Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie, takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Spadła wielka asteroida. Fala uderzenia właśnie pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy i jak on je zobaczył, to ruszył tak, by po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy szósty już odcinek audycji Mówią Świadkowie, czyli podcastu, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie i omówienie najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. W dzisiejszym odcinku zaprezentujemy zapisy dwóch rozmów z naszymi słuchaczami, którzy przekazali kilka historii o spotkaniach z zagadkowymi humanitalnymi istotami oraz relacje o obserwacjach UFO. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji rozmów ze świadkami, tradycyjnie przypomnijmy kontakty, pod którymi możecie Państwo nadsyłać do nas swoje historie. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08. Numer komórkowy i do SMS-ów to 620 493, 530 620 493. W razie gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje oczywiście możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej.
Nasz Skype to radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu bądź jak to ostatnio ustaliłem GG 36 08 80 02. 36 08 80 02. Można również komunikować się z nami poprzez Facebooka pod adresem Facebook.com/radioparanormalium. Mamy także konta na Twitterze pod nickiem rparanormalium oraz na Instagramie instagram.com/radioparannormalium. A jeśli ktoś nie korzysta ze społecznościówek i woli na przykład e-maila, to może nam wysłać wiadomość na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Radio@paranormalium.pl. Wszystkim świadkom, bez wyjątku gwarantujemy pełną anonimowość. Trochę tych kontaktów mamy. Zresztą w dzisiejszych cyfrowych czasach istnieje cała mnogość różnych form kontaktów. Jedni wolą to, inni wolą tamto.
A prowadząc coś takiego jak radio internetowe, trzeba trzymać kontakt ze swoimi odbiorcami na wielu, naprawdę wielu frontach. Skoro już przypomnieliśmy kontakty do Radia Paranormalium, to z czystym sumieniem możemy przejść do głównej części naszej audycji, czyli do prezentacji wybranych na dziś relacji. Na początek wrócimy do sprawy anonsowanej już w czwartym odcinku podcastu Mówią Świadkowie. Chodzi oczywiście o historię, jaką jedna z naszych słuchaczek zostawiła w skrzynce głosowej Radia Paranormalium, a która to historia dotyczyła spotkania z dziwną humanoidalną istotą w okolicach Człuchowa w dwa tysiące piętnastym roku. W tym miejscu należą się wielkie podziękowania dla córki naszej słuchaczki, która usłyszawszy na antenie relację swojej mamy, podesłała nam kontakt do niej. Ponieważ ogólne informacje na temat tego zdarzenia są już Państwu znane, tym razem powstrzymam się od przytaczania jakiegoś streszczenia całej relacji.
Przejdziemy od razu do prezentacji zapisu rozmowy z naszą słuchaczką, która to rozmowa, w której zresztą momentami słychać w tle również drugiego świadka, obfituje w liczne, interesujące, a przy tym jeżące włosy na głowie elementy.
Posłuchajmy. Czy mogę pani opisać jakoś dokładnie przebieg całego tego zdarzenia? To było z piętnastego bądź szesnastego sierpnia dwa tysiące piętnastego roku, z tego, co pamiętam. Tak, tak. Wracaliśmy z Niechorza, właśnie od córki wracaliśmy z wakacji. To był piętnasty, może siedemnasty sierpień, coś takiego.
Jeszcze pojechaliśmy do Kołobrzega, ale wie pan co? Po prostu zrezygnowaliśmy, bo nawet nie było miejsca parkingowego i żeśmy od razu wracali do nas. My mieszkamy w Inowrocławiu za Bydgoszczą. I jechaliśmy sobie. No byliśmy chyba już, wiem, że w Koszalinie żeśmy się zatrzymywali, tak trochę na odpoczynek i potem jechaliśmy przez jakieś małe miasteczko i wie pan co?
To już się właśnie zaczęło od tego, jak byliśmy w tym małym miasteczku. Były takie jakieś małe, kręte uliczki, takie właśnie. Nie wiem, nie pamiętamy, co to było za miasteczko. Jechaliśmy i jechaliśmy w takiej kolumnie samochodów.
Może przed nami było cztery. My byliśmy piątym samochodem i jeden był samochód za nami i GPS pokazywał nam, że mamy skręcić w lewo. I w sumie wszystkie te samochody tam... Tak? Przepraszam, w prawo. Aha, że prosto? Tak. A my?A głos w GPSie nam powiedział, że mamy skręcić w lewo, skręć w lewo. Także co innego pokazywał, pokazywał GPS i głos w GPS ie. Też nam kazał skręcić w lewo.
I ta cała kolumna. Reszta samochodów pojechała prosto. Tak. A my żeśmy automatycznie właśnie tak skręciliśmy i jedziemy, jedziemy. Były takie takie jakby peryferia tego miasteczka i zaczęły się takie łąki, lasy, łąki takie. I wie pan co?
I potem w taki las jakbyśmy wjechali. Tak, droga była asfaltowa, ale taka wie pan, no niezbyt wąska taka. No ale jechaliśmy jeszcze mówi właśnie ten mój partner mówi gdzie nas ten GPS tutaj mówi, mówi taką drogą mówi. Wszyscy tam jechali, a my tutaj. No ale dobrze, jedziemy, Jakaś tam była wioska, ale potem to chyba z piętnaście kilometrów, albo dwadzieścia nie było po prostu nic.
Czyli żadnych widocznych budynków, żadnych obiektów. To ani nie było przystanku autobusowego, ani żadnych zabudowań, ani żadnych domów. Z jednej strony jakby była ziemia taka uprawna, ale po prostu nie było nic. No ale dobrze, jedziemy, jedziemy i widzimy z daleka. Zauważyliśmy postać, ale dosyć daleko to jeszcze było, że idzie jeszcze, że. Właśnie tutaj zaczęliśmy się śmiać. Mówimy, bo że jechaliśmy chyba z piętnaście kilometrów, albo dwadzieścia było wioska. Tutaj idzie jakieś, bo to było no mieliśmy wrażenie, że to jest mężczyzna, jakiś facet mówi ani rowera, nic. Zanim on dojdzie do tej wioski, to chyba nie wiem, w nocy. No tak żeśmy jeszcze ze sobą tak rozmawiali.
Żartowaliśmy po prostu sobie. No właśnie, że mógłby sobie rower pożyczyć od kogoś, bo tam no jechaliśmy, jechaliśmy i nic nie. No dobrze i zaczął. Jak zaczęliśmy się do niego przybliżać. Znaczy my zaczęliśmy, dojeżdżaliśmy do niego, on szedł na wprost nas. Ja jeszcze, jak już coraz bliżej był, to zwróciłam uwagę na to, że te jego rzeczy tak jakoś dziwnie powiewały. Miał ubrane. Wiem, że to było jakby no nie wiem, no spodnie jakoś coś jakąś miał tu bluza czy coś z kapoką. Mhm, dobrze, a ja to poczekaj, ja teraz mówię.
I to było wie pan co dziwne, bo to było ciepło, myśmy klimatyzację włączona. Naprawdę? No było tak ciepło, a on miał kaptur założony na głowę to coś, bo potem to już nie wiadomo co to było. Miał założony kaptur i zwróciłam uwagę na to, że on te ręce tak jakby dłonie miał w spodniach, w kieszeniach. No tak mi się to wydawało, że nie było widać ani rąk i ta głowa wciąż była pochylona tak na dół, pochylona na dół. To właśnie. I to, że był tak ubrany, mówię no kurczę, jest tak ciepło, a on nie dosyć, że idzie sam tutaj nic nie ma, to jeszcze no takie dziwne to się wydawało. No ale.
No w ogóle dziwne wydaje się to, że z tego, co pani tutaj opisuje, to nie były widoczne chyba żadne elementy jego ciała odkryte. Wszystko miał zakryte. Właśnie nic, wszystko było zakryte i te rzeczy takie powiewające. Przecież ani wiatru nie było, no była nawet chyba wręcz duchota była wtedy. Gorąco było, a on właśnie już z daleka było widać, że nie było widać rąk i ta ten kaptur wciąż był na dole. Tak? No na dole miał. Nie miał twarzy normalnie do góry jakby szedł zawsze nawet z daleka widać coś jasnego czy coś, że jest jakaś twarz. A on miał właśnie na dół ten kaptur, tą głowę. I gdy my już do niego żeśmy bliżej podjeżdżali, to on dopiero jak byliśmy bardzo blisko, bo wtedy żeśmy zwolnili ze względu, że on szedł. No to żeśmy troszeczkę zwolnili, to on dopiero przynad, jak my żeśmy się mijali z nim. On dopiero ten kaptur dopiero do góry podniósł. I wie pan co? Tam była czarna masa. Tam nie było nic, tam nie było twarzy, nosa, ust. Po prostu nic. Pustka.
Taka jakby ciemna pustka. Czarna mata. Tak. Taka jakby ciemna pustka. No, no nic, byliśmy w szoku wtedy pamiętam. I ja tylko powiedziałam właśnie do mojego partnera. Widziałeś? Widziałem. I wie pan co? Nastała taka cisza. W sumie nie rozmawialiśmy na ten temat w ogóle. I jak my dopiero żeśmy to zauważyli, to dopiero za jakiś czas bardzo krótki pojawił się samochód i od razu naprzeciwko była wioska jakaś. A tak nie było nic.
