[00:01] - Teoria chaosu.
[00:23] - Welcome to the real world. Deny everything. Trust no one.
[00:43] - The truth is out there. Witajcie bardzo gorąco serdecznie w programie Teoria chaosu, Radio Kontestacja, każdy piątek o północy. Dzisiaj jest taki temat związany z tym, że mamy dzisiaj, a właściwie już mieliśmy 1 lipca. Dzisiaj jest 2 lipca, więc mamy dzień UFO. I jako że ten dzień UFO, musi być temat związany niejako z tematem UFO. Taki troszkę nietypowy dzisiaj temat, bo UFO kojarzy się z kosmitami, z latającymi talerzami i tak dalej, ale UFO to jest obiekt, którego nie potrafimy określić, czyli Unidentified Flying Object. I takim właśnie obiektem były nazistowskie obiekty. Niektórzy nazywali je foo fighters czy jakieś takie dziwne kule, które latały w zupełnie niezrozumiały dla nas sposób. I taki mamy dzisiaj temat właśnie UFO Trzeciej Rzeszy. Żeby już dłużej nie przedłużać, bo mamy naprawdę dzisiaj wyjątkowego gościa.
Jest nim pan Igor Witkowski. Jest on dziennikarzem, badaczem historii właśnie II wojny światowej. Można powiedzieć, że światowej sławy badacz tajemnic II wojny światowej od strony czy też zbrodni, czy też arsenału wojskowego Trzeciej Rzeszy. Tutaj powiem tylko o takich książkach, które napisał, które możecie sobie nabyć. To są: „Supertajne bronie Hitlera”, sześć tomów, „Prawda o Wunderwaffe”, dwa tomy oraz „Nowa prawda o Wunderwaffe”. Udzielił także pan Igor Witkowski wywiadu Kerry Cassidy i Billowi Ryanowi z projektu Camelot w 2009 roku. Halo, halo, panie Igorze, jest pan z nami?
[03:16] - Jestem. Witam pana, witam państwa.
[03:19] - Witam bardzo serdecznie. Dziękuję, że pan się zgodził. Jestem szalenie zaszczycony, że zgodził się pan wystąpić w tej audycji Teoria chaosu. Jest pan światowej klasy badaczem, bo oglądałem pana na zagranicznych stacjach telewizyjnych. Bardzo rzadko się kogoś z Polski spotyka. Prawdę mówiąc jedną taką osobę spotkałem. To właśnie pana. Udzielał chyba Nickowi Cookowi wywiadu, z tego, co pamiętam, w jednym programie.
[03:45] - Tak, to dosyć dawno temu już.
[03:49] - Dobrze, to chciałbym tak może zacząć od takiej smutnej sprawy. Może smutnej, niekoniecznie. Pana Dariusza Kwietnia. Nie wiem, czy pan zna pana Dariusza Kwietnia, który też bada te sprawy właśnie, tylko od strony chyba troszeczkę innej od Riese.
[04:08] - On bada pewne legendy związane z , Głuszycą, gdzie pewne ciekawe rzeczy z tym się miały wiązać, ale on jest po prostu człowiekiem, który tam się urodził, tam się wychował. I on bada to, co się działo w tym rejonie jego zamieszkania. Więc to jest troszeczkę coś innego. On nie zajmuje się projektami Trzeciej Rzeszy czy takimi rzeczami.
[04:35] - Rozumiem. Taka właśnie sprawa wyniknęła, że nie wiem, czy pan słyszał, że do pana Dariusza Kwietnia ostatnio wtargnęła, mieli nakaz. Policja skonfiskowała mu mnóstwo materiałów badawczych, także jakichś znalezisk. Co do znalezisk, to można zrozumieć, bo to trzeba wszystko rejestrować. Natomiast całą dokumentację różną mu skonfiskowali i będzie chyba nawet proces sądowy wytoczony przeciwko niemu, że propaguje nazizm. Ostatnio też był wypadek. Chciałbym tutaj jeszcze powiedzieć. 27 czerwca miał wypadek, jak wracał z Harmonii Kosmosu. Tak tylko nadmienię. I chciałem panu zadać pytanie, czy nie boi się pan właśnie tego rosnącego aparatu represji?
Bo przecież to jest absurdalne. Człowiek, który bada od strony zbrodni i piętnuje te zbrodnie nazistowskie.
[05:33] - Żeby móc coś powiedzieć na ten temat, żeby się ustosunkować do tej sprawy, to trzeba by wiedzieć po pierwsze, dlaczego oni zrobili mu rewizję czy aresztowali go. Ja już nie znam dokładnie tej sprawy, nie wiem, ale nie znamy szczegółów, więc trudno się tu wypowiadać.
[05:51] - Trochę znamy, bo wiem, że pan Dariusz Kwietnia trochę upublicznił, mówił, że pytano go właśnie o Lebensborn, właśnie w zupełnie jakiś dziwny sposób.
[06:05] - Ale to nie ma tutaj żadnego powodu, żeby mu Wytacza jakieś takie oskarżenia. Albo on coś zrobił nie tak, albo jest to sprawa jakaś mocno naciągana. Być może tak jest, ale mi się trudno wypowiadać na ten temat, dlatego, że ja nie znam faktów tutaj, jakie są.
[06:23] - Rozumiem.
[06:23] - Ja się boję? Pan się pytał, czy ja się boję.
