Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Spadła wielka asteroida. Fala uderzenia właśnie pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy. I jak on je zobaczył, to ruszył tak, by po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie, radio Paranormalium. Rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz ósmy już odcinek audycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę.
Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. Dzisiejszy odcinek poświęcimy w całości na prezentację relacji przekazanych nam przez jednego z naszych słuchaczy z Krakowa. W historii nasz słuchacz przekazał bardzo wiele, w tym jedną, szczególnie intrygującą, którą możemy uznać właściwie za gwóźdź całego programu. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji zapisu rozmowy telefonicznej, tradycyjnie podamy kontakty, pod którymi możecie Państwo nadsyłać do nas swoje relacje. Nasze numery telefonów to stacjonarne [32 746 00 08], [32 746 00 08], komórkowy [530 624 193], [530 624 193].
W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. Pozostałe nasze kontakty to Skype - radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu [36 08 80 02], [36 08 80 02]. Można także komunikować się z nami za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Relacje można nam również wysyłać na adres e-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość.
Zanim przejdziemy do prezentacji historii przekazanych nam przez naszego słuchacza z Krakowa, na początek małe ogłoszenie. Otóż poszukujemy osób, które byłyby w stanie przekazać jakiekolwiek informacje na temat historii budynku, który znajdował się niegdyś w Krakowie pod adresem Fabryczna 5a, Fabryczna 5a. Obecnie budynek, który pamiętał jeszcze czasy głębokiego PRL-u, jest wyburzony. Trwają na miejscu prace budowlane związane z budową bloku mieszkalnego. A historia, która stała się gwoździem dzisiejszego programu, w skrócie wygląda tak: pod koniec grudnia 2004 roku dwóch pracujących tam wówczas informatyków, szykując się do opuszczenia budynku około północy, usłyszało odgłos przypominający zbieganie ze schodów prowadzących na zewnątrz.
Panowie całą dostępną dla siebie część budynku sprawdzili i stwierdzili, że poza nimi nikogo w środku nie było. Pracowali na parterze. Przejście na piętra było już zamknięte. Przed budynkiem nie znaleźli żadnych śladów mogących świadczyć, że ktoś tu w ciągu ostatnich godzin przebywał.
Cała okolica była przysypana śniegiem. Jakby tego było mało, jeden z informatyków przed wejściem do budynku znalazł uwaga, uwaga złotą bransoletkę, która jak się okazało w trakcie małego śledztwa u złotnika, została wyprodukowana w Szwajcarii. Powtórzmy, w pobliżu nie było żadnych wygniecionych w śniegu śladów, śladów butów ani niczego innego.
Bransoletka teoretycznie mogła komuś wypaść przez okno. Tyle że w budynku, poza dwoma informatykami pracującymi na parterze, nikogo wówczas nie było. Podjęta później i trwająca wiele miesięcy próba znalezienia właściciela bransoletki [nasz słuchacz rozwieszał po okolicy ogłoszenie z dołączonym zdjęciem tejże] nie dała rezultatu. Nikt się nie zgłosił.
Co do samego zaś budynku krążyły pogłoski, jakoby ktoś w przeszłości w jednej z toalet popełnił samobójstwo. Brak jednak dokładniejszych informacji na ten temat. Stąd też ponawiamy nasz apel. Poszukujemy osób, które byłyby w stanie przekazać jakiekolwiek informacje na temat historii tego budynku, który przypomnijmy, znajdował się niegdyś w Krakowie pod adresem Fabryczna 5a. Jak już mówiłem wcześniej, nie jest to jedyna historia, którą przekazał nam nasz słuchacz. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy z nim.
Tak, słucham? Halo, dobry wieczór. Z tej strony Marek Sęk Ivellios Radio Paranormalium. Poznaję pana po głosie. Witam, dobry wieczór. Muszę się, widzę, przedstawiać [śmiech]. Przepraszam, że tak późno dzwonię w ogóle, bo niestety dzisiaj mnie wyrwały z domu i zajęły większość dnia tradycyjne, nazwijmy to coroczne obowiązki okołocmentarne. No, ale jestem w końcu i chciałbym zapytać, jakby mógł pan w ogóle opowiedzieć szczegóły tego zdarzenia? Z tego, co pamiętam, to, to było dwudziestego siódmego grudnia dwa tysiące czwartego roku. Jeżeli dobrze zapisałem.
Tak, tak, dokładnie tak. Mhm. To ja bym prosił o szczegóły, gdzie to dokładnie było, jaka miejscowość, jak wyglądało to zjawisko? Kraków, Fabryczna pięć A. Zdecydowałem się na telefon do Pana dlatego, że dziwne rzeczy się wydarzyły w tym czasie.
Dlatego, że powiem Panu, że słuchałem Państwa audycji wieczorem w niedzielę bodajże, bo wróciłem z Warszawy, a że czasami do snu sobie Państwa puszczam i tam była, tam był jakiś świeży odcinek. "Świadkowie mówią", część szósta chyba z tego, co pamiętam. Mmm i jakoś tak sobie zaczęło mi się przypominać takie właśnie różne rzeczy z mojego życia. Yyy i potem w poniedziałek wydarzyła się bardzo dziwna rzecz. Zadzwonił do mnie telefon z numeru, którego nie znam i kobiecy głos zapytał się mnie, czy dalej rezyduję na Fabrycznej pięć A. To był taki telefon dziwny dlatego, że już mnie tam dawno nie ma tego budynku, tego budynku w ogóle już nie ma, bo został zburzony.
Ale przejdźmy do rzeczy. Trzeba pewien kontekst najpierw naświetlić. Przede wszystkim tak, jestem informatykiem, człowiekiem, który jest bardzo racjonalny i ja generalnie, pomimo tego, że jestem bardzo racjonalny, to yy od dziecka spotyka mnie dziwne rzeczy. Znaczy spotykam się z różnymi dziwnymi rzeczami i zawsze szukam racjonalnego wyjaśnienia do, do, do zdarzeń, które mnie spotkały, bo taki mam po prostu techniczny umysł, jak gdyby tak?
No ale dobra, wróćmy do tego 27 grudnia. Chciałem do Państwa wysłać meila z rysunkami, jak ten budynek wygląda i o, żeby to było, jak gdyby dobrze wyjaśnione, że tam nie było po prostu żadnej możliwości, że coś się wydarzyło racjonalnego w tym momencie, bo rzecz, która nas spotkała, mnie i mojego przyjaciela, była dosyć nieracjonalna.
Dobrze, ale wróćmy do, do, do tego 27 grudnia 2004 roku ja pracowałem z moim kolegą przy wdrożeniu nowego programu. Ten program miał ruszyć 2 stycznia. Jeszcze nadmienię, że mam niesamowitą, niesamowitą pamięć do dat.
Dlatego od razu mogę powiedzieć, że to wydarzyło się dokładnie o tej godzinie i w tym miejscu. Nie pamiętam nazw ulic dokładnie, ale daty pamiętam doskonale. Więc to było tak. Myśmy mieli skończyć bardzo poważne wdrożenie w firmie, która była poza Krakowem.
Obydwaj mieszkamy w Krakowie. i terminy cisnęły, bo to był koniec roku. Program miał być oddany 2 stycznia, więc siedzieliśmy bardzo długo w pracy myśmy wtedy byli przekonani tej nocy, bo to była przerwa pomiędzy świętami, świętami a Sylwestrem, że nikogo w budynku nie ma. Mmm, no i pracowaliśmy tak dosyć długo, już do około pierwszej. No tak, 12:00 się zbliżała i wtedy postanowiliśmy, że damy sobie na razie spokój. Następnego dnia, te 28 i pojedziemy nocnym autobusem do domu.
Wtedy prószył śnieg. Aby wyświetlić sytuację, o co chodzi dokładnie, chciałbym to opisać jakby to, jakby pan mi na to pozwolił. Mhm, jak najbardziej. Jakby pan miał nawet możliwość wejścia teraz w Google Maps Google. Jakby pan sobie sprawdził ulicę Fabryczną pięć, a to Pan zobaczył, jak to teraz w tym momencie wygląda. Generalnie- Jest teraz park chyba fabryczny czy Park Biurowy.
Tam jest już rozwalone, bo tam już, tam już robią budynki mieszkalne, ale w 2004 roku był tam budynek firmy, która podejmowała no innym firmom po prostu, no yy. Innym firmom miejsca biurowe i tak dalej.
