Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:37] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie, drodzy słuchacze Radia Paranormalium, Radia Cenzura oraz Radia Dreamtime. Tak, audycja jest streamowana na trzy radia jednocześnie. A dzisiaj tytułem audycji „Czas snu” numer 62 jest „Wewnętrzny lotos. Nirvana. Lustra. Droga do własnej boskości”. Pozwoliłem sobie troszeczkę zmienić w ostatniej chwili tytuł audycji, tak jak było podawane jeszcze w południe. Dodałem dosłownie dwa elementy, bo uznałem, że jeszcze troszkę o tym poopowiadam dzisiaj w audycji. Z góry chciałem was również przeprosić za moje ostatnie niedyspozycje. Tydzień temu niestety musiałem pilnie wyjechać, a na weekendzie mnie coś złapało.
Zresztą możecie to też chyba jeszcze troszkę usłyszeć w głosie. I też mam trochę ucho przytkane, więc dziwnie się mówi do mikrofonu, odsłuchując słuchawka na jednym w miarę sprawnym uchu, a drugim niekoniecznie. Także za te moje niedyspozycje bardzo was serdecznie przepraszam. Dzisiaj mamy 28 października 2021 roku. Audycja jest również transmitowana dzięki uprzejmoścIvelliosa na kanale YouTube „Czas snu” oraz jako główna transmisja Radia Paranormalium. A dzisiejsza audycja będzie kontynuacją poprzedniej audycji. To takie streszczenie, podzielenie na dwie części audycji „Czas snu” o samadhi, o zrozumieniu samego siebie, troszkę o buddyzmie i innych rzeczach religijnych, ale to też moje własne doświadczenia, które spisałem sobie w formie takiego wykładu. Więc audycja dzisiaj za długa też nie będzie, bo jeszcze nie do końca się dobrze czuję, ale na tyle, na ile dam radę. Myślę, że 11 stron, które przygotowałem dzisiaj, wystarczy na jakieś półtorej godziny audycji. Gdyby było coś nie tak z podkładem, to proszę, informujcie mnie na czatach, bo zawsze ciężko jest trafić w odpowiednią głośność.
Z tego względu, że na słuchawkach słyszę trochę inaczej, a mam dobrej jakości słuchawki. Natomiast na streamie jest już troszkę inaczej. Ja i tak zresztą później przy obróbce audycji ścinam troszkę tak, aby jeszcze wyrównać poziomy i te wszystkie inne rzeczy, aby było ładne, czyste, klarowne nagranie. Więc może być to naprawdę różnie. W takim razie podzieliłem audycję dzisiaj na takie cztery części. Każdą część będę przeplatał oczywiście jakimś utworem muzycznym, klimatycznym, tak aby właśnie w tej audycji nastąpiła taka trochę refleksja w naszych umysłach nad tym wszystkim, co jest związane zarówno ze snami, jak i naszą całą egzystencją na tej pięknej, wspaniałej planecie. Choć ostatnimi czasy widzimy, jak została ona zaszczuta przez pewne rodzaje ludzi. Także dzisiaj będę chciał wam troszkę poopowiadać o tym własnym wewnętrznym lotosie, jak do tego dochodzić, jak osiągać ten stan nirwany i moment, kiedy dochodzimy do własnych luster i co trzeba wtedy robić. Wiadomości parafialne oczywiście podam na sam koniec, żeby was nie zanudzać, bo niektórzy nie lubią, jak na samym początku o tym mówię. Również chciałem wam podziękować za wszelkie maile.
Jest dużo kontrowersji związanych z moim odejściem od Teorii Chaosu oraz Radia FM. Ja już takiej informacji udzieliłem trzy tygodnie bodajże temu, więc nie będę się powtarzał, ale dziękuję za słowa otuchy i wsparcia. W takim razie zaczynamy. „Czas snu” 062. Wewnętrzny lotos. Nirvana. Lustra. Droga do własnej boskości. Najwięksi nauczyciele duchowi od starożytności po czasy współczesne współdzielą punkt widzenia, że najgłębsza prawda naszego istnienia nie jest własnością jednej konkretnej religii lub tradycji duchowej, lecz że może być odnaleziona w sercu każdego człowieka. Najwięksi światowi nauczyciele duchowi od starożytności po czasy współczesne współdzielą punkt widzenia, że najgłębsza prawda naszego istnienia nie jest własnością jednej konkretnej religii lub tradycji duchowej, ale może być znaleziona w sercu każdej osoby.
Poeta Rumi powiedział kiedyś: „Gdzie jest ten księżyc, co nigdy nie schodzi ani nie zachodzi? Gdzie ta dusza, co nie jest ani z nami, ani bez nas? Nie mów, że jest tutaj albo tam. Cała rekreacja tym jest, ale tylko oczom, które potrafią widzieć”. W opowieści na przykład o wieży Babel ludzkość podzielono na niezliczoną liczbę języków i wierzeń, kultur i grup interesów. Babel oznacza dosłownie bramę Boga. Bramą jest nasz myślący intelekt, nasza uwarunkowana struktura. Ci, którzy uświadamiają sobie swoją własną naturę, swoją własną istotę będącą poza nazwą i formą, zostają wtajemniczeni w wielki sekret znajdujący się poza tą bramą. Starożytna przypowieść o słoniu była używana, aby opisać, jak różne tradycje w rzeczywistości wskazują na jedną wielką prawdę. W grupie niewidomych każdy dotyka innej części słonia i otrzymuje pewne wrażenie tego, czym jest ten słoń.
I tak na przykład osoba stojąca przy nodze słonia opisuje słonia jako istotę podobną do drzewa. Osoba przy ogonie mówi, że słoń jest jak lina. Słoń jest jak włócznia mówi natomiast niewidomy dotykający kła. Kiedy jeden dotyka ucha, wydaje mu się, że słoń jest jak wachlarz. Osoba, która dotyka boku, jest przekonana, że słoń jest niczym ściana. I cały problem polega na tym, że dotykamy własnego kawałka słonia i wierzymy, że nasze doświadczenie jest jedyną prawdą. Nie uznajemy lub nie zdajemy sobie sprawy, że każdy doświadcza innego aspektu tego samego zwierzęcia. Odwieczna filozofia to rozumienie, że wszelka duchowość oraz tradycje religijne współdzielą jedną uniwersalną prawdę, mistyczną bądź transcendentalną rzeczywistość, na której opierają się wszelka wiedza duchowa i wszystkie zrodzone doktryny. Jeden indyjski mnich hinduski podsumował odwieczną naukę, kiedy powiedział: końcem wszelkich religii jest uświadomienie sobie Boga we własnej duszy. To jest jedyna uniwersalna religia.
