Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. Z sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie, takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy trzynasty już odcinek edycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z Nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu.
Podobnie jak z bohaterką odcinków jedenastego i dwunastego podcastu Mówią Świadkowie, ze słuchaczką, której historię dziś Państwo poznacie, również odbyłem w krótkim czasie dwie dość długie rozmowy telefoniczne. W tym odcinku zaprezentuję zapis pierwszej z nich. Zanim to jednak uczynię, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią.
Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype - radio.paranormalium.pl. W razie gdyby nikt nie dyżurował, można się nagrać na sekretarkę albo wysłać wiadomość tekstową. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa wiadomości na naszym fanpage'u na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Można także wysyłać nam maile na nasz adres: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość.
Bohaterka dzisiejszego odcinka podzieliła się bardzo licznymi historiami o spotkaniach z nieznanym, jakich doświadczyła w całym swoim życiu. Usłyszymy zatem m.in. opis dość ciekawej obserwacji UFO, które wyglądało jak słońce umieszczone między dwiema bramkami. Poza tym niezwykle intrygujące historie o spotkaniach z zagadkowymi humanoidalnych istotami, a także spotkaniach ze zmarłymi.
Szczególną uwagę zwraca opis spotkania w czasie snu ze zmarłą znajomą, która w wizji sennej ukazała się młodsza o kilkadziesiąt lat, a które to spotkanie okazało się posiadać pewien ukryty element prekognicyjny, zapowiadający śmierć męża bohaterki dzisiejszego odcinka. Dość mocno w tej rozmowie zaznaczył się również temat zapisywania i interpretowania snów oraz nawiązania do prawa przyciągania.
Mamy tu też mocne nawiązanie do audycji Earla Nightingale The Strangest Secrets of the World, czyli najdziwniejszy sekret świata. W życiu naszej słuchaczki nastąpiły bowiem dziwne zbiegi okoliczności, które zbiegami okoliczności wydają się być tylko z pozoru. Ale o tym opowie już sama bohaterka dzisiejszego odcinka. Z góry przepraszam, jeśli nagranie momentami będzie niezrozumiałe.
Słuchaczka dzwoniła z pracy i w trakcie rozmowy sporadycznie odzywały się jakieś niekoniecznie miłe dla ucha dźwięki, godne natychmiastowego przeze mnie odfiltrowania. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy. Halo, dzień dobry, z tej strony Marek Sęk, Radio Paranormalium. Dzwonię w związku z zostawioną przez Panią wiadomością na skrzynce głosowej.
Tak, fajnie. Moje na imię ... . Bardzo jestem zakochana w waszych audycjach, bo oczywiście nie jest pan sam, to nie chcę pana samego wychwalić. Bardzo kocham te Wasze audycje i słuchałam kilka odcinków tam pierwszy, drugi, trzeci i czwarty, ósmy.
Tak, postanowiłam sobie zadzwonić, bo w życiu dużo rzeczy takich mnie spotkało. Byłam właściwie też świadkiem i przeżywałam dużo rzeczy. I mówię tak: może to będzie też dla was interesujące i ciekawe, dlaczego mam się tym nie podzielić? Może zacznę od tego. Ja jestem z Holandii w tej chwili, chociaż jestem często w Dębce w kraju i dużo rzeczy mi się przytrafiało w dzieciństwie, ale ja tego właściwie nie rozumiałam. Dużo rzeczy miałam we snach, też tego nie rozumiałam, ale chcę zacząć w ogóle od czegoś innego.
W 1995 roku to był może marzec, kwiecień, wczesna wiosna. Nie pamiętam dokładnie, bo wtedy nie było jeszcze telefonów. Były te takie zwykłe telefony stacjonarne. Może tam już się pojawiły te kieszonkowe, ale ja jeszcze nie miałam. Także nawet jakbym coś chciała zarejestrować, to nie było na co zapisywać. Później do głowy mi przyszło dokładnie zapisać, w którym to dniu i godzinę pamiętam, ponieważ pracowałam w pieczarkarni i miałam swojego, no jak to... Nie mam męża, żyję z nim dziesięć lat.Mojego wsycha jechać tam obok 10 kilometrów, bo on do 17 pracował. Ja wychodziłam za pięć, piąta po południu z pracy. Jechałam po niego, bo tam gdzieś około osiem, dziesięć kilometrów miałam po niego. I wysiadłam przy piekarni, wsiadłam do auta i jechałam taką dość szeroką aleją. I tak jadę. Zatrzymałam się i mówię, co ja u góry widzę? Mówię, to nie słońce ani Księżyc, ani żadna gwiazda. Właściwie to był taki pochmurny dzień. Nie było słonecznie jak to w Holandii, tak raczej zawsze więcej tego pochmurnego dnia, tych miesięcy jak takich pogodniejszych. I wtedy był taki pochmurny dzień, więc nie było słonecznie. Księżyca też nie było widać. A ja coś widzę na niebie w kształcie kuli. Ta kula. Mogę ją porównać do wielkości takiej kuli kręglowej. Była takiej wielkości. Ja ją tak widziałam i dzisiaj z dystansu lat, bo to było w 1995 roku. Mogę powiedzieć, że ta kula była gdzieś tak jak w moich oczach zawieszona na wysokości 10 000 kilometrów. Ponieważ teraz latam już od sześciu czy siedmiu lat samolotami, więc tą odległość sama mogę sobie ustalić tak plus minus, no nie? Była bardzo wysoko, nie była na wysokości kilometra, bo to by było za blisko. Ja ją widziałam w ogóle bardzo wysoko pod tym pochmurnym niebem.
Znaczy niebo było takie, chmury były, ale ja ją widziałam bardzo w głębi, w oddali. I tak mówię tak- To było 10 kilometrów, tak? Tak na oko? Na oko moje, bo ja latam samolotami, więc taką odległość mogę ustalić. Był pochmurny dzień, były chmury, ale tą głębię nieba można było widać. I ta kula była w ogóle złota i ona sobie stała tak jak księżyc nieraz w miejscu stoi. Tylko, że ona nie była wielkości Księżyca, bo Księżyc jest wielkości przykładowo piłki. Słońce za chmurami to było słońce, ale słońca nie było i wielkość tego było. Mogę porównać do kuli bilardowej na odległość, prawda?
Czyli to mogło być bardzo dłużej, jakby było bliżej, ale ja widziałam normalnie wielkość kuli bilardowej zawieszonej gdzieś tam i to sobie stało w miejscu tak jak księżyc stoi. Ja tak z ciekawości tak stanęłam, zatrzymałam się i patrzę na tą kulę i patrzę, i patrzę, i patrzę i nadziwić się nie mogę. I tak w swojej głowie filozofuję, co to jest ni słońce, ni Księżyc, ni gwiazda. I wie pan co? Ja się tak nim przyglądałam ze dwie, trzy minuty. I nagle z ciekawości wstałam z tym autem i nagle ta kula tak się szybko oddaliła, w takim błyskawicznym tempie, że mogę powiedzieć, że normalnie w kosmicznym tempie. Ona mnie teraz. Ja ją widziałam, ona tak widzi i już jej nie było.
Ale ta kula jakoś tak stopniowo startowała, czy po prostu tak od razu? Ona od razu, ona stała. Ja ją tą stojącą widzę i sobie tak dyskutuję sama ze siebie. Co to jest za dziwadło, prawda? Piękne złote w złotym kolorze. Nie mogę, nie mogę się temu nadziwić. I ta kula tak jak ja sobie na nią patrzę. Ona w pewnym momencie-- ona chciała, żebym ja ją widziała. Ja nie wiem, czy ja byłam jedyną obserwatorem. I ona w pewnej chwili oddaliła się w kosmicznym tempie. Ja ją tylko tak widzę tą kulę i kuli nie ma. Ja ją widziałam tak odlecieć i w sekundzie się oddaliła. W sekundzie zniknęła. Dlatego chciałam się.
Chciałam się tym podzielić, bo to do dzisiejszego dnia nigdy o tym nie rozmawiam z nikim. Może się kiedyś z synem podzieliłam jeszcze jak był młody. Ja naprawdę o takich rzeczach nie rozmawiamy. Właściwie to tak sobie mówię kurczę, co to mogło być? Kiedyś coś napomknęłam, to mi powiedzieli, to mogła być satelita. A ja mówię satelita to nie stoi w miejscu.
To jest raz, prawda? I się nagle- Satelita może i stoi w miejscu, ale nie startuje tak nagle. Właśnie, a ja ją. A ja przysięgam, bo po co bym ja dzwonić jeszcze z dziewięćdziesiątego piątego roku opowiadać taką rzecz? Ja ją widziałam właśnie w miejscu stojąco i wystarto-- ona wystartowała tak w sekundę i zniknęła mi z horyzontu i pojechałam do tego mojego ****** do tej pracy i mu to opowiedziałam, że widziałam coś takiego dziwnego. To wszystko i na tym się skończyło.
Ja mam jeszcze pytania dotyczące tej historii. To był rok 95. Jaka to była pora roku? Mniej więcej. To było w 1995 roku. To był marzec kwiecień, wczesna wiosna, pochmurny bardzo dzień i około za dziesięć piąta mi się to ukazało, bo wyszłam, o tej godzinie wychodziłam codziennie z pieczarkami, bo po swojego partnera jechałam na piątą, żeby zdążyć około dziesięć kilometrów do niego do pracy. Mieliśmy jedno auto, to jeden drugiego odwoził, przywoził i ja widziałam tą kulę zawieszoną. Zatrzymałam się dla niej, żebym miała wtedy telefon jakiś, ale to był 95 rok. Ja jeszcze nie marzyłam o jakimś telefonie komórkowym ani o jakimś aparacie przy sobie, bo to jeszcze byliśmy za biedni wtedy, żeby takie rzeczy mieć przy sobie.
Teraz mamy wszystko i, i no i mamy, bo są takie czasy. A wie pan co? To dlatego może ktokolwiek widział w 95 roku kiedykolwiek złotą kulę, bo jeśli ja ją widziałam na nieboskłonie, to mógł ją jeszcze ktokolwiek inny widzieć. Ja o tym nie opowiadam. To był 95 rok. A wie pan, dlaczego pamiętam datę? Bo wtedy mój syn przyjechał jakoś to był marzec kwiecień. On miał wtedy, był młody, miał 16, 17 lat i przyjechał do pieczarkami na święta wielkanocne, tydzień czasu miał tą przerwę w szkole troszeczkę pozarabiać jako taki młodociany chłopak i on w tym czasie był właśnie.
Tylko ja jechałam po swojego partnera. On chyba w tej pieczarkami siedział, bo tak bym miała jeszcze jednego świadka, gdyby mój syn siedział w aucie ze mną, a ja tylko jechałam po partnera do swojego ******.Do pracy i mówię Nie, nie mam pojęcia, co to było. Ja wiem, że to coś było innego. To nie był żaden talerz.
