Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” — o książkach do czytania i do rozmawiania. Wiecie co, drodzy państwo? Zacznę może w taki sposób: kilka dni temu pewien, na szczęście były już, kolega radiowy popełnił pewien błąd i prowadził audycję sylwestrową w stanie wskazującym na spożycie dużej ilości różnych materiałów płynnych o podwyższonym procentażu. I niestety efekty tej audycji będą się za nim ciągnęły do końca co najmniej tego roku, a może i dłużej. Tak że my w „Bibliotekarium” w Radiu Paranormalium na pewno tego błędu nie popełnimy, mimo że czasami również tam jakieś wątki okołoprocentażowe się pojawiają. Ale dzisiaj, tak jak zawsze zresztą, nadajemy całkiem na trzeźwo. Pierwszy w roku 2020 odcinek audycji „Bibliotekarium na żywo”, w którym punktem wyjścia do dyskusji będzie powieść Fredericka Forsytha „Psy wojny”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. A zanim padnie magiczne „halo, halo, Bydgoszcz” i jakaś forma podziękowania ze strony Marka tradycyjna, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem audycję realizujemy w całości na żywo. Będzie można dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 0008, komórkowy i do SMS-ów 530 620 493.
Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Można także do nas dzwonić, można będzie także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz czas na pierwsze w tym roku, a tak właściwie to już drugie magiczne „halo, halo, Bydgoszcz”. Halo, halo! Dzień dobry wieczór. Po raz pierwszy w tym roku.
[03:09] - Ja wolałbym nie wspominać, że to już nowy.
[03:12] - Tak? Bo od pewnego momentu to jest tak, że już każdy następny rok coraz mniej radości przynosi. O tym myślisz?
[03:23] - Może tak, a może wszyscy mówią, że przynajmniej były te teorie o termicznej śmierci świata. I tak umierają mi powoli kumple. Więc z czego mam się tutaj cieszyć w tym nowym roku?
[03:43] - Tak jak napisał pod informacją, o której za chwilę powiemy jeden ze znanych pisarzy SF, Eugeniusz Dębski, z tym umieraniem to jest w ogóle bardzo idiotyczny wynalazek. No i wiecie państwo, rok się zaczął dosyć paskudnie, bo zmarł Bogusław Polch, autor komiksów i to wielu komiksów. Dla tych, co jeszcze czytywali „Kapitana Żbika”, był autorem przynajmniej dziesięciu zeszytów z tej serii. Ale jeśli ktoś interesował się fantastyką, to w latach 80. wychodziła taka seria „Bogowie z kosmosu” na podstawie Dänikena robiony komiks i wszystkie te komiksy, było ich osiem w sumie, ten ostatni w 2003 roku wydany, ale powiedzmy takie siedem pierwszych do roku 1990. I to właśnie rysownikiem był Bogusław Polch. Rysował też „Fanki Kowala”. To taka postać, przy której trochę Wiktor w swoim czasie też grzebał. Ale „Fanki Kowal” powstawał, tam rękę przykładał Maciej Parowski. On był rysownikiem.
Ale warto też wiedzieć, bo „Wiedźmin” ostatnio jakby popularniejszy, a właściwie bije rekordy, był Bogusław Polch także rysownikiem komiksu „Wiedźmin”, co też pewno zapomniane mu nie będzie. Ja poznałem Bogusława Polcha na Festiwalu Fantastyki w Nidzicy w 2014 roku. I tam jeszcze, jak to się mówi, pomimo wieku — ach, co tam, proszę państwa, za wiek — ale pomimo wieku to był facet pełen energii, nadaktywny nawet powiedziałbym. A tu taka wiadomość.
[05:41] - Wiesz, ja poznałem Polcha 50 lat wcześniej, gdzieś przy jakiejś dobrej whisky zapewne.
[05:50] - To wtedy musiał być aktywny.
[05:53] - Aktywny? Najlepiej go scharakteryzuję w ten sposób, co będzie poradą dla naszych autorów, którzy tutaj do nas się odzywają, Lewawewu na przykład, że to był facet, który powinien być wzorem dla każdego Kto prasuje. Pasek, który był tak pracowity, a bardziej pracowitego, może jedynie Andrzej Wróblewski, jeszcze drugi komiksiarz z Bydgoszczy. Obydwoje mieli tę cechę, że siadali, kładli kawał papieru na kolano i trzaskali rzeczy od razu, praktycznie biorąc, natychmiast bardzo dobre. Tak pracowitych ludzi w życiu nie widziałem i tak utalentowanych, jeśli chodzi o komiksy. Czas i miejsce, gdyby się urodzili w Filadelfii albo gdzieś w Pernambuku, to by dzisiaj byli na topie światowym. Tak, są na topie polskim, ale pozostaną tutaj długo jako wzory właściwie kultowe dla wszystkich komiksiarzy, bo chyba prawie nie do przeskoczenia. Nie wiem, czy jeszcze ktokolwiek na taką pracowitość i taki dynamit w łapie jest w stanie się zdobyć, bo dzisiaj już łapa jest mniej ważna. Ważniejszy jest komputer i tamte wszystkie dyrdymały, które wspomagają twórcę.
[07:22] - Ja ci przeczytam, bo znalazłem w internecie, co o Polchu napisał inny, też nieżyjący już autor komiksów, Christa. Otóż: „Polch. Ten jest zupełnie niesamowity. Kiedyś pokazywał mi stronę swojego „Fanki Kowala". Był na niej rysunek bohatera trzymającego w ręce monetę. Na tym dolarze były umieszczone wszystkie napisy jak na prawdziwym. Musiał to chyba pod lupą robić. Zapytałem go: „Po co to? Przecież w druku tego zupełnie nie będzie widać". Odpowiedział: „No jasne, lecz ja wiem, że to tam jest".
Trochę powiem ci tak: to dobra charakterystyka, bo kiedy z nim rozmawiałem, miał wtedy wystawę w Nidzicy, to właśnie taki był. Tam każdy szczegół na tym jego rysunku, na tych jego komiksowych płachtach musiał się zgadzać. Pamiętam, jak ucięliśmy sobie długą, przynajmniej 20-minutową pogawędkę o kształcie dzioba statku kosmicznego i dlaczego on jest taki, i tak dalej. Nie będę tego w tej chwili przytaczał, bo chyba nie ma sensu. Natomiast to był właśnie taki człowiek z tego, co poznałem. Ja oczywiście wiele powiedzieć nie mogę, ale zapamiętałem ten jego pietyzm w stosunku do szczegółu.
[08:46] - Ja wspomnę również o jego fenomenalnej szajbie. Otóż przypomnę to spotkanie w Nidzicy, na które Polch przyjechał z modelarzem i z wymodelowanym piekielnie precyzyjnie, tak samo jak ta dolarówka jedna, gigantycznym, ogromnym statkiem kosmicznym, który modelarz zrobił według planów Polcha i z jego komiksowego rysunku.
[09:16] - Małe sprostowanie. On z nim nie przyjechał. Oni przyjechali na ten sam konwent, a wcześniej ze sobą jakoś się porozumiewali, bo ten modelarz brał plany od niego. I powiem ci jedno: ta szczegółowość modelarza zachwyciła, bo tam każdy szczególik był odwzorowany i zachwyciła Bogusława Polcha do tego stopnia, że był już później absolutnie oczarowany tym modelem. O ile wcześniej mówił: „Nie wiadomo, co to będzie, bo modelarz jakiś będzie z modelem, nie wiadomo”. To jak zobaczył ten model, tak się zakochał natychmiast.
[09:53] - Ale to wspaniale móc zobaczyć praktycznie zrealizowane, bo ten model to jest prawie rzeczywistość. Coś, co było gdzieś na jakimś karteluszku, w jakimś komiksie, gdzieś takie sobie odpływające, a tutaj nagle jest.
[10:12] - Tak. To przypominamy. Bogusław Polch wczoraj zmarł. Autor komiksów na podstawie Danikena, komiksów o „Fanki Kowalu” czy komiksów o kapitanie Żbiku, czy o Wiedźminie wreszcie. Zostawmy, bo tak jak powiedział, jak już mówiłem, cytowałem Eugeniusza Dębskiego, z tym umieraniem to jest w ogóle idiotyczny pomysł.
[10:38] - Wiesz, ja się tam niespecjalnie roztkliwiłem nad takimi rzeczami. Jak będę wspominał Polcha, to będzie zawsze radośnie, zawsze wspaniale i zawsze miło mi, muszę ci powiedzieć. Na przykład ten jego czerwony samochód i wszystkie laski, którym właśnie zatrzymywał się po drodze z Warszawy do Nidzicy, bo musiał.
[11:02] - Ja wiem, dlaczego tak zapamiętałeś, bo tego czerwonego samochodzika, którego prowadziła w dodatku laska, nie mogliśmy dogonić na prostej.
[11:09] - Bo prowadziła go mistrzyni rajdowa, samochodowa.
[11:16] - Obojętnie.
[11:17] - Takiego dorożkarza Polch sobie zażyczył. Wspaniałą miał fantazję.
[11:22] - Tak, ale po prostu mój trzycylindrowy samochodzik jednak nie dawał rady. Krztusił się, kaszlał i nie dawał rady.
[11:31] - Marku, są ludzie, którzy umierają i ja właściwie łzami się wokół kręcę, ale są ludzie, którzy umierają, a mi się chce krzyczeć: „Niech żyje, niech żyje!" Wiesz? I Polch do takich należy.
[11:44] - Dobrze, zostawmy tę kartę wspomnieniowo-żałobną. Zanim zaczniemy o książce, bo dzisiaj rzeczywiście o Fredericku Forsythie, to powiem ci, że jakoś tak się ten świat obraca, że zrobił nam wspaniałe entrée do dzisiejszego odcinka. Bo sytuacja na świecie zdaje się podążać za tym chińskim przysłowiem: „Obyś żył w ciekawych czasach". Więc mamy dzisiaj trzeci dzień stycznia, a tu się na świecie sporo zdarzyło. Jakby ktoś chciał powiedzieć: „Słuchajcie, rozglądajcie się dobrze, to będziecie świadkami powieści sensacyjnej na żywo”. Bo cóż, najpierw dowiadujemy się, że Amerykanie ukatrupili irańskiego generała, który jakoś dziwnie znalazł się w Iraku i nie wiadomo, co tam robił, a Amerykanie go odstrzelili za pomocą rakiet. Podobno szykował coś niefajnego, to go uprzedzili i przyszykowali mu coś równie niefajnego. Iran się odgraża, że będzie gorąco i że się zemści. To jeden region świata. W innym regionie, trochę bliższym, Putin zakręcił kurek Białorusi i teraz Białoruś nie będzie miała ropy.
Tak, żeby jeszcze weselej było, to się nagle dowiaduję, że gdzieś w marcu czy w kwietniu, maju będą u nas wielkie manewry w Polsce. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi, z czego ze 20 tysięcy Amerykanów przyjedzie sobie poćwiczyć. Oni zaczną już tu przyjeżdżać w lutym, a pewno ostatni wyjedzie gdzieś w lipcu, jeśli wyjedzie. Zobaczcie państwo, zestawcie sobie te sekwencje, te wydarzenia. Bardzo jest ciekawie.
[13:42] - Marku, co ty widzisz w tym ciekawego? Zresztą co z tego może wyniknąć? Jak już ci wspominałem, moja część amerykańskiej rodziny NATO-wskiej, bo mam taką również, spędzała razem ze swoim nowo narodzonym dzieciątkiem oraz moją Żbikiewiczową rodzinną cioteczną żoneczką wakacje oraz cały Nowy Rok w Dubaju. A cóż to dla Amerykanów znaczy? Iran, jakieś takie pierdółki. My i tak będziemy spędzać wakacje w Dubaju. Może się tam w ogóle przeniesiemy z Polą.
[14:25] - W Dubaju to trochę bliżej Iranu jest. Ja nie wiem, czy jak się okolica zamieni w miejsce radioaktywne, promieniste i lekko zeszklony piasek, to tam będzie można spędzać-
[14:43] - Ale nie można, przecież tam sami Amerykanie żyją w tym Dubaju.
[14:48] - Ja wiem, że kpisz, ale to chyba się nie składa mimo wszystko.
[14:52] - Dubaj cały jest tylko po to, żeby Amerykanie mieli wesołe święta, bałwanki, choineczki i tak dalej. Gilaski latają, żeby Amerykanom było dobrze.
[15:05] - Nie przekonałeś mnie. Cóż, proszę państwa, obiecaliśmy, że poza bieżączką, którą mniej więcej streściliśmy w kilku słowach, warto coś powiedzieć jednak o książce, którą zaplanowaliśmy. A jeszcze coś chcesz powiedzieć? Dobrze, to mów.
[15:24] - Ja mam taki problem. Pojawił mi się, bo ja bym chciał zapytać, powoli prowadząc do tematu, czym to sobie zasłużył najbliższy przyjaciel człowieka, żeby go tak tarmosić za uszy i za ogon i jego dobrym imieniem nazywać, przyklejać do wojny. Psy wojny. A dlaczego psy wojny? Dlaczego nie psy pokoju na przykład? Czym sobie piesek zasłużył?
[16:01] - Sprawa jest zadziwiająco prosta. Kiedyś, jak były wojny, to psy podążały za wojskiem, bo się najeść można było. Jak te tabory jechały, to się można było najeść przy tym wojsku, a po bitwie to, człowieku, żarcia w cholerę.
[16:19] - To padlina była, a nie wojna przecież. To ludzie robili wojnę, a nie psy.
[16:26] - Jakby ci to delikatnie powiedzieć, wojna najczęściej prowadzi do dużej ilości padliny. Choć byśmy nie chcieli tak o sobie myśleć, to jednak jak przyjdzie co do czego, to człowiek się w padlinę właśnie zamienia. Ale wiesz, jak czytałeś pierwsze wydanie, które ukazywało się jeszcze za czasów komunizmu w Polsce-
[16:46] - Czytałem
[16:46] - ... to właśnie tam był klucz do tych psów wojny. Otóż tam się pojawiło motto. Ono się później w innych tłumaczeniach, o których za chwilę powiemy, chyba nie pojawiało. W każdym razie ja nie pamiętam, żeby się pojawiało. Otóż pojawiło się motto ze sztuki Williama Szekspira „Juliusz Cezar” i tam było to motto. Akurat w książce było motto z tłumaczenia Jerzego Sito i brzmiało ono tak: „Wołać będzie, mordować i spuści psy wojny”. To jest takie enigmatyczne, więc przytoczę ten sam fragment przetłumaczony przez Leona Ulricha. Może będzie bardziej jasny. „Bo naszym głosem zagrzmi po tej ziemi.
Wszystkie psy wojny puszczając ze smyczy. Wojna bez końca i bez miłosierdzia”. Proszę, jak można ten sam fragment w różny sposób przetłumaczyć, bo to jest dokładnie ten sam fragment.
[17:42] - Sito dużo lepiej. Prościej i jaśniej.
[17:45] - Teraz wiesz, skąd są te psy wojny.
[17:49] - Rozumiem, ale to tak trumpowo zabrzmiało. „Wołać będzie, mordować i spuści psy wojny”. Już jeden generał odstrzelony, a teraz psy wojny wskoczą do Polski. Proszę cię, 20 tysięcy?
[18:07] - Żeby tak się trzymać nomenklatury, to nie. Tutaj tak naprawdę Fryderykowi Forsythowi, który napisał „Psy wojny”- Tym mianem on określał jednak najemników.
[18:24] - Najemników.
[18:25] - Amerykańskie wojsko jest na żołdzie, prawie urzędnicy państwowi.
[18:31] - Mniej więcej tak samo jak w drugiej ci, którzy w Oświęcimiu. Tam też urzędnicy państwowi byli.
[18:37] - Nie wiem, czy tak. W każdym razie wspomniałem o tych tłumaczeniach, bo to jest rzecz dosyć ważna i trzeba się troszeczkę do historii autora odwołać. O jego życiorysie to może w trakcie audycji się uda, może będzie taka potrzeba. Natomiast warto powiedzieć, że podczas komuny jego książek w Polsce nie ukazywało się zbyt dużo. Sprawa była banalna. Facet nieźle się znał na grach wywiadu i właściwie w każdą książkę wstawiał Sowietów, którzy gdzieś tam majstrowali przy polityce światowej i przy różnych takich akcjach sił specjalnych, czy różnych takich tam cichociemnych. Jak wstawiał Ruskich, to wiadomo, że Ruscy byli bez skazy, więc jak ich wstawiał, to książka się nie mogła ukazać. Ukazały się właściwie za komuny trzy książki. „Dzień szakala” — tam się Ruskich nie dało wstawić, w związku z tym ukazał się „Dzień szakala”. Ukazał się zbiór opowiadań, którego tytułu nigdy nie pamiętam i w związku z tym przemilczmy.
Ukazał się zbiór opowiadań i ukazały się „Psy wojny”. Tylko mało kto wiedział. „Psy wojny” ukazały się, to był bestseller, za którym się ludzie uganiali. A jeszcze ponieważ w 1981 roku nakręcony został film, którego szczerze nie polecam, ale jednak się ukazał, to był taki renesans. Książka wyszła po raz kolejny i wszyscy się zachwycali. W związku z tym czytali „Psy wojny” nie wiedząc o tym. Powiem tak, to było tłumaczenie Stefana Wilkosza i nikt nie wiedział, że to tłumaczenie jest okrojone. Czemu okrojone? Bo w oryginalnym tekście było pełno Ruskich. Tam chodziło o organizowanie przewrotu, za chwilę o tym powiemy.
I tam w tej sprawie maczali palce Ruscy, a jeszcze w Jugosławii się rzecz działa. Czujna nasza cenzura, nie wiem, na jakim szczeblu wycięła te fragmenty po prostu. I tu ciekawa sprawa. Nigdy bym się tego nie domyślił, że oni coś tam wycięli. To było tak fajnie poskładane, że właściwie ten wątek ruski był tam zupełnie niepotrzebny. Wydawało się niepotrzebny, bo później, kiedy się w latach 90. bodajże zaczęły ukazywać się, ta sama książka w innych tłumaczeniach, oczywiście już w pełnej wersji, to tam ten wątek rosyjski się pojawił. Ale ponieważ było dużo wydawnictw wtedy, to wydawnictwa nie chciały płacić albo nie mogły płacić temu samemu. Kupowały prawa do wydania książki, ale jedno tłumaczenie było już wykupione przez jedną oficynę, to druga dawała innemu do tłumaczenia i w ten sposób pojawiło się tłumaczenie Roberta Walisia i jeszcze Arkadiusza Nakoniecznika. To przynajmniej te tłumaczenia, z którymi ja się zetknąłem.
One już ten wątek rosyjski zawierały. I powiem ci, to taka nie wiem, czy specjalnie odkrywcza myśl, ale oczywiście dla autora, dla faktografii, dla tego, co on napisał, to może być oczywiście bolesne, ale powiem ci, że okazało się, że ten wątek rosyjski czy radziecki właściwie, tam nie był tak bardzo potrzebny. Takie jest moje zdanie przynajmniej.
