[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. W Radiu Paranormalium mamy niniejszym piątek, weekendu początek. Przed chwilą minęła godzina 20:00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć dosyć chyba szczególny odcinek „Bibliotekarium”, bowiem będzie to odcinek oczywiście na żywo. Odcinek bardzo atrakcyjny tematycznie dla osób interesujących się tematyką ufologiczną. Dzisiaj będziemy mieli pewną taką, powiedzmy, małą namiastkę debat ufologicznych, bowiem jednym z naszych dzisiejszych gości będzie ufolog, który często się w debatach ufologicznych udziela. Damian Trela z Dolnego Śląska. Tematem przewodnim audycji będzie jego książka „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska”. Drugim z naszych dzisiejszych gości będzie redaktor Marta Sobiecka, która tę książkę miała sposobność zredagować. Jest z nami również dzisiaj wyjątkowo tylko Marek Żelkowski z ekipy z „Bibliotekarium”.
Pozdrawiamy Wiktora Żwikiewicza, jeżeli nas gdzieś tam słucha. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejszą audycję realizujemy w całości na żywo. Będzie można do nas dzwonić na nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy i do SMS-ów również to 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać cały czas na naszym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium, Book Radio, Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium, Czytelników Nieznanego Świata, no i Na Rubieżach Rzeczywistości. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Zwykle w tym momencie pada magiczne „halo, halo Bydgoszcz”, ale ponieważ dzisiaj jesteśmy rozstrzeleni praktycznie po całej Polsce, padnie magiczne „halo, halo świecie”. No i co ja mam na to odpowiedzieć?
Odpowiadam. Zawsze być lepiej rozstrzelonym niż rozstrzelanym. To zdecydowanie na początek. Cóż, w imieniu Wiktora ślę przeprosiny dla wszystkich słuchaczy. Wiktor nie poczuł się dzisiaj najlepiej. Być może jest to tylko zespół ZBCC, a być może rzeczy poważniejsze. Zatem dajmy Wiktorowi szansę, żeby się wykurował. Dzisiaj myślę i tak ekipa jest dosyć spora. Tłok przy mikrofonie się może jeszcze nie pojawi, ale tak jak zapowiedział Ivellios, gościmy dzisiaj redaktor Martę Sobiecką. Dzień dobry.
Dobry wieczór.
[03:47] - Dzień dobry.
[03:48] - No i gościmy człowieka, bez którego ta audycja w ogóle nie miałaby sensu, czyli autora książki „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska”, czyli pana Damiana Trelę. Dzień dobry. Wieczór.
[04:02] - Witam. Dobry wieczór.
[04:06] - No tak. I od czegoś trzeba zacząć. W tym momencie mam jedno pytanie przekazane mi przez Wiktora. To może ja na początek, żebym mnie skleroza nie dopadła i żebym gdzieś nie zapomniał. Zatem to pytanie. Ono jest dosyć krótkie, lapidarne powiedziałbym. Że też panu się chciało. Przecież to jest tytaniczna, ogromna praca. Po prostu masa gromadzonych materiałów. No właśnie, to ja się podłączę do tego pytania Wiktora, że też się panu chciało?
[04:49] - No cóż, chciało się i chce się już od wielu lat zgłębiać tę tematykę, badać ją, dokumentować. A tak naprawdę ta monumentalna praca, jakby nie patrzeć, bo to prawie 500 stron wyszło tej książki, to jest pokłosie mojej wieloletniej pracy, zbierania, dokumentowania różnych przypadków właśnie tutaj z terenu Dolnego Śląska. Tak więc to nie jest praca, do której się siada i pisze się ją w ciągu miesiąca czy dwóch, trzech lat, ale tak naprawdę to jest tekst, na którego się składa wiele lat pracy nie tylko pisarskiej, publicystycznej, ale przede wszystkim pracy terenowej, badawczej, dokumentalnej. Więc się chciało. Przemawiały ambicje na pewno.
[05:42] - Ja tylko dodam, że wcześniej opublikował pan inną znaczącą pracę noszącą tytuł „Gniazda UFO”, która cieszyła się ogromnym powodzeniem. Może tylko w świecie ludzi zainteresowanych tą tematyką, ale jednak mówi się o panu, że jest pan godnym następcą tych wszystkich ludzi, którzy
[06:09] - Jeszcze w ubiegłym wieku pisali o UFO, czyli to poprzeczka postawiona bardzo wysoko.
[06:14] - No to faktycznie bardzo wysoka, chociaż zawsze mnie to starsze pokolenie inspirowało właśnie do zgłębiania takiej tematyki i prowadzenia prac badawczych w tym kierunku.
[06:27] - Ja pamiętam te pierwsze książki, bo one właściwie, przynajmniej ja to tak datuję, ukazywały się, pierwsze książki o UFO w latach 70. Trochę o paleoastronautyce, bo von Däniken wtedy był bardzo modny, ale w ślad za tym pojawiła się też tematyka UFO. Pojawił się Znicz ze swoim cyklem Klubu Kontaktów Kosmicznych w tygodniku „Fakty”. Później się to przerodziło w książki, ale na tym próbowała też zbić jakiś kapitał Krajowa Agencja Wydawnicza, wydając takie tomiki o UFO. Zatem ten temat w Polsce, zarówno w tym obiegu oficjalnym, jak i nieoficjalnym, już funkcjonuje dosyć długo. Ja pamiętam, że na początku to było tematyka związana głównie z tematyką kosmiczną, czyli przybysze z innych światów przylatują tutaj do nas. Wtedy się jeszcze mówiło o latających talerzach. Dzisiaj do tego problemu, co zresztą z pana książki również wynika, podchodzi się troszeczkę inaczej. Oddaję panu znowu głos jako kontynuatorowi. Jak się do tego podchodzi?
[07:52] - No właśnie, to jest takie dobre wprowadzenie, bo początki publicystyki i w ogóle zainteresowanie w świecie polskim tą tematyką sięgają właśnie końca lat 70. Tutaj wspomniał pan o Lucjanie Zniczu-Sawickim, który jest chyba postacią kultową i który zapoczątkował serię wydawniczą, która inspirowała wielu. On jest też współtwórcą Klubu Kontaktów Kosmicznych, który był pierwszą taką organizacją ufologiczną w Polsce, która już na poważnie się zaczęła zajmować zbieraniem różnych relacji, głównie z terenu Polski. Te prace, tak odległe czasowo, dla mnie osobiście były olbrzymią inspiracją, bo kiedy ja się zacząłem zajmować tą tematyką, a jeszcze byłem nastolatkiem, można powiedzieć, bo to jest druga połowa lat 90., kiedy wszedłem w pewną organizację legnicką zajmującą się badaniem zjawiska UFO, to pochłaniałem tą literaturę wtedy z wypiekami, bo była ona tak ciekawa i fascynująca i to mnie bardzo wciągało. Dzisiaj się patrzy troszeczkę inaczej na to wszystko. Zresztą ja, jak wchodziłem w temat UFO jeszcze jako nastolatek, to podchodziłem do tematu troszeczkę infantylnie, można powiedzieć, bo byłem zafascynowany tematem, który niejako krążył w polskiej ufologii, a dotyczył właśnie hipotez pozaziemskich, odwiedzin pozaziemskich, odwiedzin kosmitów. Z biegiem czasu, kiedy zaczynałem bardziej dojrzewać do tego tematu, kiedy poznawałem sporo różnych relacji, kiedy stykałem się sam osobiście ze świadkami, którzy przeżyli coś ciekawego, kiedy poznawałem te historie na żywo, zaczął mi się trochę układać inny wizerunek tego fenomenu. Mianowicie zacząłem doszukiwać się innych korzeni. I w tym momencie, jak zresztą jest to trend można powiedzieć ogólnoświatowy, aczkolwiek wątek pozaziemski jest dalej królujący w wielu różnych rejonach świata, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Tam praktycznie jakieś inne alternatywne hipotezy w ogóle nie wchodzą w grę.
One są zakopywane pod dywan. Dla mnie generalnie inspirujące postacie, które wniosły bardzo dużo do ufologii światowej, to był Jacques Vallée, John Keel. Te postacie, które mnie zainspirowały do szukania sedna w tych historiach, które były kalką, bo polskie historie, te, które zostały opisane w książce „Tajemnice Dolnego Śląska”, one są niejako kalką różnych historii bliskich spotkań z czymś, co nazywamy UFO z całego świata. Tak więc to, że ja zdecydowałem się na regionalizację tematu wynikało z tego, że po prostu docierałem do tych historii na miejscu, będąc mieszkańcem Legnicy i poruszałem się głównie po obszarze Dolnego Śląska. Tych historii się tyle nazbierało, że one stały się przedmiotem tej książki. Ale poznając z bliska te historie, zacząłem doszukiwać się, że w tematyce ufologicznej, w tematyce zjawiska UFO bardziej dominuje wątek, można powiedzieć para psychologiczny niż taki dotyczący faktycznie fizycznej ingerencji jakiejś inteligencji pozaziemskiej.
[11:23] - Okej, teraz pozwolę sobie na chwilę odejść od samej książki. Chciałbym zapytać Martę. Ty byłaś redaktorką tej książki. Jesteś osobą, która owszem, bardzo mocno jest zaangażowana w fantastykę naukową, ale temat UFO to nie jest twój temat, jak mawiał Arnold Boczek, ulubieny. Jakie ty miałaś wrażenia, kiedy czytałaś po raz pierwszy jako redaktorka tę książkę?
[12:04] - Ja byłam pod bardzo wielkim wrażeniem tej książki, bo jeszcze wrócę do tego. „Tajemnice Dolnego Śląska” to jest naprawdę obszerny zbiór raportów opisujących spotkania z nieznanym na terenie samego Dolnego Śląska i tych historii jest bodajże kilkadziesiąt. I to są relacje ludzi prostych w gruncie rzeczy, ale też relacje pilotów, osób, które prowadziły statki, które jakby były gdzieś tam w powietrzu. Ja mam takie pytanie do autora, takie trochę filozoficzne: czy właściwie istnieje UFO bez człowieka? Takie pytanie mi się nasunęło po tej książce.
[12:48] - To jest dobre pytanie, bo gdziekolwiek spojrzymy, to w zasadzie podstawowym obiektem badawczym kogoś, kto się tytułuje mianem ufologa, chociaż ja bardzo jestem daleki w ogóle od nazywania się taką osobą, jest właśnie człowiek, czyli ten świadek. A więc próbując wplątać w to naukę, czystą empirię, aby szukać twardych dowodów na istnienie czegoś, co oficjalnie się nie wpisuje w kanony nauki, jest bardzo trudne, bo zjawisko jest samo w sobie ulotne i pojawia się właśnie tam, gdzie jest człowiek. Mało jest przypadków takich, gdzie mamy do czynienia z jakimiś tylko i wyłącznie śladami, które możemy badać. Ale tak naprawdę, jeśli nie było świadka, który widział lądowanie jakiegoś obiektu, to tak naprawdę nie ma podstawy w ogóle do tego, żeby dyskutować o czymkolwiek innym niż UFO. Także tutaj wchodzimy w meandry kryminologii takiej czystej, bo tym obiektem badawczym jest tylko człowiek. I tutaj mocno zahaczamy o sprawy dotyczące psychologii, socjologii, folkloru, kultu. To wszystko się zazębia w sobie i człowiek jest tym ogniwem łączącym ten fenomen. Takie wnioski można wyciągnąć w zasadzie, czytając tę książkę oczywiście, ale takie wnioski płyną w ogóle z materiału badawczego, który już się nagromadził do niewyobrażalnej ilości z całego świata, ze wszystkich meldunków, które wpływały jeszcze do niedawna masowo. Teraz może obecnie mówimy o zaniku tego zjawiska w powszechnym obiegu, ale człowiek jest ogniwem łączącym. Człowiek jest postacią kluczową w tym wszystkim.
[14:52] - Bo to jest krzyk.
[14:52] - Ja powiem, to już we trójkę mówimy. To się nie uda. Ja powiem tak: Marta zgrabnie wymknęła się od mojego pytania, to ja je powtórzę. Oczywiście będę nieustępliwy. O te wrażenia. Oczywiście powiedziałaś o tym, że dzieło jest monumentalne, no bo jest. Ale mnie interesuje, takie walory poznawcze postanowiłem wprowadzić: jak czuje taką książkę człowiek, który na co dzień z UFO ma niewiele wspólnego? Tak bym to podsumował.
[15:34] - Tak naprawdę zaczęłam się zastanawiać, jak my właściwie wiele wiemy na temat otaczającego nas świata. Bo jednak jesteśmy jakąś mikroczęścią wielkiego wszechświata. Żyjemy sobie na naszej planecie, a czasami w ogóle nie wyruszamy poza nasze podwórko przysłowiowe. I to, czy ja mogę powiedzieć, że coś gdzieś jest, czy coś nie jest i w co ja wierzę, tak naprawdę mało wiem na ten temat, co się gdzieś dzieje i nie mogę tego negować tylko dlatego, że tak chcę. A po przeczytaniu tej książki mam jeszcze więcej pytań w głowie, bo ilość relacji po prostu jest przytłaczająca.
[16:20] - Ja powiem w ten sposób.
[16:22] - Ale w takim pozytywnym sensie, że ich jest tak dużo, że tym bardziej dają do myślenia, że może świat, w którym żyję, jest jeszcze ciaśniejszy, niż mi się wydaje, że dzieje się w tym świecie zewnętrznym więcej, a ja w ogóle nie zdaję sobie z tego sprawy.
[16:38] - To ja powiem w ten sposób. Może na początek w ogóle państwa wszystkich słuchaczy bardzo przeproszę, bo już w trakcie tych 15 minut audycji mój wspaniały router zdążył mnie rozłączyć z audycją dwukrotnie. Na szczęście zdarzało się to nie podczas moich wypowiedzi, ale widzę, że mój router robi wszystko, co może, żeby dzisiejszą audycję storpedować. Także gdyby mnie gwałtownie urwało, to proszę się nie dziwić. Myślę, że godnie zostanę przynajmniej na chwilę zastąpiony. Ale taka mnie refleksja naszła po tym, co powiedziała Marta. Otóż rzeczywiście książki, w ogóle tematyka UFO ma, przynajmniej w naszym kraju, ale sądzę, że to jest zjawisko szersze, ma dorobioną gębę. To znaczy UFO to jest coś takiego, tylko jacyś dziwni ludzie tym się interesują. Dlatego jest to, myślę, zjawisko dosyć bliskie zarówno mnie, jak i Marcie, ponieważ podobny status ma fantastyka naukowa. Poważny literat, poważny pisarz w ogóle nie dotyka, w ogóle nie zbliża się, prawym przednim kołem nie najeżdża na literaturę fantastycznonaukową, bo to przecież nie literatura, to jest tylko namiastka literatury.
I takie poczucie odrzucenia, poczucie tego, że jest się gdzieś drugiej kategorii. Ja doskonale wiem, że tak nie jest. Natomiast ci wszyscy mądrale, którzy wiedzą lepiej, oni są zdecydowanie co do tego przekonani. I bardzo podobne zjawisko występuje, jeśli chodzi o UFO. Jeśli pada hasło UFO, to wszyscy, znaczy nie wszyscy, ale część towarzystwa mówi: „A, no to takie tam”. Takie dziwne opowieści różnej treści na temat tego, co czasami widywane jest na niebie. Jeśli jeszcze pojawia się nazwisko Carla Gustava Junga, tak jak jest przytoczone przez autora w zakończeniu, to jeszcze jest nieźle, ale jak mówimy o relacjach bardzo konkretnych i bardzo mięsistych, bardzo szczegółowych, to ludzie mówią: „Nie, to się tam różne rzeczy ludziom jawią i w ogóle nie należy tego traktować poważnie”. I stąd moje pytanie do autora: czy często odczuwa, złe słowo, odrzucenie, ale taki dystans, który ludzie wykazują, przynajmniej niektórzy, kiedy spada hasło „UFO”?
[19:34] - Oczywiście pojawia się grymas uśmiechu na twarzy, bo nie da się ukryć, że ta tematyka jest traktowana głównie przez mainstreamowe media w sposób bardzo groteskowy. Jeśli w ogóle prześledzimy jakiekolwiek materiały reporterskie, dziennikarskie na temat UFO, to zawsze są one prezentowane w takim kontekście, aby temat po pierwsze: ośmieszyć, po drugie: ewentualnie ludzi, którzy się tym zajmują i którzy występują przed kamerami czy przed mikrofonem ośmieszyć, bo przecież jak można podejść poważnie do takich tematów? Tak więc temat jest mocno zindoktrynowany, bym powiedział, przez mainstreamowe media i przeciętny Kowalski ma wyrobione bardzo miałkie zdanie na temat tego, co może się faktycznie kryć za tematyką ufologiczną, za zjawiskiem UFO. I nie sięga głębiej, bo tak naprawdę literatura, nazwijmy ją w cudzysłowie fachowa, jest literaturą undergroundową, do której raczej nie ma przeciętny Kowalski dostępu albo w ogóle nie słyszał o tym. Więc to jest takie ciężkie rozpychanie się łokciami i przekonywanie, że ten temat jest ciekawy, fascynujący i warty zgłębiania. Nawet nie tylko od takiej luźnej dyskusji, ale i od strony nawet naukowej.
[21:04] - To ja mam takie pytanie. Teraz byłam pierwsza.
[21:08] - Tak jest.
[21:09] - À propos tej odpowiedzi pana, bo z książki, mam wrażenie, wynika coś takiego, że być może za granicą, gdzieś w Ameryce, trochę poważniej podchodzi się do tego tematu z punktu widzenia naukowego. I czy rzeczywiście tak jest?
[21:27] - W zasadzie tak. Mamy przecież różne organizacje, organizację MUFON na przykład, która zrzesza i naukowców. Ale w zasadzie wydaje mi się, że jest troszeczkę paradoksalnie na odwrót, bo są instytucje, są różne organizacje, są też i były programy różne na szczeblu rządowym, nie tylko rządowym, w różnych krajach, które zajmowały się w sposób fachowy badaniem UFO. Ale te wnioski, jakie płyną z tych raportów, nie do końca są takie przekonujące i one w zasadzie się przełożyły na poczet mitów, które królują w tematyce UFO i które też przyczyniają się do indoktrynacji tego tematu. Wydaje mi się, że najwięcej chyba wnosiła taka ufologia, która nie była na tyle medialna, która jeszcze rządziła w latach 80., w latach 90. i może troszeczkę później, w czasach, kiedy jeszcze internet nie aż tak królował albo w ogóle go nie było. Więc to były wtedy takie, można powiedzieć, dokonania ludzi takich przeciętnych, nietytułujących się stopniami naukowymi, ale ludzi, którzy po prostu stykali się z ludźmi, którzy coś przeżyli, rozmawiali z nimi, sporządzali różne raporty, wyciągali czasami wnioski mniej trafne bądź bardziej trafne. Ale ten zebrany materiał był taki najbardziej wartościowy, bym powiedział, bo w tym momencie wszystko się kręci wokół tego, że coś jest. Na przykład teraz możemy poczytać sobie o różnych newsach sensacyjnych ze Stanów Zjednoczonych, gdzie mówi się o tym, że są jakieś materiały tajne, które zostaną ujawnione, które będą ujawnione, które są czasami ujawniane, ale tak naprawdę nic z tego nie wynika konkretnego.
