[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez no-no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie? Takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy trzynasty już odcinek audycji Mówią świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk "Iverios". Dobry wieczór państwu. Podobnie jak z bohaterką odcinków jedenastego i dwunastego podcastu Mówią świadkowie ze słuchaczką, której historię dziś Państwo poznacie, również odbyłem w krótkim czasie dwie dość długie rozmowy telefoniczne. W tym odcinku zaprezentuję zapis pierwszej z nich. Zanim to jednak uczynię, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl.
W razie gdyby nikt nie dyżurował, można się nagrać na sekretarkę albo wysłać wiadomość tekstową. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa wiadomości na naszym fanpage'u na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Można także wysyłać nam e-maile na nasz adres radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Bohaterka dzisiejszego odcinka podzieliła się bardzo licznymi historiami o spotkaniach z nieznanym, jakich doświadczyła w całym swoim życiu. Usłyszymy zatem między innymi opis dość ciekawej obserwacji UFO, które wyglądało jak słońce umieszczone między dwiema bramkami. Poza tym niezwykle intrygujące historie o spotkaniach z zagadkowymi, humanoidalnymi istotami, a także spotkaniach ze zmarłymi. Szczególną uwagę zwraca opis spotkania w czasie snu ze zmarłą znajomą, która w wizji sennej ukazała się młodsza o kilkadziesiąt lat, a które to spotkanie okazało się posiadać pewien ukryty element prekognicyjny zapowiadający śmierć męża bohaterki dzisiejszego odcinka. Dość mocno w tej rozmowie zaznaczył się również temat zapisywania i interpretowania snów oraz nawiązania do prawa przyciągania.
Mamy tu też mocne nawiązanie do audycji Earla Nightingala The Strangest Secret of the World, czyli najdziwniejszy sekret świata. W życiu naszej słuchaczki nastąpiły bowiem dziwne zbiegi okoliczności, które zbiegami okoliczności wydają się być tylko z pozoru. Ale o tym opowie już sama bohaterka dzisiejszego odcinka. Z góry przepraszam, jeśli nagranie momentami będzie niezrozumiałe. Słuchaczka dzwoniła z pracy i w trakcie rozmowy sporadycznie odzywały się jakieś niekoniecznie miłe dla ucha dźwięki, godne natychmiastowego przeze mnie odfiltrowania. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy. Halo? Dzień dobry, Z tej strony Marek Sęk Radio Paranormalium. Dzwonię w związku z zostawioną przez Panią wiadomością na skrzynce głosowej.
[04:37] - Tak fajnie. Moje nazwisko bardzo jestem zakochana w Pańs-- w Waszych audycjach, bo oczywiście nie jest Pan sam, to nie chcę pana samego wychwalić. Bardzo kocham te Wasze audycje i słuchałam kilka odcinków tam pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, ósmy. Tak postanowiłam sobie zadzwonić, bo w życiu dużo rzeczy takich mnie spotkało. Byłam właściwie też świadkiem i przeżywałam dużo rzeczy. I mówię tak może to będzie też dla was interesujące i ciekawe. Dlaczego mam się tym nie podzielić? Może zacznę od tego ja jestem z Holandii w tej chwili, chociaż jestem często, gęsto w kraju i dużo rzeczy mi się przytrafiało w dzieciństwie, ale ja tego właściwie nie rozumiałam. Dużo rzeczy miałam w snach, też tego nie rozumiałam, ale chcę zacząć w ogóle od czegoś innego. W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym roku to był może marzec, kwiecień, wczesna wiosna.
Nie pamiętam dokładnie, bo wtedy nie było jeszcze telefonów. Były te takie zwykłe telefony stacjonarne. Może tam już się pojawiły te kieszonkowe, ale ja jeszcze nie miałam. Także nawet jakbym coś chciała zarejestrować, to nie było na czym zapisywać. Po prostu do głowy mi przyszło dokładnie zapisać, w którym to dniu i o ka-- godzinę pamiętam, ponieważ pracowałam w pieczarkarni i miałam pod swojego no jak to? Nie mam męża, żyję z nim dziesięć latMojego wschycha jechać tam obok dziesięć kilometrów, bo on do siedemnastej pracował. Ja wychodziłam za pięć, yy, piąta po południu z pracy. Jechałam po niego, bo tam gdzieś około osiem, dziesięć kilometrów miałam po niego i wie pan co? Byłam w tej pieczarkarni. Wsiadłam do auta i jechałam taką dość szeroką aleją i tak jadę.
Zatrzymałam się i mówię co ja u góry widzę? Mówię to nie słońce, ani nie księżyc, ani żadna gwiazda. Właściwie to był taki pochmurny dzień. Yy, nie było słonecznie jak z Holandii. Jest tak raczej zawsze więcej tego pochmurnego dnia, tych miesięcy jak takich pogodniejszych. I wtedy był taki pochmurny dzień, więc nie było słonecznie. Księżyca też nie było widać, a ja coś widzę na niebie w kształcie kuli. Ta kula mogę ją porównać do wielkości takiej kuli, yy, kręglowej. Była takiej wielkości. Ja ją tak widziałam i dzisiaj z dystansu lat, bo to było w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym roku, mogę powiedzieć, że ta kula była gdzieś tak jak w moich oczach, zawieszona na wysokości dziesięciu tysięcy kilometrów.
Ponieważ teraz latam już od sześciu czy siedmiu lat samolotami, więc tą odległość sama mogę sobie ustalić. Tak plus minus, no nie była bardzo wysoko, nie była na wysokości kilometra, bo to by było za blisko. Ja ją widziałam w ogóle bardzo wysoko pod tym pochmurnym niebem. Yy, znaczy się niebo było takie, chmury były, ale ja ją widziałam bardzo w głębi, w oddali. I tak mówię tak.
[07:43] - To było dziesięć kilometrów tak? Tak na oko.
[07:46] - Tak plus minus dziesięć na oko moje, bo ja latam samolotami, więc taką odległość mogę ustalić. Był pochmurny dzień, były chmury, ale tą głębię nieba można było widać. I ta, ta kula była w ogóle złota i ona sobie stała tak jak księżyc nieraz, yy, w miejscu stoi. Tylko że ona nie była wielkości księżyca, bo księżyc jest wielkości przykładowo piłki. Słońce za chmurami to, to było słońce, ale słońca nie było i wielkość tego było mogę porównać do kuli bilardowej na odległość, prawda? Czyli to mogło być bardzo duże, jakby było bliżej. Ale ja widziałam normalnie wielkość kuli bilardowej zawieszonej gdzieś tam i to sobie stało w miejscu, tak jak księżyc stoi. Ja tak z ciekawości tak stanęłam, zatrzymałam się i patrzę na tą kulę i patrzę, i patrzę, i patrzę i nadziwić się nie mogę. I tak w swojej głowie filozofuję. Co to jest?
Ni słońce, ni księżyc, ni gwiazda. I wie pan co? Ja się tak mu przyglądam ze dwie, trzy minuty. I nagle, bo z ciekawości stałam tym autem. I nagle ta kula tak się szybko oddaliła w takim błyskawicznym tempie, że mogę powiedzieć, że normalnie w kosmicznym tempie ona mi zaraz. Ja ją widziałam, ona tak bzzzit i już jej nie było.
[09:03] - Ale ta kula jakoś tak stopniowo startowała czy po prostu tak, yy, od razu?
[09:08] - Nie, nie ona od razu. Ona stała. Ja ją tą stojącą widzę i sobie tak dyskutuję sama ze siebie. Co to jest cudeńkadło, prawda? Piękne, złote, w złotym kolorze. Nie mogę, nie mogę się temu nadziwić. I ta kula tak jak ja sobie na nią patrzę. Ona w pewnym, może ona chciała, żebym ja ją widziała. Ja nie wiem, czy ja byłam jedynym obserwatorem i ona w pewnej chwili oddaliła się w kosmicznym tempie. Ja ją tylko tak zoba, widzę tą kulę, a ona bzzzit i kuli nie ma.
Ja ją widziałam tak od bzzzit i w sekundzie się oddaliła. W sekundzie zniknęła. Dlatego chciałam się. Chciałam się tym podzielić, bo to do dzisiejszego dnia nigdy o tym nie rozmawiam z nikim. Może się kiedyś z synem podzieliłam. Jeszcze jak był młody. Ja naprawdę o takich rzeczach nie rozmawiam. Właściwie to tak sobie mówię kurczę, co to mogło być? Kiedyś coś napomknęłam, to mi powiedzieli, że to mogła być satelita. Ja mówię satelita, to nie stoi w miejscu, to jest teraz, prawda?
I się nawet-
[10:04] - Satelita może i stoi w miejscu, ale nie startuje tak nagle.
[10:09] - Właśnie. A ja ją, a ja przysięgam, bo po co bym miała dzwonić jeszcze z dziewięćdziesiątego piątego roku opowiadać taką rzecz. Ja ją widziałam właśnie w miejscu stojąco i wystarto, ona wystartowała tak w sekundzie bzzzit i zniknęła mi z horyzontu. I pojechałam do tego mojego do tej pracy i to opowiedziałam, że widziałam coś takiego dziwnego. I to wszystko. I na tym się skończyło.
[10:32] - Ja mam jeszcze właśnie pytania dotyczące tej historii. To był rok dziewięćdziesiąty piąty, tak? Jaka to była pora roku mniej więcej?
[10:38] - To było w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym roku. To był marzec, kwiecień, wczesna wiosna, pochmurny bardzo dzień i około za dziesięć piąta mi się to ukazało, bo wiesz pan, o tej godzinie wychodziłam codziennie z pieczarkami, bo do swojego partnera jechałam na piątą, żeby zdążyć około dziesięć kilometrów do niego do pracy. Mieliśmy jedno auto, to jeden drugiego odwoził, przywoził i ja widziałam tą kulę zawieszoną. Zatrzymałam się dla niej, żebym miała wtedy, yy, telefon jakiś, ale to był dziewięćdziesiąty piąty rok. Ja jeszcze nie marzyłam o jakimś telefonie komórkowym, ani o jakimś aparacie przy sobie, bo to jeszcze byliśmy za biedni wtedy, żeby takie rzeczy mieć przy sobie. Teraz mamy wszystko i, i, i no i mamy, bo są takie czasy. A wie pan co? To dlatego może ktokolwiek widział w dziewięćdziesiątym piątym roku kiedykolwiek złotą kulę. Bo jeśli ja ją widziałam na nieboskłonie, to mógł ją jeszcze ktokolwiek inny widzieć. Ja o tym nie opowiadam.
To był dziewięćdziesiąty piąty rok. A wie pan, dlaczego pamiętam datę? Bo wtedy mój syn przyjechał. Jakoś to był marzec, kwiecień. On miał wtedy, yy. Był młody, miał szesnaście, siedemnaście lat i przyjechał do pieczarkarni na święta wielkanocne. Tydzień czasu miał tą przerwę w szkole troszeczkę pozarabiać jako taki młodociany chłopak i on w tym czasie był właśnie. Tylko ja jechałam po swojego partnera. On chyba w tej pieczarkarni siedział, bo tak bym ja jeszcze jednego świadka, gdyby mój syn siedział w aucie ze mną, a ja tylko jechałam po partnera do, do po swojego Do pracy i mówię: nie, nie mam pojęcia, co to było. Ja wiem, że to coś było innego.
