[00:31] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, a przede wszystkim drogi molu książkowy, rozpoczynamy wlewanie pierwszego od dłuższego czasu odcinka „Bibliotekarium na żywo”. Odcinek przedwakacyjny. Oczywiście „Bibliotekarium” powraca na 100% do nadawania na żywo w sierpniu razem z moim powrotem. Tak tylko nadmienię. Niestety bez technicznego audycja nie może się odbyć, a panowie przy okazji postanowili sobie zrobić trochę wolnego od nadawania live. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Halo, halo, Bydgoszcz.
[01:26] - Halo, halo. Dzień dobry wieczór wszystkim.
[01:30] - I teraz muszę wam przerwać, żeby podać jeszcze kontakty do Radia Paranormalium.
[01:35] - Długo nieco nie pogadaliśmy.
[01:37] - Nie pogadaliście sobie, ale spokojnie, już niedługo. Dzisiaj nadajemy na żywo. Linia telefoniczna jest już teraz otwarta. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 530 624 193. Można także próbować dodzwonić się na Skype'a radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można też pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także oczywiście na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji, a szczególnie różne tytuły książek do polecenia, które chcielibyście polecić innym słuchaczom na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. O tych polecajkach, o tym polecaniu książek wspomniałem właśnie dlatego, że dzisiejsza audycja polecanym lekturom będzie poświęcona.
Prawda, Marku?
[02:59] - Prawda. Bo w końcu wakacje się zaczynają. Czasu na lekturę niektórzy mają więcej. Warto książkę wziąć na plażę, a jak akurat deszcz pada, to też się książka przyda.
[03:12] - Do pociągu też można.
[03:15] - Tak, do pociągu. W ogóle książka się w czasie wakacyjnym przydaje.
[03:21] - Nawet jeżeli książka się znudzi, to jeszcze można ją na przykład wykorzystać, te nudniejsze lektury przynajmniej, do odganiania much, komarów i różnych innych żyjątek.
[03:35] - Na przykład. Ja tylko powiem, że tak sobie to z Wiktorem wykombinowaliśmy, bo mówiłeś o tym, że następna audycja w sierpniu, to śpieszę uspokoić wszystkich, że najbliższe trzy tygodnie nie znikniemy tak zupełnie, bo będziemy prezentować książkę Wojciecha Terleckiego. Już zapraszamy. Za tydzień pierwszy odcinek. Oczywiście troszeczkę skomentujemy. Książka niezwykle ciekawa. Książka, która troszkę mówi o tym, co ja lubię najbardziej, czyli o wirtualnych światach, o tym, czy można przenieść człowieka, to, co jest istotą człowieka, to, co podobno znajduje się w naszym mózgu, do jakiejś sztucznej struktury i co z tego ewentualnie może wynikać. No więc lektura jak najbardziej wskazana. Ta książka, powiem od razu, wyszła już. Była wydana przez jedno z wydawnictw, dzięki zgodzie którego możemy tę książkę zaprezentować.
A robimy to z rozmysłem i podstępnie, jak to my z Wiktorem zwykle, ponieważ jeszcze w tym roku ukaże się kolejna książka Wojciecha Terleckiego. Już kiedyś o niej wspominałem. Ona jest zatytułowana „Era zwodnika”, więc będziecie mieli państwo okazję przekonać się, jak sobie radzi autor i czy warto po kolejną książkę sięgnąć. Wiktorze, co powiesz?
[05:16] - Polecanki, soslanki, a głupiemu radość. Proszę cię, chciałbym, żebyś na początku tej audycji, zanim właściwie rozpoczniemy audycję, naruszył moją logikę.
[05:28] - O rany!
[05:28] - Otóż zwróć uwagę, do czego służą książki, Marku. Otóż książki tak naprawdę służą do kontaktu ze światem. Podobnie jak internet. To jest taka forma wstępna, jeszcze mało mobilna, że tak powiem, ale do oglądu rzeczywistości, do różnych jej aspektów i tak dalej. Otóż jak chodzisz do pracy, jak chodzisz do szkoły w czasie roku, to czasami warto się przyłożyć i odetchnąć po prostu światem, czytając kawałek książki. Ale ja tak sobie myślę niestety, Marku, że W wakacje mole książkowe powinny zażyć trochę naftaliny i pofruwać na żywym powietrzu. Pospacerować, pooglądać się, a przede wszystkim dotyczy to twórców, którzy najchętniej nas słuchają. Twórca powinien sobie dać święty spokój, bogiem a prawdą, z czytaniem książki. Taki zakaz wjazdu sobie nad łóżkiem powiesić.
[06:31] - Ale zakaz wjazdu to była taka powieść Białczyńskiego.
[06:35] - Była. Nie specjalnie tak mówię. To jest czas na to, żeby nie tyle poczytać, ale samemu dotknąć świata, obejrzeć kawałek lasu, pokochać się z kimś na miedzy.
[06:51] - Dlaczego na miedzy?
[06:52] - Dać komuś w ryja, jeśli zasłużył. Po prostu życie, Marku. A potem wrócić do domu i to opisać.
[06:59] - Jako zwolennik pełnej wolności: róbta, co chceta. Czytajta albo nie czytajta. A Wiktor swoją drogą, patrzcie, jak tak ładnie do was przemawiał, to przy okazji popukał się w czoło i pokazał mi, że powiedziałem wszystko na temat powieści Wojciecha Terleckiego, ale nie podałem jej tytułu. Niniejszym naprawiam, że będziemy państwu prezentować powieść Wojciecha Terleckiego zatytułowaną „Kukiełki i dusze”. Żeby już było w pełni. Tak jak Ivellios mówił, my zachęcamy państwa dzisiaj, bo oczywiście my mamy całą listę przygotowaną z omówieniami tego, co byśmy państwu polecali jednak do czytania, pomimo tej przemowy Wiktora. Ale namawiamy też państwa do dzwonienia do naszej audycji. Na pewno macie też jakieś takie książki, które gdzieś was mocno drasnęły, mocno je zapamiętaliście i chcielibyście się podzielić ze światem wrażeniami z tej lektury, a przy okazji sprzedać dobrą lekturę. My do tego namawiamy. Linie są otwarte, w związku z tym czekamy.
A co, my to chyba zaczniemy wreszcie tę prezentację. Co się tam nam ulęgło? Właściwie to powinniśmy jeszcze powiedzieć, gdzie byliśmy tak naprawdę tydzień temu, bo sobie audycja leciała spokojnie, a my byliśmy tu i tam, czyli w Nie-Nidzicy, czyli w Mierkach.
[08:30] - Ale po drodze, zanim dojechaliśmy do Mierek, to żeśmy odwiedzali wszystkie Lotosy i inne, żebym się mógł odpalić.
[08:37] - Ja nie wiem, czy się-
[08:37] - Piękna droga była, wspaniała.
[08:39] - Nie wiem, czy się jest czym chwalić.
[08:40] - Lubię z tobą jeździć.
[08:41] - Ja nie mogę ci się zrewanżować podobnym komplementem, bo jak sobie pomyślę, że mieliśmy do przejechania 200 kilometrów. Zgadnijcie państwo, ile jechali, ile to trwało. Jak wam powiem, że cztery i pół godziny i sobie przeliczycie, ile robiliśmy w ciągu godziny kilometrów, to rozpacz. My w każdym razie-
[09:04] - Przerabiasz długość na drogę, na czas. Ale ja ile przerobiłem, proszę ciebie.
[09:12] - Każdy kierowca, jak słyszy o takim wyniku, że 200 kilometrów się wyrobi w cztery i pół godziny, to się zastanawia, czy był sens jechać. Może trzeba było się przesiąść na hulajnogę, to byśmy podobny wynik zrobili.
[09:23] - Wiesz, to jest filozofia, proszę ciebie, taka europejska. Ale moja azjatycko-afrykańska filozofia mówi: nigdzie się nie spieszę. Mamy czas. Nie ucieknie, Marek.
[09:35] - Jak to nie?
[09:37] - Dojedziemy.
[09:37] - Tam serwowali w Mierkach chłodne piwo i dobre towarzystwo, a my tkwiliśmy na stacjach Orlenu albo na Lotosach. I ja się wpatrywałem, czy Wiktor już kończy tego papierosa. A powiem państwu taką ciekawostkę. Wiktor, jak chce, to potrafi papierosa spalić w minutę. A jakoś tak się dziwnie składało, że jak on palił na tym Lotosie albo na Orlenie, to jeden papieros potrafił palić i 10 minut. Jak to robi, to tylko palacze są w stanie-
[10:06] - Ale to dziwnie, bo to dobrze świadczy o tych stacjach benzynowych.
[10:10] - Czy o papierosach.
[10:12] - Nie, o nich.
[10:12] - Nic nie wybuchło.
[10:15] - Jeszcze nie. Postaramy się w przyszłym roku.
[10:17] - Słuchajcie, może pan Wiktor rzeczywiście ma jakieś zdolności do kontrolowania czasu i przestrzeni.
[10:23] - To z całą pewnością. Doświadczyłem tego tydzień temu. Naprawdę to było niezapomniane przeżycie. Ale wspomnijmy na chwilę o tych Mierkach jeszcze, zanim zaczniemy wspominać o książkach. To było fajne przeżycie, tak jak co roku zresztą, ale też wzruszające, bo my tu państwu prezentowaliśmy jakiś czas temu audycję poświęconą zmarłemu Maciejowi Parowskiemu. Tam się oczywiście też nie obyło bez takiego spotkania. Zapis dźwiękowy z tego spotkania ponadgodzinnego zaprezentujemy w którymś z odcinków „Bibliotekarium”, może po wakacjach, a może jeszcze w czasie wakacji. Znowu było wzruszająco, bo masa ciekawych opowieści snutych przez Wojtka Sedeńkę, przez Marka Oramusa, przez ludzi, którzy przyjechali do Nidzicy, do Nie-Nidzicy. To były czasami śmieszne, czasami wzruszające historie. Właśnie o to chodzi, żeby za wszelką cenę nie czynić z takich postaci jak Maciej postaci pomnikowej, takiej ze spiżu odlanej.
On tam raczej pokazywał się jako człowiek ciepły, niezwykle sympatyczny. To było jedno ze spotkań, które tak bardzo zapamiętałem, ale takich fajnych spotkań było jeszcze całkiem sporo. Postaramy się przynajmniej z części zdać państwu relację. Ale w ogóle, wiecie państwo, warto spróbować. Bardzo często mówi się o Nie-Nidzicy, że to jest taki konwent dla starych ramoli, czyli taki jak ULAU dla nas, czyli dla tak zwanego fandomu 1.0, bo tam się nikt za nic nie przebiera, żadnej mangi się nie ogląda ani anime, a w ogóle jakoś tak jest Ale za to jest dobre towarzystwo. To jest głównie festiwal literacki, więc powinien tych, którzy czytają interesować. Nie jest najtańszy, trochę trzeba za to zapłacić, ale powiem państwu warto, bo każdy, kto czyta na przykład książkę Grzędowicza, a potem w Mierkach bez żadnych kompleksów i bez żadnego tam ochów, achów ani bez żadnego problemu może usiąść z Grzędowiczem przy stole, wypić piwo, pogadać o jego książce, o tym, co się podoba, co się nie podoba. Powiedzieć wprost. Może spotkać poza Grzędowiczem właśnie wspomnianego już Marka Oramusa, Jacka Inglota. Kto tam jeszcze był?
Marek Baraniecki oczywiście. Autorów, autorów. No, Wiktor Żywkiewicz oczywiście też był.
[12:59] - Marku, jak tak mówisz, że to takie-
[13:02] - Był Hubert.
[13:02] - Był. Był. Było dużo.
[13:06] - Było z kim rozmawiać po prostu.
[13:08] - Było dużo, ale ja chcę ci zwrócić uwagę, że się słodko mylisz. À propos-
[13:12] - Ja się zawsze słodko mylę.
[13:13] - Tego konwentu dla starych ramoli, bo ja zauważyłem, że po pierwszym dniu to mnie kręgosłup rozbolał od rozglądania się po lesie, bo w tym lesie takie laski. Tak, w lesie takie drzewa chodziły, że normalnie człowiekowi szczęka zwisała.
[13:33] - Tak, ale co tak naprawdę udało ci się poderwać jednego kleszcza przywiozłeś do Bydgoszczy z Mierek.
[13:39] - Ktoś mnie wreszcie docenił.
[13:41] - Tak, wyssał przynajmniej częściowo. Wiktorze, nie ma co. Ja w każdym razie wszystkim, którzy nas słuchają polecam Mierki. Warto tam być chociaż raz. Zobaczyć, z czym to się je. A ja powiem szczerze, że jak raz się tam zjawiłem, tak mam ochotę do Mierek czy kiedyś do Nidzicy wracać, bo jest po prostu fajnie, jest sympatycznie, jest tak... Nie ma tego zadęcia na: my pisarze, wy ci, którzy nas czytają. Nie, nie, nic takiego tam nie następuje. Poza tym powiem państwu kiedyś, kiedy był taki rok, kiedy nie mogłem się znaleźć w Nidzicy wtedy na zamku, jakby sprawy zawodowe na tyle mnie zajmowały, że nie mogłem, to sobie chociaż na sobotę pojechałem na jeden dzień i tego samego dnia wracałem, żeby trochę tą atmosferą odetchnąć. Więc jak ktoś chciał spróbować, to w przyszłym roku zapraszamy.
A właściwie zaprasza Wojtek Sedeńko, bo on to wszystko organizuje, całkiem zresztą sprawnie. I muszę powiedzieć, że te spotkania, które były w tym roku, sporo ich było, miały dużą obsadę, tematy były po prostu fascynujące. No naprawdę, proszę państwa.
[15:01] - Tak, ale poza tematami to Wojtek Sedeńko potrafi zorganizować tą rzecz również od tej strony, że jest co żreć i jest co pić.
[15:11] - No tak, to prawda, to prawda. No w ogóle jest sympatycznie, co prawda ten ośrodek w Mierkach, to on pamięta czasy nie wiem, późnego gomu-, nie raczej wczesnego Gierka, może środkowego Gierka, ale podobno chodzą takie słuchy, że tam kiedyś SB wypoczywało. Nie wiem, jak było, proszę państwa. Dzisiaj to rzeczywiście te budowle trącą trochę myszką.
[15:38] - Ale może rzeczywiście tak jest, wiesz, bo to jest to przysłowie: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. A zauważyłem, że Grzędowicz to się zawsze tam w mundurze pojawia.
[15:50] - No bo Grzędowicz się wszędzie pojawia w mundurze. Grzędowicz się wszędzie pojawia w mundurze. W ogóle też było ciekawie, bo Grzędowicz biegał w mundurze i w wysokich butach. Była też kobieta z pistoletem. Co prawda na kulki metalowe, ale jak strzelała do drzew, to skóra człowiekowi cierpnie.
[16:07] - Nie kobieta, tylko policjant.
[16:09] - To myślisz, że jest jakaś różnica?
[16:12] - No sprawność.
[16:13] - Dla mnie stuprocentowa kobieta. W każdym bądź razie kobieta z bronią.
[16:19] - Policjant jest cudowny.
[16:21] - Kobieta z bronią. Kobieta z bronią. Wiesz co? Ględzimy, ględzimy, a wiesz, zapowiedzieliśmy, że będziemy książki polecać. To może już czas wreszcie. Oczywiście przygotowaliśmy taki zestaw nasz bardzo subiektywny. Większość książek, o których będziemy mówić, to są książki w miarę nowe. Nie tylko fantastyka, bo żeby już tak nie było. Oczywiście my to przegięcie fantastyczne mamy i pewno się nie da zrobić audycji, żeby coś tam o fantastyce nie pogadać. Naukowej szczególnie.
Ale postaraliśmy się o to, żeby pokazywać książki z różnych poletek literackich. No ale oczywiście zaczniemy od fantastyki, od czegoś w rodzaju fantasy. Takiej specyficznej. To żadne heroic fantasy. Żaden facet z gołym mieczem czy też z gołą laską nie biega, nie zabija potworów oraz tudzież jakichś innych maszkar. Ale jest to ciekawe. To jest książka, która ukazała się w mojej chyba ulubionej, no, może jeszcze druga mogłaby konkurować, ulubionej serii zatytułowanej „Uczta wyobraźni”. Książka nosi tytuł „Czerwony śnieg”, a MacLean to jest autor i ta powieść „Czerwony śnieg” niektórzy mówią, że to jest rasowe fantasy. Ja nie wiem, czy to jest rasowe fantasy. W każdym razie ta książka, jakbym miał ją do czegoś porównać, to porównałbym ją do innej mojej takiej książki, którą bardzo lubię.
