Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła. Różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie, takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny, szesnasty już odcinek bardzo paranormalnego, a niekiedy również bardzo kontrowersyjnego podcastu "Mówią świadkowie". Przed mikrofonem Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu.
Dzisiejszemu odcinkowi postanowiłem nadać kuszący zapewne i intrygujący zarazem tytuł "Paranormalna spowiedź". Takiego bowiem określenia użył nasz słuchacz, opisując różne nietypowe zdarzenia, jakich był świadkiem w ciągu całego swojego życia. Zanim jednak zapoznamy się z nagraniem poskładanym z trzech rozmów, jakie z nim w ostatnim czasie odbyłem, pozwolicie Państwo, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Obecna niewątpliwie dla wielu z Państwa trudna sytuacja związana z pandemią koronawirusa przyniosła ze sobą jednakowoż jeden pozytywny aspekt. Mianowicie taki, iż przynajmniej niektórzy z naszych słuchaczy znaleźli czas na poukładanie sobie jakoś tego, o czym chcą się z Radiem Paranormalium podzielić oraz oczywiście na podzielenie się swoimi historiami.
Zachęcam zatem do dzielenia się swoimi przeżyciami z Radiem Paranormalium, bądź to głosowo, bądź to tekstowo. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193, 530 624 193. Skype: radio.paranormalium.pl.
Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 80 02. 3608 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa email pod adresem Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami i obserwacjami, gdyż każda relacja, szczególnie te dotyczące obserwacji i doświadczeń związanych z UFO, jest na wagę złota. Dzisiejszy odcinek nie bez powodu nosi właśnie tytuł "Paranormalna spowiedź". Otóż takiego właśnie określenia "spowiedź" użył słuchacz, z którym odbyłem w ostatnim czasie trzy rozmowy. Słuchacz mieszka obecnie w jednej z małych miejscowości nieopodal Szczytna w województwie warmińsko mazurskim. Podczas naszych rozmów podzielił się on przeróżnego typu doświadczeniami i obserwacjami. Już teraz mogę powiedzieć, że małą ucztę będą dzisiaj mieli fascynaci tematyki ufologicznej. Będzie bowiem dużo historii o obserwacjach UFO, spotkaniach z bedroom visitors. Usłyszycie Państwo również opis czegoś, co wypisz wymaluj wygląda na wzięcie na pokład UFO. Oprócz tego przypadki spontanicznych wyjść poza ciało i przejść do jakiegoś rodzaju innej rzeczywistości. A historia tego, jak nasz słuchacz natknął się na kontakty do Radia Paranormalium i postanowił z nich skorzystać, nosi w sobie pewien wątek numerologiczny. Przejdźmy zatem do wysłuchania owych trzech rozmów z naszym słuchaczem. Z nagrań usunąłem momenty ciszy i wszelkie, że tak to ujmę, elementy pozaantenowe, po czym połączyłem wszystko w jeden plik trwający około półtorej godziny. Zapraszam do słuchania.
Swego czasu moja historia była przedstawiona w niektórych mediach, ale taka mocno okrojona, bo to było w latach, proszę pana, dziewięćdziesiątych. No i wtedy coś takiego jak UFO sprawiało, że ludzie jednak woleli o tym głośno nie mówić, prawda? Nawet podawano sobie nazwiska, personalia także. Także to były ciekawe czasy. No teraz jest troszeczkę już lepiej z tym, chociaż jeszcze nie do końca. Natomiast skusiła mnie do was, skusiło mnie, bo słuchałem teraz Paranormalium i wasz paradoksalnie wasz numer telefonu mnie skusił, dlatego, że-Hah-ha. Zawiera ciekawą kombinację cyfr. Pięćdziesiąt trzy to moja data urodzenia i końcówka dziewięćdziesiąt trzy. To wtedy, kiedy zetknąłem się z tym zjawiskiem UFO. Natomiast pośrodku jest szóstka, a szóstka jest moją liczbą także [śmiech] tak że...
Także aspekt numerologiczny także tutaj wystąpił. No tak sobie, tak sobie, tak sobie popatrzyłem, mówię: "Chorobcia! Rzeczywiście ciekawe". No to co? No to zaczynamy opowiadać o starych czasach, prawda?
Oczywiście jak najbardziej. Dobrze, proszę pana, więc tak może tak. Zaczęło się to wszystko, może zacznę chronologicznie. Miałem dziesięć lat, miałem dziesięć lat, to znaczy tak, zrobię w ten sposób, że moją historię podzielę na trzy części. Część pierwszą to jest taka w formie materialnej, drugi astralnie i no i oczywiście sny, bo każda z tych części ma swoją wagę, znaczenie. I teraz tak mając dziesięć lat, zetknąłem się z takim zjawiskiem, a chciałem jeszcze wspomnieć, że moje ciotki swego czasu rozmawiały często o duchach i w jakiś sposób mnie uodporniły. No posiadłem pewną wiedzę, co pozwoliło mi na to, aby w pewnych sytuacjach nie panikować. A zdarzyło się to mając dziesięć lat. Byłem, byłem sam w pokoju. Nie wiem dlaczego, nie wiem, nie wiem jak to się stało, że nikogo nie było. No i w pewnym momencie, leżąc na łóżku, stanęła przede mną istota.
Taki starszy facet, w moim mniemaniu na jakiś wygląda na jakieś siedemdziesiąt pięć, osiemdziesiąt lat. Głośno sapiął, łapał powietrze tak jak, tak jak ryba wyrzucona na, na powierzchnię, na, na brzeg, prawda?
Szedł, łapał powietrze, przeszedł wzdłuż wersalki, doszedł do ściany, zawrócił, cały czas łapiąc te powietrze, głośno oddychając. No tak się pomyślał, że to jakaś, jakaś, nie wiem, co to mogło być. Duch? Kosmita? Nie wiem. W każdym bądź razie, w każdym bądź razie odwrócił się, przeszedł wzdłuż wersalki, zrobił parę kroków, no i wsiąkł. No tyle to pamiętam. I to... Utkwiło mi to dobrze w pamięci.
Czy udało się panu jakoś może zarejestrować jakieś takie szczegóły wyglądu, które jakby pana uderzyły, zwróciły szczególną uwagę? Proszę pana, może pan sobie przypomina, jak wyglądał Kazimierz Brzozowski? Bo ja z nim. Bo ja z nim od czasu do czasu się spotykałem i przed śmiercią mu opowiedziałem ten numer.
To się uśmiechnął. Był bardzo podobny do Kazimierza Brzozowskiego i co ciekawe, też Kazimierz Brzozowski miał problemy z oddychaniem. Czy to czasem? Czy to czasem, panie Kazimierzu, pan czasem jakoś nie cofnął się w czasie? No ale... To już to. To już są te Mazury. 93 rok.
Proszę pana, no, sześćdziesiąty mógł być, powiedzmy trzeci, czwarty, piąty. No miałem tam już nie pamiętam, miałem dziesięć lat plus minus. No młodym chłopaczkiem byłem. W każdym bądź razie miałem prawo się przestraszyć tego.
I teraz. No nie pamiętam, co w międzyczasie tam się działo, ale raczej nie. Dopiero w dziewięćdziesiątym trzecim roku. Właściwie to w osiemdziesiątym szóstym kupili teściowie działkę na Mazurach. Nie będę podawał już tej nazwy.
W każdym bądź razie na Mazurach. To było, to było w okolicy jakiegoś większego miasta. Rozumiem? No dobra już powiem. W dziewięćdziesiątym trzecim, w dziewięćdziesiątym trzecim kupili w osiemdziesiątym szóstym działkę.
Ja im tam pomagałem troszeczkę podstawić, żeby wyglądała jako tako, prawda? Taką, taką altanę. No i tam ją przez lata udoskonalałem, albo w ogóle z materiałem to było tak, że żeby zebrać trochę materiału, to trzeba było właściciela tartaku, a to był państwowy pocałować w rękę. No to tak jakoś, jakoś się przemęczyliśmy, coś tam żeśmy posadzili. No ale zostawmy to, bo to nie o to chodzi. Jest rok dziewięćdziesiąty trzeci i to było, proszę pana, w sierpniu o godzin-- dziesiątego o dwudziestej drugiej. Najprawdopodobniej w sierpniu, ale zapamiętałem, zapamięta-- pamiętałem dzień. To było dziesiątego o godzinie dwudziestej drugiej. No i tam ciągle pomagałem na tej działce.
Człowiek był zmęczony. No i tak przed snem wyszedłem na, na od strony wschodnio południowej, bo to tam są takie grządki były. No i tak ciemno było jak jasna cholera. No i tak stoję sobie, łapię powietrze, no bo trzeba się było dotlenić jeszcze przed spaniem.
I w pewnym momencie z lewej strony taka dróżka była wzdłuż, wzdłuż tego, tego domku campingowego, a za nią zaraz przede mną grządki. I w pewnym momencie z lewej strony widzę taki krąg światła. Ile to mogło mieć? Parę metrów. Taki, taki, taki promień światła. Ale to taki dziwny wyglądał dlatego, że nie było widać z góry snopu. Tylko tak jakby to te światło zaczęło emanować od ziemi.
Wyglądało to tak-No i jakoś egzotycznie dziwnie, bo wyglądał tak, jakby. Jakby to światło emanował, zaczęło tężeć, emanować od dołu. Rośliny. Rośliny. Rośliny wyglądały na tak jakoś bajkowo. Zielonkawy kolor, te kolory jesieni. I tak jakby z tych liści spływało takie żywe srebro. Taka iluzja była. No wyglądało to, no niesamowicie i momentalnie podniosłem głowę do góry.
Jak podniosłem do góry głowę, to ten obiekt w tym samym momencie nade mną wisiał. Nie wiem, na jakiej wysokości mógł być. Trudno mi powiedzieć. Mógł być na wysokości trzydziestu metrów, a mógł być na wysokości stu metrów. Nie miałem punktu odniesienia. I on, jak tylko podniosłem głowę do góry, to on w tym samym momencie jak podniosłem głowę do góry, to on płynnie ruszył niesamowicie, niesamowitą szybkością, płynnie, ale on się z niesamowitą szybkością oddalił. No! - zawołałem. Oczywiście narobiłem krzyku.
Wyskoczyła żona, córka, teściowa. Teść nie wyskoczył. A względem teścia to jest taka ciekawa historia, że on był, on był tym, pułkownikiem Wojska Polskiego. Pracował przy radarach i jak się go później pytałem, dlaczego nie wyskoczył, to nic nie powiedział. Jak się go pytałem o UFO, no to milczał jak grób.
No tajemnica wojskowa w każdym bądź razie pod tym kątem. No i zachował tą tajemnicę do końca, ale na pewno znał, znał pana Grudmana na pewno, bo tam też pracował także. No ale nie dopytywałem się. Mogło też być tak, że wiedział coś, nie chciał, nie chciał się czymś podzielić, nie chciał czegoś ujawnić, ale wiedział na przykład jakieś tam od kolegów z wojska też historie.
