła wielkości lampy ulicznej. Myślałem, że to chiński lampion. Kula jednak zniknęła i pojawiła się po drugiej stronie ulicy, w innym miejscu, również na wysokości. Kilka dni później wracałem z ojcem z kościoła. Idąc ulicą zaobserwowaliśmy bardzo jasną gwiazdę wielkości satelity ISS, wiszącą nieruchomo w powietrzu. Stanęliśmy i zaczęliśmy się temu obiektowi przypatrywać. Obiekt nieoczekiwanie zaczął się oddalać od miejsca obserwacji i zniknął, wyłączając oświetlenie. Byłem pewnego dnia z rodzicami w kościele parafialnym. Był wieczór, ciemno. Wychodząc z kościoła dostrzegłem dziwny obiekt przypominający drona, nadlatujący od strony cmentarza oraz pobliskiego lasu, oświetlony czerwonym i zielonym światłem.
Świadkami również byli moi rodzice, którzy obserwowali zdarzenie i cały ten incydent, stojąc przy kościele. W czasie trwania tych obserwacji bardzo źle się czułem. Później miałem paraliż senny. Wydawało mi się, że jestem prześladowany przez dziwną postać z innego wymiaru, która mnie dusiła i dotykała. Miałem koszmary senne, sen o UFO. Chciałbym poinformować, że to wszystko ustąpiło po ustaniu zdarzeń i incydentów. Wyczuwalny był również specyficzny zapach w powietrzu. Wietrzna pogoda, było pochmurno, brak słońca, temperatura dodatnia, zamglenia i mgły. Był też ciekawy telefon od babci z Jeleniej Góry. Opowiadała, że widziała dziwny pas światła poruszający się za oknem domu w tym samym czasie. Ja nie widziałem kosmitów, tylko nocne światła.
Bardzo chciałbym zachować anonimowość. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2019 roku. Niestety, świadek nie podał miejscowości. Nie udało się również nawiązać z nim ponownego kontaktu. Oto treść korespondencji: "Witam, chciałbym się z Państwem podzielić moją historią. Jakieś dwadzieścia pięć lat temu na wakacjach u babci często chodziłem z nią lub z dziadkiem po krowy, które na wieczór były przeprowadzane z łąk. Pewnego razu akurat wybrałem się z babcią. Może wspomnę coś o babci. Moja babcia była osobą dziwną i tajemniczą. Twierdziła, że widziała duchy i wyczuwała śmierć znajomych lub członków rodziny. Twierdziła, że przychodzą do niej zmarli pożegnać się z nią. Czasem od jej opowieści bałem się spać w nocy, jako jeszcze wtedy dziecko. Więc poszliśmy po te krowy. Jakieś trzysta metrów przed nami rósł wtedy młody jeszcze zagajnik brzózek. Babcia stanęła nagle i powiedziała do mnie: "Zatrzymaj się!" dość mocnym i wystraszonym głosem. Złapała mnie za ramię i dała znak palcem, żebym patrzył w kierunku tego, co zobaczyła ona. Widziałem kogoś. Dwie osoby w jasnych ubraniach. Coś jak kolor aluminium.
Jedna z nich miała coś w dłoniach, jakieś pudełko, skrzynkę, coś w ten kształt, a druga coś z niej wyjmowała. Tak to wyglądało. Zobaczyli nas, odwrócili się w naszym kierunku i patrzyli na nas, odwracając na siebie głowy, jak gdyby coś rozmawiali na nasz temat i spoglądali na krowy, które były jakoś około pięćdziesięciu metrów od nich, po ich lewej stronie. Babcia kazała mi uciekać, ale jako mały chłopak bałem się oddalić od babci. Widziałem, że bała się strasznie i czułem jej dłoń na swoim ramieniu, jak cała się trzęsie. Po około dwóch minutach przestali się nami interesować i weszli w ten zagajnik i zniknęli z pola widzenia.
Babcia wzięła mnie za rękę i zaczęliśmy biec w stronę domu. Dosłownie po kilku metrach zobaczyliśmy mijające nas coś na niebie. Coś, czego nie potrafię nawet opisać. Leciało wolno, na wysokości około stu, może stu pięćdziesięciu metrów.