Tak, jakbyśmy tak, jakbyśmy bez kompa. Jak dla mnie, ja to miałam takie wrażenie. Wie pan co, jakby mi się ta droga powtarzała. Nie wiem dlaczego takie odczucie miałam, jakbym wciąż jechała, jakbyśmy wciąż jakiś odcinek drogi się powtarzał w kółko ten sam. No takie wrażenie mieliśmy. Ja to odczucie mam do dziś. I potem właśnie też w GPSie była druga sytuacja, że też nas chciał skierować w las. Tak. Dojechaliśmy do takiego rozjazdu i chciał nas skierować po prostu w las. A mój partner powiedział nie, nie jedziemy tam, bo tam było trochę asfaltu i potem była taka tak, ale nie mówię o tym w kierunku. No i potem- Droga polna i znowu las.
Tak, droga polna i znowu las. I nam tam znowu chciał kierować, a żebyśmy tam jechali. A mu powiedziałam nie. No te mapki, mapki w GPS-ach z tego, co się orientuję, to one chyba nie obejmują takich leśnych dróżek, takich polnych ścieżek.
No chyba nie. Mi się wydaje, że tak, jakbyśmy po prostu mieli tam jechać naprawdę i to zobaczyć. Ale wie pan co jeszcze to jest dziwne, że my w ogóle żeśmy na ten temat nie rozmawiali. Dopiero w dwa tysiące szesnastym roku, chyba w lutym albo w marcu, tak jakby byśmy to wyparli. W ogóle nie chcieliśmy o tym w ogóle rozmawiać. W ogóle nie rozmawialiśmy o tym. Tylko wtedy.
Ja córce dopiero to powiedziałam też w zeszłym roku, tak jakbym po prostu nie miała tego mówić. Czy to nikomu- Może po prostu, może po prostu ten taki ładunek emocjonalny, który towarzyszył temu zdarzeniu, jakoś was zablokował?
Tak, tak, możliwe. Wie pan co? Ja tam nie powiem, że ja tam byłam sceptyczna do tych spraw, że ja tam nie wierzyłam w takie rzeczy. Ale jak coś takiego się przeżyje, mogą się inni naśmiewać, mogą mówić cokolwiek. Ja mogę z imienia i z nazwiska powiedzieć, co widziałyśmy, co widziałam, co przeżyłam wtedy, jak to wyglądało. I tego z pamięci nigdy mi nikt nie wymaże.
No taka jest, to widzieliśmy. I właśnie to uczucie, że jakby ta droga się powtarzała, też mi-- ale taka bez końca długa, bez końca droga. No takie uczucie. No. Taka właśnie była. Tak, tak. Ale jaka to była miejscowość? Co to było? No to kiedyś sprawdzaliśmy tam na GPS ie, bo tam jest historia. Różne.
No nie mogliśmy tam- Z tego, co tutaj pani nagrała w 2018 roku na skrzynce naszej głosowej, tu tutaj coś pani wspominała o koszalińskim, o Człuchowie. Prawdopodobnie. Tak, bo to ja wiem, że my żeśmy sobie, żeśmy zrobili sobie przerwę właśnie w Koszalinie, tam żeśmy kawę sobie wypili.
Wie pan, jak tak się jedzie taki kawał, no to trzeba sobie też odpocząć trochę. No tak. I, i potem, no i potem to już było już z Koszalin, żeśmy wyjechali z tego Koszalina, no potem chyba tam był ten Człuchów? Tak? Jeszcze nie. A bo co było za Koszalinem? No wie pan co, no już dokładnie. No, no bo my jechaliśmy w stronę na Bydgoszcz.
Właśnie o to chodzi, że on nas zepnął z drogi. Zepchnął, no zepchnął nas z drogi krajowej, no tak jeszcze mówimy jakieś Perlejewa. Byle jakimi takimi drogami wszyscy właśnie. To było taki mały miejscowości.
Mhm, my już potem, no właśnie mówimy, gdzie my już w ogóle jesteśmy, gdzie on nas wywrókł tutaj. Ten, ten GPS naprawdę tak jakbyśmy może mieli to zobaczyć i nie wiemy, co to było. A nam tylko kazał skręcić i wszyscy pojechali prosto, a my żeśmy jako jedyni z tego, z tej kolumny skręcili w lewo. W ostatniej chwili to było. No skręt w lewo automatycznie żeśmy skręcili jakby po prostu nie wiem, gdzie nas tam powiodło.
Taka była sytuacja. Ja szukałam, czy może ktoś. Słuchałam też dużo. Czy może ktoś też miał takie coś widział. I kiedyś jakaś pani też prawdopodobnie widziała na jakiejś wiosce też. Tam kiedyś u tego pana Zagórskiego słuchałam, to już tam było w 2000, chyba 11 czy 10, w jakichś Tupadłach czy gdzieś, w jakiejś wioseczce też myślała, że idzie jakiś tam sąsiad czy co. Obejrzała się, a tam właśnie tylko ten ktoś był ubrany na, na jakiś czarny, długi, długi płaszcz czy coś, ale też w kapturze i też tam nie było żadnej twarzy i przeszedł koło niej. Nie było żadnych oczu, nic nie było. Po prostu nic.
A czy udało się pani dostrzec? Czy, czy udało się pani dostrzec jakieś szczegóły ubioru tej postaci? Czy wyglądała bardziej współcześnie, czy też ubranie nasuwało jakieś skojarzenia z inną epoką? Czy było widać jakieś kolory? Może było.
Nie, wie pan co, nie. Mi się wydawało, że to tak jakby takie, takie jakby spodnie. No ale nie, nie, tylko po prostu zwróciłam uwagę na to, że te rzeczy tak dziwnie powiewają nam takie, takie to wszystko ruchome o jakby było, o wie pan, takie jak tak człowiek idzie ubrany, a mianowicie, że jest ciało tym, tylko po prostu to takie było. Nie wiem. I to właśnie mi tak przykuło uwagę, bo nawet może no, no i to wszystko zakryte, to też. Ciepło. No i w takim odludnym miejscu. No. Żadnego samochodu, mówię panu, nic nie było. Nic.
A to ubranie na tej postaci sprawiało wrażenie nowego czy może uszkodzonego? Zniszczonego? Dla mnie to było takie niemodne ubranie. Powiem panu tak, ja znaczy się. Nawet myślę, że coś było jakaś. Coś jakby jeszcze jakieś czerwonego tam było u góry, ale takie mam jakieś wrażenie, że jakby coś tam u góry na tej górze było coś, jakiś pasek czy coś w czerwieni, ale to takie luźne. To znaczy, no to tak wyglądało na tym, że to było luźne i takie bardzo takie powiewające. Nie, to nie był żaden długi płaszcz, żaden ten, ale ten kaptur właśnie tak. I on cały czas szedł po prostu z głową na-dna dół. Już z daleka on tak jakby to po prostu żeby nam się chyba może już wcześniej byśmy zauważyli, że tam nic nie ma. To jakby celowo było, żeby tę głowę, tam głowę niby na dół miał, a przy nas dopiero delikatnie, ale tak powoli do- Mhm. Podniósł. No takie to było.
A nie mieliście państwo na przykład. Nie mieliście państwo na przykład ochoty zapytać tego gościa, gdzie dojechać? Jak dojechać na jakieś miejscowości? Nic. Nie, właśnie. Żartował. Mogliśmy się zatrzymać i zapytać o drogę, ale nie wiem.
Nie. Właśnie, że nie. Nie. I potem widziałeś go jeszcze w lusterku? Tak. Tak. Tak, przez chwilę jeszcze widział. Potem drugi raz i spojrzałeś. Prosta droga, długa. No to byś mógł, by jego widział cały czas, nie? A jednak nie.
I potem znowu nas skierowało gdzieś w jakieś. Mhm, znowu w jakiś las nas pociągnęło. No nie wiemy co to było. No, no po prostu nie wiemy. No ale takie rzeczy się zdarzają. Dziwni ludzie mają różne, różne takie sytuacje.
Nasunęło mi się jeszcze pytanie. Nasunęło mi się jeszcze pytanie właśnie teraz. Jak wyglądały? Jakby pani opisała ruchy tej postaci? Czy były w ogóle widoczne jakieś ruchy? Jak stawiała kroki na przykład? Czy w ogóle jakieś ruchy wykazywała poza, poza przemieszczaniem się?
Nie, nie. Po prostu jakby to szło. Tylko. Nie? Tak jakby się przesuwała tą drogą. Tak, tak, jakby się przesunęła, bo my żeśmy się zbliżali, bliżej do tego, ale nie było to po prostu, jak to przechodziło koło nas, nie? Bo my żeśmy naprawdę zwolnili. To był taki moment.
