Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:04] - Cześć wszystkim, witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Z tej strony Juby. I zaczynamy z audycją. Troszkę dłuższy wstęp był, ale u mnie zawsze musi być takie nakręcenie się troszkę do klimatu, o którym chcę dzisiaj mówić. Dzisiaj muzyka została skomponowana w taki sposób, aby nas trochę prowadziła, ale też abyście wy mogli w swoich głowach, umysłach podążyć tą moją ścieżką. Dziękuję bardzo. Melduję, że słychać bardzo dobrze. To taka informacja od Ivelliosa. Tak więc dzisiaj będzie połączenie audycji, które zresztą już kiedyś były. Było to o Mai i dokładnie było to Samanthi.
Natomiast dzisiaj połączę tamtą audycję z moimi przemyśleniami oraz spostrzeżeniami z tego, co ja przeżywałem i przeżywam w pewnym stopniu dalej. Więc będzie nas dzisiaj prowadziła muzyka. Jeszcze tylko tak na samym początku wspomnę o tym, że wszystkie audycje zaczynają się o godzinie 21:00. Nie tak, jak było kiedyś o godzinie 22:00. Stąd zresztą nie wszyscy słuchacze jeszcze pewnie przyszli, ale już od dwóch tygodni nadaję o godzinie 21:00 i na obecną chwilę tak będzie, więc nie będę zmieniał. Stwierdziłem, że nie ma sensu po nocach też siedzieć, a z drugiej strony o 21:00 jestem w stanie już normalnie nadawać bez tych wielkich hałasów, które mam w domu. Także to tyle na początku. Na koniec oczywiście podam wieści parafialne, ale to już na sam koniec. W takim razie zaczynamy. Tytułem audycji dzisiaj jest audycja numerowana 061.
„Maja. Iluzja samego siebie. Robota ego”. Intencją audycji nie jest nauczenie ciebie, drogi słuchaczu, czym jest maja czy też ego, ani też dostarczenie informacji do twojego umysłu, lecz inspiracja do odkrycia twojej prawdziwej natury. Wszystkie zawarte dziś w audycji przemyślenia są moją osobistą podróżą oraz wnioskami, z którymi chcę się dziś podzielić. Mam dziewięć stron kartek, które sobie wczoraj wypisałem i zebrałem to wszystko do kupy i postaram wam się dzisiaj w tej audycji o tym troszkę poopowiadać. W dzisiejszych czasach odkrycie własnej natury jest szczególnie ważne, gdyż jesteśmy w takim punkcie historii, że nie tylko zapomnieliśmy o prawdziwym sobie, ale zapomnieliśmy o czymś, o czym tak naprawdę zapomnieliśmy. Zapomnienie to jest po prostu maja. To iluzja samego siebie. Większość ludzi dzisiaj pochłonięta jest prozą życia, w której zabrakło miejsca na myśl o tym, czym jesteśmy, dlaczego tu przybyliśmy i co tutaj robimy.
Większość z nas nigdy nie zdawała sobie sprawy z własnej, prawdziwej natury, z własnej duszy. W buddyzmie to nazywa się anatta, czyli tym, co jest pod nazwą i formą, ponad myśleniem. Doprowadziło to też do tego, że pomyśleliśmy i uwierzyliśmy, że jesteśmy ograniczeni naszym ciałem. Świadomi też lub nie żyjemy w strachu, że ograniczona struktura samych siebie, z którą się identyfikujemy, w końcu umrze, a my znikniemy bezpowrotnie. Znaczna część ludzi dziś zaangażowana w duchowe i religijne praktyki, takie jak na przykład joga, modlitwa, medytacja, chanting lub inne rytuały praktykują techniki, które są czymś uwarunkowane. Oznacza to jedynie, że są częścią ego. Poszukiwanie i działanie nie jest tutaj problemem samym w sobie, lecz przekonanie o tym, że właśnie znalazłeś odpowiedź w jakiejkolwiek formie zewnętrznej. Wspominałem o tym zresztą nie raz, nie dwa w moich audycjach. Człowiek, który jest pewny, że tylko on poznał właściwą ścieżkę i drogę, jest właśnie na tej drodze zgubienia. Duchowość w swojej najprostszej postaci niczym nie różni się od patologicznego myślenia, które prowadzi w próżnię, czyli donikąd i jest zwykłym zaangażowaniem własnego umysłu w jakieś dziwne, chore, nielogiczne gry.
Więcej jest tak naprawdę w tym wszystkim działania niż bycia samym sobą. Ego wciąż chce więcej. A to na przykład pieniędzy, a to władzy. Więcej miłości, więcej władzy nad innymi. Więcej, więcej i więcej. Ci wszyscy, którzy znajdują się na tak zwanej ścieżce duchowej, pragną być coraz bardziej uduchowieni, przebudzeni, spokojni, wyciszeni czy też oświeceni. Jednak niebezpieczeństwo z tej audycji, którą, drogi słuchaczu, teraz słuchasz, jest takie, że twój umysł będzie chciał to wszystko osiągnąć. Ale jeszcze większe niebezpieczeństwo jest takie, że stwierdzisz, że już to właśnie osiągnąłeś. Kiedykolwiek pojawi się chęć osiągnięcia tego wszystkiego, możesz być pewien, że to właśnie jest robota twojego ego. Samodoskonalenie nie jest osiąganiem ani wzbogacaniem twojego ja.
Być w stanie zrozumienia to nauczyć się żyć jeszcze przed śmiercią. Życie i śmierć jest jak yin i yang, czyli nierozerwalna ciągłość. Odsłania się na nowo, nie mając ani początku, ani końca. Dosłownie jak mandala. Odsuwając na bok śmierć odczuwamy zarówno życie. Doświadczenie prawdy tego prawdziwego ja to po prostu pozbawienie na zawsze strachu przed życiem i śmiercią. Określa nas tak naprawdę społeczeństwo i kultura. Jednocześnie stajemy się nieświadomymi niewolnikami kierowanymi przez żądze i uprzedzenia. Ego to nic więcej jak reakcja, impuls do ciągłych powtórzeń zachowań. To zwyczajnie ścieżka raz obrana przez naszą energię i tendencja do jej wiecznego powtarzania.
