[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” — o książkach do czytania i do rozmawiania. W czasach postępującego upadku cywilizacji, niekończących się, lecz wciąż pomnażających i nasilających podziałów i popadającego w ruinę — głównie intelektualną, ale nie tylko — świata, jest takie radio jak Paranormalium i jest taka audycja jak „Bibliotekarium”, której autorzy Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz postanowili wziąć na tapet i omówić dzisiaj niezwykłą powieść Roberta Silverberga zatytułowaną „Skrzydła nocy”. Punktem wyjścia do dyskusji w tym odcinku stała się więc opowieść o pielgrzymce starego człowieka pośród ruin słynnego świata w poszukiwaniu wiedzy dającej ukojenie i akceptację, a także zdolnej wznieść ludzkość na nowy poziom rozwoju. Wart uwagi będzie dzisiaj również felieton Tomasza Fąsa poświęcony kwestii tolerancji, zainspirowany po części aferą wokół, jak się okazało, wielce kontrowersyjnego opowiadania Jacka Komudy opublikowanego niedawno w Nowej Fantastyce. Tak będzie dzisiaj wyglądał odcinek „Bibliotekarium na żywo”. 17 lipca roku pańskiego 2020. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Wspomniany duet Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz czeka już po drugiej stronie połączenia internetowego, a zanim oddam im głos, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem audycję realizujemy dzisiaj na żywo. Będzie można dzwonić, zadawać pytania, podyskutować z prowadzącymi. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08.
Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panowie, oddaję wam głos. Halo, halo Bydgoszcz?
[03:05] - Halo?
[03:06] - Czołem.
[03:07] - I zaczynamy.
[03:08] - Zaczynamy. Trudno.
[03:09] - Opowieść o starym człowieku.
[03:13] - Znowuż jest ten tematem audycji całej?
[03:15] - A wiesz! Stary człowiek i morze.
[03:18] - I morze.
[03:19] - Stary człowiek i morze. Nie, proszę państwa, nie będzie aż tak źle. Nie będziemy dzisiaj robili audycji o Wiktorze, chociaż to może jest niezły pomysł, ale na razie nie. Jeszcze nie. Powieść Roberta Silverberga „Skrzydła nocy”. Tytuł jest już intrygujący, taki poetycki trochę. Ale ta powieść też jest w jakiś sposób nietypowa. Waha się, czy powiedzieć, że jest nietypowa dla Silverberga. Powiem tak: znam powieść, już wielokrotnie o niej mówiłem, pochodzącą mniej więcej z tego samego okresu. To „Człowiek w labiryncie”.
I to są dwa tak różne kawałki prozy, że jestem w zadziwieniu, bo mniej więcej w tym samym czasie powstał „Człowiek w labiryncie” — twarda science fiction — i powstały „Skrzydła nocy”. I tu troszeczkę się waham, jak to określić, bo jak dobrze zejść do głębi, to „Skrzydła nocy” są też twardą science fiction, ale podaną w sposób specyficzny. Tu się sprawdza powiedzenie, że odpowiednio zaawansowana technologia, technika zaczyna nam się jawić jako magia. I z takim światem mamy do czynienia. Jeśli patrzymy po zewnętrznościach, to właściwie ten świat bardziej przypomina świat fantasy niż świat zaawansowanej technologii. Ale wystarczy troszeczkę poskrobać, troszeczkę wczytać się w ten tekst i okazuje się, że mamy do czynienia z Ziemią za wiele tysięcy lat. Ale oczywiście mogą po tej Ziemi biegać jaskiniowcy, więc to jeszcze żaden wyznacznik. Natomiast tam obecna jest na tym świecie. To jest rzeczywiście świat w jakimś stopniu degenerujący się, w jakiś sposób podupadły, ale jednak technologia tego świata — chcielibyśmy mieć taką technologię dzisiaj. Nie mamy jej.
[05:31] - Trzymajmy się może tego, co żeś przed chwilą powiedział, otóż ja przy pierwszej lekturze tej książki i oczywiście mając też w pamięci doskonale „Człowieka z labiryntu”, którego czytałem w dzieciństwie i tak dalej. I nawiązując do tego, co mówiłeś, chcę zwrócić uwagę, że chyba piekielnie warto poświęcić uwagę tej powieści z jednego względu. To jest chyba taki moment historyczny, w którym literatura science fiction, ta twarda, hard- Powoli się przepoczwarzała w literaturę fantasy, też mającą taką bazę, czerpiącą inspiracje z twardej science fiction. Mniej więcej w tym samym czasie przecież Ursula Le Guin zaczynała śpiewać jak The Queen. To był czas, kiedy Silverberg doskonale pokazuje, że nie trzeba się babrać technologią, tymi splątaniami kwantowymi i tym wszystkim, żeby pięknie opowiedzieć jakąś historię, w której losy ludzkie w sensowny sposób zapętlają się, rozwijają. Czyli w taką opowieść bardzo szekspirowską dla mnie, bo ta opowieść została tak pomyślana, zarysowana, przemyślana przez Silverberga, jak dobra sztuka Szekspira, tylko opisana taką prozą jeszcze pół science fictionową, pół fantasy.
[07:40] - Pewnym kluczem do tej książki jest zamieszczony przez wydawcę wstęp, który napisał sam Robert Silverberg. Użyłem świadomie słowa klucz, bo rzeczywiście bez tego wstępu można by pewnych rzeczy nie zrozumieć. Kiedy Silverberg pisze o tym, jak pewnego dnia jego świat się zawalił, rozleciał się w kawałki od prozaicznej sprawy. Po prostu pożar w domu i nagle wszystko się zmieniło.
[08:16] - Zanim przejdziemy do rzeczy ważniejszych z tego wywiadu, to wszystkim naszym początkującym autorom polecam czytelnie ten wstęp Silverberga, żeby zrozumieli, jak wygląda prawdziwy los pisarza nawet w takich Stanach Zjednoczonych. To jest zupełna pisarska rozpacz. Spalenie dachu kończy prawie życie. Załamuje się wszystko. Nie ma gdzie postawić maszyny do pisania. Nie ma książek, na których się opierasz. W dzisiejszych czasach nie ma połączenia z internetem. Po prostu czapa. Koniec. Grób.
A trzeba żyć, trzeba pisać. I jeszcze na dodatek trzeba zarobić te 500 dolarów na chatę jakąkolwiek, żeby dwa tygodnie przeżyć, nie więcej. I to opisuje pisarz z absolutnej czołówki amerykańskiej, będący wtedy na topie, do którego się pół świata prawie miłośników science fiction ręce składało prawie z miłością.
[09:31] - Nie przesadzajmy. Robert Silver miał, ma to do siebie, że potrafił to zainteresowanie swoim pisarstwem utrzymać i przez długi czas jego utwory były właśnie takie topowe. Więc nie przesadzajmy. On po prostu, stary fachura, wiedział, jak to robić. Ale tak jak powiedziałeś, on już nagrody od różnych czy to miesięczników, czy te amerykańskie nagrody brał pod koniec lat 60. Zupełnie spokojnie i zupełnie na luzie, jak to napisał. Co więcej, warto sobie uświadomić, że w tym 68 czy też 69 roku, to akurat mi uciekło, ta opowieść, o której wspominaliśmy, czyli „Człowiek w labiryncie” została nagrodzona. Ale i ta... Wtedy to jeszcze nie była powieść. „Skrzydła nocy” były wtedy trzema opowiadaniami kolejno publikowanymi.
Notabene zobacz, nawet w Stanach Zjednoczonych trzeba mieć dobrego znajomego w dobrym piśmie, żeby twoje opowiadanie nie tyle, że się ukazało, bo tu nie ma dyskusji, ono by się oczywiście ukazało, ale żeby się ukazało w takim momencie, kiedy jest ci to po prostu do życia potrzebne. I tu się kumpel sprawdził.
[10:51] - Ja przede wszystkim naszym piszącym, zaczynającym pisać czy coś mówię: macie internet, szukajcie znajomych, szukajcie kumpli, szukajcie jakichkolwiek, bo to jest wasza paczka. Po prostu musicie zebrać ludzi. To jest podwórko.
[11:09] - Ale też pamiętajmy, że to nie chodzi o to, żeby przemycać swoje gluty, które akurat nam spadły z pióra, bo mamy znajomych. To raczej chodzi o to, że w tej powodzi niezłych albo bardzo dobrych tekstów, żeby nasz został zauważony przez tego redaktora, to tak naprawdę o to chodzi. I tu znowu świat jest niesprawiedliwy. Sztuka czy też próba jej uprawiania to jest ruletka i zastanawiam się, czy nie rosyjska, bo właściwie przegranych jest na ogół więcej niż wygranych, jeśli chodzi o powodzenie w przypadku literatury na przykład. Więc mamy do czynienia z tym wstępem, w którym na przykład Silverberg pisze o tym, i to zresztą później potwierdziło się przy lekturze, że pierwsze opowiadanie wyszło mu nieźle. Pierwsze opowiadanie, czyli pierwsza część książki „Skrzydła nocy”. Na drugie czytelnicy się krzywili, bo w drugim opowiadaniu musiał ten świat troszeczkę uporządkować. Musiał mu nadać pewne punkty, znaczniki. Musiał opisać troszeczkę ten świat, skąd on się wziął, jak to się tam wszystko toczyło. Bez tego nie byłoby opowiadania trzeciego.
To można by też porównać do syndromu „Gwiezdnych wojen”, że czytelnicy czy też oglądacze w przypadku filmów, patrzą na środkową część trylogii zawsze z uczuciem niedosytu, bo ona jest swoistym pomostem pomiędzy częścią pierwszą a tą finalną, więc ona zawsze obciążona jest pewnymi brakami, pewnym czasami gadulstwem. Nie wiem dlaczego, ale część ludzi mówi, że z klasycznej trylogii „Gwiezdnych wojen” najbardziej cenią „Imperium kontratakuje”, czyli środkową część tej trylogii, która była jako pierwsza filmowana. A drudzy mówią, że to jest właśnie taki pomost, łącznik i że ta pierwsza i trzecia były znacznie lepsze. Nie wiem, nie wdaję się w tę dyskusję. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że kiedy się czyta drugą część, owszem, zyskuje na tym wiedza o świecie, tamtym świecie, który opisuje Silverberg, ale jest mniej literacko. Ta pierwsza i trzecia część są znacznie lepsze. I tu nie chodzi o język, bo język Silverberga dzięki tłumaczeniu naszego dobrego znajomego Krzysztofa Sokołowskiego dobrze się czyta. To jest po prostu dobry język. Mam poczucie obcowania z dobrą literaturą. Natomiast rzeczywiście jest tak, że tam, gdzie trzeba troszeczkę opowiedzieć, trzeba troszeczkę konkretyzować, to literacko troszeczkę siada to wszystko.
Ale to jest na krótko. Zrozummy się, bo na początku, w pierwszej części Silverberg opisuje świat bez tłumaczenia tego świata. Znowu mamy do czynienia z podobną narracją, nie tak daleko posuniętą jak w książce omawianej przez nas ostatnio, czyli w „Ślepowidzeniu”. Jednak Silverberg nie bawi się w specjalne opisy. Tam się zdarza oczywiście, ale po prostu zdaje nam relację z tego, jak ten świat wygląda. W drugiej części tych opisów jest więcej. Może literacko troszeczkę jest gorsza, ale jest potrzebna, bo bez niej nie istnieje część trzecia, a i pierwszą łatwiej jest zrozumieć.
[15:16] - To jest, Marek, zwykła zasada. Powieść się tworzy, buduje jak most. Musi być to wejście na most i zejście z mostu.
[15:25] - Oraz pobyt na moście.
[15:26] - Oraz przęsło, które utrzymuje ten most w powietrzu po to, żebyśmy mogli od początku do końca dojść. Kwestia siły nośnej tego przęsła jest czasami kluczową rzeczą dla odbioru całości. Ale nie czarujmy się, tak naprawdę ważne jest zawsze wejście i wyjście. O tym wiedzą wszyscy aktorzy wychodzący na scenę. Trzeba umieć wejść i trzeba zejść. Przechodząc do powieści, odejdziemy na pewno od przedmowy, którą Silverberg zaserwował nam. Ona jest według mnie cudowna. Ta przedmowa jest genialna. Otóż my znamy naszą polską historię. Mniej więcej wiemy, kiedy było w Polsce zamieszanie, jakie, z jakiego powodu.
Tu lata 1956, tu 1968, tu 1970, 1980 i jakieś inne takie zawieruchy. Nagle dostajemy przedmowę Silverberga, z której wynika, że ten stan wojenny w Polsce to wcale nie była taka bardzo imponująca rzecz dla nas, taki margines cywilizacyjny. Silverberg wprost opisuje, że w 1968 roku-
[17:02] - 12, 13 lat przed stanem wojennym.
[17:06] - Tak, ale tam już gaz łzawiący latał po ulicy. Gwardia Narodowa atakowała tubylców, Aborygenów. Partia Demokratyczna wyprowadzała wojsko na ulicę. Dokładnie tak. W czasie swojego kongresu działy się horrendalne zupełnie rzeczy. Wręcz jakiś kongres pisarzy science fiction czy wręczanie Nebuli się odbywał dokładnie, kiedy gaz łzawiący szczypał pisarzy w oczy i tak dalej. A skąd się to wzięło? To był 1968 rok. Trzeba by było teraz w internecie poszukać. Silverberg daje nam adresy, co to było wtedy w Wietnamie.
Jakaś ofensywa Tet, prawdopodobnie chiński jakiś dziwny. Jeszcze w to nie wnikałem. Dziwna rzecz, która w konsekwencji być może podzieliła Wietnam na dwie części w pewnym momencie.
[18:10] - Już wcześniej podzieliła.
[18:13] - Ale zagroziła w jakiś sposób. Nie wnikajmy. To jest bardzo ciekawa rzecz. Dalej. Zamach na Kennedy'ego. Ten sam 1968 rok?
[18:22] - Nie, wcześniej. Zamach na Kennedy'ego był na początku.
[18:25] - Nie. 1968 rok, Marku.
[18:28] - W 1963, o ile dobrze pamiętam.
[18:30] - Ale chyba zamach nie na Johna, tylko na Roberta, Marku.
[18:35] - Na Roberta.
[18:36] - Na Roberta!
[18:37] - Na Roberta.
[18:38] - To już tylko dobijanie, że tak powiem, rodziny Kennedy'ich.
[18:41] - Natomiast ten prezydent Kennedy to z naszych czasów.
[18:44] - To tak. Natomiast już dobito tą rodzinę i Jacqueline mogła spokojnie się zaonać iść. W każdym razie coś niesamowitego się w tym momencie działo w Stanach Zjednoczonych. I on to opisuje. I na jego tle nagle ten pożar jego osobisty, jego sprawy osobiste, sypanie się całego świata. I zobaczcie, jaka to dziwna rzecz jest, bo jest coś takiego, że w pewnych momentach historii nagle coś się zaczyna dziać. Sibeck prawdopodobnie w innym czasie by tej książki tak nie napisał. I dzięki temu, że się tak złożyło. To są takie dziwne wydarzenia. Zresztą ten 1968 rok miał wiele dziwnych wydarzeń.
Na przykład w Polsce wtedy niejaki Wiktor Żykiewicz miał 18 lat i umysłowo był idiotą, co mi się wraca bardzo często dzisiaj. Ale prawda, że niesamowity rok? I wtedy powstała ta książka na bazie tego czasu po prostu i zresztą tych jego sporów z Fryderykiem Poelem, który przyjacielem-
[20:02] - Tak. To śpieszę donieść, że ofensywa Tet to jest ofensywa armii Wietnamu Północnego i Wietkongu. Nie żebym był taki mądry, czytam prosto z internetu. Była zaskoczeniem, bowiem nastąpiła w okresie wcześniej zapowiadanego zawieszenia broni, a resztę sobie państwo przeczytajcie. Wystarczy „ofensywa Tet” wpisać. Ja natomiast chciałem do ciebie, Wiktorze, zaapelować. Nie wiem, czy słusznie, czy może niesłusznie, ale powiedzieć muszę, bo ty powiedziałeś, że byłeś idiotą. Jest taki apel-
[20:37] - Mając 18 lat można być nie?
