[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają Bibliotekarium o książkach do czytania i do rozmawiania. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz rozpoczynamy wyjątkowy, wyjątkowo dziwny pod jednym względem, bowiem taśmowy, ale jednak nowy odcinek Bibliotekarium. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. I z taką nadzieją, że przewalająca się właśnie przez Polskę wielka burza nie przerwie nam nagrywania. Mówię magiczne halo, halo Bydgoszcz.
[00:59] - Halo, halo. Zgłaszamy się. Tak jak zapowiadaliśmy dzisiaj audycja o książce wydanej przez Bibliotekarium. O książce pod tytułem „Sens życia według upadłego anioła". Autorem książki jest Tadeusz Meszko i to jest w tej chwili dobra okazja, żeby o autorze nieco poplotkować. A ponieważ mamy o czym plotkować, to zaczynamy. Ty, Wiktorze, z tego, co wiem, dręczy cię, gryzie, jakoś tak jątrzy zazdrość.
[01:36] - Nie, ja w ogóle nie rozumiem funkcjonowania tego człowieka, bo ja jak byłem młody, to rysowałem na lewo i prawo, a poza tym pisałem, nie? Ale on jest w wieku, może nie tak zgrzybiałym jak ja, ale jednak leciwym. I cholera jasna, bez przerwy dalej rysuje, komponuje, robi okładki do książek i poza tym pisze jak porąbany normalnie. Co to znaczy? Że jest młody duchem?
[02:09] - Niechybnie, jakby to powiedziano, wziąwszy pod uwagę, że całkiem niedawno, w sensie audycji to pewno dawno, ale jak sobie tak sięgnę pamięcią, to całkiem niedawno mieliśmy audycję o innej książce Tadeusza, czyli o „Śmieciowych ludziach". Twoja teza o tym, że pisze jak najęty się potwierdza. Rozumiem, że cię to gryzie, tak?
[02:38] - Nie.
[02:39] - Przecież ty miałeś i ty już dawno powiedziałeś, że masz w nosie pisanie i to w ogóle. Ty będziesz opowiadał. On robi to samo, tylko że zapisuje.
[02:49] - Tak, ale podziw mój jest ogromny, bo wiesz, co prawda nie mam w sobie, nigdy nie miałem poczucia zazdrości-
[02:59] - Ale jemu akurat zazdrościsz.
[03:02] - Podziwiam pasję po prostu. Pasja jakoś muzycznie mi się tak bardzo kojarzy, bardzo pozytywnie. A tym bardziej że w sumie dlaczego ja mówię, że on jest młodszy ode mnie? Jest to samo pokolenie, jeśli chodzi o muzykę. To widać, że jest był nawiedzony prawie w każdej książce. Grają mu jakieś Zeppeliny bez przerwy albo inne tam Ten Years After.
[03:34] - Wiesz co? To jest jakaś dziwna sprawa z tymi pokoleniami muzycznymi, bo tak o tym powiem: masz swój wiek, żeby ci tam nie wypominać, szczególnie tych kolejnych lat. Tadeusz ma jakiś tam wiek, ja też już młody nie jestem, ale różnice są teoretycznie pokoleniowe, a w każdym razie podwórkowe. Na pewno byśmy się na podwórku jednym nie bawili. Natomiast jeśli chodzi o muzykę, to my chyba tkwimy w tym samym pokoleniu, bo jednak to, o czym pisze Tadeusz, to, co ciebie fascynuje, fascynuje również mnie muzycznie. Może nie znam tego tak szczegółowo, może jednak pewne rzeczy biorę wyrywkowo, ale gdzieś mi jest to bliskie. Czyli pokolenia ludzkie i pokolenia muzyczne to są jednak dwie różne rzeczy.
[04:23] - Chyba nie tylko muzyczne, ale chyba w ogóle dotyczy to kultury, bo również my jesteśmy tym samym pokoleniem post Lemowski, Fijałkowski i tak dalej. Zajdel.
[04:34] - Ale pojechałeś! Post Lemowski, Fijałkowski. Dobra, kontynuuj.
[04:39] - Tą samą literaturę żeśmy czytali.
[04:43] - To prawda.
[04:43] - Kultura jest jednak troszeczkę trwalsza od życia pojedynczego człowieka i paru ludzi przynajmniej, a przynajmniej parę życiowych pokoleń zmieści się w pokoleniu jednej kultury, że tak powiem, i załapie się przynajmniej na legendę jakąś taką. Chyba że czas zaczyna galopować do przodu, bo nie wiem, jak to dzisiaj jest z muzyką.
[05:09] - Chciałoby się, żeby do tyłu galopował, nie?
[05:11] - Tak.
[05:12] - Chciałoby się.
[05:13] - No chciałoby się.
[05:14] - Niestety. Różne rzeczy ci wyszły, z wyjątkiem włosów, ale mnie to za to wyszło. Natomiast to się nie uda niestety, Wiktorze. Dobrze, czy jeszcze jakaś lista zazdrości, czy nie?
[05:31] - Nie. Po prostu to, że pasja jest, to jest pół biedy, ale jeszcze, że to jest-
[05:38] - Pasja realizowana, nie?
[05:39] - Właśnie, że to się zrealizuje. I to jest materiał, który jest w jakiś sposób uchwytny, czasami godny podziwu albo kontrowersyjny. To znaczy, że rzeczywiście można być młodym przez kawał życia.
[05:58] - Ja tylko przypomnę naszym słuchaczom, przynajmniej tym, którzy razem z Bibliotekarium czy równolegle z Bibliotekarium słuchają również drugiej naszej audycji ABW Że od pewnego czasu, tak enigmatycznie powiem, fragmenty zupełnie najnowszej, tej na warsztacie powieści Tadeusza pojawiały się właśnie w ABW. Tam mieliśmy opowieść o twojej ulubionej między innymi Kurwenturze.
[06:28] - Donawenturze.
[06:29] - Tak. I w ogóle o statku, który. Tam mieliśmy faceta, który tracił głowę. Mieliśmy ten dziwny szpital psychiatryczny. Jeszcze kilka innych rzeczy. To całkiem ostatnio, a nawet ostatnio zaczęło się ku twojej radości wyjaśniać, o co właściwie chodzi, bo na początku się strasznie krzywiłeś, że jak ty, kuźwa, nie wiesz, o co chodzi, to co ty masz oceniać? No to teraz miałeś okazję.
[06:55] - Marek, to nie o to chodzi, żeby się dowiedzieć, o czym jest powieść, ale o tym, żeby wątek był jasny.
[07:01] - No złapać niteczki. Tak, oczywiście.
[07:04] - Na przykład jak Tadeusz Meszko opisuje tą całą jazdę do Los Angeles jakimś tam petardziastym samochodem człowieka, który szuka muzyki po prostu po Stanach i zaczynają się takie dziwne jakieś pielgrzymki między czasem, bo to się okazuje, to nie potrzebuje żadnych wyjaśnień, to się trzyma kupy samo w sobie. Mogłoby być, ja już to mówiłem, nawet osobnym obrazkiem, z powieścią w ogóle niezwiązanym. To jest taka fajna etiudka. Natomiast niektóre etiudy, takie jak odrąbywanie głowy przez jakiegoś kata jakiemuś zniewiazdowi, to mnie wkurwiały, bo cholera, nie mogłem ich uchwycić po prostu.
[07:53] - Bastuj, wasz pan, na język, bo to mogą jeszcze dzieci słuchać. Dzieci teraz późno spać chodzą. Człowieku, ty wiesz, jakie mogą na nas nałożyć kary policje tajne i dwupłciowe jeszcze jakieś tam. W ogóle to maseczki nie nosisz w tej chwili. Chciałem cię poinformować. Niniejszym donoszę uprzejmie.
[08:12] - Przecież ja mam szalik.
[08:14] - No tak, może go zastępować. W każdym razie wracając, ta powieść świamaciowa, która jest na warsztacie u Tadeusza, zapowiada się całkiem ciekawie. Ale my dzisiaj, przynajmniej taki jest program, mamy mówić o sensie życia według upadłego anioła. To zupełnie inna powieść.
[08:36] - No właśnie. Jakś żeś ją odbierał?
[08:40] - Wiesz co, inaczej. Na początku miałem spojrzenie prosto, bo jak ją przeczytałem, to ona była jeszcze, ale zaraz potem sobie ją skaziłem. Podobało mi się, było super. Natomiast potem sobie skaziłem ten sąd, bo przeczytałem co Maciej Parowski napisał w swoim opus magnum ostatnim, czyli „Wasz syk, moje małpy”. I tam napisał o tej powieści, i już wiedziałem, że moje intuicje tak zwane są słuszne, bo dokładnie tymi samymi słowami, pojęciami określałem to, że to mi przypomina non stop Briana Aldisa. Nie wprost, ale te klimaty, że gdzieś tam Marek Oramus, „Senni zwycięzcy”. W ogóle te arkowe opowieści takie to mi pasowało. Ja tu czytam, biorę książkę Macieja. Maciej pach! Dokładnie to samo.
Że dobrze odrobiona lekcja z Briana Aldisa „Non stop” i z Oramusa „Sennych zwycięzców”. Stwierdziłem wtedy, że wielki jestem. Człowiek zawsze lubi, jak złapie swoją myśl u kogoś i to u kogoś, kto jest jakoś tam na piedestale. W związku z tym się dobrze poczułem.
[10:07] - Ale to może być, Marku, bardzo omylne, bo takie sądy pokoleniowe, bo jakby nie powiedzieć, to świętej pamięci Maciej Parowski to również nasze pokolenie.
[10:23] - Maciej Parowski to uwielbiał dzielić wszystko na pokolenia. Jego specjalnością były kolejne pokolenia pisarskie. Zamilkłeś tak jakoś dziwnie.
[10:35] - Tak, skoro ja należę do pokolenia Macieja Parowskiego, to co ja tu jeszcze robię w tej audycji?
[10:43] - Trwasz.
[10:45] - Ja trwam, tak jak w tej audycji, jak Tadeusz Meszko w literaturze wciąż trwam.
[10:51] - Skutecznie. Liczy się skuteczność. Proszę państwa, to żeby już dalej nie udawać, to powiem, że zapomnieliśmy państwu zupełnie przez przypadek, niech to tak będzie, powiedzieć, że autor jest z nami. Zresztą zapowiadaliśmy to w ostatniej audycji, to dlaczego mielibyśmy słowa nie dotrzymać? Autor jest z nami.
[11:11] - Tylko dlaczego mówiliśmy bardzo pozytywnie?
[11:13] - I bardzo szczerze.
[11:14] - Bo trzymał kawałek.
[11:16] - Bo jakby go tutaj nie było, to byśmy dopiero dali tak zwany upust. No to niniejszym przedstawiam. Tadeusz Meszko jest z nami.
[11:25] - Witam serdecznie, gorąco i deszczowo.
[11:28] - Deszczowo, burzowo i w ogóle jest do kitu ta pogoda. Ale my dla państwa trwamy i nagrywamy. No to cóż, to robimy audycję o sensie życia według upadłego anioła. O książce, która wyszła w czasie pandemii, właśnie na początku pandemii. I jakoś się nie składało, żeby o niej zrobić audycję. Ale teraz po pandemii wprawdzie nie ma, a jeszcze nie minęła, ale czas najwyższy, żeby o niej w końcu powiedzieć. Ja zacznę od takiego zagadnienia, takiego pytania. Albo nie, niech najpierw Tadeusz powie coś do ludu, do naszych słuchaczy. Tadeuszu, napisałeś książkę. Zadowolony jesteś z tej książki?
Jak to jest? Bo autor jak odkłada pióro, to puszczę cię w końcu do głosu. Ale jak autor odkłada pióro czy odkłada coś, czym pisze, to jest zachwycony swoją książką. Jak jest teraz?
[12:29] - Ojejku, nie wiem. Po pierwsze to już było kilka lat temu. Ja nie pamiętam. Kilka lat temu, jak skończyłem ją pisać. A po drugie, a może przede wszystkim, czy jestem zadowolony? Jestem zadowolony z tego, że poprawiłem coś, co gorzej zrobiłem dwadzieścia lat wcześniej.
[12:55] - A właśnie, to ja ci wejdę w słowo. Zapytam, bo ta książka kończy się zupełnie na końcu. Jak to tak się kończy? I tam zupełnie na końcu jest taki dopisek od autora, w którym to autor, nie wiem, zacytujesz? Pisze w ten sposób.
[13:17] - Proszę bardzo. Pod koniec ostatniej wizyty w Świamaciu Piotrek poprosił mnie, abym spisał jego poszukiwania sensu życia. Zrobiłem to. Dwukrotnie. Pierwsza wersja opublikowana pod tytułem „JHW-H” właściwie to się czyta jako Jahwe. Nie odpowiadała Piotrkowi. Uznał ją za zbyt skrótową. Stąd po trzydziestu latach dla mnie, gdyż dla niego to było ledwo kilka miesięcy, przedstawiłem mu wersję rozszerzoną. Właśnie skończyliście ją czytać.
[13:51] - I to jest „Sens życia według upadłego anioła”.
[13:54] - A wcześniej było „JHW-H”, które można było tłumaczyć jako „jedyna hipoteza wyjaśniająca historię” bądź „jednostka helikalna wędrująca hiperprzestrzenią”.
[14:07] - Wow!
[14:07] - Ja wiem. Dlatego z tego tytułu i z tej wyjaśniej nowszej wersji tej opowieści zrezygnowałem.
[14:18] - Tak, to tak przybliżając, podsumowując, wyszła sobie jakiś czas temu książka „JHW-H”.
[14:26] - Już została, nowela to była.
[14:28] - Tak, ale książeczka osobno wydrukowana. I sobie trwała. Potem wróciłeś zachęcony przez Piotrka.
[14:39] - Trwała w ciszy, przez niektórych została zjechana. A ten temat i ten sposób przedstawienia tej historii uznawałem za na tyle wartościowy, żeby jeszcze raz do tego usiąść i spróbować to napisać troszkę inaczej. Od razu wam powiem, że myślałem, że to dwa, trzy miesiące. Usiądę, poprawiam to, rozszerzam, coś podopisuję i będzie sprawa załatwiona, nie? Niestety to prawie rok trwało, bo wkroczyłem bardzo mocno w treść tej książki i chociaż liczba rozdziałów jest ta sama, tytuły są nawet też te same, to pozmieniałem i bohaterów drugoplanowych, trzecioplanowych, pozmieniałem scenografię, pododawałem mnóstwo wydarzeń. Część wydarzeń z tej cieniutkiej noweli zostało wyrzuconych. Zrezygnowałem z nich.
[15:38] - I to jest chyba dobry moment do zrobienia małego biznesiku, że tak powiem, bo autor przyniósł do naszego studia starą wersję. Tak to określmy. Starą wersję „JHW-H”, czyli tę książeczkę, która była pierwowzorem, która tak naprawdę jest, o tym za chwilę zresztą powiemy. To jest zupełnie inna książka, nawet grubością. To tak jedna trzecia tej nowej książki to było to „JHW-H”. To jest ciekawe.
[16:05] - Chyba jedna czwarta.
[16:06] - Nawet jedna czwarta. To jest w ogóle, jeśli chodzi o samą technikę pisania, dosyć ciekawe. Za chwilę o tym powiemy. Ale teraz ten biznesik, który państwu zaproponuję. Otóż jeśli państwo zamówicie w sklepie Bibliotekarium książkę Tadeusza Meszko „Sens życia według upadłego anioła”, to zupełnie gratis pierwsze dwadzieścia osób, które to zamówi, dostanie pierwowzór. Tak to określmy. W każdym razie tę książkę, z której później Piotrek zrezygnował i kazał Tadeuszowi napisać książkę po raz drugi.
[16:44] - Tak.
[16:45] - Piotrek, tak to jest, jak autor traci kontakt ze swoim bohaterem. Na chwilę przynajmniej. Piotrek to główny bohater, bo głównym bohaterem w książce jest-
[17:00] - Nastolatek.
[17:01] - Nastolatek. Ale to nie jest książka dla młodzieży tak do końca.
