Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” – o książkach do czytania i do rozmawiania. Pozwolę sobie dzisiejsze „Bibliotekarium” zacząć dosyć chyba skutecznym w obecnych czasach tekstem na podryw: „Pst! Hej, mała! Mam srajtaśmę, dużo srajtaśmy i innych podcierajek, i zupki chińskie i dużo makaronu. No to co? Przyjdziesz do mnie? Posłuchamy sobie razem »Bibliotekarium«?” Zaczynamy. Dosłownie przed chwilą, z tego, co tutaj widzę, ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego na terenie całego kraju. Dużo ograniczeń, ale myślę, że te ograniczenia w żadnym stopniu nie przeszkodzą wam w słuchaniu naszej dzisiejszej audycji. I oczywiście w dzwonieniu.
Mamy taką nadzieję, że pokusicie się również o chwycenie za telefon i wykonanie telefonu, zadzwonienie na antenę i wzięcie udziału w dyskusji oczywiście. Rozpoczynamy dzisiejsze „Bibliotekarium” na żywo, 13 marca roku pańskiego 2020. Dzisiaj punktem wyjścia do dyskusji będą dwie książki Tadeusza Markowskiego zatytułowane: „Mutanci” i „Umrzeć, by nie zginąć”. Stanowią one swego rodzaju odpowiedź polskiej fantastyki naukowej na amerykańskich superbohaterów. Nasi mutanci bowiem również dysponują nadprzyrodzonymi zdolnościami. Tym razem jest to jednak fantastyka naukowa w wydaniu dużo bardziej twardym od amerykańskiego. Ale zanim przejdziemy do tematu przewodniego, czyli do dzisiejszych dwóch książek, podam kontakty do Radia Paranormalium. Po tej stronie Marek Sęk „Ivellios”. Będę kręcił oczywiście jak zawsze gałeczkami i sterował naszym niezawodnym smartfonem radiowym. Będę także przekazywał komentarze z czata, a numery telefonów do Radia Paranormalium to jak zawsze: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl.
Czekamy także na wasze komentarze na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc teraz czas na całkiem zdrowe i tradycyjne halo, halo Bydgoszcz! Po naszej drugiej stronie połączenia internetowego czekają już na nas oczywiście Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz.
[03:28] - Halo, halo.
[03:29] - Kłaniamy się.
[03:30] - Tak, jeszcze zdrowi. Nie ma, proszę państwa, co żartować. Tak sobie pomyślałem całkiem niedawno o tym, że jakby mi ktoś opowiedział to, co się teraz dzieje jeszcze kilka lat temu, to bym powiedział, że właśnie jest w trakcie pisania jakiejś powieści katastroficznej. Horroru nie, ale jakiejś katastroficznej wizji. Może jeszcze nie jest to katastroficzna wizja na miarę „Bastionu” Kinga, ale jednak. Wiecie państwo, nigdy w życiu nie przypuszczałem, że czegoś takiego doświadczę. Ktoś już powiedział o tym, że właściwie to, co teraz przeżywamy, to jest doświadczenie pokoleniowe, które zostanie z nami na bardzo, bardzo długo. Nie wiem oczywiście, jak będzie, bo lata obcowania z fantastyką i z fantastyką naukową nauczyły niejednego, że wszystko, co nam się roi w głowie i myślimy, że coś przewidzieliśmy, to się później okazuje, że to były nieporadne gdybania i zupełnie inaczej to wygląda.
[04:45] - Doświadczenie może pokoleniowe, ale to wszystko się rozkręca. Tuż przed audycją, kiedy żeśmy sobie z Ivelliosem dyskutowali na marginesie tych wszystkich tematów, o których Marek mówi, to pojawiła nam się taka koncepcja, że oczywiście w tej chwili taki wirus groźny... Zwróćcie uwagę na efekt. Otóż on nie jest groźny, dopóki jest poza nami. Tak samo jak wirus komputerowy. Jak jest w systemie czy w komputerze, to właściwie to mi wisi, ale już niedługo, bardzo niedługo, kiedy będziemy wszyscy mieli chipy podkręcone w czaszkę, a przynajmniej blisko okolic mózgu na pewno, a przynajmniej układu nerwowego, to wtedy te same wirusy, które w tej chwili są obojętne i gdzieś tam błądzą, coś tam robią, można sobie antywirusa włączyć i on tam wyczyści tego, one się nagle znajdą w nas i staną się tak samo groźne, a przynajmniej wrażenie będziemy mieli przerażające. Włosy będą stawały nam na głowach tak jak przy koronawirusie. On już jest we mnie. Co dalej? Dalej będzie makabra.
Zwróćcie uwagę, co Iwellios tutaj przed audycją powiedział. Otóż on mówi, że w tej chwili będzie tam pokręcał gałeczkami i tak sobie sterował tą audycją. Ale skoro już żeśmy doszli do tych cipów podkręcanych w ciachy, to bardzo niedługo taki operator jak Iwellios będzie również podkręcał nami w takiej audycji. Na przykład leciutko podkręcić Żwirkiewicza, bo nudzi albo Żelkowskiego, bo się opierdala po prostu.
[06:49] - Czyli będą podkręcał cipy.
[06:51] - Tak jest normalnie.
[06:53] - Cokolwiek miałoby to znaczyć.
[06:55] - A to będzie bardzo szybciutko.
[07:00] - Wiesz co, Wiktor? To nie jest moja myśl.
[07:02] - Panowie, przypomniało mi się coś takiego dosyć przerażającego. Otóż według niektórych naukowców, między innymi świętej pamięci Stephena Hawkinga, wirusy komputerowe pod pewnymi względami właściwie już spełniają kryteria, żeby je uznać za formy życia.
[07:20] - Tak, to prawda. Chociaż do dzisiaj pamiętam, gdzieś w młodości miałem okazję obserwować, naprawdę kiedyś byłem młody, dyskusję dwóch biologów: czy te wirusy to jednak one żyją, czy może jednak nie żyją? Dyskusja była długa, skończyła się tak, jak się zawsze kończą dyskusje pomiędzy skądinąd spokojnymi i inteligentnymi ludźmi. To znaczy zaczęli się obrzucać wyzwiskami, bo już nie starczyło argumentów, więc się zaczęli obrzucać wyzwiskami. Ale zacząłem mówić o tym, że to nie jest moja myśl, ale usłyszałem ją od pewnego publicysty, że zastanawiał się od dawna, jaki jest stan umysłu człowieka, który pisze program, w gruncie rzeczy programik, który jest wirusem komputerowym. Co trzeba mieć, kurna, w głowie, żeby napisać takiego wirusa, żeby szkodził ludziom? Naprawdę, ja sobie nie bardzo przy całej swojej może przeciętnej, ale jednak wyobraźni nie potrafię wyobrazić sobie tego, co trzeba mieć w głowie, żeby takie wirusy na kopy produkować.
[08:44] - Ale to jest, wiesz, chwalebna cecha gatunku homo sapiens, czyli innowacyjność.
[08:50] - Ale jaka innowacyjność?
[08:52] - Jeden robi wirusy, drugi wtyka w odbyt na przykład. Na tym polega cała uroda naszego gatunku.
[09:00] - Nie widzę związku pomiędzy jednym a drugim, co byłeś łaskaw powiedzieć.
[09:03] - Innowacyjność, wiesz?
[09:05] - To jest innowacyjność?
[09:07] - Innowacyjność.
[09:08] - To rzeczywiście swoiście pojęta. Cóż, proszę państwa, poza zauważeniem, że dzisiaj jest piątek 13 i że sytuacja, która nas otacza, jest taka sobie, na pewno nie wesoła. Cóż, nie będziemy nudzić, macie to państwo w dzienniku, w jednym, drugim czy dziesiątym. Nie będziemy państwu dzisiaj o koronawirusie opowiadać.
[09:37] - Co prawda, niestety istniejemy, Marku, w dosyć niebezpiecznym zgromadzeniu, bo nas jest dwóch. Powinniśmy się rozejść.
[09:46] - My się nie rozchodzimy tak, ale to dopiero po audycji.
[09:50] - Dobrze.
[09:50] - W każdym razie telewizje informacyjne mają w tej chwili swój żer, bo jak TVP Info czy Polsat News ruszają rano, tak kończą późnym wieczorem i cały czas mówią na okrągło o tym wirusie. Ja nie wiem, co politycy zrobią ze sobą w tej chwili, bo już w ogóle nie mają prawie dostępu do telewizji, ale to już jest nie nasz problem. Dzisiaj mamy mówić o książkach Tadeusza Markowskiego. Zresztą trochę już Iwellios o tym powiedział. Tadeusz Markowski to nie jest pisarz nawet dla osób, które jakoś interesują się science fiction. To nie jest pisarz jakoś tak znany, którego wszyscy znają i podziwiają, bo też tych książek zbyt wiele nie wydał. To jest jeden zbiór opowiadań, który wyszedł w serii z glizdą, sławnej serii Wójcika wydawanej w Kawie. To był tomik zatytułowany „Tak bardzo chciał być człowiekiem”. Kilka lat później, zdaje się dwa lata później, wyszła książka. Właśnie, czy to była książka?
Bo to był format A4 ilustrowany przez Wiktora Żwirkiewicza. Mówię o okładce, bo wtedy jakoś tak się dziwnie porobiło z PRL-owską poligrafią, że nie było na te małe książeczki. Zaczęli produkować książeczki w formacie A4. I wyszła książka „Umrzeć, by nie zginąć”. Tytuł frapujący. Książka też była frapująca. Zrobiła sporo szumu w tamtym czasie, bo rzeczywiście, tak jak powiedział Iwellios, to była książka, w której się działo. Fantastyka przygodowa, a jednak zahaczająca w jakimś tam stopniu o socjologię. Może nie szło to w takim kierunku, w jakim szedł Parowski, Oramus czy Zajdel, o którym niedawno rozmawialiśmy. Niemniej jednak te pewne manipulacje społeczne to było coś, co ekscytowało.
Kilka lat później, w 89 albo 88 roku, tego już nie pamiętam, wyszedł drugi tom, ale właściwie ten drugi to był pierwszy, bo oczywiście ukazał się do tej ... książki „Umrzeć, by nie zginąć”. Coś, co później, właściwie teraz to na okrągło nazywa się prequelem, czyli rzecz, która działa się wcześniej. O co tak naprawdę chodzi? Książka „Umrzeć, by nie zginąć”, wydana w 1984 roku. Jej akcja dzieje się w roku 6522 na Ziemi, która wygląda zupełnie inaczej. Jest nie do poznania dla czytelnika. No i się dzieje. Na pewno ta definicja pisarza Pawła Majki jest spełniona, czyli się strzelają i to dużo się strzelają, nawet się bombardują. O co tak naprawdę chodzi z tym prequelem i tak dalej?
Jako pierwszy wyszedł tom drugi. Później Tadeusz Markowski napisał tom pierwszy. Ten tom miał znacznie prostszy tytuł, bo nazywało się to „Mutanci”. Ci mutanci dzieją się wiele tysięcy lat wcześniej na Ziemi, która jeszcze przypomina naszą planetę. Ale są tam ludzie, a właściwie to już są właśnie ci mutanci, którzy niezbyt są lubiani przez resztę społeczeństwa, dlatego że są po pierwsze długowieczni, poza tym mają swoje supermoce. Między innymi telepatia w grę wchodzi, co się niektórym nie podoba. W rezultacie gdzieś pod koniec książki oni z Ziemi emigrują. Nie będę wchodził w szczegóły, ale uciekają z Ziemi w tym tomie „Mutanci”. Natomiast po wielu tysiącach lat powracają na Ziemię. I to jest tom, który ukazał się jako pierwszy, czyli „Umrzeć, by nie zginąć”.
Skomplikowane, ale myślę, że jak sobie państwo to przeanalizujecie, stanie się jasne. Natomiast co jest ciekawe, Tadeusz Markowski zapowiadał jeszcze trzeci tom. To miała być trylogia. Ten trzeci tom miał się dziać pomiędzy jednym a drugim tomem, czyli pomiędzy „Mutantami” a „Umrzeć, by nie zginąć”. Miał się nazywać „Dzieci Hildora” i miał się dziać tam, gdzie oni dolecieli. Co ciekawe, w sieci znalazłem informację, że kilka osób to czytało, a jak rozmawiałem z autorem, to powiedział, że chętnie by to też poczytał, bo on nigdy tego nie napisał. Oczywiście modne słowo „fake” ma w tym wypadku zastosowanie. Ten tom rzeczywiście nigdy nie powstał. Wiktorze, ty znasz Tadeusza Markowskiego. Powiedz coś ciekawego.
[14:56] - Skumplowaliśmy się bardzo energicznie w tej Warszawie, kiedy ja tam pomieszkiwałem albo przejeżdżałem bez przerwy. To był taki człowiek z tej wielkiej paczki po prostu, z której wyrosła później Fantastyka jako pismo, miesięcznik i tak dalej, bo wyjściowo to byli tłumacze i pisarz również. Toruń, Jarosław, Tadeusz Markowski, Jacek Rodek, Wójcik, Makowski. To była sama paczka kumpli z podwórka, która się po prostu przyjaźniła, która razem spędzała wieczory przy dobrej whisky albo przy oglądaniu filmów niezłych, które Jacek przywoził ze zgniłego Zachodu.
[15:52] - Bardzo zgniłego.
[15:53] - Tak. I po prostu myśmy dyskutowali. Przede wszystkim te nasze całe pisanie w tamtym czasie. Jeszcze tutaj można świętej pamięci Krzepkowskiego dołożyć. Całe nasze pisanie się pojawiało wtedy z tych dyskusji, z dyskusji na tematy bieżące i tak dalej. Do tej paczki bardzo powoli doszlusowywali, powoli doklejały się dodatkowe wagony. Te wagony czasami były bardzo potężne, bo ten wagon do tej paczki dokleił... To był potem Marek Oramus, Maciek Parowski, wreszcie Leszek Jęczmyk. Oni wszyscy przyszli z zewnątrz, że tak powiem. Ja ich skaperowywałem po prostu.
Zachęcałem po prostu przede wszystkim dobrą whisky albo dobrym piwem jako Oramusa. Myśmy się po prostu skumplowywali. Tadeusz Markowski to był też taki człowiek, który żonglował w tym towarzystwie. Interesowała go bardziej polityka, socjologia. Właściwie polityką żył i to go interesowało. Science fiction to tak sobie poczytywał i tak dalej. Natomiast w trakcie tych naszych rozmów na tego oczywiście miał pomysły, miał komentarze. Powoli się zapalał. A potem byłem nieźle nawet zdziwiony, że proszę bardzo, wziął i zaczął pisać science fiction. To jest ten taki motyw, jak myśmy się tam wszyscy pojawili, jak to się wszystko zaczęło.
Natomiast zwrócę uwagę tobie, Marku, że czas był wtedy w porównaniu ze współczesnym niesamowity. My dzisiaj będziemy omawiać książkę, jak słusznie powiedziałeś, właściwie prawie jedyną. Dwie, trzy Tadeusza Markowskiego, który wtedy napisał, a my to dzisiaj, po trzydziestu z górą latach omawiamy. Czyli ktoś, kto nie miał nazwiska, a wydał jedną książkę, nagle jest kimś nawet po wielu latach. Dzisiaj jest pełno autorów, którzy piszą nawet świetne rzeczy. Wydają po dziesięć książek z rzędu, jedna po drugiej i tak dalej co roku. I nikt o nich nie wie. Mają swoje grupy czytelników, ale en masse nie istnieją w ogóle w żadnych środkach masowego przekazu, w żadnej prasie, bo tego już nic nie ma, ani nawet w sieci. To jest znamie czasu parszywe. Kiedyś wystarczyło być takim listonoszem ze Świnio ryjów.
Zwróć uwagę Marku, listonosz świnioryjak jest jeden i dlatego jest ważny.
[18:49] - Tak. Kilka słów, bo tutaj na czacie dostałem odpowiedź na temat moich wątpliwości dotyczących ludzi piszących wirusy. PW napisał: „Taki haker ma w głowie pieniądze, panie Marku”. A komentarz od Juriana: „Ci, którzy tworzą wirusy. Rozwinięta inteligencja bez świadomości”. Być może. A wróćmy do powieści Tadeusza Markowskiego. Książka „Umrzeć, by nie zginąć” ukazała się w zeszytowej serii z Glizdą w ogromnym nakładzie. Ja już oczywiście zapomniałem sprawdzić przed audycją w jakim, ale przynajmniej 100 000 miał ten zeszyt. Chociaż wydaje mi się, że ta zeszytowa seria wychodziła w nakładzie 150 000.
