[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Spadła wielka asteroida. Fala uderzeniowa się pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy i jak on je zobaczył, to ruszył, tak jakby po prostu rozpłynął się w powietrzu.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz ósmy już odcinek audycji "Mówią świadkowie", czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Dzisiejszy odcinek poświęcimy w całości na prezentację relacji przekazanych nam przez jednego z naszych słuchaczy z Krakowa. Historii nasz słuchacz przekazał bardzo wiele, w tym jedną szczególnie intrygującą, którą możemy uznać właściwie za gwóźdź całego programu. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji zapisu rozmowy telefonicznej, tradycyjnie podamy kontakty, pod którymi możecie Państwo nadsyłać do nas swoje relacje. Nasze numery telefonów to stacjonarne: trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej.
Pozostałe nasze kontakty to Skype: radio.paranormalium.pl Gadu-Gadu: trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można także komunikować się z nami za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Relacje można nam również wysyłać na adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Zanim przejdziemy do prezentacji historii przekazanych nam przez naszego słuchacza z Krakowa, na początek małe ogłoszenie. Otóż poszukujemy osób, które byłyby w stanie przekazać jakiekolwiek informacje na temat historii budynku, który znajdował się niegdyś w Krakowie pod adresem Fabryczna pięć A. Fabryczna pięć A. Obecnie budynek, który pamiętał jeszcze czasy głębokiego PRL-u, jest wyburzony. Trwają na miejscu prace budowlane związane z budową bloku mieszkalnego. A historia, która stała się gwoździem dzisiejszego programu, w skrócie wygląda tak: pod koniec grudnia dwa tysiące czwartego roku dwóch pracujących tam wówczas informatyków, szykując się do opuszczenia budynku około północy usłyszało odgłos przypominający zbieganie ze schodów prowadzących na zewnątrz.
Panowie całą dostępną dla siebie część budynku sprawdzili i stwierdzili, że poza nimi nikogo w środku nie było. Pracowali na parterze. Przejście na piętra było już zamknięte. Przed budynkiem nie znaleźli żadnych śladów mogących świadczyć, że ktoś tu w ciągu ostatnich godzin przebywał. Cała okolica była przysypana śniegiem. Jakby tego było mało, jeden z informatyków przed wejściem do budynku znalazł uwaga, uwaga! Złotą bransoletkę, która jak się okazało w trakcie małego śledztwa u złotnika została wyprodukowana w Szwajcarii. Powtórzmy, w pobliżu nie było żadnych wygniecionych w śniegu śladów, śladów butów ani niczego innego. Bransoletka teoretycznie mogła komuś wypaść przez okno. Tyle że w budynku poza dwoma informatykami pracującymi na parterze nikogo wówczas nie było.
Podjęta później i trwająca wiele miesięcy próba znalezienia właścicielem bransoletki, nasz słuchacz rozwieszał po okolicy ogłoszenia z dołączonym zdjęciem tejże, nie dała rezultatu. Nikt się nie zgłosił. Co do samego zaś budynku krążyły pogłoski, jakoby ktoś w przeszłości w jednej z toalet popełnił samobójstwo. Brak jednak dokładniejszych informacji na ten temat. Stąd też ponawiamy nasz apel. Poszukujemy osób, które byłyby w stanie przekazać jakiekolwiek informacje na temat historii tego budynku, który przypomnijmy, znajdował się niegdyś w Krakowie pod adresem Fabryczna pięć A. Jak już mówiłem wcześniej, nie jest to jedyna historia, którą przekazał nam nasz słuchacz. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy z nim.
[05:34] - Tak, słucham?
[05:35] - Halo, dobry wieczór. Z tej strony Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium.
[05:38] - Poznaję pana po głosie. Witam. Dobry wieczór.
[05:41] - Nie muszę się widzę przedstawiać. Przepraszam, że tak późno dzwonię w ogóle, bo niestety dzisiaj mnie wyrwały z domu i zajęły większość dnia tradycyjne, nazwijmy to coroczne obowiązki okołocmentarne. No ale jestem w końcu i chciałbym zapytać, jakby mógł pan w ogóle opowiedzieć szczegóły tego zdarzenia. Z tego, co pamiętam, to to było dwudziestego siódmego grudnia dwa tysiące czwartego roku, jeżeli dobrze zapisałem.
[06:08] - Tak, tak, dokładnie tak.
[06:09] - Mhm. To jakbym prosił o szczegóły, gdzie to dokładnie było, jaka miejscowość? Jak wyglądało to zjawisko?
[06:16] - Kraków, Fabryczna pięć A. A zdecydowałem się na telefon do pana dlatego, że dziwne rzeczy się wydarzyły w tym czasie. Dlatego, że powiem panu, że słuchałem państwa audycji wieczorem, w niedzielę bodajże, bo wróciłem z Warszawy, a że czasami co noc sobie państwa puszczam i tam była, tam był jakiś świeży odcinek „Świadkowie mówią” część szósta chyba z tego, co pamiętam i jakoś tak sobie zaczęło mi się przypominać takie właśnie różne rzeczy z mojego życia. I potem w poniedziałek wydarzyła się bardzo dziwna rzecz. Zadzwonił do mnie telefon z numeru, którego nie znam i kobiecy głos zapytał się mnie, czy dalej rezyduję na Fabrycznej pięć A. To był taki telefon dziwny, dlatego, że już mnie tam dawno nie ma. Tego budynku w ogóle, tego budynku w ogóle już nie ma, bo został zburzony. Ale przejdźmy do rzeczy. Trzeba pewien kontekst najpierw naświetlić. Przede wszystkim tak: jestem informatykiem, człowiekiem, który jest bardzo racjonalny i ja generalnie pomimo tego, że jestem bardzo racjonalny, to od dziecka spotykają mnie dziwne rzeczy.
Znaczy spotykam się z różnymi dziwnymi rzeczami. I zawsze szukam racjonalnego wyjaśnienia do, do, do zdarzeń, które mnie spotkały. Bo taki mam po prostu techniczny umysł, jak gdyby tak. No ale dobra, wróćmy do tego dwudziestego siódmego grudnia. Chciałem do państwa wysłać maila z rysunkami jak ten budynek wygląda i o, żeby to było jak gdyby dobrze wyjaśnione, że tam nie było po prostu żadnej możliwości, że coś się wydarzyło racjonalnego w tym momencie. Bo rzecz, która nas spotkała mnie i mojego przyjaciela, była dosyć nieracjonalna. Dobrze, ale wróćmy do, do tego dwudziestego siódmego grudnia. W dwa tysiące czwartego roku ja pracowałem z moim kolegą przy wdrożeniu nowego programu. Ten program miał ruszyć drugiego stycznia. Jeszcze nadmienię, że mam niesamowitą, niesamowitą pamięć do dat, dlatego od razu mogę powiedzieć, że to wydarzyło się dokładnie o tej godzinie i w tym miejscu.
Nie pamiętam nazw ulic dokładnie, ale daty pamiętam doskonale. Więc to było tak. Myśmy mieli skończyć bardzo poważne wdrożenie w firmie, która była poza Krakowem. Obydwaj mieszkamy w Krakowie. I terminy cisnęły, bo to był koniec roku. Program miał być oddany drugiego stycznia, więc siedzieliśmy bardzo długo w pracy i myśmy wtedy byli przekonani tej nocy, bo to była przerwa pomiędzy świętami i świętami a Sylwestrem, że nikogo w budynku nie ma. No i pracowaliśmy tak dosyć długo, już do około pierwszej. No tak, dwunasta się zbliżała i wtedy postanowiliśmy, że damy sobie na razie spokój do następnego dnia, do dwudziestego ósmego i pojedziemy nocnym autobusem do domu. Wtedy przeszedł śnieg. Aby wyświetlić sytuację, o co chodzi dokładnie chciałbym to opisać, jakby to jakby pan na to pozwolił.
[09:40] - Mhm. Jak najbardziej.
[09:42] - Jakby pan miał nawet możliwość wejścia teraz w Google, w Maps Google. Jakby pan sobie sprawdził ulicę Fabryczną pięć A, to pan by zobaczył jak to teraz w tym momencie wygląda. Generalnie-
[09:53] - Tam jest jakiś teraz park, chyba fabryczny czy park biurowy.
[09:56] - Tak, tak, tak. To wszystko jest już rozwalone, bo tam już, tam już robią budynki mieszkalne. Ale w dwa tysiące czwartym roku był tam budynek firmy, która podnajmowała no innym firmom po prostu no-
[10:13] - No tam innym firmom miejsca biurowe i tak dalej, tak?
[10:17] - Tak, tak, tak, tak. Dokładnie. Dokładnie tak. Ciekawostką jest to, że, że właśnie to było coś takiego, że jakbym to mógł naświetlić w jakikolwiek sposób, że jest ulica, ten stoi ten budynek od tej ulicy. Wtedy jest zrobiona taka pętelka, tak jak są takie agrafki, prawda? Jakiś podjazd po prostu do samochodów. Budynek był zabudowany za czasów komuny, więc to był taki budynek, który był taki, miał standardy, że były takie betonowe schody, barierki. Tak jak są czasami w domach na wsiach, bo to jest ważne w tym momencie, to jest bardzo ważne. Schody betonowe do góry, barierki, metalowe drzwi znaczy metalowe futryny, potem jedne drzwi, potem taka przejściówka i drugie drzwi. Jak pan chce to wyślę panu maila z opisem tego budynku.