I w tej właśnie audycji słowo Bóg używam jako zwyczajnej metafory na określenie transcendencji wskazującej na wielką tajemnicę istniejącą ponad ograniczonym, egzotycznym umysłem. Uświadomienie sobie prawdziwego ja lub wszechobecnej jaźni jest jednocześnie urzeczywistnieniem swojej boskiej natury. Każda dusza posiada potencjał do przejawienia nowego, wyższego poziomu świadomości, obudzenia się ze snu i z jej utożsamiania się z tą formą. Pisarz oraz wizjoner Aldous Huxley, znany z książki Nowy odważny świat. Jest on też autorem książki, którą zatytułował Odwieczna filozofia. Napisał w jednej z tych książek o jednej nauce, która powraca raz po raz w historii, przyjmując postać kultury, której to w formie sanskryckiej tat tvam asi, czyli w dosłownym tłumaczeniu oto jesteś. Atman, czyli wszechobecna, wieczna jaźń, jest jedynym wraz z Brahmanem absolutnym fundamentem wszelkiego istnienia, a ostatecznym celem każdego człowieka jest samodzielne odkrycie właśnie tego faktu. Dowiedzenie się, kim on, czym ona naprawdę jest. Każda tradycja jest jak ścianka wielościennego klejnotu, odbijająca niepowtarzalną perspektywę tej samej prawdy, a jednocześnie odbijająca i rozświetlająca perspektywy pozostałych ścianek. Niezależnie od użytego tutaj języka lub ramy pojęciowej wszystkie religie odzwierciedlające odwieczną naukę zawierają pewne pojęcie, które zakłada, że istnieje zjednoczenie z czymś większym, czymś ponad nami.
Możliwe jest też uczenie się, integrowanie nauk z jednego lub wielu źródeł bez identyfikowania, czy też utożsamiania siebie właśnie z nimi. Jest powiedziane, że wszystkie autentyczne nauki duchowe są po prostu palcami wskazującymi na transcendentalną prawdę. Jeśli chwycimy się właśnie danego dogmatu nauczania dla własnego komfortu, skarłowacieimy właśnie w naszej duchowej ewolucji. Uświadomienie sobie prawdy leżącej ponad jakimkolwiek konceptem oznacza puszczenie wszelkich przylgnięć i przywiązań, puszczenie wszystkich religijnych konceptów. Z perspektywy ego palec wskazujący ci prawdę wskazuje prosto w otchłań. Na przykład święty Jan od Krzyża powiedział kiedyś, że jeśli ktoś chce mieć pewność drogi, którą pokonuje, powinien zamknąć oczy i iść w ciemności. Żyć w pełni to być zawsze na ziemi niczyjej. Być gotowym umrzeć po raz kolejny i kolejny mawiał Pema Chödrön. Prawda zaczyna się wraz ze skokiem w nieznane. W starożytnych tradycjach w celu zrozumienia samadhi zostało powiedziane, że każdy musi ostatecznie odwrócić świadomość od wszelkich znanych obiektów, od wszystkich zewnętrznych zjawisk, uwarunkowanych myśli i wrażeń w kierunku samej świadomości.
W kierunku wewnętrznego źródła serca lub istoty swojego istnienia. W tej audycji, używając słowa prawda, będę wskazywał na transcendencję, na najwyższe samadhi nazywane nirvikalpa samadhi. Nirvikalpa samadhi następuje zaprzestanie samodzielnego działania wszelkiego szukania i robienia. Możemy jedynie mówić, co zanika, w miarę jak zbliżamy się do niego i co pojawia się ponownie, kiedy z niego powracamy. Nie ma tam ani percepcji, ani niepercepcji, ani czegoś, ani nieczegoś, ani świadomości, ani nieświadomości. To jest absolutne, niezgłębione i nieprzeniknione dla umysłu. Kiedy jaźń wraca do aktywności, nie ma wiedzy. Następuje pewnego rodzaju odrodzenie i wszystko staje się nowe. Pozostajemy z zapachem boskości, który utrzymuje się dłużej, gdy ktoś ewoluuje na tej ścieżce. Myślę, że praktykanci, którzy właśnie takie stany osiągają, doskonale ten zapach boskości pamiętają.
Jest to zapach, który utrwala się na bardzo długi okres. Występuje mnogość odmian samadhi opisanych w starożytnych tradycjach, a język spowodował wiele zamieszania na przestrzeni lat. Używamy słowa samadhi, aby wskazać na transcendentalne zjednoczenie, ale również łatwo moglibyśmy użyć słowa z innej tradycji. Tak naprawdę to tylko nazewnictwo. Samadhi to starożytny termin sanskrycki, powszechny dla takich tradycji indyjskich jak wedyjska, jogiczna, samkhya, a także przenikający przez wiele innych tradycji. Samadhi jest ósmą kończyną spośród ośmiu odnóg jogi, a także ósmą częścią szlachetnej ośmiorakiej ścieżki Buddy. Budda użył słowa nirvana, czyli ustanie vana albo ustanie samodzielnej aktywności. Patańjali opisał natomiast jogę albo samadhi jako citta vritti nirodha, czyli w sanskrycie oznaczającym ustanie wiru albo spirali umysłu. Jest to wyplątanie świadomości z całego matrixa czy wytworu umysłu. Samadhi nie oznacza żadnej koncepcji, ponieważ aby je urzeczywistnić, wymagane jest porzucenie konceptualnego umysłu.
Różne religie używały różnych słów na określenie boskiego pojednania. W rzeczywistości samo słowo religia oznacza coś podobnego. I tak na przykład łacińskie religare oznacza zawiązać ponownie lub połączyć na nowo. To podobne znaczenie do słowa joga, które znaczy połączyć, zjednoczyć ziemskość z transcendentalnym. W islamie jest odzwierciedlone w starożytnym arabskim znaczeniu słowo islam, które oznacza błaganie, uległość wobec Boga. Oznacza to całkowite i pełne pokory poddanie własnej uwarunkowanej struktury. Chrześcijańscy mistycy, tacy jak na przykład święty Franciszek z Asyżu czy święta Teresa z Avila i święty Jan od Krzyża opisują niebiański związek z Bogiem, królestwo Boga we wnętrzu siebie. W Ewangelii świętego Tomasza Chrystus powiedział: „Królestwo nie leży tutaj czy tam. Królestwo Ojca jest raczej rozproszone na ziemi, a człowiek go nie widzi”. Dzieła greckich filozofów Platona, Plotyna, Parmenidasa i Heraklita, widziane z perspektywy odwiecznej nauki, wskazują w kierunku tej samej mądrości.
Plotyn uczył, że najwspanialszym ludzkim dążeniem jest prowadzenie ludzkiej duszy w kierunku najwyższego stanu perfekcji i zjednoczenia z jednym. Medycyna lakocka to Indianie i ich święty człowiek Czarny Łoś mówi: „Pierwszy spokój, który jest najważniejszy, jest tym, który pojawia się wewnątrz ludzkich dusz, kiedy zrozumieją ich pokrewieństwo, ich jedność z wszechświatem i wszystkimi jego możliwościami. Jest wtedy, kiedy zrozumieją, że w centrum wszechświata mieszka Wielki Duch i że to centrum jest właściwie wszędzie. Jest w każdym z nas. Na ścieżce do przebudzenia, z wyjątkiem stanu samadhi zawsze istnieją dwa bieguny, dwie pary drzwi, do których można wejść. To inaczej dwa wymiary. Jeden w kierunku czystej świadomości, drugi w kierunku świata zjawisk Świata iluzji. Prąd w górę, w kierunku absolutu i prąd w dół, w kierunku mai i wszystkiego, co wyraża zarówno widzialnego, jak i niewidzialnego. Związek pomiędzy względem i absolutnym można podsumować następującym cytatem: „Mądrość jest zrozumieniem, że jestem niczym. Miłość jest zrozumieniem, że jestem wszystkim i pomiędzy tym dwogiem biegnie moje życie.
