Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” — o książkach do czytania i do rozmawiania. No i zaczęły się nam wakacje. Pierwsze „Bibliotekarium” w wakacje, 3 lipca roku pańskiego 2020. Minęła przed chwilą godzina 20.00 na naszym zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć dzisiejszy odcinek „Bibliotekarium” na żywo. Dzisiaj książką, wokół której będzie się toczyła dyskusja, będzie taka mała uczta science fiction dla wielbicieli science fiction. Powieść Petera Watsona zatytułowana „Ślepe wiedzenie”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Po drugiej stronie połączenia internetowego są już z nami Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz, a ja jeszcze tylko podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejszą audycję nadajemy w całości na żywo. Będzie można dzwonić pod nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także do nas pisać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc czas na magiczne „halo, halo Bydgoszcz”.
[02:17] - A ja odpowiadam może mniej magicznie, ale odpowiadam: halo, halo, tu Bydgoszcz, kłaniamy się pięknie, Marek Żelkowski.
[02:25] - I Wiktor Żwikiewicz.
[02:27] - Tak, jesteśmy. A dzisiaj będziemy mówić o powieści, która, jak to powiedzieć? Chociaż pozornie wyprana jest z emocji, to jednak budzi — co będę starał się też pokazać państwu — budzi wśród czytelników nieskrywane emocje. Jedni uważają tę powieść za absolutne arcydzieło, drudzy natomiast mówią, że to jest po prostu stek bredni i grafomaństwa. Muszę przyznać, że rzadko, może przesadzę, że rzadko, ale tak radykalnie, tak skrajnych opinii o jakimś dziele literackim to już dawno nie spotkałem.
[03:11] - Ja muszę ci troszeczkę zaprzeczyć, bo to chyba wszystko zależy od towarzystwa, w jakim się znajdujesz. W moim towarzystwie, ja tej książki jeszcze nie czytałem. Wtedy, kiedy jej nie czytałem, to wszyscy moi przyjaciele, którzy się do mnie odzywali, mówili jednym zgodnym chórem: „Wiktor, polecamy ci tę książkę. Przeczytaj koniecznie”.
[03:32] - I ty ją przeczytałeś.
[03:34] - Bo wszystkim się absolutnie podobała. Nie usłyszałem ani jednego głosu, nawet wstrzemięźliwego.
[03:42] - Wiesz, bo jakbym ciebie zapytał tak dogłębnie, to ty byś powiedział, że ona się— przepraszam, ale to zrobię jednak — że ona się tobie też podobała. Tylko dodasz: „ale…” i tu nastąpi długa lista. Tak to raczej odbieram. Tak myślę.
[03:58] - Zapewne tak. Na pewno jest to przykład literatury, którą z ulgą się czyta nie jako zwykłą, normalnie piękną literaturę, ale jako twarde science fiction, co już dzisiaj rzadkością jest. Ale chociaż ta fala kolebie się albo pojawia się, albo znika. Natomiast rzeczywiście ta książka reprezentuje nurt takiej twardej, ortodoksyjnej science fiction, a przynajmniej stara się taką być. I to jest akurat dla mnie plus, bo rzeczy wzniosłe albo jakieś ten, to mamy na pęczki we wszystkim, natomiast czegoś takiego racjonalnie technicznego, a w dodatku literackiego brakuje. Bo do tego trzeba nie być tylko humanistą, ale również człowiekiem wykształconym w jakiś sposób techniczny.
[05:14] - Wiesz co? Są wakacje i oczywiście zgodnie z tradycją słońce przez okno tak rąbie mi w monitor, że ledwo coś na nim widzę. Niemniej jednak przeczytam komentarz o 35, który się pojawił, bo to jest komentarz, który będzie dobrym punktem wyjścia do dalszej rozmowy. O 35 pisze: „Dzień dobry wszystkim. Powieść, która jest dzisiaj tematem „Bibliotekarium”, odsłuchałem z audiobooka. Nie wiem, czy to wina lektora, czy też jej autora, ale stwierdzam, że w tej wersji nie przemówiła do mnie. Jest bardzo ciężka do słuchania i wymaga według mnie maksymalnego skupienia. Tak sobie w pewnym momencie pomyślałem: chyba przypomina trochę prozę Lema i Dukaja.” Ja podpowiem, to już jest mój komentarz, że trochę też chwilami prozę Wiktora Żwikiewicza będącego tutaj. W niektórych aspektach. Nie rozpędzajmy się tak bardzo.
W niektórych aspektach. Czytam dalej. Ale po namyśle jednak nie. Owszem Lem, ale tak jakby trochę tylko powiedzmy w warstwie filozoficznej. To Dukaja czasami, jak by to powiedzieć trochę po kresowemu zaciąga stylem. Myślę, że Peter Watts Lema czytał, a co do poznania przez niego twórczości Dukaja, to jednak mam poważne wątpliwości. Nie jest to książka, którą czyta się z wypiekami na twarzy, połykając stronę za stroną, jadąc autobusem, pociągiem lub też siedząc w parku. Raczej wymaga spokoju, jaki zapewnia cichy, przytulny pokoik do przetrawienia jej treści. Wracając jednak do chyba sedna książki, to porusza dosyć istotną sprawę. To znaczy, dokąd człowiek zmierza w swoim bezgranicznym zaufaniu do nauki oraz techniki.
Pokazuje nam wizję człowieka, raczej wizję człowieczeństwa, powiedzmy od teraz za 60 lat. No tak, dokładnie za 60. Lata 80. XXI wieku. Muszę tu zaznaczyć, iż ucieczka Marka, głównego bohatera w świat wirtualny to raczej żadna nowość. Już teraz, jak widzę, wielu ludzi ucieka weń masowo. Ważne jest życie toczące się na Facebooku, Twitterze czy też jakimś innym portalu społecznościowym. Dużo ludzi ma w dupie, co robią ich dzieci w realu. Ważne jest, jak widzą nas ludzie na Facebooku. Tam się toczy prawdziwe życie.
Oczywiście działa to również odwrotnie. Dzieci mają również w głębokim poważaniu, co dzieje się w realu. Ważne jest, jaki ranking posiadam w danej grze sieciowej. Lajki na posiadanych profilach. Tak. Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę nie będzie potrzebna ingerencja chirurgiczna czy też farmaceutyczna w nasze mózgi, ponieważ życie prowadzone w Internecie powoli, systematycznie ludziom mózgi przeflancuje, cokolwiek to słowo oznacza. Jak się mówi dzieciom, że nie grają w piłkę, potrafią odpowiedzieć z oburzeniem: „Jak to? Te trzy mecze rozegrane w FIFIE przed chwilą to co? Wiadro?” Wróćmy jednak do opowieści. Główna część książki traktuje o kontakcie z obcymi, ale słuchając dialogów załogantów Tezeusza, mam nieodparte wrażenie, że z mojej perspektywy to oni są tymi obcymi.
Pogłębia je dodatkowo fakt, iż dowódca statku jest wampirem. Nie powinno więc zdziwić czytelnika, iż porozumienie się z bardzo dziwnymi obcymi, chociaż przyznajmy szczerze dziwnymi, czy może być dziwniejsza obca inteligencja niż ta, którą Lem umieścił w „Solaris”? Tak trudnym jest procesem dla załogantów Tezeusza. To źle przeczytałem. Nie jestem lektorem. To zakończenie zdania. Pozostaję jednak przy swoim i podtrzymuję twierdzenie, że nie przemawia ona do mnie ze względu na zbyt chaotyczny styl literacki. Oczywiście bardzo daleko mu do chaosu takiego, jaki występuje w niniejszym komentarzu. Nadmiar samokrytyki. Nie wiem, czy dobrze to ująłem.
Twierdzę jednak, iż o rzeczach ważnych i doniosłych można pisać tak, aby je połykać z wypiekami na twarzy, strona za stroną, w każdych warunkach. Przykład? Ano „Martwa natura z wędzidłem” Herberta czy też „Powtórzenie” Kierkegaarda. Chociaż powinno się czytać podobno Kierkegaard, ale nie potrafię tego odtworzyć. Nie, w tym wypadku chyba jednak popłynąłem. Ale tej książce też nic nie brakuje. Uważam, że nominacja do Nagrody IG, którą ta książka otrzymała, mogła jej się należeć tylko za jej myśl przewodnią, czyli jak obcy ludzie w nieodległej przyszłości... Nie. Jak oby. Oby.
To chyba obcy. Jak oby ludzie w nieodległej przyszłości będą dla ludzi teraz żyjących. Obcy. To pewno chodzi o obcych. Jak obcy będą dla ludzi teraz żyjących. Na tym kończę przydługi komentarz. Pozdrawiam prowadzących oraz słuchaczy. Przyznam, że to dobry punkt wyjścia jest jednak.
[10:50] - Chyba bardzo dobra, sensowna, klarowna diagnoza. Najwyżej naniosę do niej pewne poprawki, bo nie wiem, jak tę książkę się odbiera z punktu widzenia wtedy, kiedy się jej słucha, ale chyba ona się bardziej nadaje jednak do czytania. To znaczy, żeby przeczytać fragment, odłożyć, żeby lektor nie napędzał cię, nie zmuszał właściwie do takiego wyścigu szczurów, że musisz słuchać, bo ucieknie. Tutaj książka jest taka, można wrócić wzrokiem stronę wyżej, poczekać, przemyśleć, pojechać sobie dalej. Z książką jest luźniej. Ja ją czytałem w ten sposób właśnie i zupełnie nie przeszkadzało mi to. Żadnego chaosu tam nie wyłapałem. Z innej strony też przyznaję rację naszemu komentatorowi, że ta książka nie porywa w sposób emocjonalny, że chce się czytać bez przerwy, że zachłystujesz się tempem, wizjami. Tego nie ma. To jest bardzo intelektualne podejście, analizowanie tekstu.
[12:23] - Wiesz co? Ja się z tobą zgadzam, ale nie do końca. I z O35 też się zgadzam, ale też nie do końca. Bo ta książka ma w sobie pewną pułapkę. Ona rzeczywiście jest tak napisana, że autor bardzo często każe nam się domyślać różnych rzeczy. Bardzo często nie wyjaśnia pewnych wątków, my znajdujemy wcześniej lub później rozwiązanie większości z nich. Niektórych rzeczywiście musimy się do końca domyślać. I to rzeczywiście ludziom przyzwyczajonym, między innymi mnie również, do takiej narracji, która daje nam wszystko na tacy, może przeszkadzać. Stanowi też pewien problem styl, w jakim pisze Watts. To jest rodzaj pamiętnika, spowiedzi, ale rzeczywiście urywanej i zauważmy, absolutnie wypranej z uczuć.
Jeśli ktoś z państwa, którzy przeczytają tę książkę, znajdzie tam chociaż cień uczucia, jakiegokolwiek: złego, dobrego, nienawiści, miłości. Moim zdaniem tam tego nie ma. Nie ma emocji, nie ma piękna, zachwytu nad pięknem, nad przestrzenią, nad grozą wszechświata albo może jego fascynującym obliczem. Tego nie ma.
[13:59] - No właśnie, a dlaczego nie ma?
[14:02] - Na początku tej książki czegoś dowiadujemy się o autorze.
[14:07] - I powinniśmy o tym pamiętać.
[14:08] - Przez cały czas lektury. To jest moim zdaniem genialny zabieg autora. Rozmawialiśmy z Wiktorem przed wejściem na antenę, czy to jest zabieg mający pokryć pewne niedostatki warsztatu? Raczej nie podejrzewam. To jest autor, który kilka książek już napisał, aczkolwiek nie znam ich i dlatego jestem ostrożny. Więc raczej nie podejrzewam, że w ten sposób przykrył niedostatki warsztatu. Raczej konsekwentnie pokazał, że człowiek z połową mózgu, z wyciętą jedną półkulą, ma pewne rzeczy inaczej poukładane w głowie, że tak to delikatnie ujmę. Po prostu on widzi świat inaczej. I myślę, że to Wattsowi się udało. On rzeczywiście pokazał nam świat oczyma człowieka, który naprawdę wyprany jest z emocji.
Wyprany jest z dowcipu, z dramatyzmu jakiegoś.
[15:06] - Tak. A teraz mamy pretensje do książki, że w książce czegoś nie ma, a po prostu nie może być, bo wyjściowo jest to człowiek, któremu dokonano najgłębszej możliwej traumatycznej operacji mózgu. Wycięto jedną niezbyt sprawną połowę. Być może w tej połowie było dokładnie wszystko: i uczucia, empatia, poezja i humor i tak dalej. Tego nie ma. Nie ma w nim, w bohaterze, ale również nie ma w społeczeństwie. Bo społeczeństwo, które jest przedstawione przez Wattsa, jest również takie bezpłciowe. Takie jak zresztą, ku czemu zmierza nasza współczesna cywilizacja.
[16:04] - Pojawiają się nowe komentarze na forum i bardzo mnie one cieszą. Krzysztof Leśniak pisze: „Jeszcze cukierki powinni dawać, żeby się łatwiej czytało. Bez udzieju.” Też prawda. I następne komentarze. Andrzej B.: „Ta recenzja brzmiała, jakby książka była zbyt wymagająca.” Dalej: „Jak ktoś chce zachwytu nad pięknem, to niech czyta Dana Simmonsa. Jeśli chodzi o filozoficzne SF, to jest dokładnie, jak panowie mówią.” Cieszy mnie to, bo za chwilę jeszcze będę cytował różne zdania z internetu na temat tej książki. Nie ma tak fajnie, żeby ta książka była jednoznacznie oceniana. Ona jest oceniana bardzo skrajnie. Jedni są zachwyceni nią, inni natomiast nienawidzą tej książki, bo są przyzwyczajeni rzeczywiście do prostej narracji. Ale ja wcale nie lansuję tutaj tezy, że im coś jest bardziej trudne, tym jest lepsze.
Nie, to nie tak. Natomiast ja uważam, że Peter Watts pewne rzeczy robi jednak świadomie jako pisarz. I ta trudna narracja, wprawiająca nas w pewne rozdrażnienie, bo i ja nie byłem wolny od tego, to też jest zamierzony zabieg. To, że główny bohater nie zachwyca się pięknem kosmosu, nie zachwyca się pięknem swojej dziewczyny. Kiedy opowiada jej dowcip, doprowadza ją do szału. Piękna jego bajka o gametach i tak dalej. To sobie musicie państwo przeczytać. Kiedy widzi kosmos, kiedy widzi obcych, pojazd obcych, czy też to coś, co odczytujemy jako obcych, to jest bezemocjonalna relacja. Tam nie ma ani strachu, ani zachwytu.
[18:04] - Ani brzydoty, ani piękna. Są tylko rury, jony, geny, wszystkie inne rzeczy.
[18:11] - Tak. Splątania kwantowe i tak dalej. To jest też obraz świata, z którym mamy do czynienia. Bo to jest świat, jak tu jeden z uczestników forum napisał, za mniej więcej 60 lat. Tak naprawdę w zasięgu przynajmniej niektórych. A tymczasem to jest świat już zupełnie inny. Ślepowidzenie to jest świat technologii, o której my dzisiaj owszem marzymy, ale nie zawsze chyba wyobrażamy sobie konsekwencje zastosowania tej technologii. Jest tam sporo wątków, przynajmniej niepokojących, tak to określmy. Możliwość nieograniczonych, praktycznie rzecz biorąc, modyfikacji ciała, przepisywanie wspomnień. Dopasowywanie się dzięki temu na przykład do swojej drugiej połówki, ale też niechęć do tworzenia związków, absolutne rozdzielenie prokreacji i seksu.
A jak się to rozdzieli, to po co być z drugim człowiekiem? W wirtualnym świecie seks będzie zawsze bardziej atrakcyjny, bo partnera nie będzie bolała głowa, bo nie będzie miał fochów, bo będzie zawsze taki, jaki ma być i zawsze gotowy na to, na co ma być.
[19:42] - Czyli opisujesz wirtualny świat jako burdel.
[19:48] - Nie, ale może również stać się rodzajem burdelu. Co więcej, na nawiązanie relacji z drugim człowiekiem trzeba pewnego wysiłku ze strony obu tych osób. Na nawiązanie relacji w świecie wirtualnym, a relacji polegających na tym, żeby sobie znaleźć partnera, aż tyle emocji, takiego wysiłku wcale nie trzeba poświęcić. Nieprzypadkowo znalazła się historia bycia parą przez głównego bohatera oraz jego dziewczynę. Jak to się wszystko zawiązało, jak trwało i jak się później skończyło. Bo to też pokazuje pewną emocjonalność głównego bohatera.