To jest książka „Atlas chmur”. Dlaczego? Nie o tematykę chodzi. Chodzi o sposób konstruowania tej powieści. Otóż ta konstrukcja książki polega, jej konstruowanie polega na tym, że to są Różne historie, historie różnych ludzi pozornie niewiążące się zupełnie ze sobą. Co więcej, to są historie, które na początku wydaje się, wierzymy, że autor jest sprawny, ale wydaje się nam wręcz nieprawdopodobne, że je się w ogóle da powiązać. Tymczasem w miarę upływu fabuły okazuje się, że one się zaczynają ze sobą splatać i w rezultacie otrzymujemy świetną opowieść. W tej książce, o której mówimy, czyli „W czerwonym śniegu” mamy do czynienia z historią trzech osób. Jest tam lekarz wojskowy z czasów wojny secesyjnej, który chyba w ostatniej bitwie tej wojny spotyka potwora. Dziwną postać, która się włóczy po pobojowisku.
Na początku jeszcze nie wiemy, co to za postać. Drugą osobą, drugim wątkiem, który w tej książce znajdujemy, jest malarz, który żył pod koniec XVIII wieku i malował portrety pewnej kobiety w różnych stadiach jej życia. Co ciekawe, ta kobieta wydawała się nie zmieniać.
[19:49] - To Hillary Clinton tak była?
[19:52] - Niech będzie. Nie była, ale powiedzmy. Ostatnią osobą opisaną w tej powieści jest marksistka. To już w ogóle jazda po bandzie.
[20:07] - To by się zgadzało.
[20:08] - Z Nowego Jorku. Tak, jeśli chodzi o Hillary Clinton. W każdym razie marksistka żyje sobie spokojnie w Nowym Jorku i o czym marzy? Marzy oczywiście, żeby w czasach prohibicji w USA odbyła się jakaś rewolucja. Najlepiej jakiś komunizm by się tam wprowadziło i byłoby w porządku.
[20:32] - Amerykanie zawsze myślą o biznesie, a rewolucja to zawsze był biznes dla kogoś.
[20:39] - Niech będzie. W każdym razie macie państwo, oczywiście ja staram się teraz kombinować, żeby nie opowiedzieć za bardzo treści, ale jakieś wprowadzenie zrobiłem. Macie państwo postaci z różnych czasów. Co je łączy? Spotykają taką dziwną postać. Tak naprawdę to zdradzę państwu, że to jest jednak postać demoniczna, potworna, ale jednocześnie wpływająca mocno na ich życie. Ja powiem jedno to nie jest zupełnie nówka, nierdzewka. Jakiś czas temu się ta książka ukazała, ale postanowiłem ją wprowadzić do dzisiejszej audycji, ponieważ literacko ta książka jest taką perełką. Mamy gęstą, mroczną prozę, w której jest sporo przemocy, więcej brutalności właściwie. A jednocześnie mamy pewien klimat.
To nie każdy autor potrafi to pociągnąć. Nie każdy autor potrafi sprzedać mroczną historię, sprzedać jednocześnie mroczny klimat. A jednocześnie mamy do czynienia z pewną zabawą, konwencją. To chyba dzięki temu ta proza nas angażuje. My się dajemy porwać tej historii, bo ona się nam wydaje bardzo prawdziwa. Właśnie przez ten klimat, przez to, że nie czujemy, że to ktoś gdzieś na kolanie napisał historię pod tytułem: jak wyobrażam sobie XVIII wiek albo XIX wiek. Ja oczywiście nie potrafię powiedzieć, jak było, ale czuć, że ten, kto pisał tę prozę bardzo mocno wchodzi w klimat. Nie potrafię tego lepiej opisać, ale to jest bardzo ważne w tej książce.
[22:44] - Strasznie mętnie żeś tę książkę sprzedawał, ale jakimś cudem udało ci się mnie zaintrygować.
[22:51] - Zawsze powtarzam jeden problem. Jak nie opowiedzieć książki.
[22:57] - Optymista. Jeden problem.
[23:00] - Problemów może więcej, ale główny polega na tym, żeby tej książki jednak nie opowiedzieć, ale powiedzieć, co jest w niej najważniejsze. W każdym razie na pewno to nie jest taka książka, pomimo że są te trzy wątki, to nie jest rozwlekłe fantasy, które jest wielowątkowe, nie wiadomo, o co chodzi, gdzieś tam się ktoś szwęda po tej scenie. Nie. To przede wszystkim jest lektura, która cię angażuje, bo bardzo szybko wchodzisz w te relacje, które tam się pojawiają. Te postacie stają ci się bliskie. Co będziemy kombinować?
[23:37] - Ale jak powiedziałem, zaintrygowałeś mnie tą książką, bo widzisz, ona dotyka pewnej rzeczywistości, nawet jeśli historycznej, to jednak rzeczywistości i dlatego może być bardzo intrygująca. Chyba żeś trafił dobrze.
[23:55] - Tak. W każdym razie ja państwu tę książkę polecam. To jest książka, która mnie przede wszystkim ujęła. Sama historia, której tu nie mogę sprzedać, jest fajna. To jest dobrze wymyślona historia, ale przede wszystkim ja nie jestem szczególnym zwolennikiem, to zresztą państwo na przykład w ABW mogli wyczuć. Ja nie do końca wierzę w klimaty, w nastroje tworzone przez autora. A tu jednak odszczekuję. Tu się to udało. Ta książka ma klimat i do tego klimatu chyba najbardziej się tęskni. To ja powtórzę: „Czerwony śnieg” w serii Uczta wyobraźni.
Ian MacLean. To będzie pierwsza książka. I była fantastyka oczywiście.
[24:50] - No dobrze.
[24:51] - Trzeba się jakoś poprawić. A! To powiem o czymś jeszcze, bo jak przygotowaliśmy audycję, to dostaliśmy informację od jednego z naszych słuchaczy, konkretnie od Krzysztofa Lutowskiego, który nam napisał, że też by chciał coś zaproponować. Właściwie nie tyle zaproponować, co powiedzieć o książkach, które planuje w najbliższym czasie przeczytać, głównie ze względu na własne plany pisarskie. Bo powiem, już jesienią poznacie państwo w ABW kolejnego autora. Autora, który już z pisaniem jakiś czas sobie flirtuje i który sporo już napisał, ale państwo poznacie po raz pierwszy właśnie Krzysztofa Lutowskiego. Jego opowiadania zaprezentujemy, zarówno takie trącające nieco fantastykę, jak i takie zupełnie realistyczne. I ten właśnie człowiek przedstawił nam swoje propozycje.
[26:00] - Marku, zajrzałem ci jednym okiem w to, co przedstawił Krzysztof Lutowski i zadam wam wszystkim pytanie. Słuchajcie, kto jeszcze pamięta takiego pisarza? Boże, czemu myśmy jeszcze tego palcem nie dotknęli? Ale wielu żeśmy nie dotykali jeszcze. Natomiast Truman Capote. O Boże! Zapomniałem. A przecież to jest-
[26:26] - To jest fantastyka.
[26:27] - Broń Panie Boże, nie Truman Capote, tylko Truman Capote.
[26:31] - O! I dostałeś między- Roześmiał się demonicjie.
[26:38] - Na wszelki wypadek odpowiem też światowo: спасибо.
[26:46] - To jak to, Ivelliosie? Capote, tak? Capote. Dobrze.
[26:52] - Truman Capote.
[26:55] - Capote. O, jak fajnie! To zacznę od pierwszej książki zaproponowanej przez Krzysztofa Lutowskiego. „Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania” Katarzyny Bondy.
[27:08] - Proszę bardzo.
[27:09] - Powiem ci, nie znam książki, ale jak słyszę o kreatywnym pisaniu, to nie otwiera mi się nóż w kieszeni. Ja jestem zwolennikiem, że taki kurs warto zawsze przejść. Z dwóch powodów. Przynajmniej z dwóch powodów. Albo po to, żeby się przekonać, że to zupełnie nie działa, albo też po to, żeby sobie pomóc. Te kursy kreatywnego pisania różnie działają na różnych ludzi, którzy coś z pisaniem chcą mieć do czynienia. Naprawdę spotkałem się już z głosami ludzi piszących, którzy machają ręką i mówią: „Nie, to jest w ogóle bzdura”. Ale słyszałem też głosy od ludzi poważnych i piszących, którzy mówią: „Dobra szkoła, warto to przejść”. Powiem szczerze, nie byłem na takim kursie nigdy. W związku z tym trudno mi jest mieć zdanie.
To chociażby z ciekawości książkę Katarzyny Bondy „Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania” z Katarzyną Bondą pewno bym sobie przerobił.
[28:11] - Wiesz, Marku, tak myślę sobie, jak popatrzyłem na dzieje ludzkiej cywilizacji, to my chyba strasznie jesteśmy zachwyceni tym, co homo sapiens zmajstrował głową. A przecież większość rzeczy została wykonana rękami, prawda? Rękami. To jest kreatywne pisanie na maszynie do pisania. To ręce biorą w tym udział, a nie tylko głowa.
[28:38] - Ale to mówiłem ostatnio o tym, że rytm maszyny do pisania, to, co mówiłem o tym, że wgrałem sobie program stukający w klawiaturze, żebym słyszał dźwięki klawiszy. To naprawdę działa. Ale to nie czas i nie miejsce, żeby to jeszcze raz wspominać. Drugi tytuł zaproponowany przez Krzysztofa Lutowskiego to „Polskie morderczynie”. Też Katarzyny Bondy. Ja się aż boję pomyśleć, co Krzysztof szykuje w pisarskich swoich planach.
[29:09] - Jeśli to jest jego research, to ja rozumiem, ale czy mnie to tak pognębiła kiedykolwiek polskie morderczynie? Nie za bardzo.
[29:18] - Dlaczego? Kobiety są okrutne.
[29:21] - Okrutne, to ja wiem.
[29:22] - Tak. W związku z tym to wiesz. Dalej. „Średniowieczna Europa” Chrisa, nie wiem jak-
[29:31] - Ivellios, jak to się pisze? Jak to się czyta?
[29:34] - Whitcam, przez „h” pisane.
[29:37] - Whitcam.
[29:38] - Whitcam.
[29:39] - Normalnie, tak jak Beckham.
[29:41] - „Średniowieczna Europa”. Tu doskonale rozumiem. Akurat tej książki też nie znam, ale po pierwsze średniowieczna Europa z definicji jest miejscem ciekawym, a wygląda na to, że ta książka-
[29:57] - Wiesz, Marek, to jest najciekawsze miejsce w historii ludzkiej cywilizacji. Średniowieczna Europa. Poza tym też średniowiecza były i na Wschodzie, i na Zachodzie, dalej. Ale to były takie marne średniowiecza i bez echa przeszły. A z tego się wybiło wszystko. Na przykład wielkie osiągnięcie, jak komunizm. Może też, ale nie to źródło.
[30:25] - To powiem tak. To jeszcze mamy kolejną książkę. Tu właśnie ciężkie zadanie. Truman Capote "Z zimną krwią". To o tę książkę chodziło, którą podejrzałeś mi przez ramię. To kolejna lektura zaproponowana.
[30:39] - Miałem piętnaście lat, kiedy czytałem tę książkę.
[30:43] - Takie książki czytałeś mając lat piętnaście?
[30:45] - Pewnie, że tak.
[30:46] - To ty musisz, chłopie, mieć naprawdę zaburzenia osobowości, emocjonalności i jeszcze kilku innych rzeczy. W każdym razie to myślę dobra lektura na wakacje. Trochę ambitniejsza, ale to w niczym nie przeszkadza.
[31:04] - To jest świetna książka. Genialna książka. Cudowna książka, chociaż straszna książka.
[31:09] - Tak. Następna książka, którą Krzysztof Lutowski zaproponował, zaciekawiła mnie: "Życie niewłaściwie urozmaicone". Dwa tomy Kazimierza Leskiego. Powiem ci, że z samego tytułu pewno po tę książkę sięgnę. Dalej. Widać wyraźnie, że autor, o którym mówimy, Krzysztof Lutowski, szlifuje warsztat, bo kolejna pozycja to "Sztuka powieści". Praca zbiorowa.
[31:42] - Wiesz, jak muzyk przesiada się do maszyny do pisania albo dzisiaj do komputera, to cholera, musi ciężko popracować trochę, żeby to wszystko grało.
[31:54] - Okej, jeszcze dwie książki zaproponowane przez Krzysztofa Lutowskiego, mianowicie "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej" Joanny Ostrowskiej. I kolejna pozycja-
[32:10] - Czekaj, ale ja bym się zatrzymał, bo to jest troszkę też takie straszne, może straszniejsze o wiele bardziej od Trumana Bóg wie jako tam z zimną krwią. Natomiast po prostu my mamy czasami bardzo marne pojęcie o-
[32:26] - To chciałem powiedzieć właśnie
[32:27] - ... różnych stronach wojny. Szczególnie wojnę to my zwykle postrzegamy, jak faceci padają odkul. Natomiast co przechodzą kobiety na przykład w czasie wojny.
[32:47] - Co w ogóle cywile przechodzą.
[32:49] - Co cywile przechodzą, to jest tak od sobie, bo cywile są od tego, żeby paść po prostu. Ale kto tam dostrzega ich bohaterstwo?
[33:02] - Albo męczeństwo po prostu. Może to wielkie słowo, ale do tego można też sprowadzić.
[33:08] - Oczywiście tutaj do tego tytułu można mieć się jak pięść do nosa. Jeśli się przypomni o inseminacji przez nazistów całego kraju, czyli Norwegii, przez Wehrmacht, po czym zostały dziesiątki tysięcy po prostu nieślubnych dzieci wehrmachtowych. Jeśli się przypomni o mongolskim wyczynie rosyjskich, radzieckich żołnierzy, którzy po prostu zainseminowali połowę wschodniej Polski. To były historie wstrząsające, one zwykle tak. Mają historycy to, badają historycy, ale my powinniśmy również o tych rzeczach pamiętać.
[33:53] - I kolejna, ostatnia już pozycja zaproponowana przez Krzysztofa Lutowskiego, a mianowicie "O pisaniu". Tytuł jest, wydaje się prosty, ale teraz padnie nazwisko.
[34:05] - Autor jest najważniejszy. Tak jest.
[34:07] - Charlesa Bukowskiego. Pomińmy fakt, że Charles Bukowski to był facet, który uważał, że jak się człowiek nie napije, to niewiele napisze. Miał specyficzne podejście. Nie uważał, żeby wódka przeszkadzała w pisaniu.
[34:28] - Teraz rozumiem, dlaczego ja nic nie piszę, bo ja nie piję.
[34:32] - Tak, ale to był jednak żart. Tak naprawdę nie z tego znamy Bukowskiego, że uważał to, co przed chwilą powiedziałem, tylko że po prostu potrafił pisać i taką książkę "O pisaniu"-
[34:45] - Przede wszystkim miał straszliwie bystry, przewrotny umysł i cholernie lekki do strawienia. To znaczy, to wszystko było na krawędzi paradoksu, na krawędzi w ogóle czegokolwiek. Cudowny pisarz. W sumie bardzo popularny, ale mało doceniany, bo za bardzo rozrywkowy jak na Nagrodę Nobla.
[35:11] - Tak, ale poza tym wiesz, on tam miał też tę swoją przeszłość, to jego życie do najłatwiejszych nie należało. A o co chodzi, to sobie państwo sprawdźcie, bo to życiorys taki jak to bywa popierdzielony, po prostu wyjątkowo. Ale to chyba, ja wiem, czy to o czymś świadczy? Nie wiem, czy to o czymś świadczy. Może tylko o tym, że zebrał sporo doświadczeń.
[35:44] - Widzisz, ja ci to na początku audycji, Marku, przecież mówiłem. Wakacje są po to nie po to, żeby czytać książkę, ale żeby sobie popierdzielić życiorys w jakiś sposób. Jest to okazja przynajmniej.
[35:58] - Specyficzne podejście.
[36:00] - Dobrze.
[36:01] - Okej, to teraz czas na nasze polecajki. Teraz nie będzie fantastycznie. Ja mówiąc szczerze, kiedy dostałem tę książkę do ręki, tak ją trzymałem. Żółta książka. Myślę: kurczę, co to jest?
[36:18] - Malaria.