[06:26] - Tak, bo to właśnie.
[06:28] - Nie sądzę, żebym miał się czego bać.
[06:31] - Wiadomo, polityczne sprawy, że do studenta ostatnio też ABW przyszło, zablokowali mu strony i tak dalej, to można zrozumieć, bo prezydenta nie można obrażać.
[06:44] - Ja nie realizuję żadnej działalności, która mogłaby być przestępcza czy czegoś takiego. Nawet jeśli piszę o tym, że Niemcy realizowali jakieś awangardowe projekty techniczne, dla kogoś może to być gloryfikacją nazizmu, ale myślę, że każdy, kto przeczyta moją książkę, nie odniesie takiego wrażenia. Więc nie sądzę, żebym miał się czego bać. Tutaj nic takiego się nie dzieje, żeby mogło być przyczyną działań sądowo-prawnych.
[07:18] - Rozumiem. Oby nie. Dobrze, zamykamy ten temat, bo to jest zupełnie temat poboczny. Natomiast chciałbym zacząć może już od pytań, bo tak jak już wspominałem wcześniej na czacie słuchaczom, że mamy tylko niewiele czasu. Chciałbym jeszcze tylko słuchaczom przypomnieć, że możecie dzwonić Skype: kontestacja.com lub telefon 22 295 321. I tutaj miałbym do pana pierwsze pytanie w związku z tymi, nie wiem, jak to określić, ale powiedzmy UFO III Rzeszy. Jak w skrócie to wygląda? Czy miały one kształt spodka, kuli czy może czegoś jeszcze innego?
[08:05] - Funkcjonuje od pewnego czasu, w ostatnich latach forum funkcjonowania tego jest Internet raczej, taka legenda Nazi UFO czy nazistowskich UFO. Ona jest dosyć popularna, zwłaszcza w Stanach, w Wielkiej Brytanii, bo jest to temat dla telewizji spektakularny i łatwy do sprzedania. Natomiast to, co mogę powiedzieć ze swojej strony, że ja badałem różne tropy związane również z awangardową fizyką III Rzeszy i kiedyś zająłem się taką sprawą dzwonu. To jest takie urządzenie, wiodące wyjaśnienie tego, czym ono było, odwołuje się do grawitacji i są już w tej chwili dokumenty mówiące o tym, że prace te miały związek z jakimś napędem i miały związek z grawitacją. Ale to jest jedna historia. Natomiast ta legenda nazistowskich UFO, która mówi o latających talerzach, ja zbierałem materiały, dokumenty, zajmowałem się weryfikacją tych tropów od kilkunastu lat i nigdy nie znalazłem niczego, co by potwierdzało tamtą legendę. Wiadomo, że Niemcy różne rzeczy robili ciekawe i również takie, jak wspomniałem, że powiedzmy, próba powiązania grawitacji z fizyką kwantową na przykład. Natomiast to jest jedna rzecz, a nazistowskie UFO to jest druga rzecz. Są dokumenty mówiące o tym z kolei, mogę powiedzieć o tym, co udało się potwierdzić, że prawdopodobnie Niemcy produkowali na niewielką skalę obiekty latające oparte na dosyć dziwnych zasadach fizycznych, które wykonywały manewry takie, jak UFO potrafią wykonywać. To znaczy bardzo gwałtownie potrafiły przyśpieszać i tak dalej, i świeciły podczas w locie.
Ale to były obiekty o kształcie kuli wielkości około jednego metra. I na to są dokumenty, dlatego że alianccy piloci obserwowali takie obiekty i jak się okazuje, one były obserwowane tylko nad obszarami pod panowaniem Bloku Osi, czyli zachodniej części Niemiec, również wschodniej części Niemiec, północnych Włoszech i nad Japonią, a nie na przykład w Kalifornii. I w związku z tym, że one były obserwowane masowo, to owocowało to określonymi raportami. I tych raportów jest po prostu bardzo dużo. Ja w jednym tylko zbiorze takich raportów znalazłem ich, zdaje się, 302 i opisy w nich zawarte są na tyle szczegółowe, że można powiedzieć, że to nie jest raczej obiekt naturalnego pochodzenia czy pozaziemskiego, dlatego że mowa jest tam o tym, że obiekty te były przenoszone przez samoloty wroga, czyli na przykład niemieckie czy japońskie. Więc to udało się potwierdzić. Natomiast ta legenda latających talerzy niemieckich raczej nie znajduje żadnego potwierdzenia.
[11:23] - Rozumiem, czyli te kule, bo są potwierdzone zdjęcia tych kul świecących, czy to były te tak zwane foo fighters?
[11:33] - To były te tak zwane foo fighters. To były takie obiekty, które czasami latały pojedynczo, a częściej w grupach, w formacjach. Najwyraźniej były zdalnie sterowane i miały jakiś taki układ, który pozwalał im utrzymywać się blisko samolotu nieprzyjaciela. Jaki był cel realizacji takiego projektu czy produkcji, to już jest zupełnie inna historia, dosyć długa. Ale w każdym razie tutaj są dokumenty na to.
[12:04] - Czy są też na przykład dokumenty niemieckie na ten temat? Bo rozumiem, że te zdjęcia robili chyba alianci?
