Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła. Różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często. Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Spadła wielka asteroida. Fala uderzenia właśnie pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy i jak on je zobaczył, to ruszył tak, by po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radio Paranormalium rozpoczynamy specjalny, dziesiąty już odcinek audycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z Nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. Dzisiejszy odcinek będzie szczególny z wielu powodów. Poświęcimy go w całości na prezentację zapisu bardzo długiej rozmowy ze słuchaczką, która zachęcona piątym odcinkiem podcastu Mówią Świadkowie, postanowiła podzielić się swoimi licznymi paranormalnymi historiami z całego swojego życia. Przypomnę tylko, że w piątym odcinku zaprezentowaliśmy rozmowę Damiana Treli z jednym świadkiem, który przekazał całą serię wysoce dziwnych zdarzeń. Ponieważ postanowiłem nie ciąć zapisu tej rozmowy na kawałki, a jedynie ograniczyłem się do usunięcia pewnych elementów mogących umożliwić identyfikację bohaterki dzisiejszego odcinka. Ten odcinek, mówią świadkowie, będzie wyjątkowo długi, bo potrwa prawie trzy godziny. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji owej rozmowy, tradycyjnie przypomnimy kontakty, pod którymi możecie Państwo nadsyłać do nas swoje historie.
Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy i do SMS ów pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset dziewięćdziesiąt trzy. W razie gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź zostawienia wiadomości głosowej. Pozostałe nasze kontakty to Skype: Radio.paranormalium.pl.
Gadu-Gadu: trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można nas także spotkać na Facebooku na fanpejdżu Radia Paranormalium pod adresem facebook.com/radioParanormalium bądź na naszej oficjalnej facebookowej grupie.
Połączony jest z tym właśnie fanpejżem. Czekamy również na wiadomości pod naszym adresem e-mail: radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Tak jak już mówiłem, dzisiejszy program wypełni bardzo długa rozmowa ze słuchaczką, która zachęcona piątym odcinkiem podcastu Mówią Świadkowie, postanowiła podzielić się swoimi licznymi, trudnymi do wyjaśnienia historiami z całego swojego życia. Kobieta ma obecnie dwadzieścia pięć lat i już praktycznie od dzieciństwa doświadcza różnych, powiedzmy paranormalnych zdarzeń, włącznie z licznymi obserwacjami UFO, często w towarzystwie innych osób, a także zdarzeniami przywołującymi na myśl wzięcia, spontaniczne wyjścia z ciała, bliskie spotkania z dziwnymi istotami, w tym z bedroom visitors i tak dalej. Po niektórych takich zdarzeniach pozostały u niej ślady na ciele oraz nieprzyjemne objawy w postaci na przykład trudnego do wyleczenia oparzenia. Co ciekawe, słuchaczka wydaje się w jakiś sposób przyciągać różne, nazwijmy to, paranormalne nieprzyjemności do osób, u których w danym momencie mieszka lub z którymi łączy je jakaś więź emocjonalna.
Pozwolę sobie uprzedzić szanownych Państwa słuchaczy, że w kilku miejscach w trakcie rozmowy będzie słyszalny taki oto dźwięk [szelest kartek], który to dźwięk będzie stanowił taką dosyć osobliwą i właściwie można powiedzieć typowo ivelliosową cenzurę, bowiem w tych oto miejscach pojawiła się nazwa pewnej organizacji oraz nazwisko pewnego człowieka, które z pewnych powodów postanowiłem z zapisu rozmowy usunąć. Nasza słuchaczka w pewnym momencie podczas rozmowy wspomniała o właśnie tym człowieku, którego ostro skrytykowała, za to, że ją totalnie zignorował i w trakcie rozmowy z nią zaczął jej wmuszać swoją wersję prawdy o dobrych szarakach i ludziach będących dla nich źródłem pożywienia, energii i tak dalej. W połowie rozmowy z nim słuchaczka postanowiła zakończyć konwersację i nie dzielić się z nim swoimi pozostałymi historiami. To niestety ze zrozumiałych względów wzmogło niechęć naszej słuchaczki do dzielenia się swoimi przeżyciami. I w sumie to chyba dopiero podcast mówią Świadkowie zachęcił ją do spróbowania jeszcze raz się otworzyć, tylko że tym razem przed.Z kimś budzącym u niej większe zaufanie. Ogólnie rzecz ujmując, rozmowa z bohaterką dzisiejszego odcinka była bardzo długa i ciekawa, choć niewątpliwie trudna. Słuchaczka tak sypała zdarzeniami i robiła to tak szybko, że nie zdążyłem sobie nawet porobić notatek. Wszystko opowiadała w sposób bardzo pewny, tak że ani przez moment nie odnosiłem wrażenia, że jakieś fakty są na poczekaniu, że tak to ujmę, do wymyśliwane. Jeśli czegoś słuchaczka nie wiedziała, nie widziała, nie czuła, to wyraźnie to sygnalizowała.
Ogółem wszystkie te zdarzenia dość mocno odbiły się na kondycji psychicznej słuchaczki. Opowiadała to Wszystko dość rozemocjonowana, tak że w pewnym momencie zaczęła płakać. Nasza słuchaczka jest ogólnie bardzo wyczulona na różne zdarzenia o trudnym do wytłumaczenia charakterze. Być może owo wyczulenie spowodowane jest jakimś traumatycznym zdarzeniem z okresu dzieciństwa, które spowodowało uruchomienie czegoś, co potocznie można nazwać szóstym zmysłem.
Szczególnie zwracam uwagę w tym kontekście poczyniona przez słuchaczkę uwagę odnośnie pewnego zdarzenia z dzieciństwa. Gdy miała około sześciu lat, doznała nagłego i nie występującego u niej nigdy wcześniej ataku gwałtownej paniki na widok pokazanego w telewizji wizerunku tak zwanego szaraka. Jeśli dobrze zapamiętałem kolejność zdarzeń, to jakiś czas wcześniej mama znalazła naszą słuchaczkę w środku nocy, na środku jej pokoju, w dość nieciekawych okolicznościach, ale o tym opowie już swoim głosem bohaterka dzisiejszego odcinka. Pewien wpływ na większe otwarcie naszej słuchaczki na zdarzenia paranormalne mogła mieć również babcia, która opowiedziała naszej słuchaczce pewne historie ze swojego życia w czasie, gdy słuchaczka była jeszcze małym dzieckiem. Bohaterka dzisiejszego odcinka już od wielu, wielu lat poszukuje jakiegoś wyjaśnienia tego, co ją spotyka.
Jak sama stwierdziła
"Za dużo mam tego w życiu, za dużo czuję, za dużo myślę". Na potrzeby podcastu dość mocno tę rozmowę skróciłem. W szczególności zaś usunąłem wszelkie elementy mogące umożliwić identyfikację naszej słuchaczki.
Podobnie zresztą zrobiłem z wszelkimi pojawiającymi się w dalszej części naszej rozmowy wątkami, nazwijmy to pobocznymi. Wspomnę jeszcze tylko, iż nasza słuchaczka po zrelacjonowaniu wszystkich zdarzeń stwierdziła w pewnym momencie
"Czuję, że z jednej strony dobrze zrobiłam. Chodzi o podzielenie się tymi historiami z Radiem Paranormalium. Z drugiej mam dziwne przeczucie, jakby miała mnie spotkać jakaś kara za to, że to Wszystko opowiedziałam". Słuchaczka ma wyraźne opory przed poddaniem się hipnozie regresyjnej, gdyż obawia się, że zobaczenie czy przypomnienie sobie podczas tej hipnozy na przykład wizerunku szaraka może spowodować u niej trudną do przewidzenia reakcję. Niezwykle intrygującą sprawą przeżyć bohaterki dzisiejszego odcinka zainteresował się badacz Damian Trela. Być może w ciągu najbliższych miesięcy zobaczymy na jego blogu Czas tajemnic Blogspot.com jakąś publikację na ten temat. Zanim przejdziemy do zapisu rozmowy z naszą słuchaczką, dodam jeszcze tylko, że odnoszę wrażenie i taką też mam nadzieję, że ta rozmowa, jak też wszystkie wyemitowane do tej pory odcinki cyklu mówią świadkowie, bardzo naszej słuchaczce pomogły. Inaczej przecież czuje się człowiek, gdy zda sobie sprawę, że takich nietypowych przeżyć doświadczają też inni ludzie. No i że jest gdzieś ktoś, kto potrafi wysłuchać tego typu historii bez oceniania, osądzania, a już w szczególności bez prób narzucania jakichś swoich jedynie słusznych interpretacji. A więc przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy z naszą słuchaczką.
Halo, dobry wieczór. Z tej strony Marek Sęk Ivellios Radio Paranormalium. Dzień dobry. Dobry wieczór, nawet nie wie pan, jak się cieszę, że pan do mnie zadzwonił i ten entuzjazm wynika z tego, że śledzę was od tylu lat i w ogóle ja to tak swoją drogą.
No przyszedł ten moment, żeby się podzielić swoją obserwacją. Wreszcie. Generalnie nie wiem w sumie, od czego mam zacząć, bo to są obserwacje, które trwają prawie całe moje życie i dotyczą właśnie głównie Katowic. A teraz wyprowadziłam się do Bydgoszczy i te rzeczy po prostu nie mają miejsca tutaj na bydgoskim niebie, że tak powiem. Więc nie wiem w sumie od czego zacząć, bo teraz mam dwadzieścia pięć lat. A to się dzieje, odkąd byłam małym dzieckiem.
To może, może zacznijmy od tego, co pierwsze pani przychodzi w tym momencie? Co by Pani chciała tak najbardziej opowiedzieć? Znaczy najbardziej, to bym chyba chciała opowiedzieć o tym, że ja generalnie bardzo się boję tej tematyki. Może przez to, że właśnie dziwne rzeczy działy się u mnie w domu najpierw, a potem były obserwacje, ale wolałabym bardziej skupić się na tych obserwacjach niż na tym, co się działo u mnie, bo sama do końca nie wiem, co to jest. W sensie nie interpretuje się z jakąś osobą porywaną czy coś takiego, ale myślę, że obserwacje są bardziej ciekawe i warte opowiedzenia, więc- Może zaczniemy od tych właśnie obserwacji.
Miałam dwanaście lat, to było... Nie pamiętam, który to był rok. W każdym razie chodziłam wtedy... No jeszcze byłam przed gimnazjum i chodziłam wtedy. Dwanaście lat, to był rok 2006, jeżeli dobrze liczę.
Być może. Generalnie wtedy mieszkałam w Katowicach i pamiętam, że wtedy miałam duże problemy z kręgosłupem i jeździłam z moją mamą do Mikołowa. Tam miałam rehabilitację i to był okres, gdy kończyło się lato i zaczynała się jesień. I rehabilitację miałam od godzin wieczornych osiemnasta, dziewiętnasta, dwudziesta, dwudziesta pierwsza.No i pamiętam, jak wyjechałyśmy z domu i niebo wtedy jeszcze było dość jasne. To było takie... Już się zbliżała ta jesień, wiadomo, ten kolor słońca i tak dalej. Wiem, że wtedy niebo było bardzo czyste. No i moja mama prowadziła auto. Ja siedziałam z tyłu i pamiętam, że przejeżdżałyśmy przez wiadukt kolejowy, w sensie pod wiaduktem. Chyba, chyba dobrze mówię. Nie wiem, czy się dobrze wysłowiłam. W każdym razie przejeżdżałyśmy pod wiaduktem i sytuacja wyglądała tak, że ja od dziecka przez moją babcię miałam już takie zaszczepione interesowanie się w jakiś sposób ufologią.
Może to też właśnie wynikało od próby wyjaśnienia tego, co się dzieje u mnie w domu i w ogóle w rodzinie. No ale mniejsza z tym. Generalnie to wyglądało tak, że przejeżdżałyśmy przez wiadukt i w momencie, kiedy wjeżdżałyśmy pod wiadukt, zauważyłam przez okno po mojej lewej stronie na niebie. I to było bardzo wysoko.
Niestety ja nie znam się tak jakby na matematyce kompletnie i nawet nie potrafię określić jaka to była wysokość. Mogę jedynie przytoczyć, że tak jak wysoko latają samoloty, które przewożą ludzi gdzieś, w sensie przelatują.
Na takiej wysokości, na której przemieszczają się samoloty. Takie pasażerskie czy helikoptery? Pasażerskie, nie helikoptery, pasażerskie. I to była gdzieś taka wysokość. Wiem, że wtedy były chyba też dwa odrzutowce gdzieś w tle. Dalej, dalej, kawałek dalej sobie leciały, więc miałam jakieś porównanie obiektów, które widziałam. Obiekt był, moim zdaniem, bardzo ogromny. W sensie-- to były trzy światła. Tylko czy one były jednym obiektem? Czy one były osobnymi obiektami? Nie mam zielonego pojęcia. W każdym razie były to bardzo duże trzy światła. Słońce zachodziło, więc może ono je też tak oświetlało. W każdym razie nie były to samoloty, dlatego, że stały nieruchomo i nawet jeżeli ja się przemieszczałam autem, to to było tak jak księżyc — stoi po prostu nieruchomo i generalnie na tle właśnie tego nieba nie było żadnych chmur. To niebo było takie właśnie niebiesko czerwonawe. Jechałyśmy właśnie z moją mamą, ja to zobaczyłam i to były takie światła, które były w bardzo dużej odległości od siebie. To był taki trójkąt, tylko że one miały tak daleką od siebie odległość, że jakby to tak postawić na ziemi, to, to mógłby być wielki. To mogłoby być coś, co było wielkości na przykład domu albo ciężarówki. I to było na niebie i też tak świeciło. I jak przejechałyśmy przez ten wiadukt, to, to się tak jakby ruszyło równo. Każde światło równo, tak jakby to był jeden obiekt, którego nie było widać połączony trzema właśnie takimi światłami. Tak, trójkąt tak mi się to kojarzy. No to, to się zaczęło ruszać w lewą stronę i to tak jakby to nie był żaden dźwięk ani nic takiego. W sensie wokół nas nie było wtedy żadnych aut, bo ta akurat spokojna okolica była, gdzie my przejeżdżaliśmy. Tam domki mieszkalne były i tak dalej. No i generalnie, gdy przejeżdżałyśmy pod tym wiaduktem, przejechałeś na tą drugą stronę, to się wtedy ruszyło i ja wtedy krzyknęłam do mojej mamy, w sensie powiedziałam jej, że "mamo, zobacz, coś jest na niebie", prawda? Czy to jest UFO?
No bo już wiedziałam, co to za pojęcie. Od czwartego roku życia się tym interesuję, więc moja babcia to już tam tyle książek mi przeczytała na ten temat. No i generalnie moja mama zwróciła na to uwagę, ale była bardzo zmieszana. Nie wiedziała w sumie, co ma powiedzieć. Ja to obserwowałam jeszcze do momentu, kiedy mi to znikło za horyzontem, bo potem skręcałyśmy w lewo, ale za taki lasek jakby mały, który tam kiedyś rósł i dopiero potem, jak byłam starsza, został wycięty, bo to było w stronę Mikołowa. No i to mi znikło potem z oczu. Więcej tego nie widziałam, ale od tamtej obserwacji przez dwa tygodnie miałam wrażenie, że coś za mną chodzi. W sensie kątem oka widziałam jakiś cień, który co chwilę znikał i zaczęłam się wtedy chyba bardzo bać. Tak, tak, tak, tak, pamiętam to.
Potem nie widziałam żadnych takich rzeczy i dopiero jak byłam troszeczkę starsza, miałam wtedy piętnaście, szesnaście lat. Gdzieś tak, tak na przeciągu października była taka sytuacja, że wieczorami, żeby poradzić sobie ze strachem, z którym walczę od dziecka, czyli potworny lęk przed ciemnością, spędzałam długie wieczory, nawet zimowe, na dworze, u mnie w sensie na podwórku, ponieważ miałam tam huśtawkę i słuchałam muzyki. Siedziałam tam, próbowałam walczyć z ciemnością. Niestety do dzisiaj panicznie boję się ciemności. Nie jestem w stanie opisać w sumie skąd wziął się ten lęk.
No ale dobrze, to za chwilę. Po prostu najpierw te obserwacje. W każdym razie była taka sytuacja, że huśtałam się wtedy nie pamiętam, co to był za miesiąc. Wiem, że to była wiosna. Wtedy miałam właśnie piętnaście, szesnaście lat. To już jest tak. Ten przełom był, yyy wiem, że była wiosna, wiem, że się huśtałam na huśtawce i wiem, że zobaczyłam na niebie bardzo jasny obiekt i on był zawieszony tak samo wysoko, jak większość samolotów właśnie, czy to pasażerskich, czy innych, ale nie helikopter. I on był zawieszony nad moim domem. On był bardzo wysoko. Ja myślałam, że jest to gwiazda, bo to było o takiej wielkości jak gwiazda.
W pewnym momencie to się zaczęło powiększać i znikło. I od tamtego roku, w sensie tamtego wieku, właśnie jak miałam te piętnaście, szesnaście lat, gdy zaczynał się okres wiosenny lub zimowy, właśnie październik, tak jak wcześniej powiedziałam, czy tamte okresy właśnie wiosna lato. Bardzo często widywałam takie obiekty. One się poruszały bardzo szybko, zmieniały tor swojego lotu bardzo szybko w górę, w dół, na bok, znikały. Był błysk na przykład. I nagle obiektu nie było. Widziała to też cała moja rodzina, ponieważ oni bardzo często grillowali na dworze do późnych godzin nocnych i też wołali mnie i mówili: "co to jest?" Tym bardziej że ja w domu byłam osobą, że tak powiem, obsypaną tym tematem. Zawsze, zawsze kojarzyły mi się te, te kule latające z takimi, nie wiem, jakimiś takimi kulkami okrągłymi. Tylko tak mogłabym, mogłabym to nazwać. W sensie takie kulki, które po prostu lecą i znikają, a że niedaleko mnie, w sensie, no dość duży kawałek jak się jedzie autem czy tam autobusem, ale niedaleko mnie znajdują się Pyrzowice. Dobrze chyba mówię? Tam jest lotnisko w Katowicach, więc ja od dziecka byłam tak jakby obeznana z tym, jak wygląda samolot.Tak wygląda odrzutowiec. Dzisiaj się boję dźwięku samolotów, nawet nie wiem dlaczego. W każdym razie to na pewno nie były samoloty.
Chyba mieszkając przez taki długi okres czasu w pobliżu lotniska, to chyba każdy by się bał po pewnym czasie, mi się tak wydaje. Tak, w każdym razie no tych obiektów było bardzo dużo i potem miałam taką sytuację, że miałam bierzmowanie i bierzmowanie miałam w momencie, kiedy zaczynał mi się koniec gimnazjum. I to była taka sytuacja bardzo dziwna i tu się zrobią straszne rzeczy, że tak powiem. W sensie one były zawsze straszne, ale to, co się działo później było coraz gorsze i to już tak z obserwacji mogłabym przejść nawet do tego, co się działo u mnie w domu. Ale generalnie jeszcze w temacie obserwacji — sprawa wyglądała tak, że gdy miałam bierzmowanie, no to wieczorami miałam spotkania na bierzmowanie. Ja jestem osobą, która generalnie nie jest chrześcijanką, ale zawsze chciałam mieć trzecie imię, a cała moja rodzina była po bierzmowaniu, więc stwierdziłam, że dobra, będę chodzić na bierzmowanie. Chodziłam na bierzmowanie z moimi koleżankami, które mieszkały na tej samej ulicy jak ja, tylko kawałek dalej, jedna za rogiem i tak dalej. A kościół był ode mnie jakieś, nie wiem, pięć domów dalej chyba? Tak bym powiedziała na równoległej ulicy. No i sprawa wyglądała tak, że o 18 mieliśmy te spotkania, czasami o 19, czasami było o 20 i zawsze trwały do 21.
I była taka sytuacja i na to akurat wtedy miałam bardzo dużo świadków, tylko nie mam kontaktu z tymi osobami już. Może bym gdzieś znalazła po prostu ten kontakt, może by to nawet pamiętały. Była taka sytuacja, że wracałyśmy około 20:00, 19:00 do domu, bo to byłam ja, moje koleżanki, to były trzy moje koleżanki. No i byłyśmy wszystkie w tym samym wieku, bo chodziłyśmy wtedy do tej samej klasy. No i szłyśmy sobie. Był to okres przed świętami Bożego Narodzenia albo po świętach Bożego Narodzenia. No gdzieś to był okres taki właśnie zimowy albo jesienny. Nie mogę sobie dokładnie przypomnieć, czy to było przed świętami, czy to było po świętach, ale śniegu wtedy nie było w ogóle, on już się stopił. Z tego, co pamiętam, to była taka zima bez śniegu trochę. No i niebo było bardzo zachmurzone, ale nie było księżyca i pamiętam, że wracałyśmy wtedy do domu z tego kościoła. Wracałyśmy właśnie tą ulicą, na której mieścił się kościół. Mój dom był właśnie na, na tej drugiej ulicy i musiałam przejść przez takie bardzo duże pole, które obecnie w Katowicach właśnie jest zabudowane. I tam jest jakaś firma, jakiś parking. Nie można tam już przejść, chyba że ktoś się będzie przedzierał przez pokrzywy. No ale wcześniej to było puste pole, bardzo duże, bardzo duże puste pole. I pamiętam, że wtedy ja zauważyłam na niebie coś bardzo dziwnego i pierwszy raz to w życiu widziałam. I w ogóle chyba w temacie ufologii pierwszy raz się z tym spotkałam.
Jeżeli miałabym to podpiąć pod temat ucho logiczny — były chmury i za chmurami były bardzo duże dwie jasne kule, które się poruszały z taką prędkością, że oświetlały całe chmury. Ja stanęłam jak zryta. Moje koleżanki popatrzyły na mnie.
Powiedziałam: patrzcie sobie do góry. I one stanęły. Popatrzyły na to, co się poruszało bardzo szybko i chmury się wtedy przemieszczały, bo to były takie chmury, które się przemieszczały w sensie, no gdzieś wysoko musiał być wiatr. No i te chmury się jak przemieszczały, trochę przemieszczały, przemieszczały i w pewnym momencie jedna z tych kul tak jakby została odsłonięta przez jedną z tych chmur. Moje koleżanki zaczęły drzeć się w niebo głosy. Ja stałam jak zryta. Ja nie wiedziałam w ogóle co się ze mną dzieje, dlaczego ja stoję, dlaczego ja nie uciekam. Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. I teraz tak o tym mówię — wraca mi potworny, paniczny lęk, który czułam wtedy i który czułam za każdym razem, kiedy byłam starsza i takie rzeczy się działy. Czyli nie czuję stresu, ale zaczynam się trząść i zbiera mnie na płacz.
Nie mogę tego wyjaśnić. Nie wiem co to jest. W każdym razie. Czy rozmawialiście może jakoś jakiś czas później, po tej obserwacji, po tym wydarzeniu może jakieś doszłyście do jakichś spostrzeżeń, jakichś wniosków, co to mogło być?
Nie ja w ogóle nie chciałam na ten temat rozmawiać. Tylko ja byłam z całej grupy moich znajomych jedyną osobą, która się interesowała ufologią. Czytałam bardzo dużo książek, czy to zagranicznych, czy to, czy to polskich. Oglądałam różne programy i tak dalej. I w jakiś sposób byłam obeznana z tym tematem, szczególnie, że moja babcia mnie tego nauczyła, tak jak wcześniej wspomniałam. Ale moje koleżanki nie chciały ze mną na ten temat rozmawiać. One się po prostu bały i to była taka sytuacja, że one uciekły ode mnie. Zostawiły mnie na chodniku samą, w środku tam tej ciemności i przed tym polem. I te kule dalej tam były. One bardzo szybko latały i w pewnym momencie one zgasły. I ja weszłam na te pole, bo musiałam przejść przez to pole, żeby pójść do domu. I stałam na tym polu chyba z dziesięć minut dobrych i czekałam, aż to się drugi raz pojawi. Nie pojawiło się.
Poszłam do domu. Jezus Maria, ale się trzęsę teraz jak panu to opowiadam, nie? Okropne, bo to wraca po prostu do mnie wszystko. Rozumiem. I generalnie wróciłam wtedy do domu. No i przez bardzo długi okres czasu nic się nie działo. Te kule tam, w sensie te mniejsze kule, które się tak poruszały wolniej niż to, co wtedy widziałam, pojawiały się dalej. Cały czas już byłam do tego przyzwyczajona. No i dobra, i teraz wchodzą takie rzeczy bardzo nieprzyjemne dla mnie i myślę, że powinnam się cofnąć do wieku, jak miałam właśnie cztery lata.
Ponieważ jak miałam cztery lata byłam osobą, która nie bała się ciemności i od właśnie czwartego roku życia boję się ciemności, ponieważ kiedyś w nocy obudziłam się sama w pokoju i zobaczyłam coś, co stoi u mnie w pokoju przed moim łóżkiem. To było jakieś nie wiem, nie wiem, nie wiem co to było. W sensie to nie wyglądało jak jakiś tam opis typowego szaraka czy nie wiadomo kogo, tylko- To było takie jakby bezkształtne coś, tak?
Tak, tak, bezkształtne. I to były trzy czy cztery takie istoty. I słyszałam wtedy dźwięki buczenia. I ja od dziecka mam tak-- Jezus Maria, dobra, bo ja zaraz wpadnę w jakąś panikę, ponieważ ja od tego czwartego roku życia choruję na nerwicę lękową i już się leczyłam psychiatrycznie tysiące razy. Po prostu byłam na terapiach, na psychotropach, na wszystkim, czym mogłam być. Nic się nie da z tym zrobić. Nic. Jeden z psychiatry, psychiatrów, którzy mnie tam diagnozowali, chciał nawet poddać mnie tej hipnozie takiej co przypomina sobie człowiek pamięć, ale nie zgodziłam się na to.
Tak, hipnoza regresyjna. Tak, tak, gdybym, gdybym-- wie pan co? Gdybym ja się cofnęła w czasie i naprawdę bym sobie coś przypomniała i nie byłaby to moja wyobraźnia i zobaczyłabym wtedy, że widziałam jakiegoś szaraka. Pan mi wierzy, ja mam zawał na miejscu, ja tego nie przeżyję po prostu. I dobra, wracając — wtedy miałam cztery lata. Widziałam te postacie, słyszałam jakiś dziwny buczały dźwięk. Nie wiem czemu kojarzyło mi się to strasznie z uderzaniem czegoś metalowego o metal.
inaczej nie zasnę, ponieważ ja cierpię na wiem, że wtedy była taka sytuacja, bo ja od dziecka właśnie śpię w puchowej kołdrze. W sensie musi to być puch, bezsenność, na tą nerwicę lękową. Jestem osobą bardzo schorowaną. Teraz mi wyszło, że mam jakąś wadę genetyczną. W ogóle nie wiem, o co chodzi. Nie wiem czemu słyszał Pan o czymś takim. To się nazywa EBS. Nie potrafię tego wymówić. To jest wada genetyczna polegająca na tym, że organizm nie przetwarza włókien kolagenowych tak, jak powinien. W sensie nie wytwarza tego białka i człowiek rodzi się stary, a im jest starszy, młodnieje.
