[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Mając nadzieję, że wszyscy Państwo zdrowymi jesteście, w Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny, siedemnasty już odcinek bardzo paranormalnego, a niekiedy również bardzo kontrowersyjnego podcastu "Mówią świadkowie". Przed mikrofonem Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Podobnie jak to miało miejsce w odcinku szesnastym, dziś również wysłuchamy swego rodzaju spowiedzi ze zdarzeń o charakterze paranormalnym. Będzie ona dotyczyła głównie obserwacji UFO oraz zjawisk kojarzonych z UFO, w tym również bliskich spotkań z zagadkowymi postaciami. Najpierw jednak tradycyjnie przypomnijmy kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś niezwykłego i chcieliby się tym z nami podzielić. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami, gdyż każda relacja, szczególnie te dotyczące obserwacji UFO, jest na wagę złota. Jakiś czas temu z Radiem Paranormalium skontaktowała się słuchaczka, która podzieliła się z nami całym szeregiem zdarzeń związanych z obserwacjami UFO oraz zjawisk łączonych z UFO. Obserwacji bohaterka dzisiejszego odcinka dokonywała zarówno sama, jak i w towarzystwie innych osób, między innymi swojej matki, narzeczonego oraz grupy znajomych.
Usłyszymy również opisy bliskich spotkań z zagadkowymi istotami, opisy zdarzeń przypominających wzięcie, a także pewnego zjawiska, które powtarzało się przez pewien czas i skutkowało częstym wyrywaniem naszej słuchaczki w środku nocy ze snu. Poza tym pojawi się również wątek dziwnych odgłosów zarejestrowanych przez naszą słuchaczkę nocą, a raczej uchwyconych przez jej smartfona w czasie, gdy spała. Historię nasza słuchaczka przedstawiła w sposób bardzo zwięzły i poukładany. Słuchaczka odpowiadała na pytania w sposób rzeczowy. W czasie rozmowy ani przez moment nie miałem wrażenia, że doraźnie wymyśla jakieś szczegóły. Zatem jej wiarygodność oceniam na bardzo wysoką. Istotny tutaj jest również fakt, iż bohaterka dzisiejszego odcinka jest z zawodu rysownikiem. Jako artystka dysponuje zatem rozbudowaną wrażliwością i zdolnością obserwacji, potrafiąc zwracać uwagę na detale, których niewprawne oko przeciętnego Kowalskiego mogłoby nie zauważyć. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy z naszą słuchaczką. W części, w której słuchaczka będzie omawiała zarejestrowane przez siebie dziwne dźwięki, zostaną zaprezentowane dwa nagrania nadesłane przez słuchaczkę.
Linki do obydwu nagrań będą umieszczone w opisie tej audycji. Wysłuchajmy zatem kolejnej na naszej antenie niezwykłej, paranormalnej spowiedzi.
[05:27] - No więc postaram się tak zacząć od samego początku. A no generalnie właściwie to takie najwcześniejsze rzeczy, które mogę tutaj wspomnieć, to właśnie kwestia tych snów, które mnie męczyły, kiedy byłam dzieckiem. Przyznam szczerze nie mam pojęcia, czy na początku lat osiemdziesiątych jakoś właśnie była już ta wizja tych trójkątnych UFO czy nie. Generalnie prześladowały mnie faktycznie takie sny, że budzę się w środku nocy i jestem pod jakby domem u dziadków. Znaczy to było tak jak u dziadków nocowałam, to chyba było to ta miejscowość nazywała.Yy, to po prostu no jakoś tak wychodziło, że mam jakieś normalne sny i nagle się po prostu jakby budzę pod tym, mm, domkiem tam na wsi i nade mną na niebie właśnie wisi taki jasny trójkąt. No nie wiem, w tych snach nie wydawał mi się jakiś wielki, ale generalnie zaczynałam przed nim uciekać i właściwie to na tym całym śnie się zawsze urywał. I no przyznam szczerze, ja przez długi czas w ogóle nie przywiązywałam do tego wagi, ponieważ jako dziecko miałam bardzo różne sny. No i dopiero właściwie jakoś tak, jak miałam siedemnaście lat, wyjechaliśmy ze znajomymi nad morze i niestety ja nie mogę tutaj już podać nazwy miejscowości, yy, bo nie pamiętam. Natomiast to było nad polskim morzem. No i generalnie w nocy sobie siedzieliśmy.
[06:49] - To był taki któryś z tych kurortów nadmorskich, tak?
[06:53] - Yy, to było jedno z takich, z tego co pamiętam, trochę bardziej popularnych miejscowości. Nie jestem pewna, czy to nie było Mielno, ale przypominam sobie raczej-
[07:01] - Tak mi właśnie, tak mi właśnie przyszło do głowy miejscowości typu Mielno, Łeba, coś tego typu.
[07:07] - Mhm, mhm. No tak, tak. To jakaś taka właśnie turystyczna. Tam, wiadomo, pełno straganów było porozstawianych, więc to raczej jakaś jedna z takich, które faktycznie były bardziej popularne, w których tam było też jakieś dyskotek. W każdym razie, mm, no jakoś tak było, że po prostu w nocy siedzieliśmy na plaży, prawda? Nie wiem. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach i generalnie po prostu patrzyliśmy się przed siebie na to całe nocne niebo przed nami i nagle z, mm, w kierunku wschodniego, tak w kierunku zachodnim, po prostu takimi bardzo dziwnymi skokami, właściwie robiąc takie jakby takie przecinające się zetki. Nie wiem, jak to lepiej opisać. Mogłabym-
[07:45] - Takie zetki.
[07:46] - Tak, tak, bo w sumie jestem rysownikiem, ale przyznam szczerze nigdy nie podejmowałam się rysowania akurat tych rzeczy. Yy, w każdym razie tak robił jakieś takie dziwne zetki i to naprawdę niesamowita prędkość. W ogóle było widać odbicie tego obiektu na tafli właśnie morza, morza, prawda? Więc tak. Nie wiem. Wtedy miałam wrażenie, jak się na to patrzyłam, że to naprawdę było wielkie i że było daleko. Sądząc się-
[08:12] - A osoby towarzyszące pani wówczas również to widziały?
[08:16] - Tak, wszyscy zamarliśmy i patrzyliśmy się po prostu na to jak cielę namalowane wrota po prostu. No nie wiedzieliśmy za bardzo prawda, co z tym zrobić. I szczerze też tyle czasu minęło od tego, że ja nie pamiętam dokładnie, o czym w tamtym momencie rozmawialiśmy potem. Generalnie byliśmy pod wrażeniem, to pamiętam. Natomiast już następnego dnia, prawda, no większość osób, a przynajmniej ta jedna, z którą mam do tej pory kontakt, ponieważ to moja krewna, jest jednostką, która jest takim strasznym redukcjonistą i generalnie potrafi wypierać jakieś takie fakty, które jej dosyć nie pasują. Więc ona tam próbowała prawda to tłumaczyć lecącą jakąś reklamówką, prawda, w nocy. No jeśli reklamówki latają z taką prędkością i dają odbicie daleko na tafli morza-
[09:04] - Jeżeli reklamówka robiąc zygzaki to byłaby sensacja.
[09:09] - A wiatru jakiegoś specjalnie właśnie nie było. Także muszę przyznać, że tak, że, że to było takie bardzo, bardzo no zaskakujące. No i w sumie nie wiem. No jakoś tak-
[09:20] - A ilu was tam mniej więcej, ilu was tam było wówczas?
[09:23] - Czwórka. Z tego co pamiętam to były cztery osoby. Tak, tak, jestem pewna, mhm.
[09:28] - A czy jakoś po, zaraz po tym, po tej obserwacji wymienialiście się może jakimiś spostrzeżeniami, wnioskami, co to mogło być?
[09:36] - Wie pan, jak najbardziej. Z tego, co pamiętam, to tak, my o tym rozmawialiśmy. Tylko że to było tyle lat temu, że ja tego nie pamiętam, bo w sumie no to było dwadzieścia lat temu i szczerze, no niestety, ale to już no totalnie mi umyka. A z moją krewną nie porozmawiam o tym, bo jak wspomniałam, ona wypierała to dość mocno.
[09:58] - Niektórzy tak mają. Niektórzy tak mają. Rzeczywiście. Co bym tu jeszcze chciał zapytać. To była jakaś pora nocna, jeżeli dobrze... Nocna, wieczorna.
[10:09] - Tak, tak, tak. Mhm.
[10:09] - Która to mogła być godzina?
[10:10] - Wydaje mi się, że to mogło być tak koło, nie wiem, jedenastej, dwunastej. No nie wiem. No jeszcze byłam takim szczeniakiem, więc wydaje mi się, że nie wiem. Nie siedzieliśmy tam o trzeciej nad ranem, tylko takie mam wrażenie, że to było raczej koło dwunastej gdzieś. I że generalnie tam ludzie czasem się przewijali na tej plaży. Jeszcze tam nawet się spacerowali, bo to było zaraz pod samą miejscowością, więc tam nawet jeszcze za sobą mieliśmy jakieś, nie wiem, wiaty, jakieś właśnie światła tego miasteczka, także nie wiem, może więcej osób to widziało. Trudno mi powiedzieć. Niestety ani daty nie podam dokładnej, ani właśnie nawet tej miejscowości. No przykro mi.
[10:46] - No to był, bo to był jakiś tak okres wakacyjny. Lipiec, sierpień.
[10:50] - Tak, tak, tak. Tak, jak najbardziej. Wydaje mi się, że bardziej lipiec.
[10:53] - Jeżeli dobrze liczę, dziewięćdziesiąty dziewiąty rok. Jakoś tak.
[10:56] - Mhm. Tak.
[10:57] - Czy ten obiekt emitował może jakieś dźwięki, czy może w jego wyglądzie było coś takiego, co-
[11:03] - Nie. Totalna cisza. Po prostu siedzimy i nagle widzimy to wielkie coś przelatujące po niebie tymi skokami dziwnymi w prawą i na lewą stronę. Generalnie to na moje oko to jakbym miał to porównać do księżyca w pełni. To była jakaś, nie wiem, jedna trzecia wielkości księżyca, coś takiego. A to się odbijało naprawdę daleko, daleko, tam pod samym horyzontem, na tafli wody widać było ten ś- ten biały taki prawda odblask.
[11:31] - Ile czasu mniej więcej trwała obserwacja tego obiektu? Tak na oko.
[11:35] - To było bardzo szybko. Wydaje mi się, że maksymalnie to były nie wiem, ze cztery sekundy pewnie. A wydaje mi się, że nawet najpewniej krócej, bo to dosłownie było nie wiem, takie mignięcie. Siedzimy i nagle po prostu coś przelatuje. Akurat prowadzenie czasu nie jest moje najlepsze, ale wydaje mi się, że tak no z czterech sekund maksymalnie to trwało. Odchodywał za horyzont.
[11:56] - Warunki pogodowe wtedy były dobre, nie było tam żadnych nadciągających jakichś-
[11:59] - Księżycowe niebo. Tak. Było jasno normalnie na niebie. Księżyca przyznam szczerze nie pamiętam czy on był przed nami, czy był za nami, czy w ogóle nie wiem. Nie zwrócono na to uwagi jakoś. Nie pamiętam.Yy, pamiętam, że niby było zupełnie czyste, więc jeśli Księżyc gdzieś był widoczny, to może nie był w naszym zasięgu wzroku albo no, no po prostu ja już tego nie pamiętam i nie zwróciłam na to uwagi. Przyznam, że no w ogóle mi to do głowy nie przeszło, żeby, wie pan, patrzeć się na okolicę i porównywać co i jak. W ogóle jakby jeszcze nie interesowałam się tym tematem za bardzo, prawda?