[12:12] - Tak, robili alianci. Raporty alianckie wynikały głównie z tego, że te obiekty dosyć często, nie zawsze, ale w wielu wypadkach powodowały różne uszkodzenia na przykład urządzeń elektronicznych w samolotach i w związku z tym te rzeczy były badane, owocowały raportami. Natomiast jeśli chodzi o stronę niemiecką, to są tylko zeznania świadków, ale nie takich świadków, którzy widzieli, że coś nad nimi przeleciało, tylko takich świadków, którzy jak twierdzili brali udział w próbach tego i tak dalej, ale tego też nie jest dużo.
[12:48] - Dobrze. Kolejne pytanie, które jest najbardziej chyba elektryzujące. Jak w uproszczeniu działa ten napęd? Nie wiem, czy można go nazwać antygrawitacyjnym napędem. I jak z zasilaniem? Jak go mogli Niemcy zasilać, bo chyba wymagał olbrzymich energii.
[13:08] - Paradoksalnie nie wymagał olbrzymich energii. Trudno mi to będzie powiedzieć w dwóch zdaniach, ale potraktuję to jako rodzaj wyzwania, że każda idea fizyczna, która ma sens, musi dać się powiedzieć w prostych słowach. Jej opis matematyczny może być skomplikowany, ale sama idea musi dać się powiedzieć w kilku zdaniach, więc spróbuję. Wyglądało to w ten sposób, że Niemcy realizowali troszkę inne podejście do grawitacji i to jest udokumentowane, bo ludzie, którzy się tym zajmowali, publikowali jeszcze przed wojną prace naukowe na ten temat i to da się powiązać. Jeśli się to powiąże z innymi źródłami, typu listy tych naukowców między sobą czy inne dokumenty, to daje to dosyć spójny obraz. Mianowicie jak to wyglądało? Niemcy zainteresowali się czymś takim jak wiry, na przykład wiry plazmy. Plazma to jest zjonizowany gaz, taki na przykład jak podczas spawania czy podczas wyładowania elektrycznego ogólnie. Są pewne rodzaje wirów, które mają taką tendencję, że one mają tendencję do izolowania się od otoczenia. To znaczy w normalnym jakimkolwiek wirze zjonizowanego gazu jest pole magnetyczne, które emituje na zewnątrz.
Natomiast są inne wiry również, w których pole magnetyczne jest całkowicie zamknięte. To znaczy ono będzie wywoływało indukcję na zewnątrz. Niemniej jeśli by narysować pole magnetyczne wewnątrz takiego wiru, to te linie pola będą zamknięte, będą tworzyły pętle. Niedawno, to znaczy kilka lat temu, taki projekt badawczy Europejska Agencja Kosmiczna przeprowadziła, którego celem było sprawdzenie, czy takie zjawiska w ogóle występują i czy da się to przełożyć, elektromagnetyzm na grawitację w jakiś znaczący sposób. I okazało się, że występują i to przełożenie jest bardzo silne. To znaczy 10 do 20, czyli jedynka i 20 zer silniejsze niż sądzono jeszcze kilka lat temu. Na czym to polega? W fizyce relatywistycznej, czyli fizyce grawitacji, jest takie założenie, że jeśli odizolujemy pola od pól zewnętrznych, pola w jakimś układzie od świata zewnętrznego, to będziemy mieli jakiś rodzaj ekranowania grawitacji. I okazuje się, że to działa. To znaczy można wytworzyć takie wiry i wcale nie potrzeba do tego dużych energii.
Jony w takim wirze muszą być przyspieszone do dużych prędkości, muszą wirować z bardzo dużą prędkością i tak dalej, ale to jest coś, co jest całkowicie w naszym zasięgu. To znaczy można zrobić prosty układ, który będzie zmniejszał grawitację o kilka procent, a będzie zasilany z baterii. To nie jest taki problem i ten projekt badawczy Europejskiej Agencji Kosmicznej to było coś takiego. To znaczy oni to robili na małą skalę i nie otrzymali dużej redukcji grawitacji, ale tylko tyle, że pokazali, że związek jest i że można to zrobić. Z grubsza to tak wygląda.
[16:39] - Rozumiem. Ja jeszcze chciałem tutaj dodać, bo troszkę tak udaję, że po prostu nie wiem, o co chodzi, ale byłem na pana wykładzie na UFO Forum i też tam pan mówił, jeśli dobrze pamiętam, może gdzieś indziej słyszałem, że coś takiego jest w piorunie kulistym, że jest tam wmrożone.
[17:00] - Tak, piorun kulisty jest bardzo ciekawym zjawiskiem, które jest dosyć dobrą analogią tego, co działo się wewnątrz tego urządzenia niemieckiego, które miało kryptonim „Dzwon”. Mianowicie jak będziemy spawali czy połączymy ze sobą jakieś dwa kable wysokiego napięcia, będziemy mieli jakieś wyładowanie i czasami w tym wyładowaniu wskutek jakichś niestabilności powstanie wir. Tylko że problem polega na tym, że taki wir rozgrzanego gazu, który ma temperaturę kilku tysięcy stopni czy kilkunastu tysięcy stopni, tam panuje wysokie ciśnienie ze względu na temperaturę. A ponieważ jeśli to wiruje z dużą prędkością, to automatycznie działa też siła odśrodkowa, która razem rozprasza taki wir bardzo skutecznie, tak szybko, że w zasadzie nie można czegoś takiego zobaczyć gołym okiem. Natomiast okazuje się, że czasami powstają wiry zupełnie inne, takie właśnie, o jakich wspomniałem wcześniej, w których linie pola magnetycznego są zamknięte. Taki wir prawie nie emituje energii na zewnątrz. I czymś takim właśnie jest piorun kulisty, który nie tylko że żyje, że nie rozprasza się w milionowych częściach sekundy, ale może sobie unosić się w powietrzu minutę, bo on prawie nie traci energii. I to jest coś takiego. Pioruny kuliste można już w tej chwili wytwarzać. Jest kilka laboratoriów na świecie, które coś takiego opanowały i robią to, i wcale nie trzeba do tego dużej energii.
