[00:01] - Teoria chaosu.
[00:23] - Welcome to the real world. Deny everything. No one. The truth is out there.
[01:11] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest Teoria Chaosu. Jak zwykle w każdy piątek po północy audycja o spiskach i rzeczach niewyjaśnionych. Dzisiaj z lekkim opóźnieniem przez to, że działa planned obsolescence. Może przesadzam troszeczkę, ale miałem kłopoty z drukarką, która odmawiała posłuszeństwa, nie chciała drukować w sieci. Ale pewnie taka drukarka wysyła informacje do jakichś dziwnych różnych miejsc. Dzisiaj mamy 24 sierpnia, właściwie 25, w zależności od tego, gdzie jesteśmy, ale w Polsce już jest 25. Bardzo ciepło na zewnątrz i zachęca nas to do pewnych poszukiwań. Na niebie, przede wszystkim na niebie. Szczęśliwcy widzieli UFO.
Widzieli różne niezidentyfikowane obiekty na niebie, w tym ja, mogę się przyznać. Ale takich ludzi są miliony, które widziały różne dziwy na niebie. Tutaj mam cytat, którym zawsze zaczynam, ale zanim do cytatu przejdę, jeszcze chciałbym powiedzieć, że możecie znaleźć wszystkie informacje dotyczące Teorii Chaosu, różnych ciekawostek z teoriachaosu.com.pl. Tam też jest lista sponsorów. Ona jest uaktualniana czasami z lekkim opóźnieniem. Tak że też dziękuję wszystkim sponsorom audycji Teoria Chaosu. Jest też forum, które ostatnio zostało zaatakowane spammerskimi botami, automatami, które wrzucają po tysiąc tematów. Ja nie za bardzo mam wszystko dobrze skonfigurowane, to forum, więc one sobie tam szaleją, ale dzisiaj postaram się je wszystkie pousuwać. To są takie automaty napisane przez zdolnych ludzi, ale bardzo żądnych zysku. Ci ludzie po prostu zarabiają na tych botach.
Nie wiem, jak mogą zarabiać na tym. W każdym razie jakoś tam zarabiają, pomimo że audycja Teoria Chaosu nie jest komercyjna, nie zarabia na siebie. Ale te boty, które piszą automatycznie na forum, zarabiają. Mniejsza z tym. Przechodzimy do audycji, do tematu. „Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło”. To powiedział William Szekspir, który zapewne nie raz widział dziwne rzeczy, które mocniej go zastanawiały, bo dzisiaj mamy dużo wynalazków obok siebie, wiemy sporo o kosmosie, wszechświecie. Natomiast kiedyś, w XVI wieku, w którym żył William Szekspir, nie było to takie wszystko jasne jak dzisiaj. Dzisiaj właśnie będziemy o takich dziwach największych, bo o katastrofach UFO. Jest to temat najbardziej kontrowersyjny chyba ze wszystkich dotyczących UFO.
Może nie dotyczący UFO de facto najbardziej kontrowersyjny, ale wiem, że sceptycy się najbardziej go przyczepiają. Bo jeszcze akceptują te porwania ludzi, jakieś okaleczenia. Wszystko okej. Ale mówią jedno sceptycy: że jak może dojść do katastrofy UFO? Przecież to są istoty, ci ludzie rozwinięci od nas o miliony lat być może. To jak oni mogą doprowadzić do katastrofy gdzieś na Ziemi, lecąc miliardy kilometrów, aby rozwalić się na jakiejś pustyni, bo źle obliczyli jednostki? Chciałbym przypomnieć, że NASA się wielokrotnie to zdarzało, jak źle przeliczyli jednostki i rozbili pojazd na Marsie na przykład. Więc takie dalsze podróże myślę, że są dużo trudniejsze w przewidzeniu pewnych skutków. Ale zakładając, że takie katastrofy nie miały miejsca, ja dzisiaj będę troszeczkę chciał pokazać wam, że być może doszło do takich katastrof w przeszłości. Być może nadal dochodzi.
Kto wie? To jest sprawa nie do końca jeszcze poznana, ale także mam informacje z rejonu Polski na temat tego typu katastrof, a przynajmniej jednej takiej katastrofy. Natomiast bardzo wielu z różnych rejonów świata i niektóre z tych przypadków są niemal pewne. Dla sceptyków nigdy to nie jest pewne, ale jest zbyt dużo świadków, zbyt dużo też poważnych świadków, którzy pracowali dla wojska, dla służb specjalnych. ... byli wzorowymi obywatelami w danym państwie i o tym mówią. Dzisiaj chciałbym zacząć od takiej dziwnej katastrofy, która wydarzyła się w zeszłym roku. Może niewielu z was pamięta, co się wydarzyło w Wielkiej Brytanii 12 stycznia 2011 roku. Co się wydarzyło? Wydarzyło się coś bardzo dziwnego.
Coś tak dziwnego i absurdalnego, że można by pomyśleć: „To jest coś normalnego”. Zapomniałem jeszcze powiedzieć, że możecie wejść na czata Radia Nafalni. Audycji można słuchać w Radiu Nafalni albo w Radiu Paranormalium, ale tutaj jestem zalogowany na czacie Radia Nafalni. To jest kanał IRC-a i tutaj wkleję linka. Później oczywiście, jak będziecie mogli odsłuchać tę audycję, to linki będą podane na stronie. Właśnie wtedy, 12 stycznia wydarzyła się katastrofa wiatraka elektrycznego. Wiatraka, który produkuje prąd. Takich olbrzymich wiatraków, bardzo wysokich. One miały 290 stóp, czyli to jest jakieś 100 metrów wysokości. Bardzo wysokie.
W większości miast polskich nie ma tak wysokich budynków, a te wiatraki miały aż taką wysokość. I jeden wiatrak nagle jedno śmigło stracił. Miał takie trójśmigłowe wiatraki. Jedno śmigło stracił, a drugie było przegięte. Nie muszę chyba wam mówić, jaka siła jest potrzebna do zrobienia czegoś takiego. Jeżeli na przykład jakiś ptak czy jakiś, nie mówię samolot, ale po samolocie raczej byłyby ślady, że się zderzył taki wiatrak. Przy zderzeniu na przykład z ptakiem czy jakimś innym biologicznym stworzeniem nie zostawia praktycznie śladu. Oprócz może jakichś czynników biologicznych, ale nie ma praktycznie śladu, że doszło do takiego zderzenia. Z niekorzyścią oczywiście dla tej biologicznej istoty. Czyli generalnie ptaki, nietoperze potrafią ginąć przemielone przez te wiatraki.
Dlatego czasami się mówi, że one nie są ekologiczne. Natomiast tutaj wydaje się, że jednak ten obiekt wyszedł bardziej cało niż ten wiatrak. Jaka to musiała być olbrzymia siła i jak musiał być wytrzymały obiekt, który coś takiego wytrzymał. Pada też oczywiście podejrzenie, że mógł to być meteoryt, ale raczej mało prawdopodobne ze względu na to, że byli świadkowie. Na przykład pani, która widziała to zderzenie. To jest sytuacja dosyć trudna w udowodnieniu, z czym to się zdarzyło, ale naprawdę bardzo dziwne. Wytłumaczyć to nie jest prosto. Oczywiście to wszystko pod dywan jest zamiecione. Możecie dzwonić na Skype'a Radia Nafalni: radionafalni.com lub na telefon 22 398 82 26, wewnętrzny 321. Mamy pierwszy telefon.
Z nami jest stały słuchacz.
[09:35] - Halo? Już wyciszam Radka.
[09:37] - Tak. Prosimy. Witaj, stały słuchaczu.
[09:41] - Słychać mnie?
[09:42] - Tak, bardzo dobrze.
[09:44] - Wyślę wam dwa. Wznawia TVN. Pamięta pan, w latach 90. był taki program „Nie do wiary” na TVN-ie?
[09:54] - Oczywiście.
[09:55] - Od września go wznawiają. Będą nowe odcinki emitować na TTV. To jest drugi kanał TVN-u. Na cyfrowej telewizji naziemnej na satelicie będzie. Wyślę linka z godzinami emisji audycji i drugi opis to jest o historii fantastyki, ale od strony naukowej. Co fantastyka wymyśliła, a na przykład pisarz napisał pięć, dziesięć lat temu książkę i zanalizują każdy odcinek tych najsłynniejszych pisarzy jak Verne. Taki cykl będzie. Wyślę na tym Skype adresy do tych programów.
[10:37] - Stały słuchaczu, czy jakieś informacje masz na temat różnych ciekawostek?
[10:40] - Niestety nad katastrofami UFO nic ciekawego nie znalazłem na ten temat. Nie licząc plotek o Roswell.
[10:51] - To nie są plotki. Roswell to nie są plotki.
[10:54] - Wiele programów na ten temat było, a najciekawsze to było pół, parę lat temu. Wzięli archeologów i to miejsce, gdzie najwięcej świadków mówiło, że tu się rozbiło, dokładnie to przekopali i ziemia jest naruszona, tak jakby ciężki obiekt uderzył z dużą prędkością w tym miejscu. Po prostu zostały ślady w gruncie, które po analizie wykryli i to jest dowód fizyczny, że coś ciężkiego z dużą prędkością uderzyło. To było dwa lata temu. Był o tym cały odcinek w jakimś filmie dokumentalnym.
[11:33] - Jest dużo więcej poszlak i dowodów, takich naprawdę mocniejszych od tego, bo też byli świadkowie, którzy widzieli materiały z tamtej katastrofy.
[11:43] - Wzięli coś takiego. Ostatniego żyjącego świadka, który mówił, że miał w ręce materiał z tego UFO i wzięli materiał. On opisał, jak ten materiał się zachowywał, jak w ręce go czuł i najbardziej prawdopodobne materiały dzisiaj, jakie są produkowane. I wskazał jeden z tych materiałów, który był najbardziej podobny. Tylko jedną rzecz zapomnieli podać w tym programie i mi to żal. Kiedy ten materiał, który dzisiaj człowiek produkuje, kiedy go zaczęto produkować? Podejrzewam, że ten materiał był produkowany dużo później, gdy nauczyliśmy się go produkować, niż wtedy, gdy się rozbił ten obiekt w Roswell.
[12:30] - Poza tym on mówi o takich materiałach, których do dzisiaj nie ma. Nie mamy takich materiałów.
[12:34] - Ostatni świadek, który twierdzi, że miał w ręce kawałek tego UFO. Mówimy o UFO. Miał tego obiektu. On opisał, jak ten obiekt odczuwał i najbardziej zbliżone materiały do tego, co dzisiaj się produkuje. Wskazał materiał, który najbardziej zbliżony do tego, jak on go miał w ręce, miał jego masę. Damian mówi pod tym kątem, czy wojsko mogło zrobić coś podobnego, jeśli się rozbiło, wtedy udowodnisz, że na pewno tego materiału zbliżonego fakturą nie było na Ziemi, nie było produkowane. Taki test był zrobiony. Około pięciu lat temu.
[13:21] - To jest też jakaś poszlaka. Oczywiście są jeszcze inne.
[13:23] - Bardzo ciekawe były analizy, że tam się faktycznie coś rozbiło. To, co udało wycisnąć naukowe dzisiaj. To było ciekawe. Wyślę te linki do opisów tych dwóch spraw.
[13:37] - Przepraszam. Tylko po takim czasie to ciężko udowodnić jednoznacznie, bo to już są zatarte miejsca.
[13:43] - Wiem, że jest zatarte, ale innej metody nie ma. Jedyną faktyczną to dostać się do tajnych archiwów rządowych i wycisnąć tam wiadomo co.
[13:53] - Być może jeszcze są jakieś elementy, gdzie można je znaleźć. Małe części metalu i tak dalej, ale to jest mało prawdopodobne, bo to jest na bardzo wielkim obszarze i to było przeczesywane już przez tysiące ludzi. Także naprawdę, jeżeli coś tam ktoś znalazł, a to się błyszczy w słońcu dosyć łatwo, tego typu materiały zostały wszystkie zebrane.
[14:14] - To była analiza. Jeżeli uderzyło coś w ziemię, to ziemia jest odkształcona po uderzeniu.
[14:23] - Tak.
[14:24] - Nawet ten ślad, jeżeli było z dużą prędkością, ślad w glebie zostaje. Oni rozkopali to miejsce najbardziej potencjalne i ten ślad w glebie uderzenia ciężkiego obiektu poruszającego się z dużą prędkością jest. Ziemia odwzorowała ten ślad. Czyli coś tam ciężkiego z dużą prędkością uderzyło w tym miejscu. Mamy pole i w tym miejscu jest ten ślad w glebie, gdzie ziemia się odkształciła i ten ślad jest w glebie, że coś ciężkiego uderzyło w ziemię z dużą prędkością.
[14:59] - Tak.
[15:00] - Po analizie. Faktycznie coś spadło.
[15:04] - Tak, coś ciężkiego. Być może nie balon. Nie wiadomo.
[15:08] - Pod tym kątem. Ja się rozłączam. Wyślę linki, niech pan wycina czata.