Głowy za to nie dam, ale 100 000 na pewno. I ta książka sobie trwała na rynku, była rozchwytywana. Ale mniej więcej w 1988 roku ukazał się prequel w wydawnictwie Orbita. Prequel, czyli „Mutanci”. On się też ukazał w potężnym nakładzie. Znowu nie pamiętam w jakim, ale ponieważ Orbita to było jeszcze wydawnictwo, które nie uznawało małych nakładów, więc on też musiał być w granicach 100 000. A rok później powtórzono „Umrzeć, by nie zginąć”, czyli znowu jakieś 100 000. W dodatku, żeby jeszcze powiedzieć o wszystkim, to całkiem niedawno, kilka lat temu, Wojtek Sedeńko w Solarisie, a dzisiaj tę książkę można dostać w Stalker Booksie. Kontynuacja, a właściwie przepoczwarzenie się Solarisu w Stalker Booksa, ale w tym wydawnictwie można nabyć reedycję zarówno „Mutantów”, jak i „Umrzeć, by nie zginąć” drogą kupna. W każdym razie to są książki, które odcisnęły pewne piętno.
Bo przyznam, że jak się dzisiaj czyta te książki, to jak się pamięta, jak pisano na początku lat 80., to ma się z jednej strony poczucie tego, że to była książka, jak na tamte czasy — mówię o „Umrzeć, by nie zginąć” — niezwykle dynamiczna, nowoczesna. Była z tego gatunku fantastyki, której nie lubił, przez jakiś czas przynajmniej, Maciej Parowski. Czyli fantastyka, którą określano w tamtych czasach mianem fantastyki rozrywkowej. Maciej Parowski w tamtych czasach lubił zdecydowanie taką pogłębioną, mówiącą coś głębokiego.
[21:53] - Nazwij to po prostu nudną.
[21:56] - Bywało, że nudną. Co więcej, to też nie jest taki prosty podział, bo w gruncie rzeczy pod tym płaszczykiem dużej ilości strzelanek, bombardowań, to, co powiedziałeś o polityce, książka Tadeusza Markowskiego „Umrzeć, by nie zginąć” pokazuje to zainteresowanie. Jakie tam są zawierane sojusze, jakie tam są intrygi jednych rządzących przeciwko drugim rządzącym, a wspierane przez jeszcze trzecich rządzących. Nie chcę państwu bałaganu wprowadzać, jakiegoś zamieszania, ale tak to mniej więcej wygląda. Więc tamto drugie dno jest, ale fajnie schowane pod strzelanką. Dzisiaj, proszę państwa, takich strzelanek produkuje się w świecie literackim bardzo dużo, więc dzisiaj można tę książkę przeoczyć, zupełnie nieświadomie biorąc ją za jeden z tysiąca tworów, które powstają. Tak nie jest. To był właśnie prekursor tego rodzaju pisania, niezwykle dynamicznego. Powiem szczerze, ta książka, jak to w Kawie bywało, jest nie do końca dobrze zredagowana, ale żadna w tym wina autora. Wręcz przeciwnie.
Natomiast zostały tam pewne kiksy redaktorskie i to tak naprawdę nie przeszkadza. Bo tak jak zacząłem mówić, ja sobie przed audycją zerknąłem do internetu. Ta książka, właściwie gros opinii o niej to są pochwały. To są wspomnienia, jak to się wspaniale ją czytało wtedy, powiedzmy 30 lat temu albo i więcej. To są bardzo często nawiązania do swojej młodości. Człowiek czytał coś fajnego i do dzisiaj to pamięta. Być może dzisiaj, jakby się to przeczytało, to już by nie było takie fajne. Ale ja powiem tak przewrotnie, że ja to całkiem niedawno czytałem. I często w tej audycji mówię, że jakaś książka się mocno zestarzała. Tu mam pewien dylemat, bo ona w gruncie rzeczy, owszem, widać pewne piętno czasu na tej książce, ale ona się zestarzała mniej, niż można by się tego spodziewać.
To jest dla mnie pewien fenomen, bo właściwie książka, która została wydana w 1984 roku- Biorę pod uwagę, że przy cyklu wydawniczym, jaki funkcjonował, musiała powstać przynajmniej trzy, cztery lata wcześniej. To jest książka sprzed 40 lat tak naprawdę. A jednak to nie jest książka, którą byśmy potraktowali dzisiaj na zasadzie tych książek, o których mówiliśmy przy okazji omawiania książek przedwojennych. Bardzo często używałem zwrotu, że to już taka ramotka bardziej dla ludzi, którzy interesują się historią tej literatury, a nie do tego, żeby sobie coś fajnego przeczytać. Tu jest inaczej. W książce czuć piętno czasu, ale jednak to jest w dalszym ciągu książka, która może współczesnego czytelnika zainteresować.
[25:14] - Po prostu jest nowoczesna. W pewnym sensie.
[25:19] - Nie wiem. Może dlatego, że to jest książka, która się nie skupia na technologii, na technice. To nie jest technologia bardzo odległa i wspaniałe wytwory ludzkich umysłów i rąk, ale tak naprawdę ta książka pisze o pewnych mechanizmach sprawowania władzy i manipulowania społeczeństwem. Tam jest bardzo ciekawy wątek. Miałem okazję ostatnio rozmawiać z Tadeuszem Markowskim i to wróciło. Wątek tego, że nasza cywilizacja zmierza w kierunku czasu wolnego dla wszystkich, braku zajęcia. I trzeba z tym społeczeństwem, które nie ma co robić, a w gruncie rzeczy ma słabe zainteresowania światem, coś zrobić. Trzeba nim jakoś zarządzać ze świadomością, że to jest jednak tłuszcza, bardzo często głupia tłuszcza, którą trzeba jakoś zarządzać. I znowu pojawia się świat, w którym jest elita. My mądrzy, wspaniali, dostojni i ta tłuszcza.
I to by się wydawało, że to jest prosty podział. Tadeusz Markowski pokazuje, że wcale taki prosty nie jest i że to, co ci bogaci, mądrzy i inteligentni uważają za tłuszczę, może nie do końca jest tłuszczą. A ci wielcy i wspaniali na górze może wcale nie są tacy wielcy i wspaniali, a ich sposób myślenia o świecie jest czasami, w gruncie rzeczy, dosyć prymitywny.
[27:06] - Ten obrazek podziału współczesnego i struktur naszych ziemskich, jak żeś przedstawił, to ja może się odniosę do tego bardzo prosto. Zwróć uwagę, jak to było dawniej, a jak jest dzisiaj. Otóż kiedyś intrygi i wszystkie polityczne zawirowania, o których Markowski pisze, które my dzisiaj obserwujemy, kiedyś takie coś było skupione właściwie na dworze i wokół władcy. Tam były intrygi, tam były przetasowania. Lud jako taki, który miał zajęcie w przeciwieństwie do współczesnego ludu, który właśnie dąży do tego, żeby nie mieć nic do roboty, lud miał ciężką harówę i właściwie co mu zależało na tym? Co go obchodziły te intrygi? Mijały epoki. Lud tak samo ciężko pracował. Rzemieślnicy, kupcy pracowali i tak dalej, a na dworze trwały zawsze i bez przerwy intrygi. Natomiast dzisiaj te intrygi są ogólnodostępne.
Przestały być dworskimi. To znaczy tam mają ogniska. Kiedyś jakakolwiek intryga na dworze w Luwrze nie miała żadnego znaczenia dla chłopa na południu Francji. A dzisiaj, przepraszam bardzo, ten chłop jest podmiotem tych wszystkich intryg.
[28:52] - Fajnie, że to powiedziałeś, ale u Markowskiego jest jeszcze trzecia sytuacja. Ten jego świat, w którym nasi przybysze... Właśnie, ja nie powiedziałem. W „Umrzeć, by nie zginąć” mamy cywilizację, o której za chwilę powiem. Przybywają ludzie, którzy w mutantach wyruszyli z Ziemi. Gdzieś tam założona została ludzka kolonia, a teraz dwójka z tych mutantów wróciła na Ziemię i zastała tę Ziemię w dziwnym stanie, o którym za chwileczkę i postanowiła ingerować w ten stan, w związku z czym dochodzi do pewnej konfrontacji. A teraz jaką cywilizację przedstawia Tadeusz Markowski? Bo to jest ciekawe. Otóż mamy rok 6522 i na Ziemi jest ileś tam set czy dziesiąt tak zwanych czarnych wież, w których żyje właściwie cała ludzkość. Na wszystkich kontynentach są te wieże i tam żyją przedstawiciele ludzkości.
Ale tak naprawdę oni są podzieleni. Ten zastój cywilizacyjny się pojawia, ponieważ oni są podzieleni na kasty. Pracują po dwie godziny dziennie, o ile dobrze pamiętam. I nie po to, że jest ta praca do czegoś potrzebna, tylko żeby w ogóle ich czymś zająć. Ci przybysze z gwiazd, mutanci, to jest para. On i ona. Przybywają i obserwują, że Owszem, jest klasa rządząca, a większość ludzi jest pogrążona w nudzie, w zastoju, w podziale kastowym. Oni nawet obserwują takie piętra, w których ludzie oddają się rozrywkom. Rozmaitym, zmysłowym, ale nie w tym sensie, jak państwo teraz pomyśleli, chociaż tym również, ale pomieszaniu różnych bodźców, tego, co byśmy dzisiaj nazwali rzeczywistością wirtualną. Markowski tego tak nie nazywa, bo w tamtym czasie taka nazwa nie funkcjonowała powszechnie, niemniej jednak bardzo fajnie opisuje dekadenckie społeczeństwo, które właściwie nie ma żadnych zainteresowań.
Ma być przyjemnie, seksualnie, orgiastycznie nawet. Silne odczucia zmysłowe, to często powtarzam, nie ma uczuć, są emocje. Z takim światem mamy do czynienia. Nie ma już uczuć, są emocje. Chodzi o to, żeby były bardzo silne, bo jak są słabe, to właściwie ich już nie odczuwają. Ten świat, w którym przeciętni ludzie, którzy się tym rozrywkom oddają, oddają prawie boską cześć klasie rządzącej. To są prawie bogowie. To z jednej strony. Z drugiej ich wiedza o świecie, zainteresowanie jest praktycznie żadne. Co więcej, w świecie na Ziemi czasami trzeba tę pulę genową uzupełniać, w związku z czym gdzieś w dżunglach żyją dzicy ludzie.
[32:25] - Przyjeżdżają do Europy z Afryki.
[32:27] - Nie. Tu jest tak, że oni ich sami wpuszczają. Otwierają wrota czarnej wieży.
[32:31] - Tak.
[32:32] - Wpuszczają. Po co wpuszczają? Ponieważ zdają sobie sprawę, że tej nie wiem, czy umierającej, ale bardzo dekadenckiej cywilizacji, nie wiem, czy trzeba dostarczyć nowe idee, bo tutaj nie o to chodzi. Trzeba dostarczyć puli genowej. Nie tylko zresztą o tę pulę genową chodzi, ale to jest właściwie cywilizacja. Ja się zastanawiam, czy pogrążona w zastoju, czy właściwie w jakimś regresie potężnym.
[33:00] - Ja tak słucham i płaczę prawie ze śmiechu, bo krok po kroku to wszystko, co mówisz, jest opisem nie przyszłości, ale naszej rzeczywistości.
[33:11] - Ale teraźniejszej.
[33:12] - Teraźniejszej. Ale zwróć uwagę, że ten smród przyszłości docierał już w latach 80. do nas.
[33:20] - A mnie to właśnie zadziwia, bo w latach 80. być może jak ktoś by żył na Zachodzie, to tak, ale w PRL-u, przaśnym, bardzo prostym, tego rodzaju refleksje, że na przykład brak pracy, zajęcia, idei może doprowadzić do tego, że ludzie tak naprawdę zamienią się w bydło, to powiem ci, że trzeba było mieć nieźle poukładane w głowie, żeby to sobie wyobrazić.
[33:51] - Jeżeli się obserwowało historię ludzkości, czyli historię wszystkich różnych zdarzeń społecznych, które dotyczyły nie tylko Europy, ale całego świata, to wnioski się nasuwają dosyć jasno. Tylko że trzeba się było tym interesować i Markowski się tym widocznie interesował.
[34:10] - Tak. Książka „Umrzeć, by nie zginąć” to jest książka niezwykle ciekawa. Pewnie znajdzie się wielu ludzi, którzy powiedzą, że ona jest w taki czy inny sposób niedorobiona. Nie chcę o tym dyskutować, bo z jednej strony zdaję sobie sprawę, tak jak powiedziałem, że być może ona wymagałaby piórka redaktorskiego, ale to, co powiedziałem, nawet jeśli tak jest, to ona i tak jest w jakiś sposób, nie chcę nadużywać słowa „nowatorska”, bo ten nurt socjologiczny wówczas istniał, był modny. Siedzący obok mnie Wiktor też się w niego wpisał swoją powieścią „Druga jesień”, więc on w rozmaity sposób był testowany przez Parowskiego, Żwikiewicza, Zajdla, przez Oramusa. Różnie to było, a Markowski zaproponował swoją drogę. Jednym będzie to bardziej odpowiadać, drugim mniej. Miałem znajomego, ja to od niego przejąłem. Mówił kiedyś, jako żart podawał zasłyszane z przedwojennej publicystyki, że jakiś środek na przeczyszczenie przeczyszcza łagodnie, nie przerywając snu. Coś takiego jest w tej książce, że ona dla tych, którzy chcą akcję, to tej akcji dostarcza.
Dla tych, którzy szukają jakiejś głębi, ona też tej głębi dostarcza. Można tej głębi nie zauważyć, można się w ogóle nią nie interesować, a można ją dostrzec. To moim zdaniem, jak na tamte czasy, bo powtarzam, seria z Glizdą, kawowska seria to nie była seria wybitna. Tam się pojawiały perełki. Tytułem reklamy powiem, że w tej serii ukazało się przesławne „Imago” Wiktora Żwikiewicza. Książka, która na pewno nie pozostawia obojętnym. Można Wiktora nie lubić za styl, ale za to, co się w środku znajduje w „Imago”. Proszę państwa, przeczytajcie. Nawet wyrywki poczytajcie, to zobaczycie, że jest co czytać. To jest książka.
Ty tu siedzisz, to mi tak niezręcznie mówić. Fajna książka w każdym razie. W tej serii z Glizdą pokazała się „Świnka”. To powieść... Przepraszam, nie Świnka. Numer. To jest powieść Wolskiego. Dzisiaj Wolskiego można lubić albo nie lubić, ale on naprawdę wiedział, co pisze i wiedział, jak się pisze. Notabene ilustracje też robił Wiktor do powieści Numer.
[36:58] - Nie miał kto. Co ja robiłem.
[37:00] - Super. Powieść była super, naprawdę.
[37:03] - Tak, tylko że moje doświadczenia, tak szybciutko, z tą serią również. Otóż książki w Kawie nie były w ogóle redagowane.
[37:12] - To przerwę. Przepraszam. W takim razie, jak ta książka była nieredagowana, to Tadeusz Markowski świetnym pisarzem jest.
[37:21] - Tak samo jak ja, kiedy napisałem Imago, bo to jest moja odpowiedzialność.
[37:26] - Bo jak to jest nieredagowane?
[37:28] - To jest w ogóle nieredagowany tekst.
[37:30] - To ja teraz wszystko rozumiem.
[37:31] - One były tak kupowane na pniu, wydawane i nie było czasu i tak dalej. Natomiast chcę wam zwrócić uwagę na jedną rzecz, która tutaj przy omawianiu tej książki się pojawia. Otóż ja bardzo często taką tezę wygłaszam, że książki są jak człowiek. Książki się rodzą oraz umierają. Są książki, które żyją krótko oraz takie, które żyją dłużej. I z całą pewnością, akurat zupełnie jakimś dziwnym fartem, książka Tadeusza Markowskiego jest książką na pewno o wiele bardziej długowieczną niż wiele literatury, która w tamtych czasach się narodziła. Ona dalej żyje swoim może życiem, ale również tak jak Marek tutaj krótko omawiał przynajmniej oprawę, miejsce, w której to się dzieje akcja i jak to wszystko wygląda. To jest wszystko póki aktualne, to znaczy, że jest w pewnym sensie nowoczesne. To znaczy, że to jeszcze dalej żyje i jest jeszcze młode. Czyli warto to poczytać, warto do tego zajrzeć.
[38:47] - A co jest jeszcze ciekawe w tej książce? Bo my otoczeni współczesną fantastyką, całymi dekoracjami współczesnej fantastyki, przestaliśmy na pewne rzeczy zwracać uwagę. Bo świat wirtualny, to mamy dziesięć różnych powieści na ten temat. Podbój kosmosu to pięćdziesiąt i tak dalej.
[39:14] - Matrix to Matrix. Lecimy. O Matrixie to już chyba...