Obojętnie, czy jest dla nas dobra czy zła. A istnieją przecież nieskończone poziomy pamięci i umysłu. Spirali w spirali. I tak cały czas. Kiedy świadomość identyfikuje się z umysłem i ego, za każdym razem przywiązuje cię do społecznych uwarunkowań, do Matrixa. Ostatnio mówiłem w 60. części audycji właśnie o tym Matrixie. Istnieją też aspekty ego, których jesteśmy świadomi, ale to nieświadomość, archaiczne powiązanie, pierwotne egzystencjonalne lęki. To one napędzają całą maszynę. Niekończąca się chęć osiągania przyjemności i unikanie bólu doprowadziły do patologicznych zachowań, czyli naszej pracy, naszych związków, naszych wierzeń, myśli i całego sposobu życia.
Naszych. My. Jednak większość ludzi żyje i umiera dosłownie jak bydło w niewoli, poświęcając całe swoje życie dla systemu Matrix. Żyjemy zatem zamknięci w wąskich ramach wypełnionych cierpieniem i nigdy nie doprowadzi nas to do tego, że możemy być wolni. A przecież jest możliwe pozostawić to wszystko, co odziedziczone z przeszłości i żyć tym, co przyjdzie, gdy wejrzymy w siebie. Przyszliśmy zatem na świat z biologicznymi uwarunkowaniami, lecz bez świadomości, a właściwie samoświadomości. Na przykład, kiedy popatrzymy w oko dziecka, nie znajdziesz tam samego siebie, ale świetlną pustkę. Dorastając, wgryzamy się w maskę noszoną ponad naszą świadomość. Szekspir na przykład mówił, że świat jest wielką sceną, na której jesteśmy jedynie aktorami. Jak sobie przypomnicie wcześniejsze audycje, kiedy to lata temu już zaczynałem prowadzić "Czas snu", opowiadałem właśnie o snach, o wizjach i jedną z początkowych ścieżek właśnie tej drogi w moim przypadku, choć też jak się okazuje, nie tylko w moim, bo tak naprawdę większość ludzi podobnych doświadcza zdarzeń, kolejności rzeczy, kiedy wstępujemy na ścieżkę oświecenia.
Były dokładnie momenty, kiedy na przykład znajdowałem się na scenie jakiejś wielkiej, w jakimś wielkim hangarze czy to cyrku i wokoło byłem otoczony gromadą ludzi, którzy siedzieli na różnych krzesełkach, na różnych poziomach i klaskali mi, że brawo, że dotarłem do tego momentu. Więc tak jak już kiedyś Szekspir stwierdził, tak samo i ja przechodziłem przez te etapy już lata wcześniej, zanim w ogóle o tych rzeczach wiedziałem, o których już teraz wiem. To tak jak Szekspir wspominał: świat jest wielką sceną, na której jesteśmy jedynie aktorami. W przebudzonej istocie świadomość wybija się ponad osobowość, ponad maskę. Kiedy jesteś przebudzony, nie identyfikujesz się ze swoim charakterem. Nie wierzysz, że jesteś maską, którą raz po raz nosisz, odgrywając sceny z reinkarnacji. Nie odgrywasz właściwie żadnej roli. Po tym, jak na przykład Platon napisał „Republikę" 2400 lat temu, ludzkość wciąż poszukuje wyjścia z ego jaskini. W rzeczywistości bardziej niż kiedykolwiek jesteśmy nasiąknięci iluzją. Platon i Sokrates opisują skrępowanych łańcuchami ludzi uwięzionych przez całe życie w jaskini zwróconych do pustej ściany.
Również i w swoich audycjach kilka lat temu opowiadałem na przykład, jak znajdowałem się w pewnych -- to były oczywiście wizje, sny -- opowiadałem, gdzie znajdowałem się w pewnych lochach, pomieszczeniach. To jeszcze było, pamiętam, za czasów radia Na Fali chyba, jak dobrze pamiętam, w wieczorowych porach. To było właśnie jak opowiadałem o tym, gdzie znajdowałem się właśnie w dziwnych lochach, pomieszczeniach, gdzie po jednej stronie miałem dobrych ludzi, oczywiście zamkniętych w jakichś więzieniach, kratach i po drugiej tych złych, którzy chcieli wręcz na siłę wyjść z tych krat i mnie rozszarpać na części. To była właśnie walka pomiędzy tymi dwoma rzeczami, o których również zaraz wam tutaj wyjaśnię. Płynąc dalej. Wszystko, co widzą, to cienie wyświetlane na ścianie poprzez rzeczy poruszające się na tle umieszczonego za ich plecami ogniska. Mówimy tu o tej iluzji, o której wspominali Platon oraz Sokrates. O ludziach, którzy byli w jaskiniach. Ten teatrzyk kukiełkowy staje się ich światem. Według Sokratesa cienie były tak blisko, jak tylko więźniowie mogli ujrzeć rzeczywistość i nawet gdy powiedziano im o istnieniu świata na zewnątrz, oni nadal wierzyli, że to cienie były wszystkim, co istnieje.
Nawet gdy podejrzewali, że było coś więcej, nie byli w stanie pozostawić tego, co już znali. Dzisiejsza ludzkość jest jak ci ludzie, którzy dostrzegli jedynie znajome właśnie te cienie. Cienie to oczywiście analogia naszych myśli. Świat naszych myśli to jedyny świat tak naprawdę, jaki znamy. Ale jest coś więcej ponad tym myśleniem, ponad dwoistym umysłem. Czy zatem, drogi przyjacielu, jesteś gotowy opuścić tę jaskinię? Opuścić to wszystko, co już znasz, aby odnaleźć prawdę o samym sobie? Jeśli odpowiedziałeś sobie tak, to zapraszam cię do słuchania dalszej części. Aby doświadczyć siebie, potrzeba jest jedynie odwrócić uwagę właśnie od tych cieni, od myśli i pójść w stronę światła. Kiedy żyjesz w ciemności, musisz stopniowo przyzwyczajać się do światła.
Jest to przecież logiczne. Znamy to chyba wszyscy. Aklimatyzując się do nowego potrzebujesz czasu, wysiłku i silnej woli, aby odkryć nowe i porzucić stare. Umysł to tak naprawdę pułapka dla świadomości. To labirynt, więzienie. To nie znaczy, że jesteś uwięziony, ale znaczy to tylko tyle, że ty sam jesteś tym właśnie więzieniem. Więzienie to iluzja. Jeśli zatem identyfikujesz się ze swoim iluzorycznym sobą, jesteś uśpiony. Kiedy tylko zdasz sobie sprawę z więzienia, zaczynasz walczyć, by się z niego wydostać. Tym samym traktujesz swoje iluzje jak coś prawdziwego i wciąż pozostajesz uśpiony.