Narysuję jak to wyglądało, ale chodziło głównie o to, że myśmy skończyli pracę gdzieś koło dwunastej. Ja powiedziałem mojemu koledze, że no to już jest czas, żebyśmy po prostu już poszli do domu, bo mamy nocny autobus do Huty, bo Fabryczna to jest powiedzmy Kraków, a Nowa Huta to jest już tam trochę dalej. I postanowiliśmy z tego, z tego biura wyjść. Pogasiliśmy wszystkie komputery, wyszliśmy na korytarz i obydwaj dokładnie słyszeliśmy, że ktoś biegnie po schodach. Ktoś zbiega po schodach z pierwszego piętra na dół. Gdy byliśmy na schodach, na schody są wiadomo jedno, jedno zejście, drugie zejście, prawda? Kiedy byliśmy na tej górnej części schodów, nie mogliśmy widzieć tego, co dzieje się na dole, ale słyszeliśmy, że trzasnęły pierwsze drzwi i drugie drzwi tak jak się wchodzi do budynku, czyli że ktoś wtedy wychodził. No i wtedy nawet kolega powiedział mi, że chyba sąsiadki wychodziły. Sąsiadki, znaczy biuro, biuro księgowości, które było koło nas, że pewnie też dziewczyny dłużej tam pracowały i też wychodziły.Weszliśmy przez te podwójne drzwi. Kolega chciał iść do autobusu, ale ja go wtedy zatrzymałem ręką, bo coś mi się nie spodobało.
Co mi się nie spodobało? To, że nie było śladów na śniegu, na schodach. Śnieg prószył, ale nie było śladów. Czyli wyglądało to tak, że ktoś niby schodził, ale nikogo tam nie było. Ja go wtedy ręką zatrzymałem i tak popatrzyłem na niego i powiedziałem mu do niego szeptem. Mówię: "Popatrz się, nie ma śladów". Jakaś takie zimne przeczucie po prostu na mnie naszła.
[12:50] - Bo to ten dźwięk nie mógł być spowodowany przez jakieś, nie wiem, stoczenie się po schodach jakiegoś obiektu i tak dalej. Nie było czegoś takiego?
[12:58] - Nie, nie, nie. To było ewidentne. To było ewidentnie słychać, że ktoś zbiega po schodach.
[13:03] - Tak jak odgłos, typowo odgłos chodzących butów tak?
[13:07] - Tak, tak tak tak tak tak, tak dokładnie. To było normalnie, jakby pan słyszał, że ktoś zbiega po schodach i jeszcze dwa razy trzaśnęły drzwi, jakby ktoś się spieszył wychodząc z tego budynku. Tak to wyglądało, że ktoś nie powoli schodzi, tylko po prostu zbiega po schodach i potem to pierwsze trzaśnięcie drzwi te te, bo tam były, jak panu tłumaczyłem właśnie, że były, że były schody, potem główne wejście, potem za tym wejściem taki przedsionek. To jak za komuny budowali takie właśnie dziwne podwójne drzwi, tak?
[13:34] - Taka typowo komunistyczna, można powiedzieć, architektura.
[13:38] - Tak, tak, tak. Dokładnie tak. I myśmy wtedy weszli w taki jakiś dziwny stan, że myśmy pomyśleli, że ktoś sobie z nas po prostu żarty robi. I kiwnąłem mu palcem i powiedziałem mu, żeby zajrzał przez tę, przez tą barierkę z lewej strony. Czy ktoś się tam nie schował? No bo jedyna racjonalna była wytłumaczenie tego, że ktoś po prostu wyszedł poza te pierwsze drzwi i stanął na przedsionku i wyskoczył za barierkę. No bo nie ma śladów. Tak? No ja zajrzałem-
[14:05] - I tak pewnie chyba jakieś ślady by były.
[14:08] - Tak, by były. On wyszedł za lewą barierkę, ja za prawą i okazało się, że tam nikogo nie ma.
[14:13] - Bo tam nie było takiego miejsca pod schodami, żeby się można było schować. To było całkiem przykryte, tak?
[14:19] - Nie, nie, nie. Tak, to były betonowe schody, kompletnie zamknięte. Tam nie było czegoś, żeby ktoś się mógł schować. I wie pan co? Myśmy nawet zrobili taki numer. To jeszcze muszę powiedzieć więcej, bo no nas obydwóch spotykały dziwne, różne rzeczy w życiu wcześniej. I wróciliśmy się do budynku z powrotem i sprawdziliśmy parter i nikogo tam nie ma. No bo to było dziwne. No, myśmy się jakoś tak trochę poczuli odpowiedzialni za ten budynek, prawda? Czy to jakiś złodziej?
No wie pan, jak to człowiek myśli w tym, w tym momencie. No ktoś zbiega, a nagle nikogo nie ma, więc cholera wie, co się dzieje w tym momencie, tak? Sprawdziliśmy te korytarze na, na, na parterze. Wszystkie drzwi były pozamykane, nikogo nie było. No i w końcu tak powiedziałem do mojego kolegi. Ja mu powiedziałem, że jest to bardzo dziwne, dlatego że śnieg pada rzeczywiście, ale nie tak szybko, żeby przykrył ślady. Nie było śladów na tej pętelce, która była przed budynkiem, tej agrafce, o której mówiłem. Samochodu, czegokolwiek. I no generalnie nikogo tam nie było i tylko ten śnieg tylko cały czas prószył i była noc. I teraz będzie najciekawsza rzecz w tej historii, że kiedy zszedłem na trzeci schod, na trzeci schodek, zauważyłem, że coś błyszczy w śniegu.
I tak wziąłem rękę i znalazłem złotą bransoletkę. I powiedziałem koledze wtedy: "Popatrz jaka złota bransoletka. Być może ten, kto się tu zbiegał, to zostawił. Tylko że tutaj nikogo nie ma w tym momencie". I mój kolega się ze mnie śmiał, że ja mam takie szczęście, że znajduję jakieś dziwne rzeczy na ulicach i to prawdopodobnie jest jakiś badziew z odpustu. Ale to po prostu to, to wziąłem. I ta bransoletka też nie była przykryta śniegiem. Świeża, zostawiona po prostu jakby ktoś ją przed chwilą opuścił.
[16:07] - Ale oczywiście śladów właściciela wokół nie było żadnych odciśniętych.
[16:11] - Nie, nie było. Nie, nie, nie było w ogóle nikogo. No i jakoś tak chyba przeszliśmy do, do... Znaczy nie byliśmy przestraszeni.
[16:19] - A braliście panowie pod uwagę może, że ta bransoletka komuś... Dziwne zbieg okoliczności, ale ta bransoletka mogła komuś wypaść. Na przykład ktoś ją rzucił czy po prostu tak leżała, jakby była położona?
[16:33] - No tak, wziąłem pod uwagę tą możliwość. Dlatego, że jak panu mówiłem wcześniej, jestem bardzo racjonalnym człowiekiem. Ja po prostu wszystkie możliwości prze... Znaczy inaczej analizuję po prostu w ten sposób. Nawet wziąłem pod uwagę, że ktoś nawet to z okna wyrzucił. Ale w kontekście tego, co się wydarzyło, że ktoś tam zbiegał po tych schodach, to byłem głęboko przekonany, że ktoś tą bransoletkę zgubił. I ja ją wziąłem do domu ze sobą oczywiście. Potem jakoś w ten cały natłok tych zdarzeń, które się działy później, znaczy to wdrożenie tego programu i tak dalej, jak gdyby nas od tego odciągnęło. Ja sobie tą bransoletkę zostawiłem gdzieś tam z boku i postanowiłem do tego tematu wrócić za jakiś czas. Pojechałem oczywiście do złotnika później.
No bo ja generalnie takie rzeczy dziwne zawsze próbuję wyjaśnić racjonalnie. Dowiedziałem się od złotnika, że to jest bransoletka wytworzona nie w Polsce, tylko w jakimś, u jakiegoś złotnika w Zurychu. Tyle mi tylko ten facet powiedział. Powiedział, że po prostu jest to złoto kompletne, bardzo drogie. I ja wtedy po jakimś czasie zostawiłem nawet kartki, przykleiłem na tym budynku, że zgubiona bransoletka. No tak, wie pan, jak to myśli się racjonalny człowiek. No ktoś zgubił bransoletkę i tak dalej, tak? Właściciel się dowie.
[17:52] - Szczególnie taką drogą.
[17:54] - No, dosyć drogą, bo była ciężka. To była kobieca bransoletka z czystego złota wykonana w Zurychu bez polskiej próby. Wie pan co? Do dzisiaj nie umiem wyjaśnić tego zdarzenia.
[18:07] - A czy było coś wiadomo na temat historii tego budynku?
[18:10] - Wie pan co? Nie sprawdzałem tego. Nie sprawdzałem tego, ale no nic dziwnego z tym budynkiem nie było związanego. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem.