[23:31] - A czy to nie jest trochę tak, że to trochę Hollywood zinfantylizował UFO? Całe to zagadnienie?
[23:40] - Myślę, że tak. Chociaż jak wspomnimy tutaj film słynny Stevena Spielberga „Bliskie spotkania”, to może ideą reżysera było przedstawienie tego w sposób ciekawy, ale wyszło, jak wyszło. Wyszło sensacyjnie i gdzieś zakorzeniło mocno w świadomości ludzkiej to zinfantylizowanie tego tematu. A już później Hollywood poleciał już całkowicie w bandzie, że tak powiem, kręcąc różne medialne, fajne, sensacyjne filmy, które już przedstawiły temat całkowicie w sposób groteskowy.
[24:20] - Ja mam swoją prywatną teorię dotyczącą filmu Spielberga, która mówi mniej więcej tyle, że to było pierwsze takie przygotowanie społeczeństwa amerykańskiego, a może i światowego na to, że może UFO gdzieś tam jest. Jak wyszło, tak wyszło. Ale taka moja prywatna teoria, może już nie do końca prywatna, że Spielberg trochę to robił na zamówienie, trochę oswajał społeczeństwo z tematyką. Niemniej rzeczywiście wyszło to tak, że w tej chwili, kiedy pada hasło UFO, to na ogół pierwsze skojarzenie większości ludzi jest: takie małe zielone ludziki. I to właściwie jest wszystko, jeśli chodzi o ten temat u większości. Część ludzi bardzo dokładnie stara się te rzeczy śledzić i oni takie książki jak książka naszego dzisiejszego gościa po prostu kochają, bo widać, że to jest książka, która okupiona jest ciężką pracą. Ja ją nie bez przyczyny porównuję do tej pracy, którą wykonywał Lucjan Znicz, bo Lucjan Znicz też opierał swoją pracę głównie na drobiazgowym zbieraniu faktów, kolekcjonowaniu ich, układaniu, analizowaniu i tak dalej. Moim zdaniem w tej książce mamy do czynienia z czymś bardzo podobnym. I tu od razu podłączę pytanie z czata, który sobie śledzę. O35 pyta: „Ja mam takie pytanie do autora: czy zmienił się jego warsztat od poprzedniej książki?
To znaczy, jak uzyskuje informacje o zdarzeniu, jak je weryfikuje i jak dochodzi dalej do sedna?”
[26:31] - W zasadzie warsztat się nie zmienił, chociaż porównywanie tych dwóch książek, to nie jest do końca tak. Mimo tego, że tematycznie są zbliżone do siebie, ale jednak omawiają dwa odrębne fenomeny, bo oprócz tego, czym się zajmuję od wielu lat i co jest przedmiotem mojej ostatniej książki, to jeszcze paralelnie się zajmuję i zajmowałem tematyką dotyczącą kręgów i piktogramów plazmowych, czyli potocznie nazywanych agrosymbolami. I ta pierwsza książka była podsumowaniem moich osobistych badań w terenie, ale i też upublicznieniem w polskiej literaturze tematyki, która była w zasadzie mało znana od strony publicystycznej, jeśli chodzi o rejon Wielkiej Brytanii, bo tak naprawdę o agrosymbolach w Polsce mało się mówiło, albo więcej się mówiło w latach 90., kiedy zaczęło to zjawisko się pojawiać. Natomiast metody badawcze czegoś, co jest namacalne i fizyczne, są inne niż metody badawcze w rozmowie ze świadkiem, który był świadkiem jakiegoś zdarzenia. Więc ogólnie rzecz ujmując, moje metody się nie zmieniły. W większości opieram się na kontakcie bezpośrednim z człowiekiem, który coś widział, czegoś był świadkiem i staram się docierać do niego bezpośrednio, robić nawet inwizję lokalną w takim miejscu zdarzenia, gdzie w ogóle miała miejsce obserwacja, poznawać tą historię na miejscu, na żywo. Oczywiście nie zawsze się to udaje. Jednak zdecydowana większość opisanych relacji w książce opiera się na bezpośrednim kontakcie ze świadkiem, który w większości przypadków chce pozostać anonimowy, bo jak wiadomo, historie opisane są kontrowersyjne, więc mimo tego, że w większości przypadków to są, tak jak tutaj było to poruszone, prości ludzie, którzy przeżyli coś takiego, ale zdarzają się ludzie, którzy piastują też i poważne stanowiska i oni w większości chcą być anonimowi. Ale mimo to wielokrotnie udawało mi się docierać na miejsce zdarzenia i rozmawiać bezpośrednio z takimi świadkami.
[28:54] - To ja od razu jeszcze zapytam o jedną rzecz. Jeden z czatowiczów sugeruje, że może nie powinniśmy mówić o zjawisku UFO, tylko o zjawisku UAP, czyli niezidentyfikowanych zjawiskach powietrznych.
[29:15] - Ja posługuję się raczej terminem UFO, który jest bardziej upowszechniony i bardziej znany, jest bardziej medialny. UAP jest czymś, co ja bardziej tłumaczę, bo jakbyśmy to dosłownie przetłumaczyli, to jest nieznane zjawisko atmosferyczne, czyli manifestują gdzieś w atmosferze i w większości przypadków dotyczy to jakichś relacji, obserwacji dalekich. Przykładem takim najlepszym tego mogą być nieznane światła, anomalne światła, które się manifestowały. To jest przykładem takim UAP. Natomiast to, co jest przedmiotem mojej książki, dotyczy w większości bliskich spotkań z czymś, co już nie przypomina jakiegoś zjonizowanego światełka, które gdzieś lata i może się zachowuje inteligentnie, ale dotyczy już takich twardych relacji, takich nawet i bezpośrednich spotkań z ich załogantami. I tu już wchodzimy w taki zupełnie inny temat, bardziej kontrowersyjny i trudno tu przypisywać definicję jakiegoś zjawiska atmosferycznego, prawda?
[30:39] - Marto, oddaję ci głos.
[30:41] - Tak. Jeszcze mam pytanie à propos wspomnianych pilotów, bo pan pisze w swojej książce, że w literaturze ufologicznej spotyka się małą ilość meldunków pilotów, ale że zmieniło się to niedawno. Jak pan myśli, co jest powodem tej zmiany, że ludzie zaczęli zabierać głos w tej sprawie?
[31:04] - Myślę, że generalnie mentalność i klimat polityczny się zmienił, bo tak jak mówiłem, meldunków było mało. Tak naprawdę one były, tylko jeśli skupimy się na gruncie polskim, to w czasach PRL-u to był bardzo kontrowersyjny temat i o tym piloci nie chcieli rozmawiać, nie chcieli takich spraw, takich spotkań w powietrzu raportować z prostej przyczyny, bo się obawiali o swoją pozycję zawodową. Były to zupełnie inne czasy. Natomiast w chwili obecnej jest, może nie więcej, ale jest większa otwartość wśród ludzi, bo sami są ciekawi tego, co przeżyli, co zobaczyli i nie czują oporów, żeby o tym mówić i rozmawiać. Mi osobiście się udało dotrzeć do wielu relacji pilotów, nie tylko z rejonu Dolnego Śląska, ale i z innych rejonów Polski. Tak więc one siłą rzeczy nie weszły w kanon tej książki, wszystkie te relacje, bo dotyczyły innych obszarów, ale te, które zostały zawarte w książce, to są relacje pilotów jeszcze z lat 50. Ja je osobiście nie dokumentowałem, aczkolwiek z jednym z pilotów miałem przyjemność rozmawiać jeszcze pod koniec lat 90. To dotyczy Apoloniusza Czernowa, który już jest świętej pamięci, ale który, będąc już na emeryturze, otwarcie zaczął opowiadać o tych historiach i miał wystąpienie między innymi we Wrocławiu na UFO Forum u Janusza Zagórskiego. Tak więc słuchanie tych historii naprawdę było emocjonujące. Po drodze jeszcze udało mi się zarejestrować inne ciekawe historie.
Natomiast na przykład jedna z takich historii dotyczy świeżej sprawy, bo sprzed paru lat, gdzie pilot, który podchodził do lądowania na lotnisku we Wrocławiu, był świadkiem manifestacji świateł, które były wprawdzie w dużej odległości od niego, bo znajdowały się kilkadziesiąt kilometrów, prawdopodobnie gdzieś w okolicach Karpacza. W zasadzie duży odcinek, ale w lotnictwie taki odcinek jest tak naprawdę niewielki. I to też zrobiło na nim tak duże wrażenie, że on nie był w stanie tego w żaden racjonalny sposób wyjaśnić. Tak więc te relacje są bardzo wartościowe, bo zawierają w sobie dużo danych, dużo informacji. Jeśli taki człowiek się ujawnia z jakąś historią, to możemy podchodzić do tego całkowicie poważnie, bo piastuje poważne, odpowiedzialne stanowisko i jeśli opowiada taką historię i nie jest w stanie tego wyjaśnić w żaden sposób, to jest to naprawdę ciekawe.
[34:02] - Pytań się posypało na forum całkiem dużo. Pierwsze z nich, a właściwie komentarz, Marcin Świetlicki: „Czytałem mnóstwo książek na temat i raczej skłaniam się ku hipotezie ziemskiego pochodzenia zjawiska UFO w połączeniu z naszymi psychologicznymi aspiracjami”. Poproszę, panie Damianie, o komentarz.
[34:28] - Ja myślę, że jest to bardzo trafne ujęcie problemu UFO. Czym może być, prawda? Bo tak jak wspomniałem wcześniej, ja byłem bardzo zagorzałym fanem pozaziemskiej hipotezy. Kiedy wchodziłem w bardziej aktywną działalność badawczą jeszcze pod koniec lat 90., to byłem tego bardzo dużym zwolennikiem, ale klimat polskiej ufologii sprzyjał mi w takim myśleniu i generalnie ukierunkowywał hipotezy dotyczące tego, co to jest za zjawisko i co się może za nim kryć. Właśnie w tym kierunku to wszystko szło. Ja poszedłem troszeczkę bardziej w kierunku kreatywnego myślenia w tym wszystkim i doszukiwaniu się czegoś innego, bo po prostu mi to nie pasowało, co faktycznie się kryje za tym fenomenem. Ale jeśli prześledzimy albo rozłożymy na czynniki pierwsze takie bliskie spotkania, które są opisane w tej książce, i którymi ja się posiłkuję, dochodząc do swoich wniosków końcowych, wychodzę z założenia, że ten fenomen ma niewiele wspólnego z czymś, co możemy nazwać pozaziemską intruzją, ale z fenomenem, który jest bardziej ziemski, albo jak to powiedział kiedyś John Keel, ultraziemski. Nie wiem, czy pochodzi z paralelnej rzeczywistości, czy też jest częścią naszej świadomości, ale na pewno bardzo współgra z naszą świadomością i nasza świadomość w kontakcie z tym zjawiskiem też kształtuje przebieg takiego spotkania. Dlatego w tych zdarzeniach pojawia się sporo absurdalności, które wielu ufologów będących zwolennikiem hipotezy pozaziemskiej czasami zakopywało pod dywan. Szczególnie takie kontrowersyjne przypadki.
Ja niektóre z takich osobiście zbadałem, udokumentowałem i niektóre opisuję w swojej książce. I one w zasadzie dają dużo do myślenia i pokazują nam, że jest drugie dno fenomenu UFO, nad którym warto się pochylić.
[36:33] - To kolejne pytanie z czata. O35: „A jak współpracuje się z ludźmi, którzy są na tak zwanych stanowiskach? Jakie jest ich podejście do zdarzeń oraz do...” Do badacza, który się sprawą UFO zajmuje.
[36:54] - Ludzie, jeśli tacy do mnie docierają, a zdarzyło mi się rozmawiać z ludźmi, którzy piastowali różne stanowiska. Zdarzyło mi się nawet rozmawiać z celebrytami, którzy coś widzieli. Wiadomo, że przede wszystkim podstawą jest to, że chcą pozostać anonimowi. Są otwarci na rozmowę, natomiast w niektórych przypadkach czasami miałem gdzieś odprysk informacji, że ktoś coś widział, przeżył coś ciekawego. Zajmuje się albo piastuje takie, a nie inne stanowisko zawodowe, natomiast czasami po prostu unikał tego kontaktu, nie chciał w ogóle poruszać tego tematu i niekiedy zajęło mi to trochę czasu, żeby przekonać taką osobę do rozmowy. Ale to były takie pojedyncze przypadki. W większości raczej takie osoby się same do mnie zgłaszały i bardzo ostrożnie opowiadały mi swoją historię, oczekując jakiejś odpowiedzi z mojej strony albo jakiegoś wytłumaczenia, co to mogło być. Ale schemat jest generalnie taki sam zarówno w przypadku przeciętnego Kowalskiego, jak i osoby, która jest w tej hierarchii społecznej wyżej i ma jakiś zasób wiedzy i coś też może sposób swojego myślenia ukształtować z tego, co to mogło być, ale tak naprawdę często bezradnie rozkłada ręce.
[38:28] - Bardzo szczegółowe pytanie od słuchacza o nicku Metallic87. „Dobry wieczór, w końcu trafiłem na live. Pytanie do Damiana. Co może pan powiedzieć o obserwacji UFO w Retkowie na Dolnym Śląsku? Pochodzę z sąsiedniej miejscowości i pamiętam jedynie pobieżnie”.
[38:53] - Retków jest taką ciekawą sprawą i dla mnie bardzo wiarygodną. Co mogę powiedzieć? Wydaje mi się, że historia, którą opisałem w tej książce, do której nawiązuję, jest autentyczną historią i w zasadzie nie mam żadnych wątpliwości, że tak było. To, co zostało przedstawione w książce.
[39:24] - To kolejne pytanie, tym razem pytanie z tezą, ale i takie się trafiają. Alt Green: „Niech autor przyzna, chyba raczej powie, czy ubarwiał niektóre relacje”.
[39:43] - Raczej stronię od ubarwiania czegokolwiek i nigdy czegoś takiego nie stosuję. Myślę, że dużym atutem tej książki jest to, że są zawarte w niej autentyczne wypowiedzi świadków, które podkreślają często dramaturgię tych historii i wprawiają myślę, że czytelnika w jakąś taką konsternację, zakłopotanie, bo są po prostu autentyczne. Są szczere i prawdomówne, dlatego nie stosuję takich metod. To, co prezentuję, to, co przedstawiam, jest czystym obiektywizmem. Chociaż wiadomo, że w psychologii nie ma czegoś takiego jak czysty obiektywizm i na pewno gdzieś tam się może wtrącić jakiś subiektywizm, ale generalnie stosuję czyste fakty i niekiedy po prostu zostawiam pole do popisu czytelnikowi, żeby sam mógł sobie wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Nie sugeruję nic, chociaż wiadomo, że w książce trudno pozostawić tak monumentalną ilość relacji bez jakiegoś komentarza od strony autora. Ja oczywiście prezentuję jakieś swoje zdanie na temat tego, co faktycznie się może kryć za tymi różnymi historiami opisanymi w książce, ale zaznaczam, że nie narzucam na siłę swojej interpretacji i pozostawiam otwarte pole do dyskusji.
[41:12] - Tu komentarz o 35, zabawny. „Ludziom trzeba wierzyć, jak to mówił Gustlik w »Czterech pancernych«”. To tak à propos ostatniego pytania. Ale mam takie.
[41:28] - Tak, dobra.
[41:28] - Tak, proszę.
[41:30] - Jeszcze rozwijając to, co tutaj padło w komentarzach, to ludziom należy wierzyć. Tak, należy wierzyć. Oczywiście należy podchodzić otwarcie do takich historii, ale jednak należy się też liczyć z tym, że trafia się na ludzi, co mi się też osobiście zdarzało, którzy nie byli do końca prawdomówni i którzy po prostu zwyczajnie w świecie chcieli na moment zaistnieć w temacie UFO. I zdarzały się oczywiście historie, które były zmyślone, ale te historie oczywiście nie zostały zawarte w tej książce. Natomiast ja się spotkałem z takimi historiami, gdzie później zmyślał coś. Ale w przypadku takich bardziej kontrowersyjnych przypadków ja stosuję jakieś narzędzia, można powiedzieć bardziej takie psychologiczne, naukowe, bo stosuję na przykład ankiety psychologiczne na to, żeby określić sobie percepcję takiego człowieka, który coś przeżył, żeby nawet określić jego prawdomówność w jakiś sposób. A więc staram się też podchodzić bardziej rzetelnie do tego tematu i ewentualnie wykluczyć jakieś czynniki ludzkie, które mogły ubarwić jakąś historię, chociaż
[42:54] - Wypłuczeć to, czy taka historia jest prawdziwa, czy też zmyślona.
[43:01] - Marto, ja mam wrażenie, że my cię zagadaliśmy i nie dopuszczamy do głosu. To w poczuciu winy oddaję ci ten głos.
[43:10] - Tak. Ja jeszcze à propos uwagi z czatu chciałam powiedzieć, że zdecydowaliśmy się z autorem na pozostawienie tych komentarzy takich, jakimi są. Chociaż momentami bardzo chciałam ingerować w tekst i poprawiać, bo miałabym co poprawiać w tych wypowiedziach, ale ze względu na pozostawienie autentyczności, żeby czytelnik wyraźnie widział, kiedy mówi dana osoba, co też jest podkreślone, a kiedy pojawia się narracja. Też co do narracji, jest prowadzona w taki sposób, że mnoży pytania, a nie daje odpowiedzi. Pan Damian Trela na pewno nie narzuca swojego zdania w tej książce. On pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań.
[44:03] - To chyba też ta autentyczność jest podkreślona przez pozostawienie oryginalnej gramatyki wypowiedzi świadka, że to tak ujmę.
[44:11] - Tak, dokładnie tak. To był świadomy i celowy zabieg, co też chyba zresztą jest zaznaczone na początku książki.
[44:19] - Tak, zgadza się.
[44:22] - Tak, słucham, bo ja wiem, jak serce redaktora boli, kiedy trzeba zostawiać różne takie dziwne formy wypowiedzi, ale to chyba rzeczywiście sprzyja podkreśleniu autentyczności tychże wypowiedzi, więc chyba w rezultacie dobrze robi książce. Ja mam taką propozycję w tej chwili, żebyśmy fragmentu książki pana Damiana posłuchali. To będzie chyba dobry punkt wyjścia do dalszej części audycji.