To nie wyglądało jak statek, UFO, spodek, cygaro i tym podobne. To wyglądało inaczej, ale na sto procent lecieli tym ci, co przed nimi uciekaliśmy." Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lipcu 2019 roku: "Chciałbym się podzielić relacją z obserwacji lecącego równobocznego trójkąta świateł nad Słubicami około roku 2006 bądź 2007. Byłem wtedy na studiach i mieszkałem w akademiku. Był późny wieczór, późna wiosna lub wczesna jesień. W każdym razie było ciepło, niebo dość czyste, miejscami pokryte dość niskimi chmurami.
Zaszokował mnie widok na niebie trzech świateł w kątach trójkąta równobocznego, lecących powoli i bezszelestnie. Obiekt nie posiadał centralnego źródła światła. Po kilku sekundach obiekt zniknął przy chmurze bądź przestał wydawać światło.
Nikt oprócz mnie tego nie widział. Wiem, że coś widziałem i nie były to omamy. Pamiętam to do dziś i nigdy nie zapomnę. Raczej nie były to satelity w szyku, ponieważ leciało to dużo szybciej, niż mogłyby one lecieć. No i światła były też dużo większe niż gwiazdy."
... I to tyle, jeśli chodzi o krótsze relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. W opisie audycji znajdziecie Państwo linki do nadesłanych przez autorów załączników. Po krótkiej przerwie przejdziemy do prezentacji obszernej korespondencji, w której słuchacz opisał liczne zdarzenia z udziałem UFO i nie tylko, jakich był świadkiem na przestrzeni całego swojego życia. Nigdzie się nie oddalajcie! Słyszymy się ponownie już za chwilę.
Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego!
Radio Paranormalium www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś to słyszał?
Podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO.
www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów- mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. I tak oto przechodzimy do drugiej części naszej dzisiejszej audycji, w której zapoznamy się z obszerną korespondencją od jednego z naszych słuchaczy. Tutaj nadmienię, że jedno ze zdarzeń opisanych przez tego słuchacza mieliśmy już sposobność poznać.
We wcześniejszej korespondencji słuchacz opisał zdarzenie z sypialnianym gościem w Bielsku-Białej, które zostało zaprezentowane w odcinku trzydziestym szóstym. Dziś natomiast poznamy liczne opisy zdarzeń z udziałem UFO i nie tylko.
W tym usłyszymy opis, a nawet zobaczymy zdjęcie wspomnianego na początku audycji czarnego helikoptera. Co prawda rzeczoną maszynę udało się uwiecznić na filmie. Słuchacz jednak zastrzegł, aby jeśli już, to pokazać tylko zdjęcie. Widocznie z uzasadnionych zresztą względów obawia się o swoje bezpieczeństwo. Przejdźmy zatem do prezentacji nadesłanej przez niego korespondencji. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium siedemnastego października dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku. "Witam ponownie. Na początku chciałem podziękować za opublikowanie mojej relacji w ostatniej audycji" Mówią Świadkowie.
"Daje mi to nadzieję, że traktujecie Państwo moją wypowiedź poważnie, a nie jedynie jako wytwór chorego czy też zmęczonego umysłu, którego właściciel zapragnął zaistnieć w sieci. Zachęcony tym faktem, postanowiłem podzielić się z Państwem moimi pozostałymi obserwacjami, które w moim mniemaniu mają raczej charakter związany z UFO, ale opinię pozostawiam tutaj Państwu jako ekspertom.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze do niedawna traktowałem te wszystkie historie jako niezwiązane w żaden sposób ze sobą pojedyncze epizody. Jednak relatywnie niedawno zaczęła mi w głowie kiełkować myśl, czy aby te incydenty nie były swego rodzaju ciągiem zdarzeń, w których w jakiś sposób byłem obserwowany i poddawany kolejnym próbom, których intensywność rosła. Proszę pamiętać, że zjawiska paranormalne mnie mocno interesują i mój umysł jest otwarty na to, że otaczający nas świat nie jest taki, jakim wydaje się nam na pierwszy rzut oka. Nie wypieram tych spraw. Jako ciekawostkę dodam, że w zdarzeniach, które obserwowałem na przestrzeni lat 2009-2012, brała prawdopodobnie udział również moja żona. Na to wskazywały jej reakcje, zachowania i nerwice, o czym później. Ale ona kompletnie nie pamięta tych zdarzeń lub pamiętać nie chce.
Generalnie boi się tych tematów....Piszę do Państwa również dlatego, że zauważyłem kilka wspólnych elementów pomiędzy moimi obserwacjami a relacjami innych świadków, które to słyszałem w Państwa audycjach.