Tak? Tak, tak, tak, tak, tak właśnie, dokładnie tak. Ciekawostką jest to, że, że właśnie to było coś takiego, że jakbym to mógł naświetlić w jakikolwiek sposób, że jest ulica. Ten stoi ten budynek koło tej ulicy. Zrobiła taka pętelka, tak jak są takie agrafki, prawda? Jakiś podjazd po prostu do samochodów. Budynek był zabudowany za czasów komuny, więc to był taki budynek, który był, takie miał standardy, że były takie betonowe schody, barierki, tak jak są czasami w domach na wsiach, bo to jest ważne. W tym momencie to jest bardzo ważne. Schody betonowe do góry, barierki, metalowe drzwi, znaczy metalowe futryny, potem jedne drzwi, potem taka przejściówka i drugie drzwi.
Jak pan chce, to wyślę panu maila z opisem tego budynku. Narysuję, jak to wyglądało, ale chodziło głównie o to, że myśmy skończyli pracę gdzieś koło 12:00. Ja powiedziałem mojemu koledze, że no to już jest czas, żebyśmy po prostu już poszli do domu, bo mamy autobus do Huty, bo Fabryczna to jest, powiedzmy, Kraków, a Nowa Huta to jest już tam trochę dalej.
I postanowiliśmy z tego, z tego biura wyjść. Pogasiliśmy wszystkie komputery, doszliśmy na korytarz i obydwaj dokładnie słyszeliśmy, że ktoś biegnie po schodach. Ktoś wbiega po schodach z pierwszego piętra na dół. Gdy byliśmy na schodach, na schody są wiadomo jedno, jedno zejście, drugie zejście, prawda? Kiedy byliśmy na tej górnej części schodów, nie mogliśmy widzieć tego, co dzieje się na dole, ale słyszeliśmy, że trzasnęły pierwsze drzwi i drugie drzwi, tak jak się wchodzi do budynku. Czyli że ktoś wtedy wychodził. No i wtedy nawet kolega powiedział mi, że chyba sąsiadki wychodziły sąsiadki, znaczy biuro, biuro księgowości, które było koło nas, że pewnie też dziewczyny dłużej tam pracowały i też wychodziły.Weszliśmy przez te podwójne drzwi.
Mmm kolega chciał iść do autobusu, ale ja go wtedy zatrzymałem ręką, bo coś mi się nie spodobało. Co mi się nie spodobało? To, że nie było śladów na śniegu, na schodach. Śnieg prószył, ale nie było śladów. Czyli wyglądało to tak, że ktoś niby schodził, ale nikogo tam nie było. Ja go wtedy ręką zatrzymałem i tak popatrzyłem na niego i powiedziałem mu, do niego szeptem mówię Popatrz, nie ma śladów. Jakieś takie dziwne przeczucie po prostu mnie naszła.
Bo ten dźwięk nie mógł być spowodowany przez jakieś, nie wiem, stoczenie się po schodach jakiegoś obiektu i tak dalej. Nie było czegoś takiego? To było ewidentne. To było ewidentnie słychać, że ktoś zbiega po schodach.
Taki odgłos, typowy odgłos chodzących butów. Tak? Tak, tak tak tak tak tak tak dokładnie. To było normalnie. Jakby pan słyszał, że ktoś zbiega po schodach i jeszcze dwa razy trzasnął drzwi, jakby ktoś się spieszył, wychodząc z tego budynku. Tak to wyglądało, że ktoś nie powoli schodzi, tylko po prostu zbiega po schodach. I potem to pierwsze trzaśnięcie drzwi, bo tam był, jak panu tłumaczyłem właśnie, że były, że były schody, potem główne wejście, potem za tym wejściem taki przedsionek, to jak za komuny budowali takie właśnie dziwne podwójne drzwi. Tak.
No tak, taka typowo komunistyczna, można powiedzieć, architektura. Tak, tak, tak, dokładnie tak. Mm myśmy wtedy weszli w taki jakiś dziwny stan, że myśmy pomyśleli, że ktoś sobie z nas po prostu żarty robi i kiwnąłem mu palcem i powiedziałem mu, żeby zajrzał przez te, przez tą barierkę z lewej strony, czy ktoś się tam nie schował? No bo jedyna racjonalna była wytłumaczenie tego, że ktoś po prostu wyszedł poza te pierwsze drzwi, stanął na przedsionku i wyskoczył za barierkę. No bo nie ma śladów. Tak.
I tak pewnie chyba jakieś ślady by były. Tak by były. On wyjrzał za lewą barierkę, ja za prawą i okazało się, że tam nikogo nie ma. Bo tam nie było takiego miejsca pod schodami, żeby się można było schować. To było całkiem przykryte. Tak.
Tak. To były betonowe schody, kompletnie zamknięte. Tam nie było czegoś, żeby ktoś się mógł schować. I wie pan co? Myśmy nawet zrobili taki numer, to jeszcze muszę powiedzieć więcej, bo nas obydwóch spotykały dziwne różne rzeczy w życiu wcześniej i wróciliśmy się do budynku z powrotem i sprawdziliśmy parter i nikogo tam nie ma. No bo to było dziwne. No byśmy się jakoś tak trochę poczuli odpowiedzialni za ten budynek, prawda? Czy to jakiś złodziej? No wie pan, jak to człowiek myśli w tym, w tym momencie? No ktoś zbiega, nagle nikogo nie ma, więc cholera wie, co się dzieje w tym momencie, tak? Sprawdziliśmy te korytarze na, na, na parterze. Wszystkie drzwi były pozamykane. Nikogo nie było.
No i w końcu tak powiedziałem do mojego kolegi. Ja mu powiedziałem, że to bardzo dziwne, dlatego że śnieg pada rzeczywiście, ale nie tak szybko, żeby przykrył ślady. Nie było śladów na tej pętelce, która była przed budynkiem. Tej agrafce, o której mówiłem, samochodu, czegokolwiek. I no generalnie nikogo tam nie było i tylko ten śnieg tylko cały czas prószył i była noc. Mm i teraz będzie najciekawsza rzecz w tej historii, że kiedy zszedłem na 3 schodów, na 3 schodek, zauważyłem, że coś błyszczy w śniegu.
I tak wziąłem rękę i znalazłem złotą bransoletkę. I powiedziałem koledze wtedy popatrz jaka złota bransoletka. Być może ten ktoś, kto zbiegał, to zostawił. Tylko że tutaj nikogo nie ma w tym momencie. I mój kolega się ze mnie śmiał, że ja mam takie szczęście, że znajduję jakieś dziwne rzeczy na ulicach i to prawdopodobnie jest jakiś bagiet z odpustu, ale to po prostu to wziąłem. I ta bransoletka też nie była przykryta śniegiem, świeżo zostawiona, po prostu jakby ktoś ją przed chwilą opuścił.
Ale oczywiście śladów właściciela wokół, wokół nie było żadnych odciśniętych. Nie, nie było. Nie, nie było w ogóle nikogo. No i jakoś tak chyba przeszliśmy do tego. Znaczy nie byliśmy przestraszeni, nic się nie stało.
Braliście Panowie pod uwagę może, że ta bransoletka komuś? Dziwny zbieg okoliczności, ale ta bransoletka mogła komuś wypaść. Na przykład ktoś ją rzucił. Czy po prostu tak leżała, jakby była położona? No tak, wziąłem pod uwagę tą możliwość dlatego, że jak panu mówiłem wcześniej, jestem bardzo racjonalnym człowiekiem. Ja po prostu wszystkie możliwości prze-- znaczy inaczej analizuję po prostu. W ten sposób. Nawet wziąłem pod uwagę, że ktoś nawet z okna wyrzucił, ale w kontekście tego, co się wydarzyło, że ktoś tam zbiegał po tych schodach, to byłem głęboko przekonany, że ktoś tą bransoletkę zgubił. I ja ją wziąłem do domu ze sobą.
Oczywiście potem jakoś w ten cały natłok tych zdarzeń, które się działy później, znaczy to wdrożenie tego programu i tak dalej, jak gdyby nas od tego odciągało. Ja sobie tą bransoletkę zostawiłem gdzieś tam z boku i postanowiłem do tego tematu wrócić za jakiś czas.
Pojechałem oczywiście do złotnika później, no bo ja generalnie takie rzeczy dziwne zawsze próbuję wyjaśnić racjonalnie. Dowiedziałem się od złotnika, że to jest bransoletka wytworzona nie w Polsce, tylko w jakimś, u jakiegoś złotnika w Zurychu. Tyle mi tylko ten facet powiedział. Powiedział, że po prostu jest to złoto kompletne, bardzo drogie. Ja wtedy po jakimś czasie zostawiłem nawet kartki, przykleiłem na tym budynku, że zgubiona bransoletka. No tak, wie pan, jak kto myśli irracjonalny człowiek? No, ktoś zgubił bransoletkę i tak dalej. Tak?