[44:57] - Jako pierwszy fragment poleci początek książki, z którego dowiadujemy się, jak to w ogóle przygoda Damiana Treli z ufologią się zaczęła. Posłuchajmy. Pierwsze zetknięcie z nieznanym. Wieczór 4 grudnia 1996 roku w niewielkiej miejscowości Kłaczyna, położonej w malowniczym obszarze Przedgórza Sudeckiego, nie zapowiadał się na pełen wrażeń. 12-letni chłopiec o imieniu Damian stał przed domem swoich dziadków i wpatrywał się w nieskończoną przestrzeń nocnego nieba. Na zegarku dochodziła godzina 19:40. Obok niego stała 76-letnia babcia Stanisława, staruszka, która właśnie opuszczała własne cztery kąty, by ostatecznie zjechać na zimę do swoich dzieci. Od czasu śmierci brata, który z nią mieszkał, nie decydowała się przebywać sama w tak wielkim domu. Samo wnoszenie węgla po schodach było dla niej dużym wysiłkiem fizycznym. Poza tym jej problemy zdrowotne wymagały częstych wizyt lekarskich w mieście, a komunikacja zimą była, co tu dużo mówić, problematyczna, by nie rzec tragiczna.
Bez własnego auta zdawanie się na jeżdżące tutaj prywatne przewozy busów i autobusów mogło przynieść duże rozczarowanie. Mało co tu zimą jeździło i w dodatku rzadko o czasie. Kilka metrów obok z klamką drzwi wejściowych do domu właśnie siłowała się jej córka Marianna i matka Damiana, a drzwi najwyraźniej opadły i zamek nie chciał się przekręcić. „Już dawno mówiłam, że trzeba z tymi drzwiami zrobić porządek” kobieta odparła z przejęciem. Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. Mróz dawał się we znaki wszystkim. „Wiem, ale ten Mariusz od Bieniasów nie przyszedł, jak go prosiłam. Sama tego nie naprawię” odparła niewzruszona Stanisława. Zupełnie biernym uczestnikiem tej rozmowy był stojący obok Damian. Wszyscy razem mieli się za chwilę udać na przystanek autobusowy, z którego odjeżdżał ostatni wieczorny PKS do Jawora.
Tam przesiadka na pociąg i już krótka, 20-minutowa podróż w stronę Legnicy. Jednak nie to zaprzątało głowę młodego chłopca. Damian był w tym czasie zaaferowany pięknie rozgwieżdżonym niebem. Patrzył w górę z podziwem na miliardy gwiazd migoczących na ciemnym tle. Tego wieczora widoczność była wręcz idealna, dlatego już po godzinie 19:00 na kłaczyńskim niebie można było podziwiać majaczącą nieskończoną ilością świateł Drogę Mleczną. Astronomia była bardzo bliska Damianowi. Od dawna już interesował się naukami przyrodniczymi i regularnie czytywał miesięczniki „Świat Nauki” i „Wiedza i Życie”. Pociągało go to, co nieznane, tajemnicze i znajdujące się na pograniczu nauki. Dlatego intrygowały go szczególnie teksty publikowane w tych pismach. Teksty o tajemnicach kosmosu, czarnych dziurach, kwazarach i fizyce kwantowej.
Te wciąż mało zgłębione naukowe sprawki powodowały, że każdy nowy publikowany artykuł pochłaniał w mgnieniu oka. Teraz jego myśli były gdzieś daleko. Być może dalej niż gwiazdy migoczące w tle. Czuł, że chłonie jak gąbka to kosmiczne piękno natury i jest częścią tego boskiego stworzenia. Z tego marzycielskiego stanu wyprowadził go naraz dostrzeżony osobliwy kształt na niebie. Damian być może nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie jego ruch. Jeszcze chwila i percepcja chłopca wyostrzyła się, a oczy zaczynały lustrować przemieszczający się ruchomy cel. Z początku był to tylko ciemny kształt, prawie niezauważalny na niebie. Jednak jasność bijąca od gwiazd i znajdującego się na zachodzie księżyca w pełni sprawiła, że był w stanie to coś dostrzec wyraźniej. „To chyba helikopter.
Patrz, babciu” — zwrócił się do stojącej obok niego Stanisławy, która od razu spojrzała w tym samym kierunku i razem z nim obserwowała przemieszczający się punkt na niebie. Problem w tym, że nie był to helikopter. Przynajmniej tak nie wyglądał. Później Damian zrelacjonuje to w rozmowie ze znajomym następująco, cytat: „Podłużny obiekt w kształcie prostokąta o obłych rogach. Ciemny kształt. Wyróżniające go dwa światła, reflektory skierowane do przodu o nierażącym białym świetle, wychodzące z przedniej części pojazdu. Na spodzie obiektu rzucające się w oczy nieregularne linie, strzałki i różne punkty przypominające hieroglify.” Koniec cytatu. W takiej postaci wyglądający ze wszech miar enigmatycznie obiekt przemieszczał się z południa na północ i w pewnym momencie przeleciał bezdźwięcznie nad głową Damiana i jego babci Stanisławy, gdy patrzyli nań z niedowierzaniem. Szarpiąca się z drzwiami mama Damiana nie dostrzegła ostatecznie obiektu. Zanim zareagowała na wołania: „Patrz, leci UFO!” obiektu już nie było widać.
Wszystko trwało sekundy. UFO miało, zdaniem Damiana, spore rozmiary. Obiekt mógł mieć 20 metrów długości i unosił się jakieś 100 metrów nad ziemią. Po chwili skrył się za pobliskim budynkiem. Damian jednak szybko otrząsnął się z wrażenia i pobiegł co sił w nogach na drugą stronę podwórka, licząc na to, że jeszcze uda mu się go zobaczyć. Jak się okazało, obiekt był jeszcze widoczny. Przemieszczał się nisko nad ziemią i leciał w kierunku północnym. Z przodu wysyłał długie snopy światła, które sprawiały wrażenie, że UFO lustruje okolicę pogrążoną w ciemności. Po kolejnych sekundach obiekt przeleciał nad pobliską stacją PKP i przestał być widoczny. Damian stał jeszcze przez chwilę i rozglądał się na wszystkie strony, ale niczego innego już nie dostrzegł.
Pani Stanisława, choć mocno zaaferowana obserwacją, zaraz przeszła nad nią do porządku dziennego. Co pojawiło się tamtego wieczoru nad Kłaczyną? Czy był to samolot? Helikopter? A może jakiś supertajny wojskowy pojazd? Żadna z tych hipotez nie pasowała do tego, co bezdźwięcznie przeleciało nisko nad budynkami 4 grudnia 1996 roku. Helikopter słychać wyraźnie, podobnie jak i samolot. Polskie wojsko nie posiadało tak futurystycznych maszyn. Nawet dziś nie dysponujemy taką technologią, a co dopiero w drugiej połowie lat 90. XX wieku.
A więc? Spotkanie z czymś nieznanym było dla Damiana brzemienne w skutkach. Dla jego babci kolejnym potwierdzeniem, że nie jesteśmy sami. Jeszcze jako nastolatka w okresie międzywojennym widziała coś podobnego nad Mykanowem koło Częstochowy. Zresztą nie tylko ona. Było wówczas wielu świadków tego, jak po niebie sunęły w pionie słupy ognia. Zjawisko było widziane w różnych odstępach czasowych w wielu innych rejonach Polski. Wszyscy ci, którzy zetknęli się z enigmatycznymi znakami na niebie, nie mieli wątpliwości, że owe cuda zwiastują nadejście trudnych czasów. Był lipiec 1939 roku. Dwa miesiące później doszło do bezpardonowej napaści na Polskę z zachodu i wschodu, zgodnie z treścią tajnego porozumienia Ribbentrop-Mołotow.
Wkrótce krwawa ekspansja przeorbitowała na skalę światową. Dwunastoletni chłopiec, stykając się z zagadką, która wymyka się jego wiedzy o otaczającym świecie, może reagować w różny sposób. Dla Damiana to był punkt zwrotny w jego życiu. Tak jakby ktoś spuścił z jego dryfującego statku kotwicę i kazał mu wyjść na nieznany ląd. Poczuł wewnętrzny imperatyw, który zaczął go stopniowo przestawiać na odpowiednie tory. Najpierw była to pasja czytania i zgłębianie literatury. Zagadka, która pozostawała bez odpowiedzi, rodziła potrzebę poszerzania wiedzy. Wkrótce okazało się, że nie był jedynym, który stał się świadkiem spotkania z anomalnym zjawiskiem, z jakim człowiek styka się od wieków. Podobnych incydentów było bez liku i nauka ostentacyjnie ignorowała dowody, które przecież były na wyciągnięcie ręki.
[54:05] - Troszkę mi odtwarzacz w smartfonie zaszalał. Zaczął już odtwarzać drugą część, drugi przygotowany na dzisiaj fragment książki Damiana Treli. Oczywiście ten fragment zabrzmi, ale troszeczkę później, w dalszej części audycji. Ja jeszcze tylko przekażę informację, która zapewne wielu słuchaczy ucieszy. Otóż jest też przygotowana wersja dźwiękowa, której fragment przed chwilą mieliśmy okazję wysłuchać i jak tylko się ukaże, to Damian oczywiście zaktualizuje zapewne linki do zakupu książki na swoim blogu czastajemnic.blogspot.com. I tutaj pozwolę sobie chyba też może odpowiedzieć na pytanie, które pojawiło się na jednym z czatów. Otóż o 35 pytają właśnie, gdzie książkę można kupić z autografem. Myślę, że najlepiej będzie zajrzeć na bloga Damiana pod adres czastajemnic.blogspot.com.
[55:13] - Okej, to teraz pytanie z czata. Jakub Filip: czy książka jest tylko o wydarzeniach współczesnych, czy może pojawiają się jakieś wątki historyczne, na przykład mitologia Gór Sowich, dzwon i tak dalej?
[55:32] - W zasadzie w zdecydowanej większości są to współczesne relacje, ale najstarsza relacja, jaką opisuję w książce, jest relacją i świadectwem historycznym, bo pochodzi z XIII wieku i dotyczy roku 1241, kiedy było oblężenie tatarskie Wrocławia. Została zapisana w kronikach Długosza. Bardzo ciekawa relacja, którą w zasadzie możemy nawiązywać, analizując różne świadectwa historyczne, do tego, co współcześnie się tłumaczy jako fenomen UFO. Jest to niejako pierwsza, najstarsza relacja, do której mi się udało dotrzeć, oczywiście z terenu Dolnego Śląska. Jeśli chodzi o tematykę dzwonu, to raczej jest ona pominięta, chociaż delikatnie do niej nawiązuję, starając się raczej wyjaśnić genezę tego fenomenu, który już od wielu lat króluje w literaturze polskiej. Jeśli chodzi o tematykę dzwonu i historii dotyczących Wunderwaffe, V7 i tak dalej, jest delikatne nawiązanie, które bardziej łączy się z historią dotyczącą pewnej katastrofy, która rzekomo się wydarzyła na Dolnym Śląsku jeszcze przed II wojną światową, w 1936 roku, w miejscowości Czernica. To jest temat, który został mocno zmitologizowany w literaturze polskiej, ufologicznej. Ja staram się zaprezentować drugi nurt tej historii i tutaj generalnie dotykam wątku historii dzwonu. Natomiast w większości opieram się na swoich udokumentowanych relacjach, więc są to w zdecydowanej większości współczesne relacje.
[57:38] - Pewna refleksja z czata, którą przytoczę. Pisze Julian: „Jesteśmy manipulowani na każdym kroku. To, że w fizycznym wszechświecie są inne inteligentne rasy, to dla mnie nie ulega wątpliwości. Dodatkowo byty z innych wymiarów. Brak narzędzi do weryfikacji prawdy”. Panie Damianie, może jakiś komentarz?
[58:08] - Trudno się odnieść do takiego komentarza w jakiś sposób. Brak narzędzi na pewno, bo tak jak mówiłem wcześniej, fenomen UFO jest zjawiskiem ulotnym. Nie wiem, jak jeszcze to ująć, ale może pan jeszcze raz powtórzyć, jaka tam jeszcze padła refleksja?
[58:35] - To już powtarzam: „Jesteśmy manipulowani na każdym kroku. To, że w fizycznym wszechświecie są inne inteligentne rasy, dla mnie nie ulega wątpliwości. Dodatkowo byty z innych wymiarów. Brak narzędzi do weryfikacji prawdy”.
[58:51] - Jeśli w ogóle spojrzymy na fenomen UFO, to możemy uznać, że jest to pewien konglomerat różnych zjawisk, które się mogą nakładać na siebie. Ja generalnie w tej książce prezentuję coś, co jest bardziej przyziemne niż pozaziemskie. Natomiast to, co się składa na całokształt zjawiska UFO, może mieć wielorakie korzenie. Książka sama w sobie niby klucza oczywiście istnienia jakiegoś życia pozaziemskiego, jakiejś ingerencji pozaziemskiej, ale bazując na moich zebranych materiałach, faktach, ja prezentuję po prostu zjawisko, które nie do końca ma taką genezę, jest bardziej zjawiskiem parapsychicznym, parapsychologicznym. Natomiast czy kryją się za tym jakieś rasy, czy kryją się za tym jakieś byty? Tego nie wiem. Nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Tu pozostawiam pole do popisu czytelnikowi w tej kwestii. Staram się prezentować fakty, natomiast wyciągam z tego raczej wnioski bardziej podstawowe. Nie drążę tematu głębiej.
[01:00:17] - Marto, ja jestem troszeczkę jak zagłuszarka z Wolnej Europy. To znaczy jestem w stanie zagadać wszystko i wszystkich. To może teraz nieśmiało oddam ci głos.
[01:00:29] - Mnie jeszcze ciekawi taka rzecz jak metody badawcze. Jakimi metodami badawczymi się pan posługuje i czy na przestrzeni lat, podczas których pan zajmował się zjawiskiem badania UFO, one się zmieniły?
[01:00:45] - W zasadzie one się nie zmieniły. One są od początku takie same i to jest pewne instrumentarium badawcze, które zostało ukształtowane przez polską ufologię jeszcze w latach 70. i 80. i na tym polska ufologia się kształtowała. Bardziej to przypomina oczywiście w większości taką pracę trochę dziennikarsko-reporterską, bo ma się do czynienia z osobą, która coś przeżyła, coś widziała. Posługuję się tutaj w większości takim Kwestionariuszem ankietowym. Jest to szereg różnych ułożonych pytań, które mają na celu zebranie jak najwięcej informacji na temat tego, co ktoś widział. Bo relacja przedstawiona przez kogoś może nie zawierać wielu szczegółów, które da się wyłuskać w trakcie bardziej szczegółowej rozmowy. Oprócz tego, jeśli zdarzenie dotyka bardziej kontrowersyjnego zdarzenia, to wchodzą tutaj jeszcze, w moim przypadku, wspomniane testy psychologiczne, które pozwalają mi ująć profil psychologiczny takiego człowieka i wykluczyć pewne wątki, które mogą świadczyć o tym, że historia jest zmyślona, bądź też ta osoba cierpi na różne dewiacje umysłowe, które też w jakiś sposób mogą zniekształcać takie zdarzenia. Oczywiście od razu mówię, że nie jestem psychologiem, natomiast testy, którymi się posługuję, były opracowane przez fachowego psychologa i one służą mi w pracy.
Oprócz tego jeszcze jest to praca w terenie, a więc wizja lokalna, gdzie rzadko się oczywiście zdarza, że są ślady jakieś pozostawione przez to zjawisko, więc w większości jest to po prostu określenie, według jakich stron świata się takie zjawisko przemieszczało w przestrzeni. Zrobienie dokumentacji zdjęciowej, określenie azymutów, wysokości kątowych. To są takie narzędzia podstawowe oczywiście, którymi taki człowiek w większości określany jako ufolog się posługuje na miejscu zdarzenia.
[01:03:01] - Czyli można powiedzieć, że to są metody naukowe, tak? Bo mówi pan, że zapożycza kwestionariusze od psychologów.
[01:03:10] - Tak. Można powiedzieć, że instrumentarium naukowe jest pomocnicze w tym wszystkim, prawda? Natomiast samą ufologię ciężko nazwać jakąś dziedziną nauki, bardziej chyba paranauki.
[01:03:29] - Ten dźwięk zwiastuje, że właśnie dodzwonił się do nas jeden ze słuchaczy. Halo, halo, Radio Paranormalium, czy się słyszymy?
[01:03:40] - Halo, halo, dobry wieczór. Słyszymy się?
[01:03:43] - Dobry wieczór.
[01:03:43] - Witam serdecznie. Dzień dobry, dobry wieczór. Witam serdecznie. Czy można byłoby zadać kilka pytań?
[01:03:51] - Oczywiście, jak najbardziej.
[01:03:53] - Pana Damiana. Fantastycznie. Na początek powiem, że jestem osobą, która uważa, że nic nie dzieje się bez powodu. Tak zastanawiały mnie te problemy z routerem prowadzącego. Szczerze mówiąc, sam zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem te zakłócenia nie są powodowane przez jakieś świadome działania obcej cywilizacji. Ale już tak przechodząc poważnie, moje pierwsze pytanie jest takie: czy pana osobistym zdaniem rządy światowe, przede wszystkim amerykański, posiadają w dniu dzisiejszym stuprocentową wiedzę, dowody na istnienie UFO, ale z jakiegoś powodu ukrywają to przed nami, na przykład po to, żeby nie wywoływać paniki?
[01:04:40] - No cóż, generalnie panuje chyba taki trend, jeśli wchodzimy już w taką tematykę ufologiczną, zachodnią, amerykańską, która bazuje niestety często na mitach, którymi się karmi społeczeństwo. A więc historiami typu katastrofy UFO, typu jakieś supertajne informacje, które są przechowywane przez różne agendy rządowe. To są też informacje, którymi różne agencje rządowe, szczególnie w Stanach, posiłkowały się od wielu lat i też cynicznie wykorzystywały nawet w swoich różnych sferach politycznych. Czy takie informacje są przechowywane? Tego nie wiem. Natomiast jestem bardziej skłonny uznać, że wiedza rządowa, wiedza wojskowa na temat fenomenu UFO na pewno jest w jakimś stopniu szersza, bo dysponują na pewno różnymi meldunkami pilotów i nie tylko, które nie zostały upublicznione, nie zostały ujawnione do końca. Może poznaliśmy tylko jakiś taki znikomy fragment tych różnych historii, ale myślę, że ich wiedza na temat tego fenomenu sprowadza się do wiedzy, którą posiada ktoś taki jak ja. I wyciągając wnioski, myślę, że ich wnioski się opierają raczej na tym, że jest to fenomen, który można bardziej wiązać z czymś takim jak kolektywna nieświadomość albo coś, co jest takim żywiołem, który wchodzi w interakcję z naszą rzeczywistością i żeruje na naszej ludzkiej świadomości. Natomiast te wszystkie historie dotyczące katastrof UFO i tak dalej to są mity, które krążą od wielu lat i one kształtują niestety też wizerunek w sposób groteskowy tematu UFO.
[01:06:56] - Rozumiem. Dziękuję bardzo za wyczerpującą odpowiedź. Myślę, że jeżeli posiadaliby taką wiedzę jak pan, to na pewno nie byłoby to mało. I drugie pytanie, również takie wykraczające poza tę strefę regionalną, na której skupił się pan w książce. Dodam, że przeczytałem wszystkie i jestem fanem. Naprawdę świetna robota.
