Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było-- nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Spadła wielka asteroida. Fala uderzenia właśnie pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy. Jak on je zobaczył, to ruszył tak, by po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona, po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radio Paranormalium rozpoczynamy dziewiąty już odcinek audycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę.
Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. Dzisiejszy odcinek poświęcimy w całości na prezentację relacji o obserwacjach obiektów UFO. Będzie to zarazem odcinek szczególny, bowiem po raz pierwszy na wideo będziemy prezentować nadesłane przez naszych słuchaczy materiały ilustrujące ich relacje. Dla tych z Państwa, którzy słuchają naszej audycji z MP3 bądź słuchają powtórki emitowanej z autopilota, linki do ilustracji zamieściliśmy w opisie audycji, w naszym archiwum na www.paranormalium.pl oraz na naszym kanale na YouTube. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji rozmów ze świadkami, tradycyjnie przypomnimy kontakty, pod którymi możecie Państwo nadsyłać do nas swoje historie. Nasze numery telefonów to: komórkowy 530 620 493, 530 620 493, stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, skype radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Można także komunikować się z nami za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Można również wysłać nam swoją historię drogą e-mailową na adres e-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Przejdźmy teraz do prezentacji przygotowanych na dziś relacji. Zaczniemy od zaprezentowania niezwykle interesującej historii, jaką nadesłał do nas drogą e-mailową jeden z naszych słuchaczy. Relacji towarzyszy duża ilość zdjęć z naniesionymi przez świadka szkicami pomagającymi zwizualizować sobie przebieg całego zdarzenia. Ilustracje zobaczycie Państwo na wideo, a link do nich będzie również wklejony w opisie tej audycji w naszym archiwum. Oto treść korespondencji e-mailowej nadesłanej przez naszego słuchacza. "Od 1994 roku przebywam w USA. Mieszkam w Stanford w stanie Connecticut.
Obserwacja, którą chciałbym opisać, miała miejsce w wiosce Stary Gostyń, oddalony trzy, cztery kilometry od miejscowości Gostyń Wielkopolski, wówczas województwo leszczyńskie. Do dnia dzisiejszego w domu, sprzed którego widziałem ów obiekt, mieszkają moi rodzice, a sam dom należy do mnie. Od razu we wstępie muszę zaznaczyć, że jesteśmy osadzeni w tej wiosce od sześciu pokoleń, a połowa wsi to w mniejszym lub większym stopniu bliższa i dalsza rodzina. Sam wychowałem się w Lesznie, oddalonym o dwadzieścia pięć kilometrów na zachód, ale od 1992 roku mieszkałem przez okres dwa i pół roku w wiosce Stary Gostyń. Klimat tej wsi i stosunki międzyludzkie oraz podejście do rzeczy niezrozumiałych wśród mieszkańców było i prawdopodobnie jest nadal gdzieś spychane do strefy niezrozumiałej, niewartej zaprzątania sobie głowy, czyli typu fantastyki. Na pierwszym planie od wieków na najwyższym punkcie góruje Kościół i jego szeryf pilnujący swojej owczarni, która kręciła się zawsze wokół osi parafii, czyli pod dyktando plebana.
Każda choćby poruszona sprawa czegoś niezrozumiałego, jak otwarta relacja o UFO, mogłaby narazić na ośmieszanie ze strony mieszkańców, a nawet rodziny, jak również samego plebana. A łatka wariata przypięta byłaby na dekady. Dlatego prosiłbym bardzo o nieujawnienie mojego nazwiska. Niemniej jednak chętnie o tym napiszę. Nie jestem już pewien dokładnej daty tego, co widziałem, ale na pewno był to przełom września i października 1991 roku. Dom był jeszcze w trakcie budowy, w stanie surowym. W tym czasie spędzałem większą ilość czasu na pracach budowlanych, pomagając rodzicom, którzy byli w trakcie wykończenia domu, ale cały czas mieszkaliśmy w Lesznie. W tym okresie od kilku dni dało się zaobserwować wzmożony ruch rolników na polach. Był to ostatni moment na obsiewanie przed zimą.
Do działki ojca w tym czasie przylegał rząd kilku domów i to były trzy, cztery zabudowania w bliskiej odległości w tamtym czasie. Teraz to wygląda nieco inaczej i jest wkoło więcej domów. Od kilku dni dało się zauważyć i słyszeć helikopter z gospodarstwa rolnego w Goli, kiedyś PGR, który obsiewał pola oddalone o niecały jeden kilometr na zachód od domu. W sumie nie przywiązywałem już wagi do tego, ile razy ten helikopter latał w kierunku Goli i z powrotem na to pole, ale tego dnia ten helikopter latał do późna. Później, właśnie po czasie, wydało mi się to nawet dziwne. Robiło się już szaro, a wcześniej odniosłem wrażenie, że ten helikopter już odleciał i nie wydawało się normalne, że ciągle latał tam i z powrotem. Co prawda nie widziałem tego kawałka pola, bo było to dość dalej, ale można było wyraźnie słyszeć, kiedy latał za dnia i po południu, ale tego wieczoru nie słyszałem silnika, tylko widziałem z oddali światła pozycyjne, chyba niebieskie i jeszcze jakieś kolory. Pomyślałem wtedy, że pewnie chcą to skończyć i tak tyrają do późna, choć takie myśli mi przeszły, że jednak to dziwne. Prawdopodobnie mogła to być godzina 18:00, 18:30. Była już taka dość szarówka. Wyszedłem z garażu, sprzed którego w kierunku wschodnim miałem widok przez łąki na las, oddalony jakieś dwieście, trzysta metrów. Pamiętam, że zaniosłem coś do samochodu marki Łada 1500 i szykowałem się do wyjazdu do Leszna. Dom nie nadawał się jeszcze na tym etapie do zamieszkania ani spania tam. W garażu jakichś prac dokonywali moi dwaj kuzynowie, którzy byli starsi ode mnie. Ja miałem wtedy dwadzieścia trzy lata, a oni mogli mieć jakieś trzydzieści sześć, trzydzieści osiem. Obaj już nie żyją".Wiem, że dokonałem kilku takich przemarszów z garażu do samochodu, coś ładując i na końcu było już prawie ciemno.
Za każdym razem, kiedy wchodziłem do garażu, idąc z auta, a było to z siedemdziesiąt, sto kroków w każdą stronę, to widziałem te światła od helikoptera latające tam po polu w oddali i nie dziwiło mnie, że nic nie słychać, a sam helikopter wykonywał manewry takie dość szybkie i dużo zwrotów. Nawet kiedy dokonywałem ostatniego wejścia do garażu, odniosłem wrażenie, że ten helikopter obrał inną trasę powrotu i przez łąki w oddali wyglądało to tak, jakby leciał powolutku w naszą stronę, ale nad ubitą drogą, która wiodła od trasy Gostyń Stary Gostyń w kierunku na torfowiska, żwirowni i łąki, czyli donikąd. Latem w te okolice zjeżdżali na spacer mieszkańcy Gostynia, ale wieczorami nigdy się tam nikt nie kręcił. Zauważyłem również, że ten helikopter latał w lewo i w prawo, oświetlając pobliskie torfowiska i łąki.
Wyglądało to tak, jakby czegoś szukał. Niekiedy zawisał na chwilę w jednym miejscu, aby się cofnąć, znów zawrócić, ale cały czas naprzód podążał nad tą ubitą drogą. Pomyślałem, że chyba coś zgubił i szukał. No ale co mogli zgubić?
Nie dawało mi to spokoju. I było na tyle dziwne, bo nie było słychać pracy silnika, a na wiosce i przy lesie o tej porze dnia nie ma już dużego ruchu i raczej helikopter powinno być słychać głośno. Zresztą nie było codziennością nawet na polach widywać ten helikopter, więc niekiedy on sam był dość dużą atrakcją.
Tutaj natomiast coś latało, oświetlało, przemieszczało się w dziwny sposób. Czasami stało w miejscu, ale zbliżało się nad tą drogą na tyle, abyśmy widzieć mogli to bliżej. Postanowiłem zawołać kuzynów, bo w pewnym momencie naprawdę było to na tyle niepokojące i dziwne oraz nigdy niespotykane, aby cokolwiek leciało w powietrzu i to w tym kierunku i to dokładnie nad koronami drzew. I o tej porze było już ciemno. Staliśmy tak w trzech, zwróceni w stronę łąk i dalej lasu. Jakieś dwieście pięćdziesiąt do trzystu metrów za łąkami była droga polna, przy niej drzewa, stare topole wysokie na jakieś trzydzieści metrów. Za drzewami i tą drogą był już las i torfowiska, które powstały na skutek wybierania torfu przez okolicznych mieszkańców jakieś sto lat temu i wcześniej. W powstałych wyrobiskach naszła woda i w paśmie jednego do dwóch kilometrów kwadratowych było jakieś dwadzieścia stawów między łąkami. W te tereny po ciemku nikt się nie wybierał.
Byłoby to niebezpieczne, a ujrzeć tam jakiś helikopter wolno latający można by uznać za cud. W pewnym momencie mogliśmy wyłuskać w ciemności zarysy tego, co leciało i doszliśmy do wniosku, że nie jest to jednak helikopter. Znajdowały się to dokładnie nad koronami drzew rosnących przy tej drodze do żwirowni. Byliśmy oszołomieni. Pytaliśmy się nawzajem, zgadując co to jest. Nie był to jednak helikopter. Dziś sobie myślę, jak to możliwe, że brałem to za helikopter? Z zarysu można było określić obiekt na jakieś trzydzieści, czterdzieści metrów, raczej w kształcie cygara. Pierwsze moje skojarzenie było takie, że wygląda jak samolot pasażerski z takich większych i nawet to powiedziałem, ale któryś rzucił a co by tu samolot robił? I miał rację, bo leciał bezszelestnie nad koronami drzew.