[17:06] - Nie. Mi się wydaje. Widzisz, właśnie ja ją pisałem z myślą o młodszych osobach, chociaż oczywiście zakładałem, że i starsi coś tam mogą w niej odnaleźć. I dlatego język tej książki, a zwłaszcza tego pierwowzoru, tej noweli Jahwe, jest taki, a nie inny. Bardzo skrótowy. Jakieś proste wyrażenia. Nie ma zbyt dużo rozważań rozbudowanych. To miało być takie po prostu nieskomplikowane. Z samej sytuacji czy z samej akcji miało wynikać ewentualne przesłanie, to, które chciałem przekazać czytelnikom. Ale jak mówię, to się okazało, nie wiem dlaczego.
Z chęcią poznam opinię. Jeżeli kupicie i będziecie mieli swoje przemyślenia na ten temat, to opiszcie je czy to na Facebooku, czy gdzieś w innym miejscu. Co jest nie tak w tej pierwszej małej książeczce, że ona nie zdobyła poklasku? W drugim podejściu próbowałem zachować pewną naiwność młodego chłopaka, ale już jest bardziej rozbudowana. Choćby sama objętość wskazuje, jest więcej opisów, więcej przemyśleń, więcej dialogów.
[18:43] - Ja tylko jedną rzecz jeszcze odnośnie biznesu i dopuszczam Wiktora, bo się czai tutaj do skoku. Wiecie państwo co? Żeby nie korzystać z dosyć popierdzielonego systemu sprzedaży w naszym sklepie bibliotekaryjnym, bo tam czasami można dostać szału, jak się kupuje, szczególnie jak się coś próbuje wybrać albo zapłacić. Ja nie jestem jego zwolennikiem, chyba że państwo się łatwiej przedzieracie przez to. Napiszcie po prostu na adres: redakcja@bibliotekarium i tam sprawę sprzedaży załatwimy. Myślę, że to będzie prostsze. Przypominam, każdy, kto kupi w Bibliotekarium książkę „Sens życia według upadłego anioła”, każda z pierwszych 20 osób oczywiście dostanie „JHBH” gratis. Wiktorze, oddaję ci głos.
[19:31] - „JHBH” stoi również na mojej półeczce z meszkową dedykacją sprzed lat pięciu czy 10. Natomiast jak patrzę na te dwie książki obok siebie, to ta stara pozostanie białym krukiem w porównaniu z tą książką, która już się w tej chwili w pełni uformowała. Tamto to jest pewien taki zaczyn.
[20:01] - Powiedzmy sobie szczerze, że to są dwie różne książki.
[20:03] - Dwie różne książki, ale tego samego pradziadka miały, czyli tego samego autora. Natomiast do czego można dojść do wniosku w tej meszkowej, że tak powiem, odysei od jednej książki do drugiej książki, tej samej, że w sumie literatura tak samo jak owoce, jak kobiety, jak wszystko, powinny dojrzewać, prawda?
[20:37] - Tak, oczywiście. Słuchajcie, przy okazji opowiem wam pewną anegdotę związaną z pierwszą wersją książki. Ona się zaczęła jeszcze 10 lat wcześniej niż data jej ukończenia, ponad 10 lat. Ale do tego, dlaczego to się w ogóle zaczęło, skąd ten pomysł, jeszcze później wrócimy. Teraz o czymś innym chciałem powiedzieć. Wyobraźcie sobie, Wiktor posłuchaj, że kiedyś, bardzo dawno temu-
[21:16] - Ale nie w odległej galaktyce.
[21:17] - Nie w odległej galaktyce. Marek Oramus powiedział takie zdanie, że prawdziwy pisarz to się zaczyna po 40. Ja jakoś zapamiętałem bardzo to zdanie i sobie stwierdziłem: „No dobra, czyli mogę sobie coś pisać, póki nie mam 40 lat, to wszystko będzie odpuszczone, bo to jeszcze nie jest prawdziwy pisarz”. Zaczęły się zbliżać moje 40. urodziny i stwierdziłem: „Kurczę, musisz w końcu napisać ten pomysł na książkę Jahwe. Musisz to skończyć przed 40. urodzinami”. Usiadłem i napisałem. A ta książka już jest pisana prawie przez 60-latka. Ta druga, przepraszam, „Sens życia”.
Słusznie, bo to, co Marek Oramus powiedział, że się pisarz zaczyna, wynikało ze statystyk jeszcze XX wieku, że prozaicy, większość zaczynała powieści pisać, mając lat 40 dopiero. To jest normalne, a pokrywa się to również-
[22:28] - Z pewną dojrzałością.
[22:29] - Z dojrzałością mężczyzn akurat. Kobiety dojrzewają słowo dużo szybciej i w ogóle. Natomiast mężczyźni rzeczywiście-
[22:39] - To „w ogóle” jest szczególnie interesujące.
[22:43] - Ale mężczyźni dojrzewają naprawdę dopiero po 40.
[22:48] - Albo nigdy.
[22:48] - Albo nigdy. To jest to, czym się różnimy od kobiet. Zdecydowanie.
[22:57] - Jeżeli robimy mały... I źle tu pomknąłem. Wrócę do jeszcze jednej rzeczy, do tych słów Maćka Parowskiego o tym, że tam widzi Briana Aldisa non stop i Marka Oramusa „Sennych zwycięzców”. To wam powiem, ale to jest moja opinia, ja absolutnie nie wzorowałem się ani nie korzystałem. Nie to, że wzorowałem, ale nawet nie miałem w jakichś tam odległych rejonach mózgu myśli, żeby coś nawiązywać do „Sennych zwycięzców”. Nie. Tu jest jeszcze inny tytuł. To jest tytuł „Zapomniany chyba czy zamknięty wszechświat” Harry Harrisona. Jest taka powieść. Te dwie powieści.
A tak w ogóle jeszcze, tylko że nie powiem dokładnie, ale obydwie książki, tylko że w końcu nie weszły te cytaty. Przepraszam, może nie. W pierwszej też nie ma. Jakoś w ostatniej chwili widocznie zawsze rezygnowałem z tego. Ale było przez długi czas takie nawiązanie, takie zdanie. Ja je powiem pewnie troszeczkę teraz nie tak.
[24:24] - Ale to w przybliżeniu.
[24:26] - W przybliżeniu, tak. Tam właśnie ten autor, czyli ten Piotrek
[24:32] - Mówi, że oprócz opowiadania „Specjalista” Sheckley oraz „Syreny z Tytana” vonneguta jest to bardziej rozsądne wyjaśnienie sensu życia.
[24:47] - Jak sobie przypomnę „Syreny z Tytana”, w którym wynika, że cała nasza cywilizacja jest bez sensu, bo sprowadza się... Nie będę zdradzał, bo już miałem taki zapęd, żeby opowiedzieć „Syreny z Tytana”. To chyba sobie daruję. W każdym razie rzeczywiście coś takiego jest u vonneguta, że nasza cywilizacja ma sens średni, a w każdym razie służy zupełnie czemuś.
[25:12] - Podobnie jest u Sheckley.
[25:14] - Czego sobie właściwie nawet nie wyobrażamy. I okazuje się, że to, że zostaliśmy, że istniejemy, ma sens niewielki. Okej, dobra, to na tym poprzestańmy. Ja jednak powiem o tym, jeśli chodzi o Oldisa i Marka Auramusa, bo myślę, że Maciej Parowski nie miał na myśli wzorowania się. Raczej chodzi o pewien klimat, bo ten klimat tu jest wyczuwalny. Zupełnie inaczej podszedłeś do samej tematyki, bo o ile u Oldisa, u Marka Auramusa również po części, to wszystko polega na tym, szczególnie u Oldisa, że bohater odkrywa istotę tego świata. My jako czytelnicy możemy coś podejrzewać, ale on tak naprawdę nie wie, co jest grane. O tyle u ciebie my od początku wiemy tak naprawdę, gdzie jest główny bohater. Jeśli czegoś nie jesteśmy pewni, to dosyć szybko to wyjaśniasz. Natomiast bohater wchodzi głębiej w strukturę tej rzeczywistości.
To jest dobre słowo, bo nie tylko go interesują te korytarze, w których oni żyją, te pomieszczenia, ale on musi z racji struktury tego świata próbować pójść dalej.
[26:30] - Tak, bo po tych dwóch powieściach Oldisa i Harrisona wiedziałem, że „Tadeusz, nie będziesz udawał, nie będziesz tworzył po raz trzeci jakiejś podobnej sytuacji, bo czytelnik zna te wcześniejsze rzeczy i od razu wyczuje, o co chodzi.
[26:48] - Tym bardziej, że oryginał w dodatku.
[26:50] - Albo tak. Więc nie unikałem wyjaśnienia od razu istoty miejsca, gdzie się rozgrywa akcja. W „Jahwe” jeszcze troszeczkę może próbowałem. Jak przeczytacie, to będziecie wiedzieli jak. Ale w tej drugiej wersji, w „Sensie życia według upadłego anioła” już całkowicie sobie to odpuściłem. Od początku dałem takie opisy, które jednoznacznie definiowały, gdzie się dzieje akcja. I tak jak wspomniałeś, problem powieści jest po prostu w czymś innym.
[27:31] - Właśnie. Ale bohater podobnie. Zresztą to chyba jest charakterystyczne dla większości powieści. Odkrywa swój świat tylko w innej jego części.
[27:43] - Tak. Bo czytelnik sobie zdaje z tego sprawę, ale bohater o tym nie wie. Tak, to prawda.
[27:50] - I to, że chcesz się tak zasępić.
[27:52] - Rozmyślałem sobie nad tym, o czym mówi się w tej chwili. Otóż człowiek przede wszystkim zawsze mniej więcej był w takim okręcie czy w jakimś takim świecie, który jest jasny do zdefiniowania, jak jaskinia, blokowisko czy statek kosmiczny. Ale pic polega na tym, żeby odkryć głębiej, że my jesteśmy uwarunkowani jeszcze naszą zewnętrznością, jakąś inną zupełnie niż nasza jaskinia, blokowisko, statek kosmiczny, Ziemia, skorupka. Ale jesteśmy. To już jest inna bajka i do tego zmierza właściwie próba zrozumienia naszego istnienia trwająca już dobre 2000 lat albo i dłużej przez filozofów. Bo my tak obrazowo rzeczywiście tkimy w jakiejś jaskini. Tylko że nie wiemy, czym ona jest, jaka ona jest.
[28:58] - Tadeusz, ale jaskinia to gdzieś się zaraz wszystkim z Platonem kojarzy. Ale tak naprawdę, jak weźmiemy powieść „Sens życia według upadłego anioła”, to dałoby się powiedzieć, że Tadeusz sięga jeszcze głębiej w historię filozofii, bo nagle się przekonujemy, że bohater, ale pewno sam autor, oni szukają arche świata, osnowy tego świata i tego tak naprawdę poszukuje i bohater, i autor. Więc myśmy się do presokratejskiej filozofii zaczynamy cofać, bo tak naprawdę tak jak tam sobie jeden szukał, że to z ognia, drugi szukał, że z wody, trzeci z przestrzeni, jeszcze tam ktoś inny. Nieważne, to wszystko państwo wiecie, bo was zapewne czy to na studiach, czy w liceum, czy gdziekolwiek was dręczono tą historią filozofii. Ja uważam, że to jest w ogóle przestępstwo, że na prawie każdym kierunku studiów dręczy się studentów historią filozofii. To jest najprostszy sposób, żeby filozofię znienawidzić i to tak dogłębnie. Bo jak się tych studentów męczy przez kilka miesięcy presokratykami plus jeszcze się im dorzuci trochę filozofii starożytnej, to już nienawidzą tej filozofii zupełnie. W dodatku jeszcze jest to przedstawione tak, że oni siedzieli się i zastanawiali, z czego ten świat jest zbudowany i to była cała ich refleksja, to już ma się z głowy całą filozofię. Tadeusz pokazuje, takie jest moje zdanie, że można się cofnąć do tamtej filozofii. Zupełnie współcześnie.
Nie trzeba dręczyć się Anaksymandrem, Anaksymenesem czy jakimś innym człowiekiem, który zastanawiał się, jaka jest osnowa świata. To arche. Bo Tadeusz szuka go gdzie indziej? Pokazuje go. Jego arche jest zupełnie inne niż tamci na to wpadli, ale jest. Tadeusz, oddaję ci głos, bo teraz pojechałem z tą filozofią.
[30:58] - Tak pojechałeś, że się zastanawiam. Próbuję to sobie poukładać w głowie. Zwłaszcza w odniesieniu do mojej powieści.
[31:10] - Jak mnie nauczyło kilku badaczy literatury oraz literaturoznawców, to chyba to samo. Nieważne, co ty sobie myślałeś, jak pisałeś. Ważne, co ci wyszło i co ja z tego przeczytałem. Ja się z tym w pełni zgadzam. Ja odczytałem właśnie coś takiego.
[31:27] - Bardzo się cieszę.
[31:29] - To zadam ci pytanie, bo to się już zaczęło przewijać, ciągnijmy temat. Przedstawiłeś historię przechodzenia od „JHWH” do „Sensu życia według upadłego anioła” i to jest książka w dwóch odsłonach zupełnie innych. Ale przecież z ploteczek wiem, że ta książka nie wzięła się znikąd. Ona też się wzięła z pewnej książki.
[31:55] - Tak. Wspominając o tym, że ostatnio ostro pracuję i udaje mi się kończyć kolejne projekty. Wspomnieliście o „Śmieciowych ludziach”. Powiem wam, że według kolejności pisania to „Sens życia”, później „Śmieciowi ludzie”, a później w ubiegłym roku była „Winda do nieba”. Ale że to nie w Bibliotekarium, nie jest mało dostępna, tylko mało ludzi o niej wie. Bo jest dostępna i w Empiku i gdzie są książki.
[32:36] - Ebookowo.
[32:37] - Nie, mam na myśli egzemplarze drukowane. Aros? Argos?
[32:42] - Aros.
[32:43] - Aros.
[32:43] - Aros to jest ten-
[32:44] - Tak. Tam też jest dostępna „Winda do nieba”. Jak klikniecie na moje nazwisko, to zobaczycie, jakie tam moje książki są dostępne. Wspominam o tym z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby zareklamować „Windę do nieba”, a po drugie dlatego, że od niej się wziął pomysł na „Jahwe” i na „Sens życia”, idąc dalej.
[33:10] - Ci tylko na chwilę przerwę. Wiem, że tego nie lubisz, ale muszę. Rany, jak to jest z tymi książkami? Najpierw był „Sens życia”, ale wydani byli „Śmieciowi ludzie”. Zanim się pojawił „Sens życia”, to było „Jahwe”. Ale „Jahwe” wzięło się z „Windy do nieba”, która wyszła tak naprawdę po „Śmieciowych ludziach”. Czyli autor w dalszym ciągu nie zna dnia i godziny wydania.
[33:42] - Nie, rzecz jest prostsza. Jak się pójdzie chronologicznie, to jest wszystko bardzo proste. W 1984 roku spacerowałem sobie ulicą Żukowa w Szczecinku. Teraz się chyba nazywa Jana Pawła II, tak przy okazji. Ale w 1984 to jeszcze była Żukowa. Przyszedł mi do głowy pomysł na książkę o detektywie, który dostał zlecenie, aby odnaleźć Boga. Zafascynowało mnie to. Zacząłem nad tym pracować. Troszeczkę napisałem i w pewnym momencie stwierdziłem: „Nie dasz rady, Tadeusz. To jest za trudne.
Po prostu nie dasz rady tego dokończyć”. I ta powieść została po prostu odłożona. Wracałem mniej więcej co 10 lat do niej. Coś zmieniałem, coś wyrzucałem, coś dopisywałem, ale wciąż stwierdzałem: „Jeszcze nie teraz, jeszcze musisz poczekać”.
[34:44] - Ty się w ogóle nie przejmuj, Wiktor. Gospodarz Machu Picchu poprawia od 40 lat albo nawet więcej.
[34:51] - Moja „Winda” tak podobnie sądzę, że była.
[34:54] - Ale przecież ją poprawił, a ja nie poprawiam. Ona tylko leży i dojrzewa jak kiszone ogóry. Kiszone ogórki się nie poprawia, tylko one same dojrzeją.
