Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. Z sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium, rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz jedenasty już odcinek audycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną radiową skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. W dzisiejszym odcinku zaprezentuję jedną z dwóch bardzo długich rozmów, jakie odbyłem z jedną z naszych słuchaczek na początku listopada 2019 roku. Historie, którymi nasza słuchaczka się podzieliła, świetnie pasowałyby do rubryki Dotknięcie Nieznanego, obecnej na łamach czasopisma Nieznany Świat. Przy okazji gorąco zachęcam do zainteresowania się elektronicznym wydaniem tego miesięcznika.
Dzisiejsza audycja z pewnością zainteresuje tych z Państwa, którzy są zafascynowani historiami zahaczającymi o szeroko rozumiane kontakty z zaświatami. Pojawi się również pewien wątek przypominający spotkania z tak zwanymi bedroom visitors. Zanim jednak zaprezentuję pierwszą rozmowę z bohaterką dzisiejszego odcinka, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się z nami swoją historią. Nasze numery telefonów to stacjony: 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy: 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. W razie gdyby nikt nie dyżurował, można nagrać wiadomość głosową, wysłać wiadomość tekstową albo SMS-a bądź MMS-a. Pozostałe nasze kontakty to: Gadu-Gadu: 36 08 80 02. 36 08 80 02. Można także komunikować się z nami za pośrednictwem fanpage'a Radia Paranormalium na Facebooku oraz naszej oficjalnej grupy facebookowej. Można także wysyłać nam wiadomości e-mail na nasz adres: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość.
Drodzy Państwo! U bohaterki dzisiejszego odcinka "Mówią Świadkowie", po śmierci męża zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Dochodziło do licznych nocnych spotkań z zagadkową, ciemną, wysoką, zakapturzoną istotą, która sprawiała wrażenie, jak gdyby chciała coś naszej słuchaczce zrobić lub przekazać. Mamy też liczne przypadki wizji czy zdarzeń, które można zaliczyć do kategorii znaków zza światów. Zwraca uwagę choćby wątek odgłosów czy uczuć budzących słuchaczkę o określonej porze wcześnie rano, jak również wizja, w której nasza słuchaczka usłyszała od własnej matki prośbę, żeby ta nie opłakiwała już swojego męża. A są to tylko niektóre z historii, którymi nasza słuchaczka się podzieliła. Proponuję zatem, abyśmy przeszli teraz do wysłuchania zapisu rozmowy z bohaterką dzisiejszego odcinka.
W sprawie postaci w czarnej pelerynie. Jakby pani mogła opisać, kiedy doszło do tej obserwacji? Jaka to była miejscowość? Jak ta istota się zachowywała? Jak wyglądała i tak dalej. Wszystko, co pani pamięta.
Pan powie-- ile ma pan czasu? Powiem tak: mam czasu-- czas mam do godziny trzeciej w nocy, bo zwykle o tej godzinie chodzę spać. Także [śmiech]. To ja może panu wszystko opowiem po kolei, żeby to miało jakieś ręce i nogi. Bo jak będę tak wyrywać ze środka, to się pan nie połapie w tym, dobrze?
Dobrze. Może być? Oczywiście, jak najbardziej. A jeśli... A jeśli będzie pan miał jakieś pytania, proszę, niech mi pan przerywa. Muszę panu powiedzieć, że dzięki waszej audycji zrozumiałam, że po prostu ja nie fiksuje [śmiech].
Ta audycja bardzo otwarła wielu słuchaczy. Tutaj bywają takie tygodnie, że w-w zaraz po emisji któregoś odcinka, ja po prostu dzień w dzień rejestruję jakieś zdarzenie tutaj z udziałem słuchaczy także. No, muszę powiedzieć, że to jest chyba coś, ta audycja, to chyba coś, czego brakowało.
Żeby pan wiedział, bo mówiąc szczerze, przez parę lat ja myślałam, że mówię: "ja chyba zwariowałam", albo przynajmniej jestem na dobrej drodze, żeby zwariować. A gdy znalazłam w internecie parę waszych audycji, naprawdę słucham je długo i czasami po trzy razy, żeby to wszystko jakoś ogarnąć. Więc mówię: "Nie, ze mną jest coś w porządku". Tylko świat jest inny niż ja myślałam. Więc zacznę po kolei, od początku. To będzie chyba najlepsze. Wszystko na mnie właściwie to spadło tak jak grom z jasnego nieba. Bo najpierw umarła mi matka. Za rok umarł ojciec, a za rok umarł mąż.I gdy umarł mąż, zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy, o których ja nie miałam pojęcia, bo ja nigdy z tym, z nikim na ten temat nie rozmawiałam.
Myśmy po prostu się nigdy tym nie interesowali, bo to ja zawsze uważałam, że to są bzdury, że to jest po prostu, ludzie sobie tak plotą, gadają i to po prostu nie ma absolutnie żadnego sensu. Więc ja do tego nigdy nie przywiązywałam wagi.
Dopiero po śmierci męża, powiem panu, nie wiem, nie pamiętam, bo nie zapisywałam. Gdybym wiedziała, że to będzie tak dużo i tak często, to bym to Wszystko notowała. Zresztą nie miałam czasu, nie miałam głowy, po prostu to spadywało na mnie. Ja byłam w szoku. Ale powiem panu tak which is not this pie? I w pewnym momencie tak jakby ktoś mi zaświecił lampkę w oczy, nie? Tak, taką strasznie mocną żarówę.
Więc pamiętam, że nawet leżąc na poduszce, wykręcałam się we wszystkie strony. Tak mnie to raziło i w tym świetle zobaczyłam, że stoi mój mąż. To oczywiście nie ma nic w związku z tymi czarnymi postaciami, ale do tego dojdziemy. I ja, ja, ja leżąc moje ciało leżało, ale wiem, że jakbym wstała. Ja mówię Przytul mnie, tylko mnie przytul i on mnie przytulił. I tak pamiętam. Wstaliśmy. To znaczy ja stałam, moje ciało leżało. To było bardzo dziwne. Trzymaliśmy się tak. Nie wiem, jak długo. Wiem, że przejechał samochód i się obudziłam. To było dla mnie szok, bo to było pierwsze, co się z czymś takim spotkałam. Po prostu nie mogłam tego ogarnąć. Mówię chyba przyszedł się pożegnać albo coś. Później byłem takie.
Wydgląda jak takie, jak takie można powiedzieć, typowe pożegnanie. Coś takiego jest takie nagranie. Przepraszam, że tak przerwę. Które właśnie coś takiego obejmuje. Takie nagranie medytacyjne do nagrań nazywa się Psycho Manteum. Właśnie tam coś takiego też występuje, że przytul swoją bliską osobę, z którą chcesz się spotkać. No takie oczyszczenie, można powiedzieć relacji z tą osobą.
Ja tak to odniosłam, wrażenie. Jeszcze pamiętam, on chciał coś powiedzieć, a ja mówię nic nie mów, tylko mnie przytul. A on mówi co się stało? Ja mówię jest mi źle. I na tym się stało. Po prostu po nim samochód przejechał. Pach! Ja już sobie ładnie spałam, jego już nie było. Później powiem panu zawsze do pracy budził mnie mąż i po jego śmierci nigdy nie nastawiałam żadnego budzika, żeby wstać, żeby się obudzić. Na pewno, żeby nie zaspać. Ale zawsze mnie budziły. Albo jego kroki na schodach słyszałam, jak idzie przez hol, bo mieszkałam w trzykondygnacyjnym domu. A powiem panu, że mieszkałam sama. Dzieci się po prostu tak im się życie ułożyło, że nie było nikogo.
Zostałam sama, po prostu sama w trzykondygnacyjnym domu. I słyszałam, jak szedł jego kroki, bo on tak specyficznie stawiał nogę jedną i tak ciągnął troszkę wambosz. Czasami czułam, jakby mi ktoś pod nos postawił flakon perfum albo jakichś kwiatów, albo po prostu coś mi trąciło w plecy i zawsze się budziłam na czas, ale zawsze to mówię. A śniło mi się, zdawało mi się.
Nie, to jest niemożliwe. Dobrze. Kiedyś znowu też już prawie usypiałam i słyszę idzie, mąż idzie z jego kroki. Słyszę. Stanął, wdrzazgał do sypialni i ja w tym momencie zasnęłam. Po prostu wszystko się wyłączyło. I kiedyś też tak wieczorem się położyłam, ale jeszcze nie spałam. Ale nie umiem tego. Ja powiem panu, że ja myślę na ten temat i ja do tej pory tego sobie nie potrafię wytłumaczyć, jak to jest. Ja leżąc w łóżku, wydawało mi się, że mam zamknięte oczy. Nie wiem do tej pory jak to było, ale widziałam jak to znaczy mi się zdawało, że ja śpię, ale nie wiem, nie wiem, naprawdę nie umiem tego wytłumaczyć. W pewnym momencie stoi nade mną taka wysoka w kapturze. To znaczy kaptur był taki duży, ale on był tak. Nie było głowy, ja nie widziałam głowy, nie widziałam twarzy, tylko widziałam tak, jakby powiedzmy, była ta głowa, ale niewidoczna.
I ten kaptur tak lekko spadał na czoło, tak jak u normalnego człowieka, tak powiedzmy do połowy nosa. Boki się też tak zagięły, ale to był. To był kaptur z taką peleryną, ta peleryna. Ja nie widziałam rąk, nie widziałam nóg i nie wiem, czy to, czy to była tak wysoka osoba, czy to po prostu ta osoba lewitowała, bo ja odniosłam wrażenie, że ona ma być metr osiemdziesiąt, metr dziewięćdziesiąt wzrostu.
Właśnie tutaj mam takie pytanie sobie zapisałem wcześniej jak to jest, jak ta istota wyglądała? Czy w wyglądzie tej istoty dostrzegła pani coś takiego szczególnego? Co panią uderzyło? Nie. Wie pan co? Ja widziałam tylko pelerynę. Nie widziałam w ogóle twarzy, oczu, nosa, nic. Ja tylko widziałam pelerynę i ta peleryna tak jakby wisiała.