Tak, tak, tak. On coś tam wiedział, ale, ale był takim służbistą w każdym bądź razie dobrym człowiekiem, ale służbistą. No ale zostawmy to. I teraz, tej samej nocy bodajże, albo na następną noc, coś mnie obudziło w nocy, a ja z żoną byłem w takim osobnym pokoiku. Spałem wersalka ja na jednej, żona na drugiej.
W pewnym momencie obudziłem się, podniosłem się do góry i zobaczyłem przed oczami coś takiego, co był-- to przypominało oko ludzkie. Ja teraz mogę to ocenić jako hologram, który musiał emanować z mojej głowy. Przyglądałem się temu parę minut. Mogę to, mogę to opisać.
To było tak w proporcjach jak ludzkie oko, źrenica czarna i na tym żółtawym tle były takie cieniutkie sześciokątne takie, że tak się wyrażę, takie czerwone nitki, tak jak dookoła oczywiście tego przyżółconego bielma, taki tak jak plaster miodu, jak się patrzy z góry, plaster miodu, miodu. Wie pan, jak to wygląda? Mniej więcej taki plaster miodu. Takie delikatne czerwone żyłki dookoła, dookoła tej, tej, tej elipsy, tego oka były takie czerwone punkciki. No i na górnej części krawędzi tego oka było coś tak jakby coś, taka biała kredka, oczywiście idąca po tym kancie od góry, taka lekka, taka neonówka, coś w tym rodzaju. Ale to raz było na górze, raz na dole, bo ja z tym zjawiskiem się zetknąłem jeszcze ze dwa razy co najmniej.
Oczywiście przyjeżdżając w to miejsce na Mazury. Oczywiście jak, jak się tak specjalnie ciemności nie bałem, to później było tak, że, że wołałem taką psiunię sznaucerkę małą, żeby, żeby oczywiście z panem spała. Oczywiście w nogach grzała jak, jak grzejnik. No ale, ale miałem pietra.
No nie powiem, chociaż ja wiem. No i po jakimś czasie, po jakimś czasie przeglądając, przeglądając, szukałem, szukałem kontaktu z jakimś ufologiem, żeby mu opowiedzieć to. No ale jakoś nie mogłem się skontaktować. Nigdzie nie miałem jakiejś takiej możliwości gdzieś kupienia czegoś tak, żeby się dotrzeć do jakiegoś ufologa. No ale w firmie żona kupiła akurat tego dnia gazetę, co się rzadko zdarzało i mówi: "Zobacz, tu jest, tu będzie takie, takie, taka prelekcja jakiegoś człowieka, który, którego Francuza, którego porwało UFO" chyba Siera nazywał w Państwu Kultury, coś takiego było, to można sprawdzić. No i tam poznałem Kazimierza Bzowskiego.
Oczywiście, oczywiście ten pan dużo mi powiedział. No otaczał się młodymi dziewczynami. Przystojny facet, no. W każdym bądź razie jedyna korzyść, która z tego płynęła, to że poznałem Kazimierza Bzowskiego i tam jeszcze miał współpracującą osobę.
No i tak się potoczyła nasza, nasza znajomość. Później pan Kazimierz Yyy, yyy Dozmetrem. Aha, bo żona później, bo jeszcze wrócimy do tego momentu, kiedy, kiedy on, kiedy widziałem to UFO na drugi dzień żona, żona zajrzała mi za uchem, bo mnie swędziało, prawda? Zajrzała mi za uchem.
"Zobacz, masz taką, masz taką kreskę za prawym uchem". A tu mnie zaczęło swędzieć. Takie około dwóch centymetrów. Taka szrama-Yyy, na plecach, yy, na plecach miałem taką okrągłą bliznę z dziurką. No i na gardle, yy, pod, podjazdy, ja- Jackiem Adama, yy, coś takiego, mm, średnicy niecałej, niecałej groszówki.
Taki sześciokątny tworek koloru takiego, yy, mleczno brązowego. No to już mnie znikło prawie, ee, po kilkunastu latach, ale długo się trzymało. Yyy, pan Kazimierz zmierzył mi dozymetrem. Ja tam mam gdzieś zapisane, eee, i potwierdza, że tam coś jest, prawda?
A były jakieś zdjęcia robione tych śladów na ciele? To znaczy jeszcze tam pozostałości trochę mam. Ja tam się jeszcze nie przyglądałem. Być może jeszcze, yy- yyy, w jakimś, w jakimś, yyy, w jakimś stopniu tam jest, ale to Wszystko już jest w takim końcowym zaniku. No to jakby nie było, to jest już, ee-ee, łącznie to jest ile tam 27 lat.
27 lat. Prawda? To już jest szmat czasu. Ładnie się to wszystko jakoś za-zagoiło. Yyy, w każdym bądź razie, Kazimierz Brzozowski, yy, z dozymetrem, yy-yy, badając mi twierdzi, że tam coś się dzieje, yy-yy, w okolicy gardła, za uchem i na plecach. Ale do tego jeszcze dojdę, dlatego że, dlatego że byłem, no musiałem być kilka razy u-u-u bioneuroterapeuty, ale to do tego dojdę. I co jeszcze? Jeszcze za tym uchem miałem ten problem, że przez kilka lat za tym uchem, bo miałem trochę gęste włosy, no teraz już się przerzedziły mocno. I w tym miejscu zbierały mi się non stop, codziennie mi się zbierało takie kępy kurzu. Miałem, nie, nie z lewej strony, tylko z prawej strony ucha. No trochę było takie, taki dyskomfort dla mnie, ale to po jakimś czasie przeszło. No i co z tym?
Co z tym? I może, nie wiem, czy wypada mówić, bo to znany bioneuroterapeuta ma swoją taką klinikę w Warszawie i mmm, miałem problem z kręgosłupem, bo troszeczkę dźgałem, yy-yy, trochę ciężarów i ciągle tam coś mi tam przeskakiwało. No i podzieliłem, podzieliłem się z nim, podzieliłem się z nim, yy-yy, tą, tą wiedzą. No i facet mówi: "Proszę pana, niech ja na pana spojrzę". On w ogóle, yy-yy, muszę dodać, że napisał kilka książek, yy-yy, może później panu podpowiem, jak, jak on się nazywa.
To może pan teraz powiedzieć, ja najwyżej, ewentualnie nie będę podawał. Żeby nie zrobić darmowej reklamy komuś. Yyy-yy, pan Robert-- on ma swoją, bodajże, na Woli ć, yyy, się nazywa chyba na Woli. No i nie wiem, czy jeszcze, jeszcze, nie wiem, czy on jeszcze pracuje. W każdym bądź razie można się spytać. W każdym bądź razie mówi: "Proszę pana, niech pan wstanie".
Popatrzył na mnie, mówi: "Wie pan co? Za uchem, tutaj po prawej stronie ucha to pryska panu światło wielkości długopisu. Natomiast z tyłu, z pleców, yy, na wysokości, bo ja mam ten ślad na wysokości troszeczkę powyżej nerki, yy-ee, tryskają panu promienie. Ale żeby było ciekawiej, to pański, nie wiem jaki to był czakram, zmienił, zmieniły panu miejsce czakramu. Ten ładniej tu, a tamten jest w tym miejscu. Ja mówię do niego: "A czy to jest, yy, czy to jest dla mnie, yy, złe?"
A on mówi: "Nie, tylko pierwszy raz z-c-z czymś takim się spotykam". No tak, ale jeszcze do niego dojdę, bo przyszła taka, przyszła taka sytuacja, że jeszcze o coś się go spytałem, ale muszę się trzymać chronologii. I teraz, teraz tak.
No i teraz muszę wrócić do tej drugiej części, czyli chodzi o sprawy astralne. No to wie. Leżę sobie, śpię sobie w łóżeczku, ale to już tu, już w Warszawie. No i nad ranem jest taka sytuacja. Coś tam mi się śni i w pewnym momencie, w pewnym momencie znajduję się, znajduję się, ale odróżniam sen od astrala. I w pewnym momencie znajduję się przed ulicą. Jest wszystko normalnie, tak jak, jak, jak, jak, jak w rzeczywistości. Nagle przekraczam tą ulicę, yy, ale zanim przekroczyłem tą ulicę, to za tą ulicą jest, bo to jest w ogóle w nocy, bo spałem, to było, to było w nocy, prawda? To wszystko działo się w nocy, bo to chyba było zimową porą, już nie pamiętam. W każdym bądź razie było ciemno.
No i znajduje się, znajduje się, yy-yy, znajduje się nagle przed ulicą. Za tą ulicą widzę, yy-yy, dookoła pole, a po prawej stronie jest gospodarstwo rolne. Nie wiem, co, coś mi kazało przejść przez tą ulicę i w pewnym momencie, yy-yy, na tym powiedzmy, ile tam to gospodarstwo było, takie prostokątne, ogrodzone, ale od strony ulicy była, było, było puste. I na tym, na tym miejscu powstało nagle takie tornado. Ale co jest najciekawsze w tym wszystkim? Że to wszystko widzę-- moja percepcja w ogóle jest inna, bogatsza niż ta, którą operujemy na co dzień. Ja nawet mogłem przeczytać swoim wzrokiem, co jest napisane na śmieciach, jakby była gazeta.
Ja mówię-- ja widziałem tam taką jakąś płaską butelkę i mogłem powiedzieć to, czy ta butelka była pusta, prawda? Jak powstało to potężne tornado, to w pewnym momencie znalazłem się na takim-Na takiej jakby windzie, takiej niewidzialnej. I ona szła pod skocem, bo jeszcze muszę powiedzieć, że nad tym gospodarstwem wisiało potężne UFO.
Świetnie go widziałem. Takie klasyczne. I nagle znalazłem się na takim niewidzialnym jakimś podeście. Tak jakby-- to zaczęło mnie wciągać powoli do góry. Najpierw w lewo od tego obiektu, zatrzymało się i później w prawo do tego obiektu. Ale najgorsze to było to, to moje uczucie, że bałem się, bo nie miałem się za co złapać. Nie było poręczy, pod nogami nic nie było, a zacząłem iść do góry. No jak się ogląda, ogląda uciekającą trawę, bo tam na tym polu nie było żadnego tam owska, zwykła trawa była. To zacząłem, zacząłem grzać do góry. No to miałem pietra. Dziwne uczucie. I w końcu, i w końcu skręciłem w prawo i wpłynąłem. Już tego nie pamiętam.
Wpłynąłem do środka, do wnętrza. I co tam było ciekawego? Tam normalnie było-- nie było jakichś oświetleń, tylko po prostu było jasno. I co jest ciekawe- Czyli tak jakby wnętrze tego obiektu było jakby tak wypełnione takim światłem jednolitym?
Normalnie, normalnie było światło, tylko nie było żarówek, o w ten sposób mogę powiedzieć najprościej. Ale co było najciekawsze? Że we wnętrzu oczywiście ta krzywizna obiektu zewnętrzna była-- przypominała tą krzywiznę od wewnątrz.