[36:19] - Nie. I w dodatku jeszcze-
[36:22] - Żółtaczka.
[36:23] - "Daj mi dojść do słowa".
[36:25] - Dobrze.
[36:26] - I mówię sobie: w sztywnych oprawach. W sztywnych oprawach to się nie wydaje byle czego. Mówię: zajrzyjmy, co to jest. Patrzę. Przekartkowałem. Kurczę, to jest zapis sztuki teatralnej czy czegoś takiego. Mówię: „O kurczę, będzie ciężko”. Ale później zacząłem czytać, co to takiego jest. I to, wyobraź sobie, były scenariusze serialu telewizyjnego. Serialu telewizyjnego, którego ja nie znałem.
Teraz już znam, bo przeczytałem, ale go nie znałem. W dodatku serialu, który, jak się zacząłem rozpytywać w określonych środowiskach, chciałem powiedzieć, a tak naprawdę w określonych środowiskach, ale wiekowych, to okazało się, że część młodych ludzi go zna. Jak zacząłem pytać, co ich w tym serialu fascynuje, to mi odpowiadali głównie: „Bo on jest prawdziwy”.
[37:25] - Już wiem. To jak nie Levania.
[37:28] - Nie, to w dalszym ciągu zły strzał.
[37:30] - Cholera.
[37:32] - Serial niepolski, od razu powiem. Nie polski. On jest prawdziwy. Ja nie potrafię tego ocenić, czy on jest prawdziwy, czy nie. Serial pochodzi z Norwegii. Dosyć egzotyczne miejsce na robienie seriali.
[37:44] - Tak, bo kto to ma oglądać?
[37:46] - Ale podobno właśnie w Polsce był oglądany. Zresztą nie tylko.
[37:48] - U nas tak.
[37:49] - Był w ogóle w Europie.
[37:50] - Do oglądania, ale tam prawie ludzi nie ma.
[37:52] - Okazuje się, że są ludzie. On był w ogóle w Europie dosyć popularny. Na świecie był popularny, bo kilka telewizji na świecie postanowiło zrobić swoją wersję tego serialu. Już teraz powiem, jaki jest tytuł. Części z państwa nic on nie powie, a część może się chwyci. Otóż ten serial nosi tytuł „Skam”. Miał cztery sezony. „Skam” to po norwesku, o ile dobrze pamiętam, „wstyd”.
[38:23] - To jak my skamlemy, to się wstydzimy, tak?
[38:28] - Nie wiem.
[38:29] - Że jesteśmy mało odważni.
[38:31] - W każdym razie to jest serial obyczajowy. Zafascynował młodych ludzi, tak jak powiedziałem, bo uważają, że jest prawdziwy. Książka jest ciekawa, bo ona pokazuje zarówno to, co się w serialu pokazało, jak i sceny wycięte czy dialogi wycięte. One są zaznaczone nieco jaśniejszym drukiem.
[39:01] - To może być świetne do czytania.
[39:02] - Wiemy, co zostało wycięte, czego nie było. Powiem ci tak: jak to czytałem, to niektóre sceny wydawały mi się bardziej wyraziste, jak były powycinane, ale bardziej dla tych mniej domyślnych bardziej oczywiste byłyby, gdyby były te części wycięte. Więc nie wiem. Nie mam zdania. O czym jest tak naprawdę ta książka? Książka czy też serial. Powiedziałem: film miał cztery sezony. Rebis wydał cztery tomy. Ja przebrnąłem przez pierwszy. To, że użyłem słowa „przebrnąłem”, to jest faux pas, bo tak naprawdę się nieźle to czyta.
To jest serial, który przedstawia grupę przyjaciół nastolatków. To trochę grupa mi obca, mówiąc szczerze. Oni chodzą do wspólnego liceum w Oslo. Każdy z tych czterech sezonów opowiada historię innej osoby. Pierwszy sezon nosił tytuł „Ewa” i o tej książce mówię. Może warto po nią sięgnąć. Drugi sezon „Nora” czy , nie wiem, jak się to wymawia. W każdym razie przez dwa „o”. Trzeci sezon „Isak” i czwarty sezon „Sana”. One właściwie wszystkie są podobno skonstruowane tak samo, według podobnej zasady.
Te perypetie tych norweskich nastolatków. Powiem ci tak: jak czytałem, to nie wiem, czy zabawne, czy straszne, bo to się wszystko kręci wokół seksu, imprez, pierwszych miłości. Ja wiem, nawet narkotyki się pojawiają. Wiesz, czy coś można ciekawego o tym powiedzieć? Ktoś zapyta. Można. W gruncie rzeczy myślę, że robili ten serial i w związku z tym tę książkę profesjonaliści. To jest zrobione bardziej niż poprawnie. Natomiast ja się zastanawiam. Z jednej strony jak się tę historię śledzi, to to jest fascynujące.
Zaczyna być fascynujące od pewnego momentu. Ale też jakbym miał szukać dziury w całym, to powiedziałbym tak: mam wrażenie, nie wiem nawet, czy to jest zarzut, ale ten serial promuje takie lekkie życie. Ale nastolatki mają taką tendencję. Lekkie życie konsumpcyjne, bo tam oni się takimi martwią właściwie problemami. Ale to też jest może dobrze z punktu widzenia osób piszących, bo może zobaczyć współczesną młodzież, co prawda nie polską, taką, jaka ona chyba jest. I to może być ciekawe z punktu widzenia pisarskiego. Tam się nawet pojawiają jakieś wątki zupełnie mi egzotyczne, homoseksualne. W związku z tym może to jest na czasie. Ja wiem, takie paradoksy tam powstają, jak to zwykle w Skandynawii. Z jednej strony ta młodzież, patrzę z polskiego punktu widzenia, z jednej strony mamy Norwegię jako kraj absolutnie niereligijny.
Ale ostatecznie nie każdy kraj musi być religijny i w ogóle ludzie nie muszą być religijni, jak nie chcą. I to jest w porządku. Ale z drugiej strony mamy Bardzo szczegółowo poznajemy islam, a właściwie sytuację osób tego wyznania w takim oto społeczeństwie. Dlaczego ta książka wydała mi się interesująca? Bo z mojego punktu widzenia pokazuje również fantastykę. To jest dla mnie tak obce, tak dziwne ze względu na miejsce, ze względu na wiek tych osób, na ich problemy, że powtarzam: dla mnie to było science fiction. Warto to poznać, bo Wiktor, my już do szkoły nie pójdziemy, nie będziemy mieli takich problemów. A może czasami trzeba będzie jakiegoś bohatera do jakiejś książki wstawić, do jakiegoś opowiadania, to to jest dobra płaszczyzna, żeby takich młodych ludzi poznać. Ich sposób myślenia, kombinowania. Bo wiesz, w naszych starszych umysłach się lekko to zatarło już.
[43:36] - Ale ja tak jak zrozumiałem twoje omówienie tej książki, to ja będę gorąco polecał wszystkim tę książkę po to, żeby zrozumieli, skąd się wziął Breivik w Norwegii.
[43:51] - Może. To też się jeszcze potwierdza. Bo oni, tak jak ja to odczytuję, ci młodzi Norwedzy są pokazani jako tacy ludzie dosyć zamknięci. Z jednej strony tam niby imprezy, ale w gruncie rzeczy są zamknięci. Trudno dzielą się różnymi swoimi problemami, jakie mają. Bo jak się ma naście lat, to się ma same problemy. Wie się wszystko najlepiej, ale z drugiej strony ma się masę problemów. Ciężko nawet się podzielić tymi problemami, jakimiś wątpliwościami ze swoimi przyjaciółmi. Mają swoje tajemnice. Jakieś to jest takie, jak to powiedziałbym, mroczne w tym sensie, że tam te dni są chłodne, słońca jest mało.
Może my z tego względu lubimy te wszystkie skandynawskie kryminały. Powiem ci tak: to nawiązanie do tego, co powiedziałeś o Breiviku. Jak ktoś chce zrozumieć, dlaczego później z takim zafascynowaniem czytamy te skandynawskie kryminały, bo tam się bardzo wiele takich popierdzielonych rzeczy dzieje w tych kryminałach. Ci mordercy to są tacy specyficzni. Oni nie przychodzą i mordują po prostu. Nie. Oni bardzo często robią to tak, że człowiekowi włosy dęba stają, jak ma włosy. W każdym razie, jak chcemy zrozumieć, skąd to się może brać, to serial „Skam” to chyba jest dobra droga, żeby to prześledzić. Generalnie to tak wygląda, jak ja mówię, że ja właściwie zniechęcam państwa do niego. Takie wrażenie można do tego serialu czy do tej książki odnieść.
To ja powiem inaczej. Przeczytałem z zafascynowaniem pierwszy tom. Nie wiem, czy sięgnę po drugi, bo to jest dosyć mroczna lektura. Lektura, która mnie dołowała, ale ciekawa była. Nie dam sobie powiedzieć.
[46:00] - Ale zobacz, jakie te korzenie są również ciekawe, bo to nie tylko to, co już wspomniałem, wyrosło z tej kultury, ale strzelę nazwiskiem, które o dziwo nie pojawiło się prawie w żadnym innym kraju, tylko w Skandynawii. Wielkiego reżysera filmowego Bergman. To jest mniej więcej ten sam klimat sztuki filmowej, jak te przeżycia i problemy tych młodych ludzi. Bo Bergman ma tylko takie problemy, żadnych innych.
[46:37] - Jeszcze tylko powiem, że autorką pierwszego tomu, tych scenariuszy, Julie Andem. Ja jestem ostrożny co do tej książki. Z punktu widzenia poznawczego ja ją państwu polecam. Czy ja literacko jestem tym zafascynowany? Powiem od razu: średnio. Ale poznawczo to była dobra lektura. W związku z tym, jeśli ktoś w czasie wakacji postanowi obcować z wybitną prozą, delektować się zabiegami literackimi i tak dalej, to raczej nie. Ale jeśli ktoś potraktuje tę lekturę poznawczo, poznajemy innych, dla nas właściwie obcych, to jak najbardziej.
[47:35] - Ale wiesz, tu jest jeszcze problem ten, Marek, że to jest przełożenie scenariusza na sztukę filmową. Jeśli ktoś porówna to z filmem, a można to w tej chwili spokojnie zrobić, więc po prostu może zrobić wielkie oczy, jak należy napisać scenariusz po to, żeby on został sfilmowany. Co jest zbędne, co jest potrzebne, co jest niepotrzebne.
[47:58] - Co więcej, dwie techniczne podpowiedzi. To, co dokładnie powiedziałeś. Z jednej strony macie państwo w pigułce, jak napisać scenariusz. Gotowiec. Co robić, czego nie robić, jak to zapisywać, w jaki sposób porządkować treść, w jaki sposób przedstawiać dialogi, te wszystkie didaskalia, opisy i tak dalej. Bardzo pomocna lektura. To jest jeden aspekt. Drugi aspekt tego wszystkiego, to, co powiedziałeś. Można śledzić na żywca, jak się buduje pewne rzeczy, a poza tym porównać sobie to, co ja kiedyś. Ja to często powtarzam, że jak ja słuchałem swoich pisanych przeze mnie słuchowisk tydzień po tym, jak je napisałem Byłem zdziwiony, że to tak wypada jako słuchowisko.
Przypuszczam, że jak człowiek może obejrzeć to, co najpierw przeczytał albo w odwrotnej kolejności przeczytać to, co najpierw obejrzał, to też może być zadziwiające to zestawienie.
[49:13] - A jeszcze może dać wiele do myślenia na temat pracy reżysera. Jak reżyser potrafi genialnie czasami ulepić w ciało. Przypominam sobie swoje słuchowisko, które z Krzysiem Rogozińskim, „W cieniu Sfinksa” przerobiłem potem na opowiadanie. Myśmy co zrobiли? Myśmy wysłali do jakiejś redakcji na konkurs alfabetem Morse'a napisaną treść, a potem jak usłyszałem słuchowisko, to był Boże mój! Ivellios by się chyba przewrócił ze zdrości, tak pięknie było.
[49:48] - Ale w ogóle to jeszcze może być ostatnia rzecz, którą powiemy na temat książki „Scam”, że można też dzięki tej książce zorientować się, do czego w ogóle potrzebny jest reżyser. Bo ja już słyszałem takie głosy, że reżyser to jest taki facet, który wszystko dostaje gotowe. Ma gotowy talent aktorów, dostaje gotowy scenariusz, siada na krzesełku, pierdzieli coś kamerzyście, kamerzysta kręci, więc on też nie kręci. On tylko siedzi na tym krzesełku z napisem reżyser i nic nie robi, a cały splendor przypada jemu. Jak państwo przeczytacie ten scenariusz, chociażby do pierwszego sezonu, a później zobaczycie film, to się można przekonać, że reżyser się jednak przydaje. Jest tam po coś.
[50:36] - Wiesz, ja sobie przypominam wypowiedź, który Riddicka grał ten aktor amerykański.
[50:42] - Diesel on się chyba nazywa.
[50:47] - Nie wiem. W każdym razie to nieważne. Ale w każdym razie przypominam sobie jego wypowiedź na ten temat, że dostali scenariusz i potem kręcili ten film. Kręcili i był do dupy. A potem on kiedyś wstał z krzesełka, aktor, główny aktor i na stoliku obok leżały gogle. Takie czarne.
[51:13] - To nie Google, tylko gogle.
[51:15] - Gogle. Dobrze. Gogle sobie leżały. On wziął to, założył na twarz i nagle wszyscy, łącznie z reżyserem, jęknęli: „O! To jest to!” I w kamerze to też. I od tego momentu ten film zaczął mieć ręce i nogi. To są rzeczy, na które właśnie powinien zwracać uwagę reżyser, aktorzy, a tego nie ma w scenariuszu zwykle. Takich różnych pobocznych wątków, nie?
[51:44] - Tak. Doszliśmy do kolejnej książki i jak podam autora, to wszyscy pomyślą, że znowu będą gadać o fantastyce. Ale nie. To podaję autora: Janusz Zajdel. Ale nie będzie o fantastyce. Otóż pamiętasz, kiedy byliśmy na targach książki tegorocznych w Warszawie, podeszliśmy do stoiska, gdzie miła pani, rzucając ci się na szyję niemal, bo zobaczyła cię po latach, wręczyła ci książkę pod skromnym tytułem: „Ja, Zajdel” ze zdjęciem autora oraz jakimś tam rękopisem. Otworzyłeś tę książkę i co tam było? Coś, czego się nie spodziewaliśmy. Otóż były wiersze. Okazuje się, że Janusz Zajdel pisał wiersze.
Nie mnie, maluczkiemu oceniać, czy one są dobre czy złe, ale niektóre robią wrażenie. Powiem tylko, że ten tom „Ja, Zajdel” został wydany dzięki Związkowi Stowarzyszeń Fandom Polski oraz wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zatem publikacja jest taka, nazwijmy ją niszowa. Nie wiem, czy i gdzie ją można dostać. Pewno można. Jak się wbije coś w sieć, to wszystko można dostać.
[53:14] - Skoro była na wystawie, na targach, na stadionie, to i będzie gdzieś tam.
[53:21] - Ona jest wydana, proszę państwa, jakiś czas temu, bo nie ukrywajmy, mamy rok 2019. Ona wyszła dwa lata temu, 2017.
[53:30] - Wczoraj.
[53:31] - Ale konia z rzędem temu, kto o tej książce słyszał, bo to jest naprawdę niszowe wydawnictwo. Nie jest jakoś masowo kolportowana.
[53:40] - To jest najwspanialsza rzecz, Marku.
[53:41] - Trzeba jej-
[53:42] - Nisza. Czasami jak jest piękna, to w ogóle. Nisza jest najwspanialszą rzeczą.
[53:47] - Nisza jest okej, ale jeśli chodzi o książki, to trzeba do tych książek dotrzeć. Więc dajemy państwu adres. Książka nosi tytuł „Ja, Zajdel”. Została wydana, tak jak powiedziałem, dzięki finansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i dzięki Związkowi Stowarzyszeń Fandom Polski. A teraz ja państwu po prostu trzy wiersze-
[54:16] - Ivellios.
[54:17] - Przeczytam. Nie Ivellios, tylko ja. Ja oczywiście do pięt Ivelliosowi nie dorastam, ale postaram się. Te wiersze, które mnie zafascynowały. Otóż proszę, można pisać poezję, która dotyka tych tematów, które lubimy. Pierwszy wiersz nosi tytuł „Pył kosmiczny”. „To naprawdę nie moja wina, że banalnym wypowiadam słowem to, co czuję, co myślę, czego pragnę, co powiem. Świat jest taki prosty, banalny jak gwiazdy, banalny jak księżyc i wiatr.” Na to nie ma rady. Zbyt prosty jest świat. Tak jak powiedziałem, nie jestem w stanie oceniać poezji.