[20:34] - Mam nadzieję, że nie z praktyki osobistej, życiowej Watts to opisał. Chociaż może też tak być. Natomiast ja mam ten trop, że to rozdzielenie, ta lobotomia mózgu i obraz książki oraz naszej cywilizacji całej to jest zabieg jednak świadomy zabieg autora, gdyż jest tak konsekwentny od samego początku do końca. Tym bardziej może, jak się czyta posłowie, tam zaczyna człowiek dostrzegać dopiero jakiś polot, humor autora, którego w książce nie ma. Ale tam jest.
[21:31] - Coś ci muszę przeczytać. Na tym finale widać, że autor ma jednak pewien power w sobie, taki literacki. Muszę coś ci przeczytać. Ela Graczyk pisze: „Dziękuję i serdecznie pozdrawiam wszystkich z gorącego Chicago.” Patrz, gdzie trafiliśmy. Jesteśmy w Chicago dzięki sieci. Ale skupmy się też na tym, co pisze o 35, bo ta uwaga będzie ci się bardzo podobała, bo o niej rozmawialiśmy. O 35 pisze: „Jeszcze jedna uwaga o książce, a mianowicie chodzi mi o kwestię tłumacza. Nie wiem, jak wiernie przekazał w naszym języku treść książki. Od tłumacza często wiele zależy. Zresztą panowie doskonale wiedzą o tym.
Nie chodzi mi o to, że książka jest zbyt wymagająca, tylko jak pan Wiktor powiedział i zgadzam się z tym, że trzeba ją jednak czytać, nie słuchać.” I jeszcze Krzysztof Leśniak: „Jak ktoś chce coś skomplikowanego stylistycznie, to chuda nowelka "Wszechświat" o pewnym wydawnictwie doprowadzi chyba nawet zakonnice do przekleństw. Nie w stylu złożonym jakoś Wattsa.” A przepraszam. Czasami się trzeba nauczyć czytać ze zrozumieniem. Nie na tym stylu złożonym polega jakoś Wattsa. Ale skupmy się na tym tłumaczeniu, bo ty też miałeś wątpliwość co do tłumaczenia.
[23:01] - Przykro mi to powiedzieć, ale ja mam duże wątpliwości. Nie czytałem niestety oryginału, bo jestem mało językowy. Natomiast ja mam duże zastrzeżenia. Książka została na pewno przetłumaczona poprawnie, bo tam nie ma niejasności specjalnie. Świadomość tłumacz miał doskonale. Natomiast w tej urodzie języka polskiego bez przerwy szwankują takie kalki przenoszone z języka angielskiego na polski. Czyli na przykład ja myślałem nie, ja byłem głodny. W polskim języku starszym byłem głodny. W tym już się zawiera ja. W angielskim to jest zawsze ja.
Dlatego w polskim nie trzeba tego przenosić, a to jest na mogli. Bez przerwy jest me, mi, ja, to, sobie tam i tak dalej. Co jest zupełnie zbędne. I takiej płynności nie ma. Wiem, co potrafi zrobić tłumacz, przekonałem się wiele razy, ale dam przykład taki, jak czytałem różne teksty Williama Gibsona Książkę „Neuromancer” tłumaczył mój przyjaciel Piotr Cholewa ze Śląska. Przetłumaczył ją absolutnie genialnie. W innych tłumaczeniach ten sam autor wygląda zupełnie zgrzebnie. Nagle brakuje tego „coś”. Tu trzeba było po prostu polotu Piotra Cholewy, który naprawdę jest z topowej-
[24:59] - Stajni tłumaczy.
[25:02] - Stajni tłumaczy.
[25:03] - Wiesz co, Wiktorze, wróćmy jeszcze na chwilę do książki. Trochę o niej opowiedzmy dla tych wszystkich, którzy się zastanawiają, czy jednak po tę ciężką lekturę sięgnąć, czy nie sięgnąć. Ja jestem zdania, że warto. Zgodzę się tutaj z piszącymi na forum, że to, że coś jest trudne w czytaniu albo trudne w ogarnięciu, to nie dyskwalifikuje tego jeszcze. Wręcz przeciwnie, dla mnie jest to rodzaj zachęty. Owszem, to nie jest, jak już nieraz to mówiliśmy dzisiaj, potoczysta, wartka akcja, ale jednak w tej powieści coś się dzieje. Mamy kontakt z inną cywilizacją i dużo rozważań filozoficznych, o których wspominano tutaj. Mój zachwyt, mój konik od dawna to spojrzenie na to, czym jest inteligencja, czym jest samoświadomość. Że to nie musi chodzić ze sobą w parze, chociaż u nas akurat podobno chodzi. Mówię „podobno”, bo czasami jak patrzę na niektórych ludzi, to się zastanawiam.
Ale rzeczywiście takie rozważania się pojawiają. Zresztą dziwny to przypadek, ale całkiem niedawno omawialiśmy książkę o człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. W tej książce pojawia się szereg przykładów, które w tamtej książce były omawiane przez autora. Tu mamy odwołania do nich, a to też jest niezwykle ciekawe, bo to są już odwołania natury literackiej. Z jaką mamy sytuacją do czynienia, jeśli chodzi o „Ślepowidzenie”? Otóż pewnego dnia na tej Ziemi, która jest trochę odhumanizowana, przynajmniej z naszego punktu widzenia z początku XXI wieku.
[26:57] - Albo z punktu widzenia bohatera książki, który jest półmózgowcem.
[27:04] - On patrzy średnioziemnie na tą całą cywilizację. Dokładnie to, co mówiliśmy o tych uczuciach. Odnosi się wrażenie, że on ma takie podejście: „Dzisiaj jestem tu na Ziemi, jutro sobie polecę. Nie ma problemu właściwie”.
[27:24] - Bogiem a prawda, jak ja znam ludzi, większość ludzkości myśli tak, jakby miała tylko jedną połówkę mózgu.
[27:34] - To twoja licencja. Może i tak jest. W każdym razie pewnego dnia Ziemia zostaje, tu znowu ulubiona zbitka słowna, oświetlona świetlikami. Czym są te świetliki? Do czego skłaniają? Między innymi do tego, że rusza wyprawa. Taki inteligentny statek Tezeusz rusza w kierunku obcych. Musi się wznieść nad płaszczyznę Układu Słonecznego do Obłoku Oorta i tam coś zaczyna dziać. O tym pewno za chwilę. Znowu powtarzam, bo myślę w tej chwili, jak to przedstawić.
Poznajemy załogę, ale to nie jest w ten sposób, że po prostu przedstawia nam tych bohaterów autor, tylko dowiadujemy się znowu w marszu, kim są. I mamy tam głównego bohatera Siriego, ale mamy też ciekawą postać Susan James. To jest tak zwana banda, skrót od bandy czworga. Dlaczego? Dlatego, że to jest kobieta, która mieści w swojej główce cztery osobowości. I znowu różnica pomiędzy naszymi czasami a czasami za 60 lat. Dzisiaj takie rozszczepienie osobowości lekarze starają się leczyć. W tamtym świecie tego się nie leczy. To jest prawo. Te osobowości mają prawo do życia.
I ta głowa bohaterki mieści cztery osobowości. Są jeszcze inni bohaterowie. Między innymi dowódcą wyprawy jest wampir. I znowu na początku czytamy, jak jesteśmy nieprzygotowani, to czytamy: „Przepraszam, ale jaki wampir? O co chodzi?”. Dowiadujemy się później, że wampiry stały się członkami społeczeństwa, członkami ludzkości. Waham się, czy to powiedzieć. Bardziej narzędziami ludzkości, bo troszeczkę tak ich ludzkość używa. A jak one wróciły? Kto chciał, to znalazł to w treści książki, kto nie, to później w przypisach.
Dowiadujemy się o takiej wstecznej genetyce, inżynierii genetycznej właściwie, na podstawie której znaleziono te wampiry, tę rasę. Bardzo ciekawie to zresztą opisuje, bo na początku mamy skojarzenia z Bramem Stokerem i z Drakulą. I to nie są dobre skojarzenia. One oczywiście coś nam mówią, ale to są nie do końca takie wampiry. Okazuje się, że gdzieś dawno, dawno żyła z nami druga inteligentna rasa na Ziemi, która Jak to powiedzieć? Pasożytowała na nas, ale pasożytowała inteligentnie. Dowiadujemy się między innymi, jakoś to racjonalizuje Peter Watts, dlaczego wampiry bały się krzyża. Wszelkie kąty proste sprawiają im taką niespodziankę, że się pojawia jakiś atak padaczkowy i w ogóle one nie znoszą. W naturze praktycznie kąt prosty jest bardzo trudno znaleźć. I tak dalej.
[31:08] - Właściwie dlaczego nie? Człowiek posiada coś takiego jak lęk wysokości na przykład. Więc dlaczego nie można mieć uczulenia?
[31:17] - Ale wiesz, jak on, czyli autor, głęboko wchodzi w pewną — zastanawiam się, jak to powiedzieć — czy mitologię, czy bardziej psychologię, czy też historię. Otóż kiedy on odwołuje się rzeczywiście do dawnych czasów, to mówi o tym, jak wampiry działały. Że gdyby chciały nieustanne polowania na ludzi wykonywać, to bardzo szybko przetrzebiłyby populację. Więc one wyrobiły w sobie pewną zdolność odchodzenia na jakiś czas, niezajmowania się ludzkością. To miało dwa aspekty. Rzeczywiście polowały co jakiś czas na przedstawicieli gatunku, ale też stawały się legendą. Bo co innego, jeśli te wampiry by krążyły ciągle wokół nas, to ciągle ludzkość byłaby zmobilizowana. Tymczasem Peter Watts pokazuje taktykę, w której wampiry pojawiały się, potem znikały na lat kilkadziesiąt i za kilkadziesiąt lat wracały. Ale któż wierzy staruszkom, którzy opowiadają jakieś historie, że gdzieś tam w dzieciństwie widziały wampira? Wiadomo, skleroza, głupota.
[32:28] - Zabawowe, czy może-
[32:29] - Tak, oczywiście. A tymczasem one wracały. To jeden z takich aspektów, jak głęboko Watts wchodzi w pewne światy, pewne historie.
[32:40] - Marku, tak głęboko bawi się.
[32:44] - Oczywiście, może słowo „głęboko” zostało przeze mnie nienależycie użyte. Rzeczywiście, jak stara się nadać temu pewną głębię i historyczność, silnie osadzić. To jest chyba najlepsze określenie. I my właściwie możemy zakwalifikować powieść Wattsa „Ślepowidzenie” jako powieść kontaktową o pierwszym kontakcie. I znowu tu w pewnym momencie jeden z dyskutantów na forum nawiązywał do Lema i do „Oceanu”. Rzeczywiście ci obcy nie są aż tak dziwni jak ocean, ale dziwni są. Nie są to tacy obcy, do jakich nas przyzwyczaiła kultura masowa, popkultura mówiąca nam, że on będzie dziwny, będzie wyglądał tak czy śmak, ale będzie biegał z jakimś blasterem albo z jakimś mieczem świetlnym, albo z czymś tam. Będzie bardzo znajomym. Nie. Ci obcy są tak odmienni od nas, tak dziwnie działający, że mogą przynajmniej startować w tej samej dyscyplinie co Lem.
Ale pierwsze miejsce dla Lema oczywiście.
[34:07] - Zresztą w takich dziwnych science fiction w ogóle się praktykowała, ta kosmiczna przynajmniej, w mnożeniu właśnie różnych dziwów, stworów takich możliwych czy niemożliwych. Ja tutaj do twoich uwag na temat tego, co Watts robi, że on tam próbuje umotywować jakoś to. Jest takie słowo: on próbuje wszystko zracjonalizować po prostu.
[34:33] - Tak. Ale jak to pół mózgu. Jak to taki człowiek.
[34:38] - Jak to racjonalizuje rzeczywiście połowa mózgu. Natomiast do mnie przemawia ta książka, przemawia jej charakter. I tak już na marginesie powiem, że przy dyskusjach, czy ona jest trudna do czytania, czy łatwa, czy trzeba wnikać i tak dalej, to ja powiem, że dla mnie trudna literatura to jest ta o niczym. To jest trudne do czytania.
[35:10] - No tak.
[35:11] - Jeśli tekst mówi o czymś-
[35:16] - To warto się wysilić.
[35:17] - To warto się wysilić, żeby zrozumieć. I jak się zrozumie, to się jedzie dalej i tak dalej. I to jest przepływ, to jest uczta literacka, a nie straszna męczarnia w przeżywaniu siana.
[35:33] - Ja powiem tak à propos dziwności tych obcych. W jednej z recenzji przeczytałem, że jeden ze znawców porównał widok, zastanawiam się, czy można powiedzieć pojazdu obcych, tego czegoś obcych. Załóżmy, że to jest jakiś statek kosmiczny, jakieś coś, co się tam tworzy, buduje, właściwie nieustannie przekształca. Porównał to z takim obrazem wyjętym żywcem z powieści, z opowiadań Lovecrafta. To jest jakieś takie pierwsze skojarzenie. Pojawia się, kiedy Tezeusz natrafia na ten pojazd. Oni go, zdaje się, Roszachem nazywają. Ale wiesz co? À propos tej trudności stylu, to powiem tak: autor nie wyjaśnia nam niektórych faktów. Musimy na to poczekać albo się domyślamy.
To już mówiłem. I to jest moim zdaniem po pierwsze ciekawy, ale utrudniający czytanie zabieg. I on coś tam sobie realizuje. Mówię o autorze. Ale zobacz, tam jest też tak, że my nie zawsze możemy ufać osądowi głównego bohatera co do pewnych rzeczy. Okazuje się, że czasami się myli po prostu. I nie mamy takiego wszechwiedzącego narratora, który nam wszystko opowie. Wręcz przeciwnie, czasami jego interpretacja świata, którą siłą rzeczy nam narzuca, bywa jednak chybiona. To jest moim zdaniem fajny zabieg.
[37:16] - Wiesz-
[37:17] - Ale nie ułatwiający czytania.
[37:19] - Nie ułatwiający czytania, ale za to niebudzący irytacji. Mnie najbardziej irytują w literaturze odautorskie komentarze. Zwróć uwagę, że w takiej zupełnie zabawowo klasycznej literaturze, jak w „Pustyni i w puszczy” albo w „Trylogii” Sienkiewicza, nie ma w ogóle Sienkiewicza przecież. Nie ma. Jest świat, są bohaterowie, a Sienkiewicza nie ma. A w takiej prostackiej literaturze niestety bardzo często pojawiają się komentarze odautorskie, co mnie po prostu wkurwia totalnie.
[38:08] - A ja czytam sobie komentarze na forum. Nie wszystkie przytoczę, ale Krzysztof Leśniak pisze: „Na pewno Wattsa jest ciekawie. Szczepan Twardoch ma bardzo mocny styl, ale jak dla mnie to pisze o niczym mi bliskim czy mnie obchodzącym.” Ja myślę, że dzisiaj nie będziemy dyskutować o Szczepanie Twardochu. Mam troszeczkę inne zdanie. Myślę, że śledzenie tego, o czym pisze Twardoch, musi się odbywać na wielu poziomach. Mam przynajmniej od Wiktora taką obietnicę, że my po kolejną książkę Szczepana Twardocha sięgniemy. To będzie wtedy dobra okazja.
[38:50] - Tak się dziwnie składa, że ja też po przeczytaniu kilku rozdziałów z tej książki poszukałem odniesienia dokładnie do Szczepana Twardocha. Dlaczego? Otóż może tutaj Krzysztof Leśniak ma rację, że Twardoch bardzo często pisze o niczym, natomiast pisze pięknie. To znaczy buduje różne konstrukcje bardzo emocjonalne, bardzo wrażeniowe. Takie, których właśnie w tej książce, jak żeśmy tłumaczyli, brakuje.
[39:36] - A wiesz co? Ja dodam do tego, co powiedziałeś, coś jeszcze, bo zgadzam się z uczestnikiem forum i z tobą, że bywa tak, że Szczepan Twardoch - i patrz, jednak weszliśmy na dyskusję o Twardochu, ale chwilę możemy. Bywa tak, że Szczepan Twardoch rzeczywiście jakby pisał o niczym, ale jak się te puzzelki poskłada do kupy, to się okazuje - i to jest matematyczna chyba herezja, nigdy dobry z matematyki nie byłem - ale z tych zer, czyli tego pisania o niczym, wychodzi nagle konstrukcja, która coś nam mówi o nas samych, o świecie, o naszych bliźnich. I są to czasami prawdy, czy też prawdki, jak już sobie chcemy. Interesujące, złe słowo, czasami nieprzyjemne dla nas ludzi, dla nas obywateli XXI wieku. Ja myślę, że to jest siła prozy Twardocha. Tak sobie to wymyśliłem.