Między innymi w ostatniej audycji pan, który wypowiadał się po mojej relacji, zauważył, że istota, którą widział i której się obawiał, w rzeczywistości wykazywała lęk przed nim. Coś w tym jest. Opowiem o tym później. Słyszałem również w jednej relacji, że obcy robią nam różne dziwne rzeczy, bo nie otrzymali z naszej strony jasnego sygnału, że tego nie chcemy. Mam na to dowód w postaci mojego doświadczenia. Ale po kolei. Postanawiam spisać w kolejności chronologicznej dziwne zjawiska związane z UFO, które pamiętam od najwcześniejszych lat. Proszę jednak pamiętać, że w okresie od 1987 do 1995 roku oraz w latach 1995 do 2002 w zasadzie niewiele się działo. Największa koncentracja zdarzeń przypadła na okres między rokiem 2008 a 2013.
Spontaniczna utrata świadomości w dzieciństwie. Zjawisko to działo się między trzecim a szóstym rokiem mojego życia. Odbywało się spontanicznie. Nie byłem w stanie przewidzieć, kiedy zaistnieje. Czasami odnosiłem wrażenie, że miało miejsce w czasie snu. Było natrętnym fragmentem snu, ale niejednokrotnie miało miejsce w środku dnia, kiedy kompletnie rozbudzony jadłem na przykład obiad przy rodzicach albo bawiłem się. Zjawisko polegało na tym, że nagle traciłem kontakt z otoczeniem.
Widziałem wówczas ciemność. Najpierw taką zwykłą ciemność, która wkrótce przeradzała się w coś, co przypominało przestrzeń kosmiczną. Lewitowałem w niej, zbliżając się nieuchronnie ku mojemu przerażeniu, do ogromnej postaci przypominającej nieznacznie maskotkę Michelin, ale wykonaną jakby ze stali, takiej pordzewiałej. Postać ta mnie przyciągała, a ja przemieszczałem się ku niej. Nie pamiętam jej twarzy, natomiast nie wiem czemu, ale w mojej głowie tkwiła myśl, że ta postać jest piecem i że jest gorąca.
Wszystkiemu towarzyszyła taka dziwna, głucha cisza. Tak głucha, że aż słyszałem tętnienie krwi w swoich żyłach. Panikowałem wtedy i starałem się krzyczeć z całych sił, co chyba się udawało, bo niejednokrotnie z takiego odrętwienia wyrywał mnie któryś z rodziców, który pełen pretensji wypytywał mnie, co ja wyrabiam i czemu tak się wycieram. Byłem małym dzieckiem i nie potrafiłem dokładnie i wiarygodnie opisać tego, czego doświadczałem. Nikt nie dawał mi wiary.
Zjawisko samoczynnie ustało około szóstego roku życia. W późniejszym czasie tłumaczyłem to sobie tym, że to pewnie mój umysł jako umysł dziecka falował na dziwnych częstotliwościach i odbierałem jakieś niepojęte widziadła. A gdy mój umysł dorósł i ustabilizował się, widziadła ustały. Dziś nie do końca jestem o tym przekonany, dlatego to zdarzenie wymieniam.
Obserwacja ognistego torusa w sylwestrową noc około 1984 roku. Dzisiaj jestem czterdziestojednoletnim nocnym markiem i północ mnie jako tako nie wzrusza. Jednak we wczesnym dzieciństwie magia nocy sylwestrowej polegała właśnie na tym, że można było za przyzwoleniem rodziców nie spać aż do godziny duchów, kiedy to można było oglądać fajerwerki, które w oczach dziecka zawsze wywoływały efekt wow! Mieszkaliśmy wówczas razem z moją nieżyjącą już babcią na tak zwanym starym osiedlu w Chorzowie Batorym, w dwupiętrowym bloku na drugim piętrze.
Mieliśmy okna wychodzące na ulicę Odrodzenia od południa oraz na plac zabaw od północy. Tamtego sylwestra oglądaliśmy fajerwerki najpierw z okna wychodzącego na ulicę, ale z racji, że więcej huków dochodziło od przeciwnej strony, udaliśmy się do okna pokoju zajmowanego przez babcię. Okna wychodzącego na plac zabaw. Z tego okna było widać drzewo rosnące na placu oraz sąsiednie domy, a przy nich ścięte już obecnie topole, których kiedyś było mnóstwo na omawianym osiedlu.