Także to nie tak, że tam było w środku kwadratowe, a na zewnątrz było obłe, prawda? Ale coś było dla mnie-- było dla mnie ciekawe to, że tam były po prostu kobiety, młode kobiety. Trzy albo cztery bardzo ładne.
Ludzie, po prostu ludzie. Białe, ładne kobiety i... A jedna z nich mogła mieć, te młode to wyglądały na jakieś dwadzieścia parę lat, ale wśród nich była taka jedna, m-mógłbym powiedzieć, że miała około trzydziestu, trzydziestu pięciu lat. Ale rozmawialiśmy telepatycznie i pokazywała ręką ona mi mówi, żebym podszedł gościa, który siedział pośrodku tego salonu. A żeby było ciekawiej, to facet siedział za biurkiem takim zdobionym, ciężkim, dębowym, może orzechowym. I kazała mi, no znaczy kazała-- no powiedziała, żebym poszedł, poszedł w jego kierunku. Zrobiłem, ale zanim to zrobiłem, to facet stał co do tego biurka normalnego wzrostu, przeciętnego.
Był, mógłbym powiedzieć, że taki-- taka typowo południowa uroda, taki mógłbym powiedzieć, że był-- przypominał mi Włocha z urody, prawda? Przystojny w miarę facet patrzył na mnie i tak, tak się, tak się uśmiechnął, jakbyśmy się już znali. Ale to było ciekawe, że całą uwagę skoncentrowałem na jego włosach.
Były lekko przystrzyżone, to znaczy były krótko przystrzyżone i tworzyły taką, tak jak, jak są warcaby czarno białe, prawda? Taką kostkę dwa i pół centymetra, powiedzmy na dwa i pół centymetra. Ale co było najciekawsze, to tak jak z tym tornadem. Ja to Wszystko widziałem w ten sposób, że jak gdybym chciał, to bym policzył upory na, na twarzy. A on stał, ten ja wiem, jakieś osiem metrów ode mnie, prawda? Za tym biurkiem. Yyy, co tam jeszcze? No mógłbym, jakbym chciał wzrokiem. Taka jakaś nadwrotność. Nie potrafię tego [pauza] jakoś wytłumaczyć. Mógłbym zajrzeć-- gdybym miał taką wolę, mógłbym zajrzeć do jego porów.
Czyli tak jakby zniknęły wszystkie ograniczenia wynikające z jakby z posiadania fizycznych oczu. W ogóle nie no normalnie, tak jak fizyczne oczy, bo astral to jest po prostu duplikaty ciała materialnego, to też chyba coś jest materialnego, ale to jest jakoś inaczej poukładane. Ja się na tym nie znam. Troszeczkę czytałem, ale nie chcę się wymądrzać. W każdym bądź razie, w każdym bądź razie nasze zmysły po prostu działają na innych falach. W ogóle inna percepcja, bogatsza. W każdym bądź razie jest taka sytuacja, że zrobiłem ze dwa, trzy kroki i tak jakby mi ktoś w tym samym momencie obciął film i już mnie odprowadzają do, do wyjścia. Ja nie wiem, co się co się działo w tym czasie. Mogłem tam być miesiąc. Nie wiem, bo to jest tam czas działa troszeczkę inny. W każdym bądź razie, inaczej, w każdym bądź razie odprowadzają mnie tą samą drogą i po tej samej windzie niewidzialnej schodzę w dół. Oczywiście z taką samą bojaźnią, jak wędrowałem do góry. Oczywiście, nie ma trzymanki, prawda? Człowiek osiada powoli na trawie i tylko dotknąłem, dotknąłem pola. Momentalnie znalazłem się w domu. To jest to, Jest to. Ja tutaj zrobiłem troszeczkę tak dla przypomnienia, bo to było strasznie dawno. Tutaj- Mam takie pytanie właśnie, czy podczas tego zdarzenia, tego, które przed chwilą pan opisał, czy byłby pan w stanie określić, w jakim miejscu rozgrywała się ta cała akcja? Zna pan tą okolicę, z której został pan wzięty?
A skąd! Nie wiem. Po prostu nie wiem. Ja uważam, że to nie zależało ode mnie. To jakieś siły spowodowały, że ja się tam znalazłem. Nie wiem, gdzie to mogło być. To mogło być w Ameryce, mogło być gdzieś na, gdzieś na południu albo północy Polski. Nie wiem, naprawdę nie wiem.
W każdym bądź razie-To jest ten jeden opis. I teraz tak mam taką sytuację, mam sen na przykład. I w tym to też jest ciekawe, dlatego że ma ciekawą konstrukcję ten sen. Otóż śni mi się, ale to już tutaj, w Warszawie, znana ulica, która dochodzi do głównej. Tylko tak, jakby, jakby, jakby, jakby, jakby to powiedzieć... Nikogo nie było, tylko, tylko stał pojazd przy głównej ulicy i w tym podjeździe i na zewnątrz pojazdu stali młodzi, młodzi ludzie, wojskowi, w takich mundurach moro, podchodzi do mnie-- to tak, jakby to był alternatywny świat. Wie pan, o co mi chodzi. No tak samo miejsce, tylko że nie ma ludzi. Jest noc, te same zabudowania.
Tylko że nie ma ludzi. Tak jakby alternatywny świat do tego, który był. No i podchodzi, podchodzi do mnie, a ja jakoś się tam znajduję. Podchodzi do mnie dowódca tego oddziału i telepatycznie mi przekazuje, że to znaczy ja, ja wiem, że ja jestem, mam być obserwatorem i zaprasza mnie do środka. Wszyscy na mnie zerkają z boku i tak, mm... Widzę, widzę, że na coś czekają. Siadam jakieś trzy miejsca od, od kierowcy. Pojazd rusza. On przypominał ten pojazd dawnego berlета, tylko dwa razy dłuższy.
Przypominał. W każdym bądź razie rusza i zaczyna się unosić w górę i grzeje w stronę południową. Ale co ciekawe, grzeje nad jezioro. Ja myślę w pewnym momencie, mówię: "pozawijamy ich". Krzyżuję ręce, a on przenika jak przez masło, jak przez mgłę. Za chwilę, no oczywiście ku uciesze tych, tych chłopaków.
Widocznie czekali na ten moment i okazuje się, że mamy wylądować i tak za kilka minut dosłownie lądujemy w okolicach Częstochowy. Nie wiem, dlaczego tak mi się to kojarzy. Wychodzimy z tego pojazdu i dostaję przekaz telepatyczny, że, że w tych okolicach z innego świata, z innego świata no...
[laughing] Przedar-- przedar-- przedarła się jakaś złośliwa, potężna istota. I tą istotę muszą, muszą zawrócić z powrotem do tego swojego wymiaru. Ale... No i oczywiście budzę się, budzę się i na drugi dzień idę w to samo miejsce. Patrzę, no ale nie ma tego wieżowca, nie ma tego, wiesz. Kurczę, to rzeczywiście, rzeczywiście sen. No ale okazuje się, że ten wieżowiec powstał w zeszłym roku, w tym miejscu. Ciekawe, prawda? Czyli te wydarzenia miały, miały, miały się dziać właśnie teraz. No.
Czyli tak jakby to było sen, w jakimś sensie prorocze, można powiedzieć. Tak, tak. Nie no, ja miałem tam... Ja mogę tak przeskoczyć na chwilę, proszę pana, mogę przeskoczyć jeszcze do takiej sytuacji. Śpię sobie, jeżeli chodzi już o takie prorocze. No, śpię sobie, a śni mi się, że... Aha, no mamy się udać na drugi dzień. Na drugi dzień mamy się udać z Woli na Pragę po towar. No i mi się śni, że, że przy śpiących skręcamy w lewo, dojeżdżamy do Stalowej, Stalową w prawo, później znowu w prawo i jedziemy oczywiście na miejsce tam, gdzie mamy być. No ale widzę matkę moją, bo tam mieszkała, już świętej pamięci i rozmawia z jakimś facetem niskim, gestykuluje sobie rękoma. No i po tym fakcie się budzę. Wsiadamy w samochód.
Mieliśmy wtedy malucha. No i jesteśmy w trasie. Ja mówię do żony: "Wiesz co? Śniło mi się, że spotkałem, spotkałem matkę". A ona mówi: "Przecież nie będziemy jechać Stalową". Proszę sobie wyobrazić. Dojeżdżamy, a tam jest napisane "Odjazd".
Skręcamy w Stalową, patrzę, matka wywija rękoma do faceta, rozmawiając tam z nim. Ciekawe to. Później wziąłem-- No ja rozmawiałem tam-- Często odwiedzałem pana Kazimierza Brzozowskiego. Umówiłem się z nim, że koniecznie, wie pan, męczyło, co tam się działo, kiedy, kiedy w tym momencie ucięli mi ten film.
Wie pan, ciekawy byłem, co tam się działo, działo. No i chciałem się poddać hipnozie. No niestety nie udała się. Był pan Kazimierz Bzowki. Ale później-- Ale miałem przez cały dzień i noc, miałem problem dlatego, że źle mnie zamknęła tą hipnozę. Właściwie to nic, niczego tam nie doświadczyłem, a dziewczyna wzięła i jakoś rozedrgała ciało.
No, no fatalnie się czułem. Później była taka sytuacja, że pan Bzowki, on w ogóle współpracował z panem Wilkiem. Zresztą napisał taką książkę "Sieć Wilka". No i, no i w pewnym momencie mówi, wie pan, pan to jest orionida. A... Ale dlaczego? Dlaczego to było ciekawe?
Ponieważ żeśmy uciekli-- nie, nie wiem, nie wiem, na ile mu wtedy wierzyć, ale w każdym bądź razie pan Wilk to był dobrym radiestetem. W ogóle tam chyba naukowcem był, ale oprócz tego parał się, parał się-Z tym wahadełkiem.
Był dobrym radiestetą. On potrafił, yy, on potrafił pokazać wahadełkiem, yy, gdzie wylądowali kosmici, w którym roku to było, ilu było załogantów, a nawet, a nawet mógł, yy, mógł powiedzieć, kiedy wylądują, w którym roku i ilu ich będzie. To było dla mnie dziwne. No ale, yy, proponuję, proponuję przeczytać, jeżeli pan nie czytał Sieci Wilka. Jest ciekawie napisane. W każdym bądź razie facet taki dosyć, bardzo inteligentny także, także mógł powiedzieć, czy ktoś był wzięty, czy ktoś nie był wzięty, kiedy i o której godzinie, gdzie. Natomiast, natomiast współpracował też z panem Brzezińskim. Też nie żyje. Poumierali jakoś, jakoś tak blisko siebie, yy, czasowo. A pan Brzeziński świetnie też, yy, też posługiwał się wahadełkiem. Z kolei powiedział, że mam jakieś powiązanie z, z, z Atlantami. Wierzyć, nie wierzyć? No, yy, ja mówię: "A może pan coś więcej powiedzieć?" Powiedział, że nie mogę. No to, jak nie może, no to nie naciskałem.
