Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:30] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj i właśnie teraz, po krótkiej wakacyjnej przerwie, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie pierwszego, właśnie po przerwie, po krótkim urlopie, odcinka Bibliotekarium na żywo. Tak jest. Wracamy do nadawania live. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi Amerycjin Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Ja jeszcze zanim przekażę głos do Bydgoszczy, przekażę oczywiście kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to 536 624 193. Można także próbować na numerze stacjonarnym 32 746 00 08. Będziemy także oczywiście na Skypie radio.paranormalium.pl. Można także oczywiście pisać na GoDaddy pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas spotkać również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Marku, panie Wiktorze, oddaję wam głos. Halo, halo, Bydgoszcz.
[02:15] - Halo, halo! My go sobie bierzemy.
[02:17] - Złapaliśmy.
[02:18] - Złapaliśmy. Będziemy używać. Dzisiejszą książką do omówienia, co nie będzie wcale proste, będzie-- już na samym początku jest problem z tym, czy to jest powieść. O tym za chwilę będziemy mówić. W każdym razie książka, utwór Stanisława Lema „Pamiętnik znaleziony w wannie”.
[02:37] - Dlaczego w wannie? Mógłby być w prysznicu, ale tak żeśmy pomyśleli, że przy tych letnich naszych upałach to wanna się z prysznicem kojarzy i w ten sposób dochodzimy do chłodzenia, do tężni, do fontanny. Zawsze troszeczkę chłodu, nie?
[02:54] - Wiesz co, labilność twojego kombinowania, twoich skojarzeń, jak na dzisiejszy dzień jest chyba dla mnie zbyt duża. Nie podążam. Jak mawiają niektórzy, nie nadążam.
[03:13] - Ja się nie staram. Tak to samo.
[03:15] - Tak mają geniusze. Wiesz, ale zanim zaczniemy rozmawiać o „Pamiętniku znalezionym w wannie”, to tak się niestety porobiło, Wiktorze, ostatnio, że często musimy mówić o ludziach, którzy odeszli całkiem niedawno, bo to w sumie dwa miesiące minęły od czasu, kiedy żegnaliśmy Maćka Parowskiego. A tu znowu rzecz się stała taka, która w jakiś sposób jest poruszająca. Odszedł założyciel, wieloletni naczelny. Ale to wszystko to są słowa, które za słabo to opisują. Właściwie motor tego wszystkiego, co nazywamy Nieznanym Światem, miesięcznikiem „Nieznany Świat”. Marek Rymuszko to właściwie człowiek orkiestra był. Człowiek, który łączył bardzo ciekawe cechy, moim zdaniem. Łączył z jednej strony rasowe podejście dziennikarskie. Był reporterem, człowiekiem, który reportaż uprawiał od dawna.
Więc pewien taki rodzaj racjonalizmu charakterystycznego dla ludzi, którzy dokonują dziennikarskich, reporterskich śledztw, a z drugiej strony fascynacja światem, który jest nie do końca uchwytny, światem, który właśnie Nieznany Świat opisywał. To są takie cechy nieczęste, bo Marek potrafił, obracając się w środowisku czasami natchnionym, czasami nawiedzonym, czasami takim wierzącym we wszystko praktycznie, w jakieś niesamowitości, zachowywał takie zdrowe, trzeźwe myślenie. Co nie znaczy, że nie fascynował się zjawiskami w świecie, który nas otacza, ale miał do tego zawsze dystans. Ja myślę, że to sprawiało, że Nieznany Świat nie był kolejnym pisemkiem, które gotowe jest pisać o wszystkim, o czymkolwiek.
[05:35] - Na pewno nie było to kolejne pisemko dla tak zwanych ezograżyn i ezojanuszy.
[05:41] - Właśnie. Bo Marek dbał o to, żeby to pismo było pismem Stojącym twardo na ziemi, ale nieuciekającym od tematów fascynujących. Tam się pojawiały teorie, pojawiają w dalszym ciągu teorie nie z tej ziemi. Nieprawdopodobne, odważne, burzące obraz świata, który mieliśmy dotychczas. Ale jednak Marek dbał, żebyśmy my jako czytelnicy oraz autorzy przede wszystkim, którzy piszą dla Nieznanego Świata, nie odlatywali w kosmos, nie pędzili w jakieś obszary, które są po prostu bardziej bredzeniem niż opowieścią. I za to bardzo ludzie cenią myślę, ja także cenię miesięczniki Nieznany Świat.
[06:31] - To jest bardzo porównywalne, tutaj tak będziemy się komplementowali, ale wiesz, Rymuszko wpadł na świetną inicjatywę. Po prostu w tym świecie, takim ortodoksyjnym z jednej i z drugiej strony założył pismo, które mówi o jednej i drugiej stronie świata równocześnie, czyli o rzeczach możliwych, niemożliwych i dopuszczalnych albo które mogą być, ale nie muszą być i tak dalej. Ortodoksji zwykle wykluczają przeciwległe bieguny rzeczywistości. Marek Rymuszko założył pismo. Świetnie, że wpadł na taki pomysł, żeby dać ludziom pewną wolność. Chcę ci zwrócić uwagę, że jest to bardzo porównywalne z ideą audycji naszej Paranormalium, czyli audycji, która odchodzi w różne strony rzeczywistości. Bardzo często odważnie, bo gdyby tak trzymać się ortodoksyjności takiej akademickiej, to można by było się czasem postukać w głowę. Ale właśnie dlaczego nie?
[07:51] - A ty mówisz o Bibliotekarium w Radiu Paranormalium?
[07:54] - Tak, w Radiu Paranormalium. Inicjatywa tego Radia Paranormalium jest w każdym razie bardzo porównywalna z inicjatywą Rymuszki, który zakładał Nieznany Świat.
[08:06] - Tak, ale wiesz, jeszcze jest coś takiego na potwierdzenie tego, co mówisz, to wystarczy prześledzić, wziąć pierwszy z brzegu rocznik czasopisma, żeby przekonać się, że z jednej strony Marek potrafił w sposób taki zdystansowany komentować rzeczywistość, która nas otacza. Nie wchodził oczywiście w spory, jakieś polemiki, w politykę, ale potrafił zaakcentować swoje stanowisko odnośnie różnych sytuacji. To jest jedna sprawa. Ciekawa inicjatywa, taka odwołująca się do ludzkiej empatii, czyli zainteresowanie losem zwierząt. Psów, kotów, koni, w ogóle zwierząt. To też wiesz, przecież można by odlecieć w kosmos, interesować się UFO i duchami, a ten świat zostawić samemu sobie. Nie. Wrażliwość naczelnego Marka Rymuszki powodowała, że on zaangażował się w sprawy. W sprawę cierpienia istot, naszych braci mniejszych. To myślę bardzo dużo mówi o tym, jakim człowiekiem był Marek, bo też nie stać każdego na to, żeby właśnie tak szeroko patrzeć na to.
Myślę, że to ważna cecha.
[09:37] - Wiesz, ja bym tutaj był ostrożny po prostu, bo akurat w tym miejscu z laurkami, bo ta tendencja zwracania uwagi i tak dalej to jest tendencja współczesnej cywilizacji.
[09:51] - Właśnie nie! Przepraszam, ja wiem, że przerywam. Ja już po prostu za to będę w piekle, nie wiem, w którym kręgu za to przerywanie. Ale zobacz, on to robił, zanim stało się to modne.
[10:02] - No więc rzeczywiście tak, ale dla mnie nawet gdyby to robił w tej chwili jako modne, trafienie we właściwy punkt w czasie z pewnym wyczuciem tych tak zwanych trendów zawczasu to jest ogromny wyczyn. A przede wszystkim to jest wyczucie dziennikarskie. On był dziennikarzem i z tej strony po prostu złapał wiatr w żagle i potem przeżył do końca życia na tej fali.
[10:38] - Co więcej, Nieznany Świat to również pismo, które w różny sposób promuje sztukę. Zarówno sztuki plastyczne, jak i pisarskie, jak i teatralne. Przecież jest też nagroda Nieznanego Świata, która wiąże się z działaniami artystycznymi. Jest ta główna nagroda przyznawana przez Nieznany Świat, ale jest też ta nagroda artystyczna. To wszystko pokazuje, jak ważnym ośrodkiem stał się z upływem czasu miesięcznik Nieznany Świat. Bo można by powiedzieć, że to takie tam pismo, które mówi o duchach, UFO i w ogóle takich niesamowitościach. Nie. Ta pewna osobowość Marka sprawiła, że to było takie pismo, które z jednej strony rzeczywiście mówiło o rzeczach niesamowitych, a z drugiej strony było ośrodkiem pewnej myśli, jakiejś filozofii, jakiegoś patrzenia na sztukę, na świat w ogóle. Myślę, że to dosyć ważne, że takie pismo funkcjonowało. Ale co ważne, sam Marek był człowiekiem, powiedzieliśmy, że dziennikarzem, reportażystą, ale Pewno nie wszyscy wiedzą, że taki film „Wielka Majówka” dla naszego pokolenia film bardzo ważny.
Nie wiem, na ile on jest ważny dla pokolenia młodszego, ale film „Wielka Majówka” z piosenkami Maanamu. Współscenarzystą tego filmu był właśnie Marek Rymuszko. Dlaczego? Bo on podobną historię do tej, która w scenariuszu się znalazła, opisał. To był najpierw reportaż i z tego zrobiono film. Film, który w moim pokoleniu czarował, był magiczny. Nie na darmo w ostatniej scenie obserwujemy, a pewno za dużo zdradzę, pewną dziwną scenę z żyrafą. To może tyle. Za dużo nie będę opowiadał. Ale Marek to jest też człowiek, mówiłem o nim jako o człowieku orkiestrze, bo warto wiedzieć, że poza reportażami, poza scenariuszami, scenariuszem do filmu, pisał sztuki teatralne.
Pisał powieści dla dzieci. Z tego, co znalazłem, to napisał nawet kryminał. Była taka seria „Ewa wzywa 07” i tam znalazłem jeden z zeszytów. Tytułu nie pamiętam, ale podpisany Marek Rymuszko. Ja co prawda nigdzie w materiałach później nie znalazłem, żeby się Marek Rymuszko przyznawał z tych oficjalnych, a nie zapytałem go nigdy o to, czy to było jego dzieło, czy też przypadkowa zbieżność. Ale zakładam, że przy zainteresowaniach Marka to było jak najbardziej możliwe. Marek starał się próbować różnych form aktywności. Dlatego kryminał, dlatego powieść dla dzieci, dlatego reportaże, różne formy po prostu. A twoje pierwsze spotkanie z Markiem Rymuszko jakie było?
[13:48] - Właściwie pierwsze, drugie, trzecie i myśmy się wiele razy nie spotkali. Natomiast rzeczywiście żeśmy się spotkali, ja jako szczur jakiś 20-letni, kiedy trafiłem do Warszawy, do naszej księgarni ze swoim tego-
[14:06] - Ze swoją twórczością. Powiedz
[14:07] - Ze swoją twórczością, tak. Natychmiast zetknąłem się z taką szemraną opinią pani redaktorek, że dla naszej księgarni pisze mnóstwo autorek oraz tylko dwóch facetów: Żbikiewicz oraz niejaki Marek Rymuszko. To znaczy mężczyzn tam pisało więcej, ale one się wyrażały w facetów. I w każdym razie bardzo mnie to zaintrygowało. Huj jest ten Marek Rymuszko? I poprosiłem, żeby mnie kiedyś dał znać jak będzie. I kiedyś dał znać. Akurat byłem tam, coś załatwiałem. Wlazłem do pokoju. „Dzień dobry”.
Przedstawiłem się. Spojrzeliśmy po sobie jak takie dwa koguty. Po spojrzeniu żeśmy natychmiast doszli tym spojrzeniem do porozumienia, że w tym ogródku to my nie dziubimy, więc po prostu możemy nie szpanować. I poszliśmy sobie do Bazyliszka na dobrą whisky pogadać po prostu tak od tego. I gadaliśmy o niestworzonych rzeczach, o takich samych, o jakich pisał potem „Nieznany Świat”. Chyba przez jakieś pięć, sześć godzin żeśmy taki obiad długi mieli, gadając jak najęci każdy o różnych dziwnych rzeczach, z którymi się w życiu zetknął, z którymi się spotkał. I tak żeśmy się rozstali. Ale ten komplement pani redaktorek z redakcji był chyba celny. W każdym razie w stosunku do Rymuszki to na pewno. Zwróć uwagę, że musiał mieć człowiek charakter, jeżeli w trakcie tego załamania rynku wydawniczego, jakim były na pewno końcówka lat 80., lata 90.
w Polsce, ta jego łajba jakoś przetrwała, przepłynęła świat po prostu i dotrwała do XXI wieku. A wiele pism szacownych poległo.
[16:18] - Wiesz co, to się chyba wiązało trochę z charakterem Marka. Wiem, że to, co za chwilę powiem, może być różnie odczytane, ale w najlepszym znaczeniu tego słowa był dyktatorem.
[16:32] - To rozumiem.
[16:33] - Był człowiekiem, który realizował pewien obraz. Pewien obraz pisma, które będzie tworzył. Pewien obraz tego, jak to powinno być robione. W jakiś sposób tym pismem realizował siebie. To bardzo ważne, bo utożsamiał się bardzo z tym, co robił. Pismo to on, on to pismo i to było bardzo ważne. Tam nie było miejsca na ciała obce. Dlatego on bardzo dbał o to, żeby to pismo było spójne. I ktoś powie: „Ale czy było?” Moim zdaniem właśnie było. Właśnie w tej różnorodności było.
Bo proszę państwa, mamy pismo o rzeczach niesamowitych, a z drugiej strony dwie kolumny poświęcone twórczości poetyckiej. I to od wielu lat prezentował miesiąc po miesiącu poetów. Prezentował ich wiersze, ich życiorysy, ich zdjęcia.
[17:31] - Czyli w jakimś sensie robił to samo, co robię teraz Radio Paranormalium.
[17:37] - Chociażby, właśnie.
[17:37] - Audycje o tematyce paranormalnej, audycje o tematyce literackiej na przykład.
