Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła różnokolorowe w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, ja do tej pory Jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz kolejny, czternasty już odcinek podcastu Mówią Świadkowie, czyli audycji poświęconej na prezentację najciekawszych relacji ze spotkań z Nieznanym, jakie docierają na redakcyjną skrzynkę Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. Dzisiejszemu odcinkowi postanowiłem nadać taki troszeczkę przydługawy, ale chyba oddający w pełni zawartość tytuł: "Ochronna siła, moc intencji, magiczna moc siódemki i prawo przyciągania. Dotyk nieznanego i pamiętnik naszej słuchaczki". Ten odcinek być może wywoła wśród słuchających pewne kontrowersje. Wysłuchamy dzisiaj bowiem zapisu drugiej rozmowy telefonicznej z bohaterką poprzedniego odcinka naszej audycji. Będą to dwie historie. Jedna rozegrała się w dwa tysiące dziewiątym roku podczas wyjazdu do Egiptu, druga zaś w dwa tysiące dziesiątym roku w Turcji.
Zanim przejdziemy do zapisu rozmowy, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z Nieznanym. Nasze kontakty to numery telefonów: trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Numer komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści dziewięćdziesiąt trzy. Skype - radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. 36 08 80 02. Można także pisać poprzez nasz fanpage na Facebooku pod adresem Facebook.com/radioparanormalium. Można również wysyłać nam wiadomości e-mail na adres radio@paranormalium.pl.
Radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Będziemy bardzo wdzięczni za podanie w wiadomości głosowej swojego numeru telefonu. Dotyczy to szczególnie osób dzwoniących z numerów zastrzeżonych oraz powiedzenie w paru słowach, w jakiej sprawie chcielibyście się Państwo z nami skontaktować. Ponieważ sama wiadomość na zasadzie: halo, halo!
Proszę się skontaktować. Dziękuję, do widzenia — po prostu tak po ludzku nic nam nie mówi. Pod poprzednimi odcinkami niektórzy ze słuchaczy zwracali uwagę na pewną chaotyczność w opowiadaniu relacji przez osoby występujące w tej audycji.
Jest to jednak rzecz, że tak to ujmę, całkiem naturalnie występująca podczas chociażby zwykłych rozmów, jak również w trakcie rejestrowania tego typu historii w formie rozmowy telefonicznej. Postanowiłem tych nagrań w żaden sposób nie edytować, nie przestawiać poszczególnych fragmentów wypowiedzi z obawy, że sam coś niechcący pomieszam i zrobi się jeszcze większy rozgardiasz.
Ponadto uważam, że przy należycie uważnym słuchaniu każdej z tych relacji da się jak najbardziej połapać wszystkie wątki, połączyć je w całość i na tej podstawie wysnuć jakieś swoje sensowne wnioski. Rozmów ze świadkami manifestacji dziwnych zjawisk zdecydowanie nie powinno się słuchać po łebkach. Wracając do rozmowy, której zapis za chwilę Państwo usłyszycie, zawiera ona dwie historie. Nadmienię jeszcze tylko, że aby nie pominąć żadnego szczegółu i niczego nie pomieszać, bohaterka dzisiejszego odcinka posłużyła się pamiętnikiem, w którym zapisuje skrzętnie różne swoje spotkania z Nieznanym. Będzie dużo odniesień do prawa przyciągania i wspomnianej w poprzednim odcinku audycji Earl'a Nightingale'a.
Historię nasza słuchaczka przekazała zaś w sposób dość mocno, rzekłbym, literacki. Także świetnie te historie nadawałyby się do publikacji w niestandardowej rubryce Dotyk Nieznanego i/lub jako ciekawe opowiadania z życia wzięte do audycji ABW Antologia. Biblioteka Warsztaty. Tutaj taka moja mała uwaga, a właściwie prośba.
Jeśli komuś z Państwa taka tematyka i taka forma przedstawiania historii się nie podoba, to proszę wyłączcie tę audycję i na litość boską powstrzymajcie się od pisania pełnych narzekań komentarzy. Gdyż, z całym szacunkiem, ale jednak narzekanie na coś, przed czym zostało się przecież uprzedzonym, poczytuję jako niepoważne i nie na miejscu. Nie muszę chyba mówić, że takie czy inne kąśliwe komentarze zniechęcają również inne osoby do dzielenia się swoimi historiami, chociażby tymi z UFO.A właśnie! Jeszcze tylko dodam, iż aktualnie przygotowuję do publikacji ciekawe relacje dotyczące obserwacji UFO, więc przy dobrych wiatrach być może już następny odcinek naszego podcastu będzie mocno ufologiczny. A tych z Państwa, którzy poszukują relacji o obserwacjach UFO, pozwolę sobie odesłać do powstającego serwisu UfoRelacje.pl, który właśnie taką bazą relacji docelowo ma być — www.UfoRelacje.pl. Wracając zaś do dzisiejszej rozmowy, z góry też uprzedzam i przepraszam, jeśli dzisiejsze nagranie będzie momentami niezrozumiałe. Nasza słuchaczka dzwoniła z pracy, więc podczas obrabiania zapisu tej rozmowy musiałem powycinać z nagrania różne odzywające się w tle, niezbyt miłe dla ucha i ducha dźwięki. W razie czego przypominam przed tym również uprzedzałem. Przechodząc zaś do historii, które dzisiaj usłyszymy.
Pierwsza historia wydarzyła się podczas wyjazdu do Egiptu w 2009 roku i obejmuje szereg zdarzeń dla naszej słuchaczki wyjątkowo niebezpiecznych. Słuchaczka w owym czasie wykazała duże zainteresowanie osobą faraona Tutenchemona, którego wizerunek zresztą będąc już na miejscu zakupiła. Jak twierdzi nasza słuchaczka, ten właśnie faraon w jakiś sposób ratował ją czy też uprzedzał przed czyhającymi na nią podczas urlopu zagrożeniami. Tutaj otwiera się duże pole do interpretacji, co tak naprawdę w tym przypadku zadziałało.
Być może nasza słuchaczka rzeczywiście, zwracając się do Tutenchemona, przyciągnęła do siebie jakąś istotę czy też ochronną energię. A może po prostu zadziałał tutaj jakiś czynnik, powiedzmy jak najbardziej ziemski, na przykład intuicja bądź jakaś wyostrzona uwaga. A Tutenchamonowi nasza słuchaczka przypisuje ocalenie jej życia li tylko ze względu na fascynację tą postacią, ale to już ocenicie Państwo sami. Zaznaczam po uważnym wysłuchaniu jej historii. Mnie osobiście przywodzi ona na myśl pewne relacje o obserwacjach istot przypominających anioły, które widywane są w miejscach, w których lada moment rozegra się jakaś katastrofa. Zresztą o jednym z takich wydarzeń pozwoliłem sobie wspomnieć w trakcie rozmowy. Głowy za to nie dam, ale wspomniana przeze mnie historia z aniołami jest prawdopodobnie szerzej opisana w książce Stuarta Gordona "Księga Cudów". Zresztą tego typu relacji jest tam więcej, więc jeżeli Państwa zainteresował ten temat, to polecam sięgnąć po tę właśnie lekturę. W drugiej z opowiedzianych przez naszą słuchaczkę historii bardzo mocno zaznaczył się wątek liczby siedem oraz jej rzekomo uzdrawiającej mocy mającej naprawiać relacje międzyludzkie. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy.
W zeszłym tygodniu opowiadałam takie moje zdarzenie o tej Ewie, która mi przyszła we śnie. Gdzie ja tam się gdzieś teleportowałam do innego świata i później opowiadałam o tym, o tej kuli złotej, którą widziałam zawieszoną gdzieś tam w przestrzeni. Już nie pamiętam, dziewięćdziesiąt... No jak podawałam, teraz nie mam tego otworzonego, tej złotej kuli zawieszonej, ee, tu gdzieś w Holandii. Ja ją widziałam, tak jak opowiadałam, ale teraz sobie przygotowałam takie coś innego, bo ja takich dużo przypadków dziwnych w życiu miałam i może bym chciała zacząć od takiego czegoś. Bo wy w swoim radiu zajmujecie się takimi sprawami bardziej ufologicznymi, czy zajmujecie się różnymi sprawami? Bo ja nie wiem do jakiej- No bardzo różnymi.
No właśnie, bo to możecie różne takie fajne sytuacje, takie, które się lubią, przydarzają, a można by było powiedzieć, że one są takie też siły, które pomagają ludziom, są też jakieś nadprzyrodzone. Może nie z tego świata. Ja może przytoczę na początku, bo jak pan Roman Nacht mówi ufologia upodobniła się w miarę upływu lat do polityki, to znaczy, że ufologią manipulują różne służby. W ufologii pojawiło się wiele kłamstw i zakłamania.
To ja tak tylko przy-przy-przytoczyłam pana Romana Nachta. Ja przygotowałam, właściwie tak od soboty przygotowuję na tą rozmowę z panem i chciałam, nie wiem od czego zacząć. Przygotowałam sobie takie dwa materiały o talizmanie i wiarę, i wiarze w jego moc niepojętą albo o świadectwie działania Stwórcy wszechświata. I nie wiem, od której, od której opowieści zacząć. Ja sobie tutaj ponotowałam, podpisałam, to może nieraz coś będzie tak nieskładnie. A ja zresztą jestem taka energetyczna. Mogę też pominąć, ale wrócę do czegoś, od czego Pan chce. Na pewno to- To zależy od pani, od czego pani zechce zacząć.
