[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witaj maj, trzeci maj dla Polaków błogi raj. Czy jakoś tak. W każdym razie dzisiaj tak nam wyszło, że trzeci maja wypadł w poniedziałek. A skoro wypadł w poniedziałek i skoro mamy krótko po 20:00, to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji. Chciałem już powiedzieć internetowo-telefonicznego, bo tak czasami bywa, że musimy się przełączyć na telefon.
Wczoraj tak na przykład było w audycji z Damianem Trelą, ale myślę, że dzisiaj już takich problemów z połączeniem nie będzie. Jest z nami oczywiście jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:11] - Dobry wieczór, panie Marku. Dobry wieczór kochani. Proszę panie Marku, ostrożnie z tym.
[01:19] - Ostrożnie. Przed chwilą o mało się nie spełniła, tym razem u mnie na jednym komputerze, na laptopie do rozmów, do realizowania rozmów głosowych. Coś tak urwało jakoś połączenie, a drugi laptop podłączony do tego samego routera przez Wi-Fi jakoś nie zgłosił problemów. Także za chwilę zaczynamy. Tradycyjnie na dobry początek przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Dzwonić będzie można w drugiej części naszej audycji, ale numery telefonów do nas warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery to jak zawsze stacjonarny 32 746 0008, 32 703 46 0008. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02.
Można także pisać do nas na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, z taką nadzieją, że nic nam nie będzie dzisiaj technicznie przeszkadzało, oddaję panu głos.
[03:07] - A ja jestem o tym głęboko przekonany. Bardzo dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie i pomny uwag, które się pojawiły pod ostatnią audycją, powiem, o czym dzisiaj będzie audycja. Obiecałem wam audycję o miłości i takowa audycja dzisiaj oto nastała. Dzień jest faktycznie trochę dziwny, bo niby poniedziałek, a jednak święto. Natomiast nam to w żaden sposób nie przeszkadza. Mam nadzieję, że weekend spędziliście mimo aury, zwłaszcza tej w Polsce, w sposób fajny, miły i przyjemny i taki atrakcyjny, wesoły, radosny. I możemy sobie już porozmawiać o tematach ważnych i poważnych, ale może w taki sposób troszeczkę mam nadzieję luźniejszy i bardziej przyjazny dla ucha i zrozumiały dla większości ludzi. Kochani, zdarzyły się dwie fajne rzeczy w tym tygodniu pomiędzy audycjami, bo audiobooki mojej książki ubarwione głosem pana Marka sprzedają się jak świeże bułeczki, więc traktujemy to w kategoriach sukcesu. Zapraszamy.
Oby tę tendencję zwyżkową utrzymać do zakupu tego audiobooka. Link z tego, co wiem, to jest zawsze pod audycjami do zakupu. I druga w sumie taka radosna wiadomość dla mnie osobiście, wesoła, że miałem po pierwsze trochę czasu na to, żeby w weekend poprzeglądać materiały, linki, które mi podsyłacie. Była ku temu okazja i okoliczności natury. No i też zrobiłem eksperyment pod tytułem reklamy ostatniej audycji udostępnionej na mojej stronie, reklamy na Facebooku. No i powiem wam, że jakoś to tam zadziałało. Natomiast jestem cały czas zafascynowany jedną rzeczą, że najczęściej nowi ludzie, którzy dochodzą do nas, lubują się w pisaniu negatywnych komentarzy. I nie mówię o tym, że mnie to boli w jakiś sposób, bo mnie to nie boli. Bo to też nie dotyczy tak do końca mnie, że ktoś po prostu nie jest zainteresowany w tym momencie tematami, które poruszam. Ja też nie oglądam wszystkich filmów na YouTubie dotyczących wszystkiego.
Naprawy smartfonów czy nie wiem, jakichś tam technik, nie wiem, produkcji czegoś, robienia i tak dalej.Bo nie ma takiej możliwości czasowej, żeby wiedzieć wszystko, interesować się wszystkim i obejrzeć film na każdy temat. Zwłaszcza jeżeli nie jesteśmy tym filmem zainteresowani. Dlatego oczywiście rozumiem to, bo to, o czym ja mówię, dotyczy tematów, którymi trzeba się po prostu z jakiegoś powodu interesować. Z jakiegoś powodu trzeba mieć potrzebę zgłębienia tego tematu. Te powody najczęściej nie są zbyt przyjemne, jeżeli chodzi o sytuacje życiowe. Więc jest to oczywista oczywistość, zwłaszcza z tego powodu, że robię audycję o świadomości, więc ja swoją świadomość posiadam i wiem, że to nie jest temat dla każdego w tym momencie. Uważam, że jest to temat dla każdego, ale nie dla każdego w tym momencie jego życia. Natomiast co mnie fascynuje i zastanawia, że zazwyczaj jest tak, że ludzie nie mają czasu wysłuchać audycji. Szkoda im czasu na to, jak często piszą, słuchania tych bzdur i tak dalej. Natomiast nie szkoda im czasu, żeby o tym napisać, że im szkoda czasu.
Więc kochani, dla tych wszystkich nowych, którzy być może po tej audycji do nas dołączą. Polecę wam prostą metodę, którą ja stosuję i jest bardzo fajna i skuteczna. Po prostu, jeżeli coś mnie nie interesuje, to wyłączam to i nie poświęcam temu czasu ani emocji i też nie zabieram czasu ani emocji człowieka, który tę audycję stworzył. Bo mówię to, że ktoś mówi o treściach, które mnie w danej chwili nie interesują, to nie znaczy, że nie ma ludzi, których to interesuje. Ponieważ tak jak mówię, audycja w zasadzie jest już w tej chwili o miłości. Ja drobnymi kroczkami ku temu tematowi zmierzam. Chcę wam podpowiedzieć jedną rzecz jeszcze, moi drodzy, że można wyrażać, moim zdaniem powinno się wyrażać swoje zdanie. Natomiast wyrażanie swojego zdania nie musi jednocześnie oznaczać oceny i krytyki drugiej osoby. Bo to, że coś nie podoba mi się osobiście, nie znaczy od razu, że jest złe. Bo jeżeli ja na przykład nie lubię żółtego koloru, to nie znaczy, że żółty kolor jest brzydki.
Pamiętajcie o tej różnicy. I to nie chodzi o mnie. Nie mówię tego pod swoim kątem, tylko pod kątem tego, że wkręcamy się czasami i w ten sposób bardzo dużo mówimy o sobie. Bo wyrażenie swojego zdania, czyli podoba mi się, nie podoba, było fajne, coś mi tam zagrało, zgadzałem się, nie zgadzałem, nie oznacza od razu, że coś jest złe. Zwłaszcza ci, którzy próbują swoją świadomość cały czas gdzieś tam budować, rozbudowywać i prowadzić bezpieczne życie. Bo to jest kwestia naszego bezpieczeństwa, bo to tak zwane prawo przyciągania działa właśnie w ten sposób, że jeżeli angażujemy się emocjonalnie w coś i jawnie wyrażamy swoją krytykę, to bardzo często życie płata nam takiego figla, że stawia nas w sytuacji, w której musimy tą sytuację przerobić z drugiej strony, przyjrzeć się jej z drugiej strony. Czyli sprawdzić, czy radę, którą daliśmy komuś, radę teoretyczną najczęściej, czy radę, którą daliśmy komuś, jesteśmy w stanie również wprowadzić w swoje życie w praktyce. Więc to jest tylko taka moja rada, sugestia, podpowiedź, żeby ze względu na swoje własne dobro nieściągania na siebie doświadczeń, których nie chcecie, żeby z pewnymi rzeczami jednak uważać. I druga rzecz, która też bardzo fajnie wpisała mi się w temat audycji, to była refleksja związana z materiałami, które mi podesłaliście. Oczywiście nie obejrzałem wszystkich, bo aż tyle ten weekend w tym roku nie trwał, żeby dało radę to zrobić.
Natomiast nie ukrywam, że troszeczkę tych materiałów rzuciłem okiem i miałem też fajne rozmowy telefoniczne ze słuchaczami i rzuciła mi się w ucho i w moją myśl jedna rzecz: że ludzie poszukują prostych wskazówek. Że bardzo często te materiały, które ja oglądałem, zawierające po 10, 20, 30, 40, 500 tysięcy odsłon, zawierały proste wskazówki, co należy zrobić.I też miałem taką refleksję, że ja wam nie mówię, co macie zrobić. Nawet zastanawiałem się, czy nie zmienić formuły audycji, że po prostu macie zrobić to, to, to, to i tamto. Ale z drugiej strony pomyślałem sobie, że ta metoda mówienia, co trzeba zrobić, jest taką metodą troszeczkę małych kroczków. Czyli zrobię to, bo ktoś mi powiedział, że to trzeba zrobić i stanę. Ponieważ informacja, wskazówka i rada dotyczyła tego kroku, co mam zrobić. I robi się pustka. Albo pojawia się euforia, która trwa dzień, dwa, tydzień, miesiąc i później wszystko wraca do normy. Albo szuka się następnej wskazówki, co dalej zrobić. Poprowadź mnie tak troszeczkę do przodu, a ja później sobie tam stanę i poszukam kogoś, kto pomoże mi, pokaże mi, jak zrobić następny krok.
I oczywiście jest to jakaś metoda. Przecież dziecko, które zaczyna chodzić, nie startuje w biegach przełajowych, tylko stawia najpierw małe kroczki, nabiera pewności siebie. Często z asekuracją, często ze wsparciem. Często się potknie, często sobie zrobi małą przerwę, często odsapnie. I uczy się, nabiera pewności siebie. I to jest oczywiście jak najbardziej całkowicie naturalna metoda zdobywania doświadczenia i uczenia się czegoś. Więc żeby była jasność, ja nie mam nic przeciwko tym metodom. Natomiast ja chciałbym, kochani, dać wam samodzielność. Nauczyć was samodzielności tak, żebyście nie musieli już pytać czy czekać na wskazówkę, co dalej macie zrobić. Żebyście osiągnęli taki poziom własnej świadomości siebie samego, żeby móc samodzielnie już podejmować decyzje, co zrobić po tym kroku, później po następnym, co zrobić i ogólnie rzecz biorąc obrać sobie kierunek, do którego będziecie zmierzali i samodzielnie, żebyście mogli do niego zmierzać.
Do tego celu, który sobie wyznaczycie. Nie ma takiej opcji, żeby 100, 200 tysięcy osób słuchających jednego filmu miało ten sam cel. Chyba że audycja jest o miłości, wtedy okej. Natomiast sposoby dotarcia miejsca, z którego zaczynacie swoją podróż w kierunku miłości tego celu, ograniczenia, które przed wami są, są rzeczą bardzo subiektywną, bardzo osobistą i bardzo indywidualną. I nie ma takiej możliwości, żeby ten sposób jeden jedyny do wszystkich pasował. Dlatego ja chcę was nauczyć samodzielności. Tego właśnie biegu maratońskiego czy przełajowego, żebyście się podczas tego biegu nie zagubili. Żebyście znali dokładnie cel, żebyście sobie ten cel potrafili wyznaczyć samodzielnie i konsekwentnie do tego celu mogli zmierzać. Chcę wam dać samodzielność. Chcę wam dać wolność.
Chcę was nauczyć, jak ten stan wolności osiągnąć bez uzależniania się od mojej osoby. Bo ja chcę, żebyście byli niezależni, żebyście byli samodzielni. Dlatego też w pewnym sensie formuła tej audycji jest taka, jaka jest. I o co chodzi? O to chodzi, żebyście byli samodzielni. Trochę się tutaj zagubiłem. Żebyście byli samodzielni. Idąc dalej w kierunku tego naszego tematu audycji, czyli miłości, opowiem wam o szkole, bo z pewnością większość z was do jakiejś tam szkoły chodziła. Mam nadzieję, że udało się te szkoły w jakimś tam stopniu pokończyć. I nie wiem, czy pamiętacie coś takiego jak na przykład interpretacje wierszy.
Było takie zadanie: co autor miał na myśli? Kojarzycie coś takiego? I najczęściej tylko pani nauczycielka wiedziała, co autor miał na myśli. I była jedna słuszna interpretacja tego wiersza. Jeżeli nasze wypracowanie, wasze wypracowania, znaczy moje wypracowanie czy wasze wypracowania były gdzieś zbieżne z tym, co pani profesor, pani nauczycielka wiedziała o interpretacji tego wiersza, to byliśmy gdzieś blisko. Tam można było czwórkę dostać. Nie wiem, w jakim czasie chodziliście. Ja chodziłem do szkoły tylko wtedy, jak były piątki. Szóstek nie było, więc można było czasami dostać czwórkę. Można było trójkę dostać.
Natomiast jak nasza interpretacja wiersza była zupełnie inna od tej, co autor miał na myśli, a co pani profesor wiedziała, co autor miał na myśli, to dostawaliśmy dwóje. I oczywiście nie chodzi mi tutaj, żeby wywoływać i przypominać jakieś traumy szkolne bądźNamawiać was do opowiadania historii, jak to u was w szkole z tym było. Natomiast oczywiście jest w tym jakieś przesłanie. Chodzi o to, że rodząc się jako małe dzieci, mieliśmy wizję czegoś. Mieliśmy wizję świata, mieliśmy jakieś pragnienia. Ogólnie rzecz biorąc, małe dzieci są przepełnione miłością, ponieważ istota duchowa, przychodząc na ziemię, nie zna innego uczucia. Nie ma jeszcze wgranych programów, nie ma jeszcze podświadomości. Nie ma również tej drugiej ziemskiej świadomości, o której mówiłem w poprzednich audycjach. Ma tylko jedną rzecz, z którą przychodzi na świat: swoją duszę. Duszę, która jest wypełniona miłością.
Małe dzieci pamiętają poprzednie wcielenia, ponieważ nie została ta łączność jeszcze w żaden sposób z własną duszą zakłócona. I na początku malutkie dzieci żyją w świecie duchowym. Na ziemi, ale w świecie duchowym. Praca ich czakr nie jest w żaden sposób zakłócona żadnymi czynnikami zewnętrznymi, oprócz oczywiście tym, co zagraża jego życiu, czyli mokra pielucha, głód bądź uczucie samotności. To są jedyne czynniki zewnętrzne, które w jakiś sposób wpływają na jego emocjonalność. Przynajmniej na początku. Więc nic nie zakłóca. Żadne zastanawianie się, czego rodzice ode mnie oczekują, czego świat ode mnie oczekuje. Małe dziecko nie ma takiego problemu, żeby się nad tym zastanawiać i próbować dopasowywać do tego, czego świat od niego oczekuje. Ma to w nosie.
I z czasem rodzina, rodzice, najbliżsi, otoczenie zaczyna mówić, namawiać, przekonywać, zmuszać do tego, aby ten proces skutecznie zakłócić. Mało tego, zastąpić go czymś zupełnie innym, nowym, ziemskim, ludzkim. I zaczyna się mówienie, co autor ma na myśli. Czyli te nasze interpretacje przestają mieć znaczenie. Zaczyna nam być mówione, jak mamy wszystkie sytuacje, z którymi się spotykamy, interpretować. Oczywiście interpretować z punktu widzenia naszego otoczenia. To oni są naszymi nauczycielami, profesorami, którzy wiedzą, co autor miał na myśli i wiedzą, jaka jest właściwa interpretacja tej sytuacji. I oczywiście ten mechanizm tworzenia podświadomości czy programów, czy wzorców. Wszyscy, którzy przynajmniej czas jakiś się tematami duchowymi, ezoterycznymi, rozwojowymi zajmują, interesują, z pewnością wiedzą. Ponieważ wiedza o podświadomości, czy na przykład książka „Potęga podświadomości” jest pewnego rodzaju takim kanonem, taką obowiązkową lekturą wszystkich, którzy zaczynają się duchowością i rozwojem osobistym interesować.
Więc z pewnością. Przepraszam, dzisiaj jakaś chrypa mnie dopadła. I z pewnością ten temat bliżej, lepiej, więcej, mniej znacie. Dlatego też nie będę go dzisiaj rozwijał i skupiał się na temacie powstawania podświadomości. Natomiast bardziej chodzi mi o to, że wszyscy lepiej od nas wiedzieli, co autor ma na myśli. Uczyli nas interpretacji sytuacji życiowych według tego, co oni wiedzieli i o czym byli przekonani. I zwróćcie uwagę, że później ten sam proces staje się naszym udziałem. Czyli my zaczynamy wiedzieć lepiej, co autor miał na myśli. I teraz jest pytanie, skąd my to wiemy? Ja kiedyś w technikum moją ulubioną panią profesor od polskiego, właśnie podczas takiej dyskusji na temat, co autor miał na myśli, zapytałem, już nie będę wam opowiadał całej historii, bo tu się nie ma za specjalnie czym chwalić.
Natomiast zapytałem jej, czy ona rozmawiała na ten temat z autorem tego wiersza. Oczywiście nie rozmawiała, nie miała takiej możliwości, przynajmniej w tym wcieleniu, ponieważ on już od dłuższego czasu nie żył. Chyba że była jego następną inkarnacją, ale z pewnością o tym nie wiedziała. Czy ona rozmawiała z autorem na ten temat? Czy to jest w jakiś sposób potwierdzone, że ktoś rozmawiał z autorem na ten temat i onPowiedział, co miał na myśli i później to zostało spisane. I teraz to obowiązuje jako kanon czy jako prawda o tym, co autor miał na myśli. Pewnie się domyślacie, że nie spotkało się to z wielkim entuzjazmem mojej pani profesor i odpowiedzi na swoje pytanie w taki sposób satysfakcjonujący dla mnie nie uzyskałem. Natomiast uzyskałem odpowiedź na pytanie, jaki jestem, jaki nie jestem, jaki powinienem być. Na to niezadane przeze mnie pytanie odpowiedź uzyskałem w sposób bardzo dokładny. Do czego zmierzam?