To znaczy, moje łóżko jest na wysokości, tak jak postawię stopę na podłodze, to jest na wysokości kolana, nie? I ja odniosłam wrażenie, że albo ona stała na podłodze no i tak metr osiemdziesiąt spokojnie, albo po prostu wisiała w powietrzu tak jakby sama peleryna z kapturem wisiała. Ja nic nie widziałam i w pewnym momencie.
Jakby ta peleryna, przepraszam, ciągnęła się w dół. Nie było widać żadnych stóp, rąk? Nie, nic nie widziałam, tylko tak jak nawet odniosłam wrażenie, że ta peleryna nie miała rękawów, tylko kaptur i peleryna. Taka prosta, prosta peleryna.
Ale powiem panu, że nie wiem, czy one sięga do samej podłogi.Czy po prostu lewitowała w powietrzu. Nie umiem tego powiedzieć, bo ja patrzyłam w górę. Wiem, że patrzyłam w górę. Serce mi biło jak szalone. Ja byłam tak ciężko wystraszona.
Nie wiedziałam co to jest w ogóle i skąd ktoś tu się wziął. Bo powiem panu, że mieszkam można powiedzieć, no dwa domki i dopiero dalej są jakieś tam domy. I ja mówię matko, czy mi się ktoś włamał, czy ktoś przyszedł? Sama Jestem. Mówię no zabije mnie jak nic. No ale mniejsza. No i w pewnym momencie słyszę, ale to nie były słowa, tylko tak jakby telepatycznie, tak jakby mózgi się porozumiewały. Ta istota do mnie mówi, ale co dziwniejsze, powiedziała do mnie po imieniu, to też byłam bardzo zszokowana, bo ja wtedy myślałam, mówię może to duch mojego ojca, bo jeszcze musi pan wiedzieć, że ojciec i matka mówili do mnie zdrobnienie moje imię wymawiali zdrobnienie, a wszyscy inni mówili do mnie bez zdrobnienia. I ta osoba powiedziała moje imię w zdrobnieniu, więc ja mówię to nie jest damski głos, tylko męski. Nie widzę twarzy, więc to musi być mężczyzna.
Nie poznaję głosu ojca, ale powiedział do mnie moje imię w zdrobnieniu. To mówię to może być, to musi być tylko on. Nie? Tak analizowałam, starając się analizować logicznie, mimo że serce moje gdzieś tam odfrunęło ze strachu. Więc myślałam, że to jest do ojca i no nie chyba ta osoba powiedziała mi, mówi tak, mówi, muszę z tobą porozmawiać, nie? A ja byłam w takiej panice. Ja mówię pieprzaj stąd, już jebać. No i co się zaczęło tak cofać, cofać, cofać i znikło w ścianie. Po prostu weszło w ścianę i znikło. Ja mówię Boże, chyba umrę, ale dobrze i nie pamiętam, czy to było na drugi dzień, czy za tydzień. Nie pamiętam odległości czasowej. Za jakiś czas, może za 2 dni, naprawdę nie wiem. Znów przyszło to samo. Znów leżę w łóżku i znów widzę, wisi nade mną ta sama peleryna, ta sama postać można powiedzieć.
I mówi, Muszę ci coś powiedzieć. I znów moje imię zdrobien. Muszę ci coś powiedzieć, a ja sobie tak analizuję. Zrobił mi krzywdę za pierwszym razem, to nie zrobi mi za drugim razem. Więc mówię, co chcesz? A on mówi Muszę ci coś powiedzieć mówi. On już w tobie rośnie.
Jest. Ja mówię, przecież wciąż nie jestem, bo jestem wdową. Mówi, Co we mnie rośnie, a ja mówię jaki on? Guz. On mówi, Jaki guz? Ja mówię rak, a on tak jakby się zastanowił i mówi, Tak, rak. Ja się tym faktem się zdenerwowałam i mówię Pieprzaj, won z mojej nienocha! I on znów wycofał się pomalutku, pomalutku w ścianę, tak jak gdyby... Odniosłam wrażenie, że ma taki jakby niesmak do mnie. Że jedno, że on tu przyszedł mi powiedzieć coś, a ja go wyrzucam i to jeszcze w taki bezczelny sposób. No ale wycofał się poszedł. Później znów za jakiś czas, ale też naprawdę nie umiem powiedzieć odległości czasowej. Śpię na boku, tyłem do drzwi wejściowych do pokoju. Zawsze śpimy albo na jednym boku, albo na drugim. Akurat spałam na boku tyłem do drzwi i mówiąc szczerze, musiałam być bardzo zmęczona, bo nic nie słyszałam. Padłam jak nieboszczka, ale w pewnym momencie czuję, że ktoś mnie łapie za plecy i mnie chce koniecznie przewrócić na wznak. I widocznie mu się to udało za pierwszym razem. Ale ja śnię, przewróciłam się z powrotem, bo czułam. Pamiętam, czułam jak się przewracałam, bo ja zawsze śpię na boku i nawet tak Jezus przewraca mnie na bok, a ja śpię tak na brzegu, że mówię spadnę z wersalki, bo jak się przesuwam, to tak zawsze się cofam na środek. I mówię spadnę i czułam, że mnie bach, że się przewróciłam na plecy. Przewrócił mnie, po prostu złapał mnie, przeciągnął mnie na plecy, w bok i w pewnym momencie mi się pyta, czy mogę.
Ja myślałam, że to jest mój mąż. Wiedziałam, że nie żyje, ale myślałam, że to jest on. I mówię, co możesz? No wiesz, no to mogę. Ja mówię tak, chodź, przytul mnie. I w tym momencie zasnęłam. Wie pan, to jest, to jest straszne i może mi Pan nie uwierzy. Zasnęłam po prostu, tak jakby wyłączyli mnie z gniazdka. Nic, kompletnie, denat. Powiem panu, obudziłam się. To znaczy, no tak, obudziłam się, jak ja z tym czymś uprawiałam seks. Chciałam to przytulić, ale nie było nic. Po prostu machałam łapami, nie było co przytulić i się w tym momencie obudziłam. I mówię ja, ja trzymam ręce, to było, ale mówię chyba głodna jestem albo coś źle się upatryśniam. No ale dobra. Którejś nocy znów przyszła ta, ta, ta, ta peleryna.
Tam zawisła nad łóżkiem i mówi Czy mogę? A ja mówię Nie jesteś moim mężem. Nie, Wynoś się! I ona się wycofała. Tylko tym razem nie w stronę ściany do pokoju, tylko w stronę ściany na zewnątrz. I to był ostatni raz.
Takie pytanie czy w momencie ukazania się tej istoty doznała Pani jakichś odczuć fizycznych na zasadzie na przykład nagła zmiana temperatury, coś tego typu? Chyba nie, chyba nie. Powiem panu, że ja byłam w panicznym strachu. Jeszcze panu powiem, że na przykład jak.Wszystkie można powiedzieć zmarli, rodzice poumierali. Ja zostałam sama. A jeszcze panu nie powiedziałam. Jak drugi raz przyszła ta Celeryna i mówi czy mogę? Odniosłam wrażenie, że chce uprawiać seks. I ja się oburzyłam. Powiedziałam Nie, nie jesteś moim mężem, bo w tym momencie tak drzwi od łazienki zaczęły mi tu trzaskać, że bez mała aż-aż powiem panu, że aż mnie głowa bolała. Co za hałas! Bo ja nawet-- ja mówię później tak sobie tłumaczyłam, mówię, widocznie to trzaskał tymi drzwiami mój mąż, dawał mi znać, że to nie jest on, żebym ja się znów nie kochała z jakimś duchem czy z czymś. Bo ja przedtem myślałam, że to jest mój mąż i powiem panu ja naprawdę nie wiem, ale wydaje mi się, że ja po prostu z jakimś duchem seks uprawiałam. To jest straszne. Nie wiem, co o tym myśleć. Ja z początku mówię Boże, ja zwariowałam, ja chyba Jestem jakaś psychiczna, to jest coś nie tak. I nie wiem. Powiem panu, że naprawdę nie wiem, co o tym myśleć do tej pory.
No ja pani powiem, że chyba także w oparciu o pewne osobiste doświadczenia powiem pani, że te-- w tych podaniach o sukubach, inkubach i tego typu rzeczach, no coś chyba rzeczywiście jest. Może istnieć jakaś, jakaś inteligencja, która w taki, a nie inny sposób usiłuje wyssać z nas jakąś porcję energii.
Nie wiem. Powiem panu, że drugi raz, jak ona przyszła i odniosłam wrażenie, że chce to samo, co za pierwszym razem, to drzwi waliły tak, jakby mój mąż chciał powiedzieć Ja tu jestem, ja nie jestem twoim mężem, ten duch to nie ja.
Nie rób tego. I dlatego tak strasznie hałasowały drzwi. I powiem panu, że były nieraz takie noce. Noce były naprawdę. I to bardzo często były takie noce po śmierci, że ja mieszkając tu śpiąc na piętrze, schodziłam na parter, bo słyszałam, jak drzwi trzaskają, jakieś szafki walą na korytarzu od butów, jakieś drzwi otwierają się i zamykają, walą jakieś szafki z kuchni. To ja nieraz w nocy się zrywałam. Ja nieraz na łóżku usiadłam i mówię Boże, czy ja śpię? Czy to jest fakt, czy mi się śni? I słyszałam, jak tam wszystko aż trzaska.
Wstawałam, szłam, zapalałam w każdym pomieszczeniu światło. Do piwnicy schodziłam, całą piwnicę oświetliłam. Jakby ktoś się włamał. To jest niemożliwe, żeby taki hałas był. To jest niemożliwe. To się tu dzieje. Obchodziłam calusiemki dom. Nie było nikogo. Okna pozamykane.
Żadnych stłuczeń, żadnych szkód. Szłam spać. Uspokajało się. Ja mówię Boże i ja już czasami mówię Ja wariuję. Mówię chyba normalnie zwariowałam. Ale jak słuchałam tę audycję waszą. Ja mówię nie, to jest chyba normalne, tak się dzieje, bo po prostu ja o tym nie wiedziałam.