[01:07:15] - Dziękuję.
[01:07:15] - Czy wierzy pan, że mógłby istnieć polski odpowiednik amerykańskiej Strefy 51, która tak naprawdę owiana jest dużą tajemnicą? Jeżeli tak-
[01:07:28] - Gdzie on mógłby mieć miejsce w Polsce? Gdzie mogłaby taka strefa się w Polsce znajdować? Która spisywała by w sobie różne dowody na istnienie UFO, w które wierzą, a teraz się po prostu je ukrywa przed szarym Kowalskim. To było moje ostatnie pytanie. Dziękuję jeszcze raz serdecznie i pozdrawiam. Arek z Wrocławia.
[01:07:49] - Pozdrawiamy. Myślę, że takiego miejsca nie ma w Polsce, bo jeśli w ogóle się skupimy na tym, czy w ogóle były kiedyś jakieś programy badawcze w Polsce na szczeblu rządowym czy wojskowym, to wydaje mi się, że raczej nie było. Natomiast jeśli były, to możemy mówić tylko, dyskutować o pewnych prywatnych przedsięwzięciach pewnych znanych pilotów, jak na przykład Ryszard Grunwald, który jeszcze w czasach PRL-u prowadził osobiście poważne stanowiska w wojskowości, swoje własne dochodzenia i zbierał różne meldunki pilotów. Ale tak naprawdę z tym się nic nie robiło i to nie przechodziło gdzieś dalej. I z tego, co wiem, to te wszystkie teczki, które on zebrał, one po prostu przepadły. I te relacje, które przeniknęły do literatury, które udało się zebrać, bazują często właśnie na jego osobistych historiach, które on przedstawiał później, upublicznił w książce, którą popełnił wspólnie z Bronisławem Rzepeckim. I to jest w zasadzie jedyne źródło, jakie w ogóle posiadamy na temat tego, co w polskim świecie się działo, jeśli chodzi o jakieś takie, powiedzmy, bardziej tajne wojskowe sprawki dotyczące tematu UFO.
[01:09:12] - Tutaj wyjdzie ze mnie człowiek, który polityką owszem, interesuje się, ale ma do niej duży dystans. Rozejrzyjcie się państwo wokół i spójrzcie na polskich polityków. Naprawdę, czy to są ludzie, którzy zajmowaliby się takimi problemami jak UFO? Oni mają bardzo ważne i inne problemy. Zupełnie to nie wchodzi w obszar ich zainteresowania. Przepraszam, wyszedł ze mnie taki mały albo duży, w każdym razie całkiem spory człowiek, który ma duży dystans do polityki. A teraz rzut oka na czat. Najpierw Anatol Pawłowski: „Panie Damianie, jestem pod wrażeniem pańskiej pracy. O 35. Czy może autor powiedzieć, jaki był najtrudniejszy przypadek w jego karierze badacza?
Na przykład czy trudno było dotrzeć do świadków, czy ktoś rzucał mu kłody pod nogi itp.”
[01:10:23] - Najtrudniejszy przypadek. Nie wiem, w jakich kategoriach to rozpatrywać. Też trudno mi rozpatrywać to w kategoriach najciekawszy przypadek, bo wydaje mi się, że wszystkie są ciekawe i warte przeczytania.
[01:10:44] - A najtrudniejszy?
[01:10:47] - Najtrudniejszy. Najtrudniejszy, w jakim kontekście? Zrozumieniu czy w ogóle w docieraniu?
[01:10:55] - To już licencja O 35 zadającego pytanie, więc trudno mi interpretować.
[01:11:05] - Myślę, że taki trudny przypadek, bardziej idąc w stronę mojego sugestywnego rozwinięcia, co to mogło być, to był przypadek, który opisałem w tej książce, czyli jakby uprowadzenia. To jest taki kontrowersyjny wątek w ogóle w literaturze ufologicznej. Dotyczył on historii pana Władysława S., który figuruje w tej książce. W zasadzie, która była dokumentowana w większości przez mojego kolegę, który już się nie zajmuje tą tematyką, ale w tych wczesnych latach mojej działalności. Myślę, że ona na mnie zrobiła takie bardzo duże wrażenie, bo to jest historia człowieka, który mieszkał w Legnicy, który miał wieloaspektowe, różne przeżycia, spotkania ze zjawiskiem, które go nękało, wręcz można powiedzieć, że czasami nawiedzało i on już tego miał dosyć. Dotykało to go osobiście i bardzo go to zmieniło, paradoksalnie. Tak więc ta historia, która jest szeroko opisana w książce, wydaje mi się, że była też dla mnie takim szerszym spojrzeniem na to, czego może dotyczyć w ogóle fenomen UFO, że to jest tak bardzo rozległy tematycznie wątek, który nie dotyczy tylko i wyłącznie jakiejś obserwacji, że ktoś gdzieś coś widział, gdzieś coś przeleciało. Ale to też są historie ludzi, którzy zetknęli się z tym czymś bezpośrednio i to coś ich bardzo osobiście dotknęło, a nawet ich w pewnym sensie zmieniło, ich przewartościowało. I myślę, że ten przypadek jest takim właśnie dobrym nawiązaniem do tego.
[01:12:57] - Marto, teraz ty.
[01:13:01] - Właśnie chciałam nawiązać do fragmentu, który wysłuchaliśmy z początku książki. Był to początek pana zainteresowania. Jako młody, 12-letni chłopiec coś pan zobaczył i to zmieniło pana postrzeganie świata. I chciałabym wiedzieć, czy później znów i kiedy zdarzyło się coś takiego, co znów wstrząsnęło panem, jakimś takim światopoglądem?
[01:13:29] - To zdarzenie było dla mnie bardzo przełomowe i dlatego zdecydowałem się je zaprezentować na samym początku książki, bo myślę, że jest to fajne wprowadzenie i zaprezentowanie czytelnikowi tego, jak w ogóle zaczęła się moja przygoda z tym tematem. To właśnie pociągnęło mnie na tyle mocno, że zacząłem najpierw sięgać po taką literaturę, do której dostęp w tamtych czasach nie był aż tak dobry. A już później, kiedy włączyłem się w pewne organizacje zajmujące się fachowo taką działalnością badawczą, to pozwoliło mi już poznać od podwórka ten fenomen i stykać się bezpośrednio ze świadkami. Natomiast moje osobiste doświadczenia nie kończą się tylko na tym zdarzeniu, które zostało opisane. Ja w tej książce pominąłem niektóre historie, ale na przykład jedna historia jest taka, która też mnie bardzo osobiście dotknęła i która się wydarzyła w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach, bo to jeszcze były początki mojej działalności. To było bodajże w 2000 roku, kiedy wracałem ze Szklarskiej Poręby, kiedy dokumentowałem historię, która jest zresztą notabene opisana w książce. Dotyczy pewnego ciekawego bliskiego spotkania, jakie miało miejsce na Rozdrożu Izerskim, niedaleko Zakrętu Śmierci koło Szklarskiej Poręby. I kiedy ja, wracając z dokumentacji tego zdarzenia, to była późna pora wieczorna, wracałem jeszcze wtedy autobusem do Jeleniej Góry. W trakcie tej podróży byłem świadkiem obserwacji, można powiedzieć takiej szablonowej obserwacji UFO. Bo wprawdzie byłem sam jako jeden z pasażerów tego autobusu, byłem tylko ja i kierowca, ale dostrzegłem najpierw w oddali pewien punkt świetlny, który się przemieszczał równolegle do jezdni w pewnej dużej odległości, którego z początku wziąłem za zwykły helikopter.
Ale w miarę, jak się to zjawisko przybliżało w stronę jezdni, którą się porusza autobus, a ja w nim, to uświadomiłem sobie, że tak naprawdę mam do czynienia z czymś, co jest po prostu rasowym obiektem UFO. Bo to była rzecz niesłychana. Obiekt w kształcie dysku, który miał pierścień takich okienek staczający się wokół osi tego obiektu i to coś przemieszczało się i stopniowo się przybliżało w moją stronę, a ja po prostu się przykleiłem do tej szyby i nie wierzyłem własnym oczom. A jeszcze większym moim zdumieniem było to, kiedy zobaczyłem, że ten obiekt w pewnym momencie zawisł nad przejazdem kolejowym, obok którego stały samochody, bo miał akurat przejechać pociąg obok i w pewnym momencie zobaczyłem, jak puścił snop światła w stronę stojącego samochodu i zobaczyłem kierowcę w samochodzie, a były już nocne warunki. I to wszystko się działo w odległości raptem może 30, 40 metrów ode mnie. I w pewnym momencie ten obiekt się gdzieś tam schował. Autobus wjechał do Jeleniej Góry. Jeszcze przez moment widziałem dwa takie obiekty, które nie wiem, czy są powiązane z tą obserwacją. Dwa obiekty przypominające trapezy, które przeleciały obok znajdującej się w tamtym miejscu fabryki. Przeleciały między kominami.
I to jest jedna z tych historii, którą wprawdzie nie opisałem w tej książce, ale która mnie też bardzo osobiście dotknęła. Były jeszcze inne przeżycia, które już bardziej dotyczyły wątków kręgów zbożowych, które opisałem w swojej pierwszej książce, bo tam jeżdżąc do Wylatowa, do takiej słynnej miejscowości położonej w województwie kujawsko-pomorskim, gdzie przez jakiś czas kumulowały się różnej maści zjawiska, głównie dotyczące kręgów zbożowych, ale i też fenomenów takich, które możemy podpiąć pod wątek UFO. Tam też doświadczyłem pewnego bliskiego spotkania. Zresztą nie tylko ja, bo to była masowa obserwacja i wtedy ja wraz z 20 innymi ludźmi widzieliśmy fenomen, który można powiązać wręcz z jakimiś objawieniami maryjnymi. Mianowicie widzieliśmy taki obiekt w kształcie jakby holograficznego słońca, który się pojawił na nocnym niebie i który fotografowało wtedy wielu innych obecnych świadków. Między nimi ja też miałem aparat i robiłem zdjęcie temu. Ale co ciekawe, to, co ja widziałem, nie pokrywało się z tym, co widzieli inni obecni w tamtym czasie świadkowie. A inna sprawa jest też taka, że ten fenomen się nie utrwalił na zdjęciach. To był rok 2002. Ja miałem wtedy zwykły aparat kompaktowy.
Wprawdzie tam inni mieli aparaty już cyfrowe, ale zarówno oni, jak i ja nie byliśmy w stanie tego zarejestrować na zdjęciach. A wiem, co widziałem, prawda? Tak więc to są takie historie, które mnie osobiście gdzieś dotknęły w trakcie tej mojej przygody badawczej.
[01:18:22] - A proszę powiedzieć, co się wtedy czuje, kiedy jest się świadkiem czegoś nieznanego? Czy czuje się strach, czy może radość, że rzeczywiście coś się dzieje, na co się czekało i czego się wypatrywało?
[01:18:35] - W tym pierwszym przypadku, może inaczej, w tym drugim, dotyczącym właśnie tej mojej przygody z tym obiektem dyskoidalnym, ja wtedy czułem po prostu takie, może to brzmi dziwnie, ale takie zażenowanie, że kurczę, wracam, że to taki dziwny zbieg okoliczności. Wracam z miejsca, gdzie dokumentowałem jakieś zdarzenie, a teraz jestem świadkiem sam takiego zdarzenia. To była taka totalna konsternacja. Natomiast w tym ostatnim przypadku wydaje mi się, że to był taki olbrzymi deszczyk emocji, taka fascynacja tego, co się widzi, że nagle się coś zobaczyło i jeszcze dodatkowo zrobiło się temu zdjęcie, więc ma się dowód, a później jest zażenowanie, że jednak kurczę, tego dowodu nie ma, bo jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności zdjęcie się prześwietliło. I pojawia się wtedy szereg pytań, dlaczego się prześwietliło i czy to był zbieg okoliczności, czy też świadoma zakrywka tego czegoś.
[01:19:29] - Rzut oka na czat. Karol Maurycy: „Jak powstanie pomnik UFO w Wylatowie i będzie go widać z szosy, to na pewno zdecydowanie wpłynie pozytywnie na popularność tematu UFO”. O 35: Do tej pory nie wiem, czy wylatowo to mistyfikacja, czy też prawda. FN, myślę, że Fundacja Nautilus twierdzi, że to rzecz unikalna. A co sądzi o tym przypadku autor książki? Zajmował się nią, czy też nie miał na to szans? I jeszcze Karol Maurycy odpowiada: pan Damian też tam był i ma swoje zdanie na temat tamtejszych piktogramów. To może oddam głos. Może to jest dobry moment.
[01:20:25] - Tak, faktycznie mam jakieś zdanie, bo brałem w tym osobisty udział. O tym nie piszę w tej książce, o której dzisiaj dyskutujemy, ale w mojej pierwszej książce „Gniazda UFO”, która jest poświęcona całkowicie tematyce agrosymboli. Wylatowo stanowi dużą część tej książki, bo to są raz moje osobiste doświadczenia, moja osobista praca dokumentalna tam na miejscu. Tak więc zdecydowanie jestem skłonny uznać, że wylatowo było takim chwilowym fenomenem, który zamanifestował się w świadomości ludzkiej w tamtym czasie, to znaczy na przestrzeni lat 2000–2006, kiedy nastąpiła tam taka skumulowana manifestacja różnych zjawisk. Oczywiście trudno odnieść się do tego, czy to, co się tam manifestowało, bądź też w jakimś stopniu sporadycznie się jeszcze manifestuje, dotyczyło fenomenu UFO. Natomiast jeśli spojrzymy na to z boku i na specyfikę manifestacji tych zjawisk, to możemy uznać, że tak, że było to coś bardzo podobnego. Natomiast czy z tym było powiązane zjawisko kręgów zbożowych, tego nie wiem, ale na pewno zarówno to, jak i tamto było fenomenem anomalnym, które trudno ująć w kontekście naukowym.
[01:22:07] - Marcin Świetlicki z czata: jeszcze jako nastolatek próbowałem przeczytać książkę Carla Gustava Junga „Nowoczesny mit”. Ja dodam, że tam jest podtytuł o rzeczach widywanych na niebie, ale wtedy była jeszcze dla mnie za trudna. Całe szczęście, że niedawno kupiłem ją w antykwariacie. Ponieważ pan, panie Damianie, powołuje się na tę książkę, to proszę coś powiedzieć.
[01:22:36] - Tak, powołuję się, bo dla mnie Carl Jung miał bardzo ciekawe spojrzenie na fenomen UFO. Należy jeszcze tylko sprostować, że ta książka, która wyszła też w wersji polskojęzycznej na polskim rynku wydawniczym, myślę, że nie do końca została właściwie zrozumiana. Zresztą Carl Jung generalnie króluje w literaturze jako ktoś, kto dokonał interpretacji tego fenomenu w kontekście oczywiście psychologicznym, socjologicznym, ale tłumacząc, że jest to całkowita mistyfikacja. Chociaż tak naprawdę, jak się czyta tę książkę jego w polskim tłumaczeniu, ale i w anglojęzycznym, to zauważa się pewną szczególną rzecz, że on nie do końca wszystko dopowiedział to, co chciał powiedzieć w tej książce i trochę się mieszał w swoich interpretacjach. Myślę, że jego głównym założeniem było to, że ten fenomen ma bardzo silne konotacje właśnie z ludzką świadomością. A to, że nazwał go współczesnym mitem, to odnosił się do tego, że w tamtych czasach, kiedy ją pisał, bo to były lata 50. XX wieku, temat UFO był bardzo mocno ukształtowany w mediach. W ogóle skala zjawiska na świecie była olbrzymia. W wielu miejscach na świecie. Więc o tym się po prostu mówiło.
I on to tłumaczył tym, że społeczeństwo, ludzie jako zbiorowa świadomość znajdowała się w takim punkcie historii, że to musiało wywołać jakiś odprysk. I on to powiązał właśnie z hipotezą swojej kolektywnej nieświadomości. Myślę, że miał bardziej na myśli coś, co było formą samoświadomości jakiegoś takiego żywiołu, który współistnieje z naszą globalną świadomością i które wpływa w różny sposób na nas. Myślę, że to było trafne ujęcie, trafna synteza tego, czego może dotyczyć zagadka UFO. Bo jeśli spojrzymy na ten fenomen poprzez pryzmat historyczny, to widzimy, że on się kształtował na przestrzeni wielu lat i przyjmował różne formy. Temat latających spodków tak naprawdę dotyczył właśnie tamtego okresu lat 50., koniec lat 40. Później to UFO zmieniało swój wizerunek i tak naprawdę nigdy nie miało formy jakiegoś takiego ujednoliconego kształtu, który moglibyśmy uznać, że dotyczy faktycznie jakiejś ingerencji pozaziemskiej, jakiejś cywilizacji. Zawsze tak naprawdę nie ma takiej samej obserwacji UFO. Każda obserwacja jest inna. Każdy obiekt opisywany przez świadków różnych maści nie do końca się pokrywa.
Pewne wątki oczywiście się powtarzają, ale zawsze te zdarzenia są unikatowe w jakimś stopniu. Więc myślę, że tutaj odwołanie do Junga i do jego koncepcji kolektywnej świadomości jest trafne, bo To w jakiś sposób tłumaczy. Zresztą ten wątek został później rozwinięty przez wielu innych badaczy, już takich stricte badaczy UFO jak Jacques Vallée czy też John Keel. Oni doszukali się w swoich hipotezach czegoś podobnego co Carl Jung. Dlatego ja się odwołuję do Junga w niektórych moich słowach końcowych książki.
[01:26:17] - Ja mam jeszcze takie pytanie, bo z książki „Tajemnice Dolnego Śląska” wynika, że środowisko ufologów w Polsce jest mocno podzielone. Czy mógłby pan wytłumaczyć, na czym ten podział albo nawet konflikt polega i po której ze stron się pan opowiada, jeśli się w ogóle opowiada po którejś?
[01:26:37] - W zasadzie pod żadną, bo na samym początku, jak działałem w pewnych strukturach organizacyjnych, to jest trochę tak jak z partią polityczną, gdzie ukształtowany jest pewien wizerunek, który jest wspólny dla całej reszty. Natomiast ja się w pewnym momencie od tego odciąłem. A jeśli mówimy w ogóle o jakimś ruchu ufologicznym w Polsce, to w tej chwili on tak naprawdę nie istnieje. Jako takich organizacji ufologicznych już nie ma. A jeśli mówimy o jakichś ugrupowaniach, które coś próbują robić, to jest to bardziej taka praca fotelowa. To są ludzie, którzy gdzieś tam tworzą jakieś swoje wywody myślowe w internecie, natomiast w ogóle nie działają w terenie, nie docierają bezpośrednio do ludzi, nie prowadzą stricte takich prac badawczych i takich organizacji, które jeszcze w latach 80. i w latach 90. prężnie działały, już de facto nie ma. Dlatego tego ruchu ufologicznego jako takiego już nie ma w Polsce. To są pojedyncze osoby, takie być może jak ja, które coś może próbują zdziałać w tym temacie, ale działają zupełnie indywidualnie.