[35:03] - Ty już teraz zgodnie ze swoją deklaracją z programu orbitowskiego, tobie nawet nie wolno skończyć tej powieści.
[35:11] - Nie.
[35:12] - Jasna sprawa. Czyli nie liczcie państwo na to, że w jakimś przewidywalnym czasie.
[35:16] - Szybki zapłon i jadę piachu przecież. Bo jesteśmy sprzężeni zwrotnie.
[35:21] - Ale oddajmy głos Tadeuszowi, bo mu skutecznie przerwaliśmy.
[35:25] - W tej „Windzie do nieba”, która wtedy nosiła całkiem inny tytuł, a później był zmieniany, a w końcu zostało jako „Winda do nieba”. Była scena, gdzie jeden z drugoplanowych bohaterów klęczy nad taką grą „I ty możesz zostać Bogiem”. To jest taka gra, gdzie wydaje pewne dyspozycje, że człowiek ma być taki albo owaki i patrzy, jak się ten świat rozwija. Nie wiem, na ile tutaj mogę zdradzić, ale chyba mogę. Ta gra wtedy nazywała się to inaczej, później zostało zmienione na „Świamać”. To jest ten Świamać, który spotkacie w „Sensie życia według upadłego anioła” i który to jest teraz tytułem tej powieści, nad którą pracuję.
[36:35] - Okej, a to będzie jakoś połączone?
[36:38] - Tym, że akcja się rozgrywa w Świamaciu.
[36:42] - Aha. Tak to sobie zaplanowałem w ten sposób-
[36:46] - Tadeusz Książki to jest po prostu rodzinka.
[36:50] - Zaczyna to tak wyglądać.
[36:51] - Znaczy wiesz, czasami się mówi o pisarzach, że piszą jedną książkę przez całe życie. To u mnie może tak nie jest, ale one są tak powiązane między sobą i to są takie koligacje. Nie tylko ojciec, córka, wnuczek, ale na krzyż się tam...
[37:12] - Co więcej, wbrew pozorom książki, których— to będzie odrobina szaleństwa w moim wykonaniu, więc proszę się nastawić na to, bo jakby się dobrze zastanowić, to nawet „Śmieciowych ludzi”, tylko w kolejnej książce, dałoby się do „Świamacia” wciągnąć, bo przecież to się równie dobrze mogło w Świamaciu dziać. Tylko nikt o tym się jeszcze w tej książce nie dowiedział. A jakby poszerzyć moje szaleństwo, to i równie dobrze „2012” też by się dało, bo ten Świamać-
[37:43] - Jest pojemny.
[37:44] - Właśnie o tym chciałem powiedzieć, że Świamać, ta idea Świamacia, piękne słowo w ogóle. Świamać to jest tak pojemna idea. Zobacz, to jest bardzo podobne. Jest przybyłek, który ma swój gamedek i tam też się kolejne rzeczy pojawiają. Jak autor wymyśli dobrą formułę, to wtedy to powiedzenie o tym, że przez całe życie pisze się jedną książkę, absolutnie się sprawdza. Można wciągnąć stare swoje książki w tę orbitę. Co więcej, ja widzę, że podobnie zachowywał się, przez daleką analogię, Burroughs, o którym niedawno mówiliśmy. On najpierw zaczął sobie pisać o Wenus, zaczął pisać o Marsie, zaczął pisać o Pellucidarze, czyli wnętrzu Ziemi. Zaczął pisać „Tarzana” i nagle się okazało, że on zaczął wiązać ze sobą te poszczególne światy. Tarzana wrzucił do Pellucidaru.
Gdzieś tam się to zaczęło wszystko mieszać ze sobą. Czyli to jest taka tęsknota. Wielu zresztą autorów podobne rzeczy robi. Jest tęsknota, pewno podświadoma, żeby stworzyć coś takiego. I moim zdaniem Tadeusz wpadł jakiś czas temu na ten pomysł Świamacia i to mu chyba odpaliło, wypaliło po prostu.
[39:04] - Marek, ty myślisz o tym przysłowiu, o którym wspomniałem, z pisarzami zbyt materialnie.
[39:15] - Pewnie tak.
[39:16] - Bo ja to rozumiem troszeczkę inaczej, że pisarza po prostu dręczy jeden temat.
[39:21] - Jeden problem.
[39:22] - Tak. Ale dobrze, twoja interpretacja też może być taka. Jak twoim interpretacją.
[39:30] - To ja tytułem reklamy.
[39:32] - To zaczekaj.
[39:33] - Okej, mówisz ty.
[39:34] - Bo chciałem wrócić do tego, czy nie.
[39:37] - Wracaj. Tu formuła audycji jest taka, że się trzeba bić o swoje, bo cię zagadamy z Wiktorem spokojnie. Także niestety.
[39:45] - Bo chciałem dokończyć ten wątek, że w tej „Windzie do nieba” jest ta gra „I ty możesz zostać Bogiem”. I w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać i stwierdziłem: „Kurczę, to jest fajny pomysł”. Świat wirtualny, który może być światem, w którym my żyjemy. Jak mi nie wyszło pisanie „Windy do nieba”, przerwałem to w pewnym momencie po napisaniu czterdziestu, pięćdziesięciu stron, to stwierdziłem: „Ach, to napiszę książkę o tej grze „I ty możesz zostać Bogiem””. Zacząłem nad nią pracować. Napisałem z trzydzieści, czterdzieści stron i się zagubiłem. Zapętliłem się totalnie konstrukcyjnie. Nie potrafiłem sobie poradzić. Mówiąc bardzo warsztatowo, tutaj stwierdzałem, że tego nie mogę powiedzieć, bo zdradzę coś tam, a tam gdzieś indziej, znasz to Marek, znasz to Wiktor dobrze. Stwierdziłem: „Nie, musisz troszeczkę od tego odpocząć, odłożyć to, żeby później sobie za kilka lat na nowo spojrzeć na to i spróbować ułożyć od nowa”.
Trwało to dziesięć lat, to odkładanie, ale się zakończyło tą nowelą „Jawe”. Później jeszcze dwadzieścia parę lat i-
[41:15] - I już jest sens życia. Ja tylko powiem-
[41:18] - Jeszcze dwadzieścia parę lat i jeszcze trzecią wersję napiszę.
[41:22] - Jeśli ona będzie tak różna od pierwszych dwóch-
[41:27] - Pojemny, że można to jeszcze na wiele sposobów napisać.
[41:31] - Ja tylko powiem jeszcze o jednej rzeczy, że tak to czasami jest, że człowiekowi uciekają tematy. To jest warsztatowo dosyć takie... Chciałbym po prostu powiedzieć, proszę państwa, wszystkie te osoby, które piszą, myślę, że tę uwagę Tadeusza powinny sobie dobrze zapamiętać. Mój apel: jeśli coś piszecie i wam nie wychodzi, to nie wyrzucajcie. Nie wyrzucajcie, nie wiem, czy to będą maszynopisy, rękopisy, pliki w komputerze. Zostawcie je w spokoju, niech one sobie tam leżą, a może za dziesięć, może za piętnaście, a może za rok wrócicie. Wrócicie do tego może z świeższą głową, może z zupełnie rewolucyjnym pomysłem i wtedy może pójdzie. Ja w każdym razie jestem przeciwnikiem wyrzucania czegokolwiek, co napisaliśmy do kosza. To może taka moja obsesja, ale niech będzie. Wiktorze, jak ty tam z tym koszem?
[42:38] - Wiesz, to jest chińska metoda kulinarna, że tak powiem. Nie ma niczego, co się wyrzuca do kosza. Wszystko jest do zjedzenia. Pełza, fruwa.
[42:50] - Skacze. Nieważne. Nadaje się, tylko trzeba wpaść na pomysł, jakim sosem to zalać.
[42:58] - Zalać, tak. A później jest makaron, który ma dwoje czarnych oczek. I później to jedzą Borosu. Niestety. Tak, Wiktorze. Okej, ale powiedz mi, nie masz takiego wrażenia, pozwól, Tadeuszu, że o tobie troszeczkę jeszcze poplotkujemy, chociaż jesteś. Na początku byłeś, więc możemy plotkować dalej. Tadeusz, tak jak powiedział w pewnym momencie, że w tym bardziej przenośnym sensie pisze jedną książkę. I Tadeusz rzeczywiście cały czas próbuje w różnych utworach przerwać tę zasłonę czy tę przegrodę. Zasłona lepsza, która przesłania rzeczywistość.
To jest wadzenie się z Bogiem o istotę świata. To jest wadzenie się w ogóle z tym, jaka jesteś w rzeczywistości, dlaczego jesteś inna, niż się wszystkim wydaje. Tadeusz proponuje różne wytłumaczenia, ale to rzeczywiście jest temat, który powraca u niego. Co ty na to, Wiktorze?
[44:14] - Wiesz, ale to jest domena przede wszystkim pisarzy science fiction, że wpadają w takie sidła swoich własnych poszukiwań. Pisarz literatury popularnej, który trzaska swoje książki na różne tematy, obojętne, jaki mu przyjdzie w danym momencie i wyrzuca książki na rynek, to jest zupełnie inna bajka.
[44:41] - To prawda.
[44:44] - Wcale nie mówię pejoratywnie, bo to czasami są świetne powieści, w szczególności jeśli się pisze sensacyjne albo kryminały jakieś dobre i tak dalej, które się trzymają tematu, to to jest świetna bajka, jeśli się potrafi to robić dobrze. Zresztą tak naprawdę przecież Conan Doyle też bez przerwy sprzedawał tylko swojego Sherlocka Holmesa. Nawet jak pisał te science fictionowe prawie opowiadania, bo pisał.
[45:19] - Tak, ale Wiktor, Conan Doyle nie marzył o niczym innym, tylko żeby rzucić tego Sherlocka Holmesa, tę fantastykę i zacząć pisać powieści historyczne. To było jego marzenie. Na szczęście się nie zrealizowało. Coś tam pisał, ale kto to dzisiaj pamięta?
[45:35] - Nadawał się tak samo jak Sherlock Holmes do grania na skrzypcach.
[45:39] - Mniej więcej.
[45:41] - Takie powieści piszą tysiące ludzi, a science fiction pisze bardzo mało.
[45:48] - Jak już tak plotkujemy, to Tadeusz ma taką tendencję do pisania prozy o czymś. To akurat komplement jest, bo zabrzmiało trochę groźnie na początku.
[46:00] - Jak można inaczej pisać?
[46:01] - Nie, spokojnie. Sam wiesz, że można, bo sporo współczesnej prozy jest o niczym. Jest o tym, że się coś dzieje albo o tym, że ktoś wszedł, potem wyszedł, a potem odleciał na przykład. I o tym jest ta proza. Natomiast Tadeusz stara się pisać prozę o czymś, o jakichś problemach, o jakichś takich rzeczach, które nie pozostawiają obojętnym. I to jest kolejna rzecz, która jest dosyć charakterystyczna dla prozy, którą Tadeusz Meszko serwuje. Otóż to jest tak, że wiele osób się zgodzi z tym, co pisze Tadeusz w sferze ideowej. Ale Tadeusz ma też tendencję taką, że jak ktoś ma zupełnie inny obraz świata, to jak odłoży książkę Tadeusza po tym, że sobie poczytał coś fajnego, to pozostanie jednak na autora mocno zdenerwowany, bo autor przedstawia swoją koncepcję świata i dosyć mocno się jej trzyma. To jest zresztą charakterystyczne dla wszelkiej prozy, która jest, zostańmy przy tej formule, o czymś. Czyli jednak stara się z tej rzeczywistości, żeby to nie była miałka proza.
Taka proza bardzo często też nie pozostawia człowieka obojętnym w jedną albo w drugą stronę. Albo człowiek się wkurza na autora, że ma inny obraz świata niż ja i w związku z tym mówi sobie: „Kurczę, dlaczego on to tak przedstawia? Ja się z tym nie zgadzam, nie zgadzam, nie zgadzam”. Albo mówi: „Dobrze gada gość. Wreszcie ktoś napisał tak, jakbym chciał to przeczytać”. To właśnie zostałeś, Tadeuszu mniejszym, wywołany do tablicy. Właśnie. Bo twoja proza jest zawsze o czymś i zawsze jest – ja wiem, że to się źle skojarzy – zaangażowana, ale w ten pozytywny sposób.
[48:04] - Inaczej nie widziałbym sensu, żeby pisać.
[48:09] - Rozwiń to, bo ja wiem, że to tak ładnie brzmi. Bardzo okrągłe zdanie.
[48:14] - Oczywiście sens może być jeszcze inny. Pisze się po to, żeby zarobić. Rozumiem to.
[48:21] - Jasna sprawa.
[48:22] - Ja też uważam, że przyjemniej jest zarabiać pisząc niż kopiąc rowy. Zgadzam się, ale ja tak nie potrafię. To już wiem. O tym się przekonałem bardzo szybko.
[48:37] - Wiesz, ja w tej chwili, jak chcesz, żebym to powiedział, to wpadłem chyba na sensowne wyjaśnienie tego dualizmu natury pisarskiej. Otóż on się bierze z przyrody. Są drapieżnicy oraz przeżywacze siana. Ci, którzy żują siana, tak żują całe życie, obrastają w tłuszcz, wydają książki, produkują mleko. Mnóstwo rzeczy pozytywnych, bardzo pozytywne sprawy. Oraz są drapieżnicy, którzy się rzucają do gardła i mają swoją wizję tego, do czego świat służy. Bo ma służyć nam przede wszystkim.
[49:28] - Teraz, Wiktorze, zasugerowałeś, że za chwilę Tadeusz rzuci mi się do gardła.
[49:32] - Prawdopodobnie.
[49:34] - A jak zacząłeś mówić, to się przestraszyłem, że ja jestem tym przeżywaczem, ale wolę być tym drapieżnikiem.
[49:40] - Broń Boże!
[49:42] - Proszę.
[49:43] - Ciekawe, że nikt nie chce być przeżywaczem, ale wszyscy są.
[49:47] - Nie, wszyscy nie są, ale znowu wchodzimy na moją ulubioną działkę, że dzisiaj tak się wszyscy oburzają. Zróbmy taką małą dygresję, że nie wolno używać, że już nie powinna istnieć czarna lista i biała lista, bo czarna lista się źle kojarzy, że czarne złe. Ja to kiedyś tłumaczyłem. Niestety znowu ciągnie się za nami dziedzictwo starożytności. Często zimne jest złe, ciepłe jest dobre. To zależy, co kto lubi, ale generalnie się tak czuje.
[50:19] - Ja się z tym nie zgadzam. Kapelusz jest od noszenia na głowie, a gacie są od noszenia na dupie.
[50:26] - Nic Piczekorejczycy nie mówili na temat kapelusza, bo go po prostu nie znali. Natomiast pewne rzeczy podzielili w tym świecie. Lewo, prawo.
[50:35] - Kapelusz, gacie, Marku. Dobrze, to ja się wtrącę. Może niepotrzebny jest ten podział na czarne i białe.
[50:42] - Ale oni to zaproponowali, białe jest dobre.
[50:45] - Ale w sensie, żeby odnosić to do człowieka. Bo czarna lista, czyli mroczna to w porządku. Biała, czyli jasna też w porządku.
[50:53] - Całym nieszczęściem jest to, że się niektórym, szczególnie tym postępowym, którzy bronią teraz praw jednych czy drugich, wszystko kojarzy. To jest moim zdaniem nieszczęście, bo mnie się czarna lista nie kojarzy z czarnym kolorem skóry, tylko z czarną listą i nie widzę powodu, żeby ona przestała być czarna, bo ona będzie czarna dalej i nigdy mi się nie kojarzyła z kolorem skóry. Najgorsi są aktywiści, którzy za bardzo do czegoś podchodzą i to mnie razi w tym wszystkim. Bo to, że wszyscy ludzie są, przynajmniej dla mnie, równi, to jest oczywista oczywistość, ale jakoś tak się porobiło, że czasami jak idzie nowe, to ono idzie z takim przytupem, że przy okazji depcze wszystko wokoło. To jest moim zdaniem nie za bardzo pozytywne.