No to wie pan co? Jedna jest z dwutysięcznego dziewiątego roku opowieść, to jest o tym talizmanie, a jedna jest z dwutysięcznego dziesiątego. To- To może od tej starszej, od dwa tysiące dziewiątego, spróbujmy.
No to dobra, niech pan posłucha. To jeszcze raz powiem. Talizman i wiara w jego niepojętą moc. To jest moja wiara, niczyja inna. Ja sobie tak to nazwałam i święcie w talizman uwierzyłam. Niech pan słucha. Rok 2009, koniec lipca, jedziemy na wakacje. A co? Egipt i Szarm el-Szejk do Mekki nurków lecimy. Chociaż raz w życiu zanurkować i odwiedzić rodzinne strony Tutenhamona. Wrócę. Zacznę jeszcze raz. Około dwudziestu pięciu lat temu oglądałam film o Tutenhamonie, jedynym, a może jedynym najmłodszym faraonem w dziejach Egiptu i świata.Tak mnie ten film urzekł, a na koniec sprawił, że bardzo płakałam. Bo jak chyba wszyscy wiecie, Tutanchamun umarł w młodym wieku, mając osiemnaście lat. Został chyba otruty, a właściwie nikt tego dokładnie nie wie, dlaczego umarł. A może to udowodniono? Ale ja tego nie wiem. Pamiętam, że od tamtego momentu zaczął być w moim życiu jakoś dziwnie bliski. Pokochałam go takim jakimś innym uczuciem, którego nie umiem określić, ale to była inna forma miłości.
Długo po tym filmie rozmyślałam, zadawałam sobie pytania jak to jest w dziejach świata i dlaczego tak się dzieje mając takie nieprzeciętne potencjały bogactwa złota i innych naturalnych bogactw. Być potężnym władcą, mogącym się cieszyć bogactwem i urokami tego świata, przeżywać miłość i doświadczać uciech tego świata musiał, a właściwie nie było mu dane tego doświadczać. Długo nie mogłam tego zrozumieć i nie dostawałam znikąd odpowiedzi. Nawet w snach, bo przed snem myślałam o Tutanchamonie i jego krótkim życiu. Wrócę teraz do wakacji. Po przylocie do Egiptu i rozlokowaniu się w hotelu, poszliśmy na wyprawę. To znaczy rozeznanie terenu, jak to wszyscy praktycznie robią. Ale cóż to? Ale cóż to było za rozeznanie? 60 stopni Celsjusza, bo trafiliśmy na takie upały jak najszybciej zanurzyliśmy się w morzu w te pędy. Chcieliśmy się zanurzyć w morzu, udaliśmy się na plażę, a tu całkiem cudnie. W sumie tak jak w raju.
Razy koralowe. No przepięknie, ale woda gotowana, bo miała w tym dniu chyba ponad 33 stopnie Celsjusza. Dokładnie nie pamiętam, ale była dokładnie bardzo gorąca. Można się było poparzyć o piasek. No i właściwie poparzyłam stopy. No cóż, utęskniony Egipt. Ludzie sobie sznurkuje, a my co? Też byśmy posmarkowali. Ale nie mamy snorków do pływania. U nas na ośrodku nie zauważyłam żadnych sklepików.
Zasięgam informacji u ludzi, a oni mówią tak trzeba pojechać tam do miasteczka, bo tam jest takie targowisko, bazar i tam na pewno je dostaną. I tak się dalej dzieje. Mój facet, no partner zostaje w hotelu na krótką drzemkę, a ja nie daję za wygraną upałowi. Zamawiam karysę i jadę do miasteczka. Karysarz zawiózł mnie pod same miasteczko i miał czekać na mnie. I co? Jak zwykle jest wszystko inaczej. Nie snorki mi były w głowie, a po nie przecież pojechałam. Tylko jak ujrzałam papirusy z Tutanchamona, zaczęłam je wertować. Jak zahipnotyzowana szukałam najpiękniejszej jego formy, najpiękniejszego jego wizerunku.
Oczywiście znalazłam. Zapłaciłam. Wróciłam do karysy, bo upał dokuczał. Wróciłam oczywiście do hotelu bez snorki, ale z Tutanchamona. Rozłożyłam w pokoju ten papirus jak w jakiś. No nie wiem. Tak jak na haju mówię do tego Tutanchamona, patrzę na jego papirusowe oczy i tak się do niego zwracam. Właściwie to ja dla ciebie tu przyjechałam. Głupie, ale tak do tego papirusa, Tutanchamona powiedziałam. Wiem, że twój duch jest tu gdzieś w Egipcie i chciałabym, żeby był bardzo przy mnie, blisko. Bardzo cię proszę. Jestem daleko od mojego rodzinnego domu, ale opiekuj się mną. Otocz mnie swoją opieką na czas wakacji. No i tak jak to na wakacjach bywa, dużo przygód nas czeka.
Snorki kupiłam jeszcze tego samego dnia w hotelu. U nas po schodach się gdzieś tam schodziło jakby do podziemi. I tam były różnego rodzaju sklepiki dla turystów. Nawet była apteka. Na drugi dzień rano po śniadaniu bierzemy ręczniki, snorki. No i oczywiście nad morze. Rozlokowaliśmy się.
Ubieramy snorki i do wody. Ja po raz pierwszy w życiu doznaję takich pięknych morskich cudów. Rozgwiazdy, korale, koralowe, kolorowe rybki, cuda nad cudami. Takie widoki, głębia i nie tylko dostarczają mi różnych wrażeń i doznań. Pływałam na płyciźnie, gdzie korale prawie po brzuchu dotykały mnie. Trzeba było sunąć dalej, tak by ich nie dotykać, bo mają ostre kolce. Można sobie ciało podrapać, uszkodzić, poranić.
Popłynęłam troszeczkę jakby w głąb morza, ale widzę dno około 3 metrów pode mną. Przepiękne skamieliny, jeżowce. Nie umiem nazwać nawet tego wszystkiego, co widzę. Widzę jakieś szczeliny, szczepki rybek, ryb, różnego koloru i kształtu. I nagle ni stąd, ni zowąd wypływa coś ze szczeliny.
Olbrzymi potwór był czarny, chyba siwe lub białe pępki. Był olbrzymi, 3 metry, może 3 i pół. Olbrzymi łeb zauważyłam i w pewnym momencie jest przede mną około metra, trzy metry pode mną. Co prawda widzę jego paszczę, ten olbrzymi pysk i te ostre, chyba bardzo ostre białe zęby.
Myśl, która przeze mnie w ułamku sekundy przepłynęła, taka myśl nie dopadła, ale zginęła. I chyba wręcz szybsza myśl skierowana do Szymcha Mona ratuj! I co się staje? To coś na mnie spojrzało i ja na to coś nawet nie mam pojęcia.Z kim mam do czynienia? Z kim mam do czynienia, jakbym była w jakimś no nie wiem, horrorze. I to coś też było w ruchu. Wypłynęło chyba na żer. Nie wiem. Płynęłam nad tym czymś i nie wiem, jak szybko znalazłam się na brzegu. Nie wiem, czy byłam szczęśliwa, że to coś mnie zaatakowała, zaatakowało, bo byłam w takim szoku, że nie miałam, już nie pamiętałam szczegółów. Wieczorem byliśmy na drinkach. Siedzieliśmy w basenach po pas, a ja opowiadałam o swoim przygodzie, eee, ludziom. O przygodach pierwszego dnia wakacji. A oni elokwencjami mi wytłumaczyli, co widziałam. Widziałam czarną morenę. Mówią, że nie powinna ludzi zaatakować. Ale wy mi mówcie. Potwór to potwór. Nie wiesz, jak się zachowa. Ale ja wiem, że nie mam opiekuna. Eee, naprzeciwko nas około pięciuset metrów był następny hotel z takim Disneylandem dla dzieci i młodzieży. Być w Sharm el Sheikh i nie skorzystać z tego Disneylandu to grzech. Za trzy dni wykupiliśmy sobie karnety i na to wodne miasteczko mieliśmy się wybrać zaraz po śniadaniu. No i tak po śniadaniu idziemy na piechotę na drugą stronę. To było bardzo bliziutko. Nie bałam się jak dzieci użyć uciech rozkoszy, a po prostu przeżyć coś innego.
Ślizgawki, zjeżdżalnie, eee, w rurze, wodospady wodne, jakieś tam fale i wszystko inne, co nie wiem nawet jak nazwać. Trawiny, [szum] Dinozaurów i innych gadów pozanurzanych w wodzie. Na pierwszej zjeżdżalni to było w kole. Był taki zakręt u samej góry.
Oczywiście tego się nie spodziewałam. Na pierwszym zakręcie koło mnie wyrzuciło w powietrze i oczywiście zjeżdżałam bez koła, jak to się mówi, na łeb, na szyję. Ale jak się okazało, to nie było takie straszne.
Najgorsze było to, że cała zjeżdżalnia była rozżarzona jak patelnia. Trochę upiekło, ale i to okazało się śmieszne. Taki wesoły pech. Jak mieliśmy już dosyć tych uciech Disneylandowych, postanowiliśmy wracać do siebie, do swojego hotelu. Szeroka ulica była bardzo szeroka. Po obu stronach szerokie chodniki. Słońce było bardzo wysoko i paliło w najlepsze. Mój facet przyjaciel przeszedł z lewej strony na prawą stronę, bo hotel był tuż tuż, a ja postanowiłam zostać na lewym chodniku. Nie wiem dlaczego.