No to w takich sytuacjach nigdy człowiek nie wie, co ma myśleć o takich stwierdzeniach. Proszę pana, yy, ale dzięki, dzięki panu, N-n-n, panu Grodzkiemu poznałem wielu ciekawych ludzi. Okazuje się, że, że moje doświadczenia były najbardziej przyjemne z nich wszystkich. Proszę pana, jak ja popatrzyłem na tych ludzi, którzy byli wzięci, to jak oni mi opowiadali, to mieli ogień w oczach, także no, także no, yy, mogliby mi tylko pozazdrościć, no, emocji. Pozytywnych oczywiście.
No, nawet do Radia Paranormalium dzwonią czasami słuchacze, którzy opowiadają historie, jak na przykład słuchaczka z dziesiątego odcinka "Mówią świadkowie", gdzie naprawdę te historie były bardzo takie, kolokwialnie mówiąc, hardkorowe z tymi wzięciami.
No wie pan, no nie wiem, czy to ma jakiś wpływ, yy, ale tak z ciekawości, bo ja, bo tam jeszcze były grupy krwi, prawda? No to moja grupa krwi to jest taka najrzadsza z najrzadszych bodajże, bo jest AB Rh minus, także to jest ta z tych najrzadszych krwi.
O, może to też ma, miało jakiś wpływ? No nie wiem, yy. W każdym bądź razie, no miałem, wie pan, wiele rzeczy mógłbym rozwinąć, na przykład, aa jeszcze, jeszcze wrócimy do tego momentu, kiedy byłem tam, yy, na Mazurach, to, co, co widziałem to UFO. I proszę pana, to jak uciekło to ucho, bo to było bardzo szybko, momentalnie. To, yy, wyglądało tak jak, tak jak się durszlak podświetla od dołu i takie były takie promienie jak jeża. I co ciekawe, wczoraj oglądałem-- parę dni temu ktoś w internecie pokazał, dał zdjęcie, bodajże na Phidirusie, gdzie, yy, wylądowało-- to znaczy było narysowane przez starożytnych właśnie, taki rysunek tego, tego statku. Na górze promień, na dole nóżki, prawda? No właśnie to widziałem pod kątem oczywiście, bo od dołu, a jeszcze właśnie jak widziałem ten, ten, jak wyglądał ten od dołu, ten, to, to, to, to całe UFO. Otóż, yy, było ciemno, nie widziałem dokładnie zarysów. Prawdopodobnie był obły. To były światła takie jak żółty, zielony, żółty, zielony, żółty, zielony, czerwony, niebieski albo, albo fioletowy. Takie światło. Taka jakaś taka uboga choinka. Nie było za dużo tych świateł, ale, ale troszeczkę ich było. Po, po tym rozmieszczeniu to raczej byłbym skłonny, że, yy-- no bo to była bardzo ciemna noc, prawda?
Od dołu on był jeszcze ciemniejszy, ale konkretnych takich zarysów nie, nie, nie, nie zdążyłem, nie zdążyłem zarejestrować. Zarejestrowałem tylko te światła. To by było z tym, yy- Mam takie pytanie właśnie odnośnie, odnośnie tego obiektu, bo pan wspominał, że w momencie, gdy pan spojrzał na ten obiekt, jak on się zaczął jakoś przemieszczać, czy miał pan może wrażenie, że ten obiekt jakoś reaguje na pana obecność, myśli?
Nic takiego nie było. Nic po prostu. Po prostu wyszedłem, a oni po prostu tak jakby czekali, aż wyjdę, nie? To był, to był moment. Była cisza. Nie padało. Cisza. W takiej idealnej ciszy pojawiło się to światło. To światło, tak jak powiedziałem, wyglądało dosyć ciekawie, no bo nie było snopu, snopu światła, ale on jakby, jakby tężał od dołu.
Fluorescencyjnie, taki zielonkawy, czerwonykowy kolor. Będę się powtarzał. No tak jakby po tych liściach popływało takie płynne srebro. A cała obserwacja ile mniej więcej tak mogła trwać? To było bardzo szybko. To znaczy obserwacja, aa to ciekawe, że, że dziewczyny jak miały pójść spać, to były ubrane. Jak wyskoczyły, to były w piżamach. To, to jakoś ten czas nie uciekł, no nie chcę, nie chcę, nie chcę kombinować. Być może było, yy, było to jakoś zamrożenie czasu? Nie wiem. Trudno mi powiedzieć.
Mhm, czyli podejrzewa pan, ale nie ma pan pewności, że, że to mogło dojść do tak zwanego missing time, czyli jakiejś takiej luki czasowej, której pan nie zauważył? Właśnie, właśnie tak. Coś takiego mogło zaistnieć. Prawdopodobnie. Prawdopodobnie.
No, yy, w każdym bądź razie, y-y-y. A jeszcze coś panu! Bo mi się tak przypomina. Im dłużej będę siedział, tym bardziej mi się będzie przypominać. Na przykład w tym, właśnie w tym okresie, bo to się działo między dziewięćdziesiątym trzecim, siódmym, ósmym.Dokładnie, tylko nie wiem, kiedy dokładnie. Przez dłuższy czas o godzinie dwunastej. Proszę sobie wyobrazić, około dwunastej jakaś młoda dziewczyna, bo to młody, młody głos. Niesamowicie darło mi się w uszy, w ucho, ale to tak. To nie tak, żeby było można było pobudzić mieszkańców, prawda? Żonę z tego tylko, bo tak jakby skręcić potencjometr w radiu. Proszę pana, dosłownie prosto do ucha. Młody głos dziewczyny. Niemal czułem wilgoć z ich jej ust. Dosłownie. I to się działo o dwunastej, punktualnie o dwunastej w nocy.
Do tego stopnia, że jak mnie tak trzepnęło, to żona też się obudziła i mówi: -Co? Darła ci się do ucha? Ja mówię: -Tak. No i zaraz... No i proszę pana, kilka razy miałem jeszcze coś takiego jak, jak ta nocna wiedźma, czy jak to się dziadostwo nazywa. No ale było tak, że za drugim razem czy za pierwszym już nie pamiętam.
Jakaś siła mnie przewróciła, bo się obudziłem na-- nigdy nie, nie śpię na brzuchu i obudziłem się w pewnym momencie na brzuchu, twarzą do poduszki. I proszę pana, straciłem kontakt z ciałem tak jakby mój duch nie mógł się dostać do, do mój astral, duch nie wiem jak to nazwać, do moich członków. Nie mogłem się ruszyć i zacząłem się dusić. Zacząłem się modlić.
Proszę pana, bo jeszcze, jeszcze minuta i bym po prostu umarł. No ale ostatnim, ale ostatnim wysiłkiem woli no dotarłem do ciała i... No żyję. Przeżyłem ten, ten... Tą sytuację. Ale była taka sytuacja jeszcze podobna. Tylko, że leżałem na plecach i usiadła mi, cholera, na nogach. Nie widziałem twarzy, nic. Czułem ją mentalnie. Ale wtedy się tak zdenerwowałem, że tak posłałem jej takiego joba, że no niejeden budowlaniec by się, by się nie powstydził. No właśnie, to byłoby to. Co tu jeszcze mamy? Bo tutaj napisałem sobie, aby to było. Aha i teraz tak, może jeszcze była taka sytuacja tuż na Mazurach, jak Polacy zakupili bodajże te pierwsze F-y, to nad naszą chałupą na dosyć niskiej wysokości. Nie, nie na jakiej wysokości to mogło być? Sto metrów? Nisko było. Na poddźwiękowej przeleciały dwa F-y. Ale to nie było, to nie było takie niezwykłe.
Tylko niezwykłe było to, że były pomalowane na ciemny, grafitowy kolor i nie miały oznakowań, nie miały oznakowań wojskowych. To mnie bardzo zdziwiło. No bo jak coś leci na polskim niebie wojskowe, to ma szachownicę, prawda? To by było to.
No i chciałbym zakończyć jeszcze taką, taką sytuacją. Otóż... Aha, jakieś kilka lat temu, kilka lat temu była burza. Ale to już na Mazurach była burza. No i? Ale błyskawice były. Błyskawice były na południu, daleko na południu.
Natomiast u nas padał deszcz i w pewnym momencie żona z drugiego pokoju leci i mówi: -Słuchaj, słuchaj, coś się dzieje na dworze. Ja mówię: -Daj mi spokój. -No chodź. Coś się dzieje na dworze." To była taka namolna, taka była namolna, że w końcu wstałem. I proszę sobie wyobrazić, że na dworzu zaczęło, zaczęło być na zmianę pomarańczowo i żółto. Prawda?
Tak jakoś, nie wiadomo, skąd się ten, ten, to światło brało. Czyli pojawiały się takie takie takie jakby kolorowe łuny? Nie wiadomo nieznanego pochodzenia. Tak? Nie wiadomo czym było dookoła. Tak jakby coś nad nami wisiało. No ale dzisiaj mówię: no, szkoda, żeśmy nie wyszli, aby wyjść. Gdyż wyszłam, gdyby jeszcze raz się to powtórzyło. No nie? No to, no mieliśmy troszeczkę stracha, żeśmy nie chcieli tam prowokować losu. Ale jeszcze coś miałem jeszcze powiedzieć. Kurczę, to z tych ciekawego wyleciało mi z głowy.
Momencik. Aaa! I teraz to jeszcze nie. Zaraz, zaraz, zaraz, momencik. Zaraz, zaraz. A już wiem, jeszcze z telewizorem. Miałem ciekawą. Tak ciekawy numer. Ale to też mniej więcej w tych latach. Otóż wracaliśmy z imprezy z żoną. No i po drodze żeśmy się poprzetykali. Nie wiem, o co tam poszło. Przyszliśmy do domu, a mieliśmy taki telewizor Hyundai, dwadzieścia jeden cali. Ona poszła upić kolację do kuchni, a przez ścianę już był ten duży pokój.
Włączam ten Hyundai i proszę pana, wie pan co ja widzę? Widzę, widzę taki... Coś podobnego jak tarczę. Jak księżyc, prawda? Jasny, biały. Biały: ona wypełnia dwie trzecie, dwie trzecie telewizora. W porządku. Dwie trzecie telewizora. Mówię: choroba, coś się popsuło. Ale wie pan, co mnie przeraziło? Otóż na tej tarczy były oczy i takie małe na dole usta. Oczy były takie, takie talarki czarne. No i trochę mniejsze talarki na dole. Takie, takie coś malutkie. No i to, to się tak cholerstwo na mnie zdarzyło. Ja mówię: chodź, coś ci pokażę, kto to jest? No i... Ale że się poprzetykaliśmy, więc nie przyszła.
Włączam, wyłączam. Włączam to samo. No i tak chyba ze trzy razy jest. No i w pewnym momencie żona wchodzi do pokoju. W tym samym momencie jak weszła do pokoju. Pyk! Normalnie. Wiadomości telewizyjne. Ciekawe, prawda?