[15:13] - Dobrze, dziękuję ci, stały słuchaczu. To był stały słuchacz, który miał sporo informacji z mediów na temat katastrofy w Roswell. Faktycznie to może nie do końca w 100% potwierdza tezę ufologów, którzy badali przez tysiące godzin tą katastrofę. Natomiast w jakiś sposób zaprzecza ustaleniom wojska. Wojsko samo sobie zaprzecza. Co parę lat zmieniają zeznania i mieszają się w tych. To ładnie na wykładzie pokazuje Stanton Friedman. On jeździ po świecie i pokazuje, jak się zmieniają artykuły w czasopismach czy wojskowych różnych. Mają artykuły w swoich wewnętrznych gazetkach czy dokumentach, gdzie opisują te rzeczy i cały czas zmieniają zeznania. Już tyle lat minęło i ciągle zmieniają.
Także jest kłamstwo za kłamstwem, więc nie można wierzyć w ani jedno słowo, to co wojsko mówi. Natomiast dużą pracę wykonali ufolodzy. Kiedyś zrobię audycję tylko i wyłącznie o Roswell, bo to naprawdę jest przypadek olbrzymi, żeby wszystko prześledzić, całą tą sprawę tych wydarzeń. Są tysiące świadków, przynajmniej setki. Tysiące są razem z ich rodzinami oczywiście. Tysiące bezpośrednich świadków. Także to jest ciekawa sprawa, ale do tego jeszcze dojdziemy. Teraz chciałbym powiedzieć o Australii taką ciekawą rzecz z 1997 roku. Być może nie jest to takie typowe UFO, ale to znaczy jest dziwna sprawa. Raczej nie jest to meteoryt, raczej to nie jest jakaś broń, trudno powiedzieć, ale jest uwiarygodniony film, że ten film jest prawdziwy.
Tutaj na czacie wam wkleję ten film. Później oczywiście też będzie do pobrania. Na stronie będzie informacja o tym. Tutaj na czacie Rakosi pisze o wywiadzie ze Stanton Friedman. Tak, on został już upubliczniony cały. Wyemitowałem go, natomiast był bez spolszczenia, więc można było sobie słyszeć bez spolszczenia, jak w lipcu. To było w lipcu, kiedy nie było „Teorii Chaosu”. Była wtedy przerwa, ale zawsze coś tam się działo. Będzie w końcu ze spolszczeniem. Jeden z niewielu przeprowadzonych przez Polaków takich wywiadów, więc mam taki zaszczyt coś takiego wam wyemitować.
A wracając do tej Australii, jest to obiekt, na pewno film, który gdzieś mogliście widzieć, gdzie obiekt odbija się od ziemi i później jeszcze raz uderza z jeszcze większym impetem w tą ziemię. Taki obiekt à la spodkowy, świecący taki obiekt spodek. Prawdopodobnie to nie było UFO w rozumieniu, czyli latający spodek, ale To UFO to mógł być obiekt NASA. Tutaj mam model X-38. To jest X-38, tak zwany Life Raft. Był testowany w Australii. Wiadomo, że to jest na bardzo dużej wysokości, więc w Australii spadł. Czy to było akurat z NASA? Trudno powiedzieć. Zakładając, że tak, wiem, że analizowano to dosyć szczegółowo i jest prawdopodobieństwo, że może być to faktycznie obiekt NASA.
Na pewno ten film jest autentyczny w 100%, nie jest podrobiony, nie jest to fotomontaż. To się naprawdę zdarzyło. Być może to też mógł być meteoryt, ale dziwnie by się zachowywał. On się zachował jak obiekt bardziej sztuczny, a nie zwykły meteoryt. Raczej krater by zrobił, rozprysnąłby się, byłby większy wstrząs. Ten obiekt chyba pod większym kątem wchodził. To mógł być ten statek NASA, ale mogło być też UFO, może statek kosmitów, kto wie? Ciekawy film, który możecie zobaczyć. To z tych filmów. Ja tu jeszcze taką informację mam.
Może nie tyle informację, co zapytanie. Jak myślicie? Dzwońcie. radionafali.com 22 398 82 26 wewnątrz 321. Czy w ogóle jest możliwe, że kosmici dolatując mogli na przykład stracić panowanie nad statkiem? Mogło się coś wydarzyć. Może zapili? Pamiętacie katastrofę Kazy, gdzie było kilkudziesięciu pilotów na pokładzie i niestety nie udało im się wylądować. Wszyscy zginęli. Później w Smoleńsku powtórka.
Oczywiście pilotów było znacznie mniej, ale było chyba nawet dziesięciu pilotów. Wydaje mi się, że przynajmniej kilku pilotów było na pokładzie. Też nie dali rady. Ludzkie katastrofy zdarzają się cały czas, chociażby tutaj w Polsce, gdzie zdarzają się dosyć często. Za komuny bardzo często się wydarzały te historie. Ja pamiętam historię z tragicznym lotem, w którym brała udział piosenkarka taka znana. Mniejsza z tym. W każdym razie była też wielka katastrofa później. Zdarzały się dosyć często te katastrofy. Ludzie są omylni, pomimo tej techniki, tych wszystkich różnych mierników.
Wyobraźmy sobie, że lecimy gdzieś w zupełnie inny świat, gdzie inna jest grawitacja, inna gęstość atmosfery, inne zupełnie czynniki. Być może trochę fizyka jest inna. Zakłada się, że fizyka nie może być inna, że jest ta sama. Ale jak jest inny skład atmosfery, to chemia inaczej działa na to wszystko. Kto to wie? Może też nie da się aż tak wszystkiego przewidzieć, więc nie powinniśmy zakładać, że oni są nieomylni. Ale jak myślicie, czy coś takiego byłoby możliwe? Przelecieć miliardy kilometrów, biliony wręcz kilometrów i trafić głową w mur. Czyli nie wylądować, rozbić się i zginąć tak de facto. Trudne pytanie.
Na nie nie ma odpowiedzi. Są też jeszcze inne hipotezy, że być może dochodzi do czegoś takiego, że człowiek przypadkiem zakłóca te spodki. To znaczy na początku, kiedy te katastrofy niby się zaczęły. A nie zaczęły się tak naprawdę od Roswell, ale między innymi wtedy były najgłośniejsze, że zaczęto używać bardzo zaawansowanych radarów. Radarów o bardzo zwężonym polu działania, które są niewykrywalne przez na przykład jakieś obiekty i bardzo dobrze sprawdzają te obiekty. Już w latach 40. zaczęto z takich radarów korzystać, pod koniec lat 40. I być może stosując tego typu radar, wiązka tego radaru uderzyła w taki spodek, co mogło spowodować duże zakłócenia w takim spodku, czego się ci przybysze nie spodziewali, bo myśleli, że tu są dosyć prymitywne plemiona żyją jeszcze. To znaczy takie, które gdzieś, powiedzmy XIX wiek jest. Że mamy jakieś maszyny parowe, być może coś takiego, ale zupełnie jeszcze nie ma elektroniki.
Ta elektryczność być może gdzieś tam jest, ale na zasadzie jakiejś maszyny Van der Graafa czy generatora Van der Graafa, tego typu rzeczy, a nie już takich zaawansowanych urządzeń jak radary. Tutaj się okazało, że z czegoś takiego korzystali. Później być może ludzie zaczęli używać tego faktycznie, żeby polować na spodki. Nie tylko spodki oczywiście, ale na obiekty UFO. Zauważmy, że wszystkie katastrofy UFO, do jakich mi się udało dojść, dotyczyły małych obiektów do co najwyżej 10 metrów średnicy tych spodków. Nie zdarzyło się nic większego, z tego, co czytałem. Być może 12 metrów, ale raczej nie. Raczej do 10. Ale przyjmijmy, że może i był aż 12-metrowy. Ale z reguły to są małe, kilkuosobowe dosłownie statki.
Wydaje się, że to są statki bardziej zwiadowcze. Oczywiście to jest zupełna hipoteza, że gdzieś jest statek matka poza atmosferą ziemską. Być może gdzieś sobie tam koło Jowisza siedzą. Może nie wiadomo gdzie, może za Księżycem. Jakieś wielkie, kilometrowe, 100, 50-kilometrowe statki. Nawet kilkukilometrowy statek może przyjąć mnóstwo takich 10-metrowych stateczków. Wystarczy zobaczyć, jak działa lotniskowiec. Oczywiście to jest uproszczona mocno sytuacja, ale taki lotniskowiec z II wojny światowej potrafił przyjąć kilkadziesiąt samolotów. A samoloty wiecie, że są dosyć spore i kilka osób może w takim samolocie lecieć. To na takiej zasadzie może działać ze względu na to, że te duże statki są bardzo dobrze zabezpieczone na różne wypadki.
Niemalże mają osłony, jakieś zupełnie dla nas nieznane rzeczy. One są oszczędzane, żeby nie narażać ich na wykrycie gdzieś tam w atmosferze i nie dolatują zbyt blisko ziemi. I wypuszczane są tam statki takie dosyć małe. Te zwiadowcze, które mają do kilkunastu metrów średnicy, a często nawet kilka metrów. Pięć metrów, cztery nawet. Zdarzają się nawet trzymetrowe, nawet jeszcze mniejsze. Ze względu na to, że często kosmici są mniejsi od nas i wtedy można zupełnie mniejszy spodek zrobić. Nie ma potrzeby nie wiadomo czego. I to na takiej zasadzie działa. Jeszcze ludzie nie mają generalnie takich samolotów, które by przechwytywały mniejsze samoloty.
Ale wyobraźmy sobie, gdyby ludzie mieli coś takiego. Mieli na przykład 300-metrowe samoloty, wielkie, które mogłyby się zatrzymać w powietrzu, to mogłyby przyjąć takie samoloty mniejsze, kilkunastometrowe, na przykład pięciometrowe, dziesięciometrowe. Mogłyby po prostu w powietrzu przyjmować tego typu obiekty. Natomiast technologia dzisiejsza jest tak prymitywna, że nie jest to wykonalne w powietrzu, ale jest wykonalne na wodzie. Jak znacie z historii, lotniskowce były już chyba od końca I wojny światowej. Nie sprawdziłem. Na pewno od II wojny światowej już były potężne lotniskowce. I tam one przyjmują samoloty w dużej liczbie. Tutaj właśnie czytam „Monitor” pisze, że nawet 90 sztuk miały na pokładzie. To znaczy na pokładzie i pod pokładem.
Na wielu pokładach były samoloty. Nie na jednym oczywiście, tylko na wielu. Tam były windy, więc na takiej zasadzie mogłoby to działać. Nie wypuszcza się lotniskowca, jak mamy gdzieś jakąś wojnę. Już zakładając, że mamy wojnę, to lotniskowiec musi być osłonięty. On jest osłonięty przez jakieś inne krążowniki. I samoloty służą do ataku. Do ataku, też obrony, ale i ataku, bombardowania różnych miejsc. Wyobraźmy sobie też do zwiadu, bo samoloty też tam służyły do zwiadu. Zobaczyć, jak to się wszystko rozgrywa, bo później całe siły atakowały gdzieś.
Tutaj oczywiście kosmici nie mają takich zamiarów jak my, żeby wszystko niszczyć i prowadzić wojnę, więc oni używają tylko do zwiadu. Być może też porwań. Tu już tak troszeczkę w przód wychodzę, ale zdarzają się tego typu rzeczy. Być może też używane są te mniejsze obiekty do porwań, aby potem zawieźć na statek matkę. To by się zgadzało, bo na takim małym stateczku być może za mało jest rzeczy do badania człowieka. Być może nie. Być może są na tyle duże, na przykład jakieś 30-metrowe, że mają tego typu rzeczy do badania. Ale być może jest tak, że zabierany jest wtedy na ten statek matkę, a później człowiek jest oddawany. Z reguły. Być może są sytuacje, że już nie powraca albo jest zabijany, ale to też na zupełnie inną audycję.
Nie chcę nikogo straszyć, że takie rzeczy są, ale z reguły człowiek trafia z powrotem stąd, skąd został porwany. Z reguły, ale w znacznej regule jest tak. I może właśnie jest tak, że te małe zwiadowcze samolociki, te UFO, te zwiadowcze obiekty nie są aż tak rozwinięte, aby być zabezpieczone na wszelakie okoliczności. Może coś w tym być. Dlatego ja bym to tak wyjaśnił. Z drugiej strony nie róbmy jakichś herosów z kosmitów, niezniszczalnych bogów, którzy sobie robią, co chcą i nie popełniają błędów. Być może też potrafią popełniać błędy i nie mają do końca przygotowanych wszystkich rzeczy. Tak jak mówiłem, na te radary. ... zaawansowane.
Być może też później ludzie wykorzystywali broń laserową do zestrzeliwania tych obiektów. Kto wie? Wiem, że też montowano. Są przecieki od wielu whistleblowerów, którzy pracowali w armii, w CIA czy przede wszystkim w wojsku. Tak naprawdę w marynarce wojennej też, ale przede wszystkim w Air Force, czyli w siłach lotniczych Stanów Zjednoczonych, gdzie stosowano bardzo nowoczesne lasery czy masery. W każdym razie tego typu rzeczy specjalnie przygotowane do strzeliwania spodków. Oczywiście to nie było po to, żeby walczyć z kosmitami, tylko po to, żeby przechwycić ich technologie. Tylko i wyłącznie o to chodziło. I myślę, że to było na celu armii, aby uzyskać przewagę nad innymi armiami ludzkimi, aby mieć tą technologię. I najprawdopodobniej z tego, co ja czytałem, z tego, co się dowiadywałem, nie mam na to dowodów.