[12:33] - Dobrze, to do tej, do tej obserwacji nie mam tutaj już jakichś-
[12:37] - Mhm.
[12:37] - Dalszych pytań. Może przejdźmy-
[12:39] - Mhm.
[12:39] - Jeżeli ma pani coś jeszcze tam jeszcze późniejszego do opowiedzenia, to może przejdźmy.
[12:45] - Tak, jak najbardziej. Mam tutaj całkiem sporo takich absurdalnych sytuacji i przyznam szczerze, że ja sobie to tak mniej więcej w punktach o-odhaczałam, żeby no, no nie zapomnieć jakoś czegoś, jakby się nie zamotać. Yy, więc, mm, w latach od dwa tysiące osiem do dwa tysiące dziewięć, o ile dobrze pamiętam, ee, i to było jakoś właśnie nasilało się szczególnie w miesiącach tych takich chłodniejszych. Yy, miałam taki problem, że, znaczy to generalnie, prawda, właśnie było przez jedenaście lat mieszkałam właśnie wspomniałam w mailu. No generalnie to jest w podnosie. Wtedy jeszcze było mniej sąsiadów niż teraz. Yy, bardzo spokojnie. Mm, praktycznie jedyne odgłosy to, no, no jakieś zwierzęta, prawda? No jeśli zima, no to raczej tam, nie wiem, jakiś pies, no czasem jakiś kot się odezwie, ale to w sumie tyle. Yy, no i ja właściwie też mogę podesłać na mail, prawda, rzut jakby z góry z Google Maps na tą działkę, to też będzie jakby można było sobie tak kierunki mniej więcej mogę tam wyokreślać.
W każdym razie, yy, sytuacja wyglądała tak. Ja tam na piętrze mieszkałam, yy, rodzice na dole spali, aa, że w momencie jak spałam nocą, mm, spałam jeszcze na łóżku w ten sposób odwrócona, że jakby nad moją głową, prawda, za moją głową było, yy, tam, mm, było okno. Nie to, że może bezpośrednio, ale bardzo niedaleko. I to wyglądało tak, że w momencie, kiedy po prostu, no, nie wiem, spokojnie sobie spałam, to potrafiło tak, nie wiem, codziennie mnie czasem budzić, a czasem, no nie wiem, raz na miesiąc generalnie takie bardzo mocne światło. Ewidentnie po prostu jak się budziłam, to wiedziałam, że to jest z tego powodu. I ja wiem, że tam coś czytałam o tym, że jest coś takiego jak syndrom eksplodującej głowy i tak dalej, ale tam za wiele mi się z tym nie zgadzało, więc, yy, mm, no generalnie coś ewidentnie mnie budziło i to było takie wrażenie, jakbym po prostu dostawała taką bardzo mocną latarką po oczach, aa, i że to było takie mignięcie, prawda, dosyć szybkie, ale bardzo, bardzo jasne. I generalnie któregoś nocy, jak to się, yy, jakby skończyło, aa, to siedziałam do późna, pracowałam przy biurku i po mojej prawej generalnie miałam, prawda, drzwi balkonowe i zaraz obok nich właśnie to okno, aa, przed którym też miałam łóżko. Yy, i jakoś tak właśnie się zdarzyło. A właśnie! Tak, powinna wspomnieć.
Przez jakiś czas jak tak właśnie siedziałam, bo ja też w kuchni pracowałam, nie? Przez jakiś czas, jak siedziałam właśnie przy biurku, to miałam takie wrażenie, że właśnie coś faktycznie też mi błyska jakoś tak przeważnie właśnie koło godziny drugiej, trzeciej w nocy, aa, za oknem. No i, aa, któregoś dnia właśnie jak tak siedziałam i nad tym to się w ogóle wszystko skończyło, urwało się, to akurat spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam normalnie taką jasną, mi się wydaje, że to było niewielkie, że to po prostu blisko okiem przeleciało taką jasną, białą kulę, po prostu taką idealną sferę jakby. Znaczy trudno mi jest powiedzieć czy sferę, ponieważ światło właściwie to tak załamuje, że to równie dobrze, prawda, mogła być i dwuwymiarowa albo mieć zupełnie inny kształt. Ja pod takim kątem to widziałam, tego nie jestem w stanie stwierdzić. W każdym razie no to było białe, ee, na oko moim zdaniem to miało między dwadzieścia pięć a trzydzieści centymetrów średnicy i naprawdę niesamowicie szybko przeleciało, ee, no, mm, z mojego punktu patrzenia z lewej na prawą, prawda? Mijając najpierw drzwi balkonowe, a później to okno i zniknęło. I od tamtej pory urwały mi się te sytuacje właśnie w nocy. Przestałam mieć te problemy, co mnie bardzo cieszyło, bo naprawdę to było bardzo denerwujące. N-n-nie wiedziałam po prostu, czy coś mi się nie dzieje, prawda, z oczkami, ponieważ generalnie, ee, jestem osobą, która ma, mm, no jak to artysta, po prostu mam skłonność do przeżywania niektórych sytuacji, więc no troszkę mam problemy z nerwicami, tak się zastanawiałam, czy przypadkiem to nie jest coś takiego, no ale na tym się urwała ta sytuacja.
[16:49] - To też jakby taką poszerzoną percepcję właśnie chyba też malarze szczególnie mają i rysownicy.
[16:56] - No tak, no tak, no tak, jesteśmy artystami także no podejrzewam, że tak.
[17:02] - Zdolność do postrzegania jakby kątem oka czegoś, czego inni też, in-inni prawdopodobnie by nie, nie zauważyli.
[17:11] - Tak, tak, tak mi się wydaje. Tak generalnie to ja dzisiaj opowiem po prostu, chyba wolałabym się na tym zatrzymać o sytuacjach, które no nie wiem, ja jestem w stanie bardziej pokojarzyć, prawda, z UFO, ale takich sytuacji, które miałam naprawdę absurdalnie, miałam dużo więcej w życiu, ale też nie chcę po prostu robić z tego jakiejś strasznej porady. Także skupię się bardziej na tym. A, no i tak, to tutaj ten punkt to już odpowiedziałam. A tak! I rzut bardzo często wtedy miałam. Zresztą nie tylko wtedy, przez lata mi się to ciągnęło, takie absurdalne wrażenie bycia obserwowaną. Nie wiem, jak to po prostu lepiej opisać. Po prostu jakby ktoś mi się bardzo bacznie przyglądał, a czasem to nawet przechodziło do wrażenia, jakby po prostu ktoś na mnie próbował polować. Dosłownie nie potrafię tego lepiej opisać.
I to również, prawda, można uznać, że jakiś mój wkręt i tak dalej, ale... No i właśnie, aa, ja generalnie tam, ponieważ tam są piękne lasy, prawda, piękne okolice, więc spacerowałam sobie po tych okolicznych lasach, no, najczęściej jednak sama. I miałam taką sytuację, że często w ogóle już zawsze wychodziłam w ogóle jak zmierzchało, prawda?Yy i miałam taką sytuację właśnie, że szłam sobie przez ten lasyk, yy, niedaleko właśnie tego. I w pewnym momencie miałam takie wrażenie, że coś jest nie halo generalnie, że jakoś nie potrafię tego opisać, ale taki jakiś dyskomfort, prawda? Jakby coś mnie odklejało i stwierdziłam, że ja będę jednak zwijać się do domu jakoś tak, no szybciej, prawda, szybszym tempem w tym sensie. No więc pognałam do tego domu. Nie wiem, ile mam od tego lasu do domu. Półtora kilometra chyba. Nie wiem, może dwa. Nie sprawdziłam tego, szczerze mówiąc nigdy.
W każdym razie dotarłam do domu i wiadomo tam się przebrałam, umyłam i wyszłam sobie na balkon, yy, żeby zapalić. I to było, ja nie wiem. Zajęło mi to wszystko może, no nie wiem, góra pół godziny. Generalnie to wrażenie mnie nie opuszczało, ale starałam się po prostu je tak wpychać, prawda, na tej zasadzie, że nie, po prostu coś tam, coś tam mi się zdaje. Yy, no i stoję na tym balkonie, podpałam papierosa i w tym momencie z dołu, tam jakby pod balkonem po lewej stronie, czyli po stronie, gdzie generalnie jest działka ogrodzona, gdzie już jest, ym, no po prostu jakaś tam nie wiem, droga taka polna. Yy, usłyszałam taki głos, ale dosłownie to razem z jakichś takich metalowych kawałków, prawda, grałowych, yy, który po prostu wymawiał moje imię. Ale to po prostu. Albo można byłoby to porównać ewentualnie do jakiegoś takiego, nie wiem, głosu pijaka, ale z takim totalnie przerośniętym gardłem. Yy, i muszę przyznać, to było bardzo wyraźnie słychać i to było bardzo wyraźnie rzucone w moją stronę. Mogłam bardzo dokładnie określić kierunek, z którego to padało i naprawdę wtedy włosy stanęły mi dębem na całym ciele generalnie.
Wzięłam do domu, a zeszłam na dół, żeby zapytać się rodziców, czy nie wiem, może oni czymś zahałasowali, że tak dziwnie zabrzmiało. Ale nie, rodzice się upierali, że, mm, oni niczym nie hałasują i że faktycznie no nie wiem, mama siedziała sobie przy komputerze, coś tam załatwiała, tata siedział na telewizji, więc tak spokojnie. Yy, no i to miałam takie chyba najbardziej wyraźne zderzenie właśnie z tym lasem i właśnie z tymi wrażeniami takiego, no nie wiem, obserwowania mnie, bo wtedy też to było.
[20:38] - A jakie pani wtedy miała w-odczucia? Bo wiem, rozumiem, że to wzbudziło u pani lęk w momencie, gdy to-
[20:45] - Mhm.
[20:45] - Gdy usłyszała pani ten głos. Czy czuła pani może jakąś tam obecność fizyczną, czy coś, coś takiego szczególnego?
[20:52] - Cały czas miałam wrażenie, że jakby coś za mną idzie, że coś się za mną wlecze z tego lasu i no nie wiem, to chyba, to chyba jest odpowiedź. Bo no, no tak, w sumie to miałam takie wrażenie, ale co dokładnie poczułam w tamtym momencie? Przyznam szczerze nie wiem, ponieważ to było bardzo, bardzo, bardzo mocno zaskakujące i naprawdę bardzo się wystraszyłam i biegłam do domu. Yy, ale tak do dziś po prostu mogłabym dokładnie określić ten kierunek i pamiętam jakby tą sytuację tak no, no po prostu pamiętam brzmienie tego głosu, jak to wypowiadało moje imię.
[21:27] - Rozumiem, że nie udało się pani jakby wzrokowo tam żadnej tam postaci.
[21:32] - Nie, było już ciemno i już się właśnie, ee, ściemniło i tam przyglądałam się przyznam, ee, przez, no w pierwszej chwili, prawda, po prostu spojrzałam w tamtym kierunku, ale nic nie widziałam. I później jeszcze po tym, jak tam rodziców podpytałam, to jednak jeszcze przyszłam, wyszłam na ten balkon i tak latarką oświetliłam okolicę, ale nic nie widziałam. Totalnie nic. A tam faktycznie jest bardzo ciemno, bo tam nie ma już żadnych latarni i tam nie ma już żadnego oświetlenia. Znaczy nie wiem, może teraz ostatnio faktycznie coś tam zainstalowali, ale to było, to było z jakieś sześć lat temu, ee, o ile dobrze kojarzę może pięć, ale zdaje mi się chyba bardziej sześć i nie, tam wtedy w ogóle jeszcze oświetlenia nie było. Po prostu było totalnie, totalnie ciemno jak już zapadł mrok.