Tym, co rodzi się z tego związku, jest nową boską świadomością. Coś rodzi się z tego małżeństwa, z połączenia tych biegunowości, z upadku dualistycznej tożsamości. Ale to, co się rodzi, nie jest rzeczą i nigdy się nie narodziło. Świadomość zakwita, tworząc coś nowego, kreując coś, co mógłbyś nazwać wieczną trójcą. To jest Bóg Ojciec, transcendentalny, nierozpoznawalny i niezmienny. Jest zjednoczony z boską kobiecością, która jest wszystkim, co zmienne. Ten związek przynosi alchemiczną transformację. To jest pewnego rodzaju śmierć i ponownych narodzin”. I tak jak wspomniałem wyżej, odnośnie tego kierunku w górę i w dół oraz w prawo i w lewo, mamy ten środek, który tworzy życie. I tak na przykład w naukach wedyjskich boskie zjednoczenie jest reprezentowane poprzez dwie fundamentalne siły: Śiwa i Szakti.
Imiona i twarze różnych bogów zmieniają się w całej historii, ale fundamentalne cechy pozostają. Tym, co narodziło się z tego związku, jest nowa boska świadomość, nowy sposób istnienia w świecie. Dwie biegunowości nieodłącznie jako jedno. Uniwersalna energia, prana bez centrum, bez ograniczeń to czysta miłość. Nie ma nic do zdobycia czy stracenia, ponieważ to jest kompletnie puste, ale całkowicie pełne. Czy są to też tajemne szkoły Mezopotamii, tradycje duchowe Babilończyków i Asyryjczyków, religii starożytnego Egiptu, kultury nubijskiej i starożytnej Afryki, szamańskie i rdzenne tradycje na całym świecie, czy też mistycyzm starożytnej Grecji, gnostycy, niedualiści, buddyści, taoiści, Żydzi, Zoroastrianie, dżiniści, muzułmanie czy też chrześcijanie? Wszystkie one jednogłośnie odkrywają, że rozpoznanie ich wspólnego połączenia jest najwyższym duchowym względem, pozwalającym zwolennikom dowolnej grupy uświadomić sobie nirwanę. Faktycznie słowo „oświecenie” oznacza coś w stylu uświadomienia sobie identyczności lub jedności we wszystkich rzeczach. Oznacza jednym słowem pojednanie. Jednoczy wszystkie aspekty siebie.
Jednakże nie myl zrozumienia intelektualnego z rzeczywistym uświadomieniem samadhi. To twój sposób, twoja pustka jest tym, co jednoczy wszystkie poziomy spirali życia. To przez starożytne nauczanie samadhi ludzkość może zacząć rozumieć wspólne źródło wszelkich religii i może ponownie zestroić się ze spiralą życia, wielkim duchem, dharmą, czy też Tao. Ta spirala jest mostem, który rozciąga się od mikrokosmosu do makrokosmosu, od twojego DNA do wewnętrznego lotosu energii rozciągającego się poprzez czakry, punkty energetyczne do spiralnych ramion galaktyk. Każdy poziom duszy jest wyrażony poprzez spiralę jako wiecznie ewoluującą gałąź, żywą, eksplorującą. Prawdziwe samadhi jest uświadomieniem sobie pustki wszystkich poziomów siebie, wszystkich zasłon twojej własnej duszy. Spirala jest niekończącą się grą dualności oraz koła życia i śmierci. Czasami zapominamy o naszym połączeniu ze źródłem. Dlatego też stworzona została ta audycja, której chociaż od strony sennej zaczynałem, ale idę już trochę w innym kierunku, ewaluując trochę też już na inne, wyższe poziomy i sam, własnym przykładem, dając wam, drodzy słuchacze, możliwość czy też sposobność troszkę zagłębienia tego tematu z perspektywy osoby doświadczającej. Obiektyw, przez który patrzymy, jest bardzo mały, a my utożsamiamy się z ograniczoną istotą pełzającą po ziemi, jedynie raz jeszcze dopełniającą podróż powrotną do własnego źródła, do centrum, które jest wszędzie.
Chuang Tzu powiedział na przykład kiedyś: „Kiedy już nie ma więcej oddzielenia między tym i tamtym, nazywa się to nieruchomym punktem Tao. W tym spokojnym punkcie w centrum spirali można dostrzec nieskończoność we wszystkich rzeczach. Starożytna mantra „Om mani padme hum” zawiera poetyckie znaczenie, które dosłownie znaczy przebudzony lub świadomy klejnotu w lotosie. Twoja prawdziwa natura budzi się wewnątrz duszy, wewnątrz świata jako świat. Stosując zasadę hermetyczności jak na górze, tak na dole, jak na dole, tak na górze możemy użyć analogii, aby zacząć rozumieć zależność pomiędzy umysłem i spokojem, nieruchomością względnym i absolutnym. Sposobem na przybliżenie zrozumienia niekonceptualnej natury nirwany jest użycie analogii o czarnej dziurze. Czarna dziura jest tradycyjnie opisywana jako obszar w kosmosie z masywnymi polami grawitacyjnymi tak potężnymi, że żadne światło ani materia nie mogą z niej uciec. Nowe teorie zakładają, że wszystkie obiekty, od najdrobniejszych cząstek do formacji makrokosmicznych jak galaktyki, posiadają czarną dziurę lub tajemniczą osobliwość w ich centrum. W niniejszej analogii zamierzamy wykorzystać właśnie tę nową definicję czarnej dziury jako centrum, które jest wszędzie. W zen na przykład jest wiele wierszy i koanów, które stawiają nas twarzą w twarz z bezbramną bramą.
Trzeba przekroczyć tę bezbramną bramę, aby urzeczywistnić własną nirwanę. Horyzont zdarzeń jest więc granicą w czasoprzestrzeni, poza którą występujące zdarzenia nie mają wpływu na obserwatora z zewnątrz. Co zatem więc oznacza, że cokolwiek się wydarza poza horyzontem zdarzeń, jest niepoznawalne dla ciebie. Można więc powiedzieć, że horyzont zdarzeń czarnej dziury jest analogią do bezbramnej bramy. Jest progiem pomiędzy jaźnią i niejaźnią. Nie ma mnie, który przekracza horyzont zdarzeń. W centrum czarnej dziury istnieje jednowymiarowa osobliwość zawierająca masę miliardów słońc w niewyobrażalnie małej przestrzeni. Faktycznie nieskończoną masę. Dosłownie wszechświat w czymś nieskończenie mniejszym niż ziarnko piasku. Osobliwość jest czymś niezgłębionym ponad czasem i przestrzenią.
Według fizyków ruch jest tam niemożliwy. Istnienie rzeczy jest tam niemożliwe. Czymkolwiek jednak to jest, nie należy do świata percepcji. Jednocześnie nie można tego określić jedynie jako spokój czy też bezruch. To jest ponad spokojem i ruchem. I kiedy sobie uświadomisz sobie centrum, to właśnie, które jest wszędzie i nigdzie dualność się załamuje i powstaje forma i pustka. To jest czas i bezczas. Można to oczywiście też nazwać dynamicznym bezruchem albo ciężarną pustką w centrum absolutnej ciemności. Nauczyciel taoizmu Lao Tse powiedział: „Ciemność w ciemności, brama do wszelkiego zrozumienia”. Inna postać, pisarz i mitolog porównawczy Joseph Campbell opisuje powtarzający się symbol, część wiecznej filozofii, który biegnie i nazywa się axis mundi, czyli punkt centralny, lub też inne tłumaczenie najwyższy szczyt.