To nie był żaden talerz. Może, może to był talerz. Ja widziałam kulę, bardzo piękną złotą kulę w odległości paręnastu kilometrów nad ziemią. Nie kilometr, nie dwa i nie pięć. To było bardzo, bardzo wysoko i na tej wysokości, jak ją widziałam, mogę porównać do kuli bilardowej. Że to nie było duże jak słońce ani nie duże jak księżyc, ale dużo, dużo większe od gwiazdy, prawda? Bo jak widzimy tą Gwiazdę Polarną czy tam Północną, jak na nią mówimy, to ona też jest duża, ale to było wielkości kuli bi-bilardowej. Ja ją widziałam jako kulę, złotą kulę i ona sobie stała zawieszona na jakiejś tam wysokości. Ja się, ja naprawdę ze dwie, trzy minuty się temu przyglądałam i mówię: co to jest? Sama sobie mówię do siebie: co to jest?
Co to jest? Nie mam pojęcia, co to jest. I nagle przy mojej takiej nawet jeszcze nie uruchomiłam auta. Ta kula pyk! I poszła. I tyle ją widziałam. Jak pojechałam ciocię tamtego w-w-wsiadam, znaczy ja siedziałam w aucie i pojechałam po wschód do swojego i opowiadam mu. No to on mówi: „no co tam mogłaś widzieć? Może satelitę?” Ja mówię: wtedy jeszcze tak satelit chyba nie było telewizyjnych, bo to był dziewięćdziesiąty piąty rok, to był dwudziesty wiek. Ale wie pan co?
No po prostu-
[13:34] - A jaka to była miejscowość?
[13:36] - To było w Holandii. Miejscowość proszę pana, yy, ja pracowałam w Rossum, w pieczarkarni w Rossum. To było. Ja panu, panu powiem. Jest 's-Hertogenbosch, gdzieś około dziesięciu kilometrów koło 's-Hertogenbosch. Jest taka, yy, miejscowość. To jest wioska Rossum. Ja jechałam po, po mojego do Zaltbommel i to było w miejscowości Rossum. Ja widziałam w Rossum w odległości, no tak na oko moje może osiem tysięcy kilometrów, bo latam samolotami. Wiem, że to nie było kilometr nad ziemią.
Było bardzo pochmurnie, ale to było bardzo wysoko. Tylko że duże i tylko że to było duże. No to tylko tyle w stosunku do, do tego mogę powiedzieć, bo więcej nic. Nigdy mi się później taka rzecz. Żadnej kuli w życiu później nie widziałam. Ale wie pan co? Co widziałam? Widziałam, yy, około czterech lat temu i to też było w kwietniu. Ja nawet to na Facebooka mój wnuk zamieścił. Tak.
Zrobiłam taki film. Jechałam z pracy. Właściwie to chyba swoich wnuków ze szkoły odbierałam tu w Holandii i jechałam do siebie do domu. I jechałam przez taki most. Dołem autostrada leciała i nagle patrzę na nieboskłonie przepiękne słońce i stoi jak gdyby w zawiasach, jakby w bramkach. Z jednej strony słupek na wysokość może, yy, metra i z drugiej strony słupek na wysokość metra. Tak na moje oko może osiemdziesiąt centymetrów. I pośrodku stoi w tej bramce słońce. I wie pan co? Wyciągam telefon, bo wtedy już miałam telefon.
To było około czterech chyba lat temu. Żebym nie skłamała może trzy, bo moja synowa, yy, wystawiła na Facebook, że tam u nas się spotykają ci mo-- na wiosnę zawsze jest poświęcenie motorów i tych, yy, kierowców, co na motorach jeżdżą. I moja synowa zamieściła, yy, zamieściła na Facebooku zaproszenie na to poświęcenie do naszego miasta. A ja w tym czasie nagrałam ten film właśnie, yy, między innymi z tym słońcem. I mój wnuk wtedy miał chyba szesnaście lat, bo teraz ma dziewiętnaście. To było ze trzy lata temu. O, widzi pan, po latach pozna. Ja mówię do niego: „Szymon, proszę cię, zamieść mi ten film na Facebooku, bo to przepiękny film”. Ja tak kręciłam. Zatrzymałam się.
To było około godziny może szesnastej w miejscowości Bruchem w Holandii, na moście. Dołem widzę autostradę. Auta. Ja wysiadam z telefonu, biorę telefon, nakręcam te słońce, ja to nazwałam w zawiasach, jakby w bramce, prawda? Yy, te bramki są złotego koloru. Nakręcam tą autostradę i znowu te słońce i tą drogę, na której, yy, stoję. I znowu autostradę i znowu słońce. Taki film robię tam chyba dwie, trzy minuty ten film miał, żeby uświetnić, że to słońce jest w tych zawiasach, w tych bramkach. I wie pan co?
[16:47] - Rozumiem, że te zawiasy, czyli te jakby bramki były bardzo dobrze widoczne gołym okiem, tak?
[16:54] - No, no właśnie. Bardzo widoczne. To były bramki. Ja to nazwałam w ogóle, ja to na, na Facebooka wystawiłam. Nazwałam ten film „Słońce w zawiasach”. Nie wiem dlaczego nie słońce w bramkach, tylko słońce w zawiasach. I to było w kwietniu trzy lata temu. Ja tą gdzieś koło szesnastej nagrywałam ten film trzy lata temu w kwietniu. No to będzie już prawie trzy i pół roku temu. I mój wnuk mi to na Facebooka zamieścił i ja dostałam.
Tam ktoś się łapkę mi tam rzucił, ktoś tam tego. No obejrzał ten film, parę osób obejrzało. A dlaczego ten film zniknął? Bo mój stary się wkurzył bardzo, bo ja jestem zamieści-- ja nigdy na Facebooka nie wchodzę i nic. I przez przypadek do synowej coś odpisałam na temat tych motorów i swojego starego zdjęcie skleiłam jak on był przy kosiarce, że on też się tam zgłasza. To była kosiarka do trawy i jemu kolega się z niego wyśmiewał, że ty też jedziesz na złotą kosiarką. I on mi ten telefon dorwał i ten film zlikwidował. Wszystko mi wyrzucił ze złości za to, że ja po prostu zrobiłam ten numer. A ja w niewiedzy wrzuciłam to na Facebooka i jego zdjęcie z tą kosiarką. I ten film miałam cały czas go miałam.
On był nawet na Facebooku, tylko że to na Facebooku szybko przemija, przemija, przemija. Ale ja to słońce w tych zawiasach osobiście nakręciłam. Nie wiem, co to za zjawisko byłoTo słońce też stało w środku słupków. Te słupki takie mniej więcej jak na oko powiem jak jest słońce, prawda? Ono jest takie wielkości piłki przykładowo. No nie, ono ma promień i gdzieś w odległości dwóch metrów z jednej strony na nieboskłonie tak plus minus słupek wysokości osiemdziesięciu może metra i z drugiej strony w tej samej odległości drugi słupek. Też taki, taka sama wysokość osiemdziesiąt centymetrów do metra i koloru złotego, tak jak słońce. Obydwa się złociły te słupki i słońce sobie tak w środeczku. Dlatego nazwałam ten film Słońce w zawiasach i ja go na Facebooku dałam. Naprawdę taką sytuację zaobserwowałam.
Ale jeszcze chcę panu opowiedzieć, bo to tutaj-
[19:08] - Mam takie pytanie czy, czy rozumiem, że żadna kopia tego filmu się nie zachowała?
[19:13] - Wie pan co? Ja ze złości, ja strasznie płakałam, bo to było dla mnie takie. Ja miałam ten filmik, to dla mnie było coś takiego innego. Ja nawet chciałam do Anglii. Oglądałam taki program z takim profesorem angielskim i chciałam mu ten film do Anglii wysłać, bo on jest takim profesorem od kosmosu, od takich różnych. Brian się nazywa jakoś. Już zapomniałam jego nazwisko i już nie miałam co wysłać, bo mi stary to zlikwidował. Cały telefon mi zlikwidował, a na Facebooku to wszystko przeminęło. Wie pan, bo to ucieka, prawda? Co codziennie coś nowego, a moja historia się odkłada, odkłada i nagle spada tam na jakiś tam koniec.
I ja z tego wszystkiego w takim, takim szoku swoim, że mi wszystkie te filmy powywalał, bo ja miałam różne filmy swoje prywatne i swoich wnuków zdjęcia. I ja pojechałam tutaj do miejscowości Den Bosch, do takiego marokańskiego telefonicznego no sklepu czy tam serwisu i prosiłam, czy on mi może, bo mówią, że można nieraz odzyskać utracone rzeczy i on, on próbował. Ja mówię nawet zapłacę mu sto euro, nawet mu dam dwieście euro, żeby on mi tylko to cofnął, bo to dla mnie cały majątek, moje wnuki, bo to przez dwa, trzy lata te zdjęcia zbieram, robię te filmy. Później chciałam je zgrać sobie i wie pan co? I on próbował i powiedział, że niestety nie da rady odzyskać tych filmów. I utraciłam wtedy wszystko. Także ten film z tym słońcem w zawiasach tak samo, ale nie wiem czy ktokolwiek widział, bo ja na Facebooku to wystawiłam i nie było żadnych komentarzy. Ale fajna, ale coś, ale coś. A dla mnie to było coś sensacyjnego, bo ja to widziałam na własne, żywe oczy. Takich sytuacji się no nie spotka w życiu.
No spotkał pan słońce w zawiasach, tu słupek, tam słupek, a słoneczko pośrodku se świeci. Śmieszna sytuacja, ale ja ją widziałam na własne oczy. Nakręciłam film. Chcę panu powiedzieć, że ja-
[21:09] - Można to spróbować jakoś przyrównać do zjawiska tak zwanego halo. No tylko że w przypadku halo pojawia się taka otoczka w kształcie słońca, a nie, nie jakieś słupki.
[21:19] - Nie, ja słupki widziałam. No mówię panu, te słupki były takie słupki. No, żeby panu na oko określić, jak to w odległości na nieboskłonie było. Słupek na moje oko miał osiemdziesiąt centymetrów na nieboskłonie. To było wysoko. Ileś kilometrów koło słońca. Tego nie wiem. Słupek na moje oko osiemdziesiąt centymetrów do metra, a szerokość miał może dwadzieścia centymetrów. I drugi słupek był taki sam. Identyczny słupek z dwóch stron to słońce, a słoneczko pośrodku sobie świeci.
[21:48] - Czyli te słupki miały kształt takich jakby idealnych pasków, takich jakby bramek w sklepie?
[21:53] - Tak, tak. Jakby bramek w sklepie. Tylko że to były złote słupki. To były normalne słupki, tylko złote na nieboskłonie. No i ja zaobserwowałam takie zjawisko i to nie było żadne UFO. To było jeszcze coś innego. Nie wiem czy my, bo to było trzy lata temu. Nie wiem, czy, bo teraz ja się jestem już też obudzona, przebudzona. Czy my w jakąś tą konstelację Schumana przechodzimy? Czy nasze słońce też jakiś tam obrót, zawirowanie robi, że my mamy jakieś tam podwójne słońce, że jakieś coś.
Ja na, na swoje oczy widziałam, nakręciłam ten film, dlatego chcę się podzielić, bo może ktokolwiek jeszcze inny coś takiego zaobserwował. Ja nawet ten film miałam. No nie ma go. On gdzieś tam na Facebooku trzy lata temu. Może się to gdzieś w przestrzeni odkłada. Ja jestem za, za małym człowiekiem, żeby wiedzieć o takich rzeczach, bo na pewno jest gdzieś to rejestrowane tam u tych wszystkich bossów tego świata. Wie pan co? A przejdę do innej sytuacji, bo przejdę do też takiej może w moim przekonaniu bardzo paranienormalnej rzeczy, która mi się przytrafiła. Wie pan co? Ja żyję w związku trzydzieści lat z moim partnerem.