[22:18] - Dobrze to do tej historii na razie nie mam tutaj jakichś-
[22:20] - Mhm.
[22:21] - Dodatkowych pytań. Czy chciałaby pani coś jeszcze opowiedzieć?
[22:26] - Tak, mam tego jeszcze całkiem, całkiem, yy, sporo. No nie wiem, jakby postaram się opowiedzieć to wszystko, co tak mi się kojarzy. Mam nadzieję, że nie wiem. Nie będzie to brzmiało jak, że tak powiem, mało interesująco dla mnie. W każdym razie miałam generalnie bardzo takie też dziwne i nieprzyjemne sny. Właściwie większości już tak nie mogę opisać poza tymi, które niedługo jakby pod koniec rozmowy nadmienię. Te ostatnie. W każdym razie odnośnie tych snów to całkiem często mi się zdarzało właśnie, że śniło mi się, że schodziłam na dół w nocy, bo wydawało mi się, że słyszę jakieś prawda hałasy. Nie wiem, głównie tak naprawdę po tym śnie nagle budziłam się taka bardzo, bardzo jakaś taka zaniepokojona, wystraszona i generalnie było w tym coś takiego dziwnego. Ale jeden sen jakby był taki najwyraźniejszy, najbardziej się wyróżniał i szczerze do dziś nie mam pojęcia, co o nim myśleć.
Generalnie od dziecka właściwie mam sny świadome. Niezbyt nimi manipuluję. Po prostu no nie wiem. No wiem, że śpię, prawda?
[23:36] - Takie sny świadome, niekontrolowane.
[23:39] - Tak, tak. Znaczy mogłabym kontrolować, ale szczerze nie chcę, ponieważ jestem zmęczona, bo później nie jestem w stanie jak normalnie. W każdym razie w tym śnie nieczęsto mi się zdarza, że mam takie sny, że nie mogę się zorientować, że śpię. Ale oczywiście zdarzają się. W każdym razie w tym śnie nie wiedziałam, że śnię. I generalnie właśnie sytuacja była taka, że zeszłam na dół w nocy, ponieważ wydawało mi się właśnie, że coś tam słyszałam i zobaczyłam, że moja mama stoi. No generalnie tam jest coś takiego, że kuchnia ma takie bardzo duże drzwi balkonowe, takie prowadzące na taras.I one są, no, no faktycznie są sporo tam dalej, bo też jest spore okno i moja mama właśnie stała przy tych drzwiach balkonowych w kuchni i rozglądała się, coś tam oglądała. I właśnie tak zdziwiłam się, że tak w nocy wstała i stoi przy tym oknie. No, ale w porządku. Zamieniłam z nią parę słów.
No a powiedziała, że coś tam widziała i posz-- i ona jakby poszła do sypialni, prawda, tam do taty na moment i ja stoję przy tym oknie i właściwie przy tych drzwiach przepraszam i widzę po prostu na niebie takie narastające, bardzo jasne, takie ciała światła. I to zaczęło po prostu tak bardzo się przybliżać, jakby ogarnąć taką część nieba, że się w tym śnie poczułam bardzo zaniepokojona. W którymś momencie miałam wrażenie, że coś zaraz się stanie i generalnie uciekłam do takiego, no do salonu generalnie i tam w ogóle nie wiem. Skuliłam się za kanapą, ponieważ wołałam mamę, wołałam generalnie rodziców, ale oni w ogóle nie odpowiadali, w ogóle nie reagowali. No i za tą kanapą jak tam siedziałam zwinięta, to nagle do pokoju, w ogóle to światło tam biło przez to okno. To nagle do pokoju weszły z tego, co pamiętam przede wszystkim jedną postać, ale wydaje mi się, że chyba były trzy. Były dosyć wysokie. Podejrzewam, że to mogło być koło dwóch metrów wzrostu nawet. No ale tak na pewno nie mniej niż metr osiemdziesiąt. O i widziałam same sylwetki i w sumie wyglądały jak ludzie, tylko coś było u nich albo gdzieś w głowach.
Do dzisiaj nie potrafię tego jakby zdefiniować. Generalnie te głowy jakby były trochę za małe i jakby nie wiem, to czy miały czapkę z daszkiem, bo taki element coś przodu sterczał, ale nie potrafię powiedzieć właściwie co to było, ponieważ naprawdę widziałam same ciemne zarysy i dokładnie w momencie, kiedy te postacie się pojawiły i jakby spojrzały się w moją stronę, to z tego całego lęku, który czułam, a był naprawdę mocno narastający, nagle ogarnęło mnie takie wrażenie, że o mój Boże, właśnie widzę moich przyjaciół, których tak dawno temu nie widziałam, tak dawno nie widziałam. I generalnie wyszłam stamtąd. Nie wiem, przytuliłam się do tej pierwszej postaci, przepraszając ją jakoś strasznie żałośnie, że i chowałam się przed nimi. I przyznam, nie pamiętam, żeby ta postać jakoś coś specjalnego mi odpowiadała. Natomiast nagle ten sen się zmienia w tym momencie i nie pamiętam już, co tam było dalej. Nagle już jest taka scena, że ja jakby brnę przez swoje wspomnienia i to są wspomnienia, nie wiem, bardzo różnych sytuacji z mojego życia i tak jakbym po prostu nie mogę tego opisać. To jakbym po prostu leciała, prawda przez te wspomnienia pamięcią, jakbym trochę tak z góry je obserwowała, a zaraz obok mnie była postać właściwie, którą no nie widziałam, ale jakby no wiedziałam, że ona zaraz obok mnie jest i słyszałam jej głos.
[27:14] - Tak jakby, tak jakby to był jakiś taki przewodnik. Chyba tak.
[27:18] - Coś w ten deseń. Bardziej obserwator, bo w tej całej sytuacji chodziło o to, że to jakby był przegląd różnych sytuacji z mojego życia i ta postać pytała się mnie, czemu postąpiłam tak, a nie inaczej, czemu ta sytuacja tak, a nie inaczej się potoczyła. Czemu tamten człowiek tak się zachował? Generalnie tłumaczyłam jakąś całą noc w takich nie wiem, takich w sumie dziwnych, banalnych rzeczy, ale wydawało mi się to w jakiś sposób nie wiem, czy zabawne.
[27:46] - No to przypomina troszeczkę taki przegląd życia, jaki dostają czasami osoby podczas doświadczeń z pogranicza śmierci. No tylko że tutaj chyba pani na pograniczu śmierci nie była. Także to troszkę dziwne.
[27:58] - Nie, nie, nie. Byłam dosyć daleko od tego. No tak. No może troszeczkę to się z tym kojarzyć, chociaż no tak naprawdę nie wiem. Zawsze generalnie jakby trochę z zewnątrz obserwuję samą siebie i moje życie. Więc w gruncie rzeczy sama sytuacja przeglądania moich wspomnień jakby tutaj nie zaskoczyła ani nie zaniepokoiła. Bardziej dziwiło mnie to, czemu się zastanawiam w tym śnie razem z tą postacią, z tym głosem nad rzeczami, które dla mnie są oczywiste i takie proste. Czemu muszę to tłumaczyć? I no ten sen muszę przyznać, był niesamowicie realistyczny. Był bardzo dziwny.
Był niesamowicie taki nie wiem, jak to określić. Taki prawdziwie emocjonalny.
[28:43] - Taki żywy.
[28:44] - Naprawdę jakby tak. No nie wiem. Mam wrażenie, że to był sen. Aczkolwiek no, właściwie tak, jakby to się faktycznie zdarzyło. Jeśli chodzi o skalę emocji, jestem w stanie rozróżnić jakby to, czego doświadczam w snach i jak bardzo te emocje są takie jakby skrzywione, prawda? Niektóre są bardziej płytkie, inne są bardziej wyolbrzymione, a tutaj one po prostu brzmiały tak przypomnie. I tak dlatego właśnie wspominam o tym śnie, bo naprawdę był bardzo, bardzo dziwny. I to jest generalnie jedyne, co mogę powiedzieć o tym, że jakiekolwiek postacie. No nie wiem, jakbym miała opisać to tylko to mi się właściwie z nim kojarzy, ale przejdę może do następnej historii, bo tylko-
[29:23] - Mam takie jeszcze pytanie czy pani może, bo z tego, co pani mówiła, nie zauważyła pani jakiejś komunikacji tam werbalnej, telepatycznej i tak dalej z tymi postaciami? Czy czuła pani może jakąś więź z nimi?
[29:35] - Znaczy możliwe, że oni do mnie mówili, ale to na pewno nie było tak. To na pewno nie były wypowiadane słowa w ten sposób. Tak, więź z nimi czułam. Miałam wrażenie, jakbym naprawdę zobaczyła takiego, takiego świetnego znajomego, takiego przyjaciela od serca, którego nie widziałam milion lat i w ogóle jak ja mogłam o nim zapomnieć? Po prostu jakby zmiana emocjonalna prawda mojego nastawienia i mojego samopoczucia w ciągu chwili tak zaskakująca o sto osiemdziesiąt stopni. No nie powiem, żeby to brzmiało naturalnie, ale czasami też takie rzeczy się zdarzają i no po prostu znam schematy jakby moich mniej więcej język. W każdym razie to było naprawdę dziwne. A no i no, nie wiem, to chyba tutaj już tak chyba sobie mam nadawanie.
[30:23] - Czy mama coś potem, bo to, to się, jeżeli dobrze pamiętam, się zdarzyło po tym, zaraz po tym, jak pani mamę zobaczyła w kuchni. Czy mama coś potem zobaczyła, wspominała w co-- w ciągu dnia po tej nocy? Pamiętała coś?
[30:37] - Właśnie to jest tak, jakby że ta sytuacja, że tam zobaczyłam mamę w kuchni, to oczywiście, że też się znajdowało właśnie i ja rozmawiałam o tym z mamą, ale ona stwierdziła, że nie, ona spokojnie spała, że ona w ogóle nic takiego nie kojarzy.
[30:50] - Czyli nic kompletnie z tej nocy nie pamiętała, żeby się coś takiego działo.
[30:54] - Nie, nie, nie. Nie, ja też normalnie się obudziłam jakby o poranku bez żadnych jakichś tam niezwykłych rzeczy. Po prostu ten sen jakoś tak zapamiętałam dosyć mocno.
[31:04] - Dobrze, to tutaj nie mam już żadnych pytań dotyczących tej właśnie tej sytuacji. Także jeżeli ma pani coś jeszcze tam przygotowane, to-
[31:12] - Tak, to ciąg dalszy kontynuuję. No tutaj już jest sytuacja niedotycząca snu. Generalnie, no i tutaj też daty za bardzo nie mogę podać. Musiałabym właśnie spróbować pogadać z mamą na ten temat. Może ona mogłaby to lepiej określić. Chociaż w sumie to ona jest chyba w tym gorsza niż ja. W każdym razie wydaje mi się, że to było też jakoś tak, nie wiem, cztery lata temu, może pięć. Generalnie był, nie wiem, jakiś taki zwykły letni dzień. Mi się wydaje, że to tak był przełom czerwca i lipca. Było ciepło, było tak bardzo pochmurno, niesamowicie pochmurno, po prostu, no totalnie takie szare niebo i w którymś momencie wyszłyśmy właśnie z mamą na taras.