Skąd my wiemy, co autor miał na myśli? Skąd wiecie, że coś jest prawdą? Skąd wiecie, że tak właśnie trzeba zrobić? Z czego to przekonanie i czasami to wielkie zacietrzewienie, jak ktoś ma inne zdanie, wynika? Oczywiście ja nie wiem, skąd wy to wiecie. Ja znam mechanizm. Natomiast skąd wy się konkretnie dowiedzieliście, to oczywiście nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Pewnie z tego samego miejsca i źródła co większość ludzi. Natomiast bardziej chodzi mi o ten mechanizm, o tę sytuację, kiedy my jako dzieci, które jakąś tam wizję miały, miały jakieś emocjonalne odczucia na temat sytuacji, na temat tego, co widzą, jak to odczuwają.
Byliśmy przekonywani, że mamy to widzieć i czuć inaczej. Jeżeli spróbujecie wejść sobie w taki stan przypomnienia, co wtedy czuliście, to mogłoby to być fajne doświadczenie. Natomiast z pewnością żaden człowiek, nawet dorosły, który wyraża swoje zdanie na jakiś temat. Zdanie to nie. Analiza wiersza, interpretacja wiersza nie jest interpretacją tylko mentalną. Interpretacja wiersza to jest również interpretacja emocjonalna, czyli moje subiektywne uczucia, odczucia związane z treścią, którą czytam. I teraz jak może czuć się człowiek, w którym dane słowa czy dane słowa wywołują konkretne emocje, konkretne skojarzenia, konkretne odczucia, a ktoś mu mówi, że one są niewłaściwe, że one powinny być inne. Że to nie o to chodzi, żeby się rozpłakać, żeby się rozczulać. Tylko to powinno wywołać w nas uczucie zupełnie odwrotne, że powinniśmy zrozumieć, że w takim razie powinniśmy być twardzi, hardzi i tak dalej. Jak się czuje w takim momencie człowiek, któremu mówi się, że to, co czuje, jest niewłaściwe?
Przy odrobinie empatii nie jest to trudne do zrozumienia, ale też z pewnością wy mieliście swoje sytuacje w życiu, w których dokładnie w takiej sytuacji zostaliście postawieni, kiedy ktoś wam mówił, jak należy to czuć i co należy o tym myśleć. Mało tego, jak powinno się zareagować. Do czego ja, kochani, zmierzam? Do tego zmierzam, że od najmłodszych lat jest nam mówione krok po kroczku, jak powinniśmy robić, postępować, zachowywać, czuć, myśleć. Jesteśmy od najmłodszych lat prowadzeni za rękę i w zasadzie podświadomie jesteśmy od tego procesu uzależnieni. I dlatego, mimo że ten proces kiedyś, zresztą dalej denerwuje nas. Kto może wiedzieć lepiej ode mnie, czego ja chcę, co ja myślę, co ja czuję? Nikt. Ja. Nikt nie siedzi w mojej głowie i nikt tego, czy w moich emocjach i nikt tego tak doskonale nie rozumie jak ja.
Więc kto może lepiej ode mnie wiedzieć, o czym ja w danej chwili myślę? I oczywiście denerwuje nas ten proces. Przeszkadza nam ten proces, ale w podświadomości ten wzorzec prowadzenia nas i mówienia, co mamy w danej sytuacji zrobić, dalej funkcjonuje. Między innymi dlatego czasami jest taka irytacja ze strony ludzi, ponieważ wiemy, że tak robimy, że nadal jakby jesteśmy podświadomie przyzwyczajeni do tego, żeby ktoś nam mówił, co mamy zrobić, a z drugiej strony bardzo tego nie chcemy, bardzo się przed tym bronimy. I mówię o tym w kontekście właśnie między innymi potrzeby słuchania pewnych programów, pewnych audycji, w których te informacje krok po kroku są nam podawane, bo to jest nasz naturalny proces, nasze naturalne środowisko, w którym się wychowaliśmy, w którym wchodziliśmy w życie od samego jego początku. To jest coś dla nas zupełnie naturalnego.Aczkolwiek wiemy, że nie tego chcemy. Wiemy, że chcemy mieć możliwość podejmowania decyzji samodzielnie, decydowania o swoich emocjach, o tym, jakie one są, o swoich myślach. Tylko my tego nie potrafimy, ponieważ zostaliśmy ukształtowani w zupełnie innym systemie. W systemie, kiedy dorośli mieli zawsze rację. W systemie, kiedy starszych ludzi trzeba było szanować bez względu na to, co mówią i jak się zachowują.
W systemie szkolnym, w którym obowiązywał jeden jedyny wariant interpretacji wszystkiego. O ile w fizyce czy w matematyce wynik zazwyczaj, dobry wynik jest jeden, o tyle już w sytuacjach humanistycznych czy takich trochę artystycznych, plastycznych, muzycznych ta dowolność powinna być większa. Nie, nie była większa. Jak uczyliśmy się grać na flecie, to uczyliśmy się grać na flecie. Nie było czasu na interpretacje, na wariacje, na odczucia, na wyrażanie swoich emocji. Nie. Trzeba było po kolei te palce na tych dziurkach otwierać i zamykać, bo to była jedyna interpretacja właściwa, słuszna tego utworu i naszych emocji związanych z tym. Więc mamy do czynienia z pewnego rodzaju paradoksem, że nie chcemy tego, denerwuje nas to, przeszkadza nam to, a jednocześnie stało się to dla nas już podświadomie naturalnym procesem, w którym nie potrafimy inaczej funkcjonować. Zwróćcie uwagę, że wszelkiego rodzaju fenomen, kiedyś na poradniki, że jak szukałem wydawcy dla jednej z wersji swoich książek, to mi powiedzieli wprost: „Niech pan napisze to w formie poradnika”. Nie wywodu filozoficznego, tylko poradnika.
Poradniki sprzedają się idealnie. Jakie ciuchy założyć, jak samochód sobie podtuningować, jaki telefon. Dotyczące wszystkiego. Jak gotować, jak żyć, jak prowadzić rozmowy, jakich sztuk słuchać, jakie książki, jakiej muzyki. Ta nasza indywidualność została całkowicie zdominowana poprzez to, co jest naturalnym procesem towarzyszącym na Ziemi. Jest jedna właściwa interpretacja tej sytuacji i my do tego narzucania nam woli przez innych jesteśmy przyzwyczajeni. Żyjemy w tym, chociaż już o tym zapomnieliśmy. I dlatego ja często słyszę pytania: „Co ja mam zrobić w takiej, a w takiej sytuacji?” Gdzie właściwe pytanie w takiej sytuacji powinno paść: „Co ja chcę zrobić? Co ja czuję, że chciałbym zrobić, chciałabym zrobić?” I teraz, kochani, czy kontynuowanie tej nauki i uczenia się kolejnych jedynych słusznych interpretacji wszystkiego jest właściwą drogą rozwoju? Czy ono prowadzi do samodzielności?
Czy to jest droga do odnalezienia samego siebie? Ja już nie mówię do okazania samego siebie, tylko do odnalezienia samego siebie. Kiedy częściej ludzie zadają pytanie: „Co ja mam zrobić w takiej sytuacji? Co ja powinienem zrobić w takiej sytuacji?”, a nie poszukują informacji, co ja chcę zrobić. Poszukują informacji na zewnątrz, a nie w sobie. Taki jesteśmy przyzwyczajeni. Ja się z tym akurat nie utożsamiam. Mówię to w takiej formie. Natomiast żebyście mieli jasność, ja się z tym nie utożsamiam. Moja rozmowa z technikum może być przykładem, że nigdy się z tym za mocno nie utożsamiałem, z taką formą.
Natomiast większość ludzi się z tą metodą utożsamia. Poszukiwania rady, informacji na zewnątrz. Już nie będę wchodził w aspekty, że to jest wygodne, że to czasami pozwala przenieść odpowiedzialność na innych, bo to oni nam radzili, bo to ktoś nam podpowiedział, więc to jest jego wina. Więc ja już o tych metodach asekuracyjnych w ogóle nie będę wspominał, bo to jest w ogóle jeszcze inny proces. Natomiast pokazuję wam ten mechanizm, który denerwował nas jako dzieci, jako ludzi młodych, że mówiono nam, jak interpretować daną sytuację, nie pozwalając nam na swoją własną interpretację tej sytuacji. I z czasem nasza podświadomość się do tego przyzwyczaiła. I w dalszym ciągu jest to dla nas całkowicie naturalne, że szukamy, że szukacie, żebyśmy mieli jasność, pomocy, gdzieś rady na zewnątrz. Ja teraz miałem przyjemność kilka fajnych rozmów przeprowadzić i też zauważyłem pewną tendencjęLudzie bardzo już mocno obyci z duchowością. Nie tacy, którzy zaczynają, tylko bardzo mocno obyci z duchowością, doświadczający duchowości, doświadczający czasami różnego rodzaju cudów. Przerobiwszy już przeróżne techniki, metody, w dalszym ciągu poszukują dowodów na to, że to, co było ich udziałem, co było ich rzeczywistością, jest faktycznie rzeczywistością.
Czyli szukają potwierdzenia, że to, co przeżyli, czyli to, co się już wydarzyło, było prawdą, że to się miało prawo wydarzyć. Zwróćcie uwagę, że zauważyłem fajną rzecz: w większości różnego rodzaju materiałów, audycji ludzie powołują się na jakieś znane nazwiska, cytują znane nazwiska. Znane dla nich, może znane dla kilku osób. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, to jest w dobrym tonie, że ten i ten powiedział, że. A skoro ten i ten powiedział, to znaczy, że to jest prawda. Tak bardzo często powstają mylne poglądy na pewne rzeczy. Tak powstał pogląd na temat tego, co autor miał na myśli. Jakiś pan profesor na studiach, bardzo mądry, powiedział grupie panów studentów, którzy kończyli polonistykę, że pan autor miał na myśli to i to. Ci studenci, którzy zostają nauczycielami, krzewią tę wiedzę i to przekonanie wśród swoich uczniów, że ten autor miał to i to na myśli. I później spotyka się dwóch uczniów i mówią: „Ty, czytałeś ten wiersz?” „To czytałem”.
„No i co o nim sądzisz?” „Wiesz, że tutaj autor zawarł takie materiały, takie treści, takie coś tam”. „A, masz rację. Ja też tak myślę”. Ja nie mówię, że tak jest w 100%. Natomiast pokazuję wam mechanizm, jak to działa na nas, na ludzi. Skoro ten i ten powiedział, to ja już się nad tym nie zastanawiam, to ja to przyjmuję jako pewnik. Często ludzie przyjmują jako pewnik cytat osoby, o której nigdy w życiu nie słyszeli, ale inna osoba, którą oni słuchają, użyła tego stwierdzenia czy tego cytatu w swojej wypowiedzi, więc do niej mam zaufanie. I skoro ona tak powiedziała, że tamten tak powiedział, to znaczy, że to już na pewno jest prawda. Tak cały czas w nas funkcjonuje mechanizm jedynej słusznej interpretacji rzeczywistości, która nas otacza. I teraz, kochani, pewnie od kilkunastu, kilkudziesięciu minut zastanawiacie się, co to ma wspólnego z miłością.
Otóż ma bardzo dużo, ponieważ teraz trzeba zadać sobie pytanie: czym jest miłość? I usłyszę mnóstwo interpretacji tego słowa. Tylko które z nich jest prawdą? Jedno? Trzy? Pięćdziesiąt? Czy wszyscy mają rację? Jeżeli zrozumieliście dobrze ten mechanizm, o którym mówię, to będziecie wiedzieli, że to, co każdy z nas wie o miłości, jest jedyną słuszną interpretacją tego, co autor miał na myśli w wykonaniu naszego najbliższego otoczenia. Nasze pojęcie miłości jest takie, jak nam powiedziano, że ma być. Dokładnie tak.
Czy jest możliwe zrozumienie zjawiska miłości? Chociaż może zrozumienie zjawiska miłości jest możliwe na podstawie informacji z zewnątrz? Czy jest osoba, która powie nam jedyną właściwą, słuszną interpretację słowa miłości? Czy możemy komukolwiek zaufać na temat teorii, co jest miłością? Zastanówcie się przede wszystkim nad tym, jakie jest wasze postrzeganie miłości i czy ono jest wasze. Czy ono jest z pewnością wasze? Czy poszukiwanie rad na zewnątrz da wam odpowiedź na pytanie, co wy chcecie zrobić? Czy szukanie, zadawanie pytań, co ja powinienem zrobić, da wam odpowiedź na pytanie, co wy chcecie zrobić? Czy pytanie, co powinienem zrobić, co mam zrobić, jest pytaniem, które chcecie zadać? Czy przypadkiem nie jest to właśnie kontynuacją tego procesu, w który zostaliśmy tutaj na ziemi wciśnięci?Patrzę na zegarek.
Jeszcze jest chwilka, może zbytnio nie przeciągniemy tego. Raczej ja nie przeciągnę. Patrzę, dzisiaj jest sporo komentarzy, więc może damy radę zrobić drugą część. Kochani, jedną rzecz wam podpowiem. Tak jak mówiłem w poprzedniej audycji, że pan Jacek, jeden z naszych dawnych słuchaczy, był bardzo blisko tej interpretacji, którą również ja w swoim przekonaniu mam, jeżeli chodzi o miłość. Podpowiem wam jedną rzecz: często ludzie, którzy doświadczają odmiennych stanów świadomości, na przykład śmierci klinicznej, mówią o stanie doświadczenia miłości bezwarunkowej. Że oni tego doświadczyli przez ułamek sekundy, przez sekundę, dwie, trzy, pięć. Doświadczyli tego stanu miłości bezwarunkowej, że byli w otoczeniu tych emocji, tych uczuć i że to jest taki stan, że nie chce się stamtąd wychodzić. I to jest coś tak cudownego, coś wciągającego, że nie chce się z tego rezygnować. I bardzo często ten model, ten wzorzec, ten duchowy wzorzec jest przykładem miłości bezwarunkowej.
Natomiast bardzo często jest pomijany jeden ważny aspekt. Jeden ważny czynnik emocjonalny, który powoduje, że możemy taki stan emocjonalny osiągnąć. Bo my często myślimy, doświadczając miłości bezwarunkowej, to jest nasze ludzkie myślenie, to jest ta druga świadomość, że my tam miłość bezwarunkową dostaliśmy. To jest takie myślenie, bo tam są istoty oświecone, uduchowione, aniołowie, Pan Bóg, 12 apostołów, tłumy cherubinów i tak dalej. Ludzie bardzo często tak sobie to wyobrażają, że w związku z tym, że tam jest tyle miłości, to my dlatego tą miłość tak bardzo mocno odczuwamy, prawda? To jest nasze ludzkie myślenie. Kojarzycie takie stany zakochania? Nie mylić go z miłością. Czy jak się zakochaliście, to dostaliście miłość od drugiej osoby? Czyli odczuwaliście miłość tylko wtedy, kiedy byliście z tą drugą osobą?
Czy to był stan zewnętrzny, że przychodziła do nas osoba, ta, którą kochaliśmy i wtedy serce biło mocniej i wtedy byliśmy zakochani, szczęśliwi i tak dalej. Tak to działało? Że ona swoją aurą, swoim tym wnosiła do naszego życia miłość. A jak odchodziła, to emocje wtedy opadały i już miłości nie było. Tak to mniej więcej działa. Tak samo działa w niebie, tak? Że tam jest dużo miłości i oni nam tą miłość dali i my wtedy ją odczuwamy, tak? Właśnie nie. Człowiek, który jest zakochany, odczuwa miłość w sobie bez względu na to, czy ta osoba, którą kochamy, którą darzymy uczuciem, przy nas jest. Stan zakochania trwa 24 godziny na dobę.
Jest tęsknota, jest rozmyślanie. My nie potrzebujemy, żeby ta osoba z nami była, żeby odczuwać stan miłości. Miłość do dziecka nie odczuwamy wtedy, kiedy go trzymamy na rękach i jesteśmy z nim w pokoju, bo nikt tam tej miłości nie daje, nie dostarcza. To nie jest krem na porost włosów czy na przykład lampka alkoholu, że wtoczymy ją do organizmu i czujemy się lepiej. Miłość to jest stan, który musimy wytworzyć w samym sobie. To nie jest coś, co zostało nam przez kogoś dane. Dlaczego akurat odczuwamy najsilniej miłość, będąc z osobami, które kochamy? Dlaczego? Najczęściej dlatego, że w tym momencie, kiedy z tymi osobami nie jesteśmy, to w naszej ziemskiej naturze się zamartwiamy. Martwimy się o dzieci.