Biegun, wokół którego wszystko się kręci. Punkt, w którym bezruch i ruch są razem. W tym centrum urzeczywistnia się potężne kwitnące drzewo. Drzewo to pod nazwą Bodhi. Drzewo Bodhi, które łączy wszystkie światy. Jak tylko słońce zostaje wciągnięte w czarną dziurę, gdy ty osiągasz wspaniałą rzeczywistość, twoje życie zaczyna krążyć wokół niego, a ty zaczynasz znikać. Kiedy zbliżasz się do integralnego, czyli nierozdzielnego siebie, może być to przerażające dla struktury własnego ego. Strażnicy bramy są na miejscu, aby przetestować tych, którzy podróżują i nie bez powodu też również w snach często właśnie mówimy o tych strażnikach. Sny to tak naprawdę bramy, bramy śnienia, które pozwalają właśnie nam najprościej, jakbym to mógł powiedzieć, zatrzymać własny umysł i powtarzam to niemal w każdej audycji. Trzeba być również gotowym stawić czoła największym lękom i jednocześnie zaakceptować swoją wrodzoną moc, przynieść światło nieświadomym strachom i ukrytemu pięknu w ich wnętrzu.
Jeśli twój umysł pozostaje w bezruchu Jeśli nie ma reagującego ja, wtedy wszystkie zjawiska wytwarzane przez nieświadomego pojawiającego się obserwatora pojawiają się i po prostu zwyczajnie odchodzą. To jest właśnie punkt w twojej podróży duchowej, w którym wiara jest najbardziej potrzebna. Co zatem rozumiemy przez wiarę? Wiara, czyli ufność, nie jest tym samym co wierzenie, czyli przekonanie. Wierzenie jest akceptowaniem czegoś na poziomie umysłu, przynoszącym komfort i poczucie pewności. Wierzenie jest sposobem umysłu na etykiowanie i kontrolowanie własnego doświadczenia. Wiara jest właściwie czymś przeciwnym. Wiara jest pozostawaniem w miejscu całkowitej niewiedzy, akceptując wszystko, cokolwiek wyłania się z nieświadomego. Wiara jest poddawaniem się przyciąganiu osobliwości, rozpuszczaniu się lub też demontażowi własnego ja w celu przejścia bezbramnej bramy. Ewolucja i struktura galaktyki jest ściśle związana ze skalą jej czarnej dziury, tak jak twoja ewolucja przywiązana jest do obecności wszechobecnej jaźni osobliwości, która jest twoją prawdziwą naturą.
Nie możemy widzieć czarnej dziury, ale możemy wiedzieć o sposobie, w jaki rzeczy poruszają się w niej poprzez jej interakcję z fizyczną rzeczywistością. W ten sam sposób nie możemy zobaczyć naszej prawdziwej natury. Bowiem wszechobecna jaźń nie jest obiektem, ale może dostrzec oświecone czyny. Jak powiedział mistrz Zen Suzuki, nie ma, ściśle mówiąc, żadnych oświeconych ludzi. Jest tylko oświecona aktywność. Nie możemy tego zobaczyć, tak jak oko nie może zobaczyć samego siebie. Nie możemy tego widzieć, ponieważ to właśnie dzięki temu widzenie jest możliwe. Podobnie jak czarna dziura, samadhi nie jest nicością i nie jest też rzeczą. Jest upadkiem dualizmu rzeczy i nierzeczy. Nie ma bramy wejściowej do wielkiej rzeczywistości, ale są nieskończone ścieżki.
Ścieżki dharmy są niczym nieskończona spirala bez początku i bez końca. Nikt nie może przekroczyć bezbramnej bramy. Żaden umysł nigdy tego nie odkrył i żaden nigdy tego nie odkryje. Nikt nie może przejść bezbramnej bramy, więc bądź nikim. Samadhi jest ścieżką bez ścieżki, złotym kluczem. Jest końcem naszej identyfikacji ze strukturą ja, która oddziela nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat. Istnieje wiele modeli rozwojowych opisujących warstwy lub poziomy struktur własnego ja. Użyjemy tutaj przykładu, który jest bardzo stary. W upaniszadach powłoki, które obejmują atmana lub duszę, nazywane są koszami. Każde kosza jest jak lustro, warstwa struktury własnego ja, zasłona lub też poziom mai, które odwracają naszą uwagę od urzeczywistnienia naszej prawdziwej natury.
Jeśli się z nimi właśnie zaczniemy identyfikować. Pomówmy teraz o lustrach i odbiciach. Większość ludzi widzi odbicia i wierzy, że to jest tym, kim są. Jedno lustro odbija zwierzęcą warstwę, czyli ciało fizyczne. Inne lustro odbija twój umysł, twoje myśli, instynkty i percepcję. Kolejne tworzy wewnętrzną energię lub pranę, którą możesz zaobserwować, gdy zwrócisz się do wewnątrz. Kolejne lustro odzwierciedla się na poziomie imaginalnym, który jest wyższym umysłem lub też warstwą mądrości. I są też oczywiście warstwy transcendentalne czy też nondualne błogości, które są doświadczane, gdy ktoś zbliża się ku prawdzie. Istnieją potencjalnie niezliczone lustra lub też aspekty jaźni, które można różnicować i które ulegają ciągłej zmianie. Większość ludzi nie odkryła jeszcze warstw takich jak pranicznej, wyższego umysłu i niedualnej błogości.
Nawet nie zdają sobie sprawy, że istnieją. Te warstwy komunikują ci o twoim życiu, ale przecież ty ich nie widzisz. Ukryte lustra właściwie komunikują o naszym życiu więcej niż te, które są widoczne. Są niewidoczne, ponieważ dla większości ludzi nie są w pełni rozpoznane przez świadomość. Jak sieć klejnotów Indry lustra odzwierciedlają siebie nawzajem, a każde odbicie odzwierciedla wszystkie inne odbicia w nieskończoność. To tak jak w salonie luster, gdzie na każdym lustrze mamy odbicie, przekręcenie naszego właściwego wizerunku. Zmiana na jednym poziomie jednocześnie wpływa na wszystkie poziomy. Niektóre z tych serwerów lustrzanych mogą pozostawać w cieniu, chyba że mamy szczęście mieć kompetentnego przewodnika, który pomoże nam skierować na nie światło. W moim przypadku w snach mam takich trzech przewodników, dwie kobiety i jednego mężczyznę. Oczywiście postacie niefizyczne i często staję też przed lustrami.
To takie doświadczenie, kiedy pojawienie się luster zwiastuje mi, że będzie niesamowita przygoda i niesamowite doświadczenie duchowe. Prawda jest taka, że nie wiemy, czego nie wiemy. Teraz na przykład wyobraź sobie, że rozbijasz te wszystkie lustra. Nie ma nic, co odbijałoby ciebie i nic, co wracałoby do ciebie. W jakim punkcie teraz stoisz? W jakim punkcie teraz jesteś? Kiedy umysł staje w bezruchu i gdy lustra przestają odbijać, nie ma więcej przedmiotu i podmiotu. Ale nie mylcie pierwotnego stanu z nicością lub zapomnieniem. Imanentne ja nie jest czymś, ale nie jest też niczym. Źródło nie jest rzeczą, jest pustką lub bezruchem.