A to tego jeszcze-- o czymś takim jeszcze nie słyszałem. To się tak nazywa EBS? EBS i są różne rodzaje. To się nazywa choroba Ehlersa-Danlosa. Czy chyba jakoś tak się to wymawia? W każdym razie na dziewięćdziesiąt dziewięć procent ja na to choruję i dopiero w tym roku zaczęłam być dokładnie dodiagnozowana, ponieważ od roku nie potrafię normalnie chodzić i jeżdżę tak jakby na wózku czasami. W sensie to zależy jaki mam dzień i to ta diagnoza wyjaśniałaby wszystkie rzeczy, które się ze mną dzieją. To chodzi o to, że ja jestem sprawna umysłowo w stu procentach, ale fizycznie nie mam kolagenu, który powinnam mieć i moje stawy mogą się wygiąć w drugą stronę, nie, że tak powiem i układ pokarmowy cierpi, i serce, i tak dalej. I ja jestem na to wszystko chora generalnie, no i układ nerwowy też. Dlatego mogę mieć tak wysoki poziom nerwicy. No ale wracając — miałam te cztery lata. Spałam wtedy w tej pościeli, widziałam to przed sobą. Wtedy miałam łóżko naprzeciwko drzwi harmonijkowych do mojego pokoju w Katowicach. Tam, gdzie mieszkałam z rodzicami, z moimi dziadkami, z psem, ponieważ nie mam rodzeństwa. I sprawa wyglądała tak, że ta puchowa pościel. Wie pan, jak wygląda puchowa pościel? Ona jest taka falowana. Wtedy ja leżałam na środku łóżka. Wszystko wokół mnie było całkowicie gładkie, tak jakby ktoś położył obrus, a ja bym leżała pod tym obrusem.
Ale to był dalej mój pokój. Tak jakby ktoś tę pościel jakby no wyprasował. Wyprasował, coś takiego. Pamiętam, że darłam się wniebogłosy, ja się tak darłam i krzyczałam, żeby moja mama do mnie przyszła. Normalnie, nie no, cała moja rodzina, właśnie to jest najdziwniejsze.
Moja rodzina słyszała ten krzyk, ale nikt do mnie do pokoju nie przyszedł. Nie mogę tego wyjaśnić. Wszyscy pamiętają w domu to wydarzenie. Mój ojciec. Mój ojciec jest generalnie alkoholikiem. Moja mama to pamięta. Moja babcia i mój dziadek. Nikt wtedy do mnie nie przyszedł. A to jest najdziwniejsze w tym wszystkim. Z tego łóżka za mną z tyłu wyłoniła się moja mama. Przytuliła mnie i tu się urywa mi film. Nie pamiętam nic więcej.
Potem była taka sytuacja, że miałam sześć lat i od tego właśnie wydarzenia zaczęłam bać się ciemności. Ale jeszcze rodzice próbowali mnie zmusić do tego, żebym spała w ciemności. Miałam sześć lat i już się wtedy jako dziecko nauczyłam patrzeć na zegarek. Obsesyjnie patrzę na zegarek, które są godziny i generalnie zasypiałam se do dwudziestej pierwszej jako małe dziecko. Sprawa wygląda tak, że właśnie miałam te sześć lat. Nie pamiętam, jaki to był w ogóle okres, czy to była wiosna, jesień, lato, zima? Nie wiem. Wiem, że miałam sześć lat.
Wiem, że była godzina dwudziesta trzecia, o dwudziestej trzeciej się obudziłam. Chciałam pójść po moją mamę do pokoju. Obudziłam się, podniosłam się na łóżku, zobaczyłam coś i film mi się urywa. Nie pamiętam zupełnie nic. Moja mama znalazła mnie nieprzytomną o drugiej w nocy. Ja za przeproszeniem zarzygałam cały pokój jako sześcioletnie dziecko. Podczas tego utraty przytomności nikt nie wie, co się ze mną wtedy stało. Nie wiedzą, czy ja byłam w mieszkaniu, czy ja nie wiem, leżałam na ziemi, czy ja leżałam na łóżku. Znalazła mnie na łóżku moja mama. Ona do mnie po prostu sama wtedy przyszła. I dlaczego teraz wspominam o mojej mamie? Ponieważ moja mama, gdy była w ciąży, to był gdzieś tak może ósmy, siódmy miesiąc. Mówiła mi, że miała taką sytuację w tamtym mieszkaniu, że obudziła się w nocy i coś stało czarnego przy jej łóżku. Była sparaliżowana, nic więcej nie pamięta. A potem urodziłam się ja. No i generalnie kontynuując tą całą moją historię, wracamy teraz do moich obserwacji. Widziałam- Przepraszam bardzo, ja mam takie pytanie, właściwie całą serię pytań, ale może zacznę od pytania odnośnie tego zdarzenia z tymi bezkształtnymi istotami. Czy udało się Pani jakoś zarejestrować, jakiś kształt, jakieś ruchy tych istot?
Nie, to było tak, jakby taki duch przede mną stał. W sensie ja jestem typem człowieka, który tak jakby ma postrzeganie trochę wyżej. W sensie mam coś takiego jak na przykład sny prorocze. Jeżeli coś ma się złego stać w moim życiu, to śni mi się cały opis tej sytuacji, gdzie się to stanie, o której godzinie, co się stanie, kto do mnie zadzwoni, kiedy, jak i gdzie.
I jestem do tego przyzwyczajona całe moje życie. Tak samo ma moja babcia. Ale nie widzę żadnych duchów, nie widzę żadnych demonów, nic takiego nie widzę, nie interesuję się takimi sprawami, nie wywołuję duchów ani nic takiego. Jedyne, do czego mogę to przyrównać, to wtedy widziałam to dym. Tylko że wiem, że były cztery istoty, nic więcej.
A czy czuła pani od tych istot jakieś energie, jakieś fluidy, jakieś cokolwiek? Nie, ale za każdym razem, kiedy do dziś dzieją się takie rzeczy w moim życiu, czuję potworny, paniczny, paraliżujący lęk, który po prostu mnie zabija. Więc myślę, że gdybym widziała, że jest to taki typowy szarak, po prostu zeszłabym na zawał. Dlatego że właśnie od dziecka, teraz, kontynuując dalej tą całą historię, zanim jeszcze wrócę do znowu okresu gimnazjalnego, co się stało, że w ogóle wkapałam się, że tak powiem, że istnieje coś takiego jak UFO? Gdy miałam te sześć lat, po tych sytuacjach, kiedy miałam te cztery lata i widziałam te dziwne istoty, w sensie te dymy, tak, że tak powiem. A potem miałam sześć lat i moja mama znalazła mnie nieprzytomną i za przeproszeniem zarzyganą.Eee, w pokoju. To sprawa wyglądała tak, że jadłam sobie z moimi rodzicami, właśnie w wieku sześciu lat to już było, nawet przeciągu siedmiu lat. Jadłam sobie obiad w pokoju i wtedy, w tamtych latach leciał ten stary program amerykański o rzeczach paranormalnych. To się nazywało Paranormalne Borderline, na polski przetłumaczając to Paranormal Borderline.
Jakoś tak to się nazywało. To taki facet prowadził, taki Amerykanin. I tam była taka sytuacja właśnie opisana w tym programie. Bardzo dobrze to kojarzę, bo się tym interesuję. Jak w Brazylii rozbiło się UFO i uciekły jakieś trzy istoty. W sensie, że szaraki z czerwonymi oczami miały te wypustki na głowie. Może pan kojarzy?
No kojarzę taki przypadek chyba w Virginii, jeżeli dobrze pamiętam. Właśnie było tam i tam potem znaleziono nieżywą och, jakiś kawałek ucha, coś tam. Dobra, w ogóle zejdźmy z tego tematu, bo ja zaraz zejdę, nie mam taki lęk, że już się zaczynam dusić po prostu powoli, ale nie biorę żadnych psychotropów ani nic, bo te leki zniszczyły mi życie, a nie powinnam tego w ogóle przyjmować przy chorobie genetycznej. Więc. No wracając na nic się nie leczy obecnie poza stawami, które mam schorowane i układem pokarmowym. Gdyby pan chciał jakieś nie wiem, wyniki badań, że nie Jestem schizofrenikiem czy coś takiego, to zawsze mogę pokusić się o pójście do psychiatry, ponieważ zależy mi na tym, żebym była poważnie potraktowana w tym, co mówię, bo otworzyłam się, a jest mi dość ciężko. Już raz się otworzyłam przed ufologiem i mam wrażenie, że chyba zostałam trochę zlana. Ale to jest tylko moje wrażenie. To może być tylko moje wrażenie. W każdym razie wracamy teraz tak jadłam sobie z rodzicami obiad.
No i było to właśnie ta sytuacja z tej Wirginii, że tak ustalmy, że to było to. I pokazali rysunek tego szaraka z tymi czerwonymi oczami. Pan mi wierzy. Ja się zaczęłam drzeć normalnie, jakbym nie wiem, jakby mnie ktoś wrzątkiem oparzył.
Zaczęłam się drzeć. Tak jakby to jakoś obudziło jakieś podświadome wspomnienia z czegoś z przeszłości. Tak jakby coś normalnie we mnie. Nie wiem, nie wiem. Po prostu myślałam, że zejdę. Moi rodzice nie wiedzieli, co się ze mną dzieje. Od tego momentu, jak słyszałam słowo UFO, to zawał. Nie. I jak widziałam gdzieś jakąś tam rekinę, szaraka czy coś w tym stylu, to po prostu zawał. Normalnie zaczęłam po prostu potrafiłam krzyczeć, jakby mi pan do dzisiaj nie wiem. Nagle, nagle by mi pan teraz zdjęcie szaraka pokazał, to ja już na statek przytomności nie wierzę. Do dzisiaj takie coś mam i chodziłam z tym po psychologach, psychiatrach i po nawet neurologach, bo ja nie wiem co to jest. Ja chcę się tego pozbyć, to mi utrudnia życie i funkcjonowanie. Wszyscy sobie z tego robią jaja. No ale dobra, no co mogę więcej powiedzieć? No, no tak, tak społeczeństwo funkcjonuje. No i generalnie teraz tak wracamy do tych czasów. Właśnie po tym spotkaniu tam z tymi moimi koleżankami, to te kule latały. Ja już byłam po bierzmowaniu, to była druga klasa gimnazjum.
To była zima i pamiętam, że obudziłam się przed trzecią w nocy. A ja od tego momentu, jak miałam te sześć lat, śpię przy świetle do dzisiaj. Mam dwadzieścia pięć lat, nie? Śpię przy świetle. Super. No i generalnie.
No ja też dosyć długo, przez długi okres spałem przy świetle, także no jeszcze może już nie, nie do dwudziestu lat, ale ja też. Też mi się zdarzało jeszcze kiedyś bardzo często. Ja nie potrafię, bo jak ja sobie pomyślę, że mam coś zobaczyć, to już po prostu nie mogę, po prostu. Teraz mieszkam z moim narzeczonym, mam osobny pokój ze względu na problemy z moim zdrowiem, ponieważ nie potrafię spać z nikim w jednym łóżku, ani w jednym pokoju. Jest to dla mnie potworny problem i to też trochę mi wpływa na lęki, bo nikogo przy mnie nie ma. No ale generalnie dobra. Miałam wtedy nie wiem ile lat. No dalej chyba szesnaście wtedy miałam czy piętnaście, szesnaście miałam chyba siedemnaście miałam jak poszłam do technikum, więc wtedy musiałam mieć już szesnaście albo dalej piętnaście. No w każdym razie było to już po bierzmowaniu.
I teraz tak obudziłam się i coś kazało mi tak podejść do okna na korytarzu, bo miałam taki bardzo długi korytarz i na końcu był taras i na ten taras prowadziło takie bardzo duże przeszklone okno w moim rodzinnym domu. Coś kazało mi podejść do tego okna. Nie wiem dlaczego.
Dlatego, że ja się budzę bardzo często w nocy, żeby się wysikać i budzę się o określonych godzinach. I zawsze jest to godzina pierwsza, druga, trzecia. Po prostu nienawidzę tych godzin. Jak widzę na zegarku, że jest druga to zaraz lęk i panika. Nie wiem skąd się to w ogóle u mnie wzięło, bo ja się w ogóle dowiedziałam o yy, że tak powiem, tych nocnych gościach, to się dowiedziałam dopiero jak skończyłam gimnazjum. Nie wiedziałam, że jest w ogóle taki przypadek ufologii, więc to już potem dostałam na głowę. Pomińmy to. W każdym razie.
Z tymi godzinami to dosyć sporo ludzi ma także patrzą na zegarek i zawsze wskakuje, że tak powiem, jakaś taka regularna godzina. Także tak, tylko u mnie właśnie te godziny wywołują potworny lęk. Też nie wiem dlaczego.
Coś musiało się coś, coś się musiało stać chyba w przeszłości, że, że pani jest tak wyczulona na te równe godziny. Nie wiem, ale jak byłam dzieckiem, to chyba wtedy się zaczął ten, że tak powiem, hardcore w moim życiu, bo to co się działo później to już jest, to się nadaje na jakiś nie wiem, hipnozę jak Boga kocham. Dobra, miałam te piętnaście lat, była ta zima, poszłam do okna, podeszłam do okna, odsunęłam żaluzje, które tam były. Była wtedy zima. Było bardzo dużo śniegu. Pamiętam to chyba jedna z takich zim, które się potem nie powtarzały. No i tak nad domem sąsiada, który jest naprzeciwko tarasu.
Na tle w ogóle nieba z chmurami, bo nie było wtedy odsłoniętego nieba, nie było też księżyca, było niebo z chmurami. Był obiekt. Ten obiekt to było takie kółko, które się kręciło. Wie pan, jak wygląda, jak się ładują filmiki na YouTubie, co nie? Te takie Tak.To w środku te kółko było puste i było widać niebo dalej. A to takie jakby buforowanie, które się kręci.
To było coś takiego, jakby ktoś zaczął kręcić zimnym ogniem — to się tak nazywa? No zimne ognie są w Sylwestra. W sensie, że to takie to wygląda. No to wiesz- To takie rozbryzgujące się maleństwo, tak?
Tak, tak, tak. I to się tak kręciło bardzo wolno, to się kręciło i to się kręciło, kręciło. I nagle obok mnie stoi mój ojciec. Patrzę na niego, on patrzy na mnie, ja mówię: "Co ty tu robisz?" On mówi: "Nie wiem". Ja mówię: "Co to jest?"
I pokazuję mu na te-- palcem na to coś za tym oknem i poleciały mi łzy. Nie czułam wtedy żadnego lęku, tylko czułam wtedy to, co czuję teraz. Czyli nie czuję stresu nerwicowego, ale się trzęsę i mam dreszcze. I chciałem się płakać. I patrzę na to wtedy przez to okno i pokazuję mojemu ojcu. Co to jest? On mówi: "Nie wiem, co to jest". Ja mówię: "Przynieś aparat". On mówi: "Nie pójdę po aparat".
Ja mówię: "To ja pójdę". Poszłam do pokoju rodziców. Mama spała jak zabita. Wzięłam aparat, a mój ojciec ma coś takiego jak ja, czyli manię ładowania laptopów, aparatów, telefonów w nocy, żeby wszystko było naładowane cały czas. I on ten aparat, nasz stary aparat, który dalej jest w domu, ładował poprzedniego dnia, ponieważ przegrywał zdjęcia na laptopa z wakacji.
Mhm. I teraz tak. Okazało się, że aparat jest rozładowany i w ogóle nie ma baterii. Nie wiem, jakim cudem. Nie wiem, jakim cudem, bo byłam świadkiem tego, jak mój ojciec tego poprzedniego dnia. W sensie zanim była noc, ładował ten aparat i jeszcze wtedy klnął, bo on jest cholerykiem, on jest nerwitą, on jest alkoholikiem. On jest po prostu diabłem w ludzkiej skórze, zniszczonym przez życie. Klnął na ten aparat jak szef i mówił, że "Jezu, tego się nie da załączyć! Boże kochany!" A potem aparat działał, bo się okazało, że nie podpiął kabla tam, gdzie miał podpiąć.
Chodzi o USB. No i aparat był rozładowany. Ja odłożyłam aparat. Ale ojciec, ojciec nie przypominał sobie, żeby wyciągał baterie z aparatu? Nie. Nic nie przypominał sobie. On te baterie zawsze w aparacie miał. Wszystko miało być zawsze na tip top, nic nie miało być wyciągnięte. Nigdy w życiu. Mój ojciec do dzisiaj ma taką manię jak-- on ma coś takiego jak nerwica natręctw, że on musi pewne rzeczy wykonywać. Dlatego właśnie, chociażby mam podejrzenie choroby genetycznej, ponieważ mój ojciec przy EDS może być nosicielem, ale może nie być chory, a ja, że się urodziłam kobietą, czyli z chromosomem X aktywuje się choroba. Więc mój ojciec ma bardzo podobne symptomy i objawy do mnie. Tylko, że ja choruję, a on nie. Ale jestem zdrowa psychicznie, więc taka zawiła sprawa. Ale muszę o tym wspomnieć, bo wydaje mi się to ważne. W każdym razie. No było rozładowane to urządzonko. Ja stałam przed tym oknem wtedy, bo znowu wróciłam, odłożyłam aparat, a mój ojciec powiedział takie słowa: "Lepiej będzie, jeżeli pójdziesz spać". Ja nie wiem, czy on to pamięta, bo ja z nim w ogóle nie rozmawiam. W sensie mam jakiś tam kontakt, ale on mnie wyzywał, zniszczył mi życie w pewnym sensie, więc staram się nie utrzymywać z nim kontaktu, odkąd mieszkam w Bydgoszczy z moim narzeczonym. No i generalnie dobra, no stałam przy tym oknie dalej, on poszedł do pokoju. Ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Niech mi pan wierzy, stałam, a to się dalej kręciło, nie? Na tym niebie. Ja nie wiem, co ja wtedy czułam. Nie wiem, co ja w ogóle w głowie miałam. Ja nawet nie wiem, czy ja się byłam wysikać w tej łazience. Nic nie wiem po prostu. Wróciłam do łóżka i zaczęłam wydzwaniać jeszcze z mojego starego telefonu Sony Ericsson. To był O Jezu, jaki to był stary telefon! Zaczęłam wydzwaniać do mojej wtedy byłej już przyjaciółki, z którą nie mam kontaktu. To była jedna z tych osób, która była świadkiem tych kul trochę wcześniej. No i generalnie tak dzwonię do niej, nie odbiera telefonu, no bo chciałam, żeby wyszła po prostu na zewnątrz i żeby to zobaczyła, to coś, co ja widzę.
No, ale nie odebrała telefonu. I teraz koniec. Nic nie pamiętam, film mi się urywa. Nie wiem, co się stało. Czy ja poszłam spać? Czy ja poszłam się wysikać? Czy ja poszłam do okna? Nie wiem. Nic nie pamiętam. Niech mi pan wierzy. Nie pamiętam. Po prostu nie pamiętam. Nie wiem. Po prostu nie wiem. Jak próbuję sobie przypomnieć. Czarna dziura, nie? No i dobra. Potem jakoś chyba doszłam do siebie. Nie pamiętam dalej. Wiem, że potem były kolejne wakacje. To było przed właśnie trzecią klasą gimnazjum. Były te wakacje. I teraz kolejna dziwna sytuacja.
Przyjechałam nad morze z moimi rodzicami. Mieliśmy jeden pokój. Jezus Maria, tragedia. Nienawidzę, nienawidzę spać z moimi rodzicami w jednym pokoju. Ja w ogóle ich nie lubię. Ale generalnie mieliśmy wtedy jeden pokój, ponieważ ja w Bydgoszczy generalnie mam rodzinę, więc pojechaliśmy do Bydgoszczy, zabraliśmy kuzyna, ciocię, wujka, pojechaliśmy nad morze. Nie pamiętam, gdzie to było. Może to były jakieś Dępki? Chyba Dępki.
Być może to były Dąbki. Pamiętam, bo też mi się skojarzyło mi się właśnie, jak pani podała nazwę tej miejscowości, bo ja tam byłem na zielonej szkole kiedyś. No ja tam jeździłam na wakacje właśnie bardzo często nad morze. Nie lubię morza, no ale jeździłam [śmiech] no i generalnie pamiętam, że obudziłam się, tylko nie wiem, która była godzina i moi rodzice mieli łóżko naprzeciwko mnie. Obudziłam się, a obok mojego łóżka był-- drzwi na balkon znowu. Takie wielkie, duże, przeszklone. I mój ojciec stał przy tych drzwiach i po prostu patrzył w niebo. Ja się obudziłam, patrzę na niego, on patrzy dalej w niebo. Ja mówię: "Co ty tu robisz?" A on: "Nic. Idę spać". I poszedł spać. I to była taka dziwna sytuacja, która strasznie mi się skojarzyła z tym-- to było wtedy zimą, w gimnazjum, właśnie przed, przed, przed właśnie rozpoczęciem trzeciej klasy gimnazjum. No i teraz dalej miałam te takie nieprzyjemne, wiadomo, sytuacje z tymi latającymi kulami i tak dalej. Raz w życiu widziałam chyba ducha jakiegoś dziecka w jakiejś tam szkole, gdzie jakieś dzieci były zamordowane, ale to już mniejsza z tym.
Moi znajomi bawili się zawsze w jakieś wywoływanie duchów, jakieś diabły, demony, a ja zawsze wiedziałam, że tak się po prostu nie robi, bo jest to niebezpieczne. No i generalnie miałam taką sytuację- Ale czy, czy w efekcie tych ich zabaw-- widziała pani kiedyś-- miała pani kiedyś okazję zobaczyć, że tak powiem, ich efekty w postaci manifestacji czegoś?
Myślę, że tak, ponieważ jak miałam mojego pierwszego chłopaka, miałam siedemnaście lat wtedy chyba, albo osiemnaście? Osiemnaście chyba. No to generalnie w domu mojego chłopaka działy się różne dziwne rzeczy. Były podrapane ściany, kiedyś ktoś go próbował udusić, ale nie wiem ile w tym prawdy. No i wiem, że była kiedyś taka sytuacja, że byłam u niego wieczorem, a on mieszkał w Katowicach w centrum Katowic. Byłam u niego wieczorem, mówię do niego: "Chodź, kurwa, wychodzimy z domu, bo nie zdążę na autobus do domu". To była godzina dwudziesta. No i on miał pokój, taki bardzo duży pokój. Tam jego mama spała, ponieważ jego ojciec zostawił rodzinę kiedyś tam, kiedyś, kiedyś. No i miał bardzo dużego psa. To był amstaff. I ten amstaff... Generalnie myślałam, że toWchodzi na łóżko, ponieważ jakieś wielkie czarne coś wchodziło na łóżko w tym otwartym pokoju od mamy.
Ja byłam święcie przekonana, że to jest Xena. Właśnie ten pies, czyli amstaff. Jest problem. Przeraziłam się, bo się wystraszyłam jak to zobaczyłam. Po chwili miałam w mózgu takie nie no to pies, nie? A za chwilę się obracam i za mną. Za mną był pokój do 3:00 i z tego pokoju nagle wybiega ten pies właśnie do tego dużego pokoju, szczekając. To było takie bardzo nieprzyjemne. Ja nie lubię w ogóle takiej tematyki, bo ja jestem w stanie dosiać na głowę. Po prostu tak się bardzo tego boję.
Niech mi pan wierzy. Boję się tego, jak niczego na świecie się nie boję. Ja się. Jestem osobą cholernie odważną, ale jak ktoś mi powie UFO, kosmici, duchy, to ja leżę na ziemi i ćwiczę z zaprzedroszeniem.
Najbardziej w temacie kosmitów, że tak powiem. W sensie nie uważam, że są to kosmici, ale uważam, że te istoty istnieją, tylko nie wiem czym są. No i dobra, miałam 20 lat i teraz tu się zaczyna coś bardzo nieprzyjemnego, ponieważ dopiero wtedy do mnie dotarło, co się ze mną tak naprawdę dzieje.
A ja mam jeszcze takie pytanie, jeszcze odnośnie- odnośnie czy może on coś wspominał o jakichś takich zdarzeniach ze swojego życia? Tak, że miał kiedyś taką sytuację, że znajomymi wywoływali sobie duchy za pomocą tabliczki Ouija. I była taka sprawa, że nic się nie stało. Poszli se do domu. Oni chyba wtedy na cmentarzu byli. No i wrócili sobie do domu i o dwunastej w nocy u Kamila działo się coś takiego, że zgasły wszystkie światła, a on był sam w mieszkaniu. Były tam tylko właśnie jego zwierzęta, czyli dwa małe psy od mamy, od Filipa, które nie zawsze były w domu. To były takie małe yorki i właśnie ten duży pies. No i 3:00 zaczęło coś dusić, dusić za szyję po prostu. I wiem, że jego mama wtedy na szczęście wróciła do domu i to Wszystko ustało i światła się włączyły. Taka była sytuacja wtedy. Co wiem?
Znaczy ja w ogóle obracałam się w kręgu znajomych, gdzie każdy coś widział, tylko że ja zawsze. Ja zawsze byłam osobą, która tak jakby potrafi przepowiadać przyszłość, że tak powiem. I się trochę z tego śmieję, bo może gdybym inaczej.
Jestem osobą, która jest synestezykiem i ja postrzegam świat przez dźwięki, przez muzykę. No to mamy coś, mamy coś podobnego. Także też- Też pewne dźwięki, na przykład dźwięk dzwonka powoduje u mnie pojawienie się przed oczami talerza z pączkami.
Na przykład. Albo widzę jakiś kolor. Czuję zapach, smak. Każda liczba ma dla mnie jakiś kolor, znaczenie. Jak patrzę na kogoś, to widzę kogoś. Emocje w kolorach albo chorobę w kolorze. Bo to jest powiązane bardzo z tym, że ja jestem synestezykiem, a jednocześnie jestem osobą, która jednak widzi trochę więcej, czuje trochę więcej, myśli trochę więcej i wie, co się stanie. Ale żyję z tym całe życie i traktuję to jako coś normalnego, a nie paranormalnego. To może to wynika.