Na przykład malutkie dziecko śpi w drugim pokoju i my się martwimy, czy ono oddycha, czy nic mu nie jest, czy dobrze śpi. Nasłuchujemy, włączamy te matki, żeby nam pikały, żebyśmy oddech słyszeli. Jakieś tam tętnometry, które pikają w momencie, kiedy dziecko coś tam zmienia, tak? Wtedy biegniemy do dziecka, bierzemy je na ręce i ta miłość jest taka wielka wtedy. Jak jesteśmy zakochani, to chcemy jak najwięcej czasu spędzać z drugą osobą, ponieważSię o nią nie zamartwiamy. Nie zastanawiamy się w naszej ziemskiej naturze, czy jest wszystko w porządku, czy nas nie zdradza na przykład. To też jest taki podtekst. Czy sobie poradzi i tak dalej. Nie zamartwiamy się. Czyli co?
W momencie, kiedy mamy tą osobę przy sobie, dziecko, ukochanego, ukochaną, co robimy? Skoro się nie zamartwiamy, to co? Osiągamy spokój. Jesteśmy spokojni. Dlatego ta miłość jest niczym nietłumiona. Kochani, tak samo jest w momencie życia po śmierci. Miłość, którą odczuwamy, odczuwamy ją w sobie nie na skutek tego, że ją dostaliśmy od istot duchowych, cherubinów, Jezusów i naszych mistrzów i aniołów stróżów. Tak jak nie dostajemy jej od dziecka, tak jak nie dostajemy jej od ukochanej osoby. Wytwarzamy w sobie ten stan, ponieważ to drugie uczucie, które towarzyszy po tamtej stronie, to mniej zauważalne. To jest spokój.
My możemy osiągnąć stan miłości, ponieważ jesteśmy spokojni. Ponieważ wyrywamy się wtedy z tych wszystkich naszych ograniczeń podświadomościowych i świadomościowych świadomości ziemskiej, z tych też czasami niższych wibracji naszego ciała fizycznego i odczuwamy spokój. I dlatego możemy sobie pozwolić na wytworzenie tego uczucia miłości, bo jesteśmy spokojni. Nic nas nie niepokoi, nic nie wpływa na nasze emocje. Miłość jest takim samym naturalnym stanem jak strach. Tylko te dwie emocje nie mogą istnieć w tym samym czasie obok siebie. Kiedy wyzbywamy się strachu, kiedy wyzbywamy się lęku, możemy sobie pozwolić na miłość. Jednocześnie te dwie emocje w naszym ciele nie mogą zaistnieć. Nie można się i bać, i kochać. W momencie zakochania osiągamy pewien poziom spokoju, przynajmniej na początku, ponieważ jesteśmy święcie przekonani, że znaleźliśmy tą osobę, jedyną właściwą osobę, z którą będziemy szczęśliwi, z którą spędzimy czas do końca życia, założymy rodzinę, będziemy żyli długo i szczęśliwie.
I ten spokój osiągnięcia celu, ponieważ jest to cel młodych ludzi, spotkać tą osobę, w której się zakocham, założę z nią rodzinę i będę żył, żyła długo i szczęśliwie. Osiągnięcie tego celu daje nam spokój. Czas poszukiwań się zakończył. Teraz następuje czas radości, szczęścia, fajnego życia, rodziny, celów takich ziemskich. I teraz już są warunki do tego, żebyśmy wspólnie mogli te cele realizować. Na szczęście nie za często, natomiast wraca temat właśnie tego, że ja próbuję. Oczywiście to nie jest od stałych słuchaczy, tylko tam czasami są jakieś takie wkrętki, że ja właśnie o jakichś mesjańskich metodach mówię, o tej miłości, że ciągle się mówi, i tak dalej. Chciałem wam, kochani, powiedzieć, jakie jest moje pojęcie miłości. Że to nie jest nadstaw policzek, drugi to ci przyłożą. To nie jest uszczęśliwianie wszystkich naokoło.
To nie jest stan umartwiania się i życia 30 lat korzonkami i szarańczą. To nie jest stan jakichś nadmiernych wzlotów duchowych i życia poza przestrzenią ziemską. Dla mnie miłość, życie miłością to jest spokój. Największą wartością dla mnie miłości jest spokój. Najpierw spokój wewnętrzny, a później spokój na zewnątrz. Dlatego tak dużo mówię o miłości. A dzisiaj chciałem ten temat mojej interpretacji miłości wam wyjaśnić, żebyśmy mieli co do tego jasność, że jeżeli namawiam was, przekonuję, czy staram się, może czasami nauczyć nawet życia miłością, to namawiam was do spokojnego życia. Do wewnętrznego spokoju, który też pozwala spokojnie patrzeć na to, co się dzieje naokoło.Tak, na spokój i okej. Dalej tego dzisiaj nie będę kontynuował. Najprawdopodobniej ulegnę pokusie, żeby pociągnąć ten temat w następnej audycji, jeżeli nic się nie zmieni.
Jeżeli nie podrzucicie tutaj jakichś ważnych tematów. Był temat autohipnozy i hipnozy, możemy do tego wrócić. Zobaczymy, czy będzie dalsze zapotrzebowanie. Natomiast podsumowując tą część, pamiętajcie, że stan miłości, czyli stan spokoju. Z tym stanem spokoju weszliśmy tutaj na Ziemię. Przeszliśmy. My ten stan spokoju, stan miłości doskonale znamy. Później na Ziemi ulegliśmy procesowi jedynej słusznej i właściwej interpretacji. Zostaliśmy tego nauczeni i przez całe życie byliśmy i jesteśmy poddawani procesowi zmuszania nas do przyjęcia jedynej słusznej interpretacji przez innych ludzi. I dlatego przyzwyczajeni do tego, posiadający te wzorce w podświadomości, zadajemy najczęściej pytanie: co ja mam zrobić?
Ponieważ tak zawsze było w naszym życiu. Co ja mam myśleć? Jak ja mam postępować? Co jest właściwe, co jest niewłaściwe? To, co było w nas, co my pragnęliśmy, co my odczuwaliśmy, zostało w nas zabite. Ponieważ nie liczyło się to, co my czuliśmy, tylko liczyła się jedyna właściwa interpretacja. I my straciliśmy nawyk, a czasami wręcz potrzebę. To znaczy nie straciliśmy. Straciliście. Kochani, ja zacznę w ten sposób mówić, bo wy czasami po takich moich stwierdzeniach dajecie mi rady, co ja mam zrobić, żeby ten stan w sobie zmienić.
Ja staram się prowadzić te rozmowy na poziomie partnerskim. Natomiast ja czegoś takiego nie mam, żebyśmy mieli od razu jasność. Ludzie stracili potrzebę zadawania sobie pytania: czego ja chcę? Co ja czuję? Tylko większość ludzi w dalszym ciągu chce, żeby ktoś za nich podejmował decyzje na temat jedynej słusznej interpretacji sytuacji, w której się znaleźli. Ja cały czas, kochani, chcę was nauczyć jednej rzeczy: zadawania sobie pytania i szukania odpowiedzi czego ja chcę, czyli tego, czego chce każdy z was. Bo to jest jedno z pytań, na które nikt nie udzieli wam odpowiedzi oprócz was samych. I jeżeli wy też tego chcecie, chcecie dowiedzieć się, nabrać nawyku pytania się, czego pragniecie, co czujecie. Zacząć rozumieć, co czujecie. Przestać się bać tego, co czujecie.
Przestać myśleć, że to, co czujecie, jest złe i niewłaściwe, bo niezgodne z interpretacją. To idźmy dalej w tym kierunku. Natomiast ja nie udzielam rad i odpowiedzi na pytanie: co ja mam zrobić? Ja mogę podpowiedzieć, jakiej techniki użyć, żeby na przykład doraźnie. Natomiast nikt oprócz was nie zna odpowiedzi na to, co wam w sercu gra, co wy czujecie w danym momencie i czego tak naprawdę byście pragnęli. Natomiast z chęcią mogę z wami na ten temat porozmawiać. Dziękuję wam, kochani, za dzisiaj. Mam nadzieję, że po raz kolejny udało się jakieś tam, przynajmniej nasze wewnętrzne, audycyjne dylematy rozwiązać. Tak jak powiedziałem, coś czuję, coś mi tak wewnętrznie mówi, że temat tej miłości będę bombardował dalej. Więc jeżeli chcecie, aby jakiś ważny dla was temat się pojawił i będą głosy ku temu, to dajcie znaka.
Spróbujemy to jakoś w nasz grafik wcisnąć. Za dzisiaj bardzo wam dziękuję. Dziękuję też panu Markowi za pomoc. I teraz jest takie pytanie: czy robimy krótką przerwę?
[59:18] - Ja mam przygotowany utwór, który można w tej przerwie puścić. Jak najbardziej.
[59:24] - To ja bym, panie Marku, poprosił. Zróbmy króciutką przerwę, może ktoś się zdecyduje na zadzwonienie, więc prosimy, żeby zaraz po króciutkiej przerwie dzwonić, gdyby ktoś miał chęć, bo widzę, że dużo komentarzy nie ma. Ja sobie przeczytam te komentarze, żeby też posegregować te, które nie dotyczą audycji, tylko są konkretnym pytaniem do mnie, bądź dotyczą tematu audycji. I co? I spotykamy się za-
[59:52] - Za jakieś pięć minut.
[59:55] - Dobra, do usłyszenia kochani i miłej przerwy. Zróbcie sobie kawkę, herbatkę bądź jakiś inny napój. Ja najprawdopodobniej zrobię to samo. I do usłyszenia za chwilkę.
[01:04:37] - No i po tym krótkim przerywniku muzycznym powracamy do audycji Świat Oczami Duszy, audycji, o której świadomości w całości na żywo. Mamy dzisiaj 3 maja 2021 roku. Przed chwilą zabrzmiał nam pięknie cover utworu „Skinny Love” w wykonaniu Birdy, zremiksowany w niepowtarzalnym stylu przez Owena Fergusona, szerzej znanego jako Ooyy. Utwór towarzyszący Radiu Paranormalium praktycznie od początku jego istnienia. Już prawie 10 lat. W sierpniu minie 10 lat, odkąd w internecie oficjalnie zabrzmiała pierwsza audycja Radia Paranormalium. Oczywiście nadawanie zaczęliśmy troszkę wcześniej przy użyciu tak zwanego autopilota. Były emitowane archiwalne podcasty Paranormalium.pl i nie tylko. Zaczęliśmy nadawanie w czerwcu, natomiast taki oficjalny start nastąpił 7 sierpnia 2011 roku. To już prawie 10 lat, a strona Radia Paranormalium istnieje jeszcze dłużej, bowiem już leci sobie 17.
rok. Właściwie chyba 18. Tak się to liczy od 2004 roku. 17 lat, czyli leci 18. rok. Czyli w przyszłym roku strona-
[01:06:01] - Moje gratulacje. Impreza!
[01:06:04] - Czyli w przyszłym roku www.paranormalium.pl będzie obchodziło osiemnastkę, jakby nie patrzeć. A my tymczasem wracamy do audycji Świat Oczami Duszy. Do tej części, w której będziemy odbierać telefony, jeśli będą. Liczymy na to, że będą. Pan Sławek Bączkowski będzie się odnosił do komentarzy z czatów. Ja jeszcze tylko przypomnę numery telefonów. Stacjonarny to, jak zawsze, stacjonarny to stacjonarny. Ta godzina to jest poniedziałek. To jest już późna pora. Ciśnienie troszkę niskie za oknem i tego słychać efekty.
Stacjonarny to oczywiście 32 746 00 08.Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. Jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:07:48] - Dziękuję panie Marku, jeszcze raz gratulacje. Kochani, namawiam, jeżeli ktoś ma ochotę ze mną porozmawiać na żywo, to łapcie za telefony, a ja jadę z komentarzami z miłymi powitaniami od Taspa Szymona XY. Daniel tutaj napisał: „Jestem nowy, ale lubuję się odkrywaniem zawartości archiwum”. Bardzo miło mi to słyszeć. Jack się przywitał. Anna napisała: „Niedawno odkryłam świat oczami duszy. Ostatnie dwa odcinki wysłuchałam po dwa razy i mam zamiar jeszcze do nich wrócić. W miarę możliwości nadrabiam starsze odcinki. Jestem panu bardzo wdzięczna”. Ja również jestem wdzięczny za miłe słowa i też za to, że w sumie też jesteście i mnie słuchacie.
Dajecie trochę też sensu temu, co robię, że nie gadam dla siebie. Wita braci i siostry. Jack: „Hejka”. Aleksandra X: „Bardzo mi się podoba kanał”. Miło nam to słyszeć. Jack napisał: „Bo dusza to miłość”. Tak. Doskonale krótko napisane. Dusza to miłość. Im więcej duszy w naszym życiu, czyli tej podświadomości duchowej, tym więcej miłości.
Za strach odpowiada podświadomość. Tutaj Kerek napisał: „A ja uważam, że człowiek przychodzi na świat już z programem. Ten program właśnie decyduje o tym, gdzie się rodzi, jak wygląda, jakie doświadczenia otrzymuje od poczęcia”. Mój drogi, poniekąd masz rację. Natomiast to nie jest program. To nie jest program, tylko to jest kwestia wyboru kontynuacji naszego doświadczenia. Ja już nie będę się tutaj za mocno rozgadywał, bo było o tym mówione. Natomiast to jest trochę tak, że z poziomu duchowego wiemy, wybierając sobie rodzinę, jakie wartości reprezentuje dana rodzina, czyli wiemy, jaką podświadomość dostaniemy, czego nas ta rodzina nauczy. Nie wiem, czy tak jest w każdym przypadku, bo aż tylu nie prześledziłem. Natomiast podam wam taki przykład, kiedy matka rozmawia ze swoim czteroletnim synem i mówi mu: „Synku, uważaj, nie skacz po tym drzewie, bo możesz sobie coś zrobić, bo mama jak była mała, to właśnie skakała po takim drzewie i złamała sobie nogę”.
I stwierdzenie syna brzmi: „Wiem”. Ona na początku nie zwróciła na to uwagi. Była zaskoczona. Natomiast później, ponieważ mama tego chłopca jest osobą, która na tematy duchowe jest otwarta, zaczęła troszeczkę baczniej go podsłuchiwać i się przyglądać. Po wyeliminowaniu oczywiście wszystkich informacji od dziadków i tak dalej, okazało się, że jej syn zanim się pojawił, był jej opiekunem duchowym, czyli tym, co się potocznie nazywa aniołem stróżem. Obserwował jej dzieciństwo, obserwując rodzinę, obserwując to, czego ona się uczy. Miał już pewien pogląd, to już tak po ludzku tłumacząc, miał już jakiś pewien pogląd, czego ona go będzie uczyć w momencie, kiedy on się pojawi w jej życiu. Więc to nie jest program, to jest tylko wybór. Program dostajemy tutaj na Ziemi. Program jest zapisany w naszej podświadomości.
On pisze: „Według mojej zgromadzonej wiedzy podświadomość i dusza to to samo. To kronikarz wszystkich naszych doznań”. Nie. Oczywiście nie będę się boksował tutaj na nazewnictwo, natomiast podświadomość dla mnie to jest ten czynnik, który jest związany z naszym obecnym wcieleniem, natomiast dusza to jest to, co jest związane z naszymi wszystkimi wcieleniami. Nikita pisze: „Pozdrowienia od Lidki i Leonarda z Erfurty”. Serdecznie pozdrawiamy, piękne serduszko. Jack pisze: „Później, w czasach szkolnych człowiek kieruje świadomość na zewnątrz. Nie rozumiem tego”. Wszystko jest w nas, wszystkie doświadczenia wszystkich istot. Mamy do tego wgląd w każdej chwili.
Ciężko mi się odnieść do takich trochę zdawkowych komentarzy, więc oczywiście, tak jak obiecałem, nie jestem w stanie się do tego precyzyjnie odnieść, bo nie do końca rozumiem ten wpisWszystko jest w nas, wszystkie doświadczenia wszystkich istot. Ja oczywiście mam na to jakiś pogląd, natomiast to jest temat na inną audycję. Jack pisze: „Doświadczając, poznajemy prawdę. Od nas samych się dowiadujemy, że nie ma prawdziwszej wiedzy jak od siebie, od jestestwa”. Kochani, jest coś takiego jak źródło, czyli źródło wszelkich doświadczeń i wiedzy. I stamtąd płynie prawda. Natomiast my możemy bazować na tym, co jest w dużej mierze prawdą dla nas. Bo nie każdy człowiek ma taki sam cel na to życie. Bo to, co mówiłem o prawdzie i o miłości i o tym, jak podświadomość odpowiada za to, co jest dla nas prawdą i co jest dla nas doświadczeniem. Nie wszyscy ludzie mają w danym wcieleniu doświadczyć na przykład bogactwa.
Więc poniekąd to, co jest w nas, w naszej duszy, jest też poniekąd subiektywne, ale właściwe dla nas na to wcielenie. I dla mnie to jest istotne, żeby się trzymać tego, co jest istotne dla nas w tym wcieleniu. Przecież nie każdy w tym wcieleniu ma prowadzić audycję w Radiu Paranormalium, więc nie możemy tak mówić, że jest jedna jedyna prawda dotycząca wszystkich. Jedna jedyna dotycząca wszystkich prawda to jest prawda i miłość. To, czym się mamy kierować w życiu. Natomiast drogi są różne i ważne jest, żeby iść swoją drogą. Po to jest to pytanie, które ja dzisiaj postawiłem kilkakroć: co ja chcę zrobić? Co mi w duszy gra? Co jest dla mnie ważne? Bo to nie musi być ważne, co jest ważne dla innych.