Jest pustką, która jest źródłem wszystkich rzeczy. Forma urzeczywistnia się dokładnie jako pustka. Pustka urzeczywistnia się dokładnie jako forma. To źródło jest wspaniałym łonem stworzenia, noszącym w sobie wszelki potencjał i możliwości. Samadhi jest przebudzeniem bezosobowej świadomości. Tak jak wtedy, gdy śnisz i przebudzając się, uświadamiasz sobie, że wszystko we śnie było wyłącznie w twoim umyśle. To urzeczywistnienie czucia. Ty zdajesz sobie sprawę, że wszystko w tym świecie występuje w odrębie poziomów, w poziomach energii i świadomości. To wszystko jest lustrami w lustrach, snami w snach. Ty, który myślisz, że jesteś, jest jednym i drugim, snem i śniącym.
Cokolwiek do was, drodzy słuchacze, teraz mówię, tu i teraz, odpuść to sobie. Nie chwytaj tego za pomocą umysłu. Dusza śni. Śni sen o tobie. Sen jest wszystkim, co się zmienia, ale możliwe jest też uświadomienie sobie tego, co niezmienne. Uświadomienie to nie może jednak zostać pojęte przez ograniczony, indywidualny umysł. Samadhi, Turiya i Nirvikalpa mają właśnie taką samą implikację, to znaczy taką samą świadomość jaźni. Na przykład Turiya to taki odłam Samadhi. Dosłownie oznacza czwarty stan, najwyższą świadomość w odróżnieniu od pozostałych trzech stanów. Tak naprawdę Samadhi jest wiele odmian, ale tak właśnie tutaj, co przygotowałem, ten wykład dla was jest sklepieniem tych wszystkich nauk, różnych odłamów Samadhi, ale też i buddyzmu i różnych religii w jedną całość, bo tak naprawdę to tylko nazwy i niczym większym tak naprawdę się nie różnią.
Wszędzie właściwie chodzi dokładnie o to samo. I jeszcze raz wracając do Turiyaya, dosłownie ona oznacza czwarty stan, najwyższą świadomość w odróżnieniu od pozostałych trzech stanów, czyli jawy, śnienia i snu bez snów. Czwarty stan jest wieczny, a pozostałe trzy stany przychodzą i odchodzą w nim. W Turiya istnieje świadomość, że umysł połączył się ze swoim źródłem, sercem i jest tam spokojny, chociaż niektóre myśli wciąż na niego uderzają, a zmysły są nadal w pewnym stopniu aktywne. Na przykład w Nirikalpie zmysły są nieaktywne, a myśli całkowicie nieobecne. Dlatego doświadczenie czystej świadomości w tym stanie jest intensywne i błogie. Kiedy powracamy z Nirikalpi Samadhi, lustra znów zaczynają odbijać się i jest wiadome, że świat, w którym teraz myślisz, że żyjesz, jest w rzeczywistości tobą. Nie tobą ograniczonym, który jest jedynie tymczasowym odbiciem, ale stajesz się świadomy swojej prawdziwej natury jako źródła wszystkiego, co jest Ten przebłysk wyższej mądrości, ten zalążek, czyli prajna albo gnoza, jest tym, co rodzi się z samadhi. I tak na przykład według Księgi Hioba mądrość przychodzi z nicości. Ten punkt mądrości jest zarówno nieskończenie mały, a jednocześnie obejmuje całość istnienia.
Pozostaje jednak niezrozumiały, dopóki nie otrzyma kształtu i formy w pałacu zwierciadeł zwanym wonem, wyrzeźbionym przez wyższą mądrość, która nadaje kształt zarodkowi ducha Boga. Istnienie luster czy istnienie umysłów nie jest problemem. Przeciwnie, błędem czy odchyleniem ludzkiej percepcji jest utożsamianie siebie z tym. Ta iluzja, że jesteśmy ograniczonym ja to właśnie maya, o której wspominałem w przedostatniej audycji. Nauki jogiczne mówią, że w celu urzeczywistnienia nirwany należy obserwować obiekt medytacji, dopóki nie zniknie. Dopóki ty nie zanikniesz w nim albo on w tobie. Chociaż języki w wielu tradycjach są różne, u ich źródeł wszystkie wskazują w kierunku zaprzestania samoidentyfikacji czy egocentrycznych aktywności. Budda zawsze nauczał w kategoriach ujemnych. Nauczał, aby badać bezpośrednio w działającej strukturze ja. Nie mówił, czym jest nirwana, poza tym, że jest końcem cierpienia.
W Advaita Vedanta istnieje termin nédi nédi, co oznacza nie to, nie tamto. Ludzie na ścieżce do samurzeczywistniania dowiadują się o swojej prawdziwej naturze czy naturze bramina poprzez wcześniejsze odkrycie, kim nie są. Wszyscy szukamy odpowiedzi, kim jestem, ale czy to właściwa droga? Myślę, że chyba już znacie odpowiedź. Podobnie w chrześcijaństwie święta Teresa z Avila opisuje podejście do modlitwy opartej na negatywnej ścieżce lub via negativa, w wolnym tłumaczeniu poprzez negację. Modlitwa spokoju, poddanie się i zjednoczenia, która jest jedyną drogą do dostąpienia absolutu. Poprzez ten stopniowy proces usuwania puszczasz wszystko, co nie jest trwałe, wszystko, co się zmienia, umysł, konstrukt ego i wszystkie zjawiska włączające ukryte warstwy ja. To, co nieświadome, musi stać się przejrzyste, aby móc odzwierciedlić jedno źródło. Jeśli istnieje jeszcze jakieś głębokie przekonanie lub pewne działanie w podświadomości, nasze życie pozostaje zamknięte w labiryncie ukrytych wzorców, które zawierają nieodkryte ja. Kiedy wszystkie warstwy ja jawniają się jako puste, wtedy uwalniasz się od siebie.
Stajesz się wolnym od wszelkich koncepcji. Punktem zwrotnym w twoim rozwoju jest uświadomienie sobie, że nie wiesz, kim jesteś i zaczynasz zadawać sobie pytania takiego typu jak: kto doświadcza oddechu? Kto doświadcza smaku? Kto doświadcza śpiewu, rytuału, słońca, wspinaczki po górach? I tak dalej. Musisz sobie uświadomić świadka, obserwować obserwatora. Początkowo obserwując obserwatora zobaczysz jedynie iluzoryczne ja. Ale jeśli jesteś wytrwały, iluzoryczne ja w końcu odpuści. Badaj zatem bezpośrednio tego lub to, co doświadczasz. Bez mrugnięcia, przeszywającym wzrokiem, przenikliwie, z pełną siłą twojej istoty.
Bądź po prostu sceptykiem. Nie istnieje ja, które się budzi. Nie istnieje ty, który się budzi. Tym, z czego się budzisz, jest iluzja podzielonego ja ze snu o tobie ograniczonym. Rozmawianie o tym jest bez znaczenia. Musi nastąpić rzeczywiste zaprzestanie ja, aby uświadomić sobie bezpośrednio, czym jest, a kiedy dokonuje się to, nie ma nic, co można na ten temat powiedzieć. Jak tylko powiesz coś, jesteś z powrotem w umyśle. Zwyczajowo mamy trzy stany świadomości: budzenie się, śnienie i głęboki sen. Nirwaną czasem określa się jako stan czwarty, podstawowy stan świadomości. Pierwotne przebudzenie, które może stać się nieustannie obecnym i równoległym z innymi stanami świadomości.