[51:40] - I w tym właśnie momencie wszyscy szeroko rozumiani obrońcy uciśnionych wyłączyli Radio Paranormalium.
[51:47] - Myślę, że ich tak za dużo nie jest, bo Radio Paranormalium słuchają rozsądni ludzie, bo przecież nikt nie jest za tym, żeby wprowadzać jakieś dzikie zwyczaje. Ale też apeluję, żeby zachować we wszystkim umiar i ewentualnie myśleć o tym, co się robi. To zdecydowanie wszystkim nam zrobi dobrze. Czy jest jeszcze coś do dopowiedzenia?
[52:14] - À propos czarnego i białego to nie.
[52:17] - Okej.
[52:19] - Tylko chciałem wrócić do tego, o czym rozmawialiście, jak ja siedziałem cicho. Wiktor mówi, że dziwi mnie moja pasja. Może nie to, że pasja, bo ty też masz przecież wiele pasji, tylko to, że w ostatnich latach jakoś zacząłem ją realizować. Ale odpowiedź jest prosta, bo to kurczę są już ostatnie lata. Jeżeli albo to zrobię, albo tego nie zrobię. Marek, jakby nie patrzeć, mam 60 z plusem. Raczej 120 lat nie będę żył, więc raczej już mi mniej życia zostało, niż przeżyłem. I w tym sensie mówię o ostatnich latach.
[53:01] - To jasne. Jak czterdziestolatku, już bliżej jest niż dalej. O tym wiesz.
[53:07] - Dokładnie.
[53:08] - Tylko że to jeszcze może oznaczać 20, 30, 40.
[53:14] - Ależ tak.
[53:15] - Wiesz, powiem ci tak. Świadomość tego, że kiedyś wszyscy umrzemy jakoś tak do mnie przemawia, ale staram się na co dzień z tym nie żyć mimo wszystko.
[53:26] - Ależ ja się z tobą zgadzam. Z tym, że po prostu stwierdziłem, że już dosyć tego pałętania się po świecie, próbowania zarabiania pieniędzy, czegoś tam, że w końcu muszę zacząć realizować to, o czym marzyłem mając kilkanaście lat.
[53:44] - A ja tak protestuję, właściwie nie protestuję, tylko jakoś tak się oburzam o tym wieku, jak mówisz, bo ja się zawsze boję w takich sytuacjach, że ludzie, którzy to mówią, mają w sobie jakąś dozę rezygnacji. Na przykład oznaczającą tyle, że to, co miałem do napisania wielkiego, to już napisałem i już nic większego więcej nie napiszę.
[54:04] - Powiedzieliśmy, Marku, drapieżnicy nigdy się nie poddają. Przeżywacz puszcza bąka na cały świat i spokojnie.
[54:14] - I zwiększa poziom metanu w atmosferze i efekt cieplarniany gotowy jest.
[54:18] - Nie, ja to tylko mówiłem w tym sensie, że stwierdziłem, że teraz już jest mój czas. Muszę to zacząć w końcu robić, bo nagle się obudzę albo nie obudzę, nic nie zrobiwszy. Jeszcze wracając do tych powiązań rodzinnych między różnymi tytułami powieści, to właśnie też jest coś takiego, że stwierdziłem, że najpierw wyczyszczę swoją przeszłość. Czyli napiszę „Windę do nieba” i napiszę, wtedy to było „Jahwe”. Te dwie rzeczy chciałem zrobić. I w międzyczasie jakoś po „Sensie życia według upadłego anioła” stwierdziłem: dobra, nie siadam jeszcze do windy, sobie coś w przerwie-
[55:15] - Stronę.
[55:16] - Tak. Coś lżejszego po prostu napiszę. Znowuż myślałem, że to w cztery miesiące napiszę. Trochę więcej, z osiem miesięcy to trwało. Dość szybko, dość fajnie się to pisało. Napisałem tych śmieciowych ludzi. Ta winda ciągle ciąży, ciążyła i w końcu się i za tą windę zabrałem. Ją napisałem i teraz już jestem wolny. „Świamać” jest całkowicie nowym pomysłem. Oczywiście bazuje w pewnym stopniu na tym świecie wirtualnym, wymyślonym już w 1984 roku.
To tak jakby powiedzieć, że pomysł bazuje na tym, że leci statek kosmiczny do innej galaktyki, nie?
[56:13] - A ja mam jeszcze inną koncepcję à propos tej gry, którą wymyśliłeś. Bo tak jak o tym mówiłeś, to ja sobie zaraz zobaczyłem Wiktora grającego w „Cywilizację”. Bo tam też jesteś rodzajem Boga.
[56:25] - W każdej grze, praktycznie biorąc, jesteś.
[56:29] - Tak, ale tam szczególnie, bo tam tworzysz to-
[56:31] - O tym nikt z nas nie wspomniał, ale ja się nie boję o tym wspomnieć albo nawet mam ochotę o tym wspomnieć. Wiem, że Wiktor gra w tą „Cywilizację” i nawet jak pierwszy raz mi o tym powiedział, to zacząłem go wypytywać, bo mnie to zainteresowało. Bo ja jestem w ogóle niegraczem, mówiąc. Żadne gry komputerowe poza paciencją, w stawianie pacjenta nie gram z założenia. Nigdy nie grałem i nie mam zamiaru w to grać. Ale zainteresowała mnie ta gra „Cywilizacja”, bo właśnie sobie pomyślałem: kurczę, to jest właśnie coś takiego, o czym ja myślałem w 1984. I tutaj przejdźmy do Jahwe. Zarzucono mi, ona została wydana w 2000 albo 2001 roku. Zresztą zaraz mogę zerknąć.
[57:28] - To ja zerknę, a ty mów.
[57:31] - Zarzucono mi, że to są popłuczyny po „Matrixie”. Na co się od razu oburzyłem. Chciałbym teraz użyć mocnego słowa, ale trudno, nie użyję.
[57:43] - Rok 2000.
[57:44] - Tak, ale to jest data wydania.
[57:46] - Wydania. Oczywiście.
[57:48] - A jak weźmiesz datę rozpoczęcia pisania, to był 1986 rok, a „Winda do nieba”, gdzie już ta gra występowała, to był jeszcze wcześniej.
[57:57] - Jest nawet data dzienna: 14 dzień stycznia 1986 roku.
[58:02] - Że zapisuję to.
[58:05] - Wow! A kończy się w 1997. Ja wiem, że nie przez cały czas, oczywiście. 11 lat.
[58:11] - Tak.
[58:13] - Jest moc.
[58:13] - Ale o tym wspominałem.
[58:14] - Jasna sprawa.
[58:16] - Przerwałem to i tak dalej. Więc nie. Nie będę oczywiście się z Wachowskimi sądził o „Matrixa”, że zerżnęli mój pomysł, bo to jest głupota.
[58:27] - Ale byłeś drugi w kolejce po Snergu.
[58:30] - Tak. Ale jakby nie było, to jest niezależny pomysł. Ja myślę, że on w wielu ludziach, wielu twórcach-
[58:39] - A przynajmniej w tym czasie. Właśnie, Wiktor. To jest to często, co powtarzamy z Wiktorem w audycji. Dobre pomysły mają jakąś taką dziwną naturę, że u wielu ludzi pojawiają się w tym samym czasie.
[58:51] - Tylko jeden dodatek jeszcze. W 1984 roku ja jeszcze nie znałem komputera, jeszcze na oczy nie widziałem. Dopiero chyba w 1987 czy 1988 zobaczyłem po raz pierwszy komputer Spectrum.
[59:05] - Pamiętam. To był przedmiot marzenia i był taki piękny, i taki cudowny, i taki śliczny. Jeszcze takie tęczowe tam miał takie coś.
[59:17] - Młodym informatykom można ewentualnie podrzucić, żeby z zafascynowaniem na to spojrzeli, czym może być technika. 70 kilobajtów.
[59:27] - Wiktor. Ale w ogóle-
[59:29] - 74 czy coś tam takiego.
[59:30] - Ale Spectrum to tak właściwie sama klawiatura była podłączona do monitora i to wszystko.
[59:37] - Powiem wam, że właśnie jak zobaczyłem to Spectrum, znajomy miał, nawet mi pożyczał czasami. Ale właśnie nie po to, żeby grać, tylko po to, że stwierdziłem, bo wtedy prowadziłem taką firmę zajmującą się wideorejestracjami, i że można zrobić animowane napisy na tym Spectrum. Pisałem w Basicu. Dla mnie komputer był po prostu narzędziem pracy.
[01:00:07] - Ja niestety już na tym ZX Spectrum grałem w śmigłowiec i strzelali do mnie, a ja do nich.
[01:00:14] - Dla mnie od zawsze komputer jest tylko narzędziem pracy.
[01:00:19] - To jest jeszcze o tyle ciekawe, jeśli chodzi, powiedziałeś o tych ewentualnych procesach z Wachowskimi. Tak jak powiedziałem, te pomysły, coś w nich jest takiego. I to kiedyś w tej fantastyce, mówię o miesięczniku-
[01:00:37] - Astrobiolog wyjaśniała.
[01:00:39] - To się nawet o polu morfogenetycznym. Wiem, że nawet „Fantastyka”, miesięcznik „Fantastyka” w latach 80. o tym pisał. Dzisiaj o tym więcej państwo możecie przeczytać chociażby w „Nieznanym Świecie”. Tam się od czasu do czasu te wątki pojawiają. To jest ciekawe, bo to jest takie rzeczywiście pogranicze nauki, czegoś, co może- Nie ogarniamy jeszcze, nie wiemy nic na ten temat. Nauki i czegoś, co zgodnie z tym, co-
[01:01:10] - Kilka takich wynalazków to choćby radio, prawda?
[01:01:13] - Tak, ale ponieważ jesteśmy w Radiu Paranormalium, oczywiście to pole morfogenetyczne gdzieś zahacza. Dziś jest tak na pograniczu nauki i paranauki. Dzisiaj jeszcze nie wiadomo, jak się na ten temat wypowiedzieć, bo z jednej strony piszą o tym naukowcy, z drugiej strony wyznawcy teorii wszelkich. Wszyscy piszą poważnie i wszyscy piszą z jakąś tam nadzieją. Nie wiem, czy on jest w dalszym ciągu aktualny, ale w swoim czasie, przynajmniej w latach 80. był nawet ogłoszony konkurs dla kogoś, kto w jasny, przejrzysty, klarowny sposób udowodni istnienie tego pola, wykaże, że to rzeczywiście tak działa, że jeżeli ja tutaj w Polsce wpadnę na coś, to komuś w Stanach Zjednoczonych będzie łatwiej na coś wpaść, w związku z czym wpadniemy w podobnym czasie na podobne pomysły i ciach. Rzeczywistość pokazuje, że coś takiego się dzieje, ale tak naprawdę tu mnie ktoś sprowadzi na ziemię, mówiąc: statystyka.
[01:02:16] - To jest raczej to, o czym mówił Wiktor, który zauważył, że w moich książkach jest dużo muzyki. Uwielbiam muzykę. Mówiłeś bardziej o pokoleniu muzycznym, też wspominałeś o tym. To może być bardziej to, że mamy do czynienia z podobną muzyką, z podobną literaturą, z podobnym filmem czy także odkryciami naukowymi, bo jedno odkrycie naukowe może komuś podsunąć pomysł na całkiem inne odkrycia.
[01:02:55] - Zgadza się i dlatego siedzimy na tej grzędzie jak kury. Wspólnej grzędzie, kto inny siedzi na innej, ale jesteśmy razem.
[01:03:04] - Myślałem, że nie, że to nie jest dobra teoria, bo jednak medialność mamy dopiero od kilkudziesięciu lat, a to już było wcześniej.
[01:03:16] - Panowie, zróbmy sobie małą przerwę w naszych rozważaniach i posłuchajmy felietonu Tomka Fąsa.
[01:03:29] - Wolność na cenzurowanym. Jak państwo prawdopodobnie wiecie, niedawno miała miejsce promocja nowej książki Rafała Ziemkiewicza „Cham niezbumutowany”. Jak zapewne również państwo wiecie, książka ta spotkała się z dość szczególną i raczej rzadko spotykaną formą blokady. Otóż znany, najpopularniejszy w Polsce serwis aukcyjny, zdaje się zablokował możliwość sprzedaży tej książki. A to za sprawą tego, że zaszło podejrzenie, iż książka zawiera treści antysemickie. Przyznam szczerze, że książki nie czytałem jeszcze. Znam tylko wypowiedzi autora i wybrane recenzje na jej temat. W sumie jedną recenzję, więc nie wiem. Sam autor twierdzi, że osoby zarzucające mu tak niecny proceder książki nie przeczytały i bazowały na jakichś fragmentach. Ja obecnie osobiście pamiętam jeden taki przypadek w ostatnim okresie, gdzie w podobny sposób blokowano szarlatana, człowieka szkodliwego, który głosi różne bardzo wątpliwe i przypuszczalnie szkodliwe pomysły na temat zdrowia, na temat alternatywnych metod leczenia, często krytykując podejście medyczne.
Czym innym jest kłamstwo, a czym innym wyrażanie kontrowersyjnych opinii. Fakt, że Rafał Ziemkiewicz trochę się o to prosi. On celowo używa bardzo głośnego, agresywnego tonu w publicystyce, przez co zyskuje pogłos. Zapewne zwiększa to pulę jego czytelników, zwiększa to jego dochody i popularność, ale przez to też większej ilości ludzi się naraża i takie to może mieć czasem skutki. Natomiast co ciekawe, na tym samym popularnym serwisie aukcyjnym faktycznie, jak sam Ziemkiewicz odnotował, można znaleźć książki Adolfa Hitlera i one zablokowane nie są. Oczywiście w przypadku „Mein Kampf” to są pojedyncze egzemplarze bardzo drogie, historyczne, więc tutaj trochę inna sytuacja, ale fakt faktem Hitlera kupić można, najnowszej książki Ziemkiewicza nie. Przypuszczam też, bo ja, proszę państwa, przepraszam, tej literatury nie znam, ale przypuszczam, że jakby jacyś miłośnicy, znawcy antysemityzmu poszukali, to pewnie znaleźliby wielu mniej popularnych autorów, a dużo bardziej antysemickich, dużo bardziej agresywnych, promujących idee niezdrowe, ale nie na tyle popularnych, żeby to odnotowano. To jest ta różnica pomiędzy cenzurą obecną, że nie ma osoby, instytucji, która czyta wszystkie publikacje i je dopuszcza. Więc aby coś takiego mogło się zadziać, to autor ewidentnie musi być znany, rozpoznawalny, komuś podpaść, komuś się musi chcieć ingerować i na tyle musi to być głośne nazwisko, że tutaj kierownictwo dużego portalu aukcyjnego czy sprzedażowego bardziej teraz, bo te aukcje to już trochę historia, że taka firma zainterweniuje w tej sprawie. A więc mamy autorów, którzy są znani, rozpoznawalni, oni muszą uważać, co piszą.
Nie muszą, ale mogą się spotkać z jakąś formą takiej krytyki. I mamy masę autorów mniej znanych, których nikt nie sprawdza i którzy mogą każdą głupotę głosić, jak długo nie staną się znani. To jest ciekawy paradoks. Mamy też co najmniej dwie metody cenzury. Jedna to jest właśnie ta znana bardziej z rzeczywistości totalitarnej, gdzie pewnych rzeczy się faktycznie zakazuje, odmawia, blokuje je, w ogóle się o nich nie mówi, gdzie wersję rzeczywistości się kształtuje w bardzo określony sposób, co też jest, myślę nie bezpodstawnie całkiem przypisywane obecnie telewizjom różnym. Nieważne. Każda ma swoją wizję. ... świata, czy to z prawej, czy to z lewej. I o pewnych rzeczach na przykład nie mówi.