Się przesuwało I iść, ruszać tak, jakby. Jakby. Jakby coś szło. Mhm. Tak jak chyba człowiek idzie. Tylko.Wiesz, ja ci powiem. No mi się wydaje, że no takie-- dla mnie pierwsze ty właśnie mówiłeś o tym rowerze, a ja mówiłam o tym-- znaczy zwróciłam, nie mówiłam tobie, ale zwróciłam uwagę, że te rzeczy tak na nim dziwnie powiewają. I ten kaptur, i ten kaptur, i ta głowa na dole, tak wpatrzona w ziemię. Nawet niepamię-- dopiero jak koło nas przejeżdżały, przejeżdżaliśmy koło niego, no to, to dopiero tą głowę delikty, to znaczy ten kaptur uniósł. No, takie to, to był 2015 rok, a my dopiero żeśmy zaczęli w 2016 roku. No co to było? Co to było? No przecież. No-- a tak żeśmy w ogóle o tym nie rozmawiali. Naprawdę.
No właśnie, jak już poruszyliście państwo ten temat w rozmowach między sobą, to czy wymienialiście się jakieś odczuciami względem tej postaci? Czy były to odczucia pozytywne, negatywne, obojętne, jakieś spostrzeżenia?
No więc jakieś odczucia? Jak zobaczyłeś to, to coś? Ja takie miałam. Jakiegoś strachu nie czułam jakiegoś wielkiego nie, tylko takie no wie pan, no takie taki szok. Znaczy, no nie że tam, że byłam w jakimś szoku, ale zdziwienie, takie, zdziwienie i tylko zobaczyłeś, zobaczyłeś, widziałeś, widziałem. I to Wszystko. I już żeśmy nad tym zo-- i milczeliśmy właśnie przez jakiś czas.
Mhm. No i potem w ogóle żeśmy o tym nie rozmawiali, tak jakby takie wyparcie tego we całej sytuacji. A dopiero w zeszłym roku o tym córce powiedziałam. Nie to, żebym się wstydziła czy coś. Nie, nie nie nie, nie o to chodziło. To było takie nie, nie rozmawiaj na ten temat. O takie, takie miałam uczucie w sobie. Nie mów o tym, nie rozmawiaj na ten temat.
Czy rozumiem, że ta postać sprawiała wrażenie fizycznej? Czy może odnieśliście państwo wrażenie, że jest to w jakimś, w jakimś stopniu coś niematerialnego? Jak szło, to myśleliśmy, że to jest jakiś człowiek, nie?
Tak, tak. W kapturze, w długim rękawie. Rąk nie było widać, tak jakby w ręce, w spodniach miała dosłownie, bo nie było rąk widzieć, żeby tam miała wyciągnięte ręce czy coś trzymał. Nic, nic nie miał. O właśnie, nic nie miał. Żadnej torby, żadnej tam plecaka.
Przejechaliśmy kilka kilometrów, a on się pojawił w lesie. Właśnie tak jakby. No bo to był potem taki las i on się tak pojawił nie wiadomo skąd. Gdzie on idzie? Jak my jedziemy, mówimy tak długo i 20 kilometrów i nic. Nie ma.
Facet całkowicie przykryty, facet w taki, w taki w ogóle upał spotkać faceta całkowicie przykrytego od stóp do głów. No to jednak to jest dosyć nietypowa sytuacja. To była nietypowa. No była, że właśnie był tak, jak mówisz, że był tak ubrany. Nie?
No, no tak, mam przed oczami. No właśnie, kto w sierpniu w takim? No? Tak. No to właśnie też tak wzbudziło to, to, że on tak właśnie był grubo ubrany. No bo naprawdę było wtedy duszno, parno, no nie? No i nie było żadnej. Tak było. No właściwie to była może dziewiętnasta, może osiemnasta, coś takiego. No to przecież w sierpniu to nie jest ciemno ani szaro o tej godzinie.
No bo z tego, co zrozumiałem, to, ta postać była ubrana w jakieś takie raczej ciemne chyba ubranie, tak? Coś takiego ciemnego. No to tym bardziej. Ciemne ubranie. Tak, to było ciemne, to nie było nic jasnego.
Ciemne, ciemne kolory to raczej tak. Że jakby coś czerwonego tu jakby było. No takie mam. Tak sobie też kojarzę. No nie wiem, ale to było ciemne ubranie, ale szedł naprzeciwko nas. Dobrze, prawidłowo, tak, prawidłowo, ale głowę tam cały czas miał na dół. Cały czas wpatrzony w ziemię szedł i cały czas głowę tam na dół. I jakby te ręce, tak w kieszeni i to szło, i te powiewające rzeczy, no i ten ubiór, no i w ogóle. Skąd on się tam wziął bez rowera? No to ludzie tam jak na wioskach mieszkają, nie ma autobusu, no to każdy ma jakiś tam rower.
No, no i w ogóle chodzenie w takim ciemnym stroju, w taki upał to jest, no można powiedzieć super przepis na przegrzanie organizmu. Poważne. Także to jest takie też. Nie było nic. Mówię panu, on tak, spokojnie tą głowę ja pamiętam, bo on po mojej stronie. On szedł, wie pan, i on spokojnie tą głowę do góry wziął, żebyśmy go zobaczyli.
To przed samochodem było blisko. Mhm, no trochę się unaszły. Tak, tak trochę powoli. No przecież nawet z daleka. Wie pan co, jak się widzi, że ktoś idzie? No to widać czarno czy jasne też jakiś zarys twarzy czy coś. No przecież to widać, to tam nic nie było. On się jeszcze nie pokazywał tego, on nie pokazywał tego.
Mhm. Nasunęło mi się jeszcze takie pytanie odnośnie szczegółów obioru. Czy było widać buty? Nie, ja nie widziałam butów. Czyli tak, jakby te-- tak, jakby spodnie tej postaci. Butów nie. Tylko właśnie te długie takie spodnie. Bo ja patrzyłam na to, że właśnie tak na jego nogi, że to tak, tak powiewają te ciuchy, to, to. No, no to mi tak przykuło uwagę. Ale butów my nie widzieliśmy.
Nie widzieliśmy butów. ButówNie. Czy wyraża pani zgodę na emisję zapisu tej rozmowy w którejś z audycji? Tak. Oczywiście całkiem anonimowo. Można. Ja nie mam nic, nic przeciwko temu. To widzieliśmy, to mam to tak, że można to może, może ktoś też zgłosi, jak usłyszy coś takiego, że widział coś takiego. Bo nieraz ludzie widzą, a nie chcą mówić o tym.
Właśnie prezentowałem w niedzielę w audycji "Mówią świadkowie" też podobne zgłoszenie, tyl-tylko że tym razem z zimy, gdzieś tam z końca lat dziewięćdziesiątych. I właśnie też bardzo nietypowa sytuacja. Była zamieć śnieżna, jechał konwój czterech samochodów z darami dla domu dziecka. Nagle zrobiła się zamieć śnieżna, gdzieś daleko od wszelkich przejawów cywilizacji. Droga dookoła same pola, zrobiła się zamieć śnieżna. Jeden z samochodów wpadł w poślizg i wpadł do rowu. No i nagle ni z gruchy, ni z pietruchy pojawił się jakiś facet ubrany jak, jak w lato. No. Minus ileś stopni, tutaj zamieć śnieżna, a tu nagle wyskakuje facet ubrany we flanelową koszulę w kratę, jeszcze z podwiniętymi rękawami. Pośrodku tej tak-takiej pustki także, także to, yy, czasami wiecie też- Wie pan co, widzi pan, tam była zima i on był ubrany w sumie letnio. Znaczy, można powiedzieć, no nie był ubrany grubo, a kiedyś to były zimy, tak? W dziewięćdziesiątych latach. No to... Tak, to były zimy. A my znowu odwrotnie.
Ciepło. A on był tak, a on był tak ubrany normalnie, no jesieni, zima. No tak jakby, tak jakby bohaterowie tych relacji lubili, że tak powiem, skrajności termiczne. Tak. I może, żeby zwrócić uwagę na nich, też tak. Wie pan co? Ja nawet już sobie tak myślałam teraz przez te trzy dni. Ja mówię może to, co my faktycznie widzimy, tą rzeczywistość, to jest tylko to, co mamy w głowie, znaczy te nasze myśli, tamte, to Wszystko nam się, wie pan, pokazuje, jak w filmie. A ta rzeczywistość prawdziwa jest inna i może nieraz, nieraz widzimy właśnie coś takiego.
No nie wiem, jak to, no nie wiem, jak to powiedzieć, ale... Może to faktycznie ten, to wszystko to jest całkiem inne, niż nam się wyobraża, inne nam się mówi o tym. To jest coś, to jest całkiem coś innego.
Można też yy-- są też takie teorie. Można też pogdybać trochę, że to mogła być jakaś postać, która yy zapisała się w wyniku-- zapisała się, że tak powiem, nagrała się w tym miejscu w wyniku jakiegoś traumatycznego zdarzenia i po prostu czasami się tam komuś od czasu do czasu pokazuje.
Też może tak być, też może tak być. Ma pan rację, od czasu może się do czasu pokazuje właśnie. Tylko że nie, nie jako człowiek, tylko takie coś, no może jakaś energia. Jako takie, takie człekokształtne coś, o.
No właśnie. No ja to nazwałam czarną masą, bo dla mnie to była czarna, taka czarna masa. Niestety. No może się ktoś odezwie, jeszcze może ktoś jeszcze, jeszcze coś ktoś widział. No może, może się faktycznie tak jak pan mówi, pokazuje tam jakiś ktoś, kto tam zginął jeżeli nie ma pani nic przeciwko, to ja też to nagranie z tej rozmowy prześlę dalej badaczom, na przykład Damianowi Treli albo Arkowi Miazdze, bo oni też takie tematy poruszają w swoich publikacjach. No i może, może oni będą coś w stanie więcej powiedzieć.