Nigdy czegoś nie widziałem, ani zdjęcia, ani czegokolwiek, co by świadczyło, że Stany Zjednoczone czy jakiś inny kraj mają spodki. Natomiast są pewne poszlaki, są zeznania ludzi, że być może właśnie mogą mieć tego typu obiekty. Czy mają? Nie wiem. Ale załóżmy, że takie katastrofy się wydarzają. Jeżeli takie katastrofy się wydarzają, to gdzieś te spodki muszą ginąć. Czyli ergo mają te spodki. Inną sprawą jest, czy mogą je skopiować. To już jest na zupełnie inną audycję i o tym już wspominałem, że nie sądzę, aby skopiowali. Jest to zbyt skomplikowane.
A wy możecie dzwonić. To jest radionafali.com Skype albo telefon 22 398 82 26 wewnętrzny 321. I możecie też wejść na czata. To jest czat IRC. Na stronie radionafali.com jest odnośnik. Możecie się tam zalogować i też rozmawiać w tej czy innej sprawie. A tutaj Fighter napisał na czacie: „Czy może być prawdziwa hipoteza zoo? A wszystkie obserwacje to błędy i wypadki obcych”. Hipoteza zoo oczywiście. Ja uważam, że jest bardzo prawdopodobna, czyli że kosmici bardzo rzadko ingerują.
Muszą mieć pozwolenie na przykład jakiejś federacji galaktycznej. Kurczę, co tu się stało? Nie mam pojęcia. Czy też jakichś przełożonych, aby móc ingerować w prymitywniejsze plemiona ze względu na to, że wiedzą, czym skutkuje takie przenikanie kultur. I też z drugiej strony nie chcą. Jeżeli jest kultura na dużo prymitywniejszym poziomie, która się wyrzyna, to tak jak my robimy wojny dookoła, walczymy ze sobą, zabijamy się, głód, nie dbamy o siebie, o przyrodę, wszystko niszczymy. Jeżeli to obserwuje ktoś z zewnątrz, to jest bardzo zawiedziony tym wszystkim, co widzi i nie chce, aby te dzikusy zaczęły walczyć z tymi turystami czy tymi „naszymi braćmi i siostrami”, którzy docierają i oglądają nas. Ja myślę, że ta hipoteza zoo może nie do końca jest trafna, bo nikt nas w klatce nie trzyma. Akurat nie wierzę, że coś takiego ma miejsce. Niektórzy ufolodzy czy ludzie, którzy badają te tematy twierdzą, że jesteśmy zniewoleni przez kosmitów.
Natomiast tak jak my zniewalamy zwierzęta, czyli ta hipoteza zoo, jeśli w pełni by ją rozciągnąć, to my jesteśmy w klatkach, pomimo że nie widzimy tych klatek. Ale jesteśmy w tej klatce. Natomiast wydaje mi się, że to nie jest do końca prawda. Raczej nie. To jest taka hipoteza zoo w sensie takim, że nie ingeruje się, jak w filmie na przykład „Star Trek”. Dopiero od pewnego poziomu kosmici się ujawniają, jak na przykład odkryje się napęd gwiezdny albo międzygwiezdny, albo po prostu kosmitów ludzie odkryją. Że ujawnią. Będzie to disclosure, o którym już kiedyś mówiłem. Jak to nastąpi, że już władza nie będzie miała wyjścia, już powie o tych kosmitach i wtedy być może oni ujawnią się tak delikatnie i poinformują, że mają pokojowe nastawienie i tak dalej. Raczej mają pokojowe, bo wiecie, nas by dzisiaj nie było, jakby nie mieli pokojowego.
Także możecie dzwonić. A ja jeszcze chciałem opowiedzieć o katastrofach, przejść do katastrof, bo zacząłem filozofować. Powiedziałem o tych dwóch takich rzeczach, które były może nie tyle w ostatnich latach, bo to Nowy Meksyk. Właśnie, tutaj źle powiedziałem. To nie było z Australii, tu się pomyliłem. Ten film, który wam w linku dałem Cóż za mój błąd, że w Nowym Meksyku to się wydarzyło. Natomiast w Australii była konferencja, która analizowała te przyczyny i niejako na tej konferencji to wypłynęło i mówili o tym bardzo szeroko, o co w tym filmie chodzi i co to może być. Była dyskusja. Natomiast to było w Nowym Meksyku, czyli w Stanach Zjednoczonych. Tak jak Roswell oczywiście, do którego zaraz przejdę.
I tak jak wcześniejszy z 2011 roku w Wielkiej Brytanii, 12 stycznia co się wydarzyło. To jeszcze tutaj powiem, że to było dokładnie w rejonie Conisholm. To jest chyba gdzieś w Szkocji wydaje mi się albo w Walii. Także tam właśnie się wydarzyło to dziwne. To było dosyć głośne. To na pewno nie był fotomontaż, ten wiatrak naprawdę został rozwalony, tylko nie wiemy przez co. Natomiast kobieta, która to widziała, była świadkiem. Lesley Whittingham, 71-letnia kobieta stwierdza, że to było UFO. To po prostu było zderzenie z UFO. Być może to był jakiś meteoryt, kto to wie?
Raczej nie samolot i raczej nie ptak. Na pewno nie samolot i na pewno nie ptak, bo jak jest samolot, to są ofiary. Chyba że jakiś samolot z czarnych programów, tych takich niewidocznych. Black Projects albo jakaś operacja była wojskowa, czarna, w ogóle jej nigdzie nie było, ale to raczej mało prawdopodobne. Tutaj prosicie o przerwę. To może tak, jeszcze was potrzymam. Roswell za chwilkę, a w tej chwili zapraszam na przerwę. Dosłownie może czterominutową przerwę zrobimy. Albo może troszeczkę dłuższą, sześciominutową. Tak chyba będzie lepiej.
Sześciominutowa przerwa na herbatę, żebyście sobie troszeczkę odsapnęli, będziecie mogli dzwonić. A później przechodzimy do Roswell i będę mówił takie zupełnie podstawowe rzeczy o Roswell, aby troszeczkę nakreślić nie tyle jakie znaczenie miał Roswell, ale jak to wszystko było zmanipulowane i do tej pory jest wielkie oszustwo na temat Roswell. A utwór to będzie Kalego Shuhá „Kontakt”. Wiadomo, że jak dochodzi do katastrof, to już jest kontakt. Być może większość ludzi na świecie nie ma o tym zielonego pojęcia. My też nie mamy, ale pewne kręgi ludzi, jeżeli prawdą są te katastrofy, na 100% wiedzą, co stoi za tymi obiektami. 100 na 100%. Tutaj nie ma żadnego „ale”. Czyli ci ludzie, którzy zbierają szczątki tego i oglądają to, wiedzą co lub kto za tym stoi. I to jest najważniejsze, bo jeszcze na obiektach tych na niebie nie wiemy, ale jak już mamy to, to już mamy.
To jest ten właśnie smoking gun. Także jeżeli to miało miejsce, jakakolwiek jedna katastrofa, to doszło do kontaktu i już mamy 100% pewności. Także posłuchajcie tego utworu.
[47:05] - Radio na fali. Zero ściemy.
[47:13] - Jesteśmy z powrotem. Niestety szybko się ta przerwa skończyła. Były pewne problemy z połączeniem, ale w nagraniu w MP3 powinno być wszystko okej. Niestety tak to czasem płata figle. Kosmici płatają figle. Zawsze można na kosmitów zrzucić. Gdzieś tam prezydent będzie leciał i wszystko tam kosmici i tak dalej. Ale okej. Już teraz mówiąc poważnie. Przechodzimy do Roswell.
Najbardziej udokumentowanej katastrofie UFO. Najbardziej. Oczywiście niektórzy mówią, że nie ma żadnych dowodów na Roswell. Jest to bzdura kompletna i nie ma o czym mówić. Wszystko zaczęło się 4 lipca 1947 roku, kiedy poinformowano cały świat, że armia ma spodek. To poinformowała sama armia. Spodek kosmitów. To nie żarty. Naprawdę. To był pierwszy artykuł, w którym poinformowano ludzi na całym świecie, że armia amerykańska ma spodek.
I taki był też tytuł gazety. Niesamowite. Dzisiaj byłoby to chyba wykluczone. Ten fakt świadczy o tym, że coś jest na rzeczy. To już powinno każdemu zaświtać, że jeżeli chcieli coś ukryć, bo oficjalnie według wojska 4 lipca 1947 rozbił się tajny balon, który miał wykrywać pracę nad bronią atomową Rosjan w Związku Radzieckim. Promieniotwórczość i falę uderzeniową, która stamtąd dociera, żeby potwierdzić, że Rosjanie też już dysponują bronią jądrową. Dobrze, ale czy to nie było bezsensowne robić z igły widły i robić jeszcze większy szum koło tego, że spadł spodek i mówić o tym prasie, mediom, w radiu? Jest to zdecydowanie bardzo dziwne, wręcz powiedziałbym absurdalne, bo raczej powinno być odwrotnie. Jeżeli chcemy coś zatuszować, że coś tam spadło, to po prostu powiedzieć „balon meteorologiczny”, a nie że mamy spodek. Przecież to wszyscy na świecie skierują swój wzrok właśnie w tamten rejon.
Jest niemal pewne, że coś wywęszą ludzie. I wywęszyli oczywiście ten balon meteorologiczny. Niestety ludzie inaczej to wszystko widzieli, ale do tego zaraz wrócę. Dzwoni Maciej. Witaj Macieju.
[50:43] - Witaj Claude. Dobry wieczór. Jak mnie słychać?
[50:46] - Bardzo dobrze.
[50:49] - Słucham ciebie od jakiegoś czasu. Taka myśl mi przyszła do głowy. Kiedyś w jakiejś jednej audycji wspominałeś coś o Oklahoma City, nie?
[50:58] - Tak.
[50:59] - I tam mówiłeś, że jakby to zostało rozwiązane, to naprawdę byłoby wielkie coś, że to już by posunęło jakieś sprawy do przodu.
[51:11] - Myślę, że tak.
[51:12] - Tak sobie myślę, bo to już zostało rozwiązane poniekąd. Co tam się stało w Oklahoma City, wiesz?
[51:20] - Nie do końca. To zostało rozwiązane, że była ciężarówka, był tam materiał wybuchowy.
[51:26] - Ciężarówka. Oczywiście.
[51:27] - I to wszystko się nie trzyma kupy po prostu.
[51:29] - Przez CIA rozprowadzane. Kto tam teraz wierzy, że ciężarówka trotylu wysadziła taki budynek? To jest niemożliwe. Sprawę przecież już Marcin Dachtera opowiedział, prawda? Co tam było. Tam ta walizkowa bomba atomowa po prostu podłożona.
[51:48] - Tutaj bym się akurat spierał, bo nie znam się na tym, także nie będę tutaj mówił za eksperta.
[51:53] - Wiesz, zdjęcia były pokazane, jak wygląda budynek po wybuchu bomby walizkowej.
[52:02] - Zawsze mi się-
[52:02] - Porównamy te zdjęcia i obrażenia, to pasuje jak ulał.
[52:08] - Może. Nie będę się kłócił, ale wydawało mi się, że zawsze walizkowa bomba to po prostu wyparowuje dookoła wszystko, a nie kawałek tylko budynku, że po prostu ten budynek by wyparował.
[52:19] - Wyparowuje to-
[52:21] - Taka fallout zone
[52:22] - ...Hiroshimy i Nagasaki.
[52:23] - Ale tam była też broń atomowa, tylko większej siły oczywiście.
[52:27] - Większej siły, tak. Po walizkowej to nic nie wyparuje. To jednak potrzeba trochę więcej, żeby...
[52:34] - Może, ale proponuję, przejdźmy może do dzisiejszej audycji, czyli do katastrof UFO, które-
[52:40] - Ja tylko wspomnę, że jest taki filmik na YouTube chyba „Atomowe szachy”. To można sobie zobaczyć. Tam Marcin Dachtera opisuje różne przypadki, bo to nie jedyny przypadek, kiedy została zdetonowana na kuli ziemskiej walizkowa bomba atomowa. Takich przypadków było więcej.
[52:55] - Ale można by było sprawdzić poprzez promieniowanie. Pójść tam i po prostu można sprawdzić.
[53:01] - Właśnie zabronili tam wchodzić z jakimikolwiek licznikami Geigera zaraz po tej całej katastrofie.
[53:07] - Tak, ale do dzisiaj powinno być promieniowanie. To nie jest tak, że to można ukryć.
[53:12] - To już jest jakieś 40 lat.
[53:15] - Nie, jak to 40 lat? 20 lat.
[53:17] - 20 lat?
[53:18] - I to niecałe.
[53:18] - Wszystko, tylko że jakieś promieniowanie jest.
[53:22] - Nie, musi być dzisiaj jest to promieniowanie. Nie wiem, czy wiesz, że tam na pustyni-
[53:27] - Jakieś tam początkowe mogłoby być. Po walizkowej na pewno.
[53:30] - Po zwykłej broni jądrowej, która była dużo słabsza niż ta w Hiroshimie czy Nagasaki, do dzisiaj bez problemu się wykrywa promieniowanie w promieniu wielu kilometrów w tamtym rejonie.