Tyle tylko, że odtąd twój sen staje się koszmarem. Bez końca będziesz uciekał od cieni. Kiedy nie złapiesz tego właśnie koszmara cienia czy w snach, jak to mówimy, dziwne złe byty, strachy i tak dalej i nie rozprawisz się z nimi sam, to będzie trwało to wiecznie. Właściwie cały czas. Może złe słowo powiedziałem wiecznie, ale cały czas. Tak czy inaczej musisz stawić, jeżeli chcesz iść w stronę światła. Ja takie coś kiedyś zrobiłem i powiem szczerze, że jest to naprawdę jedno z najbardziej traumatycznych moich doświadczeń. Jest to doświadczenie, które pamięta się do końca życia. A więc, drogi przyjacielu, poznanie siebie to przebudzenie się ze snu o podzielonym ja, o ego. Prawda to koniec identyfikacji z więzieniem, którym jesteś ty sam.
Nigdy nie poczujesz się wolny, bo gdziekolwiek pójdziesz, więzienie zawsze tam będzie z tobą. Przebudzenie to nie wyzbycie się umysłu czy matrixa, ale identyfikacja właśnie z tym. Wtedy właśnie możesz doświadczyć życia w pełni, cieszyć się tym, co jest bez zachcianek i strachu. W starożytnych naukach nazywano to boską grą pod nazwą Leila, czyli grą w dwoistość. Ludzka świadomość jest nieskończona. Na jednym krańcu utożsamiamy się z materialną istotą, na drugim końcu jest tylko prawda. Wyzbycie się samego siebie. Nie ma innej drogi. Każdy krok ku drodze przynosi mniej cierpienia, choć możemy mieć czasem wrażenie, że jest odwrotnie. Jednak mniej cierpienia nie oznacza jednak, że życie jest wolne od bólu.
Prawda jest ponad bólem i przyjemnością. Znaczy to tylko tyle, że im mniejsza rola umysłu, tym mniejszy opór na dziejące się rzeczy, a ten opór powoduje jedynie cierpienie. Doświadczenie prawdy to możliwość ujrzenia tego, co jest na końcu ciągłości, zrozumienia, że jest coś ponad materialnym światem. W chwili, gdy porzucisz swoje ja, nie ma miejsca na egoistyczne myśli, dwoistość, czy też samouwielbienie. Jest za to tam jestem ja, jam jest. Do takich punktów i konkluzji w pewnym momencie dochodzimy. W tej właśnie pustce jest zaranie boskości, mądrości i zrozumienie, że właściwe ja jest daleko ponad grą w dwoistość, poza całkowitą ciągłością, ponad tym, co tak naprawdę dzieje się. I mamy świetne przykłady dzisiaj, jakie gry są toczone. Prawdziwe ja jest też ponadczasowe, niezmienne zawsze tu i teraz Oświecenie to nic innego jak scalanie pierwotnej spirali wciąż zmieniającego się świata lub lotosu, w którym czas rozwija się wraz z twoim ponadczasowym istnieniem. Twoja wewnętrzna instalacja jest jak wciąż rozwijający się kwiat, ale jak tylko przestaniesz utożsamiać się ze swoim ja, staje się żywym mostem pomiędzy ograniczonym i ponadczasowym.
Dopiero co kształtujące się właściwe ja to początek niezwykłej drogi. Większość ludzi doświadczy i zgubi własną prawdę wiele razy podczas na przykład medytacji, aż w końcu będą w stanie zintegrować to z każdym aspektem swego życia. Bardzo często podczas medytacji dochodzimy do sedna swojej pierwotnej natury, by za chwilę o tym po prostu zapomnieć, stosując na nowo stare wzorce i zapominając, kim tak naprawdę jesteśmy. Uświadomić sobie tą niezwykłą pustkę i spokój w każdym aspekcie swego życia, w każdej cząstce samego siebie znaczy tyle, że aby stać się tą pustką samą w sobie. Spokój nie jest czymś odrębnym od ruchu, nie jest także jego przeciwnością, bowiem w prawdzie spokój i ruch jednoczą się, stają się wtedy pustką. Dla twego umysłu to zupełnie nonsensowne i niezrozumiałe. Na przykład Kartezjusz, ojciec zachodniej filozofii, rzekł swego czasu: „Myślę, więc jestem”. Żadna inna fraza jaśniej nie ukazuje upadku cywilizacji i pełnej identyfikacji z cieniami na ścianie jaskini. Błąd Kartezjusza, jak i błąd niemal wszystkich ludzi, polega na utożsamianiu swego istnienia z myśleniem. Na początku najsłynniejszego traktatu Kartezjusza możemy wyczytać, że prawie wszystko może być poddane w wątpliwość.
Nasze zmysły oraz nawet nasze myśli. Podobno na przykład w Kalama Sutrze Budda mówił, że w celu doświadczenia prawdy absolutnej musimy poddać w wątpliwość wszystkie tradycje, skrypty, nauki, zawartość umysłu oraz nasze doznania. Obydwaj zaczęli z wielkim sceptycyzmem, ale różnica polegała na tym, że Kartezjusz zatrzymał się na poziomie myślenia, a Budda poszedł dużo głębiej. Poszedł ponad najgłębsze obszary umysłu. Może gdyby Kartezjusz poszedł dalej niż myśli, uzmysłowiłby sobie prawdziwą naturę swego ja i zachodnia świadomość byłaby dziś na zupełnie innym poziomie. Zamiast tego jednak Kartezjusz mówił o demonie, który zatrzymuje nas pod warstwami iluzji. Nie rozpoznał jednak tego owego demona. Czym on tak naprawdę jest? Jak na przykład w filmie „Matrix” wszyscy możemy być połączeni do tego samego programu żywiącego nas jedną wielką iluzją. W filmie tym bowiem ludzie żyli w Matrixie, podczas gdy na innym poziomie byli jedynie bateriami, z których cała energia szła na potrzeby maszyn żywiących się właśnie ich energią.
Ludzie zawsze chcą obwiniać czynniki zewnętrzne za to, co się dzieje ze światem, za swoje nieszczęście. Może to być pojedyncza osoba, grupa, kraj, religia lub pewien rodzaj dominującej sekty, jak na przykład Illuminati czy właśnie demon Kartezjusza, czy też na przykład maszyny w Matrixie. Zawsze będzie próba zwalenia winy na kogoś innego. Ironicznie to właśnie Kartezjusz określił siebie jako demona. Kiedy zdasz sobie sprawę z prawdy, dojdzie do ciebie to, że jest coś, co kontroluje ciebie. Jakaś maszyna, demon, która pochłania twoje życie dzień po dniu i dojdziesz do wniosku, że tą maszyną jesteś ty. Twoja istota składa się z wielu uwarunkowanych podprogramów lub małych władców. Jeden szef pragnie jedzenia, następnie pieniędzy. Kolejny status, stanowiska, władzy, seksu, bliskości. Jeszcze inny chce świadomości lub uwagi.