[17:41] - Właśnie. To pokazuje, że on naprawdę patrzył bardzo szeroko na naszą rzeczywistość. W „Nieznanym Świecie” pojawiają się felietony, które niekoniecznie mówią o rzeczach niesamowitych. One mówią najczęściej o życiu, o tym, jak żyjemy. Czasami po co? Ale to są wielkie pytania. Raczej te felietony aż tak wielkich spraw nie dotykają. Dotykają spraw mniejszych, ale bardzo ważnych. To myślę, świadczy o tym. Przecież Wiktor Żwikiewicz również swojego chińskiego bohatera Sun Tzu też miał prezentowanego.
[18:25] - Bo Rymuszko chciał mieć taką zabawną rzecz, to po prostu ją wziął i zaryzykował.
[18:31] - Chciał. Ale widzisz, to właśnie też jest pewna cecha Marka, która dla jednych może być przepiękna i wspaniała, dla innych mogła być przekleństwem. Otóż jak Marek czegoś chciał, to Marek to miał. On tak działał, żeby to się stało ciałem. I dlatego powiedziałem, że to dla ludzi patrzących z zewnątrz mogło być wspaniałe. Ja się zastanawiam bardziej nad tym, jakie to było dla jego współpracowników w redakcji, bo to mogło być trudne.
[19:08] - To niech będzie trudne, ale widzisz, jak ja ciebie słucham, jak opisujesz Rymuszko, to jest taka pochwała systemu autorytarnego w ogóle w świecie, że się w głowie nie mieści.
[19:21] - Tak!
[19:23] - Świat w tym momencie jest-
[19:26] - Wiesz co? To w zależności od tego, z której strony spojrzymy, może być cechą wspaniałą, a dla innych może być nie do zniesienia. Ja nie chcę tego oceniać. Oceniać można dzieło Marka po tych kilkudziesięciu latach trwania „Nieznanego Świata”, regularnego wychodzenia. Po prostu to pismo było, miesiąc w miesiąc się pokazywało. Fascynowało bardzo wielu ludzi. Nie miało gigantycznego nakładu, ale też nie spadał mu dramatycznie. Zobacz, bo to bardzo często było tak, że jakieś pisemka wystrzeliwały w kosmos z nakładem, a później po kilku miesiącach kończyły niepięknie.
[20:15] - Albo tak jak pismo, które się później zreinkarnowało jako „Czwarty Wymiar”. Kiedyś nazywało się „Nie z tej ziemi”, potem „Z tej i nie z tej ziemi”, a potem zostało przejęte przez Kościół i czytelność spadła, bo z czasopisma takiego ezoterycznego, otwartoumysłowego zamieniło się w pismo o tematyce chrześcijańskiej.
[20:40] - A nie śledzę ostatnio „Czwartego Wymiaru”, więc trudno mi powiedzieć.
[20:48] - A to kiedyś chyba sama redaktorka naczelna, pani Kosmowska opisywała, w czasach, kiedy jeszcze to czytałem.
[20:55] - Rozumiem. Nie wiem. Nie mam kontaktu. Natomiast powiem tak: wracając jeszcze do Marka, to powiedział Wiktor o tym systemie autorytarnym. Tak, to jest pewna pochwała tego systemu. Pochwała przez to, że to było skuteczne. I dla mnie to jest podstawowy wyznacznik tego, że to, co robił, było sprawnie robione i po prostu było. W ogóle Marek to był człowiek, który miał charyzmę, którego słabsze osobniki mogły się bać. Marek jak ściągnął brew, to był groźny. Jak się go znało, to już był może groźny mniej, ale też Marek potrafił wypalić twardo to, co myślał.
Nie bawił się w kunktatorstwo, nie bawił się w jakieś opowieści dziwnej treści. Czasami to było twarde, co powiedział.
[21:56] - Nawet bardzo twarde.
[21:58] - Tak. Czasami bolało.
[22:00] - Szczególnie jeżeli trafiło to do felietonu otwierającego „Nieznany Świat”.
[22:05] - Na przykład. Właśnie.
[22:07] - Bo pamiętam, właśnie on się nie obawiał w ogóle wygłaszać otwarcie, czy to w formie pisemnej, czy w formie głosowej, swoich opinii na różne tematy. Jak kogoś trzeba było nazwać kurwą i złodziejem, to nazywał go kurwą i złodziejem.
[22:22] - Tak. Poza tym to był typ charakterologiczny, który potrafił walczyć z całym światem. Jak mu nadepnęli na odcisk prawicowcy, to walił na odlew w prawicowców.
[22:37] - Ja właśnie o takim przykładzie teraz wspominam, jak w 2005 roku władzę objęła, koalicyjnie co prawda, ale jednak partia obecnie nam rządząca, to po prostu walił bez zastanowienia. Szczególnie gdy zaczęły się ataki na takie środowiska ezoteryczne z ambony w kościołach.
[22:59] - Tak. To z jednej strony. Ale z drugiej strony, jak mu zaczęła na odcisk nadeptywać „Gazeta Wyborcza” oraz niektórzy jej redaktorzy, to jak przygruchał, jak walnął, to po prostu wióry leciały. Na miejscu jednego z redaktorów, byłych zresztą już redaktorów „Gazety Wyborczej”, ja bym dokonał rytualnego samospalenia po tym, co napisał o nim Marek Rymuszko. Bo to, co napisał o jego warsztacie dziennikarskim, to, co napisał o jego moralności i sposobie wykonywania zawodu, było gwoździem do trumny moim zdaniem. Nie wiem, czy ów redaktor się specjalnie przejął. Jak go znam z daleka, to niespecjalnie. Niemniej jednak ja bym się źle poczuł, jakbym coś takiego o sobie przeczytał.
[23:51] - Dostać taki ochrzan od prezesa i w ogóle założyciela stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu to jest jednak nie byle co.
[24:01] - Tak, to prawda. To tyle. Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Markiem Rymuszką. Ono było bardzo oficjalne. Myśmy się spotkali, pewne rzeczy ustalili, nie wchodźmy w szczegóły jakie. To było spotkanie natury takiej: „Mam dla pana pewną pracę do wykonania. Czy pan to bierze?” „Tak, biorę.” „Okej, ale musi pan to, to zrobić tak i tak. Bo jak nie, to sorry, ale nie będziemy współpracować.” Mniej więcej tak wyglądało ustalanie warunków współpracy. Człowiek w to wchodził albo nie wchodził. Warto było.
To jest tak, że człowiek uczy się od mistrzów. W pewnym momencie przychodzi taki czas, że należy czasami mistrzowi powiedzieć: „Niekoniecznie”, ale musi trochę czasu upłynąć, żeby człowiek był na to gotowy. Najpierw musi być ten czas, tak jak w średniowieczu przygotowywali się czeladnicy do wyzwolenia i tak dalej. Tak tutaj człowiek też musi pewną drogę przejść, żeby w pewnym momencie powiedzieć: „Marku, patrzę na to troszeczkę inaczej.” I to był taki moment, kiedy Marek spojrzał na mnie tak, jak jeszcze wcześniej nie widziałem, żeby spojrzał. I to nie było spojrzenie człowieka, który cię zaraz rozszarpie. To było spojrzenie z szacunkiem. „Ten gość wreszcie dorobił się własnego zdania. W takim razie możemy z nim wreszcie pogadać, bo na razie po prostu zlecaliśmy mu pewne rzeczy albo rozmawialiśmy na pewne tematy, a teraz możemy podyskutować.” Tak mniej więcej widzę tę historię naszych spotkań. Tak to mniej więcej się odbywało. Wiktorze, coś jeszcze?
[26:04] - Nic. Człowieka nie ma. Idea trwa dalej.
[26:09] - Właśnie. Zobaczymy. „Nieznany Świat” jako dzieło pozostał. Teraz tylko należy życzyć redakcji, żeby to dzieło trwało.
[26:19] - Tym bardziej że mamy tam przyjaciela Wojtka Chudzińskiego, który musi sobie teraz dawać radę bez Rymuszki.
[26:27] - Myślę, że to godny następca. W ogóle cała redakcja.
[26:32] - I Piotra Cielebiasia oczywiście.
[26:34] - I Piotr Cielebiaś to drugi zastępca naczelnego. Myślę, że to dobra, zacna ekipa. Życzmy w każdym razie „Nieznanemu Światu” jak najlepiej. I chyba tyle. Nie przedłużajmy, bo temat wesoły nie jest. Zresztą ta wiadomość z 22 lipca spadła tak niespodziewanie. Pamiętam, że to był dzień, kiedy przyszedł „Nieznany Świat” znalazłem w skrzynce i później na Facebooku zobaczyłem informację. I to takie było wstrząsające. Jak zawsze zresztą ktoś, kogo dobrze znamy, ale to jakoś tak szczególnie. Dobrze, Wiktorze, teraz wróćmy do tematu głównego.
Będziemy dzisiaj mówić o książce. Przeczytałem w jednej z recenzji, że to jest bardzo tajemnicza książka Stanisława Lema. Książka niejednoznaczna. Najczęściej porównuje się ją, to żadne odkrycie, próbuje się ją zestawić z „Procesem” Kafki. To jest równie nieczytelne w niektórych momentach, przynajmniej do pewnego momentu przestaje być czytelne, równie zagadkowe. Co ty na ten temat sądzisz?
[27:55] - Sądzę. Widzisz, żeby tutaj dyskusję rozkręcić i żeby ona była właściwie pokrętna, mam propozycję, żeby nie od razu wdeptywać w książkę, ale najpierw przeanalizować to zjawisko, które tę książkę wyprodukowało. Tym zjawiskiem był Stanisław Lem. Otóż z Lemem to jest coś dziwnego. Ta książka jest jednym z przykładów potwierdzających mój niezwykły ogląd Stanisława Lema. Otóż jeśli ktokolwiek myśli, że po przeczytaniu jakiejkolwiek powieści Lema wie cokolwiek o Lemie, to się słodko myli. Jeżeli ktokolwiek myśli, że po przeczytaniu „Wspomnień” Iona Tichego albo opowiadań o Pilchie wie cokolwiek o Lemie, to się słodko myli. Jeśli ktoś myśli, że po przeczytaniu „Maski” albo „Golema” wie cokolwiek o Stanisławie Lemie, tak samo się słodko myli. Po pierwsze to nie jest tylko moja opinia. Właściwie nie wiadomo, kim był Lem.
To znaczy kim był jako osoba.
[29:26] - Znana anegdota mówi o tym, Dick go uznał za postać zbiorową, za rodzaj takiego wytworu służb wywiadowczych.
[29:36] - Amerykańska science fiction już dostrzegła w Polsce inteligencję zbiorową, że tak powiem.
[29:46] - Tak jest.
[29:48] - Natomiast ja wyskoczę tu z twierdzeniem, nie moim zresztą, że Lem był zapewne jedną z największych, jeśli nie największych osobowości umysłowych XX wieku. Jako myśliciel. Nie mówię jako autor książek, nie mówię jako filozof, tylko jako myśliciel. Był to chyba jeden z największych umysłowości XX wieku. Zakres jego zainteresowań... Tu nie można w ogóle tego słowa używać. Zakres mówi skąd dokąd. Zainteresowania Lema-
[30:35] - On był zainteresowany totalnie światem.
[30:38] - Światem po prostu, bezwzględnie. I teraz stąd wychodzi pewien problem, że na przykład jego sztandarowe dzieła, praktycznie biorąc kulturoznawcze czy filozoficzne, takie jak na przykład „Suma technologia”, dla humanisty są zbyt trudne do przełknięcia. Dla technofoba czy technokraty znowuż są zbyt mało humanistyczne, żeby mógł je przełknąć. Lem pisał w taki sposób-
[31:10] - Za bardzo dla technokraty.
[31:12] - Tak, za bardzo humanistyczne i tak dalej.
[31:16] - Ale cokolwiek powiemy, „Suma technologia” nie jest książką łatwą.
[31:23] - Ja twierdzę, że żadna z książek Stanisława Lema nie jest rzeczą łatwą.
[31:28] - No to wyciągnąłeś mi moją puentę. No ale dobra, niech ci będzie, to mów dalej teraz ty.
[31:33] - I teraz jest taki problem. My jako czytelnicy mogliśmy obserwować ewolucję Lema. Od niego właściwie jako chłopczyka w krótkich spodenkach, który pisał o jakimś gościu z Marsa.
[31:52] - Tak.
[31:53] - Pierwszych.
[31:54] - Torek z Marsa.
[31:55] - Potem któregoś studenta, jeszcze prawie studenta, który pisał książkę o lekarzach, „Czas nieutracony”.
[32:07] - Ale to „Szpital Przemienienia”.
[32:09] - „Szpital Przemienienia”. Sorry.
[32:10] - „Szpital Przemienienia”. Myślę, że to była taka rzecz, która w nim tkwiła i on to musiał z siebie wyrzucić.
[32:18] - Jako człowiek, który kończył medycynę, miał swoje stosunki, przemyślenia na te tematy i tak dalej. Przemyślenia na wszystkie tematy. I teraz problem polega na tym, że myśmy obserwowali i właściwie chcielibyśmy powiedzieć, w którym momencie Lem dojrzał. Kiedy miał 18 lat, kiedy się stał pisarzem. Nigdy takie coś się nie zdarzyło. Lem ewoluował i rozwijał się do samego końca w sposób właściwie trudno zrozumiały dla normalnego człowieka. Ja teraz wyskoczę z tezą bardziej taką racjonalną. Bardziej wyczyszczę światopogląd, który tu wykładam. Otóż poza Lemem czytelnym, który się w pewien sposób bawił literaturą, który sprzedawał swój towar w sposób taki bardzo otwarty, jasny, czytelny, co ma miejsce w „Bajkach robotów”, w opowieściach Pilcha, bardzo mądrych, bardzo dojrzałych, ale równocześnie bardzo przejrzystych, bardzo przezroczystych w takich książkach jak „Niezwyciężony”, jak „Solaris”.