Dobrze, dobrze. Dobrze. Dziękuję. W takim razie już nie ma tutaj więcej pytań. Nie będę już zajmował czasu. Także dziękuję bardzo, że zechciała się Pani podzielić swoją relacją. No i miejmy nadzieję, że ktoś, ktoś po usłyszeniu tej relacji się zgłosi z podobną historią.
Może, może zaproponuje jakieś wyjaśnienie. Także dziękuję bardzo jeszcze raz. No i do usłyszenia. Dziękuję bardzo. Dziękuję, do widzenia. Była to rozmowa z naszą słuchaczką, która podzieliła się niezwykle interesującą relacją dotyczącą spotkania z dziwną, humanoidalną istotą w okolicach Człuchowa w 2015 roku. A co Państwo sądzicie o tej historii? Zapraszamy do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach pod tą audycją. A jeśli przeżyliście coś podobnego, zapraszamy do podzielenia się z nami swoją historią. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl A do nagrania drugiej przygotowanej na dziś rozmowy przechodzimy po krótkiej przerwie. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami.
Bardziej niż nieprawdopodobne. Niemożliwe? Niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny Głos w Twoim domu. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj Nieznanego Radio Paranormalium. www.pranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.pranormalium.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Teraz przejdziemy do prezentacji drugiej przygotowanej na dziś rozmowy z jednym z naszych słuchaczy. Tym razem jako małe streszczenie czy też zapowiedź relacji, jakie za chwilę usłyszymy, niech posłuży fragment naszej korespondencji e-mailowej z panem Arkadiuszem. "Witam, nazywam się Arkadiusz. Jestem Państwa stałym słuchaczem od dobrych kilku lat i chciałem się podzielić moimi obserwacjami dziwnych zjawisk, a zaobserwowałem takie trzy w swoim życiu. Do napisania zachęcił mnie nowy program na Państwa kanale "Świadkowie mówią". Nie śledzę strony." Wielka szkoda Panie Arkadiuszu. Warto czasami na naszą stronę zajrzeć, naprawdę.Tylko korzystam z YouTube'a, więc być może się mylę i robiliście coś takiego wcześniej, ale ja zauważyłem nowe posty od niedawna.
Pierwsze zjawisko miało miejsce w Liverpoolu w Anglii w dwa tysiące dziesiątym roku. Była to unosząca się nad parkiem postać na wysokości, tak mi się wydaje, do pięćdziesięciu metrów. Drugie było o trzy lata później, w dwa tysiące trzynastym roku. Widziałem wtedy w dość ponurym mieszkaniu ruchome cienie na ścianie, przypominające postać. Trzecie wydarzyło się niedawno, około sierpnia dwa tysiące dziewiętnastego roku i była to zwykła obserwacja Nola w rejonach miasta Przesuchę pod Radomiem. Tyle z korespondencji mailowej z panem Arkadiuszem. Świadek wyraził zgodę na emisję zapisu rozmowy z nim, a więc posłuchajmy.
Znaczy to może zacznę w ten sposób. Umówiliśmy się, yyy, tam ze znajomymi, eee, no bo to był, to chyba był lipiec dwa tysiące dziesiątego roku. Tak mi się wydaje. Na pewno jeszcze było lato w każdym razie, bo jakoś przyjechałem chyba w czerwcu.
I to był chyba, tak mi się wydaje, że to był lipiec dwa tysiące dziesiątego roku. Znaczy na pewno dwa tysiące dziewiąty, dziesiąty rok i na pewno lato jeszcze było. Byliśmy jakoś w cztery osoby, byłem ja, kolega i tam dwie koleżanki. No i tam poszliśmy po prostu na spacer. To chyba był-- teraz na szybko sprawdziłem w internecie. Wydaje mi się, że był Sefton Park. Yyy-yyy. Nie Jestem pewien, ale tak mi się wydaje. Więc tak, tak kojarzę. No pogoda była taka jak w Anglii, czyli trochę słońca wychodziło trochę, trochę pochmurno było tak naprzemiennie, ale generalnie nie padało.
Było całkiem ciepło i przyjemnie. W pewnym momencie to wyglądało tak, że była taka długa alejka, eee, i ta alejka wychodziła jakby z takiego korytarza drzew, ciągnęła się przez, przez kawałek tego parku i znowu znikała w takim tunelu.
Niesamowicie wyglądało tak po prostu, jakby był utworzony tunel z koron tych drzew. Po prostu tam było bardzo ciemno, a po lewej stronie, yy, no tam był, był, był nie boisko, tylko po prostu kawałek trawy. Znaczy taki polana zrobiona, taki, jak to powiedzieć no, kawałek po prostu- Taki kawałek łąki bez, bez drzew.
Czego dokładnie? Dokładnie. No i tam sobie jakieś tam jakieś chłopaki, że tak powiem, grali sobie w piłkę. Yyy, no i tak szliśmy po prostu w kierunku właśnie tego tunelu z drzewa. Tam szliśmy coś zjeść, już nie pamiętam dokładnie. W każdym razie zwiedzaliśmy sobie okolicę i w pewnym momencie, idąc w kierunku właśnie tego, no bo szliśmy tą alejką, cały czas nie zobaczyliśmy z drogi. Yyy, no kantem oka zauważyłem, coś tam się dzieje w górze. Tak? No pomyślałem, że może jakaś para-- jakiś paralotniarz, może spadochroniarz, bo to różnie bywa. No, no bo wtedy jeszcze nie było dronów, tak jak teraz, tak w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu. No i zacząłem się przyglądać, co to jest. Może myślałem, że może to jest na przykład od dźwigu, prawda? Ten hak, prawda? No bo to było na takiej wysokości, właśnie ciężko mi określić, jaka to była wysokość, bo nie miałem żadnego punktu odniesienia co do tego. Ale, no ta postać znaczy, bo było inaczej. Yyy, jak się zacząłem przyglądać, to stanąłem po prostu i wszyscy stanęliśmy i powiedziałem no zobaczcie, co tam się dzieje, bo tak nie mogłem tego do niczego przypisać, ani do, do żadnego, ani paralotniarz nie byłoby, ani spadochroniarz, bo po prostu wisiało w powietrzu. No i jak się zacząłem przyglądać, to miało rysy postaci. Było na tyle małe, że no ciężko było dostrzec szczegóły, ale na tyle duże, że no miało takie ludzkie jak gdyby, anatomicznie zbliżone kształty. Tak?
Tylko, że ciężko mi jest wywnioskować dokładnie, jak to wyglądało i, yyy- Rozumiem, że tam nie było żadnego miejsca, do którego ewentualnie człowiek mógłby się przyczepić i tam sobie wisieć, na przykład?
Właśnie nic nie było, właśnie nad tym problem, tak, tak mi przeszedł obojętnie, a tam tak jakby wisiało w powietrzu. No było troszeczkę mgiełki, tak, że czekałem może się dłoni, że to jest paralotniarz na przykład, tak? Czy jakaś czasza spadochronu, czy skrzydło, czy cokolwiek, ale to po prostu bez ruchu wisiało w jednym miejscu. I tak jak na początku pomyślałem, że może to jest hak od dźwigu, wie pan, no, ale tam nie było nigdzie dźwigu. Była co prawda mgła, więc, więc, ale nie była aż tak mocna, żeby tą postać było widać wyraźnie, po prostu. Tak ona się na tle tego szaro, szaro, znaczy to było w dzień, ale, ale no tak jak mówię, była mgła, niebo było szaro niebieskie, czasami słońce prześwitywało, no bo tam te chmury przechodziły, dlatego-- ale, yyy, nie było żadnego punktu, z którego ta postać mogła, że tak powiem, do którego mogła być przyczepiona. Przynajmniej nie było widać żadnego takiego punktu.
Natomiast to wyglądało tak, że to było w takiej barwie ciemno, no tak jak mówię, no na tyle, na ile pamiętam ciemnoszarej i tak jakby ta postać miała-- znaczy mówię cały czas postać, no bo jestem pewien, że to była postać, że to był jakiś na zasadzie humanoidalnej istoty. Może człowiek. To trochę wyglądało tak jak teraz jest, jest ten Francuz na tym jet boardzie, który tam chciał przez kanał La Manche chyba przelecieć. Nie wiem, czy pan kojarzy?
Yyy, nie kojarzę, niestety. Szczerze mówiąc. Na tej desce takiej odrzutowej niby było pokazywane jakiś czas temu, z tym, że miał płaszcz, dlatego, że jak się przyglądałem, to było widać, że się ruszały pewne elementy. Tak mi się wydaje odzieży, w tym, w tym, w tej postaci. No to dziwne- Właśnie sobie wyświetliłem tego Francuza, także już kojarzę mniej więcej. Coś takiego mi chyba przemknęło niedawno przed oczami.
Tak, no generalnie telewizji nie oglądam, ale, ale, ale czasem coś tam rano się, że tak powiem przed wyjściem do pracy coś, coś tam zaczynam, do towarzystwa telewizor się włączy, to, to coś się tam z nowinek, że tak powiem przewinie.