Może. Może to był talerz? Ja widziałam kulę. Bardzo piękną złotą kulę w odległości parunastu kilometrów nad ziemią. Nie kilometr, nie dwa i nie pięć. To było bardzo, bardzo wysoko i na tej wysokości, jak ją widziałam, mogę porównać do kuli bilardowej, że to nie było duże jak słońce ani nie duże jak Księżyc, ale dużo, dużo większe od gwiazdy, prawda? Bo jak widzimy tą gwiazdę polarną, czy tam północną, jak na nią mówimy, to ona też jest duża, ale to było wielkości kuli bilardowej. Ja ją widziałam jako kulę, złotą kulę i ona sobie stała zawieszona na jakiejś tam wysokości. Ja się... Ja naprawdę ze dwie, trzy minuty się temu przyglądałam i mówię: "Co to jest?" Sama sobie dyskutuję do siebie: "Co to jest? Co to jest? Nie mam pojęcia, co to jest." I nagle przy mojej takiej nawet jeszcze nie uruchomiłam auta, ta kula pyk i poszła. I tym ją widziałam i jak swojej siostrze tam z tego...
Znaczy ja siedziałam w aucie i pojechałam po Krzyśka swojego i opowiadam mu. No to on mówi: "No co tam mogłaś widzieć? Może satelitę?" Ja mówię Wtedy jeszcze tak. Satelit chyba tu nie było telewizyjnych, bo to był 95 rok, to był XX wiek. Ale wie pan co? Po prostu nie mogę na tym zakończyć.
A jaka to była miejscowość? To było w Holandii. Miejscowość, proszę pana, ja pracowałam w Rossum. Pieczarkarni w Rossum. To było... Ja panu powiem, jest 's-Hertogenbosch, gdzieś około dziesięciu kilometrów, około 's-Hertogenbosch jest taka miejscowość. To jest wioska Rossum i ja jechałam po mojego... do Zaltbommel i to było w miejscowości Rossum. Ja widziałam w Rossum, w odległości tak na oko moje może osiem tysięcy kilometrów, bo latam samolotami i wiem, że to nie było kilometr nad ziemią. Było bardzo pochmurnie, ale to było bardzo wysoko, tylko że duże i tylko że to było duże. No to tylko tyle w stosunku do tego mogę powiedzieć, bo więcej nigdy mi się później taka rzecz żadnej kuli w życiu później nie widziałam.
Ale wie pan co? To widziałam. Widziałam. Około czterech lat temu i to też było w kwietniu. Ja nawet to na Facebooka mój wnuk zamieścił. Tak, zrobiłam taki film, jechałam z pracy. Właściwie to chyba swoich wnuków ze szkoły odbierałam tu w Holandii i jechałam do siebie do domu i jechałam przez taki most dołem, autostrada leciała i nagle patrzę na nieboskłonie, przepiękne słońce i stoi jak gdyby w zawiasach, jakby w bramkach. Z jednej strony słupek na wysokość może metra i z drugiej strony słupek na wysokość metra. Tak na moje oko może 80 centymetrów i po środku stoi w tej bramce słońce. I wie pan co? Wyciągam telefon, bo wtedy już miałam telefon. To było około czterech chyba lat temu, żebym nie skłamała, może trzy, bo moja synowa wystawiła na Facebook, że tam u nas się spotykają ci na wiosnę, zawsze jest poświęcenie motorów i tych kierowców, co na motorach jeżdżą.
I moja synowa zamieściła, zamieściła na Facebooku zaproszenie na to poświęcenie do naszego miasta, a ja w tym czasie nagrałam ten film właśnie, między innymi z tym słońcem. I mój wnuk wtedy miał chyba szesnaście lat, bo teraz ma dziewiętnaście. To było z lata temu. O, widzi pan, po latach pozna. Ja mówię do niego Szymon, proszę cię, zamieść mi ten film na Facebooku, bo to przepiękny film.
Ja tak kręciłam, zatrzymałam się. To było około godziny może szesnastej, w miejscowości Bruggen w Holandii, na moście, dołem idzie autostrada, auta. Ja wysiadam z telefonu, biorę telefon, nakręcam te słońce. Ja to nazwałam w zawiasach, jakby w bramce, prawda? Te bramki są złotego koloru. Nakręcam tą autostradę i znowu te słońce i tą drogę, na której stoję i znowu autostradę i znowu słońce. I tak im robię tam chyba dwie, trzy minuty ten film miał, żeby uświetnić, że to słońce jest w tych zawiasach, w tych bramkach. I wie pan co?
Rozumiem, że te zawiasy, czyli te jakby bramki były bardzo dobrze widoczne gołym okiem, tak? No, no właśnie bardzo widoczne to były bramki. Ja to nazwałam w ogóle ja to na Facebooka wystawiłam, nazwałam ten film Słońce w zawiasach. Nie wiem dlaczego nie słońce w bramkach, tylko słońce w zawiasach. I to było w kwietniu, trzy lata temu. Ja zwykle o szesnastej nagrywałam ten film, trzy lata temu, w kwietniu. No to będzie już prawie trzy i pół roku temu.
I mój wnuk mi to na Facebooka zamieścił. I ja dostałam tam ktoś łapkę mi tam rzucił, ktoś tam tego. No obejrzał ten film, parę osób obejrzało. A dlaczego ten film zniknął? Bo mój stary się wkurzył bardzo, bo ja jeszcze zamieściła. Nigdy na Facebooka nie wchodzę i nikt. I przez przypadek do synowej coś odpisałam na temat tych motorów i swojego starego.
Zdjęcie skleiłam, jak on był przy kosiarce, że on też się tam zgłosił. A to była kosarka do trawy i jemu kolega się z niego wyśmiewał, że ty też jedziesz na zwrot z tą kosiarką. On mi ten telefon dorwał i mi ten film zlikwidował. Wszystko mi wyrzucił ze złości za to, że ja po prostu zrobiłam ten numer, a ja w niewiedzy rzuciłam to na Facebooka i jego zdjęcie z tą kosiarką. I ten film miałam.
Cały czas go miałam. On był nawet na Facebooku, tylko że to na Facebooku szybko przemija, przemija, przemija. Ale ja to słońce w tych zawiasach osobiście nakręciłam. Nie wiem, co to za zjawisko było-Tylko słońce sobie stało w środku słupków. Te słupki tak mniej więcej tak na oko powiemy, jak jest słońce, prawda? Ono jest takie wielkości piłki, przykładowo.
No i ona ma promieniec i gdzieś w odległości 2 m z jednej strony na nieboskłonie tak plus minus słupek wysokości 80 może metra i z drugiej strony tej samej odległości drugi słupek też taki. Taka sama wysokości 80 centymetrów do metra i koloru złotego tak jak słońce. Obydwa się złociły te słupki i słońce sobie tak w środeczku. Dlatego nazwałam ten film Słońce w zawiasach i jak go na Facebooku dałam. Naprawdę taką sytuację zaobserwowałam. Ale jeszcze chcę panu opowiedzieć, bo to tutaj do tego- Tak, mam takie pytanie czy, czy rozumiem, że żadna kopia tego filmu się nie zachowała?
Wie pan co, ja ze złości, ja strasznie płakałam, bo to było dla mnie takie jak miałam ten film. To dla mnie było coś takiego innego. Ja nawet chciałam do Anglii. Oglądałam taki program z takim profesorem angielskim i chciałam mu ten film do Anglii wysłać, bo on jest takim profesorem od kosmosu, od takich różnych.
Bryan się nazywa jakoś już zapomniałam jego nazwisko. I już nie miałam co wysłać, bo mi stary to zlikwidował. Cały telefon mi zlikwidował, a na Facebooku to wszystko przeminęło. Wie pan, bo to ucieka, prawda? To codziennie coś nowego, a moja historia się odkłada, odkłada i nagle wpada tam na jakiś tam koniec. I ja z tego wszystkiego w takim, takim szoku swoim, że mi wszystkie te filmy powywalał, bo ja miałam różne filmy swoje prywatne i swoich wnuków zdjęcia. I ja pojechałam tutaj do miejscowości Den Bosch, do takiego marokańskiego telefonicznego, yy no sklepu czy tam serwisu i prosiłam, czy on mi może, bo mówią, że można nieraz odzyskać utracone rzeczy i on, on próbował. Ja mówię nawet zapłacę mu 100 euro, nawet mu dam 200 euro, żeby on mi tylko to cofnął, bo to dla mnie cały majątek, moje wnuki, bo to przez dwa, trzy lata te zdjęcia zbieram, robię te filmy.
Później chciałam je zegrać sobie i wie pan co? I on próbował i powiedział, że niestety nie da rady odzyskać tych filmów i utraciłam wtedy wszystko. Także ten film z tym słońcem w zawiasach tak samo, ale nie wiem, czy ktokolwiek widział, bo ja na Facebooku to wystawiłam i nie było żadnych komentarzy. Ale fajna, ale coś, ale coś. A dla mnie to było coś sensacyjnego, bo ja to widziałam na własne żywe oczy. Takich sytuacji się, no niestotka w życiu. No spotkał tam słońce w zawiasach tu słupek, tam słupek, a słoneczko pośrodku se świeci. Śmieszna sytuacja, ale ja ją widziałam na własne oczy. Nakręciłam film.
Chcę panu powiedzieć, że ja No można, to można to spróbować jakoś przyrównać do zjawiska tak zwanego halo. No tylko że w przypadku Halo pojawia się taka otoczka w kształcie słońca, a nie jakieś słupki.
Nie, ja słupki widziałam. No mówię panu, te słupki były takie słupki. No żeby panu na oko określić, jak to w odległości na nieboskłonie było— słupek, na moje oko miał 80 centymetrów na nieboskłonie. To było wysoko. Ileś tych kilometrów koło słońca, tego nie wiem. Słupek na moje oko 80 centymetrów do metra, a szerokość miał może z 20 centymetrów i drugi słupek był taki sam, identyczny słupek z dwóch stron, a słoneczko po środku sobie świeci.
Znaczy te słupki miały kształt takich jakby idealnych pasków, takich jakby bramek w sklepie. Tak, tak, jakby bramek w sklepie, tylko że to były złote słupki. To były normalne słupki, tylko złote na nieboskłonie. No i ja zaobserwowałam takie zjawisko i to nie było żadne UFO, to było jeszcze coś innego. Nie wiem, czy: bo to było trzy lata temu. Nie wiem, czy, bo teraz ja się jestem już też obudzona, przebudzona. Czy my w jakąś tą konstelację Schumana przechodzimy, czy nasze słońce też jakiś tam obrót, zawirowanie robi, że my mamy jakieś tam podwójne słońce, że jakieś coś.