No to można nazwać mężem bez ślubu, bo trzydzieści lat. Ale ja mam męża tylko nie miałam rozwodu. On sobie żył tam z kimś innym. Ja też z kimś i jest okej, bo to, to wszystko nas poróżniły te odległości. Wie pan, ja tu pracuję daleko, on tam. Co prawda on później przyjechał do Holandii ze swoją partnerką, tą drugą, także zawsze byliśmy w bardzo dobrym związku, jako, jako byli małżonkowie bez rozwodu, bo mieliśmy syna. Także ja zawsze szanowałam mojego męża, chociaż nie żyłam z nim i również to uszanowanie dostawałam od niego. Stracha bardzo z nas była. Dobrze, byliśmy wspaniałymi rodzicami i wie pan co? Coś panu opowiem.
W dwa tysiące ósmym roku, dziewiętnastego czerwca ja mieszkałam na kempingu. Miałam taki stacjonarny karawan. Teraz już zmieniłam miejsce zamieszkania, ale mieszkałam na kempingu. I wie pan co? Jak się mieszka w takim karawanie, to był co prawda duży karawan, miał duży przedpokój, miał łazienkę, miał sypialnię, miał kuchnię z takim salonikiem otwartym, miał osobną toaletkę. Ale karawan to nie jest budynek.Jak rano, jak się śpi, a ptaki wcześniej wstają i skaczą, skaczą po dachu, to słyszysz takie tup, tup, tup, tup, tup, tup, tup, tup. One tup, tup, bo dach jest bardzo cienki w takich karawanach. I u nas dużo w tej wsi mojej. Tam, gdzie mieszkam na tym kempingu było bardzo dużo dzikich gołębi. No nie, tam jeszcze inne były ptaki, ale, ale przede wszystkim gołębie, bo gołębie są duże.
Nie mówimy tu o wróblach. Jak zawsze te gołębie się rano pobudziły, to one gdzieś tam na tych drzewach koło nas sobie mieszkały i tak po tym dachu skakały. Zaczynam opowieść, ale najpierw wtrąciłam te gołębie, żeby pan wiedział i o co w tym wszystkim będzie chodziło. I dziewiętnastego to było z środy na czwartek. Mam sen, tylko nie wiem, czy... Dobra, mam sen i śni mi się, że ja gdzieś jestem. Ja w życiu w Irlandii nie byłam, ale tak sobie powiedziałam, że to Irlandia w tym moim śnie była. Ja w życiu nie byłam. Nie mam pojęcia, jak wygląda Irlandia, jak wyglądają jakieś inne. Nazwijmy to, że byłam w Irlandii.
Tak mi się śni. Może to była inna planeta, ale zaraz pan sam sobie wywnioskuje. I nie było też tam słońca, ale były takie szerokie ulice. Właściwie to jedna ulica, bo ja tą ulicą szłam. Były takie domy i wszystko było w kolorze słomkowo-złotym. Tak było jaśniutko w kolorze złotym i ja sobie w tym śnie tak trafiłam na tą ulicę i sobie nią idę. Żadnych ludzi nie widzę, tylko jestem ja. Idę sobie, idę i z naprzeciwka idzie przepiękna kobieta w wieku dwudziestu pięciu, trzydziestu lat. Tak na moje oko. I ja tą kobietę znam.
I wie pan co? I mówię do niej tak. Ona idzie tym samym chodnikiem, tylko spotykamy się. Ja idę z jednej strony, ona idzie tym samym chodnikiem naprzeciwko mnie i ja się z nią witam i mówię: „Ewa!” I pan nie wiem, czy pamięta pan, jak się Breżniew witał takimi, takimi szerokimi, takie ramiona, takie uściski z jednej i z drugiej strony.
[26:39] - Oj, ja już jestem za młody, żeby takie rzeczy pamiętać.
[26:42] - No dobra, a ja? A ja mówię panu w telewizji. Chce pan popatrzeć, jak oni się kiedyś witali? Tak jak niedźwiedzie. Ja z tą Ewą, bo ją widzę w tym śnie i się z nią witam i mówię: „Cześć, Ewunia”. I tak ją z jednej strony tak jak niedźwiedź i z drugiej strony. I nagle ja tą kobietę, tą Ewę odpycham w tym śnie. Najpierw sa-satysfakcjonuję się, że ją widzę. Jestem bardzo szczęśliwa, zadowolona, że kogoś spotykam na tej ulicy i w pewnym momencie ją odpycham. Tak, tak szyderczo, tak obraźliwie i mówię: „O matko Ewa, przepraszam, ty nie żyjesz.
Przepraszam cię. Ty jesteś w moim śnie. Ja jestem w swoim śnie. Ty nie żyjesz, bo ty rok temu umarłaś. Ewa, ty miałaś pięćdziesiąt jeden lat. Ty umarłaś. Ty, ty już nie żyjesz w zeszłym roku. Co ja tu robię z tobą?” Mówię: „Boże, ja jestem we własnym śnie. Ewa, ty jesteś w moim śnie. Ty...”.
Ale wie pan co? W związku z tym, że jestem kulturalna, ja ją odepchnęłam tak szyderczo, bo się jej wystraszyłam tej zwiady. Najpierw ją witam jako Ewa i ona jest pięk-piękna kobieta w tym śnie i później ją tak szyderczo odpycham, tak na odwrót, że ona aż dwa metry jakby ja ją odepchnęłam. Ale w związku z tym, że ja całe życie w kulturze pracowałam, tą Ewę zaczęłam przepraszać. Mówię: „Ewunia, przepraszam cię, Ewunia, ja się ciebie wystraszyłam, bo ty rok temu umarłaś. Ty nie żyjesz. Ty jesteś w moim śnie. Ja teraz ciebie śnię. Ewunia, bardzo cię przepraszam za moje zachowanie.” Nawet ta kultura mnie we śnie nie opuściła i ja ją tak strasznie przepraszam, żeby mi wybaczyła to odepchnięcie. Ale mówię do niej tak.
Wie pan co? Ja mówię cały czas ja nadaję, a ona tylko na mnie patrzy. W ogóle ona ze mną nie rozmawia. I ja mówię do niej tak: „Ewunia-
[28:30] - Ona w ogóle jakoś nie reagowała na pani zachowanie? Nic.
[28:33] - Nie, nie. Ona na mnie patrzy. Nie. Właśnie o to chodzi, że ona nie rozmawia, tylko ja nadaję. Ja do niej mówię: „Przepraszam” i „Ewunia, ja cię bardzo przepraszam. Ty nie żyjesz. Ty jesteś w moim śnie. Ewuniu, ja ciebie śnię, ale ty nie żyjesz.” Że, żeby ona, do niej to dotarło, że ona je-- bo ja jej tłumaczę, że ja jestem we własnym śnie. Dziwna sprawa, ale ja jej to tłumaczę. Ona w ogóle do mnie nic się nie odzywa i ja do niej mówię tak: „Ewuniu, ja wiesz co?
Przepraszam cię jeszcze raz za tą sytuację, że cię odepchnęłam. Jesteś w moim śnie. Umarłaś rok temu, a ja jestem teraz u siebie w karawanie. Ja ciebie śnię, więc pozostań w moim śnie jak najdłużej, bo zaraz na mój karawan skoczą gołębie i mnie obudzą i znikniesz z mojego snu.” Ja jej jeszcze o tych gołębiach powiedziałam, że jak skoczą gołębie, to będzie po śnie, więc zostań najdłużej w moim śnie. I wie pan co? Tak jak sen się urywa, skaczą te gołębie. Ja się budzę i mówię do mojego : „Wiesz co , wiesz co mi się dzisiaj śni? Miałam taki dziwny jakiś sen, tak jakbym była w tym własnym śnie i śniła mi się Ewa . Czemu ona mi się śniła? Ja nie mam pojęcia.” Podaję nazwisko, bo to i tak jest w Polsce miliony.
I mówię: „Czemu ona mi w tym śnie przyszła?” I wie pan co? To było z czwartku na piąt- z środy na czwartek dziewiętnastego czerwca. To środa na czwartek. Niech pan pamięta dzień. Ja pracowałam w restauracji tu w Holandii. Siedem dni pracowałam w tygodniu, środki, piątki i niedziele. I przyszłam do domu z pierwszej zmiany, bo miałam po południu iść. Jak to w restauracji się pracuje rano hotel sprzątałam, yyI przygotowywałam salę na wieczór, a wieczorem jak to Polka przywieź, wynieś, pozamiataj. Na wszystkich stanowiskach byłam odstawiona i na, i na, i na pigwie i na zmywaku, i na deserach. I wszystko robiłam tam dwanaście lat.
Pracowałam w Chinach, to takie doświadczenie troszeczkę miałam. Także wszystkie stanowiska oblatywałam w tej knajpie. I wie pan co? I przyszłam gdzieś była godzina wpół do drugiej po południu w niedzielę, dwudziestego drugiego czerwca. I telefon. Dzwoni mój syn i mówi do mnie tak: "Mamo, tata umarł przed chwileczką". A ja? Ja mówię: "Jak umarł?" I zaczęłam piszczeć, chociaż nie żyłam. On żył z innym, a ja żyłam ze swoim od tam dwudziestu lat. Przykładowo to było, ja już żyję ponad trzydzieści lat.
To było w dwa tysiące ósmym roku. Zaczęłam bardzo przeraźliwie piszczeć do tego telefonu i ja mówię, co się dzieje? A już też mieszkał w Holandii. I wie pan co? Rzuciłam to wszystko. Nie rozmawiałam ze swoim on nawet nie wiedział, o co chodzi. Pojechałam gdzieś tam do kostnicy tu w Holandii, bo już to ciało było zabrane jego. Czterdzieści osiem lat miał chłopak jak dwudziestego drugiego czerwca. Przedstawię teraz panu, jak było z tą śmiercią. On też mieszkał na kempingu ze swoją partnerką.
żył z nią szesnaście lat już. I była niedziela. Było trzydzieści stopni ciepła i bardzo się też kochali i szanowali. I ona w niedzielę gotowała po polskiemu rosół i tłukła kotlety schabowe, a na gazie już były ustawione ziemniaczki. To była godzina dwunasta w południe, a Heniu siedział sobie na wersalce przy kawie, przy rosole. No nie? I w Holandii jest taki zwyczaj zwijania tych papierosów. Takie sieki to się nazywa. Oni sobie tak robią. Wie pan?
I on sobie tak tego sieka zwijał. I jeszcze do mówi tak. Zaczęły ziemniaki wrzeć i on mówi do : "Zaraz ci ziemniaki z tego garnka wylecą czy wyjdą?" No nie i dalej te kotlety tłucze. Tam gaz zmniejszyła. No i w pewnym momencie odwraca się, a się nic nie odzywa. Heniu tak w pół, z półsiedzącej pozycji siedzi na kanapie i tak siedzi. No nie? I mówi do niego tak: "co ty się tak nie odzywasz?" A się nie odzywa. Siedzi co takie z pół pozycji i ona podeszła do niego z tymi rękami z tych kotletów i tak go troszeczkę podrzuciła do góry, a miał odwrócone oczy do góry nogami. No bo już chyba umarł, no nie?