[33:41] - Wiesz co ci powiem? Powiedziałeś, że w takich prostych. Właśnie moim zdaniem wcześniej mówiłeś o czymś innym i to mi bardziej pasowało. Bo z Lemem to jest tak, że spora część jego książek ma wiele warstw. Tak jak cebula, jak ogry ze Shreka. Lem ma warstwy również. I to jest tak: jak bierzemy „Bajki robotów”, jak bierzemy „Dzienniki gwiazdowe”. Obie te rzeczy czytałem będąc 11-latkiem. Świetnie się bawiłem. Ja już to kiedyś mówiłem.
Nic nie rozumiałem. Ja czytałem pierwszą warstwę. Opowieść, jakąś historyjkę. To było fajne, bo tam paradoksy czasowe, cuda niewidy. Z Lemem można przebywać literacko przez całe życie, bo okazuje się, że tych warstw u Lema jest całkiem sporo, bo człowiek później mówi: „A teraz to już rozumiem. Teraz te dzienniki gwiazdowe mają drugą warstwę, tam jest jeszcze coś więcej. Dobra, to już rozumiem. Już jestem taki wykształcony. Rozumiem.” Mija kolejnych 10 lat i się okazuje, że tam jest dalej coś. Zaczynają się kojarzyć inne rzeczy.
Tak jest z Lemem, że bardzo duża część twórczości Lema właśnie jest taka wielowarstwowa.
[35:10] - Ty mówisz o warstwach dotyczących tego. Ja się z tym zgadzam, wszystkie książki Lema są wielowarstwowe. Jak wszystkie dobre w ogóle książki muszą być wielowarstwowe, żeby były dobre.
[35:21] - Ale u Lema bardziej.
[35:22] - Natomiast ja mówię, Marku, o czymś innym jeszcze. Otóż ja przynajmniej twierdzę, że u Lema zaistniało dziwne rozdwojenie jaźni, z którego te książki głównego nurtu są jakby jedną częścią jego twórczości, a druga część jest właśnie... Ja je uszereguję. Ten drugi nurt to są książki, w których nie do końca wiadomo, o co chodzi i nigdy nie będzie wiadomo, bo nie ma prawda, o co chodzi. Lem miał umysł piekielnie precyzyjny. Natomiast te książki takie jak- Śledztwo, niby kryminał, niby groza, niby science fiction, ale właściwie nie wiadomo, o co chodzi. „Pamiętnik znaleziony w wannie”.
[36:17] - Ale bardzo dobrze, że wymieniasz te dwa tytuły na jednym oddechu.
[36:20] - Tak.
[36:21] - Bo te tytuły do pewnego stopnia mówią o tym samym. Źle. Zaprzeczam temu, co mówiliśmy przed chwilą. Można odczytywać je w bardzo podobny sposób, że kto wie, czy naszą rzeczywistością nie rządzi przypadkowo chaos i czy chaos nie jest tak naprawdę rodzajem porządku. Wiem, że to brnę w jakieś idiotyczne paradoksy, ale one są z pozoru tylko idiotyczne.
[36:50] - Tak, ale widzisz, potem nastąpił ciąg dalszy. Ciągiem dalszym w tym zdrowym lemowskim kręgosłupie są takie opowiadania jak na przykład „Maska”, która nie wiadomo skąd się Lemowi wystrzeliła. Potem „Golem”, też z innej strony zupełnie dziwna rzecz.
[37:14] - Sorry, ale „Golem” jest trudną książką. Myślę, że wiem skąd. Nie mówię, że rozumiem do końca, ale myślę, że wiem, skąd ona się wzięła Lemowi. Lem to jest człowiek, który, jak często mówię przy okazji różnego rodzaju wypowiedzi dotyczących transhumanizmu, sztucznej inteligencji i w ogóle transferu świadomości, Lem na początku lat 60. zastanawiał się, czy się przypadkowo nie da ludzkiego mózgu przetransferować do sztucznych obwodów. 20 lat później taki amerykański naukowiec, właściwie myśliciel, niektórzy mówią, że filozof, Putnam mówi o tym, że jest to nazywane nawet „mózg w słoju”. I pół świata się zachwyciło, jak on to sprawnie wymyślił. A Lem to napisał 20 lat wcześniej. To kto tak naprawdę jest błyskotliwym umysłem? Ten amerykański naukowiec, na którego się dzisiaj wszyscy powołują, pan na P., który mówił o mózgu w słoju, czy Lem, który 20 lat wcześniej napisał?
Omawialiśmy w swoim czasie, przytaczaliśmy naszą rozmowę na temat tego opowiadania Stanisława Lema ze wspomnień Iona Tichego. Pierwsze z tych wspomnień dotyczyło tych mózgów w skrzyniach i on nad tym się zastanawiał 20 lat wcześniej. Znowu „Golem”. Zastanowienie nad sztuczną inteligencją, nad tym, jak to jest. To oczywiście znowu jedna tylko z warstw. Ale on to robił. „Golem” to są lata 80. i to pierwsza połowa lat 80. On to robił wtedy, a my się dzisiaj, właściwie ten świat naukowy czy ten świat nie tylko naukowy, nad tymi problemami zastanawia dzisiaj. Czyli znowu upłynęło kilkadziesiąt lat.
Nie mówię, że w czasach Lema, kiedy powstawał „Golem”, nikt o tym nie myślał, ale Lem nadawał temu rangę nie zabawy intelektualnej, tylko twardych, filozoficznych przemyśleń.
[39:32] - Lem miał chyba w ogóle pecha, że urodził się-
[39:39] - Pewna korelacja myśli tam następuje. To nie jest takie ludne bajanie na temat tego, co sobie Lem pomyślał.
[39:47] - Chciałem coś powiedzieć. Lem chyba miał w ogóle pecha, że urodził się Polakiem, a nie takim Amerykaninem. Bo jak Polak coś powie, jak Polak wpadnie na jakiś pomysł i nie ma siły przebicia na Zachodzie, to ten jego pomysł, ta jego idea właściwie pozostanie niezauważona do czasu, dopóki nie wpadnie na ten sam pomysł, na tę samą ideę ktoś operujący językiem angielskim.
[40:13] - Bardzo dobrze, że to powiedziałeś, Marku, bo ja sobie zrobiłem prywatne śledztwo. Też o tym już kiedyś mówiłem. Jak to się stało, że ten pan na P., Putnam, zrobił taką karierę z tym mózgiem w słoju, a Lem nie? I wyszła rzecz kuriozalna, bo otóż „Dzienniki gwiazdowe” i towarzyszące im opowieści Iona Tichego wyszły w Stanach Zjednoczonych w dwóch częściach i ta pierwsza ukazała się mniej więcej w połowie lat 70. Już nie pamiętam dokładnie, chyba w ’76 roku. Nie zawierała ta książeczka wspomnień Iona Tichego, tej części pierwszej, o tych mózgach w skrzyniach. Ta ukazała się mniej więcej w tym samym czasie, kiedy ten Putnam wymyślił te mózgi w słojach. Zachodzi duże prawdopodobieństwo, że Putnam wpadł na to niezależnie. Nie przeczytał tego u Lema, ale 20 lat później. I to, co powiedziałeś.
Lem po prostu miał pecha, że pomimo że był jednym z najczęściej tłumaczonych pisarzy na język angielski, japoński i w ogóle prawie każdy, jaki funkcjonuje, to jednak pewne rzeczy, szczególnie takie bardziej hermetyczne, dochodziły do anglojęzycznego czytelnika z dużym opóźnieniem. Bo to jak policzymy, to dobre 20 lat później doszło do Stanów Zjednoczonych i to był pech Lema. To z tego powodu dzisiaj mamy virtual reality, a nie mamy fantomatyki. Lem, opisując w jednym ze swoich dzieł sztuczną rzeczywistość, użył słowa „fantomatyka”, ale zanim to przetłumaczono, to już było VR. No i mamy virtual reality. Znowu nazwa Lema się nie załapała. Może by się w ogóle nie załapała, ale nawet nie dano jej szansy. Tak to z Lemem było właśnie. Ale zaczęliśmy od tego, Wiktor o tym mówił, jak zwykle pracowicie przerwałem, że Lem... Dobrze to powtórzę, to lepiej powtórz ty, że Lem był wielowarstwowy, niejednoznaczny i ktoś, kto powie: "A ja już Lema rozumiem", to możemy się pośmiać chyba wspólnie.
Tak uważam, że zrozumieć Lema albo wygłaszać taki pogląd, że ja już Lema rozumiem, to jest duża odwaga.
[42:52] - Tak, ale widzisz dlaczego ja tak wypaliłem, żeby się zastanowić nad tym Lemem? Bo ja cały czas twierdzę, że w nurcie książek, które napisał Lem, są książki, które w jakiś sposób można chwycić oraz są książki, w których przewijają się tematy, które właściwie są takie ulotne jak dym z dobrej fajki.
[43:22] - Dobrze, przywołałeś „Śledztwo", „Katar" też właściwie.
[43:29] - „Katar", „Śledztwo", „Pamiętnik znaleziony w wannie", „Kongres futurologiczny" również, chociaż już jest taki na pół gwizdka, bo jest bardziej czytelny, ale też przede wszystkim jego recenzje z „Książek nienapisanych".
[43:51] - Oraz wstępy, bo to są dwie różne książki.
[43:53] - Wstępy, „Próżnia niedoskonała". To są rzeczy-
[43:59] - Chyba „doskonała". Ta próżnia doskonała.
[44:01] - „Próżnia doskonała", tak. A potem była doskonałość niedoskonała, tak?
[44:06] - Nie. Dobra, zostawmy, bo wymienić wszystkie tytuły Lema to też jest problem. „Próżnia doskonała" chyba. Sprawdzę zaraz. Użyję wujka Google'a, ale wrócę do tego. Mnie się podoba to, że powymieniałeś te książki w pewnym ciągu, bo tak jak powiedziałem wcześniej, one mówią o chaosie.
[44:25] - Zwróćcie uwagę, Lem był żelaznym racjonalistą.
[44:33] - Oczywiście.
[44:33] - Bezwzględnie wszystko racjonalizował, ale równocześnie gdzieś na boku pisał dziwne rzeczy. I teraz Marku, ja właśnie mówię, że nie wiadomo, co nie wiadomo. Otóż nie wiadomo, czy my nie wiemy, czy my nie możemy tego złapać. Szkoda, że nie można dzisiaj z Lemem pogadać, żeby Lem, chociaż może przy jakimś dobrym stolikowcu-
[45:06] - Lem nie chciałby z nami gadać. Może z tobą
[45:10] - Spoko. Lem z każdym chętnie rozmawiał. Natomiast spis polega na śmiesznej rzeczy, że z Lemem jest pewien problem taki, że gdyby on żył, może by nam wytłumaczył po prostu.
[45:26] - I widzisz, ludzie nas jednak słuchają i Tomek Fons napisał, żebyśmy sobie zapamiętali, on tego nie napisał, ale ja to mówię, że mamy „Próżnię doskonałą", tak jak powiedziałem, i „Wielkość urojoną". To są te dwie książki, o których wspominaliśmy.
[45:40] - Ja pamiętam-
[45:41] - Dobrze jest mieć niezawodnych współpracowników.
[45:43] - Pamiętam, o tyle Marku, mogłeś mnie również zapytać, tylko że ja nie jestem za bystry, że nawet kiedyś raczyłem skomplementować bardzo dosyć niepochlebnie Stanisława Lema. Powiedziałem mu-
[45:56] - Byłeś odważny.
[45:56] - Nie. Raz mi się udało. Popatrzył na mnie spode łba i przełknął i w ogóle nic. Powiedziałem mu, że próżnia była rzeczywiście doskonała, a wielkość urojona.
[46:09] - To się ciesz, że nie dostałeś z główki. Wiesz, Marek Oramus był w swoim czasie mocno, podpadł Stanisławowi Lemowi i doszło do kilku ekscesów.
[46:22] - Wiesz, jak tłumaczył świętej pamięci Maciek Parowski mówił, zadzieranie Oramusa z Lemem to było właściwie takie wyznanie miłości tak naprawdę.
[46:46] - Zapewne. Chociaż jak słuchałem później w Nidzicy wykładu Oramusa o tym, jak to Lem bawił się z radziecką bezpieką, właściwie tą, która szła tuż za Armią Czerwoną, kiedy tam doszło do okupacji tych terenów wschodnich. Jak on im podsuwał jakieś modele wielkiego czołgu, próbował planować i tak dalej. To była piękna opowieść. Ja nie powtórzę jej szczegółów, bo nie zapamiętałem, ale widziałem w tej opowieści, że Marek się nieźle bawił mogąc szpilę mistrzowi wbić. Nie na niwie literackiej co prawda, ale takiej, nazwijmy jej ogólnej. Mu tak troszeczkę te szpileczki tam wtykał, wbijał i co on jeszcze mógł tymi szpileczkami zrobić? Wiesz co, przejdźmy do tej książki, którą mamy dzisiaj omawiać. „Pamiętnik znaleziony w wannie". Ja na początku zastrzegłem się, czy to jest właściwie powieść gatunkowo.
Co prawda w niezawodnej Wikipedii mamy oczywiście informację, że to powieść Stanisława Lema, wydana po raz pierwszy nakładem oczywiście Wydawnictwa Literackiego w 1961 roku. Ale jakby tak się zabrać za-
[48:08] - Wiecie, słuchacze, co to był 1961 rok?
[48:11] - Prehistoria była to po prostu.
[48:13] - Sobie nie wyobrażacie. Dinozaury latały.
[48:16] - I niektóre nawet latały jeszcze też.
[48:18] - Tak. To naprawdę był absolutnie inny świat.
[48:22] - Ale wiesz co, jakby tak rozwłóczyć to dzieło Czy to jest powieść? Ja się zastanawiam cały czas, czy to jest powieść. Jakby jakiś literaturoznawca zechciał mi to dogłębnie wyjaśnić, to ja byłbym wdzięczny. Nie czuję się kompetentny.
[48:39] - Marku, cały czas próbuję przemyśleć to, co powiedziałem, że tego nikt nie stwierdzi. Tylko Lema można by było zapytać i on by udzielił odpowiedzi.
[48:50] - Nie. To ja pytam w tej chwili o przynależność formalną.
[48:56] - Tak jak zacząłeś od tego Kafki. Otóż ja twierdzę, że każdy, kto nie rozumie jakiejś książki, to zawsze zwykle się odnosi-
[49:05] - Do Kafki.
