Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. Halo, halo! Witamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium na żywo. A z taśmy witamy słuchaczy Book Radia. Najmocniej przepraszamy za tą obsuwę dzisiejszą. Wiemy, że wielu z państwa prawdopodobnie się nie doczekało, ale myślę, że przynajmniej część z czekających na dzisiejsze „Bibliotekarium” zagląda na stronę Radia Paranormalium oraz na naszą zakładkę „Społeczność” na YouTube. Niestety Facebook mnie zbanował z jakiegoś powodu i nie mogłem wstawiać aktualizacji na nasz profil na Facebooku, ale ci, którzy zaglądają na YouTube bądź na naszą stronę internetową, myślę, że wiedzieli o tej obsuwie dzisiejszej, także uzbroili się w cierpliwość. Zanim przekażę głos panom Żelkowskiemu i Żwikiewiczowi i zanim podam kontakty, wyjątkowo dzisiaj taki mały apel na początku audycji. Apel kieruję do słuchaczy z Katowic i okolic. Poszukuję świadków kradzieży roweru, do której to kradzieży doszło przy Biedronce przy ulicy Armii Krajowej.
To jest Biedronka znajdująca się na Zadolu w Katowicach. Rower model Vagant 2.0, czarny. Więcej szczegółów na razie nie ujawniam. Do kradzieży doszło między godziną 18:00 a 18:50, gdzieś w tych okolicach. Wszelkie informacje mogące ustalić sprawców tej kradzieży proszę bardzo kierować na kontakty Radia Paranormalium bądź do mnie osobiście. Jeżeli ktoś ma mnie w znajomych na Facebooku, to będę bardzo wdzięczny za informację również tą drogą. Sprawa została już oczywiście przekazana policji, ale tak jak panowie policjanci zresztą doradzili, poszukuję również świadków swoim sumptem. Także będę bardzo wdzięczny za każdą informację, która pozwoli ustalić sprawców. I oczywiście odzyskać rower i wszystko, co do tego roweru było przytroczone. Także będę bardzo wdzięczny.
I po tym krótkim apelu. Niezbyt niestety przyjemna sytuacja dzisiaj mnie spotkała i z tego też powodu dzisiejsze „Bibliotekarium” wystartowało z takim poślizgiem. A więc zaczynamy dzisiejsze „Bibliotekarium”. Dzisiaj bohaterką będzie powieść Briana Aldisa zatytułowana „Non Stop”. Zanim przekażę głos do studia w Bydgoszczy, do studia Book Radia, przypomnę jeszcze kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów, jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium, bibliotekarium.pl, na profilu Book Radia również.
Można także dołączać do grup Radio Paranormalium oraz Rubieże rzeczywistości. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc przepraszam również panów tutaj po drugiej stronie połączenia internetowego. Są z nami oczywiście Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz, a więc czas na wyjątkowo spóźnione, ale jednak halo, halo Bydgoszcz. Halo, halo! Dobry wieczór. Dobry wieczór państwu. Dobry wieczór, Wiktorze.
[04:22] - Witam.
[04:24] - No cóż, z opóźnieniem, ale zaczynamy konsekwentnie. Konsekwentnie zaczynamy mówić o pewnej takiej ramotce science fiction.
[04:33] - Poczekaj, może zanim zaczniesz mówić o ramotce, ja powiem coś na temat aktualności o rzeczy topowej. Bo zobacz, nie ma takich spraw, żeby świadomość nie jak na pożywce, że tak powiem, jakiejś glonowej, chemicznej czy biologicznej nie podrasowała siebie samą. Otóż zobacz, nam się wszystkim wydaje, że to politycy rządzą światem, że jakaś cywilizacja inna rządzi naszą cywilizacją albo Pan Bóg patrzy z nieba. A tak naprawdę rządzą nami przypadki. Rowery, skutery, proszę ciebie i zapodziane gdzieś samochody. Proza życia nami rządzi tak naprawdę. To jest bardzo urocze, bo ja wolę, żeby mną rządziło coś, co jest blisko. ... ciała niż. Zresztą co ja gadam?
Nie wiem, co bym wolał.
[05:48] - Nie wiem, Wiktorze. Obawiam się, że to, co robisz, to jest dorabianie filozofii.
[05:54] - Jaka filozofia? Spójrz, zobacz, to rządzenie to jest rząd. Bo zobacz, gdyby we właściwym momencie takiemu Stalinowi, kiedy jeszcze był zwykłym gruzińskim bandytą, ukradli rower, to może by nie dojechał na spotkanie z Leninem któreś i tak dalej. I wszystko by się inaczej potoczyło. Oczywiście zostałby władcą Trocki, który miał tysiąc i więcej pomysłów od Stalina. I byłaby dopiero boruta.
[06:24] - Kompletnie byśmy mieli przerąbane wtedy.
[06:27] - Ale zobacz, przypadek rządzi światem.
[06:29] - Ja się trochę martwię, bo w kontekście pamiętaj, że mówisz o naszym wydawcy, Ivelliosie. Czy ty mu wróżysz los Stalina? Daj spokój. Gdzie ty dochodzisz?
[06:45] - Nie, ale czy ja wiem, dokąd on chciał dojechać tym rowerem tak naprawdę? My nic nie wiemy o tym Ivelliosie. Słyszymy jego głosik miły i sympatyczny, ale czy my o nim wszystko wiemy?
[06:58] - Wiktorze, opanuj się. Przecież chciał dojechać, żeby audycję rozpocząć na czas, a widzisz, co się stało. Jakiś lump ukradł rower.
[07:09] - Może słusznie. Może Ivellios miał grzech na sumieniu jakiś albo rzecz niecną w pomyśle.
[07:18] - Grzech w postaci niesłuchania się starszych, żeby o tak późnych porach jednak już nie robić zakupów. A zamiast dojechać, doszedłem.
[07:31] - A ty, Marek, mówisz: „Nie”. A ja uderzę w stół, a nożyce się odezwą. I zobacz, Ivellios się przyznał. Uderzył w pierś.
[07:40] - Jasne, jak na dobrym procesie pokazowym w państwie stalinowskim. Złożył Ivellios samokrytykę. I widzisz, gdzie doprowadziłeś. Nie, naprawdę, proszę cię, nie idź tą drogą. Zajmijmy się my może Brianem Aldisemem i jego powieścią „Non Stop”. To w ogóle jest autor topowy. Powiedziałem, że ramotką się zajmujemy, bo to jest powieść, która wyszła w latach 50. i to w drugiej połowie lat 50. Wydawać by się mogło, że właśnie ramotka. Tymczasem ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jest w dalszym ciągu powieść, którą się bardzo dobrze czyta.
I to jest powieść, która mało się zestarzała. Wyszła w Polsce w dwóch tłumaczeniach. To tłumaczenie, które znają czytelnicy z lat 70. Ono jest mi bliższe, bo wtedy tę powieść czytałem. Później było wydanie Repisu i Solarisu. Ono jest w innym tłumaczeniu, natomiast oba są przyzwoite te tłumaczenia, trzymają poziom, różnią się szczegółami. Dlatego jeśli dzisiaj będziemy używać pewnych odniesień, pewnych nazw, to nie wszystko się może zgadzać dla tych, którzy czytali inną wersję. To nie ma zresztą większego znaczenia. Tak naprawdę ta powieść, czy w jednym, czy w drugim tłumaczeniu czyta się znakomicie. I to mnie troszkę zadziwia, że jednak są takie książki, które opierają się, nie na wiek wieków, ale długi czas opierają się czasowi.
Długi czas opierają się czasowi. To jest bardzo konkretna konstrukcja, którą zastosowałem. Nieważne. Myśl jest ważna. Ale zanim przejdziemy do tej powieści intrygującej, niezwykłej, to ja mam dla państwa taką informację, że... Wiktorze, przyznałeś się przed audycją, to teraz żałuj. Podobno z Brianem Aldisem piłeś wódkę.
[09:47] - A z kim nie piłem wódki? To go nie poznałem przecież. A skoro go piłem, to znaczy, że poznałem.
[09:56] - To jak najwięcej pikantnych szczegółów poprosimy.
[09:59] - Czy ja wiem? Miał głowę całkiem dobrą. Pamiętam, żeśmy złoili, o ile pamiętam, litra dobrej whisky i byliśmy obydwaj trzeźwi.
[10:12] - Tak jak ja lubię, jak ktoś mówi, że wypił litra i był trzeźwy. Ja bym chciał przy tym być, jak dwóch trzeź-
[10:21] - To by wypadł po pierwszych lampkach oczywiście, bo do tego trzeba mieć głowę.
[10:26] - Tak. I to mówi facet, który zapija się z moim szefem whisky podczas gdy ja prowadzę samochód i on mi będzie mówił na temat tejże whisky. Oczywiście. Bardzo. A o czym gadaliście z tym Brianem Aldisem?
[10:42] - A wiesz, lata mijają i ja już nie pamiętam. Pamiętam tylko, jak on wyglądał, jak się uśmiechał. Kawał chłopa z niego było całkiem przyzwoity zupełnie. I tyle pamiętam. A resztę to widocznie ta whisky urwała. Nawet nie pamiętam, gdzie go ja spotkałem. Chyba w Turynie albo w Warszawie. Jakie to ma znaczenie?
[11:11] - Żadnego oczywiście. Bardziej byłoby istotne, gdybyś pamiętał, o czym rozmawialiście. Ale jak nie pamiętasz-
[11:17] - A skąd się pamięta? Czy, Marek, czy ty pamiętasz jakąkolwiek rozmowę przy whisky z kimkolwiek?
[11:24] - Muszę cię zaskoczyć, ale do pewnego momentu ja pamiętam większość rozmów, które prowadzę. I ja tylko ci powiem, że póki moja mama żyła, to zawsze się mnie bała, bo jak jej zacytowałem rozmowę, którą toczyła z moją babcią, kiedy ja miałem lat pięć i po prostu byłem podobno nieświadomym berbeciem, który się bawił oczywiście, ale pracowicie podsłuchiwał. I jak ja kilkadziesiąt lat później powtórzyłem tę rozmowę, to się mama zmieszała trochę. W związku z czym nie zadawaj mi takich pytań, czy ja pamiętam. Pamiętam. Może nie wszystko, ale czasami jednak pamiętam. Dobra, zostawmy to. Porozmawiajmy o powieści „Non stop”.
[12:15] - Tak jak mówiłeś, rzeczywiście jest to książka, tylko użyłeś słowa „o dziwo”, dalej młoda i piękna. Ale jak ja pamiętam „Głowę Nefretete”, to ona też jest, chociaż dwa tysiące lat minęły, piękna i intrygująca. Bo sztuka czasami taka bywa, nie?
[12:40] - Wiesz co, musimy w takim razie wziąć się ostro za tę powieść. Bo kiedy używasz słowa „sztuka”, to niektórzy nasi słuchacze mogą się zbuntować. Powiedzą: „Jak to? Przecież to „Non stop” to jest takie czytadło. Fajne czytadło, od którego większości ludzi trudno się oderwać, które się czyta prawie samo, które jest pełne twistów. Zwroty są tam czasami naprawdę ostre. Książka, która ma jakieś drugie dno, o którym dzisiaj pewno powiemy, ale to dno nie przebija w sposób nachalny. W gruncie rzeczy jest na tym pierwszym poziomie fajna, rozrywkowa literatura pełna zwrotów akcji, pełna niespodzianek, które czekają czytelnika i to się wybija na pierwszy plan w „Non stop”.
[13:45] - Ale wiesz, to nie jest zasługa „Non stop”, ale zasługa Aldisa, który zawsze tak pisał. Wszystko, co pisał, było właśnie takie. O tym, że głębokie, to wiedzą tylko-
[13:59] - To jak się dobrze pokopało.
[14:01] - Pokopało.
[14:01] - Tak.
[14:02] - Wszyscy bardzo chętnie to łykali, bo to było lekkie, łatwe, strawne i dawało jeszcze coś do myślenia.
[14:11] - Tak. Oczywiście za chwilę zapytam ciebie, ale najpierw powiem o swojej ulubionej osobie, czyli osobie. W związku z tym powiem, jak się pierwszy raz zetknąłem z „Non stop”.
[14:28] - Trudno się było nie zetknąć, bo przecież tych książek science fiction nie było w ogóle.
[14:33] - Tak.
[14:33] - Jak się pojawił „Non stop”, to pół Polski to czytało.
[14:36] - Tak. Tylko że wiesz, to jest tak, że „Non stop” wyszło w latach 70. w Polsce, a wtedy okładki serii Fantastyka Przygoda, bo to tam właśnie wyszło, były takie... Ja to nazywałem okładkami z jajkiem, bo tam takie maździeje były różne. Powiedzmy, atrakcyjność tych okładek była taka sobie, chociaż ja je lubiłem. Trudno było na podstawie okładki. Dzisiaj to jest rzecz prawie powszechna, że ludzie kupują oczami i kupują okładki. Wtedy trudno było się na podstawie okładki zorientować, co tam właściwie w środku jest. Kupiłem, bo ja w ogóle kupowałem fantastykę jak oszalały. Więc kupiłem to „Non stop” i jak to ze mną bardzo często bywa, nie mogłem się za tę książkę zabrać.
Bo czytam jakieś korytarze, jakieś plemię wchodzi gdzieś tam, wychodzi. To mi nie podchodziło.
[15:38] - Jakbyś Burza czytał.
[15:40] - Trochę tak.
[15:41] - To ubija.
[15:42] - Tak, jeszcze wtedy fantasy nie było. Ja znałem twardą science fiction i tam gdzieś jakieś plemię, jacyś dzikusy gdzieś tam chodzą, strzelają, jakieś polowanie. Mówię: co to jest? Niby jakieś kabiny. I tak upadałem po kilkunastu stronach i zostawiałem. Notabene dziś przerwę i powiem, że dzisiaj nie obejdzie się bez odrobiny spoilerowania. Postaramy się, żeby tego nie robić nachalnie i oczywiście całości nie zdradzimy, ale w niektórych miejscach będziemy musieli o pewnych szczegółach powiedzieć, żeby nas w ogóle można było zrozumieć. Odnoszę wrażenie, że wielu moim takim przygodom czytelniczym towarzyszyła choroba. Okazuje się, że jest dla takiego młodego człowieka dobra wymówka czy też pretekst do poznawania literatury. Bo jak pamiętam swój wywiad z Maciejem Parowskim, on też mi opowiadał o tym, że na to, że zaczął czytać, złożyły się dwa czynniki.
Po pierwsze to, że mówił niewyraźnie i matka kazała mu głośno czytać. Więc on zaczął czytać, a później się tak wciągnął, że jak matka mu następnego dnia kazała czytać drugi rozdział, to on mówi, że on już przeczytał. Troszkę tak było też ze mną. Jak się nie mogłem zabrać za książkę, to wreszcie nadchodziła upragniona choroba. Dlaczego upragniona? Bo nie trzeba było iść do szkoły. Nadchodziła ta upragniona choroba i za którymś razem zaskoczyłem. I powiem ci, jak zaskoczyłem, czytałem to z wypiekami na twarzy. Sam nie wiem dzisiaj, czy bardziej z gorączki, czy bardziej właśnie z ekscytacji nad tą książką. I połknąłem ją właściwie w jednym rzucie.
Jak zacząłem w okolicach południa, to ją późnym wieczorem skończyłem. Byłem absolutnie oczarowany tą książką. Wiem, to były czasy komuny i wtedy dobre SF było na lekarstwo, a A to była dobra SF. Przez bardzo długi czas uważałem, że to jest najlepsza książka SF, jaką w ogóle kiedykolwiek czytałem. To się oczywiście z czasem zmienia, bo takie rankingi, zresztą charakterystyczne są dla bardzo młodych ludzi, który wbrew pozorom kiedyś nim byłem i rzeczywiście miałem potrzebę mówienia: to najlepsze, to na drugim miejscu, to na trzecim. Dzisiaj już mi to minęło, ale w dalszym ciągu mam do tej książki potężny sentyment, bo ona zabiera człowieka w świat przygody i to takiej przygody nieoczywistej. Dobra. To powiedziałem o swoim pierwszym kontakcie z powieścią „Non Stop”. To teraz czas na ciebie. Oczywiście powiesz mi, że nie pamiętasz, kiedy ją czytałeś.