No i w zasadzie tyle. Tutaj obserwowaliśmy to wszyscy, więc wyciągnąłem telefon. Chciałem nagrać to, ale no 2010 rok. Nie było takich aparatów jak teraz, prawda? W telefonach. Więc nie udało mi się nic uchwycić, a nie chciałem bardzo tego wzroku stracić. Więc tak patrzyłem trochę na ekran, żeby go złapać trochę na tą postać, że tak powiem, żeby, żeby po prostu jak najwięcej detali zapamiętać. Ale miałem kontakt z wszystkimi ludźmi, z którymi, z którymi wtedy tam byłem. Natomiast powiem panu, że no wszyscy byli w szoku, nie tylko ja, więc, więc przemilczeliśmy w ogóle tą sprawę, ale widziałem, że wszyscy byli zdziwieni i tacy skonternowani, tak jak się pierwszy raz, tak? Jak trochę nie dowierza, trochę, trochę tak jest w szoku. Próbuje to też przypisać tak logicznie, a tu nie było po prostu żadnego punktu wie pan, odniesienia do czego można byłoby to przypisać, więc takie zjawisko było, które mocno na nas wpłynęło wtedy.
Rozumiem, że te pozostałe osoby, które obserwowały tę postać wtedy, to nie byli jacyś pana znajomi, tylko jacyś przypadkowi ludzie. Jeżeli dobrze rozumiem. Nie, nie, nie, nie, nie. No my akurat byliśmy w tej kolejce sami. Tam nikt nie, nie, nie szedł ani za nami, ani przed nami, tylko było nas, tak jak mówię, czworo i też wszyscy znajomi, więc, więc, więc wszyscy to widzieliśmy, bo to było jakieś, wie pan, ja akurat wtedy pracowałem zmianowo i to było chyba też tak, że mieliśmy wolne, więc to były godziny pracy, więc przypuszczam, że bo to było jakoś koło południa coś takiego, tak mi się wydaje, o ile dobrze pamiętam.
Czy ta postać wykonywała może jakieś widoczne ruchy? Żadnych, żadnych nie wykonywała ruchów, tylko wisiała bez, bez ruchu. Tak jak mówię, tam tylko elementy odzieży. Tak mi się wydaje. Poruszały się. No mówię tak, jakbym miała taki długi płaszcz do kostek bym powiedział. Natomiast można było wyodrębnić głowę i to troszeczkę wyglądało tak jak właśnie ten facet na-- ten Francuz na tym jetboardzie, albo tak jakby miała jakiś taki jetpack jak z tego starego filmu z Jamesem Bondem. Nie pamiętam jaka to część była, że tam też nad jeziorem latał. Tylko, że nie było, nie było to takie duże, wie pan, nie było widać żadnych elementów. Znaczy ja sobie tak już teraz, z perspektywy czasu próbuję to jakoś poskładać. Tak? Natomiast byłem w szoku. Wtedy byłem wtedy naprawdę, znaczy w szoku. No ja się zjawiskami tego typu interesuję, więc nie było to dla mnie jakieś zszokowanie, że o Matko Boska tak kosmicznie, nie wiadomo co, tylko po prostu no jako ciekawostkę tak to zapamiętałem i nie byłem przestraszony.
Nie czułem strachu czy lęku. Natomiast no byłem tak, pierwszy raz coś takiego w życiu widziałem. Tak? Pomimo tego, że zdaję sobie sprawę z tego, że są takie zjawiska. No to było coś dla mnie wtedy fenomenalnego. Zwłaszcza że tak jak mówię, nie tylko ja to widziałem i żadne z nas nie umiało tego opisać. Po prostu wszyscy byli zdziwieni, nie tylko ja. To było nas czworo, tak jak mówię, ja, kolega i dwie koleżanki. I-i-i wszyscy to widzieliśmy i nikt nie mógł, że tak powiem, racjonalnie odpowiedzieć, co to było.
A czy udało się komuś z was dostrzec jakieś szczegóły wyglądu? Jakieś? Nie wiem. Na przykład. No nie mówię, że rysy twarzy, ale na przykład ręce, stopy. Znaczy stóp nie było widać. Natomiast to była taka wlana postać, jakby była w płaszczu, więc ręce było widać, ale na zasadzie ramion bardziej niż, niż osobnych. Znaczy nie było tak, jak się widzi kogoś obserwującego, daleko idącego w płaszczu. Obserwuje kogoś daleko idącego w płaszczu, że widać bryłę postaci. Można wydusić ramiona, ale ręce są przy ciele, więc nie widać, jak nimi porusza. Na przykład, czy na przykład prochowców w kieszeni ma. To bardziej w ten sposób wyglądało. To tak jak mówię, to była dosyć duża odległość, no więc, więc, więc nie było widać detali. Natomiast sam zarys, jak cień, o coś w tym stylu.
Czyli nie było, też nie było też widać-- nie było też widać jakichś szczegółów typu, w jakiej pozycji, którą część ciała ta postać miała. Znaczy ja nie wiem, czy była przodem czy tyłem. Jeżeli o to pan pyta, czy bokiem, znaczy bokiem na pewno nie była.
Mówię o takich-- mam na myśli takie szczegóły typu nogi bardziej mniej rozstawione, ręce w górze, u dołu. Nie, nie, nie, nie, nie, jeżeli już to ręce miała albo na poziomie pasa, że zgięte, albo tak ja sobie to wyobrażam. No bo teraz już sobie wyobrażam. Dlatego, że to, co pamiętam, to teraz panu mówię, jak ja to wtedy zapamiętałem, tak? Natomiast jeżeli chodzi o nogi, no to były złączone, czyli, czyli albo, albo miała złączone nogi, albo ten płaszcz zasłaniał te nogi po prostu, że nie było widać, w jakiej pozycji stoi. Wydaje mi się, że stała dlatego, że no była dość-- wyglądała, jak stojący mężczyzna w płaszczu. O! W ten sposób. W jakimś takim prochowcu, coś w tym, coś w tym stylu i, a-- i głowa, jeżeli chodzi o głowę, miała troszeczkę większą. Może to był jakiś kask, coś, coś w tym stylu. No widać było, że się wyszczególniała na tle, na tle całej sylwetki. O, może w ten sposób powiem.
Czy ta postać rozumiem, że sprawiała wrażenie fizyczne? Nic tam przez nią nie prześwitywało? Nic. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Później, później już, bo tak to trwało kilka minut. Ja panu dokładnie teraz nie powiem. No to było prawie dziesięć lat temu, więc, więc też moja pamięć może zawodzić. Natomiast ona potem tak stopniowo zaczęła zanikać, aż w końcu straciliśmy z oczu i nie ruszała się w ogóle. Tylko tak jakby zaniknęła we mgle. O! Stopniowo traciła ostrość. Znaczy nie ostrość, tylko coś, jakby się zwiększała częstotliwość mgły.
O! W ten sposób.I w końcu została sama chmura bez niczego. A mam jeszcze takie pytanie czy jakoś po tej obserwacji państwo rozmawialiście? Próbowaliście dojść do jakichś wniosków, wymienialiście, wymienialiście się jakimiś spostrzeżeniami na temat tej postaci i tej obserwacji.
Powiem panu, że nie, bo ja nawet nie wiedziałem, jak zagadać, bo, bo, bo taka-- znaczy tak jak mówię, ja te zjawiska ponieważ sam do-do-do-doświadczyłem. Akurat mój pierwszy raz, ale w ogóle nie było u mnie w domu tematów tabu, więc, więc rozmawiało się na takie tematy. Z ojcem dużo rozmawialiśmy, więc ja nie czułem się jakoś. Może się ośmieszenia bardziej bałem. Nie chciałem tego tematu drążyć, ale w ogóle przemilczane zostało.
Natomiast widziałem, że wszyscy to widzieli i byli wszyscy tak samo zdziwienI jak ja, że to nie było, że trzeźwy byłem oczywiście tutaj podkreślę także nie było, nie było, ale nie wracaliśmy do tego tematu.
Także puściliśmy pewnie pamięć i tam zajęliśmy się swoimi sprawami. Tak. Rozumiem, że obserwacji tej istoty nie towarzyszyły jakieś inne rzeczy typu emisje jakichś dźwięków, wpływ na otoczenie, coś typu czynnik ozon.
Nie no, to wyglądało tak, jakby ta postać się przyglądała, bo tam tak jak mówię, w tle jacyś chłopcy grali, chłopcy czy mężczyźni w zasadzie w piłkę po prostu. Więc to wyglądało tak, jakby się przyglądała na tej zasadzie.
Po prostu ta postać sobie była tam w miejscu, dlatego że sobie była tak w pewnym sensie można powiedzieć. Tak, tak, tak. Znaczy, ja mówię, jak ja to odbierałem tak, że nie wiem, czy nawet zauważyła, że my się patrzymy tam, pokazywaliśmy palcem, co to jest tam, prawda? Na tej zasadzie. Więc może, może, może potem jakoś nas, nas zauważyła, się speszyła. Czy ja mam też tak myślałem, jak teraz rozmawiam o tych deskach, tak?