Być może, być może jest pani po prostu osobą jakby bardziej otwartą na przeżywanie tego typu rzeczy, na doznawanie tego typu doznań. Mam takie pytanie, czy informacje o zdrowiu przekazywane przez tą istotę się sprawdziły? Ten element taki prekognicyjny, że coś tam w Pani rośnie?
Niech pan sobie wyobrazi, że tak. W zeszłym roku dostałam atak kolki nerkowej i okazało się, że mam kamienie w nerkach. Obydwa. A to było ta istota mi przekazała tą wiadomość gdzieś w dwutysięczny jedenastym, dwutysięczny dziesiątym. A w zeszłym roku się dowiedziałam, że mam kamienie w obydwóch nerkach i w tej chwili się leczy na nerki, nie? Usiłuje się tego pozbyć i to dość duże kamienie w jednej i w drugiej nerki. Także ja mówię, chyba miała na myśli właśnie, że rośnie we mnie właśnie te kamienie. Nawet usiłowałam znaleźć w internecie długo, ale jakoś się nie dostałam, a zapomniałam się spytać lekarza, mówiąc szczerze. Także nie wiem, może to, może jeszcze coś dojdzie.
No oby nie, oby nie wyszło. Na dziś trzymać kciuki, żeby- Żeby, żeby chodziło tylko o te nerki, a nie o coś jeszcze innego. No powiem, to i powiem panu szczerze, że byłam ja cały czas mówię tak, ciekawe, ciekawe, czy powiedziała prawdę. Ja wielka reguła.
Dzisiaj spytałam gdzie? Bo mogłam się spytać i czułam, że by mi powiedziała, ale byłam w tak panicznym strachu, w takiej panice, że mówię ja nie chcę nic wiedzieć, jak mam umrzeć, to umrę i bo nie chcę oczekiwać, że gdzieś mi tam coś pyka, wysiądzie czy, czy coś.
Rozumiem, że jakieś odczucia wobec tej istoty pani miała takie ewidentnie negatywne? Czy, czy ta negatywność jakby z czasem dopiero nadeszła? Nie no, ja powiem panu, że nawet odniosłam wrażenie, że ta istota przyszła do mnie, jakby to powiedzieć, w pokojowych zamiarach. Była miła.
Nawet głos był taki miły, taki ciepły, taki jak ja ją wygnałam, to ona się nie burzyła, że musi wyjść, tylko przyszła drugi raz. I znów w ogóle ładnie powiedziała Muszę ci coś powiedzieć. I to tak ładnie powiedziała do mnie po imieniu, jak mama i tata do mnie mówili Muszę ci coś powiedzieć. I była po prostu taka, taka odniosłam wrażenie, że była nawet można powiedzieć, nieopiekuńcza, no bo to nie było troskliwa o z taką troską w głosie odniosłam wrażenie tak, jakby ojciec do mnie przemawiał z troską w głosie. I później właśnie mnie to zdziwiło, że czy mogę. Ja byłam pewna, że to przyszedł mój mąż, znów mnie przytulić, a okazało się, że nie.
A czy zdarzyło się pani na przykład. Pomodlić się czy zrobić coś innego w intencji pozbycia się tej istoty? Nie. Nic z tych rzeczy? Zawsze jak mnie tak trzaskało, ten [śmiech] pomnik trzaskało. Jeśli na dole, na parterze czy, czy, czy nie trzaskało na holu, to zawsze szłam i mówię, "Niedobrze, pan to wymazywał." [pikanie] Cokolwiek jesteś.
Ale powiem panu, że się bałam. Naprawdę się bałam. Panicznie myślałam, że, że dostanę zawału. Schodziłam na dół, na parter i mówię Kurde, tu ta schoda strzelę jak nic. Serce moje gdzieś zostało w przełyku. W życiu się tak nie bałam, jak wtedy w życiu. A czy zauważyła pani jakoś, w jaki sposób ta istota się poruszała?
Czy ona, ta istota po prostu się pojawiła i chciała się do pani jakoś zbliżyć? Wie pan, ze momentu pojawienia się nie zauważyłam. Nie pamiętam. Może nie, nie pamiętam. Nie widziałam, ale ona odniosłam wrażenie, że ona tak jakby nie miała nóg.
Ona po prostu tak jakby się przesuwała w powietrzu. Lewitowała. Tak, tak. Nawet ta peleryna odniosłam wrażenie, tak lekko powiewała, mimo że okna były pozamykane. Bo to nie wiem, czy to była wiosna wczesna, czy jesień, czy zima. Nie pamiętam właśnie, co to było za pora roku, ale ona tak lekko się przesunęła. Ale jak się przesuwała, nie czułam powiewu powietrza tak, jakby nie wiem. No nie umiem tego określić. To było bardzo dziwne, ale pamiętam, jak mnie przewracała na plecy. To był taki mocny, solidny, męski chwyt. Złapała mnie za ramię. Czułam wyraźnie dwie ręce, bo ja stałam na boku.
Ja się tak zwijam w kulkę i czułam wyraźnie dwie mocne niekrzywdzące, ale takie mocne, solidne ręce. Jak mnie przewracała na bok, na plecy. Ona mnie przewracała, a ja znów dostałam widocznie zbyt mocno, ale czułam to i tak mówię ci diabeł nie. I się tak zwalniała znów na bok i znów czułam jak mnie solidnie tak łapie, tak jakby chciała powiedzieć tu będziesz taki leżeć, Nie. To to to to czułam. Zastanawiam się jeszcze takie pytanie, czy, czy zauważyła pani może jakieś, nie wiem, zmiany w otoczeniu bądź zmiany, nie wiem na ciele po wizytach tej istoty. Zmiany w otoczeniu i czemu? I w ciele? Na przykład jakieś ślady? Nie, nic. Wie pan co, byłam tak zapracowana, byłam tak zagubiona, bo musiałam. Wszystko padło na mnie. Byłam sama do tego wszystkiego. Naprawdę nie oglądałam swojego ciała. Nawet mi nie przyszło do głowy, żeby obejrzeć, czy nie mam jakichś śladów, czy czegoś naprawdę nie pamiętam. Tego nie oglądałam. Nie, nie, nie mogę. Naprawdę nie. Nie, nie oglądałam, bo nawet nie pomyślałam o tym. Nie miałam czasu. Nie miałam czasu się nawet nad tym zastanowić. I dlatego panu mówię, że ja w pierwszych chwilach ja mówię zwariowałam, Ja po prostu zwariowałam z żalu, z rozpaczy. Ja chodziłam całe dnie. Mówiąc szczerze, płakałam. Jak tylko pomyślałam, to ja płakałam. Mnie w nocy nieraz budził własny szloch. Ja mówię Boże, ja zwariuję, bo to po prostu za dużo, za jednego i... A w domu, w domu nie. W domu nic się nie działo. Normalnie było. Nawet jak te szafki trzaskały, waliły. Pewne są pootwierane. Nie, Wszystko było tak jak trzeba. Nie było żadnych śladów, że ktoś tam coś ruszał, przestawiał. Nie, nie było wszystko w porządku. Ale był taki hałas od tego trzaskania, że ja odnosiłam wrażenie, że te drzwiczki to się chyba pourywają. Matko kochana! Drzwi słyszałam i wiedziałam, które poszczególne. Bo każdy wie pan, jak się mieszka długo w domu, to się wie, które drzwi skrzypią, które piszczą, które tam się nie domykają, gdzie się klamka haczy, gdzie tam coś. Więc ja wiedziałam nawet którymi, którymi drzwiami było trzaskanie, które drzwi normalnie słyszałam, bo w niektórych drzwiach mam szybę, to słyszałam szyby dzwonią. Ja mówię Boże, no jest wróg, No ktoś się włamał. Mówię no co ja teraz robię? Sama Jestem. Jest noc na pustkowiu, można powiedzieć. No jednak sąsiedzi od sąsiada parę ładnych metrów. Ja mówię no, myślałam. Mówię panu, myślałam, że w nocy mówię dostanę zawału, zejdę po prostu i nikt nie będzie wiedział, co się babie stało. Nie? Rozumiem, że badający panią później lekarz również nie zwrócił uwagi. Poza tym kamieniem oczywiście. Poza tymi kamieniami na nerkach nikt nie zwrócił uwagi na jakieś zmiany widoczne już gołym okiem? O, nie, ja wtedy nie chodziłam do lekarza.
Wtedy nie miałam czasu nawet chodzić do lekarza, bo mówię panu, że o kamieniach na nerkach, to ja się dowiedziałam piwa tych dwie, osiem, dziewięć lat po tym, o tym właśnie po spotkaniu z tą osobą, z tą istotą. I mówiąc szczerze, ona mi powiedziała już w tobie jest, już w tobie rośnie. Nie? Jeszcze tam mówię, co za pierdoły. Mówię, co może we mnie rosnąć, Co może we mnie rosnąć? Jeżeli taki duży okres, tak długi czas minął, no to miało dużo, dużo czasu, żeby tam się rozwinąć. Mhm, mhm. I dlatego też mówię, no nie wykluczone, że tu chodziło o te nerki. Nie? Nie wiem jak kamienie długo rosną, ale są dość spore.
Nie mam tutaj już więcej pytań odnośnie tej historii. Szczerze mówiąc jakoś ciężko mi to tutaj przyporządkować, bo mamy tę relację. Oczywiście wie pani o tych bedroom visitors. Mamy też różne podania ludowe o takich właśnie uprzedzających przed czymś istotach.
Natomiast pani miała wrażenie, czy pani nie miała wrażenia w pewnym momencie, że odwiedzają panią różne istoty? Niejedna?Nie wiem. Powiem panu szczerze, że nie wiem. Ale wie pan co? Ja jak byłam z mężem za granicą, w Stanach, w Stanach byliśmy, ale to było huuu trzydzieści lat temu.