Nie znam się na tym. Mi się po prostu w poezji albo coś podoba, albo nie podoba. Jak się tobie podobało?
[55:11] - Nie, to jest jedna z najmądrzejszych rzeczy z mądrości, które zawsze istniały. Otóż świat jest po prostu prosty. Może nie tak zbyt prosty, ale my go zwykle zbędnie komplikujemy.
[55:28] - Coś w tym jest. No to następna porcja. „Nocturn”. Słuchaj piosenki, którą śpiewa zimowy wiatr. Ona przez okno się przelewa czernią nocy. Przez szpary okiennic jej prosty refren do pokoju ci wpadł. Słuchaj, a jeśli chcesz umocz pióro w czerni za oknem i pisz słowa, które słyszysz. Może powstanie wiersz? Może słowa ulotne, które wiatr kołysze, ułożą ci się w słowa pieśni, w ciemny nocturn zimowej nocy.
[56:09] - O połowę za długie, ale ja podejrzewam, że Zajdel jak to pisał, to jeszcze chodził w krótkich spodenkach.
[56:16] - Wiesz co? Nie wiem. Natomiast powiem ci tak: tak jak powiedziałem, nie potrafię tych wierszy oceniać jak rasowy krytyk, bo się nie znam na tym, ale ja je bardziej oceniam, po prostu. Słyszę coś fajnego. I okazuje się, że Zajdel kojarzony z prozą, z takimi klimatami prozy social fiction.
[56:46] - Zupełnie niepoetyckim.
[56:48] - Antutopii.
[56:49] - Zwyczajnej, normalnej.
[56:51] - A tu czuć, że miał taki poetycki pazur. To dobre słowo jest. Poetycki pazur.
[56:59] - Bo nie można pisać, nie pisząc wierszy.
[57:03] - Ja już-
[57:03] - Pisałeś wiersze?
[57:05] - Tak jak kiedyś powiedziałem, napisałem w życiu jeden wiersz, którego się nie wstydzę.
[57:09] - Aha.
[57:10] - Napisałem jeszcze kilka innych, których choćbym był dręczony, to bym nie pokazał.
[57:18] - Napisałeś jeszcze parę innych, które się raczej ciebie wstydzą, tak?
[57:22] - Ja się ich wstydzę.
[57:23] - Ale one też.
[57:24] - Być może też one się wstydzą, że powstały. Jednego się nie wstydzę, ale nie będę go państwu czytał.
[57:30] - Dobrze.
[57:30] - A ponieważ Boch trojcu lubit, to jeszcze ostatni wiersz Zajdla i odejdziemy z klimatów poetyckich. „Spacer warszawski”. Wieczór z bram jak smoła na ulicę wyciekł. Omotał nas, oblepił mrokiem. Oślepił wśród wąskich uliczek. Przycisnął do siebie mocniej. Śnieg wielkimi płatkami w owych włosach się zasrebrzył. Gdy szliśmy razem czarno-białym światem, naszym ze wszystkim najlepszym, a w ciszy przystankowej rytmem kroków można się było dosłuchać szyku serc błądzących, szumiących, szukających się w zmroku.
[58:27] - Ojejku, ja słyszę ten szmer na cmentarzu w Warszawie, jak on się tam obrócił z boku na bok.
[58:39] - Janusz, kochany.
[58:40] - A daj mi ja. Ja w takim razie uwielbiałem zawsze takie zabawy z książkami. Jeżyk to też robi bardzo często. Trafię palcem byle gdzie i zobaczymy, w co trafię, proszę ciebie. Bardzo króciutkie. Tylko że jestem prawie ślepy.
[58:58] - Ja właśnie też.
[59:00] - Popłynął świat za firanką deszczu. Dlaczego jeszcze czekasz na szczęście? Dlaczego jeszcze patrzysz zza firanki na zatłuszczony świat? I co?
[59:19] - I co?
[59:19] - Dziwne. Dlaczego?
[59:21] - Tak.
[59:22] - Dlaczego to słowo on tam użył?
[59:25] - Nie wiem. Powiem tak: dajmy sobie spokój, bo my interpretatorami poezji jesteśmy, jakby to powiedzieć, średnimi. Nam się może coś podobać, ale to jeszcze nie znaczy, że to się będzie podobać naszym słuchaczom w naszym wykonaniu. Przejdźmy zatem dalej do naszej polecanki, do naszych polecanek. Ja tylko przypomnę szanownym słuchaczom, że warto by się jednak może odezwać do nas. Mam nieśmiałą sugestię, żeby jakąś książkę polecić. Jedne polecanki już były, to może teraz ktoś jeszcze się zgłosi i nam coś przyśle.
[01:00:02] - Już się zgłosiło kilku słuchaczy. Co prawda nie głosowo, tylko pisemnie. Przesłałem ci to wszystko na Messengera. Ja też coś dodałem.
[01:00:14] - W takim razie zajrzyjmy na Messengera i się zapoznajmy z tym, co nam zaproponowano. Już patrzę gdzie to się zaczyna. Dobrze, Wiktorze.
[01:00:32] - A Ivellios nie tylko czyta, ale również czyta książki?
[01:00:40] - A dlaczego ma nie czytać, przepraszam?
[01:00:43] - Coś fenomenalnego, dwa w jednym.
[01:00:46] - Wiesz co, Ivelliosie, ja mam taką propozycję, ponieważ mam pewne kłopoty w tej chwili z Messengerem, nie wiem z czego wynikające. Czy dałoby się, żebyś odczytał tę propozycję w tej chwili?
[01:00:59] - Ale może bez tej propozycji, którą ja podesłałem, bo ona troszkę jest mało parlamentarna pod koniec.
[01:01:05] - Okej, dobrze. To jakby ci się udało, propozycje naszych słuchaczy-
[01:01:09] - Tak na przykład tutaj Julian coś podesłał. Namówiony zresztą przeze mnie na YouTubie. „Polecam „Ubika” Philipa K. Dicka.”
[01:01:20] - To ja też polecam „Ubika” Philipa K. Dicka.
[01:01:24] - Za przeproszeniem, to ja wam powiem, że „Ubik” się sam poleca. Od dawna się poleca wszystkim na świecie i bez „Ubika” nie ma Dicka po prostu, tak naprawdę.
[01:01:38] - I nawet nie czujemy, kiedy rymujemy.
[01:01:41] - Tak jest.
[01:01:43] - Tak jest.
[01:01:43] - „Kongres futurologiczny” Lema. Bomba humoru, jak to Julian określił. Co tu jeszcze? „Holograficzny wszechświat” Michaela Talbota.
[01:01:55] - O! Faktycznie to ciekawa bardzo lektura, dająca do myślenia. Zresztą pisze: „daje do myślenia”. Dokładnie Julian to napisał, czyli jesteśmy zgodni w takim razie.
[01:02:05] - Natomiast na naszym drugim czacie O35 zachwyca się tutaj wspomnieniem o Zajdlu.
[01:02:12] - Tak? Ale wspomina coś konkretnie?
[01:02:15] - Nie. „O ja, Zajdel” napisał.
[01:02:19] - Zajdel jest zarówno w mojej niedoskonałej, jak i Wiktora niedoskonałej wersji poetyckiej, jak i w tej wersji prozatorskiej.
[01:02:29] - Przede wszystkim jest we własnej wersji najlepszy Zajdel. I jak się czyta jego książki, to one są i lekkie, i strawne, i dają bardzo dużo do myślenia.
[01:02:40] - Poza tym na O35 można liczyć. Od razu podpowiedział. Ja pamiętałem, że on jest Diesel, ale nie pamiętałem do końca. O35 zgrabnie podpowiada. Vin Diesel się nazywa ten facet, który grał tego Riddicka.
[01:02:55] - A! No właśnie.
[01:02:56] - Jak sobie wspominałeś. Dzięki w takim razie za te polecajki. Czekamy na nowe, czekamy na kolejne. Bardzo będziemy wdzięczni. A teraz z naszej listy. I znowu powiem ci, nie będzie fantastyki. Tak sobie to sprytnie ułożyłem.
[01:03:15] - Niemożliwe. Wszystko na świecie jest fantastyką.
[01:03:18] - Powiem ci tak: jest taki facet, którego ja bardzo cenię, pomimo że fantastyki nie pisuje. Jego nazwisko Schlink. Kiedyś, pamiętasz, rozmawialiśmy. On taką bestsellerową książkę jakiś czas temu wydał. Nosiła ona tytuł „Lektor”. To sfilmowana książka, zahaczająca o sprawy obozowe. Zresztą sfilmowana, wyoskarowana, o ile dobrze pamiętam. W każdym razie bardzo dobra książka. Teraz chciałbym państwu świeżo wydaną książkę tego samego autora polecić. Mianowicie książka nosi tytuł „Olga”.
To jest najnowsza powieść tego autora, Bernharda Schlinka. To jest powieść, która tobie się, Wiktorze, podobać się nie może, bo to jest powieść o silnej kobiecie.
[01:04:21] - Nie! To dokładnie tak.
[01:04:23] - Tak?
[01:04:24] - Pewnie, że tak.
[01:04:27] - To jest kobieta, która dorastała na Pomorzu.
[01:04:32] - Marku, jak można w ogóle podziwiać słabe kobiety, skoro ich w ogóle takich nie ma, po pierwsze. A po drugie silna kobieta ma wszystkie walory, których brakuje mężczyźnie. Więc my podziwiamy po prostu tylko silne kobiety w ogóle.
[01:04:50] - Powiem ci tak: ta książka „Olga” ma w jakiś sposób, takie odnoszę wrażenie, że ona jest podobna do tej książki, o której wspomniałem, czyli do „Lektora”. Ona opowiada o relacji młodszego mężczyzny ze starszą kobietą. I jak ja powiedziałem o relacji, to już wszyscy tam przy głośnikach pomyśleli o jednym. Tak i nie. To znaczy, to jest bardziej skomplikowane wszystko. To nie jest jednoznaczne.
[01:05:24] - Czyli nie po bożemu, tylko jakoś inaczej.
[01:05:27] - To jest książka psychologiczna.
[01:05:28] - Aha.
[01:05:28] - To jest książka psychologiczna.
[01:05:30] - Psychologia.
[01:05:33] - A jednocześnie ona się dzieje na tle historii. Tam mamy pierwszą wojnę światową. W ogóle powiem ci tak: z takich śmiesznych rzeczy, które nie ja wyciągnąłem, jeden z recenzentów powiedział, że to jest książka, w której kobieta i mężczyzna walczą. Jeszcze inaczej: kobieta, która walczy, i mężczyzna, który marzy. To są dwie postacie, które mamy w tej książce i przedstawia życie między rzeczywistością, tęsknotą i buntem. I recenzent uznał, że to jest esencja tej powieści. Być może. W każdym razie są tam też rzeczy, które wydały mi się zabawne. Otóż ja odniosłem wrażenie, że to jest książka, w której całą historię nie mógł prowadzić do tego, że kiedyś Bismarck coś tam zrobił.
[01:06:41] - Halo, mamy słuchacza na antenie. Czy się słyszymy?
[01:06:45] - Tak, ja słyszę. Dzień dobry. Piotr Prokopowicz.
[01:06:50] - O, witamy! Witamy Piotra Prokopowicza. Ostatnio słuchaliśmy się na żywo ze studio, a teraz posłuchamy się przez telefon. Rozumiem, Piotrze, że dzwonisz z polecajką.
[01:07:03] - Tak jest. Ciężko się mnie pozbyć. Jak już raz mnie wpuściliście, to cały czas będę się wciskał teraz.
[01:07:09] - To bardzo zapraszamy, polecamy się.
[01:07:13] - Żartuję. Ja generalnie przypominam taką pozycję, którą kiedyś już polecałem, gdzieś tam nie dotarliście do niej. Julian Baggini „Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych”. To jest taka pozycja, postaram się przybliżyć, którą można zabrać na wakacje właśnie obok mojej książki na przykład. Bo ona ma konstrukcję taką-
[01:07:40] - To przypomnijmy od razu, że to jest książka Piotra Prokopowicza „Najważniejszy zmysł”. Głos masz, Piotrze.
[01:07:48] - Obie mają tę konstrukcję szufladkową, tak?
[01:07:54] - Coś takiego. Chodzi o to, że te eksperymenty myślowe to są właśnie takie krótkie historie. One mają pierwszą część taką dość fabularyzowaną, można powiedzieć. Natomiast druga część to jest bardziej analiza. To są takie pomysły, eksperymenty myślowe to są takie postawione troszkę na głowie pewne sytuacje. Dla przykładu podam z oryginalnego tytułu tej książki: świnia, która chce być zjedzona. I teraz analiza takiej sytuacji, jeśli świnia chciałaby być zjedzona, czy jej zjedzenie to jest przeciwko zwierzętom, czy to jest właśnie coś, co spełnia jej życie, jest celem jej życia? To taki jeden z tych eksperymentów. Fajną rzeczą w tej książce jest to, że tutaj autor z reguły nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Po prostu przytacza argumenty do spojrzenia z jednej strony na problem, przytacza argumenty do spojrzenia z drugiej strony na problem.
I właśnie zmusza do myślenia. To są takie eksperymenty myślowe, zmuszają do myślenia. Zaletą jest też to, że są dość krótkie te problemy. Można przeczytać właśnie w ciągu pięciu, dziesięciu minut jedną koncepcję i potem wiele z nich zostaje gdzieś tam w głowie i chodzimy, się zastanawiamy, jak to może być. To jest taka ciekawa pozycja moim zdaniem, którą warto sobie mieć na oku. Tam są też takie problemy, o których mówiliśmy troszkę tydzień temu. Czym jest ta świadomość? Czy świadomość to tylko pamięć, czy nie? Pewne rozważania w tym kierunku też tam idą. Także tutaj jest pod tym względem też takie dość głębsze spojrzenie na problem.
[01:09:58] - To przypomnijmy jeszcze raz, Piotrze, autora i tytuł.
[01:10:05] - Julian Baggini, przez dwa „g”. Nie wiem, jak to się wymawia. Julian Baggini, a tytuł jest „Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych”.
[01:10:17] - Dzięki, Piotrze.
[01:10:18] - Wiesz jak, od tego eksperymentu myślowego, który zaproponował Prokopowicz i jak zacytował ten problem z tą świnią, która czy zjedzona, czy niezjedzona, to mi się natychmiast nasunął taki problem, że świnia prosi nas: zjedzcie mnie, wyssijcie nawet śpik z kości, ale nie zabijcie.
[01:10:42] - Oj, Wiktorze, ty dopiero eksperymenty myślowe proponujesz. Rzeczywiście. Dzięki, Piotrze. Dzięki, Piotrze, że nas odwiedziłeś. Chyba że jeszcze masz jakąś książkę do polecenia.
[01:10:57] - To ja tutaj tę pozycję. Jak zacznę polecać jakąś inną pozycję, to za dużo czasu zajmie.
[01:11:08] - Tak, wyjdzie cała „Kamasutra” od tych poleceń.
[01:11:11] - My czasu mamy dzisiaj bardzo dużo.
[01:11:13] - Każdy ma bagaż swoich książek, którymi żyje, pamięta, które go w jakiś sposób podbudowują albo dołują. Tutaj raczej chyba wybieramy takie, które nam ostatnio w jakiś taki szczególny sposób przypadły do gustu. Chyba o to chodzi.
[01:11:35] - Korzystając z okazji, to cię jednak zapytam: gdybyś miał polecić jedną książkę SF, to jaka to byłaby książka?
[01:11:45] - SF? Ale to zależy, do jakiego celu.
[01:11:48] - Rozrywkowego.
[01:11:52] - Rozrywkową czy-
[01:11:54] - Wakacyjnego celu. Do czytania na wakacjach.
[01:11:59] - Rozrywkową? To chyba Niven „Pierścień”.
[01:12:05] - O, też lubię.
[01:12:06] - To jest taka SF, chociaż jak się tak przyjrzymy z sceptycyzmem, to widać tam trochę ukłon w stronę fantasy, bo tam się formułuje pewna drużyna z różnych ras, która pewną misję wykonuje. W ten sposób to jest takie puszczenie oka chyba do fanów fantasy, ale faktycznie koncepcja tego pierścienia jest dość ciekawa.