Ja na swoje oczy widziałam, nakręciłam ten film, dlatego chcę się podzielić, bo może ktokolwiek jeszcze inny coś takiego zaobserwował. Ja nawet ten film miałam. No nie ma go. On gdzieś tam na Facebooku trzy lata temu może się do gdzieś w przestrzeni odkłada. Ja jestem za, za małym człowiekiem, żeby wiedzieć o takich rzeczach, bo na pewno jest gdzieś to rejestrowane, tam u tych wszystkich bossów tego świata. Wie pan co? A przejdę do innej sytuacji, bo przejdę do też takiej może w moim przekonaniu, bardzo para nienormalnej rzeczy, która mi się przytrafiła. Wie pan co? Yyy ja żyję w związku 30 lat yyy z moim partnerem. No to można nazwać mężem bez ślubu, bo 30 lat. Ale ja mam męża.
Tylko nie miałam rozwodu. On sobie żył tam z kimś innym, ja się skrzywiam i jest okej, bo to później nas poróżniły te odległości. Wie pan, ja tu pracuję daleko, on tam. Co prawda on później przyjechał do Holandii ze swoją partnerką, tą drugą. Także zawsze byliśmy w bardzo dobrym związku jako, jako byli małżonkowie bez rozwodu, bo mieliśmy syna. Także ja zawsze szanowałam mojego męża, chociaż nie żyłam z nim i również to uszanowanie dostawałam od niego. Wszystko bardzo w nas była-- dobrze-- byliśmy wspaniałymi rodzicami. I wie pan co? Coś panu opowiem.
W 2008 roku, 19 czerwca ja mieszkałam na kempingu. Miałam taki stacjonarny karawan. Teraz już zmieniłam miejsce zamieszkania, ale mieszkałam na kempingu. I wie pan co? Jak się mieszka w takim karawanie, to był co prawda duży karawan, miał duży przedpokój, miał łazienkę, miał sypialnię, miał kuchnię z takim salonikiem otwartym. Miał osobną toaletę. Ale karawan to nie jest budynek.Tak, tak, tak, tak o to chodzi.
Jak rano, jak się śpi, a ptaki wcześniej wstają i skakają ci po dachu, to słyszysz takie tup, tup, tup, tup, tup, tup, tup. One, bo dach jest bardzo cienki w takich karawanach. I u nas dużo w tej wsi mojej tam, gdzie mieszkałam, na tym kempingu było bardzo dużo dzikich gołębi. No i tam jeszcze inne były ptaki, ale, ale przede wszystkim gołębie, bo gołębie są duże. Nie mówimy tu o wróblach. Jak zawsze te gołębie się rano pobudziły, to one gdzieś tam na tych drzewach koło nas sobie mieszkały i tak po tym dachu skakały.
Zaczynam opowieść, ale najpierw wtrąciłam te gołębie, żeby pan wiedział, o co w tym wszystkim będzie chodziło. I 19 to było z środy na czwartek mam sen. Tylko nie wiem, czy... Dobra, mam sen i śni mi się, że ja gdzieś Jestem. Ja w życiu w Irlandii nie byłam, ale tak sobie powiedziałam, że to Irlandia w tym moim śnie była. Ja w życiu nie byłam. Nie mam pojęcia, jak wygląda Irlandia, jak wyglądają jakieś inne, nazwijmy to, że byłam w Irlandii. Tak mi się śni. Może to była inna planeta, ale zaraz pan sam sobie wywnioskuje. I nie było też tam słońca, ale były takie szerokie ulice. Właściwie to jedna ulica, bo ja tą ulicą szłam. Były takie domy i Wszystko było w kolorze słomkowo złotym.
Tak było jaśniutko w kolorze złotym. I ja sobie nią idę. Żadnych ludzi nie widzę, w tym śnie tak to trafiłam na tą ulicę i tylko jestem i ja. Idę sobie, idę i z naprzeciwka idzie przepiękna kobieta w wieku dwudziestu pięciu, trzydziestu lat. Tak na moje oko. I ja tą kobietę znam. I wie pan co? I mówię do niej tak.
Ona idzie tym samym chodnikiem, tylko spotykamy się. Ja idę z jednej strony, ona idzie tym samym chodnikiem naprzeciwko mnie i ja się z nią witam i mówię Ewa, i pan nie wiem, czy pamięta pan, jak się Breżniew witał takimi, takimi szerokimi, takie ramiona, takie uściski. Z jednej, z drugiej strony.
No ja już jestem za młody, żeby takie rzeczy pamiętać. No, no dobra, a ja? A ja mówię panu w telewizji, niech se Pan popatrzy, jak oni się kiedyś witali, tak jak niedźwiedzie. Ja z tą Ewą, bo ją widzę w tym śnie i się z nią witam i mówię Cześć, Ewunia. I tak z jednej strony tak jak Niedźwiedź i z drugiej strony. I nagle ja tą kobietę, tą Ewę odpycham w tym śnie. Najpierw satysfakcjonuje się, że ją widzę. Jestem bardzo szczęśliwa, zadowolona, że kogoś spotykam na tej ulicy i w pewnym momencie ją odpycham. Tak, tak szyderczo, tak i mówię: O matko, Ewa, przepraszam, ty nie żyjesz, przepraszam cię, ty jesteś w moim śnie, ja Jestem w twoim śnie. Ty nie żyjesz, bo ty rok temu umarłaś. Ewa, ty miałaś pięćdziesiąt jeden lat, to umarłaś. Ty już nie żyjesz- W zeszłym roku. Co ja tu robię z tobą? Mówię Boże, ja jestem we własnym śnie. Ewa, Ty jesteś w moim śnie. Tyi, ale wie pan co? W związku z tym, że jestem kulturalna, ja ją odepchnęłam tak szyderczo, bo się jej wystraszyłam, tej diabły. Najpierw ją witam jako Ewa i ona jest piękna, piękna kobieta w tym śnie. I później ją tak szyderczo odpycham tak na odległość, że ona aż dwa metry, jakby ja ją odepchnęłam.
Ale w związku z tym, że ja całe życie w kulturze pracowałam, tą Ewę zaczęłam przepraszać. Mówię Ewunia, przepraszam cię, Ewunia, ja się ciebie wystraszyłam, bo ty rok temu umarłaś. Ty nie żyjesz, ty jesteś w moim śnie. Ja teraz ciebie śnię.
Ewunia, bardzo cię przepraszam za moje zachowanie. Nawet ta kultura mnie we śnie nie opuściła i ja ją tak strasznie przepraszam, żeby mi wybaczyła to odepchnięcie. Ale mówię do niej tak: Wie pan co, ja mówię cały czas ja nadaję, a ona tylko na mnie patrzy. W ogóle ona ze mną nie rozmawia. Ja mówię do niej tak.
Ona w ogóle jakoś nie reagowała na pani zachowanie. Nic. Nie, ona na mnie patrzy. Nie, właśnie o to chodzi, że ona nie rozmawia, tylko ja nadaję. Ja do niej mówię: Przepraszam, Ewunia, ja cię bardzo przepraszam. Ty nie żyjesz. Ty jesteś w moim śnie. Ewunia, ja ciebie śnię, ale ty nie żyjesz. Żeby ona do niej to dotarło, że ona-- to ja jej tłumaczę, że ja jestem we własnym śnie.
Dziwna sprawa, ale ja jej to tłumaczę, a ona w ogóle do mnie nic się nie odzywa. Ja do niej mówię tak: Ewuniu, ja wiesz co? Przepraszam cię jeszcze raz za tą sytuację, że cię odepchnęłam. Jesteś w moim śnie. Umarłaś rok temu, a ja jestem teraz u siebie w karawanie. Ja ciebie śnię, więc pozostań w moim śnie jak najdłużej, bo zaraz na mój karawan skoczą gołębie i mnie obudzą. I znikniesz z mojego snu. Ja jej jeszcze o tych gołębiach powiedziałam, że jak skoczą gołębie, to będzie po śnie. Więc zostań najdłużej w moim śnie. I wie pan co? Tak jak sen się urywa, skakają te gołębie. Ja się budzę i mówię do mojego ... Wiesz co?
... Wiesz, kto mi się dzisiaj śnił? Miałam taki dziwny jakiś sen, tak jakbym była w tym własnym śnie i śniła mi się Ewa. Czemu ona mi się śniła? Ja nie mam pojęcia. Podaję nazwisko, bo to i tak jest w Polsce miliony. I mówię, czemu ona mi w tym śnie przyszła?
I wie pan co? To było z czwartku na piątek, z środy na czwartek, 19 czerwca. To środę na czwartek. Niech pan pamięta dni. Ja pracowałam w restauracji tu w Holandii. Siedem dni pracowałam w tygodniu śiądki, piątki i niedziele. I przyszłam do domu z pierwszej zmiany, bo miałam popołudniu iść jak to w restauracji się pracuje. Rano hotel sprzątałam.Znowu przygotowywałam salę na wieczór, a wieczorem jak to Polka przywieź, wynieś, pozamiataj. Na wszystkich stanowiskach byłam obstawiona i na, i na, i na piwie, i na zmywaku, i na deserach. I Wszystko robiłam tam dwanaście lat pracowałam w knajpie, to takie doświadczenie troszeczkę miałam. Także wszystkie stanowiska oblatałam w tej knajpie. I wie pan co? I przyszłam. Gdzieś była godzina wpół do drugiej po południu, w niedzielę, 22 czerwca.
I telefon. Dzwoni mój syn i mówi do mnie tak: "Mamo, tata umarł przed chwileczką". A ja mówię: "Jak umarł?" I zaczęłam piszczeć, chociaż nie żyłam. On żył z innym, a ja żyłam ze swoim od tam 20 lat przykładowo. To było, ja już żyję ponad trzydzieści lat. To było w 2008 roku. Zaczęłam bardzo przeraźliwie piszczeć do tego telefonu i ja mówię, co się dzieje? A już też mieszkał w Holandii i wie pan co? Rzuciłam to wszystko. Nie rozmawiałam z tym swoim.
On nawet nie wiedział, o co chodzi. Pojechałam gdzieś tam do kostnicy tu w Holandii, bo już to ciało było zabrane jego. Czterdzieści osiem lat miał chłopak jak 22 czerwca. Przedstawię teraz panu, jak było z tą śmiercią.
On też mieszkał na kempingu ze swoją partnerką. Żył z nią szesnaście lat. Już. I była niedziela. Było trzydzieści stopni ciepła i ich bardzo się też kochali. Szanowali. I ona w niedzielę gotowała po polskiemu rosół i tłukła kotlety schabowe, a na gazie już były ustawione ziemniaczki. To była godzina dwunasta w południe, a Heniu siedział sobie na wersalce przy kawie, przy rosole, no nie? I w Holandii jest taki zwyczaj zwijania tych papierosów.
Takie sieki to się nazywa. Oni sobie tak robią, wie pan? I on sobie tak tego sieka zwijał i jeszcze do ćwiartki zaczęły ziemniaki wrzeć i on mówi, do ćwiartki ziemniaki z tego garnka wylecą czy wyjdą? No nie? I dalej te kotlety tłucze, tam gaz zmniejszyła no i w pewnym momencie odwraca się, a się nic nie odzywa. Heniu tak w pół w pół siedzącej pozycji siedzi na kanapie i tak siedzi, no nie? I mówi do niego tak? Ty się tak nie odzywasz? A on się nie odzywa.