Czyli tak jakby ten telewizor reagował na obecność pana, a w momencie pojawienia się żony wrócił do normalności. No to właśnie to chciałem powiedzieć. No właśnie. O co chodzi? No i co teraz ciekawe. Otóż-Dokładnie tak, dokładnie tak. Parę dni, kilka tygodni temu obudziłem się w nocy.
Obudziłem się w nocy i przed oczami zobaczyłem takie kółko graniaste. Wysłała-- to znaczy, to wyglądało w ten sposób, że takie jakby wycinanki były, proszę pana, kółko graniaste, wycinanki, ludzików, a z tego środka płynie takie światło.
No i pochwalłem się żonie i na drugi dzień wchodzę w internet, patrzę, wszedłem na profil jakiejś tam dziewczyny, która zajmuje się chyba ezoteryką, bo tam była wymiana zdań i zaciekawiło mnie to. Wszedłem na jej profil, patrzę, to, co widziałem, jest tam przedstawione to samo zdjęcie z tą różnicą, że to, że to, że to jakby to nazwać kółko graniaste lekko się, lekko rotowało, prawda?
No ciekawe, to znaczy, ja miałem wcześniej też takie, takie sytuacje, że widziałem takie po przebudzeniu zaraz pod wnikami- [odgłosy przewijania strony] -takie ruchome, kolorowe filmy, ale to dawno się zdarzało. Dopiero teraz coś takiego się zdarzyło ciekawego. No i tak z grubsza stosuję 10 lat.
A ja tutaj mam jeszcze takie pytanie odnośnie tego, tej obserwacji, tego oka, czy jak to tam nazwać, w sierpniu 93 roku. Tego, tego oka, które się panu nad łóżkiem pokazało. A! Jest to jedna. I dobrze mi pan przypomniał. Otóż otóż a jeszcze właśnie przypomniałem z tym oknem. A widzi pan, dobrze że pan mi przypomniał.
No to mam takie pytanie, czy zaszła może między, między panem a tym okiem jakaś komunikacja, czy dochodziło do jakiejś interakcji w ogóle? Proszę pana, yyy, interakcji nie, nie, nie było. Nic takiego nie było.
Proszę pana, to był hologram. Ale ja panu powiem, o co tu chodzi. I w pewnym momencie-- dobrze mi pan przypomniał, bo to też jest ważne. Otóż, yyy, nie wiem, to było, w którym roku, ja tam mam zapisane w Polskim Radiu. Ja to teraz w kieszeni mam pod ręką chyba gdzieś to zdjęcie, bo trzymam to jak relikwię. Już tu mam. A tu jest dokładnie tak Polskie Radio 97. To jest 18 chyba kwiecień, nie 12 lipiec 97. Tak, sobota.
I proszę pana, to jest Polskie Radio i ja tam się spotkałem, byłem tam w towarzystwie Kazimierza Brzozowskiego i mieliśmy, mieliśmy tam opowiadać te swoje wrażenia. Ale zanim poszliśmy do studia, to byliśmy przebierani. Pan Kazimierz Złotowski podszedł do mnie i mówi: panie Wacławie.
Ja mówię: słucham? Pan to widział i wyjmuje zdjęcie w skali jeden do jednego. To, co widziałem oczywiście w nocy, to ten hologram. Mnie to pokazał. Ja się spojrzałem. Nogi mi się ugięły. Proszę pana, ja to mam przy sobie to zdjęcie. No i, i tym zdjęciem poszedłem do tego pana bioenergoterapeuty.
On wziął do ręki i mówi: Wie pan, to zdjęcie przypomina mi, wibruje tak jak rak. Wie pan, no tak jak choroba rakowa? No tak jak rak. Tyle się dowiedziałem. Czyli mają może jakąś tą jakąś tą wibrację, tą taką może pole siłowe? Nie wiem o co tutaj chodziło. W każdym bądź razie powiedział: Więcej nic na ten temat nie mogę powiedzieć. Coś tak. No to było tyle.
No. Spotkałem, spotkałem dzięki Kazimierzowi Złotowskiemu, to były te czasy, kiedy, kiedy działa jeszcze pan Leśniakiewicz, Rzepecki. Większość z nich nie żyje, a jeszcze działa. Janusz Zagórski, Rzepecki zrezygnował.
No ale to były fajne czasy, takie romantyczne, Fajne, no. No, jeżeli pan kojarzy takie nazwisko Krzysztof Piechota, to on ostatnio chyba wznowił jakoś działalność w internecie. Pojawiła się strona Klubu Kontaktów Kosmicznych, gdzie tam publikują różne swoje archiwa.
Proszę pana, z Piechotą się nie spotkałem, chociaż, chociaż byłem na, w kilku miejscach, na prelekcjach, no, różnych takich sytuacjach ufologicznych. Spotkałem wielu ciekawych ludzi, no, mam nawet, nawet zdjęcia, bo przysyłali je. Także, no utrzymywałem kontakt, to były fajne czasy.
W każdym bądź razie, no jeżeli chodzi o całe te, te zdarzenia, no nie, nie mogę tu nic powiedzieć na temat jakichś, jakichś złych, złych emocji, jakieś traumy, no nic z tych rzeczy. Tylko że to była fajna przygoda. No dlatego powiem panu, że znaleźli się też, znaleźli się też wśród nich ufologi, którzy, którzy uważali, że, że nie wszystko im tu pasuje, że jestem, że, że no, że nie byłem przestraszony, miałem jakiś traum, no.
No ten brak negatywnych wrażeń jakoś tak się wybija na tle innych relacji. A tutaj, a tutaj naprawdę. No jeszcze, jeszcze facet z tą, z tą, z tą kostką na głowie. No to sam. To dla niektórych to, to już jest za dużo.
Może już nie pamiętam nazwiska ufologa, który twierdził, że, że który twierdził. Ostatnio go nie widuję i tam się zapomniałem nazwisko, który stwierdził, że, że ląduje on u nas tylko i wyłącznie.-istoty. No z tym się absolutnie nie zgadzam. Mam kilka, kilka nagrań z Kazimierzem Brzozowskim.
Miałem kiedyś tą kamerę, zepsuła się, ale nagrałem trochę filmów. Mam, mam trochę archiwa. Wracam czasami do tego. No, a proszę pana... Ale to już minęło. Teraz oglądam od czasu do czasu. Od czasu do czasu. Od czasu do czasu oglądam, oglądam w telewizji na YouTubie takie, no i takie ciekawsze, bardziej wymagające myślenia. No tej sieczki to w mediach jest sporo, wie pan, tych fake newsów, no to jest już- Oj, tak.
Prawda? Nie wiadomo, nie wiadomo, czy to fake newsy, czy to nie fake newsy. Teraz jest taka technologia, że... No telewizja Discovery za pośrednictwem swoich tam innych telewizji wpuszcza dosyć sporo takich mocno koloryzowanych dokumentów dotyczących UFO.
Wie pan, taki na przykład przykład z lat dziewięćdziesiątych. Na samym początku pan sobie może przypomina, nie wiem, była taka sytuacja, że jak się mówiło na przykład o implantach, to się śmieli naukowcy, prawda? A kilka lat później zaczęli wsadzać implanty psom, aby ich znaleźć, później krowom, prawda?
Ale z początku oczywiście wyśmiewali ten pomysł, to pamiętam dokładnie. Chciałem dodać, bo to też jest istotna sprawa względem, względem tego UFO, prawda? Na Mazurach, bo to jest istotne i dzięki właśnie tej informacji pan Kazimierz się zainteresował moją personą.
Otóż jak on odleciał, prawda? To proszę pana, było widać, że on tak przeskakuje w prawo, w lewo. To jest takie, takie- Takie jakby zygzaki robił. Dokładnie, dokładnie. Ale to, to zauważyłem, jak już pod kątem już był bardzo daleko. I to jest bardzo ważne, bo to jest takie charakterystyczne w tych pojazdach, o ile się orientuję. Dobrze, opowiem panu taką jeszcze historię. Otóż, bo to była taka sytuacja z tym moim wyskokiem astralnym do UFO, prawda? Jeszcze była taka historia. Też takie to już można, no nie wiem, jak to nazwać OB, prawda? Miałem taki, bo to się to nie jest tak jak niektórzy sobie położą się do łóżka, dajmy na to i mają technikę wychodzenia z ciał. Nie no to jest tutaj jakaś istota, jakiś duch, nie wiem, coś działa na rzecz tego, aby, abym mógł sobie tam gdzieś wyskoczyć. To nie jest tak, że ja tak sobie zażyczyłem, prawda? Po prostu jakoś to się dzieje. Ale to się zrobiło jeszcze dwa razy. Taka, taka pierwsza, pierwszy wyskok. Oczywiście to było już po, po tym, jak się znalazłem na statku UFO, prawda? I później jeszcze miałem takie dwie podobne takie przygody, tylko już nie były związane stricto z UFO, tylko, tylko zaraz Panu opowiem, na czym rzecz polega. Otóż raz miałem taki wyskok, ale to zawsze się działo tak, wieczorem-- było jeszcze ciemno, tak nad ranem się działo i na przykład raz wyskoczyłem i się znalazłem na pokazie mody.
Oczywiście pięknie, wszystko w kolorach, ale prawdopodobnie byłem, byłem w takiej formie obserwatora. Nie wiem, czy posiadałem jakiekolwiek ciało. Nie wiem. W każdym bądź razie byłem obserwatorem. Kolorowy wybieg. Zapamiętałem nawet tą taką modelkę, która była ubrana na żółto, a bocznie miała, bocznie miała szwy nie takie od maszyny, taka jak jest, tylko takim też żółtym rzemieniem plecione. To zapamiętałem.
No i to trwało jakieś tam, powiedzmy kilkanaście, może z pół, z pół minuty, może minutę. No i już zaraz, zaraz znalazłem się w łóżku z powrotem. Ale najciekawsza to była historia, proszę pana, panie Marku, kiedy, kiedy wyskoczyłem z łóżka- znaczy to nie to, że tak wyskoczyłem, po prostu nawet nie znałem tego momentu, kiedy wyskoczyłem i znalazłem się proszę pana, całkiem możliwe, że w alternatywnym świecie.
Dlaczego tak myślę? Znalazłem się w jakiejś pięknej willi. Stałem na szczycie, to nie wiadomo, czy to można nazwać willą, czy pałacem. Nie wiem. W każdym bądź razie z mojej lewej i prawej strony były takie, jakby to powiedzieć, poręcze. Nie wiem, jak to się nazywa. Takie balustrady marmurowe. Marmur był koloru piękny marmur, szerokie schody jak w pałacu, prawie, takie można powiedzieć, na szerokość co najmniej 2 metrów.
Po prawej, po drugiej takie balustrady na wysokości, czyja wiem, na jakieś 60 centymetrów. Z takimi płaszczyznami do... Ja wiem? Jakby to powiedzieć, 40, 50 centymetrów. I co, jakieś 60 centymetrów po jednej i po drugiej stronie były takie lampiony białe, na takich cienkich nóżkach, co jakieś 60 centymetrów, może trochę więcej.