Porobiam właśnie odrzutowych, że może, ale wojsko by nie ćwiczyło tego przy cywilach, tylko gdzieś na poligonie, tak? Zresztą to było dziesięć lat temu na przykład. Tak ja sobie to tłumaczę. Albo jakiś błąd, no ale, ale to też jest. No wydaje mi się, że to było koło pięćdziesięciu metrów tak na oko, ale, ale ciężko mi stwierdzić, bo nie miałem żadnego punktu odniesienia. Natomiast wysokości czy wielkości tej postaci. No to tak wnioskuję.
No dobrze, to tyle, jeżeli chodzi o tę postać, o tę konkretną obserwację z Liverpoolu z 2010 roku. Przejdźmy teraz może do tego zdarzenia z 2013. Pan pisał, że widział pan w dość ponurym mieszkaniu ruchome cienie na ścianie przypominające postać. Czy mógłby pan opisać to zdarzenie?
Tak, no to już było mniej przyjemne, że tak powiem, ponieważ ja w tym mieszkaniu nocowałem także. Także to to. No to było już-- znaczy nic mi się nie stało tam, ani nie nawiązałem żadnego kontaktu, ale dobra, może od początku tak powiedzmy.
Rozumiem, że pan tam w tym mieszkaniu wtedy był sam? Tak? Nie, to było tak, że wraz z moją obecną narzeczoną, kiedy się spotkaliśmy, jeszcze nie mieszkaliśmy razem. No i zaprosiła mnie tam do siebie. Pojechaliśmy. Znaczy, pojechałem tam jakąś kolację, zjedliśmy, obejrzeliśmy jakiś film. To było już późno, ja myślę, że koło pierwszej godziny. No i poszliśmy spać.
To tylko może zacznę od opisu mieszkania, bo to jest niesamowite. Stary budynek z lat pięćdziesiątych, więc taki z piaskowca. No mi się akurat ta architektura podoba, bo tam solidnie wykonane wszystko. I sytuacja wygląda w ten sposób, że jak się wchodziło do korytarza, znaczy do przedpokoju, to wszystko było w porządku. Kuchnia też była widna, całkiem sympatyczna, przyjemnie się tam siedziało. Natomiast z tym pokojem było coś nie tak, bo to była kawalerka, jeden pokój, mała kuchnia, oddzielona, korytarz i łazienka. I w tym pokoju jakby było inne powietrze.
Tam w ogóle panował nastrój bardzo ciężki, ciężko, nieprzyjemnie po prostu było jak się wchodziło. Takie gęste powietrze. Gęste, ciężkie powietrze. Nigdy czegoś takiego nie doznałem i to nie tylko ja czułem. Natomiast tam też było ponuro, bo tam było kilka metrów przestrzeni, więc okna wychodziły od razu na drugi budynek, który został wybudowany stosunkowo niedawno, więc było cały czas ciemno. No i z przyczyn technicznych były zasłonięte okna, więc również może to potęgowało też, też taką ponurość tego mieszkania, tego pokoju. Nie chodzi o całe mieszkanie, tak jak mówię, w kuchni było całkiem przyjemnie. Znaczy normalnie po prostu było tak nie czuć było nic, natomiast tylko przekroczyło się próg tego przedpokoju z pokojem, tak? I od razu ciężko było oddychać. Po prostu tam jeszcze była boazeria, więc dodatkowo tam tak było szaro ponuro. Mimo tej boazerii, ale ona naprawdę do-- no wiadomo, ciężko mi jest to opisać, bo trzeba byłoby zobaczyć. Klimat po prostu się czuje, tak?
Od razu się robiło-- znaczy ciężko było oddychać w cudzysłowie, no bo nie było to niemożliwe, oczywiście. Ale, ale, ale było czuć, że coś jest nie tak i nie tylko ja to czułem. No i poszliśmy spać. Może to była godzina pierwsza, druga, nie pamiętam. No i leżę sobie na tym łóżku. Niewiele to się nie mogę zasnąć. Otwieram oczy i tam było tak, że latarnia z ulicy świeciła tak, że snop światła wpadał przez okno, przez firankę, na-- oświetlając całą ścianę.
Delikatnie, ale oświetlał całą ścianę. Tak? No i w pewnym momencie patrzę się na tą ścianę. No nie mogę spać tam. Przyjemne światło latarni, takie żółte, żółto pomarańczowe także takie, takie dosyć ciepły, ciepły kolor. Przyjemnie mi się leżało. Mówię dobra, nie mogę spać, to jakoś się pokręcę. Może. Może za jakiś czas po prostu zam-zasnę. I nagle patrzę, a tam taki cień po ścianie zaczyna chodzić. Też w takich człekokształtnych-- znaczy pewnie miał, miał zarys jakiejś postaci człowiekopodobnej.Yyy, szedł od firanki, tylko bardzo szybko od firanki do drzwi, bo okno było vis-à-vis drzwi. Także on tak tam było, no nie wiem, ze cztery metry szerokości tak mi się wydaje.
On tak nad tymi regałami, po ścianie, to, to był cień. To nie była postać taka, którą można kształtem zobrazować w trójwymiarze, że tak powiem, tylko dwuwymiarowa. O tak, tak bym to opisał. Czyli takie coś, co jakby zamanifestowało się tylko w postaci tego cienia na ścianie.
Coś takiego, tak, tak, tak można by to ująć. Tak i-i-i trochę na suficie tak zaczął chodzić. Znaczy zaczął, no nie wiem co to było, w ogóle nie mam pojęcia tak? Taką wydłużoną głowę miał rozciągniętą, ale, ale, ale było widać, że to ma coś z człowiekiem wspólnego. Może na tej zasadzie. Natomiast było to niewyraźne dosyć. Ale wie pan, no ja nie jestem ani chory psychicznie, ani, ani staram się zazwyczaj racjonalnie wytłumaczyć sobie takie zjawiska. Tak, szukam jakichś tego, mówię, popatrzyłem na firankę. Może firanka po prostu rusza tak? Może jakiś refleks świetny, bo samochód przejeżdża czy coś przez to okno, ale nic takiego nie zaobserwowałem. Było bezwietrznie, było to, to strumień światła padał.
Ani żadna mucha nie latała, żeby coś tam zaburzyć, bo cały czas próbowałem sobie jakoś wytłumaczyć po prostu, co się dzieje racjonalnie, prawda? Natomiast nic takiego nie znalazłem. Ani firanka nie była, ani firanka była w bezruchu, że tak powiem, strumień światła się nie zmieniał. Cały czas padał pod tym samym kątem, że tak powiem, żaden samochód nie przejeżdżał, żeby to był refleks, więc nic takiego nie zaobserwowałem. No i po jakimś czasie po prostu dałem sobie spokój, bo patrzę no nic mi to złego nie robi, tak? No przecież teraz nie pobudzę, że tak powiem wszystkich i że paniki nie siać, prawda?
Poza tym bałem się, że tam poza tym moja narzeczona aktualna mieszkała, więc też nie chciałem jej straszyć. Więc opowiedziałem jej dopiero tą historię jak się stamtąd wyprowadziła. I-i w zasadzie tyle. No po prostu zamknąłem oczy i mówię dobra, udam, że tego nie widzę. Nic mi to złego nie robi.
No więc no co mogę zrobić? No to idę spać. Spróbuję jakoś zasnąć. No i w zasadzie to Wszystko. Czy po opowiedzeniu tej historii pana narzeczonej ona coś jakoś to komentowała? Tak, Dzieliła się jakimiś spostrzeżeniami? No właśnie, czy?
Przepraszam, spostrzeżeń nie miała żadnych. Tylko powiedziała, że cieszy się, że powiedziałem jej to dopiero, jak się wyprowadziła stamtąd. Czy nie mówiła nic o jakichś, że na przykład coś podobnego kiedyś doświadczyła? Nic?
Nie, nie, nic podobnego. Nie, nie, nie, nie mówiła, żeby czegoś takiego doświadczyła. Natomiast wszyscy czuliśmy, że po wejściu do tego pomieszczenia ciężko się oddycha. Znaczy ciężko, ciężej niż przykładowo w pomieszczeniu obok, czyli w kuchni czy na korytarzu. W ogóle nie, nie, czuć było od razu. Każdy, kto wchodził, to czuł, że coś, co coś tam musi być, coś, coś. No nie wiem nawet, jak to określić.
No. A czy wiadomo coś o- Coś jest nie tak, o. Czy wiadomo coś było o historii tego mieszkania? Czy, yy, czy rodzina narzeczonej była, że tak powiem, pierwszymi właścicielami tego. Znaczy, yy, ona wynajmowała to mieszkanie, Więc tak, tak, tak. Ja z tego, co wiem, to teraz ten, ten pan zrobił remont, więc nie wiem, jak to teraz wygląda. Natomiast wtedy, wtedy nie było wiadomo dużo. No musi, trzeba by się tego właściciela zapytać. Ale co tam się działo? Jak to wyglądało? No to nie jestem w stanie panu powiedzieć po prostu.
A czy rozumiem, że narzeczona nic wtedy nie widziała tamtej nocy? Czy w jej zachowaniu zauważył pan coś nietypowego, co sugerowało, że na przykład widziała coś podobnego? Że jakieś miała podobne odczucia?