Widziałam przejście na drugą stronę, bo było skrzyżowanie i z naprzeciwka widziałam jadącego dużego jeepa. Był tuż obok, ale ja nie zauważyłam, gdy skręcał, bo nie miał migaczy, migacza włączonego. Więc ja zrobiłam parę kroków przez ulicę. Dokładnie, na pewno nie dalej jak około pół metra za mną ten jeep uderza w auto, które skręciło w lewo, tam, gdzie ja właśnie przechodziłam. Stłuczka była taka mocna, że wszystko w okolicy zadrgało od podmuchu uderzenia tego rozpędzonego jeepa, jeepa.
Ja podskoczyłam z niewiedzy, co się stało. Obejrzałam się taka przerażona. Właściwie Jeep tak uderzył to auto. Właściwie nie widziałam jakie auto z taką siłą, że parę metrów jeszcze go ciągnął na masce. I widziałam pasażerów wylatujących przez i oni już byli wyleceni, yyy, przez te okno tamtego auta. I widziałam krew. Tyle zapamiętałam.
I jak się to wszystko zatrzymało, facet z tego jeepa wyskoczył i rwał sobie włosy z głowy. I słyszałam jego lament, jak on kamlał, jak on lamentował, a przede wszystkim widziałam dużo krwi. Inne auta nadjeżdżające zatrzymywały się. Ludzie wychodzili z tych aut patrzeć, co się dzieje? Co się stało? Mój partner zawołał mnie na drugą stronę i mówi do mnie "Tak, wiesz, że mogłaś zginąć na tym skrzyżowaniu?" A ja mówię: "Jak mogłam zginąć?" A on mówi: "Ten kierowca tego auta, które zostało uderzone, skręcił bez namysłu w lewo. On nie widział auta nadjeżdżającego z naprzeciwka, czyli nie widział tego jeepa i nie widział też ciebie. Może słońce go oślepiło? Może zasłabł? Tego nie wiemy".
Jak tak sobie wszystko poukładałam, pomyślałam no to chyba mogłam zginąć. Walnąłby ze mnie nawet tak, bym nie wiedziała, że ginę. Ale wcześniej on został walnięty. I ja miałam, jak później doszłam do siebie — bo oczywiście, jak sobie myślicie, w jakim psychicznym byłam stanie? Wypadek się dzieje tuż za moimi plecami. Huk mnie oszałamia, niesamowity. A właściwie nie będę tego opisywać, bo sami możecie sobie wyobrazić, jaki to mógł być huk. Ciężko to opisać. Jak sobie zacząłem interpretować po malutku, dla ciszy swojego umysłu, serca, duszy, to wiem, że miałam ochronę.
Ochronę, która była niewidzialna, ale jak kierowała całym tym zdarzeniem? I nie pozwolili mi zginąć. Nie pozwolił mi zginąć. Nawet nie pozwolił mi doznać uszczerbku na zdrowiu. Wiem, że to był bóstewski Tenhamona. On mnie chronił.
Wiedziałam, że to on. Nieszczęścia chodzą parami. Właściwie to nieprawda. To tylko tak się mówi. Za dwa dni mieliśmy wykupione nurkowanie. I tu dopiero dowiecie się, jakie fatum mnie tam dopadło. Co się stało? Ale fatum zostało pokonane przez siły, które mnie.Tęczowe niebo, które chroniły, które otaczały mnie ochroną.
Wypłynęliśmy na nurkowanie. Było nas na tym statku około 30 osób razem z załogą. Byli wśród nas prawdziwi nurkowie z własnym sprzętem i ekwivalentem. Byli to Norwegowie. Byli też inni, którzy chcieli nurkować Holendry i my. Był z nami instruktor nurkowania, który miał nas nauczyć nurkowania. Nigdy jego [śmiech] imienia nie zapomnę. Był to Włoch.
Na tym statku po nurkowaniu mieliśmy zjeść obiad, bo tak było zorganizowane. Ale kujda się było nurkowanie. Każdy miał swoją kolejkę. Mój partner jako pierwszy, a ja, żebym się nie nudziła, mój instruktor powiedział, żebym założyła sobie snorki. A to będzie gdzieś ze trzydzieści, czterdzieści pięć minut i żebym w tym upale nie czekała, tylko sobie snorkowała w pobliżu statku. I snorkowałam sobie. Było cudownie. Głębia w tym miejscu miała około 800 metrów. Tak nam powiedziano, więc wierzę.
Zaznaczam tylko, że jestem w pływaniu dobra, bo jak byłam młodą dziewczyną, to moją pasją były skoki do wody. Potrafiłam skakać do wody w różnych pozycjach, robiłam salsa w przód i nawet salsa do tyłu. A tak w skrócie byłam dobrą w pływaniu. No i co? Snurkuję sobie tak zafascynowana widokami. Rybkami.
Gdzieś tam pływały. Taka była głębia, ale ja starałam się ją dojrzeć. Widziałam na dole nurkujących ludzi, 7 nurków. Było ich bardzo dużo. Nie liczyłam ich. Czas płynął pomalutku. Ja też sobie pływałam. I nagle, nie wiem co, jak w horrorze, coś rzuca mnie całą i z całej siły. Nawet ciężko mi było się połapać w pierwszych sekundach, co się ze mną dzieje. Zostałam rzucona na pionowe skały koralowca, które jak, jak góry za miliony lat się wypiętrzyły i odbita zostałam od tych skał i wpadłam do wody z powrotem. I jeszcze raz mnie zarzuciło. Za drugim razem się ocknęłam.
Co się dzieje? Poczułam ból, bo rzucało mnie na skałę koralową. Nie było się czego złapać. Same ostre jak noże wyschnięte, skamieniałe koralowce. I znowu wpadłam do wody. I znowu, trzeci raz olbrzymia fala rzuciła mnie na tę ścianę śmierci. Byłam poraniona, a fala była następna i następna. W oddali widziałam je.
Widziałam, że są ludzie na statku. Może mnie ktoś zobaczy? Ale to byli ułamki mojego myślenia. Kto mnie uratuje? Zginę tu, na tych skałach. Nikt mnie nie widzi. Wołałam na ratunek z wyspa i znowu mnie rzuciło na pionową skałę koralowca.
Ale stale bólu nie czuję. Wiem, że krwawię, bo jak wpadłam do wody, to woda robiła się wokół mnie czerwona. Jeszcze raz wylądowałam na ścianie śmierci. I wtedy jakiś dziwny głos pojawił się w moim umyśle? Nurkuj, nurkuj i nurkuj głęboko i uciekaj szybko z tych skał. Tylko nie wypływaj na powierzchnię. Jak najgłębiej.
Nurkuj i płyń. I co? Mam na sobie te nieszczęsne sznurki. I przecież nie biorę oddechu. Wdech. Uff... Już nie pamiętam. I dobrze. Z całych swoich sił i chyba wszystkich swoich umiejętności. Na bezdechu, bez butli, bez tlenu nurkuję w głębię. I płynę.
Płynę. Płynę szybko i szybciej. I płynę. Nie bowiem się wynurzać i płynę. Ale tlen w płucach już nie mam. Staram się wypłynąć na powierzchnię. Nie odwracam się za siebie. Nabieram powietrza. Udało mi się! I dalej płynę. W głębi nurkuję głębiej i płynę, i płynę. I znowu się wynurzam. Nabieram powietrza. Widzę w sekundzie statek mój. Jest jeszcze bardzo daleko oddalony. Nurkuję, płynę, płynę, wynurzam się, biorę oddech. I po kilku chyba minutach obejrzałam się za siebie.
Skały się oddaliły. Mogłam spokojnie czy niespokojnie już płynąć do statku. Dopłynęłam. Wyciągali mnie na pokład. Nie wiem. Wciągali. Byłam cała ociekająca krwią, pokuta poraniona na całym ciele. Wyglądałam tak, jakbym rekinowi z paszczy wypadła. A może inaczej- to będzie bardziej pikantnie brzmiało, jakby mnie rekin wypluł. Na pokładzie natychmiast się mną zaopiekowano. Wzięto do łazienki, szlauchem mi obmyto, obmyto moją krew i jakimiś środkami mnie psikano. Jak się później dowiedziałam, były to środki hamujące krew. Nie muszę nikomu mówić, jak mogłam wyglądać. Nogi, kolana, ręce, łokcie, plecy, tyłek, pokute, pomasakrowane. Ale twarz cała. Pomyślałam sobie, jak gdybym głową przywaliła w te skały, to byłoby po mnie. Ale nie.
Wieczorkiem, wieczorem, po tym całodziennym moim w cudzysłowie nurkowaniu odszukaliśmy tych panów, którzy udzielili mi pierwszej pomocy. Byli to nurkowie z Norwegii, bo oni zawsze muszą mieć na taką wyprawę, eee, wszystko to, co mają mieć. Muszą być przygotowani i muszą mieć ze sobą różne akcesoria. Gdybym... To może bym się wykrwawiła.Tutaj, bo z każdej strony krwawiłam. Pomyślcie sobie, ile krwi straciłam po drodze do statku. Ale siła woli, siła umysłu to potęga. Ale czy to?