[22:20] - Jeżeli nie był główną osią rozgrywki tej powieści, to w tym momencie stawał się właściwie tylko kolorytem, pewnym takim obyczajowym Europy czy świata, więc można by było spokojnie dla dynamiki akcji spokojnie wyrzucić. I tu też się ukłonię wobec naszych wielu autorów, którym my doradzamy cięcie, obcinanie pewnych wątków całych, wyrzucanie, gdyż co jest najważniejsze? Najważniejsza jest dynamika całości. Całość jest ważna, a nie to, że my gdzieś tam coś jeszcze popłaczemy nad padołem w jakiś piękny sposób. To nie jest takie ważne.
[23:13] - Tak, ale okazuje się. Powiem tak, wracając jeszcze do przerwanej myśli. Tylko te trzy książki, które wymieniłem wcześniej, ukazały się za komuny. Za to kiedy się komuna skończyła, to wydawnictwo Amber, a jeszcze wcześniej G and G czy Gig też zaczęło wydawać na potęgę. I dzięki temu poznaliśmy takie opowieści jak „Czwarty protokół”. To chyba G and G wydało. Dlaczego się to nie mogło ukazać? Oczywiście, skoro przyjeżdża sowieta do Anglii i tam zamierza odpalić bombę jądrową, to tak nie mogło być. Takie książki się za komuny nie ukazywały. Później pokazał się „Negocjator”.
To już chyba w Amberze było. I powiem ci, że ja tego „Negocjatora” czytałem z zapartym tchem, bo o ile jeszcze „Psy wojny” to była taka książka z początków kariery pisarskiej Forsytha, to „Negocjator” to już była książka naprawdę napisana z takim dużym rozmachem. Widać było, że on już świetnie się czuje w tego rodzaju twórczości. Za chwilę zresztą o nim powiemy, bo to w ogóle niezły pisarz jest tak naprawdę. Będziemy dzisiaj trochę o literaturze sensacyjnej mówić, to wśród pisarzy sensacyjnych to jest naprawdę niezłe pióro w pojęciu bardzo klasycznym. Czyli po prostu to niezły pisarz jest. Bo mamy całkiem niezłe, fajne opowieści natury sensacyjnej, które jako sensacja się bronią, ale literacko są takie sobie. O nich pewno jeszcze wspomnimy. Tak jak powiedziałem: „Negocjator”, „Pięść Boga”, „Ikona”, która mnie zachwyciła, kiedy ją przeczytałem po raz pierwszy. Zachwyciła mnie z racji tego, jak prowadzona była akcja.
Dwuwątkowo i niby banalne, ale przez długi czas ja nie mogłem nawet teoretycznie tych wątków powiązać. On to zrobił perfekcyjnie. Może jestem dzisiaj dojrzalszy i bym potrafił, ale wtedy nie potrafiłem. Moim zdaniem niezła książka. Tych książek zresztą więcej. Jeszcze w Amberze się ukazała taka książka o Ukrainie „Diabelska alternatywa”. To coś, co zupełnie się nie mogło ukazać. Jak? Obywatele Sowetskogo Sojuza protestują, organizują całą akcję i tak dalej. Koniec jest w ogóle niezwykle przewrotny, ale oczywiście go nie opowiem.
Ale tytuł się potwierdza – „Diabelska alternatywa”. Tych książek się po upadku komuny sporo pokazało. Cieszyły się zawsze dużym powodzeniem. Jak ty?
[26:04] - To, co wspomniałeś, że zapewne wymiar pisarski, literacki jest bardzo różny u różnych pisarzy. Ja pamiętam jako dzieciak, praktycznie biorąc, miałem miłość Alistaira Macleana. Kapitalne powieści, kapitalne niektóre przynajmniej książki, ale w porównaniu z literackością Forsytha to w ogóle jest mały chłopczyk w krótkich spodenkach. Alistair Maclean to są takie wprawki literackie, czasami wzruszające, bardzo dynamiczne, takie jak na przykład moja pamiętna „Noc bez brzasku”. Lubiłem Alistaira Macleana i lubię do dnia dzisiejszego. Natomiast Forsyth to jest już pełną gębą literatura sensacyjna. Naprawdę to jest literatura, a nie tylko sam wątek bara bara, pach, pach, pach i tak dalej.
[27:06] - Mamy ciekawą korespondencję, bo jedna z osób na czacie napisała tak: „Ja może wsadzę kij w mrowisko. Panie Wiktorze, „Psy wojny” Forsytha to według mnie jest zła książka. Dla mnie jak dla pana zapiski oficera Armii Czerwonej”. A później jest jeszcze mowa o takich polskich psach wojny, które napisał Waldemar Łysiak. Tytuł „Konkwista”. Dzisiaj nie powiemy, bo się słabo przygotowałem. Mówiąc szczerze, musiałbym sobie rzecz odświeżyć, ale fakt jest faktem. O ile dobrze kojarzę, dzieje się gdzieś znowu w Afryce, gdzieś RPA, Namibia, te klimaty. W każdym bądź razie też jakieś wymyślone państewko, tak jak u Forsytha. I też właściwie mamy do czynienia z najemnikami.
Ja powiem tak: ciężko mi jest podejmować dyskusję, czy to jest dobra, czy zła książka. Moim zdaniem ta książka ma kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę. Po pierwsze pewno zależy, przez kogo jest tłumaczona, bo ja porównałem sobie te tłumaczenia i nie chcę nikomu wmawiać, że jedno jest lepsze, drugie gorsze, bo to rzecz oczywista. Każdy jakieś tłumaczenie uzna za lepsze, drugie za gorsze. W dodatku ja jestem na słabej pozycji, bo skłaniam się ku temu, że to najstarsze tłumaczenie jest najlepsze. Po prostu widocznie autor tłumaczenia miał najwięcej czasu i najbardziej się przyłożył i moim zdaniem jest najbardziej literackie. Jaki jest oryginał? Oczywiście nie wiem, ale ja w ogóle uważam, że język tego pierwszego tłumaczenia jest całkiem niezły i że to jest nieźle zrobione. Chociaż nasz korespondent może mieć o tyle rację, że ta książka się rozpada na kilka części. Gdzieś mniej więcej w środku natłok załatwianych spraw, przelewów, czeków, przewozów, różnych takich formalności związanych z przygotowaniem tej akcji najemników jest tak duży, że zaczyna męczyć.
Dla mnie zdecydowanie początek jest porywający. Sama akcja w tym afrykańskim państewku wydaje mi się przedstawiona całkiem zgrabnie. Może tak sobie wybrnę z tego. Dla mnie niezła książka. A poza tym dla mnie ma jeszcze jeden walor. Ona przedstawia świat, którego już dzisiaj nie ma. To jest świat końca lat 60., początku lat 70., kiedy w Europie są jeszcze granice. Tam przecież jednym z problemów bohaterów jest to, jak przemycić broń, szwajcary, którą zdobywają w jednym kraju przez granicę. I tam jest cała akcja związana z przekraczaniem granicy z bronią. Tego już dzisiaj nie ma w Europie, to trudno uświadczyć po prostu.
Tu akurat otrzydzieści pięć pisze, że czytał wydanie za komuny. Być może jestem nieobiektywny. Mam sentyment do tego wydania. Tak mi się wydaje. W każdym razie otrzydzieści pięć nie lubi tej książki. Odnieś się, Wiktorze, bo gadam i gadam.
[31:02] - Za to wspomniana została naprawdę kapitalna książka, „Zapiski oficera Armii Czerwonej”.
[31:13] - Teraz się będziesz--
[31:14] - Tylko że ja zwrócę uwagę na jedną rzecz. Taki dziwny paradoks jest, że my jesteśmy Polakami. W Szwajcarii zapewne też było wielu dobrych pisarzy, o których nikt nigdy nie słyszał. W Walii to samo. A myśmy mieli na przykład takiego genialnego zupełnie Grabińskiego. Ale wszyscy na świecie i tak znają tylko Edgara Poe.
[31:41] - Nie, Grabińskiego jeszcze znają. Ludzie trochę sobie znają.
[31:46] - Jak ja pojadę do Paryża, to będziesz mógł powiedzieć, że świat go zna też.
[31:51] - Nie, akurat z Grabińskim nie masz racji. Nie mówię, że on dorównuje sławą chociażby Edgarowi Allanowi Poe.
[31:59] - Ale jest taki los pewnych lokalności, pewnych smaków, takiej lokalnej kuchni, które są dla nas bardzo ważne. Natomiast dla świata, kto będzie sobie zawracał głowę? My możemy analizować albo cieszyć się tym, że Forsytha „Psy wojny” dadzą kiedyś przyszłym pokoleniom albo aktualnym dać przykład, jak wyglądała kiedyś Europa. Ta z granicami.
[32:32] - To już zdecydowanie tak. Ale ja się zastanawiam nad tym, co napisał otrzydzieści pięć. Staram się do tego rodzaju sądów podchodzić w sposób taki rozwijający mnie przynajmniej. Powiem tak: ja językowo nie mam zarzutów do Forsytha. To się nieźle czytało, z pewnym napięciem. Powiedziałem o tym środkowym paśmie, moim zdaniem, nieszczęść, bo to się za długo ciągnie. Być może mój obraz zakłóca sentyment. To już też podkreślałem. Lubię tę książkę po prostu. Chociaż znowu zgadzam się, że nie wiem, czy się w ogóle da porównywać „Psy wojny” na przykład z „Ikoną” chociażby.
[33:24] - To była wczesna twórczość, „Psy wojny”.
[33:26] - Ale jeszcze miałem pewne porównanie. Nie pamiętam już autora kontynuacji, bo w swoim czasie powstała kontynuacja „Dnia szakala”. Pewno za zgodą samego Forsytha, bo czemuż by nie. Pisana przez zupełnie innego autora. Ja ją przeczytałem. To była sensacja. To się nawet czytało, ale to już nie było to. I teraz znowu. Wiecie państwo, ja się zawsze czuję niekompetentny, a nawet bardzo niekompetentny, kiedy oceniamy twórczość pisarzy obcojęzycznych, bo nigdy nie mam pewności, czy to on jest taki dobry, czy miał takiego dobrego tłumacza. Więc nie wiem, czy ten kontynuator Forsytha to był taki marniejszy pisarz, czy tłumacz był marniejszy, ale jakoś się w annałach literatury sensacyjnej nie zapisał.
W związku z tym chyba jednak to gorsze było od tego Forsytha. Ale de gustibus non disputandum est. Na inną rzecz chciałem zwrócić uwagę, że kiedy skończyła się komuna i literatura sensacyjna tak naprawdę ruszyła do Polski.
[34:44] - Chlusnęła.
[34:45] - Chlusnęła. To nawet lepsze słowo. Taką ogromną falą chlusnęła. To zyskała wielu czytelników, bo wcześniej oczywiście ukazywały się fragmenty z Forsytha, a to rodzima twórczość. Mieliśmy tu też ludzi. Dobrze, że tutaj w pewnym momencie pojawiło się nazwisko. Wtedy on nie występował jako Łysiak, tylko jako Bad Head. Chyba tak to brzmiało. W każdym razie to była książka, która wyszła w latach 80. Najlepszy dowód, że ssanie rynku było ogromne.
Ludzie chcieli czytać tego rodzaju książki i one się cieszyły ogromnym powodzeniem. Stąd między innymi taka popularność Alistaira Macleana. Dzisiaj też nie potrafię już powiedzieć, czy to były dobre książki, czy nie. Te, które się ukazywały za komuny. Wiem jedno, że jak się ukazały w pewnym momencie dzieła wszystkie Alistaira Macleana, to tam spośród tych książek tylko kilka było naprawdę dobrych, a kilka było też ewidentnie spierdzielonych i to tak, że nie chciało się tego czytać.
[36:01] - Zgadza się. Ale wiesz, na przykład te sztandarowe Alistaira Macleana są bardzo porównywalne z taką literaturą kryminalną. Zaraz powiem dlaczego.
[36:10] - Zgadza się.
[36:10] - W stosunku do tego. Otóż Alistair Maclean pisał bardzo dynamicznie. Forsyth przy nim jest troszeczkę nudnawy, trochę rozwlekły, tak się ciągnie, coś tam się odnosi. Jest bardziej refleksyjny. Może dlatego.
[36:28] - A może też dlatego Forsyth jest taki, że Forsyth znał to troszeczkę od podszewki, bo on współpracował z wywiadem. autor czegoś dowie, to nie ma siły, musi się popisać. I w związku z tym taki szczególarz. Nawet była plotka, że on brał udział w przygotowywaniu prawdziwego zamachu, zorganizowanego przez najemników, żeby lepiej odzwierciedlić realia. Nie wiem jak było. Być może to jest plotka, ale rzeczywiście u Forsytha da się coś takiego znaleźć, że Forsyth lubi te szczegóły i mnie to w gruncie rzeczy odpowiada. Zatkało mnie troszeczkę przy operacjach finansowo-bankowych w „Psach wojny”. Tam troszeczkę się przytkałem.
[37:17] - Marku, ale ja chciałem zwrócić uwagę na tę parkę jeszcze raz. Parę Alistair MacLean i Forsyth oraz Ross Macdonald i Chandler. Ross Macdonald był tak samo dynamiczny i można się było zachłysnąć tempem akcji, jak w najlepszych swoich powieściach Alistair MacLean. Chandler oraz Forsyth w porównaniu z tymi tytanami dynamiki są nudni bardzo często, ale właśnie dlatego są lepszą literaturą.
[37:56] - Porównałeś literaturę sensacyjną z kryminalną, a rzeczywiście coś w tym jest. Rzeczywiście Marlowe i z kolei od Rossa Macdonalda Leo Archer to są niby podobne postacie, tylko że Marlowe jest bardziej mroczny, a Leo Archer czy Lew Archer jest po prostu takim fajnym chłopem. Niby się zalicza do mrocznych kryminałów obu autorów, tylko że Ross Macdonald jest jakby pogodniejszy jednak od tego.
[38:28] - Jest bardziej rewolwerowy.
[38:29] - No tak.
[38:30] - Natomiast już Marlowe po prostu jest bardziej psychologia się tam więcej kłania, dziwne rzeczy refleksyjne i tak dalej, które zupełnie nie psują akcji, a wręcz przeciwnie. To jest taka wąska kładka między literaturą a sztuką.
[38:52] - To prawda. Fajna też uwaga o „35”. Tak, rzeczywiście o tym nie powiedziałem, że być może jeśli chodzi o przygotowywanie zamachu, czyli wzięcie udziału w całej akcji, być może ta plotka została sprokurowana przez samego Forsytha, żeby reklama dźwignią handlu. Zresztą Forsyth bardzo często pokazywał, że jego książki, sugerował wręcz treścią tych książek oraz szemraną propagandą, że jego książki oparte są na faktach. I to jest tak, że w bardzo wielu książkach Forsytha można znaleźć odniesienia, czy wręcz całe sekwencje, które w jakiś sposób rzeczywiście na rzeczywistych wydarzeniach są wzorowane. I na tym pracował Forsyth.
[39:56] - Przypomnę ci. Zwrócę uwagę na Suworowa, który z drugiej strony robi mniej więcej tę samą grę.
[40:07] - Nie. Wiesz co? Ja mam przy Suworowie tak zwane mieszane uczucia, bo to jest na pewno facet, który umie robić show. I jak czytałem jego „Akwarium”, jak czytałem jeszcze kilka innych książek, w których on był bardziej publicystą, w cudzysłów weźmy publicystą, niż powieściopisarzem, to całkiem nieźle się to łykało. Natomiast kiedy on zaczął już takie powieściowe wyskoki robić, to się gorzej czytało. Generalnie lubiłem posłuchać i lubiłem poczytać Suworowa. Natomiast o co innego mi chodzi, bo tak sobie kręcę się wokół tematu, a w końcu to powiem. Jak runęła ta fala literatury sensacyjnej do Polski na początku lat 90., przeżyłem, szok poznawczy to może za duże słowo, ale duże zdziwienie, bo oto pokazała się pierwsza, a później następne powieści z serii o Byrne’ie, Ludluma, czy jakkolwiek to wypowiemy, różne wersje słyszałem. W każdym razie pojawiły się. Ja to zacząłem czytać.
W sumie fajne. Czyta się nieźle. Tak, czyta się. Akcja się toczy dosyć bystro, nawet ciekawie. Bo facet stracił pamięć. Coś robi, jest wyszkolony. Mroczna przeszłość, nic nie wiemy. Się toczy. Ale kurczę, czegoś brakowało w tych książkach. Nie wiem, czy dobrego języka, czy dobrego tłumacza, bo wtedy tłumacze tłumaczyli na czas, bo Amberg potrafił nieźle przycisnąć.
Urodził się kapitalizm, to proszę państwa, nie było lekko. Tłumaczenia się robiło tak i były. Więc nie wiem, czy to jest kwestia tłumaczenia, czy tego, że Ludlum przyjął zupełnie inną metodę pisania niż Forsyth. Być może z tego. Powtarzam, w dalszym ciągu lubię postać Byrne’a, ale ja chyba jednak od Ludluma wolę Forsytha, ale to znowu taki mam gust po prostu.
[42:27] - Wiesz jaką może formę przyjąć landrynka?
[42:32] - Aż się boję.
[42:34] - Cukrowej waty. Ludlum mniej więcej dla mnie od pierwszego wyjścia był taką cukrową watą.
[42:41] - Ale żeś pierdyknął.
[42:43] - Napompowaną, nudną jak fleki z olejem.
[42:46] - Nie zgadzam się. Nie było nudne. Fajne było.
[42:49] - Bardzo nudne.
[42:50] - Dobra, zostańmy przy swoim zdaniu. Troszkę jednak wróćmy do głównego tematu. Wróćmy do Forsytha, wróćmy do „Psów wojny”. Żeby za dużo nie powiedzieć, pójdźmy ogródkami. To jest przygotowanie zamachu stanu w fikcyjnym afrykańskim państwie, które się nazywa Zangaro. Dlaczego? Nie dlatego, żeby sobie tam zamach zrobić, tylko pewna firma skumała, że w tym państewku są olbrzymie złoża platyny i chodziło o przejęcie kontroli, ponieważ urzędujący tam prezydent, chief tego państwa nie bardzo chciał się z tym koncernem dogadać. Postanowili wymienić chiefa i się dogadać z nim lepiej. Cała książka opowiada o tym, jak organizowany jest ten zamach stanu, jak najemnicy się do tego szykują, jak jest zrobiony plan, jak zdobywają broń, bo Europa była wówczas, pewno dzisiaj jeszcze bardziej, takim państwem, gdzie zdobycie broni na taką skalę akcji było dosyć problematyczne. Oni jednak zdobywają.