[40:43] - Poza tym to jest na pewno literatura piękna. A u Wattsa to właśnie ciężko powiedzieć, czy to jest literatura piękna. To jest po prostu...
[40:52] - Tak, to jest dobra, celna uwaga. To jest na pewno literatura. Właśnie, czy piękna? Nie wiem. Jeśli oczywiście będziemy podchodzić czysto słownikowo, to owszem, tak. Natomiast ja rozumiem intencje Wiktora. To jest takie podszczypywanie u Wattsa, czy jest piękna. Ona momentami jest brzydka, ale to jednak nie sprawia, że odrzucamy książkę ze wstrętem. Wręcz przeciwnie. Ja ci powiem, że rzeczywiście było tak, że kiedy podszedłem do tej książki po raz pierwszy, to było dawno, to jak zacząłem czytać, ja mówię: „A poszedł won mi z tym.
Przecież co ja będę się męczył” i tak dalej. Ale poleżała sobie książka trochę, wróciłem do niej i z innym nastawieniem. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, bo może ja po prostu siadłem do książki, którą chciałem połknąć w jedno popołudnie, bo ona specjalnie gruba nie jest. Chciałem ją połknąć szybko. Okazało się to absolutnie niemożliwe. Więc drugie podejście było już na poważnie. To znaczy okej, zmierzymy się. I zmagaliśmy się troszeczkę, ale im dalej szedłem w tę książkę, tym więcej miałem satysfakcji. Oczywiście widziałem, że tam niektóre rzeczy mnie gniotą, a za niektóre bym autora, jeśli nie udusił, to w każdym razie jakoś tam mu przemówił, dlaczego mi to robi. Ale mimo wszystko po zamknięciu tej książki człowiek ma poczucie, że rzeczywiście to powiedzenie o tym, że to jest książka filozoficzna, nie jest na wyrost.
Bo to nie chodzi o to, że autor tam mówi mądre rzeczy. Tu ktoś świetnie to powiedział, bo to istota filozofii, przynajmniej dla mnie. Autor tam stawia tyle pytań, na które mamy sobie bardzo często my odpowiedzieć, że ta książka na miano filozoficznej jak najbardziej zasługuje, a przy okazji jest jednak powieścią o kontakcie z inną cywilizacją, bardzo inną.
[42:54] - I à propos Właśnie teraz tak myślę o tym kontakcie z obcą cywilizacją. Otóż kiedy dwóch ludzi rozmawia ze sobą bardzo często, a najczęściej tak jest, najchętniej rozmawia wtedy, kiedy zgadza się co do tematu i wtedy czy to jest w ogóle rozmowa? To nie jest żadna rozmowa, to jest właściwie taki samogwałt. Po prostu potwierdzanie samego siebie przy pomocy drugiej osoby. Z tego wynika również troszeczkę brak szacunku dla inności. Raz, co czeka nas wtedy, kiedy spotkamy rzeczywiście innych. My nie możemy żądać, żeby oni byli tacy jak my, chcieli tego samego, co my, ale odwrotnie. Powinniśmy szanować również ich światopogląd albo ich inność. Tak samo jak szanujemy. Dlaczego ja o tym mówię?
Otóż mnie w życiu najbardziej ciekawili ludzie, intrygowali ci, którzy się ze mną nie zgadzali. Po cholerę człowiek, który się ze mną zgadza? To jest to, o czym miałem z nim rozmawiać. Po prostu.
[44:19] - No bo rzeczy sobie z dzióbków pić. Jakżeż pan to mądrze powiedział, panie Wiktorze, jakżeż pan to mądrze powiedział. Jest pewne zdanie na forum, z którym ja nie do końca się zgadzam. Andrzej B. Napisał: „Książka nigdy nie irytuje, bo można ją odłożyć, panowie.” To właśnie się nie zgadzam z tym. Bo książka może irytować. I rzeczywiście mogę ją odłożyć, ale irytacja we mnie nie zniknie, bo będę wtedy zirytowany, że książka mnie pokonała. Bo ja rzadko odkładam książki. I rzeczywiście zdarzyło mi się kilka razy w życiu odłożyć książkę, ale miałem poczucie przegranej. Po prostu.
Ja nie dam rady? Podtrzymaj mi piwo. Oczywiście, że dam radę. Nie, żartuję oczywiście, ale powiem tak. Poza tym można rzeczywiście książkę odłożyć, ale ja zawsze zastanawiam się, czy warto. Nawet jeśli uważam, że to jest bardzo zła książka. To nie dotyczy oczywiście Wattsa, ale czasami się zastanawiam. Wiem, że kiedyś czytałem... Dobra bez tytułów. Straszną książkę, taką klasykę amerykańskiej fantastyki.
Do dzisiaj nie wiem, czy ona była tak zła, bo ją tak źle autor napisał, czy była tak źle przetłumaczona. Po prostu zwijałem się ze śmiechu co drugą stronę, a co drugą drugą stronę zwijałem się z irytacji, bo po prostu to było coś nieprawdopodobnego. Przeczytałem tę książkę całą i dzisiaj wiem, że niektórych tytułów należy unikać nawet z klasyki fantastyki, a być może trzeba sięgnąć po kolejne tłumaczenie. Już mam pewne książki na indeksie. Ta do tych należy. Już do nich na pewno nie wrócę, chyba że pojawi się właśnie nowe tłumaczenie. Ale to jest oczywiście mój problem.
[46:09] - Ale metoda odłożenia książki to jest właśnie przywilej, który ta sztuka współczesna jednak zachowuje chwalebny. Ja podejrzewam, gorzej będzie w przyszłości, jeżeli powstanie taka wirtualna rzeczywistość, której nie można będzie opuścić.
[46:34] - No to rzeczywiście.
[46:35] - To może być koszmar i groza.
[46:38] - Więzienie.
[46:39] - Ale Marku...
[46:40] - Ale czy my naszą wirtualną rzeczywistość możemy opuścić? Pamiętaj nawet w prozie Wisławy Wiśniewskiego „Snerga”, jeśli to jest wirtualna rzeczywistość, to zawsze istnieje uniwersalny wyłącznik. Czym jest uniwersalny wyłącznik? A tu już sobie sięgnijcie państwo po prozę „Snerga”.
[46:57] - Wiesz, ja wiem, czym jest uniwersalny wyłącznik. W wypadku, kiedy sobie pogrywam od czasu do czasu w „Szlachetną cywilizację”, grę komputerową, która oszukuje w tak nieprawdopodobny sposób, że to jest w ogóle groteska. Otóż zawsze z satysfakcją mogę powiedzieć wtedy, kiedy już program przegnie totalnie pałę, to po prostu zawsze mogę chama wyłączyć i wyłączam tą grę. I jestem tak szczęśliwy.
[47:30] - No powiem tak, że wrócę jeszcze do odłożenia książki. A dlaczegóż ja opowiadając o tym, o czym opowiadałem, podkreśliłem, odłożyłem tę książkę, ale miałem poczucie tego, że chcę tam wrócić, pomimo tego, że mówiłem o tej książce złe rzeczy. Kląłem, źle się wyrażałem o autorze i tak dalej. Jednak chciałem tam wrócić i nie żałuję, że tam wróciłem, a co więcej całkiem niedawno do tej audycji musiałem sobie książkę powtórzyć. I znowu nie żałuję. Czy to znaczy, że będę piał z zachwytu? Nie. Ta książka stwierdzam, że może irytować i bardzo wiele osób irytuje. Momentami mnie też irytowała, ale starałem się to zracjonalizować. To tak jak z tym brakiem uczuć albo brakiem emocji.
Na początku uznałem, że to wada. Wiktor zresztą też. I później w toku dyskusji doszliśmy do wniosku, że to chyba jednak świadomy zabieg przemawiający bardziej na korzyść autora niż na jego niekorzyść. Po prostu, jeśli to jest facet, który jest rasowym pisarzem i zobacz, musiał całą swoją prozę, tę książkę musiał wyprać z tego, o czym mówimy, czyli z emocji, z jakichś takich zachwytów. Zobacz, jaką on ciężką literacką pracę wykonał. Dobra, coś ci przeczytam, bo żeby potwierdzić, jak skrajne emocje ta książka budzi, sięgnąłem sobie, gdzież mogłem sięgnąć? Oczywiście na chyba najbardziej oblegany, czy w każdym razie najbardziej taki książkowolubny portal, czyli na Lubimy Czytać. I tam sobie znalazłem recenzje. Przyznaję, że układałem je dla państwa, żeby je przeczytać według pewnego klucza. Pierwsza recenzja.
Mike Czar napisał: „Mam wielki problem z oceną tej książki. Z jednej strony znalazło się w niej kilka interesujących wątków, jednak zostały one podane w zupełnie niestrawnej formie. Rozważania dotyczące ludzkiej świadomości, wampiry czy obce formy życia oceniam raczej na plus. Jednak ośmielę się stwierdzić, że pan Watts nie potrafi pisać. Aby stworzyć powieść, potrzebny jest także warsztat. Nie wystarczy mieć garści pomysłów zaczerpniętych z prac naukowych. Należy też odpowiednio opakować. Niestety czytanie „Ślepowidzenia” niemal boli. Naprawdę ciężko jest się połapać w fabule. Nawet opisy poszczególnych wydarzeń są lapidarne i chaotyczne.
Człowiek męczy się, ale brnie przez kolejne strony z nadzieją na ciekawe zakończenie. Bohaterowie to gadające chochoły. I wcale nie dlatego, że są nieludzcy, bo to akurat zupełnie mi nie przeszkadza. W końcu taka była koncepcja autora. Po prostu nie zaciekawili mnie i było mi wszystko jedno, co się z nimi stanie. Najlepiej czytało się posłowie, chociaż nieco irytował mnie luzacki styl wypowiedzi autora. Dlatego myślę, że Watts mógłby przekazać czytelnikom swoje przemyślenia w formie eseju czy też felietonu. Nie każdy musi pisać powieści.” Myślę, że ta ocena jest troszeczkę krzywdząca, bo nawet to zauważenie, że przecież posłowie jest bardzo na luzie napisane, świadczy o tym, że autor potrafi przedzierzgnąć się z jednej narracji w drugą. To znaczy, że on jednak pewne rzeczy robi świadomie.
[51:09] - Czyli w jakiś sposób skonstruował powieść i zrobił to tak, jak chciał, jak wynikało z koncepcji. I nie możemy mieć pretensji. A to, że rzeczywiście to się nie tego, to brak empatii, brak dowcipu, brak tego, czego my zwykle szukamy w filmach, w książkach i tak dalej. Jak tego brakuje, to nam się nie podoba.
[51:40] - To tutaj Altgrynt pisze coś takiego, że ja jak zwykle z białego robię bielsze. Pewnie tak, ale dzięki temu pewne rzeczy widać lepiej i czasami warto coś jeszcze bardziej wybielić, tego wybielacza dolać. Zawsze się lepiej to później tłumaczy. Mów coś, Wiktorze, bo ja muszę przeczytać, co jest na forum.
[52:13] - Ja mogę na temat Wattsa mówić dużo, chociaż Watts mówi za siebie najlepiej, najlepiej to samemu przeczytać. Natomiast ja wiem, że dla mnie ta literatura, te wszystkie problemy nie istnieją w ogóle. Ja tego nie rozumiem, o czym są wpisy na temat trudności języka, chaosu i tak dalej. Ja oddychałem to tak, jakby była to normalna ziemska atmosfera, bo to jest mój język, moja wyobraźnia. Ja sobie tak samo dokładnie układam.
[52:52] - Zaraz ci coś na ten temat przeczytam. Ale najpierw Krzysztof Leśniak: „Technosfera u Wattsa jest ciekawa, bo po cóż komputer, który obliczy wszystko, ale jest jak czarna skrzynka i wymaga kapłana, egzegety, jak u Wittgensteina. Język, granica poznania.” Ciekawe. Warto zapamiętać. Ale napisał do nas Tadeusz Krajewski i to jest to, o czym mówiliśmy. I to jest tylko potwierdzenie. Lubimy czytać albo odnaleźć u kogoś coś, co sami powiedzieliśmy, powiedziałem. I teraz czytam to, co napisał Tadeusz: „Pod względem kondensacji materii słownej, sposobu interpretacji świata i niekonwencjonalnego spojrzenia na różnorodność polskich znaków, proza Wattsa zbliża się swym poziomem do prozy Żwikiewicza. Wiktorze, masz konkurenta. Na szczęście obaj poruszacie się w różnych obszarach tematycznych.” Proszę.
[53:55] - To nie konkurent, tylko spadkobierca.
[54:00] - Może być. To ja czytam teraz następną opinię z portalu Lubimy Czytać. Ta będzie troszkę inna. „Uff, trudna lektura. Bardzo mocna. Bardzo mnie wciągnęła. Wysoka ocena. Już wyjaśniam dlaczego. Watts pisze w gatunku sci-fi, który w dużej części ma się opierać na naukowych teoriach, które dają się potwierdzić. Nie ma tu świetlnych mieczy, Jar Jar Binksa.
Dostajemy surowy kosmos ze wszystkimi jego prawami. Dostajemy też kilka cyberpunkowych urozmaiceń. Punktem wyjścia jest pierwszy kontakt z obcą cywilizacją i walka o to, czy powinien on zostać nawiązany siłowo, czy jednak przy użyciu nauki. Autor książki lawiruje pomiędzy tymi dwoma aspektami, w konsekwencji nam zostawiając tę decyzję. Polecam, ale nie jako pierwszą książkę w tym gatunku. Weźcie „Ślepowidzenie” na warsztat już jak poczytacie trochę Lema, Dicka, Verne'a.” I jeśli klasyka przypadnie wam do serca, to możecie wchodzić w Wattsa.
[55:04] - To jest słuszna uwaga, bo to jest książka już dla miłośników science fiction, a nie dla poszukiwaczy chleba zwykłych, normalnych. Jakbym to dał moim córkom do przeczytania, to by się postukały w głowę i potem do końca życia patrzyły na ojca jak na wariata. Przecież skoro ty to samo, to tragedia.
[55:31] - Miałbyś ciężko. Dobra, to ja sięgnę jeszcze po kolejną minirecenzję. Alek: „Jestem strasznie zawiedziony. Narracja bardzo chaotyczna. W zasadzie to ja nie wiem, co się dzieje na tym statku. Jakie sondy? Jaki kapitan? Jaka matka? Jaka banda? Kto, gdzie, z kim, kiedy?
Nic nie wiadomo. Straszne. Myślałem, że nie skończę tej książki. Tylko początek jest dobry. Dałem się skusić. Te naiwne spostrzeżenia z przeszłości. Ledwo do przeczytania. Ślepowidzenie? Chyba dla czytelnika.” Proszę, jak to różnie bywa z tymi ocenami. Ja to oczywiście robię świadomie.
Pokazuje to po prostu, że taka proza to jest jednak proza, która gdzieś tam jest w stanie, tak jak to napisał poprzedni recenzent, odepchnąć czytelnika od fantastyki naukowej. To jednak wymaga przygotowania. Tak się coś spinasz, Wiktorze.
[56:39] - Do mnie strasznie przemówił taki moment, motyw w każdym razie, którego nie od razu też rozumiałem, ale po pierwsze ja zaufałem Wattsowi po stylu, po tym, co jakoś idzie łatwo ocenić i przyjąłem go za swój. Jest tam taka scenka, kiedy kolejne drony bezosobowe, jakieś szperacze zbliżają się do tego Rorschacha, jakoś nurkują, po czym odlatują we wszechświat. Swoje zrobiły i tak dalej. Strasznie piękna wizja. Tego w ogóle nie ma, to jest gdzieś między wierszami ukryte, ale warto poczytać i spróbować zrozumieć, o co w ogóle chodzi. Bo to czeka nas, że będą świadomości inteligencyjne, które będą nas zostawiały, odlatywały we wszechświat. Nie takie zwykłe pipipi wysyłane jak Sputnik na orbitę albo potem do pasa krupiera gdzieś tam sobie odlatujące sondy. Nie! One będą inteligentne i będą opuszczały tę Ziemię i naszą domenę na zawsze, aż do skończenia świata, tak jak Watts opisuje, aż do spotkania wtedy, kiedy wszechświat umrze.