Obserwowaliśmy spektakl wystrzałów różnych fajerwerków. Pamiętam, że moją uwagę przykuł jeden. Bardzo mi się spodobał. Spytałem nawet mamę, czy jej też się podoba. Powiedziała, że tak, ale nie mogę mieć pewności, że na pewno wiedziała to, co ja i czy miała na myśli to samo co ja.
Otóż nad koroną jednej z topól unosił się wirujący, ognisty torus, który momentami przebierał kształt spłaszczonej w poziomie kuli. Obiekt nie wydawał dźwięków. Wystrzały i świsty byłem w stanie przypisać innym fajerwerkom, ale nie jemu.
Był nieruchomy. Sprawiał wrażenie, jakby był rozkręconym wokół własnej osi w formie pierścienia ogniskiem. Miał kolor ognisto-pomarańczowy, a w jego tle można było jakby dostrzec migające tu i ówdzie złociste iskierki. Nie pamiętam momentu, w którym obiekt się pojawił lub w którym nadleciał. Zwrócił moją uwagę, gdy był już na niebie. Wisiał na wysokości około trzydziestu metrów, a jego średnicę dzisiaj mogę określić na około półtora do dwóch metrów. Obserwowałem go około pięciu do ośmiu minut. Potem rodzice nakazali mi pójść spać, bo już fajerwerków było coraz mniej. Jeżeli dobrze pamiętam, obiekt nadal trwał w swoim miejscu, tylko chyba trochę jakby przygasł....Zjawisko świetlne nad lasem Hugona latem 1994 bądź 95 roku. Byłem wtedy siódmo lub ósmoklasistą. Pamiętam, że była to czerwcowa, gorąca noc. Mieszkaliśmy już z rodzicami i babcią w innym mieszkaniu, przy tak zwanej Górze Hugona, na pograniczu Chorzowa i Świętochłowic. Była godzina dwudziesta druga. Wychyliłem się z okna pokoju rodziców, którzy oglądali telewizor z łóżka i popatrzyłem na las po lewej stronie, na południe, przed którym stała mała kotłownia. Dziś w jej miejscu stoi dyskont Biedronka. Pamiętam, że nagle znad drzew, w zupełnej ciszy, wyleciało kilka świetlistych kulek białych i czerwonych. Do złudzenia przypominało to fajerwerk. I tak też o tym zjawisku w pierwszym momencie pomyślałem. Pamiętam, że w pierwszym momencie wypełniło mnie oburzenie, jak można być tak nieodpowiedzialnym, żeby w okresie suszy odpalać w lesie fajerwerki? Jakież było moje zdziwienie, kiedy kule te, wylatując znad lasu całkowicie chaotycznie, na wysokości około dwudziestu pięciu, trzydziestu metrów ustawiły się w szyku, a następnie zaczęły się przemieszczać ruchem jednostajnym w poziomie z prędkością około dwudziestu kilometrów na godzinę w kierunku wschodnim, aż schowały się za ścianą budynku i znikły mi z oczu.
Byłem tak zafascynowany tym, co widzę, że o wszystkim powiedziałem rodzicom dopiero, gdy obiekt znikł mi z oczu. Niektóre z kul w czasie lotu w formacji migały z równą częstotliwością, jak światła samolotu. Kula przelatująca przez pokój około 2002 roku. Byłem wówczas na studiach, ale jeszcze mieszkałem z rodzicami. Nie pamiętam dokładnej daty tego zjawiska. Zjawisko było krótkie, ale bardzo mnie przeraziło. Wówczas po raz pierwszy doznałem paraliżu. W mieszkaniu rodziców dzieliłem wspólny pokój z bratem i babcią. Z bratem spaliśmy na piętrowym łóżku. Ja zajmowałem łóżko górne.
Pamiętam, że w nocy obudziłem się, ale nie otwierałem oczu. Zajmowałem pozycję przy samej barierce. Nagle poczułem czyjąś obecność i paraliż, który ogarnął moje ciało. Nie mogłem się ruszyć. Wypełnił mnie niesamowity strach. Chciałem się wyrwać z tego stanu i otworzyć oczy, ale w głowie momentalnie pojawiła mi się myśl: "Nie chcesz tego widzieć. Jeśli to zobaczysz, nie będziesz mógł z tym żyć".