Nie leciał, a się powoli przesuwał. Było widać jakieś światła opozycyjne, na pewno niebieski, jeszcze jakiś kolor, ale nie pamiętam. W każdym razie taki nietypowy dla pojazdów powietrznych. Oprócz ciszy słyszeliśmy taki dziwny stukot, co jakiś czas, metaliczny, tak jakby malutkim młoteczkiem ktoś uderzał w kowadło.
Równomiernie i miarowo. Takie metalicznie sterylne. Było to dziwne. Obserwowaliśmy to zjawisko jakieś dwa do czterech minut. Obiekt leciał wolno. Wtedy nie myśleliśmy nawet, że to jakieś UFO. Mniej więcej na końcu drogi polnej z torfowisk, tam, gdzie się łączy z trasą z wioski do Gostynia, tak pod górkę był spory las. Teraz jest to wycięte.W tym miejscu pojazd jakby przyspieszył. Zobaczyliśmy jakby tył pojazdu. Odniosłem wrażenie, że pojazd był jednak dużo większy niż to oceniałem.
Wydał mi się nawet dość olbrzymi. W pewnym momencie wydawało mi się, że widziałem, jakby pojazd wypuścił jakiś ogień, przyspieszył i dosłownie znikł. Wydawało nam się, że oddalił się w kierunku Poznania z niespotykaną szybkością. Teraz, po latach, wydaje mi się, że po prostu się zdematerializował lub przekroczył jakiś portal. Po prostu był i znikł.
Wydawało się to Wszystko nierealne i dało mi to do myślenia na wiele lat. Co do świadków, to gdy spotkałem po kilku dniach kuzynów, twierdzili, że nic nie widzieli i nie pamiętają. Taką wersję podtrzymywali ciągle. Nawet po piętnastu latach twierdzili, że nic nie pamiętają.
Generalnie jestem jedynym, który to widział. Pamiętam, że kilka dni po tym wydarzeniu lokalna Gazeta Gostyńska tak się nazywała wtedy opisywała relacje świadków, iż widzieli coś nad Gostyniem, jakieś dziwne obiekty na niebie. Była wzmianka również o Poniecu, iż tam również to widziano. Później czytałem o tym też w Panoramie Leszczyńskiej, gazecie lokalnej z Leszna. Gdy byłem już w USA, może po dwunastu, czternastu latach od tego wydarzenia, przyjechała do nas teściowa.
Matka żony pochodziła z Goli, wioski obok Starego Gostynia. Mieszkał tam jej brat z rodziną i ojcem, który już od kilku lat nie żył. Opowiadałem teściowej o tym UFO, a nie opowiadam o tym z reguły, a już szczególnie Polakom w kraju czy za granicą. Co prawda rozmawiałem kiedyś z Amerykanami i widywali podobne rzeczy tutaj. Jeśli chodzi o teściową, to po namyśle i byłem tym zaskoczony. Bardzo poważnie wyznała, że przed śmiercią swego ojca ten jej powiedział coś podobnego.
Dziadek mojej żony dokładnie w ten sam dzień widział to, co ja. Tyle że jakieś kręcące się dziwne postacie po jego ogrodzie. Tak twierdził tuż przed śmiercią. Wyznał to jakieś dziesięć lat po tym wydarzeniu. Wyznał mojej teściowej przed śmiercią w szpitalu, iż nikomu tego nie mówił, bo był na lekkim gazie i przyszedł do domu, kiedy była już taka lekka szarówka. Wybrał się za stodołę do ogrodu za potrzebą. W pewnym momencie zauważył jakieś postacie, które tak jakby czegoś szukały po jego ogrodzie i twierdził, że nie mieli kształtów ludzkich. Sam, wystraszony siedział w przykucu i obserwował. Postacie miały oddalić się do jakiegoś pojazdu i odlecieć w kierunku lasów w Starym Gostyniu.
Sądząc ze zdarzeń czasowych, to mogło być dokładnie, zanim ja zaobserwowałem ten helikopter, który nie był jednak prawdopodobnie helikopterem. Tak mi się wydaje, że za dnia helikopter coś obsiewał, a później koło czwartej, piątej było cicho i znów coś się tam pojawiło i wyglądało jak helikopter. Tak by to wyglądało. Z tego, co pamiętam. Byłem tym zaskoczony, zrozgotany, ale i podekscytowany, że coś jeszcze jednak innego egzystuje niż my sami. I to tyle, jeżeli chodzi o obserwacje UFO nad Starym Gostyniem w 1991 roku. Po krótkiej przerwie zaprezentujemy niezwykle interesujące zdarzenie z Białośliwia koło Chodzieży w województwie wielkopolskim.
Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Druga z przygotowanych na dziś relacji dotyczy obserwacji wrzecionowatego Nola w Białośliwiu koło Chodzieży w województwie wielkopolskim. Do zdarzenia doszło w listopadzie roku 1984 lub 1985. Z relacji wynika, że obserwacja nastąpiła w okolicy cmentarza. Obserwacji UFO dokonały trzy osoby poruszające się samochodem. Oddajemy głos słuchaczowi, który skontaktował się z nami drogą telefoniczną, a mailowo podesłał rekonstrukcję wyglądu obiektu, którą w trakcie odtwarzania rozmowy zaprezentujemy na wideo.
Bardzo bym prosił, żeby pan opisał szczegółowo, kiedy doszło do obserwacji, jaka to była miejscowość, jak się zachowywał obiekt, jak wyglądał, ile ich było. Wszystko, co pan pamięta? Dobrze, dobrze, to zacznijmy może od lokalizacji. To było wszystko w granicach miejscowości Białośliwie. To jest, to jest mała wieś w województwie wielkopolskim, blisko Chodzieży, między Piłą, Chodzieżą a Margoninem, w takim trójkącie mniej więcej.
Wszystko się to działo trzydzieści pięć lat temu, tak mniej więcej tak 84, 85 rok. Byłem wtedy w wieku dziesięciu, jedenastu lat, nie pamiętam dokładnie.[akcent zagraniczny] Ciężko to jest ustalić w takim momencie. Yyy, więc to się odbyło w taki sposób, że to był mniej więcej okres taki jak teraz, yy, gdzieś godzina szesnasta, więc ciemnawo się robiło. Już taki sza-szary, szary był, szara poświata, pochmurny dzień. Yy, I wracaliśmy z babcią, ojcem, samochodem od znajomych. Gdzieś tam siedzieli.
Po prostu nawet nie wiem czemu. To już jest nieważne. Yy, i ja leżałem sobie w samochodzie na tylnej kanapie, patrząc przez tylną szybę. Kompletnie nieświadomy tego, co widzę. To, na co patrzę. Tak, yy, wracaliśmy taką polną, dziurawą drogą, która, że tak powiem, no wymagała powolnej jazdy, więc to kilka minut trwało.
Nieduży odcinek, może trzy, cztery kilometry, ale cztery minuty na pewno jechaliśmy albo pięć. Ja leżąc na tej kanapie, patrzałem się na obiekt. Mmm, może zaraz opiszę jak on wygląda, ale powiem, powiem jak to, jak to wyglądało.
Przez ten cały czas, patrzałem się na ten obiekt i, y-y, na końcu w zasadzie drogi spytałem się ojca: "Tata, czemu ten samolot za nami leci?" Ojciec zareagował: "Jaki samolot?" I spojrzał przez szybę. W tym momencie tylko usłyszałem zaciągnięty ręczny hamulec.
Zatrzymał się. Jeszcze babcia była z nami. Babcia też wysiadła. Spojrzeli do góry. No i że tak powiem, obiekt się ulotnił w tempie, no takim, no paranormalnym, że tak to nazwę. Czyli obiekt jakby zareagował na to, że wyszliście z tego samochodu i w tym momencie po prostu uciekł.
Ja leżałem, ja leżałem na kanapie, dalej leżałem, bo tam ciężko-- to był trabant, ciężko było wyjść nawet. Zresztą ja nie miałem ochoty, bo dla mnie to było. No tak, uroki tego samochodu. Uroki tego samochodu. Nie dało się łatwo wyjść z tyłu.
Tak, dokładnie. Ja, ja, ja nie miałem jakichś specjalnych wyobrażeń, co to może być. Zapytałem się czy to jest samolot? No tam blisko tej miejscowości, gdzie my czasami przebywaliśmy, akurat po babcię przyjechaliśmy, bo Jestem z Pomorza. Yyy, dużo latało samolotów wojskowych, dużo samolotów na dopalaczach latało w tamtych czasach. Tak? I mniej więcej widziałem to, wyglądało podobnie. Natomiast zaraz opiszę dokładnie jak wyglądał tam obiekt. Natomiast no pierwsze skojarzenie, że może samolot tak?
Tylko tak dokładnie patrząc na ten obiekt, no to wyglądało to w ten sposób, że było to no przekrój, można by było powiedzieć spodka tak? Tylko od spodu widziany element, z tyłu był krótszy, taki ta szpica, później było taki owal i z drugiej strony szpica była trzy razy dłuższa i sam obiekt świecił no mogę powiedzieć, takim światłem przygasającego rozżarzonego metalu w całości. Czyli nie był jakiś tam ogień, nie było coś, tylko cały obiekt świecił w ten sposób. Tak? Czyli, czyli rozżarzony i było jego dokładnie było widać jego krawędzie. On nie był gdzieś nad chmurami, w chmurach, we mgle czy coś. Było widać ostre zakończenie. Po prostu jakby ktoś zawiesił żelazo, takie rozżarzone w powietrzu.