[53:41] - Tak, ale my tu mówimy o jednym budynku, a porównując budynek do Nagasaki, to rozumiesz. Ta bomba musiałaby być słabsza gdzieś 100 do 1000 razy.
[53:53] - Tak, ale dużo mniej czasu upłynęło i jest mały obszar, w którym działamy. Czyli po prostu od razu byłoby-
[54:00] - Mały obszar.
[54:01] - Tak, więc od razu byłoby tam łatwo wykryć.
[54:03] - Na takim małym obszarze by było.
[54:04] - Dobrze, proponuję zamknąć ten temat, bo to jest zupełnie-
[54:06] - Jak kogoś interesuje, to przypomniało mi się po prostu. Także przechodzę na odbiór. Na razie.
[54:11] - Dobrze, dzięki. To trochę w innym temacie. Była rozmowa oczywiście w Oklahoma City, co się zupełnie nie wiąże z UFO. Zupełnie co innego, ale wracając już do Roswell, to tak jak mówiłem, 1947 rok mamy. I mamy niejakiego pana Brazela, który był farmerem. To znaczy on wynajmował pole od kogoś. On pracował tak jakby dla kogoś. On nie był bogatym człowiekiem, po prostu Mac Brazel się nazywał i on jako pierwszy znalazł szczątki UFO i nie od razu o tym poinformował. Chyba czekał, nie wiem, czy dzień. na poinformowanie, ale zabrał je i zawiózł do szeryfa.
Zrobiła się duża afera. Od razu potem zabrała się za to policja, a potem szybko została przegoniona policja, bo wojsko się dowiedziało. Wojsko na tę łapę położyło i było mnóstwo tych materiałów, że można było to zapakować na kilka ciężarówek, ale na pewno na jedną luźno. Tego materiału było aż tyle. Było naprawdę mnóstwo. Na wielkim obszarze były rozrzucone materiały. Znajdowano jeszcze wiele później te materiały w tamtym miejscu. Pierwsza wersja jego była taka, oczywiście Maca Brazela, że to był obiekt kosmiczny, nawet mówił, że widział jakieś ciała, ale później się ze wszystkiego wycofał. I oczywiście było tak, że potwierdzał tę wersję, na którą później zmieniła armia, że to był balon. Na początku mówili, że to był spodek i nawet armia powiedziała, że to był obiekt nie z tej ziemi, który przechwycono.
Później się z tego wycofali. Tutaj Ivellios, który się znacznie lepiej zna na tych sprawach UFO, mówi, że prawdopodobnie jako pierwszy znalazł to syn Brazela. Nie on, tylko właśnie Vernon Brazel, jego syn i syn Proctorów, Dee. Trudno powiedzieć. Być może tak. Znam tę wersję starszą, że to Mac Brazel. Trudno to powiedzieć, bo Mac Brazel już od wielu lat nie żyje, więc dzisiaj wiadomo, że ci młodsi będą mówili, że to oni znaleźli. Na pewno oni widzieli te rzeczy, ale wojsko u wszystkich było, zastraszyło wszystkich tak, że musieli wszystko oddać. Wszystkie jakieś takie materiały stamtąd. Natomiast było wielu świadków, którzy widzieli te elementy.
Nie tylko oczywiście rodzina Brazela, nie tylko on sam. Także widzieli te elementy różni ludzie, którzy mieszkają w tym Roswell. To było blisko Korony ta katastrofa. To było sporo, chyba około 100 kilometrów od Roswell. Wiadomo, w Nowym Meksyku są bardzo duże odległości pomiędzy miasteczkami. Nowy Meksyk jest, nie wiem, czy nie dwa razy większy od Polski, a tam mieszka ludzi chyba kilka milionów dosłownie. Tak strzelam w sumie trochę, ale jest znacznie mniejsze zagęszczenie ludzi niż w Polsce czy jakimkolwiek kraju europejskim. I było mnóstwo świadków, którzy widzieli te rzeczy. Najlepszy ogląd mieli ludzie, którzy pracowali dla armii i ich rodziny, którzy mieli też okazję zobaczyć, trzymać w ręku tego typu rzeczy i opowiadać o nich. Do dzisiaj wszyscy oprócz Cavitta, który chyba już nie żyje teraz, ale on tylko chyba trzymał do końca wersję wojskową.
Wszyscy oprócz niego zmieniali zeznania i mówili, że oczywiście mieli tajemnicę. Musieli mówić tak jak na przykład generał DuBose, który był generałem brygady na jakimś bardzo wysokim stanowisku. Wtedy był chyba pułkownikiem, jeśli dobrze pamiętam, albo majorem. W każdym razie nie był szefem bazy. Szefem bazy był niejaki Blanchard, pułkownik Blanchard i on był szefem tej bazy w Roswell. DuBose chyba był zastępcą jego. Ja mówię troszeczkę tak właśnie, nie sprawdziłem tego wszystkiego, bo dzisiaj chciałem tylko tak ogólnie powiedzieć o Roswell. I ten DuBose właśnie zmienił później te zeznania. Wiadomo, wcześniej musiał mówić to, co armia każe. Blanchard zresztą, ten szef bardzo szybko zmarł na atak serca czy na coś.
Był pilotem, ale bardzo szybko zmarł. Jeszcze chyba przed '70 rokiem, z tego, co pamiętam. Natomiast DuBose zmarł niedawno i on mówił, że to, co pierwsze było napisane w gazetach, ta pierwsza reakcja armii z tej bazy. Powiedział jasno, że to był po prostu spodek. To były nie z tej ziemi rzeczy. To był wytwór inteligentnych istot, ale nie z tego świata. I mało tego, ludzie, którzy zajmowali się przejmowaniem, od którego w ogóle wyszło to, wyszło od kapitana. Kurczę, miałem tutaj nazwisko jego, ale zaraz wam podam. Kapitan. Mniejsza z tym, w każdym razie zaraz to znajdę.
Tutaj właśnie widzę Ivellios dużo podaje informacji, takich bardzo szczegółowych, dotyczących tych spraw. Natomiast chciałem clou powiedzieć tego. Nie jest ważne właśnie co tam kto dokładnie nawet powiedział, tylko I liczba tych zeznań na temat tej katastrofy i krzyżowe badanie świadków, co jest bardzo istotne, gdzie oni nie komunikowali się ze sobą, bo w różnych rejonach nawet mieszkali i mówili spójne rzeczy, co dało się zweryfikować. Mówili o materiałach, które nie były znane w 1947 roku, jak na przykład metale z pamięcią, gdzie jak była jakaś folia czy coś, ona powracała do swojego kształtu pierwotnego. To były metale z pamięcią, ale o dużo lepszej sprawności, o dużo lepszym potencjale niż te, które były wytwarzane pod koniec lat 50. czy 60., czy do dzisiaj są wytwarzane. One były odkryte pod koniec lat 50. I do dzisiaj nie ma tego typu materiałów, że nawet jak próbowało się zarysować taki metal, to on powracał do swojej struktury wcześniejszej, czyli rysa znikała. Na takiej zasadzie. Dzisiaj nie ma takich materiałów.
Są oczywiście metale z pamięcią, które powracają do swojego kształtu, ale nie aż na takiej zasadzie. Teoretycznie jest to możliwe, bo naukowcy nawet twierdzą, że jest to możliwe, nawet żeby rysy znikały i tak dalej, tego typu rzeczy. Nikt jeszcze tego nie wytworzył, ale być może coś takiego da się zrobić, bo metale z pamięcią są. Nawet bardzo sprawne. Używa się w robotyce bardzo często tych metali. I opowiadali właśnie o tego typu rzeczach, jak metale z pamięcią, jakieś à la balsa materiały, które były bardzo popularne w tamtych czasach, jak balsa, lekkie drewno. Natomiast były bardzo lekkie, ale niezniszczalne. Nie dało się tego spalić, nie dało się tego przeciąć piłą. Także były materiały zupełnie kosmiczne, które nie są znane dzisiaj nauce i nie pochodziły z tego świata, bo nie jest możliwe, żeby ktoś wytworzył coś takiego, bo do dzisiaj już by to wypłynęło. Oczywiście to tylko relacje świadków, ale nie jednego świadka, tylko tych świadków było przynajmniej kilku, a w dłuższej mierze jeszcze większa liczba, bo później było wielu świadków wojskowych, którzy o tym mówili.
O tym, że są tego typu materiały, że oglądali teczki, na przykład Roswell, wewnętrzne te teczki utajnione jako top secret. I to wszystko wypływa. Dziś o tym mówią whistleblowerzy. Oczywiście to się wszystko zamiata, że ten postradał zmysły i tak dalej, albo książkę chce wydać, chce zarobić na tym. Wszystkich się dyskredytuje, gdzie to są naprawdę poważni ludzie wojskowi, którzy byli na bardzo wysokich stanowiskach i o tym mówią. Do dzisiaj coraz więcej wypływa tych rzeczy. Opowiadają. Bo mówi się coś takiego, że nie dałoby się ukryć tego typu katastrofy w wojsku. I się nie da ukryć. Nie daje się ukryć, bo są whistleblowerzy, są ludzie, którzy o tym mówią.
Oczywiście raczej później niż wcześniej, kiedy już nie zagraża im głęboka odsiadka w więzieniu za ujawnienie pewnych tajemnic. Przypomniałem sobie, to jest Jesse Marcel, który był kapitanem, dowodzącym ekipy dwóch, trzech ludzi. Dwóch ludzi, bo to z Cavittem razem pojechali, ale później on był takim od służb specjalnych z wojska, z kontrwywiadu chyba. Kontrwywiadowcze służby, które mieli na celu oczyścić cały teren z tych szczątków. I on powiedział Stantonowi Friedmanowi w latach 70. o tym. Niedługo przed swoją śmiercią, ale jeszcze dosyć trochę żył. W każdym razie już miał swój wiek w tych latach 70. i był na emeryturze, więc mógł sobie lekko już mówić o tym i powiedział o tym właśnie Stantonowi Friedmanowi, że coś takiego miało miejsce. I Stanton Friedman poświęcił mnóstwo lat swojego życia na to, żeby to zbadać.
Nie tylko on, jeszcze dziesiątki innych badaczy, którzy podążyli tym tropem i badali przez siebie inne drogi, dochodząc do tego samego tak naprawdę. Wychodzą takie różne inne rzeczy, że odcyfrowano notkę, którą trzymał niejaki generał Ramey, który był nad tym Blanchardem, Dubose, nad tymi wszystkimi ludźmi, którzy tam rządzili. On był takim generałem, który zarządzał dużą częścią i on był odpowiedzialny za tuszowanie tego typu rzeczy, bo później na konferencji pokazano prawdziwe szczątki, na następnej pokazano już fałszywe szczątki i to pokazano na następnej konferencji, na tej już z fałszywymi szczątkami, balon meteorologiczny. Co oczywiście też było fikcją, bo to był według wojska balon, taki Mogul. To się nazywał taki projekt Mogul, gdzie ten balon miał wykrywać wybuchy jądrowe Rosjan. I tutaj jeszcze takie ciekawostki. Fajnie jakbyś, Ivelliosie, zadzwonił i opowiedział o tych wszystkich rzeczach, które tutaj piszesz. Bo do dzisiaj na przykład żyje syn Jesse Marcela, który jest lekarzem i też w wojsku służył. W wojsku był lekarzem i później cywilnym lekarzem. Jesse Marcel Junior.
I on potwierdza to wszystko, co ojciec mówi. Że w wieku siedem, ośmiu, dziewięciu lat, w tym nawet młodym wieku wszystko się pamięta. I pokazywał mu te materiały. On widział, razem to badali w jakiś sposób. I teraz robi się oczywiście z niego, że nie pamięta, co robił, że to tak naprawdę był balon, że to była balsa, a nie żadne materiały dziwne, tylko balsa, aluminium, folia aluminiowa, jakieś napisy były z jakiejś taśmy i tak dalej. Oczywiście robi się z ludzi wariatów. I do dzisiaj potwierdza to. Nawet książkę ostatnio napisał w tym temacie. Także jest z nami Ivellios.
[01:08:33] - Halo, halo! Słychać mnie?
[01:08:35] - Tak. Bardzo dobrze. Masz dużą wiedzę na temat Roswell. I chciałem się tylko tak wprost od razu zapytać, jak ty sądzisz o Roswell? Ile procent dajesz, że to był balon meteorologiczny albo ten Mogul, a ile procent, że to był coś może kosmici? Nie wiem. Spodek, jakiś obiekt nie z tego świata.
[01:09:00] - Raczej się opowiadam za tym, że to prawdopodobnie był jednak obiekt pozaziemski, ponieważ ta charakterystyka podawana przez większość świadków nie pasuje do balonu meteorologicznego.
[01:09:15] - Ale zauważ, ja tak trochę w takiego adwokata diabła się wcielę, bo nie ma z tej katastrofy nic. Żadnego metalu, nie ma żadnego potwierdzenia materialnego. Nikt nie ma czegoś takiego.