Każdy z nas ma swoją drogę do przejścia i ważne jest, abyśmy tą drogą podążali, bo tylko wtedy będziemy szczęśliwi. Cel jest jeden. Drogę każdy ma swoją. On pisze: „W nas są odpowiedzi na każde pytanie. Nie można mówić nie wiem. Trzeba mówić wiem, a dostaniemy odpowiedź”. Tutaj prowadzi się dyskusja kuluarowa, w której ja nie będę uczestniczył. Oczywiście przeczytam sobie to po audycji. Astra pozdrawia wszystkich serdecznie. Pozdrawiamy Astrę.
I tutaj Christoph Orbitus: „Pewien schemat musi być narzucany z początku. Tyle że później niektóre zdolniejsze jednostki poza ów schemat muszą wyjść”. Tu znowu mi się narzuca to, że kto tak powiedział? Dlaczego akurat ktoś twierdzi, że pewne wybitne, zdolniejsze jednostki i tak dalej. Moim zdaniem ja się z tym nie zgadzam. Albo przynajmniej w tej formie, w której zostało to powiedziane, ja się z tym nie zgadzam. Tas pisze: „Okazuje się, że nasze własne kroki w świecie duchowym są odpowiedzią i sposobem uczenia się rozpoznawania otaczających zjawisk i wreszcie uwalniania się od ich ograniczeń”. Kochani, nie ma żadnych ograniczeń. Uwalniania się od ich ograniczeń. Nie ma żadnych ograniczeń, jest tylko doświadczanie.
Ja zawsze powtarzam jedną rzecz: pytanie jest, czego chcecie doświadczać. I to jest jedyne pytanie. Czy chcecie dokonywać świadomego wyboru tego, co chcecie doświadczać? Czy chcecie doświadczać ograniczeń i się z nich wyrywać i stawiać sobie później następne ograniczenia i się z nich wyrywać? I tak dalej. Jeżeli ktoś chce doświadczać ograniczeń, to będzie doświadczał ograniczeń. Jeżeli ktoś chce doświadczać świadomie czegoś innego, to będzie tego doświadczał. Pytanie jest: czego chcecie? Nie ma żadnego schematu na to, że każdy ma doświadczać ograniczeń. Ograniczenia stwarzamy sobie sami poprzez naszą podświadomość, ale to jest w dalszym ciągu nasza podświadomość, z którą można w jakiś sposób coś robić.
Christoph pisze: „Jeszcze w filozofii zen się to nazywa pojęciem pójściem pod prąd. Opcja, walka, dzięki której taka jednostka staje się gigantem”. Kochani, to jest to właśnie, o czym ja mówiłem. Ja oczywiście mogę przygotować się do audycji, wygrzebywać wam cytaty. Stanę się dla was potężnym autorytetem, którego będziecie słuchali, bo ja będę cytował właśnie filozofię zen, jakieś tam inne rzeczy, mądrych ludzi, Einsteinów, którzy gdzieś tam kiedyś coś powiedzieli. Tylko mmmZrozumcie kochani jedną rzecz, że ja nie chcę, żebyście wysłuchali mnie. Ja chcę, żebyście wysłuchali siebie. Jeżeli dalej szukacie potwierdzenia w różnego rodzaju miejscach, autorytetach mniejszych bądź większych, bardziej sprawdzonych, mądrych wpisach na Facebooku. Jeżeli to wam jest potrzebne to okej, ale moim celem jest to, żebyście wysłuchali siebie, nie mnie. Tak, żebyśmy się zrozumieli.
To jest to, co ja powiedziałem na początku audycji. Mógłbym zmienić formułę audycji i mówić wam, co macie zrobić. Tylko że takich audycji, takich programów jest bardzo dużo. Ja chcę doprowadzić do tego momentu, kiedy powiecie: okej, to dziękuję bardzo. Teraz już mogę prowadzić życie po swojemu. To jest mój cel. Kristof pisze jeszcze: po prostu większość ludzi poza schemat wyjść nie potrafi. Dla nich to tak zwany sufit. Są zbyt przywiązani do stereotypu. Dlatego też tylko niektórzy stać się mogą geniuszami w cudzysłowie.
Okej, rozumiem, że ci geniusze są w cudzysłowie. Natomiast to nie jest prawdą. W moim przekonaniu każdy może przejąć kontrolę nad swoim życiem. Każdy może dowiedzieć się i zrozumieć, czego chce, pod warunkiem, że tego chce. Spokój osiąga się między innymi z tego powodu, że ma się przekonanie, że idzie się właściwą dla siebie drogą. Ja chcę, żebyście wy szli właściwą dla siebie drogą. Niewłaściwą dla mnie, tylko właściwą dla was drogą. Ja nie wiem, jak ta droga wygląda. Oczywiście po jakiejś tam rozmowie z wami mogę coś podpowiedzieć, mogę coś wyczuć, coś zrozumieć. Mam bardzo wysoce rozwiniętą intuicję, więc mogę coś podpowiedzieć, jaka jest wasza droga, ale nie jestem w stanie tego zrobić bez rozmowy z wami, bo nie ma jednej drogi dla wszystkich.
Kristof pisze: tak przynajmniej mówi filozofia zen. Drogi Kristofie, jak z pewnością być może wysłuchałeś, jesteś z nami tutaj troszeczkę dłużej. Ja nie jestem ani znawcą, ani innych filozofii, więc ciężko mi się do tego odnieść. Jack pisze: bez miłości byłoby nic. To sens najwyższy. Jack pisze jeszcze: trzeba różnić miłość od popędu seksualnego, jak również trzeba odróżnić miłość od zakochania. To, co ja dzisiaj powiedziałem kochani. Jaka jest wasza interpretacja miłości? Taka jak jedyna słuszna interpretacja wiersza w podstawówce czy w liceum. On pisze: trzeba się do wszystkiego, wszystko wraca.
Nie, i to jest właśnie dzisiaj. Specjalnie kochani powiedziałem wam o tym, jaka jest moja interpretacja miłości. Nie, nie namawiam nikogo do miłości bezwarunkowej. Żyjemy tu na ziemi. Dążmy do miłości, która da nam spokój, która pozwoli zachować nam spokój, a później dopiero podejmujmy decyzję, co w tym stanie spokoju emocjonalnego chcecie z tym zrobić. Najpierw nauczmy się spokoju. Spokoju, który wynika z miłości, a dopiero później podejmujmy dalsze decyzje, bo wyznaczanie sobie celu miłości bezwarunkowej do wszystkiego. Ja nie wiem. Ja nie mam pojęcia, jak miałoby się to objawiać tutaj na ziemi. Nie mam zielonego pojęcia, jak miłość bezwarunkowa do wszystkiego miałoby się objawiać.
Ja mam bardzo wysoki poziom świadomości i wiem, że świadomość pozwala czasami zachować dystans do pewnych rzeczy. Dystans, ale poziom miłości bezwarunkowej do wszystkiego? Nie wyobrażam sobie tego. Ja was do tej miłości bezwarunkowej w żaden sposób nie będę namawiał. Dla mnie póki co, żeby mogła zaistnieć miłość bezwarunkowa, ludzie muszą wejść na pewien poziom świadomości. Wszyscy ludzie. I może będzie to naszym doświadczeniem za ileś tam lat, za ileś tam wciele, ale póki co nie ma na Ziemi warunków do miłości bezwarunkowej. Oczywiście fajnie jest wyznaczać sobie cele, które są niemożliwe do zrealizowania, bo jak się nie uda, to i tak było to niemożliwe. Ale ja was do miłości bezwarunkowej nie namawiam. Tess pisze: pragnienie lub wymaganie stałych zewnętrznych wskazówek jest jak kule, które proponuje się wyrzucić.
A tu on napisał, że to wraca na poziomie transcendentalnym. Tak. Natomiast ja też kochani zostawiam wam wybór. Nie każdy musi chcieć przejąć kontrolę nad swoim własnym życiem. Nie każdy musi być na to gotowy, ponieważ przejęcie kontroli nad swoim własnym życiem to jest przestanie obwiniania innych za to, co się w tym życiu dzieje. Nie każdego stać na ten komfort, żeby codziennie rano stanąć przed lustrem i przed samym sobą się tłumaczyć, że zrobił coś bądź nie zrobił. To jest odpowiedzialność, bo przestajemy obwiniać wszystkich za to, jak w życiu mamy. To nie dla każdego jest wygodne. Nie każdy tego chce, nie każdy tego pragnie. Chociaż wszyscy mówią, że chcą, że chcą mieć kontrolę nad swoim własnym życiem.
To jest trochę tak, jak z prawdą. Taki slogan krąży, że lepsza jest gorsza prawda niż najlepsze kłamstwo. Natomiast w momencie, kiedy mówi mu się prawdę, okazuje się, że ta prawda mu się wcale nie podoba, że wyklepał jakiś slogan.Ale tak naprawdę on tego nie pragnie. To znaczy coś dobrego. Nie. Wzięcie odpowiedzialności za swoje życie to są czasami złe rzeczy. To są czasami nieprzyjemne rzeczy, bo każdy popełniony błąd wraca nie do kogo innego. Znaczy i tak wraca do nas, ale już tracimy możliwość zwalenia na kogokolwiek, że to jego wina. Więc owszem, ja namawiam, ja pokazuję, ja tłumaczę, ja opowiadam. Natomiast ja nie mam prawa, zresztą nikt nie ma prawa od nikogo oczekiwać, że to zrobi w tym momencie.
To jest wolna wola każdego z was. Ja mówię, jak to zrobić. Ja mówię, jakie są zalety, wady. Ja mówię, co nas ogranicza, co może pomóc. Natomiast decyzję o przejęciu kontroli nad swoim własnym życiem każdy musi podjąć sam. Ja tylko lojalnie uprzedzam. To nie jest taka bajeczka w pięknym zwrocie na Facebooku, podpisana mądrym nazwiskiem, które większości ludzi nic nie mówi. Chyba że to jest Einstein albo da Vinci, to większości ludzi coś powie. Przejmij kontrolę nad swoim własnym życiem. A może ty nie jesteś w stanie przejąć kontroli nad swoim własnym życiem?
Tak jak małe dziecko nie jest w stanie przejąć kontroli nad swoim własnym życiem. Poznanie samego siebie to jest również poznanie swojej własnej świadomości. Bo to, że ludzie piszą na filmach, na wykładach, „przejmij kontrolę nad swoim własnym życiem”. Ja ci powiem, jak przejąć kontrolę nad swoim własnym życiem i tak dalej. Nie. Zanim przejmiesz kontrolę nad swoim własnym życiem. Halo, halo, jesteśmy? Okej, bo coś się pojawiło i dobrze, bo ja nie wiedziałem, czy ja jestem, że tak powiem. Więc kochani, to jest właśnie to, czego ja chcę. To jest to pytanie.
Nie czego świat ode mnie chce. Bo oglądając film, na którym jest sto, dwieście, trzysta, pięćset tysięcy odsłon i ktoś namawia: „przejmij kontrolę nad swoim własnym życiem”. No dobra, pół miliona ludzi przejmuje kontrolę nad swoim życiem. Ja też przejmę kontrolę nad swoim życiem, bo widocznie taka jest potrzeba. I jest potrzeba, ale nie każdy, że tak powiem, po pierwsze wie, z czym to jest związane. Czasami kieruje się właśnie jakimiś sloganami albo jedyną słuszną interpretacją, że ludzie świadomi, oświeceni, tacy, owacy, to oni kontrolują swoje życie. Ale najpierw, zanim podejmiecie decyzję o przejęciu kontroli nad swoim własnym życiem, warto poznać samego siebie, bo może tak być, że przejęcie kontroli nad swoim własnym życiem sprawi wam więcej kłopotu i więcej trudności niż radości. Więc warto się zastanowić nad tym, czego ja chcę. Teraz pisze: „Czułem taki spokój tylko kilka razy w życiu. Tutaj nie mówię o dzieciństwie, ponieważ już go całkowicie zapomniałem”.
No więc właśnie. Cieszę się, że to stwierdzenie się pojawiło, co jest świadectwem, że można. Ja o tym, kiedy te stany miłości, kiedy te uczucia miłości się pojawiają. Zresztą powiem wam dzisiaj na przykład w momencie wzruszenia pojawia się taka miłość, jakiś spokój, takich wzniosłych sytuacji, w których uczestniczymy, pojawia się to uczucie miłości, bo najczęściej większość ludzi miłość kojarzy albo z dziećmi, albo ze związkiem, albo z zakochaniem. Ponieważ takie doświadczenia mamy. My często właśnie przeżywamy stany miłości, takiej głębszej miłości na takim duchowym poziomie, często nie zdając sobie sprawy, że to była miłość, ponieważ nikt nas tego nie uczył. Pan Jacek napisał właśnie w swoim komentarzu, że dla niego miłość to błogostan. Stan takiej błogości to jest taki stan, kiedy jest spokój, bo niczego się człowiek nie boi i niczego nie pragnie, niczego nie oczekuje, nic go nie denerwuje, nic mu nie przeszkadza. Taki spokój, taki właśnie błogostan. Ja do takiej miłości was namawiam, kochani.
Do szukania takich stanów emocjonalnych, w którym będziecie mogli tą miłość sobie dać. Bo to, co się stanie dalej, to jest jakby rzeczą wtórną. To już jest wasza decyzja, co będziecie chcieli z tym stanem zrobić. Natomiast ja chcę dać wam spokój i chcę, żebyście wy mi z czasem dali spokój. Czyli powiedzieli: „Stary, super, osiągnąłem ten stan, chcę go utrzymać, więc będę robił wszystko, żeby już samodzielnie móc ten stan w sobie podtrzymywać”. Jack pisze: „Panie Sławku, bo Bóg daje ci spokój?” Nie. Bóg nic nie daje. Bóg nic nie zabiera. Aniołowie nie dają spokoju, nie dają błogości, cherubini. Druga osoba nie daje.
Nikt nam nic nie daje, kochani. Nic nie dostajemy. Dostajemy czynniki zewnętrzne bardzo często, które wywołują w nas emocje. Ale te wszystkie emocje, które są, które odczuwamy, są naszym wytworem. Nie są wytworem obcych ludzi. Nikt nam nic nie da i nikt nam nic nie zabierze. Może próbować, może się starać, ale to my wytwarzamy w sobie emocje. One są nasze. I to jest właśnie to, że my cały czas czegoś od kogoś oczekujemy. Prowadzenia, rady, nauki, miłości, wszystkiego.
Wszystkiego chcemy od innych. Tymczasem wszystko jesteśmy w stanie wytworzyć sobie sami. I tego mamy się nauczyć. Wytwarzać sobie sami spokój, miłość, radość, szczęście. Żeby coś zaistniało w naszym życiu, musi się pojawić w naszym wnętrzu. Nie pojawi się spokój na zewnątrz, jeżeli nie będzie spokoju w środku. Zuza Paw pisze: „Audycja dla mnie na dziś. Właśnie włączyłam i już wiem, że muszę odsłuchać od początku”.Droga Zuziu, miłego słuchania ci życzę. Jack pisze: „Lekarstwem jest świadome wysyłanie intencji”. Jakich intencji?
Drogi Jacku, jakich intencji? Szymik pisze: „Czy można kochać nie kochając siebie?” Nie. To jest tak, jak byście kochani chcieli dać komuś 500 złotych, których nie macie. Nie. Dlatego ileś tam naście, dziesiąt audycji temu mówiłem o miłości do samego siebie i ja do tego tematu wrócę, bo tak naprawdę, mimo że mówię, są osoby, które zarzucają mi to, że ja tak be mnie o tej miłości mówię. Dla mnie są dwie ważne rzeczy, w zasadzie najważniejsze. Cel, do którego dążymy: miłość i prawda. I to, co nas ogranicza, czyli nasza podświadomość. To są tematy, o których mógłbym, wertuję, mówię cały czas, ponieważ cała reszta jest tylko rozdrabnianiem, rozpraszaniem swojej uwagi. To, co powiedziałem wam kochani o duszy, że jeżeli już przerobicie wszystkie wersje szczęścia i na końcu zostaje miłość, to wtedy pozostaje poszukiwanie sposobu, jak ta miłość ma w moim życiu zagościć.
I ja wiem, jak ma zagościć. Transformacja podświadomości i dążenie do prawdy i do miłości, dopuszczanie naszej duszy jak najbardziej do naszego życia. Jak najwięcej świadomości duchowej w naszym życiu, jak najmniej świadomości tej ziemskiej. Albo przynajmniej niech to będzie zrównoważone. I to jest całe clou rozwoju duchowego na tą chwilę. Cała reszta to jest dla mnie jeszcze takie rozdrabnianie się. Nie da się, mój drogi i moi kochani, nie da się kochać kogokolwiek nie kochając samego siebie. Zwróćcie uwagę, przyjrzyjcie się swoim stanom emocjonalnym w momencie kiedy jesteście wkurzeni albo na przykład, jak człowiek zaczyna na mnie warczeć, to ja wiem, że on jest zły na samego siebie, że albo coś, co powiedziałem, wywołało w nim jakieś spięcie, albo obudziło jakieś tematy, których on do siebie nie dopuszcza i dlatego próbuje przenieść swoją złość na mnie. Tak to działa. Człowiek, który nie ma w sobie złości, nie będzie jej z siebie wydobywał.