[49:06] - Do Kafki.
[49:06] - No tak.
[49:08] - Można jeszcze, że tak powiem, tego reżysera szwedzkiego Bergmana tutaj użyć.
[49:13] - Nikt nie rozumie, zawsze dobrze brzmi.
[49:17] - Bergman, Kafka albo coś innego.
[49:20] - Szczególnie dobrze brzmi to w recenzjach. Jak człowiek pisze recenzję, jak się powoła na Kafkę albo na Bergmana to wiadomo, że nikt nic nie rozumie i wszyscy będą udawali, że jest wszystko okej. Dobrze, ale ja mówię czysto formalnie. Czy to jest powieść? Mądrzejszego ode mnie by trzeba, żeby mi wytłumaczył takie sprawy formalne, bo ja mam co do tego wątpliwości. Na pewno jest to książka. Czy kawkowska? Nie wiem. Są jakieś podobieństwa.
[49:48] - Nie ma.
[49:49] - Można.
[49:50] - Nie ma.
[49:52] - Sam powiedziałeś o tym. Przyznałeś mi przynajmniej, że ta książka ma różne poziomy i na tym poziomie pierwotnym rzeczywiście mamy do czynienia z bardzo podobną sytuacją. Facet porusza się w pewnej rzeczywistości, w tym wypadku korytarzy nowego Pentagonu, gdzieś pod Górami Skalistymi. O tych dekoracjach za chwilę. Ale facet się porusza, rozmawia z ludźmi i pytanie, czy z tych rozmów coś wynika. Dla niego przez bardzo długi czas zupełnie nic. Później coś mu się klaruje po to, żeby się później gwałtownie rozpaść, bo kilka razy mu się rzeczywistość rozpada. Przynajmniej ta, którą sobie w głowie ułożył. Więc to troszeczkę tak wygląda. I tu na tym poziomie pewne podobieństwa do Kafki, nawet nie wysilając się, można znaleźć.
Dalej to już byłoby ryzykowne. Zarysujmy w ogóle, z czym mamy do czynienia. Otóż to jest relacja znaleziona-
[50:54] - Przede wszystkim książka jest właśnie dziwnie dyskusyjna. Czym ona w ogóle jest, co to za gatunek literacki i tak dalej. Natomiast sam wstęp to jest klasyczne science fiction, takie, że każdy właściwie od razu łyka, a potem dostaje w zęby.
[51:13] - Ale przeczytałem jedną rzecz na temat tego wstępu, że ten wstęp został ponoć wymuszony przez cenzurę. Wyobraź sobie. Ponieważ powieść Lema czy książka Lema, ten zrąb zasadniczy od rozdziału pierwszego była dla cenzury czymś, co ją przerażało. I tak na wszelki wypadek, ponieważ nie wszystko dało się zrozumieć, ale cenzorzy czuli, że tam jest tych pięter, tych poziomów bardzo dużo i kto wie, czy któryś z nich nie przyładuje. Ewidentnie są tam odniesienia do państwa totalitarnego na przykład.
[51:53] - Tym bardziej to jest zabawne, że cenzura naprawdę miała problem, bo w tej książce dzieje się wszystko właściwie w jakimś piątym Pentagonie.
[52:03] - Nowym Pentagonie.
[52:04] - Nowym Pentagonie, w Górach Skalistych i tak dalej.
[52:07] - Pod Górami Skalistymi. Ta akcja się tam dzieje, a my dowiadujemy się z tego wstępu, że to są notatki znalezione w ruinach tego nowego Pentagonu, w ogóle bardzo dawno, w takiej erze. W ogóle ciekawie się zaczyna. Ten wstęp przecież mówi o tym, że ludzie, z których perspektywy patrzymy, odczytujemy pamiętnik, wiedzą o czasach, w których dzieje się akcja, w których nasz bohater krąży po korytarzach nowego Pentagonu. Z ich perspektywy oni wiedzą mniej o tych czasach niż o czasach piramid czy o czasach starożytnych. Dlaczego? Bo podobno doszło — i to jest ten element fantastyczno-naukowy — doszło do papyrolizy, czy jak to się tam nazywa inaczej. Czyli po prostu papier się rozpadł. Cały nośnik informacji. Notabene zobacz, jak to się wszystko zmieniło.
Dzisiaj ta informacja o tym, że papier był głównym nośnikiem jakichkolwiek informacji, już przestaje być powoli czytelna, bo tych nośników informacji mamy tyle innych.
[53:20] - Tyle że ich trwałość przy jakimś impulsie albo jakimś dziwnym wydarzeniu na miarę kosmiczną może nagle zniknąć za jednym podmuchem.
[53:34] - Mówisz tak, impuls elektromagnetyczny jak pierdyknie. Ale też nie wszystkie, bo mamy optyczne zapisy, mamy wszystkie inne. Dobrze, nie chcę dyskutować o tym, czy nasza cywilizacja jest w stanie zapisywać coś trwale, czy nie. Tu mamy w każdym razie taką sytuację, że doszło do zniszczenia papieru. Ten pamiętnik jest jakimś takim ewenementem z tamtych czasów. Sytuacja jest dziwna, bo to jest taka relacja z pierwszej ręki. Pisany jest w pierwszej osobie. Poza wstępem, który tak jak powiadam, wymuszony został ponoć przez cenzurę. Ja się zresztą nie dziwię, bo tak jak powiedziałem, tamtych odniesień różnego rodzaju... Inaczej.
Jakbym był udręczonym cenzorem w głębokim PRL-u za Gomułki, to też bym kazał Lemowi napisać taki wstęp. Bo w końcu trzeba pensję co miesiąc odbierać. A tu nie wiadomo, czy ten Lem właściwie przypierdzielił po raz kolejny w system, czy on może się bardziej z nas śmieje, czy on bardziej nas potępia. W każdym razie pisze coś, co ciężko zrozumieć. Ale człowiek czuje, że on przynajmniej na jakimś tam poziomie pierdyknął w ten system.
[54:45] - Tak, bo on pisał o tym drugim ukrytym Pentagonie, ale śmierdziało zupełnie jakoś dziwnie nie z Zachodu.
[54:56] - Coś tak. Wiesz co, dzisiaj mam ten komfort, bo my bardzo często uważamy w czasie naszych audycji, żeby nie opowiedzieć danej książki. Powiedz mi, jak długo musielibyśmy opowiadać treść „Pamiętnika znalezionego w wannie”, żeby go opowiedzieć sekwencja po sekwencji? A w dodatku co z tego, że byśmy go opowiedzieli, jak byśmy miliona różnych znaczeń nie podali, bo nie bylibyśmy w stanie. My byśmy streścili, co się działo po kolei w tej książce, co wcale nie znaczy, że zaserwowalibyśmy państwu klucz do zrozumienia tej książki.
[55:40] - Teraz wracamy do tego wstępu, który ja mówiłem. Otóż większość książek Lema można opowiedzieć. Tych książek, które ja uszeregowałem w taki ciąg tej rozdwojonej jaźni Lema nie da rady opowiedzieć. Nie można opowiedzieć „Pamiętnika znalezionego w wannie”, nie można opowiedzieć „Śledztwa”, ani nie można opowiedzieć „Maski”. Coś leci, coś ucieka, coś gdzieś biegnie. I co? Będziemy tak dwie godziny gadali?
[56:12] - Można opowiadać, jak ten facet po kolei przemierza te korytarze nowego Pentagonu. Trafia do jednego pokoju, dostaje od szefa zlecenie na coś. Prowadzi dziwne dialogi, więc dostaje zlecenie na misję. Później trafia do innych ludzi, którzy mają tłumaczyć instrukcję, ale ta instrukcja gdzieś znika, on jej później szuka. I co państwu dało to, że ja streściłem kawałeczek książki? Nic. Bo cała warstwa, te znaczenia, istota tego wszystkiego, co się w książce dzieje, jest właśnie w słowach, w zdaniach, w tym subtelnym przekazie, który Lem serwuje, tam to wszystko się znajduje. Więc dzisiaj możemy spokojnie odwoływać się do różnych sytuacji absurdalnych, bo ta książka, gdyby ją opowiedzieć scena po scenie, to doszlibyśmy do wniosku, że Lem po prostu jaja sobie z nas robi, bo opowiada kompletnie od czapy odjechaną historię. Facet się błąka po korytarzach, wchodzi do pokojów, toczy z ludźmi, których tam zastaje w tych pokojach, jakieś irracjonalne dialogi, gdzie stopień niedopowiedzeń, stopień jakichś umowności, dziwnych przekazów jest tak wielki, że człowiek zaczyna się w tym gubić. W pewnym momencie człowiek mówi: „Rany, czy ja to wszystko rozumiem?
Czy ja w ogóle rozumiem, co czytam?” Miałem kilka takich momentów, na szczęście krótkich, bo człowiek podąża dalej, to się zaczyna wszystko w pewnym momencie składać, ale tam są sceny komediowe wręcz. Przypomnij sobie popijawę naukowców, którzy na początku wcale nie wydają się głównemu bohaterowi naukowcami. Naukowców poprzebieranych. Trudno mówić „poprzebieranych”. Oni są ucharakteryzowani, mają sztuczne brwi, rzęsy czy coś jeszcze. W czasie popijawy to się w pewnym momencie zaczyna odklejać, jakieś sztuczne nosy gdzieś się tam wgłębiają. Później się okazuje, że to są naukowcy, którzy badają to wszystko, co się dzieje wokół nich, opisują jak naukowcy. Już odstawiana jest wóda, przechodzą na koniaczek czy też na inne szlachetne trunki. I czy ja państwu opowiedziałem „Pamiętnik znaleziony w wannie”, przynajmniej jego fragment? Otóż znowu nie, bo to nie o to w tym wszystkim chodzi.
Tam mamy bardzo wiele znaczeń na poziomie słów, wymiany zdań, dialogów wreszcie. Dopiero wtedy tę książkę można zrozumieć.
[59:03] - Marku, mam wrażenie, że jesteśmy w klinczowej sytuacji. Otóż zwróć uwagę, że literatura anglosaska rozwijała się jednak w systemie, w którym najwyżej mogłeś czegoś nie rozumieć albo nie umieć czegoś napisać. Natomiast pisać mogłeś właściwie wszystko, co ci ślina na język przyniosła. Najwyżej nikt by tego nie strawił. Natomiast w systemie, w którym się Lem zaczął wychowywać i kształtował, wszystkiego pisać nie można było. Myśmy się w takim systemie urodzili. Nie tylko mówię o Polsce, ale również o całym Związku Radzieckim i o całym domoludztwie. Ty mówisz o Lemie, a gdzie Bułyczow? Gdzie Ilja Warszawski? Gdzie ruscy pisarze, którzy pisali science fiction w tak przewrotny sposób?
Pisali zawsze, praktycznie biorąc, o swojej rzeczywistości, ale się tak gimnastykowali, tak się rozpaczliwie gimnastykowali. Dzisiaj ich teksty są niezrozumiałe w Ameryce ani w żadnym innym kraju, bo po prostu są tak hermetyczne. I ja się boję, że książka „Pamiętnik wannie” jest tak hermetyczną książką Lema, że można ją czytać, ale nie można jej do końca zrozumieć.
[01:00:41] - To zgoda, że do końca jej zrozumieć nie wiem, czy nie można, ale trudno. Czy ona jest nieczytelna na Zachodzie? Wiesz co, ona ma tyle warstw, że do pewnego stopnia bywa czytelna. Może u nas bardziej, ale wiesz co, to byłoby sprowadzenie książki Lema do To tylko tej jednej warstwy, czyli pewnej satyry na ustrój, który wówczas panował.
[01:01:04] - Nie tylko na ustrój, ale akurat ten mechanizm.
[01:01:07] - Na biurokrację.
[01:01:08] - Tak. Ten mechanizm był cudowną wtedy córeczką ustroju, czyli biurokracja. Ale zobaczmy, co dzisiaj. W demokracji biurokracja to już poszło dalej nawet.
[01:01:25] - Jest bardzo podobnie. Racja. Ale wiesz co? Ja mam wrażenie, że takie odczytanie książki Lema „Pamiętnika znalezionego w wannie” jest znowu tylko odczytaniem pewnej warstwy. Bo można tak to traktować, że to jest rodzaj satyry na komunę albo na praktykę komuny, PRL-owską praktykę komuny. Ale myślę, że to jest za mało. Przeczytałem gdzieś, że „Pamiętnik znaleziony w wannie” to jest taka paranoiczna dystopia. Coś w tym jest, bo myślę, że Lem... Specjalnie tak się ucieszyłem, nie wiem, czy specjalnie się ucieszyłem. W każdym razie ucieszyłem się w momencie, kiedy porównałeś „Pamiętnik znaleziony w wannie” w jakimś tam stopniu ze „Śledztwem”.
Bo kolejna warstwa, już zostanę przy tych warstwach. Tak jak Parowski ciągle mówił o pokoleniach, to ja będę mówił o warstwach. Więc kolejna warstwa.
[01:02:35] - Ja o warstwach to w geodezji.
[01:02:38] - Właśnie, to powinno być bliskie. Więc kolejną warstwę możemy odczytać jako rozważanie, czym w istocie jest chaos. Bo zobacz, pojawia się w kilku miejscach takie rozważanie, czy chaos jest rodzajem pewnego porządku, że tak naprawdę z chaosu wyjawia się. Bo zobacz, jak się pierwszy raz to powie, wydaje się to absurdalne. Chaos, porządek. A czym jest wszechświat? Wszechświat również jest rodzajem chaosu. I tu znowu paradoks, ale chaosu w jakiś sposób uporządkowanego. Co go porządkuje? Prawa fizyki.
Bo przynajmniej tak się nam wydaje, że mogą go porządkować prawa fizyki. Czyli to jest chaos czy nie jest chaos? Odpowiedź na to pytanie oczywiście byłaby odważna, bo z jednej strony mamy do czynienia z chaosem, ale w pewnych ramach.
[01:03:40] - Czekaj, Marku.
[01:03:41] - W pewnych ramach jednak.
[01:03:42] - Ale mówisz dydymały.
[01:03:44] - Jak to ja.
