Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią Świadkowie" w Radiu Paranormalium. Witam bardzo gorąco i serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium zgromadzonych w tej internetowej przestrzeni w tę chłodną, listopadową noc. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios".
Zapraszam do wysłuchania kolejnego, trzydziestego ósmego już odcinka podcastu "Mówią Świadkowie", który dziś w całości wypełnią relacje o obserwacjach UFO. Dzisiejsza audycja będzie podzielona na dwie części. W pierwszej zaprezentowane zostaną wybrane relacje nadesłane drogą tekstową, w drugiej zaś usłyszymy zarejestrowane wypowiedzi dwóch świadków, którzy zgodzili się opisać dokonane przez siebie obserwacje swoim własnym głosem.
Niektórym relacjom będą towarzyszyły materiały ilustracyjne nadesłane przez autorów. Tradycyjnie, zanim przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji, pozwólcie Państwo, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Być może komuś przypomni się jakaś obserwacja UFO bądź inne dziwne zdarzenie, którym zechce się podzielić. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. I teraz z czystym sumieniem mogę swoim skromnym głosem zaprezentować Państwu wybrane relacje nadesłane drogą tekstową.
Załączniki do relacji będą wyświetlone na wideo, a jeśli słuchacie Państwo MP3, to linki do załączników będą wstawione do opisu tego odcinka w naszym archiwum. Zapraszam do słuchania! Korespondencja nadesłana trzynastego września dwa tysiące dwudziestego roku.
Stacja kolejowa Aleksandrów Kujawski, luty dwa tysiące jedenastego roku, godzina dwudziesta. Czekam na pociąg. Nic ciekawego dookoła, więc patrzę w bezchmurne niebo. Idealnie nade mną, ze wschodu na zachód leci trójkąt. Jakby przełożyć do samolotów rejsowych latających na pułapie dziesięć do jedenastu tysięcy metrów, to by się nałożył idealnie, więc raczej wyglądał na obiekt odległy i nie wybitnie wielki i poruszał się z taką samą prędkością jak samolot, więc przez chwilę było go widać.
Cały był wypełniony ciemnoczerwonym kolorem, jak brykiet na grillu. Żadnego migotania czy artefaktów na krawędzi. Świecił w jednostajny sposób przez całą obserwację. Nie zniknął mi z oczu, tylko przestałem obserwować. Oczywiście nie miał żadnego wpływu na otoczenie czy na mnie.
Po prostu podnoszę łeb i myślę: "O, ufoki lecą!" Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium szesnastego marca dwa tysiące dziewiętnastego roku. Witam serdecznie. Latem dwa tysiące siedemnastego roku byliśmy na wakacjach we Włoszech, między innymi w Rimini. Właśnie tam pewnego wieczoru znajomi z pokoju obok zawołali nas, mnie i męża, żebyśmy przyszli do nich na balkon i zobaczyli coś. No i zobaczyliśmy. Nie mogliśmy przyporządkować tego czegoś do żadnej kategorii znanych nam oczywistych zjawisk.
Samolot? Nie, bo za nisko, za blisko i za małe. Chmura? Nie, bo za małe. Nie taki kształt. Nie zmieniało to kształtu. Przesuwało się za szybko. Dym również nie, bo było to za małe na kłąb dymu. Nie zmieniało kształtu. Ptak również nie, bo nie było ruchu. Leciało prostoliniowo, nie zmieniało kierunku. Dron także nie, bo nie taki kształt. Podsumowując, coś było raczej nisko. Nie jak samolot, bardziej jak ptak....Leciało ze średnią prędkością, ale na tyle wolno, że znajomi zdążyli nas zawołać. My przyszliśmy, zobaczyliśmy to coś, a córka znajomych zdążyła zrobić zdjęcie. Nie było słychać żadnych odgłosów. Coś poruszało się stabilnie po linii prostej. Dla nas wszystkich, pięć osób, to coś wyglądało jak Baba Jaga, czarownica na miotle. Przesyłam Wam to zdjęcie oczywiście z racji tematyki, jaką się zajmujecie. Ja sama też interesuję się tymi tematami praktycznie od zawsze.
Sama miałam kilka dziwnych zdarzeń w moim życiu. Zdjęcie nie jest żadnym żartem, fotomontażem i tak dalej. Może dostaliście podobne zdjęcia od innych osób? A może macie jakieś wytłumaczenie, czym jest to coś na zdjęciu? Pozdrawiam serdecznie. Wasza fanka.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w marcu 2015 roku. Do opisywanych zdarzeń doszło na terenie Elbląga. "Dwa razy w życiu widziałem UFO. Pierwszy raz w wieku sześciu lat, gdy nawet nie miałem o tym zjawisku pojęcia, a kolejnym razem podczas zimowej nocy na czystym niebie. Mam na to świadków. Za pierwszym razem było to wtedy, gdy miałem sześć lat, czyli coś około 1982 roku. Mama prowadziła mnie do przedszkola. Nad latarnią, w oddali, na niebie zauważyłem coś. Wtedy nawet nie potrafiłem tego nazwać. Było to po prostu coś. Coś, co utkwiło w mojej pamięci i dopiero po kilkunastu latach byłem w stanie to nazwać. Jak wyglądało? Jak UFO. W części spodniej szerokie i płaskie, tak zwany talerz. Z niego w górę wystawała nadbudówka, raczej zakończona spiczasto niż aerodynamicznie opływowo. Na tej wystającej części były kolorowe, kwadratowe światła lub okna. Wygląd tego obiektu mogę chyba przyrównać do tak zwanego UFO Hitlera. Kolejnym razem coś niezidentyfikowanego widziałem kilka lat temu. Roku dokładnie nie pamiętam.
Była ciemna, zimna, jak to zimą, noc. Niebo było bardzo czyste. Zauważyłem na niebie dziwne śmigiełka lecące z południa na północ. Wydawało się, że są wysoko. Nie słyszałem żadnego dźwięku. Obiekty te były koloru jakby brązowego. Były dwa.
Najciekawsze z tego wszystkiego jest to, jak się poruszały. Właśnie to dziwne zachowanie wyklucza, że były to helikoptery lub inne znane mi obiekty. A więc jedno z nich poruszało się spokojnie, zwyczajnie leciało w jednym kierunku, to drugie natomiast latało jak małe dziecko wokół rodzica w parku. Trochę tu, trochę tam, raz szybciej, raz wolniej. Jeśli się bardziej zastanowić, to ten jego ruch najbardziej można porównać chyba do ruchu ważki. Inną ciekawą rzeczą jest opowieść moich rodziców właśnie z okresu, gdy miałem, jak sądzę, te sześć lat, kiedy mówiłem im, że zza boku szafy stojącej na przedpokoju, a którą widać z pokoju rodziców, wystają głowy małych, szarych ludzików i że boję się tam iść. Ja sam tą sytuację pamiętam. Nie pamiętam dokładnego wyglądu tych ludzików, ale wiem, że było ich kilku. Byli niewysocy, mieli tak około jednego metra. Wiem, że widziałem ich tylko jeden raz. Wystawiali głowy zza szafy i patrzyli na mnie. Wydawać się to może śmieszne, ale tak było."