Można, owszem, jeżeli ktoś próbuje na nas krzyczeć, podnieść głos w ramach samoobrony, natomiast ten głos będzie podniesiony, ale pozbawiony złości. Jeżeli czegoś nie mamy, to tego nie okażemy. Jeżeli czegoś stanu emocjonalnego się boimy, bo jeżeli boimy się miłości do samego siebie, to boimy się miłości w ogóle, więc boimy się miłości drugiej osoby do nas. Okazywania uczuć przez inną osobę do nas. Miłość do samego siebie jest podstawą w ogóle jakichkolwiek pozytywnych relacji międzyludzkich, łącznie z miłością, z zakochaniem, wiernością, oddaniem, współczuciem, zrozumieniem, wspieraniem. Jeżeli to ma być szczere na poziomie emocjonalnym, to warunkiem tego jest posiadanie chociażby minimalnej miłości do samego siebie. Rozwinąłem ten temat, bo jest fajny, bo jest ważny, bo to jest konkretne pytanie: czy można kochać samego siebie? Znaczy czy można kochać nie kochając siebie? Tu znowu będzie, że najprawdopodobniej kogoś to zaboli, że przypomnę ten słynny cytat: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Ale w tym jest zawarta bardzo głęboka myśl, bo „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” jest wskazówką, ale jest też informacją.
Kochasz bliźniego swego jak siebie samego. Kochasz bliźniego swego. Kochasz drugą osobę tak, jak kochasz siebie. Więc odpowiadam jeszcze raz: nie da się. Montini pisze: „A co z miłością stalkera?” Miłością w cudzysłowiu. Nie wiem, jak mam to zinterpretować. Dobrze, czy o takiego stalkera chodzi, czy to też jakieś stwierdzenie z jakiejś tam, czy określenie z jakiejś filozofii. Natomiast oczywiście dobrze, że to się pojawiło w cudzysłowiu, bo jeżeli mógłbym powiedzieć o stalkingu, prędzej bym przypisał do tego słowo fobia, obsesja, zaborczość niż jakikolwiek synonim związany z miłością. Może być zauroczenie, fascynacja. Może być też chory popęd, może być też patologiczna nienawiść do kogoś.
Właśnie dlatego tu ciężko mi jest znaleźć jakieś słowo, które by było chociażby synonimem miłości. Broń Boże, dla mnie to nie ma nic wspólnego z miłością. Jack pisze: „Spokój, miłość oj tak”. Oj tak, oj tak i jeszcze raz oj tak. Tutaj Tas pisze: „Dziękuję panu Markowi za wyjątkową stację i wspaniałą okazję do wysłuchania różnorodnych informacji i bardzo ważnej rzeczy”. Nie wiem, czy pan Marek czyta komentarze, więc ja przeczytałem panie Marku. Przekazuję podziękowania. Aleksandra pisze: „Dobry wieczór”. Dobry wieczór. On pisze: „Jezus nam okazał miłość bezwarunkową”.Dobrze.
Ja nie chcę wchodzić w te tematy, bo umówmy się, że wiemy o Jezusie tyle, ile wiemy. Poza tym Jezus był jednostką wybitną i owszem, wyznaczył pewnego rodzaju cel. I ja nie mówię, że to nie jest możliwe do osiągnięcia. Natomiast z pewnością to nie jest ten moment, w którym ja chciałbym namawiać ludzi do poszukiwania miłości bezwarunkowej. To jeszcze dla mnie osobiście nie jest ten moment. A poza tym, jeżeli Jezus pokazał nam miłość bezwarunkową, ale Jezus też pokazał nam przykazanie miłości, czyli kochaj bliźniego swego jak siebie samego, a nam jako ludziom samo zastanawianie się nad tym, czy to zrobić i jak to zrobić zajęło 2000 lat. Więc samo wprowadzenie pojęcia miłości do siebie i do bliźniego zajęło nam 2000 lat, więc nie wiem, ile zajmie nam, mam nadzieję, że już nie tyle, wprowadzenie miłości bezwarunkowej na ziemi. Dlatego przy tym się upieram, że kochani, poszukajcie miłości i spokoju. Spokoju w miłości i miłości w spokoju. Poszukajcie samych siebie, poszukajcie miłości do samego siebie, takiej zwykłej.
Takiej chęci zadbania o siebie, takiej chęci zadania sobie pytania: czego ja chcę? Zacznijcie od tego. Jeżeli tego jeszcze do tej pory nie zrobiliście. Nie bijcie od razu w dzwony z wysokim C, że ja po prostu będę dążył do miłości bezwarunkowej. Okej, jak ktoś ma taką potrzebę, proszę uprzejmie. Natomiast ja nie będę podnosił poprzeczki aż tak wysoko. Zacznijcie od prostych spraw, bo miłość do samego siebie to jest zjedzenie dobrego śniadania. Miłość do samego siebie to jest dążenie do spokoju wewnętrznego. Miłość do samego siebie to jest chęć znalezienia pracy, która spełni moje oczekiwania, ambicje, pasje i przyjemność z tego, co robię. Miłość do samego siebie to są też normalne relacje z ludźmi.
Nie patologiczne, nie wyzyskowe, nie bycie poddanym albo bycie szefem. Tylko normalne, oparte na przyjaźni, na zaufaniu, na szacunku. To jest objaw miłości do samego siebie. Miłość do samego siebie to jest też naprawienie samochodu, którym jeździmy. To jest też miłość do samego siebie. Miłość do samego siebie to jest higiena myśli, emocji i słów, które produkujemy i które przyjmujemy do swojej przestrzeni. Więc tych możliwości okazywania miłości do samego siebie jest miliard, trylion, pierdylion. A gdzie jeszcze do miłości bezwarunkowej? Po co się porywać z motyką na słońce, jak nie potrafimy motyką wykopać trzech ziemniaków z ziemi? Uczmy się od podstaw, uczmy się podstawowych rzeczy.
Nie bijmy w te wysokie C i wmawiajmy sobie i ludziom, że bez miłości bezwarunkowej nie da się na ziemi żyć, że to jest cel. Kochani, uwierzcie mi, że gdyby ludzie potrafili kochać samych siebie, ten świat byłby zupełnie inny. Tylko tyle. Ja powiedziałem: gdyby ludzie na drogach myśleli o swoim bezpieczeństwie, nie o moim, tylko o swoim bezpieczeństwie, byłoby dużo mniej wypadków, a może by ich w ogóle nie było. Ludzie nie myślą o swoim bezpieczeństwie, bo nie kochają siebie. Narażają swoje życie w imię jakiegoś ego, wyprzedzenia czy dojechania do następnych świateł trzy sekundy wcześniej niż ten samochód obok. Więc niech ludzie pokochają samych siebie i ten świat będzie zupełnie inny. Zuza pisze: Czułam spokój, czułam z kimś, przy kimś, aż wreszcie się zakochałam. I co teraz? Bo teraz czuję niepokój.
Droga Zuziu, to jest właśnie sytuacja, w której mylimy pojęcie miłości. Miłości, która jest związana z przyjmowaniem czegoś. I wtedy właśnie, jeżeli opieramy nasze emocje na tym, co dostajemy od drugiego człowieka, zaczynamy się bać. Zaczynamy się bać, że jest to tak fajne, tak przyjemne, tak dla nas dobre, że co będzie, jak to stracimy? I ta miłość trwa chwilkę, a później zaczynamy żyć w lęku. Zdradzę wam swoją metodę. Jeżeli mamy w sobie miłość, czyli potrafimy w sobie wytworzyć spokój, żeby ta miłość mogła zagościć w naszych emocjach, a później, żebyśmy mogli okazywać ją innym ludziom, to nie uzależniamy się od nikogo, ponieważ my to uczucie miłości jesteśmy w stanie wyprodukować sobie sami. Mało tego, dochodzimy do wniosku, że możemy tą miłością również obdarować kogoś. Że to nie jest pensja, która musi starczyć do 30. Tylko jak skończy się 15, to się pojawi następna energia, która da nam tą siłę do działania.
I wtedy przestajemy się martwić, co będzie, jak tej osoby zabraknie. Mało tego, rośnie w nas też takie przekonanie, że to my dajemy i że jeżeli już nawet ta sytuacja gdzieś się zakończyła negatywnie, to tamta osoba raczej więcej straci niżNiż my. Jest pewne ryzyko z tym związane, że zaczynają się kręcić wkoło nas osoby, które z tej energii próbują się troszeczkę pożywić. Ale to przy odrobinie czujności można się nauczyć to wyłapywać. Christoph zapytał, czy można zadzwonić na antenie. Oczywiście namawiamy do tego i to proponowałbym zrobić jak najszybciej, bo widzę, że dochodzimy tutaj do końca komentarzy, więc będziemy tą audycję powoli dzisiaj kończyć. Daniel pisze: „Być może historia, którą chciałbym przekazać będzie interesująca, a może któryś ze słuchaczy przeżył coś podobnego i nawiążemy kontakt”. Nie bardzo wiem, cóż to za historia. Christoph pisze: „Chciałem się tylko wyjaśnić w sprawie tego schematu, bośmy się troszkę nie zrozumieli”. Mój drogi, bardzo prawdopodobne to jest.
Ja się nigdy nie upieram, że ja to wszystko rozumiem, bo też biegam trochę po tych komentarzach, trochę na biegu muszę coś tam wymyślać, więc oczywiście proszę o tolerancję. I wielokroć też ze słuchaczami przekonaliśmy się o tym, że komunikator pod tytułem czatu nie przekazuje pełnych informacji i nie jest najlepszą formą komunikacji. I podczas wielu rozmów właśnie dochodziliśmy do wniosku, że mówimy o tym samym, aczkolwiek może czasami używamy innych słów. Natomiast jakieś nieporozumienia za pomocą czatu mogą nastąpić, więc jest to wysoce prawdopodobne, że tak właśnie było. Ale widzę, że tutaj piszesz, więc spróbuję to na spokojnie przeczytać i się jeszcze do tego odnieść. Mnie z tym schematem chodziło o to, że dzieciom trzeba do głów pewien schemat, co szkoła uczy pani na lekcji.
[01:45:27] - No i mamy słuchacza telefonicznego, a właściwie chyba dwóch słuchaczy, bo tutaj jeszcze widzę pan Wojtek chce dołączyć z Wielkiej Brytanii. Nie wiem kogo teraz słyszymy, ale witamy bardzo serdecznie.
[01:45:42] - Dobry wieczór.
[01:45:44] - Dobry wieczór, Jan kłania się z Anglii.
[01:45:50] - Witamy serdecznie.
[01:45:54] - Oglądam i słucham. Bardzo lubię pana słuchać, pana radio i chciałbym się wypowiedzieć w temacie zarządzania samym sobą, czyli opanowania swojego ciała. Według mojego rozpoznania, mam 60 lat. Według mojego rozpoznania i odkrywania tajemnic życia my, ludzie składamy się z ciała oraz ze świadomości i jeżeli nie opanujemy swojego ciała, swoich emocji, myśli i to, co pan mówił na początku audycji o miłości bezwarunkowej. Ona jest, ale ona jest nieuchwytna. No i trzeba przede wszystkim opanować swoje ciało, poznać siebie. Nade wszystko trzeba poznać siebie, zadać sobie pytanie: kim jestem? Po co jestem? Dlaczego jestem? Co ja tu robię?
O ile się odpowie na te pytania, również odpowiadając sobie na te pytania, rozpoznajemy siebie i ogarniamy siebie. Nie tylko te dobre strony, ale i te negatywne, bo one są równoważne w naszym życiu. Halo, halo?
[01:47:27] - I będziemy mieli chyba dwóch słuchaczy jednocześnie.
[01:47:29] - Halo, halo! Coś tutaj jakieś zamieszanie.
[01:47:32] - Czy coś tam mówił?
[01:47:33] - Dzień dobry.
[01:47:34] - Dobry wieczór. Dobry wieczór. Usystematyzujmy tą rozmowę, bo się zrobiło małe zamieszanie. Pozwólmy panu tutaj z Anglii. Ja nie zarejestrowałem imienia. Jak pan ma na imię?
[01:47:50] - Michał z Poznania.
[01:47:52] - Panie Janie, pozwólmy panu Janowi dokończyć swoją myśl.
[01:47:56] - To może pan Jan dokończy, a potem oddamy głos panu Michałowi, dobrze?
[01:48:00] - Okej.
[01:48:02] - Okej. Otóż ja uważam to zamieszanie z tymi maskami i z tym, co się teraz dzieje, z tym cyrkiem, tragikomedią, Kolumbijanami samobójcami. To wypływa właśnie z tych prostych spraw, że ludzie są leniwi i nie ogarniają siebie. Nie chcą pracować nad samymi sobą. Tak jak pan mówił, że jadąc samochodem nie dbają o swoje ciało. Ja mam przyjemność pracować z człowiekiem z Teheranu, Iranczykiem. On jest o rok starszy ode mnie i on przez siedem lat nie dbał o swoje ciało. Ja go uczyłem szacunku. A teraz islamista. A ja jestem praktycznie bezreligijny.
Oczywiście 30 lat prawie byłem w religii katolickiej, ale obrałem kierunek bezreligijny, czyli kieruję się zasadami. Po pierwsze szacunek. Drugie, przyjaźń, w której można wszystko powiedzieć, cokolwiek. I trzecie, bezwarunkowe działanie, co się wiąże z bezwarunkową miłością. Jeżeli na tej planecie, w tej cywilizacji, która w tej chwili jest na zakręcie, ja nazywam upadła cywilizacja, bo ta fikcja, te dwa tysiące lat swojej obłudy oraz zamordyzmu, co się teraz właśnie dzieje, włącznie z ludobójstwem, to wypływa przede wszystkim z nieuregulowanych sprawEgo i świadomości.
[01:49:42] - Dobrze, panie Janie, przepraszam. Dałem panu spokój powiedzieć, natomiast mamy tutaj słuchacza, który z pewnością chciałby coś powiedzieć. Poznaliśmy pana zdanie na pewne tematy, natomiast czy ma pan jakieś pytanie do zadania czy jakiś wniosek, którym chciałby pan się podzielić?
[01:50:11] - Chciałem się podzielić tylko swoimi doświadczeniami, odkryciami, faktami i być może komuś ze słuchaczy po prostu wskażą, że trzeba pracować ze sobą nade wszystko, bo my jesteśmy indywidualistami, a z tej indywidualności dopiero wypływa społeczność. I tak ja to odczuwam i tak podpowiadam, działając w różnych grupach. Dziękuję za to, że mogłem podzielić się tym poglądem.
[01:50:48] - Okej, panie Janie, poproszę pana o zastanowienie się nad dwoma słowami, które dość często pojawiły się w pana wypowiedzi, z którymi ja się nie zgadzam. Jedno to jest opanowanie, bo chciałbym zrozumieć, jak pan rozumie to słowo opanowanie, bo dla mnie opanowanie to jest zmuszenie czegoś do działania według tego, co ja chcę. Proszę się zastanowić nad tym, czy to aby na pewno o to panu chodzi. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby pewne rzeczy wypływały i się ulatniały, niż zostały opanowane we mnie i siedziały nadal. To ja mówię panu swoje zdanie. I druga rzecz, z którą ja w wielu audycjach się nie zgadzam, jest określenie praca nad sobą. Praca ma wymiar obowiązkowości i bardzo często kojarzy nam się z czymś negatywnym, z wysiłkiem, z jakimiś takimi rzeczami. Czy nie warto tego słowa praca nad sobą zastąpić czymś bardziej radosnym, co w naszej podświadomości kojarzyłoby się z przyjemnością, a nie z jakimś obowiązkiem i ciężkimi czynnościami? To ja tylko swoje zdanie do pana wypowiedzi. Nie oczekuję od pana odpowiedzi w tej chwili, natychmiast.
Tylko tyle, żeby słuchacze też znali moje zdanie, że ja się nie do końca pod pana wypowiedzią podpisuję.
[01:52:23] - Pozwoli pan dwie minuty, sprostuję, bo ze względu na to, że w wypowiedzi się spieszyłem. Opanowanie, słusznie pan zwrócił uwagę, to jest po prostu praca z podświadomością. Wtedy wymuszanie nie jest dobre. Trzeba właśnie znaleźć swój kod, jak z podświadomością swoją współpracować. Ego ma i każdy indywidualnie może to znaleźć. Do 30. roku to jest program matek, rodziców, społeczeństwa, a po 33. roku na ogół każdy, kto chce, może wypracować zespół sam. I teraz drugi ten wątek, co pan wspomniał, to właśnie na zasadzie zabawy. Zabawy z podświadomością i wtedy to ładnie wychodzi.
Dlatego dziękuję za zwrócenie uwagi na te dwa wątki.
[01:53:26] - Bardzo proszę. Dziękuję za telefon i już wpuśćmy na antenę pana Michała, który musiał się uzbroić tutaj z nami w cierpliwość. Panie Janie, serdecznie pozdrawiamy. Wszystkiego dobrego ze swojej strony życzę.
[01:53:41] - Dziękuję. Dobranoc.
[01:53:44] - Dobranoc.
[01:53:45] - Prosimy pana Michała. Już można.