[18:18] - A czy coś podobnego-
[18:19] - Ale cie- ciekawą rzecz mi pan teraz powiedział.
[18:22] - No bo mogło, mogło, mogło być coś takiego, że po prostu, yy, no teraz czysta taka spekulacja, no ale mogło być coś takiego, że coś, jakieś zdarzenie się tam, że tak powiem, w jakiś sposób nagrało i, i się odtworzyło. Albo jakaś istota, może jakaś osoba może tam być, mogła tam być uwięziona zaświatowo.
[18:43] - Tego nie wziąłem pod uwagę.
[18:44] - No w każdym razie coś na temat, coś na temat historii tego budynku. Przydałoby się jednak, no, odnaleźć jakieś informacje, bo to był jakiś taki budynek bardzo stary?
[18:57] - Wie pan co, do końca nie wiem, bo ja się tym budynkiem nie interesowałem. Wiem, że został stworzony, znaczy zbudowany za czasów komuny. Prawdopodobnie no, gdybym się uparł, ale nie wiem, czy po latach czternastu znajdę... znaczy, no, cztera-- już osiemnastu praktycznie, tak? Piętnastu, piętnastu, dokładnie piętnastu. Czy znajdę jakiekolwiek osoby, które tam pracowały? No bo, no mogę napisać w internecie, poszukać tych ludzi, którzy tam pracowali. Teoretycznie. Ale nigdy nie wpadłem na ten trop, który pan mi teraz podpowiedział, żeby sprawdzić coś, co było z tym budynkiem. Ale ja bym raczej naprowadził na inny trop, w tym sensie, że ja mogę tą historię opowiedzieć.
Ona się może nagrać, możecie to puścić w radiu, ale nie do końca, bo potem zaczęły się jeszcze dziać inne rzeczy związane z tą bransoletką, a o tym wolałbym nie opowiadać już publicznie. To była bardzo piękna bransoletka zdobiona, yy... No to nie, to nie była taka zwykła bransoletka, powiedzmy. Ujmimy to tak. Ja nawet znałem tego, tego jubilera w Zurychu przez internet. Widziałem jego prace i to jest, no, dosyć niespotykane dzieło. I w tym momencie cały czas zastanawiałem się już od tylu lat, kto zostawił tą bransoletkę na tych schodach w tą zimową noc, zbiegając po schodach, po schodach zewnętrznych i kto zostawił tą bransoletkę na schodach zewnętrznych, w śniegu, nie zostawiając nawet ani odrobinę śladu. I napisałem do państwa dlatego, że ta historia mi nie pasuje do niczego. Rozumie pan? Nie jest UFO, to nie jest, to nie jest duch.
To nie jest nic takich, co najczęściej właśnie o takich historiach opowiadacie na, na twoim kanale. To jest coś jakby jeszcze spoza tych wszystkich rzeczy, które ja znam.
[20:38] - To jest też spoza wszystkiego, co, co do tej pory słyszałem od słuchaczy, bo pierwszy raz się zdarza historia z bransoletką, której autora udało się jakoś odnaleźć, a której właściciela się nie udało odnaleźć.
[20:52] - No dlatego mnie ta historia frapuje już od tylu lat. Bo wie pan co? Ja miałem też... inaczej. Ja, jak państwo mówili kiedyś na, w radiu, znaczy na, w którejś audycji, że są ludzie sensytywni, tak? To ja mam wrażenie, że jestem też człowiekiem sensytywnym, że ja wyczuwam-
[21:09] - Nasuwa mi się jeszcze pytanie, przepraszam bardzo, odnośnie, odnośnie jubilera, który tą bransoletkę badał, że tak powiem. Czy on coś o tej bransoletce mówił? Sprawiał wrażenie, jakby pierwszy raz coś takiego widział, czy po prostu zbadał i ocenił?
[21:22] - On podszedł bardzo techniczny do, do zagadnienia. On po prostu, po prostu wziął jakieś tam kwasiki, takie różne takie próbki co mają tam, sprawdził po prostu. Powiedział, że to jest złoto. Potem zobaczył jakiś znaczek, który tam był, którego ja znaczka nie znam. Ja nie jestem złotnikiem, nie, nie, nie, nie znam się na takich rzeczach. I on po tym znaczku powiedział, że to jest bransoletka z Zurychu, że to jest bransoletka ze Szwajcarii.
[21:44] - A może coś o wieku tej bransoletki? Czy był... nie był w stanie tego ustalić?
[21:48] - Nie, nie, nie był w stanie tego ustalić. Przy okazji powiem panu, że szukając tych prac tego jubilera na stronie internetowej nie znalazłem takiego produktu.
[21:59] - Czyli wszystko się zgadza, oprócz tego, że takiego produktu ten jubiler nie miał. To jest jakaś firma działająca już od dłuższego czasu?
[22:08] - Wie pan co, ja później tego nie sprawdzałem, ale wtedy pamiętam, że to była firma, która rzeczywiście jest w Zurychu, że, że ten znaczek, ten emblemat, który był na tej bransoletce, jest ich firmowym znaczkiem. Yy, polskiej próby nie było na pewno. Czyli to było, to było coś takiego, jakby ktoś tą bransoletkę tam kupił albo, nie wiem, dostał w prezencie, przyjechał do Polski i tutaj w Polsce tą bransoletkę zgubił. To nie ma, to nie ma bransoletka stworzona jak gdyby u nas, podbita naszą próbą i tak dalej.
[22:35] - No to niezauważenie, że się zgubiło taką akurat bransoletkę to jest, to by było troszkę dziwne. Nikt się, nikt się nie zgłosił, nikt. Żadnych informacji nie było, jak pan poszukiwał?
[22:47] - Ja potem wywieszałem kartki, że znaleziono bransoletkę na budynku, na przednich drzwiach, na tylnych, potem na korytarzach. No bo chciałem po prostu komuś to oddać. To mnie ciekawiło, kto zostawił tą bransoletkę. To przede wszystkim było pierwsze: kto zgubił tą bransoletkę. Ale nikt się nie zgłosił. Przez pięć miesięcy.
[23:07] - No to długo. A było, było do tego, do tej kartki dołączone jakieś zdjęcie tej bransoletki, jak ona wygląda?
[23:12] - Tak, tak, tak. Ja wydrukowałem wszystko. Ze zdjęciem.
[23:15] - No to rzeczywiście dziwne.
[23:17] - No dlatego właśnie chcę, chcę wam opowiedzieć tą historię, bo to jest historia, która jest dla mnie bardzo dziwna, która mi się właściwie nie mieści we wszystkich właśnie tych, tych kanonach, o których zawsze opowiadacie. O tych ludziach, których tam, yy, przychodzą we mgle i tak dalej, i tak dalej. To nie pasuje do niczego w tym momencie. Dlatego też chciałem, żeby, żeby, żeby ktoś o tym powiedział. Być może są jeszcze ludzie, którzy doświadczyli czegoś takiego podobnego jak ja. Jak my, bo to nie byłem sam przecież wtedy, bo to byłem z kolegą, przyjacielem właśnie.
[23:48] - A to było z tego, co jeżeli dobrze pamiętam, jeżeli dobrze zrozumiałem, to był jakiś budynek wielopiętrowy, tak? Czy-
[23:54] - Trzypiętrowy dokładnie.
[23:56] - Trzypiętrowy.
[23:56] - Jeśli pamiętam, to trzypiętrowy, tak.
[23:59] - Sprawdzaliście panowie, czy na pozostałych piętrach poza parterem ktoś jeszcze był?
[24:03] - Poza parterem nie, dlatego, że myśmy mieli tylko jedno zejście na dół. Tam było tylko jedno wyjście na, na górę, na pierwsze piętro.
[24:09] - Aha, czyli to przejście do, przejście na piętra było, było już zamknięte, jeżeli dobrze kojarzę.
[24:14] - Tak, tak było tylko jedno zejście na dół. Jak panu powiedziałem, jestem człowiekiem bardzo racjonalnym. Jestem informatykiem, który bardzo myśli logicznie i wszystkie rzeczy zawsze próbuje wyeliminować takie, któreMogłoby być racjonalne, gdyby, gdybym wszystko już wiedział, że mógłbym coś wymyślić, że coś się stało racjonalnie wytłumaczyć, to bym nawet wam głowy nie zawracał w tym momencie.
[24:35] - No to odgłosy słyszeliście obydwaj tak?
[24:38] - Tak, tak, obydwaj oczywiście. Nawet, nawet kolega mówił, że nawet mój przyjaciel mówił, że pewnie sąsiadka zbiega. Sąsiadki, bo było koło nas biuro rachunkowe i te dziewczyny rzeczywiście czasami dłużej pracowały tak jak my. Yy no ale-
[24:52] - Żeby do północy to już troszkę przesada
[24:55] - Zwłaszcza w tym czasie. Tak, tak, ale no informatycy mają czasami coś takiego jak jest deadline po prostu muszą pracować ponad normę. No tak się zdarza czasami, no.