[20:41] - Można, ale można być niespełna. Natomiast nie masz mówić „idiotą” i nie masz w ogóle używać brzydkich wyrazów, bo ja od jakiegoś czasu, mniej więcej od miesiąca, ale może to dłużej już trwa, czytuję pod naszymi audycjami wpisy. Pewnie to pani, tak odniosłem wrażenie, jakoś tak w głowie mi się zakodowało, że to pani, która apeluje albo narzeka, że znowu przeklinają. I ja mam takie wrażenie, że my nic nie robimy w tej audycji, tylko przeklinamy właściwie. I że nic z tych audycji kolejnych, które prowadzimy, tylko to, że przeklinamy. Zastanawiałem się trochę nad sobą. Może rzeczywiście mam jakiś parszywy język i rzeczywiście nic nie robimy, tylko przeklinamy. Natomiast wydawało mi się, tak nieśmiało powiem, że coś tam staramy się ogarnąć. Czasami nam się zdarzy jakieś grube słowo, ale przez to, że ono się zdarza od czasu do czasu, no to-
[21:37] - Marku, ale ja-
[21:39] - Ja wiem. U nas w opowiadaniach tych, które-
[21:41] - Ja z drugiej strony właśnie szanuję takie temperowanie i taki kobiecy punkt widzenia na to, że słowa mają swoje znaczenia, a nie fruwają byle jak i tak dalej. Natomiast mnie krew na przykład osobiście zalewa na różne odzywki naszych bohaterów w opowiadaniach pisanych.
[22:08] - Czasami grubo jest.
[22:09] - Czasami jest grubo i to zupełnie nie wiadomo po co. Nie wiadomo tego. Bo jeśli to jest ważne, to należy strzelać z pancernfausta, bo to jest tygrys po drugiej stronie. Natomiast jeżeli to jest nieważne, bo tak sobie akurat taka fajna zabawa była piszącego, że sobie tam wziął i pogwałcił, że tak powiem, nasz język, no to mnie też krew zalewa. Wolałbym tego nie robić, chociaż sam jestem ekspresyjny i jak wychodzę z siebie, to mogę. Czemu nie?
[22:51] - Tak, ale wiesz co? Powiem tak, że wszyscy, którzy się czują jakoś specjalnie urażeni naszym wulgarnym, okrutnym i właściwie rynsztokowym językiem, to przepraszamy. Poprawimy się, choć jakoś tak wyrzutów sumienia mam mało.
[23:08] - Jakby nie było, wiesz, słowo „wulgata” ma rodowód też bardzo-
[23:13] - Trochę inny. Uwierz mi, że troszeczkę inny. W każdym razie cóż. Dobra, to przejdźmy dalej do książki „Skrzydła nocy”. Ta opowieść, ja specjalnie mówiłem o tym, że ona w jakimś stopniu przypomina, pomimo że jest opowieścią SF, pod względem językowym, pewnej narracji przypomina jednak fantasy. I to taką fantasy, jak to powiedzieć, bardzo poetycką, taką, gdzie ten świat opisywany jest tak, nie mam innego słowa, wybaczcie mi państwo, powłóczyście.
[24:04] - Zwróć uwagę, że poetyka na przykład Raya Bradbury'ego absolutnie nie zmierza w stronę fantasy. Jest bardziej bajkowa, ale nie fantasy. Ray Bradbury pisze po prostu poetycko i czasami dzięki temu nudni, ale on miał swój taki klucz. Natomiast ta powieść rzeczywiście zmierza w stronę fantasy i To jest właśnie takie fantasy, które mnie pociąga, wręcz zachwyca, bo tu się człowiek koncentruje na pięknie, na urodzie. To znaczy brzydota też jest piękna w takiej formie.
[24:55] - Wiesz co? Dobrze. Ja wiem, do czego ty zmierzasz, to ja to podciągnę troszeczkę. Mamy tu do czynienia z wieloma problemami. Jak to w dobrej literaturze. Natomiast-
[25:07] - Przede wszystkim jest główny bohater pierwszoosobowy i jest skrzydlata, latająca dziewczyna. Wiadomo, że musi być problem.
[25:15] - Avuela. Tak, ten problem jest zarysowany niemal od początku. Jest stary człowiek, strażnik. Strażnik pełni w tym świecie rolę człowieka, który ma ostrzegać przed ewentualną inwazją obcych. W ogóle Ziemia to jest miejsce odwiedzane dosyć tłumnie przez różne rasy. One czasami naszą Ziemię za ileś tam tysięcy lat podziwiają, czasami przyglądają się jej z ciekawością. Są turystami tak naprawdę. Ale strażnicy są powołani dawno temu po to, żeby pilnować, ponieważ istnieje potencjalne niebezpieczeństwo inwazji na Ziemię. Dlaczego ta inwazja? My się dowiadujemy w drugiej części, w tej, w której Silverberg nam tłumaczy ten świat.
Ale na razie na początku wiemy, że jest strażnik, który pilnuje tego świata wraz ze swoją gildią, bo takich strażników na całym świecie są tysiące, jeśli nie więcej, jeśli nie dziesiątki tysięcy. To pilnowanie polega na tym, że on kilka razy na dobę musi wejść w rodzaj transu i za pomocą pewnych technicznych urządzeń zbadać otoczenie Ziemi, to szeroko pojęte otoczenie Ziemi, czy nie nadciągają obcy, a właściwie obcy, którzy są nam wrodzy, którzy planują coś złego z Ziemią uczynić. To tak krótko zarysowując. Natomiast problem i to może być ciekawe. Jedni przy tym ziewną, powiedzą: „To już wszystko było, bez sensu”. Natomiast tam jest ciekawy problem, bo ten stary człowiek jest zakochany w młodziutkiej dziewczynie, a właściwie słowo „dziewczyna” jest tutaj nie do końca precyzyjne. W książce nazywa się tych ludzi lataczami. Ona jest lataczką. Lataczami. Latacze.
[27:22] - Tak przetłumaczył Sokołowski, ale latawica by było lepiej.
[27:26] - Chyba nie. Lepiej lataczka jednak. Ten stary człowiek, orientujemy się, że on jest tak naprawdę w niej zakochany, tylko że ona jest młoda, a on jest stary. Nic z tego nie może być. W dodatku ona, on tak podejrzewa, jest w dodatku kochanką.
[27:47] - Jak to nie może być? Moja córa po skończeniu medycyny podała mi przykład, że ostatni zarejestrowany ojciec ma 106 czy 109 lat.
[28:00] - Wiesz co? Czasami ludzie są bezkrytyczni i może to dobrze, może to źle. I może być ojciec oczywiście 109-letni, natomiast nie wiem, czy on się czasami w lustrze przegląda. Dla mnie wrzucenie romansu prawie nastolatki-
[28:21] - Marku, w rozsadach genów lustro nie istnieje przecież.
[28:25] - Dobrze, pozostanę przy swoim stwierdzeniu. Co więcej, ten strażnik nawet ma takie poczucie, że w jakiś sposób on i ona się rozminęli w czasie, że dzieli ich kilkadziesiąt lat, ale rozminęli się. To wszystko nie ma sensu. Dlatego też spokojnie przyjmuje romans, czy właściwie taką seksualną przyjaźń towarzyszącego im, to się inaczej nazywa w książce, ale powiedzmy mutanta ludzkiego, który ma pewne niedoskonałości, jest poza gildiami wszelkimi.
[28:57] - I zapewne ma jakąś doskonałość.
[28:59] - Tak, ale Avuela w dodatku, chyba o tym nie powiedziałem. Dlaczego ta Avuela jest niezwykła? Bo nie dość, że jest taką chudziutką dziewczynką, jak on sam tam w pewnym momencie opisuje „skóra i kości”, to jednocześnie ma cechę niezwykłą, która jest śladem jakichś eksperymentów genetycznych, które się toczyły na Ziemi. O tym zresztą też w drugiej części Silverberg pisze. Wyhodowano, stworzono człowieka, który może latać.
[29:29] - Tak, to wtedy były mniej więcej filmy o Piotrusiu Panie i książeczki takie. Frówający, piękny i czarujący. To na tej samej bazie zostało.
[29:40] - Tak, ale to jest w każdym razie piękna taka opowieść o innej rasie. Ona może w dodatku latać tylko po zachodzie słońca, gdyż te promienie słoneczne ściągają ją w dół. Ona może latać swobodnie nocą. I ten stary człowiek podziwia ją, ale nie to, że jest piękną kobietą. To oczywiście też, ale podziwia piękno, grację, z jaką ona lata. Te skrzydła. To zresztą na okładce książki ktoś uzdolniony to po prostu narysował, namalował. Takie skrzydła, ni to motyle, ni to jakieś takie ważki. I ten stary człowiek to podziwia, ale pogodził się z losem. Dlaczego?
Bo warto też powiedzieć o pewnej rzeczy. Strażnicy to jest taka grupa, która po pierwsze musi żyć w celibacie. Ale każdy celibat jest po to, żeby go na przykład omijać. On traktuje swoje powołanie, swoją misję bardzo poważnie, więc nie ma mowy o zerwaniu celibatu i żadnym 109-latku i te rzeczy, co Wiktor tutaj opowiada. Ale jest też druga rzecz. W tym świecie można w niektórych miejscach odmłodzić się i to można zrobić dwa, trzy razy w ciągu swojego życia. Później się ta możliwość kończy. Znowu poznajemy z kolei dosyć dokładnie w trzeciej części, dlaczego i jak to można zrobić. Ale nie dotyczy to strażników. Strażnik musi trwać.
W związku z tym zobacz, jego posłannictwo, jego misja są przez niego traktowane poważnie i są dla niego na tyle ważne, że odrzuca możliwość prywaty czy prywatnego, swojego czy indywidualnego zaspokojenia. Mówi o tym, że nie, on jest strażnikiem. W związku z tym Awuela, chociaż piękna, sam się do końca na początku do tego nie przyznaje, ale tak naprawdę jest zakochany. Śmiertelnie w niej jest zakochany. I my śledzimy później losy tego wszystkiego, co się dzieje dalej. Bo oczywiście to napięcie, które jest zarysowane przez Silverberga na początku, oczywiście nie pozostaje bez wpływu na całą narrację książki.
[32:07] - Ja jak to czytałem, to właściwie byłem zachwycony, jak już wspominałem, tym wątkiem szekspirowskim prostej historii o miłości, o przyjaźni. Natomiast zwrócę ci uwagę, że w czasach, kiedy Silverberg pisał, przedtem jeszcze Grecy i Rzymianie też pisali różne dziwne rzeczy. Tęsknota do młodości zawsze istniała i realizowała się albo w szkołach filozofii w jakimiś konwencjami. Mówisz, że w tej chwili nagle omawiamy jakąś powieść. Czekaj, jaka to była? O tych ludziach. To, co mi się straszliwie nie podobało.
[32:58] - Musiałbyś coś więcej powiedzieć. Ja nie czytam niestety jeszcze w twoich myślach.
[33:02] - Jedna taka była tylko książka, która mi się wybitnie nie podobała.
[33:07] - Książek, które ci się nie podobały i wtedy używałeś brzydkich wyrazów, było już całkiem sporo.
[33:11] - Tak.
[33:12] - Całkiem sporo. Rzucałeś mięchem.
[33:15] - Tak, ale widzisz, dzisiaj pojawiają się książki, które właściwie próbują znaleźć techniczne rozwiązania na bazie genetyki i czegokolwiek tam jeszcze.
[33:25] - O węglu modyfikowanym myślisz.
[33:27] - Tak. Próbują ten węgiel w jakiś sposób zmodyfikować po prostu. I udają, że to jest science fiction. To nie jest żadna science fiction, tylko zwykła współczesna historia.
[33:42] - Nie do końca.
[33:43] - Bajerująca. Silverberg jeszcze pisał, jeszcze to była science fiction.
[33:49] - To w dalszym ciągu jednak jest science fiction. Oczywiście w tej chwili bardzo modny jest taki nurt i właśnie nie w fantastyce. Właśnie zastanawiam się, czy powiedzieć nauce. Bardziej w spekulacjach naukowych. Może tak. Taki nurt, który pragnie wyhodować nadczłowieka, człowieka, Boga, człowieka, który będzie poprawiony.
[34:13] - Ta dziewczynka latająca to Boże, coś pięknego.
[34:17] - Oczywiście. Tylko każdy, kto się głębiej wbił w całe to zagadnienie poprawiania człowieka, czynienia go mądrzejszym, lepszym, piękniejszym, sprawniejszym, nieśmiertelnym albo prawie nieśmiertelnym. Każdy wie, że niesie to tyle samo pokus i fajnych rzeczy, co niebezpieczeństw. I to niebezpieczeństw idących bardzo daleko. To nas może zaprowadzić do czegoś, co może być porównywalne. Pierwsze powiem, co pomyślałem. Porównywalne z jakąś odmianą nazizmu, obozów koncentracyjnych, dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Ale tak naprawdę myślę, że to, co by się mogło stać, kiedy to poprawianie człowieka wejdzie w fazę realizacji, w fazę zastosowania. Podobno już Chińczycy zaczęli takie rzeczy robić. A pewno w innych laboratoriach na świecie też się takie rzeczy dzieją.
Tylko ludzie tam są mniej gadatliwi niż Chińczycy i po prostu się nie przyznali. Pewno te próby poprawienia człowieka, uczynienia go lepszym, atrakcyjniejszym i tak dalej, one trwają. Ale to tak naprawdę prowadzi nas ku piekłu. Moim zdaniem.
[35:44] - Chińczycy zawsze w każdym badziewiu pływającym, fruwającym i tak dalej albo rosnącym pod ziemią jeszcze próbowali zawsze znaleźć jakiś afrodyzjak, który wróci młodość albo przyspieszy coś tam. To zawsze istniało. Natomiast ja mam takie wrażenie, że współczesna nauka po prostu zwyczajnie próbuje zrobić koło bardziej okrągłe.
[36:11] - Być może. Mówię być może, a się zupełnie z tobą nie zgadzam, bo to nie jest tak, że te sprawy dotyczące poprawiania człowieka to jest w tej chwili jakiś margines. To jest potężny ruch, z jednej strony intelektualny, ale taki na poziomie humanistycznym, gdzie różne jajogłowe osoby mówią, jakżeż to będzie fajnie, jak się ulepszymy, jak sobie podłączymy pamięć zewnętrzną, jak się połączymy z komputerem, jak sobie wyhodujemy sztuczne mięśnie, sztuczne skrzela, sztuczne coś tam, w ogóle będziemy lepsi, będziemy mogli żyć w różnych warunkach i to będzie Tu chciałem sobie użyć grubszego słowa, ale się ograniczę. Powiem, że to będzie niezwykle fajne. Nie do końca mam takie wrażenie, bo to jest jedna grupa, ale cała ta banda, takiego słowa używam, czyli kognitywiści. Kognitywistyka, która usiłuje wmówić ludziom, bo ja to tak odbieram, częściej wmówić niż przekonać, że już za chwileczkę, już za momencik będziemy w stanie przelać naszą świadomość w trzewia komputera. Będzie jeszcze fajniej. Przypuszczam, że wątpię, bo dzisiaj bardzo często nie potrafimy odpowiedzieć, czym naprawdę ta świadomość jest. Ostatnia audycja, czy w ogóle jest nam potrzebna? I tak dalej.
Te rozważania można ciągnąć w nieskończoność. Czy można skopiować mózg? A właściwie co będziemy kopiować? Czy będziemy kopiować tylko pamięć, czy też rzeczywiście całą tą świadomość, czy też, jak niektórzy będą chcieli powiedzieć duszę? Co jest istotą człowieczeństwa? Jak to wszystko wygląda? Na to wszystko kognitywiści, przynajmniej ci tacy do przodu, mówią: „Załatwimy wam wszystko. To jest tylko kwestia czasu, kwestia ilości, kwestia bardziej ilościowa niż jakościowa. I to się da zrobić.” Jakoś się nie dało dotychczas, co nie oznacza rzeczywiście, że za jakiś czas się zrobi. Ale do tego grona tych wszystkich jajogłowych kognitywistów dołączają też ludzie praktycznie zajmujący się nauką.
Czy to biologią, czy to wszystkimi naukami oraz tymi dziedzinami praktycznymi w otoczeniu kabelków, tranzystorów i tych wszystkich rzeczy, które budują nam świat z jednej strony wirtualny, z drugiej ten elektroniczny świat. Oni mówią również: „Tak, tak, jeszcze chwileczkę, już jeszcze momencik i zbudujemy wam świat, którego nie poznacie, w którym nastąpi tak zwana osobliwość, w którym w ogóle zanurzymy się w inną rzeczywistość.” Zobacz, w książce Silverberga to wszystko już było. Skończyło się tak naprawdę. My nie znamy szczegółów, bo Silverberg tylko nam to taką kreseczką szkicuje, ale to się skończyło katastrofą. A zauważ Silverberg to napisał, jakby nie liczyć, ponad 50 lat temu i on już wtedy widział te problemy, których ja odnoszę wrażenie, bardzo wielu ludzi dzisiaj nie dostrzega. Nie dlatego, że są głupi, broń Boże, tylko po prostu mają przesłonięty pewien horyzont. Widzą do pewnego momentu, a dalej nic nie ma, dla nich przynajmniej. Albo ten poziom refleksji nie sięga tak daleko. Albo jeszcze jest ostatnia rzecz, albo też my, ja, uderzę się w pierś, ja może dzielę włos na czworo i widzę problemy tam, gdzie ich po prostu nie ma. Nie wiem, ale wiem jedno.