Moja babcia tu umierała na raka, w Polsce. No wie pan, jak to wtedy, przed stanem wojennym, człowiek się mógł skontaktować jedynie listem, który szedł dziesięć dni w jedną stronę, czy tam nawet dłużej, nie? I moja babcia tu umierała na raka. I po jakimś czasie przyszedł list i mnie się w tym dniu, co ona umierała, śniło, że ona umiera na raka. I mi się śniło, gdzie umarła, śniło mi się, jak umarła, później mi się śniło nawet, co się stało z tym jej mieszkaniem, że tam się ludzie cieszyli, że umarła. Ja nie rozumiałam. Dopiero później, jak przyjechałam do Polski, dopiero się dowiedziałam, dlaczego to się tak cieszyli i to się wyjaśniła ta sprawa. A przyszedł list właśnie do Ameryki.
Jak babcia umarła już po śmierci babci przyszedł list właśnie, że gdzie umarła, że umarła, że była u swojej córki, że tam umarła i w ogóle na co umarła. I ja byłam wtedy w szoku. Jeszcze pamiętam, jak mi się śniło i mówię do męża: Wiesz co? Takie pierdoły mi się śniły, że klękaliście na rody. Mówi śniło mi się, że babcia umiera na raka, że ciotka ją wzięła do siebie.
Ona u ciotki leżała na łóżku i mówiła Boże, kiedy ja umrę, ja chcę żyć. I później siostra do mnie napisała właśnie list, że babcia tak mówiła, że umarła u ciotki, że to raka, a to jak ja mówię Boże, to mi się wyśniło, to jest niewiarygodne.
Wszystko się sprawdziło. Tak, wszystko się sprawdziło. Ja nie wierzyłam w to. Mówię panu, ja byłam w szoku. Ja mówię takie pierdoły, mówię. Wyjeżdżaliśmy, babcia była zdrowa- mówi- a przecież my tu nie jesteśmy znów tak długo, parę miesięcy. Mówię to jest niewiarygodne. I za parę tam dni, tam, nie wiem, za tydzień czy za dwa tygodnie. Przyszedł właśnie, że babcia nie żyje. Ja mówię, ja byłam w szoku. Mówię panu, ja byłam w szoku, że że mi się to wyśniło, że to jest prawda. I teraz mówiąc szczerze, nieraz jak mi się sny śnią. Zresztą po śmierci męża, powiem panu, też miałam takie kłopoty. Miałam jakieś tam kłopoty właśnie. I pamiętam, jak mi się śniło, że mąż usiadł na na podwórku i tak dookoła niego było pełno psów, a on je tak głaska, bo to były takie różnej maści psy, takie jakby zbiorowisko z psiarni jakichś. I on tak siedzi i je głaska, i mówi: Nie bój się, one ci nic nie zrobią. I powiem panu szczerze, że wtedy wiedziałam, że wszystko się ułoży dobrze, że nie będę miała kłopotów, że się to Wszystko rozwiąże. A tak to się strasznie bałam. Mówię Nie poradzę sobie.
A mogę coś? Mogę zadać takie pytanie, czy, czy mąż za życia był miłośnikiem zwierząt, szczególnie psów? Tak, tak, tak. On lubił psy w ogóle on lubił wszystkie zwierzęta, ale w szczególności psy lubił. Tak.
No bo te psy to tutaj tak wyglądają, jak taki symbol, symbol szczęścia. Tak mi się wydaje. A ja to zawsze, zawsze uważałam, że psy to są takie zwierzęta, że jak one nie szczekają, nie gryzą, to znaczy jest dobrze. A jak szczekają, warczą, to znaczy, że są koło mnie jacyś wrogowie. A jak mnie ugryzie, to wiedziałam, że coś będzie nie tak. Tak właśnie zawsze przetłumaczenie snu miałam. I wtedy właśnie on siedział na tym podwórku.
Wszystkie psy małe, duże, wielkie, groźne. One tak chodziły koło niego, a on je tak głaskał. Mówi: "Zobacz, one ci nic nie zrobią, nie bój się". I powiem panu, że wtedy mówię: "Wiem. Że wszystko się ułoży dobrze, że będzie dobrze, że moje kłopoty się skończą, że, że, że nie będę miała już tych marzeń". I tak było. Moje kłopoty się rzeczywiście skończyły, rozwiązały, ułożyło się wszystko, a myślałam, że po prostu nie dam już sobie rady. I powiem panu jeszcze to, że tak to wszystko spadło na mnie, ta śmierć, to i jeszcze na domiar złego to no takie cuda się działy. Ja mówię, no ja chyba wariuję, mówię to już jest koniec. Ja po prostu psychicznie nie wytrzymuję, to za dużo na mnie spadło.
Wszystkie obowiązki, wszystkie, no po prostu zostałam sama w środku problemów. Sama. Ja mówię po prostu no psychika wysiadła, no. Jak komuś jeszcze tam opowiadałam nieraz coś, to każdy się tak na mnie patrzył. No, no tak, tak, tak. Boże, ludzie uważają mnie za wariatkę. Muszę przestać mówić, bo mówię, będą myśleć, że jestem głupia.
A czy te wszystkie zdarzenia, one się rozpoczęły po śmierci? One się rozpoczęły po śmierci tam babci, mamy, męża? Czy coś podobnego zachodziło jakoś wcześniej? Nie, nie, nie. Nigdy nic takiego nie było.
Ostatni umarł mąż i po śmierci męża się to wszystko zaczęło, bo najpierw umarła matka, potem ojciec. Za rok, bo to tak co roku i na końcu umarł mąż i po śmierci męża, mówię panu, no nie było właściwie spokoju, a skończyło się to.
Miałam taki sen, że mąż szedł przez podwórko, tak koło domu przechodził i odchodził. Szedł sobie tak w stronę sadu. I ja tak mówię: "Boże, gdzie on idzie?" A on się tak go obejrzał, popatrzył, uśmiechnął, odszedł. Ja mówię: "O! Zostawił już mnie chyba samą". I powiem panu, od tej pory mi się ani mąż nie śni, ani nikt nie puka, ani nic nie stuka, a śnił mi się mąż dopiero jak właśnie syn z synową przyjechali tu i tu są ze mną już. Także już nie jestem sama. Jestem...
Nie, nie, nie. Zjechali zza granicy i przyjechali. I znowu.Wtedy miałam ostatni sen. Ostatnie pukanie, bo jeszcze jak syna nie było w szkole, to też bez przerwy walenie, pukanie, stukanie. Oni przyjechali momentalnie Wszystko się skończyło. Urwały się sny o mężu, przestało pukać, przestało stukać tak, jakby chciał powiedzieć no wiem, ja takie wrażenie odniosłam. Masz już opiekę i jesteś, Jestem spokojna u ciebie. Takie wrażenie- No właśnie takie, takie też odniosłem wrażenie, jak pani mówiła o tym, o tym uśmiechu, że tak po prostu się uśmiechnął, odwrócił się, uśmiechnął i sobie poszedł.
Tak jakby coś się zdarzyło takiego, że no nabrał takiego spokoju, że już Wszystko z panią jest w porządku, że nic się więcej nie wydarzy. Ja też takie wrażenie odniosłam, a jeszcze panu powiem [śmiech] mówiąc szczerze, po śmierci męża nie było dnia, żebym nie płakała.
Autentycznie przez sześć lat dzień w dzień wylewałam łzy, nawet do tego stopnia, że mnie w nocy nie raz budziło własne szlochanie. Ja mówię zwariuję, no po prostu koniec ze mną. Ale to tak na trzeźwo. No po prostu nie mogłam o nim mówić. Płakałam, no ale tak na trzeźwo uważam. I przestałam płakać, bo mi się śniła moja matka. Śniło mi się, że chociaż jak umierała, mówiłam mama nie przychodź do mnie, bo się boję. Jestem tchórz, ty wiesz o tym, więc mnie nie odwiedzasz. Wiesz o tym, że się boję, nie przychodź. Ona się uśmiechała i nic nie mówi. No i jak umarła i mąż umarł. Ja naprawdę zalewałam się. Wszyscy mówili przestań płakać, bo jemu tam zimno, on tam biedny cierpi, a ty tak za nim tu jedziesz.
[śmiech] No i autentycznie momentalnie przestałam płakać, jak mi się przyśniła matka. Śniło mi się, że-- bo u nas jest wie pan, trzykondygnacyjny dom, to się tak schody kończą, idzie się kawałek holem, znów schody, znów kawałek holu, znów schody i tak się tego nie. I tak śniło mi się, że, że siedzę na kanapie, patrzę przy schodach, na szczycie schodów stoi matka i ja chcę do niej iść, a ona zeszła w dół.
No więc ja po tych schodach w dół, a ona już była przy następnych schodach. Ja znów doszłam do schodów, ona znów była przede i tak ją dogoniłam przez całą piwnicę, przez cały dom, aż już stała przy drzwiach garażowych do wyjścia. Ja mówię mama, zaczekaj i momentalnie pyk, jesteśmy w pokoju, ja siedzę na kanapie, ona siedzi na fotelu i ja mówię wiesz, mówię, że mój mąż nie żyje, a ona mówi wiem i mówi dosyć, nie płacz już, nie. Ja mówię wiesz, a ona tak się spojrzała w bok. Ja tak patrzę, obok mnie stoi mój mąż i ona jeszcze coś zaczęła mówić i coś, co chciała powiedzieć, ale tak jakby spadła szyba. Ja już jej nie słyszałam. Między mną a nią jakby spadła jakaś niewidoczna szyba. Nie słyszałam ani jednego słowa, tylko usłyszałam, że dosyć tego płakania. I ja mówię ale on nie żyje i koniec. Szyba spadła. Widziałam żona rusza ustami, ale już nie słyszałam, co mówi, tylko mówiłam tak, tak, tak i koniec.
To tak jakby, tak jakby ta prośba o zaprzestanie rozpaczania po śmierci męża była jakby głównym, główną taką wiadomością, głównym elementem tego snu. Tak, tak. Ona przyszła mi powiedzieć, że mam nie płakać, a jeszcze jak go zobaczyłam, bo ona tak głowę w bok przechyliła, spojrzała i ja za jej krokiem podążyłam. Ja tak patrzę, mój mąż stoi w garniturze, w tym, w którym go pochowałam.
