System reklamy Test



Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!

SŁUCHAJ
ZALOGUJ SIĘ
ZAMKNIJ
Radio Paranormalium - zjawiska paranormalne - strona glowna
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
Teoria Chaosu

Teoria Chaosu

Odcinek: Teoria Chaosu Live 2012-08-24
Katastrofy UFO

Streszczenie odcinka

Audycja poświęcona jest katastrofom UFO, rozumianym jako przypadki rzekomego rozbicia, upadku lub przechwycenia niezidentyfikowanych obiektów. Prowadzący polemizuje z argumentem, że istoty zdolne do pokonywania ogromnych odległości w kosmosie nie mogłyby popełniać błędów. Przypomina, że również zaawansowana technika stosowana przez ludzi zawodzi, a na obcą aparaturę mogłyby wpływać nieznane warunki atmosferyczne, grawitacyjne lub środowiskowe. Zastrzega jednak, że większość opisywanych zdarzeń pozostaje hipotezami, a stopień ich wiarygodności jest bardzo różny. Jednym z przywołanych przypadków jest zdarzenie z 12 stycznia 2011 roku w Wielkiej Brytanii, w rejonie Conisholm. Wysoka na około sto metrów turbina wiatrowa straciła jedno z trzech śmigieł, a drugie zostało silnie wygięte. Według relacji 71-letniej Lesley Whittingham doszło do zderzenia turbiny z niezidentyfikowanym obiektem. Prowadzący uznaje, że siła potrzebna do uszkodzenia konstrukcji była ogromna, a uszkodzenia nie przypominały skutków kolizji z ptakiem czy nietoperzem. Rozważana jest również możliwość uderzenia meteoroidu, choć obecność świadka i nietypowy charakter zniszczeń mają przemawiać za innym wyjaśnieniem. Nie przedstawiono dowodu pozwalającego rozstrzygnąć, co faktycznie uderzyło w turbinę. Omówiono także nagranie z Nowego Meksyku z 1997 roku, na którym świetlisty, przypominający spodek obiekt odbija się od powierzchni ziemi, a następnie ponownie w nią uderza. Prowadzący podkreśla, że autentyczność filmu jako zapisu zdarzenia nie budzi jego zdaniem wątpliwości, ale nie przesądza, czym był widoczny obiekt. Wśród możliwości wymienia meteoryt oraz eksperymentalny pojazd NASA X-38, znany jako „Life Raft”, testowany w tamtym okresie. Sposób odbicia od ziemi ma sugerować raczej obiekt sztuczny niż typowy meteoryt, jednak także ta interpretacja pozostaje niepotwierdzona. W dalszej części pojawiają się rozważania nad przyczynami ewentualnych katastrof. Prowadzący sugeruje, że obserwowane lub odnajdywane obiekty mogłyby być niewielkimi jednostkami zwiadowczymi, wysyłanymi z większych statków znajdujących się poza atmosferą Ziemi. Małe pojazdy, przeznaczone do rozpoznania lub transportu ludzi, mogłyby być mniej odporne na awarie niż hipotetyczne „statki-matki”. Jako analogię przywołuje lotniskowce, które przenoszą liczne mniejsze samoloty. Wśród możliwych przyczyn uszkodzeń wymienia błędy pilotów, awarie techniczne, oddziaływanie ziemskich radarów oraz hipotetyczne próby zestrzeliwania UFO przy użyciu laserów lub maserów. Zaznacza przy tym, że informacje o wojskowych programach przechwytywania obcych technologii pochodzą głównie z relacji sygnalistów i nie są poparte przedstawionymi dowodami materialnymi. Prowadzący nawiązuje do hipotezy zoo, zgodnie z którą cywilizacje pozaziemskie obserwują Ziemię, lecz unikają otwartego kontaktu z mniej rozwiniętą cywilizacją. Jego zdaniem mogłoby to tłumaczyć sporadyczne obserwacje, porwania oraz ewentualne katastrofy niewielkich pojazdów, ale nie oznaczałoby, że ludzkość jest dosłownie przetrzymywana w kosmicznej klatce. Hipoteza zakłada raczej