[01:12:36] - Poza tym fajnie jest tam pokazane, jak wielki jest ten świat. Wydaje się tylko cienkim pierścieniem wokół gwiazdy, a jest potężny. Właściwie nie można go-
[01:12:48] - Ale tutaj poza tą konstrukcją pierścienia tam są fajne pomysły, na przykład jedna z tych bohaterek, ja mogę to zdradzić, bo to dość szybko się ujawnia, jest wylosowana do tej drużyny tylko dlatego, że ma z pokolenia na pokolenie szczęście, że jest genetycznie hodowana Jakby próba wyhodowania osoby, która ma szczęście. W założeniu, że coś takiego można w jakiś sposób próbować, może nie wyhodować, to złe słowo, ale w jakiś sposób dobierane są z loterii przodkowie dobierani. Ciekawy pomysł. Parę pomysłów. Sposób kreowania postaci jest dość ciekawy. Jest wiele elementów, które można sobie rozrywkowo przy okazji poczytać.
[01:13:48] - À propos tego szczęścia, to ponoć już Napoleon w taki sposób wybierał sobie generałów. Oczywiście tych, którzy znali taktykę wojenną, ale też tych, którzy mieli szczęście.
[01:13:59] - No właśnie.
[01:14:01] - Dzięki, Piotrze, że nas odwiedziłeś. Powodzenia przy doborze lektur i dobrych wakacji.
[01:14:11] - Ja również wam i wszystkim słuchaczom również życzę dobrych wakacji, w których da się wypocząć dość skutecznie.
[01:14:18] - Czołem! Do usłyszenia.
[01:14:21] - Do usłyszenia.
[01:14:22] - Do usłyszenia. Ja tutaj może skorzystam z okazji, że jest parę sekund przerwy i przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas dzwonić pod numer 530 620 493, bądź też, co też udało się Piotrowi Prokopowiczowi przed chwilą, na nasz numer stacjonarny 32 746 0008. Można także na Skypie radio.paranormalium.pl. Czekamy też na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości, głównie takie polecajkowe, apelowalibyśmy na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:15:37] - Wiktorze, masz głos.
[01:15:39] - Wiesz, mogę polecać jakieś książki? Mogę, ale ja bym jeszcze nawiązał do tej wypowiedzi Prokopowicza, kiedy wspomniał, że w tym „Pierścieniu” jest jedna z kobiet, która jest wyhodowana genetycznie, że tak powiem, po to w drużynie, że przynosi szczęście. Boże mój, przecież po to kobieta w ogóle została stworzona, żeby przynosić szczęście, prawda? Co z tego wynika, to już jest zupełnie inna sprawa.
[01:16:10] - Wiktorze, słucham. To ja się cieszę, że żyjemy w tych czasach, w których żyjemy, bo za 50 lat wpadłaby tu policja myśli i by dopiero nam taki łomot zrobiła z powodu tych twoich wypowiedzi. Świat żegluje ku wariactwu i takie myśli, co ty wypowiadasz, to nieważne, czy ja się z nimi częściowo, czy w całości, czy jakkolwiek zgadzam, ale one już są powoli wypierane.
[01:16:34] - Ale widzisz, to świadczy w takim razie, proszę ciebie o to, że maszyna czasu nie istnieje. Bo gdyby taka maszyna czasu istniała, to by ta policja na moje dictum zjawiła się tutaj maszyną czasu i mnie udupiła. Tak to znaczy, że albo że przyszłości nie ma. Europa na pewno. Ale w ogóle świat.
[01:16:55] - To ja szybciutko jeszcze skończę o tej książce Olga Szlinka. Ja ją państwu bardzo polecam. Nie da się w krótkim omówieniu powiedzieć, dlaczego książka jest dobra. W każdym razie ja nie potrafię. Są takie książki, które chwytają czytelnika od razu w sieć i już trzymają do końca. Cóż, ja mogę tylko nieporadnie przytoczyć taką polecajkę wydawnictwa. Ona chyba dobrze streszcza, o co w tej książce chodzi, aczkolwiek zupełnie nie oddaje magii tej książki. Ta książka jest po prostu dobrze napisana. To też jest bardzo ważna składowa w każdej książce. Oczywiście jest treść.
Ona jest ważna, jak sobie to wszystko autor poukładał. Ale jest jeszcze ta magia wynikająca z tego, że on tym piórem, a w tym wypadku klawiaturą, obraca sprawnie i zna magię słowa. Wrócę do tej polecajki, jak ją sformułował wydawca. To jest mniej więcej tak: wioska na Pomorzu. Olga jest sierotą. Herbert, ten mężczyzna, synem właściciela ziemskiego. Zakochują się w sobie i mimo oporów jego rodziców próbują być razem, nawet gdy ona zostaje nauczycielką w Prusach Wschodnich, a on eksploruje świat. Wkrótce wybucha pierwsza wojna światowa. Olga to rozpięta od końca XIX do początku XXI wieku od Niemna po Neckar opowieść o silnej, mądrej kobiecie, która jest świadkiem, jak nie tylko jej ukochany, lecz cały naród traci związek z rzeczywistością. Centralnym pytaniem jej życia staje się, dlaczego Niemcy myślą w zbyt wielkich kategoriach.
Zawsze i wciąż. To tyle. Troszkę tej magii wydawca sprzedał, ale to wiecie państwo, ta książka-
[01:18:56] - Ta książka jest na pewno bardzo magiczna, bo zwróć uwagę, że Niemcy to są od Niemna po Neckar. A pośrodku to tam nic nie ma, tylko Niemcy. Prusy są jeszcze, ale to też Niemcy. Czyli od Niemna po ten mamy Niemcy.
[01:19:16] - Nie wiem. Ja państwu tę książkę bardzo polecam. Zupełnie niefantastyczna, ale naprawdę kawał dobrej, dobrze napisanej literatury. Już i po prostu.
[01:19:27] - A poza tym sprawdza się w rzeczywistości, bo niedługo tak będzie.
[01:19:33] - Niech ci będzie. A teraz czas na odrobinę prywaty. Bibliotekarium wydało ostatnio coś, co ja nazywam serią Ramotową. Otóż została wydana książka Władysława Sadka. Kto słyszał o takim nazwisku?
[01:19:53] - Markiz de Sade?
[01:19:54] - Nie. Sadka się nazywał. Wydał książkę „Goście z Marsa”.
[01:19:58] - Aha.
[01:19:59] - Dawno, dawno temu, bo jeszcze pod koniec XIX wieku, a Bibliotekarium tę książkę wznowiło. Kim był ten Sadka? Tak naprawdę to był facet, który zajmował się meteorologią.
[01:20:15] - Meteoryty chwytał, tak?
[01:20:17] - Tak. Głównie pogodę badał i to w okolicach Tarnopola. Jego prace możecie państwo znaleźć. Tej książki, o której mówię, czyli „Goście z Marsa”, on zdaje się wstydził się lekko, bo ją wydał pod pseudonimem Abul. Jeśli macie państwo dostęp do zbioru książek „Polska nowela fantastyczna”, to w którymś z tomów, ja już nie pamiętam w którym, fragmenty tej książki były przytoczone.
[01:20:53] - Zwróć uwagę, że tak jak dzisiaj żeśmy zachwalali poezję Zajdla, to jakoś dziwnie, ale on ją też wydał po śmierci dopiero.
[01:21:03] - No nie. Abul wydał ją jeszcze za życia, tę książkę, ale się trochę jej wstydził. Co jest ciekawe, książka „Goście z Marsa” ukazała się rok przed pierwszą publikacją „Wojny światów” Wellsa. Czyli mieliśmy swojego gościa, który po prostu był prekursorem pisania o Marsie, o życiu na Marsie, bo zanim Wells sobie to sprokurował. O Wellsie dzisiaj zresztą będziemy mówić. Ale zanim sobie sprokurował swoją „Wojnę światów”, to już nasz Sadka w Tarnopolu książkę wydał o mieszkańcach Marsa. Powiem od razu: Herbert George Wells pisał lepiej. Był lepszym pisarzem po prostu. Tak jak powiedziałem, Władysław Sadka był meteorologiem.
[01:22:09] - Tak, ale wiesz Marku, za przeproszeniem, to niby Kolumb odkrył Amerykę, ale tak naprawdę przecież nie on odkrył Amerykę, nie?
[01:22:21] - Tak. A co ciekawe, w polskiej noweli fantastycznej o gościach z Marsa, którzy tam częściowo byli cytowani, napisano coś takiego: „Narracja obraca się wokół tezy, w myśl której cywilizacja marsyjska – dziwne słowo marsyjska, ale tak to było użyte – dożywa już swoich dni. Podczas gdy ziemska, znacznie młodsza, powtarza niejako jej rozwój. Najciekawsze partie powieści dotyczą opisu jednego z pierwszych w naszej literaturze mieszkańców innej planety i wytworów ich cywilizacji. To rzeczywiście jest w tej książce, ale nie to jest najciekawsze. Ta teza o tym, że każda kolejna planeta powtarza dokładnie co do joty rozwój poprzedniej, czyli my powtarzamy rozwój cywilizacji marsjańskiej. Nawet postaci historyczne są te same, a później po nas będzie powtarzać Wenus i tak dalej. To jest kuriozalna teza, mówiąc szczerze.
[01:23:22] - Ale zabawna.
[01:23:23] - Zabawna. Co więcej, ona pozwala autorowi pokazać coś, czego nie mógłby pokazać, gdyby nie zastosował tego zabiegu. Coś, co w gruncie rzeczy jest straszne. I to się autorowi udało. Ta książka ma sporo minusów, ale ma też plusy. Do tych plusów należy to, o czym za chwileczkę powiem. A najpierw przeczytam notę z okładki. Otóż warto dodać, że życie społeczne na Marsie jest przedstawione przez Władysława Sadka w sposób ponury i taki sposób, który przywodzi na myśl o wiele późniejszą powieść Aldousa Huxleya „Nowy wspaniały świat”. Jeden z bohaterów książki wyznaje: „16 lat temu otrzymałem numer człowieka pożytecznego. U nas jest taki zwyczaj, że po ukończeniu 14.
roku życia dostaje się liczbę porządkową wraz z czarną czapką. Nazwisk nie mamy, bo prowadzą do nierówności społecznej. Mężczyźni w naszym świecie mają numery nieparzyste. Rodziców nie znają. Miłość wpływa bowiem szkodliwie na rozwój dziecka. Chłopiec jest przy matce tylko do pierwszego roku życia. Po ukończeniu szkoły otrzymuje przydział do pracy. Od 6 do 12 roku życia trwa nauka chemii, fizyki, astronomii, geometrii. Potem trzeba pracować. Pracować dla społeczeństwa.” Powiem tak: to jest tylko namiastka.
Sadka pisze o tym w sposób pełny. Dostajemy obraz cywilizacji strasznej, pozbawionej miłości, pozbawionej uczuć, pozbawionej energii tak naprawdę. To jest obraz na tyle silny, że moim zdaniem spokojnie z obrazem Huxleya może konkurować. Może nie jest znowu tak literacki, ale jeśli chodzi o grozę, która cię nagle dotyka, kiedy czytasz fragmenty książki- Sadkę się sprawdził i z tego względu może po tę książkę warto sięgnąć. Tym bardziej, że ona otwiera serię zatytułowaną „Pionierzy Fantastyki”. Już niedługo pojawi się w niej książka, która publikowana była ostatni raz jeszcze przed wojną. Nosi tytuł „Ludzie elektryczni”. Napisał ją niejaki Krüger, chociaż tak naprawdę znany jest jego pseudonim, a ten pseudonim brzmi Jezierski. Jezierskiego ci, którzy się mocno fantastyką interesują kojarzą, natomiast Krügera nie wszyscy. „Ludzie elektryczni” to książka napisana w 1912 roku, kiedy elektryczność może nie była nowością, ale jej zastosowania były nowością.
I tam jest taka teza, że da się zbudować szczęście i pewną harmonię społeczną, jak człowiek elektryczność zastosuje. Poznajemy projekt miasta na Saharze, w którym panuje szczęście, spokój i dobrobyt. A to wszystko dzięki temu, że zastosowana została elektryczność. Teza znowu może nieco na wyrost, ale to ciekawe, jak sobie przyszłość wyobrażali ludzie ponad 100 lat temu, na początku XX wieku. Ta powieść była później wznawiana po 1912 roku, bo pojawiały się takie rzeczy. Kilka lat po tym, jak bracia Wright polecieli po raz pierwszy, w tej powieści pojawiają się elektryczne samoloty. Pojawiają się różne inne wtedy może dziwne wynalazki. Dla nas już może czasami normalne, ale jest to powieść, która jest klasyką polskiej fantastyki. W przygotowaniu następne, na pewno takie, które państwa czasami zadziwią.
[01:27:31] - Marku, jak zcytowałeś Sadkę z tymi gośćmi z Marsa. Jezu, to mi włosy stają dęba na głowie, bo okazuje się, że Polak przed prawie 200 laty przewidział to, ku czemu my zmierzamy. Czy zauważyliście już wszyscy, że właściwie nazwisko się jest rzeczą zbędną. Jeszcze w rzeczach towarzyskich, w tym googlaniu naszym, w tej mizerocie naszego życia używamy imion i nazwisk, ale w internecie to już jest zbędne. Twoje piny, twoje PESEL to jest ważna rzecz dla cywilizacji. Nie żadne nazwisko. Zresztą czy nazwisko cywilizacja odczyta? A numer tak.
[01:28:37] - Coś jest w tym, co mówisz, ale jeszcze jest coś takiego, że te fragmenty książki, które mówią o społeczeństwie pozbawionym uczuć, są po prostu niezłe. Zobaczmy trochę na naszego czata, bo mi się odkorkował, więc mogę poczytać. O35 ma fajne z mojego punktu widzenia propozycje. Więc czytam. Pierwsza jego propozycja, ja jej nie znam, a O35 jedzie ostro po tym, więc cytuję: „Ja polecam najgorszą przygodową książkę świata. Złoto”. Chyba to złoto.
[01:29:20] - Autorstwa... Też się zastanawiałem, jak przeczytać to nazwisko. Jakaś Cizia? Nie wiem.
[01:29:26] - No nie wiem, nie znam tej książki, ale poszukajmy. Poszukajcie państwo, poszukam ja w internecie. Jak to jest naprawdę najgorsza książka świata, to warto to przeczytać.
[01:29:40] - A to może być nominowana do tych naszych konkursów.
[01:29:46] - Być może. W każdym razie z takich rzeczy cięższych, które O35 poleca, to jest powtórzenie Kierkegaarda. Oni to podobno wymawiają jeszcze jakoś inaczej. Jakoś tak to dziwnie brzmi. Ale to jest ciężka lektura. Przynajmniej trochę tych dzieł Kierkegaard napisał. To mnie zawsze dołuje. Jak go czytam, to zdołowany jestem. Ale rzeczywiście warto. To nie był głupi facet, pomimo że żył w Skandynawii i dzień krótki i tak dalej.
To już mówiłem dzisiaj, zdaje się.
[01:30:25] - Noce długie.
[01:30:26] - Noce długie, ale oni zamiast używać, to przeżywają i to się nigdy dobrze nie kończy. Ale rzeczywiście punkt dla O35. Taki Kierkegaard. Jego też warto poczytać. Nie wiem, czy w czasie wakacji, ale warto. Jurjan ma propozycję bliską mojemu sercu, bo napisał, że ja teraz pojadę. Paweł Bagniak, chyba tak czyta to nazwisko. „Komisarz Heart i błękitni ludzie”. Pamiętasz tę lekturę?
[01:30:58] - Pamiętam.
[01:30:59] - To wyszło w latach 70., proszę państwa. Wtedy to był hicior. Dzisiaj nie wiem, czy bym to chciał czytać, ale wtedy się czytało. Lekka fantastyka, tak jak pisze Jurjan. Lekka fantastyka i wciągająca. Bo my mamy taką tendencję do mówienia sobie, że kiedyś to pisali ludzie coś, ale teraz się pisze rzeczy wciągające. Nie. Książka „Komisarz Heart i błękitni ludzie” z założenia miała być książką sensacyjną. Napisana w demoludach, więc ta demoludzka sensacja była trochę mniej sensacyjna. Niemniej jednak ja z czystym sumieniem akurat „Komisarza Hearta” I błękitnych ludzi jak najbardziej państwu polecam.