[58:22] - Może tak. Wiesz co, jak sobie tak myślę o książce Wattsa, to muszę ci coś przeczytać. Dawid Gałkiewicz napisał też na Lubimyczytać: „Pierwszą taką książkę mam za sobą i po prostu mnie wgniotła w ziemię. Nie wiedziałem, że jest w ogóle taki gatunek literacki. Hard science fiction to jest coś takiego, że autor się nie pierdzieli w tańcu z czytelnikiem, tylko sam mając background naukowy,” Watts jest bodajże doktorem biologii, „plus konsultując się z jakimiś doktorami i profesorami od różnych dziedzin nauki, serwuje nam historię, w której bohaterowie używają specjalistycznego języka i terminów i raczej nie zajmuje się ich szczegółowym objaśnianiem. A równocześnie bardzo ta historia wciąga i sprawia, że czujesz ten realizm. Bo czasami drażniące w filmach, książkach jest to, że autor zwraca się do najgłupszego czytelnika i serwuje mu idiotoodporną ekspozycję.” To prawda. My często dostajemy do ABW opowiadania, w których rozmawiają fachowcy, a tłumaczą sobie rzeczy podstawowe, żeby czytelnik zrozumiał. Więc to troszeczkę tak, jakby fizycy kwantowi tłumaczyli sobie podstawy fizyki, bo trzeba to przekazać jakoś czytelnikowi. To jest zawsze słabe w książkach.
Tego u Wattsa nie ma.
[59:55] - Zgadzam się.
[59:55] - Nie ma tego u Wattsa. Czy to ułatwia lekturę? Oczywiście nie. Mam jeszcze jedną taką obserwację. Nie wiem, czy się zgodzisz, bo tobie jest bliżej do sztuk plastycznych niż mnie. Ja raczej jestem plastycznie upośledzony. Natomiast ja mam wrażenie, bo to wymagało ode mnie wysiłku. Watts kreśli różnego rodzaju obrazy, czy to w przestrzeni kosmicznej, czy jak oni są na tym Rorschachu. Dużo obrazów jest u niego, ale musisz je sobie wyobrazić. On to szkicuje, on ci to wrzuca i musisz to zobaczyć.
Jak tego nie widzisz, to ta książka dużo traci. Przyznaję, że ja, tak jak już podkreśliłem, upośledzony plastycznie, musiałem trochę wysiłku włożyć w to, żeby sobie te obrazy zobaczyć przed oczyma, ujrzeć to, co chciał mi naszkicować.
[01:00:51] - Zgadza się.
[01:00:52] - To trudne dla mnie było.
[01:00:54] - Zgadza się. Być może specjalnie przez tę całą lobotomię, tę połówkę mózgu ta książka jest wyprana z malowniczości takiej obrazowej.
[01:01:09] - Ale opisy są.
[01:01:10] - Tak. Natomiast rzeczywiście trzeba to sobie wyobrazić. Nie ma w tej książce malarskich rzeczy. Nawet jak te świetliki spadają z nieba, to jest fakt medialny, a nie obraz na tym-
[01:01:30] - Mamy tu komentarz. Ktoś, kto się podpisuje Midia. „Witam. Mieć poczucie przegranej z powodu porzuconej książki? Wręcz przeciwnie. Przeczytać coś beznadziejnego do końca to dopiero przegrana.” Niby to dobrze brzmi, tylko ja mam takie pytanie: czy to nie jest tak, że żeby powiedzieć o książce, że jest zdecydowanie zła, beznadziejna, pozbawiona polotu, czy jaka tam ma być, można dopiero wtedy, gdy się tę książkę pozna do końca. Naprawdę, w tej chwili, nie wiem z jakiego powodu, wielu autorów stosuje taką metodę, że na przykład pisze to w takiej formie, że rzeczywiście mamy w pewnym momencie takie podejrzenie, że to jest jednak knot i że to się wszystko do kupy nie złoży. Po czym dochodzimy do trzech czwartych książki i nagle się zaczyna okazywać, że to, co wydawało nam się takie bezsensowne, takie porozrzucane, takie chaotyczne, takie głupie zresztą, tak może być. Nagle zaczynają te klocki wchodzić w odpowiednie miejsca i z tego chaotycznego, głupiego powiesidła robi się coś, co ma tę nadbudowaną wartość. Nagle się okazuje, że to nie jest takie złe, jak się nam początkowo wydawało.
Dlatego ja oczywiście mogę odłożyć książkę i nawet więcej do niej nie wracać, ale wtedy raczej nie będę się wypowiadał, czy to jest dobra czy zła książka. To jest po prostu książka, przy której poległem, która, jak to mawiał jeden z moich znajomych, nie koresponduje z moją wrażliwością czytelniczą. Może tak. Bo łatwo jest w ogóle we współczesnym świecie rzucać sądy, wyrzucać z siebie oceny, które mają taką troszeczkę siłę szrapneli, czyli: to jest zła książka, to jest dobra książka. Oczywiście każdy z nas tego rodzaju oceny robi, ale czasami zastanawiam się, czy nie jest dobrze takie oceny zachować dla siebie.
[01:03:41] - Zgadza się.
[01:03:43] - Zakazu nie ma.
[01:03:44] - Całe pokolenia międzywojnia czy jeszcze po wojnie, szczególnie naszej pięknej połowie, zaczytywała się Mniszkówną. To znaczy, że to była dobra literatura. Nie dla mnie, nie dla siebie, ale dla nich była dobra i w tym momencie to jest ogromna zaleta. To była wygrana na loterii tej autorki.
[01:04:16] - Powiem ci coś jeszcze. Całkiem niedawno czytałem. Bardzo znany autor piszący fantastykę napisał o swojej percepcji „Ulissesa” Joyce'a. Dałoby się to streścić mniej więcej tak: po cholerę pisać taką grubą książkę, żeby przekazać kilka prostych prawd. Szkoda czasu na czytanie. Ale czytałem też w życiu kilka innych recenzji tej książki, które widziały w niej pewne literackie objawienie. Może nie narracyjne, bo o to trudno. To też ocenne, ale bardziej pokazujące pewne zjawiska literackie. I co? Tak łatwo jest powiedzieć o „Ulissesie”, że to jest zła książka albo że to jest dobra książka.
Ja myślę, że my troszeczkę za bardzo przyzwyczailiśmy się do takiego jednoznacznego oceniania książek, że coś jest albo dobre, albo złe.
[01:05:13] - Podoba się albo nie podoba.
[01:05:15] - To tak, to jak najbardziej. Podoba mi się, nie podoba mi się. Jak najbardziej.
[01:05:20] - „Ulissesa” też uważam za zmarnowany kawałek literatury.
[01:05:24] - A co więcej, ile czasu marnuje, bo to gruba książka.
[01:05:27] - Niepotrzebnie to czytałem, bo zawracanie głowy. Natomiast już „Finnegan's Wake”, gdzie Joyce pojechał dokumentnie dużo dalej, to już byłem zachwycony.
[01:05:41] - A widzisz.
[01:05:42] - Cudowny.
[01:05:42] - Jak to jest, że mnie też nie zachwyca „Ulisses”, ale kilka scen pamiętam do dzisiaj.
[01:05:47] - No ja też pamiętam. To było piękne.
[01:05:51] - Tam są sceny, które po prostu zapadają w pamięć. Pytanie, czy było sens pisać taką grubą książkę, żeby te kilka scen Żelkowski zapamiętał, a Żwikiewicz też tam kilka. Odpowiedzi każdy sobie musi udzielić sam.
[01:06:06] - Dobre książki przynajmniej dają pewien punkt odniesienia. I Joyce z „Ulissesem” jest właśnie takim punktem odniesienia.
[01:06:14] - Tak, znakomitym punktem odniesienia do tego, co czytamy dalej. Dlatego ja jednak się nie zgodzę, że odłożenie książki, porzucenie książki to jest ratowanie się przed beznadziejnością autora. Myślę, że niewielu jest autorów, poza bardzo młodymi autorami, którzy z konsekwencją i świadomie piszą coś złego. A później by trzeba jeszcze wydawcy, który z konsekwencją godną lepszej sprawy oraz pewnym takim zacietrzewieniem i z nienawidzeniem czytelnika nam później serwuje tę papkę. Raczej ja jednak mam zaufanie do wydawców. My znowu też przyzwyczailiśmy się do tego, że mówimy: „Po coś oni puścili tę książkę, strata czasu” i tak dalej. Ja myślę, że literatura jest materią nieco bardziej skomplikowaną i my, powtarzam, każdy z nas ma prawo do swoich osądów, ale to nie jest takie proste.
[01:07:12] - Ja mam też jedną uwagę na temat taki właśnie ogólny o autorach, skoro mówimy. Mam wrażenie, czytając różne książki, że coś się zmienia. Otóż wszystko się zmienia. Natomiast chyba mija czas samotników, którzy siadali Kiedyś przy kałamarzu z piórem w ręku albo później przy maszynie do pisania, dzisiaj przy komputerze. I posługiwali się swoją wyobraźnią, żeby przenosić na papier, tworzyć jakieś wizje. Chyba się czas takich samotników kończy. Wystarczy poczytać podziękowania, jakie się pojawiają w tej chwili w książkach, żeby zrozumieć, że za autorem i za tą książką stoi cała plejada doradców, krytyków, recenzentów, uczonych, źródeł, z których korzysta. Właściwie to już nie jest tak, że siedzi się w domu tak jak Tolkien czy Bruno Schulz, czy Joyce i tak dalej, i się tworzy samemu, w oderwaniu od społeczeństwa. Ci pisarze są na topie, strzałówką umysłów z różnych branż, bo taka jest potrzeba. I chyba tak będzie.
Zresztą zawsze to radzę ludziom zaczynającym w tej chwili pisać: szukajcie ludzi, z którymi można pogadać na ten temat, którzy mogą coś doradzić. A internet do tego przecież służy, nie?
[01:09:04] - Ale wiesz, to się sprawdza i sprawdzało już dawniej. Bardzo wielu pisarzy-
[01:09:11] - Szedłeś do knajpy i sobie wypiłeś, pogadałeś.
[01:09:13] - Bardzo wielu pisarzy dzisiaj podkreśla, że konsultuje się w różnych sprawach z różnymi osobami. Nasz astronomiczny przyjaciel Leszek Błaszkiewicz. Iluż on ludziom, wielu pisarzom udzielał porad, wskazówek dotyczących ich książek, a właściwie spraw tych astronomicznych. Ilu ludzi zawdzięcza mu to, że nie pisali kompletnych głupot w swoich książkach? To naprawdę ma znaczenie.
[01:09:47] - Jak najbardziej warto. Dlatego również u Woodsa poczytać podziękowania. Tam są dziwne rzeczy i można zbaranieć, jak należy pracować. Zrozumieć, jak należy pracować, pisząc książkę, że to nie jest takie hop-siup. Natomiast mnie najbardziej teraz się skojarzyło, rozbawiły podziękowania Dominiki Oramus w książce „Darwinowskie paradygmaty”, która bardzo ładnie dziękuje wszystkim ludziom, którzy pomagali. Też się pojawiają uniwersytety, profesorowie, doktorzy. Ojejku, i tak to idzie bardzo sążniście i bardzo fajnie. Po czym następuje ostatnie słowo. Zbaraniałem. Dziękuję również fandomowi za budowanie chęci do pisania książki, za dyskusje na forach i tak dalej.
Miała odwagę podziękować normalnie miłośnikom science fiction, fandomowi, nie ograniczając się do profesorów tylko.
[01:11:06] - Którzy po pierwsze zadają pytania różnego rodzaju. Ale co więcej, fandom to tak się kojarzy bezkształtna masa. A to są ludzie, którzy są czasami wybitnymi specjalistami w swoich dziedzinach i to ich o pewne rzeczy trzeba po prostu pytać. To jasna sprawa.
[01:11:24] - Tak samo jak my słuchamy naszych rozmówców, którzy do nas przez internet zgłaszają jakieś uwagi.
[01:11:30] - To właśnie poczytam.
[01:11:31] - To są tacy specjaliści bardzo często.
[01:11:33] - Właśnie chwilę poczytam, tylko muszę sobie rzecz przewinąć. Ile się tego tutaj narobiło. Pisze Krzysztof Leśniak: „Na ekranizacji Woods by stracił. Zrobiliby z tego sferę, a sfera już została nakręcona. Nie ma sensu wchodzić drugi raz do tej samej rzeki.” O 35. „Wpływ filmów Tarantino na autorów. W jego filmach również składa się z różnych klocków fabuła, a później łączy się na koniec. Dobre w filmie, a w powieści nie zawsze się sprawdza.” Oczywiście, że nie zawsze, ale różnie bywa. Milia: „Dzięki za tę uwagę. Naturalnie o porzuconej książce nie sposób się wypowiadać o niej całościowo.
Dodać w takim razie winnam, że idę na łatwiznę. Porzucam książki w poszukiwaniu interesujących od początku.” I ja to zupełnie dobrze rozumiem, aczkolwiek nie zawsze podzielam ten punkt widzenia. Dalej. „Panowie, o czym my tu mówimy? Który autor pisze książki z myślą, aby się nie podobała czytelnikom?” Całkowicie się zgadzam. No proszę was, jak już sobie wyobrażam pisarza, który postanawia: napiszę tak, aby się nie podobała. Kubanska Polska. Ale my coś takiego chyba mówimy właśnie w tej chwili, że raczej nie podejrzewamy autorów. Ale też trzeba pamiętać o tym, że czasami chęci, szczególnie przy autorach niedoświadczonych, chęci a rzeczywistość to też bywa z tym różnie.
[01:13:14] - Tak, ale przy doświadczonych autorach w ogóle ta sprawa, ten fakt nie pojawia się w myślach. Napisać książkę, żeby się ludziom podobała. Zwykle mają pomysł i go realizują.
[01:13:28] - Chociaż wiesz, jak sobie teraz o tym pomyślałem, niestety przyszło mi kilka razy w życiu rozmawiać z autorami, którzy twierdzili Nie mówię, że tak naprawdę myśleli, ale twierdzili przynajmniej, że czytelników mają w nosie. Oni dla siebie piszą. Przyznam się, że podchodzę do takich deklaracji z pewną nieśmiałością.
[01:13:54] - A ja nie.
[01:13:55] - A ja nie wierzę w to. Nie wierzę. Wiktor, czy ty pisałeś kiedykolwiek tylko i wyłącznie dla siebie?
[01:14:00] - Pewnie.
[01:14:01] - Tak. I nigdy nie myślałeś o czytelniku?
[01:14:02] - Nigdy, absolutnie. W ogóle nie istniał taki gatunek ludzki.
[01:14:06] - Dobrze. Zadeklaruję to na antenie. I tak ci nie wierzę. Bo inaczej nie cyzelowałbyś tak swoich opowiadań.
[01:14:17] - Gdybym ja myślał o czytelnikach, to holender jasny, po prostu napisałbym parę dobrych książek, a nie te cegły, które się nie nadają do czytania.
[01:14:25] - O tym mówię. Mówię o tym, że jak pisałeś, to może nie myślałeś, ale później, jak poprawiałeś, redagowałeś i cyzelowałeś książkę, to wtedy ci się o czytelnikach przypominało.
[01:14:35] - Nie. Słuchałem recenzenta mądrych ludzi, którzy mnie-
[01:14:40] - Nie wpędzaj mnie w śmieszność, bo ja dyskutujący, co ty myślałeś, to już jest trochę przerost formy nad treścią. Możemy zostać wyśmiani i będzie w tym racja. Dalej. Coś jeszcze. Zerknę sobie na forum. Okej, czytam dalej z portalu Lubimyczytać. Krzysztof napisał: „Miałem z tą książką zaskakujący problem językowy.” To coś dla ciebie, Wiktor. „Nie wiem, czy to wina tłumaczenia, czy już oryginalnego tekstu. Przez sporą część fabuły z najwyższym trudem, czasem wcale nie rozumiałem, co ten paskudnie chaotyczny, lapidarny i rwany język opisuje. Nie chodzi o dywagacje naukowe, filozoficzne kwestie hipotetycznej inteligencji bez samświadomości i tak dalej.