[18:28] - Rozumiem. Mam jeszcze pytanie dotyczące tego napędu, bo to jest bardzo ciekawa i elektryzująca sprawa, bo jak się orientuję-
[18:37] - Może ja się jeszcze na sekundkę włączę bez pana pytania. Mogę?
[18:41] - Tak, proszę bardzo.
[18:43] - Jedną rzecz chciałem powiedzieć, którą dotychczas pominąłem, ale co jest warte podkreślenia, że opis projektu, który opublikowałem w „Nowej Prawdzie” o Wunderwaffe i w szczątkowej formie we wcześniejszych książkach, oparty na dokumentach czy materiałach, czy zeznaniach świadków, jeńców niemieckich i tak dalej, oparty na materiałach sprzed sześćdziesięciu kilku lat, w świetle najnowszych odkryć okazuje się pewną drogą do przyszłości. To znaczy, to pokazuje przełom w fizyce. Można zrealizować marzenie fizyków, które jest chyba największym marzeniem fizyków od prawie stu lat. Mianowicie połączyć, powiązać ze sobą ilościowo grawitację z fizyką kwantową. To dotychczas były zupełnie dwie rozdzielne rzeczywistości. Teraz się okazuje, w powiązaniu z tym wszystkim, czym ja się zajmowałem, że można to zrobić i że na pewno będzie to bardzo duży przełom w naszym rozumieniu świata. Dlatego, że dotychczas fizykom wydawało się, że są to rzeczy jeśli dopuszczalne, to i tak praktycznie niewykonalne. A tu się okazuje, że jest to stosunkowo proste, dużo prostsze niż nam się wydawało jeszcze 10 czy 20 lat temu. Więc jest to droga do opanowania zupełnie nowej dziedziny nauki.
[20:16] - Chciałbym się jeszcze podrążyć, z czego się składa ten, nie wiem, czy to określić silnik, napęd tak konkretnie, bo słyszałem, że chyba rtęć jest potrzebna, tak?
[20:29] - Tak, rtęć jest dosyć dobrym materiałem. Chodzi o to, że to musi być coś, co wytworzy wir taki jak w piorunie kulistym, czyli typu pioruna kulistego, który będzie wirem zamkniętym, można powiedzieć, wirem odseparowanym od otoczenia. Tak się mówi. A żeby coś takiego zrobić, to potrzebne jest coś z grubsza tak jak akcelerator plazmy. To znaczy urządzenie, które będzie przyspieszało jony do bardzo dużych prędkości i powodowało ich wirowanie w takim wirze. Generalnie to się robi przy użyciu pól magnetycznych, wysokich napięć i tak dalej. Nie jest to aż takim problemem. Głównym są inne problemy technologiczne, ale generalnie sama idea nie jest skomplikowana, tylko tyle, że trzeba zrozumieć, na czym to polega.
[21:18] - Rozumiem. Dobrze. Takie kolejne pytanie, które jest chyba najpopularniejsze w Polsce, bo związane jest konkretnie z Polską, to jest tak zwana muchołapka. Niektórzy twierdzą w internecie, nawet tutaj wiem, że jeden słuchacz też twierdził, że to jest po prostu, tak jak zapisałem sobie, podstawa do chłodni, a nie żadna muchołapka.
[21:46] - Trudno będzie skomentować to w czytelny sposób, biorąc pod uwagę, że zapewne część słuchaczy nie wie w ogóle, o czym mowa tutaj, ale w każdym razie projekt, o którym mówiłem, był realizowany na Dolnym Śląsku koło miejscowości Ludwikowice. I tam jest taka konstrukcja dosyć dziwna, która wygląda jak taki pierścień betonowy o średnicy zdaje się 32 metrów na filarach. Niektórzy ludzie twierdzili, że to jest rusztowanie pod chłodnię kominową. To musiałbym wyjaśnić, czym jest chłodnia kominowa, ale w każdym razie ta konstrukcja posiada bardzo wiele cech, które się nie dają z tym pogodzić. Kiedyś dostałem list od człowieka, który pracował w elektrociepłowni zdaje się, czy elektrowni Kędzierzyn-Koźle. I on niemalże wyśmiał moje wyjaśnienie, ale jak mu odpisałem, to on do tych kwestii, które poruszyłem, już nie był w stanie się ustosunkować. To znaczy przyznał, że rzeczywiście to jest dziwne. Gdyby to miała być chłodnia, to nie mogłoby być to chociażby otynkowane tynkiem wapiennym, jeśli miałby stać przy grzanej plaży wodnej. Nie ma tam rurociągów i tak dalej. Chyba nie ma sensu rozważać tych szczegółów.