Silverberg chyba się tego bał i pokazał nam świat wiele, wiele, wiele wieków, tysiącleci właściwie po tym, jak stało się to ulepszenie człowieka. I to jest niepokojące w tej książce.
[40:23] - Marku, jak rozmawiamy na te tematy, a bez przerwy o takich rzeczach rozmawiamy, to ja nie zawsze wpadam na właściwe wytłumaczenie pewnych spraw. Ale w tej chwili na przykład skojarzyło mi się, że tak naprawdę chyba istnieją dwa gatunki człowieka w ogóle. Dwa, Marku. Proste. Jeden to jest homo sapiens, a drugi to jest homo intellegens po prostu.
[40:53] - To homo wywiadowca?
[40:56] - Nie, niestety nie. Człowiek inteligentny.
[40:59] - To by musiał Ivellios wkroczyć, żeby nam po angielsku to powiedzieć, bo ja odnoszę wrażenie, że gdzieś poszedłeś w stronę wywiadu.
[41:09] - Ale to po polsku, po prostu. W polskim języku są to dwie absolutnie różne rzeczy. I rozum polega na tym, że rozum jednocześnie uwzględnia przeszłość i patrzy w przyszłość. Inteligencja właściwie jest jednokierunkowa.
[41:31] - Co rozumiesz, jednokierunkowa? Bo nie kumam czaczy.
[41:34] - Ona widzi tylko przyszłość.
[41:37] - No tak, ale to inteligencja nie ma refleksji na przeszłość?
[41:41] - Myślę, że trzeba patrzeć... Nie ma refleksji w jednym kierunku. Jest, że tak powiem, bardzo podobna do biegu i marszu albo do wspinaczki alpejskiej w Tatrach. Otóż jeżeli idziesz w góry, każdy krok się liczy. Nie możesz wykonać żadnego kroku do przodu, jeśli nie zapisz sobie ewentualnie drogi zwrotu, bo możesz złą drogę podejść, więc trzeba by powtórzyć krok następny. A sprinter albo nawet maratończyk, oglądanie się za siebie to jest jak idiotyzm zupełnie. Ważne jest to, co jest przed tobą. Bieg do przodu, bo tylko wtedy jesteś sprawny, tylko wtedy przeszłość nie ma najmniejszego znaczenia. Najwyżej sprawdzić może, czy karetka pogotowia za tobą jedzie. Może, ale nic poza tym.
Natomiast w takim marszu przełajowym czy w marszu przez bagno, czy w trudnym terenie, to niestety jest to podstawa bytu. Patrzenie równocześnie przed siebie i za siebie. I tym się różnią ludzie, że większość ludzi patrzy wyłącznie we współczesność. Przynajmniej współczesny świat patrzy przede wszystkim do przodu, nie dostrzegając takich rzeczy, że — tak jak ty mówisz o doskonaleniu człowieka — kobiety się zawsze udoskonalały przecież.
[43:21] - Ale trywializujesz.
[43:22] - Nie trywializuję. One zawsze chciały być piękne, dążyły do tego, żeby być piękne i robiły wszystko, żeby umrzeć gładko, a bez zmarszczek. Kąpały się w oślim mleku i nie tylko w oślim. Zawsze tak było. Dzisiejsza kosmetyka również próbuje im to zagwarantować.
[43:43] - Dobrze, Wiktor. Syczę tutaj z boku mikrofonu, ale to dążenie do piękna, żeby człowiek był piękny, to jeszcze rozumiem. Sam nie jestem piękny i chętnie bym się upiększył. Może bez przesady, ale jednak. Natomiast to jest jeszcze naturalne, tak jak powiedziałeś, gdzieś tam od wieków, od tysiącleci właściwie. I kobiety, i nie oszukujmy się, mężczyźni również, bo to też próżne zwierzęta są.
[44:12] - Przede wszystkim.
[44:13] - Właśnie, kto wie, czy nie przede wszystkim mężczyźni. Usiłowali i mężczyźni, i kobiety usiłowały jakoś się upiększyć, ulepszyć.
[44:23] - Ulepszyć. Nie mogę trochę, więc skonstruuję inaczej.
[44:28] - To jest jakościowo coś innego, niż się proponuje nam w tej chwili.
[44:33] - To jest to samo.
[44:33] - Nie. Właśnie myślę, że ci ludzie odpowiedzialni za to chcą, żebyśmy tak myśleli, że to jest to samo. Że jak sobie wszczepimy do głowy coś, co nam będzie powodowało, że nasza pamięć się powiększy, to będzie to samo, co zrobienie sobie operacji plastycznej. Że jeśli wyhodujemy sobie sztuczne skrzela, to będzie tylko upiększenie człowieka, uczynienie go bardziej dostosowanym. A to wydaje mi się, o ile uczynienie człowieka piękniejszym to jest delikatna ingerencja w to, jacy jesteśmy, to te zabawy, które opisałem, przynajmniej dwa przykłady dałem, te zabawy z ciałem człowieka, z jego umysłem, to już wkraczamy w zupełnie inną sferę. Sferę, którą Silverberg zarysował jako potencjalną katastrofę. Ja go za to podziwiam, bo dzisiaj, to już to, co powiedziałem, niewielu pisarzy stać na taką refleksję. I tu mam dla ciebie coś, co cię zaskoczy. Wspomniałeś o węglu modyfikowanym. Zobacz, jakie jest różne podejście Silverberga i autora „Węgla modyfikowanego”.
Otóż w „Węglu modyfikowanym” on bierze wszystko, jak leci, tak jak kto przeczytał w różnego rodzaju opracowaniach.
[46:02] - Skoro dają, to kupuję.
[46:04] - Daje, to kupuję i przedstawiam wam świat, jaki będzie. Tam nie ma grama refleksji na temat tego, że może to tak naprawdę jest ludzkie przekleństwo. Że to, co się pojawia, to, co tak mnie poruszyło w książce Morgana „Węgiel modyfikowany”, że w pewnym momencie bohater spotyka samego siebie i oni losują, który z nich będzie poddany dezintegracji tak naprawdę. I oni losują, i to przyjmują zupełnie spokojnie. On to opisuje, ale to my się później zastanawiamy. Być może taki był zamysł autora, żebyśmy to my później przedyskutowali problem, ale tam nie ma grama refleksji. Ktoś powie: „No dobrze, ale ludzie żyją w tamtym świecie i nie może być w tej refleksji, bo oni się po prostu nad tym nie zastanawiają”. Okej, przyjmuję to, że tak jest, ale trochę mam za złe autorowi, że nie pożeglował w stronę Silverberga. Bo przecież Silverberg to jest pierwszoosobowa narracja. Teoretycznie strażnik, który jest głównym bohaterem, też się właściwie niczemu nie dziwi.
On przyjmuje ten świat, jakim jest, w którym Rzym to Rome na siedmiu wzgórzach i właściwie nikt nie pamięta dlaczego, co, jak. Ktoś tam sięga, mówi, że to zawsze była stolica świata. Później gdzieś trafia do Paryża, do Jerozolimy. W Jerozolimie w dalszym ciągu jest Ściana Płaczu. Mówi w pewnym momencie o chrześcijaństwie, o islamie, o religii żydowskiej. Ale to, co on mówi z perspektywy powiedzmy 10 tysięcy lat, jest tak śmieszne. Tak jak my czasami usiłujemy odtworzyć wierzenia sprzed kilku tysięcy lat. Coś tam o tym wiemy, ale nasza interpretacja, która się pojawia, bardzo często myślę, że rozbawiłaby tych, którzy byli zainteresowani sprzed kilku tysięcy lat, bo to jest tylko interpretacja na podstawie tego, co znaleźliśmy. I wracając, mamy ten świat, a jednak dostajemy od autora — chociaż jest pierwszoosobowa narracja — przez to pokazanie, przez sekwencjonowanie opowieści o tym, co się działo, jakie dzieje przechodził świat, dostajemy pewien poziom niepokoju, że jednak może ta ludzkość nie rozwijała się tak fajnie.
[48:33] - Ja ci tutaj nadepnę.
[48:35] - Nadepnij.
[48:37] - Jedno słowo. Otóż bez przerwy podkreślasz świat i ludzkość, a to jest zupełnie coś innego niż człowiek jako jednostka.
[48:47] - Z całkowitością.
[48:49] - Ja się zupełnie nie boję tego, co można z człowiekiem zrobić, przekształcając mu genetykę, przekształcając mu z jednostką. Dobudowując wszystkie elementy do tego, żeby mógł w wezwiszuszu sobie spokojnie się wylegiwać i inne takie rzeczy. Tego się nie boję. Natomiast bardzo proszę, róbcie. To są wynalazki, które można robić z każdym. Niektórzy, którzy się do niczego nie nadają, do czegoś się przydadzą. Tak jak w „Człowieku minimum”, w takim opowiadaniu z dawnych czasów. Natomiast zwróć uwagę na coś, przed czym Silverberg ostrzega, że to może być punkt zwrotny w historii gatunku ludzkiego spowodowany przez rozwarstwienie, które już widać również w lodzie modyfikowanym, przerażające-
[49:48] - W węglu.
[49:49] - W węglu modyfikowanym, gdzie jest przerażające rozwarstwienie cywilizacji, czyli dezintegracja właściwie społeczna.
[49:59] - Ale nie da się tego rozdzielić, Wiktorze, bo jesteś pięknoduchem, kiedy mówisz o tym, że poprawianie pojedynczego człowieka jest jak najbardziej okej, ale to nie istnieje tak naprawdę. Kiedy zaczną się pojawiać ludzie zmodyfikowani, zmienieni, uszlachetnieni, piękniejsi, lepsi, mądrzejsi i tak dalej, jest rzeczą nieuchronną to, co powiedziałeś przed chwilą.
[50:27] - Nie będzie na to szans.
[50:28] - Co więcej, jest rzeczą nieuchronną, tak mi się przynajmniej wydaje, że wcześniej czy później pojawi się jakaś namiastka obozów koncentracyjnych, bo jednostki nieprzydatne, jednostki zbędne trzeba będzie, to jest tak zwane świadome przesadzenie, ale trzeba będzie zutylizować.
[50:51] - Niekoniecznie. Można zbudować system kastowy, proszę ciebie, jak w Indiach, w którym coś tego. Można również, tu zacytuję Rafała Ziemkiewicza z jego ostatniej książki „Cham niezbutowany”, można również zbudować piękne społeczeństwo jak polski szlachecki, w którym była szlachta, a na dole absolutnie nieistniejące chamskie ziemiaństwo, poddani chłopi.
[51:22] - To nie ziemiaństwo.
[51:24] - Tak, ale ja z sympatią używam tego słowa.
[51:28] - Zaznaczam tylko.
[51:29] - Tak. Tylko zwykły cham, który po prostu nie miał nic do powiedzenia w tej Rzeczypospolitej, był takim samym niewolnikiem jak w czasach pierwszych Piastów, kiedy był sprzedawany.
[51:42] - W każdym razie był rodzajem narzędzia.
[51:44] - Narzędzia.
[51:45] - Ale jednak narzędzia. To narzędzie było przydatne, w związku z tym nikt rozsądny, nawet ten szlachciura, nie wytracał swoich narzędzi.
[51:58] - Ale takie niedoróbki cywilizacyjne też będą zawsze przydatne, choćby jako nawóz.
[52:04] - Nie zamierzam bronić systemu, który opisałeś przed chwilą. Natomiast widzę, że jednak jest pewna różnica, bo może się pojawić przy takim udoskonalaniu człowieka, że pojawią się sytuacje, kiedy ludzie naprawdę będą zbędni. Nie będą już nawet mieli statusu narzędzia. Będą nawozem, będą czymś zbędnym, głupim i do zatracenia, zniszczenia.
[52:38] - Tak jest w ostatnim „Falloucie” czwórce, gdzie człowiek jest wyłącznie nawozem dla automatów.
[52:49] - Ale to w gruncie rzeczy takich jest wiele. Gdzieś tam echa tego pobrzmiewają w „Matrixie”. Ludzie są bateryjkami, cudzysłów to weźmy, ale jednak służą jako dostarczyciele energii i właściwie po to się wytwarza im wirtualną rzeczywistość czy jakkolwiek to nazwiemy, czyli matrix.
[53:10] - Czekaj, w tym „Falloucie” jest taka piękna scena: idziesz sobie, przez świat wędrujesz i w pewnym momencie docierasz do jakiejś gigantycznej fabryki, ogromnej. Drzwi się uchylają, jest pusto, nic tam się nie dzieje i tak dalej. Tylko jakieś takie rządy szafek są. Przechodzisz między maszynami i nagle widzisz, jak się nazywają te takie dla ludzi, którzy chcą w domu potrenować biegi, takie taśmy na rolkach?
[53:39] - Bieżnie.
[53:40] - Takie bieżnie. Cały rząd jak w fabryce takich bieżni. I na każdej bieżni biegnie taki człowiek. Biegną, biegną, biegną, biegną, biegną. Idziesz, przechodzisz między nimi i dopiero zauważasz, że gdzieś naokoło przechodzi się taki robot. Wielki, potężny i mówi, gada sam z sobą rozmawia. „Podbiję świat, podbiję świat, podbiję świat”. Przemykasz się obok, dochodzisz do takiej szafki, która jest tam podłączona do tych biegających i tak dalej. Otwierasz szafkę, a tam jest 1200 bateryjek. On podbije świat po prostu.
[54:18] - No proszę.
[54:18] - A ludzie są do tego, żeby ładować te bateryjki.
[54:21] - No proszę. Widzisz, pewne pomysły są powielane. Bracia Wachowscy, twórcy „Fallouta”. Tak, ale chodzi tak naprawdę o to, że w gruncie rzeczy Silverberg to fajnie robi, bo on nie straszy. On nie mówi: „O Jezu, co będzie?” Nie, on po prostu rysuje nam w drugiej części, tej troszeczkę przegadanej moim zdaniem, ale niezwykle ciekawej. To jest paradoks, że ona jest mniej literacka, ale jest niezwykle ciekawa. Jest przegadana, ale bez tego przegadania może ta literacka by się wtedy tak nie sprawdzała. Nie wiem, nie jestem w stanie tego ocenić. Ja jestem pod dużym urokiem tej książki, jak zwykle zresztą, więc trudno mi jest jakąś taką obiektywną pozę przyjmować. Nie, ale Silverberg spokojnie to rysuje.
Przerażenie budzi się w nas, kiedy poznajemy dzieje tego świata, bo gdzieś tam jest odwołanie do czasów, których nikt nie pamięta. To nasze czasy. Później była taka druga epoka, a świat przedstawiony w powieści to jest epoka trzecia, taka już schyłkowa. Właściwie mamy do czynienia z Ziemią, w której w mieście Rome, czyli Rzymie na siedmiu wzgórzach panuje sobie spokojnie władca. Proszę się nie martwić, to nie spoilerowanie. Właściwie opowiadam kilka pierwszych stron książki. Racza razem z tym swoim mutantem, człowiekiem nie z gildii oraz z tą lataczką. I nagle się okazuje, że jest tam rodzaj księcia, który przyjeżdża sobie i spodobała mu się ta lataczka. Zagarnia ją do swojego pojazdu i czyni z niej swoją nałożnicę ku cierpieniu tego starca, ale też ku lekkiemu, to cudzysłów, zdenerwowaniu tego mutanta, który seksualną przyjaźń z tą lataczką utrzymywał, a później się okazał szpiegiem obcych. Ale znowu nie zdradziłem państwu zbyt wiele, bo to znowu jest na początku.
I to tak naprawdę nie jest istota tej książki. Ale ten Rzym jest dziwny. Siedziba gildii, jacyś książęta. Widać pewną schyłkowość, dekadencję tego świata. Obcy przemierzający Rome właściwie w roli turystów, podziwiający. Czy też właściwie nie wiem, czy to był podziw. Czasami mam wrażenie, że niektórzy podróżnicy podróżują do krajów bardzo prymitywnych i tam oczywiście poprawność polityczna każe im mówić, że oni oczywiście są bardzo zainteresowani inną kulturą, ale czasami po minach widać, że oni tak naprawdę, jak się w jakiejś takiej wiosce w Afryce zjawią, to gdyby nie ta kamera, to najchętniej by stamtąd spierdzielali i to w podskokach, bo się czują niekomfortowo zupełnie. Także Wiktorze, teraz twój głos.