Po prostu o akcję. Nie mogłem dojść, co w danym momencie dzieje się na kartach przed moimi oczami. Jakby zamiast opowiedzieć, książka próbowała to, mówiąc brzydko, wycharczeć czy wyszczekać. Ten wampir rodem z głupawej wstecznej inżynierii genetycznej rzucił się na narratora, okaleczył go jakoś. Tamten uciekł, nie uciekł. Co próbuje opisywać przedziwnie nieklejącymi się ze sobą słowami? Rzadko miewam taki problem, że rozumiem znaczenie wszystkich wyrazów na kartce, a tylko mgliście, jakie wydarzenia, czynności, stany próbowały mi przekazać.”
[01:16:11] - Ale widzisz. Zobacz, jak z tego samego faktu można różne wnioski wyciągać. Otóż ja też twierdzę, że czasami w tej książce ciężko zorientować się, co się dzieje. Natomiast jeżeli się spokojnie, cierpliwie przeczeka, da się tej informacji sfermentować, to się nagle okaże, że ta whisky smakuje. Po prostu trzeba podejścia i trochę szacunku dla autora, skoro pisał i dostał na biurle, to znaczy, że jednak.
[01:16:52] - Nominację dostał, to nie wiem. Nie sprawdziłem tego, mówiąc szczerze przed audycją. A mam dwa ciekawe zdania dla ciebie, które sobie powinieneś dobrze przemyśleć. Andrzej B.: „Tylko pisarz spełniony pisze dla siebie.” Z jednej strony jakby dostałeś pochwałę. A Kubanska Polska: „Ja również nie wierzę panu Wiktorowi.”
[01:17:14] - Kobiety nigdy mi nie wierzyły. Ale trudno. Takie życie.
[01:17:20] - To czytam dalej z portalu Lubimyczytać. Albatros: „Bardzo interesująca książka, niczym dobry film. Zostawia czytelnika wpatrzonego w ostatnią pustą stronę po zakończeniu czytania. Jest to rodzaj filozoficznego sci-fi. Dużo tu pytań o nas samych, nasze zachowania, naszą przyszłość. Jednocześnie sam kontakt z obcą rasą przemyślany rewelacyjnie. Czuć, że autor włożył dużo wysiłku w przygotowanie materiału badawczego. Rzeczywiście nasze pierwsze spotkanie mogłoby tak wyglądać. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo warto samemu się przekonać. Na końcu książki autor opisuje podstawowe wątki i technologie, w jaki sposób zbierał dane źródłowe, z kim się konsultował, ażeby wypadły jak najbardziej realnie.
Sama bibliografia obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Szacunek dla autora za taki wysiłek. Opłaciło się. To jedna z lepszych pozycji, jakie czytałem od lat. Polecam wszystkim, którzy znudzili się już typową fantastyką obcymi uzbrojonymi w karabinki laserowe czy miecze świetlne. To nie ten adres. Tutaj jest głębiej filozoficznie, a czasami mroczniej, porównując do filmów, to jest to bardziej "Łowca androidów" aniżeli "Gwiezdne wojny". Na pewno sięgnę po inne pozycje tego autora, bo tą przeczytałem bez żadnego uprzedzenia, w ciemno.”
[01:18:48] - Ja też z chęcią bym poczytał jakieś inne utwory, choćby dlatego, żeby się przekonać, na ile pewne plusy czy minusy tej książki nie są konwencją albo czy są konwencją przyjętych założeń i pełnej realizacji.
[01:19:12] - Za jakiś czas trzeba będzie zrobić taki eksperyment, bo jest oczywiście druga część „Ślepowidzenia”, ale tu bym nie poszedł w tę stronę. Trzeba znaleźć inny tytuł. I rzeczywiście to byłaby ciekawa audycja, kiedy byśmy mogli się odwołać i do tego nowego tytułu, być może zupełnie inaczej napisanego i tych doświadczeń ze „Ślepowidzeniem”. Przekonałeś mnie, będziemy musieli w jakimś tam przewidywalnym terminie Coś takiego zrobić. To chyba będzie.
[01:19:42] - Intryguje mnie ten autor z całą pewnością.
[01:19:43] - Mnie też intryguje, ale niestety jestem po lekturze tej książki. Czas sięgnąć po następną. Myślę, że teraz jest dobry czas, żebyśmy sięgnęli po felieton Tomka Fąsa. To jest zdecydowanie dobry moment. Marku, prosimy.
[01:20:03] - W oku dziejowych cyklonów. Sztuka dyskusji z całą pewnością jest czymś, czego trzeba się uczyć i wielu ludzi tego nie potrafi. Całkowite zrozumienie świata, który nas otacza, jest rzeczą całkowicie niedostępną i każdemu z nas co najwyżej jakiś wyrywek może stać się nieco bardziej jasny. Tymczasem chęć posiadania racji, bycia po właściwej stronie, poczucia własnej kompetencji jest wrodzona, myślę. Chęć zwycięstwa, bycia lepszym od tych mało inteligentnych ludzi dookoła to są rzeczy wrodzone i myślę, że jakieś ich przejawy można znaleźć również w świecie zwierzęcym. Co więcej, umysł ludzki zwłaszcza ma taką cechę, że brnie w jakąś stronę, odczuwa coś, reaguje na emocje pojawiające się w ciele, na pewne doznania estetyczne, na pewne doznania emocjonalne, a później bardzo często racjonalizuje je sobie, dorabiając do tego teorie. I wydaje nam się, że oparliśmy działania na rozumowaniu, a bardzo często jest dokładnie odwrotnie. Najpierw działamy, najpierw podejmujemy pewne decyzje, a dopiero później dorabiamy sobie do nich teorie. Nikt tak szybko nie głupieje jak intelektualiści. To zdanie, które przytaczam za Rafałem Ziemkiewiczem.
Przy czym on, zdaje się, również bazował na jakimś innym myślicielu, który coś takiego wypowiedział. Właściwie można to wyjaśnić na co najmniej dwa sposoby. Faktycznie jest coś takiego, że ludzie, którzy na co dzień poruszają się na poziomie idei, bardziej tym ideom ulegają. I kiedy jakiś nurt ideologiczny się pojawia, to w przypadku intelektualisty on cały jest ideą, a w przypadku człowieka, który pracą fizyczną zarabia na chleb, te idee się dzieją. On czasem ulegnie bardziej, czasem mniej, ale jednak trzyma się dużo bliżej ziemi. Można to tłumaczyć różnie. Można się odwołać na przykład do piramidy Maslowa, która mówi, że najpierw zaspokajamy potrzeby fizyczne, proste, a dopiero później szukamy potrzeb wyższych, intelektualnych. A można również jakąś potrzebą snobizmu. Potrzebą bycia lepszym od prostych ludzi, czy też oddalonym trochę od rzeczywistości bardzo namacalnej. Syty nie zrozumie głodnego, że tak powiem.
Każdy funkcjonuje na swojej płaszczyźnie. Byt określa świadomość. Być może. I oczywiście ważna jest przy podejmowaniu decyzji owa herbertowska kwestia smaku. Oczywiście estetyka jest pomocna w życiu i bywa użyteczna. Niemniej nie jest dobrze, kiedy staje się jedynym kryterium, bo nie zawsze to, co ładne, jest również dobre. To jest poziom sokratejski, z którego już chyba wyszliśmy. Znaczy u Sokratesa chyba to, co dobre, jest ładne. Tam był taki wątek, że tarcza ze złota nie jest piękna, ponieważ jest zbyt miękka i nie spełnia swojej funkcji, nawet jeżeli wygląda atrakcyjnie. Co więcej, proszę państwa, nieraz już się przekonuję, że państwo to jest strasznie złożona sprawa.
W ogóle struktura, społeczeństwo to są strasznie złożone rzeczy i czasem się wydaje ludziom, zwłaszcza młodym, ale nie tylko, że oni już wiedzą, że jakieś proste reguły ekonomii, gdzieś coś usłyszeli, coś sobie pomyśleli, mają swoją koncepcję. Niektórzy w ogóle by najchętniej usunęli rząd. Też się z takimi opiniami spotykam, że tu w ogóle wszelki rząd to jest działalność przestępcza, rządzenie powinno być z pewnością zakazane. Nikt nie lubi rządzących. Wydaje mi się, że umyka nam na przykład to, że nastroje, że pewne świadomości społeczne również są kapitałem. Kiedy używam tego zdania w jakiejś dyskusji, że nastroje społeczne też są kapitałem, to rozmówca się oburzył, że chyba tylko dla polityków, bo dla kogo? Widzimy to na przykład teraz w Ameryce, że kiedy prości, biedni ludzie mają nadmiar emocji, buntują się, to prowadzenie biznesu też może stać się trochę trudniejsze. Kapitał kapitałem, ta dzielność, to prowadzenie własnych interesów to pewnie ważne. Ta wolność gospodarcza. Ale czasem tak się dzieje, że kiedy dużo biednych i może niezbyt zdolnych ludzi robi się nerwowych, to i ten mądrzejszy biznes trudno czasem prowadzić.
Tak więc warto chyba na skalę społeczną jednak mieć w świadomości to, że dobrze, żeby ogólnie ludziom żyło się przynajmniej spokojnie. Państwo jest rzeczą straszliwie skomplikowaną. Pisał o tym wielokrotnie, zwłaszcza w „Całej prawdzie o planecie Xi”, Janusz Zajdel, który pokazywał, że lata inżynierii społecznej czy też czasem po prostu nieudolnego zarządzania zostawiają na społeczeństwie pewne ślady. I to nie jest tak, że wystarczy coś zmienić, na przykład osoby rządzące i od razu całe społeczeństwo tej zmianie ulegnie. Tu jednak są mechanizmy kształtowane latami. Jaka z tego wszystkiego jest puenta? Taka, że podejmowanie decyzji o losie państwa jest sprawą niezwykle trudną. Myślę, że mało kto tak naprawdę ma tę wiedzę. Ja nie mam. Ja im dłużej uczę się kolejnych rzeczy, im dłużej żyję, bardziej świat poznaję, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak wielu rzeczy nie wiem, jak wielu rzeczy nie rozumiem, jak bardzo to wszystko dookoła jest skomplikowane.
I nie jestem pewien, czy takie zmuszanie, gonienie, mówienie, że oddawanie głosu w wyborach jest obowiązkiem, czy to jest mądre. Jak ja nie czuję się kompetentny, nie wiem, to nie sądzę, aby uleganie jakimś chwilowym nastrojom czy poczuciom było wystarczająco odpowiednim argumentem, żeby jakieś decyzje podejmować. Dlatego czasem najlepszą decyzją wydaje mi się brak decyzji wobec braku świadomości tego, jak to się wszystko może potoczyć dalej. I tak mi się wydaje, że czasem wśród wszystkich ludzi, którzy wiedzą, wiedzą na pewno, wiedzą lepiej. Czasem rozsądnie jest nie mieć zdania, wstrzymać się od głosu i posłuchać. Posłuchać, poczekać, zobaczyć, do czego to wszystko doprowadzi. Tak czy inaczej wydaje mi się, proszę państwa, że jakieś tam wydarzenia polityczne, mniejsze, większe, mają swoją rolę, ale wydaje mi się, że gdzieś tam za tym wszystkim stoi mimo wszystko ten, o ile dobrze pamiętam, heglowski duch dziejów, który bywa strasznie przewrotny i którego nie tacy już próbowali zawrócić, powstrzymać, przekierować i później mogliśmy się przez łzy pośmiać patrząc, co z tego wszystkiego wychodzi.
[01:26:19] - To teraz chyba my.
[01:26:21] - Jeśli mogę nawiązać do felietonu Tomka Fąsa, to chciałbym zwrócić uwagę wszystkim komentatorom, którzy wypowiadali się na temat książki Wattsa „Ślepowidzenie”, czym posługiwał się w swoich dywagacjach Tomek Fąs, szczególnie na końcu. Otóż on nie mówił, jak jest, ale kilkakrotnie podkreślił: „Tak mi się wydaje”.
[01:26:54] - Tak. I to jest pewna mądrość, o której warto pamiętać. Może nie zawsze, ale warto o tym pamiętać. Wiesz, Wiktorze co? Chyba nadszedł czas, żebyśmy sobie trochę podzielili włos na czworo odnośnie książki Wattsa. Wiesz co, mój konik? To coś, za co lubię tę książkę, to stary temat, o którym już chyba kilka razy rozmawialiśmy na antenie, czyli wspomniane zresztą już oddzielenie inteligencji od świadomości. To jest naprawdę rzecz, która w tej książce, od razu powiem, wężydła, czyli te twory, które w Rorschachu się znajdują. W ich przypadku mamy do czynienia z czymś właśnie takim. Czyli mamy inteligencję, ale świadomości tam nie ma.
Nam się to wydaje tak egzotyczne, tak dziwne, bo my to mamy na co dzień. Dwa w jednym.
[01:28:05] - Zwykle większość ludzi jest inteligentna i nie posiada świadomości, tak samo jak mądrości. To są zupełnie różne rzeczy. Inteligencja to jest pewna sztuka wojny, teoria, którą się, że tak powiem, mamy szansę posługiwać, ale jak się nią posługujemy, czy mądrze, czy ze świadomością, to jest zupełnie inna bajka.
[01:28:34] - Wiesz co, bo to sobie oczywiście możemy przyjąć albo odrzucić. Możemy sobie powiedzieć, że nie bardzo sobie to wyobrażamy, jak może istnieć inteligencja bez świadomości. Chociaż jeśli sobie poobserwujemy tak zwaną sztuczną inteligencję, chociaż ona jest na bardzo wczesnym etapie i ja nie wiem, ale to, jak sobie wyobrażamy sztuczną inteligencję, bardziej może będzie lepszym obrazem, to nagle się okazuje, że może być coś inteligentnego, coś, co się uczy, coś, co wykonuje pewne polecenia, ale jednak nie ma samoświadomości. Czyli coś takiego funkcjonuje. Zobacz, tam jest też bardzo ciekawy moment, kiedy oni, mam na myśli załogę Tezeusza, rozmawiają z Rorschachem. Mówią i otrzymują komunikaty i dopiero po pewnym czasie dochodzą do wniosku, że to nie jest świadoma rozmowa, że to jest pewna gra prowadzona, czyli ileś tych transmisji z Ziemi musiało być wysłuchanych. I to troszeczkę jest jak z tym chińskim pokojem. Po prostu wybierane są najbardziej pasujące odpowiedzi. Zresztą proszę państwa, żeby się podobnie pobawić tylko na nieco bardziej prymitywnych zasadach, to wybierzcie sobie państwo jakiegoś Cleverbota czy jakąś inną sztuczną inteligencję dostępną w sieci i próbujcie z nią pogadać. Na razie jest to na etapie takim, że czasami to wypada lepiej, a czasami gorzej, czasami bez sensu, a czasami człowiek ma nawet poczucie pewnej głębi.
Rzadko powiedziałbym, ale jednak czasami. Ale to są bardzo wczesne etapy. Natomiast oni spotkali się z pewnym czymś. Właśnie nawet słów brakuje, z czym. Odpowiadało im to. Odpowiadało na ich pytania, odpowiadało na ich wątpliwości. A jednak w pewnym momencie jedna z bohaterek podchodzi do mikrofonu i mówi kilka niecenzuralnych rzeczy, co sobie mogą zrobić z tym i tak dalej. No właśnie, tu jest też sugestia Andrzej B.: Rorschachi były biosztuczną inteligencją. Być może tak. Właśnie.
Fajne w tej książce jest to, że możemy sobie tak jak Andrzej B., który to napisał, snuć różne rozważania i możemy być ich właściwie pewni albo w każdym razie z dużą dozą pewności o tym mówić, bo to jest na tyle odsunięte. A może tak było, jak pisze Andrzej B.? A może nie? Może to jakaś inna forma biologiczna, może w ogóle inna biologia? Mówię, czasami troszeczkę trudno jest to opisać słowami, na co poważił się Watts. Bo rzeczywiście stajemy przed pewną ścianą, przed murem i skazani jesteśmy na domysły. To fajny zabieg jest w jakiś sposób oczywisty, kiedy opisuje się Obcy, cywilizacje. Bo ci wszyscy, którym odpowiada taki oto scenariusz, jak najbardziej możliwy, że przylatują obcy, wysiadają, są nieco bardziej w kolorze zielonym czy jakimkolwiek innym, ale są, mają mniej więcej głowę, nogi, czasami więcej rąk, więcej nóg, więcej głów, ale generalnie da się z nimi pogadać i to w miarę tak, jak rozmawiamy z drugim człowiekiem. To jest jedna opcja, a druga taka czy lemowska, czy łotowska to taka, że właściwie się nie da dogadać tak do końca.