[01:03:45] - Prawa fizyki nie mogą w żaden sposób wszechświata regulować.
[01:03:53] - Ja powiedziałem porządkować.
[01:03:55] - Ani porządkować.
[01:03:56] - Dlaczego nie, skoro są prawami fizyki?
[01:03:58] - Nie, to są prawa nasze, ludzkie, nasze interpretacje na temat rzeczywistości.
[01:04:03] - Nie. Odróżnijmy dwie rzeczy. Ja nie mówię o tych prawach, które sformułował jeden czy drugi uczony.
[01:04:11] - Wszystkie prawa są sformułowane przez człowieka.
[01:04:14] - Tak, ale one też działają. Słuchaj, atom nie musi znać jakiegoś prawa, żeby zachować się tak, a nie inaczej. To mówimy o dwóch różnych rzeczach. Ty mówisz o tym, że jakiś uczony sformułował jakieś prawo, jedno, drugie, trzecie czy dziesiąte. A ja mówię o tym, że ta rzeczywistość, te atomy, te planety zachowują się w pewien określony sposób, który nie jest wyznaczony przez te prawa, ale które te prawa opisują, te zachowania. Opisują je po prostu, jak ta planeta się zachowa. To o to mi chodzi. Więc owszem, rzeczywiście my nazywamy świat, ale ten świat nazywamy dzięki temu, że go obserwujemy. Zamieniamy to na język nasz ludzki, polski, angielski czy francuski. Niemniej jednak opisujemy to, co widzimy.
Dobrze, wiem, szczególnie cię męczą te biegi. To jest mowa nienawiści, ale to te biegi, że jak czołg ma pięć biegów, to cztery wsteczne, tak? Dobrze. Rzeczywiście porzućmy język francuski. W każdym razie ten krótki przykład pokazuje, że jak wiele, znowu muszę dojść do tego słowa, poziomów ma książka Lema. Bo zobacz, już ten krótki przykład pokazał, że już się zaczęliśmy spierać, o co to właściwie z tymi prawami chodzi. W każdym razie na tym poziomie również da się coś takiego zauważyć.
[01:05:44] - Jak mówiłeś o tych uczonych, którzy zdejmują te maski wręcz i zasiadają do popijania koniaczku.
[01:05:54] - Wcześniej jest ordynarna popijawa, a później jest popijawa intelektualna.
[01:05:59] - Widzisz Marku, bardzo często się na przykład w świecie rosyjskim odbywały tego typu sceny, że na przykład wchodziło takich pięciu z kałachami, robiło zadymę, czyli wystrzelało całą rodzinkę, która tam akurat mieszkała, po czym zasiadało na ich krzesełkach, zdejmowali te swoje maski, czyli te kałachy z szyi, odkładali na boki, żołny też na boki, po czym zaczynali popitkę. I nagle wychodziło, że to są mądrzy ludzie, sympatyczni ludzie, mają w domu kochające żony, mają kochające dzieci, sami kochają te dzieci. Świat jest piękny w ogóle według nich i tak dalej. To, że tam pod stołem leżą trupy, to nie ma znaczenia. Tak jest zawsze z oprawcami. Te paradoksy.
[01:06:48] - Przypomnę ci, ludzie z Auschwitz też byli kochającymi ojcami, znakomitymi ojcami, a jednocześnie w robocie wykonywali rzeczy Paskudne. Człowiek nie powinien takich rzeczy drugiemu człowiekowi robić.
[01:07:04] - Lem nie opisuje żadnej absurdalnej sytuacji.
[01:07:07] - Nie. Chwila. Cała ta rzeczywistość jest tam absurdalna. To brzmi idiotycznie, ale to powiem: najbardziej racjonalne są te poszczególne sceny, ale jak je złożymy do kupy, to się nagle pojawia chaos. Bo zobacz, mamy do czynienia z taką sytuacją: mamy bohatera, który w pewnym momencie jest zagrożony postradaniem zmysłów albo już te zmysły właściwie zaczyna tracić, bo każdy podejrzewa tam każdego. Każdy gra przed każdym, udaje coś albo udaje kogoś, kim nie jest. Co więcej, dochodzimy do piętrowych udawań, czyli ktoś udaje przed bohaterem kogoś, żeby on pomyślał, że udaje, ale on tak naprawdę nie udaje. Nie udaje dlatego, żeby on pomyślał, że udaje. I tak można to piętrzyć.
[01:08:08] - Marku, ale tego typu gry robił również Szekspir przecież w swoich sztukach. Tego typu zabawy były zawsze na dworach i tak dalej, tego typu rozgrywki. Ja cały czas nie rozumiem, o co chodziło tak naprawdę Lemowi, bo Lem wiedział, co robi. Ja sobie nie dam powiedzieć, że Lem napisał cokolwiek dla rozrywki, że mu to tak wystrzeliło albo że tak wyszło.
[01:08:37] - Takiej tezy nikt nie stawia, że Lem napisał to dla rozrywki. Natomiast ja myślę, że zrozumienie całościowe „Pamiętnika znalezionego w wannie”, wygłoszenie tezy, że się rozumie, o co w tym wszystkim chodzi, jest bardzo odważną tezą. Nie mówię, że niemożliwą, ale odważną. Znacznie bardziej rozsądne jest, kiedy się czyta „Pamiętnik znaleziony w wannie”, analizowanie poszczególnych scen. To jest bezpieczniejsze z punktu widzenia szarego odbiorcy, a za takiego się uważam, bo człowiek wtedy ten absurd bardzo dobrze widzi i porównuje później z następnymi etapami. To żadne odkrycie, „Pamiętnik znaleziony w wannie” jest rodzajem, muszę użyć tego słowa, opowieści drogi, bo on przemierza pewien szlak w tym Pentagonie. Co więcej, ma tam miejsce schronienia. To jest ta przysłowiowa wanna, a właściwie łazienka. To miejsce schronienia w pewnym momencie przestaje być tak do końca miejscem schronienia, bo tam pojawia się sublokator. Ten sublokator jest też bardzo ważny, bo on uświadamia, nie wiem, czy głównemu bohaterowi, ale nam na pewno uświadamia, że toczy się jakaś gra.
Przecież on stara się pokazać głównemu bohaterowi, że nie jest sam, że potrafi przewidzieć jego drogę. Czyli co? To się już kiedyś wydarzyło? Czy to jest rodzaj pewnego szkolenia? Ja powtarzam myśli, które się pojawiają w głowie bohatera. A może to wszystko jest pewnego rodzaju testem, który on przechodzi, żeby go przygotować do czegoś? Dlatego mówię, zrozumienie całości jest bardzo trudne. Znacznie bardziej użyteczne tak funkcjonalnie jest rozważanie poszczególnych scen, a poszczególne sceny są perełkami. Przypomnij sobie taką scenę, kiedy on przychodzi, to się admiradier nazywa, kiedy on opisuje jego physis. Czyli te wszystkie brodawki, znamiona, jego starczą physis, bo to jest w ogóle bardzo wiekowy dowódca.
To jest tak opisane, że człowiek właściwie zachwyca się szczegółowością tego opisu, żeby później dostać informację, że może to wszystko, co było przedmiotem opisu, wyglądało zupełnie inaczej. Bo sztuka kamuflażu, tak powiem, w nowym Pentagonie jest posunięta do absurdu. Znowu, tam właściwie wszystko jest posunięte do absurdu. Tajemnica posunięta do absurdu, szyfrowanie posunięte do absurdu. Pamiętasz, kiedy jest taka wymiana zdań w jednym z pokoi, do których trafia główny bohater, kiedy jest mowa o szyfrowaniu i próbują rozszyfrować, o czym pisał Szekspir? Pamiętasz, jakie komunikaty wychodzą z maszynki, która to deszyfrowała? Bo przecież według pewnej tezy stawianej w pewnym momencie wszystko jest szyfrem. Całe nasze życie, każda nasza wypowiedź jest rodzajem szyfru i my tak naprawdę mówiąc coś, nie mówimy tego, co mówimy, tylko mówimy zupełnie coś innego. Do takich absurdów dochodzimy w tym i można by to potraktować właśnie na tej zasadzie. Lem po prostu pokazuje absurd.
Chyba nie o to chodzi w tym wszystkim.
[01:12:27] - Chyba nie o to chodzi. Tylko że my nie wiemy tak naprawdę, o co chodzi. Ja chcę zwrócić uwagę, że można było napisać powieść, którą się pół świata zachwyca, na przykład o biurokracji, jak „Paragraf 22”. O biurokracji wojskowej.
[01:12:50] - W ogóle o wojsku jako instytucji.
[01:12:52] - O wojsku jako instytucji i tak dalej. Napiszemy taką powieść, wszyscy są zachwyceni, wszyscy to rozumieją. Rozumiesz? Natomiast Lem pisze coś, czego nikt nie może zrozumieć.
[01:13:07] - Ale nie do końca się z tobą zgodzę.
[01:13:08] - Chociaż są poszczególne mechanizmy, można by było według nich dokładnie napisać 50 książek typu Paragraf 22.
[01:13:20] - Nie. Co więcej, to jest jeszcze tak, że Lem pokazuje... Zacznę od innej strony. Kiedy byłem małym pacholęciem, pacholęta są na ogół małe. Kiedy byłem pacholęciem, takim nawet już podrośniętym trochę, to nie znosiłem filmów szpiegowskich. Zawsze, pewno z racji wieku, gubiłem się w tym. Gubiłem się kto z kim, po co, kto kogo zdradza i kto z kim. Gdzieś tak w połowie filmu zawsze traciłem wątek i być może byłem dzieckiem upośledzonym, niepotrafiącym śledzić akcji, ale filmów szpiegowskich nie lubiłem. Lubiłem kryminały, lubiłem dochodzenia, ale szpiegowskie filmy generalnie, a nie tylko generalnie, w ogóle mnie nudziły, bo bardzo szybko traciłem wątek, o co chodzi. Później, idąc z duchem czasu, pojawiły się książki le Carrusa i w ogóle cała ta klasyka szpiegowska.
Zacząłem czytywać powieści szpiegowskie i one mnie wciągnęły. One miały pewien sens. Po ostatniej lekturze uświadomiłem sobie to dosyć dobitnie. Lem pokazuje, że moja dziecięca intuicja była bliżej prawdy niż ta moja późniejsza, kiedy się zachwycałem powieściami szpiegowskimi. Lem pokazuje jakiś jednak absurd tego świata, że tam każdy z każdym przeciwko każdemu może być, że nie wiadomo, jak do ciebie mówię, czy ja mówię to, co mówię, czy może mówię coś innego, czy ja jestem po twojej stronie, czy ty jesteś po mojej stronie, a może jesteśmy po różnych stronach.
[01:15:26] - Tak. I nawet nie wiadomo, czy jak się położę dzisiaj wieczorem jako James Bond-
[01:15:30] - To jutro wstaniesz jako-
[01:15:31] - Jako Mata Hari na przykład.
[01:15:33] - Tak, na przykład. W dzisiejszych czasach to w ogóle. Ale w każdym razie, i to jest znowu mowa nienawiści, Lem pokazuje, jakie to jest idiotyczne. Ja sobie uświadomiłem w swoim czasie, jak z kolei byłem młodym, gniewnym pisarzem, a to bardzo dawno temu było, nawet nie byłem pisarzem, tylko byłem młodym, gniewnym, a pisarzem zamierzałem być dopiero, co do dzisiaj nie do końca mi się udało. W każdym razie byłem młodym gniewnym, to wymyśliłem taki, wydawało mi się wtedy bardzo twórczy i bardzo nowatorski pomysł, który był funta kłaków niewart, ale go opowiem. Otóż wymyśliłem sobie taką opowiastkę o tym, ile razy można być przewerbowanym szpiegiem i po którym razie zaczynasz się gubić. To później powstały takie utwory. Nie później, wcześniej znacznie. Zanim ja to wymyśliłem, to już takie utwory oczywiście były. Wyobraź sobie taką sytuację.
Jesteś szpiegiem. Przewerbowują cię, ale twoi poprzedni mocodawcy odwerbowują cię. Ale ci poprzedni znowu cię przewerbowują. I teraz wyobraź sobie, że jakiś dokument musisz przekazać tą linią służbową, czyli przewerbowany, odwerbowany, przewerbowany, odwerbowany. Ile pięter jesteś w stanie ogarnąć umysłem? O czymś bardzo podobnym Lem pisze w swojej książce.
[01:17:04] - Wszyscy wiedzą, co to jest wytrzymałość materiału na odkształcenia. Można sobie jakiś drucik wziąć, wyginać w jedną stronę, w drugą stronę i tak 50 razy, ale w końcu pęknie, bo wytrzymałość materiału jest zawsze w jakiś sposób skończona, chyba że się będzie regenerować.
[01:17:20] - W zależności od tego, jaki to drucik, to albo będziesz miał 50 zgięć, albo 150.
[01:17:25] - Albo tego.
[01:17:25] - Ale w końcu trachnie.
[01:17:27] - Tak, ale bardzo podobna jest wytrzymałość człowieka na odkształcanie. Chociaż na przykład jak ja obserwuję polityków, którzy przechodzą z jednej partii do drugiej partii, to zauważam, że politycy potrafią być tak uniwersalni, że ten materiał w ogóle ich nie odkształca. Oni w każdej chwili przechodzą z lewa na prawo, z prawa na lewo, z lewa na prawo i tak mogą przez całe życie, a potem umrą jako zasłużeni obywatele i dostaną ordery.
[01:18:04] - Wybitni obywatele, którzy nic innego przez całe życie nie robili.
[01:18:09] - Tylko się odkształcali.
[01:18:10] - Nie. Martwili się losami ojczyzny. To tak się mówi. Ty w ogóle jesteś zupełnie nienowoczesny. Oni nic nie robią, tylko się martwią losami ojczyzny. Wiesz co? Ja specjalnie wszedłem w tę narrację, bo u Lema się dzieje coś podobnego. Ale zobacz, kiedy tam są dialogi dotyczące tego, że przecież wszystko to służba jest. Słowo służba pojawia się tam bardzo często. Czym jest służba?