Poczułem, jak w przejściu w pokoju, przy samej mojej głowie przeleciała jakaś kulka, której przelotowi towarzyszył buczący dźwięk, przypominający pracujący transformator o dużej mocy. Dźwięk sprawił, że aż ciarki przeszły mi po plecach. Jak już wspomniałem, oczy miałem zamknięte, ale nie wiem dlaczego, wiem, że to była kulka. Zjawisko to powtórzyło się w tej samej postaci kilka miesięcy później, z tą tylko różnicą, że podczas przelotu kulki zostałem uderzony przez jakąś siłę w bok i odrzuciło mnie na środek łóżka.
Zjawiska dały o sobie ponownie znać w okresie między rokiem 2008 a 2013. Warto nadmienić, że w tamtym czasie wiele osób donosiło o obserwacjach świetlistych kul nad Chorzowem. Była nawet relacja kilku świadków, którzy widzieć mieli obce istoty przekraczające ulicę Stefana Batorego, tuż za zjazdem z autostrady A4 oraz niebieskie światło w otaczającym ulicę na tym odcinku lesie. Istoty zmierzały do tego światła. Świadkowie, którymi miało być trzech kierowców, opisywali postacie jako podobne do ninja i poruszające się jakby w stanie nieważkości. Tą informację podała wówczas Fundacja Nauki i obiecała sporządzić solidny artykuł na ten temat, ale nigdy do jego publikacji nie doszło, a przynajmniej ja nie zauważyłem nigdzie tego artykułu. Dziś niestety nie potrafię odnaleźć w sieci żadnego śladu po tamtym artykule, ani po innych doniesieniach, a podobno w Internecie nic nie ginie. W tamtym czasie byłem już po studiach, pracowałem, miałem dzieci i mieszkałem w moim obecnym miejscu zamieszkania, to jest w Chorzowie Batorym, przy ulicy Czempiela, niedaleko wspomnianej wcześniej ulicy Stefana Batorego i zjazdu z autostrady A4. Z racji tego, że dużo pracuję, często kładę się spać bardzo późno, kiedy wszyscy pozostali domownicy już śpią. Tutaj warto wspomnieć o osobie mojej żony, która w tamtym okresie zaczęła się trochę dziwnie zachowywać. Miała bardzo płytki sen i bardzo często, gdy po cichutku kładłem się spać, budziła się gwałtownie, bardzo przerażona, jakby widziała nie mnie, a upiora. Osłaniając się rękami i tkwiąc w takiej obronnej pozie przez jakiś czas, dopóki nie dotarło do mnie, że to ja, wreszcie kładący się spać. Na początku mnie to trochę śmieszyło, potem dziwiło, a jeszcze później zacząłem ją uspokajać, mówiąc: "Ćśś!" i głaszcząc ją po głowie.
Kulki i dziwne zjawisko. Dziura w czasie. Pewnej nocy położyłem się późno spać. Zasnąłem na plecach. Po kilku godzinach takiego snu zbudziłem się, gdyż bolały mnie plecy. Podniosłem się na łóżku, spoglądając na zegarek LED znajdujący się na półce nad telewizorem.
Była godzina trzecia. Obróciłem się o sto osiemdziesiąt stopni, tak by ułożyć się na brzuchu i zanim się położyłem, uniosłem i zarzuciłem na siebie kołdrę jak pelerynę. W tym momencie obudziła się moja żona i znowu się mnie wystraszyła. Ja siedziałem z zwróconym głową w stronę okna...... przy którym znajdowała się nasza rogówka, z narzuconą na siebie kołdrą trzymaną rękami za głową. Mówiłem: "Ćś!"
- uspokajając żonę. W pewnym momencie przez zamknięte okno i firankę znajdujące się około pół metra od nas, do pokoju wpadły dwie, może trzy niewielkie świetlne kuleczki, przypominające odpryski powstające podczas spawania elektrycznego. Moja żona zrobiła jeszcze bardziej przerażoną minę i wypowiedziała słowa, które zapadły mi w pamięć i które dały mi do myślenia: "O nie, tylko nie to!" Po tych słowach oboje wypełnieni jakimś irracjonalnym strachem, przywarliśmy do przeciwległych narożników łóżka. Ja po lewej, żona po prawej. Ja nawet zarzuciłem na głowę tę kołdrę, którą do tego momentu trzymałem z tyłu za sobą.