[23:09] - Tak. To może kiedy indziej, jeżeli będzie-
[23:13] - W każdym razie historia, którą się zająłem, którą badałem od 15 lat, im dłużej nad tym pracuję, im więcej materiału zbieram, im więcej źródeł zbieram w archiwach, tym bardziej to się robi ciekawe. Więc to jest dla mnie bardzo ciekawy znak, dlatego że gdyby to było coś, czego nie dałoby się sensownie opisać, byłoby pełne sprzeczności i tak dalej, to ja bym o tym zapomniał po miesiącu. A jednak po 15 latach okazuje się, że to robi się coraz ciekawsze i to tak ciekawe, jak nie wyobrażałem sobie, powiedzmy, 10 czy 15 lat temu. Więc to się da w tej chwili już powiązać. Już są dokumenty na to, że taki projekt był realizowany. Także to jest naprawdę wyzwanie takie, które nas może poprowadzić dalej nawet.
[24:15] - Tak, dla całej ludzkości, prawda? Jeżelibyśmy się nauczyli wytwarzać takie silniki czy napędy.
[24:22] - Miarą pana było zrobienie audycji o UFO, ale problem tu jest taki, że ja nie chciałbym się tu ustosunkować jakoś.
[24:31] - Przepraszam, można powiedzieć, że to UFO było, bo generalnie te Foo Fighter latały jak UFO, tylko że miały troszeczkę inny kształt, ale i UFO też miały różne kształty.
[24:38] - Tak, chociaż nie wiemy, jak miało to wyglądać w całości, ale ja przyglądając się ufologii, można powiedzieć, że ja się temu przyglądam jako człowiek, który jednak zajmuje się troszeczkę czym innym. Odnoszę wrażenie, że tutaj mamy pewne nieporozumienie, mianowicie takie, że ludziom się wydaje, że nic nie wiadomo na ten temat. Natomiast to nie tak jest, dlatego że poza opisami, które pojawiają się w mediach, to są wyniki badań, chociażby wojskowych. W Polsce realizowano dwukierunkowo badania UFO przez wojsko. Ja o tym wiem, bo znam ludzi, którzy się tym zajmowali i generalnie takich przypadków na świecie było dużo i wbrew pozorom informacji na ten temat jest dosyć dużo. To nie jest tak, że nie mamy informacji na temat UFO. Jest ich dużo, tylko problem jest taki, że my ich nie rozumiemy i tego rodzaju sprawy, jak zrozumienie związku między takimi rzeczami, które określają zasady działania tego. To jest klucz, który nam może pozwolić zobaczyć znacznie szerszą rzeczywistość niż dotychczas. To jedno z drugim się w jakiś sposób wiąże jednak.
[26:00] - Tak. Ja chciałbym jeszcze tutaj powrócić, uściślić o tym kompleksie. Czy te Foo Fighter, nazwijmy je, powiedzmy Foo Fighters, czy budowano je właśnie w kompleksie Riese, czy gdzieś na terenie Niemiec głębiej, w Peenemünde na przykład?
[26:22] - Tego dokładnie nie wiadomo. Wiadomo na przykład, że Rosjanie, którzy przejęli Peenemünde i inne tego rodzaju obiekty na wybrzeżu Bałtyku, wygląda na to, że oni testowali coś, co tam przejęli. Jest zestaw dokumentów sporządzonych przez wywiad szwedzki. One jeszcze do niedawna były ściśle tajne, ale ja je mam. To znaczy kopie tych dokumentów poświadczone w archiwum. Przywiozłem je z jednego z archiwów amerykańskich rządowych i są to dokumenty sporządzone przez wywiad szwedzki, który przyglądał się temu, co Rosjanie robili w Peenemünde tuż po wojnie. I tam się okazało, że są meldunki o obiektach, które były testowane, które startowały stamtąd, bo udało się to prześledzić, bo samolot szwedzkiego wywiadu krążył u wybrzeży Bałtyku przy Peenemünde i one bardzo przypominały charakterystyki tych Foo Fighter niemieckich. Ponieważ to się działo tuż po wojnie, więc być może one tam były produkowane, ale tak dokładnie z pełną odpowiedzialnością to ja tego nie jestem w stanie stwierdzić, skąd one się brały.
[27:39] - Rozumiem. Dobrze. Mam jeszcze takie pytanie. Taka ciekawostka raczej, bo wiem, że w internecie czy w ogóle nawet w audycjach radiowych i ogólnie w telewizji, w programach jest ten kryptonim V7, że to niby te spodki.
[27:56] - Nie ma to żadnego oparcia w dokumentach. Tak samo jak cała ta sprawa niemieckich latających talerzy. Nie ma niczego, co by potwierdzało, że coś takiego było.
[28:04] - Nawet żadnych świadków, tak? Że nie ma kompletnie.
[28:07] - Ja nigdy nie spotkałem się z jakimkolwiek wiarygodnym źródłem na ten temat.
[28:11] - Rozumiem. Dobrze, to powoli będziemy kończyć. Muszę panu powiedzieć, że bardzo dużo osób na czacie jest, ale boją się zadawać pytania słuchacze chyba, bo pan ma bardzo dużą wiedzę na ten temat. Ja mam jeszcze takie pytanie o zdjęcia, bo wiemy, że te Foo Fighter, to są jakieś wiarygodne zdjęcia, ale w internecie się pojawiają z jakimiś tymi spodkami. Czyli generalnie te wszystkie zdjęcia można powiedzieć, że to są jakieś fałszywki albo niepotwierdzone.