Czy to to? Bardzo im osobiście podziękowałam, ale wrócę do sytuacji na skale. Kto mi powiedział nurkuj, nurkuj, nurkuj głęboko? Ja bym sama na ten pomysł nie wpadła. Bałabym, bałabym się, że się utopię, Bo przecież już byłam dobrze poturbowana. Wiem, że to był duch Tutanchamona. Był przy mnie, ale trochę się ze mną zabawił. On wiedział, że jestem silna i się śmierci nie poddam.
Tylko mi podpowiedział, co mam robić. Ja bym sama się tego nie domyśliła. Nigdy nie słyszałam o takim przypadku jak mój. Ale żyję. Mam się dobrze. Mój talizman też. Mam swój talizman i w niego wierzę i w jego moc. Nie mam go przy sobie, bo on ma swoje miejsce u mnie w kredensie. Od czasu do czasu go rozwijam.
Dziękuję Tutanchamonowi za opiekę w Egipcie. Nie wiem, jak daleko jego moc sięga, ale miałam niebo w piersiach. I tyle co mam do powiedzenia. Wierzę i nigdy nie przestanę, a Wy możecie sami osądzić, czy talizmany mogą pomagać i chronić nas od złego fatum, które krąży wokół nas. Abym zapomniała- ja przecież krwawiłam, mogłam na siebie ściągnąć, przyciągnąć rekiny, bo były w Sharm el Sheikh. W telewizji mówili o rekinach. Sharm el Sheikh, dwóch mężczyzn, dwóch nurków z Niemiec i jedna kobieta z Niemiec. Zginęli właśnie w Sharm el Sheikh, zaatakowani przez rekiny. Ale o tych rekinach to właściwie nikt nie wiedział. Ktoś rekiny im podrzucił. Ja później to w telewizji oglądałam i tyle o tych niewidzialnych siłach, które jak wierzyć czy nie wierzyć? Ja bardzo wierzę. Uchroniły mnie, ale jeszcze zapomniałam powiedzieć, że w tym dniu było morze jakieś, ee-ee, spokojne. Ale później zerwały się jakieś prądy morskie, które wytworzyły jakieś fale, które gdy pływałam, snorkowałam znosiły mnie w mojej niewiedzy na te koralowe skały. Nie zorientowałam się, bo byłam zafascynowana urokami morza. A morze cudownie ciepłe. Nie czujesz lęku, nie czujesz strachu. Wręcz przeciwnie, jesteś w stanie ekstazy. A tu wszystkie. A tu takie wyrwanie z sielanki. Myślałam, że zginę.
Nikt mnie nie uratuje. Ale miałam stróża. Wiem to. Zaufałam mu i on mi pomógł. Ocalił. Nie wiem, co o tym myślicie, ale zajmujecie się w waszym Radiu paranormalnymi zjawiskami. Ja przeżyłam je w Egipcie kilka razy.
Zostałam ocalona, nie pozwolono zrobić mi krzywdy, a przeżycia właściwie te specyficzne, unikalne rzeczy, przekazy, które się manifestują i wprowadzają nam mętlik w głowie, może nie są takie aż mętlikowate. Właściwie to chyba mętlik w głowie wprowadza nam to ufo, bo ono się manifestuje, ale nas unika. To ono nam wprowadza mętlik w głowie. A takie rzeczy, które ja przeżyłam i nadprzyrodzone siły zadziałały, bo ja tak w nie wierzyłam.
Powinny wam szerzej otworzyć oczy i powinny też być nagłaśniane. Żyjemy w takim świecie, że kosmos, wszechświat jest naszym domem, a to, co nas spotyka w tym świecie i te eteryczne osoby, duchy, anioły, jakieś istoty, które kiedyś żyły w naszym świecie, są przy nas, jeśli tylko je poprosimy.
Wierzę w nie, wierzą w mnie, a ja wierzę i zawsze nam pomogą. Jak się tylko o tym przekonacie sami, ja się o tym przekonałam nieraz. Mogę dużo, dużo tych przykładów przytaczać. I co pan myśli? No ja tutaj mam właśnie kilka pytań odnośnie tej historii z Egiptu.
Właśnie tak zakończyłam to, bo najpierw zapisałam się też o tym romanie Nahcie, ale zaczęłam od początku, że on mówi o tym UFO. Ja się tutaj troszeczkę pomyliłam, że. A nie żadne UFO, które się manifestuje, które nas unika, wprowadza nam mętlik w głowie.
Ja się tutaj trochę pogubiłam, bo ja tak zasuwam sobie i. A te siły, które jeśli nie wierzymy, one nas naprawdę chronią, one działają, one są w naszej przestrzeni, tylko my musimy naszym umysłem je wykorzystywać. Ale my nie potrafimy. Ja już. Ja już potrafię. Ja potrafię od małego dziecka. Tylko nie zawsze o tym wiedziałam.
No dobra, nic teraz tam. Z tymi siłami to tak. Dużo takich jest różnych doniesień. Na przykład pamiętam, że Stanów Zjednoczonych. Kiedyś czytałem taką historię w wypadku autokaru, właściwie prawie że w wypadku.
Autokar pełen po prostu ludzi sunął z pełną prędkością i prawie że wbił się w ścianę. No tylko, że ktoś tam zaobserwował jakieś, zauważył jakieś coś w kształcie aniołów czy czegoś podobnego. I niby te anioły miały ten autokar zatrzymać. I wie pani co? Zatrzymał się ten autokar jakieś jeden cal przed ścianą.
O Matko Święta! Ale wie pan co? Ja-- mnie Tutanchamon nie oszczędził. On mnie kilka razy o tę ścianę walnął. Pionową ścianę pokrytą tymi nożami. No bo ja nie miałam do czego przytrzymać. Ja się chciałam złapać tego, bo chciałam odpocząć. Nie było się czego złapać. To był samo, o-Że to była ściana milionów lat u-u-kształtowana, jak to się mówi tymi koralowcami.
To był przecież, no, ja nie wiem, jak to nazwać. Przecież ja bym zginęła na tej ścianie. Przecież mi kilkanaście razy huknęło o tą ścianę. Ta fala mną rzucała, bardzo mną rzucała i ja, jak pierwszy raz mnie rzuciła, to mnie wywaliła z tegoż nurkowania. To ja nie wiedziałam, co się stało. Ja nie wiedziałam, że Jestem w horrorze. Ja dopiero drugi raz jak mnie rzuciło. Dopiero zauważyłam tę ścianę. Bo to były sekundy. To były sekundy. Ja-- jak drugi raz, trzeci raz. Ja chciałam się łapać tej ściany. Ja próbowałam. Nie było czego, ja się złapałam właściwie to rękę przecięłam i znowu wpadłam do tej wody. I znowu. I kto mi dał tą myśl? Kto mi kazał głęboko nurkować? Ja w życiu nawet filmu o takim czymś nie widziałam, ale to mówią, że intuicja? Jaka intuicja? Intuicja też się musi czegoś złapać. Ja-ja ja nawet oddechu nie nabrałam. Kto mi pomagał? Ja umiałam pływać. Umiem pływać, nie skakać do wody.
Nawet dzisiaj jestem stara, też potrafię cuda-cuda robić. Ale wtedy ten głos, ten głos, który mi podpowiedział "nurkuj". Ale on mi kazał głęboko nurkować. Przecież ja nie miałam żadnych. Ja nawet nie miałam powietrza już w sobie. Jeszcze miałam sznurki głupie założone na tej twarzy. Nie ściągałam ich bez tego, bez wdechu. Ja kilkanaście metrów płynęłam. Ktoś mi pomógł płynąć. Nie wiem co pan powie na to, ale ja też tego anioła miałam. On w taki sposób się zamanifestował i właśnie ja przeżyłam pierwszą tego, tego potwora, tę rybę, tą morenę. Przeżyłam ten wypadek, który się za mną wydarzył, ale to doświadczenie, w którym naprawdę mogłam zginąć, nawet gdyby mnie nikt nie uratował. Myślałam o moich wnukach, myślałam o wszystkim wtedy, w tych sekundach, Boże, oni czekają babcia przyjedzie z Egiptu, ktoś im tam przywozi jakieś bluzeczki, jakieś coś, a babci nie będzie.
Ja tak w sekundach myślałam o tym wszystkim, ale myślałam o tej pomocy. Mówię Boże, pomóż mi i do tego tutaj, ja też mam Łzy w oczach. I do tego się zwracałam Tutanchamona, że mi pomógł mi, pomógł mi i tą myśl wprowadził na mnie.
Mało tego, on mi pomógł wpłynąć do tej głębi. Przecież ja nigdzie nie nurkowałam. Gdzieś czwarta, szósta jeszcze bez plecaka, bez tego, bez tej butli. Ja miałam dopiero później pływać. Pierwszy raz nurkowałam sama, o własnych siłach.
Mogę się teraz, nie wiem, czy to pochwalić tym, czy ja to uznaję za cud. Ja żyję i chciałam właśnie przekazać, że proszę wierzyć, te siły, one się manifestują nie tak jak UFO, bo ono się manifestuje, ale nam nie pomaga, tylko właśnie ten mendyk wprowadza. A te inne siły, mówi jak chcesz anioły, duchy, one nam pomagają. I jeszcze mam takie inne właśnie- Mam jeszcze kilka pytań odnośnie Egiptu, Nohajo, Mianowicie czy po tym bolesnym wydarzeniu na skałach Koralowca rozmawiała Pani z kimś, kto mógł widzieć całe zdarzenie? To jest coś, co często się zdarza podczas nurkowania w tamtym miejscu.