Właściciel Szczególnie taką drogą. No dosyć drogą, bo była ciężka. Trwa kobieca bransoletka z czystego złota, wykonana w Zurychu z bez polskiej próby. Mm, wie pan co? Do dzisiaj nie umiem wyjaśnić tego zdarzenia.
A czy było coś wiadomo na temat historii tego budynku? Wie pan co? Nie sprawdzałem tego, nie sprawdzałem tego, ale no nic dziwnego z tym budynkiem nie było związanego. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem.Ciekawą rzecz mi pan teraz powiedział.
No bo mogło, mogło być coś takiego, że po prostu teraz czysta taka spekulacja. No ale mogło być coś takiego, że coś, jakieś zdarzenie się tam, że tak powiem, w jakiś sposób nagrało i się odtworzyło, albo jakaś istota, może jakaś osoba może tam być, mogła tam być uwięziona zaświatowo.
Tego nie wziąłem pod uwagę. W każdym razie coś, coś na temat, coś na temat historii tego budynku przydałoby się jednak odnaleźć jakieś informacje, bo to był jakiś taki budynek bardzo stary? A wie pan co? Do końca nie wiem, bo ja się tym budynkiem nie interesowałem. Wiem, że został stworzony, wybudowany za czasów komuny. Prawdopodobnie. No, gdybym się uparł, no ale nie wiem, czy po latach czternastu znajdę, znaczy no czter... 18 praktycznie, tak? 15, 15, dokładnie 15.
Czy znajdę jakiekolwiek osoby, które tam pracowały? No bo, no mogę napisać w Internecie, poszukać tych ludzi, którzy tam pracowali teoretycznie, ale nigdy nie wpadłem na ten trop, o który pan mi teraz podpowiedział, żeby sprawdzić coś, co było z tym budynkiem, ale ja bym raczej naprowadził na inny trop. W tym sensie, że ja mogę tą historię opowiedzieć, ona się może nagrać i możecie to puścić w radiu, ale nie do końca, bo potem zaczęły się jeszcze dziać inne rzeczy związane z tą bransoletką. A o tym wolałbym nie opowiadać już publicznie. To była bardzo piękna bransoletka zdobiona. No to nie była taka zwykła bransoletka, powiedzmy, ujmijmy to tak. Ja nawet znam tego jubilera w Zurychu Widziałem jego pracę i to jest, no dosyć niespotykane dzieło. I w tym momencie cały czas zastanawiałem się już od tylu lat, kto zostawił tą bransoletkę na tych schodach w tą zimową noc, biegając po schodach, po schodach wewnętrznych i kto zostawił tą bransoletkę na schodach zewnętrznych w śniegu, nie zostawiając nawet ani odrobinę śladu. I napisałem do Państwa dlatego, że ta historia mi nie pasuje do niczego.
Rozumie Pan? To nie jest UFO, to nie jest, to nie jest duch, to nie jest nic z takich, co najczęściej właśnie o takich historiach opowiadacie na, na swoim kanale. To jest coś jakby jeszcze spoza tych wszystkich rzeczy, które ja znam.
To jest też spoza wszystkiego, co do tej pory słyszałem od słuchaczy, bo pierwszy raz się zdarza. Historia z bransoletką, której autora udało się jakoś odnaleźć, a której właściciela się nie udało odnaleźć.
No dlatego mnie ta historia frapuje już od tylu lat. Bo wie pan co, ja miałem też inaczej. Ja, jak państwo mówili kiedyś na w Radiu, znaczy na którejś audycji, że są ludzie sensytywni, tak? To ja mam wrażenie, że jestem też człowiekiem sensytywnym, że ja wyczuwam.
A mnie się jeszcze pytanie. Przepraszam bardzo odnośnie, odnośnie jubilera, który tą bransoletkę badał, że tak powiem. Czy on coś o tej bransoletce mówił? Sprawiał wrażenie, jakby pierwszy raz coś takiego widział, czy po prostu zbadał i ocenił.
Podszedł bardzo techniczco do tego zagadnienia. On po prostu, po prostu wziął jakieś tam kwasiki, takie różne takie próbki, co mają tam. Sprawdził, po prostu powiedział, że to jest złoto. Potem zobaczył jakiś znaczek, który tam był, którego ja na przykład nie znam. Ja nie Jestem złotnikiem. Nie, nie, nie, nie znam się na takich rzeczach. I on po tym znaczku powiedział, że to jest bransoletka z Zurychu, że to jest bransoletka ze Szwajcarii.
A mówił coś o wieku tej bransoletki? Czy nie był w stanie tego ustalić? Nie, nie, nie był w stanie tego ustalić. Przy okazji powiem panu, że szukałem tych prac, tego jubilera na stronie internetowej. Nie znalazłem takiego produktu.
Czyli wszystko się zgadza, oprócz tego, że takiego produktu ten jubiler nie miał. To jest jakaś firma działająca już od dłuższego czasu. Wie pan co, ja później tego nie sprawdzałem, ale wtedy pamiętam, że to była firma, która rzeczywiście jest w Zurychu, że ten znaczek, ten emblemat, który był na tej bransoletce, jest ich firmowym znaczkiem.
Polskiej próby nie było na pewno. Czyli to było, to było coś takiego, jakby ktoś tą bransoletkę tam kupił albo dostał w prezencie, przyjechał do Polski i tutaj w Polsce tą bransoletkę zgubił. To nie, to nie była bransoletka stworzona jak gdyby u nas, podbita naszą próbą i tak dalej.
No to niezauważenie, że się zgubiło taką akurat bransoletkę to jest, to by było troszkę dziwne. Nikt się, nikt się nie zgłosił, nikt, żadnych informacji nie było jak pan poszukiwał. Ja potem wywieszałem kartki, że znaleziono bransoletkę na budynku, na przednich drzwiach, na tylnych, potem na korytarzach. No bo chciałem po prostu komuś to oddać. To mnie ciekawiło, kto zostawił nam bransoletkę? To przede wszystkim było pierwsze. Kto zgubił tą bransoletkę? Ale nikt się nie zgłosił przez 5 miesięcy.
No to długo. A było do tego, do tej kartki dołączone jakieś zdjęcie tej bransoletki? Jak ona wygląda? Tak, tak, tak, ja wydrukowałem wszystko ze zdjęciem. To rzeczywiście dziwne. No dlatego właśnie chcę Wam opowiedzieć tą historię, bo to jest historia, która jest dla mnie bardzo dziwna, która mi się właściwie nie mierzy we wszystkich właśnie tych, tych kanonach, o których zawsze opowiadacie, o tych ludziach, których tam, yy, przychodzą we mgle i tak dalej, i tak dalej. To nie pasuje do niczego w tym momencie. Dlatego też chciałem, żeby, żeby, żeby ktoś o tym powiedział. Być może są jeszcze ludzie, którzy doświadczyli czegoś takiego podobnego jak ja, jak my, bo to nie byłem sam przecież wtedy, bo to byłem z kolegą, przyjacielem właśnie.
A to było z tego, co jeżeli dobrze pamiętam, jeżeli dobrze zrozumiem, to był jakiś budynek wielopiętrowy, tak? Trzypiętrowy, dokładnie trzypiętrowy. Jeśli pamiętam, to trzypiętrowy. Tak. Sprawdzaliście panowie, czy na pozostałych piętrach poza parterem ktoś jeszcze był?
Poza parterem nie, dlatego, że myśmy mieli tylko jedno zejście na dół. Tam było tylko jedno wyjście na górę. Na pierwszym piętrze. Przejście do przejścia na piętra było, było już zamknięte. Jeżeli dobrze kojarzę.
Tak, tak było. Tylko jedno zejście na dół. Jak panu powiedziałem, jestem człowiekiem bardzo racjonalnym. Jestem informatykiem, który bardzo myśli logicznie i wszystkie rzeczy zawsze próbuje wyeliminować takie, które.To mogłoby być racjonalne, gdyby.
Gdybym Wszystko już wiedział, że mógłbym coś wymyślić, że coś się stało racjonalnie wytłumaczyć, to bym nawet głowy nie zawracał w tym momencie. No to odgłosy słyszeliście obydwaj, tak? Tak, tak, obydwaj oczywiście. Nawet kolega mówił, że nawet mój przyjaciel mówił, że pewnie sąsiadka zbiega. Sąsiadki, bo było koło nas biuro rachunkowe i te dziewczyny rzeczywiście czasami dłużej pracowały tak jak my. No ale.
Żeby do północy to już troszkę przesada. Zwłaszcza w tym czasie. Tak, tak. No ale informatycy mają czasami coś takiego. Jak jest deadline, po prostu muszą pracować ponad normę. No tak się zdarza czasami.