Ja wyszłam, wyciągnęłam ją chyba, żeby zapalić w ogóle na tym tarasie. I zauważyliśmy, że jest głucha cisza, ale taka, taka, taka totalna, po prostu jakby, no nie wiem, włożyć, prawda, zatyczki do uszu. Taka, która aż kuła w uszy. Z jednej strony ta cisza, prawda? Wszędzie. Żadne zwierzęta po prostu nie wydawały żadnego dźwięku. Natomiast to, co tam się działo nad tarasem było ciekawe, ponieważ ja, ja nie wiem, jaki rozmiar ma ten taras. Nie wiem. Powiedzmy, że to są cztery metry na cztery. Tak przypuśćmy bądź tak przyjmijmy.
I generalnie jak się stało na tym tarasie, to było słychać nad naszymi głowami coś, co brzmiało jak taki wściekły rój pszczół brzęczących, ale po prostu jakby tam była cała masa tych pszczół. I przyglądałyśmy się. To naprawdę trwało dość długo. Podejrzewam, że około godziny to obserwowałyśmy spokojnie. Przyglądałyśmy się, prawda, patrząc tam w górę, w niebo i nie było nic widać. Wchodziłam na piętro, żeby przez to okienko dachowe, prawda, popatrzeć. Też nie było nic widać, żadnego roju owadów, nic w ten deseń. Natomiast co ciekawe, wystarczyło zrobić jeden krok poza taras na zewnątrz i już była tylko głucha cisza. Nie było słychać żadnego roju pszczół. Było to dosyć absurdalne i no nie wiem, ja na to żadnego wyjaśnienia nie mam.
Nie widziałyśmy tam-
[33:24] - Jakby słyszenie tego dziwnego odgłosu było ograniczone tylko do, do tarasu. Jakby za tarasem kończyła się jakaś ściana i po prostu.
[33:33] - Tak, dokładnie. To brzmiało tak po prostu jakby taki ogromny, naprawdę ogromny rój pszczół wisiał zaraz nad nami. Znaczy zaraz, no tak trudno określić, ale tak no zdawało nam się, że z trzy metry i nic nie było widać totalnie.
[33:46] - Bo wykluczyłyście ewentualne odgłosy pochodzące, nie wiem, z jakiegoś tam urządzenia elektrycznego czy czegoś.
[33:52] - Tak, tak, tak, jak najbardziej. No jakby to pan słyszał to po prostu by pan... No ciężko to tak opisać, ale generalnie no jeśli pan słyszał taki rój pszczół, prawda? Jak on potrafi być taki dosyć głośny i intensywny, no to proszę to zwielokrotnić i tak sobie wyobrazić, że to nad panem jest.
[34:10] - Kiedyś jeździłem na Mazury na wakacje do znajomego, który świętej pamięci miał tam kilka uli i rzeczywiście coś, coś o tym dźwięku mogę powiedzieć.
[34:22] - No tak, tak. No to, to naprawdę to było takie zwielokrotnione, bardzo intensywne i no wysoce absurdalne. Tym bardziej że, no właśnie, po przekroczeniu właśnie tej magicznej granicy, prawda, tarasu, kiedy się tam wyszło, prawda, poza taras na działkę to była głucha cisza. Naprawdę ciepły okres. Tam powinny, nie wiem, być świerszcze. Właśnie, nie wiem, powinno się słyszeć jakieś ptaki, bo tam jest już, tam generalnie jest bardzo dużo zwierząt. Takich, które no nie wiem, no nieczęsto, prawda, tak jakby normalnie się spotyka. Więc tam przyroda taka jest, powiedzmy, że no jeszcze taka dosyć dzika i naprawdę tam normalnie w ciągu lata jest bardzo, bardzo głośno przez te odgłosy zwierząt. Nie było nic słychać. Totalna głucha cisza, po prostu jakby ktoś zasłonę zarzucił.
[35:13] - No to troszkę tak to właściwie przypomina taki tak zwany czynnik Oz, gdzie świadek albo widzi coś, coś słyszy i, i w poza tym cała przyroda dookoła jakby zamiera. Nie ma nic.
[35:24] - Tak, tak, jak najbardziej. No nie ukrywam, że takich sytuacji, gdzie zapadała tak totalnie głucha cisza, to parę tam miałam. No obserwowałam je parę razy właśnie i z mamą, i z moim narzeczonym. No generalnie za każdym razem naprawdę aż włosy stawały po prostu na, na plecach, prawda? To było, no bardzo dziwne wrażenie, naprawdę niesamowite było.
[35:50] - Włosy na plecach, stawanie włosów na plecach i tego typu rzeczy to mam takie pytanie, czy odczuwałyście panie, czy miałyście jakieś odczucia słysząc ten dźwięk?
[36:02] - Tak, były odczucia takiego no właśnie tak jakby powietrze było troszeczkę naelektryzowane, ale nic więcej. Nic więcej. To było wszystko.
[36:11] - Znaczy nie miałyście takiego odczucia jakby, jakby po porażeniu jakby prądem czy czymś takiego dziw-dziwnie taki, dziwny taki metaliczny zapach w nosie albo posmak w ustach?
[36:23] - Nie, nie, nie. Nic z tych rzeczy. Tylko właściwie tyle, że takie no powietrze wydawało się takie trochę bardziej naelektryzowane. Nie to, że jakoś bardzo, ale dało się to odczuć. I to w sumie tyle.
[36:34] - Dobrze, tutaj nie mam dodatkowych jakichś pytań dotyczących tej konkretnej sytuacji, więc możemy przejść. Jeżeli pani coś tam jeszcze ma przygotowane, to możemy przejść. Będę później jeszcze, będę miał jeszcze później pytanie dotyczące tych obserwacji trójkątów w dzieciństwie, no to może już na koniec.
[36:52] - Dobrze. No i teraz już właściwie przejdę do zeszłorocznych zdarzeń. Kontaktowałam się w ogóle w ich sprawie, właściwie to chyba bardziej moja mama, mi się wydaje z panem Arkiem Miazgą. No nie ukrywam, że moja mama jest taka trochę miła i dżoła. Ona tam sobie dużo rzeczy potrafi dopowiadać, więc trudno mi jest powiedzieć, jak ona to opisała. W każdym razie ja to opiszę tak, jak, jakby ja to obserwowałam i jak to obserwował również mój narzeczony. To też tam było właśnie w . Generalnie sprawa zaczęła się od obserwacji poczynionej właśnie paradoksalnie przez moją mamę. Otóż moi rodzice, to już był zmierzch i to była wiosna zeszłego roku. Który miesiąc?
Wydaje mi się, że to był kwiecień. Jakoś właśnie ta końcówka, ale nie dam sobie ręki uciąć. Musiałabym się tam dokładnie zapytać mamy. A pewnie, no właśnie pan Arek Miazga też ma tam informacje na ten temat bardziej spisane. W każdym razie sytuacja wyglądała właśnie w ten sposób, że moja mama z tatą wracali do domu. Było już ciemno i jakby jest tak, że jak podjeżdża się do tego domu, to jest no wiadomo, prawda, brama. Później jest ten dom, a za tym domem jest taki, taki mały lasyk, który znaczy mały lasyk. On nie jest mały w sensie niski, tylko jest taki dosyć rzadki. Tam są jakieś bagna u podstaw tych drzew, tego typu rzeczy. No i moja mama właśnie zobaczyła, o ile dobrze pamiętam, to dwa pomarańczowe duże światła, które przeleciały właśnie nad tym laskiem w kierunku jakby naszego domu, po czym skręciły i odbiły na zachód.
Tak, dobrze mówię, na zachód. No i to oczywiście też nie widział mój tata już na dosyć głównej drogi generalnie. No nie wiem, próbowałam to jakoś racjonalizować, więc tutaj jego komentarza nie będę jakoś przytaczać. Moja mama w każdym razie jak przyjechali, to przybiegła do mnie na górę i opowiedziała mi o tym. I trochę to zbagatelizowałam właśnie przez podejście mojej mamy do takich spraw, ale no stwierdziłam, że no to nie szkodzi, więc stanęłam sobie, prawda, tam na papierosie na balkonie i przyznam szczerze tak razem z nią później obserwowałam takie intensywne pomarańczowe światło, taką po prostu pomarańczową kulę, która w sumie ona się troszeczkę przesuwała, niewiele i właśnie tak pulsowała, prawda? Czyli znikała jakby. Po czym tak zaczynała się coraz mocniej, coraz mocniej żarzyć. Osiągała ten taki, prawda, stopień takiego największego nasy-nasycenia, prawda? Po czym znowuż tak gasła. I to trwało z tego, co pamiętam, to ponad z pół godziny spokojnie.
No było, było to mocno zaskakujące i to było naprawdę bardzo intensywnie pomarańczowe światło.
[39:46] - To światło jakoś stało w miejscu czy się przemieszczało?
[39:49] - Właśnie z tego, co pamiętam, to ono troszeczkę się przemieszczało, ale nie był to jakiś taki duży ruch. Musiałabym, znaczy mogę spojrzeć po prostu w ten w mm w maile, ponieważ ja tam chyba moje jakieś rzeczy właśnie przesyłałam w tej sprawie i w razie czego to właśnie ewentualnie mogę się z nią skontaktować i spróbować tą relację jakoś tam jeszcze bardziej podać. Natomiast wydaje mi się, że ona to opisała właśnie Arkowi Miazdze jakoś tam lepiej. No i generalnie właśnie od tej, od tego jakby się tak najbardziej jakby to zaczęło, bo generalnie później razem z narzeczonym prawda, często wychodziliśmy sobie, no jesteśmy strasznie zawodowymi palaczami, także często i gęsto wychodziliśmy sobie na ten balkon. Szczególnie właśnie w nocy, bo ja lubię sobie posiedzieć do późna nocą na papierosa i praktycznie codziennie aż do sierpnia jakoś, kiedy w ogóle zaczęliśmy próbować to nagrywać i właściwie nic nam się wtedy już nie udało i właściwie to nie wiem, to przestało w ogóle się pojawiać na niebie. Ja wiem, że to absurdalnie brzmi, bardzo głupio, ale no taki jest fakt. Obserwowaliśmy ciągle jakieś światła i to takie no bardzo różnie latające. Raz prawda mogliśmy prześledzić ich trajektorię, innym razem właśnie to były takie no tej, tej pomarańczowej kuli światła, że nagle rozbłyskało bardzo jasno, po czym zgasło i pojawiało się w innym punkcie. I praktycznie to było niemal dzień w dzień. Nawet wtedy właśnie jakoś sobie zaczęliśmy to obserwować, że to miało taką pewną tendencję, że pojawiało się raczej po godzinie jedenastu, w pół do dwunastej, przepraszam, dokładnie jakąś gdzieś do godziny drugiej w nocy można było tak najbardziej obserwować.
Tego naprawdę było niesamowicie dużo. Po prostu byliśmy pod wrażeniem tego, co tam na tym niebie się dzieje, ale za każdym razem machaliśmy ręką, bo stwierdzaliśmy: nie no, telefonem to się tego nie unie, ponieważ przecież to było niewiele większe, prawda niż taka no jasna gwiazda na niebie. Tylko tyle, że było widać, że coś nie rusza się tak jak samolot lecący czy też właśnie jak satelita. No generalnie mój narzeczony interesuje się tam trochę astrofizyką i też ze względu na fakt, że jego przyjaciel właśnie tam siedzi trochę w lotnictwie, to też trochę wiedzę na ten temat ma. Więc o ile ja mogłabym się tutaj jakoś bardziej mylić, no to on tak no, no, no stwierdzał, że faktycznie to nie jest coś, co da się tak normalnie wytłumaczyć właśnie aktywnością lotną. No i tak to obserwowaliśmy właśnie przez moim zdaniem dobre jakieś właśnie nie wiem, dwa i pół miesiąca, o ile dobrze liczę, bo właśnie czy nie, czy trzy. No generalnie jakoś tak właśnie od końcówki kwietnia mi się wydaje od właśnie tych pomarańczowych świateł.Aż gdzieś dooo, tak mi się wydaje, połowy sierpnia. Ee, no i, i, i jedyne co tam nam się udało właśnie złapać, yy, to, yy, narzeczony jak zostawił swój telefon, żeby testować tam te zdjęcia nocnego nieba. Yy, to akurat uchwycił coś tam, ale w sumie ja nie jestem pewna, czy to nie był satelita. Trudno mi jest powiedzieć także.