[28:49] - Sprawa tych latających talerzy niemieckich tak naprawdę zaczęła się, pomijając opisy z lat 50., gdzie mowa była o dyskach o napędzie konwencjonalnym, jakimiś silnikami odrzutowymi umieszczonymi na obwodzie i tak dalej. To mogli Niemcy robić, ale to sensu szczególnego z aerodynamicznego punktu widzenia nie miało. Natomiast te wszystkie dotyczące egzotycznych technologii, ta historia latających talerzy zaczęła się w zasadzie pod koniec, zdaje się lat 60. Ktoś wydał jeden numer takiego czasopisma, które się nazywało „Brisant” i rozdał je na jakichś targach technicznych w Hanowerze zdaje się. To był cały numer poświęcony temu i od tego ta sprawa się zaczęła. Więc ja mogę powiedzieć na podstawie tego źródła, z którego cała ta legenda urosła. Pierwsza rzecz, która mnie w tym otrzuciła, to to, że tam pojawiały się takie terminy na przykład jak laser, działo laserowe, tak opisane. To był pierwszy element, który wskazywał na to, że to jest historia stworzona długo po wojnie, dlatego że w czasie II wojny światowej, nawet jeśli Niemcy by wynaleźli laser, załóżmy, o czym nie wiadomo oczywiście, to raczej nie nazywaliby tego w ten sposób. A tam były zreprodukowane jakieś rysunki, które miały sprawiać wrażenie oryginalnych rysunków technicznych. Więc to raczej wygląda na dezinformację szytą grubymi nićmi, ja bym to tak powiedział.
[30:26] - Rozumiem. Dobrze, mamy słuchacza na antenie. Halo, słuchaczu? Albert?
[30:30] - Halo? Słychać mnie?
[30:32] - Tak, słychać mnie.
[30:33] - Witam
[30:34] - Mam nadzieję, że jeszcze zostałem pana Igora, bo słyszałem, że będzie już koniec powoli. Mam takie pytanie natury technicznej odnośnie tego ewentualnego silnika czy systemu napędowego właśnie w tym urządzeniu niemieckim. Czy pan ma jakąś wiedzę na ten temat, jak to mogło funkcjonować? Czy to unosiło obiekt zmniejszając grawitację, czy też na zasadzie ciśnieniowej?
[31:08] - Raczej wytwarzając ujemną grawitację. Dopiero w ostatnich latach odtajniony został dokument w archiwum amerykańskim, w którym po raz pierwszy pojawił się opis tego, gdzie mowa jest o grawitacji i o napędzie w jednym dokumencie. To, co ja mogę zrobić, to użyć pewnej analogii do prac współczesnych i z grubsza próbować sobie wytłumaczyć, jak to mogło działać. Natomiast w oryginalnych dokumentach takich opisów nie ma, że to się unosiło. Tak jak powiedziałem, jest tylko dokument, gdzie jest wspomniane, że dotyczyło to grawitacji i napędu, ale dokładnie jak, to ja tego nie wiem. Mogę sobie wyobrazić, że to miało się unosić, ale szczegółów nie znam.
[31:55] - To bardzo ciekawa historia jest. Ja jeszcze słyszałem kiedyś, że prace nad tym były prowadzone przynajmniej częściowo również w Książu na Dolnym Śląsku. Nie wiem, czy to jest też jakaś plotka.
[32:08] - Była taka wzmianka, ale to było tylko przejściowo. Zdaje się w okresie listopad, grudzień 1944. Ja w tej chwili z pamięci nie powiem, ale kiedyś brałem udział w programie dokumentalnym naszej Telewizji Polskiej, tam w Książu i wypowiadał się człowiek, który spędził w zasadzie całe życie powojenne swoje, mieszkając tam właśnie, na zbieraniu dokumentów, relacji świadków, bo okazało się, że on zebrał wiele dokumentów, które były rozrzucone w różnych bunkrach, szopach bezpośrednio po wojnie, którymi się początkowo nikt nie interesował. Ja te dokumenty widziałem i on mówił na przykład o tym, że tam obserwowano właśnie jakieś obiekty. On to określił w kształcie beczki, które się unosiły bezszelestnie nad ziemią. Są takie relacje, ale to już jest zupełnie inna historia. To znaczy, ja nie jestem w stanie powiedzieć z całą pewnością, że tam w środku był ten dzwon niemiecki, czy to może działało inaczej, ale w każdym razie tego rodzaju opowieści są, które mówią o tym, że to były jakieś owalne obiekty unoszące się albo bezszelestnie, albo wydając jakieś takie ciche bzyczenie, powiedzmy.
[33:24] - Jeszcze jedno pytanie takie na koniec. Chciałbym zapytać, gdzie można znaleźć pana książki, bo jakoś nie miałem w ogóle okazji się spotkać. Dzięki prowadzącemu poznałem w ogóle pana nazwisko i dowiedziałem się o tym, że pan się tym zajmuje i że jest pan mocnym specjalistą w tym temacie. Natomiast chętnie nabyłbym pana książki, żeby trochę poszerzyć sobie wiedzę.