Jeżeli dobrze, jeżeli dobrze rozumiem, można było z pana punktu widzenia przynajmniej ten obiekt wyglądał jak takie wrzeciono właściwie, tak? Coś takiego, coś takiego. To takie dokładnie. Z jednej strony było dłuższa ta szpica i to, a z przodu, w kierunku, w którym leciał, była krótsza. Przepraszam, odwrotnie. Akurat w tym kierunku, gdzie leciał to była dłuższa ta szpica. Więc tak, jakby to miał być jakiś ogień inny, to, to chyba by było to w drugą stronę.
Właśnie, jeżeli by to był silnik odrzutowy z jakiejś rakiety czy czegoś i z drugiej strony też by się ostro nie kończył, nie? Więc no mówię, krawędzie były bardzo ostre, bardzo, bardzo wyraźne. Obiekt leciał nie wyżej niż czterdzieści metrów, trzydzieści, czterdzieści metrów. Nie był duży, to może ze dwa, trzy metry miało, nie więcej. I mówię no, w momencie, kiedy żeśmy się zatrzymali, obiekt się oddalił no w takim tempie, że dokładnie nawet nie było wiadomo, w którą stronę poleciał, nie?
A leciał nad nami wolno nad samochodem. Dosłownie, bo ja się cały czas na to patrzałem. Tak? Dla mnie to było coś w tym wieku. Chłopak. Wcześniej żadnych informacji, żadnych, że tak powiem, wiadomości z internetu czy czasopism w tym wieku nie czytałem. Inne miałem zainteresowania kompletnie, więc patrzyłem się na coś, co pierwszy raz widzę. No i chciałem się temu dokładnie przyjrzeć.
Patrzałem, patrzałem, aż się zapytałem. Babcia zareagowała tak, że nic nie mówiła przez dłuższy czas i chyba już do końca życia nie mówiła, co, coś też niechętnie o tym mówi, bo tak, no na ten temat. Jak żeśmy nawet gdzieś tam wspomnieli w rodzinie. O, ojciec to widział, żyje do tej pory. Ona widzi, że nie bardzo to rozumie też co to mogło być, jak się widzi coś takiego, No to wiadomo, reaguje się różnie. Ale widziałem to dłuższy czas, nie mogłem się dokładnie temu przyjrzeć, także... Czyli poza świadkami, poza ojcem i babcią, byli tam jeszcze jacyś świadkowie? W pobliżu byli jeszcze jacyś ludzie?
Nie mam pojęcia, bo ja leżałem na kanapie. Ciemno, ta, wiesz? Nieduża, wiesz? Myślę, że myślę, że, że to musiałby być przypadek duży, bo to jest naprawdę dojazdowa, taka drobna, boczna droga do, do, do wioski, z takich peryferii trochę tam na boku, trzy kilometry dojazdu takiego jest. Także nie sądzę, żeby ktoś był. Nawet jak ktoś by był na cmentarzu obok, to ma z góry same drzewa, także nie wiem. No ciężko powiedzieć, nie? No tak to wyglądało mniej więcej.
A jakie wtedy panowały warunki pogodowe? No chmury były, chmury, chmury, więc to leciało zdecydowanie nisko, to leciało nisko, to było widać, że to leci nisko, bo to mówię, za wyraźnie było widać krawędzie tego, tego obiektu, tak? To były naprawdę ostre krawędzie, dobrze zakończone, nawet takie one były delikatnie ciemniejsze po samej krawędzi. One nie były takie równe. Ten obiekt nie oślepiał. On był taki łagodny, łagodnie świecił takim dosyć pomarańczowym światłem. Mówię jak, jak gasnące takie żelazo świeca, nie? Także to to wyraźnie było widać.
Wyraźnie to było widać. [śmiech] Czy ten obiekt emitował jakieś dźwięki bądź wpływał w jakiś sposób na otoczenie? Nie, kompletnie. Nic? nie, nie, nie, nie, bo jak ojciec zatrzymał samochód, to myśmy, że tak powiem, yy, no oni wysiedli, ja się poszłałem dalej i ojciec zgasił samochód. Odruchowo zawsze to robił.
Zgasił samochód, zaciągnął hamulec, zgasił samochód i-i kompletna cisza była kompletna cisza, bo w momencie nawet jak, kiedy to odleciało, to też zero kompletnie dźwięku, nie, cisza. Cisza ewidentna. Wioska jest mała, cicha, także na pewno było to bezdźwięczne urządzenie.
A czy ojciec? Bo z tego, co pan mówił, to babcia raczej tematu nie chciała później poruszać. A czy ojciec wspominał coś później o jakichś swoich osobistych odczuciach wobec tego obiektu? Coś, jakiś om, jakiś wpływ to na niego wywierało?
Nie. Zawsze, zawsze w ten sam sposób mówił, że no, widzieliśmy coś, widzieliśmy coś takiego dziwnego, no nawet nie-nie-nie wymawiał słowo UFO nigdy czy, czy jakiś inny obiekt. No coś widzieliśmy takiego dziwnego, no zawsze w ten sposób mówił, nie? Zawsze w ten sposób mówił. Co do takich reakcji, no to jedynie ja mogę powiedzieć, że przez dłuższy czas też o tym nie myślałem. W ogóle kompletnie.
Dopiero po jakimś czasie mi się to, że tak powiem, zaczęło przypominać tak, tak mocniej. No i zainteresowania się takie, że tak powiem, nie przerodziły w jakąś astronomię, w jakąś tam fizykę, że tak powiem, kosmiczną.
Tematy bardziej takie złożone. Natomiast nie wiem, czy to od tego, tak? No moje zainteresowanie od lat w astronomii się wyleje. Jestem, że tak powiem, zagorzałym słuchaczem różnych takich tematów astronomicznych na temat nowości czarnych dziur, jakichś tam grawitacji, innych rzeczy. Natomiast nie wiem, czy to spowodowało to, czy może coś innego. Po prostu tak miałem. [śmiech] Mam jeszcze takie pytanie czy, czy, czy to było jedyne spotkanie z taką jakąś nieznaną siłą, tak ogólnie ujmując, w państwa rodzinie? Czy może jakieś obserwacji UFO i innych paranormaliów też już wcześniej występowały?
Yyy, znaczy nikt niczego nie widział. O tak powiem. Nikt niczego nie widział. Yyy-yyy-- temat, temat, że tak powiem, zawsze był taki poruszany, no tak, niechętnie gdzieś tam był. Jak my poruszaliśmy to gdzieś tam w rodzinie najbliższej, tak, moi bracia wiedzieli, że, że myśmy coś wiedzieli, widzieli z ojcem i z babcią. Natomiast poza tym kompletnie nic nie-nie-nie widział. Nie czuł. Nie, nie, nie obserwował jakichś specjalnych-- przepraszam. Ciotka. Ciotka widziała piorun kulisty. Tak go nazwała.
Czyli ona powiedziała, że kulka jej wleciała do pokoju i też w tej wsi, i zrzuciła jej wszystkie obrazy przez okno i wyrwała ramy z okien. Także [śmiech] coś takiego gdzieś tam wcześniej. No, no, dosłownie. I to potwierdzone, bo to widzieli też ludzie.
Efekt tego wszystkiego, bo to ta kulka, która wleciała przez okno, to, że tak powiem, trąciła zawiasy od okiennic, wyrwała je ze ściany. Yyy, no energią jakąś. No nie wiem, czy to plazma była, czy co to tam było. W każdym bądź razie później przeleciała po wszystkich obrazach, które wisiały w pokoju, uderzając po gwoździach dosłownie po tych metalowych częściach i też wybijając wręcz tynk. Wszystko to spadało.
No ulotniło się to. Tak ciotka to opowiadała właśnie w tej wsi, tam, gdzie w tej chwili moi rodzice mieszkają, gdzie myśmy wcześniej jeździli, akurat tam do mojej babci. Nie. No można powiedzieć, że to dosyć taki dosyć taki klasyczny przypadek tego zjawiska, bo też sporo jest takich historii właśnie, że piorun kulisty czy też jakaś kulka świetlna pojawiła się nagle u kogoś w domu i narobiła tam zamieszania. Coś tam przeleciała z jednego końca pokoju na drugi, coś tam jeszcze jakiś ślad zostawiła i tak dalej. Także można powiedzieć, że to taki klasyczny przypadek. A wracając do Pana obserwacji, mam tu jeszcze kilka takich pytań.
W jaki sposób obiekt się poruszał? Czy on utrzymywał cały czas taką samą odległość od samochodu? Dokładnie tak. Dlatego moje pytanie było, dlaczego on nas śledzi? Bo dlaczego ten samochód nas, ten samolot nas śledzi? Bo on leciał dokładnie z tą samą prędkością, co my. Leciał dokładnie w tym samym punkcie. Bo pamiętam, bo jak patrząc się przez ramkę przez okno, widziałem go cały czas, dokładnie z tej samej pozycji. On nie był gdzieś horyzontalnie daleko, że, że to się tak jak samolot nakładało, bo był nisko, tak? Bo było widać jego odległość od nas.
Tak? Czyli nie wykonywał żadnych tam jakichś skrętów, jakichś zygzaków, jakichś innych manewrów. Cały czas, w takim samym miejscu, nic się nie zniżał, nie podwyższał, nic. Nie. Leciał równo, cały czas za naszym samochodem. Natomiast, no parabolą odleciał w momencie, kiedy takim strzałem, bo to tak uciekło w bok. Jak się zatrzymaliśmy, to, to, to ten moment, to po prostu aż oko to ciężko rejestrowało. To taka prędkość była, nie?