[39:21] - Natomiast sięgnięcie po powieść Markowskiego jest ciekawe. Obie powieści Markowskiego jest o tyle ciekawe, że ono, takie to sięgnięcie, pokazuje nam, że o bardzo podobnych rzeczach pisano wtedy, kiedy jeszcze pojęcia, których dzisiaj używamy, nie funkcjonowały. Ten stary właściwie nie dowcip, ta przypowieść o tym, że mamy dzisiaj świat wirtualny, światy wirtualne. Ale gdyby nie przypadek, gdyby nie to, że Lema przetłumaczono zbyt późno, pewne książki Lema zbyt późno przetłumaczono na angielski, to może dzisiaj zupełnie inaczej wyglądałaby nomenklatura, której używamy po prostu.
[40:08] - Marku, ty się tak dziwisz, że coś tego. Ale ja chciałbym ci zwrócić uwagę, że dzieci na świecie rodziły się dużo wcześniej, zanim ktoś wpadł na pomysł, że są geny i w ogóle genetykę wymyślił.
[40:22] - Tak, to prawda. Ale powiem ci tak: gdy ktoś nie lubi militarnej fantastyki, takiej, gdzie się dużo strzelają, to obie powieści Tadeusza Markowskiego „Mutanci”, „Umrzeć, by nie zginąć” nie są dla niego. Bo tutaj naprawdę krew się leje. Właściwie to nie krew, bo oni tak strzelają, że się krew nie leje. Po prostu trup ściele się gęsto. Czasami mam wrażenie nawet, że zbyt gęsto, ale to też pokazuje w dodatku.
[40:59] - Widzisz, Napoleon nie patrzył w ten sposób, że jest za dużo trupów. Czym więcej, tym lepiej.
[41:07] - Ale co ciekawe, bohaterowie „Umrzeć, by nie zginąć” my ich w sumie lubimy. Identyfikujemy się z nimi, bo Tadeusz Markowski wie, jak to zrobić, żebyśmy się z bohaterami... Czy my w pełni podzielamy ich poglądy? Czy my się z nimi tak do końca zgadzamy? Jednak to są nasi bohaterowie. Nam sprzedał ich autor i my za nimi podążamy. To ja za nimi też podążałem. Trochę mnie właśnie w pewnym momencie raziło, raziło mnie jako czytelnika, a później się przydzierzgnąłem w skórę człowieka, który się interesuje tymi wszystkimi sprawami społecznymi, naukami społecznymi. I bardzo szybko zrozumiałem, że tak to działa, że jak się podejmuje walkę z przymiotnikiem polityczną, to człowiek wtedy nie patrzy, że pewne rzeczy wymagają ofiar. Wręcz byłby zdziwiony, gdyby te ofiary się nie pojawiały.
Tak Markowski patrzy na scenę polityczną, bo tak ją określił. Czy to będzie scena polityczna w roku 6522, czy też scena całkiem współczesna, to w gruncie rzeczy mechanizmy są bardzo podobne i to Markowski pokazuje i to też Daje nam prosty przekaz, że Markowski tak naprawdę pisał wcale nie o roku 6522. Ja wiem, że dla ludzi, którzy czytują fantastykę to jest oczywiste, ale powiedzieć to muszę, że tak naprawdę Markowski podążał pewno śladem waszych dyskusji, o których wspominałeś, bo to w wielu fragmentach widać, że ma to przemyślane, przedyskutowane, przetrawione. To trochę źle brzmi, ale jednak przetrawione. Widać, że koncepcja świata, którą on przedstawia, to jest koncepcja spójna. Bardzo spójna. I to jest coś, co do tej książki przyciąga.
[43:23] - Tutaj naprawdę muszę powiedzieć, że te dyskusje wieloletnie, kumpelskie, nasze kontakty i tak dalej. Te dyskusje były o wielu rzeczach, zawsze z perspektywą historii naszego gatunku, historii naszej cywilizacji. Czyli to zbliżanie się skuteczności polityki do przeciętnego człowieka, o którym powiedziałem, że w czasach madame Pompadour we Francji chłop był oderwany z Prowansji od tych intryg. Ale to się zbliżało. W czasach Napoleona, kiedy Napoleon spokojnie wyprowadzał artylerię na ulice miast. Tego się przedtem broń Boże nie robiło, bo to było be i fe, nieeleganckie, bo tu są jeszcze przecież kobiety i dzieci. Dla Napoleona liczyła się skuteczność. Tu ta skuteczność polityki, wojny zbliżała się krok po kroku do przeciętnego, zwykłego człowieka. W czasach II wojny światowej zbliżyła się już na mur i beton, a właściwie na ten dym, którym odlatywało do nieba. W tej chwili również jest to bardzo blisko, chociaż nam się wydaje, że to jest daleko.
Ale właśnie ta manipulacja nami. I tak dalej.
[45:02] - Co było jeszcze takie nowatorskie w powieściach, o których dzisiaj rozmawiamy? Znowu uświadommy sobie, jest połowa lat 80., a Tadeusz Markowski pisze o superbohaterach. O ludziach, mutantach, którzy władają świadomością, są telepatami i potrafią zapanować nad człowiekiem. Nad jednym, dwoma. A kiedy tworzą tak zwaną unię, czyli połączą swoje umysły, są w stanie kontrolować dziesiątki osób. Dzięki temu mają ogromną przewagę. A jednak na Ziemi coś ich zaskakuje, bo na Ziemi ta elita, która dowodzi tymi wieżami, też wyprodukowała coś na kształt mutantów. Swoich mutantów, którzy mają umiejętność teleportacji, której ci nasi mutanci nie mają. To jest pewien problem dla bohaterów. Niemniej jednak oni sobie jakoś z tym radzą.
Cóż by tu jeszcze powiedzieć? To jest fajny świat w gruncie rzeczy. Jak się w niego wsiąknie, to naprawdę człowiek jest porwany. Lepiej czytać tę opowieść nie w tej kolejności, w której powstawały książki, czyli nie zaczynać od „Umrzeć, by nie zginąć”. Lepiej jednak od „Mutantów” książki późniejszej. Książki, która mi się wydaje nieco słabsza od tej pierwszej, czyli od „Umrzeć, by nie zginąć”. Niemniej jak człowiek wejdzie w akcję, to później lepiej rozumie to wszystko, co się dzieje w „Umrzeć, by nie zginąć”. Dlatego najpierw „Mutanci”, później „Umrzeć, by nie zginąć”. Nie ma „Dzieci Hildora”, bo tak się miała nazywać część trzecia, która miała łączyć „Mutantów” z „Umrzeć, by nie zginąć”. „Dzieci Hildora” nigdy nie powstały, chociaż tak jak powiedziałem na początku naszej audycji, kilka osób w internecie zapewniało, że nie tylko ma tę książkę, ale ją nawet czytało.
I tak jak się śmiał autor, chętnie by tę książkę przeczytał. Cóż, Wiktorze, tak się drapiesz po głowie i co? Wspomnienia cię naszły? Zanim ty o swoich wspomnieniach, to ja powiem coś o autorze. Bo my tak mówimy. Trzy książki wydał. Jeszcze się kilka opowiadań ukazało w takich zbiorach. „Kroki w przestworzach” to się nazywało? Ty też tam wychodziłeś, Wiktorze. „Kroki w przestworzach”?
Pamiętasz może?
[47:49] - Było chyba coś takiego.
[47:51] - „Kroki w przestworzach”. Chyba tak. W każdym razie tam również się jego opowiadania pojawiły. Ale Tadeusz Markowski to jest-
[48:01] - „Kroki w nieznane”.
[48:02] - Nie, „Kroki w nieznane” to były „Kroki w nieznane”. A właśnie wyszły. Też Kaw wydawał taką serię, w której się ukazywały z danego roku opowiadania. Kurczę, nie pamiętam. Ale sobie przypomnę. Natomiast warto powiedzieć trochę o Tadeuszu Markowskim, bo my tak pomówimy. Trzy książki, dwie powieści, jeden zbiór opowiadań. To był w ogóle członek redakcji „Fantastyki”. Wtedy „Fantastyki” bez „Nowej”, bo „Fantastyka” Tego słówka „Nowa” dorobiła się później, w latach 90. Był też w redakcji „Fantastyki”.
Ale to jest człowiek, który jest-
[48:50] - Zwracam uwagę na legendy, które zawsze opowiadałem na temat powstania „Fantastyki”. Otóż pierwsza „Fantastyka” powstała i wszyscy, którzy byli naczelnymi, za wyjątkiem kupionego dla komuchów naczelnego, reszta to byli ci wszyscy z mojej paczki. Ci wszyscy ludzie, oni zajęli się literaturą polską. Oni zajęli wszystkie miejsca. Tak powstała „Fantastyka”.
[49:26] - Tak to było. Kiedyś możemy o tym porozmawiać. A te zbiory opowiadań, takie roczne, to się nazywało „Spotkania w przestrzeni”. To sobie w międzyczasie wygooglałem oczywiście. Ale warto powiedzieć o Tadeuszu Markowskim, że to tłumacz i to świetny tłumacz z języka francuskiego i angielskiego. Tłumacz i wydawca. Pewno sobie państwo, ci co śledzą fantastykę, może nie wszyscy, zdają sprawę z tego, że taka książka „Psiborgi”, znowu to Francuz, Pierre Boulle chyba to się tak wymawia, która wyszła w Kawie, to jest jego tłumaczenie. Ale jak ktoś lubi książki na przykład Alastaira McLeana, to „Goodbye, Californio”, „Żegnaj Californio” to jest też tłumaczenie Tadeusza Markowskiego. Lubicie państwo Colina Cappa i „Formy chaosu”? To były „Formy chaosu” i „Bronie chaosu”.
„Formy chaosu” tłumaczył właśnie Tadeusz Markowski. Co więcej, był wydawcą. W swoim czasie wydawał Isaaca Asimova Science Fiction Magazine. To była rzecz, która przybliżała fantastykę z tamtego kręgu kulturowego na początku lat 90. Gdzieś to później zniknęło, ale było ważne. To był taki zbiorek. Tam poznałem cykl Asimova o małym demonie, który pomagał pewnemu człowiekowi. Kiedyś, omawiając publicystykę Asimova, mówiliśmy o tej właśnie książce, bo to zbiór opowiadań później z tego powstał. W każdym razie Tadeusz Markowski pozostał wierny fantastyce. Może nie pisał.
Zresztą sam powiedział: „Dzieci Hildora” nie powstały nie dlatego, że mu się nie chciało, tylko ile razy próbował „Dzieci Hildora”, czyli trzeci tom napisać, to dochodził do wniosku, że to nie jest to, że nie chce tego pokazywać. I w pewnym momencie się po prostu zawiesił. I jak sam mówi, tu musiałbym użyć słowa niedelikatne, gówno wychodziło, to nie puścił w ludzi. Bardzo dobrze. Uważam, że to jest odpowiedzialna postawa. Tak każdy autor powinien postępować.
[51:55] - Jeżeli ma cechy samokrytyki.
[51:59] - Tak. Ale ja uważam, że to chyba powinno być normalne. Bo jak puszczasz coś w ludzi, co niekoniecznie...
[52:13] - Wiesz, większość autorów jednak ma cechę samozachwytu przeważającą nad samokrytyką.
[52:21] - Tak. To niestety tak bywa. Powiedziałem o serii z Glizdą. Tam wielu takich nawiedzonych krytykantów mówi, że to była seria straszna, że wychodziły tam gnioty, gluty i w ogóle coś straszliwego. I to też jest prawda. Ale mnie zawsze śmieszy taka sytuacja, w której usiłuje się coś, co jest bardzo wielowątkowe, wielotomowe, sprowadzić do jednego mianownika i że to wszystko było takie same. Nie było. Seria z Glizdą wypuszczała takie książki jak „Neurony zbrodni” osławione. Raz to przeczytałem i to sławne powiedzenie, że jak się już coś przeczyta, to tego nie można odprzeczytać. Nie da się.
W związku z czym przeczytałem „Neurony zbrodni”. To mocno zwichrowało mi psychikę na długie lata. Przeczytałem też kilka innych książek.
[53:29] - A była tam na przykład taka książka bardzo według mnie kontrowersyjna do dzisiaj. Do dzisiaj wielu krytyków by sobie mogło poskakać do oczu. Książka, która pisana była przez człowieka z takiej dosyć miazmowatej, byle jakiej może literatury, ale powieść, która mu ewidentnie wyszła, a jest rewelacyjna w koncepcjach, w myśleniu, w patrzeniu. Niemniej rewelacyjna tylko, że na innym polu niż to, co robił Markowski, czyli też naszego kumpla.
[54:09] - Trzymasz w tajemnicy.
[54:10] - To jest Krys, proszę ciebie.
[54:13] - Kreks.
[54:13] - Kreks. Tak. Zupełnie pojebana, jakby to powiedzieć, książka. Nie wiadomo, o co chodzi, nie wiadomo, ku czemu zmierza i tak dalej. Ale naprawdę-
[54:24] - Wspominaliśmy kiedyś o niej. To jest książka napisana w czasie przyszłym. Już samo to powoduje, że człowiek może dostać pomieszania.
[54:35] - Tak, ale wyobraźnia, którą tam się popisuje autor Krzepkowski, jest niesamowita. To są wizje, przy których nawet Lem powinien czapkę z głowy zdejmować, już nie mówiąc o Zajdlu i Żywiciewiczu. Tam są takie niesamowite rzeczy i ona ma wiele wymiarów. Można powiedzieć, że ona jest na pograniczu szmery miejscami, ale na pograniczu genialności. Ale ja wiele razy podkreślałem, że do genialności jest bliżej od kiczu niż od normalności. Tak to jest z tą literaturą i ze sztuką w całości.
[55:21] - Ja powiem tak: seria z Glizdą była bardzo nierówna.
[55:29] - Dlaczego? Bo ona sprzedawała cały towar, który w danym momencie się w tej społeczności pojawił. Wszystko na pió, to co jest. Leci, kupujemy, sprzedajemy wszystko. Krytycy i czytelnicy ocenią, co jest dobre, a co złe. To było właściwie nowoczesne wydawanie, bo tak działają dzisiaj wydawcy.
[55:57] - Wiesz co, chciałem cię jeszcze zapytać o pewną rzecz, bo to wcale nie jest takie oczywiste, co za chwilę powiem. Otóż Wójcik i Kaw robili dobrą czy złą robotę? Bo ja mam oczywiście swoją ocenę, ale najpierw zapytam ciebie.
[56:18] - Jak by ci to powiedzieć?
[56:23] - Trafiłem cię.
[56:24] - Nie. Absolutnie jak najbardziej dobrą robotę. Tylko jak się na to patrzy? Otóż jeżeli istnieje jakiś rynek, szlachta została zagospodarowana przez Wydawnictwo Literackie, przez Czytelnika, przez Iskry, przez Wydawnictwo Poznańskie. To szlachta została, a reszta plebsu nie ma co z sobą począć. To kupujemy ich i wydajemy. I słusznie to robiono.
[56:58] - Tak, ja mam ten sam pogląd. Dlatego ta seria pokazywała stan fantastyki w Polsce. I oprócz takich książek, o których dzisiaj mówimy, czyli „Umrzeć, by nie zginąć”, oprócz „Numeru” i oprócz „Imago” były oczywiście te osławione „Neurony zbrodni”, ale przypomnę, że seria kawowska z Glizdą zaczęła się od książki Borunia, która opowiadała losy średniowiecznego kapłana, który zostaje przeniesiony w nasze czasy. Z takiej książki bardzo, jak na tamte czasy, komuniści się cieszyli, bo ona trochę Kościół szczypała i tak dalej. Ale książka ciekawa. Od tego się zaczęło. A później co było? Później była książka dzisiaj zapomnianego już pisarza Weinfelda, starszego pokolenia z absolutnie klasyczną fantastyką, świetnie napisana.
[58:08] - Tak, podobnie jak Sierakowskiego czy Zajdla opowiadania bardzo bliska.
[58:13] - Później „Ogon diabła”, ale to później, to Zajdel. Natomiast w tych pierwszych tomach wyszedł Krzepkowski chyba jako trzeci. „Obojętne planety”. Opowiadanka. Tam czasami są opowiadanki, takie shortciki na dosłownie kilka linijek. Piękne, naprawdę ze świetnymi pomysłami. Ale zaraz po tym chyba jako czwarta. Wybaczcie państwo, wszystkiego dokładnie nie pamiętam, ale czwarta, piąta książka to była książeczka „Paroksyzm numer minus jeden”.
[58:46] - Tak.
[58:47] - Autora, który później właściwie zniknął ze sceny.
[58:50] - Z Lublina. Ja się z nim przyjaźniłem. Zapomniałem, jak on się nazywał.