[25:04] - A no mam znajomych informatyków, znajomych informatyków i tam działających w pozycjonowaniu stron internetowych i tak dalej. Także coś od nich, coś tam czasami od nich słyszę jakieś. Kiedyś słyszałem jakieś narzekania, że muszą do późnych godzin nocnych siedzieć. A mam jeszcze takie pytanie czy coś, czy coś podobnego działo się w tym budynku wcześniej? Jakieś odgłosy, obserwacje wiedział na przykład i tak dalej?
[25:26] - Nic oprócz takiego... Ale to była taka głupota, wie pan, bo tak jakieś kilka miesięcy wcześniej. Ale to śmieszne, bo wydaje mi się, że tego nie można z tym. No nie wiem, czy to jest ważne. No powiem taki drobny szczegół, że kiedyś poszedłem do WC, wyszedłem z tego WC i powiedziałem koledze, że jakoś nie lubię tego WC, bo wolę iść na, na górne piętro, dlatego, że mam takie dziwne wrażenie, że ktoś się w tym WC powiesił, a mój kolega powiedział, że miał to samo wrażenie. Jeśli to ma jakieś znaczenie, nie wiem. Wydaje mi się, że to jest jakieś po prostu tylko było efektem tylko przemęczenia te, te, te, te myśli. Ale to było kilka miesięcy wcześniej, to nie wiem, czy to ma znaczenie.
[26:06] - No dlatego właśnie tak nasunęło mi się na myśl, żeby zbadać historię tego budynku, o ile to jeszcze jest możliwe po tylu latach od wyburzenia.
[26:16] - Ja ewentualnie mógłbym wie pan co? Bo ja też mam takie. Jakby mam taki pęd, tak? Żeby sobie dużo rzeczy poukładać i wyjaśnić. W tym sensie, że bym po prostu wyeliminował inaczej, bo ja mało komukolwiek opowiadam tą historię tak naprawdę. Bo wie pan co? No ludzie, widzi pan, jak to jest w życiu, nie? Że jak pan będzie opowiadał o takich różnych rzeczach, no to od razu powiedzą panu, pokręcą ręką przy głowie, że facet jest sz-sz-szmernięty, prawda?
[26:46] - No wiadomo.
[26:47] - Więc. Ale mnie to po prostu cały czas prześladuje i ja być może jak znajdę, zna-zna-znalazłbym chwilę czasu, to bym może poszukał ludzi, którzy tam pracowali. Tylko że no szanse na to są nikłe tak naprawdę, bo nie wiem, czy oni jeszcze żyją, gdzie się rozpierzchli po świecie. Nazwy firmy nie pamiętam, która wynajmowała ten budynek. To była taka firma w Krakowie, taka postkomunistyczna, która miała tam jeszcze jakąś część placu, ten budynek i no wiadomo, jak te wszystkie firmy postkomunistyczne zaczęły w jakimś tam czasie padać i ratowali się tym, że wynajmowali po prostu pomieszczenia dla innych firm. No i myśmy akuratnie skorzystali z tych pomieszczeń po prostu bo... Ale jeśli chodzi o odczucia, to nigdy nie czułem niczego złego w tym budynku. Nie czułem żadnych jak gdyby złych wibracji, jak to się mówi czasami. Co się zdarza czasami wchodząc do złych miejsc. Tak jak się wchodzi do Auschwitz, to się czuje oczywiście, że tam coś się wydarzyło złego, ale tam było wszystko normalnie.
Nic dziwnego w tym budynku nie było.
[27:49] - Mam jeszcze takie pytanie czy są gdzieś dostępne jakieś zdjęcia bądź jakieś inne materiały, na których ten budynek byłby widoczny?
[27:58] - Wie pan co? Nie wiem, ale mogę poszukać, bo ja ostatnio szukałem właśnie wczoraj szukałem na Googlach. Czy, czy zachowało się jeszcze ten budynek zachował się właśnie, bo generalnie chciałem pokazać właśnie, jak to wyglądało, jak ten budynek wyglądał, jak wyglądały te schody. Myślałem, że na Google, na Google Maps znajdę jeszcze zdjęcia, jak on jeszcze był, stał. No ale jak sięgnąłem tam do tych najwcześniejszych zdjęć, to tam już tego budynku nie było.
[28:25] - Ja też właśnie, właśnie też tutaj próbuję coś znaleźć. No ale niestety moje zdolności szukania zdjęć tego budynku również jak widać są ograniczone przez brak zdjęć w Google.
[28:37] - No w Google pan tego nie zobaczysz, bo tam jest wszystko już wyburzone i tam budują te, te, te, te nowe budynki dla ludzi, właśnie te apartamenty.
[28:47] - No także byłoby super, gdyby, gdyby pan mógł wysłać jakieś, jakieś te swoje szkice czy inne materiały drogą mailową. Może ktoś by rozpoznał, może, może coś by byłby w stanie do tej historii jeszcze wnieść. Jakieś fakty mogące wyjaśnić to, co się tam wydarzyło.
[29:05] - No to jest będzie trudne. Ale wie pan co? Ja się jakoś tak ostatnio jakoś ta historia do mnie wróciła i zaczęła mnie prześladować. I tak sobie sam nawet wymyśliłem, że jak tylko znajdę wolny czas, to sam będę sobie szukał odpowiedzi na to, na to pytanie. Co tam się wtedy wydarzyło. Jeśli będę miał dostępny czas, będę szukał. Jeśli coś znajdę, podzielę się z wami na pewno.
[29:31] - Ja tutaj raczej chyba już nie będę miał jakichś pytań odnoszących odnośnie tych, tej konkretnej historii. Tutaj ilu było świadków to wiem. Dwóch. Pan i kolega. Mam takie ściągę, taką ściągę z pytaniami do świadków, żeby pytać jakieś jak tam istotne fakty, jakieś istotne rzeczy. Natomiast ta ściąga tutaj się odnosi głównie do obserwacji UFO z obserwacjami tam jakichś dźwięków, jakichś wiedziałek i tak da... I innych rzeczy to już się historia komplikuje. Także nie ma tutaj, nie ma tutaj jakichś pytań odnośnie tej konkretnej relacji. No tak jak mówię, będę, będę czekał na jakiegoś maila od pana z materiałami. Co tam pan ma jakieś zdjęcia, szkice, cokolwiek może się przydać, to bym prosił bardzo o wysłanie.
[30:20] - Ja na pewno do pana napiszę jak się spotkam z moim przyjacielem za kilka dni, bo z nim poruszę ten temat z powrotem, żebyśmy do tego wrócili.Yy, no i podpytam go po prostu. A jeśli chodzi o UFO, to mogę panu opowiedzieć historię, którą jeszcze pewnie znacie, bo to już, to już nie z pierwszej ręki, dlatego że to mój tata mi opowiadał. To było w latach osiemdziesiąt, to był rok osiemdziesiąty piąty albo osiemdziesiąty czwarty, kiedy UFO pojawiło się nad kieleckim, ale tam były, pamiętam, że były już jakieś notki prasowe z tego, co, co kojarzę.
[30:48] - No to już takie fale UFO się zdarzały w tamtym okresie, takie fale obserwacji.
[30:54] - Tak, no mój tata wtedy wrócił. To wtedy pamiętam, że widział to mój ojciec, mój dziadek, moja kuzynka, moja ciocia i jeszcze jedna kuzynka. No ale to pisali o tym w gazetach z tego, co pamiętam. Także ja potem sobie te notki prasowe sprawdziłem, że UFO się pojawiło nad kieleckim właśnie. To był taki trójkąt właśnie, który bezgłośnie się poruszał na niskiej wysokości. To obserwacje UFO. No tylko tyle mogę powiedzieć od siebie.
[31:22] - Bo jakichś tam szczegółów pan nie pamięta, tylko tak, tak ogólnie panu przekazali?
[31:28] - Nie, to tylko z relacji, wie pan, bo to opowiadał mi ojciec. Wrócił, pamiętam, w nocy bardzo podniecony i obudził mnie nawet i powiedział, że widział UFO z dziadkiem i z dziadkami i z kuzynkami. I potem pojechałem później do dziadka. I dziadek mi też właśnie opowiadał właśnie, że to, że to UFO widzieli. No, a potem pokazywał mi właśnie jakiś wycinek z prasy kieleckiej, z „Głosu Kieleckiego”. To był osiemdziesiąty piąty rok jakoś czy osiemdziesiąty czwarty już nie pamiętam dokładnie, ale to była jakaś taka słynna historia. Na pewno ją znacie. Na pewno, na pewno się tym zajmowaliście.
[31:57] - No pewnie gdzieś tam któryś z naszych ufologów współpracujących z Radiem Paranormalium będzie to miał, bo z Arek Gniazga wiem, że na pewno.
[32:05] - Ja mogę tylko tyle powiedzieć z relacji świadków, że to był trójkąt, który po prostu świecił światłami i cichutko się przemieszczał na, na wysokości około pięćdziesięciu metrów. Tak mi dziadek przynajmniej opowiadał o tym. Ciemny trójkąt, bezgłośnie i zwierzęta się przestraszyły. To wszystko.
[32:21] - No ja sprawdzę, czy tą relację tutaj w ogóle mamy. Gdyby się okazało, że jednak tych, tej relacji z jakiejś, jakiegoś powodu nie mamy tych notek prasowych i tak dalej żadnych informacji, to nie miałby pan nic przeciwko, żebym zadzwonił i spróbował jakoś to zarejestrować u pana w historii?