ograniczoną ingerencję i ujawnienie się dopiero wtedy, gdy ludzie osiągną odpowiedni poziom rozwoju technologicznego albo sami odkryją istnienie obcych. W tej perspektywie katastrofa UFO byłaby „kontaktem” o tyle, że pozostawiłaby materialne szczątki, nawet gdyby nie doszło do bezpośredniego spotkania z załogą. Najwięcej miejsca poświęcono katastrofie w Roswell z lipca 1947 roku. Prowadzący przypomina, że początkowo przedstawiciele armii amerykańskiej poinformowali o odzyskaniu „latającego dysku”, po czym szybko wycofali się z tej wersji i ogłosili, że znaleziono balon meteorologiczny. Późniejsze wyjaśnienia wskazywały na projekt Mogul, czyli rozbudowany system balonów służący do wykrywania odległych testów broni jądrowej Związku Radzieckiego. Zmienność oficjalnych komunikatów jest przedstawiana jako jeden z głównych powodów nieufności wobec wersji wojskowej. Prowadzący twierdzi, że gdyby celem było ukrycie zwykłego balonu, armia nie ogłaszałaby początkowo, że odzyskała spodek, ponieważ właśnie to zwróciło uwagę opinii publicznej. Według relacji przytaczanych w audycji szczątki miały być rozrzucone na dużym obszarze, a ich ilość wystarczała do wypełnienia co najmniej jednej ciężarówki. Wśród świadków wymieniane są osoby związane z rodziną farmera Maca Brazela, a także wojskowi, którzy mieli oglądać lub zabezpieczać materiały. Pojawia się również informacja, że pierwszymi osobami, które mogły znaleźć szczątki, byli Vernon Brazel i Dee Proctor, wówczas dzieci. Ich późniejsze relacje miały potwierdzać istnienie rozległego pola odłamków oraz wielokrotne wizyty i przesłuchania przedstawicieli wojska. Według opowieści dzieci i ich rodziny miały być zastraszane, a niektórym świadkom grożono. Szczególną uwagę poświęcono opisom materiałów rzekomo pochodzących z Roswell. Świadkowie mówili o bardzo lekkich, a zarazem wyjątkowo odpornych elementach, których nie można było spalić ani przeciąć, oraz o cienkich metalowych foliach powracających do pierwotnego kształtu po zgnieceniu lub zarysowaniu. Prowadzący porównuje je do metali z pamięcią kształtu, znanych współczesnej nauce, ale twierdzi, że relacjonowane właściwości miały być znacznie bardziej zaawansowane. Wspomina też o analizach zdjęć przedstawiających generała Rogera Rameya z dokumentem w ręku. Zwolennicy pozaziemskiej interpretacji twierdzą, że po komputerowej poprawie obrazu można odczytać słowa takie jak „victims” i „disk”, co miałoby wskazywać na ofiary oraz dysk. Rozmówcy zaznaczają jednak, że takie odczytania są jedynie poszlaką, zależną od jakości i interpretacji fotografii. W rozmowie z Markiem Sękiem „Ivelliosem” z Radia Paranormalium pada ostrożniejsza ocena Roswell. Ivellios skłania się ku hipotezie pozaziemskiego pochodzenia obiektu, ponieważ opisy świadków nie pasują do zwykłego balonu, ale przyznaje, że poza relacjami i fotografiami nie ma publicznie dostępnego, rozstrzygającego materiału. Wspomina o Dee Proctorze, który miał w rozmowach z badaczem Kevinem Randle’em potwierdzić obecność na miejscu katastrofy, wizyty wojskowych oraz niezwykłe właściwości znalezionych fragmentów. Jednocześnie podkreśla, że wiele szczegółów znamy z drugiej ręki, a część świadków nie chciała wracać do sprawy. Omawiane są również relacje Jessego Marcela, oficera odpowiedzialnego za zabezpieczanie terenu, oraz jego syna Jessego Marcela Juniora, który miał pamiętać oglądanie nietypowych materiałów w dzieciństwie. Stanton Friedman