Kiedyś ją czytałeś, ale sam nie pamiętasz kiedy.
[18:39] - Nie, ja pamiętam. Tylko że ja już byłem w rozkroku, że tak powiem, w tym czasie między przyswajaniem a produkowaniem. Ta książka trafiła na moment, kiedy ja już zacząłem jak wściekły człowiek pisać. Pamiętam, że z tą książką jeździłem pociągiem, latałem samolotem, trzymałem ją pod pachą i nie miałem kiedy przeczytać. Po prostu bo pisałem swoje rzeczy. Pisałem jak wariat. I przeczytałem ją dużo później, niż ją miałem i niż ją nosiłem. A dlaczego zacząłem czytać? Dlatego, bo mi ją oczywiście polecił Leszek Jańczuk, który wybitnie cenił tę książkę. A ja ceniłem znowuż zdanie Leszka Jańczuka.
I w tym momencie nie było dyskusji. Warto to czytać i trzeba było przeczytać.
[19:47] - Ja w pewnym momencie powiedziałem, że zajmiemy się najpierw pierwszą warstwą tej książki, bo od razu obiecuję już teraz na wstępie, że będziemy schodzić coraz niżej. Będziemy robić dzisiaj to, co Wiktor lubi najbardziej, czyli poszukiwania archeologiczne troszeczkę w tej książce sobie zrobimy. Bo pierwszy poziom tej książki to, tak jak można w wielu recenzjach przeczytać, że „Non Stop” to jest niesamowita przygodowa historia. Tu cytuję: „Pełna zaskakujących zwrotów akcji.” To już zresztą powiedziałem. „I na swój sposób prowokująca i poruszająca mnóstwo etycznych kwestii.” Skądś się możesz na to, Wiktorze? Brzmi to niby tak mądrze, ale ta fabuła jest prowadzona, jak to określa jeden z takich recenzentów internetowych, sprytnie. I tu się też zgadzam. Rzeczywiście Aldiss miał to do siebie. Tak, sprytnie to jest dobre określenie, bo wspomniałem o tych twistach, które stosował. W dodatku są takie zwroty nieoczywiste.
Moja ulubiona zabawa w książkach, nie wiem, jak by dzisiaj to wypadło w przypadku „Non Stop”, ale to jest zgadywanie tego, co będzie dalej i przy pewnym doświadczeniu człowiek nabiera wprawy i powiedzmy, na 10 przypadków to przynajmniej w siedmiu mu się udaje, że przewidzi, co jest dalej. Ale zresztą tak naprawdę, jak mawia nasz kolega radiowy Mirosław Gołuński, a przy okazji profesor uniwersytecki, tak naprawdę w książkach nie zawsze ta część fabularna jest najważniejsza. Odnoszę wrażenie, że u Aldissa jest tak, że ta część fabularna jest bardzo dopieszczona, ale on pamięta, że gdzieś tam są maniacy tacy jak my z Wiktorem, którzy będą robić wykopaliska. I on dla tych maniaków również przygotował szereg takich skarbów, które trzeba odkryć. Dalej. To jest książka, mówię o „Non Stop”, która jak napisał jeden z recenzentów, gromadzi mnóstwo wiedzy. I rzeczywiście ja tam po raz pierwszy w tej książce, może nie po raz pierwszy, ja już słyszałem wcześniej, ale jakoś tak więcej łyknąłem tych informacji o psychoanalizie na przykład. Ci, którzy nie znają, zdziwią się. Zaraz, zaraz. Książka SF i tu psychoanaliza?
Tak, bo jaką mamy sytuację wyjściową? Może od tego w ogóle powinniśmy zacząć o książce mówić. Otóż my trafiamy do dziwnego miejsca. Miejsca, które od początku wiemy, że jest sztuczne. Nie wiem, czy to jest dobre określenie. Bo są jakieś kabiny, są jakieś korytarze. Te kabiny co jakiś czas są przez plemię głównego bohatera otwierane. Tam znajdują oni różne przedmioty, mniej lub bardziej sensowne z ich punktu widzenia. Bo są w końcu półdzikimi, takim plemieniem żyjącym w jakiejś tam wspólnocie. Pierwotnej nie, bo oni jednak trochę dalej są posunięci.
Nawet część z nich zna pismo, ale zajmują się łowiectwem. W tych korytarzach rozpleniła się bujnie fauna. Konkretnie mówimy o jakichś takich przerośniętych glonach. Mamy dziwne cykle dobowe. Raz jest jasno, raz jest ciemno. Jak jest ciemno, to te glony częściowo obumierają. Wiadomo, że to jest świat z jednej strony sztuczny, z drugiej strony nawet brakuje mi słowa. Naturalny? Dobre to słowo? Nie.
Jakiś taki dziwny. To chyba najlepsze słowo. I co się dzieje? Dochodzimy do sytuacji takiej, jaką właściwie każda powieść przewiduje, czyli do podróży bohatera. To jak państwu kiedyś opowiadaliśmy o Campbellu i jego książce mówiącej o literaturze, o podróży, którą odbywa każdy bohater, to tutaj mamy z czymś bardzo podobnym do czynienia. Główny bohater rusza na wyprawę. Znany motyw. Rusza z przyjacielem. Wędrują, mają dotrzeć gdzieś do krainy Dziobowców. Tam podobno jest jakaś cywilizacja.
Ruszają w podróż. Ruszają korytarzami, przeżywają szereg przygód. O tym za chwilę powiemy. Taki jest punkt wyjścia, więc on jest intrygujący. To było moje pierwsze zetknięcie z podgatunkiem twardej science fiction, który często określa się mianem opowieści o arce. Bo z czasem wyjaśnia się, że to jest olbrzymi statek kosmiczny, taki właśnie arkowy, którym przewieziono kolonistów do odległego układu planetarnego. I w drodze z takiego śledztwa dowiadujemy się, że coś w drodze powrotnej z tym statkiem się stało niedobrego. Stąd mamy między innymi psychoanalizę, o której wspomniałem. Ona się tam skądś wzięła. Właściwie zaczęła pełnić rolę religijną, para religijną.
Nawet pozdrowienia, które się tam pojawiają w jednym z tłumaczeń: „przestrzeni dla twojego ja. Odpowiedź twoim kosztem”. Tak się witają bohaterowie. My wyjaśnienia tych dziwności w całej książce znajdujemy. Układamy tę układankę i gdzieś pod koniec rozumiemy już wszystko. A i tak na samym końcu ta powieść potrafi zaskoczyć. Dzieje się coś, co kompletnie przewraca stolik do gry i nagle nie wiemy, co jest grane. Zresztą tych przewrotów, tego przewracania stolika u Aldisa jest więcej. Bo kiedy dowiadujemy się prawdy o tym świecie, to państwo się domyślacie, że coś się stało ze statkiem kosmicznym. Ludzkość też się z nią coś stało.
Ale to nie jest wyjaśnienie tej zagadki, bo nad poziomem prostym wyjaśnienia pojawia się następny poziom, który nawiązuje do kwestii moralnych, do kwestii związanych z etyką. Czy wolno jednym ludziom organizować dla innych ludzi rodzaj terrarium? Rodzaj miejsca, w którym obserwujemy, jak tam wam się, ludzie, żyje. Właściwie poddajemy was nieustannej inwigilacji. Może za dużo, ale w każdym razie jakiejś kontroli. Niby sobie żyjecie w swoim świecie, ale my tak właściwie to was badamy, robimy na was wielki eksperyment socjologiczny. To tak tyle. Trochę się boję, żeby państwu tej książki nie opowiadać, ale to może na razie tyle.
[27:39] - Można Marku opowiadać. Tę książkę można opowiedzieć, a i tak się będzie czytała świetnie, bo na tym to polega. Natomiast ja zwrócę wszystkim uwagę, że mogą tę opowieść Marka komentować w ten sposób. Facet wymyślił, miał pomysł, to go opisał, zrealizował całą historię. Świetna rzecz i koniec kropka. O ile Aldis pisał o statku, to wszystko, koniec kropka. Ale jeżeli on pisał o naszym świecie, to się dopiero zaczynają schody wtedy.
[28:25] - Bardzo czekałem na to, że coś takiego powiesz. Zdjęliśmy teraz wierzchnią warstwę i teraz pędzelkiem coś znaleźliśmy i czyścimy. Bo właśnie à propos wykopalisk archeologicznych. Zdjęliśmy tę wierzchnią warstwę, ale bardzo płytko jesteśmy jeszcze. I rzeczywiście nasuwa się taki obraz, że to jest książka pisana według fajnego schematu, w którym my od początku wiemy, że z tym światem jest coś nie tak. Układamy tę układankę.
[29:04] - A my również, Marku, wiemy, że coś z tym światem jest nie tak.
[29:08] - Właśnie. Tak dokładnie. Wyrwałeś mi puentę przed czasem. Ale właśnie wiemy, że z tym światem non stop jest coś nie tak. My go czujemy bardziej. W przeciwieństwie do bohaterów my mamy większą szansę zrozumienia. Szybciej rozumiemy, że ten świat jest jakiś nie taki. Łatwiej to łapiemy. I tu proszę zapamiętać to, co za chwileczkę powiem. W pewnym momencie główni bohaterowie trafiają do miejsca, które wydaje im się morzem.
To jest ogromny zbiornik wodny. Tam dyskutują, co to jest, ale my, zanim oni tam dojdą, to już wiemy, co to jest. Bo oni przechodzą przez drzwi, czytają napis na tych drzwiach Który mówi nam wszystko. Basen kąpielowy. Tylko oni nie mają pojęcia co to jest basen kąpielowy. Po prostu nie znają takich słów. Więc my wiemy już bardzo dużo. Oni nie wiedzą nic. Oni snują te swoje teorie na temat morza, na temat rzek. Powtarzam o tym morzu i rzekach będziemy jeszcze dzisiaj mówić.
Proponuję to zapamiętać. W ten sposób my coraz bardziej wiemy, że z tym światem jest coś nie tak, ale do pewnego momentu tylko się domyślamy. Snujemy mniej lub bardziej udatne teorie, jak to dalej będzie. Jak słyszymy o dziobowcach, to już sobie układamy, to jest jakiś ogromny statek. Oni wędrują, dojdą, przejdą i tu nas znowu Aldiss kilka razy zaskakuje. Do czego prowadzę? Wiktor już to oczywiście zdradził, ale bardzo dobrze, że zdradził. Mam takie wrażenie, że ja przez kilka ostatnich audycji apeluję o to do państwa. Rozejrzyjcie się państwo, rozejrzyjcie się wokół. Czy z tym światem naszym też wszystko jest w porządku?
Też macie państwo wrażenie, przynajmniej niektórzy z was, ja mam, że z naszym światem coś jest ewidentnie nie tak. Oczywiście mamy taką tendencję do układania różnych teorii spiskowych, do mówienia sobie, do takiego szybkiego wyjaśniania, że to tak jest albo inaczej. Zaprawdę powiadam wam, to jest taki spisek albo inny, albo tu nas chcą dziabnąć, albo coś tam, inną krzywdę nam zrobić. To są takie części składowe, trochę właśnie jak u Aldissa. U Aldissa też się pojawiają takie przejściowe albo w każdym razie takie tymczasowe teorie, z czym mamy do czynienia, co to jest właściwie. I u nas jest, myślę, bardzo podobnie. My też próbujemy ten nasz świat rozszyfrować, co z nim jest nie tak. Mam takie wrażenie, że Aldiss to bardzo pięknie przedstawia. Do pewnego momentu ja to traktowałem jako ciekawostkę, jako taki rodzaj fabulacji, że my się świetnie bawimy, a nasi bohaterowie w tym terrarium, w tej arce, w tym statku kosmicznym, oni tam sobie biegają i o bożym świecie nie wiedzą w ogóle. Ciemni są jak tabaka w rogu, a my mądrzy wiemy wszystko.
Pomijając to, że to jest złudne, to tak właśnie jak sobie na taką refleksję pozwolimy, to się okaże, że jeśli nasza wiedza o świecie, ta cząstkowa wiedza o świecie jest na poziomie bohaterów „Non Stopu”, to my, proszę państwa, jesteśmy w czarnej... Państwo wiecie czym. Bo my tak naprawdę wiemy bardzo niewiele. To, co sobie tłumaczymy, to, w jaki sposób próbujemy sobie świat tłumaczyć, pewno dotyka prawdy, ale jednocześnie jest od niej bardzo daleko. Nie wiem, jak to bardziej dokładnie wytłumaczyć. Myślę, że chyba nie trzeba.
[33:18] - Wiesz, jak ty mówiłeś, że oni dochodzą do jakichś drzwi, widzą te drzwi, ale nie wiedzą, co na nich napisane. To wiesz, jak ja się budzę i otwieram oczy, to też widzę takie drzwi nad sobą. Widzę niebo, ale nie wiem, co na nim napisane.
[33:42] - Tak, ale wiesz, bo warto też zauważyć, to znowu rzecz, którą wyczytałem w jednej z recenzji, internetowych recenzji, a ja cytuję z tych recenzji raczej to, z czym albo bardzo mocno polemizuję, ale to nie ten przypadek. W tym wypadku cytuję coś, z czym się zgadzam, że czytając powieść Aldissa, oczywiście czytamy to w pierwszej warstwie, tej przygodowej. I w tej warstwie przygodowej mamy opowieść, od pewnego momentu oczywiście, opowieść o podróży w nieznane, o eksploracji nieznanych terenów, takiej wyprawie, jak to kiedyś wielkie odkrycia geograficzne robiono. Odkryto już Amerykę i ruszano w głąb kontynentu. Czy to w Ameryce Północnej, czy w Ameryce Południowej, gdzieś w tę dżunglę, ten las deszczowy ruszano i odkrywano szereg właściwie nowych światów chciałoby się powiedzieć, szereg nowych, może prymitywnych, a czasami mniej prymitywnych cywilizacji albo proto cywilizacji. W każdym razie działo się i tu się tak samo dzieje. I na tym poziomie możemy odczytywać, tak jak już powiedziałem, że jest to opowieść drogi, opowieść o wyprawie, która została podjęta. I w trakcie tej wyprawy dowiadujemy się bardzo dużo o tym świecie, tak jak zresztą podczas każdej wyprawy. Ale „Non Stop” to jest także opowieść, w której Aldiss przemyca kilka ważnych prawd o człowieku. Ktoś w tej chwili wybucha śmiechem, słuchając tego, co mówię, i mówi sobie: „Ha, ha!
Każda powieść jest w końcu o człowieku. Każda literatura jest o człowieku. Więc co ty, Żelkowski, takiego mądrego powiedziałeś?” Właściwie to niewiele. Dorzucę jeszcze coś takiego. To jest powieść o dążeniach i marzeniach, które człowiek, i to jest dosyć chyba ważne w tej powieści, jest gotowy osiągnąć za wszelką cenę. Jeśli się przyjrzymy bohaterowi „Non Stop”, to to jest facet, którego oczywiście popycha do przodu ciekawość Ale to jest facet, który dąży za wszelką cenę. Ciekawość, ale jednocześnie takie poczucie misji. On chce odkryć, co jest w tym wypadku za następnym załomem korytarza, za następnym zakrętem. Idzie. To jest ten element ciekawości, ale też ma misję do spełnienia.
Znowu, zobaczcie państwo, czy przesadzam, kiedy mówię o tym, że właściwie większość powieści, to nie ja mówię, powtarzam państwu to, co czytamy u Campbella i jego „Bohater o tysiącu twarzy”. Kiedy czytamy o tych pewnych zasadach, według których konstruuje się opowieść, to właśnie mamy z czymś takim do czynienia.
[36:59] - Ja to dobrze rozumiem, bo rzeczywiście też mną zawsze pchała najpierw ciekawość, ale potem miałem misję do spełnienia. No i trójki się dorobiłem.