[32:42] - Żadnego problemu nie ma.
[32:45] - Dobrze, to dziękuję w takim razie. Tutaj już chyba tutaj już nie mam żadnych pytań. Tak jak mówiłem do tej relacji przez pana przytoczonej. Mam jeszcze takie pytanie techniczne czy zgadza pan się na wykorzystanie tej oczywiście bez tego fragmentu prywatnego, osobistego. Czy zgadza się pan na wykorzystanie zapisu tej rozmowy w którejś z audycji?
[33:06] - Tak, zgadzam się.
[33:07] - Mhm. Dobrze. No to dziękuję w takim razie, że się pan zechciał podzielić tą-
[33:13] - Jeszcze.
[33:13] - Tak?
[33:14] - Jeszcze na koniec. Widzi pan, chodzi mi o to, żeby pan dobrze mnie zrozumiał. Nie chodzi o to, że ja sobie wymyślam specjalnie historyjki pod waszą, pod waszą, pod wasze radio. Nie chcę sobie w żaden sposób zrobić żadnej, żadnej fejmu ani jakoś w jakikolwiek sposób zasłynąć. A jeszcze mam kilka ciekawych do powiedzenia i zawsze będę mówił tylko o takich, gdzie miałem przy okazji blisko świadków.
[33:42] - Chciałby pan którąś z tych historii teraz opowiedzieć, czy to może już przy innej okazji?
[33:48] - Tak, mogę opowiedzieć. Mam dużo wolnego czasu jeszcze do dwudziestej trzeciej.
[33:53] - No to dobrze, to możemy lecieć z tematem.
[33:55] - To lecimy. Wie pan co? Jeszcze była taka sytuacja na przykład jedna w moim, dziwna w moim życiu. Tylko trzeba znowu kontekst przywołać. Moja żona pochodzi nie z Krakowa. Była żona i mieszkała w jakiejś tam miejscowości poza Krakowem. To już nieważne, bo ona prawdopodobnie nie chciałaby, abym nawet o tym opowiadał, dlatego, że była wtedy bardzo przerażona i wolała o tym nigdy nie opowiadać, co się wydarzyło u nas w domu. To była taka sytuacja, że ona mieszkała poza Krakowem, w sąsiedztwie trzech chłopaków. To było rodzeństwo, dwóch bliźniaków i starszy brat. Było trzech synów.
Buduję kontekst w tym momencie, żeby pan dobrze zrozumiał. W pewnym momencie ona się wyprowadziła do Krakowa, gdzieś tam zamieszkaliśmy razem i tak dalej. Mieszkaliśmy w Krakowie i ona kiedyś przyszła do mnie do domu, znaczy wróciła do domu i powiedziała, że nie uwierzysz, kogo spotkałam. No to taka normalna rozmowa. No to zapytałem się kogo i powiedziała, że jednego ze swoich sąsiadów w tej dawnej miejscowości, gdzie tam mieszkała, tak? Że okazało się, że ten chłopak, jeden z tych bliźniaków właśnie tutaj mieszka niedaleko. I tak się przypadkiem spotkali na ulicy. No i tam chwilę pogadali. Co u nas słychać, co u niego słychać, że on tam gdzieś pracuje w Krakowie i że na pewno nas odwiedzi. To to powiedział, bo ona powiedziała, że ma dwójkę dzieci już, że ma męża i tak dalej, i tak dalej.
No i że on obiecał, że za niedługo nas odwiedzi. I była taka sytuacja jakiś czas później. To było około dwudziestej trzeciej, ale już daty w tym momencie nie podam. Ale mogę sprawdzić, bo to było też jakoś tak dwa tysiące piąty, dwa tysiące szósty, dwa tysiące siódmy. Jakoś w tych dniach to było. Że myśmy wtedy mieszkali ja, moja była żona, dwóch synów i mieliśmy jeszcze kota. I nagle jakbyśmy, znaczy może ona nie. Ja poczułem, że coś dziwnego się dzieje w domu. Taki pojawił się dziwny chłód. Taki chłód, który jakby no ja to jakbym powiedział, ja bym to ujął tak, ja to znam, bo ja już panu powiedziałem, że jestem no, właściwie od was nabrałem tej, tej definicji, że jestem sensytywny.
I ja ten chłód poczułem i zauważyłem, że coś dziwnego się dzieje w mieszkaniu. I pierwsze, co zwróciłem uwagę, to na kota. Kot został. Znaczy po prostu się przeraził. Kot się przeraził. Sierść mu się nastroszyła, ogon z wąskiego zrobił się w puszek i kot zaczął drapać w podłodze, jakby się-Nagle drapać w pani pa-panice po głowie. Wtedy moja żona zapytała, co się, sko, tam dzieje. Ja powiedziałem, że ktoś jest w tym mieszkaniu w tym momencie oprócz nas i nawet powiedziałem, że żeby zapisała sobie w tym momencie godzinę, bo to będzie coś ważnego. Wtedy otworzyły się szafki w kuchni i w pokoju, ee, tam, gdzie spały dzieci. I moja żona się strasznie zdenerwowała wtedy.
Yy, wpadła w jakąś taką dziwną histerię. Zaczęła te dzieci przytulać. Ja jej wtedy powiedziałem: „Nie przejmuj się, to nie jest nic złego. Ktoś po prostu przyszedł, bo po prostu chce zobaczyć tylko dzieci i ciebie”. Miałem to po prostu takie odczucie. Ja niczego nie widziałem, tylko po prostu czułem. I to jej właśnie powiedziałem. I zapisaliśmy sobie tą godzinę oczywiście. Potem to wszystko skończyło się. Kot się uspokoił.
Zamknęliśmy szafki i na drugi dzień zadzwoniła jej mama i powiedziała, że jeden z tych bliźniaków właśnie nie żyje. Okazało się, że w tej godzinie, kiedy zapisaliśmy to, yy, zatruł się dwutlenkiem węgla w Krakowie. Się przeprowadził.
[37:35] - Ale zatruł się przez przypadek czy zatruł się w-
[37:39] - Przez przypadek. Przez przypadek. Tak, tak, tak. Wprowadził się do nowego mieszkania. Dwa, dwa mieszka w tym mieszkaniu. Wszedł do wanny i po prostu tam był jakiś brak wentylacji. Dwutlenkiem węgla się zatruł od piecyka.
[37:52] - No to tak jakby przyszedł, chciał przyjść, jakoś zakomunikować swoje odejście, się pożegnać.
[37:57] - Ja i wtedy, ja wtedy mojej żonie na drugi dzień powiedziałem, że jak obiecał, tak przyszedł. Szkoda, że było tak przerażające to wszystko, ale po prostu przyszedł i się przyszedł pożegnać, bo obiecał, że przyjdzie-
[38:09] - Pewnie sam, pewnie sam wolałby, żeby okoliczności tego przyjścia były inne. No ale.
[38:14] - No i to jest właśnie druga historia, gdzie, gdzie być może, być może moja żona, gdyby chciała by to potwierdzić, to by potwierdziła. Ale niestety z racji tego, że nie rozstaliśmy się zbyt, powiedzmy, pokojowo, więc ona na ten temat nic nie powie. Ta druga historia właśnie.
[38:30] - Może się zdarzyć, że będzie słuchała tej audycji i postanowi coś powiedzieć. Nigdy nie wiadomo.
[38:37] - Być może, ale no ona jakiś czas temu się interesowała takimi różnymi dziwnymi rzeczami rzeczywiście. Yy, czytała wróżki jakieś tam, interesowała się takimi rzeczami przez jakiś czas długi i być może. Nie wiem, czy słucha waszej audycji. Ja na pewno słucham co jakiś czas. Do snu.
[38:54] - A pan mówił, że tych historii pan jeszcze ma trochę. Czy chciałby pan jeszcze coś tutaj opowiedzieć?
[39:00] - No może jeszcze trzecią powiem, a już tam damy sobie spokój na razie. Bo, bo... Albo inaczej jeszcze coś mogę więcej powiedzieć. Yy, w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim roku, szesnastego października zmarła moja mama po ciężkiej chorobie na raka i od tej pory przez sześć miesięcy działy się dziwne rzeczy w moim domu, tam gdzie mieszkaliśmy. Czyli to było coś takiego, że na przykład przedmioty się przesuwały, yy, trzaskały drzwi, było słychać stukanie w nocy w ścianę. Yy, no ogólnie takie właśnie rzeczy. I to trwało przez pół roku. I to ludzie widzieli. Nawet część moich kolegów, którzy do mnie przychodziło, przestało do mnie przychodzić dlatego, że stwierdzili, że no, no wie pan co? Bo myśmy się głównie uczyli po nocach, prawda?
I jak coś się tam hukło w pokoju obok i się rozwaliło ścianę, co jest fizycznie niemożliwe, bo, no bo nie jest to bardzo możliwe. Tak. Tak, gdyby, bo, u, taka, taka, taka, taka. Może taki, taki przykład: jeżeli mamy stół postawiony pod jedną ścianą, tam mamy, powiedzmy, puszkę z cukierkami, tak? My we dwóch siedzimy sobie w kuchni, uczymy się do... Bo to był dziewięćdziesiąty drugi rok, uczyliśmy się tam jeszcze, to było technikum. Uczymy się chodzić. Nieważne. Nagle o pierwszej słychać taki huk w pokoju straszny i jakby coś hukło. Ktoś w coś uderzył.