[58:54] - Ale to była książka-
[58:56] - Bardzo dobra
[58:57] - ... która opowiadała o tym, że wszechświat pulsuje od Big Bangu do Big Bangu i można to przeskoczyć. Że można skonstruować statek, który przeskoczy do tego nowego wszechświata, który powstanie po kolejnym Big Bangu. Oczywiście bardzo streściłem to. Już nawet nie wiem, czy to można nazwać streszczeniem, a raczej rzuceniem idei. Ukazywały się w Kawie zbiorki opowiadań. Tadeusz Markowski między innymi. Ten wspomniany zbiorek „Tak bardzo chciał być człowiekiem”. To wówczas pozwalało debiutować, wierzyć autorom w siebie. To bardzo często sprawiało, że autor dochodził do wniosku, że nic ponad to już nie jest w stanie urodzić.
Też trochę takich książek się pojawiło. To pokazywało pewien stan fantastyki i dzisiaj z perspektywy czterdziestu lat kilka osób może się wybrzydzać, kręcić nosem, mówić, że to takie gówna się tam pokazywały.
[01:00:04] - Zwróć uwagę, że mechanizm jest bardzo podobny do jednego z wydawnictw. Tylko że Kaw jako wydawnictwo robił pewną robotę, bardzo podobną, którą później, po wielu latach, Robert Schmidt robił jako pismo. Czyli reagowanie przede wszystkim na polską fantastykę, wydawanie polskiej literatury i tylko polskiej literatury w formie miesięcznika. A oni robili to jako wydawnictwo z książkami. Bardzo podobna idea i obydwie według mnie powinny być rozpatrywane szlachetnie, bo i u Roberta Schmidta w tych „Fantasy i horror” różne rzeczy się pojawiały. Tak samo różne, jak różny był rynek. W pamięci czytelników przetrwały te topowe, dobre opowiadania. Dobre teksty, które w fantasy, fantastyce i horrorze się pojawiały. Obydwie idee z biegiem czasu umarły. Co nam zostało?
Marku, wiesz, co nam zostało? Nie wpadłeś chyba na ten pomysł, co nam zostało. Tylko myśmy zostali. Proszę cię, z naszym ABW. Nic poza tym w Polsce nie jednoczy, że tak powiem, tego pierwszego źródła.
[01:01:42] - Miłe to, co mówisz. To prawda. Jakoś się człowiek może dowartościować. Ta książka Borunia, bo oczywiście w międzyczasie sprawdziłem, to „Ósmy krąg piekieł”. Książka Weinfelda, o której wspomniałem, to „Władcy czasu”. Wiecie państwo, dzisiaj tak się już w ogóle nie pisze fantastyki.
[01:01:59] - Ryszard Głowacki to był ten od „Paraksyzmu”. Bardzo wybitnie bystry facet w ogóle, który napisał jedną książkę.
[01:02:07] - Ale umówmy się, Wiktor. Tam w tej serii wyszedł też zbiór opowiadań autora, który... Dobra, powiem. Zbigniewa Prostaka. „Kontakt”. Takie sobie to było. On później jeszcze nawet powieść napisał.
[01:02:26] - To był bardzo sympatyczny człowiek, który pisał mniej więcej tak samo, jak miał na nazwisko.
[01:02:32] - I to może tytułem recenzji. Natomiast „Neurony zbrodni”.
[01:02:39] - Nie chcę nic mówić, ale resztę, te wszystkie dobre, to pisali mężczyźni. A „Neurony zbrodni” to-
[01:02:45] - Wiesz co? Nie do końca, bo jeszcze były autorki, które niezłe tam były.
[01:02:55] - Niezłe to one były, to ja pamiętam.
[01:02:58] - Książki były niezłe. Na przykład „Goniący za słońcem” Julii Nideckiej. To jej dziękował Zajdel za „Mrówki”.
[01:03:09] - Zgadza się. Bo to była bystra kobieta, której opowiadania wychodziły albo nie wychodziły dobrze. Natomiast była bardzo inteligentna i miała pomysły.
[01:03:18] - Proszę ciebie, w tej serii w dużym formacie wyszła książka Gabrieli Górskiej. To była w ogóle w latach 80. kobieta, która wymiatała. Ona naprawdę przygodową fantastykę pisała i Gabriela Górska w serii fantastyka, przygoda. Nie, jakoś inaczej ta seria się nazywała, kawowska. Ona wydała tam powieść „Kontakt”. Dalej, co tam się jeszcze pokazało? Takich było braci dwóch, Milowie. „Exodus 6”. Książka naprawdę ze świetną okładką.
To ty ją też robiłeś?
[01:03:55] - Nie pamiętam.
[01:03:55] - Taki statek kosmiczny, odpalony. Świetna rzecz po prostu.
[01:04:04] - A Marka Baraniewskiego, proszę ciebie, „Głowa Kasandry”.
[01:04:11] - No właśnie. Jak można narzekać na serię z Glizdą? Jak można narzekać na serię z Glizdą? Jedna rzecz jest pewna. Seria z Glizdą była nierówna. Bardzo nierówna. Tam pamiętam, było jakieś takie powieścidło. Już pamiętam. Tytuł to powieścidło miało fajny: „Bogowie naszej planety”. Wydały to dwie autorki.
Jedna się nazywała Szymańska, a druga się nazywała Szarłat? Szarłat. To była średnia książka, chociaż muszę ci powiedzieć, że ja wtedy jako taki późny nastolatek, jej intryga, czyli idea taka, że wśród nas żyją przybysze z innej planety, a ten statek jest na orbicie parkingowej na Ziemi i oni nie potrafią się dostać do swojego statku. To niezwykle było dla mnie ekscytujące. Dla mieszkańca realnego komunizmu, który żył w takich obostrzeniach, jakich żył. Ta idea, że ten statek jest niedaleko, kilkaset kilometrów nad naszą głową, a nie można się do niego dostać i trzeba jakoś spróbować, ale nie wiadomo jak. Byłem niezwykle podekscytowany tą książką, chociaż dzisiaj powtarzam, to jest bardzo średnia książka. Żeby już nie przedłużać, bo tych tytułów jest tam multum w tej serii z Glizdą. Warto jednak zwrócić uwagę, bo przecież nie stronili przed tą serią tacy autorzy jak Boruń, jak Trepka. O Żwikiewiczu już wspomniałem.
W każdym razie można by pewno długo tę listę jeszcze podsumowywać czy próbować podsumować. Jedno jest pewne. To była nierówna seria i dlatego tak długo o tym mówię, bo ja trafiłem na taki głos, proszę państwa, w internecie, że po co w ogóle rozmawiać o tym Markowskim i o tych jego powieściach? Dwaj starzy tetrycy zgrzybiali i zgłupiali wyciągają jakąś trzeciorzędną literaturę. To mnie się trochę zagotowało pod berecikiem i postanowiłem dać odpór. Właśnie go mniejszym daję. To jest takie głupie gadanie, proszę państwa, że to było słabe i w ogóle nie należy. Już powiedziałem o tym, że było nierówno, ale mówienie o książce Markowskiego, że to słabe było i że głupie i w ogóle nie należy. To daje pewne świadectwo, że czasami nad naszymi poglądami i taką próbą wygłaszania poglądów literaturoznawczych pozujących na bardzo poważną krytykę literacką, bardzo często pod tym płaszczykiem ktoś przemyca swoje własne niechęci, swoje własne frustracje, zazdrości. Nie wiem co, ale w gruncie rzeczy trzeba uważać z takimi sądami, bo tak jak powiedziałem, książka Markowskiego być może ma swoje minusy.
Ja wolę widzieć te plusy, bo ich tam jest całkiem sporo.
[01:07:37] - Można przynajmniej tak, jak już mówiliśmy na ten temat, że po prostu można w tym znaleźć jakieś odniesienia do czasu bieżącego, a to jest najważniejsze.
[01:07:48] - Ty sobie znajduj do czasu bieżącego. Ja o tym mówiłem, a ja widzę w tej książce chyba pierwszą tak dynamiczną i militarną fantastykę. Tam się dzieje. Wcześniej takie powieści, takie militarne, militarystyczne czy jak to nazwiemy, pisał autor, którego też tępiono, a mianowicie Bohdan Petecki. On pisał powieści dla młodzieży. Tego sporo napisał. „Bal na pięciu księżycach” i tym podobne rzeczy. Ale pisał też fantastykę dla dorosłych i tam wychodziły rzeczy też bardzo różne, bo „Kogas Czarnego Słońca” to była taka typowa strzelanka, „Ludzie z gwiazdy Feryiego” i tym podobne. Była też książka, którą się wszyscy zachwycają. Jak to się nazywało?
Coś z ciszą. Pamiętasz może?
[01:08:48] - Pamiętam.
[01:08:49] - „Tylko cisza”?
[01:08:50] - „Tylko cisza”.
[01:08:51] - „Tylko cisza”. Tak. To zupełnie inna książka. Taka nietypowa dla Peteckiego książka. I wszyscy uważają, że tylko ona jest ciekawa. Bo rzeczywiście jest ciekawa. Tam Petecki odszedł od tego strzelania, militaryzmu na rzecz pewnej analizy socjologicznej. Bardzo ciekawej. Gdzieś to zbliżone było trochę do tego, co zaprezentował w „Cylindrze” van Troffa Zajdel. Ciekawa rzecz, ale pamiętam też Peteckiego, który pisał normalne kosmiczne strzelanki i chwała mu.
Ja się zawsze buntuję, kiedy ktoś z poważnym nazwiskiem próbuje mi powiedzieć, że istnieje wiele rodzajów fantastyki, ale dobry jest tylko ten, który jemu się podoba. Recenzenci coś takiego w sobie mają, że używają całego aparatu krytyczno-literackiego. Bardzo często. Nie mówię, że wszyscy. Byłbym nieuczciwy, ale wielu recenzentów nie potrafi wzbić się ponad swoje przyzwyczajenia, swój gust i używa tego aparatu krytyczno-literackiego, który niewątpliwie ma i w którym się świetnie orientuje do tego, żeby udowodnić tezę, która jest zgodna z jego upodobaniami. A to chyba nie o to w krytyce literackiej chodzi tak naprawdę. Takie mam przynajmniej wrażenie.
[01:10:22] - Zupełnie. A jak mówiłeś, podkreślałeś te walory strzelanek i tak dalej. Może ktoś wybrzydzać, że tego nie lubi, ale ja sobie przypominam. Ja lubiłem raczej dosyć poważne książki. Natomiast niestety, jak sobie przypominam moje grasowanie po meandrach historii, że tak powiem, jak czytało się za młodu oczywiście jakieś pamiętniki Juliusza Cezara, to czytałeś, czytałeś, czytałeś, wgłębiałeś się w tę całą intrygę, ale bardzo chętnie przeskakiwałeś do kolejnej wojny, bo wtedy się dopiero robi tak naprawdę ciekawie.
[01:11:02] - W każdym razie, jeżeli argumentem dla krytyczno-literackich analiz jest to, że się strzelają, czyli przeciwieństwo tezy Pawła Bajki, to nie jest argument krytyczno-literacki i boleję troszeczkę, że niektórzy go usiłują używać. Zanim zaczniemy ponownie mówić o książkach Tadeusza Markowskiego, zawiesiłem głos, bo o czymś sobie pomyślałem, ale to, o czym pomyślałem, to za chwilę. To posłuchajmy felietonu. Zacznijmy od felietonu Juriana. Myślę, że da nam sporo do myślenia.
[01:11:54] - Alfabet Juriana. „M” jak manipulacja.
[01:12:10] - Czcigodni obywatele, panie marszałku, senatorowie, posłanki i posłowie Rzeczypospolitej. Dziś z moich ust padną bardzo istotne słowa. Przed nami wybór, którego nikt nie powinien lekceważyć. Chodzi o przyszłość ojczyzny. Tak, to wielkie słowa, ale są chwile, kiedy wielkie słowa są niezbędne. Nie na darmo w pierwszych słowach przywitałem bezimiennych obywateli naszego wspaniałego kraju, bo to oni są bohaterami dnia codziennego.
[01:12:52] - Codziennej walki o budowanie naszej wspólnej ojczyzny. Nie na nas, polityków, ale na zwykłych ludzi spada ciężar marszu ku lepszej przyszłości. Oczywiście klasa polityczna jest niezbędna. Ktoś rozsądny musi dbać o bezpieczeństwo obywateli i wskazywać kierunki rozwoju. To muszą być najlepsi z najlepszych. Patrioci z krwi i kości. A jak dawniej bywało? Przecież pamiętamy. Niezliczone afery, walka o władzę i sieć biznesowych powiązań. Odsunęliśmy ich od władzy, ale oni zrobią wszystko, aby powrócić i ze zdwojoną siłą rozgrabiać wspólne dobro.
Nadużycia to jedno. Inną sprawą jest nieudolność. Jak daleko zaszlibyśmy, gdyby nie błędna polityka naszych przeciwników? Nie jest łatwo, szanowni państwo. Nie jest łatwo. Brutalne ataki sitwy destabilizują kraj, próbują rozchwiać gospodarkę. Tak, oni są nadal silni. Mają aktywne struktury i media. Rozsiewają nieprawdziwy obraz rzeczywistości. Im gorzej w kraju, tym lepiej dla nich.
To hasło wichrzycieli i sposób ich myślenia o patriotyzmie. Przedstawię to obrazowo. To podkładanie nogi wszystkim rodakom. Tak dłużej być nie może. Nie powiedziałem jednak o najgorszym. Do tego, że przeciwnicy polityczni tak ostro atakują nas w kraju, już się przyzwyczailiśmy. Czy jednak nie powinniśmy zła nazywać po imieniu tak, jak na to zasługuje? Kłamstwo kłamstwem, grabież grabieżą. Zdradę powinno się nazywać zdradą. Z uwagą przyglądamy się sytuacji politycznej na świecie.
Niestety nie wszyscy nasi sąsiedzi to przyjaciele. Tak było kiedyś, tak jest teraz. Musimy pamiętać o tragicznych losach przodków i zrobić wszystko, podkreślam wszystko, żeby nasz naród już nigdy nie był tak doświadczany. Dość już kart historii zapisanych krwią bohaterów. Dlatego nasze działania na arenie międzynarodowej muszą być bardziej aktywne. Potrafimy kreować międzynarodową politykę i chcemy to robić. Lojalni sojusznicy, z którymi utrzymujemy świetne stosunki, to jeden z podstawowych warunków suwerenności. Czy nie najważniejsza jest jednak własna armia? Silna i nowoczesna. Stale dążymy do tego, aby samodzielnie móc bronić naszych granic.
O wolność trzeba walczyć stale, bo to nie jest tak, proszę państwa, że raz zdobyta, będzie trwała wiecznie. Jesteśmy gwarantem stabilności. Cokolwiek napiszą w gazetach redaktorzy opłacani przez sitwę ciemnych interesów, nie wierzcie im. Powoli wyciągamy kraj z zapaści. Odbudowujemy zaufanie do struktur państwa, wprowadzamy wielopłaszczyznowe reformy. Droga, którą zmierzamy, jest trudna, ale to jedyny kierunek. Czy jest alternatywa dla przyszłości? Niestety tak. To powrót do starego. Ale przecież żaden patriota tego nie chce.
A nasze dzieci? Zacofana edukacja. Uczniowie jeszcze do niedawna głodni i przemęczeni. Musimy znaleźć środki na szkolnictwo i je znajdziemy. Obiecuję to uroczyście. Taka jest potrzeba czasów. Nowoczesna szkoła to światli obywatele, to przyszłość narodu. Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Wszyscy to wiedzą, ale to my zagwarantujemy postęp na tym polu. Priorytetem jest służba zdrowia.
Choroba nie wybiera. Wie to każdy, kto miał problemy zdrowotne lub chorego w rodzinie. Pamiętamy, jak dawniej bywało. Ile pacjent musiał wycierpieć, żeby dostać się do specjalisty. Dzięki licznym zmianom, które wprowadziliśmy, już jest lepiej. Lepiej to nie znaczy, że idealnie. To świetna okazja, żeby zapowiedzieć wprowadzenie nowatorskiego pakietu o zdrowie prawdziwego Polaka. To rewolucyjny program. Do tego koszyk darmowych leków dla najstarszych i najmniej zarabiających. Jakiś niedowiarek spyta: skąd na to środki?