[01:53:49] - Tak, dziękuję. Szczerze powiedziawszy, włączyłem się do rozmowy w momencie, kiedy pana Jana była wypowiedź i nie spodziewałem się, że trafię od razu na kanwę audycji, więc uczciwie powiem, że nie wiem, jaki jest temat w sumie, bo czekałem, aż się akcja rozwinie, a nie myślałem, że od razu dostanę. Także może mi pan naprowadzić po prostu, bo z tego, co pan Jan mówi-
[01:54:13] - To znaczy, o czym-
[01:54:15] - Pan Jan, rozumiem, mówi o samodoskonaleniu ogólnie i o tym, co tu się dzieje w tym świecie w tym momencie, ale to jest temat tak ogólny, że-
[01:54:23] - Nie, z dzisiejszym tematem audycji, owszem, z panem Janem całkowicie się zgadzam, że poznawanie samego siebie jest kluczem do bardzo wielu rzeczy. W zasadzie jest to podstawą świadomego i skutecznego rozwoju. Natomiast dzisiaj wątek był przede wszystkim o miłości, o tym, jak ja tą miłość widzę i jak ja ją postrzegam i do jakiej formy miłości ja przekonuję, żeby to nie było tak, że oczekuję od słuchaczy jakichś takich totalnych wzlotów i miłości bezwarunkowej, o której się tyle mówi. Także temu poświęciłem. No i też tym wzorcom tworzeniu się pewnych rzeczy, które nas później zmuszają do tego, czy powodują to, że szukamy pomocy na zewnątrz, zamiast szukać pomocy w sobie.
[01:55:24] - Okej, rozumiem. Bardzo chętnie ustosunkuję się.
[01:55:29] - Tak, teraz już zamieniam się w słuch.
[01:55:32] - Okej. Ja jestem generalnie filozofem i praktykującym przy okazji buddystą, więc myślę, że temat poniekąd miłości mógłby być ciekawy, bo jest oczywiście. Ja się identyfikuję z moim poglądem i z moją praktyką i z moim rozumieniem miłości buddyjskim, który w sumie mówi tak, że jest takie życzenie jedno wielkie, żeby wszystkie istoty były szczęśliwe i urzeczywistniły przyczynę szczęścia. I te życzenie to jest, kiedy jest aktywne działanie.Nie stoi tylko za tym takie wypowiedzenie, a nie chodzi to w czyn, czyli nie zamienia się to na takie myśli intensywne, na takie zachowanie doprowadzające do tego, żeby ludzie mogli naprawdę zrozumieć, co ich zniewala i wyzwolić się z przyczyn cierpienia. To jest właśnie miłość. Czyli aktywne działanie, żeby przyczynić się do tego, żeby ludzie doświadczyli przyczyny szczęścia i szczęścia samego. Tak mówiąc bardzo intelektualnie.
[01:56:32] - Urzeczywistnili. Użył pan chyba określenia, panie Michale, urzeczywistnili. Takiego określenia pan użył.
[01:56:40] - Urzeczywistnili, ponieważ-
[01:56:42] - Bardzo piękne określenie.
[01:56:43] - Tak, bo przyczynę szczęścia niestety trzeba urzeczywistnić. Bo nie wystarczy o niej mówić, tylko trzeba najpierw w ogóle wiedzieć, o czym mówimy. A tutaj mówimy, ja mówię w tym momencie o buddyjskiej przyczynie szczęścia, a buddyjska przyczyna szczęścia jest poniekąd bardzo prosta. My jesteśmy sami przyczyną szczęścia. My już jesteśmy doskonali i nie potrzebujemy swojej wrodzonej kondycji, nazwijmy to egzystencjalnej, niczego poprawiać. Tylko problem na tym polega, że po prostu tej kondycji nie znamy. I w tym jest pies pogrzebany, bo zamiast być tym, kim w istocie jesteśmy, zamieniamy ten dobrostan na kompletne głupoty, za przeproszeniem mówiąc, na niewiedzę. Tak to się ładnie nazywa w buddyzmie. Czyli taki buddysta jak ja czy każdy inny będzie dążył do tego, żeby tą istotę uświadomić, że są generalnie w pułapce niewiedzy, pułapce cierpienia i wytłumaczyć im, jaka jest tak naprawdę przyczyna tego, że weszli w tą ignorancję. Co by było, gdyby się tej ignorancji pozbyli.
I jest to też w tym wszystkim jeszcze jakieś skuteczne tworzenie pomożenia, żeby ten proces ktoś mógł przejść. To jest miłość, bo ostatecznie to jest miłość, życzenie, żeby ktoś był szczęśliwy i cieszenie się jego szczęściem. Tak rozumiemy my miłość, bo współczucie rozumiemy znowu, kiedy jest to takie działanie, żeby przyczynę cierpienia usunąć i zamienić ją na przyczynę szczęścia. Czyli to jest taka już miłość w praniu. Kiedy jesteśmy aktywni w usuwaniu przyczyn cierpienia, to mówimy wtedy o współczuciu. Ale samo takie życzenie, że istoty są szczęśliwe, żeby doświadczyły tej przyczyny szczęścia i cieszenie się tym, to jest miłość. Taki stan radości, że inni są szczęśliwi, że inni znają tą przyczynę szczęścia. Ale na ogół jest tak, że ludzie są po prostu nieszczęśliwi, nie znają tej przyczyny szczęścia. Dlatego nie można mówić o miłości bez współczucia, czyli to dążenia, żeby ludzie osiągnęli i zrozumieli przyczynę szczęścia. Tak mogę powiedzieć zupełnie z marszu i tak naprawdę codziennie praktykują i tak się zachowują.
Nie jest to pewnie popularne.
[01:58:56] - Nie jest popularne. Wie pan, my raczej się też nie zajmujemy tematami, które są, chociaż są coraz popularniejsze. Natomiast jeżeli jest pan praktykujący i dąży pan do realizacji tego, w co pan wierzy, to jest to przynajmniej przyjemne, prawda?
[01:59:20] - To jest bardzo interesowne.
[01:59:22] - Tak. Więc popularnością się tutaj mniej przejmujmy. Ja tam też nie uważam się za osobę popularną w swoim podejściu, natomiast zdecydowanie uważam się za osobę spokojną, szczęśliwą, w miarę radosną, poukładaną, też gdzieś tam lubianą. Więc ten standard z dobrymi relacjami, że tak powiem, z własnymi dziećmi, z otoczeniem, z naturą. Więc zdecydowanie ten stan emocjonalny mi wystarcza i ta popularność ma dla mnie zupełnie mniejsze znaczenie. Natomiast zadam panu pytanie, bo to chyba nie padło albo ja nie wyłapałem. Czy filozofia, którą pan wyznaje, mówi o tym, bo ja duży nacisk kładę na namawianie ludzi do poznawania samych siebie.
[02:00:22] - No tak.
[02:00:23] - Czy to jest w jakiś sposób w filozofii buddyjskiej podkreślone jako jakiś ważny element na przykład tego dążenia do miłości? Czy to jest istotne?
[02:00:35] - Dokładnie tak. Ponieważ tak jak powiedziałem, przyczyną szczęścia jest to, kim jesteśmy, a niewiedza o tym, kim jesteśmy, jest przyczyną cierpienia. Czyli wręcz można powiedzieć, że samo sedno pan tutaj wypowiedział. Bo istotą miłości jest pokazywanie innym, kim są. Czyli przekonywanie ich do poznawania samego siebie, do zgłębienia tego, kim w istocie są, ale nie zatrzymywania się na powierzchownych wyobrażeniach o sobie, tylko na znalezieniu tego, który te wyobrażenia posiada. O to mi chodziło. Kto te myśli wszystkie myśli? Czym jest ten umysł? Czyli generalnie buddysta zajmuje się własnym umysłem, mówiąc wprost. Nie cudzym umysłem, tylko własnym umysłem i zgłębia własny umysł na podstawie informacji i wiedzy przekazywanych już tutaj przez buddów, przez lamów, przez tradycję.
I tą drogą idąc znajduje szczęście w sobie. Po prostu znajduje szczęście w sobie i nigdzie indziej go nie znajduje. Ponieważ Buddha to jest nasz własny umysł.
[02:01:34] - Nigdzie indziej go nie ma. To powiem panu szczerze, że nawet nie wiedziałem, że jestem praktykującym buddystą.
[02:01:41] - Tak mi się wydaje, jak pana poznaję tutaj z audycji. Ponieważ nie chodzi o to, jak to się nazywa, tylko o to chodzi generalnie, czy się tak żyje i czy się w tym kierunku idzie. Bo to nieważne, jak to nazwiemy, ważne, czy tak żyjemy, nie?
[02:01:54] - Cieszę się bardzo, że pan zadzwonił. Bardzo ważny telefon dla mnie osobiście. Ja oczywiście zażartowałem, ale to tak troszkę wie pan, może jak jest już nas dwóch, to już może ta popularność będzie większa troszkę.
[02:02:13] - Życzę wszystkim nam podobnie.
[02:02:16] - Okej, super. Ja również przyłączam się do tych życzeń.
[02:02:21] - Dziękuję. Oddaję innym słuchaczom. Damianie, dziękuję.
[02:02:25] - Dziękuję bardzo.
[02:02:25] - Dziękuję bardzo za telefon. Serdecznie pozdrawiam. Wszystkiego dobrego życzę.
[02:02:32] - To ja jeszcze powtórzę tylko. Przypomnę numery telefonów do Radia Paranormalium: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. No i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[02:02:57] - Dziękuję panie Marku. Dziękuję panu Janowi i panu Michałowi za to, że do nas zadzwonili, że podzielili się z nami swoimi przemyśleniami. Bo tak ostatnio była posucha z tymi telefonami. Dzisiaj się troszeczkę zadziało, więc bardzo mnie to cieszy. Kochani, ja wrócę, bo zacząłem czytać tutaj komentarz Kristofa, który chciał wyjaśnić nasze niezrozumienie delikatne w kwestii schematu i już czytam go od nowa, żeby nie było tu już żadnych przekłamań. Kristof pisze: „Nie, z tym schematem chodziło o to, że dzieciom trzeba do głów pewien schemat, co szkoła uczy. Pani na lekcji mówiła, że podmiot liryczny miał na myśli wtłoczyć, bo nie są one tak zdolne, by same na wczesnym etapie pewnych spraw pojąć, zrozumieć. I dla 90% populacji ów schemat będzie tak zwanym sufitem i już do końca życia nie wyjdą one poza powtarzany stereotyp, bo tak jak powiedziały autorytety. Jednak znajdą się pośród tej grupy osoby zdolniejsze, które będą chciały pójść pod prąd, walczyć ze schematem i czasem takie jednostki staną się gigantami, które później same będą wyznaczać nowe”. I tu nie mam dalszego.
[02:04:24] - Standardy. Chyba o to chodzi, bo tutaj ucięło niestety słuchaczowi.
[02:04:28] - Tak, coś w tym stylu. Wyznaczać nowe. Ja powiem tak: dokładnie, nie zrozumieliśmy się, ale z tym, co tutaj zostało napisane, całkowicie się zgadzam, że ktoś na początku życia musi o pewnych rzeczach mówić, informować. Mi tylko bardziej chodzi o ten stan, w którym nie pozwalamy dzieciom czy ludziom wyrazić tego, co one mają w tej kwestii na myśli. Że jakby zabijamy tą możliwość wyrażania swojej własnej interpretacji. I myślę, że to jest powód tego, że dla większości ludzi właśnie te standardy, te stereotypy czy te wzorce stają się sufitem. Ponieważ wtedy, kiedy zaczynamy uczyć się wyrażania samego siebie, zostajemy wtłaczani w te stereotypy. I mi o ten ważny moment naszego życia chodzi, że później ta umiejętność wyrażania samego siebie, swojej indywidualności przestaje w nas funkcjonować i zaczyna właśnie być takim naszym nawykiem i potrzebą poszukiwania kolejnych stereotypów, kolejnych wzorców, kolejnych rzeczy zewnętrznych, które będą kierowały naszym życiem. Natomiast co do tej wypowiedzi całkowicie się zgadzam i jak zostało słusznie zauważone przez pana, tak się domyślam, dokładnie tak samo myślimy. Także bardzo dziękuję za to wyjaśnienie i cieszę się, bo bardzo fajnie to jest napisane, więc bardzo się cieszę, że ten komentarz się tutaj pojawił.
XY pisze-
[02:06:20] - Mamy chyba słuchacza, tym razem skypowego. Halo, halo. Próbuje do nas dołączyć pan Wojtek z Wielkiej Brytanii. Może się uda. Halo, halo, panie Wojtku, czy się słyszymy?
[02:06:32] - Halo? Halo?
[02:06:33] - Halo, halo. Słyszymy się.
[02:06:36] - Halo, halo. Teraz się słyszymy dopiero.
[02:06:38] - Tak, słyszymy się. Teraz się słyszymy. Witam panie Wojtku.
[02:06:42] - Dobry wieczór. Dobry wieczór, panie Sławku. Dobry wieczór, panie Marku. Dobry wieczór wszystkim słuchaczom. Dziwne, bo słyszałem tutaj w streamie radiowym, który już teraz wyłączyłem, że zostałem jakby odebrany. Natomiast cały czas to połączenie tutaj z mojej strony tutaj na Skypie jakby dzwoniło dalej. A teraz z kolei po odebraniu to widzę ten Radio Paranormalium zamieniło się w jakiś ciąg cyfr i literek, więc to pierwszy raz się coś takiego zdarza, że zamiast loga i nazwy Radio Paranormalium to jest po prostu jakieś połączenie.
[02:07:34] - Najważniejsze, że się słyszymy, panie Wojtku. Najważniejsze, że się słyszymy.
[02:07:38] - Prawdopodobnie to jest pokłosie tego, że mieli Windows 10, niezawodny, najlepszy system na komputer. Po prostu wywalił dzisiaj podczas audycji sterownik ekranu i coś to tam jeszcze pomieszało. Ale grunt, że się słyszymy już.
[02:07:53] - Tu w międzyczasie jeszcze po odpaleniu to też mogło mieć znaczenie, jakaś była aktualizacja. Skype robi, co też mnie denerwuje, jakieś aktualizacje tak zupełnie bez wiedzy i nie można nawet tego wyłączyć. On to robi po prostu automatycznie w momencie, jak się odpala tego Skype'a, więc to też może mieć jakieś znaczenie. No dobrze, ale to takie techniczne pierdółki. Tłok dzisiaj na antenie.
[02:08:19] - Sporo przerwy było, więc nadrabiamy zaległości.
[02:08:23] - Cieszę się, że wróciła ta formuła z tą możliwością telefonów, co dzisiaj było słychać.Przynajmniej w Polsce już jest dość późno, więc postaram się tutaj w trzech słowach powiedzieć to, co chciałbym powiedzieć. Miałem takie szczęście doświadczyć stanu, o którym pan mówi, panie Sławku. I to jest tak jakby potwierdzenie. Miałem parę razy. Niestety ten stan, muszę panu powiedzieć, nie jest trwały. Nie wiem, czy pan to potwierdzi, czy nie. Ja mówię to ze swojego punktu widzenia i ze swojego dotychczasowego życia. To, co pan nazywa miłością, ja bym to bardziej nazywał, to jest kwestia oczywiście nazewnictwa i definicji, ale bardziej ja to nazywałem stanem błogiego spokoju, co zresztą pan też chyba używał takiego zamiennika.
[02:09:27] - Dla słuchaczy: błogostanem.
[02:09:29] - Właśnie, takim błogostanem. Co prawda sama definicja miłości, jakby ktoś mnie zapytał na ulicy, co myślę przez miłość, to raczej bym odpowiedział w pierwszej kolejności, że jest to jakiś stan uczuciowy, stan emocjonalny, i raczej kierowany w stosunku do innej osoby. Samemu bym na to nie wpadł, że to można też nazwać miłością akurat. Ale miałem coś takiego i to, co było też ciekawe w tych momentach, bo to były dłuższe momenty w życiu, że sam nawet byłem zdziwiony i się zastanawiałem: „Słuchaj, chłopie, z jakiego powodu” — sam siebie pytałem — „z jakiego powodu ty właściwie jesteś szczęśliwy? Bo zobacz, ta twoja sytuacja, patrząc na zewnętrzne parametry mojego życia, nie uległa wtedy znaczącej zmianie”. To było coś w rodzaju stabilizacji, ale bez przełomów, a mimo wszystko czułem jakiś spokój. I tu potwierdzzam, że wydaje mi się, że głównym powodem tego było to, że w danej chwili czułem, że postępuję zgodnie z jakimś głosem.
[02:10:59] - Zgodnie z sobą.
[02:10:59] - Głosem duszy, że się tak wyrażę. Właśnie, zgodnie z sobą, z głosem duszy. Zła wiadomość, przynajmniej w moim wypadku, to też jest taka, na podstawie doświadczenia, że niestety na skutek różnych rzeczy, z racji tego, że życie jest generalnie procesem dynamicznym, różne rzeczy się w międzyczasie zdarzają i ten stan nie był na tyle trwały, żeby go ciągle utrzymywać. I to już nie jest fajne w tym momencie.
[02:11:36] - Tak, bo to jest tak trochę, jak wrócić z wakacji do pracy.
[02:11:43] - Właśnie, na przykład. I tu już trzeba reagować, czasami sobie zadawać jakieś ciężkie pytania, na które czasem niełatwo też znaleźć odpowiedź. Czemu na przykład pojawiają się jakieś takie osoby, nazwę je tutaj kolokwialnie, psujami jakimiś w życiu.