i inni badacze przez lata zbierali zeznania, porównywali je ze sobą i próbowali ustalić, które elementy historii są spójne. Prowadzący uważa, że liczba niezależnych relacji, ich wzajemna zgodność oraz późniejsze zeznania wojskowych przemawiają za tym, że w Roswell rzeczywiście wydarzyło się coś więcej niż upadek zwykłego balonu. Podkreśla jednak przede wszystkim brak zachowanych szczątków dostępnych do niezależnego badania. Brak fotografii z samego miejsca katastrofy uznaje za podejrzany, zwłaszcza że wojsko dysponowało sprzętem pozwalającym dokumentować działania w terenie. Jego zdaniem wielokrotne zmiany wyjaśnienia — od spodka, przez balon meteorologiczny, po projekt Mogul i dodatkowe opowieści o manekinach — mogą wskazywać na próbę ukrycia prawdziwego charakteru zdarzenia. W audycji pojawia się też sugestia, że część opowieści o ciałach, małych trumnach i ofiarach mogła dotyczyć rzeczywistych elementów katastrofy, ale nie zostaje przedstawiony dowód, który pozwalałby to potwierdzić. Kolejnym polskim przypadkiem jest tak zwana katastrofa gdyńska z 21 stycznia 1959 roku. Według relacji opublikowanej w „Wieczorze Wybrzeża” nad ranem do basenu portowego miał wpaść duży, pomarańczowo-różowy obiekt, otoczony płomieniami i wydający odgłos tarcia blach. Obiekt miał spaść niemal pionowo do wody, a następnie być poszukiwany przez służby. Dwaj portowi dźwigowi, Stanisław Kołodziejski i Władysław Kuczyński, mieli potwierdzić podstawowy opis zdarzenia. Pojawiają się także relacje o wyłowieniu nieznanego przedmiotu oraz o pomarańczowym, bardzo ciężkim żelu, który miał trafić do rąk inżyniera pracującego w porcie. Prowadzący zaznacza, że informacje te pochodzą głównie z późniejszych przekazów i nie są dostatecznie udokumentowane. Ivellios skłania się ku wyjaśnieniu, że obiektem mógł być meteoroid lub meteoryt żelazny, który wbił się w dno. Inną hipotezą jest upadek amerykańskiego satelity SCORE, wystrzelonego pod koniec 1958 roku, którego przewidywany czas działania kończył się mniej więcej w okresie katastrofy. Satelita miał znaczenie wojskowe i mógł zawierać informacje interesujące dla radzieckiego wywiadu, co tłumaczyłoby zainteresowanie służb. Wspomniana zostaje również wersja o późniejszym znalezieniu na plaży humanoidalnej istoty, lecz rozmówcy uznają ją za mało wiarygodną. Ich zdaniem w gęsto zaludnionej Gdyni musiałyby zachować się liczne plotki, fotografie lub relacje osób uczestniczących w transporcie ciała. Brak takich świadectw przemawia raczej za mistyfikacją albo za tym, że do portu trafił zwykły, choć nietypowy obiekt. Jako przykład współczesnego oszustwa przywołano rzekomą katastrofę UFO w Leoncinie, nazywaną niekiedy „polskim Roswell”. Analizy zdjęć i działania osób badających sprawę wykazały, że sfotografowany obiekt był najprawdopodobniej podrzuconą w powietrze puszką po karmie dla psów. Obiekt znajdował się bliżej aparatu, niż sugerowali autorzy historii, a jego ostrość i proporcje nie pasowały do przedstawianej interpretacji. Prowadzący i Ivellios podkreślają, że część środowiska ufologicznego przez długi czas prezentowała sprawę jako autentyczną mimo narastających dowodów fałszerstwa. Przypadek ten służy jako argument za koniecznością oględzin miejsca, analizy fotografii i weryfikowania świadków, zamiast przyjmowania sensacyjnych relacji bez sprawdzenia. W końcowej części przedstawiono przegląd innych, znacznie słabiej udokumentowanych zdarzeń opisanych