Byłem przerażony. Zamknąłem oczy. Pokój wypełniło światło. Światło było tak jasne, że prześwietlało moje zamknięte powieki. W pierwszym momencie widziałem czerwień zamkniętych powiek, a potem widziałem przez powieki. Leżałem na brzuchu. Światło było niesamowicie jasne, ale nie wywoływało bólu w oczach i sprawiało wrażenie, jakby było ciepłe. Pokój wypełniło buczenie przypominające pracujący transformator. Pamiętam, że pomyślałem: Mój Boże, to dzieje się naprawdę! Łóżko drżało z częstotliwością buczenia. Pamiętam, że dziwiło mnie to, że ono się jeszcze nie rozpadło. Przez powieki widziałem szczegóły wzorów na zielonej tapicerce rogówki, na której leżałem. Sparaliżowało mnie. Próbowałem się z tego wyrwać. Wiedziałem, że jeśli się tylko bardzo sprężę i skupię, to dokonam tego. Podobnie jak potrafię się wyrwać z koszmarnego snu. Kiedy tylko spróbowałem się wyrwać, usłyszałem w głowie myśl: Nie chcesz tego wiedzieć.
Jeśli to zobaczysz, nie będziesz mógł z tym żyć. Po chwili usłyszałem myśl, że nic mi się nie stanie, że muszę to przeczekać. Z racji tego, że kołdrę narzuciłem na głowę, łydki miałem odsłonięte. Czułem, że z tyłu mnie ktoś się znajduje i robi coś przy moich łydkach. Czułem delikatne ukłucia.
Pamiętam, że pomyślałem: robią mi coś z nogami. Zjawisko w moim mniemaniu trwało około pięciu minut. Gdy światło zgasło, a paraliż ustał, wyskoczyłem od razu z łóżka do okna, żeby zobaczyć, czy nie dostrzegę czegoś na niebie. Nie dostrzegłem niczego. Była godzina piąta rano i jaśniało. Dopiero po dziesięciu latach uzmysłowiłem sobie, że minęły wówczas dwie godziny, a nie pięć minut. Po wyrwaniu się z paraliżu od razu spojrzałem, gdzie jest żona. Leżała już wtedy na plecach i spała. Gdy ją obudziłem, nie pamiętała niczego.
Czarny helikopter. 14 sierpnia 2011 roku. W nieodległym czasie, po zajściu opisanego wyżej zjawiska, wybieraliśmy się całą rodziną na zakupy do centrum handlowego w... Ja kończyłem jakąś pracę przy biurku i pamiętam, że od około pięciu minut słyszałem nisko krążący helikopter nad osiedlem. Po dziesięciu minutach zaczęło mnie to już denerwować. Nawet pomyślałem, że pewnie jakiś nowobogacki kupił sobie helikopter i teraz na pewno się kręci nad blokami i się lansuje. Kiedy byliśmy już prawie gotowi do wyjścia, ja z dziećmi wyszedłem na sień, a żona jeszcze ubierała buty. Z racji tego, że denerwujący mnie helikopter ciągle się kręcił nad blokami, postanowiłem podejść do otwartego na klatce schodowej okna i przyjrzeć się denerwującemu mnie obiektowi. Zobaczyłem wiszący naprzeciwko mojego bloku czarny helikopter typu Bell UH-1B Huey, na wysokości około trzydziestu pięciu metrów. Helikopter wisiał nieruchomo, zwrócony w moją stronę, trochę z boku. Gdy dotarło do mnie, że jest czarny i że nie widzę żadnych oznaczeń, chwyciłem za telefon i postanowiłem to nagrać. W momencie, gdy tylko wystawiłem do okna telefon, helikopter ruszył w moją stronę i zataczając łuk, oddalił się w kierunku północno-zachodnim. Więcej już nie kręcił się nad osiedlem. Film i screeny z filmu przesyłam w załączniku. Po latach próbowałem sobie wytłumaczyć, że może była to napowietrzna inspekcja sieci energetycznej przechodzącej nieopodal mojego osiedla. Ale dlaczego helikopter kręcił się nad blokami? Dlaczego taki zabytkowy i czarny UH-1B? No i dlaczego nie posiadał najmniejszego znaku identyfikacyjnego? To wszystko chyba wbrew regulacjom lotniczym.