[37:09] - Tak. Ja wiedziałem, że musi wątek seksualno-orgiastyczno-prokreacyjny się pojawić. To właśnie się pojawił. Kiedy ja czytałem po raz pierwszy tę książkę, to przez długi czas miałem takie poczucie, że czytam baśń cudowną właśnie o przygodach. Niesamowite. To po prostu ogrom wyobraźni Aldissa powalał mnie. Ale jakiś czas później zdałem sobie sprawę, że to jest opowieść z cieniem. Bo tak, mamy oczywiście tę eksplorację radosną i ta powieść może być czytana z zapartym tchem. To się już powtarzam, po raz dziesiąty pewno to mówię, ale to jest powieść z cieniem. To bardzo ciężko wymówić.
Powieść z cieniem. W pewnym momencie ta powieść skojarzyła mi się z „Władcą much”. Nie mamy tu do czynienia oczywiście z dziećmi, chociaż pod pewnym kątem, jeśli państwo wiecie, kim są Zawrotki, główni bohaterowie i dlaczego nazywani są Zawrotkami, to będziecie wiedzieć, dlaczego z dziećmi mogą się kojarzyć. Jeśli nie, to cudowna lektura przed państwem. Wydaje mi się to oczywiste to skojarzenie z „Władcą much”, bo tu też w pewnym momencie atmosfera robi się mroczna. Czy ty tak tego, Wiktorze, nie odczytujesz? Bo widzę, masz minę marsową, czyli ja jej nie mogę odczytać w tej chwili.
[38:56] - Nie wiem. Staram się zrozumieć, co mówisz.
[38:59] - Tak. Mówię o tym, że ta zamknięta przestrzeń arki, ta dziwna, mroczna religia, to poczucie, że właściwie wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Bo kiedy oni idą ku Dziobowi, to człowiek ma takie wrażenie, że tak jak mówiłem o tych załomach korytarzy, ja nie wiem, czy korytarze mają załomy, gdzieś tam zakręty mają. Tam się właściwie przez cały czas człowiek spodziewa wszystkiego. Zresztą Aldiss umiejętnie pogrywa z nami w ten sposób, żebyśmy się tego „wszystkiego” spodziewali. To też nie marnujemy czasu i się spodziewamy. Ale ta mroczność, wiele plemion, z którymi oni się spotykają, pewne mutacje, które się pojawiają. Giganci. Nie będę rozszyfrowywał, kim są giganci, ale właśnie inteligentne szczury. To się może państwu wydać idiotyczne, ale piękno tej książki polega na tym, że Aldiss nie jest człowiekiem zdziecinniałym.
I jak ja państwu mówię o inteligentnych szczurach, to państwo się mogą, jeśli nie znają tej książki, tarzać ze śmiechu.
[40:19] - Jak? Każdy normalny człowiek wie, że szczur jest inteligentny.
[40:22] - Inteligentny, ale są inteligentne już na takim poziomie, że się-
[40:26] - Cywilizowane.
[40:27] - Prawie. Nie przesadzajmy, ale one są mocno podkręcone te szczury. W związku z tym ktoś powie: „Nie, Aldiss napisał głupoty, a Żelkowski się ekscytuje”. Nie. To właśnie na tym polega, że u Aldissa niewiele jest takich rzeczy, które są głuptactwem. U niego po pierwsze coś jest zawsze robione po coś, a po drugie ta mroczność, to poczucie tej mroczności. Na to się składa wiele czynników. Ta religia, która gdzieś się wywodzi z podręcznika psychoanalizy. Dlaczego? To też warto przeczytać, dlaczego tak się stało.
Ale ta mroczność właściwie przez cały czas towarzyszy tej wyprawie. Kiedy oni spotykają pewną kobietę zmutowaną, bo tam na tym statku pojawiają się mutacje różnego rodzaju.
[41:21] - Atrakcyjnie zmutowana?
[41:23] - Nie, właśnie nieatrakcyjnie zmutowaną. Zresztą jeden z bohaterów nazywa się w tym jednym tłumaczeniu Dziurawo Gęby, o ile dobrze pamiętam. Więc już to chyba świadczy o tym, że to nie były jakieś specjalnie atrakcyjne te mutacje. Dalej. Ci nasi bohaterowie wędrujący przez tę arkę to nie są jacyś konkwistadorzy dzielni niezwykle, którzy machają szabelką, którzy brną odważnie i nie poddając się przez ten świat. To są raczej takie zastrachane- Jakieś takie osobniki, które się tam niespecjalnie dobrze czują. I natrafiamy na problemy nieustanne. Co więcej, kiedy oni już docierają do celu, do tych przestrzeni dziobowych, to tam też natrafiają na pewien kryzys cywilizacyjny. Kryzys w formie sprawowania władzy, w formie tego, co się tam dzieje i miejsce, które ma stanowić dla nich nadzieję. Ma stanowić miejsce, w którym coś się wyjaśni, coś się zmieni.
Tak naprawdę zostają wrzuceni w wir wydarzeń, w których nie wiem, jak oni uważali, czy powinni uczestniczyć, czy nie. Dzieje się po prostu. Cały czas myślę nad tym, co powiedziałeś. Na ile ezopowego języka używać i na ile opisywać to, co się tam dzieje, a na ile sobie jednak dać spokój. W każdym razie to wszystko, z czym mamy do czynienia w przypadku opowieści „Non Stop”. Ja się nie waham powiedzieć, że Aldiss zaproponował swoje własne uniwersum. Ale żeby być do końca uczciwym, to ja powiem, że Aldiss tego rodzaju opowieści nie wymyślił. W latach 50. napisał „Non Stop”. Tego rodzaju powieści o wielkim statku, który gdzieś zagubił się w kosmicznych otchłaniach i na jego pokładzie nastąpił regres cywilizacyjny, nastąpiło pewne zdziczenie.
Tego rodzaju powieści, to może państwa zaskoczyć, przynajmniej tych, którzy się mniej fantastyką interesują. Tego rodzaju powieści powstawały właściwie od początku lat 40. Pojawiła się taka powieść. Zgodnie ze zwyczajem i tradycją tego programu zapomniałem autora. Postaram sobie przypomnieć w trakcie audycji, ale w latach 40. w Stanach Zjednoczonych powstała właśnie taka opowieść. Autor uderzał w inne tony. Tam chodziło bardziej właśnie o to zdziczenie, o to, że nastąpił regres. Z cywilizowanych ludzi zrobiły się dzikusy. Natomiast my tutaj mamy do czynienia nie tyle ze zdziczeniem.
Oczywiście regres nastąpił, ale tu mamy zupełnie inne zagadnienie. Dlatego Aldiss nie jest tak rozrywkowy jak ta książka, która była dla niego pierwowzorem, którą zresztą znał. Wiadomo o tym, że tę książkę, o której mówię, znał. Wiktorze.
[45:26] - Ta tendencja, ten pomysł trafiły nawet nie tylko do Polski, ale trafiły nawet do Bydgoszczy, bo nawet w Bydgoszczy niejaki Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka zmajstrowali całą trylogię z takim statkiem gigantycznym przemieszczającym się przez wszechświat. Nie mówiąc o tym, że o tym pisał również w takiej cienkiej powieści Stanisław Lem „Obłoku Magellana”. O tym pisał Jefremow w „Andromedzie” po stronie wschodniej. I mnóstwo ludzi pisało, bo to jest nośny, fajny pomysł. Taki prosty, łatwy, że tak powiem, do łyknięcia.
[46:19] - Wiesz co, ale o ile u Jefremowa czy u Lema mamy do czynienia z arką. Arka sobie wędruje przez wszechświat. U Lema to jest Gea, chyba dobrze pamiętam. W każdym razie tak, ale tam nie następuje ten regres cywilizacyjny. Coś takiego dzieje się natomiast u Borunia i Trepki w jednym z tomów. Bo o ile „Astropolit” całkiem dobrze się sprawuje w Proximie, całkiem dobrze w „Kosmicznych braciach”, to mamy też opowieść. Jeden z tomów nosi tytuł „Zagubiona...”. Zawsze nie wiem, czy przeszłość-
[47:03] - Przyszłość.
[47:04] - Przyszłość. Tak. „Zagubiona przyszłość”. I tam mamy do czynienia z nie tak daleko idącym regresem, jak w przypadku „Non Stop”, ale jednak regresem. Ci uciekinierzy, ci kapitaliści, którzy uciekli z komunizującej Ziemi, zgotowali pewien rodzaj piekła tym swoim poddanym. Ale też z przyczyn naturalnych tam następuje pewien regres. I na szczęście pojawia się astropolit i wyzwala tych biednych, ciemiężonych w jakiś tam sposób mieszkańców Celestii, bo tak się nazywa ten sztuczny księżyc. I oni już trafiają też na ścieżkę komunizmu. Takie czasy były, że się o komunizmie pisało. Lem zresztą w „Obłoku Magellana”.
Nie wiem, czy ty, Wiktorze, wiesz, że Lem póki żył, nie pozwalał wznawiać „Obłoku Magellana”. Trzeba się było posiłkować wydaniami wcześniejszymi, bo o tym, że on nie pozwala wznowić zbioru opowiadań „Sezam i inne opowiadania”, to wszyscy wiedzieli. Ale o „Obłoku Magellana” to Lem się przyznał Bodajże w książce „Bomba megabitowa” – to zbiór jego felietonów dotyczących internetu i komputeryzacji – przyznał wprost, że nie pozwala wznawiać i wyjaśnił właściwie dlaczego.
[48:34] - Zobacz Marku, że w tym samym czasie, kiedy te powieści mnożyły się jak króliki na całym świecie, działy się rzeczy takie same, jak w opisywanych statkach kosmicznych. Przytoczę przykład. Mogę tylko jeden, ale mogę ich dużo więcej. Mniej więcej w tym samym czasie, troszkę może wcześniej jeszcze, wystartowali z Europy kolonizatorzy odległej planety, która znajdowała się w dalekim, pustynnym świecie na krańcach Afryki. Założyli tam swoją kolonię. Nazywało się to potem Pretoria albo Republika Południowej Afryki. Byli to Burowie, Holendrzy, Belgowie i kto tam jeszcze. Myśleli, że będą tam rozwijać swoją własną cywilizację. Nie dało rady. Przypłynęli albo przylecieli obcy prosto z Wysp Brytyjskich i skosili ich najbardziej.
Ale i tak to przetrwało. I ta cywilizacja trwała, aż przyszła globalna demokracja. I że tak powiem, wszyscy uciśnieni, którzy tam byli, ale przed kolonizatorami tam nikogo nie było, bo to była pusta Afryka. I ta cywilizacja poległa. Już jej nie ma. Planeta dalej istnieje, ale już jest zdziczała.
[50:30] - Tak, ale wiesz, Wiktorze, z tymi arkami to w ogóle sporo różnych motywów się pojawiało, bo teraz mi się przypomniało. Kiedyś zajmowałem się megastrukturami i teraz sobie przypomniałem, że był taki facet, nazywał się John Bernal i on właściwie napisał takiej myśli-
[50:57] - Anglik to prawdopodobnie John.
[51:01] - Prawdopodobnie, ale prawie na 80% to on był John. Stworzył taką megastrukturę, opisał ją w powieści. I tu znowu pokaleczę język angielski „World the Flesh and the Devil”. Powieść z początku lat 30., końca 20. I tam opisał taką strukturę potężną. Trudno powiedzieć o statku arce, to bardziej taka megastruktura, która miała być światem. Spore miało być, bodajże 16 kilometrów. Dzisiaj byśmy powiedzieli stacja kosmiczna, tylko taka z habitatem.
[51:43] - purchała.
[51:44] - Taka purchała. Tak, troszeczkę tak. O takich habitatach, o takich statkach arkach pisał Arthur C. Clarke, cały cykl „Spotkanie z Ramą”. Dalej mamy właśnie Aldissa „Non Stop”, ale mamy na przykład „Księgę długiego słońca” Gene’a Wolfa. Tam też z czymś takim mamy do czynienia. Mamy arkę w wykonaniu Marka O'Mary'ego „Senni zwycięzcy”. Z tym, że uwaga, to jest pułapka. Nie do końca. Jak państwo się nastawiacie na arkę, która podróżuje, to tak nie do końca.
Zresztą troszeczkę podobnie zagrał John Ballard, kiedy napisał opowiadanie „Trzynastu od Centaura”. Tam też niby jest arka, ale jak to z tą arką było, to musicie państwo sięgnąć po te opowiadania Ballarda. Bardzo polecam. Od czasu, kiedy omawialiśmy tutaj w audycji jego powieść związaną z Chinami, państwo możecie mieć takie przekonanie, że Ballard raczej taką prozą realistyczną się zajmował, chociaż podkreślaliśmy wtedy, że to właściwie też jest pewna magia w jego powieści. Natomiast Ballard to absolutny mistrz. Więc ten motyw arki, czyli wielkiego statku podróżującego gdzieś przez wszechświat z wielkimi prędkościami, zabierającego tysiące ludzi albo nawet jeszcze więcej kolonistów albo nie kolonistów, to motyw-
[53:21] - Używany był często, tylko różnił się zwykle portem docelowym. Po co? Bo zwykle te arkile miały różną funkcję i leciały dokąd innąd, po coś innego, że tak powiem, albo nie leciały wcale. Tak z tymi arkami jest.
[53:44] - Tak. Ale wiesz, z tymi arkami ja cały czas nie mogę sobie przypomnieć niestety tego autora z lat 40. Może dajmy spokój, bo to nie jest aż takie istotne. W każdym razie ważne jest to, żeby zapamiętać, że Brian Aldiss napakował tę swoją powieść wielką ilością problemów. I o tych problemach chyba powinniśmy zacząć mówić, bo jak wygląda ten świat? Jeszcze raz powiem, te korytarze. Pamiętam, kiedy czytałem „Non Stop” po raz pierwszy, to byłem jednak dzieciakiem i trochę mi się to na początku kłóciło. Ja przyzwyczajony do tych pięknych, lśniących statków kosmicznych, które przemierzają- Wszechświat i w ogóle jest fajnie, tak sterylnie. Nagle czytam o korytarzach, którymi się idzie, w którym rosną jakieś krzaki. No dla mnie to były krzaki te glony, tak sobie wyobrażałem.
Rosną jakieś wielkie glony, które sięgają sufitu, ale jednocześnie nie świeci słońce, tylko jakieś lampki, które tam co jakiś czas gasną i wtedy się robi jeszcze mniej przyjemnie. Jakieś komary się tam pojawiają. Na statku kosmicznym komary się rozpleniają. No w ogóle jest jakoś tak, no nie kosmicznie. Ale z drugiej strony ogrom tej Arki. Oni wędrują i wędrują, i wędrują, i wędrują. No i nie wiem, ile jeszcze razy musiałbym powiedzieć wędrują, żeby ogrom unaocznić. Nieważne. To chyba najmniej ważne, ile razy to powtórzę. W każdym razie człowiek nie czuje się tam tak kosmicznie, tak jak u Lema na przykład, że jest właśnie tak, jak powiedziałem, sterylnie.
To był dla mnie od wtedy, kiedy to czytałem, to był pewien taki, ja wiem czy problem, ale musiałem się przestawić. Aldiss, powtarzam, mało było tej fantastyki. Może gdybym przeczytał coś innego, to bym się inaczej nastawił. Ale Aldiss był dla mnie człowiekiem, który otworzył dla mnie nowy świat. Po prostu. Takiego czegoś wcześniej nie czytałem.
[55:55] - No przynajmniej do ciebie ta Arka doleciała. To i bardzo dobrze. Natomiast wiesz, ja ci muszę skomentować całe nasze analizowanie tych książek jeszcze przed tą Arką i wszystkich innych. Holender, czasami to jest takie przelewanie z pustego w próżne, bo tak jak mówiłeś o tej archeologii i to w odniesieniu do sztuki, to książki można scharakteryzować bardzo jasno i prosto. Albo, albo. Ostatnio dostarczyłeś mi do chaty własnej produkcji, no, nie tylko własnej, bo żona też ci tam chyba dołożyła palec, wyśmienite rogaliki. Otóż z literaturą, z książką jest tak samo jak z takim rogalikiem. Można zalizać się na śmierć i lizać ten lukier do końca życia i być zachwycony i zadowolony. Ale można też gryźć. Albo coś jest wielowarstwowe, albo coś jest wyheblowane jak deska.