[01:32:28] - W posłowiu do tej książki, czy raczej w przypisach do tej książki, Watts odnosi się do istoty inteligencji czy zdolności językowych, jakie posiadają na przykład goryle, szympansy czy ptaki. Otóż ja mam takie doświadczenia codzienne w tej chwili, jako że żyję w nocy i zwykle padam nieprzytomny dopiero dziewiąta, dziesiąta już w dzień, a mam okno uchylone i wiele drzew naokoło.
[01:33:05] - Muszę cię na chwilę przerwać. To, proszę państwa, jest tak: jak mam do przekazania Wiktorowi jakąś ważną informację, to muszę zdążyć przed dziewiątą, bo jak przyjdę po dziewiątej, to Wiktor już leży w stanie półsztywności.
[01:33:19] - Nieprzytomny.
[01:33:20] - Tak. I wtedy z przekazaniem informacji, ja się mogę oczywiście starać, ale nie bardzo to wychodzi. Więc się muszę starać, żeby zdążyć. To tak tytułem wyjaśnienia. A wracając.
[01:33:30] - Do miesięcznika „Do Rzeczy”. W takim razie wiele ptaków, które kiedyś żyły w lasach, przekoczowały w tej chwili do parków i do ogrodów. Więc mam przyjemność wysłuchiwać codziennie o świcie i jeszcze w trakcie wschodu słońca śpiewy, których nie słyszałem w dzieciństwie. Otóż wymianę tego. Takie moje obserwacje. Oczywiście ptakolodzy o tym wszystkim wiedzą dużo dawniej, natomiast ja tego doświadczam dopiero dzisiaj. Otóż bardzo interesujące jest obserwowanie, w jaki sposób prowadzą dialog ptaki w najbliższej okolicy. Odzywa się jakiś, odpowiada mu gdzieś jeden dalej, gdzieś jeszcze dalej. One używają takich samych interpretacji. Wiadomo, że sprawia to wrażenie rozmowy.
Sprawia to autentyczne wrażenie. Jeden coś mówi tak, jakbyśmy my mówili, drugi mu odpowiada z właściwą intonacją. My słyszymy intonację. Ale czy za tym stoi w ogóle po pierwsze rozum, świadomość i w ogóle język? Czyli jest to wymiana informacji z całą pewnością, ale tego typu problemy kiedyś, jak te przy słuchaniu rozmowy ptaków, będą takie jak to Watts opisuje przy spotkaniu z inną cywilizacją. Tu nie będzie wiadomo w ogóle, czy ten śpiew, czy ta wymiana jest efektem funkcjonowania jakiejkolwiek świadomości, inteligencji, rozumu, czegokolwiek. Może to jest tylko śpiew słowików.
[01:35:33] - Ale czemuś on służy.
[01:35:35] - Pewnie służy słowikom.
[01:35:37] - Może niekoniecznie rozmowie. Oczywiście są tacy, którzy uważają, że umileniu im poranka.
[01:35:43] - Wiadomo, że jak przylecą obcy i zaczną śpiewać, to będą się zalajczać do nas, nie?
[01:35:48] - Tak. Oczywiście będą umilać nam, w zależności od pory dnia, temperaturę dnia.
[01:35:52] - A może tak?
[01:35:54] - A może tak. Na pewno przylecą po to, żeby nam coś umilać. Ja sobie spoglądam na nasze forum, wymiana myśli, a przede wszystkim dużo ciekawych propozycji na kolejne audycje. Nie obiecujemy, że to będzie tu i teraz, zaraz, ale sobie skrzętnie notujemy. Także gdzieś tam pewno kiedyś się pojawią. I tak mamy różne zaległości, ale będziemy się odwoływać do tych państwa propozycji, bo już tak sobie zerkam, ciekawe są po prostu i trzeba będzie się za nie zabrać, Wiktorze. Wróćmy jeszcze do książki. To jest ten motyw najbardziej ciekawy w książce, mnie najbardziej zainteresował, zaintrygował. Zresztą pewno sporą część czytelników. Motyw kontaktu albo w każdym razie próby kontaktu, ta pewna niezrozumiałość.
To jest malownicze, pomimo że w tej książce, tak jak powiedzieliśmy, takich malowniczych opisów nie ma, to samo to zjawisko, sam przebieg tego mętny, znowu podkreślany przez wielu, mętny przebieg. Nie wiadomo tak do końca, o co chodzi. Jednak ma to swój urok, urok tajemniczości. I znowu zastanawiam się, czy dorabiam filozofię, czy też tak było w rzeczywistości, że Watts sprzedaje nam to w sposób świadomy. Tę dziwność właśnie.
[01:37:23] - Teraz wpadłem na pewien paradoks, bo my przedstawiając obcych nagle bardzo chętnie budujemy taką barierę, że jesteśmy totalnie niemożliwi do zrozumienia, do pojęcia, do kontaktu. Natomiast tak mi się skojarzyło, że paradoks jest dosyć dziwny, bo skoro my Wylatujemy we wszechświat w jakimś celu i oni robią to samo, to w tym już jesteśmy zgodni. Skoro jesteśmy w tym zgodni, to być może w innych rzeczach jesteśmy również zgodni. I wtedy by mi się kłaniało to moje stare opowiadanie „Instar Omnium”.
[01:38:13] - Jakby ci to powiedzieć, Wiktorze. Rzadko cię słyszę jako optymistę. Ty raczej snujesz mroczne wizje, a tu tymczasem jak najbardziej optymistyczna, że jednak da się, chociaż na takim podstawowym poziomie.
[01:38:28] - Oczywiście, pewna wymiana doświadczeń. My budujemy statki tak, oni budują inne. Sama technologia — już jest wymiana informacji.
[01:38:38] - Tak przy okazji Wiktor to wspomniał, ja to jeszcze podkreślę grubą kreską: opowiadanie Wiktora „Instar Omnium” to jest opowiadanie lajtowe, jeśli chodzi o język. Tam jeszcze Wiktor nie rozpostarł skrzydeł i jeszcze nie zalewa-
[01:38:53] - W szkole podstawowej napisane.
[01:38:55] - Jeszcze nie zalewa czytelnika potokiem słów różnych, ciekawych, ale jednak chwilami zagłuszających treść. „Instar Omnium” to jest takie lajtowe, proste opowiadanko, po które warto sięgnąć. Myśmy, zdaje się… Myśmy — znowu tak. Ivellios czytał je dwa lata temu w czasie wakacji, jeżeli dobrze pamiętam. Warto po te wakacyjne odcinki sięgnąć. Tam się chyba to opowiadanie znajdowało. Okej, to jest ten element optymistyczny. Ale ja wrócę znowu do treści. Mnie w tej książce poza tymi obcymi, o których wspomniałem, bo nie sposób o nich nie wspomnieć, jednak mocno zafrapowały niektóre fragmenty, które działy się na Ziemi.
Zacznijmy od pierwszego z brzegu. Ten świat wirtualny, o którym ktoś tutaj na forum napisał, że to już było, i to w wielu wydaniach i właściwie nic nowego. Tak, rzeczywiście trudno tu o jakąś oryginalność. A jednak! Coś tam wygrzebałem z tej oryginalności, bo ten świat wirtualny nazwano Niebem. To już jest pewne wyzwanie, takie nazywnicze. Oczywiście rzecz jest prosta: kadłubek umieszczamy w jakiejś przechowalni, a świadomość buszuje sobie w wirtualu, buduje swoje światy. Zauważ, że matka głównego bohatera przyjmuje jego oraz ojca w swoim świecie. Oni wchodzą do tego świata, ale im tego świata nie pokazuje. Przyjmuje ich w zamkniętym pomieszczeniu.
Nie otwiera okien na ten świat, nie chce go im pokazać. To są ludzie przebywający w Niebie, w tej wirtualnej rzeczywistości. Oni budują swoje światy, żyją w tych światach. Każdy z nich jest Bogiem. Każdy z nich czuje się Bogiem i nie chce stamtąd wracać. Nic go z tym światem, tym realnym, prawdziwym, właściwie nie łączy. Oni chcą tam być i tam przebywają. Chcą w nim zostać, a jednak dowiadujemy się w pewnym momencie, nie będę wchodził w szczegóły, że to są jednak światy, które są pozornymi Niebami, pozornymi rajami, bo w pewnym momencie okazuje się, że to, co stwarza człowiek, rajem być po prostu nie może. I nie dlatego, że mamy ograniczoną wyobraźnię, tylko dlatego, że budujemy tę inną rzeczywistość jednak w materii, wykuwamy ją w materii, ale tej naszej, nie jakiejś supertechnologii. I okazuje się, że było fajnie, ale się skończyło.
I to mi się wydaje takie przesłanie Watsona. Bo ja wierzę oczywiście, że wraz z postępem technologii te wirtualne światy mogą być coraz bardziej doskonałe i to się rzecz nie skończy tak jak w książce Watsona. Ale to jest chyba taka przestroga Watsona, żebyśmy nie popadali w samozadowolenie, że raje Nieba, które budujemy, mogą okazać się bardzo ulotne, tak jak to, co bardzo często budujemy.
[01:42:25] - To jest wszystko dyskusyjne.
[01:42:27] - Ja wiem, to taka tania z mojej strony-
[01:42:29] - Odniesienie do budowania z materii. Informacja to jest też materia dla mnie. Natomiast ja muszę ci powiedzieć, jak ja siadam do komputera i włączam mojego ukochanego „Fallouta”, to jestem w moim raju i z mojego raju naprawdę zwykle wyrywa mnie tylko ten cholerny Żelkowski o dziewiątej nad ranem, po prostu, bo trzeba iść na audycję jakąś albo książkę przeczytać i tak dalej. Ja w tym raju mógłbym zostać. Niestety będę musiał odejść, a poza tym ja tego raju nigdy nie skończę.
[01:43:11] - No właśnie. Pisze Andrzej B.: „Ptaki są inteligencją bez świadomości”. Dalej: „Albo delfiny”. Jak jest z ptakami? Nie wiem, przyznam się. Być może ma rację Andrzej B. Natomiast już kiedyś byłem, trudno powiedzieć świadkiem, śledziłem dyskusję dwóch bardzo mądrych naukowców, którym do pięt nie dorastam, którzy à propos delfinów mocno się spierali à propos świadomości, poziomu tej świadomości, jak to wygląda i tak dalej. Jestem za małym robaczkiem, żebym te rzeczy rozstrzygał. Ale jednak jest to pewna dyskusja.
[01:43:53] - Ta dyskusja dotyczy jeszcze bardziej krakenów. To jest tak, jakby zupełnie istoty z innych planet po prostu były
[01:44:04] - Które według standardów sprzed kilkudziesięciu lat nie mają prawa mieć żadnej świadomości, bo tam nie ma gdzie jej umieścić. I według tego ni hu hu, nie ma takiej możliwości. Tu jest pytanie od Algrina: który „Fallout”? Już to mówiłeś.
[01:44:26] - Właściwie każdy.
[01:44:28] - Poza tym najnowszym.
[01:44:29] - Poza tym najnowszym, bo sprzętu nie mam właściwego. Natomiast został mi tylko „Fallout Tactics”, ale jak ja sobie tam zbuduję drużynę, to ona by załatwiła wszystkie inne drużyny na świecie.
[01:44:43] - Krzysztof Leśniak fajnie to podkreśla: u Dicka jest podobny motyw sarkofagowego nieba. To prawda. Oczywiście. Dalej Rekin i Rybak też są zgodni. To nawiązanie do wcześniejszych wypowiedzi. Pytanie do Wiktora od Algrina: czy inspirowałeś się w swoich dziełach obserwacją dojrzewania swoich dzieci?
[01:45:05] - Słuchaj, wtedy, kiedy pisałem, to jeszcze nie miałem dzieci, ale jak już miałem dzieci, to-
[01:45:09] - To nie pisałem.
[01:45:11] - Skończyło się pisanie. Proza życia się pojawiła.
[01:45:15] - I o 35: tak sobie teraz pomyślałem, że pewnie my ludzie mamy większą szansę na porozumienie, to znaczy kontakt z mrówkami, stosując komunikację za pomocą feromonów niż my ludzie z hipotetyczną obcą inteligencją, która równie długo istnieje jak mrówki na Ziemi. Pytanie, czy ta obca inteligencja weźmie nas za inteligencję, czy też będzie oganiać się od nas jak my od komarów czy też od much? Tu polecam opowiadanie Fijałkowskiego „Wróble galaktyki”. To jest mniej więcej coś takiego.
[01:45:52] - Ja to spuentuję jedną rzeczą. Boże mój, skoro my jednak jakoś dogadujemy się z obcą inteligencją, czyli ten dialog prowadzony między mężczyznami-
[01:46:08] - A wiedziałem, że to powiesz. Dlaczego ja wiedziałem?
[01:46:11] - To jest dokładnie próba pierwszego ustanowienia jakiegokolwiek kontaktu. I czasami się udaje.
[01:46:17] - Ale błagam cię.
[01:46:17] - Ale zwykle nie.
[01:46:19] - Ale błagam cię, powiedz, że to żart jest. Błagam cię.
[01:46:22] - Mówię śmiertelnie poważnie. To są dwie obce inteligencje. Zresztą zwróć uwagę, że to, że się nie przestają inteligencje, to jakoś w kontaktach nie przeszkadza.
[01:46:38] - Ty się módl przed snem i po wstaniu, żeby ta poprawność polityczna nas nie zalała, bo te audycje będą wstecznie zdejmowane. Dziś obala się pomniki w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii oraz w kilku innych miejscach. Za kilkanaście lat te audycje gdzieś tam sobie będą siedziały w sieci i ktoś będzie je wyrzucał z taką uwagą, że to, co mówił tutaj Wiktor, jest absolutnie nie do zaakceptowania. Miej świadomość. Jesteś absolutnie niepoprawny politycznie i chyba dlatego lubię z tobą gadać.
[01:47:20] - Jakąś tam świadomość mam.
[01:47:22] - Tak mówią. A powiedz mi, Wiktor, jeśli ty byś miał taki silny punkt w książce Wattsa znaleźć, to co by to było?
[01:47:35] - Ja już to powiedziałem. Pełna, absolutna konsekwencja konstrukcji. Jak się tę książkę czyta i jak się ma dobrą wolę, bo nie wybrzydza się i nie tupie nogami przy próbach braku kontaktu w danym momencie, jeśli się-
[01:47:57] - A bywa często.
[01:47:58] - Bywa. W każdym razie, jeśli się ma dobrą wolę, a tak należy podchodzić do każdej książki, to wychodzisz w pełni zadowolony. Chociaż książka mogła być nie wiem, czy lepsza, czy gorsza, ale mogła być inna. Ale to już walor. Walorem jest to, że ona została naprawdę precyzyjnie skonstruowana. Tam nie ma bałaganu. Jeśli komuś się wydaje z czytelników, że tam jest bałagan i poszatkowanie fabuły. Nie ma. Tak jak nie ma u żadnego dobrego, rasowego pisarza, od Lema począwszy.
[01:48:41] - A jest jeszcze coś, co budzi moją fascynację, ale nie rozum. Ja nie mam doświadczenia w tych sprawach związanych z psychologią. Poruszam się tak troszeczkę na czuja. Zobacz, myśmy tak głośno trąbili, że w tej książce mało jest uczuć, mało jest emocji i tak dalej. Ale zobacz, ile jest w tej książce psychologii. Takiej nieoczywistej psychologii, bo on to znowu opisuje. I tak jak tutaj cytowałem, że mamy sytuację pewnego konfliktu, a właściwie przemocy fizycznej pomiędzy wampirem a głównym bohaterem, narratorem, to przez jakiś czas w ogóle nie wiemy, o co chodzi. Właściwie do końca nie wiemy, o co chodzi, co się stało tak naprawdę. Kiedy mamy opisaną przez bohatera relację pomiędzy nim a kobietą, z którą spędził pewien czas, była jego kochanką w realu. Kiedy opisywane są przez głównego bohatera relacje pomiędzy nim a ojcem, bardziej nim a matką, odwołania do dzieciństwa, to nagle dostajemy pewien psychologiczny portret.
Znowu bez komentarzy, bez jakichś czułostkowych podsumowań. Dostajemy pewien obraz i znowu musimy go przetrawić. Musimy go przemyśleć. I znowu to jest taki element tej książki, który nas zostawia z tymi przemyśleniami. Znowu autor nie wchodzi w tę relację pomiędzy nami a tekstem. Musimy sobie z tym poradzić sami.