Może jeżeli się okaże, że mam naprawdę chorobę genetyczną, która już jest na dziewięćdziesiąt dziewięć procent wykryta, to może to będzie wyjaśnienie. Może mam po prostu inną budowę mózgu? Nie wiem. Dowiem się może.
A może po prostu, może po prostu w przeszłości zaszło jakieś takie zdarzenie, którego pani na takim świadomym poziomie nie pamiętała, które po prostu w jakiś sposób uruchomiło u pani wyczulenie na pewne rzeczy, zwiększone wyczuwanie pewnych takich nietypowych zjawisk i tego typu sprawy.
To może mieć dużo, dużo prawdy w sobie, dlatego że czasami, jak nawiedzają mnie jakieś takie stworzenia w nocy, czyli na przykład jakieś zmory, coś takiego, co próbuje mnie udusić podczas paraliżu, bo ja mam określony styl snu. Ja nie zasnę, jeżeli za mną nie będzie ściana, jeżeli łóżko nie będzie miało zasłoniętych nóg, jeżeli moja głowa nie będzie zasłonięta i tylko bok ciała musi być odsłonięty.
Mogło też być tak, że po prostu tym traumatycznym przeżyciem mogło być właśnie takie, takie, a nie inne traktowanie pani przez ojca. Tak się wydaje. Też sobie to tak tłumaczę, że może się tak bardzo boję kosmitów, takich rzeczy, dlatego, że mój tata mnie źle traktował.
Ale z drugiej strony, zanim on zaczął być alkoholikiem, to ja sobie nagle zaczęłam widzieć te wszystkie rzeczy, które się działy, jak miałam cztery, sześć lat. Potem było ten program w telewizji, więc z drugiej strony, jak to wyjaśnić? Ale teraz opowiem.
Chociaż jeszcze tak, tak mi się prze-- przyszło mi teraz do głowy, że skoro babcia Pani coś opowiadała, to może babcia ma jakieś też doświadczenia i ma pani pewne predyspozycje, że tak powiem. Ona widziała tylko duchy potrafiła widzieć. I moja babcia jak patrzy na człowieka to wie, czy ten człowiek zostanie w moim życiu, czy nie. Ja znowu jestem bardziej rozwinięta od mojej babci, ale ja w ogóle nigdy nie czytałam żadnych książek jakichś ezoterycznych. Zrodzenia z ciała. Ja to po prostu wiem sama od siebie. Wiem jak sobie z tym poradzić, wiem co się robi, wiem jak się dom odkawla jakąś tam szałwią białą, jak jakieś diabły, demony przyjdą.
Też w dzieciństwie miałem bardzo często takie sytuacje, że na przykład leżę sobie w łóżku, śpię, śpię i nagle coś się takiego dzieje, że takie mam uczucie, jakby, jakby spadania w to łóżko. Spadam, ląduję na tym łóżku i się w tym momencie budzę. I dopiero jak zacząłem tak zgłębiać te tematy paranormalne typu OBE, ELD i tak dalej, to doczytałem, że właśnie takie spadanie jest objawem wracania do ciała fizycznego.
Wie pan co, mnie się wydaje, że ja z ciała wychodzę, ale ja wychodzę tylko do nóg. Ponieważ jeżeli moja dusza wyjdzie z nóg, to ja umrę. Dlatego, że dokładnie miesiąc temu miałam taką sytuację w moim poprzednim mieszkaniu. Ponieważ ja od tygodnia mieszkam na nowym domu w ogóle, ale wcześniej mieszkałam na innej ulicy w Bydgoszczy i w innej dzielnicy i miałam taką sytuację, że przez trzy dni pierwszy raz w życiu coś przychodziło do mnie do mieszkania. Ale to muszę opowiedzieć po kolei, bo chciałabym się streścić w tej opowieści, dlatego, że być może zajmie mi to chyba jeszcze pół godziny. W każdym razie miałam dwadzieścia lat. Rozstałam się z chłopakiem wcześniej. Miałam chłopaka, który był takie, że powiem miłością mojego życia. Byłam z nim dwa lata. Nazywał się 3:00. Byliśmy do siebie bardzo podobni. Wyglądaliśmy jak bliźniacy. Nie wiem. Było mi lepiej z tym, że miałam kogoś, kto wyglądał jak mój bliźniak. Tłumaczę sobie po tym, że-- inaczej jestem dziewczyną, która tak naprawdę czuję się jak chłopak, więc może miałam urodzić się z bratem bliźniakiem, którego wchłonęłam? Nie wiem. Mam wrażenie, że lata przy mnie ktoś, kto jest wysokie. Jest to mężczyzna. Wygląda jak ja i widzi to bardzo dużo ludzi, którzy widzą duchy i zawsze się pytają, kto to jest. Ja mówię nie wiem, chyba mój brat.
To tak poza tematem. Więc wyczuwam rzeczy, ale ich nie widzę i słyszę. Jeżeli na przykład jakiś demon był w mieszkaniu, że ktoś by se coś tam przywoływał, to ja słyszę to coś, ale nie widzę. Czy to jest jakiś taki, jakiś taki słyszalny głos, czy to bardziej taka powracająca myśl?
Dźwięki, coś słyszalnego. Czasami to jest myśl, a czasami jest uczucie, gdzie to stoi, jak wygląda, jaki ma kształt. Patrzę tam i nic, nic nie widzę. Tak jakby imperatyw silny, żeby podejść do tego, zobaczyć co to jest.
Tak, coś takiego. No, no i tak jakoś właśnie mam. Ale, yy, no dobra, całe życie z tym żyję. Daję sobie z tym jakąś radę, ale tematyka ufologiczna to jest dla mnie drama. No i dobra, miałam te dwadzieścia lat. Była taka sytuacja, że zaczynała się zima i to jest już coś, co obudziło we mnie taką myśl, że Chryste, Panie, ze mną się coś dzieje i dzieje się to regularnie co trzy miesiące. Nie wiem, dlaczego co trzy miesiące. W każdym razie zaraz dojdziemy do tego. Miałam dwadzieścia lat. Miałam tego dnia bardzo duży problem ze spaniem.
To był okres, kiedy ja nie brałam żadnych leków. Byłam wtedy leczona tylko na układ pokarmowy, bo choruję bardzo ciężko właśnie na układ pokarmowy. No ale wtedy nie brałam żadnych psychotropów. Psychotropy zniszczyły mi życie. Jak Boga kocham, to są najgorsze leki jakie można brać. Zniszczyło mi to psychikę, życie, organizm całkowicie. No ale dobrze. Nie brałam wtedy nic. Starałam się po prostu terapią leczyć nerwicę lękową, no ale nie dawała skutku. No i teraz tak. Była sytuacja, że nie mogłam zasnąć. Nie wiem czemu, ale nie mogłam zasnąć. Była godzina prawie pierwsza. Mówię nie, no nie zasnę chyba normalnie, zaraz szlauf mnie trafi.
No bo ja cierpię na bardzo zaawansowaną bezsenność. To jest taka bezsenność, że potrafię nie spać na przykład cztery dni pod rząd i mdleć z tego powodu. To jest u mnie niestety teraz już spowodowane psychotropami, które pewien lekarz psychiatra mi wciskał, ponieważ gdy mu opowiedziałam moją historię, twierdził, że Jestem chora na schizofrenię i tłumnie takimi właśnie lekami. Jestem z panem szczera, bo nie ma co ukrywać. Tłumi lekami na schizofrenię. Po czym po czterech latach trafiłam do szpitala w bardzo ciężkim stanie i okazało się, że nie mam żadnej choroby psychicznej poza nerwicą lękową i prawdopodobnie wadą genetyczną. Tylko, że wada genetyczna jest fizyczna jako upośledzenie fizyczne, a nie psychiczne. I jeżeli dostanę wyniki badań właśnie grudzień gdzieś te, te miesiące z tą wadą genetyczną. Zastanawiam się, czy nawet nie pójść do sądu, z tym co zrobił mi ten lekarz, ponieważ zanim doszłam do siebie minęły dwa lata. Yyy, wie pan- Lekarze, lekarze psychiatrzy potrafią naprawdę bardzo różne brzydkie rzeczy pacjentom przepisywać albo im robić wręcz.
Facet zniszczył mi życie. Znaczy, nie chcę mu niszczyć życia. Ja nie chcę, bo nie jestem mściwa pod tym kątem, ale naprawdę zniszczył mi życie. Yyy, bo ja całe życie walczę z tym, że ja się wychowałam w patologii. Naprawdę było ciężko u mnie w domu. Yy, jestem osobą, która była też paręnaście razy molestowana. Dałam sobie z tym wszystkim sama radę i jeden lekarz po prostu lekami mnie zniszczył. Zniszczył mi zdrowie. I ja nie mogę się z tym pogodzić, nie, bo moja bezcenność, która jest obecnie, jest już na tak zaawansowanym poziomie, że ja po prostu nie daję momentami rady. Nie, ale nie wspomagam się żadnymi takimi lekami prócz leków ziołowych, bo nie toleruję chemii po prostu. No ale dobrze, miałam te dwadzieścia lat. Nie mogłam wtedy zasnąć, nie brałam wtedy żadnych leków. Spałam wtedy jedynie w opasce na oczy. I to jest bardzo ciekawe właśnie, bo ja do dzisiaj śpię w opasce na oczy, ale to się więcej już nie powtórzyło. Nigdy w życiu. A ja jestem osobą, która też nigdy nie lunatykowała. I teraz była taka sytuacja, że nie mogłam zasnąć i zostałam około godziny pierwszej. I teraz opowiem panu coś, co ja interpretuję jako sen, ale jest to tak cholernie realne, że ja nie wiem, czy to jest sen, bo ja to pamiętam, jakby to się działo na żywo.
Miałam tak, że moje łóżko wtedy w pokoju, w domu rodzinnym, bo jeszcze wtedy tam mieszkałam, było przestawione, było pod oknem i gdy się podniosłam na tym łóżku i zwróciłam w prawą stronę głowę, to miałam okno i miałam rolety antywłamaniowe. To było pierwsze piętro. Ja miałam pokój na pierwszym piętrze, moi rodzice zaraz obok mnie. I tak rolety wtedy miałam nie, nie, niezasłonięte tak do połowy były niezasłonięte, czyli widziałam niebo, kawałek domu sąsiada, drugiego sąsiada i drzewo i lampę i to wszystko. I tak była godzina pierwsza. Wtedy stałam przy bardzo jasnej lampie, takiej takiej bardzo jasnej, takiej no białe takie światło.
Nie? Yyy, no i, yyy pamiętam tak. Pamiętam coś takiego, że się podniosłam na łóżku, popatrzyłam w okno i nad domem sąsiada było takie ogromne białe UFO. Ale ono było takie wielkie, że no nie wiem, jakby się chyba zbliżyło do ziemi, to byłoby wielkości dachu sąsiada. To było takie duże i ono się tak iskrzyło właśnie tak jak to coś, co się wtedy kręciło, jak byłam w gimnazjum. Tylko że to było wielkie i to było białe i to się świeciło.
Ja popatrzyłam na to i ogarnął mnie lęk. To był niby ten sen, który mi się śnił, tak? Ogarnął paniczny, przerażający lęk. A po chwili w głowie miałam coś takiego, co mają małe, uprowadzone dzieci. To jest w ufologii opisane te przypadki wysokiej dziwności czy coś takiego. Coś takiego miałam, że tak, jakby głos w głowie pod tytułem musisz uspokoić swoją rodzinę, bo się wam nic złego nie stanie. I ja byłam jak taka osoba, która ma coś takiego w głowie, że to jest chore, co ja teraz powiem. Ja nie wiem, skąd się u mnie w ogóle takie myśli biorą, ponieważ ja jestem człowiekiem bardzo racjonalnym. W sensie ja sobie nie fantazjuję o porwaniu przez kosmitów.
Nigdy w życiu. To jest najgorszy temat. Jakbym mogła, to bym się cofnęła do czasu, kiedy byłam chrześcijanką. Jak byłam bardzo małym dzieckiem i wierzyłam, że Jezus lata i wszystkich zbawia. I nie ma żadnych kosmitów. Nie. Wszystko, wszystko bym dała, żeby się cofnąć do tego wieku i żeby dalej żyć w tej niewiedzy, że nie ma takich rzeczy, że ludzie nie są porywani, że jakieś implanty w ciele, jakieś diabły, demony, szatany, nie wiem, kryptydy, cokolwiek. W każdym razie wracając. Mmm sytuacja wyglądała tak, że to coś w mojej głowie właśnie powiedziało coś takiego i ja się czułam jak, jak takie coś, że jakby to powiedzieć, tak jakby powiedziałam sama do siebie "oni tobą sterują i rób to, co ci każą". Tak jakbym ja była jakimś pionkiem w jakiejś głupiej grze. Wie pan, o co mi chodzi mniej więcej?
Tak, jakby Pani to sama sobie powiedziała. Jeżeli dobrze rozumiem. Tak, ja to powiedziałam sama sobie. Tak jakby jakaś wewnętrzna ja. W środku mnie. I może dlatego właśnie tamten psychiatra myślał, że mam schizofrenię. A byłam potem dziesięć razy zdiagnozowana przez różnych lekarzy. Od momentu, kiedy on mnie zdiagnozował, to było jeszcze-- to był, to było jak skończyłam dwadzieścia jeden lat. Wtedy mnie zdiagnozował ten facet.
Ale potem, jak się okazało, że ja faktycznie nie choruję i chłop-- chłop mi po prostu życie zniszczył, ponieważ ja ważyłam osiemdziesiąt kilo, a ja normalnie ważę pięćdziesiąt dziewięć.I to było przez same leki i siadała mi tarczyca.
Łysiałam. Długa historia. Przez same leki psychotropowe, które on mi podawał. Sprawa wyglądała tak, że potem się udałam do dziesięciu psychiatrów. To byli neuro, jakieś tam chirurdzy, psychiatrzy. Jeden to był ordynator w Bydgoszczy. No i każdemu opowiadałam moją historię. W sensie, no może nie od strony ufologicznej, ale to Wszystko, co się ze mną dzieje. I każdy jeden lekarz potwierdził: pani nie ma schizofrenii, pani nie ma nawet zaburzeń borderline.
Pani nie ma nic, pani ma tylko wysoki poziom stresu i nerwicę lękową, społeczną. To Wszystko. Ja takie aha, no to super. No i generalnie dobra, wtedy to- Takie, takie jakby próbę, takie jakby uspokojenie w jakimś sensie, że Wszystko z panią pod tym względem jest w porządku.
Że ja sobie tego nie wy-- nie wymyślam sobie tego. I jeden i właśnie jeden z tych, tych psychiatrów, ostatnio u którego byłam, pan Aleksander, który chciał się zająć moją bezsennością, ale powiedział, że jeżeli jest to bezsenność wywołana boreliozą, na którą na razie jestem chora, bo niestety ugryzł mnie kleszcz i lub jeżeli jest to bezsenność wywołana tym właśnie włóknem kolagenowym, którego ja tak jakby nie przetwarzam ze względu na wadę genetyczną, którą prawdopodobnie mam właśnie te dziewięćdziesiąt dziewięć procent, to niestety bezsenność u mnie będzie wyglądała tak, że ja do końca życia będę musiała z tym żyć i psychotropy w moim przypadku mogą mi zniszczyć życie jeszcze bardziej, więc powiedział, że nie, nie, nie, do leków nie wracamy, ale gdyby pani chciała chodzić na terapię, to tylko terapia jest pani wskazana. Nic więcej pani nie może z tym zrobić. A on mówi: no to super, pięknie, nie? I on właśnie mi zaproponował tą hipnozę, ale ja się nie zgodziłam.
Powiedziałam, że ja nie pójdę na to. Po prostu nie, nie, nie, nie, nie pójdę na to. Tak po prostu nie i koniec. Nie, po prostu nie, bo ja wiem, że coś będzie. Nie. Albo ja sobie to tak tłumaczę, bo ja nigdy nie jestem samej siebie pewna, tak jakby. W sensie, jestem pewna w życiowych sprawach, czy to dom, czy to praca, czy jakieś tam rzeczy, ale jeżeli chodzi o tematykę ufologiczną, to ja zawsze mam w głowie takie coś: "Nie, nie, nie ty sobie to Wszystko skręcasz. To są jakieś jaja. Pewnie sobie za dużo naczytałaś o tych wszystkich porwaniach".
Zawsze- To był taki naturalny mechanizm, taki jakby próba jakiegoś takiego podświadomego odepchnięcia pewnych rzeczy. Znaczy inaczej, nie chce mi się wierzyć w to po prostu, że ja, że ja mogłabym tego doświadczyć. Nie no, to się dzieje w Ameryce, nie, nie tutaj, nie tu. To jest coś, co mam w głowie za każdym razem, kiedy właśnie tak wracają te sytuacje. No i dobra, miałam te dwadzieścia lat, zobaczyłam te UFO przez to okno. No i ta myśl właśnie, że, że tak jakbym ja była sługą tego czegoś i mam chodzić po domu, uspokajać domowników, że zaraz nas porwą, ale nam nic nie zrobią. Będzie wspaniale i pięknie, nie? I tak, wstałam z łóżka jak zahipnotyzowana. Już nie czułam lęku.
Wstałam i pamiętam każdy mój krok, otwieranie drzwi, to jak wyglądał pokój. To było jak na żywo. Pan mi wierzy. Ja nigdy takiego snu nie miałam realnego. Jak długo żyję, nigdy mi się coś takiego nie śniło. Ja się z tego śmieję trochę, bo to jest takie niepoważne, co ja teraz mówię.
A jestem osobą strasznie poważną, mimo tego, że jestem strasznym memiarzem, że tak powiem, to nie robię sobie żartów z takich rzeczy. I teraz tak. Poszłam najpierw do rodziców i w momencie, kiedy weszłam do pokoju rodziców, automatycznie zaświeciło się światło. Duże światło. No, a my nie mamy czegoś takiego w Katowicach w domu, żeby się światło na jakieś tam pstryknięcie zaświecało czy coś takiego.
Po prostu ja weszłam i zaświeciło się światło. Moi rodzice nagle tak samo podnieśli się z łóżka jak ja i oni byli przerażeni, a ja powiedziałam: "spokojnie, to co jest za oknem, to nic takiego. Oni nas wezmą, ale nas odstawią i nic nam nie zrobią". Ja też słowa pamiętam do teraz.
Normalnie mogę je przytoczyć w każdym momencie to, co wtedy powiedziałam. No i dobra, moi rodzice- A czy Pani miała wtedy wrażenie, że jest pani jakoś, że to pani sama te słowa mówi? Czy była pani jakoś w jakiś sposób kontrolowana przez jakąś inną siłę?
Ktoś mi kazał to mówić. Tak jakbym ja była czyimś sługą i jeżeli tego nie zrobię, to spotka mnie kara. Coś takiego. Od dwudziestego roku życia to się nie powtórzyło. Nie powtórzył się taki sen. Wszystkie inne sny, które za chwilę opowiem, są. Ale nie powtórzyło się coś takiego. Wtedy nie czułam żadnego lęku podczas wykonywania tych czynności.
Weszłam po schodach na sam dół naszego domu. Babcia, dziadek to samo. Podnieśli się z łóżka. Światło się zaświeciło. Ja do nich. Spokojnie, oni nam nic nie zrobią, nic nam nie zrobią. Nie bójcie się. I tak jakby nagle znikli. Nie wiem, gdzie w ogóle był mój pies, ponieważ mamy jamnika i jeszcze papugę. Zwierząt tak jakby w ogóle w domu nie było. Nie wiem, gdzie one były, czy one były pod jakimś stołem, czy one gdzieś uciekły, te zwierzęta, W sensie papuga moja i pies.
Nie mam pojęcia, gdzie one się znajdowały w tamtym momencie, w tym śnie. No i teraz tak sytuacja wygląda tak, że wróciłam na piętro. Stanęłam przed tymi wielkimi szklanymi drzwiami na taras i przede mną zaczął dematerializować się — uwaga!
Fioletowy szarak. On był bardzo mały, bardzo mały. Nie był takiej wielkości jak typowy szarak. On był taki bardzo mały i on się materializował. I on miał do mnie takie, że ja go nie widziałam w całości, ale widziałam go już troszeczkę i on do mnie takie: "spokojnie, tobie się nic nie stanie, ty się nie bój. Zrobiłaś, co miałeś zrobić. Nie bój się tego". Tak jakby widziałam jego dłoń. On machnął dłonią. Koniec. Urywa mi się film. Już nic nie pamiętam. Obudziłam się w tym śnie. W tym śnie dalej obudziłam się tak jakby za piętnaście trzecia. I to było w śnie, że się obudziłam. I w tym śnie to było coś takiego, że ja się podniosłam na łóżku tak jakby taki oddech do mnie wrócił. Takie, takie coś takiego zrobiłam w tym śnie i popatrzyłam zaraz nerwowo w okno. I za chwilę się na serio obudziłam. I była dokładnie ta godzina, która mi się śniła.
O tej samej godzinie się obudziłam, zrobiłam ten sam ruch, czyli podniosłam się.Wzięłam oddech, popatrzyłam w okno i wtedy poczułam ten paraliżujący lęk. Ten paraliżujący lęk, który czuję od dziecka, kiedy śnią mi się takie rzeczy. Bo jak byłam małym dzieckiem, też mi się jakieś tam szaraki śniły, ale ja sobie to wytłumaczyłam tym, że ja za dużo na ten temat czytam, że za bardzo się tym interesuję. A potem, jak miałam dwadzieścia lat, przestałam się tym trochę interesować, żeby zacząć normalnie funkcjonować. Też miałam inne rzeczy na głowie. Szkołę miałam do skończenia, tu zaczynałam kolejny kierunek szkoły, tu to, tu tamto, tu pracę chciałam zdobyć, tu się źle czułam, tu mnie kleszcz ugryzł. No wie pan, o co chodzi. Czym innym byłam do dziecka i wtedy miałam ten potworny lęk, ten potworny lęk, który paraliżuje całe moje ciało. Robi mi się słabo, zbiera mnie na wymioty. Nie mogłam do siebie dojść, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Nie spałam już do rana wtedy, ale nie znalazłam u siebie na ciele żadnych śladów. Jedynie od zawsze robią mi się straszne siniaki na nogach, tak jakby mnie ktoś w nocy normalnie kijem okładał. Ale to może być wynik choroby, więc jeszcze nie poddaję tego takiej jakby swojej swoistej analizie, że tak powiem. Ale mam dwie bardzo dziwne blizny, których nie pamiętam jak powstały. Są to blizny, które są wewnątrz moich ud. Równo są naprzeciwko siebie. To jest taka blizna jak po szczepieniu coś takiego. Tak jakby ktoś wbił we mnie bardzo grubą igłę i ją wyciągnął bardzo szybko. I to jest takie zabielone kółeczko Takie blizny, które normalnie w normalnych warunkach powinny dosyć szybko chyba zniknąć.
Tak, ja je mam od parunastu lat i ja je zauważyłam dopiero wtedy, po tamtym wydarzeniu, że o ja mam blizny i dość niedawno zauważyłam, że mam też bliznę poniżej pępka. I teraz co ja zrobiłam? W ogóle to było trzy miesiące temu.
Próbowałam tą bliznę, próbowałam się tego pozbyć. Myślałam, że to jakiś wytrysk czy coś takiego pod skórą. A że skończyłam zakres dermatologii, to byłam święcie przekonana, że to jest jakieś dziadostwo w skórze, nie? I próbowałam się tego pozbyć, bo mam bardzo wrażliwą i delikatną skórę, więc myślałam, że a pójdzie jak płatka. Mhm, tak się tego pozbyłam, że mi to ropiało przez dwa miesiące i dalej nie wiedziałam co to jest. I do teraz to mam, ale już jest zagojone i to już wcześniej było. Ja dopiero niedawno. To właśnie te dwa miesiące temu zauważyłam, że mam coś takiego pod pępkiem. No ale dobra, wtedy miałam te dwadzieścia lat. Potem nie było już więcej takich sytuacji. Jedynie miałam jakieś tam koszmary, że jakiś szarak mnie porywa, że coś mi robią, ale to były takie koszmary, takie nierealne. Wie pan, to było takie przeplatane normalnymi snami, że tak powiem.
Tak jakby wizje, wizje mniej takie realistyczne. Tak. To, to takie, takie dziadostwo w sumie nie? Coś takiego, tak jakbym sobie coś wymyśliła. Taki tani horror. No taki tani horror. No i zawsze się budziłam oblana potem tym straszliwym lękiem. No dobra, ale teraz, teraz jest już gruba sprawa i mam na to świadków takich, że ja sobie już nie mogę tego tłumaczyć, że to był sen. Po prostu nie mogę sobie tego już tłumaczyć, bo świadkami na to są trzy osoby plus mój narzeczony, który był w domu wtedy. W sensie z jedną osobą, z osobą nie mam kontaktu, bo zerwała ze mną kontakt.
Jakaś tam kłótnia była chyba między nami i nie wiem, nie wiem, co się w ogóle stało. To była moja najlepsza przyjaciółka. No ale dobra, pomijając ją, mam na to też świadków. Co się ze mną wtedy działo? I teraz tak. Przeprowadziłam się do Bydgoszczy w zeszłym roku, w listopadzie.
Teraz będzie rok w tym listopadzie, jak tu mieszkam. Mieszkałam w Bydgoszczy. Zaczyna się Bydgoszcz. To jest taka długa ulica. Ona się nazywa [dźwięk cenzury]. Tam mieszkałam w kawalerce. No było mi bardzo ciężko. Nie? No bo jeden pokój i tak dalej. No myślałam, że dostanę na głowę, ale potem się przyzwyczaiłam. W międzyczasie byłam w szpitalu, w grudniu byłam w szpitalu, diagnozowana na boreliozę. Potem miałam lekarza od stawów kolanowych, ponieważ mam przerośnięte ciałka Hoffa w kolanach, dlatego nie mogę chodzić i to jest prawdopodobnie właśnie spowodowane chorobą genetyczną, ponieważ nie mogę wykonywać pracy fizycznej i od roku nie pracuję. W sensie jestem na bezrobociu totalnie, bo nie mogę wrócić do pracy ze względu na objawy, które się ze mną dzieją. W sensie wiadomo układ pokarmowy, bezsenność, migreny, wymioty i tak bym mogła jeszcze wymieniać i wymieniać i wymieniać. Ale dobra, pomijając ten fakt, no to sobie mieszkałam. Wszystko pięknie, kolorowo i była taka sytuacja, którą nie wiem, co mam o tym myśleć, ponieważ ja się tak nie zachowuję. Nie, nie jestem taka, nie zachowuję się tak. Jestem za bardzo racjonalnym człowiekiem, jeżeli chodzi o takie rzeczy. Jestem marzycielem, ale nie do tego stopnia, ponieważ ma bardzo odpowiedzialną pracę, ponieważ pracuje jako strażnik więzienny. I była taka sytuacja, że miał zacząć pracować na nocki, no w nocy. Pan mi wierzy. Ja wpadłam w taki szał, w taki szał, jak usłyszałam, że ja mam być sama w domu w nocy, że myślałam, że on chyba rozwalę całe mieszkanie, bo jak ja się denerwuję, to mam taką strasznie wysoką siłę, że mogę tak szafami sobie rzucać czy coś takiego.