Mhm. A czy w czasie obserwacji obiektu doszło do jakiegoś zaburzenia, że tak powiem, działania samochodu? Wpływał jakoś ten obiekt na wasz samochód czy...? Nic. Nic kompletnie. Nic kompletnie. Ja musiałem zwrócić uwagę ojcu, bo on nie był w stanie tego zobaczyć, dopóki się do góry nie spojrzał przez boczną szybę też, bo to tak leciało pod kątem gdzieś tam no sześćdziesięciu, pięćdziesięciu stopni do bocznej szyby także. No musiał się spojrzeć w bok, żeby do góry, żeby to zobaczyć.
Wiadomo, jak się jedzie samochodem, nie robi się takich ruchów, nie? Także no ja to widziałem wyraźnie. To nie było, nie było to nic wielkiego, jeżeli chodzi o rozmiar, ale tam te cztery, pięć stopni na niebie gdzieś miało, nie? Także wyraźnie było na tym szarym niebie to widać, nie? Bo już dosyć, dosyć ciemno się robiło.
Dobrze, tutaj nie ma już żadnych dodatkowych pytań. Jeżeli chodzi o tę obserwację. Mam tylko takie pytanie techniczne. Czy wyraża Pan zgodę na wykorzystanie bądź emisję zapisu tej rozmowy w którejś z audycji, na przykład w "Mówią świadkowie"?
Oczywiście całkiem anonimowo. Jak najbardziej tak, jak najbardziej to już tam nie ma znaczenia. To [śmiech] ja się nie chowam z tym, bo to widziałem, co widziałem i mogę śmiało powiedzieć, że, że no, no nie było to nic, co, co, co można zobaczyć na co dzień na pewno, bo z samego ruchu, z samych, z samych, z samego kształtu, barwy, chociażby.Tak, tak kształtu nawet. Szukałem coś w internecie, czy coś takiego się znajdzie.
Czy ktoś obserwował ucho o takim kształcie? Powiem szczerze nie widziałem. Mogę to nawet nakreślić panu gdzieś tam na maila wysłać, Jaki to miał dokładnie kształt? Czy pan miał, że tak powiem, wyobrażenie? Tak.
I to tyle, jeżeli chodzi o zdarzenie z Białośliwia. Po krótkim przerywniku, w trzeciej części naszego programu zaprezentujemy relację przekazane nam w dwa tysiące osiemnastym roku przez naszego słuchacza z Hajnówki na Podlasiu. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08, 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493, 530 620 493. W razie gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W trzeciej części naszego programu zaprezentujemy relację przekazane nam przez naszego słuchacza z Hajnówki na Podlasiu. Rozmowę zarejestrowaliśmy w lipcu dwa tysiące osiemnastego roku.
Według naszego słuchacza w tamtym okresie nad Hajnówką dochodziło dość często do obserwacji zagadkowych obiektów. Oddajemy głos naszemu słuchaczowi. Jestem z Hajnówki. To tak trzy miesiące temu to się zaczęło. To tak tu, w centrum Hajnówki mieszkam w bloku. No i tak, i tak stałem wieczorem w oknie tutaj. No i tak patrzę, że coś tam błyska. Takie światełka, jakieś czerwone, kolorowe. No ale nic. No wziąłem taką lornetkę mam, ale taką niedużą. No i tak i patrzę, że no to taki pasek, nie, coś dziwnego. No ale, no i tak zaczęło mnie to niepokoić. Się patrzę. No i potem. To znaczy tak on nisko był, no nad blokiem, potem on się przeniósł.
Znaczy, pojawił się wysoko nade mną i wyglądał jak taki malutki, wygląda gwiazda, ale przez lornetkę było widać, że, że ten pasek jest, no nie? Świecący, kolorowy. No to mówię. To trzy miesiące temu się zaczęło, nie? No i tak. No ale to nic, to początek dopiero i tak. No i później, no tak, przeważnie długo siedzę, czy wychodzę, czy o trzeciej rano nawet się kładę. No i tak, i tak. I podeszłem do okna. No i patrzę, tak od strony Białowieży już ten pasek to już nie jest taki malutki, tylko już był naprawdę duży. To był tuż tak nisko, już był nad blokiem wtedy. No i tak jeszcze wziąłem znowu lornetkę. No to wtedy to już takie wyglądało wtedy to jak cygaro. No ale to było naprawdę. No to już było naprawdę duże i to było nisko. No i te światła, i to świeciły. On świecił, świecił, Tak. Kolory czerwone, niebieskie, białe, tak z poziomu się przemieszczały te światła.
No, czy tak na mój, w mojej opinii to tak wyglądało. Po prostu jak cygaro świecące, no ten obiekt. No tak mówię tylko teraz nie to, co widziałem, nie to, co myślę, bo nie będę podawał, jakie tam ja mam opinie swoje, tylko że mówię, że wyglądało cygaro. No, ale no nic. No, No i tak się zaczęło, to no i już. No tak, znaczy tam jakiś taki szok mały był. No bo pierwszy raz tak na własne oczy coś takiego zobaczyłem. No, no to był jakiś tam szok mały, no ale nic tam. No ale potem tak znowu na drugi dzień wychodzę i to samo. Najpierw jest tak wysoko, znaczy od dziesiątej godziny do dwunastej.
On jest tam wysoko. To znaczy od dziesiątej do dwunastej wieczorem, tak? Tak, tak, tak, tak i on jest wysoko ten obiekt. Tak wygląda gwiazda. Ale przez lornetkę jak się weźmie, to od razu widać, że to nie jest żadna gwiazda, tylko cygaro świecące, kolorowe. No tak, a już potem, jak wszyscy idą spać, jest ciemno. Ja wychodzę trzecia rano, druga, trzecia, różnie. No i jak nie ma chmur, czasem było pod chmurami, to on już tu jest od strony Białowieży i to jest już potężny obiekt.
No, dosłownie tak jak opisuję, jak mówię, tylko jak to wygląda. Tak jak cygaro i jeszcze jak przez lornetkę się-- znaczy już bez lornetki widać z lewej strony od strony Białowieży i on jest wtedy niziutko, normalnie, tak jakby.No i nad tym dosłownie na poziomie bloku. No i znaczy nie wyżej trochę. No i no mówię to, to wtedy to widać, że to jest kolosalne.
No i wygląda jak cygaro i te światła się przemieszczają. No i tak jest od trzech miesięcy co dzień. W ogóle bym tego nie podawał, by w ogóle nie dzwonił, żeby coś tam przeleciało. No ale to jest tak, że, że ja mam to co dzień. Tak? To było tak, tak, no mniej więcej trzy miesiące temu. No mówię, bo już czerwiec, zaraz maj, czerwiec, lipiec nie? No.
Mhm. Ale nie zdarzyło się panu zaobserwować czegoś podobnego? Wcześniej? Mhm. Tak. Na żywo? Tak. To znaczy czegoś takiego to w ogóle nigdzie nie widziałem mogę powiedzieć. Ani w internecie, bo też te filmiki takie oglądam o UFO, nie? I nic takiego nie widziałem ani w internecie, ani wcześniej. Nie, wcześniej co innego widziałem. Później powiem jeszcze, ale to było rok temu. Ale to było co innego. To wspomnę. Ale to jest najciekawsze, bo mówię to tak, to jest tak trzy miesiące i co dzień, mam to co dzień po prostu. No to jest tak, mówię i to zawsze ten sam scenariusz. To jest tak patrzę na górę i to świeci, jest nad moim domem dosłownie nad centrum Hajnówki. Tak? Otwieram, patrzę, mam to i to od trzech miesięcy, co dzień. Potem on tam czasem z prawej strony jest taki mały, a już ludzie idą spać i tak, i z lewej, i tylko tego nie, idą spać. Mnie więcej tam czasem koło północy, nie?
Trzecia rano, no druga, trzecia to zawsze jest. Jest i tutaj. No, no od strony Puszczy Białowieskiej, jak okołem patrzeć, no to normalnie. I mówię to jest kolosalne, nie? Wtedy jest nisko tak, że no tak. No ktoś pierwszy raz to może niezłe złego szoku dostać. Znaczy już się przyzwyczaiłem, nie? No bo przez trzy miesiące co dzień to mam. No i tam.
No cóż tu powiedzieć, no jeszcze. No i tak to wygląda, nie? I to jest co dzień- A mam jeszcze pytanie czy, czy oprócz Pana może ktoś jeszcze zaobserwował ten obiekt? Tak, bo ja mówiłem tak, to moja koleżanka i jeszcze jedna osoba. Mówię, czy widzicie, to nie? Mówię, no mówię: "widzisz to weź lornetkę". "No widzę, nie?" No, także mam nawet dwóch świadków, nie? Ale to tam. No i tam napisałem najpierw tam do tych o Emilidżina na tą stronę, nie? No i tam oni tak napisali mi tylko.
Czy napisałem im yy no tam trzy miesiące temu nie, ale to nie zrobiło na nich w ogóle wrażenia. Jeszcze tam mi napisali. Może nagrałeś jakiś filmik? Nie? To wyślij. No to ja mówię, że bym nawet miał filmik. Nie będę nikomu żadnego filmiku wysyłał. Nie, bo mnie to w ogóle nie interesuje. Już nie takie rzeczy. Mnie to w ogóle nawet nie chce rozmawiać z nikim o tym. Nie? To w ogóle mowie sensu nie widziałem tego w ogóle nawet opowiadać nie? Ale żeby to był raz, dwa, ale trzy miesiące to już jest.