Jeszcze powiem, głównym bohaterem jest niejaki Shannon. On to wszystko organizuje. Zresztą powiem ci tak: jego losy, oczywiście nie powiem, o co dokładnie chodzi. Ci, co przeczytali, to wiedzą. Ci, co nie przeczytali, nie chcę im tego sprzedawać, ale to, że ta książka kończy się tak, jak się kończy, to też było w jakiś sposób literackie. Co więcej, jej koniec zostaje zapowiedziany, co na początku wydaje się wróżbą, a okazuje się później, że klucz do tej wróżby jest bardzo prosty. Poznajemy go. Chyba więcej powiedzieć nie mogę, bo się zaplączę już zupełnie. W każdym razie ja polubiłem tę książkę, wbrew temu, co pisze o 35. Chociaż chętnie bym się dowiedział, co o 35 tak naprawdę w tej książce nie pasuje, bo być może czegoś nie uwzględniam.
Zachwycony swoją młodzieńczą lekturą, być może po prostu nie patrzę w sposób trzeźwy i to też jest możliwe. W pełni bym się z tym zgodził.
[45:22] - Muszę ci powiedzieć, że dla mnie specjalnie jest do tłumaczenia. To jest książka bardzo prosta, bardzo jasna, klarowna i tak dalej. Dlatego może ludzi, którzy lubią bardzo skomplikowane fabuły, odniesienia i tak dalej, trochę rozczarowywać. Natomiast jako taki wzór klasyczny prawie powieści sensacyjnej, to „Psy wojny” chyba zawsze pozostaną i zawsze będą.
[45:58] - W każdym razie przyznam się, że dowiedziałem się dawno temu, że ekscytowałem się w latach 80. książką, która została okrojona, tak jak już powiedziałem, z wątku sowieckiego. Cały wątek o ingerencji w tym państewku, w tym Zangaro, sowieckiego wywiadu, ludzi ze Związku Radzieckiego, między innymi mówiłem już o Jugosławii, w ogóle z państw komunistycznych. To majstersztyk, ci powiem. Warto by też powiedzieć, skoro już tak strzelamy różnymi autorami, to nie padło jeszcze jedno wielkie nazwisko literatury sensacyjnej. Zresztą tych nazwisk pewno mogłoby paść jeszcze sporo, ale o Tomie Clancy'm musimy powiedzieć. Musimy powiedzieć, bo to jest gość, którego ja lubię, aczkolwiek nie wszystko. Bardzo lubię tytuły. Może nie „Polowanie na Czerwony Październik”, bo on jest taki oczywisty, taki sobie. Właśnie, jak mówimy o „Polowaniu na Czerwony Październik”, to przypomniała mi się ekranizacja i muszę powiedzieć, jeszcze wrócić do „Psów wojny”.
Błagam, niech państwo przed czytaniem książki nie oglądają, broń Boże, tego filmu! Film, jak to film, musiał być okrojony, bo każdy film musi być okrojony. Mówi innym językiem, po prostu. To jest inna sprawa, ale ja mam wrażenie, że film, o którym mówię, troszeczkę jednak bełkocze. Poza tym, że wycięto pewne wątki, zmieniono w ogóle przebieg akcji, pewne rozwiązania tych akcji.
[47:51] - Wiem, że na pewno bosmanem na statku jest czarnoskóry.
[47:59] - Nie, aż tak źle nie było. 1981 rok był.
[48:02] - Jeszcze nie.
[48:03] - 1981 rok, ale warto może obejrzeć ten film dla roli Christophera Walkena chyba. Tak, Christopher Walken. To chyba warto, ale właściwie resztę można sobie darować. Mówiłem o Tomie Clancy'm. „Polowanie na Czerwony Październik” powiedzmy jeszcze, ale później się rozpoczynają takie książki jak chociażby „Suma wszystkich strachów”. Patrz, jaki fajny tytuł to jest po prostu. Nie sądzisz?
[48:44] - Dobry. Wiesz Marku, a ja sobie tak na marginesie naszej dyskusji jedną połową mózgu kombinuję, jaką literaturę sensacyjną pisałby dzisiaj Forsyth, gdyby chciało mu się jeszcze pisać.
[48:58] - Ale jemu się chce pisać!
[49:00] - Ale tak, żeby być na czasie. Zobacz, jaką świetną powieść mógłby wyczasać.
[49:06] - Proszę ciebie, ja cię tylko uprzedzam, że ostatnią powieść, o której wiem, że ją Forsyth napisał, być może nie pisał jej sam, tego nie wiem. On już swój wiek ma, chociaż też nie przesadzajmy. To jest autor, który urodził się w roku 1938. Powiedzmy, jest 12 lat starszy od ciebie. Troszkę już przeżył, ale to jest facet, który powieść wydał w 2018 roku, „Lis”. Wcześniej miał przerwę, w 2013 wydał „Czarną listę”. Także to jest człowiek aktywny. Chociaż znowu jest tak zabawnie, że pogłosek o śmierci Forsytha ja już w swoim życiu przeżyłem kilka. Mówiono, że to już ostatnia książka, bo właśnie umarł, po czym się okazywało, że się cieszy dobrym zdrowiem. Także to à propos tego.
[49:59] - A wiesz co? Prawdopodobnie sam to-
[50:02] - Być może. Powiem szczerze, ostatnią książkę Forsytha, którą znam, to jest „Afgańczyk” z pierwszej dekady XXI wieku. Późniejszych książek już nie znam, w związku z czym nie będę się wypowiadał, bo byłoby to mało fajne, a właściwie głupie. Więc tu się skończyła moja edukacja. Ale wracając do Toma Clancy'ego. Ten to już nic nie napisze, bo znowu powstała legenda, że być może go wykończyli, bo on rozstał się z tym światem w bardzo dziwnych okolicznościach. Kto jest ciekawy, proszę sobie w internecie poszperać. Te okoliczności stały się zresztą podstawą do przynajmniej kilku teorii spiskowych, że Tom Clancy sięgnął zbyt głęboko do działań służb specjalnych i ktoś się go pozbył. Ale zobacz, ja przywołałem Toma Clancy'ego specjalnie, bo to jest drugi autor. Chociaż Landlam też lubi wokół siebie taką otoczkę robić.
Ale w każdym razie Forsyth i Clancy to były osoby, które przyznawały się do tego, że wokół tych służb specjalnych się kręciły i miały sporo informacji, bo oni stworzyli taki rodzaj literatury, którego się nie da wykoncypować tylko i wyłącznie. Można wymyślić całkiem fajną, sprytną akcję, całkiem zakręconą intrygę, ale jak się nie zna faktów, sposobów działania, pewnych sposobów postępowania, to się dobrej, sensacyjnej książki nie napisze. Będzie trudniej. Może będzie trudniej.
[52:00] - Kwestia researchu. Paradoks tylko polega na tym, że Amerykanie mogli kiedyś tylko dokładać do życiorysu takie karty. Natomiast ludzie żyjący po tej stronie w czasach komuny, na przykład wszyscy praktycznie woląspisarze science fiction i sensacyjni w Polsce byli z tymi służbami specjalnymi powiązani. Tu był jeden krwiobieg. W Rosji to samo. Czyli my tu się nie mamy czym chwalić. My się w większości wypieramy takich.
[52:40] - O Tomie Clancy'm to jeszcze coś powiem. Bardzo lubię jego książkę, bardzo przemawiała do mojej wyobraźni „Tęcza 6”. To jest o takiej grupie międzynarodowców. Gra później komputerowa powstała, ale ty nie lubisz takich gier. W każdym razie „Tęcza 6” to była moim zdaniem, nie wiem, czy książka jako literatura była niezła, ale fajnie przedstawiała akcję takiej grupy specjalnej, która wkraczała na przykład do miejsc, w których jakieś wrogie grupy na przykład wzięły zakładników. To całkiem sprawnie moim zdaniem napisana książka. Dalej lubię jego książkę „Czerwony Królik”, też taka książka. „Kardynał z Kremla”. To są takie książki, po które chyba warto sięgnąć. W ogóle najmniej lubię taką książkę „Net Force” i te książki mnie jakoś słabo porywały.
Zresztą on tego napstrykał tych książek ogromne ilości. Nie do wszystkich miałem okazję w ogóle zbliżyć się, co dopiero mówić o czytaniu. Natomiast cenię sobie tego autora, znacznie bardziej lubię od Landlama, ale tu znowu rozmawiamy o gustach, więc to nie ma sensu, przynajmniej dla mnie. Wróćmy do Forsytha, bo to jest autor, do którego odnoszę innych autorów parających się sensacją. To dla mnie jest jednak mistrz gatunku. Lubię go po prostu. Niech będzie. Ty, Wiktorze, jak tam?
[54:29] - Wiesz, ja się muszę ci powiedzieć, nie lubię odnosić do przeszłości. Przeszłość była, minęła. Sentymentalny za bardzo nie jestem. Podobała mi się wtedy ta powieść, kiedy czytałem, ale ja dzisiaj, Marku, myślę nad dniem dzisiejszym. Myślę o tym, co dzisiaj należałoby pisać. W sposób taki jak Forsyth próbował, jak Tom Clancy próbował pisać, broń Boże nie Landlam. W każdym razie zobacz, co mi z tego wynika. Tak, Marku. Zobacz, dzisiaj należy taką powieść napisać i ku takiej dążyć. Zbliżają się wielkie manewry polsko-amerykańskie.
Amerykanie przysyłają tu swoich żołnierzy. O czym marzy Putin? Jak wkroczyć do Polski bezkrwawo i bezboleśnie? Należy się podtrzeć pod amerykańskich żołnierzy i wejść z drugiej strony. Zamiast Amerykanów, którzy przybywają na manewry w Polsce, wkracza Armia Czerwona. Może mało czerwona, może poprzebierana. To jest pełną gębą powieść sensacyjna, współczesna. Tu bym był zachwycony, bo to można rozegrać.
[55:53] - Wiesz co, być może do tego wrócimy. Nie bez przyczyny podałem te fakty z naszej obecnej rzeczywistości. Ale jest ciekawy wpis o 35, że prosta, klarowna. Mówimy o „Psach wojny", opowieści „Psy wojny". Prosta, klarowna może i owszem, ale autor nie może się powstrzymać, aby nie zamieszczać zbyt pompatycznych wstawek i tak dalej. Bo w ogóle Frederick Forsyth ma coś takiego w sobie, że on nie kryje swoich emocji. Między innymi za to go w swoim czasie z BBC wypierdzielili, ponieważ jak był chyba korespondentem na jakiejś wojnie w Afryce, ale tego już nie pamiętam dokładnie, to nie mógł się powstrzymać w tym BBC, które przynajmniej wtedy starało się być takie obiektywne, jak to BBC. On się nie mógł powstrzymać od tego, żeby tam jednak nie poprzeć jakiejś strony. Te jego komentarze podobno były takie, że widać było, że sympatyzuje. I on zdaje się to w literaturze też ma, bo niby przedstawia postacie tych najemników, którymi powinniśmy się brzydzić przecież, a jednak jakieś nić sympatii ze strony autora jest.
[57:15] - Czekaj. Dlaczego powinniśmy się brzydzić?
[57:17] - Przecież żartuję!
[57:18] - Najemnicy to jest sól ziemi czarna.
[57:22] - Najstarszy zawód, jeden z najstarszych zawodów świata.
[57:26] - Mieliśmy swoje psy wojny w historii. Chyba najwspanialsze psy wojny, jakie po tej ziemi hasały. Na przykład lisowczycy. Proszę ciebie, to były dopiero psy wojny, polskie psy wojny.
[57:40] - Oczywiście!
[57:43] - Deptały łącznie z nami.
[57:45] - To ja polecam, bo nie będziemy teraz o lisowczykach opowiadać. Bardzo fajny na kanale Historia Bez Cenzury jest odcinek o lisowczykach i tam nieźle facet o tym gada. Świetny kanał, jak ktoś historię lubi. Ale coś jest w tym, co napisał o 35. Ja jeszcze tego nie przemyślałem. W związku z czym sam nie wiem, czy się z tym zgadzam, czy nie. Natomiast rzeczywiście u Forsytha jest, i to nie tylko w tej książce, zdarzają się takie wątki patetyczne. Ja go chyba nawet za to lubię. Tak to jest z tymi książkami, Wiktorze, czym skorupka za młodu nasiąknie, to ja już tak nasiąknąłem i sentyment przeważa nad zdrowym rozsądkiem, zdaje się u mnie. To się często zdarza.
[58:38] - Poza tym, Marku, taka prosta mowa bardzo często przypomina patos, a czasami wiele rzeczy trzeba nazywać po imieniu, a nie owijać w bawełnę. Czyli mówić wprost z mostu, czyli patetycznie trochę. Bo na tym patos polega, na jednoznaczności w olbrzymieniu, w przerysowaniu i tak dalej takich pewnych rzeczy. Czasami to jest niezbędne.
[59:14] - Widzisz, o 35 się również Afgańczyk nie podoba. Ja lubię sobie poczytać o akcji MI6, CIA i czegoś tam jeszcze, już nawet nie pamiętam. Czemu nie? Może dlatego jestem nieobiektywny, że ta książka w pewien sposób jest powiązana z inną powieścią Fredericka Forsytha, a mianowicie „Pięść Boga". Ja w ogóle sentymentalny człowiek jestem. Jak się już do czegoś przywiążę, to później tracę obiektywizm.
[59:52] - Ale w twojej dyskusji za 20.
[59:56] - Za 30. Nie zaniżaj.
[59:58] - Dobrze.
[59:59] - Pięć nawet.
[01:00:00] - Pięć nawet. Muszę ci powiedzieć, że przypomniałem sobie taką dobrą maksymę z dawnych czasów. Że każda potwora znajdzie swojego amatora. I tak jest z literaturą również. Jeden lubi to, drugi lubi tamto, jeden kocha to, drugi tamto.
[01:00:18] - Zgoda. Ja od początku się spodziewałem, że my dzisiaj specjalnie prochu nie wymyślimy. Pogadamy bardziej o gustach i o ciekawych książkach, bo znowu my sobie oczywiście możemy wybrzydzać tutaj na Landlama, że jest taki najgorszy i tak dalej. Ale proszę państwa, bądźmy szczerzy, są czytani i to czytani w takich nakładach, że każdemu życzymy. W związku z tym to nie jest tak. Rzeczywiście tutaj czasami gusta odgrywają rolę. I już, po prostu. Czytamy tutaj na forum PW, że Armia Czerwona wkroczy 17 dni po Amerykanach. To oczywiście nawiązanie i do naszej historii, i do tego, co przed nami.
[01:01:02] - Już się scenariusz zaczyna ładnie układać.
[01:01:05] - Tak. Więc na razie, jeśli możemy mówić o żartach, to żartobliwy, ale zobacz, zacząłem dzisiaj od tego przeglądu wydarzeń bieżących. Dlaczego? Dlatego, że rzeczywiście zaczynamy żyć w czasach, kiedy scenariusze układają się same. Zobacz, rzeczywiście można dzisiaj kombinować w ten sposób: rzućmy taki scenariusz bardzo prosty i tak ad hoc zrobiony. Powiedzmy, dojdzie do wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie, gdzieś tam w okolicach Iranu. Persowie się zetrą z Amerykanami. Możemy sobie wyobrazić sytuację, zresztą w wypowiedziach polityków rosyjskich dało się to nawet zauważyć, że oni się w takim razie zainteresują swoją bliską zagranicą, czyli tutaj, tymi terenami. Kto wie, czy Amerykanie planując wojnę w zatoce czy właściwie w pobliżu tych wszystkich terenów, które im się niezbyt podobają, nie zabezpieczają sobie teatru w Europie? Proszę państwa, ja nie chcę tego rozwijać, ale zobaczcie, ile scenariuszy można ze skojarzenia kilku prostych faktów ułożyć.
Teraz by trzeba po prostu szybkiego pióra i zanim ci Amerykanie tu przyjadą, gdzieś tak na początku kwietnia wydać powieść na ten temat i ona by się sprzedała.
[01:02:44] - Właśnie o to mi chodzi.
[01:02:44] - Ona by się wtedy sprzedała.
[01:02:47] - Amerykanie wchodzą na granicę. Nie, nie ma granicy. Ale tam, gdzie dostają tę książkę w prezencie za dolara sympatycznie.
[01:02:57] - Ona jeszcze przetłumaczona by musiała być.
[01:02:59] - Przetłumaczona oczywiście.
[01:03:01] - To nie jest tak prosto. W każdym razie trudno ją wtedy posądzić, przy tak szybkim pisaniu, o jakieś wielkie walory literackie.
[01:03:11] - Ale wiesz, wyobraź sobie.
[01:03:12] - Sprzedałaby się świetnie.
[01:03:13] - Wyobraź, jadą ci Amerykanie w tych swoich czym tam jadą, czytają tę książkę i z dziwnym niepokojem zerkają na kumpli. Nie wiedzą, czy to oni sami może już tylko jadą, a tamci to są już tamci. Fajnie.
[01:03:30] - Baranek, ja myślę, że ona większą popularnością cieszyłaby się wśród Polaków, ta książka. Bo otóż masz taką sytuację: wjeżdżają Amerykanie. Znaczy nie, oni nie wjeżdżają. My ich witamy tutaj, bo oni przypływają, przerzucają, ćwiczą przerzucanie swoich wojsk z-
[01:03:47] - No tak.
[01:03:48] - Ameryki Północnej do Europy. Rzeczywiście oni mają wysiadać w różnych krajach, a przyjeżdżać tu do Polski. Podobno nocami będą jechali.
[01:03:58] - No idealny scenariusz.
[01:04:00] - Czyli już wiemy, proszę państwa, że w pierwszych dwóch kwartałach raczej nie kręćcie się państwo po drogach nocą, bo Amerykanie oczywiście są najlepszymi kierowcami na świecie. Przynajmniej tak o sobie sądzą. Ale jakoś tak się dziwnie składa, że gdzie oni przemieszczają swoje kolumny, zawsze wypadki są. Czy to są Niemcy, czy to Polska, czy gdzieś, zawsze są wypadki i to jakieś takie idiotyczne. Kiedyś, wracając z naszej audycji, byłem świadkiem tego, jak się babka rozsmarowała tutaj, powiedzmy dwa kilometry stąd, na lawecie z amerykańskim czołgiem. Tak się zdarzyło, bo przejeżdżała przez rondo i myślała, że ma pierwszeństwo na tym rondzie. Amerykanin też myślał, że ma pierwszeństwo, bo na nie wjeżdżał.
[01:04:44] - Przepiękna wizja się kroi, zupełnie jak ze stanu wojennego. Wszyscy siedzą w domu, gaszą światła. Cicho, sza, bo po drogach wędrują Amerykanie.
[01:04:58] - No tak.
[01:04:59] - To jest wspaniałe.
[01:05:00] - O 35 pisze, że Amerykanie nie muszą wchodzić, bo tutaj już stacjonują jako dwie ciężkie dywizje.
[01:05:11] - Przecież ja mam pół rodziny amerykańskiej.