Żądze praktycznie niczym się nie kończą i nigdy nie jesteś w stanie ich zaspokoić. Pamiętam doświadczenia w Londynie, kiedy pierwszy raz brałem LSD. Właśnie miałem takie full 16 czy 60 k, gdzie właśnie podczas wyjścia poza ciało również miałem podróżników, a właściwie istoty, które były ze mną i również mi dokładnie o tym opowiadały, że aby pozbyć się tych podprogramów lub małych władców, potrzeba po prostu pozbyć się tych wszystkich szefów. Dokładnie to samo. I tylko teraz, wczoraj jak pisałem właściwie sobie te wszystkie informacje w Wordzie Czasami zastanawiałem się i miałem taką łezkę, że dochodzę do tych wniosków dzisiaj, choć doświadczałem tego już dawno, dawno temu. Oczywiście to były jedne z pierwszych wyjść po substancjach psychodelicznych w kapitanacie w Londynie. Spędzamy wiele czasu i energii na dekorowanie naszych więzień, ulegając naciskom, by ulepszyć nasze maski, by karmić naszych małych szefów, robiąc ich tym samym jeszcze bardziej władczymi. Dosłownie jak narkomani. Im bardziej staramy się zadowolić naszych małych szefów, tym bardziej stajemy się chciwi. Ścieżka do wolności nie jest ani ulepszaniem, ani jakimkolwiek zadowalaniem siebie, ale porzuceniem właśnie tego wszystkiego.
Niektórzy boją się, że przebudzenie doprowadzi ich do utraty tożsamości i radości z życia. I w pewnym sensie można powiedzieć, że na początku drogi, właściwie duchowości, można odnieść takie wrażenie. Jednak jest zupełnie przeciwnie. Jednak kiedy porzucimy właśnie te uwarunkowane ja, wyjdzie na powierzchnię prawdziwa nasza dusza. Ponieważ większość z nas tkwi w matriksie, nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę wyraża dusza. Ścieżka do prawdy wymaga medytacji, obserwacji uwarunkowanego ja, które wciąż się zmienia i dojścia do swej prawdziwej natury, niepoddającej się żadnej zmianie. Dochodząc do pewnego miejsca źródła twego jestestwa, oczekujesz dalszych wskazówek, nie nalegając przy tym, że świat zewnętrzny też musi się zmienić. Wszak myślimy, że nie moja wola, ale przecież siła wyższa wszystkiego za nas dokona. Jeśli jednak pragniesz zmiany jedynie tego, co jest na zewnątrz, dostosowując do wyobrażenia o swojej ścieżce, to jest tak, jakbyś chciał zmienić odbicie swoje w lustrze poprzez manipulację tym odbiciem. Jeśli chcesz zobaczyć uśmiech w lustrze, to tak naprawdę dlaczego chcesz wpływać na swoje odbicie?
Myślę, że to jest chyba proste i oczywiste. To ty jesteś źródłem tego, co widzisz po drugiej stronie. Zdanie sobie sprawy ze swego prawdziwego ja wcale nie oznacza, że to, co na zewnątrz, musi też się zmienić. Miałem oczywiście też takie wizje i sny, gdzie miałem właśnie to lustro przedstawiane przed sobą. Najczęściej ja na tą postać mówiłem pani Stasia oraz druga mała dziewczynka obok trzymały lustro i kazały mi się przyglądać w tym lustrze. No i powiem wam drodzy, że działy się bardzo ciekawe rzeczy. I to nie była jedna wizja. Wiele takich wizji miałem. Oczywiście to też pewnego rodzaju forma sprawdzania siebie. To, co ulega zmianie to świadomość.
Inteligentna wewnętrzna energia prana, która jest wolna od wszelkich uwarunkowań. Staje się wtedy gotowa, by być kierowaną przez duszę. Pomiesz wtedy prawdziwy cel duszy, kiedy tylko zaobserwujesz wszystkie uwarunkowania i niekończącą się pogoń i po prostu pozwolisz im odejść. Doskonale to pamiętam podczas swoich snów i wizji, które nieraz opowiadałem właśnie w audycji "Czas snu" i dokładnie wiem, co wtedy przeżywałem, kiedy żegnałem się ze swoimi starymi podprogramami, schematami, przekonaniami. Jak się okazało, było zupełnie odwrotnie. W greckiej mitologii poznajemy potępionego Syzyfa, który powtarzał bezcelowe zadanie dla całej wieczności. Jego zadaniem było wtaczanie na górę ogromnego głazu, który przed samym wierzchołkiem staczał się ponownie w dół. Albert Camus, francuski egzystencjalista, laureat Nagrody Nobla widział pracę Syzyfa jako metaforę ludzkości. Pytał: "Jak możemy odnaleźć znaczenie w tej absurdalnej egzystencji?" Harujemy dziś bez końca na potrzeby jutra, które nigdy nie nadchodzi, a potem po prostu umieramy. Harujemy w systemie, który ciągle się zmienia.
Jeśli dojdziemy do prawdy, to albo oszalejemy, utożsamiając się z ego, albo się w końcu przebudzimy i będziemy wolni. Są tylko te dwie drogi i nic ponadto. Nie dokonamy nic ego w naszej codziennej gonitwie, bo to jedynie odbicie naszego wewnętrznego ego świata. Taki kosmiczny żart. Absurdalność sytuacji staje się jasna tylko wtedy, gdy nastąpi całkowita porażka ego i jego daremnych dążeń. W filozofii zen powiada się, że przed oświeceniem rąb drewno, noś wodę, a po oświeceniu również rąb drewno, noś wodę. Przed oświeceniem pchasz kamień pod górę. Po oświeceniu również pchasz kamień pod tę górę. Gdzie więc jest tutaj jakaś zmiana? Z pewnością zapytasz.