[02:12:04] - Bardzo ładne określenie.
[02:12:06] - Właśnie. Myślę, że wie pan, o czym mówię. Ja z mojego punktu widzenia te osoby po prostu się w sposób jawny przyczyniły do tego, że ten stan spokoju się po prostu psuł. I tutaj się pojawiają, tak jak mówię, pytania. Czasami można w jakiś sposób prostszy lub trudniejszy zareagować i naprawić, a czasami nie. Czasami się wychodzi z tego stanu i jest taka, nie chcę powiedzieć, że zupełnie od początku, bo to nie jest zupełnie od początku, ale znajdujemy się w takim stanie, znaczy ja się znajdowałem w takim stanie, że trzeba tutaj od nowa pewne rzeczy zacząć sobie układać.
[02:12:53] - To jest całkowicie naturalne, panie Wojtku.
[02:12:57] - Niepokoi mnie to trochę.
[02:13:02] - Wie pan, bo to jest taka informacja, że jeszcze jakieś tak zwane schematy, programy w nas funkcjonują. Ja o tym mówiłem, że też mi się wydawało w niektórych momentach życia, że ja już mam tą sytuację ogarniętą, a pojawiały się sytuacje, które wywoływały znowu, uruchamiały moją podświadomość i z tej podświadomości znowu wyciągały te wzorce, które psuły tą całą koncepcję spokoju. Tak że faktycznie jest to proces taki, że nie do końca można być pewnym, że już ten stan spokoju się osiągnęło i że on już będzie trwał. Niestety nie mogę tego zagwarantować, że jak się raz uda to zrobić, to już to będzie trwało. Tego nie mogę powiedzieć na 100%. Natomiast jest pewna pociecha w tym wszystkim, że jeżeli raz już nam udało się ten stan osiągnąć, to znaczy, że potrafimy. To znaczy, że już posiadamy tą umiejętność. Więc już jest o tyle łatwiej. Wie pan, to jest tak, jak człowiek jeździł samochodem, później zrobił sobie przerwę i na początku może nie szło mu tak dobrze, ale już było to wewnętrzne przekonanie, że ja już przecież potrafię jeździć samochodem, więc ja sobie poradzę i za chwilę do tego dojdę. A poza tym wie pan, jak już pan doświadczył tego spokoju, to jest za czym tęsknić, jest do czego dążyć.
[02:14:32] - Jest.
[02:14:34] - Jest o co powalczyć, że tak powiem brzydko, chociaż nie lubię. Jest się o co postarać, żeby do tego stanu wrócić.A mówię, to tylko świadczy o tym, że jeszcze gdzieś coś tam siedzi, co wypadałoby przetransformować.
[02:14:47] - No właśnie. I teraz chciałem zadać takie pytanie: czy pan się, może złe słowo „upiera”, ale czy pana zdaniem jest to tak, że to z tej podświadomości u pana wywaliło coś, że spowodowało, że takie osoby się właśnie przez to pojawiły?
[02:15:07] - Tak.
[02:15:07] - Czy one się pojawiły, bo się i tak miały pojawić? Rozumie pan, o co chodzi?
[02:15:11] - To znaczy, wie pan, najczęściej jak załatwiamy jakiś etap, usuwamy jakąś blokadę, to jeżeli mamy jeszcze coś do przerobienia, to pojawia się następny temat. To jest tak jak w szkole. W czwartej klasie się pan czegoś tam nauczył-
[02:15:37] - Niekończąca się historia.
[02:15:39] - I wchodzi pan do następnej klasy i pojawiają się nowe zadania. Więc do momentu, dopóki jeszcze mamy coś do przetransformowania, to wiadomo, że to się pojawi, żebyśmy mieli okazję usunąć również i to. Żeby po kolei te rzeczy, które nas blokują, które nas ograniczają, które nam przeszkadzają, po kolei ze swojego życia usuwać. Na szczęście najczęściej one się nie pojawiają wszystkie naraz, więc przyciągamy te sytuacje do siebie, żeby mieć możliwość sprawdzenia, czy już żeśmy sobie poradzili z tym problemem na poziomie praktycznym, czy tylko na poziomie teoretycznym.
[02:16:19] - I teraz jeszcze ta sprawa, która moim zdaniem wcale nie jest taka prosta. To łatwo się mówi i to brzmi tak bardzo wręcz banalnie. Odkrycia tego, co pan nazywa „co się chce robić”. Moim zdaniem to nie jest taka prosta sprawa. Ale załóżmy, że mnie się w jakiś-
[02:16:45] - Ja nie mówiłem, że jest prosta.
[02:16:47] - Aha, dobrze. To źle może zrozumiałem. Znaczy tak to zinterpretowałem. I teraz załóżmy, że ja nawet wiem, w jakim kierunku. I teraz używając dostępnych w danym momencie, jakimi dysponuję środków — mówię to oczywiście na pewnym poziomie ogólności, nie będę tutaj historii jakieś swojej opowiadał — okazuje się, że po prostu dostaję ciągle w pysk. Dążąc nawet do tego celu. I wie pan, raz, drugi, trzeci to po prostu zniechęca. Zniechęca, żeby dalej iść tym głównym celem, który jestem przeświadczony, że on po prostu jest dla mnie. Bo to jest cel taki, który nikogo nie krzywdzi ani nikogo nie dyskryminuje, nikogo nie wykorzystuje i tak dalej. Nie będę tutaj, tak jak mówię, się rozwodzić.
I tu wydaje mi się, że jest po prostu problem, bo jedna osoba okej, jak jej dobrze pójdzie i jeszcze przyceluje z tymi narzędziami, które być może ma w danym momencie, to ona po prostu pójdzie z tym nurtem tej rzeki. Rozumie pan, co mam na myśli, tak mówiąc w przenośni. Natomiast jeśli się dostanie raz, drugi, trzeci, piąty, to teraz pojawiają się u mnie wątpliwości. Po pierwsze zaczynam negować albo bardziej kwestionować, czy ten cel jest rzeczywiście tym, co powinienem robić, dążyć do tego, co chciałbym robić. A druga sprawa, że to jest być może niewykonalne albo ciągle robię coś źle i tak dalej. Więc tu widzę po prostu jakiś problem.
[02:18:39] - Jest jeszcze trzecia sprawa. Czas. Bo czasami jest tak, że wewnętrznie czujemy, że coś jest dla nas, natomiast to nie jest właściwy czas, żeby to się w naszym życiu pojawiło.
[02:18:54] - Rozumiał.
[02:18:55] - Że czasami jeszcze coś musimy przedtem zrobić, żeby na przykład w momencie, kiedy byśmy dostali to, czego pragniemy, do czego dążymy, co uważamy, że jest dla nas, nie bylibyśmy w stanie tego w pełni wykorzystać. I czasami właśnie upieramy się przy czymś, nie zdając sobie sprawy z tego, że to jeszcze nie jest właściwy moment. Więc może być ten aspekt, że cel jest niewłaściwie wybrany, że on płynie gdzieś tam jeszcze z jakichś wzorców. Może być ten aspekt, że coś jeszcze mamy do zrobienia, że jeszcze popełniamy jakiś błąd, że na coś nie zwracamy uwagi. Powiem to na przykładzie. Jeżeli nie mamy w sobie wystarczającej asertywności czy miłości do samego siebie, bo bardziej wolę to określenie, a marzymy na przykład o bogactwie, to jeżeli nie wypracujemy w sobie — wypracujemy, znowu to słabe określenie — nie stworzymy w sobie mechanizmów obronnych, to bogactwo, które jest dla nas, które ma być naszym doświadczeniem, bez tego mechanizmu obronnego skończy się dla nas tragedią, ponieważ zostaniemy oszukani, wykorzystani, skłócimy się ze wszystkimi i na sam koniec stracimy pieniądze.
[02:20:22] - Albo samemu popadniemy w destrukcję.
[02:20:24] - Albo na przykład z jakiegoś powodu popadniemy sami w destrukcję. Więc wie pan, te wszystkie trzy czynniki muszą być ze sobą zgrane.
[02:20:35] - I tu dochodzimy do sedna sprawy, już rozkminiając to na czynniki pierwsze.No właśnie. Dobra, bardzo cenne było porównanie na samym początku z interpretacją wierszy. Chyba tak się powinno mówić? Utworu. Muszę panu powiedzieć, nie wiem jak pan, ale ja tego nienawidziłem. Choćby z tego właśnie powodu, co pan mówi. Dlatego, że zastanawiałem się, skąd ja mam wiedzieć, co ten autor miał na myśli, a po drugie, co ta osoba, która jest nauczycielem, ode mnie będzie wymagała. Bo jeśli ja powiem jakieś swoje skojarzenia, to mogą być uznane za jakieś kocopały i zupełne bzdury. To wszystko jest bardzo mało konkretne. To się przez długi okres czasu, szkołę podstawową i średnią niestety przewijało.
[02:21:52] - I utrwaliło.
[02:21:54] - Tak. Dlatego też dużo bardziej, to może wynika z moich predyspozycji umysłowych, jestem za naukami ścisłymi, gdzie pan mówił, zresztą słusznie, że tam jest konkret. Tam nie ma interpretacji, że temu się to wydaje, temu się tamto wydaje. Po prostu jest rozwiązanie albo jakaś grupa rozwiązań, która spełnia kryteria i się na tym kończy cała zabawa.
[02:22:32] - Tak. Dużo prościej by było w życiu-
[02:22:36] - Gdyby wszystko było czarno-białe.
[02:22:38] - Nie. Gdybyśmy dopuścili jedną rzecz do naszego życia: że różnica zdań nie jest problemem. Gdybyśmy wyszli z założenia jako ludzie, że nie musi być jednego sposobu interpretacji, tylko że może być kilka i że kilka może być właściwych i że różnica zdań nie jest problemem. Jest wyrażeniem tylko i wyłącznie moich poglądów na dany temat, a nie krytyką czyichś poglądów. Z tym ludzie mają największy problem.
[02:23:17] - Co prawda pod jednym warunkiem. Tutaj trzeba by było takie założenie zrobić, że ta różnica zdań, te inne zdania nie powinny krzywdzić albo w żaden sposób dyskryminować. Krzywdzić, powiedzmy najogólniej, inne osoby. Bo jeśli ktoś ma zdanie: „Słuchaj, mam inne zdanie. Ty mówisz, żeby nie mordować, a ja mówię, że mordować można”. To taki ekstremalny przykład.
[02:23:45] - Dość ekstremalny przykład.
[02:23:47] - Tak. Ale to tylko tak obrazowo, żeby powiedzieć, że te inne zdania nie mogą powodować, że komuś innemu dzieje się krzywda.
[02:23:58] - Oczywiście. Jest to założenie takie, że to, że ja mam inne zdanie, to nie znaczy, że ja krytykuję pana zdanie. To jest największy problem, że ludzie myślą, że wyrażanie swojego zdania, ludzie, którzy słyszą inne zdanie, myślą, że jest to krytyką ich zdania, bo często jest. Bo to właśnie to, co powiedziałem dzisiaj w audycji, że można powiedzieć: „Mi się wydaje, ja to czuję tak i tak”, ale jednocześnie nie mówię, że ty myślisz źle. Ja to tak czuję. Ty myślisz tak, ja czuję tak i jest okej. Natomiast w momencie, kiedy wchodzimy właśnie w ten etap: „Ale ja myślę tak i w związku z tym ty nie masz racji”, to już się pojawia krytyka. A gdyby to pozostało tylko i wyłącznie na poziomie: „Wie pan, mam inne zdanie na ten temat. Moje zdanie jest takie” i koniec. I nie przekonujemy się nawzajem, który z nas ma rację, to wiele sytuacji właśnie tego typu, związanych z interpretacją w ogóle nie miałoby miejsca, ponieważ każdy miałby prawo do własnej interpretacji.
Myślę, że to wiele problemów międzyludzkich też by rozwiązało.
[02:25:10] - Tak. To taki stan trochę na dzień dzisiejszy idealny, można powiedzieć.
[02:25:15] - Jestem idealistą, nigdy tego nie ukrywałem.
[02:25:20] - Jeszcze à propos właśnie takiego narzucania. To często się zdarza na poziomie rodziny. Samemu też tego doświadczyłem i niekoniecznie to się dzieje, nie wiem, czy pan to potwierdzi, czy nie potwierdzi, ale u mnie się coś takiego zdarzyło, bo ja to bardzo dobrze pamiętam. I to nie mówię wtedy, kiedy jeszcze byłem dzieckiem, gdzie rodzice pewne rzeczy próbowali swoją interpretację na pewne rzeczy albo poglądy czy co się powinno robić, co nie powinno się robić. Ale już mówię, że niestety czegoś takiego doświadczyłem, będąc już oficjalnie dorosłym, czyli już mając dawno skończone 18 lat, dwadzieścia parę. Mimo wszystko cały czas ze strony na przykład rodzica się pojawiało: „Słuchaj, ty powinieneś to, ty powinieneś tamto. Czemu tego nie robisz? Czemu tamtego nie robisz?”. Z racji tego, że jestem, za taką osobę się przynajmniej uważam, dość niezależną, mnie to po prostu wkurzało i ja miałem taką prostą odpowiedź, co powodowało to irytację, ale niestety niezaprzestanie, że ja mówię: „Słuchaj, mamo, ja nie jestem osobą, która będzie zaspokajała twoje jakieś zachcianki. To są twoje zachcianki, to nie są moje zachcianki.
Ja nie będę robić tak, jak tobie się chce i tyle”.I tu wydaje mi się, że to też jest jakiś problem. Mówię to ze swojego punktu widzenia, każdy musi sobie ten, ale myślę, że ten proceder, że się tak wyrażę, jest też dość stosunkowo powszechny. Często ludzie nieasertywni nie potrafią tę drugą osobę zdystansować i powiedzieć jej: „Chwila, tu jest granica. Ja już jestem dorosły, biorę odpowiedzialność. Nawet jak się pomylę, to jest moja sprawa, ale mówiąc kolokwialnie, wara mi od mojego życia”. Bo często te osoby mają takie wrażenie, że skrzywdzą wtedy tę najbliższą osobę, jeśli się im powie. Zwłaszcza, jeśli jest to na przykład rodzic. Ale gdzieś jest ta granica.
[02:27:42] - Dlatego widzi pan, poruszył pan bardzo ważny temat z mojego punktu widzenia również, bo tu jest różnica pomiędzy miłością a asertywnością. Asertywność to jest obrona, a miłość do samego siebie to jest dążenie. My właśnie często w sytuacjach takich, kiedy ktoś próbuje nam narzucić swoje zdanie czy swoją wolę, przyjmujemy pozycję obronną, czyli właśnie mówimy o asertywności, o przeciwstawianiu się czemuś, co nam się nie podoba. Miłość do samego siebie pozwala odpuścić wątek obronny, ponieważ mówimy: „Okej, dobrze mamo. Cieszę się bardzo, że podzieliłaś się ze mną swoim zdaniem. Szanuję cię za to, że jesteś szczera i tak dalej. Masz do tego prawo wyrazić swoje zdanie na ten temat. Fajnie. Dziękuję ci”. I koniec.
Możesz mówić swoje zdanie. Oczywiście, jestem twoim synem. Z chęcią wysłucham tego, co masz do powiedzenia, bo to jest twoje zdanie, ale ja nie muszę się przed niczym bronić, ponieważ ja najnormalniej w świecie mam prawo tego nie zrobić, czego ktoś ode mnie oczekuje. Skutek jest ten sam, bo i tak tego nie zrobię. Natomiast nasze emocje związane z tą sytuacją są zupełnie inne. Podchodzimy do tego z uśmiechem na twarzy. „Jasne mamo, kocham cię miłością taką jak potrafię. Proszę, mów. Chcesz, to mów mi to 30 razy w miesiącu, jak masz taką potrzebę, a ja mam czas”. Natomiast nie włączamy mechanizmów obronnych, dlatego miłość do samego siebie jest fajniejsza w obsłudze i w użytkowaniu codziennym, ponieważ nie powoduje naszej irytacji, nie powoduje mechanizmów obronnych, nie powoduje niepotrzebnych napięć.
Skutek jest taki sam, bo i tak zrobimy tak, jak byśmy chcieli, ale robimy to nie na zasadzie obronnej, tylko na zasadzie dążenia do swojego własnego celu.
[02:30:02] - Tak, myślę, że to jest w punkt, aczkolwiek znowu dość ciężko właśnie z polsku. To, co pan powiedział z powodu czasami tych emocji, bo skoro się to słyszy 30. czy któryś tam raz, setny raz i to zachowanie się powtarza, to po prostu czasami się cierpliwość kończy. Natomiast optymistycznie, teraz jak próbuję sobie wejść z powrotem w te swoje buty z przeszłości, to myślę, że to był taki konglomerat, miks tych dwóch zachowań. Czyli były takie momenty, że robiłem tak, jak pan mówił, a były też takie momenty, że taką obroną, powiedźmy, reagowałem. Więc to nie tak, że tylko jedna metoda. Natomiast tak czy siak efekt i tak był taki, że robiłem po swojemu. Dobra, jeszcze na koniec mam takie pytanie ostatnie, bo wspomniał pan, tam się przewinęło przez chwilę, że takim celem ostatecznym, a cała reszta to jest tylko rozkminianie czy jakieś efekty, może nie tyle uboczne, co pochodne.