To oczywiście znowu najchętniej to bym wciągnął do serii, której przed chwilą był Sadke, czyli ramoty fantastyki. Ale jednak jest. Warto poszukać, warto po to sięgnąć chyba po prostu. Jak sądzisz?
[01:32:05] - Pewnie, że tak. A jak tak rozmawiałeś przedtem, że ludzie to pochodzi od demolki?
[01:32:09] - Tak, od demokracji ludowej.
[01:32:13] - Demolka.
[01:32:13] - Tak, demolka. A jeszcze Julian coś napisał osobiście do ciebie. Julian: „Wiktorze, teraz mogę napisać czystymi palcami. Można taką świnię zjeść i wyssać szpik bez zabijania. Trzeba poczekać, aż sama zdechnie.
[01:32:33] - To chętnie.
[01:32:34] - Wiem, ale jak będzie tuż po akcie zdechnięcia, to co to za różnica? Czy ona zemrze śmiercią naturalną, jak chciał Kargul i Pawlak od ciosu obuchem? Tylko wiesz, taka świnia-
[01:32:47] - Ale ja bym miał pomysł, Marku.
[01:32:49] - No.
[01:32:50] - Ja bym zjadł, a ty byś zabił.
[01:32:53] - No tak.
[01:32:53] - A ja bym nie zabił.
[01:32:54] - Zawsze się łatwiej kimś wyręczyć. Oczywiście. Ja tam jestem bardzo humanitarny i ja do tego morderstwa śmierci nie przyłożę. Ale najlepiej, żeby Żelkowski zabił, a ja wyssę ten szpik. Dobra. Jeśli chodzi o polecajki dla słuchaczy, ja przypomnę jeszcze tego Władysława Sadkę „Goście z Marsa”. A ktoś mnie zapyta, jeżeli komuś nie przeszkadza polski w nieco innym wydaniu, w którym bardzo często stosuje się takie słówka jak „tem”, „myślałem o tem” albo jakieś takie zwroty, w którym słowo „Jakub” pisze się przez „u” zamknięte.
[01:33:43] - Tak się pisało.
[01:33:45] - Tak się pisało. To też ja mówię, jeśli komuś to nie przeszkadza. Autor pisał tak, jak go uczyli. W związku z tym ja nie widzę żadnego problemu. Ale są puryści. W tej książce zresztą jest napisane, że książka jest z oryginałem, z tym wydaniem z końca XIX wieku. Ale i tak się znajdą ludzie, którzy powiedzą, że to tak jakoś napisane „tem” i tak dalej. Powiedzmy trochę o akcji. Jak to się dzieje? Zanim Wells napisał o swoich cylindrach, które przylatują tu z Marsa, to Sadke napisał, że pewnego razu w Australii kula.
W tej kuli... A dalej sobie już państwo poczytajcie. Jest ciekawie, może nie aż tak ciekawie jak u Herberta George'a Wellsa, ale ciekawie jest. Cóż, Wiktorze, jedziemy dalej z polecajkami, rozumiem. Byliśmy na Targach Książki i stamtąd w końcu mamy spory zasób tych nowości. Na właściwie Kubę, bo tak jest przedstawiony.
[01:34:55] - Przez „u” zamknięte?
[01:34:58] - Przez „u” otwarte. Przez „u” otwarte zdecydowanie. Powieść „Wuj Krasnolud i brama opowieści”. Wydawnictwo Solis, mało znane. Ja powiem tak, zanim przeczytałem, to oczywiście poczytałem o samej książce i trafiłem na tak skrajne recenzje, że musiałem książkę przeczytać. To jest taka książka, o której wydawca pisze w ten sposób: kopalnie złota w piwnicy, latanie na smokach, poszukiwanie magicznej kostki. Takie przygody spotykają dziesięcioletnią Emkę. Pojawia się tu niespodziewanie jej wujek Karol, że jest krasnoludem. Wspólnie przeżywają niesamowite przygody, z których jedna, najważniejsza, decydująca o losach rodziców dziewczynki, doprowadza ich do tajemniczej bramy opowieści.
[01:35:54] - Ja bym to chętnie poczytał.
[01:35:57] - Powiem ci jeszcze coś.
[01:35:59] - 50 lat temu, ale...
[01:36:00] - Dobrze, nie 50 lat temu. Ja rozmawiałem z autorem i on powiedział bardzo ważną rzecz, która jest dobrym prognostykiem, ale może też być przeciwieństwem. Otóż on powiedział, że napisał taką powieść fantasy, którą sam by chciał przeczytać. To zawsze to jest dobre. To jest zawsze dobre, jeśli autor coś takiego mówi, bo znaczy, że włożył sporo serca w to, co napisał.
[01:36:29] - To jest najważniejsze.
[01:36:31] - Ja powiem tak, ale wydawca, moim zdaniem, to jest oczywiście moje zdanie subiektywne, a w dodatku ja się nie znam na robieniu okładek, w związku z tym moje zdanie będzie niemiarodajne, ale o swoich odczuciach powiem. Proponował wydawca. Nie kojarzy się z książką. W gruncie rzeczy jest przeznaczona dla nastolatków. A obrazek na okładce jest dziecinny. Mi się ten obrazek kojarzy z bajeczką dla dzieci.
[01:37:02] - Zdecydowanie. Takie osiem lat.
[01:37:04] - Osiem lat góra. To jest zły prezent, który wydawnictwo zrobiło autorowi. Czyta się książkę. Widać, że autor zaczyna dopiero swoją przygodę z pisaniem, ale to jest mimo wszystko niezłe. Gorsze, nie wiem z jakiego powodu, ale w gruncie rzeczy cała powieść się broni. Co więcej, ona się broni do tego stopnia, że człowiek ma wrażenie, że chce czytać kolejną część tego. To już jest zawsze niezłe. Jedna z recenzentek, której charakterystyczne zdanie napisała: „Czy polecam? Nie wiem. Sama koncepcja jest interesująca, ale mam wątpliwości co do wykonania”.
Ja też. Chwilami, ale chwilami. „Oceńcie sami” — pisze recenzentka. Albo sam. Ja ciekawa jestem kontynuacji. Może będzie lepiej wykonana. Nie przyczepiałbym się aż do tego wykonania, bo książka, jeśli chodzi o przygody przedstawione przez autora, jest naprawdę zajmująca. Widać, że ta teza, o której mówiłem, postawiona przez autora, że on chciał napisać książkę, którą sam by chciał przeczytać, sprawdza się. Natomiast to, z czym walczymy w ABW, czasami warto poczekać z debiutem. Nie wiem, czy to jest taki debiut, czy nie.
Nie odnoszę wrażenia, ale to jest taki moment. Może tę książkę powinien wziąć w obroty dobry redaktor. Myślę, że by z niej troszeczkę więcej wycisnął. Niemniej powiem państwu tak: po zalewie durnej i absolutnie nudnej fantasy, którą na kopy można kupować w tej chwili-
[01:39:00] - Tak zwanej dorosłej.
[01:39:02] - Tak zwanej dorosłej. Ta książka jest czymś świeżym, ożywczym, co warto przeczytać. Nie wiem, czy dla walorów literackich, ale dla takich walorów, żeby się odtruć od tej złej literatury, to zdecydowanie. Tu autor daje taki świeży powiew, taki oddech i da się to czytać z przyjemnością. Z pewnym takim założeniem, weźmy pod uwagę, że autor zaczyna, że to jest jego pierwsza książka. Dajmy mu takie fory, żeby o tym pamiętać. To naprawdę jest książka, po którą warto sięgnąć.
[01:39:43] - Ja nie czytałem, ale w tej chwili siedzę od paru minut, jak Marek tutaj nadaje i sobie tę książkę przerzucam, przeglądam i przyklejam się wzrokiem do poszczególnych zdań i tak dalej. I muszę wam powiedzieć, że z tego faceta, z tego autora coś będzie. Warto poczekać może i poczytać równocześnie.
[01:40:10] - Przeczytam jeszcze fragment innej recenzji. Sama koncepcja wuja krasnoluda jest jak najbardziej na plus. Tajemniczy wujek o specyficznym wyglądzie, pokazujący małej dziewczynce zupełnie inny świat, pełen magii, smoków i innych niezwykłych stworzeń, które nie zawsze są przyjazne. Książka ma być powieścią przekazującą pewne wartości. I tu jest clou ewentualnych zarzutów. Pewne wartości. Jednak miejscami wyszło zbyt moralizatorsko. I się zgadzam z tym. Jest to na minus moim zdaniem. Z jednym aspektem mam dylemat.
Dorośli, którzy wracają do dzieciństwa, dziecięcego postrzegania świata, trafiają do miejsca, z którego mogą już nigdy nie wrócić, a na pewno już nie o własnych siłach. To sprawia wrażenie, że dorośli muszą być dorosłymi i nic poza tym. A baśnie i świat fantastyczny zarezerwowany jest jedynie dla dzieci. Ale to już jest takie wchodzenie i grzebanie w treści. Moim zdaniem ta książka... Dzisiaj jest taki paradoks, że my czasami mówimy o książkach brutalnie albo brutalnie szczerze, a jednak je polecamy. Bo to jest taka książka, która nie jest doskonała, nie jest tworem, którą warto przeczytać. Warto przeczytać, żeby zobaczyć, ku czemu fantasy, a ku czemu żeglować po prostu nie musi. To takie moje krótkie zdanie. Coś, Wiktorze, jeszcze?
[01:41:42] - Nic. Cały czas płaczę nad tą okładką. Nie mogę.
[01:41:45] - Okładka, proszę państwa, naprawdę. Autor się namęczył, napisał książkę niezłą, a później przychodzi wydawca i robi taką niespodziankę autorowi. Ja bym nad tą okładką płakał po prostu. Proszę państwa, ja się nie znam. Ja nie oceniam plastyczności tej okładki. Być może ona jest genialna. Być może jest genialna, ale chodzi o to, że ona jest zupełnie oderwana od treści. O tym już mówiliśmy. Książka dla innego czytelnika docelowego. Ten nowy tą okładką się nie zachwyci.
Po prostu. I o tym chyba trzeba by pamiętać. Tak myślę.
[01:42:31] - Ale wiesz co? Wydawca chyba zdawał sobie z tego sprawę. Nigdzie w książce nie jest napisane, kto jest autorem tej okładki.
[01:42:43] - I to może tytułem komentarza. A ja coś znalazłem na naszym czacie. Widziałem, że O35 rozpęta piekło, pisząc o tej najgorszej książce, bo Julian był zapodał coś takiego: O35 myli się. Najgorsza książka to „Komandosi”. O Jezu, jak to jest-
[01:43:06] - To jest pseudonim Madeleine Mro. To jest bodajże jedna z pań uwikłanych w śmierć Maxa Spiersa. Podobno.
[01:43:15] - O mój Boże. W każdym razie-
[01:43:19] - A przynajmniej jest to jedna z osób, które ostatnie widziały go żywego i które najbardziej unikały kontaktu z reporterami BBC.
[01:43:30] - Rozumiem. Ona jeszcze napisała książkę o komandosach. Rzeczywiście pani jest jak omnibus. Po prostu omnibus. Okej. W każdym razie O35. Dobra, moja propozycja, żeby się- "Odtruć" to seria Świata Dysku. Zgadzam się, jak najbardziej. O Świecie Dysku rozmawialiśmy jakiś czas temu z Tomkiem Fonsem. Świat Dysku jest okej, jak najbardziej.
Ja powiedziałem wtedy, że Pratchett nie bawi mnie aż tak bardzo do rozpuku, a potem elegancko zaprzeczyłem swojej własnej tezie, przywołując kilka momentów zabawnych, więc jednak chyba mnie śmieszy. Może nie tak często jak innych, ale jednak. Ja Pratchetta po prostu i lubię i szanuję. Zatem jak najbardziej. Polećmy zatem oficjalnie Świat Dysku z przyległościami. Ale dzisiaj znowu, tak jak powiedziałem, że będzie mowa o Herbercie George'u Wellsie, dzisiaj trochę wspomnimy może nie o Pratchettcie, ale pamiętacie państwo "Długą Ziemię", "Długiego Marsa"? To Pratchett pisał razem z Baxterem. O książce Baxtera dzisiaj będziemy również mówić, a nawet o dwóch książkach Baxtera, więc poczekajmy troszeczkę. Wiktor co prawda cierpi tutaj ogromnie, pokazując mi, że już by sobie może chyba zapalił.
[01:45:04] - Nie, zapaść nikotynowa.
[01:45:05] - Zapaść nikotynowa. Wiktor ma zapaść nikotynową. Ciekawe, jak to się będzie objawiać. Będę państwu relacjonował, obserwował uważnie, jak się ta zapaść nikotynowa objawia. Cóż, jedźmy dalej w takim razie z polecankami. Mam problem, Wiktorze, bo ja, o ile nie znam norweskiego i kilku innych języków, to chińskiego nie znam już na pewno. Jest taki autor dosyć modny. Ja oczywiście książki jego znam. Zajmuje się fantastyką naukową. Niestety jest Chińczykiem.
Cixin Liu. "Era Supernowej" to jest książka na fajnym pomyśle oparta. Ten autor sporo ostatnio jest wydawany przez Rebis w Polsce. Kilka różnych książek się pokazało.
[01:46:05] - Chyba się go czyta tak: Cixin Liu.
[01:46:08] - Cixin Liu.
[01:46:10] - Jak jest napisane X, to się czyta jakoś tak „s”.
[01:46:16] - Jak się ma do czynienia jednak z człowiekiem, który z językami ma do czynienia, to zaraz człowiek bardziej kompetentny może być. I już wiemy, jak to. Cixin Liu, "Era Supernowej". Książka, jak powiedziałem, oparta na fajnym pomyśle. Otóż w pewnym momencie do Ziemi dociera promieniowanie właśnie z tej tytułowej supernowej, a ono dosyć mocno wali w tę Ziemię i okazuje się, że już mniej więcej za rok, taką oto mamy sytuację, że już mniej więcej za rok na Ziemi nie będzie dorosłych. Zostaną same dzieci do 13 lat. To co? Wszyscy się rzucają do takiego gorączkowego wyścigu, żeby te dzieciaki jakoś przystosować do tego, jak już nas tu dorosłych nie będzie.
[01:47:08] - Żeby te jak najmłodsze były od razu produktywne.
[01:47:11] - Nie, rzecz jest bardziej… Autor jest Chińczykiem i komunizm ma we krwi. To już tam zostawmy, ale on to jednak robi bardziej subtelnie. Dorośli muszą jak najszybciej przekazać dzieciom całą swoją wiedzę.
[01:47:28] - Tak.
[01:47:28] - Całą swoją wiedzę, ale wiedzę o tym, jak ten świat jest skonstruowany, jak tym światem należy zarządzać, czyli trochę tego, co mówiłeś.
[01:47:37] - Jak te dzieci już będą wszystko wiedziały, to będą wszystko potrafiły.
[01:47:40] - Czekaj.
[01:47:41] - Ciekawe.
[01:47:42] - Nie, autor nie jest prymitywny. Może pochodzi z kraju komunistycznego, ale prymitywny nie jest. Chodzi o to, żeby cywilizacja mogła przetrwać. Tylko że te dzieci mają w pompie zupełnie te pouczenia starszych. One myślą o zabawie tak naprawdę. Bo o czym dzieci mają myśleć? O zabawie. Nie przejmują się tym strasznym kataklizmem, który nastąpił. Są po prostu dziećmi. Co najbardziej je cieszy?
Ja to się wcale nie dziwię. Nieograniczony dostęp do technologii. Smartfony, te rzeczy, ale i do broni, bo sobie mogą postrzelać z karabinów. Mają nawet teoretycznie dostęp do pocisków balistycznych. To ja nie wiem. Przyszłość ludzkości maluje się dosyć ponuro, rzekłbym.
[01:48:33] - Zabawnie.
[01:48:34] - Zabawnie. Tak wiesz, jak sobie postrzelają z rakiet, to może być bajeczne.
[01:48:40] - Ty myślisz, że to jest wielka różnica między takim Obamą a takim dzieckiem na przykład?
[01:48:45] - Nie wiem. Wolałbym nie próbować. Na szczęście Obamy już nie ma. To nie on będzie. Ale powiem ci tak: to jest zupełnie obojętne, czy będzie naciskał guziki atomowe Obama czy Trump. Naprawdę zero.
[01:49:00] - Czy to będzie jakieś dziecko Cixin Liu czy tamtego, tak?