Dźwięk przypominający UFO Mayera nad moim domem. Mniej więcej w tym samym roku, również latem, śpiąc i śniąc, usłyszałem dźwięk, który wcześniej słyszałem w internecie jako dźwięk wyemitowany przez statek Plejadan i zarejestrowany przez znanego kontaktowca Billy'ego Mayera. Wiedziałem podświadomie, co ten dźwięk oznacza i poczułem tak silny strach i przeświadczenie, że UFO znowu się zbliża do mnie, że wyrwałem się ze snu. Jaśniało.
Była chyba czwarta trzydzieści rano. Jeżeli dobrze pamiętam, to była sobota lub niedziela. Dźwięk trwał nadal. Był bardzo donośny. Dochodził znad dachu mojego bloku. Mieszkamy na ostatnim piętrze, a jego źródło przemieszczało się jakby delikatnie w przód i w tył. Moja żona, obudzona moim gwałtownym wybudzeniem się, spojrzała na mnie. Zapytałem ją, czy słyszy ten dźwięk. Potwierdziła.
Powiedziałem jej, że to UFO i wyskoczyłem do okna, żeby spojrzeć w niebo. Nie zobaczyłem niczego. Dźwięk po około minucie ucichł. Pamiętam, że popatrzyłem jeszcze, czy może inni ludzie nie tkwią w oknach, bo przecież dźwięk był bardzo głośny, ale niestety nikogo nie dostrzegłem....
Obiekt przelatujący nad horyzontem. Pierwszego października dwa tysiące jedenastego roku, wieczorem, moja dwuletnia wówczas córeczka zawołała mnie do okna i pokazała paluszkiem światełko na niebie, pytając, co to jest? Uwieczniłem owo światełko na filmie. Niestety, z racji tego, że zjawisko miało miejsce wieczorem, jakość nagrania jest bardzo słaba. Postanowiłem ów obiekt nagrać, gdyż w moim mniemaniu nie przypominał on żadnego znanego mi statku powietrznego stworzonego ludzką ręką. Przemieszczał się bezszelestnie na wysokości około ośmiu tysięcy metrów z prędkością około pięciuset kilometrów na godzinę. Miał postać lekko spłaszczonej kuli. Świecił zimnym, niebiesko-białym światłem i mógł mieć średnicę osiem do dziesięciu metrów.
Biorąc pod uwagę odległość, z jakiej go obserwowałem, którą szacuję na mniej więcej dziesięć kilometrów. Świetlne kule podczas lotu do Liverpoolu dwudziestego drugiego września dwa tysiące dwunastego roku. W tamtym czasie, z racji pogarszającej się sytuacji finansowej, postanowiłem wyjechać za chlebem do Liverpoolu w Wielkiej Brytanii. Z racji, iż po raz pierwszy leciałem samolotem, jako chyba jedyna osoba na pokładzie Airbusa A320, przez całe dwie i pół godziny lotu siedziałem z nosem przyklejonym do szyby, mimo że za oknem było ciemno. Zwróciło wówczas moją uwagę kilka światełek, które pojawiały się znienacka i leciały przez jakiś czas równolegle do samolotu ze zbliżoną prędkością. Były to kule światła zimno-białego o średnicy około dwóch, trzech metrów. Lecąc równolegle do samolotu, wykonywały one czasem gwałtowne podskoki o kilka, a może nawet kilkanaście metrów. Czasami nieznacznie przyspieszały, potem zwalniały, następnie obniżały się gwałtownie, jakby zamierzając wylądować najczęściej nad jakimś miastem i przygasały. Najdłuższy tego typu lot trwał około czterdziestu minut i zakończył się lądowaniem nad jakimś holenderskim miastem. Dodam, że manewry wykonywane przez te obiekty były zbyt dynamiczne, aby mógł je wykonać znany nam statek powietrzny, posiadający swoją masę i inercję.
Dziś zobaczysz Bedworth, rok dwa tysiące trzynasty. Przebywałem wówczas nadal w Anglii, ale wiedziałem już, że w czerwcu wracam do Polski, gdyż tęsknota do rodziny i kraju była zbyt silna. Mieszkałem u kolegi w Bedworth. Pracowałem w pobliskim Coventry. Ostatnie wydarzenie, które mógłbym określić mianem wielkiego finału, mogło mieć miejsce na przełomie kwietnia i maja dwa tysiące trzynastego roku.
Spałem, podobnie jak wcześniej w Chorzowie, w trakcie snu usłyszałem dźwięk przywodzący na myśl UFO Majera. Wystraszyłem się niesamowicie i postanowiłem szybko wyrwać się ze snu, co mi się udało, ale tylko na chwileczkę.