Naszą odpowiedzią jest szczelna polityka fiskalna. Gdzie są miliardy, które wypływały do prywatnych kieszeni, czasem transferowane za granicę przez obcy kapitał? Ważne jest też lepsze zarządzanie środkami. Dodam wielkimi środkami, które co roku trafiają do służby zdrowia, ale nie zawsze są dobrze wykorzystywane. Przypomnę państwu: bezpieczeństwo chorych to dla nas priorytet. Należy postawić zasadnicze pytanie: czy można godzić się na tak wielkie rozwarstwienie społeczne? Pracownikom, świetnym polskim fachowcom docenianym na całym świecie brakuje na symboliczny chleb pod koniec miesiąca, kiedy nieuczciwi pracodawcy opływają w luksusy. Szanowni państwo, ja to doskonale wiem, że Polacy to mądry i dumny naród. Dość więc poniewierki. Dość rodzin rozdzielanych przez emigrację ekonomiczną.
To u nas musi być praca i godna płaca. Dlatego podniesiemy minimalną pensję do wysokości średniej unijnej. Jak dojść do szczytnych ideałów? My mamy receptę. Razem skupmy się na tych celach. Razem — to najlepsza rada, aby od teraz w polskich domach panowała wspólnota. Zakopmy ten głęboki rów nienawiści, który wykopali nasi przeciwnicy. Rów w poprzek całego kraju, od Westerplatte po krzyż na Giewoncie. Zdarzało się często, że nawet w Wigilię rodziny nie potrafiły podzielić się opłatkiem. Jesteśmy przecież jednym narodem, tak ciężko dotkniętym w przeszłości.
Przypomnijmy sobie słowa wielkiego Polaka, który powtarzał, że to jedność buduje, a niezgoda rujnuje. Tę historyczną sentencję dedykuję przede wszystkim tym, którzy dla własnych niecnych celów grają na najniższych emocjach. Dość już tego. Dość brutalności, dość podziałów, bo to droga ku przepaści. Naszą łagodną polityką i kulturą osobistą damy piękny przykład suwerenowi i doprowadzimy do pojednania. Polska to wielki, wspaniały kraj i przyszłość należy do nas. Ja wiem, że nasi przeciwnicy także mówią, co chcieliby zrobić, ale wcześniej jakoś nie zrobili. Stracili dobry czas dla Polski. Ten eksperyment zwyczajnie się nie udał. Słuchałem nie raz ich przedstawicieli.
Populistycznych słów, pustych sloganów i nigdy niespełnianych obietnic. Często kłamstw. Nie boję się tego powiedzieć. Ordynarnych kłamstw. Jeśli się dokładnie wsłuchać w to, co płynie z ust adwersarzy, to okazuje się, że prócz okrągłych zdań nie ma tam żadnej treści. Szanowni państwo, jak można im wierzyć? Nie dajcie się zwieść. Głosujcie na nas.
[01:22:49] - Tak.
[01:22:50] - No jak? Według mnie był doskonały.
[01:22:53] - Znakomity.
[01:22:54] - Znakomity. Natomiast całkiem niezły, a przynajmniej mocny temat.
[01:23:00] - Tak. Moim zdaniem, jakbym miał pisać felieton na ten temat, to chciałbym go tak napisać. Nie mam z czym polemizować. A że jest to diagnoza nieco okrutna… Ja się nie mogę z nim nie zgodzić.
[01:23:15] - Wspaniałe, piękne i mądre do bólu. Mądre do bólu, jak się przeanalizuje. Natomiast bredzą od czapy i od Sasa do Lasa. To sobie gada. Gadają, gadają, ale jak się wsłuchasz w teksty, to są czasami teksty wręcz porażające socjologicznie. Przynajmniej na wymiar tej kałuży kulturowej, w której się babrają.
[01:23:46] - Tak. Ja nie powiem nic nowego, ale odnoszę takie wrażenie, że taki stosunek dosyć pobłażliwy. Tak jak my czasami nabijamy się z ich języka. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, w naszych uszach brzmi to czasami zabawnie.
[01:24:05] - W ogóle tak od razu pomyślałem, że teraz zrozumiałem, dlaczego świat współczesny się zachwyca demokracją. To co nieracjonalne wróciło do łask po prostu.
[01:24:21] - Tak zwane proste, żeby tak polecieć klasykiem, proste uproszczenie. Tak. Wiesz co? Do ciekawych myśli Julian mnie pobudził i ty zresztą też. My tego bohatera nieustannie rozgrzeszamy tak naprawdę. Poznajemy jego wady, poznajemy jego ciemne sprawki, bo i takie się zdarzają, nawet kiedy jego wybory moralne są przynajmniej dwuznaczne. On tam nie robi żadnych strasznych rzeczy, ale też dumnym nie ma z czego być po prostu. Nie będę wchodził w szczegóły.
[01:25:02] - Ale nas zgryza Masz taką dziwną rzecz, że jak pomyślisz o sobie, czy byś tak postąpił, czy tak byś się zachował, czy tak wysoko byś nosił głowę, jak on to nosi?
[01:25:17] - On nas w gruncie rzeczy zwodzi. Tak naprawdę dajemy się wciągnąć w tę zabawę i w pewnym momencie orientujemy się, że wcale nie ma zabawy. Tak naprawdę daje nam pewien obraz świata. Świata, który nie jest fajny, ale tak naprawdę ten świat jest dosyć okrutny. On po prostu umie się w nim znaleźć. On ma swoje cele. Czemu to służy? W pewnym momencie zaczyna to służyć temu, że odkrywamy, że ten gówniarz zakosztował w tej formie aktywności. Co więcej, mamy właściwie do czynienia z takim chłopaczkiem, który swoje życie postrzega właśnie jak dziecko. Chociaż wiemy o bohaterze, że to w gruncie rzeczy kawał gnoja jest.
[01:26:09] - Tak jest.
[01:26:10] - Groteska wymieszana z grozą, ale coś z tego, co mówimy, coś jest. Ale znajomych na nas poobraża? Coś dzwoni do nas. Coś do nas dzwoni.
[01:26:24] - Ja chyba wiem kto. Julian.
[01:26:27] - Julian.
[01:26:28] - Połączyliśmy się z Julianem. Witaj, Jurku, na antenie.
[01:26:31] - Witam słuchaczy, witam panów prowadzących. Tak jak się umawialiśmy, dzwonię chwilę po wyemitowaniu mojego felietonu i chciałem parę uwag, kilka wyjaśnień państwu przekazać. Sądzę, że chyba dobrze, że zadzwoniłem, bo z tego, co usłyszałem w trakcie dyskusji po felietonie, mam wrażenie, że panowie chyba wyciągnęliście trochę błędne wnioski. Bo według moich założeń człowiek przemawiający w moim felietonie to miała być postać ulepiona ze wszystkich partii, ze wszystkich opcji naraz. Nie należy przypisywać go do jakiegokolwiek jednego ugrupowania, tego czy tamtego. Rozumiecie panowie? Czy teraz moje słowa będą odczytane na wyższym poziomie ogólności?
[01:27:49] - Oczywiście w takiej sytuacji kto by nie przyznał, że rozumie.
[01:27:53] - Może powiem, co mną motywowało do nagrania tego tekstu. Od dziesięcioleci jestem karmiony takimi właśnie przemówieniami i to niezależnie od czasów, czy to 10, 20 lat temu i niezależnie jaka to była opcja polityczna, czy to prawica, czy lewica, czerwoni, czarni, biali, zieloni. Oni wszyscy gadają jednym językiem, takim populistycznym slangiem i na tyle ogólnym, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś konkretnego, z czego ludzie mogliby takiego jednego czy drugiego polityka rozliczyć. Wydaje mi się, że rządzi podstawowa zasada, żeby dla każdego było coś miłego, a oszustwo tkwi już w samych fundamentach. Z samego założenia to jest taki teatrzyk służący przejęciu albo ewentualnie utrzymaniu władzy. Moim zdaniem przynajmniej nie ma nic wspólnego z rozwojem kraju. To trochę nasza wina, bo przyzwyczailiśmy polityków, że mogą nam opowiadać różne bajki, manipulować nami zupełnie bezkarnie. Właśnie manipulacja, bo to jeden z dwóch powodów, dla których nadałem taki tytuł felietonowi. Pisząc, starałem się być ponad polityką i spojrzeć na nią z góry jak na całość. Zastanawiam się, co można byłoby zrobić, żeby to zmienić.
Może powiedzieć im weto? I nie chodzi o jakieś prezydenckie weto, ale takie weto nas Polaków przeciwko temu, że polityka oderwała się od podstawowych, najistotniejszych spraw, a zajmuje się w zasadzie samą sobą. Wydaje mi się, że z każdą kadencją jest z tym gorzej. To może tyle, jeśli chodzi o powód napisania felietonu. Muszę dodać, że śmieszy mnie to, że ludzie tak łatwo dają się zmanipulować i żyją tak bardzo głęboko tą polityczną ustawką. Wszystko okej, ale przestaje to być śmieszne, kiedy ludzie jeszcze podjudzani przez polityków tak bardzo się wkręcają, że zaczynają zwyczajnie rzucać się sobie do gardeł. Dobra, to pierwsza część mojej wypowiedzi. Trochę się rozgadałem.
[01:31:13] - Witaj, Julianie. Kilka rzeczy chciałbym powiedzieć, bo trudno nie przyznać ci racji. W bardzo wielu sytuacjach to, co powiedziałeś przed chwilą, jest po prostu prawdziwe.
[01:31:25] - Przepraszam, boję się, że zapomnę. Jeszcze tylko trzy zdania i kończę. Chciałem powiedzieć o innym poziomie manipulacji i to ważne, bo to działa na nas w zasadzie w każdym aspekcie życia. Chodzi mi dokładnie o wszelkie fejki, fake newsy, półprawdy, fotomontaże i reklamy, które też nas oszukują i zatruwają nasze umysły. Mała armia ludzi codziennie chodzi do pracy tylko po to, żeby nam, bardziej lub mniej świadomym, zmienić obraz rzeczywistości, namieszać w głowach. Abyśmy wierzyli, że jakaś partia X jest lepsza od partii Y, że cukier w jednym sklepie ma więcej w sobie cukru niż w innym. Albo że większe już nie będzie, że już doszliśmy do maksimum. I to wszystko działa na naszą świadomość i podświadomość. I faktycznie działa. Wierzymy w to, bo przy dzisiejszej technice wszystko można zrobić w sposób niemal doskonały.
Ludzie nawet nie wiedzą, kiedy są oszukiwani. W dobie internetu, kabelówki to wydaje się banalnie proste. Dam taki przykład, może pierwszy z brzegu. Wszystko, co powiedzieli prowadzący po moim felietonie, mimo że to było bardzo miłe i dziękuję im za to, nie było prawdą. Może dlatego, że nie powiedzieli jeszcze ani jednego zdania, bo felieton trwa nadal. Liczę na poczucie humoru prowadzących i także słuchaczy. Ten świat jest dziwniejszy niż nam się wydaje. To teraz już oddaję głos. Dziękuję i pozdrawiam.
[01:33:40] - Pojawia się to stwierdzenie, którego, Julian, użyłeś. Ten świat jest chyba troszkę dziwniejszy niż nam się to powszechnie mówi.
[01:33:52] - Jeszcze jedno. Czy jesteście pewni, że to, co za chwilę usłyszycie, nie zostało przeze mnie nagrane?
[01:34:09] - Tak, Wiktorze. Teraz jesteśmy już naprawdę, proszę państwa. Teraz już nie jesteśmy z taśmy Juliana, prawda? Weź coś powiedz.
[01:34:20] - Na początku tej audycji powiedziałem, że kiedyś, w przyszłości, to taki Sęk "Ivellios" będzie podkręcał gałeczki i manipulował Żbikiewiczem oraz tego. A jakoś wychodzi z tego, że to już dzisiaj niejaki Julian pokręca pokrętłami i manipuluje nami. Nieźle.
[01:34:45] - Zobacz, nieźle.
[01:34:46] - Blisko było od wczoraj do dzisiaj.
[01:34:49] - Sprawdźmy, czy Ivellios jest po drugiej stronie, bo teraz już nie wiadomo, co jest prawdą, co nieprawdą. Ivelliosie, jesteś?
[01:34:56] - Jestem.
[01:34:58] - Proszę, czyli wszyscy w komplecie. Możemy ruszać. Ja przed felietonem Juliana się zawahałem, czy nie zacząć o pewnej rzeczy, ale rzeczywiście dobrze się stało, że poczekałem do czasu pofelietonowego. Zanim o tym powiem, to przyznacie państwo, że wszystkich nas Julian nieźle wkręcił. A wnioski, o których mówił, o tym, czym się stała dzisiaj polityka, moglibyśmy audycję przedłużyć mocno, w noc uderzyć z tą audycją, bo rzeczywiście coś się porobiło takiego z tą polityką, że już nic mądrego nie powiem, bo wszyscy to państwo doskonale wiecie, co będę rozwijał.
[01:35:52] - Mówisz: „Państwo wszyscy najlepiej wiecie”. Otóż nie wiecie. Nie wiecie na przykład jednej rzeczy i musimy się tutaj uderzyć w pierś, że tak naprawdę jest to tak, że Juliana nie ma. Myśmy go zmanipulowali.
[01:36:09] - A to myśmy nie powiedzieli faktycznie.
[01:36:12] - Juliana nie ma. Od dłuższego czasu my manipulujemy waszą świadomością, piszemy teksty za autora, którego nie ma, który nie żyje w ogóle.
[01:36:23] - Jest nawet takie podejrzenie, że część tekstów Juliana w ABW Wiktor pisze.
[01:36:28] - Tak, a część Żelkowski.
[01:36:31] - Tak, też są takie teorie spiskowe na ten temat.
[01:36:34] - Zgadza się. Tak naprawdę nie wiadomo, jak jest naprawdę.
[01:36:39] - Właśnie. Ale zacząłem mówić jeszcze przed felietonem Juliana o tym i się zawahałem, bo w gruncie rzeczy ta powieść Tadeusza Markowskiego „Mutanci”, czyli prequel, czyli to, co się pokazało później, to jest, po części przynajmniej, również powieść o tym, jak manipuluje się rzeczywistością. Tam się też to dzieje. Walka polityczna, która jest pokazana w elitach władzy, jeszcze takiej władzy, którą my lepiej rozumiemy niż te walki, które się odbywały w „Umrzeć, by nie zginąć”. Tam to już jest rzeczywiście duży stopień abstrakcji. Natomiast w „Mutantach” życie polityczne jeszcze w jakiś sposób przypomina to, co nas otacza. Ale co ciekawe, Markowski pisząc swoją powieść na początku lat 80. pokazał sztukę manipulacji. Świat polityki, zdaje się, jest nierozerwalnie z tą manipulacją powiązany. Bo to, co się dzieje na kartach powieści „Mutanci”, w jaki sposób toczy się walka o władzę, kto z kim zawiera sojusze i dlaczego je zawiera.
I to są ludzie najczęściej, którzy się nienawidzą, ale mają wspólny cel, przynajmniej na jakiś czas. To, w jaki sposób mutanci, jedni z bohaterów tej powieści walczą o przeżycie, o funkcjonowanie w społeczeństwie, a później o możliwość pożegnania się z tym społeczeństwem. To dokładnie wpisuje się w problematykę, o której mówił nam Julian. O której bardzo często my dzisiaj też rozmawiamy, bo polityka, nie ukrywajmy, stała się czymś, co porusza nas, czy tego chcemy, czy nie. I o czym wspominał Julian w felietonie, że właściwie rozgrzewa wszystkich i czasami wbrew naszej woli gotowi jesteśmy rzucić się komuś do gardła, bo powiedział coś, co nam się nie podoba. To znajdujemy w powieści Markowskiego. Tylko znowu, kiedy on to napisał? My wszyscy żyliśmy wtedy w czasach, gdzie panowała pszennoburaczana komuna, której życie polityczne sprowadzało się do kolejnych zjazdów partii, plenów, wygłaszanych przemówień o wyższości socjalizmu.
[01:39:26] - Żyliśmy również w czasie marzeń, iluzji, tego, że teraz jak wejdziemy w kapitalizm, to każdy będzie mógł się dorobić.
[01:39:35] - Tak jest!
[01:39:36] - Każdy będzie przedsiębiorstwo mógł założyć.
[01:39:38] - Masz rację, bo przecież był taki krótki etap w czasach tuż poprlowskich, że to wcale nie są dowcipy w tych wczesnych filmach, które się pojawiały wówczas, że wystarczyło założyć spółkę, żeby być bogatym. Żadnego powiązania podówczas, przynajmniej niektórzy, może ci mniej wyedukowani, nie widzieli powiązania pomiędzy tym, że żeby być bogatym albo przynajmniej bogacić się, to nie wystarczy mieć spółkę, ale ta spółka w ogóle musi coś robić. Był taki czas, że myślano: jak facet ma spółkę, to on z samej istoty tego, że ma spółkę, jest bogaty, wszystko może i tak dalej. To był stan świadomości. Dlatego tu znowu chylę czoła przed autorem, przed Tadeuszem Markowskim, że on nam pokazał. Myśmy tego tak naprawdę nie rozumieli, bo książka, tak jak powiedziałem, „Mutanci” pojawiła się w 88. roku. Poza rekinami biznesu, poza ludźmi, którzy prowadzili firmy polonijne. Kto to dzisiaj pamięta, co to były firmy polonijne? I tak dalej.