Siedzi to takie w półpozycji. I ona podeszła do niego z tymi rękami z tych kotletów i tak go troszeczkę podrzuciła do góry. A miał odwrócone oczy do góry nogami. No bo już chyba umarł, no nie? I ona zaczęła strasznie piszczeć. Tak zaczęła piszczeć, że sąsiedzi się zlecieli.
Zaczęli dzwonić po ambulanse. Przyjechały trzy ambulanse. Ratowali go. Dawali mu tam jakieś tam defibrylatory, jakieś tam mu tam coś wstrzykiwali, ale nic już go nie uratowało. I wie pan co? No odszedł w niedzielę przy kawie, przy rosole i z papieroskiem takim zwijanym w ręku, bo jeszcze chyba nie dokończył go zwijać, no nie? I to jest bardzo ważne, jak właśnie, jak on umarł. I wie pan co? No i jest pogrzeb. Ja oczywiście pojechałam do swojego partnera, no bo tak druga żona to tak, żeby tak ludzie nie mieli za dużo do plotkowania. To pojechałam sama na ten pogrzeb. No i moja siostra, mój szwagier, wszyscy byliśmy tak jak jedną zgodną rodziną, bo był, no, moją rodziną. Tak samo moja siostra była mu szwagierką jedna czy druga. Tak? I wie pan co? Zamówiliśmy wieńce. Ja w związku z tym, że byłam sama w Polsce, znaczy sama mój syn to już ma swoją rodzinę, a ja drugą rodzinę, prawda? Także nie pojechał na ten pogrzeb. Ja byłam sama, ale siostra mówiła: "Co ty będziesz sama w domu siedziała, chodź, będziesz u nas". No nie? To my z siostrą pozamierzaliśmy se wieńce i jedziemy te wieńce odebrać, bo za chwileczkę ma być pogrzeb i za kierownicą w aucie siedzi mojej siostry córka. Osiemnastoletnia dziewczyna dopiero co prawo jazdy dostała.
Moja siostra siedzi na siedzeniu pasażera, a ja siedzę sobie z tyłu pośrodku. Moja siostra odwraca się tak do mnie i mówi tak: "Opowiedz mi, jak to ten twój Heniek umarł?" No bo to czterdzieści osiem lat. Młody dzieciak jak na takie wypionęcie.
No to jeszcze nie jest pora na odchodzenie. Na odchodzenie. I ona się tak mnie pyta: "A dlaczego ten twój Heniek to tak umarł? I co mu tam było? Jak to w ogóle się stało?" I ja jej opowiadam, że było trzydzieści stopni, było tak gorąco. Gotowała ten obiad, klepała te kotlety.
Siedział, pił sobie kawę. Ten rosołek miał na stole podany. Ostatnie jego słowa do ćwiartki tam wylecą czy wyjdą z tego garnka, żeby zmniejszyła gaz i że zwijał tego papierosa i w takiej pozycji sobie siedzącej umarł. No nie? I tak moja siostra to słucha i mówi do mnie tak: "Wiesz co, Halina? To wiesz co? To on umarł tak jak Ewka?" A ja mówię tak: "A jak umarła Ewka?"
I moja siostra mi opowiada, jak umarła Ewka, bo my tak mówimy nie Ewa, tylko Ewka.No bo tak się potocznie mówi. I ona mówi. Ja mówię, to opowiedz mi, jak Eczka umarła. I moja siostra w tym aucie w trakcie jazdy po te wieńce opowiada mi całą tą sytuację i mówi: Wiesz co? Ewa nie pracowała, ona miała pięćdziesiąt siedem lat, była na chyba na rencie chorobowej, ale bawiła malutką wnuczkę roczną, że miała zajęcie. A jej mąż codziennie wstawał rano o 6:00 do pracy i Ewa w tym czasie przygotowywała kawę dla siebie, kawę dla ******. Robiła mu kanapki, sama sobie zjadła rano kanapkę, palili sobie papieroska i wychodził do pracy, a Ewa zostawała w domu i za chwileczkę się miała zajmować tą wnuczką, bo córka miała tam przywieźć wnuczkę, prawda? I było to w 2007 roku. W takim razie to się wydarza. Siostra mi moja opowiada: Wstaje do pracy, bo mu wóz dzwoni. No nie? Wstaje do pracy. Godzina 6:00 rano i mówi tak: Ewunia, a czemuś ty mi nie przygotowała kanapek do pracy? A Ewunia się nie odzywa. No ja już zaraz mam wychodzić. Ewunia no kawę zrobiłaś?
Widzę, kawa tu jest. Zaraz usiądę koło ciebie, wypiję, ale kanapek do pracy gdzie pi? Ja już wychodzę za pięć minut, a Ewa się nie odzywa, a Ewa siedzi skulona na kanapie przy tej kawie. Papieros w popielniczce się tli, a Ewa sobie nie żyje. No także umarła.
****** Umarł w taki sam sposób jak Ewa. Ewa umarła o 6:00 rano w dniu poprzednim w 2007 roku. ****** Umarł w niedzielę o godzinie 12:00. Rok później. Tak. I ona mi przyszła we śnie. I nie wiem, jak to wszystko zinterpretować, ale ja byłam w tym śnie i to chciałam się też z panem powiedzieć.
Właśnie takie jak pani opowiadała ten sen i przechodziła pani potem do śmierci tego męża, to nasunęło mi się takie pytanie, czy ten sen może był jakoś związany ze śmiercią męża? Może Ewa chciała jakoś panią o tym poinformować, o tym, co się stanie?
No ale, ale ja nie wiedziałam, dlaczego ona mi przyszła we śnie. Ja ją odepchnęłam. Przepraszałam ją w tym śnie, że ja jest, ja śnię ją, że ja jestem we własnym śnie i że ona zaraz zniknie. A ona mi przyszła, ale co ona mi przyszła? Ona mi mówi, że niedługo ktoś się wydarzy, że będzie śmierć mojego męża. Znaczy, bo ona mi przyszła z środy na czwartek, przykładowo w czwartek nad ranem, a w niedzielę umarł mój mąż. Ale umarł tak samo, jak umarła Ewa. Czyli chcę opowiedzieć panu i o tej, o tej takiej dziwnej sytuacji, bo to przecież jest sytuacja nadprzyrodzona.
Ona umarła rok wcześniej, a mój mąż po niej w takiej samej okoliczności przy kawie, w pozycji siedzącej i przy papierosku. No, no nie wiem, jak to interpretować. W każdym bądź razie wie pan co? Ja jak była stypa, to jak to na stypie opowiada się różne takie rzeczy, takie ciekawe, nieciekawe, jakieś nie wiem jakie. Ja w tym czasie. Ja mam dwóch wnuków Szymona i Tymka. W tej chwili jeden będzie miał dwadzieścia lat, drugi będzie miał osiemnaście. Ale w 2008 roku, czyli jedenaście lat temu, to jeden miał dziewięć lat. Tak, dobrze liczę? A drugi miał siedem, młodszy Tymek. Szymona na pogrzebie chyba nie było, bo został w Holandii. Ktoś go tam pilnował. Był tylko Tymek, ten młodszy. Ale to ja nie o tym chcę mówić. Boże, o czym ja chcę teraz mówić? Aha i mój syn opowiada, jak było w dniu, kiedy umierał ******, czyli z soboty na niedzielę. Co się działo? I ****** też opowiada, jakie były w nocy z soboty na niedzielę, jakie sytuacje się zdarzały. Najpierw opowiada mój ******-.
Mówi: w nocy, czyli z 21 na 22 ten starszy dziewięciolatek zrywa się ze swojego łóżka i leci do sypialni rodziców. To w Holandii się wszystko dzieje i mówi tak: mamo, tato, ktoś mnie boli, ktoś mnie, ktoś mnie dotyka, ktoś mnie dotyka, ja się boję. I zaczął się trzęść tak strasznie, że ktoś u niego w pokoiku był i ktoś go dotykał. I mama i tato oczywiście przygarnęli go: choć Szymon, to tylko ten, choć dziecko, choć dziecko już wsadzili go do siebie do łóżka i już Szymon do rana spał spokojnie.
Natomiast taki ****** opowiada na stypie drugą taką sytuację. Z soboty na niedzielę, to samo w dniu śmierci *******, bo on umarł południe. Niedziela to było jakoś z soboty na niedzielę. W nocy ****** zaczął się ruszać, w łóżku stoi i mówi tak przez sen ******. Tak cię bardzo kocham. Jakbym był bogaty, to bym ci ten pałac kupił. Taki piękny pałac. Ja ci go kupię. Jak będę tylko bogaty, to ci ten piękny pałac kupię. I ******. Mi się wydaje, że on już odchodził w nocy i przyszedł się pożegnać. Może najpierw trafi na tego starszego wnuka. On się żegnał, ale ****** go wyrwała z tego, z tego umierania w nocy, bo go poszturchała i mówi ****** śpi. To tylko sen i go wyrwała z tego widocznie umierania, bo on już chyba odchodził, bo on jakiś pałac widział w tym odchodzeniu i jej to mówił.
To są jej słowa ze stypy *******. Jakbym był bogaty, taki piękny pałac, to bym ci kupił. Inaczej on już go widział i on odchodził tam, jakiś tam pałac, coś tam widział w tym. No bo to są jej słowa.Tyle tyle z tej stypy żeśmy. No tyle ja zapamiętałam. Nie wiem, jak oni to pamiętają, ale w związku z tym, że to był mój mąż, ja to przyjęłam tak na klatę ciężko. A jeszcze z tym snem, z tą Ewą i z tym wszystkim, że. I z tą moją siostrą sobie opowiedziała mi, że Ewa umarła w taki sam sposób, tylko że rok wcześniej. I wie pan co? Ja-- to było w 2008 roku, ale przecież Ewa miała męża, którego doskonale ja również znałam i ja zawsze mówiłam, że jak będę w Polsce, to pojadę do tego i opowiem ten mój sen z tą Ewą, no nie? I wie pan co? Że ja tak kupę lat zwlekałam, zwlekałam, zwlekałam i kiedyś się odważyłam. To już było około 5 lat temu. Jechałam od siostry, dojechałam do tego. On już miał drugą żonę. No bo to parę lat po śmierci Ewy. I opowiada mi. Opowiem ci, jak była Ewa twoja przyszła we śnie i chcę ci powiedzieć, że widocznie jest jakieś inne życie. Ona jest na jakiejś innej planecie i ja ją widziałam. Jest piękna i młoda. Nie taka, że jak umierałam, mając 51 lat, w krótkich włosach, tylko ja widziałam jak od dwóch dni, bo ja nie wiem, ile ona w tym śnie mogła mieć lat.
Ja na oko 25 30 lat. Przepiękne włosy i ona cała Ewa tylko, że młodsza. No właśnie też takie, też nie zdążyłem takiego pytania zadać sobie zapisałem takie pytanie, czy w wyglądzie i zachowaniu tej Ewy było coś, co panią w sposób jakiś uderzyło? Wydawała się na przykład starsza, młodsza.
Młodsza, właśnie chcę powiedzieć ona umarła w wieku 51 lat, w 2007 roku, a w moim śnie była przepiękna, piękna, młoda, piękna, bardzo piękna. Właśnie o to chodzi, że była uderzająco piękna, ale ja ją rozpoznałam, że to jest Ewa i on tak przyciskałam, uściskiwałam tak jak to tak się z nią przywitałam jak na nic się tak cieszyłam, że kogoś spotkałam, bo ja nawet ja jeszcze nie wiedziałam, że jestem we śnie. Ja sobie śnię śnię, prawda? I dopiero jak ją uściskałam, dopiero okazało się w moich myślach, a myśl do mnie przybiegła, że ona nie żyje i ją wtedy odepchnęłam ordynarnie. Za chwileczkę ją przepraszałam, bo Jestem bardzo kulturalna z natury. A dlaczego ją odepchnęłam? Bo się wystraszyłam, że to jest zjawa. Ale ja ją widziałam piękną i rozmawiałam później z nią. Ale wie pan co? Właśnie o to chodzi, że ona się nic nie odzywała. I na to chcę zwrócić uwagę, że nie odzywała się. A tą planetę, co ja widziałam, nie wiem, gdzie ja byłam. Ja w Irlandii nie byłam. Dlatego mówię, że tak jak Irlandia.
Szerokie ulice, świetliste słomkowo złoty kolor miały te ulice takie jasne, promieniste, a słońca nie było widać. Szeroka aleja bardzo szeroka. Nikt nie tam było, tylko ja byłam sama i Ewę spotkałam i ona była sama i żadnych innych istot w okolicy nie było.
No także tyle z taką sytuacją. Czyli jakby taka pusta ulica i Pani dopiero tą Ewę zobaczyła. Tak, jeżeli dobrze zrozumiałem. Tylko Ewę. Tak, tak, tylko Ewę widziałam. Właśnie żadnych. Widziałam te domostwa, szeroką tą ulicę i tylko tą Ewę spotkałam.
Tylko ją widziałam we śnie. No to tak jakby cała ta sceneria snu była przygotowana pod to spotkanie można odnieść wrażenie. No ja nie wiem właśnie, bo mi jest ciężko też interpretować, co to było, jak to było? Ja byłam we własnym śnie, ale na jakiej planecie ja byłam? Przecież ja spałam sobie w karawanie u siebie, a ja gdzieś tam byłam. Spotkałam tą Ewę Nieżyjącą od roku czasu, czyli spotkałam ją, nie jej ducha, tylko jej duszę i moja dusza musiała tam być. Ale byliśmy materialne i ja rozmawiałam, ona mnie słyszała i ja się z nią witałam. Czyli ja też byłam materialna gdzieś tam i ona była materialna. Tylko nie wiem, czy mają głos, te zjawy bywa się nic do mnie nie odzywała, ja się do niej odzywałam. Czyli może po śmierci nie mają głosu, tylko jakoś się inaczej porozumiewają te dusze?
Nie mam pojęcia. Dlatego mówię, czy moja, czy moja opowieść nie zasługuje na to, żeby się podzielić, bo to nie pochwali się wszystkim, no śmiercią męża. Tylko że to było dla mnie bardzo para nienormalne zjawisko właściwie.
No, no teraz już historia, bo z 2008 roku słucham tych waszych audycji, tak jestem zafascynowana, bo robicie je tak świetnie. Zresztą pana przepiękny głos uwielbiam i mówię, dlaczego mam swoimi się nie podzielić? A tamto. A takich sytuacji to mam bardzo dużo, bo ja się teraz przebudziłam na ten wszechświat, na ten kosmos, na ten, na ten kosmos cały. I wie pan co?
Dużo snów, które mam. One mi coś zwiastują. Mogę opowiadać dalej? Może, może przejdźmy do tych snów za chwilę. Ja tu jeszcze mam takie pytanie, czy był na coś chory? Czy było coś, co wskazywało, że może niedługo umrzeć na przykład?
Nie, no Heniu, no on tam się leczył, Wie pan co? No, no był w zasadzie na rencie chorobowej, bo on kiedyś jako młody chłopak spadł z czereśni i on miał taki tik nerwowy i go tam leczyli czymś tam. Nie wiem czym. Nawet do Krakowa jeździli, bo tam ona miała jakąś kuzynkę, która była tym ten. Także może był na jakichś tam środkach, nie mam pojęcia, bo ja z nim nie żyłam i się tak za bardzo nie interesowałam, ale wiem, że tam coś miał jakieś tam kłopociki, no i chyba z sercem.
Dlatego na to serduszko odszedł. Nie uratowali go. No taka zupełnie nagła śmierć. Tak, tak, tak, tak, tak właśnie zaczęło się. No nagła przy obiedzie, ale przepiękna, bo miał kawę. Miał swoją kochaną kobietę tamtą. Yy miał rosołek, kotlety się właśnie smażyły, przepiękna pogoda 30 stopniowa. No piękny dzień sobie wybrał. Niedziela. No przepięknie on miał. No tak, że no to taka jedna z tych moich historii, która mnie osobiście dotknęła i ta, i ta...
To jeszcze mam takie pytanie dotyczące Ewy we śnie. Jakie pani miała wrażenie tak ogólnie względem Ewy? Czy sprawiała wrażenie, że panią na przykład rozpoznała? Chciała pani coś powiedzieć? Nie, to właśnie ja ją rozpoznałam.
Po prostu się pojawiła się i tak po prostu. Jak to we śnie? Ja no śnię i nagle i nagle jestem. Nawet nie wiem, że Jestem. Jestem w mieście, którego nie znam. Przeogromne, szerokie ulice. Zaznaczam, że nie wąskie tak jak z naszych miasteczek.
Tylko szerokie ulice, szerokie chodniki, przepiękne domostwa w przepięknym członkowym, członkowo złotym kolorze. Wszędzie jaśniutko, widmiutko. Jakaś może inna planeta, której ja nie znam. Ja idę tą ulicą, nikogo nie widzę i naprzeciwko idzie kobieta i ja ją rozpoznaję. Nie ona, tylko ja. I ja ją przyciskam, ja ją ściskam, ja się z nią witam, ja wykrzykuję jej imię: "Cześć Ewunia!" Nie powiedziałam: "Ewa", tylko "Cześć Ewunia!"
Ze szczęścia, że kogoś spotykam i ją odpycham z pogardą i mówię: "Ty nie żyjesz". No to ja ją rozpoznałam. Ona tylko szła do mnie. Ona szła do mnie, ale ja już tam. Moja cały czas właśnie była inicjatywa. Ja nadawałam, ja ją przepraszałam, ja jej tłumaczyłam, że zaraz znikniemy, ona zniknie z mojego snu, żeby została jak najdłużej, bo gołębie zaraz siądą na karawan i mnie obudzą i zniknie. I prosiłam ją, żeby jak najdłużej została w moim śnie. No tak, że, że ten sen to mogę opowiadać w kółko, bo ja go-- on mi nigdy nie zniknie. Nieraz jest dużo snów, które się śni, jak nie zapiszesz, to zaraz ulecieć po dziesięciu minutach czy nawet po 2.
No ta pamięć jest niestety dosyć krótka tych snów. A-a-a dobrze, a wie pan co? A ja teraz yy. Bo ja jestem takim teraz dziwnie przebudzonym człowiekiem. Ja jestem właściwie to kosmitka. No nie taka przebudzona, bo mi tak zaczynają wszyscy budzić. I pan też, przede wszystkim. Ja może zacznę od- Ta audycja, w ogóle ten "Mówią świadkowie" strasznie ludzi, że tak powiem, obudziła i otwarła ich na dzielenie się tego typu historiami.
Tak, tak, dobra. Wie pan co? Przejdę do takich historii. Słucham sobie na YouTubie jakieś audycje, już nie mam zapisane tylko w innych zeszytach, którego to było dnia. I tam mówią o snach, że tam w jakiejś sny, że jest w padamy, jakiś obić robi i tak dalej. Ja tak nie przywiązuję wagi, ale wie pan, tak odruchowo jestem w pracy, YouTube mi sobie gra cudownie, słucham sobie i nagle ten właśnie, kto prowadzi tą audycję, mówi, że bardzo by było fajnie, żeby sobie te sny zapisywać, a w przyszłości to się zobaczy to, czy one coś oznaczają, czy one coś dają. I teraz wie pan co? I było tak. Dokładnie pierwszy sen zapisałam sobie 28 stycznia 19 roku, czyli teraz od tykier zaczęłam zapisywać te sny. I teraz, drugiego lutego coś takiego niech pan słucha. Śniło mi się coś, ale zapamiętałam z tego snu dwa nagie nagie miecze jak z bitwy pod Grunwaldem. Jeden miecz już był wbijany, a druga ręka - postaci nie widziałam, a druga ręka wbijała drugi miecz tak to jak w ziemię taki jakby obusieczny miecz. Ciach, ciach. Ja to we śnie widziałam. I za chwileczkę w tym samym śnie widziałam jak z góry, z niebios ktoś mi podaje rękę, ale z niebios, to jakby widziałam tylko tą rękę, jakby ona z nieba szła. I ja swoją rękę wyciągnęłam do tej ręki, bo to była dla mnie podana ręka, czyli ktoś mi z nieba tą rękę podawał i więcej nic nie pamiętam. Pamiętam tylko te dwa miecze, postaci nie pamiętam i tą rękę. I teraz niech pan słucha. To było drugiego lutego, tego roku, bo zaczęłam te sny właśnie zapisywać, zapisywać. I teraz tak.
Dnia-- zaraz sobie na te sny wejdę, albo z pamięci będę mówić. Dobra. I dziewiątego lutego napatoczyłam się na taką-- ja teraz mówię z pamięci, bo tak mam to zapisywane, ale To jest dużo zdania. Napatoczyłam się na taką audycję, oczywiście w YouTubie, bo tego YouTube'a tak strasznie wertuję.
Napatoczyłam się audycję z 1958 roku. Tą audycję nadał już nie wiem, kto nadaje ją. Nie wiem, czy jego żona, czy tam ktoś. O najdziwniejszym sekrecie świata. Tą audycję zrealizował, napisał Earl Nightingale, Amerykanin.
I ja dziewiątego lutego słucham tej audycji i słucham, i słucham, i słucham. I w tej audycji Earl Nightingale, nieżyjący właśnie on w 58 roku zmarł.Taki fragment. On mówi tak jak dwa odgłosie krzne miecze. No nie taki fragment tego, tej jego audycji. I ja mówię tak O matko, miecze mi się śniły.
Patrzę. Dopiero zaczęłam coś sobie zapisywać, bo to było dopiero parę kartek zapisałam. Ja mówię Matko! 2 lutego śniły mi się dwa takie miecze, jak w bitwie pod Grunwaldem. A on w tej audycji dziewiątego mówi o tych odgłosie wiecznych Miecza. On się tak wyraża w tej audycji.
Ja mówię Matko Boska. I później zaczęłam sobie na końcu tych snów zaczęłam się już więcej. Miałam takich dziwnych rzeczy. Zaraz jeszcze opowiem inne. I 26 czerwca ustosunkowałam się do słów Przepraszam, dnia pierwszego lutego. To był piątek. Śniły mi się dwa nagie miecze, tak jak w bitwie pod Grunwaldem. Ale widziałam, jak... Widziałam, jak zostały wbijane w ziemię najpierw z lewej strony, a po prawej ktoś wbijał 2 miecz z drugiej strony. 9 lutego była sobota. Słuchałam na YouTubie zupełnie przez przypadek "Najdziwniejszy sekret świata" Earla Nightingale'a. I właśnie w tej audycji usłyszałam, jak Earl wypowiada te słowa. To prawo, które prowadzi nas do sukcesu, jest jak miecz obusieczny. No nie? I że musimy kontrolować nasze myśli i tak dalej. I w 2 śnie tego samego dnia ktoś podaje mi rękę. Ja tu sobie piszę właśnie 26 czerwca i to do siebie i tak sobie interpretuję.
To Earl Nightingale podaje mi tą rękę z nieba, bo on w 58 roku nie żyje. No nie? Wie pan co, w tej audycji "Najdziwniejszym sekrecie świata" opowiada, że nasze marzenia, nasze słowo, ono się zrealizuje. Tylko my musimy w to bardzo wierzyć. I ja? Wie pan co? Poradziłam się tego. Poradziłam.
Posłuchałam go tego Earla. I 11 on mówi, że każdą swoją myśl, prośbę do Pana Boga, tego Ojca Wszechświata, bo nazwijmy to ojcem wszechświata, tego konstruktora wszechświata, tą siłę, to to źródło, nie wiem, jak nazwijmy to. Nas uczono, że to jest Bóg, prawda? Żeby wszystko, jeśli się prosi, bardzo się w to wierzy, to tak jak Jezus na górze, eee miał słowa kazania na górze proście, a będzie wam dane. Szukajcie, a znajdziecie, kołatcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a kołatącemu otworzą. I ja posłuchałam tego Earla. I wie pan co? 11 lutego tego roku napisałam prośbę. Napisałam do Pana Boga.
Teraz już mówię, że do Ojca Wszechświata. Napisałam prośba do Pana Boga, naszego Ojca o sukces, który z całego serca pragnę osiągnąć, bo dlaczego nie mam prosić dla siebie o sukces? I napisałam między innymi Pragnę dużego rodzinnego domu. No nie?
Tak. I na końcu napisałam I niech mnie palec Boży prowadzi. Amen. I na drugiej stronie słowa wskazania na górze. I teraz wie pan co? Zacznę z innej beczki. Jestem od 32 lat. On się wychowywał przy mamie, tam do 11 roku życia. Oczywiście miał ojca. Ojciec sobie odszedł, bo był muzykiem. Lat temu. Ma 57 lat. Ojciec jego odszedł 56 lat temu. Czy żyje, czy nie żyje? Nie wiemy. Kontakt zerowy. Tam mama jakieś alimenty dostawała od tego ojca. Ale mama miała drugiego mężczyznę, z którym tam 40 ponad lat żyła. Z tego związku nie miał 2 braci. Tam jeden umarł, drugi żyje. No nie? I wie pan co? I nigdy właściwie ojca nie miał. No nawet nie wiedzieliśmy, czy tamten ojciec żyje, czy nie żyje, bo jak miał roczek, to rozeszły się drogi mamy i taty. Mama miała innego. No i ja napisałam list do tego ojca wszechświata, do tego naszego Pana Boga, że pragnę dużego rodzinnego domu i co się dzieje? Aha, i jeszcze może zacznę, że tak jak Earl Nightingale mówi w tej audycji, że wszechświat odwdzięcza się czymś, czy daje nam to tylko my nie wiemy, w jakiej formie nam poda. Jak prosimy o pieniądze, to nie wpadnie nam walizka z nieba, no nie? Czy tam wygramy w totolotka? Nie wiemy, w jakiej formie. Może ktoś umrze i dostaniemy jakiś spadek? Może wygramy w totolotka? Może samo mu coś wymyślimy jakąś konstrukcję i za ten projekt dostanę pieniądze. Nie wiadomo, jak to będzie realizowane. Earl zaznacza, bo wszechświat nie wie, w jakiej formie ci da twoją prośbę. Ja napisałam, że pragnę dużego rodzinnego domu, prawda? I co chcę dalej nawiązać. 13 kwietnia jesteśmy w Polsce. Nie wiem, czy to była sobota, czy niedziela. 13 kwietnia tego roku przychodzi mój i jesteśmy w Polsce.
Właśnie mamy dom. Przychodzi do domu i pokazuje mi list i mówi Patrz, ja patrzę do lokatorów takich, a takich przy ulicy takiej a takiej numer taki, a taki. No ni? Bo nie będę mówiła adresu, no ni?Tak, tak. Ja otwieram ten list. W liście jest widokówka z Gdańska, a my mieszkamy na Dolnym Śląsku, eee, koło Wrocławia, 1000 km. Też nie będę zdradzała typu miasta i list jest yy w liście jest ta widokówka i czytam: "Chcę, pragnę u lokatorów mieszkających pod tym adresem bardzo z całego mojego gorącego serca prosić o odszukanie moich dzieci" i podaje imię tam nazwisko taki taki, "którzy zamieszkiwali tu 50 ponad lat temu. Proszę mi pomóc, proszę mi pomóc" i podaje numer telefonu. Podaje, podaje swój adres, podaje maila, podaje to, podaje tamto i do mnie mówi: Halina, co robić? A ja mówię, to twój ojciec? No ale ja go nie znam. Ale to twój ojciec. Poznaj swoje geny. Dlaczego... Nie wiesz, jak było między ojcem i matką? Dlaczego się rozstali? Dlaczego?
No ale były różne możliwości. Jak miałem parę latek pod szkołę przyjść mógł. Przecież miałem dwadzieścia lat, miałem trzydzieści, teraz mam pięćdziesiąt siedem. Ja teraz ojca nie potrzebuję. Co mi? Ale ja, jako że Jestem taka bardzo, taka ciepła, to serce mam takie otwarte.
Mówię: Proszę cię, poznaj swojego ojca, oddzwoń do niego. Wie pan co? Oddzwonił. I my mamy dzisiaj tatę. Ma tatę. A ja mam teścia. Co okazało się? Nie wiemy. Nie dochodzimy, co było między nimi 56 lat temu, dlaczego odszedł. Ojciec jest muzykiem po konserwatorium muzycznym, jest trąbkarzem.
Ma 79 lat. W tej chwili był u nas w Polsce. My byliśmy u niego. On mieszka koło Gdańska, w miejscowości... Nie, nie w Gdańsku, 30 kilometrów od Gdańska. W tej chwili jest już na emeryturze, ale jeszcze gra. On trąbkarzem całe życie. Gra wa...
W ogóle na wszystkich instrumentach świata. Nie ma instrumentu, na którym by nie zagrał. Pisze teksty, pisze swoją muzykę. I wie pan co? Ja jakbym mogła, to bym nawet przysłała piosenkę, którą on skomponował właśnie dla swojego syna, dla ******, którą napisał pięćdziesiąt tam sześć lat temu, że zawsze będziesz synem mym, zawsze będziesz w moich snach. I tą piosenkę ja mam. Ale ojciec przysłał nam przykładowo ze sto płyt swoich. Pływał po całym świecie, był w Ameryce, grał w Belgii, w Danii, jak był młody, prawda? Wszędzie tam z swoją muzyką na statkach grał. Dlatego tak to życiem uciekło i. A my wyjechaliśmy kilka lat temu ponad do Holandii i nawet jakby on tam do kogoś napisał, czy może pisał, tylko matka nam nie powiedziała. Mama już nie żyje od 7 lat, więc nie możemy jej pociągnąć. Dlaczego? Może pisał do-do-do-do swojego syna listy, tylko my nie możemy ciągnąć, bo nie mamy już kogo ciągnąć, bo to się akcja dzieje w tym roku. I wie pan co? I ja tą piosenkę. Mamy przykładowo 5000 czy 6000 nagrań ojca jego muzyki, którą, którą nam przysłał na nasz polski adres. I tyle jest tych płyt. A ja wyciągam z tych płyt jakąś pierwszą lepszą. Idę sobie do auta, wsiadam do auta, bo, bo w domu to nie mam możliwości na te takie płyty. Mam trochę nowocześniejszy sprzęt, tam jakiś mam na na co innego, ale w aucie mam jeszcze stary mercedesie mam. Włączam tą i tam.
Pierwsza piosenka jest dla mojego *******. Przekaz od ojca. Zawsze będziesz w moich snach, zawsze będziesz synem mym. Że teraz jeszcze tego nie rozumiesz, bo za mało masz dziś lat. Że... Dlaczego tak się stało, że on się z mamą rozszedł. No i takie słowa. Przepiękna piosenka, przepiękna.
Tekst tej piosenki też można znaleźć w internecie, bo właśnie trafiłem. Fabryka Muzy pl. No i co tam pisze? Gdy zapada ciemna noc. Gdy nadchodzi ciemna noc, kiedy całe miasto śpi, ja przeganiam strach i złość, byś mógł mieć spokojne sny. Tak to się zaczyna.
No to właśnie. I teraz tak. Ja. Tylko że to ojciec śpiewa, no nie? Bo on gra, ale tą piosenkę on śpiewa. I, i, i, i. Właśnie ta piosenka. Tysiące płyt. Znaczy nie tysiące. Tam przykładowo 100 płyt. Mam ojca i tysiące nagrań, a ja się napotkam na tą właśnie piosenkę: "Zawsze będziesz synem mym". Czyli nieważne, kto ją napisał, on śpiewa dla swojego syna, prawda? No i-i-i-i ja tą piosenkę mam w wykonaniu ojca. Ale nie o tym chcę mówić. Chcę mówić o tym, że prośba do wszechświata, do tego Boga i Eroli poradził. Ja to napisałam na piśmie 11 lutego. I pragnęłam dużego rodzinnego domu. No i go mamy, bo Krzysztof nie miał już mamy. Mama 7 lat temu zmarła. Ma tylko w sumie z mojej strony mnie i ma ojca. Wspaniałego. Jest muzykiem. Ja mam teścia wspaniałego.
I co pan na to powie? No duży dom. Się zrealizował. No my mamy duży dom, w ogóle swój, no nie? Ale mi chodzi o ten duży dom, że nam się rozszerzył, bo Krzeszek nam nie mówi, w jakiej formie nam przyśle. Eee, no ten duży dom zyskaliśmy. Ja mam teścia, ja mam ojca, my mamy duży dom, nawet, nawet kilka, bo i w Polan mamy dom, i w Polsce, i apartamenty dwa i w ogóle człowiek nie wie gdzie mieszkać będzie na starość. To nie o tym chcę mówić. Chcę tylko mówić, że prośba została moja wysłuchana.Tylko za sprawką Erlana Nightingale'a.
No może gdybym tego listu z prośbą nie napisała do wszechświata, może by się to nigdy nie wydarzyło i. No nie wiem, taka siła. A mam więcej takich, bo ja teraz to rozumiem. Po tej audycji wysłuchanej, wysłuchanej przeze mnie z Ermią Nadob 58 roku i ja dopiero teraz zrozumiałam, dlaczego to tak się dzieje.
Ja jak byłam malutka, miałam może 8 lat. Miałam 2 młodsze siostry, bo jest najstarsza z domu, jedna miała 6, a jedna miała 4. Nasz ojciec kupił pierwszy czarno biały telewizor. 4 się nazywał i to był taka przygoda w Amsterdamie, coś był taki wakacyjny film.
Akcja się działa w Holandii takiego to lat było, bo ja mam 62 lata. Akcja się dzieje, no ja miałam 8 lat, no to 50 ile lat temu? 54 lata temu? No to niech pan posłucha. Oglądam ten film, siedzę przed tym czarno białym telewizorem, który dla nas to był przecież cudem świata. Oglądam ten film. W filmie występują chłopcy, chyba ze 4 chłopców, bo ten film też nigdy nie zapomnę, bo to był pierwszy film, który w ogóle obejrzałam w życiu na własnym telewizorze, a miałam 8 lat, więc doskonale go pamiętam. A co się dzieje w Holandii? W Amsterdamie? Czterech chłopców ma wakacje, gania się po gdzieś tam nad brzegiem jakichś kanałów, wsiada w jakieś łódeczki, płynie, pokazują te holenderskie wiatraki. Później po tych kanałach tą łódeczką pływają. Później idą sobie gdzieś na tego takiego śledzika. Oni takie śledziki mają w zwyczaju jeść. Idą, idą na lody. A ja sobie tak siedzę przed telewizorem. Taka mała dziewczynka, taka dida u nas panowała. I mówię Boże, jaka to Holandia, to piękna, tamto jest chyba raj. Oni też tak jedzą loda, tak se kupują, wyciągają stamtąd pieniążki z kieszeni, kupują se lody, kupują se śledziki, latają łódkami, pływają. A u nas taka bieda. U nas jeszcze gruzy były powojenne na podwórku jak pamiętam, gdzieś mam nawet na zdjęciu i my żeśmy się z tym gruzowisku bawili. I dla mnie ta Holandia to była rajem. Wie pan co, ja tak sobie przed tym telewizorem mówię Boże, raj, raj na ziemi, Holandia. Dzisiaj siedzę 30, chyba 2 lata w Holandii z niej wyjechać nie mogę.
No tak, jakby pani, pani jakoś afirmowała, że będzie pani, chciała pani mieszkać kiedyś w Holandii, tak? Ale nie, nie, właśnie po tej audycji Earla Nightingale'a Najdziwniejszy sekret świata zrozumiałam, że ja wtedy, jako mało ośmioletnia dziewczynka, prosiłam o ten raj. Ja dzisiaj siedzę w tym raju od rana do nocy i z niej wyjechać nie mogę. O to mi chodzi, że ja teraz zrozumiałam, że to moja prośba, ta dzieciństwa, dzieciństwa ośmioletniej dziewczynki została w ten sposób zrealizowana. Ona została przez przestrzeń wysłuchana. Ja jestem w Holandii, nie w Niemczech, nie w Irlandii, nie gdzieś tam, tylko właśnie w Holandii. Ja sobie dopiero przypomniałam, że jako dziewczynka przed tym telewizorem siedziałam i na ten raj patrzyłam ten film Przygoda Amsterdam i oglądałam. Co pan na to powie? To jest właśnie taka.
No tak mi się to wszystko realizuje. Ale to jeszcze nie wszystko. Ja mam więcej, dużo, dużo, ale to może na inny raz, co? No może już, może już na inny raz, bo już tego dosyć sporo było. Natomiast ja się chciałem tutaj podzielić takim spostrzeżeniem, jak pani opowiadała ten sen o tej Ewie, bo zawsze w takich sytuacjach mi się przypomina pewien motyw z książek Roberta Monroe. Nie wiem, czy pani kojarzy "Podróże poza ciałem".
Ja, ja ja nie czytałam. Ja w ogóle nic nie czytam. Ja mam taką mądrość w sobie, że chyba w genach przekazanych. Mój ojciec miliony i babcia Emilia przeczytała miliony książek, a ja tylko skrypty zawsze, bo ja nie miałam czasu. Ja ta liczyłam od małej dziewczynki i tak nigdy nie miałam czasu. Taniec, taniec to było moje takie hobby. Jestem choreografem, tancerz z wykształcenia. Książek nie czytam, teraz w zupełnie innej branży pracuję, trochę elektroniką się zajmuję, ale nigdy nie czytam. A tego Monroe'a to ja znam z YouTube'a, że jest taki Robert Monroe. On już chyba nie żyje.
No już zmarł jakoś 20 lat temu z kawałkiem. Właśnie w tej pierwszej książce można znaleźć. Zawsze mi się przypomina taki motyw z pierwszej książki Podróże poza ciałem. Jak on zapragnął sobie spotkać się jakoś tam poza ciałem ze swoim jakimś tam kolegą ze studiów czy tam z jakimś lekarzem. No i się okazało, że spotkał kogoś, kogo w pierwszym momencie no nie rozpoznał. No a się okazało. Potem doszedł do wniosku, że ten kolega mu się pokazał. No tylko, że w wersji takiej co najmniej 20 lat młodszej, nawet nawet więcej chyba z tego, co kojarzę.
No to i ja tak widziałam Ewę. No to ja też byłam poza ciałem, bo moje ciało leżało na łóżku koło mojego ... , a ja gdzieś tam byłam. Gdzie byłam? Nie mam pojęcia. Powiedziałam, że w Irlandii, ale ja może byłam na innej planecie. Ja nie wiem, gdzie ja byłam. Ja gdzieś byłam. Ja się z Ewą witałam materialnie. Ja ją ściskałam, obrzuciłam ją, odepchnęłam i mało tego, ja miałam głos. Ja mówiłam, ona nie miała głosu.
Przypomniało mi się jeszcze coś takiego, że osoby, które przeżywają spotkania tam, doświadczenia bliskiej śmierci, tak zwane NDE. Czasami w tych opisach pojawiają się wzmianki o tak zwanym jakimś takim mieście światła. Tak mi się właśnie skojarzyło z kolorami, które pani przekazywała w tym opisie tego miejsca.
Ja o tym nie słyszałam, ja o tym nie słyszałam. Ja tam dosyć powierzchnie też te relacje znam, ponieważ tutaj robota przy radiu i przy różnych takich innych moich zainteresowaniach mi większość czasu zajmuje. Także z tym czytaniem książek też bywa różnie. Natomiast kojarzę chyba z pracy bodajże doktora Raymonda Moody'ego, z tej drugiej książki po życiu, po życiu, rozmyślania o życiu po życiu. Jakoś tak się to nazywa, że tam właśnie na początku takie motywy też się pojawiają. Właśnie.
Miasta ze światła, miasta, do którego jak raz się wejdzie, to już nie można wyjść. Znaczy, jak tam się zamieszka, oczywiście. No zobaczyć można. Ja ją, ja widziałam właśnie to miasto. Dlatego mówię, że nigdy nie byłam w Irlandii. Nie mam pojęcia, tylko pokcer powiedziałam, że do Irlandii.Zrobić to szeroko, przepięknie w kolorze właśnie słomkowym, w takim świetlistym kolorze. Właśnie. I Ewa była piękna. Ewa była piękna, Ja siebie nie widziałam. To było w 2008 roku. To byłam trochę młodsza, po pięćdziesiątce, to może zawsze miałam długie włosy, to może też jeszcze byłam piękna. Ja właśnie nie wiem, jaka ja byłam w tym śnie. Ale Ewa była piękna.
Przepiękna była. To by trzeba było Ewy zapytać, to już podejrzewam będzie trudne do zrealizowania. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie chcę, nie chcę. Wie pan co? Ja to teraz jestem taka dziwna, bo ja właśnie odkąd zaczęłam zapisywać te sny, to mi się przytrafiają takie rzeczy. Mogę panu przypomnieć. Wie pan co? Zaczęłam zapisywać sny i co mi się przytrafiło?
Chyba miało mi się to przytrafić. Ja teraz mam przed oczami się to szybko 6 marca 2019, dziewiętnastego roku śniło mi się albo to było na jawie. Ktoś złapał mnie za prawą łydkę i obudził. Myślałam, że to [pip] ale on spał, a to była godzina 3:00 w nocy. Tak mnie złapał tu w Holandii za łydkę, że ja nie czułam ani zimna, ani ciepła, ale ten uścisk tego złapania czułam. Niech pan słyszy. I teraz tak to było w Holandii.
Piątego, przepraszam, 6 go marca. To była środa. Lecieliśmy do Polski, a... Lecieliśmy do Polski ósmego, przepraszam, 7 chyba marca czy tam ósmego lecieliśmy do Polski tu Zalesowem do Wrocławia i w sobotę 9 marca pisze tak: byliśmy w Polsce.
Ktoś w nocy złapał mnie za prawą stopę i obudził. Otworzyłam oczy i w nocnym mroku widziałam postać mężczyzny. Była czarna, wysoka i zniknęła szybko. Trwało to może sekundę. Myślałam, że to [pip] że mnie budzi, ale on spał w sypialni. Ja?
Wie pan co? Tą postać widziałam. On miał ze dwa i pół metra wzrostu, bo tak jak mam drzwi w pokoiku to futryna to jest ze dwa metry, a on był no nie pod sam sufit, tylko tak między futryną a sufitem na moje oko ze dwa i pół metra wzrostu miał, miała ta postać, ale ja widziałam tą postać na własne oczy. I to nie kłamię, bo ja to wszystko piszę. I od tego momentu pierwszy raz szóstego marca do dzisiejszego dnia mój Krzychu wie o tym, bo ja mówię ja cię kiedyś wyrywam, mówię Boże, znowu mnie złapał. Kiedyś poprosiłam, że w sercu poprosiłam tego roku, żeby mi dali spać, bo ja mam strasznie odpowiedzialną pracę. Robię takie rzeczy tutaj indikatorskie, takie robię trochę lutowania, trochę rozprzętniki, trochę programowania i mówię sama do tych do ściany. Tylko że mówię tak, proszę, dajcie mi dzisiaj spać, bo ja muszę być w pracy, wypoczęta, a oni mnie budzą tak druga, trzecia w nocy. Dzisiaj mnie też budziło coś. Cały czas mnie coś budzi, cały czas mnie coś dotyka. Ja kiedyś się tak zdenerwowałam, że poszłam tą nogę, to miejsce szorować do łazienki, bo mówię nie chcę tych śladów, tej istoty mieć na swojej nodze, a tą nogę jak mnie pierwszy złapał za tą łydkę właściwie dwa razy pod rząd, to mnie do dzisiejszego dnia to miejsce dokucza. Takie niefajne jest. No tak, że takie rzeczy ja mam.
A czy to jest, czy, czy, czy ta postać sprawiała wrażenie fizycznej? Czy to była może jakaś taka, nie wiem, zbitka dymu w kształcie człowieka? Nie, nie. Fizyczny, fizyczny. Był... Duża postać. Ja widziałam, która znikła na moich oczach. Ja się miałam obudzić według tego, bo już wcześniej mnie złapała w Holandii. Może ona ze mną samolotem przyjechała, Może ona gdzieś sobie gdzieś tam. Ja nie wiem, jaki plan mają te, te wszechświaty. To była wysoka-- ya nie widziałam jej oczu. Ja widziałam tylko wysoką postać. Taka stała, rozkraczona, rozkraczona tak nogi i ręce miała jak czarna była i ja ją widziałam. No nie mogę powiedzieć, że widziałam oczy. Ja widziałam tą postać. Po prostu widziałam postać i ona pudłko tak jak.
Pani widziała sam zarys, czy, czy udało się pani też dostrzec jakieś szczegóły wyglądu, na przykład twarzy? Nic. Nie, ja mam pokój zamykany na żaluzje, czarno w pokoju i tak on stał na tle drzwi, a drzwi mają szybki. Ja tą postać widziałam na tle szyby także ja widziałam. Był wysoki, bardzo wysoki na mój Krzychu ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu, a on był. Ja myślałam, że to, a to miało ze dwa i pół metra wzrostu. Był czarny i otwierając drzwi ulotnił się.
Ale wie pan co, ja też panu powiem. Ja w czerwcu prosiłam tego wszechświata i tych sił, żeby mi dali spokój. I teraz, 30 września to był poniedziałek i że tak zapomniałam już o duchach, bo ja mówię tak duchy, zjawy, istoty, bo prosiłam ich, żeby zostawili mnie w spokoju, bo. Ale po długiej, chyba trzymiesięcznej przerwie przyszła zjawa czy duch i bardzo leciutko mnie poszturchała za prawą nogę. Może miałam belkę i ona chciała po prostu, żebym ją załapała, bo właśnie nie wiem.
Wystraszyłam się lekko i schowałam nogę pod pierzynę. Tak pisze. No ale nieraz mnie tak silnie potrząsie. Dzisiaj mnie też trzepało dwa razy. Raz w stopę, raz w piętę. No to jest śmieszne. Nie jest. Cały czas mnie ktoś nawiedza. Ja tu mam godzinę napisane, o której nie łapią. Wie pan co, na przykład opowiem panu tak. Nie będę patrzyła, którego to dnia było, bo to też za dużo szukania w tych moich zapiskach. Ja śniło mi się takie coś. Jestem gdzieś chyba w Hiszpanii albo we Francji na covidzie.I corrida. No wie pan co? Byki, nie byki. A ja byłam tym torreadorem i mam, mam tą płachtę i z tym bykiem mam walczyć. I ten byk był taki potężny. Ja tą płachtę jakoś tak, ale wiem, że ten byk mnie stratuje, że on na mnie skacze i będzie we mnie gniazda. Tak śnię. Ja widzę tego byka na mnie skaczącego i nagle ktoś mnie zabzuł. Tak, tak, tak, tak, tak potrząsnął. Parę razy się obudziłam. Także nie byłam stratowana nawet we śnie mi nie pozwoliła ta zjawa zginąć. Co pan na to?
Obudziłam- No ciężko mi to jakoś skomentować. No tutaj takie moje spostrzeżenie mi się nasuwa, że właśnie to, że zaczynamy-- niektórzy zaczynają właśnie zapisywać tego typu rzeczy, różne takie sny i tak dalej, to jakby wyostrza im po prostu uwagę na tego typu zdarzenia.
No właśnie, ja zapisuję. Od, od tego roku nigdy tego nie robiłam i nigdy mi się tak nie przytrafiało, że mnie właśnie nawiedzają fizycznie. Bo fizycznie oni mnie szturchają. One-- oni mi dają znać o sobie. A ja teraz już mam takie po tym Earl Nightingale, to już taki zwyczaj nabrałam, że co miesiąc niech pan posłucha sobie bardzo ciekawa to nawet dla pana, bo.
No chyba ta audycja jest też nawet po polsku. Jakieś tam widziałem jakieś tłumaczenia. Nie, ja nie znam angielskiego po polsku jest. Ona ma chyba trzydzieści, tam czterdzieści trzy minuty, bo tam jest kilka, tą jedną, taką najfajniejszą, tam przy biurku.
Wersja, wersja angielska też jest w kilku różnych wersjach czasowych. Jedna trwa 30, druga 40 minut. Tam właśnie widziałłem, taki krótki research zrobiłem. To to, jak on przy biurku siedzi, bo tam jest jeszcze jakiś tunel czy coś, to nie, bo to tam jego żona czy tam brzydki dating jest. Ale ta jedna wersja, która słucham, to jest najfajniejsza. On tak fajnie, czyściutko, bardzo sympatycznie prowadzi tą audycję, tak jak no mogę przyrównać do pana, bo pan to już przepiękny ma głos, też o-o-o- No staram się.
No nie no ktoś panu też podarował głos, bo nie każdy może mieć takie zdolności głosowe. Myślę, że to kwestia ćwiczeń i dobrego mikrofonu za dwa tysiące złotych. Także to robi, robi robotę. Ale wie pan co? Ja właśnie o tym Earl'u powiedziałam moim wnukom, bo synowi powiem to powiedzą, że matka coś z głową ma nie po kolei. Ze swoim Krzychem też nie gadam, bo on mówi, że mnie coś nawiedza, że też chyba pisiuje czy się nie pisiuje. I, i-- ale powiedziałam swoim wnukom i moi wnuki zaczęły coś zapisywać sobie posłuchały tą audycję i zapisały co trzydzieści dni trzeba pisać prośbę do tego Pana Boga, Ojca Wszechświata. No i dwa lata temu mój starszy wnuk robił prawo jazdy, ale ja jeszcze nie wiedziałam o tym Earl'u i że można zapisywać te swoje prośby do wszechświata.
I mój Szymon tak, no teorię zdał za pierwszym razem, ale do jazdy tu w Holandii chyba ze trzy czy cztery razy podchodził i jakoś nie miał szczęścia. A przecież jeździć doskonale umiał. On mi tak udupiał w Polsce, żeby zarobić. A ja do swojego Tymka, który on miał 4 listopada teraz egzamin na jazdę, a przed wakacjami miał teorię.
Teorię zdał za pierwszym razem. Natomiast ta jazda tu jest gorsza, bo u nas chyba w Polsce już nie wiem, czy teoria, czy jazda, a tu w Holandii trzeba się naciskać na tą jazdę. Ja mówię do Tymka: "Tymek, pamiętaj, zapisz prośbę, że za pierwszym razem proszę tam, żeby mi ten wszechświat pomógł, żeby czuwał nad tym, żebym zdał za pierwszym razem i intensywnie o tym myśl i intensywnie proś o pomoc".
Ja to sobie zapisałam na swojej karteczce. Tymek sobie zapisał i miał czwartego, 4 listopada tą jazdę, ten egzamin i zaraz pojedzie, bo chyba miał w pół do trzeciej a w pół trzeciej do mnie dzwonił: "ja zdałem", a ja mówię: "widzisz, pomogło za pierwszym razem". I on zapisał sobie tą prośbę. Ja zapisałam tą prośbę i chyba jego dziewczyna Lida zapisała i pomogło.
Wierzyć czy nie wierzyć, ale on sam mamy też pomogło. No dobre zapisanie-- zapisanie tej prośby to jest jednak też jakiegoś sposobu, w jakiś w jakimś sensie afirmacja, tak jakby wzmocnienie tego, co się ma, co chcemy, żeby się zdarzyło.
No właśnie. Ja to właśnie teraz zaczęłam zapisywać, kiedy intensywnie myślałam. Dlatego do Holandii nie mogę wyjechać, bo jako dziewczynka ośmioletnia tak prosiłam o ten raj. Jaki ten piękny raj! Ja dziwię się, że w raju wyjść z niego nie mogę. Tak pracuję od rana do nocy. Taki raj. Ale ja go sama sobie wybrałam. Ja sama o niego prosiłam o ten raj. No tak, że nie jest, nie jest inaczej. Dobrze. Wie pan co? Bo ja się będę zbierała- Tak więc na koniec jeszcze, jeszcze takie moje skojarzenie, które mi się teraz nasunęło z takim filmem i książką "Sekret" też jest w podobnych chyba klimatach co, co ta audycja Nightingale'a.
No to troszeczkę taki koloryzowany, ale jednak tam też, też takie wątki tam się pojawiają, że ludzie tam sobie coś wymarzyli, zapisali, zaczynają to afirmować i tak dalej, to się, to się im spełniło. Na przykład też jakieś tam historie z domem.
No właśnie, ale wie pan co? To ja mam takich sytuacji bardzo dużo do opowiedzenia, tylko to już na inny raz. To umawiamy się na jutro? Mogę zadzwonić, odciągnie mnie ta sprawa? Możemy się umówić, tylko właśnie w ciągu najbliższych kilku dni będę dosyć taki zajęty, także musielibyśmy się umówić jakoś później.
No dobra, to niech mi pan powie, ja sobie właśnie zapisuję, bo ja mam akurat nieodtworzone na waszym telefonie i sobie zapiszę, na kiedy zadzwoni i pogadamy, bo ja mam- To może być jakoś w przyszły tydzień na przykład?
Dobra, to na kiedy? Poniedziałek? Wtorek? Którego? Teraz mam kalendarz. Nooo najlepiej we wtorek, środa, bo to są takie dni, w których nic nie nadajemy, nic nie robimy, żadnych audycji, także- Dobra, dobra. To opowiem panu jeszcze o innych takich rzeczach, które kiedyś sobie pomyślałam, a one się zrealizowały tylko na zasadzie myśli i tego przyciągania, bo teraz już piszę. Dużo sobie rzeczy pozapisywałam i tak patrzę, kiedy się spełnią [śmiech].
Do tajemniczego pamiętnika naszej słuchaczki jeszcze zajrzymy co najmniej raz, w którymś z najbliższych odcinków naszej audycji, a dzisiaj już dziękujemy za uwagę. Radio Paranormalium – paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.