Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - Radio Dream Time. Czas snu. Kiedy poziom traumy i nieświadomego zbierania doświadczeń dobiega końca, wkraczamy na ścieżkę świadomej obecności. Nadajemy kierunek swojego wzrostu, wytrwałości i cierpliwości, która doprowadza nas do kolejnego punktu zwrotnego, w którym zaczynamy autentycznie emanować energią. Z tej drogi nie ma już odwrotu. Co zobaczone, nie da się odzobaczyć. W pasji rozpoznasz swoje powołanie. Na życie można patrzeć z naprawdę wielu perspektyw. W zależności od ilości światła i kąta jego padania możemy ujrzeć samych siebie w zupełnie innych odsłonach. Dziś proponuję wam, moi drodzy, perspektywę, w którą wpuszczamy powierzchnię w naszą przestrzeń.
Nie musimy w niej utożsamiać się z tym, co myślimy i czujemy. Oczywiście to ostatecznie i tak jest nasz wybór. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie, drodzy słuchacze, w kolejnej już 42. części audycji „Czas snu”. Dzisiaj tematem audycji „Czasu snu” będzie moja droga do zrozumienia siebie i gościem specjalnym będzie Wojciech Bajer. Jest to osoba, doświadczacz, który miał swoją drogę. Doprowadziła ona go do takiego momentu, w jakim jest dziś obecnie. Ale o tej historii oczywiście opowie nam Wojtek, bo najlepiej, jeżeli ktoś to będzie mówił osobiście, a nie będę czytał z kartki czy jakieś historie zaczerpnięte z Internetu. Z Wojtkiem się już łączyłem przed audycją, także dajcie mi sekundkę, ja się tylko z Wojtkiem połączę i wchodzimy na live. Wszelkie informacje oczywiście udzielę wam już pod koniec audycji, takie parafialne z tego względu, że nie chcę też trzymać za długo mojego gościa.
Wiadomo, jaka jest godzina. Jest dość późno. Jeszcze tylko przypomnę, że audycja jest retransmitowana na trzy oddzielne kanały Radio Paranormalium, Radio Cenzura oraz Radio Dream Time, jak i również na YouTubie na trzech kanałach: kanale Radia Paranormalium, kanale Radia Dream Time oraz jako osobna audycja „Czas snu”. Także dajcie mi sekundkę, ja się łączę już z Wojtkiem. Cześć Wojtku.
[02:50] - Witaj, witaj.
[02:51] - Witaj, witaj bardzo serdecznie. Bardzo ci dziękuję, że zgodziłeś się na udział w mojej audycji, ponieważ twoja historia mnie naprawdę urzekła. Tak jak na wykładzie na XIII Konwencie Wiedzy Alternatywnej polecieliśmy, poleciałeś ty ze spontanu, tak dzisiaj obydwoje będziemy lecieć na spontanie. Przepraszam bardzo, ale tu Ivellios mi jeszcze wysyła informacje, więc trochę się dekoncentrowałem. Wojtku, przywitaj się z gośćmi.
[03:14] - Jasne, jasne. Witam wszystkich słuchaczy. Witam ciebie Grzechu. Dobry wieczór.
[03:20] - Dobry wieczór. Słuchaj Wojtku, chciałbym, abyśmy dzisiaj porozmawiali w mojej audycji w kontekście oczywiście twoich doświadczeń. Jakie to były doświadczenia i co żeś doświadczał oraz ostrzeżenia, bo jednak jakiś ten bagaż doświadczeń zdobyłeś, prawda? Dzisiaj chodzisz na różne prelekcje, na wykłady oraz jeździsz po Polsce i mówisz po prostu. Zresztą masz też swój kanał, także też o tym byś mógł powiedzieć nam troszkę, jaka była ta twoja droga i do czego cię ona dzisiaj doprowadziła.
[03:49] - No więc u mnie było tak. Moja droga generalnie była to droga ucieczki od samego siebie w postaci zażywania ilmaści substancji psychoaktywnych. Tak naprawdę miało to wiele wspólnego, o czym jeszcze oczywiście nie wiedziałem na samym początku, kiedy zaczynałem to wszystko z ucieczką od własnej emocjonalności, którą tak naprawdę od dzieciństwa, którego tak naprawdę można by powiedzieć, nie miałem za dużo miłości w tym dzieciństwie, nie było za dużego zainteresowania mną. Oprócz tego uciekałem od ogromnej presji. Bardzo szybko wpadłem w alkohol. Później zaczęły się narkotyki. Oczywiście marihuana standardowo. No i tak naprawdę cała moja historia doprowadziła mnie do totalnej ruiny, upadku materialnego, upadku emocjonalnego. Już pod sam koniec właściwie odcinałem się od wszelkich możliwych emocji, byle tylko nie czuć. Natomiast co ciekawe, oprócz tej takiej motywacji, powiedzmy ucieczki od presji, bo ja zawsze również bardzo dobrze się uczyłem i w podstawówce, i w gimnazjum, i w liceum miałem świetne oceny i tego ode mnie tak naprawdę wymagano.
Oprócz tego byłem również dzieckiem, które zawsze pytało właściwie od maleńkości: kim jestem, kim jest Bóg, czym jest świat, po co w ogóle wszystko istnieje? I nikt nie potrafił mi na te pytania odpowiedzieć. Moi rodzice traktowali to na zasadzie ciekawostek, kiedy opowiadałem im o swoich snach, jakichś tam niesamowitych snach. To też mówili, że mi się wydawało. Miałem dużo różnych takich akcji jako dziecko i kiedy odkryłem substancje psychoaktywne, to uznałem, że złapałem Boga za nogi i że na pewno to tam jest. Zawsze czułem, że jest coś jeszcze, że generalnie ta rzeczywistość, jaką się sprzedaje, jaką mi tak naprawdę wtłoczono do głowy od wczesnych lat dzieciństwa, to nie jest do końca to. Zawsze fascynowałem się UFO. W ogóle pierwszą książką, jaką dostałem, to było „Jak zobaczyć UFO”. Zawsze fascynowałem się, później to przeszło w medytacje. Co ciekawe, Grzegorzu, jak rozmawialiśmy wcześniej, mówiłeś o out of body experience, że ty bazujesz.
Ja również miałem etap w swoim życiu, kiedy bardzo mocno interesowałem się out of body experience. To było mniej więcej w okresie, jak byłem jeszcze młodym chłopakiem. Wtedy byłem około 15 lat.
[05:58] - Czy było to twoje naturalne doświadczanie tego, czy ty się tego raczej uczyłeś?
[06:03] - Wiesz co, ja zacząłem, jak się tylko dowiedziałem, że coś takiego jest możliwe, to zacząłem bardzo ostro trenować, wręcz tak czułem, że to jest to. Bardzo mocno trenowałem oczywiście po tych wszystkich OOBE forach. W ogóle należałem bardzo aktywnie do OOBE społeczności w tamtym momencie polskiej, jeździłem na zloty i tak dalej. Trenowałem, ale po kilku miesiącach zaczynałem mieć bardzo poważne efekty. Dochodziło do tego, że przez kilka miesięcy z rzędu potrafiłem mieć co noc paraliże przesenne zupełnie spontanicznie. I w pewnym momencie przestałem to absolutnie kontrolować, nawet już tego nie chciałem, bo zacząłem się tego bać, bo to dosłownie zaczęło mnie atakować już wtedy. Już chciałem z tego zrezygnować, a nie mogłem. I tak naprawdę do tej pory jeszcze doznaję czasem paraliży przesennych, które mi się zdarzają zupełnie spontanicznie. To się rozwijało wraz z tą moją historią. Ale co ciekawe, w tej swojej historii uzależnienia, oprócz tego, że przez cały czas substancje były zmieniane, musiałbym opowiedzieć całą historię.
Natomiast ostatecznie dostałem to, czego chciałem.
[07:11] - Mamy czas. Chyba że ty masz mało czasu.
[07:14] - Dobra, to ja może zacznę od początku. Wiesz co, to jest bardzo ciekawe generalnie, że nie spodziewałem się, że będziemy rozmawiać dzisiaj i skupiać się na tym temacie. Bo ja po konwencji, na której dałem ten wykład, spotkałem się z facetem, który powiedział mi bardzo ciepłe słowa, żebym ja to wszystko spisał, te swoje doświadczenia. Już wcześniej to robiłem, natomiast nigdy nie spisywałem tego w takiej formie, w jakiej teraz zacząłem to robić.
[07:40] - Wiesz co, Wojtu, ja myślę jeszcze, że nawet to jest dość dobrą formą terapii, ponieważ to, że mówisz o tym ludziom, o tych doświadczeniach, dla jednych będzie to ostrzeżenie, ale z drugiej strony też jest informacja dla nas wszystkich. Tak samo jak ja informuję ludzi o tych doświadczeniach. Tylko że ja raczej staram się mówić w kontekście dobrym, ponieważ ja nie doświadczam OOBE złego. Dla mnie to jest cały czas doświadczenie. Natomiast z tego, co widzę i zorientowałem się z tych twoich opowieści, wynika to, że czasami to pragnienie emocjonalne może być tak duże, że może nas troszkę zaprowadzić na skraj przepaści i po OOBE może nastąpić jeszcze coś innego.
[08:16] - Tak, fajnie, że powiedziałeś o tym pragnieniu, bo wiesz, tak naprawdę ta intencja, z którą ja zaczynałem, czyli to pragnienie docieczenia czy że chciałem dociec, po co tutaj jestem, jaki jest sens życia. Kurczę, tak się zastanawiam, że to naprawdę było we mnie okrutnie silne, bo jako kilkulatek już się nad tym zastanawiałem i nie potrafiłem znaleźć tej odpowiedzi nigdzie. I to pragnienie jest ze mną do teraz. Tylko że zupełnie narzędzia, z których korzystam, się zmieniły i moja świadomość się zmieniła. Jestem bogatszy o przeróżne doświadczenia, których doświadczyłem tak naprawdę na własnej skórze i na tym teraz bazuję. Też mam w sobie takie ogromne poczucie, że moje doświadczenie, które już teraz zostało doświadczone i od którego ja teraz powoli mogę się dystansować i na jego podstawie budować nowego siebie, może pomóc ludziom. I też mam w sobie to pragnienie, żeby się tym dzielić. Ostatnio odkryłem, że to jest równowaga dla mojej egocentrycznej natury, tak naprawdę służba innym. Zawsze chciałem mówić do ludzi, zawsze chciałem się dzielić tym, co przeżywam, bo od początku jakoś czułem, że to jest może nie niezwykłe, ale że po prostu lecę po bandzie. Że przecieram jakiś szlak, że to wszystko się dzieje na grubo.
Ja już tak naprawdę chciałem napisać książkę o tym, że narkotyki mogą coś tam poodkrywać i tak dalej. To była moja prawda na tamten moment. Natomiast dopiero teraz, z tej perspektywy, w której jestem, mogę tę prawdę oprzeć o coś. Już nie jestem tym zarzyganym, zaśpanym gościem, który leży w rowie, wyjdzie z tego rowu i będzie, za przeproszeniem, gadał o świecie, o rzeczywistości. Do tego też dojdę. Tylko jestem człowiekiem, który po prostu zamknął pewną historię swojego życia, która doprowadziła go do prawdy o tym, że autentycznie tam, gdzie przez 13–15 lat szukał, tam nie ma czego szukać. Moje doświadczenie jest takie, że doświadczyłem tej całej swojej historii jedynie po to, żeby się dowiedzieć, gdzie tak naprawdę nie szukać i gdzie nie ma tego, czego szukam.
[10:18] - Jeden z słuchaczy na czacie napisał pseudonimem Jack: „Po to się właśnie wcielamy, aby doświadczać”. I dokładnie to, co powiedziałeś ty przed chwilką.
[10:25] - Tak, po to się wcielamy, żeby doświadczać. Trochę ciągnąc tę ideę. Jeszcze w ogóle nie skończyłem tego pierwszego wątku, że właśnie dzisiaj zacząłem pisać książkę i bardzo intensywnie zacząłem ją pisać. To jest w sumie świadomości. Mam wrażenie, że ona już jest napisana po prostu, tylko teraz to przelewam na papier, że moje życie samo napisało to i to już jest w moim sercu, ma jakąś zwartą formę. Teraz tylko się przelewa w zdania i słowa. I właśnie dzisiaj o tym pisałem. Dzisiaj pisałem najtrudniejsze dla mnie rzeczy o tym ostatecznym moim upadku, czyli tej ostatecznej bani, psychozie totalnej, w której ja już byłem tak poodcinany od rzeczywistości, że wszystkie rzeczy, które widziałem w swojej pięciosmysłowej rzeczywistości, miały znaczenia we mnie. Ta prawda była na tyle wygimnastykowana i pozmieniana, że to już nic nie miało wspólnego z rzeczywistością, a mimo to ja dalej w to brnąłem. Może jak mamy chwilkę, to może ja zacznę od początku, jak to było i postaram się to w miarę streścić, żeby słuchacze mnie nie zgasili.
[11:28] - Ja też bardzo chętnie posłuchamy twojej historii. Ja twoją historię co prawda znam z wykładów, natomiast słuchacze tutaj nie znają. Już ci teraz mogę powiedzieć na wstępie, że słucha nas ponad 70, około 80 osób.
[11:41] - To super. To witam wszystkich raz jeszcze. Dobra, to polecimy w takim razie. Tak, zaczynamy.
[11:49] - A ja się wczytuję w twoje wypowiedzi i ewentualnie będę dodawał pytania jakieś.
[11:54] - Jasne. Możesz przerywać, nie ma żadnego problemu.
[11:57] - Jeszcze tutaj informację dam słuchaczom, że mniej więcej za pół godzinki uruchomię Skype'a. Także jeżeli ktoś, również doświadczacze albo miałby jakieś pytania, chciał do nas zadzwonić, to bardzo serdecznie zapraszam. Skype oczywiście to RadioDreamTime, spisane z małej litery razem. Proszę, możesz zaczynać.
[12:18] - To lecimy. Jak już mówiłem o tym swoim dzieciństwie, zawsze byłem takim dzieckiem, które pytało o te rzeczy, a nikt mi nie potrafił tego wyjaśnić. Byłem również wychowywany w systemie kar i nagród, dość mocno. Wchodziła tam w rolę przemoc fizyczna, trochę przemocy psychicznej. Oczywiście moi rodzice, na ten moment wiem, że starali się mnie wychować najlepiej, jak potrafili i że to wcale nie jest ich wina, że wychowali mnie tak, jak wychowali, tylko oni sami zostali w pewien sposób uwarunkowani przez swoich rodziców. I taka jest natura systemu, w którym się rodzimy, tej rzeczywistości. Ja to nazywam nakładki na doświadczenie. Kiedyś widziałem w tym samo zło i widziałem siebie w sobie ofiarę. Dzisiaj po prostu rozpoznaję to jako przezajebisty potencjał do doświadczania i że jest tutaj tyle możliwości do rozwoju i do dowiedzenia się, kim się jest i do odkrycia swojej natury, prawdy i wszystkiego, że to jest po prostu nieprawdopodobne. Natomiast ta perspektywa do mnie przyszła dopiero z czasem i musiałem swoje piekło przejść wzdłuż i wszerz.
Dosłownie. Jak już mówiłem, byłem wychowywany w systemie zakazów i nakazów i bardzo szybko zrozumiałem i zobaczyłem, że kiedy jestem niegrzeczny, to mnie karają, ale kiedy znowu jestem grzeczny, to dostaję tę atencję, o którą tak naprawdę zawsze prosiłem. Tę namiastkę miłości czy nawet tą miłość, której mi tak strasznie brakowało. I bardzo szybko stałem się takim grzecznym chłopcem, który wykorzystywał te swoje zasoby intelektu, szybko się uczył i tak dalej, więc bardzo szybko byłem tak postrzegany. W szkole zawsze się świetnie uczyłem i szybko rozpoznałem to jako prawdę o sobie samym. To znaczy ja uwierzyłem w to, że rzeczywiście taki jestem, że rzeczywiście jestem grzeczny, że rzeczywiście jestem posłuszny, że jestem perfekcyjny, zawsze najlepszy. Taki też byłem i w domu, i w szkole. Do tego stopnia dochodziło, że ja miałem taki respekt przed moimi rodzicami. Respekt wynikał oczywiście ze strachu przed karą, że ja bałem się przeciwstawić się moim rodzicom przez te lata dzieciństwa zupełnie. Na przykład były też sytuacje, że gdzieś w szkole dostawałem uwagę i bałem się wrócić do domu, żeby nie dostać lania czy do chrzanu.
I byłem w potrzasku własnej emocjonalności, że z jednej strony dostałem uwagę i strasznie się boję konsekwencji, ale z drugiej strony chcę uciekać, ale jak ucieknę, to będą jeszcze większe konsekwencje. Więc od dziecka się wkładałem w taką niesamowitą presję. Oprócz tego ta presja była związana również ze szkołą, że ja muszę być najlepszy, więc rodzice też ode mnie wymagali. Jak już pokazałem, że jestem najlepszy, to zawsze były wymagania, żeby być najlepszym. I tak się to kulało. Do któregoś tam roku życia po prostu byłem taki, nazwijmy do 13, 14 roku życia. Tutaj dochodzimy do punktu OOBE, gdzie się dowiedziałem, że istnieje coś poza, coś, co zawsze czułem. Zawsze się interesowałem tym UFO. Czytałem książki Dänikena, gdzieś tam to było we mnie non stop. Uglebiałem książki science fiction.
Zresztą dalej bardzo lubię.
[15:07] - Mam na myśli również to, że doświadczałeś jakichś podróży niefizycznych, również z istotami.
[15:13] - Oczywiście, tak.
[15:14] - To cię później dopytam. Proszę, kontynuuj.
[15:17] - Było tak, że doświadczałem również podróży z różnymi istotami. Również jeszcze zanim zacząłem brać w ogóle, to miałem w sobie jakąś taką ogromną tęsknotę za gwiazdami. Myślę, że słuchaczom to jest bliskie tak naprawdę, bo nie jestem w tym odosobniony, mimo że przez większą część swojego życia myślałem, że jestem strasznie samotny w tym, co przeżywam i w tym, co czuję. Okazuje się, że nie, że to jest po prostu natura ludzka i ja mam takie zasoby, a nie inne, że używam swojego intelektu w takie sposoby, że zaprowadza mnie to do hiperbolizowania swoich emocji, czyli że cierpię. Jak cierpię, to na 100%. Jak coś robię, to na 100%. Taki jestem i taki mam zestaw cech. To ani to złe, ani dobre. Po prostu jest.
[16:04] - Emocje mogą być konstruktywne, jak i również dekonstruktywne. Zresztą emocje są tak naprawdę, przynajmniej ja ze swoich doświadczeń uważam, nośnikiem dla naszej duszy, więc jeżeli mamy złe, negatywne emocje, będziemy mieli nieciekawe doświadczenia.
[16:19] - Grzechu, tutaj dochodzimy do takiego momentu, który nadszedł po całym tym moim rozpoznaniu, że na ten moment na przykład ja w świecie, kiedy biorę za siebie całą 100% odpowiedzialności, wtedy nawet te pozornie negatywne czy pozornie trudne emocje są dla mnie tylko bazą dla nauki o sobie samym, że przestaję siebie obciążać bądź obarczać za to, że czuję jakieś nieprzyjemne czy trudne dla mnie rzeczy. Przestaję definiować je jako złe, bo uważam, że właśnie te trudne i te złe rzeczy dają mi najwięcej prawdy o mnie samym i to rozpoznałem tak naprawdę w procesie terapeutycznym. I dzięki tym właśnie trudnym rzeczom, które przeżywam, to jest dla mnie dosłownie drogowskaz do tego, żeby stawać się lepszym człowiekiem w tym momencie. Ale nie byłoby tego rozpoznania bez historii, którą przeżyłem.
[17:13] - Oczywiście. Musiałeś czegoś doświadczyć, widocznie taki miałeś plan i tyle. Każdy ma inny plan.
[17:19] - Tak.
[17:20] - Aczkolwiek wybrałeś sobie ciężką drogę.
[17:25] - Tak. Powiem ci, że tak. Były tak naprawdę dziesiątki sytuacji, gdzie wisiałem na włosku. Teraz też mam takie doświadczenia, nazwijmy to mistyczne oczywiście, po zażyciu substancji, gdzie widziałem ten szereg przyczynowo-skutkowy i to jest uczucie graniczące z pewnością, z taką wiedzą. To jest coś, czego tak naprawdę nie da się opisać słowami. Myślę, że i ty, i słuchacze mają jakieś doświadczenia innych stanów świadomości po substancjach psychoaktywnych, więc mogą w pewnym sensie się utożsamiać z tym wszystkim. Natomiast to jest takie poczucie pewności, że wszystko nic nie mogło się wydarzyć inaczej.
[18:03] - Mam takie pytanie jeszcze: czy w swoich doświadczeniach dochodziłeś do takiego punktu, ja to nazywam pokój operatora. Czy widziałeś siebie po drugiej stronie manifestacji niefizycznej, który ma wpływ na to, co się tutaj dzieje w tej rzeczywistości?
[18:18] - Wiesz co, Grzechu? Myślę, że tak. Natomiast w moich, trudno to powiedzieć wizjach, bo to już było moje życie, to była moja rzeczywistość codzienna. Kiedyś miałem takie doświadczenie. Ja to opisałem u siebie i opisywałem to jako zrywanie kolejnych zasłon. Dosłownie kolejnych zasłon. To też było przeintelektualizowane przeze mnie i nie chcę tutaj wchodzić teraz w cały swój świat, bo musiałbym naprawdę poświęcić dużo czasu. Natomiast ja zrozumiałem, czy to jest pokój operatora, że ten wszechświat, w którym ja doświadczam siebie, to znaczy serwer Ziemi, nazwijmy to, jeżeli to jest doświadczenie, wszechświat doświadcza siebie od środka, że to cały czas jestem ja, że to wszystko to jestem ja, tylko w różnych nakładkach, w różnych odsłonach. Też mam takie doświadczenia ogromnej, totalnej samotności i poczucie, że w ogóle wszystko to jestem tylko i wyłącznie ja, że w swoim świecie nie ma innej czującej osoby niż ja, że każda emocja, jaka kiedykolwiek zostanie doświadczona, jest moją emocją i tylko moją.
[19:24] - Czyli wszechświat to jesteś naprawdę ty. To wszystko ty kreujesz. Takie doświadczenie miałeś?
[19:29] - Tak.
[19:29] - Rozumiem. Ja też podobne miałem doświadczenia. Zresztą jest też taki moment, tak jak to powiedziałeś wcześniej, że może nastąpić taka sytuacja, że zaczynasz się tak naprawdę w tym wszystkim gubić. Masz zachwiany ten podział świata realnego oraz tych wszystkich innych światów, które doświadczasz. I w tym momencie może nastąpić moment, kiedy stwierdzasz, że to ty jesteś Bogiem.
[19:52] - Owszem, i tak też było w moim doświadczeniu. Ja tą boskość bardzo mocno przedawkowałem. To znaczy, wiesz, nie ma w tym nic złego, bo na ten moment również mam tak, że utożsamiam siebie z boskością. Na ten moment w mojej wewnętrznej prawdzie istnieją idee, które ja ogromnie mocno czuję, w które wierzę i które pchają mnie do środka, że dosłownie moje ciało ludzkie jest odbiornikiem świadomości, która jest świadomością boską, która jest rozsiana, biorąc z idei fizyki kwantowej po siatce Plancka, czyli po tej zupie kwantowej, po tej najmniejszej możliwej siatce. Wiesz, o co chodzi. Nassim Haramein, ten fizyk o tym pięknie opowiada. On to pięknie opisuje. On ma też fajną analogię, że szukać świadomości w sobie to jak szukać spikera w pudełku radiowym, w radiu.
[20:42] - W wizjach bardzo często jest to przedstawiane właśnie jako pudełko. Zresztą ja też kiedyś zrobiłem osobną audycję, którą nazwałem „Puszka Pandory czy pudełko osobliwości”. To jest właśnie związane z moimi akurat wizjami i przypuszczam, że ty też takie coś miałeś, bo chyba nawet mówiłeś gdzieś w jakimś wykładzie o jakimś takim pudełeczku, które się otwiera w momencie, kiedy uświadamiasz sobie, kim ty naprawdę jesteś. Jest taki moment? Jest taki moment. U mnie to było przedstawione w formie pudełka, które obserwowałem z różnych perspektyw, kreowałem światy, ale też kiedy w momencie podjąłem decyzję, że wchodzę w to i chcę poznać siebie, to pudełko się otworzyło i w tym momencie otworzyło się wiele różnych możliwości, które mogłem testować po tej innej rzeczywistości. Mówię tu oczywiście z perspektywy OOBE, czyli wyjścia poza ciało. Natomiast ty tutaj oczywiście mówisz z punktu doświadczania zażywania substancji psychoaktywnych.
[21:31] - Wiesz co, ja myślę, że te dwa punkty mogą się wcale tak bardzo od siebie nie różnić, ponieważ te dwa stany są różnymi, angażując w to całe opowiadanie ideę tego, że człowiek jest istotą głównie energetyczną, że nawet ta nasza fizykalność jest energetyczna, więc właściwie jest tylko istotą energetyczną. Nawet w tym fizycznym odzwierciedleniu posiada również szereg ciał, które nie należą do tego fizycznego świata, ale istnieją już w formie różnych częstotliwości i to jest już badane przez tak zwaną nową naukę. To zaczynają być fakty, również doświadczalne. Więc ja w swoim doświadczeniu również przyjąłem coś takiego, że substancje psychoaktywne są tylko katalizatorami do zmiany biochemii mojego ciała fizycznego, które z kolei zmienia również moje ciało energetyczne i tak naprawdę dostraja moje ciało do różnej częstotliwości fal wszechświata. Oczywiście ja tutaj mówię o rzeczach, które czuję. Nie jestem matematykiem, fizykiem, nie potrafię tego opisać. Zresztą nie potrzebuję tego opisywać. Natomiast są to rzeczy, w które wierzę i to są fakty empiryczne, doświadczone przeze mnie. Więc tak, myślę, że stan OOBE jest również dostrojeniem się do pewnych częstotliwości, które również istnieją w jakiś sposób.
[22:53] - Niektórzy mówią, że zażywanie substancji psychoaktywnych jest taką drogą na skróty do osiągnięcia dokładnie takich samych stanów, jakie osiągamy w OOBE. Zresztą ja też jako doświadczacz, co prawda droga troszkę łatwiejsza była niż twoja, natomiast też oczywiście spożywałem różne substancje i było to związane tylko z tym, żeby poznać i mieć rozeznanie w różnicach, jak to wygląda po substancjach, a jak w sposób naturalny po zjawisku OOBE.
[23:19] - Natomiast tak mnie troszkę zaabsorbowało to, co powiedziałeś, że przez substancje psychoaktywne to jest droga na skróty. Moje doświadczenie powiedziało inaczej, że ja musiałem dojść przez ściany.
[23:32] - Przepraszam cię, Wojtku. Taka jest ogólna opinia, natomiast uważam, że przez substancje można trochę szybciej ułatwić sobie tą drogę. W ten sposób może.
[23:40] - Tak. To nie jest żadna z tych rzeczy. Ja po prostu mówię o swoim doświadczeniu, że ja rozumiem nawet, że niektórzy mogą mieć taką ścieżkę, że poprzez substancje mogą ich pootwierać w taki sposób, że im będzie wystarczyć i mogą być dosłownie katalizatorem, nazwijmy to, pozytywnym dla nich. Natomiast w moim doświadczeniu substancje psychoaktywne stały się, chociaż w sumie czy drogą na skróty? Na pewno drogą najprostszej linii do zrozumienia tego, co musiałem zrozumieć. Ale tutaj już trzeba poznać dalszy ciąg historii. To może zacznę sobie opowiadać tak pokrótce, okej? Bo myślę, że jej finał jest naprawdę ciekawy i tak naprawdę posuw, w jaki zmieniło się moje postrzeganie dzięki tej historii jest dla mnie osobiście błogosławieństwem.
[24:23] - Bardzo proszę. Przyciągasz ludzi, bo mamy już około setki ludzi na live.
[24:27] - Aha, to super, fajnie. Tak powiedziałem o tym błogosławieństwie. Tak postrzegam swoje doświadczenie. Kto by mógł powiedzieć, ja w życiu bym nie powiedział, że kiedykolwiek te swoje stany beznadziejne, bo doszło i do bezdomności, doszło do całkowitego odcięcia od rodziny. W ogóle zero przyjaciół, zero jakiegokolwiek sensu. Śmierdziałem, żrowy, izby wytrzeźwień, szpitale, toksykologie, detoksy, terapie, wszystko. Cały zestaw. Historia narkomana na 102. Upadek totalny i w życiu bym nie powiedział, że ja kiedyś będę dziękował za to doświadczenie i budował na tym swoją nową tożsamość. Do tego jeszcze na podstawie swojego doświadczenia inspirował innych do zmiany ich życia, że bez tego nie mógłbym tego robić z taką pewnością i takim sercem, z jakim robię to teraz.
Dobra, ale skończyliśmy w tym etapie, kiedy zacząłem się interesować OBE. Interesowałem się tym OBE, miałem wtedy 15 czy 17 lat, ale bardzo szybko przekonałem się, że nie do końca to jest to. Może inaczej, nie zatrzymałem się na tym OBE, bo zobaczyłem coś, co dla mnie było dużo bardziej ekstatyczne. Dawało dużo większe możliwości do skrajnych doświadczeń. Zawsze lubiłem skrajne doświadczenia i to oczywiście stały się tutaj rzeczy z narkotykami. Na początku marihuana. Alkohol piłem już wcześniej, bo trzeba też przyznać, że alkohol był jedną z głównych substancji psychoaktywnych, które zażywałem. Natomiast spełniał trochę inną funkcję niż substancje psychoaktywne, tak zwane ekspandery. Ja brałem substancje z bardzo różnych rodzajów. Bardzo dużo brałem dysocjatów, więc takich odjechanych rzeczy.
Pod koniec brałem ogromne ilości stymulantów, dużo kannabinoidów, trochę psychodelików, opioidy i depresanty. Do tego były leki uspokajające. To była cała paleta przeróżnych środków, które ja tak naprawdę wymieniałem, miksowałem. Było tego mnóstwo. W każdym razie poznałem tą marihuanę w liceum i już wiedziałem, że to jest to. Skończyłem sobie liceum.
[26:38] - Wojtku, jak opowiadasz, to z jednej strony człowiek, który osiąga bardzo dobre oceny, dobrze się uczy, a wpada w to środowisko. Zastanawiałeś się kiedyś, jakie były tego przyczyny? Powiedziałeś oczywiście, że to było z rodziną związane, że czułeś się, nie wiem, czy dobrze powiem, ale taki trochę niekochany w domu.
[27:00] - Wiesz co, tutaj nie ma w ogóle mowy o żadnym środowisku. Ja od zawsze byłem samotnikiem i zawsze robiłem wszystko sam. Nawet jak brałem bądź piłem z kolegami, to później wracałem i się dowalałem sam albo przygotowywałem się do tego sam, a później to już była tylko samowola. Natomiast to, o co pytasz, to tak, były dwa powody. Pierwszy był powód nieświadomy ucieczki od emocjonalności. Ja jako dziecko ogromnie cierpiałem przez to, że moje emocje nie były wyrażane.
[27:29] - Myślę, że zaraz to udowodnimy, jak puszczę utwór muzyczny, bo przygotowałem dzisiaj oczywiście twoją twórczość sprzed wielu lat. Natomiast tam widać te emocje. Zresztą co widziałem, ty się bardzo fascynowałeś poezją śpiewaną, jak dobrze zrozumiałem.
[27:42] - Tak, śpiewałem poezję. Śpiewałem dużo poezji, zresztą z fajnymi sukcesami, bo występowałem w Radiowej Trójce na żywo na przykład i w teatrach krakowskich występowałem. Generalnie byłem człowiekiem, który może coś osiągnąć. Tak się o nim mówiło. I artystycznie, i ogólnie życiowo, rockowałem w cudzysłówkowiem.
[28:06] - Dobrze, Wojtku, to poczekaj, zatrzymajmy się na tym etapie. W takim razie ja puszczę jakiś jeden utwór twój i będziemy kontynuować po tym utworku, dobrze?
[28:13] - Jasne.
[28:14] - Puszczam utwór, który nazywa się „Moja Droga”, a ty się proszę nie rozłączaj, pozostań na linii. Ja cię tylko tutaj wyciszę, żeby cię nie było słychać i posłuchajmy sobie utworu twojego 3 minuty 55. W białych zim, w białych wierszach, w złotych sierpnia pokojach. Moja miłość największa nie wie nic, że jest moja. Czas ją syci jak wino. Wyobraźnia upiększa moją miłość jedyną, moją miłość największą. I nikt nie powie mi, broń Boże, nie powiem nic umyślnie, bo póki milczę, to ją mnożę. Gdy wyznam, wszystko pryśnie. Więc nie wyśpiewam mej miłości. Niech nie wie, co się dzieje i nieświadoma swej piękności niech w myślach mych pięknieje.
W białych zim, w białych wierszach, w złotych sierpnia pokojach. Moja miłość największa nie wie nic, że jest moja. Czas ją syci jak wino. Wyobraźnia upiększa moją miłość jedyną, moją miłość największą. Może kiedyś, po latach jednak szepnę nieśmiało. Kiedyś, tamtego lata strasznie panią kochałem.
[30:30] - A ty przerwiesz w pół zdania me wyznania zabawne. I ja pana kochałam wtedy latem i dawniej. I nic prócz małej chwilki żalu nie złączy nas, kochana w tym dziwnym życiu, śmiesznym balu miłości niewyznanych. Bladym tancerzom gra cichutko orkiestra salonowa, a pod orkiestry każdą nutką podpisać można słowa. Białych zim, białych wierszach, złotych sierpnia pokojach. Moja miłość największa nie wie nic, że jest moja.
[31:23] - No i jesteśmy już z powrotem. Wojtku, jesteś po drugiej stronie?
[31:26] - Halo, halo.
[31:27] - Jesteś. Sorry, przepraszam. Moja wtopa. Zapomniałem sobie tutaj przełączyć. No to co? Kontynuujmy w takim razie te wątki, które rozpoczęliśmy przed utworem muzycznym. Bardzo piękny utwór, zresztą sprzed wielu, wielu lat. Chyba ośmiu czy dziewięciu.
[31:40] - Tak, tak, tak. Ja nagrałem ten utwór u siebie w domu. Pieniądze, które dostałem z nagrody artystycznej przeznaczonej ze środków burmistrza mojego miasta. Co ciekawe, to zrobiłem sobie takie domowe studio. No, no dobra, więc jestem w liceum i nie palę sobie tą trawkę czasem. Trochę patologicznie zaczynam pić, bo już upijam się sam w tygodniu. No i pojechałem na studia i tam tak naprawdę zupełnie mi odpaliło. Zerwałem się ze smyczy i w sumie zacząłem karać. Oczywiście trochę będę mówił z perspektywy, którą już teraz mam. Wtedy nie byłem tego świadomy.
Myślałem po prostu, że jadę na studia prowadzić studenckie życie, a teraz widzę, że w momencie, kiedy przestałem czuć tą presję jakby rodzinnego domu, to zacząłem karać rodziców za to, że nigdy nie dali mi to, czego potrzebowałem i karać siebie za to, że nie jestem wystarczająco dobry, żeby zasługiwać na miłość moich rodziców. To są bardzo pokręcone sprawy, ale na najgłębszym poziomie tak to właśnie działa. To wszystko działa podświadomie i długo mi zajęło, zanim doszedłem do takich prostych w sumie wniosków. Musiałem się w sumie odkodować ze wszystkich jakby naleciałości, które w sobie zakodowałem przez okres tego aktywnego uzależnienia. No i oczywiście dodatkowo dochodził boost w postaci fascynacji tymi innymi scenami świadomości. Nawet teraz, jak ci o tym opowiadam, to pewnie masz wrażenie, jak i słuchacze mogą mieć wrażenie, że jak o tym mówię, to po prostu czuć tą fascynację, nie? Bo to jest dla mnie fascynujące po prostu te rzeczy, które ja przeżywałem. No, tego się nie da opowiedzieć. Często używam metafory, że to jakby opowiadać ślepemu od urodzenia, jak wygląda kolor niebieski. Że dla człowieka, który chociaż w podobie nie zaświadczył czegoś takiego, to będą tylko słowa i trudno to ubrać, jakby to jest coś, co umyka.
Taka empiria tak naprawdę umyka temu doświadczeniu, jakie znamy, temu doświadczeniu w razimie topięciu zmysłowym. No i byłem sobie na tych studiach i tam zacząłem już kombinować, wiesz, na ostro, jeszcze w pierwszym semestrze mieszkałem u siebie w domu rodzinnym, to jak jeździłem, dojeżdżałem na studia, to miałem średnią po pierwszym semestrze cztery i pół. Co ciekawe, to był najlepszy wydział mechaniczny w Polsce, więc bardzo trudne studia dzienne, studia mechaniki i budowy maszyn na AGH. No, a w drugim semestrze jak się wyprowadziłem do Krakowa na akademik, to po prostu średnio nawet na szyję na trzy spadło od razu. No i w sumie tutaj okres studiów. Wiesz, można wszystko skrócić, bo tutaj nie ma o czym gadać. Bo to było takie rozciąganie się w tym ćpaniu, stosowanie nowych środków. Coraz więcej, coraz mocniej, coraz większej jazdy. Tam poznałem dysocjaty, w ogóle apteczne leki. Co ciekawe, dostępne bez recepty.
To jest w ogóle jakaś paranoja.
[34:21] - Jeżeli wiesz, jak to masz zrobić, to nie potrzeba ci recepty.
[34:25] - Wiesz co, nawet wtedy pamiętam te tabletki, które kupowałem. Kosztowały pięć zł i za jedną paczkę pięciozłotową jak zeżarłeś całą, to po prostu miałeś taki lot, że koniec, nie? Co w ogóle nie było sankcjonowane w żaden sposób. I no nie chcę teraz wchodzić w ten temat, czy to jest słuszne, czy niesłuszne. No jest. Ktoś z tego korzysta i jakby w mojej idei jest teraz tak, że cokolwiek się stanie, stanie się po coś. Więc nawet jeżeli staną się pozornie złe rzeczy, czyli ktoś na tym ucierpi albo nawet straci życie, to tak miało być. No nie? Po prostu tak miało być. To jest może takie twarde powiedzenie, ale na ten moment takie podejście po prostu daje wolność ogromną.
Nie biczowania się za różne rzeczy, które się wydarzają i w moim życiu, i w życiu moich bliskich. To jest cnota, którą ja odkryłem dopiero, jakby też później. Czyli cnota akceptacji. Cnota jakby odpuszczania. Cnota dążenia za podążania za własnym głosem wewnętrznym. Takie umiejętności, takie ludzkie umiejętności, które no, w tej naszej systemowej rzeczywistości są zupełnie zepchnięte na jakiś tor boczny. Tutaj mamy takie wartości jak pogoń za hajsem, jak nie wiem, promuje się wartości, jak pornografię. Wiesz, to jest w ogóle nasz świat to jest krzywe, jakby takie krzywe zwierciadło, po prostu takiej ludzkiej natury, nie?
[35:42] - Tak. Myślę, że tutaj słuchacze dobrze wiedzą, o co chodzi. To są dość mocno uświadomieni ludzie. Zresztą to jest Radio Paranormalium oraz Radio Dreamtime i Radio Cenzura, więc tutaj, w tych kręgach ludzie doskonale wiedzą, o co chodzi.
[35:53] - No tak, tak, tak.
[35:55] - No to dlatego też-- no dobrze, kontynuuj.
[35:58] - Dlatego też o tym wspominam, że dla mnie teraz to moje uzależnienie czy ta moja historia jest wynikiem tego, że czysta istota ludzka, która jest z założenia niewinna, jest tabula rasa. Istota ludzka w moim rozumieniu i odczuciu, ja za taką się uważam, od samych podstaw pragnie doświadczać, pragnie kreować przede wszystkim, bo do tego zostaliśmy stworzeni. Taki jest blueprint człowieka. To jest oczywiście moja wiara i to jest, nazwijmy to zdanie moje. Tak wygląda moja wewnętrzna prawda, że blueprint człowieka to jest Creator, to jest Bóg Stwórca w wędrówce. Wobec czego, kiedy wtłoczy się taką istotę mocy jeszcze nieodkrytej i zacznie się ją programować w taki sposób, w jaki się ją programuje, bez odkrycia tego, kim jest. Ja to często teraz porównuję, jakby się ten boski ognik, tą boską iskrę włożyło i od razu w pierwszych latach życia zabudowało go taką skorupą, murem przekonań, że czegoś nie możesz, coś ci wolno, a czegoś nie wolno i tam zupełnie w środku nie ma człowieka.
[37:00] - Wojtku, takie pytanie ode mnie. Z perspektywy twoich doświadczeń, ponieważ są różne opinie ludzi w internecie i w ogóle. Z twojej perspektywy, jak uważasz, gdzie człowiek powinien patrzeć? W głąb siebie czy na zewnątrz? Czy potrzebne są w ogóle doświadczenia OOBE-nautyczne?
[37:18] - Moje doświadczenie pokazuje mi to, że wszystko, co na zewnątrz i tak doprowadzi w końcu do wglądu w siebie. Jedyna zmiana, jaka może zajść, to jest zmiana wewnątrz i zmiana wewnątrz jest jedyną zmianą, która może wygenerować zmianę w tak zwanym zewnątrz. Tak naprawdę z poziomu fizyki kwantowej nie ma czegoś takiego jak wewnątrz i na zewnątrz. Więc jeżeli zaaplikujemy jakąś zmianę w sobie, to ta zmiana automatycznie wpływa na kolektywny proces zmiany. Ziemia ma identyczne pole elektromagnetyczne. Wchodzimy teraz w ideę, prawda?
[37:48] - Tak, dlatego zadałem to pytanie, ponieważ ja też miałem takie zagwozdki swego czasu, że doświadczałem bardzo dużo tego OOBE. Oczywiście dalej tego doświadczam, natomiast przerzuciłem się na świadome śnienie, ale było to podyktowane tym, że rzeczywiście doszedłem do takiego punktu w swoich doświadczeniach, że stwierdziłem, ponieważ widziałem różne rzeczy w poza, które mi moja dusza pokazywała, czy ja jako operator po tej drugiej stronie i uznałem, że rzeczywiście wszystko to, co powiedziałeś przed chwilką, czyli to, co uwydatnia się nam na zewnątrz, jest wynikiem tego, co mamy wewnątrz.
[38:20] - Ja pójdę dalej, że jest dosłownie lustrem tego, co masz wewnątrz. Czyli tutaj trzeba by wejść trochę głębiej w ideę. Ty mówisz duszy nad duszy, planu duszy i tak dalej. Ja sobie pozwolę trochę wejść w to, bo to jest moje zainteresowanie.
[38:35] - To są tematy, które bardzo mnie interesują. Przed nami miała być audycja, która miała być „Świat oczami duszy”. Niestety dzisiaj Sławek nie dał rady, dlatego ja przejmuję pałeczkę po Sławku również. Bardzo proszę, jeżeli chcesz, możemy rozwijać, nawet do rana siedzieć. Nie, przesadzam. Jestem. Halo, halo.
[38:54] - Dobrze. Troszkę mi ciebie przerwało, wiesz? Tak. Więc dobrze. Ja tylko powiem na wstępie, że trochę przestaję czuć taką ogólną potrzebę, żeby mówić o ideach jakichkolwiek, bo ja to, co zacząłem robić, to moje doświadczenie nie doprowadziło mnie do punktu odkrycia jakiejś idei, która jest uniwersalna dla wszystkich. Głęboko wierzę, że każdy człowiek musi otworzyć swój zamek i swoim życiem buduje klucz do tego zamka, więc procesy, które działają u mnie, działają też u innych.
[39:26] - Należy po prostu odpowiedni kluczyk. Ja zawsze tak mówię.
[39:29] - Tak.
[39:30] - A ten proces czasami rzeczywiście może trwać długo. U mnie to parę lat trwało, ale jak już trafisz ten kluczyk, odpowiednio dopasujesz pewne różne rzeczy, elementy w tym innym już świecie w poza na przykład, to rzeczywiście jak już trafiasz, to się otwiera ta puszka tak zwana Pandory, jak ja to kiedyś nazwałem i otwierają się wszelkie możliwości. Ale to jest oczywiście doświadczenie, które ma nam pomóc w zrozumieniu siebie.
[39:55] - Tak. To jest ciekawe przeżycie.
[39:57] - Funkcjonowania tego wszystkiego, co nas otacza, kim jesteśmy i tak dalej. W naszej boskości, jakby nie patrzeć, to, co powiedziałem wcześniej.
[40:04] - To doświadczenie, którego ty doświadczasz, którego ja doświadczam, trzeba zauważyć, że jest dane to twoje tylko i wyłącznie dla ciebie i to moje tylko i wyłącznie dla mnie.
[40:13] - Dlatego czasami jest tak, że ciężko jest cokolwiek wyrazić. Jeżeli na przykład coś widzisz, czegoś doświadczasz, czasami nie jesteś w stanie nawet obrać tego w słowa. Chciałbyś to powiedzieć ludziom, przekazać, ale nie jesteś w stanie.
[40:24] - Tak. Ja myślę, że to jest rzecz, którą naprawdę warto podkreślić, że każdy z nas doświadcza indywidualnie swojego życia. To jest też tak naprawdę droga, którą ja teraz obrałem, nazwijmy to w inspirowaniu innych. Ja nigdy nie użyję słowa, że ja ludzi uświadamiam czy ja cokolwiek robię z ludźmi. Ja po prostu opowiadam swoją historię życia, opowiadam to, co się u mnie działo, opowiadam o swoich wnioskach i zachęcam ludzi do przezwyciężania swoich własnych traum, bo ten świat generalnie, ten system tworzy nam z życia traumy w bardzo dużej mierze. Życie niby jest, jakie jest i my jako istoty emocjonalne mamy w tym systemie taką tendencję do traumatyzowania wszystkich możliwych doświadczeń. Więc ten poziom traumy, który doświadczamy, musi zostać przeżyty. I w moim doświadczeniu był mi ten poziom traumy potrzebny jedynie do tego, żeby się przekonać. I tutaj uwaga, bo to też są fajne słowa, do czego nie używać swojego umysłu. Ja generalnie mam doświadczenia mówiące o postawieniu swojego umysłu przed ścianą poprzez swoją psychozę.
Trochę odbiegam od tematu, ale chcę skończyć wątek. Poprzez swoją ostateczną psychozę metodą wykluczania wykluczyłem dosłownie cały swój świat, jaki miałem, czyli wszystko, co wiedziałem, podważałem. Przez miesiące grałem sam ze sobą w taką grę, biorąc stymulanty. Już wtedy byłem w totalnej psychozie. Byłem tak odklejony od rzeczywistości, że nic nie wiedziałem już w pewnym momencie. Byłem tylko w tym świecie.
[41:53] - Na warsztatach opowiadałeś o pewnym momencie w twoim życiu. Albo inaczej, powiedziałeś coś takiego, nie wiem, czy dobrze teraz to przytoczę, ale powiedziałeś coś takiego, że nastał pewien moment w twoim życiu, że musiałeś wszystko postawić na jedną szalę.
[42:08] - Tak. Już nie było odwrotu. Tak.
[42:09] - Droga w jedną stronę.
[42:12] - Tak. I nie wiedziałem, co mnie czeka. Ja wtedy zaakceptowałem, już wtedy wiedziałem, że albo to będzie po prostu śmierć, albo się dowiem. Miałem w sobie tak przeogromną pewność, że to już jest blisko, że jest na wyciągnięcie ręki, ale oczywiście w życiu bym się nie spodziewał, że dostanę to w takiej formie. Ja się spodziewałem, że anioły zejdą z nieba, będą fanfary grały, że Święty Graal na mnie spłynie, stróżka światła, ja się wzniosę w niebo i polecę do Andromedy. Tak sobie to wyobrażałem. A przyszło takie doświadczenie, że mój umysł po wykluczeniu, ja to teraz staram się opisać w swojej książce, którą piszę tak, żeby to było jasne i czytelne krok po kroku, jak to się działo.
[42:53] - Mógłbyś coś troszkę opowiedzieć o tym doświadczeniu? W skrócie oczywiście.
[42:57] - Tak.
[42:59] - Jak to u ciebie wyglądało?
[43:00] - Ja już pod sam koniec zacząłem zażywać dożylnie symulanty, czyli to było uczucie, jakby ktoś mi przełączył pstryczek w głowie i nagle mój umysł działał na 1200%. Moje myśli, ja nawet nie analizowałem ich liniowo, takie mam wrażenie. Analizowałem pakiety myśli od punktu do punktu i kiedy zapętlałem się, czułem, że zapętlam się w nieskończoność i że obracam się we wszystkich sobie znanych ideach, w swojej przeszłości, możliwościach przyszłości. Cały czas myślałem. Cały czas próbowałem i oczywiście strasznie emocjonalnie do tego podchodziłem, bo te myśli generowały we mnie emocje i do tego euforyczne poczucie prawdy, bo tak działały czysty świat, który obrałem.
[43:40] - Czy to był punkt ten, który wspominałeś na wykładzie, że stwierdziłeś, że tak naprawdę moje myśli nie są moimi myślami?
[43:49] - Wiesz co? Tak. To było mniej więcej to. Natomiast chciałem jeszcze powiedzieć o tym procesie, że ta metoda wykluczania, którą zastosowałem, doprowadziła do punktu, kiedy zostały mi tylko dwie rzeczy do wykluczenia, których za cholerę nie potrafiłem logicznie wyjaśnić i dosłownie mój umysł utknął w pułapce. To była pułapka zastawiona przez sam umysł na siebie, że z jednej strony miałem nieskończoność, a z drugiej nicość i cała reszta była wykluczona. Wszystko było podważone, już nie miałem się do czego odnieść. Po jednej stronie miałem nielogiczną nieskończoność i nie wiedziałem, jak do tego podejść, a po drugiej stronie miałem nielogiczną nicość. I to był moment też już sprzężony oczywiście z moim życiowym upadkiem, sprzężony z tym, że byłem wykończony fizycznie, że byłem bliski śmierci fizycznie. Wszystko się zbiegło w czasie w moim życiu, że już byłem w ogóle bezdomny i że siedziałem już wtedy w jakimś pokoju i to była kapsuła kosmiczna, którą ja orbitowałem, że wszyscy ludzie zniknęli. To była taka totalna jazda, psychoza.
I ja wtedy uznałem, mój umysł się poddał, przestał szukać i to było takie moje stwierdzenie: „Aha, czyli tutaj tego nie ma. Czyli musi istnieć jakaś zmienna, której nie biorę pod uwagę. Czyli coś po prostu jest jeszcze, tylko gdzie to jest?” I to był moment, w którym ja doszedłem do tego i zrozumiałem. I to było takie poczucie totalnej bezsilności, że ja nie chcę już tego doświadczać, bezsilności, beznadziei, że tutaj tego nie znalazłem i taka rozpacz czarna. Ale wtedy też pamiętam, że jeszcze będąc na takiej totalnej bani, już wtedy podjąłem decyzję, że ja i tak chcę wiedzieć, o co tutaj chodzi. Miałem już wtedy świadomość, żeby to osiągnąć, ja muszę przestać w ogóle zażywać. Wtedy uwierzyłem, że jeżeli moje życie ma mieć jakikolwiek sens, że jeżeli to nie jest śmieszny żart, to trzeba to życie przeżywać w takiej formie, w jakiej ono powstało, czyli bez żadnych wspomagaczy, bez żadnych ekspanderów, że to będzie tutaj, jak to powstało. Bo skoro to powstało, to jest idealne. I to też wynikało z tych moich wszystkich rozkmin, które wtedy miałem, że nasza rzeczywistość dzieje się na przecięciu światów, że dzieje się w punkcie zero na horyzoncie zdarzeń. Nazwij sobie to, jak chcesz, że tak naprawdę nasza rzeczywistość stanowi swoisty bufor całego energetycznego podziemia, że to tutaj wszystko się wyrównuje.
Te tarcia właśnie to jest ten bufor, żeby to wszystko się trzymało kupy.
[46:13] - Wiem, o co ci chodzi, Wojtku. Na przykład w moich wizjach miałem coś takiego, to już też taki dość wysoki stan, przedstawionego złotego motyla. Motyl ten miał skrzydła, oczywiście to świat energetyczny, mówię tu o świecie energetycznym. I właśnie to jest to, co powiedziałeś o tym punkcie zero, że my jesteśmy tym całym punktem zero. Natomiast manifestacja skrzydeł to jest właśnie zewnętrzne i wewnętrzne nasze. Chodzi o to, aby była ta harmonizacja pomiędzy właśnie tymi światami. Dokładnie to chyba to, co ty powiedziałeś, tylko ja to miałem oczywiście przedstawiane w formie wizji.
[46:43] - Tak. Natomiast widzisz-
[46:45] - Okej, przepraszam.
[46:46] - Mów. Nie.
[46:47] - Jeszcze ciekawe też miałem tam doświadczenia, jeżeli chodzi o tego motyla. Również przy tym motylu miałem przedstawione dwie towarzyszące mi postacie, czyli po prawej i po lewej stronie. I to też była manifestacja formy męskiej i żeńskiej. Czyli zawsze mamy tam jakiegoś pomocnika, przewodnika czy kogoś tam, który jest również z nami w jakiejś innej formie. A środek ten nasz cały wewnętrzny jest manifestacją właśnie tego naszego całego jestestwa, jakby to można było powiedzieć. To są bardzo ciekawe stany i są to bardzo wysokie stany. Przynajmniej tak u mnie to wyglądało.
[47:18] - Ja sobie teraz, jak o tym powiedziałeś, to przypomniałem sobie takie swoje stany.
[47:27] - W tych doświadczeniach właśnie bycia złotym motylem to jest coś takiego. To jest właśnie ten najwyższy punkt, kiedy dochodzisz do zrozumienia siebie też, kim jesteś. I to jest, co ciekawe, przynajmniej u mnie było to przedstawiane, że lecę w jakiejś takiej ciemnej przestrzeni, rozświetlam całą przestrzeń jakby i cisza, spokój, taka muzyka. Nie wiem, czy doświadczałeś w ogóle takiego stanu jak muzyka własnej duszy, coś takiego. Każdy ma podobno inny rodzaj tej muzyki. Natomiast u mnie to była taka spokoju, jakbyś sobie leciał, po prostu niczym się nie przejmował. Coś niesamowitego.
[48:03] - Wyobrażam sobie, że być może coś takiego było, ale to na pewno pogotowie mojego brania narkotyków, bo generalnie jak zacząłem ćpać, to była ekstrema Była jazda po bandzie przez cały okres mojego zażywania. Co ciekawe, to, że w ogóle teraz tutaj mówię do was, można traktować w kategoriach cudu, bo ja wkładałem w siebie tak niesamowite ilości przeróżnych substancji. Żeby to zobrazować — jak byłem w ciągu alkoholowym, takim solidnym, to wlewałem w siebie od litra do półtorej wódki dziennie. Do tego zajadałem to kodeiną. Nie chcę tutaj wymieniać nazw leków i substancji, ale tego było grubo. Rekordy miałem po sześć, siedem promili w alkoholu we krwi.
[48:44] - Ojejku.
[48:46] - Lekarka była na detoksie.
[48:47] - To chyba byłeś jednym z rekordzistów Polski.
[48:49] - Nie, rekordziści mają po 10 już teraz.
[48:51] - Masakra.
[48:53] - Tak. Natomiast co ciekawe, kiedyś jedna pani doktor na detoksie powiedziała mi, że ona nie wie, jakim cudem ja jeszcze mam tak dobre wyniki krwi. Druga mi powiedziała, że generalnie swoją historią mógłbym dzielić się z 10 ludźmi i wszyscy by nie żyli. I to jest prawda, że ludzie generalnie po tych środkach, których ja zażywałem, biorąc dawki terapeutyczne, nazwijmy to, chociażby tych leków, po prostu umierają od raka jelit. Generalnie ja miałem takie poczucie już wtedy, jako młody chłopak. Miałem świadomość, że w ten sposób nie da się żyć. Że albo to się skończy, czyli ja kiedyś przestanę, albo umrę. I to była moja pewność. Miałem ją z tyłu głowy przez cały okres mojego zażywania. Poszło w tą stronę, że przeżyłem.
Natomiast chciałbym trochę nawiązać do tego, co powiedziałeś o tych wizjach i tak dalej. Ja też powiedziałem o tym, że ja przestaję czuć potrzebę opowiadania o samych tych wizjach, bo nazwijmy to, technologia doświadczania była skrojona tylko na moją miarę i to ja sobie wybrałem, że akurat ja ćpałem narkotyki czy tam się interesowałem czymś takim. Ale ta historia na ten moment stanowi dla mnie jedynie taką bazę i myślę, że to też jest w procesie transformacji u mnie, że ten mój przekaz się w tym momencie troszkę klaruje. Stanowi bazę, żeby nie przyszedł człowiek znikąd, rozumiesz? Żeby przyszedł człowiek z historią, faktyczną, realną historią, która jest autentyczna. I tak siebie teraz postrzegam. Tutaj nie ma jakiegoś blazowania się tym, że „o, teraz ja ci powiem, bo ja ci powiem”, bo tak naprawdę w tym, co robię, dochodzimy do tego, że myśli są moje. W tym momencie rzadko w ogóle traktuję swoje życie w kategoriach mojej decyzyjności. Teraz jak patrzę na tą swoją historię wstecz i widzę, że ona została przeżyta tak, jak została przeżyta, to ja czuję się po prostu jak aktor tej swojej historii. Przy oddaleniu się od utożsamienia z nią zaczynam rozumieć, że moje życie żyje się w gruncie rzeczy samo i że ja jestem tylko gościem tego ciała.
[50:59] - My jesteśmy po prostu technologią.
[51:04] - Tak. Piękną, bioorganiczną technologią. Znowu wracając do tematu. W tych narkotykach tak naprawdę już potem przechodziłem, bo jak już zdecydowałem się o tym, że gdzieś musi istnieć jeszcze jakaś trzecia siła albo inne siły, które działają po prostu i o których ja nie mam świadomości, ja dopiero się później dowiedziałem, że tutaj chodzi o moje emocje. Emocje, czyli coś, co do tego momentu, czyli do 28. roku życia w ogóle było wyparte ze mnie. Ja nie miałem pojęcia, o co chodzi w emocjach. Że to wszystko, czego ja doświadczałem, czyli tych wizji, to były tylko konstrukty mentalne. I tak naprawdę mój umysł skapitulował, bo ja przeszedłem całą umysłową drogę w tych narkotykach, że on zwariował po prostu. To było też fizyczne doświadczenie, jakby do mózgu ktoś mi włożył bączek i się rozkręcał.
Myślałem, że zwariowałem. Już wielokrotnie myślałem, że mam schizofrenię, ale wtedy myślałem, że mi się zawiesił kwas, że to już będzie koniec, że już będę głupi do końca życia. Wiesz, o co chodzi? Że z tej sytuacji nie ma wyjścia. I ja błagałem wtedy Boga, żeby po prostu mi to odjął. To było doświadczenie hardkorowe do bólu. Natomiast od tamtej pory zaczęła się realna praca z sobą i zaczął się taki prawdziwy ból konfrontacji z tym, kim jestem. Bo się okazało, że ta tożsamość, którą ja stworzyłem sobie w tych narkotykowych wizjach, nie ma nic wspólnego z tym, kim ja jestem w istocie. Myślałem o sobie, że ja jestem Mesjaszem, zbawcą, że ja jestem uczciwy, że ja reprezentuję sobą wartości. A w istocie okradałem moich rodziców.
Byłem gburem, byłem chamski, byłem prostacki. Byłem takim nieprzyjemnym człowiekiem zupełnie w odbiorze, myśląc o sobie, że jestem nie wiadomo kim. I ten dysonans między tym, kim myślę, że jestem, a kim byłem, był tak ogromny, że konfrontacja z samym sobą w procesie terapeutycznym wyzwalała we mnie takie pokłady bólu, cierpienia, niezrozumienia, w ogóle odrzucenia, że to wszystko zaczęło wypływać. To szambo wybiło w tej terapii po prostu. I tak naprawdę dopiero wtedy zaczęła się realna praca nad samym sobą.
[52:59] - Czy w swoich wizjach doświadczałeś piekła?
[53:01] - Tak. Doświadczałem piekła. Nawet skonałem szatana.
[53:05] - Oczywiście pozostawiam to tobie, czy chcesz o tym powiedzieć, czy nie, ale byłoby ciekawie.
[53:10] - Wiesz co? Mogę o tym opowiedzieć. Ja również w tych swoich światach, nazwijmy to, bo to się wszystko działo w rzeczywistości. Ja chodziłem po Krakowie i ludzie byli dla mnie reprezentacją, na przykład, bo to było różnie i to było bardzo odczuwalne empirycznie, namacalnie, emocjonalnie przeze mnie. Ludzie byli reprezentacją jakichś ciemnych sił. Wielokrotnie miałem wizje, że byłem otaczany przez reptilianie na przykład. Wielokrotnie widziałem jakieś statki, widziałem światy przez światy, czyli światy w światach, w światach. To był Kraków i wtedy miałem takie coś, że miałem wgrane w głowie ćwierkanie ptaków. To jest ciekawe, że rozmawiałem z ptakami, które nie istniały. To też był objaw taki bardzo mocno psychotyczny.
I właśnie wtedy dochodziłem do elity tych ciemnych sił. Pamiętam, to było pod zamkiem Wawel chyba. Łaziłem wtedy bez celu po Krakowie, zwalczając ciemne siły, nazwijmy to, w tej swojej mesjańskiej misji chorej. I wyskoczył, to był właściwie taki, nie wiem, czy dobrze, żeby to nazwać, awatar, taka poświata, taki człowiek, a nie człowiek. Jak go zobaczyłem i szedł dosłownie naprzeciw mnie, był jakby odbiciem moich ruchów lustrzanych, który szedł dosłownie mi naprzeciw i po prostu szliśmy na siebie i ja w pewnym momencie zrozumiałem, że to jest ten gość. Nazwijmy to szatan czy nazwijmy to jakiś tam jeden z Najsilniejszy z nich wszystkich. I to było strasznie dziwne doświadczenie, bo w momencie kiedy ja się z nim zderzyłem, poczułem coś takiego, jakbym go wchłonął i nagle nastało we mnie takie totalne zrozumienie, że przecież ja i on to jedno. I się wtedy prawie poryczałem. To było kosmiczne. Natomiast jeśli chodzi o piekło, to nie było takie piekło, które znamy z opowieści, z religii i tak dalej.
To nie miało w sobie znamion opisu tego piekła, jakie znamy, tylko to było piekło, którego ja doświadczałem namacalnie. Czułem się zaszczuty, śledzony przez masonów, przez iluminatów, przez złych kosmitów, przez reptilian. Czułem się więziony w moich doświadczeniach. Ziemia była również planetą więzienną, na której odbywam karę, pokutę za poprzednie wcielenia. Tych idei było naprawdę tysiące w moim życiu.
[55:26] - Wojtek, chciałem ci zadać jeszcze pytanie odnośnie tych postaci, jakie widywałeś. Jakie one formy miały? Czy były to reptile? Czy jakieś postacie w szatach, czy jakieś energetyczne, czy w postaci chmury? Jak to u ciebie wyglądało w tych wizjach?
[55:40] - Wiesz co, często, tak jak mówiłem, miałem doświadczenia, że widziałem reptilian. Myślę, że tak się reprezentowały te postaci reptilian, zakapturzone postaci w kręgu. Ale miałem też takie doświadczenie, zdarzyło się ono w lesie i też je bogato opisałem w książce, którą piszę, że wszedłem do lasu i to było doświadczenie, gdzie widziałem dosłownie światy przez światy, czyli patrząc na przykład na drzewo, to drzewo było drzewem i jego gałęzie ruszały się pod wpływem ruchu wiatru. Natomiast same kontury, na przykład obrysy liści, obrysy pnia zlewały się w jeszcze większy kontur, na przykład ogromnego ptaka, który wraz z ruchami tego drzewa, czyli tych liści, ruszał swoimi skrzydłami. Ale ten ptak składał się na nogę jakiegoś jeszcze większego olbrzyma. I dosłownie wtedy miałem taki wgląd i z pewnością do tego podszedłem, że na Ziemi jednocześnie dzieje się tysiące różnych rzeczywistości. I w tym samym doświadczeniu jeszcze później widziałem mnóstwo istot pozaziemskich, które otoczyły mnie w kręgu. Miałem takie wrażenie, że to też było związane trochę z tą moją mesjańską misją, którą ja miałem w tych psychozach. Dosłownie biły mi pokłony. Tylko że ja je odczuwałem wokół siebie.
To nie była ani halucynacja, ciężko to nazwać halucynacją, bo miałem różne halucynacje pod wpływem różnych substancji psychodelicznych. Natomiast tamto doświadczenie było takie, ciężko mi opisać. Powiedzieć prawdziwe to mało. Takie dobitne, strasznie mocno. Natomiast co ci powiem, uważam, na ten moment, że wszystkie doświadczenia, te reprezentacje tych istot i tak dalej wzięły się tylko i wyłącznie z tego, że ja mam tak, jak mam. Jeśli wiesz, co mam na myśli, że dla innego te same siły czy energie zmaterializowały się w zupełnie inny sposób, w zależności od tego, co on ma zapisane w sobie.
[57:39] - Dokładnie.
[57:39] - Czyli że forma tych istot nie jest zupełnie istotna. I to, w jaki sposób się objawiają, nie jest kompletnie istotne.
[57:46] - Czerpiemy wzorce z wewnątrz siebie. Czyli to, co mamy wgrane programami poprzez całe nasze dotychczasowe życie, to się nam manifestuje w postaci widzialnej. Ja mam taką teorię, że tak naprawdę nasze myśli są kreowane na płachcie, ja to nazywam płachtą śnienia. Ekran śnienia. Natomiast my jako ludzie mamy możliwość poprzez różne czynniki, na przykład poprzez emocje, sklejania się z różnymi innymi czynnikami i poprzez to możemy kreować, materializować te nasze myśli w rzeczywistości, zarówno fizycznej, jak i niefizycznej, bo w fizycznej jest to nawet dość krótki proces, bo ten proces trwa około dwóch tygodni i po dwóch tygodniach możemy się spodziewać już pierwszych efektów naszych myśli. Tak to wygląda.
[58:29] - Tak jest. Natomiast co ciekawe, często się zastanawiam, na ile myśli mają wpływ, a na ile siłą kreującą są tak naprawdę emocje. Ja też czuję w sobie, co jest podparte nauką, że w związku z tym, że serce ma, to też wiadomo jest dla naszych słuchaczy, silniejsze pole elektromagnetyczne. Wobec tego tak naprawdę serce jest generatorem tego pola elektromagnetycznego, czyli tych ciał subtelnych w nas, tych, które korelują z całą rzeczywistością i z tym serwerem naszej rzeczywistości zwanym Ziemią. To jest moje idei. Więc myśli oczywiście mają wpływ poprzez to, że realnie wpływają na emocje, a to emocje są siłą stwórczą, co tak naprawdę ja pomijałem przez cały swój okres uzależnienia. I w sumie przez całe swoje ćpanie dostawałem dokładnie to, czego chciałem. Byłem konfrontowany z najgłębszymi demonami w środku siebie. Tak to teraz postrzegam.
[59:26] - Wojtku, mamy na czacie pytanie do ciebie od Jacka. Czy ten pan widział UFO albo duchy, ale na trzeźwo, nie spożywając substancji? Czy tylko te wizje miałeś po spożyciu substancji? Czy był taki moment, że właściwie już doszedłeś do tego, że nie brałeś, a mimo wszystko miałeś jakieś wizje, halucynacje, czy też, jak mówiłeś wcześniej, schizofrenia?
[59:50] - Wiesz co, nie. Miałem kilka doświadczeń jeszcze zanim zacząłem brać. Budziłem się w paraliżach przysennych i widziałem, i słyszałem różne byty, istoty wokół siebie. Natomiast wszystkie te rzeczy, o których opowiadam, działy się tylko i wyłącznie pod wpływem. Odpowiedź na pytanie.
[01:00:10] - Dobra Wojtku, to zrobimy kolejny przerywnik muzyczny. Tym razem puszczę utwór muzyczny „Moja Droga”. Wcześniej był utwór muzyczny „Moja Miłość Największa”. Nie rozłączaj się, ja cię tutaj wyciszę i puszczę muzyczkę i za chwilę będziemy kontynuować naszą rozmowę, dobrze?
[01:00:25] - Jasne. Dzięki bardzo.
[01:00:32] - Cóż mam powiedzieć mam, gdy stoję znów Na dróg rozstajach i tych widzę wśród was, co każdy krok mój pamiętają, że z dróg wybrałem tę utkaną z róż. Powiedzieć mogą, lecz ja szedłem od lat mą własną drogą. I tak bywało, iż myślałem, że nie tędy droga, że pas lepiej mówić, niż kartk skręcić na wysokich progach. To znów radzono mi, bym oddał cześć nie swoim bogom. Lecz ja wolałem iść mą własną drogą. Kręcił się świat, ja razem z nim i raz nie raz dobry byłem w tym. Traciłem grunt. Myliłem trop, by znów bez głosu pędzić przez mrok, by złapać kurs i znowu móc iść własną drogą. W krąg moc słyszałem raz, by z boku stać i sztorm przeczekać lub by pochwycić wiatr, do przodu gnać i nie zwlekać. I choć jak zbity piec chciałem nie raz podkuć ogon, wciąż gnał, gnał mnie mój biec mą własną drogą.
I tak będę szedł, bo drogi szmat, choć z każdym dniem wciąż przybywa lat. Dopóki sił wystarcza, by z tej drogi był przemieniać noc. A żeby śnić, ja muszę iść mą własną drogą.
[01:04:22] - Okej, jesteśmy z powrotem. Ja te utwory muzyczne później podmienię, bo dostałem informację, że jak leci muzyka, to cię Wojtku słychać, ale ja to podmienię później. Wojtku, to kontynuujmy w takim razie kolejny rozdział, czyli moment, kiedy zdałeś sobie sprawę, że nie tędy droga. Co się zadziało i co się w tym okresie działo i jak to do dnia dzisiejszego wygląda?
[01:04:45] - Halo, halo.
[01:04:46] - Jestem. Troszkę drobny problem mamy, ponieważ jak leci muzyka, to troszkę ciebie Wojtku słychać, jak tam szlochasz, oddychasz i te inne sprawy, ale ja to później podmienię w trakcie obróbki audycji. Natomiast Wojtku chciałem ci zadać pytanie. Zakończmy może tamten temat już odnośnie tych wizji, tego wszystkiego. Chciałbym się teraz ciebie zapytać, jak wyglądała ta twoja droga wyjścia i powrotu na właściwe tory.
[01:05:13] - No i tutaj właściwie się zaczyna taka historia, o której może lubię najbardziej opowiadać i o której właściwie opowiadam w tych swoich wszystkich wykładach i na swoim kanale na YouTubie w ogóle. Zapraszam wszystkich, kanał Misja Człowiek. Więc tak, to, że doświadczyłem tego, czego doświadczyłem i poddanie się tego umysłu to był dopiero początek mojej drogi, bo zrozumiałem, że nie ma czego szukać w tych wszystkich innych stanach świadomości, że dla mnie nie ma już czego szukać, że przeszukałem cały ten labirynt i nie znalazłem tego, czego poszukiwałem. Albo znalazłem to, że tam nie ma tego, czego poszukuję, więc musiałem racjonalnie podejść do sprawy i zacząć się leczyć. I to też nie było tak, że teraz miałem śniło i poszedłem na terapię. Ja później zacząłem jeszcze grubą bezdomność, która trwała ponad miesiąc i głównym powodem, dlaczego ja się zacząłem leczyć, to po prostu było to, że gniła mi ręka od wkłuć brudnymi igłami. Miałem taką ropiejącą ranę. Nie wiem, czy oglądaliście film „Requiem for a Dream”. Tam główny bohater właśnie miał coś takiego. Moja ręka wyglądała bardzo podobnie, bo była cała fioletowa i miałem taką myśl, że jak zaraz nie pójdę do szpitala, to mi utną rękę.
No więc poszedłem bez ubezpieczenia, w ogóle bez mycia się, śmierdzący jak mops, nawalony jak bombowiec do szpitala i trafiłem na lekarza, który bez mrugnięcia okiem zabrał mnie na oddział chirurgii. I tak naprawdę zaczęła się moja przygoda z taką prawdziwą terapią. W tym czynnym uzależnieniu kilkukrotnie szedłem na różne terapie, natomiast jedynie po to, żeby zyskać na czasie, czyli żeby zyskać zaufanie rodziny czy żeby mieć jeszcze trochę czasu, żeby stworzyć pozory, że coś z sobą robię. Natomiast wtedy to już naprawdę chciałem coś zmienić w swoim życiu, ale byłem w ogromnej ambiwalencji, bo nie potrafiłem w ogóle żyć bez substancji psychoaktywnych. Całą moją rzeczywistość stanowiło branie i to był główny motor mojego działania w ogóle, że wszystko się zawsze kręciło wokół ćpania i picia, przynajmniej w tych ostatnich latach. A tutaj miałem się nauczyć żyć i w ogóle wypełnić swój czas czym innym, i to było dla mnie ogromne wyzwanie. No i tak, poszedłem na pierwszą terapię, najpierw detoksy, później pierwsza terapia w Czechowicach-Dziedzicach, w takim ośrodku, gdzie dowiedziałem się, że podstawą, bazą mojej choroby, czyli tego uzależnienia, nazwijmy to choroby, jest po prostu moja emocjonalność, która I że to wszystko zaczęło się w dzieciństwie. Tam odkryłem, że to się z czegoś wzięło. I tam uwierzyłem, że skoro to się z czegoś wzięło, to da się coś z tym zrobić. W tej pierwszej terapii w to uwierzyłem.
Natomiast byłem tam tak silnie konfrontowany przez społeczność terapeutyczną i przez moją terapeutkę, że nie wytrzymałem tego i uciekłem z tej terapii po kilku miesiącach. Uciekłem od razu, z braku laku zacząłem pić, więc szwendałem się znowu przez dwa tygodnie po Polsce, po Śląsku. Jeździłem pociągami bez sensu, spałem po piwnicach. Taka historia. Kradłem alkohol, dużo wtedy kradłem alkoholu w różnych sklepach. I koniec końców wylądowałem znowu w szpitalu, bo co ciekawe zaczęła mi gnić noga tym razem. Gdzieś się uderzyłem i wdał mi się gronkowiec po raz kolejny. Ten sam gronkowiec, który wdał mi się wcześniej w rękę, co jest dla mnie nieprawdopodobne. Tutaj widzę sprawczość mojej siły wyższej czuwającej nade mną, że po raz drugi po prostu mnie sadziła na siłę do szpitala.
[01:08:28] - Albo czegoś nie zrozumiałeś i potrzebna była ci kolejna lekcja.
[01:08:31] - Tak. W sumie tak. O jednym mówimy w gruncie rzeczy. Tak czuję.
[01:08:39] - Widzisz, doświadczenia mogą być różne, natomiast dochodzimy do tych samych konkluzji.
[01:08:43] - Tak. Poszedłem do tego szpitala i na kolejną terapię. Poszedłem, decydując się, że w 100% poddaję się tej terapii, czyli przestrzegam wszelkich zasad, których trzeba przestrzegać. Uznaję swoją bezsilność i tak naprawdę to była terapia, która zagrała. Ja prawie dwa lata byłem w ośrodku zamkniętym w Świebodzinie i wychodząc z tego ośrodka, mogłem już powiedzieć, że zacząłem realną pracę nad sobą. Tam w tym ośrodku zrozumiałem, na czym polega odpowiedzialność za samego siebie. Tam w tym ośrodku zrozumiałem, że przez całe życie byłem niesamowicie zależny od opinii innych, że w ogóle nie było we mnie ani śladu mnie, że nie było żadnych moich celów, które ja wyznaczałem sobie sam, że absolutnie wszystkie sytuacje czy wszystkie rzeczy, jakie robiłem w swoim życiu, robiłem tylko po to, żeby zaspokoić oczekiwania albo wyimaginowane oczekiwania kogoś innego wobec mnie. Tak naprawdę ten ośrodek nauczył mnie życia. Tam w ogóle spojrzałem po raz pierwszy na siebie oczami innego człowieka, czyli zaakceptowałem, że to, co ludzie mogą o mnie mówić, czyli że jestem chamski, że gram w kulki, że oszukuję, że to może być prawda. I po raz kolejny skonfrontowałem się z samym sobą.
Natomiast to, co mi dał ten ośrodek, to to, że zacząłem wierzyć, że z nikłego, wątłego światełka nadziei, że gdzieś tam kiedyś może mi się uda nie brać, zacząłem nabierać ogromnej pewności, że to jest realne. Ja już będąc w ośrodku dosłownie wymarzyłem sobie, wykreowałem sobie, nazwijmy to tak, życie, które mam teraz. Pamiętam, leżąc w tym ośrodku w łóżku, miałem w sobie tak przeogromne pragnienie, żeby wyprowadzić się gdzieś i już wtedy miałem plan o założeniu kanału na YouTubie, tylko jeszcze nie wiedziałem, o czym chcę mówić, ale już wiedziałem, że chcę to robić, że chcę się sobą dzielić.
[01:10:36] - Czy w procesie przemiany, kiedy bywałeś w ośrodkach, spotykałeś ludzi o podobnych problemach, którym się udało? Po pierwsze. I po drugie, jak ten proces u ciebie wyglądał pobytu w tych ośrodkach? Czy miało to jakiś ogólny wpływ, na przykład poprzez wizje senne tego, w jaki sposób masz wychodzić z tego albo ewentualnie jakieś wsparcie, pomocników sennych czy coś takiego?
[01:11:01] - Wiesz co, taka terapia to jest... Po pierwsze spotykałem mnóstwo ludzi, bo to są terapie grupowe tak naprawdę. Terapia w ośrodku zamkniętym dla uzależnionych polega na tym, że w społeczności terapeutycznej znajduje się kilkanaście bądź kilkadziesiąt osób z tym samym problemem co ty, natomiast z zupełnie inną historią. I te osoby oprócz tego, że mają indywidualne wsparcie terapeutów przez 24 godziny na dobę, to spotykają się bardzo często na tak zwanych społecznościach, czyli spotkaniach takiej grupy uzależnionych, którzy żyją razem. I to dosłownie polega na wytykaniu sobie błędów. Istnieje regulamin, który jest bardzo restrykcyjnym regulaminem, którego trzeba przestrzegać. Ten restrykcyjny regulamin wiąże się z tym, że uzależnieni w ogóle w swoim życiu nie przestrzegają żadnych wartości, czyli kradną, są tacy, owacy. Generalnie cała ta otoczka wokół narkomana jako takiego ma w sobie bardzo wiele prawdy, że narkomani rzeczywiście tacy są. W zewnętrznym uzależnieniu są zdolni do najgorszego świństwa, żeby tylko dostać działkę, prawda?
[01:12:04] - Jakie relacje miałeś, kiedy byłeś w trakcie pobytu w tych ośrodkach? Czy rodzina była dla ciebie wsparciem, czy raczej nie?
[01:12:10] - Tak, na tamten moment tak. Kiedy byłem w ciągu, kiedy brałem, moi rodzice się ode mnie odcinali. Ja im dziękuję ogromnie za to, że bardzo wcześnie zaczęli mi stawiać granice. Dzięki temu bardzo wcześnie, czyli jeszcze przed trzydziestką, byłem w stanie osiągnąć dno, gdzie niżej była tylko śmierć. Gdybym tego dna nie osiągnął, w zasadzie nie ma co gdybać. Po prostu je osiągnąłem. Więc tak, kiedy już zacząłem się leczyć i naprawdę zacząłem się leczyć z mojej własnej chęci zmiany, wtedy rodzice zaczęli mnie wspierać tak na 100%. Natomiast teraz te relacje już są dobre. Teraz już zdrowieję trzeci rok. Niedługo będę miał trzecią rocznicę czystości czy trzeźwienia.
Zwał to, jak zwał. I te relacje już są dobre. To już jest kompletnie co innego. Zresztą mam teraz narzeczoną.
[01:12:54] - To o tym później. Wojtku, o to później cię zapytam. Na razie o tym nic nie mów.
[01:12:57] - Okej, w porządku.
[01:12:58] - Okej, bo mam jeszcze pytanie przygotowane do ciebie. Natomiast opowiesz o tym całym pobycie, jak to u ciebie wyglądało, ten cały proces. Czy terapia narkotykowa jest w gruncie rzeczy podobna do alkoholowej, czy są to jednak duże różnice?
[01:13:11] - Z tego, co wiem, terapie alkoholowe są tylko w ośrodkach po sześć tygodni do trzech miesięcy. I różnica polega na tym, że na terapiach alkoholowych, bo też dwie takie przeszedłem alkoholowe, żeby było jasne, że to nie jest teoria, po prostu to przeżyłem. Te terapie alkoholowe dają ci raczej suchą wiedzę. Natomiast jeśli chodzi o terapię narkotykową w ośrodku zamkniętym, to jest od pół roku do dwóch lat pobytu, nawet do trzech lat pobytu w ośrodku zamkniętym. I to jest nauka życia na nowo, dosłownie nauka mechanizmów społecznych.
[01:13:41] - Tak, dlatego ci zadałem to pytanie, ponieważ dawno, dawno, wiele lat temu, z dwadzieścia parę lat temu byłem w związku z pewną osobą, która była po kilku próbach samobójczych i ona mi powiedziała kiedyś coś takiego, że największym problemem tych terapii nie jest to, że idziesz i tak naprawdę walczysz z sobą, tylko problem jest taki, że w momencie, kiedy opuszczasz właśnie ten ośrodek, to nie masz dalszego wsparcia. I tutaj zadałem ci pytanie właśnie o tę rodzinę. Także widzę, że tutaj rodzina ci pomagała i bardzo fajnie.
[01:14:08] - Wiesz co, jeśli chodzi o wsparcie, to ja znalazłem ogromne wsparcie we Wspólnocie Anonimowych Narkomanów i jeśli chodzi o wspólnoty, to ja to wziąłem jako naturalną konsekwencję właściwie mojego ośrodka. Dla mnie to było przedłużenie i nigdy nie sądziłem, że ta wspólnota da mi narzędzie rozwoju osobistego, które ja stosuję teraz i które jest tożsame z moim rozwojem duchowym, jak ja teraz rozumiem rozwój duchowy. I to jest program 12 kroków. To jest po prostu 12 drogowskazów do stania się maksymalnie najlepszą wersją siebie, jaka jest możliwa. 12 kroków do odbudowy samego siebie i do rozpoznania swojego człowieczeństwa, do odfałszowania siebie ze swoich wyobrażeń. Ale o tym może później, bo jak wygląda terapia w ośrodku zamkniętym? Znaczy jak ja to przeżyłem.
[01:14:52] - Tak, proszę bardzo.
[01:14:53] - Na początku miałem takie mylne wyobrażenie, że tylko uczciwość pomoże mi, taka skrajna uczciwość pomoże mi utrzymywać się czy pójść w tym ośrodku tak, że zrobić w ten sposób, że będę trzeźwy. I ja to przekonanie weryfikowałem bardzo długo. Tak naprawdę krokiem milowym w tym moim leczeniu było to, że uznałem odpowiedzialność. To znaczy ja zrozumiałem, czym jest odpowiedzialność. Na początku, co ciekawe, dano mi z przymusu odpowiedzialność za całą społeczność terapeutyczną, czyli od terapeutów w moim ośrodku dostałem funkcję, bo tam się również ma funkcje. Na przykład jest dom i jeden pacjent jest gospodarzem domu, drugi jest konserwatorem. Są ludzie od tego, od tamtego. Każdy ma jakąś funkcję w tym domu i wykonuje tą funkcję, swoją pracę. Więc ja dostałem funkcję szefa całej społeczności. I tak naprawdę byłem osobą ogromnie decyzyjną dla tej społeczności.
To było w zamian za moją postawę, taką właśnie otwartą i taką, powiedzmy, protrzeźwiającą, że tak powiem. Na tej funkcji, kiedy podejmowałem decyzje w oparciu o to, co ja czuję i zacząłem zauważać, że te decyzje są dobre i że one wpływają pozytywnie na to, co się dzieje w całej społeczności. Ja tą funkcję miałem przez około dwa i pół miesiąca. Wtedy zacząłem wierzyć po raz pierwszy w życiu, że mam coś do powiedzenia. To była taka odpowiedzialność, powiedzmy, zbiorowa. I dopiero później zacząłem też rozumieć, o co chodzi w odpowiedzialności za siebie. Mimo że te mechanizmy, że ja zawsze robię coś dla innych osób, były we mnie bardzo silne, to po raz pierwszy zacząłem wychodzić z tym, że to ja czegoś mogę chcieć. To jest tak naprawdę bardzo głęboki temat i można by się rozdrabniać. Natomiast nie bez znaczenia jest to, na jaką terapeutkę trafiłem w tym ośrodku. Jedna z moich terapeutek, Kasia, była też, powiedzmy, aniołem.
Można tak powiedzieć między nami, że bardzo świadoma, bardzo otwarta kobieta, która nie robiła nic innego oprócz wsparcia mnie. Po prostu tylko mnie wspierała. To nie była normalna terapia. Oczywiście podnosiliśmy jakieś tematy nałogowe, natomiast ona się bardziej opierała na tym, że jej mówiłem, co bym chciał robić i ona wiedziała, że ja to robię rzeczywiście i tylko mnie w tym wspierała.
[01:17:17] - Czy w swojej terapii miałeś takie momenty, że po prostu dochodziło do ciebie, że „kurde, nie dam rady”?
[01:17:22] - Oczywiście, że tak. Niejednokrotnie chciałem uciekać, ale wiedziałem, że uciekając, powieliłbym tylko schemat. Zdecydowałem się to zmienić. Jeżelibym uciekł, to wróciłbym do nałogu, a to się wiązało — tak myślę sobie teraz — wtedy też się tego bałem. Strach był świetnym motywatorem, żeby zostać, bo to się wiązało z rychłą śmiercią. Ja tak naprawdę doświadczyłem takiego upadku materialnego, życiowego, w ogóle upadku takiego ludzkiego. Raczej jakiego doświadczają chyba nieliczni, tak sobie myślę. I naprawdę niechęć do powrotu do tego stanu beznadziei totalnej. Nie mówię tutaj o tych wizjach już ani o niczym takim, tylko na przykład takiej beznadziei, że nie masz gdzie iść, że leżysz na ławce, jest minus 15 stopni. Nie chcą cię wziąć do noclegowni, bo jesteś nawalony jak bombowiec.
Nie masz czapki i po prostu nie masz się gdzie schować i wszyscy cię kopią w dupę i wszyscy cię wytykają palcami i tak dalej. Takie funkcjonowanie nie jest fajne na dłuższą metę. Nawet jeśli się jest totalnie w beznadziei, w depresji i nawet jeśli się jest nawalonym. Więc strach był dobrym motywatorem. I tak naprawdę zacząłem się leczyć, bo nie miałem wyjścia. Miałem dwie możliwości: albo iść się leczyć, albo umrzeć. I nie było już innej możliwości. Nie chciałem umierać, to wybrałem, żeby się leczyć. To jest prozaiczne, ale tak było.
[01:18:40] - Mieliśmy pytanie od Inki na czacie. Pozwól, że ci przeczytam. Jakie są obecne stosunki z twoją rodziną? Czy wszystko się już unormowało?
[01:18:48] - Tak, wszystko się unormowało. Poznaję moją siostrę właściwie na nowo. Poznaję swoich siostrzeńców. Z rodzicami, właściwie to ja jestem często teraz wsparciem dla rodziców. Role się trochę zmieniły. Mój ojciec zachorował na nowotwór i czuję swoją rolę taką, że to ja jestem teraz wsparciem dla nich i to ja jestem tą osobą, która dzwoni i pyta, co tam u was. Szala trochę się przeniosła i tak naprawdę to jest fajne.
[01:19:16] - Oni się opiekowali tobą troszkę wcześniej. Teraz przyszła pora na ciebie.
[01:19:20] - Naturalna kolej rzeczy.
[01:19:22] - Naturalna kolej rzeczy. Słuchaj, na wykładzie mówiłeś coś o momencie, kiedy miałeś takie pragnienia, żeby zerwać z tym całym nałogiem i że chciałbyś mieć normalną rodzinę, żonę, dom, dzieci. I pamiętam, jak opowiadałeś, że było to kwestią marzeń, ale też w jednym słowie wyśniłeś sobie to. Jak to wygląda na obecną chwilę? Jak w ogóle to się wszystko potoczyło? Jeżelibyś mógł troszkę jeszcze na ten temat opowiadać. Bo jest ciekawa historia.
[01:19:59] - To w sumie chyba nawiązałem do tego. Tak. Ty mówiłeś, że będę o tym opowiadał. Leżąc w łóżku w ośrodku, miałem coś takiego, że czytałem książkę, też taką trochę duchową, „Leczenie osobowości uzależnionej”. I wtedy zrozumiałem istotę prawa przyciągania, że ja w pewnym momencie leżę na tym łóżku i zaczynam sobie wyobrażać swoją dziewczynę. Zaczynam sobie wyobrażać swój dom i w pewnym momencie po prostu to poczułem w sercu namacalnie. To było chyba pierwsze moje takie doświadczenie. Teraz zresztą mam je często, ale wtedy było takie pierwsze, że poczułem taki niesamowity ogień w sercu i ja już wiedziałem, że to się stanie. I później była tylko realizacja, że będąc w ośrodku jeszcze założyłem sobie jakieś tam konto po prostu na Na sympatii w internecie. Jako że mam talent literacki, wobec czego opisałem siebie tam sam w pięknych słowach, oczywiście nie ściemniając, tylko ładnie ubrałem w słowa swój charakter.
No i odnalazła się dusza z Warszawy. Dziewczyna, kobieta, która notabene się okazała terapeutką. Super zestawienie. Członkini ośrodka i terapeutka.
[01:21:06] - Prawo przyciągania.
[01:21:09] - Tak. I tak naprawdę miałem coś takiego, że ale by było fajnie, jakbym poznał dziewczynę, która będzie miała swoje mieszkanie i u której będę mógł zamieszkać. Takie miałem marzenie i się okazało, że poznałem dziewczynę, która miała swoje mieszkanie i mogłem u niej zamieszkać. Z tym że był jeden warunek, że musiałem to mieszkanie wyremontować całe na nowo. Więc to zrobiłem. Wszystko wyszło zupełnie naturalnie. Tak samo wymarzyłem sobie to życie, które mam teraz. Tak jak mówiłem kiedyś, że ja od zawsze chciałem mówić, tylko nie było jeszcze bazowego punktu, o czym ja mam mówić. Te moje doświadczenia były tak niesamowicie poroziapciwane po wszystkich możliwych sferach, że ja chciałem mówić o tym, że narkotyki dadzą ci nową bramę do rzeczywistości. Takie rzeczy.
To było tak okropnie zmienne. Teraz robię to i w tym się spełniam, ale mam jakąś bazę, żeby o tym mówić. Jeśli mówimy o prawie przyciągania, to ono w moim życiu działa na 1000% w tym momencie. To życie, które ja prowadzę teraz, jeszcze rok temu, jak kończyłem ośrodek, czy ponad rok temu, jak kończyłem ośrodek, to ja sobie w życiu nie wyobrażałem, że będę w tym punkcie, w którym jestem. I wszystko jest tak niesamowicie dynamiczne. Zacząłem nagrywać kanał, wyszedłem do ludzi osiem miesięcy temu, a już mam wywiad z tobą dla 50 czy 100 osób.
[01:22:31] - 110 osób było w szczytowym momencie.
[01:22:34] - No widzisz.
[01:22:35] - Masz parcie na sitko. Tak jak powiedziałeś, lubiłeś mówić. Być może się minąłeś z powołaniem. Być może jeszcze byś spróbował w radiu coś nadawać, bo radio przyciąga.
[01:22:49] - Tak. Mam tak naprawdę tyle projektów teraz, w których biorę udział aktywny, czynny. Najwięcej mam z tą książką. To był taki impuls, że rozmawiałem z tym gościem na tym konwencie. On mi powiedział, żebym to spisywał. To był impuls, że ja to poczułem. Znowu mi się serce rozgrzało do czerwoności i usiadłem i zacząłem pisać. Teraz jak sobie myślę o tej książce, to mam w głowie, ile ona może wnieść. Ilu ona może osobom pomóc. Wiesz, o co chodzi.
To już nie jest takie pragnienie ego, że to ja chcę być sławny, tak jak było kiedyś. Tylko teraz tym moim głównym, nadrzędnym celem jest to, żeby pokazać tą historię. To jest historia, to nie jestem ja. To jest historia przeżyta przez człowieka, realnie doświadczona przez człowieka. I to, że tym człowiekiem jestem ja, to nie jest ważne. To jest mało ważne.
[01:23:35] - Bardzo fajnego określenia użyłeś zresztą kiedyś, że ja wam mogę opowiadać moje historie, ale to są tylko historie, prawda? W takim kontekście coś powiedziałeś kiedyś. Ciekawe zdanie. Że moja historia jest tylko historią, ale tak naprawdę tu są najważniejsze te doświadczenia i dzielenie się tymi doświadczeniami.
[01:23:51] - Tak, bo do tego też teraz możemy dążyć. Ta historia dla każdego człowieka jest zupełnie inna i ja widzę swoją rolę w rozpalaniu takiego pragnienia do doświadczania i do poszukiwania swojej prawdy. Możemy tutaj wpleść ideę, że każdy z nas rodzi się tutaj z innym pakietem energetycznym, czyli innymi talentami, że wszyscy mamy różne zadania, ale wszyscy jesteśmy wtłoczeni w ten system i wszyscy mamy wgrane jakieś programy i niby robimy to samo. Powiedzmy sobie, że w korporacji, która liczy 1200 osób i 1200 osób wisi codziennie na słuchawce. Jak sobie wyobrazisz, stary, że wśród tych 1200 osób jest 1200 przecudownych grafików, muzyków, architektów, gości od projektowania baz danych. Te talenty są tak różne i ci ludzie mogliby wnieść swój wkład w rozwój, jeżeli tylko by odkryli to w sobie, w czym są dobrzy, czego pragną, jakie są ich cele. Ale to wszystko jest uniemożliwione przez ten system. To nas trzyma w szachu. Strach, lęk przed tym, że nie będę miał kasy. Brak mi na to, brak mi na tamto.
Tutaj wchodzimy w te rejony, o których ja mówię na swoim kanale zresztą bardzo szeroko i o których też piszę, że to uwarunkowanie to jest w dużej mierze ogromna iluzja. Że ci, którzy stworzyli ten system, to jest majstersztyk tworzony przez całe dekady, przez setki lat, przez tysiąclecia właściwie. Że to jest czubek góry lodowej całej machiny, która tutaj działa od zarania dziejów. I ci ludzie wiedzą, na czym polega generalnie, jak zamknąć umysł ludzki w szachu, żeby wytworzył w sobie tą fikcyjną tożsamość ego, żeby wytworzył właśnie tą skorupę, w której nie ma człowieka. Że ten człowiek staje się dosłownie robotem, który odtwarza jakieś programy. A nie ma w tym człowieku człowieka. Nie ma własnych celów, własnej inspiracji, kontaktu z intuicją, kontaktu z wyższą jaźnią. Nazwij to, jak chcesz. W Hunie. Huna to pięknie opisuje generalnie.
Siedem zasad Huny. I tutaj tak naprawdę wchodzimy w kolejną gałąź, już poza tymi narkotykami, którą się zajmuję teraz. Że te narkotyki dały mi tą świadomość w pojęciu globalnym, że każdy człowiek, absolutnie każdy człowiek może się przebudzić i że to przebudzenie jest zawsze przebudzeniem do wnętrza i że te wszystkie drogi na zewnątrz, oczywiście to jest tylko i wyłącznie moje doświadczenie, które są tak pociągające i są piękne i dają piękne doświadczenie, naprawdę, bo dają. I to nie tylko narkotyki, ale wszelkie doświadczenia mistyczne czy nawet OOBE. Jeżeli człowiek nie rozpoczyna autentycznej pracy nad sobą, czyli nad wnętrzem, nad odkodowaniem siebie z tego systemu, wtedy te piękne doświadczenia, które mogą być cudownym narzędziem kreacji, stają się jedynie ciekawostką. Zamiast tego, że choćby przez doświadczenia OOBE mógłbyś kreować z poziomu tej świadomej kreacji, która się wciela nawet natychmiastowo w życie, to pozostaje to dane właśnie w formie takiej, że jest to OOBE. Że jest to coś nierealnego i że w pewnym sensie jest to tak, jakby tylko jakaś ciekawostka, jakiś dodatek. A tak naprawdę mogłoby się to stać cudownym narzędziem. I tak jest ze wszystkim tutaj. Ja myślę, że rola ludzi w tym kolektywnym procesie jest taka, że to tylko przez ludzkość.
Znowu kolejna idea. Ta planeta jest czującą istotą i ona się świadomie decyduje na to, co się tutaj dzieje. To jest w ogóle najciekawsza perspektywa, jaka może być na to życie. Ja myślę, że Ziemia doskonale wie, co tu się dzieje i w moim świecie generalnie Ziemia już podjęła decyzję, że to wszystko siadło. To znaczy ja żyję w tej rzeczywistości, gdzie się wszystko udało. Tak mam w sobie i ja w to wierzę. I dlatego, że w to wierzę, to moje działania również w tym kierunku idą. Pasja, z którą wszystko robię, idzie w tym kierunku i świat się zmienia.
[01:27:54] - Dzięki Matce Ziemi przecież tu jesteśmy tak naprawdę, bo to ona wyraziła zgodę na to i wzięła tą może nie odpowiedzialność, bo w sumie to my żeśmy wzięli odpowiedzialność, ale umożliwiła nam bycie tutaj, w tej rzeczywistości. Mam pytanie od Inki na czacie. Właściwie dwie rzeczy. Przede wszystkim jedna rzecz, abyś założył kanał i nawracał na żywo na live i stworzył coś takiego jak donejty na cele charytatywne. Oczywiście Inko, nasz gość ma swój kanał, ale o tym powiemy w ostatniej części. Jeszcze drugie pytanie od Inki, która zastanawia się, czy ty masz słabą psychikę i dlatego wpadłeś w nałóg, czy też może mocną, bo z tego nałogu wyszedłeś. Pytanie tylko, czy wyszedłeś, czy wciąż wychodzisz?
[01:28:34] - Zależy, jak rzucisz światło, tak można o tym opowiadać. Nie ma czegoś takiego jak słaba psychika, nie ma czegoś takiego jak słaba wola ani nie ma czegoś takiego jak silna psychika i nie ma czegoś takiego jak silna wola. Jeśli chodzi o uzależnienie, systemowa medycyna opisuje je jako chorobę nieuleczalną, chroniczną i śmiertelną.
[01:28:53] - Czyli właściwie do końca życia musisz uważać, żeby na nowo nie popaść w to.
[01:28:57] - Tak. Natomiast tak jest ze wszystkim, bo jak się przyglądam swojemu życiu, to jakkolwiek to zabrzmi, narkotyki były dla mnie lekarstwem w pewnym etapie mojego życia. Lekarstwem od ucieczki od mojej emocjonalności. Tak czy owak inaczej wyregulował sobie te emocje. Zresztą mnie jest bardzo bliski termin osobowości uzależnionej i ja też również szeroko mówię o tym i szeroko to opisuję, że wszyscy na Ziemi, a właściwie nie chcę generalizować, ale znaczna większość ludzi na Ziemi posiada uzależnione osobowości, tylko regulują sobie emocje w bardzo różny sposób. I akurat na mnie padło w ten sposób, że zacząłem to robić narkotykami. Natomiast jest tyle możliwych ucieczek, wszelkich holizmów, które w tym momencie są na pęczki. Uzależnienia od wszystkich możliwych aktywności to jest cały czas ten sam mechanizm. To się niczym nie różni. Więc tak.
Czy rozpoznanie zrobi tak, że nie będę uzależniony? Nie, nie zrobi, ale to jest moja świadoma decyzja. To nie jest tak, że ja przestałem brać narkotyki, bo jestem uzależniony. Ja przestałem brać narkotyki, bo zmieniły się narzędzia mojego rozwoju. Ja tak na to patrzę. I oczywiście, kiedy wrócę do narkotyków, jest szansa, że znowu wpadnę w ciąg. To jest materia bardzo płynna i tak naprawdę ja dla siebie osobiście nie widzę teraz w ogóle sensu, żeby tego roztrząsać.
[01:30:15] - Dobra Wojtku, to w takim razie ostatni utwór muzyczny puszczam. Nie rozłączaj się, a po utworze muzycznym poprosiłbym cię o to, abyś podał naszym drogim słuchaczom informację gdzie cię szukać, jak z tobą kontakt nawiązać. Kanał na YouTubie, bo z tego co wiem to masz. Stronę internetową masz czy nie masz? Bo nie doszedłem do tego.
[01:30:36] - Mam stronę internetową, natomiast niedługo będę ją aktualizował. Ale jest. A Grzechu jaki utwór będziesz puszczał?
[01:30:43] - Wiesz co? Puszczę utwór „Wyjście”.
[01:30:46] - A ty to puszczasz z poziomu YouTube?
[01:30:48] - Nie. Ja to puszczam w programie do nadawania. Ściągnąłem sobie wcześniej, obrobiłem na najwyższą jakość i mam ustawioną playlistę kolejnych zadań, które robię w trakcie audycji. To tak mniej więcej wygląda.
[01:31:02] - Okej.
[01:31:03] - Dobra, to ja cię na chwilkę wyciszam. Nie rozłączaj się. Jeszcze jakbyś mógł mikrofon wyciszyć na Skype'ie, to wtedy by nie było słychać tych wszystkich rzeczy, które się dzieją w trakcie trwania utworu. Dobra, to za chwilkę powracamy. Cztery minutki. Ciepły, nagi blask pożera mnie. Kilka pustych chwil zwieńcza łeb. W niemocy ziemskich spraw, w niemocy ludzkich kłamstw, w niemocy gorzkich słów. Odchodzę. Tam w kosmosie trwa życia grób.
Ciszą witam go, sunę w dół. Po drodze setki barw. Po drodze milion gwiazd. Po drodze niemy strach zaklęty. Jasna droga już przygarnia szum. Garnę myśl o wiatr, ruszam w przód. Pochłaniam bezkres miejsc. Przeżywam pusty sens. Zamieniam szary sen na więcej. I tylko gdybym mógł was wszystkich zabrać tam.
I tylko gdybym mógł zniszczyć strach. I tylko gdybym mógł w miłości nieskalanej maczać wasze serca. I tylko gdybym mógł was wszystkich zabrać tam. I tylko gdybym mógł zniszczyć strach. I tylko gdybym mógł w miłości nieskalanej maczać serca. Gdybym mógł. Gdybym mógł. Lecz jak? Jak wasz mam zmienić kształt? Odkryć prawdę i trwać na zawsze, przepaść w snach.
Lecz jak? Jak wasz mam zmienić kształt? Rozpiąć jak skrzydło myśl, po prostu wzlecieć i być. Lecz jak?
[01:34:45] - Zawsze przepaść w nagle świat. Jak waż mam zmienić kształt? Rozpiąć jak skrzydło myśli. Po prostu wzlecieć i być, po prostu być. Po prostu być. Po prostu być.
[01:35:16] - Jesteśmy z powrotem. Wojtku, jesteś?
[01:35:19] - Jestem.
[01:35:20] - Okej, dobra. Był to utwór, powtórzę jeszcze raz, Wojciech Bajer, „Wyjście”.
[01:35:26] - Co ciekawe, ten utwór był nagrywany, jak byłem zafascynowany OBE. Wyjście to jest wyjście.
[01:35:33] - Stąd tytuł.
[01:35:36] - Tak.
[01:35:37] - Miło się dowiedzieć, gdzie była tu koncentracja, jak ten utwór śpiewałeś. To jest twój utwór, czy to jest cover jakiś?
[01:35:44] - Tak, to jest mój utwór autorski.
[01:35:46] - Pięknie. Słuchaj Wojtku, dobrze. W tej ostatniej części już będziemy za chwilkę kończyć, bo sobie zdaję sprawę, że jest późna pora. Jakby nie patrzeć pierwsza godzina w nocy w Polsce. Wojtku, opowiedz troszkę, gdzie cię można szukać, gdzie cię można znaleźć i jak w ogóle z tobą kontakt nawiązać.
[01:36:02] - Można mnie znaleźć na Facebooku albo Wojciech Bajer, normalnie imię i nazwisko, albo strona Misja Człowiek. Natomiast jeśli chodzi o taki kontent, o którym tutaj rozmawiamy mniej więcej, jest to kanał na YouTubie. Kanał nazywa się również Misja Człowiek. Tam można znaleźć filmy z moich historii o tym, jak widzę świat i generalnie o tym, w jaki sposób inspiruję inne osoby. Jest to fajna rzecz, fajnie się rozwija i cieszę się, że w ogóle zacząłem tą podróż. Natomiast jest również strona internetowa. Jest to troszkę taka starsza już strona, mało aktualna, ale można na nią zawsze wejść www.misjaclowiek.pl. Oprócz tego jeżdżę po różnych festiwalach świadomościowych w Polsce. W tym roku będę na pewno jeszcze na Konwencie Wiedzy Alternatywnej, być może na Harmonii Kosmosu, na festiwalu Kocham Cię, na festiwalu w Wolimierzu, na festiwalu Folkowisko, więc gdzieś tam na pewno będzie można mnie znaleźć.
[01:37:01] - Czyli na najbliższym konwencie będziesz, tak?
[01:37:04] - Tak.
[01:37:05] - Podany termin już został pod koniec lipca tego roku, 14. Konwent, także spotkamy się na pewno, bo ja też będę.
[01:37:14] - No to fajnie.
[01:37:15] - Także na 100% będę. Także już spotkamy się normalnie. Wiesz co? Bo ja już na ostatnim konwencie byłem u ciebie na wykładzie oczywiście i tak dalej, ale ludzie cię tak oblegli, że po prostu nie byłem w stanie do ciebie dotrzeć. A po drugie też wiesz, były inne prelekcje, więc chciałem też być na innych.
[01:37:30] - Jasne.
[01:37:31] - No dobra. To kontynuuj jeszcze, gdzie cię można tam spotkać.
[01:37:35] - Właściwie na razie tyle. Natomiast bardzo ważna rzecz, którą chciałem powiedzieć to to, że jak już wspominałem tutaj kilkukrotnie piszę książkę i jeszcze nie wiem, w jaki sposób będę chciał ją opublikować. Ta książka, mam nadzieję, do połowy roku będzie już gotowa, jeśli tempo zostanie utrzymane. Będzie to książka na pewno bardzo mocna, opisująca moją historię dość szczegółowo. Oprócz historii będzie zawarte w niej również przesłanie dla ludzi, którzy tkwią w traumach. Będzie dużo różnych obserwacyjnych idei o świecie, jak z tego się wykaraskać. Będzie dużo naprowadzeń na sposoby radzenia sobie z własnymi traumami, z własnym rozpoznaniem i nakierowań na narzędzia rozwoju duchowego, które okazują się po prostu tym, że stajemy się lepszymi ludźmi i że nasze życie się toczy po prostu w piękny sposób, w zgodzie z planem duszy dosłownie. Więc będzie to książka, myślę, dla wielu środowisk i taka dość mocna i taka bardzo osobista, bardzo intymna i myślę, że przez to prawdziwa i autentyczna. Więc tam będzie tylko historia człowieka i nic więcej. Nie będzie teoretyzacji, będzie tylko pewna prawda i historia człowieka, który się odrodził gdzieś tam z tej prawie śmierci, nazwijmy to.
Więc nie wiem jeszcze, czy będę. Znaczy na pewno będę próbował nawiązać współpracę z jakimś wydawnictwem, bo nie będę robił pewnie zbiórki na wydanie tej książki osobiście, bo nie wydaje mi się to dobrym pomysłem. Jeśli nie udałoby się współpracować z wydawnictwem, wtedy będę tą książkę udostępniał w internecie po prostu i tyle i będzie można się z nią zapoznać. Generalnie mam poczucie, że to będzie mocne „C”, nie?
[01:39:14] - Co byś chciał jeszcze słuchaczom naszym drogim powiedzieć odnośnie tych twoich doświadczeń? Taka nadzieja, powiedzmy na przyszłość. Czy warto to próbować, czy nie? Wiesz, tego typu rzeczy.
[01:39:26] - Jeżeli chodzi o-
[01:39:30] - Nie, mówię po prostu o twoim przypadku, o tych całych doświadczeniach, o tych narkotykach.
[01:39:38] - Rozumiem. Ja powiem coś takiego. Trudno mi powiedzieć. Znaczy ja na pewno bym przestrzegał, że to jest grząski grunt Generalnie, jeżeli ktoś czuje potrzebę, pragnienie, żeby to zrobić, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to zrobić. Ale naprawdę ja nie miałem świadomości, w co się pakuję. Moja historia może dowodzić tego, że można się wpieprzyć po uszy i nawet nie wiedzieć kiedy, że ta granica się zaciera bardzo szybko. Jeżeli ktoś ma predyspozycje do obsesyjnego odcinania się od swoich emocji i być może miał jeszcze jakąś traumatyczną przeszłość, z której się wywodzi, wtedy jest w grupie ryzyka i to trzeba mieć na uwadze. Natomiast jeśli chodzi o nadzieję, to ja zawsze mówię o tym, żebyście pamiętali wszyscy, że niezależnie od tego, co się dzieje w waszym życiu, wszystko dzieje się po coś i że to tylko wasza decyzja jest, jak podchodzicie do danych sytuacji. Czy traktujecie siebie jako ofiarę złego świata i jako ofiarę eksperymentu Boga na sobie, ile jesteś w stanie unieść, czy bierzecie odpowiedzialność za sytuację, w której się znaleźliście i szukacie realnych sposobów wyjścia. Nic nie dzieje się bez przyczyny i każde doświadczenie dzieje się, żeby dać nam naukę.
To jest moje doświadczenie, żeby dać naukę o nas samych i można realnie zmienić swoje życie w każdej dosłownie chwili, że to tu i teraz to nie jest jakiś przedział czasu. To jest nieskończony proces, który jest zatrzymany w czasie. Z poziomu tego, w którym jesteśmy, z poziomu tu i teraz wszystko jest doświadczone. Żebyście mieli świadomość, że wiele waszych emocji jest opartych tylko i wyłącznie o fikcyjne wyobrażenia w waszych głowach, że na bazie tego, jak wyglądała wasza przeszłość, wizualizujecie sobie wasze lęki odnośnie waszej przyszłości i że to jest fikcja, że bardzo często strach ma wielkie oczy i te wszystkie ludowe powiedzenia, że wiara czyni cuda i tak dalej, że to wszystko ma ogromną moc, bo wiara faktycznie czyni cuda. Przede wszystkim zachęcam do tego, żeby odkrywać siebie, żeby powoli zacząć oddawać poszukiwania gdzieś tam, że w dużej mierze, jeżeli nie są to poszukiwania podparte wewnętrzną prawdą, czyli stosowaniem takich narzędzi jak samoobserwacja, aktywna samoobserwacja czy nawet medytacja czy kontemplacja. Bez stosowania tego wszystko, co na zewnątrz będzie jedynie ciekawostką i ślepym zaułkiem, bo będzie kolejną nakładką na i tak już tysiące nakładek, które mamy na sobie nałożone przez system. Zachęcam do zdrowego krytycyzmu swojego życia i do bycia uprzejmym dla innych ludzi również zachęcam, bo każdy z nas toczy wojny, o których nie mamy pojęcia i tak naprawdę w tym świecie widzimy tylko swoje maski, a nie widzimy w ogóle ludzi pod tymi maskami. To jest też bolączka tego świata. Tyle chyba.
[01:42:18] - Pięknie to powiedziałeś. W tym świecie widzimy nasze własne maski. Wojtku, bardzo miło było mi ciebie dzisiaj gościć. Nie będę cię już zamęczał, bo tak jak powiedziałem wcześniej, mamy późną porę. Bardzo serdecznie ci dziękuję za udział w mojej dzisiejszej audycji. Ja jeszcze na koniec słuchaczom puszczę covera Gabriela Fleszara, czyli?
[01:42:41] - „Imię deszczu”.
[01:42:42] - „Imię deszczu”. Tak.
[01:42:43] - Tak.
[01:42:44] - Bardzo fajny kawałek jest i powiem ci szczerze, że bardzo ładnie też tutaj zaśpiewałeś.
[01:42:50] - Dziękuję. Ja ze swojej strony też bym chciał ci serdecznie podziękować za tą audycję. Fajnie, że mogłem poopowiadać do tak naprawdę szerokiej audiencji.
[01:43:02] - Traktuj to po prostu też jako formę własnej terapii. Czasami lepiej właśnie się wygadać ludziom i opowiedzieć też swoją historię. Być może ty też będziesz motywatorem dla kogoś innego. Nawet jedna osoba, jeżeli by po prostu dzięki tej audycji postarało jej się wyjść z ich własnych nałogów, to też będzie sukces.
[01:43:21] - Jasne. Takie też mi siedzi światło w tym wszystkim.
[01:43:26] - Życzę ci powodzenia w pisaniu książki. Mi to idzie topornie, bo piszę już chyba ze trzy lata i też nie mogę. Dlatego nadaję, bo jest mi to łatwe. To też jest związane z trybem mojego życia, w jakim ja tu funkcjonuję. Wojtku, do zobaczenia na kolejnym 14. Konwencie Wiedzy Alternatywnej. Na pewno się spotkamy. Na pewno podejdę już tym razem do ciebie. Jeszcze raz, było mi niezmiernie miło porozmawiać. Mam nadzieję, że tutaj jeszcze nie raz zagościsz.
Na obecną chwilę to chyba tyle.
[01:43:55] - Dziękuję serdecznie.
[01:43:57] - Ja się z tobą Wojtku rozłączę, jeszcze dokończę tutaj, dopełnię mp3, żeby ładnie ją zamknąć. I to tyle.
[01:44:04] - To dobrej nocy życzę wszystkim.
[01:44:07] - Dzięki. Trzymaj się. Cześć.
[01:44:08] - Pa, cześć.
[01:44:10] - Bardzo ciekawa rozmowa z Wojtkiem. Sam momentami nie wiedziałem, kiedy mam się wtrącać w rozmowę, bo tak mnie Wojtek zahipnotyzował tym swoim głosem. Drodzy słuchacze, jeszcze kilka informacji. Przede wszystkim zapraszam was na stronę www.radiodreamtime.com. Jestem również na kanale dostępny YouTube John, tam macie playlisty. Dzisiejsza audycja była nadawana w trzech radiach: Radio Paranormalium, Radio Cenzura, Radio Dreamtime. Przypomnę jeszcze, że w Radiu Cenzura również jest wywiad z Wojtkiem sprzed miesiąca, sprzed 13. Konwentu Wiedzy Alternatywnej. Więc jak jeszcze coś chcecie się o Wojtku dowiedzieć, to was tam zapraszam. Starałem się ten wywiad przeprowadzić w taki sposób, aby nie był on podobny do tego wywiadu, który przeprowadził Marcin, a bardziej od strony właśnie takiej wizyjnej, sennej, więc myślę, że się wam na pewno to spodobało.
Ja wam na dziś dziękuję. Zapraszam was jeszcze na 14. Konwent Wiedzy Alternatywnej. Strona to jest fraktalna.pl. Tam macie wszelkie informacje, kiedy ten konwent się odbywa. Ja będę na tym konwencie. Jeżeli ktoś by chciał się spotkać ze mną na przykład i porozmawiać normalnie o OBE czy o świadomym śnie, to bardzo serdecznie was zapraszam. Tam też będą wiele innych osób, które się tą tematyką zajmują, między innymi Kalina, która zajmuje się również regresjami. Też bardzo ciekawe wykłady. Basia Pączkowska, Tomek Grubba jak najbardziej ich można tam spotkać.
Ja będę kończył na dzisiaj. Zapraszam was na następną audycję, która odbędzie się za tydzień. Będzie to audycja „Czas snu 043” i gośćmi będzie Julia Sobecka oraz partnerka warsztatowa Monika. To tyle na dzisiaj. Posłuchajcie jeszcze ostatniego utworu „W imię deszczu”. Oryginalne wykonanie to Gabriel Fleszar, a tutaj będzie śpiewał właśnie Wojtek Bajer. Bardzo ciekawie to zaśpiewał, niemalże prawie jak oryginał. A po zakończeniu audycji nie odchodźcie. Powiedzmy, że tak jeszcze około 30 minut puszczę wam taki króciutki ambiencik i będziemy się żegnać. Trzymajcie się, bądźcie zdrowi.
Do następnego razu. Cześć.
[01:46:39] - Proszę nie mów „muszę odejść”. Tyle jeszcze na nas czeka. Nawet jeśli to, co było, już nie wróci. Nawet jeśli dziś już nic, to nic nie znaczy. Zostań, bo ta noc, to ona płacze deszczem. Zostań, bo jak nikt przynosisz mi powietrze. Proszę nie mów „wszystko mija”. Tak jak drzew popadną liście. Przecież po najgorszej zimie będzie wiosna, nowe kwitną łzy. I nic, już nic nie będzie płakać.
Bo ta noc, to ona płacze deszczem. Zostań, bo jak nikt przynosisz mi powietrze. Zostań, bo ta noc, to ona płacze deszczem tak jak ja. A ty przynosisz mi powietrze. Jak nikt. Przynosisz deszcz mi. Niesiesz deszcz mi.
[01:49:27] - Projekt nie realizuje się.