Wie pan co? Muszę Panu powiedzieć, że my żeśmy wypłynęli tym statkiem. Ten statek był 10 kilometrach tych skał zaparkowany i tam się nurkowało, a ja tylko nurkowałam i ta fala. Ja nie wiedziałam, że jest ta fala, bo jej nie było. Ona później się tak przy tym tak zbierała, zbierała, zbierała i ona mnie wznosiła na te skały. My byliśmy na środku tego morza. Skały gdzieś tam były w oddali i nie było nikogo. Na tym statku został kucharz czy tam dwóch, bo oni przygotowywali dla nas ten obiad czy tam obiado-kolację. I byli ci nurkowie, którzy sobie tam pływali, zanurzali się, odpoczywali, wypływali, znowu sobie pływali, bo my byliśmy tam kilka godzin na tej wodzie. No i wie pan co? Tam nie było nikogo, kto by mnie zauważył? Ja się modliłam, mówię Boże, ten statek chyba już podjedzie, a on nie widzą, jak mnie to miota o te skały. Ja myślałam, ale mnie nikt nie widział.
Kompletnie nikt mnie nie widział. Ja byłam zdana na te siły wyższe i dostałam je. One mnie uratowały. Pani w takich sytuacjach czuje jakąś obecność. Jest pani jakoś w stanie wyczuć jakąś tożsamość tej siły, którą pani, która panią ochrania?
Tutanchamoon. Ja mówię panu, ja kupiłam jego wizerunek i jego. Ja się do niego wróciłam w pierwszym dniu tych wakacji. W pierwszym dniu wakacji. Ja nawet-- to takie było głupie. Pamiętam zaraz ja tu jeszcze to zapisywałam wszystko.
Zaraz pan jeszcze raz przepis zobaczę, bo pan może mnie załapał, bo ja to tak też szybko też mówiłam, mówiłam, mówiłam i jaki jest? I wróciłam z tego bazaru. Zamiast kupić te snorki w pierwszym dniu, to kupiłam ten wizerunek Tutanchamona. Zapłaciłam i wróciłam do tej taryfy, bo upał dokuczał i w hotelu rozłożyłam ten papirus i zaklarowana tym papirusem byłam sama. Bo jakby moja żona powiedziała no pieprznięta w łeb baba.
No co jej się tam zrobiło? No wie. Rozłożyłam go w pokoju na łóżku i patrzę na tego Tutanchamona, jaki on tam piękny jest. Tak jak na jakimś haju. Mówię do tego Tutanchamona, patrzę w jego oczy i mówię tak do niego. A ja Film obejrzałam 25 lat temu i tak się do niego zbliżyłam przez ten też film, gdzie mi go było żal, że on tak oczy, że umarł.I ja mu tak powiedziałam, no do tego papieru tu powiedziałam. Właściwie to ja dla ciebie tu przyjechałam i sama do siebie mówię głupio, ale ja tak powiedziałam i mówię tak. Wiem, że duch twój tu jest ze mną. Bardzo cię proszę.
Jestem tak daleko od mojego rodzinnego domu. Opiekuj się mną, otocz mnie swoją opieką. Tak do niego się zwróciłam. I otoczył właśnie on, bo ja się właśnie do niego wtedy zwróciłam. Ale wie pan co? Ja przygotowałam sobie 2 opowieść.
Ale to jeszcze mam jedną. Jeszcze mam parę pytań odnośnie. Właściwie takie, takie pytanie odnośnie tej moreny. Czy ona jakoś... Pani miała wrażenie, że ta morena jakoś reaguje na pani myśli na to wołanie? Tutaj, czy tak po prostu się odwróciła i sobie popłynęła?
Ona się nie odwróciła. Ona była w szczelinie. Ona na mnie patrzyła i ja na nią patrzyłam. I ja się ja. To był potwór. Przecież to było olbrzymie ciałko. Do czego to porównać? No nie do rekina, bo to było coś innego. Ono se w szczelinie tam było. Ono z tej szczeliny się wypłynęło. I ja jestem nad tą moreną trzy metry. A dopiero ja widziałam rybki, to wszystko. I ona mi się ukazała, bo ona wtedy płynęła na żery. Chyba wypłynęła. No to mogła pożerować też na mnie. No nie?
No skąd ja mogę wiedzieć? Ja pierwszy raz takie cudo, potwora widziałam. Ja zobaczyłam jej oczy, ona mnie widziała, ja zobaczyłam jej oczy, ona mnie. Ja byłam zaszokowana tym widokiem. I te zębiska. Ona, ona miała takie zęby olbrzymie. Nie wiem, czy one były ostre. Ona miała wtedy.
To była taka paszta, to ze sześćdziesiąt centymetrów na oko moje siedemdziesiąt. No olbrzymie. No do rekina nie mogę przyrównać, bo to nie rekina paszta, ale ja tę pasztę widziałam. Może się ona do mnie uśmiechnęła? Nie mam pojęcia. I ja w te pędy prosiłam ratuj, ratuj! No tylko tego Tutanchamona wtedy przywołałam i nie wiem jak szybko się znalazłam na brzegu, ale się znalazłam. Ja byłam w takim szoku, że nawet tego gorącego piasku nie czułam. Ja jak do siebie doszłam...
Tam ludzie, którzy byli, no co ja mam opowiedzieć? Krzyczeć jak oni tam niektórzy pływali, jakieś dzieci tam mieli, opalali się i wie pan co? I nie wiem, ta siła mi pomagała. No jest ta jeszcze jakaś inna siła, o której w tym 2 moim opowiadaniu chciałam opowiedzieć. Są różne siły, tylko że musimy w nie wierzyć.
Musimy wierzyć, bo wiadomo, że ten Stwórca wszechświata jest za. Muszą pomagać im, muszą pomagać, nazwijmy to, inni aniołowie, bo przecież nie wiem, ile nas na świecie jest miliardów ludzi. Bardzo dużo. Nie wiem, czy siedem, czy siedemdziesiąt siedem miliardów, bo raz mówią- Siedem miliardów, raczej bliżej siedmiu miliardów.
No właśnie, też tak słyszałam, ale kiedyś w po jakiejś audycji mówił, że siedemdziesiąt siedem miliardów, ale on się chyba w innych- Ktoś się chyba machnął po prostu. Nie. Albo nie machnął, tylko on się teleportował do innych czasów i wtedy ich było siedemdziesiąt siedem miliardów.
Tak, tak się, tak się szacuje, że do tej pory na Ziemii żyło siedemdziesiąt siedem miliardów ludzi. Jakoś siedemdziesiąt siedem, osiemdziesiąt. Jakoś tak. No nie? On powiedział właśnie siedemdziesiąt siedem. Ja teraz głupia mówię, nie wiem, czy ma być siedem miliardów, czy siedemdziesiąt siedem po tej jego, yy, yy, wymowie. No dobra, może ja opowiem drugie to świadectwo, takie swoje, które sobie też przygotowałam. Ja jestem za bardzo taka też eteryczna, ja we wszystko wierzę i bardzo wierzę nawet mam dużo takich świadectw swoich na te różne paranormalne siły.
I to drugie opowiadanie napisałam sobie taki tytuł Świadectwa działania Stwórcy Wszechświata. Zacznę tak. Jak masz załamanie psychiczne z powodu zdrady męża, narzeczonego, chłopaka, a to zawaliło Twój cały dotychczasowy proces. Proces wydawałoby się swojego dotychczasowego, stabilnego, uregulowanego życia. Zrób tak, bo ja tak uczyniłam. Według słów Jezusa Wskazania na górze proście, a będzie wam dane. I przypomniałam sobie, co moja babcia Emilka mi opowiadała. Ale to za chwileczkę do tego wrócę. Najpierw opowiem, co przytrafiło mi się w życiu.
Miałam cudowny związek. Związałam się w tak niewyobrażalny sposób z mężczyzną, który miał dwadzieścia cztery lata, a ja dwadzieścia dziewięć. Dosłownie anioł miłości przeszył mnie i jego jak zaklarowaną różdżką tknął i zapłonęło w sekundzie. Byłam, jak to się mówi potocznie, w siódmym niebie, przebywając przy nim i całe życie. A dzisiaj jestem już w nim trzydzieści jeden lat, w związku bez żadnych ślubów. Trzydzieści lat temu pojechaliśmy do Turcji na wycieczkę i zwiedzając Turcję trafiliśmy do miasta Izmir. I tam przewodnik nas zabrał w góry, z których wypływały gejzery. Ale było niebiańsko. Pływaliśmy w basenie w grudniu, obok góry bardzo wysokie, pokryte śniegiem. I ten krajobraz, i przecudne niebo nad nami sprawiało, że czuliśmy się jak w raju. Ale przewodnik miał dla nas coś magicznego, takiego małego magicznego króliczka jak magik wyciąga z cylindra albo z rękawa.