Korespondencja nadesłana w styczniu 2021 roku przez słuchacza z terenu Dolnego Śląska. Tutaj prawdopodobnie mamy do czynienia z wystąpieniem tak zwanego czynnika Oz. "Dzień dobry. Odkryłem Waszą audycję przez przypadek na Spotify i muszę przyznać, że z zapałem przesłuchuję wszystkie prowadzone przez Was debaty. Zaciekawiło mnie, że dość często namawiacie, by dzielić się z Wami swoimi relacjami, spotkaniami z rzeczami i zjawiskami niecodziennymi. Moje doznanie sprzed wielu lat było prawdziwym preludium do świata UFO i tym podobnych tematów. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że historia miała miejsce wiele lat temu i jej obraz może być nieco zniekształcony. Jednak widok i uczucie, jakie mi towarzyszyło, siedzą gdzieś cały czas z tyłu mojej głowy.
Było to upalne lato między 2000 a 2003 rokiem. Nie pamiętam już dokładnie. Wiem jedynie, że stało się to w wakacje, po których jeszcze na pewno nie szedłem do szkoły średniej, więc był to okres gimnazjum. Od zawsze lubiłem sport. Za młodzika trenowałem piłkę nożną i biegi na długich dystansach. Byłem dość dziwnym młodzikiem, jeśli chodzi o nieopuszczanie treningu. Tego dnia cały dzień pracowałem w polu. Takie dorabianie wakacyjne. Pod wieczór trening piłki, kolacyjka i spać.
Gdy leżałem w łóżku, olśniło mnie, że nie byłem jeszcze biegać. Wskoczyłem więc w trampki i wymknąłem się z domu. Była późna godzina, dwudziesta druga, może dwudziesta trzecia. Noc była niemożliwie jasna za sprawą pełni księżyca. Biegłem polną drogą z tyłu mojej wsi. W pewnym momencie od strony lasu, w odległości około sześciuset, ośmiuset metrów w linii prostej pojawiło się jasne, niebieskie światło. Odwróciłem głowę i mnie zatkało.
Na wysokości korony drzew pojawił się jakby eliptyczny, a zarazem nieregularny kształt. Światło było jasnoniebieskie. Dziś porównałbym je do świateł ksenonowych. Wówczas jednak było to dla mnie coś kompletnie nowego. Obiekt ten swobodnie opadał, aż będąc na wysokości rosnącego na polu zboża, zniknął, jakby został wyłączony za pomocą włącznika. W kilka chwil zerwałem się biegiem z powrotem do domu. Na drugi dzień opowiadałem kumplom na boisku o tym, co widziałem. Chłopaki, jak to chłopaki: pojebało cię, nie pij więcej. Tylko jeden miał coś konkretnego do powiedzenia."...Wpierw adnotacja: załączę mapkę. Jeden to moja pozycja, dwa to światło, trzy to mój kolega. Tej samej nocy na opuszczonym, nieużytkowanym składowisku śmieci właśnie ten kolega chciał spędzić mile chwile ze swoją dziewczyną, ale jak on stwierdził, jakiś chuj wyjechał w pole traktorem w środku nocy. Skwitowałem tylko, że po pierwsze taki traktor w środku nocy byłby raczej słyszalny, a po drugie lampy traktorów raczej nie zachowują się w ten sposób.
Poszedłem w miejsce, gdzie pojawiło się światło, na skraju lasu, w pole pszenicy. Zboże w tym miejscu było nieregularnie położone. Nie jak przy kręgach, raczej jak po mocnej ulewie z porywistym wiatrem.
W jednym tylko miejscu, w miejscu, gdzie opadało światło. W okolicznych lasach przebiegłem tysiące kilometrów. Tamtego dnia było inaczej. Nie umiem przywołać już wspomnień tego uczucia. Grobowa cisza jak nigdy. Zero owadów, zero much, zero śpiewu ptaków. Z biegiem kolejnych dni okazało się, że jeszcze właściciel lokalnej pijalni piwa również zauważył mocne światło przez okno swojej knajpki.
Od tamtego momentu minął już szmat czasu, a ja się cieszę, że mogę się tym podzielić z kimś, kto nie pomyśli o mnie jak o wariacie. Pozdrawiam całą ekipę ciepło i róbcie dalej to, co robicie. Zdarzenie z roku 2005. Witam, na początku napiszę, że nigdy nie interesowało mnie UFO, zjawy i tak dalej.
Nie mam o tym bladego pojęcia i zawsze twardo stąpałem po ziemi. Od lat wspominam zdarzenia z sierpnia 2005 roku i do dziś wszystkich przyprawia to o dreszcze. Obserwacji dokonało ze mną jeszcze kilka osób: kolega i dwie koleżanki. Mieliśmy wtedy naście lat. Jestem z rocznika 1988.
Giewartów, bo tak nazywa się miejscowość, w której miało to miejsce, znana jest mi od lat. Jeździłem tam od siódmego roku życia z tatą do bazy nurkowej klubu PKDP. W 2005 roku rodzice zafundowali mi i mojej dziewczynie wyjazd nad jezioro na tydzień. Taki uroczy wyjazd dla dzieciaków za dobre wyniki w nauce. Z nami była jeszcze koleżanka mojej dziewczyny, jej kuzynka i ich kolega. Byliśmy młodzi, było grzecznie. Ja nigdy nie piłem alkoholu, nie mówiąc o gorszych używkach. Do dziś nie mam z tym nic wspólnego. Pewnego dnia, nie pamiętam dokładnie daty, o godzinie 21:30 spotkaliśmy się na pomoście przed klubem nurkowym PKDP w Giewartowie.
Usiedliśmy na nim i czekaliśmy na zachód słońca, żeby łowić raki. Głupie zabawy. Siedzieliśmy wszyscy na pomoście, patrząc na drugi brzeg. Nagle popatrzyłem w głąb jeziora. Jezioro ma kształt litery Y. My byliśmy na samym dole, prawie w zatoce dennej jeziora. W oddali zobaczyłem wyraźną, bardzo wyraźną, choć bardzo odległą trąbę powietrzną. Byłem w szoku, bo myślałem, że takie rzeczy w naszym klimacie się nie przytrafiają, ale widziałem wyraźnie wir powietrza, olbrzymi jak na filmach. Pod nim uginała się woda i wytwarzała typowa mgiełka wodna, jak przy silnym szkwale. Pogoda była idealna, woda spokojna, zero wiatru. Piękny, pomarańczowy zachód słońca. Coś nie grało. Nie wiem, czy to pod wpływem szoku i lęku, ale miałem wrażenie, że zrobiło się bardzo cicho i spokojnie. Nagle zauważyłem, że my wszyscy to widzimy i patrzymy na to samo, ale nikt nic nie mówi. Popatrzyliśmy na siebie z kolegą i znów na ten wir. Nagle, totalnie niespodziewanie, trąba powietrzna z drugiego, odległego końca jeziora, takim ruchem jednostajnym, prostoliniowym, idealnym. Totalny konstans. Zero zawirowań, zero zboczenia z kursu, zero wahań. Po prostu jak robot CNC w ułamku sekundy, dosłownie mniej niż pół sekundy, przeleciała i stanęła naprzeciwko nas na drugim brzegu, ale w naszej odnodze jeziora. W momencie, gdy to coś się poruszyło, po chwili krótkiej, ale jednak chwili, usłyszałem huk, taki jakby blast soniczny. Z fizyki wiem, że to coś przekroczyć musiało prędkość dźwięku.