A pewne skłócenie, jeśli możemy mówić tutaj o jakimś skłóceniu, to raczej o tym, że świat internetu, świat poza tym światem globalnym to są dwie różne rzeczy. Tak że w tym świecie globalnym, internetowym jest pewne jakieś skłócenie lub wymienianie różnych poglądów, narzucanie nawet swojego zdania, hejtowanie, co jest oczywiście znamienne bardzo we współczesnych czasach, ale to jest dla mnie sprawa zupełnie odrębna. Ja generalnie od samego początku skupiałem się na stricte takiej pracy terenowej, co wyniosłem w zasadzie i co uznaję za dobrą cechę, działając właśnie w strukturach pewnych organizacyjnych, ufologicznych.
[01:28:48] - Rzut oka na czat. Karol Maurycy: „Niektórzy ludzie mimo spotkania UFO nie ujawniają tego faktu. Znam jedną taką osobę. Namawiam ją, ale nie chce się ujawnić”. Może jakiś komentarz?
[01:29:05] - Ja jestem w stanie to zrozumieć, bo oczywiście ja się spotykałem z takimi przypadkami ludzi, którzy wiedziałem o tym, że coś przeżyli, ale nie chcieli o tym rozmawiać, bo obawiali się czegoś. Ja myślę, że to jest głównie gdzieś osadzone w ludzkiej świadomości, że jeśli ktoś zetknął się z czymś tak szalenie kontrowersyjnym i absurdalnym, co zaburza całkowicie takiej osoby światopogląd, to czasami jest tak, jak w ogóle w świecie psychologii, że takie traumatyczne przeżycie po prostu stara się człowiek zakopać głęboko w swojej podświadomości i nie chce się z tym uzewnętrzniać. A czasami okazuje się, że wyrzucenie tego z siebie, opowiedzenie takiej historii komuś, kto powiedzmy się fachowo takim czymś zajmuje, przynosi ulgę. Ale jestem w stanie uwierzyć w to, że po prostu niektóre osoby wolą to w sobie tłamsić, niż się z tym uzewnętrzniać, bo boją się właśnie jakiejś wzgardy, drwiny, która jest w obecnych czasach czymś powszechnym.
[01:30:13] - To ja zadam takie pytanie może trochę kontrowersyjne, ale nasunęło mi się po lekturze książki. Czy manifestacje religijne mogą być tożsame z manifestacjami UFO? Czy to może być jedno i to samo?
[01:30:28] - Na pewno możemy się doszukać tutaj wiele analogii, szczególnie jeśli mówimy o tak zwanych objawieniach maryjnych, które już całkowicie zanikły gdzieś tam w ludzkiej świadomości. Ale myślę, że tutaj można się doszukać wielu aspektów, wspólnych aspektów, mimo tego, że tak naprawdę w objawieniach maryjnych na przykład pojawiają się zupełnie inne wątki, wątki stricte religijne. Ale należy też wziąć pod uwagę to, że jeśli wyjdziemy z założenia w ogóle, że fenomen UFO jest jakimś zjawiskiem, które współgra z ludzką świadomością, to też oddziałuje na pewne określone grupy ludzi. I myślę, że tak jest właśnie w przypadku objawień maryjnych, że tutaj manifestacje takich zjawisk były ściśle ukierunkowane na pewne kolektywne myślenie pewnych ludzi, więc przyjmowało taką formę, a nie inną, bo było możliwe do zaakceptowania wtedy dla tej konkretnej grupy ludzi.
[01:31:32] - To ja rzut oka na czat. Marcin Świetlicki: „Podczas czytania rozdziału o zakapturzonej zjawie z Huty poczułem najprawdziwsze ciarki i w pokoju zimno się zrobiło jakoś. To taka mała refleksja. Podziałało na moją podświadomość”. To refleksje z czytania. Natomiast Julian zadaje konkretne pytania: „Co pan sądzi o eksterioryzacji w ramach eksploracji innych rzeczywistości?” Drugie pytanie o wiarygodność wypowiedzi byłego ministra obrony Kanady Paula Hellyera. Na temat obcych na Ziemi, głównie w USA.
[01:32:19] - Jeśli chodzi o eksteriolizację, jest to jak najbardziej autentyczne zjawisko. To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Są ludzie, którzy potrafią to praktykować i w jakimś stopniu to możemy też wiązać z fenomenem UFO. Paradoksalnie, jeśli tak jak wcześniej mówiłem, rozłożymy bliskie spotkania UFO na czynniki pierwsze, to możemy sobie w pewnym stopniu uświadomić, że zepnięcie z czynnikiem zewnętrznym, który wpływa na ludzką świadomość człowieka, który jest obserwatorem takiego zjawiska, to on w jakimś stopniu ulega zmienionym stanom świadomości i być może to zakrawa o eksteriolizację. Natomiast jeśli chodzi o tego pana, który był czołową postacią polityczną Kanady, ciężko mi się do jego wypowiedzi ustosunkować w jakiś sposób. Są totalną bzdurą, bądź jakąś świadomą zagrywką, która miała coś wnieść, ale nie wiem co tak naprawdę. Natomiast te rzeczy, które ten pan prezentował w mediach, niestety, ale niewiele miały wspólnego z rzeczywistością.
[01:33:40] - Kolejne pytanie z czata. Marcin Świetlicki: „Ja podczas mojego przeżycia z nocnym gościem, co dziwne, nie poczułem strachu, ale wielkie zdziwienie”. Jakiś komentarz?
[01:33:56] - Ciężko się ustosunkować do tego. Powiem tylko tyle, że takie przypadki ja dokumentowałem i ciężko też je podpinać pod wątek UFO. Bardzo szerokie meandry zjawisk parapsychologicznych. Powiem tak: to jest wątek, który ja może nie poruszyłem w swojej książce, ale jeśli spojrzymy szerzej na jakiekolwiek zjawiska anomalne, to one się pogrywają w tym wszystkim i nawet fenomen UFO możemy w jakiś sposób powiązać z tematem nocnych gości, jak to się nazywa. A tak naprawdę to są zjawiska, kiedy człowiek styka się z tą drugą sferą pozazmysłową i może doznawać różnych stanów, które być może psycholodzy starają się tłumaczyć jako zwykłe halucynacje, ale tak naprawdę może być zupełnie inne wytłumaczenie tego.
[01:35:17] - Kontynuując pytanie, czy można w ten sposób wytłumaczyć, jak na przestrzeni lat zmienia się wizerunek UFO? Bo on się zmienia, prawda? I czy to przez to, że jest tutaj człowiek, który też zmienia swoje widzenie, czy jednak może ten świat zewnętrzny się zmienia? Jak pan myśli?
[01:35:40] - Ja myślę, że to i to, bo w całej architekturze spotkań z UFO czynnikiem wpływającym na przebieg takiego zdarzenia jest czynnik ludzki z jednej strony, a z drugiej strony czynnik tego zjawiska, które nie da się ukryć, jest inteligentne i które też kształtuje przebieg takiego zdarzenia. Więc to jest nakładanie się tych różnych aspektów.
[01:36:15] - A czy popkultura może też wpływać na to i coś sugerować człowiekowi przy takim spotkaniu?
[01:36:21] - Ja myślę, że tak, że kolektywnie na pewno. Jeśli wyjdziemy z założenia, że istnieje coś takiego jak kolektywna nieświadomość, o której mówił Jung, to do tego wielkiego worka mogą być wrzucane różne wątki. Dlatego na przykład ja się osobiście spotykałem z historiami, które też po części są może opisane w tej książce, jak coś takiego jak tak zwany żywy folklor, a więc coś, co tak naprawdę nie powinno w ogóle mieć miejsca. Kiedy na przykład człowiek na swojej drodze spotyka nie jakichś rasowych kosmitów czy też obiekt UFO, ale na przykład spotyka postacie baśniowe i to w ogóle nie powinno mieć miejsca. Niektóre bliskie spotkania UFO są pełne absurdów, pewnych takich wątków, które mogą też zahaczać o takie aspekty jak popkultura, jak to, jak w ogóle jest kształtowany wizerunek globalnej świadomości.
[01:37:25] - Znowu rzut oka na czat. Agata Sz. „Co do książek przeczytałam obie, a te »Tajemnice Dolnego Śląska« pochłonęłam w dwa dni. Polecam, dobra lektura”. To jest chyba dobry moment, żebyśmy posłuchali następnego fragmentu książki. Marku, prosimy.
[01:37:46] - Obiekt Delta nad Dobrzykowicami. W sobotę, 3 sierpnia 2013 roku między godziną 22:00 a 23:00 na terenie Śląska i Dolnego Śląska dochodzi do dwóch obserwacji niezidentyfikowanych obiektów o bardzo dużych rozmiarach. Mimo pewnych rozbieżności w opisie wyglądu zjawiska, kierunek obserwacji ze wschodu na zachód wskazuje, że mógł to być przelot tego samego obiektu. Poniższy przypadek, mimo że był daleką obserwacją nocną, tak zwanym NL, czyli światłem widzianym w nocy, wpisuje się w listę incydentów z udziałem NOLI o łukowatym kształcie. Do zdarzenia doszło w niewielkiej miejscowości Dobrzykowice, położonej tuż przy przedmieściach Wrocławia. Świadkiem zdarzenia był 38-letni Krzysztof Wacławski, pseudonim, dane osobowe zastrzeżone. Z zawodu inżynier, a więc osoba twardo stąpająca po ziemi. 3 sierpnia 2013 roku około godziny 22:30-23:00 pan Krzysztof wyszedł na chwilę na podwórko przed dom, aby spojrzeć na chwilę na niebo. Od wielu lat w stopniu dość zaawansowanym interesuje się astronomią i z pełną pasją często obserwuje nocne niebo. Cytat: "Sierpień to świetny moment dla każdego astronoma na wystawienie swojej lunety na zewnątrz.
Można wtedy zaobserwować przeloty Perseidów przy dobrej widoczności nieba. W takim też zamiarze wyszedłem na chwilę na zewnątrz zaraz po kąpieli i na moment znieruchomiałem", opowiadał pan Krzysztof. W pewnym momencie zamiast spadających gwiazd ujrzał przemieszczające się po niebie niezwykłe zjawisko. Cytat: "Jestem normalnie ścientystą, ale to mnie wprawiło momentalnie w zupełne osłupienie. Ujrzałem przemieszczający się na dużej wysokości szereg świateł ułożonych w kształt delty. Punkty, a było ich w sumie może dziewięć, tworzyły zwarty szyk formacji. Jeden znajdował się na przodzie. Po bokach widać było po cztery światła. Jasność punktów przyrównałbym do jasności satelity, a więc dość słabe. Jakieś trzecia, czwarta wielkość gwiazdowa, wszystkie jednolite.
Całość majestatycznie sunęła po niebie tempem satelity, aż w końcu zasłonił obiekt dach mojego domu. To coś przestało być widoczne, a ja ciągle stałem w tym miejscu z opadniętą szczęką", wspominał świadek. Światła tworzyły zwarty szyk delty. Świadek nie widział pomiędzy nimi gwiazd. Zjawisko w takiej postaci przemieszczało się po linii prostej ze wschodu na zachód. Było też nieznacznie wysunięte na północną stronę nieba. Obserwacja niestety została przerwana przez przeszkody terenowe w polu widzenia. Obiekt zasłonił dach budynku. Cytat: "Nie wiem, dlaczego nie obszedłem domu, aby kontynuować dalej obserwacje. Na pewno mógłbym coś tam jeszcze zobaczyć.
Po prostu stałem tak w osłupieniu. Po paru sekundach wróciłem do domu, ciągle analizując w głowie, czym mogły być zaobserwowane światła, ale nic logicznego nie przychodziło mi do głowy", dodał pan Krzysztof. Cała obserwacja trwała 20 do 30 sekund. Wszystko działo się w kompletnej ciszy. Pomiary terenowe niestety nie pozwoliły jednoznacznie ustalić, na jakiej wysokości mogły przemieszczać się światła delty. Świadek wielkość optyczną porównał do średnicy Księżyca w pełni. Dość mocno obstawał, że mogła to być nawet wysokość orbitalna. Wówczas zakładając, że był to pojedynczy obiekt, mógł on mieć wprost gigantyczne rozmiary. W oparciu o złożoną relację można jednak założyć, że była to wysokość przelotowa samolotu pasażerskiego. Wówczas hipotetyczna wielkość rzeczywista pojazdu mogłaby wynosić 430 metrów.
Jest to oczywiście wyłącznie założenie. Nie ulega wątpliwości, że w tym konkretnym przypadku mieliśmy do czynienia na pewno z obiektem nieznanego pochodzenia o sporych rozmiarach. Czy mógł to być samolot? Nocne warunki obserwacji potrafią być bardzo często zwodnicze, ale pan Krzysztof jest wieloletnim pasjonatem astronomii i spędził setki godzin na obserwacjach nieba. Potrafi bezbłędnie zidentyfikować samolot i satelitę. Tutaj cytat: "Nie było żadnego dźwięku, a jak nie ma dźwięku, to od razu można założyć satelitę. To był szereg punktów o rozmiarze optycznym dużo większym niż satelita. Dodatkowo kształt delty z kątem rozwarcia ponad 90 stopni trudno wziąć za satelitę". Koniec cytatu. Pan Krzysztof bezradnie rozkładał ręce, gdy pytaliśmy go o próbę wyjaśnienia.
Cytat: "Interesuję się w stopniu luźnym sprawami UFO. Przeglądam czasami strony internetowe, ale to wszystko. Tego, co wtedy widziałem, nie potrafię wyjaśnić", dodał ponadto. Jak się udało ustalić, obiekt, bo wszystko na to wskazuje, że światła tworzące zwarty szyk delty musiały być pojedynczym obiektem, nie przemieszczał się wzdłuż wyznaczonych korytarzy powietrznych przebiegających w okolicy. Jeśli był konwencjonalną maszyną lotniczą, to łamał wszelkie regulacje bezpieczeństwa. W tamtym czasie w rejonie Wrocławia doszło do kilku przypadków, gdy niezidentyfikowane cele przemierzały nocne niebo i naruszały wszelkie przepisy lotnicze poruszania się w obszarze cywilnym. Bardzo podobny pojazd obserwowano w lipcu bieżącego roku na ulicy Żmigrodzkiej. Czwórka osób przez kilka sekund obserwowała dość szybko przemieszczającą się po nocnym niebie w stronę centrum deltę koloru jasnoniebieskiego. Tym, co wydaje się najbardziej zaskakujące w przypadku zdarzenia, którego świadkiem był pan Krzysztof, jest jego zbieżność z inną obserwacją z tego samego dnia z terenu Śląska. W tym czasie portal Infra donosił o obserwacji zakamuflowanego bumerangu nad Lublińcem.
Zdarzenie miało miejsce dokładnie 3 sierpnia między godziną 22:20 a 22:30. Przypomnijmy pokrótce opis tej obserwacji. Cytat: "Była godzina 22:20-22:30. Nie wiem dokładnie, ale wróciłem do domu na pewno po 22:00 i od razu wyszłem na spacer. Zauważyłem na niebie, że coś się rusza. Dzięki temu, że nie ma świateł pod klatkami i na ulicy sąsiadującej, to idealnie widać nocne niebo. Początkowo myślałam, że to gwiazdy. Tylko że się poruszały. Zaczęłam się więc baczniej przyglądać. Generalnie to coś poruszało się bardzo wolno i bardzo nisko.
Kilkanaście sekund trwał przelot długości bloku. Co mnie zdziwiło, to brak jakiegokolwiek dźwięku. Gdy lecą samoloty pasażerskie, to nawet jak są bardzo wysoko, słychać je. Ale ja tam się nie znam na technologii i nie wiem nawet, czy już takie samoloty jak ten obserwowany istnieją. Światła były takie, jakby przygaszone. Wyglądały kolorystycznie jak gwiazdy. Z mojego rysunku tego nie widać, ale były symetryczne. Na pewno nie były w rządkach, ale też nie do końca w szachownicę, ale to chyba nieistotne. Kolor korpusu taki sam jak nieba. Początkowo myślałam, że to jest przezroczyste, ale gdy obserwowałam najbliższą gwiazdę na trasie tego czegoś, to schowała się za tym.
Patrząc miało się wrażenie, jakby to był obraz komputerowy. Tak jak w filmie, gdy chcą pokazać, że coś jest niewidzialne, a jednocześnie pokazać gdzie jest. Takie załamania jakby". Nie umiem tego opisać. Kiedyś w filmie widziałem podobne załamania, tylko światła były wyraźne, a brzegi jakby zlewały się z niebem. Jedyne co mogę dodać to to, że to coś leciało ze wschodu na zachód mniej więcej, a ja obserwując to mogę powiedzieć, że leciało albo dokładnie nad blokiem na ulicy Tysiąclecia 2, albo przynajmniej prawa część była nad blokiem, a lewa między blokami. Leciało od ulicy ZHP przez Tysiąclecia w kierunku Wojska Polskiego. Koniec cytatu. Z powyższego listu wynika, że godzina i kierunek przemieszczania się bumerangu nad Lublińcem całkowicie pokrywa się z trasą przelotową obiektu Delty z Dobrzykowic. Rozbieżności pojawiają się tylko w opisywanym kształcie obydwu obiektów, ale tylko na pierwszy rzut oka.
NON z Lublińca przypomina bumerang, obiekt z okolic Wrocławia — deltę. Świadek z Lublińca zapamiętała dość istotny szczegół. Cytat: „Światła były takie jakby przygaszone. Wyglądały kolorystycznie jak gwiazdy”. Koniec cytatu. Pamiętamy, że pan Krzysztof wspominał o jasności satelity, a więc było to dość słabe światło, które łatwo można było przeoczyć. Dwa różne kształty obiektu z uwagi na warunki nocne i inne sposoby percepcji mogły w istocie dotyczyć tego samego pojazdu. Zgadzał się przede wszystkim łukowaty kształt. Na koniec warto więc skonstatować, iż niezwykłą rzadkością w ufologii jest możliwość badania zdarzeń, które jednocześnie były rejestrowane w innych regionach kraju. I oczywiście odtwarzacz już pędził, żeby odtworzyć kolejny fragment.
Czyli chyba mu się audiobook spodobał. Jeżeli sztucznej inteligencji audiobook się podoba, to znaczy, że jest dobrze. To znaczy, że książka jest bardzo ciekawa i myślę, że państwo również wiele z tej książki wyciągną, jeżeli jeszcze jej nie macie bądź wyciągnęli, jeśli ją już przeczytaliście. Jeszcze tylko przypomnę kontakty głosowe do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów, jak zawsze stacjonarne: 32 746 0008. Komórkowy: 530 620 493. I oczywiście Skype: radio.paranormalium.pl. Zapraszamy, zachęcamy gorąco do dzwonienia i do zadawania pytań.
[01:48:08] - To ja od razu wskakuję z pytaniami z czata. Dwa powiązane ze sobą. O 35: po wydaniu tej książki autor odpoczywa, czy też pracuje nad następną książką? A jak pracuje, to jaka tematyka tym razem będzie? I tu to jest zbieżne z pytaniem Marcina Świetlickiego. Zastanawiam się, o czym będzie następna książka pana Damiana, a zatem temat bardzo gorący. To słuchamy.