I można w ten sposób właściwie każdą sztukę załatwić. Są rzeczy naprawdę proste jak drut dobrze wyheblowane jak deska oraz są rzeczy takie jak przekładaniec, jak makowiec czy jakikolwiek inny torcik włoski. No po prostu są wielowarstwowe i książka Aldissa do takich właśnie prawie tofowych książek należy właśnie od tej strony wielowarstwowości. Jej przygodowość. Przygodowych książek było pełno, tych filozoficznych również było pełno, natomiast takich, które połączyły jedno z drugim, w których ta wielowarstwowość w pełni zaspokaja każdego czytającego, czyli tego, który chce już skończyć na tym lizaniu lukru oraz tego, który chce się dogryźć do smakowitego dżemu. Ta książka zaspokaja wszystkich czytelników, tylko trzeba po nią sięgnąć.
[58:22] - Wiesz co? Ale żeby być do końca uczciwym, no to trzeba powiedzieć, powiedzmy to jest nasza wspólna wiedza, że Stanisław Lem nie był tą powieścią zachwycony. Coś się na nią krytykował, bo zdaniem Stanisława Lema te skutki wydarzeń, które zaistniały na Arce, o której czytamy non stop, te skutki społeczne, kulturowe były opisane według Lema w sposób rozczarowujący. No i nie wiem, jak ty się do tego odniesiesz.
[59:12] - Słuchaj Lem jako młody człowiek, bo odnosił się do tego jeszcze jako młody człowiek. Lem był czepialski i wszystko uważał, że wie najlepiej i tak dalej. I zresztą słusznie, bo on wiedział najlepiej. Natomiast czepianie się tekstów było świadectwem braku dojrzałości jeszcze lemowskiej, bo że tak powiem, zacytuję z tekstu, który mam w tej chwili przed oczami. „Po drugie,” Aldiss według Lema. „Po drugie, odpowiedzialnością za regres obarczył czynnik biologiczny mutacja, zapominając, że do tego potrzeba wielu tysięcy lat.” A jakie to ma w tej powieści znaczenie? Żadne zupełnie. Ale Lem się czepia, bo Lem musiał być z tym... Lem w ogóle był chyba tym wyznawcą.
[01:00:16] - Nie był scientologiem.
[01:00:19] - Nie był?
[01:00:19] - Nie był.
[01:00:20] - Ciekawe.
[01:00:21] - Natomiast zdecydowanie do nauki się odwoływał. Tak, tak
[01:00:26] - Natomiast dokładnie czepiał się wszystkiego, nawet jak to nie miało sensu. To, że ewolucja wymaga mnóstwa lat, o tym Aldiss doskonale wiedział. Tylko gdyby zaczął to wszystko rozbijać na drobne, to by tej książki po prostu nie było. Mógłby mówić o mutacjach płodowych i tak dalej. Nie o ewolucji, ale o mutacjach, o czym mówisz zresztą.
[01:01:02] - Ale jeszcze jedna rzecz jest ważna. To powiedzmy. Użyłem tu słowa „zawrotki”. Tak ludzie, prawdziwi ludzie, giganci określają mieszkańców Arki, między innymi głównego bohatera. Dlaczego zawrotki? Bo żyją w sposób, z punktu widzenia człowieka, zawrotny. Cztery razy szybciej czy jeszcze więcej, już nie pamiętam w tej chwili. Żyją mniej więcej po dwadzieścia lat. Ale to troszeczkę jest tak, jak z tymi zwierzętami. Mają szybką przemianę materii, żyją zupełnie inaczej.
Dlatego z punktu widzenia zwykłego człowieka oni żyją w sposób zawrotny, więc i ewolucja odbywa się tam, czy te mutacje różne odbywają się szybciej. Tu, mówiąc o tej sprawie, korzystamy z książki Krzysztofa Uniłowskiego, dostępnej zresztą w Internecie. Można sobie ściągnąć bez żadnego problemu. Rzecz nazywa się „Historia, fantastyka, nowoczesność”. Tam są szkice poświęcone literaturze, nie tylko literaturze SF, ale sporo na temat właśnie SF jest, między innymi na temat „Non Stopu”, ale jest też na temat innych różnych fantastycznych spraw sporo powiedziane. I tu my na tym opieramy się. Powiedzmy jeszcze jedną rzecz. Lem, to czasami warto takie rzeczy wyświetlić, bo kiedy Lem pisze, że to właściwie w pewnych momentach to jest nonsens na nonsensie, bo takiej frazy używa, to Lem nie bierze pod uwagę, pisze to zresztą w „Fantastyce i futurologii” o tym nonsensie. Z drugiej strony chwali Aldissa. Nie bierze pod uwagę jednej rzeczy, którą zresztą autor omawianej książki o literaturze science fiction wysuwa taką hipotezę, że Lem prawdopodobnie czytał skróconą wersję „Non Stop” zamieszczoną w jednym chyba z czasopism amerykańskich.
Więc jest tam troszeczkę tak, jak robił „Reader's Digest”. Obciachał wszystko co nieważne, jakieś opisy, jakieś tam „wyrzucić, wyrzucić”, byle akcja została. Nie wiem zresztą, jak była ciachana ta książka. W każdym razie Lem czytał wersję bardzo okrojoną i stąd może te nadmiarowe wnioski, bo jak się weźmie książkę w pełnym rozkwicie, to ona jest jednak bardziej logiczna. Myślę, że te zarzuty Lema są troszeczkę na wyrost, ale zresztą ja nie chcę oceniać tego, bo to, co mówimy, Wiktorze, jest dosyć mocno śledzone przez nas. Państwo sami sprawdźcie, czy to was przekonuje, co pisze Aldiss, czy też nie. Dlaczego mówię, że jest to śledzone? Bo jak kiedyś pozwoliliśmy sobie ponarzekać na Kafkę i na jego „Proces”, to na YouTubie się zjawił taki wpis, jacy jesteśmy niekompetentni i przecież Kafka stworzył arcydzieło, a my...
[01:04:23] - Ale my wiemy, że stworzył arcydzieło.
[01:04:25] - Nie. Poza tym, ale krzywimy się.
[01:04:27] - Tak, pewnie, że się krzywimy.
[01:04:28] - I proszę państwa, taka jest formuła tej audycji, że my się raz krzywimy. Czasami Wiktor udaje, że się krzywi, ale jest jednak rodzaj pewnej prowokacji, przynajmniej od czasu do czasu. Bo jak sobie będziemy tak pić z dzióbków albo pić z dzióbków naszych autorów i zachwycać się, to proszę państwa, cała audycja będzie trwała godzinę, bo my się pozachwycamy przez godzinę i w końcu skończy nam się temat i powiemy sobie: „No to koniec”. My staramy się czasami czepiać tak jak ten Lem. Zauważcie państwo, że Lem całkiem porządnej powieści się czepiał. My się też czepiamy.
[01:05:05] - A ja jako wielki miłośnik Stanisława Lema i jego dozgonny uczeń, bo się na nim wychowałem, w tej samej audycji bardzo chętnie powiem, że Lem też potrafił niezłe bzdury sadzić normalnie. Jakie to ma znaczenie?
[01:05:30] - Więc proszę państwa...
[01:05:32] - Wszystko jest wielowarstwowe jak ten rogalik.
[01:05:35] - I czasami będzie tak, że będziemy uczciwie klęczeć przed jakąś pozycją i zachwycać się, jaka jest wspaniała. To mnie się zdarza bardzo często, że ja jednak jestem człowiekiem emocjonalnym i czasami jak się czymś zachwycę, to nic do mnie nie dociera. To jest cudowne. Wiktor jest nieco mniej emocjonalny, czasami dowali do pieca, a czasami ma ochotę komuś przyrąbać. To mu przyrąbie. Się chyba sięgnęło akurat Kafce, ale zresztą to, co Wiktor powiedział. Przecież my, proszę państwa, nie kwestionujemy, że Kafka głupi był albo że pisać nie potrafił. Nie. Myśmy chyba w tej audycji wyraźnie powiedzieli. Wiktor powiedział, co zresztą ci też zarzucono, że nie podszedł ci ten Kafka.
[01:06:22] - Ależ mam prawo mieć, że mi nie podeszł. Wolałem
[01:06:27] - Ale co to jest za argument? Jak można kalać świętości? Nie, proszę państwa, częściowo mi jednak w tej audycji pozwólcie, że od czasu do czasu jakąś wielkość może skalamy. Dobra.
[01:06:44] - Ja lubię jednak tę całą zasadę, bardzo chrześcijańską: „Oddać Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie”. Tego się należy trzymać.
[01:06:58] - Tak, oczywiście. W każdym razie ja dzisiaj jestem w postawie klęczącej, bo ja rzeczywiście tę powieść ulubiłem. Jest takie słowo „ulubiłem”? Nie wiem. Jest moją ulubioną powieścią. Jedną z wielu ulubionych. W każdym razie ja dzisiaj w postawie klęczącej. Wiktor nie wiem, w jakiej postawie. Właściwie ty jeszcze nie powiedziałeś, jaki jest twój stosunek do tej powieści. Dużo powiedziałeś, ale zero emocjonalności w tobie jest dzisiaj.
Ty czasami potrafisz rzucić mięsem, a dzisiaj zero.
[01:07:35] - Znowu będę cytował Pismo Święte w takim razie, bo tam były takie teksty jak: „Po owocach poznacie ich”. A skąd to się bierze? Zależy, na jaką glebę to ziarno trafiło. Na twoją glebę, bo byłeś młodociany, to trafiło i wydało zzne plony. Na moją glebę, bo już była nieźle jałowa po tych whisky, trafiło się troszkę później. Dlatego ja tylko właściwie zarejestrowałem. Ja tej książki nie przeżyłem w całej rozciągłości tak jak ty. Zarejestrowałem jej byt jako dobrej, sensownej literatury po prostu.
[01:08:28] - Tak. A ja wpadłem w jej sidła.
[01:08:29] - A ty tak.
[01:08:30] - A ja wpadłem w jej sidła. Rzucę okiem. Nie, nie rzucę. Spojrzę na czat. O35 jest niezawodny, pisze: „Pamiętam, w latach 80. zeszłego wieku w tak zwanej Rozgłośni Harcerskiej pojawiały się tak zwane teatrzyki radiowe, których autorów oczywiście nie pamiętam.” O35 pisze dalej, chodzi o scenariusze: „W co najmniej kilku z nich tematem przewodnim był gigantyczny statek kosmiczny, który leciał wieki, a w nich ludzie cofnęli się w rozwoju cywilizacyjnym. Temat bardzo popularny. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby autorem jednego ze scenariuszy był pan Wiktor.” Tego nie wiem, nic mi o tym nie wiadomo. Natomiast mówimy o latach 80. Książka Aldissa napisana była w drugiej połowie lat 50.
A tak jak mówiłem, on czerpał z bezpośrednich wzorów z lat 40. Jak powiedziałem wcześniej, tego rodzaju literatura od końca lat 20. się w obiegu publicznym pojawiała, więc widać, że to był temat niezwykle atrakcyjny. A teraz weź się wytłumacz, czy coś popełniłeś takiego dla Rozgłośni Harcerskiej.
[01:09:51] - Ja, że tak powiem, nigdy nie dbałem o doczesność. Popełniało się wtedy, kiedy się chciało coś zarobić, a ja nigdy nie miałem zamiaru zarabiać.
[01:10:02] - Aha. I nie popełniłeś.
[01:10:05] - Nie popełniłem.
[01:10:05] - Nie popełniłeś. Ale słusznie O35 zwraca uwagę na to, że temat Arkowy w pewnym momencie zrobił się popularny. Tylko ja z kolei zwracam uwagę, że w Polsce przynajmniej zaczęło się wszystko pod kątem regresu. Zaczęło się jednak tak na poważnie właśnie od „Non Stop” Aldissa.
[01:10:28] - Chyba od Borunia i Trepki.
[01:10:30] - Tak, ale zobacz, ten regres, który tam jest, jest taki, że oni się cofnęli trochę w rozwoju na tej Celestii, ale tam w dalszym ciągu panuje ustrój kapitalistyczny, a cywilizacja przemysłowa, nazwijmy ją, przeniesiona na sztuczny księżyc. Ale to taka w gruncie rzeczy przemysłowa cywilizacja z ustrojem kapitalistycznym, więc to jeszcze nie pokazuje wszelkich możliwości. Natomiast Aldiss robi to z przytupem. I ja się wcale nie dziwię, że później, tak jak pisze O35, ten temat stał się niezwykle popularny, bo on niesamowicie przemawiał do wyobraźni. Żeby nie być gołosłownym, to powiem-
[01:11:27] - Marku, za przeproszeniem, samo słowo Arka Noego wystarczy. W Piśmie Świętym Noe przewozi na wyspę, bo potop się robi. Czy to nie przemawia do wyobraźni? Całe życie z jakiegoś lądu przewozi gdzie indziej. Dzięki temu my istniejemy. Dzięki temu istnieją w ogóle pary, bo Noe dobrał wszystkich, żeby byli w parach i tak dalej, co dzisiaj się podważa. Ale Noego już dawno nie ma. To też było fascynujące, Marek. Sam motyw arki jest rzeczą fascynującą.
[01:12:13] - Tak. Tylko nasz autor, Aldiss, nakłada na to coś jeszcze. Bo o ile Arka, tak jak powiedziałeś, jest interesująca, bo coś przewozi i tu możemy też tak powiedzieć sobie: przewozi ludzi. Co prawda wracała ta Arka już na Ziemię, coś się z tymi ludźmi stało. Była zaraza. Nie wiem, ilu dniowa była. Chyba dziewięciodniowa zaraza tam nastąpiła. I coś się z tymi ludźmi porobiło. To na skutek wody zaczerpniętej w miejscu docelowym, do którego Arka dotarła. I później ta woda spowodowała, że się porobiło.
Była zaraza, były mutacje, było całe nieszczęście i się cywilizacja posypała dosyć solidnie. Tak, to można sobie powiedzieć, że opisujemy treść, ale teraz zaczynamy wchodzić w takie rozważania, że Aldiss chyba nie robił prostej kopii z przewożenia z brzegu na brzeg, jak ty powiedziałeś, czy przewożenia przez czas potopu. Aldiss chyba idzie dalej. Aldiss w pewnym momencie... Dalej mam zgryz, czy mówić, czy nie mówić. Powiem, ale nie powiem do końca oczywiście. Ten statek, ta Arka, na której te zawrotki się poruszają, której żyją, dla których ten statek jest całym światem. Ta Arka przestała być Arką w pewnym momencie. Nie bez przyczyny nie użyłem słowa, w pewnym momencie naszej rozmowy słowo padło terrarium. Bo tak naprawdę jesteśmy w czasach, w których mamy do czynienia z...
Właśnie z czym? Z ogromnym eksperymentem. Z czymś, co już nie wchodzi w ten opis Arkowy, którego ty użyłeś. Mamy do czynienia z eksperymentem społecznym, o którym już wspominaliśmy, kiedy mówiliśmy o tym, czy my rozumiemy swój świat. Zawrotki swojego świata nie rozumieją, a nawet wtedy, kiedy wydaje im się, że zaczynają rozumieć, kiedy docierają do tych partii dziobowych, kiedy okazuje się, że tam jest cywilizacja wyżej ustawiona, bardziej zaawansowana, co zresztą podejrzewa się w tych odleglejszych partiach Arki. Więc oni tam docierają. Ci ludzie bardziej zaawansowani coś wiedzą, więcej wiedzą, dotykają prawdy, ale jej nie odczytują w pełni. Kiedy my jako czytelnicy dowiadujemy się, jaka jest istota tego świata, to jesteśmy zaskoczeni, że to jest ten eksperyment. Niby państwu opowiedziałem, ale tak naprawdę jeszcze się trzymam dobrze i nie opowiedziałem istoty tego, na czym to polega. Mówiąc o terrarium też jeszcze nie do końca.