Właśnie, nie, nie właśnie, właśnie nie było nic. Ona, ona znaczy-- generalnie ja mam problemy z zaśnięciem, więc, więc kładę się i tam chwilkę muszę około godziny, czterdziestu minut poleżeć. To też jest przez charakter mojej pracy wymuszony, ponieważ ja późno kończę i w momencie, kiedy wszyscy są zmęczeni, to ja jestem jeszcze po pracy nakręcony, więc, więc tyle to trwa, zanim zasnę i-i, no, właśnie nie miała żadnych takich ani, ani, ani zwidów, że tak powiem, ani odczuć.
Natomiast jedyne, co mnie przekonuje do tego, że, że widziałem to, co widziałem, to właśnie to, że wszyscy zaobserwowaliśmy, kto by tam nie był, że jak się wchodzi do jego pokoju, to jest-- ciężko się oddycha. Znaczy, ciężej się oddycha niż-- takie powietrze jest suche, ciężkie i nieprzyjemne. I poza tym powietrzem jeszcze ten klimat, ta atmosfera w tym pokoju, wie pan, taka-- Atmosfera charakterystyczna dla, dla starych, dla starego budownictwa.
No, no nie wie pan, no nie powiedziałbym, bo, bo ja też mieszkałem kiedyś w kamienicy przedwojennej. Nie było-- zupełnie, zupełnie inna tam atmosfera była. Więc, więc wydaje mi się, że to, no coś tam musiało być nie tak. Ja tak uważam.
No, stare budownictwo to już, z tego, co pan mówił, to chyba już pięćdziesięcioletni budynek był także to. Tak, tak, no teraz już tak. Zanim przejdziemy jeszcze do tej trzeciej historii, to ja bym jeszcze prosił, żeby pan w miarę możliwości oczywiście, powiedział, jaka to była miejscowość, jaka tam mniej więcej bądź dokładnie była data.
To był 2013 rok. Wydaje mi się, że to był, właśnie, żeby nie skłamać, albo wiosna, albo jesień, nie pamiętam. Natomiast to na pewno chyba albo może koniec lata, ale jeszcze nie jesień. Na pewno było chłodno, ale nie było jeszcze zimno.
Chyba to było ko-- chyba to był koniec lata mi się wydaje. Wie pan, chyba liście były jeszcze na drzewach, ale to jeszcze nie była jesień na pewno. Mhm. Czyli robiło się już tak- Warszawa. Warszawa To było w Warszawie.
A jaka ta dzielnica? Mniej więcej.Ma pan na myśli? Tak, tak, tak, tak, tak, tak. To w rejonach, bo nie chcę teraz konkretnie mówić dokładnie, gdzie to było, ale to w rejonach Dworca Wileńskiego było niedaleko.
Mhm. Dobrze, to przejdźmy w takim razie, bo tu już nie mam więcej pytań. Zobaczę jeszcze taką małą ściągę mam, żeby sobie ułatwić tutaj życie w rozmowach ze świadkami, ale nie mam tutaj już żadnych pytań dotyczących tej obserwacji. Chociaż nie. Czy może, może pan opisać jak ta, jak ta cień, ten cień na ścianie się poruszał?
Znaczy, ja sobie skojarzyłem tak wtedy trochę może jak, jak pająk, może tylko z czterema nogami, a nie z ośmioma. Coś takiego. Tylko tak chaotycznie się poruszał. Nie, nie, nie, nie po linii prostej. Czy, czy, czy, czy tak jakby no nie wiem, czegoś szukał. Może o coś w tym stylu jak pies tropi węszy, to trochę tu powącha, poleci na drugie miejsce. Tak to trochę, trochę, trochę na tej zasadzie. Z tym że no jak to powiedzieć, to nie chcę powiedzieć biologia, tak? No ale budowa w cudzysłowie tego stworzenia wymuszała jakiś taki inny styl nerwowy, taki, ale, ale tak jak mówię, to tak jakby był pająkiem na czterech nogach, tylko ciałem człowieka. Tak jakby człowiek na czworaka chodził, tylko miał wszystkie stawy, że tak powiem, w drugą stronę, jak gdyby odwrócone. Może, może jakoś coś w tym stylu, coś w tym to chyba będzie najbliżej. No po prostu nie wiem, jak to określić inaczej.
Rozumiem, że obserwacji tego cienia nie towarzyszyły na przykład spadki temperatury czy jakieś inne zjawiska. Po prostu. Nie, nie nie. Tylko to. Nie, nie, nic innego nie zanotowałem. Najbardziej się właśnie skupiłem na strumieniu światła. Bo mówię, może jakaś mucha jest przy lampie lata i rzuca taki, taki cień, ale to ale, ale, ale nie, właśnie, właśnie Wszystko wykluczyłem po kolei. Wszystko wykluczyłem po kolei. Dlatego właśnie do, do, do tutaj do Radia Paranormalium napisałem, bo nie znam odpowiedzi na to.
No i tak jak mówię, obserwowałem firankę, czy się nie rusza, pod wpływem jakiegoś wiatru, czy, czy, czy to nie jest jakiś refleks, prawda? Przejeżdżającego samochodu, bo to była noc, więc musiałbym mieć włączone latarnie. Tak samo się paliła, więc to mnie właśnie skłoniło do tego, żeby, żeby napisać, bo nie było żadnego racjonalnego wytłumaczenia tego zjawiska.
Gdyby to był samochód, to musiałby tam dosyć chyba chwilę krążyć. No tak, no ale mogło na przykład kilka jechać, tak? I każdy, ale to było widać refleks już na, na ramie okna. Prawda, że, że, że, że się odbija światło na ramie okna. Tutaj, tak jak mówię, cały czas był, było stabilne światło z latarni, takie bardzo przyjemne, takie ciepło pomarańczowe, żółto pomarańczowe, takie ciepłe i, i padało cały czas pod jednym kątem. Tak jak mówię, ani się firanka nie ruszała. Przepraszam. Ani, ani żaden owad nie latał czy nie chodził po tej firance.
Tak mi się wydaje. No bo znaczy może chodził po firance? No tego nie zaobserwowałem. Tak, ale, ale, ale nie widziałem, żeby coś się tam ruszało innego. Dobrze, przejdźmy zatem, bo tu już nie mam żadnych pytań dotyczących tej drugiej historii. Przejdźmy może teraz do sierpnia bieżącego roku. Jak pan to ujął, zwykła obserwacja Nola w rejonach Przysuchy pod Radomiem.
Tak, tak, tak, tak, to dokładnie to nie Przysucha, tylko to Bruszkowice, ale tutaj już nie będę podawał żadnych detali, żeby, żeby, bo to niedawno było i powiem tak bez, bez detali, w sensie ja znalazłem się na tarasie. Już nie będę mówił o jakichś okolicznościach jednorodzinnego domu, bardzo ładnego, bardzo duży, piękny, piękny taras, naprawdę, no. A ponieważ ja jestem, że tak powiem, rodowitym mieszczuchem od pokoleń, to nie mam rodziny na wsi. Nie, nie mam możliwości obserwacji nieba tak naprawdę tego pięknego. A wtedy miałem. No i tam znajomi się zajęli, że tak powiem, sobą rozmawiali, bo tam stoliczek był, tam sobie rozmawiali. Od razu mówię, że tak samo w środę, ponieważ kierowcą byłem także nie byłem pod wpływem żadnych środków odurzających alkoholowych.
Tylko pod wpływem nikotyny, że tak powiem, ponieważ palę papierosy i. No zacząłem obserwować nieboskłon. No po prostu fenomenalne to było. Chwilę było chwilę przed zachodem, bo tam jeszcze na horyzoncie widziałem tą górę taką zostawioną po tym, jak świeżo słońce zajdzie, to taki kawałeczek jasnego pasa i to niebo tak pięknie przechodziło z błękitu na horyzoncie, aż dosłownie czerń po drugiej stronie, po stronie wschodniej już całe czarne, aż do takza przepiękny widok.
No i te gwiazdy to po prostu hipnoza, autentyczna hipnoza. Bo jakbym mieszkał w takim w takiej miejscowości, to nawet teraz po pierwsze co kupiłbym sobie po prostu jakiś dobry teleskop i nie wychodził stamtąd.
No i sobie korzystałem z sytuacji, że tam wszyscy są zajęci. Mogę sobie sam, że tak powiem, trochę czasu poświęcić. Zacząłem obserwować to niebo. Patrzę, patrzę i zauważyłem punkt. Punkt, który się poruszał cały czas z tą samą prędkością.
Więc sobie pomyślałem a, pewnie satelita, albo może Międzynarodowa Stacja Kosmiczna leci, no bo akurat nie wiem jak ona przelatuje, z jaką szybkością. A tak sobie pomyślałem, a na pierwszy rzut, pierwsza moja myśl pewnie jakiś satelita leci, tak?
To jest stałe światło, tak świeciło jak gwiazda dosyć wyraźnie i poruszało się w stronę. Na, zaraz, żeby panu nie... Na zachód się poruszało. Dobrze mówię? W stronę zachodnią południowo zachodnią bardziej. I obserwuję ten obiekt, obserwuję, palę papierosa. On dosyć tak wolno leciał, bo to no dobrych, myślę, że z pięć...Tak, tak, tak, tak, tak właśnie-- minuta minęła. Cały obserwacja, cała obserwacja trwała może pięć minut, także on tak spokojnie dosyć się poruszał. Nie byłoby nic dziwnego, gdyby on w pewnym momencie, bo on leciał cały czas z tą samą prędkością i cały czas prosto. Gdyby w pewnym momencie, jak ja obserwowałem, nie zaczął się poruszać na boki.