Na przykład w wedyzmie nazywa się to turija. Inne terminy określające turija to świadomość Chrystusowa, świadomość Krishna, natura Buddy lub sahaja samadhi. W sahaja samadhi immanentna jaźń pozostaje obecna wraz z pełnym wykorzystaniem wszystkich funkcji ludzkich. Spokój pozostaje w bezruchu, w centrum spirali zmieniających się zjawisk. Myśl, uczucia, doznania i energia krążą wokół niego po obwodzie, a poziom spokoju, czy też jam jestestwa pozostaje podczas zewnętrznych aktywności dokładnie tak jak w medytacji. Jest możliwe też, że immanentna jaźń pozostaje obecna nawet podczas głębokiego snu, że twoja świadomość, że jesteś nie przychodzi i nie odchodzi, nawet gdy zmieniają się te stany świadomości. I to się nazywa snem jogicznym. W Pieśniach o pieśniach lub Pieśni Salomona w Biblii hebrajskiej lub też w Starym Testamencie możemy wyczytać: „Ja śpię, lecz moje serce budzi się”. To uświadomienie sobie wiecznej, bezosobowej świadomości jest wyrażone w słowach Chrystusa, kiedy mówi: „Zanim był Abraham, jestem”. Jedna świadomość, która promieniuje poprzez niezliczone twarze, niezliczone formy i na początku jest jak kruchy płomień zrodzony z polaryzacji w twoim wnętrzu.
Męskość przenikająca świadomość z poddaną lub otwartą energią kobiecości. Jest to idealne, delikatne, ulotne i trzeba bardzo uważać, aby to chronić i utrzymać przy życiu aż do dojrzałości. Nirwana jest jednocześnie ponadczasowym stanem świadomości i etapem odsłaniającym się w procesie rozwoju. Czymś ograniczonym, czymś organicznym i rosnącym w czasie. Jak ktoś spędza coraz więcej czasu w nirwanie, chwili obecnej, bezczasie otrzymuje więcej i więcej wskazówek płynących prosto z serca, z duszy lub z Atman i coraz mniej z uwarunkowanej struktury skorupy. W ten sposób stajesz się wolny od niższego umysłu ego, wolnym od patologicznego myślenia. Wewnętrzne okablowanie wtedy zmienia się. Energia nie płynie już dłużej nieświadomie w starej, uwarunkowanej strukturze. To inaczej mówiąc, nie utożsamiasz się już dłużej ze strukturą ja, z zewnętrznym światem formy. Urzeczywistnienie nirwany wymaga wysiłku tak wielkiego, że staje się całkowitym poddaniem siebie.
Poddania tak wszechogarniającego, że jest to całkowity wysiłek czyjejś istoty, cała jej energia. Jest to równowaga wysiłku i poddania się yin i yang, pewnego rodzaju wysiłek. Indyjski mistyk i jogin Paramahamsa Ramakrishna powiedział kiedyś: „Nie szukaj oświecenia, chyba że szukasz go tak, jak osoba z płonącymi włosami szukałaby stawu. Szukaj go całą swoją istotą”. Podczas praktykowania transcendencji ego potrzeba wielkiej odwagi, czujności i wytrwałości, aby utrzymać zarodek przy życiu, nie wpaść z powrotem w szablony świata. Chęci i gotowość są niezbędne, aby pójść pod prąd przeciwko bezlitosnemu uściskowi matrixa i miażdżącym kołom samsary. Każdy oddech, każda myśl, każde działanie musi być nastawione na urzeczywistnienie źródła. Nirwana nie jest urzeczywistniana poprzez wysiłki czy brak wysiłku. Odpuść sobie zatem wysiłek i niewysiłek. To jest dualność, która istnieje jedynie w twoim umyśle.
Faktyczne uświadomienie sobie oświecenia jest tak proste, tak niezróżnicowane, że zawsze jest błędnie interpretowane przez język, który jest z natury dualistyczny. Istnieje tylko jedna pierwotna świadomość, która się budzi jako świat, ale została zasłonięta przez wiele warstw umysłu, jak słońce ukryte za chmurami. Wraz odpuszczeniem kolejnej warstwy umysłu odsłaniasz swoją własną esencję. Gdy kolejna warstwa umysłu zostaje zrzucona ludzie nazywają to różnymi nirwanami. Nadają nazwy różnym doświadczeniom i różnym rodzajom zjawisk, ale nirwana jest tak prosta, że kiedy powiedzą ci, czym jest i jak ją urzeczywistnić, twój umysł zawsze to przegapi. Myślę, że będzie podobnie w tym przypadku w audycji, kiedy staram się wam dosadnie powiedzieć, co czym jest. Wielu po prostu tego nie zrozumie. Mamy przykłady choćby na czatach. Właściwie to nirwana nie jest prosta czy złożona. To tylko umysł takim je czyni.
Kiedy nie ma umysłu, nie ma problemu, ponieważ to umysł jest tym, co musi się zatrzymać, zanim zostanie ono urzeczywistnione. Ono w ogóle się tak naprawdę nie dzieje. Najbardziej zwięzłe podsumowanie można prawdopodobnie znaleźć w tym zdaniu: bądź spokojny i wiedz. Czy na przykład w innym zdaniu: cisza jest językiem Boga. Wszystko inne jest marnym przetłumaczeniem, wspominał kiedyś Rumi. I pewnie zadamy sobie kolejne pytania typu: jak możemy używać słów i obrazów, aby wyrazić spokój? Jak możemy wyrazić ciszę, hałasując? Zamiast mówić o oświeceniu jako koncepcji intelektualnej, ten wykład, który teraz robię dla was, słuchacze, jest radykalnym wezwaniem do bezczynności, wezwaniem do medytacji, wewnętrznej ciszy i wewnętrznej modlitwy. Wezwaniem do zatrzymania się, do zatrzymania własnego umysłu, o którym nie raz już wspominałem praktycznie w każdej mojej audycji „Czas snu”. Zatrzymaj wszystko, co jest napędzane przez patologiczny, egoistyczny umysł.
Bądź spokojny i wiedz. Nikt ci nie powie, co wyłania się z bezruchu. Jest to wezwanie do działania z duchowego serca. To jak pamiętanie czegoś starożytnego. To jak powrót do domu, bo przecież tak naprawdę wiesz, co masz robić. Ja sam jako OOBE-nauta, osoba wychodząca poza ciało, czasami kiedy się przygotowywałem do jakichś większych podróży, zastanawiałem się, co robić w danych krokach, kiedy planowałem, czyli to też był planowany sen. I zastanawiałem się czasami, co mam robić w tych snach. Ale kiedy nie mogłem znaleźć odpowiedzi, mówiłem sobie: a niech ma się dziać, co ma się dziać. I tak po drugiej stronie wiem, co mam robić i doskonale sobie poradzę. I tak robiłem.