I mówię Jezus, on jest w tym garniturze. Aż byłam zdziwiona, bo ja nawet zapomniałam, w jakim garniturze. I co dziwniejsze, na tym garniturze miał szlafrok ten, który mu kupiłam do szpitala. Ja mówię tak patrzę, mówię Boże, ty masz na garniturze szlafrok? Aż się zdziwiłam. Mówię zimno ci? I się obudziłam. Właściwie to córka mnie obudziła, bo wtedy jeszcze ze mną tu była jakiś czas. Mówi mama, wstawaj do pracy. O mówię, mówię do niej, mówię nie budź mnie nigdy więcej, mówię ja się sama zawsze obudzę. Mówię Tata przyszedł. Nigdy więcej nie.
No właśnie, dużo jest, dużo można spotkać takich relacji o tym, że ktoś, ktoś na przykład rozpacza i otrzymuje jakieś znaki, czy też sygnały, że w jakiś sposób ten ta rozpacz, to przeżywanie żałoby po śmierci jakoś tej osobie przeszkadza tam po drugiej stronie. Ja zresztą też mam takie przeżycia, muszę powiedzieć. Opłakiwałem kiedyś śmierć przyjaciółki, jakoś krótko po tym, jak się dowiedziałem o jej odejściu, zastanawiałem się właściwie, czemu nam się kontakt urwał, a niestety z jej konta przecież kiedyś na Facebooku jak zmieniłem, przeprowadziłem się w ogóle na inny profil i tak dalej, i tak dalej.
Wysyłałem zaproszenia do wybranych znajomych, no i wiadomości prywatne, że to jest-- ja teraz jestem na tym nowym koncie, jakby coś. No i niestety z konta tej przyjaciółki przyszła informacja wysłana przez jej ojca, że no niestety już nie przyjmie zaproszenia, bo zmarła i jakoś tak tydzień później tak nie wytrzymałem, po prostu coś we mnie pękło.
Zacząłem płakać i w pewnym momencie leżę w łóżku i w pewnym momencie słyszę jej głos. Przestań płakać, przestańcie wszyscy płakać, wasze łzy mnie bolą. Słyszał Pani głos? Tak. Taki młody, młody głos. Bo ona umarła niestety bardzo młodo. Zupełnie nagle, w wieku osiemnastu lat. Także jest coś takiego, że w jakiś sposób to nasze przeżywanie tutaj żałoby po śmierci naszych bliskich czy przyjaciół, jakoś to im tam przeszkadza.
Nie wiem, w jaki sposób, ale czują jakby taki pewny, pewien dyskomfort. Chyba tak. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Ja też. I powiem panu, że jak przyszła do mnie matka, ja opłakiwałam męża sześć lat.
Autentycznie mówię panu pod słowem honoru. Sześć lat płakałam dzień w dzień. Nie było dnia, żebym za nim nie ryczała. Nawet teraz mi się włos łamie. To, jak mi powiedziała, przestała. Koniec. Powiedziałam Nie. Dość! Tak, staram się to trzymać. Staram się to utrzymać. No i-i-i hałasy się uspokoiły w domu. Jak syn przyjechał, jak syn wrócił. Bo syn mówi.
Mama mówi Zostałaś sama mówi, to mówi: "Jak chcesz, to- mówi- przyjedziemy do ciebie". Ja mówię: "Wróćcie". Ja zresztą mówię: "róbcie, jak chcecie". Ja was nie mogę zmuszać do niczego, bo mówię to jest wasze życie. Ja już swoje praktycznie przeżyłam wasze. Nie mogę w wasze ingerować. Zróbcie, jak uważacie. On mówi: "Jak-- jeśli chcesz nas przyjąć, to wrócimy". Ja mówię: "Ja zawsze". No tak się dzieciom życie ułożyło, że akurat przed tymi wszystkimi śmierciami [śmiech] i tymi pogrzebami, dzieci zaczęły sobie układać życie. I myśmy tak sobie w trójeczkę żyli. No, ale później właściwie to w czwóreczkę. Potem dziecko, te najmłodsze się pytało, czy może sobie ułożyć tak, jak chce.
Oczywiście mówię, nie będę nikomu stała na drodze. Kolejcie sobie życie po swojemu. Na mnie nie patrzcie, proszę. No, ale jak syn wrócił, to mówię panu, wszystko się uspokoiło momentalnie. Może dlatego, że nie wiem. Nie wiem. Może dlatego, że już nie Jestem sama. Może dlatego, że już wierzy, że ktoś tu jest? Nie wiem. Powiem panu autentycznie, myślałam, że zwariowałam. Autentycznie myślałam, że zwariowałam. Mówię: "Jeśli jeszcze nie zwariowałam, to na pewno zwariuję", bo Jestem na dobrej drodze, Bo tak to Wszystko się jakoś dziwnie te, te, te, te hałasy z domu. Ale to tylko w nocy, to tylko w nocy. Ile razy najfajniej, bo my to mieliśmy taką dużą wersalkę do spania. Mąż miał swoją półkę, ja swoją, ale to była jedna dusza. Tylko że każdy tak spał na swoim.
Nie musieliśmy się na jednej półce gnić. Taka duża wersalka, solidna. Jak wstawał rano, to zawsze przechodząc koło swojego narożnika, obchodząc mój dom leciutko nogą musnął. Ja zawsze wiedziałam, że on już wstaje, ale to tak leciutko. Po prostu on nie musiał mówić: "Wstawaj, wstajemy, idziemy do pracy". Tylko tak leciutko przechodząc tak musnął i mnie to lekkie takie zadrżenie już zbudziło. Wiedziałam, że on wstaje. I powiem panu, że jak on nie żył, już śpię i przyszła pora, żeby wstawać do pracy. Śpię i czuję, jak ta wersalka została muśnięta znów jego nogą i nie otwierając oczu mówię: "Wiesz co? Śniło mi się, że umarłeś". Powiem panu Niewiele.
Zdaję sobie sprawę, że to jest nie sen, tragedia. Ale mówię. Była godzina, żebym wstała do pracy, żebym nie zaspała. I on przechodząc, musnął wersalkę. Nigdy powiem panu, nigdy nie zaspałam do pracy. Zawsze mnie coś obudziło. A to zapach kwiatów, a to zapach perfum, a to coś mnie lekko za ramię złapało. A to ta wersalka właśnie to muśnięcie. On już. To znaczy, on zawsze wstawał pierwszy, więc musnął tą wersalkę i zawsze mnie to budziło, że już on wstaje, to ja już też muszę wstać.
Po prostu ja to byłam w szoku, bo ja nawet nie pomyślałam, żeby kupić baterie do budzika. Ja mówię na pewno nieraz zaśpię i będzie pozamiatane. Nigdy nie zaspałam, nigdy. Zawsze mnie coś obudziło. Nawet, nawet kiedyś pamiętam, był tak mocny zapach perfum jakiś, że byłam pewna, że córka przyjechała. I mówię Boże, że przyjechałaś, jesteś już i nikogo nie słyszę, a czuję zapach perfum. Obleciałam mieszkanie, mówię Boże i dzwonię do córki.
Słuchaj, byłaś- mówię -w nocy czy coś? Bo ja czuję zapach perfum. Nie, nie- mówi mama- nie było mnie. Coś ty? Znak izasię otóż. Tak. Tak samo. O widzi pan, tak samo jak moja matka umarła, to nikt nie czuł zapachu jej perfum. Tam w holu, akurat w holu był taki. Przechodziło się koło schodów. Taki kawałek korytarzyka był i jak wszyscy nawet przechodziliśmy, nikt nie czuł zapachu jej perfum. Ja przez jakiś czas czułam. Mówię: "Czujecie tu perfumy?" A oni się cofali. Nie, nie czujemy. Ja mówiłam: "Chodźcie jeszcze raz". Mówię: "Tu, w tym miejscu. Tu coś matki. Zapach perfum". Wszyscy przechodziliśmy. Mąż, córka przechodzi.
Nikt nie czuł. Ja czułam. Albo, bo zaznaczam, że matka umarła pierwsza. Nie? Jeszcze mąż wtedy. No to ja pani powiem, że jak ja dużo medytuję, bardzo dużo medytowałem kiedyś właśnie w okresie, jak się dowiedziałem o śmierci przyjaciółki. I tak czasami kiedyś się tam zacząłem z nią spotykać, że tak powiem, mentalnie, podczas tych medytacji i przy pierwszym takim spotkaniu czułem bardzo silny zapach takiej odżywki do włosów. I wie pani co? Jak się dowiedziałem później o okolicznościach jej śmierci, to właśnie to mnie uderzyło. Jak sobie przypomniałem ten zapach, to mnie uderzyło. Dostała zawału, robiąc sobie włosy najprawdopodobniej- Aha.
Bo niestety znaleziono ją w wannie. Upadła, prawdopodobnie coś tam się uderzyła, straciła przytomność. No i, no i niestety tak się to skończyło. A jeszcze odnośnie tych tego budzenia to też mam ciekawy przypadek.
Wczoraj dosłownie rejestrowałem historię innego słuchacza, który opowiadał też o swojej mamie. Jak już niestety, mama bardzo była chorowita. Już też odeszła po bardzo długiej i ciężkiej chorobie. Była w takim stanie, że niestety nie była w stanie w pewnym momencie już nawet wstać z łóżka, tylko musiała pukać do ściany i w charakterystyczny sposób, żeby ktoś tam Wiesz, ja- Eee, przyszedł do niej, zabrał jej jakieś herbatę i zrobił. Zaprowadził ją do toalety i tak dalej. I bardzo długi okres po śmierci właśnie mamy, nasz słuchacz o bardzo różnych porach, czy to w dzień, czy to w nocy słyszał takie właśnie pukanie. Nawet kilka razy mu się zdarzyło wstać z łóżka i sprawdzić, czy mama czegoś nie potrzebuje. Wszedł do pokoju, to sobie przypomniał, że mama już nie żyje.
Mhm. Wie pan co, to wszystko sobie umiem wytłumaczyć, ale nie potrafię sobie wytłumaczyć tej zakapturzonej osoby. Co to jest? Po prostu peleryna bez, bez postaci. Nie wiem, naprawdę- Może peleryna albo, albo można, można powiedzieć jakaś taka plama w kształcie postaci z peleryną. Czarna plama.