[01:09:32] - Właściwie poza zdjęciami tych materiałów z katastrofy Roswell to faktycznie. I poza relacjami nie ma jakiegoś materialnego. Chociaż może takie coś istnieć, ponieważ ten Dee Proctor, syn Loretty Proctor, już dziewięćdziesięcioletniej ponad. Ja tłumaczyłem taki artykuł właśnie o tych historiach dzieci świadków z Roswell. I jest tutaj taki fragment mówiący o tym, że Dee Proctor przyprowadził kiedyś, jak jeszcze te szczątki leżały na tym polu, przyprowadził jakichś swoich kolegów z klasy i oni stamtąd mieli rzekomo ukraść troszeczkę tego metalu posiadającego pamięć. Jednak później zarówno Vernon Brazel, jak i Dee Proctor byli dość często, jak również pewnie dzieci, które tam Dee Proctor zaprowadził, oni byli dość często potem odwiedzani przez przedstawicieli wojska. Różne jakieś informacje od nich próbowano wydobyć. I prawdopodobnie, jeżeli ukradli stamtąd jakieś materiały, to po prostu dostali prikaz, żeby tego nigdzie nie ujawniać.
[01:10:51] - Tak, zastraszano ich nawet. Z relacji wynika, że nawet grożono śmiercią tym ludziom.
[01:10:56] - Tak. Wojskowi nawet podobno przyznawali, że to jest sytuacja dla nich trudna, ponieważ przesłuchiwali i zastraszali dzieci, a tego nie chcieli. Jednak Dee Proctor i Vernon Brazel mieli jeden chyba 14 lat, drugi osiem. Z tego, co kojarzę. Także jeszcze dosyć byli młodzi.
[01:11:18] - W tej chwili, z tego, co wiem, z różnych innych stron wypływają. Ja chciałem powiedzieć o tej notatce, którą trzymał generał Ramey, że odcyfrowano to i wychodzi tam zupełnie coś innego, że były słowa jak „victims” czy jakieś „ofiary” były słowa jak „disk”. To odszyfrowano komputerowo na zasadzie, że on trzymał tą notatkę na kolanie i za pomocą komputera dało się ją obrócić i polepszyć jakość jej. I wtedy można było mniej więcej zobaczyć. I faktycznie to się trzyma kupy. Jak odwrócono tą notatkę. Na pewno znana ci jest sprawa z tą notatką Rameya.
[01:11:56] - Tak, słyszałem coś o tej notatce. Natomiast widziałem zdjęcia tej notatki. Szczerze powiedziawszy troszeczkę się dziwię, że udało się tak to odszyfrować.
[01:12:07] - Ale ja tam widziałem, że widać faktycznie te victims.
[01:12:09] - Osoba, która to robiła, dysponowała oryginałem tego zdjęcia i zeskanowała to w wysokiej rozdzielczości, to wtedy może.
[01:12:17] - Tak. To nie było z internetu. Oczywiście. To było gdzieś z zasobów, być może też gazetowych. Nie wiem do końca skąd. Nie czytałem czy z oryginalnego tego zdjęcia, ale na pewno nie jest z internetu, że gdzieś ktoś to miał. Więc udało się. Wydaje mi się, że właśnie z oryginalnego zdjęcia. Nie z kliszy oczywiście, ale ze zdjęcia, które też ma dosyć dobrą jakość. Takie zdjęcie w sumie.
Więc jest to jakaś poszlaka oczywiście, ale jest. W tej chwili mnóstwo właśnie whistleblowerów, którzy mówią o tym, co się wydarzyło na różnych szczeblach, w różnych miejscach, gdzie się o tym dowiadywali. I faktycznie nie ma tego jednoznacznego dowodu, ale tylu ludzi, którzy mówią, którzy na tym tak naprawdę co zarobili? Że w tym Roswell zrobiono to muzeum, ale ile na tym można zarobić pieniędzy? To nie jest jakiś biznes, na którym możesz dorobić coś tam, ale to i tak grosze zupełne, więc nie wydaje mi się, że to ludzie by wszyscy zmyślali, że coś tam widzieli.
[01:13:36] - Też mi się nie wydaje, bo te dwoje dzieci, Vernon Brazel i Dee Proctor, ta sprawa dosyć późno wyszła, ponieważ ich rola generalnie nie była zauważana, czy też była pomijana w większości publikacji. Tylko o Vernonie Brazelu w jednym artykule prasowym się pokazała notatka, oczywiście nie był on wymieniony z imienia, tylko jako syn pana Maca Brazela. Teraz niektórzy ufolodzy już zaczynają tych dwóch dzieciaków, świętej pamięci, już nieżyjących niestety, uznawać za najważniejszych świadków. Niestety nie byli oni zbyt wygadani. Vernon Brazel dosyć wcześnie skończył życie, jak ci pisałem. Popełnił samobójstwo, to go przerosło.
[01:14:33] - Może nie do końca, bo to mogło być też morderstwo. To też mogło być.
[01:14:40] - Różne opinie krążą. Ja słyszałem, że się zabił i taka jest oficjalna wersja. Jaka była prawda, tego się prawdopodobnie nie dowiemy, ponieważ Vernon Brazel miał już dość tej sprawy, wyprowadził się z domu rodzinnego, kilka razy zmieniał stany, w których mieszkał, zmieniał kilkakrotnie nawet nazwisko. Widocznie po jakimś czasie ktoś się dowiadywał. Nie wiem, jak to było. W każdym razie w wieku dwudziestu kilku lat odebrał sobie życie.
[01:15:11] - To jest bardzo dziwne.
[01:15:15] - Jak?
[01:15:16] - Przepraszam. To jest bardzo dziwne, bo to nie była znana sprawa. Być może go raczej nękali agenci, bo dopiero ta sprawa Roswell wypłynęła w latach 70., kiedy on chyba już nie żył.
[01:15:31] - Tak, tylko zaraz po tych wydarzeniach miała miejsce jednak dosyć duża ilość przesłuchań i dosyć często też tych dwoje dzieciaków przesłuchiwali, co jest zresztą potwierdzone przez samą Lorettę Proctor, która dość niechętnie mówi o swoim synu, ale wspominała, że było bardzo wiele przesłuchań i miał tego po prostu już dość.
[01:16:02] - Tak, tego się nie dowiemy, ale mnóstwo było takich ludzi, którzy potwierdzali, mówili o jakichś trumnach. Był ten Glendenning, który pracował. To było potwierdzone też przez innych ludzi, że zrobiono takie trumny jakieś małe, dziwne. To też jest dziwna sprawa. Tam zastraszono ich, różnych ludzi. On oczywiście nie widział tych ciał. Nie wie, co tam dokładnie było, ale mówię, wszystko się tak składa, że jednak coś tam musiało być. Tak mi się wydaje.
[01:16:39] - Tak. Właśnie chciałem jeszcze o Dee Proctorze wspomnieć kilka słów. Vernon Brazel, niestety od niego nie mamy żadnych informacji, ponieważ unikał odpowiadania na pytania dotyczące Roswell. Natomiast udało się jednemu z dziennikarzy przyłapać kiedyś Dee Proctora. Jeden z dziennikarzy, chyba Kevin Randle się nazywa.
[01:17:06] - Mam jego książkę w ręku, którą napisał „Historia katastrof UFO”. Polecam. Bardzo rzetelny badacz i to nie jest jakiś, że sobie tam wymyśla różne rzeczy. Zresztą on jest kapitanem armii. W lotnictwie chyba służył, w Air Force. Także to jest gość, który ma pojęcie o tych rzeczach.
[01:17:28] - On dzwonił, wykonał w związku chyba z pisaniem tej książki i z badaniem całej sprawy Roswell całą serię telefonów do Loretty Proctor i zwykle pani Loretta Proctor odbierała. Natomiast zdarzyło się jeden raz, że telefon odebrał jej syn, Dee Proctor i zdając sobie sprawę, że to mogły być takie szanse, które mogą się już więcej nie powtórzyć na osobistą rozmowę z jednak najważniejszym chyba świadkiem, jednym z najważniejszych świadków, Kevin Randle, z tego, co czytam, dwa razy się takie coś zdarzyło. Przy obu okazjach zaaranżował bardzo krótkie rozmowy, zanim pani Loretta podeszła do telefonu. Oczywiście Dee odpowiadał szybko i niechętnie, ale odpowiadał. On potwierdził Kevinowi kilka takich zdumiewających informacji. Mianowicie po pierwsze naprawdę znajdował się wraz z Makiem na miejscu katastrofy w tamtym tygodniu, w lipcu 1947 i pamiętał to. Po drugie przedstawiciele wojska odwiedzali go, aby porozmawiać o wypadku. Czyli te przesłuchania. Po trzecie on i Mac Brazel weszli na ogromne pole pełne szczątków podobnych do metalu. To były pozostałości po pojeździe, jak wiemy.
Dee Proctor stwierdził ponadto, że nie wierzył, że materiał, który widział, pochodził z Ziemi lub też został wykonany przez człowieka ze względu na to, jak ten materiał się zachowywał. I najważniejsze to, co już mówiłem. Powiedział, że później zabrał kilku swoich przyjaciół, aby odwiedzili to miejsce. I właśnie ten ostatni fakt jest nawet potwierdzony przez jednego z mieszkańców Roswell, przez niejakiego Sidneya Jacka Wrighta, który powiedział badaczom Tomowi Careyowi i Donowi Schmittowi, że wybrało się tam też w to miejsce dwóch synów ranchera Thomasa Edingtona i córki ranchera Trumana Pierce'a. Poszli tam szukać tych szczątków i aktualnie ten Autor, pan Kevin Randle, czyni starania, żeby odnaleźć tych synów i tą właśnie córkę.
[01:19:56] - No tak.
[01:20:00] - Oczywiście są też jeszcze inne potwierdzenia tych faktów, ale myślę, że samo to, co powiedział Dee Proctor wtedy przez telefon przy tych dwóch rozmowach, to już jest dużo.
[01:20:14] - Tak, że nie zmyślają. Myślę, że ludzie do tej pory się boją. Może tak być, że niektórzy z tych ludzi mają te kawałki, ale boją się, bo wiedzą, że te różne śmierci, które się wydarzały, to były morderstwa. Może nie mają dowodów, ale są przekonani. Wiedzą, że za takie coś mogą zabić nawet te służby czy wojsko, czy służby rządowe i nie zawahają się, szczególnie jak ktoś jest starszy.
[01:20:47] - Ja myślę, że boi się każdy, kto ma jakikolwiek związek z tą sprawą. Loreta Proctor, pani już ponad 90-letnia. Dużo życia jej już nie zostało, a za każdym razem, kiedy ktoś ją pyta choćby o jej syna, Dee Proctora, to ona zmienia temat. Nie będzie o tym mówić w ogóle. A co dopiero osoby, które coś tam posiadają.
[01:21:13] - Ja się spotkałem z tym, że ludzie mają tego typu może nie tyle takie szczątki ewidentne po obiektach kosmicznych, ale jakieś bardzo dziwne, których nie da się na przykład zbadać. I nawet w Polsce są ludzie, którzy mają takie rzeczy. Oczywiście oni się niechętnie ujawniają. Mają rzeczy, które być może są to meteoryty, ale nieznane nauce. Jakieś takie rzeczy, które bardziej świadczą o tym, że to są jakieś elementy pochodzące z pojazdu, być może na przykład paliwo do tych obiektów, bo być może wykorzystują jakieś paliwo. I tutaj przechodzę trochę do katastrofy gdyńskiej i chciałbym jeszcze ciebie tutaj przetrzymać, Ivelliosie, bo wiem, że napisałeś artykuł o tym, że to była mistyfikacja 21 stycznia 1959 roku w Gdyni. Ja może tylko przeczytam tutaj na początek, jak to się zaczęło i jak to było i za chwilkę podyskutujemy o tym. Czyli katastrofa UFO w Gdyni w 1959 roku, wyobraźcie sobie. „Z piskiem ocierających się o siebie blach, otoczony czerwonym światłem i ciągnący za sobą długi ogon płomieni wpadł do spokojnej wody potężny bolid. W kilka sekund później znów było ciemno i tylko duże fale świadczyły o tym, że coś się wydarzyło.
Dochodziła 6.00 rano 21 stycznia 1959 roku. Następnego dnia „Wieczór Wybrzeża”, powołując się na relacje naocznych świadków, na pierwszej stronie zamieścił informację o katastrofie nieznanego pojazdu nad Gdynią tej oto treści: „Zaobserwowany obiekt był dużych rozmiarów i miał kształt koła. Talerz ten był koloru pomarańczowego. Jego brzegi zabarwione były na różowo. Obiekt nadleciał od strony miasta i wykonując gwałtowny manewr, jakby chciał uniknąć rozbicia się o ląd, spadł prawie pionowo do wód portu”. W ubiegłym roku telewizja japońska i Bronisławowi Rzepeckiemu, badaczowi zjawisk UFO, udało się odszukać dwóch świadków tego wydarzenia, pracowników portu dźwigowych: Stanisława Kołodziejskiego i Władysława Kuczyńskiego, którzy potwierdzają ten właśnie opis w „Wieczorze Wybrzeża” napisany”. I właśnie, Ivelliosie, uważasz, że to była mistyfikacja?
[01:23:47] - Raczej wydaje mi się, że to była albo mistyfikacja, albo po prostu faktycznie coś tam spadło, ale niekoniecznie musiało to być UFO.