Swoją drogą, tak na marginesie, czytam sobie ostatnio książkę Kamila Dulczaka „Przerwa w emisji” i co ciekawe, sfrustrowany Dulczak tezami różnymi na temat telewizji TVN i Gazety Wyborczej zabawnie się z Ziemkiewiczem pokrywa. To jest ciekawe. Człowiek z zupełnie innej strony, ale już trochę zrezygnowany i szczery, też troszeczkę tę wizję pewnych wybiórczości w tych mediach i odtrącania osób o innych poglądach zdaje się delikatnie między słowami potwierdzać. I to jest ta jedna wersja cenzury, że o pewnych rzeczach się po prostu nie mówi, bo nie wolno albo są one tak niszowe, że umkną aparatowi większemu. I jest druga wersja cenzury. Cenzura, powiedziałbym bardziej amerykańska i moim zdaniem bardziej skuteczna, gdzie można mówić właściwie o wszystkim. Rozróżniamy kłamstwo, które może się spotkać z odpowiedzialnością od wyrażania opinii. To, że ktoś jest głupi, brzydki, to jest opinia, a to, że dwa plus dwa jest pięć, to jest kłamstwo. To, że ktoś ukradł, a nie ukradł, to jest kłamstwo i to jak najbardziej wymaga odpowiedzialności. A to, że ktoś jest niemądry, to już jest raczej opinia i takie tezy wygłaszać można.
Proszę państwa, przyznam szczerze, że nie jestem pewien, czy ten rodzaj zakazywania w ogóle działa i czy to jest dobra metoda walki z nietolerancją. Bo oczywiście spotykamy się też z hejterstwem, spotykamy się ze strasznymi słowami, agresją, zwłaszcza w dobie internetu, tylko i tak nie jesteśmy w stanie wszystkiego zatrzymać. Fakt, że internet coraz bardziej staje się kontrolowany i dochodzimy do etapu, gdzie pewnych rzeczy może być coraz mniej. Ale myślę, że jednak wszystkich kanałów komunikacji się obecnie w dobie multimediów nie zatrzyma i zawsze ludzie skłonni wyrażać niewłaściwe, krzywdzące, agresywne opinie swoją płaszczyznę znajdą. A też wydaje mi się, że chyba jednak lepszym pomysłem jest, jeżeli faktycznie szukamy tolerancji, jeżeli szukamy akceptacji, to myślę, że rozsądniej jest jednak budować pewne autentyczne relacje, tworzyć coś, co ma wartość, co może ludzi do siebie przekonać. Wydaje mi się, że dużo więcej na przykład dla środowisk LGBT robi Tomasz Raczek, który tworzy wartościowe rzeczy w internecie, a przy okazji o swoim życiu prywatnym wspomina. To myślę dużo lepiej oswaja osoby sceptyczne wobec różnych orientacji seksualnych. Myślę, że oswaja z tym, że taki człowiek jest, że jak najbardziej należy go szanować. Należy przyjąć tę różnorodność do świadomości niż takie na siłę manifestowanie, na siłę zwalczanie. Bo fakt faktem, że jednak odczuwa się pewną histerię, że jak ktoś coś powie niepochlebnego, to może mieć bardzo poważne konsekwencje zawodowe i to idzie moim zdaniem w niewłaściwą stronę.
I właśnie paradoksalnie myślę, że takie agresywne zwalczanie tego, co się nazywa homofobią, antysemityzmem i tak dalej, często też daje pewną energię, która napędza środowiska autentycznie agresywne i nagania im zwolenników. Ludzi, którzy czują się bardziej ze swoją złością jeszcze stłamszeni, niesprawiedliwie oceniani. Myślę, że gdyby się im dano wygadać, gdyby z tym tak na siłę nie walczono, to być może tej energii byłoby mniej. Ale oczywiście mogę się mylić. Trudno mi powiedzieć. Na pewno pewną puentą całej tej sytuacji, być może pewną wskazówką na przyszłość jest to, że zdaje się, iż sprzedaż książki Rafała Ziemkiewicza ma się znakomicie, a jest wręcz rekordowa. Proszę państwa, małe postscriptum. Otóż zmontowałem ten felieton, po czym wszedłem do internetu, wszedłem na omawiany serwis sprzedażowy i z tego, co widzę, książka Rafała Ziemkiewicza już tam jest. Znowu można ją kupić. Przynajmniej u kilku sprzedawców zauważyłem.
Więc zdaje się, iż wszystko to, co powiedziałem, jest już troszeczkę nieaktualne, kiedy państwo tego słuchacie. Niemniej felieton nagrałem, nie chce mi się wymyślać drugiego, a wydaje mi się, że jednak sytuacja warta odnotowania. Zobaczymy jak to dalej będzie z tymi sprawami szeroko rozumianej wolności i podejścia do walki z nietolerancją.
[01:11:14] - Tak, to jesteśmy po felietonie Tomka. Sprawy bieżące. Na szczęście Tomek zrobił postscriptum do felietonu, bo tak się szybko czas zmienia, że dzisiaj jednego dnia coś jest pod cenzurą i niesprzedawane na Allegro, a następnego dnia już jest i w dodatku ma jeszcze lepszą sprzedaż niż miało poprzednio. Wróćmy do rozważań pisarskich. Tadeuszu, kiedy ja rozmawiałem o twoim pisaniu, dosię ze zdziwienia. To jakiś czas temu było, więc teraz nie będę udawał, że jestem jakoś szczególnie zdziwiony. Ale jakiś czas temu się dowiedziałem, że ty w pełni zasługujesz na miano pisarza, bo ty piszesz. Piszesz długopisem. To w ogóle jest po prostu niepojęte, proszę państwa, ale mamy na antenie człowieka, który w dalszym ciągu pisze długopisem na papierze. Potem to co prawda przepisuje, ale jednak pisze długopisem.
[01:12:16] - Ile nas jest? Parę miliardów na ziemi, a ja znam drugiego takiego.
[01:12:21] - Tak?
[01:12:21] - Tak, bo jeszcze Lech Jęczmyk pisze wyłącznie długopisem.
[01:12:26] - Odwołanie przednie, bo tylko jest to.
[01:12:29] - Tylko Tadeusz Mączka i tylko Jęczmyk.
[01:12:31] - To zapytam. Po pierwsze pytanie głupie, ale dlaczego? A po drugie, jak ty sobie radzisz z tym?
[01:12:39] - Od razu ci powiem, że ja nie tylko przepisuję na komputerze, ale ja to sobie od razu składam w profesjonalnym programie Adobe InDesign, z którego korzystam, gdzie mam wiele narzędzi, o wiele więcej niż w Wordzie do pilnowania pewnych rzeczy, poprawiania i tak dalej. A skąd się bierze pisanie ręczne? Po prostu stąd, że
[01:13:14] - To nie jest tak, że siadam o 9 rano przed komputerem i odpalam plik, czytam ewentualnie co napisałem wczoraj i mówię: „Dobra, to teraz lecę dalej”. Nie chcę mówić, że to jest zły wariant, ale moje pisanie jest troszkę inne. Żeby napisać jedną stronę albo inaczej nawet, żeby napisać jeden akapit, to ja muszę godzinę myśleć. Napiszę jeden akapit i przez półtorej godziny myślę. Po co mam myśleć siedząc przy komputerze? Ja sobie siadam na kanapie, nogi wyciągam na ławę i sobie myślę. I jak mi coś przyjdzie do głowy, to szybciutko zdejmuję nogi z kanapy, dopisuję drugi akapit. Później się zdarza tak, że już jest wszystko poukładane i w ciągu 15 minut piszę półtorej strony. Ale jak zaczynam jakąś scenę, to często jest tak, że mam dwa zdania w pewnym miejscu i przed pierwszym zdaniem jest wolna przestrzeń, pomiędzy tymi zdaniami jest wolna przestrzeń i za tym drugim zdaniem jest wolna przestrzeń. Ja wiem, co chcę powiedzieć w tej scenie, ale w jaki sposób, tego nie wiem.
Dopiero tego szukam. Układam sobie w myślach różne wersje dialogu, że zaczyna się na przykład w ten sposób. Później idzie tak. Nie, nie w tym kierunku. To może zaczyna się tak. Nie w tym kierunku. I dopiero kiedy sobie to przetrawię w głowie, odnajdę najwłaściwszy dialog, to dopiero wtedy go zapisuję. Dopisuję go. Często wtedy wstaję, idę do komputera, wklepuję to, robię nowy wydruk i siadam przed nową kartką papieru. I wtedy już nie mam dwóch zdań, a mam trzy czy cztery zdania napisane.
I dalej myślę, kombinuję. Tak piszę. Nie wiem, czy to jest dobre czy złe. Czy to się wyczuwa, że to jest tak wymęczone?
[01:15:42] - Ja proponuję w ten sposób nie myśleć. Proszę państwa przed głośnikami i my tutaj w studio, nie myślmy w ten sposób. Każdy sposób pisania jest dobry, który doprowadza do efektu w postaci książki czy jakiegoś utworu. Ja tak tego słucham, bo to, co powiedziałeś, w jaki sposób piszesz, bo to jest zupełnie inne od tego, w jaki sposób piszę ja. Nie wiem, Wiktor, jak u ciebie to wygląda?
[01:16:10] - Nie, ja zdecydowanie wolę komputer. Ale widzisz, jak Tadeusz mówił, to coś mi się skojarzyło, że jednak pisanie ręczne jest bliższe takiemu czemuś jak rzeźbiarstwo. Jeżeli rzeźbisz i odbijesz kawałek kamienia, to nie możesz w dowolny sposób przekształcić tego, bo to już zostało odbite. Słowo napisane ręcznie jest napisane. Oczywiście można to potem wrzucić do komputera, można przekształcić, można zmienić, ale ma pewną jakość materialną. Natomiast w komputerze to jest taka wata cukrowa, bo nie ma prawdą słowo. W każdej chwili możesz wszystko wyrzucić, zmienić, przekształcić.
[01:17:08] - Ja ci powiem, Wiktor, że całkowicie się zgadzam, ponieważ wieczorem, bo przeważnie to późnym wieczorem, kiedy mam już wolne, nie muszę zarabiać pieniędzy, to sobie na brudno tak piszę i następnego dnia siadam i to wprowadzam. I czasami widzę jakieś zdanie i sobie myślę: „Nie, troszeczkę inaczej je zapiszę”. I zaczynam pisać. Piszę trzy, cztery słowa, później zerkam na kartkę, co tam dalej było i nagle stwierdzam: „Kurde, nie mogę, to muszę wykasować, bo napisałem to troszeczkę inaczej. Zmieniłem szyk dwóch słów czy dodałem trzecie” i nagle to zdanie traci sens i zaczyna to iść w całkiem innym kierunku. Nie wiem, jak to jest odbierane, bo rzadko się spotykam z czytelnikami niestety, ale to wszystko jest tak, jak powiedziałeś, wyrzeźbione. To dokładnie musi być takie, a nie inne. A w tym siedzeniu, co prawda z nogami na ławie, ale można to przenieść, że siedzisz przed pustą kartką papieru i sobie łamiesz głowę, to jest to poszukiwanie rytmu pewnego. Czy to będą krótkie zdania, czy to będą długie zdania, jak dialog będzie prowadzony i tak dalej. To jest bardzo wszystko istotne, ważne.
I dopóki nie złapię, bo jak już złapiesz ten rytm, już ci coś chwyci, to wtedy już potrafi to ciurkiem, strumieniem szerokim polecieć.
[01:18:56] - Nie ciurkiem, tylko szerokim strumieniem.
[01:18:59] - Chcę zwrócić uwagę na jedną rzecz, bo ja zawsze wszystkim naszym w ABW początkującym zwracam uwagę na jedną rzecz, żeby myśleli, kiedy piszą W sposób graficzny. Otóż to, że Tadeusz po napisaniu tych tekstów jednak leci do komputera, żeby sobie to poskładać, jest według mojej teorii umotywowane tym, żeby zobaczyć, jak to wygląda wtedy, kiedy to jest stroną książki.
[01:19:27] - Nie. Poskładać. Ja go traktuję jako edytor ten program. Tylko że ja dopisuję i robię wydruk. Biorę tę kartkę i znowuż patrzę i widzę te słowa, ale wizualnie.
[01:19:43] - Powiem tak tym wszystkim, którzy teraz, jak słuchali panów, popadli w kompleksy, śpieszę na ratunek. Dlatego dopytywałem Tadeusza, bo to w gruncie rzeczy jest sprawa bardzo indywidualna. Tadeusz pisze w ten sposób, Wiktor troszeczkę inaczej. Jak tu słuchałem Tadeusza, sobie uświadomiłem, że ja z kolei przedstawiam te różne formy naszym słuchaczom, żeby, tak jak powiedziałem, nie popadli w kompleksy, że jest jakiś jeden możliwy sposób pisania. Nie, proszę państwa, ja z kolei jak sobie tak kiedyś siedziałem, próbowałem wymyślić sobie to, co w najbliższym czasie napiszę. Czyli siadałem, podobnie jak Tadeusz i zacząłem myśleć, co w tej następnej scenie będzie. Ogólnie byłem w stanie to sobie wymyślić, ale troszkę się zachowywałem tak, znacie państwo „Dzień świra”, ten film. W tym „Dniu świra” on usiłuje ułożyć wiersz i tam jest ta wspaniała para na tronie i tak dalej. On się zawiesza cały czas na tym początku. Teraz ostatnio akurat piszę pewną dłuższą rzecz, która się zaczyna w tak zwanym hibernatorium, gdzie się główny bohater budzi.
Myślałem o tej scenie i on się ciągle budził u mnie i budził. Kuźwa, się nie mógł obudzić, nie mógł wstać, nie mógł przejść. Jak siadłem do komputera, to on zaczął się ruszać. Nagle poszedł, doszedł, wyszedł, przeszedł i w dodatku jeszcze kilka rzeczy skomentował, pomyślał. To wszystko zależy. W dodatku jeszcze u mnie jest tak, że jak zaczynam pisać, to jest porównywane przez jednego z pisarzy do skakania na skakance. Jak zaczyna się skakać na skakance, to człowiek zaczyna uważać. Nawet jak już umie skakać, to na początku zwraca uwagę, żeby ta skakanka przechodziła pod nogami, żeby to się udawało. W pewnym momencie łapie rytm i już na to nie zwraca uwagi, tylko kręci tą skakanką. To jest troszeczkę tak, że mnie potrzeba czegoś innego niż Tadeuszowi.
Pewno Wiktorowi też zupełnie czegoś innego. To troszeczkę zależy od tego chyba, teoria robocza, jaki rodzaj wyobraźni mamy. W myślach mogę sobie ogólne zarysy utworu ułożyć, mogę sobie całą powieść. Ale już jak myślę scenami, to tę scenę wolę pisać. Wolę ją dziesięć razy kasować, bo mi nie odpowiada, bo nie jest taka jak trzeba. I ją dopisywać, nadpisywać, nadpisywać. Natomiast nie potrafię ułożyć sceny w myślach, w głowie. Tego nie potrafię zrobić. To tylko dla mnie jest dowód na to, że pewno jeszcze są ludzie, którzy zupełnie inaczej niż Tadeusz, zupełnie inaczej niż Wiktor, który kręci głową, zaraz mnie pewno wdepcze w coś, w ziemię to przynajmniej albo w podłogę. Czy też tak jak ja, jeszcze inaczej im to idzie.
Powtarzam myśl wyjściową. Ważne, że na końcu coś powstaje. Coś, co się sprawdza w konfrontacji z czytelnikiem. To jest efekt. Po efekcie poznacie, czy to jest dobra metoda, czy nie. A że są różne, to chyba dobrze. Wiktorze, to wdepchnij mnie.
[01:23:12] - Zastrzeżenie do tego. Uważam, że-
[01:23:16] - Do mojego sposobu myślenia. Słusznie.
[01:23:18] - Intelektualiści, również intelektualiści pióra, że tak powiem, strasznie idealizują te procesy twórcze i szczególnie mówią, że to jest sprawa indywidualna. A gówno prawda. To jest tak samo jak z indywidualizmem życia seksualnego. To nie głowa ani polot, ale to, co nam natura dała, decyduje tak naprawdę o życiu seksualnym i pole manewru tutaj jest bardzo wąziutkie. Nikt pewnych rzeczy nie przeskoczy. Efekt zawsze będzie mniej więcej taki sam i u jednych, i u drugich. Powinniśmy według mnie również pamiętać, że poza indywidualnością również jesteśmy zwierzętami stadnymi, społecznymi i Bogiem a prawdą pełnimy pewne funkcje w społeczeństwie. A pisarze pełnią pewną funkcję, taką samą jak kucharze. Tylko że nie powinni na ten temat uważać, że są bardziej szlachetni od kucharza na przykład.