Dziewczyny popłakały się ze stresu, a my byliśmy w takim szoku, że nikt nie był w stanie wydusić słowa. Patrzyliśmy zamurowani na ten wir w odległości około dwustu metrów od nas. Trzciny się pod tym uginały, wzbudzał mgiełkę wodną.
Pogoda była idealna. To nie mogła być trąba powietrzna. One nie poruszają się tak sztucznie i nienaturalnie przez całe jezioro, które ma kilka kilometrów i to takim jednostajnym ruchem. Znam to jezioro jak własną kieszeń. Wychowywałem się tam. Spędzałem tam wakacje od wielu lat. To coś przeleciało naprawdę ze dwa kilometry w ułamku sekundy, nie rozpędzając się, prawie jak teleport. Po chwili kotłowania wir znów przyspieszył i odleciał w taki sam błyskawiczny sposób w głąb zatoki. Tym razem też był blast soniczny, ale dużo szybciej słyszalny. Huk musiało słyszeć dużo ludzi. My uciekliśmy do domków przerażeni, totalnie przerażeni. Nikt nie wierzył w to, co widzieliśmy. Jednak wszyscy widzieliśmy to samo. Po godzinie wróciliśmy nad brzeg i widać było, że dużo ludzi chodzi po krzakach z latarkami i jest jakieś dziwne poruszenie. Więcej ludzi musiało coś zobaczyć. My pobiegliśmy z tym do opiekuna ośrodka. Pan Ryszard opiekował się tym ośrodkiem dobrze od dwudziestu lat. Taki dobry duch ośrodka, bardzo mądry i normalny gość, strasznie pracowity. Powiedział nam tylko, że on nie raz już tu dziwne rzeczy widział i nie robi to już na nim wrażenia. Dodam, że UFO czy duchy to ostatnia rzecz, w którą wierzę. Niedaleko Giewartowa jest lotnisko wojskowe, obecnie chyba baza NATO.
Niemniej chyba niedaleko jest jakaś miejscowość, w której pojawiały się kręgi w zbożu. Być może nakryliśmy autora....Do dziś jestem w szoku i mam ciarki, jak o tym myślę. To było bardzo realne i widzieliśmy to wszyscy. Staram się myśleć, że to był jakiś tajny test drona naddźwiękowego czy coś w ten deseń, ale trudno to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. To jezioro ma dużo tajemnic.
Wiele razy w nim nurkowałem, zaczynając od tego, że jest to stare polodowcowe jezioro. Na dnie często wychodzą fanty po celtyckich osadach. Jest wiele legend o ludziach i ich tragicznych historiach. W tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym roku na jeziorze wylądował niemiecki bombowiec Heinkel He sto jedenaście z żołnierzami Wermachtu na pokładzie.
Zastrzelili ich Rosjanie. Niedaleko Giewartowa jest też stary, nawiedzony dom, koła którego nie chcą przechodzić konie i psy. Relacja nadesłana do Radia Paranormalium na początku roku dwa tysiące siedemnastego. Opisywane wydarzenia działy się we wsi Smrock-Dwór koło Makowa Mazowieckiego. To jest historia, którą przeżyłam razem z moją siostrą. Ona nigdy nie chciała nikomu o tym opowiadać, ale ponieważ niestety już nie żyje, mogę wreszcie podzielić się nią z wami. Ja osobiście opowiedziałam do tej pory tę historię trzem osobom. Dwie z nich to najbliższe mi osoby, a trzecia to regreserka, do której trafiłyśmy z siostrą parę lat temu, żeby dowiedzieć się wreszcie jakichś szczegółów. Niestety bezskutecznie. Jeszcze tylko dodam, że to, co się nam przydarzyło, wywarło na nasze życie przemożny wpływ i ukształtowało sposób patrzenia na wiele paranormalnych i kosmicznych spraw. Tyle tytułem wstępu.
Wakacje zawsze spędzałyśmy z siostrą u naszej babci na wsi. Tego lata miałam może jakieś pięć albo sześć lat. Dokładnie nie pamiętam, ale na pewno nie chodziłam jeszcze do szkoły. To wydarzyło się w dzień, jakoś przed południem. Siedziałam na schodkach przed wejściem do domu babci. Siostry nie widziałam. Musiała stać trochę za domem, po mojej prawej stronie, ale na tej samej osi widokowej. Na podwórku przed domem, trochę po lewej stronie, rosła bardzo rozłożysta, jeszcze przedwojenna jabłoń, pod którą w upalne dni koncentrowało się życie. Pod tą jabłonią w chwili zdarzenia przebywały babcia i trzy ciotki. Coś tam robiły i sobie pogadywały. Pies leżał koło nich, kury sobie leniwie chodziły i coś dziobały. Jednym słowem sielanka. Ja patrzyłam po skosie na prawo przed siebie, na miejsce, gdzie przed wojną stał stary dom babci, na skraju lasu. Rosły tam olszyny i jakieś chaszcze. Było to miejsce, gdzie się nie chodziło. Było tam zawsze nieprzyjemnie, ponuro i dziwnie.
Nikt nam, dzieciakom, nie zakazywał tam chodzić, ale unikaliśmy tego miejsca. Od miejsca, w którym siedziałam, dystans był może jakieś mniej niż pół kilometra. Można to zresztą sprawdzić na mapie. Nie wiem, czemu akurat zaczęłam gapić się tam.
Nie było tam nic ciekawego. Nie mogłam przestać i w pewnym momencie stało się coś bardzo dziwnego. Dużo później zidentyfikowałam to zjawisko jako efekt Oz, ale wtedy nie miałam pojęcia o UFO i efektach ubocznych. Wrażenie było niesamowite, dziwne, ale nie byłam wystraszona. Poczułam się nagle, jakbym znalazła się w jakiejś szklanej bańce, w której wszystko jakby zastygło i nastała wewnątrz tej bańki niesamowita cisza.
Jednocześnie na zewnątrz tej bańki zaczęło się nagłe zamieszanie. Kury zaczęły biegać i gdakać. Pies wyskoczył i zaczął ujadać, biegając w kółko. Babcia i ciotki też jakoś nagle zaczęły pokrzykiwać coś i być takie podekscytowane. Dla mnie to było tak, jakby to wszystko, co działo się na zewnątrz tej bańki, działo się w przyspieszonym tempie, jak na szybko przewijanej taśmie. A ja siedziałam i tylko się patrzyłam na tamto miejsce. Nie pamiętam, kiedy to zjawisko się skończyło.
Nie wiem, ile czasu upłynęło. Pamiętam za to moją rozmowę z siostrą. Ona była starsza ode mnie o dwa lata. Nie wiem, która z nas pierwsza opowiedziała to drugiej, ale okazało się, że moja siostra przeżyła i widziała dokładnie to samo co ja. Z jedną istotną różnicą: ona pod tymi olszynami widziała tygrysa. Takiego jak maskotka, tylko dużego jak człowiek i żywego. Pamiętam, że nawet jej zazdrościłam tego tygrysa. Dlaczego ona widziała, a ja nie? Niesamowite jest to, że uwierzyłyśmy sobie natychmiast i obie nikomu o tym nie powiedziałyśmy.