Mam znajomych informatyków, znajomych informatyków i tam działających w pozycjonowaniu stron internetowych i tak dalej. Także coś, coś tam czasami od nich słyszę jakieś. Kiedyś słyszałem jakieś narzekania, że muszą do późnych godzin nocnych siedzieć. A mam jeszcze takie pytanie, czy coś, czy coś podobnego działo się w tym budynku wcześniej? Jakieś odgłosy, obserwacje, widziadeł na przykład i tak dalej.
Nic oprócz takiego. Ale to była taka głupota, wie pan, bo tak jakieś kilka miesięcy wcześniej-- tak to jest śmieszne. Wydaje mi się, że tego nie można z tym-- no nie wiem, czy to jest ważne. No powiem taki drobny szczegół, że kiedyś poszedłem do WC, chciałem z tego WC i powiedziałem koledze, że jakoś nie lubię tego WC, bo wolę iść na górne piętro, dlatego, że mam takie dziwne wrażenie, że ktoś się w tym WC powiesił, a mój kolega powiedział, że miał to samo wrażenie. Jeśli to ma jakieś znaczenie, nie wiem. Wydaje mi się, że to jest jakieś po prostu tylko było efektem przemęczenia, te, te, te, te, te myśli.
Ale to było kilka miesięcy wcześniej, to nie wiem, czy to można. No dlatego właśnie tak nasunęło mi się na myśl, żeby zbadać historię tego budynku, o ile to jeszcze jest możliwe po tylu latach od wyburzenia.
Ja ewentualnie mógłbym wie pan co? Bo ja też mam takie, ja mam taki pęd, tak? Żeby sobie dużo rzeczy poukładać i wyjaśnić. W tym sensie, żebym po prostu wyeliminował-- inaczej, bo ja mało komukolwiek opowiadam tą historię tak naprawdę. Bo wie pan co? No ludzie, widzi pan, jak to jest w życiu, Nie? Że jak pan będzie opowiadał o takich różnych rzeczach, no to od razu opowiedzą panu, pokręcą ręką przy głowie, że facet jakiś szmerdnięty, prawda?
No wiadomo. Ale mnie to po prostu cały czas prześladuje i ja być może jak znajdę, znalazłbym chwilę czasu, to bym może poszukał ludzi, którzy tam pracowali. Tylko, że no szanse na to są nikłe tak naprawdę, bo nie wiem, czy oni jeszcze żyją, gdzie się rozpierzchli po świecie.
Nazwy firmy nie pamiętam, która wynajmował ten budynek. To była taka firma w Krakowie, taka postkomunistyczna, która miała tam jeszcze jakąś część placu, ten budynek i no wiadomo, te wszystkie firmy postkomunistyczne zaczęły w jakimś tam czasie padać i ratowali się tym, że wynajmowali po prostu pomieszczenia dla innych firm. No i myśmy akurat nie skorzystali z tych pomieszczeń po prostu, bo. Ale jeśli chodzi o odczucia, to nigdy nie czułem niczego złego w tym budynku.
Nie czułem żadnych jak gdyby złych wibracji, jak to się mówi czasami, co się zdarza. Czasami wchodząc do złych miejsc, tak jak się wchodzi do Auschwitz, to się czuje oczywiście, że tam jest-- coś się wydarzyło złego, ale tam było wszystko normalnie. Nic dziwnego w tym budynku nie było.
Mam jeszcze takie pytanie czy są gdzieś dostępne jakieś zdjęcia bądź jakieś inne materiały, na których ten budynek byłby widoczny? Wie pan co, nie wiem, ale mogę poszukać, bo ja ostatnio szukałem. Właśnie wczoraj szukałem na Google czy zachowało się jeszcze ten budynek. Zachował się właśnie, bo generalnie chciałem pokazać właśnie, jak to wyglądało, jak ten budynek wyglądał, jak wyglądały te schody. Myślałem, że na Google, na Google Maps znajdę jeszcze zdjęcia, jak on jeszcze był, stał. No ale jak sięgnąłem tam do, do tych najwcześniejszych zdjęć, to tam już tego budynku nie było.
No może właśnie, właśnie też tutaj próbuję coś znaleźć, no ale niestety moje zdolności szukania zdjęć tego budynku również jak widać są ograniczone przez brak zdjęć w Google. No w Google pan tego nie zobaczy, bo tam jest wszystko już wyburzone i tam budują te, te, te, te nowe budynki dla ludzi, właśnie te apartamenty.
Także byłoby super, gdyby, gdyby pan mogły wysłać jakieś, jakieś te swoje szkice czy inne materiały drogą mailową. Może ktoś by rozpoznał, może, może coś by byłoby w stanie do tej historii jeszcze wnieść jakieś fakty mogące wyjaśnić to, co się tam wydarzyło.
No to jest, będzie trudne. Ale wie pan co? Ja się jakoś tak ostatnio, jakoś ta historia do mnie wróciła i zacząłem ją prześladować. I tak sobie sam nawet wymyśliłem, że jak tylko znajdę wolny czas, to sam będę sobie szukał odpowiedzi na to, na to pytanie, co tam się wtedy wydarzyło. Jeśli będę miał dostępny czas, będę szukał. Jeśli coś znajdę, podzielę się z Wami. Na pewno.
Tutaj raczej chyba już nie będę miał jakichś pytań odnoszących odnośnie tych, tej konkretnej historii. Tutaj ilu było świadków? To wiem. Dwóch, pan i kolega. Mam taką ściągę, taką ściągę z pytaniami do świadków, żeby pytać jakieś tam istotne fakty, jakieś istotne rzeczy.
Natomiast ta ściąga tutaj się odnosi głównie do obserwacji UFO, z obserwacjami tam jakichś dźwięków, jakichś widziadełek i innych rzeczy. To już się historia komplikuje. Także nie ma tutaj, nie ma tutaj jakichś pytań odnośnie tej konkretnej relacji. No tak jak mówię, będę czekał na jakiegoś maila od pana z materiałami, co tam pan ma jakieś zdjęcia, szkice, cokolwiek może się przydać, to bym prosił bardzo o wysłanie.
Ja na pewno do Pana napiszę jak się spotkam z moim przyjacielem za kilka dni, bo z nim poruszę ten temat z powrotem, żebyśmy do tego wrócili.Yyy, no i podpytam go po prostu. A jeśli chodzi o UFO, to mogę panu opowiedzieć historię, którą jeszcze pewnie znacie, bo to już, to już nie jest z pierwszej ręki, dlatego, że to mój tata mi opowiadał. To było w latach osiem-- to był rok osiemdziesiąty piąty albo osiemdziesiąty czwarty, kiedy UFO pojawiło się nad Kieleckim. Ale tam były, pamiętam, że były już jakieś notki prasowe, z tego co kojarzę.
No to też takie fale UFO się zdarzały w tamtym okresie. Takie fale obserwacji. Tak, no mój tata wtedy wrócił, to wtedy pamiętam, że widział to mój ojciec, mój dziadek, moja kuzynka, moja ciocia i jeszcze jedna kuzynka. No, ale to pisali o tym w gazetach, z tego, co pamiętam, także ja potem sobie te notki prasowe sprawdziłem, że UFO się pojawiło nad Kieleckim. Właśnie to był taki trójkąt właśnie, który bezgłośnie się poruszył na niskiej wysokości. To z obserwacji UFO.
Tylko tyle mogę powiedzieć od siebie. Bo jakichś tam szczegółów pan nie pamięta, tylko tak, tak ogólnie panu przekazali? Nie, to tylko z relacji, wie pan, bo to opowiadał mój ojciec. Wrócił, pamiętam w nocy bardzo podniecony i obudził mnie nawet i powiedział, że widział UFO z dziadkiem i ciotką i z kuzynkami. I potem pojechałem później do dziadka i dziadek mi też właśnie opowiadał właśnie, że to, że to UFO widzieli. No, a potem pokazywał mi właśnie jakiś wycinek z prasy kieleckiej, z Głosu Kieleckiego. To był osiemdziesiąty piąty rok jakoś czy osiemdziesiąty czwarty, już nie pamiętam dokładnie, ale to była jakaś taka słynna historia. Na pewno ją znacie, na pewno, na pewno się tym zajmowaliście.
Pewnie gdzieś tam któryś z naszych ufologów współpracujących z Radiem Paranormalium będzie to miał, bo Arek Miazga. Wiem, że na pewno. Ja mogę tylko powiedzieć z relacji świadków, że to był trójkąt, który po prostu świecił światłami i cichutko się przemieszczał na wysokości około pięćdziesięciu metrów. Tak mi przynajmniej opowiadał o tym ciemny trójkąt bezgłośnie i zwierzęta się przestraszyły. To Wszystko.