No coś takiego jak z filmu fantastycznego. To tutaj jeszcze tak, jeszcze dwa razy było tak, dwa razy jeszcze było takie, że dziesięć takich obiektów się pojawiło, tylko tam wyżej nie? Takich dziesięć, ale to dwa razy tylko. A tak cały czas ten jeden. No praktycznie już wydaje i mówię, mam to codziennie i wystarczy czy na okno wyjść, czy na ten, nie? I nie trzeba gdzieś tam dużej lornetki, czy coś, nie? Widać gołym okiem tak? Że to jest cygaro, a tam jak się przyjrzysz niżej, no to przez lornetkę to już w ogóle nie, szok jest, nie? I świeci tymi, nie przesuwają się tak, jakby okienka wyglądają właśnie, jakby okienka i kolor tam żółty, czerwony, biały, niebieski, nie? To jak świeci wysoko, to non stop błyska, no nie ostro. Tutaj też błyska to. No, to mniej więcej no to tak wygląda ta sytuacja. No to także nie słyszałem jeszcze czegoś takiego nie widziałem. No bo tak.
3 miesiące i non stop. No to co? Znaczy, no tak wygląda jak statek kosmiczny, jak cygaro, nie? No jedyne co mi do głowy przychodzi i tyle. No a kto? Dobrze. Ja tutaj nie mam już więcej pytań, jeżeli chodzi o- o ten, o tę obserwację.
O tą? Tak? Tak, tak. Jakby można opisać tą drugą obserwację, o której pan wspomniał? To znaczy, to było też wcześniej, to. Ale to, kilka lat temu, znaczy czy, nie pamiętam ile lat, ale też już tu mieliśmy coś też tak samo od strony Białowieży, jak Księżyc był i takie było zjawisko się pojawiło, że yy ze strony Księżyca po prostu do naszego jakby mieszkania kolorowe kręgi, takie kolorowe kręgi, kolorowe kręgi.
No i też ma. Też mam jednego świadka, bo najpierw właśnie jemu się to pojawił w moim domu. Już nie chcę tam to co mówić. No i no już. No i to tak jak one te światło tak jakby do domu weszło. No to były, no że, no trudno powiedzieć nawet. No ale, ale to były ze strony Księżyca i. To było kilka lat temu, wcześniej.
No i- No i tyle, no tak jakby do domu weszły i-- no nie, I to było do-- nawet najpierw to było, że takie fajne, wesołe, a potem straszne. No bo przychodzą takie myśli do głowy czy w rodzaju czy nie kosmici cię porwą, czy coś w tym stylu, nie? No tak jest, że no tak, że można się przestraszyć, tak?
Nieźle. No bo kto nie widział, nie przeżył, to, to wiadomo, nie wie, jak to jest. No to jest inaczej niż kiedyś. Czytało się coś tam i tak dalej, i tak dalej, ale to w ogóle jest co innego całkiem. No i potem to przez rok czasu się pojawiało, ale już potem raz na miesiąc. No, ale to było wcześniej, nie? No a teraz to jest.
No, no także, no cóż, no mówię, jakoś tak nikt nie interesuje się to nie, tym, że i tamci tak samo. No to niech jadą tam z tymi aparatami, ekipa ze sprzętem. Proszę bardzo, nie? Zapraszam do Hajnówki, bo jeśli już dwóch świadków i ja widzę, no to może i oni coś nakręcą, nagrają jakiś filmik? Nie wiem, nie?
Różnie bywa. No także no ciekawa bardzo sprawa. No to tyle. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o zdarzenia z Hajnówki w 2018 roku. Po krótkiej przerwie przejdziemy do ostatniej przygotowanej na dziś relacji, która w głównej części będzie dotyczyła zbiorowej obserwacji UFO w okolicach Kętrzyna w 1995 roku. Słuchajcie Państwo audycji Mówią Świadkowie Radio Paranormalium Paranormalny Głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami.
Dwa miesiące temu był trap prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś on tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl Archiwum Radia Paranormalium.
Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim Internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum Audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W czwartej części naszej dzisiejszej audycji zaprezentujemy rozmowę ze słuchaczem nagraną tuż po premierze poprzedniego, ósmego odcinka podcastu Mówią Świadkowie.
W rozmowie nasz słuchacz najwięcej miejsca poświęcił na zrelacjonowanie zbiorowej obserwacji obiektu przypominającego spodek. To znaczy, taki zarys utworzyła widoczna grupa świateł w okolicach Kętrzyna w 1995 roku. Później nasz słuchacz przedstawił również kilka krótszych, mniej złożonych relacji, również dotyczących obserwacji UFO.
Oddajmy głos naszemu słuchaczowi. Witam. Dobry wieczór, Z tej strony Marek Sienkiewicz. No tak się znowu zdarzyło, że tuż po premierze audycji rejestruję kolejnego słuchacza. Dzisiaj padło na pana. Na to wygląda?
Witam, Witam. Właśnie słuchałem relacji, dlatego, dlatego też stwierdziłem, że warto powiedzieć, kiedy już się do Was dodzwoniłem, ale nie opowiadałem o tej relacji, gdyż dotyczyła ona czegoś innego, więc stwierdziłem, że wtedy nie było sensu o tym opowiadać, ale pisałem do Was kilka razy. Jednak chyba Wam gdzieś, z tego, co słyszałem, sporo macie tych relacji, więc gdzieś Wam to musiało umknąć.
No dosyć sporo relacji i jeszcze więcej spamu, bo niestety te spamiarki internetowe buszują po stronach internetowych i zbierają naszego maila, także wysyłają nam dużo reklam. No i czasami niestety maile nie dochodzą.
Czasami. Tutaj widzę, że świadek tych swoich przeżyć opowiadał dość ciekawe relacje. I rzeczywiście zgadzam się z nim, bo o ile ja mogę się pochwalić, dajmy na to, trzema wydarzeniami z UFO i jednym takim dotyczącym jakby duchów, nie wiem, może tak to ująć, o tyle moja mama na przykład znowu na odwrót.
Jednym takim zdarzeniem z UFO, natomiast takich zdarzeń z istotami, nie wiem, jak to wyjaśnić. No, miała dużo. W każdym bądź razie przejdźmy do tego ważniejszego zjawiska, najważniejszego moim zdaniem.
Tutaj może zacznijmy od tego zjawiska, o którym pan Boach, pan chciał tylko tą jedną historię przedstawić, czy, czy kilka? Powiem tak te dwie całe są dosyć krótkie, więc mogę je szybko dorzucić na sam koniec.
Może, może zacznijmy od tej dłuższej w takim razie rzeczywiście. Tak, tak i ona jest istotna, dlatego... 1995 rok, kiedy dokładnie doszło do tej obserwacji? Jaka to była miejscowość? Jak to wyglądało? To było lato, niedaleko Kętrzyna. Yyy, to jest, wie pan, tam jest Gierłoż, tam było lotnisko Hitlera. Myślę, że to jest istotne dla tego miejsca, gdyż, tam dużo ludzi obserwuje te rzeczy i moi rodzice rozmawiali ze świadkami, ponieważ wiadomo, po takim zdarzeniu, takim wow, każdy się chwali, tak? Zwłaszcza w tamtym czasie, kiedy jeszcze jakieś tam archiwum X nie było mocno znane w Polsce.A 95 rok to jest moment, w którym jeszcze internetu nie było w Polsce.
Całe zdarzenie zostało opisane w Gazecie Kętrzyńskiej, natomiast ja nie mogłem się dorzukać w Internecie tego artykułu, ale moi rodzice opowiadali mi, kupili ten artykuł, opowiadali, że wojsko po prostu wyciszyło to w ten sposób, że uznali, że to było country w Mrągowie. Pan wie, że jest coś takiego. Natomiast między Kętrzynem a Mrągowem jest odległość ogromna. To po pierwsze. Zacznijmy. Po drugie światła odbijają się na niebie, a nie rzucają prostej linii światła na trawy. No i po trzecie moja mama z moją ciocią, kiedy to zobaczyły, one wyszły na papierosa. My spaliśmy pod namiotem w domu, pod namiotem koło domu mojej cioci i mojej babci, na takiej działce przy domu.
I nagle mówią, że coś się podnosi spod traw. Zaczyna to światło. Trawy zaczynają wirować, światło się podnosi, patrzą się na górę, a tu nagle wielki, ogromny spodek. Sześć rzędów świateł czy dziewięć, nie pamiętam. Moja mama tą relację. Moja mama liczyła z ciocią te chyba światła, więc ona tam pamięta dobrze. Natomiast ja mam ciekawe zderzenie po tym, jak poszliśmy spać, to, to mi się wydaje, że to będzie ciekawsze niż to, co moja mama pamięta. W każdym razie obiekt się poruszał bardzo szybko w sensie z jednego punktu do drugiego. Bezgłośnie przemieszczał się tak, jakby szukał czegoś. Trzy punkty sobie obierał taki trójkąt. I rzeczywiście mój wujek, z którym już raczej nie mamy kontaktu, też widział ten obiekt. Tutaj taka śmieszna relacja. Siedział w warsztacie samochodowym, zobaczył też to. To było w Rynie. On był w Rynie niedaleko Kętrzyna i mówi, że też to widział. Zaczął mrugać do nich światłem reflektora, którym sobie podświetlał samochód. Taki reflektor, wie pan, jak są na lotniskach.
Kiedyś używano takich w warsztatach samochodowych. No i akurat on pił ze swoim kolegą i jego kolega się schował do kanału pod samochód i powiedział "Oszalałeś, oszalałeś, przestań, to nie świeci, bo jeszcze tu zlecą". Twoja babcia, która wyszła w tej miejscowości koło Kętrzyna, kiedy to zobaczyła, świętej pamięci, niestety większość mojej rodziny już nie żyje, więc tych świadków już nie zostało wielu.
Moja babcia powiedziała, że koniec świata i schowała się do domu. No a reszta mojej części mojej rodziny tutaj moja siostra, moja mama akurat są osobami, które mi się wydaje, że na pewno moja siostra mogłaby to potwierdzić, tak?