Wracałyśmy do tej historii potem w dorosłym życiu wielokrotnie i za każdym razem wspomnienia były takie same. Pamiętam też moment, kiedy po raz pierwszy po wielu latach opowiedziałyśmy sobie znowu tę historię. Wspomnienia były i są nadal takie świeże, jakby zdarzyło się to wczoraj. Szczegóły takie same, wrażenia takie same. Co nam się przydarzyło?
Powinnam chyba jeszcze dodać, że w tamtej okolicy działy się różne dziwne rzeczy i zarówno babcia, jak i ciotki często opowiadały historie o na przykład dziwnych pojazdach na niebie. Żadna z nich nie słyszała o zjawisku UFO, kosmitach, a telewizji wtedy nie było. A mojej mamie, jak była dzieckiem, przytrafiały się nocne wizyty wysokich, ubranych na srebrzyście biało ludzi, jakby w skafandrach. Budziła się w środku nocy, a oni pochylali się nad jej łóżkiem i mówili coś takiego: "Ćś... Śpij, dziecko, śpij. Nie bój się". Mama jakoś nigdy nie uznała tych istot za na przykład anioły i nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Gdy chciała komuś o tym opowiedzieć, to czuła taką blokadę, że nie była w stanie wydobyć z siebie słowa albo zaczynała mówić coś zupełnie innego. Dopiero jak już my z siostrą byłyśmy bardzo dorosłe, opowiedziała nam tę historię i chyba nikomu innemu.Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium dwudziestego trzeciego stycznia dwa tysiące dwudziestego roku.
"Witam! Od pewnego czasu zaczęłam słuchać Państwa audycji, włączając je sobie na YouTube. Cały czas mam w pamięci przypadek własnej obserwacji z dwa tysiące szesnastego roku i kiedy trafiłam na relację pana Dariusza z Waszej audycji z dwa tysiące siedemnastego roku, z dwudziestego drugiego maja, pod tytułem: Wasze spotkania z UFO. Najciekawsze relacje, zamarłam. W dwa tysiące szesnastym roku, pod koniec września, dokładnej daty nie pamiętam ze względu na upływ czasu, w piękny dzień około godziny siedemnastej widziałam na niebie coś dziwnego. Szłam ulicą Zbiegniewską we Włocławku. Spacerowałam z moim wtedy rocznym synkiem w wózku. Nagle na niebie zauważyłam dziwne światło, które leciało właśnie od strony osiedla Zazamcze.
Stanęłam nawet, żeby się upewnić, czy dobrze widzę. Byłam bardzo zdziwiona, ponieważ było jasno. Gdyby to było w nocy, pomyślałabym, że to światło jakiegoś lecącego samolotu. Kula światła leciała dość wolno, dlatego jak ruszyłam, jeszcze cały czas widziałam ją na niebie.
Oglądałam się za siebie, czy jeszcze ktoś widzi to samo, co ja, ale nikogo nie było. Jestem pewna, że zjawisko to nie było niczym wytłumaczalnym. Tym bardziej, że był to dzień. Cały czas mam to w pamięci, a minęło kilka lat. Kiedy usłyszałam pana Darka, od razu zamarłam, gdyż czas, miesiąc, mogło to być właśnie dwudziesty pierwszy, dwudziesty drugi września, rok, no i oczywiście miejscowość pokrywa się z moją obserwacją. Co najlepsze, obiekt ten właśnie leciał z kierunku osiedla Zazamcze. Na mapie Google można nawet zobaczyć, jak trasa Wieniecka-Zbiegniewskiej jest dość krótka.
Teraz tym bardziej jestem przekonana, że wtedy widziałam coś dziwnego i naprawdę jestem zdumiona. Pozdrawiam serdecznie." Relacja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu dwa tysiące piętnastego roku: "Witam, chcę podzielić się z Państwem tym, co przydarzyło się mi oraz członkom mojej rodziny dnia czternastego lutego dwa tysiące piętnastego roku. Mieszkamy w Elblągu. Właśnie tego dnia odwoziłem z zięciem moją żonę na lotnisko w Modlinie. Żona leciała do Bristolu. Wylot o dwudziestej drugiej. Do Modlina mamy dwieście czterdzieści pięć kilometrów, dlatego wyjechaliśmy około godziny szesnastej. Było już ciemno. Jechaliśmy drogą numer siedem. Kierował zięć.
Minęliśmy Ostródę i zauważyliśmy, że towarzyszy nam jakiś mocno oświetlony obiekt. Leciał nisko, około jeden do dwóch kilometrów nad ziemią. Żona stwierdziła, że to jest samolot. Zięć spojrzał znad kierownicy i zauważył, że to nie może być samolot, bo samolot ma światła migające.
Ja zaś oznajmiłem, że to jest UFO. Postanowiłem je sfilmować telefonem komórkowym. Wyjąłem smartfona z saszetki, jednak obiekt natychmiast oddalił się, ale nie znikł z pola widzenia. Było ciemno. Byłem też podekscytowany. Ręce mi się trzęsły z wrażenia i nie wiedziałem, czy to, co filmuję i nagrywam, będzie widoczne. W końcu znudziło mi się filmowanie w czasie jazdy. Gdy schowałem smartfona, obiekt znowu przybliżył się tak, jakby ktoś będący w obiekcie nie chciał, abym ten obiekt sfilmował z bliska. Towarzyszył nam aż do Modlina. Gdy żona wróciła z Anglii, pokazałem jej zdjęcia i filmy. Była zaskoczona i nie chciała na ten temat rozmawiać.
Obiekt wyglądał jak mała gwiazda i tak go filmowałem. Jednak później użyłem zoomu i filmowałem w powiększeniu. To już nie była mała gwiazda. Pewnego razu usiedliśmy z żoną i zięciem i wspominaliśmy ten obiekt.
Powiedziałem, że szkoda, że żeśmy się nie zatrzymali, aby dokładnie go sfilmować. Jednak zięć stwierdził, że zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji paliw, aby skorzystać z toalety. Wówczas obiekt zatrzymał się i wisiał nad samochodem. Gdy ruszyliśmy, obiekt też ruszył i leciał, jakby był przyklejony do nas. To jest bardzo dziwne. Jestem pewien, że nie zatrzymywaliśmy się na toaletę. Żona niepewnym głosem potwierdziła to, co powiedział zięć. Ale przy spotkaniach z UFO tak bywa. Muszę powiedzieć, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z tymi obiektami. Miałem wiele spotkań. Po jednym ze spotkań z życiorysu zginęło mi dwie godziny, piętnaście minut. Wtedy nie byłem sam, ale dowód mam tylko na to ostatnie spotkanie. Mógłbym z kimś porozmawiać o tych moich przygodach z UFO, bo ja nie tylko widziałem wówczas statki, ale ci, którzy nimi lecieli, nawiązali ze mną, za pomocą jakiejś formy promieniowania, które odczuwałem na swoim ciele, kontakt bezpośrednio ze statków, którymi lecieli.