No to potem przechodzimy do tego pokoju, włączamy światło i okazuje się, że ta puszka z tymi cukierkami, która była na stole, leży rozwalona o drugą ścianę, trzy metry dalej, gdzie nikogo nie było w ogóle w domu. No i-
[40:36] - Wiatr też raczej nie mógł chyba tej puszki porwać.
[40:39] - Nie, nie, nie, nie, nie było takiej możliwości. Nie, nie. Okna pozamykane. Zresztą wie pan, ja zawsze mówiłem, że jestem człowiekiem bardzo racjonalnym i zawsze próbuję wszystko wyjaśnić. I wiele razy, które dziwne rzeczy ludzie mi opowiadali, że coś się dziwnego stało, to zawsze wyjaśniałem: „Słuchaj, ten nóż się ześlizgnął ze stołu dlatego, że tu przed chwilą pracowała, powiedzmy, yy, koparka. Ona coś tam ruszała, to ten budynek tętnił i ten nóż się powoli przesuwał i po prostu spadł”. Tak samo jak ktoś mówi na przykład, że komórka mu spadła ze stołu. I to jest dziwne. To wtedy tłumaczę: „Ale miałeś, miałeś włączoną, miałeś włączoną wibrę i ta wibra chodziła, i ta komórka po prostu się ześlizgnęła ze stołu”. To jest naturalne, ale puszka, która leci ze stołu i rozbija się o ścianę-
[41:23] - Żeby puszka jeszcze potrafiła latać trzy metry, także w ogóle.
[41:28] - Wie pan co? To wyglądało tak, jakby ktoś po prostu podszedł i tak bardzo mocno uderzył tą puszkę.
[41:33] - Tak ją z-z-zsunął bardzo szybko. Tak?
[41:37] - Tak, tak, tak. Dokładnie tak. Pękały szkła, rozwalały się wszystkie szkła, które... Moja mama miała taką pasję, że zbierała takie różne... Yy, no miała takiego bzika na punkcie zbierania takich różnych po prostu szkieł wytapianych ręcznie, kolorowych. I te wszystkie szkła przez sześć, przez sześć miesięcy się rozwaliły. Po prostu pękały same.
[41:58] - A czy czuł pan, że te zjawiska były w jakiś sposób powiązane właśnie z mamą? Z jej odejściem?
[42:04] - Tak, tak, ewidentnie to każdy mówił. To, to było ewidentne, bo widzi pan, były na przykład takie przypadki, że kiedy moja mama była bardzo chora i już nie miała siły na nas nawet zawołać, bo no niestety nowotwór robi swoje z człowiekiem, więc ona czasami po prostu pukała do ściany w charakterystyczny sposób, tak? W ten sposób nas chciała zawołać, abyśmy przyszli, zrobili herbatę czy tam pomogli wstać do łazienki, cokolwiek. To, to nas tam było, czyli ja, ojciec i mój brat. To pukanie charakterystyczne powtarzało się co jakiś czas w nocy. Ja na początku, dwa tygodnie po śmierci mamy, wszedłem do pukania i tak wybudzony czasamiWstawałem zmęczony, mówiłem Boże, trzeba wstać, bo mama puka. I nawet w takim razie spaniem wszedłem do tego pokoju, kiedy ona tam spała i zauważyłem, że jej nie ma. I wtedy się kapnąłem, że mama już nie żyje od dwóch lat. Znaczy nie, przepraszam, od dwóch tygodni. No i to tak samo właśnie mówiła mi moja babcia, że czasami w nocy też słyszała, słyszała to pukanie w ścianę.
Dlatego ja jako człowiek, który jest bardzo racjonalny, jestem informatykiem i generalnie skończyłem szkoły techniczne i generalnie zawsze zajmowałem się samą techniką, fizyką i tak dalej. Wierzę w to, że życie ludzkie.
[43:24] - No ja co do tego również jestem dosyć głęboko przekonany, więc nie tylko mam historie nie tylko od przyjaciół, również z Krakowa. Swoją drogą jedna osoba też coś podobnego mi opisywała. No ale też mam takie przypadki takich kontaktów w rodzinie, też własne jakieś tam historie. No i właśnie nasunęło mi się takie pytanie w związku też z historią takiej mojej przyjaciółki z Krakowa, która też coś podobnego miała u siebie w domu z babcią dla odmiany nie z mamą. Mama jeszcze żyje. Czy ustanie tych zjawisk nastąpiło na przykład po odprawieniu jakiegoś nabożeństwa w intencji mamy jakieś modlitw? Czegoś innego?
[44:08] - Tak, tak, dokładnie tak.
[44:10] - Bo z tego, co zrozumiałem, po jakimś czasie te zjawiska ustały. Tam chyba po pół roku. Tak?
[44:15] - Tak, momentalnie jednego dnia, ale o tym dowiedziałem się dopiero kilkanaście lat później. Dlatego, że moja kuzynka, która bardzo była związana ze swoją mamą, przyznała się, że kiedyś po prostu ze swoim przyszłym mężem poszli i odmówili jakieś specjalne nabożeństwo w intencji mojej mamy. Wtedy to się właśnie skończyło. Jakie to było nabożeństwo? Mogę podpytać kuzynki i jej męża, bo to będzie no na dniach mogę do nich napisać. Wprawdzie oni mailowo, bo oni są w Wielkiej Brytanii, ale mogę o to zapytać.
[44:46] - Jakby pan mógł zapytać to, to byłoby super. A to wyglądało. To wyglądało tak, jakby mama jakoś dawała o sobie znać, że jest, nie wiem, zagubiona albo potrzebuje pomocy z czymś. Nie chciała bądź nie mogła z jakiegoś powodu. No i po prostu to nabożeństwo. Czasami tak się dzieje, że nabożeństwo jakby pomaga odprowadzić tę duszę tego zmarłego. Bo ja też miałem właśnie z osobą z bliskiej rodziny. Miałem taką historię, że w pewnym momencie śledziły, zaczęły ją śledzić takie jakby dziewczynka niematerialna. Tę uprzedzała. To były jeszcze czasy upadającego powiedzmy PRL-u, początek lat osiemdziesiątych.
Chyba z tego, co kojarzę, ta dziewczynka tam tą osobę uprzedzała, że na przykład uważaj, bo z tyłu podchodzi kieszonkowiec, odwróć się. I się okazywało, że rzeczywiście jakiś kieszonkowiec tam się czaił na kieszeń, żeby coś tam z tej kieszeni wyciągnąć. I w pewnym momencie po prostu ta osoba z mojej rodziny nie wytrzymała. Postanowiła zamówić jakieś nabożeństwo, żeby tę dziewczynkę odprowadzić, czy tam się pomodliła. Nie pamiętam już. W każdym razie coś takiego. Taki religijny rytuał jakiś zaszedł i poskutkowało to tym, że ta dziewczynka już więcej się nie zamanifestowała. Ta duszyczka.
[46:12] - Powiem panu, że szczegółów nie znam, ale tylko pamiętam tylko tyle, że kuzynka powiedziała mi, że to było coś specjalnego. To nie robi się. To nie jest tak, jak gdyby zwykła modlitwa w kościele to to jest coś specjalnego. Przynajmniej tyle mi powiedziała wtedy. I to zapamiętałem.
[46:27] - No dobrze by było jakieś informacje dodatkowe, kolokwialnie mówiąc z kuzynki wyciągnąć na ten temat. Co to tak naprawdę było?
[46:35] - Tak sobie dopiszę, dopiszę sobie, bo powiem panu, że ja tych historii znam takich dziwnych o kurczę, od metra w zasadzie i ja w zasadzie dużo się tym interesuję. Znaczy nie w sensie, że czytam książki. Nie, to nie działa tak, że po prostu jakoś biegam za tą wiedzą i tak dalej. Ja tylko po prostu czasami słucham ludzi, widzę to, co się wokół mnie działo i tak sobie to zapamiętuję. Niestety mówię niestety, niestety dlatego że niestety mam bardzo dobrą pamięć i dużo rzeczy doskonale pamiętam, dlatego że czasami pamiętam rzeczy, których nie should pamiętać. No ale takie jest życie, że człowiek jest obdarzony różnymi talentami.
[47:12] - No ludzie z dobrą pamięcią tak niestety czasem mają. Wiem po sobie.