[01:24:28] - Dobrze, to teraz zróbmy tak, że mówi Tadeusz, a ja się nie zgodzę z Wiktorem za chwilę.
[01:24:32] - Dobrze.
[01:24:34] - Do tego, co powiedziałeś, Marek, że próbowałeś tak jak ja położyć nogi na kanapie i sobie pomyśleć: „Co teraz się wydarzy w tej scenie?”. Słuchaj, Marek, nie, to nie tak. Po pierwsze nie zaczynam od fabuły. Ona oczywiście jest ogólnie nakreślona, że sytuacja zmierza od takiej do takiej. Ale jak zaczynam pracę nad sceną, to bardziej się zastanawiam, co chcę powiedzieć czytelnikowi w tej scenie o bohaterach.
[01:25:11] - I o sytuacji. Jakie zdradzić na przykład pewne szczegóły. To jest dla mnie punkt wyjścia, że zastanawiam się, jaki efekt chcę osiągnąć. Podchodzę do pisania bardzo brutalnie. Chcę żonglować czytelnikiem, jego emocjami i wiem, że na przykład w tej scenie czytelnik musi poczuć sympatię do tej i do tej osoby.
[01:25:38] - To ci przerwę. To ja wiem od razu, jak siadam. Wiem, do czego mi dana scena służy.
[01:25:43] - Ale powiedziałeś, że się zastanawiasz, co ma się zdarzyć.
[01:25:48] - Nie. W sensie mówię o tym, jak on się ma obejrzeć, jak ma zareagować. Gestykulacja i tak dalej. Tego nie potrafię ułożyć sobie wcześniej. Robię to w trakcie. Moi bohaterowie się poruszają troszeczkę jak po scenie. Już wiem, po co jest ta scena. Ona czemuś zawsze służy. Ale ci bohaterowie się poruszają. Co prawda tymi marionetkami się nie kręci.
Poruszam, ale jednak troszeczkę one się poruszają tak, jak materia pozwala. Czyli jestem w danym pokoju. Jak on ma cztery ściany, to nie wymyślę piątej ni stąd, ni zowąd. Nie wiem, czy dość przejrzyście o tym mówię, ale Wiktorze, to nie jest tak, że się coś idealizuje. Jestem przekonany, bo czytając zwierzenia różnych pisarzy, to porównanie do skakanki to nie jest tak, że ja sobie wymyśliłem. Całkiem poważna osoba pisząca całkiem poważne książki o tej skakance pisze. I to zresztą jest zgodne z tym, co mówiliście obaj. Rytm. Jak wchodzisz w pewien rytm przy pisaniu, to nagle zaczyna to pracować jak taka maszyna, która się nie zacina.
[01:27:01] - Takie ruchy frykcyjne się wykonuje.
[01:27:03] - Niech będą to ruchy frykcyjne. Dobra, okej, niech będzie. W każdym razie i tak wcześniej czy później prowadzi to do— to jest proces złożony, ale jednak do narodzin dziecka. Odległość duża, ale jednak.
[01:27:19] - Albo do dużej przyjemności.
[01:27:23] - Jedno drugiego nie wyklucza. Powiedziałbym tak, że jak już idziemy tą poetyką. W każdym razie dlatego wypytuję Tadeusza, bo czasami mam wrażenie, że my w ABW przekazujemy bardzo często swój punkt widzenia, że tak należy coś robić. Często niby się zgłaszam, że „słuchajcie nas, ale z ograniczoną uwagą. W każdym razie z ograniczonym zaufaniem”, bo to niestety jest tak, że każdy pisarz jakąś swoją metodę, oczywiście wzorując się na innych, ale powinien sobie wyrobić.
[01:27:57] - Tak. I jestem w tej chwili bardzo zadowolony z deklaratywności Tadeusza Myszka, który jasno i prosto powiedział to, czego myśmy nigdy w ABW nie mówili, że mnie, Bogiem a prawdą, nie interesuje żadne fi ku fniku, tylko chcę najpierw wiedzieć, co ma scena przedstawiać, do czego ma służyć.
[01:28:21] - Do czego ona służy. Tak. Ale Wiktorze, w naszym świecie, w którym jak czytam recenzje z większości książek, to one się sprowadzają do tego, czy się tam coś działo, czy nie działo w tej książce. W tym świecie niestety odbiór literatury jest taki, że literatura jest dobra wtedy, jak facet biegł z punktu A do punktu B, a po drodze zamordował ileś osób w szczególnie wyszukany sposób. To jest dobra literatura.
[01:28:55] - Ostatnio czytaliśmy opowiadanie Bruno Kadyny, w którym nie było żadnej akcji, bo facet siedział na fotelu dentystycznym. Opowiadanie pod tytułem „Mała dziurka” i tak dalej. Natomiast było tam i napięcie, i sensacja.
[01:29:15] - Ale akcja była w głowie.
[01:29:17] - Dokładnie tak.
[01:29:19] - Tylko chodzi o to, Wiktorze, bo właściwie się zgadzamy ze sobą, tylko polemizujemy już od dłuższego czasu. Chodzi tak naprawdę o to, że w tej chwili rozumienie literatury, nawet wśród piszących do ABW, jest troszeczkę dziwaczne. I dobrze, że się nam trafił Tadeusz, który to powiedział expressis verbis, że tak nie jest, że nie jest najważniejsze to, że ktoś gdzieś biegnie, tylko ważniejsze jest po pierwsze dla sceny, po co on biegnie.
[01:29:49] - Skąd, dokąd, po co i tak dalej.
[01:29:51] - To jest ważne, ale też ta scena prowadzi do czegoś większego, czym jest ta opowieść. I ta scena jest tylko elementem układanki. Ten bohater na dobrą sprawę może nie mógł biec, tylko mógłby kroczyć i tak dalej. To nie jest najistotniejsze, czy on biegnie. Jeśli ma biec i potrzebne to jest, to biegnie. Jeśli nie, to się zachowuje inaczej. W każdym razie dobre było to, co w pewnym momencie padło, że pisanie to jest jednak takie układanie puzzli troszeczkę. Wiemy, co chcemy ułożyć. Ten obrazek znamy, tylko go musimy ułożyć. I to jest czasami cała trudność.
To, o czym Tadeusz mówił w pewnym momencie, że mu się ta jedna czy druga powieść nie składała, to ją odkładał, bo następowały w tym, co pisał, pewne sprzeczności pojawiające się wtedy, kiedy coś chciał przedstawić, ale to mu demaskowało coś innego. W związku z tym to się nie dało. Więc może tamto trzeba nagiąć, ale tamto też się nie chciało dać nagiąć. A w cholerę z tym na razie, samo się ułoży. Bo głowa ma też coś takiego w sobie, że czasami chodzimy z tym jajkiem, z tym problemem i nawet o tym specjalnie nie myślimy. I nagle w pewnym momencie ciach, wiemy. To trzeba zrobić tak. Czasami to się pojawia po tygodniu, czasami się pojawia po roku, ale się pojawia w pewnym momencie.
[01:31:12] - Tadeuszu, i po 10 latach nawet się pojawia.
[01:31:15] - Bo Tadeusz miał sto problemów różnych.
[01:31:17] - Wtedy byłem młodszym twórcą, bo zadebiutowałem w 1984 roku, a tutaj mówimy o rzeczach pisanych w 1985, 1986 roku, więc byłem jeszcze początkującym.
[01:31:31] - Pisarzem. I wtedy sobie nie umiałem, nie potrafiłem z tym poradzić. Jedynym wyjściem było po prostu odłożenie tego, żeby o tym zapomnieć i później po pewnym czasie spojrzeć na nowo. Dzisiaj jest łatwiej. Dzisiaj już bym sobie poradził z tym.
[01:31:50] - Widzisz, jak mówiłem o tej rodzinie, to ja też miałem całe życie pomysł na Pawła Żwikiewicza, ale wyszła mi Zuzia Żwikiewicz. Paweł też w końcu się pojawił, ale ja jak na niego patrzę, Boże mój, czemu ja tego pomysłu nie odłożyłem jeszcze na 10 lat? Nie wiem, jak to skomentować, więc zapytam Tadeusza, bo to też ciekawa rzecz. Powiedziałeś przed chwilą: „Dzisiaj bym sobie z tym poradził.” A więc jednak w pisaniu liczy się coś, co nazwijmy sobie roboczo doświadczeniem?
[01:32:28] - Oczywiście, że tak. Tak mi się wydaje, że się liczy. Nie wiem, czy jest autor, który potrafi napisać wszystko. Chyba nie, bo nawet powiedzmy Stephen King chyba pewnych scen nie pisze, bo po prostu wie, że tego nie napisze dobrze. Ja kilka razy się przymierzyłem, bo tego treść wymagała, żeby była jakaś scena quasi erotyczna, ale wiem, że kurde, ja tego nie potrafię pisać. Są od tego inni specjaliści, więc unikam takich scen w swoich książkach. Nie jestem też znawcą ani zwolennikiem strzelania, walki na miecze i tak dalej, więc u mnie też tego nie ma.
[01:33:22] - Czekaj.
[01:33:23] - Chociaż czasami jest.
[01:33:25] - Poczekaj. W tym fragmencie, w tym wątku jazdy samochodem do Los Angeles czy do innej, jest kawałeczek, zajawka, zagranie takiej sceny erotycznej, pół sceny, ale ona jest właśnie piękna przez oszczędność. Jest według mnie jedną z najładniejszych scen, jakie w życiu czytałem. Bo jest tylko sugestia, a nie ma kawy na ławę.
[01:33:54] - Tak sobie doświadczony pisarz radzi. Ale zauważ to, co powiedział Tadeusz. Są specjaliści, którzy by tam łupu-cupu zrobili takie, że człowiek by się zaczął rozglądać wokół siebie. Bo są tacy i rzeczywiście proszę, czasami, to mówię w tej chwili do naszych słuchaczy, nie warto pisać wbrew sobie. Jak czujemy, że coś nam nie wychodzi, to zastosujmy może taki myk, o którym mówił Tadeusz. Pewne rzeczy zostawmy wyobraźni naszych czytelników. Ona jest zdecydowanie bardziej giętka, subtelna i ona sobie poradzi. Tylko kwestia sugestii, odpowiednio zastosowana.
[01:34:36] - Skoczek w wyż wykorzystuje swoje długie nogi do tego, żeby wysoko skakać. I umiejętność wybicia. Sprinter swoją szybkość przebierania nogami wykorzystuje w sprintach, maratończyk w czym innym. Każdy jest do czegoś stworzony, a pisarze również są albo maratończykami, albo sprinterami, albo seksistami, albo filozofami. Okej, to ja teraz tak. Troszeczkę pogadaliśmy o teorii pisania, o tym właściwie, jak można pisać. To ja bym chciał jednak wrócić przynajmniej na chwilę do „Sensu życia”, bo myśmy tak dosyć oszczędnie powiedzieli o treści tej książki. Ja bym chciał postawić przed naszym gościem trudne zadanie, żeby nam troszeczkę więcej o tej książce opowiedział, ale jednocześnie nie zdradzając treści. I tu wiem, że się Tadeusz zasępi. Opowiedzieć o książce, nie opowiadając o niej, to jest zadanie z gatunku diabelskiej alternatywy.
[01:35:44] - Ja mam najwyżej propozycję taką drugą. Otóż żeby nie zagłębiał się w tym momencie w „Sens życia”, w to, o czym ta książka jest i do czego zmierza, ale że tak powiem, ujawnił nam troszkę fabularność tej książki.
[01:36:01] - Oraz dekoracji troszeczkę. Te dekoracje są ważne, na tyle, na ile możesz.
[01:36:07] - Więcej nie mogę.
[01:36:09] - Koniec audycji, koniec w niniejszym. Dziękujemy. Nie, to żart był oczywiście. Dobrze, to zacznijmy od tego, gdzie nas wrzucasz, szanowny autorze, na początku książki.
[01:36:25] - Nie, ja jednak bym wolał nie w ten sposób.
[01:36:28] - A jednak! Czyli ma pomysł.
[01:36:31] - Nie w ten sposób mówić o tej książce. Jak już było powiedziane, nie ukrywam tego, dość szybko się orientujemy po scenografii, że rzecz się dzieje na statku kosmicznym.
[01:36:47] - Wielkim.
[01:36:48] - Chyba wielkim. I ważnym elementem jest to, że nasz główny bohater, namiętny gracz komputerowy, ale to jeszcze na tych jednorękich, jakoś na zmienia to się nazywa.
[01:37:07] - Na flipperach.
[01:37:08] - Flipperach. Tak. Na flipperach. Taki ostatni flipper mu pada po prostu i już stwierdza, że nie ma sensu już więcej żyć, bo co on będzie robił, skoro nie może grać?
[01:37:20] - Znam takich ludzi.
[01:37:21] - I pewien splot przypadków, a przede wszystkim jego dociekliwość powoduje, że zaczyna odkrywać prawdę o tym swoim świecie.
[01:37:37] - To, że to się dzieje na statku kosmicznym, to jest za mało, ale na tym statku kosmicznym dzieją się dziwne rzeczy. Jest jakiś wariat, który biega i rozmawia z panelami komputerowymi. Wszyscy go uważają za wariata, bo sądzą, że panele komputerowe, takie szafy komputerowe są niepotrzebne, bo tylko hałas wprowadzają i wytwarzają ciepło i należy je zniszczyć. Gdy nasz bohater trafia do centrali tego statku, to tam szybko odkrywa jakąś dziwną taśmę, po której biegają ludzie.
[01:38:32] - No właśnie. Różnych wieku. I tacy dziwni są.
[01:38:35] - Nie. Dlaczego dziwni? To są normalni ludzie, tylko nadzy i są w różnym wieku. Bohater próbuje to wszystko poskładać, bo wcześniej rozmawia z tym wariatem. Nie pamiętam, bo on kiedyś się nazywał Izyd. Tutaj być może zmieniłem mu imię na chyba Józef, ale nie jestem na 100% pewien.
[01:39:05] - Zaprotestowałeś, że dziwny. Dla mnie jak ktoś biega goło po taśmie, to jest jednak dziwny. Obojętnie. To nie jest normalne.
[01:39:14] - Ja zrozumiałem, że dziwni ludzie. Nie dziwni w wyglądzie, tylko że dziwni z powodu-
[01:39:21] - Natomiast sytuacje, które rysujesz, są dziwne. Po prostu są dziwne. Jakbyśmy teraz wyszli z tego studia i zobaczyli gołych facetów czy w ogóle różne istoty ludzkie goło biegające po taśmie, to bym się zdziwił mimo wszystko. I coś takiego bohater ma tam.
[01:39:41] - Tak. Rozmawia z różnymi osobami i każda mu przedstawia inne wyjaśnienie tej sytuacji, w której żyją. A naszemu Piotrkowi to wszystko nie odpowiada. Ciągle zauważa pewne zgrzyty, że nie wszystkie elementy do siebie pasują. Szuka tej odpowiedzi.
[01:40:00] - Tak. W dodatku w tych odpowiedziach, nie wiem czy słusznie, bo tak sobie poszukiwałem, ale dopatrzyłem się takich nawiązań do naszej rzeczywistości. My sobie też w różny sposób wyjaśniamy swój świat, prawda?
[01:40:15] - Znaczy naszej ziemskiej czy naszej polskiej?
[01:40:17] - Naszej tu, w ogóle naszej ziemskiej. My sobie w różny sposób wyjaśniamy świat, i to też jest ciekawe. To porównanie jest o tyle zasadne, że nam też bardzo często te wyjaśnienia nie wystarczają.