[01:49:06] - Ale ja sobie na tę okazję… To jest jednak książka, którą warto przeczytać. On ma niezłe kopyto ten facet pisarskie, chociaż niektórzy go odsądzają troszeczkę od czci i wiary, to się mówi, ale o tym za chwileczkę. Otóż w Fahrenheicie znalazłem taki oto fragment recenzji: „ Wizja świata przedstawiona w książce jest dokładnie przemyślana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Wątpliwości może budzić jedynie wytłumaczenie, dlaczego dzieci do 13. roku życia przeżyją. Okej, ale robi to autor na tyle zgrabnie, że się jeszcze da to przyjąć do wiadomości. Approchującej wiadomości. Jednak autorowi udało się z tego całkiem sprawnie wyplątać i przedstawić bardzo racjonalnie swoją wizję. Wszyscy są, ale bez nich wizja autora nie miałaby szansy zaistnieć.
Autor wysuwa również bardzo interesujące i jakże przerażające wnioski płynące z rozważań na temat tego, jak by wyglądał świat zamieszkały wyłącznie przez dzieci. W zasadzie trudno jest się z autorem nie zgodzić i nie pomyśleć, że przecież tak by się właśnie zachowały dzieci.
[01:50:29] - Widzisz, Marku, jak to czytasz, to ja widzę, że to jest troszeczkę takie wymyślone coś po to, żeby wymyślać. Ale zwróć uwagę, że zamiast takie coś wymyśleć, nie wystarczyło po prostu zamiast tego kataklizmu, zamiast przeżywalności małych dzieci, żeby zrobić jak starzy po prostu dziecinnieją. I problem mamy załatwiony. Wszystko jest to samo. Starzy są zdziecinniali. Są tylko starzy, bo młodych już nie ma, ale sami zdziecinniali. Mamy ten problem z głowy. Ale gimnastyka jest gimnastyką.
[01:51:10] - Okej, ja jeszcze powiem tak. Coś podobnego napisała, bo to, co ja cytowałem z Fahrenheita, sieciowego magazynu, to była odpowiedź, komentarz do pewnej recenzji, bo recenzentka napisała tak sobie. Też się jej nie podobały te niedociągnięcia, różne kiksy, które się pojawiały. Ale o to właśnie chodzi, że w sieci na temat tej książki znowu zdania są tak podzielone i to nie w komentarzach. Sami recenzenci nie mogą się zdecydować, czy to jest książka super napisana, czy to jest książka, która ma podstawowe wady w fastrygowaniu akcji.
[01:51:50] - Nie, wszyscy nasi to nie, a skośnoocy tak.
[01:51:55] - Powiem ci tak, że ja tu jestem niemiarodajny, bo-
[01:51:59] - Bo nie masz skośnych oczu.
[01:52:01] - Nie, nie mam skośnych oczu, a poza tym moja niezdrowa fascynacja tym, że ludzie w ogóle piszą, skutkuje tym, że ja łykam wszystko jak pelikan. W związku z tym mnie się da wcisnąć wiele, chyba że to się jakoś stylistycznie rozłazi. Ale jeśli to jest w miarę dobrze skonstruowane, to ja to kupuję. Ktoś napisał w komentarzach, że „Era Supernowej”, czyli książka, którą w tej chwili omawiamy, pokazuje przerażającą, ale jakże przekonującą wizję świata, który w wyniku wybuchu supernowej przeżywają jedynie dzieci do trzynastego roku życia. Kolejny raz autor mnie oczarował. Udowodnił, że jest pisarzem, którego warto czytać, wyczekiwać kolejnych jego książek. Polecam. To tak w kontrze do tego, co troszeczkę mówiłeś ty, trochę mówiła autorka z Fahrenheita. A ktoś inny złośliwie dodaje w tym samym komentarzu: Pan Liu chyba naczytał się „Władcy Much” Goldinga i przerobił to na science fiction. To jest dosyć charakterystyczne dla recenzji sieciowych.
Ja nic jeszcze jego nie czytałem, bo podobno książki jego roją się od komunistycznego bełkotu. A tego bardzo nie lubię. Ale może się przełamię.
[01:53:23] - Świetnie.
[01:53:24] - Tak. Nic nie czytałem, ale ocenię. Ale się wypowiem. To dosyć charakterystyczne. Ja powiem tak: trochę tego bełkotu komunistycznego, nie przesadzajmy. On po prostu żyje w takiej rzeczywistości, a nie innej. To trudno, żeby nagle posługiwał się takim obrazem świata jak my na przykład. Ja powiem jedno zastanowiło mnie, ale to jest dobre słowo. Zastanowiło. To znaczy, że to nie jest jednoznaczne.
Zastanowiły mnie polecajki na skrzydełku książki. Otóż mamy wśród polecających takie nazwisko jak George Martin, ten od „Gry o tron”. I on pisze coś takiego: bardzo oryginalna książka, wyjątkowe połączenie spekulacji naukowych i filozoficznych, polityki i historii, teorii spiskowych i kosmologii. Okej, chętnie w to wierzę. Co więcej, chętnie wiem, że coś takiego tam jest. Ale druga polecajka mnie troszeczkę zmroziła, bo kto ją napisał? Zgadnij.
[01:54:28] - No.
[01:54:29] - Barack Obama przywoływany tu już dzisiaj. Barack Obama pisze coś takiego, jak to prezydent, słuchaj: imponująca rozmachem ucieczka od rzeczywistości. Się wysilił pan prezydent. Ale jest dalej. Dała mi odpowiednią perspektywę w zmaganiach z Kongresem.
[01:54:52] - O!
[01:54:53] - Zwariował po prostu. Nie musiałem się przejmować, wszak kosmici mieli najechać Ziemię. Obawiam się, że odleciał. Już wolę to, co napisał, bo krótko przynajmniej, Kim Stanley Robinson napisał: science fiction w najlepszym wydaniu. I to może jest. Jednak wolę, jak ktoś pisze konkretnie, a nie jak Barack Obama, że mu ta książka pomagała się zmagać z Kongresem. To ja przepraszam, ja tam nie zauważyłem takich fragmentów. Ale okej, w porządku, przyjmuję, że tak było.
[01:55:34] - Każdy swoje problemy widzi w cudzych problemach przecież.
[01:55:41] - A tu jest fajne pytanie od 35. Zresztą pytanie w gruncie rzeczy głównie chyba do ciebie, Wiktorze. Od 35 pisze: a ja mam pytanie do prowadzących, czy tylko czytają książki, czy również słuchają? Bo ja na ten przykład częściej słucham niż czytam. Oczy nie te, a poza tym- Często kieruję samochodem, więc w czasie jazdy lubię odsłuchać książkę. To pytanie jest do ciebie, ale ja coś powiem, żeby było zabawniej. Tak po obamowsku. Wolę czytać książki, ale z tego samego względu co o 35:00 dosyć często słucham, bo nie da się czytać książki, jak się jedzie samochodem. Mnie się to zdarza dosyć często, w związku z tym używam audiobooków nawet chętnie, ale zdarza mi się, i to już może jest objaw głuptactwa albo zdziecinnienia, a w każdym razie jakiejś aberracji, że jak mi się książka w słuchaniu spodoba, to ją później czytam jeszcze raz. A teraz ty mów o swoich doświadczeniach.
[01:56:46] - Ja mogę tylko przewrotnie odpowiedzieć, że właściwie czytam wszystkie książki, ale słucham tylko mądrych.
[01:56:54] - Ho, ho, ho. Niech ci będzie. Zaraz, zaraz, złapałem cię właśnie na czymś. A „Węgiel modyfikowany” się słuchało? Się słuchało.
[01:57:06] - Męgo.
[01:57:07] - A nie lubisz tej książki.
[01:57:08] - Tak, ale zostało mi odpuszczone po tym, jak wysłuchałem Konwickiego „Wniebowstąpienia”.
[01:57:16] - Dzisiaj przypomnę ci scenę ostrego seksu z „Węgla modyfikowanego”, który był napisany z taką chyżością i lekkością poradnika seksualnego. To duże osiągnięcie.
[01:57:31] - Wisłocka z dawnych komunistycznych czasów to mistrzostwo świata w porównaniu z „Węglem”.
[01:57:39] - Z tymi fragmentami „Węgla”, bo tam było prosto. Tam wiecie państwo, zanim się scena skończyła, bo to duża scena rozpisana na wiele stron. Oni się tak kręcili tam, żeby wszystkie możliwe pozycje, korelacje i wzajemne relacje przyjąć.
[01:57:55] - Nie, wszystkich nie mogli, bo zwykle to się działo na parapecie, a po drugiej stronie byłoby okno.
[01:58:02] - Nie, oni tam się-
[01:58:04] - Chwilę było na parapecie.
[01:58:05] - W różnych miejscach i w różnych konfiguracjach. Dobrze, zostawmy ten temat. W każdym razie słuchałeś tej książki. Okej, zacytuję jeszcze z naszego czata. Julian pisze, że ogólnie polecam. A to znana fascynacja. Ogólnie polecam Stanisława Lema. Rzeczywiście Julian po pierwsze wie, co pisze, wie, co mówi i rzeczywiście konsekwentnie z tym Lemem żyje i korzysta z niego. Ja przypomnę państwu w ABW ten cykl, który mieliśmy, który się dział, nawiązywał bezpośrednio do Lema. To świadczy o tym, że jakąś dużą rolę Lem odegrał w życiu Juliana.
Może tak. Ale ktoś, kto chce pierwszy raz sięgnąć po jego twórczość, powinien zrobić wywiad. Są pozycje, które absolutnie nie nadają się na pierwszy kontakt, potrafią zrazić. Przepraszam za to takie dosyć niepiękne czytanie, ale ja po prostu mam problem z wielkością liter tutaj na ekranie monitora, a nie mogę tego w tej chwili powiększyć. W związku z tym tak się dopatruję. Lupki nie mam, w związku z tym tak się dopatruję tych znaczków.
[01:59:25] - Zaczynać Lema na przykład od „Golema” to-
[01:59:29] - To koniec Lema.
[01:59:30] - Koniec Lema.
[01:59:32] - Powiem ci tak: jak byłem nastolatkiem, miałem kolegę, który używał „Golema” do tego, żeby szybciej zasnąć. Zaczynał czytać, mniej więcej po stronie zasypiał. Dzisiaj wiem, że jak mówię to w postaci żartu, wiem, że to było głupie. Dwa nastolatki i myśmy się z tego śmiali do rozpuku. To było głupie, bo po prostu nie mieliśmy perspektywy, nie mieliśmy podejścia, nie mieliśmy wiedzy, o co temu Lemowi tam chodziło i o co w ogóle w tej prozie chodziło. Tak jak z bardzo wieloma innymi książkami, bo Lem potrafił też pisać wielopoziomowo. Przeczytajcie państwo chociażby „Dzienniki gwiazdowe”. To może czytać i czytał, bo ja byłem tym dzieciakiem, jedenastoletni chłopak. A może czytać osoba dorosła. Każda z nich wyczyta z tych książek co innego.
[02:00:23] - Tak samo jak „Bajki robotów”.
[02:00:25] - Chociażby jak „Bajki robotów”. To jest też siła prozy Lema. Ale powtarzam: ja uwielbiałem, będąc nastolatkiem wczesnym, „Dzienniki gwiazdowe”, bo to takie śmieszne było, takie fajne. Ta pierwsza podróż, w której on się tam multiplikuje, widzi siebie w postaci mniej lub bardziej dorosłej, widzi siebie jako chłopca. To takie fajne było. Taka bajeczka dla nastolatka. Jak się dzisiaj napatrzy na to opowiadanie, to to jest opowiadanie o czymś, z czego ja po pierwsze nie mogłem wiedzieć jako ten wczesny nastolatek, po drugie nie mogłem nawet przypuszczać, że tego rodzaju problemy w ogóle są. Lem był dorosły, wiedział, o czym pisze i myślę, że tym starszym, którzy w tym samym czasie czytali „Dzienniki gwiazdowe”, dostarczał niezwykłej rozrywki intelektualnej. Po prostu. Tak, zgoda.
[02:01:18] - Próbuję wyobrazić tego Żelkowskiego jako wcześniaka nastoletniego.
[02:01:24] - No to co?
[02:01:24] - No tak.
[02:01:25] - Ty wiesz, że ja miałem długie włosy do ramion? Ja wiedziałem, że cię to rozśmieszy, bo dzisiaj prawie w ogóle włosów nie mam, ale miałem włosy do ramion. Po prostu. Dzisiaj z nas dwóch to ty masz włosy do ramion. Siwe, bo siwe, ale jednak.
[02:01:39] - A z nas trzech to ja mam włosy do dupy. Dosłownie.
[02:01:44] - No i co nam może podskoczyć? No właśnie. Dawne to czasy.
[02:01:51] - Czym do ludzi.
[02:01:53] - Ale Marku, w moich czasach włosy do ramion to było takie obrazoburstwo, że dyrektor mnie regularnie na przerwach... On miał taki chwyt. Łapał tak w okolicach, to się mówi tutaj Gdzie się baczki zaczynają, w okolicach ucha. I tak szarpał i mówił: „Kiedy ty Żelkowski się ostrzyżesz? Jutro masz przyjść ostrzyżony”. Ja oczywiście następnego dnia przychodziłem nieostrzyżony i on znowu mnie tak chwytał i szarpał. I tak dotrwałem do końca roku szkolnego, a później w wakacje to już była czysta rozpusta, więc sobie rozpuściłem te włosy. To piękne czasy, ale to se ne vrati. Zresztą wiesz, jak wyglądałby półłysy facet z długimi włosami? To już by po prostu nieestetycznie było.
Nie.
[02:02:41] - To jeszcze w moich czasach pamiętam, że w podstawówce bodajże higienistka zawsze sprawdzała włosy i jak stwierdziła, że tak na oko według niej ktoś miał włosy za długie, to zaraz odsyłała do fryzjera.
[02:02:55] - To prawda. A u nas, tak jak mówię, dyrektor szarpał mnie i szarpał, ale nic nie wyszarpał. Nie, przyznam się, kiedyś mu się udało wyszarpać, bo miałem z nim PO, przysposobienie obronne. To była chyba ósma klasa. I zarządził po prostu, że tu jest wojsko i ma być krótko. Wtedy właśnie musiałem się pozbyć swoich włosów. A wiesz, czym mu zaimponowałem? Bo jako jedyny w klasie wiedziałem, jak wygląda moździerz i jak to wszystko działa. Ja jedyny w klasie wiedziałem, jak ten moździerz działa.
[02:03:33] - Ale to każda gospodyni przecież wie.
[02:03:35] - Tak, ale tu chodziło o zupełnie inny moździerz. W każdym razie bardzo mu się to podobało. Czymś zyskałem, trochę odkupiłem winy, ale i tak musiałem obciąć włosy. Jak się chciało mieć jakąś porządną ocenę z tego PO, a wiesz, ósma klasa to było zobowiązanie. Trzeba było do tego cholernego liceum iść i trzeba było mieć dobrą średnią. Tak to było. Dobra, jedźmy dalej. Tu jeszcze Julian pisze o „Niezwyciężonym”. To fascynująca książka. Ja nadużywam słowa fascynujące.
W dawnych czasach też były audiobooki. Ja „Niezwyciężonego” pierwszy raz słuchałem w „Lecie z Radiem”. Była czytana przez aktora. Cały „Niezwyciężony” był czytany. Ja pamiętam, że jak to czytano właśnie w „Lecie z Radiem”, to ja byłem przy radioodbiorniku pięć minut przed, żeby broń Boże nie przeoczyć tego. Zafascynowała mnie ta książka. Po prostu wysłuchałem jej i to był mój chyba tak naprawdę pierwszy audiobook. Nie, ja jeszcze w dzieciństwie słuchałem różnych bajek z płyt. To nie był pierwszy.
[02:04:42] - Ale płyty.
[02:04:43] - Słuchaj, „Czerwonego Kapturka” to ja do dzisiaj pamiętam w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej.
[02:04:49] - No tak.
[02:04:50] - Hańcza grał wilka.
[02:04:51] - Trudno, żeby nie pamiętać Ireny Kwiatkowskiej.
[02:04:54] - I Hańczy w postaci wilka.
[02:04:56] - Teraz ten wątek jest tam zbędny.
[02:04:58] - Tak jest. Tu jeszcze Julian pisze, że pod kołdrą czytał tego „Niezwyciężonego”. Powiem, ja się nie dziwię. Świetna książka.
[02:05:08] - Ze strachu się chowasz pod kołdrę .