Jestem strasznie drobna i wysoka. No ale dobra. Generalnie wpadłam w szał, zaczęłam płakać, zaczęłam wyć, zaczęłam się miotać po łóżku. Musiał mnie złapać i przygnieść do łóżka i powiedzieć: "uspokój się, ja sobie załatwię z pracy, żeby nie chodzić na te nocki". I teraz tak byłam popłakana i zaczęłam krzyczeć. On to pamięta. Ja mogę-- on jest w drugim pokoju. Ja mogę nawet go do telefonu dać, żeby to panu potwierdził. Trzymał mnie do tego łóżka, ja płakałam i ja powiedziałam takie słowa: "Nie idź na nockę, błagam cię, nie idź na nockę, bo oni mnie znowu zabiorą". Ja się darłam jak niech mi pan wierzy. Ja się darłam jak dziecko. Sąsiedzi nawet poszli.
Ja się po prostu pierwszy-- mogę się popłakać? Będzie mi lepiej. Mogę? Czy nie mogę? Nie powinnam? Jak tam rozmawiam z panem. Może pani popłakać. Pewnie. Ja tu nie mam nic przeciwko. Bo ja jestem strasznie ekspansywna. Wie pan, ja się jednocześnie śmieję i płaczę, bo tak sobie radzę ze stresem w taki sposób.
No ja to rozumiem, bo wielu świadków, dosyć wielu świadków opowiadających o swoich historiach właśnie dosyć emocjonalnie to przeżywa. Także jestem w stanie to zrozumieć. Ja jestem osobą emocjonalną, ja jestem chodzącą emocją, ale jestem strasznie wrażliwa. Ale dobra, wtedy myślałam, że myślałam, że oszaleję. Po prostu ten strach, że ja mam zostać sama w mieszkaniu, to jest nie do opisania, nie do opisania. Ja normalnie chyba normalnie wyjdę na zawał kiedyś. No i dobra, nie poszedł na tą nockę i potem miałam sen i teraz-I teraz do mnie coś dotarło. W sensie wtedy nie jak mi się to śniło. Śniło mi coś takiego, że przyszedł do naszego mieszkania taki brzydki, ale taki obrzydliwy brązowy szarak. On był obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Pan chyba słyszy po mnie. Ja naprawdę nie udaję. To Wszystko na serio, co się ze mną dzieje?
On był obleśny i ten szarak zabrał ******. On go zabrał, on z nim się dematerializował w moim śnie. On go zabrał z mieszkania, z domu go zabrał. Ja myślałam, że ja zejdę na zawał. W sensie w tym śnie. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół w tym mieszkaniu, w tym poprzednim. I pamiętam, że niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy. Coś takiego pamiętam. I potem nagle się obudziłam o 2:00 w nocy. Znowu tak samo ten oddech, taki, coś takiego. Obudziłam się na łóżku i byłam sparaliżowana. Ale to nie był paraliż senny. To był paraliż mięśniowy ze strachu. I spał obok. W sensie nie na łóżku, tylko na materacu. No bo my nie śpimy razem w łóżku przez moje problemy ze zdrowiem. Ja myślałam, że ja zginę, nie?
Myślałam, że no nie, chyba samobójstwo popełnię. Byłam w takim stresie i do mnie nagle wtedy dotarło, że każdy człowiek, z którym kiedykolwiek mieszkałam, w moich snach, został porywany. Każdy jeden. Dlatego, że jak mieszkałam kawałek czasu z moim wtedy poprzednim chłopakiem ****** z którym byłam dwa lata. Też mi mówił, że jakieś dziwne sny ma. Też wtedy się bałam.
Też wtedy miałam wrażenie, że ktoś w nocy do nas przyjdzie. I miałam taki etap dwa lata temu, że zamieszkałam z moją przyjaciółką w Opolu. Wtedy mieszkałam tam tylko miesiąc. Miałam straszną patologię w domu i musiałam się wyprowadzić. Myślałam, że normalnie wariuję. No i ona mnie przyjęła pod swój dach, do kawalerki. Ona nigdy się nie interesowała kosmitami. Ona nawet nie wiedziała co to jest UFO. Nic nie wiedziała na ten temat. Ja tam jej trochę powiedziałam, że no są takie tam zagadnienia i tak dalej, ale nie zagłębiałam jej w ten temat, bo ona jest osobą, która jest też lękowcem. Ona na depresję cierpi i stwierdziłam, że nie, nie, nie, ja nie będę tego robić. Ja przechodziłam etap z depresją, ona się jeszcze zabije i będzie koniec, nie? No i generalnie ****** jest osobą bardzo poważną w pewnym temacie, ponieważ ona studiuje psychologię. Ona chciała zostać psychologiem więziennym, więc no wszystko fajnie, kolorowo. Ja się musiałam od niej wyprowadzić, ponieważ nie dostałam pracy, gdyż mój pracodawca okazało się, że chciał mnie molestować. Więc stwierdziłam nara i gitara. Wracam do Katowic. No i dobra, wszystko fajnie, kolorowo. Dwa tygodnie po powrocie do Katowic dzwoni do mnie ****** i mówi: "miałam sen". Ja mówię: "no co ci się śniło? Nie? To jakiś koszmar. Pewnie miałaś jakieś gówno znowu coś tam ten" — tym kolokwialnym moim językiem do niej mówię. A ona mówi: "nie, mi się śniło, że ja się obudziłam. W nocy zapaliłam lampkę, którą mi przestawiłaś, bo ja jej zrobiłam przemeblowanie w mieszkaniu i zapaliłam lampkę przy łóżku i zaświeciłam światło. I nagle oświetliłam tym światłem dwa szaraki, dwa szaraki rozumiesz, które stały przy szafie? One się patrzyły na mnie". Ja mówię: "Co?" Ja mówię do niej: "Co ty do mnie mówisz?" A ona mówi: "Ja nie wiem, czy to był sen, czy to były jakieś jaja. Ja nie wiem, co to było. Oni się na mnie patrzeli, oni się na mnie patrzyli tymi wielkimi oczami". Ona była tak autentycznie przerażona. Pan mi wierzy. Ja jej nigdy nie słyszałam w takim stanie. Ona mówi "oni się patrzyli na mnie". Ja mówię: "no dobra, ****** co dalej?" A ona mówi: "Nie pamiętam".
Koniec. Film mi się urywa. Ja-- i ja mówię "nie". Ja mówię "nie". Ja mówię, co za mną chodzi. Ja mówię "nie wiem, czy to jest na serio, czy to jest jakaś wyobraźnia". Ona mówi: "Nie wiem, co to jest". I teraz, odkąd się wyprowadziłam z Opola, dwa tygodnie po tym, jak się wyprowadziłam i ona miała ten sen, to się to nie powtórzyło ani razu. Ani razu. Mija drugi rok. Ani razu nie miała czegoś takiego. Ja nie wiem, to jest jakieś. Nie wiem, może jakimś nieszczęściem jestem? Że jakieś koszmary ludzie mają czy coś? Nie wiem generalnie. To już zmroziło mi krew w żyłach totalnie. I teraz wracamy tutaj jak mieszkam w Bydgoszczy- Ja mam takie pytanie jeszcze właśnie odnośnie tych tych zdarzeń, tych porwań sennych. Czy ktoś oprócz oczywiście koleżanki z Opola, czy ktoś z porywanych w snach osób, ktoś coś pamiętał, wspominał?
Nikt nic nie pamięta prócz niej, że ona to widziała. Ale bardzo często budzi się z zadrapaniami na ciele. On ma normalnie tak, jakby ktoś nożem go przeciął. Zadrapania, które on sam sobie mógł zrobić czy, czy takie ślady, które pojawiają się totalnie znikąd.
Ciężko jest wygiąć rękę na plecy w taki sposób, żeby się zadrapać. W taki sposób. Ciężko jest. Wiele razy jak idzie kąpać i ja go widzę nago, to zawsze patrzę na jego ciało i mówię coś jest nie tak. I często na ramionach ma coś takiego. Często ma coś takiego z tyłu szyi i często coś takiego ma na plecach.
No musiałby niezłe wygibasy przez sen robić. No musiałbym. Znaczy ja jeszcze po samej sobie bym myślała, że wiadomo, ja tak umiem. Umiem tak wygiąć sobie ręce. W sensie. No bo ja mam plastyczne stawy. Potrafię sobie na przykład szczękę wyciągnąć całą nie? I to właśnie świadczy o tej chorobie genetycznej. Tego nie ma, a wszystko boli. Mnie takie rzeczy bolą, ale potrafię tak robić. No to jakim cudem on takie rzeczy? Takie rzeczy na jego ciele się znajdują? I teraz idziemy dalej.
Uwaga! Teraz, teraz już tak. Teraz się zaczyna jakiś film. To jest jakiś chory film. Co panu teraz będę opowiadać? To jest tak, jakbym sobie książkę napisała. Nie jak Boga kocham. Jeszcze przepraszam bardzo, że tak. Zanim przejdziemy do tego. Zanim przejdziemy do tego paranormalnego filmu, jak to pani ujęła? Mam jeszcze takie pytanie. To to się działo? Czy te, czy te sny występowały z udziałem każdej osoby, u której pani mieszkała?
Właśnie nie. Bo miałam takie, że nocowałam u kogoś, u babci, u dziadka czy coś takiego. Tam mój drugi dziadek czy kuzynostwo dla dziecka to nie, nie. To się zdarza, jeżeli ktoś ma ze mną kontakt fizyczny, jeżeli ktoś na przykład nie wiem, ma ze mną wymiany ślizy, że tak powiem, albo nie wiem, śpi ze mną. W sensie chodzi mi o partnerów moich, nie?
Czy, czy na przykład jak z moją przyjaciółką właśnie mieszkałam, no to wiadomo, piłyśmy tam z jednego kubka, czy czasem ona mi weszła do łazienki i jak musiała skorzystać, ja się kąpałam. No to wiadomo, czy tam kontakt był taki może nie seksualny czy coś takiego, ale jednak ten kontakt fizyczny taki był większy niżZ przypadkowym lokatorem, prawda? To jest tak, to jest właśnie, właśnie na to mi zwróciła uwagę, że to jest tak, jakby-- załóżmy, że jestem osobą porywaną i że moja mama, jak ja byłam w ciąży, nie wiem, była porywana. Ja się urodziłam z jakimś ewenementem, ponieważ właśnie taka ciekawostka. Miałam się urodzić chłopakiem. Na badaniach USG wszystko wychodziło, że Jestem chłopcem. Urodziłam się dziewczyną, a nie miałam brata bliźniaka w brzuchu mamy. Więc to jest dziwne. To jest pierwsze dziwne. Drugie dziwne jest to, że u mnie w rodzinie tak jakby wszyscy sobie robią żarty z ufologii, a jednocześnie w to wierzą. To też jest dziwne. Kolejna dziwna sytuacja jest taka, że mój ojciec za każdym razem właśnie jak były te sytuacje z tym oknem, to on stał przy oknie. Nie wiem czemu dziwne, a nie był pijany wtedy. No to też dziwne. Yyy, kolejna sprawa jest- Może takie, a nie inne podejście rodziny może wynikać też z tego, że są w jakiś sposób jednak już oswobodzeni z tym. Tak mi się wydaje.
Oni, oni tak jakby zrywają ten temat. Więc sobie żarty z tego robią. Trochę to jest takie ha, ha, ha, kosmici, he, he. A ja taki jakby- Może to dla nich, może dla nich takie właśnie paranormalne, że tak powiem, zdarzenia to też taka jak gdyby codzienność.
Szczerze? Nie wiem, bo ja tą codzienność mam od dwudziestu pięciu lat i ja nie mogę się z tym pogodzić. Ja chcę żyć normalnie. Teraz każdej nocy, każdej nocy boję się spać. Każdej nocy boję się, że się obudzę i coś zobaczę. Od dwudziestu pięciu lat to trwa. Już przemawiałam wszystkie choroby psychiczne, jakie mogę mieć. Nie mam żadnej choroby psychicznej.
No to co mi jest? Ja już. Ja nie wiem. Ja po prostu nie wiem. Pan mi wierzy. Ja Jestem takiej rozpaczy, że ja nie mogę normalnie funkcjonować, bo to jest codziennie. Codziennie boję się spać i co trzy miesiące właśnie od tego wydarzenia wtedy w listopadzie, kiedy ktoś musiał mnie do łóżka tam przytrzymać, żebym ja się przestała miotać, to od tego momentu zdałam sobie sprawę, że u mnie co trzy miesiące, dokładnie co trzy miesiące powtarza się sen z porwaniem. I teraz to jest dziwne. Od, od chyba lipca ten sen się do teraz nie powtórzył. I ja siedzę jak na szpilkach. Nie że jak. Jak pierdyknie to pierdyknie tak, że się poskładam.
Jeżeli ostatni, ostatni taki sen było w lipcu, to powinien następny teoretycznie wyjść W tym miesiącu, w październiku. Teraz kolejna ciekawostka. Od dziecka mam takie wrażenie, że do dwudziestego piątego roku życia ja umrę. I to się zaczęło spełniać dlatego, że ja się zaczynam zmieniać. W sensie psychicznie się zaczynam zmieniać. Nie, że ja umieram fizycznie, bo nie, ja właśnie dochodzę do zdrowia. W sensie jest ze mną coraz lepiej, a było ze mną krytycznie przez pięć lat, ostatnich pięć lat. Ale psychicznie się zmieniam. Zaczynam się uspokajać, zaczynam się godzić z niektórymi rzeczami, zaczynam się trochę bardziej rozwijać. Zaczynam trochę bardziej żyć, jeszcze bardziej jak dorosły człowiek, prawda. Wyprowadzka te sprawy.
Dzieci mieć nie mogę, nie lubię i w ogóle uhh dzieci fuj. Poza tym z moimi dolegliwościami bólowymi to dziecko to by było normalnie gwint od struny. To by była naprawdę masakra kolokwialnie mówiąc. Masakra jeszcze z tą bezsennością i z tym układem pokarmowym. Staram się żyć normalnie. Nie mogę, nie umiem, nie potrafię, bo codziennie jest walka ze mną samą sobą, żebym ja zasnęła. Bo ja się tak potwornie boję, że ja coś zobaczę. Ja nie, nie, ja się nie boję żadnych potworów spod łóżka. Ja się boję, że ja coś zobaczę, że coś tu będzie, coś będzie w moim pokoju, że to będzie szarak. Ja tego nie przeżyję, jak ja to na żywo zobaczę.
Ja tego nie przeżyję, jak Boga kocham, nie przeżyję tego. Zawału, jak Boga kocham - zawału. No i dobra. W lipcu ostatni raz miałam taki sen. Właśnie śniło mi się, że tak jakby szaraki wchodzą nam do mieszkania. Do tego [pisk] tam, gdzie mieszkałam teraz w Bydgoszczy, bo od tygodnia mieszkam w Bydgoszczy. No i generalnie śniło mi się, że oni wchodzą, że oni zaś pizda zabierają, że zabierają mnie. Nic więcej nie pamiętam. To był bardzo krótki sen, bardzo krótki sen, ale obudziłam się z tym potwornym lękiem. Wiadomo, standardzik. Ale wracając. Teraz właśnie wrócę do tej sytuacji, na którą mam świadków, o której mówiłam. Jest to sytuacja potwornie przerażająca dla mnie z punktu mojego widzenia, ale z drugiej strony czuję bardzo duży spokój, gdy o tym myślę. Jest to dość dziwne, ponieważ w maju był pierwszy, drugi, trzeci maja.
Jaki jest miesiąc przed majem? Styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, kwiecień. Pod koniec kwietnia poszłam obciąć włosy. Obcięłam włosy bardzo krótko. Bardzo, bardzo. Mam nadwrażliwą skórę głowy i tłumaczyłam sobie to, co się ze mną działo, z tym, że mam nadwrażliwą skórę głowy, a ja tak naprawdę całe życie noszę krótkie włosy i dopiero do mnie to dotarło jakiś miesiąc po tym wydarzeniu, że przecież ja nie mogę mieć aż takiej nadwrażliwości aż do tego stopnia, skoro ja całe życie noszę krótkie włosy i tylko raz w życiu miałam je do pasa. Więc o co chodzi? Pierwszy, drugi i trzeci maja. I ten trzeci to jest ostatni. To jest noc z trzeciego na czwartego. Pierwszy, drugi.
Te noce wtedy były takie, że ja się bałam spać. Bałam się spać, ale się bałam tak spać, jak się bałam chyba jak miałam te cztery lata. I ze mną był w pokoju. Nie miał nocek, on zasypiał, a ja się bałam spać, jak on zasnął. Nie wiedziałam dlaczego. I jak był drugi maja, obudziłam się w nocy. No i miałam takie, że się zaczęłam rozglądać po pokoju. Akurat my spaliśmy nie po ciemku, tylko przy takiej czerwonej lampce. No bo czerwone światło jest bezpieczne dla melatoniny i szyszynki generalnie. Więc spaliśmy przy czerwonym świetle i rozglądałam się po tym pokoju, po tej kawalerce, z tą kuchnią, nie. I mówię no coś jest nie tak. Nie, coś jest nie tak. Czemu nie mogę zasnąć? I wtedy jeszcze ostatni raz poszłam do lekarza, żeby mi przepisał hydroksyzynę. Najgorsza trucizna na spanie, ale pomaga. Już jej nie biorę. Się uzależniłam od tego, ale no kopie jak szatan. No i generalnie ja w ogóle jestem osobą, która ani nie pali, ani nie pije alkoholu, ani nie bierze żadnych używek. Jestem, jestem człowiek po prostu nieużywkowy. Nienawidzę tego i przyjmowanie dla mnie takich leków jak hydroksyzyna czy jakieś tam te cięższe psychoprosy, które brałam, to, to jest po prostu no Jezu, to jest złamanie moich zasad. No i dobra, wzięłam sobie tą hydroksyzynę, napiłam się tej hydroksyzyny, bo nie wiem.Zjadłam cztery łyżki, poszłam spać.
A to końska dawka. Końska dawka, która na mnie nie działa. Tak do dwóch godzin działa, a potem już nie działa. I potem mam kaca po hydroksyzynie. Czyli boli mnie ten jak się to nazywa nerw twarzowo czaszkowy. No i w sumie tyle. Ja jestem człowiek taki, który potrafi nie spać tydzień, wymiotować krwią i żyć.
Nie wiem, nie wiem, czemu tak mam. Jakieś fenomenalne to jest. Czarownica. Nie no, żartuję. Poważnie teraz. No i zrobiłam tą hydroksyzynę, a potem miałam normalny dzień skacowany po hydroksyzynie. Potem już po hydroksyzynie nie sięgałam, bo mówię nie, no nie wytrzymam kolejnej nocy, nie. I takiego migrenowego bólu głowy, bo mam migrenę zagałkową, czyli gałki oczne, migrena i te sprawy to jest najgorsze rodzaj migreny, jaki może być dla mnie. No i dobra, trzecia noc. Jestem trzeci maja i wtedy całą noc śniło mi się, że ja mam sen proroczy na temat mojego kolejnego pobytu w szpitalu, ponieważ wtedy miałam skierowanie od reumatologa, żebym udała się do bydgoskiego szpitala na reumatologię. Ale że ja już leżałam w szpitalu na NFZ i traktowali mnie jakbym była śmieciem, po prostu traktowali mnie jakbym była byle czym. Stwierdziłam, że mam to gdzieś i wydam miliony pieniędzy, żeby się sama zdiagnozować prywatnie u lekarzy i żeby mnie leczyli prywatnie, a nie na NFZ, bo NFZ to sobie ze mnie jaja robi, bo- Jak ze wszystkich zresztą.
Przede wszystkim. I teraz tak. Ja mam chorobę genetyczną, z którą się urodziłam i NFZ przez dwadzieścia pięć lat tego nie mógł zdiagnozować po objawach. Przy czym jestem człowiekiem tak chorowitym, że to jest nienormalne. Ja nie mam odporności, ja nie mam bakterii dojelitowych, ja czasami nie mogę mówić. Włosy traciłam, w ogóle ja mam skórę jak papier. Tak samo włosy mam jak papier, jak dziecko. Jakbym była ciągle małym dzieckiem. Wyglądam jakbym miała piętnaście lat, a mam dwadzieścia pięć i wszyscy mi mówią: "Jak ty to robisz?" Nie wiem.
No i tyle, nie? I generalnie NFZ robi sobie ze mnie żarty, więc stwierdziłam, pójdę se prywatnie. No i że za każdym razem, za każdym razem, jak właśnie miałam iść do lekarza czy tam być w szpitalu, to śni mi się sen proroczy, jak będę traktowana, na co się przygotować, kto mnie tam zwyzywa? Czy powinnam pilnować portfela, bo mnie ktoś okradnie? I to się zawsze sprawdza, więc to jest u mnie w życiu normalka. To jest taki benefit, że tak powiem, od życia, nie wiem. Anioł Stróż chyba powoduje u mnie sny prorocze i dzięki temu wiem, jak żyć. Ponieważ mam nerwicę lękową, przy pierwszej lepszej okazji to bym zeszła tak naprawdę. A stres mam taki, że nie mdleję przy stresie, a mam najwyższy poziom stresu, jaki może być dla człowieka momentami. No i dobra, mam tahikardię często, więc nie wiem, jak ja żyję jeszcze. No ale dobra. No i miałam sen, w którym byłam w szpitalu. Tak mi się śniło, że byłam w szpitalu. Niby byłam w szpitalu, w szpitalu, w szpitalu. I potem nagle się przebudziłam, poszłam siku.
Wróciłam spać dalej. I tutaj się już nie zaczyna chyba sen. Tutaj zaczyna coś dziwnego. Ja od roku, teraz już będzie rok z kawałkiem, nie mogę normalnie chodzić przez to, że mam te przerośnięte ciałko Choffa w nogach i stawy mi się tak jakby w drugą stronę wyginają, więc korzystam z wózka inwalidzkiego lub krzesła na kółkach, jak po mieszkaniu sobie jeżdżę.
Nie mogę długo stać, tak? Bolą mnie te stawy. Musiałam brać leki przeciwzapalne, bo zapalenie stawów mi wraca i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Lewa noga jest prawdopodobnie klasyfikowana na operację wycięcia w ogóle tam połowy stawu kolanowego. No ale dobra, mniejsza z tym.
Będę musiała jeszcze długo poczekać, zanim mnie zdiagnozują poprawnie, prawda? I żeby mnie zacząć leczyć czy tam rehabilitować. W każdym razie. No obudziłam się, poszłam sobie spać, śnił mi się ten niby szpital. I teraz tak. Śniło mi się coś takiego, że jestem w jakimś dziwnym pomieszczeniu i śniło mi się, że jakby idę takim białym korytarzem i szedł ze mną mój narzeczony. On ze mną szedł, ale on do mnie nic nie mówił. A zawsze jak śni mi się, to zawsze coś do mnie mówi. I zawsze jak w śnie dzieje mi się krzywda, to jego wyobrażenie na mój temat jest takie, że on reaguje. No bo jest taki w rzeczywistości, więc moja wyobraźnia na jego temat jest taka, że on jest osobą, która reaguje na moją krzywdę. No i dobra, i idę takim korytarzem, i nagle jest jakieś takie duże białe pomieszczenie i tam siedzi taka kobieta, która jest niby pielęgniarką, ale ona jest dziwna z koloru. Ona jest taka jakby taka biała, całkowicie biała i ma białe włosy. No i dobra, wchodzę do tego pomieszczenia i byłam tak, tak, byłam ubrana tak, jak byłam ubrana, kiedy spałam. W sensie miałam na sobie te ubrania ze snu i ta kobieta mówi: "Połóż się na tamtym urządzeniu i proszę cię, rozbierz się". I ja rozebrałam tylko koszulkę, ale nie ściągnęłam spodni. I nagle tych spodni nie miałam. Nie wiem, jakim cudem. I to urządzenie bardzo przypominało mi rezonans. Ja po obudzeniu rano stwierdziłam, że był to rezonans, ponieważ miałam mieć wykonywany w szpitalu rezonans, ale ja do tego szpitala nie trafiłam i nie trafię, ponieważ zrezygnowałam z tego szpitala i sobie prywatnie zrobiłam rezonans na nogi. I tak samo prywatnie zaczęłam się leczyć i nie byłam w żadnym szpitalu, więc co to był za sen? Nie wiem. No ale dobrze, śniło mi się, że niby to był rezonans. Tak sobie to tłumaczyłam. Moja wyobraźnia sobie to tak tłumaczyła. I dopiero następnego dnia, i potem kolejnego dnia do mnie dotarło, co mi się tak naprawdę śniło. Czyli przypomniałam sobie. I teraz tak. To urządzenie wyglądało dla mnie wtedy jak rezonans. Ale to nie był rezonans. To w ogóle nie przypominało rezonansu. Nie widziałam nigdy takiego urządzenia. To było tak, jakby taka tuba. Jestem w stanie to namalować. To było tak, jakby taka tuba, ale bez tej górnej powłoki. I ta powłoka była tylko w miejscu głowy. To było jak taki leżący fotel, coś takiego. I to było tak, że ja się na tym miałam położyć i ta kobieta mi powiedziała, że mam się położyć. Ona stała przy jakiejś takiej aparaturze i ta aparatura wyglądała jak komputer, ale ona była o wiele, wiele dalej niż to urządzenie. W tym pokoju nie było okien i w tym pokoju unosił się jakiś rodzaj dymu. I takie dziwne światło było. Tylko nie wiem, skąd te światło było w ogóle. Tam nie było żadnych, żadnych lamp. Nie widziałam tam żadnych lamp. Tam było po prostu światło. Ono było tak, jak- Jakiego koloru było to światło?