Widząc jak my się kochamy, jaką miłością do siebie pałamy, podszedł do nas i kiedy osuszyliśmy się, zabrał nas do parku, lasku.I wtedy nasz przewodnik powiedział, że tam jest przepiękna aleja. A tam przepiękna aleja była. Chciałam powiedzieć biegła aleja, ale aleja nie biegnie. I wytłumaczył nam, że kto przejdzie tą aleją- para, małżeństwo, narzeczeństwo- to ich dusze pozostaną na zawsze i żadna siła ziemska ich nie rozdzieli.
Bo ta aleja to jest aleja miłości. No piękniejszej propozycji od nikogo w życiu nie dostałam. Wzięliśmy, podaliśmy sobie ręce, przeszliśmy tą aleją miłości. Przepiękny związek trwał. Nawet daliśmy sobie ślub.
Tak, taki ślub. No przed samym ślubem- Taki ślub bez księdza. Bez księdza. Sami przeszli tą aleją miłości. Właśnie przyrzekli sobie. No daliśmy sobie sami ślub i tylko wszechświat był naszym świadkiem. Nawet nie mieliśmy żadnych świadków, tylko kosmos, niebo. No i my. Przepiękny związek trwał. Kochaliśmy się bardzo, a zarazem ciężko pracowaliśmy, bo tak jak los każdego człowieka, żeby dojść do czegoś, trzeba coś od siebie dać. I dawaliśmy. Ale jakaś zmora zjawiła się w moim życiu. No tego, tej zmory nie spodziewałam się. A wie pan, jaka to była zmora? To była nasza klasa. Kobiety i mężczyźni przesiadujący jak zaklęci w tej głupocie, że tak powiem, pozwalając sobie na różne intrygi i zawiązywania na nowo starych znajomości z młodości, nie dawali sobie na wstrzymanie, tylko z premedytacją brnęli w tę grę.
Wiemy, że bardzo dużo małżeństw się w ten sposób rozpadło. Bardzo dużo związków ucierpiało. Nasza klasa poniszczyła ludzi, którzy w niewiedzy tej zmory dostali poddani jakiejś bitwie, w której nawet lała się krew. No i w cudzysłowie ginęli, przegrywając. Ja w tamtym czasie pracowałam siedem dni w tygodniu w restauracji. No jestem tysiąc kilometrów od Polski, muszę powiedzieć. No nie? No nieważne. Ja tam wspominałam, w Holandii, nieważne gdzie, która posiadała duże apartamenty dla gości. Najwięcej pracy to oczywiście miałam w weekendy. Mój partner ukochany miał natomiast wolne. No i odkrył zmorę. To działo się w 2010 roku, a ten rok był naprawdę przeklęty. Zginął nasz prezydent i wielu utalentowanych ludzi i polityków. Mieliśmy rozpoczętą budowę domku w Polsce. Mój facet zaczął często latać samolotem, bo budowa to oczywiste. Ale jak wracał, to był jakiś odmieniony, inny. Mówiłam mu o tym, ale on miał wytłumaczenie. Zawsze wytłumaczenie było jedno, a budowa, a kłopoty z wykonawcami i tym podobnie. Było mi ciężko. Ciężko mi było to rozumieć, ale akceptowałam. Ale prawda była zupełnie inna. Dowiedziałam się, bo nie chciałam się o tym dowiedzieć. Te siły, które czuwają nad tobą, kierują też twoim losem.
Przyszłam z pracy. Była chyba dwudziesta czwarta w nocy. Mój chłopak spał, a na stole w dużym pokoju, można tak powiedzieć, w saloniku pozostawił telefon, który brzęczał jak głupi, jakby go coś nawiedziło. Co chwilę przychodziły jakieś esemesy. Brzęczał i brzęczał. Ja na początku nie zwracałam na to uwagi. To był 30 kwietnia 2010 roku. Nie wiem, kiedy zginął prezydent. Czy też w tym dniu?
No to jakoś 3 tygodnie wcześniej, to było 10 kwietnia. Przepraszam, tak, bo to było w kwietniu, a ja 30. Ja mówię o 30 kwietnia. I ten, i ten telefon tak dokuczał, po prostu dokuczał i dokuczał i dokuczał. Ale ja to było ciepło. To był Holandii dzień. Dzień Króla czy dzień Królowej? Wtedy chyba Dzień Królowej jeszcze, bo 30 kwietnia. Teraz jest Dzień Króla, bo zmienili na 27-ego. I teraz Aleksander jest królem, a Beatnik abdykowała na rzecz syna. No dobra, to nieważne. W każdym bądź razie zrobiłam sobie papieroska, no i zeszłam sobie na drinka z whisky. No nie? Dodałam coli i paliłam sobie jeszcze papierosy. Rozwiłam dwór. No nie? Tam mieliśmy taki taras zadaszony. Piłam sobie do tego drinka, zapaliłam sobie papieroska, znowu sobie zrobiłam drinka, znowu papieroska. Chyba była pierwsza godzina w nocy jak wróciłam do no do domku, a ten przeklęty telefon dalej brzęczał. Nie mam zwyczaju dotykać cudzych telefonów, no bo nie mam. Nigdy zresztą nie musiałam dotykać. Nigdy bym nie weszła nawet w te esemesy cudze. Zresztą bym i tak nie znała, bo każdy ma swój kod dostępu. Ale ja wzięłam ten telefon do ręki i nawet nie wchodziłam w niego. I w te esemesy, bo na stronie głównej nie wiem jakim cudem wyświetliły mi się takie słowa: "Kocham Cię, Kochany mój, tęsknię za Tobą. Słodkich snów." Buziaczki. I co się dzieje? Mogłam umrzeć przecież na atak serca. Ale nie to mi było pisane. Pisana mi była wielka jakaś bitwa o coś, co nazywamy miłością. I tu mam znak zapytania.I walka trwała chyba sześć miesięcy. Przeradzała się w nienawiść, wrogość, odrzucenie, potępienie.
I co się dzieje dalej? Mieszkam u syna, bo jeszcze tego samego dnia poszłam z domu. Najbardziej to moje wnuki były szczęśliwe, bo miały babcię. Ale to uczucie do mężczyzny, do tej chyba mojej drugiej połówki było tak silne. Nie potrafiłam z tym uczuciem walczyć. Było tak mocne jak jakaś siła nieznana, na którą nie ma mocnych, bo to jakaś siła nadprzyrodzona.
Człowiek nie daje jej rady. Przecież ja byłam logiczna. Mój syn tego nie pojmował. On mi tłumaczył: "mamo", ja mu też tłumaczyłam. Bardzo go kocham, bo mam go jedynego. Bardzo kocham synową, bo to ona mnie bardzo wspierała i służyła. Jak cicho płakałam. Błagałam syna też, by dał mi taką tabletkę, bym ją łykła. I tabletka ta dała mi uwolnienie z więzi umysłu, który jak zaklęty w jakichś rewirach, w rewirach trwał i cierpiał. I wszystko mnie bolało i nie zwalniało mnie, mnie od zapomnienia tej mojej przeklętej chyba miłości, którą mi zmora zniszczyła. Ale wiecie co? Jest taka tabletka i o niej Wam zamierzam opowiedzieć. Przypomniałam sobie opowiadanie babci Emilki, którą kocham i zawsze jest przy mnie, bo jest. Tak jak inni moi przodkowie są zawsze przy mnie i we mnie. Może to w normalnym pojęciu jest dziwne, ale taka jest prawda.
Mam ich cząsteczkę. Ale mam też cząsteczkę, która łączy mnie ze sferą nadprzyrodzoną stwórcy wszechświata. Bo to ten Stwórca wszechświata będzie brał udział w tej mojej dalszej części ziemskiego życia. To opowiadała mi babcia Emilka. W dawnych czasach też były związki, które miały wzloty i upadki, ale tamci ludzie wierzyli w siły nadprzyrodzone, w magiczne zaklęcia, w magię słów wypowiadanych, które w taki czy inny sposób się afirmują, czyli urzeczywistniają. I tak jak Jezus mówił, stają się ciałem. Jeśli uwierzysz we wszystko, to wszystko jest możliwe, ale musisz w to wierzyć. Rzeczy, które wydawałyby się nieosiągalne, utracone, można przywrócić do życia, jeśli bardzo tego pragniesz z całego swojego serca.
Babcia Emilka mówiła właśnie mi tak, ja wtedy miałam 10 lat. "Jak bardzo cierpisz i miłość jest silniejsza od ciebie, przygotuj sobie siedem ślubów i w ciągu jednej doby musisz obejść siedem kościołów, nieważne jakiego wyznania, bo wszechświat tego nie rozróżnia i dla wszechświata to wszystko jedno, czy to będzie Kościół taki, taki czy owaki, czy jakaś, czy jakaś inna instytucja kościelna. Jak zajdziesz do pierwszego kościoła, to musisz się w taki sposób modlić, po swojemu i prosić siły wszechświata, by zmieniły energię złe, które zawisły nade mną, dotykają mnie, nie pozwalają i nie pozwalają mojej duszy spokojnie funkcjonować. Dręczą, dręczy.
Prosić te nieznane człowiekowi siły, by obdarował, odczarowały całą sytuację, by wymazały z życia ten ból. I żeby ta miłość, która została przez Stwórcę dana, niech Stwórca sprawi, by wróciła. I tak było jak dawniej. I gorąco tego pragnąć i skumulować dobrą energię wokół siebie, a tę złą energię pozostawić, oddać tym, co ją przekształcą w dobro". I babcia mówiła dalej, żeby szybko przemieszczać się. Ale co zapomniałam na początku tej opowieści powiedzieć? Zapalić świecę w intencji prośby.
I ten ogień ma oczyszczać z pomocą sił wszechświata energię wokół ciebie, wokół mnie. Wszystko ma się zadziać po odwiedzeniu siedmiu kościołów czy cerkwi, czy moskej. Nieważne. Pierwsze wchodząc do kościoła zapalić świecę w intencji prośby i bardzo się skupiać na swojej prośbie.
Nie wszystkich się to udawało. Tak babcia mówiła, bo nie mieli środków lokomocji kiedyś, żeby przemieszczać się od jednego kościoła do cerkwi do drugiego. Niektórzy mogli sami rezygnować, że to głupota i zabobony. Ale ja w 2010 roku, przed wakacjami, które mam w sierpniu, pod koniec lipca wyszłam z restauracji, w której pracowałam. Świecę miałam przygotowaną i w szybkim tempie, bez namysłu, bez cienia wątpliwości siłą umysłu, myśli, która mnie umocniła w wierze w ten przekaz babci Emilki. Silnie w to wierzyłam.
Przygotowana byłam na święto Kościołów. Miałam po kolei wytyczoną trasę od jednego do drugiego. Jestem katoliczką. Trzy kościoły były protestanckie, ale na koniec zostawiłam sobie katedrę świętego Jana w '40. Zajęło mi to dużo czasu.Tęczowa Życie jest takie, jakie mamy doświadczenia.
Tak jest. Ale zdążyłam. Jak dotarłam do katedry, wtedy już wiedziałam, że wszystko się spełni, bo czułam i nawet dusza moja troszeczkę była spokojniejsza, jakby się uspokoiła, wyciszyła. W katedrze siedziałam najdłużej. Modliłam się inaczej, bo to w zasadzie nie były żadne modły. To był cały zlepek moich próśb, błagań, wołań do tych nadprzyrodzonych sił o oddanie mi energii życiowej, bo tak strasznie dużo jej straciłam. Odzyskanie energii, miłości, bo ją też straciłam.
Szczerze prosiłam o to i prosiłam, by ból, który mnie prześladował już tyle miesięcy, odpuścił. Po czym wyszłam. A właściwie to od razu pojechałam z powrotem do pracy w restauracji, bo prostowałam w niej rano i wieczorem. Ale to był chyba mój ostatni wieczór przed wakacjami. Jadę na wakacje do Polski swoim autem. Sama.
Łzy mnie nie opuszczają. Modlę się po swojemu do Wszechświata, do Jezusa i innych, kto mi tylko na myśl przyszedł. Na drugi dzień byłam umówiona z moją przyjaciółką na lody w jej mieście, dziesięć kilometrów od mojego miasta.
Pierwszy dzień wakacji w Polsce. Sama, złamana. Pojechałam do tego innego miasta, bo tam się umówiłam. Zaparkowałam auto gdzieś koło centrum i idę na piechotę. Chyba przez parę minut szłam wgrubiona w pochodnik. Nie miałam głowy podniesionej do góry i przechodzi obok mnie zupełnie młody mężczyzna. Pamiętam bardzo przystojny, dwadzieścia pięć lat, może trzydzieści na moją awko, blondyn. Chyba nie aż tak mocny blondyn. Właściwie to ja szłam i nie miałam głowy podniesionej do góry. A ten mężczyzna mnie zatapia w te słowa: "Przepraszam panią bardzo". Ja tak wtedy na niego dopiero spojrzałam. Miał piękne oczy, jasne, nie pamiętam jakiego koloru, ale były pełne, mogę to nazwać jakiegoś blasku, świetlistości, mądrości. Ja tak wyrwana z tego letargu swoich myśli, myślę sobie szybko takie myśli przemknęły mnie przeze mnie. Co ten gościu ode mnie chce? Nie odzywam się, tylko pomyślałam, a on do mnie takie słowa kieruje: "Jeszcze raz bardzo panią przepraszam, ale pani coś zgubiła?". I to taki duży znak zapytania zrobiłam, a ja do niego w te słowa: "Naprawdę?" I jeszcze większy znak zapytania z takim niedowierzaniem na te jego słowa. Zaczęłam kręcić się w kółko, wokół siebie. No i zaglądam do torebki. I mówię sama do siebie tak. No i przy tym facecie. Portfel jest, kluczyki od auta są, dokumenty są.
Obróciłam się za siebie, myśląc szybko co ja mogłem zgubić? Ale za mną był tylko chodnik, na którym żadnej zguby nie było. Odpowiedziałam mu: "Wie pan co? Nic nie zgubiłam. Ja mam wszystko". Ale on mi powiedział: "Nieprawda". A ja jeszcze raz do niego mówię: "Dziękuję, ale ja naprawdę nic nie zgubiłam". A on mi mówi do mnie: "Tak, zgubiła pani. Zgubiła pani uśmiech". I co się dzieje? Ja jak dotknięta, za dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki dostałam uśmiech na usta. On mi normalnie wskoczył na te udka. Nawet chciałam się w pewnej chwili śmiać. I w tym momencie, gdy się ocknęłam, tego? Widzę, że tego mężczyzny już nie ma koło mnie. Oddalił się czy co? Myślę sobie. Obejrzałam się, ale ulica była długa. No i jego już tam nie było. Myślę sobie. Ulotnił się czy co? I dotarło to do mnie po chwili. Widziałam anioła. Miał ludzką postać. Ale to był anioł. I co dalej się dzieje? Idę na te lody.
Koleżanka też właśnie nadeszła i od razu do mnie mówi: "Coś ty taka rozpromieniona, jakaś szczęśliwa? Co się dzieje?" A wiedziała o tych moich tragicznych przeżyciach. Opowiadałam jej przecież. No oczywiście opowiedziałam, że przed chwileczką spotkałam anioła, ale nie musiała nikt w to wierzyć. Ale ja spotkałam anioła i co się dalej dzieje?
Takie sploty różnych wypadków. Życie toczy się bardzo szybko. Sytuacja za sytuacją. Dziwne przynosi efekty. Przyjechałam po mamę następnego dnia, bo umówiłam mamę do fryzjera. Wtedy mama miała siedemdziesiąt lat, czyli nie była jeszcze taka stara, ale miała kłopoty troszeczkę z chodzeniem. Podjeżdża pod fryzjera, pomagam mamie wysiąść z auta i co? Podjeżdża mój albo moja miłość ta utrocona za nami pod fryzjera i mówi do mnie tak: "musisz ze mną pojechać do adwokata". Po trzech, czterech miesiącach, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nigdy nic, jakby się nic nie wydarzyło, nic nie stało. Bierze mnie serdecznie za rękę i mówi: "Chodź, bo jesteśmy za godzinę umówieni i mamy do niego być na czas". A serce mi się zaczęło wyrywać z klatki piersiowej, gdy go zobaczyłam. A był jakiś jakiś inny, pełny, napełniony przedziwną energią, dobrą energią.
Wiedziałam. Energią miłości. W oczach miał łzy. A ja mu mówię: "Nie mogę jechać z tobą, bo mam z mamą u fryzjera być". A mama chodziła, było źle o laskę. Postanowiłam mu: "Nigdzie nie jadę. Mamy, nie zostawię". A na to wszystko odzywa się moja mama. Ty już ze mnie takiej niedołużnej nie rób. Dam sobie radę. Jedźcie, bo nie zdążycie. No i co?
Pojechałam z nimi.I jak myślicie, co dalej? Fatum? Zmora pomału wycofała się czy co? Miłość w nas nigdy nie zgasła. Okazało się też, że on też bardzo cierpiał. Ale ja po tym cierpieniu jego nie wiedziałam, a właściwie to nie chciałam wiedzieć, bo honor kobiety mi na to w jakiś sposób nie pozwalał. Ale nie będę o tym rozprawiać, tylko skupimy się na tym, co wywołało moje cierpienie, ból, które gdyby przeżyć, być może doprowadziłoby mnie do śmierci. Teraz wiem, skąd pochodzi cierpienie, ból, bo po latach się dowiedziałam.
Jest to jakaś fala energetyczna, która została wywołana w przeszłości, ale o tym zapominamy. Ta fala uderza w nas, manifestując się w odpowiednim momencie. Wszystko, co w naszym życiu się dzieje, wszystko co nas spotyka, jest konsekwencją tego, kim jesteśmy i co robimy, co robiliśmy w życiu. Ale dalej drgniemy w to i dlatego tak cierpiałam. Tak bardzo cierpiałam. Przypomniałam sobie, co w Turcji, co w turkizmie że się wydarzyło.
Przecież przeszliśmy tę magiczną aleję, aleję miłości, a zaklęcie mówiło do końca życia na dobre, na złe. Żadna siła tego nie zmieni. Nie ma takiej siły we wszechświecie, która to zaklęcie zmieni. A jeszcze na domiar wszystkiego, po przejściu tej alei daliśmy sobie własną przysięgę przed całym kosmosem, bo nikogo koło nas, nas nie było, tylko nieskończony wszechświat nad nami i nasz Stwórca, który nad nami czuwa i w odpowiednim momencie wysyła do nas, do nas swoich pomocników w postaci aniołów. Tą aleją była jakaś część naszej planety Ziemi, w której działają jakieś sekretne, nieznane, nadprzyrodzone siły. Bo o tym właśnie mówił ten nasz przewodnik i te siły nadprzyrodzone. I ja właśnie przez te siły nadprzyrodzone tak cierpiałam i mój partner też cierpiał i też cierpiał ból. I tak to się wszystko miało wyjaśnić.