No właśnie, oczywista oczywistość. Służeniem. I oni służą. Nie bardzo co prawda wiedzą, czemu służą, ale służą pewnemu systemowi. Systemowi kompletnie szalonemu. Przynajmniej tak się wydaje. Jeżeli się spogląda na pewne fragmenty tego utworu, tam panuje szaleństwo. Ale znowu można łatwo przejść do tego powiedzenia, bo w tym szaleństwie Jest jakaś metoda. Widać, że ten organizm funkcjonuje. Ten budynek czy ten nowy Pentagon z jednej strony wytwarza chaos, ale z drugiej strony, z racji tego, że panuje chaos, to wszystko funkcjonuje.
Tam nawet pada w pewnym momencie, kiedy on rozmawia z takim staruszkiem w złotych okularach. On posuwa rzecz do absurdu, mówi: „A może żeby oszukać wroga, przeciwnika, trzeba stworzyć nieskończoną ilość instrukcji. Takich, które wzajemnie sobie czasami przeczą. Pierwsza przeciw dziesiątej, dziesiąta sto pięćdziesiątej i tak dalej.” To nie te słowa, ale mniej więcej sens taki. I może tylko wtedy jesteśmy w stanie oszukać przeciwnika. Ktoś zada sprytne pytanie, oczywiste pytanie. Tak, przeciwnika oszukamy, ale czy dla nas coś będzie z tego wynikać? I tu znowu się pojawia, mniej lub bardziej między wierszami odpowiedź: tak, bo chaos jest porządkiem. Ja to powtarzam dzisiaj po raz kolejny, ale na którejś warstwie, użyję ponownie tego słowa, taka teza jest stawiana przez Lema.
[01:20:30] - Czyli z twojej wypowiedzi wynika, że w Polsce jest absolutny porządek.
[01:20:38] - Wiesz co, powiem ci tak: jeżeli starasz się mnie sprowokować do komentowania bieżącej polityki, to ci się nie uda, bo i tak już czasami słuchacze narzekają, że my zbyt wielu wulgaryzmów używamy, a ja bym w tej chwili musiał wylać z siebie cały potok. W związku z tym darujmy sobie komentowanie bieżącej polityki, bo to, co się dzieje wokół nas...
[01:21:07] - Jest jak pamiętnik znaleziony w wannie.
[01:21:11] - Oj, chyba znacznie gorzej.
[01:21:13] - Nie.
[01:21:13] - Znacznie gorzej.
[01:21:14] - To jest raczej chyba pamiętnik znaleziony w szambie.
[01:21:20] - W szambie.
[01:21:21] - W kiblu.
[01:21:23] - W szambie albo w kiblu, tak. Więc zostawmy to. Zostańmy przy pamiętniku.
[01:21:28] - Nawet nie w kiblu, w oczyszczalni ścieków.
[01:21:31] - Chociażby. Więc zostańmy przy „Pamiętniku znalezionym w wannie”. Powiem ci tak: czytałem tę książkę kilka razy, ostatnio w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Był taki czas, że ta książka mnie denerwowała. Denerwowała mnie właśnie tym, o czym mówiłeś. Ja lubiłem mieć taki komfort, że rozumiem, co czytam. Ta książka takiego komfortu nie daje przez długi czas. Później człowiek zaczyna mieć złudzenie, że rozumie, a jak ją przeczyta po 10 latach, to rozumie zupełnie coś innego. Moim skromnym zdaniem to świadczy o tym, że to jest naprawdę świetna książka.
[01:22:28] - Tym bardziej, że ja podejrzewam, że można taką książkę zacząć pisać i doprowadzić sytuację do absurdu. Natomiast Lem z całą pewnością nie byłby zadowolony z siebie, doprowadzając sytuację do absurdu i z tego by nic nie wynikało.
[01:22:50] - Moim zdaniem nie doprowadza do absurdu. Zwróćcie państwo uwagę na to, co się dzieje w ostatnich książki. Na to, co się tam dzieje. To nie jest absurd. Co więcej, kiedy się śledzi losy bohatera, warto zwrócić uwagę, że gdyby to był kompletny chaos i kompletny absurd, to Lem nie dokonywałby rekapitulacji. A on w kilku miejscach myślami, bo nie ustami, głównego bohatera dokonuje porządkowania tego, co zdarzyło się wcześniej. Czyli Lem zdawał sobie sprawę, że ogrom informacji, które wrzuca czytelnikowi, może w pewnym momencie czytelnika przytłoczyć, może sprawić, że on zacznie się gubić w tym wszystkim. Więc on kilka razy daje takie podsumowania, co do tej pory się zdarzyło. Od takiego bardzo prostego powtórzenia, w jakich pokojach był, z kim się spotkał i co się wówczas stało, po nieco bardziej pogłębione jakieś takie próby analizy, co się wówczas zdarzyło. Zobacz, często jest tak, że taka próba analizy gdzieś z początku utworu i ta, która jest później, one są już różne.
One inaczej patrzą na to samo. Coś się zdarzyło i główny bohater inaczej na to patrzy. To też jest, moim zdaniem, dosyć istotna wskazówka, że Lem nie prowadzi nas przez chaos ku niczemu. Nie w temu filozofowi, tylko niczemu jako nicości, ale prowadzi nas w jakimś kierunku. Naszym zadaniem jest rozszyfrowanie tej zagadki. Nie łudźcie się państwo, nie da się jej rozszyfrować od tak, hop i jest. Ale trzeba próbować. To tak jak z kobietami. Nie można poderwać wszystkich kobiet na świecie, ale można próbować. W związku z tym, to przynajmniej motto niektórych ludzi, których znam.
[01:25:06] - Znam inne.
[01:25:08] - Tak?
[01:25:08] - Też tak, jak się poderwie jedną, to tak jakby się poderwało cały świat.
[01:25:11] - To widać wszystko zależy od libido. W każdym razie Myślę, że utwór Lema był dosyć precyzyjnie zaplanowany. On podąża od punktu A do punktu Z poprzez poszczególne inne litery alfabetu. To, że nam jest ciężko zrekonstruować to, co Lem miał nam do przekazania, to chyba lepiej, bo Lem był mistrzem literackim i wiedział doskonale, że utwór tworzy nie tylko genialność piszącego, ale też umysłowość odbiorcy. To my dokładamy pewien element do tego, co Lem napisał i dopiero z nami wkomponowanymi w ten utwór zaczyna się pojawiać jakaś nowa jakość. Dlatego też może się wydarzyć tak, że ty przeczytawszy utwór Lema i ja możemy może nie skrajnie różne, ale troszeczkę inne wnioski z tego wyciągnąć. Popatrz jaki piękny motyw, jaka piękna okazja do tego, żeby się jakoś rasowo pokłócić.
[01:26:30] - Pewnie, że można. Bardzo chętnie nawet.
[01:26:34] - Bardzo chętnie, ale wiesz, o tyle byłoby trudno, że stopień właśnie tej enigmatyczności jest tak daleko posunięty, że każdy znalazłby argument na potwierdzenie swojej tezy. A w każdym razie dużo argumentów by znalazł. I znowu, czy to jest objaw szaleństwa Lema? No nie, oczywiście, że nie.
[01:26:59] - Widzisz, ale ja cały czas czuję się, jak na ruchomych piaskach, Marek, w tej dyskusji.
[01:27:07] - Weź wyłóż.
[01:27:07] - Z bardzo prostego powodu, bo ja dalej po przeczytaniu tej książki 30 lat temu, chyba jak miałem 14 lat, pierwszy raz ją czytałem, nic nie rozumiejąc, z niechęcią, ale czytałem i tak dalej. Wtedy jej nie rozumiałem. Wczoraj jej nie rozumiałem. Dzisiaj jej nie rozumiem i podejrzewam, że jutro jej też nie zrozumiem.
[01:27:28] - Ale widzisz, bo być może właśnie wypowiedziałeś klucz do tej książki. Nie rozumiałeś jej jako czternastolatek. Nie rozumiesz jej jako, już ci wieku nie będę wypominał, już dziesięciolatek. Jak miałeś czterdziestkę, to też jej nie rozumiałeś. Ale moim zdaniem i to jest taka łatwa teza, za każdym razem nie rozumiałeś jej inaczej. I to jest moim zdaniem istota tej książki.
[01:27:55] - Tak, ale widzisz, strasznie mnie dręczy to, bo ja znając na tyle Lema, wszystkim co napisał, wiem, że Lemowi chodziło o coś bardzo konkretnego, twardego jak cegła. Tylko że ja tej cegły nie mogę chwycić w łapę w żaden sposób. I tak jest z kilkoma rzeczami Lema, nie tylko z „Pamiętnikiem znalezionym...”.
[01:28:29] - Dobrze, ale my już jak takie kataryny to powtarzamy. Bo książkę Lema można traktować jako satyrę, na przykład można ją tak odczytać jako satyrę na współczesny wywiad, że po prostu we współczesny wywiad wpisane jest szaleństwo. Ponieważ chodzi o to w tym wywiadzie, żeby oszukać przeciwnika, a oszukując przeciwnika czasami oszukujemy sojusznika. To chociażby jedno. Ale ważne jest dla mnie to, gdzieś wyczytałem, ja już o tym mówiłem dzisiaj, że książka „Pamiętnik znaleziony w wannie” jest książką tajemniczą. Wiesz, skoro czytam takie stwierdzenie, to twoja rozterka, twoje rozdrażnienie na to, że tej książki nie rozumiesz do końca, przestaje mnie dziwić w ogóle. Bo ja zaryzykuję taką oto tezę, ale znowu uważam, że to jest teza łatwa, że tej książki nikt nie rozumie do końca. Dlatego warto o tej książce rozmawiać, warto, żeby ją każdy przeczytał, a później, żebyśmy o niej porozmawiali, bo tylko próbując zestawić swoje punkty widzenia możemy zbliżyć się.
[01:29:48] - Tylko że widzisz, w historii literatury jest wiele książek, których nikt nie rozumie. Na przykład-
[01:29:57] - Ale wszyscy udają, że rozumieją.
[01:29:58] - „Ulisses” jest taką książką. Takich książek jest bardzo dużo, ale ja twierdzę, że Lema książka się w ten nurt nie wpisuje. Ona nie została. „Gra w klasy” Cortazara. Ach, jak to się świetnie czyta! Bara bara jedna klasa. Można sobie jeszcze przerzucać strony i od lewa w prawo i na lewo i książkę wywrócić na lewą stronę jeszcze raz sobie przeczytać.
[01:30:26] - Zalecenie do tej książki jest takie, żeby-
[01:30:28] - W sensie żadnego to nie ma.
[01:30:29] - Nie. Zalecenie jest takie... Pewien sens jest, bo jeśli postąpisz zgodnie z zaleceniem i przeczytasz ją najpierw po bożemu.
[01:30:36] - Czytałem po bożemu i potem takie nudne.
[01:30:40] - Nie, bo to jest to dobrze, ale my nie mówimy o tym, czy ona jest ciekawa, czy nudna, tylko o tym, czy ten zabieg miał sens, czy nie. Jakiś sens miał. Pokazuje pewną zmianę optyki albo możliwość tej zmiany. Okej, widzimy troszeczkę inaczej. Taki zabieg. Tak sobie to wymyślił.
[01:30:59] - Tak, ale Lem nie był tego typu twórcą, nie tego formatu. Lem zwykle stawiał tezy i-
[01:31:09] - Sorry, Wiktor, ale ani nie mam zamiaru na gram ci zaprzeczyć. Natomiast to, że Lem stawiał twarde tezy albo tezy inaczej. Z tego, co powiedziałeś, wcale nie wynika, że książka Lema jest rozmyta. Pogubiłem się w słowach, ale już to staram się naprawić. Nie wynika z tego, moim zdaniem, jak przeczytamy książkę, że Lem nie wiedział, o czym pisze. To byłaby idiotyczna teza. Lem doskonale wiedział, o czym pisze.
[01:31:47] - Tylko że my tego nie wiemy.
[01:31:49] - Ale o to właśnie chodzi, bo wcale pisarz nie ma obowiązku wyłożyć ci kawa na ławę. „Chodziło mi o to i o to”.
[01:31:57] - Szkoda. Czasami szkoda.
[01:32:00] - Jak chcesz sobie taką książkę Lema przeczytać, to sobie przeczytaj „Astronautów”, a i tak chwilami będziesz miał wątpliwości, o co mu w niektórych momentach przynajmniej chodziło. Chociaż to akurat nie jest aż tak skomplikowana książka. To sobie przeczytaj „Obok Magellana”. Tam też jest prościej. Natomiast w pewnym momencie u Lema pojawiają się książki, które są niejednoznaczne w interpretacji. I tu musi paść tak zwany argument kończący. Może nie od razu z tobą, ale kończący. Wiktor, czy twoje utwory są absolutnie jednoznaczne w odczytaniu? Na pewnej warstwie oczywiście tak. To zresztą mój podstawowy zarzut do ciebie, że opowiadasz tak ciekawe historie, a część z nich poznałem dopiero wtedy, kiedy mi je opowiedziałeś, bo nie byłem w stanie ich przeczytać.
Język mnie blokował. Niektórych tylko utworów. Jak mi je opowiedziałeś, to później wróciłem do nich. Później je przeczytałem, jak mi je opowiedziałeś. Gdybym czytał je, to ja nie wiem, czy ja bym doszedł do tego, o co ci chodziło. Moim zdaniem tak się w literaturze zdarza.
[01:33:19] - Ale widzisz, Ole, nigdy, przenigdy, ani przez sekundę nie napisałem słowa, i ja podejrzewam, że dokładnie to samo Lem robił. Nawet mam pewność. Słowa dla słowa, rozumiesz? Po prostu mam do napisania 200 stron opowiadania, 90% rozumiem, a te 10% dopiszę, byle by było. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem. Odpowiedzialność za każde słowo mogę przyjąć. Najwyżej wytłumaczę. Natomiast Lema już nie ma i się nie wytłumaczy.
[01:34:01] - Wiktor, ja rozumiem, że ty będziesz żył wiecznie, ale kiedyś mnie, ciebie zabraknie na tym świecie i pewne rzeczy staną się jednak tak samo enigmatyczne. Chyba że sam jeszcze raz będziesz opowiadał te same historie.