Białe. I w tym pomieszczeniu były elementy Białe? niebieskie i zielone. I te niebieskie kojarzy mi się tak, jakby jakaś zasłona była, ale tam nie było okna, więc nie wiem, co to było. Ta kobieta siedziała przy aparaturze i ona była szara, ta aparatura. I to urządzenie było naprzeciwko tych drzwi, przez które weszłam. Ale to nie były drzwi, tylko taka rama srebrna z drzwi. No i ten filiżankę.
Czyli tam te wszystkie elementy tego pomieszczenia sprawiają wrażenie metalicznych? Wyglądało jakby były metalowo-szklane i wyglądało jakby całe pomieszczenie było pokryte kafelkami jak do łazienki albo ze szpitala, coś takiego.
I nie wiem, nie wiem, nie przyglądałam się. W każdym razie położyłam się.Przepraszam. Na tym urządzeniu. No i tu się zaczyna taki horror. Ja do dzisiaj to pamiętam. Czułam ból. Czułam tak potwornie przerażający ból fizyczny. Ja nie jestem w stanie tego opisać. Jezus Chrystus. Nie czułam nigdy w życiu takiego bólu. Ja mam sny, w których odczuwam ból, ale nie taki, nie taki. To nie jest to, to nie to. To urządzenie polegało na tym, że do moich chorych kolan, na których nie mogły długo stać, chodzić, a czasami mam tygodnie, że nie mogę się w ogóle podnieść. Przetykały się takie rury i te rury były takie wygięte. To mi się kojarzyło trochę jak, jak są pasy, jak się zapina pasy w aucie czy w samolocie, to one mają te końcówki takie wygięte i one są czasami takie puste w środku, że tak jakby obramowanie jest, a w środku nie ma nic i to ma wejść ten taki klik, wie pan, o co mi chodzi? Mniej więcej.
Tak, tak kojarzę. I to coś. To coś wyglądało w taki sposób jak od pasów, tylko to było takie duże. To było takie duże, jak moje kolana i to się przypisało do moich kolan. I jak to się do moich kolan przycisnęło, to czułam potworny ból. Ale to był tak przeraźliwy ból. Jezu, ja się w tym śnie darłam. Ja się w tym śnie darłam. Ja byłam święcie przekonana, że ja podczas snu krzyczę i zaraz wstanie i mnie obudzi, mówiąc: "drzesz mordę przez sen". Takie coś miałam w głowie wtedy. Chryste, to był taki ból.
Ja nie wiem, co to było. I ja krzyczałam, a ta kobieta do mnie: "spokojnie, za chwilę ci przejdzie i nie będziesz już niczuć. Ale uspokój się, błagam cię, nie krzycz, proszę, spokojnie". A ten w tym śnie dzieje mi się krzywda.
Na przykład stał nade mną i on się na mnie patrzył z uśmiechem. Nigdy mi się nie śni z uśmiechem, kiedy w dajmy na to, że mam koszmar. Nie wiem, mam koszmar w stylu na przykład mnie kimś zdradza i ja zaczynam płakać. To, co robi w śnie albo jest dla mnie agresywny, albo po prostu jest smutny i się mną przejmuje.
No takie zwykłe wyobrażenie partnera, nie? A w tym śnie on nade mną stał i on się uśmiechał. I dwa dni potem dotarło do mnie, że ten w tym śnie on nie miał gałek ocznych, tylko miał czarne gałki oczne.
Tak jakby coś spod tego próbowało się potrzeć. Tak jakby co wyglądało, jak tylko to nie był to się to to miało mi dać otuchę, żebym ja w ogóle tam weszła. I teraz dalej. Uwaga! Leżę na tym urządzeniu. Leżałam na tym urządzeniu prosto na plecach. Ręce miałam wzdłuż ciała. To coś przetykało mi się do, do tych stawów kolanowych. Ja krzyczałam. Ta kobieta dalej przy tym urządzeniu. Ona była taka dość gruba i niska. Ona tak trochę wygląda jak żaba. Tak mogę ją porównać? Tak, tak, tak dziwnie wyglądała. Dziwna była. I ona mówi do mnie spokojnie. Ona do mnie mówiła normalnie, rusza ustami i mówiła do mnie. Mówi do mnie spokojnie, za chwilę ci to minie. A ja krzyczałam w tym śnie i darłam mordę dalej. Nie darłam się. I teraz jest najgorszy etap tego snu. Coś wbiło mi się w potylicę, coś mi się wbiło z takim impetem w potylicę, że poczułam, jakby mnie prąd poraził. I to jest najciekawsze. Zaczęłam tracić czucie od nóg, od rąk, od płuc.
Przestałam tak jakby oddychać i na samym końcu zaczęło paraliżować mi buzię i straciłam na samym końcu wzrok. I teraz bardzo ciekawa informacja o mnie. Od dziecka, odkąd mam te lęki, za każdym razem, kiedy idę do lekarza, kiedy podają mi jakieś znieczulenie—nigdy nie miałam narkozy, ponieważ prawdopodobnie nie mogę jej mieć, ale nigdy jej nie miałam, bo nie miałam żadnej operacji w szpitalu. Nigdy w życiu nie byłam operowana. Nigdy, nigdy nie miałam nic złamanego, miałam jedynie wytrącony bark czy tam coś w tym stylu właśnie. Ale nigdy nie miałam złamań żadnych. Nigdy nie leżałam w szpitalu dłużej niż siedem dni.
No i generalnie sprawa wygląda tak, że, że po prostu od dziecka mam coś takiego, że ja muszę zachować świadomość. W najgorszym stresie, kiedy normalny człowiek mdleje, bo się za bardzo boi, bo dostaje zachikardii, czyli tego szybkiego bicia serca, które potem może wywołać zawał. A ja to mam bardzo często, jak mam stres.
Każdy człowiek mdleje. Ja nie mdleję. Ja staram się zawsze zatrzymać świadomość do samego końca, aż się nie wiem, za przeproszeniem, nie wyrzygam czy coś takiego. I w tym śnie próbowałam z całej siły zachować świadomość oczami właśnie, żeby widzieć, co się wokół mnie dzieje i ostatni wzrok straciłam. I teraz czarna dziura. Nic nie pamiętam. I teraz kolejna dziwna sytuacja. Obudziłam się nad ranem.
To była chyba czwarta, piąta na łóżku, w bardzo nienaturalnych śnie. Po tym śnie? Tak to było zaraz po tym śnie straciłam przytomność. I mam takie wrażenie, jakby minęły dwie godziny. I ja nie wiem, co się działo. W sensie tak jakbym była w tym śnie i w tym śnie siedziały jakieś dwie godziny, ale ja ich nie mam w głowie. W ogóle nie mam tego w pamięci. I nagle jest czwarta rano.
Mhm. I to wygląda tak, że ja po prostu leżę sobie na łóżku, leżę sobie na łóżku, na kołdrze, w sensie na mojej pościeli. Leżę sobie nieprzykryta i leżę na plecach. Ja tak nie śpię. Dlatego, że mam lęki. Ja muszę być przykryta całkowicie. Nogi, ręce. Jakbym mogła tam sobie głowę przykryła, żeby mnie nic nie dotknęło i muszę leżeć na boku. Nigdy nie mogę zasnąć na plecach, bo się boję paraliżu.
Czyli to jest tak, jakby coś panią wyciągnęło spod tej kołdry i ułożyło akurat w takiej nietypowej pozycji. Tylko, że potem mija trzeci dzień od tego trzeciego maja, w sensie tej nocy z trzeciego właśnie na czwartego. I ja sobie zaczynam przypominać coraz więcej szczegółów, dlatego że przypomniało mi się, że w momencie, kiedy zaczęłam odzyskiwać świadomość, miałam wrażenie, że ja wpadam na łóżko, ale nie, że ciałem eterycznym, tylko że fizycznie ktoś mnie na łóżku kładzie. Tak jakby. Tak jakby ktoś jakąś, nie wiem, telekinezy, ktoś używał na mnie coś takiego i kładł mnie na kołdrę. I teraz uwaga po tym śnie miałam fizyczne obrażenia.
No właśnie tak, tak mi się nasunęło pytanie, czy pani może się sprawdzała po tym fizycznie, po tym, po tym śnie. Po snu? To był trzeci, czwarty maja. Nie mogłam chodzić do sierpnia.Nie mogłam chodzić, nie mogłam wyjść z domu. Nie mogłam wejść do kuchni-- nie do kuchni, tylko do łazienki. W tej kawalerce musiałam jeździć na wózku. Miałam tak opuchnięte stawy, że myślałam, że mnie po prostu za chwilę odwieżą do szpitala. Mówiłam, że chyba pojedziemy do szpitala, bo jest ze mną coraz gorzej. Od tamtego momentu nie mogłam chodzić. A ja zapalenie stawów mam ponad rok. W sensie zapalenie stawów przeplatane z tym, że tam jest te przerośnięte ciałko Chowska i nie ma żadnej wody, ale włącza mi się czasami zapalenie stawów i to może być wywołane tamtym zakażeniem bakterią, bakterią, bakterią boreliozy, co nie? No i generalnie myślałam, że trafię do szpitala, bo co gorsze, ja miałam tył głowy tak jakby poparzony, ale nic nie było na skórze.
A to było w tym miejscu, w którym było przytknięte to urządzenie? Tak, tak, to coś, co mi się wbiło, bo ja mam inaczej. Pan musiałby mnie zobaczyć. Ja mam bardzo dziwną czaszkę. Ja mam bardzo duże oczy, potwornie duże oczy mam.
Mam bardzo duże oczodoły. Mam takie oczy jak połowa mojej ręki. I dużo ludzi mi mówi, że masz potwornie duże oczy i tył głowy mam tak jakby wycięty do góry. W sensie tak jakby mi brakowało czegoś z tyłu głowy. Taką dziurę mam. I to jest miejsce bardzo bolesne dla mnie. Miałam tak jakby poparzoną skórę właśnie tam, między włosami i ja musiałam sobie głowę smarować parafiną, żeby mnie to nie bolało. Przez nie wiem, chyba pół miesiąca musiałam tak robić. Tył normalnie, włosy parafiną musiałam smarować. Dosłownie parafiną, bo żadne olejki migdałowy tam, słonecznikowy, bo ja tam wiadomo, dbam o włosy bardzo, żeby w ogóle włosy mieć jakiekolwiek ładne, bo ja mam okropny gatunek. Ja się urodziłam tak jakby ze spalonymi włosami i żeby mieć w ogóle ładne włosy, to muszę o nie bardzo dbać.
Tak samo o skórę twarzy czy ciała, bo ja mam egzemę na dłoniach i tak dalej. No po prostu skórę jak pergamin mam i mam światłowstręt potworny. Kiedyś miałam uczulenie na słońce, na przykład. Jak byłam dzieckiem, to lekarka zakazała mi w ciempu miesiącach w ogóle wychodzić na słońce, ponieważ słońce tak jakby spalało mnie, ale nie takie poparzenia. Wie pan, o co chodzi? Że miałam coś takiego jak ja miałam te filmowe wampiry, że tak powiem, że wychodziłam na słońce, nagle rana, miałam palenie takie jak- Jakby pewien światłowstręt.
Tak. Ja do dzisiaj mam światłowstręt. Ja mam, ja mam uszkodzone w oczach to coś takiego, co się widzi w ciemności. W sensie, że jak ludzie są w ciemności, to po pewnym czasie widzą w ciemności, a nie widzę. Ja widzę ciemność, porozę ciemności.
Nie dostosowuje się wzrok do warunków oświetlenia. Tak. A jak świeci słońce, to muszę nosić okulary przeciwsłoneczne jakieś. Nie wiem, skórę to muszę filtrami smarować. Nawet na włosy filtry muszę kupować i dlatego, że ja mam tak potworny światłowstręt, że moje źrenice stają nam jak gałki od szpilki. Te takie malutkie szpilki są robione z takimi, takie gałeczki, takie malutkie, nie wiem, jak to nazwać. Takie kuleczki są na nich. To moje oczy są-- one się tak zmniejszają potwornie i to jest dla mnie tak paraliżujący ból. Ja nie mogę w ogóle na słońce tak jakby wychodzić. I tak mam od dziecka. I generalnie właśnie w tym miejscu, tam właśnie, gdzie mnie to bolało, musiałam parafiną dosłownie smarować skórę. I dzwoniłam wtedy do mojej przyjaciółki jednej, drugiej i do tej trzeciej, z którą teraz kontaktu nie mam i mówię: "Chryste Panie, zaraz mnie rozerwie, miałam taki i taki sen". A one akurat wiedzą, że mi się takie rzeczy dzieją i traktują mnie poważnie. I mówią: "idź parafiną to smaruj". I ja mówię: "zobacz, czy ja mam coś z tyłu na głowie, bo ta głowa to mnie tak boli, że mnie chyba zaraz rozerwie z tego bólu". Mówi: "ale ty nie masz nic". Ja mówię: "to czemu mnie tak boli?" Dosłownie. Skóra mnie paliła żywym ogniem. Ja sobie to tłumaczyłam podrażnieniem z włosów. Nie?
Ja- podrażnienie z włosów. Ja całe życie krótkie włosy nosze, nie? Super podrażnienie. Nagle by się tak z kosmosu podrażnienie wzięło. Ja, żeby mieć podrażnienie z tyłu głowy tam właśnie w tym wrażliwym miejscu, to muszę tą głową o poduszkę szorować. Ostatnio właśnie byłam ściąć włosy jeszcze krócej, to tak jak taki chłopiec trochę wyglądam i generalnie no miałam wtedy podrażnienie straszne, bo przez przypadek sobie strasznie podrapałam ten tył głowy. Ale no mówię panu to, co wtedy miałam z tą głową, to było potworne. Jeszcze do tego wszystkiego miałam jakieś dziwne paraliże twarzy i to miałam tylko raz, właśnie po tym śnie miałam coś takiego, że jakby paraliżowało mi usta. Paraliżowało mi też oczy trochę i paraliżowało mi tak, jakby jamę nosową, to taki, takie, że nie dusiłam się, ale miałam tak, jakby mięśnie wiotczały, coś takiego. I to było przez dwa tygodnie i mówiłam tylko- Domyślam, domyślam się, bo niedawno też coś takiego miałem przez pewien czas jak by mi tak twarz szewiotczała. Takie drętwienie odczuwane w szczególnie w dolnej części twarzy.
No, no, no, to coś takiego mi się właśnie zdarzało po tym śnie i ja nie wiedziałam, co się ze mną w ogóle dzieje, dlaczego ja tak mam i w ogóle nic nie wiedzie-- nie wiedziałam co to był za sen. No ale miałam normalnie obrażenia i nie mogłam chodzić.
Do sierpnia nie mogłam chodzić normalnie, nie mogłam stanąć o własnych nogach, nie? Raz, raz w czerwcu wyszłam, to potem się już poskładałam z tego bólu, bo na wózku już potem musiałam jeździć cały czas i dopiero od niedawna zaczynam jakoś normalniej chodzić. W sensie sobie tak truptać zaczynam czy tam se wyjdę czasem na jakiś spacer krótki, ale zaraz muszę wracać do domu, bo już bierze mnie na stratę przytomności z tego bólu stawów.
Nie, bo stawy też w rękach mi trochę siadają. No to ogólna choroba taka nie? Albo borelioza to wywołuje, albo po prostu ta wada genetyczna. Jedno z dwóch. Zobaczymy co wyjdzie tam po grudniu po badaniach genetycznych. No muszę mieć na nie pieniądze, dlatego sobie muszę uzbierać większą sumę, bo chciałabym mieć zrobione bardzo dobre badania, żeby mi już wychylić, co to jest za rodzaj choroby i tak dalej. No ale no generalnie no ja jestem bardzo specyficzna. Ja nie widziałam nigdy osoby na przykład podobnej do mnie z wyglądu. Jak długo żyję? Nigdy nie widziałam nikogo podobnego, bo miałam bardzo duże gałki oczne i pamiętam taką sytuację. Nawet mam to zdjęcie jak miałam RTG zębów robione i to jest RTG zębów, które jest robione w październiku zeszłego roku. Zanim się wyprowadziłam, musiałam mieć zrobione RTG zębów, żeby lekarz mi jeden ząb naprawił, bo mi się bardzo szybko zęby psują przez właśnie chorobę, tak jak kości całe. Ja mam takie jakby bardzo słabe kości, ale się nie łamią, tylko się wszystko psuje.
No i generalnie-Zrobił mi prześwietlenie dentysta, ale samych zębów, samych zębów i na, przy tych zębach wyszły mi oczodoły. Ja mam tak wielkie oczodoły, że one się zaczynają tam, gdzie się kończą zęby. W sensie wie pan, o czym ja mówię? Jak mam oczodół, to, to nie jest ta jama nosowa czy tam zatoka, tylko to jest dosłownie mój oczodół, który się kończy w miejscu, gdzie kończą mi się korzenie moich zębów.
I dentysta mi powiedział: "O". A ja mówię: "Co się stało?" On mówi: "Pani Dariu, pani ma ogromne oczodoły, ale pani ma tak ogromne oczodoły, że ja takich nie widziałem". Ja mówię: "Co?" [śmiech] To była moja reakcja. No to tak swoją drogą tak, tak w ogóle, że dziwna jestem. Nie wiem dlaczego takie właśnie sny miałam i ten sen, ten właśnie sen w maju ostatni raz to, to był sen. To był sen taki właśnie realny, bardzo podobny do tego, jaki miałam, jak miałam dwadzieścia lat.
Ale ja byłam święcie przekonana, że właśnie to jest tylko i wyłącznie sen. A to, co miałam, jak miałam dwadzieścia lat, to, to było jak na żywo, normalnie jakby mi film ktoś puścił i w głowie pamiętam każdy szczegół, co się wtedy działo. Jak chodziłam po tym całym, całym domu, jak tych, tych moich rodziców budziłam i tak dalej. No i od tego czasu jak w lipcu miałam tam ten sen, że te szaraki wchodzą przez okno, jeszcze na ulicy Grunwaldzkiej i tam porywają i ****** i mnie tam coś tam ze mną robią, ale oni mnie tylko porwali, czy nawet chyba mnie zostawili w spokoju. Nie! Tam było coś więcej. Teraz taki przebłysk mam. Śniło mi się, że byłam w jakimś lesie i te szaraki tam sobie coś robiły w tym lesie. Znaczy to wyglądało jak las. To było tak, jakby pomieszczenie, które wyglądało jak las. I ten jeden szarak, który zabrał ******, mówił do mnie w sensie nie ruszał tam tą swoją gębą dziwną taką, tylko coś, coś w głowie do mnie miał tak jakby- Taki jakby przekaz telepatyczny.
Tak, takie, że ej, uspokój się. Halo, to tylko sen. Halo? Widzisz to drzewo? Patrz jakie fajne drzewo. A potem się obudziłam. O, teraz mi się to przypomniało. Przekaz telepatyczny, bądź można to jeszcze nazwać taką wymianą myśli jakby.
No coś takiego. Ale w sumie z takich ciekawostek to ja chyba nigdy w mieszkaniu nie czułam żadnego nieprzyjemnego zapachu, bo bardzo dużo właśnie ludzi porywanych mówi, że jakiś nieprzyjemny zapach jest, że ta, ta skóra szaraków czy ten kombinezon, czy oni, co to tam mają na sobie, że to jakoś nieprzyjemnie pachnie, nie? I to w tych amerykańskich książkach też. Tamo ufolodzy piszą yyy, czy tam dobrze mówię, że, że pan Damian Trela tak, dobrze mówię? Że to był pan ufolog. No to, to on też wiele razy wspominał, że tam, tam na debatach czy coś, to ile razy mówił, że no, że właśnie przy porwaniach tam panowie w ogóle mówili na tych debatach wszystkich, że tamta, że szaracy mają brzydki tam zapach siebie jak znizna, zgniłe mięso. W ogóle kiedyś spotkałam się z jakąś tam teorią spiskową, że niby, niby szaraki sobie robią jakąś tam papkę z hormonów tych zwierząt. Tamte narządy im wycinają i tam się nacierają.
Jezu, ja siedzę w tym temacie. Mogła zostać ufologiem. Nie, ale chyba bym zwariowała [śmiech]. No więc generalnie to jest taka wiedza, która zaczęła się u mnie kształtować, jak byłam dzieckiem. Nie, ale jestem osobą tak racjonalną, że to jest niemożliwe, żebym ja wtedy to zmawiała, bo ja jestem lękowcem. Ja unikam takich tematów właśnie. Więc jest to dziwne, że takie sny mam i takie wyobrażenia, jakieś obrażenia na ciele, jakieś jaja się dzieją i to byłaby tylko moja wyobraźnia. Więc no nie wiem, po prostu stwierdziłam, że, że po długim dość okresie czasu już tyle lat słuchamy także Radia Paranormalni, stwierdziłam Jezus, dobra, zadzwonię, napiszę. Nie wiem, cokolwiek. To wymaga opowiedzenia chyba.
No to tylko świadczy o tym, że pani niestrudzenie, przez wiele lat, przez te wszystkie lata jednak próbuje jakoś aktywnie coś, coś robić, żeby wyjaśnić w jakiś sposób. Poszukuje pani wyjaśnienia? Ja szukam wyjaśnienia dla samej siebie. Bo ja świata nie zmienię. W sensie choćbym była naukowcem. Nikt z nas świata nie zmieni, bo my jesteśmy tylko ludźmi na jakiejś małej planecie. A tak naprawdę my możemy być popiołem w głowie jakiegoś innego osobnika. Wie pan, co mam na myśli. Możemy jakimiś bakteriami tak naprawdę. Chodzi o to, że, że jesteśmy tylko ludźmi. Potem jest następne wcielenie albo nie ma go wcale. I mogę być zwierzęciem, robakiem, mogę być kosmitą, mogę być kimkolwiek.
Mogę być powietrzem. Ale ja szukam rozwiązania w tym życiu. Czemu ja tak mam? Co się ze mną dzieje? Czemu jestem taka dziwna? Czemu jak byłam dzieckiem, to miałam problemy zdrowotne do tego stopnia? Czemu zawsze byłam inna? Czemu taka jestem? Nie wiem, czemu mam wrażenie, że powinnam mieć brata bliźniaka i go nie mam i szukam go całe życie chociażby. Po prostu stwierdziłam, że tego jest za dużo. Za dziwne mam życie, za bardzo dziwne, za dużo widzę, za dużo czuję, za dużo myślę i stwierdziłam, że to wymaga opowiedzenia, bo te lęki to się nie bierze z kosmosu.
Połowa lęków wiadomo, gdzieś tam jest podświadomość po tym, co tata mój robił, że pił i tak dalej, że jak byłam dzieckiem, to niestety miałam sytuację taką ze ścian akceptacji i jak miałam piętnaście lat, to zdałam się w relację z facetem, który miał dwadzieścia jeden i zrobił mi krzywdę chociażby. I ja nie mam problemów, żeby o tym mówić, mimo tego, że jestem skrajnym introwertykiem, potrafię mówić. A poza tym jednak pan jako osoba jak długo tam słucham, chociażby Radia Paranormalni wywołuje we mnie zaufanie. Bo mam wrażenie, że, że pan i pana koledzy tam z debat nie robią sobie żartów po prostu.
My tutaj, my tutaj w gronie, w gronie naszym radiowym mamy dosyć sporo osób, które już też od młodych lat, niektórzy wręcz od dzieciństwa stykają się z takimi czy innymi zjawiskami paranormalnymi. A ja rozmawiałam z-- teraz chcę, żeby nie pomylić imienia. Powiem tylko nazwisko, ponieważ nie mogę sobie przypomnieć imienia. Mam bardzo słabą pamięć do takich rzeczy, do wydarzeń mam bardzo dobrą, ale do dat, do imion nie za bardzo.
Rozmawiałam z ufologiem. Tak, mogę powiedzieć ufologiem, który jest w fundacji ******. No to jest fundacja akurat nie ciesząca się zbyt dobrą renomą wśród nas. I chyba w ogóle nawet moją renomą. W sensie moim zdaniem już się chyba nie cieszą, bo rozmawiałam z panem ufologiem. Byłam bardzo szczęśliwa, że mogę tam panu.
Bernard nie pamiętam jak pan na mnie powiedział. Bernard Tak. Myślałam, że jestem traktowana poważnie. W sensie tak myślałam. Bardzo się cieszyłam, że mogę to powiedzieć, ale, ale potem chciałam opowiedzieć to, co się stało w maju i już nikt się ze mną nie skontaktował.
No ja pani powiem taką jedną rzecz. Ja mam kontakt z człowiekiem, który wpuścił, że tak powiem kolokwialnie mówiąc, Bernharda Wiszowicza do maliny z kilkoma różnymi sprawami, podając się za kilka różnych osób totalnie fikcyjnych. I pan Bernard to Wszystko łyknął. Nawet zrobił livestreamy na temat tych tam UFO przyklejone plastelinowe do szyby w oknie czy coś takiego.
Tak jak pan Także totalne fejki. Pan Bernard Wisz opuszcza, traktuje je jako autentyki i takie jako takie też filmuje. No ja mu nie opowiedziałam tego wszystkiego, co panu, bo już w połowie rozmowy stwierdziłam, że nie, nie ja. Ja się za bardzo boję tej rozmowy. To nie jest dla mnie, nie. I ja spróbowałam jednak do paranormalium tutaj do Pana chociażby, no to stwierdziłam, że się odważę jednak, bo ostatnio ta seria chociażby, która została wypuszczona na, na kanale Radia Paranormalium, opowiadająca o tych sytuacjach, co się dzieją ludziom w Polsce, chociażby to mnie poruszyło bardzo.
Po wystartowaniu tego podcastu. Ja tutaj mam dosłownie urwanie linii telefonicznej. Można to tak powiedzieć. Wie Pan co mnie przeraża? Ja Jestem typem człowieka, który jakby mógł w Polsce, to bym nie została. W sensie ja mam tak dużą już wiedzę chociażby dzięki Radiu Paranormalium, czy jakichś tam książkach zagranicznych, czy cokolwiek. To śledzę od dziecka. Chciałabym zostać ufologiem. To jest moje największe marzenie, ale jednocześnie to jest mój największy lęk.
Ja tego unikam. I ja, gdybym mogła, to bym dała wszystkie pieniądze, żeby wiedzieć, co to jest, z czym ludzie mają do czynienia. I najbardziej przykre jest w tym wszystkim dla mnie. A jednocześnie mnie to cieszy, że tak się właśnie domyślałam, że zrobili państwo tam, tam te, te właśnie podcasty, że tak powiem, nie z tymi opowieściami tych ludzi.