[01:23:55] - Czyli na przykład co mogło spaść? Meteoryt?
[01:23:58] - Mógł to być na przykład zwykły meteoroid, ponieważ według relacji świadka ten obiekt jeszcze świecił pod wodą, więc to wskazuje na to, że mógł to być meteoroid czy meteoryt żelazny. A ponieważ nic tam nie znaleziono mimo przeszukiwań, to sugeruje, że ten obiekt z kosmosu po prostu dość mocno wrył się w dno i tyle.
[01:24:26] - Podobno właśnie znaleziono.
[01:24:29] - Ja słyszałem, że nic nie znaleziono.
[01:24:31] - Że ci ludzie dźwigowi potwierdzają, tylko że to otoczono wszystko, że jeden dźwigowy, ten, który na dźwigu był, to wyciągał i widział, co to jest. Ten drugi dźwigowy nie widział, bo on przy załadunku pracował i nie widział, co to jest, ale podobno coś wyciągnęli. Nie ma oczywiście żadnego świadka, co wyciągnęli, ale są świadkowie, którzy twierdzą, że wyciągnęli coś.
[01:25:00] - A czy są przynajmniej jakieś opisy tego, co oni wyciągnęli, czy po prostu powiedzieli, że wyciągnęli?
[01:25:07] - Są opisy świadków, którzy widzieli, jak to leciało.
[01:25:13] - Leciało z dość dużą szybkością podejrzewam.
[01:25:16] - Że paliło się faktycznie, że takie były języki, po prostu iskry z tego obiektu.
[01:25:22] - Meteoryty i meteoroidy też się palą.
[01:25:25] - Tak właśnie. Dlatego tu jest trudno. Nikt nie widział tego z bliska. Na pewno ktoś widział, jeżeli wyciągnięto. Prawdopodobnie to były nawet służby radzieckie, się podejrzewa.
[01:25:36] - Właśnie tutaj pojawia się kolejna wersja pod tytułem: mógł to być satelita amerykański, satelita SCORE, który został wypuszczony w grudniu poprzedniego roku. I ten satelita miał okres istnienia około dwa do trzech tygodni. Ponieważ to był ostatni krzyk techniki roku 1958, zawierał on informacje, które szczególnie dla wywiadu radzieckiego mogły stanowić nie lada gratkę. Biorąc pod uwagę krótki czas istnienia tego satelity i że to był satelita globalny, a więc okrążał on całą Ziemię i mógł też nad Polską oczywiście zawędrować, całkiem prawdopodobne jest, że to on był właśnie tym obiektem, który upadł w 1959 roku do gdyńskiego basenu portowego. Tę teorię w 2005 roku wysunął ukraiński ufolog doktor Anton Anfałow i jest podejrzenie, że ta historia później ze znalezieniem ciała na plaży w Gdyni, nad Bałtykiem również została zmyślona. Cała ta otoczka została wytworzona przez służby specjalne, żeby ośmieszyć tę sprawę i żeby ludzie przestali się tym zajmować.
[01:26:58] - To faktycznie było coś takiego. Ja nawet słyszałem świadka, który tego oczywiście nie widział, ale potwierdzał to. Świadek, który chyba tam pracował w tym porcie gdyńskim i mówił, że coś takiego miało miejsce. Ale to według mnie dosyć dziwne było, przy tym mnóstwo ludzi brało udział i nikt nie zająknął się na ten temat, że jednak to musiałoby gdzieś wypłynąć po prostu. Raczej.
[01:27:28] - Musieliby się jacyś plotkarze przecież znaleźć. Ma możliwość, że nawet jak ktoś z wojska powie: „Macie siedzieć cicho”, to przecież po jakimś czasie zaczną się jakieś plotki. A tutaj nie mamy czegoś takiego.
[01:27:45] - Byli też ludzie, nie znamy oczywiście ich relacji, nagrań, do których dotarł Bronisław Rzepecki. On żyje, jest ufologiem, chyba we Francji mieszka z tego, co wiem.
[01:27:57] - Rzepecki już się chyba ufologią nie zajmuje z tego, co kojarzę.
[01:28:00] - Tak, ale wtedy się zajmował i dotarł do świadków, którzy twierdzili, na przykład inżyniera Daty. Tak się nazywa ten inżynier, który tam pracował w porcie i który miał w ręku butelkę z pomarańczowym żelem. I to było bardzo ciężkie. Dał to do zbadania. To zostało wyłowione później przez nurków, bo jeszcze był przeszukiwany ten basen później, jak już wyjęli ten obiekt cały. Tylko mówię, to jest wiedza Bronisława Rzepeckiego. Nie wiadomo, na ile to jest wiarygodne. Zakładam, że wiarygodne, ale to było zbyt ciężkie na cokolwiek, co jest na Ziemi. Jak zbadano jego właściwości fizyczno-chemiczne, to wyszło, że to jest coś dziwnego. Było zbyt ciężkie do tego, żeby to był nawet jakiś uran czy cokolwiek, jakiś pierwiastek, który znamy.
Ale mówię, to mogło być też trochę naciągnięte ze względu na to, że to było badane po tym, jak ujawnił Bob Lazar coś takiego, że ten 115 pierwiastek jest koloru pomarańczowego. To mogło też oddziaływać na te badania i ten inżynier też mógł sobie to zmyślić, bo to już było po Bobie Lazarze robione te przeszukania.
[01:29:40] - Mógł podkoloryzować, żeby troszeczkę sensacji wywołać.
[01:29:44] - Że jakaś niby butelka z pomarańczowym żelem, bo Bob Lazar mówił, że to jest używane jako napęd, że to jest ten pierwiastek 115 razem z antypierwiastkiem 115. Tego typu rzeczy. To jest taka sprawa niewyjaśniona, ale tak jak ja tu czytałem książkę, Kevin Randle też stwierdził, że to jest oszustwo wręcz w tej książce „History Catastropho”. Ale jest oczywiście odniesienie, że są nowe fakty, że sprawa nie jest jednoznaczna. Jak podaje Kevin Randle, pewne informacje z drugiej ręki wskazują, że zdarzenie było prawdziwe. Przypadek ten powinien być zaklasyfikowany jako „mało danych”. To Ryszard Fiejtek napisał jako tłumacz i konsultant w tej książce. Ale książka była pisana jeszcze przed badaniem Bronisława Rzepeckiego, bo książka wyszła w 1995 roku. Ale jak widzicie, że jest w tej książce nawet ten przypadek gdyński, gdzie książka została wydana w Stanach przez Amerykanina. Tak że ten przypadek jest znany też na świecie i to musiało być głośno, ale w Polsce on był praktycznie zapomniany z tego, co mi się wydaje.
[01:31:07] - Tak, dopiero się zaczęło jakoś o tym mówić głośno kilkanaście lat temu. Do tego czasu jakiejś sensacji to nie wzbudziło. Skończyło się na kilku artykułach prasowych i tyle.
[01:31:22] - Na 100% coś spadło, bo było za dużo świadków. Ja nawet słyszałem świadków kilku, którzy stwierdzali właśnie, że albo widzieli, albo nie widzieli, ale słyszeli, bo to był po prostu straszny hałas jak to spadało. Świst taki. Wypowiadali się też wojskowi, którzy latali na samolotach czy konstruowali później samoloty i mówili wprost, że to nie był żaden samolot, że to było po prostu coś innego. Nie mówili oczywiście co. Czy to satelita był, czy to meteory, czy to właśnie UFO, ale na pewno nie samolot, nie helikopter. To jest wykluczone, bo to zupełnie inaczej taki obiekt spada, się zachowuje.
[01:32:04] - To mogło być wszystko. Natomiast zaangażowanie tutaj służb specjalnych ZSRR sugeruje, że to mogła być poważniejsza sprawa wymagająca ukrycia.
[01:32:16] - Może kiedyś się dowiemy, może jacyś świadkowie się znajdą, którzy będą coś mówili w tym temacie. Może ktoś ma rzeczy stamtąd. Przecież jeżeli faktycznie jest prawdą ten pomarańczowy płyn w buteleczce, to musi gdzieś on być. Może do Moskwy pojechał, a może nie. Może gdzieś się u kogoś zawieruszył w domu. Kto wie? Myślę, że jeżeli coś takiego ktoś ma, to jest warte kosmiczne pieniądze i nawet ktoś może zabić takiego człowieka, że coś takiego posiada. Ale mówię, że są ludzie w Polsce, bo widziałem też na filmach i pokazywali tego typu rzeczy innym ludziom, że są obiekty nie z tej ziemi. Po analizie, na przykład w najlepszych instytutach w Polsce nikt nie potrafi stwierdzić, co to jest. Nie ma materiału dzisiaj na Ziemi wyprodukowanego przez nas, żeby nie dało się stwierdzić w zwykłych laboratoriach, gdzieś w Świerku czy na politechnikach, co to jest.
To są jakieś materiały dużo bardziej zaawansowane, które były często znajdowane w latach 50., 60. Kiedyś. Myślę, że coś takiego może wypłynąć i wtedy chyba byłaby jasna sprawa. Czy masz jakichś świadków na to, czy ludzi, że to była dezinformacja, ta Gdynia? Czy to i dezinformacja i zupełnie o co innego chodziło?
[01:33:55] - Świadków jakichś osobiście nie znam, natomiast opieram się głównie na informacjach, które są dostępne. Są wzmianki na temat tego, że tam podziałały służby ZSRR, służby specjalne, a to budzi pewne podejrzenie, że mogło to być coś grubszego.
[01:34:26] - Czyli nie wykluczasz, że mogło być to UFO?
[01:34:33] - Nie wydaje mi się, żeby to było UFO. Bardziej się skłaniam ku teorii z satelitą amerykańskim. Zbyt duża zbieżność w czasie. Podejrzewam, że to mógł być właśnie ten satelita.
[01:34:50] - Amerykański. A może rosyjski?
[01:34:52] - Nie. Tutaj ufolog, doktor Anfałow dotarł do informacji, według których ten satelita został wypuszczony w grudniu 59. roku i dosyć dziwnym trafem okres jego życia kończył się mniej więcej w momencie-
[01:35:16] - 88 raczej, prawda? 58.
[01:35:17] - Tak. 58, przepraszam. I okres jego życia, powiedzmy w cudzysłowie życia, kończył się jakoś na trzecim tygodniu stycznia. Powinien wtedy spaść.
[01:35:32] - To wydaje się dosyć prawdopodobne, bo na pewno ustawili Amerykanie tak, żeby ten satelita, jak jakieś zdjęcia robił czy coś radiowe, szpiegowski prawdopodobnie mógł być. Więc jak robił jakieś zdjęcia, że latał nad Związkiem Radzieckim i nad Polską, gdzie Polska była dosyć kluczowym państwem Układu Warszawskiego. Wtedy chyba nie było jeszcze Układu Warszawskiego, ale była ta linia, że Polska była kompletnie podległa Związkowi Radzieckiemu, więc też żeby sobie patrzyli o ustawienie wojsk czy jakichś różnych tego typu rzeczy.
[01:36:14] - Całkiem może. To był satelita globalny. Tak że po drodze mógł tam jakieś zdjęcia robić.
[01:36:23] - I przesyłać. Kto to wie? Ja myślę, że fajnie by było jeszcze to wybadać. Ja sam jeszcze jak będę gdzieś w Trójmieście spróbuję dotrzeć do ludzi, ale tak jak pytałem się znajomych, ja trochę mieszkałem też w Trójmieście, to nikt nic nie wie w tym temacie. Pytałem się i znajomych, i ich, oni się trochę dopytywali. Nikt nic nie wiedział w tym temacie.
[01:36:48] - To jednak zdarzyło się kilkadziesiąt lat temu, tak że wielu świadków może już nie żyć.
[01:36:56] - Tak. I to raczej było wytuszowane.
[01:36:58] - Jedni nie żyją, inni się wyprowadzili.
[01:37:00] - Poza tym to był wojskowy basen, nie miał nikt dostępu, bo to były wojskowe tereny.
[01:37:06] - To tym bardziej mało prawdopodobne, że kogoś tam znajdziesz.
[01:37:11] - I dlatego nie wydaje mi się to prawdopodobne z tą istotą znalezioną na plaży, bo to już by wyszło poza wojsko, poza ten basen i jednak tutaj już by bardzo dużo osób wiedziało o tym i ktoś by coś już wiedział, gdzieś jakieś zdjęcie zrobił. Troszeczkę inaczej by było, bo to jest przecież miasto. To w mieście coś takiego się zdarzyło. Czyli wydaje mi się, że raczej to faktycznie jest jakaś podpucha, ale to, co wyłowiono, to jest ciekawa sprawa.
[01:37:47] - Jeżeli by ta istota wydostała się na plażę ogólnodostępną, to pewnie, że byłyby jakieś. Miasto powinno huczeć od plotek, a skończyło się na kilku wzmiankach.
[01:38:01] - Tak, że do akademii medycznej chyba przetransportowano, czy akademii wojskowej. Czy w Gdyni, bo akademia medyczna jest w Gdańsku, a tą istotę znaleziono w Gdańsku czy w Gdyni na plaży.
[01:38:20] - Chyba raczej w Gdyni. Skoro w Gdyni ta katastrofa miała mieć miejsce, to chyba w okolicach Gdyni bliżej.