No i ja sprawdzę, czy tą relację tutaj w ogóle mamy. Gdyby się okazało, że jednak yy tych relacji z jakiejś, z jakiegoś powodu nie mamy, tych notek prasowych i tak dalej, żadnych informacji, to nie miałbym nic przeciwko, żeby zadzwonił i spróbował jakoś to, yyemmm, zarejestrować pana historię.
Żadnego problemu nie ma. Dobrze, to dziękuję w takim razie tutaj już chyba, tutaj już nie mam żadnych pytań. Tak jak mówiłem do tej relacji przez Pana przytoczonej mam jeszcze takie pytanie techniczne. Czy zgadza pan się na wykorzystanie tej yy, oczywiście bez tego fragmentu prywatnego, osobistego? Czy zgadza się Pan na wykorzystanie zapisu tej rozmowy w którejś z audycji?
Tak, zgadzam się. Mhm, dobrze. No to dziękuję w takim razie, że się pan zechciał podzielić tą, tak? Jeszcze na koniec yy, widzi pan, chodzi mi o to, żeby pan dobrze mnie zrozumiał. Nie chodzi o to, że ja sobie wymyśliłem specjalnie historyjki, podwasza-- podwaszam, pod wasze radio. Nie chcę sobie w żaden sposób zrobić żadnej, żadnej fejmu ani jakoś w jakikolwiek sposób zasłynąć. A jeszcze mam kilka ciekawych do powiedzenia i zawsze będę mówił tylko o takich, tu, tu, gdzie miałem przy okazji blisko świadków.
Chciałby pan którąś z tych historii teraz opowiedzieć, czy to może już przy innej okazji? Tak, mogę opowiedzieć. Mam dużo wolnego czasu jeszcze do dwudziestej trzeciej. No to dobrze, to możemy lecieć z tematami.
Wie pan co, jeszcze była taka sytuacja na przykład jedna dziwna w moim życiu. Tylko trzeba znowu kontekst yy przywołać. Moja żona pochodzi nie z Krakowa, była żona i mieszkała yy w jakiejś tam miejscowości poza Krakowem. To już nieważne, bo ona prawdopodobnie nie chciałaby, abym nawet o tym opowiadał, dlatego że była wtedy bardzo przerażona i wolała o tym nigdy nie opowiadać, co się wydarzyło u nas w domu.
Yy, to była taka sytuacja, że ona mieszkała yyy poza Krakowem, w sąsiedztwie yy trzech chłopaków. To było rodzeństwo, dwóch bliźniaków i-i-i starszy brat. Czyli było trzech synów. Buduję kontekst w tym momencie, żeby pan dobrze zrozumiał. W pewnym momencie ona się wyprowadziła do Krakowa, gdzieś tam zamieszkaliśmy razem i tak dalej.
Mieszkaliśmy w Krakowie i ona kiedyś przyszła do mnie do domu, wróciła do domu i powiedziała, że nie uwierzysz, kogo spotkałam. No, taka normalna rozmowa. No to zapytałem się kogo i powiedziała, że jednego ze swoich sąsiadów z tej dawnej miejscowości, gdzie tam mieszkała, tak? Okazało się, że ten chłopak, jeden z tych bliźniaków, właśnie tutaj mieszka niedaleko i tak się przypadkiem spotkali na ulicy. No i tam chwilę pogadali. Co u nas słychać, co u niego słychać. On tam gdzieś pracuje w Krakowie i tak dalej. No i on obiecał, że za że na pewno nas odwiedzi, to, to powiedział, bo ona powiedziała, że ma dwójkę dzieci już, że ma męża i tak dalej, niedługo nas odwiedzi.
I była taka sytuacja jakiś czas później, to było około dwudziestej trzeciej, ale już daty w tym momencie nie podam, ale mogę sprawdzić, bo, bo to było też jakoś tak 2005, 2006, 2007, jakoś w tych dniach to było.
Że myśmy wtedy mieszkali — ja, moja była żona, dwóch, dwóch synów i mieliśmy jeszcze kota. I nagle [śmiech] jakbyśmy. Znaczy może ona nie ja poczułem, że coś dziwnego się dzieje w domu. Taki pojawił się dziwny chłód. Taki chłód, który jakby.
No ja to jakbym powiedział, ja bym to ujął tak ja to znam. To ja już panu powiedziałem, że jestem, no właściwie od was nabrałem tej, tej definicji, że jestem sensytywny. I ja ten chłód poczułem i zauważyłem, że coś dziwnego się dzieje w mieszkaniu. I pierwsze, co zwróciłem uwagę na kota. Kot został, znaczy po prostu się przeraził. Kot się przeraził. Sieć mu się na-nastroszyła ogon jego cofnął się w puszek i kot zaczął drapać po podłodze, jakby chciał...Nagle drapać w panice w podłodze. Wtedy moja żona zapytała co się z kotem dzieje? Ja powiedziałem, że ktoś jest w tym mieszkaniu w tym momencie oprócz nas. I nawet powiedziałem, żeby zapisała sobie w tym momencie godzinę, bo to będzie coś ważnego. Wtedy otworzyły się szafki w kuchni i w pokoju.
Tam, gdzie spały dzieci. I moja żona się strasznie zdenerwowała wtedy, wpadła w jakąś taką dziwną historię, zaczęła te dzieci przytulać i ja jej wtedy powiedziałem nie przejmuj się, to nie jest nic złego. Ktoś po prostu przyszedł, bo po prostu chce zobaczyć tylko dzieci i ciebie. I miałem po prostu takie odczucie.
Ja niczego nie widziałem, tylko po prostu czułem. I to jej właśnie powiedziałem. I zapisaliśmy sobie tą godzinę. Oczywiście potem to wszystko skończyło się. Kot się uspokoił, zamknęliśmy szafki i na drugi dzień zadzwoniła jej mama i powiedziała, że jeden z tych bliźniaków właśnie nie żyje. Okazało się, że w tej godzinie, kiedy zapisaliśmy, to zatruł się dwutlenkiem węgla w Krakowie i przeprowadził.
Zatrój się przez przypadek, czy zatruł się w... Przez przypadek, przez przypadek? Tak, tak, tak. Bo wprowadził się do nowego mieszkania. Mieszkał w tym mieszkaniu, wszedł do wanny i po prostu tam był jakiś brak wentylacji, dwutlenkiem węgla się zatruł od piecyka.
No to tak jakby chciał przyjść, jakoś zakomunikować swoje odejście, się pożegnać. Ja niestety, ja wtedy mojej żonie na drugi dzień powiedziałem, że jak obiecał, tak przyszedł. Szkoda, że było tak przerażające to wszystko, ale po prostu przyszedł i się przyszedł pożegnać, bo obiecał, że przyjedzie.
Pewnie sam wolałby, żeby okoliczności tego przyjścia były inne. No ale. No i to jest właśnie druga historia. Gdzie, gdzie, być może, być może moja żona, gdyby chciała, by to potwierdzić, to by potwierdziła, ale niestety z racji tego, że nie rozstaliśmy się zbyt powiedzmy pokojowo, więc ona na ten temat nic nie powie. A druga historia Może się zdarzyć, że będzie słuchała tej audycji i postanowi coś powiedzieć. Nigdy nie wiadomo.
Być może, ale no ona jakiś czas temu się interesowała takimi różnymi dziwnymi rzeczami rzeczywiście. Czytała wróżki, jakieś tam-- interesowała się takimi rzeczami przez długi... Być może, nie wiem, czy słucha waszej audycji. Ja na pewno słucham co jakiś czas do snu.
A pan mówił, że tych historii pan jeszcze ma trochę. Czy chciałby pan jeszcze coś tutaj opowiedzieć? No może jeszcze 3 opowiem, a już tam damy sobie spokój na razie, bo, bo albo inaczej jeszcze coś mogę więcej powiedzieć. Yyy w 1992 roku, 16 października zmarła moja mama po ciężkiej chorobie na raka i od tej pory przez sześć miesięcy działy się dziwne rzeczy w moim domu, tam, gdzie mieszkaliśmy. Czyli było coś takiego, że na przykład przedmioty się przesuwały, yy trzaskały drzwi, było słychać stukanie w nocy w ścianę, no ogólnie takie właśnie rzeczy. I to trwało przez pół roku. I to ludzie widzieli. Nawet część moich kolegów, którzy do mnie przychodziło, przestało do mnie przychodzić, dlatego, że stwierdzili, że no, no wie pan co? Bo myśmy się głównie uczyli po nocach, prawda? I jak coś się tam hukło w pokoju obok i się rozwaliło o ścianę, co jest fizycznie niemożliwe, bo no, bo nie jest za bardzo możliwe. Tak, tak.