Więc to jest świadek taki wiarygodny. Natomiast mój tata nie będzie chciał na pewno, chociaż on i ja mamy taką ciekawą relację z tego wydarzenia. No i teraz. Mam pytanie czy to, że tak, Przepraszam, że tak przerwę. Czy to miganie tą latarką tym światłem jakoś spowodowało reakcję tego obiektu, czy nie zrobiło na nim wrażenia?
Nie wiem, bo z wujkiem o tym już nie rozmawialiśmy. Raczej. Wujek jak o tym opowiadał, to jego syn się z niego śmiał. Do dzisiaj się śmieje, więc on też się starał nie wracać do tego. Wie pan jak to jest. Drwiny, kpiny. No i tak to niestety jest, więc on też już obrócił to w żart i raczej stara się nie opowiadać o tym, chociaż mówił, że na-- zaraz po tym zdarzeniu opowiadał, że jego znajomi widzieli nad autowisku takie jezioro, inny obiekt tutaj, co mnie w ogóle zaskoczyło, bo o takim jeszcze nie słyszałem w kształcie płatka śniegu i tam podobno ktoś to z znajomych rodziców widział, chociaż dla mnie to jest dziwne, bo o takim kształcie to jeszcze nie słyszałem. No ale może. No nie wykluczam niczego po tym, co ja sam zobaczyłem, tak? Ten obiekt był duży, moim zdaniem duży. Moja mama mówi, że to około wielkości kilku do kilkunastu metrów. No i po jakimś czasie odleciał. Te chmury po prostu się rozstępowały jak on odlatywał, tak? Natomiast moi rodzice zobaczyli go około 10:00 i wyszli na papierosa. Ja w ogóle przez lata się interesowałem tym zjawiskiem. Dlaczego i po co? Dlaczego ja to zobaczyłem? To, co zaraz opowiem, dlaczego to się wydarzyło. Natomiast, yyy mmm, wreszcie dokopałem się w internecie do wideo. Jest wideo. Prawdopodobnie gdzieś z okolic albo Bartoszyc, albo musiałbym jeszcze raz je odnaleźć. Mogę panu podesłać słabe, słabe nagranie, ale rzeczywiście mniej więcej pora się zgadza i kamera skierowana jest w tę stronę. Ci świadkowie też prawdopodobnie by potwierdzili. Jest to nagranie na YouTube.
Jest to nagranie ukazujące ten sam obiekt? Prawdopodobnie- Czy coś innego? Coś podobnego. Ja powiem tak to jest tak, że na tym nagraniu jest taka słabo widoczne, ale kilka rzędów świateł wiszących w powietrzu przez jakiś okres czasu. Natomiast to, co my widzieliśmy, to był spodek. To, co nagranie ujęło, to, co jest na filmie na YouTubie, jest zarejestrowane o zachodzie słońca. A to, co moi rodzice widzieli razem ze mną, to już było po zachodzie słońca, już było ciemno, więc to było dla nas doskonale widoczne. Jeszcze ciekawa rzecz. Moja mama robiła aparatem kliszowym, Zenitem zdjęcia.
Zaniosła je do fotografa w Kętrzynie. Po 2 dniach zgłosiła się po te zdjęcia. Ten powiedział, że wszystko jest prześwietlone, nic się nie da wywołać i nawet nie odzyskała tej kliszy. Nie interesowała się tym, skoro zdjęcia podobno były prześwietlone, więc na tym się zakończyła sprawa kliszy i zdjęć.
To tak, jakby ktoś otwarł aparat i po prostu nieopatrznie poświecił światłem w tym, w tym kierunku. Powiem panu szczerze, my to możemy tak traktować, a z drugiej strony załóżmy, że ktoś zgłosił się po te zdjęcia z wojska, no bo przecież artykuł w Gazecie Kętrzyńskiej też wyklucza to zdarzenie.
Gdzie widziało to prawdopodobnie kilka tysięcy spokojnie osób. No bo ta godzina 10:00, w lecie, ciepłe lato na Mazurach, to naprawdę to nie jest pora, kiedy jeszcze wszyscy idą spać. Chyba że dzieci.No, na papierosa tym bardziej. Tym bardziej że na Mazurach. No to tam, gdzie no lubią sobie wypić, zwłaszcza wieczorem, prawda?
Przynajmniej wtedy. Mm, mam takie pytanie, jakie panowały wtedy warunki pogodowe? Było, no, ładnie? Ciepło? Ciepło, ciepło. Natomiast, no, jakieś tam chmury na niebie były. Było ciepło, yy, ale ja mam taką relację, która zwala z nóg.
No, bo my poszliśmy sobie spać, tak? Po pewnym czasie. No i mi i mojemu tacie przyśnił się, przyśnił się ciekawy sen. My mieliśmy w ogóle namiot igloo, taki czerwony z wystającym tropikiem, takim wejściem, prawda?
No i, yyy, to wyszło parę lat później, kiedy zaczęliśmy, znowu wróciliśmy do tego zdarzenia i mój tata był zaskoczony, że ja też to samo śniłem, co on. Nagle, yy, po tym, jak moi rodzice... W ogóle moi rodzice zobaczyli to zdarzenie i mówią: "Chodźcie dzieci, wyjdźcie, zobaczycie coś, czego nie zapomnicie do końca życia". No i ja z siostrą wyszedłem.
Wyszliśmy, pytamy się, co to jest. Rodzice mówią, że to UFO. To takie obiekty nie wiadomo skąd, może z innej planety? No i patrzcie, no bo to tak lata, no i obserwowaliśmy. Obudziliśmy całą rodzinę w tym domu, no i wszyscy to oglądali, tak?
Potem poszliśmy sobie spać. No i śniło mi się. Ja się wcisnąłem z lewej strony namiotu, lubiłem się w kąt wcisnąć, więc podejrzewam, że byłem ciężko dostrzegalny. To ma istotne, yyy, to jest istotne, yy, mm, to, co dalej powiem, będzie zaczepiało ten wątek. I ja leżałem sobie ściśnięty w kąt tego namiotu. Mój tato był na środku z moją mamą i młodszy brat, który tego nie pamięta, był za malutki. I gdzieś tam po prawej stronie namiotu moja siostra. No i nagle coś wchodzi do tego namiotu na kolanach. Ja widzę tą istotę, do dzisiaj jak, jak już się interesuję tym zdarzeniem, to istota przypominała szaraka. Natomiast na zewnątrz namiotu wszystko się świeciło i oni chodzili. Było ich dużo. Mieli takie urządzenie, taką kwadratową skrzyneczkę z dwoma takimi jakby palcami, które się odkrzywiały, zakrzywiały i wiem jedno, co bardzo mi zapadło w pamięć, że to, co w ziemi, było dla nich bardzo istotne, bardzo istotne to, co było w ziemi. Oni interesowali się tą ziemią, tam, tam, w tym miejscu akurat, gdzie mieliśmy namiot. Natomiast mój tato mówi, że on też to pamięta, tylko on się nie mógł podnieść. Zdębiał, zdębiał całkowicie. Oni złapali mojego brata za nogę i nagle ja wstałem i mówię "Nie, zostawcie go, możecie wziąć mnie". I ten, który pierwszy złapał mojego brata za nogę, ja od razu odczułem takie wrażenie, że on był zaskoczony, że ja tam byłem w tym namiocie. On tak, jakby nie spodziewał się mnie.
I tak, zanim wchodziło dwóch kolejnych, cofnął ich z powrotem i klęknął przede mną. Ja klęknąłem przed nim i teraz ciekawe. No to zabrzmi banalnie, to, co powiem w tej chwili, ale wykonał taki znak, który kazał mi zapamiętać. I to jest wszystko, co z tej komunikacji między nimi pamiętam. Ten znak był podobny trochę jak znak Spocka ze Star Treka. Trochę to już zamazuje czas mi ten, ten znak, bo nie pamiętam, czy by to był identyczny, czy podobny. Jednakże gdzieś-- to, to wiem, to brzmi banalnie, ale to było na pewno, jestem pewien i powiem panu, jak wyglądała ta istota. Ta istota miała palce zakończone takimi kulkami jak u żaby.
Eee, długie palce, cienkie. To był taki szarak. Podejrzewam, że jego skóra się świeciła tak trochę na zielono ze względu na to, że na zewnątrz było jasno, więc pewnie dlatego. Natomiast on był taki chudy bardzo.
Oczy, oczy, oczy mi najbardziej zapadły w pamięci. Oczy miał jak mucha złożone z takich fesetów, yy, takich sześciokątów i były jak, yy, jak u muchy. Nie było tam źrenicy. To jest niesamowite. Patrzył się na mnie, wykonał ten znak, przyłożył rękę do mojej ręki i tylko tyle pamiętam, że, yy, pamiętam, że kazał mi go zapamiętać i koniec. I na tym koniec całego zdarzenia. Tak, cała relacja moja się kończy. Mój tata opowiada, że pamięta wszystko do momentu, jak oni wchodzą i łapią mojego brata i tyle mu się przyśniło. Mówi, że był przerażony, bo nie mógł się poruszyć.