To większość społeczeństwa była wyedukowana średnio. Jeszcze jak się pojawił kapitalizm, to potrafili różne rzeczy sprzedawać z łóżek polowych. Książkami się świetnie handlowało wtedy, ale w gruncie rzeczy mechanizmów ekonomicznych, mechanizmów robienia biznesu tak naprawdę niewiele osób znało. Tak samo, jak nie znali mechanizmów polityki. Przecież jak się dzisiaj spogląda na początki III Rzeczpospolitej, to jak nas elegancko politycy robili wtedy w konia. Jestem elegancki, powiem w konia, żeby nie powiedzieć w wała. Po prostu skręcili z nas idiotów. Dzisiaj też się czasami wzdycha głęboko.
[01:41:43] - Można jeszcze bardziej dobić mnie takim słowem na H, ale podejrzewam, że nie chcesz go użyć.
[01:41:48] - Nie chcę go używać. Po prostu jak dzisiaj czasami przypominam sobie tamte czasy i przypominam stopień swojej naiwności.
[01:41:59] - Jak przesłuchałem przemówienia w felietonie Juliana.
[01:42:03] - Tak!
[01:42:04] - Słuchałeś.
[01:42:05] - I oni gadali to samo. Dobrze tu Julian powiedział, dokładnie w ten sam sposób, tymi samymi frazami. To zresztą bardzo celnie w komentarzu na czacie Ivellios zauważył w takim kąśliwym komentarzu, że Radia Paranormalium słuchają też użytkownicy sejmowego Wi-Fi. Więc nie zdziwię się, jeśli sobie właśnie spisują twoje słowa. To do Ivelliosa. I jakoś dziwnym trafem się powtórzą podczas kampanii prezydenckiej. Tak, bo w gruncie rzeczy ja nie wiem, z czego Julian tak naprawdę czerpał. Z różnych źródeł na pewno. Ale bądźcie państwo obiektywni, to tak naprawdę od dziesiątków lat się nie zmienia. To są te same frazy.
One są miksowane na różne sposoby. Ale w gruncie rzeczy, gdy ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to tylko jedna strona używa takiego języka, a druga nie. Druga jest fajniejsza, bo używa mądrzejszego języka. Możecie w to państwo oczywiście wierzyć. Proszę bardzo. Ja w to nie wierzę, już dawno przestałem. I tak jak powiedziałem, sam siebie sprzed kilkudziesięciu lat, 20 czy 30, traktuję jak radosnego idiotę. Czasami, jak sobie przypomnę, o czym myślałem, jakie refleksje przychodziły mi do głowy, kiedy słuchałem pierwszego, drugiego, piątego, któregoś tam przemówienia taką frazą właśnie, jak tu Julia zaprezentował.
[01:43:41] - Nieważne, co myślałeś, ale myślałeś być, i ja również, niezłym idiotą, skoro uważałeś, że to, co oni mówią, to jest w ogóle cokolwiek ważne.
[01:43:53] - Ale właśnie o tym mówię. Mój stan świadomości na początku lat 90., a może nawet pod koniec lat jeszcze 90., nie będę się przyznawał, bo nie będę kręcił bicza na siebie, był taki, jak przed chwilą przedstawiłem. A tymczasem Tadeusza Markowskiego 10 lat wcześniej było stać na analizę tego, jak wygląda w gruncie rzeczy polityka. Robienie polityki tak jak robienie parówek troszeczkę. On to pokazał. Oczywiście pokazał to w świecie, który się dzieje za „oho”, a może i dalej. Ale w gruncie rzeczy, jak powiedziałem, te starcia polityczne państwo prześledzicie, to coś tam się człowiekowi w kieszeni otwiera, bo to tak dokładnie wygląda. Politycy u Markowskiego, tamtejsi politycy nie mają żadnej moralności, najmniejszej. Gotowi są stosować metodę łanową, jeśli chodzi o przeciwników, czyli kosić ich całymi łanami, bo to nie ma żadnego znaczenia z ich punktu widzenia. Liczy się to, żeby władzę zdobyć.
Zawarcie sojuszu z kimś, kogo się nienawidzi i to serdecznie, z głębokiego przekonania się go nienawidzi, jest jak najbardziej okej, jeśli służy temu, żeby jakiś cel osiągnąć polityczny. Wykończenie grupy elitarnych mutantów, co ja już gadam, ale właśnie tych bohaterów powieści „Mutanci” dla celów politycznych tak naprawdę jest jak najbardziej okej.
[01:45:31] - Ale przypomnę ci z II wojny światowej, że zbombardowanie Nagasaki i Hiroszimy było celem wyłącznie politycznym, nie militarnym, gdyż zbliżały się w Stanach wybory i, że tak powiem, zbyt dużo ofiar, żołnierzy na froncie załatwiłoby głosy przeciwników. Po prostu należało oszczędzić żołnierzy. Nic poza tym.
[01:46:01] - Stany Zjednoczone to jest takie miejsce, demokracje to są w ogóle takie miejsca, gdzie zawsze są jakieś wybory. Jak nie za rok, to za dwa, a jak nie za dwa, to za półtora. Nieważne. Zawsze są jakieś.
[01:46:14] - Niekoniecznie w Kalifornii, ale mogą być w Knesecie akurat wybory.
[01:46:19] - Wtedy jeszcze Kneset. Nie, wtedy, kiedy bomba spadała, to nie było Knesetu.
[01:46:23] - Ale później również tam rządzili.
[01:46:25] - Natomiast-
[01:46:26] - Kneset był w Kalifornii.
[01:46:28] - Być może. Nic na ten temat nie wiadomo. Ale ja jeszcze, żeby pokazać, jak daleko sięga propaganda, bo znowu nie chciałbym wchodzić w dyskusję, bo oczywiście można i taki punkt widzenia przyjąć, to podam jeszcze coś. Kolejnym uzasadnieniem zrzucenia bombki jednej i drugiej na Japonię było to, że gdyby Amerykanie jej nie zrzucili, to Rosjanie, ponieważ zakończyli wojnę w Europie, właśnie zaczęliby zajmować wyspy japońskie.
[01:46:56] - No tak.
[01:46:56] - I trzeba było je zająć wcześniej. To Amerykanie zrobili, ponieważ zostali zrobieni w trąbę przez Rosjan w Europie, postanowili wyciągnąć wnioski z tej lekcji. I tak można dalej, dalej. Albo się będziemy karmić argumentacją taką polityczną, która wtedy była wytaczana, dzisiaj też jest powtarzana, albo też będziemy patrzeć nieco chłodniej. Bo to, co powiedział Wiktor, w gruncie rzeczy jest bardzo zbieżne z tym, o czym mówiłem, co ma miejsce w książce „Mutanci”. Bo proszę państwa, można różne uzasadnienia. Wojna to w ogóle, kiedyś powiedziałem o tym, że na wojnie nie chodzi o to, żeby ginąć za ojczyznę, tylko o to, żeby te skurwysyny z drugiej strony ginęły za swoją. Tak, przyjmując taki punkt widzenia, to rzeczywiście wykończenie, odparowanie iluś tam tysięcy Japończyków było lepsze niż dać zastrzelić swoich. Tak, oczywiście, jak się przyjmuje taki punkt widzenia, to owszem. Ktoś powie: „Żelazne reguły wojny” i tak dalej.
Nie wchodźmy w tę dyskusję, bo to nie ten poziom w ogóle. Chodzi o to, że jeśli macie państwo dobrą pamięć i interesujecie się historią, a przerzucicie sobie kilka lat do przodu po tym, co się stało w 1945 roku, to zobaczcie, co się działo. Nowe rozdanie, nowy układ. Oczywiście zły komunizm, który się musiał z dobrą Ameryką zetrzeć. Chyba nie te formaty w ogóle, nie takimi kategoriami dobra, zła należy operować. Możemy z kimś bardziej sympatyzować, z kimś mniej. Dlaczego ja to tak rozwijam?
[01:48:45] - Mi się tak skojarzyło zupełnie na marginesie tego, że my bardzo często żyjemy zupełnie jak idioci i-
[01:48:53] - Ewidentnie dajemy się wkręcać.
[01:48:54] - Na przykład z czasów komuny. SB. Straszna rzecz to była, nie? Straszna. Ale to samo SB w Stanach Zjednoczonych to było coś! Tacy chłopcy. Oni dbają o pokój i w ogóle-
[01:49:14] - I demokrację.
[01:49:14] - I demokrację.
[01:49:17] - Akurat książki szpiegowskie przez Toma Clancy'ego, kiedyś rozmawialiśmy, bardzo dobrze się czyta. Po prostu Amerykanie umieli lepiej sprzedawać swoje służby. Tak samo jak najpierw pisarz, a później filmowcy potrafili sprzedać Brytyjczyka Jamesa Bonda i zrobić z niego bohatera, który walczy ze złym komunizmem, z chińskimi i rosyjskimi służbami specjalnymi. To byli nasi. Jak to mówi jeden z publicystów śmieją się na naszych i ich skurwysynów. Ktoś dzwoni.
[01:49:59] - Tym razem Julian, ale to ten żywy, nie taśmowy. Witaj Julian.
[01:50:05] - Śliwicki.
[01:50:06] - Witam serdecznie słuchaczy. Witam panów prowadzących. Czy jakość połączenia jest na tyle dobra, że mnie słychać?
[01:50:19] - Fantastyczna.
[01:50:19] - Jak najbardziej.
[01:50:21] - Dobra, super. Panowie, niestety nie udało mi się na czas przeczytać książek, które dzisiaj są omawiane, ale dokładnie kilka zdań tylko, jeżeli chodzi o powrót do tego, co przed chwilą poleciało z taśmy ode mnie. Może powiem w ten sposób: ludzie, którzy mają na tyle dużo lat, że jednocześnie żyli w czasach komuny i żyją dzisiaj, mają taką, tak sądzę, umiejętność czytania między wierszami. Dlaczego? Dlatego, że dzisiaj prawdy w mediach nie ma. Należy ją syntetyzować własnym umysłem. Jeżeli ktoś to potrafi zrobić. Dzisiaj media, czy to telewizja, gazety są w jakiś sposób połączone przez powiązania polityczno-biznesowe. I mam takie wrażenie, że dziś gazeta czy stacja telewizyjna, która miałaby podawać informacje całkowicie niezależne, nie byłaby w stanie przetrwać finansowo. Trzeba się postawić gdzieś tam, w jakimś rejonie polityczno-biznesowym, żeby przetrwać.
Ja pamiętam taką sytuację lata temu, dlatego, że nie mam 19 lat i kiedy doszło do awarii w Czarnobylu, gdzieś tam w lokalnej mojej gazecie przeczytałem informację na czwartej stronie, taką krótką na pięć zdań, że w Czarnobylu w elektrowni atomowej doszło do awarii. Nie ma żadnych ofiar i wszystko jest okej. I wtedy włosy mi się zjeżyły na głowie i pomyślałem sobie: „O kurczę, to musi być jakaś straszna tragedia”. I to jest ta umiejętność czytania między wierszami. To jedna rzecz. Druga, że dzisiaj mamy nowy internet. Internet różni się o tyle od mediów tych wcześniejszych typu telewizja, radio, gazety tym, że w internecie informacje dostępne są non stop. To są takie jak na Księżycu: oceany, morza i jeziora. I one cały czas czekają na każdego, kto w nie wejdzie i ma ochotę się pochlupać. Jeżeli ktoś jest lewicowcem, prawicowcem, pedofilem, każdy znajdzie dla siebie akwen, w którym może się non stop kąpać i nasycać się tym, czym już jest w zasadzie przesycony.
I myślę, że ludzie jeszcze nie znaleźli jakiejś obrony przed tym medium. Tak jak potrafiliśmy zrozumieć i opanować radio, telewizję, gazety, tak internet na dzisiaj jest jeszcze nieobeznany dla nas i dlatego działa w jakiś mocny sposób. Myślę, że sobie z tym poradzimy, ale to jeszcze musi potrwać. To, co chciałem dodać do mojego felietonu, jeszcze tylko jedno zdanie. Piękne było odbicie piłeczki. Bardzo się śmiałem, słuchając na żywo. Ale żeby zakończyć, to powiem, że teraz dzwonię faktycznie, autentycznie i nie jest- To w żaden sposób nagrane. Dziękuję.
[01:55:31] - Zobacz jak go poniosła ambicja. Musiał się wykazać, że nie jest-
[01:55:39] - Oj, mamy chyba jakiś problem z połączeniem. Wiktora nam urwało i Marka, znając życie również. Zawiesili nam się panowie.
[01:55:47] - To w takim razie ja tylko zostałem na antenie, tak?
[01:55:51] - Muszę zobaczyć, czy czasem nie ma trouble, ale to nie jest u nas jakiś problem, tylko chyba u Marka i-
[01:55:57] - Powiedziałem wszystko, co miałem do powiedzenia.
[01:56:00] - Może aż za dużo powiedziałeś i urwało z wrażenia.
[01:56:04] - Nie, myślę, że nie. Panowie są odporni.
[01:56:06] - Marku, Marku, panie Wiktorze, nie słyszymy was. Halo, halo? Taśma się urwała.
[01:56:15] - Na forum czytam: „Jurian nawijaj”. To nie jest takie proste.
[01:56:26] - Marek nie odebrał wiadomości na Messengerze, także obawiam się, że chyba mają jakiś problem z połączeniem internetowym. Może spróbuję do nich zadzwonić na telefon, a ty w tym czasie możesz oczywiście ponawijać jeszcze trochę. Jak najbardziej. O, odebrał.
[01:56:47] - Piątek 13, jak ktoś napisał na forum. Może tak, połączę to, o czym mówiłem z koronawirusem. Boję się, że wszelkie informacje, które otrzymujemy dotyczące sytuacji epidemiologicznej w kraju, są także filtrowane politycznie i filtrowane przez to, co się komu opłaca i co lepiej brzmi. Dostaję skrajnie różne informacje. Z jednej strony oglądając telewizję i panów, którzy występują na ekranie i są to rządzący, mówią, jak to jest wspaniale, jak to jesteśmy przygotowani, jak trzeba myć ręce i czego unikać, a z drugiej strony krążą w sieci informacje, trudno powiedzieć, na ile prawdziwe, że sytuacja jest dramatyczna, że w szpitalach brakuje dla lekarzy, dla pielęgniarek maseczek, kombinezonów, strojów odpowiednich, które chroniłyby tych, którzy mają nam pomagać. To raz. Dwa: mam dziwne wrażenie, że jest pewien problem z, jak to określić, żeby nikogo nie urazić. Pewien problem z zachowaniem się w hierarchii kościelnej i z ich decyzjami. Ja rozumiem wiara, religia, ale niedługo wszystko będzie zamknięte sztabami na kłódki. Wiele firm, wiele instytucji, a kościoły nadal będą otwarte, ludzie będą tam chodzić i będą się zarażać jeden od drugiego.
Najgorsze jest to, że ci ludzie później wrócą do domu i będą zarażać rodziny. To jest jakaś taka czarna dziura. Uważam, że jak wszyscy to wszyscy powinniśmy zadbać razem o to, żeby nie było takich sytuacji, w których zostawiamy luki. Luki, które mogą doprowadzić do tego, że wszystko, co robimy, spełznie na niczym. Z tym wirusem nie ma żartów.
[02:00:14] - Może spróbujmy teraz dać głos Markowi, Wiktorowi, bo tam jakieś klikanie już słyszałem. To jest dobry znak. Marku, panie Wiktorze?
[02:00:23] - Jesteśmy. Piątek 13 wywaliło nas, a my tu taką piękną historię opowiadaliśmy. To ją teraz opowiemy. Zaczęliśmy od tego, że-
[02:00:33] - Chciałem tylko pożegnać. Dziękuję serdecznie. Do usłyszenia i przełączam się na odbiór. Cześć, pa.
[02:00:39] - Cześć, do usłyszenia. Przypomnę tylko, że to był ten prawdziwy Jurian, a nie taśma. Jak najbardziej na żywo. A skoro mamy parę sekund tutaj przerwy, to przypomnę kontakty telefoniczne do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. No i cały czas także zbieramy komentarze z czatów z Facebooka. Ja wszystko tutaj oczywiście Markowi i Wiktorowi na Messengerze pięknie i skrzętnie kopiuję i wysyłam. To teraz mogę oddać wam głos.