Dzisiaj słuchałam właśnie o tym, tym, tym mężczyźnie, co chciał z tym nożem pod poduszką spać. Co do tego syna przychodził rano, te rany miał i tak dalej. To chyba wczoraj, dziś, jakoś w tym tygodniu zostało wypuszczone. Nie wiem, czy to dzisiaj było.
To miało premierę, to miało premierę w ostatnią niedzielę dwudziesty, o dwudziestej drugiej. Właśnie. No i ja dzisiaj to zobaczyłam, bo ja unikam tych tematów od dłuższego czasu, bo dostanę na głowę. Ale musiałam, już musiałam. Ten numer dostałam, mówię nie zadzwonię, nie, bo ja już mam dość tego, że opowiedziałam to wtedy tamtemu panu właśnie w tej ostatniej chwili i ostatnie słowa, które usłyszałam, przekonały, że nie, nie, już więcej nie powinnam tam dzwonić, bo ja mu powiedziałam o moim lęku. Ja mu powiedziałam, że ja uważam, że szaraki i te wszystkie inne istoty, które mogą istnieć. Nie mówię tu o jakichś tam gościach z Plejad, bo tu mam wątpliwe mniemanie na ten temat, chociaż no niektóre sytuacje są dość ciekawe, ale mówię głównie o szarakach. Te istoty nie są dobre, one nie są dobre, oni na nas eksperymentują jak na zwierzętach. Tak jak my zachowujemy się wobec zwierząt, tak oni zachowują się wobec nas i nie wiem czym są. Nie wiem czy to są kosmici, czy to są demony, czy to według tej teorii matki ziemi, że sprowadza nas do parteru, że tak powiem, żebyśmy zaczęli coś robić z tą planetą tylko dlatego, że przybiera postać jakichś istot, to ja uważam, że oni nie są dobrzy. Jeżeli są, to nie są dobrymi istotami. Może wyjątki, ale nie oni, nie szaraki. A pan Bernard, dobrze mówię? Nie mogę, nie umiem tego wypowiedzieć.
Powiedział mi, że szaraki są w sensie, że w ogóle kosmici. W sensie mówię o szarych, tak o greys, he he he, ta nazwa, że oni są po to, żeby, żeby ludziom pomagać. Ja mówię nie. Ja mówię dziękuję, do widzenia, nie.
No ja pani powiem, że w wielu aspektach działalność tego człowieka, jej kierowanej przez niego partii wygląda wręcz na sekciarstwo także. No, choćby przypadki takie jak. Mam wrażenie, że oni taki kult robią wokół szaraków, że ja pierniczę, Jezus to był szarak. Boże zbawienie, kosmici! Jezu, prawdziwa religia, Boże kochany, Boże kochany, ja mam takie piękne słowo z książki ufologicznej Widzisz UFO — Uciekaj i tyle w temacie.
No to już nie chodzi nawet o tych szaraków. Oni po prostu mają coś takiego, że jak się ich publicznie skrytykuje za coś, to jeżeli, szczególnie jeżeli zobaczą, że ktoś, kto krytykuje ich, ktoś powiązany z Nieznanym Światem czy z Radiem Paranormalium, to zaraz ten pan jakby ubiera się w jakieś fejkowe konto i zrzuca tam bluzgami, niekiedy bardzo wulgarnymi straszy sądem na przykład.
Nie wiem czemu tak jest. Nie wiem, nie wiem, W sensie nie wiem, czemu oni się tak zachowują, Bo ja zadzwoniłam tam yyy. Powiedziała moją historię, a mam wrażenie, że została właśnie potraktowana jak ten.
No wie pan, interesuję się tym tak? No to na pewno moja wyobraźnia, tak? Wyobraźnia powoduje mi obrażenia fizyczne i mojemu mężczyźnie. Serio? To fajna wyobraźnia. Nie ma co. Demony, diabły. Z tą, z tą wyobraźnią to ja kiedyś, kiedyś czytałem, właściwie tłumaczyłem też taki artykuł, że pewne te obrażenia mogą być efektem takiej osobliwie silnej hipnozy, autohipnozy czy, czy jakiegoś czegoś podobnego.
Mhm, coś takiego, coś takiego akurat z tym zgodzi. No tylko, tylko, tylko, że to właśnie oddziałuje w większości przypadków, żeby nie powiedzieć, że we wszystkich prawie. Oddziałuje tylko na osobę, która sama tej hipnozy, że tak powiem, doświadcza, a nie na osoby postronne, na przykład na partnerów.
No, jeżeli 20 00:03:26,000 -- 00:03:30,000 ktoś nie wierzy w takie rzeczy, a nie wierzył, nigdy, jest chrześcijaninem zagorzałym, a ja nie. No to, to jest, chociażby jakaś wiarygodność. Nie? No tak. Chociażby to on jest naprawdę. On jakby mu różaniec klepał by codziennie. A ja jestem antykościół, ale nie jestem. Ja nie jestem tym. Jak się to nazywa? Temu, kto nie wierzy.
Nie jest pani taką wojującą ateistką? Nie, ja nie jestem w ogóle ateistą. Ja uważam, że Bóg istnieje. Jest to cząstka fizyczna i yy tworzy nas. A gdy umieramy, toStajemy się po części jego cząstką, ponieważ nabieramy dużą wiedzę. To jest moje zdanie na ten temat i uważam, że istnieje życie po życiu. I mam nadzieję, że w przyszłym życiu będę szarakiem i się dowiem czegoś o tej Może w przyszłym życiu Pani zobaczy to wszystko od drugiej strony. Też tak może być.
Bo na razie postrzegam szaraków jako, że tak za przeproszeniem złodupców, nie? Może gdybym tego nie doświadczała w sensie tych dziwnych wydarzeń, snów, to na pewno bym się tym tak nie interesowała. Bo jestem osobą, która musi wiedzieć czemu.
Ja muszę wiedzieć. Jak ja nie wiem, ja dostanę na głowę. Po prostu nie wiem. To taka całkiem naturalna reakcja, że człowiek czegoś doświadcza i potrzebuje po prostu sobie to jakoś wytłumaczyć. Bo yyy są też ludzie, którzy to sobie tłumią, jakby spychają na dalszy plan, próbują o tym nie myśleć, no ale to jakby cały czas w nich, cały czas właśnie w nich siedzi.
No nie próbują aktywnie, jakby tego wyjaśnić. No pani tutaj ma zupełnie inne podejście. No i właśnie tak mi się, tak mi się skojarzyło z tym, co ostatnio w niedzielę można było usłyszeć, choćby w rozmowie z Damianem Trelą. Z tym, z tym słuchaczem, który tam się dzielił tymi swoimi, tymi swoimi różnymi.
O tym mężczyźnie, co, co z tym nożem pod poduszką, umówmy się na plus. No, no. Bo pani, pani jest jakby otwierana, czy też jest pani otwarta na te tematy już jakby od dzieciństwa i też tak mi się wy-- tak mi się skojarzyło, że to ma pani do czynienia z jakąś taką inteligencją, formą inteligencji, która jakby dopasowuje się do tego, co pani ma wkodowane w głowie po prostu.
W sensie o te wszystkie zdarzenia. Tak. No też to tak zaczęłam tłumaczyć i teraz Jestem już od dłuższego czasu tak zesrana za przeproszeniem. Mówię: O nie! Mówię pewnie ja pewnie nie widzę tych złodupców, bo oni wiedzą, że jak ja ich zobaczę, to ja zejdę na zawał.
No i oni w jakiś sposób się-- oni w jakiś sposób się dostosowują do pani światopoglądu. Na przykład do pani, do tego, co pani przeżyła wcześniej, do tego, co jest zakodowane jakby w podświadomości. Tak mi się wydaje. Niby to jest takie spekulowanie, takie głośne, takie głośne myśli.
Z jednej strony no dziwne by było, żeby tak rozwinięta cywilizacja czy cokolwiek, co to jest, nie umiało się dostosować do obiektu, na którym chociażby eksperymentuje. Bo weźmy pod uwagę, że na przykład nie wiem, ja jestem jakąś hybrydą na przykład i według książki takiej, takiego ufologa z Rosji nie pamiętam, jak on się nazywa, Boże, i kiedy ja ją czytałam dawno temu, dawno nieprawdaż? Jak zawsze mówię. On tam opisywał, że ludzie, którzy są z jakimś tam kodem trzynastkowym, to są hybrydy szaraków.
Słyszał pan kiedyś o tym? Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie. Taka książka, ale ja nie mogę sobie przypomnieć, co to jest za książka. To jest jakiś rosyjski badacz UFO. Ja oczywiście z dystansem do tego podchodzę, ale się śmiałam, bo ja właśnie się bardzo wpisuję w opis tych hybryd. Czy to z wyglądu, czy to na przykład chociażby unurzenia nosa, kiedy się uśmiecham.
Koloru oczu, włosów i z tego, że nie rozumiem matematyki. Ktoś do mnie mówi dwa plus dwa. Ja mówię ja nie, Pani Maju, ja nie rozumiem. Ja naprawdę nie rozumiem matematyki. Nie rozumiem. Ja rozumiem wszystko inne, jedno nie matmę. Matematyka to dla mnie czarna magia.
Dla mnie również. O to mi tam w moim świecie nie. Piętnaście po dwunastej ja mówię to ja jakie? Co to jest za godzina? [śmiech] I dopiero jak włączy mi się synestezia, czyli jedynka jest u mnie taka szaro biała. Dwójka jest żółta, jest mój krosnak. Jest u mnie czarno fioletowy.
Jedynka znowu jest tego koloru, takiego szaro białego, a piątka jest fioletowa. Więc jeżeli widzę to kolorami, to już wiem, która jest godzina. Wie Pani kto, kto mi się teraz nasunął na myśl? Taki sawant tak się nazywa takich ludzi Daniel Tammet. Nie wiem, czy pani słyszała?
Nie. Chyba nie słyszałam. Taki człowiek. Człowiek, który ma właśnie. No to może pani sobie wejść na stronę Radia Paranormalium i wpisać tam takie nazwisko Daniel Tammet przez dwa m i wyskoczy pani- Chyba nie zapomnę- No. Mogę pani wysłać SMS a nawet z tym z nazwiskiem.
Okej, daj mi znać na messa. I właśnie on też. On ma też coś takiego, że właściwie już od dzieciństwa, że widzi liczby w, yy, w postaci kolorów, jakichś kształtów i na przykład, na przykład potrafi wyrecytować liczbę pi do któregoś tam tysiącznego miejsca po przecinku. Bezbłędnie.
O cholera, ja tak nie umiem. Tak nie umiem, ale dla mnie liczby pachną. Dla mnie muzyka ma kształt, dotyk, smak. Potrafią to być istoty, które wyglądają w jakiś sposób. Choroby ludzkie są w kolorach. Ludzkie emocje są w kolorach aury ludzkiej nie widzę, ale to jest wszystko tak, że jak ja zamknę oczy, to nie widzę nic. Ale kiedy mam otwarte oczy i na kogoś patrzę, to tak, jakby trzecim okiem widzę wszystko.
Na przykład są tacy ludzie, że potrafię komuś powiedzieć, że kiedyś w życiu tej osoby coś się stało. Na przykład ostatnio miałam taką sytuację właśnie z tą dziewczyną, z którą już nie mam kontaktu. Miałam taką sytuację, że powiedziałam jej po jakimś tam krótszym okresie, jak się poznałyśmy w zeszłym roku. Powiedziałam jej, że słuchaj [dźwięk tonący] się nazywała. Ja wiem, jakie ty masz wyniki badań i na co ty chorujesz, a my się znałyśmy zaledwie pół miesiąca. A ona mówi Co? Ja mówię, masz to, to, to, to, to i to i to jest. Wyszło ci to w wynikach wtedy i wtedy, wtedy, a w tamtym roku miałaś to. A ona [dźwięk tonący] jesteś jakimś szarlatanem walonym. A ja mówię nie. Ja nie jestem żadnym szarlatanem walonym. Ja po prostu tak mam. I na przykład nie wiem, czy mi wolno, ale gdybym mogła powiedzieć coś o panu i miałabym się na panu skupić, to mogłabym powiedzieć parę rzeczy. Tylko uważam, że to nie to samo.
Może pani spróbować. Tutaj taka mała uwaga ode mnie. Otóż dopiero długi czas po tej rozmowie przypomniało mi się pewne zdarzenie z dzieciństwa, a owym zdarzeniem był mój pierwszy pobyt w szpitalu, z dala od domu. Krótki, bo krótki, ledwie parodniowy. Nic poważnego jednak dla małego, kilkuletniego Iweliosiątka na tyle traumatyczny, że nocą moim współlokatorzy z sali szpitalnej zebrali się wokół mojego łóżka i wspólnymi siłami próbowali mnie uspokoić, żeby ten cały Marek wreszcie się zamknął i pozwolił im spokojnie przespać resztę nocy.Kto wie, może właśnie o to chodziło naszej słuchaczce.
A to ta loteria. Nie no trafię czy nie trafię? A tak poważnie jak się skupić na pana życiu? Mam wrażenie, że jak miał pan dwa lub pięć lat miał pan bardzo traumatyczne wydarzenie lub sen, ale nie musiało to dotyczyć kosmitów. No zjesz.
Ja pamiętam, że kiedyś całkiem na jawie jak byłem tam miałem trzy czy cztery lata, to jakoś tak leżeliśmy z mamą w łóżku, w mojej obecnej sypialni i po prostu mama zobaczyła coś tam zza okna i powiedziała patrz, to UFO lata. Nie wiem, czy to ma jakiś związek akurat z tym, co pani wyczuła- No właśnie.
Ale krótko, krótko, jakoś krótko też krótko przed chrztem wypadłem z wózka. Nie wiem, nie wiem, czy to też ma jakiś związek z tym, co pani tam widzi. Ja spadłam ze schodów na przykład. A Pan mówi pan, że wypadł pan z wózka. I może to, o co chodzi? W sensie jakiś uraz wewnętrzny, coś takiego?
No być może. Być może, ale w każdym razie- Mama, mama w ogóle bała się wtedy, że coś mi się stało, że już z tego wózka po prostu się nie wyczołgam. A patrzy, patrzy, po dłuższej chwili wychodzi taki mały Mareczek.
No właśnie. Czy ja się mogę o coś zapytać? Bo jest to coś, czego nie wiem. Jak Boga kocham, nie wiem tego, jak długo siedzę z Radiem Paranormalium, a siedzę od zawsze chyba. Ile ma pan lat? Trzydzieści jeden.
Matko Boska, no to jest fanką kogoś, kto jest niewiele starszy niż ja. Ale jaja. Też kogoś, kto, kto już długi czas ma do czynienia z różnymi tam paranormaliami, chociaż jak bardziej, bardziej mam doświadczenia różne, różne takie związane z tym, co się działo po tym, jak odprowadziłem do światła przedwcześnie zmarłą przyjaciółkę, która z którą niestety nie mieliśmy, nie mieliśmy okazji się nigdy spotkać. Mieszkała na drugim końcu Polski. No ale potem, potem właśnie odprowadzenie, jakieś tak trzy lata temu, w kwietniu 2016 roku, no nastąpił taki wysyp, że tak powiem, różnych, różnej maści znaków, z drugiej strony od niej, takie zdarzenia typu uprzedzenie przed jakimiś przykrościami, typu na przykład atak na serwer Radia Paranormalium.
Pan sobie zobaczy na przykład ja mam coś takiego, że ja mam też prorocze i to Wszystko co się ze mną dzieje przed traumatycznymi wydarzeniami lub jakimiś ważnymi dla mnie. I mam wrażenie, że to powoduje ten ziomek, który wokół mnie lata. W sensie ja na niego całe życie mówię Latający Sagas, ale tak naprawdę on ma chyba na imię Piotr. W każdym razie. No nie wiem, wygląda jak ja, tylko że to wygląda jak ja w męskiej wersji i jest bardzo jasnym blondynem, a ja naturalnie nie jestem mega jasną blondynką, tylko taka mysi kolor mam włosów. No i generalnie kurde tak sobie myślę, że nie wiem, może to mój anioł stróż, ale z jednej strony jest to- Może to po prostu ta osoba, którą pani postrzega jako bliźniaka, który miał się też narodzić.
Tak mi się wydaje, bo wszyscy mi to tak tłumaczyli. Ja sobie też tak to zaczęłam tłumaczyć. Poza tym, jakby nie ukrywać, pani teraz mówi o tej przyjaciółce. No i teraz tak to niby jest życie po życiu, ale dlaczego ona daje znaki?
No może, nie wiem, obiecała, że zostanie w życiu, czy coś takiego. To może zostanie. Ona zmarła w dosyć młodym wieku, dosyć nagle, osiemnaście lat, także nie wiem, może coś ją trzyma. Może, może postanowiła jakoś utrzymać ze mną kontakt albo jakoś pomaga mi nieświadomie w kontaktach z rodziną. Nie wiem.
Zielonego pojęcia nie mam. No może tak, ale z jednej strony jest to przerażające. Tak szczerze, ja nie wiem, co ja mam sobie samej powiedzieć. W sensie nie wiem, co mam sobie tłumaczyć, bo ja na przykład teraz staram się wyciszyć, trochę uspokoić, żeby potem zasnąć i jestem dość pozytywnie nastawiona, nie?
No bo jednak tutaj jest jakiś rodzaj śmiechu przez ten telefon momentami. Tylko że ja się bardzo boję. To też może pomóc w ten sposób, że pani po prostu pewne rzeczy z siebie wyrzuciła i posłuchała, została wysłuchana przez kogoś, kto, kto jednak już no bardziej z szacunkiem podchodzi do, do.
Nawet to już nawet nie chodzi o szacunek. Tu chodzi o takie wysłuchanie w sensie ja wiem, że sobie pan z tego jaj nie robi i- Takie wysłuchanie bez, bez jakby to, jak to, jak to ten człowiek. Już nie będę wymieniał nazwiska, bo to naprawdę wstyd to nazwisko wymawiać. Takie, takie wysłuchanie bez próby narzucenia rozmówcy jakoś, jakiegoś swojego światopoglądu jedynie słusznego.
No tak, bo ja też mam różne światopoglądy. Tylko że no kurde, wydaje mi się, że jeżeli coś przeraża mnie do tego stopnia i ktoś mi mówi, że oni tam są, żeby pomóc, to ja mam takie say what? Naprawdę mam pomóc? Ja już serio, serio oni są, żeby nam pomóc. Oni są prawdopodobnie po to, żebyśmy planety nie zniszczyli lub są nie wiadomo czym, ale są po to, bo potrzebują nas i potrzebują zwierząt, które są okaleczane. Ponieważ ja nie wierzę, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent przypadków zwierząt okaleczanych z Ameryki, z Brazylii i nawet w Polsce był taki przecież przypadek, że zostały pod Warszawą w tej takiej miejscowości okaleczone jedenaście kur i, że jedna głowa miała tam odciętą, krwi pozbawione.
Słyszał pan o tym w ogóle? Właśnie tam- Słyszałem natomiast no, jedynym źródłem, które cokolwiek na to, na ten temat pisało, tak im tak więcej to chyba było no właśnie. No i oni sobie po prostu nagle temat znikł. Nie mogę tego w ogóle znaleźć nawet na stronie od nich. Taka trochę lipa. No ale dobra.
Oni kiedyś tam robili, oni robili jakąś nową stronę internetową, zainstalowali po prostu część artykułów. To, co im się podobało, to wrzucili, część nie wrzucili. Ja pamiętam na przykład, że było coś takiego o katowickiej mgle śmierci, że ktoś tam sfotografował jakąś parę po tej, po tej katastrofie budowlanej w Katowicach w dwa tysiące szóstym roku bodajże. Ktoś tam sfotografował jakąś parę i zaraz to wrzucono na start-- Witaj!
I był, był tekst o katowickiej mgle śmierci. No i tego tekstu też nie ma jakoś tak dziwnie. Ale nie ma połowy rzeczy. Kiedyś tam był artykuł, że niby reptilianina sfotografowano. [śmiech] I to był bardzo ciekawy artykuł dla mnie, ale-- no bo taka teoria sci-fi, ja lubię czasami takie tematy, ale no dobra, nie mogę tego znaleźć, a to było dość ciekawe.
Może nie było prawdziwe, ale fajnie opisane było, nawet na creeppastę by się nadawało, że tak powiem. No ale dobra, no takie trochę smutne, nie? Że-że tam nie ma połowy artykułu. Kurde, tam była połowa mojego dzieciństwa. Wiadomo, ja nie wierzę we wszystko, ale na przykład jakbym miała wysnuć coś właśnie z tych historii ufologicznych, to jedna z takich sytuacji, w sensie opowieści o porwaniu, którą wierzę całym moim jaszczurzym sercem [śmiech] mistycyzmu. Nie, no dobra, to, to jest porwanie tych...
Porwanie Andreassonów. Nieee, kurde, jak oni się nazywali? Ta kobieta i ten mężczyzna to jest pierwszy przypadek porwania. Ja kręcę, nie mogę nazwiska sobie przypomnieć. To ten facet i kobieta. Oni jechali autem i UFO ich zatrzymało. I tam takie istoty wysokie były z czerwonymi oczami. O Jezu, takie to było popularne. To było w Ameryce chyba.
Jezu, nie pamiętam nazwiska. Teraz, w momencie, kiedy mam to na końcu języka, takiego... Jeżeli dobrze pamiętam, czy ta kobieta była rasy białej, a ten pan był rasy czarnej? Tak, tak, tak. Kurde. No to właśnie to są właśnie Andreassonowie. Pisze się Andreasson.
Tutaj niestety wdała mi się prawdopodobnie pewna pomyłka, spowodowana najprawdopodobniej tym, że rozmowę odbyliśmy dosyć już w późnych godzinach nocnych. Chodziło prawdopodobnie nie o Andreassonów, tylko o Betty i Barneta Hillów.
O tak! Ale mi chodzi o imiona teraz. A ja mówię nazwisko. Ja chciałam imiona wymienić, żeby... Betty i Barney To o nich. Tak. Jezus Maria, to jest coś. Jezu, ja to czytałam piętnaście razy chyba przez całe moje życie. Nie, ja dalej mam takie Boże creepy, Boże straszne. Ja się kręcę, zaraz się zabiję. To jestem ja, jak słyszę o takich historiach. No, ale dobra, jeżeli chodzi o coś, co na przykład, jeżeli z takich właśnie moich zainteresowań na ten temat ufologiczne to Ranch Skinwalkera i te wierzenia właśnie tych Indian skinwalkerów to jest mega. W sensie dla mnie to jest mega temat. Mega tematem są też okaleczenia zwierząt i implanty. O Jezu, jakbym mogła to bym normalnie 24 godziny na dobę nad tym siedziała. Ale że jestem świadoma i rozumiem, że nie mogę czytać takich rzeczy, bo dostanę na głowę, to tego nie robię. Ale w ogóle zauważył pan, że dawno w świecie ufologicznym nie było tak jakby publicznie donosów na takie tematy?
No dosyć taka posucha, jeżeli chodzi o takie głośniejsze przypadki. Szczerze mówiąc, nie kojarzę nic takiego głośniejszego z ostatnich lat. Ja? Nie, ja w ogóle. Ja jedynie zdaję sobie sprawę, że że pan jako tam ufolog, o którym tam dużo ludzi wie, czy tam właśnie pana koledzy, tak?
No znaczy, mnie, mnie dosyć, mnie raczej ciężko nazwać ufologiem, tym bardziej takim radiowcem, dokumentalistą. Ale coś tam jest. Nie? I na przykład jednak-- jednak coś się tam słyszy. A ja jestem takim człowiekiem, który chciałby być ufologiem, a jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że no, no, no to nie dla mnie. O nie, nie. [śmiech] Znaczy to dla mnie, ale nie, nie dla mnie.
Pani może nie jest takim profesjonalnym ufologiem, ale z drugiej strony pani jest osobą, która zna temat jakby z drugiej strony. Doświadcza tego na własnej skórze, jakby nawet nie jakby, tylko na pewno.
Jezu, Jezu, ale nie, naprawdę, jak ja to zobaczę kiedyś szaraka to jest śmierć na miejscu. No bo pan też coś takiego ma, że szarak to są takie tępe istoty w jednym, w jednym wydaniu, w sensie oni są tacy inteligentni, straszni, obrzydliwi. Fuj, fuj, fuj, fuj, fuj. A jednocześnie są tacy głupi. W sensie- Znaczy, ja z czymś takim nie miałem do czynienia, raczej na własnej skórze także ciężko mi coś tutaj powiedzieć. Ja mogę tutaj bardziej o tych właśnie przeżyciach z udziałem tej przyjaciółki, czy też parę razy mi się zdarzyło właśnie spotkać z istotami, które się jakby pod nią podszywały. No tylko, że one się podszywały tylko z wyglądu. To było coś zupełnie. Jeżeli chodzi o odczucia, o zachowanie, to było coś zupełnie odmiennego, jakby totalne przeciwieństwo, coś takiego zimnego, takiego ewidentnie złego. Natomiast ze strony przyjaciółki to było same takie ciepłe, same takie dobre podejście, same takie dobre fluidy.
No właśnie, a skoro ja mam jakieś na ten temat wiedzę, którą mam po prostu od dzieciaka, to mogę powiedzieć, że te wszystkie podszywające się istoty pod pana przyjaciółkę mogą być takimi. To jest taka bardzo niska klasa istot, które istnieją, które ja odczuwam, w sensie czuję je czy tam słyszę. Ja na to mówię czasem zmora, ale to nie jest do końca zmora książkowa. Czy to też nie jest do końca demon? To jest coś pomiędzy. To jest coś takiego, że jest to istota, która w pewien sposób została wytworzona ze złożyczenia drugiemu człowiekowi. I te istoty z całej siły próbują sobie zagarnąć energię istoty żyjącej. Czy to zwierzęta, czy zwierzęcia, czy to człowieka, szczególnie takiego, który za kimś tęskni, albo wie, że kogoś stracił. I te istoty właśnie bardzo często udają, że no hej, hej, to ja, co u ciebie? Nie? Może tam w śnie pójdziemy sobie gdzieś i nie można się temu poddać, bo można zostać opętanym. Nie wiem, skąd w ogóle mam taką wiedzę na taki temat.
Nigdy nie czytałam żadnej książki o jakieś tam spirytystyczne duchy, czary mary. Po prostu to wiem. Osobiste doświadczenie. Nie no, może w poprzednim życiu byłam jakąś czarownicą, ponieważ jak byłam dzieckiem- Może, może stoją za tą wiedzą pewne doświadczenia, których pani na poziomie takim świadomym nie pamięta, bo tego już jednak z tego, co pani opowiadała, to tego jednak już było dosyć dużo.