I one były tak-- przypominały mi, proszę pana, konwalie. Oczywiście nie były takie podobne do konwalii, ale ich kształt względem tej krzywizny. Powiem panu, że ta cała atmosfera, co tam była, to była taka nieziemska, Dobry wieczór.
No wibrowała jakąś miłością. No trudno mi to wyrazić takim ludzkim językiem. Ale odnosił pan wrażenie, że to jest jakieś takie fizyczne miejsce, czy bardziej coś takiego na poły niematerialnego? Ja panu coś powiem. Ja przeczytałem od tej, od tej pory trochę literatury na ten temat i jestem skłonny, Jestem skłonny powiedzieć, że ludzka, ludzka osobowość, ludzki duch potrafi się w jakiś sposób dublować. Jakby to powiedzieć, że na przykład część pana, powiedzmy, jest jedna istota, ale część, na przykład pańskiej istoty, znajduje się w tej chwili na Ziemi, a druga część znajduje się w innym, alternatywnym świecie.
No mówi się, że my równolegle istniejemy na kilku różnych płaszczyznach. Także też niektóre metody, niektóre metody na wychodzenie z ciała OP też zakładają jakby nie wychodzenie, takie stricte wychodzenie, tylko jakby przełączanie swojego skupienia z jednego ciała na inne.
Tak, to jakaś rozdwojona ta jaźń, wie pan, to znaczy, że mieszkam, załóżmy, tu jest na ziemi i tam, dlatego że ja tam czułem się jak w jakiś sposób właścicielem, wie pan, także to było naprawdę. Ale w ogóle ta cała atmosfera, ta oprawa i co mnie jeszcze zdziwiło, że to było przecież w latach dziewięćdziesiątych. Nawet dzisiaj, patrząc po tych marketach, po tych także tak się nieładnie o tych, o tych oszołomach, gdzie sprzedają te, te lampiony, bo są takie stoiska, proszę pana. No nie ma, nie ma czegoś, nie ma czegoś takiego. Nie widziałem, czego tam wie pan, zawsze jest miejsce na te, na te pokrętła, wie pan te, te zgrubienia, a tam nie tam było. Po prostu to Wszystko pięknie przechodziło przez przechodziło płynnie do, do tego klosza, do takiej bombki. Wie pan, jak wygląda, jak wygląda, jak wygląda konwalia? Jedna strona jest wyżej, druga jest niżej. Tylko nie było tego pokrętła.
To się pięknie wkomponowało w ten, no w tą część. Takie idealne połączenie bez widocznych tam jakichś śladów. Dlatego, dlatego wiedziałem, że to jest w ogóle inne, inne, inne w ogóle miejsce. No nie było takiej technologii, wie pan, że.
Bo teraz jeszcze może chyba można by było, można by było gdzieś znaleźć taką, takie specjalne, na przykład jakieś klosze, żarówki, że się wciska, wie pan, może coś takiego jest? No ale to były lata dziewięćdziesiąte, także to nie mogło to być technologicznie, no, zrobione. No tak mi się wydaje. No nie widziałem w każdym bądź razie w sklepach czegoś takiego, nawet i w tej chwili czegoś takiego nie ma. No to zrobiło na mnie naprawdę cholerne wrażenie i o tym całkiem zapomniałem, żeby powiedzieć No to, to dość.
A mam takie pytanie, czy próbował pan to może jakoś analizować to zdarzenie, to swoje wyjście z ciała pod kątem jakichś pojawiających się może zauważonych symboli? Nie, nie. To znaczy co pan ma na myśli, mówiąc symbole?
No jakieś takie coś, coś, co przykuło pana uwagę. I później jakaś jakaś taka próba analizy, analizy, co to coś może oznaczać? Proszę pana, mm, ja jak coś takiego, jak coś takiego by się wydarzyło, to ja poproszę pana przecież ja przez, przez, przez te wszystkie lata, to zanim, zanim poszedłem spać, to ja o tym myślałem. Wie pan, o tym tak mówię. Po prostu cały czas mi to siedziało w głowie. Nie, to nie jest, nie było to jakieś traumatyczne przeżycie, a nawet powiem panu, no też nie mogę powiedzieć, że to był szok.
Wie pan, dla mnie to, to pojęcie, ten termin jest nadużywany. Tak jeszcze tak mówiąc na marginesie, no bo dla mnie szok dla człowieka to jest wtedy, kiedy na przykład wypadnie z dwunastego piętra i przeżyje, bo wpadnie w pryzmę, dał im, dajmy na to, śniegu i przeżyje, albo na przykład na oczach rodzica ginie rodzina. Wie pan, to można przeżyć szok.
Dlatego moim zdaniem, no to było raczej zdumienie, yy, jakieś no zdenerwowanie jakieś, ale, ale na pewno, na pewno nie szok. No przeżyłem to jakoś, jakoś na inny sposób. To było dla mnie przede wszystkim, no byłem zdumiony czymś takim, czy czymś, z czym się po raz pierwszy spotykam.
No a tak znowu mi się przypomniało. Jeżeliby tak w ogóle jeszcze wrócić do tego momentu, kiedy miałem około dziesięciu lat, prawda? Pamięta pan to? No zacząłem od tego. No proszę pana, w tym okresie coś mnie uwierało w gardle.
Kiedyś te kibelki były takie, że nie leciało od razu do dziury. Tylko to był chyba ten warszawski. Być może, nie wiem, jak to się nazywało. I proszę pana, dostałem jakiegoś nagle kaszlu i poszedłem do kibelka i coś mi się oderwało przegrody nosowej. I proszę pana, dzisiaj to bym to wyrjął. Ja się temu przyglądałem, bo było to tak dziwne. Dzisiaj pomyślałem, że to mógł być implant, nie pan, wtedy- To było przed tym, przed tą obserwacją tego bedroom visitors, czy, czy, czy już po.
Tego faceta? To było, to było mniej więcej w tym czasie, ale chyba po tym. I proszę pana, wyplułem i patrzyłem na to chyba z pięć minut zanim spuściłem wodę. A wyglądało to tak.Dokładnie tak, tak. Miało średnicę, miało-- to było takie sferyczne, koloru kości słoniowej, lekko wydłużone, lekko.
Natomiast z jednej strony miało takie ząbki, proszę pana, tak jakby, może nie przystawki, ale takie ząbki z jednej strony. Dzisiaj to bym wydłubał i dałbym, dałbym pod mikroskop, bo taka, taki, takie doda-- taka dodatkowa historia, która się łączy właśnie z tym okresem. A tak generalnie, generalnie no to ja już tak sobie za bardzo nie kojarzę jakichś, jakichś innych takich yaay. A jeszcze wie pan, jeszcze, bo to jest paranormalion. To już nie dotyczy w ogóle spraw ufologicznych.
Byłem kiedyś w latach, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych z córką na-- malutką córką takim składaczku w Parku Saskim. No i leci do nas taka stara, taka stara Cyganka. Sekunduje jej taka młoda Cyganka. Żona widzi, że się coś święci.
No to w długą, bo ona nie lubi takich spraw. No i ja takich, ja z kolei nie pamiętam nigdy. Zobaczymy, co się z tego wykręci, że tak mówiąc kolokwialnie. Usiadłem na-- i to dobrze zrobiłem, bo usiadłem na ławce. No i ona mówi tak: wyczuła, że mam parę złotych, no bo Cyganka. Ale za dużo, za dużo nie miałem. W każdym bądź razie mówi tak: "Powróżę ci, daj tu parę złotych". No akurat miałem przy sobie, no na dzisiaj powiedzmy dziesięć złotych.
Dałem jej te dziesięć złotych. I ona mówi: "Powróżę ci". Ja mówię: "Dobra, dobra". No tam opowiada, że tu miała wypadek. No to się zgadza. Eee, no ale mówi tak, bo teraz powiem ci po imionach. Ty masz rodzinę. Ja mówię: "No, mam rodzinę, tak jak większość naszych". No tak. No ale jak zaczęła mówić po imionach, proszę pana.
No to dobrze, że siedziałem. Ale jeszcze była taka sytuacja, że moja przyrodnia siostra mieszkała wtedy, no już teraz nie żyje. Umarła na raka bidula, no ale między innymi przez palenie papierosów. Ale to nie o to chodzi w tej chwili. I mówi: "Tak, masz, masz, masz kogoś bliskiego, jest za granicą". No to zaraz sobie pomyślałem o siostrze. Ma na imię Helena. No i dobrze, że usiadłem na ławce, bo mi się nogi ponownie ugięły i proszę pana, no i przekazałem, przekazałem, a że, a że, że wyczuła, że już kasy w kieszeni nie mam, więc momentalnie podniosła je i poszła.
Także... No nie wiem, jak one zdobywają ten, te informacje z przestrzeni, no ale miało to miejsce. No byłem, byłem, no przez cały dzień zdenerwowany [śmiech], że tak się wyrażę. No pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, no a później jakoś to się z tymi przygodami, przygodami różnymi zaczęło się wydarzać. Ale ja opowiedziałem to panu. Tak wygląda, jakby tego dużo było w moim życiu. Nie, ja to, to Wszystko skompresowałem, skompresowałem do kupy i to tak może wyglądać, ale tak naprawdę to w moim życiu, jeżeli chodzi o sprawy paranormalne, to tam specjalnie dużo nie było, tylko tyle, co panu opowiedziałem na przykład, na przykład, ale jeżeli ma coś się złego wydarzyć, załóżmy, śnią mi się zęby, no to wiadomo, będzie jakiś problem, prawda? Finansowy czy coś w tym rodzaju. Brudna woda? No to wiadomo, jest jakiś, na pewno będzie jakiś problem dzisiaj czy jutro. I to się wszystko u mnie sprawdza. No na przykład, ale już nie będę mówił, co mi się dzisiaj śniło, dlatego już zostawmy to. W każdym bądź razie, w każdym bądź razie, jeżeli to jest możliwe, to chciałem pozdrowić wszystkich. Jeżeli ktoś będzie mnie słuchał, pan puści to na antenie, to chciałem pozdrowić wszystkich, z którymi się zetknąłem w Białej Podlaskiej. Chciałem pozdrowić żyjących ufologów [śmiech] no i koledzy, z którymi się raz na jakiś czas tam odzywam telefonicznie od wielkiego dzwonu.
No i tyle. Ja mam takie jeszcze pytanie odnośnie tego zdarzenia, tego co tam pan wypluł. Czy odczuwa pan może jeszcze jakieś inne fizyczne dolegliwości? Nie wiem, jakieś dziwne odczucia, czy tylko to coś w gardle?
Nie, nie nie. Byłem zdrowym chłopakiem. Nic mi nie dolegało. Nie miałem żadnych spraw. Nie, absolutnie nic, nic. Czyli na tym wypluciu tego obiektu cała sprawa, że tak powiem, się skończyła? Tak, tak, dokładnie.