[01:48:40] - Czy nad czymś pracuję? Na razie to ciężko znaleźć czas na pracę w tym temacie, bo jestem pochłonięty, można powiedzieć, sprawami przyziemnymi. Natomiast mogę zdradzić mały sekret, że materiał, który został ujęty w tej książce, jak wielu czytelników zauważyło, jest monumentalny, ale w całości nie jest kompletną pracą. Bo tak naprawdę materiału, którego zebrałem na przestrzeni wielu lat, a to jest praktycznie można powiedzieć o 20 latach mojej pracy w terenie, mojej działalności, jest tak dużo, że tak naprawdę by się zebrało jeszcze na niejedną książkę. Więc pojawiła się idea drugiego wydania tej książki z ujęciem spraw, które nie weszły w kanon tych przypadków opisanych w książce. Natomiast to na razie jest w sferze jeszcze opracowań i jeszcze nie ujrzało takiej formy ostatecznej, a jeśli ujrzy, to bardziej mówimy o przyszłym roku. Natomiast oczywiście w planach są jeszcze inne książki, które może kiedyś bym chciał popełnić. Natomiast wszystko zależy od tego, ile mi starczy na to czasu mojego osobistego. Na pewno jeszcze są wątki, które też osobiście mnie interesują, które niejako się też pokrywają z tym tematem UFO, a dotyczą właśnie szeroko pojętego zjawiska abdukcji, którym się też od dłuższego czasu zajmuję. I takie różne historie, przypadki dokumentuję.
Być może one też znajdą się w formie już takiej opisowej książki. No i oczywiście może są jeszcze inne wątki, które może też znajdą się w innych tematach, pobieżnych tematach, ale to już mówimy o bardzo odległym czasie.
[01:50:48] - A czy ten materiał, który pan zbiera od wielu lat i te poszukiwania UFO nie są w pewnym stopniu taką niezgodą na to, że jesteśmy we wszechświecie sami i tęsknotą za czymś więcej?
[01:51:08] - Może tak. Chociaż ja paradoksalnie, mimo tego, że staram się udowodnić, że za zjawiskiem UFO kryje się coś, można powiedzieć bardziej przyziemnego, sam sobie nie wykluczam w ogóle tego aspektu, tego, że Jesteśmy faktycznie sami w wyższym świecie, bo tego się nie da całkowicie wykluczyć. Natomiast to, co wynika z materiału badawczego, wskazuje na coś bardziej przyziemnego. Nie można w swoich dowodach myślowych wykluczyć tego, że oprócz tego paralelnie istnieje taka możliwość, jak istnienie życia pozaziemskiego.
[01:51:56] - A czy możemy powiązać poszukiwania, które pan prowadzi, z ludowymi wierzeniami w skrzaty, wiły czy mamuny? Czy to jest podobny rodzaj pociągu za czymś nieznanym albo jakaś próba oswojenia rzeczywistości, tylko kiedyś w mikroskali, czyli to, co nas otacza na łące, w polu i w lesie, a dzisiaj próbujemy. Czy to nie jest próba oswojenia się z wszechświatem, z rzeczywistością pozaziemską? Bo pan też niejednokrotnie w książce nawiązuje do tych ludowych wierzeń.
[01:52:32] - Tak, nawiązuję, bo nie da się ukryć, że analogie są bardzo czytelne w wielu takich przypadkach. Te zdarzenia bardzo nawiązują do tego, co możemy łączyć nawet z demologią ludową. Moja rola trochę przypomina takiego współczesnego etnografa, który przysłuchuje się różnym historiom, który rejestruje je. Może to jest inna forma tego, jak to zjawisko jest odbierane teraz i może to też wskazywać, jak wizura tego zjawiska kształtowała się wcześniej, kiedy człowiek miał węższe spojrzenie na otaczającą rzeczywistość i starał się racjonalizować takie zjawiska w sposób bardziej przyziemny i łączył je z prostymi zjawiskami, bo taki jego był kontekst myślowy. Natomiast teraz jesteśmy bardziej świadomi wielu rzeczy, dlatego to zjawisko przyjmuje inną formę, prawda? Ale zdarzają się wymyki, tak jak mówię o historiach, które dotyczą czegoś takiego jak żywy folklor.
[01:53:45] - To teraz ja. I znowu muszę looknąć na forum, na czat. Julian, bardzo refleksyjne pytanie: gdzie będziemy technologicznie, jeśli przetrwamy za 1000 albo za 10 000 lat? Czy odległości między galaktykami nie będą globalną wioską? Ilu z obcych cywilizacji jest od nas dużo starszych?
[01:54:16] - Bardzo filozoficzne pytanie. Myślę, że dużo. Tylko to chyba od nas będzie zależało, na jakim stopniu rozwoju będziemy się znajdować za te kilka tysięcy lat i w jakim kierunku podąży nasza cywilizacja. A to, gdzie się znajdzie, tego chyba nie wie nikt.
[01:54:43] - To kolejne pytanie z czata. Marcin Świetlicki: Mike Dash w książce „Granice poznania” pisał o wpływach kulturowych na przykład w temacie obserwacji potwora z Loch Ness. Na ile da się to również odnieść do zjawiska UFO? To w jakimś stopniu wiąże się z tym pytaniem, które całkiem niedawno zadała Marta. W związku z tym idźmy tą drogą.
[01:55:13] - Myślę, że jest jakieś nawiązanie, bo jeśli w ogóle spojrzymy na problem tak zwanej kryptozoologii, czyli dziedziny, która w zasadzie też jest jakąś taką paranauką, która stara się dociec prehistorycznych potworów, które gdzieś tam stąpają po tej ziemi. Jednym z nich jest legendarny potwór z Loch Ness. Idąc tym tokiem myślenia, co może się kryć za fenomenem UFO, możemy też w zasadzie takim tokiem myślenia wytłumaczyć takie historie, zagadki kryptozoologiczne, prawda? Jak potwory Loch Ness, że to jest forma jakiejś takiej wizji, która jest ukształtowana poprzez różne czynniki. Tylko największym paradoksem tego wszystkiego jest to, że te wizje mogą też odciskać jakieś ślady, a więc w wielu przypadkach się tak zdarzało przy różnych spotkaniach, czy to z jakimś potworem Yeti, czy z Loch Ness, że czasami były jakieś ślady po takich spotkaniach, które można było poddać różnym badaniom naukowym. I czasami z tych badań wynikały różne kontrowersyjne rzeczy. Ale podobnie jest też w zasadzie przy niektórych bliskich spotkaniach z UFO, bo tam też przecież pojawiają się ślady i one w zasadzie były tym głównym wyznacznikiem świadczącym o tym, że geneza tego zjawiska jest stricte pozaziemska, że to było coś materialnego, fizycznego, co zamanifestowało się. Ale w moim rozumowaniu jest tak, że prawdopodobnie to zjawisko, stykając się z naszą rzeczywistością i z naszą sferą zmysłową, może też oddziaływać na materię i może pozostawiać ślady, które my interpretujemy jak zjawiska. Natomiast może być zupełnie inaczej tak naprawdę. Więc może ta zagadka kryptozoologiczna jest w jakimś stopniu powiązana tutaj.
[01:57:20] - To kolejne pytanie z czata: czy aspekt religijny, istnienie Boga, Shivy, innych bóstw można łączyć z kosmitami?
[01:57:33] - W pewnym sensie tak, jeśli na to spojrzymy szerzej w kontekście tym, jak zjawisko UFO kształtowało świadomość ludzką. Jeśli weźmiemy na przykład coś takiego jak zjawisko kontaktowców, ludzi, którzy mieli częstą styczność z tym fenomenem, którzy uważali się za ogniwo łączące z fenomenem UFO, którzy prezentowali różne niestworzone historie, nie do końca czasami prawdziwe. Czasami ci ludzie stawali się prorokami i poprzez swoje różne prawdy wiary, które głosili, w pewnym sensie ustanawiali pewne kanony wiary, które stawały się segmentem pod jakieś ugrupowanie religijne, pod jakąś sektę. Takich przykładów jest dużo. Jeśli w ogóle spojrzymy na niektóre ugrupowania religijne, niektóre sekty, jest kilka na pewno, które nawiązywały do wątków ufologicznych.
[01:58:46] - Okej, dochodzi 22:00, a właściwie już jest 22:00. Proponuję, żebyśmy sobie zrobili krótką przerwę i w tym czasie proponuję wysłuchanie felietonu Tomka Fąsa.
[01:59:08] - Codzienność ezoteryki. Powiem państwu szczerze, że temat dzisiejszej audycji nieco mnie zaskoczył. Oczywiście słyszałem opowieści o Nolach, UFO i tym podobnych sprawach, nawet swego czasu dosyć dużo, jako że obracałem się w młodości w gronie miłośników fantastyki i rzeczy związane z ezoteryką, z ufologią, z parapsychologią jakoś tam przeważnie sąsiadowały, przynajmniej za moich czasów. Staraliśmy się patrzeć szerzej na te rzeczy. Do dzisiaj zatem klasyfikuję tego rodzaju zjawiska w jednej paczce z opowieściami o czarodziejach i gwiezdnych wojnach, co wcale nie znaczy, że podważam jednoznacznie ich prawdziwość. Szczęśliwie nie muszę jej weryfikować i nie jest to dla mnie tak naprawdę istotne. Powiem państwu, że ja w zasadzie nigdy też nie przykładałem dużej uwagi do tego, co jest rzeczywiste, a co nie jest. Wydaje mi się to generalnie kwestią ułomną. Pomyłka freudowska. Umowną chciałem powiedzieć, ale też w pewnym sensie ułomną.
Takie sztywne dzielenie rzeczy na rzeczywiste i nierzeczywiste. „What is hypnosis really?” Zapytano podobno kiedyś Richarda Bandlera, dość kontrowersyjnego współtwórcę NLP, hipnozy współczesnej. „What is hypnosis really?” Czym w rzeczywistości jest hipnoza? I Bandler miał odpowiedzieć na to pytanie: „What is reality really?” A czym w rzeczywistości jest rzeczywistość? Wymyka nam się to, proszę państwa. W dobie różnych koncepcji nowych paradygmatów, wymyka nam się granica pomiędzy rzeczami rzeczywistymi, nierzeczywistymi, umownymi, różnymi konstruktami teoretycznymi, myślowymi. Coraz płycej na rzeczywistość patrzymy i coraz mniej wchodzimy w pewne podstawy filozoficzne tego typu rozważań. W ogóle o rzeczywistości, o naturze bytu to już wszystko jest dla młodych ludzi kompletne czary-mary, tego rodzaju rozważania. Trochę histerycznie, coraz bardziej kompulsywnie wręcz młodzież chwyta się materializmu. Chwyta się czegoś, co już jakiś czas temu przewidywałem, choć może niezbyt publicznie, że rolę religii zastąpi psychologia.
Rolę religii dla materialistów, mówi się racjonalistów, choć dla mnie materializm a racjonalizm to dwie różne rzeczy. Racjonalność wcale nie musi zakładać istnienia wyłącznie materii. Niemniej czepia się młode pokolenie materializmu z tego względu, że jakiekolwiek głębsze wchodzenie w rozważania w swej naturze werbalne, myślowe, logiczne stają się trochę skomplikowane. Z drugiej strony nauka sama w sobie też jest skomplikowana, więc odwoływanie się do nauki jest zawsze siłą rzeczy umowne i zawsze opiera się na pewnym skrócie, na pewnej wierze w naukę, wierze w metodę naukową i wierze w jakieś popularnonaukowe, często bardzo wypaczające ten obraz źródła. Gdzie w tej sytuacji odnaleźć możemy ezoterykę, ufologię? W sumie nie wiem. Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu funkcjonowały takie zjawiska, czy może przed XXI wiekiem mówiło się dużo o kręgach w zbożu, o tego typu poszukiwaniach. Z czasem trochę nam one spowszedniały. Może przytłoczone różnym szumem newsowym internetu, teoriami Davida Icke i skrajnymi. UFO nie jest tak niezwykłe.
Trzeba wymyślać jaszczury rządzące światem czy płaską ziemię, jeszcze ogniskować te dyskusje. Gdzie w tym miejscu ufologia? Nie wiem. Życzę autorowi wszystkiego dobrego. Oby może ożywił pewną fantazję, pewną wyobraźnię, pewne zainteresowanie tym światem niezwykłym gdzieś obok nas, którego faktycznie chyba na Śląsku zawsze było trochę więcej. To jakoś tak chyba się dzieje. Kto wie, może nawet kręgi w zbożu przyjdzie nam jeszcze podziwiać. Oby, byłoby ciekawie, czego sobie i państwu życzę.
[02:03:31] - W felietonie Tomasza Fąsa pojawiły się pewne nawiązania do kwestii związanych z naturą naszej rzeczywistości.
[02:03:39] - Ponieważ jestem już po lekturze książki Damiana Treli, która dzisiaj stanowi punkt centralny dzisiejszej „Ambicji. Tajemnice Dolnego Śląska”. Wiem, że pod koniec książki pojawia się nazwisko, które słuchacze Radia Paranormalium, przynajmniej niektórzy, dobrze znają, mianowicie Tom Campbell. Thomas Campbell i jego MBT, czyli My Big TOE. „Wielka teoria wszystkiego”. Słuchacze pewne idee Toma, przynajmniej ich część, znają chociażby z materiałów publikowanych na antenie Radia Paranormalium, z zapisu niezwykłego sympozjum w Krakowie, które odbyło się w 2018 roku, również z pewnych wywiadów, które miałem przyjemność tłumaczyć. I mam takie pytanie do Damiana: jak ty w ogóle czujesz Toma Campbella i MBT, szczególnie w kontekście prób tłumaczenia natury zjawiska UFO i jego pochodzenia?
[02:04:43] - Nie da się ukryć, że to jest postać nietuzinkowa. Jego spojrzenie na rzeczywistość, jego próby interpretacji otaczającej rzeczywistości są w wielu aspektach mi bardzo bliskie i trafne. Dlatego też w jakimś stopniu nawiązałem do tej postaci w swojej książce. Szczególnie w kontekście dotyczącym tego, to jest w ogóle delikatne rozwinięcie tego wątku w mojej książce, czym jest faktycznie nasza otaczająca rzeczywistość. Bo jak już w ogóle zaczniemy bardziej dogłębnie analizować to, czego może dotyczyć fenomen UFO i w ogóle czego może dotyczyć wiele fenomenów, zjawisk anomalnych, to możemy się zaczynać zastanawiać i wchodzić w tematy dotyczące czegoś, o czym mówi Campbell, czyli o tym, że wszystko jest iluzją i otaczająca rzeczywistość jest taką trochę holograficzną projekcją, a my żyjemy w takim matriksie. A to, co na nas oddziałuje, jest formą pewnego systemu. Zresztą, o którym też wspominał wiele razy bliski mi autor, Jacques Vallée, mówiąc w kontekście UFO o systemie kontroli. Dlatego ja w jakimś stopniu też nawiązałem do Campbella, bo jego hipoteza Big TOE jest właśnie bardzo inspirująca.
[02:06:23] - Właśnie Tom Campbell często nawiązuje do gier komputerowych i takie mi się skojarzenie właśnie teraz nasunęło, trochę spowodowane pogrywaniem w jedną z popularnych gier sieciowych „GTA Online”. W wersji pecetowej „GTA Online” jest to oczywiście bardzo mocno podatne na różnego rodzaju mody, na wykorzystywanie glitchy przez moderów. I tak sobie teraz pomyślałem: może zjawisko UFO w jakimś tam stopniu jest właśnie efektem zabaw takiego modera, który do naszej rzeczywistości, do naszej gry, w której uczestniczymy, wprowadza jakieś elementy obce w jakimś celu.
[02:07:08] - Któż to wie, może tak jest.
[02:07:13] - To ja znowu rzut oka na czat i o 35. Wracając do planów pisarskich. Czy może pan Damian ma w planach napisanie wspólnej książki z innymi badaczami, na przykład z Arkiem Miazgą? Ciekawe byłoby podejście, co o danej sprawie sądzi inny badacz. Czy poglądy na daną sprawę będą zbieżne, czy też każdy z was ma inny pogląd? W sumie wiem, iż jest to mało prawdopodobne, ale interesujące na pewno.
[02:07:49] - Powiem tak: jako takich planów nie ma. Moje rozważania, moje refleksje na temat zjawiska UFO są bardzo zbliżone do koncepcji, które prezentuje Arkadiusz Miazga, którego pozdrawiam serdecznie, jeśli nas słucha. Natomiast gdzieś tam w pewnym momencie w niektórych aspektach się rozmijamy, ale ogólnie całokształt jest bardzo zbliżony faktycznie. Jego ostatnia książka jest bardzo ciekawym ujęciem tego właśnie, o czym ja mówię w kontekście swoich badań poprzez swoją obecną książkę, nową książkę. To jego rozważania, mimo tego, że on dotyka tam zagadnień dotyczących bardziej folkloru i tematyki demologii ludowej, są bardzo zbliżone do tego, co ja staram się udowodnić w swoim myśleniu poprzez współczesne przypadki.
[02:08:56] - To takie pytanie znowu przeczytane na czacie. XXYY: czy UFO można łączyć na przykład z dyskami Tesli? Technologia wojskowa.
[02:09:15] - Wydaje mi się, że chyba nie do końca. Bo o czym mówimy? O czym ja piszę, o czym ja piszę w swojej książce, to, co ja prezentuję na przykładzie różnych relacji, historii opisanych. Myślę, że jednak dotyczy to zupełnie osobnego zagadnienia niż jakieś antygrawitacyjne zjawiska, fenomeny, tajne testy wojskowe i tak dalej. Nie da się ukryć, że jeśli mówimy na przykład w kontekście Tak zwanej słynnej fali UFO trójkątów, która się też niejako przewinęła przez Polskę i dotknęła w jakimś stopniu Dolnej Śląski, do której ja nawiązuję. Bo jeśli spojrzymy na współczesne meldunki i relacje ludzi, to w większości dotyczą one właśnie takich trójkątnych obiektów, a więc czegoś, co nawiązuje do tajnych pojazdów wojskowych, które rodzą się w różnych zakamarkach tajnego przemysłu lotniczego w Stanach Zjednoczonych i nie tylko. Mogą się nasunąć takie wnioski. Natomiast wydaje mi się, że jednak fenomen UFO jest bardzo uplastyczniony i on się kształtuje wprost proporcjonalnie do tego, jakie są współczesne trendy myślowe. I to, że przyjmuje taką formę, nie jest zbiegiem okoliczności, ale jest bardziej ukoronowaniem właśnie hipotezy, że to zjawisko jest bardziej parapsychologiczne niż fizyczne.