No to by było. W sensie inne osoby, które opowiadają o porwaniach, mają coś takiego, że, że na przykład mówią, że o tam na tym statku wzięli mnie na statek i mówili do mnie, pokazywali mi mapę nieba, na przykład nie, a ja nie wiem nic takiego nie pamiętam, nic nie wiem, nie wiem, nie wiem, po prostu nie wiem. Ale z drugiej strony, gdybym miała poprzednie wcielenie, to może byłam kimś tam z renesansu, jakimś czarodziejem. Hokus pokus czary mary, twoja stara to mój stary. Nie. No dobra. Jezus. No dobra, no załóżmy, że tak było. No to ta wiedza jednak przechodzi gdzieś tam, nie, bo różnych rzeczy się nie pamięta, ale większość rzeczy można zapamiętać w taki sposób. Jezu, żałuję, że dopiero teraz się odezwałam z tym wszystkim. Chociaż z drugiej strony też tak teraz zwlekałam dość długo, bo jak się otworzyłam przed, przed, przed właśnie Panem Cudownym.Imienia nie można wymawiać.
Harry Potter i Czara Ognia to, no niestety otworzyłam się, zanim wyjechałam do Bydgoszczy, więc wątpię, żeby nasz pan B. Kropka był zadowolony z tego, co bym mu powiedziała teraz. No bo to by było pewnie już oczernianie mnie, że ale se jaja robi albo coś takiego.
No byłoby straszenie, byłoby straszenie sądem, byłoby prośby o skasowanie. No ja kiedyś, kiedyś bardzo, bardzo ostro skrytykowałem ich podejście, czy też całą sprawę słynnego UFO ze Zdanów. To zaraz bliska.
Ile można to wałkować? Na litość boską już trzynasty rok. Ja wiem. Jeżeli ktoś się, jeżeli ktoś się w tej sprawie nie zgadza z no to nie jest to jest gnojem. Takich też określeń pan [tona wiadomości] I po prostu nie jest, nie jest dla nich partnerem do dyskusji.
Temat ucięty. Do widzenia. Pamiętam te nagłówki na ich stronach i te z YouTuba jak, jak pierwsze co w tym pełnym, poważnym temacie zaczynało się to, to właśnie był film i oni się śmiali, że oni se robili tą retrospekcja. Czy ja dobrze mówię? Nie wiem, czy ja dobrego słowa używam- Rekonstrukcja chyba, wizja lokalna czy jakoś tak.
Jak oni sobie tymi miskami rzucają. Ja mówię nie i za każdym razem to było, że niby te UFO to były te miski, a potem się okazało, że tam w serio był jakiś obiekt, a potem jednak były miski. I ja zawsze jako dzieciak myślałam, czy oni mówią na poważnie, czy są jakieś jaja? Bo ja nie wiedziałam, czy to jest na serio, czy tam serio ktoś coś widział, czy to jest jakiś, nie wiem, jakaś rekonstrukcja wydarzeń, kogoś, kiedyś. Nic nie wiedziałam, o co chodzi i to było dla mnie bardzo takie traumatyczne. Jak się pierwszy raz z tym spotkałam, to było coś takiego, co, co tak jakby zapaliło we mnie czerwoną lampę pod tytułem nie, nie, nie, coś mi tam nie pasuje. A teraz jak mam ich jeszcze subskrypcjach na YouTubie, to czasami jak rzucają coś, to są sekundowe takie filmiki, że minuta pięćdziesiąt sekund i to jest, że uff, widziane nad autostradą A4, nie, zmień się i ja mam takie żadnej analizy, nic kompletnie. Nie ma opisanego świadka wydarzenia. Kiedy to było? Co się stało? Czy świadek chciał być anonimowy?
Nic nie wiem, ale UFO było, było UFO na sto procent, Jezu ptak leci UFO. Ja mam takie. Nie, nie, już nie już tam więcej nie zadzwonię, nie zapytam. Nie, nie, nie. Dobrze, że nie opowiedziałam wszystkiego i dobrze, że nie opowiedziałam wtedy wszystkiego z takimi szczegółami, jak pan Uwo.
No to raczej to nie są, zdecydowanie pan Uwo nie jest człowiek zaufany w tych tematach. Ja ostatnio pamiętam, oglądałem z czystej ciekawości zapis ich live streama z jedną ze spraw sfabrykowanych przez mojego znajomego. To takie UFO przyklejone do szyby, jeszcze sfilmowane takim starym, takim mega starym telefonem, który strasznie zniekształcał obraz. Jakby tego było mało, to jeszcze było to wideo spowolnione, co poskutkowało tym, że ścieżka dźwiękowa zrobiła się taka metaliczna i, i po prostu pan [tona wiadomości] To skomentował w taki sposób, że jest to cecha charakterystyczna tego typu przypadków.
Ja to pamiętam. Nie no, no kurwa, no nie wiem, co mam więcej powiedzieć. Tutaj mam jeszcze właśnie parę pytań. Wracając do relacji. Mam takie pytanie, które zapisałem sobie w momencie, gdy Pani opowiadała o tym zdarzeniu z Mikołowa. Tamte trzy światła, ta eskadra trzech świateł. Czy pomiędzy tymi światłami była taka jakaś pusta przestrzeń? Czy, jak w ogóle wyglądał środek tej formacji? Czy to było jakieś wypełnione, w jakiś sposób, czy nie?
Było niebo, puste niebo, jakby coś z tyłu było jakieś drzewa albo jakieś tam chmury, czy jakieś ptaki by sobie latały, to na pewno byłoby to widać. Tylko, że to dawało wrażenie, jakby to było połączone.
Ponieważ jak przejechaliśmy przez ten wiadukt, tak jak wcześniej mówiłam, no to ten obiekt się poruszył. No i on leciał jednak tak i te wszystkie trzy światełka, które były ułożone jak trójkąt, one leciały, one leciały równo, więc myślę, że mógł być to obiekt niezauważalny dla mojego oka. Tak mi się wydaje.
Jest opcja, że to mógł być jakiś taki przeźroczysty jakby obiekt, który, czy też obiekt, który dopasował się kolorystycznie tak, żeby nie było go widać. A jest też opcja, że to mogły po prostu być. Mogła to być eskadra trzech świateł, które się w jakiś taki synchronizowany sposób poruszały. Bo rozumiem, że te światła, te światła jakoś nie migotały, nie robiły żadnych tam jakichś dziwnych rzeczy.
Nie, jak ja wracam do tego pamięcią, to mój mózg klasyfikuje to jako poruszający się obiekt, nie obiekty — obiekt. Więc myślę, że musi być na rzeczy, a światła były białe, białe, takie kremowo białe, bardzo jasne. One trochę przypominały Gwiazdę Polarną, jak świeci w nocy, ale one były o wiele większe niż Gwiazda Polarna. No i gdzie Gwiazda Polarna o tej porze by była? Trzy razy taka gwiazda polarna, która się rusza no to.
No to musiałyby być trzy gwiazdy polarne. Zacznijmy od tego. No, no musiałyby być, ale mój mózg to klasyfikuje jako jeden obiekt, którego nie widziałam, więc wydaje mi się, że był to jeden obiekt, tylko że niewidoczny.
Ewentualnie trzy równoległe, w sensie poruszające się równo po tych jednych liniach światła. No to było tak, że jedno światło było u góry, u góry jedno to było tak jak trójkąt, dosłownie trójkąt, trójkąt pionowy, trójkąt.
Taki trójkąt równoramienny. Dosłownie takiej samej odległości były. I to było bardzo duże. Tak jak mówiłam, jakbym, jakbym to na ziemię sprowadziła taka wielka ciężarówka. Tylko że w porównaniu do latających tam, gdzieś tam w tle tych samolotów, to tam przelatywały sobie nad niebem, no na niebie to-No to, to było tak wielkie jak kawałek lotniska nie? Coś takiego jak taki dom duży, coś takiego. I to nie jakby to, jakby to był jeden niewidoczny obiekt, to, to było tysiąc razy większe niż samolot, a samolot sam w sobie w porównaniu do człowieka jest ogromny. To jest ogromna maszyna, więc to coś było ogromne. Nie wiem nawet, do czego to porównać. Ja bym to porównała do kawałka jakiegoś wielkiego boiska, wielkiego domu, coś takiego. Dom może z mojej perspektywy, ale jakbym stawiła przy tym samolot, to samolot to jest takie nie wiem. Nie wiem, do czego to porównać.
Mamy jogurt, wieczko od jogurtu, mamy prawda i obok mamy łyżkę. To ten samolot był jeszcze mniejszy niż, niż ta łyżka. A te obiekty były jak wieczko. To jest wielkie, strasznie duże. No. Dosyć sporych rozmiarów jednak, jakby nie patrzeć. Mam tu jeszcze takie pytanie, które dotyczy tej relacji yyy z tego, co się działo, gdy pani miała sześć lat, gdy mama znalazła panią nieprzytomną i zarzeganą na środku pokoju. Czy rodzina coś wspominała wtedy? Czy coś zauważono przed pani odnalezieniem?
Nie. Yyy Babcia o tym nie wie, dziadek też nie. Oni mogą tego w ogóle nie pamiętać. Dziadek już jest bardzo stary. Mój ojciec, to nie wiem, czy będzie to pamiętać mój ojciec, to tamte lata alkoholu. To już swoje zrobiły. Niestety moja mama ma do siebie taką jedną cechę, że ona przez chorobę, bo ona choruje na Hashimoto. W sensie ten zanik tarczycy.
Ona bardzo zmienia rzeczywistość. W sensie moja mama się zachowuje tak jak dwie osoby, że raz mówi tak, tak, tak, tak było, tak było, a raz mówi nie, nie, nie, nie, nie tak nie było. Więc gdybym ja się jej teraz zapytała, ja nie wiem, czy ona by potwierdziła. Może za rok by powiedziała, że tak. W każdym razie.
No to tak. Nie wiem. Nawet twoja babka wróżyła. No tak, to jest jedyny świadek tego wydarzenia. Yyy Tylko ja naprawdę bardzo dobrze to pamiętam. Nawet wiem, jaką piżamę wtedy miałam na sobie. Wiem, jaką miałam pościel, wszystko pamiętam i pamiętam właśnie, jak tego dnia wyglądało to, że moja mama mnie znalazła.
I pamiętam, że moja mama tak jakby mnie wtedy dobudziła. Tak, tak, tak, tak to pamiętam. Wiem, że zaświeciła światło. No i ja wiem co widziałam. No ale nie, nie znalazła nic. Moja mama to tłumaczyła tym, że ja pewnie zjadłam coś i siadło mi na żołądku. No bo ja już od małych tam właśnie lat, jak byłam dzieckiem, ja bardzo często wymiotowałam i dopiero teraz, w przeciągu lat, jak jestem osobą pełnoletnią, okazało się, że ja mam ten chory żołądek, układ pokarmowy i tak dalej. I to może być z tym powiązane.
Tylko że czemu utrata przytomności, jak ja od tamtego momentu ani razu nie straciłam przytomności. Od tamtych lat nie straciłam przytomności. Bierze mnie na stratę przytomności ze strachu, ale nigdy jej nie straciłam. Nigdy nie straciłam przytomności poza tymi snami, nie, o których mówiłam, że, że miałam wrażenie, że ktoś mi się tą pod ulicę wbija i tak dalej, to tylko wtedy mogę powiedzieć, że traciłam przytomność.
Miałam jakiś zanik pamięci czy tam czasu i raz jedynie pamiętam właśnie wtedy, jak to za tym oknem, jak byłam w gimnazjum, to, to się tak kręciło. No to wtedy mam tak jakby ten missing time, ale to nie jest strata przytomności. Nie, nie odczuwam tego jako straty przytomności, tylko wtedy. Ale tak, to nie było żadnych szczegółów. Poza tym moja mama nawet nie wiem, czy ona by wtedy zwróciła na to uwagę, bo no sytuacja w domu stresująca, jakby nie patrzeć i tak od zawsze moi rodzice też zawsze trochę sceptyczni byli.
Właśnie moja mama nie wierzy kompletnie w UFO. Ona to z siebie tak wypiera, że nic takiego nie ma, nic nie istnieje, nie ma duchów, nie ma takich rzeczy, nic takiego nie istnieje, Nie ma, nie ma. Jak ktoś zaczyna w jej obecności mówić o kosmici, kosmici, to ma wychodzić z pokoju albo sobie żarty robi. To jest dziwne zachowanie, jak moja cała rodzina ma do tego takie dość poważne podejście. I no moja mama nie. Dziwne. Nie wiem, może ja Łączę fakty, ale no nie wiem, dziwna, po prostu dziwna. Mam takie poczucie, że, że z jednej strony mam poczucie, że dobrze zrobiłam, a z drugiej strony mam poczucie, jakby mnie miała spotkać jakaś kara. Nie wiem. Tak jakby miało się coś stać, bo ja to coś powiedziałam komuś.
Kiedyś miałam taką właśnie sytuację, jak byłam właśnie młodsza i tam te kule sobie latały, że próbowałam kiedyś jedną nagrać na telefon komórkowy. Mój stary, o Jezu, to był jakiś Samsung i była taka sytuacja, że udało mi się nagrać taką kulę i wróciłam do domu z podwórka i miałam wrażenie, że coś za mną idzie, aż nie weszłam do domu. Myślałam, że wejdę ze strachu i poszłam do mojej babci, mówiąc jej babciu, nagrałam coś takiego. Babcia to zobaczyła i wróciłam potem sobie do pokoju i przez cały wieczór, aż do dwudziestej drugiej miałam wrażenie, że muszę to skasować, bo coś mi się stanie i to usunęłam. Ale moja babcia to pamięta.
To była taka sytuacja, o której nie powiedziałam wcześniej, bo ja wierzę w to takie. Taka pierdoła, w sumie głupota, ale, ale z drugiej strony znowu mam to samo poczucie, że źle zrobiłam, że powiedziałam może to jest jakieś poczucie winy, bo w poczuciu winy zostałam wychowana, a może to jest coś narzekać?
Wydaje mi się, że to moja wyobraźnia już raczej odwala. No w podświadomości mamy różne rzeczy zakodowane, z których nie zawsze, właściwie prawie nigdy nie zdajemy sobie sprawy także. A te rzeczy mają po prostu bardzo niekiedy duży wpływ na nasze dalsze życie. Także to może też z tego wynikać.
Też mi się tak wydaje. No w sumie nie miałam żadnych takich historii. Więcej w sensie nic mi się nie stało, gdyby mi się coś stało, znowu mam nadzieję, że to minie raz na zawsze. To, to na pewno, na pewno znowu się odezwę. W sensie na pewno się skontaktuje i znowu będę chciała powiedzieć, bo mi na pewno dużo zejdzie, zanim stałoby się coś. Na przykład dajmy na to za miesiąc, to na pewno dopiero za dwa miesiące bym zadzwoniła, bo analizowała, czy to moja wyobraźnia, czy to serio coś takiego, coś takiego jak te wszystkie wydarzenia, które opowiedziałam.
A może warto byłoby się jednak przełamać i tą z tą hipnozą coś spróbować? Ale no dobrze, teraz pójdę na hipnozę, dajmy na to ok, pójdę na przykład i faktycznie uda mnie się doprowadzić do tego stanu hipnozy. W sensie no bo ja nie jestem podatna na takie rzeczy, nie? W sensie na hipnozę przez kogoś, przez człowieka, bo mam zakodowane w głowie, że nie mogę stracić przytomności, nie mogę się poddać hipnozie i tak dalej. To może wynikać faktycznie z tego, że nie wiem, dajmy na to, że jakieś tam szare głowy mnie porywają czy coś w tym stylu. No to już tam w podświadomości jest ten lęk, że nie możesz znowu się dać sprowadzić do tego, do pracy przytomności.Tak. No i dajmy na to, że taki lekarz doprowadza mnie do tego stanu i ja nagle widzę, jak do mojego pokoju wchodzą szarzy. Przecież ja żyję z zawału podczas hipnozy. Ja nie stawię temu czoła, bo ja się boję jednego, że jak ja ich zobaczę w tej hipnozie i zdam sobie z tego sprawę, że oni istnieją, że oni mnie porywają, że nawet jeżeli to są demony i oni są na serio, to następne porwania będą już na żywca. I że oni będą mi darować tego, że ja nie powinnam ich widzieć. To jeżeli tak będzie, to jest dość duża inteligencja, to coś, z czym mamy do czynienia.
No tak. I teraz wyobraża sobie pan, że ja jestem świadoma tego, świadoma, już w pełni świadoma, że oni, że ten psychiatra, psycholog czy cokolwiek, kto by to wykonywał tą hipnozę, że wyciąga, że wyciąga ze mnie te wszystkie wspomnienia i teraz ja te wspomnienia mam w głowie.
Jak ja mam dalej żyć? Ja się zabiję. Jak Boga kocham, ja popełnię samobójstwo. Ja zostawię , ja zostawię moich przyjaciół i rodzinę, bo ja nie będę umiała żyć z tym piętnem tego. I na przykład wrócę po hipnozie do domu. Będę szła spać i nagle w momencie zobaczę szaraka. No nie no, zawał na miejscu. To będzie już dla mnie taka trauma, że ja tego nie przeżyję.
Ale poza tym właśnie chyba zapomniałam o tym wspomnieć, a to jest takie dość nieciekawe. To jest dość dziwne moim zdaniem, bo nie wiem, od czego zacząć. To nie jest długie, ale myślę, że chyba jest to warte powiedzenia. W mojej rodzinie prawie żadne kobiety. Mówię właśnie o płci damskiej. Nie miały problemu, żeby zajść w ciążę, co nie? I nie miały takich jakichś tam głębszych problemów [śmiech]. To brzmiało. Chodzi mi o to, że nie miały one tam problemów, takich bardzo z fizjologią związanych. Moja mama miała bardzo duży problem, żeby zajść w ciążę i nie była wtedy jeszcze chora na Hashimoto. I ja też jestem typem człowieka. No wiadomo, ja w ogóle dzieci nie mogę mieć, nie? Ale w sensie mogę, ale nie mogę. Zawiłe. I teraz dajmy na to, że na przykład jestem porywana i zdarzają mi się takie rzeczy. Nie wiem, czy mogę to łączyć z porwaniami, ale tak przyszło mi to teraz do głowy, bo zdarzają mi się takie rzeczy, że na przykład jestem człowiekiem, który no tą tematykę właśnie jak u kobiet ma bardzo ciężką. W sensie jakieś okresy, jakieś dziwne, dziwne rzeczy z ciałem, które się dzieją podczas okresów. Na przykład dość niepokojące i muszę to chyba powiedzieć, ale bardzo dużo w sensie bardzo dużo razy zdarzyło mi się w moim życiu, że mój okres wyglądał jak poronienie albo jak, jak wykonanie aborcji. I byłam z tym wiele razy u lekarza, ale lekarz nie stwierdzał żadnych zmian w macicy. I to takie trochę dziwne, ponieważ ja nie choruję na żadną chorobę związaną z macicą. Nigdy nie miałam żadnej choroby. Nigdy. I bardzo dbam o siebie w jakimkolwiek takim właśnie temacie. Więc z jednej strony skąd takie objawy się u mnie biorą? To też jest dość nieprzyjemne i jedyną osobą, która to ma to też jest moja mama, a żadna inna kobieta w rodzinie tego nie ma.
I u mamy też, u mamy, też nie stwierdzono żadnych zaburzeń mogących, mogących to powodować. Dopiero na starość. Potem w sensie jak się zaczęła starzeć, to dopiero wtedy miała sytuację, że jakieś tam polipy się trochę zaczęły pojawiać. Coś tam z jajnikami się zaczęło robić. Ale to wszystko zaczęło się dziać w momencie, kiedy mama po kuracji hormonalnej zaczęła chorować na chorobę Hashimoto, czyli zanik tarczycy. Ponieważ okazało się, że moja mama genetycznie jest w pewnym sensie obciążona genem powodującym u pewnego pokolenia kobiet chorobę Hashimoto, jeżeli przyjmują one hormony antykoncepcyjne lub hormony powodujące, żeby mogła kobieta być w ciąży, czyli te takie wspomagacze, że tak powiem. I moja mama zachorowała na Hashimoto bardzo późno i zachorowała nagle. To była choroba, która nie dawała objawów, a ona zawsze daje objawy i ona zachorowała nagle, ale to już było, Jezu, to ja już zaczynałam chyba wtedy chodzić do technikum, czy tam nawet do gimnazjum.
No gdzieś ten wiek to był, to już było dawno, dawno, dawno, dawno po urodzeniu mnie. A ja jestem osobą- To już tak szesnaście, siedemnaście lat. No a ja jestem osobą, która w ogóle, w ogóle, w ogóle totalnie nie ma żadnej choroby związanej z tą sferą ciała.
Żadnej, dosłownie żadnej. Jeżeli mam wadę genetyczną fakt faktem powoduje ona na przykład okresy trwające dwa tygodnie. Luzik spoko, ale czasami mam takie okresy jakby ze mnie normalnie ktoś wyszarpał coś i chodzę z tym do lekarzy i mówię czy ja zaszłam w ciążę? Czy ja poroniłam? Bo bóle są nie do wytrzymania. To wygląda jak poronienie. Ja schodzę normalnie na rękach lekarzowi, lekarz mnie bada, robi USG, robi wszystko, ale pani nic nie jest. No to skąd się to bierze? Nie wiem. Niepokoją mnie też te blizny. Właśnie dlatego na początku rozmowy wspomniałam o tych bliznach w środku ud. W sensie to są naprawdę małe blizny. Tak patrzę na to. To jest takie jak mam udo i na lewym to jest większe, na prawym to jest mniejsze trochę, ale to jest no w podobnym umiejscowieniu i na lewym to jest taka blizna, która jest takie białe kółko. Ono ma chyba z dwa milimetry i trzy milimetry średnicy i w środku jest taka jakby kropka. To wygląda dosłownie jak ślad po wbiciu igły, wokół którego zrobił się taki okrąg biały. I to samo jest na prawej nodze, tylko troszeczkę wyżej w porównaniu do lewej i jest to troszkę mniejsze. No a to pod brzuchem, to dziwne jest. W sensie ja mam dużo, dużo znamion, mam na ciele różnych, bo ja mam bardzo jasną skórę, ale to pod brzuchem jest bardzo dziwne. I właśnie to też zapomniałam o tym powiedzieć, bo tych informacji moich jest aż tak dużo. Jak trzy miesiące mam sen, że mnie coś tam porywa. No jakie tam kosmity?Ból czy co to tam jest, to zauważyłam, że mam takie-- taki rejon na plecach. To jest-- jak zaczyna się kość ogonowa, to, to jest trochę powyżej kości ogonowej. Yyy po której stronie kręgosłupa albo po lewej, albo po prawej. Ja wiele razy myślałam, że to jakiś wyprysk, tak samo. No bo mam Czy to co tam jest.
Stres, nie mam pojęcia. To zastanawia mnie fakt tego, że jak są już te całe porwania, to zawsze mi się to śni jako sen, więc ja nie wiem, jak ja to mam interpretować, że co, że ja śpię i że, że ja już jestem nieprzytomna i w ogóle oni mnie zabierają? Czy- czy ja wiem, że oni mnie zabierają? Czy to jest tylko mara senna? Nie mam pojęcia, co mam z tym zrobić, bo to, co miałam w maju, to co miałam jak miałam dwadzieścia lat i to, co miałam, jak właśnie byłam w gimnazjum z tym kręciołkiem za oknem, no to, to było takie bardzo realne, nie? To, to już wiem, że to na przykład na pewno mogło być jakieś porwanie, bo to ja nie mam, ja nie mam-- inaczej ja mam rozbudowaną wyobraźnię, ale nie do takiego stopnia.
Nie, nie tak, tak jakbym sobie film puściła, a takie jakieś zwykłe porwania, co trzy miesiące? Nie wiem, może to jakaś trauma jest, która się powtarza albo coś takiego. No nie wiem, nie wiem, nie mam pojęcia, jak to inaczej sobie tłumaczyć.
Tylko tyle. Przyszło mi teraz do głowy coś takiego, że te zdarzenia mogą stopniowo przechodzić z tej, z takiej sfery, że tak powiem, rzeczywistej do sfery gdzieś między, na, na granicy jawy i snu. Coś takiego.
No to w maju to bym mogła tak podpiąć, bo to w maju to niby był sen, a potem niby się okazało, że to nie był sen i fizycznie miałam jednak znamiona. W sensie, że, że chociażby te nogi były tak strasznie opuchnięte.
Coś takiego, co się działo, co się z pozoru działo tylko w świecie snu, a jednak wywołało jakieś efekty w świecie tym fizycznym, tak? No to z jednej strony nie wiem, jak, jeżeli faktycznie, nie wiem, faktycznie by na przykład szaraki do mnie przychodziły, no to duszę by mi zabierały? No tylko tak bym mogła to wytłumaczyć. No bo jeżeli ciało na przykład zostawało w pokoju, a dusza jest chora, no to ciało choruje i wszyscy doskonale o tym wiedzą. Ile lekarzy nawet o tym mówi, że jak psychicznie człowiek jest dnem, to fizycznie też będzie dnem. I też na sobie samej to wiem. Ludzie, którzy mają depresję, chociażby tak często mają. No ja nie mam depresji, no ale wiadomo, o co chodzi, nie?
Mhm. I teraz, teraz na przykład to, co mam, to szaraki zabierały z nimi dusze. No ale z drugiej strony... No bo z jednej strony jest to dla mnie tak bardzo nieracjonalne, że, że no faktycznie, no inaczej gdzieś w głowie mam coś takiego, jakbym, jakbym, jakbym fizycznie tylko trzy czy cztery razy miała ten kontakt. Taki na serio. Na przykład mam wrażenie, że to są te jak miałam dwadzieścia lat, że to było na serio. I to było tak na serio, serio, serio, serio. Takie coś mam w głowie. To, co było w maju, to mam wrażenie, że to nie do końca było na serio, ale było na serio. A te wszystkie takie inne poboczne rzeczy, co tam mi się zdarzały, to mam wrażenie, że, że, że to takie bardziej koszmary są. Ale czemu to się powtarza regularnie co trzy miesiące? Nie wiem. Ja też od dłuższego czasu właśnie nic nie czytam, nie słucham. Jedynie dzisiaj sobie posłuchałam tam właśnie trochę o tym, tym, tym, tym panu z nożem, że tak powiem.