[47:17] - I wie pan co? Ja czasami z ludźmi próbowałem na ten temat rozmawiać, tylko najczęściej kończyło się tak, że źle się to nie kończyło tak naprawdę czy w pracy, czy gdziekolwiek indziej. No to ja próbowałem tym ludziom mówić tak. Chciałem jakoś tak po prostu powiedzieć, że ten świat może nasz nie jest taki, jak nam się wydaje, że jest troszeczkę inny, ale to zawsze kończyło się dla mnie źle. Oprócz tego, że człowiek jest chory psychicznie, to już było taka, taka ekstremalna forma opisu mnie. Prócz tego, że jestem fantastą i sobie dużo rzeczy wymyślam, to tak nie jest. I powiem panu, że raz tylko zdarzyło mi się, że ostatni raz, kiedy pracowałem w obecności wielu ludzi, to była taka firma w Krakowie, gdzie chodziłem po pokojach i jako informatyk rozwiązywałem różne problemy i czasami zagadywałem tych ludzi, którzy tam byli w pokojach. Coś tam gadałem, gadałem, gadałem. I raz do mnie podeszła kobieta, która powiedziała mi Panie Rafale, niech pan tych rzeczy nie opowiada, dlatego że oni uznają pana za wariata, za niedorozwoju. A ja panu opowiem kilka rzeczy, które mi się i mojemu synowi zdarzyły, dlatego że pan coś wie i pan coś na ten temat może powiedzieć.
Czyli tacy ludzie. Wydaje mi się. Znaczy jestem przekonany, że tacy jak ja czy inni, tak jak słuchacze, którzy do państwa dzwonią, widzą różne rzeczy, nie są wariatami.
[48:40] - No, być może na pewne, pewne zjawiska, takie powiedzmy nietypowe, są bardziej po prostu otwarci.
[48:46] - Ja myślę, że to jest w ten sposóbZrealizowane, że są ludzie, którzy są po prostu bardzo wyczuleni jakoś psychicznie i wyczuwają rzeczy, których inni po prostu nie wyczuwają. Ale generalnie uważam, że każdy człowiek ma taką możliwość, tylko nie każdy człowiek ją wykorzystuje.
[49:02] - Również jestem podobnego zdania, bo to jest kwestia właściwie w wielu przypadkach, yy, poćwiczenia tak naprawdę, liźnięcia tematu, poćwiczenia tego i tamtego.
[49:12] - Widzi pan, taka ciekawostka jeszcze, jeszcze powiem. Na przykład ja jakiś czas temu byłem związany z pewną kobietą, moją partnerką i ona naukowiec, kompletny naukowiec, akademicki, podchodząca zawsze do życia po prostu racjonalnie i tak dalej. Którejś nocy mi opowiedziała coś takiego, że, ee, tak po prostu znikąd. Nagle zaczęła gadać. Zapytała się mnie o coś takiego, czy czasami widuję cienie na-na-na-na ścianach. Jak idę po ulicy na przykład, jak jestem w domu. No to jej powiedziałem, że oczywiście, że widuję takie cienie, tylko najczęściej te cienie się biorą ze zmęczenia, bo to, yy, jest coś. To jest, jest takie zjawisko, że jak człowiek jest zmęczony i już, yy, ileś tam godzin nie śpi, to no-
[49:54] - Wzrok różne figle płata.
[49:57] - Tak, tak i wzrok fi-fig-- dokładnie tak jak pan powiedział, figle płata. Ale ona powiedziała coś takiego, że czasami jest tak, że kiedy człowiek nie jest zmęczony, to widzi takie cienie. Zapytałem jej, do czego ona w ogóle nawiązuje, nie? I ona mi powiedziała coś takiego: „Jak zobaczysz takie cienie na ścianach, to wiedz, że zbliża się coś złego”. To taka ciekawostka. Tak właśnie panu mówię o innym człowieku, prawda? Który, który jak gdyby jest naukowcem, który jak gdyby myśli racjonalnie, a jednak postrzega różne rzeczy, które też inni mogą postrzegać, tylko o tym nie mówi. I to jest clou całej sprawy. Ludzie o tym nie mówią. To jest nasz problem.
[50:34] - No to też przez to nastawienie takie ogólne społeczeństwa, niby racjonalnie myślącego, a jednak odrzucającego pewne rzeczy, bo tak.
[50:44] - Dokładnie. Ale widzi pan na przykład z całego, yy, z wszystkich wnuków mój dziadek zawsze uznawał, że jestem inny i opowiadał mi historie, których inny-inym wnuczatom nigdy nie opowiedział i zawsze mi mówił: „Ja ci to opowiem dlatego, że-że-że twoje kuzynki czy twoi kuzyni po prostu mnie wyśmieją, a ty w to uwierzysz”. I tak samo opowiadał mi o zmorach na przykład. Jak były zmory, jak zmory dusiły ludzi. Zresztą on przeżył atak zmory i to nie jest jedyny-
[51:09] - Może kuzyni byli po prostu bardziej otwarci przez swoich, yy, przez swoich rodziców na tego, na tego typu tematy. Bo rozumiem, że pan jakoś z rodzicami też rozmawiał kiedyś, yy, na te tematy paranormalne? Rodzice pana jakoś otwierali na tą tematykę?
[51:26] - Nie, nie.
[51:27] - Nic?
[51:27] - Rodzice nie. Dziadkowie.
[51:29] - Bo nie było takiego jakiegoś narzucania, narzucania określonego toku myślenia na te-te tematy, że tak powiem.
[51:36] - Nic takiego nigdy nie było. Nie, nie, nie, nie. Nic takiego nie było. To było zawsze opowiadane jako ciekawostki po prostu. Dziadkowie uznawali mnie jako po prostu człowieka, który ma jakby, jakby to powiedzieć, otwarty umysł. O! Tak bym to ujął.
[51:48] - Jako człowieka, któremu można, można takie rzeczy opowiedzieć i nie uzna za wariata.
[51:51] - Tak, tak. Ja-ja-ja nie wyśmieję. Ja-ja po prostu wysłucham. Ja się temu przyjrzę. Ja po prostu się na tym skupię, porozmawiam na ten temat, a nie będzie coś takiego: „Zamknij się, dziadek, nie mówisz pierdoły”. No wie pan, jak to jest, nie? To tak samo, jakby teraz do mnie przyszedł kolega i powiedział mi: „Słuchaj, widziałem dziwne zdarzenie”. To jakby to powiedział, to... Zresztą ja miałem przypadki takie, że próbowałem ludziom coś opowiedzieć. Ja byłem, nagle się, byłem w towarzystwie trzech facetów, którzy się ze mnie śmiali.
Po prostu powiedzieli, że jestem głupi, jestem chory i po prostu powinienem iść do psychiatry. Ale są ludzie, którzy po prostu usiądą, porozmawiają z panem tak jak pan mnie teraz słucha i-i na przykład nawet powiedzą: „A stary, słuchaj, moja koleżanka też miała coś podobnego. Też mi to opowiadała”. Czyli wie pan, to dzieje się cały czas wokół nas. Tylko ludzie nie chcą o tym mówić, bo się po prostu boją.
[52:39] - Boją się, wstydzą. Różne są, różno mogą być tam powody.
[52:44] - Raczej się, raczej się boją, bo-bo, no bo wie pan, jak pan wyjdzie przed, w telewizji, wyjdzie do telewizji i zacznie opowiadać takie rzeczy, to pomachają panu ręką koło głowy. No taka jest prawda. No tak to właśnie wygląda.
[52:57] - No wiadoma.
[52:58] - A ja nawet ostatnio tłumaczyłem, znaczy próbowałem wytłumaczyć niektórym ludziom, że być może to jest nawet tak, że te zjawiska są kompletnie naturalne, bo oni zawsze mówią nauce. Nauka, nauka, nauka nic nie wykryła. Ja zawsze mówiłem: być może nauka jeszcze nie dysponuje taką aparaturą, która może to wykryć.
[53:14] - No właśnie, też wielu mediów, wiele mediów i osób na przykład doświadczających OOBE tak wyraża taki pogląd, że to jest coś całkiem naturalnego, tylko jeszcze nauka nie chce albo nie potrafi tego zbadać, albo nie chce tego zbadać w ten sposób.
[53:29] - Ja powiem panu o takim bardzo dziwnym epizodzie. Kiedy się te rzeczy wydarzyły w moim życiu, właśnie po mamie był psychiatra. Sam się zgłosił. Zgłosiłem się na badania, bo wydawało mi się, że prawdopodobnie cierpię na jakąś chorobę psychiczną, chociaż moi koledzy to tak samo widzieli. Poszedłem na badania. Siedziałem. Znaczy nie, nie wiem, czy długo siedziałem. Nie pamiętam. Zrobili mi mnóstwo testów i na końcu okazało się, że jestem zdrowy psychicznie. Siedziałem z psychiatrą i zapytałem go w końcu, i on mi powiedział wprost: „Panie Rafale, pan już kompletnie zdrowy psychicznie”.
Więc zapytałem go, mówię: „No dobrze, dobrze, panie doktorze, no a co z tymi rzeczami?” I on mi powiedział tak: „Tak pomiędzy nami, jako lekarz psychiatra mówię panu tak: są ludzie obdarzeni większą wrażliwością psychiczną i oni widzą różne rzeczy. Po drugie nauka nie do końca może wyjaśnić pewne, pewne zdarzenia, co nie znaczy, że ich nie ma. Tylko świat na to nie jest gotowy”.