[02:11:04] - A powiedział pan wcześniej, że w Polsce nie ma już stowarzyszeń. Każdy działa na własną rękę. I ja mam takie pytanie: kto stoi i czy w ogóle ktoś stoi na straży wiarygodności różnych relacji, które się pojawiają? I czy w ogóle jest jakiś sposób na weryfikację takich relacji? Czy są prawdziwe, czy fałszywe? Z punktu widzenia takiego człowieka jak ja, który nie do końca wie, jak to robić.
[02:11:32] - W zasadzie możemy traktować świadectwo jakiejś relacji, jakiegoś człowieka na wieloraki sposób, prawda? Czy ktoś stoi na straży? Generalnie nie ma nikogo takiego, kto by stał na straży i weryfikował to zewnętrznie, obiektywnie. Jedynie może osoba taka jak ja, która dokumentuje coś takiego, może coś takiego weryfikować. Natomiast chyba nie ma żadnej takiej komisji naukowej, która by stanęła na straży i zweryfikowała dogłębnie autentyczność takich relacji. Może takie próby były gdzieś tam w Stanach, ale tak naprawdę one do niczego nie doprowadziły.
[02:12:25] - To ja teraz mam jeszcze taką zapóźnioną refleksję odnośnie felietonu Tomka. Zdecydowanie, Tomku, jest tak, że materializm i racjonalizm to są zupełnie dwie różne działki. One rzeczywiście we współczesnym świecie bywają łączone. To znaczy, ktoś sprytnie starał się udowodnić ludziom, że bycie materialistą jest oznaką racjonalizmu. Nie idźcie państwo tą drogą. To jest zupełne nieporozumienie. Bycie racjonalistą, posługiwanie się rozumem, z tego wcale nie wynika, że musimy być materialistami. To tak zupełnie na marginesie. Ale na marginesie jest też pytanie Juliana: czy pan Damian lubi, czy czyta fantastykę naukową?
[02:13:29] - Na pewno się zetknąłem, ale nie mogę powiedzieć, że jestem jakimś fanem i zaczytuję się. Na pewno znane mi są niektóre dzieła, które czytałem, ale nie mogę powiedzieć, że jestem stałym czytelnikiem. Może powinienem to zmienić. Zdecydowanie. Bo jak spojrzę na niektóre powieści science fiction, to na pewno mogę się doszukać pewnych analogii do tego, czym ja się osobiście zajmuję. I to też jest zastanawiające w jakimś stopniu, co tak naprawdę kształtuje niektórą literaturę science fiction.
[02:14:07] - Zachęcamy bardzo do czytania lektur science fiction. A ja mam też jeszcze pytanie, kontynuację: czy interesuje się pan badaniem Marsa, które jest w tej chwili na tapecie, ta cała eksploracja. Czy jest z tym pan na bieżąco?
[02:14:26] - Znaczy jestem, ale stronię raczej od tych różnych podwątków sensacyjnych, które krążą w internecie i które starają się doszukiwać różnych kontrowersyjnych zdjęć, z których coś niby wynika, ale tak naprawdę nic nie wynika, że ktoś tam dopatrzył się jakiejś jaszczurki czy coś na tych zdjęciach. Śledzę sobie oczywiście to na bieżąco, ale traktuję to jako coś drugorzędnego, powiedzmy.
[02:15:02] - To ja mam kolejne pytanie z czata. Marcin Świetlicki: przypomniały mi się praktyki Alexandry David-Neel w Tybecie podczas tworzenia przez nią tulpów. Czy takie obserwacje mogą być projekcją zbiorowej podświadomości ludzkiej? Znowu Jung się kłania.
[02:15:24] - Tak, to jest bardzo ciekawe ujęcie, bo ten wątek tulp jest mi bliski, prawda? I to jest takie ciekawe nawiązanie właśnie faktycznie do tego, o czym dzisiaj dyskutujemy. Także myślę, że możemy też w jakiś sposób interpretować fenomen UFO pod tym kątem.
[02:15:53] - To ja teraz proponuję, żebyśmy posłuchali już, niestety, ostatniego fragmentu książki pana Damiana.
[02:16:03] - UFO i szklana kula koło Szklarskiej Poręby. Wielu badaczy do przypadków spotkań, w których ewentualnie mogło dojść do wpływu na świadomość potencjalnego obserwatora, podchodzi z dużą rezerwą, bardziej próbując doszukiwać się elementów fizycznych w zdarzeniu, aniżeli kontrowersyjnych paranormalnych wątków. Tym ostatnim bardzo często trudno jest znaleźć akceptację. Wśród niektórych ufologów panuje pogląd, że elementy zdarzenia, które nie pasują do ogólnie znanych schematów, mogą być przekoloryzowane przez świadków próbujących na siłę uwiarygodnić swoje przeżycia z udziałem UFO. Czy słusznie? Lata badań nad tym zjawiskiem coraz bardziej skłaniają pewne grono ufologów do traktowania zdarzeń o wysokim współczynniku niezwykłości z pełną otwartością i powagą. Zjawisko to nie przestało nas zaskakiwać i występujące w bliskich spotkaniach wątki paranormalne mogą okazać się decydujące w kwestii analizy pochodzenia i genezy zjawiska UFO. Poniższe zdarzenie nosi w sobie wiele szczegółów, które mają prawo budzić nasze wątpliwości, ale same w sobie nie umniejszają wysokiej rangi i wiarygodności świadka. Jednym z uczestników tej niezwykłej obserwacji był Marek Watorek, pseudonim, mieszkający wiele lat temu niedaleko Szklarskiej Poręby w województwie dolnośląskim. Pan Watorek obecnie przebywa w Niemczech.
Do zdarzenia doszło między 1979 a 1981 rokiem. Świadek niestety nie pamięta dokładnej daty. W sierpniu lub na początku września, około godziny 12:30 lub 13:00 pan Marek wraz ze swoim kolegą z pracy, Józefem, jechał służbowym żukiem w kierunku Szklarskiej Poręby. Obydwaj panowie byli pracownikami miejscowej huty szkła kryształowego Julia w Piechowicach i zajmowali się rozwożeniem obiadów, jak i samych pracowników do zakładu pracy. Tego dnia akurat zawozili posiłki dla hutników z pobliskiej stołówki. Gdy samochód wjeżdżał w granice wsi do Piechowic, pan Marek dostrzegł po lewej stronie dziwny rozbłysk w szybie auta. Cytat: „To był taki refleks na szybie. Niby nic niezwykłego, ale nie wiem dlaczego poczułem silny imperatyw ustalenia co to takiego. Więc zjechałem na pobocze, wyłączyłem silnik i wyszedłem na zewnątrz. Zaraz też za mną wyszedł mój kolega” opowiadał pan Marek.
Jezdnia, na której świadkowie zatrzymali się, to bardzo wąska droga gminna biegnąca w stronę Szklarskiej Poręby. Z lewej strony roztaczał się z niej malowniczy widok na masyw górski Śnieżnych Kotłów. W chwili obecnej droga ta jest już poszerzona i po jej lewej stronie ciągnie się długi kamienny mur. Wraz z bujnie rosnącymi w tym miejscu drzewami mur zasłania widok na pobliskie góry. Ale panorama tej okolicy czterdzieści lat temu wyglądała zupełnie inaczej. Gdy pan Marek spojrzał w stronę Śnieżnych Kotłów, naraz dostrzegł w oddali ciekawe zjawisko. Cytat: „Zobaczyłem na tle góry unoszącą się dużą srebrną kulę. Jak na moje oko mogła mieć jakieś dwadzieścia metrów średnicy. Przypominała szklaną kulę i widać było, jak odbijała światło słoneczne” wspominał świadek. Zjawisko wisiało nieruchomo po lewej stronie od wzniesienia, na wysokości znajdującej się na szczycie telewizyjnej stacji przekaźnikowej i było bardzo dobrze widoczne dzięki idealnym warunkom pogodowym.
Przejrzystość powietrza w dniu obserwacji była bowiem bardzo dobra. Bezchmurne niebo i widoczne słońce w zenicie tylko ułatwiały dostrzeżenie kuli na tle góry. Jak sam świadek stwierdził, cytat: „Kula przypominała szklany kryształ, ale nie była przeźroczysta. Nie świeciła też własnym światłem, tylko odbijała od siebie promienie słoneczne”. Koniec cytatu. UFO pojawiło się w kierunku południowo-zachodnim, w odległości około kilometra od drogi, na której stali świadkowie. Pan Marek, obserwując zastanawiające zjawisko, o dziwo nie czuł strachu ani ciekawości. Cytat: „Miałem bardzo obojętny stosunek do tego, co obserwowałem, co samo w sobie do dzisiaj wydaje się być dziwne. Za to mój kolega podszedł bardzo emocjonalnie do obserwacji. Z wrażenia aż klęknął na kolana i zaczął się żegnać.
Później wspomniał, że podobne rzeczy obserwował jeszcze jako mieszkaniec Lwowa przed wojną. Wszyscy wówczas dyskutowali o nadchodzących znakach wojny” wspominał. Niestety nie dysponujemy relacją pana Józefa i opieramy się tylko na opisach pana Marka. Możemy sobie jednak wyobrazić, że UFO obserwowane na tle gór musiało wywołać duże wrażenie. Stąd reakcja pana Józefa jest jak najbardziej uzasadniona. Wątpliwości budzi jedynie zachowanie pana Marka, który jak już wiemy, miał obojętny stosunek do tego, co obserwuje. Jest to bardzo interesujący wątek zdarzenia, warty zapamiętania. Jak się za chwilę przekonamy, mógł mieć coś wspólnego z tym, co się stało chwilę później. Cytat: „Jak staliśmy na krawędzi drogi i patrzyliśmy, w jednej chwili za naszym samochodem ustawił się długi sznur aut. Było to wprost niewiarygodne, bo staliśmy tam ledwie chwilę, a tu nagle tyle samochodów”.
"Wszyscy kierowcy grzecznie siedzieli w swoich autach i nikt nawet nie zatrąbił." Koniec cytatu. Warto w tym miejscu dodać, że biegnąca tam wówczas droga gminna była bardzo wąska. Choć pan Marek zaparkował swoje auto na uboczu, to i tak nie było możliwości wykonania żadnego manewru omijającego. W międzyczasie szklana kula, tak jak wisiała, nagle odleciała. Świadek opisał to w następujący sposób, cytat: "Kula naraz obróciła się w powietrzu i wystrzeliła, odlatując błyskawicznie w stronę Szklarskiej Poręby. Wyglądało to jak strzał z karabinu. Dosłownie moment i już jej tam nie było." Koniec cytatu. Całe zdarzenie, zdaniem świadka, trwało zaledwie 30 sekund. Po chwili on i pan Józef weszli do samochodu i udali się w stronę huty. Dopiero w tym momencie pan Marek zaczął analizować w głowie przebieg całego zdarzenia.
Najbardziej nieprawdopodobny w tym wszystkim wydawał się mu czas obserwacji w stosunku do bardzo szybko skumulowanego długiego sznura samochodów. Cytat: "Jest to jedyna droga z tej strony prowadząca do Szklarskiej Poręby, więc wtedy zawsze była ruchliwa. Ale najdziwniejsze było to, że naraz tyle samochodów nagromadziło się w jednym miejscu. Dziwne było też miejsce, gdzie zaparkowałem samochód" dodał pan Watorek. Świadek znał najmniejszy zakamarek tego miejsca i nie mógł zrozumieć, że był w stanie zjechać na pobocze w tamtym punkcie drogi. Aby rozwiać swoje wątpliwości, następnego dnia udał się w to miejsce. Już na wstępie uświadomił sobie, że fizycznie nie da się tam zaparkować auta w taki sposób, jak to wówczas uczynił. Gdy zaczął się rozglądać po okolicy, uświadomił sobie kolejną zastanawiającą rzecz. W miejscu, gdzie mogą klęczeć pan Józef, kończy się krawędź drogi i jest strome zejście w dół. Pan Józef po prostu nie mógł znajdować się w tym miejscu, gdyż natychmiast zsunąłby się w przepaść.
Ale żeby jeszcze tego było mało, zaparkowany samochód pana Marka dopiero po kilku minutach stał się przeszkodą dla zaledwie kilku aut. Poirytowani kierowcy natychmiast zaczęli wciskać nerwowo klaksony, dając do zrozumienia panu Markowi, że tutaj nie można parkować. Cytat: "Dopiero w miejscu obserwacji zrozumiałem, że to było niemożliwe, aby w ciągu paru sekund zgromadziło się w jednym miejscu tyle aut i nikt nie zareagował. Mimo że cała obserwacja mogła trwać kilka lub kilkanaście sekund, czułem, jakby czas stanął w miejscu. Został zamrożony" podkreśla swoje doświadczenia ze spotkania pan Watorek. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż pan Marek od dnia obserwacji doświadczył jeszcze wiele innych zdarzeń. Kilka dni po tym incydencie miał problemy ze snem i odczuwał dziwny zapach. Cytat: "Ten zapach towarzyszył mi jeszcze przez wiele lat. Przypominał on zapach skóry. Często odczuwałem go nocą, gdy nie mogłem zasnąć" mówił.
Oprócz tego świadek wspominał też o snach, podczas których odczuwał czyjąś obecność. Niestety po latach niewiele z tego pamiętał bądź miał obawy, aby powiedzieć coś ponadto. Wspomniany zapach jest dość charakterystyczny przy bliskich spotkaniach z UFO. W tym przypadku pan Marek nie jest w stanie wykluczyć, że osobliwy zapach pojawił się już w trakcie obserwacji i później wracał do niego jeszcze przez wiele lat. W tonie szablonowej wręcz klasyki utrzymuje się także poruszony wcześniej element ewentualnego wpływu zjawiska na świadomość świadka lub otaczającą rzeczywistość. Przypomnijmy, że pan Marek nie czuł strachu ani ciekawości w chwili obserwacji. Okoliczności pojawienia się wielu samochodów za zaparkowanym żukiem w tak krótkim czasie, brak reakcji kierowców oraz miejsce, gdzie klęcza pan Józef, jakiego de facto nie było, wydają się być zastanawiające i budzą wiele pytań. Zdarzenia ufologiczne, w trakcie których świadkowie wspominają o obserwacji UFO podczas podróżowania samochodem dobrze znaną im drogą, która nagle w chwili spotkania z nieznanym zjawiskiem okazuje się być o wiele dłuższa, krótsza albo okolica wygląda zupełnie inaczej niż zwykle, są typowe przy bliskich spotkaniach i spotkały się z szerokim oddźwiękiem w literaturze ufologicznej. Jeszcze innym razem uczestnicy takiego spotkania stwierdzają, że czas jakby stanął lub okolica normalnie ruchliwa nagle się wyludniła. Wielu badaczy stara się tłumaczyć powyższe czynniki paranormalne zmienionymi stanami świadomości.
Najczęściej używa się określenia czynnik Oz. Termin nawiązujący do słynnej powieści pod tytułem "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" autorstwa L. Franka Bauma, w której główna bohaterka Dorotka dostaje się do bajkowej krainy, gdzie wszystko wygląda inaczej niż w jej świecie i mieszkają tam baśniowe postacie. Po raz pierwszy takiego terminu użyła brytyjska badaczka UFO Jenny Randles, która starała się zobrazować funkcjonujące w bliskich spotkaniach z UFO tak zwane stany zmienionej świadomości. Świadomość ludzi w bliskim kontakcie z UFO ulega zakłóceniu i występują zaburzenia w percepcji. Zdaniem polsko-niemieckiego duetu badaczy Grażyny Fosar i Franza Blüddorffa czynnik Oz wywołują tak zwane domeny próżniowe. Są to otwory energetycznych wirów pochodzących z innych obszarów równoległej rzeczywistości. Na ten temat szeroko pisali w swoich naukowych pracach Wiaczesław Diatłow i Aleksiej Dmitrijew. Ich zdaniem takie zjawiska mogą czasami przybierać formy typowe dla obiektów UFO i oddziaływać na ludzką świadomość. W tej kontrowersyjnej hipotezie rodzi się pewien problem.
Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że obserwowane przez wielu świadków kule zachowują się w inteligentny i skoordynowany sposób, co nie pasuje do hipotezy o jakimś polu energii? Chyba że jest to nieznane nauce pole świadomości. Obserwowana przez pana Watora i pana Józefa kula w pewnym momencie gwałtownie ruszyła do przodu z błyskawiczną prędkością i zniknęła. Czy hipoteza domeny próżniowej może tłumaczyć takie zachowanie? W zdarzeniu Sokolic – Szklarskie Poręby istnieje jeszcze wiele innych zastanawiających pytań. Na wiele z nich trudno dziś udzielić jakiejś satysfakcjonującej odpowiedzi. W tym przypadku upływ czasu mógł zatrzeć wiele istotnych w sprawie szczegółów. To, co zdołało się zachować w pamięci pana Marka, bardziej zagmatwało okoliczności zdarzenia, niż odpowiedzieć na pytanie, czym była kula zaobserwowana pod koniec lat 70. XX wieku niedaleko Śnieżnych Kotłów i czy to zjawisko mogło wpłynąć lokalnie w jakiś bliżej nieznany sposób na rzeczywistość.
[02:28:50] - To ja teraz znowu rzut oka na czat i Wiesz Dobrze pyta: panie Damianie, może pan powiedzieć, jak pana zainteresowania wyglądają w kontekście rodziny i znajomych? Jakie są ich reakcje? Czy spotkał się pan z negatywnymi reakcjami? Co na to koledzy z pracy?
[02:29:17] - Raczej nie spotkałem się z negatywnymi reakcjami. Bardziej z taką obojętnością raczej albo wyrażaniem sceptycyzmu, który czasami też jest dobrym polem do dyskusji. Natomiast na pewno nie staram się polemizować i szanuję zdanie niektórych osób. Jeśli chodzi o moje grono rodzinne, to tutaj nie ma jakichś entuzjazmów do tego, czym się zajmuję, natomiast bardziej jest uszanowanie i tolerancja. I nic poza tym, generalnie rzecz ujmując.
[02:30:04] - Może ja zadam pytanie, czy z punktu widzenia pana jako badacza lepiej jest archiwizować dawne zdarzenia, czy te świeże, powiedzmy na gorąco, kiedy człowiek jest jeszcze w lekkim szoku?
[02:30:20] - Myślę, że zdecydowanie te drugie, bo wtedy się czuje jakiś taki fajny dreszczyk emocji, kiedy się poznaje jakąś historię, która niejednokrotnie brzmi znajomo dla mnie osobiście, jeśli znam inne podobne historie i przedstawia mi ją człowiek, który na przykład w ogóle się nie interesuje taką tematyką, nie czyta w ogóle takiej literatury, a przedstawia mi przypadek, który jest po prostu szablonowy i bardzo charakterystyczny w wielu aspektach. I mogę się doszukiwać tutaj znajomych analogii do innych przypadków. Myślę, że takie właśnie historie są najbardziej fascynujące.
[02:31:05] - A mówiliśmy o tym, że przypadki spotkania z UFO wpływają na świadków. A czy może pan powiedzieć, jak one wpływają na pana tak pojedynczo i po iluś latach? I czy to wpływa właśnie na pana otoczenie i na wspomnianą rodzinę?