Nagle okazuje się, że mamy do czynienia z czymś więcej. I o tym chcę powiedzieć, że Aldiss nie robi prostej eksploatacji starego motywu Arki. On używa w tej pierwszej warstwie to, co mnie chwyciło jako tego dzieciaka, że taki motyw, wędrują przez cały świat i ta Arka i to takie niesamowite. Aldiss chyba idzie dalej.
[01:15:52] - Dużo dalej.
[01:15:53] - Tak. I dlatego po tę książkę warto sięgnąć, bo to nie jest opowieść o tym, że cywilizacja uległa regresowi. Ona już wtedy byłaby atrakcyjna, ale ona byłaby takim typowym rozrywkowym czytadłem, bardzo atrakcyjnym. Ale Aldiss idzie dalej i my to czujemy przez cały czas. Ja przyznam się, że usiłowałem szukać w tej książce tej atrakcyjności, tego, co tam w niej drzemie. Tego, co dręczy człowieka, że tam jest coś więcej. Nie potrafiłem tego znaleźć. Czułem, ale nie potrafiłem tego znaleźć. A to tam jest. I trochę oczy mi otworzył na to autor tej książki, o której mówiłem, którą wspominałem, który się sprawą zajmował.
Ale ja myślę, że o tym aspekcie powieści „Non stop” to my powiemy po krótkiej przerwie. A w tej krótkiej przerwie, to cóż. To, co państwo lubicie i co cenicie, czyli Tomek Fąs i jego kolejny felieton o fizyce. Marku, zapraszamy.
[01:17:21] - Ziemia jaka jest, każdy widzi. Poznanie naukowe, szczególnie w naukach ścisłych i być może trochę przyrodniczych, zawsze jest tak dobre, jak dobry jest model, do którego się odnosimy. Oczywiście to, co poznajemy, czego się dowiadujemy, może wpływać na modyfikację tego modelu, natomiast nie ma możliwości badania czy udowadniania tez, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Nasze poznanie jest zatem ograniczone przez siatkę pojęć i wyobrażeń. Nie może badać siły ten, kto nie ma koncepcji, czym jest siła. Bez teorii przepływu przepływomierz byłby jedynie obracającym się wiatraczkiem wyświetlającym bezsensowne cyferki. Kontynuując naszą podróż przez pięć żywiołów Arystotelesa według Romana Kurkiewicza, kierujemy się teraz w stronę ziemi. Ziemia może być oczywiście rozumiana na różne sposoby jako Gleba jest bardzo ciekawym obszarem w fizyce. Fizyka gruntu, dosyć świeża i bardzo skomplikowana dziedzina. Mechanika gruntu.
Można by też pójść jeszcze szerzej i w ogóle mówić o materii, o ciele stałym, o pewnych chamskich, prostackich, Newtonowskich uproszczeniach, które sprawiają, że w ogóle cokolwiek można było na początku policzyć. Jak to na początku było ciało doskonale sztywne, potem już to ciało, które wprawdzie może się odkształcać, ale jest uważane za ośrodek ciągły, za pewną kontynualność. Bez wchodzenia w szczegóły. Atomy znane nam obecnie pod pojęciem modelu standardowego i różne niuanse materii się bada na tej podstawie. Rzeczywiście jest tak, że model, nasze założenia, nasze wyobrażenia kształtują rozumienie i możliwości poznawcze. Kurkiewicz pod pojęciem Ziemi skupił się jednak na planecie, kuli ziemskiej jako całości i tu podaje różne ciekawostki z nią związane, z jej budową, z jej funkcjonowaniem we wszechświecie i pokazuje na przykład rozumowanie i doświadczenia antycznego uczonego Eratostenesa, który już w III wieku przed naszą erą dowodził kulistości Ziemi, a nawet w dosyć na dużym poziomie dokładności, tak się powinno powiedzieć, przybliżył nam wymiary tejże kulistej Ziemi, badając wyłącznie sposób rzucania cienia przez budynki w różnych miejscach świata. Oczywiście taki pomysł, że Ziemia jest kulista, gdzieś tam musiał się pojawić. Nie wiem, czy wynikł on z obserwacji, ale gdzieś tam, nawet jeżeli na obserwacji bazująca, to ta iluminacja, jak to bodaj profesor Meissner mówi, gdzieś tam na początku musi się pojawić. Tymczasem przy analizie zjawisk rozgrywających się w promieniu jednego czy paru kilometrów, całkiem intuicyjny, zdroworozsądkowy model Ziemi jako płaskiej powierzchni jest jak najbardziej przybliżeniem wystarczającym. To wszystko jest model, tak jak kula jest modelem, być może bliższym rzeczywistości, jakoś rozumianej, obecnym obserwacjom astronomicznym.
Wiadomo, nie do końca to jest kula, ale kształt do kuli zbliżony. I nadal jest to model. I różne są na przykład modele przekładania tejże kulistości na płaską powierzchnię mapy, zwłaszcza dużych obszarów. Z modelami jest ten problem, że zawsze stanowią one pewien rodzaj mapy, szkicu, schematu. Jak mawiał jeden z moich wykładowców, nauka karykaturuje rzeczywistość. Karykaturuje, to znaczy uwypukla istotne szczegóły, ale często karykatura nie jest przecież wiernym portretem, a nawet wierny portret jest tylko jakimś punktem widzenia trójwymiarowej geometrii twarzy na przykład. A więc siłą rzeczy ma tu miejsce uproszczenie. I teraz ci z państwa, którzy swoją przygodę z matematyką, fizyką zakończyli na przykład na szkole średniej czy nawet podstawowych kursach inżynierskich, jakoś tam bez wgryzania się przebrniętych, to państwo jesteście przyzwyczajeni do tego, że matematyka jest nauką, która daje odpowiedź. Ponieważ aby ograniczyć państwa frustrację, jakiej niewątpliwie doświadcza się, próbując cokolwiek tak naprawdę do końca zrozumieć, policzyć, wyznaczyć i skonfrontować z doświadczeniami, to państwa się konfrontowało z tym bezpiecznym wycinkiem, z problemami, które są bardzo małym urywkiem naszej świadomości matematyczno-fizycznej. Mianowicie z tymi problemami, które można rozwiązać, gdzie można coś narysować, jakieś tam sobie cyferki, literki pouporządkowywać i nam coś z tego wychodzi.
Mamy wynik jednoznaczny. Dwie możliwości jak z równania kwadratowego, ale nadal ta odpowiedź jest jasna. Tymczasem w sytuacji konfrontacji z rzeczywistością tak nie jest, a już tym bardziej, kiedy mówimy o rzeczywistości całej planety. Większość problemów prawdziwej matematyki i fizyki to problemy albo nierozwiązywalne, albo o rozwiązaniu tak złożonym, że póki co nam nieznanym, niedostępnym. Tu pewną pomoc stanowią metody komputerowe, numeryczne, które pozwalają nam przybliżać pewne wartości i wówczas tworzyć jakieś rozwiązanie zbliżone do tego, czego byśmy oczekiwali. Oczywiście wraz z rosnącymi możliwościami obliczeniowymi, rosnącą mocą komputerów, superkomputerów naukowych, to złożoność tych problemów, których rozwiązanie możemy sobie jakoś tam przybliżać, rośnie i z czasem przypuszczalnie wymyka się możliwości poznania pojedynczych osób. To już nie są modele, które my sobie możemy narysować, parę literek, cyferek napisać i jakoś tam młodzieży przedstawić. I w kontekście rozumienia planety myślę, że najbardziej medialnym przykładem jest tu obecnie model zmian klimatu, wobec którego jak wiemy, z jednej strony histeryczna młodzież mająca do nauki podejście religijne cierpi straszliwie, niczym te małpki z serialu „Król Julian”, krzycząc, że wszyscy tu zginiemy. Z drugiej strony konserwatywna i chciałoby się bardziej racjonalna strona ma tendencję znów do zbyt moim zdaniem śmiałego i przeceniającego własne możliwości intelektualne podejścia, które neguje wszystko, uważa to za jakiś tam spisek i spisek koncernów i tak dalej. Tutaj ta troszeczkę racjonalniejsza Część po umownej lewej stronie powie nam, że wszystkie ośrodki naukowe się zgadzają w kwestii wpływu człowieka na klimat i tego, że sprawa jest poważna.
Trochę bardziej racjonalne środowiska po umownej prawej stronie nam powiedzą, że owszem, ten konsensus jest, ale wejdźmy w szczegóły, że to nie jest aż taka straszna zmiana i to, jak bardzo człowiek wpływa na klimat, to już jest dyskusyjne, że to nie jest tak jednoznaczne, że w takim dużym stopniu wpływa. I bądź tu człowieku mądry, pisz wiersze. Gdzieś tam się znowu z prawej strony wtrąci mistrz bezdusznego racjonalizmu Korwin-Mikke, który powie, że on jest teoretykiem systemów. Jego zdaniem Ziemia jest układem stabilnym i nawet jak coś tam się od standardowych wartości wychyli, to musi wrócić, skoro planeta tyle czasu istnieje. Ale gdzieś tam pan Janusz przymrużeniem oka czy takim niedomówieniem dopuszcza myśl, że ten powrót do normy mógłby się wiązać na przykład ze śmiercią dużej części ludzkości. I o jej trudno. A na przykład obecna pandemia to dopiero pierwszy etap tego, co się może dziać dalej. Ale trudno, tak musi być. Teoria systemów. Tymczasem jedyne moim zdaniem racjonalne, rozsądne i uczciwe podejście człowieka rozumnego, próbującego się pewnym ideologicznym tendencjom nie poddawać, to jest podejście, które zaczyna się od stwierdzenia: „Nie wiem”.
I dopiero od takiej myśli można iść w stronę jakiejkolwiek prawdy.
[01:26:09] - Obiecaliśmy, że troszeczkę przyjrzymy się z innej strony „Non stopowi”, bo my byśmy jeszcze mogli długo gadać, jak się fajnie czyta, ale jak nie spoilerujemy za dużo, to trochę bez sensu. Będziemy się zachwycać i zachwycać. Ty się nie lubisz zachwycać, w związku z czym przejdźmy do tak zwanego drugiego dna, bo zasygnalizowa--
[01:26:35] - Nie lubię się zachwycać. Dowiedziałem się na starość. Całe życie się zachwycałem.
[01:26:41] - Ale nie literaturą. Powiedzmy sobie to szczerze. Literatura służyła ci do wzbudzania zachwytu w innych tak naprawdę. Bo jak człowiek coś mądrego o literaturze powie, a tego ci nikt nie kwestionuje, to zaraz się zaczynają zachwycać. A jeszcze jak napisze, to w ogóle. I tak to działało.
[01:27:06] - Dobrze, wracając do „Albisa”, to co mówisz, aż się prosi, żeby dać przykład pewnej głębi i wielowarstwowości tej książki.
[01:27:23] - My tylko ją zasygnalizujemy, bo wiecie państwo, ja powiedziałem o tej książce, po którą naprawdę warto sięgnąć. Warto wpisać w Google „Krzysztof Uniłowski, historia, fantastyka, nowoczesność, szkice” i państwu się pojawi PDF absolutnie legalnie do ściągnięcia, więc nie trzeba piratować, kombinować, tylko po prostu ściągnąć. I tam się pojawia chyba jako drugi szkic w tym zbiorze taki szkic pod tytułem „Swinburne”. Swinburne to poeta wiktoriański. „Swinburne na statku kosmicznym”. I tam jest ta głębia, której ja nie potrafiłem znaleźć. Ja ją czułem, ale brakowało mi wiedzy. Może dlatego, że się słabo interesuję poezją brytyjską, angielską, a szczególnie wiktoriańską to w ogóle prawie nie. W związku z tym brakowało mi wiedzy. A tymczasem to też jest ilustracja tego, o czym mówiłem, chociażby w ostatnim „ABW”.
O tym, jak czasami jest z tą głębią, że my powinniśmy nauczyć się szukać. Powoływałem się na przykład na Mirosława Gołuńskiego i jego analizy opowiadania Andrzeja Sapkowskiego „Maladie”. Znajdziecie to państwo w Book Radio. Jeśli sięgniecie po „Labirynt książek” Mirosława Gołuńskiego w podcastach, to tam znajdziecie chyba 33. podcast dotyczący właśnie „Maladie”. A może to 32.? Nie wiem. Poszukajcie państwo. Właśnie „Maladie” i tej interpretacji, jak można interpretować to w gruncie rzeczy bardzo proste opowiadanie, wydawać by się mogło. Na takim poziomie fabularnym to ono jest wręcz prościuteńkie.
A tymczasem, kiedy człowiek głęboko wejdzie w analizę, to się okazuje, tak jak powiedział Mirosław Gołuński, o tym mówiłem, że to jest jedno z według niego najlepszych opowiadań w polskiej literaturze współczesnej i to w kategorii open, nie tylko fantastycznej, tylko w ogóle. Biorąc pod uwagę nie tylko literaturę gatunkową, ale tę mainstreamową również. To może zaboleć oczywiście tych mainstreamowców. No bo jak to? Oni tu wielką literaturę tworzą, a tu Sapkowski od „Wiedźmina” pisze najlepsze opowiadanie. Szlag człowieka może trafić.
[01:30:00] - I w dodatku takie byle jakie.
[01:30:02] - No właśnie, w warstwie-
[01:30:03] - I takie najlepsze.
[01:30:04] - W warstwie fabularnej ono rzeczywiście może nie zachwycić. Można je w ogóle przeoczyć, dojść do wniosku: „Taka tam bijatyka trochę, gdzieś tam pochodzą, gdzieś tam powalczą. Nie, w ogóle gdzie to?” Natomiast Mirosław Gołuński odsłania nam cały nowy świat. I ja dzisiaj państwu tylko zasygnalizuję, jak można się pokusić o takie poszukiwania literackie Otóż czytamy w tym szkicu, o którym mówię, wyczytujemy taką oto informację. Wędrowcy wyruszyli z kabin w stronę dziobu, by przemierzywszy najpierw zarośnięte przez glony bezdroża, spróbować odnaleźć legendarną sterownię. Podczas jednej z ciemnych senjaw, tam jest taki dziwny cykl dobowy, nazywany senjawa, dwóch z nich dotarło do niezwykłego miejsca. Ja mówiłem już o tym miejscu. To jest to morze, ten basen. I co czytamy? Tu odrobina cytatu z „Non Stop” z Aldisa.
Oświetlona tylko jedną żarówką ogromna przestrzeń rozciągała się bez końca i ginęła w ciemnościach. Podłogę stanowiło lustro wody z koncentrycznie rozchodzącymi się zmarszczkami. W świetle woda lśniła jak metal. W drugim końcu pomieszczenia z gładkiej powierzchni wystawały rury podtrzymujące pomosty różnej wysokości. Czytam dalej. Już teraz nie cytuję. Widok podróżnikom wydaje się ponury, niesamowity, ale jednocześnie ponad wszelką wątpliwość piękny. Jeden z nich, posiadający większą ogładę, tłumaczy swojemu towarzyszowi: „Wiem, co to jest. Czytałem o tym w książkach dostarczanych mi do wyceny i aż do tej pory uważałem, że to bzdura, mrzonka. Cytat: Umarli nie wstają, a nawet najdłuższa rzeka wpada bezpiecznie do morza.
Zacytował. To jest morze, Complain. Natrafiliśmy na morze. Na razie przerwę. To jest, proszę państwa, ślad, w życiu bym nie szedł tą drogą. Ale co robi autor tego szkicu? Otóż on wie, do jakiego dzieła literackiego odwołuje się bohater „Non Stop”. I tu mamy początek naszej niesamowitej podróży.
[01:32:56] - Nie tylko do dzieła literackiego, ale wręcz do, jak autor wyjdzie dalej, do kultowej, do zwykłej, najprostszej modlitwy.