[01:05:14] - Jest różnica pomiędzy tą ilością Amerykanów, jaka już tutaj jest, a ściągnięciem 20 000 następnych. Plus jeszcze wojska NATO do tych ćwiczeń. Proszę państwa, tak jak mówiłem, około 30 000 żołnierzy będzie na wiosnę ćwiczyć w naszym pięknym kraju, że sobie zapożyczając jednego z publicystów.
[01:05:34] - To jest scenariusz literacki, a nie polityczny.
[01:05:36] - On jest literacki dlatego, że jak te wojska akurat by się wyładowywały, a Polacy dostaliby do rąk książkę, co się stanie w wyniku tego wyładowania, to wtedy ta książka przynajmniej na dwa, trzy miesiące stałaby się bestsellerem.
[01:05:53] - No i można by było zarobić.
[01:05:55] - I tu się okazuje, że literaturę sensacyjną trzeba pisać szybko.
[01:05:59] - Szybko, wynagrodzenie stoi.
[01:06:01] - Jak sobie spojrzę na listę książek, które napisał Tom Clancy, to się potwierdza. Trzeba pisać szybko.
[01:06:11] - I tematy aktualne wybierać.
[01:06:15] - Tak, ja już czytałem książkę, tylko tytuł mi niestety wyleciał tym razem z głowy. Książkę Toma Clancy'ego o tym, jak Rosjanie interweniują w Pribaltyce. Nie pamiętam, czy to na Litwie. Nie, na Litwie nie. W Estonii? Chyba w Estonii. Pewności nie mam, ale czytałem taką książkę, a później się akcja przenosi na Ukrainę. Tak jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności ta książka ukazała się tuż przed tym, jak się zaczęło robić gorąco na Ukrainie. Także Tom Clancy, jakieś tam jednak informacje do niego docierały. Potrafił dodać dwa do dwóch albo może nawet do trzech.
I mu wychodziły całkiem prawdopodobne te historie, które układał.
[01:07:01] - Kiedyś jeszcze trzeba było kombinować. Dzisiaj na YouTubie jest jakaś taka mapa świata, taki globus, na którym jest zobrazowana temperatura z atmosferą i z klimatem niemająca nic wspólnego. Temperatura świata. Tu się robi gorąco, tam się ochłodziło, tu się robi gorąco. Taka mapa powinna być.
[01:07:26] - A ja znalazłem wspólny temat z O35, bo jemu się „Negocjator” i „Diabelska alternatywa” podobały. Mnie się też podobały, więc przynajmniej mamy jakiś punkt styczny. Natomiast co tu jeszcze czytamy? Jak obniżą kaucję za butelkę do 25 groszy, to może być O25. Nie obrażam się. Gratuluję refleksu. To jest niezłe. A podwyższyli chyba do 50. Przykro mi, właściwie nie przykro, gratuluję. Rozumiem, że od następnej audycji będziemy gościli na czacie O50.
[01:08:08] - O50 rośnie w górę.
[01:08:12] - Tak.
[01:08:12] - Czy można rosnąć w dół? Można.
[01:08:17] - Ja nie wiem.
[01:08:17] - Tak mi się powiedziało.
[01:08:18] - Niech ci będzie. W każdym razie ja wrócę jeszcze na chwilę do tych tłumaczeń, bo przytoczyłem przedtem dwa tłumaczenia Szekspira. Zobacz, jak różne. Ja to mogę nawet powtórzyć.
[01:08:37] - To zupełnie kapitalnie.
[01:08:39] - To motto w wykonaniu Jerzego Sito.
[01:08:43] - Jasne i prosto zwięzłe.
[01:08:45] - „Wołać będzie mordować i spuści psy wojny”.
[01:08:47] - Koniec kropka.
[01:08:49] - A Leon Ulrich napisał to tak: „Ponarszym głosem zagrzmi po tej ziemi, wszystkie psy wojny puszczając ze smyczy. Wojna bez końca i bez miłosierdzia”. Szerzej i zobacz, każdy z tych cytatów ma swój urok. Jeden jest lapidarny, drugi jest rozbudowany. Mówią właściwie o tym samym. Jak się to czyta zresztą w treści, to one się jeszcze bardziej w tę treść wtapiają.
[01:09:16] - Tak. Tylko co my możemy tutaj wywnioskować o autorze?
[01:09:19] - Nie.
[01:09:20] - My nawet nie wiemy, jak ten autor napisał.
[01:09:22] - Nie, ja chciałem tylko pokazać, jak bardzo tłumaczenia się między sobą różnią. To jest oczywiście tylko preludium do tego, żeby powiedzieć, jak bardzo, moim zdaniem, różnią się tłumaczenia tych tłumaczy, których wcześniej wymieniłem, a których nazwisk teraz gorączkowo szukam i znajduję. Otóż Robert Waliś, Arkadiusz Nakoniecznik i Stefan Wilkosz. Wiecie państwo, szczególnie to bywa dojmujące, takie fajne słowo, kiedy się te egzemplarze położy przy sobie i zacznie porównywać kolejne zdania albo kolejne fragmenty, to wówczas człowiek odkrywa, że to samo można przetłumaczyć naprawdę w tak ogromnej ilości wariantów, że takich tłumaczeń mogłoby powstać jeszcze naprawdę bardzo dużo i wcale nie wiem, czy wcześniejsze byłyby lepsze od tych późniejszych i tak dalej. Trochę bajdurzę, ale chodzi tak naprawdę o to, że mnie to w jakiś sposób fascynuje, kiedy mogę sobie to samo, ale jednak nie to samo zobaczyć, dotknąć, przeczytać. To jest dla mnie pewien problem. Trzeba by kiedyś zaprosić tak naprawdę tutaj do naszej audycji tłumacza. Mieliśmy kiedyś tutaj „Na Widelcu” rok temu Krzysztofa Sokołowskiego, żeby o tym fenomenie porozmawiać, bo dla mnie to jest fenomen. Pewno wiele osób wzruszy ramionami: „Czego się Żelkowski zachwycasz, debilu? Ktoś przetłumaczy to tak, a ktoś inaczej.
I czym się tak zachwycasz?”. Jakoś nie mogę się pozbyć tego zachwytu.
[01:11:16] - Ja już wiele razy słyszałem o tym z public relations, z takich źródeł, co powiedział na przykład Trump, co powiedział Kaczyński, co powiedział Putin. Jak sięgnąłem do źródeł, to się dowiadywałem, że powiedzieli zupełnie co innego niż ja w komentarzach usłyszałem. A komentarze to są tłumaczenia. Tłumaczenia również sensu.
[01:11:46] - Czasami tak, to jest prawda. Ale O35 kolejną ciekawą rzecz pisze: „A czy panowie wiedzą, że jakby co, to przewidywana reakcja wojsk NATO to jest około 90 dni?”. Owszem wiemy, ale jak one już tutaj będą te wojska, to być może zareagują szybciej. Natomiast ja się przejmuję czym innym, bo w tych różnych kłapaniach politycznych, które można na YouTubie znaleźć, pojawia się taka oto problematyka, że właściwie to nie wiadomo. Inaczej, zacznę od drugiej strony. Zwróćcie państwo uwagę, że w tej chwili minister Błaszczak ogłasza nam z takim triumfem, że oto przejęliśmy dowodzenie szpicy NATO, czyli w tych oddziałach, które mają reagować w ciągu 48 godzin maksymalnie. To taki zbieg okoliczności czy co, że jak się sytuacja zagęszcza, to nagle my dostajemy przywództwo i w 48 godzin będziemy reagować? To tak
[01:13:05] - Ja wiem, po to-
[01:13:05] - Kolejny kamyczek do ogródka
[01:13:07] - ... żebyśmy znowu my rozpętali trzecią wojnę światową.
[01:13:12] - Tak jak powiedział Putin.
[01:13:14] - No właśnie.
[01:13:14] - Dokładnie tak, jak powiedział Putin.
[01:13:17] - Wszystko się zgadza.
[01:13:17] - Nie, ale zwróćmy też na to uwagę, że to kolejna sprawa, że rzeczywiście scenariusze, jeśli sobie zajrzycie państwo na YouTube'a, do Internetu, to scenariusze w tej chwili mnożą się jak króliki. I to z punktu widzenia literackiego powstawania scenariuszy książkowych jest dosyć nośne, bo otóż wymyśla się taką sytuację, że ponieważ reakcja NATO to jest sporo czasu, a w ogóle nie wiadomo, czy zareagują, bo Francuzi mogą powiedzieć, że oni by jednak nie chcieli tu zadzierać z Putinem, bo to fajny gość w gruncie rzeczy i tych wrednych Polaków wreszcie powstrzyma. Ale jeśli się nawet ruszą, to tak naprawdę powinno dojść do tego, że Rosjanie zatrzymają się na linii Wisły i mamy piękne kolejne rozbiory. Linia Wisły jest fajnym miejscem. A jeśli ja jeszcze słyszę od pewnego geostratega, takiego YouTube'owego geostratega, ale akurat nie mam powodu kpić, bo facet chyba rzeczywiście się na tym zna, że sprawdzeniem intencji Amerykanów byłoby przedstawienie Polakom, a może już to zrobili, tak zwanych planów ewentualnościowych NATO, jak powinien być zajęty obwód kaliningradzki, czy też właściwie królewiecki, bo jeśli się go nie zajmie, to w ogóle marzenie o tym, żeby podtrzymać niepodległość krajów nadbałtyckich, to w ogóle jest marzenie ściętej głowy. To nie chodzi o to, czy ja się do tego przychylam, czy nie, tylko zobacz w jakich czasach.
[01:15:02] - Do Królewca to ja się przychylam.
[01:15:04] - Ale zobacz, w jakich czasach żyjemy. W czasach, kiedy takie scenariusze jak zajęcie Królewca stają się realne.
[01:15:11] - Numer pięć.
[01:15:14] - Tak boleśnie realne, bo ja bym wcale nie uważał, że tak się powinno dziać.
[01:15:19] - A czemu, Marku, nie? Ja już ci mówiłem, że chciałem napisać powieść o odbiciu Bizancjum.
[01:15:25] - Dobrze, w powieści to się fajnie czyta, natomiast ja bym jednak nie chciał takich ruchów wojskowych w Europie jak zajęcie-
[01:15:33] - Bizancjum
[01:15:35] - ... Kaliningradu.
[01:15:36] - Odbicie z powrotem Turków.
[01:15:38] - Dobrze, to zwarzy ci humor. Jak już tworzymy te scenariusze sensacyjne, to jeden z komentatorów mówi tak: „A pomyślcie sobie, szanowni państwo, czy to odbicie Królewca, to wy myślicie, że wy tam sobie kolejne województwo założycie, Polacy?” Jak myślisz, w czyje ręce trafiłby taki Królewiec?
[01:15:59] - Wiadomo, że znowu Germania się ruszy.
[01:16:02] - À propos, jesteś na kursie i na ścieżce, jeśli chodzi o scenariusze, to tak by, zdaje się, odbyło się.
[01:16:10] - Wszystko w porządku, ale zwróć uwagę, że my cały czas się kręcimy-
[01:16:14] - No właśnie
[01:16:14] - ... przy tym tytule „Psy wojny”. Psy wojny były zawsze w czasach rzymskich, w czasach Attyli, w czasach jakiegoś Jang Cu albo innego szefa Żółtych Ludków. I po prostu psy wojny to co to znaczy? To znaczy, że wojna jest rzeczą... My jesteśmy zwierzętami i bez wojny sobie żyjemy i myślimy, że jest fajnie. Widzisz, ja jestem szczęśliwy, że przeżyłem życie bez wojny. Tak, Marku?
[01:16:55] - Ja też.
[01:16:56] - Ja nie przeżyłem życia bez wojny, bo wojna się w tym czasie toczyła wszędzie na świecie, gdzie tylko popadnie i tak dalej.
[01:17:03] - Tu się nie toczyła.
[01:17:04] - Psym mnie nie dotknęła fizycznie, ale psychicznie mnie dotyka bez przerwy każda wojna na świecie. I dlatego twierdzę, że one są niezbędne. One są konieczne. Ważne zresztą tak, jak żeś zacytował kiedyś tego całego Pattona chyba, tak? Jak to było?
[01:17:26] - Że patriotyzm nie polega na tym, żeby umierać za ojczyznę.
[01:17:31] - No właśnie.
[01:17:31] - Chodzi o to, żeby te skurwysyny umierały za swoją.
[01:17:36] - No właśnie. I to jest motyw prawdziwej wojny i prawdziwego-
[01:17:41] - Tak, ale ja ci powiem tak: my sobie z taką swobodą, nazwijmy to literacką czy literatów, rozmawiamy o scenariuszach katastrofalnych tak naprawdę, bo to się fajnie czyta u Clancy'ego, u Forsytha czy u wszystkich innych, czy u Landlama tego rodzaju scenariusze prawie wojenne. Natomiast wiesz-
[01:18:03] - Marku
[01:18:04] - ... powiedziałem ci, ja bym tego nie chciał przeżywać.
[01:18:07] - Ja się z tobą zetnę w tej chwili bardzo ostro.
[01:18:10] - Zanim się zepniesz, to chciałem ci jeszcze powiedzieć, że jakoś tak tego nawiązania do zwierząt nie widzę, bo pokaż mi zwierzęta, które toczą ze sobą wojny. O mrówkach i pszczołach nie mówię. Osach.
[01:18:22] - Psy są, że tak powiem, bardzo łagodne w tej materii. Chyba że wściekłe, jak się wściekną, ale człowiek się wścieka dużo częściej i nie nazywa się tego wściekłością, tylko polityką. Natomiast zwróć uwagę na jedną rzecz. Dla ciebie katastrofą jest stan wojenny. Dla mnie pokój jest również katastrofą. Pokój pojmowany jako uśpienie, wyłączenie z tego. Tak spokojnie sobie żyć jak Szwajcaria przez kilkaset lat i montować te zegary z kukułką. Co prawda krzywdzę Szwajcarów, bo też dzielnie wysyłali swoich żołnierzy na lewo i prawo i do każdej możliwej wojny Szwajcarzy szli z zapałem. Też mieli swoich psy wojny i podejrzewam, że
[01:19:30] - Wiesz co, chodzi o coś takiego. Amerykanie opracowali lepszy patent i nie daj Boże, żeby on się sprawdził, bo Amerykanie doszli do wniosku takiego: są ludzie, których rajcuje prowadzenie wojny i dajemy im taką możliwość. Wysyłamy ich do Zatoki Perskiej, wysyłamy ich do Polski i niech tam tę wojnę prowadzą.
[01:19:52] - No zgadza się.
[01:19:53] - Tak, ale są też ludzie, którzy wojny nie lubią, nie podoba im się i w ogóle chcieliby żyć w pokoju.
[01:19:57] - Amerykanom też się nie podoba.
[01:19:59] - I właśnie ci sobie mieszkają w Stanach Zjednoczonych, żyją spokojnie, strzygą trawniki.
[01:20:05] - I strasznie rozpaczają, jak im jakieś samoloty rozwalą jakieś wieżowce.
[01:20:10] - Tak.
[01:20:10] - Stawiają tam świeczki.
[01:20:14] - Jak już amerykańscy chłopcy zaczynają w trumnach przyjeżdżać do Stanów, to oni też ich bardzo żałują. Patent jest niezły, tylko w tym wypadku, dlatego mówię o tym z takim niepokojem, że ten patent, jak dotyczył Zatoki Perskiej albo Morza Śródziemnego, że Amerykanie tam sobie walczą i giną i fajnie jest, bo oni się realizują w ten sposób, to jeszcze było z mojego punktu widzenia do przyjęcia. Ale jak się tak rozglądam wokoło i widzę, że amerykańscy chłopcy przyjeżdżają tutaj, jak wpadnie do głowy, może nie im, ale ich dowódcom, że warto by tutaj też troszeczkę poginąć, to się zastanawiam, czy mnie się to podoba. Chyba nie bardzo.
[01:21:00] - Zobaczymy. Zobaczymy, jeśli to będzie korzystne geopolitycznie dla Polski.
[01:21:09] - Wiktor, ja cię błagam. Ja rozumiem, że się naczytałeś ostatnio o Forsythach, ale czy ty siedzisz w domu i myślisz geopolitycznie? Myślisz, za przeproszeniem, żeby mieć święty spokój i nie myślisz kategoriami polityki światowej, tylko żeby ci bombka nie spadła.
[01:21:30] - Ja myślę kategoriami światowymi. Dla mnie cały flirt i wszystkie starcia między Putinem a Trumpem czy innym, kto akurat siedzi, bo przynajmniej w Rosji wiadomo kto, a tam nie wiadomo kto znowu odpali rakietę kolejną. W każdym razie strasznie mi przypominają moje sąsiedzkie małżeństwo. Ja mam taką parę. On i ona to są. Codziennie dają sobie po ryju.
[01:22:07] - A myślałem, że sobie w palnik dają.
[01:22:08] - Nie, dają sobie po ryju, po czym wieczorem wypiją po połówce.
[01:22:14] - No to dają sobie w palnik!
[01:22:16] - Tak. Idą do łóżka i wstają zakochani, wychodzą rano, trzymają się za rączkę. Do wieczora spokojnie jest wielka, kwitnie miłość. To jest taki sam flirt między Rosją a Ameryką. A ja tam sobie żyję tak cichutko jak Polska, Szwajcaria i Estonia.
[01:22:38] - Wszystko bardzo pięknie. Niemniej jednak jakbym cię zapytał szczerze, czy chcesz to przeżyć, to nie chcesz tego przeżyć.
[01:22:46] - A nie wiem.
[01:22:47] - Tak, na wojnę pójdziesz.
[01:22:49] - Nie.
[01:22:49] - Nie, Wiktor. Wiesz co? Dobra.
[01:22:51] - Może przynajmniej mój syn by zrobił coś porządnego wreszcie w życiu.
[01:22:55] - Nie wiem, czy jako odpowiedzialny ojciec wysyłałbyś syna na wojnę. Dobra. Zwróć jednak uwagę, zapuściłem się w ten wątek paraliteracki, a właściwie scenariuszowy tylko po to, żeby pokazać jeszcze jedną rzecz. I to już nie z gatunku literatury, tylko pokazać pewne sekwencje wydarzeń, które są dla mnie niepokojące.
[01:23:23] - Samorzej.
[01:23:24] - Zobacz, całkiem niedawno Putin coś na temat Polski powiedział niesympatycznego. Wynikało z tego, że prawie za wojnę jesteśmy drugą odpowiedzialni i właściwie to myśmy to wszystko wywołali, a w dodatku jesteśmy żydożercami i w ogóle mamy parszywe charaktery i tak dalej. Jazgot się zrobił u nas straszliwy. Kto ma odpowiedzieć, czy prezydent, czy premier, czy może ktoś jeszcze? I znowu trafiłem na kilku ludzi zaledwie, którzy powiedzieli mi tak: „Człowieku, to rzeczywiście może być oburzające, co ten Putin tam gada, ale ty zwróć uwagę na coś innego, że Putin to nie jest facet, który ma natchnienie i coś gada.