Tak sobie przypomniałem pewną rzecz, proszę pana. Więc wie pan, bo to się człowiekowi tak klapki otwierają, mózg, mózgam. Pan pracuje pod tym kątem, jak człowiek myśli na ten temat. No więc tam mam takie kilka wątków, dosłownie tak w kwestii uzupełnienia tego materiału, który panu podałem. Więc taki pierwszy to taki już, bo chodzi o-- w zasadzie podałem panu taki jeden sen, który mi się przyśnił. Był dość ciekawy, jak pan pamięta. Natomiast są jeszcze tam jeszcze chyba dwa albo trzy. Tu coś zapisałem. No i jest na przykład coś takiego jak taka dziwna sytuacja, ale to już-Yyy, w takiej formie materialnej. To było tak ze dwadzieścia parę lat temu. Może, może nawet, może jeszcze wcześniej, może ze trzydzieści lat temu, wie pan. Jechałem z żoną, maluchem. No i, yy, jechała, znaczy, nierozważnie tam skręciła w lewo troszeczkę i tarisiarz się zdenerwował z tyłu. Ale to tak strasznie. [chrząka] No oczywiście tam machnęła światłami, przeprosiła, ale, ale był taki zawzięty, że, że chciał nam włomotać. No więc, yy, yy, wyprzedził nas swoją bryką. Zatrzymaliśmy się, wyskoczył, żeby nam przeładować. No ale jak? Ale, no, jeśli ja należę do takich przeciętnych ludzi, wie pan, w swojej posturze. Wyskoczył z łapami do mnie, popatrzył na mnie i jakby go coś wywaliło do tyłu, wie pan? Nie wiem, co się stało, jak zobaczył [śmiech].
Kurczę, no ja wiem, co mógł zobaczyć? No, wystraszył się czegoś. No, w każdym bądź razie. No, pamiętam to do dzisiaj, tą sytuację. Taka była napięta, ale z drugiej strony, no taka dziwna to jest raz. Na przykład, ale wrócę do tych snów, bo to jest właśnie ciekawe.
On troszeczkę trąca o Mudego bodajże, wie pan, no ten to mówi- No tak, to z doświadczenia z pogranicza śmierci i tak dalej, tego typu rzeczy, no tak Prawda? Ale to się zdarzyło trochę wcześniej niż ten Mudy tam, powiedzmy, opisywał te swoje, te swoje przypadki. Otóż ja byłem młodym chłopakiem, to miałem taką sytuację. W nocy śniło mi się, proszę pana, śniła mi się taka. Oczywiście to było, rozgrywała się akcja w kosmosie. Ja byłem zawieszony, w jakimś tam punkcie i obserwowałem. Obserwowałem taką masę, ale pod sobą taką masę ludzi przemierzającą przestrzeń. To znaczy jedni w prawo, drudzy w lewo.
To było takie, trudno mnie to określić, ale takie jakieś zatrważające tej swojej wymowie, w tym swoim obrazie, w swoim przekazie. I później, jak przeczytałem Mudego, Mudego, być może ktoś inny o tym nie pisał, bo ja Mudego czytałem już ładnych, ładnych parę lat temu i nie wiem, którą książkę czytałem i sobie skojarzyłem właśnie ten sen, proszę pana.
No to akurat o tego typu obserwacjach sporo osób, sporo tam zgłębiaczy nieznanego pisało Raymond Moody, Robert Monroe, Bruce Wayne- Ale później mi się skojarzyło, jak przeczytałem tą z tym moim snem sprzed lat. To jest to nie to, że to mi się skojarzyło, bo to znaczy, że najpierw przeczytałem, a później mi się coś przyśniło. Nie było odwrotnie. Natomiast następna historia taka, na przykład miałem taki sen. No tak, takie, takie, takie krótkie wątki. Na przykład miałem taką, taką sytuację.
Jak byłem dzieckiem, to jeździłem, jechałem z ojcem z jednego miejsca Warszawy do drugiego. No i miałem taką nawet tę chorobę lokomocyjną pamiętam. I, yy, kiedy jeździłem w nocy, to były takie lampy zapalone, to było chyba na Mokotowie, czy tam gdzieś dalej, w miejscu gdzieś mniej więcej te lampy, jak się zjeżdżało, w tym tam koło Belwederu. No nie wiem, już nie pamiętam dosłownie. W każdym bądź razie te lampy zapalone i to mi się bardzo skojarzyło później z takim snem, taką aleją gwiazd, wie pan, takie jak śpiewała ta sościska, prawda? I właśnie przymierzanie, przymierzanie między, między gwiazdami mojej osoby, to właśnie bardzo mi się utkwiło w tym, tym i nawet, nawet przy takich sytuacjach, gdzie były, były kiedyś takie w miastach organizowane miejsca zabaw, prawda? Na wolnym powietrzu, gdzie były zawieszone lampiony, to takie, takie było jakby uderzenie w splot słoneczny, że chorobcia, ja już to gdzieś widziałem, ale, ale nie tu, tylko tam gdzieś w szerszym, większym wymiarze.
No i na przykład- Czekaj, trochę jak Bederowi? Tak, tak tak tak tak. Ale to trudno mi opowiedzieć takim ludzkim językiem. Przełożyć to na, yy, na tak bardziej zrozumiale, prawda? No. Brakuje pewnych pojęć, pewnej terminologii, żeby to jakoś ująć tak bardziej zrozumiale. No i miałem jeszcze coś takiego. A jeszcze takie dwa wątki.
Jeden to jest taki, że jestem gdzieś zawieszony na jakieś tam, znaczy nie zawieszony, tylko jestem na jakimś miejscu. Mam grunt pod nogami, tylko że to jest nawet spory obszar, tak jakby dryfująca, dryfująca, proszę pana. Ale to ja mówię cały czas o snach. Dryfująca, taka, taka spora połać ziemi, na której są zabudowania. Oczywiście to jest mrok, półmrok. Ale co ciekawe, że w takich sytuacjach zawsze przy mnie stała jakaś postać, jakiś raczej męski.
Raczej to był płci męskiej człowiek.No starsza osoba. Oczywiście ja byłem oczywiście wtedy dzieckiem, no tak jakby Coś jakby przewodnik. Jakby przewodnik właśnie. I to w takich snach. To jeszcze kilka razy, bo wiele razy było coś takiego, że zawsze się pałętała przy mnie jakby osoba towarzysząca. Nie tą z twarzy, nie, nie było tam jakieś, nie zwracałem uwagi na jego twarz. Na, kim on jest? No była przy mnie tak jak teraz. Tak sobie kombinuję, że mogła to być osoba taka, taki jakby anioł stróż. No powiedzmy. Następny wątek, proszę pana, to jest następna, następna historia.
Krótka, to jest taka jak, tutaj zapisałem właśnie, żeby nie zleciała mi. Na przykład śni mi się coś takiego, że stoję na takiej górze. No, no jak jakiś wzniesieniu, dajmy na to ciągle to się rozgrywa w takiej sytuacji raczej nocnej, prawda? No i widzę w perspektywie takie latające kule, spore kule, ale w odległości kilku kilometrów. Jedna z nich się zbliża.
Ludzie zaczynają uciekać. No ja z ciekawością, no też się martwię, też się boję w tym śnie oczywiście, ale idę w tym kierunku, bo ciekawość jednak jest silniejsza od, od strachu. I wyczuwam, wyczuwam w tych, w tych kulach wyczuwam, jakby to powiedzieć.
Szukam, szukam, szukam odpowiedniego terminu. No jest taka groza, tam groza. Tak, wyczuwam grozę z tych obiektów taką. Ale, ale wiedziałem, że nie będę miał z ich strony jakiejś krzywdy. Nie wyrządzą mi jakiejś krzywdy.
No ale, ale jednak tą grozę- Z jednej strony się pan tych obiektów jakby bał, a z drugiej strony miał pan świadomość, że nic z ich strony panu nie grozi, tak? Że krzywdy nie zrobią. Ale, ale waliło, mówiąc kolokwialnie, grozą wyczuwalną, grożą, prawda?
Taką atmosferę wokół siebie jakby roztaczały Tak, takiej grozy. To było. No i jeszcze jeden taki na zakończenie. No mam nadzieję, żebyśmy się więcej nie... Ja to tak traktuję jako, jako taką spowiedź, żeby to, żeby to mi się tak wie pan, to mi się przykleiło tak do, do mojej osoby, do mojej psychiki to wszystko. Chciałbym to wszystko tak jakoś zrzucić, tak? Wie pan, już mam tego dosyć, bo cały czas, wie pan, tak jakoś mnie jakoś mnie oblepiło te, te wszystkie takie sytuacje. Chociaż to, jak powiedziałem wcześniej, to tak skompresowało się tak w tej mojej opowieści, bo to się działo na przestrzeni wielu lat, także to nie to, że tam się ciągle mi się takie coś przydarza, prawda?
I jeszcze jedno takie, a ja jeszcze coś mi się przypomniało. Właśnie, jak byłem takim młodziutkim człowiekiem. Ile ja mogłem mieć przed tym lat? Powiedzmy dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć? No ale nieważne, mniejsze plus minus.
Wcześniej zmarła babcia, w siedemdziesiątym bodajże czwartym tak, siedemdziesiątym czwartym babcia mi zmarła i ona miała, wtedy jak wyparła to miała sześćdziesiąt dziewięć lat. Ja ją zawsze pamiętałem jako starszą panią, prawda?
Ja-- ona w pewnym momencie przyszła do mnie w śnie, była to była dziewczyna taka niezła, mówiąc tak po naszemu, tak, tak, potocznie taka niezła szprycha, bardzo ładna dziewczyna, bardzo ładna dziewczyna. Mogła mieć wtedy, ja wiem ile? Z osiemnaście, dziewiętnaście lat.
Z taką, miała taką koszulkę niebieską, podobno taką jak moja żona. Kiedyś mi nosiła taką, taką bufiaste, bufiaste takie, miejsca. Nie znam się na tych rzeczach. Taka, garsonka, koszula taka, taka bufiasta, krótka. No i oczywiście dżinsy, dżinsy obwisłe, pokazujące jej taką fajną, fajną, taką figurę. Miała z osiemnaście, dziewiętnaście lat. No, piękna dziewczyna i wiedziałem, że to jest moja babcia. To jest ciekawe, nie? Ja ją zawsze pamiętam.
Widziałem zawsze ze zdjęć, na bieżąco, jako, jako, jako zmęczoną życiem, steraną kobietę. A tu widzę ją osiemnasto, osiemnastoletnią, dziewiętnastoletnią, zgrabną, ładną, uśmiechniętą dziewczyną witającą mnie i to zapamiętałem do dzisiaj. No i tak na zakończenie jeszcze mi się przypomniało. Taką niedawno miałem, taki sen parę lat temu. Otóż takie pływające osiedle, to znaczy takie osiedle, które taka jakby powiedzmy, dzielnica, gdzie są domki jednorodzinne, takie typowe, nie wiejskie, nie miejskie, takie willowe, prawda? I to rozgraniczone ulicami, gdzie zamiast powiedzmy, takiej zwykłej drogi asfaltowej była przestrzeń, pod którą było normalnie było widać kosmos, prawda? Dookoła. I to było wszystko takie zawieszone. A ja sobie tak między tymi, między tymi, między tymi domami sobie hasałem jako świadomość, no powiedzmy, no i to tak by było tyle.