To wewnętrzna odporność na to, co jest. Nie ma już wysiłku, a raczej ten, co się trudzi, zdał sobie sprawę z własnych iluzji. Twoja wola, umysł i siła wyższa są w tym momencie zjednane. Prawda to wyzbycie się oporu na wszelkie zmiany, bez wyjątku. Tylko ten, kto osiągnął wewnętrzny spokój, niezależnie od okoliczności, osiągnął prawdziwą prawdę. Przestajesz walczyć nie dlatego, że popierasz jedną czy inną rzecz, ale dlatego, że twoja wewnętrzna wolność nie jest uzależniona od czynników zewnętrznych. Trzeba zaznaczyć, że twoja akceptacja rzeczywistości w takiej formie, w jakiej jest, nie oznacza koniecznie, że zaprzestajesz wszelkiej działalności albo stajesz się medytującym pacyfistą. Właściwie zachodzi coś przeciwnego, gdyż nie napędzają nas nieświadome motywy, więc jesteśmy w stanie zjednać się i mieć za sobą potężny zasób wewnętrznej energii. Nie tracimy jej na byle głupoty. Wielu będzie jednak oczywiście oponować, bo według nich o zmiany na świecie trzeba walczyć z każdym napotkanym przeciwnikiem.
Jednak walka o pokój to jak krzyk o ciszę, bo tworzy więcej czegoś, czego przecież nie chcesz. W dzisiejszych czasach walczymy przeciwko wszystkiemu: terrorowi, chorobom, głodowi, dominacjom, szacunkiem. A przecież każda wojna to wojna dokładnie przeciwko samemu sobie. Walka jest częścią wspólnego złudzenia. Chcemy pokoju, a wciąż wybieramy na swoich przywódców tych, którzy te wojny prowadzą. Okłamujemy siebie, mówiąc, że ważne są dla nas prawa człowieka, jednak wciąż kupujemy rzeczy wykonane w tanich fabrykach w Pekinie, w Chinach i w innych miejscach na świecie. Chcemy czystego powietrza, jednak wciąż je zatruwamy. Chcemy, by nauka wyleczyła nas na przykład z raka, ale nie zmieniamy naszych morderczych nawyków, dzięki którym jesteśmy jeszcze bardziej chorzy. Oszukujemy siebie, że chcemy lepszej jakości życia, ale sami ukradkiem popieramy swoim postępowaniem cierpienie i męki oraz śmierć, po prostu nie reagując na to. Wiara, że jesteśmy w stanie wygrać z rakiem, głodem, terrorem czy innym wrogiem stworzonym przez nas samych, prowadzi nas jednak do złudzenia, że nie musimy zmieniać sposobu, w jakim żyjemy na tej pięknej planecie.
A to właśnie nasz wewnętrzny świat jest miejscem, w którym musi dokonać się rewolucja i kreacja. Kiedy tylko odkuujemy w sobie spiralę życia, wtedy właśnie zewnętrzny świat zjednoczy się. Póki jednak to nie nastąpi, cokolwiek nie zrobimy, doda jedynie pikanterii chaosu. Wojna i pokój zatańczą znowu razem. Są przecież nierozerwalne. Jedno nie może istnieć przecież bez drugiego. Tak jak światło nie może istnieć bez ciemności, a dół bez góry. My jednak oczekujemy światła bez ciemności, pełni bez pustki, szczęścia bez smutku. Im bardziej angażujemy nasz umysł, tym bardziej niepotrzebnie dzielimy nasz świat. Każde rozwiązanie podane przez nasze ego tworzy problem sam w sobie i wkrótce rozwiązanie staje się problemem zamiast tym, co próbowaliśmy naprawić.
Wszak walka tworzy opór. Ludzka pomysłowość nie zna granic w tworzeniu nowych antybiotyków, szczepionek, ale przez to właśnie bakterie stają się coraz bardziej przebiegłe i silniejsze. Pomimo naszych niezmiennych wysiłków w walce z rakiem zachorowalność wzrasta. Zaszczepieni ponownie chorują. Coraz więcej ludzi głoduje. Niemal codziennością stały się ataki terrorystyczne, nawroty pandemii oraz wiele innych rzeczy. I tu pasowałoby zadać sobie jedno podstawowe pytanie: co jest nie tak z tym naszym podejściem? Jak uczeń czarownika z poematu Goethego posiedliśmy niezwykłą siłę. Niestety nie potrafimy jej wykorzystać. Problem w tym, że kompletnie nie rozumiemy tego narzędzia.
Nie rozumiemy naszego umysłu i jego właściwej roli i przeznaczenia. Kryzys zrodził się z ograniczonego warunkami myślenia, ze sposobu odczuwania i doświadczania życia. Ślepy racjonalizm okradł nas z możliwości czerpania z mądrości wielu starożytnych kultur. Nasze ego pozbawiło nas kompletnie możliwości odczuwania głębi i świętości życia, jego wzniosłości oraz tego, że istnieją różne poziomy świadomości, które ludzkość niestety kompletnie utraciła. W tradycji starożytnego Egiptu występują neters, archetypowe formy identyfikowane przez tych, którzy oczyścili swoje ciała fizyczne i duchowe w taki sposób, aby móc osiągnąć wyższe stany świadomości. Oryginalny neter albo boski składnik tej mądrości znany był jako Thoth lub Tehuti. Często był on przedstawiany jako oficjel z głową ptaka lub ibisa. Reprezentował on źródło całej wiedzy i mądrości. Thotha możemy traktować jako kosmiczny składnik myślenia lub myśli. Dał on bowiem nam język, pomysły, pismo, matematykę, sztukę i wszelkie wytwory naszego umysłu.
Tylko ci, którzy przeszli specjalny trening, mieli dostęp do tajemnej wiedzy Thotha. Księga Thotha nie jest książką samą w sobie. Stanowi tajemny zbiór zapisów z Akaszy lub też sfery eterycznej. Legenda głosi, że mądrość Thotha była głęboko ukryta w tajemniczym miejscu ludzkiego istnienia. Jeszcze raz. Legenda głosi, że mądrość Thotha była głęboko ukryta w tajemniczym miejscu ludzkiego istnienia, chronioną przez złotą spiralę. Archetyp lub też wieczny mit węża lub smoka stojącego na straży skarbu przewija się w wielu kulturach pod postaciami kundalini, szakti, chi, Świętego Ducha lub też wewnętrznej energii. I tak jak w moich wizjach również takiego ducha miałem, który był oczywiście złotym wężem i możecie o tym choćby nawet wysłuchać w audycji „Czas snu 01", kiedy tak naprawdę wystartowałem z audycjami „Czas snu". Złota spirala to nic innego jak konstrukcja ego powiązana z wewnętrzną energią i dopóki nie jest przezwyciężona i okiełznana, nie pozwoli duszy na dotarcie do prawdziwej mądrości. Mówiono, że księga Thotha przyniosła jedynie cierpienie każdemu, kto ją czytał.