No to brzmi tak, jakby jakaś siła was wszystkich wzięła w jedno miejsce. Yy, ciężko mi powiedzieć. Ja podejrz... Powiem panu tak: jak oni weszli do namiotu, ja byłem zaskoczony, że oni, oni są zaskoczeni mną. Oni byli bardzo mną zaskoczeni. Ten, zwłaszcza ten on, on, mam wrażenie, że on był jakimś ważnym, bo tamci dwaj, którzy wchodzili za nim, od razu go posłuchali, wyszli na zewnątrz i już nie wchodzili do namiotu. Natomiast pozwolił mi wyjrzeć za namiot i widziałem właśnie tego jednego, tą jedną istotę, która chodziła po tym podwórku. Miał ten taki... Dziwi mnie to, że takie istoty inteligentne miały takie grube pudełko, bo to pudełko było dosyć grube, jak mi się wydaje. Tak jakby pan złożył w jedną całość trzy telefony komórkowe. Na górze tej tele-- tego telefonu komórkowego, jak kiedyś były telefony komórkowe z taką grubą anteną, to były takie po jednym i drugim rogu tego urządzenia dwie anteny, które się zginały do środka i odginały. I one były kolorowe. I to, jakby, tak jakby weryfikowały to, co jest w ziemi. I ta, ta jedna istota chodziła i patrzyła się w ziemię, w tym ekran tego urządzenia i w ziemię, i w ten ekran, i w ziemię. I tak chodzili w tym miejscu. Aha, jedno ważne. To na pewno wszyscy to, to opowiadają wam, że była kompletna cisza. Jak w lecie świerszcze grają, to nic, jak to latało... Krowy wyły, bo tam niedaleko były krowy, konie od sąsiadów.A w tym momencie nic. Taka tępa cisza. Wie pan to jak wszystko.
No to element rzeczywiście dosyć często pojawiający się w tego typu sytuacjach. Ale tą ciszę potwierdzili wszyscy, którzy to obserwowali. Wie pan co? Jedyne osoby, które ten moment, ten moment wejścia do namiotu pamiętają, to Jestem ja, mój tata, który ze względu na to, że trochę się parał tam para polityką, to nie chce o tym, nie chce już do tego wracać. Tak mi powiedział.
Jedyne osoby to moja siostra i moja mama. One mogą potwierdzić, tylko że raczej nie będą pamiętać wejścia do namiotu. No i to jest problem. Chociaż moja mama może coś tam potwierdzi, No jeśli, jeśliby tam trzeba było, no to zobaczymy. Może mi się uda ją kiedyś namówić, bo, bo moją siostrę udało mi się, stwierdziła, że jeszcze nie jest gotowa, ale będzie chciała to w końcu ujawnić, bo to jest zbyt mocna sprawa, żeby to tak zostawić bez, bez echa, prawda?
A mam takie pytanie odnośnie obserwacji odnośnie tego, tego spotka. Czy to był obiekt taki fizyczny? W sensie czy on w środku był pełny, czy, czy była między jego, a między tymi światełkami jakaś taka przestrzeń pusta?
Wie pan co, właśnie te światła były bardzo mocne. Ciężko stwierdzić, czy to było metaliczne. Po prostu dla mnie, dla mnie, bo to było już dawno 95 rok. To było tak, że nie ma tak jakby przestrzeni między tymi światełkami nie było widać. Ale co to było? Jak to wyglądało, to panu nie powiem dokładnie. Jedno wiem, że jak to przelatywało w stronę na przykład Rynu, to perspektywa wiadomo stwarzała, że ten obiekt był widziany bardziej z boku. Tak, to był rzeczywiście spodek, ale nie wiem dlaczego do dzisiaj nie pamiętam tak jakby góry tego, tego obiektu. Bardziej tak jakby dół wygięty dół z tymi światłami.
Moja mama bardzo go dobrze pamięta, bo ja na przykład w swojej pamięci pamiętam taką rzecz, że dla mnie ten obiekt nie wiem dlaczego był wielki jak trzy stadiony, a moja mama opowiada, że on nie był większy jak kilka, kilkanaście metrów. No to nie wiem, dlaczego właśnie taka jest różnica, rozbieżność między naszymi relacjami, gdzie ja gdzieś tam też pamiętam dziewięć rzędów świateł. Ona inaczej to liczyła. Jakoś tak.
No to też wydaje mi się, że to też te rozbieżności wynikają z dużej odległości, w jakiej ten obiekt się znajdował. A czy ten obiekt emitował jakieś? Czy ten obiekt emitował jakieś dźwięki? Wpływa jakoś w ogóle na otoczenie?
Powiem panu tak, ja pamiętam jedno, że trawa, jak on się zniżał, to trawa na łące przed tą posesją tak się wyginała jakby, jakby w okręg coś takiego. Natomiast podejrzewam, że ta osoba, która tam wtedy prowadziła to gospodarstwo, nawet nie zwróciła na to uwagi, bo, bo to wyglądało jak wiatr. Jak wiatr czasem ugina zboże, to zostawia takie, takie, wie pan, takie połacie nierówno położone, prawda? Nie jak rzeczywiście piktogramy, tylko po prostu nierówno położone takie połacie. No to tak, trawa musiała być położona w tamtym miejscu. Niestety nie, nie było wtedy jeszcze głośno o piktogramach, więc z rodzicami nie poszliśmy na tą łąkę, bo to było dosłownie rzut beretem. Dosłownie, ja wiem, dwadzieścia metrów, żeby spojrzeć na tą łąkę, ale jakoś nikt sobie nie zawracał tym głowy. Rodzice pojechali rano do Kętrzyna tylko wywołać te zdjęcia i tak jakoś. No szkoda, że to tak wtedy, wie pan, nie było takiego, yy, nie było to dla nikogo aż tak istotne. No coś fantastycznego widzieliśmy. No dobra, ja byłem za mały jeszcze.
Jeszcze jak temat, że tak powiem, piktogramów w Polsce się dopiero rodził. Przecież mieliśmy te słynne obserwacje piktogramów w PIK że dopiero chyba w dziewięćdziesiątym siódmym roku. Z tego, co kojarzę, to nie budziło takiej sensacji.
I kolejne dwie relacje, takie pokrótce, jakie udało mi się wyłapać. Niestety nie udało mi się sfilmować, chociaż miałem okazję. Zanim przejdziemy do tych relacji, tych krótszych, pozostałych, to mam jeszcze pytanie, właściwie chyba parę pytań. Ile czasu trwała cała ta obserwacja tego obiektu?
Ja pamiętam jedno, że zanim ja, moi rodzice wyszli na papierosa i zawołali nas. My oglądaliśmy to, nie wiem, kilkanaście lub kilkadziesiąt minut i poszliśmy spać. Natomiast oni mówią, że moja mama chyba, jeśli dobrze pamiętam, mówiła, że to późno w nocy, jak oni położyli się spać, ale to już będę musiał dopytać po prostu mojej mamy, czy to była druga w nocy, czy to była północ, jak oni poszli spać i to jeszcze sobie latało. Niby gdzieś tam na chwilę wynikało, bo tak jak mówię, za horyzont, w stronę Rynu się kierowało, raz w stronę Rynu, a raz w stronę chyba Mrągowa. Jeśli dobrze pamiętam, tak taki trójkąt cały czas tworzyło. I tak w ciągu sekundy potrafiło się przemieścić w tamtą stronę i widać było go w odległości tam, że gdzieś tam jest. Za chwilę wracał do nas, po czym w następną stronę. I tak, też nie wiem czemu pamiętam dźwięk, jak nie było dźwięku, bo moja mama mówi, że nie było dźwięku, a ja pamiętam takie, takie szumienie bezszelestne i powrót jakoś.
Natomiast to po prostu przesuwało się jakby pan robił teleport. Nie wiem jak dosłownie. Czyli tego, tego ruchu, tego obiektu to przesuwanie się. Obiekt wykonywał takie dosyć gwałtowne manewry. Jeżeli dobrze rozumiem.
Tak, dokładnie. Natomiast moja mama, bo ja wracam co jakiś czas do tej relacji, żeby mi się to nie zatarło w pamięci, bo wiadomo, to już dawno i rzeczywiście ja już mam też gdzieś w pamięci coraz mniej intensywnie pamiętam ten znak, który jest dla mnie istotny i więc wracam i moja mama mówi, że po pierwsze nie było dźwięku, po drugie, że tych rzędów świateł tam było mniej.
Także ten obiekt był mniejszy.No i no staram się po prostu odświeżać ich swoje i w jej głowie całe to zdarzenie, żeby to nie zamarło. No i gdzieś muszę to w końcu... No jest tam gdzieś plan, żeby to udokumentować, zapisać wszystko, bo, bo to nie może przejść tak bez echa, gdzieś tam utonąć w czeluściach, bez, bez zapisania no.
Rozumiem, że poza tą reakcją yy ze strony trawy, czyyy nie towarzyszyły tej manifestacji obiektu jakieś inne zjawiska? Mm ja, co ja pamiętam? Tylko nie wiem, czy, czy-- pamiętam także chmury, które tam w ogóle się pojawiły, bo one się tak jakby rozgoniły, błyskały yy kolorowo. Nie wiem dlaczego, yy, ale od góry. To jak widzi pan na horyzoncie chmury, no to widać czasami górę chmury, prawda? No one tak jakby błyskały na kolorowo, w różnych kolorach. Natomiast yy to jest to, co ja pamiętam, a moja mama też z tego, co ostatnio pytałem, też nie wszystko pamięta już z tamtych zdarzeń. No i będę musiał po prostu podpytać ją jeszcze raz, bo ostatnio rozmawialiśmy jakieś parę miesięcy temu o tym i w sumie tyle. A z siostrą rozmawiałem w jakiś rok, rok czasu temu o tym. Będę musiał odświeżyć po prostu jeszcze raz to, żeby, żeby nikomu się to nie zatarło w pamięci.
Natomiast z tego, co słyszę po naszym yy, po naszych relacjach, a po relacjach świadków mniej więcej z tamtego okresu w internecie i tak dalej, to chyba tak jakby byliśmy najbliżej tego właśnie zdarzenia w tamtym czasie.
Mam jeszcze takie pytanie, czy yy państwo jakoś rozmawialiście? Rozumiem po, po tym, po tym całym zdarzeniu, czy dzieliliście się jakimiś swoimi odczuciami względem tego obiektu, czy też względem tych istot, później już w tym namiocie. Jakie państwo mieliście- To znaczy- Interpretacje, odczucia?