[01:33:09] - To za chwilę. Otóż źródłem cytatu, do którego odwołuje się w swojej wypowiedzi jeden z bohaterów, według autora szkicu bardzo łatwo odkryć. Może jemu, ponieważ jest rzeczywiście literaturoznawcą i chwała mu, że ten cytat odkrył. Ja bym tam kilka lat musiał poświęcić i kto wie, czy byłoby to z sukcesem, więc warto docenić jego pracę. Tu pisze o tym, że odnosi wrażenie, że tłumacz się nie przyłożył i tego odwołania nie pokazał. Do czego się odwołuje Aldiss? Trójwers zamykający przedostatnią oktawę w poemacie Algernona Charlesa Swinburna pod tytułem „Ogród Prozerpiny” z 1866 roku. To jest właśnie ten cytat. Tu jest po angielsku, więc nie będę kaleczył. W przekładzie tej powieści został oddany dość niedbale, bez żadnej troski o to, aby podkreślić, że mamy do czynienia z fragmentem poetyckim.
I być może stąd te trudności. Tymczasem tutaj autor szkicu odwołuje się najpierw do tłumaczenia „Ogrodu Prozerpiny” Stanisława Barańczaka. Od trwogi do męki nadziei wolny już bogom, jeśli są, dzięki. Za to, żeś wolny, złóż. Przepraszam za moje frazowanie, ale to jest jednak trudne.
[01:34:47] - To jest tragedia poetycka.
[01:34:49] - Trudno, ja jestem mistrzem od deptania poezji, ale pozwól, że skończę. Że dni swój koniec mają, że zmarli nie powstają, że zdłużonych rzek falom schron dadzą głębie mórz. I to jest pierwszy cytat. Później autor szkicu odwołuje się do tłumaczenia w wykonaniu Horzycy, które było wykorzystane przy tłumaczeniu powieści Jacka Londona „Martin Eden”. Swoją drogą też zacna powieść, chyba dzisiaj zastarzała, ale w dalszym ciągu funkcjonuje. I tu znowu całkowicie pozbawię państwa radości odbierania poezji, ale niestety Bozia nie dała talentu. Jak ten cytat brzmi? I porzuciwszy gniew, nadzieję, pychę, wolni od pragnień i wolni od burz, dziękczynnych westchnień ślemy modły ciche. Ktokolwiek jest tam pośród gwiezdnych głusz. Za to, że minąć dniom żywota dano.
Za to, że nigdy raz zmarli nie wstaną i rzek gwałtownych nurt zmąconych pianą zawinie kiedyś w głąb wieczystą mórz. Do tego odwołuje się Brian Aldiss. I wierzcie mi państwo, że tego rodzaju odwołania mają swoją konsekwencję. To nie jest tak, że postanowił sobie coś poetyckiego wstawić do swojej książki i w związku z tym zaszalał i włożył w usta swojego bohatera to odwołanie do tych rzek, do tych zmarłych, którzy nie wstają. Wręcz przeciwnie. I ten szkic troszeczkę do tego nawiązuje. Wiktorze, czy ciebie to przekonuje, czy też ja bredzę razem z autorem szkicu?
[01:36:44] - Ty bredzisz, bo mnie przekonuje coś dużo więcej. Ten szkic, który mam przed oczami. Naprawdę warto. To się w aż fascynujący sposób czyta. W jaki sposób tłumaczenia jakiejś poezji i jej odniesienia u pisarza stanowią właściwie kręgosłup powieści. Bo to jest kręgosłup. Istota rzeczy najważniejsza w strukturze tej powieści. Jakieś tam marginalne odniesienie do poezji. Marginalne tylko po wierzchu, jak się jedzie po tym lukrze. Natomiast dla wnikliwszego czytelnika nagle się tam otwiera cały wszechświat.
Mógłbyś tu poczytać nawet dalej, bo to jest kapitalne.
[01:37:44] - Fragmencik jeszcze zacytuję. Nie chcę państwa zamęczać tym szkicem, a poza tym nie chcę odsłaniać całej tajemnicy.
[01:37:53] - Ale dlaczego to jest ważne?
[01:37:53] - Tak.
[01:37:53] - Przeczytaj ten fragment. Dlaczego to jest ważne akurat?
[01:37:58] - „Można by wszakże sądzić, że chodzi o zupełnie nieistotny szczegół. Nasz odkrywca, N. Roferri, mógłby przytoczyć fragment dowolnego tekstu, w którym występuje słowo „morze”, więc to, że wybrał akurat poemat Swinburna, nie ma znaczenia. Wszelako w powieści, w której kluczowy motyw stanowi międzygwiezdna długa podróż, fragment wiersza mówiącego o tym, że wszystko ma swój kres, że każda, nawet najbardziej znużona sobą rzeka znajdzie kiedyś swe ujście, niekoniecznie pojawił się przez przypadek. W tekście Swinburna „morze” nie oznacza bynajmniej żywiołu, lecz raczej miejsce spoczynku, jakiś port, do którego bezpiecznie mógłby zawinąć statek-rzeka. W obu przekładach, Barańczaka i Horzycy, docelowym miejscem spoczynku okazuje się nawet nie samo morze, lecz jego głębie. U Horzycy głąb wieczysta, co konotuje jakiś podziemny schron, miejsce wieczystego spoczynku, grobową kryptę. Najważniejsza modlitwa w świecie Roferriego i Complaina, zwana Litanią, rozpoczyna się słowami: „W pełni życia stajemy w obliczu śmierci, a długa podróż zawsze ma swój początek”. Zamyka ją koda: „I aby to nienaturalne życie mogło zakończyć się podróżą, a zdrowie psychiczne kwitło, a statek został szczęśliwie doprowadzony do portu”. Muszę ten cytat angielski opuścić.
A w jeszcze innym miejscu czytamy: „Litania kończy się słowami, a statek doprowadzony do portu. To jeden z podstawowych dogmatów Nauki”. Nauki pisanej z dużej litery, bo właśnie na pokładzie Arki coś takiego jak nauka, ale w przenośnym znaczeniu występuje. Tak oto międzytekstowa sieć wytwarza dwa ściśle ze sobą powiązane ciągi tropów. Pierwszy: rzeka, statek, podróż, życie. Dodajmy, że dosyć niezwykle nienaturalne życie. I drugi: morze, port, spoczynek, śmierć. Fakt, że u Swinburna morze kryptonimuje nie życie, lecz śmierć, to pierwsza przesłanka, która może tłumaczyć, dlaczego w naszej powieści życie okazuje się nienaturalne.” Ja sądzę, że nie czytajmy tego dalej, Wiktorze, bo to już są rozważania daleko idące, ale ciekawe. Niezwykle ciekawe, tylko wymagające pewnego skupienia, pewnej ciszy. Nie sprzyja temu audycja, kiedy ja będę to odczytywał, jeszcze kalecząc co jakiś czas któreś zdanie.
Trzeba się nad tym pochylić, skupić i wtedy nagle okaże się, że ta głębia w powieści non stop jest.
[01:41:07] - Przede wszystkim okaże się, że Brian Aldiss nie spadł z gruszki.
[01:41:16] - Tak! Ja od jakiegoś czasu też państwu mówię o tym. Przypominacie sobie państwo albo nie. Znacie, to posłuchajcie. Ja dostałem kiedyś takiego małego, prywatnego szału, kiedy przeczytałem na jednym z portali książkowych pewną bardzo zaangażowaną recenzję o tym, że powieść jednego z moich ulubionych pisarzy, Silverberga, zatytułowana „Człowiek w labiryncie”, to jest ordynarna, antyfeministyczna, głupia powieść, w której kobiety traktuje się przedmiotowo. Umarłem. W tym momencie na chwilę umarłem. Wariactwo kompletne, bo Silverberg to jest ktoś, kogo można spokojnie z Brianem Aldisem porównać, ale właściwie nie wiem którego z którym, bo obaj to są tytani literatury, a już na pewno literatury SF. Bo przecież, już wspominałem o tym, „Człowiek w labiryncie” to jest odwołanie do pewnego mitu, a właściwie do pewnej opowieści ze starożytności. Ja już nie będę wchodził w szczegóły.
To chodzi o pewnego człowieka pozostawionego na wyspie. Któremu rana się paprała. Jeżeli znacie państwo powieść „Człowiek w labiryncie”, to skojarzycie te tropy. Właściwie Silverberg idzie tym tropem. Używa tego schematu wymyślonego w starożytności, żeby skonstruować opowieść, która dzieje się w dalekiej przyszłości. Pod względem tej struktury to się właściwie nie zmienia. Zmieniają się dekoracje, ale pewną prawdę o człowieku znowu przekazuje. On ją czerpie, przenosi ze starożytności w nasze czasy, dając mu atrakcyjną formę opowieści o przyszłości. Tak jest w innych książkach Silverberga, chociażby w tej, którą omawialiśmy tutaj na antenie, kiedy mówiliśmy o tej skrzydlatej istocie i o starcu, który jest odrodzony, który kochał tę dziewczynę przez cały czas, ale był starcem, znał swoje miejsce, a później dostał drugą szansę. To jest też powieść Silverberga i to też jest nawiązanie, nie waham się tego powiedzieć, do pewnych archetypów, które funkcjonują w naszej kulturze.
Jeśli jesteście państwo ciekawi, do jakich archetypów, do jakich tropów odwołuje się autor omawianej dzisiaj powieści, to sięgnijcie państwo po ten szkic. Naprawdę warto, bo moglibyśmy jeszcze długo nadawać, jakim Aldiss genialnym pisarzem był. Możemy jeszcze chwilę ponadawać, ale to nie o to tak naprawdę chodzi. Chodzi o to, żeby sobie uświadomić to, co zresztą Mirosław Gołuński bardzo często tłumaczy i do czego bardzo często odwołuje się. My, bardzo często przyzwyczajeni do literatury gatunkowej, rozrywkowej, mamy taką naturalną tendencję. Ja wcale tego nie potępiam ani nie uważam, że to jest coś złego. Do śledzenia głównie fabuły, na ile ona jest atrakcyjna, na ile jest fajna, na ile się dobrze czyta. I czasami zapominamy o tym, że gdzieś tam jest to drugie dno. I ktoś powie w tej chwili: „Żelkowski zwariował na punkcie drugiego dna i jak się przyczepił ostatnimi czasy do drugiego dna, to teraz będzie nieustannie nas na to dno ciągnął, bo się zafiksował na tym, że w literaturze jest kilka poziomów”. Nie wiem, czy się ostatnio zafiksowałem.
Może ostatnio stało mi się to nieco bliższe, może bardziej zacząłem zwracać na to uwagę. Ale też jest jakaś taka magia, która sprawia, że te książki, które mają tę głębię, one z nami zostają. A te, które tej głębi nie mają, fajnie się czyta. Bardzo często jest tak, że one się nawet nieźle czytają. Ale jak się zapytam po pięciu latach: „Wiktor, a o czym była ta książka?”. „No wiesz, czytałem, ale jakoś tak nie zanotowałem”. Chociaż wiem, jest jedna taka zła książka, której nienawidzisz, a ją pamiętasz. Nazywa się „Węgiel modyfikowany”. Widzisz, Wiktor, ale według tego, co mówiłeś, to ona była tak zła, że aż dobra.
[01:46:21] - Aż piękna. Miejscami piękna. Natomiast jak Marek tutaj mówił, jak już się odniósł do tej wielowarstwowości Briana Aldissa, to znaczy ja powiem coś ze swojej strony. Otóż mnie zawsze irytują tak samo ludzie, którzy liżą sufit, jak czasami irytują mnie również tacy krytycy albo znawcy, jak mój przyjaciel Mirek Gołuński. Cholerasa, czasami się od nich dowiaduję, co wymyśliłem. Natomiast tym niemniej jako taki drobny praktyk chcę może pokazać, że to nie jest przypadek w wypadku Aldissa, że takie ślady, te rzeczy umotywowały w ogóle jego proces twórczy. Nie będę o nim mówił, bo nie pamiętam, o czym z nim gadałem, natomiast powiem o sobie. To naprawdę nie przypadkiem. Akurat nie odnosiłem się do Swinburna, którego bardzo sobie ceniłem. Nie odnosiłem się do wielu rzeczy.
Nie odnosiłem się również do Briana Aldissa, którego już wtedy przeczytałem i tak dalej. Ale kiedy pisałem takie swoje długie opowiadanie „Sindbad na IQ M57”, nie cytowałem tam Swinburna. Wystarczył mi cytat z pirackiej piosenki Heyona u Brzyka z skrzyni, z jakiejś tam pirackiej książki. Natomiast szedłem tym samym śladem krok po kroku, z pełną świadomością tej rzeczy, po to, żeby w puencie tego opowiadania dotrzeć nie do tej chorzycowej głębi morza, ale dotrzeć do samego dna rzeczywiście. Dna morza i tak dalej. Potem ktoś przeczyta i powie: „Fajna taka sobie historyjka”, ale nikt oczywiście nie doceni tych wszystkich odniesień, odwołań, do czego ja tam ślady zostawiałem. Chyba że się będzie Gołuński nazywał.
[01:48:50] - Coś ci na ten temat powiem, ale najpierw odpowiem, bo dostałem messengerem pewną informację. Ona jest bardzo prywatna i brzmi w ten sposób Powiedz głupku, co to za książka Silverberga była? Już tłumaczę, że to była książka Silverberga „Skrzydła nocy”. Bo wszystko powiedziałem o tej książce, o tym starcu, o tej skrzydlatej istocie. Natomiast nie powiedziałem tytułu. „Skrzydła nocy”. O tej książce mówiliśmy i to jest też książka pełna takich tropów archetypicznych. Ale kiedy powiedziałeś o tej analizie, którą prowadzą literaturoznawcy, to moje serce jest jednak po ich stronie. Dlaczego? Bo oni mi to kiedyś wytłumaczyli, nawet w tej audycji albo w ABW, już nie pamiętam.
Mirek Gołuński oraz Marta Kładź-Kocot tłumaczyli, jak to jest z tym autorem. I ja zapamiętałem jedną bardzo ważną rzecz i ja ją głoszę, bo się z nią zgadzam. Otóż oni powiedzieli oboje o tym, że w momencie, kiedy autor odkłada pióro, to kiedyś albo dzisiaj przestaje pukać w klawiaturę i stawia ostatnią kropkę, to do tego momentu to było jego dzieło. Ale kiedy tę kropkę ostatnią postawi i odda to ludziom, to już przestaje być do końca jego dzieło. To się staje własnością ogółu.
[01:50:24] - Mogę tu porównanie wystrzelić?
[01:50:27] - Proszę.
[01:50:28] - To jest bardzo podobne do tej arki mknącej przez wszechświat. Jeśli cywilizacja wystrzeli tą rakietę czy tą arkę, to jest jej dzieło. Ale kiedy ona już leci, to ona jest własnością tych, którzy tkwią na pokładzie, którzy sterują. To jest ich świat, nie nasz. Oczywiście, jeżeli mówimy o naszej ziemskiej cywilizacji.
[01:50:59] - U Aldissa w książce, w finale okazuje się, że jest jeszcze troszeczkę inaczej, ale to zostawmy. Natomiast ja pociągnę tę myśl. Otóż mówi o tym, dlaczego to jest własność publiczna. Otóż okazuje się, że dlatego, że ludzie znajdują w takich... Wiktor powiedział o tym, że czasami znajdował w omówieniu swoich książek rzeczy, których on tam nigdy nie planował zamieścić, opisać jakieś idee, o których nawet nie myślał. To tak według literaturoznawców i ja się zgadzam z tym, nie jest do końca ważne. Nie jest ważne, co Wiktor chciał napisać. Ważne, co ludzie w jego prozie znajdują. Bo czy to naprawdę ma takie ogromne znaczenie, że ktoś coś chciał, świadomie to zrobił? Nie.
Czasami się tam pojawia jakaś podświadomość.
[01:52:05] - Marku, to jak mówisz, to mi to przypomina moje ulubione zajęcie, czyli grzybobranie. Jak ja idę do lasu, to to, że las urodził tego grzyba, nie ma najmniejszego znaczenia. Grzyb jest mój.