[01:24:11] - Dlatego dla mnie to nie jest oburzające, ale intrygujące.
[01:24:15] - Jak gada, to gada po coś. Jak gada po coś, to coś przygotowuje. Jak coś przygotowuje, to się zawsze należy bać, bo pytanie, co przygotowuje? Oczywiście najprostszy scenariusz, że zaraz tu przyjedzie, wjedzie do Warszawy albo bombkę zrzuci.
[01:24:30] - Kwestią dyskusyjną według niektórych jest, czy on to rzeczywiście sam przygotowuje, czy może ktoś to przygotowuje za niego.
[01:24:38] - A nie to, że research mu ktoś robi, to na pewno. Tylko bardziej mi chodzi o plany polityczne.
[01:24:42] - Tu nie chodzi nawet o sam research, można czasami spotkać takie opinie, że Putin tak naprawdę jest tylko pacynką w rękach jakiejś większej grupy ludzi.
[01:24:54] - Zgadza się. Dobrze, jeśli to nawet nie Putin, tylko on jako pacynka, to coś się dzieje. Ale jeśli się pojawia teraz taka sekwencja, że chwilę potem dowiadujemy się, oczywiście było wiadomo wcześniej, ale do opinii się przedostaje, że przyjeżdżają Amerykanie w gościnę na wiosnę, że jednocześnie Stany Zjednoczone odstrzeliwują jakiegoś irańskiego generała, że prawie jednocześnie Putin zakręca Białorusi kurek z ropą, to się zastanawiam, czy jutro nie obudzimy się i nie dowiemy się, że coś się dzieje dalej na Ukrainie albo na przykład, że wojska Putina jednak wjeżdżają na Białoruś. Dopóki się nie dowiemy, to oczywiście będą to tak zwane straszenie czarnym ludem. Ale jednak zauważ, być może ktoś świadomie w nas wywołuje niepokój. I prowadzę do tego tym nieco przydługim wywodem, że cała literatura sensacyjna opiera się tak naprawdę, w tym i psy wojny, na scenariuszach to pół biedy, na naszych strachach. Bo co nas intryguje? Dlaczego nas tak ekscytują te historie o tym, że Rosjanie nas zajmą? Bo się tego boimy. Przynajmniej większość z nas się boi.
Ja się na przykład boję. I te strachy niesamowicie podkręcają nam wyobraźnię i dlatego to tak się fajnie wszystko splata. Takie jest moje zdanie.
[01:26:29] - Że zwykle rzeczywistość przerasta wyobraźnię.
[01:26:33] - Z całą pewnością. To ulubione powiedzenie kilku publicystów à propos wojny na przykład, że generałowie najlepiej potrafią czy zawsze potrafią wygrać ostatnią wojnę, ale tej bieżącej to już nie do końca, bo są świetnie obstukani z historii, wiedzą, jakie błędy zostały popełnione podczas tej ostatniej wojny i są świetnie przygotowani. Tylko jak to chodzi co do czego, to właśnie tak jak powiedziałeś, to już zupełnie inny scenariusz jest. To się już nie da tak, jak było zrobić.
[01:27:07] - No i dlatego to robią zwykle młode psy wojny.
[01:27:10] - A wiesz co? To jeszcze postraszymy państwa, bo się pojawił też człowiek, który nagle zaczął opowiadać, że świetnym planem Rosjan byłoby na przykład, ponieważ mają dużo wojsk desantowych, zarówno powietrzno-desantowych, jak i tego desantu morskiego, wysadzenie desantu na wyspie Wolin. Daleko od sił głównych. Zajęcie, opanowanie, odcięcie mostów, umocnienie się, a później przystąpienie do negocjacji z Niemcami. Na przykład.
[01:27:42] - Obwód woliński się robi.
[01:27:45] - Przeszukajcie sobie państwo internet. To jeden ze scenariuszy. Może szalony? Może i szalony. To jeszcze mniej szalony. Ostatnio Paweł Majka, znany pisarz SF, napisał z drugim autorem taką historię o wybuchu III wojny światowej. Tylko że dawno, w czasach Układu Warszawskiego. Też fajna historia alternatywna. Też polecam odszukanie tego wszystkiego. Więc my lubimy historie, których się boimy.
A jakoś tak jest, ja nie wiem, czy słusznie, czy nie, ale jakoś tak jest, że my się swoich sąsiadów bardzo boimy. Trudno się nawet dziwić, bo my mamy takie doświadczenia nie za fajne i dlatego u nas ta literatura sensacyjna, zresztą kilku autorów w Polsce napisało już taką alternatywną historię zajęcia Polski czy przynajmniej fragmentu Polski przez Rosję. I te książki się cieszyły dużym powodzeniem. Czyli my się chyba lubimy bać. Może z tego samego powodu horrory oglądamy czy czytamy książki sensacyjne?
[01:28:52] - Zapewne tak, ale ja się tak tego-
[01:28:55] - Ty się nie boisz?
[01:28:57] - To są teoretyczne, strategiczne rozgrywki, że tak powiem. Tak jak gra w szachy.
[01:29:01] - Tak. Ale wiesz, gra się w szachy po coś, a rozgrywki strategiczne robi się również po coś. Oczywiście po to te gry wojenne, bo w ogóle istnieje pojęcie gier wojennych, które przeprowadzane są w sztabach. To nie tak jak na komputerze, tylko to się robi troszeczkę inaczej. I słyszałem historię o tym, jak w Stanach Zjednoczonych prowadzona była gra wojenna. I powiem tak: Amerykanie to robią cwanie, bo Amerykanie taką grę wojenną, to wszystko grają ich sztabowcy. Od wyników gry wojennej zależą awanse. Jedni sztabowcy robią za Polaków, drudzy robią za Niemców, trzeci robią za Amerykanów. No i grają. Na przykład grają na terenie Polski, co im tam wypadnie i od tego, jak każdy z nich zagra, od tego zależy awans.
Czyli jak ktoś jest na przykład Rosjaninem, to nie to, że on się nie będzie starał. On się będzie starał w dwójnasób, żeby awansować. No i wyniki takiej gry wojennej, jednej z takich gier wojennych były następujące: że Amerykanie weszli do gry dosyć szybko, po niecałym tygodniu. Polacy jakoś się tam trzymali, ale Rosjanie ich spychali w kierunku Wisły i Polacy odmówili przejścia za Wisłę, czyli bronili do Wisły się jednak. Co więcej, jak Amerykanie wkroczyli, to gdzie ruszyli? Oczywiście na obwód kaliningradzki, czyli królewiecki. I tam się nawet podobno spychali już oddziały rosyjskie do morza, do Bałtyku. Oczywiście to jest znowu gra wojenna. Jak byłoby naprawdę, to nie chciałbym się dowiedzieć, ale ciekawe by było. Natomiast zobacz, skoro takie gry się prowadzi, obojętne, czy one mają sens, czy nie, bo tu można oczywiście to zakwestionować, to jeśli się takie gry prowadzi, to po co się je prowadzi?
Po to, żeby sobie pograć tak jak w szachy? Otóż moim zdaniem nie. Robi się to po to... Dzisiaj słyszałem wypowiedź gościa, który pracuje w Państwowym Górnictwie, PGNiG. I on mówił o tym, że jak oni negocjowali z Rosjanami, a konkretnie z Gazpromem i z Gazpromem, tym drugim import chyba, to oni robili wcześniej sobie ćwiczenia tego rodzaju sztabowe gry. Dzielili swój zarząd czy tam ludzi biorących udział w negocjacjach na dwie grupy i negocjowali ze sobą, zbadali różne warianty, jak się zachować, jeśli Rosjanie się zachowają tak czy śmak, czy owak. Znowu, przecież oni się nie bawili po to, żeby sobie pograć w grę, tylko przygotowywali się do konfrontacji z Gazpromem, do negocjacji właściwie z Gazpromem. To przez analogię, i to całkiem bliską, tych gier wojennych, na podstawie których zresztą, to od razu też powiem, na podstawie których zresztą Tom Clancy pisał niektóre swoje książki, to na podstawie tych gier też się ktoś do czegoś przygotowuje. I miejmy to z tyłu głowy po prostu, czytając nawet te książki sensacyjne.
[01:32:23] - To teraz ty sobie zdajesz sprawę, do czego ja się przygotowuję od kilkudziesięciu lat, grając w gry komputerowe?
[01:32:30] - Aż się tego boję. Tylko widzisz-
[01:32:33] - Ja stanę się, zobacz, tak jak Putin albo Jaruzelski. Nie, Putin to nie, ale Łukaszenko. Nagle zbawca ojczyzny, największy patriota.
[01:32:43] - Albo wiesz, co mnie martwi?
[01:32:44] - Jaruzelski największy zbawca Polski i największy patriota.
[01:32:49] - Ale wiesz, co mnie, kurna, martwi?
[01:32:50] - No.
[01:32:51] - Że ty namiętnie grasz w grę, która się nazywa Fallout Tactics. I to mnie niepokoi, że ta gra toczy się po wojnie atomowej.
[01:33:00] - No tak!
[01:33:00] - I ty jesteś świetnie przygotowany-
[01:33:03] - Do tego, żeby przeżyć wojnę atomową.
[01:33:05] - Znaczy przeżyć, jak przeżyć, do funkcjonowania w ogóle w tym środowisku takim, że wojna wybuchła.
[01:33:11] - Nie tylko gram w tą grę, ale palę namiętnie, bo środowisko będzie bardzo zanieczyszczone, więc wszyscy niepalący nie przeżyją tego, a ja spokojnie.
[01:33:22] - No to ja chyba mam też szansę kilka godzin pożyć, bo ja cię odwiedzam dosyć często. Jak wchodzę, to się zatrzymuję na ścianie dymu, prawie ją można nożem kroić.
[01:33:31] - Nie tylko przeżyję to, ale wiesz, my żeśmy wyszli z siarkowodoru jako ssaki.
[01:33:37] - Oj, chyba pożeglowałeś daleko od próby sensacyjnej.
[01:33:41] - No prawie.
[01:33:41] - Ja mam taką propozycję, Wiktorze, żeby troszkę emocje nam opadły.
[01:33:44] - Ale zobacz, jakie to jest ważne. Ważne to, co Forsyth opisywał, to co Clancy opisywał, to co Asimov również. Czyli to życie sensacyjne się pokrywa Bogiem a prawdą z grami toczonymi przez polityków.
[01:34:00] - Nie wiem, czy pisarze przypadkowo jednak nie dają nam pewnych ostrzeżeń, bo jak sobie przypomnę książki Toma Clancy'ego z ostatnich czasów, tam jest jednak troszeczkę takiego niepokoju i być może dlatego ja taki teraz niespokojny jestem. Ale dobrze, wrócę do myśli przerwanej przez ciebie. Proponuję się troszeczkę zresetować. Myślę, że dobrym punktem wyjścia do tego będzie felieton Tomka Fąsa. Marku, prosimy.
[01:34:34] - Spuścił psy „Gwiezdnych Wojen”. Proszę państwa, ostatnio jedną z gwiazd YouTube'a stał się znany zapewne wielu z państwa od dłuższego czasu recenzent filmowy Tomasz Raczek, kiedyś prowadzący z świętej pamięci Zygmuntem Kałużyńskim programy na ten temat, a ostatnio samodzielnie, między innymi na swoim kanale YouTube omawiający aktualne premiery kinowe. I czemu państwu w ogóle o tym mówię? A to dlatego, iż pan Tomasz Raczek popełnił był ostatnimi czasy recenzję najnowszego filmu „Gwiezdne wojny”. Pan Tomasz Raczek, człowiek jak najbardziej poprawny politycznie, promujący tolerancję różnych postaw, różnych upodobań, nagle stwierdził, że akurat jak dorosły człowiek ogląda „Gwiezdne wojny”, jak się tym pasjonuje jakoś szczególnie, to to już może być przypadek psychiatryczny. Snobizm najniższej linii, nie? To jest coś, z czym ja się stykam w różnych obszarach. Na przykład niedawno kupując wino w sklepie specjalistycznym, to już nawet sprzedawca się na mnie patrzył spode łba, że cóż to ja za tani płyn tu kupuję? Po co to w ogóle, prawda? I jakaś pani zaraz obok, że to jest płyn, który nadaje się być może do tapet i właściwie nie ma prawa mi smakować coś, co nie ma odpowiednio wysokiej ceny, a mnie akurat wydaje się odpowiednie do jakichś tam codziennych posiłków.
I to jest coś, co spotykamy coraz częściej. To na przykład widzimy też w kontekście aktualnie popularnego serialu „Wiedźmin” netflixowego, nie? Mamy bardzo niskie oceny recenzentów i bardzo wysokie oceny widzów. Pan Tomasz Raczek pasjonuje się tego rodzaju kinem science fiction jak „Odyseja kosmiczna” oczywiście, natomiast o kosmosie rozmawia raczej, proszę państwa, z naukowcami. Proszę państwa, co tu można powiedzieć? Przede wszystkim powiedzmy sobie szczerze, że naukowcy fizycy prędzej pasjonują się „Gwiezdnymi wojnami” niż jakimś tam kinem artystycznym. Bo też umówmy się, że „Odyseja kosmiczna” oczywiście jest filmem ciekawym i zdradza pewne aspiracje do tego, żeby pokazać kosmos zdecydowanie lepiej niż „Gwiezdne wojny”. Ale też to jest po części kino artystyczne, kino niejednoznaczne i trudne, raczej przeznaczone dla ludzi o wrażliwości artystycznej. Co więcej, o czym tak naprawdę można dzisiaj rozmawiać z naukowcami? Umówmy się, proszę państwa, że w świecie nauki obowiązuje, zwłaszcza ostatnio, coraz większa specjalizacja.
Czyli mamy coraz bardziej wyspecjalizowanych znawców coraz węższych dziedzin. Ostatecznie dążymy do tego, aby naukowiec był człowiekiem, który wie absolutnie wszystko o niczym. Natomiast trzeba też powiedzieć, że nauka, zwłaszcza w takich obszarach, powiedzmy, fizyczno-teoretycznych, w Polsce praktycznie nie ma fizyki teoretycznej, to jest przeważnie fizyka techniczna albo nauczycielska. Niemniej w takich, powiedzmy, mniej namacalnych naukach, gdzie rozważa się pewne teorie, to też to, co można powiedzieć na poziomie popularnonaukowym, to jest z jednej strony uproszczenie, z drugiej strony przerysowanie. Bo naukowcy, zwłaszcza dzisiaj, kiedy od popularności, od tego, jak umieją się zaprezentować, zależy bezpośrednio ich dochód, chcą pokazać więcej, niż faktycznie mogą. Bo przeważnie to są jakieś tam pierdoły. Już nie raz państwu o tym mówiłem. Przeważnie jakieś tam bardzo drobne rzeczy się robi, a ogłasza się jako w ogóle rewolucyjne sytuacje. Też jeszcze wracając do polemiki z Raczkiem, powiedzmy sobie szczerze, że proszę państwa, to nie jest tak, że tylko i wyłącznie bajki są eskapizmem, nie? Przecież znam przypadki ludzi, którzy pasjonują się filozofią, pasjonują się tą mainstreamową literaturą i też to jest dla nich eskapistyczne.
Też bywają emocjonalnie niedojrzali, bywają to postawy ucieczkowe. Więc to nie jest tak, że tylko proste rzeczy się ucieka. Czasem właśnie zawiła, głęboka myśl również pełni rolę eskapizmu i ucieczki przed jakąś emocjonalną dojrzałością. A więc czego Tomasz Raczek mógł się dowiedzieć od naukowców? Pewnie rzeczy mniej lub bardziej ogólnych, które jakoś tam do niego docierają. No ale to już jemu daje to poczucie, że oto on wie więcej, on rozmawia ze specjalistami i on jest przez to mądrzejszy, lepszy i ma potrzebę to manifestować. Niestety zmierzanie w tym kierunku gdzieś tam utrudnia w ogóle Przyjmowanie obiektu kulturalnego, obiektu kulturowego. Im więcej ocen, proszę państwa, im więcej werbalizujemy sądów, tym mniej realnie doświadczamy dzieła. Nie po to stajemy się wrażliwi artystycznie, sensorycznie, żeby potem dyktować innym, że głupoty oglądają, że nie tak to powinno działać. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, że te najnowsze „Gwiezdne wojny” to najlepsza część cyklu, delikatnie mówiąc, nie jest.
[01:39:28] - To tyle, Tomek. A my już troszeczkę uspokojeni, już nie snujemy scenariuszy szalonych, dotyczących Polski i ewentualnych jej losów. Ale zostańmy przy literaturze sensacyjnej. Wróćmy do Forsytha. Być może to, o czym napisał O35, że ta książka wydaje mu się nie najlepsza, wiąże się z tym, że ona w gruncie rzeczy... Nigdy nie byłem najemnikiem, więc trudno mi tak autorytatywnie stwierdzić, ale mam takie wrażenie, że być może ta plotka o tym, że sam Forsyth brał udział w przygotowaniach do pewnej interwencji w Afryce, być może świadomie rozpuszczona, ale to wszystko składa się w taką oto całość, że książka Forsytha „Psy wojny” pokazuje, że literatura sensacyjna zbyt często, może dla nas, czytelników, to akurat dobrze, ale zbyt często skupia się na tym, jak oni biegają, strzelają i różne fikołki wykonują, a zbyt rzadko skupia się na prozie życia. Zobacz, zanim oni się zjawiają w tym małym państewku afrykańskim rządzonym przez Shana Kimbe chyba. W każdym razie w Zangaro, zanim się zjawiają z bronią, strzelając i w ogóle przeprowadzając zamach stanu, to oni mozolnie przygotowują całą tą rozpierduchę. I to w gruncie rzeczy jest naprawdę mało ekscytujące, bo trzeba zdobyć-
[01:41:27] - Dla mnie jest właśnie ekscytujące.
[01:41:29] - Zgoda, jest ekscytujące, ale jakby tak popatrzeć, kurczę, trzeba tu jechać, tu zapłacić, tu ściągnąć te karabiny, pistolety maszynowe, tu trzeba je wyczyścić, trzeba je przygotować. Trzeba miliony rzeczy zrobić, zanim się pojedzie i trochę sobie postrzela.
[01:41:47] - Co ty myślałeś? Jak Koniecpolski albo jakiś inny tam wyjeżdżał, szedł na Rosję, to co? Przede wszystkim to było szlifowanie, trenowanie i tak dalej. Siermiężna robota. Dopiero potem pojechali, wylatali.