Nie wiem. Ja tylko widziałam pelerynę w środku. Patrzyłam. Nie było widać nic. Tak jakby po prostu stał w głębokim cieniu, a peleryna tylko była oświetlona po prostu. No nic, ani rąk, ani nóg, ani twarzy.
Nic, tylko peleryna. Ja mówię Boże, co to jest? I głos? Ale to był głos taki wie pan, telepatycznie, tak jakby się mózgi porozumiewały bez słów. Ale miły głos, był naprawdę miły. Ja byłam opryskliwa, wulgarna, nieprzyjemna, ale to było tylko po prostu ze strachu. Ja po prostu się tak ciężko bałam. Ja mówię trzeba sobie odwagi chyba dodać, tylko, yy, jakimś, nie wiem, jakimiś słowami, czymś, no bo się nie rzucę na to, bo wiadomo, jak popatrzyłam, a to taka, taki, wielka postać. A później sobie zdałam sprawę, że nie wiem, czy ona miała do samej, do samej podłogi tą pelerynę, czy ona po prostu była mała i lewitowała tak i mi się zdawało, że jest taka wielka.
Nie mówię tego. Nie pamiętam, czy już zadawałem Pani to pytanie, ale czy ta postać wykonywała jakieś gesty widoczne? Nie. Nic? Po prostu tak jak kaptur peleryna rękawów nie widziałam stóp nie widziałam, spodni nie widziałam, tylko po prostu kaptur i ta peleryna. I ona tak wisiała i rozmawiała ze mną. Jak ja zaczęłam ją właśnie wyganiać, to ona się delikatnie w ścianę wsunęła, a za ścianą był pokój. Więc ja mówię, mam nadzieję, że sobie przeszła przez ten pokój i poszła.
Nawet nawet nie wstawałam, nie szłam, tylko po prostu ona poszła. I ja chyba momentalnie podejrzewam, usnęłam, bo nie pamiętam nic więcej. I później na drugi, za jakiś czas tam, nie wiem, na drugi dzień, czy za jakiś czas znów się przyszła, to znów ją wyrzuciłam, to znów weszła w ścianę i znów poszła, bo wtedy muszę ci coś powiedzieć, ale bardzo ładnie powiedziała moje imię i nie to, że tam, yy, jakoś wrednie czy coś. Nie, bardzo ozdobniała, ładnie, tak jak mówił do mnie tatuś, jak mówiła mamusia, bardzo ładnie.
No i później jak przyszła, też ją wyrzuciłam. Powiedziałam Nie jesteś moim mężem, wynoś się. No to weszła w ścianę. Tylko że to już było na zewnątrz domu. Nie? Bo wtedy leżałam na bruku, akurat na drugim wejściu Mhm.
Ale nie, nie, nie, nie było żadnej-- nie odczuwałam żadnej agresji z jej strony. I jak ją wyrzucałam, powiedziałam, że nie jesteś moim mężem. Odniosłam wrażenie tak, jakby się śmiała. Może nie śmiała, jakby się uśmiechała, jakby chciała powiedzieć nie wiem, nie wiem.
Tak jak by chciała powiedzieć no dobrze, rozumiem, idę sobie. Albo, albo za późno się zorientowałaś. Takie, takie wrażenie odniosłam. Mogę iść, ale i tak już pozamiatane. Nie? Tak. Nie wiem. No też tego. Taki, taki dziwny. Dziwne jakieś odczucie wtedy właśnie mam. Ale odeszła.
Odeszła kulturalnie, grzecznie. Wie co? No. Mam jeszcze takie pytanie. Nasuwa mi się, nasuwa mi się taka kwestia, czy wiadomo coś pani rozumiem, jest jakby pierwszą właścicielką tego domu. Pani rodzina.
Tak, tak, myśmy go budowali. Nasunęło mi się takie pytanie, czy coś wiadomo o historii tego domu bądź okolicy, yy, w której ten dom się znajduje? Może są jakieś podania o jakichś nie wiem mm istotach, jakichś wiedziadełkach czy jakichś zdarzeniach, które mogły spowodować nie wiem ee nagranie się jakiejś istoty, że tak powiem, w tym miejscu.
Nie mam pojęcia. Powiem panu szczerze, że tutaj tę działkę, gdzie ten dom jest pobudowany, to kupił mój ojciec w latach siedemdziesiąt, siedemdziesiątych, może sześćdziesiątych, sześćdziesiąt parę albo raczej początki siedemdziesiątych. Także mówiąc szczerze, historii tutaj tej, w tej okolicy to tak nie bardzo znam. A ta działka była kompletnie łysa, więc tu postawili ten dom, ale to był stawiany z nowej cegły nowy dom. Także tutaj żadnych duchów nikt tu nie umarł przed tym, nie?
No, czyli można powiedzieć, że pod tym względem można uznać to miejsce jest czyste. Tak, tak. Nikt tu nie mieszkał. Można powiedzieć, była pusta działka, kompletnie pusta. Myśmy to dopiero zaczęli zarówno darowywać, nie? Także- A jaka jest miejscowość?
-Znaleźć się w Kaliszu. Jeszcze muszę panu powiedzieć, że ja nie jestem alkoholiczką, nie piję, nie ćpam. To wszystko, co panu mówiłam, to jest autentyczne, autentyczne i nigdy się nie leczyłam psychiatrycznie. Nie jestem jakąś wariatką nawiedzoną ani, ani nic. Także nigdy nie wierzyłam w to. To, co mi się przytrafiło, to po prostu ja robiłam oczy jak dziesiątki, można powiedzieć.
No ludzie, ludzie mają, ludzie mają. Ludzie miewają takie problemy z podzieleniem się tą historią do momentu, kiedy usłyszą, że ktoś inny przeżywa to samo czy coś, coś zbliżonego.Także myślę, że ta audycja bardzo mocno ludzi też otwiera.
Ja panu powiem, że ja jak słyszałam, że... Bo ja słuchałam tych pana audycji. Teraz nawet jest taka nowa przez to odcinek "Świadkowie mówią". Tak? Dobrze mówię? Tak,mhm. No słuchałam od pierwszej i tam jest o tych różnych UFO i tym. Ja mówię Boże, ludzie w to nie wierzą, a jednak jest coś i te duchy, i te zjawy, i te no nie wiem, co tam jeszcze. No jest tyle tego wszystkiego, że ja mówię Boże, ja też w to nie wierzę. I mówię to jednak, to jednak to nie jest mój wymysł chorego jakiegoś umysłu, bo ja z początku mówię chyba, chyba rozpacz, żal, to Wszystko, te stresy, to mi odbiera rozum. A ja- No niektórzy badacze postulują, żeby z określenia zjawiska paranormalne usunąć ten przedrostek para. To jest coś takiego, coś całkiem normalnego, tylko no ciężko to na ten moment wyjaśnić. Ludzie tego, ludzie tego naprawdę wszystkiego doświadczają. To nie jest żaden wymysł.
Tak, z tego wynika, że tak. Ale powiem panu, że ludzie, jak ktoś coś powie, to ludzie się patrzą jak na wariata. Ja pamiętam zaraz po śmierci męża doszła do mnie kobieta, zupełnie obca kobieta. Ja, ja może ze dwa razy ją widziałam i ona doszła do mnie i mówi tak: "Niech pani nie płacze". Ja nie płakałam przy ludziach i widocznie było widać, że jestem może upłakana, załamana. Niech pani nie płacze, on przyjdzie. A ja mówię kto? Ja wiedziałam, o czym ona mówi, ale udałam, że nie wiem. Chciałam, żeby ona mi to powiedziała, bo ja mówię: ja mogę myśleć swoje, ona może myśleć swoje. Ona mówi: "Niech pani nie płacze, on przyjdzie". Ja mówię: ale kto przyjdzie? "No mąż, mąż przyjdzie do pani". Mówi: "Mój do mnie przychodził, mój się... mój się mną opiekował". Mówi: "Wie pani"? I ona mi zaczęła opowiarać- Czyli ona przeżywała to samo, co pani ze swoim mężem.
Tak, tak. I ona mi zaczęła opowiadać. Mówi, że ona, będąc po śmierci męża, została sama z dzieckiem. I mówi Proszę pani- mówi ja nawet nie wiedziałam, gdzie się płaci za radio, gdzie mówi trzeba iść zapłacić za prąd, mówi. Tym wszystkim zajmował się mąż.
Mówi: "Ja tylko się zajmowałam dzieckiem, domem, garnkami, a wszystko- mówi -rachunki, praca, wszystko należało do męża". Mówi: "Ja nie miałam pojęcia, że trzeba opłacić telewizję. Ja nie wiedziałam, gdzie się płaci telefon mówi Wszystko załatwiał mąż i po śmierci męża niech pani wierzy. On mnie tak za rękę prowadził. On mi Wszystko powiedział. Po śmierci powiedział jej i mówi Ja to Wszystko mówi sama ogarnęłam. Mówi Wiedziałam, gdzie idzie płacić komorne, gdzie mówi załatwić węgiel, gdzie mówi iść. Wszystko mówi. Pozałatwiać mówi. On mnie prowadził za rękę. Mówi Ja bym zginęła, bo ja naprawdę nic nie wiedziałam. I mówi Teraz już wiem. On mnie nauczył po śmierci. Ja się na nią patrzyłam. Z początku mówię Boże słodki, myślałam, że tylko ja jestem wariatka. Z początku pomyślałam, ale powiem panu szczerze, później tak mówię on chyba ma rację, chyba ma rację. I ona mówi Niech pani nie płaczą, pani samej mnie zostawi. I później, jak on odchodził, widziałam, szedł przez to podwórko, się uśmiechał, się oglądał. Mówię chyba to była prawda. Kobieta chyba powiedziała prawdę, że on był cały czas ze mną, dopóki nie przyjechał syn. Syn przyjechał, on dopiero odszedł, a przez ten cały czas on był ze mną. Nawet mnie nie dał do pracy zaspać.