[01:34:18] - Już teraz wiem, co to jest „Pamiętnik znaleziony w wannie”. To nie jest, kochani, powieść. To jest artefakt z wieków minionych. Nie wiadomo, do czego on służy, ale nadaje się w każdym razie do czytania. Czytać to można. Można się nawet zachwycać. Można się wściec albo zachwycić, ale tak naprawdę to jest jakiś artefakt. A do czego on służy, to nie wiadomo. Czarna skrzynka, Marek.
[01:34:48] - Nie. To jest moim zdaniem teza zbyt daleko idąca, ale rozumiem, że wtykająca kij w mrowisko. Trzymajmy się na chwilę tak postawionej tezy. Rzeczywiście jest to artefakt. Zresztą kiedyś takie było opowiadanko, nie pamiętam, kto był autorem, ale którego pomysł na tym się zasadzał, że jacyś archeologowie, archeolodzy — obie formy dopuszczalne, jak znam język polski — przybyli tu na ziemię, przybyły jakieś istoty i ichniejsi archeolodzy robili wykopaliska i wykopali coś, co my doskonale wiemy, czym było, ale oni to interpretowali w tak szalony sposób, że mieliśmy dobrą zabawę. Więc przyjmijmy na chwilę, że to dzieło Lema jest dzisiaj nieprzejrzyste, że go nie jesteśmy w stanie rozszyfrować. Notabene dosyć zabawne, bo bardzo ważnym elementem całej opowieści Lema jest właśnie szyfrowanie, deszyfrowanie i tak dalej. Czy też mówienie prawdy bądź kłamanie, ale takie tylko częściowe i tak dalej. To znowu pewne szaleństwo, które się pojawia. Tych tez można postawić kilka.
Dlatego mówię: czytajcie „Pamiętnik znaleziony w wannie”, a później rozmawiajcie o tym, bo się zjawi Żwikiewicz, zjawi się Żelkowski, przyjdzie Ivellios i przyjdzie jeszcze dziesięciu innych. I jak zaczniemy o tym rozmawiać, to się czasami okaże, że przynajmniej z tych 10 czy 15 osób, które przeczytały, pojawi się przynajmniej pięć, sześć, może 10 różnych tez. I to będzie wtedy ciekawie.
[01:36:51] - Marku, za to, co mówiłeś przed chwilą, jestem ci wdzięczny chyba do grobowej deski, bo ja chyba w pewnym sensie wreszcie zrozumiałem, czym jest „Pamiętnik znaleziony w wannie”.
[01:37:03] - Znowu zrozumiałeś?
[01:37:04] - Tak, chyba zrozumiałem, Marku. Otóż widzisz, jest coś takiego, wielu ludzi to pamięta, przynajmniej w naszym wieku, że w komunie szalał w Polsce kabaret. Wystarczyło powiedzieć dwa słowa i wszyscy rozumieli. Natychmiast rozumieli. Rozumiesz? Nie trzeba było niczego obrazować, opisywać fabuły. Wystarczyły dwa, trzy słowa i wszyscy rozumieją.
[01:37:33] - A wiesz co? Powiem ci tak To może być pewien ślad, bo pamiętam, jak byłem w liceum, miałem kolegę, miał na imię Lech. I Lech czytywał Lema. Pamiętam, jak puszczał do mnie oko, bo ja też czytywałem Lema. Gadaliśmy sobie o tym, jaki to jest krwiożerczy ten Lem, jak się z tej komuny nabija. Mówiliśmy to właśnie przy okazji czytania „Pamiętnika znalezionego w wannie”, bo wtedy nam się wydawało, że poprawnie rozszyfrowaliśmy ten pamiętnik. Wtedy to było prawdziwe. Znowu troszeczkę tak jak z tym kabaretem. Wydawało nam się, że złapaliśmy ten greps, który był podany przez Lema.
[01:38:17] - Ale widzisz, być może tak jak przy tym chaosie. Zwróć uwagę, Marku, na jedną rzecz. Otóż być może ta książka wymaga właściwego systemu świata, żeby była w pełni odczytywana. Czyli wymaga konkretnie na przykład zakazu mówienia, zakazu wolności słowa. Wtedy wszyscy zasiądziemy do tej książki i nagle będziemy puchli ze śmiechu. Będziemy ją rozumieli. Będziemy rozumieli siebie nawzajem.
[01:39:00] - Ja myślę, że czas odczytywania „Pamiętnika znalezionego w wannie” na tym poziomie już minął.
[01:39:06] - Że nie nadejdzie znowu.
[01:39:10] - To też oczywiście nie znaczy, ale mnie się wydaje, że jednak to znowu była kolejna warstwa, którą Lem nam zafundował, a chodziło mu jednak o coś innego. Wiesz co, żeby troszeczkę dać odpocząć naszym słuchaczom od abstrakcji, które im serwujemy, proponuję troszkę poezji. W każdym razie to jest taki felieton poetycki w wykonaniu Tomka Fąsa. Marku, czy możemy w tej chwili ten felieton zapuścić?
[01:39:44] - Możemy jak najbardziej. Więc tutaj właśnie teraz na antenie Radia Paranormalium zapraszamy Tomka Fąsa. Co prawda stoimy, ale jednak. Po wieczornej kawie, panie Stanisławie, patrzysz ku zabawie w wizjach swoich sam? Mądrzy ludzie przeciw. Świat do przodu leci. Dumny ze swych dzieci jest nasz ojciec Pan. Wasza nauka — sterta książek nieprzebyta, a filozofia dość ciekawym stekiem bzdur. Powstanie wasze — nielegalne. Bóg?
Bandyta. Co dla kawału Duchem Świętym w błoto pluł. Nic was z podłości, bratnich kości nie rozgrzesza. W imię nauki mędrzec z głupim sięgną dna. A Bóg kawalarz was nakręcił na Mojżesza, gdy w lewo mieszał lewoskrętne DNA. Posadzi cię gawiedź, panie Stanisławie, w oskarżonych ławie, więc się w porę wstydź. Obca ci ofiara. Gniazdo własne kalasz. Ateizm, niewiara. Jak tak można żyć?
Zlepkiem iluzji jest wasz świat nieodgadniony. Czas zapętlony. Wiecznie niedościgłe dziś skrzyneczki doznań. Gazy uczuć i maskony dookreślają każdą chwilę, każdą myśl. Wiara, nadzieja, miłość szczera i boema. Roni rozumu nikt dla tłumów nie czcił wam. Ja wierzę szczerze, że Bóg jest albo go nie ma. Prawdziwszej wiary jak świat stary nie znam sam. Coś panu wyjawię, panie Stanisławie. Trwam w pewnej obawie, gdy pan szargasz byk.
Niby urok panien umyka poznanie. Cóż więc? Pańskim zdaniem empiria to mit? Choć wam się zdaje, że na ziemi i na niebie na wskroś poznacie kontekst znaczeń, każdą z tras. Patrzycie w kosmos, a widzicie tylko siebie w drugim człowieku i w najdalszej spośród gwiazd. Nawet gdy kogoś kiedyś najdzie, co jest grane, gdy niedospane, mętne oczy ujrzą świt, to nieskończoność niepoznania oceanem, zaś słowo Panem. Nawet kiedy nic nie mówił nikt. Chcesz być Bogiem prawie, panie Stanisławie, lecz każdej potrawie trzeba nadać smak. Nas, bladawców, morzysz. Postęp sam się tworzy, a my tu w pokorze, wątpiąc co i jak.
Szczerze wierzycie swym zdolnościom, swym zasobom, że twór bez duszy was nie ruszy. No bo skąd? A na każdego z was się kiedyś znajdzie robot. Co wam w myśleniu i w istnieniu wskaże błąd. Pójdziecie za nim wiernie jak szczury za grajkiem, bo już na sprzeciw, drogie dzieci, zbraknie sił. On wyprowadzi was ze świata. Opowie wam bajkę, po czym zapomni, że ten człowiek kiedyś był. No i już po sprawie, panie Stanisławie, choć było ciekawie, kres już pańskich lat. A tu wciąż od nowa ciałem czyni słowa literackich knowań nowy, lepszy świat. Próbujcie, knujcie, jeśli tylko dacie radę.
Choć twarze blade, postęp serią krwawych scen. Powtórzę credo: nie ma nic. Wszystko przypadek. Przypadkiem przestał istnieć też Stanisław Lem.
[01:44:37] - To był Stanisław Lem w wersji poetyckiej, w interpretacji Tomka Fąsa.
[01:44:45] - Brawo, brawo.
[01:44:46] - Naprawdę.
[01:44:47] - Tomek powinien pisać wiersze. Tylko że tam nie było w tym wierszu tego, co teza końcowa próbuje narzucić światu, czyli ani słowa „przypadku” nie było. Wszystko było ustawione i wycyrklowane.
[01:45:08] - Tomek tak nieśmiało przysłał ten felieton, ale powiem, że ta nieśmiałość była zupełnie nieuzasadniona. To jest takie świetne podsumowanie. Nie wiem, czy Lema można podsumować, ale jakaś próba przybliżenia. Naprawdę pod dużym wrażeniem byłem tego. Ale żeby jeszcze naszym słuchaczom pogłębić wrażenia i tobie, chciałem coś przeczytać. Otóż w swoim czasie ukazał się taki artykuł Kajetana Moisaka: „W labiryncie. Cenzorskie recenzje Pamiętnika znalezionego w wannie”. I cóż tam czytamy? To są bardzo ciekawe rzeczy. Otóż autor pisze: „Pamiętnik znaleziony w wannie to niezwykły interpretacyjny labirynt.
Świat przedstawiony, mityczny gmach stanowiący hiperboliczne połączenie centrum sztabu wywiadowczego z gigantycznym urzędem, w którym błądzi bohater narrator, to wszak świat nieskończonej semiozy, w którym wszystko jest szyfrem. To jest rzeczywistość, w której wszystkie słowa, gesty, przedmioty, zjawiska naturalne obciążone są znaczeniem i domagają się deszyfracji, interpretacji nieskończenie podejrzliwej. Obsesyjnie przypisywana wszelkim zjawiskom intencjonalność, nieskończona ilość domniemanych znaczeń, a także niejasność kodów semantycznych i brak zewnętrznych ram czy punktów odniesienia niepodlegających interpretacyjnej grze nie pozostawiają tu najmniejszej nadziei na interpretację adekwatną, a sam nadmiar potencjalnych znaczeń prowadzi ostatecznie do unieważnienia znaczenia jako takiego. W rozmowie ze Stanisławem Beresiem pisarz, wyrażając po latach zadowolenie z powieści…” Czyli jednak powieść. Tu się fachowiec wypowiada, więc pewno przyjdzie mi odszczekać swoje wątpliwości. Dobrze, hau, odszczekuję. „Po latach zadowolenie z powieści i przekonanie o jej aktualności naprowadza na jej zasadniczą ideę”. I tu cytuję Stanisława Lema: „W tej książce jest zawarta koncepcja, która wykracza poza wszelkie doraźności satyry politycznej”. Czyli jak sobie z Lechem rozmawiałem o tym, że tak przypierdzielił komunistom, to byłem, jak to mawiają niektórzy, w mylnym błędzie. Ale oddajmy głos Lemowi dalej.
„Spotykamy się w niej z totalizacją pojęcia intencjonalności. Zostało to przeprowadzone z dość wyraźną, może nawet upiorną konsekwencją dającą zaskakujące efekty. Wydaje mi się, że jest to oryginalne i prawdziwe. Człowiek bowiem istotnie jest zdolny do potraktowania wszystkiego, co pojawia się w jego polu percepcji jako komunikatu. Uczynienie z tego principium kompozycji powieściowej jest zupełnie niegłupim pomysłem nawet w planie filozoficznym”.
[01:48:48] - To widzisz, Marku, nie potrafię tak ładnie przemawiać, ale akurat jak czytam książkę, to tego nie rozumiem. Ale jeśli czytam to, co napisał Lem, to wszystko rozumiem. I ja w tym momencie rzeczywiście rozumiem tę książkę, nie rozumiejąc jej dalej. Ale rozumiem. Tak.
[01:49:11] - A to jeszcze coś chciałem przeczytać. To już nie Lem, tylko autor artykułu. Istotnie z parodii powieści szpiegowskiej pisarz wyprowadził tu maksimum filozoficznych znaczeń, stworzył gęsty od intertekstualnych odniesień model swego rodzaju semiotycznego obłędu. Jak pisze Marcin Wouk, gmach, i tu znowu cytat: „Jest nie tyle czymś zastanym, ile raczej wytworem kulturowej działalności człowieka, siatką znaczeń narzuconą na świat I niemal całkowicie go przysłaniającą semiosferą. Podobnie jak późniejsza o kilka lat powieść Gombrowicza „Pamiętnik...” znaleziony w wannie jest więc interpretacyjnym kosmosem w sensie totalności, nie w sensie porządku. I tu jest kolejny ślad.
[01:50:16] - Widzisz, jak niewiele trzeba, żeby zrozumieć. Ja już w tej chwili rozumiem wszystko.
[01:50:21] - Czasami trzeba ludzi, którzy ręce po łokcie sobie urobili, robiąc w literaturze.
[01:50:27] - Zgadza się.
[01:50:30] - I wszystko staje się jasne. W każdym razie, żeby trzymać się twojej interpretacji, nie tyle jasne, co jaśniejsze nieco. To jeszcze dalej kawałeczek. Cenzorzy nie wnikali aż tak głęboko w ów labirynt powieściowych znaczeń. Rutynowa urzędowa lektura nakierowana była na znacznie łatwiej uchwytne kwestie natury społeczno-politycznej. Niemniej jednak „Pamiętnik znaleziony w wannie” doczekał się łącznie aż siedmiu recenzji cenzorskich. Standardem była jedna lub dwie. Nieliczne pozycje otrzymywały większą ilość opinii. Ta ilość recenzji jest czytelnym sygnałem cenzorskich kłopotów z powieścią, ale także ówczesnej pozycji Lema jako pisarza. Zobacz, to znaczy, że nie tylko my mieliśmy problemy.