To było podobne do telepatii. Ja wyraźnie słyszałem ich głosy w języku polskim. Widziałem tylko ich trzy statki, a oni odpowiadali na moje myśli. Przedstawili się, powiedzieli, kim są, skąd pochodzą i dlaczego wybrali sobie mnie, aby ze mną porozmawiać. Za każdym razem widziałem inny rodzaj statków. Raz nawet widziałem Miasto Niebiańskie i za każdym razem, gdy był kontakt bezpośredni, wówczas czułem jakieś promieniowanie umożliwiające rozmowę w dwie strony. Zawsze odpowiadali na moje myśli, a ja dokładnie słyszałem to, co mi mówili. Słyszałem ich nie uszami, tylko jakoś tak całym ciałem.
Wówczas ich statki leciały wolno i nisko nad dachami bloków mieszkalnych. Może sobie pomyślicie, że moja psychika szwankuje, ale dowodem są filmy z ostatniego spotkania, które nagrałem i świadkowie: zięć i żona."...Miałem włączone GPS, dlatego w informacji zdjęciowej widnieje szerokość i wysokość geograficzna. Godzina siedemnasta, miejsce: okolice Niedzicy i temu podobne. Po latach udało mi się nawiązać ponownie kontakt z autorem tej relacji. Z uzyskanych od niego informacji wynika, iż wspomniane w relacji nagranie wideo nie zachowało się. Zostało bowiem skasowane na wyraźne żądanie jego żony, która obawiała się jakichś konsekwencji mogących wynikać z faktu jego posiadania.
Relacja nadesłana do Radia Paranormalium w sierpniu 2015 roku: "Witam serdecznie. Kiedyś doznałem dziwnego zjawiska i sytuacji, które towarzyszy mi do dnia dzisiejszego i mimo, że mija kilkadziesiąt lat, to wciąż wracam do tamtych wydarzeń.
Było to w Elblągu około roku 1985 lub '87, jeśli pamięć mnie nie zawodzi. Piękna polska zima. Nie tak jak teraz. Śnieg do pasa, biel dookoła i cały czas prószyło. Wraz z moimi kolegami, z którymi dorastałem, mieliśmy zwyczaj siedzieć na płotku przed domem wieczorami i rozmawiać o wszystkim i o niczym. Nagle po drugiej stronie budynków jeden z moich kolegów zauważył coś nad piaskownicą. Była to ogromna biała kula średnicy około pięciu metrów. Podbiegliśmy. Jeden z kolegów, tak zwany przywódca, ponieważ wychowywałem się wśród starszych, powiedział stanowczym głosem: "Dotknij to!"." Ja z wielkim strachem nie miałem dużego wyboru. Albo dotknę nieznanego, albo koledzy będą mnie gnębić. Wybrałem dotknięcie i wtedy doznałem czegoś niesamowitego. Przestałem się bać, a moje wrażenie było niesamowite.
Mimo że wizualnie kula wisiała bez dźwięku nad piaskownicą, ja miałem wrażenie, że jest gdzieś wysoko na niebie. Poczułem spokój i zapomniałem o wszystkim na kilka sekund, może minut. Byłem w próżni, jakbym połączył się z wszechświatem. Taki spokój, chwila bez problemów, zmartwień i tym podobnych. Bez egzystencji na tym świecie. Nie wiem, czy to istotne, ale moi rodzice byli po rozwodzie. Dorastałem w ciągłych pretensjach, rozmyślaniach, poczuciu winy.
Gdy wróciłem z tej dziwnej podróży po wszechświecie, nagle kula uniosła się i poleciała bezdźwięcznie, powoli nad ogrody działkowe, a potem w stronę zakładu Plastik, około pięciuset metrów od naszego domu. Oczywiście biegliśmy za nią. Nad plastikiem kula wypuściła piękny warkocz kolorów i wzbiła się w ułamku sekundy w stronę gwiazd. Milczałem kilka dobrych lat, bo myślałem, że był to sen chłopca z problemami rodzinnymi. Kiedy dorośliśmy, na jednej z imprez rozwinął mi się język i spytałem kolegów, czy pamiętają coś takiego. Powiedzieli, że tak, jak najbardziej. Milczeliśmy tyle lat, bo każdy myślał, że reszta będzie się wyśmiewać. Pomyślałem: "Czyli to prawda, to, co przeżyliśmy." Dorosłem, założyłem rodzinę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy oglądając w telewizji show ze świętej pamięci redaktorem Kazimierzem Bzowskim, usłyszałem o incydencie elbląskim. Identyczny opis, jeśli chodzi o wygląd. To przekonało mnie po raz drugi, że to prawda. Trzeci raz był już totalnym potwierdzeniem moich doznań. Oglądałem z moją żoną i mamusią Discovery i nagle mówią o incydencie w Kaliningradzie, bardzo blisko Elbląga. Ludzie opisywali to zjawisko identycznie, tak jak ja je opisałem. Zrozumiałem, że tamtego wieczoru nie byłem sam. Nie wiem tylko, czy ktoś doznał tego, co ja, kiedy próbowałem tego dotknąć. Proszę o anonimowość, ponieważ społeczeństwo nie rozumie, czym jest świat, wszechświat, zjawiska paranormalne i temu podobne. Mam nadzieję, że ktoś zweryfikuje to zjawisko, a ja chętnie dowiem się, czy ktoś przeżył coś podobnego w swoim życiu. Pozdrawiam, Nieznajomy." I to już wszystkie relacje tekstowe przygotowane do dzisiejszego odcinka. Po krótkim przerywniku wysłuchamy pierwszego z przygotowanych na dziś nagrań rozmów ze świadkami. Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo.
No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl...
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W drugiej części dzisiejszej audycji wysłuchamy rozmowy ze słuchaczem z Torunia, który podzielił się kilkoma obserwacjami UFO sprzed lat.
Chodzi o osiedle Rubinkowo. To jest takie blokowisko wybudowane za komuny. W latach osiemdziesiątych te bloki tam powstały. Gdy miałem dwanaście lat, moi rodzice sprzedali dom. Zdecydowali się tam przeprowadzić. Także chodziłem wciąż jeszcze do szkoły podstawowej. Kilkukrotnie widziałem takie rzeczy, przynajmniej dwukrotnie przez okno ze swojego pokoju z drugiego piętra. Za każdym razem, co ciekawe, bo zastanawiałem się nad tym, nad tym, jakie to ma cechy wspólne. Za każdym razem te obiekty latały na zachód, ze wschodu na zachód. Kiedyś na to nie zwracałem uwagi. Dopiero jako dorosły człowiek dotarło do mnie, że kierunek równiutko na na zachód. Co jeszcze ciekawe, bo słuchałem wielu cudzych relacji. Bardzo często nie ma odgłosów, na przykład są światła i tak dalej, więc światła tu nie towarzyszyły. Te obiekty nie były oświetlone, nie posiadały żadnego oświetlenia, natomiast dawały odgłosy, co najmniej- Do czego mógłby pan te odgłosy porównać? Powiem tak, mam wrażenie, że jakieś samoloty próbowały się z tym gonić, przynajmniej podczas jednej lub dwóch obserwacjach. To już lata minęły, także nie jestem pewien, ile razy te myśliwce słyszałem. Natomiast no, samoloty myśliwskie było słychać w powietrzu, towarzyszące tuż po przelocie tych, tych obiektów.