[57:45] - Jak ja to czytałem, to o czym ty wszystkim mówisz i próbujesz jakoś zamarkować przed ludźmi ten cały świat, to ja po prostu byłem totalnie zachwycony i zauroczony taką spokojną nostalgią, która z tych opisów, z tych obrazów wszystkich płynie, która jest przekazem. Nie ma w tym żadnej szablarki, czegoś sztucznego. Chociaż wydaje się, że to wszystko jest zupełnie nieprawdopodobne, ale nie jest sztuczne. Jest po prostu w jakiś sposób piękne i w ten sposób naturalne. Ja jestem zauroczony tą książką.
[58:42] - Ja wytłumaczę się z pewnego zamieszania, które tu przed chwileczką powstało. Po prostu zjawił się w studiu pan ochroniarz, chyba nowy, i był troszeczkę zaniepokojony, że my tutaj w studio, że dzień wolny się zbliża, a my tu siedzimy. Pewno się trochę martwił nami, że my tutaj w dzień wolny.
[59:02] - Marku, w tej książce Silverberga są strażnicy, którzy są staruszkami. Otóż bardzo podobnie funkcjonuje dzisiejsza współczesna nasza europejsko-amerykańska cywilizacja, w której strażnicy to bardzo często są emeryci, którzy w ogóle nie wiadomo czego pilnują i przed kim, bo każdy w miarę sprawny to da im w czółko i będzie po strachu. Nie wiem, są tacy strażnicy, pełno ich zresztą jest wszędzie, nie wiadomo czego pilnują.
[59:39] - Może dobrze, bo pan był czujny, ale troszeczkę zakłócił nam rytm audycji. Ja proponuję, żeby odzyskać ten rytm. Myślę, że dobrą metodą będzie wysłuchanie felietonu Tomka Fąsoli.
[59:58] - Podejrzewam, że to zachwieje dopiero naszą równowagę wszelką.
[01:00:02] - No to spróbujmy.
[01:00:07] - O tolerancji ciąg dalszy. Osoby miłujące wolność, równość i tolerancję postanowiły przypomnieć mi o istnieniu Jacka Komudy. Fakt faktem, że troszeczkę za pośrednictwem pisma „Do Rzeczy”, które całą sprawę nagłośniło, ale dowiedziałem się, że oto pismo „Nowa Fantastyka” zamieściło ostatnio opowiadanie rzeczonego Komudy i w tym opowiadaniu się ktoś dopatrzył wątków homofobicznych, atakujących czy nieuczciwie obrażających środowisko LGBT. Autor oczywiście czuje się straszliwie skrzywdzony tym pomówieniem, co pismo „Do Rzeczy” nagłaśnia. Z kolei „Nowa Fantastyka” bardzo przeprasza za te akcenty. Zdaje się, że nawet obiecuje, że jakiś tam numer będzie bardziej pro takim zjawiskom. Co swoją drogą, jak to zazwyczaj w takich przypadkach się dzieje, jest promocją dla autora. Przecież mówię, od dawna nie pamiętałem o jego istnieniu. Nigdy się jakoś specjalnie tego rodzaju literaturą Nie interesowałem, a teraz o tym się dowiedziałem. Przypomniałem sobie, że taki człowiek istnieje.
Pośpiesznie nabyłem tę nową fantastykę, więc wydawca zarobił w tym momencie na tym. W wersji elektronicznej, żeby móc się zapoznać, o czym właściwie chcę mówić. Tekst nie zrobił na mnie wrażenia, powiem państwu szczerze. Taki przegadany, jak to zwykle taka literatura, taka stylizacja na siłę, właściwie niewiele tam jest treści. Autor oczywiście prezentuje się jako wielkie niewiniątko, strasznie zaatakowane przez okrutnych ludzi. To nie jest takie niewiniątko, proszę państwa, umówmy się, że Komuda chyba jednak ma pewną potrzebę nadmiernego eksponowania tych wątków i jakiegoś podejścia niefajnego. Myślę, że tacy dosyć umiarkowani komentatorzy też zwracali na to uwagę, że Komudę można przestać lubić, jak się w niektóre jego wypowiedzi wejdzie. Ja nie wiem, ja tego nie śledziłem, więc tutaj trochę bazuję na innych opowieściach. Fakt faktem, że opowiadanie nie zrobiło na mnie wrażenia i wydaje się, że poza pokazaniem jakiejś niechęci do określonej grupy, właściwie niewiele tam jest. Taka znowu stylizowana akcja.
Autor się znowu broni, że to jest jakiś pastisz czy przeróbka innego tekstu. Być może, tylko znowu nie do końca widzę po co. Natomiast co ja sobie o tym wszystkim myślę, proszę państwa? Pewnie można by tu przypomnieć chociażby wierszyk Wojciecha Młynarskiego o tym, kto powiedział: „Kasjer dupa”. O kasjerze, który strasznie się oburza, że ktoś gdzieś powiedział: „Kasjer dupa”, że jego znowu obrażają. Może bezpodstawnie zupełnie. Młynarskiemu chodziło bardziej o pokazanie naszych bardziej narodowych postaw, że gdzieś tutaj jesteśmy obrażani. Ale fakt faktem, że może takie coraz bardziej upierdliwe doszukiwanie się gdzie tam kogo obrażają i piętnowanie, zwłaszcza po tej prawicowej stronie, to się pojawia, to jest męczące i może faktycznie niepotrzebne. Zdaje się, że ksiądz Tischner powiedział kiedyś coś takiego, że nikt tak skutecznie nie zniechęca młodych ludzi do religii jak nieudolni katecheci. I coś takiego chyba jest, że nic tak skutecznie nie zniechęca, na przykład do środowisk mniejszościowych, czy to etnicznie, czy w związku z orientacją seksualną, tożsamością płciową i tak dalej.
Nic skuteczniej nie zniechęca do tych środowisk niż faktycznie ludzie, którzy na siłę wszędzie będą tych homofobów tropić i eliminować, bo wówczas faktycznie ludzie się mogą poczuć zagrożeni i gdzieś tam ta wrogość się pojawia. Trochę tak to działa niestety, a przy okazji treści napiętnowane są jednocześnie promowane i zginęłyby być może w tłumie innych tekstów. A tak się ten Komuda nieszczęsny wybija i ja go na przykład przeczytałem. Więc może nie warto. Z drugiej strony mówię, Komuda nie jest niewiniątkiem. Myślę, że troszeczkę sobie zasłużył. Ale z trzeciej znowuż strony można by to wszystko puścić mimo uszu i umówmy się, jak wielki oddźwięk społeczny ma nowa fantastyka. Ktoś by to tam przeczytał, puścił mimo uszu i w ogóle sprawy by nie było. No i sprawa jest, proszę państwa i wygląda to tak, jak wygląda. Myślę, że co najmniej dwie postawy mogę tutaj sobie wyobrażać jako autor czy doradzać innym autorom.
Bo jedno to jest to podejście Komudy czy Ziemkiewicza, że tak troszeczkę na siłę. Podobno nie chciał, ale umówmy się, że troszeczkę na siłę prowokować i iść na walkę. Bo jest, proszę państwa, pewna cenzura, umówmy się. Może słuszna, może nie. Różnie można na to patrzeć. Pojawia się to zjawisko. Pewnych rzeczy lepiej nie mówić, bo może się to spotkać z krytyką. Jednym podejściem może być taka postawa waleczna, która ma swoje zalety, bo wiąże się z pewną promocją. Z drugiej strony ta promocja negatywna to różnie bywa, proszę państwa. Czasem to faktycznie daje dużą sprzedaż, ale czasem też pewne reperkusje czy pewne sytuacje mogą zaszkodzić.
To różnie bywa, proszę państwa. Jedni zyskują, inni tracą na tym wizerunku negatywnym. Także można, proszę państwa, iść w zaparte i walczyć z tym światem, walczyć z obrońcami tolerancji wszelkiej. Życzę powodzenia. A drugim podejściem jest to, co zawsze się robiło, kiedy była cenzura. Jeżeli autor chce publikować, zdaje sobie sprawę z tego, że cenzura istnieje. My się możemy na rzeczywistość oburzać, ale ona taka, jaka jest. Zdając sobie z tego sprawę, proszę państwa, być może jest to dobra okazja, żeby troszeczkę poćwiczyć umiejętność wysławiania swoich myśli, pokazywania czegoś, co chcemy pokazać, powiedzieć tak, żeby to przypadkiem nikogo nie obraziło. Takie są, proszę państwa, teraz czasy, że trzeba być szczególnie uważnym, żeby przypadkiem nikogo nie urazić. To jest pewne wyzwanie, to jest ćwiczenie warsztatowe, to jest umiejętność pisania w sposób bardziej zręczny, bardziej metaforyczny, bardziej wysublimowany.
To też jest element umiejętności artystycznej. Tego też warto się na pewno nauczyć i być może też jest to jakaś wskazówka dla osób, które próbują literaturę tworzyć dzisiaj, żeby tak to napisać, żeby swoje powiedzieć, a nikomu się nie narazić. Wreszcie zawsze pozostaje zdanie trzecie. Przytaczam za Andrzejem Draganem, którego będziemy omawiać za dwa tygodnie, a Dragan z kolei mówi to zdanie, cytując bodaj Richarda Feynmana: „Jeżeli nie podoba ci się rzeczywistość, to idź gdzie indziej”.
[01:06:24] - To był Tomasz Fąs z felietonem dotyczącym tolerancji. Ja pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Pozwolę sobie jeszcze nawiązać do felietonu Tomasza Fąsa.
Mam takie wrażenie, że żyjemy dzisiaj w takich czasach, gdzie w ogóle strach gdziekolwiek, jakkolwiek ujawniać się ze swoimi poglądami. Szczególnie z poglądami na takie nośne czy też drażliwe tematy. Skrytykujesz na przykład organizowanie marszów równości, skrytykujesz cokolwiek innego związanego z LGBT, to zaraz cię zwyzywają od faszystów, prawicowych szczurów i nie wiadomo czego jeszcze. A powiesz na przykład, że niech będzie ta adopcja, niech ta para gejów czy lesbijek stworzy dziecku jakąś namiastkę rodziny, to zaraz się od kogoś dowiadujesz, że jesteś lewakiem i najlepiej jakbyś-
[01:08:23] - Żeby stało się z tobą coś złego. To najczęściej pada.
[01:08:29] - Ja może jeszcze też nawiązując do felietonu Fąsa, stwierdzę, że Fąs się nieźle pogimnastykował. Ale co z tego felietonu wynika, to jedna rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę. Otóż w każdym czasie ludzie myślą, że są krok do przodu wobec czegoś, co było i minęło. Ja mam pytanie na bazie tych wszystkich zabaw z autocenzurą Nowej Fantastyki i z innymi. Po cholerę myśmy kiedyś obalali jakiś komunizm w Polsce? Przecież spokojnie, już żeśmy się przyzwyczaili, nauczyliśmy się pisać i mówić między wierszami. Była ta czapa, no i spoko. Komitet Centralny, po diabła myśmy to odrzucali? Przecież tylko po to, żeby być w tym samym miejscu? Bo jesteśmy w tym samym miejscu.
[01:09:26] - Ty sobie analizujesz pod takim kątem gdzie jesteśmy.
[01:09:31] - Tak.
[01:09:31] - Rzeczywiście można w ten sposób. Natomiast mnie niepokoją te sprawy, o których pisał Tomek czy mówił Tomek, bo rzeczywiście doszliśmy, moim zdaniem, do ściany. I przy tej ścianie właściwie mamy do czynienia z takim oto zjawiskiem, że istnieje kilka stron sporu, nazwijmy go sporem światopoglądowym, chociaż to nie do końca odzwierciedla istotę owego sporu. I każda z tych stron przekonana jest, że posiadła patent na rację, na prawdę. Właśnie prawda jest bardziej adekwatnym określeniem. W związku z tym bronią tego zażarcie. Dochodzimy do takiej sytuacji, że padają grube słowa. Bo jeżeli jesteśmy strażnikami prawdy, to wszyscy, którzy są przeciwnikami owej prawdy, są źli. I my jesteśmy w tej chwili w takim świecie, w którym wszyscy są dobrzy i wszyscy mają tych innych za złych. To się musi kończyć tym, czym się kończy.
To znaczy jakimiś takimi nieprawdopodobnymi pyskówkami w najlepszym razie, a bardzo często wręcz wymianą ciosów. Mamy do czynienia z tym w Polsce, mamy do czynienia z tym na świecie. Ja mam wrażenie, to jest paradoks. Im dłużej się przyglądam światu, tym dochodzę do wniosku, że nasz świat zbudowany jest z paradoksów. Jednym z tych paradoksów jest taka oto sytuacja, w której my w poczuciu wolności, w poczuciu tego, że każdy człowiek może głosić swoje poglądy, to jest jego prawo i wolno mu to robić. I zresztą ja absolutnie się od tego nie odżegnuję, ale doprowadziliśmy do sytuacji, że przekroczyliśmy tę granicę, że ludzie uwierzyli, że nie głoszą swoje poglądy, tylko głoszą prawdę. A to już jest krok do tego, żeby wszystkich przeciwników prawdy, to, co już powiedziałem, obrzucić stekiem najgorszych słów. Co więcej, my właśnie ponieważ wychowujemy młodzież, dzieci, a nawet i dorosłych w takim poczuciu, że masz prawo do swoich poglądów i ja tego absolutnie nie neguję, tylko gdzieś następuje taki przeskok, że skoro mam prawo, a w dodatku jestem wychowywany bezstresowo, czyli moje poglądy są mojsze niż twojsze. W związku z tym dochodzi do straszliwych spięć, że już ludzie nie dyskutują ze sobą. Zresztą umówmy się, w dyskusji nie chodzi o to, żeby przeciwnika przekonać.
Przeciwnika, złe słowo. Tego, z którym prowadzimy spór. Nie chodzi o to, żeby go przekonać, tylko żeby skłonić go do pomyślenia, że my też mamy argumenty i że może świat nie jest taki prosty. Dzisiaj ludzie przestali dyskutować, ponieważ nie ma dyskusji pomiędzy strażnikami prawdy a ludźmi, którzy są przeciwnikami prawdy. A ponieważ każdy z uczestników owej dyskusji ma się za strażnika prawdy, a swojego współdyskutanta, potencjalnego przynajmniej, za przeciwnika prawdy, to występuje z takich pobudek ideowych: ja mam rację, a ty jesteś kłamcą. Ten drugi mówi dokładnie to samo.
[01:13:14] - Właściwie dzisiaj nie mamy, Marku, do czynienia z dyskusją, przynajmniej w pewnych kwestiach polityczno-światopoglądowych, tylko mamy do czynienia z takim zarzucaniem się nawzajem sloganami, mocnymi hasłami, zakrzykiwaniem się wręcz i obrzucaniem jedni drugich mocnymi obrazkami.
[01:13:34] - Tak, i wyzwiskami najczęściej. To przekracza już, ale to się właśnie stąd bierze, że każdy z tych głoszących ma poczucie tego, że jest strażnikiem prawdy, więc hajda na pozostałych.
[01:13:50] - Zwrócę w tej chwili uwagę, kto w tym momencie, w takiej sytuacji jest ofiarą. Otóż ofiarą jest-
[01:13:56] - Prawda jest ofiarą.
[01:13:58] - Nie, nie prawda właśnie, ale mój światopogląd jest ofiarą. Ty, Marku, masz jakiś światopogląd, ja mam również jakiś i powinienem mieć niezbywalne prawo do manifestowania swojego światopoglądu. Nie prawdy, ale swojego własnego.
[01:14:17] - Dlatego unikałem powiedzenia, bo to nie jest prawda.
[01:14:20] - Ale jeżeli mi się odbiera prawo do manifestowania swojego światopoglądu przez to, że ja swojego na przykład muszę uważać, co ja napiszę-
[01:14:31] - Ale to wynika z tego, że ci „głosiciele”, tu cudzysłów, bo ja cały czas używam słowa prawda w cudzysłowie, ponieważ ci głosiciele prawdy mówią: „Ale ty nie masz prawa do głoszenia swoich poglądów, ponieważ to jest kłamstwo”. I oni są w takim poczuciu moralnej wyższości. Ale masz absolutnie rację, że my doszliśmy do sytuacji, w której głoszenie własnych poglądów to jest czasami przestępstwo. To gdzieś dochodzimy do szaleństwa.
[01:15:01] - Tylko że to nie jest zjawisko polskie, to jest zjawisko cywilizacyjne. W tej chwili oczywiście patrząc na zachodnią cywilizację, bo tam są jeszcze zdrowe.
[01:15:12] - Ja w tym swoim przydługim przemówieniu starałem się szukać korzeni tego zjawiska i moim zdaniem korzeniami tego zjawiska jest to, że dano ludziom właśnie wolność. Ludzie się przyzwyczaili do tego, że przeszli krok dalej, a to jest właściwie krok dalej w kierunku przepaści. Ty się zatrzymałeś, zresztą my się zatrzymaliśmy na tym, stąd się toczą nasze, czasami na antenie, a czasami poza anteną, zażarte dyskusje. Ale my dyskutujemy. Każdy z nas dopuszcza, że drugi może mieć inny pogląd na daną sprawę. Ja nie prowadzę dyskusji po to z Wiktorem, żeby go przekonać do mojego poglądu, bo bardzo często jest to po prostu niemożliwe. I Wiktor dokładnie wie to samo, ale my wymieniamy swoje poglądy i często się zdarza, że po jakimś miesiącu dzwoni Żelkowski do Żwikiewicza i mówi: „Wiesz, w tym, co mówiłeś miesiąc temu, coś było, to mnie niepokoiło, to mnie gryzło. Ja modyfikuję swój pogląd, jest troszeczkę inaczej”. Taki jest sens dyskusji. Natomiast ja odnoszę wrażenie, że współczesne, tu cudzysłów, „dyskusje” to są próby zamordowania, słowami na razie, przeciwnika.
To jest straszne.
[01:16:29] - Poczekaj, ale być może tak być musi.
[01:16:31] - Być może.
[01:16:31] - Zwróć uwagę, ja porównam ludzi oraz idee do roślinek. Co robią roślinki? Roślinki sobie rosną tak, jak chcą, bo mają taką ideę, do słońca, rozłożyć listki, kwiatki zakwitnąć. To są ludzie, istoty, jednostki naszego gatunku Homo sapiens. Ale poza tym o naszym bycie decyduje tak naprawdę gleba. Gleba ma głos, gleba wie lepiej, co jest potrzebne tej roślince.
[01:17:05] - Może tak było, jak ty mówisz. Ja tu czytam na czacie, PW napisał: „Panowie, dobrze, że pan ochroniarz was nie zakuł”. Dobrze. Uwaga, ochroniarz może słuchać audycji i może wrócić jeszcze. Pamiętajmy, że może. Tak, ale wiesz, Wiktorze, ja myślę, że felieton Tomka, jak każdy dobry felieton, jest punktem wyjścia zarówno do naszej wymiany zdań, ale do wymiany zdań z naszymi słuchaczami. Bo oczywiście Tomek nie był w stanie w tak krótkiej formie ogarnąć całego zjawiska. On pewne rzeczy zasygnalizował, znowu, jak w każdym dobrym felietonie, zasygnalizował, wypunktował. A teraz państwo się po prostu z tym kulajcie dalej. To jest pewien problem naszych czasów, że my z jednej strony głosimy wolność słowa, a z drugiej strony bardzo chętnie popieramy coś, co tak naprawdę jest cenzurą, ale my tego nigdy cenzurą nie nazwiemy.
Nie, my po prostu zabraniamy a to hejtu, a to niewłaściwych poglądów, a to czegoś tam jeszcze. I mamy takie poczucie moralnej wyższości, że właśnie zapobiegliśmy czemuś strasznemu, bo ten ktoś, jak będzie głosił swoje poglądy, to on w ogóle świat zrujnuje. Boję się takiego świata.
[01:18:32] - Ale ten świat, Marku, zawsze taki był. Zwróć uwagę, że naziści nie popełniali nigdy ludobójstwa, przecież oni zabijali Żydów.
[01:18:43] - Tak. To jest właśnie ten problem, o którym ty mówisz. Wiesz, trzeba szybko wyjaśnić, zanim się tu pojawią hufce policyjne, tajne, dwupłciowe i tak dalej, że oczywiście mówisz to z sarkazmem i to rzecz na tym polegała, że Niemcy, hitlerowcy wykonywali wszystko zgodnie z prawem. Żydzi nie byli w ich państwie, byli wyjęci spod prawa, załatwiało się kwestię żydowską. To wszystko było zgodnie z prawem. W ogóle spora część tak zwanych masowych przestępstw w historii ludzkości, a przynajmniej w XX wieku, była robiona zgodnie z prawem. Wszystko było socjalistyczne.
[01:19:24] - Prawo jest najbardziej niebezpieczną rzeczą na świecie.
[01:19:27] - Było socjalistyczne prawo w Związku Radzieckim i tam różne cuda były. Była schizofrenia bezobjawowa. Kilku intelektualistów się na nią załapało i siedziało w psychuszkach. I tak dalej. Zostawmy ten temat, bo to jest temat rzeka.
[01:19:47] - W ostatniej książce Rafała Ziemkiewicza „Hamini zbuntowany” są podane przykłady, w jaki sposób wielcy nasi bohaterowie, jak Kościuszko czy inni, byli niezgodni z prawem, a zgodni z prawem były właśnie Targowice. Wszyscy ci, którzy dzisiaj są uważani za zdrajców, a oni byli zgodni z prawem tamtejszego czasu.
[01:20:13] - Ja już to kiedyś mówiłem. W ogóle takie podążanie za głównym nurtem. Przez to my byśmy nigdy nie mieli... Zauważ, czy gdyby Kopernik, Galileusz podążali za głównym nurtem nauki, po prostu nie byłoby przełomu. My dzisiaj mówimy, że ktoś nie podąża. Mówi się często różnym naukowcom z różnych dziedzin, że są niezgodni ze współczesną nauką, bo podążają gdzieś tam swoją drogą, ale to oni ewentualnie mają szansę na przełom. Ci wszyscy, którzy podążają drogą utartą, mainstreamową, są bardzo potrzebni. Oni pewne rzeczy budują. To też jest bardzo ważna grupa, ale to ci, którzy się nie zgadzają. Darwin chociażby.
Darwin się nie zgadzał z tą koncepcją rozwoju, którą proponowano wcześniej. Zaproponował swoją. Dzisiaj z nim się też różnie, nie zgadzają, też proponują różne rzeczy. Nie wchodźmy w to, kto ma rację, bo to w ogóle jest inna sprawa.
[01:21:25] - Czy w ogóle racja istnieje.
[01:21:26] - Czy w ogóle ta racja istnieje? Jakaś pewno istnieje, bo gdzieś tam ta prawda jest, tylko jest ukryta i kto wie, czy nie na zawsze przed nami jest ukryta. Czy w ogóle jest do odkrycia. Zresztą o tych problemach będziemy mówić za tydzień w książce, którą już Tomek troszeczkę zareklamował. Ja ją w tej chwili też przytoczę. Andrzej Dragan „Kwantechizm”. Będziemy ten „Kwantechizm” za dwa tygodnie wspólnie z Tomkiem Fonsem przerabiać. To będzie niesamowita lektura, bo ona zburzyła mnie i mam nadzieję, że państwo również zburzy. Kilka takich utartych sloganów, którymi się przyznaję, ja czasami posługiwałem. Mam nadzieję, że czasy przeszły, którymi posługują się moi znajomi i w ogóle to jest dosyć powszechne.
Andrzej Dragan bezlitośnie traktuje w swojej książce i pokazuje nam, że kiedy na światopogląd naukowy albo na to, że to jest postępowe, naukowe, to chyba nie do końca wiemy, co mówimy. I on ma na to silne argumenty, ale to zostawmy sobie. Zostawmy sobie do przyszłego, za dwa tygodnie.
[01:22:35] - Na pewno ma rację co do jednego, że my przede wszystkim posługujemy się bardzo często, bo tak jest wygodnie albo tak jest zgodnie z prawem, posługujemy się stereotypami.
[01:22:48] - Stereotypami, ale też pewnymi takimi, jak to powiedzieć tak na szybko. Wygodniej jest stosować, niech będą te twoje stereotypy, takie utarte ścieżki myślenia. Tak jest wygodniej. Po co coś udowadniać? Tylko że Dragan pokazuje też z tym udowadnianiem, że my bardzo często przyjmując jakieś poglądy, idąc bardzo po bandzie, to tak do Herberta, to kwestia smaku bardziej, jakie poglądy przyjmujemy niż udowodnienie czegokolwiek. Bo bardzo często okazuje się, że przyjmujemy jakieś poglądy, czy to polityczne, ale to zostawmy politykę, czy naukowe, czy też światopoglądowe przyjmujemy nie dlatego, że nam coś udowodniono, tylko że jakoś tak czujemy, że do tych akurat bliżej, a do tych dalej. I kiedy usiłujemy sobie później różne rzeczy udowodnić, to napotykamy albo na wyznawców, którzy nam bardzo szybko potwierdzą, że mamy rację, albo na ludzi, którzy nas wkurzają, bo oni bez przerwy mówią: „Słuchajcie, ale czy aby na pewno? Ale czy aby na pewno?” Tych ludzi bardzo się w tej chwili we współczesnym świecie nie lubi. Bo oni nam burzą to ciepełko, ten spokój, bo mamy jakiś tam swój światopogląd. I przychodzi gość i mówi: „Ale to jest nieprawda”.
Później sobie mówimy: „No tak, ale to jest tylko jego światopogląd. To jest jeden na jednego”. A później przychodzi trzeci i tak dalej. Mówię, zostawmy to. Za dwa tygodnie będzie o czym pogadać.
[01:24:29] - Jak my wszyscy zachwyceni jesteśmy, że nareszcie żyjemy w demokracji. A tutaj taki Żwikiewicz i nie tylko bez przerwy mówią, że demokracja nie istnieje przecież. Więc jak możemy być szczęśliwi w czymś, czego nie ma?
[01:24:45] - Albo w każdym razie jest jakąś namiastką. Dobrze, wróćmy do „Skrzydeł nocy”, bo to książka-
[01:24:51] - Tymi samymi tematami zajmuje się również Silberberg.
[01:24:56] - Wbrew pozorom tak.
[01:24:57] - Wbrew pozorom tak. Tylko wymiar tego jest albo sposób, w jaki tym się zajmuje, jest taki bardziej szlachetny niż ta nasza współczesna polityczna hucpa uprawia. Jest takim opisem świata, w którym zmienność, inność nie jest żadną doktryną, tylko jest po prostu jakimś wyborem drogi.
[01:25:30] - Wiesz co, ja polubiłem tę książkę z jeszcze jednego powodu. Otóż Ja się często zastanawiałem, kiedy różni autorzy mówili mi, że jakaś cywilizacja wysoko rozwinięta wymarła. Wtedy zastanawiałem się: „Kurczę, ale jak ona wymarła, ta cywilizacja? Co, nie mnożyli się? Co się działo?”. Bo my bardzo ładnie przyjmujemy, że różne stare cywilizacje: Babilon czy Sumerowie, starożytny Egipt, jeśli nie wymarli, to się zdegenerowali i w ogóle się wszystko zepsuło. Ale często napotykamy na taki passus, że ktoś mówi: „A ludzkość może wymrzeć”. I co my wtedy mamy przed oczyma? Że jakieś kataklizmy, że jakaś kometa przyjdzie, szmaśnie ogonem albo coś pierdyknie w tę Ziemię i będziemy mieli niesympatycznie. I tak ludzkość wymrze.
Tymczasem Silverberg pokazuje, że to wcale nie musi być tak, że coś z tą kometą czy z jakimś innym ciałem niebieskim, że wygubi nas zaraza na przykład. Nie, on pokazuje, że ludzkość na własne życzenie może ulec — i tu nie wiem, czy będę poprawny politycznie, ale powiem, bo Silverberg się chyba nie obrazi — ulec degeneracji. Ale nie degeneracji umysłowej, bo to są wszystko zdolni ludzie, którzy na kartach powieści Silverberga się pojawiają, tylko takiej degeneracji cywilizacyjnej. Właściwie do pewnego momentu, tu nie będę zdradzał, napotykamy na cywilizację, która nie ma celu. Ona nie podąża ku czemuś. Bo my lubimy tak o sobie myśleć, że mamy cel. Ruszymy ku gwiazdom, chociaż niektórzy to obśmiewają, między innymi Tomek, i częściowo rację nawet przyznaję, że to nasze ruszenie ku gwiazdom to jeszcze długo nie, ale może się mylimy. Mamy cel w postaci zbudowania czegoś tam w wirtualnej rzeczywistości, tego raju ze ślepowidzenia, mamy jeszcze inne cele, to nas pcha do przodu po prostu. I to jest okej. Natomiast Silverberg rysuje nam obraz cywilizacji, która toczy się siłą rozpędu.
Była. Są ludzie, mnożą się, toczy się to wszystko do przodu. Ale po co? Nie wiadomo, po co się toczy. I zobacz, pod koniec książki, kiedy wydaje nam się, że nie ma rozwiązania tej sytuacji, nie ma wyjścia, Silverberg pokazuje, że jest nadzieja dla ludzkości. Ale dlaczego? Dlatego, że ona zyskuje pewien cel swojego istnienia. Że ludzie pogrążeni w hedonizmie, niektórzy w bezcelowości, ludzkość właściwie pogrążona w takich oto stanach wymiera, ponieważ to wszystko okazuje się bez sensu. A rośnie, przyrasta, robi się cywilizacją ekspansywną w dobrym pojęciu tego słowa wtedy, kiedy ma cel. Zacząłem o tym dużo myśleć, czy Silverberg ma rację.
I wnioski mam różne, ale to jest znowu materiał do przemyślenia dla każdego czytającego tę książkę, jak to właściwie jest. Bo to się wydaje takie proste. Ale czy to takie proste?
[01:29:31] - Ale Marku, to jest takie samo wprost jak życie każdego człowieka z osobna. Sens życia polega na tym, że człowiek znajduje jakiś cel w życiu. Tym celem w życiu mogą być bardzo dziwne rzeczy, ale muszą być. Człowiek, który nie ma celu życia, to właściwie jest taki inteligent, który siada na skrzyżowanych nogach i zaczyna myśleć nad sensem życia.
[01:29:56] - I myśli.
[01:29:57] - I myśli, i dużo wymyśli, nie?
[01:30:00] - Oj nie. Wiesz co, w tej chwili powiedziałeś o czymś takim bardzo... W gruncie rzeczy to jeszcze byłoby nieźle, ale ja mam wrażenie, że część ludzi to żaden inteligent. Po prostu część ludzi pogodziła się z tym, że życie nie ma żadnego celu, że telewizor grający na okrągło, jakaś flaszka wieczorem, najlepiej codziennie, jakieś takie proste rozrywki to jest sens życia. I jak to jest powielane, zobacz, jak funkcjonuje zachodnia cywilizacja. My jesteśmy częścią tego Zachodu. Zobacz, część ludzi żyje absolutnie bez celu. Trzeba przeżyć życie, bo jest jedno. Później umrzeć, bo każdy umiera. Nie ma co sobie stawać celów, bo cel to jest pewien wysiłek, to jest pewne dążenie ku, to jest czasami narażanie się komuś.
To jest czasami podejmowanie wyzwań. Po co mi, na cholerę mi cel? Lepiej żyć spokojnie, bo życie jest jedno. Silverberg, mam wrażenie, nie wprost, ale polemizuje z takim podejściem, mówi nam pomiędzy słowami, że ten cel w życiu jest w gruncie rzeczy bardzo ważny. Zobacz, strażnik, który jest głównym bohaterem, ten starzec, w każdej części znajduje sobie inny cel. Inny jest cel jego życia w pierwszej części, kiedy jest strażnikiem. Inny jest cel w drugiej części, kiedy przystępuje do gildii. Wyleciało mi z pamięci, jak ona się nazywała, ale to byli ówcześni historycy, ludzie, którzy zajmowali się dziejami Ziemi. Wreszcie w ostatniej części też jest inny jego cel. Ale okazuje się, że on tak naprawdę pionuje tego gościa, bo on mógł sobie spokojnie umrzeć jako starzec, który został pozbawiony pracy.
Bo skoro nastąpiła inwazja na Ziemię, to on już jako strażnik był niepotrzebny. Gildia strażników została rozwiązana. Nie było jej. Stracił pracę, stracił sens życia. Natychmiast sobie go znalazł.
[01:32:25] - Natychmiast się odmłodził i znalazł sens życia, fruwający w niebie na pięknych skrzydłach. Po nocy w dodatku. Bardzo piękna wizja. Też tak myślę.
[01:32:36] - Ale widzisz, tego nie mogę zdradzić, bo to bym już naprawdę przesadził. Zniszczyłbym państwu przyjemność z lektury. Ale ten cel się znajduje. W dodatku pięknie to Silverberg pokazuje, kiedy cel indywidualny łączy się z celem zbiorowym. Bo okazuje się, że ludzkość znowu ma ku czemu zdążać. Ale też ludzie, a przynajmniej bohaterowie książki, nagle odnajdują cel swojego życia. I to ten bardzo prosty, przyziemny, jak i ten troszkę bardziej wzniosły. Ja wiem, że to, co mówię, brzmi troszeczkę enigmatycznie, ale jak mam państwu opowiedzieć książkę? Raczej tego nie robimy, a naprawdę warto jest do tej trzeciej części dobrnąć, bo człowiekowi się robi tak ciepło na duszy, kiedy zaczyna czytać ostatnie stronice tej powieści Silverberga. Bo ten dekadencki świat rozpadający się na naszych oczach, taki, który właściwie gdzieś tam się nam zawala, nagle odzyskuje sens.
Tak naprawdę jest piękny.
[01:33:48] - Bardzo mi to przypomina również trzecią część trylogii Stefana Żuławskiego „Na srebrnym globie zwycięzca stała ziemia”. Stała ziemia jest taka sama mniej więcej jak u Silverberga. Po prostu jest półmagiczna, dekadencka zupełnie. Oczywiście na miarę wyobrażeń tej Polski międzywojennej, kiedy ta książka była pisana. To po prostu jest bardzo podobnie, ale podobnie było prawdopodobnie i w Rzymie, i w Babilonie, i w Paryżu przed tym, zanim ktoś wpadł na genialny wynalazek gilotyny. Też tak było. Żyło się bez celu, nie wiadomo po co. Przynajmniej części tego. A jak mówiłeś o celowości, ja miałem takie skojarzenie. Nie wiem, na ile ja rozumiem, bo ja nie jestem kierowcą, istoty działania samochodu.
Cywilizacja przypomina mi samochód. Jeśli uruchamiasz silnik, żeby samochód mógł jechać, musi mieć silnik, prawda?
[01:35:05] - Przydałoby się.
[01:35:06] - Jeżeli wyłączysz silnik albo on się zepsuje, ale nie uruchomisz hamulców, to pewien czas ten samochód będzie jeszcze jechał, nie? To właśnie mam wrażenie, że jeszcze tak jedzie.
[01:35:19] - Tak. Siłą rozpędu. I ta cywilizacja-
[01:35:22] - Tak, Silverberga. Właśnie takim siłą rozpędu jeszcze jedzie, ale silnika już nie ma.
[01:35:30] - Pięknie to powiedziałeś, ale pod koniec silnik zaskakuje.
[01:35:34] - Zaskakuje. Na nowo ktoś musi, ale trzeba wpaść na patent, nie?
[01:35:40] - Dostaliśmy SMS-a od Tadeusza Krajewskiego. Ciekawy, nawiązujący jeszcze do sprawy Nowej Fantastyki. Ja go zacytuję. „W ostatnim numerze Nowej Fantastyki ukazał się tekst Tomasza Kołodziejczaka Zero...„ i tu mam kłopoty ze wzrokiem, „ Waste H2.0, przy którym antylewicowa wymowa opowiadania Komudy jest słabiutka i subtelnie zawoalowana zaledwie. Czyżby redakcja Nowej Fantastyki poprzez wywołanie awantury związanej z Jackiem Komudą usiłowała przemycić coś zdecydowanie bardziej radykalnego?
[01:36:21] - Ja tylko pozwolę sobie odczytać ten tytuł poprawnie po angielsku. „Zero Waste H2.0.”
[01:36:30] - Okej. Zero Waste. To moja słabość w tym wypadku, ale w każdym razie ciekawa uwaga. Coraz bardziej mnie Nowa Fantastyka zaczyna fascynować. Te ostatnie wydarzenia, które się tam pojawiają.
[01:36:51] - Mnie fascynuje. Ja jak się dowiedziałem o tych wszystkich, to właściwie wstyd mi, że kawałek życia swojego poświęciłem powstawaniu tego pisma. Jak czytam komentarze internetowe czy coś takiego, to właściwie w domu mam dziwne poczucie, że jakoś tak mi jest troszkę gorąco w okolicach policzków, wiesz?
[01:37:14] - Okej. Jedźmy w stronę „Skrzydeł nocy”, bo powiedzieliśmy już o tym, że tam dekadencja, że pewna schyłkowość. Ale to, co budzi podziw, o czym już częściowo wspominaliśmy, to ta niezwykła wyobraźnia Silverberga, bo dostajemy całą masę wynalazków. Ja w pewnym momencie powiedziałem, że w tej książce dobrze potwierdza się ta zasada, że odpowiednio zaawansowana technika, technologia właściwie stwarzają wrażenie czarów, istnienia czarów czy magii. Z czymś takim mamy tutaj do czynienia. I tych wynalazków jest cała masa. Spotykamy je zarówno w Rome Znowu Rom, czyli Rzym, to jest takie miasto i później Paryż czy inne jeszcze osiedla, czy Jerozolima w końcu. To jest taka mieszanka, jakbyśmy pomieszali troszeczkę średniowiecze z najnowszą technologią. Takie skojarzenia miałem, że ludzie żyją prosto, nawet czasami bardzo prosto, a z drugiej strony otoczeni są technologią. Ja tu taki przykład podam.
W pewnym momencie, nie powiem, kim jest towarzysz, z którym podróżuje główny bohater do Paryża, to sobie państwo wyczytajcie, ale ten towarzysz jest niewidomy i oni zachodzą do jakiegoś miasta. Przypuszczam, że to Szwajcaria, obecna Szwajcaria. Wtedy te nazwy są nieco przekształcone. Po co? Bo ten niewidomy towarzysz głównego bohatera chce zdobyć oczy, namiastkę oczu. Jest oślepiony, więc zdobywa te oczy. Są podłączone mu przez miejscowego specjalistę. Narzekają na te oczy. One nie są doskonałe. One raczej pozwalają dostrzec zarysy przedmiotów, pewne cienie, pewne szkice tych przedmiotów.
Nie są doskonałe, ale wspomina się tam w pewnym momencie, jest taka krótka uwaga na ten temat, że kiedyś, dawno, setki lat temu to by były oczka takie, że wszystko by się widziało. Te oczka są dostępne gdzieś daleko w kosmosie, do którego główni bohaterowie nie mają miejsca. I ten towarzysz naszego strażnika, już właściwie wtedy nie strażnika, takie oczy każe sobie przeszczepić. Ale jest tam coś, co zostało w tłumaczeniu nazwane nadkieszenią. Czyli mamy przy sobie coś, jakiś taki albo przedmiot, albo jeden z bohaterów to miał w udzie bodajże wszczepione. To jest przechowywanie nawet wielkich przedmiotów w innym wymiarze. I wszystko, czym to towarzyszy nam jako powiedzmy jakiś wisiorek albo wszczepione jest to w skórę i tam możemy zmieścić taką ilość przedmiotów, której normalnie byśmy nie udźwignęli, ale one idą z nami, przechowywane są w innym wymiarze.
[01:40:31] - Co więcej mają też złotą rękę.
[01:40:34] - To jest pokazanie, jak zaawansowana technologia towarzyszy bohaterom, jaka zaawansowana technologia obecna jest w tym świecie. Jest to na swój sposób fascynujące.
[01:40:52] - Tyle że to już są, że tak powiem, odpryski, takie pozostałości. Ja może zwrócę wam wszystkim uwagę na jedną rzecz, że pisarstwo bardzo przypomina inne rodzaje sztuki, takie jak rzeźby czy malarstwo. Są pisarze, którzy kiedy piszą, a ty ich czytasz, to właściwie odbierasz to tak jak pracę rzeźbiarza. Jest dużo huku, dużo łomotu, krew się czasami leje, bo przecinak pójdzie nie w tę stronę, młotek trafi w kolano albo gdzie indziej i tak dalej. Ale pięknie, powoli ta rzeźba się wyłania. Silverberg akurat poszedł zupełnie inną drogą, przynajmniej w tej książce. Jest piekielnie malarski.
[01:41:42] - Tak.
[01:41:43] - To jest malowanie rzeczywistości w bardzo piękny sposób.
[01:41:51] - Fajnym językiem.
[01:41:52] - Pięknym językiem. Tu już zasługa Sokołowskiego, że na polski to również jest pięknym językiem przenoszone. Ale widzisz, nie przypadkiem. Sokołowski, jak ja go znam, to jest zakochany w Silverbergu.
[01:42:05] - Jest absolutnie. Rozmawiałem z nim na ten temat. Jest zafascynowany twórczością Silverberga, ale jedną rzecz warto podkreślić, bo ta malowniczość nie kłóci się z tą technologią, która tam jest pokazana. Ale coś muszę przeczytać, bo Jack napisał nam: „Każdy ma swój czas. Jedno wcielenie czy ileś tam jako ateista, następnie jako wierzący. Nie ma gorszych czy lepszych, po prostu się jest. Pan Adam Anczykowski dał ciekawe wykłady na YouTube o tym, który człowiek lepszy. Nie ma takiego, bo każdy ma swój czas i doświadczenie. Dusza się wciela i doświadcza.” Całkowita zgoda. O tym mniej więcej mówiliśmy, że mówienie, że ktoś ma lepsze albo gorsze poglądy chociażby, to jest właśnie coś, co mnie rozśmiesza.
A zauważmy, i dlatego to cenny trop, dlatego go przytoczyłem. I pewno warto po te wykłady na YouTubie sięgnąć, bo zauważmy, że w naszych czasach bardzo często doświadczamy takich słów, że ktoś ma poglądy właściwe albo niewłaściwe.
[01:43:19] - Ale tak podobnie było w czasach komuny, kiedy była jedna wykładnia, jedynie słuszna.
[01:43:25] - Tak. Co więcej, za dwa tygodnie będziemy mówić o tym, bo socjalizm, marksizm w ogóle-
[01:43:36] - I demokracja.
[01:43:37] - Był światopoglądem jakim? Naukowym. Dawano wykładnię taką, że wcześniej to były filozofie jakieś tam, a teraz mamy światopogląd naukowy, czyli oparty na twardej wiedzy. To, że socjalizm musi zapanować, to nie jest jakaś tam teoria społeczna.
[01:43:58] - Ani wiara.
[01:43:58] - Ani wiara. To wynika twardo z nauki i to po prostu tylko trzeba poczekać, żeby to się zrealizowało. Tak to funkcjonowało przez długi-
[01:44:08] - Nawet funkcjonuje do dzisiaj.
[01:44:09] - Nie w tym- Zdarza się, że podobnym tropem podążają niektórzy i dlatego ta uwaga jest bardzo cenna. Warto sobie to przeanalizować. Zbyt często przyzwyczajamy się do tego, że ktoś nam mówi. Zobacz słowo „hejt”, które robi taką karierę ostatnio. Ktoś zabawnie zdefiniował, że hejt to jest to, co mówią o nas źle inni. Bo to, co my źle mówimy o innych, to nie jest hejt. To nie, absolutnie. To jest uprawnione, jak najbardziej. Natomiast jak inni nam mówią, że jesteśmy tacy śmacy, to to jest oczywiście hejt. Natomiast my możemy ich bez pardonu, bo my mamy rację oczywiście.
[01:44:56] - Innymi słowy krytyka jest krytyką, dopóki nie dotyka nas.
[01:45:02] - Tak, oczywiście. Ale to też wynika z tego, o czym mówiliśmy wcześniej. Ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że mamy rację, bo to nam przez właściwie cały dzieciństwo, przynajmniej wielu ludziom się to wszczepia, że ty masz rację. Ty jesteś chowany na zwycięzcę. Zobaczcie państwo, co się w popularnych programach natury psychologicznej, takiej psychologii podwórkowej, ale zdarzają się takie programy, wtłacza. Dziecko musi być zwycięzcą, dziecko nie może ponosić porażek. Takie mądrości są sprzedawane, że dziecko to, dziecko tamto. Dziecko ma zawsze rację. Dziecko musi być chowane na zwycięzcę, że się tak zapętlę i powtórzę. Co jest moim zdaniem drogą ku klęsce.
[01:45:48] - Przypomnę komunistyczny tytuł komunistycznej książki „Jak hartowała się stal”.
[01:45:53] - Ano właśnie.
[01:45:53] - Żeby stal się wyhartowała, potrzebny jest równocześnie i ogień, i woda. Niestety.
[01:45:59] - W odpowiedniej sekwencji. A poza tym nic tak nie umacnia charakteru jak kilka klęsk poniesionych w życiu. To zawsze wzmacnia przynajmniej kręgosłup, a kilka innych rzeczy również. Tradycyjnie powiem: wróćmy do książki, bo to jeszcze nie wszystkie tajemnice, które w „Skrzydłach nocy” są ukryte. Bo Silverberg, poza tym, co powiedzieliśmy, dbał o malarskość, dbał o różnego rodzaju wynalazki. To było dla mnie zaskoczenie, bo się tego po Silverbergu nie spodziewałem. Na pewno niesłusznie, bo kilka książek jego znam i jakoś tak dałem się zwieść pozorom. Nie spodziewałem się jakiejś pogłębionej psychologii postaci i przez długi czas byłem w dodatku przekonany, że mam rację. To taka przypadłość współczesnego świata, że każdy lubi mieć rację. Ja też ją lubię mieć i w tym wypadku czułem się dobrze, bo miałem rację.
Tymczasem jak sobie przeanalizowałem ruchy sceniczne, to cudzysłów sceniczne, poszczególnych postaci, poszczególnych bohaterów, to się nagle okazało, że to nie są proste pajace skaczące po scenie, tylko to są postacie złożone. Bardzo często możemy zapytać: ale dlaczego tak? Dlaczego on postąpił tak albo tak? Dlaczego ona postąpiła tak albo tak? Ktoś powie: „Żelkowski, słaba to definicja komplikacji psychologicznej”. Może i słaba, ale powiem, że kilka postaci w książce Silverberga mnie zastanowiło. Zastanowiło mnie właśnie pod tym kątem psychologii. Dlaczego tak. Jest tam pewna scena podwójnego morderstwa. Znowu nie mogę za dużo powiedzieć, ale ona wydaje się początkowo absurdalna.
Ale kiedy poznajemy osobę, która to zrobiła, która przynajmniej w części brała udział w tym wydarzeniu, może tak, to jest najlepsze sformułowanie. Przekonujemy się, że nie mogło zdarzyć się inaczej. Poznajemy głębię tej postaci. To nie jest przyjemna głębia. To się ludziom zdarza. Nie wszyscy są wspaniali i cudowni. Czasami siedzi w nas bestia, to, o czym Nietzsche pisał. Po prostu siedzi w nas ta bestia i ona tam po prostu jest. Ona nawet nie wynika z tego, że jesteśmy strasznie źli i zawsze będziemy źli i będziemy dzieciom tętnice przegryzać albo swoim bliźnim. Nie, to zło, znowu gdzieś odwołujmy się do klasyków.
Zło bardzo często, to nasze złe postępowanie jest w gruncie rzeczy banalne. Banalność zła. To się pojawiło, chociażby u Hannah Arendt, która o tym pisała, że zło jest banalne i okazuje się, może nie na tę skalę, o której pisała Arendt, ale u Silverberga też się to pojawia, że my sobie czasami robimy krzywdę przy okazji. Komuś robimy, sobie nie, ale komuś robimy krzywdę niejako przy okazji. Nie ze złej woli. Po prostu robimy mu krzywdę. Tak jakoś wyszło. Po prostu.
[01:49:42] - Zresztą psychologizm jest bardzo często widoczny przede wszystkim w literaturze detektywistycznej, począwszy od Conan Doyle'a i tak dalej, i Sherlocka Holmesa. Psychika, analiza psychologiczna ludzi, którzy wokół danego przestępstwa się wirują jak taki czmych. Wyłapanie tego przez inteligentnego detektywa właściwych proporcji właściwie wskazuje na przestępcę. Właśnie jest to dobra literatura. Tak samo u Silverberga, tak samo jak u Szekspira i u Conan Doyle'a. Po prostu musi uwzględniać dokładnie psychologię ludzi i jeśli się to robi z maestrią, to zawsze to będzie miało rezonans.
[01:50:39] - Znalazłem fragment z książki. Mówiłem o tych oczach, które kupił towarzysz strażnika, kiedy podróżowali do Paryża. Zacytuję to. Proszę zobaczyć, jaką prostą kreską Silverberg kreśli osiągnięcia technologii takiej, której my sobie dzisiaj jeszcze chyba nie do końca wyobrażamy. „Oczy miały formę perłowo-szarych kul mniejszych od naturalnych ludzkich. Przecinały je poprzeczne szczeliny. Jaki mechanizm znajdował się w środku? Nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że są wyposażone w maleńkie złote konektory do podłączenia nerwów. Podczas pierwszej części operacji Bordo asystował chirurgowi.
Ja czuwałem, a książę spał. Później trzeba go było obudzić. Ból wykrzywi mu twarz, lecz książę opanował się tak szybko jak Bordo, aż wypowiedział ciche słowa modlitwy. Dowód, że determinacja pacjenta wywarła na nim wielkie wrażenie.” Dalej nie będę czytał. Chodzi o to, jak to jest naszkicowane. Nawet ta uwaga. Ja może zwracam uwagę na niuanse, które wydadzą się państwu śmieszne, ale nawet ten fragmencik, kiedy on najpierw pisze o tym, jak one wyglądały, przecinały. I ta prosta uwaga. Zauważmy, że my jesteśmy w takiej samej sytuacji. „Jaki mechanizm znajdował się w środku?
Nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że są wyposażone i tak dalej.” Zobacz, czy my, patrząc na współczesną technologię, która nas otacza, nie możemy powiedzieć tego samego o przedmiotach, które są wytworem tej technologii? Możemy powiedzieć to samo. Proszę państwa, jak działa komputer? Większość z nas jest użytkownikami komputera, a nie... Właściwie mogłaby się podpisać pod słowami Silverberga. Co tam było w środku? Nie wiem.
[01:52:45] - A jak działa sałatka warzywna?
[01:52:48] - Sałatka warzywna.
[01:52:49] - Kto to wie?
[01:52:50] - Sałatka warzywna to jest to, co niektórzy mają w głowie, ale to zupełnie inne zagadnienie.
[01:52:58] - A ja nawiążę do jeszcze innego fenomenu, takiego starego, jeszcze pamiętającego czasy głębokiego PRL-u. A jak działa jamniczek?
[01:53:08] - A jak działa jamniczek? Jak działa jamniczek? Pojęcia nie mam, ale jamniczek jest ogólnie do przyjęcia i całkiem miłe zwierzę. W każdym razie wracam do przerwanej myśli. Ta technologia właściwie przez całą książkę jest w ten sposób rysowana. Ona nas zaciekawia. Ona powoduje, że my jesteśmy zaintrygowani tym, co oni tam wymyślili. Podobne rzeczy dzieją się, kiedy bohaterowie docierają do Jerozolimy i tam następuje pewna przemiana. Pewna przemiana, która znowu jest opisana od strony głównego bohatera i poznajemy jego wrażenia, że coś, co dla niego trwało, być może wydawało mu się, że trwa godziny, tak naprawdę trwało pół roku. Pokazane jest niebezpieczeństwo technologii, że to, co jednemu przynosi zmianę, przemianę, coś pięknego, coś, o czym marzył, drugiemu przynosi tak naprawdę zagładę, śmierć.
Nikt o tym nie wie wcześniej. To jest ruletka, rodzaj ruletki, na którą osoby się decydują albo nie. Ten pęd, ta psychologia wreszcie. Bo okazuje się, że pewne osoby nie są w stanie zrezygnować z pewnych działań. Wiem, mówię jak Pytia troszeczkę, ale to może państwa zachęci, a może zniechęci do przeczytania książki Silverberga. Nie wiem.
[01:54:44] - Mnie, Marku, tak za bardzo nie fascynowały te technologie, natomiast ich obecność w książce postrzegałem po prostu jako takie drugie dno albo inne tło, dzięki któremu uwiarygadnia się rzeczywistość, że ona ma inne wymiary. Ta książka po prostu jest w ogóle napisana wielowarstwowo. Bez przerwy jest utrzymywany... My jakby ślizgamy się po powierzchni przez uczucia, przez zdarzenia, które są współczesne. Ale poza tym istnieje coś jeszcze, nie?
[01:55:25] - Świat.
[01:55:26] - Już nie mówiąc o tym, że w sumie przecież ta książka jest o inwazji obcej cywilizacji również, nie?
[01:55:34] - Ale wiesz, co jest fajne? Kiedy państwo dotrzecie do drugiej części, kiedy wyjaśniony jest mechanizm owej inwazji. Jak to w gruncie rzeczy banalne było. Oczywiście z punktu widzenia tych, którzy przeprowadzali inwazję, to była misja dziejowa ciągnąca się przez wieki, a właściwie tysiąclecia. Ale oni coś poprzysięgli. Troszeczkę tak mi to też się skojarzyło, oczywiście pewno prymitywne bardzo, z zachowaniem polityków. Oni też coś poprzysięgli i się tego bardzo często trzymają. Troszeczkę jest tak z tą cywilizacją, która najeżdża Ziemię. Oni coś poprzysięgli i muszą to zrealizować, choćby się waliło paliło, choćby już może nie widzieli sensu czy jest- Czy to warto się odwoływać do tego, co było? To jednak to realizują.
[01:56:29] - Warto, Marku, bo dzięki temu mieli cel: rozwalić Ziemię.
[01:56:36] - Właśnie nie. To jeszcze państwu coś zdradzę, a to znowu jest niewinne zdradzenie, że ci najeźdźcy w gruncie rzeczy zachowują się całkiem łagodnie. Oni, owszem, wyłapują tą grupę uprzywilejowaną. Tych, których byśmy nazwali rządem, ludźmi zarządzającymi Ziemią. Tych wyłapują, gdzieś tam ich umieszczają. Umieszczają swoje punkty kontrolne w różnych ważnych strategicznych miejscach Ziemi. Pewne rzeczy starają się kontrolować, pewne rzeczy, na przykład z historii, to też jest ważny wątek w drugiej części, starają się przechwytywać. Czyli informacje dotyczące tego, co było. Okazuje się, że nie tylko ludziom zależy na tym, żeby historię poprawiać, albo żeby historię zafałszowywać, albo żeby pewne rzeczy stawały się nieistniejące. Okazuje się, że ta cywilizacja najeźdźców też chce pewne rzeczy z historii Ziemi wymazać.
[01:57:53] - Może również z własnej historii.
[01:57:55] - Tak.
[01:57:56] - Bo jest im, że tak powiem, niezbyt na rękę, żeby pamiętać, dlaczego chcą tą inwazję przeprowadzić.
[01:58:02] - Tak, jest im zupełnie nie na rękę, ale jednocześnie jest to cywilizacja, która co robi, jak już opanowuje Ziemię? Zresztą właściwie prawie bezboleśnie ją opanowuje, bo owszem, istnieje Gildia Obrońców, która teoretycznie ma bronić Ziemi. Bardzo się później szybko okazuje, że ci, którzy nie zginęli w obronie Ziemi, przynajmniej połowa z nich później przeszła na żołd najeźdźców. Takimi granatowymi policjantami troszeczkę się stali, pilnowali na przykład punktów kontrolnych i czasami zachowywali się gorzej niż najeźdźcy w tych punktach. Starali się bardziej. Tak, owszem. Ale w gruncie rzeczy pokazuje to wszystko, że ci najeźdźcy to był taki soft najazd właściwie. Bo co robią najeźdźcy? Poza tym, że administrują Ziemią, że ją przejęli pod kontrolę, ściągają tu całe masy, wiem, że to brzmi tak banalnie albo tak groteskowo, ale całe masy kosmicznych turystów. Pojawia się tu ich cała masa i oni zwiedzają Ziemię.
[01:59:19] - No tak, czyli biznes się kręci.
[01:59:21] - Biznes się kręci ewidentnie.
[01:59:22] - Właśnie, jak zniszczymy to, co mamy pokazywać?
[01:59:25] - Tak, biznes się kręci ewidentnie. Całkiem nieźle się zresztą kręci. I to jest też takie smutne. Skojarzyło mi się to, bardzo dalekie skojarzenie, może uznacie je państwo po lekturze za zupełnie debilne, ale jakoś mi się to skojarzyło z takim opowiadaniem w „Rakietowych szlakach" pojawiło się takie opowiadanie „Helping Hand". Ta pomocna dłoń. Troszeczkę podobnie było. Co się stało z cywilizacją, która przyjęła pomoc innej, bardzo wysoko rozwiniętej cywilizacji? Stała się miejscem, do którego przyjeżdżali turyści. Stała się takim swoistym skansenem, gdzie wytwarzali swoje rękodzieła i byli takim miejscem odwiedzanym przez turystów. Nie rozwijali się.
A cywilizacja, która odrzuciła tą pomocną dłoń, wyrosła, zmężniała, stała się potężna, dała sobie radę sama.
[02:00:28] - Widzisz, ja tak bez przerwy kraczę nad losem tej Europy. A tutaj przecież nagle się pojawia szansa. Przecież my mamy szansę przetrwać jako ogród zoologiczny na przykład. Czemu nie?
[02:00:42] - Bardzo dobrze, że to podkreśliłeś, bo Ziemia staje się pod wpływem tej inwazji, na skutek tej inwazji, staje się właśnie rodzajem ogrodu zoologicznego. Tylko ta końcówka jest fajna, bo my, w każdym razie bohaterowie, a w każdym razie ludzkość, przynajmniej jej część, nie do końca się na to zgadza. I to jest ten cel, który się pojawia. Co ciekawe, być może to jest skutek tego, że Silverberg pisał to w czasach wojny wietnamskiej, ale ten nowy cel, ten sposób przeciwdziałania złu, które się stało, nie ma charakteru militarnego. Nie ma charakteru powstania styczniowego, listopadowego czy jakiegokolwiek innego. Nie. Ludzie wymyślają inny sposób, który da się troszeczkę porównać do tego, jak Chińczycy radzili sobie z najazdami. Wsysali. Wsysali i najeźdźcy się asymilowali. I nagle się okazywało, zanim się dobrze zorientowali, że są cząstką cywilizacji, którą teoretycznie najechali.
Tu nie jest tak samo, ale jest podobnie. To w tym kierunku zmierza. I dalej jeszcze nie powiedziałem rzeczy ważnych. Także możecie państwo spokojnie książkę czytać.
[02:02:19] - Tak jak ja mówiłem, ona jest na tyle wielowarstwowa, że można ją nie tylko przeczytać, ale jeszcze przeczytać po raz drugi.
[02:02:27] - Powiem ci ciekawą rzecz. Ja zaintrygowany odbiorem książki, którą omawialiśmy dwa tygodnie temu, czyli „Ślepowidzenia", sięgnąłem sobie oczywiście na ten sam portal, który O której mówi się, że to nie jest źródło, z którego warto czerpać informacje o książce. Nie wiem czy warto, czy nie warto, ale warto się zorientować, jaki jest odbiór owej książki. Odbiór „Skrzydeł nocy” jest znacznie mniej zróżnicowany niż „Ślepowidzenia”. „Ślepowidzeniu”, tak jak cytowałem, od skrajności do skrajności. Natomiast przy ocenach w Made in Lubimy Czytać, przy ocenach „Skrzydeł nocy” jest nostalgicznie. Bardzo wielu czytelników wyłapało nostalgiczną tę książkę. Zobacz, jaki to jest fenomen. Nostalgiczna książka o czymś, co się dopiero wydarzy za wiele tysięcy lat. Trzeba mistrzowskiego pióra, żeby coś takiego skonstruować.
To nie jest nostalgiczna opowieść o tym, co nam się wydarzyło w młodości. Człowiek ma taką tendencję do tego, żeby wspominać czasy, które są odległe od nas o kilkadziesiąt lat, że było wspaniale.
[02:03:56] - Tak, jak była piękna Rzeczpospolita Obojga Narodów.
[02:04:01] - Bardzo często ludzie mówią, że za komuny było lepiej. Nie dlatego, że było lepiej, tylko dlatego, że byli młodzi. Może niektórym było lepiej, to jest inna sprawa. Ale bardzo często byli wtedy młodzi, byli zakochani, byli zdobywcami świata i dlatego ten świat wydaje się taki piękny i dlatego z takim sentymentem bywa wspominany. Bardzo często różne inne okresy się wspomina z sentymentem.
[02:04:26] - To mi mówisz, że za jakieś kilkadziesiąt lat będziemy wspominać nasz współczesny czas, jak się w sejmie przekręca PiS z kimś, kto akurat jest po drugiej stronie, „taki piękny czas to był”.
[02:04:46] - Wiesz co? Powiem ci coś takiego. Powiedz mi, czy ludzie, którzy byli młodzi w latach 50. albo 60. naprawdę wspominają Stalina, Bieruta, Gomułkę? Człowieku, oni wspominają to, jacy byli piękni, jacy byli młodzi, jacy byli zakochani, jakie mieli problemy życiowe albo radości życiowe.
[02:05:11] - Jak smakowała wtedy kaszanka.
[02:05:13] - Tak.
[02:05:14] - Te ruskie konserwy.
[02:05:16] - I oranżada nawet była lepsza.
[02:05:18] - Wszystko było lepsze.
[02:05:20] - Ale kto wspomina, mój Boże, poza historykami, Gomułkę czy Bieruta? Kto się takimi pierdołami zajmuje? Dlatego czy ty naprawdę uważasz, że ktoś za kilkadziesiąt lat będzie wspominał te harce, które się odbywają w parlamencie, czy też te inne różne klocki?
[02:05:36] - Nie, ale w tym czasie.
[02:05:39] - W tym czasie.
[02:05:40] - To czas piękny.
[02:05:41] - Ale to będzie to samo. Ten sam uśmiech się będzie pojawiał na twarzy, kiedy mówimy, że w latach 60. było pięknie. Komu było pięknie? Jednocześnie był tam zidiociały aparat partyjny, który dostawał kompletnego szmelga i robił różne dziwne rzeczy. Zobacz, nie zmienia to faktu, że ludziom było wtedy pięknie.
[02:06:04] - Pięknie. Nawet krzyczeli na spotkaniach z Gomułką: „Dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy”.
[02:06:10] - Krzyczeli, bo im kazali.
[02:06:12] - Nie kazali, z dobrego serca.
[02:06:13] - Nie. Wiesz co? Powiem ci tak.
[02:06:14] - Tak samo jak dzisiaj.
[02:06:15] - Powiem ci tak, i to może jest coś bardzo niepolitycznego, co powiem za chwilę, ale jest przynajmniej taka teoria, że czasy komuny to były czasy, kiedy szedłeś do szkoły i mówili ci, że w Katyniu mordu dokonali Niemcy. Szedłeś do innej klasy i ci mówili, że socjalizm to jest światopogląd naukowy i że jest najlepszy. I szedłeś do jeszcze innej klasy i ci mówili, że religia to jest zabobon i głupota, i w ogóle jak najdalej. Szedłeś do domu i tam ci mówili rzeczy zupełnie inne. I wielu badaczy upatruje, że właśnie na tym polegała klęska realnego socjalizmu, że szkoła sobie, rzeczywistość sobie, dziennik telewizyjny sobie, a rodzina wiedziała, jak jest i przekazywała to kolejnym pokoleniom. Czasami były to bajki.
[02:07:13] - Rodzin prawie nie ma.
[02:07:14] - Czasami były to bajki. Nie, jest jeszcze inne coś, co budzi zastanowienie. Ja nie mówię, że tak jest, ale budzi przynajmniej. Warto się nad tym zastanowić, bo niektórzy mówią, że może są źli ludzie wokół nas, którzy wyciągnęli wnioski, że rodzina to była taka ostoja, w której pewne wartości przechowywały się same z siebie prawie. I może, żeby się nie przechowywały, żeby się zabobon nie szerzył i tak dalej, to może trzeba zniszczyć rodzinę.
[02:07:54] - No...
[02:07:55] - I nawet pewne sukcesy są w tym kierunku ostatnimi czasy. Nie ciągnijmy tego tematu, bo zagłuszymy piękną książkę. Bo to nie o to chodzi. Taka mnie refleksja naszła. Ale powiem ci, zaczęliśmy od tego wątku i na nim skończymy. Ten wątek minięcia się w czasie, bo my tak przeszliśmy do porządku dziennego, że starzec minął w czasie z dziewczyną, która była w nim również zakochana, co jest najciekawsze. Ona również była w nim zakochana, ale również w pewnym momencie pada taka kwestia, dostrzegała, że to nie ma sensu, że to się nie uda. Ona to w pewnym momencie mówi, dlaczego wybrała pewnego innego mężczyznę i mówi wprost dlaczego. To jest rzecz, która się ludziom, jeśli się prześledzi literaturę, co jakiś czas zdarza, że się rozmijają w czasie. Z punktu widzenia dziejów rozmijają się zaledwie o chwilę, ale z punktu widzenia życia człowieka rozmijają się o całe życie.
Myślę, że to jest rzecz, którą Silverberg rozegrał znakomicie. Istnieje coś takiego, uczucie ponad dziesięcioleciami. Szukałem słowa, ale ponad dziesięcioleciami, że te dwie dusze są jakby pokrewne, ale z tego nic nie będzie. Zobacz, literatura jest pełna takich przykładów. Poszukajcie państwo, bo to ciekawe. To jest chyba jakiś dramat. Silverberg znajduje oczywiście wyjście z tego dramatu. Dlatego ta książka w gruncie rzeczy kończy się nutką optymizmu. Nie, żeby zaraz wybuchem optymizmu, ale jest ciekawie.