Pamiętam, że w czasie tego krótkiego wyrwania widziałem łóżko, pokój, w którym już powoli jaśnieło oraz słyszałem dźwięk. Ten dźwięk. Po chwili zaczął mnie ogarniać paraliż i usłyszałem w głowie myśl: "Dziś cię zabierzemy. Dziś zobaczysz". Przeraziło mnie to jeszcze bardziej. Tym bardziej, że pamiętałem wcześniejsze przekazy mówiące, że jeśli to zobaczę, nie będę mógł z tym żyć.
Próbowałem się szarpać i krzyczeć. Na nic. Krzyczałem chyba tylko mentalnie. Obraz znikł mi sprzed oczu. Po chwili zobaczyłem coś w rodzaju placu, na którym stała zwrócona do mnie bokiem postać. Postać ta była niesamowicie szczupła, miała długie, chude kończyny, była grafitowo-czarna i wyglądem przypominała połączenie mumii i Dementora z Harry'ego Pottera. Głowa tej istoty w ogólnym zarysie przypominała korek od wina. Mumiałe bandaże z bliska okazały się silnie pomarszczoną skórą. Nie mogę sobie przypomnieć twarzy tej istoty, chociaż zapewne ją widziałem. Stopy były niewidoczne, jakby się rozpływały we mgle. W następnym momencie znalazłem się w jakimś korytarzu, jakby w bunkrze lub piwnicy, gdzie stała kolejna postać. Ona czekała na mnie. Wiedziałem o tym, a ja byłem jakby w powietrzu, wiedziony ku niej. Byłem tym faktem przerażony. Byłem przekonany, że istota ta mnie skrzywdzi.
Gdy byłem już metr od tej istoty, pełen rozpaczy i desperacji, wykrzyczałem mentalnie, że już nie chcę więcej, że nie jestem jeszcze gotowy. I odepchnąłem tę postać, licząc się z tym, że na pewno mi za taką zuchwałość odpłaci, że na pewno porazi mnie jakimś prądem i tak dalej.
Postać ta zasłoniła się przede mną swoimi chudymi dłońmi o trzech palcach przypominających gałązki. Długość palca około dwudziestu pięciu centymetrów, a ja w rozpędzie dotknąłem tych dłoni. Były niesamowicie delikatne. Czułem, że mógłbym je połamać, gdybym tylko zechciał. Nie spotkałem żadnej agresji, co mnie szczerze zdziwiło. To ja poczułem się agresorem.
Po mentalnym wykrzyczeniu mojego braku zgody na to, co się dzieje i odepchnięciu istoty, paraliż ustał, a ja obudziłem się mocno zmęczony w łóżku. Cały dzień chodziłem jakiś taki skołowany i czułem się niesamowicie wyczerpany. Od tamtego czasu wszystkie zjawiska, które mógłbym posądzić o związek z UFO, ustały. W czerwcu dwa tysiące trzynastego roku wróciłem do Polski. Moja żona zaczęła spać spokojnie i przestała zrywać się z łóżka na mój widok, gdy późno kładę się spać.
Po roku stwierdzono u niej stwardnienie rozsiane....Czasami zadaję sobie pytanie, czy dobrze zrobiłem, deklarując swoją niechęć wobec tego czegoś? Z jednej strony było to coś wyjątkowego i ciekawiącego mnie. Coś, co może pozwoliłoby mi poznać nieznane, ale z drugiej strony strach i trauma, jakie temu towarzyszyły, były zbyt duże. Czasami jeszcze miewam sny, w których leżymy z żoną w łóżku i słyszymy dźwięk. Jest to dziwny, podniosły dźwięk.
Ja wiem, że to znowu to. Moja żona też wie. Przytulamy się do siebie i czekamy na nieuniknione. Te sny pojawiają się coraz rzadziej. Myślałem kiedyś o regresji, ale się trochę boję, że zobaczę coś, z czym naprawdę nie będę mógł żyć.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o korespondencję od tego słuchacza. Tym samym dobiegł końca kolejny odcinek podcastu "Mówią świadkowie". W opisie dzisiejszej audycji na YouTube oraz w naszym archiwum MP3 znajdziecie Państwo linki do załączników nadesłanych przez autorów relacji. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje relacje o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić z Radiem Paranormalium, zapraszam do kontaktu. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych audycjach emitowanych na naszej antenie. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to: stacjonarny trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje: Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.
Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje: Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.