[02:01:29] - To ja teraz powiem, że zaczęliśmy od tego, że niezły mamy syntezator, prawda? Jak ten Julian. Pociągnęliśmy historię i teraz już nikt nie wie, czy Julian jest, czy go nie ma. Nieźli jesteśmy. A tak już poważnie, to Julian wspomniał o Czarnobylu, a ty Wiktorze mówiłeś o tym świecie, o czym wspominał Julian. Czy to się da w tej chwili jakoś wyprostować to, że nie potrafimy filtrować Internetu i że właściwie podłączamy się pod to, co nam się podoba?
[02:02:07] - Ja wysnułem, że ewolucja powinna zaakceptować przynajmniej społeczność, ślepotę i głuchotę jako pozytywne cechy. Przynajmniej jednostronną ślepotę i głuchotę. Nie słuchanie, nie słyszenie, nie widzenie, tylko uważanie tego, co zawsze jest.
[02:02:30] - Ja nie jestem takim optymistą, jakim optymistą jest Julian, jakim ty jesteś, bo ja uważam, że coś się bardzo zmieniło, że Internet spowodował, że zniknęły wszelkie hamulce i ja nie jestem wcale pewien, czy jak one już zniknęły, to się pojawią kiedykolwiek. Tu przywołam historię z Czarnobylem, którą przywoływał Julian. Otóż ja o Czarnobylu dowiedziałem się z BBC, z radia BBC, które nadawało do Polski w języku polskim. I tam wtedy usłyszałem, że coś się stało, że jakaś chmura nad Szwecję napłynęła, bo ona najpierw rzeczywiście pożeglowała w kierunku Szwecji, później wróciła nad Polskę. I że jest coś dziwnego. Ale to było zupełnie inne BBC niż to, z którym mamy do czynienia dzisiaj. Wtedy BBC trzymało standardy, na które dzisiaj się już tylko powołuje. Obiektywna informacja, oddzielenie właśnie informacji od komentarza. To dzisiaj praktycznie nie funkcjonuje ani w mediach. Popatrzmy na polskie media.
Pokażcie mi państwo którąś rozgłośnię czy którąś stację telewizyjną, która konsekwentnie oddziela jedno od drugiego. Myślę, że będą mieli państwo za duże kłopoty, obojętnie, bez względu na to, jakie macie państwo sympatie polityczne i czy uważacie, że Polska jest wspaniałym krajem, świetnie przygotowanym na epidemię, czy też to państwo jest na skraju upadku. Bez względu na to, jakie macie poglądy, to i tak będzie wam trudno wskazać obiektywne medium, które funkcjonuje. Dlaczego media te tradycyjne, bo telewizję już można uznawać jako medium tradycyjne, dlaczego można powiedzieć, że one się tak zmieniły? Zmieniły się właśnie między innymi pod wpływem Internetu, który jest nieokiełznany. Julian o tym częściowo mówił. Istotą Internetu jest w ogóle nadmiar informacji oraz fałszywość informacji, nieobiektywizm informacji. „Damy ci wszystko, o czym marzysz. Tylko kliknij w nas. Jak w nas klikniesz, to znajdziesz to, czego chcesz”.
I moim zdaniem to jest rzecz nie do opanowania. I tu ciekawa refleksja. W książce Tadeusza Markowskiego nie ma, bo pewno nie mogło być i o ile mówiłem, że wiele jego przewidywań, wiele jego obserwacji się sprawdziło, to nie ma jednej rzeczy. Nie ma świata elektroniki, nie ma świata sieci. One oczywiście funkcjonują, ale na innym poziomie, nie na poziomie społecznym. Różnego rodzaju połączenia sieciowe funkcjonują na takim poziomie użytkowym. Coś się załatwia dzięki zsieciowaniu różnych miejsc, natomiast nie funkcjonują w kategoriach społecznych, w związku z czym ten świat przedstawiony przez Tadeusza Markowskiego jest bardzo nowoczesny, ale jakby pozbawiony tego, co wiemy o tym świecie, czyli że w bardzo poważnej części ten współczesny świat składa się właśnie z życia w sieci, życia elektronicznego. Mamy co prawda coś w rodzaju wirtualnego świata rozrywki, umrzeć by nie zginąć, ale jednak to nie jest to, co znamy, to tylko się do tego zbliża.
[02:06:06] - Wiesz, ostatnio rozmawiałem z bardzo młodym człowiekiem, zresztą podkreślę, że bardzo inteligentnym. W trakcie naszej rozmowy wyszło coś na temat Internetu i ja wystrzeliłem taką uwagę, że mówiliśmy o jakimś fakcie, w który można wierzyć albo nie wierzyć, który można sprawdzić w Internecie. Tylko ja zwróciłem uwagę, że nie wiadomo, czy ten fakt jest faktem i nie wiadomo, czy w ogóle można w ten fakt w jakikolwiek sposób wierzyć, bo na tym polega Internet. Na co zobaczyłem dość zdziwiony wzrok tego młodego człowieka i promienny uśmiech na twarzy. „No właśnie, ale to jest właśnie fajnie”.
[02:06:56] - Być może tak.
[02:06:59] - Dla mnie to jest przerażające.
[02:07:01] - Ale wiesz co jest ciekawe i takie porównanie naszło mnie w tej chwili. Bo z kolei świat przedstawiony przez Markowskiego nie jest manipulowany na poziomie elektronicznym, bo go nie ma. Po prostu nie ma sieci funkcjonującej w kategoriach społecznych. Ale on, ten świat jest manipulowany przez mutantów właśnie, ponieważ ja wspominałem, oni mają władzę telepatyczną i potrafią tobie samemu wmówić Że myślisz co innego, niż myślałeś. To zresztą Markowski pokazuje, jak oni sprawnie przyciągają ludzi na swoją stronę. Jak nie dopuszczają do pewnych działań, ponieważ ingerują tak głęboko w świadomość, że ludzie zmieniają pewne spojrzenie. Czasami powstrzymują się przed tym, ale wtedy wiedzą, dlaczego się powstrzymują. Bo wiedzą, że jak już ten umysł zaingerujemy, to już nie będzie ten sam człowiek. Kiedy mu się pogrzebie w mózgu, pozmienia różne rzeczy, to już będzie ktoś inny. I czasami zależało głównym bohaterom na tym, żeby mieć oryginał, a nie coś w rodzaju kopii, bo jak się już w tej główce pogrzebie, to mamy kopię, a nie oryginał.
[02:08:28] - Wiesz, ale ja pamiętam takie czasy. Zresztą zawsze tak chyba, Marku, było, że ja znam na przykład takie osoby, zwykle płci odmiennej, które tak ingerowały w mój mózg, że ja je zaczynałem kochać po prostu. Czyli te rzeczy zawsze były.
[02:08:46] - Nie chcę cię zbijać z tropu, ale to twoje wydzieliny wewnętrzne, hormony i tak dalej, tak ingerowały w mózg, to też jest rodzaj manipulacji.
[02:08:59] - Dobrze, ale ja ci zwrócę uwagę, że zawsze również tak było, ale na poziomie dwóch stron, czyli dwóch osób, czyli jednostek, czyli indywidualności, ta rzecz jest dosyć bezpieczna. Natomiast jeśli to ma wymiar społeczny, to zaczyna wiać grozą. Otóż zwróć uwagę, że na przykład w takim matriarchacie albo patriarchacie zawsze istniało coś takiego, że w patriarchacie on tutaj rządzi, w matriarchacie ona rządzi, a poza tym istnieją intrygi. I ta druga strona wie doskonale, kto tu naprawdę rządzi. Jeśli to jest ustawione jasno i prosto, tu mamy patriarchat, tu mamy matriarchat. Wiadomo, że istnieje ten, kto rządzi. On naprawdę nie rządzi, bo rządzą intrygi. Ale mamy przynajmniej ustawione. On ma wrażenie, jest cisza i pokój. Ale jeśli to jest to samo, stosowane na skalę globalną wobec miliardów ludzi, te same zachowania, ta sama manipulacja, to jest groza, bo tutaj nie ma tej strefy buforowej między rodziną, między kobietą a mężczyzną.
Te konflikty jakoś się amortyzują, natomiast co będzie w przyszłości amortyzowało te konflikty społeczne? Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. To będzie groza kiedyś, Marku.
[02:10:39] - Wiesz co? Ciekawe, że o tym powiedziałeś. Bardzo się z tego cieszę, bo znowu tym wszystkim krytykującym powieść Markowskiego „Umrzeć, by nie zginąć”, że jest taka strzelanka, ja powiem coś bardzo ciekawego. Otóż Markowski, mimo że opisuje strzelanie, życie polityczne, manipulacje i tak dalej, jest też moim zdaniem dosyć dobrym obserwatorem pewnych procesów psychologicznych. Wiem, to brzmi mętnie, zaraz się postaram odwołać do konkretów. Otóż on pokazuje w swoich książkach, a szczególnie w „Umrzeć, by nie zginąć”, pewną dziwną, użyję słowa „relacja”, ale niechętnie, pewną relację pomiędzy parą mutantów. W pewnym momencie się już orientujemy, że oni się tak naprawdę darzą uczuciem. I to uczucie przełamuje bardzo wiele takich problemów, które mogłyby się pojawić, gdybyśmy cały świat ogarniali tylko i wyłącznie racjonalnie. Ci bohaterowie pewno sami są zdziwieni. Są takie momenty, że przy całej swojej racjonalności, przy działaniu bardzo sprawnym, nastawionym na cel, jednocześnie uwzględniają to, że mają kogoś, kogo kochają.
To też jest wprowadzenie takiego dysonansu w tę narrację.
[02:12:24] - Dałeś mi troszeczkę odpowiedź na moje pytanie, co amortyzuje albo co jest amortyzatorem. W związku między mężczyzną a kobietą to uczucie jest amortyzatorem. A w skali społecznej co może być takim amortyzatorem? Jak na razie zwykle to bywa tylko i wyłącznie lokalny, chwilowy gniew.
[02:12:50] - Tak, ale jeszcze się robi ciekawiej, bo to społeczeństwo żyjące w Czarnych Wieżach właściwie nie zna uczucia. Mówię o tych niższych kastach. Nie zna uczucia. Oni znają seks, bujne życie erotyczne, nawet wyuzdane życie erotyczne. Ale uczucie to jest coś obcego.
[02:13:13] - U moich przyjaciół też to jest obca rzecz.
[02:13:16] - Wyższe klasy w Czarnych Wieżach już znają ten ból. Co więcej, jedna z bohaterek, będąca przywódczynią jednej z wież, jest głęboko zakochana w swoim wrogu. Byli kiedyś parą, później przestali tą parą być, ale ona dalej go kocha. Nie będę wchodził w szczegóły, bo Nie będę psychologizował, ale ponieważ jesteśmy przy uczuciach, to gdzieś tam zaraz za tym uczuciem stoi coś jeszcze. Bo o wielu rzeczach w książkach Tadeusza Markowskiego powiedzieliśmy, ale nie powiedzieliśmy o tym, co w latach 80. było niezwykłe. Dzisiaj już jest to chleb powszedni, bo jak ktoś czytał Graya albo jakieś inne książki, to już o tym świetnie wie, że w literaturze tego może być dużo albo nawet nadmiarowo. Ale w powieściach Tadeusza Markowskiego seksu jest dużo. Seksiał się i seksiał. To wtedy, w tej socjalistycznej wszaczności nie było takie oczywiste.
A tutaj wiecie państwo, powtarzam, jak ktoś już czytał Graya, to niczym go Tadeusz Markowski nie zaskoczy. Niemniej jednak to nie brzmi tak, jak ja to często mówię o tym łupu-cupu. Nie, to jest pokazane całkiem fajnie i ze smakiem. Nawet ta sfera pokazuje, że autor jest autorem doświadczonym i wiedzącym, o co w tym wszystkim chodzi. Że nie o to łupu-cupu, broń Boże, tylko o to, żeby pokazać - znowu musi paść to słowo paskudne - relacje, ale właśnie pokazać uczucie, że ono jest gdzieś tam zakotwiczone. Moim zdaniem kolejna rzecz, która przemawia na plus tej książki, że to nie są bohaterowie, którzy wąchają kwiatki i mówią, jak się bardzo kochają. Gdzieś tam pada, ale jest też bardzo dużo takiej realności, tego, jak uczucie pomiędzy parą dorosłych ludzi wygląda. Nie wiem, co ja tu jeszcze więcej będę mówił na ten temat. Bo przyznasz, w twoich książkach z tamtego czasu tak się nie seksiał, jak to u niego.
[02:15:45] - No właśnie nie. Musiałbyś poczytać.
[02:15:50] - Ja poczytałem. Może nie trafiłem na te opowiadania. Wiesz co? Z tych opowiadań, które czytałem, to pamiętam gołego faceta na pustyni, jak krzyczy w niebo.
[02:16:00] - Mnie interesowała bardziej droga do, a nie...
[02:16:03] - No właśnie!
[02:16:04] - Już żeśmy doszli.
[02:16:05] - Dobra, niech ci będzie. Wiesz co, Wiktor, gdzieś tam się powoli zbliżamy do końca. Jeszcze czas będzie na podsumowania. A tu jeszcze jeden felieton przed nami. Tomek Fąs i jego spojrzenie na naszą rzeczywistość. Marku, prosimy.
[02:16:26] - Różne odcienie szarości. Spokojnie, proszę państwa, nie będę dzisiaj mówił o, jak to się w polskim tłumaczeniu przyjęło, „Twarza Graya", czyli właśnie „Odcieniach szarości". W ogóle dzisiaj wyjątkowo odejdę trochę zarówno od tematu audycji, jak i też poniekąd od literatury. A to z tego względu, że mieliśmy niedawno dosyć, moim zdaniem, istotną rocznicę. Mianowicie 8 marca roku 2009. I też była to niedziela, tak jak ostatnio. Zmarło dwóch ludzi, obaj związani ze środowiskiem medycznym, z leczeniem, z uzdrawianiem. Obaj na pewnym etapie swojego życia dosyć mocno wpłynęli na swoją dyscyplinę i obaj, wydaje mi się, byli kontrowersyjni. Zmarli też w podobny sposób od negatywnych skutków nałogów. Obaj mieli na pewnym etapie problemy z alkoholem.
Ostatecznie jeden zmarł od alkoholizmu, drugi raczej od skutków palenia papierosów. Niemniej zgodzicie się państwo, że jest to pewne podobieństwo. Koniec końców jednak jeden z tych ludzi został zapamiętany jako bohater narodowy, człowiek najwyższych zalet, bohater znanego filmu, jednego z lepszych nowych polskich filmów. Drugi natomiast jako potwór narodowy, bestia, popadł ostatecznie w zapomnienie i niesławę. Jeden, ten lepszy bohater to Zbigniew Religa, drugi, potwór — Andrzej Samson. No i powiedzcie mi, drodzy państwo, czy naprawdę są to ludzie tak różni, tak skrajni od początku? Czy też może diabeł tkwi w szczegółach, w jakichś drobiazgach, które na pewnym etapie sprawiły, że niestety Samson upadł, no a Religa pozostał na panteonie? Co o tym decyduje, proszę państwa? Pewną podpowiedzią być może jest zdanie, które wyczytałem gdzieś w psychologicznym piśmie „Charaktery", że różnica pomiędzy geniuszem a wariatem, człowiekiem chorym psychicznie polega na tym, że choć obaj myślą niestandardowo, to geniusz ma większą samokontrolę, jest w stanie ukierunkować tę swoją niestandardowość. Natomiast niestety człowiek chory, potwór popada w niewolę swych emocji, uczuć.
Jest to pewna wskazówka. Może też być tak, że na pewno kardiochirurgia wymaga więcej dyscypliny. O ile w przypadku psychoterapii pewna swoboda interpretacyjna jest większa. Trudno jednoznacznie oceniać, czy metoda działa, czy też może jest tylko jakimś życzeniowym myśleniem terapeuty. Ocena skutków psychoterapii jest bardzo niejednoznaczna. Natomiast w przypadku kardiochirurgii albo pacjent przeżyje, albo nie. Tutaj nie ma miejsca na interpretacje dowolne. Zwracam państwa uwagę na tych dwóch ludzi i na tę jakże symboliczną zbieżność dnia ich odejścia z tego wes-pa-dołu. Polecam państwa refleksji. No i na koniec cóż mogę więcej powiedzieć?
Gdzieś tam chodzi mi po głowie cytat z Jacka Kaczmarskiego z piosenki o pierwszej morskiej podróży do Australii, która kończy się takim sformułowaniem: „Łajdacki pomiot, łotrowskie nasienie, czerpiąc ze spichrza twoich dóbr wszelakich, choć tyle wiemy własnym doświadczeniem, w nas jest raj, piekło i do obu szlaki."