Taka, taka, taka, taka, może taki przykład. Jeżeli mamy stół postawiony pod jedną ścianą i tam mamy, powiedzmy, puszkę z cukierkami, tak? My we dwóch siedzimy sobie w kuchni, uczymy się do, bo to był dziewięćdziesiąty drugi rok, uczyliśmy się tam jeszcze, to było technikum, myśmy chodzili-- nieważne. Nagle o pierwszej słychać taki huk w pokoju. Straszny. I jakby coś hukło, ktoś w coś uderzył. No to potem przechodzimy do tego pokoju, włączamy światło i okazuje się, że ta puszka z tymi cukierkami, która była na stole, leży rozwalona na drugą ścianę, trzy metry dalej, gdzie nikogo nie było w ogóle w domu. No i- Wiatr też raczej nie mógł chyba tej puszki porwać.
Nie, nie, nie, nie było takiej możliwości. Nie, nie. Okna pozamykane. Zresztą wie pan, ja zawsze mówiłem, że jestem człowiekiem bardzo racjonalnym i zawsze próbuję wszystko wyjaśnić. I wiele razy, które dziwne rzeczy, ludzie mi opowiadali, że coś się dziwnego stało, to zawsze wyjaśniałem. Słuchaj, ten nóż się ześlizgnął z tego stołu dlatego, że tu przed chwilą pracowała, powiedzmy koparka. Ona coś tam ruszała, ten budynek tętnił i ten nóż się powoli przesuwał i po prostu spadł. Tak samo jak ktoś mówi na przykład, że komórka mu spadła ze stołu i to jest dziwne, to wtedy tłumaczę: "Ale miałeś, miałeś włączoną, miałeś włączoną wibrę i ta wibra chodziła i ta komórka po prostu się ześlizgnęła ze stołu. To jest naturalne. Ale puszka, która leci ze stołu i rozbija się o ścianę".
Żeby puszka jeszcze potrafiła latać trzy metry, to już w ogóle. Wie pan, czy to wyglądało tak, jakby ktoś po prostu podszedł i tak bardzo mocno uderzył w tą puszkę? Tak ją zzzzsunął bardzo szybko, tak?
Tak, tak, tak, dokładnie tak. Pękały szkła, rozwalały się wszystkie szkła, które-- moja mama miała taką pasję, że zbierała takie różne. No, miała taką, tak, takiego bzika na punkcie zbierania takich różnych po prostu szkieł wytapianych ręcznie, kolorowych. I te wszystkie szkła przez czsześć, przez sześć miesięcy się rozwaliły.
Po prostu pękały same. Czy czuł pan, że te zjawiska były w jakiś sposób powiązane właśnie z mamą, z jej odejściem? Tak, tak ewidentnie to każdy mówił, to, to było ewidentne. No bo widzi pan, były na przykład takie przypadki, że kiedy moja mama była bardzo chora i już nie miała siły na nas nawet zawołać, bo, no niestety, nowotwór robi swoje z człowiekiem, więc ona czasami po prostu pukała do ściany w charakterystyczny sposób. Tak? W ten sposób nas chciała zawołać, żebyśmy przyszli, zrobili herbatę czy tam pomogli wstać do łazienki, cokolwiek. No to nas tam było trzech, ja, ojciec i mój brat. To pukanie charakterystyczne powtarzało się co jakiś czas w nocy. Ja na początku, dwa tygodnie po śmierci mamy, słyszałem to pukanie i tak wybudzony czasami.Wstawałem zmęczony i mówiłem Boże, trzeba wstać, bo mama puka.
I nawet w takim rozespaniu wszedłem do tego pokoju, kiedy ona tam spała i zauważyłem, że jej nie ma. I wtedy się zapoznałem, że mama już nie żyje. Od dwóch lat. Przepraszam, od dwóch tygodni. No i to tak samo właśnie mówiła mi moja babcia, że czasami w nocy też słyszała, słyszała to pukanie w ścianę. Dlatego ja, jako człowiek, który jest bardzo racjonalny, jest informatykiem i generalnie skończyłem szkoły techniczne i generalnie zawsze zajmowałem się samą techniką, fizyką i tak dalej. Wierzę w to, że życie ludzkie.
No ja co do tego również jestem dosyć głęboko przekonany, więc nie tylko mam historię, nie tylko od przyjaciół, również z Krakowa. Swoją drogą jedna osoba też coś podobnego mi opisywała. No ale też mam takie przypadki takich kontaktów w rodzinie, też własne, jakieś tam historie.
No i właśnie nasunęło mi się takie pytanie w związku też z historią takiej mojej przyjaciółki z Krakowa, która też coś podobnego miała u siebie w domu z babcią dla odmiany nie z mamą. Mama jeszcze żyje. Czy ustanie tych zjawisk nastąpiło na przykład po odprawieniu jakiegoś nabożeństwa w intencji mamy, jakichś modlitw, czegoś innego?
Tak, dokładnie tak. Bo z tego, co zrozumiałem, po jakimś czasie te zjawiska ustały. Tam chyba po pół roku tak? Tak momentalnie jednego dnia. Ale o tym dowiedziałem się dopiero kilka lat później, dlatego że moja kuzynka, która bardzo była związana z moją mamą, przyznała się, że kiedyś po prostu ze swoim przyszłym mężem poszli i odmówili jakieś specjalne nabożeństwo w intencji mojej mamy. Wtedy to się właśnie skończyło. Jakie to było nabożeństwo? Mogę podpytać kuzynki i jej męża, bo to będzie, no na dniach mogę do nich napisać, oni mailowo, bo oni są w Wielkiej Brytanii, ale mogę o to zapytać czy tak.
Jakbym mógł zapytać, to, to byłoby super, bo to wyglądało, to wyglądało tak, jakby mama jakoś dawała o sobie znać, że jest nie wiem, zagubiona albo potrzebuje pomocy z czymś. Nie chciała bądź nie mogła z jakiegoś powodu. No i po prostu to nabożeństwo. Czasami tak się dzieje, że nabożeństwo jakby pomaga odprowadzić tę duszę tego zmarłego. Bo ja też miałem właśnie z osobą z bliskiej rodziny. Miałem taką historię, że w pewnym momencie śledziły, zaczęła ją śledzić tak jakby dziewczynka ni materialna.
Uprzedzała. To były jeszcze czasy upadającego, no powiedzmy PRL u początek lat osiemdziesiątych. Chyba z tego, co kojarzę, ta dziewczynka tam tą osobę uprzedzała, że na przykład uważaj, bo z tyłu podchodzi kieszonkowiec, odwróć się.
I się okazywało, że rzeczywiście jakiś kieszonkowiec tam się czaił na kieszeń, żeby coś tam z tej kieszeni wyciągnąć. I w pewnym momencie po prostu ta osoba z mojej rodziny nie wytrzymała, postanowiła zamówić jakieś nabożeństwo, żeby tę dziewczynkę odprowadzić, czy tam się pomodliła, nie pamiętam już. W każdym razie coś takiego, taki religijny rytuał jakiś zaszedł i poskutkowało to tym, że ta dziewczynka już więcej się nie zamanifestowała, ta duszyczka.
Powiem panu, że szczegółów nie znam, ale tylko pamiętam tylko tyle, że kuzynka powiedziała mi, że to było coś specjalnego. To nie robi się, to nie jest tak, jak gdyby zwykła modlitwa w kościele. To-to jest coś specjalnego. Przynajmniej tyle mi powiedziała wtedy. I to zapamiętałem.
No, dobrze, było jakieś informacje dodatkowe, kolokwialnie mówiąc, z kuzynki wyciągnąć na ten temat. Co to tak naprawdę było? Ja sobie dopiszę, bo powiem Panu, że ja tych historii znam, takich dziwnych o kurczę od metra w zasadzie i ja w zasadzie dużo się jak gdyby tym interesuję. Znaczy nie w sensie, że czytam książki, nie, to nie działa tak, że po prostu jakoś biegam za tą wiedzą i tak dalej. Ja tylko po prostu czasami słucham ludzi i widzę to, co się wokół mnie działo i tak sobie to zapamiętuję. A niestety mówię niestety, niestety dlatego, że niestety mam bardzo dobrą pamięć i dużo rzeczy doskonale pamiętam, dlatego, że czasami pamiętam rzeczy, których nie chciałbym pamiętać. No ale wiem, że człowiek jest otoczony różnymi talentami.
Tak, no ludzie z dobrą pamięcią, tak niestety czasem mają. Wiem po sobie. I wie pan co? Ja czasami z ludźmi próbowałem na ten temat rozmawiać, tylko najczęściej kończyło się tak, że no źle się dla mnie kończyło tak naprawdę. Czy w pracy, czy gdziekolwiek indziej, no to ja próbowałem tym ludziom mówić, tak.