W ogóle był to by stałica czy jakiś kosmiczny w cudzysłowie śmieć, czy czy stacja no przecież nie wykonywała żadnych ruchów gwałtownych, tak? Gdyby to był samolot, też by nie mógł tak manewrować. A on tak zaczął.
No nawet chyba helikoptery nie są w stanie takich ruchów wykonywać. No no nawet, nawet. A poza tym no to byłoby widać, bo przecież mają te światła, wszystkie czerwone, zielone, tak żeby halogeny tak, żeby po prostu na odpowiedniej wysokości, żeby było można było przez, przez tam naziemną, naziemną, no Boże, ekipa już przepraszam, bo trochę się denerwuję. To sklasyfikować. No czyli czy on leci w moją stronę, czy, czy w przeciwną ten samolot, czy pojazd to musi mieć czerwone światło zielone, tak na krańcach skrzydeł, żeby było wiadomo, w którą stronę leci.
I gdyby to był jakiś, jakaś maszyna latająca w sensie znana cywilna czy ten. No to byłoby widać od razu jakby wysyłał jakieś migały mu lampki czy pozycyjne tak zwane, czy nawet reflektor, tak? A tutaj było czyste czysty punkt jak gwiazda. Nie było ani żadnej łuny poświaty, tylko normalnie tak jak gwiazda. Tak jak mówię, czasami się obserwuje, że planeta przelatuje. Coś to widać po prostu. A tutaj identyczna obserwacja. Nic dziwnego nie zauważyłem.
Potem zacząłem się przyglądać, przyglądać. To patrzę, że bardzo delikatne, subtelne te ruchy były, ale były widoczne. Czy to były jakieś skręty, takie po łuku, czy takie zygzaki bardziej? Nie, bardzo ostre właśnie ostre.
Po łuku jeszcze pół biedy, a tutaj sobie wyznaczył może grąd czy coś, prawda? A tutaj były ostre i nieduże tam były odchyły od toru lotu, ale były zauważalne i nerwowe takie. Także, także to, to też właśnie skłoniło mnie do tego, żeby, że znaczy jestem skłonny stwierdzić, że to nie był żaden pojazd taki, który mogę do czegoś przypisać cywilnego może w ten sposób o. Czy znajomi coś też zaobserwowali, czy po prostu tam byli?
Tak, ja w ogóle nie komentowałem tego. Zostawiłem to dla siebie w tym wypadku, bo stwierdziłem, że nie ma sensu. Po prostu czasami może gdybym z bratem był, to bym bratu chętnie pokazał i razem byśmy se oglądali, ale nie każdy się tymi zjawiskami interesuje i też nie chciałem się skompromitować. A może w ten sposób wie pan jak, to jest?
No, także w zasadzie. Ile czasu mniej więcej trwała cała obserwacja tego obiektu? Wie pan co, dosyć długo mi się wydaje, że to 5 minut na pewno, może nawet więcej, bo ja nie patrzyłem akurat nie zerknąłem na zegarek, ale, ale to było jakoś po 10:00, między 10:00 a 11:00 w nocy. Znaczy nie, to chyba było przed 11:00, bo jeszcze słońce to był-- jeszcze słońce zaszło, to już się robiło tam. Znaczy było widać, że-- z której strony jest wschód, zachód, bo zdążyło zajść, ale było jeszcze troszeczkę jaśniej niż w tym momencie obserwujemy.
Było troszeczkę jeszcze jaśniej na zachodzie, a na wschodzie była już totalna po prostu czerń, yy, po całym horyzoncie, więc było widać tą różnicę mimo wszystko troszeczkę, więc wydaje mi się, że to było no już przed 11:00, ale na pewno po 10:00 to było, jest chyba lipiec.
To był- Mam jeszcze takie pytanie, czy, czy na tle pozostałych obiektów na niebie pod względem jasności i rozmiarów ten obiekt jakoś się wyróżniał? Był większy, jaśniejszy? Noszy wyglądał tak jak gwiazda. Nie był, nie był jaśniejszy ani większy.
Był, był dość dobrze widoczny, widoczny jak gwiazda polarna, o. Tak bym to określił. Także był bardzo, bardzo dobrze widoczny, natomiast nie odróżniał się. Gdyby się nie ruszał, toby był nieodróży-- Przepraszam, gdyby się nie poruszał, to byłby nie do odróżnienia, o.
Dobrze, to dziękuję w takim razie jeszcze raz, że się pan postanowił, że się pan zechciał podzielić tymi historiami. A ja bardzo dziękuję, że pan zechciał zadzwonić, bo też nie wiedziałem właśnie, czy, że tak powiem, się nie ośmieszę, ale, ale, ale no słucham was już od lat i bardzo mi się podoba właśnie, właśnie tutaj przy pana czy pana gości podejście, że wy tak to rzetelnie wszystko robicie i na, na, na-- no chyba nie macie konkurencji z tego, co obserwuję, to, to nie macie konkurencji.
No, w polskim internecie drugiego radia nadającego cały czas tematy paranormalne to raczej chyba nie ma, z tego, co się orientuję. Zresztą w internecie anglojęzycznym też jest-- takich stacji można policzyć na palcach jednej ręki.
Właściwie także- No, to jest prawda. Jesteśmy pionierami. Jeżeli chodzi o jakość. No to ja się przez przypadek waszą stację odkryłem dzięki teorii chaosu, bo przez przypadek znalazłem Teorię Chaosu i tam jakiś odnośnik był po prostu na YouTubie, jakiś odnośnik był wie pan, właśnie do jakiejś audycji waszej, już nie pamiętam, którą przesłuchałem pierwszą. I tak się zaczęło. Potem to już poleciało jak po równik pochyły, jedna za drugim więc staram się być na bieżąco właśnie na YouTubie. I teraz widziałem, że prowadzicie tą nową serię, właśnie świadkowie mówią i też mi się spodobała i stwierdziłem, że no kurczę, co mi szkodzi, zadzwonię, opowiem tak?
No właśnie ta seria chyba tak zachęca niektórych do tutaj dzielenia się historiami. Także to bardzo, bardzo, że tak powiem, otwiera ludzi. Usłyszenie, że ktoś przeżył coś podobnego, ja też się podzielę.
No właśnie na tej zasadzie. I tak mnie coś tknęło ostatnio i dlatego mówię, a napiszę. A co mi szkodzi, prawda? Na tej zasadzie. Dobrze, to ja w takim razie dziękuję jeszcze raz, że zechciał się Pan tutaj podzielić. No i też dziękuję za słowa uznania w imieniu kolegów z audycji. No i tak jak mówię, przekażę zapis rozmowy badaczom tutaj współpracującym z Radiem Paranormalium.
Dziękuję bardzo. I też czasami udzielającym się w audycjach swoją drogą i jeżeli będą, będą mieli jakieś pytania do pana, to oczywiście się zgłoszą. Dobra, super. Ja również panu bardzo dziękuję, że pan zadzwonił do mnie i, i może jeszcze do usłyszenia, mam nadzieję.
I to była ostatnia przygotowana na dziś rozmowa z naszym słuchaczem. Teraz jeszcze kilka słów gwoli zapowiedzi tego, co może nie w następnym odcinku, ale w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości może się pojawić w podcaście "Mówią świadkowie".
Otóż czeka sobie na obrobienie i przygotowanie bardzo długa rozmowa ze słuchaczką, która zachęcona piątym odcinkiem podcastu "Mówią świadkowie", w którym prezentowaliśmy rozmowę Damiana Treli z jednym świadkiem, który przekazał całą serię wysoce dziwnych zdarzeń, postanowiła podzielić się swoimi licznymi paranormalnymi historiami z całego swojego życia. Młoda kobieta praktycznie od dzieciństwa doświadcza różnych paranormalnych zdarzeń, włącznie z licznymi obserwacjami UFO, często w towarzystwie innych osób, zdarzeniami przywołującymi na myśl Wzięcia, bliskie spotkania z dziwnymi istotami, w tym z bedroom visitors i tak dalej. Co ciekawe, słuchaczka wydaje się w jakiś sposób przyciągać różne, nazwijmy to paranormalne nieprzyjemności do osób, u których w danym momencie mieszka lub z którymi łączy je jakaś więź emocjonalna. Nie podaję konkretnego terminu emisji tej rozmowy, ponieważ jest ona bardzo, bardzo długa.
Trwała ponad trzy i pół godziny, w związku z czym obrobienie całego nagrania i wycięcie pewnych elementów mogących umożliwić zidentyfikowanie naszej słuchaczki, troszkę jeszcze może zająć, ale postanowiłem już teraz zapowiedzieć, co może się ukazać w naszej audycji już za jakiś czas. Wysłuchaliście Państwo szóstego odcinka podcastu "Mówią Świadkowie". Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dzisiaj historiach. Gorąco również zachęcamy do dzielenia się swoimi relacjami ze spotkań z Nieznanym, bądź to w komentarzach pod tą audycją, bądź poprzez kontakty, które przypomnimy jeszcze raz na koniec audycji.
Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres email: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.