[01:42:03] - Wszystko zgoda, ale być może to przy takiej nawale różnego rodzaju literatury, jaka w tej chwili jest, być może to odrzuca. Może O35, może jeszcze wielu innych, a może jeszcze coś zupełnie innego. W tej chwili są takie teorie Małego Kazia, właściwie Małego Marka na ten temat, ale być może to jest ten element, który jest czasami nużący. Bo umówmy się, jeżdżenie samochodem po Europie, przekraczanie granic, przemycanie pistoletów maszynowych w beczkach z olejem czy z jakimś ropopochodnym czymś. W ogóle kombinowanie z tym wszystkim to są w gruncie rzeczy czynności mało widowiskowe, mało porywające. Trzeba to zrobić, żeby być świetnie przygotowanym. W dodatku robi się to za niezłą kasę, bo przecież ci najemnicy, może niektórzy z nich nawet lubią sobie czasami postrzelać, ale w gruncie rzeczy to jest ich zawód. Oni to robią dla pieniędzy. W dodatku odstrzeliwują jednego dyktatora po to, żeby wstawić drugiego dyktatora, który będzie dla firmy, która ma ochotę wydobywać, eksploatować złoża platyny, będzie bardziej przychylny. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze, które ta firma zarobi.
To też pokazuje, jak się tak myśli o tym, to jest rzecz oczywista, ale w kontekście dzisiejszego świata staje się boleśnie rzeczywista, że wtedy, w 70. latach, bo tak naprawdę książka wyszła w 74. roku chyba po raz pierwszy, a przedstawia sytuację z roku 70. Mówię o „Psach wojny”. Wtedy być może w tym świecie, który może się dzisiaj wydawać nieco naiwny, w którym było dobro, zło i w ogóle ludzie się kierowali różnymi pobudkami, ale jeszcze w dobro i zło wierzyli, to być może tamten świat przyjmował tego rodzaju opisy sytuacji z szokiem. O tym, że jakaś firma okazuje się na tyle wredna, że żeby zarobić ileś tam miliardów, jest gotowa wydać ciężkie pieniądze, żeby zrobić rozpierduchę w jakimś kraju, wymordować iluś tam ludzi, odstrzelić dyktatora i postawić swoich. Wtedy to się wydawało takie straszne. Jak się dobrze rozejrzeć po historii politycznej naszego świata z ostatnich 30, 40 lat, to takich strasznych sytuacji odbyło się w tym czasie całkiem sporo i zdaje się, że to jest tak, jak wiesz, ciągle materiał się męczy po pewnym czasie. Człowiek też się męczy, jak ciągle słyszy tego rodzaju niemoralne, czy w każdym razie dosyć drastyczne historie. To się w jakiś sposób uodporni w końcu, co?
[01:45:09] - Nigdy nie będziemy wiedzieli, na ile wpływ na II wojnę światową miały takie koncerny jak na tamte czasy Krupp czy IG Farben.
[01:45:25] - IG Farben.
[01:45:27] - Właśnie, coś takiego. To były korporacje tamtych czasów.
[01:45:32] - Ależ mylisz się, Wiktorze. Otóż są ludzie, którzy sobie to dosyć dokładnie prześledzili. Nawet takie dosyć ukryte historie czy takie historie, które następcy IG Farben, Kruppa i innych koncernów niemieckich chcieliby ukryć. Bardzo byliby zadowoleni, gdyby się udało ukryć. Jednak dzisiaj od czasu do czasu te koneksje IG-farbowe, kruppowe i tak dalej się wyciąga. Bo to się nie da nie wyciągnąć. Widzisz, cała śliska sprawa polega na tym, że jak wchodzimy w tę narrację, to się nagle okazuje, że... Inaczej, na chwilę jeszcze zrobię przerwę w tym wywodzie. Pamiętasz, jak się ukazywały filmy wojenne w latach 60. Na przykład amerykańskie, angielskie, zachodnioeuropejskie, to tam narracja była dosyć prosta.
My dobrzy, Niemcy źli. Jeszcze Niemcy byli wtedy Niemcami, nie byli faszystami, nazistami. Niemcy byli źli, ale przede wszystkim byli Niemcami, a nie nazistami albo faszystami, czy jak ich tam jeszcze można nazwać inaczej. To było proste.
[01:47:00] - Wszyscy byli faszystami, kobiety kobietami.
[01:47:02] - Czarne, białe, proste.
[01:47:04] - Wszystko było proste.
[01:47:05] - Nagle się zaczyna okazywać, jak w tym głębiej podłubać, mocniej poskrobać, to się nagle okazuje, że jakieś amerykańskie koncerny finansowały, współfinansowały, dofinansowały koncerny niemieckie. Oczywiście wszyscy później potępili po wojnie doświadczenia lekarzy niemieckich, nazywając je bezsensownymi, zbrodniczymi i tak dalej, po czym skrzętnie wykorzystali, Amerykanie i Rosjanie pospołu, osobno, ale jednak równolegle doświadczenia, które Niemcy prowadzili. Bo się nagle okazało, że one wcale nie były takie bezsensowne. To, że były zbrodnicze, to oczywiste. Tam się po prostu nikt nie liczył z człowiekiem, więc trup padał gęsto. Dzięki temu Niemcy dysponowali informacjami, jak się zachowuje ciało człowieka na dużych wysokościach, w niskim ciśnieniu, w rozrzedzonym powietrzu i tak dalej. Oni te wszystkie informacje mieli, Amerykanie i Rosjanie ich nie mieli, bo nie prowadzili tego rodzaju eksperymentów. Czyli wykorzystano znowu tych złych po to, żeby czynić dobro na świecie. To tak na marginesie.
[01:48:24] - Zgadzam się.
[01:48:25] - Dzisiaj się śmieją jeszcze z tego, że transporty ze Związku Radzieckiego z różnego rodzaju surowcami, z ropą, z żelazem, z czym popadnie, prawie do ostatniego dnia przed atakiem Niemiec szły cały czas na Zachód, do Niemiec. Patrz, jacy lojalni byli. Czyli też się zaopatrywali. Później się mówi, że Stalin jest zły, podły i paskudny. A kto zaopatrzył jego państwo w różne środki bojowe i tak dalej? Taka była potrzeba, bo trzeba było ze wspólnym wrogiem walczyć.
[01:49:05] - A kto zagwarantował mobilność armii Stalina, zaopatrując się w ciężarówki amerykańskie, włoskie i wszystkie możliwe inne?
[01:49:18] - Włoskie to nie.
[01:49:22] - Alfa Romeo.
[01:49:25] - Włosi wtedy byli z Niemcami.
[01:49:27] - To jest straszny torcik.
[01:49:30] - W każdym razie, być może, ponieważ ludzie o tym wiedzą. Jedni wiedzą o tym, drudzy wiedzą o tamtym. Jak się później zgadają, to wiedzą o większej ilości tego rodzaju niefajnych rzeczy. Więc ta narracja, przede wszystkim słusznie, o tym, że byli ci, którzy byli dobrzy i ci, którzy byli źli. De facto nie zamazujmy tej historii w ten sposób, bo za chwilę dojdziemy do momentu, że właściwie wszyscy byli sobie równi. To też nie o to chodzi, ja nie do tego prowadzę, bo wiadomo kto kogo zaatakował i jak to się odbywało. Ale chodzi o to, że gdzieś tam podskórnie te wszystkie grupy, które są bez narodowości, bez moralności, wykorzystują wojny, wykorzystują uczucia ludzi, ich patriotyzm, ich przywiązanie. To jest szczere, na pewnym poziomie jest szczere. A ci ludzie, którzy działają pod spodem, nie mają żadnej moralności. I Forsyth dobrze to w książce pokazuje.
W tej książce, nawet jeśli lubimy głównych bohaterów, bo przyzwyczajamy się do nich, to na tej zasadzie. Jak sobie wyobrazujesz to, kuźwa trudno niektórych z nich lubić, bo oni są właśnie tacy. Nie ma dobra, nie ma zła. Jest interes do zrobienia.
[01:50:51] - Zobacz, taki przykład mi się teraz skojarzył bardzo piękny chyba. Cała Ameryka była w szoku, podobno cała. Cała Ameryka w szoku po Pearl Harbour, po ataku Japończyków na ten- Cała Ameryka. A z tego, co przed chwilą powiedzieliśmy, środowiska naukowe mogły wpadać w zachwyt, że nagle się szykuje poligon, na którym będą mogły przetestować swoje eksperymentalne bombki atomowe.
[01:51:30] - Coś ci przeczytam w kontekście tego, co mówiłeś jakiś czas temu. „Panie Wiktorze, wszyscy, którzy tu dyskutujemy, urodziliśmy się w czasach pokoju. Nie znamy wojny i obyśmy jej – ani nasze dzieci – nigdy nie zaznali” – pisze o35. I ja się z nim zgadzam.
[01:51:50] - Ja się nie zgadzam, bo nigdy nie żyłem w dniach pokoju. Nie znam ani jednego dnia w swoim życiu w czasach pokoju.
[01:51:58] - Ale proszę cię, przecież wiesz dokładnie, o czym o35 pisze.
[01:52:01] - Marku, jaka jest różnica, czy krew się leje za ścianą za moim oknem, czy na rogu ulicy kawałek dalej?
[01:52:10] - Uwierz mi, że jest.
[01:52:11] - To tylko jest ta względność.
[01:52:16] - To ja ci jeszcze coś przeczytam. o35: „Mój rodzony dziadek brał udział w wojnie japońskiej i światowej. Przeżył rewolucję 1917, polsko-bolszewicką 1920. W sumie ponad 17 lat na koniu. I nigdy nie powiedział, że jest to coś dobrego, a wojna była dla niego chlebem powszednim. Właściwie jak przestał być żołnierzem, nie pamiętał innego życia”.
[01:52:48] - Ale Marku, nigdy nie powiem, że wojna to coś dobrego. Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem i nie powiem. Na tym to polega, niestety.
[01:52:59] - Jeszcze muszę przeczytać PW. „Rosja cyklicznie przeprowadza manewry na Białorusi. Łukaszenka jest zawsze wystraszony, bo zdał sobie sprawę, że Rosja w tym czasie gromadzi więcej wojska na Białorusi niż jej gospodarze”. Tylko że bardzo mnie zadziwił ten komentarz cytowany z lubością w naszej telewizji. W wywiadzie Łukaszenka mówi – ja już o tym wspominałem – że jakby tutaj Putin wkroczył, to się NATO upomni. Kuźwa, jak to działa? Nie wiem. W dodatku od tego momentu zacząłem się zastanawiać, czy przypadkowo Łukaszenka to też nie jest jakiś dobry aktor, który daje nam do zrozumienia, że możemy ewentualnie mu pomóc, bo on się bardzo tego Putina boi. A może jednak się dogadali? Proszę państwa, po co ten durny wtręt ode mnie?
Po to, żeby pokazać, że scenariusze można mnożyć i mnożyć. Właściwie każdy jest fajny, każdy jest zajmujący. Takie mam myśli odnośnie literatury sensacyjnej. Ale jednak to, co napisał o35. Ty sobie możesz mówić, Wiktor, o tym, że wojna zawsze gdzieś trwała. Trwała, to prawda, ale póki ona jest daleko, to jest tak, jak w tych wszystkich powiedzeniach, że na całym świecie wojna, byle nasza wieś spokojna. Nie pamiętam dokładnie tego cytatu, nie jestem w stanie w tej chwili sobie go przypomnieć. Ale coś takiego w nas jest, że jak wojna jest daleko, to dobrze, a jak przychodzi pod nasz próg, to nie jest fajnie i się tego boimy. Ten strach w nas jest. Z tego też się bierze – to jest moja prywatna dzisiejsza teza – popularność literatury sensacyjnej.
My się trochę lubimy bać. Oglądamy horrory, czytamy literaturę sensacyjną, a im bliżej się dzieje naszych granic, to tym lepiej dla rozrywki, ale niekoniecznie dla realizacji scenariuszy.
[01:55:15] - Te książki Forsytha i nie tylko, i to, co my tutaj mówimy, bardzo dobrze uświadamia i chyba na zawsze uświadomiło ludziom, że wojna to nie jest to, co się dzieje, to takie proste, że za tym to ma podszewkę. Ta skórka to jest tylko tak jak na bananie albo jak na pomarańczy, a pod spodem jest zupełnie coś innego. Oczywiście do tego tu się od razu kłaniają wszystkie szalone czy mniej szalone teorie spiskowe. Chociaż już chyba bardziej szalonych teorii spiskowych nie może być, jak to, co naprawdę rzeczywistość tworzy. Teorie spiskowe to są takie gry wojenne w sumie.
[01:56:18] - Wiesz co mi jeszcze przyszło do głowy? Tak jak sobie teraz kartkuję powieść Forsytha, to taka mnie myśl naszła. Może to jest kolejny z kluczy do tej książki. Do tego, że jedni ją lubią, inni ją lubią mniej. Mówiliśmy, że Forsyth jest niezłym pisarzem, jeśli chodzi o jego warsztat pisarski. Ale zobacz, książka „Psy wojny” jest napisana takim stylem, ja bym określił go jako dziennikarski, reporterski.
[01:56:54] - Taki hemingwayowski trochę. Może nie ta klasa.
[01:56:58] - Może nie ta klasa właśnie co Hemingway, ale trudno to nazwać reportażem, bo to jednak fikcja literacka. Jednak zabiegi literackie są stosowane, ale ma się chwilami wrażenie, że czyta się cudzysłów ogromny Przepis na zrobienie przewrotu w Afryce. Ma człowiek takie wrażenie, jakbyś rzeczywiście czytał masę faktów, masę rzeczy, które są wręcz oglądane. Stąd być może ta plotka, o której wspominaliśmy, że być może specjalnie ją rozpuścił. Ale to jest jakiś taki dziennikarski styl. Konfrontując ten styl „Psów wojny” ze stylem późniejszych książek Forsytha, to jest różnica. „Negocjator” jest napisany zupełnie inaczej. To jest zupełnie inny pisarz. Zresztą inna jego książka, którą też lubię, „Ikona”, to jeszcze inna para kaloszy. Jakby inny pisarz pisał.
Ale zdajmy sobie sprawę, że obie powieści dzieli kilkadziesiąt lat. To jest czas, żeby się rozwinąć, zmienić styl, jakkolwiek to nazwiemy.
[01:58:22] - Dojrzeć.
[01:58:23] - Dojrzeć? Nie wiem, czy dojrzeć, bo ta książka jest myślowo dojrzała. Mam na myśli „Psy wojny”. Dojrzała, bo z jednej strony pokazuje mechanizm, z drugiej pokazuje to, o czym wspominałem, czyli brak emocji, traktowanie wojny jako zawodu. Stąd te „Psy wojny”. Najemnicy nie bawią się-
[01:58:53] - Ale Marku, zwróć uwagę, o 35 przecież miałem takiego dziadka. Jacyś wymarli psy wojny. Ja też takich miałem.
[01:59:03] - Nie.
[01:59:04] - I cała moja rodzina to byli ludzie, którzy żyli tylko wojną.
[01:59:07] - Wiktorze, odróżniajmy dwie rzeczy. W książce Forsytha mamy do czynienia z ludźmi, którzy-
[01:59:15] - Z najemnikami.
[01:59:17] - Tak, ale to jest co innego, bo oni dzisiaj poszliby obalać jakiegoś Kimbę, a jakby im Kimba przepłacił, to walczyliby z tymi, którzy chcieli obalić Kimbę. Im to jest dokładnie obojętne.
[01:59:32] - Myśmy byli patriotami, myśmy byli idealistami.
[01:59:35] - Pobudki naszych dziadków były jednak patriotyczne.
[01:59:41] - To znaczy, że lepsze od materialistycznych?
[01:59:46] - Wiesz co, nie wchodzę, czy lepsze, ale jakoś umotywowane emocjonalnie. Dzisiaj sobie łatwo powiedzieć, że w roku 1920 można było nie walczyć z bolszewikami, bo trzeba było przeżyć. Może jednak dobrze, że byli ludzie, którzy doszli do wniosku, że warto. Bo gdyby wszyscy byli pacyfistami, to dzisiaj w całej Europie mówilibyśmy po rosyjsku. Na pewno niewiele. Ja wiem, jeśli trochę to potrwa jeszcze, to być może nie po rosyjsku, ale jakoś się ujednolicimy troszeczkę w tej Europie.
[02:00:28] - Tak, Marku, ale to, co ty mówisz, zupełnie nie przeszkadza komentatorom analizującym na przykład II wojnę światową bez przerwy roztkliwiać się, czy należało wywoływać to powstanie warszawskie. Widzisz, spokojnie. Idioci dalej będą rozważać rzeczy poza czasem aktualnym, w którym to się działo.
[02:00:55] - Wiktor, powiem ci tak: z tym powstaniem warszawskim, skoro już się poruszasz, to ja oczywiście nie jestem alfą i omegą i wielu rzeczy po prostu nie wiem. Ale moim zdaniem przy powstaniu warszawskim zbiega się kilka bardzo ważnych rzeczy. Bo trzeba, moim zdaniem, oddzielić decyzje emocjonalne ludzi, którzy w powstaniu warszawskim wzięli udział-
[02:01:23] - Od wyrachowania dowódców na przykład.
[02:01:26] - Okej, a być może od czegoś jeszcze. Bo istnieje też taka teoria, że gdyby – ja ją przedstawię tak, jak ją usłyszałem, bez ustosunkowania się, powtarzam, nie przemyślałem tej teorii – ale usłyszałem taką oto teorię: że wykorzystano zapał ludzi, którzy chcieli bronić swojego kraju, ale jak perfidnie i dlaczego? Zgadnijcie państwo kto. Otóż pewni analitycy doszli do wniosku, że jak Rosjanie będą posuwać się z tą prędkością, to zanim wojska sojusznicze, które wylądowały w czerwcu tego roku we Francji, dojdą odpowiednio głęboko w głąb Europy, to Rosjanie już przekroczą granicę Francji. Nie tylko zajmą Niemcy i pokonają Niemcy, ale przekroczą granicę Francji. Więc trzeba było Rosjan zatrzymać.
[02:02:25] - Świetnie to pasuje do mentalności Churchilla albo Montgomery'ego.
[02:02:28] - Chociażby, że trzeba było Rosjan zatrzymać. To ich, kurna, zatrzymali na pół roku. Przez ten czas podciągnęli swoje siły i przynajmniej tymi Niemcami się mogli podzielić. Powtarzam, nie chcę wchodzić w dyskusję historyczną. Dla mnie to i tak jest ten dramat, który przedstawiłeś, że wykorzystano naturalne uczucia, z których Polacy są znani, z przywiązania do swego kraju, takie pobudki patriotyczne. Ktoś cynicznie być może, jeśli to jest w ogóle oparte na jakichkolwiek faktach, prawdzie, ktoś być może cynicznie wykorzystał.
[02:03:07] - Ale Marku, co my dzisiaj wiemy, kto tak cynicznie nie wykorzystał zapału? Zapału pewnych środowisk intelektualnych czy w ogóle narodu pewnego kraju afrykańskiego do ukręcenia głowy Kaddafiem na przykład. Tym bardziej że dzisiaj można sobie informacje przelewać z konta na konto dowolnie i kierować emocjami ludzkimi w pełnym stopniu.