Chciałem im jakoś tak po prostu powiedzieć, że ten świat może nasz nie jest taki, jak nam się wydaje, że jest troszeczkę inny, ale to zawsze kończyło się dla mnie źle. Oprócz tego, że człowiek jest chory psychicznie, to już była taka, taka ekstremalna forma opisu o mnie.
Prócz tego, że jestem fantastą i sobie dużo rzeczy wymyślam. To tak nie jest. I powiem Panu, że raz tylko zdarzyło mi się, że ostatni raz, kiedy pracowałem w obecności wielu ludzi, to była taka firma w Krakowie, gdzie chodziłem po pokojach i jako informatyk rozwiązywałem różne problemy i czasami zagadywałem tych, tych ludzi, którzy tam byli w pokojach. Coś tam gadałem, gadałem, gadałem i raz do mnie podeszła kobieta, która powiedziała mi Panie Rafale, niech pan tych rzeczy nie opowiada, dlatego, że oni uznają pana za wariata, za niedużego. A ja panu opowiem kilka rzeczy, które mi się i mojemu synowi zdarzyły, dlatego, że pan coś wie i pan coś na ten temat może powiedzieć. I czyli tacy ludzie. Wydaje mi się, znaczy jestem przekonany, że tacy jak ja czy inni, tak jak słuchacze, którzy do państwa dzwonią, widzą różne rzeczy, nie są wariatami.
No być może na pewne, pewne zjawiska, takie powiedzmy nietypowe, są bardziej po prostu otwarci. Ja myślę, że to jest w ten sposób.Zrealizowane, że są ludzie, którzy są po prostu bardzo wyczuleni jakoś psychicznie i wyczuwają rzeczy, których inni po prostu nie wyczuwają. Ale generalnie uważam, że każdy człowiek ma taką możliwość, tylko nie każdy człowiek ją wykorzystuje.
Również jestem podobnego zdania, bo to jest kwestia właściwie w wielu przypadkach poćwiczenia, tak naprawdę liźnięcia tematu, poćwiczenia tego i tamtego. Widzi pan, taką ciekawostkę jeszcze powiem. Na przykład ja jakiś czas temu byłem związany z pewną kobietą, moją partnerką. I ona był to kompletny naukowiec, akademik i podchodząca zawsze do życia po prostu racjonalnie i tak dalej. Którejś nocy mi opowiedziała coś takiego, że tak po prostu znikąd nagle zaczęła gadać i zapytała się mnie o coś takiego. Czy czasami widuje cienie na na, na ścianach, jak idę po ulicy, na przykład jak jestem w domu? No to jej powiedziałem, że oczywiście, że widuje takie cienie, tylko najczęściej te cienie się biorą ze zmęczenia, bo to jest coś. To jest takie zjawisko, że jak człowiek jest zmęczony i już gdzieś tam godzin nie śpi, to no zupełnie.
Inne figle płata. Tak, tak. I dokładnie tak jak pan powiedział, figle płata. Ale ona już powiedziała coś takiego, że czasami jest tak, że kiedy człowiek nie jest zmęczony, to widzi takie cienie. Zapytałem jej, do czego ona w ogóle nawiązuje. Nie. I ona mi powiedziała coś takiego. Jak zobaczysz takie cienie na ścianach, to wiesz, że zbliża się coś złego. To taka ciekawostka.
Tak właśnie panu mówię o innym człowieku, prawda? Który? Który jak gdyby jest naukowcem, który jak gdyby myśli racjonalnie, a jednak postrzega różne rzeczy, które też inni mogą postrzegać, tylko o tym nie mówi. I to jest clou całej sprawy. Ludzie o tym nie mówią. To jest nasz problem.
No to też przez to nastawienie takie ogólne społeczeństwa, niby racjonalnie myślącego, a jednak odrzucającego pewne rzeczy, bo tak. Dokładnie. Ale widzi pan, na przykład z całego. Z wszystkich wnuków mój dziadek zawsze uznawał, że jestem inny i opowiadał mi historie, których innym wnuczętom nigdy nie opowiedział i zawsze mi mówił ja ci to opowiem, dlatego, że że twoje kuzynki czy twoi kuzyni po prostu mnie wyśmieją, a ty w to uwierzysz. I tak samo opowiadał mi o zmorach. Na przykład jak były zmory, jak zmory dusiły ludzi.
Zresztą on przeżył tak zmory. To nie jedyny. Może kuzyni byli po prostu bardziej otwarci przez swoich, yy-yy, przez swoich rodziców na tego typu tematy, bo rozumiem, że pan jakoś z rodzicami też rozmawiał kiedyś na te tematy paranormalne? Rodzice pana jakoś otwierali na tą tematykę?
Nie, nie rodzice, dziadkowie. Bo nie było takiego narzucania, narzucania określonego toku myślenia na te tematy, że tak powiem. Nie, nic takiego nigdy nie było. Nie, nie, nie, nie, nic takiego nie było. To było zawsze opowiadane jako ciekawostki. Po prostu. Dziadkowie uznawali mnie jako po prostu człowieka, który ma jakby, jakby to powiedzieć, otwarty umysł. O.
Tako człowieka, któremu można, można takie rzeczy opowiedzieć i nie uznają za wariatów. Tak, ja nie wyśmieje, ja, ja po prostu wysłucham. Ja się temu przyjrzę. Ja po prostu się na tym skupię. Porozmawiam na ten temat, a nie będzie coś takiego, zamknie się dziatek, nie mówisz pierdoły.
No wie pan, jak to jest. Nie, to tak samo, jakby teraz do mnie przyszedł kolega i powiedział mi Słuchaj, widziałem dziwne zdarzenie. To jakby to powiedział. Zresztą ja miałem przypadki takie, że próbowałem ludziom coś opowiedzieć i ja byłem. Nagle byłem w towarzystwie trzech facetów, którzy się ze mnie śmiali. Po prostu powiedzieli, że jestem głupi, jestem chory i po prostu powinien iść do psychiatry.
Ale są ludzie, którzy po prostu usiądą. Porozmawiają z panem. Pan mnie teraz słucha i na przykład nawet powiedzą, a stary, słuchaj, moja koleżanka też miała coś podobnego, też mi to opowiadała. Czyli wie pan, to dzieje się cały czas wokół nas, tylko ludzie nie chcą o tym mówić, bo się po prostu boją.
Boją się, wstydzą. Różne mogą być tam powody. Raczej się, raczej się boją, bo, no bo wie pan, jak pan wyjdzie na przykład w telewizji, wyjdzie do telewizji i zacznie opowiadać takie rzeczy, to, to pomachałem panu ręką koło głowy. No taka jest prawda.
No tak to właśnie. Wiadomo. A ja nawet ostatnio tłumaczyłem, znaczy próbowałem wytłumaczyć niektórym ludziom, że być może to jest nawet tak, że te zjawiska są kompletnie naturalne, bo oni zawsze mówią o nauce. Nauka, nauka, nauka nic nie wykryła. Ja zawsze mówiłem, być może nauka jeszcze nie dysponuje taką aparaturą, którą można wykryć.
No właśnie. Też wielu mediów, wiele mediów i osób na przykład doświadczających OB tak, wyraża taki pogląd, że to jest coś całkiem naturalnego, tylko jeszcze nauka nie chce albo nie potrafi tego zbadać, albo nie chce tego zbadać w ten sposób.
Ja opowiem panu o takim bardzo dziwnym epizodzie, kiedy się te rzeczy wydarzyły w moim życiu, właśnie po mamie do psychiatry sam się zgłosiłem. Zgłosiłem się na badania, bo wydawało mi się, że prawdopodobnie cierpię na jakąś chorobę psychiczną, chociaż moi koledzy to tak samo widzieli. Poszedłem na badania, siedziałem-- znaczy nie wiem, czy długo siedziałem, nie pamiętam. Robili mi mnóstwo testów i na końcu okazało się, że jestem zdrowy psychicznie. Siedziałem z psychiatrą i zapytałem go i on mi powiedział wprost Panie Rafale, pan już kompletnie zdrowy psychicznie. No więc zapytałem go, no dobrze, dobrze, panie doktorze, no ale co z tymi rzeczami? Nienawidzę. Powiedział Tak, tak, pomiędzy nami, jako lekarz psychiatra mówię panu tak, są ludzie obdarzeni większą wrażliwością psychiczną i oni widzą różne rzeczy. Po drugie, nauka do końca może wyjaśnić pewne, pewne zdarzenia, co nie znaczy, że ich nie ma, tylko świat na to nie jest gotowy.
Podobno wizytę kiedyś złożył, złożył u wielu lekarzy, jakby pionier zainteresowania zjawiskiem OB, Robert Monroe. On zaczął też tych różnych dziwnych rzeczy doświadczać. Obawiał się, że pojawił się u niego jakiś problem natury neurologicznej. No bada się u jednego lekarza, wszystko w porządku, u kolejnego lekarza wszystko w porządku, jeszcze kolejnego, jeszcze kolejnego, wszystko w porządku. Facet zdrowy, a mimo to jakieś, jakieś wychodzenie z ciała mu się zdarza.