No, ale w pewnym momencie też już nie dałam rady tam dosłuchać tego trochę do końca, bo no lęki by mi się takie włączyły, że no, no ja bym w ogóle się nie odważyła na telefon, nie? I bym musiała dochodzić do siebie znowu przez trzy, cztery miesiące, żeby normalnie funkcjonować bez lęków. No a teraz stwierdziłam dobra, stawię temu czoła, odezwę się, zadzwonię. No to tak zrobiłam.
Ale no nie wiem, nie wiem. Mam wrażenie takie, że im częściej o tym myślę, tym częściej to do mnie wraca. Im częściej o tym słucham, tym częściej to do mnie wraca. Może po prostu ja nie mam z tym już do czynienia? Może po prostu miałam i może ostatni raz to było w maju. Albo w maju to była jakaś retrospekcja z tego, co się ze mną działo lata wcześniej. No bo załóżmy, że na przykład zostałam porwana jako dziecko pierwszy raz. Załóżmy, że zostałam porwana potem w gimnazjum dwa razy. I załóżmy, że ostatni raz zostałam porwana w wieku dwudziestu lat. No to, to teraz mogą mi jakieś wspomnienia wracać, tak? Bo ja nie mam już obrażeń fizycznych.
Jedynie raz miałam to na tym brzuchu, co sobie rozdrapałam, ale to ja to rozdrapałam. To nie było rozdrapane po jednej z nocy. Ja to rozdrapałam. Ale z drugiej strony obrażenia z kolanami, gdzie ja nie mogłam chodzić prawie przez trzy miesiące po maju. No to, to jest już dziwne. Albo obrażenia [mikrofonem zakrywa słowa] To też jest już dziwne. Może po prostu to się przeniosło na Może to się przenosi na ludzi, którzy mają jakiś ze mną kontakt fizyczny? Nie wiem.
No właśnie. Ta wymiana chociażby płynów ustrojowych. Może nie tyle kontakt fizyczny, co jakiś związek emocjonalny. Też, też tak może być. No bo na przykład z moją przyjaciółką Martą nie mam kontaktu fizycznego. Przecież nie miałam z nią kontaktu fizycznego, nie była to moja dziewczyna, tak? Nigdy się nie dotykałyśmy, nic takiego. No to jednak. No to jednak nie jest to, nie? A z to co innego, to jest mój partner, no to wiadomo i teraz to się na nim skupia. Ale ostatnio była bardzo dziwna sytuacja w nocy i to było przed wyprowadzką chyba dwa tygodnie temu. To była taka sytuacja, że ja nie spałam, zasypiałam i nie wsadziłam sobie do uszu jeszcze stoperów, ponieważ muszę spać w stoperach, ponieważ mnie wszystko budzi przez bezsenność, niestety.
No i nie włożyłam stoperów do uszu jeszcze. I nagle przez sen zaczął mówić. To wtedy jeszcze w tej kawalerce byliśmy. No i ja to potraktowałam jako bardzo śmieszną sytuację. A potem do mnie dotarło, że to było dość niepokojące, bo próbowałam zasnąć. Nie włożyłam tych stoperów. Nagle słyszę, że ktoś zaczyna mówić. Podnoszę się na uszy, patrzę na niego. A on do mnie coś gada. Do mnie, do mnie, kieruje do mnie słowa. Ja mówię: "ty do mnie mówisz? Ty śpisz w ogóle?
Przecież ty śpisz od trzech godzin. Czemu ty mówisz?" A on do mnie zaczął coś gadać, w ogóle po innym języku. A nie umie żadnego innego języka prócz niemieckiego. Miałam takie wtedy w nocy. Miałam takie.
Co tu się dzieje? Wstałam z tego łóżka, siadłam na wózku, patrzę na niego, a on nie patrzy na mnie. Po prostu normalnie tak jakby śpi i gada do mnie. Ja mówię: "czy ty do mnie mówisz? Możesz iść spać?"
A zrobił wtedy coś takiego, że tak mówię do ciebie, ale trzeba iść spanko. Coś takiego powiedział. Ja mówię: "no to rób spanko, a nie gadaj do mnie". A on: "ok" i zasnął. To było bardzo dziwne. A nie lunatykuje. I czemu on do mnie w ogóle mi gadał w jakimś innym języku? Ja go nie mogłam zrozumieć. Co on do mnie mówi? Ja nawet nie mogę przytoczyć tego języka. Nie wiem, to brzmiało jak francuski, ale z jednej strony nie umie francuskiego, ja też nie. To było dziwne. No, to było bardzo dziwne, nieprzyjemne. A jeszcze miesiąc temu miałam też taką właśnie dziwną sytuację. Też nie wiążę tego z UFO, ale przez trzy dni miałam koszmary i miałam koszmary, że ktoś mnie gwałci. Nie wiedziałam dlaczego i w pewnym momencie tak jakby z tych snów przebudziłam się, ale nie do końca. To było takie przebudzenie poprzez wyjście z ciała.
Czyli moja dusza znowu wyszła z ciała do połowy mojego ciała i została w nogach. Bo ja mam taką figurę, że moje nogi są potwornie długie i jeżeli- tak jak mówiłam wcześniej, jeżeli moja dusza wyjdzie z nóg, to ja umrę. A jeżeli wyjdzie z górnej części ciała, czyli ramiona, głowa, plecy, klatka piersiowa, to mi się nic nie stanie. I ja jako dusza wyszłam z ciała i zobaczyłam, że przy łóżku stoi taki, który wyglądał jak człowiek cień. Taki wysoki, ciemny, czarny facet. I on nagle obrócił głowę w moją stronę i ja jako dusza na niego popatrzyłam. Ja miałam takie: "co tu się dzieje w ogóle?". On, on tak miał, takie... Nie powiedział nic, ale ja to tak mogę odebrać, że on miał takie, takie: "Jezus Chrystus, Maria, Boże kochany, ona mnie zobaczyła. Chryste Panie, ona mnie widzi. Ja pierniczę, ja pierniczę" i takie coś od niego odczułam. W sensie nie, że myśli, tylko miałam wrażenie, że on się tak czuje, że ta istota się czuje tak źle, że ja ją widzę jako duch, a ona widzi mnie jako duszę. A ja jako człowiek jestem lękliwa, ale jako dusza nie jestem lękliwa, bo ile razy miałam w życiu taką sytuację, że miałam paraliż nad ranem, bo przekręciłam się na plecy i te takie typowe duszki, zmory czy co to tam atakuje, że dusi człowieka i to na przykład nie jest paraliż taki, że człowiek się praktycznie dusi, tylko faktycznie jakaś istota go atakuje. To ile razy taki duch sobie na mnie siedział?
Czy taka zgarbiona, nieprzyjemna, brzydka postać? Ja się ich nie boję i jako człowiek się tego bym bała. Ale jak wychodzę z ciała i na przykład spałam sobie i myślę sobie h-m-m-m, mam paraliż i nie mogę się ruszyć, a to coś na mnie siedzi, to wtedy tak jakby ja wychodzę z ciała. Czyli ta moja prawdziwa forma wychodzi z ciała. Łapię tam istotę eterycznie, w sensie rękami i rzucam z siebie i ta istota się rozpada. I wtedy ja wracam do ciała i mam takie: "no, to teraz mogę się obudzić". Wracam do ciała i nagle zaczynam się budzić. Duszę się.
Czyli typowe wejście do ciała. W sensie z powrotem duszą tą górną częścią duszy. I mam wtedy ten lęk. A jako dusza się nie boję. Tak, ja mam takie jako dusza one się boją mnie. W sensie takie jakieś ludzie cienie, jakieś takie istoty cieniste, kiedy widzą mnie jako formę duszy, która się właśnie do połowy ciała tak jakby wychodzi, to one się mnie boją. Nie wiem czemu. Może jestem jakąś tam istotą, jakimś czarnoksiężnikiem czy coś w tym stylu. Śmieję teraz, ale tak poważnie. No nie wiem, może jestem jakąś wysoko rozwiniętą duszą albo coś w tym stylu. No, ale taka sytuacja była miesiąc temu właśnie, że, że, że ta istota tak jakby panikowała widząc mnie, a ja miałam takie.
Patrzyłam się na nią i miałam takie: "czym ty jesteś?". W sensie ja się patrzyłam jako duch, że moje ciało leżało, ja miałam do połowy te wyjście z ciała, ja miałam takie: "yy, możesz sobie stąd iść?" Tak sobie pomyślałam, że "czym ty jesteś? Idź sobie stąd. I w ogóle czemu ty stoisz przy ?" I ta właśnie istota tak panikowała, panikowała. Ja miałam takie, takie zdziwienie. Miałam takie: "what the fuck? Co tu się w ogóle dzieje?". I ta istota zaczęła tak jakby się miotać. Ona się złapała za głowę i biegła w drzwi wyjściowe. Biegła, po prostu przebiegła przez drzwi wyjściowe i to była trzecia nad ranem, bo jak się obudziłam, czyli wróciłam do ciała, to wtedy dostałam nerwicy lękowej. W sensie obudziłam się normalnie, chwyciłam telefon, mówię: "Jezu", mówię: "jakiś demon to był" i normalnie siedziałam i patrzyłam, czy to nie wraca, ale już normalnie obudzona byłam. I potem na następny dzień znowu miałam sen, że ktoś mnie gwałci i znowu była trzecia godzina. Potem już się okazało, że znowu trzecia. No wiadomo, tam się obudziłam, ale zanim się obudziłam, to znowu wyszłam do połowy z ciała i znowu ta istota. I ona znowu stała przy łóżku.
Ona była taka wysoka jak normalnie człowiek, taki jak trochę, jest bardzo wysoki i no, no ja mam sto siedemdziesiąt, czyli to coś miało prawie sto dziewięćdziesiąt i to było takie wysokie i to znowu stało.
Ja znowu się na to zapatrzyłam, ale w tym momencie to coś popatrzyło się na mnie i dostało stresu. I ja dostałam stresu, bo znowu to zobaczyłam i miałam takie: "Jezu, to jest jakiś demon". Jako dusza sobie już pomyślałam: "Boże, to jest jakiś demon, muszę wrócić do ciała i się obudzić, bo się zaraz uduszę" nie? A to coś wtedy miało takie.Tak. Jezu Chryste, Jezu Chryste. Ona znowu wyszła z ciała.
Boże kochany i to coś znowu próbowało wbiec w drzwi, a ja dalej to widziałam, bo tak jakby nie schowałam się do ciała i miałam takie, co ty robisz? Coś takiego miałam do tego czarnego czegoś i to czarne coś zaczęło tak panikować. Znowu złapało się za głowę i zaczynało wykazywać takie szybkie ruchy pod tytułem nie wiem, które drzwi wbiec. Ponieważ jak mieszkaliśmy na tej kawalerce, o której teraz mówię, to drzwi wyjściowe były zaraz obok drzwi do łazienki i to coś nie wiedziało, które drzwi wybrać i w końcu się tak jakby rozbiło o ścianę i taki dym z tego poleciał. I to było ostatni raz, jak coś takiego widziałam i myślę, że nie wiem, może to ma jakiś związek, tak po tej całej rozmowie. Może to ma faktycznie jakiś związek z tymi porwaniami, że może to te istoty porywają i to była jedna z tych istot i ja ją zobaczyłam eterycznie. Czyli tak jak większość ludzi, którzy nie widzą fizycznie jakichś tam, takich właśnie czaraków albo tych istot. Tam czarne postacie się często pojawiają przy porwaniach przecież.
Mnie się teraz nasunęło na myśl coś, coś troszeczkę innego. Mianowicie to, że pani jakby będąc w ciele fizycznym jest jakby taka osłabiona, ograniczona, a wychodząc z ciała pani jakby odzyskuje tą energię, którą pani tak naprawdę ma i oni tak naprawdę te istoty, kimkolwiek czy czymkolwiek one są, to one te istoty tak jakby nabierały respektu względem pani.
No dajmy na to na przykład teraz taka bardzo teoria spiskowa, którą sobie mogę dorobić. Dajmy na to jestem jakimś eksperymentem. Jestem umieszczona w ludzkim ciele. O eksperymencie świadczą moje specyficzne zachowania, specyficzne postrzeganie rzeczywistości, specyficzny wygląd, bardzo duże gałki oczne, światłowstręt, jasna skóra, wada genetyczna. To, że moja mama jak była młoda, nie mogła zajść w ciążę, musiała się leczyć i potem nagle zaszła w ciążę.
Jakieś czarne istoty stały jak ona była w ciąży, prawda? Przy tym łóżku bla bla bla bla bla. Potem ja się rodzę i podczas tego, jak Jestem człowiekiem, jestem osobą, o którą nie wiem, chuchają na mnie jak jajko, żebym takiego szaraka nie zobaczyła, żebym w ogóle UFO najlepiej nie zobaczyła. To by było super, bo dostanę zawału. I im większy stres, tym mniejsze pole do popisów. Nie wiem, eksperymentów czy czegokolwiek. I teraz zdarza się taka sytuacja, że o zainteresowali się mhm Ciekawy ten biorąc se tego Śpi w pokoju, sobie wychodzi z ciała, patrzy na to, oni patrzą na nią i oni sobie myślą o Jezus, Maria, ona wyszła z ciała. Jezus, Maria, zróbcie coś, zróbcie coś, bo ona zaraz Wszystko rozwali. A ja sobie myślę co tu się w ogóle dzieje? No nie wiem, tak bym sobie to mogła tłumaczyć. No bo to jest taka zawiła i dziwna sytuacja, że to jest jednocześnie połączenie świata duchowego ze światem UFO, z jakimiś moimi kontaktami międzyludzkimi. Jeszcze do tego wszystkiego przecież jestem osobą, która ma, chociażby sny prorocze. Potrafię czasem przepowiedzieć komuś, że o danej godzinie ktoś do niego zadzwoni albo kogoś zobaczy o tej godzinie, w tym i w tym miejscu. Jeżeli tam pójdę, idę tam i ta osoba tam jest. No to, to jest z jednej strony bardzo dziwne, więc wydaje mi się, że faktycznie coś w tym jest, że moje ciało fizyczne jest ograniczeniem. No i w pewnym sensie moja nerwica lękowa nie jest do końca chorobą, bo kiedy ja mam kontakt z kimś, kto może mnie skrzywdzić, dostaję nerwicy lękowej. A jeżeli ktoś jest dla mnie dobry, to nie mam nerwicy lękowej przez całe życie z tą osobą. Kontakt jakiś tam na przykład, kiedy dzwoniłam do tamtego ufologa, czułam nerwicę potworną. O Jezu, to była taka nerwica, że nie mogłam oddychać ani wypowiedzieć z siebie zdania. Czyli miałam nerwicę lękową. Rozmawiam teraz do pana.
Mam nerwicę, ale tylko tą nerwicę, która się pojawia u mnie ze strachu. No bo muszę wrócić pamięcią do tych wydarzeń. Tylko ta nerwica budzona, że tak powiem, przez te wspomnienia o tych wydarzeniach. Tak, tak, tak, a nie dlatego, że się boję osoby, bo jednak jestem tutaj traktowana normalnie, a tam nie byłam.
No ten człowiek to raczej nie jest-- raczej on tylko sprawia takie wrażenie, że, że jest profesjonalistą, że jest w porządku. Takim bardzo radiowym głosem mówi no ale tak naprawdę to nie jest ktoś godny zaufania.
Sama się przekonałam. Nie, ale generalnie. No i teraz pytanie jest czym ja jestem jako dusza? Jeżeli inne istoty się mnie boją? To jest dziwne, bo ja tak jakby mam zanik pamięci, nie mogę sobie nic przypomnieć. Z jednej strony to by było wyjaśnienie tego, dlaczego ja tak dużo wiem o świecie duchowym, a nigdy nie przeczytałam żadnej książki na przykład.
No po prostu jest pani może tak jak mówiłem, jest pani bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno otwarta na te, na te postrzeganie różnych innych rzeczy, na przyjmowanie jakby sygnałów z innych, z innych sfer. No jedyne co.
No dziwne to jest i tak mimo wszystko. Ale najgorszy jest ten lęk o tych kosmitach. Chociaż wydaje mi się, że ten lęk przed całymi szarakami i tak dalej jest wywołany chyba też trochę moim zainteresowaniem, nie z jednej strony. No bo ludzie to przedstawiają wszystko w tak strasznych barwach, że chryste Panie, ale, ale z jednej strony no dobra, te porwania ludzi albo okaleczenia zwierząt i okaleczenia też ludzi, bo też się zdarzają w ufologii, okaleczenia ludzi, chociażby ta sprawa tego, tego rybaka, co został znaleziony tam, to też chyba była Brazylia. No to tam za pomocą urządzeń ssących został pozbawiony narządów wewnętrznych.
No kojarzę, kojarzę. To ciało chodzi. Pomińmy ten temat takich lęków, że już do rana nie będę spała. Nie mogę sobie na to pozwolić, bo już nie śpię prawie tydzień zmęczenia z wyprowadzki. No dobra, no i weźmy to pod uwagę. I teraz weźmy pod uwagę, że, że no nie wiem, może ten lęk u mnie się wywołał dlatego, że no dobra, no jednak kurczę, no nie jest przyjemne chyba oglądanie, jeżeli dane zwierzę zostało zamordowane w taki, a nie inny sposób, tak jest pozbawiony krwi, no to ciężko by się było nie bać takich istot, a z drugiej strony my robimy to samo, tylko w inny sposób zwierzętom i jakoś nas to nie przeraża jako ludzi.
No homo sapiens w tej, w tym względzie homo sapiens rzeczywiście jest gatunkiem, że tak powiem, dość dwulicowym. A proszę mi powiedzieć, czy pani będąc małym dzieckiem już oglądała, że tak powiem, wizualnie pewne tego typu programy, tego typu materiały?
Tak, znaczy materiał o tych porwaniach to nie. Ja nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak bedroom visitor. To ja się dowiedziałam dopiero jak byłam właśnie w gimnazjum. To wtedy dopiero się dowiedziałam. Więc z jednej strony no skąd by ten lęk się u mnie wziął, taki silny?
Jak o tym nie wiedziałam, to o tym akurat nie wiedziałam. A jak byłam małym dzieckiem, no to jedynie tam słyszałam, że no jakoś tam kosmici czy jakieś UFO gdzieś tam. Bardziej, bardziej, bardziej oglądałam te programy, to tam wiesz, że jakaś dusza kogoś tam nawiedziła i tak dalej. No ale ten temat jednak mnie tak nigdy nie przerażał, nie?
Jak temat ufologiczny. No ale jeżeli chodzi o okaleczenia zwierząt, to tak, to akurat miałam z tym styczność jako dziecko, więc myślę, że tak bardzo boję się tego tematu właśnie przez to, że okaleczenia zwierząt.
Ludzi nie, ale zwierząt tak. O zwierzętach słyszałam od najmłodszych lat. O ludziach nie. No to także- O ludziach dopiero w gimnazjum. Także to pewnie, pewnie też jakiś tam wpływ miało na pani odczucia w tym temacie, że tak powiem.
Znaczy, no bo ja mam empatię wobec zwierząt, nie jakby ktoś na moich oczach nie wiem, bił, bił jakiegoś psa, to bym chyba tego człowieka gołymi rękami zamordowała, więc mi się wydaje, że- Wizyta w pewnej francuskiej restauracji, gdzie najpierw trzeba sobie zabić świnkę, żeby ją móc potem zjeść. No chyba skończyłaby się. Skończyłaby się wyjściem głodną.
Chyba tak. W sensie ja? Ja nie Jestem. Ja nie jestem wegetarianinką, dlatego, że problemy mam z odżywianiem i u mnie żadna taka dieta raczej nie przejdzie, bo próbowałam, ale to jest dość dziwne. U mnie się sprawdza dieta paleo. W sensie to jest ta dieta, że się wszystko żre na surowo, to u mnie jak najbardziej to wchodzi w grę.
Tylko że no ja tak raczej diety żadnej nie, no tam warzywa, owoce jem, ale lubię jeść mięso. Tylko że ja jestem tego zdania, że ktoś to i tak już zabił, więc ja to zjem, no bo jakoś mi to smakuje. Ale gdybym ja sama miała zabijać zwierzęta dla pożywienia, to wolałabym spędzać dwanaście godzin na polu i sobie tam ziemniaczki uprawiać, niż zabić zwierzę.
No to takie spożywanie pokarmów z mieszany mi uczuciami też tak czasem mam. Takie mam, takie. No ta świnka jest fajna i potrafię głaskać świnie i jednocześnie jeść świnie, więc co to w ogóle za porównanie powiedziałam? Się śmieję teraz, bo to ja powiedziałam głaskać świnie, jeść świnie.
Fajny wieczór. W sumie tyle. Nie mam więcej już takich historii. Przynajmniej nie pamiętam, ale bardzo bym chciała się pozbyć tego, tego straszliwego lęku, że ja coś zobaczę. Chociaż z jednej strony u lękowców nerwicowców jest coś takiego, że dopóki się czegoś nie przeżyje, to się żyje z lękiem. Na przykład ktoś się boi śmierci ojca, no nie? To jeżeli ja jestem nerwicą, lękowcem, to ja ciągle myślę o tej śmierci, na przykład, że Jezu, Jezu, umrze, umrze, on umrze. I kiedy na przykład on umiera, to ja mam takie Boże, cierpię. Tej osoby już nie ma, ale już mi lepiej, bo się to stało. Więc tak funkcjonuje mózg osoby, która się urodziła właśnie w patologii. Jest osobą, które są lękowcem tym rodzajem lękowca. Ale z drugiej strony no, no kurczę, ja nigdy nie dążę do tego, żeby być porwana przez UFO, nie? Że jakbym chciała być porwana przez UFO, to bym sobie chodziła na pole do piktogramów o drugiej w nocy. Tak naprawdę. Znalazłyby się gdzieś takie piktogramy. Ale generalnie bardzo dziękuję, że mogłam tak dużo powiedzieć i jestem traktowana na serio, a nie jakieś tam. I mogłam być jednocześnie moim takim memicznym dzieckiem, czyli odreagowywać podczas rozmowy stres.
No ja ten, ja ten, że tak powiem, staram się nie stwarzać jakiejś sztywnych, sztywnej atmosfery w rozmowach ze słuchaczami dzielącymi się tego typu przeżyciami. Wiemy też, znaczy domyślam się, czym takie sztywniactwo może się skończyć. Także no staram się być sam, też mam pewne takie różne przeżycia, z których niejeden racjonalista, powiedzmy, by się uśmiał.
Chętnie by to odrzucił od razu i tak dalej. Także no, wiem, wiem też. Racjonalna ale- Wiem też, wiem też, jak taki słuchacz dzielący się swoimi przeżyciami się czuje w momencie, gdy sobie przypomina tego typu rzeczy.
No to okropna. To jest potworne. To jest tak, jakby na przykład osoba, która była więziona pięć lat, nagle musiała po dziesięciu latach o tym opowiedzieć, jak była katowana. Nie? To jest na takim samym poziomie. Może mnie nikt nie bił, ale jednak to nie jest przyjemne, bo ja nie wiem, co to jest. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. No i to jest piekło, które sobie sama stwarzam w jakiś sposób, że chcę się pozbyć tego, co mnie dręczy.
Bo tak naprawdę na przykład korzystam z tego, co pan mi mówi. Nie? Że na przykład ta, ta babka, to, ta, ta, ta, ta przypomnienie sobie tego wszystkiego czy tam coś i na przykład i ona by mi coś przypomniała i to by było tak traumatyczne, że no, no i co ja mam teraz dalej zrobić, nie?
Ja bym, ja bym polecał jednak rozmowę z nią, bo można, można. Być może jest jakaś metoda, żeby przepracować dany lęk, nie wyciągając go, że tak powiem, na tą taką naszą codzienną sferę. To by było bardzo super, bo już tyle razy chodziłam z tym po psychologach, psychiatrach czy i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, a machanie ręką i tam pewnie trauma dzieciństwa przez ojca. Dobra, tylko mój ojciec zaczął pić, jak byłam w podstawówce, a nie jak byłam czterolatkiem. To taki dramat.
No to już, to już dosyć zaawansowany wiek jak na dziecko, które tam coś zaczyna, coś tam, jakieś nieprzyjemności doznawać. Chodzi o tą podstawówkę czy o to, jak miałam te cztery lata? No to o tą podstawówkę to mówię. Mówię o tym ojcu właśnie.
Aaa to dramat był. Najgorszy dramat to i tak był potem, jak miałam piętnaście lat, ale i tak sobie z tym wszystkim sama poradziłam. Tylko że no dobra, lęk przed nieznanym to jest, no to już nie jest śmieszny lęk, to mi zabiera normalnie życie. No bo jak chcę się skupić na codzienności. Ale jak mam się skupić na codzienności, kiedy nie mogę normalnie spać, bo się boję, że coś zobaczę, nie? Dramat. W każdym razie i tak bardzo dziękuję.
No zostaje mi tylko trzymać kciuki, że to w pewnym momencie jednak się skończy. Że zazna pani tego spokoju w końcu, na który pani tak. Tak, tak. Dążę do tego, nie? Jakbym nie dążyła, to bym w sumie się nie zdecydowała na opowiedzenie mojej historii. Miałam takie, że to można opublikować, to można gdzieś powiedzieć, to można nawet w książce opisać tak naprawdę. Tylko że ja nie, ja nie dopatruję się w sobie nie wiem kogo.
Ja nie Jestem jakimś Jezusem, aniołem, hybrydą, kosmitą, szarakiem. Ja jestem zwykłym szarym człowiekiem z problemami i chciałabym sobie trochę lepiej radzić z tymi problemami, bo życie w tym ciele mam tylko jedno. W tym ciele.
W tym. No, a w sumie fajne jest to ciało i mimo problemów fajnie jest być dziewczyną [śmiech]. Jeszcze raz dziękuję. W Radiu Paranormalium wysłuchaliśmy zapisu niezwykle długiej, trudnej i momentami przerażającej, jeśli chodzi o szczegóły rozmowy z naszą słuchaczką, która postanowiła podzielić się swoimi przeżyciami, zachęcona wysłuchaniem piątego odcinka podcastu "Mówią Świadkowie". Jak już mówiłem, sprawą zainteresował się Damian Trela. Możemy więc w przeciągu najbliższych miesięcy spodziewać się jakiejś publikacji na ten temat na jego blogu: czas tajemnic Blogspot.com. A teraz już dziękujemy za wysłuchanie ostatniego w roku dwa tysiące dziewiętnastym odcinka audycji "Mówią Świadkowie". Radio Paranormalium – paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych audycjach już po Nowym Roku. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania esemesa bądź nagrania wiadomości głosowej.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.