[54:23] - No podobną wizytę kiedyś złożył, złożył u wielu lekarzy jakby pionier zainteresowania zjawiskiem OOBE, Robert Monroeeeee. Zaczął też tych różnych dziwnych rzeczy doświadczać. Obawiał się, że pojawił się u niego jakiś problem natury neurologicznej. No bada się u jednego lekarza wszystko w porządku, u kolejnego lekarza wszystko w porządku, u jeszcze kolejnego, jeszcze kolejnego wszystko w porządku. Facet zdrowy, a mimo to jakieś, jakieś wychodzenie z ciała mu się zdarza. Także wydaje się, że to też
[54:55] - Pojechałem do Łodzi, jestem kompletnie zdrowy. Miałem tomografię mózgu, miałem wszystko robione i jestem kompletnie zdrowy.
[55:01] - Wszystko w porządku, a jednak takie rzeczy się zdarzają.
[55:05] - I to w zasadzie już od dawna. Tylko ja sobie z tego do końca sobie sprawy nie zdawałem, wie pan. Dopiero jakoś dziwne to się kurczę zaczęło u mnie tworzyć w zasadzie. Znaczy przypomniało mi się to wszystko, zacząłem sobie składać głównie w momencie właściwie w tym roku, kiedy straciłem pracę. Mm tam firma upada, na której pracowałem i jak gdyby przez jakiś czas szukałem tej pracy, ale przy okazji zacząłem tak skupiać się na innych rzeczach, na pewnych przemyśleniach. I jeszcze trafiła mi się przyjaciółka, która nieee, no którą, nie, nie miałem kontaktu z nią od wielu lat i zadzwoniła do mnie i powiedziała, że jej ojciec zmarł. Dziwne rzeczy. I potem zacząłem sobie właśnie pod wpływem właśnie tych zdarzeń, które ona mi powiedziała, zacząłem słuchać waszego radia. I tak się to wszystko poukładało, że dzisiaj jest ten wieczór, że do pana dzwonię. Znaczy pan do mnie dzwoni?
Przepraszam.
[55:54] - No to najpierw pan zadzwonił. To że pan zainicjował.
[55:58] - Tak. No bo ja no po tych wszystkich po prostu zdarzeń, które się wydarzyły po ostatnich miesiącach postanowiłem, że no kurczę, też coś opowiem, nie? Tym bardziej że mnie bardzo interesuje ta historia z tą bransoletką. Czy ktoś kiedyś coś takiego podobnego przeżył?
[56:11] - No ja może spróbuję tą historię tutaj z bransoletką nagłośnić jeszcze przed ewentualną emisją odcinka z rozmową z panem. Może ktoś się zainteresuje tematem i będzie w stanie coś, coś dodać do tego tematu.
[56:28] - Chodzi o coś podobnego po prostu. Bo wiadomo, że jest mnóstwo ludzi, prawda, którzy widzieli światła na niebie. Jest mnóstwo ludzi, którzy widzieli, słyszeli stukanie w domu. Jest mnóstwo ludzi, którzy widzieli jakieś cienie, ale czegoś takiego nie spotkałem do tej pory.
[56:43] - No jest też mnóstwo ludzi, którzy w postaci, którzy otrzymywali jakieś znaki w postaci od zmarłych, oczywiście w postaci na przykład znajdowania piór czy jakichś innych małych elementów. Ale bransoletka?
[56:57] - No właśnie.
[56:58] - No właśnie.
[56:59] - Dlatego mnie to frapuje już od lat. Dlatego do państwa napisałem.
[57:03] - Dobrze, to nie wiem, czy tutaj pan chciałby jeszcze coś się podzielić, jakąś relacją, bo już dosyć długo rozmawiamy. Tych historii już było dosyć sporo.
[57:13] - Jest ich jeszcze więcej.
[57:14] - No, jeżeli pan chce to-
[57:15] - Powiedziałem panu. Ja opowiadam tylko głównie o historiach, gdzie są świadkowie i mogę je potwierdzić. Znaczy świadkami. Tak? Bo wydarzyły mi się historie oczywiście, których nie, nie było żadnych świadków i też je przeżyłem i mógłbym o nich opowiedzieć tylko wtedy, jak gdyby tracą tym wiarygodność. A mi zależy na tym, żeby to było dość wiarygodne. Że to nie jest tak, że sobie facet pewne nasłuchał się bajek w Radio Paranormalium i chciał opowiedzieć jakieś zmyślone historie. To nie tak. To nie o to chodzi.
[57:42] - No wiem, zawsze dodatkowi świadkowie to jest jakby plus tysiąc do weryfikowalności takiej historii.
[57:48] - A relacje od innych ludzi słyszałem mnóstwo. Dlatego właśnie, że być może ja byłem tym człowiekiem, który po prostu wchodził do jakiegoś towarzystwa, powiedzmy i nagle wieczorem zaczął opowiadać różne dziwne rzeczy. I nagle wtedy ludzie pod wpływem mnie zaczęli się od, od jak gdyby otwierać i stwierdzili: "o, ktoś jest taki, to ja też opowiem całą historię, której nigdy bym do tej pory nie powiedział". I historii z drugiej ręki, z drugiej ręki słyszałem mnóstwo. Dziwnych, bardzo dziwnych. Niektóre są wręcz przerażające. Przynajmniej jedne.
[58:18] - A może ktoś, ktoś ze znajomych byłych lub obecnych będzie też słuchał tej audycji i postanowi się podzielić jakoś tutaj swoimi historiami?
[58:28] - Na pewno dla pana zdobędę jedną dobrą historię. Znaczy z drugiej ręki, bo będę u tego mojego przyjaciela. Jego siostra pod wpływem właśnie tych naszych przeżyć, bo on jej też o tym opowiadał. Oczywiście coś u mnie w domu działa. Też opowiedziała dziwną historię, która jest dosyć przerażająca, ale w tym momencie, jeżeli możemy mówić o na przykład o historiach, które w kontakcie jakby z obcym czymś zazwyczaj kończą się dobrze, to przez całe życie słyszałem jedną tylko historię, która jest przerażająca, która nie skończyła się dobrze. I to jest właściwie historia, która i to jest prawdziwa historia oczywiście, bo osoby żyją do tej pory, ale no mnie dosyć poważną trwogą. Bo widzi pan, ktoś tam na przykład może słuchać stukanie, ktoś tam zobaczy światła na niebie, ktoś tam tak jak teraz było w niedzielę ta audycja, co to państwo jechało tym samochodem, widzieli tą postać zakapturzoną, prawda? To, to się wszystko skończyło dobrze. Oni sobie pojechali, nic się nie wydarzyło, tylko widzieli tego człowieka tam. Człowieka, nieczłowieka, ktokolwiek to tam był, tak?
Ale są, znaczy jest tam jedną historię, która no jest taka, że i to dzieje się w Krakowie, znaczy działo się w Krakowie. Tylko wie pan co? Szczerze mówiąc powiem tak sam się boję o tej historii opowiadać, bo to dotyka realnego zła. Ale jak się zbiorę na odwagę, to może napiszę do Was maila. To się łączy, to się łączy, to się łączy z Krakowem, z jednym z kościołów w Krakowie. I to naprawdę jest historia na bank prawdziwa, która się wydarzyła i prawdopodobnie ma jeszcze powiązanie z innymi, innymi zdarzeniami. Ale muszę tych ludzi poszukać po prostu. Gdybym tylko miał czas na to, bo mnie to po prostu tylko interesuje, żeby to jakby tam naświetlić tym ludziom, żeby ktoś tego posłuchał, żeby ktoś to zrozumiał, że ten świat wcale nie jest taki, jak nam się wydaje.
[01:00:27] - W Radio Paranormalium wysłuchaliśmy zapisu rozmowy z naszym słuchaczem, który podzielił się kilkoma niezwykle intrygującymi historiami. Zapraszamy również i Państwa do dzielenia się z nami swoimi relacjami. Kontakty podamy jeszcze raz na zakończenie dzisiejszej audycji. Na zakończenie przypomnimy jeszcze nasze małe ogłoszenie. Otóż poszukujemy osób, które byłyby w stanie przekazać jakiekolwiek informacje na temat historii budynku, w którym rozegrała się historia będąca gwoździem dzisiejszego programu, a który znajdował się niegdyś w Krakowie pod adresem Fabryczna 5A. I to już wszystko, co przygotowaliśmy w dzisiejszym programie Radio Paranormalium Paranormalny Głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia już wkrótce w kolejnym odcinku podcastu Mówią Świadkowie.Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres email: radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl Skype: radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer telefonu: trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Numer komórkowy: pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. W razie gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A tak jeszcze poza audycją pozwolę sobie tylko poinformować, że ponieważ na przestrzeni lat niektórzy słuchacze podesłali nam dosyć sporą ilość materiałów wideo ukazujących zjawiska takie jak na przykład UFO, w bliżej nieokreślonej przyszłości mogą się trafić odcinki podcastu "Mówią świadkowie", które będą zrealizowane również w formie wideo, w których podczas emitowania relacji w strumieniu wideo na YouTube będą prezentowane nadesłane przez świadków materiały ilustracyjne. Takie odcinki będą oczywiście odpowiednio wcześniej zapowiedziane oraz odpowiednio oznaczone zarówno w naszym archiwum MP3 na www.paranormalium.pl, gdzie w opisie audycji będzie umieszczony link do wersji wideo oraz na naszym kanale na YouTube