[33:55] - Przepraszam. Wydaje mi się, że to nie powinno być problemem. One powinny być w księgarniach, w Empikach czy w księgarniach internetowych. Wystarczy nazwisko autora wpisać czy tytuł książki i jakoś to się znajdzie. Taka moja sztandarowa w tej chwili pozycja, gdzie jest to wszystko najlepiej opisane, mogę powiedzieć, tak mi się wydaje przynajmniej, i jest dosyć dobrze oceniana, to ona nosi tytuł „Nowa prawda o Wunderwaffe”. To jest nowa rzecz, która się ukazała w marcu tego roku i to jest niestety troszeczkę droga książka, bo ona w księgarni około 80 zł kosztuje, ale generalnie to jest, na razie przynajmniej.
[34:35] - Rozumiem, że na razie tylko w formie papierowej. Na audiobooka nie ma co liczyć chyba, tak?
[34:40] - Nie, tylko w formie papierowej.
[34:43] - Rozumiem. Dobrze, dziękuję ślicznie w takim razie.
[34:46] - Ja również.
[34:46] - Na pewno będę czytał. Do widzenia.
[34:51] - Do widzenia.
[34:54] - Dobrze, to ja miałbym ostatnie pytanie, bo już zbliżamy się do końca. Czy kiedykolwiek ktoś ze świata nauki polskiej, jak i zagranicznej zainteresował się pana badaniami, śledztwem tym dziennikarskim na temat tych technologii? Tak, z Polski, jak i zagranicy.
[35:13] - Oczywiście, tak.
[35:14] - Naukowców.
[35:15] - Ja znam naukowców, parę osób z tego grona, które wyrażają zainteresowanie, pomagają mi zrozumieć pewne rzeczy albo coś obliczyć na przykład, jeśli są jakieś skomplikowane obliczenia. Ale na przykład kiedyś przez badacza brytyjskiego Nicka Cooka ja nawiązałem kontakt z takim naukowcem amerykańskim. On się nazywa Hal Puthoff, on prowadzi taki Institute for Advanced Studies, tak się nazywa, w Teksasie, w mieście Austin. Zachowałem sobie korespondencję, jaką z nim utrzymywałem listownie. I on tym był ogromnie zainteresowany, a to jest, wydaje mi się w tej chwili najwybitniejszy naukowiec amerykański na tym polu. Także oczywiście tak, również dla naukowca jest to dosyć ciekawe. Na tym polu w ogóle tak się dużo rzeczy dzieje ostatnio, w tej dziedzinie nauki, powiedzmy, w ostatnich latach tak dużo się dzieje, że nawet jeśli tylko o tym bym napisał, to i tak wywołuje to w wielu wypadkach jakieś takie głośne echo, można tak powiedzieć. Dużo się dzieje. Naukowcy się tym interesują, bo jest to w dalszym ciągu pole niezbadane do końca.
[36:42] - Rozumiem. Mamy jeszcze jeden telefon. Czy chciałby pan jeszcze odebrać ten jeden telefon?
[36:47] - Tak, z chęcią. Proponuję, że ostatni może, bo niestety ja muszę kończyć.
[36:52] - Ostatni telefon. Halo, słuchaczu? Jesteś na antenie. Halo?
[36:57] - Witam. Dobrze słychać?
[36:59] - Tak, dobrze. Kreator, tak? Jeśli dobrze.
[37:01] - Tak. Ja ogólnie nawet czytałem, oczywiście przyznam się od razu, że nie całą książkę, ale fragmenty pana książki, które gdzieś w Internecie były dostępne na jednej ze stron. I mnie to zaciekawiło, bo ja lubię ogólnie różne takie historie, ale nie do końca się zgadzam z wieloma rzeczami, ponieważ jednak nie sądzę, żeby Niemcy byli technologicznie zdolni do takich osiągnięć, zwłaszcza jeśli na przykład Włosi budowali lepsze autostrady od nich, Rosjanie mieli czołgi o grubszym pancerzu i z lepszych stopów. I jeszcze tutaj można wymienić kilka rzeczy. Natomiast co do samej Muchołapki, bo tam byłem całkiem niedawno, pod koniec zeszłego roku turystycznie i rozmawiałem z jednym miejscowym gościem i się go właśnie pytałem, jak to jest z tymi historiami, że tam promieniowanie jest czy coś. A czytałem książki o tajemnicach Dolnego Śląska i właśnie było, że tam ewidentnie jest to udowodnione, że Niemcy badali-
[38:00] - Wie pan, ja nie podawałem, że tam jest promieniowanie, natomiast ta historia się wzięła z tego, że kiedyś się ukazała kilka lat temu taka książka Reinera Karlscha „Atomowa bomba Hitlera” i w polskim wydaniu zostało to wykasowane. Natomiast w niemieckim wydaniu on powołał się na rzekome wyniki badań jakiejś grupy naukowej z Darmstadt, która podobno wycięła tam jakieś elementy zbrojenia stalowe i stwierdziła, że tam jest jakaś podwyższona emisja neutronów czy coś takiego. Ja później powtórzyłem to i zostało to przebadane w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej i niczego takiego nie było. Natomiast to jeszcze nie rozsądza, że ta konstrukcja miała służyć chłodni kominowej. Powiedzieć krótko na ten temat? Ustosunkować się? Bo pan nie powiedział do końca, bo ja panu nie dałem.