Słychać było samoloty myśliwskie. Czyli tak jakby nie do końca wiadomo, czy ten dźwięk pochodził z tych obiektów, czy z tych samolotów. Zgadzam się. Tak jest. Miałem wrażenie, że te obiekty bezszelestnie się przesuwały po niebie na niedużej wysokości. Trudno mi ocenić dobrze. Wysokość kilkaset metrów.
Naprawdę nisko to było. To one były na tyle nisko, że widać było różne detale. Przemykały bardzo szybko, natomiast nisko i były bardzo duże. Jeden z tych obiektów miałem wrażenie, że ma taki duży statecznik w ogóle jak samoloty transportowe mają bardzo duże rozmiarowo stateczniki. Z tyłu na ogonie. To jeden z tych obiektów. Wyjątkowo miał taki statecznik, ale to był wyjątek. Tak jak powiedziałem, przynajmniej dwukrotnie obserwowałem to z okna swojego pokoju z drugiego piętra, ale też miałem okazję widzieć to tam jeszcze przez kilka lat. Przed samym wieżowcem był pusty plac, piach. Ktoś, ktoś miał w planach jakąś zabudowę, więc tam nigdy nie położono trawy. Nic się nie działo. Było to rozkopane, pełne piachu.
I pamiętam właśnie, że tam lodowisko co jakiś czas tylko wylewano przy okazji zimy i mrozów. Pamiętam, że tam, tam to było takie nasze miejsce zabawy i tam przynajmniej raz z tego, z tego pola między blokami miałem okazję to zobaczyć wspólnie z kolegą. Nawet także to nie były jakieś moje pozazmysłowe wrażenia, tylko, tylko z moim kolegą, z którym chodziłem wspólnie do jednej klasy. Obserwowaliśmy to, przy czym on, jakby jego, jego interpretacja była, że to to, to samoloty jakieś, może rosyjskie albo coś. Coś takiego. Jego reakcja była, że to lotnictwo. Natomiast no, mnie uderzały rozmiary tych, tych, tych obiektów. Były naprawdę bardzo duże.
A kiedy doszło do pierwszej obserwacji? Czy mógłby pan opisać, jak obiekt wyglądał? Jak w ogóle, bo jak się zachował, to mniej więcej wiemy, ale jak to wszystko wyglądało? Kiedy to, kiedy to było? I tu ciekawostka. Za każdym razem było to zmierzchało się. To było tak. Jeden raz nie było jeszcze ciemno, już szarawo się robiło, ale jeszcze nie było ciemno, a pozostałe razy już jakby po zmroku.
No, na granicy, a co najmniej jeden raz po zmroku. Także nie był. Nie był to środek dnia. Bynajmniej. No i to się, to się wszystko działo. Działo właśnie w latach osiemdziesiątych, w tym, w tym przedziale, zanim poszedłem do szkoły średniej, czyli wciąż jeszcze chodziłem do podstawówki.
Jakby to policzyć? Miałem dwanaście lat, to teraz mam pięćdziesiąt dwa, gdzieś osiemdziesiąty trzeci do osiemdziesiątego piątego roku, gdzieś w tym przedziale, połowa lat osiemdziesiątych. Próbowałem o tym nawet rozmawiać, napominać, wspominać o tym parę razy, ale, ale zbywano mnie jakoś tak niezręcznie było upierać się przy próbie rozmowy na ten temat, bo moje środowisko jakby niespecjalnie do ich wyobraźni nie docierał fakt, że coś z tego rodzaju zjawisk może występować naprawdę, że to nie są tylko jakieś, jakieś plotki i tak dalej, i tak dalej, czy czyjeś dowcipy. Także powiem szczerze, że bardzo długo nie miałem okazji o tym z nikim porozmawiać. Niedawno do tego, żeby się z państwem skontaktować, z panem zachęciło mnie tę samą audycję, której bardzo chętnie słucham, co rozmowa z kolegą, który...... Mam przyjaciela, wspólnika. Taka przyjaźń połączona troszkę z interesami, z Dąbrowy Górniczej i on mnie tak troszkę też popchnął, że, żeby, żeby coś z tym zrobić, póki, póki jeszcze jakieś strzępki pamięci na ten temat posiadam.
Jak ta pierwsza obserwacja wyglądała? Jakby pan- Pierwsza była definitywnie z mojego pokoju. Właśnie moje okna wychodziły na wschód i bardzo dobrze pamiętam, jak taki szarawy obiekt, szybko, bezszelestnie. O!
To nie były pojedyncze obiekty. One, im towarzyszyły mniejsze. To było też i to był chyba powód, dla którego mój kolega z ławy szkolnej uznał, że to lotnictwo, bo ten, ten duży, główny obiekt był jakby w otoczeniu kilku mniejszych.
Nie potrafię powiedzieć ilu. Tak jakby statek matka, w jakimś sensie można powiedzieć. Jakby statek matka, to tak, jak na przykład eskortuje się w powietrzu jakieś strategiczne obiekty za pomocą myśliwców.
Jak ten obiekt wyglądał? Jak on w ogóle się zachowywał? I to było, bardzo prosto leciały, po prostu ze wschodu na zachód, na stałej wysokości. Wyjątek stanowił ten, ten jeden raz, gdy byłem na zewnątrz i mieliśmy wrażenie, że, że myśliwce próbują się z tym gonić z jakimś tam opóźnieniem.
Czyli rozumiem, że nie udało się panu jakoś dostrzec szczegółów wyglądu tego obiektu, tylko- Bardzo szybko przeleciały. Jedyne szczegóły to, jakby to ująć? Wrażenie było silne. To nie było, ja, ja widziałem samoloty i przedtem, i potem, i tak dalej. Nie da się tego porównać z obserwacją nisko przelatującego samolotu. Nawet, nawet zdarzało mi się z racji służby wojskowej za granicami lub mieć nad głową, sto metrów nad głową przelatujące ciężkie maszyny. Tego się nie da porównać. Po pierwsze było cicho, żadnego hałasu, żadnego dźwięku w ogóle. Bardzo, bardzo szybko, sprawnie, regularnie. Taki, to nie przyspieszało, nie zakręcało. Ten obiekt był ogromny i po prostu ze stałą prędkością przeleciał na stosunkowo niedużej wysokości. A co uderzające, było to właśnie, że te faktury, te detale były bardzo wyraźne. To ten rozmiar przykuwał niesamowicie uwagę. Rozmiar i, i niski pułap, bo normalnie samoloty w tamtym okresie latały wyłącznie bardzo wysoko nad Toruniem. No, tutaj chyba klasycznie, że tak powiem, że tak to ujmę, możemy odrzucić wyjaśnienie pod tytułem, że to był po prostu samolot, bo samolot, szczególnie wojskowy, tak blisko jakby- No nie, samolot ma zwykle skrzydła.
To jakby nigdy nie wzbudziło by to mojej wątpliwości, że widziałem samolot, bo samolot miałby skrzydła. Tutaj nie widziałem skrzydeł. Widziałem ten, coś w rodzaju statecznika. Przy jednym z tych, przy jednym z tych przelotów, bo te obiekty za każdym razem nie były takie same, natomiast nie było skrzydeł. Rozumiem, że pogoda wtedy była dobra.