[01:38:27] - Pewnie jest tam szkoła wojskowa, więc do tej szkoły wojskowej, czy szpitala wojskowego przetransportowano ją. Takie niby legendy krążyły, ale to się jakoś tak nie do końca składa, prawda? Że nie ma o tym wzmianek. Ludzie o tym w ogóle nie piszą, nie mówią, nie ujawniają nic. Przecież musiało kilkanaście, kilkadziesiąt osób to widzieć. Jakaś karetka przyjechała, ktoś to zabrał. A to jest zupełnie inne oddziaływanie takiej istoty niż obiektu, który spadł. Bo jeszcze wtedy ludzie mogli sobie myśleć, że to amerykański, nowoczesny obiekt. Jak nawet takie UFO zobaczyli wyławiane gdzieś tam. A tutaj z taką istotą, już nie ma mowy o kosmonaucie amerykańskim.
[01:39:23] - Poza tym nawet gdyby była jakaś klauzula tajności nałożona na całą tą sprawę, na sprawę odnalezienia tej istoty, to przecież jakieś plotki by były. A tak co mamy? Plotek żadnych nie słyszałem, przynajmniej ja, na ten temat.
[01:39:40] - Generalnie dużo mało, bo tak jak w Roswell, ludzie też mieli klauzulę tajności. To było wyciszone, chociaż na początku trochę było szumu w latach 40. pod koniec, ale później wyciszono. W latach 50. jeszcze trochę były. Frank Scully napisał taką książkę, która okazała się fikcją. Dotyczyła Roswell, ale oczywiście opisali co innego zupełnie i bajki opisali dodatkowo. Ale być może właśnie chodziło o Roswell im.
[01:40:12] - Ale tak, mogły być takie próby zamaskowanego przekazania informacji na ten temat. I dopiero przez jakieś łączenie faktów opisanych w powieści z faktami opisanymi przez świadków chociażby. Przez to też teraz ludzie, badacze dochodzą do tego, że jednak w pewnych opowieściach została opisana tam historia z Roswell.
[01:40:42] - Prawdziwa. Od lat 70. się zaczęło badanie tego, gdzie już zaczęli ludzie po prostu sypać. Już się nie bali, bo byli już wiekowi dosyć i na emeryturze i się nie bali tego wszystkiego, żeby o tym mówić.
[01:40:55] - No i właśnie, gdyby w Gdyni faktycznie spadło UFO, to też pojawiałyby się przecież jakieś informacje od ludzi, którzy już byliby dzisiaj dosyć starzy i nie mieliby zbyt wiele życia przed sobą.
[01:41:07] - Ale nie aż tak starzy, prawda? To jest 12 lat mniej niż w Roswell.
[01:41:13] - Ale też już ludzie w podeszłym wieku, to przecież jakieś informacje by się chyba pojawiały. A tak się nie pojawia nic.
[01:41:21] - Chociażby swoim wnukom opowiedzieć o tym czy coś. I tego nie ma po prostu. Cisza jest. Że coś wyłowiono. I jeżeli faktycznie to był satelita, to nawet jak się widziało to, rozpoznałoby się satelitę w stosunku do spodka. Jest różnica, więc po prostu jak zobaczyli taką satelitę ci ludzie, to zapamiętali i potem stwierdzili, jak zobaczyli potem w albumach czy gdzieś, że to jest satelita, to nie mieli już o czym aż tak mówić, prawda? Że to nie było aż tak niesamowite, jak byłby to jakiś spodek. Tak to jest. Dobrze, to dziękuję ci, Ivelliosie za te informacje. Chyba że jeszcze znasz jakieś ciekawe katastrofy, bo ja mam tu trochę, chciałem poczytać jeszcze o takich różnych ciekawych katastrofach, ale czy może znasz na przykład z terenu Polski jeszcze jakieś katastrofy?
[01:42:24] - Niestety takich głośnych katastrof nie znam. Co prawda była w maju jakaś taka rzekoma katastrofa UFO w Leoncinie, ale potem się okazało, że to jednak została sprawa najprawdopodobniej wymyślona przez, nazwijmy to w cudzysłowie projekt badawczy, więc ostatecznie wyszło na to, że prawdopodobnie ktoś sfotografował podrzucone w powietrze puszki po jakiejś karmie dla psów. Wyszła z tego afera Czapi i prawdopodobnie mogliśmy mieć polskie Roswell, ale niestety okazało się, że to był fejk. Także takich katastrof wielkich niestety nie znam.
[01:43:12] - Właśnie najlepszą rzeczą jest zawsze pojechać na miejsce i badać tego typu rzeczy. Oczywiście tutaj to nie ma sensu, jeżeli widać od razu, że to jest po prostu oszustwo.
[01:43:22] - Tam chyba do Leoncina Janusz Zagórski nawet albo sam pojechał, albo kogoś wysłał. Nie pamiętam już. W każdym razie jakieś informacje od niego wyszły, że sprawa została zmyślona. Potem koledzy z portalu Infra, z którymi współtworzę między innymi Radio Paranormalium, też tam troszeczkę podziałali. No i wyszło, że obiekt jest na zdjęciach dużo bliżej niż powinien być. Teoretycznie jest bardziej ostry niż na przykład komin jakiś tam stojący w oddali niż drzewa. No i tak się okazało, że to jest niestety fałszywka.
[01:44:05] - Tak bywa, że ludzie sobie robią bardzo często jaja, żeby zaistnieć gdzieś albo po prostu dla żartu, żeby sobie zażartować z ludzi, z ufologów. Wiem, że też media w tym są niezłe, bo też szykują często prowokacje same media.
[01:44:27] - Szczególnie jeden projekt Nazwany w cudzysłowie projekt badawczy dosyć długo tę sprawę jeszcze próbował nakręcać na łamach swojej strony internetowej. Już jak dawno było wiadomo, że to jest sprawa sfałszowana, sprawa na stronach tego projektu w dalszym ciągu była prezentowana jako ewidentny autentyk. Ale chyba z tego, co widzę, to oni też spasowali, dali sobie spokój.
[01:45:01] - Ja myślę, że właśnie na taką katastrofę większość ludzi czeka, że już nie da się tego odkręcić. Ja często też widywałem na różnych filmach i zdjęciach, które okazywały się autentyczne, przewożenie obiektów UFO, na przykład wojskowych transportów i nie wiadomo, co to było, o co tu chodzi w tym wszystkim. Czy to jakieś jaja, czy nie jaja? Zarówno w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych. Nawet wiem, że i CNN puszczał te filmy. I nie wiadomo, o co chodzi. Czy to faktycznie z jakiejś katastrofy, czy to jakaś instalacja, czy to jakiś obiekt w kształcie UFO, nowe samoloty jakieś. Bardzo dziwne. Nie wiem, czy spotkałeś się z tego typu rzeczami.
[01:45:51] - Nie, raczej się z takim czymś nie spotkałem. Ja bardziej się skupiam na bardziej znanych katastrofach, takich mnie znanych. Nie mam zaufania do filmów publikowanych w internecie, powiem w ten sposób.
[01:46:06] - Nie, ale to były w telewizji normalnie puszczane te filmy. Także to ktoś sfilmował, ale to potem telewizja potwierdzała, że film był autentyczny, tylko nie wiadomo, czym był ten transport.
[01:46:22] - Ja z telewizją jestem raczej na bakier.
[01:46:27] - Za graniczną, bo do polskiej to nie. Takie właśnie ciekawostki. Dobrze, to ja dziękuję ci za te informacje o Roswell i tych katastrofach gdyńskich, bo to bardzo ciekawe. Myślę, że kiedyś warto by było zrobić taką audycję i o Roswell, i o Gdyni, ale cały odcinek o tym, bo o tym naprawdę można dużo mówić. Do Gdyni kawałek mam, ale myślę, że jeszcze byłaby szansa, żebym się wybrał gdzieś tam, zrobił jakiś reportaż z ludźmi, porozmawiał. Coś może ktoś powie, ale z reguły chyba nic nie będą wiedzieli ci ludzie. Chociaż kto wie? Różnie można trafić.
[01:47:10] - Ciężko teraz podejrzewam będzie z szukaniem kogokolwiek, kto będzie coś wiedział na ten temat, ale spróbować zawsze można.
[01:47:19] - Pewnie, żeby zobaczyć. Nawet jak nie będą wiedzieli ludzie, to też ciekawe. Też jest jakiś dowód na to, co było, bo też już nie wiedzą zupełnie nic o tym, więc to też jest ciekawa sprawa. Dobrze, dziękuję ci, Ivelliosie.
[01:47:37] - Dziękuję ci również. Przechodzę na słuch.
[01:47:39] - Dzięki. To był Ivellios z Radia Paranormalium i badacz UFO, można powiedzieć też między innymi i rzeczy niewyjaśnionych z Radia Paranormalium, który mówił o polskim Roswell, czyli katastrofie w basenie w Gdyni. Także w tej chwili może jeszcze przerwę zrobię krótką i zaraz wrócimy. Ja będę opowiadał o katastrofach ogólnie. Jeszcze kilka katastrof wam przeczytam różnych ciekawych z różnych części świata, bo ich naprawdę było całe mnóstwo, które są niewyjaśnione i także niedaleko Polski. Może już nie z samej Polski. A muzyka to będzie dalej Kalle Schuch „Dreamspace”.
[01:52:07] - Już dwunasta na zegarze. Przybądź duchu na wezwanie. Ukaż mi się w pełnej krasie. Niechaj tak się stanie zasię. Nie chce przyjść. Nie będzie ducha. Teorii chaosu słucha. Teoria chaosu. Piątek, godzina dwunasta.
[01:52:29] - I tak jesteśmy z powrotem. To była krótka przerwa, a w tej chwili chciałbym jeszcze powiedzieć o różnych ciekawych katastrofach, które mam zapisane w książce Kevina Randle „Historia katastrof UFO". Bardzo rzetelnie do tego podszedł, badając różne rzeczy dosyć dogłębnie. Poświęcił na to kilka lat badań, a właściwie jeszcze więcej, kilkanaście lat badań, bo sprawdzał to przez długi okres czasu, z zainteresowania swojego problemem UFO i doszedł do wielu ciekawych rzeczy, że mnóstwo różnych przypadków uznaje za oszustwo, do którego się skłania poprzez przeanalizowanie wszystkich faktów. Myślicie, że Roswell to była pierwsza katastrofa w 47. roku? Mylicie się. Było dużo już wcześniej różnych tego typu katastrof, także z Europy i innych kontynentów. Aczkolwiek Europa, Stany Zjednoczone czy Ameryka Północna, Azja, przede wszystkim Chiny, Rosja czy Indie są dużo bardziej przebadane i na kontynentach, w Australii czy w Afryce. W Afryce nie jest bardzo gęsto zaludniony ten kontynent, tak samo w Australii, ale w Afryce jeszcze jest jeden problem, że nie ma po prostu organizacji, które się zajmują badaniem tego typu rzeczy i zbieraniem faktów i to jest troszeczkę utrudnione.
Natomiast w Australii jest też rejon olbrzymi i nie zawsze da się wszystko zbadać. To może zacznę. Na Oceanie Indyjskim we wrześniu 1862 roku niby miała być katastrofa UFO. On to uznaje jako oszustwo. Zobaczcie, w 1862 we wrześniu nawet takie rzeczy są. Kawałeczek dosłownie przeczytam z tej książki. Pewien stary duński marynarz opowiedział dziennikarzowi z gazety Houston Post następującą historię. Kiedy służył jako oficer na duńskim statku, przeżył sztorm na Oceanie Indyjskim. Statek przełamał się w pół, ale zarówno marynarzowi, jak i garści jego kolegów udało się dotrzeć do niewielkiej skalistej wysepki. Gdy sztorm rozszalał się na dobre, zobaczyli jakiś obiekt latający wielkości statku wojennego o czterech skrzydłach, który rozbił się o skalne urwisko.
Marynarze zbadali rozbity pojazd i znaleźli wiele dziwnych urządzeń i mebli, jak również żywność. Ku swojemu przerażeniu natrafili także na ciała kilkunastu ludzi ubranych w dziwną odzież. Mężczyźni byli postawni i mogli mierzyć ponad trzy i pół metra wzrostu. Znalezisko doprowadziło do błędu niektórych marynarzy, który tam się zabił. Gdzieś uciekli, reszta uciekła, gdzieś przestraszyli się. Potem wyłowił ich rosyjski statek. Kolejni marynarze zmarli w wyniku odniesionych obrażeń, jak i szoku psychicznego. O autorze tej relacji wiemy tylko tyle, że nazywał się Oleson. Duńczyk. Twierdził on, że posiada dowód na potwierdzenie swoich słów, mianowicie potężnych rozmiarów pierścień zrobiony z metali nieznanych żadnemu z jubilerów, którzy oglądali.
Jest tylko relacja jednego świadka, który niby ma jakieś metale. Ma, nie pokaże. Jak pokaże, to się okazuje, że złoto. Takich niestety relacji jest większość. W tej książce jest mnóstwo przedstawionych tych katastrof. Ale większość z nich to są albo oszustwa, albo naprawdę zbyt mała ilość danych, aby cokolwiek stwierdzić. Tutaj na przykład jest bardzo ciekawa rzecz, że w 1946 roku mnóstwo było przypadków w Szwecji. Nie wiadomo dlaczego. W 1946 roku. Jest dziewiąty, dziesiąty, osiemnasty, lipiec, sierpień, październik też 1946.