[02:19:48] - To był Tomek Fons i jego felieton. Można się zadumać, prawda?
[02:19:54] - Można.
[02:19:57] - Zostawiamy państwa z tym zadumaniem, bo wiecie państwo, po takim felietonie jak ten felieton Tomka łatwo powiedzieć coś banalnego. Postaramy się nie dać sobie okazji do tego. Ja postanowiłem na koniec zacytować kilka opinii, bo my możemy przekazywać informacje w sposób jednak przekrzywiony. Żyliśmy w tamtych czasach, znamy autora, jesteśmy nieobiektywni i opowiadamy, że „Mutanci” tacy fajni i że w ogóle „Umrzeć, by nie zginąć” to też niezła książka. Postanowiłem podeprzeć się jednak opiniami ludzi, którzy nie są z nami związani, a których te książki zafascynowały. Na blogu Wojtka Sedeńki znalazłem kilka wypowiedzi, które ukazały się po tym, jak Wojtek wypuścił reedycję obu książek. U Rohana czytamy: „Ponieważ wywołałem tę sprawę, bardzo dziękuję za jej wyjaśnienie.” Tu chodzi o sprawę ukazania się książek. „W każdym razie trochę szkoda, że Tadeusz Markowski stracił pisarską formę.” To jest komentarz do tego, że się nie ukazał trzeci tom. „Bo dwa pierwsze tomy to całkiem niezła fantastyka. Piszę to na podstawie wspomnienia wrażeń sprzed ćwierćwiecza.
Gdyby powstało wspomniane opowiadanie lub powieść, byłaby okazja do ponownej lektury, a miłośnicy cyklu byliby chociaż częściowo usatysfakcjonowani.” Miki McVeigh pisze z kolei: „Po ćwierćwieczu przeczytałem znów „Mutantów”. Rewelacyjna książka i mimo że drugi raz, to świetnie mi się ją czytało. Z nadzieją poszukiwałem „Dzieci Hildora” i twój artykuł — do Wojtka Sedeńki — bardzo mnie zasmucił. Zasmuciło to, że ten trzeci tom nie powstał. Nie zgodzę się z poprzednikami, że po 25 latach już nie ma sensu pisać kontynuacji. Myślę, że to mogłoby być nawet ciekawym zdarzeniem literackim.” Dalej można przeczytać u Craiga kolejny wpis na blogu Wojtka Sedeńki: „Szkoda tylko, że nie nakręcą filmu „Umrzeć, by nie zginąć”. Byłby to film wszech czasów. Akcja „Dzieci Hildora” miała toczyć się pomiędzy pierwszą a drugą częścią, czyli „Mutanci” a „Umrzeć, by nie zginąć”. Rozwinąłbym powieść tą o czwartą część „Powrót na Hildora” z technologią teleportacji” i tak dalej. Czyli widzicie państwo, ta książka do dzisiaj budzi emocje wśród czytelników.
Zgodzę się, że pewno są to czytelnicy 40+, ale jednak to jest książka, która gdzieś tam piętno odcisnęła. „Mutanci” i „Umrzeć, by nie zginąć”. I tak powiem, że ta historia, o której wspomniałem, że sam to czytałem, więc to nie jest zmyślona rzecz, gdzie ktoś pisze, że nie tylko ma na półce, ale czytał tę trzecią część. To jest przyczynek do tego, o czym mówiliśmy przed chwilką dosłownie, kiedy mówiliśmy o manipulacjach internetu, bo natychmiast odpowiedzią na tę deklarację, że ktoś czytał i ma, było błaganie, żeby chociaż dał na ksero odbite, że on zapłaci za to jak za zboże, byle tylko móc przeczytać tę trzecią część. To pokazuje, że ludzie czytający to jest dziwny taki narodek chyba, który za pewne rzeczy da się pokroić, poćwiartować wręcz. Co ty na to?
[02:24:09] - Tak myślę. Uważam, że bardzo podobnie jest z tą książką, jak z książkami ostatniego naszego komentowanego pisarza, czyli z „Panem Samochodzikiem”. Wystarczy podrzucić te książki takim 10-, 14-latkom i tak dalej, żeby czytali to naprawdę z wypiekami na twarzy. Bo te książki i również Tadeusza Markowskiego, chociaż jest dla starszych, natomiast one dość jasno, czytelnie stawiają sprawę. Nie są takie zakłócone współczesną sztuką, że tak powiem.
[02:24:56] - Tak, ale żeby być tak do końca uczciwym, to my wcale nie twierdzimy, przez całą dzisiejszą audycję nie twierdziliśmy, że to są arcydzieła polskiej literatury. To jest po prostu dobry obraz tego, jak można było pisać w latach 80., na początku lat 80. I to jest zdecydowana opozycja do książki, dzisiaj tu już jej tytuł padał, czyli do tych „ neuronów zbrodni”. To jest niebo a ziemia. Tadeusz Markowski ze swoimi książkami naprawdę pokazuje, że ta fantastyka na początku lat 80., fantastyka naukowa w Polsce miała ogromny potencjał. Gdyby Tadeusz Markowski poszedł tą drogą, gdyby się nie pojawił ten czas, bo ja przypomnę, druga część, czyli „Mutanci” ukazali się w '88 roku, w '89 powtórzenie „Umrzeć, by nie zginąć”, a potem była zapaść. Wiele lat bez polskiej fantastyki.
[02:25:54] - Ale Marku, wtedy nie było sensu w ogóle pisać.
[02:25:57] - Tak, o tym mówię. Tadeusz Markowski, jak wielu pisarzy w tamtym czasie, miał po prostu pecha. Napisał świetną książkę Ludzie ją przeczytali, a potem wydawcy podziękowali polskim autorom. Podziękowali Żwikiewiczowi, podziękowali Markowskiemu, podziękowali wielu innym. Peteckiemu. Wszystkim podziękowali.
[02:26:24] - Nie tylko wydawcy, ale przede wszystkim kasa podziękowała.
[02:26:27] - Nie, ale to się wiąże. Wydawcy byli ewentualnie chętni, jakbyś im jeszcze może nie zapłacił, ale dał to za darmo i jeszcze zmienił nazwisko ze Żwikiewicza na James Brunner albo James Żwikor. To by ewentualnie mogło pójść. I to trwało, proszę państwa, przez dziesięć lat.
[02:26:52] - To były takie...
[02:26:53] - Tak, przez dziesięć lat.
[02:26:55] - Tak jakby przetrącanie kręgosłupa.
[02:26:57] - Gdyby Tadeusz Markowski postanowił żyć z tego pisania, to byśmy dzisiaj słyszeli o pewnym zagłodzonym pisarzu. Na szczęście poszedł zupełnie w inną stronę. Zajął się też wydawaniem, szeroko pojętym wydawaniem książek i nie tylko książek. To była jakaś droga, ale pewno dzięki zbiegowi okoliczności nie. Dzięki temu faktowi, że tak się zrobiło z polskim rynkiem wydawniczym. Gdzieś to straciliśmy. Straciliśmy kolejnego pisarza. Ale coś zostało jednak. I to tyle. Nic mądrzejszego już dzisiaj pewnie nie wymyślimy na ten temat.
[02:27:36] - Rzeczywiście trzeba zwracać uwagę na książki, które dalej są dość ważne, które były ważne i są ważne. A takich książek wtedy było trochę.
[02:27:49] - A podsumowując, my bardzo chętnie podejmiemy, nawet przy okazji jakiejś innej audycji, polemikę. Ale żeby z nami polemizować, to zróbcie państwo nam tę grzeczność i przeczytajcie po prostu książki Markowskiego. Czy to „Mutantów”, czy „Umrzeć, by nie zginąć”. A wtedy my bardzo chętnie zetrzemy swoje poglądy z waszymi. Jeśli się na przykład wam te książki nie będą podobać. Albo też popijemy sobie z dzióbków i pozachwycamy się wspólnie, jeśli te książki wam się spodobają. W każdym razie warto spróbować. Naprawdę warto spróbować. I tym optymistycznym akcentem dzisiejszą audycję kończymy. Oczywiście muszę teraz powiedzieć, o czym będzie audycja następna.
I tu Wiktor uśmiecha się, bo następna audycja będzie znowu o dobrym znajomym Wiktora.
[02:28:44] - Kiedyś miałem tylko znajomych i znałem wszystkich.
[02:28:47] - Ale ja się cieszę z jednej sprawy, że trudno mówić, że to też mój dobry znajomy. W każdym razie mam zaszczyt znać. Mam zaszczyt znać i tyle mi wystarczy. O czymś więcej trudno mi nawet marzyć. Ale już przejdźmy do meritum. W następnej audycji porozmawiamy o książce Lecha Jęczmyka. Tego znacie państwo, bo już o nim nie raz mówiliśmy jako świetnego tłumacza. Człowieka, który naprawdę sporo zachodniej literatury nam przybliżył. I był takim dobrym duchem wydawnictwa Czytelnik i uruchomił tam serię z kosmonautą, w której się ukazały naprawdę świetne książki. Ale tym razem nie będziemy mówili o książce SF.
Mówimy o takiej książce, która jest rodzajem spowiedzi życia. W opowieści o swoim życiu Lech Jęczmyk wydał książkę „Światło i dźwięk. Moje życie na różnych planetach”. Prawda, że trochę fantastycznie brzmi? Co więcej, ja państwu tylko króciutki fragment początku tej książki przeczytam. „Kiedy oglądam się wstecz, bo gdzie jeszcze można się obejrzeć na minione życie, przypomina mi się powieść „Gniazdo światów” Marka Huberata. Jej bohater spędza pięć etapów życia w pięciu różnych krainach. Tak odmiennych, że mogłyby być różnymi planetami. Myślę, że Huberat, który pod prawdziwym nazwiskiem jest uczonym ścisłowcem, mógłby się zainspirować życiem owadów lub na przykład robaków z rzędu tasiemców. Taki bruzdogłowiec szeroki żyje i w wodzie, i w ciele kilku zwierząt po kolei, przy czym kolejność ta jest ściśle określona.
Czym jest „Odyseja” w porównaniu z przygodami bruzdogłowca? A na dodatek w jego przypadku określenie bogate życie wewnętrzne nabiera nowego znaczenia”. I przez to porównanie bohater tej książki, wspominający Lech Jęczmyk, pokazuje swoje życie na tych różnych planetach, w różnych krainach. Od krainy przedwojennej, poprzez czas wojny, później czas siermiężnego i groźnego stalinizmu i tak dalej. Książka jest napisana przepięknym językiem i jest tak pełna rozmaitych spostrzeżeń o tym, co dobrze znamy, ale w oczach Lecha Jęczmyka to nabiera zupełnie innego wymiaru. Myślę, że to będzie ciekawa podróż z Lechem Jęczmykiem na te planety, które przez jakiś czas zasiedlał.
[02:31:52] - Ja na zakończenie powiem, że pociągnę tę pałeczkę, którą Marek tutaj rzucił. Dobrze, że znacie Leszka Jęczmyka z tłumaczeń książek, które wydał, bo przetłumaczył piekielnie dużo. A ja może jeszcze dodam: dobrze, że go nie znacie jako karateki.
[02:32:17] - Tak jest, bo on nawet zawodniczo karateki nie. On chyba judo.
[02:32:23] - Aikido.
[02:32:24] - Tak? W każdym razie myślę, że to będzie ciekawa audycja.
[02:32:30] - Straszny potwór.
[02:32:32] - Jego spojrzenie na naszą rzeczywistość, to jest po prostu... Zapewne obserwując ten świat wiecie państwo o tym świecie sporo. Sporo wiecie o stalinizmie, sporo wiecie o socjalizmie, o PRL-u. Ale tak, jak patrzy na te planety Jęczmyk, to chyba jeszcze nie patrzyliście. Dziękujemy państwu za dzisiejszą audycję. Było pięknie, chociaż nas zerwało raz, ale piątek 13. wiadomo, tak musi być. Tradycji stało się zadość, ale dzięki temu Julian mógł troszeczkę więcej o swoim poglądzie na politykę i w ogóle na rzeczywistość poopowiadać, za co bardzo dziękujemy. Zapraszamy na audycję za dwa tygodnie. To audycja o książce „Światło i dźwięk.
Moje życie na różnych planetach” Lecha Jęczmyka. Za tydzień mamy nadzieję, że epidemia nie przeszkodzi w kolejnym odcinku „ABW”.
[02:33:35] - To nie przeszkodzi, bo nawet w razie jakichś problemów mogę was przecież wszystkich połączyć telefonicznie. Jest możliwość zrobienia rozmowy telefonicznej grupowej z trzema numerami na przykład.
[02:33:47] - Ale znam prostsze rozwiązanie. Przecież spokojnie Julian może nas zmanipulować.
[02:33:53] - A! To byłoby ciekawe. W każdym razie jeszcze raz wszystkim dziękujemy. Zapraszamy na kolejne audycje. Wszystkim, którzy czytają, samych świetnych lektur. Myślę, że w najbliższym czasie będzie ku temu więcej okazji, w końcu mamy siedzieć w domach. A tym, którzy piszą, weny, nieustającej weny. Dobranoc państwu.
[02:34:18] - Mówili do słuchot państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski, Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Zanim się pożegnamy taka nowinka, właściwie niespodzianka dla słuchaczy, którzy mają konto na Facebooku. Otóż dzisiaj w pewnej dużej stacji radiowej, podobno informacyjnej, wysłuchałem kolejnej z tysiąca audycji poświęconych koronawirusowi oraz temu, jak się przed nim chronić. Jeden z gości do sugestii pod tytułem „Zostań w domu i nie wychodź, jeśli nie musisz” dodał coś od siebie: „Zrób coś, co lubisz, a na co nie miałeś do tej pory czasu. Na przykład przeczytaj od deski do deski swoje ulubione czasopismo”. I to mnie zainspirowało do stworzenia kilku nakładek na zdjęcia profilowe dla tych z państwa, którzy mają konta na Facebooku. Nakładki między innymi z Radiem Paranormalium, z Nieznanym Światem. Jest też nakładka dedykowana Bibliotekarium, Blog Biuro Duchów. Popełniłem nakładki dla czytelników blogów Damiana Treli i Arkadiusza Miazgi.
Jak taka nakładka się prezentuje? Otóż to jest taki dodatek z logo danego bloga czy serwisu i z napisem „Zostań w domu i posłuchaj”, „Zostań w domu i poczytaj”. Nakładkę można sobie dodać aktualizując zdjęcie profilowe. Podczas aktualizowania przechodzimy wówczas do karty „Dodaj nakładkę” i w wyszukiwarce wpisujemy interesującą nas nazwę, na przykład Nieznany Świat, Bibliotekarium, Radio Paranormalium i potem wystarczy tylko wybrać interesującą nas nakładkę i zatwierdzić. Miłej zabawy z nakładkami. Trochę ich naprodukowałem. Myślę, że wielu z państwa bardzo się one przydadzą, bardzo was one ucieszą. Taki, można powiedzieć, wyraz takiego przywiązania do Nieznanego Świata czy do Radia Paranormalium, czy też do audycji i do serwisu bibliotekarium.pl. I to tyle, jeżeli chodzi o takie moje facebookowe nowinki dla państwa. Tak jak mówił Marek Żelkowski, miejmy nadzieję, że za tydzień normalnie się usłyszymy w „ABW”.
Nawet gdyby się nie dało połączyć przez Hangouta z jakichś powodów, to połączymy się telefonicznie. Jakiś na pewno sposób wymyślimy, żeby ewentualne problemy okołowirusowe przezwyciężyć. A na razie dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium w „ABW” już za tydzień. No i oczywiście w tym normalnym Bibliotekarium już za dwa tygodnie. Tak czekam na to nienormalne Bibliotekarium i chyba się nie doczekam.
[02:37:19] - Doczekasz się, doczekasz, tylko to wymaga pewnych przygotowań.
[02:37:22] - Tak już czekam któryś miesiąc.
[02:37:25] - Bo to są bardzo poważne przygotowania. Dobrej nocy wszystkim.
[02:37:29] - Dobrej nocy. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:38:27] - To see. Feels like I'm knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Yeah, yeah, yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Yeah, yeah, yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door. Mama, put my guns in the ground. I can't shoot them anymore.
That cold black cloud is coming down. Feels like I'm knocking on heaven's door. Yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door. Yeah, yeah, yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door. Yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door. Yeah, yeah, yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door.
You just better start sniffing your own farts of jubilation, Jack. 'Cause it's just you against your total libido. The bank of emotion for every man. And it wouldn't be luck if you could get out of life alive. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door.
Knock, knock, knocking on heaven's door. Yeah. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door. Knock, knock, knocking on heaven's door.