Nie było deszczu. Nie, no, takie normalne warunki. Średnie jak na Toruń. Toruń jest dosyć wietrznym miejscem. Toruń nie, właśnie to jest taka ciekawostka à propos Torunia, bo gdzieś tam na, na, mój były podwładny jest amatorem, astronomem, takim dosyć zaawansowanym i on mnie kiedyś przybliżył statystyki pogodowe Torunia, że to jest na jednym z ostatnich miejsc. No, z powodu pradoliny Wisły jest to, jest to dosyć fatalnie położone miasto i dlatego Kopernik nie miał szans w Toruniu obserwować nieba. Wiąże się go z, Toruń wiąże się z Kopernikiem na siłę, ale to jest bardziej pod turystów, niż, niż z prawdą związane. A w innym zupełnie miejscu, w innym zamku oglądał niebo. Bo Toruń jest właśnie z powodu tej pradoliny Wisły bardzo pochmurny i tak dalej, i tak dalej. Także, no, jak na Toruń to była taka przeciętna pogoda. Ani dobra, ani zła. Nie wiało, nie padało.
Pan z tego, co pamiętam, to wspominał, że tych obserwacji były przynajmniej trzy. Czy możemy przejść do drugiej? Druga również była z mojego pokoju i dopiero gdzieś trzecia i może czwarta. Nie pamiętam, czy były cztery, czy były tylko trzy. Na pewno jedną zaliczyłem na zewnątrz, będąc na dworze. Druga również była z pokoju, bo tak się składało, że biurko, podobnie jak tutaj, miałem w kierunku okna, więc, więc jak coś majsterkowałem, czytałem, cokolwiek robiłem czy uczyłem się, to wzrok miałem skierowany w stronę okna. Więc jeśli tam coś się działo, to przykuwało to moją uwagę. I podobne warunki były. To też było w tych, tych, pierwszej połowie lat osiemdziesiątych.
Dopiero to właśnie na zewnątrz, tą, tą kolejną obserwację zaliczyłem jako w kolejności trzecią, przyjmijmy. Czy, czy w porównaniu z tą pierwszą obserwacją coś w drugim przypadku się zmieniło? Było coś, czy może- Inny, inaczej wyglądający obiekt. Jak on wyglądał?
No, znowu powiem. Szybkość przelotu na niskim pułapie sprawia, że to szybko znikało za horyzont, za inne budynki z pola widzenia. Tak ujmę. Więc trudno mi w tej chwili, plus lata, które upłynęły, trudno mi to w tej chwili powiedzieć, ale to nie był żaden samolot transportowy, sterowiec, nic takiego. Szybkość za duża dla sterowca, a samolot musiałby mieć skrzydła, a tutaj ich nie było. Tam, przy którymś z tych przelotów nie potrafię powiedzieć, czy pierwszym, czy drugim.
Było na tyle jeszcze jasno, że pamiętam, że widziałem coś w rodzaju okien na tyle tego obiektu. Coś, coś w rodzaju szkła, coś w rodzaju okna. Nie, nie, nie dam się pokroić, czy to, czy to konkretnie było okno, ale nie były to jakieś jednolite bloki czy coś takiego.
Jakieś faktury. Było coś na tyle przypominającego, jakby, jakby okno. ... Tutaj rozumiem też nie było z tego obiektu dochodzący, nie dochodził żaden dźwięk? W sensie- Tak, absolutnie nie. Cisza. A jak wyglądała ta trzecia obserwacja? Bo to trzecia obserwacja, która była z co najmniej jednym świadkiem, tak?
Trzecia obserwacja była o tyle ciekawa, że, że wtedy, wtedy już myśli, wtedy już towarzyszyły temu samoloty. I tu, i tu jakby logika mi podpowiada, że być może lotnictwo wojskowe miało, nie wiem, jakieś zadanie rozpoznać to czy dogonić i tak dalej, uziemić cokolwiek. Także oprócz, oprócz samego obiektu czy obiektów tych bezszelestnych były też manewrujące samoloty, myśliwce.
Więcej niż jeden. Pan obserwował ten obiekt razem z kolegą. Czy rozmawialiście może później jakoś próbowaliście jakoś dojść do wniosku, co to było? Zdumieni byliśmy właśnie tym, że to tak nisko. Kolega odniósł się na wrażenie, że to po prostu lotnictwo wojskowe.
A kiedy do tej, do tego zdarzenia doszło mniej więcej? No, to gdzieś tam osiemdziesiąty siódmy rok, ale to, to z tym lotnictwem to już było po zmroku. Panowie, nie wiedzieliście, żeby tutaj jeszcze jacyś inni świadkowie to obserwowali? Nie, nie, nie. To była- Byliście tylko we dwaj. Tak, tylko my dwaj. Dwóch chłopców. Pod koniec podstawówki. To była tak, to była specyfika tego osiedla. Po zmroku rzeczywiście raptem jakiegoś okazjonalnego przechodnia można było co najwyżej spotkać. Albo człowieka, który psa wyprowadził. Nic więcej. To tak było.
Rzeczywiście, to jakby nie było żadnych specjalnych okoliczności. Bardzo specyficzna atmosfera. A czy udało się wam jakieś, jakoś dostrzec szczegóły wyglądu tego obiektu? No, nie, nie, bo wtedy było ciemno. No to po prostu nad miastem łuna, łuna miasta pozwala widzieć, że coś przemyka i tak dalej. Tym bardziej że to nie była taka totalna ciemność. Także widać, widzieliśmy, że coś dużego przeleciało. No i potem te zawijające wokół samoloty też przytrzymały jeszcze naszą uwagę na dłużej. Pan wspominał, że mogło dojść jeszcze do czwartej obserwacji. Czy może pan jakoś podzielić się swoimi tutaj?
Właśnie nie jestem pewien, ile ich dokładnie było, bo no, bo to już lata. Zresztą wydarzeń, powiem szczerze, spędziłem pięć lat w warunkach wojennych. To tak resetuje pamięć. Niesamowicie. Tak, tak, potem utrudnia cofanie się do niektórych rzeczy z przeszłości, rozpoznawanie twarzy i tak dalej. Miałem takie osiem lat dochodzenia potem do siebie i to zaburzona funkcja pamięci.
Powiem szczerze. I to tyle, jeśli chodzi o relację przekazaną przez tego słuchacza. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o opisanych przez niego zdarzeniach. Po krótkiej przerwie przejdziemy do ostatniej przygotowanej na dziś wypowiedzi, która będzie stanowiła nawiązanie do zdarzenia, które już onegdaj w naszej audycji się pojawiło we wcześniejszych odcinkach.
A teraz szybko, szybciuteńko, biegiem do lodówki po jakieś picie i przekąskę i słyszymy się ponownie już za chwilę. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo relacje.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Tak jak już mówiłem w ostatniej części dzisiejszego odcinka audycji Mówią Świadkowie, nawiążemy do pewnej sprawy, która już się w naszym podcaście pojawiła.