Nawet wtedy, gdy poznali sekrety bogów i tego wszystkiego, co ukryte jest w gwiazdach. Trzeba zrozumieć, że księga ta przyniosła jedynie cierpienie każdemu, kto ją czytał, gdyż ego próbowało nad nią zapanować. W egipskiej na przykład tradycji przebudzoną świadomość reprezentował na przykład Ozyrys. Bez przebudzonej świadomości każda wiedza lub zrozumienie nabyte przez ograniczone ja staje się niebezpieczna i kompletnie oddzielona od wyższej mądrości. Otwarte musi być oko Horusa. Ezoteryczne znaczenie, jakiego się tutaj możemy doszukać, przypomina nam historię upadku w ogrodach Edenu. Księga Thotha wskazuje na wielkie podobieństwo do księgi mądrości dobra i zła, którego owoce zjedli Adam i Ewa. Oczywiście ludzkość już dawno zjadła zakazany owoc. Otworzyła księgę Thotha i została wygnana z ogrodu. Wąż to metafora dla pierwotnej spirali łączącej mikro i makrokosmos.
Dzisiaj ty jesteś właśnie tym wężem. To egoistyczny umysł wyrażony w przebijającym się świecie. Nigdy przedtem nie mieliśmy tak wielkiego dostępu do wiedzy. Doszliśmy do głębi materialistycznego świata, znajdując nawet tak zwaną boską cząstkę, ale też jednocześnie nigdy nie byliśmy tak ograniczeni i zanurzeni w ignorancji. Nie wiemy, kim jesteśmy, jak żyć i nie rozumiemy mechanizmów kreujących nasze cierpienie. To nasze myślenie stworzyło świat w postaci, jakiej jest teraz. Za każdym razem, gdy określamy cokolwiek jako dobre lub złe, ustalamy priorytety, a co za tym idzie ograniczenie naszego jestestwa, które staje się wytworem ego. Rozwiązaniem nie jest walka o pokój, zdobywanie natury, ale zwyczajne rozpoznanie momentu prawdy, w którym nasze ego prowadzi do podziału na siebie i innych, moje i twoje, człowieka i naturę, wewnętrzny i zewnętrzny świat. Ego z przemocą tworzy barykady, granice ze wszystkimi i z wszystkim. Bez ego nie zaistnieje żadna wojna przeciwko czemukolwiek.
Nie ma pychy i eksploatowania natury dla chęci zysków. To wszystko zewnętrzne konflikty są odzwierciedleniem naszych własnych wewnętrznych konfliktów. Nie wiemy po prostu, po co tu jesteśmy i kim jesteśmy. Zidentyfikowaliśmy się zupełnie z naszym ego. Zjadani przez lęki, oddzieleni od naszej prawdziwej natury. Rasy, religie, państwa, polityczne układy i wszelkie inne grupy, do których należymy, jedynie zasilają nasze ego. Niemal każde ugrupowanie istniejące obecnie na świecie uzurpuje sobie prawo do wyłączności na prawdę, a my zupełnie tak samo działamy na swoim własnym podwórku. Przywłaszczenie sobie prawdy absolutnej to wywyższanie siebie ponad wszystko w taki sam sposób, w jaki czyni to właśnie ego. Teraz bardziej niż kiedykolwiek współdziałają na świecie przeróżne systemy i aksjomaty. Jest możliwe, aby różni ludzie doświadczali kompletnie różnych myśli i emocji odnoszących się do tego samego zjawiska.
W ten sam sposób dwa różne wymiary: dobro i zło, piekło i niebo zamieszkują ten sam świat. Jedno i to samo wydarzenie może okazać się katastrofą dla jednego, a błogosławieństwem dla drugiego. Oczywistym się staje, że żadne z wydarzeń na zewnątrz nie powinno burzyć twego wewnętrznego świata. Uświadomienie sobie prawdy to jak bycie samonapędzającym się kołem, bycie niezależnym wszechświatem samym w sobie. Twoje doświadczenie życia nie będzie już wtedy uzależnione od zmieniających się wciąż zjawisk. Analogię można odnaleźć w gwieździe heptapentalnej Metatronu, wspomnianej w wielu starożytnych chrześcijańskich, muzułmańskich czy żydowskich tekstach, odnoszącej się do egipskiego Neter Tota czy też do greckiego Hermesa. Metatron jest ściśle powiązany tetragramem. Tetragram to elementy, geometryczny wzór, pierwotne ucieleśnienie rzeczywistości nazywane słowem Bóg lub też Logos. Mamy tutaj dwuwymiarowy obraz figury, ale gdy spojrzysz w odpowiedni sposób, otrzymasz trzy ściany. Patrząc na obraz nic się w nim nie zmienia, ale twój umysł doda nowy wymiar do twego obrazu.
Trójwymiarowość albo twoja perspektywa jest zwyczajnie sposobem patrzenia w nowy sposób na otaczający cię świat. Doświadczenie prawdy uwalnia nas od perspektywy, od tworzenia nowych, gdyż nie ma już „ja” zaangażowanego w konkretny punkt widzenia. Największe umysły w historii ludzkości wskazywały często na poziomy myśli ponad ograniczoną strukturę siebie. Einstein powiedział: „Prawdziwy wyznacznik ludzkiego bytu jest ustalony poprzez stopień i poczucie oddzielenia od własnego ja”. Więc nie jest tak, że myśl i istnienie „ja” jest złe. Myślenie jest pięknym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy wypływa z serca. W wedancie powiedziano, że umysł jest dobrym sługą, ale beznadziejnym władcą. Nasze ego wciąż filtruje rzeczywistość poprzez języki, nalepki i niekończące się osadzanie, wywyższanie jednego ponad drugie. Kiedy zatem kierują tobą zmysły i umysł, pojawia się niekończące się cierpienie, niekończące zachcianki i uprzedzenia, które zamykają cię w sieci myślenia. Jeśli chcesz szczerze doświadczyć prawdy, nie osadzaj swoich myśli jako dobre czy złe, ale dowiedz się, kim jesteś przed powstaniem myśli, przed działaniem zmysłów.