[43:02] - Bo to jest-
[43:02] - No to tam mam mieć.
[43:04] - Jeżeli dobrze zrozumiałem, to te światła się pojawiały w różnych, yy, że tak powiem, ilościach, tak?
[43:10] - Yy, wydaje mi się z tego, znaczy wydaje mi się, że największa ilość tego, co widzieliśmy jednocześnie na niebie, to były trzy, aa, ale zazwyczaj to było jedno, tak dwa. Więc właśnie wtedy, kiedy nam się wydawało, że to były, yy, większa ilość niż jedno, to właśnie to bardziej było na tej zasadzie, że to prawda leciało, yy, znikało, leciało, znikało i tak, no nie, nie wiadomo, prawda? Może to było to jedno, tylko no w różnych miejscach bardzo szybko, prawda, się przemieszczające. Yy, nie, nie, nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić.
[43:44] - Bo gdyby to było jedno światło, to można by to było jeszcze jakoś spróbować wytłumaczyć na przykład obserwacją Wenus, prawda? No tylko że jeżeli te światła-
[43:51] - Tak.
[43:52] - Tych świateł było więcej, jakoś tam się przemieszczały, to to już raczej-
[43:55] - Mhm.
[43:55] - Pod Wenus nie pasuje chyba.
[43:57] - Nie, ja jestem bardzo kiepska z czytania nieba. Natomiast no właśnie mój narzeczony jest w tym dużo lepszy. Także nie, to nie było Wenus na bank, bo to w ogóle tutaj nie pasowało. Także, w których to dokładnie miejscach było na niebie i w jakich konstelacjach to on będzie w stanie bardziej powiedzieć. To tak jak mówię, no ja, ja jestem w tym kiepska. Jakby trzeba było, to mogę go poprosić o pomoc i do państwa podesłać.
[44:22] - Czy państwo obserwowali te obiekty? Czy tam jakieś występowały jakieś, nie wiem, inne zjawiska, na przykład emisja jakichś dźwięków?
[44:30] - Nie, nie, nie, ni-ni-nic z tych rzeczy. Jedyne co, to właśnie, że w tym samym okresie, yy, też się zdarzyło właśnie ta głucha cisza, kiedy my wychodziliśmy w nocy na papierosa. Ale taka naprawdę, no taka właśnie naturalna, taka no, taka jakby powietrze robiło się takie bardzo gęste i po prostu nie przegłuszało dźwięku. Nie wiem, jak to lepiej opisać. Aa, no i czasem w związku z tym czuliśmy niepokój. Na przykład, no nie wiem, nie wyszliśmy w nocy na działkę w tamtym momencie na pewno, bo no, no coś po prostu czuło się, że jest nie halo. Yy, również w tamtym okresie w sumie słyszałam, yy, parokrotnie bardzo dziwne dźwięki, yy, na zewnątrz, właśnie daleko działki i nie jestem w stanie stwierdzić, co to było. Być może to były jakieś zwierzęta, po czym no nie, no zwierzęta potrafią bardzo różne, bardzo dziwne dźwięki, yy, wydawać. Co prawda no trochę się tam interesuję, prawda, zwierzętami, więc no wiem mniej więcej, jaką skalę, prawda mają tam, nie wiem, yy, lisy, sorenki i tak dalej, aa, więc raczej mi to w nic nie pasuje. Tym bardziej że spędziłam tam dwanaście lat i byłam dosyć dobrze obeznana z, no z repertuarem, prawda, tamtejszych zwierząt.
A zdarzyło mi się tam parę razy, właśnie dokładnie w tym okresie, o którym teraz wspomniałam, słyszeć tylko, no wtedy byłam sama w domu, w tym sensie, że mojego narzeczonego wtedy nie było przy mnie, bo on тогда kursował. Mm, yy, zdarzyło mi się słyszeć naprawdę bardzo, bardzo dziwne dźwięki. Trudno mi je opisać, ponieważ nie jestem muzykiem. Nie jestem w stanie nawet tego powtórzyć, ale były to bardzo dziwne zawodzenia, czasem bardzo dziwne piski i krzyki. I generalnie, no muszę przyznać, że to było jedno z najdziwniejszych rzeczy, jakie w życiu w ogóle usłyszałam. I, yy, te miesiące były dla mnie, delikatnie mówiąc, właśnie przez to mocno niepokojące, jeśli chodzi o właśnie nocowanie tam. Natomiast to, do czego chciałam przejść, bo to tutaj to już tak tylko chciałam nadmienić, jak mi się przypomniało, bo o tym zapomniałam. Yy, w każdym razie, yy, z narzeczonym wybraliśmy się do lasu. Mm, to było, yy, w lipcu. No wiadomo, znaczy ja mówię nie, to nie było w lipcu, to było we wrześniu.
Tak, przepraszam. W każdym razie wybraliśmy się do lasu we wrześniu, aa, na grzyby, no grzybów żadnych nie znaleźliśmy. Yy, ja tą sytuację też opisałam właśnie tam, yy, w mailu Archiwum X, także nawet mogę ten mail państwu przesłać, jeśli to by się do czegokolwiek przydało. Chociaż nie wydaje mi się, że ta sytuacja jest jakaś taka imponująca, że tak powiem, żeby cokolwiek się nią interesować. W każdym razie na nas wywarła ogromne wrażenie, bo-
[46:55] - Wzmia-wzmiankować jakoś można jak najbardziej. Jeżeli może pani podesłać tego maila, to będę bardzo wdzięczny.
[47:01] - Oczywiście, oczywiście, nie ma problemu. W każdym razie, mm, sytuacja wyglądała w ten sposób, że po prostu, no tak pokrótce: wyszliśmy do lasu, który ja bardzo dobrze znam, ponieważ przez lato się po nim sama włóczyłam. Sama też wielokrotnie się po nim włóczyłam tak totalnie, prawda, na czuja i no nie wiem, mam po prostu, szczerze mówiąc, dobrą orientację w terenie, dobre wyczucie kierunkowe i nigdy się na tym nie zawiodłam. Tym razem poszliśmy do lasu i generalnie od takiej jednej z głównych dróg, no, no po prostu jednej z głównych dróg po prostu odbiliśmy w lewo i jakbyśmy cały czas szli prosto w lewo, to powinniśmy trafić do innej drogi, yy, którą znów po prostu skręcając w prawo, w lewo. Kolejny, drugi raz byśmy, prawda, po prostu zawrócili tam, skąd przyszliśmy. Tak w dużym skrócie. A ta droga, z której skręcaliśmy, jest drogą, która przecina cały ten kawałek lasu. Jest naprawdę duża, szeroka taka. Tam ludzie całkiem często nią uczęszczają. No i my odbiliśmy w lewo.
Tymczasem, yy, nie wiem ani ani ja nie możemy sobie jakby w ogóle skojarzyć pewnego fragmentu jakby naszego, yy, no jakby naszej wycieczki przez ten las. Yy, po czym nagle się orientuję, tak jak już wcześniej sobie wspominałam, właściwie co tam się stało, że w ogóle szliśmy dokładnie w odwrotnym kierunku. To tak, jakbyśmy skręcili w prawo, a nie w lewo. To jakbyśmy w ogóle wtedy szli, yy, w głąb lasu. Yy, to jest, no taki duży kompleks leśny, więc tam to moglibyśmy błądzić sobie parę ładnych dni bez problemu. A no i muszę przyznać, że tak, to nas naprawdę wystraszyło. Tym bardziej że kiedy ja już się zorientowałam, że coś jest nie halo, że idziemy właśnie w złym kierunku, bo słońce nie jest z tej strony, z której powinno być i że generalnie przestaję kojarzyć, prawda, te okolice.Natomiast szliśmy na drogę, która tam pierwsza nam się napotoczyła. No i po prostu tak mniej więcej orientacyjnie, prawda, kierując się godziną, słoń-- położeniem słońca, stwierdziłam, że w tamtym kierunku jakoś wyjdziemy. I tutaj działy się dziwne rzeczy, ponieważ droga po prostu, ja się później spojrzałam na mapę, ta droga jest krótka, powinniśmy ją szybko pokonać. Ona się dłużyła niemiłosiernie.
Generalnie dopadły jakieś dziwne, nie wiem, jak to wcześniej takie no nie wiem, na przykład ból kolana, prawda? Który jak tylko przekroczył linię lasu, jak z niego później wyszliśmy, minął jak ręką odjął, tylko nas spowolniał. Generalnie sytuacja była bardzo gęsta, bardzo niefajna i też właśnie była ta głucha cisza. Ja wiem, że to nie obrzeża lasu i że generalnie w lesie w samym środku nie jest jakoś specjalnie głośno, ale nie jest aż tak cicho, więc no, no mieliśmy taką właśnie niezbyt fajną widoczkę do lasu i zwialiśmy stamtąd po prostu jak no tak, tak, tak można powiedzieć, że za nami się właściwie paliło i nie mogliśmy jeszcze przez długi czas w ogóle dojść do siebie po tym. Naprawdę było takie wrażenie, że coś tam było bardzo nieczapo i czuliśmy naprawdę bardzo, bardzo duży niepokój. Nie powiedziałabym, że no nie wiem jeszcze co do siebie mogłabym wątpić. Czy jestem, nie wiem, jakąś specjalnie wrażliwą osobą. Natomiast chyba tak, widzę trochę także naprawdę. No i sytuacja była bardzo, bardzo dziwna.
[50:21] - To mi troszeczkę przypomina takie sytuacje, o których na przykład wspominają osoby, które na przykład-
[50:28] - Mhm.
[50:29] - Są takie historie z takich miejsc jak na przykład po górze Tribeč na Słowacji-
[50:33] - Mhm.
[50:33] - Gdzie nagle ktoś, ktoś idzie jakąś tam dróżką niby wydeptaną, niby oznaczoną, a niby w pewnym momencie coś takiego się dzieje, jakby, jakby ta dróżka się zapętlała, wydłużała się w jakiś taki dziwny sposób i wyjście, które powinno trw-- zająć może pół godziny, trwa, zajmuje osobom no kilka godzin. Tak że-
[51:00] - Tak, tak właśnie
[51:00] - Jakby ta dróżka tak, jakby to coś, coś tych ludzi biednych tam zwodziło w tym miejscu.
[51:05] - Mhm.
[51:05] - I pamiętam, przypomniała mi się też relacja, którą też prezentowałem w Radiu Paranormalium, w którymś z odcinków "Mówią świadkowie", też z okolic Człuchowa, że tam świadkowie, dwoje świadków jechało samochodem, zobaczyli jakąś tam humanoidalną postać. Minęli tą postać, pojechali dalej drogą. I jakoś tak ta droga jakby w pewnym momencie zaczęła się zapętlać, wydłużać, zapętlać.
[51:29] - Aha.