Powiem panu- Tak mi się skojarzyło jak pan opowiadał ten sen o tej babci, to mi się skojarzyło z relacjami, chociażby z audycji "Mówią Świadkowie". Była taka relacja niedawno-Eee, gdzie we śnie po prostu jednej naszej słuchaczce ukazała się jej znajoma, która zmarła rok wcześniej. No i w tym śnie pokazała się jakoś tak dwadzieścia lat młodsza. Nie wiem, czy pan słuchał tego odcinka.
Nie, nie, nie, nie, nie, nie. No to polecam. W takim razie moja babcia przebiła, bo jak umarła, to miała powiedzmy tam prawie siedemdziesiąt lat, sześćdziesiąt dziewięć, a tutaj miała, wyglądała na jakieś osiemnaście, dwadzieścia lat.
O matko, pięćdziesiąt lat się cofnąć to jest niezły wyczyn. No, no, no ale, ale to jest ciekawe, że ja ją w ogóle poznałem, że to jest kochana babciu, [śmiech] no bo jakby było tam dwadzieścia, to jeszcze wie pan, no to, to jeszcze, jeszcze bym kojarzył, powiedzmy, patrząc miarą tą ziemską, prawda? A tutaj nagle jest taka przepaść, przepaść prawie pięćdziesioletnia. I ja podchodzę i mówię babciu kochana, nie? [śmiech] Podobne, podobne też historie opisuje choćby Robert Monroe w pierwszej swojej książce Podróże poza ciałem.
Tam jest taki wątek, że on wyszedł z ciała, opuścił ciało i zamarzył sobie, żeby spotkać się z jakimś tam swoim przyjacielem. I się okazało, że tego przyjaciela na początku nie rozpoznał. No, ale po jakimś czasie widzi jakąś postać tam jakiś facet sobie dyskutuje z innymi facetami i nagle tak zaczęli na siebie patrzeć i się i się zorientował, że to jest ten jego przyjaciel, tylko no taki sporo, sporo młodszy. Ja też miałem coś takiego kiedyś, niedawno z moją taką przewcześnie zmarłą przyjaciółką. Zmarła niestety w wieku osiemnastu lat i miałem taki sen.
Taka gromadka dzieci, jakby jakiś karnawał. Dzieci, powiedzmy na oko ośmio siedmioletnie może. No i widzę, rozpoznaję tą moją przyjaciółkę i za chwilę jakby sceneria się zmienia. Jestem w tym samym miejscu, tylko dzieci troszkę już starsze.
Właściwie to już młodzież i też w tym samym miejscu zobaczyłem tę samą przyjaciółkę, tylko już też oczywiście starszą. No właśnie. [śmiech] I to są takie sny, przy których człowiek po prostu jedyne co potrafi skomentować, to aha.
No właśnie, ale właśnie to jest ciekawe, że niektóre, niektóre sny są takie, proszę pana, tak jak mi się kiedyś tam śniła wieża Babel, załóżmy. No śniło mi się, że jestem na jakimś piętrze i wiem, że to jest wieża Babel. Pode mną hasają Murzyni, na górze, na górze, dajmy na to, Żydzi. A jeszcze wyżej wiem, że ktoś jeszcze tam jest [śmiech] Proszę pana, no, no niektóre. Nieraz człowiek, jak jest przemęczony, tylko wie pan- Taki trochę rasistowski sen Żydzi nad Murzynami.
Ale proszę pana, ale nieraz to jest tak, że no nieraz to taki człowiek, jak jest zmęczony, to, to ludzki komputer potrafi prawić różne cuda. Ale na przykład są-- miałem sny, które, które, proszę pana, no nie można byłoby wytłumaczyć, że to jest jakieś, jakieś fantazjowanie naszego ludzkiego komputera, mózgu. Bo proszę pana, bo ma swoją spójną, taką jakąś logiczną, no, konstrukcję myślową, prawda? Na przykład jeszcze wcześniej panu opowiadałem, ale na przykład było coś takiego, jak ja kiedyś chodziłem do przedszkola, no to była, to był, to były lata pięćdziesiąte, powiedzmy tam wczesne pięćdziesiąte.
Pamiętam, miałem tam pięć lat czy tam gdzieś powiedzmy około pięciu lat i chodziłem takie przedszkole, gdzie klocki były, proszę pana, drewniane, bo to było już, to było niewiele tak lat po wojnie, nie było jeszcze tego tak przemysłu. I te klocki były drewniane, toczone, drewniane, tylko polakierowane, prawda? I powiedzmy, miałem taki sen później jako chłopca, pamiętam to, bo wydał mi się dziwny, bo bawiłem się klockami bardzo kolorowymi.
To wtedy, to wtedy nie miało miejsca. No żeby, żeby na przykład w sprzedaży wtedy, za socjalizmu nawet te, te wszystkie te zabawki to były takie w ogóle szare, prawda? Wszystkie. Natomiast tam bawiłem się z dzieciakami, klockami pięknie kolorowymi. To jest takie, takie, takie było dla mnie bardzo zastanawiające. No tam miałem te, miałem te, te zabawki takie kolorowe, takie przedziwne, kolorowe. Natomiast, natomiast pamiętam te czasy, kiedy się bawiłem tymi klockami. Były takie, takie zwykłe, szare, ale były przyjemne, bo były drewniane. A teraz mamy te plastiki, prawda? Kolorowe, różne kolory, takie, owakie, siakie, przepych tych kolorów.
Natomiast wtedy to były takie czasy takiej szarości. No ale ja myślę, że nawet i w takich, w tamtych czasach, jak człowiek się bawił, to miał, to pobudzał wyobraźnię, prawda? Zamiast samochodu to miał drut, fajerkę i udawał, że jedzie samochodem, prawda? Także ja nie wiem, czy to nawet nie, nie było lepsze dla umysłu niż obecne te zabawki, prawda?
No człowiek bardziej musiał tą wyobraźnię uruchomić. Jest wszystko na miejscu, prawda? No tak. W zależności od zamożności tego... W każdym kiosku można kupić kolorowe w tej chwili za grosze nawet zabawki, no.
No, można nawet zabawkę wydrukować na drukarce 3D. Dokładnie, dokładnie. Także wie pan, no, mam nadzieję, że już mi się więcej nic nie przypomni. W każdym bądź razie, no najbardziej w zasadzie z tych wszystkich, z tych wszystkich to mi się najbardziej, najbardziej uderzające było, co panu powiedziałem, no to właśnie ta przestrzeń, ta przestrzeń, proszę pana.I jak ci tam ci ludzie tam sobie wędrowali. No dla mnie to było nooo zdumiewające. Może nie przerażające, ale takie zdumiewające. No i tak oglądając z pewnej perspektywy, bo tam, no jak tak w przestrzeni kosmicznej to nie ma pojęcia góra dół daj powiedzmy, prawda? Ale punkt odniesienia tam, gdzie ja byłem załóżmy pode mną, pode mną, prawda? Takie tumany tych ludzi przemieszczających się gdzieś w przestrzeni. No takie dziwne w ogóle takie rojenia umysłu [śmiech] Ale jak skonfrontowałem to, to znaczy skonfrontowałem, jak to przeczytałem, przeczytałem bodajże Mood'ego, no nie chciałbym skłamać. No to, to tak sobie skojarzyłem ten mój sen. No, czyli że jak w jakiś sposób się to pokrywa, prawda?
Z faktami. No tych tumanych ludzi, to ja panu powiem, że też podróżnicy poza ciałem często w swoich książkach wspominają. No i słyszałem też taki opis od fizyka z NASA. Nie wiem, czy pan kojarzy takie nazwisko Tom Campbell. On był niedawno w Polsce, a w 2018 roku i też podczas sympozjum w Krakowie o czymś takim wspominał. Było takie sympozjum o meandrach świadomości i tego typu rzeczach. No i on po prostu ze sceny też wspominał, że coś takiego obserwował.
Czyli coś tam jest na rzeczy. Czyli jednak jest. Tam przemieszczają, tułają się te, te istoty prawda? Tylko że, tylko że no ja obserwowałem, to nie wiem, jak on to opisywał dokładnie, ale no formy ludzkie w każdym bądź razie, no człekopodobne tam się tam przewijały.
No też o takich wspomnieniach, o takich formach, formach ludzkich, postaciach ludzkich przechodzących z jednej strony na drugą też, też w taki sposób to opisują. No ale wie pan, jeszcze na mnie, na mnie duże wrażenie jeszcze, jeżeli chodzi o te sny. Wie pan, to mnie naprawdę to... A jeszcze właśnie te, te kule, które tam, o które panu opisywałem, to one, to one wydawały taki dźwięk. Ale to nie był dźwięk. Wie pan, to jest tak, jakby jakby, jakby w uszach był magnes i, i gdzieś niedaleko był drugi magnes, który, który przyciąga.
Nie potrafię tego powiedzieć. Wie pan, to mi jest trudno powiedzieć takie łołł, coś takiego, takie, takie, taki dźwięk. Ale to nie dźwięk, no to takie magnetyczne dźwięk jakiś taki wie pan Łoł. Jak się zbliżało to do mnie i oddalało się, wydawało taki dźwięk. No i takie wiało to grozą od tego, wie pan? To, to, to się, tego się, tego się nie zapomina.
No ale na szczęście to wszystko, to Wszystko mniej więcej z grubsza co się działo, to to trwało cztery, pięć lat. Wie pan, to się wszystko uspokoiło. Także to było na przestrzeni tych, tych czterech, pięciu lat, to się wydarzyło. No i jeszcze tam panu wcześniej opisywałem tą dziewczynę, tak?
Która, która tam widziała, którą tam taka siła wyrzuciła, wyrzuciła pod sufit. Może pan pamięta niedawno to panu mówiłem. No to teraz ktoś zamieścił na Facebooku właśnie tą opowieść, którą nomen omen, co panu opowiadałem, nie?
[śmiech] No przeczytałem, no i podpisałem się, że, że właśnie znałem tą osobę, tą osobę osobiście, że tak się wyrażę. No i to by było tyle. I to już wszystkie historie, jakimi podzielił się z Radiem Paranormalium nasz słuchacz z okolic Szczytna. Osoby interesujące się ufologią zapewne bardzo ucieszy fakt, iż w kolejnych odcinkach również nie zabraknie relacji o obserwacjach UFO. Wysłuchaliście Państwo szesnastego odcinka podcastu mówią Świadkowie. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium.
Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnym odcinku. No i oczywiście w imieniu swoim oraz całej ekipy Radia Paranormalium pragnę życzyć Państwu, w trudnej dla nas wszystkich sytuacji epidemicznej dużo odporności i wytrwałości. No i oczywiście tego, aby ta sytuacja jak najszybciej wreszcie się skończyła. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 80 02. 3608 80 02. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/uokośnikRadioParanormalium.
Czekamy także na Państwa i maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych.
Prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.