[01:52:23] - No tak. Ale tłumacząc to dalej, to trzeba pamiętać o tym, że może się tak oczywiście zdarzyć i to też jest zjawisko dosyć częste, że błędnie interpretujemy na skutek tego, że mamy zbyt małą albo czasami paradoksalnie zbyt szeroką wiedzę dotyczącą literatury, to możemy coś błędnie zinterpretować. Ale jeśli my to tam znajdujemy i co więcej, ludzie skłonni są przyjąć, że to tam rzeczywiście jest, to znowu jest to problem literaturoznawczy. Może on już zaczyna być powoli nawet filozoficzny. Czy to tam jest, czy tego tam nie ma? Odpowiedzcie sobie państwo sami. Trudno mi w tej chwili dawać jakąś prostą receptę na to. W każdym razie weźcie też pod uwagę, zacząłem o tym mówić, że gdzieś w nas jest coś, czego nie potrafimy uchwycić. I pisarz pisząc, nie jest tak do końca panem swoich nie tylko myśli, ale też tego, co przelewa na papier i bardzo często po jakimś czasie znajduje. Pisarz albo sam znajduje w tym, co napisał, albo ktoś mu uświadamia, że to tam jest.
I ktoś by powiedział: „To przypadek. Jakiś mądrala zinterpretował powieść i znalazł tam coś, czego tam może w rzeczywistości wcale nie ma”. Ale jak się czasami prześledzi takie literaturoznawcze dywagacje, takie literaturoznawcze poszukiwania, to okazuje się, że to tam ewidentnie jest, bo jest zrobione w sposób konsekwentny. To nie jest tak, że tam jest jakiś punkcik i ten punkcik trzeba eksploatować w nieskończoność i w związku z tym ktoś sobie ukuje jakąś teorię. Bardzo często okazuje się, że gdy człowiek zajmujący się literaturą zwróci uwagę na to, że być może to jest ten ślad, to kiedy podążymy za jego myślą, okazuje się, że to konsekwentnie jest przez pisarza w tej powieści, w tym utworze umieszczane. A najśmieszniej jest wtedy, tak jak z Wiktorem, kiedy autor mówi: „Ale na Boga, ja tego tam nie umieszczałem. Przysięgam, że tego nie robiłem”. Ale pewna konsekwencja w umieszczaniu tego tropu świadczy o tym, że może to nie było świadome. Ale przynajmniej podświadome. Tu akurat Mirosław Gołuński trochę by mnie pogonił, bo zawsze kiedy mówiłem o podświadomości, to trochę gonił mnie za tę podświadomość.
[01:55:07] - Ja porównam do mojego teraz bardzo ulubionego powiedzonka à propos lasu i grzybów. Jeżeli ten las się będzie upierał, że on tego grzyba czy tego klocka tam nie posadził w tym miejscu, to jakie to ma znaczenie? On jest mój. Grzyb jest mój, a nie lasu. Ja go zjem.
[01:55:37] - Wiesz Wiktor, kiedy ja to wszystko mówię i kiedy ciebie słucham, to jestem bardzo ciekawy, jak się do tego odnoszą nasi słuchacze. Dlaczego jestem ciekawy? Dlatego, że już byłem świadkiem kilku dosyć poważnych awantur, jak to teraz się modnie mawia, w tym temacie. W tym temacie pojawiło się w moim życiu kilka poważnych awantur i to ludzie stali na dosyć skrajnych stanowiskach. Pozycjach stali, tak, to może lepiej nawet. Stali na tych skrajnych pozycjach, bo zdecydowanie, i to najczęściej pisarze, a szczególnie młodzi pisarze tłumaczą temu literaturoznawcę: „Ale ja tam tego nie napisałem, nawet nie chciałem”. A ten mu tłumaczy: „Ale to nie jest ważne”. I nic bardziej nie wkurza takiego młodego pisarza niż jak mu literaturoznawca mówi, że on napisał coś, czego nie napisał.
[01:56:41] - Ale Marek, ja dalej się upieram. Jeśli las mówi, że on tego grzyba tam nie posadził, ale ja go tam znalazłem.
[01:56:50] - Tak.
[01:56:50] - Koniec, kropka.
[01:56:51] - Tak. I wiecie państwo, to jest takie wyznanie wiary trochę z mojej strony, bo ja przez długi czas byłem człowiekiem, który trochę tępił ekstrawaganckie teorie na temat tego, co tam w tym utworze jest. Wydawało mi się to jednak sztuką dla sztuki, że tam coś znajdywano i tak dalej. Ja wiem, skąd to się wzięło nawet. Wiem. To jest echo pokracznej szkolnej metody nauczania pod tytułem: co poeta chciał przez to powiedzieć? Więc wpaja nam się gdzieś od dzieciństwa, ale już na pewno od wczesnej młodości, że był jakiś poeta, był jakiś pisarz i on coś chciał powiedzieć. I bardzo często tak jest. Rzeczywiście świadomie coś robi, ale jest cała warstwa robiona nieświadomie, nie do końca świadomie albo częściowo świadomie i w ogóle to nie interesuje nauczycieli. Oni albo uprą się, że on to zrobił świadomie, na pewno tego chciał i w ogóle cały czas o tym myślał.
O niczym innym nie myślał, tylko o tym, żeby wstawić to do tej książki i nie zastanie przynajmniej część nauczycieli. Ja oczywiście generalizując, ściągam sobie na głowę jakąś burzę. Zgoda. Część nauczycieli takich przywiązanych do bardzo konserwatywnego sposobu wykładania literatury, mechanicznego wręcz. Oni właśnie reprezentują takie stanowisko. Co poeta chciał przez to powiedzieć? Ja wam dzieci powiem, bo wy na pewno źle to odczytacie. Natomiast spotkałem kiedyś nauczyciela. Geniusz moim zdaniem, jeśli chodzi przynajmniej o kontakt z młodzieżą. Być może jest to skrajne.
Nie wiem, jak się odniesiesz do tego, Wiktorze, ale on z kolei reprezentował takie stanowisko: nie ma złej interpretacji książki, utworu literackiego, pod warunkiem, że on jest w jakiś sposób logicznie wywiedziony. To nie jest tak, że: „A mnie się wydaje, że bajka o Środce Marysi jest tak naprawdę odwołaniem do inwazji obcych”. Okej, to udowodnij to, pokaż to. Bo inaczej stworzylibyśmy sytuację, w której każdy, kto plecie rozmaite androny, byłby interpretatorem książki. To też nie o to chodzi. Chodzi o pewną logiczną wykładnię tego, co się widzi w czytanym utworze. Tak to widzę.
[01:59:33] - Jak mówisz o tym archaicznym naszym kształtowaniu, takim podstawowym. Trudno tego uniknąć, Marku, jeśli się robi wykłady albo analizuje rzeczy dla stada baranów, które siedzi w tych ławkach i tak dalej.
[01:59:51] - Ale to nie są barany.
[01:59:55] - Są, Mareczku, czasami to są ładne owieczki, to fakt. Natomiast ja pamiętam, że to, co dzisiaj my tutaj mówimy, to ja sobie pozwoliłem mojej pani polonistce kiedyś powiedzieć w proste w oczy, kiedy byłem jeszcze prawie dzieckiem. Jeśli ona mówiła mi, że autor powiedział to i to, to ja jej prosto powiedziałem: „Proszę pani, ten autor nie powiedział tego, co powiedział, tylko powiedział to, co ja usłyszałem. Najwyżej niech mnie pani nauczy słuchać”.
[02:00:35] - Tak, ale ja chciałbym się odwołać do tego, że bardzo często mechanizm wygląda tak, że zgłasza się przysłowiowy Jasiu i mówi Po przeczytanym wierszu ja uważam, że wiersz jest o tym i o tym. A pani mówi: „Nie, źle to powiedziałeś. To nie o tym jest ten wiersz. Wiersz jest o czymś innym. To teraz może Marysia powie. Może Marysia teraz powie”. A Marysia powiedziała dobrze, bo przeczytała może coś. Albo akurat: „O, Marysia dobrze zinterpretowała”. Natomiast ja mówiąc o tym człowieku-
[02:01:08] - Marysia zrobiła to bez myślenia, ja kombinując rozpaczliwie, bo przedtem niczego nie czytał. Wymyślił.
[02:01:16] - Tak, właśnie o tym chciałem powiedzieć, bo ten człowiek, o którym wspominam, ten geniusz kontaktu z młodzieżą, powiedział mi o tym, że nauczyciele bardzo szybko, już w pierwszych klasach szkoły zabijają w młodych ludziach radość obcowania z literaturą, rozumienia tej literatury. Bo jak taki młody człowiek usłyszy, nie wprost, ale: „Siadaj. Źle to interpretujesz, trzeba inaczej to interpretować”. To jeszcze może z raz spróbuje, a później sobie da święty spokój.
[02:01:50] - Wiesz co, Marku, ale ja ci odpowiem tak, jak w Piśmie Świętym przepowiedziałem.
[02:01:54] - Zapodawaj.
[02:01:55] - Jeżeli chcesz, żeby to ziarno wyrosło, żeby była kiedyś ta pszenica i te łany zbóż były piękne, trzeba to pole najpierw zabronować, czasami walcować jeszcze. Nie wolno się cackać z każdym ziarenkiem, żeby to ziarenko chuchać, bo ma wyrosnąć to, co jest silne, a nie to, co gówno.
[02:02:20] - Wiesz co, ja nie jestem do końca przekonany. A co by się stało, gdyby młodzi ludzie interpretowali po swojemu?
[02:02:26] - No to mamy to, co w tej chwili mamy, czyli wszyscy interpretują po swojemu i w ogóle niczego nie ma.
[02:02:33] - Tak. To jest niebezpieczeństwo, na które zwracasz uwagę, o którym ja już powiedziałem. Że jeśli to jest interpretacja na zasadzie: „Bo ja tak uważam”, to powiedz mi, człowieku, dlaczego tak uważasz. Nie tłumacz mi, że doznałeś iluminacji, tylko powiedz mi, z czego wywodzisz swoją interpretację. To wtedy podyskutujemy. Tego nie ma po prostu. I ja się boję. Chociaż powiem ci tak, chyba nie jest tak źle. Ja jestem chyba tym narzekającym częściej. Ty jesteś bardziej wyrozumiały.
Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem mały research odnośnie tego, co się o „Non stop” pisze w portalu Lubimy Czytać. I tu tak zwany wielki zaskok, bo ta książka jest chwalona. Generalnie jest chwalona. Zastanawiałem się dlaczego i myślę, że to się-
[02:03:32] - A dlaczego nie pułkownikowo?
[02:03:35] - To znaczy pułkownikowo?
[02:03:37] - Bo mówiłeś generalnie.
[02:03:39] - Bo to wyższa szarża.
[02:03:41] - Wyższa.
[02:03:42] - To wyższa szarża. Jednak. Pułkownik to pułkownik, a generał to generał. A wracając to wiesz co? To się bierze z tego, o czym mówiliśmy na początku. Bo Aldiss był na tyle bezczelny, że napisał świetną fabułę, po prostu świetną fabułę, a wszystko wstawił pod tą fabułę. I to jest moim zdaniem przyczyna, dla której ta książka, zajrzyjcie państwo, jeśli mi nie wierzycie, ale ta książka, dobrze, nie użyję słowa generalnie, jest chwalona.
[02:04:17] - To jest chyba problem wszystkich również czasami do nas pisujących opowiadania. Ten rozziew między umiejętnością fabularyzacji, lekkości przekazywania komunikatu a głębią, że tak powiem, zatopienia tego okrętu, który wypuszczamy z portu. Po prostu ten rozziew istnieje i sztuka, żeby to wszystko pogodzić, pogodzić głębię z lekkością i przezroczystością, po prostu jasnością tekstu, to jest sztuka i chyba niewielu pisarzom na świecie, absolutnie niewielu, ta sztuka się udała. Są rzeczy potwornie głębokie. Tu przebiję sam swoje dzieła oraz-
[02:05:17] - Ale już zdążyłeś powiedzieć, jakie są głębokie.
[02:05:20] - Takie, że tam dna nie widać, a ono jest na powierzchni.
[02:05:25] - Krzyczysz tam, a echo nie odpowiada. Echo nie odpowiada.
[02:05:29] - Otóż tak jest. Ale również zrobić to w miarę przezroczyste, czyli czytelnie po prostu. To jest sztuka i tylko naprawdę niewielu dobrym pisarzom to się udawało. Większości się udawało w jednym, dwóch dziełach życiowych im to wychodziło, a potem już tak-
[02:05:53] - Wiesz, ja nie jestem jakimś takim turbo znawcą prozy Aldissa. Znam kilka książek, znam „Cieplarnię” i to też jest chyba ten sam przypadek co „Non stop”. Bo „Cieplarnia” też się wydaje taką fajną lekturą o świecie, w którym świat... W świecie, w którym świat. Świetnie. Jestem coraz lepszy. Przyznaję, że jestem coraz lepszy w mieszaniu. Natomiast to jest świat przedstawiony w „Cieplarni”, w którym wszystko jest niby podobne, ale zupełnie inne. Ludzie niby ludzie, ale jacyś inni. Inaczej wyglądają, inaczej się zachowują.
Jest świat zwierzęcy, ale jakiś taki przerośnięty. Te osice wszystkie, pszczelce. Szalejący świat roślinny. Zatrzymany księżyc, pomiędzy którym a Ziemią wędrują olbrzymie pająki. Trawersery chyba to się nazywają. I tak dalej. Ci ludzie zagubieni w tym roślinnym świecie. I to się znowu wydaje opowieść pełna fabularnych różnych zwrotów. Tam się pojawia myślący grzyb. Smardz.
Chyba to był smardz.
[02:07:19] - Moja mamuśka jeszcze to koło wilne zbierała na rynku.
[02:07:24] - Ale ten był myślący i w dodatku opanował jednego z bohaterów. Przejął nad nim kontrolę. Tak się z nim zjednoczył. On przejął kontrolę nad nim, ale później mu minęło. W każdym razie to też się wydaje taka prosta książka, a jak się w nią zagłębić, to się okazuje, że tam znowu jest sporo do wyczytania. Mam zawsze problem z „Helikonią”. Te tomy kolejne: wiosna, lato, jesień czy zimę? Jest to pomylne. W każdym razie te trzy tomy. Znowu wszyscy czytają o tym, jak się ta Helikonia zmienia, a ja myślę, że tam zupełnie inny motyw jest ważny.
Ale zostawmy, dzisiaj nie mówimy o „Helikonii”. W każdym razie Brian Aldiss to był w ogóle dosyć płodny pisarz. Nie da się utrzymać jednakowego poziomu. Nie da się. On tutaj 300 opowiadań w życiu napisał, plus tych powieści też tam całą nakopy. W związku z tym nie da się jednego poziomu utrzymać, ale to był autor, który-
[02:08:35] - Wiesz, Marku, jak to jest z prawnikami?
[02:08:40] - Proszę.
[02:08:40] - Poziom nie jest ważny.
[02:08:42] - Wygrywa jeden i tak.
[02:08:43] - Wygrywa jeden i tak po prostu. Dokładnie tak samo.
[02:08:47] - To prawda. W każdym razie cóż, proszę państwa, dziś będziemy się zbliżać do końca.
[02:08:54] - Przed tym końcem, bo cały czas słuchając i myśląc o tej książce Aldissa „Non Stopie”, cały czas to przyrównywałem do współczesnego świata, w którym żyjemy. Bez przerwy mi to tak chodziło. I zobaczcie, jaki mamy piękny obrazek. Tam leci kosmiczny statek. I tu są jacyś tacy, tu są tacy, gdzieś tego, podejmują wyprawę. A teraz patrzymy na ten statek. Leci sobie statek. Ja patrzę, tak nasz ten grajdoł europejski.
[02:09:28] - Leci świat. Tam to jest świat. Tam to też jest świat.