Wie pan, nawet mi nie dał do pracy zaspać, bo zawsze mówi tak: "Cokolwiek się będzie działo, pamiętaj nie odpuszczaj sobie, nie odpuszczaj sobie, nigdy sobie nie odpuszczaj". I ja tak mówię Matko kochana.
Nieraz mówię Jestem tak zmęczona, nie mam siły chociaż jeden dzień albo później, ale zaraz muszę gdzieś, nie odpuszczaj sobie. I zawsze coś mnie tam zmobilizowało. Ten zapach, gdzieś tam coś. Ja mówię nie mogę, nie mogę. Ale to było straszne. Powiem panu, to było straszne.
To, to było po prostu [wzdycha] dzięki, dzięki pańskim audycjom, które słuchałam, ale nie od razu, bo od razu. Ja nawet nie miałam czasu. Ale tak po sześciu latach, mówiąc szczerze, dzięki tym audycjom zdałam sobie sprawę, że jestem normalna.
Ta ulga. Tak. Ta ulga. Ja mówię Jestem normalna, a cały czas sobie mówiłam Jestem wariatką, ja zwariowałam. Tego nie może się dziać naprawdę. Po prostu mnie odbiło. Ale dzięki tym audycjom-- i powiem panu szczerze, ja tę audycję słuchałam po dwa, trzy razy. Jak gotowałam obiad, jakoś tam robiłam, a mi tu stało grało.
Jak usłyszałam, cofałam jeszcze raz, mówię: "Nie wiem, nie usłyszałam". I naprawdę mówię: "Teraz wiem, że to się dzieje, to się dzieje, tylko ludzie nie mówią". Wie pan, naprawdę ludzie się patrzą, jak się do ludzi mówi. To ludzie się patrzą. Niektórzy: wariatka psychiczna, nie ma czegoś, nie ma Duchów, nie ma UFO, nie ma nic. Jest tylko ziemia- No ja pani muszę, muszę powiedzieć pani, że niektórzy mnie skreślili też z listy znajomych po tym, jak się dowiedzieli, że ja w ogóle takie radio prowadzę. No też to nastawienie większości społeczeństwa jest po prostu no w jakiś sposób przytłaczające.
Straszne, naprawdę straszne. I niech mi Pan wierzy, dzięki panu uwierzyłam, że jestem normalna. Dzięki panu ja się, ja mówiąc szczerze, zbierałam się do pana zadzwonić chyba ze trzy lata. Ale mówię nie, nie no.
Mówię nie, ja chyba jestem głupia. Ale czym więcej słuchałam i czym więcej tych, tych wszystkich innych wypowiedzi ludzi, mówię,Dzwonić i powiedzieć panu. Niech mi pan powie, mówię. Niech mi pan właśnie pan powie, że to jest prawda. To, co mi się przytrafiło, to jest normalne, Tak się dzieje, że nie Jestem wariatką.
Pierwsze te takie, co się tu u mnie działo w domu, pierwsze takie te puki, stuki, wiatry, zapachy to, to ja byłam po prostu przerażona. Ja byłam tak ciężko przerażona. Ja-- a jeszcze jak mi zaczęło pukać, ja, pan wierzy, ja cały dom obeszłam od piwnicy, wszystkie korytarze, wszystkie pokoje. Ja zaglądałam do szaf, do wersalek, zza kanapy, za kanapy. Ktoś jest? Ktoś się włamał, Ktoś przyszedł. To jest niemożliwe, żeby nikogo nie było. A był taki hałas potworny. Ja śpiąc, ja właściwie wtedy to stałam jak kot. Mówiąc szczerze, bo ja się bałam nawet mocno zasnąć. Nie wiem, może był moment, że parę minut mi się tam czy tam godzinek, nie wiem, zasnęłam twardo, ale tak to spałam jak kot. Ja słyszałam samochody przejeżdżające za oknem, ja słyszałam wiatr, ja słyszałam, kiedy pies zaczyna szczekać, ja słyszałam, jak mi podłoga skrzypi, kiedy tam z kranu nawet woda kapie w nocy. Ja Wszystko słyszałam. Ja mówię, Boże, ja śpię jak kot. I jak zaczęło walić, trzaskać, to ja byłam przerażona. Ja mówię, Boże, złamał się. Gdy ktoś musiał zbić szybę, mówię, nie musiałam słyszeć.
Musiałam mocno zasnąć akurat w tym momencie. Ale to były takie huki, takie trzaskanie szafek, drzwi, półek tam coś: ja calusieńki dom obeszłam i w końcu przyszłam na, na piętrze śpię. Mówię, Boże, ja kiedyś umrę na schodach czy gdzieś na zawał i nikt nie będzie wiedział, co tej babie się stało? Dlaczego ona dostała zawału w pustym domu? Ja już nawet mówię, że bym miała jakiś tam sprzęt, który nagrywa taki, no bo tam mam stare radio, to się nie liczy. Ale mówię, gdybym miała jakiś tam dobry sprzęt, to bym ustawiła i nagrywa. No ale tak jakoś nie było czasu pomyśleć, o tym wszystkim, ogarnąć tego.
No nawet nie trzeba za bardzo sprzętu. Można taką specjalną aplikację na smartfona sobie zainstalować, która będzie po prostu nasłuchiwać jakichś nietypowych dźwięków i będzie włączać nagrywanie automatycznie. Nie wiem, czy pani jest obeznana z takimi technologiami nowszymi.
No właśnie. To właściwie poprzednie stulecie, jak ja to mówię. Akurat jak tak mówię, żeby ktoś był młodszy w domu, to by tam ogarnęli to. Ale jak ja byłam tu sama, to ja mówię no masakra. Jedynie byłam znana na nasłuchiwanie.
No mówię panu i mówiłam tak zawsze mówię Boże, muszę zadzwonić do tego człowieka, muszę zadzwonić i mu podziękować, że on to prowadzi, że on to prowadzi, że on po prostu rzucił to na światło dzienne, że wreszcie ktoś o tym mówi głośno, anonimowo czy nieanonimowo. Wszystko jedno, że ludzie mówią, że ludzie mogą wysłuchać. Ludzie wiedzą. No chociaż, chociaż powiem panu, że chociaż dużo ludzi też wie o tym, słucha i zdaje sobie sprawę, to mówi brednie, pierdoły i nie warto słuchać. Ale ja mówię wy jesteście głupcy, jeśli w to nie wierzycie, jesteście po prostu głupcy.
Całe nastawienie się zmienia w momencie, gdy ktoś osobiście czegoś takiego doświadczy. Też bardzo, bardzo dużo osób tego doświadcza. Może mogę tutaj polecić. Nie wiem, czy Pani czyta Nieznany świat, ale tam jest taka rubryczka zatytułowana Dotknięcie nieznanego. I tam właśnie też dużo takich podobnych przeżyć można przeczytać jak ludzie opisują.
Nie, nie, nie czytałam. Polecam kiedyś zajrzeć. Muszę, muszę kiedyś właśnie tego. Ale powiem Panu szczerze, że [głośny wydech]. Naprawdę chapeau bas, że Pan to prowadzi. A jeszcze panu nie powiedziałam jednego, jeszcze panu jednego nie powiedziałam. Jak miałam wyjechać na święta za granicę, jechałam do syna. I powiem panu szczerze, że się bałam. To znaczy bałam się, nie bałam się jechać, tylko po prostu nie chciałam. Mówię, on zostanie tu sam. To znaczy mój mąż. Sam wzięli, a ja pojadę za granicę na święta.
Mówię tak się nie robi i mówię nigdzie nie jadę. I pamiętam, była taka straszna zima, to był po śmierci męża, to był chyba 2009. Taka zima była mroźna, taki śnieg duży był. I pamiętam, poszłam do łazienki i zamknęłam drzwi od sypialni. Mówię, bo tak chłodno. Nie chciałam za mocno palić, zresztą się nie chciało nawet nagrzać, bo nie paliłam od rana, tylko tak popołudniami zawsze. I poszłam do łazienki. Otwieram drzwi do sypialni, telewizor grał w pokoju, bo mam w sypialni telewizor. Lampka się paliła tak, że było widno. To znaczy widno, no jest przy lampce nocnej i przy telewizorze. A pokoik jest nieduży także tak. Otwieram drzwi, wchodzę i niech mi Pan wierzy, weszłam w taką mgłę, taką koło mojego łóżka stała mgła nie dotykała podłogi, wisiała w powietrzu.
Tak jakby odcięło kolana człowiekowi i taki człowiek bez kolan do kolan, powiedzmy nie, nie dotyka ziemi. Taka mgła. Ja pamiętam, weszłam do tego pokoju. Nie spodziewałam się, że coś takiego będzie. Weszłam i aż mnie, aż w tą mgłę weszłam. Aż zrobiłam tak, nie? I ta mgła. Ja akurat zamrugałem, pamiętam, oczami patrzę, a ta mgła już wisi nad telewizorem. Ale już pół człowieka, tak jakby pół człowieka było, nie? Ja tak patrzę, mgła nad telewizorem.
Jezu mówię, co to jest?I tak mówię, i tak tak mówię, mówię to, co? Nie? I tak patrzę, patrzę i zamrugałam oczami i już jej nie ma... I ta mgła zniknęła. To miałam takie jedno zdarzenie z mgłą. Powiem panu szczerze, a to była taka taka mgła jak-- no, no dosłownie mgła.
Mgła w kształcie człowieka. Ja pierwszy raz w życiu się z tym spotkałam. Mówię w pokoju, w mieszkaniu. Taka mgła jakby była w kształcie człowieka. I ona momentalnie nad telewizorem zawisła. I ja mówię Jezus Maria i wiem, że mrugałam oczami. Patrzę, już jej nie ma. No bo to wiadomo, człowiek musi mrugać, nie? Mrugałam oczami i już jej nie było.
A miała pani jakieś odczucia wobec tej mgły, tej postaci? Nie wiem. Poza takim zaskoczeniem, oczywiście. Nie, nie wiem. Ja mówię może dlatego, że nie chciałam jechać, bo, bo się nawet wiedziałam. No przyjadę święto, przyjadę na święta, mama, przyjdź na święta. Dobrze mówię, przyjadę. A później miałam na drugi dzień miałam wyjeżdżać na święta Bożego Narodzenia. Nie wiem. Pieprzę.