No to jak pan mówię, przez lata nie rozmawialiśmy. Dopiero gdzieś, chyba w 2004 roku z rodzicem mówiłem, że śniło mi się to, co mi się śniło. Moja mama mówi sobie też się to śniło. No tak, no tak. No i wtedy mi ojciec powiedział, że nie mógł się ruszyć i dlatego się nie odzywał i dlatego nie opowiadał o tym. Yyy i w sumie w sumie tyle. Z tatą od tamtej pory-- tata mi jeszcze tylko raz gdzieś tam powiedział, że raczej nie będzie chciał wracać do tego i mówił w sumie nie wracaj do tego, bo opowiadaliśmy znajomym i znajomi nas wyśmiali. Dwa razy ich wyśmiali znajomi i moi rodzice nie chcą wracać nigdy więcej do tego. Dlatego, dlatego moja mama, jako że jest otwartym takim bardziej człowiekiem, to, to rozmawia. Natomiast mój tato, chociaż pochodzi z Mazur, rzeczywiście to nie chce o tym rozmawiać o tym. No i zresztą teraz jest w szpitalu, więc to już ciężko z nim w ogóle, że tak powiem, nie chcę go nawet męczyć.
Jeśli chodzi o osoby, które są takim bardziej kontaktowymi, to niestety w tej stety, niestety w tej chwili siostra i mama. Dobrze, nie mam tutaj więcej pytań, jeżeli chodzi o tę relację. Może przejdźmy teraz do tych pozostałych, tych krótszych. Mhm, no to jedna to jest w czasie jazdy z gór właśnie z siostrą i byłem chłopakiem, jechałem sobie samochodem. No i tak, jako że teraz Kiedy to było mniej więcej?
To był 2000, 2013/14, coś koło tego. Eee jechałem sobie z nimi samochodem z gór i na rondzie w Wadowicach zrobił się mały korek. Spojrzałem w niebo i nagle widzę cygaro. Zanim zdążyłem uruchomić aparat, a to cygaro było bardzo blisko chmury no, to schowało się za tą chmurę. To jest taka druga relacja. Mojej mojej siostry. Oczywiście złapałem za ramię, zanim zdążyła się obejrzeć. To już to, to powolutku.
Paradyks polega na tym, że to leciało nie za szybko, ale na tyle szybko, że zdążyło się schować za chmurę. A ostatnia relacja to kiedy ja mieszkam obecnie w Krakowie. Pojechałem na rowerze do Niepołomic i zacząłem wracać z tych Niepołomic, bo burza się rozpętała. Taka masakryczna oberwanie chmury, strasznie tłukło piorunami. Zatrzymałem się w jednym miejscu, po czym jak troszeczkę się uspokoił deszcz, zacząłem wracać. Teraz tak yy jest budowana obecnie naokoło Krakowa obwodnica i został wybudowany nowy most łączący Nową Hutę yy z A4.
I tam znajduje się tunel. Jest tam długi odcinek drogi. Na tym odcinku się właśnie poruszałem na rowerze. Telefon miałem schowany do plecaka. Jako że bardzo padał deszcz, miałem na sobie taki, taką, taki worek foliowy, taką, takie palto z reklamówki zrobione takie, taką yy reklamę odającej do firmy Taki niby płaszcz przeciwdeszczowy domowej roboty.
No i popatrzyłem się. Jest takie, jest taki klasztor w Staniątkach. Popatrzyłem się w tamtą stronę, bo zobaczyłem jakieś myślę śmigłowiec czy co? Ale tak mruga dziwnie. To mrugało jakby panu powiedzieć, bo już widziałem taki obiekt na filmach z różnokolorowymi światełkami. Ono było takie jak ten bączek kiedyś. Pan pamięta, jak nakręcaliśmy Bączki?
No i te kolorowe światełka na dole tego bączka mrugały. Zdążyłem złapać za aparat. Mówię, a zrobię sobie zdjęcie. Nagle tak trzasnęło dwa razy piorunem, że stwierdziłem oj, lepiej się schowam, bo zaraz mnie zleje i będę miał tyle z telefonu. Yy, ale pooglądałem sobie ten obiekt. No załóżmy tam nie wiem, ze dwadzieścia sekund zdążyłem się zatrzymać. Na szczęście ruszyłem, schowałem się do tunelu, bo lunęło znowu.
Rzeczywiście straciłbym i telefon i aparat wszystko co tam miałem, bo-To było takie oberwanie chmury, ale już byłem mokry do suchej nitki. No, to są takie właśnie dwie relacje i szkoda, że po prostu nie miałem przy nich takiej lepszej okazji, żeby, żeby sfilmować, bo kurczę, miałbym dobry materiał dla znajomych, bo, bo znajomym tu opowiadam, żeby, żeby też obserwowali, bo też mają ciekawe relacje. Tutaj właśnie jeden z kolegów po takim, takiej mojej opowieści opowiedział o swojej mamie, która kiedyś wracała z, ze wsi, ze wsi. Tak, oni mieszkają na uboczu i opowiadała mi, że opowiadał mi on, że, yyy, na rozstaju dróg zobaczyła czerwoną kulę, która się przemieszczała i ruszyła w drugą stronę niż tą, która ona się kierowała. No i też była bardzo zaskoczona. I on mówi, że już się nie śmieje z takich relacji, bo, bo jego mama to przeżyła.
A mam takie pytanie, właściwie jedno, dotyczące tej obserwacji cygara nad Wadowicami- Mhm. -bo tam, yy, potencjalnych świadków tego obiektu mogło być dużo. Czy, yy, czy dostrzegł pan jakieś przejawy zainteresowania tym obiektem ze strony kierowców bądź pasażerów innych pojazdów? Ja wiem, że patrząc- No, tak to- -patrząc przed drogę, yy, przed siebie, przed-- na, na drogę, to raczej byłoby trudne, ale może, może coś pan zauważył?
Nie, ja siedziałem z tyłu i jedyne, o czym myślałem w tym momencie, żeby szybko zrobić zdjęcie i film na, na telefonie i zdążyłem popatrzeć w telefon, uruchomić i tyle, co skierowałem na ten obiekt, yy, już telefon i on schował się za chmurę. Natomiast rzeczywiście pytałem, czy siostra, czy widzisz to, czy widzisz, nie, nie, co, co, gdzie? Ja mówię UFO, gdzie? No pokaż, pokaż. No i ona była strasznie rozczarowana, że też tego nie zobaczyła. Natomiast, yy, jej chłopak się oczywiście śmiał, mm, kierowcy nie. Raczej widać było frustrację, że się znowu korek zrobił, jak to w Małopolsce. Tak, tak.
Wiadomo. Kilka razy w życiu byłem w Małopolsce. Udało-- zdarzyło mi się niestety też wpaść w korek. Jeszcze jak jeździłem tam środkami komunikacji drogowej, więc wiem, co to znaczy frustracja po krakowsku.
No właśnie, niestety, tutaj normalnie też mieszkałem w Warszawie, mieszkałem na Mazurach, więc wszystkie te regiony znam dobrze. Ale powiem panu, że ja znam osobę, która też, też zajmuje się interesuje się UFO. Tu też kiedyś się kontaktowałem z panem Barskim, na pewno pan go pamięta i, yy, tu też, yy, opowiadają mi swoje relacje, więc teraz już się nie czuję, w sumie taki wyalienowany w tym środowisku. Więc częściej opowiadam ludziom o tym, żeby oni też opowiadali o swoich relacjach.
No też pewnie ten podcast Mówią Świadkowie się tutaj przysłużył. Wielu, nie tylko panu, wielu osobom. Zauważyłem, że ta audycja właśnie bardzo otwarła ludzi. Tutaj zdarza się, zdarza się, że po emisji któregoś odcinka ja po prostu przez kilka dni pod rząd słuchaczy odbieram z relacjami.
Znaczy ja was słucham od bardzo dawna, ja Was słucham od kilku lat, więc, yy, nie byłem zaskoczony. Już, tak jak mówię, już się kiedyś z Wami kontaktowałem, choć, no zaraz, zaraz zaskoczyło mnie, że dzisiaj taką długą relację Pan przeprowadził z tym świadkiem. Natomiast wiem, że jest, no masa ludzi, którzy nie zawsze coś dużego widzą, tak jak ja.
Ten obiekt to był duży obiekt. Natomiast sporo osób nie potrafi odróżnić takiego obiektu obecnie od drona, bo niestety na to dzisiaj jesteśmy narażeni. Drony dzisiaj niestety, yy, spowodowały duże zamieszanie.
Drony, kiedyś jeszcze parę lat temu chińskie lampiony. Tak, tak. No powiem panu, że to do dzisiaj jest problem, bo w Krakowie zaobserwowałem trzy światła, zacząłem to kręcić i tak myślę, dopiero jak coś z tego wyjdzie, to, to, to udostępnię. Ale patrzę sobie, zaczynają przygasać i tak mrugać jak przygasające światło znicza.
Myślę aha, lampiony. W Krakowie gdzieś tam w okolicy rynku trzy takie obiekty wyleciały. Tak, tak rzeczywiście było, więc no rzeczywiście trzeba to weryfikować. I to by było na tyle, jeśli chodzi o przygotowane na dziś relacje. Dzisiejszemu odcinkowi podcastu Mówią Świadkowie, towarzyszyła prezentacja ilustracji sporządzonych przez świadków. Były one prezentowane na wideo podczas premiery na YouTube. Dla tych z Państwa, którzy słuchali podcastu z MP3 bądź powtórki emitowanej z autopilota, linki do ilustracji zostały umieszczone w opisie audycji w naszym archiwum na www.paranormalium.pl oraz na naszym kanale na YouTube Radio Paranormalium.
Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.