[02:03:44] - Tak, ale ja tę historię, obojętnie czy ona jest prawdziwa, czy nie, odnośnie powstania warszawskiego, a właściwie tego, kto je tak naprawdę wywołał-
[02:03:53] - Bardzo wiarygodni.
[02:03:55] - Przytoczyłem po to, żeby pokazać, nawet nie pokazać. Przepraszam państwa, to państwo wiecie, nie muszę tego pokazywać, ale żebyśmy sobie po raz kolejny uświadomili, jakimi mechanizmami kieruje się ta polityka, ale w głębi. Ta polityka, której my na co dzień nie widzimy, bo my widzimy te erupcje w postaci Putina szalejącego, w postaci innych zjawisk, które się pojawiają, a gdzieś tam jest ta podziemna rzeka, która drąży to wszystko. Dla mnie książki z tego gatunku, jaki reprezentuje Forsyth, jaki reprezentuje Clancy, Ludlum, jeszcze kilku innych, to są książki, które czasami nas do tej podziemnej rzeki zbliżają.
[02:04:44] - Otwierają nam oczy trochę.
[02:04:45] - Tak. Pokazują jej bezwzględność i jej cynizm. Pokazują nam to, że my się czasami ekscytujemy rzeczami, jakąś polityką, jakimiś wydarzeniami politycznymi, mówimy: „Ten jest dobry, ten jest zły”. A Forsyth i et consortes pokazują, że w polityce to w ogóle o dobru trudno mówić, a o moralności czy czymś takim to w ogóle zapomnieć należy, ponieważ to nawet się tak daleko posuwa, że można odnieść wrażenie, że nie ma czegoś takiego jak polityka. Jest nieustanna gra tej podziemnej rzeki, tych podziemnych sił, dla których polityka, to, co my nazywamy polityką, życiem politycznym, to tak naprawdę są narzędzia, którymi się posługuje ten świat, nazwijmy go światem tajnych służb, ale to jest bardzo nieprecyzyjne określenie. Tak to widzę i dlatego ja sobie literaturę sensacyjną cenię, chociaż powtarzam, ona bardzo często pod względem literackim jest taka sobie. Ja dlatego lubię Forsytha, bo uważam, tak prywatnie, że on literacko jest całkiem niezły. Może pisarsko jest całkiem niezły. Jest bardzo sprawny. Zresztą wszyscy ci od sensacji są sprawni, jeśli chodzi o przedstawianie fabuły, ale on ma coś takiego w tym piórze, a być może jego tłumacz.
Tu się musiałem zastrzec, tak jak powiedziałem wcześniej, a być może jego tłumacz, ale coś takiego w tym piórze ma, że to troszeczkę jest więcej niż takie proste klepanie o tym, że ktoś wziął karabin, a ktoś strzelał z tego karabinu, a ktoś w kogoś wycelował. To troszeczkę dalej sięga u Forsytha. Tak bym to widział. Nad czym się tak zadumałeś, Wiktorze? Nad czym?
[02:06:48] - Myślę sobie nad tym, że jak się patrzy na Ziemię, to się wydaje, że to taka Ziemia, nie? A jak się patrzy na galaktykę, to się wydaje, że to taki wir straszny w kosmosie. Jak się patrzy na Ziemię, to jest taki sam wir, jeszcze większy.
[02:07:17] - O 35 pisze jeszcze o dziadku, że trafił do niewoli niemieckiej, że przez całe Niemcy udało mu się wrócić do Polski, bo zawsze czuł się Polakiem. Proszę o przeczytanie na antenie. Tu jeszcze wcześniej, że wpadł do niewoli niemieckiej, gdzie pracował w kopalni Zagłębiu Ruhry. Kraj się o niego nie upomniał. Widzisz, to też jest czysta polityka. Jednak uciekł z niewoli i przez całe Niemcy udało mu się wrócić do Polski, bo zawsze czuł się Polakiem. To właśnie jest to w nawiązaniu do tego, co O 35 napisał, że to jest właśnie to, że my wszyscy, my mali ludzie na co dzień, my mamy swoje uczucia, swoje fascynacje, swoje nienawiści, swoje przekonania. Wszystko jest tak naprawdę, przynajmniej tak odczytując te treści, które się w książkach sensacyjnych pojawiają, to jest zabawka w czyichś rękach. Trzeba tylko w jednym miejscu nacisnąć, w drugim może popuścić i ktoś zrobi coś, co mu w duszy gra nakazuje, a drugi ktoś to wykorzysta. Dlatego te książki, o których dzisiaj rozmawiamy, wydają mi się z jednej strony fascynujące.
Bo są fascynujące tak czysto czytelniczo, ale z drugiej strony pokazują nam pewną nędzę tego świata, pewną grozę tego świata. Tu właściwie należałoby wysnuć taki wniosek, że to nie jest fajna lektura. A może jest, bo otwiera nam po prostu oczy.
[02:09:03] - Jest takie słowo, które muszę wyciągnąć z kazamatu, które jest ważne w tym kontekście, o którym mówimy, że ten obraz świata jest bardzo piękny. Należy go postrzegać, rozumieć, kochać, nienawidzić, różnie, ale trzeba pamiętać o takim słowie jak intryga. Poniżej, pod spodem zawsze jest jakaś intryga. Zawsze była i zawsze będzie intryga. Dlatego mówię, że pokój to jest mrzonka, Marek. Pokój to jest mrzonka.
[02:09:41] - No dobrze, ale-
[02:09:43] - Pod spodem rąby takie, które to wszystko rozsadzają, to jest mrzonka.
[02:09:48] - Oj Wiktor, dlaczego ty mnie zawsze prowokujesz? Przecież znowu się posłużę autorem, o którym dzisiaj mówiliśmy. Tom Clancy w swoich książkach, ci jego tajni agenci, bo to są amerykańscy tajni agenci, oni są zawsze lepsi, bo to są jego tajni agenci. Zawsze pokazuje, jak oni walczą o pokój na świecie. To mi trochę przypomina, inaczej, ja państwa wszystkich, naszych słuchaczy namawiam do czytania książek sensacyjnych. To fajna lektura jest, tylko nie zapominajmy o tym, że to troszeczkę działa tak jak kiedyś mówiono, że Związek Radziecki walczy o pokój i tak długo będzie walczył o ten pokój, aż tu kamień na kamieniu nie zostanie. Oni byli i tak gotowi walczyć o pokój. Troszkę też czytając o tych amerykańskich bohaterach, myślę, że państwo macie świadomość tego, że to jednak też są bajki. Dla mnie znacznie cenniejsze od bohaterów, którzy walczą o zachodnią demokrację, amerykański styl życia i w ogóle, znacznie ciekawszy jest ten cynizm, który jest przedstawiany w tych książkach, bo ten cynizm bardzo wiele mówi o tym, co się wokół nas dzieje. Mów Wiktorze, mów.
[02:11:15] - Jak się człowiek ociera o story na temat wojny i pokoju, to się odechciewa bardzo często mówić. To jest skomplikowane.
[02:11:29] - Wiesz co? Jest taka zapomniana książka, chyba już dzisiaj zapomniana. Zresztą nie wiem, może państwo macie inne zdanie. Autora, którego oczywiście będę miał kłopoty z nazwiskiem. James Grady bodajże. To jest „Sześć dni Kondora”. W wersji filmowej dni się zrobiły tylko trzy, ale nie o to chodzi. Tam jest przedstawiona pewna historia, której oczywiście zdradzał nie będę, ale tam i w filmie, i w książce porażająca jest konkluzja, czy powiedzmy podsumowanie, kiedy dochodzi do rozmowy głównego bohatera z przedstawicielem tychże, nazwijmy to, tajnych służb. I tak, żeby nie wchodzić w szczegóły, on mu mówi kolejną cyniczną rzecz. Mówi: „Widzisz, nasze społeczeństwo brzydzi się przemocą, tym, że my gdzieś wywołujemy wojnę i tak dalej.
Ale kiedy temu społeczeństwu za oknem zabraknie ropy”, bo to jeszcze było w czasach, kiedy Amerykanie nie produkowali sami tych wszystkich i gazu, i ropy, jeszcze nie mieli łupków. Znaczy mieli, ale jeszcze ich nie potrafili wykorzystywać, bo to lata 70. „Kiedy im zabraknie ropy, kiedy nie będą mieli czym ogrzać swoich domów, to oni pierwsi przyjdą do mnie, do nas i zażądają, żebyśmy coś zrobili. I my to robimy, ale już teraz, zanim oni przyjdą, żeby przez cały czas mieli ciepło, sucho i dostatnio”. I to troszeczkę pokazuje styl, sposób myślenia, w jakim się nasi autorzy obracają, bo właściwie wszyscy ci autorzy, o których dzisiaj rozmawialiśmy, mają to z tyłu głowy, że zachodnie demokracje to jest słowo wytrych oczywiście, ale to, co nazywamy zachodnimi demokracjami, one są w punkcie założycielskim cyniczne, bo one dokładnie zakładają to, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Wojna? Okej, jest super. To jest świetny sposób prowadzenia polityki, ale nie u nas, tylko gdzieś tam. I to znowu świetnie widać w tych książkach. To pokazuje amerykański sposób myślenia, bo powiedzmy sobie, czy to będzie człowiek z Europy Zachodniej, czy Amerykanin, to w gruncie rzeczy podobny sposób myślenia, kiedy coś takiego się dzieje.
Wśród wszystkich tych autorów, których wymieniamy tutaj, nie wymieniliśmy jeszcze innego takiego mocarza literatury sensacyjnej, który teraz przeszedł na troszeczkę inną literaturę, ale kiedyś w tej literaturze sensacyjnej wręcz brylował, czyli Kena Folletta. Jego „Igła”, kiedy pokazywał działania wywiadu niemieckiego na terytorium Wielkiej Brytanii w czasie II wojny światowej, ale później szereg książek dziejących się na przykład w czasie wojny, ale dziejących się na przykład w Afganistanie również. Dzisiaj tę książkę Folletta o Afganistanie czyta się zadziwiająco, bo się po prostu wszystko na świecie zmieniło. I ta książka dzisiaj w ogóle czasami można odnieść wrażenie, że się nie wie, o czym się czyta po prostu. Tak się wszystko pozmieniało, ale ja powtarzam, myślę, że wszyscy ci autorzy, których byśmy mogli jeszcze wymieniać tutaj pewno sporo, ale oni wszyscy mają ten sposób patrzenia na świat wzięty prosto z tego sposobu, tego przepisu podanego w „Sześciu dniach Kondora”. Czyli my dbamy o to, żebyście mieli ciepło, sucho, dostatnio. A robimy to metodami, jakie uznamy za stosowne i wara wam od tego. A wy musicie nas zrozumieć i przestać pierdzielić, że mamy zaprowadzać na świecie demokrację, pokój i szczęśliwość powszechną. To wiele mówi, bo my bardzo często lubimy myśleć o samych sobie, że jesteśmy tacy fajni. Te książki nam pokazują, że niekoniecznie.
[02:15:52] - Jeśli użyłeś słowa „my”, to ja to spolszczę dokładnie. To, co mówiłeś o mechanizmach globalnych, które funkcjonują, to jest chyba pięta achillesowa naszej Polski. Myśmy zawsze zajadle toczyli wojny na własnym terenie.
[02:16:18] - Poczekaj, bo czytam coś na forum i chciałbym się do tego odnieść. Jakub GBH zadaje pytanie: „Wolicie amerykański styl życia czy rosyjski?” Nie o tym rozmawiamy, bo jakbym miał odpowiedzieć wprost, to oczywiście wolę swój europejski, ale pewno on jest bardziej zbliżony jednak do amerykańskiego. Ale nie o tym rozmawiamy. My mówimy o tym, że jeśli nawet go wolimy, to pamiętajmy o tym, że my ten swój amerykański czy też europejski styl życia budujemy na czymś, czymś go okupujemy i lubimy myśleć, że to jest takie fajne, że my to w sumie dobrze robimy, że tak robimy. Zapamiętajmy może, że ktoś, kto za nas to robi, nie zawsze posługuje się metodami fajnymi. Czy my w związku z tym go potępiamy? Nie. Czy my to robimy w tej audycji? Nie. Bardziej zależy nam chyba na tym, żebyśmy sobie to na co dzień uświadamiali, że coś za coś jest zawsze.
Tylko tyle.
[02:17:30] - Wiesz, bardzo mi to pytanie przypomina pytania z czasów Polski rozbiorowej: czy wolisz rosyjski styl bycia, czy brandenburski styl życia na przykład? Wszyscy woleli brandenburski przecież, nie? Tylko że jak się chodziło, to te dwa psy, lewa i prawa, gryzły tak samo równo. Jeśli ktokolwiek myśli, że dzisiejsi Amerykanie nie gryzą tego kawałka świata tak samo, jak kiedyś gryźli Niemcy czy Japończycy, czy Chińczycy, to się słodko myli po prostu.
[02:18:07] - I dalej jeszcze, jeżeli dobrze to rozumiem, Jakub GBH pisze: „Kto nas okupował przez dziesiątki lat? To nie było cyniczne”. Ależ oczywiście, że było. Czy któryś z nas powiedział, że pod butem Sowietów było fajnie? Tylko z tego jeszcze wcale logicznie nie wynika-
[02:18:27] - Że gdybyśmy nie byli sąsiadami Meksyku, to dawno nie bylibyśmy pięćdziesiątym którymś stanem Stanów Zjednoczonych, a nie żadną Polską.
[02:18:39] - Ale ja wcale nie wiem, czy to byłoby tak źle, gdybyśmy byli tym 51. stanem. Ja mówię o tym, że z tego powodu, że nas kiedyś Sowieci pod butem trzymali, jeszcze wcale nie wynika, że my też powinniśmy kogoś przy najbliższej okazji pod but wziąć. Tylko tyle i więcej dalej idących wniosków bym nie wysuwał, tylko o tym myślę. W związku z tym cieszmy się swoim pokojem, który mamy, ale pamiętajmy, że to, co robią służby, nie ma nic wspólnego z moralnością. I jeśli byśmy tylko na gruncie moralnym rozpatrywali działania Rosji, czy Polski, czy Stanów Zjednoczonych, tam nie ma żadnej moralności, więc to by w ogóle chybione było pytanie. Ale jest ważne pytanie i zdaje się do tego prowadzi nasz rozmówca. To jest ważne pytanie i ja myślę, że się z nim też solidaryzuję. Kiedy Jakub pisze o tym GBH, poza tym, że jak jest, to też trzeba sobie zdać sprawę z tego, do czego coś prowadzi. Więc może lepiej czasami posługiwać się cynizmem, żeby chociażby żyć w takim naszym spokojnym spokoju.
[02:19:59] - Dlatego ja, posługując się tym cynizmem, cały czas postuluję to naszym politykom i naszym dowódcom również, żeby na przyszłość jednak, Marku, nie tutaj, ale tam wprowadzali stany wojenne, tam wywoływali powstania bohaterskie, gdzie indziej, a nie w tym kraju. Tak robią Rosjanie, tak robią Amerykanie, a my, Polacy, idioci, tylko wyłącznie u siebie potrafiliśmy walczyć. Nie, bo walczyliśmy za wszystkich.
[02:20:35] - To coś ci przeczytam, bo się forum mocno ożywiło. Mark pisze, tylko chwileczkę, bo mi to uciekło. Mark przez „k” napisał w ten sposób: „Oczywiście, że właśnie w taki sposób alianci zagrali nami w Powstaniu Warszawskim. Podobnie jak zagrali nami we wrześniu 1939 roku, a właściwie latem '39 roku. Tak samo jak Angole wepchnęli nas w wojnę z Niemcami, które liczyły, że Polska będzie z nimi, III Rzesza niemal do ostatniego końca. Pakt Ribbentrop-Mołotow został podpisany w ostatniej chwili, kiedy Rzesza wiedziała- ... iż za sprawą Angoli Polacy zostali zniechęceni do mobilizacji i stanęli wraz z Niemcami w szeregu. Anglicy wiedzieli, że jak Hitler zaatakuje Francję, Polska Francji pomoże i całe siły Trzeciej Rzeszy będą mogły pójść na Anglię. Odwrotnej opcji nie było. Dalej Mark pisze: „Nam jest potrzebne porządne lanie, ponieważ zapomnieliśmy, że w czasach zaborów, powstania i w czasie pierwszej, szczególnie drugiej wojny, wszyscy nas zdradzili.”
[02:22:07] - Ale w tym kontekście, Marku, chciałem zwrócić uwagę... Na co ci chciałem zwrócić uwagę?
[02:22:13] - To ja ci powiem, zanim ty sobie przypomnisz, na co mi chciałeś zwrócić uwagę, że to, co Mark napisał, bardzo dobrze koresponduje z tym, co chcieliśmy przekazać odnośnie literatury sensacyjnej. Tam autorzy się nie pierdzielą, tylko właśnie pokazują, że właściwie w tym świecie, dla potrzeb rozmowy nazwijmy go światem tajnych służb, wszyscy zdradzają wszystkich z dziką lubością.
[02:22:38] - Poczekaj, ale już przypomniałem sobie, co ci chciałem powiedzieć. Otóż wszystko zależy troszeczkę od ustawienia kamery, w jaką stronę się ustawia i z jakiego punktu się film kręci. Z tego, co przed chwilą przeczytałeś w komentarzu à propos tych drugowojennych peregrynacji wynika, że właściwie Putin powiedział prawdę ostatnio.
[02:23:04] - Nie, proszę cię!
[02:23:06] - Z punktu widzenia Putina i Rosji powiedział prawdę.
[02:23:11] - Proszę ciebie. Ja wiem, że to jest audycja-
[02:23:12] - Wymanewrował. Myśmy wmanewrowali Rosję w wojnę z Niemcami.
[02:23:18] - Wiktor, ja wiem, że audycja jest publicystyczna i trzeba wsadzać kij w mrowisko, ale nie przesadzaj, proszę cię. Wiesz co? Owszem, jeśli ty to tak relatywizujesz, dobrze. Każdy może mieć swój punkt widzenia, tylko na Boga, trzeba czasami popatrzeć, co stoi bliżej prawdy. Bo nawet z tego, co czytałem, skoro to Anglicy zarządzali całym tym kryzysem, który później się przekształcił w II wojnę światową, to Polacy kim byli? Podmiotem czy przedmiotem?
[02:23:53] - Przedmiotem. Natomiast nie możemy mieć żadnych pretensji, że Rosja nie podpisywała paktu Ribbentrop-Mołotow, bo to było w jej interesie i w interesie Niemiec.
[02:24:04] - Dobrze, tylko pamiętajmy-
[02:24:06] - Ale w naszym interesie nie było niczym.
[02:24:08] - Nie. Ale pamiętajmy też o tym, że intencje Rosji nigdy nie były czyste. Przynajmniej mam na myśli XX wiek, że oni już-
[02:24:18] - Zawsze były czyste, Markus, z ich punktu widzenia.