I to właśnie jest taki stan, że ma się w głowie coś takiego, że pamięta się, ma się dostęp do tej wiedzy, do czegoś starożytnego. Dusza budzi się wtedy i pamięta samą siebie. Przypomina sobie, że była śpiącym pasażerem, lecz teraz pustka budzi się i uświadamia sobie siebie jako wszystkie rzeczy. Nie możesz wyobrazić sobie, czym jest nirwana, pozostając ograniczonym, egoistycznym umysłem, tak jak nie możesz opisać niewidomemu, czym jest kolor. Po prostu twój umysł nie może wiedzieć, nie może tego wytworzyć i dlatego też uświadom sobie prawdę. Uświadomienie sobie prawdy to widzieć w inny sposób. Nie widzieć odrębnych rzeczy, ale rozpoznawać widzącego. Święty Franciszek z Asyżu powiedział: „To, czego szukasz, jest tym, co widzisz. Gdy zobaczysz księżyc, możesz go rozpoznać w każdym odbiciu. Rzeczywista jaźń zawsze tam była.
Jest we wszystkim, ale nie zdawałeś sobie sprawy z jej obecności. Kiedy uczysz się rozpoznawać i traktować jako prawdziwe ja poza umysłem i zmysłami, możesz doznać podziwu tego, co najbardziej przyziemne. Sam stajesz się podziwem. Nie próbuj być wolnym od pragnień, ponieważ potrzeba bycia wolnym od pragnień jest samym pragnieniem. Nie próbuj pozostawać bez ruchu, ponieważ każda próba jest ruchem. Uświadom sobie spokój, który jest zawsze obecny. Bądź spokojny i wiedz. Po puszczeniu wszystkich preferencji źródło zostaje ujawnione, ale nie przyczepiaj się nawet do źródła. Wielka rzeczywistość w Tao nie jest ani jednym, ani dwoma. Ramana Maharshi powiedział kiedyś: Ja jest tylko jedno.
Jeśli jest ograniczone, to jest ego. Jeśli jest nieograniczone, to jest nieskończona i wspaniała rzeczywistość. Jeśli wierzysz w to, co zostało powiedziane, przegapiłeś to. Jeśli nie dowierzasz, również przegapiłeś to. Wiara i niewiara działa na poziomie umysłu. Wymagają wiedzy, ale jeśli weźmiesz udział w swoim własnym śledztwie, badając cały aspekt twojej własnej istoty, dowiesz się, kto prowadzi dochodzenie. Kto tak naprawdę tu jest szefem. Jeśli zechcesz być zgodnie z zasadą „Nie moja wola, lecz wyższa wola będzie dokonana”. Jeśli zechcesz podróżować poza wszelkim poznaniem, wtedy być może uświadomisz sobie to, co próbowałem dziś tobie wskazać w tej audycji. Tylko wtedy skosztujesz głębokiej tajemnicy i piękna prostego istnienia.
To, że istnieje inna możliwość życia. Istnieje coś świętego, niezgłębionego, które możesz odkryć w głębi twojej istoty. Poza konceptami, poza dogmatami, poza uwarunkowanymi działaniami i wszelkimi preferencjami, programami. Nie jest to związane z nabywaniem technik, rytuałów, praktyk. Nie ma sposobu, aby to zdobyć. Nie ma systemu, nie ma drogi do drogi. Jak to mówią w zen, jest to odkrycie twojego pierwotnego oblicza, zanim się urodziłeś. Nie chodzi o to, aby dodać coś więcej do siebie. To staje się światłem świecącym na ciebie, światłem, które rozprasza iluzję ja Mai. Życie zawsze pozostaje niespełnione, a serce pozostanie niespokojne, dopóki nie spoczniemy w tej tajemnicy poza nazwą i formą.
I to wykład, który przygotowałem, drodzy słuchacze, dla was dzisiaj, po wielkich bojach ze swoim zdrowiem. Mam taką tendencję ostatnimi czasami, że umieszczam to, co przygotowałem również w formie tekstowej, ponieważ niektórym nie podoba się czasami moja dykcja. Więc jeżeli ktoś nie chce słuchać audycji, może sobie to przeczytać. Taką treść w formie tekstu zawsze umieszczam teraz odnośnie audycji, którą dziś prowadziłem, jak i również wcześniejszej i można sobie zwyczajnie przeczytać albo nawet wrzucić syntezator mowy. Tak przeglądam tutaj jeszcze skrzynkę pocztową, bo miałem sporo pytań od słuchaczy. Obiecałem, że odpowiem na antenie, ale wyobraźcie sobie, drodzy słuchacze, że nie mogę znaleźć niektórych wiadomości, pomimo że trzymam to w archiwum. Wiem, że tam jest ustawione pewnie na jakiś okres przetrzymywania, więc być może mi to już skasowało, ale mimo wszystko i tak wam dziękuję za to, że się odzywacie, że czasami są różne te zdania. Ale w większości przeważają te pozytywne. Dziękuję tutaj słuchaczom na kanale YouTube retransmitowanym przez Radio Paranormalium audycji „Czas snu”. Jest tu was troszkę.
Karol Czapiga, Mothman, Ala Marzena Lu, Astra A, Sula, System FT, Karolina Belfast. Ski Mike bardzo ciekawe pytanie napisał, zaraz się do tego odniosę. Także witam was na czatach i przepraszam, że tak późno, ale lubię zacząć audycję tak, aby powiedzieć co mam powiedzieć, a dopiero później się odnoszę. Ewentualnie pozdrawiam i do pytań, które tutaj zadajecie. Linii dzisiaj nie otwieram, bo jestem w pół chorobie, więc tak jak wspomniałem na początku audycji nie chciałem znowu odwoływać audycji, bo też się źle czuję, jeżeli odwołuję audycję, gdy zapowiadam coś. Więc pociągnąłem tę audycję dzisiaj z lekkim bólem. Pisałem to z bólem głowy oczywiście. Ten wykład w południe i później pod wieczór dokończyłem, bo musiałem jeszcze zrobić zakupy świąteczne na Wszystkich Świętych i tak dalej. Więc na tyle, na ile dałem dzisiaj siłę, to zrobiłem to. Takie moje wnioski, analizy wyciągnąłem i przedstawiłem wam dzisiaj w audycji.
A tu jeszcze odniosę się do pytania słuchacza Ski Mike. O, witaj Luby! W końcu udało mi się ciebie na live złapać, a wszystkie twoje audycje przesłuchałem. Chętnie bym z tobą wymienił się doświadczeniami. Nie ma problemu. Jak najbardziej zapraszam do Skype'a Radio Dream Time. Tam możesz ze mną rozmawiać, komunikować się, ewentualnie na stronę www.radiodreamtime.com i tam są linki oraz instrukcja jak zainstalować sobie Telegram. I jak połączyć się z grupami, między innymi z grupą z Niepisanej Nagrania oraz OBE Polska. Ja te kanały prowadzę, jak również RDT chat publiczny. To wszystko jest na stronie radiodreamtime.com.
Aby tam można było dołączyć, to jest wszystko opisane co i jak trzeba zrobić. Myślę, że wiele ludzi już przechodzi na kanał Telegramu. Ja ze Skype'a osobiście rzadko korzystam, prawie w ogóle, natomiast z Telegrama jak najbardziej. Już ma około miliarda użytkowników, więc w dzisiejszych czasach, przy tej patologii, co się dzieje wokół nas, ludzie po prostu widzą i uciekają w inne sfery. I tutaj jeszcze Sky Mike napisał, zadał takie pytanie na czacie Radia Paranormalium na kanale YouTube na czacie transmisji „Czas snu”: „Spotkałeś się może na jakimś poziomie z takim czymś jak black goo? To taka czarna maź, glut, demoniczny wygląd. Niby to jakiś byt, a ma się odczucie, że to SI”. Z tą nazwą się pierwszy raz spotkałem. Black goo. Natomiast jeżeli chodzi o tą czarną maź, glut, demoniczny wygląd, czy to niby demoniczny byt, tak, jak najbardziej.