przez Kevina Randle’a w książce „Historia katastrof UFO”. Wspomniana zostaje historia z Oceanu Indyjskiego z 1862 roku, opowiedziana po wielu latach przez duńskiego marynarza. Miał on widzieć rozbity, czteroskrzydły pojazd wielkości okrętu wojennego, a także ciała bardzo wysokich istot i niezwykły metalowy pierścień. Randle uznaje tę opowieść za oszustwo, ponieważ opiera się na pojedynczej, późnej relacji i rzekomym dowodzie, którego nikt nie mógł niezależnie zbadać. Omawiane są także liczne obserwacje i potencjalne upadki obiektów w Szwecji w 1946 roku, lecz większość z nich zostaje zakwalifikowana jako przypadki zbyt słabo udokumentowane, by wyciągać wnioski. Prowadzący przytacza również doniesienia z Argentyny, Republiki Południowej Afryki, Brazylii, Kanady, Nevady i Sudanu. W części przypadków znajdowano jedynie popiół, fragmenty lub nietypowe przedmioty, które mogły pochodzić zarówno z UFO, jak i z meteorytów, rakiet albo satelitów. Za szczególnie interesujący uznaje zdarzenie z 1962 roku w Nevadzie, które według Randle’a może być autentyczną katastrofą, choć wymaga dalszych badań. Z kolei sześcienny obiekt znaleziony w Sudanie w 1967 roku zostaje uznany raczej za sztucznego satelitę wyprodukowanego na Ziemi. Przegląd ma pokazać, że w katalogach katastrof UFO obok kilku przypadków uznawanych przez badaczy za poważne znajdują się liczne mistyfikacje, błędne identyfikacje i historie, w których nie zachowała się wystarczająca liczba danych. Osobno omówiono film przedstawiający rzekome przechwycenie i rozbicie UFO w rejonie Swierdłowska w Związku Radzieckim w 1969 roku. Materiał, rozpowszechniany w produkcjach o tajnych archiwach KGB, ma pokazywać wojskowych zabezpieczających obiekt oraz ciało przypominające spalone zwłoki humanoidalnej istoty. Prowadzący uważa, że film wygląda wiarygodnie i nie był łatwy do sfabrykowania, ale jednocześnie przyznaje, że nie wiadomo, czy przedstawia prawdziwą katastrofę, eksperyment wojskowy czy starannie przygotowaną mistyfikację. Brak dostępu do niezależnych świadków, dokumentów i miejsca zdarzenia uniemożliwia rozstrzygnięcie sprawy. Audycja kończy się wnioskiem, że katastrofy UFO są możliwe, jeśli przyjąć, iż część obserwowanych obiektów ma pozaziemskie pochodzenie, jednak nie każdy upadek dziwnego obiektu jest dowodem obecności kosmitów. Nawet wśród zwolenników tej hipotezy konieczne jest rozróżnianie spraw dobrze udokumentowanych, przypadków o niewielkiej liczbie danych oraz ewidentnych oszustw. Roswell zostaje przedstawione jako najważniejszy i najbardziej przekonujący przykład, choć także w tej sprawie nie ma publicznie dostępnego, bezspornego dowodu materialnego. Prowadzący twierdzi, że ewentualne obce załogi nie muszą być nieomylne ani wszechmocne; mogłyby dysponować bardziej zaawansowaną technologią, a mimo to popełniać błędy i ulegać awariom.
(rozwiń streszczenie)

Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!

Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
▼ Wyświetl transkrypcję ▼
Powiadomienia Web Push o nowościach w Radiu Paranormalium
Nie przegap żadnych nowości! Już dziś zapisz się na nasz newsletter emailowy lub włącz powiadomienia w przeglądarce, aby być na bieżąco z najnowszymi artykułami i audycjami.


Dodaj komentarz
Twój nick:
E-mail:


Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz. Do wysyłania powiadomień potrzebny jest poprawny adres e-mail (nie będzie publicznie wyświetlany).