Także wydaje się, że to też. Właśnie. Jestem kompletnie zdrowy. Miałem tomografię mózgu, miałem Wszystko robione i Jestem kompletnie zdrowy. Wszystko w porządku, a jednak takie rzeczy się zdarzają. I to w zasadzie już od dawna. Tylko ja sobie z tego do końca z tego sprawy nie zdawałem. Wie pan, dopiero jakoś dziwne to się kurczę, zaczęło u mnie tworzyć. W zasadzie znaczy przypomniało mi się to wszystko zaczęło sobie składać. Głównie w momencie właściwie w tym roku, kiedy straciłem pracę. Mmm, tam firma upadła, dla której pracowałem i ja gdyby przez jakiś czas szukałem tej pracy, ale przy okazji zacząłem tak skupiać się na innych rzeczach, na pewnych przemyśleniach. I jeszcze trafiła mi się przyjaciółka, która nie... No, z którą nie miałem kontaktu z nią od wielu lat.
Zadzwoniła do mnie, powiedziała, że jej ojciec zmarł. Dziwne rzeczy. I potem zacząłem sobie właśnie pod wpływem właśnie tych zdarzeń, które ona mi powiedziała, zacząłem słuchać waszego Radia. I tak się to Wszystko poukładało, że dzisiaj jest ten wieczór, że do Pana dzwonię. Znaczy Pan do mnie dzwoni, Przepraszam.
No to najpierw pan zadzwonił, to pan zainicjował. Tak, no bo ja, no podczas tych wszystkich po prostu zdarzeń, które się wydarzyły w ostatnich miesiącach, postanowiłem, że no kurczę, też coś opowiem. Tym bardziej że mnie bardzo interesuje ta historia z tą bransoletką. Czy ktoś kiedyś coś takiego podobnego przeżył?
No ja może spróbuję tą historię tutaj z bransoletką nagłośnić jeszcze przed ewentualną emisją odcinka z rozmową z panem. Może ktoś się zainteresuje tematem i będzie w stanie coś, coś dodać do tego tematu.
Chodzi o coś podobnego po prostu, bo wiadomo, że jest mnóstwo ludzi, prawda? Którzy widzieli światła na niebie. Jest mnóstwo ludzi, którzy widzieli, słyszeli stukanie w domu. Jest mnóstwo ludzi, którzy widzieli jakieś cienie, ale czegoś takiego nie spotkałem do tej pory.
Jest też mnóstwo ludzi, którzy w postaci, którzy otrzymywali jakieś znaki w postaci zmarłych oczywiście w postaci na przykład znajdowania piór czy jakichś innych małych elementów, ale bransoletka? No właśnie.
Dlatego mi to brakuje już od lat. Dlatego do państwa napisałem. Dobrze, to nie wiem, czy tutaj pan chciałby jeszcze coś się podzielić jakąś relacją, bo już dosyć długo rozmawiamy. Tych historii już było dosyć sporo.
Jest ich jeszcze więcej. No, jeżeli pan chce to- Ja opowiadam tylko głównie o historiach, gdzie są świadkowie i mogę je potwierdzić. Znaczy świadkami, tak, bo wydarzyły mi się historie oczywiście, których nie było żadnych świadków i też je przeżyłem i mógłbym o nich opowiedzieć, tylko wtedy jak gdyby tracą wiarygodność, a mi zależy na tym, żeby to było dosyć wiarygodne, że to nie jest tak, że sobie facet nagle nasłuchał się bajek w Radio Paranormalium i chce opowiedzieć jakieś zmieszane historie. To nie tak. To nie o to chodzi.
Zawsze dodatkowi świadkowie to jest jakby plus tysiąc do weryfikowalności takiej historii. A relacje od nich ludzi słyszałem mnóstwo. Dlatego właśnie, że być może ja byłem tym człowiekiem, który po prostu wchodził do jakiegoś towarzystwa, powiedzmy. I nagle wieczorem zaczął opowiadać różne dziwne rzeczy. I nagle wtedy ludzie pod wpływem mnie zaczęli się jak gdyby otwierać i twierdzili o, ktoś jest taki. To ja też opowiem swoją historię, której nigdy do tej pory nie powiedział. I historii z drugiej ręki, z drugiej ręki słyszałem mnóstwo dziwnych, bardzo dziwnych.
Niektóre są wręcz przerażające. Przynajmniej jedne. A może ktoś, ktoś ze znajomych byłych lub obecnych, będzie też słuchał tej edycji i postanowił się podzielić jakoś tutaj swoimi historiami. Na pewno dla Pana zdobędę jedną dobrą historię. Znaczy z drugiej ręki, bo będę u tego mego przyjaciela. Jego siostra pod wpływem właśnie tych naszych przeżyć, bo on jej też o tym opowiadał. Oczywiście coś u niej w domu działa. Opowiedziała dziwną historię, która jest dosyć przerażająca. Ale w tym momencie, jeżeli możemy mówić na przykład o historiach, które w kontakcie jakby z obcym czymś, to zazwyczaj kończą się dobrze. To przez całe życie słyszałem jedną tylko historię, która jest przerażająca, która nie skończyła się dobrze. I to jest właściwie historia, która. To jest prawdziwa historia, oczywiście, bo osoby żyją do tej pory, ale no wzięcie dosyć poważną trwogą, bo widzi pan, ktoś tam na przykład może słuchać stukanie, ktoś tam zobaczy światła na niebie, ktoś tam, tak jak teraz było w niedzielę, ta audycja, to państwo jechało tym samochodem, widzieli tą postać zakapturzoną, prawda? To, to się wszystko skończyło dobrze. Oni sobie pojechali, nic się nie wydarzyło, tylko widzieli tego człowieka tam, człowieka, nie człowieka, ktokolwiek to tam był. Tak?
Ale są-- znaczy jest tam jedną historię, która no jest taka, że i to dzieje się w Krakowie, znaczy działo się w Krakowie. Tylko wie pan co? Szczerze mówiąc, powiem tak. Sam się boję o tej historii opowiadać, bo to dotyka realnego zła. Ale jak się zbieram na odwagę, to może napiszę do państwa maila. To się łączy, to się łączy, to się łączy z Krakowem, z jednym z kościołów w Krakowie i to naprawdę jest historia na bank prawdziwa, która się wydarzyła i prawdopodobnie ma jeszcze powiązanie z innymi, z innymi zdarzeniami, ale muszę tych ludzi poszukać po prostu. Gdyby tylko miałbym czas na to, bo mnie to po prostu tylko interesuje, żeby to jakoś tam naświetlić tym ludziom, żeby ktoś tego posłuchał, żeby ktoś to zrozumiał, że ten świat wcale nie jest taki, jak nam się wydaje.
W Radio Paranormalium wysłuchaliśmy zapisu rozmowy z naszym słuchaczem, który podzielił się kilkoma niezwykle intrygującymi historiami. Zapraszamy również i Państwa do dzielenia się z nami swoimi relacjami. Kontakty podamy jeszcze raz na zakończenie dzisiejszej audycji. Na zakończenie przypomnimy jeszcze nasze małe ogłoszenie. Otóż poszukujemy osób, które byłyby w stanie przekazać jakiekolwiek informacje na temat historii budynku, w którym rozegrała się historia będąca gwoździem dzisiejszego programu, a który znajdował się niegdyś w Krakowie pod adresem Fabryczna 5A. I to już wszystko, co przygotowaliśmy w dzisiejszym programie. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia już wkrótce w kolejnym odcinku podcastu „Mówią Świadkowie".
[dźwięk wywołujący migawki aparatu fotograficznego i muzyka w tle] Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl.
Numer telefonu 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A tak jeszcze poza audycją pozwolę sobie tylko poinformować, że ponieważ na przestrzeni lat niektórzy słuchacze podesłali nam dosyć sporą ilość materiałów wideo ukazujących zjawiska takie jak na przykład UFO. W bliżej nieokreślonej przyszłości mogą się trafić odcinki podcastu mówią świadkowie, które będą zrealizowane również w formie wideo, w których podczas emitowania relacji w strumieniu wideo na YouTube będą prezentowane nadesłane przez świadków materiały ilustracyjne. Takie odcinki będą oczywiście odpowiednio wcześniej zapowiedziane oraz odpowiednio oznaczone zarówno w naszym archiwum MP3 na www.paranormalium.pl, gdzie w opisie audycji będzie umieszczany link do wersji wideo oraz na naszym kanale na YouTube.