[02:24:23] - Proszę cię, błagam. Jak nieśli 100 lat temu, w roku 1920 rewolucję do Europy, to ja rozumiem. Jak byli rewolucjonistami, to mieli czyste intencje wprowadzenia rewolucji. Ale nie relatywizujmy, bo z punktu widzenia Europy to była katastrofa. I kto się poświęcił? Polacy. Kto ich zachęcił? Wszyscy naokoło byli gotowi nas zachęcać, ale z drugiej strony były też siły, które były skłonne nas też zniechęcać, żebyśmy się nie bronili i wpuścili tę hałastrę do Europy.
[02:24:58] - Czy ja wiem, czy byłoby źle dzisiaj, w tym XXI wieku, gdyby wszędzie było czerwono?
[02:25:05] - Tak, wszyscy mówiliby po rosyjsku. Łatwiej by było zrozumieć.
[02:25:08] - Wcale niekoniecznie.
[02:25:09] - Bo zawsze łatwiej się nauczyć rosyjskiego niż angielskiego, a tak trzeba się po angielsku uczyć.
[02:25:15] - Zwróć uwagę.
[02:25:16] - Nie, Wiktor. Nie przekonasz mnie.
[02:25:18] - Poczekaj. Przekonam cię, nawet biorąc pod uwagę jeden kraj. Zobacz, intelektualiści francuscy byliby szczęśliwi. Nie protestowaliby dzisiaj na ulicach, nie buntowaliby się i tak dalej. Poza tym prawdopodobnie nie byłoby tych mieszańców męsko-damskich, kurde, w Europie, bo Rosja to prosty lud i tak dalej.
[02:25:43] - Wiesz co? Dobra, ja z innej Mańki. Mark jeszcze dopisał: „To, że mam rację — à propos tego, co czytałem wcześniej — może dowieść jeden przykład. Czy Czechom jest źle?”
[02:25:58] - A pardon, ja mam do ciebie pytanie. Czy Czesi jeszcze są?
[02:26:02] - Jeszcze są. A tu jest do ciebie korespondencja od O35: „Panie Wiktorze, nie jesteśmy tutaj wszyscy zawodowo ogrodnikami, więc nie przesadzajmy.” Bardzo dobry komentarz do tego, co w tej chwili gadasz.
[02:26:19] - Lubię przesadzać, bo wtedy wyłażą na wierzch pewne paradoksy.
[02:26:25] - No i Jakub GBH: „Nasze położenie geopolityczne chyba jest jakieś przeklęte.” O! Co mam zrobić, jak się muszę zgodzić?
[02:26:37] - Tak, Marku, ale jeżeli się ma tą świadomość, to należy właściwie taką partię rozgrywać.
[02:26:43] - Tak. Właśnie! Tak, to jest racja, bo chciałem jeszcze dopowiedzieć do tego, co Jakub GBH napisał, że właśnie lektura takich pozornie prostych, rozrywkowych książek jak te, o których dzisiaj mówimy: Forsyth, Clancy, Landlam, Follett i kogo tam jeszcze wymienię, nieważne. Tego rodzaju książek pozwala nam mniej emocjonalnie wchodzić w te narracje, które się wokół nas dzieją tu i teraz. Właśnie od tego zaczęliśmy dzisiejszą audycję, że narracje jakby przyspieszyły. Wchodzić w to mniej emocjonalnie, może też nieco cynicznie, ale też z takim, nie wiem, czy zdrowym, ale z jakimś takim pozorem rozsądku, że nie wszyscy- Powtórzę znowu tego Pattona, że ten patriotyzm, czy też w ogóle taki zdrowy rozsądek, to nie ginąć za ojczyznę, ale sprawiać, żeby te skurwysyny umierały za swoją. To jest pierwsza taka myśl, która mi zawsze przychodzi do głowy, że my zbyt często epatujemy bohaterstwem, takim ginięciem na barykadach. Może nie na barykadach, nie przesadzajmy, ale takim ginięciem na chwałę ojczyzny. Tymczasem czasami te książki sensacyjne pokazują, że o los swojego kraju trzeba zadbać przed, a nie po. Że to mieszanie, które przedstawia Forsyth, które przedstawia Clancy, to mieszanie w garze tej geopolityki, to jest mieszanie nie po to, żeby mieszać, tylko żeby coś osiągnąć.
Ku rozwadze, ku roztropności.
[02:28:27] - Poza tym my, Polacy, żeśmy mieli zawsze taki przerost pewnych ambicji. Powinniśmy czasami postępować rozsądnie, skoro ty do rozsądku nawołujesz i postępować tak jak paryskie panienki. Jak tam wkroczyli Niemcy, jak tam wkroczyli Amerykanie, to jakby tam dopiero wkroczyli Rosjanie, to by te paryskie dziewczynki nawet przestały tęsknić za Amerykanami. Tak byłoby. Jak się daje na lewo i prawo, to po co? Żeby przetrwać, żeby istnieć w ogóle.
[02:29:05] - Wiesz co?
[02:29:05] - Polacy też to robili. Dawali na lewo i prawo.
[02:29:09] - Mnie się wydaje, ja wiem, to jest prowokacja, ale ty świadomie przeginasz pałkę w drugą stronę, bo ja jestem z kolei zdania, że ani nie trzeba dawać na lewo i prawo, ani też się zapiekać w swoim takim. Trzeba znaleźć- ale te książki, o których dzisiaj rozmawiamy, one pokazują, że prawdziwą politykę, to, co się dzieje, tam się rozgrywa, tam w głębi, w tej podziemnej rzece. I może dla nas jedyna nauka taka, że trzeba w tej podziemnej rzece być i płynąć w głównym nurcie. Bo jak nie, to przyjdzie ktoś, kto ci każe płynąć, ale w swoim głównym nurcie.
[02:30:02] - Widzisz, Marku, te przykłady, które żeśmy dawali z historii Polski, zawsze się ocierają o to, że Polska przechodziła na jedną stronę, a Polska w swoim geopolitycznym położeniu powinna tak samo w tej chwili flirtować z Rosją, tak samo, jak z Amerykanami i z Niemcami.
[02:30:24] - Tu zgoda.
[02:30:24] - Bezwzględnie wykorzystywać wszystkie swoje walory i swojego położenia.
[02:30:29] - Tu zgoda. Rzeczywiście Amerykanie i w ogóle książki te, o których rozmawiamy, sensacyjne, pokazują, że flirtować trzeba z każdym. Tylko trzeba też pamiętać, żeby w tym flircie się nie zapamiętać i żeby wzorem tych panienek z Paryża nie rozdawać na lewo i prawo, tylko mieć swój cel. Flirtować z każdym, ale umawiać się tylko z niektórymi.
[02:30:52] - Ja mam dobre zdanie o paryskich dziewczynach.
[02:30:55] - Nie wiem.
[02:30:56] - Jak wspominałem, mój wujek był tam w partyzantce francuskiej i nie wiem, czy pamiętasz, jak to opowiadałem, kto był w jego oddziale. Było dwóch Serbów, jeden z Czech, dwóch Żydów, jeden Anglik, który spadł nad kanałem La Manche, dwóch Polaków i tak dalej i ani jednego Francuza. Natomiast jak wrócił do Polski po wojnie, to bardzo dobrze wspominał paryskie dziewczyny, bo mówił, że one jako jedyne walczyły. Walczyły w łóżkach co prawda niemieckich, ale dzięki temu polska partyzantka w Paryżu wszystko wiedziała o tym, co robili paryskiego gestapo.
[02:31:44] - Może tak. Wiesz, Wiktorze, ja myślę, że już więcej prochu nie wymyślimy dzisiaj. Ja w każdym razie ze swojej strony, skoro rozmawialiśmy o książce Forsytha „Psy wojny”, to ja ją, pomimo zastrzeżeń o 35, do których częściowo mnie przekonał, ale tylko częściowo, jednak powiem, że warto tę książkę przeczytać. Po pierwsze dla stylu tego dziennikarskiego troszeczkę i może czasami warto te nieco nużące fragmenty przeskoczyć, przestać czytać. Może niektórzy stwierdzą, że wcale nużące nie są. To jest jednak książka, która pokazuje, tak jak już powiedziałem w pewnym momencie audycji, świat, który zniknął. Tego świata nie ma dzisiaj. On być może jest jeszcze bardziej okrutny w dalszym ciągu. Być może przewroty w Afryce, w różnych państwach, państewkach będą organizowane, ale ten świat, który opisał Forsyth w tej powieści konkretnej, już nie istnieje. Nie ma Europy z granicami, które trzeba przekraczać, przemycać broń i tak dalej.
[02:32:39] - Świętej pamięci Ira już nie ma.
[02:32:42] - Nie ma, w ogóle tam różnych rzeczy nie ma. Ale to jeden walor poznawczy, taki historyczny właściwie. Drugi to ta doza cynizmu, o której powinniśmy pamiętać. Być może czasami ją również stosować, bo pewno by nie zaszkodziło. Ja w każdym razie tę książkę polecam szczerze, chociaż zgadzam się, że Frederick Forsyth w swoim życiu napisał znacznie lepsze książki, ale tę książkę naprawdę warto przeczytać.
[02:33:14] - Bo ta książka w sumie w naszej całej rozmowie była tylko jedynie pretekstem do tego, żeby uświadomić sobie, jak ważne są połączenia, jak bardzo literatura potrafi przenikać W to, co jest aktualnie dniem dzisiejszym. To, co nas otacza, do czego świat dąży. Polska to jest tylko pretekst. Ale dobry pretekst.
[02:33:49] - Tak. Cóż, Wiktorze, w tym miejscu audycji, kiedy zbliżamy się do końca, zawsze przedstawialiśmy, co będzie w audycji za dwa tygodnie. A dzisiaj nie przedstawimy. Dlaczego? Dlatego, że za dwa tygodnie będziemy świętować, z państwem. Ponieważ będzie to 17. dzień stycznia, a 13 stycznia trzy lata temu zaczęło się „Bibliotekarium”.
[02:34:22] - To ja już sobie wyobrażam, jaki prezent przyniesie Tomek Fąs.
[02:34:28] - Nie, to za dwa tygodnie. Jaki felieton dostaniemy.
[02:34:31] - Felieton, ale w tym kształcie.
[02:34:35] - W każdym razie.
[02:34:36] - Z korkiem.
[02:34:38] - My należymy do grupy, która lubi świętować, więc trzy lata to może nie jest jakaś okrągła rocznica, ale te trzy lata zbiegną się z 80. audycją, co już jest jakimś tam. Do setki jeszcze trochę brakuje.
[02:34:55] - Trzy lata to już jest taki wiek, w którym dziewczynki zaczynają być inteligentne. Chłopcy to jeszcze nie.
[02:35:04] - Gaworzą.
[02:35:06] - A dziewczynki to już całkiem nieźle wtedy.
[02:35:10] - W każdym razie, proszę państwa, za dwa tygodnie zrobimy sobie literackie przeglądy różnego rodzaju. O kilku ciekawych książkach jeszcze porozmawiamy. Za tydzień oczywiście „ABW” i w tym „ABW” kolejna porcja opowiadań. Może nie tak szalonych jak tydzień temu, proszę państwa, kiedy prezentowane było nasze opowiadanie, które spłodziliśmy z Wiktorem jakiś czas temu, zatytułowane „Zajebisty singiel”. Ale proszę państwa, muszę powiedzieć, może ja już jakiś chory jestem, ale jak sobie posłuchałem tego opowiadania, to stwierdziłem, Wiktor, że my jesteśmy jeszcze bardziej genialni niż na co dzień o tym myślimy. To żart był, proszę państwa, oczywiście. Wiktorze, powiedz jeszcze coś na koniec, bo ja muszę w tym czasie przeczytać coś z czata.
[02:36:18] - Ciężko się mówi o książkach sensacyjnych. Ty chciałbyś, żeby był pokój, a książki sensacyjne wieszczą nam, przewidują sensację, a sensacja raczej z pokojem ma niewiele wspólnego.
[02:36:38] - Tak. To już ostatni cytat z czata. Jakub GmbH: „Zgadzam się z Pattonem. Oby nas było stać na takie podejście, bo nie mamy swoich służb, armii też. Ciężko nam wskoczyć do tej podziemnej rzeki, bo ona płynie od jakiegoś 1944, 1945 roku.” I dalej: „A wspomnianą książkę w tym miesiącu przeczytam.” Bardzo się cieszymy. Dostaliśmy też od PW gratulacje. Jeszcze PW pyta, czy będzie picie whisky online. Tego nie wiem. Ja i tak, ponieważ pełnię rolę, był taki film „Wożąc Miss Daisy”, to ja będę mógł napisać w przyszłości książkę „Wożąc Mister Żwikiewicza”. Więc ja niestety bez picia whisky, a co tam Wiktor zaplanuje, to jeszcze nie wiadomo.
[02:37:44] - Może lepiej bez tego picia, mając w pamięci to, co odwalił kilka dni temu nasz były radiowy kolega. Chyba lepiej nadawać na trzeźwo.
[02:37:53] - To miałem na myśli, Marku, bo picie whisky czy czegokolwiek innego w tym guście ma to do siebie, że człowiek się coraz bardziej rozochaca. Im więcej pije, tym ma więcej do powiedzenia, a czasami to coraz mniej z sensem ma wspólnego.
[02:38:14] - To nie dotyczy ludzi, którzy myślą głową.
[02:38:18] - Z całą pewnością.
[02:38:19] - A nie językiem.
[02:38:19] - Już na pewno nie dotyczy Wiktora Żwikiewicza. To jest rzecz oczywista. To jest oczywista oczywistość.
[02:38:25] - Alkohol.
[02:38:26] - Tak jest. Cóż, Wiktorze.
[02:38:28] - Ja jeszcze skomentuję opowiadanie z „ABW” „Zajebisty singiel”. W porównaniu z tym, co nasz kolega były zrobił, to opowiadanie przynajmniej było jakieś przemyślane, miało jakieś pozory sensu i logiki.
[02:38:44] - Zaręczam, że to jednak nie pozory. Jak się w to dobrze wgłębić, to jednak będę go bronił. Trzeba w końcu swojego dzieła bronić. Myślę, że ono sporo sensu ma.
[02:38:58] - Jakiś porządek i jakieś przygotowanie w tym dziele na pewno czuć.
[02:39:05] - Robiliśmy, co się dało. Robiliśmy, co się dało, że tak skromnie powiem.
[02:39:09] - Robiliśmy, co się udało. Mogliśmy więcej.
[02:39:13] - Cały czas druga część przed nami. Cóż, proszę państwa, to już takie przedłużanie.
[02:39:19] - Jeszcze teraz, w tym momencie pojawiają się kolejne komentarze, tylko coś mi się komputer zawiesił. Ale już przesyłam Markowi nasz imiennik.
[02:39:33] - Są komentarze, to czytamy komentarze.
[02:39:37] - Trzeba jeszcze przedłużyć odrobinkę.
[02:39:39] - Tak. Mark: W Czechosłowacji każdy może nabyć broń, nawet posiadać zielonej karty, co w Czechach jest jeden dzień z całego roku. I użycie tej broni przez cywila w obronie człowieka znowu mi uciekło, jest traktowane jak użycie broni przez policjanta będącego w pozycji zagrożenia życia. I to nawet wpisali do konstytucji. Pomimo to Niemcy mają o 100% więcej broni, na przykład 1000 Niemców niż Czesi ponad 30 do 40 sztuk. Czesi nie przekroczyli jeszcze 20% i wypada im na te 1000 osób mniej, pod 200 sztuk. A Polacy na 1000 osób mają chyba 1,3 sztuki czegoś, co ponoć strzela. To prawda, to rozbrojenie Polski to jest. Dalej jeszcze Jakub GBH: Zróbcie kiedyś imprezę w jakimś pubie u was w mieście. Zawsze przed nami setna audycja.
[02:41:04] - Ale o pub to się Kadyna postara. On ma tam wejście.
[02:41:10] - Nie jest rzecz w każdym razie wykluczona. Gdzieś tam z tyłu głowy nam to siedzi. O 35: Na jubileusz można się rozochocić. Tak, ale my się będziemy tu rozochocać, a później państwo będziecie słuchać efektów tego rozochocenia, co nie zawsze może się dobrze złożyć. I ostatni komentarz o 35: Jak się dobrze wgłębić, to audycja chyba dłużej na antenie niż Debaty Ufologiczne. Tak, ale debat było jednak troszeczkę więcej. Poza tym one często były długaśne, te debaty co pamiętam. Cóż, proszę państwa.
[02:41:52] - Różnica jeszcze jedna: debaty były tydzień w tydzień, a Bibliotekarium jednak się okazuje troszkę rzadziej, co dwa tygodnie.
[02:41:59] - Właśnie. Staramy się to uzupełniać ABW i za tydzień zapraszamy do ABW. Żeby kończyć to nieco przedłużające się pożegnanie, to życzymy państwu samych dobrych lektur jak zwykle. Tym, którzy piszą, to zdecydowanie bardzo ostrych piór. No i cóż, dziękujemy za dzisiejszą audycję, ciekawą. Nie dzwoniliście państwo, ale za to dużo pisaliście. To zawsze cenne. Zawsze cenne porozmawiać sobie z kimś na antenie. Bardzo sobie te uwagi cenimy. Nie zawsze muszą być takie, które się z nami zgadzają.
Nawet fajnie, jak się z nami nie zgadzają. To jest o czym dyskutować. Jeszcze raz dziękujemy państwu wszystkim. Dobrej nocy, dobrego tygodnia. Słyszymy się za tydzień w ABW.
[02:42:49] - Ciao.
[02:42:51] - A mówili to słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz z taśmy przez pewien czas towarzyszył nam Tomasz Fąs. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia oczywiście już za tydzień, tym razem w ABW z taśmy i jak zwykle, jak już zapowiedział Marek w jubileuszowym Bibliotekarium na żywo już za dwa tygodnie. Myślę, że panowie nie będą mieli nic przeciwko, jeżeli państwo również powiecie nam, czy to w komentarzach, czy to na mailu na przykład, czy to drogą SMS-ową o jakichś ciekawych, wartych wspomnienia waszym zdaniem książkach. A więc jeszcze raz dobranoc. Do usłyszenia. Trzymajcie się! Cześć! Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
So get down, down here beside me. I want you and girl no one. No, I want you mama. But it's getting so hard. Oh. Can't you see me here mama, mama, mama, mama? Please. Can't you feel my heart? Can't you feel my heart? Can't you feel my heart?
Now listen to me mama, mama, mama. Take it away my last chance. Don't take it away. Can't you feel my heart? It's hot, so hot for me and mama but I can hardly wait. My eyes are burning mama and I can feel my body shake. Don't stop, don't stop me mama. I will make the pain just make it go away. 'Cause I want you mama but it's getting so hard. Oh no.
So mama, mama don't go. So mama, mama please, don't go. Don't go. Don't go. 'Cause I want you mama but it's getting so hard. Oh.