[02:31:23] - Na otoczenie i wspomnianą rodzinę raczej nie wpływa. Natomiast myślę, że poznawanie tego fenomenu z bliska, studiowanie i doszukiwanie się jakichś głębszych informacji na ten temat myślę, że bardzo pobudza świadomość, bardzo poszerza świadomość, horyzonty w ogóle świadomości i jest bardzo rozwijające, nawet w pewnym sensie duchowo można powiedzieć, co wydaje się też trochę absurdalne, ale myślę, że ten ponad 20-letni mój dorobek badawczy wpłynął w jakiś sposób na mnie trochę przepartościowo. Bardziej mam spojrzenie na świat takie bardziej otwarte niż mechanistyczne, że tak powiem.
[02:32:15] - A czy miał pan kontakt na przykład z religioznawcami albo osobami duchownymi i jaki one mają w ogóle stosunek do UFO?
[02:32:24] - Jeśli mówimy o Kościele, to nie da się ukryć, że ich stosunek do tego fenomenu jest nie o tyle sceptyczny, bo pewne osoby świeckie, które się tym tematem zajmują, a są takie w Polsce, nie podchodzą do tego tematu sceptycznie, ale bardziej się doszukują tutaj wątków demonologicznych, co wydaje mi się bardzo indoktrynuje w ogóle cały problem fenomenu UFO, a więc jakichś manifestacji demonów, szatana i tak dalej. Więc coś, co oni w jakiś sposób, poprzez swoją wiedzę, swój światopogląd, są w stanie to ugruntować i w taki sposób to tłumaczą, w taki sposób to próbują przekazać swoim odbiorcom, czyli wiernym. Ale to jest tylko i wyłącznie interpretacja, jakby nie patrzeć.
[02:33:23] - To jeszcze pytanie zaczerpnięte z pana książki: czy kult i zjawisko UFO rozszerza się tam, gdzie jest na niego zapotrzebowanie?
[02:33:34] - Myślę, że tak. W jakimś stopniu tak. On się rozwija w pewnych okolicznościach, prawda? Także teraz może tego nie obserwujemy, ale kiedyś, na przestrzeni lat 90. na przykład w Polsce, kiedy skala manifestacji UFO była zdecydowanie większa niż obecnie, tworzył się pewien kult UFO. Powstały pewne ugrupowania parareligijne, które właśnie bazowały na zjawisku UFO. Mam tu na myśli na przykład takie ugrupowania jak New Age, znaczy inaczej O ugrupowaniu Antrowis, które działało prężnie swojego czasu w Polsce i było takim odpryskiem, wydaje mi się, w tym, w jaki sposób zjawisko UFO zostało zinterpretowane i to, że stało się przedmiotem kultu.
[02:34:40] - Jeśli chodzi o zjawisko UFO, to ono bardzo często było wiązane na przykład z paleoastronautyką. I tutaj mam pytanie z czata. Agata Sz.: „Według teorii paleoastronautyki kosmici odwiedzają naszą planetę od tysięcy lat i ingerują w naszą historię. Jak pan się do tego odniesie? Co pan myśli o programie telewizyjnym »Starożytni kosmici«?”
[02:35:12] - Zdecydowanie odradzam go. Nie jestem na pewno jego fanem i zdarzyło mi się obejrzeć parę odcinków. Sposób wiedzy, jaki prezentują ci panowie, którzy występują w tym programie, jest momentami daleko odbiegający od rzeczywistości. Brakuje tam mocno obiektywizmu, a przemawia przez tych ludzi często jakiś taki subiektywizm, który sprowadza wszystko do jednego worka, a więc jakiś odwiedziny kosmitów. Oczywiście wątek paleokontaktów jest bardzo ciekawy. Ja go osobiście zgłębiam, natomiast nie mogę się tytułować jako osoba, która jest znawcą tej tematyki, ale mam nieco inne spojrzenie na ten problem. Nie doszukuję się tutaj jakiejś ingerencji, wizyt pozaziemskich gdzieś w naszej przeszłości, które wpływały na rozwój ludzkości, a bardziej traktuję to jako odpryski pewnych pracywilizacji, które mogły gdzieś istnieć na Ziemi, taka, powiedzmy, mitologiczna Atlantyda, które wpłynęły na rozwój następnych cywilizacji, które się kształtowały i które znamy sprzed tysięcy lat. Taka jest moja interpretacja, jeśli chodzi o wątek paleokontaktu.
[02:36:47] - Pytanie Juriana: „Panie Damianie, hipotetycznie, gdyby został pan zaproszony do pojazdu obcych, czy zdecydowałby się pan na dobrowolną wizytę, ewentualnie poddanie się nieinwazyjnym badaniom?”
[02:37:09] - Czysto abstrakcyjne pytanie. Myślę, że ciekawość ludzka jest bardzo duża, więc chyba na pewno bym poszedł w tym kierunku, ale raczej wydaje mi się, że to nigdy się nie wydarzy. Także raczej czysto abstrakcyjne założenie.
[02:37:29] - Ale zdecydowałby się pan czy nie?
[02:37:34] - Chociaż nie wiem, czy strach by nie przemówił przeze mnie, jakaś taka obawa, ale może jednak ciekawość by przeważyła siłę strachu.
[02:37:48] - Czy zdarzył się na pana drodze jakiś zatwardziały sceptyk, którego udało się przekonać, że zjawisko UFO istnieje?
[02:38:00] - Raczej nie, bo ja nigdy nie starałem się kogoś przekonywać na siłę do czegoś, do jakichś swoich argumentów, do jakichś swoich myśli. Bardzo sobie ceniłem rozmowy zawsze z sceptykami, którzy mieli coś ciekawego do powiedzenia w tym temacie i wywiązywała się z tego jakaś kreatywna, ciekawa myślowo rozmowa. Ale na pewno nigdy na siłę stanowczo nie narzucałem swojego zdania nikomu i nie starałem się w jakiś sposób indoktrynować do swoich myśli.
[02:38:33] - A czy zdarzył ci się kiedyś jakiś taki zatwardziały sceptyk, który zmienił zdanie pod wpływem osobistego doświadczenia z UFO?
[02:38:42] - Tak, oczywiście, zdarzały się takie sprawy i nawet pewne przypadki osobiście badałem. Także mogę powiedzieć, że tak.
[02:39:00] - Ja w tej chwili chciałbym na chwileczkę zboczyć z tematu głównego. Pojawił się wątek audycji „Starożytni kosmici”. Powiem tak: dla mnie ten serial ma jedną zasadniczą zaletę pośród miliona wad, które również ma. Zaleta jest taka, że on pozwala pomyśleć abstrakcyjnie, oderwać się od pewnej racjonalności, pożeglować w zupełnie takie sfery odjechane, tak to określmy. I to jest jego zasadnicza zaleta. Ile on ma wspólnego z faktami, ile on ma wspólnego z pewnym racjonalnym myśleniem, to jest już zupełnie inna sprawa. Natomiast to, co powiedziałem na początku, ten serial może sprawić, że zaczniemy kombinować w pewnym kierunku. To znaczy zaczniemy myśleć nieco inaczej, niż jesteśmy przyzwyczajeni do tego. I jeśli jest jakaś zaleta tego serialu, to właśnie taka. Ja wiem, że staram się w tej chwili znaleźć coś dobrego w czymś, co może nie wszystkich zachwyca.
Niemniej jednak
[02:40:33] - Nie potępiałbym tego serialu w czambuł. Może w ten sposób. Panie Damianie?
[02:40:43] - Jeśli ktoś potraktuje to jako punkt wyjścia do jakiegoś ciekawego, kreatywnego myślenia i zacznie sam poszukiwać swojej własnej prawdy, to czemu nie? Jak najbardziej. Jeśli to go w jakiś sposób zainspiruje, a nie potraktuje tego całkowicie jako jedną prawdziwą prawdę, którą się mu przedstawia, ale to będzie początek czegoś, to jak najbardziej.
[02:41:14] - Kolejne pytanie z czata „XXXYYY”: panie Damianie, czy może się pan odnieść do obiegowej opinii, że UFO porywa ludzi?
[02:41:28] - To jest, jak już wspomniałem, wątek, którym się gdzieś tam paralelnie zajmuję, bo na przestrzeni wielu lat poznałem różne tego typu historie. Między innymi jedna z takich historii jest opisana w tej książce. Historia wspomniana Władysława S., który jest bohaterem pewnej swojej niezwykłej historii, która zakrawa właśnie i dotyczy czegoś takiego jak uprowadzenia, wzięcia, abdukcje. Natomiast jeśli ja mam się w jakiś sposób do tego odnieść, wypowiedzieć, to wydaje mi się, że ludzie, którzy tego doświadczają, to są często wielowątkowe zdarzenia. Na przykład mam teraz taki przypadek osoby, która nie dość, że doświadczała, czy też doświadcza dalej tego typu spotkań, to dodatkowo jeszcze przeżywa równolegle inne zdarzenia, które już zahaczają o coś takiego jak nawet nawiedzenia. Jak zjawisko poltergeist, zjawiska, które są przedmiotem egzorcyzmów wręcz. Także jak spojrzymy szerzej na ten problem, to naprawdę możemy się doszukać wielu różnych aspektów i uznamy, że ten problem jest bardzo złożony. Więc tak naprawdę uważam, że ci ludzie nie doświadczają takiego sensu stricte uprowadzenia, ale bardziej jest to forma takiego szamańskiego lotu w pełną nieświadomość, w zetknięciu z czymś. To powoduje taką serializację ciała i ci ludzie po prostu doświadczają czegoś, co jest poza zmysłami. To przypomina wcześniejsze abdukcje i uprowadzenia, a jak cofniemy się kulturowo wstecz w historii, to doszukamy się podobnych historii, które przyjmowały inne formy, bardziej demoniczne.
[02:43:34] - Jak państwo słyszycie, mamy taki urok, który pojawiał się kiedyś często w debatach ufologicznych. Mianowicie Damianowi psuje się jakość połączenia. Kiedyś w debatach ufologicznych też coś takiego często przeżywaliśmy. To jest dowód na to, że audycja leci na żywo. To jest dowód na to, że ktoś chyba próbuje jednak zagłuszyć. A ja tutaj pozwolę sobie nawiązać jeszcze do pytania, czy Damian by się dał zaprosić, gdyby zaproszono go na pokład takiego obiektu UFO? Mając na względzie wiele relacji, w których osoby doświadczające bliskiego spotkania były brane wbrew swojej woli, myślę, że Damian tutaj chyba nie za bardzo miałby coś do gadania w tej kwestii, prawda?
[02:44:24] - Chyba nie. Chyba nie. Nie wiem, co było wcześniej urwane z mojego kontekstu wypowiedzi, bo mówisz Marku, że coś urwało.
[02:44:32] - Wypowiedź całą było słychać, tylko troszkę ci psuje jakość dźwięku. Tak jakbyś przez telefon mówił stary, taki kablowy.
[02:44:44] - To połączenie gdzieś tam zawiodło w tym momencie. Może gdzieś tutaj mój router zawodzi. Nie wiem, czy teraz jest dobrze z połączeniem z mojej strony.
[02:44:53] - Na razie jest dobrze. Okej. To teraz rzut oka jeszcze na chwileczkę na czat. Marcin Świetlicki: czy czytał pan, panie Damianie, książkę pani Emmy Popik „Genetyka bogów”? Jeśli tak, to co pan sądzi o tym opracowaniu?
[02:45:23] - Niestety nie czytałem. Ubolewam nad tym troszeczkę, bo nie miałem nigdy możliwości sięgnąć po tą książkę, mimo tego, że tą panią znam osobiście i mieliśmy możliwość rozmawiać, wymieniać się różnymi uwagami, myślami. Natomiast faktycznie to jest chyba taka pozycja, którą muszę nadrobić gdzieś na swojej liście lektur. Jak oczywiście czasu ci starczy na to. Choć nie wiem, na ile jest dostępna. Musiałbym chyba skontaktować się bezpośrednio z autorką, bo z tego, co wiem, to już chyba książka raczej nigdzie nie jest dostępna.
[02:46:03] - Panie Damianie, przyznam, że „Bibliotekarium” rzadko kiedy miewa tak dużą rzeszę słuchaczy online. Dzisiaj naprawdę bijemy rekordy. To znaczy, że temat UFO, temat tych wszystkich spraw, które pan porusza w swojej książce, jest jednak intrygujący. Jest to jednak temat, który ludzi porusza.
[02:46:37] - Pojawia się w bardzo wielu komentarzach na czacie pewna nostalgia, pewien żal, pewien sentyment za debatami ufologicznymi. Przyznam, że troszeczkę też ten sentyment się we mnie pojawia.
[02:46:55] - We mnie też.
[02:46:58] - Tak, to prawda, że on rzeczywiście gdzieś tam funkcjonuje. Zapytam na koniec, jakby pan miał podsumować tę naszą dzisiejszą audycję, niekoniecznie książkę, ale audycję, to co by pan chciał słuchaczom powiedzieć?
[02:47:22] - Myślę, że była bardzo ciekawa, inspirująca i mieliśmy żywy przykład bardzo ciekawego obiegu informacji. Pytania były bardzo intrygujące, interesujące, rzeczowe i też konkretne. Także wywiązała się z tego bardzo ciekawa rozmowa i ja jestem bardzo wdzięczny, że mogłem wziąć udział w tak kultowym programie z „Bibliotekarium”. Myślę, że było bardzo ciekawie.
[02:47:57] - Marto, czy ty tam jesteś jeszcze?
[02:48:00] - Tak, jestem jeszcze cały czas.
[02:48:03] - To coś na koniec.
[02:48:05] - Pytania mi się już w zasadzie wyczerpały. Dziękuję bardzo za możliwość udziału w audycji. Było intrygująco. Tak jak lektura książki była intrygująca, audycja jest jej dopełnieniem. Dziękuję bardzo, że mogłam w niej uczestniczyć.
[02:48:20] - Super. A ja państwu wszystkim dziękuję. Wszyscy słuchacze. Powiem tak, dziękuję za tak masowe nawiedzenie „Bibliotekarium”. Myślę, że to jest pewna sugestia dla Radia Paranormalium, że te debaty ufologiczne jednak ludzi mocno gniotą i w sensie takim, że warto by do nich jakoś wrócić. Nie wiem jak, nie wiem gdzie, nie wiem skąd. Nie wiem dlaczego, to wiem, ale chyba warto i trzeba by o tym pomyśleć. Ja się bardzo oczywiście cieszę, że ten temat taki odzew wywołał. Bardzo dziękuję naszemu gościowi. Bardzo dziękuję Marcie.
Dziękuję wszystkim słuchaczom za pytania. Proszę państwa, a za dwa tygodnie zapraszam na „Bibliotekarium” o książce Juriana „Ojcowie Nowej Ziemi”. Już za dwa tygodnie. Ciekawa pozycja, naprawdę. Znacie państwo Juriana z audycji „ABW”, siostrzanej, bliźniaczej, ja nie wiem, jak to określić. W każdym razie tej, co drugi tydzień w miejsce „Bibliotekarium”. Jurian bardzo wiele razy dał znać, że ma nieszablonowe spojrzenie na ten świat i nie tylko. Zatem zapraszam za dwa tygodnie naszym gościem będzie Jurian. Będziemy mówić o jego nowej książce „Ojcowie Nowej Ziemi”. Za tydzień oczywiście „ABW” i w „ABW” kolejne opowiadania.
Od razu powiem, że temat archeologii kosmicznej tym razem znajdzie odpowiedź. To znaczy pojawi się opowiadanie, które do tego tematu nawiązuje. Bardzo się z tego cieszę, ale nie tylko. Proszę państwa, to już będzie koniec tej audycji. Dziękuję państwu bardzo. To teraz może gościa jeszcze poproszę o zakończenie.
[02:50:47] - Dziękuję jeszcze raz serdecznie za zaproszenie. Dziękuję wszystkim słuchaczom za tak liczne pytania i mam nadzieję, że do zobaczenia w Radio Paranormalium. Nie wiem, czy w debatach ufologicznych, które może się narodzą albo się nie narodzą, natomiast może jeszcze narodzi się jakaś kolejna debata albo specjalna audycja, w której byśmy mogli znów podyskutować na takie ciekawe tematy jak zjawisko UFO.
[02:51:20] - My tutaj z Damianem poza anteną, w ramach naszych planów bardzo ogólnych jeszcze, mamy chyba jedną audycję, także stricte już poświęconą przypadkom najciekawszym spotkań z UFO na Dolnym Śląsku. Także myślę, że z Damianem się na pewno usłyszymy. Ja tutaj też bardzo gorąco pozdrawiam Piotra Cielebiasia, bez którego debat ufologicznych na pewno w takiej ilości i takich ciekawych zdecydowanie by nie było. Padło tutaj pytanie na jednym z czatów, czy może dałoby się zorganizować chociażby jedną debatę ufologiczną miesięcznie. Niestety nie bardzo. Ktoś tu musi tę audycję ogarniać od strony merytorycznej. Ja się niestety na to nie czuję wystarczająco mocny, ale tutaj o 35 proponuję. To może Damian z Markiem Żelkowskim we dwójkę by prowadzili. Co wy na to, panowie?
[02:52:21] - To ja myślę, że porozmawiamy poza anteną, jak to się mówi tak bardzo tajemniczo. Poza anteną porozmawiamy.
[02:52:30] - Także kończymy już dzisiejsze wydanie „Bibliotekarium” powolutku. Ja pozwolę sobie jeszcze tylko przypomnieć, że tematem, punktem wyjścia do dyskusji dzisiaj była książka Damiana Treli „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i inne niewjaśnione zjawiska”. Książka jest już dostępna w wersji papierowej i cyfrowej, a niedługo będzie także dostępna w sklepach internetowych w wersji audio czytana moim skromnym głosem. Dzisiaj wybrane fragmenty tego audiobooka mieliśmy sposobność wysłuchać. Jeżeli chcecie książkę z autografem, to zachęcam do odwiedzenia bloga Damiana Treli pod adresem czastajemnic.blogspot.com. Tam wszystkiego się dowiecie na temat książki. Wszystkiego, czego przyszłemu czytelnikowi do szczęścia potrzeba. Kończymy już powolutku dzisiejszy specjalny odcinek „Bibliotekarium”. Byli z nami nasz dzisiejszy gość Damian Trela, badacz ufologii z Legnicy.
Była z nami Marta Sobiecka, redaktorka, która miała sposobność również i przyjemność, mam nadzieję także, redagować książkę Damiana. Dziękujemy bardzo, pani Marto. Chyba już się pani Marta, że tak powiem, głosowo wylogowała. Był z nami także dzisiaj prowadzący dzisiejszą audycję „Bibliotekarium” Marek Żelkowski. Pozdrawiamy bardzo serdecznie Wiktora Żwikiewicza. Mamy nadzieję, że szybko wydobrzeje i już niedługo usłyszymy się na antenie Radia Paranormalium ponownie. Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień w ABW, czyli w warsztatowym wydaniu „Bibliotekarium”. I w tym normalnym „Bibliotekarium” na żywo ponownie już za dwa tygodnie. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl.