Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było, nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Mając nadzieję, że wszyscy państwo zdrowymi jesteście w Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny, siedemnasty już odcinek bardzo paranormalnego, a niekiedy również bardzo kontrowersyjnego podcastu Mówią Świadkowie. Przed mikrofonem Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu.
Podobnie jak to miało miejsce w odcinku szesnastym, dziś również wysłuchamy swego rodzaju spowiedzi ze zdarzeń o charakterze paranormalnym. Będzie ona dotyczyła głównie obserwacji UFO oraz zjawisk kojarzonych z UFO, w tym również bliskich spotkań z zagadkowymi postaciami. Najpierw jednak tradycyjnie przypomnijmy kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś niezwykłego i chcieliby się tym z nami podzielić. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype - Radio.paranormalium.pl.
Numer gadu-gadu 3608 80 02. 3608 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych.
Prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami, gdyż każda relacja, szczególnie te dotyczące obserwacji UFO, jest na wagę złota. Jakiś czas temu z Radiem Paranormalium skontaktowała się słuchaczka, która podzieliła się z nami całym szeregiem zdarzeń związanych z obserwacjami UFO oraz zjawisk łączonych z UFO. Obserwacji bohaterka dzisiejszego odcinka dokonywała zarówno sama, jak i w towarzystwie innych osób, między innymi swojej matki, narzeczonego oraz grupy znajomych. Usłyszymy również opisy bliskich spotkań z zagadkowymi istotami, opisy zdarzeń przypominających Wzięcie, a także pewnego zjawiska, które powtarzało się przez pewien czas i skutkowało częstym wyrwaniem naszej Słuchaczki w środku nocy ze snu. Poza tym pojawi się również wątek dziwnych odgłosów zarejestrowanych przez naszą słuchaczkę nocą, a raczej uchwyconych przez jej smartfona w czasie, gdy spała. Historię nasza słuchaczka przedstawiła w sposób bardzo zwięzły i poukładany. Słuchaczka odpowiadała na pytania w sposób rzeczowy. W czasie rozmowy ani przez moment nie miałem wrażenia, że doraźnie wymyśla jakieś szczegóły, zatem jej wiarygodność oceniam na bardzo wysoką. Istotne tutaj jest również fakt, iż bohaterka dzisiejszego odcinka jest z zawodu rysownikiem. Jako artystka dysponuje zatem rozbudowaną wrażliwością i zdolnością obserwacji, potrafiąc zwracać uwagę na detale, których niewprawne oko przeciętnego Kowalskiego mogłoby nie zauważyć. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy z naszą słuchaczką. W części, w której słuchaczka będzie omawiała zarejestrowane przez siebie dziwne dźwięki, zostaną zaprezentowane dwa nagrania nadesłane przez słuchaczkę. Linki do obydwu nagrań będą umieszczone w opisie tej audycji.
Wysłuchajmy zatem kolejnej na naszej antenie niezwykłej paranormalnej spowiedzi. No i postaram się tak zacząć od samego początku [wzdycha]. Generalnie właściwie to takie najwcześniejsze rzeczy, które mogę tutaj wspomnieć, to właśnie kwestia tych snów, które mnie męczyły, kiedy byłam dzieckiem.
Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, czy na początku lat osiemdziesiątych jakoś właśnie była już ta wizja tych trójkątnych łufaczy. Nie, generalnie prześladowały mnie faktycznie takie sny, że budzę się w środku nocy i jestem pod, jakby, domem u dziadków.
Znaczy to było tak, jak u dziadków nocowałam, to chyba było w... Co ta miejscowość się nazywała?Eee, to po prostu no jakoś tak wychodziło, że mam jakiś normalny sen i nagle się po prostu jakby budzę pod tym domkiem tam na wsi i nade mną na niebie właśnie wisi taki jasny trójkąt. No nie wiem, w tych snach nie wydawał mi się jakiś wielki, ale generalnie zaczynałam przed nim uciekać i właściwie to na tym sen for mi się zawsze urywał. I no przyznam szczerze, ja przez długi czas nawet nie przywiązywałam do tego uwagi, ponieważ jako dziecko miewałam bardzo różne sny.
No i dopiero właściwie jakoś tak jak miałam 17 lat, wyjechaliśmy ze znajomymi nad morze i niestety ja nie mogę tutaj już podać nazwy miejscowości, bo nie pamiętam. Natomiast to było nad polskim morzem. No i generalnie w nocy sobie siedzieliśmy na plaży.
To było takie któreś z tych kurortów nadmorskich? Tak? Eee, to było jedno z takich, z których wspominam trochę bardziej popularnych miejscowości. Nie jestem pewna, czy to nie było Mielno, ale przypominam sobie.
Właściwie tak. Tak mnie właśnie przyszło do głowy miejscowości typu Mielno, Łeba, coś tego typu. Mhm, mhm. No tak, tak, to jakaś taka właśnie turystyczna, tam wiadomo, pełno straganów było porozstawianych, więc to raczej jakaś jedna z takich, które faktycznie były bardziej popularne. Sporo tam było też jakichś dyskotek. W każdym razie no jakoś tak było, że po prostu w nocy siedzieliśmy na plaży, prawda? Aaa, nie wiem, rozmawialiśmy o różnych rzeczach i generalnie po prostu patrzyliśmy się przed siebie na to całe nocne niebo przed nami. I nagle zachodnim, po prostu takimi bardzo w kierunku wschodniego, tak? W kierunku dziwnymi skokami, właściwie robiąc takie jakby takie przecinające się Z-ki. Nie wiem, jak to lepiej opisać. Mogłabym to robić, bo tu.
Takie rysunki? E tak, tak, bo w sumie jestem rysownikiem, ale przyznam szczerze, nigdy nie podejmowałam się rysowania akurat takich rzeczy. W każdym razie tak, robiły jakieś takie dziwne Z-ki i to naprawdę niesamowita prędkość. W ogóle było widać odbicie tego obiektu na tafli właśnie lodu no-noża, prawda?
Więc tak, nie wiem, wtedy miałam wrażenie, jak się na to patrzyłam, że to naprawdę było wielkie i że było daleko. Sądząc się prawda o tej wielkości tego. A osoby towarzyszące pani wówczas- Również to widziały?
Ee Tak, wszyscy zamarliśmy i patrzyliśmy się po prostu na to jak, ee, ciche namalowane wrota. Po prostu nie widzieliśmy za bardzo, co z tym zrobić. I szczerze też już tyle czasu minęło od tego, że ja nie pamiętam dokładnie, o czym w tamtym momencie rozmawialiśmy potem. Generalnie byliśmy pod wrażeniem, to pamiętam. Natomiast już następnego dnia, prawda?
No większość, prawda? Osób, a przynajmniej ta jedna, z którą mam do tej pory kontakt i też ta moja krewna jest jednostką, która jest takim strasznym redukcjonistą i generalnie potrafi wybierać jakieś takie fakty, które jej dosyć nie pasują, więc ona tam próbowała to wytłumaczyć, lecącą jakąś reklamówką, prawda w nocy. No, jeśli reklamówki latają z taką prędkością i dają odbicie daleko na tafli morza.
Jeżeli reklamówka robi zygzaki, to byłaby sensacja. A wiatru jakiegoś specjalnie właśnie nie było tak że, muszę przyznać, że tak, że, że, że to było takie bardzo, bardzo no zaskakujące. Ooo! No i w sumie nie wiem, no jakoś tak.
Ilu was tam było? Czwórka, z tego co pamiętam, to były cztery osoby. Tak, tak, jestem pewna siebie. Mhm. Znaczy, jakoś po, zaraz po tym, po tej obserwacji wymienialiście się może jakimiś spostrzeżeniami, wnioskami, co to mogło być?
Wie pan, jak najbardziej. Z tego, co pamiętam, to tak. My o tym rozmawialiśmy. Tylko że to było tyle lat temu, że ja tego nie pamiętam, bo w sumie, no to było dwadzieścia lat temu i szczerze? No niestety, ale to już totalnie mi umyka. A z moją krewną nie porozmawiam o tym, bo jak wspomniałam, ona wypierała Niektórzy tak mają, rzeczywiście. Co bym tu jeszcze chciał zapytać. To była jakaś pora nocna, jeżeli dobrze? Nocna?
Wieczorna? Która to mogła być godzina? To mogło być tak koło jedenastej, dwunastej. No nie wiem, jeszcze byłam takim szczeniakiem, więc wydaje mi się, że my nie wiem. My siedzieliśmy tam o trzeciej nad ranem, to takie mam wrażenie, że to było raczej koło dwunastej gdzieś i że generalnie tam ludzie czasem się przebijają na tej plaży.
Jeszcze tam jacyś spacerowali, bo to było teraz pod samą miejscowością, więc tam nawet jeszcze za sobą mieliśmy jakieś, nie wiem, wiatry, jakieś właśnie światła tego miasteczka. Także nie wiem, może więcej osób to widziało.
Trudno mi powiedzieć. Niestety ani daty nie podam dokładnej ani właśnie nawet tej miejscowości. Przykro mi, akurat tutaj to bym nie wspomniała. To był jakiś okres wakacyjny — lipiec, sierpień. Tak, tak, jak najbardziej. Wydaje mi się, że bardziej lipiec.
Jeżeli dobrze liczę dziewięćdziesiąty dziewiąty rok, jakoś tak. Czy ten obiekt emitował może jakieś dźwięki, czy może w jego wyglądzie było coś takiego? Totalna cisza. Po prostu siedzimy i nagle widzimy to wielkie coś przelatujące po niebie, tymi skokami dziwnymi z prawa i na lewą stronę. Generalnie to, na moje oko, to jakbym miał to porównać do Księżyca, w pełni to było jakość nie wiem, jedna trzecia jakości księżyca? Coś takiego. A to się odbijało naprawdę daleko, daleko tam pod samym horyzontem, na tafli wody widać było ten biały, taki prawda, odblask.
Ile czasu mniej więcej trwała obserwacja tego obiektu tak na oko? To było bardzo szybko. Wydaje mi się, że maksymalnie to było, nie wiem, ze cztery sekundy pewnie, ale wydaje mi się, że nawet najprawdopodobniej krócej, bo to dosłownie było, nie wiem, takie mignięcie.
Siedzimy i nagle po prostu coś przelatuje. Akurat oko za tym czasem nie jest najlepsze, ale wydaje mi się, że tak no do czterech sekund maksymalnie to trwało. Od horyzontu po horyzont. Warunki pogodowe wtedy były dobre. Nie było tam żadnych nadciągających jakichś- Przejrzystne niebo, tak. Było jasno, normalnie na niebie. Księżyca szczerze mówiąc, szczerze nie pamiętam, czy on był przed nami, czy był za nami, czy w ogóle.
Nie zwróciłam na to uwagi. Także kurzy się nie pamiętam.Yyy, pamiętam, że niby było zupełnie czysto, więc jeśli księżyc gdzieś był widoczny, to może nie był w naszym zasięgu wzroku, albo no po prostu ja już tego nie pamiętam i nie zwróciłem na to uwagi. Przyznam, że no w ogóle mi to do głowy nie przyszło, żeby patrzeć się na okolicę i porównywać co i jak. W ogóle jakby jeszcze nie interesowałem się tym tematem za bardzo, prawda?
Dobrze do tej, do tej obserwacji nie mam tutaj już jakichś dalszych pytań. Może przejdźmy. Jeżeli ma pani coś tam jeszcze późniejszego do opowiedzenia, to może przejdźmy Tak, jak najbardziej. Mam tutaj całkiem sporo takich absurdalnych sytuacji.
Przyznam szczerze, że ja sobie to tak mniej więcej w punktach odhaczałam, żeby no nie zapomnieć jakoś czegoś, albo się nie zamotać. Yyy, więc w latach od 2008 do 2009, o ile dobrze pamiętam i to było jakoś właśnie nasilało się szczególnie w miesiącach tych takich chłodniejszych.
Eee, miałam taki problem, że znaczy to generalnie prawda, właśnie było. Przez 11 lat mieszkałam we włośniku, wspomniałam w mailu. No generalnie to jest północnie. Wtedy jeszcze było mniej sąsiadów niż teraz. Bardzo spokojnie, praktycznie jedyna odgłosy to no jakieś zwierzęta, prawda? No jeśli zima, no to raczej tam, nie wiem, jakiś pies, no czasem jakiś kogut się odezwie, ale to w sumie tyle.
Yyy, no i ja właściwie też mogę podesłać na mail, prawda? Zrzut jakby z góry z Google Maps na tą działkę. To też będzie, jakby można było sobie te kierunki mniej więcej mogę tam pokreślać. W każdym razie sytuacja wyglądała tak, ja tam na piętrze mieszkałam, rodzice na dole spali, a że w momencie jak w porę w nocy wstałam jeszcze na łóżku w ten sposób odwrócona, że jakby nad moją głową, prawda pod moją głową było tam było okno. Nie to, że może bezpośrednio nad, ale bardzo niedaleko. I to wyglądało tak, że w momencie, kiedy po prostu no nie wiem, spokojnie sobie spałam, to potrafiło tak nie wiem, codziennie mnie czasem budzić, a czasem no nie wiem, raz na miesiąc. Generalnie takie bardzo mocne światło. Ewidentnie po prostu jak się budziłam, to wiedziałam, że to jest z tego powodu i ja wiem, że tam coś czytałam o tym, że jest coś takiego jak syndrom eksplodującej głowy i tak dalej, ale tam za wiele mi się z tym nie zgadzało, więc.
No generalnie coś ewidentnie mnie budziło i to było takie wrażenie, jakbym po prostu dostawała taką bardzo mocną latarką po oczach. Aa, I że to było takie mgnięcie, prawda? Dosyć szybkie, ale bardzo, bardzo jasne. I generalnie którejś nocy, jak to się jakby skończyło, to siedziałam do późna, pracowałam przy biurku i po mojej prawej generalnie miałam, prawda, drzwi balkonowe i zaraz obok nich właśnie to okno, przed którym też miałam łóżko.
Yy, I jakoś tak właśnie się zdarzyło. A właśnie! Tak, powinnam wspomnieć. Przez jakiś czas jak tak właśnie siedziałam, bo ja też tak lubię pracować po nocach. Przez jakiś czas, jak siedziałam właśnie przy biurku, to miewałam takie wrażenie, że właśnie coś faktycznie też mi błyska, jakoś tak. Przeważnie właśnie koło godziny drugiej, trzeciej w nocy za oknem. No i któregoś dnia właśnie jak tak siedziałam i na tym to się w ogóle wszystko skończyło, urwało się. To akurat spojrzałam w tamten kierunku i zobaczyłam normalnie taką jasną-- mi się wydaje, że to było niewielkie, że to po prostu blisko okien przeleciało. Taką jasną, białą kulę. Po prostu taką idealną sferę jakby.
Znaczy, trudno mi jest powiedzieć, że sfera, ponieważ światło właściwie to tak załamujesz to równie dobrze mogłoby być i dwuwymiarowe, albo mieć zupełnie inne kształty. Ja pod takim kątem to widziałam.
Tego nie jestem w stanie stwierdzić. W każdym razie, no to było białe na oko moim zdaniem to miało między 25 a 30 centymetrów średnicy i naprawdę niesamowicie szybko przeleciało. No ym mygo punktu patrzenia z lewej na prawą, prawda? Miałam najpierw drzwi balkonowe, a później to okno i zniknęło. I od tamtej pory urwały mi się te sytuacje właśnie w nocy. Przestałam mieć te problemy, co mnie bardzo cieszyło, bo naprawdę to było bardzo denerwujące.
Nie wiedziałam po prostu, czy coś mi się nie chodzi, prawda, przez sen, ponieważ generalnie jestem osobą, która ma jako artysta. Po prostu mam skłonność do przeżywania niektórych sytuacji, więc no troszkę mam problemów z nadgryzieniem. Tak się zastanawiałam, czy przypadkiem to nie jest coś takiego. No ale na tym się urwała ta sytuacja.
Taką poszerzoną percepcję właśnie chyba też malarze szczególnie mają i rysownicy. Eee, No tak, no tak, no tak, jesteśmy auroistami także. No zdolność do postrzegania kątem oka czegoś, czego inni, też inni prawdopodobnie by nie zauważyli.
Tak, tak, tak mi się wydaje. Tak generalnie to ja dzisiaj opowiem po prostu. I chyba wolałabym się na tym zatrzymać o sytuacjach, które, no nie wiem, ja jestem w stanie bardziej kojarzyć, prawda, z UFO, ale takich sytuacji, które miałam naprawdę absurdalne, miałam dużo więcej w życiu.
Ale też nie chcę robić z tego jakiejś strasznej tyrady. Także skupię się bardziej na tym. A, no i tak to tutaj ten punkt to już opowiedziałam. A tak? I równie bardzo często wtedy miałam zresztą nie tylko wtedy, przez lata mi się to ciągnęło. Takie absurdalne wrażenie bycia obserwowaną. Nie wiem, jak to po prostu lepiej opisać. To jest tak, jakby ktoś mi się bardzo bacznie przekątał, a czasem to nawet przychodziło do wrażenia, jakby po prostu ktoś na mnie próbował polować. Dosłownie.
Nie potrafię tego lepiej opisać. I to również można uznać, że jakiś mój tkwiątk i tak dalej, ale. No i właśnie, ja generalnie tam, ponieważ tam są piękne lasy, prawda? Piękne okolice, więc spacerowałam sobie po tych okolicznych lasach.
No najczęściej jednak sama. I miałam taką sytuację, że często w ogóle już z lasu wychodziłam. W ogóle jak zmierzchało, prawda?Eee, i miałam taką sytuację właśnie, że szłam sam sobie przez ten lasek, niewielako właśnie [dźwięk pisania na keybordzie i w tym momencie miałam takie wrażenie, że coś jest nie halo generalnie, że jakoś nie potrafię tego opisać, ale taki jakiś dyskomfort, prawda? Jakby coś mnie oklejało i stwierdziłam, że ja będę jednak zwijać się do domu jakoś tak, no szybciej, szybszym tempem w tym sensie. No więc pognałam do tego domu, nie wiem, no od tego lasu do domu półtora kilometra chyba. Nie wiem, może dwa. Yy, nie przewidziałam tego szczerze mówiąc, nigdy. W każdym razie dotarłam do domu i wiadomo, tam się przebrałam, umyłam i wyszłam sobie na balkon, żeby zapalić. I to było, ja nie wiem, zajęło mi to wszystko może no nie wiem, góra pół godziny. Generalnie to wrażenie mnie nie opuszczało, ale starałam się po prostu je tak spychać, prawda? Na tej zasadzie, że nie, po prostu coś tam, coś tam mi się zdaje. Ee no i stanęłam na tym balkonie, podpalam papierosa i w tym momencie z dołu, tam jakby pod balkonem, po lewej stronie, czyli po stronie, gdzie generalnie jest działka ogrodzona, gdzie już jest mm no po prostu jakaś tam nie wiem, droga taka polna. Usłyszałam taki głos, ale dosłownie to razem z jakichś takich metalowych kawałków, prawda? Grunowych, który po prostu wymawiał moje imię, ale to po prostu. Albo można byłoby to porównać ewentualnie do jakiegoś takiego, nie wiem, głosu pijaka, ale z takim totalnie przerzutem gardłem. Ee i muszę przyznać, to było bardzo wyraźnie słychać i to było bardzo wyraźnie rzucone w moją stronę. Mogłam bardzo dokładnie określić kierunek, z którego to padało i naprawdę wtedy już się wstawiałem i dęba na całym ciele. Generalnie wzięłam do domu, zeszłam na dół, żeby zapytać się rodziców, czy może oni coś zahausowali, że tak dziwnie zabrzmiało, ale nie, rodzice się upierali, że oni nic nie hasają, że faktycznie no nie wiem. Mama siedziała sobie przy komputerze, coś tam zobaczyła, to po prostu oglądałam na telewizji, więc tak spokojnie. Ee no i tak miałam takie chyba najbardziej wyraźne zderzenie właśnie z tym lasem i właśnie z tymi wrażeniami takiego, no nie wiem, obserwowania mnie, bo wtedy też to było. A jakie pani wtedy miała odczucia? Bo wiem, rozumiem, że to wzbudziło u Pani lęk w momencie, gdy to, gdy usłyszała pani ten głos, czy czuła pani może jakąś tam obecność fizyczną, czy coś, coś takiego szczególnego? Cały czas miałam wrażenie, że jakby coś za mną idzie, że coś się za mną wlecze z tego lasu i. No nie wiem, to chyba to chyba jest odpowiedź, bo no tak, w sumie to miałam takie wrażenie, ale co dokładnie zobaczyłam w tamtym momencie, przyznam szczerze, nie wiem, ponieważ to było bardzo, bardzo, bardzo mocno zaskakujące i naprawdę bardzo się wystraszyłam. I wbiegłam do domu, yy, ale tak do dziś po prostu mogłabym dokładnie określić ten kierunek i pamiętam jakby tą sytuację, tak? No, no, no, po prostu oni tam brzmienie tego głosu, jak to wyglądało moje imię. Rozumiem, że nie udało się pani jakby wzrokowo tam żadnej tam postaci. Nie, było już ciemno, już się właśnie ściemniło i tam przyglądałam się, przyznam, yy, przez, bo w pierwszej chwili prawda po prostu spojrzałam w tamtym kierunku, ale nic nie widziałam. I później jeszcze, po tym, jak tam rodziców podpytałam, to jednak jeszcze się przełamałam. Wyszłam na ten balkon i tak latarką oświeciłam okolicę, ale nic nie widziałam. Totalnie nic, a tam faktycznie jest bardzo ciemno, bo tam nie ma już żadnych latarni. Tam nie ma już żadnego oświetlenia. Nie wiem, może teraz ostatnio faktycznie coś tam zainstalowali, ale to było. To było jakieś sześć lat temu, ee, o ile dobrze kojarzę. Może pięć, ale wydaje mi się, że chyba bardziej sześć. I nie to on wtedy w ogóle jeszcze oświetlania nie było. Po prostu było totalnie, totalnie ciemno, jak już zapadnież. Ee, dobrze to do tej historii na razie nie mam tutaj jakichś dodatkowych pytań, czy, czy chciałaby pani coś jeszcze opowiedzieć? Tak, mam tego jeszcze całkiem, całkiem sporo. No nie wiem, jakby postaram się opowiedzieć to wszystko, co mi się kojarzy. Mam nadzieję, że nie wiem. Nie, nie będzie to brzmiało jak, że tak powiem, mało interesujące dla mnie w ogóle. W każdym razie miałam generalnie bardzo takie też dziwne i nieprzyjemne sny. Właściwie większości już tak nie mogę opisać poza tymi, które niedługo, jakby pod koniec rozmowy nadmienię te ostatnie. W każdym razie odnośnie tych snów to całkiem często mi się zdarzało właśnie, że śniło mi się, że schodziłam na dół w nocy, bo wydawało mi się, że słyszę jakieś, prawda, hałasy. Nie wiem. Tak naprawdę potem się budziłam się taka bardzo, bardzo jakaś taka zaniepokojona, wystraszona i generalnie było w tym coś takiego dziwnego. Ale jeden sen jakby był taki najwyraźniejszy, najbardziej się wyróżniał. I szczerze do dziś nie mam pojęcia, co o nim myśleć. Generalnie od dziecka właściwie mam śnię świadome, niezbyt nimi manipuluje po prostu. No nie wiem. No wiem, że śpię, prawda? Takie sny świadome, niekontrolowane. Tak, tak. Znaczy, mogłabym kontrolować, ale szczerze nie chcia mi się, ponieważ jestem mężatą. Później nie jestem sama jak normalnie. W każdym razie, yy, w tym śnie nieczęsto mi się zdarza, że mam takie sny, że nie mogę się zorientować, że śpię, ale oczywiście zdarzają się. W każdym razie w tym śnie nie wiedziałam, że śnię. I generalnie właśnie sytuacja była taka, że zeszłam na dół, ee, w nocy, ponieważ wydawało mi się właśnie, że coś tam słyszałam. I zobaczyłam, że moja mama stoi, ee, no generalnie tam jest coś takiego, że kuchnia ma takie bardzo duże drzwi balkonowe, takie prowadzące na taras.[przekrzykujący się] No i one są n-n-n, no faktycznie są spore. Tam zaraz obok też jest spore okno i moja mama właśnie stała przy tych drzwiach balkonowych kuchni i rozglądała się, coś tam oglądała. I właśnie tak zdziwiłam się, że tak w nocy wstała i stoi przy tym oknie. W porządku.
Wymieniłam z nią parę słów. Ona powiedziała, że coś tam widziała i ona jakby poszła do sypialni, tam do taty na moment i ja stoję przy tym oknie i właściwie przy tych drzwiach, przepraszam i widzę po prostu na niebie takie narastające, bardzo jasne, takie białe światło. I to zaczęło po prostu tak bardzo się przybliżać, jakby ogarniać taką część nieba, że się wewnętrznie poczułam bardzo zaniepokojona. W którymś momencie miałam wrażenie, że coś zaraz się stanie i generalnie uciekłam do takiego, no, do salonu generalnie i tam w ogóle nie wiem, skuliłam się za kanapą, ponieważ wołałam mamę, wołam generalnie rodziców, ale oni w ogóle nie odpowiadali, w ogóle nie reagowali. No i tak na kanapą tam siedziałam zwinięta, to nagle do pokoju w ogóle te światło tam biło przez to okno, prawda? Nagle do pokoju weszły z tego, co pamiętam przede wszystkim jedną postać, ale wydaje mi się, że chyba były trzy.
Były dosyć wysokie. Podejrzewam, że to mogło być koło dwóch metrów wzrostu nawet, no ale tak na pewno nie mniej niż metr osiemdziesiąt. I widziałam same sylwetki i w sumie wyglądały jak ludzie tylko coś do nich, albo gdzieś koło nich. Do dzisiaj nie potrafię tego jakby zdefiniować.
Generalnie te głowy były trochę za małe i jakby nie wiem, takie miały czapkę z daszkiem? Bo taki element coś z przodu sterczał, ale nie potrafię powiedzieć właściwie co to było, ponieważ naprawdę widziałam same ciemne zarysy. I dokładnie w momencie, kiedy te postacie się pojawiły i jakby spojrzały się w moją stronę, tooo z tego całego lęku, który czułam, a był naprawdę mocno narastający yyy nagle ogarnęło mnie takie wrażenie, że o mój Boże! Właśnie widzę moich przyjaciół, których tak dawno temu nie widziałam, od tak dawna nie widziałam. I generalnie wyszłam stamtąd. Yyy nie wiem, przyciągnęłam się do tej pierwszej postaci, przepraszając ją jakoś strasznie ulewnie, że chowałam się przed nimi. I przyznam, nie pamiętam, żeby ta postać jakoś coś specjalnego mi odpowiadała. Natomiast nagle ten sen się zmienia w tym momencie i nie pamiętam już, co tam było dalej.
Nagle już jest taka scena, że jakby brnę przez swoje wspomnienia. I to są wspomnienia, nie wiem, bardzo różnych sytuacji z mojego życia. I tak jakbym po prostu nie mogę tego opisać, to jakby po prostu leciało, prawda? Przez te wspomnienia pamięcią, jakbym trochę tak z góry je obserwowała. A zaraz obok mnie była postać właściwie, którą no, nie widziałam, ale jakby no wiedziałam, że ona zaraz obok mnie jest i słyszałam jej głos. Normalnie z nią rozmawiałam.
Tak jakby, tak jakby to był jakiś taki przewodnik, chyba tak? Yyy coś w tym rodzaju. Bardziej obserwator, bo w tej całej sytuacji chodziło o to, że to jakby był przegląd różnych sytuacji z mojego życia. I ta postać pytała się mnie, czemu postąpiłam tak, a nie inaczej. Czemu ta sytuacja tak, a nie inaczej się potoczyła? Czemu tamten człowiek tak się zachował? Generalnie to męczyłam jakąś całą masę takich, nie wiem, takich w sumie dziwnych, banalnych rzeczy, ale wydawało mi się to w jakiś sposób nie wiem, czy zabawne.
No to przypomina troszeczkę taki przegląd życia, jaki dostają czasami osoby podczas doświadczeń z pogranicza śmierci. No tylko, że tutaj chyba pani na pograniczu śmierci nie była. Także to troszkę dziwne.
Nie, nie, nie. Byłam dość daleko od tego. Yyy no tak, no może troszeczkę to się z tym kojarzyć, chociaż no tak naprawdę no nie wiem, zawsze generalnie o jakby trochę z zewnątrz obserwuję samą siebie i moje życie, więc w gruncie rzeczy sama sytuacja przeglądania moich wspomnień jakby tutaj nie zaskakiwała, ani zaniepokoiła. Bardziej dziwiło mnie to, czemu się zastanawiam w tym śnie razem z tą postacią, a z tym głosem nad rzeczami, które dla mnie są oczywiste i takie proste, czemu muszę to tłumaczyć?
I no ten sen, muszę przyznać, był niesamowicie realistyczny. Był bardzo dziwny, był niesamowicie taki. Nie wiem, jak to określić. Taki prawdziwie emocjonalny. Taki żywy. Że naprawdę jakby tak. No, nie mam wrażenia, że to był sen, aczkolwiek. No właściwie to jakby to się faktycznie zdarzyło. Jeśli chodzi o skalę emocji, jestem w stanie rozróżnić jakby to przechodzę doświadczać snach i jak bardzo te emocje są takie jakby skrzywione, prawda? Niektóre są bardziej płytkie, inne są bardziej wyolbrzymione, a tutaj one po prostu brzmią tak przytomnie. I tak dlatego właśnie wspominam o tym śnie, bo naprawdę był bardzo, bardzo dziwny. I to jest generalnie jedyne, co mogę powiedzieć o tym, że jakiekolwiek postacie, no nie wiem, jakbym miała opisać to tylko, co mi się właściwie z nimi kojarzy, ale przejdę może do następnej historii, bo tylko- Takie jeszcze pytanie czy Pani może, bo z tego, co Pani mówiła, nie zauważyła Pani jakiejś komunikacji tam werbalnej, telepatycznej i tak dalej z tymi postaciami? Odczuwa pani może jakąś więź z nimi?
Znaczy możliwe, że oni do mnie mówili, ale to na pewno nie było tak. To na pewno nie były wypowiadane słowa w ten sposób. Tak, Więc miałam wrażenie, jakbym naprawdę zobaczyła takiego świetnego znajomego, takiego przyjaciela od serca, którego nie widziałam milion lat. I w ogóle jakie sobie mogłam o nim zapomnieć? Po prostu zmiana emocjonalna, prawda mojego nastawienia i mojego samopoczucia w ciągu chwili tak zaskakująca o sto osiemdziesiąt stopni. No nie powiem, żeby to brzmiało naturalnie, ale czasami też takie rzeczy się zdarzają. No po prostu znam tematykę jakby mniej więcej języka. W każdym razie to było naprawdę dziwne. A no i no nie wiem, to chyba tutaj już tak bardzo ogólne badania.
[śmiech] Czy mama coś potem? Bo to się, jeżeli dobrze pamiętam, zdarzyło potem, zaraz po tym, jak pani mamę zobaczyła w kuchni, czy mama coś potem zobaczyła, wspominała w ciągu dnia o obserwacji? Właśnie to jest tak, jakby że ta sytuacja, że tam zobaczyłam mamę w kuchni, to oczywiście, że też się znajdowało we śnie.
I ja rozmawiałam o tym z mamą, a ona stwierdziła, że nie. Ona spokojnie spała, że ona w ogóle nic takiego nie kojarza. Czyli nic kompletnie z tej nocy nie pamiętała, żeby się coś takiego działo? Nie, nie, nie, ja też normalnie się obudziłam o poranku, bez żadnych jakichś tam niezwykłych rzeczy. Po prostu ten sen jakoś no nie zapamiętałam.
Dobrze, to tutaj nie mam już żadnych pytań dotyczących tej właśnie tej sytuacji. Także jeżeli ma pani coś jeszcze tam przygotowanego, to. To już kontynuuję. No tutaj już jest sytuacja niedotycząca snu, generalnie.
No i tutaj też daty za bardzo nie mogę podać. Musiałabym właśnie spróbować pogadać z mamą na ten temat. Może ona mogłaby to lepiej określić? Chociaż w sumie to ona jest chyba w tym gorsza niż ja. W każdym razie wydaje mi się, że to było też jakoś tak nie wiem, cztery lata temu, może z pięć.
Generalnie był, nie wiem, jakiś taki zwykły letni dzień. Mi się wydaje, że to był przełom czerwca i lipca. Było ciepło, było tak bardzo pochmurnie, niesamowicie pochmurno, po prostu no totalnie takie szare niebo. I w tym momencie wyszłyśmy właśnie z mamą na taras. Ja wyszłam, wyciągnęłam ją chyba żeby zapalić w ogóle na tym tarasie i zauważyłyśmy, że jest głucha cisza, ale taka, taka, taka totalna, po prostu jakby no nie wiem, włożyć prawda wtyczki do uszu. Taka, która aż kłuła w uszy. Z jednej strony ta cisza, prawda? Wszędzie żadne zwierzęta po prostu nie wydawały żadnego dźwięku. Natomiast to, co tam się działo nad tarasem było ciekawe, ponieważ ja nie wiem, jaki rozmiar ma ten taras, nie wiem. Powiedzmy, że to są cztery metry na cztery. Tak przypuśćmy.
Lub tak przyjmijmy. I generalnie jak siedziało na tym tarasie, to było słychać nad naszymi głowami coś, co brzmiało jak taki wściekły rój pszczół brzęczących, ale po prostu jakby tam była cała masa tych pszczół i przyglądałyśmy się to naprawdę trwało dość długo. Podejrzewam, że koło godziny to obserwowałyśmy spokojnie, Przyglądałyśmy się, patrząc tam w górę, w niebo. Nie było nic widać. Wchodziłam na piętro, żeby przez to okienko dachowe, prawda, popatrzeć. Też nie było nic widać.
Żadnego roju owadów, nic w ten deseń. Natomiast, co ciekawe, wystarczyło zrobić jeden krok poza taras na zewnątrz i już była tylko głucha cisza. Nie było słychać żadnego roju pszczół. Było to dosyć absurdalne i.... No nie wiem, ja na to żadnego wyjaśnienia nie mam. Nie widziałam- Czyli słyszenie tego dziwnego odgłosu było ograniczone tylko do tarasu, jakby za tarasem kończyła się jakaś ściana i po prostu- Tak dokładnie to brzmiało tak po prostu, jakby taki ogromny, naprawdę ogromny rój pszczół wisiał zaraz nad nami. Zaraz tak trudno określić, ale wydawało nam się, że z trzy metry nic nie było widać. Totalnie.
Bo wykluczyły się ewentualne odgłosy pochodzące, nie wiem, z jakiegoś tam urządzenia elektrycznego czy czegoś? Tak, tak, tak, jak najbardziej. No jakby to pan słyszał, to po prostu tam. No ciężko to tego opisać, ale generalnie jeśli pan usłyszał taki rój pszczół, prawda? Jak on potrafi być taki dosyć głośny i intensywny? No to proszę to zwielokrotnić i tak sobie wyobrazić, że to nad panem jest.
Kiedyś jeździłem na Mazury na wakacje do znajomego, który świętej pamięci miał tam kilka uli i rzeczywiście coś, coś o tym dźwięku mogę powiedzieć. No tak, tak. No to, to naprawdę to było takie zwielokrotnione, bardzo intensywne i wysoce absurdalne. Tym bardziej, że no właśnie, po przekroczeniu właśnie tej magicznej granicy, prawda tarasu kiedyś tam wyszło prawda poza taras na działkę. To była głucha cisza. Naprawdę ciepły okres. Tam powinny być świerszcze.
Właśnie nie wiem, powinno się słyszeć jakieś ptaki, bo tam jest ich dość tam generalnie jest bardzo dużo zwierząt, takich, które no nie wiem, no nieczęsto, prawda? Tak jakby normalnie się spotyka. Więc tam przyroda taka jest powiedzmy, że no jeszcze taka dosyć dzika i naprawdę tam normalnie w ciągu lata jest bardzo, bardzo głośno. Przez co odgłosy zwierząt nie było nic słychać. Totalna głucha cisza. Po prostu jakby ktoś zasłonę zarzucił.
A to troszkę tak to właściwie przypomina taki tak zwany czynnik Oz, gdzie świadek albo widzi coś, bądź słyszy i w pozytywny — Tak, tak- Cała przyroda dookoła jakby zamiera. Nie ma nic. Tak, tak, jak najbardziej. No nie ukrywam, że w takiej sytuacji, gdzie dopadała tak totalnie głucha cisza, to parę tam miałam. A no obserwowałam je parę razy właśnie i z mamą i z moim narzeczonym. No generalnie za każdym razem naprawdę aż włos stawał po prostu na plecach, prawda? Bo no bardzo dziwne, naprawdę nie mogę się doczekać- Włosów na plecach i tego typu rzeczy, to mam takie pytanie czy odczuwałyście panie, czy miałyście jakieś odczucia słysząc ten dźwięk?
Tak, były odczucia takiego. No właśnie, tak jakby powietrze było troszeczkę naelektryzowane, ale nic więcej. Mniej więcej to było wszystko. Znaczy nie miałyście takiego odczucia, jakby, jakby po porażeniu, jakbym prądem czy czymś takiego dziwnego. Taki dziwny, taki metaliczny zapach w nosie albo posmak w ustach.
Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy. Tylko właściwie tyle, że takie powietrze wydawało się takie trochę bardziej naelektryzowane. Nie to, że jakoś bardzo, ale dało się to odczuć. I to w sumie tyle. [chrząka] Dobrze, tutaj nie mam dodatkowych jakichś pytań dotyczących tej konkretnej sytuacji, więc możemy przejść.
Jeżeli pani coś tam jeszcze ma przygotowane, to możemy przejść. Tak, tak. Będę miał później jeszcze będę miał jeszcze później pytanie dotyczące tych obserwacji trójkątów w dzieciństwie. No to może już na koniec.
Dobrze, no i teraz właściwie przejdę do zeszłorocznych zdarzeń. Kontaktowałam się w ogóle w tej sprawie. Właściwie to chyba bardziej moja mama mi się wydaje z panem Arkiem Miazgą, bo no nie ukrywam, że moja mama jest taka trochę new age'owa, ale tam sobie dużo rzeczy potrafi dopowiadać, więc trudno mi jest powiedzieć, jak to opisała. W każdym razie ja to opiszę tak, jak ja to obserwowałam i jak to obserwował również mój narzeczony.
To też nam było właśnie ******. Generalnie sprawa zaczęła się od obserwacji poczynionej właśnie paradoksalnie przez moją mamę. Otóż moi rodzice to już był zmierzch i to była wiosna zeszłego roku. Który miesiąc?
Wydaje mi się, że to był kwiecień. Jakoś właśnie ta końcówka, ale nie dam sobie ręki uciąć. Musiałabym się tam dokładnie zapytać mamę, a pewnie. No właśnie, pan Arek Miazga też ma tam informacje na ten temat bardziej spisane.
W każdym razie sytuacja wyglądała właśnie w ten sposób, że moi rodzice wracali do domu, było już ciemno i jakby jest tak, że jak podjeżdża się do tego domu, to jest no wiadomo, brama, później jest ten dom, a za tym domem jest taki, taki mały lasek, który znaczy mały lasek. On nie jest mały w sensie niski, tylko jest taki dosyć rzadki. Tam są jakieś bagna u podstaw tych drzew, tego typu rzeczy. No i moja mama właśnie zobaczyła o ile dobrze pamiętam, to dwa pomarańczowe duże światła, które przeleciały właśnie nad tym laskiem w kierunku jakby naszego domu, po czym skręciły i odbiły na zachód. Tak, dobrze mówię-- na zachód. No i tata oczywiście też je widział, ale mój tata już ma dochodowe drogi. Generalnie. No nie wiem, próbował to jakoś racjonalizować, więc tutaj jego komentarze nie będę powtarzać.
Moja mama w każdym razie, jak przyjechali, to przybiegła do mnie na górę i opowiedziała mi o tym. I trochę to bagatelizowałam, właśnie przez podejście mojej mamy do takich spraw, ale no stwierdziłam, że to nie szkodzi, więc stanęłam sobie tam na papierosie, na balkonie i przyznam szczerze tak razem z nią później obserwowałam takie intensywne, pomarańczowe światło, taką po prostu pomarańczową kulę, która w sumie ona się troszeczkę przesuwała, niewiele. I ona się tak pulsowała, prawda? Czyli znikała jakby, po czym tak zaczynała się coraz mocniej, coraz mocniej żarzyć, osiągała ten taki, prawda, stopień takiego największego nasycenia, prawda? Po czym znowuż tak gasła. I to trwało z tego, co pamiętam, to ponad pół godziny spokojnie. No i było, było to mocno zaskakujące. I to było naprawdę bardzo intensywnie pomarańczowe światło.
To światełko stało w miejscu czy się przemieszczało? Właśnie z tego, co pamiętam, to ono troszeczkę się przemieszczało, ale nie był to jakiś taki duży ruch. Musiałabym, znaczy mogę spojrzeć po prostu w ten, w eee, właśnie przesyłałam w tej sprawie i w maile, ponieważ ja tam mamy jakieś rzeczy razie czego to właśnie ewentualnie mogę się z nią skontaktować i spróbować tę relację jakoś tam jeszcze bardziej podać.
Natomiast wydaje mi się, że ona to opisała właśnie Arkowi Miazie jakoś tam lepiej. No i generalnie właśnie od tej, od tego jakby się tak najbardziej, jakby to zaczęło, bo generalnie później razem z narzeczonym, bardzo często wychodziliśmy sobie. No jesteśmy strasznymi domowymi palaczami, także często i gęsto wychodziliśmy sobie na ten balkon, szczególnie właśnie w nocy, bo ja lubię sobie posiedzieć do późna nocą na papierosa i praktycznie codziennie, aż do sierpnia jakoś, kiedy w ogóle zaczęliśmy próbować to nagrywać i właściwie nic nam się wtedy już nie udało. I właściwie to, nie wiem, to przestało w ogóle się pojawiać na niebie. Ja wiem, że to absurdalnie brzmi bardzo głupio, ale no taki jest fakt. Obserwowaliśmy ciągle jakieś światła i to takie, no bardzo różnie latające.
Raz prawda, mogliśmy prześledzić ich trajektorię, innym razem właśnie to były takie na tej zasadzie tej pomarańczowej kuli światła, że nagle rozbłyskało bardzo jasno, po czym zgasło i pojawiało się w innym punkcie.
I praktycznie to było niemal dzień w dzień. Nawet wtedy właśnie jakoś sobie zaczęliśmy to obserwować, że to miało taką pewną tendencję, że pojawiało się raczej po godzinie jedenastu, wpół do dwunastej, przepraszam dokładnie jakoś gdzieś co godzinę drugiej w noc to można było tak najbardziej obserwować. Tego naprawdę było niesamowicie dużo. Po prostu byliśmy pod wrażeniem tego, co na tym niebie się dzieje. Ale za każdym razem machaliśmy ręką i obserwowaliśmy. Nie no, telefonem to się tego nie ujmie, ponieważ przecież to było niewiele większe niż taka jasna gwiazda na niebie. Tylko tyle, że było widać, że coś nie rusza się tak jak samolot lecący, czy też właśnie jak satelita. No generalnie mój narzeczony interesuje się tam trochę astrofizyką i też ze względu na fakt, że jego przyjaciel właśnie tam siedzi trochę w lotnictwie, to też no trochę wiemy, jak on temat ma. O ile ja mogłabym się tutaj jakoś bardziej mylić, no to on tak. No, no, no, no stwierdzał, że faktycznie to nie jest coś, co da się tak normalnie wytłumaczyć właśnie aktywnością łodzką.
No i tak to obserwowaliśmy właśnie przez moim zdaniem dobre jakieś właśnie, nie wiem, dwa i pół miesiąca? O ile dobrze liczę, bo właśnie-- czy nie? Czy trzy? No generalnie jakoś tak właśnie od końcówki kwietnia mi się wydaje, od tych pomarańczowych świateł.Aż gdzieś do tak mi się wydaje połowy sierpnia. Aaaa no i-i-i jedyne, co nam się udało właśnie złapać, to narzeczony, jak zostawił swój telefon, żeby testować po prostu zdjęcia nocnego nieba. To akurat uchwycił coś tam, ale w sumie ja nie jestem pewna, czy to nie był spuchły. Trudno mi jest powiedzieć tak że- Bo te światła, jeżeli dobrze zrozumiałem, te światła się pojawiały w różnych, że tak powiem, ilościach. Tak?
Yy wydaje mi się z tego znaczy. Wydaje mi się, że największa ilość tego, co widzieliśmy jednocześnie na niebie to były trzy. Aaa, ale zazwyczaj to było jedno. Tak, dwa-- właśnie wtedy, kiedy nam się wydawało, że to były większe ilość niż jedno, to właśnie to bardziej było na tej zasadzie, że to prawda. Leciało, znikało, leciało, znikało i tak no nie wiadomo, prawda? Może to było tak jak my, tylko o miejscach bardzo szybko się przemieszczające i nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić.
Bo gdyby to było jedno światło, to można by to jeszcze jakoś spróbować wytłumaczyć, na przykład obserwacją Wenus, prawda? No tylko że jeżeli te światła tych świateł było więcej, jakoś tam się przemieszczały, to, to już raczej pod Wenus nie pasuje chyba?
Ja jestem bardzo kiepska z czytania nieba. Natomiast no właśnie, mój narzeczony jest w tym dużo lepszy, tak że nie, to nie była Wenus na bank, bo to w ogóle tutaj nie pasowało. Yyy także, w których to dokładnie miejscach było na niebie i w jakich konstelacjach to on będzie w stanie bardziej powiedzieć, bo tak jak mówię, no ja jestem w tym kiepska.
Jakby trzeba było to mogę go poprosić tutaj o pomoc i dla państwa podesłać. Czy państwo obserwowali te obiekty? Czy tam jakieś występowały jakieś, nie wiem, inne zjawiska, na przykład emisja jakichś dźwięków?
Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy. Jedyne co to właśnie, że w tym samym okresie też się zdarzało właśnie ta głucha cisza, kiedy wychodziliśmy w nocy na papierosa. Ale taka naprawdę, no taka właśnie nienaturalna, taka no, taka jakby powietrze robiło się takie bardzo gęste i po prostu nie przepuszczało dźwięku. Nie wiem, jak to lepiej opisać. Aaa no i czasem w związku z tym czuliśmy niepokój, na przykład, no nie wiem, nie wyszlibyśmy w nocy na działkę w tamtym momencie na pewno, bo no coś po prostu czuło się, że jest nie halo. Również w tamtym okresie w sumie słyszałam parokrotnie bardzo dziwne dźwięki na zewnątrz, właśnie daleko działki i nie jestem w stanie stwierdzić co to było. Być może to były jakieś zwierzęta.
Po czemu nie? No zwierzęta potrafią bardzo różne, bardzo dziwne dźwięki wydawać. Co prawda, no trochę się nami interesuję, prawda, zwierzętami, więc no wiem mniej więcej, jaką skalę, prawda, mają tam, nie wiem, lisy, sarenki i tak dalej, więc raczej mi to do nic nie pasuje. Tym bardziej że spędziłam tam dwanaście lat i byłam dosyć dobrze obeznana z repertuarem, prawda, tamtejszych zwierząt. A zdarzyło mi się tam parę razy właśnie dokładnie w tym okresie, o którym teraz wspomniałam, słyszeć tylko no, wtedy byłam sama w domu.
W tym sensie, że mojego narzeczonego wtedy nie było przy mnie, bo on tylko kursował. Mmm zdarzało mi się słyszeć naprawdę bardzo, bardzo dziwne dźwięki. Trudno mi je opisać, ponieważ nie jestem muzykiem. Nie jestem w stanie nawet tego powtórzyć, ale były to bardzo dziwne zawodzenia, czasem bardzo dziwne piski i krzyki i generalnie. No muszę przyznać, że to były jedne z najdziwniejszych rzeczy, jakie w życiu w ogóle usłyszałam i te miesiące były dla mnie delikatnie mówiąc właśnie przez to mocno niepokojące, jeśli chodzi o właśnie nocowanie tam.
Natomiast to, dlaczego chciałam przejść, bo to już tak tylko chciałam nadmienić, jak mi się przypomniało, bo akurat właśnie edytowałam. W każdym razie z narzeczonym wybraliśmy się do lasu. To było w lipcu, no wiadomo. Znaczy, co ja mówię— nie, to nie było w lipcu, to było we wrześniu.
Tak, Przepraszam. W każdym razie wybraliśmy się do lasu we wrześniu na grzyby. Grzybów żadnych nie znaleźliśmy. Ja tę sytuację też opisałam właśnie tam w mailu Arkowi Miazze. Także nawet mogę ten mail państwu przesłać, jeśli by się do kogokolwiek przydało.
Chociaż nie wydaje mi się, że cała sytuacja jest jakaś taka imponująca, że tak powiem, żeby się interesować. W każdym razie na nas wywarła ogromne wrażenie, bo- Wzmiankować jakoś można jak najbardziej.
Jeżeli może pani podesłać tego maila, to będę bardzo wdzięczny. Oczywiście, oczywiście nie ma problemu. W każdym razie sytuacja wyglądała w ten sposób, że po prostu no tak pokrótce. Wyszliśmy do lasu, który ja bardzo dobrze znam, ponieważ przez lata się po nim sama włóczyłam. Sama też wielokrotnie się po nim włóczyłam. Tak totalnie prawda na czuja i no nie mam po przyzwoitej stronie mówiąc dobrą orientację w terenie, dobre wyczucie kierunku i nigdy się na tym nie zawiodłam. Tym razem poszliśmy do lasu i generalnie od takiej jednej z głównych dróg, no po prostu jednej z głównych dróg, po prostu odbiliśmy w lewo i jakbyśmy cały czas szli prosto w lewo, to powinniśmy trafić do innej drogi, która już po prostu skręcają w prawo.
Kolejny drugi raz byśmy prawda po prostu zawrócili, tak jak przyszliśmy. Tak w dużym skrócie. A ta droga, z której skręcaliśmy, jest drogą, która przecina cały ten kawałek lasu. Jest naprawdę duża, szeroka, taka, tam ludzie całkiem często nią uczęszczają. No i my odbiliśmy w lewo tymczasem nie wiem ani ja, ani on, nie możemy sobie w ogóle skojarzyć pewnego fragmentu jakby naszego, jakby naszej wycieczki przez ten las. Po czym nagle się orientuje, tak jak już później sobie wspominałam właściwie, co tam się stało, że w ogóle szliśmy dokładnie w odwrotnym kierunku. To tak, jakbyśmy skręcili w prawo, a nie w lewo.
To jakbyśmy w ogóle wtedy szli w głąb lasu. To jest taki duży kompleks leśny, więc tam to moglibyśmy błądzić sobie parę ładnych dni bez problemu. A później muszę przyznać, że tak, to nas naprawdę wystraszyło. Tym bardziej, że kiedy ja już się zorientowałam, że coś jest nie halo, że idziemy właśnie w złym kierunku, bo słońce nie jest z tej strony, z której powinno być i że generalnie przestaję kojarzyć te okolice.No to wyszliśmy na drogę, która tam pierwsze nam się potoczyła. No i po prostu tak mniej więcej orientacyjnie, prawda? Kierując się godziną, słoń-- położeniem słońca, stwierdziłam, że w tamtym kierunku jakoś wyjdziemy. I tutaj działy się dziwne rzeczy, ponieważ droga po prostu-- ja się później spojrzałam na mapie. Droga jest krótka, powinniśmy ją szybko pokonać. Ona się dłużyła niemiłosiernie. Generalnie- dopadły jakieś dziwne, nie wiem, jak to wcześniej takie, no nie wiem na przykład ból kolana, prawda? Które jak tylko przekroczyło linię lasu, jak z niego później wyszliśmy, minął jak ręką odjął, a tylko nas połaniał. Generalnie sytuacja była bardzo ciężka, bardzo niefajna i też właśnie była ta głucha cisza. Ja wiem, że to nie obrzeża lasu i że generalnie w lesie, w samym środku nie jest jakoś specjalnie głośno, ale nie jest aż tak cicho. Więc no mieliśmy taką właśnie niezbyt fajną wycieczkę do lasu i wzięliśmy stamtąd po prostu jak no tak, tak, tak po prostu za nami się właściwie paliło i nie mogliśmy jeszcze przez długi czas w ogóle dojść do siebie. Potem naprawdę było takie wrażenie, że coś tam było bardzo nieho i no czuliśmy naprawdę bardzo, bardzo duży niepokój. Nie powiedziałabym, że no nie wiem jeszcze co do siebie mogłabym wątpić, czy jestem jakąś specjalnie strachliwą osobą. Natomiast tak, tak widzę trochę tak, że naprawdę no to było bardzo, bardzo dziwne.
To mi troszeczkę przypomina takie sytuacje, o których na przykład wspominają osoby, które na przykład są takie historie z takich miejsc, jak na przykład Pogórze Trybec na Słowacji, gdzie nagle ktoś, kto siedzi jakąś tam dróżką, niby wydeptaną, niby oznaczoną, a niby w pewnym momencie coś takiego się dzieje, jakby. Jakby ta dróżka się zapętlała, wydłużała się w jakiś taki dziwny sposób i wyjście, które powinno zająć może pół godziny, zajmuje osobom no kilka godzin.
Tak. Tak. Tak jakby ta dróżka, tak jakby coś, co coś tych ludzi biednych tam zwodziło w tym miejscu. I pamiętam, przypomniała mi się też relacja, którą też prezentowałem w Radiu Paranormalium. W którymś z odcinków mówią świadkowie też z okolic Człuchowa, że tam świadkowie dwoje świadków jechało samochodem, zobaczyli jakąś tam humanoidalną postać, minęli tam postać, pojechali dalej drogą i jakoś tak ta droga jakby w pewnym momencie zaczęła się zapętlać, wydłużać, zapętlać. Takie jakieś dziwne rzeczy się działy i dopiero chyba po dłuższym kołowaniu wyjechali w jakieś takie.
Zobaczyli jakieś przejawy cywilizacji pod tytułem pod postacią domów. Tak, tak. Muszę przyznać, że ja słyszałam tę relację generalnie właśnie po tych wszystkich sytuacjach. Jakby wznowiłam, że tak powiem, zainteresowanie tym tematem także no słucham jakby państwa. Stąd też mój telefon, prawda? W każdym razie tak, tak, jest tutaj pewne podobieństwo. Tym bardziej, że naprawdę kiedyś już próbowaliśmy no w tej grze mówić, wiać po prostu ile sił w nogach z tego lasu. Tak jakby wszystko nas ciągnęło z powrotem do tego lasu. A to było jakieś zagrodzenie, prawda? Na polach, którego wcześniej nie było i trzeba było znowuż wejść w las. I ścieżki generalnie tak się zawijały, że ja stwierdziłam po prostu, że na głupa idziemy nie żadnymi ścieżkami, tylko prosto, prawda? Na przełaj. Tak po prostu jak, że tak powiem, instynkt mnie kieruje, żeby wyjść, żeby właśnie nie wejść tam głębiej. I całe szczęście. Przyznam, że później, patrząc na mapę na Google Maps, prawda? Tam z góry nie widać w ogóle części rzeczy, przez które tam przeszliśmy, tak jakby po prostu tych miejsc nie było. I oczywiście też już zaczynało zmierzchać, ponieważ właściwie to miała być taka wycieczka, nie wiem, dwie godziny. Zajęło nam to dużo, dużo więcej.
Tak jak byście państwo zaszli w jakieś takie miejsce, którego nie powinno teoretycznie być. Tak jakby się jakiś portal, nie wiem, otwarł. No można tak powiedzieć. Generalnie ja osobiście miałam wrażenie po prostu jakby coś z nami się bawiło, jakby po prostu coś nas wręcz kpiło.
Też nie chciałem wtedy o tym mówić, ale też miałam wrażenie, że po prostu no coś za nami leży i nas obserwuje. I ja akurat tego nie zauważyłam, ale on mówił, że od pewnego czasu miał takie wrażenie, że właśnie słyszy, że w tej całej ciszy, prawda? Coś tam czasem właśnie trzeszczy za nami.
Także to jest dziwne poczucie, że oprócz was w tym miejscu jest ktoś jeszcze? Tak, tak, tak. Chociaż też mówi, że właśnie słyszał faktycznie jakieś kroki. Żadnych ludzi tam nie spotkaliśmy. Żadnych zwierząt, poza oczywiście strasznie upierdliwymi strzyżakami. No nie wiem, czy pan kojarzy. Generalnie to są takie bardzo niefajnie gryzące owady, które właśnie tam się okresowo w lesie pojawiają. No to było jedyne, co nam towarzyszyło, tych żywych istot.
Brak żywej duszy w najbliższym otoczeniu. To jest też taki często pojawiający się element w tego typu zdarzeniach. W Trybeciu i chyba też słuchaczka z Człuchowa o tym wspominała. Długo, długo nic, tylko dwoje świadków i niekończąca się droga donikąd.
Tak. No muszę przyznać, że się tutaj. No tak trochę. No nie wiem, może w tym momencie, ale on już wcześniej kiedyś miał taką podobną sytuację. Ja nie przyznam. Otóż on sobie tam biegał tak dosyć blisko centrum Wrocławia. Właściwie to już się zalicza do centrum ta okolica i godzina między 21:00 a 22:00. Żaden samochód nie jechał, nie było żadnego człowieka. Przebiegał tam niedaleko jednego z parków i mówi, że no naprawdę miał trochę duszę na ramieniu, bo to było niesamowicie dziwne. No 21:00 do 22:00 w dużym mieście, prawda? Właściwie w centrum, no nie w takim ścisłym centrum, ale jednak w centrum nadal, gdzie normalnie po prostu przewalają się tłumy ludzi. Nikogo nie było.
Przypomnijmy, że to były jeszcze czasy, długo przed pandemią. Tak, dzisiaj. Dzisiaj to chyba normalne. Dzisiaj to normalna sytuacja, że centrum miasta jest opustoszałe jak normalnie, jak Pjongjang, stolica Korei Północnej w okresie godzin szczytu.
No tak, tak.Tak, muszę przyznać. No właśnie obserwuję to, co tutaj się dzieje. No [śmiech] no niezbyt, niezbyt szczęśliwe. Właśnie niezbyt szczęśliwy czas. No ale tak sam po sobie. Dobrze, to może jeszcze przejdę do tych ostatnich sytuacji, o których chciałam wspomnieć.
Więc generalnie tak sobie spojrzę na daty, bo nawet zapisałam właśnie w mailu do państwa. Tak? Więc to mniej więcej jest od połowy stycznia. Jakoś wcześniej też zobaczyłam i czasem po prostu staram się nie przywiązywać wagi do niektórych takich rzeczy, że mi się wydaje na przykład, że no nie wiem, jakiś dziwny dźwięk słyszę albo coś w ten deseń, albo jakoś dziwnie właśnie się budzę w nocy. W każdym razie, yyy jak pisałam państwu pierwsze nagranie jest piętnastego stycznia bieżącego roku. Yyy no i to musiało być akurat ten dźwięk, na który tam zwracam uwagę. Właśnie musiał być jakoś w środku nocy, yyy jak rano wstałam. Ale generalnie tak nierozmaity, to nie pamiętam, żeby tam się działo. Po prostu nagrywam sobie, bo byłam ciekawa, czy faktycznie chrapie, a czy po prostu osądza mnie w żartach, prawda, mój narzeczony. Dlatego właśnie musiałam nagrywać trochę w nocy. No i sytuacja była taka właśnie, że jak rano wstałam i odsłuchałam po jakimś czasie to nagranie, to się zorientowałam właśnie, że to słychać takie bardzo dziwne, narastające i opadające na takie szumy. A właściwie bardziej takie buczenie. Nie ma tam żadnej rzeczy w domu ani w okolicy, która mogłaby realnie za to odpowiadać. Już wcześniej zapytywałam specjalnie rodziców, którzy dużo wcześniej jakby wstają prawda rano niż ja.
Czy cokolwiek było tam faktycznie słychać i cokolwiek się działo? Czy może jakieś samoloty wyjątkowo latały tego dnia? Bo to jedyne z czym mi się kojarzy. Chociaż. No właśnie. Mój narzeczony, tak jak wspominałam, on troszeczkę o tych samolotach się zna i on twierdzi, że to w ogóle nie przypomina jak dla niego właśnie samolotu. Yyy w każdym razie to nagranie, ten konkretny fragment, tam dobrze jest to podgłośnić, ale trwa około siedmiu minut i nie potrafię tego wyjaśnić. Ale generalnie jak wstałam tamtego dnia, to po prostu, jak odsłuchałam, to tak trochę machnęłam ręką, bo sobie pomyślałam ponieważ to był, nie wiem, chyba drugi czy trzeci dzień takiego nagrywania, że to coś przypadkiem po prostu tam się. Nie wiem, może coś z telefonem się stało, czy coś w ten deseń.
I później jak nagrywałam przez następny dzień, to nie było nic takiego. Po prostu no takie zwykłe, prawda? Jakieś tam no moje, prawda? Przedawanie się na ucho typu rzeczy. Zgodnie z zapowiedzią przerywamy na moment odsłuchiwanie rozmowy z naszą słuchaczką, aby zaprezentować pierwsze z dwóch nadesłanych przez nią nagrań. Na potrzeby audycji wybrany fragment nagrania został podgłośniony. Link do całego nagrania zostanie umieszczony w opisie tej audycji na naszym kanale na YouTube oraz w archiwum audycji na www.paranormalium.pl.
No i generalnie jakoś właśnie już w lutym zaczęłam mieć jakieś takie bardzo nieprzyjemne, takie, no generalnie bardzo niepokojące rzeczy w nocy. Cały czas miałam wrażenie, że się budziłam, ponieważ coś mi łaziło po pokoju, bo po prostu no nie wiem, znam prawda, dźwięki swojego pokoju tamtego i to było takie wrażenie, jakby właśnie nie wiem, ktoś na przykład przeszedł po dywanie, tak trochę po nim szarając, albo przestawił mi coś na biurku, albo ruszył klamką drzwi, ewentualnie że otarł się prawda o coś. No tego typu rzeczy. I starałam się na to machać ręką. No bo wiadomo jak to jest człowiek w nocy, prawda? Nie wiem, jest skupiony na pracy. Albo nie wiem, obudziłam się w nocy. No to zdarzają się przesłyszenia, więc tak dosyć mocno to olewałam, ale zaczęłam mieć takie naprawdę dosyć dziwne sny. I tutaj przytoczę, ee, znaczy no dobrze, po prostu postaram się to przytoczyć. Generalnie sytuacja była taka, a że zaczęłam na to bardziej zwracać uwagę w momencie, kiedy obudziłam się jednej nocy i normalnie miałam wrażenie, że ktoś próbował ze mnie ściągnąć kołdrę tak, jakby stał, nie wiem, obok łóżka i ją tak trochę w dół, prawda, z tego łóżka starał się ściągnąć. Obudziłam się na takiej zasadzie, że po prostu jeszcze prawda, taka zaspana, zamroczona, po prostu przytrzymałam kołdrę i szarpnęło w moją stronę i dopiero wtedy otworzyłam oczy i no nie wiem, już nic jakby nie słyszałam, nic nie widziałam i stwierdziłam, że strasznie dziwne, ale nie wiem, może faktycznie mi się przyśniło, więc po prostu dalej poszłam spać.
No i generalnie te takie hałasy to coś tam się w tamtym czasie nasilały. Natomiast, natomiast właśnie przejdę do tych snów, bo miałam konkretnie takie, yyy, zwrotne, które nastąpiły zaraz jakoś właśnie przed tym nagraniem, tym drugim, które tutaj państwu wysłałam.Ech, otóż pierwszy dzień, pierwszy sen to tylko taki urywek, który pamiętam. Końcówka snu. To coś takiego, że jakby taki, no nie wiem, taki głos narracyjny opowiadał mi tak. Znaczy to było tak. Miałam normalne sny, takie zwyczajne nagrane się one i właśnie wiesz, tak jakby taka historia, która jest mi opowiadana i ten głos narracyjny, który mi mówi, że kiedyś yy, kiedyś ludzie, prawda? To było, no nie wiem, powiedzmy przez średniowiecze czy tam wcześniej, a jak właśnie znajdowali wokół swoich domów jakieś tam ślady w śniegu albo nie wiem, w błocie czy cokolwiek, to oni te istoty, które tam do nich przychodziły, nazywali jakoś czymś w rodzaju boży szczur czy coś takiego. I generalnie nagle zaczęłam mieć tam taki obrazik jakby.
Tworzenia się takiego szczura, tak jakby po prostu go tworzyć, prawda? Od najpierw kręgosłupa później, prawda? Coś wypełniamy tymi wszystkimi flaczkami z drukiem et cetera. I ta kreska zaczyna narastać, prawda? Żeby pokazać właśnie tą całą istotę, to stworzenie. Ja miałam wrażenie w tym śnie, że to zmierza w bardzo, bardzo złym kierunku i za hiny rodowe nie chcę zobaczyć tego, co takiego powstanie, a na pewno to nie będzie szczur. Więc generalnie zmusiłam się do tego, żeby po prostu się obudzić teraz, no. Po czym już teraz nie pamiętam, czy to było tej samej nocy, czy następnej. Generalnie miałam sen, ale jakoś tak właśnie to było. Noc po nocy, tak jakoś są właśnie ooo.
Miałam sen, w którym tam właściwie to nieważne, co robiłam. Generalnie gdzieś sobie szłam i nagle poczułam taki ogromny ból wyy, na samym szczycie czaszki, prawda? Tutaj, gdzie jest, no za usnięte ciemiaczko, prawda? No to po prostu taki ból, jakby ktoś próbował mi tam wybijać taką, no, konkretną szpilę. I to naprawdę niesamowicie bolało po prostu w tym śnie. I ja zaczęłam, no nie wiem, generalnie w tym śnie przegrzebywać włosy, prawda? Bo myślałam, że no nie wiem, jakiś może owad straszny mi się tam w te włosy wpątał. No i właśnie niby właśnie to tam w końcu się tak przerodziło, że to niby faktycznie był owad, którego w końcu udało mi się właśnie odpędzić i się obudziłam, prawda? I przyznam, że ta głowa mnie faktycznie bolała i ja później jeszcze raz zasnęłam, więc jak już rano wstałam, to tak w sumieeeuuh, uznałam, że sen. Powiedziałam gorączkę, mój mąż się zapytał, czy ja może coś tam dalej czuję na tej głowie i pomacałam. I faktycznie muszę przyznać, że no nie wiem, nie miały szans uderzyć się w tą głowę leżąc w łóżku, ponieważ ja dosyć spokojnie właściwie się przekręcam z boku na bok, jakbym się trochę przebudziła, ale na pewno nie rzucam się w łóżku. I tak miałam takie bardziej bolesne miejsce. W sensie mm... Nie wiem, bo nie dotykałam tego w ogóle nie czułam. Jak zaczęłam tam macać tą głowę, to jednak, jednak dało się to wyczuć. Eee, no i do czego dążę? To jest właśnie fakt, że jakoś w tamtym, w tym samym czasie, nie wiem, czy to była noc wcześniej, czy noc ta, bo byłam tak pozajmowana jeszcze do tego pracą, że no po prostu nie notowałam tego jakoś. No dobrze, w każdym razie obudziłam się w nocy jakoś w tamtym okresie i zobaczyłam przy łóżku aa... Jakby zarysy stojącej postaci, takiej bardzo chudej i takiej dosyć, nie wiem, mi się wydawało niskiej. Generalnie to wyglądało w ten sposób, tak jakby, jak jest prawda, ta folia aluminiowa i są takie najmocniejsze jakby odblaski na niej, na niej, kiedy jest pognieciona, prawda? Są takie miejsca, gdzie tam najmocniej światło się odbija. To, to troszeczkę było takie wrażenie, jakby właśnie jakaś postać przy łóżku stała, która miała podobnie na sobie pogniecioną właśnie tak jakby folię aluminiową. I że widziałam tylko te miejsca, które właśnie dawały ten odblask, prawda? Jakiegoś pobliskiego świata na przykład, no nie wiem, od monitora komputera, który to pojawia się- To była taka na poły nie fizyczna, tak?
Taka... Tak, reszty w ogóle nie było widać. Tak, tylko właśnie same te, takie jakby od, od, odblaski. Na tym... Nie wiem, nie wiem, jak to nazwać, ponieważ właściwie ja się na to popatrzyłam i stwierdziłam, że kurczę, zaleźć się prawda? Więc otworzyłam jeszcze raz oczy.
Po tym, jak zamknęłam to właśnie przed chwilą i zobaczyłam, że dalej to widzę. Więc generalnie wtedy się tak trochę wkurzyłam, prawda? Zamknęłam jeszcze raz oczy i jeszcze raz je otworzyłam już siadając na łóżku i tego nie było. Ale, no, teraz generalnie padłam na to łóżko, bo jakoś strasznie ciężko było mi się wybudzić.
Byłam naprawdę tak niesamowicie w tym momencie zaspana. Yyy, pamiętam, jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki, jakby olewając całkiem tą sprawę i starając się zasnąć, to normalnie po prostu poczułam, jak ktoś oparł się o łóżko, prawda? Jak się trzyma głowę na poduszce i na przykład rano partner wstaje, prawda? I tam, no nie wiem, łydką się otrze, prawda, o łóżko. No to wiadomo, jak poducha się.
Tylko że ten ruch tutaj był taki bardzo szybki, jakby taki bardzo nerwowy, tak jakby trzy szurgnięcia czy cztery, takie bardzo szybkie o to łóżko. No muszę przyznać, że wtedy to faktycznie mnie to teraz zaniepokoiło, że jak już po prostu po jakimś czasie zasnęłam, to jeszcze właśnie rano to pamiętałam. No i właśnie w tym samym czasie to była ostatnia rzecz, która się zdarzyła. To właśnie jest to ostatnie nagranie.
I na tym nagraniu tam, tak jak napisałam w mailu, że mniej więcej od szóstej, sześć trzydzieści do siedem dziesięć mniej więcej, jest taki bardzo dziwny dźwięk. Zgodnie z- Opowiedzią, przerywamy na moment odsłuchiwanie rozmowy z naszą słuchaczką, aby zaprezentować drugie z nadesłanych przez nią nagrań. Link do całego nagrania zostanie umieszczony w opisie tej audycji na naszym kanale na YouTube oraz w archiwum audycji na www.paranormalium.pl.I co państwo sądzicie o tych odgłosach?
Dajcie znać w komentarzach. Jeśli chodzi o moje odczucia, to jednego jestem pewien. W nagraniu nie występuje żaden odgłos, na przykład trzepot skrzydeł sugerujący, że do pokoju mogą przedostać się jakieś ptak.
Słabo słyszalny pogłos oraz wyrazistość dźwięku sugeruje moim zdaniem, że źródło tych odgłosów musiało znajdować się blisko smartfona. Przywodzi mi to na myśl pewne relacje o bliskich spotkaniach z humanoidalnych istotami, w których świadkowie wspominają, że słyszeli mowę tych istot przypominającą ćwierkanie ptaków. To tyle mojego komentarza. Wróćmy do słuchania zapisu rozmowy z naszą słuchaczką.
Nie mam nic, co w moim domu mogłoby taki dźwięk wywoływać. Byłam wtedy owszem połączona przez Messenger i po prostu telefon leżał na łóżku, bo tam leżały dwa. Jeden nagrywał, a drugi leżał właśnie tak, że byłam położona, połączona przez Messenger właśnie ze swoim narzeczonym, bo czułam jakiś niepokój, kładąc się spać i po prostu wolałam, żeby tam jakoś mi towarzyszył trochę w tej nocy. Um, no więc te dźwięki również nie mają jakby uzasadnienia po jego stronie. On generalnie ma problemy ze spaniem, więc wtedy mniej więcej, kiedy po tych moich głosach tak wnioskowałam wtedy, że te dźwięki się nagrały, to on był jak najbardziej obudzony i on nic nie słyszał.
Po jego stronie po prostu nic się nie działo. On sam też się za bardzo nie kręcił, bo przeważnie po prostu leży, prawda? I czeka, aż zaśnie. A więc tak wygląda. A te dźwięki po prostu brzmią jak jakieś takie, nie wiem, ptasie trele.
Takie o bardzo wysokich tonach. Jedyne zwierzę, jakie mam, to jest mój żółw. Żółw raczej takich dźwięków chyba nie wydaje. [śmiech] Nie potrafi piszczeć, ale akurat wtedy spał w drugim pokoju, prawda? W terrarium sobie spokojnie także. No i był jakby szans, żeby cokolwiek tam takiego się nagrało. To trochę brzmi też tak, jak nie wiem, szorowanie widelec po jakimś metalu, ale ewidentnie jak się przeczuciwałam temu dźwiękowi, to moim zdaniem to brzmi właśnie bardziej jak jakieś takie ptasie trele, bo jest to zbyt powtarzalne, zbyt takie melodyjne, jakieś takie, prawda? No nie wiem, szorowanie, prawda? Takie mechaniczne dźwięki. Chyba na pewno przypadkiem przez krzyczący metal. No ale to już właśnie chciałabym, żeby państwo również to ocenili i spojrzeli na te dwa nagrania. Nie umiem w edycji plików dźwiękowych tak, że podesłałam po prostu je tak jak są i podałam po prostu tylko czas, któremu warto się przysłuchiwać. No i tak, tak w gruncie rzeczy to tyle chciałam powiedzieć. [śmiech] Dobrze, ja tutaj nie mam pytań odnośnie tych, tych zdarzeń. Tutaj chyba o tą, o tą istotę to chyba wypytałem o wszystko co się, o co się da ustalić na temat tej przeźroczystej istoty w folii. Natomiast tak jak mówiłem, mam takie pytanie dotyczące tych obserwacji trójkątów w dzieciństwie. To sprawa z lat osiemdziesiątych. Czy, czy pamięta pani może, jakie pani miała odczucia odnośnie tych tych obiektów? Co pani wtedy czuła?
Tak ogólnie? Co pani pamięta? No ja to pamiętam jako moje po prostu sny. Gdzie po prostu, no nie wiem, kładę się spać, prawda? Budzę się w nocy i się okazuje, że się budzę w nocy. No nieprawda— nie w moim łóżku, tylko właśnie na zewnątrz, na podwórku.
Ten trójkąt właśnie wisi nade mną. Jest taki pełny. Prawda? To nie jest obraz trójkąta, tylko jest taki pełny, po prostu jasno świecący trójkąt i on jakby nic nie robi, po prostu tam jest. A we mnie zaczyna narastać strach, ponieważ mam wrażenie, że to czegoś ode mnie chce i że ja muszę tylko wrócić do domu, więc zaczynam przed tym odziekać. Widzę, że nie mogę się dostać do domu i nie pamiętam już chyba drzwi po prostu miałam zamknięte, a tak było tam w ogóle drzwi były zamknięte na noc. Tak więc to możliwe, że o to chodziło. W każdym razie no po prostu zaczynam gdzieś tam uciekać przed siebie, do jakiegoś ogródka czy coś tam więcej. No i generalnie jakoś właśnie tak sen się urywa. Więcej tam nie pamiętam. Natomiast one się powtarzają całkiem często, a już tak zapomniałam o nim na noc, zupełnie jakby dopiero jakiś, nie wiem, w paru ostatnich latach jakby wróciłam do tego śnienia.
Zawsze jakby pani się pojawiała w tych snach w okolicy domu. Tak. Nigdy nie było czegoś takiego, że pojawiła się Pani w okolicy, której pani nie znała? Znaczy nie. Parę razy zdarzyło mi się, że wydawało mi się nawet, że to było tyle lat temu, ale mam takie wrażenie, że chyba parę razy byłam tam gdzieś właśnie w okolicznym lesie, ale nie dam sobie ręki uciąć. [muzyka w tle] I to tyle, jeżeli chodzi o zapis rozmowy z naszą słuchaczką. Po namyśle postanowiłem również zaprezentować Państwu korespondencję, jaką nasza słuchaczka wysłała do Arkadiusza Miazgi, w której to korespondencji nasza słuchaczka opisuje dziwne zdarzenie w lesie, którego uczestnikami byli ona oraz jej narzeczony.
Z korespondencji oczywiście usunąłem wszelkie informacje mogące umożliwić ustalenie tożsamości świadków. Wiem, że zajmuje się Pan bardziej tematyką UFO. Właściwie to jakiś czas temu, o ile dobrze kojarzę, pisała do Pana moja mama w sprawie obserwacji pomarańczowych świateł nad działką i okolicą w nocy. Jakoś chyba w lipcu to miało miejsce. Również je wtedy obserwowałem z mojego balkonu.
Mieszkam razem z nią i ojcem w-Od tamtej pory przez cały letni okres wielokrotnie sama i razem z narzeczonym obserwowałam w nocy dziwne światła na niebie. Co prawda nie tak spektakularne jak te pomarańczowe kule, które opisała mama, bo były to jasne, białe rozbłyski, takie jakby eksplozje w kulminacyjnym momencie z siedem, osiem razy większe niż Gwiazda Polarna. W różnych partiach nieba rzadziej widzieliśmy odcinek przelotu, który na przykład skręcał albo nagle się pojawiał i znikał. Było tego tak dużo, że przez jakiś czas dosłownie co wyjście na papierosa po godzinie dwudziestej drugiej było coś widać dziwnego na niebie.
Niestety kiedy zacząłem wychodzić z aparatem, żeby robić zdjęcia, to nic już się nie pojawiało, aż w końcu przestało. Nie mam dobrego do takich zdjęć sprzętu, więc nawet niespecjalnie liczyłam, że coś uwiecznię. Co prawda mamy jedno zdjęcie na długim czasie naświetlania wykonane telefonem czegoś, co leciało po linii prostej z południa na północ, mimo że w tamtym momencie, z tego, co pamiętam, nie widzieliśmy nic na niebie, a było to pierwsze zdjęcie, jakie wykonaliśmy w celu przetestowania trybu nocnego w nowym telefonie. Na tym zdjęciu widać pod koniec smugi po prawej, poniżej niej równoległy lot czegoś, co migało, zostawiając ślad punkcików w linii prostej. Zdjęcie zostało wykonane dwudziestego trzeciego sierpnia dwa tysiące dziewiętnastego roku. Załączam je. Samoloty latają tu dość często i właściwie nie zauważyłam, żeby był problem z ich rozpoznaniem. Tym bardziej, że zwykle towarzyszy im dźwięk. W każdym razie to, co chcę opisać, to sytuacja sprzed paru dni. Konkretnie z poniedziałku, czternastego października dwa tysiące dziewiętnastego roku. Około godziny czternastej trzydzieści wybrałem się z narzeczonym do lasu, który znam dobrze. Co prawda od dwóch lat już tak po nim nie chodzę, ale wcześniej przez trzy lata sama po nim chodziłam cały rok, często codziennie. Orientację w terenie mam dobrą. Całe życie chodziłam z ludźmi i sama po lasach i nigdy się nie zgubiłam.
Po prostu zawsze wiedziałam, w jakim kierunku idę. Niezbyt musiałam się nad tym zastanawiać, a większość czasu sama chodziłam poza drogami, przedzierając się przez gęstwinę i ani razu nie straciłam orientacji kierunku. Aż do ostatniego poniedziałku. Pojechaliśmy na grzyby, zaparkowaliśmy samochód pod lasem i weszliśmy przez drzewa do środka.
Następnie weszliśmy na drogę i poszliśmy doskonale znaną przeze mnie trasą. Nie da się tej drogi minąć, jej nie zauważyć. Jest duża, piaszczysta i rozjeżdżona kołami samochodów, więc i dość szeroka. Odbiliśmy z niej w lewo, w rezerwat i szliśmy prosto na północ, żeby zawrócić do skraju lasu i poszukać po drodze grzybów.
Minęliśmy dwa wzniesienia, przez które światło padało niemrawo. I tutaj się stało coś dziwnego. Szliśmy w pewnym oddaleniu od siebie ja z przodu, bo znam te lasy. Narzeczony za mną pierwszy raz w nich był i oboje nie pamiętamy za bardzo fragmentów tego, jak szliśmy. Nagle, po jakichś maksymalnie dziesięciu minutach od skręcenia w lewo, się zorientowałam, że słońce bije przez drzewa z mojej prawej i nie zastanawiając się nad tym, stwierdziłam, że idziemy dalej prosto, trzymając słońce w tym samym położeniu względem nas. I to był błąd, bo już najwyraźniej wtedy jakimś cudem byliśmy po prawej stronie świńskiej drogi, a oboje byliśmy pewni, że żadnej drogi nie przekraczaliśmy. Szliśmy dalej prosto i wtedy zacząłem się niepokoić, bo minęliśmy pierwszy wielki słup, przypuszczalnie jeden z tych dwóch zaznaczonych na niebiesko. Uznałam wtedy, że chyba coś źle pamiętam, bo kojarzyłam, że słupy powinny biegnąć po drugiej stronie lasu niż my jesteśmy. Co ciekawe, minęliśmy jeszcze jeden z tych słupów, mając niezmiennie cały czas słońce po prawej, więc nie było mowy o zawracaniu. W końcu wyszliśmy na dużą, rozjeżdżoną drogę. Uznałam, że wróciliśmy do drogi, z której zaczynaliśmy wędrówkę tego dnia po lesie. Wielokrotnie tak pokonywałam tą trasę. Tymczasem jak się później zorientowałam, to była ta droga, na której narysowałam pomarańczową linię. Wyszliśmy na nią w miejscu, gdzie widać przesięk jej po jej prawej i ruszyliśmy na wschód. Logicznie rzecz biorąc, skręciliśmy dwa razy w lewo od świńskiej drogi, więc powinniśmy być tam, gdzie nas skierowałam. Oczywiście to był błąd. Droga, na którą weszliśmy, miała jakieś maksymalnie dwukilometrowy odcinek, po którym ją przeszliśmy, a tymczasem szliśmy po niej dobrym marszowym tempem około sześć kilometrów na godzinę, dobre pięćdziesiąt minut, co jest niemożliwe.
Również to, jak ją pamiętamy, nie zgadza się z mapą Google. Mimo tego, że to nie mogła być inna droga niż ta zaznaczona na pomarańczowo. W końcu zacząłem czuć narastający niepokój, bo droga nie wyglądała normalnie w ogóle, odkąd zaczęliśmy mieć słońce po prawej, a na tej drodze za plecami nie słyszałam żadnych dźwięków, poza odgłosami wycinki drzew w pewnym miejscu. Była głucha cisza.
Zmierzchało, droga się ciągnęła w nieskończoność. Nie było żadnego śladu wiatru. Co ciekawe, z boku drogi były tak piękne polany, że trudno było się powstrzymać od wchodzenia na nie. Ale się upierałam, że nie możemy zbaczać i musimy się spieszyć. Coraz bardziej czułam, że coś jest nie tak z tym lasem i tą ciszą. A mój narzeczony później mi powiedział, że od dłuższego czasu w tej ciszy słyszał kroki i łamiące się gałązki za nami.Raz, dwa, trzy. Po drodze nie było żadnych dróg odchodzących od tej głównej drogi, którą szliśmy, mimo że według mapy Google powinny być tam takie same drogi jak ta, w którą finalnie odbiliśmy w lewo.
Wyszliśmy na przesiękę z mniejszymi słupami i wzdłuż niej wyszliśmy z lasu. Jeszcze jedna rzecz jest ciekawa. Już po wyjściu z lasu, jak szliśmy wzdłuż niego, zdarzyło się zagrodzone pole, trudne do przejścia, więc weszliśmy drogą znów w las, mimo że nie chciałem tam wchodzić w obawie, że znów znajdziemy się absurdalnie daleko. Ale niedługo po wejściu stwierdziłem, że mimo braku drogi odbijającej, przedzieramy się do skraju i tego fragmentu zupełnie nie widać na mapie satelitarnej. W ogóle wielu fragmentów, w których byliśmy, nie jestem w stanie znaleźć, ani ich nie kojarzyłam, jak w nich byliśmy. Cała ta wyprawa kupy się nie trzyma. Wygląda to tak, jakby po parudziesięciu metrach, może około stu metrach od skręcenia z drogi w lewo, przerzuciło nas lustrzanie na prawo.
Dodatkowe ciekawe rzeczy to fakt, że był zasięg w telefonie na tyle dobry, że narzeczony dostawał wiadomości z messengera, łącznie ze zdjęciami, ale nie mogliśmy załadować żadnej mapy, mimo że wielokrotnie próbowaliśmy. Udało się dopiero po wyjściu z lasu. Inna sprawa to fakt, że ja narzucałem tempo, a narzeczony bardzo mocno oponował. Byliśmy już cali mokrzy. Jak się okazało, bolała go wtedy mocno noga w kolanie, ale jak tylko wyszliśmy z lasu, od razu przestała. Do domu dotarliśmy, jak już zapadał zmierzch i poza ciągłym uczuciem, że wciąż jesteśmy w tym lesie, miała miejsce ciekawa sytuacja. Kiedy wyszliśmy na papierosa na balkon później w nocy. Narzeczony akurat opowiadał o tym, że słyszał w lesie kroki za nami i w tym samym momencie usłyszeliśmy wyraźne trzy kroki z drogi obok działki. Narzeczony zagwizdał i klasnął w dłonie głośno, żeby wyprosić to zwierzę, ale nic więcej nie usłyszeliśmy i szansa, że było to zwierzę. Na tyle, na ile znam tą okolicę, jej odgłosy i naturalne zachowania zwierząt są niewielkie. Ludzie po zmroku też tutaj nie chodzą, a i według krokomierza w zegarku narzeczonego wychodziło, że przeszliśmy w te trzy godziny jakieś niecałe dwadzieścia kilometrów, co też jest bardzo mało prawdopodobne. Nigdy w życiu nie czułem tak długo tak intensywnego niepokoju, jak w tym lesie. W sumie to przez dobrą godzinę miałem wrażenie, że coś się bawi z nami, że jesteśmy w jakimś potrzasku.
Jeszcze dodam, że nie wiem, co moja mama panu opisywała. Z mojej perspektywy mama jest dosyć newage'ową osobą, ze specyficznym spojrzeniem na świat. Ja sama identyfikuję się jako racjonalistka, obstaję za nauką, bez wiary w życie po śmierci i tak dalej.
Ale też nie przeczę temu, że nie wiemy wszystkiego o świecie, w którym żyjemy i przyznaję, że parokrotnie razem z mamą tutaj widziałyśmy albo doświadczałyśmy trudnych do wyjaśnienia rzeczy". I to już wszystkie historie, jakimi podzieliła się nasza słuchaczka. Osoby interesujące się ufologią zapewne bardzo ucieszy fakt, iż w kolejnych odcinkach również nie zabraknie relacji o obserwacjach UFO. A tymczasem wysłuchaliście państwo siedemnastego odcinka podcastu "Mówią świadkowie", który ma się już ku końcowi. Mówił do państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę i dobranoc. Do usłyszenia w kolejnym odcinku. No i w imieniu swoim oraz całej ekipy Radia Paranormalium pragnę życzyć Państwu dużo odporności i wytrwałości z nadzieją, że obecna pandemia COVID 19 już wkrótce odpuści.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to: stacjonarny 32 746 00 08 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl.
Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 80 02 3608 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/uokisnikeradioparanormalium. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.