W odcinkach dziewiątym oraz piętnastym poznaliśmy wypowiedzi kilku świadków dotyczące zbiorowej obserwacji UFO w okolicach Kętrzyna w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym roku. W odcinku dziewiątym zaprezentowana została obszerna rozmowa z głównym świadkiem, który zgłosił całą sprawę do Radia Paranormalium, zaś w odcinku piętnastym usłyszeliśmy opis zdarzenia z perspektywy siostry naszego słuchacza oraz wujka mieszkającego kilka kilometrów dalej. Dla osób nieznających sprawy przygotowałem małe udogodnienie. W opisie dzisiejszej audycji znajdziecie Państwo linki do wspomnianych odcinków z oznaczeniami czasowymi, które pozwolą szybko zapoznać się z tamtymi materiałami.... Dziś natomiast usłyszymy wypowiedź mamy głównego świadka. Jeszcze tylko drobna uwaga: słuchacz zasugerował, żeby jego głos wyciąć z nagrania i zostawić samą mamę. Ponieważ jednak w trakcie rozmowy pojawiły się pewne pytania doprecyzowujące, postanowiłem dograć je własnym głosem. Zapraszam do zapoznania się z nagraniem.
Było to wieczorem. Było już ciemno. Wyszliśmy z mężem na papierosa. Usiedliśmy sobie obok domu. Popatrzyłam na płot. Od dołu, od ziemi, przy płocie widać było światła. Zapytałam męża, co to może być. Mąż powiedział, że: "a tutaj jest północ, to mogą być takie różne zjawiska, może zorza polarna." Ale to światło zaczęło się podnosić coraz wyżej od ziemi i zaczęliśmy wzrokiem za tym światłem iść. I nagle popatrzyliśmy i nad nami zobaczyliśmy olbrzymi spodek, okrągły. Dokładnie przeliczyłam.
Było dziewięć rzędów świateł. Światła były prostokątne, mocne, jasne, białe światło. Nie w sposób było zobaczyć, co jest pomiędzy tymi rzędami świateł, ponieważ światło było bardzo mocne, chociaż nie było oślepiające. Krążyło to, znikało za góreczką, ponieważ miejsce, w którym siedzieliśmy, było bardziej w dolinie, to tak, jakby odlatywało. Po jakimś czasie znów się pokazywało. Trwało to może nawet z dwadzieścia minut. O której to się pojawiło?
Gdzieś koło dziesiątej było już ciemno. A kiedy odleciało? Po dwudziestu minutach, może dłużej. Trudno jest powiedzieć, bo dość, dość długo. Zawołaliśmy dzieci, zawołaliśmy teściową, szwagra, szwagierkę i staliśmy.
Teściowa wystraszona uciekła. Myśmy dalej oglądali to. Jedno, co było ciekawe, że rozganiało to chmury, jak dolatywało bezszelestnie i w momencie, kiedy już całkowicie odleciało, było takie szszsz! I wtedy szybciutko, wtedy szybko znikło. Był szum i znikło. Było to duże. Nie umiem powiedzieć, jak duże. W każdym bądź razie musiało to bardzo dużą powierzchnię zajmować. I tak jak mówię, trzy razy było. Odleciał po cichusieńku, bezszelestnie. Za chwileczkę znów się pokazało. Znów krążyło tak, jakby czegoś szukało. Jakby coś sprawdzało jakieś miejsce. Bo tak nawet z mężem żeśmy rozmawiali, że tak jakby sprawdzali jakieś miejsce. Już ostatni raz, jak odleciało, wtedy był szum.
A jak to się stało, że to zobaczyliście? No, siedzieliśmy sobie na papierosie. No i tak jak mówię od dołu. No, jak człowiek ma głowę spuszczoną. Rozmawialiśmy po cichutku i przy płocie zobaczyłam błyski świateł.
Nie mogły być to błyski świateł żadnego domu, więc zastanowiło mnie to i to światło podnosiło się jakby do góry. Nasz wzrok szedł za tym światłem i nagle popatrzyliśmy w niebo, a tutaj nad nami olbrzymi spodek. Później były dyskusje, że to światła z dyskoteki z Mrągowa. Z tym, że drobny szczegół: od Mrągowa do tej miejscowości są górki. Ta, to miejsce, w którym myśmy siedzieli, było w dolinie, więc nie byłoby możliwości, żeby światła laserowe dotarły tam. A poza tym nie było żadnej wiązki światła, które puszcza laser, bo światła laserowe w tym kształcie nie raz widziałam i później to nie było to. Chmury, to rozganiało chmury. Jak się kręciło, roz- rozganiało chmury, jak odlatywało, było taki powiew wiatru. Także trawa, drzewa, tak jakby się pouginały pod wpływem tego powiewu wiatru.
Było wtedy bezchmurne, piękne niebo. Było ciepło. To było koniec lipca, początek sierpnia. Gdzieś, gdzieś ten czas. Oprócz nas, jak rozmawialiśmy ze znajomymi, oni byli akurat na urlopie nad jeziorem Tałtowisko. No, to mogło być gdzieś dwadzieścia kilka do trzydziestu kilometrów od tego miejsca, jak myśmy byli. Oni w tym samym czasie też to widzieli i też mówili, że odlatywało i przylatywało kilka razy. Więc tak przypuszczamy, że jak myśmy widzieli, oni wtedy nie widzieli. Jak myśmy nie widzieli, to oni widzieli. Po prostu musiało to zataczać jakiś... tak, by sprawdzać jakiś obszar.
W międzyczasie też w miejscowości Reni widział to szwagier. Później żeśmy rozmawiali na ten temat. A kilka słów à propos tego snu. No, mąż opowiadał, że ja spałam. Córa spała, on tulił do siebie najmłodszego syna i nagle namiot się odsunął. Nie wiem, weszła jedna czy dwie osoby, jakby zaglądały do namiotu i tak jakby chciały sięgać ręką po najmłodszego syna. Mąż go tulił mocno do siebie. Te osoby miały duże oczy, duże palce, z tego, co pamiętam.... Ale już tak szczegółowo to, to więcej spałam. Ja czegoś takiego nie widziałam.
Nie, nie przyśniło mi się. Widział to też starszy syn. A były może jakieś relacje w prasie? Nie było. Gdzieś tam coś się ukazało w radiu czy, czy w Gazecie Kętrzyńskiej, czy, czy w radiu. Ale, ale to zaraz była wyciszona sprawa i zaczęli tłumaczyć to, bo, bo ludzie zaczęli się tym interesować, więc zaczęli tłumaczyć, że to światła dyskotekowe, laserowe. A czy ktoś na miejscu miał aparat?
Nawet nie pomyśleliśmy o zrobieniu zdjęć. Zresztą wtedy telefony komórkowe nie miały tak aparatów takich dobrych, a było to w nocy, więc trzeba byłoby mieć obiektyw na podczerwień. No mówię, nie. I to było tak szokujące i tak niesamowite, że nikt z nas nawet nie myślał o tym, żeby, żeby zrobić zdjęcia.
I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś zdarzeniach. A jeśli macie jakąś swoją relację o obserwacji UFO lub innego niewyjaśnionego zjawiska, bądź przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, gorąco zachęcam do kontaktu z Radiem Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi nadchodzących audycji na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje.
Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo relacje.pl.