Wiele, wiele razy. Przy pierwszej warstwie wyjścia poza ciało spotyka się takie istoty. Tam bluesgille są wtedy takie, że masakra. Natomiast w późniejszych warstwach, gdzie pozbywamy się wręcz ciała, nawet tego eterycznego i podróżujemy tylko i wyłącznie myślami, spotykam takie istoty. Są to te same byty co na tym niższym poziomie, tylko z wyższym poziomem świadomości. Czy są to czarni? Tak, ja ich też widuję jako czarnych. I rzeczywiście, tak jak tutaj piszesz w tym komentarzu, są to bardzo inteligentne rozmowy i ma się wrażenie, że się rozmawia właśnie z czymś takim jak SI, czyli sztuczną inteligencją. Zresztą ja o tym wspominałem już kilka razy w audycjach swoich. Rzeczywiście nie są świetlistymi istotami, ale je widać.
Na innym poziomie świadomości masz inne postrzeganie percepcyjne. O tym wspominałem dzisiaj również w audycji „Czas snu”. I co ciekawe, masz inne pojęcie patrzenia na to wszystko. Te istoty wiedzą, że tam jesteś, ale cię nie widzą. Natomiast ty odczytujesz wszystkie ich intencje. To na poziomie telepatycznym się to wszystko odbywa. Ale przynajmniej ja, jak jestem na tych wyższych warstwach, kiedy takie istoty spotykam, to dla mnie to jest pewnego rodzaju też taka zabawa w chowanego, taka udawanka. To znaczy, że doskonale wiem, mam świadomość tego, czym są te istoty. Nie mogę wam teraz powiedzieć na przykład na żywo, bo wiele rzeczy się traci po prostu, zostają tylko szczątki informacji, które się pamięta na tych naprawdę wyższych, wysokich poziomach. Bo nie mówię o takich snach świadomych, które możemy mieć, których ja mam co noc po trzy, cztery.
Ostatnimi czasami bardzo dużo. Natomiast na tych wyższych poziomach ja mówię na to taka udawanka, taka gra, taka zabawa w chowanego. W sensie, że wszystko widzisz, na każdym poziomie widzisz intencje tych istot. Wyprzedzasz ich myśli do przodu, wiesz, co zaraz będą chcieli zrobić. Czasami próbują atakować, ale to jest takie, że przenikają po prostu przez ciebie. Oni by cię chcieli złapać za szyję, za kark, wytarmosić cię i tak dalej, ale po prostu nie są w stanie. Jesteś na zupełnie innym, wyższym poziomie, na innej wibracji niż te istoty. Są to rzeczywiście takie mazi. Czasami jest kilka tych istot, ale rzadko jest kilka. Raczej to jest jedna jakaś istota.
Zdarzało mi się spotykać dwie, trzy istoty na takim poziomie, ale to jest rzadkie. Raczej przeważnie jest to coś, co przyciągamy jedną istotę. No i tak to wygląda u mnie. Mam nadzieję, że ci odpowiedziałem w miarę sensownie na to pytanie. Czy są jeszcze jakieś pytania? Macie jeszcze jakieś pytania? Okej. „Nie patrzyłam na czata, tylko słuchałem z zamkniętymi oczami”. Ala, dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że w miarę dobrze modulowałem ten głos, żeby to fajnie brzmiało.
W sensie fajnie, żeby wpływało na nasz umysł. Bo wiem, że to jest bardzo istotne i ważne. Sula: „Hejo wszystkim. Bram jest cztery: wschodnia, północna, zachodnia i południowa”. To zależy o jakich bramach mówimy. Myślę, że dobrą lekturą są książki Jarosława Bzomy. On tam ciekawie o tych bramach opisuje. Sula: „Czas nie istnieje”. Tak, czas nie istnieje. Mówiłem o tym w przedostatnim odcinku audycji o ego.
Sula: „Dla mnie to nie są demony, tylko ciemni, którzy ściągają z nas energię, bo im brakuje kundalini”. Tę energię pozyskują trochę w inny sposób. Jak już w tę sferę wchodzimy. Oni korzystają z zupełnie innego rodzaju energii. Jeżeli mówimy o tych czarnych. Zastanawiam się, czy ten wątek ciągnąć, bo to nie jest proste mówić o tym, a z drugiej strony ja też muszę uważać czasami, co mówię, bo niestety nie wszystko można powiedzieć. To nie chodzi o to, żebym limitował wiedzę dla siebie i tak dalej, tylko wiem, że jak mogę coś trochę więcej powiedzieć, to bardzo może się to pewnym osobom nie spodobać i mogą być nieciekawe akcje. Już takich akcji kilka miałem, więc nie chciałbym raczej wchodzić w te sfery. Dobrze, widzę, że więcej już pytań nie macie, a ja też już czuję zmęczenie. Na dzisiaj będzie to tyle.
Za tydzień będzie audycja w punkt. We wtorek o godzinie 21 we wszystkich trzech radiach. W czwartek będzie audycja „Peryskop sny”. Będą też moje sny. Te, które ostatnimi czasy mam. Zauważyłem już kiedyś, że często świadome sny się pojawiają w dziwnych stanach chorobowych. Wtedy jest wysyp takich snów, kiedy na przykład jest gorączka. Aczkolwiek ja gorączki nie miałem, także nie mam zwida absolutnie nic. Zwykłe, normalne przeziębienie, gdzie wyszedłem sobie po prostu z dyskoteki w zeszłym tygodniu w krótkim rękawie przy kilku stopniach. Zgrzany, wszystko i tak dalej.
I do tego jeszcze przy otwartym oknie siedziałem, przy wiatrach, które ostatnimi czasy były. A ponieważ mam uszkodzone ucho, za dziecka sobie uszkodziłem to i mam bliznę na uchu, więc czasami lekkie przewianie powoduje to, że głowa mi dosłownie pęka. Zresztą robiłem też kiedyś badania na to wszystko, już takie profesjonalne. To była główna przyczyna tego, że nie mogłem. Za tydzień we wtorek w punkt 21:00, w czwartek Periskop. Chyba na dzisiaj tyle. Dobrze. To życzę wam w takim razie spokojnych świąt Wszystkich Świętych. Abyście przeżyli to w gronie rodziny, w spokoju i w zadumie i też sobie zaczęli zadawać te pytania tak naprawdę, kim jesteśmy i tak dalej. Choć nie do końca jest to droga właściwa, ale myślę, że na początek jak najbardziej wskazana.
Tak abyście spędzili te święta w gronie najbliższych. Troszkę takiej zadumy nad tym wszystkim, co się dzieje, nad tą całą paranoją, która wokół nas jest. I cóż, do usłyszenia w takim razie z audycją „Czas snu” za dwa tygodnie. A na dzisiaj to tyle i do następnego razu. Trzymajcie się, bądźcie zdrowi. Świadomych kolorowych snów. Cześć. Dziękuję Ivolliosowi również za retransmisję audycji „Czas snu”. Cześć. Projekt i realizacja.