[02:10:02] - Życie też, Marek, znajduje takie rozwiązania. Mój dziadek miał 44 lata, moja babcia 14. Mieszkali na zaściankowej Litwie. Nie mogli się pobrać, bo wtedy wiek dojrzały kobiety było 16 lat. Co dziadek zrobił? Porwał babcię, uciekł do Kozaków. Problem się rozwiązał. Dzięki temu ja jestem. Piękna historia?
[02:10:32] - Piękna. Silverberg rozwiązuje inaczej. Ale w gruncie rzeczy spójrz na współczesny świat. Dzisiaj zostawmy już 14-latki, bo dzisiaj to już jest przestępstwo. Chociaż niektórzy tacy hej do przodu postulują, nawet polski naukowiec o tym mówi, że dzieci powyżej chyba 10. roku życia już za seksualne różne rzeczy nie należałoby tych dorosłych karać, bo to nie jest pedofilia. Pozostawiam to bez komentarza.
[02:11:10] - Słyszałem niedawno taki postulat, żeby pedofilię uznać za orientację seksualną.
[02:11:16] - Tak. To szczególnie w Holandii. Tam jest nawet partia, która postuluje „dobrą pedofilię”. Ja już nawet tego nie komentuję. Ja tylko odwołuję się do tego, co mówi się nawet w Polsce, bo to polski człowiek z tytułem taką myśl wypowiedział, że właściwie dziecięce życie można podzielić na trzy etapy. Te dwa pierwsze owszem nie, ale w tym trzecim etapie to już jak najbardziej. Więc zostawmy 14-latkę. Ale nawet wyobraź sobie we współczesnym świecie 18-latka, kiedy pomyśli o 45-latku, to poza wyjątkami-
[02:11:57] - Ja kiedy dwie żony miałem, Marku.
[02:12:00] - Jakie dwie żony miałeś? 18-latki, a ty byłeś 45-latkiem. Ale to i tak dawno było. Dzisiaj to nie teges. Zdarza się oczywiście. Ale raczej jest podejście takie: jak masz powyżej 45, to ty jesteś starcem. Więc pogadajmy sobie jak starzec ze starcem i przynajmniej będzie wszystko jasne.
[02:12:23] - Medyczny starzec zaczyna się po 75. roku życia.
[02:12:27] - Wiesz co, to jest z medycyną różnie, bo jak idziesz do okulisty, masz po 40. i ci się zaczyna mały tekst rozmazywać, to co mówi pani doktor do ciebie? Sorry, bo jestem słaby z nomenklaturą. Niedowidzenie czy chyba niedowidzenie starcze. Tak to się nazywa. A masz 40.
[02:12:54] - Ślepowidzenie.
[02:12:55] - Tak, prawie ślepowidzenie.
[02:12:58] - Czytają te książki, nawet te.
[02:13:01] - Powiem ci tak. Sprowadzamy wszystko do żartu, ale w gruncie rzeczy zobacz, Silverberg użył tego motywu właśnie, tego rozmignięcia się w czasie. To jest jeden z tych momentów, które tworzą tę książkę, sprawiają, że ona gdzieś w stronę tej nostalgii, tej tęsknoty, tego marzenia. Zobacz, w pewnym momencie główny bohater cały czas pamięta o tej Aueli, o tej lataczce. Cały czas ona siedzi w jego głowie. On nie może o niej zapomnieć. Kiedy jest w Jerozolimie i widzi lataczy, którzy po niebie się przemieszczają. Kiedy ją widzi, rozpoznaje ją natychmiast. On ją widzi oczami zakochanego człowieka. Starca, ale zakochanego człowieka.
On już przestał sobie tłumaczyć, że musi zachować wstrzemięźliwość, bo już nie był strażnikiem, więc mógł nie zachowywać. Ale też myśli o tym, że to nie ma sensu. Tymczasem, kiedy się spotykają, w pewnym momencie się spotykają, jaka jest reakcja dziewczyny, lataczki? Widać, że ją ciągnie do tego gościa, ale też ma poczucie, że to nie ma wszystko sensu. Wiem, że przydługo eksploatuję dla państwa ten motyw, ale kiedy państwo przeczytacie książkę, zobaczycie, jak on jest w gruncie rzeczy ważny, jak on nastraja pewne struny w tej opowieści i jak czyni ją właśnie taką niezapomnianą, taką wzruszającą w gruncie rzeczy. Powiem ci tak, jak kiedyś słyszałem, że Fantastyka naukowa może być wzruszająca. Ja o wszystko mogłem podejrzewać fantastykę naukową. Naprawdę o przeróżne rzeczy, ale że będzie wzruszająca? Powiedziałeś przed naszą audycją bardzo fajną rzecz i chciałbym cię o nią zapytać, ponieważ zbliżamy do brzegu, zaczynamy kończyć. Powiedziałeś tak: „Dlaczego ja nie czytałem takich książek, kiedy byłem młody?” Wytłumacz się z tego.
[02:15:27] - Bo te książki to są takie, które do mnie pasowały w tamtym czasie.
[02:15:33] - Od razu powiem, że ta książka-
[02:15:35] - Przeczytałbym je z ciekawością, przeczytałbym, nie mógł spać przy tej książce. Musiałbym połknąć do końca, bo to jest tak wspaniała książka, szczególnie dla człowieka młodego. Tak jak w tej chwili wytłumaczyłeś sentymentalizm, którego niespecjalnie mam w życiu.
[02:15:58] - A może byś miał?
[02:16:01] - Może bym miał.
[02:16:03] - Powiem tak, że ta książka była niedostępna dla polskiego czytelnika. Dla tych nielicznych, którzy wyjeżdżali na Zachód, którzy mieli świetnie opanowany angielski, może tak, ale dla Wiktora Żwikiewicza, dla mnie też zupełnie, bo gówniarzem byłem, ale dla Wiktora Żwikiewicza była niedostępna w taki sposób. Owszem, dostępna była ta równoległa prawie książka, czyli „Człowiek w labiryncie”. Tam też są ciekawe momenty, ale tej nostalgii tam nie ma.
[02:16:34] - Tej malarskości całej.
[02:16:36] - Tam jest pewien inny. Ja kiedyś tłumaczyłem o tym wątku nawiązującym do pewnych opowieści z czasów greckich, do pewnych mitycznych postaci. Tam jest to i to jest świetnie rozegrane przez Silverberga. Niemniej tamta książka nie jest tak nostalgiczna. Jest ciekawie, bo też opowiada o tym, że człowiek, którego moglibyśmy poznać nie tylko od strony fizycznej, ale od strony jego duszy, którego dusza wlewałaby się w naszą świadomość, nie byłby przez nas lubiany. Bo tam też to, co straszyło ludzi, to właśnie nostalgia, która się pojawiała w nim. Ludzie nie mogli tego wytrzymać, kiedy się dusza głównego bohatera na skutek pewnych problemów, które miał z inną cywilizacją, wlewała w ich duszę. Oni tego nie mogli wytrzymać. On był osobą niepożądaną. Wszyscy go zaczęli unikać.
Dlatego wyemigrował na Lemnos. Trywializuję, spłycam całą wymowę, ale niech już tak będzie. W każdym razie to zupełnie inna książka. I zobacz, książki, które powstały w tym samym czasie, tak różne i tak różnie mogące ukształtować człowieka piszącego. Bo moim zdaniem mówisz, że znałeś książkę. Ta książka wyszła bodajże w ’73 roku. Mówię o „Człowieku w labiryncie”. W Polsce wyszła. Znałeś tę książkę i kiedy się prześledzi twoje opowiadania, szczególnie z tych zbiorów „Stało się jutro”, te pierwsze, czyli „Happening w oliwnym gaju”, poczuć szybko-
[02:18:18] - „Siddhartha”, „RPM 50” i tak dalej. Czy tam „Podpalacze nieba”.
[02:18:21] - „Podpalacze nieba”. Kiedy się te książki prześledzi, to one są bardziej człowiekowo-labiryntowe niż „Ze skrzydeł nocy”. Może mielibyśmy zupełnie innego pisarza w polskiej fantastyce, gdyby przeczytał Wiktor „Skrzydła nocy”. To mógłby być punkt zwrotny. Proszę państwa, to jest chyba wszystko, co nam przyszło do głowy, żeby państwu przekazać odnośnie „Skrzydeł nocy” Roberta Silverberga. Ja tak jak zawsze szczerze tę książkę polecam. Można się przy niej po prostu wzruszyć kilka razy przynajmniej. Chyba że ktoś się nie lubi wzruszać. A to dla tych jest ten świat. Świat upadku, świat beznadziei w sumie, ale z optymistycznym zakończeniem w gruncie rzeczy.
[02:19:19] - Ja mam taką propozycję. Skoro tłumacz tej książki, Krzysztof Sokołowski, jest zakochany w Silverbergu, to warto przeczytać tę książkę, żeby przeprawić mu drogę.
[02:19:35] - Niech będzie. To prawda. Dziękujemy państwu w takim razie za ten wieczór o „Skrzydłach nocy” Roberta Silverberga. Zapowiadam, że za dwa tygodnie przerabiamy, tak jak już mówiłem wcześniej, „Kwantechizm” Andrzeja Dragana. Przerabiamy go wspólnie z Tomkiem Fonsem. W związku z tym, jak Tomek prosił przekazać, felietonu w przyszłym wydaniu, czyli za dwa tygodnie nie będzie.
[02:20:03] - Za to będzie felietonista.
[02:20:04] - Będzie felietonista, bo jak powiedział: „Przerywanie Fonsa Fonsem to już jest po prostu nadmiar dobra, które może państwa spotkać”. W związku z czym darujemy ten nadmiar dobra. Proszę państwa, książka „Kwantechizm” to jest książka, którą Wiktor najpierw znał z recenzji. I się tymi recenzjami troszkę za-
[02:20:28] - Zafascynowałem się zupełnie, bo zacząłem grzebać, kim jest autor. Potęga, bo niesamowicie szalony człowiek. I książka na miarę jego szaleństwa.
[02:20:40] - Wiesz, który mi się moment podobał w tej książce? Jeszcze chwila w takim razie. Kiedy on opowiadał o swojej karierze, drodze naukowej właściwie i powiedział o tym, jak się stał fizykiem teoretycznym i tak dalej. I w pewnym momencie zaczął opowiadać w swojej książce o tym, jak nauczył się hipnozy. Jak nauczył się hipnozy i jak hipnotyzował różnych swoich znajomych. I podaje tam taki przykład, że zasugerował jednemu przynajmniej z nich, już nie pamiętam szczegółów, żeby w okolicach jakiegoś wypowiadanego słowa on na przykład podnosił nogę czy podrywał tę nogę. O tym oczywiście nie powiedział. Zrobił eksperyment. Pytał już na jawie tego człowieka, używając tego słowa i on podrywał nogę. Po jednym, drugim, trzecim razie on pytał: „Ale dlaczego ty podrywasz nogę?” Za każdym razem ten człowiek znajdował jakieś racjonalne wytłumaczenie, dlaczego nogę poderwał.
Ono było zupełnie niezwiązane z hipnozą zastosowaną przez naszego autora. Na przykład zdrętwiała mu albo coś tam. To służy głównemu bohaterowi do pokazania, że człowiek to już jest takie zwierzę, że zawsze sobie racjonalne wytłumaczenie, z jego punktu widzenia racjonalne, to od razu dodajmy, znajdzie.
[02:22:17] - Tak.
[02:22:17] - Ale to jeszcze wcale nie znaczy, że to jest racjonalne w dokładnym znaczeniu tego słowa. Co więcej, okazuje się, że my bardzo często potrafimy dorobić filozofię do kawałka ciała, że bardzo często szukając uzasadnienia naszych poglądów albo naszych przekonań, które nam po prostu pasują, również posługujemy się tą metodą, dopasowujemy argumentację do tego, co nam się wydaje. I wszystko, co nam służy, jest fajne, co nam nie służy, jest głupie i z gruntu wrogie.
[02:22:57] - Zobacz, w takim Honolulu.
[02:23:02] - Na Hawajach.
[02:23:03] - Na Hawajach szczytem urody było za młodu wyrywanie sobie dwóch przednich siekaczy.
[02:23:12] - Naprawdę?
[02:23:13] - Tak.
[02:23:13] - Pierwsze słyszę.
[02:23:14] - Bo dzięki temu byłeś piękny. Skąd to się wzięło? Prawdopodobnie dlatego, bo tam rządzili starsi, którym już to wypadło i z tej ułomności zrobili szczyt urody. I do dzisiaj sobie tam wyłamują.
[02:23:30] - Teraz tam głównie Amerykanie kasują. Nie sądzę, żeby sobie Amerykanie wyłamywali siekacze.
[02:23:35] - Amerykanie zepsują każdą...
[02:23:37] - Każdą piękną tradycję zepsują. To niszczyciele, paskudy. Dobrze, proszę państwa, dobrej nocy życzymy. Za tydzień kolejna część powieści Tadeusza Meszko. Proszę państwa, ja jeszcze o tym powiem we wstępie do powieści, ale dzisiaj powiem tak: powieść Tadeusza trzeba smakować powoli. „Śmieciowi ludzie” to nie jest książka akcji, która tam się ganiają. Czasami się tam ganiają i strzelają, biegają, jakaś sensacja się pojawia. Ale w gruncie rzeczy Tadeusz rozwija powoli tę opowieść. Jeśli komuś brakuje cierpliwości, jeśli ktoś lubi strzelanki i to, że się ganiają i że się strzelają, jak powtarza Paweł Majka, to może niech nie słucha tej powieści, bo to go nie zadowoli. Natomiast wszyscy, którzy lubią dosyć fajnie skonstruowaną książkę z kontrowersyjnymi w gruncie rzeczy tezami, z takimi przemyśleniami dotyczącymi istoty człowieczeństwa, to może jednak warto posłuchać.
Tym bardziej że od razu zapowiadam, że w następnym tygodniu jest kolejna część, a do końca wakacji przedstawimy państwu całą książkę. Całą książkę od deski do deski, od początku do końca. A teraz już naprawdę kończymy. Za tydzień powieść Tadeusza Meszko, za dwa tygodnie „Bibliotekarium” i będziemy przerabiać kvantechizm. Dobrej nocy życzymy wszystkim.
[02:25:19] - Dobrej.
[02:25:21] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios", Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Oczywiście już za tydzień w ABW w podcastowym wydaniu „Bibliotekarium”. I oczywiście za dwa tygodnie na żywo w kolejnym „Bibliotekarium”, tym jak najbardziej normalnym. A ja tak czekam i czekam na to nienormalne i się chyba nie doczekam.
[02:25:58] - A na Facebooku pojawił się pomysł nienormalnego, co prawda wydania ABW. Marek Myszograj zaproponował w związku z moją wizytą w Jeruzalu, czyli filmowych Wilkowyjach, żebyśmy się wybrali wspólnie z Wiktorem i Tomkiem Fonsem do tegoż Jaruzela, siedli tam na wiadomej ławeczce, wzięli po mamrocie i zrobili wydanie ABW. I przyznam się, że pomysł jest kuszący, tylko ten Jaruzel dosyć daleko. Nie, Jeruzal, przepraszam. Ten Jeruzal dosyć daleko, ponad 300 kilometrów. Myśmy tam jechali chyba dobę, bo Wiktor tak co 20 kilometrów musi zapalić, więc sami państwo sobie to przemnóżcie. Niemniej jednak myślę, że wydanie nawet z obrazem, wydanie z tejże ławeczki to byłby absolutny hit. Więc zaczynam myśleć o tym. Dobrej nocy jeszcze raz państwu życzymy.
[02:27:00] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:27:22] - They told him, "Don't you ever come around here. Don't wanna see your face, you better disappear." The fire's in their eyes and their words are really clear. So beat it, just beat it. Oh. You better run, you better do what you can. Don't wanna see no blood, you'll be a man to man. You wanna be tough, better do what you can. So beat it, but you wanna be bad. Just beat it . Beat it .
No one wants to be defeated. Showin' how funky and strong is your fight. It doesn't matter who's wrong or right. Just beat it . Beat it . Just beat it. Beat it. Beat it. Beat it. Uh.
They're out to get you, better leave while you can. Don't wanna be a boy, you wanna be a man. You wanna stay alive, better do what you can. So beat it, just beat it. Uh. You have to show them that you're really not scared. You're playin' with your life, this ain't no truth or dare. They'll kick you, then they'll beat you, then they'll tell you it's fair. So beat it, but you wanna be bad. Just beat it .
Beat it . No one wants to be defeated. Showin' how funky and strong is your fight. It doesn't matter who's wrong or right. Just beat it. Beat it. Beat it. Beat it. Beat it . Beat it .
No one wants to be defeated. Showin' how funky and strong is your fight. It doesn't matter who's wrong or right. Just beat it.