[01:40:31] - Marek, masz całkowitą rację. Odgadłeś moje intencje, ponieważ jak pracowałem nad tą „Windą do nieba”, przerwałem pracę i zacząłem pracować nad tym pomysłem gry, to stwierdziłem, że będę chciał przedstawić ten świat wirtualny, ale w inny sposób, z innego punktu widzenia, żeby spojrzeć na naszą rzeczywistość w trochę inny sposób. Nam się wydaje, że coś istnieje, dlatego że... a tu się może okazać, że nie, że to całkiem inaczej jest, że to nie dlatego, że tamto, tylko że to o wanto chodzi. Dlatego ten cytat, który później wyrzuciłem, nawiązanie do „Specjalisty” Sheckleya, jeszcze raz powiem, i do „Syren Tytona” vonneguta. Nasza rzeczywistość może być całkowicie inaczej wytłumaczalna, niż nam się to wydaje.
[01:41:39] - No właśnie, bo my bardzo często-
[01:41:42] - Nie może. Na pewno jest inaczej.
[01:41:46] - Wiktor, to jest też tak, że my ludzie popadamy często w taką pułapkę racjonalizmu. Dlaczego mówię o pułapce? Bo nam się wydaje, że jeśli coś wytłumaczymy... o racjonalizmie mówię w tym sensie takiego wynikania, że jeżeli coś tworzy ciąg przyczynowo-skutkowy i my to jesteśmy w stanie wykazać, że ten ciąg rzeczywiście jest i że to prowadzi. I my w dodatku szukamy przy jakimś tam racjonalizmie, w dodatku szukamy w tym świecie sensu i podkładamy pod ten racjonalizm jeszcze dążenie do sensu i w związku z czym udowadniamy sobie, że jeżeli coś jest w pewnej sekwencji, to w tym jest jakiś sens. Takie wyjaśnienia nam się w naszej rzeczywistości zdarzają i tamte wyjaśnienia też są takie, że one bazują właśnie na tej naszej tęsknocie, że coś jest racjonalne, czyli w tym rozumieniu racjonalne, że wynika coś z czegoś, takie wynikowe, z drugiej strony, że do czegoś prowadzi, celowościowe. Troszeczkę tak. Wpadamy w taką pułapkę i bardzo często słyszę takie głosy gdzieś naokoło: „To nie może być inaczej, bo jeżeli coś jest tak, to musi do tego prowadzić”. Tadeusz, lektura książki Tadeusza uświadamia, że jeśli nawet nam się tak wydaje i mamy takie głębokie przekonanie, to tak niekoniecznie musi być. To się po prostu tak może układać.
To nawet może nam się wszystko kalkulować i zgadzać. Ale to wcale nie musi być tak, że myśmy ten sens tak naprawdę znaleźli.
[01:43:29] - Jak odniosę się do muzycznych porównań. Sens jakiejś piosenki Zeppelinów zawiera się w tej piosence, ale może być zupełnie inny w innej piosence.
[01:43:43] - Jeszcze inne w innej piosence. Hermetyczność, zamknięcie w jednej absolutnie tłumaczy wszystko. Nie tłumaczy wszystko, tylko tłumaczy siebie przede wszystkim.
[01:43:58] - Marek, czy mogę wspomnieć o poprzedniej wersji okładki?
[01:44:02] - Możesz, jak najbardziej.
[01:44:04] - Bo tak się składa, że zarabiam składaniem książek i projektami okładek. I ta okładka jest mojego projektu, ale ta wersja została zaproponowana przez redaktorkę Martę Sobecką. A wcześniej była inna wersja okładki, gdzie przez kopułę świata wygląda dwójka nastolatków. Właśnie Piotrek i Ewa.
[01:44:42] - To było takie wprost nawiązanie do podrabianej, a mówi się często o tym, Flammarion, taki pisarz końca XIX wieku. On się specjalizował, między innymi pisał powieści SF, ale też taka sławna ilustracja, gdzie człowiek wygląda poza Ziemię i widzi tam mechanizm kosmosu. A ona jest tak stylizowana na średniowieczną rycinę. Jakie jest jej prawdziwe pochodzenie? Raczej się skłaniają badacze, że to jest stylizacja. Pewno nie wykonał jej sam Flammarion, ale z Flammarionem jest ona często wiązana i do tej ilustracji Tadeusz bezpośrednio nawiązywał.
[01:45:25] - Tak. Z tym że u mnie ta dwójka wyglądająca poza kopułem świata widzi nasz świat, czyli jest gdzieś w innym świecie.
[01:45:36] - Tak. Czy coś jeszcze mówimy o książce? Czy coś jeszcze możemy zdradzić?
[01:45:43] - Aha, czy coś możemy zdradzić?
[01:45:45] - My stąpamy po cienkiej linii.
[01:45:47] - Możemy coś zdradzić.
[01:45:48] - O, proszę bardzo, to już.
[01:45:50] - Ale to niech najpierw sięgnę. Wiktor, żeby jeszcze bardziej zagmatwać te sprawy, moje powiązania rodzinne, to ci powiem, że i w „Jahwe”, i w „Sensie życia” jest bardzo dużo odniesień do mnie samego jako Tadeusza Myszko.
[01:46:12] - O, tego to nie złapałem.
[01:46:16] - Na przykład w „Jahwe” jest cytowany fragment „Windy do nieba”. I sobie pomyślałem taki żart. W „Windzie do nieba” jest gra „Jahwe”, a w „Jahwe” jest fragment „Windy do nieba”. I w tej nowej wersji, w tej dokończonej wersji „Windy do nieba” niestety wyrzuciłem tą scenę.
[01:46:47] - Wow! To błąd. Niestety.
[01:46:52] - Konstrukcja tej książki przeszła totalną-
[01:46:56] - Metamorfozę.
[01:46:57] - Metamorfozę i to jest całkiem inna niż ta, o której ja myślałem w '84 roku. Więc tutaj jest takie nawiązanie w „Jahwe”, że tak wzajemnie się te książki cytują. Natomiast w „Sensie życia” po pierwsze na koniec jest ta wzmianka od autora, że właśnie podchodziłem do tego tematu dwukrotnie, ale także występuję ja, Tadeusz, jako ja, Tadeusz. Tam, gdzie Piotrek zagląda do Świamacia i obserwuje ten Świmać, to właśnie spotyka się ze mną.
[01:47:42] - Nigdzie do Świamacia nie zagląda. Nie, jest częścią tego Świamacia. Tak. Chyba zaczynamy już troszeczkę. Właściwie jesteśmy racjonalni, nie odpływamy. Natomiast troszeczkę za dużo zaczynamy opowiadać z książki. Nie opłaca się to. To się państwu nie opłaca, żeby państwu książkę opowiemy. Lepiej już zdecydowanie przeczytać. Ja tylko przypomnę mailika do redakcji, że chcecie państwo kupić „Sens życia według upadłego anioła”, a pierwsze 20 osób dostanie zupełnie gratis wersję 1.0 tej książki, czyli „Jahwe”.
Dobrze, to mieliśmy troszeczkę znowu o „Sensie życia”. To ja zadam teraz pytanie, bo ty poza tym, że jesteś autorem powieści, opowiadań, na które trochę może rzadziej się można natknąć, ale się można natknąć.
[01:48:42] - Znaczy, powiem ci, że ostatnio mi się spodobało to, bo przez pewien czas byłem za długimi formami. Stwierdziłem, że krótka forma to jest za mało i ja się nie wypowiem we wszystkich aspektach, które chcę poruszyć, żeby się przenikały i tak dalej. A w pewnym momencie spodobało mi się to. Napisałem jedno opowiadanie na ten konkurs Fabryki Słów o gladiatorze, który do dzisiaj nie jest rozstrzygnięty.
[01:49:20] - Taka już uroda Fabryki Słów.
[01:49:21] - Później napisałem opowiadanie pod antologię, którą szykuje Wojtek Sedeńko, „Mars”. I teraz, jak skończę „Świamać”, już z niecierpliwością czekam, żeby usiąść do napisania takiego opowiadania o podróżach w czasie.
[01:49:43] - Ja powiem tak, że zacząłeś od opowiadań. Ja przypomnę, że całkiem niezłe miejsce w konkursie fantastic, w drugim bodajże konkursie fantastyki w latach 80. zająłeś. Co mnie zawsze fascynuje, już o tym mówiłem. A w dodatku od tytułu twojego opowiadania zbiorek pokonkursowy nosił tytuł „Pożeracz szarości”. O tyle mnie to fascynuje, że drugi z siedzących tutaj, czyli Wiktor Żwikiewicz, w 70. latach swoim opowiadaniem, które nie wygrało konkursu i tak jego opowiadanie dało tytuł tomikowi pokonkursowemu. Czyli mamy „Wołanie na Mlecznej Drodze”.
[01:50:25] - A potem napisałem słuchowisko, które również nie wygrało konkursu, ale w zbiorze opowiadań wydanym przez Rachaję było opowiadaniem tytułowym. To było „W cieniu Sfinksa”, bo tytuł się nadawał. Należy korzystać z każdej okazji, żeby wygrać jakiś bon. Może nie główną nagrodę, ale przynajmniej to losowanie dodatkowe.
[01:50:48] - Tak, ale w każdym razie te opowiadania funkcjonowały. Cieszę się, że ci się pisanie opowiadań spodobało. Spodobało, wróciło.
[01:51:02] - Bo to jest taka fajna radocha. Pisanie powieści to jest ciężka praca.
[01:51:05] - Miesiąc czasu.
[01:51:07] - A to jest fajna zabawa.
[01:51:11] - Tak. Zresztą ta zabawa również mnie tak naprawdę dotknęła. Więc wiem, jak się czujesz. To rzeczywiście duża frajda, ale ciągnę nawiązanie. Piszesz literaturę, tak to podsumujmy, ale jesteś też autorem książek zupełnie niebeletrystycznych, czyli „Klucza do DNA” i „Matrycy duszy”. To nie czas i nie miejsce, żeby szczegółowo o tym mówić. Natomiast tu się aż ciśnie na usta pytanie.
[01:51:48] - Dlaczego?
[01:51:50] - Dlaczego?
[01:51:50] - Dlaczego je napisałem?
[01:51:52] - Nie. Ja to już wiem dlaczego. A ty za chwilę to powiesz. Siłą rzeczy będziesz musiał to powiedzieć. Bo ja zadam pytanie natury ogólnej. Na podstawie tych książek, jaki jest świat według Tadeusza Myszko? Gdybyś miał go opisać. Ja wiem, że teraz byś miał streścić dwie książki. To w gruncie rzeczy nie jest łatwe, ale gdybyś miał go opisać, swoje credo tego świata wyłożyć. Jakbyś miał taką możliwość, to co byś powiedział?
[01:52:23] - Nie żartuj.
[01:52:24] - No dobrze, ale to już przyjmuję. Ja to już się nawet spodziewałem, że tak powiesz, ale okej. Dobrze, to idźmy na skróty. Na pewno świat nie jest taki, jak się nam wydaje.
[01:52:35] - Nie, niekoniecznie.
[01:52:36] - No to dobrze.
[01:52:37] - To, że w beletrystyce wymyślam jakieś światy wirtualne i tak dalej, to nie znaczy, że nie uważam, że ten świat, który widzimy, jest tym światem. Ale może właśnie wyjaśnię coś, dlaczego napisałem te książki popularnonaukowe. To było po długiej pracy ponad trzy i pół roku trwającej nad „2012. Gniew Ojca”. Te dwa tomy, tysiąc stron. I wtedy poznałem Wojtka Chudzińskiego, który pracował w redakcji „Nieznanego Świata”.
[01:53:19] - I na szczęście dalej tam pracuje.
[01:53:21] - Tak. Który pracował i pracuje w tej redakcji. A pochodzi i mieszka w Bydgoszczy. I on mnie tutaj wciągnął w ten krąg i poznałem wtedy i ciebie, i Wiktora, chociaż z Wiktorem widzieliśmy się w '84 w Katowicach na Arconie.
[01:53:42] - Któż Wiktora w latach 80. nie znał? Chyba tylko ja. A nawet ja go poznałem, bo kiedyś przemykał w Beanusie po schodach. Nie mógł mnie wtedy zauważyć, bo nie wiedział, kim jestem. W ogóle nie wiedział, że mnie kiedyś pozna. Ale przemknął. Był, pamiętał. Z takim krzyżem na piersi wykutym. To było wtedy modne.
Z tych do podkuwania koni, hufnali.
[01:54:02] - Ja Wiktora nie znałem, ale ja wtedy w ogóle jeszcze nie istniałem tak szczególnie.
[01:54:09] - Tyle wzruszeń przed tobą, bo ty go na razie znasz głównie z głosu. Natomiast jeszcze face to face spotkanie, ale mam niedobre wrażenie, że zagłuszyliśmy Tadeusza, więc proponuję mu jednak oddać głos.
[01:54:24] - Zgubię wątek. I poznanie tego Wojtka. Po prostu spotykaliśmy się często gdzieś na jakimś piwie i sobie rozmawialiśmy o różnych rzeczach. I wtedy on mi przypomniał moją pasję naukową, bo zresztą to gdzieś o tym mówię. „Widzi do nieba”, której nie znacie. Ja jestem uczniem krawca astronoma Adama Jędrysa i przez osiem lat chodziłem na spotkania miłośników astronomii, obserwowałem niebo i tak dalej. Nauka mnie zawsze fascynowała i Wojtek mi jakby tak przypomniał o tym. A ja zacząłem się zastanawiać, co tu napisać po 2012. Za którą książkę sięgnąć. I stwierdziłem, że kurczę, Tadeusz, jest milion tematów, które można przedstawić w milion sposobów.
Nie ma kurczę takiej jednej książki, którą byś napisał i którą byś mógł powiedzieć: to jest sentencja istoty bytu i tak dalej. I pomyślałem: kurczę, a może zajmę się właśnie, wrócę do nauki.
[01:55:47] - I zacząłem te dwie książki, które wymieniłeś. To w zasadzie miała być jedna książka, tylko że w trakcie pisania wyszła strasznie gruba, ale dotyczy to jednej rzeczy, dotyczy to genetyki. „Klucz do DNA” jest spojrzeniem naturalistycznym, mechanicznym, a „Matryca duszy” jest spojrzeniem na ten kod genetyczny od strony psychologiczno-filozoficznej. To się jakoś nazywa, coś bym tam nazwał. Uciekła. Napisałem te dwie książki i później stwierdziłem, nikt ich nie chciał wydać, więc stwierdziłem, że wydawców książek popularnonaukowych to jest jeszcze mniej niż wydawców beletrystyki i że to zajęło mi cholernie dużo czasu. Owszem, ja jestem najbardziej zadowolony z tych książek, bo przynajmniej troszeczkę zrozumiałem siebie, zrozumiałem świat. Ale w przygotowaniu są następne trzy książki. Z tym że odpuściłem sobie. Leżą, czekają, bo książki popularnonaukowe albo nawet bardziej naukowe.
Chociaż ja nie jestem naukowcem, ale w tych książkach nie przedstawiam tez innych naukowców, tylko formułuję swoje tezy, więc one są bardziej naukowe. Można tak powiedzieć. Chciałbym, żeby tak powiedziano. I czekają trzy następne książki, które już wykraczają poza geny. To znaczy przepraszam, jedna jest o moim zrozumieniu cząstek elementarnych, a pozostałe dwie dotyczą kosmosu postrzeganego przez nas na co dzień. Podsumowaniem jest istota życia, sensu życia.
[01:58:03] - Dajesz w tych książkach pewien obraz świata. Nie tyle go narzucasz. U ciebie tak metodą przybliżeń to robisz w tej książce, że jeżeli jest tak, to tak. Dajesz pewien obraz świata. On jest zamknięty. Z zachowaniem proporcji, bo ja sobie zdaję sprawę, że ty się częściowo świadomie, częściowo nieświadomie do różnych wątków filozoficznych odwołujesz. I trochę to przypomina taki klasyczny wykład. Jeśli państwo lubicie takich klasycznych filozofów, na przykład kiedyś był „Człowiek maszyna”, La Mettrie coś takiego wydał. Podobna filozofia za tym stoi. W sensie przedstawiamy człowieka całościowo, bo w jednej książce-
[01:58:57] - Powiem ci, że „Klucz do DNA”, który został wydany chyba w 2012 roku, do dzisiaj się sprzedaje.