[02:09:32] - Świat też leci, cholera wie. Już chciałem gorszy wyraz użyć.
[02:09:37] - To dziękuję ci bardzo, że nie.
[02:09:40] - Cholera wie dokąd, ale leci po prostu. Po jednej stronie żyją tacy pochłaniacze. Oni pochłaniają wszystko. Każde gówniane GMO albo równie gównianą ideę pochłoną z przyjemnością. I oni żyją. Pośrodku gdzieś tego statku żyją tak zwani rzygacze. Oni też, to my, bracia Polacy, też pochłaniają, ale częściej rzygają po prostu, bo chleją.
[02:10:12] - Boję się, do czego prowadzisz. Ale mów.
[02:10:15] - Statek ten leci po prostu. Leci. Jejku, dokąd on doleci? Jestem bardzo ciekaw.
[02:10:24] - Wiktorze, ja uwielbiam, jak ty prymitywizujesz to prowokacyjnie, co w gruncie rzeczy jest głębokie. Bo to, co powiedziałeś, już o tym sygnalizowaliśmy. Arka jest dla tamtych ludzi, bohaterów „Non Stopu” całym światem. I świat jest dziwny. Oni to wiedzą. Główny bohater to wie, dowiaduje się o tym, a później na każdym kroku, im dalej w powieść brniemy, tym on się utwierdza w tym przekonaniu.
[02:10:56] - À propos tego świata muszę to zacytować. Otóż jeden z moich zaprzyjaźnionych polityków, którego za pytania, to chyba kiedyś nawet mówiłem w naszej audycji, który jeździ namiętnie po świecie, bo jest politykiem.
[02:11:12] - Ma za co.
[02:11:13] - Tak. Chodziliśmy sobie właśnie po lesie i ja go zapytałem: „Jak tam jest na tym świecie?”. Na co on mi tak, patrząc dziwnie w oczy, bo jest to wbrew pozorom mądry człowiek.
[02:11:25] - Chociaż jest politykiem.
[02:11:26] - Politykiem, nie? Odpowiedział: „Wiktor, ten świat jest inny. Świat jest w ogóle inny”. Ja mówię: „Od czego inny?”. Ja mówię: „Ja nie używam telewizji ani internetu i tak dalej”. On mówi: „Ten świat jest inny niż w internecie, w telewizji. Po prostu świat jest inny”. I mówi to z takim mądrym wyrazem twarzy.
[02:11:51] - Że uwierzyłeś.
[02:11:52] - Że ja mu uwierzyłem. Zawsze do tego byłem taki.
[02:11:56] - Ja też nie mam powodu twierdzić, że jest inaczej. Natomiast wiesz co? Chodzi o to, tak mi się wydaje przynajmniej, że odwołując się do tej, świat to jest miejsce wysokiej dziwności zarówno w książce Aldissa „Non Stop”, jak i w naszej rzeczywistości. Tak, my się rozglądamy. Ja już to dzisiaj eksploatowałem, ale powiem jeszcze raz. Naprawdę rozejrzyjcie się państwo, jeśli to nie jest miejsce wysokiej dziwności, to, co was otacza. Jeśli potraficie wytłumaczyć to, co się wokół was w tej chwili dzieje, to ja wam serdecznie gratuluję i zapraszam do audycji. Ale najpierw napiszcie książkę o tym, bo ja chętnie ją przeczytam.
[02:12:39] - Jak zrozumiecie albo wytłumaczycie mi, dlaczego jakiś agent fizykoterapii, czyli Tomek Fąs wygłasza tutaj swoje manifesty w tej audycji, to musi być podejrzane. O co mu chodzi? Do czego dąży?
[02:12:54] - To akurat mi się wydaje najmniej podejrzane.
[02:12:58] - Nie?
[02:12:58] - Tak.
[02:12:58] - Idę do domu, to przemyślę.
[02:13:01] - Ja tam chłonę jego felietony. W tym ostatnim było za mało fizyki jak dla mnie.
[02:13:08] - Fąs jest przede wszystkim umysłowy, a nie fizyczny.
[02:13:15] - Ale fizyki było za mało, a felietony miały być o fizyce. Ale dobra, ja rozumiem. Teraz było coś innego, bardziej ciekawego. Natomiast powiem tak, że kiedy sobie tak się rozglądam i naprawdę, żeby nam tutaj algorytmy YouTube'a nie poszalały, to powiem tak przez ogródki. Naprawdę nie macie państwo wrażenia, że podpełza coś paskudnego? Że dzieje się coś, czego nie ogarniamy? Bardzo byśmy chcieli. Najczęściej powtarzaną frazą w tej chwili, którą ja słyszę, być może tylko w moim środowisku, jest to: „dzieje się coś dziwnego”. To jest odmieniane na różne sposoby. „Ty, stary, ale o co chodzi w ogóle w tym?
Coś jest.” Dzieją się rzeczy, o których jakbyśmy powiedzieli trzy lata temu, to by nas się pukali w głowę. Koledzy, ja rozumiem, że wy piszecie science fiction. Ja rozumiem, że wy dużo czytacie. Ale opowiadacie pierdoły. Tymczasem te pierdoły się zmaterializowały na naszych oczach. Wszyscy robimy mądre miny, mówimy: „Nie, to było oczywiście do przewidzenia. To tak musiało być. To oczywista oczywistość.” Nie, to nie jest oczywista oczywistość. Dzieją się rzeczy przedziwne, a co więcej, różni jasnowidze, analitycy i tak dalej przepowiadają, że będzie jeszcze dziwniej.
[02:14:43] - Musi być dziwniej, bo świat jest nieskończony. Czyli my dojrzemy-
[02:14:49] - Może wszechświat.
[02:14:51] - Do nieskończoności.
[02:14:53] - Ja nie wiem. Ja uważam, że Ziemia to jednak jakoś tak skończona jest.
[02:14:58] - Nieskończona ta dużota głupoty zawsze jest.
[02:15:03] - To stare powiedzenie, że są dwie nieskończone rzeczy. Jedną jest wszechświat, a drugą bezmiar ludzkiej głupoty. To tak, to stare powiedzenie. Natomiast naprawdę, proszę państwa, dla mnie to, co się dzieje, jest przedziwne i to jest dobre zestawienie.
[02:15:22] - A my sobie nie myślmy, bo jak idziemy w Sopocie na deptak na przykład i myślimy, że przed nami morze, to już tam nie ma morza, tam jest basen kąpielowy przecież już dawno.
[02:15:33] - Właśnie. W kontekście „Non Stopu” tak o tym możecie państwo pomyśleć. Myślę, paradoksalna rzecz się nam dzisiaj urodziła, że „Non Stop”, książka jak najbardziej science fictionowa, ty tak lubisz używać tego słowa, science fictionowa, spod znaku SF, która opowiada o kosmicznej arce, o świecie, który jest dziwny, jakoś stała się taką przenośnią, odbiciem naszego świata, który staje się również dziwny. Tylko w przeciwieństwie do bohatera „Non Stopu” my jeszcze nie znamy klucza do interpretacji. I powiem to, co już powiedziałem na początku audycji. Cała złośliwość tej sytuacji polega na tym, że główny bohater „Non Stop” w pewnym momencie ten klucz znajduje. Już się dowiaduje bardzo dużo. Dowiaduje się o pewnym rodzaju spisku, o pewnym rodzaju terrarium, zostanę przy tym sformułowaniu, o tym, że ktoś kogoś obserwuje, ktoś na kimś robi eksperyment i tak dalej. Ale później się jeszcze coś okazuje i jeszcze coś. A później jest kompletny twist na koniec.
I obawiam się, że w tym przypadku, o którym my mówimy, czyli naszej rzeczywistości, jest bardzo podobnie. My gdzieś tam się skrobiemy, mówimy sobie: „Już prawie rozumiemy. Wiemy. To chodzi o to. To na pewno chodzi o to. Już wiemy. Tak jest.” Mija kilka, kilkanaście dni, może miesięcy. Kurczę, to jest inaczej. Jednak nie do końca to zinterpretowaliśmy. Ale teraz to już wiemy na pewno.
I znowu mija kilka dni, kilka tygodni, kilka miesięcy i znowu jest inaczej. Ja się obawiam, proszę państwa, że to będzie tak jak w „Non Stopie”. W pewnym momencie ktoś coś naciśnie i to wszystko się rozpadnie. I tym optymistycznym akcentem... Paradoks polega na tym, że to tak brzmi przewrotnie, że ja powiedziałem o rozpadzie i w ogóle. A może to jednak jest jakiś optymizm w tym-
[02:17:57] - Że się rypnie.
[02:17:58] - Że się coś rypnie, ale nie do końca. Że koniec czegoś jest początkiem czegoś nowego. To jest chyba dobra puenta do „Non Stop”. I tym chyba zakończymy dzisiaj. Życzymy państwu dobrej lektury. Naprawdę sięgnijcie po tę książkę. Oczywiście ci wszyscy, którzy po nią jeszcze nie sięgnęli. Trochę żałuję, że formuła tej audycji jest taka, jaka jest. Może my powinniśmy zrobić mutację „Bibliotekarium”, w której będziemy opowiadać książki.
[02:18:28] - No.
[02:18:31] - To będzie audycja, do której będą sięgali ludzie, którzy chcą Być zaspoilerowani. I w porządku. A ci, którzy lubią czytać i nie chcą mieć przedstawione, to nie będą, będą omijać z daleka.
[02:18:46] - Ale weź troszeczkę skromności. Choćbyś nie wiem jak się starał opowiedzieć książkę Alice'a, to nie opowiesz jej tak, jak on ją napisał.
[02:18:56] - To ja bym musiał ją przeczytać. Ja mogę tylko opowiedzieć zarys fabuły.
[02:19:01] - Marna.
[02:19:03] - Nie taka marna. Fabuła jest fajnie ułożona, już to powiedzieliśmy. Ale chodzi mi o to, że czasami nasza formuła mnie uwiera. Dzisiaj to bym chciał państwu poopowiadać o tym „Non Stopie” i o swoich różnych odkryciach, ale sobie państwo-
[02:19:18] - Gacie są do ubierania.
[02:19:19] - Tak. Państwo sobie tych odkryć dokonajcie sami, ale o tej formule, o takich wydaniach specjalnych, spoilerowych trzeba pomyśleć na przyszłość. Zresztą napiszcie państwo, czy to by państwu odpowiadało. To my tak raz może na kwartał byśmy robili taki spoilerowy odcinek.
[02:19:40] - Fajnie. Po cholerę mają ludzie to czytać, skoro można im to opowiedzieć?
[02:19:46] - Nie wiem. Zobaczymy, co się do nas napisze. A co? Teraz wiecie państwo, kończymy to opóźnione, ale mam nadzieję przynajmniej, że w jakiś sposób otwierające państwa na książkę „Non Stop” Briana Alice'a, wydanie Bibliotekarium. Uwiera mnie to. Chciałbym więcej państwu o tym „Non Stop” opowiedzieć, ale może dobrze. Przeczytajcie państwo, to będzie zdecydowanie-
[02:20:13] - Wystarczy, że się powie, że to naprawdę dobra książka.
[02:20:16] - Koniecznie sięgnijcie państwo. Naprawdę namawiam. Internet. Krzysztof Uniłowski. „Historia, fantastyka, nowoczesność: szkice”. To naprawdę jest dostępne za free w internecie. Polecam. Naprawdę budująca, ciekawa lektura. A teraz, proszę państwa, żegnamy się. Jedno jest pewne: Bibliotekarium już za tydzień.
Za tydzień będziemy mieli gościa. Naszym gościem będzie Luiza Dobrzyńska, autorka książki, której tytuł coś pewno państwu będzie przypominał. Tytuł książki, którą napisała Luiza Dobrzyńska, brzmi: „Księżyc. Moje przeznaczenie”. Nie jest to przypadek i książka jest wciągająca, ale o tym opowie państwu sama autorka, bo będzie gościć w naszej audycji. Już za tydzień państwa zapraszamy. Ale to nie koniec Bibliotekarium, bo już za dwa tygodnie też państwa zapraszamy na Bibliotekarium. Tak sobie poszaleliśmy, a co! To ma zresztą swoją przyczynę. Grudzień jest tą przyczyną i tak się w tym roku daty ułożyły, dosyć nieszczęśliwie powiedziałbym.
I ten grudzień sprawił, że Bibliotekarium się zintensyfikuje w listopadzie, a trochę odpuści w grudniu.
[02:21:42] - Mam nadzieję, że bez obsuw.
[02:21:46] - Wiesz, przecież w końcu co tydzień-
[02:21:49] - Ile jest „Marołarków”? Jeden przecież.
[02:21:52] - I miejmy nadzieję, że się znajdzie. Tego mu życzymy. Więc obsuw nie będzie. Zapraszamy za tydzień na spotkanie z Luizą Dobrzyńską. I za dwa tygodnie, proszę państwa, będzie książka, co prawda nie wydana w Bibliotekarium, tylko w Dziewiątce, ale w końcu wydawnictwo zacne i zaprzyjaźnione. Będzie książka osoby związanej z Bibliotekarium, naszej wspaniałej redaktorki Marty Sobieckiej, „Algorytm życia” i ona również będzie gościć w naszej audycji. Będzie fajnie, to państwu zaręczam.
[02:22:30] - Boże, znowuż będzie problem, bo dzisiaj mówiłem tyle dobrego na temat Alice'a, a ta książka Marty Sobieckiej też jest dobra.
[02:22:43] - Ja ci zaręczam, że książka Luizy Dobrzyńskiej, lektura przed tobą jeszcze-
[02:22:49] - Też jest dobra.
[02:22:50] - Też jest dobra, ale ty się dopiero o tym dowiesz. Ja już to wiem, a ty się dopiero o tym dowiesz. Notabene, żeby zaplątać to wszystko jeszcze, to państwu powiem, że redaktorką książki Luizy Dobrzyńskiej jest Marta Sobiecka. Mam nadzieję, że-
[02:23:06] - Nie wystarcza pisanie, tylko jeszcze-
[02:23:08] - To jeszcze musi redagować. Tak.
[02:23:11] - Jakieś uniwersalne te babskie umysły.
[02:23:14] - Robi to-
[02:23:14] - Jak u Leonarda da Vinci.
[02:23:17] - Moim zdaniem Marta Sobiecka robi kawał doskonałej roboty. To jest redaktor-
[02:23:25] - Rogaliki by zrobiła. Dobrze.
[02:23:27] - To jest znakomita redaktorka.
[02:23:29] - Dobrze.
[02:23:30] - Ja jestem tego pewien.
[02:23:31] - Tak, świetnie. Bigos. Nie, gulasz.
[02:23:37] - No cóż, będziesz później ponosił konsekwencje tego, co powiedziałeś. Natomiast ja państwa zapraszam za tydzień Luiza Dobrzyńska, za dwa tygodnie Marta Sobiecka, a za trzy tygodnie to już będzie naprawdę ABW. Dobrej nocy państwu życzę. Wszystkiego dobrego. Samych dobrych lektur. Weny, wyłącznie weny i to takiej szczególnie skierowanej na konkurs Rubieże rzeczywistości. Jeszcze raz dobrej nocy.
[02:24:07] - A mówią te słowa do państwa, jak zawsze panowie z Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień o 20:00. Miejmy nadzieję bez obsuwy na antenie Radia Paranormalium i z lekkim poślizgiem na antenie Book Radia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl
[02:25:00] - I have often told you stories about the way. I lived the life of a drifter, waiting for the day. When I take your hand and stand you so soft then maybe you would say, "Come lay with me and love me." And I would surely stay. But I feel I'm growing older. And the songs that I have sung echo in the distance like the sound of a windmill going 'round. I guess I'll always be a soldier of fortune. Many times I've been a traveler, I looked for something new. In days of old when nights were cold, I wandered without you. But those days I thought my eyes had seen you standing near. Though blindness is confusing, it showed you're not here.
But I feel I'm growing older. And the songs that I have sung echo in the distance like the sound of a windmill going 'round. I guess I'll always be a soldier of fortune. Yes, I will always be a soldier of fortune.