[51:29] - Takie jakieś dziwne rzeczy się działy i dopiero chyba po dłuższym kołowaniu wyjechali w jakieś takie, zobaczyli jakieś przejawy cywilizacji pod tytu-- pod postacią domów.
[51:41] - Tak, tak. Muszę przyznać, że ja słyszałam tą relację generalnie właśnie po tych wszystkich sytuacjach ja jakby już mówiłam, że tak powiem zainteresowanie tym tematem także no słucham jakby Państwa, stąd też mój telefon, prawda? W każdym razie tak, tak, jest tutaj pewne podobieństwo. Tym bardziej że naprawdę kiedy już próbowaliśmy, no tutaj dużo mówić, wiać po prostu ile sił w nogach z tego lasu, to jakby wszystko nas ciągnęło z powrotem do tego lasu. A to było jakieś zagrodzenie, prawda, na polach, którego wcześniej nie było i trzeba było znowuż wejść w las. I ścieżki generalnie tak się zawijały, że ja stwierdzałam po prostu, że na głupa idziemy nie żadnymi ścieżkami, tylko prosto prawda na przełaj, tak po prostu, jak że tak powiem instynkt mnie kieruje, żeby wyjść, żeby właśnie nie wejść tam głębiej. I całe szczęście przyznam, że później patrząc na mapę na Google Maps, prawda, tam może z góry, nie widać w ogóle części właśnie rzeczy, przez które tam przeszliśmy. Tak jakby po prostu tych miejsc nie było. I oczywiście też już zaczynało zmierzchać, ponieważ właściwie to miała być taka wycieczka, nie wiem, dwie godziny. Zajęło nam to dużo, dużo więcej.
[52:50] - Tak jakbyście państwo zaszli w jakieś takie miejsce, którego nie powinno teoretycznie być, tak jakby się jakiś portal, nie wiem, otworzył.
[52:57] - No można tak powiedzieć. Generalnie ja osobiście miałam wrażenie po prostu jakby coś z nami się bawiło, jakby po prostu coś nas wręcz kpiło. też nie chciał wtedy o tym mówić, ale też miał wrażenie, że po prostu no coś za nami lezie i nas obserwuje. Ja akurat tego nie zauważyłam, ale on mówił, że od pewnego czasu miał takie wrażenie, że właśnie słyszy, że w tej całej ciszy prawda coś tam czasem właśnie trzeszczy za nami tak, że-
[53:21] - To się rodzi takie jakby dziwne poczucie, że oprócz was w tym miejscu jest ktoś jeszcze.
[53:26] - Tak, tak, tak. Chociaż też mówię, że właśnie słyszał faktycznie jakieś kroki, żadnych ludzi tam nie spotkaliśmy, żadnych zwierząt, poza oczywiście strasznie upierdliwymi strzyżakami. Po prostu. No nie wiem, czy Pan kojarzy. Generalnie to są takie bardzo niefajne gryzące owady, które właśnie tam się okresowo w lesie pojawiają. No to było jedyne, co właśnie nam towarzyszyło tych żywych istot.
[53:48] - Brak żywej duszy w najbliższym otoczeniu to jest też taki często pojawiający się element w tego typu zdarzeniach.
[53:53] - Mhm. Tak, tak.
[53:53] - Właśnie miałem w tym w Trybeciu i chyba też słuchaczka z Człuchowa o tym wspominała.
[53:59] - Mhm.
[53:59] - Długo, długo nic. Tylko dwoje świadków i niekończąca się droga donikąd.
[54:05] - Tak. No muszę przyznać też, że tutaj no tak trochę no nie wiem, może w tym momencie zapeszę, ale on już wcześniej kiedyś miał taką podobną sytuację. Ja nie przyznam. Otóż on sobie tam biegał tak dosyć blisko centrum Wrocławia. Właściwie to już się zalicza do centrum ta okolica i godzina między dwudziestą pierwszą a dwudziestą drugą żaden samochód nie jechał, nie było żadnego człowieka. Przebiegał tam niedaleko jednego z parków i mówi, że no naprawdę miał trochę duszę na ramieniu, bo to było niesamowicie dziwne. No z dwudziesta pierwsza do dwudziestej drugiej w dużym mieście, prawda? Właściwie w centrum. No nie w takim prawda ścisłym, to nie samo śródko, ale jednak centrum nadal, gdzie normalnie po prostu przechadają się tłumy ludzi. Nikogo nie było.
[54:52] - Przypomnijmy, że to były jeszcze czasy długo przed pandemią. Tak że dzisiaj, dzisiaj to chyba normalne.
[54:57] - Tak, tak.
[54:59] - Dzisiaj to normalna sytuacja, że centrum miasta jest spustoszałe jak normalnie jak Pjongjang, stolica Korei Północnej w okresie godzin szczytu.
[55:11] - Tak, tak, tak.Tak muszę przyznać. No właśnie obserwuję to, co tutaj się dzieje. No no niezbyt, niezbyt szczęśliwe właśnie. Niezbyt szczęśliwy czas. No ale tak, jestem po prostu. Dobrze, to może jeszcze przejdę do tych ostatnich sytuacji, o których chciałam wspomnieć. Więc generalnie tak sobie spojrzę na daty, bo nawet zapisałam właśnie w mailu do państwa. Tak, więc to mniej więcej jest od połowy stycznia. Jakoś wcześniej też zaczęłam. Czasem po prostu staram się nie przywiązywać wagi do niektórych takich rzeczy, że mi się wydaje na przykład, że no nie wiem, jakiś dziwny dźwięk słyszę albo coś w ten deseń, albo jakoś dziwnie właśnie się budzę w nocy.
W każdym razie tak jak pisałam państwu pierwsze nagranie jest z piętnastego stycznia bieżącego roku. Generalnie to musiało być akurat ten dźwięk, na który tam zwracam uwagę. Właśnie musiał być jakoś w środku nocy. Jak rano wstałam, generalnie tak nie narzekałam, nie pamiętam, żeby coś tam się działo. Po prostu nagrywałam sobie, bo byłam ciekawa, czy faktycznie chrapię, czy po prostu coś tam do mnie w żartach prawda mój narzeczony. Dlatego właśnie zaczęłam jakby nagrywać trochę w nocy. No i sytuacja była taka właśnie, że jak ja wstałam i odsłuchałam w jakimś czasie to nagranie, to się zorientowałam właśnie, że tam są jakieś takie bardzo dziwne, narastające i opadające takie szumy. Właśnie bardziej takie buczenie. Nie miałam tam żadnej rzeczy w domu ani w okolicy, która mogłaby realnie za to odpowiadać. Jeszcze się wypytywałam specjalnie rodziców, którzy dużo wcześniej jakby wstają prawda rano niż ja.
Czy cokolwiek było tam faktycznie słychać, czy cokolwiek się działo, czy może jakieś samoloty wyjątkowo prawda latały tego dnia, bo to jedyne z czym mi się kojarzy. Chociaż no właśnie mój narzeczony, tak jak wspominałam, on tam troszeczkę o tych samolotach się tak zna i on twierdzi, że to w ogóle nie przypomina jak dla niego właśnie samolotu. W każdym razie to nagranie, ten konkretny fragment tam dobrze jest to podgłośnić, ale trwa około siedmiu minut i nie potrafię tego wyjaśnić. A tak generalnie jak wstałam tamtego dnia to po prostu i po odsłuchaniu tak trochę machnęłam ręką, bo sobie pomyślałam, ponieważ to był nie wiem, chyba drugi czy trzeci dzień takiego nagrywania, że to czymś przypadkiem po prostu tam się nie wiem, może coś z telefonem się stało czy coś w ten deseń. I później jak nagrywałam szesnastego nic tam nie było, nic takiego. Po prostu no takie zwykłe prawda jakieś tam no moje prawda przesuwania się na łóżku, takie rzeczy.
[57:47] - Zgodnie z zapowiedzią przerywamy na moment odsłuchiwanie rozmowy z naszą słuchaczką, aby zaprezentować pierwsze z dwóch nadesłanych przez nią nagrań. Na potrzeby audycji wybrany fragment nagrania został podgłośniony. Link do całego nagrania zostanie umieszczony w opisie tej audycji na naszym kanale na YouTube oraz w archiwum audycji na www.paranormalium.pl.
[59:13] - No i generalnie jakoś właśnie już w lutym zaczęłam mieć jakieś takie bardzo nieprzyjemne, takie no generalnie bardzo niepokojące rzeczy w nocy. Cały czas miałam wrażenie, że się budziłam, ponieważ coś mi łaziło po pokoju, bo po prostu no nie wiem. Znam prawda dźwięki swojego pokoju tamtego i to było takie wrażenie, jakby właśnie nie wiem. Ktoś na przykład przeszedł po dywanie tak trochę po nim szurając albo przestawił mi coś na biurku, albo ruszył klamką od drzwi, ewentualnie, że otarł się prawda o coś. No tego typu rzeczy. I starałam się na to machać ręką. No bo wiadomo, jak to jest człowiek śpiący, prawda? Nie wiem, jest skupiony na pracy albo nie wiem, obudziłam się w nocy. No to zdarzają się przesłyszenia, więc tak dosyć mocno to olewałam. Ale zaczęłam mieć w pewnym momencie takie naprawdę dosyć dziwne sny i tutaj przytoczę.
No dobrze, po prostu postaram się przytoczyć. Generalnie sytuacja była taka, że zaczęłam na to bardziej zwracać uwagę w momencie, kiedy obudziłam się jednej nocy i normalnie miałam wrażenie, że ktoś próbował ze mnie ściągnąć kołdrę tak, jakby stał nie wiem, obok łóżka i ją tak trochę w dół prawda z tego łóżka starał się ściągnąć. Obudziłam się na takiej zasadzie, że po prostu jeszcze prawda taka zaspana, zamroczona po prostu przytrzymałam kołdrę i szarpnęła w moją stronę. I dopiero później otworzyłam oczy i no nie wiem, już nic jakby nie słyszałam, nic nie widziałam i stwierdziłam, że patrzę. Strasznie dziwne, ale nie wiem. Może faktycznie mi się przyśniło, więc po prostu dalej poszłam spać. No i generalnie te takie hałasy też tam się w tamtym czasie nasilały. Natomiast, natomiast właśnie przejdę do tych snów, bo miałam konkretnie takie dwa sny, które nastąpiły zaraz jakoś właśnie przed tym nagraniem, tym drugim, które tutaj państwu wysłałamOtóż pierwszy dzie-- pierwszy sen to tylko taki urywek, który pamiętam, końcówka snu to było to takiego, że jakby taki, no nie wiem, taki głos narracyjny opowiadał mi tak. Znaczy to było tak: miałam normalne sny, takie zwyczajne, nagle one się urywają. I właśnie wiesz, to tak jakby taka historia, która jest mi opowiadana i ten głos narracyjny, który mi mówi, że kiedyś, kiedyś ludzie, prawda, to było, no nie wiem, mówię, no okres średniowiecza czy tam wcześniej, jak właśnie znajdowali wokół swoich domów jakieś tam, prawda, ślady w śniegu albo nie wiem, w błocie czy cokolwiek, to oni te istoty, prawda, które tam do nich przychodziły, nazywali jakoś w rodzaju dużych szczurów czy coś takiego.