[01:59:06] - Ty dajesz w tych dwóch książkach pewien wykład człowieka, takiego jak go widzisz. Dla wszystkich, którzy lubią polemizować albo się nie zgadzać, albo się zgadzać, to znakomita lektura. Ale ja mam teraz jeszcze pytanie, bo mówiłeś, że jedna z tych książek dotyczy kosmosu, astronomii.
[01:59:28] - One są w zamierzeniu. Na brudno mam parę rozdziałów napisanych, ale to są prace, które naprawdę wymagają poświęcenia całego swojego czasu. Ja nie mam tego czasu, nie mam pieniędzy na to, żeby rzucić wszystko i nad nimi pracować, niestety.
[01:59:44] - Ponieważ zbliżamy się do końca audycji, to ja mam takie pytanie, które mnie od jakiegoś czasu trudno powiedzieć dręczy, ale zastanawia. Ty jesteś pasjonatem kosmosu. Dzisiaj nie mówiłeś o tym szeroko, ale często na spotkaniach różnych mówisz o tym, o Giedrysie, o swojej pasji patrzenia w niebo, o kamieniu księżycowym, który miałeś okazję oglądać z bliska.
[02:00:11] - Trzymać w dłoniach.
[02:00:12] - Tak.
[02:00:13] - Znaczy za szybą.
[02:00:14] - Tak, ale byłeś blisko. W każdym razie kosmos jest bliski, ale w twoich książkach jest go mało. Dla mnie przynajmniej jest go za mało. Dlatego kiedy czytaliśmy z Wiktorem o Kurwenturze.
[02:00:36] - „Kurwantura”.
[02:00:37] - „Kurwantura”. Piękna nazwa. Jestem tak samo wzruszony jak Wiktor, kiedy słyszę. Tam był kosmos. Tam był ten wątek w „Świamaciu”, kiedy jest statek, który i tam te różne przypadki. Tam jest kosmos, tam są inne rasy.
[02:00:52] - Powiem słuchaczom, że jeszcze będą trzy opowiadania ze statkiem, który-
[02:00:57] - Okej, ale chodzi o to, że w takich powieściach jak „Jahwe” czy „Sens życia” my sobie oczywiście wyobrażamy, ale jesteśmy w puszce w środku, a nie na zewnątrz. Tego kosmosu tam za dużo nie ma.
[02:01:13] - Marek, tak samo jak komputer dla mnie jest narzędziem, tak samo kosmos jest tylko pewną materią, według której przykrajam swoje zrozumienie świata. Ja lubię oczywiście oglądać „Star Wars”, „Gwiezdne wojny” i inne filmy, ale żeby pisać o tym, to nie, dziękuję.
[02:01:37] - A jak byś to połączył? Wiem, to namawianie pisarza do pisania czegoś, co my sobie wyobrażamy, to jest ogólnie rzecz-
[02:01:44] - Jak złożysz zabójcze zabójenie i dasz dobrą zaliczkę, to w porządku, mogę napisać jako redaktor prowadzący.
[02:01:52] - Na szczęście nie mam tej mocy. Tu proszę rozmawiać z moim szefem. On na pewno bardzo chętnie da zaliczkę. To jest ogólnie przyjęte na całym rynku wydawniczym dawanie zaliczek pisarzom. To między innymi stąd się bierze pewna taka- Pewien ton u Tomka Fonsa, który zawsze mówi, że pisanie to jest hobby, które można pielęgnować w sobie, ale zarobić się na tym nie da. To jest oczywiście sąd skrajny i ja się do niego nie przychylam, ale jakieś ziarno prawdy w tym niestety jest i każdy z nas tutaj siedzących tego doświadczył. Może Wiktor najmniej, bo Wiktor żył w tych wspaniałych czasach, gdzie za wypłatę, za podsumowanie kolejnej powieści można było żyć przez dwa lata. W przypadku Wiktora krócej, ale Wiktor prowadził życie hulaszcze, w związku z tym krócej, to musiał szybko napisać następną. Ale te czasy są minione i sento sene wrati. W związku z tym jest troszeczkę inaczej.
Czyli kosmosu u ciebie nie ma i na razie nie będzie.
[02:03:00] - On jest we mnie wewnętrznie, a że na zewnątrz w scenografii go nie ma, to wiesz, ja nie mam tej potrzeby. Nie. Wiesz, ja ci powiem, ja może w ogóle nie pisałbym fantastyki, gdyby nie Silicon w '84 roku, który rozgrywał się na terenie Wydziału Radia i Telewizji w Katowicach, gdzie ja wtedy byłem studentem.
[02:03:25] - Właśnie miałem zapytać, bo to jest w Katowicach, a to już jest ten park jakby w Chorzowie, na granicy.
[02:03:30] - To jest na granicy Katowice, Chorzów, a Będzin jeszcze. I wiesz, ja biegłem na zajęcia spóźniony z tego akademika, co prawda tam obok takiego wysokiego.
[02:03:47] - Który od targów służy jako hotel.
[02:03:49] - Tak, tak. Byłem dwa lata temu z okazji zjazdu absolwentów.
[02:03:56] - To już jest teraz luks.
[02:03:59] - Kiedyś to był akademik, a teraz tam palić nie wolno.
[02:04:05] - No dobrze, wróćmy do fantastyki.
[02:04:06] - Dobrze, dobrze. Wbiegłem do sali, gdzie są zajęcia, a tu kurczę film jakiś na ekranie, ciemno, film na ekranie. I tak przystanąłem, bo my też mieliśmy często projekcje, jakieś wideo, ale nie na tych zajęciach. Już tam nie wiem, może z profesor Helman miało być to coś tam. Chyba że już nawet trudno. Semiotyki czy semiologii jakieś zajęcia, więc na pewno filmu by nam nie wyświetlała. I tak obejrzałem przez parę minut ten film mnie zafascynował. A to była scena z Blade Runnera, kiedy Deckard rozmawia z Rachel. Wtedy stwierdziłem: „Nie, kurczę, muszę wyjść z sali i obejrzeć ten film od początku.” Wyszedłem, zacząłem się pytać, o co chodzi i się dowiedziałem właśnie, że rozgrywa się tutaj zjazd miłośników fantastyki. I wtedy poznałem wiele osób.
I jakby to mnie wciągnęło do tej fantastyki. Gdyby nie ten cholerny Silicon, to ja bym w ogóle fantastyką się nie zajmował. Ona oczywiście by istniała w moich książkach jako pewne tło, ale ja myślałem o czymś innym, o trochę innym pisaniu.
[02:05:28] - Tak z tego wynika, że jak wszystkie dzieci, Tadeusz Myszka jako pisarz science fiction urodził się przypadkiem.
[02:05:37] - Tak. Po części jednak gdzieś te losy zawsze, prawda? Bo tam Adam Giedroyc, data urodzin przecież. 4 października '57. Wystrzelenie pierwszego sztucznego satelity Ziemi. No to jakże, żebym mógł nie być fantastą.
[02:05:59] - Ja tylko jeszcze tak sobie myślę, że niezbadane są ścieżki Pana, którymi nas prowadzi. To prowokacja oczywiście, ale też niezbadane są w ogóle nasze ścieżki, którymi się poruszamy po ziemi. Bo zobacz, przypadek i mielibyśmy być może głównonurtowego literata, który święciłby triumfy. Bo to sobie od razu powiedzmy, że myśmy się tutaj wszyscy tak we trójkę wpuścili w kanał jakiś czas temu. Bo niestety dalej jest tak, że głównonurtowi pisarze traktują fantastykę jako coś takiego głupiego, śmiesznego i nawet jeśli jest dobra, to oni tego nie zauważają. Ja to miałem okazję ostatnio, całkiem niedawno rozmawiać z bardzo ważnym jurorem pewnego konkursu, prawie literackiego. Zachowajmy jednak pewną tajemnicę. I on mi powiedział, że sporo na ten konkurs, bardzo głównonurtowy, bardzo poważny i bardzo literacki, sporo przyszło prac, nawet całkiem niezłych, które szanowne jury zakwalifikowało jako fantastykę. Ja nawet nie wiem, czy to fantastyka była, ale tak im się w głowach ulęgło, że to fantastyka. Te prace z kuchni w ogóle nie były brane pod uwagę, bo jak coś jest głównonurtowe, to ma być poważne o naszej rzeczywistości, a nie tam jakieś pierdu, pierdu, nie wiadomo o czym.
O kosmosie czy o tym, co... A już nawet nie o kosmosie, tylko o czymś dziwnym. To w ogóle nie wchodzi. To nie jest głównonurtowa literatura. I tu dostałem krótką szkołę tego, jakimi drogami życie literackie w Polsce się prowadza. To niestety tak jest, że myśmy, powtórzę to, jakiś czas temu sami się wrzucili w pewne getto.
[02:07:52] - Czarna dziura.
[02:07:53] - Czarna dziura. W dodatku zupełnie niezasłużenie, bo oczywiście jako człowiek zainteresowany będę bronił fantastyki, ale ja mam bardzo często wrażenie, że w fantastyce, bardzo szeroko pojętej, powstają równie ciekawe rzeczy jak w literaturze głównego nurtu. I dla mnie takie postacie jak- Szczepan Twardoch to jest świetny przykład tego, gdzie ktoś odszedł od literatury fantastycznonaukowej czy fantastycznej do literatury głównonurtowej i odniósł sukces. Dalej Orbitowski podobna sprawa. Zaczynał od fantastyki, „Tracę ciepło”, te rzeczy. Dzisiaj w ogóle z fantastyką nie chce mieć nic wspólnego.
[02:08:43] - Ale w Mielkach jest.
[02:08:44] - Jest w Mielkach.
[02:08:45] - Czego żałujemy, bo mieliśmy być w tej chwili w Mielkach na dawniej festiwalu fantastyki, a teraz na sadeń konie. Ale zrezygnowaliśmy.
[02:08:57] - Tak, dzisiaj nawet żałuję, ale trudno. W każdym razie pisarze jak najbardziej z takim temperamentem fantastycznonaukowym przenieśli się do głównego nurtu i tam ni stąd, ni zowąd, dla mnie to jest oczywiste, ale dla niektórych ni stąd, ni zowąd wyniknęli, pojawili się i zaczęli święcić triumfy. A z czego oni święcą takie triumfy?
[02:09:20] - Ja mam pytanie.
[02:09:22] - Śmiecie się słusznie, bardzo słusznie.
[02:09:24] - Jaki to triumf?
[02:09:27] - Według tych głównonurtowców, że oni się pojawili znikąd.
[02:09:30] - Marku, ja wolę swoją niszowość niż hasanie po zielonej łące z milionem owiec. Bardzo fajnie, że oni mają fajnie.
[02:09:44] - Nie depresjonuj ich. Pewnie to, co napisali, przepraszam, ale nie znam tego, pewnie jest dobre, ale wiesz, to, że to jest głównonurtowe, pozwala im po prostu mieć pieniądze, aby pisać następne rzeczy.
[02:10:00] - Omawialiśmy tutaj książkę Łukasza Orbitowskiego.
[02:10:03] - I Szczepana Twardocha, „Królestwo”.
[02:10:06] - Tylko że różnica jest taka, że powieść Łukasza Orbitowskiego jest bogiem a prawdą mowniczem, a Szczepana Twardocha jednak trochę o czymś. Ale sukces ten sam.
[02:10:19] - Ale i tak wstawił wątki fantastyczne do „Królestwa”, bo to coś, co się unosi na niebie, z naszego świata nie jest. Proszę państwa, my już tak naprawdę zbliżamy się do końca audycji. Myślę, że rozsądnie będzie, jeśli się na koniec damy wypowiedzieć autorowi, a przynajmniej pożegnać z państwem. Potem jeszcze ja będę nawijał przez chwilę. Autorze to się żegnaj albo wygłaszaj.
[02:10:47] - Dziękuję bardzo za spotkanie. Przeczytajcie. Myślę, że warto.
[02:10:53] - Lapidarnie to podsumował wszystko, ale się nagadaliśmy dzisiaj troszeczkę. Ja tylko przypomnę tak natrętnie, jak to w internecie bywa, że każdy, kto napisze do redakcji Bibliotekarium, wyrazi chęć zakupu „Sensu życia”, to gratis dostanie „Jahwe”, czyli tę książkę, która była pierwszą wersją „Sensu życia” według upadłego anioła. To tyle. A teraz o tym, co za dwa tygodnie. Za dwa tygodnie my się trochę z Wiktorem nie tyle spieraliśmy, tylko zastanawialiśmy, czy to jest lektura na wakacje. Tak do końca nie byliśmy pewni, ale i tak ją zaproponujemy. Za dwa tygodnie będziemy rozmawiać o książce moim zdaniem rewelacyjnej. Co powie Wiktor, to się państwo przekonacie za dwa tygodnie. Będziemy rozmawiać o „Ślepowidzeniu” Petera Wattsa. I tak nie wiem, jak to się wymawia.
W każdym razie jak powiem „Ślepowidzenie”, to i tak państwo będziecie wiedzieli, o co chodzi. Moim zdaniem książka wspaniała, mówiąca w dodatku, tu będziemy w zgodzie z dzisiejszą audycją, to jest książka o czymś. O problemach, które w wielu audycjach poruszamy, poruszymy raz jeszcze, omawiając „Ślepowidzenie” Petera Wattsa. A za tydzień zapraszamy państwa na ostatnie przed wakacjami wydanie „ABW”. Bardzo dużo opowiadań. No na wakacje się pożegnamy. Mam nadzieję, że wrócimy do „ABW” we wrześniu. I tak jak powiedziałem za tydzień „ABW”, za dwa tygodnie „Ślepowidzenie”. Meldujemy się w takim razie. Wszystkim piszącym dużo weny i połamania pióra, wszystkim czytającym samych dobrych lektur.
Dobrej nocy życzymy.
[02:12:57] - Dobranoc.
[02:12:59] - A mówiły te słowa do państwa jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski, Wiktor Żwikiewicz oraz nasz dzisiejszy gość Tadeusz Meszko. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia tym razem w „ABW” już za tydzień i w tym normalnym „Bibliotekarium” już na żywo za dwa tygodnie. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:14:36] - Cities of gold. Ah. Cities of gold. Children of the sun. Someday soon you're gonna find. That your destiny. Holds a secret, holds a key. Ah, someday we will find the cities of gold. M.A.S.K. crusaders working overtime.
Fighting crime, fighting crime. Secret raiders who will neutralize. Soon as they arrive at the site. Track is gonna lead the mission. And Spectrum's got such supervision. M-M-M-M-A-S-K is the mighty power that can save the day. M-M-M-M-A-S-K no one knows what lies behind the masquerade. M-M-M-M-A-S-K always riding hard on Venom's trail. Come see the laser rays. Fire away.
Jem is a siren. Ooh Jem. Jem is a vision. Ooh. Clever and witty. Fashion aficionado. Jem is truly outrageous. Truly, truly, truly outrageous. Whoa Jem. The music's contagious.
Outrageous. jem is my name. No one else is the same. Jem is my name. We're the Misfits. Our songs are better. We are the Misfits. The Misfits. We're gonna get her. Get her.
Jem. The music's contagious. Outrageous. Jem is my name. No one else is the same. Jem is my name.
[02:16:45] - It is the 31st century. Ulysses killed the giant Cyclops when he rescued the children and his son, Telemachus. But the ancient gods of Olympus are angry and threaten a terrible revenge.
[02:16:59] - Mortals, you defy the gods? I sentence you to travel among unknown stars, until you find the kingdom of Hades. Your bodies will stay as lifeless as stone. Ulysses, the way back to Earth has been wiped from my memory.
[02:17:17] - Father. Oh, Father.
[02:17:19] - You are alive, my son.
[02:17:31] - Ulysses, Ulysses. Soaring through all the galaxies. In search of Earth. Flying into the night. Ulysses. No one else can do the things you do. Ulysses. Like a bolt of thunder from the blue. Ulysses. Always fighting all the evil forces.
Bringing peace and justice to all. It's me, No-No. Swell robot, you know. Friend of Ulysses. Ulysses. Oh, it's me, No-No. Swell robot, you know. Friend of Ulysses.