[01:50:28] - Tak samo, jak już technicy inżynierowie będą sobie musieli z realizacją tych problemów poradzić w przyszłości, już niedalekiej zresztą. 60, 50 lat i jesteśmy w niebie.
[01:50:46] - Tu dostajemy pochwały od O35. Skromnie, nie będę cytował, ale bardzo dziękujemy. Alt Green napisał ci: „Wiktor, za to w USA by cię zlinczowali”. Też tak myślę. Te twoje przesłania już niedługo będą zakazane, żebyś sobie to wiedział. Idzie nowe.
[01:51:10] - Ale wiesz-
[01:51:11] - Idzie nowe.
[01:51:11] - Wiesz, idzie nowe.
[01:51:13] - Tak, ja się boję.
[01:51:15] - Ja tak sobie uświadamiam, że przecież ten Lynch to był facetem, nie?
[01:51:22] - No tak, to prawda. Dalej. „Ameryka nie odkryła jeszcze starych prawd, a tworzy fikcję ucieleśnioną”. Krzysztofie Leśniak, to jest naprawdę dobre podsumowanie. Nie trzeba wchodzić głębiej. Myślę, że warto to zapamiętać. Andrzej B.: „Watts używa też takiego zabiegu, że próbuje przeładować czytelnika logicznymi rzeczami, o których on nie może mieć pojęcia”. Tak jest z tą logiką. Poza tym nie wiem, co ma na myśli piszący na forum Andrzej B., ale to z tą logiką to często powtarzam, jak jest. Ona jest narzędziem, które jest fajne, ale czasami jest zbyt fajne.
Rzeczywiście, znowu ciekawa uwaga. Rzeczywiście tam są takie fragmenty w książce, o której ma się wrażenie, że autor postanowił nas zatopić swoją erudycję, ale przede wszystkim natłokiem informacji różnego rodzaju. I czasami rzeczywiście człowiek ma poczucie tego, że tonie.
[01:52:35] - To też mnie wkurzało od czasu do czasu, ten cały pseudonaukowy, nie pseudo, już zwracam honor Wattsowi. Jednak jakiś tam techniczny język trochę jest irytujący, bo bez niego mogłoby się obejść, ale wtedy by bardziej potrzeba by było tej strawy malarskiej, empatycznej dodawać, a tego nie chciał.
[01:53:02] - Ja przypuszczam, że nasi słuchacze nie będą usatysfakcjonowani po tym, co powiem, ale tak naprawdę to ciężko jest podsumować tę książkę jakoś tak sensownie, bo ona się wymyka takim prostym podsumowaniom. Są książki, po których my często mówiliśmy: „Fajna książka, czytajcie”. Albo Wiktor mówił: „»Votum separatum« to jest absolutne dno. To tylko Markowi się mogło podobać, a mnie się nie podoba. Knot i tak dalej”. To jest taka książka, przy której zauważcie państwo jeden i drugi, czyli i Wiktor, i ja mówimy i dużo dobrego, ale czasami się czepiamy. To jest taka książka, która gdzieś tam się przemyka pomiędzy palcami. Jesteś w stanie to podsumować? Bo ja mówię od razu, że nie. Nie będzie podsumowania jakiegoś takiego, że jest fajnie i będzie jeszcze fajniej albo coś z tych rzeczy.
Na pewno warto to przeczytać. Warto przełamać taki opór, który się w człowieku pojawia. „Jezu, czemu mam tu ten gęsty tekst, którego chwilami nie rozumiem?” Moim zdaniem warto.
[01:54:15] - Wiesz, jeżeli ja czytam książkę, o której mogę powiedzieć „wiem, że nie wiem”, to znaczy, że warto ją czytać. Jeżeli ja mam książkę, o której wiem co powiedzieć po przeczytaniu, że właściwie wszystko wiem, to szkoda jej było czytać, skoro wiem.
[01:54:32] - A! To takie proste. Proste recepty. To tak prosto to nie jest. Czasami książka jest... Trafiam na takie książki ostatnio, że pozornie jest to jakaś strzelanka. Gdzieś się tam gonią, strzelają. Tak jak u Majki. Strzelają się, jest dobrze, a później, jak się tę książkę odkłada i odłoży tę warstwę akcji, to nagle człowiek mówi: „O kurde, jakie to było dobre!” Bo tam się gdzieś przemyciło do tej naszej głowisi ileś tam takich punktów ważnych, takich ćwieków, które wbiły się w naszą głowę. I później się okazuje, że ta akcja fajna była, ale to nie o to w tej książce chodziło.
Takie książki lubię najbardziej.
[01:55:22] - Zgadza się. Może tej warstwy brakuje Wattsowi, żeby porywało od razu każdego chętnego, nie?
[01:55:31] - A ja mam cały czas podejrzenie. Nie jestem go w stanie udowodnić, to prawda. W związku z tym to moje gadulstwo w tej chwili jest bez silnych argumentów, ale z poszlakami. Ja mam cały czas wrażenie, że wszystkie te „niedoskonałości”, te rwania akcji, to wszystko, już to powtarzałem ze trzy razy dzisiaj, to są wszystko świadome zabiegi. Ja oceniam Wattsa. Właśnie to, na co zwrócił jeden z oceniających książkę. Zmiana jakości w pisaniu przypisów jest dla mnie dowodem, poszlaką przynajmniej tego, że Peter Watts jest Autorem, który potrafi pisać i się przedzierzgnął na potrzeby tego konkretnego utworu w taką, a nie inną.
[01:56:27] - Narodziny książki są tak samo jak narodziny człowieka i narodzinom człowieka towarzyszy świadomość i aborcji tak samo towarzyszy świadomość.
[01:56:41] - Gdybyś tak rozwinął tę myśl, to byłby-
[01:56:42] - Emocje, empatię mogą być różne, natomiast świadomość i tak decyduje zawsze o tym albo tak, albo nie.
[01:56:53] - Niech ci będzie. Inaczej, jakbym miał rzeczywiście zbliżać się do podsumowania książki, to powiedziałbym jedno i to zresztą padało też, to nie jest nowość. To jest książka, która jeśli ją przeczytamy, to nie pozostawi nas obojętnymi. Emocje będą różne. Tak jak tu starałem się zacytować. Będą takie, że absolutnie nie da się czytać i autor nie umie pisać. Moim zdaniem to jest krzywdzące. On potrafi pisać, ale będą też takie: po co komplikować rzeczy proste? Tak bym to widział.
[01:57:33] - Faktycznie, cała sztuka, literatura to jest właśnie komplikowanie rzeczy prostych. Po co Jan Sebastian Bach napisał „Dziewiątą symfonię”? Skomplikował rzeczy proste. Mógł gdakać jak kura.
[01:57:57] - Tak, ale można komplikować i komplikować. Wiesz, o czym mówię. Tak, cenna uwaga Andrzeja B., że odbierał głównego bohatera jako autystycznego. Coś w tym jest.
[01:58:10] - Coś w tym jest.
[01:58:11] - Nie znam się. To jest dziedzina, którą słabo zgłębiłem, także nie potrafię się tutaj wypowiedzieć, ale przynajmniej spełnia to moje wyobrażenia takiego stanu.
[01:58:27] - Ja dopiero w trakcie czytania zacząłem orientować się, że coś jest nie tak.
[01:58:32] - Z tym gościem jest coś nie tak.
[01:58:34] - Coś mi brakuje. On jest niepełny. I dopiero w tym momencie wróciłem do początku książki. Nie jest pełny, bo nie ma połowy mózgu.
[01:58:45] - Tak, ale zobacz. Mówiliśmy już o tym, czy nie mówiliśmy? Wśród załogi nie nawiązują się żadne relacje.
[01:58:55] - Nie.
[01:58:56] - Ja rozumiem, że nie ma relacji z wampirem. To inna rasa i tak dalej, ale że ci ludzie nie nawiązują-
[01:59:03] - Ale tam jest banda czworga, czyli jest samowystarczalna, bo ma cztery osobowości. Po cholerę kontakt z piątym? Jeszcze wejdzie w paradę.
[01:59:15] - Dzisiaj, to już mówiłem, leczymy takich ludzi. A to się okazuje, że nie wolno.
[01:59:21] - Nie wolno. Należy jeszcze mnożyć te osobowości.
[01:59:23] - Jak najbardziej.
[01:59:25] - Żeby każda komórka miała swoją świadomość. Wtedy myślenie będzie polegało na głosowaniu, Marku. Przy pełnej demokracji umysłowej.
[01:59:36] - Tak.
[01:59:37] - Głosowanie komórek nad tym, czy powiedzieć tak czy nie.
[01:59:40] - Ale masz świadomość tę prostą tego, że taki organizm, który poszczególne jego składowe, już nawet nie sięgajmy tak głęboko, że komórki, ale składowe tego organizmu, porozumiewały się albo dochodziły do konsensusu w drodze głosowania, na naszych oczach by się rozpadał. Najczęstszą reakcją na jakikolwiek problem byłby rozpad tego organizmu.
[02:00:01] - Zgadzam się.
[02:00:01] - Głosowanie by poszło nie tak. Część powiedziałaby, że zgłasza votum separatum na przykład i by się odłączyła. Po odłączeniu organizm nie pożyłby długo, chyba że miałby taką budowę jak tasiemiec, to ewentualnie.
[02:00:15] - Ładna recenzja demokracji systemu wyborczego.
[02:00:21] - Ale wiesz, że teraz nie wolno kwestionować demokracji. Jeszcze zakazane nie jest, ale niedługo będziesz ogłoszony faszystą. Miej tego świadomość.
[02:00:30] - Dlatego ja bardzo chętnie używam słowa z literką N dodatkowo: demonkracja.
[02:00:36] - Demonkracja. Dobre. W każdym razie idą ciekawe czasy, proszę państwa. I to też na marginesie książki warto stwierdzić, bo my rozglądamy się wokoło i przynajmniej część z nas boi się przyszłości, boi się jej aspektów technologicznych, ale też nie zawsze. Bez przesady, nie ma się tak do końca wszystkiego bać. Ale boi się takich zjawisk, o których dzisiaj bardzo głośno i często wspominane są, jak produkcja doskonalszych, lepszych ludzi. To wszystko, co się z tym wiąże. Tego się już zaczynamy obawiać. Kiedy Musk mówi o podjętych próbach sprzęgnięcia człowieka ogólnie z komputerem, z procesorem, to jednym się wydaje wspaniałe, drugim się wydaje takie sobie. Nie będzie jednoznaczności.
Co do postępu technicznego zawsze były wątpliwości i one zawsze zostaną. Ja przypomnę, że w swoim czasie luddyści co robili z maszynami, to wiadomo. Tacy luddyści się w każdym pokoleniu pojawiają i mają ochotę roztrzaskać to, co tam się im pod rękę nasunie. Natomiast my też bardzo często obawiamy się tego, co niesie przyszłość, ale nie w aspekcie technologicznym, tylko w aspekcie umysłowym. Co niesie, to wystarczy się rozejrzeć po świecie. Doskonale będziecie państwo wiedzieli, o czym mówię, ale tak naprawdę u Wattsa nie ma w- Wprost tego, co nas dzisiaj interesuje, ale pewne echa da się znaleźć. Kiedy znajdujemy opisy tamtego społeczeństwa, to jest społeczeństwo, ja mam wrażenie, może nadinterpretowuję, ale w tym społeczeństwie na Ziemi zaakceptowane byłoby chyba wszystko.
[02:02:41] - Oczywiście, że tak. I co najzabawniejsze, tendencje-
[02:02:47] - Najdziksze dziwności.
[02:02:48] - Ku temu pojawiają się, a właściwie trwają, istnieją już dzisiaj.
[02:02:54] - A zobacz, jaki wredny jest Watts. Bo kto nie akceptuje dziwności, inności? Jak w opowieściach Andersena dzieci. Co robią dzieci tamtemu jednemu z tych swoich kolegów? Ponieważ był inny, dają wyraz temu, że im się to nie podoba. Cała historia jest na początku, więc jeśli nawet kogoś ta książka odrzuci, to jeszcze może zdąży przeczytać ten oto fragment. I to znowu dzieci są boleśnie, brutalnie szczere. One nie akceptują inności. To pewno bardzo źle według naszych standardów. Pewno w ogóle źle, bo nie ma-
[02:03:35] - Co z tego wynika, Marku? Że naziści to byli dzieci?
[02:03:40] - Oj proszę cię, ty zadajesz tak zwane trudne pytania, na które należałoby prosto odpowiedzieć.
[02:03:47] - We „Władcy Much” jak najbardziej.
[02:03:51] - Tak, bo to jest właśnie tak z tymi ludowymi mądrościami czy też tymi bajkami, że wystarczy je troszeczkę przerobić, tak jak powołałeś się na „Władcę Much” i nagle okazuje się, że to, co u Andersena brzmiało tak pięknie, że dzieci są szczere i prawdziwe, we „Władcy Much” pokazuje się drugie oblicze tej samej bajki. Że dzieci owszem, bywają szczere do bólu, do śmierci prawie, a nawet nie prawie. Zobacz, z jakich misternie ulepionych cegiełek składa się książka Wattsa. Ta historia z dziećmi na początku, ona przecież się nie pojawia przypadkowo. On oczywiście doskonale przedstawia głównego bohatera, który się właściwie sam przedstawia, ale ta historia dobrze go opisuje, ale też pokazuje pewną nadbudowę nad tym wszystkim. To jest taka książka, przy której moje ulubione nadinterpretowywanie, dopisywanie różnych znaczeń, być może nieistniejących, ma jak najbardziej sens. To jest książka, która wręcz prosi się o to, żeby takie sensy nadpisywać, nadbudowywać. To jest moim zdaniem siła tej książki. Czy to jest wielka literatura? Nie wiem.
Mnie w jakimś stopniu zachęciła, ale to, czy to jest wielka literatura, teraz powiem rzecz oczywistą, musicie sobie państwo sami odpowiedzieć. I te odpowiedzi będą takie jak dzisiaj cytowane. Jedni się tą książką zachwycą, drudzy ją odrzucą, często z hukiem o ścianę i bez tęsknoty, bez chęci powrotu.
[02:05:45] - Poza tym, jak każda książka musi przejść swoją próbę czasu. Zobaczymy za 20 lat, czy ktoś będzie o niej pamiętał.
[02:05:53] - A to wiesz, ciekawe jest, jak to będzie odebrane. Ale zobacz, tam jest też ciekawy wątek, kiedy mówi się o tym, że oni sobie jednak pomimo tego postępu, pomimo wirtualnej rzeczywistości, jednak nie doszli w tym postępie do tak zwanej osobliwości. Kiedy to sztuczna inteligencja dostaje nowej mocy, dostaje właśnie tej świadomości, dostaje tego czegoś, czego nie ma jeszcze, długi czas pewno nie będzie miała. Tej osobliwości jeszcze nie ma. Oni mają nadzieję, że już, lada chwila się to stanie. To też jest ciekawy aspekt tej książki, bo są badacze, trudno to nazwać badaczami, raczej myśliciele, którzy uważają, że tak zwana osobliwość zdarzy nam się już, właściwie za 10, za 20 lat. A tymczasem u Wattsa mija lat 60.
[02:06:56] - On jest racjonalistą, on jest jednak mądry. Natomiast ja ci ładnie przedstawię obrazek, jak to będzie za pół wieku.
[02:07:06] - No słucham. Ale muszę coś przeczytać. Za pół wieku Alt Green, piękna myśl: „Nowa technologia ma problem z etyką”. Zawsze sobie należy zadać pytanie, z jaką etyką? Ale w pełni się z tym zdaniem zgadzam. Jak najbardziej. Dlaczego zadałem to pytanie? Bo czasami usiłuje też technologia, a właściwie ludzie ją obsługujący, usiłują wpisać nową etykę. I tego bym się bał najbardziej. Krzysztof Leśniak pisze, Grygoć pisze „demonokracja”, podobne do twojego.
Dobra, przepraszam, przerwałem. Jak zwykle.
[02:07:44] - Wiesz, ja mam zabawową taką wizję, jak to będzie z książką Wattsa za 100 lat na przykład. Już nie za 50, ale za 100 lat. Jeśli się znajdzie czytelnik w tamtym przyszłym świecie i dotrze do książki Wattsa, położy ją na kolanach, otworzy i zacznie czytać, co drugie zdanie będzie wykrakał, kuwa, wykrakał.