Kiedy porzucisz wszelkie etykiety, wtedy tylko ujrzysz rzeczy takie, jakie są naprawdę. W momencie, gdy powiesz na przykład dziecku, czym jest ptak, a ono uwierzy ci na słowo, nigdy tak naprawdę nie ujrzy tego ptaka. Ujrzy jedynie swoją myśl. Wielu ludzi jest przekonanych o tym, że są wolni, świadomi i przebudzeni. Jeśli już uwierzyłeś, że jesteś przebudzony, to dlaczego tak trudno ci jest uwierzyć w to, co już masz? Zanim nastąpi to przebudzenie, musisz zaakceptować fakt, że śpisz, że żyjesz w matriksie. Szczerze przeanalizuj swoje życie bez okłamywania samego siebie i odpowiedz sobie na pytania: czy jesteś w stanie zatrzymać powtarzające się wciąż nawyki, gdy tylko zechcesz? Czy jesteś w stanie przestać uganiać się za przyjemnością, unikając bólu? Czy jesteś uzależniony od jedzenia, czynności z przeszłości? Czy wciąż osądzasz, obwiniasz, krytykujesz siebie i innych?
Czy twój umysł wciąż potrzebuje stymulacji, czy jednak czujesz się kompletny, po prostu będąc w ciszy? Czy reagujesz na opinie innych o tobie? Czy wciąż poszukujesz aprobaty lub wsparcia na zewnątrz? Czy w jakikolwiek sposób sabotujesz sytuację w swoim życiu? Większość z nas będzie doświadczać swojego życia w ten sam sposób, jak robi to dzisiaj, jutro, za rok, za 10 lat. Ale kiedy tylko zaczniesz obserwować swoje mechanizmy, wtedy poczujesz się przebudzony. Zaczniesz rozpoznawać głębię problemu. Jesteś kompletnie uśpiony, całkowicie pogrążony we śnie. Jak mieszkańcy jaskini Plato, o której wam wcześniej opowiadałem. Nawet jak usłyszysz prawdę, nie będziesz w stanie zmienić niczego w swoim życiu, bo tak bardzo przyzwyczaili się do starych wzorców.
Idziemy na głęboką wodę z usprawiedliwieniem naszych wzorów, chowając głowy w piasek, zamiast spojrzeć prawdzie w oczy. Chcemy wybawicieli, ale nie potrafimy sami zawisnąć na krzyżu. Zatem jaką cenę jesteś w stanie zapłacić, by być wolnym? Zdać sobie sprawę, że każda zmiana wewnętrzna pociągnie za sobą zmianę tego, co na zewnątrz. Twoja stara konstrukcja i twoja stara tożsamość po prostu musi umrzeć, aby odrodzić się na nowo jak feniks z popiołów. Pierwszym krokiem do tego przebudzenia jest świadomość identyfikacji z umysłem, z własną maską. Coś wewnątrz nas musi usłyszeć tę prawdę i wyrwać nas z tej drzemki, gdyż wewnątrz siebie jest ta prawdziwa prawda, prawdziwa część ciebie, prawdziwa cząstka boska, prawdziwa cząstka prawdy. Coś ponadczasowego, które zawsze tę prawdę znało. Struktura umysłu rozprasza nas, zabawia, czyni nas wciąż czyniących, konsumujących, chcących w nieskończonym się cyklu wciąż zmieniających się uprzedzeń i zachcianek, trzymając nas z dala od rozwikłania naszej świadomości. Z dala od pierwotnego ewolucyjnego prawa, którym jest prawda.
Życie stało się patologicznym myśleniem. Twoja boska istota została zniewolona poprzez identyfikację z ograniczonym ja. Wielka mądrość, prawda o tym, kim jesteś, została głęboko zakopana w tobie samym. Krishnamurti kiedyś powiedział, że nie jest miarą czyjegoś zdrowia bycie dobrze zaadaptowanym do chorego społeczeństwa. Bowiem identyfikacja z egoistycznym umysłem jest chorobą, a lekarstwem na to jest tylko prawda. Święci, mędrcy i inni przebudzeni dawno pojęli mechanizm samopoddania się. A zatem w jaki sposób doświadczysz swojej prawdy, swojego prawdziwego ja? Co pozostanie, gdy opuścisz iluzję samego siebie i zajrzysz pod zasłonę Mai? Jeśli jesteś na to gotowy, to mogę cię, drogi słuchaczu, zapewnić, że będzie niezła jazda bez trzymanki. A zatem jesteś gotowy?
Jeśli tak, to pozostaje mi tylko życzyć ci powodzenia. I tutaj jeszcze się poprawię. Ivellios mi tu podesłał. Ja mam zawsze problem z czytaniem tych nazw, także przepraszam. Czyta się to Krishnamurti. Odnośnie tych słów, o których powiedział: „Nie jest miarą czyjegoś zdrowia bycie dobrze zaadaptowanym do chorego społeczeństwa". I to wszystko, co przygotowałem dla was dzisiaj. Audycja trwa do tej pory półtorej godziny, ale uwierzcie mi, że siedem godzin spędziłem wczoraj nad tym, żeby to napisać w Wordzie. Są to oczywiście nauki, które zaczerpnąłem z Samanthi. Zresztą audycja już o tym kiedyś też była.
Oraz również wniosłem tutaj trochę swoich przemyśleń. Pisanie tekstu, właściwie wykładu, który przygotowałem sobie na dzisiejszą audycję to jest jedno, ale też uwierzcie mi, że dużo przemyśleń miałem w trakcie pisania. Na dziewięciu stronach mi to wszystko wyszło, ale się udało zaczerpnąć takie najważniejsze rzeczy, które chciałem wam właśnie dzisiaj przekazać. No i tyle. Ja tutaj zerknę jeszcze na czaty. Z góry przepraszam, że nie pozdrowiłem wszystkich na samym początku audycji, ale po prostu chciałem, aby ta audycja właśnie w taki sposób przebiegła. Czyli najpierw powiem to, co mam powiedzieć. Teraz będzie część, żeby popatrzeć na czaty. I oczywiście jak tutaj ogarnę ten czat za chwilkę, po kawałku kolejnym muzycznym, to być może będziemy mieli jeszcze gościa. Zerkam tutaj na czata.
Oczywiście pozdrawiam was drodzy słuchacze. Jest Dawid Palacy, Marzena Lu, Sabina23, Radek B., Konrad Lenart, Elżbieta Stojacka, Zdzichosław Motman, Szymon Wiśniewski. Radio Paranormalium oczywiście. Pozdrawiam. Akt Wyobraźni, Vema, Andrzej Komo. Mam nadzieję, że wszystkich wymieniłem, nikogo nie pominąłem. Tutaj było pytanie. Gdzie to pytanie jest? Czyżby tu mowa o luszu? Zdzichosław napisał.