[02:31:18] - Pośrednie.
[02:31:21] - Czy powiedzmy następstwa tego, ale zajmujemy się generalnie, naszym celem to powinna być miłość. Pan to chyba, jeśli dobrze powtórzę, miłość i prawda, tak?
[02:31:29] - Tak jest.
[02:31:30] - O miłości dzisiaj żeśmy powiedzieli, a jeszcze rozumiem, właściwie nie wiem, czy rozumiem, ale chciałem zapytać o tą prawdę. Co pan rozumie pod pojęciem prawdy, tego drugiego?
[02:31:47] - Panie Waldku, ja powiem tak, bo pewnie przegapił pan w takim razie którąś audycję, bo albo jeszcze w poprzedniej audycji mówiłem szerzej na ten temat, więc żeby już nie tołkować za mocno tego tematu. Jak mówiłem o dwóch rodzajach świadomości, to mówiłem o tym, że ta nasza świadomość ziemska, która myśli o prawdzie, zna osiem miliardów prawd. Czyli każdy z nas ma swoją prawdę i związane z tym emocje. Natomiast prawda, która wynika z miłości, zauważa tylko fakt. Nie przypisuje do tego żadnych dodatkowych emocji. Czyli na przykład emocje związane, bo to dotyczyło też dużej części emocji związanych na przykład z moimi wypowiedziami na temat wdzięczności, że prawda to jest na przykład to, że odbyła się dzisiejsza audycja. I za to, że się odbyła audycjaW świecie duchowym należy się wdzięczność. Naturalną zapłatą za to, że jakaś osoba coś zrobiła, należy się wdzięczność, ponieważ prawda to jest: odbyła się dzisiaj audycja. Cała reszta z tym związana, czyli o czym ona była, jak była, czy mi się podobała, czy mi się nie podobała, czy wniosła coś do mojego życia, czy nie wniosła, jest rzeczą pochodną, moją subiektywną. Natomiast prawda jest tylko jedna: odbyła się audycja.
I ta prawda w życiu codziennym właśnie powinna się sprowadzać do tego, że stwierdzamy fakt, czy coś jest, czy czegoś nie ma. Cała reszta to już jest prawda wynikająca z naszej ziemskiej świadomości, która powoduje, że oceniamy coś przez pryzmat samego siebie, co już nie jest prawdą, bo staje się prawdą subiektywną.
[02:33:53] - Okej, to rozumiem teraz. To rzeczywiście było, tylko ja nie skojarzyłem tego z tym hasłem ogólnie, z tą definicją. To może jakoś umknęło. Ale pamiętam, rzeczywiście coś takiego było i pan wyjaśnił teraz, w tym momencie.
[02:34:12] - Tak po krótce, panie Wojtku, bo wtedy gadałem o tym pół godziny czy 40 minut, więc nie chcę się powtarzać.
[02:34:22] - Jasne. To w skrócie telegraficznym. Jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy, która mnie przynajmniej jakoś zadziałała. Nie wiem, czy można powiedzieć, że działało to. Nawet jak miałem jakieś cięższe przejścia w życiu, to jest taka swoista gra umysłowa, ale w moim wypadku była skuteczna i nawet w sytuacjach niedośmiechu mnie nastrajała nawet optymistycznie albo się nawet z tego potrafiłem czasami pośmiać. Wyobrażałem sobie siebie tak, jakbym ja sam siebie widział z lotu ptaka. Może nawet nie z lotu ptaka, ale tak jakbym ja był tutaj takim ludzikiem i sam siebie swoją świadomością obserwował gdzieś z nieba. To tak mówię w cudzysłowie. I teraz te wszystkie moje zmagania ziemskie, że ktoś był nieżyczliwy, pokłóciłem się z kimś, jakiś kłopot czy coś, to po prostu z tamtej perspektywy, ale na potrzeby pocieszenia się, naprawdę mi się wydawało to wszystko trochę śmieszne, dlatego że sobie uświadamiałem: słuchaj, chłopie, przecież twoje dni każdego dnia są policzone, obojętnie ile to by było lat. Czym ty się tutaj, chłopie, tak emocjonujesz i co cię tutaj tak wkurza, jak ty tutaj masz coś do zrobienia?
Dzisiaj jest tak, jutro będzie tak. Weź się, chłopie, nie przejmuj, wyluzuj się. Co będzie, to będzie. I poprawiało mi to humor w każdym razie. Taka była moja metoda, którą od czasu do czasu stosuję i wiadomo, że to nie zmienia danej sytuacji rzeczywistej, natomiast daje dystans i poprawia mi humor. Po prostu wpływa to na większy spokój.
[02:36:31] - Bardzo fajny pomysł.
[02:36:35] - To się cieszę, że zyskał pana aprobatę.
[02:36:39] - Spodobał mi się. Wpadłem na to. Bardzo fajny pomysł.
[02:36:43] - Zyskał pana aprobatę. Dobra, na dzisiaj myślę, że wystarczy, bo pół godzinki już rozmawiamy. Poza tym u was jest już po 23.00 z tego, co widzę, więc ja się tutaj powoli zwijam, pozdrawiając pana, wszystkich słuchaczy, pana Marka i w ogóle życząc wszystkiego dobrego na cały nadchodzący tydzień.
[02:37:07] - Dziękujemy panie Wojtku.
[02:37:08] - Na najbliższy. Przechodzę na odbiór. Jeszcze podejrzewam parę minut posłucham tej audycji.
[02:37:18] - Dziękujemy bardzo.
[02:37:20] - Dzięki bardzo.
[02:37:21] - Wszystkiego dobrego.
[02:37:23] - Wszystkiego dobrego. Do usłyszenia.
[02:37:25] - Do usłyszenia. Dobrej nocy. Dobrze, kochani. Faktycznie tak nam się dzisiaj tutaj troszeczkę rozdzwoniło fajnie. Widzę, że komentarzy jest niedużo, więc przelecę jeszcze. Przeczytam te komentarze i będziemy powolutku kończyć. Tutaj XY pisze: „Panie Sławku, bardzo trafiony temat, niosący ze sobą dużo refleksji. Taki paradoks. Mam tak: to, co zostaje mi przekazane, niekiedy było i jest ze mną sprzeczne. Jednak sama tak robię”.
Na pewnego rodzaju uspokojenie chciałem powiedzieć, że to nie jest paradoks. Po prostu tak jesteśmy skonstruowani. Dlatego tak ważne jest, żeby przez poznawanie siebie usuwać ze swojej przestrzeni, zwłaszcza tej emocjonalnej, rzeczy, które nam nie służą. Właśnie żebyśmy nie musieli tego paradoksu przeżywać na samych sobie. Dlatego taka jest nasza konstrukcja. Nie dołuj się z tego powodu, bo to jest konstrukcja każdego człowieka. Natomiast na pocieszenie powiem, że da się z tym coś zrobić. Mobil podpisał do Kristofa, że dokładnie tak jest i zgadzam się. To jest ten komentarz, który czytałem przed telefonem pana Wojtka. „Zgadzam się oraz podziwiam za spostrzeżenie”.
Kasia tutaj, Wiedźma Toruńska się pojawiła. Dobry wieczór. Cezary Ghost. Witam, dobry wieczór. Iwona Czepiewska napisała: „Nie szkoda róż, gdy płonie las. Miłość to nie tylko łagodność, ale aktywne...”Przeciwstawianie się złu. Jest to jedna z form miłości. Iwonka Grabowska pisze jeszcze, że miłość to szacunek, to dawanie wolności sobie i osobom, które kochamy takimi, jak są, bez zmiany ich, bo wtedy kochamy nasze wyobrażenie o nich. Niestety to częsty błąd. Oczywiście zgadzam się w dużej mierze z tym, co, Iwonko, napisałaś.
Natomiast to jest też to, co powiedziałem panu Wojtkowi, że patrzenie na pewne rzeczy przez pryzmat ziemskiej świadomości, a przez pryzmat miłości do samego siebie nie zmienia konsekwencji, tylko z pewnością poprawia nasze samopoczucie. Chociaż czasami też zmienia konsekwencje, bo pozwala nam uniknąć jakichś wyimaginowanych wizerunków, które są inne niż sobie wyobraziliśmy przy bliższym poznaniu. Natomiast w miłości wygląda to w ten sposób, że jeżeli ja kocham siebie i daję sobie prawo do bycia takim jak chcę, czyli niezmieniania się na potrzeby drugiej osoby, to to samo prawo daję drugiej osobie. Czyli pozwalam jej być taką, jaką ona chce i albo ją akceptuję właśnie taką, jaką jest. I to mi odpowiada, bo sam już doskonale znam stan, w którym ja nie chcę się zmienić na potrzeby drugiej osoby, więc nie mam prawa oczekiwać od innej osoby, żeby zmieniała się pod moim kierunkiem. To jest ten szacunek, ale to można zbudować tylko na przestrzeni miłości do samego siebie. Bez miłości do samego siebie ta sytuacja jest nieosiągalna. Narko Busik się przywitał. Astra pisze: „Lubię wasze audycje”. Christoph: „Próbowałem się połączyć, ale coś Skype się zaciął.
Jedna rzecz do dyskusji może dodać, bo już platonicy zauważyli, że miłość tak zwana szczęścia nie wolno szukać w wartościach ziemskich, bo jeśli nasze szczęście wiążemy z tym, co tu na ziemi, to automatyczna utrata tego spowoduje stan nieszczęścia, rozpaczy. Dlatego tylko w Bogu, w wartościach wyższych znaleźć można prawdziwy-
[02:41:55] - I mamy słuchacza. Halo, halo.
[02:41:57] - Tak zwany stan szczęścia. Spróbuję w następnej audycji.
[02:42:02] - Halo, halo! Czy się słyszymy?
[02:42:05] - Tak, słyszymy się. Halo?
[02:42:07] - Halo, halo.
[02:42:07] - Dobry wieczór.
[02:42:09] - Dobry wieczór. Jan z Anglii ponownie. Mogę jeszcze zabrać głos?
[02:42:14] - No tak, chwilę tylko. Panie Janie, prosiłbym tak w miarę konkretnie, bo już mówię, jest późno, żebyśmy nie przeciągali słuchaczy, bo pewnie jutro będą musieli wstać do pracy.
[02:42:24] - A no na pewno. Ja powiem tak: jak się nie pokocha siebie, to nie pokocha się nikogo. Jak się nie pokocha właśnie, co ludzie określają Bogiem w sobie, nie na zewnątrz, tylko w sobie, to nie ma opcji takiej, żeby pokochać drugiego i tolerować drugiego, tak jak pan powiedział, że pozwalam być drugiej osobie na wszystko. Bo jeżeli ja kocham siebie, to z drugą osobą czy partnerem, czy z kimkolwiek, bez znaczenia, jak się jest, to ta miłość ogarnia wszystko. Po prostu rozumiem, czuję. O, ważny element. Nie mówiłem tego. Czucie. I w tym momencie, w tym czasie, w którym teraz istniejemy, my dotychczas handlowaliśmy tą miłością. Można powiedzieć, była to wymienna miłość za money, za dzieci, za inne rzeczy, z którymi ciało jest jako narzędzie.
Natomiast teraz weszliśmy w Erę Wodnika i w Erę Szóstka. Poza pięć zmysłów, które my mamy. I ten szósty zmysł to jest przeczucie, indywidualne przeczucie. Odczuwanie powoduje to, że ta miłość jest realizowana przez tego, kto sam ze sobą wypracował. Czyli inaczej mówiąc, rozpoznał tą siłę i moc, która rządzi nim i wszystkim wokół. To takie podsumowanie. Tak bym to określił takimi prostymi słowami. Oczywiście sprawa jest bardzo skomplikowana i nie ma słów, żeby opisać miłość bezwarunkową. Nie ma słów, żeby opisać świadomość. Będą ich miliony słów, a nie wyrażą tego.
Można to wyrazić tylko indywidualnie czuciem, odczuwaniem.
[02:44:31] - Dlatego ja, panie Janie, namawiam słuchaczy właśnie nie do rozmawiania na ten temat, tylko do tworzenia tego w swoim życiu. Zresztą żaden z tych stanów, czy świadomość, czy miłość, czy wdzięczność, czy radość nie jest stanem mentalnym, tylko jest stanem emocjonalnym. To trzeba po prostu poczuć. To nie da się w moim przekonaniu powiedzieć „jestem szczęśliwy” i być szczęśliwym. To trzeba być szczęśliwym emocjonalnie i móc powiedzieć wtedy: „jestem szczęśliwy”. Dla mnie to jest taka kolejność.
[02:45:09] - Dokładnie tak.Jak się czuję, a po prostu tego uczucia nawet nie można opisać słowami i przekazać drugiej osobie, kimkolwiek to jest.
[02:45:21] - Każdy będzie to odczuwał w dużej mierze w podobny sposób, ale z takim własnym indywidualnym szlifem osobistym.
[02:45:36] - Dokładnie tak. Bardzo dziękuję, że miałem możliwość wyrazić to, co czuję.
[02:45:43] - Bardzo dziękujemy za telefon. Pozdrawiam jeszcze raz. Bardzo serdecznie pozdrawiam. Wszystkiego dobrego.
[02:45:49] - Bardzo dziękuję, że jest pan, że pan prowadzi tę audycję. Ma pan wspaniały głos. Wspaniale pan odczuwa i dziękuję, że pan jest.
[02:46:02] - Bardzo miło mi to słyszeć. Dziękuję również.
[02:46:05] - Dziękuję. Dobranoc.
[02:46:07] - Dobranoc. Kochani, tak się bardzo miło zrobiło na koniec naszej audycji. Cieszę się, to dla mnie są ważne też takie informacje. Więc żeby już się tutaj nic nie wydarzyło negatywnego, przeczytam jeszcze, bo tu pan Kazimierz do nas napisał, że: „Widzę, że już późno. Może następnym razem zadam pytanko via telefon”, więc jest nadzieja, że w następnej audycji znowu będą telefony. Panie Kazimierzu, trzymam za słowo. Ja przeczytam jeszcze ten ostatni komentarz, którego nie zdążyłem od Kristofa: „Spokój ducha i tak zwany stan szczęścia też spróbuję w następnej audycji. Pozdrawiam i dziękuję za wspaniałą dysputę”. Cieszę się, że takim akcentem żeśmy tę naszą dysputę zakończyli. Także kochani, mam nadzieję, że temat był fajny.
Wydaje mi się, że był chyba ciekawy i mam nadzieję, że też zainspiruje was do tego, żebyście tej miłości takiej zwykłej, codziennej, prostej i tego spokoju przede wszystkim w swoim życiu szukali, do tego spokoju dążyli i żeby wam się też udało ten spokój osiągnąć. A jedno wam mogę zagwarantować: na tym spokoju miłość wykwitnie sama, wyrośnie sama, wystrzeli sama. Nie będzie trzeba naprawdę nic więcej robić. Więc tego spokoju na ten tydzień wam życzę, inspiracji do działania. Oczywiście zachęcam, proszę, polecam, namawiam do tego, żeby się audycjami dzielić z innymi, żeby udostępniać. Oczywiście jestem wdzięczny za wszystkie lajki i komentarze, które się pojawią. Dziękuję wam za dzisiaj, za to, że byliście, że jest do kogo mówić i jest dla kogo to robić. Ściskam was bardzo serdecznie. Wszystkiego dobrego życzę. Panu Markowi jak zwykle dziękuję za obsługę techniczną, słuchaczom, którzy dzwonili za to, że chcieli się z nami podzielić, a wam wszystkim za to, że po prostu jesteście i też ubarwiacie również duchowo moje osobiste życie.
Trzymajcie się cieplutko, wszystkiego dobrego. Do usłyszenia już za tydzień. Trzymajcie się. Pa.
[02:48:38] - Mówił do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie nieustająco zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja: „Świat oczami duszy”. No i do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Książka jest dostępna w mnogości różnych wersji: w wersji papierowej, w wersji elektronicznej oraz od niedawna w wersji dźwiękowej czytanej moim głosem. Także jeżeli ktoś jest fanem Radia Paranormalium i chciałby posłuchać dźwiękowej wersji książki pana Sławka, to zachęcamy do poszukania audiobooka. Oczywiście, jeżeli wolicie czytać, to również nie mamy nic przeciwko. Zachęcamy także do polajkowania profilu pana Sławka na Facebooku. No i cóż, dzisiaj już kończymy powolutku. Mieliśmy dzisiaj 3 maja bardzo ciekawą końcówkę 3 maja. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień, w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium. Jeżeli komuś dzisiaj uciekł fragment audycji z powodu tej awarii, jakiej tutaj doznał jeden z moich komputerów, bądź jeżeli ktoś się spóźnił i dopiero teraz do nas dołączył, to nic straconego. Cała audycja się nagrała. Nawet ten fragment, który na YouTubie nie zabrzmiał z przyczyn od nas silniejszych. Całą audycję zawsze nagrywam na obydwu komputerach, na których ją realizuję. Także nawet jeżeli na jednym komputerze coś się stanie, to można zawsze odzyskać nagranie z drugiego komputera i ładnie wszystko skleić, żeby się miło i przyjemnie, no i oczywiście wciągająco słuchało. A dzisiaj już kończymy. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnym odcinku.
[02:50:57] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl