Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła różnokolorowe w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy dwunasty już odcinek audycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. W dzisiejszym odcinku zaprezentuję drugą z rozmów, jakie odbyłem z jedną z naszych słuchaczek na początku listopada 2019 roku. Pierwsza rozmowa ukazała się na antenie Radia Paranormalium w poprzednim odcinku tego podcastu. Historie, którymi nasza słuchaczka się podzieliła, świetnie pasowałyby do rubryki Dotknięcie nieznanego, obecnej na łamach czasopisma Nieznany Świat. Przy okazji gorąco zachęcam do zainteresowania się elektronicznym wydaniem tego miesięcznika, które znajdziecie na stronie www.nieznanyświat.pl. Podobnie jak poprzedni odcinek, tak i dzisiejsza audycja z pewnością zainteresuje tych z Państwa, którzy są zafascynowani historiami zahaczającymi o szeroko rozumiane kontakty z zaświatami. Zanim jednak zaprezentuję nagranie drugiej rozmowy z bohaterką dzisiejszego odcinka, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się z nami swoją historią. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193, 530 624 193. Skype - radio.paranormalium.pl. W razie gdyby nikt nie dyżurował, można się nagrać na sekretarkę bądź wysłać wiadomość głosową. Nasze pozostałe kontakty to Gadu-Gadu 36 08 80 02.
36 08 80 02. Można również pisać do nas na naszym fanpage'u na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. A jeżeli ktoś woli, to może nam wysłać wiadomość e-mail na adres radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
W rozmowie, jaką za chwilę Państwo usłyszycie, na szczególną uwagę zasługuje przytoczony przez naszą słuchaczkę opis można powiedzieć, nieomal spotkania z dwoma wysokimi mężczyznami, którzy jak gdyby wyrośli tuż przed jej oczami i rozmawiali o dziwo o zawodzie wykonywanym przez jej nieżyjącego teścia, którego zresztą nie zdążyła poznać. Po bliższym przyjrzeniu się słuchaczka stwierdziła, iż obaj panowie ubrani są na wyjątkowo staromodną modłę, a jeden z nich uderzająco przypomina teścia, którego słuchaczka znała jedynie ze zdjęć oraz z relacji swojego męża. Okoliczności tego nieomal spotkania oraz sposób zachowywania się obu panów wyglądały tak, jak gdyby cała sceneria i w ogóle otoczenie słuchaczki zostało jak gdyby specjalnie przez kogoś przygotowane. Jak to zdarzenie wyglądało oraz skąd wzięło się owo nieomal? Dowiecie się Państwo już za chwilę. A to nie jedyny przypadek bliskiego spotkania czy prawie spotkania ze zmarłym, jaki miała do przekazania nasza słuchaczka. Coś podobnego przytrafiło się jej synowi. Słuchaczka przekazała również ciekawą historię związaną z jej matką, która na krótko przed śmiercią twierdziła, że w pomieszczeniu, w którym przyszło jej odejść z tego świata, odwiedzała ją jej dawno już nieżyjąca matka. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy.
Halo, dobry wieczór, tutaj Marek Sęk Radio Paranormalium. Umawialiśmy się jakoś dzisiaj na rozmowę, bo czy coś tam Pani chciała jeszcze przekazać, z tego, co czytałem? Tak, tak. Wie pan co? Ale niech mi pan najpierw powie, jeśli, jeśli pan może, co to były za czarne postacie? Nie, pelerynę, nie postacie.
Zielonego pojęcia nie mam szczerze mówiąc. Są pewne teorie, że to mogą być jakieś, wie pani, formy inteligencji, które się w taki, a nie inny sposób manifestują. No ale co to tak naprawdę było, to ciężko mi powiedzieć.
Aha, wie pan co? Muszę panu coś powiedzieć, bo mówiąc szczerze, nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Kiedyś, zacznę od początku. Kiedyś z dzieckiem szłam na spacer i szłam taką ulicą, chodnikiem, chodnikiem. Szłam i... no wiadomo, pchałam wózek. Jak to wiadomo, dziecko co chwilę coś tam się poprawia, coś tam się przy dziecku robi. Jeszcze na wysokich butach, obcasach szłam. Nie jestem dużą kobietą, no to wiadomo, drobiłam. I ni stąd, ni zowąd, to znaczy się, schyliłam się.Widziałam skąd-- mówiąc jeszcze nie powiedziałam najważniejszego. Akurat był taki moment.
No to znaczy się to już było późne popołudnie, tam lato, wiadomo, siódma godzina, no to już jest, można powiedzieć, ulice. Były wtedy w tym, w tym czasie mniej więcej gdzieś tam dalej szli ludzie, ale przede mną i za mną nie było nikogo.
I pamiętam, schyliłam się do dziecka i od razu patrzę. Nawet nie widziałam, skąd dwóch mężczyzn wyszło, a mój mąż był sierotą i zawsze mi opowiadał o swoim ojcu, jaki był wspaniały i tak dalej. A ja zawsze mówiłam Boże, jak ja bym chciała twojego ojca zobaczyć, chociaż na chwilę, jakby żałuję, że go nie poznałam, żałuję i tak dalej. Nie, od razu patrzę i przede mną idzie dwóch, a jego ojciec był wysokim mężczyzną. Idzie dwóch wysokich mężczyzn. Rozmawiają akurat o tej profesji, którą wykonywał jego ojciec. I tak dość, dość głośno, dość głośno rozmawiali o tym swoim zawodzie. Coś tam, coś tam, jeden drugiemu coś tam mówił, tam, no po prostu o zawodzie swoim tam, to znaczy się o rzeczach, które tam w danej chwili robili i tak dalej. No i ja tak nie zwróciłam uwagi, no mówiąc szczerze, nie interesowało mnie to, bo sobie wózeczek pchałam i to była taka lekka górka. To znaczy się, no nie to, że gdzieś tam pod górę, tylko no taki chodnik szedł tak lekko pod górkę. No i mówiąc szczerze, ja drobiłam, no bo zmęczona byłam, wiadomo, jak to się wózek pcha.
Nieduża i mała, drobna osoba. No i tak co chwilę. I tak w pewnym momencie zaczęłam ich słuchać, o czym oni mówią, bo byli dwa, trzy kroki przede mną. I to mnie zaskoczyło to, że to było dwóch rosłych mężczyzn, wysokich i oni sobie szli takim równym krokiem, a ja nie biegłam przecież ani nie szłam szybko, no bo to wiadomo sobie z dzieckiem ze spacerku wracałam i oni byli ciągle przede mną, mimo że szli takim- Cały czas, cały czas utrzymywali taką samą odległość od pani.
Tak, tak, takim-- ja szłam sobie drobniutko, wiadomo moje dwa kroki, a ich jeden. A oni byli cały czas przede mną. Ja tak w pewnym momencie się zastanawiałam, jak to możliwe? Przecież oni mają większe nogi. Idą sobie takim równym krokiem. Nie to, że szli po spacerku takim równym krokiem sobie szli. Byli bardzo zaaferowani swoją rozmową i ja tak jeszcze co jakiś czas, a to coś dziecku poprawiłam, a to zatrzymałam wózek, a to coś tam, coś tam. Wiadomo, jak to przy małym dziecku grzebie się we wózku i oni mimo wszystko byli cały czas przede mną.
Cały czas w takiej samej odległości. Tak i to powiem panu nieduża to była odległość, ja wiem, no może 3 metrów, na pewno nie więcej. Może nawet 2,5 metra. No nie była. Dosłownie przed wózkiem mi szli. I ja tak w pewnym momencie byłam zaskoczona. Mówię, jak oni idą i ciągle są przede mną, mimo że ja się co jakiś czas zatrzymuję, mimo że ja tam co jakiś czas poprawiam to dziecko. No ale dobra, to mnie jeszcze tamtego. I tak zaczęłam ich obserwować i powiem panu szczerze, spojrzałam na ich ubiór i byłam zaskoczona, bo to były ubrania nie, nie na czasie można powiedzieć. Spodnie były skrojone, no ileś tam lat wcześniej, bo krój, bo mankiety, bo, bo nie ten, no wiadomo, inne były kroje wtedy.
Spojrzałam, tak, widziałam tak, jak szli, to tak zobaczyłam taki kołnierzyk mały, krótki. Wtedy były takie szerokie kołnierzyki przy koszulach, elegancko ubrani mężczyźni, nie powiem. Jeszcze prochowiec miał na sobie, a wieje jak i tak sobie myślałam, mówię, ale ten prochowiec stary, tak jak dzisiaj można by powiedzieć z lumpeksu jakiś wykopany gdzieś tam ze szafy, ale byli bardzo eleganccy. No i mniejsza o to, że- To byli tacy mężczyźni, że tak zapytam z krwi i kości, czy może było coś w nich takiego nietypowego?
Tak, nie, nie normalni faceci, normalni mężczyźni z krwi i kości. Tylko że ten ubiór tak mnie zastanowił. Mówię, takie wąskie mankiety, tak popatrzyłam. Mówię przecież to było modne kiedyś. No ale kit, mówię i powiem panu szczerze, że jeszcze to mnie nie zdziwiło, ale dojeżdżałam do ulica akurat była rondo, krzyżówka szeroka, szerokie, wiadomo, przed rondem, to cała ulica jest taka szeroka. Z jednej strony chyba były, był jeden pas czy tam nawet dwa, ale z drugiej i była zaczepka na środku i dwa pasy do przejścia. I to tak było naokoło tego ronda, nie? I powiem panu, że po jednej stronie były bloki, ale w tych blokach były sklepy na dole.
Także to wszystko już było pozamykane. Wiadomo, już po szóstej, gdzieś koło siódmej godziny. Ale lato, gorąco, widno, przecież to był chyba lipiec czy może sierpień. Widniutko jeszcze z dzieckiem, mówię sobie pomału wrócę do domu ze spaceru i akurat tak spojrzałam, to akurat na rondzie nie było samochodów, bo to było wiadomo tam trzydzieści czy ileś lat temu, bo do tej pory się powiem panu, zastanawiam cały czas, jak to było możliwe. Ulica była dość-- chodniki były dość szerokie, także gdzieś tam dalej szli ludzie, ale akurat ten odcinek, co ja szłam, nie było nikogo, ani z przodu, ani z tyłu, ani z boku. Na ulicy, na chodniku, po drugiej stronie też akurat nie było ludzi.
Byli, ale tam dalej i parę, no ja wiem, no może z dziesięć metrów, może z osiem metrów przed-- jak się zbliżałam, żeby przejść przez tą szeroką ulicę, schyliłam się, bo dziecko upuściło jakąś zabawkę, a oni cały czas szli przede mną i żywo dyskutowali na jakieś tam właśnie zawodowe sprawy.Schyliłam się, bo dziecko upuściło zabawkę. Wyprostowałam się i już ich nie było. I tak stanęłam taka ogłupiała. Mówię: "Gdzie oni są?" Mówię tak patrzę- tu nie poszli, bo tu nie dają gdzie. Tu ulica, no to ich nie widzę. Tu z drugiej strony też nawet przejścia nie było, ale popatrzyłam dalej i też ich nie ma. Mówię: "No to jest niemożliwe, żeby oni... To chyba by musieli biec i to w szalonym tempie, żebym ich nie zauważyła".
Bo wie pan- No to też by było raczej trudne do niezauważenia, taki bieg. Tak, tak, tak. No po prostu oni. Ja mówię tak stanęłam i tak ogłupiała byłam. Tak byłam ogłupiała, bo mówię no jest niemożliwe, no przecież wszystko pozamykane bloki, tu na dole pozamykane sklepy, no to wiadomo, no nie weszli do sklepu. I tak stanęłam, rozejrzałam się, mówię nie ma ich.
Mówię gdzie ci faceci są? I powiem panu szczerze. Później przyszłam do domu i tak mi, tak mi nie dawało spokoju. Mówię kurczę, mówię, rozmawiali o tym, jaką profesję teściu miał. Ja mówię to jest mówię, no to jest mówię i z wyglądu, i, i z ubioru. I przyszłam do domu, zaczęłam oglądać album i mówię ja pierdziu kurde, przecież to był on! Mówię, tylko że nie widziałam twarzy, bo oni szli przede mną.
Jak rozmawiali, to tylko widziałam trochę z boku twarz. Ale włosy. Nawet ścięcie włosów było nie na czasie, bo wiadomo, kiedyś to ludzie mieli takie większe grzywy, nie? Mężczyźni zwłaszcza. I on na zdjęciu też właśnie miał taką grzywę. Ja mówię kurczę, to był on. No ale to jest niemożliwe. Mówię, jak to jest możliwe? I powiem panu szczerze, to mi nie dawało długo, długo spokoju. Nawet mężowi mówię: "Ty, ja chyba twojego ojca widziałam". Mąż się nigdy na ten temat nic nie odezwał, w ogóle tego nie skomentował. A ja długi czas mówię: "To był on, to był on". Mówię chyba, chyba mówię dlatego, że ja tak ciągle mówiłam. Chciałabym go zobaczyć, chociaż na chwilę chciałabym go zobaczyć.
Mówię, ale to jest mówię to jest no, no niewytłumaczalne. Wie pan? No można troszkę pospekulować na zasadzie, że pani go w jakiś sposób wywołała, żeby się pokazał i w końcu się pokazał, tak jakby dla świętego spokoju trochę.
Może i tak. Ale mówię panu jak żywy. Jak żywy, normalnie jak żywy. No to ja nawet powiem panu szczerze, że nawet miałam wtedy zawołać, po prostu powiedzieć panowie, zatrzymajcie się. Mówię: "Czy pan się nazywa tak?" Albo jakoś go zahaczyć, żeby się obrócił, żeby z nim porozmawiać. Ale powiem panu, że coś mi kurczę, za plecami mówiło: "Nie rób tego".
Nie wiem, może stchórzyłam. No, ja jestem tchórzem. Może stchórzyłam, ale mówię panu, że zdjęcia z ubioru, z figury, z postury, z koloru włosów. No, no ja mówię no i nawet gadka ta sama była o tym samym zawodzie i oni tak głośno rozmawiali, tak odniosłam wrażenie. Ja nie lubię podsłuchiwać ludzkich rozmów. Mówię, to mnie nie interesuje, nie? Ale tak głośno, tak. Ja-- oni tak głośno mówili, jakbym-- żebym ja to celowo usłyszała, o czym oni rozmawiają.
Bo rozumiem- I powiem panu- Oni nie zrobili jakiś zamaszystych takich kroków, żeby, żeby po prostu te kroki były szerokie. Nic? Wie pan, facet, prawie dwa metry, to nawet jakby chciał drobić, to i tak stawia kroki takie duże. No bo- No, wiem coś po sobie, bo sam mam prawie dwa metry wzrostu.
No właśnie. To żeby iść wolno, to, to, to on musiałby naprawdę drobić. Oni sobie szli takim równym krokiem. Nie to, że oni drobili, że oni się ciągnęli tam, wie pan, szli sobie pomalutku, oni sobie nie szli marszem, ale takim takim równym krokiem.
To nie był taki szybki marsz, taki równy, jak to mężczyzna idzie, powiedzmy, z pracy do domu. Takim równym krokiem szli. Ja byłam zaskoczona. Mówię ja, ja to długi czas analizowałam, mówię. Przyszłam do domu, przyszłam do domu i tak sobie myślałam, mówię. Ja się zatrzymywałam, ja poprawiałam dziecko, ona tam co chwilę mi coś tam upuszczała, ja się schylałam, a oni mimo wszystko powinni się oddalić. No na ludzki rozum oni powinni być przynajmniej pięć metrów czy tam dwa metry, trzy metry, cztery metry, powinni się oddalać. A oni byli cały czas przed wózkiem.
I zaznaczam, że ja pchałam wózek na obcasach. No i-i-i to... Ja jestem mała, drobna, szczupła. Wtedy byłam także. No siłą rzeczy musiałabym chyba za nimi, za facetem, który idzie takim równym krokiem. To chyba bym musiała naprawdę nieźle naginać, nie? No ja sobie tak szłam pomalutku, pchałam wózeczek, bo mi się nie spieszyło. Było ciepło, dziecko sobie siedziało, leżało tym, czy tam siedziało. Już nie pamiętam. I-i-i powiem panu do tej pory mówię: "Co to było? Jak to wytłumaczyć? Jak to? Czym to ugryźć?" Nie mam bladego pojęcia.
Mam takie pytanie, czy zauważyła pani coś nietypowego w najbliższej okolicy, powiedzmy w promieniu dwudziestu, trzydziestu metrów? Oprócz oczywiście tej, tego totalnego braku żywej duszy. To znaczy, co pan ma na myśli?
No na przykład coś takiego, że na przykład yyy w najbliższe otoczenie jakby zamiera, nic się nie dzieje, nie słychać żadnych odgłosów. Nie, nie, nic takiego nie zauważałam. Czyli wszystko było tak jak normalnie, poza obecnością tych dwóch panów.
A nie, nie, nie, nie, nie. To to tak, nie. To wtedy było wszystko normalnie. Powiem panu szczerze, że nawet nie zwróciłam uwagi, ale widziałam ludzi. Chodzili tam dalej. Oczywiście tam po drugiej stronie ulicy, gdzieś tam, bo tam był akurat taki skwerek, można powiedzieć tylko ławeczki i trawka, takie coś było, nie?To tam też widziałam się, ludzie kręcili. Samochody gdzieś tam dalej, ale to dalej tam widziałam, przejeżdżały. No akurat koło mnie się nic nie działo. Nic, mówię panu.
Ani, ani żywego ducha nie było. Po prostu nikt nie przechodził, nawet samochody w tym momencie nie przejeżdżały. Mimo że to była duża krzyżówka, to znaczy jest do tej pory, nie? Duża krzyżówka i tam jest przy tej krzyżówce wiadomo, jakieś tam pasy, tam trzy czy cztery, na środku wysepka, żeby się zatrzymać, przejść na drugą stronę. Także naprawdę duża krzyżówka była. Dla pieszych oczywiście, nie? Y-y, wysepka była taka, żeby się zatrzymać.
Także ja, ja wtedy to byłam naprawdę zszokowana. Ja, ja szłam do domu, dosłownie byłam nieprzytomna. Mówię: jak to możliwe? No przecież to jest niemożliwe. No siłą rzeczy mężczyzna stawia duże kroki, a oni byli ciągle przede mną. Ja mówię, żebym nie wiem, no żeby ktoś był jeszcze oprócz tego dziecka albo coś, no to by potwierdził. No ale, no akurat szłam sama.
Tak to troszeczkę brzmi, jakby cała sceneria została specjalnie tam przygotowana wcześniej pod zobaczenie przez panią tych 2 panów. Nie odnosi pani takiego wrażenia? Wie pan, że ja też tak mówię? Może dlatego, że ja tak ciągle mówiłam, jak z mężem rozmawialiśmy, to on mi tam opowiadał, jaki ojciec wspaniały był, jaki to, jaki tamto. Same superlatywy. Jak mówię, no żałuję, że nie miałam okazji go poznać i bardzo żałuję. I tak jak często rozmawialiśmy, często opowiadał o swoim dzieciństwie i tak dalej, to ja naprawdę-- każda rozmowa się kończyła: "No żałuję".
Mówię, że nie poznałam, skoro był tak wspaniałym człowiekiem. No mówię, no żałuję, no po prostu, no nie było mi dane. Mówię, no ale szkoda, no chciałabym go, mówię, no ale się tak pomyślałam. Później zobaczyć, chociaż mówię na żywo, gdzieś nawet jak go zobaczę, to i tak nie będę wiedziała, że to jest on, nie? No bo zdjęcia wiadomo, inaczej, tak? Mówię też inaczej.
No teraz pani pewnie żałuje, że pani do niego nie zagadała. Wie pan co? Nieraz, nieraz tak mówię, że żałuję. Ale powiem panu szczerze, że nawet trochę się bałam, bo mówię: nie wiem, nie wiedziałam, co mam zrobić.
Powiem panu, że nie wiedziałam, co mam zrobić. I powiem panu, że nawet gdyby do dzisiaj mi się coś takiego przytrafiło, też bym nie wiedziała. Ale powiem panu jeszcze jedną rzecz. O tym właściwie to ja już zapomniałam. Już, wie pan, jak to jest. Obowiązki domowe to człowiekowi gdzieś tam z głowy po latach wy-wyfrunie.
A kiedyś mój syn szedł rano do pracy na autobus. Nie? No to wiadomo, jak to idzie się tam przed szóstą na autobus, to w zimie to jest ciemno, nie? Mimo że się latarnie świecą, to jest-- jak się przejdzie od latarni do latarni, jest taki moment, że jest ciemno. I-i syn szedł właśnie na autobus i przychodzi do domu i opowiada mi. Mówi: "Wiesz, mama - mówi - szedłem na autobus, spieszyłem się, ale naprzeciwko nasz-- mnie, naprzeciwko mnie szedł nasz sąsiad. On sobie zawsze z nim tam, zawsze dzień dobry, dzień dobry, bo moje dzieci są grzeczne. No i mówi: "Powiedziałem mu dzień dobry, a on mi nawet na mnie nie spojrzał i mi nie odpowiedział". A to było wcześnie rano, 6:00, może przed 6:00. To, to w zimie, no to wiadomo, ciemno jest. No i powiedziałem mu dzień dobry. I on mówi Nawet się nie spojrzał, nie odpowiedział.
Ja mówię: "To może za cicho powiedziałeś?" "Nie" mówi, "głośno. Zawsze - mówi - lubiał stanąć, ze mną porozmawiać i tego. A teraz - mówi - szedł po prostu i tak, jakby mnie nie widział. Szedł prosto przed siebie i się nie patrzył". No i dobra. Ja tak słucham, co on-- a jeszcze mówi: "Tak - mówi - wiesz - mówi - jak szedłem naprzeciwko, to go widziałem. Jak był równo ze mną, też go widziałem i nawet się obejrzałem za nim. I wyobraź sobie, że jak się obejrzałem, go nie było. Nie?
Mówi: "Po prostu go nie było". Mówi: "Jak już mnie przeszedł, obejrzałem się za nim" i mówi nie było go. Ja mówię- Tak, po prostu zniknął jak tych dwóch panów wcześniej. Tak, tak. I-i powiem panu szczerze, ja do syna mówię: "Wiesz co?" Może nie mogłeś go widzieć? Mówię, bo on mówi: "E, jutro mam pogrzeb. Nie? On nie żyje."
A właśnie, nasunęło mi się pytanie i w pewnym momencie, jak słuchałem, czy ten sąsiad jeszcze żyje. No się okazało, że jednak no, nie ma. Tak, tak. Ja mówię: "wiesz co, on jutro ma pogrzeb, on umarł". A on mówi: "Niemożliwe! Przecież ja go widziałem". Ja mówię: "A nie pomyliłeś się z kim? Nie pomyliłeś go z kim?" "Nie, mama! No przecież ja" mówi, "jak szedłem, to" mówi, "zawsze" mówi, "staliśmy, rozmawialiśmy.
No przecież go znam" mówi. "To jest nasz sąsiad" mówi. "Jak ja mogłem go nie znać?" A ja-- ja mu mówię: "On jutro ma pogrzeb". To syn mówi: "Już nie pójdę tą drogą" [śmiech]. Mówi: "Wolę nadłożyć" [śmiech].
No i tak jest. Mam jeszcze pytanie do-- dotyczące teścia. Czy on się, on się jakoś Pani ukazywał później jeszcze, bądź wcześniej, na przykład w snach czy w jakichś innych okolicznościach? Tak. Śnił mi się. Śnił mi się. Ale to były tak głupie sny, że powiem panu szczerze, śniło mi się, że przyszedł do nas do domu.
Ja wiedziałam, że on już wtedy nie żyje. Przyszedł i ja tak popatrzyłam. Usiadł. Ja mówię, mówię: "Niech tatuś usiądzie", mimo że go nie znałam, ale wiedziałam, że to jest teściu. Ja mówię: "Niech tatuś usiądzie". Mówię: "Zrobię herbaty". I tak popatrzyłam na niego. Mówię: "Boże, jaki tatuś ma brudne, brudną marynarkę". Nie? Ja mówię: "Niech tata ją zdejmie, to ja ją wypiorę". I pamiętam, on zdjął tą marynarkę. Ona była taka usypana ziemią czymś. I ja pamiętam, wzięłam miski i tak w misce piore tą marynarkę. A on tak siedział. Nogę na nogę założył. Takie długie nogi miał, bo był wysokim mężczyzną. Tak popatrzyłam, mówię: "Boże, jakie ty masz koleś, sobie myślę, wielkie stopy, buty takie wielkie. Tak sobie pomyślałam wtedy. I on tak sobie jedną rękę oparł na stole, drugą niby chciał tą fi-- filiżankę z tą herbatą i ja tak-Ręka mu odpadła. Powiem panu szczerze, że chyba się w tym momencie obudziłam.
No raczej przerażająca wizja w pewnym aspekcie. No mówię, że ten syn to był głupi. Także mi się tylko raz śnił. Więcej mi się nie śnił. Więcej, więcej nie miałam żadnych spotkań, to podejrzewałam, że to był on może. Ale powiem panu, że ja długi czas patrzyłam, wszystkie zdjęcia w albumie oglądałam, przeglądałam. Mówię tak to był on, mówię to nawet mówię, miał ten prochowiec, nawet te spodnie z tym mankietem, mówię kołnierzyk taki sam, no bo ze zdjęcia tylko mogłam porównać, nie?
Mówię: No to był on. Mówię to włosy tak ścięte, bo on miał proste włosy. Ja mówię tak samo ścięte włosy. Mówię tą grzywę, taką miał tą czuprynę. Mówię no, mówię nie ma, nie ma siły. I mówię jeszcze to, że on rozmawiał właśnie z tym znajomym o swoim fachu. Ale jeszcze panu powiem ten znajomy, który z nim szedł, to on też nie żył. Mąż mówił, że on zaraz umarł po teściu i mówi oni byli, mówi jak bracia bliźniacy. Mówi też był wysoki, też miał taki kolor włosów jak on. Mówi i mówi Też był taki szczupły mężczyzna, no bo to był młody człowiek. Jak umarł jeden i drugi zresztą, to ja tak popatrzyłam na nich, mówię Boże, wszystko się zgadza i też pracował z nim razem.
Dlatego oni szli i rozmawiali o tym swoim fachu, o tym swoim zajęciu. Nie. Tak to brzmi, jakby. Jakby ich pani obydwóch spotkała w jakimś w jakiś dziwny sposób, w jakichś dziwnych okolicznościach. No to nie wiem, co tu więcej mogę dodać.
Tak mi się nasunęło na myśl takie przekazy niektórych tam podróżników wychodzących poza ciało na przykład u Roberta Monroe. Nie wiem, czy pani kojarzy takie nazwisko. Można znaleźć? Tak, oczywiście. W pierwszej książce, bodajże Podróże poza ciałem jest opis, jak on spotyka tam jakiegoś swojego przyjaciela po drugiej stronie i ten przyjaciel właśnie też w otoczeniu jakichś swoich kolegów stał. Chyba tam ze studiów czy z pracy też coś takiego. Być może, być może w jakiś sposób coś takiego się zadziało, że, że pani zauważyła właśnie tego teścia z tym kolegą?
Wie pan co, ja tak pomyślałam, bo ja mówię, dlaczego on mi się pokazał z tym swoim współpracownikiem? Ale tak mówię, tu chyba chodziło tylko o to, żebym, żebym ja słyszała ich rozmowę i jakby się upewniła, że to jest on. Bo oni właśnie rozmawiali o swoim filmie, o swojej pracy. Nie, bo tak to tłumnie czytam, czy nawet jakby szedł, to ja bym mogła nie wiedzieć, czy to jest on.
Ale pierwsze, co mnie uderzyło, to właśnie to znaczy pierwsze. No pierwsze to, że oni byli przed tym wózkiem i się nie oddalali, a na drugie to zwróciłam uwagę, że oni właśnie rozmawiają o tym zawodzie, co wykonywał teść i zaczęłam wtedy słuchać z zainteresowaniem. Mówię: no o czym oni mówią, kto to jest? I tak zaczęłam kojarzyć dopiero wtedy nie, to tak, to mogłabym nawet nie zwrócić uwagi, nie zauważyć, nie skojarzyć, nie?
No tak, tutaj nie mam, nie mam jakichś pytań do tej relacji. Ja tylko powiem pani, że na moment przed tym, zanim do pani zadzwoniłem, komputer, na którym rejestruję rozmowy ze świadkami czy tam słuchaczami, no zawiesił się. Dawno mi się coś takiego nie zrobiło. Nie wiem, czy to był jakiś omen, czy co, ale ciekawa, ciekawa rzecz. Troszkę upierdliwa, ale ciekawa. Akurat przed yy jak już miałem wykręcić do Pani numer telefonu, to po prostu przestał reagować. A widzi pan? To może coś jest? Ale wie pan co? Ja panu coś powiem tak, bo pan tamtą poprzednią rozmowę moją odsłuchał, nie? I wie pan co?
Ja tak nieraz, tak nieraz myślę, no bo dużo słucham. Właśnie ja zaczęłam się tym-- dopiero zaczęłam się tym interesować, tymi wszystkimi tam tymi waszymi audycjami i tam w ogóle innymi to Poza ciałem, to, to, to wszystko, to Życie po życiu i tak dalej.
Ja się przed tym w ogóle nie interesowałam, bo mnie jakoś tak nie miałam powodu się tym interesować. Ale powiem panu szczerze, że teraz tak, niektóre rzeczy ja mówię: Boże, oni chyba wiedzą, co się u nas dzieje?. Jak pan myśli?
Też mam pewne takie doświadczenia i osoby z najbliższej rodziny również mają doświadczenia, że no rzeczywiście coś w tym może być. Bo tutaj na przykład miałem taki przypadek, że osoby bliskie tutaj z rodziny rozmawiają o tym, co się działo krótko po śmierci wujka naszego. I akurat w tym momencie jakoś tak dziwnie się złożyło, że jakaś taka teczka z papierami od wujka wylądowała na środku pokoju.
Aha. No zresztą nie tylko osoby z rodziny jakby nam tutaj towarzyszą jeszcze po odejściu, bo na przykład ja dosyć dużo medytuję tam czasami zdarza mi się odprowadzać jakieś zmarłych znajomych, przedwcześnie zmarłych. Zwykle są to osoby, które zmarły dosyć nagle, na przykład w wyniku zawału serca bądź wypadku jakiegoś komunikacyjnego. I właśnie taka moja przyjaciółka, którą odprowadziłem, zmarła niestety w wieku 18 lat. Od momentu właśnie kiedy? Od momentu tego odprowadzenia Radio Paranormalium dosyć często było kiedyś atakowane przez hakerów i różnych innych tam rzezimieszków internetowych. I od momentu, kiedy ją odprowadziłem do tego światła, każdy taki atak jest czymś poprzedzony bądź, bądź to jakimś snem z wątkami hakerskimi, bądź coś mi spadnie na głowę. Dwa razy mi się zdarzyło na przykład, że spadła mi na głowę taka wielka laurka urodzinowa, którą kiedyś dostałem drogą pocztową. Normalnie nie powinno coś takiego się dziać, bo po prostu ta laurka leży na takim worku dosyć kleistym i trzeba dosyć dużej stosunkowo siły, żeby ją zepchnąć. No i, ale tak dwa razy się zdarzyło, że ta laurka mi po prostu spadła na łeb i co się okazywało?
Albo następował jakiś atak na radio, ktoś tam na przykład podmienił audycję w autopilocie i zamiast na przykład audycji tych takich debat niekontrolowanych, leciały jakieś brzydkie rzeczy o papieżu Janie Pawle II. To jest taki częsty wątek wykorzystywany przez hakerów albo też, jeżeli nic się z radiem nie działo takiego strasznego, to akurat się okazywało, że chwilę później do nadającego aktualnie prezentera ktoś, ktoś zadzwonił na telefon i zaczął mu po prostu na antenie wygrażać śmiercią. Także każda taka akcja jest jakoś w jakiś sposób uprzedzana. No w ostatnim roku nic takiego się nie zdarzyło, bo daj Boże, żeby już nigdy takiego czegoś nie było. No ale też to chyba potwierdza tylko, że w jakiś sposób no ci zmarli niby nam tylko zniknęli sprzed oczu, a tak naprawdę jakoś tam cały czas towarzyszą jakoś tak na innym planie.
Ja panu jeszcze coś powiem. Jak mój mąż umierał, bo był w szpitalu, nie byłam w stanie go mieć tu w domu.To ja wiedziałam, bo ja chodziłam codziennie do szpitala. Wiedziałam, że, że koniec jest bliski, bo mi lekarze powiedzieli.
Ale ja powiem panu szczerze, myślałam, że jeszcze raz go zobaczę, że jeszcze jeden dzień, chociaż nie. A że wszystko spadło na mnie, wszystkie obowiązki, wszystko po prostu ja i kłopoty w związku z tym, i to przygnębienie i to... Ja po prostu, jak się kładłam spać, to chyba zasypiałam jak kamień. I ja zawsze, jeśli ktoś miał stać przede mną, to na pewno nie byłam ja. Wszyscy mogli powstawać. Ja oczywiście zawsze po mężu się budziłam.
Także raczej byłam śpiochem, a jeśli już się budziłam, no to szósta, siódma, nigdy nie wcześniej. Wcześniej to było dla mnie, nie moja godzina po prostu, bo ja raczej tak późno chodziłam spać i tak troszkę przesypiałam do tej szóstej to spałam na pewno. I w godzinę śmierci, niech pan uwierzy mi, obudziłam się w godzinę śmierci męża i nawet pamiętam, obudziłam się, było wcześnie, dużo wcześniej, przed szóstą i ja mówię tak Matko kochana, co ja się tak wcześnie obudziłam?
Mówię, to nie moja godzina, żeby się budzić. I tak leżę i mówię Jezu, może coś z nim się stało? I pamiętam, zadzwoniłam do szpitala i się pytam, jak mój mąż jeszcze nawet mówię Boże, tam nie wiem, czy pielęgniarki odbiorą, czy lekarze, czy jak tam. Zadzwoniłam, a pielęgniarka mówi: "Właśnie miałam do pani dzwonić. Mąż umarł". Dosłownie w godzinę śmierci — ona mówi: "Przed chwilą mąż umarł". A ja nie byłam w stanie być przy mężu, chociaż wiedziałam, że jak będę, to mówię ja dostanę histerii. Oni mnie wyprowadzą, chyba w kaptanie. I faktycznie tak było.
Jak się dowiedziałam, to... To był horror. Niedawno w audycji Mówią Świadkowie jakiś taki podobny przypadek, że po prostu dziewczyna zgłosiła taki, taką historię. Miała sen, jakąś taką wizję, w której spotkała jakieś dziwne istoty, które ją przed czymś... Pragnęły jakby przekazać jej pewną taką wiadomość, bliżej nieokreśloną. No a że stawiała opór jakoś tak chyba się tych istot bała. To po jakimś czasie zamiast tych istot zobaczyła wizję, w której wydarzył się wypadek. Przewróciła się bodajże ciężarówka z jakimś takim ciężkim ładunkiem i niestety kierowca ciężarówki zginął. No i się okazało, że jak się obudziła już dziewczyna, to wtedy, wtedy się okazało, że mniej więcej w tym czasie ktoś tam bodajże chyba wujek zginął właśnie w takim wypadku.
To wyśniło jej się. No to jest jedna z historii, po których, po których wysłuchaniu po pierwszym razie człowiek po prostu w większości wypadków nie wie, co powiedzieć. Tak. I jeszcze panu dokończę. Przez długi czas, ale to chyba przez rok, może nawet przez dwa lata, nie pamiętam dokładnie. Dzień w dzień budziłam się w godzinę śmierci męża, żebym nie wiem jak padła zmęczona, żebym nie wiem, o której poszła spać. Zawsze się budziłam o tej godzinie. A wtedy to mąż zmarł. To tak, jakby mnie coś trąciło. Ja wtedy otworzyłam oczy i patrzę na zegarek. Mówię czemu ja się tak obudziłam? I później, dzień w dzień mówię panu, nie było dnia.
To już później, po, po, nie wiem, po roku czy po dwóch mówię, jak się budziłam, mówię pewnie znów ta godzina. I tak było. Dokładnie ta godzina była na zegarze. No można to spróbować wytłumaczyć tym, że organizm, że po prostu dla umysłu to było tak na tyle doniosłe i traumatyczne przeżycie, strata męża, że no, yy, jakoś tak organizm się zaprogramował na wstawanie akurat o takiej porze.
Ale ja nigdy nie wstałam o tej godzinie, tylko po prostu no tak, no może tak, może po prostu jakiś szok i się budziłam o tej godzinie, nie? Może tak, może, może pani jakoś odebrała jakimś takim innym, że tak powiem, zmasłem informację o śmierci męża i to jakoś tak mogło wpłynąć na panią w ten sposób, że się pani budziła akurat o takiej godzinie.
Może i tak. Teraz już to wróci. Teraz już to wróciło do normy. Już jest w porządku, już się nic nie dzieje. Ja to mówię. Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się filozofom nie śniło, nie? Dokładnie. Powiem panu szczerze, że nieraz, tak jak tam jakiś kłopot miałam czy coś, to mówię Boże, nie poradzę sobie, coś tam, no nie wyjdzie mi, nie umiem tego załatwić, nie potrafię po prostu no mówiąc szczerze, bałam się życia, bo zostałam sama, to się bałam życia. Drobnostka wydawała się górą nie do pokonania nieraz. Ale powiem panu szczerze, że nieraz mi się przysnił. Mąż przyśnił, mówi Dasz radę, nie bój się, będzie dobrze. Tak jak opowiadałam tam właśnie o tych psach, że ja sobie wyobrażałam, no Bóg wie co, że już jest koniec. Mówię no nie poradzę sobie. A on właśnie wtedy jeszcze pamiętam, byliśmy w domu. Taki właśnie ten sen był, że byliśmy w domu. On wychodził, wyszedł przed dom i ja mówię: "Nie wychodź, bo te psy cię zjedzą, pogryzą, nie wychodź". A on mówi: "Nie bój się". Poszedł, usiadł na środku, przed domem i głaskał nawet te najbardziej groźne, które tam warczały czy tam chodziły tak, żeby go tam nie wiem, odnosiłam wrażenie tak nieufne. Ja mówię pogryzą go, pogryzą go. A on wyciągnął rękę, głaskał, mówi: "Widzisz, nie zrobią ci nic, nie bój się". I właśnie nieraz miałam takie, takie, takie, takie, że uspakajał mnie, że będzie dobrze.
Takie bardzo realistyczne, tak? Tak, tak, to były tak realne sny, że mówię panu, czułam się jakbym, jakbym tam była z nim. Stałam i tak patrzyłam. On mówi: "Nie bój się". Ja widziałam każdy detal, ja widziałam każdy, nawet takąNa, na kieszonce w koszulce miał taki haft. Oryginalnie kupiona koszula z takim haftem. Ja tak patrzyłam, mówię Boże, ja nawet ten haft widzę. Ja zapomniałam, że ta koszula miała ten haft. Po prostu widziałam Wszystko.
Wszystko widziałam tak realnie. Ja mówię Matko kochana, mówię ja, ja już zapomniałam o tej, o tym ubraniu czy o tamtym, jakim tam. Po prostu byłam w szoku. To było bardzo, bardzo tak, jakbym na niego patrzyła, jakbym był tuż koło mnie. Nawet głos słyszałam jego, ten sam głos, jaki miał.
Bo jak do mnie na przykład przyszła kiedyś mama, to w pewnym momencie powiedziała mi, że mam już nie płakać i spadła szyba. Ona... Po prostu ja już nie słyszałam tak, jakby spadła szyba, jakby nas oddzieliła. I ona mówiła, a ja już jej nie słyszałam.
No to chyba pani nawet opowiadała podczas naszej poprzedniej rozmowy. Tak, tak, tak ona mówiła, a ja już jej nie słyszałam i tylko jej powiedziałam mówię wiesz, że mąż nie żyje? Ona się spojrzała tak w bok, ja patrzę, a on tu stoi i mówię Jezus Maria, to on jest. On słuchał tej rozmowy, on był przy tym. Aż mnie mówię panu, aż ja mówię Boże, jakie ja mam sny głupie. No ale widocznie ja mówię i dlatego mówię oni po tej, po tej, że mama mi tak powiedziała. Już dosyć, nie płacz to po tym wiem, że tak myślę, że oni chyba wiedzą, co się tu dzieje.
No niewątpliwie, przynajmniej w przypadku części, części z nas. No znajomi, przyjaciele i bliscy, którzy już odeszli, cały czas nam towarzyszą. Można takie przynajmniej odnieść wrażenie, słuchając tego typu historii.
Albo, albo przynajmniej przez jakiś czas, bo później śnił mi się mąż, jak widziałam, jak odchodził, wszedł, obejrzał się, wszedł, uśmiechał się, widział mnie, bo ja akurat byłam wtedy, pamiętam w oknie i tak wyjrzałam, patrzę, a on idzie i odchodzi. Ja tak stałam, pomyślałam, mówię Boże, to on już mnie zostawia, chyba już idzie. I powiem panu szczerze, że od tej pory mi się już nie śnił. Nie śnił mi się ani razu.
Może uznał, że jego rola, że tak powiem, tutaj już na Ziemi jest skończona i może spokojnie odejść? Tak, chyba tak. Ale on, on odszedł dopiero wtedy, jak rodzina tutaj-- syn zjechał i przyjechał tu i, i zamieszkał ze mną, nie? Dopiero wtedy, a tak to odniosłam wrażenie, że on był.
No można powiedzieć, że można, można pospekulować, że po prostu poczuł jakiś taki spokój, który pozwolił mu już odejść, pójść dalej, jak to się mówi. Tak, tak, tak, ja też tak pomyślałam. Mówię już wiem, że nie Jestem sama, już ktoś tu jest ze mną, że mam, jakby to powiedzieć, takie taką opiekę na starość, już jakąś tam pomocną rękę mam w razie czego, ktoś tam zawsze ktoś jest przy mnie, A tak to byłam sama, nie?
I tak sobie to tłumaczyłam, tak sobie to wytłumaczyłam. Ale wie pan co? Bardzo mnie ciekawią te, te czarne postacie, to, to jeszcze panu powiem, bo ja tam nie dokończyłam właściwie. A czarna postać, jak mi przyszła powiedzieć, że już we mnie rośnie, a ja tak mówię Boże, no przecież nie jestem w ciąży. No, żeby być w ciąży, to trzeba, że tak powiem, przespać się z kimś. A ja jak dziewica orleańska. Więc mówię no to jest niemożliwe, nic we mnie nie może rosnąć. I tak mówię, co we mnie rośnie, a on mówi guz, a dla mnie guz to się kojarzy z rakiem. I ja, mówiąc szczerze, wymusiłam na nim tą odpowiedź, bo mówię jaki guz? A on tak się zastanowił. Widziałam, że tak nie wiedział, jak dognać słowo, mimo że ja go nie widziałam, ale czułam gdzieś to, że, że nie wie, jak znaleźć słowo. Ja mówię rak i on tak, jakby się zastanawiał i mówi tak, rak!
Nie? Ale ja wtedy ja wyczułam, że ja to słowo w nim wymusiłam jakby, bo on nie mógł znaleźć słowa, jak to powiedzieć, co rośnie. No i okazało się, że są kamienie, nie? To może to, nie wiem. No całkiem możliwe, że właśnie o to, o to chodziło. Też są jednak, jakby nie patrzeć, w jakiejś formie guzy.
I-i rośnie, nie? Jakoś tam coś urosło. No nie wiem, czy o to chodziło, czy nie, a co ma być, to będzie. Ja się tam tym nie przejmuję, ale, ale jednak ktoś mi coś. I powiem panu, że mówił do mnie tak miękko, tak... Ja w pierwszej chwili myślałam, jak zobaczyłam tą post-postać, to peleryna dla mnie była, nie było postaci. No ale coś tam musiało być. Jak go, jak go zobaczyłam, to nawet zrobiłam taki ruch, jakbym chciała się zasłonić, bo mówię przyszedł mnie uderzyć.
Nie wiem czemu, bo ja nie byłam bita nigdy, ale takie wrażenie odniosłam. Wystraszyłam się i od tego mam wrażenie, że on tak jakby się, jakby się uśmiechał, że ja taki gest chciałam wykonać. Nie? Tak jakby- Zresztą sądząc po opisie przez panią przytoczonym, to ta postać aparycje miała, że tak powiem, dosyć mroczną raczej.
Tak, tak. To była bardzo wysoka postać. Ja nawet-- I powiem panu szczerze, że jak on się oddalił, jak ja powiedziałam, bo ja byłam w strachu, ja byłam w totalnym strachu. Serce to myślałam, że zawału dostanę i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. W końcu mówię użyję wulgaryzmu, to się facet może wystraszy, czy to coś, nie? Powiem panu szczerze, że on tak jakby zawahał się, stał chwilę, stał czy lewitował, nie wiem.
I on-- nie widziałam, żeby stawiał kroki, bo człowiek jak stawia kroki, no to wiadomo, gdzieś tam trochę się zakołysze, nie? A on widziałam tak płynnie w tą ścianę wszedł tak jakby, jakby płynął po wodzie. I ja byłam totalnie zdziwiona. I jeszcze panu powiem, jak ja mu wtedy, bo on mi się spytał, czy mogę. Ja myślałam, że on się chce przytulić, tak jak mąż się ze mną wtedy, co przytulił. I ja mówię tak możesz, bo myślałam, że to mąż jest. W pierwszej chwili to nie wiedziałam, ale wie Pan-Powiem panu szczerze, jak ja wyraziłam zgodę, to tak, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z gniazdka. Ja momentalnie nie wiem, wyłączyłam się, usnęłam. Po prostu tak, jakbym straciła przytomność. To było, to było dla mnie strasznie dziwne. No i potem się obudziłam w trakcie. To było szok. To był szok. Ale jeszcze wtedy myślałam, że, że to mi się śni, że to jest mąż, że chciałam go objąć.
I powiem panu szczerze, nie było nic, nie było nic i się wtedy obudziłam. I później przyszedł 2 raz i też mi się pytał, czy mogę. Powiedziałam, Nie jesteś moim mężem, won! Mówię no i odsunął się. I znów takim płynnym ruchem wszedł w ścianę. Po prostu. I ja wtedy znów, jakby ktoś wtyczkę wyłączył, usnęłam. Obudziłam się rano i powiem panu szczerze, że nie umiałam sobie wytłumaczyć, bo to było bardzo rosłe, to przynajmniej dwa metry. Tak się nade mną nachylił nad łóżkiem i ja się wystraszyłam, że on mnie chce uderzyć albo coś. Byłam w totalnym szoku. Tego sobie nie umiem wytłumaczyć mówię Boże, co to było? Nie mam pojęcia.
Być może po emisji audycji z tą naszą rozmową, tą poprzednią i być może tą obecną, ktoś się zgłosi z jakąś propozycją wyjaśnienia. No można tak snuć domysły, że to rzeczywiście była po prostu jakaś forma inteligencji, która chciała pani w jakąś, w jakiś sposób, nie wiem, coś przekazać, czy coś spowodować. Ciężko powiedzieć.
Nie wiem, nie wiem, nie mam pojęcia. Przychodził, przychodził 2 razy, żeby mi powiedzieć, że coś we mnie rośnie, bo raz go wyrzuciłam, 2 raz przyszedł i mi-- ale bardzo ład-- to znaczy ładnie, miękko wymawiał moje imię w zdrobnieniu, ładnie to- Taki bardzo miły głos.
Tak. Ale powiem panu szczerze, że ja w pierwszej chwili tak mówię, to jest mój mąż, ale mówię nie, to nie jest głos mojego męża, to mówię mój ojciec, bo ojciec zawsze mówił do mnie w zdrobnieniu nigdy nie powiedział szorstko mojego imienia, ale mówię może i ojciec, ale to nie jest jego głos. Nie mogłam tego głosu do nikogo dopasować, bo zawsze męża głos, jak do mnie coś mówił we śnie, to zawsze odróżniałam go i zresztą go widziałam wyraźnie, a tutaj tylko peleryna. Dziwne było, bo właśnie była peleryna, tak jakby kształt człowieka, a w środku było pusto.
I ja się tego bałam, bo to było tak czarne w środku, że po prostu jakby w nocy peleryna szła i-i-i byłam. Ja się bałam, ale nie wiem, po jakim czasie przyszła. Przyszedł 2 raz. Naprawdę nie umiem powiedzieć. Nie wiem, czy to było po tygodniu, czy to było po 3 dniach, czy po 2 tygodniach. Nie wiem. Naprawdę byłam strasznie zagoniona, strasznie zrozpaczona i dni mi leciały jak woda.
Także nie wiem, nie wiem. Przyszło mi jeszcze do głowy takie wytłumaczenie, jakby zainspirowane pracami, czy też działalnością takiego fizyka amerykańskiego Toma Campbella. Nie wiem, czy pani kojarzy takie nazwisko. To był jeden ze współpracowników właśnie Roberta Monroe'a. Właściwie jest, bo jeszcze żyje cały czas. I on kiedyś wytłumaczył te różne wizyty naszych bliskich, zmarłych czy też jakichś istot w taki sposób, że my, my żyjemy w czymś, co w takim systemie, który on nazywa systemem większej świadomości, czy też większym systemem świadomości jakoś tak się to tłumaczy. I ten system chce, dąży do tego, żeby wszystkie jego elementy, czyli wszystkie istoty w tym systemie żyjące no funkcjonowały jak najlepiej. I jeżeli, jeżeli dana jednostka, na przykład człowiek przeżywa bardzo intensywnie żałobę po śmierci jakiejś bliskiej osoby, to po prostu ten system z takiej bazy informacji o zmarłych pobiera informacje, jak ten zmarły wyglądał, jaki miał głos i tak dalej, i tak dalej, jakie miał poglądy i jakby ubiera się w tego zmarłego i za pośrednictwem tego, tego zmarłego, tego ubrania, tej esencji, jakby przekazuje nam pewne przydatne nam informacje. No tylko tak jak mówię, to jest też w dużej części taka spekulacja, trochę po części dużej, w dużej części oparte o obserwacje, które Tom Campbell też poczynił podczas tych swoich podróży poza ciałem. No ale to jest też taka trudna, trudne, trudne w ogóle do zweryfikowania, dla nas przynajmniej.
Więc też to tak w charakterze takiej spekulacji można potraktować. Może i tak, może i coś tak jest, nie wiadomo. Nie wiadomo jak to rozgryźć. Kolejna zagadka. Chociaż powiem panu szczerze, że tego typu rozmowy dużo ludzi opowiada, bo moja babcia pamiętam jak dziadek umarł, to też zawsze mówiła, że przychodził do niej i mówi słyszała, jak przychodzi. Zawsze mówi, jak szła spać, to jej okrywał plecy kołdrą, bo mówi zawsze masz odkryte, potem cię ramiona bolą i mówi: Wiesz - mówi - dziadek do mnie przyszedł i znów mi przykrywał plecy. Ja mówię Babcia, to jest niemożliwe. Mówi: Możliwe. Słyszałam, jak otwierał drzwi, jak wchodził, przykrył plecy mi i poszedł.
Ja mówię: Babcia, śniło ci się. Nie, nie - mówi - nie śniło mi się. I powiem panu jeszcze coś. Moja mama umierała bardzo przytomnie. Bardzo. Była do końca przytomna, do końca świadoma, do końca wiedziała wszystko, co się dzieje, wszystko pamiętała. Nie mogę powiedzieć, że tam miała jakieś omamy czy tam coś, bo ja z nią dużo rozmawiałam, także naprawdę była świadoma wszystkiego. I kiedyś do niej pamietam, wchodzę rano i ona-- nie.
Przyjechałam, przepraszam, przyjechałam z pracy, nie było mnie i wchodzę do mamy. I mama mówi: Wiesz co? Mówi przed chwilą była tu moja mama. Ja mówię: Mama, przecież wiesz, że babcia nie żyje. No wiem.Tak mówi. Wiem, ale była. Ja mówię no jak była? Gdzie była? No mówi jak ty weszłaś, to ona mówi znikła. A tak to mówi cały czas stała, mówi tu w drzwiach i się do mnie uśmiechała. Ja mówię Mama, przecież wiesz, że to jest nieprawda.
Przecież wiesz, że nie żyje. Wiem to też mówi. Nie mogę tego pojąć, jak to jest? Mówi przyszła, mówi i dobrze wyglądała. Mówi była młodsza. Mówi ładnie, była ubrana w tej swojej jakiejś tam sukience, z czymś tam wciąż. I mówi Jan, co mówiła?
Nic nie mówiła, tylko stała i się uśmiechała do mnie. No to jest też element często się pojawiający w relacjach osób, które przeżyły doświadczenie bliskiej śmierci. To widywanie właśnie przyjaciół, bliskich znajomych, którzy odeszli wcześniej. I to też to jest też często się też pojawia właśnie w y-y wypowiedziach osób w stanie już, no agonalnym, że w pewnym momencie widują swoich bliskich, zmarłych, których oczywiście inni żyjący bliscy nie widzą. No i też dosyć często to się coś takiego się dzieje przed zgonem.
Mhm. Ja powiem panu szczerze, że ja w to nie wierzyłam. Ja długi czas w to nie mogłam uwierzyć. Mówię pewnie miała jakieś majaki albo coś, bo przecież ona jakoś ja wiem, może parę dni, może tydzień maksimum. Potem umarła. I ja mówię To jest niemożliwe. Mówię, może coś jej się tam pomyliło. Zdawało mnie to, że była nienormalna. Po prostu mówię coś jej się może śniło, zdawało coś mówię, może chciała ją zobaczyć? Nie wiem, ale później, jak tak się nieraz rozmawiało z ludźmi, to właśnie ludzie mówili, że ci, co już umierali czy tam byli bardzo chorzy przed śmiercią, właśnie mówili, że przychodzi tam z rodziny ktoś czy coś. Tam widzą różne rzeczy. I wtedy ja właśnie tak porozmawiałam z ludźmi, bo jeszcze wtedy nie słuchałam tych audycji, to właśnie wtedy uwierzyłam, że.
Można spróbować to wytłumaczyć tym, że podświadomość tych ludzi jakoś tak wyciąga z głębokich czeluści pamięci wizerunki tych zmarłych bliskich. No tylko ktoś by musiał zapytać umierających yy, czy myśleli w ogóle o tych, o tych osobach?
Tak, to też prawda, też tak mogło być, też tak mogło być. A no jedna wielka niewiadoma, nie? No tak. Ale powiem panu szczerze, że długi czas, naprawdę długi czas myślałam. Mówię Boże, ja zwariowałam, mówię Pan Bóg mi odebrał rozum, chyba naprawdę mi się już pokićkało z żalu. Mówię może z przepracowania mówię no, mówię, dzieje się ze mną coś niedobrego. Ja już się w ogóle praktycznie nikomu nic nie mówiłam, bo jak coś tam powiedziałam, to się ludzie na mnie patrzyli jak na półgłówka, więc mówię nie ma co robić z siebie idioty, bo mówię w końcu powiedzą głupia i należy ją dużym kołem omijać. Ale jak zaczęłam słuchać tych waszych audycji, jak już miałam trochę czasu i tak zaczęłam szukać, aż całkiem przypadkowo mi wpadły w ręce, to powiem panu szczerze mówię nie, to się działo i to jest to. To nie tylko mnie się działo. To znaczy się, że jestem całkowicie normalna.
No niektórym ludziom, co też, o czym też świadczą, świadczą rozmowy z niektórymi słuchaczami tutaj. Ja zarejestrowałem właśnie kilka takich osób, kilka historii od osób, które praktycznie całe życie różnych takich dziwnych zjawisk doświadczają.
Wydaje się, że niektórzy są bardziej otwarci na te zjawiska, typu właśnie kontakty ze zmarłymi, jakieś widywanie obiektów UFO i tak dalej, i tak dalej, wychodzenie z ciała i tego typu rzeczy. I tym osobom bardzo często się wydaje, że to jest całkiem coś normalnego, że inni ludzie też są na przykład w stanie wywołać u siebie zjawisko wyjścia z ciała na zawołanie. No i często bardzo się dziwią, że że jest wręcz odwrotnie, że tylko oni z grona najbliższych znajomych mają takie, takie zdolności.
Także mi się wydaje, mi się wydaje, że może być pani też w jakiś sposób bardziej otwarta na doświadczanie tego typu rzeczy. Powiem panu szczerze, że to, co się działo, to, to ja byłam, ja byłam taka zdziwiona. Ja byłam tak zaskoczona tymi rzeczami, tak jak na przykład, co zaraz po śmierci mąż do mnie przyszedł. Ja to mówię, że on przyszedł chyba się wtedy ze mną pożegnać, ale chyba wtedy on chyba przyszedł mi powiedzieć, że on jest przy mnie. To nie było chyba pożegnanie, bo po śmierci co spałam i jakby po prostu tak mocna żarówka mi w oczy świeciła, że ja pamiętam głową kręciłam na poduszce, żeby to światło mnie przestało razić. I w tym świetle zobaczyłam właśnie mojego męża. I wtedy to byłam zaskoczona. Strasznie byłam zaskoczona. Jak to ja tu leżę? A od razu wstałam i mówię przytul mnie i myśmy spali przytuleni długi, długi czas. Jeszcze on coś chciał powiedzieć. Ja mówię nic nie mów, bo on mówi tak, co się dzieje? Ja mówię jest mi źle, to pamiętam jak dzisiaj mówię jest mi źle, a on mówi: coś chciał powiedzieć. A ja mówię nic nie mów. I nie pozwoliłam mu pamiętam i żałuję, że mu nie pozwoliłam nic powiedzieć. Mówię: nic nie mów, tylko mnie przytul. I staliśmy tak, w objęci długi czas jeszcze pamiętam, trzymałam go tak w jednej pozycji, miałam głowę, no bo on wyższy był ode mnie, to musiałam głowę na bok, bo trzymałam na piersi jego tak na bok przekrzywić, to pamiętam, jak samochód przejeżdżał, to ja momentalnie się obudziłam, leżąc w łóżku i-i mnie aż kark bolał, bo się bałam poruszyć.Zniknął, żeby był, żeby ta chwila trwała, żeby mnie tulił i czułam. Czułam jego ciepło nawet, bo on zawsze był cieplejszy jakoś ode mnie, także czułam nawet to ciepło czułam.
Jak go obejmowałam, czułam ręce na-na-na, jak mnie obejmuje. Wtedy to byłam zaskoczona. Zaskoczona byłam tym. Ja mówię, Boże, chyba zwariowałam. No ale tak się działo i to było jeden jedyny raz. To właśnie tak ja mówię, chyba przyszedł się pożegnać. Ale z tego wynika później, że chyba jednak nie żegnał się, tylko przyszedł powiedzieć, że jest. Nie wiem, nie wiem, tak sobie to wytłumaczyłam- No tak jak mówiłem, tak jak stwierdziłem w naszej poprzedniej rozmowie, też mogą.
Mogą po prostu w ten sposób chcieć oczyścić relacje z Panią, żeby tam, żeby nie mieć jakiejś tam, żeby się coś za nim nie ciągnęło, ani za Panią, ani za nim. Może i tak, tego nie wzięłam pod uwagę. No bo jest takie na przykład taka medytacja, można z-- co prawda ona jest płatna, ale tam jest też udostępniony taki fragment. Medytacja zatytułowana Psycho mantuum, trochę wzorowana na takim metodzie stosowanej kiedyś do kontaktowania się ze zmarłymi, że tam siedziało się przed lustrem i tak dalej, i tak dalej. Tutaj nie, oczywiście do tej medytacji nie potrzeba lustra. To polega w skrócie na tym, żeby sobie wyobrazić takie właśnie spotkanie z yyy zmarłym. Jest do tego specjalne nagranie medytacyjne, ale można to też sobie zrobić bez pomocy tego nagrania. Po prostu albo zmarły sam zainicjuje takie spotkanie, jeżeli będzie potrzebne, ale albo jeżeli ktoś potrzebuje na przykład pani takie spotkanie zainicjować, wyczyścić relacje, to można takie, takie właśnie spotkanie sobie podczas medytacji zapragnąć zorganizować. No tutaj trzeba dosyć dużo, dużo, na tyle, na ile ja się orientuję, przynajmniej tutaj trzeba dosyć mocno zaangażować wyobraźnię i wyobrazić sobie coś takiego, jakby spotkanie z tą osobą, którą chcemy tam spotkać, przytulić, porozmawiać.
Jakby to było możliwe, to bym to zrobiła. To jest możliwe. Tylko właśnie trzeba, trzeba się nauczyć, jakby wyciszać umysł, pomedytować trochę. U mnie to chyba nie wyjdzie, bo jestem, jak ja to mówię, trzep jajco.
No ale też jestem dosyć, dosyć ruchliwy czasami. No ale, ale jakoś mi się, mi się udaje tam. Mówiłem o tym odprowadzaniu zmarłych, to też wymaga dosyć dużego wyciszenia się. No skoro mnie się udało, to pani chyba też powinno? Chociaż jeżeli, jeżeli takie spotkanie już yy sądząc po pani przytoczonym przez Panią opisie miało miejsce, no to chyba już więcej nie trzeba. Tak mi się wydaje. Relacje są oczyszczone. Mąż poszedł dalej. Wszystko jest w porządku.
Chyba tak. Chyba tak. Najprawdopodobniej zostawił już mnie. Może nie w tym sensie. Może nie w ten sposób, że zostawił. Tylko uznał, że już nie musi się tak często pokazywać. Wszystko jest na tyle dobrze poukładane, że no nie musi się pokazywać prawie, prawie fizycznie, że tak powiem.
Mhm. Bo po śmierci to naprawdę, naprawdę nie było bez mała nocy. Ja już później to mówię. Czy ja tak czujnie śpię, że ja to wszystko słyszę? Zwłaszcza jak już sypiałam, jak już tak mi się miękko robiło, że zaczynałam usypiać, to wtedy właśnie się słyszałam. Kroki, jak chodzi, jak wchodzi po schodach, jak idzie przez pokój. Albo jeszcze niech mi Pan wytłumaczy, co to była ta mgła. Co ja weszłam w tą mgłę.
Oj, ciężko mi tutaj coś powiedzieć na ten temat szczerze mówiąc. Ja byłam tak zaskoczona, bo ja pamiętam, zamknęłam drzwi i ja powiedziałam, że się świeciła żarówka, lampka. Nie, wtedy się paliło duże światło. I ja weszłam, otworzyłam drzwi i zaszłam w tą mgłę. Ja byłam tak zaskoczona, że aż krzykłam bez mała. Ja mówię spokoju, mgła. I to była mgła. Taka jakby człowiek bez mała obcięte miał nogi. Aha, taka sam tułów, można powiedzieć. I głowa. Byłam tak zaskoczona. Mówię Boże, a ja wtedy, a ja wtedy miałam jeszcze. O jeszcze widzi pan, nie powiedziałam przedtem tego. Ja miałam lecieć i do syna. I ja mówię tak już mam spakowana. Nigdzie nie jadę, chociaż już miałam bilet zapłacone.
Wszystko. Nie jadę, pieprzę, nigdzie nie jadę. Ale mówię no dobra, jak myślę tu może ty jesteś, może nie tak w myślach oczywiście nie, bo to nie to, że ja tam rozmawiałam głośno, tylko tak w myślach mówię, ale już mi się może pokazało. To może jesteście dobra, pojadę, bo widocznie chcesz, żebym pojechała. Zresztą wtedy miałam myśli takie różne, straszne i w ogóle nie chciałam żyć bez niego. No i jeszcze się spako-- byłam spakowana, jeszcze wzięłam zdjęcie, wsunęłam do walizki i mówię no jak mam jechać? To mówi jedź ze mną, pilnuj mnie, bo na pewno się zgubię.
Znając mnie, to wsiądę nie do tego samolotu albo gdzieś się zgubię, wyląduję gdzieś indziej, albo w ogóle coś się stanie. Bo mówię, jestem ciapa życiowa, więc mówię pilnuj mnie. No i później, tak jak mówiłam, był w tym pokoju i szeleścił tymi kartkami, przewracał. Ja mówię przyjechał ze mną jednak. Jednak przyjechał i pilnuje mnie. To się czułam, że tak powiem, pewniej. Niewielka pauza. Jak już miałam lecieć z powrotem i tak dalej.
No to jedna z tych historii, które potwierdzają, że zmarli znikają nam tylko sprzed oczu, a tak naprawdę w jakiś sposób wydaje mi się cały czas nam jakoś towarzyszą bądź są po prostu obecni w naszym życiu.
TakTak, tak. Ja powiem panu i po tych, po tych wszystkich zdarzeniach odnoszę wrażenie, że oni wiedzą, co się z nami dzieje. Oni po prostu są obok. No mówi się, że nasze światy się przenikają w jakiś sposób. Także całkiem możliwe, że wiedzą, co się z nami dzieje.
Jeszcze panu coś powiem. Powiem panu. Też mi się śnił mąż, ale to już w ogóle. To ja tu już mówię do tego snu, to ja już nie mam żadnego wytłumaczenia. Jak mąż umarł, mieliśmy kotka w domu i ten kot był bardzo taki.
Ten kot. Ja mówię jakby chciał, to by mówił, tylko mu się nie chciało. On był bardzo inteligentny. No i po śmierci męża ten kot zginął śmiercią tragiczną. No i któregoś razu śni mi się, że jestem gdzieś koło domu i od razu patrzę- ten kot mi się koło nóg kręci, a on mówi "Boże, jak ja się za tobą stęskniłam". I wzięłam tego kota na-- on się tak zawsze kładł na ramieniu i tak pyszczkiem dotykał do policzka.
Boże, mówię choć muszę cię przytulić, jak ja się za tobą stęskniłam i go tak głaskam, tulę. A on tak w pewnym momencie zaczął się wyrywać. To już było wiadomo, że on chce iść. No więc go puściłam na ziemię i on tak jak szedł i chciał, żeby iść za nim, to tak szedł, zrobił parę kroków, stanął się, ogląda, znów parę kroków, stanął i się ogląda. Więc ja tak idę za tym kotem i patrzę.
On mnie doprowadził- Stosowana przez koty. Moja-- moje koty też tak robią. Tak. I on tak idzie. Więc ja mówię no gdzie mnie prowadzisz? Mówię, co chcesz. I tak patrzę na tego kota, gdzie on idzie i on w pewnym momencie patrzę, a tam dalej stoi mój mąż, a już nie żył. I ja tak patrzę, mówię, skąd tu się wziąłeś? Mówię, co ty tu robisz? A on mówi Przyszedłem do ciebie, ale normalnie widzę, słyszę i rozmawiam z nim. Ja tak patrzę. Koło niego stoi dziecko, takie siedmioletnie, gdzieś może, może pięcioletnie, piękne takie loczki, blond. Tak zresztą jak te moje dzieci. Wszystkie miały blond loczki, kręcone takie włoski. Ja tak mówię. Co to za dziecko? A on mówi opiekuję się nim. Ja chciałam zobaczyć buzię tego dziecka, ale to dziecko tak się kręciło, że nie zobaczyłam buzi, tylko widziałam główkę z tyłu. I w tym momencie się obudziłam. Ja mówię- Czasami, czasami zdarzają się takie historie, tu też przytaczane często przez osoby, które przeżyły doświadczenie bliskiej śmierci, czy też mają jakieś inne kontakty tam z zaświatami, że widzą z-zmarłych bliskich, których nie zdołały poznać za życia, tak? No na przykład przy-przychodzi mi do głowy teraz taka relacja, którą z kolei przytoczył w-w chyba swoich książkach doktor Raymond Moody, ten, co się zajmował tam tego typu właśnie przypadkami, życia po życiu i tak dalej. I przypominam sobie teraz przypadek jednej z jego pacjentek, która właśnie opowiedziała taką historię, że przeżyła doświadczenie bliskiej śmierci i tam pośród swoich bliskich zobaczyła takie małe dziecko. Wyszedł taki jakby prawie niemowlak, takie dziecko, które się właśnie dopiero co nauczyło chodzić i mówi jej tak: "Witaj, jestem twoim bratem". Ona na to, że nie ma brata. No i co się okazało? Prawdopodobnie to jest dziecko, które się po prostu z jakiegoś powodu nie narodziło.
Można powiedzieć zmarli nam się pokazują akurat w takiej wersji, że tak powiem, wiekowej, w jaką, w jakie mają ochotę na przykład. O! To też. Bo właśnie to, co, to, co mówiłem o tym Raymonde, o tym Robercie Monroe tam, że tam spotkał po drugiej stronie swojego jakiegoś przyjaciela. Ten przyjaciel mu się wydał, jakieś tak dwadzieścia lat młodszy. W pewnym-- w pierwszym momencie go nie rozpoznał, ale tak po dłuższym przyjrzeniu się stwierdził, że no to rzeczywiście mógł być on.
A widzi pan i mąż na przykład do mnie nie przychodził nigdy w tych latach, co umarł. Zawsze przychodził jako, ja wiem? Trzydziestoletni mężczyzna, dużo młodszy. Widocznie w takiej wersji się sobie najbardziej spodobał, można powiedzieć.
Może, może tak. Bo to był taki-- to był okres w jego życiu, jak miał trzydzieści lat, gdzie czuł się najlepiej- Najlepiej. Taki najbardziej pełny okres w jego życiu. To coś takiego mogło być. I powiem panu, że nawet jak z dziećmi rozmawiałam i nieraz mówiły, że tam się im tata śnił czy coś, i ja mówię jak ta-- bo nawet kiedyś pamiętam, któreś dziecko mówi "mama mówi tata nie był taki jak umarł. A ja mówię jaki? Dużo młodszy?"
Taki jak pamiętam, jak byłem mały, czy tam jak pamiętam, jak byłam mała, nie? Mówi "tata był młodym mężczyzną", także nie tylko mnie się śnił właśnie młody. Także mówię coś, coś jest. [śmiech] Zdecydowanie.
Kiedyś mi się śnił, że przyszedł, że powiem panu, mój mąż jest pochowany w nisze. Tak sobie życzę. I kiedyś mi się śni, że, yyy, ni stąd, ni zowąd śpi i od razu się znalazłam w piwnicy bez okna. Ja mówię-- tak patrzę, świeci się lampka na takim malutkim stoliczku.
Świeczka, znaczy się, na takim malutkim stoliczku. I nie ma nic, tylko jest stoliczek, taboret i on siedzi na tym taborecie w takim, w takiej jakby piwnicy, bez okna, bez drzwi. Ja mówię tak "Boże, co ty tu robisz?" On mówi "Czekam na ciebie". Ja w tym momencie się obudziłam. Ja mówię "Boże i tak nawet mówię, dlaczego on w piwnicy bez okna? Tak do mnie to nie docierało.
Dlaczego on w piwnicy? No przecież mówię, ja-- piwnica bez okna? Mówię: "Co to za piwnica?" On mówi "Taka ciemna, taka mała, ciasna". Ja mówię, co on tam robił? Tak chyba z tydzień czasu myślałam, dlaczego w piwnicy bez okna?
Później mówię "Jezus, przecież on jest w niszy pochowany". To, to mnie to też zaskoczyło. Ale to mówię panu, ja z tydzień czasu myślałam, dlaczego w piwnicy bez okna? Dlaczego-Tak mówi tylko jedna lampeczka i nie ma światła. Nie ma nic, a tam na stole stała. No tak, ta świeczka po prostu nie w jakimś tam słoiczku czy w czymś. Jak on powiedział to tam na ciebie, to normalnie momentalnie się obudziłam. Taki, taki sen miałam głupi sen. No ale może i nie.
Może nie do końca. Znak po prostu. A znaków chyba nie ma głupich? Chyba nie. A jak umierał, to mówiłam przyjdź po mnie. On mówi nie przyjdę, jak przyjdzie na mnie pora, to przyjdź po mnie. Dobrze. Przyjdę.
Także jesteśmy umówieni. Można tak powiedzieć. Odchodzenie z tego świata będzie pani miała zapewnione lajtowe. Można tak to ująć? W takim towarzystwie. Miejmy nadzieję. Miejmy nadzieję. No zobaczymy, jak to będzie.
Jeszcze kiedyś miałam też taki sen, ale to też mnie zaskoczył. Wtedy to pamiętam też się obudziłam i mówię Jezu, jaki głupi sen. Śniło mi się, że-- ale tak też mi stąd wizja. Śniło mi się, że płynęłam z mężem jakąś barką, wielką łodzią. Na tej łodzi było pełno ludzi, pełno. Sami ludzie, tak jakby przewoziła ta barka tych ludzi tylko.
Taką rzeką gdzieś tam płynęliśmy i w pewnym momencie ta łódka tak. Ta łódź, duża łódź, dobiła do brzegu i mąż mówi: "No to chodź, wychodzimy tu". Ja mówię: "Czemu tu?" "Chodź, tu już wysiadamy". I pamiętam, wysiedliśmy i trochę też tam parę osób wysiadło, ale reszta ludzi płynęła dalej tą łódką i-i-i w pewnym momencie tak jakby wał był przy rzece i ta rzeka tak jakby w pewnym momencie wezbrała i ta woda się przelewała na drugą stronę tego wału. I ja mówię Boże, jak my tu przejdziemy? Mówię: "patrz, tutaj woda płynie". On mówi: "Chodź" mówi "tu, po tych kamieniach". I tak myk, myk, myk, tak jak sarenki po tych kamieniach. I przeszliśmy suchą stopą.
Nawet butów nie zmoczyliśmy i w pewnym momencie ta woda przestała płynąć. Idziemy znów yyy tym wałem. Woda jest na dole z drugiej strony, tak jak to wał jest tam w dół. Można tam jest jakieś łąka, coś tam i-i w pewnym momencie on wziął i szliśmy za rękę, bo my zresztą zawsze chodziliśmy za rękę. W pewnym momencie on tą rękę tak delikatnie śmyk z mojej dłoni i biegiem się puścił z tego wału, tak jakby w dół do tej rzeki. Tylko że tam znów nie było rzeki, tylko była taka jakaś tam polanka. I on zszedł z tego wału i tam był kawałek dalej most i on tam wbiegł na ten most, taki drewniany, pamiętam ten most, był taka przez tą rzekę oczywiście. I ja mówię dlaczego idziesz? Mówię: "Chodź, zaczekaj na mnie". "Nie, nie, nie" mówi "ty idź dalej, ty idź dalej, ja tu będę czekał".
Ja mówię: "Gdzie będziesz czekał?" "Tu na tym moście będę stał na ciebie i czekał". Ja mówię: "A ja?" "Idź, idź, idź, idź, idź" mówi. "Idź, idź, idź." Ja mówię: "Ale gdzie mam iść?" Mówi: "Idź o tamten pan idzie" i ten pan tak mówi: "Za tym panem idź, za tym panem idź". Mówi: "Tam, gdzie ludzie idą". A ja mówię: "A ty?" "Ja tu będę czekał na ciebie". I on. I on stanął na tym moście i stoi. A ja tak kawałek miałam jeszcze iść i tak wbiegłam z drugiej strony, tak jakby nie do tej rzeki, tylko na tą łąkę. I tak idę przez tą łąkę, tam widzę, ludzie idą i tak jakby nasyp taki wysoka góra była ziemi usypana. Ja mówię Boże, jak ja się na tą górę wdrapię? Ale widzę, taki mężczyzna przede mną tam się wspina i tak myk, myk, myk, myk, myk i wszedł na tą górę. Ja mówię, on dał radę, to ja też dam radę i tak się wdrapuje na tą górę, zanim ten piach mi się tak osuwa spod nóg, nie mogę się wdrapać, nie było się czego złapać i tak jakoś tam się wgramoliłam na tą górę.
I stanęłam już tak równo z tym mostem. Tylko, że most był dalej, ja byłam jeszcze tam tutaj z drugiej strony. I mówię: "No już weszłam". On mówi: "No to teraz- mówi — idź pomału, a ja tu będę na ciebie czekał". I się obudziłam. I ja mówię Boże, całe nasze życie bez mała.
Płynęliśmy razem, mieliśmy różne tam wodę pod nogami, jakieś coś. I on w pewnym momencie zachorował, wyrwał tą rękę i poszedł na most i powiedział, że będzie czekał, bo mu mówiłam przyjdziesz po mnie i-i-i ja teraz mówię chyba muszę do niego dojść. Tak sobie to wytłumaczyłam. Ja mówię Boże, całe nasze życie bez mała. I co pan na to?
Ciężko mi tu coś dodać konstruktywnego poza tym, że rzeczywiście no czeka cierpliwie, po prostu. Tam po drugiej stronie. No ale on tak zawsze szedł. Szedł i mnie trzymał za rękę i tak szedł pierwszy i mówi: "Chodź tu po tych kamieniach" mówi.
Być może, być może to zapowiadało już ten moment, kiedy będzie pani musiała sama yyy zacząć iść przez ten nasz fizyczny świat. Tak, tak. A nie, nie, nie. On już wtedy nie żył. On już wtedy nie żył. Miałam taki sen.
W każdym razie to też wydaje mi się, że było takie jakby przygotowanie w pewnym sensie do samotnej wędrówki przez resztę życia. Nawet tak popatrzyłam, mówię duży odcinek nas nie dzieli, bo aż się zdziwiłam, mówię to nieduży odcinek, tylko właściwie można powiedzieć parę metrów.
Ja mówię, ale mimo wszystko wziął rękę, wysmyknął i poszedł w drugą stronę. Ja mówię: "Zaczekaj, idę z tobą". "Nie, nie, nie, nie ty idź tam, ty idź tam, a ja tu będę czekał." Taki taki sen był. Ja też nie mogłam.
Też można powiedzieć, że to chyba był jakiś znak, jakiś sygnał z tamtej strony. Tak, że się spotkamy niedługo. Niedługo tak by wyszło, nie? Z jego perspektywy podobno tam, sądząc po przekazach, po tym, co media spirytystyczne na przykład opowiadają, to tam troszkę ten czas biegnie inaczej. Tak?
Nie, nie czuć tam tak tego oczekiwania. Dla nas to może być na przykład dwadzieścia lat, a tam może to być pięć minut, coś takiego. Tak, tak też sobie tak właśnie usłyszałam. To właśnie też na ten temat, że czas tam jest inny jak tu.Także już chyba panu wszystkie sny opowiedziałam swoje [śmiech] Dosyć dużo tych, tych snów było rzeczywiście opowiedzianych.
Ale powiem panu, były tak realne, tak, tak normalnie nawet głos, ruchy, wszystko, wszystko, wszystko, ubrania, Wszystko było tak realne, jakbym była z nim wtedy i rozmawiała. I powiem panu szczerze, że po każdym takim śnie byłam po prostu naładowana dobrą energią. Byłam jak odnowiona i po prostu chciało mi się wtedy żyć. Rano się budziłam i mówię chcę mi się żyć, bo wiem, że on tu jest.
Wiem, że on jest koło mnie. Wiem, że. Że jest, chociaż go nie ma. Też myślę, że takie zdarzenia, takie sny. One mają taką, takie zadanie, żeby nas utwierdzić w przekonaniu, że po śmierci ciała fizycznego jednostka tak naprawdę nie znika, tylko kontynuuje to życie jakoś w innym wymiarze, gdzieś indziej. Także nie ma tak, że nasi bliscy i znajomi czy tam przyjaciele po prostu tak sobie znikają, bo ciało umarło i tak dalej, oni sobie gdzieś tam dalej żyją i czekają na nas.
Też mi się tak wydaje. Tak mi się wydaje. Może tak jest? Oby tak było. Także ja myślę, że coś jest. Co prawda ufa nigdy nie widziałam żadnych tych tego, nigdy, nigdy, ale z takimi różnymi tymi, nie wiem, duchami? Ja to nazywam duchy to inaczej chyba nazwać nie jest. To naprawdę dużo miałam. Dużo. Tak mi się wydaje. W każdym bądź razie.
Była to druga z rozmów, jakie odbyłem z bohaterką dzisiejszego odcinka na początku listopada 2019 roku. Jeżeli macie Państwo za sobą podobne przeżycia i chcielibyście o nich opowiedzieć, gorąco zachęcam do podzielenia się nimi z Radiem Paranormalium. Kontakty zostaną podane jeszcze raz, na samym końcu tej audycji. A dzisiaj już dziękujemy za uwagę. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na YouTube i na Facebooku.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.