Nie, to nie było o luszu. O luszu jest inna audycja. Również kiedyś zrobiłem audycję o luszu, więc tam zapraszam. Czy prowadzący czyta czyjeś teksty, czy są to tylko przemyślenia? Vema zadał pytanie. Wyjaśniłem to już wcześniej. Wspomagałem się samanthi. Sam zresztą też praktykuję w jakimś stopniu te samanthi. Natomiast ja nie wyznaję żadnych religii. Nie ograniczam się do jednego wzorca, schematu.
O tym zresztą też mówiłem dzisiaj w audycji. Tutaj podziękowania też na Telegramie oraz na czacie Radia Paranormalium na YouTube. Dziękuję bardzo, że się podobała audycja. I tyle. Czekam teraz na telefon. Poczekajcie chwilkę, zerknę, czy słuchacz będzie dzwonił, czy nie. No dobra, to dzisiaj krótsza audycja. Jeszcze tylko napomnę na koniec. Słuchacz nie zadzwoni niestety. Inna sprawa mu w trakcie trwania audycji wypadła.
Chyba że ktoś inny chce zadzwonić, to zapraszam do telefonu. Linię mogę otworzyć. Okej, nie ma problemu. Tak czy inaczej zapraszam na stronę Radio Dreamtime. Tam zostały uaktualnione archiwum. Dwie, właściwie trzy możliwości dotarcia do archiwów. Dysk wirtualny, dysk na www stronie oraz na Chomiku. Tylko tam trzeba mieć punkty. Ja odchodzę od wszelkich form, gdzie trzeba za coś płacić. Przynajmniej za moje audycje.
A reszta to trudno, to już nie będę decydował za właścicieli tych audycji. Także zapraszam was na stronę www.radiodreamtime.com. Tam są wszelkie informacje. W zakładce news różne informacje najnowsze co się w radiu dzieje. Tak jeszcze powiem tylko drugi raz, bo raz powiedziałem w audycji, gdzie miałem ostatnio dramę, bowiem pięć minut przed końcem audycji i to było 13 października, już po północy, zwaliła mi się cała szafka z monitorami i z różnymi urządzeniami na biurko, na laptopa nadawczego i drugiego laptopa, więc musiałem w trybie szybkim zakończyć audycję. Dziś się to już nie wydarzyło. Przymocowałem solidniej tą półkę, jeszcze łańcuchy dodałem, więc raczej nie powinno się to zdarzyć, ale kto wie. Tak czy inaczej było to dziwne, że nagle półka spadła, która była przymocowana na czterech podstawkach dość solidnie. No ale zdarza się. Także dziś się to nie zdarzyło.
Dobiegliśmy do końca audycji i tak jak powiedziałem, drugi raz powtarzam, więcej nie powtórzę. Radio Dreamtime już nie streamuje radia Radio Radio FM oraz Theory Chaosu. Zapraszam do innych radiów streamujących teorię chaosu. Zresztą wydaje mi się, że chyba nic złego się nie stanie. Jest tych radiów troszkę z tego, co widziałem, więc będzie dobrze. Natomiast wszelkie archiwa, które wcześniej zapisane były zostawiam, nie usuwam. Po pierwsze to jest efekt też mojej pracy wielu lat. Tak naprawdę od 2013, 2014 roku gromadziłem te audycje. Więc niech zostają, niech inni korzystają, jeżeli czują taką potrzebę. Ja natomiast w swoim radiu już nie streamuję teorii chaosu, więc moja przygoda się tu kończy.
Idę inną, własną drogą, po swojemu. I tyle. Najbliższa audycja będzie we wtorek w punkt. W czwartek będzie audycja „Periskopy. Sny słuchaczy”. Zachęcam was, drodzy słuchacze, do wysyłania snów, jeżeli oczywiście macie taką możliwość i chęć. Ja zaczynałem właśnie od snów i te sny doprowadziły mnie do takich różnych dziwnych przemyśleń. Dziwnych, nie dziwnych. Dla jednych dziwnych, dla drugich nie. Widzieliśmy to zresztą też dzisiaj na czacie.
Więc trudno. Staram się nie oceniać. Idę swoją własną drogą i staram się nie grać w jakieś takie właśnie dziwne gry, które się pojawiają gdzieś tam u mnie na horyzoncie lub ktoś próbuje mnie wciągnąć w te gry. Oczywiście też czasami wpadam w te gry, no ale trudno, takie jest życie, przynajmniej na razie na tej płaszczyźnie. Będzie fajnie, będzie dobrze. Niedługo będzie widać efekty. No i tyle chyba, nie? Nikt nie chce zadzwonić, nikt nie dzwoni. Jeszcze raz zerknę na Skype'a. Mam nadzieję, że taka forma audycji wam się podobała, którą przeprowadziłem przez półtorej godziny.
A reszta to wiadome już, takie dopowiedzenia końcowe. Witaj również Kamil Magierze. Nie wiem, co to znaczy „hallo zusammen”. Jakieś dziwne teksty, hasła. No ale trudno. Tyle, kończę. Pozdrawiam was wszystkich gorąco, ciepło i do następnego razu. Na koniec jeszcze jeden utwór muzyczny puszczę, bo ja lubię spełnić to, co wszystko sobie zaplanowałem. I do usłyszenia we wtorek. Jeszcze tylko napomnę, zanim zakończę.
Okej, Ivellios prostuje. To po niemiecku było „cześć wszystkim”. Ja nie znam tego słowa, akurat nie, choć kiedyś niemieckiego się coś uczyłem, ale to było ponad 15, 17, 18 lat temu, więc nie korzystałem z tego języka, więc powylatywało wszystko z głowy. Będzie nowy nadający w Radiu Cenzura. Będą to dopołudniowe audycje, ale proszę tam się kierować i tam wszelkie informacje będą dostępne. I to tyle. Zdrowych, spokojnych snów, przemyśleń, zastanowień się nad tym wszystkim, co dziś wam opowiedziałem w audycji. Słyszymy się we wtorek w następnym tygodniu. Kolorowych i spokojnych snów. Dobranoc.
I w końcu udało mi się skończyć audycję przed północą. Chyba to pierwszy raz, ale musi być zawsze ten pierwszy raz. I oczywiście jeszcze zapomniałem o jednej rzeczy. Jeżeli ktoś by chciał, to jest możliwość wsparcia finansowego radia. Wszelkie szczegóły na stronie internetowej, ale nie będę tu oczywiście już takiej reklamy robił wielkiej. Spokojnie sobie poradzę bez wsparcia, ale fajnie by było jakby ktoś wspomógł. Projekt nie realizuje się sam.