Nigdzie nie jadę - mówię. Nie mogę go mówię tu samego zostawić - mówię. Zresztą mówię nie jadę. Gdzie ja się potem tłukła sama. Nigdy sama nie wyjeżdżałam. I wtedy jeszcze nawet byłam taka załamana. I powiem panu szczerze powiedziałam nigdzie nie jadę w święta bez niego. To nie święta. No i właśnie później ta mgła była i ja mówię no dobra mówię, to pojadę na te święta i mówię nie będę robić głupot.
Tak, tak, gadałam z tą mgłą. Powiem panu szczerze. No ja się czułam jak na granicy obłędu. No z mgłą gadałam, w pokoju się mgła zrobiła, ciepło w mieszkaniu, a czyli stąd ni zowąd mgła. No nic się nie gotowało przecież żadnej pary nie było.
Mgła. I nie wiem, co to było. Nie mam pojęcia, co to było. Ale być może mógł to być właśnie mąż. Chciał jakoś panią uspokoić, że wszystko będzie dobrze. Nie ma nic przeciwko, żeby pani się tam wybrała na święta. No bo przecież mówi się, że zmarli w optymalnych, że tak powiem, warunkach nie powinni być jakoś przywiązani do miejsca. Jeżeli już, to przywiązanie czy też jakoś połączenie z osobami bliskimi.
No i może coś takiego. Może mąż chciał coś takiego właśnie pani przekazać w ten sposób? No to taka spekulacja. No ja też tak pomyślałam, mówię. A gadałam, bo ja tak chodziłam właściwie. No chodziłam i chodziłam tak w myślach i tak nieraz sama do siebie, nieraz z psem gadalam z kotem, bo przecież miałam kotka w domu. I mówię widzisz - mówię, sami zostaliśmy, pańcia nie ma.
I nieraz tak mówię, ja pojadę sobie na święta, to tak będzie rocznica, jak on nie żyje. Mówię, nigdzie nie jadę, jest mi źle bez niego. Nigdzie nie chcę jechać, bez niego nie chcę żyć. No i tak. I wtedy właśnie ta mgła mi się pokazała. I pojechałam, Pojechałam, przyjechałam. A jeszcze panu coś powiem. Boże, teraz mi się przypomniała. Byłam u syna i miałam tam swój pokoik, bo syn tam miał domek. I to jednak przesunięcie czasu było tam godzinę bodajże. Obudziłam się wcześnie, bo wiadomo człowiek nauczony wcześniej wstawać do pracy i tak dalej. Więc się obudziłam wcześnie i sobie tak leżałam.
Miałam zamknięte oczy i tak sobie leżę i słyszę w pewnym momencie, jak syn tam miał akurat w tym pokoju takie dokumenty, papiery, jakieś tam biurko swoje, coś tam, coś tam. I na tym biurku, jak to wiadomo na biurku, jakieś tam dokumenty, papiery, rachunki, coś tam, coś tam. I w pewnym momencie słyszę, jak skaczuje, przewracają się kartki. Normalnie słyszę przewracanie kartek w zeszycie, takie kartkowanie, jak to się mówi, przewracanie papieru.
Słyszę, jak te papiery szeleszczą, przewracają kartka za kartką. Ale ja leżałam, nie otwierałam oczu. Mówię może syn wszedł i mówię jakieś tam swoje dokumenty przegląda. Mówię nie będę się tam wcinać, niech sobie przegląda. Ani słyszałam, żeby wchodził do pokoju, nie słyszałam, żeby się drzwi otwierały, zamykały. Tak sobie leżał. Dość długo się te papiery tam przewalały na tym biurku, a w końcu w pewnym momencie przestały.
Zrobił się świt, wstałam. To znaczy świt, zupełnie się widno zrobiło. Wstałam rano, na śniadaniu się spotykamy. Ja mówię: "byłeś w pokoju moim?". Syn mówi: "Nie". "A czemu?" "A nic" mówi. Syn mówi, się pytam mówi: "Byłaś w pokoju moim?" A ja mówię: "Nie, nie byłam". Syn mówi: "Czemu się mama pytasz?" Ja mówię, bo mówię: "Słyszałam, jak kartki przekładałeś" mówię, "szukałeś w papierach tych dokumentów?" "Nie, nie byłem" mówi. "Nie szukałem". Powiem panu szczerze, to mnie zaskoczyło. Mało tego, po śmierci męża syn do mnie dzwoni i mówi: "Mama, powiem ci numer". Ja mówię: "No?"
Córka miała pokój, malutka była. W pokoju było łóżko, ten, yyy, łóżeczko. No i mieli taki, taki fotel taki. Ale mówi taki ciężki fotel na biegunach, naprawdę ciężki. Powiem panu, że ciężki ten fotel, bo przyjechał tu, jest naprawdę ciężki. No i ten mówi ten fotel stał w drugim narożniku pokoju, łóżeczko stało w drugim narożniku i mówi: "Wiedzą, nasze dziecko się zakwiliło, przebudziło czy tam coś, no to szybciutko biegli do pokoju dziecka". No i w pewnym momencie mówi biegnie do pokoju dziecka i mówi, na ten fotel wszedł, bo tam jakieś małe światełko było i mówi nie spodziewał się, że fotel stoi przy tym. Mówi, schodzi, patrzy, a tu fotel przy łóżeczku.Tak, tak, tak. I mówi mi, skąd mi zabrał ten fotel?
No dużo takich. Powiem panu, że dużo takich było momentów. Albo powiem panu jeszcze. Córka moja kiedyś, jeszcze wtedy studiowała. No i mąż miał tu parę uli. Ona studiowała. Po śmierci męża się tymi ulami zajęła i kiedyś poszła do Uli, zrobiła, mówi no, to jutro tam ma jakieś tam seminarium czy tam jakieś tam kolokwium już teraz nie wiem, to mówi spokojnie mogę, bo wtyłki już ułożone dobrze. Na drugi dzień córka wystaje spanikowana i mówi nie mogę iść do szkoły na wykłady. A ja mówię dlaczego? Bo mówi źle zrobiłam. Ja mówię co źle zrobiłaś?
Źle zrobiłam w pszczołach. Mówi źle zrobiłam. Ale no skąd wiesz? No przecież wczoraj pracowałaś tam pół dnia i dobrze zrobiłaś. Zadowolona byłaś, a dzisiaj rano wstajesz i mówisz, że źle. Tak, bo tata mi w nocy przyszedł, powiedział i pokazał mi, jak mam zrobić. Ja mówię i co? Uważasz, że to jest dobrze? Tak mówi. Teraz wiem, jak mam ułożyć pszczoły. Później zrobiła kurs pszczelarski, mistrza zrobiła pszczelarskiego, mimo że studiowała, to jeszcze zrobiła mistrza pszczelarskiego. Ja mówię i powiedz mi wtedy co ci się śniło? Co tata mówił? To dobrze ci powiedział we śnie? Tak, tak mówi. Dobrze wtedy mi mówi - co ja zrobiłam było źle. On przyszedł powiedzieć, jak ma być zrobione.
No to wychodzi na to, że nie tylko pani dostaje znaki od męża. Tak, tak, tak. No i to jest kolejne, kolejne chyba potwierdzenie tego, że to wszystko dzieje się naprawdę i że to nie jest żaden wymysł, to nie jest żadna fantazja, to jest po prostu coś, co dzieje się rzeczywiście.
Albo jeszcze powiem panu, moja synowa w ogóle w to nie wierzę i w ogóle się boi i w ogóle nawet słuchać nie chce o tym. Ale kiedyś do mnie właśnie jeszcze syn z zagranicy dzwonił i mówi Mamo, już po pogrzebie męża mówi mamo, żonie się śniło, że tata przyszedł, to znaczy teść, nie?
Przyszedł do niej i powiedział mówi wiesz, mówi tutaj mam tak ładnie wygolone, nie? A ona mówi jaki głupi syn! Mówi. Pokazywał mi mówi bródkę pod wargami, że to ma tak ładnie wygolone. A ja mówię tak, ma wygolone, bo mówię. Ja mu kazałam, mówię, jak go chowali, kazałam mu wygolić, bo on nie lubił mieć pod wargami zarostu, tylko lubił, żeby pod wargami mówi ten taki kawałek, co tam zarasta mężczyźnie pod wargami, a brodą mówi, żeby mu wygolić. Ona mówi no właśnie.
Ona rano wstała i mówi tata był i mówił, że ma ładnie wygolone bródki. Mówi taki głupi sen, a ona tam mówię ja tak kazałam wygolić, bo to. No tak. Zdarzają się też czasem znaczące. Zdarzają się też czasem takie znaki z pozoru śmichotkowe, śmichotkowe można powiedzieć.
Takie nic nieznaczące, nie? A jednak coś znaczy. No niby nic nieznaczące, a jednak no można taką informację zweryfikować i nabrać przekonania, że nie wszystko to, co nam się wydaje, że jest prawdą akurat takie jest. Ludzie mają bardzo różne przekonania na temat życia po życiu, że to nie istnieje.
Po śmierci po prostu znikamy, przestajemy istnieć. No to takie małe anegdotki, takie małe, takie małe z pozoru rzeczy mogą jednak zmienić pogląd na ten temat. Mhm. I powiem panu, że ja wtedy, od tego czasu, mówiąc szczerze, zaczęłam tak wierzyć, że coś jest, no bo nie można powiedzieć, że nie ma.
Była to pierwsza z dwóch dosyć długich rozmów, jakie odbyłem z bohaterką dzisiejszego odcinka na początku listopada 2019 roku. Druga rozmowa aktualnie jeszcze przechodzi obróbkę i oczywiście ukaże się ona w którymś z kolejnych odcinków podcastu "Mówią świadkowie" już wkrótce. A dzisiaj już dziękujemy za uwagę. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Śledźcie ramówkę i zapowiedzi w newsach na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, a także na naszym profilu na Facebooku oraz na kanale na YouTube w zakładce Społeczność. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl . Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.