I generalnie nagle zaczęłam mieć tam taki obraz jakby tworzenia się takiego szczura, tak jakby po prostu go tworzyć, prawda? Od najpierw kręgosłupa, później to coś zapełniamy tymi wszystkimi flaczkami, serduchem et cetera. I ta karolka zaczyna narastać, prawda? Żeby mi pokazać właśnie tą całą istotę, to stworzenie. I miałam wrażenie w tym śnie, że to zmierza w bardzo, w bardzo złym kierunku i za chiny ludowe nie chcę zobaczyć tego, co z tego powstanie. A na pewno to nie będzie szczur, więc generalnie zmusiłam się do tego, żeby po prostu się obudzić z tego snu, po czym już teraz nie pamiętam, czy to było tej samej nocy, czy następnej. Generalnie miałam sen, ale jakoś tak właśnie to było noc po nocy. Tak jakoś sen po śnie. Miałam sen, w którym tam właściwie to nieważne, co robiłam. Generalnie gdzieś sobie szłam i nagle poczułam taki ogromny ból w, na samym szczycie czaszki, prawda?
To jak jest, no, zacięte czoło, prawda? No to po prostu taki ból, jakby ktoś próbował mi tam wbijać taką no konkretną szpilę i to naprawdę niesamowicie bolało po prostu w tym śnie i ja zaczęłam, no nie wiem, generalnie w tym śnie przegrzebywać włosy, prawda? Bo myślałam, że no nie wiem, jakiś może owad straszny mi się tam w te włosy wplątał. No i właśnie niby właśnie to tam w końcu się tak przerodziło, że to niby faktycznie był owad, którego w końcu udało mi się właśnie odpędzić i się obudziłam, prawda? I przyznam, że ta głowa mnie faktycznie bolała i ja później jeszcze raz zasnęłam, więc jak już rano wstałam, to tak w sumie uznałam, że sen. Opowiedziałam go narzeczonemu i on się potem mnie zapytał, czy ja może coś tam dalej czuję na tej głowie i pomasował. I faktycznie muszę przyznać, że no nie wiem, nie miałam szczęścia uderzyć się w tą głowę leżąc w łóżku, ponieważ dosyć spokojnie właściwie śpię. Tam się przekręcę z boku na bok, jak tam się trochę przebudzę, ale na pewno nie rzucam się w łóżku. I tak miałam taki bardziej ból sam miejsce właśnie w sensie no nie wiem, to jakby nie dotykałam tej głowy, to nie czułam jak zaczęłam tam macać tą głowę to jednak, jednak dało się to wyczuć. No i to do czego dążę to jest właśnie fakt, że jakoś w tamtym, w tym samym czasie nie wiem, czy to była noc wcześniej, czy noc po, bo byłam tak pozajmowana jeszcze do tego pracą, że no po prostu nie notowałam tego jakoś za dobrze.
W każdym razie obudziłam się w nocy jakoś w tamtym okresie i zobaczyłam przy łóżku jakby zarys stojącej postaci, takiej bardzo chudej i takiej dosyć nie wiem, mi się wydawało niskiej. Generalnie to wyglądało w ten sposób, tak jakby jak jest ta folia aluminiowa i są takie najmocniejsze jakby odbłyski na jej, na niej, kiedy jest pognieciona, prawda? Są takie miejsca, gdzie tam najmocniej światłość odbija, to troszeczkę było takie wrażenie, jakby właśnie jakaś postać przy łóżku stała, która miała podobnie na sobie pogniecioną właśnie taką jakby folię aluminiową i że widziałam tylko te miejsca, które właśnie dawały ten odblask prawda jakiegoś pobliskiego świata na przykład, no nie wiem, od monitora komputera, który to był najbliższy.
[01:05:18] - Czyli była taka na poły niefizyczna tak, taka...
[01:05:23] - Tak reszty w ogóle nie było widać tak, tylko właśnie same te takie jakby od-od-odbłaski na tym. Nie wiem, nie wiem jak to nazwać, ponieważ właściwie ja się na to popatrzyłam i stwierdziłam, że kurczę, dalej śpię, prawda? Więc otworzyłam jeszcze raz oczy po tym, jak je zamknęłam to właśnie stwierdziłam to przed chwilą i zobaczyłam, że dalej to widzę. Więc generalnie wtedy się tak trochę wkurzyłam, prawda? Zamknęłam jeszcze raz oczy i jeszcze raz je otworzyłam, już siedząc na łóżku i tego nie było. Ale no zaraz generalnie odpadłam na to łóżko, bo jakoś strasznie ciężko było mi się wybudzić. Byłam naprawdę tak niesamowicie w tym momencie zaspana. Niemniej tylko przyłożyłam głowę do poduszki, jakby olewając zupełnie tą sprawę i starając się zasnąć to normalnie po prostu poczułam, jak ktoś oparł się o łóżko, prawda? Jak się trzyma głowę na poduszce i na przykład powiedzmy rano partner wstaje, prawda i tam no nie wiem, łydką się otrze, prawda o łóżko no to wiadomo jak to wychodzi. Tylko że ten ruch tutaj był taki bardzo szybki, taki jakby taki bardzo nerwowy, taki jakby trzy szurgnięcia czy cztery takie bardzo szybkie o to łóżko.
No muszę przyznać, że wtedy to faktycznie mnie na tyle zaniepokoiło, że jak już po prostu po jakimś czasie zasnęłam, to jeszcze właśnie rano to pamiętałam. No i właśnie w tym samym czasie to była ostatnia rzecz, która się zdarzyła. To właśnie jest to ostatnie nagranie i na tym nagraniu to ja napisałam w mailu, że mniej więcej od szóstej, sześć trzydzieści do siedem dziesięć mniej więcej jest taki bardzo dziwny dźwięk.
[01:07:02] - Zgodnie z zapowiedzią przerywamy na moment odsłuchiwanie rozmowy z naszą słuchaczką, aby zaprezentować drugie z nadesłanych przez nią nagrań. Link do całego nagrania zostanie umieszczony w opisie tej audycji na naszym kanale na YouTube oraz w archiwum audycji na www.paranormalium.plI co Państwo sądzicie o tych odgłosach? Dajcie znać w komentarzach. Jeśli chodzi o moje odczucia, to jednego jestem pewien. W nagraniu nie występuje żaden odgłos, na przykład trzepot skrzydeł sugerujący, że do pokoju mogą przedostać się jakieś ptak. Słabo słyszalny pogłos oraz wyrazistość dźwięku sugeruje moim zdaniem, że źródło tych odgłosów musiało znajdować się blisko smartfona. Przywodzi mi to na myśl pewne relacje o bliskich spotkaniach z humanoidalnymi istotami, w których świadkowie wspominają, że słyszeli mowę tych istot przypominającą ćwierkanie ptaków. To tyle mojego komentarza. Wróćmy do słuchania zapisu rozmowy z naszą słuchaczką.
[01:08:25] - Nie ma nic, co w moim domu mogłoby taki dźwięk wywoływać. Byłam wtedy owszem połączona, prawda, przez Messenger. No po prostu telefon leżał, prawda, na łóżku, bo tam leżały dwa. Jeden nagrywał, a drugi leżał właśnie, aa, tak, że byłam położona przez, połączona przez Messenger właśnie ze swoim narzeczonym, ee, bo czułam jakiś niepokój, kiedy kładłam się spać i po prostu, no wo-wo-wolałam, żeby tam, prawda, jakoś mi towarzyszył trochę tej nocy. A, no więc te dźwięki, yy, również nie mają jakby ostatnio po jego stronie. On generalnie ma problemy ze spaniem, więc wtedy mniej więcej, kiedy po tych moich głosach tak wnioskowałam wtedy, że te dźwięki się nagrały, to on był jak najbardziej obudzony i on nic nie słyszał. Po jego stronie po prostu nic się nie działo. On sam też się za bardzo nie krzątał, bo przeważnie po prostu leży, prawda i czeka, aż zaśnie. A, więc tak wygląda. A te dźwięki po prostu brzmią jak jakieś takie nie wiem, ptasie trele?
Takie o bardzo wysokich tonach. Jedyne zwierzę, jakie mam, to jest mój żółw.
[01:09:31] - Żółw raczej takich dźwięków chyba nie wydaje, nie?
[01:09:34] - No potrafi piszczeć, ale akurat wtedy spał w drugim pokoju, prawda, w terrarium sobie spokojnie. Także no, n-n-nie był jakby szans, żeby cokolwiek tam takiego się nagrało. To trochę brzmi też tak, jak nie wiem, szorowanie widelcem, prawda, po jakimś metalu, ale ewidentnie jak się przysłuchiwałam temu dźwiękowi, to moim zdaniem to brzmi właśnie bardziej jak jakieś takie ptasie trele, bo jest to zbyt powtarzalne, zbyt takie melodyjne, jakieś takie prawda, no nie wiem, szorowanie, prawda, takie mechaniczne dźwięki wydane prawda przypadkiem przez skrzypiący metal. No ale to już właśnie chciałabym, żeby państwo również to ocenili i spojrzeli na te dwa nagrania. Nie umiem edycje plików dźwiękowych, także podesłałam po prostu je tak, jak są i podałam po prostu tylko no czas, który mogę w czasie przesłać. No i tak, tak w gruncie rzeczy to tyle chciałam powiedzieć.
[01:10:29] - Dobrze, ja tutaj nie mam pytań odnośnie tych, yy-
[01:10:32] - Mhm.
[01:10:33] - Tych, yy, wydarzeń. Tutaj chyba o tą, o tą istotę to chyba wypytałem o wszystko, co się, o co, co się da ustalić.
[01:10:41] - Tak, tak, tak.
[01:10:42] - Na temat tej przeźroczystej istoty w folii.
[01:10:44] - Tak.
[01:10:45] - Natomiast, yy, tak jak mówiłem, mam takie pytanie dotyczące tych obserwacji trójkątów w dzieciństwie. To sprawa z lat osiemdziesiątych. Czy, czy pamięta pani może, jakie pani miała odczucia odnośnie tych, tych obiektów? Co pani wtedy czuła? Tak ogólnie, co pani pamięta?
[01:11:05] - No ja to pamiętam, prawda, jako moje po prostu sny, gdzie po prostu, no nie wiem, kładę się spać, prawda? Budzę się w nocy i się okazuje, że się budzę w nocy w, no nie prawda, nie w moim łóżku, tylko właśnie na zewnątrz, na podwórku. Ten trójkąt właśnie wisi nade mną. Jest taki pełny, prawda? To nie jest obraz trójkąta, tylko jest taki pełny, po prostu jasno świecący trójkąt i on jakby nic nie robi, po prostu tam jest. A we mnie zaczyna narastać strach, ponieważ mam wrażenie, że to czegoś ode mnie chce i że ja po prostu chcę tylko wrócić do domu, więc zaczynam przed tym uciekać. Widzę, że nie mogę się dostać do domu. Nie pamiętam już chyba drzwi po prostu były zamknięte, a tak, bo tam w ogóle drzwi były zamknięte na noc. Tak więc to możliwe, że o to chodziło. W każdym razie no po prostu zaczynam gdzieś tam uciekać przed siebie do jakiegoś ogródka czy coś w tym stylu.
No i generalnie jakoś właśnie tak sen się urywa. Więcej tam nie pamiętam, natomiast on się powtarzał całkiem często, a już tak, no zapomniałam o nim na lata zupełnie, jakby do-do-dopiero jakiś nie wiem, w paru ostatnich latach jakby wróciłam do koszmarzenia.
[01:12:18] - Zawsze jakby pani się pojawiała w tych snach w okolicy domu, tak? Nigdy nie było czegoś takiego-
[01:12:24] - Tak.
[01:12:24] - Że pojawiła się pani w okolicy, której pani nie znała.
[01:12:27] - Znaczy nie. Parę razy zdarzyło mi się, że wydawało mi się... Może jestem trochę temu, ale mam takie wrażenie, że chyba parę razy byłam tam gdzieś właśnie w okolicznym lesie. Ale nie dam sobie ręki uciąć.