I ona zaczęła strasznie piszczeć. Tak zaczęła piszczeć, że sąsiedzi się zlecieli. Zaczęli dzwonić po ambulansy. Przyjechały trzy ambulanse. Ratowali go, dawali mu tam jakieś tam defibrylatory, jakieś tam mu tam coś wstrzykiwali, ale nic już go nie uratowało. I wie pan co? No odszedł w niedzielę przy kawie, przy rosole i z papieroskiem takim zwijanym w ręku, bo jeszcze chyba nie dokończył go zwijać. No nie? I to jest bardzo ważne, jak właśnie jak on umarł. I wie pan co?
No i jest pogrzeb. Ja oczywiście pojechałam bez swojego partnera, no bo tak druga żona to tak, żeby tak ludzie nie mieli za dużo do, do, do, do, do, do plotkowania. To pojechałam sama na ten pogrzeb. No i moja siostra, mój szwagier wszyscy byliśmy tak jak jedną zgodną rodziną, bo był no z moją rodziną. Tak samo moja siostra była mu szwagierką jedna czy druga. Tak. I wie pan co? Zamówiliśmy wieńce. Ja w związku z tym, że byłam sama w Polsce, znaczy sama. Mój syn to już ma swoją rodzinę, a ja drugą rodzinę, prawda?
Także nie pojechał na ten pogrzeb. Ja byłam sama, ale siostra mówi: "A co ty będziesz sama w domu siedziała? Chodź, będziesz u nas". No nie? To my z siostrą pozamiadaliśmy te wieńce i jedziemy te wieńce odebrać, bo za chwileczkę ma być pogrzeb. I za kierownicą w aucie siedzi mojej siostry córka, osiemnastoletnia dziewczyna. Dopiero co prawo jazdy dostała. Moja siostra siedzi na siedzeniu pasażera, a ja siedzę sobie z tyłu pośrodku i moja siostra odwraca się tak do mnie i mówi tak: "Opowiedz mi, jak to ten twój Heniek umarł. No bo to czterdzieści osiem lat. Młody wiek jak na takie życie."
[35:32] - No to jeszcze nie jest pora na odchodzenie.
[35:35] - Na odchodzenie. I ona się tak mnie pyta: "A dlaczego ten twój Heniek to tak umarł i co mu tam było? Jak to w ogóle się stało?" I ja jej opowiadam, że było trzydzieści stopni. Było tak gorąco. gotowała ten obiad, klepała te kotlety, siedział, pił sobie kawę. Ten rosołek miał na stole podany. Ostatnie jego słowa do : "Kartofle ci tam wylecą czy wyjdą z tego garnka?" Żeby zmniejszyła gaz i że zwijał tego papierosa. I w takiej pozycji sobie siedzącej umarł. No nie? I tak moja siostra to słucha i mówi do mnie tak: "Wiesz co Halina?
To wiesz co? To on umarł tak jak Ewka ." A ja mówię tak: "A jak umarła Ewka ?" I moja siostra mi opowiada, jak umarła Ewka, bo my tak mówimy nie Ewa, tylko Ewka .No bo tak się potocznie mówi. I ona mówi. Ja mówię: to co to znaczy, jak kaeczka umarła? I moja siostra w tym aucie w trakcie jazdy po te wieńce opowiada mi całą tą sytuację i mówi: widzisz co? Ewa nie pracowała. Ona miała pięćdziesiąt jeden lat, była na chyba na rencie chorobowej, ale bawiła malutką wnuczkę roczną. Także, że miała zajęcie, a jej mąż codziennie wstawał rano o szóstej do pracy i Ewa w tym czasie przygotowała kawę dla siebie, kawę dla , robiła mu kanapki, sama sobie zjadła rano kanapkę. Palili sobie papieroska i wychodził do pracy, a Ewa zostawała w domu i za chwileczkę się miała zajmować tą wnuczką, bo córka miała tam jej przywieźć wnuczkę, prawda? I było to w dwa tysiące siódmym roku w takim razie to się wydarza.
Siostra mi moja opowiada. Wstaje do pracy, bo mu budzik dzwoni. No więc wstaje do pracy godzina szósta rano i mówi tak: Ewunia, a czemuś ty mi nie przygotowała kanapek do pracy? A Ewunia się nie odzywa. No ja już zaraz mam wychodzić. Ewunia. No kawę zrobiłaś. Widzę, kawa tu jest. Zaraz se siądę koło ciebie, wypiję, ale kanapek do pracy. Dziewczyna już wychodzę za pięć minut.
A Ewa się nie odzywa. A Ewa siedzi skulona na kanapie przy tej kawie. Papieros w popielniczce się tli, a Ewa sobie nie żyje. No tak, że umarła. umarł w taki sam sposób jak Ewa. Ewa umarła o szóstej rano w dniu poprzednim, w dwa tysiące siódmym roku. umarł w niedzielę o godzinie dwunastej. Rok później. Tak. I ona mi przyszła we śnie.
I nie wiem, jak to wszystko zinterpretować, ale ja byłam w tym śnie i to chciałam się też z panem podzielić.
[38:40] - Właśnie takie jak pani opowiadała ten sen i przechodziła pani potem do śmierci tego męża, to nasunęło mi się takie pytanie, czy ten sen może był jakoś związany ze śmiercią męża? Może Ewa chciała jakoś panią o tym poinformować? O tym, co się stanie?
[38:58] - No ale, ale ja nie wiedziałam, dlaczego ona mi przyszła we śnie. Ja ją odepchnęłam. Przestraszyłam ją w tym śnie, że ja, ja śnię ją, że ja jestem we własnym śnie i że ona zaraz zniknie. Ona mi przyszła, ale co ona mi przyszła? Ona mi nic nie mówiła, że niedługo coś się wydarzy, że będzie śmierć za dwa dni mojego męża. Znaczy, bo ona mi przyszła w środę na czwartek, przykładowo w czwartek nad ranem, a w niedzielę umarł mój mąż, ale umarł tak samo, jak umarła Ewa. Czyli chcę opowiedzieć panu i o tej, o tej takiej dziwnej sytuacji, bo to przecież jest sytuacja nadprzyrodzona. Ona umarła rok wcześniej, a mój mąż po niej w takich samych okoliczności przy kawie, w pozycji siedzącej i przy papierosku. No, no nie wiem, jak to interpretować. W każdym bądź razie wie pan co?
Ja jak była stypa, to jak to na stypie opowiada się różne tak rzeczy, takie ciekawe, nieciekawe, jakieś nie wiem jakie. Ja w tym czasie. Ja mam dwóch wnuków Szymona i Tymka. W tej chwili jeden będzie miał dwadzieścia lat, drugi będzie miał osiemnaście, ale w dwa tysiące ósmym roku, czyli jedenaście lat temu to jeden miał dziewięć lat. Tak dobrze liczę, a drugi miał siedem. Młodszy Tymek. Szymona na pogrzebie chyba nie było, bo został w Holandii. Ktoś go tam pilnował. Był tylko Tymek, ten młodszy. Ale to ja nie o tym chcę mówić.
Boże, o czym ja chcę teraz mówić? Aha. I mój syn opowiada, jak było w dniu, kiedy umierał , czyli z soboty na niedzielę. Co się działo? I też opowiada, jakie były w nocy z soboty na niedzielę, jakie sytuacje się zdarzały. Najpierw opowiada mój . Mówi w nocy, czyli z dwudziestego pierwszego na dwudziestego drugiego. Ten starszy dziewięciolatek zrywa się ze swojego łóżka i leci do sypialni rodziców. To w Holandii się wszystko dzieje. I mówi tak: mamo, tato, coś mnie, coś mnie dotyka, coś mnie dotyka.
Ja się boję. I zaczął się trząść tak strasznie, że ktoś u niego w pokoiku był. Ktoś go dotykał. I mama i tato oczywiście przygarnęli go. Chodź, Szymon, to tylko zły sen. Chodź dziecko, chodź dziecko. I wsadzili go do siebie, do łóżka. I już Szymon do rana spał spokojnie. Natomiast opowiada na stypie drugą taką sytuację. Z soboty na niedzielę.
To samo w dniu śmierci , bo on umarł w południe. W niedzielę, a to było jakoś z soboty na niedzielę. W nocy zaczął się ruszać w łóżku swoim i mówi tak przez sen: tak cię bardzo kocham. Jakbym był bogaty, to bym ci ten pałac kupił. Taki piękny pałac. Ja ci go kupię. Jak będę tylko bogaty, to ci ten piękny pałac kupię. I mi się wydaje, że on już odchodził w nocy i przyszedł się pożegnać. Może najpierw trafi na tego starszego wnuka. On się żegnał, ale go wyrwała z tego, z tego umierania w nocy, bo go poszturchała i mówi: śpij.
To tylko sen. I go wyrwała z tego widocznie umierania, bo on już chyba odchodził, bo on jakiś pałac widział w tym odchodzeniu i jej to mówił. To są jej słowa ze stypy. jakbym był bogaty, taki piękny pałac to bym ci kupił. I widocznie on już go widział i on odchodził. Tam jakiś tam pałac, coś tam widział w tym nie wi-- no bo to są jej słowa.Tyle, tyle z tej stypy żeśmy, yy, no tyle ja zapamiętałam. Nie wiem, jak oni to pamiętają, ale w związku z tym, że to był mój mąż, ja to przyjęłam tak na klatę, yy, ciężko. A jeszcze z tym snem, z tą Ewą i z tym wszystkim, że i z tą moją siostrą, co opowiedziała mi, że Ewa umarła w taki sam sposób, tylko że rok wcześniej. I wie pan co? Ja, to było w dwutysięcznym ósmym roku.
Ale przecież Ewa miała męża, yy, , którego doskonale ja również znałam. I ja zawsze mówiłam, że jak będę w Polsce, to pojadę do tego i opowiem mu ten, ten z tą Ewą. No nie? I wie pan co? Że ja tak kupę lat zw-- yy, zwlekałam, zwlekałam, zwlekałam i kiedyś się odważyłam. To już było około pięciu lat te-temu. Wyjechałam od siostry, zajechałam do tego . On już miał drugą żonę. No bo to kupę lat, yy, po śmierci Ewy. I opowiadam mu: ", opowiem ci, jak było.
Ewa mi twoja przyszła we śnie i chcę ci powiedzieć, że widocznie jest jakieś inne życie i ona jest na jakiejś innej planecie. I ja ją widziałam. Jest piękna i młoda. Nie taka, że jak umierała mając pięćdziesiąt jeden lat w krótkich włosach. Tylko ja ją widziałam jako dwutysięczny, bo ja nie wiem, ile ona w tym śnie mogła mieć lat. Ja na oko dwadzieścia pięć, trzydzieści lat. Przepiękne włosy i ona cała Ewa, tylko że młodsza.
[44:12] - No właśnie też mi takie, też nie zdążyłem takiego pytania zadać. Sobie zapisałem takie pytanie: czy w wyglądzie i zachowaniu tej Ewy było coś, co panią w sposób jakiś uderzyło? Wydawała się na przykład starsza, młodsza?
[44:25] - Młodsza. Właśnie chciałam powiedzieć. Ona umarła w wieku pięćdziesięciu jeden lat w dwutysięcznym siódmym roku, a w moim śnie była przepiękna, piękna, młoda, piękna, bardzo piękna. Właśnie o to chodzi, że była uderzająco piękna. Ale ja ją rozpoznałam, że to jest Ewa i ją tak przyciskałam, uścisk i byłam tak jak to, tak się z nią przywitałam jak na misji. A tak się cieszyłam, że kogoś spotkałam, bo ja na, ja jeszcze nie wiedziałam, że jestem we śnie. Ja sobie śnię, śnię, prawda? I dopiero jak ją uściskałam, dopiero okazało się w moich myślach. Ta myśl do mnie przy-przy-przybiegła, że ona nie żyje. I ją wtedy odepchnęłam ordynarnie.
Za chwileczkę ją przepraszałam, bo jestem bardzo kulturalna z natury. A dlaczego ja ją odepchnęłam? Bo się wystraszyłam, że to jest zjawa. Ale ja ją widziałam piękną i rozmawiałam później z nią. Ale wie pan co? Właśnie o to chodzi, że ona się nic nie odzywała. I na to chcę zwrócić uwagę, że nie odzywała się. A tą planetę, co ja widziałam, nie wiem, gdzie ja byłam. Ja w Irlandii nigdy nie byłam, dlatego mówię, że tak jak Islandia. Szerokie ulice, świetliste, słomkowo-złoty kolor miały te ulice, takie jasne, promieniste, a słońca nie było widać.
Szeroka aleja, bardzo szeroka. Pięknie tam było, tylko ja byłam sama i Ewę spotkałam, i ona była sama i żadnych innych istot w okolicy nie było. No także tyle w takim skrócie.
[45:53] - Czyli jakby taka pusta ulica i pani dopiero tą Ewę zobaczyła, tak? Jeżeli dobrze zrozumiałem.
[45:58] - Tylko Ewę. Tak, tak. Tylko Ewę widziałam. Właśnie żadnych. Widziałam te domostwa, szeroką tą ulicę i, i, i tylko tą Ewę spotkałam. Tylko ją widziałam we śnie i ja z nią rozmawiałam.
[46:09] - No to tak jakby cała ta sceneria snu była przygotowana pod to spotkanie. Można odnieść wrażenie.
[46:14] - No ja nie wiem właśnie, bo mi jest ciężko też inter-interpretować, co to było, jak to było. Ja byłam we własnym śnie, ale na jakiej planecie ja byłam? Przecież ja spałam sobie w karawanie u siebie, a ja gdzieś tam byłam. Spotkałam tą, tą Ewę nieżyjącą od roku czasu, czyli spotkałam ją i nie jej ducha, tylko jej duszę. I moja dusza musiała tam być. Ale byliśmy materialne. I ja rozmawiałam. Ona mi mówiła i ja się z nią witałam. Czyli ja też byłam materialna gdzieś tam. I ona była materialna.
Tylko nie wiem, czy mają głos. Te-te-te-te-te-te-tez ja wy-- Ewa się nic do mnie nie odzywała, ja się do niej odzywałam. Czyli może po śmierci nie mają głosu, tylko jakoś się inaczej porozumiewają, yy, te, te dusze. Nie mam pojęcia. Dlatego mówię, czy moja, czy moja opowieść nie zasługuje na, na to, żeby się po-podzielić? Bo to nie pochwalić, bo to się czym chwalić, no śmiercią, yy, męża. Tylko że to było dla mnie bardzo paranienormalne zjawisko właściwie, no, no teraz już historia, bo z dwutysięcznego ósmego roku. Słucham tych waszych audycji, tak, jestem zafascynowana, bo robicie je tak świetnie. Zresztą pana przepiękny głos uwielbiam i mówię, dlaczego mam swoimi, yy, się nie podzielić? A wie pan co?
Takich sytuacji to mam bardzo dużo, bo ja się teraz przebudziłam na ten wszechświat, na ten ko-- na ten, yy, na ten kosmos cały. I wie pan co? Yy, dużo snów, które prze-- mam, one mi coś zwiastują. Mogę opowiadać dalej?
[47:58] - Może, może przejdźmy do tych snów za chwilę. Ja tu jeszcze mam takie pytanie czy, czy był na coś chory? Czy było coś, co wskazywało, że może niedługo umrzeć na przykład?
[48:08] - No nie, no Heń-Heniu, no on tam się leczy. Wie pan co? Yy, no, no był w zasadzie na rencie chorobowej, bo on kiedyś jako młody chłopak spadł z czereśni i on miał taki tik nerwowy i go tam leczyli czymś tam. Nie wiem czym. Nawet do Krakowa jeździli, bo tam ona miała jakąś kuzynkę, która była doktentem, także może był na jakichś tam środkach. Nie mam pojęcia, bo ja z nim nie żyłam i się tak za bardzo nie interesowałam, ale wiem, że tam coś miał jakieś tam kłopociki. No i chyba z sercem. Dlatego na to serduszko odszedł. Nie uratowali go.
[48:45] - No taka zupełnie nagła śmierć.
[48:48] - No nagła przy obiedzie, ale przepiękna, bo miał kawę. Miał swoją kochaną kobietę tamtą. Yy miał rosołek. Kotlety się właśnie smażyły. Przepiękna pogoda trzydziestostopniowa. No piękny dzień sobie wybrał. I niedziela. No przepięknie umarł. No tak że no to taka jedna z tych moich historii, która mnie osobiście do-dotknęła. I ta, i ta właśnie-
[49:13] - A jeszcze mam takie pytanie dotyczące Ewy we śnie. Jakie pani miała wrażenie tak ogólnie względem Ewy? Czy sprawiała wrażenie, że pani ją na przykład rozpoznała? Chciała pani coś powiedzieć?
[49:24] - Nie, to właśnie nie rozpoznałam.
[49:24] - Czy po prostu się poja-pojawiła się i tak po prostu.
[49:28] - Ja i, ja-jak to we śnie. Ja yy no śnię i nagle, i nagle jestem, nawet nie wiem, że jestem. Jestem w mieście, którego nie znam. Prze-przeogromne, szerokie ulice. Zaznaczam, że nie wąskie tak jak w naszych miasteczkach, tylko szerokie ulice, szerokie chodniki, przepiękne domostwa w przepięknym pąkowym, pąkowo-złotym kolorze, wszędzie jaśniutko, widniutko. Jakaś może inna planeta, której ja nie znam. I ja idę tą ulicą, nikogo nie widzę i naprzeciwko idzie kobieta i ja ją rozpoznaję. Nie ona, tylko ja. I ja ją przyciskam. I ja ją ściskam.
I ja się z nią witam. Ja wykrzykuję imię Czesia Junia. Nie powiedziałam Ewa, tylko Czesia Junia ze szczęścia, że kogoś spotykam. I ją odpycham pogardą i mówię: „Ty nie żyjesz”. No to ja ją rozpoznałam. Ona tylko szła do mnie. Ona szła do mnie, ale ja ją ściskam. Moja cały czas w tym śnie była inicjatywa. Ja nadawałam . Ja ją przepraszałam.
Ja jej tłumaczyłam, że zaraz znikniemy. Ona zniknie z mojego snu. Żeby została jak najdłużej, bo gołębie zaraz siądą na karawan i mnie obudzą i zniknie. I prosiłam ją, żeby jak najdłużej została w moim śnie. No tak że, że, że, że, że ten sen to mogę opowiadać długo, bo ja go, on mi nigdy nie zniknie. Nieraz jest dużo snów, które się śni. Jak nie zapiszesz, to zaraz uleci po dziesięciu minutach czy po nawet po dwóch. Nie wiesz-
[51:05] - No ta pamięć jest niestety dosyć krótka tych snów.
[51:08] - A, a dobrze. A wie pan co? A ja teraz, yy bo ja jestem takim teraz dziwnie przebudzonym człowiekiem. Ja jestem właściwie to kosmitka, no nie? Taka przebudzona, bo mnie tak zaczynają wszyscy budzić i pan też przede wszystkim. Ja yy może zacznę od-
[51:25] - Ta audycja w ogóle ten „Mówią świadkowie” strasznie ludzi, że tak powiem, obudziła i otworzyła ich na dzielenie się tego typu historiami.
[51:33] - Tak, tak. Dobra, wie pan co? Yy przejdę do, do takich historii. Słucham sobie na YouTubie yy jakiejś audycji. Już nie za, już mam zapisane tylko w innych zeszytach, którego to było dnia. I tam mówią o snach, że pan jakieś sny, że jest, wpadamy jakieś w obit, robit i tak dalej. Ja tak nie przywiązuję wagi, ale wie pan, tak odruchowo jestem w pracy. YouTube mi sobie gra cudownie, słucham sobie. I nagle ten właśnie co prowadzi tą audycję mówi, że bardzo by było fajnie, żeby sobie te sny zapisywać, a w przyszłości to się zobaczy to, czy one coś oznaczają, czy one coś dają. I teraz wie pan co?
I było tak. Dokładnie pierwszy sen zapisałam sobie dwudziestego ósmego stycznia dziewiętnastego roku, czyli teraz. Od stycznia zaczęłam zapisywać te sny. I teraz yy drugiego lutego coś takiego. Niech pan słucha. Śniło mi się coś, ale zapamiętałam z tego snu dwa nagie, nagie miecze jak z bitwy pod Grunwaldem. Jeden miecz już był wbijany, a druga ręka, postaci nie widziałam, a druga ręka wbijała drugi miecz. No to jak w ziemię. Taki jakby obosieczny miecz. Ciach, ciach.
Ja to we śnie widziałam. I za chwileczkę w tym samym śnie widziałam, jak z góry z niebios ktoś mi podaje rękę, ale z niebios. To jakby widziałam tylko tą rękę, jakby ona z nieba szła. I ja swoją rękę wyciągnęłam do tej ręki, bo to była dla mnie podana ręka. Czyli ktoś mi yy z nieba tą rękę podawał i więcej nic nie pamiętam. Pamiętam tylko te dwa miecze. Postaci nie pamiętam i tą rękę. I teraz niech pan słucha. To było drugiego lutego tego roku, bo zaczęłam te sny właśnie zapisywać, yy zapisywać. I teraz tak.
Yy dnia, zaraz sobie na te sny wejdę albo z pamięci będę mówić. Dobra. I yy dziewiątego lutego napatoczyłam się na taką, ja teraz mówię z pamięci, bo tak mam to zapisane, ale to do wygłuszenia. Napatoczyłam się na taką audycję, oczywiście w YouTubie, bo tego YouTube'a tak strasznie wersuję. Napatoczyłam się audycję z tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego ósmego roku. Yy tą audycję yy nadał już, nie wiem kto nadaje ją, nie wiem, czy jego żona, czy tam ktoś. Yy o najdziwniejszym sekrecie świata. Tą audycję zrealizował, napisał Earl Nightingale, Amerykanin. I ja dziewiątego lutego słucham tej audycji i słucham, i słucham, i słucham. I w tej audycji Earl Nightingale nieżyjący, właśnie on w pięćdziesiątym ósmym roku zmarł-On mówi tak: jak dwa obusieczne miecze.
No nie? Taki fragment tego, tej jego audycji. I ja mówię tak: o matko, miecze mi się śniły. Patrzę, do-dopiero zaczęłam te sny zapisywać, bo to było dopiero parę kartek zapisane. Ja mówię: matko, drugiego tego śniły mi się dwa takie miecze jak w bitwie pod Grunwaldem. A on w tej audycji, yy, dziewiątego mówi o tych obusiecznych mieczach. On się tak wyraża w tej audycji. I ja mówię Matko Boska. I później zaczęłam sobie, yy, na końcu tych snów zaczęłam się ust-- ja więcej miałam takich dziwnych rzeczy. Zaraz jeszcze opowiem inne.
I os, u, z dwudziestego szóstego, yy, czerwca ustosunkowałam się do snu. O przepraszam, z dnia pierwszego lutego. To był piątek. Śniły mi się dwa nagie miecze, tak jak w bitwie pod Grunwaldem, ale widziałam, yy, jak, widziałam, jak zostały wbiane w ziemię. Najpierw z lewej strony, a po prawej ktoś wbijał drugi miecz z drugiej strony. Dziewiątego lutego była sobota. Słuchałam na YouTubie zupełnie przez przypadek „Najdziwniejszy sekret świata” Earla Nightingale'a. I właśnie w tej audycji usłyszałam, jak Earl wypowiada te słowa: „To prawo, które prowadzi nas do sukcesu, jest jak miecz obosieczny”, no nie? I że musimy kontrolować nasze myśli i tak dalej. I w drugim śnie tego samego dnia ktoś podaje mi rękę.
I ja tu sobie piszę właśnie dwudziestego szóstego czerwca i to do siebie, i tak sobie interpretuję. To Earl Nightingale podaje mi tą rękę z nieba, bo on w pięćdziesiątym ósmym roku nie żyje. No nie? Wie pan co? W tej audycji „Najdziwniejszym sekrecie świata” Earl opowiada, że nasze marzenia, nasze słowo, ono się zrealizuje. Tylko my musimy w to bardzo wierzyć. I ja wie pan co? Poradziłam się tego, yy, poradziłam, posłuchałam go, tego Earla i jedenastego on mówi, że każdą swoją myśl, prośbę do Pana Boga, tego Ojca Wszechświata, yy, bo nazwijmy to Ojcem Wszechświata, tego konstruktora wszechświata, tą siłę, tą, to źródło, nie wiem, jak nazwijmy to. Yy, nas uczono, że to jest Bóg, prawda? Żeby wszystko, jeśli się prosi, bardzo się w to wierzy.
To tak jak Jezus na górze, yy, na, yy, miał słowa Kazania na górze: proście, a będzie wam dane. Szukajcie, a znajdziecie. Kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje. Kto szuka, znajduje, a kołacącemu otworzą. I ja posłuchałam tego Earla. I wie pan co? Jedenastego lutego tego roku napisałam prośbę. Napisałam do Pana Boga. Teraz już mówię, że do Ojca Wszechświata.
Napisałam: prośba do Pana Boga, naszego Ojca o sukces, który z całego serca, yy, pragnę osiągnąć. Bo dlaczego nie mam prosić dla siebie o sukces? I napisałam między innymi: pragnę dużego rodzinnego domu. No nie? Tak. I na końcu napisałam: i niech mnie palec Boży prowadzi. Amen. I na drugiej stronie, yy, słowa z Kazania na górze. I teraz wie pan co? Zacznę z innej beczki.
Jestem z od trzydziestu dwóch lat. Yy, on się wychowywał w nieprzyjemnie, tam do jedenastego roku życia. Oczywiście miał ojca. Ojciec sobie odszedł, bo był muzykiem. Lat temu, yy, mój ma pięćdziesiąt siedem lat. Ojciec jego odszedł pięćdziesiąt sześć lat temu. Czy żyje, czy nie żyje? Nie wiemy. Kontakt zerowy. Tam mama jakieś alimenty dostawała od tego ojca.
Ale ma-mama miała drugiego mężczyznę, z którym tam czterdzieści ponad żyła. Z tego związku miał dwóch braci. Tam jeden umarł, drugi żyje. No nie? I wie pan co? I nigdy właściwie no ojca nie miał. No nawet nie wiedzieliśmy, czy tamten ojciec żyje, czy nie żyje. Bo jak miał roczek, to rozeszły się drogi mamy i taty. Mama miała innego. No i ja napisałam list do tego, yy, Ojca Wszechświata, do tego naszego Pana Boga, że pragnę dużego rodzinnego domu.
I co się dzieje? Aha, i jeszcze może zacznę, że tak jak Earl Nightingale mówi w tej audycji, że wszechświat, yy, odwdzięcza się czymś. Czy daje nam to, tylko my nie wiemy, w jakiej formie nam poda. Jak prosimy o pieniądze, to nie wpadnie nam walizka z nieba. No nie? Czy tam wygramy w totolotka. Nie wiemy, w jakiej formie. Może ktoś umrze i dostaniemy jakiś spadek, może wygramy właśnie w totolotka, może samemu coś wymyślimy, jakąś konstrukcję i za, i za ten projekt dostaniemy pieniądze. Nie wiadomo, jak to będzie realizowane. Earl zaznacza: bo wszechświat nie wie, w jakiej formie ci da twoją prośbę.
Ja napisałam, że pragnę dużego rodzinnego domu, prawda? I co chcę dalej nawiązać? Trzynastego kwietnia jesteśmy w Polsce. Nie wiem, czy to była sobota, czy niedziela. Trzynastego kwietnia tego roku przychodzi mój i jesteśmy w Polsce. Właśnie mamy dom. Przychodzi do domu i pokazuje mi list i mówi: patrz. Ja patrzę: do lokatorów takich a takich przy ulicy takiej a takiej, numer taki a taki, no nie? No nie będę mówiła, yy, adresu, no nie?Ja otwieram ten list. W liście jest widokówka z Gdańska, no nie?
A my mieszkamy na Dolnym Śląsku, yy, koło Wrocławia pięćdziesiąt kilometrów. Też nie będę zdradzała tego miasta. I list jest w, yy, w liście jest ta widokówka i czytam: „Chcę, yy, pragnę lokatorów mieszkających pod tym tym adresem, yy, bardzo z całego mojego gorącego serca prosić o odszukanie moich dzieci” i podaje imię, tam nazwisko taki, taki. „Którzy zamieszkiwali tu pięćdziesiąt ponad lat temu. Proszę mi pomóc, proszę mi pomóc.” I podaje numer telefonu. Podaje, yy, podaje swój adres, podaje maila, podaje to, podaje tamto. I do mnie mówi: „Halina, co robisz?” A ja mówię: „To twój ojciec.” „No ale ja go nie znam.” „Ale to twój ojciec. Poznaj swoje geny. Dlaczego? Nie wiesz, jak było między ojcem i matką?
Dlaczego się rozstali? Dlaczego?” „No ale były różne możliwości. Jak miałem parę lat, ten, pod szkołę przyjść mógł. Yy, przecież miałem dwadzieścia lat, miałem trzydzieści. Teraz mam pięćdziesiąt siedem. Ja teraz ojca nie potrzebuję. Co, co mi?” Ale ja, ja jako że jestem taka bardzo taka ciepła, to serce mam takie otwarte, mówię: „Proszę cię, poznaj swojego ojca, oddzwoń do niego.” Wie pan co? Oddzwonił. I my mamy dzisiaj tatę. ma tatę, a ja mam teścia.
Co okazało się? Nie wiemy. Nie dochodzimy, co było między nimi pięćdziesiąt sześć lat temu. Dlaczego odszedł. Ojciec jest muzykiem po konserwatorium muzycznym. Jest trąbkarzem. Ma siedemdziesiąt dziewięć lat w tej chwili. Był u nas w Polsce. My byliśmy u niego. On mieszka koło Gdańska, w miejscowości nie, nie w Gdańsku, trzydzieści kilometrów od Gdańska.
Yy, w tej chwili jest już na emeryturze, ale jeszcze gra, bo trąbkarzem całe życie. Yy, gra w ogóle na wszystkich instrumentach świata. Yy, nie ma instrumentu, na którym by nie zagrał. Yy, pisze teksty, pisze swoją muzykę. I wie pan co? Ja jakbym mogła, to bym nawet przysłała piosenkę, którą on skomponował właśnie dla swojego syna, dla którą napisał pięćdziesiąt tam sześć lat temu, że „zawsze będziesz synem mym, zawsze będziesz w moich snach”. I tą piosenkę ja mam. Ale ojciec przysłał nam, yy, przykładowo ze sto, yy, płyt swoich. Pływał po całym świecie, był w Ameryce, grał w Belgii, w Danii. Jak był młody, prawda?
Wszędzie tam swoją muzyką na statkach grał. Dlatego tak to życie mu uciekło. I-- a my wyjechaliśmy pięć lat temu ponad do Holandii i nawet jakby on tam do kogoś napisał, czy może pisał, tylko matka nam nie powiedziała. Mama już nie żyje od siedmiu lat, więc nie możemy jej pociągnąć. Dlaczego? Może pisał do, do, do, do swojego syna listy. Tylko my nie możemy ciągnąć, bo nie mamy już kogo ciągnąć, bo to się akcja dzieje w tym roku. I wie pan co? I ja tą piosenkę-- mamy przykładowo pięć tysięcy, sześć tysięcy nagrań ojca, jego muzyki, którą, którą nam przysłał na nasz polski adres. I tyle jest tych płyt.
A ja wyciągam z tych płyt jakąś pierwszą lepszą. Idę sobie do auta, siadam do auta, bo, bo w domu to nie mam możliwości na te takie płyty. Mam trochę nowocześniejszy sprzęt, tam jakieś na, na, na coś innego, ale w aucie mam jeszcze, w starym Mercedesie mam. Włączam to i tam pierwsza piosenka jest dla mojego od ojca. „Zawsze będziesz, yy, w moich snach, zawsze będziesz synem mym. Że teraz jeszcze tego nie rozumiesz, bo za mało masz dziś lat. Że dlaczego tak się stało, że on się z mamą rozstął.” No i takie słowa. Przepiękna piosenka. Przepiękna, mocna-
[01:05:06] - No tekst tej piosenki też można znaleźć w internecie, bo właśnie trafiłem. Fabryka muzy pl.
[01:05:14] - No i co tam pisze? „Gdy, gdy zapada ciemna noc?”
[01:05:18] - „Gdy nadchodzi ciemna noc, kiedy całe miasto śpi. Ja przeganiam strach i złość, byś mogła mieć spokojne sny.” Tak to się zaczyna.
[01:05:25] - Tak! No właśnie. No to właśnie. I teraz tak. Ja-- tylko że to ojciec śpiewa, no nie? Bo on gra. Ale tą piosenkę on śpiewa. I, i, i właśnie ta piosenka. Tysiące płyt. Znaczy nie tysiące.
Tam przykładowo sto płyt mam ojca i tysiące nagrań, a ja się natrafiam se na tą właśnie piosenkę. „Zawsze będziesz synem mym.” Czyli nieważne, kto ją napisał, on śpiewa dla swojego syna, prawda? No i, i, i ja tą piosenkę, yy, mam w wykonaniu ojca. Ale nie o tym chcę mówić. Chcę mówić o tym, że prośba do wszechświata, do tego Boga i Erling poradził. Ja to napisałam na piśmie jedenastego lutego i pragnęłam dużego, rodzinnego domu. No i go mamy, bo Krzysztof nie miał już mamy. Mama siedem lat temu zmarła. Ma tylko w sumie z mojej strony mnie i ma ojca wspaniałego. Jest muzykiem.
Ja mam teścia wspaniałego. I co pan na to powie?
[01:06:26] - No, yy, duży dom się zrealizował w jakiś sposób.
[01:06:30] - No my mamy duży dom w ogóle. Fuj! No nie? Ale to mi chodzi o ten duży dom, że nam się rozszerzył, bo Wszechświat nam nie mówi, w jakiej formie nam, yy, przyśle, yy, no ten duży dom. Zyskaliśmy. Ma-- ja mam teścia, mam ojca, my mamy duży dom, nawet, nawet kilka, bo i w Holandii mamy dom i w Polsce i apartamenty dwa. I człowiek nie wie, gdzie, gdzie mieszkać będzie na starość. To nie o tym chcę mówić. Chcę tylko mówić, że prośba została moja wysłuchana.I to za sprawką Earla Nightingale'a. Bo może gdybym tego listu z prośbą nie napisała do wszechświata, może by się to nigdy nie wydarzyło i no nie wiem, taka siła.
A mam więcej takich, bo ja teraz to rozumiem po tej audycji wysłuchanej, wysłuchanej przeze mnie, co Earl ją nagrał w pięćdziesiąt ósmym roku. I ja dopiero teraz zrozumiałam, dlaczego to tak się dzieje. Ja jak byłam malutka, miałam może osiem lat. Miałam dwie młodsze siostry, bo jestem najstarsza w domu. Jedna miała sześć, a jedna miała cztery. I nasz ojciec kupił pierwszy czarno biały telewizor. Szatusz się nazywał. I był taki wakacyjny film. Akcja się działa w Holandii i to był taka przygoda w Amsterdamie. Coś takiego.
To lat było, bo ja mam sześćdziesiąt dwa lata. Akcja się dzieje. No ja miałam osiem lat. No to pięćdziesiąt ile lat temu? Pięćdziesiąt cztery lata temu.
[01:08:02] - No pięćdziesiąt cztery.
[01:08:03] - No to niech pan posłucha. Oglądam ten film. Siedzę przed tym czarno białym telewizorem, który dla nas to był przecież cudem świata. Oglądam ten film. W filmie występują chłopcy. Chyba ze czterech chłopców, bo ten film też nigdy nie zapomnę, bo to był pierwszy film, który w ogóle obejrzałam w życiu na własnym telewizorze. A miałam osiem lat, więc doskonale go pamiętam. Akcja się dzieje w Holandii, w Amsterdamie. Czterech chłopców ma wakacje, gania się po gdzieś tam nad brzegiem jakiś kanałów, wsiada w jakieś łódeczki, płynie. Pokazują te holenderskie wiatraki.
Później po tych kanałach tą łódeczką pływają. Później idą sobie gdzieś na tego takiego śledzika. Oni takie śledziki mają w zwyczaju jeść. Idą se na lody, a ja se tak siedzę przed tym telewizorem. Taka mała dziewczynka, taka bida u nas panowała. I mówię Boże, jaka to Holandia to piękna. Tam to jest chyba raj. Oni se tak jedzą loda, tak se kupują, wyciągają stamtąd pieniążki z kieszeni, kupują se lody, kupują se śledziki, latają, łódkami pływają. A u nas taka bieda. U nas jeszcze gruzy były powojenne na podwórku, jak pamiętam, gdzieś mam nawet na zdjęciu.
I my żeśmy się w tym gruzowisku bawili. I dla mnie ta Holandia to była rajem. Wie pan co? Ja tak sobie przed tym telewizorem mówię Boże, raj, raj na ziemi, Holandia. Dzisiaj siedzę trzydzieści chyba dwa lata w Holandii. Z niej wyjechać nie mogę.
[01:09:30] - No tak, jakby pani jakoś afirmowała, że będzie pani, chciała pani mieszkać kiedyś w Holandii, tak?
[01:09:37] - Ale nie, nie, właśnie po tej audycji Earla Nightingale'a „Największy sekret świata” zrozumiałam, że ja wtedy jako mało ośmioletnia dziewczynka prosiłam o ten raj. Ja dzisiaj siedzę w tym raju praktycznie od rana do nocy i z niej wyjechać nie mogę. O co mi chodzi? Że ja teraz zrozumiałam, że to moja prośba, ta z dzieciństwa ośmioletniej dziewczynki została w ten sposób zrealizowana. Ona została przez przestrzeń wysłuchana. Ja jestem w Holandii, nie w Niemczech, nie w Irlandii, nie gdzieś tam, tylko właśnie w Holandii. Ja sobie dopiero przypomniałam, że jako dziewczynka przed tym telewizorem siedziałam i na ten raj patrzyłam. Ten film „Przygoda w Amsterdamie” oglądałam. Co pan na to powie? To jest właśnie taka...
No tak mi się to wszystko realizuje. Ale to jeszcze nie wszystko. Ja mam więcej, dużo, dużo, ale to może na inny raz, co?
[01:10:31] - No może już. Może już na inny raz, bo już tego dosyć sporo było. Natomiast ja się chciałem tutaj podzielić takim spostrzeżeniem, jak pani opowiadała ten sen o tej Ewie, bo zawsze w takich sytuacjach mi się przypomina pewien motyw z książek Roberta Monroe. Nie wiem, czy pani kojarzy „Podróże poza ciałem”.
[01:10:48] - Nie, ja, ja czyta, ja nie czytałam. Ja w ogóle nic nie czytałam. Ja mam taką mądrość w sobie, że chyba w genach przekazane. Mój ojciec miliony i babcia Emilka przeczytała miliony książek, a ja tylko skrypty zawsze, bo ja nie miałam czasu. Ja tańczyłam od małej dziewczynki i tak nigdy nie miałam czasu. Taniec to było moje takie hobby. Jestem choreografem tańca z wykształcenia. Książek nie czytam. Teraz zupełnie w innej branży pracuję. Trochę elektroniką się zajmuję, a nigdy nie czytam.
A tego Monroe'a to ja znam z YouTube'a, że jest taki Robert Monroeeeee. On już chyba nie żyje.
[01:11:18] - No już zmarł jakoś z dwadzieścia lat temu z kawałkiem. Właśnie w tej pierwszej książce można znaleźć, zawsze mi się przypomina taki motyw z pierwszej książki „Podróże poza ciałem”, jak on zapragnął sobie spotkać się jakoś tam poza ciałem ze swoim jakimś tam kolegą ze studiów czy tam z jakimś lekarzem. No i się okazało, że spotkał kogoś, kogo w pierwszym momencie no nie rozpoznał. No a się okazało, potem doszedł do wniosku, że ten kolega mu się pokazał. No tylko że w wersji takiej co najmniej dwadzieścia lat młodszej nawet. Nawet więcej chyba z tego, co kojarzę.
[01:11:55] - No to i ja tak widziałam Ewę. No to ja też byłam poza ciałem, bo moje ciało leżało na łóżku koło mojego , a ja gdzieś tam byłam. Gdzie byłam? Nie mam pojęcia. Powiedziałam, że w Irlandii, ale ja może byłam na innej planecie. Ja nie wiem, gdzie ja byłam. Ja gdzieś byłam. Ja się z Ewą witałam materialnie. Ja ją ściskałam, odrzuciłam ją, odepchnęłam i mało tego, ja miałam głos. Ja mówiłam, ona nie miała głosu.
[01:12:19] - Przypomniało mi się jeszcze coś takiego, że osoby, które przeżywają spotkania, tam doświadczenia bliskiej śmierci tak zwane NDE, czasami w tych opisach pojawiają się wzmianki o tak zwanym jakimś takim mieście światła. Tak mi się właśnie skojarzyło z kolorami, które pani przekazywała w tym opisie tego miejsca.
[01:12:40] - Ja o tym nie słyszałam. Ja o tym nie słyszałam.
[01:12:42] - No ja tam dosyć pobieżnie też te relacje znam, ponieważ tutaj robota przy radiu i przy różnych takich innych moich zainteresowaniach mi większość czasu zajmuje. Także z tym czytaniem książek też bywa różnie. Natomiast kojarzę chyba z prac bodajże doktora Raymonda Moody'ego z tej drugiej książki po życiu, po życiu. „Rozmyślania o życiu po życiu” jakoś tak się to nazywa, że tam właśnie na początku takie motywy też się pojawiają. Właśnie miasta ze światła. Miasto, do którego jak raz się wejdzie, to już nie można wyjść. Znaczy jak tam się zamieszka oczywiście. No zobaczyć można.
[01:13:18] - Ja ją, ja widziałam właśnie to miasto. Dlatego mówię, że nigdy nie byłam w Irlandii. Nie mam pojęcia. Tylko tak sobie powiedziałam, że do Irlandii.To mogę przy-- Szeroko, przepięknie, w kolorze właśnie płomkowym, w takim świetlistym kolorze właśnie. I Ewa była piękna. Ewa była piękna. Ja siebie nie widziałam. Zresztą to było w dwa tysiące ósmym roku. To byłam trochę młodsza po pięćdziesiątce, to może zawsze miałam długie włosy. To może też jestem piękna?
Ja właśnie nie wiem, jaka ja byłam w tym śnie. Ale Ewa była piękna. Przepiękna była w moim śnie.
[01:13:50] - To by trzeba było Ewy zapytać, ale to już podejrzewam będzie trudne do zrealizowania.
[01:13:55] - Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie chcę. Nie chcę. Wie pan co? Ja to teraz jestem taka dziwna, bo ja właśnie odkąd zaczęłam zapisywać te sny, to mi się przytrafiają takie rzeczy. Mogę panu przytoczyć. Wie pan co? Zaczęłam se zapisywać sny i co mi się przytrafiło i chyba miało mi się to przytrafić. Ja teraz panu tłumaczę to szybko. Szósty marca dwa tysiące dziewiętnastego, dziewiętnastego roku śniło mi się albo to było na jawie. Ktoś złapał mnie za prawą łydkę i obudził.
Myślałam, że to , ale on spał. A to była godzina trzecia w nocy. Tak mnie złapał tu w Holandii za łydkę, że ja nie czułam ani zimna, ani ciepła. Ale ten uścisk tego złapania czułam. Niech pan słyszy. I teraz tak to było w Holandii piątego, przepraszam, szóstego marca. To była środa. Lecieliśmy do Polski, a lecieliśmy do Polski ósmego, przepraszam, siódmego chyba marca czy tam ósmego. Lecieliśmy do Polski, tu z Ajchowem do Wrocławia i w sobotę dziewiątego marca piszę tak: byliśmy w Polsce. Ktoś w nocy złapał mnie za prawą stopę i obudził.
Otworzyłam oczy i w nocnym mroku widziałam postać mężczyzny. Była czarna, wysoka i zniknęła szybko. Trwało to może z sekundę. Myślałam, że to , że mnie budzi, ale on spał w sypialni. Ja wie pan co? Tą postać ja widziałam. On miał ze dwa i pół metra wzrostu, bo tak jak mam drzwi w pokoiku, to futryna to gdzieś ze dwa metry, a on był no nie pod sam sufit, tylko tak między futryną a sufitem. Na moje oko ze dwa i pół metra wzrostu miał, miała ta postać. Ale ja widziałam tą postać na własne oczy. I to nie kłamię, bo ja to wszystko piszę.
I od tego momentu pierwszy raz szóstego marca do dzisiejszego dnia mój Krzychu wie o tym, bo ja mówię ja się kiedyś zrywam, mówię: „Boże, znowu mnie złapał”. Kiedyś poprosiłam, że w czerwcu poprosiłam tego roku, żeby mi dali spać, bo ja mam strasznie odpowiedzialną pracę. Robię takie rzeczy tutaj, indikatory takie robię, trochę lutowania, trochę elektroniki, trochę programowania i mówię sama do tych, do, do ściany. Tylko że mówię tak półtorej: „Proszę, dajcie mi dziś spać, bo ja muszę być w pracy wypoczęta, a oni mnie budzą tak druga, trzecia w nocy. Dzisiaj mnie też budziło coś. Cały czas mnie coś budzi, cały czas mnie coś dotyka. Ja kiedyś się tak zdenerwowałam, że poszłam tą nogę w to miejsce szorować do łazienki, bo mówię nie chcę tych śladów tej istoty mieć na swojej nodze, a tą nogę jak mnie pierwszy raz złapał za tą łydkę właściwie dwa razy pod rząd to mnie do dzisiejszego dnia to miejsce dotyka. Takie, takie niefajne jest. No także takie rzeczy ja mam.
[01:16:55] - A czy to jest, czy, czy, czy ta postać sprawia wrażenie fizycznej? Czy to była może jakaś taka, nie wiem, zbitka dymu w kształcie człowieka?
[01:17:06] - Nie, nie fizycznie. Fizyczny był. Duża postać. Ja widziałam, która znikła na moich oczach. Ja się miałam obudzić według tego, bo już wcześniej mnie złapała w Holandii. Może ona ze mną samolotem przyjechała, może ona gdzieś sobie, gdzieś tam. Ja nie wiem, jaki plan mają te wszechświaty. To była wysoka. Ja nie widziałam jej oczu. Ja widziałam tylko wysoką postać.
Taka stała, rozkrzacz-- no rozkrzaczona. Tak. Nogi i ręce miała jak i czarna była. Ja ją widziałam. No, no nie mogę powiedzieć, że, że widziałam oczy. Ja widziałam tą postać. Po prostu widziałam postać i ona i znikła tak jak wtedy było.
[01:17:46] - Pani widziała sam zarys. Czy, czy udało się pani też dostrzec jakieś szczegóły wyglądu, na przykład twarzy? Nic?
[01:17:53] - Ja mam pokój zamykany na żaluzje. Czarne w pokoju i on stał na tle drzwi, a drzwi mają szybki. Ja tą postać widziałam na tle szyby, także ja widziałam. Był wysoki, bardzo wysoki. Na moje, mój Krzychu ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu, a on był. Ja myślałam, że to a to miało te dwa i pół metra wzrostu. Był czarny i otwierając drzwi ulotnił się. Ale wie pan co? Ja to panu powiem. Ja w czerwcu prosiłam tego wszechświata i tych sił, żeby mi dali spokój.
I teraz trzydziestego września to było w poniedziałek. Piszę tak: zapomniałam już o duchach, bo ja mówię tak duchy, zjawy, istoty, bo prosiłam ich, żeby zostawili mnie w spokoju, bo po, ale po długiej, chyba trzymiesięcznej przerwie przyszła zjawa czy duch i bardzo leciutko mnie posturchała za prawą nogę. Może miałam belkę i ona chciała po prostu, żebym załapała, bo właśnie nie wiem. Wystraszyłam się lekko i schowałam nogę pod pierzynę. Tak piszę. No ale nieraz mnie tak silnie popchnie. Dzisiaj mnie też złapało dwa razy. Raz stopę, raz piętę. No to już śmieszne nie jest. Cały czas mnie coś nawiedza.
Ja tu mam godzinę napisane, o której mnie łapią. Wie pan co? Na przykład opowiem panu tak. Nie będę patrzała, którego to dnia było, bo to już za dużo szukania w tych moich zapiskach. Ja, śni mi się takie coś. Jestem gdzieś chyba w Hiszpanii albo we Francji na corridzie.I korida. No wie pan co, byki nie byki, a ja byłam tym toreadorem. I mam, mam tą płachtę i z tym bykiem mam walczyć. I ten byk był taki potężny. Ja tą płachtę jakoś tak, ale wiem, że ten byk mnie stratuje, że on na mnie skacze i będzie ze mnie miazga.
Tak w śnie. Ja widzę tego byka na mnie skaczącego i nagle ktoś mnie za brzuch tak, tak, tak, tak, tak potrząsnął parę razy i się obudziłam. Także nie byłam stratowana. Nawet wieś mi nie pozwoliła ten zjawisk zginąć. Co pan na to? Obudziła-
[01:19:58] - Ciężko mi to jakoś skomentować. No tutaj takie moje spostrzeżenie mi się nasuwa, że właśnie to, że yy zaczynamy, niektórzy zaczynają właśnie zapisywać tego typu rzeczy, różne takie sny i tak dalej, to jakby wyostrza im po prostu uwagę na tego typu zdarzenia.
[01:20:16] - No właśnie, ja zapisuję od, od tego roku nigdy tego nie robiłam i nigdy mi się tak nie przytrafiało, że mnie yy właśnie nawiedzają fizycznie, bo fizycznie oni mnie szturchają, one, oni mi dają znać o sobie. A ja teraz już mam takie po tym Earlu Nightingale'ie to już taki zwyczaj na bramce co miesiąc. Niech pan posłucha sobie, bardzo ciekawa to nawet dla pana, bo-
[01:20:38] - No chyba ta audycja jest też nawet po, po polsku. Jak coś tam widziałem jakieś tłumaczenia.
[01:20:42] - Nie, po, po. Ja nie znam angielskiego, po polsku jest. Ona ma chyba trzydzieści yy tam czterdzieści trzy minuty, bo tam jest kilka. To tą jedną taką najfajniejszą, tą przy biurku-
[01:20:52] - Ta wersja, wersja angielska też jest w kilku różnych wersjach czasowych. Jedna trwa trzydzieści, druga czterdzieści minut. Tam właśnie widziałem taki krótki research zrobiłem.
[01:21:00] - Nie. To, to jak on przy biurku siedzi, bo tam jest jeszcze jakiś tunel czy coś to nie, bo to tam jego żona czy tam wrz-- wrzysk i gadzin jest. Ale ta jedna wersja, która słuchałam, to jest najfajniejsza. On tak fajnie, czyściutko, bardzo sympatycznie prowadzi tą audycję, tak jak no mogę przyrównać do pana, bo pan to już przepiękny ma głos. Też o, o, o, o-
[01:21:19] - Ano staram się.
[01:21:21] - No nie no ktoś panu też podarował głos, bo nie każdy może mieć takie zdolności głosowe-
[01:21:26] - Myślę, że to kwestia ćwiczeń i dobrego mikrofonu za dwa tysiące złotych. Także to robi, robi robotę.
[01:21:33] - Ale wie pan co? Ja yy właśnie o tym Earlu powiedziałam moim wnukom, bo synowi powiem to powiedzą, że matka coś z głową ma nie po kolei. Ze swoim Krzychem też nie gadam, bo on mówi, że mnie coś nawiedza, że też chyba pasiuje, pasiuje. I, i ale powiedziałam swoim wnukom i moje wnuki zaczęły coś zapisywać sobie, posłuchały tą audycję i zapisały co trzydzieści dni trzeba pisać prośby do tego Pana Boga, Ojca Wszechświata. No i yy dwa lata temu mój starszy wnuk robił prawo jazdy, ale ja jeszcze nie wiedziałam o tym Earlu i że można yy zapisywać te swoje prośby do wszechświata. I mój Szymon tak yy no teorię zdał za pierwszym razem, ale do jazdy tu w Holandii chyba ze trzy czy cztery razy podchodził. Jakoś nie miał szczęścia, a przecież jeździ doskonale. No ale oni tak udają jak i w Polsce, żeby zarobić. A ja do swojego Tymka. On miał czwartego listopada teraz yy egzamin je-- na jazdę, a przed wakacjami miał teorię.
Teorię zdał za pierwszym razem. Na-- natomiast ta jazda tu jest gorsza, bo u nas chyba w Polsce już nie wiem czy teoria, czy jazda. A tu w Holandii strasznie nacisk na tą jazdę. Ja mówię do Tymka: "Tymek pamiętaj, zapisz prośbę, że za pierwszym razem proszę tam, yy za-- żeby mi ta, ten wszechświat pomógł, żeby czuwał nade mną, żebym zdał za pierwszym razem i intensywnie o tym myśl i intensywnie proś o pomoc. Ja to sobie zapisałam na, na swojej karteczce. Tynek sobie zapisał i miał czwartego, czwartego listopada tą jazdę, ten egzamin i zaraz pojedzie, bo chyba miał o w pół do trzeciej, a o tej w pół trzeciej do mnie dzwoni: "Babciu, zdałem!". A ja mówię: "Widzisz, pomogło. Za pierwszym razem". I on zapisał sobie tą prośbę. Ja zapisałam tą prośbę i chyba jego dziewczyna Liza zapisała i pomogło.
Wierzyć czy nie wierzyć, ale on sam mówi, że pomogło.
[01:23:28] - No to zapisanie, zapisanie tej prośby to jest jednak też w jakiegoś spos-- w jakiś, w jakimś sensie afirmacja, takie jakieś wzmocnienie tego, co się ma, co chcemy, żeby się zdarzyło.
[01:23:40] - No właśnie ja, ja to, ja to właśnie teraz zaczęłam zapisywać. Kiedyś intuicyjnie myślałam. Dlaczego z Holandii nie mogę wyjechać? Bo jako dziewczynka ośmioletnia tak prosiłam o ten raj. Jaki ten piękny raj. Ja dziś siedzę w raju, wyjść z niego nie mogę. Tak pracuję od rana do nocy. Taki raj. Ale ja go sama sobie wybrałam, ja sama o niego prosiłam, o ten raj. No także nie jest, nie jest inaczej.
Dobrze. Wie pan co? Bo ja się będę zbierała i do-
[01:24:04] - Tak już na koniec jeszcze, jeszcze takie moje skojarzenie, które mi się teraz nasunęło z takim filmem i książką Sekret też jest w podobnych chyba klimatach co, co ta audycja Nightingale'a. No to, to troszeczkę taki koloryzowany, ale jednak tam też, też takie wątki tam się pojawiają, że ludzie tam sobie coś wymarzyli, zapisali, zaczynali to afirmować i tak dalej. To się, to się im spełniło. Na przykład też jakaś tam historia z domem.
[01:24:31] - No właśnie. Ale wie pan co? To ja mam takich sytuacji właśnie bardzo dużo do opowiedzenia. Tylko to już na inny raz. To umawiamy się na jutro? Mogę zadzwonić?
[01:24:40] - Możemy się, możemy się umówić tylko właśnie w ciągu najbliższych kilku dni będę dosyć taki zajęty, także musielibyśmy się umówić jakoś później.
[01:24:48] - To dobra, to niech mi pan powie, ja se tu właśnie zapisuję, bo ja mam akurat nieotworzony na waszym telefonie i se zapiszę na kiedy zadzwonię i po-pogadamy, bo ja mam-
[01:24:56] - No może być jakoś przyszły tydzień na przykład.
[01:24:59] - Dobra, to na kiedy? Poniedziałek? Wtorek? Którego? Zaraz mam kalendarz-
[01:25:02] - Najlepiej, najlepiej wtorek, środa, bo to są takie dni, w których nic nie nadajemy, nic nie robimy, żadnych audycji, także.
[01:25:09] - Dobra, to opowiem panu jeszcze o innych takich rzeczach, które kiedyś sobie pomyślałam, a one się zrealizowały tylko na zasadzie myśli i tego przyciągania. Bo teraz już piszę. Dużo sobie rzeczy pozapisywałam i tak patrzę, kiedy się spełnią.
[01:25:27] - Do tajemniczego pamiętnika naszej słuchaczki jeszcze zajrzymy co najmniej raz, w którymś z najbliższych odcinków naszej audycji. A dzisiaj już dziękujemy za uwagę. Radio Paranormalium Paranormalnym głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres email radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer telefonu trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Numer komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. W razie gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.