My to mamy też. Nasze problemy to pikuś, bo albo nagadamy tutaj naszym słuchaczom głupot i oni nas później odpowiednio ocenią. Stan naszej intelektualnej zapaści. A taki cenzor, już mówiłem o tym, na chleb musiał zarobić, żonę, dzieci miał, psa do wyprowadzenia, a tu nagle go z pracy wywalą, bo nie zrozumiał czegoś i przepuścił. To byłby problem w wypadku takiego cenzora.
[01:51:57] - Lem wspaniale dbał o zatrudnienie ludzi bezrobotnych, aż siedmiu dał cenzorom robotę.
[01:52:10] - Poczekaj, ten artykuł to jest w ogóle perełka, którą znalazłem. Specjalnie zachowałem gdzieś na koniec audycji, bo tu są rzeczy nieprawdopodobne. Co czytamy? Autor artykułu pisze: „Uderzająca jest zgodność opinii. Recenzenci są wyjątkowo jednomyślni w kwestii niskiej wartości artystycznej utworu, w tym użytych przez autora neologizmów. – Ja tam mam inne zdanie na ten temat. – Wyrażają identyczne niemal wątpliwości co do jego politycznej wymowy, a przebijające w ich recenzjach reakcje emocjonalne są podobne. Wnioskują o niedopuszczenie powieści do druku lub udzielenie zgody po przeprowadzeniu zmian. Ta zbieżność ocen wcale nie była rzeczą oczywistą. Urzędnicy niejednokrotnie wydawali opinie skrajnie rozbieżne.
Wówczas decydujący głos należał do naczelnika urzędu, a w niektórych bardziej znaczących przypadkach sprawę rozstrzygał Wydział Kultury KC PZPR”.
[01:53:18] - Tylko że tak się działo wtedy, kiedy był dylemat albo albo. A w wypadku książki Lema nie było albo albo, tylko wszyscy byli zgodni. To coś znaczy, Marku.
[01:53:30] - Nie wiem, czy to coś znaczy, bo to może również oznaczać, że poziom intelektualny tej grupy cenzorskiej.
[01:53:38] - Był podobny do mojego, kiedy czytałem tę książkę.
[01:53:42] - Już nie bądź taki skromny. Do mojego również. My nie potrafili rozkminić Lema i pojawił się problem. A jak się cenzorowi pojawiał problem, to był dopiero problem. Sam nie wiem, czy większy dla pisarza, czy większy dla tego cenzora.
[01:54:06] - Wielki ukłon w stronę pana Kajetana Moisaka, autora tej recenzji.
[01:54:15] - Ale jak ktoś pracuje w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, to trudno się dziwić, że my, małe misie, dopiero od takiej osoby musimy łapać klucze interpretacyjne.
[01:54:30] - A ja szybko złapałem klucz interpretacyjny. Otóż ja w tej chwili dopiero zrozumiałem, że należy zawsze słuchać Warszawy. Ivellios też tak powinieneś myśleć. Warszawa wie najlepiej. Od Warszawy się można wszystkiego nauczyć. Warszawa rozumie cały nasz kraj.
[01:54:53] - Tak myślisz?
[01:54:54] - No.
[01:54:55] - Tak myślisz. Dobrze.
[01:54:56] - Ale w tym wypadku to tak jest.
[01:54:59] - Tak myślisz. Cóż, Wiktorze, nawet na pewno nie zinterpretujemy tego, co się w książce Lema ukryło. Natomiast myślę, że te klucze wskazaliśmy całkiem sprawnie. Mam wrażenie takie, że udało nam się chociaż troszeczkę rozkminić tę książkę.
[01:55:25] - A przede wszystkim, Marku, udało nam się chyba zwrócić uwagę na tę książkę, bo ta książka nie powinna leżeć w wannie. Ona powinna stać wysoko na naszych półkach po to, żeby ona istniała, żeby ona żyła, bo nigdy nie wiadomo, czy się jeszcze nie przyda.
[01:55:48] - A teraz odrobina nauki jeszcze Wiktorze, bo napisał Tomek Fąs coś takiego, co trzeba zapamiętać po prostu, że jak zginasz i odginasz, to jest wytrzymałość zmęczeniowa proszę ciebie.
[01:56:01] - No tak.
[01:56:02] - Taki mądry jestem, bo czytam, a też nie wiem oczywiście. Wytrzymałość na naprężenie to jest jak ciągle przeginasz w jedną stronę. Warto zapamiętać, bo to się może przydać. W każdym razie cóż Wiktorze, tak sobie myślę jeszcze o tym utworze Lema. I cóż, warto to przeczytać czy nie warto?
[01:56:29] - Ja uważam, że bardzo. W tej chwili uważam, zresztą zawsze uważałem, że wszystkie książki Lema warto przeczytać nie jeden raz, ale kilka. Natomiast książkę „Pamiętnik znaleziony w Wanzie” warto chyba przeczytać, bo chyba nadchodzi czas, kiedy będzie w pełni zrozumiała. Ja przynajmniej tak uważam.
[01:56:53] - To prawda. Podobno w tej audycji na żywo przebija nam się od czasu do czasu nasza poprzednia audycja, gdzie Tadeusz Krajewski dyskutował z nami o „Kronikach marsjańskich”. To się pewno w wersji podcastowej uda zlikwidować. Niemniej jednak no cóż.
[01:57:19] - Tadeusz Krajewski jako Duch Święty czemu nie?
[01:57:22] - Kiedyś tu był jednak, a teraz widzisz się przebija. Zawsze to lepiej jak my się przebijamy w jednej i drugiej audycji. Przynajmniej nie ma jakiegoś dysonansu. No cóż Wiktorze, ja myślę, że to jest ten dobry moment, kiedy nie przeginając pałki możemy skończyć dzisiejszą audycję.
[01:57:45] - Tym bardziej że jeżeli kończymy dzisiaj, to znaczy, że zaczynamy nabierać siły na następny odcinek.
[01:57:52] - Tak jest. Może być. W każdym razie następna audycja za dwa tygodnie. Kolejne „Bibliotekarium” to jak dobrze patrzę na kalendarz, to będzie szesnasty. A w tej audycji-
[01:58:09] - Kalendarz będzie szesnasty?
[01:58:12] - Nie. Szesnasty będzie dzień sierpnia. Szesnasty dzień sierpnia i podyskutujemy sobie wówczas już może nie o konkretnej książce, chociaż książek konkretnych pojawi się całkiem sporo. Będziemy rozmawiać o takim zjawisku literackim. Przesadzam. Po prostu będziemy rozmawiać o literaturze SF w takim specyficznym wydaniu, a mianowicie o space operze. Wszyscy, którzy czytują fantastykę naukową, wiedzą, czym jest space opera i o tym, jakie miała, no powiedzmy to, marne początki.
[01:58:48] - Takie same jak cancan.
[01:58:50] - Trochę tak. Coś w tym jest. Space opera, zresztą ta nazwa dosyć taka właściwie na początku pogardliwa. Ona dzisiaj zupełnie zmieniła znaczenie. Ale to space opera to nie było coś pozytywnego. Zresztą do dzisiaj jest taka grupa osób, która traktuje space operę jako takie zjawisko literackie pośredniego gatunku.
[01:59:19] - To zdecydowanie nie jest grupa, w której my jesteśmy. My jesteśmy może nie miłośnikami space opery, natomiast zupełnie inaczej ją traktujemy. Nie jesteśmy jej wrogami zdecydowanie.
[01:59:30] - Zdecydowanie nie. Tutaj Tomek Fąs pyta na czacie, czy zaprosimy Munkeja. Muszę zmartwić. Munkeja nie zaprosimy, ale o jego książce też pewno wspomnimy. Ale jest jeszcze więcej. Ja pamiętam pierwsze swoje... Inaczej. Znowu pewne paradoksalne zdarzenie. Otóż wydawało mi się, że po raz pierwszy space operę przeczytałem gdzieś w połowie lat 80. Była to opowieść „Zapomnij o Ziemi” Bucka.
Wydawało mi się, że to było fajne. Takie bitwy kosmiczne jakieś tam. To było to. A zaraz potem uświadomiłem sobie, że ja space operę przeczytałem dużo wcześniej, przynajmniej dziesięć lat wcześniej. I była to space opera napisana w dodatku przez Rosjanina, co mi się w głowie nie mieściło, że w Związku Radzieckim może space opera powstawać. A jednak. Ukazała się taka książka „Dalekie szlaki” Siergieja Snowa i tam tak naprawdę czytałem. To sobie uświadomiłem później. Tak naprawdę przeczytałem po raz pierwszy space operę.
[02:00:32] - Ja również.
[02:00:33] - Space opera to w ogóle gatunek dosyć modny, przygodowy, ale wcale nie musi być tylko i wyłącznie przygodowy. Przypomnę tylko, że space operą para się, jak to ładnie brzmi, para się, więc się para między innymi Robert Schmidt. Cały jego cykl książek „Pola dawno zapomnianych bitew” to jest przecież nic innego jak space opera. Tych space oper zresztą wspomnimy, myślę znacznie więcej. A więc za dwa tygodnie rozmawiamy o space operze w różnych jej wydaniach lepszych, gorszych, czasami tych zupełnie koślawych, bo i takie się zdarzały. Takie zupełne czytadła, w których pif-paf, łubu dubu również miało miejsce. Mój Boże, wypadki przy pracy przynajmniej. A za tydzień to miała być niespodzianka. Ale ja oczywiście jak każdy człowiek, który nie może usiedzieć na miejscu z tajemnicą, nie może dotrzymać tajemnicy. Mnie proszę żadnych sekretów nie powierzać.
W związku z tym proszę państwa, nie mogę się powstrzymać i powiem, że wbrew zapowiedziom Ostatnia audycja, w której prezentowaliśmy powieść Wojciecha Terleckiego, tak naprawdę nie była ostatnią odsłoną tej jego powieści.
[02:02:00] - Może poprawię, że była ostatnia w lipcu.
[02:02:03] - Ostatnia w lipcu, z całą pewnością. Ale już w sierpniu, za tydzień kolejna odsłona powieści Wojciecha Terleckiego „Kukiełki i dusze”.
[02:02:16] - Wiesz, zepsułeś może niespodziankę, ale ja akurat sobie pomyślałem, czy to przypadek, że w polskim języku słowo „niespodzianka” jest rodzaju żeńskiego?
[02:02:28] - No i?
[02:02:29] - No i nie wiem. Chyba jednak to nie przypadek.
[02:02:34] - Może. Niech będzie. Myślę, że jeśli chodzi o dzisiejszą audycję, to już wszystko. Za te niedociągnięcia techniczne, przebijanie się Tadeusza na naszą audycję przepraszamy. Te wszystkie rzeczy, które uciekły.
[02:02:51] - Ja to powinienem klęknąć i się kajać za ten problem z zapowiedzią książki na początku.
[02:02:59] - Spokojnie.
[02:03:01] - Tryb wakacyjny zrobił swoje.
[02:03:06] - A poza tym nie tacy ludzie na kolanach szli do Canossy.
[02:03:09] - Tak jest. Kto wie, czy nas to nie czeka w jakimś tam momencie.
[02:03:15] - Niektórzy co roku na kolanach idą do Częstochowy. Nie wiem po co.
[02:03:21] - Powiem tak: ja jestem człowiekiem, który bardzo lubi chodzić. Co więcej, nie jest mi daleko aż tak bardzo do spraw związanych z wiarą. Ale maszerowanie przy ryku megafonów jakoś mnie odstrasza. Ja taką pielgrzymkę mogę sobie wykonać we własnym zakresie piechotą, ale te pielgrzymki, które są takie masowe, do mnie nie przemawiają. Co nie znaczy, że nie są dla ludzi. Są jak najbardziej dla ludzi i w ogóle myślę, że dobrze, że się odbywają. Natomiast to nie są moje klimaty. To tak à propos, żeby się zdeklarować. I cóż, proszę państwa, to już wszystko. Dziękujemy bardzo pięknie za dzisiejszą audycję.
Czy państwo polubili Lema w wydaniu wannowo-pamiętnikowym? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak, bo to jest książka, którą naprawdę warto przeczytać.
[02:04:17] - Tę książkę warto przeczytać naprawdę. Natomiast ja rozstaję się z wami z ogromnym żalem, że Lem nigdy nie napisał space opery. To by dopiero była książka.
[02:04:31] - Myślę, że by nam żuchwy strzeliły tutaj OOBE ladę stołu, przy którym siedzimy, bo Lem nic nie robił tak, jak robili wszyscy. W związku z tym to byłaby space opera, która by nas zatkała. No cóż, proszę państwa, każda audycja jest dobra pod warunkiem, że się kiedyś kończy. Ta audycja kończy się właśnie w tej chwili. Pięknie państwu wszystkim dziękujemy za wysłuchanie, za wytrwanie przy głośnikach. I cóż, dobrej nocy życzymy. Dobrych lektur życzymy. No i weny, bo wiecie państwo, zbliża się wrzesień, zbliżają się kolejne audycje ABW. No i czas, by wreszcie coś napisać i może przesłać do tego ABW.
[02:05:18] - Hej!
[02:05:19] - Jeszcze raz pięknie dziękujemy. Dobrej nocy.
[02:05:22] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję, jak zawsze, od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem w ABW już za tydzień. No i na żywo już za dwa tygodnie. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:05:56] - Beyond the horizon of a place we lived when we were young. In a world of madness and records. Our thoughts stray constantly without boundary. The ringing of the division bell had begun. Along the long road and on down the coast where. Do they still meet there by the cut? There was a ragged band that followed in our footsteps. Running before time took our dreams away. Leaving the myriad small creatures stranded, tied to the ground. To a life consumed by slow decay.
The grass was greener. The light was brighter. With friends surrounded. The nights of wonder. Looking beyond the embers of bridges glowing behind us. To a glimpse of our green world on the other side. Steps taken forwards and sleepwalking back again. Dragged by the force of some inner tide. Encamped forever by desire and ambition. There's a hunger still unsatisfied.
Our weary eyes see the strains of the rising. Though down this road we've been so many times. The grass was greener. The light was brighter. The taste was sweeter. The nights of wonder. With friends surrounded. The dawn is glowing. The water flowing. The endless river.
Forever and ever.