[39:00] - To znaczy ja tylko do tego tynku bym się chciał odnieść, ponieważ jestem, powiedzmy, inżynierem architektem i trochę już różnych obiektów realizowałem i na przykład, żeby tynk się utrzymał w bardzo wilgotnych pomieszczeniach, gdzie jest wysoka temperatura, to się dodaje na przykład pyły wulkaniczne albo sztuczne odpowiedniki pyłu wulkanicznego. On ma takie cząsteczki, które mają haczyki o nieregularnych kształtach i wtedy to się trzyma mimo dużo gorszych warunków atmosferycznych panujących w środku.
[39:33] - Ja krótko powiem tak, żeby słuchacze wiedzieli, o co chodzi. Jest to konstrukcja, tak jak powiedziałem, pierścień betonowy na filarach betonowych. Chłodnia kominowa to jest coś takiego, jak czasami widać, powiedzmy, jak jest elektrownia czy elektrownia jądrowa, to jest takie coś jak szpula taka wielka, taki niski, gruby komin. To tak wygląda. I w chłodni to jest tak, że tam są rurociągi doprowadzające parę gorącą, parę wodną z generatorów, z turbin i ona tam na zasadzie konwekcji chłodzi się w tym, skrapla się, spływa na dno i jest z powrotem odprowadzana do elektrowni. Tak to wygląda. Natomiast ta konstrukcja w Ludwikowicach, tak zwana Muchołapka, ja rozumiem, może być załóżmy otynkowana i załóżmy, że można by zrobić ten tynk tak, bo w tym układzie, jeśli miałaby być to chłodnia, to byłoby to całkowicie wewnątrz tego komina. Można zrobić to tak, żeby ten tynk nie odparł, załóżmy, bo ta temperatura będzie na poziomie, powiedzmy 40 stopni czy 50. Ale po co wtedy to tynkować i po co wtedy malować to zieloną farbą maskującą, jeśli to ma być wewnątrz konstrukcji betonowej? To jest pierwsza rzecz.
Po drugie nie ma tam jakiegokolwiek śladu po rurociągach. Jeśli jest to średnica, bo to stoi w basenie i średnica tej chłodni musiałaby być taka sama jak średnica basenu, czyli akurat 40 metrów. Przy tej średnicy to musiałoby być całej wysokości około 100 metrów, znaczy rzędu 30 pięter. 30 pięter to, że tak powiem, nie w kij dmuchał. Muszą być do tego fundamenty odpowiednie. Czegoś takiego nie ma tam. To znaczy fundamenty adekwatne do budynku, powiedzmy o wysokości 30 pięter, a nie dno betonowe o grubości krawężnika czy krawędź tego grubości krawężnika, na którym ściany miałyby się wspierać tej wysokości. Nie ma tam żadnego śladu po rurociągach, niestety, ale tego rodzaju konstrukcja, a ja widziałem prawdziwe chłodnie, musi mieć rurociągi konkretne. To znaczy, jeśli to jest coś tej wielkości, to to nie mogą być małe rurki takie jak do gazu, powiedzmy w mieszkaniu, tylko to muszą być konkretne rury ciśnieniowe. I nawet jeśli, załóżmy, złomiarze by te rury wycięli, to powinno zostać coś w rodzaju jakichś przegród z okrągłymi otworami.
Jakikolwiek ślad tego, że tam coś takiego miało być, coś do podtrzymania, powiedzmy, tych rur. Nic takiego nie ma. Natomiast były kable wysokiego napięcia. To jest kolejna cecha, chyba trzecia czy czwarta. Natomiast jeszcze jedna jest taka, że to podłoże tej całej konstrukcji, tak jak powiedziałem, jest to basen, czyli jakby dno betonowe czy coś w rodzaju przypominające fundament betonowy, okrągły czy tam ośmio-, czy dziesięciokątny, ale z grubsza okrągły. Pod tym są pomieszczenia. I to też jest dosyć dziwne, bo to automatycznie wyklucza, że tam miały iść jakieś filary, powiedzmy pełniące funkcje, mające służyć osadzeniu tego w gruncie, żeby wytrzymało to duży ciężar. Raczej to nie pasuje. Z zewnątrz na zdjęciu to wygląda rzeczywiście podobnie jak bruzdowanie chłodni, ale jak się podejdzie, przyjrzy się szczegółom, to nie za bardzo to pasuje. Ja rozumiem pana argumenty, one są sensowne, fachowe i tak dalej, ale bliższe spojrzenie nie do końca się z tym zgadza.
[43:01] - Dobrze, to dziękujemy ci, słuchaczu.
[43:04] - Okej.
[43:05] - My będziemy już kończyli. Chciałem panu Igorowi podziękować, że zgodził się z nami przedstawić napęd hitlerowskiego UFO. Tak powiedzmy w uproszczeniu. Dziękuję panu bardzo.
[43:25] - Ja również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy serdecznie.
[43:29] - Dziękuję. Zapraszam was do wysłuchania muzyki. Dobrze. Przypomnę tylko, że możecie dzwonić, pana Igora już z nami nie ma. Natomiast możecie dzwonić: kontestacja.com, Skype 222195321. W zależności, czy będziecie chcieli podyskutować, to tak długo audycję zrobimy. Jak nie, to powiedzmy za 20 minut kończymy. Może troszkę krócej. Dobrze, posłuchajcie jeszcze chwilę tej muzyki.