[02:08:12] - Wiesz co, ponieważ w Bibliotekarium kilka reprintów wydaliśmy, to muszę ci powiedzieć, że przynajmniej przy dwóch z nich Przygotowując je miałem takie wrażenie. To były książki napisane w latach 20., 30. Jedna była z końcówki XIX wieku. To oczywiście jest nadpisywanie pewnych rzeczy, że wykrakał. Po prostu udało mu się, ale autorzy zrobili to tak, że dzisiaj zachowujemy się dokładnie w ten sposób, jak to opisał Wiktor. Siadamy i mówimy sobie: „Wykrakał. Cholera, wykrakał”. Niestety, proszę państwa.
[02:08:55] - Natomiast dlaczego to krakanie jest głosem kruków i wron, czyli w naszym pojęciu negatywne? Otóż przy dzisiejszym hołubieniu i wynoszeniu na piedestały wolności, słowa wolność, ja bez przerwy podkreślam, że my, cywilizacja, istniejemy nie dzięki wolności, ale dzięki ograniczoności. Ja mam taką propozycję: wyjdźmy wszyscy na próg swojego domu i zróbmy na schodach kupę.
[02:09:31] - Ale dlaczego?
[02:09:32] - Ależ Marku, dlaczego nie?
[02:09:35] - Brzydkie, śmierdzi.
[02:09:37] - Przecież jest wolność. Dlaczego nie?
[02:09:40] - Ale to by było zaprzeczenie mojej wolności.
[02:09:44] - Widzisz, mamy pewne ograniczenia, których nie przekraczamy. Możemy to zrobić? Jak najbardziej możemy, ale nie robimy i dlatego istniejemy. Gdybyśmy to robili, to byśmy dawno nie istnieli.
[02:10:02] - Muszę to jeszcze przeczytać. Krzysztof Leśniak pisze: „Niekomunikatywni mózgowcy Wattsa są ciekawsi niż inteligentny odkurzacz w Gwieździe Śmierci”. Myślę, że piękne podsumowanie dzisiejszej audycji. Tak, mam też takie wrażenie. Proszę państwa, o książce Wattsa można by mówić długo. Powtarzam przy każdej książce, że o każdej książce można mówić długo, jak katarynka. Mam wrażenie, że właściwie co dwa tygodnie coś takiego wygłaszam. Więc pewno można by mówić długo.
[02:10:36] - Ale czas leci i jak dobrze pójdzie, to za chwilę dopadnie nas ślepotę.
[02:10:44] - Przynajmniej Wiktora, bo nikotyna nie wprowadzona do organizmu. A u Wiktora to jest jakoś dziwnie połączone, że jak sobie nie zapali, to przestaje widzieć. Boję się momentu, kiedy jak nie zapali, to przestanie mówić.
[02:10:59] - Mało tego, przestaje myśleć.
[02:11:01] - Tylko że jak przestaniesz mówić, bo będę wtedy nadawał przez ileś godzin. Ja niby jestem w stanie.
[02:11:07] - Zapalić? Proszę bardzo.
[02:11:08] - Nie gadać tak długo. Tylko mam wrażenie, że z mojego monologowania niewiele wynika. Znacznie lepiej jest, gdy mam człowieka, który ogarnia.
[02:11:21] - Po prostu wiadomo od dawna, że muzyka mono jest gorsza od stereo.
[02:11:25] - Tak. I tak mnie przyciskasz swoim intelektem. Musisz się spinać przed każdą audycją, żeby w ogóle dosięgnąć. W każdym razie, proszę państwa, będziemy kończyli. Dwie zapowiedzi, obie ważne. Odgrażałem się w zeszłym tygodniu podczas „ABW”, że w czasie wakacji „ABW” nie będzie. Okazuje się, że my też czasami słuchamy naszych słuchaczy. Pojawiło się kilka takich postulatów, żeby jednak „ABW” funkcjonowało w formule, w jakiej funkcjonowało przez ostatnie dwa sezony letnie, czyli żeby coś ciekawego puścić w formie słuchowiska.
[02:12:13] - Puszczanie jest zawsze bardzo...
[02:12:15] - Co jest?
[02:12:16] - Puszczanie jest miło widziane.
[02:12:19] - Puszczanie się też bywa miło widziane.
[02:12:21] - Właśnie o to chodzi.
[02:12:22] - Nie, my będziemy puszczać kogoś. Będziemy puszczać kogoś. Będziemy przez dwa miesiące wakacyjne słuchać powieści. Co więcej, od początku do końca. W tym roku będzie od początku do końca. Będzie powieść Tadeusza Myszko „Śmieciowi ludzie” w wykonaniu Ivelliosa oczywiście. Zapraszam. Cztery odcinki „ABW” wakacyjne to powieść Tadeusza Myszko „Śmieciowi ludzie”. Zapraszamy za tydzień. Za tydzień początek.
Za tydzień startujemy. A co za dwa tygodnie, Wiktorze? Co za dwa tygodnie zaserwujemy naszym słuchaczom?
[02:13:07] - Coś z mojego dzieciństwa.
[02:13:10] - Z dzieciństwa? Niech ci będzie. Z młodości chmurnej powiedzmy bardziej. A mianowicie autor, którego niezwykle cenię.
[02:13:21] - Robert Silverberg to naprawdę klasa i tutaj nikt mu nie zarzuci na pewno braku umiejętności posługiwania się językiem. Czy książki są lepsze czy gorsze to może tak, natomiast język na pewno perfekcyjny.
[02:13:42] - Kilka rzeczy nas skłoniło do nachylenia się nad książką Roberta Silverberga. I tu zdradzam tytuł: „Skrzydła nocy”. To nie jest nówka, nierdzewka, ale skłoniło nas to, że ta książka, przynajmniej moim zdaniem, zobaczymy, co powie za dwa tygodnie Wiktor, ale moim zdaniem nie zestarzała się tak bardzo, jak powinna się zestarzeć. Powinna, a się nie zestarzała. Co więcej, tłumaczył ją na język polski nasz gość, nasz kumpel Krzysztof Sokołowski.
[02:14:20] - To będzie można pojechać mu po bani.
[02:14:22] - Tak, jasne.
[02:14:25] - Zobaczymy jak tam te misie i tak dalej.
[02:14:28] - Przekonasz się. Fajna książka, klimatyczna. Lubię Silverberga, ale jak każdy pisarz miał swoje wzloty i upadki. Chociaż chciałbym mieć takie upadki, chciałbym takich upadków doświadczać. Ale powiedzmy, ta sinusoida ma miejsce również w jego twórczości. Jakkolwiek serdecznie zapraszamy. Za dwa tygodnie będzie Robert Silverberg „Skrzydła nocy”. Dlatego tak się wypowiadałem, że miło nam z powodu propozycji, które państwo nam serwują na kolejne „Bibliotekaria”, ale to zdecydowanie jesienią, bo jak sobie patrzę na rozpiskę, to do końca wakacji grafik mamy zapełniony. Tak patrzę: proszę ciebie, do końca sierpnia mamy już zaplanowane audycje. To się nie zawsze zdarzało.
[02:15:38] - Jeszcze dla mnie miejsce masz?
[02:15:42] - A coś napisałeś nowego?
[02:15:44] - Nie, tylko w bycie.
[02:15:46] - W bycie.
[02:15:47] - Panowie, ja mam propozycję, bo czasami słuchacze proszą mnie, gwoli przypomnienia im, co będzie w następnym „Bibliotekarium”, żebym troszeczkę szybciej wrzucał zapowiedzi. Może możecie uchylić rąbka tajemnicy odnośnie tego, co będzie w kolejnych „Bibliotekariach”? Bo może ktoś którąś z książek już zna, więc mógłby się podzielić spostrzeżeniami z wyprzedzeniem.
[02:16:20] - Już mówię. W kolejności takiej, jak będą się książki pojawiać w „Bibliotekarium”. Za dwa tygodnie Robert Silverberg i „Skrzydła nocy”. Kolejna audycja będzie za cztery tygodnie. To książka „Kwantechizm”. To jest książka napisana przez Andrzeja Dragana. Zaprosimy do tej audycji, już dostał zaproszenie, człowieka, który wie, co mówi, a już przy „Kwantechizmie” na pewno będzie wiedział, co mówi, a mianowicie Tomka Fąsa. Czyli to kolejna audycja. Później pojawią się książki, które już budzą pewne zainteresowanie w sieci, a zaoęczam, że będą budziły jeszcze większe zainteresowanie. Mianowicie pojawi się pisarz Jarosław Jakubowski z książką „Hejter”.
Proszę nie mylić tej książki z „Hejterem” filmowym, który się pojawił na początku tego roku. To jest książka „Hejter” Jarosława Jakubowskiego. To jest nówka nierdzewka wydana w Bibliotekarium, a książka, która zrobiła i zrobi sporo zamieszania. To już powiedziałem o książce trzeciej. Chciałbym się nie pogubić, dlatego tak ważę słowa w tej chwili. I wreszcie książka, nie wiem, czy ją zdradzić. Czy się zdecydujemy, czy się nie zdecydujemy? Dobrze, powiem. W takim razie wspólnie z Wiktorem zapraszamy też na książkę. Szukam teraz, żeby to ładnie powiedzieć.
Zapraszamy na omówienie „Diuny”, ale nie całego, proszę państwa, opasłego wieloksięgu „Diuna”, bo nie wiem, czy jesteśmy w stanie to omówić. Natomiast zapraszamy na tą kanoniczną „Diunę” pierwszą, która narobiła w swoim czasie sporo hałasu. To są najbliższe plany, które mamy.
[02:18:51] - Tym bardziej że niedługo po nas zostanie tylko „Diuna” przecież.
[02:18:56] - Dobrze. Żeby wyczerpać listę, to powiem o jeszcze jednej książce, piątej. To już chyba nigdy nie było w dziejach „Bibliotekarium” takiej rozpiski na pięć audycji do przodu, ale powiem. Niedługo też wychodzi książka „Kocur”, o której mówiłem troszeczkę w ostatnim „ABW”. Książka „Kocur” to jest książka Bruno Kadyny, a to jest, proszę państwa, absolutny odpał. Tak jak mówiłem, książka, która pozornie jest niczym nowym w literaturze. Świat widziany z perspektywy kota.
[02:19:30] - Tak. Ja w ogóle byłem zaskoczony straszliwie, bo myślałem, że Kadyna to petarda, a się okazało, że „Kocur” to jest jeszcze większa petarda od Kadyny.
[02:19:41] - Tak. Dobrze, proszę państwa, to jest pięć najbliższych audycji podanych w kolejności. Teraz, Marku, możesz spokojnie robić rozpiskę czy też wyciągać od naszych słuchaczy ewentualne komentarze. Będzie to bardzo mile widziane. A skoro już o komentarzach mowa, to chciałbym powiedzieć o pomyśle, który zgłosił Piotr Prokopowicz. To jest pomysł dla ludzi, którzy pisują do „ABW”. Otóż ostatnia to była audycja numer 71. Troszeczkę, przyznacie, nazbierało się tych audycji. I te, które są na YouTubie mają, zdaniem Piotra Prokopowicza – przychylam się do tego zdania – jedną poważną wadę. Trzeba wysłuchać całej albo skakać po tym YouTubie jak człowiek niespełna rozumu, żeby znaleźć coś, czego się szuka, a i tak nie jest łatwo.
Mam taką propozycję dla autorów i autorek, którzy pisywali opowiadania, żeby pisali w komentarzach, kiedy zaczyna się dane opowiadanie. W jakiej minucie, w jakiej godzinie audycji zaczyna się dane opowiadanie i Velios to później skrzętnie przeniesie do swojej części, która jest pod samym filmem i dzięki temu zyskamy rodzaj przewodnika po poszczególnych audycjach, dzięki którym będzie można znaleźć określony utwór. Będzie to po prostu łatwiejsze. To jest zadanie, tak jak powiedziałem, dla autorów poszczególnych opowiadań. W ich interesie zresztą, bo będzie to możliwość łatwiejszego odnalezienia poszczególnych utworów.
[02:21:41] - No faktycznie, ja już swoich książek na półce nie mogę znaleźć. Zniknęły. Tak samo znikną w ABW teksty, jeśli sami adresy do nich nie wystosujemy. I ten adres to jest w naszym własnym interesie. Znaczy mówię o interesie piszących.
[02:22:04] - Tak jest. Kubańska Polska, cytuję z forum, z czatu: „Trzeba przyznać, iż w tej chwili jest to jedyna w swoim rodzaju audycja w sieci, a pewnie w radiach.” Jeszcze kilka by się pewno znalazła. Redox: „A jak wygląda sytuacja z „Rubieżami” w formie audiobooka?” No właśnie. Proszę państwa, przyznam się, że zaproszenie do audiobooka „Rubieży” jest ze strony wydawnictwa. Tylko to jest tak, że każdy z autorów, a jest ich tam ponad dwudziestka, musi podpisać aneks do umowy. Jeśli go nie podpisze, to po prostu nie będzie uwzględniony w wydaniu dźwiękowym. To jest rzecz narzucona ze strony wydawcy audiobooka. Przyznaję, że to jest-
[02:23:06] - Upierdliwe.
[02:23:07] - Znaczy upierdliwe, ale z drugiej strony rozsądne. Wydawca audiobooka musi mieć zagwarantowane swoje prawa. Trzeba niestety taki aneks podpisać. A ponieważ w tej chwili tworzy się kolejny tom antologii, w związku z tym troszkę mi nie starcza doby, żeby te aneksy do szanownych autorów powysyłać, ale zdaję sobie sprawę z ogromu swojego przewinienia. O tyle jestem usprawiedliwiony, że i tak ta antologia jest przewidziana do nagrywania bardziej na końcówkę tego roku niż na czas obecny. W związku z tym wyrzuty sumienia mam lekko mniejsze, co nie zmienia faktu, że trzeba to po prostu zrobić i jak się już troszeczkę opędzimy-
[02:23:55] - Ale się przechwala. Mówi, że ma sumienie.
[02:23:58] - Przynajmniej stwarzam takie pozory. Ale jak już troszeczkę wyprostujemy sytuację z bieżącymi tomami, porozmawiamy ze wszystkimi autorami, to wtedy uroczyste słowo honoru, że się za sprawę aneksów do umów wezmę. I to chyba tyle.
[02:24:18] - A pan mówi dobre słowo w tej chwili. Bo zobacz, my mówimy o inteligencji, mądrości, świadomości. A sumienie? Co to takiego?
[02:24:32] - To jest coś, co się w nas odzywa od czasu do czasu. Miejmy nadzieję przynajmniej. No cóż, proszę państwa, będziemy kończyli. Dziękujemy wszystkim za wysłuchanie tej audycji. Jeśli troszeczkę dzisiaj za dużo filozofowaliśmy, to przepraszamy, ale czasami dobrze jest sobie po filozofować. Tak jak powiedziałem, zapraszamy na powieść Tadeusza Myszko za tydzień w wakacyjnym wydaniu ABW. I zapraszamy na omówienie książki Roberta Silverberga „Skrzydła nocy” za dwa tygodnie. Dziękujemy. Dobrej nocy.
[02:25:12] - Dobrej nocy. O ile świetliki nie zalzną w nocy.
[02:25:17] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żbikiewicz. Ja tylko jeszcze tutaj zacytuję komentarz Kubańskiej Polski z czata na YouTube: „Ale „Bibliotekarium” trwa już parę lat, a inne audycje przelatują jak meteory na niebie.”
[02:25:41] - Ivelliosie, jeszcze jeden mój komentarz do zapytania Redoxa: „A czy wiadomo już, kto będzie czytał?” Mogę tylko powiedzieć, że jest pewna pula autorów przyznana przez wydawcę audiobooków dla nas. Jednym z nich, co nie znaczy, że to będzie akurat ten, jest dla naszych książek Roch Siemianowski. Ale powtarzam, to jest raczej jeden z dwóch czy trzech autorów przyznanych „Bibliotekarium” przez wydawcę audiobooków i z tą świadomością żyjmy. Byłoby fajnie, ale zaręczam, że słuchałem również pozostałych, może nie tak głośnych nazwisk. Świetnych lektorów. Firma tworząca audiobooki, a konkretnie Storybox, to są jednak fachowcy. Miałem okazję się o tym przekonać już kilka razy. Niech się stanie. Jeszcze raz dobrej nocy życzymy.
[02:26:54] - A audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia tym razem w ABW już za tydzień. I ponownie w tym normalnym Bibliotekarium już za dwa tygodnie. Oczywiście na żywo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.