Wierzycie czy nie wierzycie? I ten przekaz babci Emilki dokonał tego niezwykłego. [śmiech] Nie wiem czemu ja tego dotknęłam, a właściwie to dotknęło mnie. Wszystkie stare przepowiednie, przekazy z ust do ust. To nie są bajki. To prawda, którą ludność odkryła w przeszłości bardzo, bardzo, bardzo dawno temu. Ale dzisiaj wszystko wymazuje się z jej pamięci.
Eee, babci Emilki przekaz, który usłyszałam w wieku około dziesięciu lat, bo babcia zmarła, gdy miałam dziesięć i pół roku. Cieszę się, że zza grobu już mi pomogła, bo przypomniałam sobie o tej sile siedmiu Kościołów. Jeszcze jedna nadprzyrodzona siła, ale o tym wam nie powiem, bo jest jeszcze jedna taka nadprzyrodzona siła. Nie chcę o tym mówić, bo to jest troszeczkę krępujące. Ta siła też ma wielką moc. Trzyma bratnie dusze na dobre razem. Ale o tej sile dowiedziałam się bardzo dawno temu z przekazu babci, ale byłam za mała, żeby to zrozumieć. Jest taki lekarz w Polsce, który o tej wielkiej sile wie.
Możecie sobie posłuchać jego audycji. I tu cytuję. Jaka audycja? Mądrość i ukryte sekrety kobiecy myślnik bogini. Tyle o tym w cudzysłowie. No okej, to Wszystko, co chciałabym wam opowiedzieć o tej nieznanej, bliższej sile działania Stwórcy Wszechświata. A co dzisiaj mamy?
Trzeciego grudnia tysiące dziewiętnastego roku. Jestem szczęśliwa, kochana, kochająca, pełna miłości. Spełniają się wszystkie moje marzenia. Właściwie to na życzenie, na moje żądanie, bo dostałam też miłość od Wszechświata, o której mogłabym Wam opowiedzieć w następnej, w następnym spotkaniu. I o innych moich przygodach.
Takich, które właściwie śnisz nam od dziecka. Nie wiem, co mnie dotykało, ale mnie dotyka do dzisiejszego dnia. I to by było na tyle o tych siedmiu kościołach i o tej alei miłości. Właśnie ten wątek z prośbą o pomoc w odzyskaniu energii. To, co pani tam obchodziła, te siedem świątyń, przychodzi mi na myśl, to mi przychodzi na myśl to, czego czasami nauczają osoby zajmujące się pracą z energiami. Bo ja brałem kiedyś, wiele temu udział w takich medytacjach grupowych poprzez Skype'a prowadzonych przez jednego takiego mistrza reiki, który swoją drogą też parę razy wystąpił w Radiu Paranormalium, w audycjach, który zalecał od czasu do czasu podczas medytacji wypuścić jakby w eter taką intencję o treści: "W imieniu Boga żądam oddania mojej duszy, energii podświadomości". Tam prośby jakieś do opiekunów duchowych, żeby pomogli i tak dalej. No ten powrót energii. Muszę powiedzieć, że da się nawet czasami odczuć fizycznie. Jak tak się czasami samemu pomedytuje i puści taką prośbę w eter. I wydaje mi się, że to, to również może działać w przypadku naprawiania jakichś takich różnych naszych sytuacji życiowych.
No właśnie mi się naprawiły. Ale właśnie te siedem kościołów to dzięki babci przypomniałam sobie o tym. Bo ja byłam mała. Ja mogłam o tym nie pamiętać, ale ja sobie przypomniałam jeszcze innych parę rzeczy, które ona mi opowiadała. Ona mi dużo opowiadała, bo kiedyś nie było telewizji i myśmy tak przy niej siedziały.
Ja byłam najstarsza w domu. I tak babcia opowie coś i szarpałyśmy ją za spódnicę. Ona miała takie długie spódnice do ziemi. Szarpałyśmy ją za te spódnicę i ona nam tak opowiadała. Ja sobie odpowiednim swoim czasie przypomniałam o sile tych siedmiu kościołów i o tej energii, bo one się gdzieś tam kumulują. Ja, wie pan co, ja się nie znam na tych reiki, nie reiki. Ja słucham bardzo dużo tego z Internetu.
Teraz też tak coś mnie tknęło, żeby poszukać jakiejś informacji o siódemce. I tutaj z tego, co widzę, to siódemka ma dosyć takie duże znaczenie właśnie w różnych sprawach uczuciowych. No to ja właśnie o tym. Ja nie wiem. Ja tylko wiem co z przekazu babci. I wie pan co? Ja bym jeszcze o czymś innym powiedziała, ale to jest tak krępujące, bo kobieta to, jak ten pan doktor mówi, nie będę jego nazwiska wymieniała. On powiedział, że kiedyś szukano tego świętego Graala, że właśnie kobieta jest świętym Graalem. Ale o tym nie chcę mówić, bo to nie mój temat, tylko ja już w to wszystko wierzę. Ja w ogóle to zawsze od małego we wszystko wierzyłam i to mi się spełnia. Spełnia mi się wszystko, o czym teraz zamarzę. Opowiadałam panu, że natoczyłam się na audycję o najdziwniejszym sekrecie świata. I ja od dzisiaj właśnie żyję już po innemu. Żyję tak jak Earl Nightingale w tej swojej audycji mi przekazał. Pan mi poradził obejrzeć ten sobie film Sekret, też go obejrzałam, swojego wnuka młodszego też poturbowałam i mówię: oglądaj to, obejrzyj ten, bo on tak bardzo jak ja. Ja też Jestem babcią. Zawsze wnuk się nie da nabierać na moje takie t. On ciężko pracuje, ma dwadzieścia lat, ale młodszy Dzisiejsza młodzież w dużej części już tak bardzo twardo stąpa po ziemi.
Ale mój młodszy wnuk tak mnie słucha. On, tak jak ja słuchałam kiedyś u mojej babci, on tak słucha i on robi to, bo on też Earla przeżył. O tym prawo jeździe mówiłam. Kazała mu napisać. Ja napisałam. Zdał za pierwszym razem to starszy wnuk cztery czy pięć razy podchodził i się nie udawało. I ja zaczęłam też żyć inaczej. I mówiłam panu o tym, że mój partner znalazł ojca, ale ja to sprawiłam [śmiech] po pięćdziesięciu sześciu latach.
I to by było na tyle. Drodzy państwo, ta sprawa z aniołami zatrzymującymi autobus nie dawała mi spokoju i aż się prosiła, żeby ją sprawdzić. No i się okazało, że co prawda się pomyliłem, ale tylko w jednym aspekcie. Mianowicie całe zdarzenie miało miejsce nie w Stanach Zjednoczonych, a w Wielkiej Brytanii. No a poza tym wszystko inne właściwie się zgadza. Oto taki mały cytat z Księgi Cudów Stuarta Gordona.
Pewnego dnia w 1991 roku Kate Bridger uniknęła niechybnej śmierci. Ta dwudziestojednoletnia angielska urzędniczka zatrudniona w Radzie hrabstwa Kent dojeżdżała codziennie autobusem z domu do pracy w Chatham. Strach dosłownie ją sparaliżował, gdy nagle hamulce autobusu zakleszczyły się. Pędził ze stromej góry, ciągle nabierając szybkości.
Kierowca krzyknął, by wszyscy pasażerowie przenieśli się na tył wozu. Kate nie mogła jednak ruszyć się z miejsca. Powtarzała tylko w duchu słowa modlitwy. Tu pojawia się cytat: Nagle ujrzałem anioły. Było ich sześć, a może osiem.
Leciały za oknem mniej więcej w połowie wysokości wozu. Miały kremowe czy białe szaty, podobne do nocnych koszul, blond włosy i przepiękne twarze. Ustawiły się w rzędzie i wyciągnęły ręce, by zatrzymać pędzący autobus, który powoli zaczął hamować. Ostatecznie stanął parę cali od muru z cegieł. Koniec cytatu. Kierowca powiedział potem, że w zajezdni dokonano następnie przeglądu wozu. Hamulce były w tak fatalnym stanie, iż nie wiadomo, jakim cudem się zatrzymał. Tę relację Stuart Gordon zaczerpnął z prasy brytyjskiej.
Oczywiście jest tego tutaj więcej. Jest nawet cały rozdział poświęcony na tego typu doniesienia. Tak więc, jeżeli kogoś interesuje taka tematyka, to zachęcam do sięgnięcia. Może jeszcze gdzieś tę starą dosyć książkę uda zdobyć. Steward Gordon Księga cudów. Od wskrzeszenia Łazarza do Lourdes. Książka wydana nakładem Wydawnictwa Amber. I to by było na tyle. Z bohaterką dzisiejszego odcinka od czasu do czasu odnawiamy kontakt, więc całkiem możliwe, że jeszcze kiedyś usłyszymy ją w naszej audycji. Dzisiejszy odcinek Mówią świadkowie ma się już końcowi. Dodam jeszcze tylko, że zgodnie z tym, co zapowiedziałem na początku, w następnych odcinkach pojawi się sporo wątków ufologicznych. Wysłuchaliście państwo czternastego odcinka podcastu Mówią Świadkowie. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.