I tutaj właśnie pisze Kevin Randle, że jest mało danych, czyli że mogło coś faktycznie być, że to nie jest coś zupełnie nieprawdopodobnego. Więc kto to wie? Kto to wie? Tutaj na przykład jezioro Barken w Szwecji, Björkhult w Szwecji, jezioro Mjosa, południe Szwecji, Malmö, że eksplodowała rakieta widmo w tym Malmö. Spadł deszcz fragmentów tego urządzenia niby, szyby wyleciały. Być może coś w tym jest, ale mówię, jest po prostu za mało danych. Roswell uznaje jako zdarzenie autentyczne Kevin Randle, bo też wiele razy badał, tak jak mówił też Ivellios, że dzwonił do tych ludzi, że on jeździł, dzwonił, robił krzyżowe z tymi świadkami różne zeznania. To jest naprawdę mnóstwo roboty i może stwierdzić sam tutaj, że jest to zdarzenie autentyczne, że chodzi o tą katastrofę, ale większość jest po prostu oszustwem, o którym on mówi, że po prostu jest ewidentnie gdzieś jakaś dezinformacja albo zupełnie inne rzeczy niż powinny być, że po prostu zrobiono sobie żart. Tutaj na przykład też podaje takie kraje. Jest Argentyna w 1950 roku chociażby.
Jest mało danych akurat. Mało danych nie oznacza, że nic tam się nie wydarzyło, ale że faktycznie coś mogło być na rzeczy, tylko nie przebadano tego zbyt dobrze. Tutaj generalnie nie znaleziono nic na miejscu katastrofy, tylko mężczyźni, którzy to widzieli. Po prostu szary popiół jakiś tylko znaleźli następnego dnia. Ale widzieli cygaro i dwa spodki, które to były obiekty, które często właśnie w Gdyni też mówiło się, że jakiś był czerwony obiekt później, następnego dnia, w następnych tygodniach gdzieś latał nad Gdynią po prostu i sprawdzał, bo być może są to tak zwane ekipy poszukiwawcze, jeżeli jest jakaś katastrofa, które chcą uratować swoich kolegów. Mnóstwo różnych rzeczy tutaj widzę w latach 50., 40., lata 60. Nie będę tego wszystkiego przytaczał, bo jest tu chociażby RPA, Johannesburg, jeden z informatorów Lena Stringfielda. Leonard Stringfield albo Len Stringfield, jakkolwiek mówić. On właśnie był pierwszym człowiekiem, który zainteresował się katastrofami UFO i opisywał te informacje, badał te rzeczy, z czego też między innymi korzystał później Kevin Randle, samemu też oczywiście badając temat. Nic nie wiadomo na temat tego zdarzenia.
Właśnie tylko Leonard Stringfield twierdził, że w RPA znaleziono rozbity pojazd w 1953 roku i w Johannesburgu czy niedaleko Johannesburgu. Jest Kanada. Głównie ze Stanów Zjednoczonych. Ale tak jest na przykład w 1957 roku Brazylia, 15 września, Ubatuba. Za mało danych niestety. Analizowany był materiał pochodzenia z tego spodka i wykryto, że materiał nie jest pozaziemskiego pochodzenia, ale nie wykluczały takiej możliwości, czyli nie jest to jednoznaczne. Tutaj oczywiście Randle badał bardziej też przypadek w 1962, 18 kwietnia w Nevadzie, w Las Vegas. To wydarzenie, coś, co się wydarzyło. W tej książce opisuje szerzej. Ja tylko wam przytoczę, że wojskowym władzom udało się pogrupować akta, że można odnieść wrażenie, jakoby sprawa dotyczyła całej serii pojedynczych zdarzeń, które łatwo się da wyjaśnić.
Dalsze badania wykazały, że relacje łączą się w całość, a wyjaśnień nie ma. Według tak zwanych dobrze poinformowanych źródeł jest to najbardziej ewidentny przypadek katastrofy UFO. Podobno do dzisiaj nie zajmowano się dokładniejszym zbadaniem tej sprawy. Tutaj mówi, że to jest właśnie autentyczny przypadek. Badał trochę, trzeba by faktycznie troszeczkę posiedzieć i dowiedzieć się więcej na ten temat. Jest też Brazylia znowu, jakieś różne rzeczy, ale jest, proszę, w Sudanie wypadek z 17 sierpnia 1967 roku. Satelita o kształcie sześcianu ważący około trzech ton został znaleziony około 70 kilometrów od Kutum w Sudanie. Na powierzchni obiektu nie wykryto żadnych napisów. Zrobiono zdjęcia i z trudem pobrano próbki. Nie ma powodu, aby sądzić, że obiekt nie jest sztucznym satelitą wyprodukowanym na Ziemi.
Właśnie, że prawdopodobnie jest to satelita. Naprawdę, dziesiątki satelitów, setki satelitów, tysiące. Dzisiaj chyba już tysiące nawet krążą dookoła Ziemi. Co jakiś czas spada taki satelita. Jeżeli do morza, to nikt go nie znajduje, ale czasami spada na rejony zamieszkałe czy gdzieś, gdzie ludzie mogą dotrzeć. I tak jak tutaj w Sudanie spadł. Ludzie mogli to zobaczyć. Mnóstwo różnych takich rzeczy. Proszę, Hiszpania. Ja tu chciałbym jeszcze powiedzieć o jednym takim wydarzeniu, o którym tutaj dziwnie, że nie wspomina Kevin Randle, bo jest to naprawdę bardzo ciekawe wydarzenie z Rosji.
Tutaj widzę, że są jeszcze afrykańskie, kanadyjskie. Z Rosji, z Syberii. To sprawa pewnie znana wielu ludziom w Polsce. Wielu z was pewnie oglądało film o tak zwanym rosyjskim UFO. To były tajne archiwa KGB czy sekretne archiwa UFO KGB. I tam właśnie, w tym filmie przedstawiono niby dowody właśnie na to, że w Rosji przechwycono UFO. Była to bardzo ciekawa rzecz. To rosyjskie UFO. Tu jeszcze wkleję wam drugie zdjęcia z tego filmu, które świadczą o tym, że faktycznie jest coś na rzeczy. Są zrobione filmy, jak przechwytują ten obiekt.
Wiem, że badano ten film i stwierdzono, że jeżeli to jest fałszywka, to trzeba było się bardzo postarać, że to nie było aż tak proste. I faktycznie to spadło w rejon niezamieszkałym w ogóle. Więc to po prostu tylko ci wojskowi wiedzą, co to dokładnie było. A też mogą nie wiedzieć, bo mogły to być też jakieś eksperymenty. To był rok 1969. Trudno powiedzieć. Być może też nakręcono to, żeby zrobić filmik i sprzedać go za wysokie pieniądze, ale raczej film jest autentyczny i być może to jest UFO. Ale tak naprawdę nie wiadomo, czy to było UFO, czy nie. To już trzeba sobie samemu ocenić. Tak, tu się Ivellios pyta właśnie, że to ten film z Rogerem Moore'em jako prowadzącym, gdzie film był rzucony na taką sensację, że tam były fragmenty kosmity.
Coś tam się działo. Jak Roswell porównywanie, to w latach 90. ten film się ukazał. Właśnie poprzez to, że sprzedawano mnóstwo materiałów z KGB. Mnóstwo po prostu sprzedawano na lewo i prawo i za niezłą sumkę sprzedano te informacje. Sprzedano też inne różne informacje z KGB, ale to była właśnie jedna z nich, takich bardzo ciekawych rzeczy, które dotyczyły UFO i katastrofy UFO. Film jest zrobiony dosyć wiarygodnie, ale mówię, trzeba było zrobić śledztwo, z tymi ludźmi gdzieś porozmawiać, coś zrobić. Nie pociągnęli tego, bo to wiadomo, to była Rosja. Rosyjscy ufolodzy nie byli aż tak rozwinięci, żeby to pociągnąć. Z tego, co wiem, to były oczywiście próby stwierdzenia, że to jest oszustwo, ale nie wiem do końca, jak to się dokładnie rozwinęło.
To było niedaleko Swierdłowska w Związku Radzieckim w marcu 1969. Teoretycznie właśnie to się wydarzyło wtedy. Trudno powiedzieć, ale dosyć spora wiarygodność jest, bo nie uzyskano zaprzeczenia kompletnego tego, a byli pewni świadkowie. Większość z nich już nie żyła niestety. To też trochę dziwne. Czy nie żyła, czy nie dało się dotrzeć na przykład ludzi, którzy badali te zwłoki kosmity z tego spodka. Dziwnie się ten spodek jakoś tak wbił. Możecie oglądać na tych zdjęciach. Nie wiem, co o tym myśleć. Jest to dosyć ciekawe.
Ci ludzie się zachowują tak dosyć naturalnie, ci wojskowi. Ale nie wiem sam, co o tym myśleć. To wygląda jak film science fiction. Ale to jest ciekawy przypadek, gdzie można też pojechać, coś tam zrobić w Rosji. Można. Trochę daleko, bo to na Syberii jest, więc kawałek jest, żeby zbadać tę sprawę. Ale bardzo ciekawa sprawa właśnie z 1969 roku, Swierdłowska. Możecie zobaczyć film cały, jest dostępny w internecie. Jest do zobaczenia też ten kosmita jak wygląda spalony. Nie wiem naprawdę, co o tym myśleć.
Ale ciekawa rzecz. To z tych katastrof to jest ta najciekawsza z Rosji, bo są jakieś materiały. Bo z tych większości katastrof nic nie ma, zupełnie nic. Nie ma żadnych zdjęć. Był ten mogul w Roswell. Przecież na pewno robili zdjęcia. Może się nie robiło zdjęć, nie wiem, ale wydaje mi się, że robili zdjęcia jak on się rozwalił. Gdzie są te zdjęcia? Nie ma nic, nie ma niczego. Są zdjęcia tylko później, jak pokazują te szczątki, ale tam na tym miejscu nie robiono żadnych zdjęć, nie robiono niczego.
Przecież był 1947 rok. Za czasów Hitlera to nawet filmy kręcono. I propagandowe, i kroniki już kręcono. Także już nie przesadzajmy, że nie stać było armii na fotografa. Dlaczego tego nie ujawnią, tych zdjęć? Przecież teraz już nie jest żadną tajemnicą ten mogul. Przecież mogul powinni wszystko ujawnić. Tego nie ma. Nic nie ma. Nawet nie zrobili fałszywek.
Nie zrobili niczego. Po prostu nie ma nic kompletnie z tamtego rejonu. Bo być może, jeżeli to był spodek, to nie można tego ujawnić. Bo jeżeli pokaże się zdjęcia prawdziwe, to na tych zdjęciach prawdziwych może nie być balonu, a mogą być dziwne kształty owalne. Może gdzieś jakiś kawałek spodka. Na zdjęciu też nie jest ciężko rozpoznać, czy to jest spodek, czy to jest balon. I to też jednak świadczy o tym, że coś wojsko ukrywa, że to nie jest wszystko ujawniane. Najpierw był balon meteorologiczny. Na samym początku był spodek, kosmici. Później był balon meteorologiczny, później balon mogul, który badał promieniotwórczość.
Później balon mogul plus manekiny, które były wyrzucane z tego, czy tam gdzieś badane, wyrzucane z tego balonu i tak dalej. A teraz jeszcze się mówi o wielkich balonach, że to były olbrzymie ilości, na setkach metrów one się ciągnęły. Setki metrów, to były takie olbrzymie. Teraz się powiększa to wszystko, dlatego się mogło tak rozrzucić na takim terenie. Ciekawe, co później się jeszcze okaże. Że może żywi ludzie byli tam i po prostu dlatego victims i to wszystko jest, bo być może tam ktoś zginął. Dlatego to trzeba tak utajniać. Ale jest cień szansy w tym Roswell. Ja uważam, że nawet nie cień, tylko graniczący z pewnością, że w Roswell faktycznie miała miejsce prawdziwa katastrofa UFO. I ta tajemniczość, to nieujawnianie informacji na ten temat świadczy o tym, że po prostu chcą utajniać, że tego nie można ujawnić, bo to będzie równoznaczne z przyznaniem się, że ktoś tutaj lata dookoła nas.
Także chciałbym dzisiaj już zakończyć tą audycję. Podziękować wam, że byliście, zaprosić też was za tydzień. Będzie równie fajna audycja, myślę. Albo i lepsza. Czy katastrofy UFO są możliwe? Ja myślę, że po Roswell wiemy niemal na 100%, że tak. Czy to jest spowodowane działalnością człowieka, czy przypadkiem? Nie wiadomo, ale widać, że kosmici są jak my, omylni. Nie są bogami czy chorosami. Popełniają błędy.
Są w gruncie rzeczy tacy jak my, tylko troszkę bardziej zaawansowani technicznie i technologicznie. Cześć, trzymajcie się.
[02:15:20] - Do you build a new one inside you to see? Have you found the things you once dreamed. Suddenly lost their imagined gleam. Did you play with the piper when he came for his fee? Do you know the story? Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story?
Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story?