[01:12:40] - I to tyle, jeżeli chodzi o zapis rozmowy z naszą słuchaczką. Po namyśle postanowiłem również zaprezentować Państwu korespondencję, jaką nasza słuchaczka wysłała do Arkadiusza Miazgi, w której to korespondencji nasza słuchaczka opisuje dziwne zdarzenie w lesie, którego uczestnikami byli ona oraz jej narzeczony. Z korespondencji oczywiście usunąłem wszelkie informacje mogące umożliwić ustalenie tożsamości świadków. "Wiem, że zajmuje się pan bardziej tematyką UFO. Właściwie to jakiś czas temu, o ile dobrze kojarzę, pisała do pana moja mama w sprawie obserwacji pomarańczowych świateł nad działką i okolicą w nocy. Jakoś chyba w lipcu to miało miejsce. Również je wtedy obserwowałam z mojego balkonu. Mieszkam razem z nią i ojcem w-Od tamtej pory przez cały letni okres wielokrotnie sama i razem z narzeczonym obserwowałam w nocy dziwne światła na niebie. Co prawda nie tak spektakularne jak te pomarańczowe kule, które opisała mama, bo były to jasne białe rozbłyski, takie jakby eksplozje. W kulminacyjnym momencie z siedem, osiem razy większe niż Gwiazda Polarna.
W różnych partiach nieba. Rzadziej widzieliśmy odcinek przelotu, który na przykład skręcał albo nagle się pojawiał i znikał. Było tego tak dużo, że przez jakiś czas dosłownie co wyjście na papierosa po godzinie dwudziestej drugiej było coś widać dziwnego na niebie. Niestety, kiedy zaczęłam wychodzić z aparatem, żeby robić zdjęcia, to nic już się nie pojawiało. Aż w końcu przestało. Nie mam dobrego do takich zdjęć sprzętu, więc nawet niespecjalnie liczyłam, że coś uwiecznię. Co prawda mamy jedno zdjęcie na długim czasie naświetlania wykonane telefonem czegoś, co leciało po linii prostej z południa na północ, mimo że w tamtym momencie z tego co pamiętam nie widzieliśmy nic na niebie, a było to pierwsze zdjęcie, jakie wykonaliśmy w celu przetestowania trybu nocnego w nowym telefonie. Na tym zdjęciu widać pod koniec smugi po prawej, poniżej niej równoległy lot czegoś, co migało, zostawiając ślad punkcików w linii prostej. Zdjęcie zostało wykonane dwudziestego trzeciego sierpnia dwa tysiące dziewiętnastego roku. Załączam je.
Samoloty latają tu dość często i właściwie nie zauważyłam, żeby był problem z ich rozpoznaniem. Tym bardziej, że zwykle towarzyszy im dźwięk. W każdym razie to, co chcę opisać, to sytuacja sprzed paru dni. Konkretnie z poniedziałku czternastego października dwa tysiące dziewiętnastego roku. Około godziny czternastej trzydzieści wybrałem się z narzeczonym do lasu, który znam dobrze. Co prawda od dwóch lat już tak po nim nie chodzę, ale wcześniej przez trzy lata sama po nim chodziłam cały rok, często codziennie. Orientację w terenie mam dobrą. Całe życie chodziłam z ludźmi i sama po lasach i nigdy się nie zgubiłam. Po prostu zawsze wiedziałam, w jakim kierunku idę. Niezbyt musiałam się nad tym zastanawiać, a większość czasu sama chodziłam poza drogami, przedzierając się przez gęstwinę i ani razu nie straciłam orientacji kierunku.
Aż do ostatniego poniedziałku. Pojechaliśmy na grzyby. Zaparkowaliśmy samochód pod lasem i weszliśmy przez drzewa do środka. Następnie weszliśmy na drogę i poszliśmy doskonale znaną przeze mnie trasą. Nie da się tej drogi minąć i jej nie zauważyć. Jest duża, piaszczysta i rozjeżdżona kołami samochodów, więc i dość szeroka. Odbiliśmy z niej w lewo w rezerwat i szliśmy prosto na północ, żeby zawrócić do skraju lasu i poszukać po drodze grzybów. Minęliśmy dwa wzniesienia, przez które światło padało niemrawo i tutaj się stało coś dziwnego. Szliśmy w pewnym oddaleniu od siebie. Ja z przodu, bo znam te lasy.
Narzeczony za mną pierwszy raz w nich był i oboje nie pamiętamy za bardzo fragmentów tego, jak szliśmy. Nagle, po jakichś maksymalnie dziesięciu minutach od skręcenia w lewo się zorientowałam, że słońce bije przez drzewa z mojej prawej i nie zastanawiając się nad tym stwierdziłam, że idziemy dalej prosto, trzymając słońce w tym samym położeniu względem nas. I to był błąd, bo już najwyraźniej wtedy jakimś cudem byliśmy po prawej stronie świńskiej drogi, a oboje byliśmy pewni, że żadnej drogi nie przekraczaliśmy. Szliśmy dalej prosto i wtedy zaczęłam się niepokoić, bo minęliśmy pierwszy wielki słup, przypuszczalnie jeden z tych dwóch zaznaczonych na niebiesko. Uznałam wtedy, że chyba coś źle pamiętam, bo kojarzyłam, że słupy powinny biegnąć po drugiej stronie lasu niż my jesteśmy. Co ciekawe, minęliśmy jeszcze jeden z tych słupów, mając niezmiennie cały czas słońce po prawej, więc nie było mowy o zawracaniu. W końcu weszliśmy na dużą, rozjeżdżoną drogę. Uznałam, że wróciliśmy do drogi, z której zaczynaliśmy wędrówkę tego dnia po lesie. Wielokrotnie tak pokonywałam tą trasę. Tymczasem, jak się później zorientowałam, to była ta droga, na której narysowałam pomarańczową linię.
Weszliśmy na nią w miejscu, gdzie widać przesieki po jej prawej i ruszyliśmy na wschód. Logicznie rzecz biorąc skręciliśmy dwa razy w lewo od świńskiej drogi, więc powinniśmy być tam, gdzie nas kierowałam. Oczywiście to był błąd. Droga, na którą weszliśmy miała jakieś maksymalnie dwukilometrowy odcinek, po którym ją przeszliśmy, a tymczasem szliśmy po niej dobrym marszowym tempem około sześć kilometrów na godzinę, dobre pięćdziesiąt minut, co jest niemożliwe. Również to, jak ją pamiętamy, nie zgadza się z mapą Google, mimo tego, że to nie mogła być inna droga niż ta zaznaczona na pomarańczowo. W końcu zaczęłam czuć narastający niepokój, bo droga nie wyglądała normalnie. W ogóle odkąd zaczęliśmy mieć słońce po prawej, a na tej drodze za plecami nie słyszałam żadnych dźwięków poza odgłosami wycinki drzew w pewnym miejscu. Była głucha cisza. Zmierzchało. Droga się ciągnęła w nieskończoność.
Nie było żadnego śladu wiatru. Co ciekawe, z boku drogi były tak piękne polany, że trudno było się powstrzymać od wchodzenia na nie. Ale się upierałam, że nie możemy zbaczać i musimy się spieszyć. Coraz bardziej czułam, że coś jest nie tak z tym lasem i tą ciszą, a mój narzeczony później mi powiedział, że od dłuższego czasu w tej ciszy słyszał kroki i łamiące się gałązki za namiPo drodze nie było żadnych dróg odchodzących od tej głównej drogi, którą szliśmy. Mimo że według mapy Google powinny być tam takie same drogi jak ta, w którą finalnie odbiliśmy w lewo. Wyszliśmy na przesiekę z mniejszymi słupami i wzdłuż niej wyszliśmy z lasu. Jeszcze jedna rzecz jest ciekawa. Już po wyjściu z lasu, jak szliśmy wzdłuż niego, zdarzyło się zagrodzone pole trudne do przejścia, więc weszliśmy drogą znów w las. Mimo że nie chciałam tam wchodzić w obawie, że znów znajdziemy się absurdalnie daleko. Ale niedługo po wejściu stwierdziłam, że mimo braku drogi odbijającej przedzieramy się do skraju i tego fragmentu zupełnie nie widać na mapie satelitarnej.
W ogóle wielu fragmentów, w których byliśmy, nie jestem w stanie znaleźć ani ich nie kojarzyłam, jak w nich byliśmy. Cała ta wyprawa kupy się nie trzyma. Wygląda to tak, jakby po parudziesięciu metrach, może około stu metrach od skręcenia z drogi w lewo, przerzuciło nas lustrzanie na prawo. Dodatkowe ciekawe rzeczy to fakt, że był zasięg w telefonie na tyle dobry, że narzeczony dostawał wiadomości z Messengera, łącznie ze zdjęciami, ale nie mogliśmy załadować żadnej mapy, mimo że wielokrotnie próbowaliśmy. Udało się dopiero po wyjściu z lasu. Inna sprawa to fakt, że ja narzucałam tempo, a narzeczony bardzo mocno oponował. Byliśmy już cali mokrzy. Jak się okazało, bolała go wtedy mocno noga w kolanie, ale jak tylko wyszliśmy z lasu, od razu przestała. Do domu dotarliśmy, jak już zapadał zmierzch i poza ciągłym uczuciem, że wciąż jesteśmy w tym lesie, miała miejsce ciekawa sytuacja, kiedy wyszliśmy na papierosa na balkon później w nocy. Narzeczony akurat opowiadał o tym, że słyszał w lesie kroki za nami i w tym samym momencie usłyszeliśmy wyraźnie trzy kroki z drogi obok działki.
Narzeczony zagwizdał i klasnął w dłonie głośno, żeby wypłoszyć to zwierzę, ale nic więcej nie usłyszeliśmy. I szansa, że było to zwierzę na tyle, na ile znam tą okolicę, jej odgłosy i naturalne zachowania zwierząt są niewielkie. Ludzie po zmroku też tutaj nie chodzą. A i według krokomierza w zegarku narzeczonego wychodziło, że przeszliśmy w te trzy godziny jakieś niecałe dwadzieścia kilometrów, co też jest bardzo mało prawdopodobne. Nigdy w życiu nie czułam tak długo tak intensywnego niepokoju jak w tym lesie. W sumie to przez dobrą godzinę miałam wrażenie, że coś się bawi z nami, że jesteśmy w jakimś potrzasku. Jeszcze dodam, że nie wiem, co moja mama panu opisywała. Z mojej perspektywy mama jest dosyć newage'ową osobą ze specyficznym spojrzeniem na świat. Ja sama identyfikuję się jako racjonalistka. Obstaję za nauką bez wiary w życie po śmierci i tak dalej.
Ale też nie przeczę temu, że nie wiemy wszystkiego o świecie, w którym żyjemy i przyznaję, że parokrotnie razem z mamą tutaj widziałyśmy albo doświadczałyśmy trudnych do wyjaśnienia rzeczy. I to już wszystkie historie, jakimi podzieliła się nasza słuchaczka. Osoby interesujące się ufologią zapewne bardzo ucieszy fakt, iż w kolejnych odcinkach również nie zabraknie relacji o obserwacjach UFO. A tymczasem wysłuchaliście Państwo siedemnastego odcinka podcastu "Mówią świadkowie", który ma się już ku końcowi. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc. Do usłyszenia w kolejnym odcinku. No i w imieniu swoim oraz całej ekipy Radia Paranormalium pragnę życzyć Państwu dużo odporności i wytrwałości z nadzieją, że obecna pandemia COVID-19 już wkrótce odpuści.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.