[02:05:12] - Świetna książka, której taki jest niuansik. To w ogóle bez znaczenia. Jest w niej błąd. Mistrz popełniał również błędy, jak każdy z nas. Na szczęście. Tam zaraz na wstępie jest, jak ten statek niezwyciężony. Coś jest z opisem gwiazd. Chyba przez układ, przez gwiazdozbiór przelatywał. Czym jest gwiazdozbiór? To jest pewna konstrukcja na niebie naszym, pewien obraz na niebie.
Natomiast jak ten statek przez ten gwiazdozbiór przelatywał, to tam jest taki mały kiks. Ja go znalazłem. Znaczy ja go też znalazłem dla siebie, ale później ktoś potwierdził to, że dobrze znalazłem. Było to wytykane Lemowi, ale proszę państwa, to jest bez żadnego znaczenia.
[02:05:57] - Wszyscy żeśmy tak pisali, żeśmy widzieli gwiazdozbiory.
[02:06:00] - Później można się do Lema czepiać, że tam się pojawiają jakieś taśmy, które były wciągane przez te maszyny, licząc przez te komputery. Co to, proszę państwa, ma za znaczenie? Czy te komputery łykały taśmy, dyskietki, czy może później jakieś inne nośniki pamięci? To zupełnie nie ma żadnego znaczenia. W książce nie o to chodzi, czym były karmione komputery albo przez co przelatywał niezwyciężony, tylko co się w tej książce dzieje. A problem poruszony w „Niezwyciężonym” jest współczesny.
[02:06:28] - I klimat.
[02:06:29] - Klimat klimatem, ale problem jest współczesny. Tej świadomości rozproszonej czy inteligencji, powiedzmy sobie tak przez przybliżenie owadziego, mrówczego gniazda po prostu. Chociażby tak to sobie enigmatycznie o tym powiedzmy. Wiesz co, kolejną pozycją, którą sobie przygotowałem, to jest książka, która się pokazała ostatnio w twardym wydaniu, w twardej oprawie. Wojtek Sydeńko i jego wydawnictwo Stalker Books wydało Macieja Żerdzińskiego powieść „Opuścić Los...”. Znowu jest obca nazwa. „Los Raques”. Z tytułem powieści mam problem, ale z powieścią nie mam problemu. Żerdziński jest lekarzem i pisarzem, że tak sobie zrymuję. Lekarzem, który zajmuje się, a przy okazji jest jeszcze muzykiem, grafikiem.
Człowiek renesansu, ale tak naprawdę jest też ważną postacią dla polskiej fantastyki. W latach 90. mocno pisywał. Jest też człowiekiem, który zajmuje się psychiką człowieka zawodowo jako lekarz. I to „Opuścić Los Raques” to jest tak, jak napisano w polecajce. Ja się posługuję tymi polecajkami dlatego, żeby państwu nie opowiedzieć za dużo z treści, bo polecajki mają to do siebie, że tak je wydawca pisze, żeby właśnie treści nie zdradzić. Mamy do czynienia z takim pomieszaniem SF twardej Z cyberpunkiem. To dobrze widać. Miasto, które tam jest przedstawione. Ona nie tylko czerpie z science fiction.
Ona daje tym obu gatunkom, które wymieniłem, czyli science fiction i cyberpunkowi, to, co można określić jako dawkę świeżości. Widać, że facet nie kopiuje cudzych wzorców, tylko stać go na własne i daje wzorce innym. To tak naprawdę opis inwazji na Ziemię. Ale jak państwo macie przed oczyma obce statki wiszące na niebie, które tutaj właśnie Ziemię podbijają, to nie tędy droga. Ta inwazja opisana przez Żerdzińskiego jest zupełnie inna. A poza tym dostajemy świat cyberpunkowy, gdzie reklama rządzi wszystkim. To prawie nasze czasy. Reklama też rządzi wszystkim. Jak napisano w jednej z polecajek, to jest powieść o walce dobra ze złem. Ale powiem ci tak: śmiałem się do rozpuku, jak to przeczytałem, bo większość literatury jest o tym, że walczy dobro ze złem, a więc to słabe dosyć.
Ale zacytuję coś, co może jest ważne. Znalazłem to na stronie www.fantastyka.pl. Niejaki Szoszon napisał coś takiego: „Są powieści, do których wracam z nieskrywaną przyjemnością, a nawet namiętnością. Jedną z nich jest książka „Opuścić Los Raques” autorstwa doktora Macieja Żerdzińskiego. Przyznam się szczerze, że była to jedna z moich pierwszych książek w konwencji fantastyki i chyba od niej się zaczęło. Cóż zatem w niej urzeka? Po pierwsze klimat. Udało się Żerdzińskiemu, wziętemu lekarzowi psychiatrze, stworzyć świat kompletnie odlotowy i psychodeliczny. Nieważne, gdzie się rozgrywa akcja. Miasto nazywa się Los Raques.
Istotni są bohaterowie i to, co widzą, albo raczej to, co starają się zobaczyć w świecie atakujących zewsząd narkotycznych wizji, zdziczałych holosów, generowanych sztucznie światów, które chcą zawładnąć rzeczywistością.” Ja powiem, że ten narkotyk, o którym tu jest mowa, też ma bardzo nietypowe pochodzenie w powieści. Nie będę zdradzał.
[02:10:45] - Nie próbowałem.
[02:10:46] - Nie. Ma coś wspólnego z inwazją w każdym razie. Cóż, mówi się, że ta książka to jest książka wybitna. To z innej polecajki, że to jest książka wybitna. Taka książka zdarza się podobno raz na dekadę. Nie wiem, nie chcę sięgać tak głęboko w analizę, ale jest to książka, która pozostawia ślad.
[02:11:11] - Poza tym, Marku, nie ukrywajmy, Żelkowski i Żykiewicz powinni polecać Żerdzińskiego.
[02:11:18] - Bo nasz z naszego klanu jest. Ale powiem coś jeszcze. Ta książka miała u Wojtka Sedeńki w Solarisie wydanie w miękkiej oprawie, a teraz w wydawnictwie SF, które jest kontynuatorką misji Solarisu, w SFie pisanym tak fonetycznie: E S E F, ma wydanie twardookładkowe, wzbogacone w dodatku płytą z muzyką. Bo powiedziałem, że autor poza tym, że jest lekarzem psychiatrą, to jest jeszcze grafikiem. Właściwie on projektował okładkę do tego nowego wydania. Więc jest grafikiem, jest muzykiem, więc jest płyta z muzyką. Może warto sięgnąć do sklepu Wojtka Sedeńki i sklepu SF-u.
[02:12:06] - Zawsze warto.
[02:12:07] - Ja wiem, że warto, ale warto sięgnąć po tę książkę, bo ona jest właśnie z płytą CD. Co więcej, w ogóle Wojtek ostatnio zaczął wydawać sporo w sztywnej oprawie. Ukazała się trylogia twojego dobrego znajomego, mieszkającego w tej chwili w Australii, Maszczyszyna.
[02:12:29] - Maszczyszyna.
[02:12:29] - Tak, „Trylogia solarna” to jest taki gatunek, który, jak to powiedzieć, troszeczkę udaje taką alternatywną historię. Właściwie nie. On próbuje udawać, że to jest coś takiego, jak mieliśmy maszynę różnicową. Maszynę różnicową, bo mam na myśli powieść „Maszyna różnicowa” i mamy do czynienia z taką sytuacją, że komputery takie nasze, które my znamy, nie powstały, tylko na przykład powstały właśnie takie mechaniczne komputery i tak dalej. Cała historia rozwoju techniki odbyła się zupełnie inaczej. Maszczyszyn coś robi podobnego, chociaż ja tak naprawdę widzę w tej książce, w tej trylogii bardziej coś takiego jakby kontynuację tradycji vernowskiej. To troszeczkę takim klimatem. Też rzecz godna polecenia i też w twardej oprawie.
[02:13:30] - Ja przede wszystkim polecałbym Maszczyszyna z takiej perspektywy czasu, bo po prostu jak ja spotykałem właściwie wszystkich ludzi w Polsce, którzy pisali albo zaczynali pisać, to ja nigdy w życiu nie spotkałem takiego talentu, jakim Maszczyszyn był, kiedy miał te 15, 16 lat, bo wtedy go poznałem i mam nadzieję, że go ta Australia do końca nie wyjałowiła.
[02:13:55] - Może.
[02:13:56] - Polecam tą książkę. Sam sobie również, bo chętnie do niej będę zaglądał. Muszę zajrzeć, bo Maszczyszyna należy wytropić. Są tam skrobie, bo to był talent pierwszej wody zupełnie.
[02:14:13] - Tak, to prawda. W ogóle nie powiedzieliśmy, że mieliśmy niewątpliwą przyjemność spotkania się w Mierkach Nidzicy.
[02:14:25] - Ze sobą.
[02:14:26] - Ze sobą to też, ale spotkaliśmy się z Julianem.
[02:14:30] - To prawie ze sobą, bo on ma takie same poglądy jak ja. Mniej więcej.
[02:14:36] - Było to spotkanie super, naprawdę super. Bardzo mile je wspominamy. A ponieważ wiemy, że Julian nas słucha, to tym bardziej machamy i przekazujemy pozdrowienia.
[02:14:47] - Wiesz co, właściwie to wygląda z tego, że Julian nie tylko dobrze pisze, ale jest aforystą, bo potrafi zamotać sytuacje życiowe.
[02:14:57] - Pięknie się poznaliśmy. Chylę czoła. Nieźle to skonstruował.
[02:15:03] - Marku, Julianowi nie można chylić czoła. On jest tak wysoki, że trzeba wyłącznie podnosić.
[02:15:09] - Chylę czoła, bo nieźle skonstruował nasze spotkanie literacko. Właściwie on je zaplanował w drobnych szczegółach. Doceniam. Tak jak doceniam jego polecajki. Ja też w gruncie rzeczy lubię Lema. Czasami mnie wkurzał mistrz z niektórymi swoimi tekstami.
[02:15:30] - Nigdy Marku.
[02:15:32] - Wkurzał mnie, wkurzał. Ja bardzo długo dorastałem do „Głosu Pana”, ale jak już dorosłem, to wymiotłem po prostu. Ale to było późno. Wkurzał mnie ten „Głos Pana” po prostu.
[02:15:46] - Niemożliwe.
[02:15:47] - Wkurzał. Jak mnie już przestał Golem wkurzać, to mnie „Głos Pana” wkurzał. Cóż, tak było. Ale pamiętam też, jak z wypiekami na twarzy czytałem jego fantastykę i futurologię. Nie dla jakichś specjalnych walorów literackich, tylko tam można było poczytać, o czym piszą na Zachodzie. Lem to bardzo często wyśmiewał, a ja się tym fascynowałem. Znowu przeciw mistrzowi byłem. Po latach zrozumiałem swój błąd. Nie do końca, ale jednak. Lem chyba wiedział, za co krytykuje tę fantastykę zachodnią, fantastykę naukową.
Chociaż czasami nie miał racji.
[02:16:26] - Ale jak chwalił, to słusznie.
[02:16:28] - Jak chwalił, to rzeczywiście trzeba przyznać, że jak pochwalił „Trzy stygmaty Palmera Elricha” Dicka, to jak ja przeczytałem pierwszy raz tę książkę, to zwariowałem, bo Lem mnie uprzedzał, że w pewnym momencie fabuła, narracja się rozpada w tej książce zupełnie. No dobrze, rozpada się. Zacząłem czytać i tak mi się rozpadło, że nie wiedziałem, o co chodzi. Cofnąłem się drugi raz. Te trzy stygmaty musiałem kilka razy przewertować, ale warto było. Lem mnie o tym uprzedzał, tylko za głupi byłem, żeby to zrozumieć po prostu, o czym on pisze. Ale później doceniłem to, co napisał. Wiesz co? Skoro jesteśmy już przy SF, przy tym sklepie, Wojtek Sedeńko wydał też książkę, która jest takim opus magnum troszeczkę dla wydawnictwa, bo się ukazała książka licząca niemal 800 stron. Cegła taka w całkiem niezłej cenie, proszę państwa, bo jak na taką objętość cena jest całkiem niezła.
Ukazały się „Wizje alternatywne.” Warto wiedzieć, że Wojtek Sedeńko od początku lat 90. co jakiś czas wydawał właśnie „Wizje alternatywne.” To takie zbiory, do których u znanych, cenionych i poważanych pisarzy zamawiał teksty. Teksty były oryginalne, tylko tam publikowane. Ukazały się „Wizje alternatywne.” Później się ukazał taki zbiór, który był kontynuacją „Wizji alternatywnych”, ale nosił tytuł bodajże „Czarna msza”. To było o tym, jak Kościół wpływa i tak dalej, ale później się znowu pokazywały „Wizje alternatywne.” On naprawdę kilkadziesiąt opowiadań zgromadził. Teraz zrobił sok z żuka, czyli wycisnął to, co najwartościowsze z tych wszystkich antologii i się pokazał zbiór, który liczy sobie 732 strony. Notabene ilustracje do tego tomu robił wspomniany wcześniej Żerdziński. I dostajemy coś, co było pisane specjalnie dla serii stworzonej przez Wojtka Sedeńkę. Tam były premiery tych książek. Teraz się pokazał zbiór, w którym mamy Rafała Ziemkiewicza w podwójnym wydaniu „Szosa na Zaleszczyki” oraz „Źródło bez wody”, o ile dobrze pamiętam.
Mamy Sapkowskiego „Muzykantów”. To w ogóle była, o ile dobrze sięgnę pamięcią, „Muzykanci” to było pierwsze opowiadanie Sapkowskiego nie-wiedźmińskie. On później już trochę tych opowiadań napisał, ale „Muzykanci” to było pierwsze nie-wiedźmińskie. Mamy Drzewieckiego z „Dopustem Bożym”, mamy Inglota „Wypalą nas kruki, wrony.” Mamy Maję Lidię Kossakowską, którą też spotkaliśmy notabene razem z Grzędowiczem w Mierkach. Mamy Marka Oramusa z „Nocnymi wyścigami w głąb Anny.” Mamy Huberata „Kilka uwag do definicji istoty żywej.” Mamy Piotra Jabłońskiego „Droga do Saliny.” Żerdzińskiego „Naskórek Boga.” Grzędowicza „Śmierć Czurłapa.” Ziemiańskiego „Ze spadkiem.” Wiesz co, jak tak wymieniam, przypominam te opowiadania, to jest historia polskiej fantastyki tak naprawdę. To są takie opowiadania, które były w jakiś sposób znaczące. No to rzucę jeszcze. Wojciech Szyda „Szlak cudów.” Andrzej Zimniak „Randka z Homo sapiens.” Krzysztof Kochański „Muzykanci według Picassa.” Grzędowicz „Dom na krawędzi światła.” Jacek Piekara „Dom na krawędzi ciemności.” Pewien dialog prowadzony. Eugeniusz Dębski „Manipulacja Poncjusza Piłata.” Jacek Sobota „Rzeka.” Łukasz Orbitowski „Stachu.” Dukai, Jakte. Po co ja to wszystko wymieniłem?
Chciałem pokazać, jak szeroki jest-
[02:20:29] - Że tam jest czytania.
[02:20:30] - Tam jest czytania, proszę państwa. A poza tym to jest proza. Akurat może ktoś powie nie na wakacje, bo nie zawsze lekka, łatwa i przyjemna, czasami problemowa i to mocno problemowa. Ale jest jeszcze w tym zbiorze coś bardzo ważnego, o czym proponuję pamiętać. To jest zbiór, który jest limitowany. Wojtek Sadejko uzyskał prawo do wydania ograniczonej ilości tych książek, tego wyciągu z wizji alternatywnych. W związku z tym, jak ktoś ma zamiar po to sięgnąć, to może pójść drogą na skróty, czyli odnaleźć wszystkie wizje alternatywne, które się dotychczas ukazały i z nich sobie wypreparować te najlepsze opowiadania. Albo powinien drogą kupna nabyć w SF wizje alternatywne, ten wybór. Ale powinien się spieszyć, bo on wcześniej czy później się skończy, a umowa z autorami jest tak skonstruowana, że dodruków nie będzie. No cóż, trzeba się z tym pogodzić po prostu.
[02:21:42] - Białe kruki będą.
[02:21:43] - Będą białe kruki. To cóż. To były książki, które przeczytaliśmy. Przynajmniej ja przeczytałem, niektóre przeczytaliśmy razem. Mam jeszcze dwie przygotowane książki, których nie przeczytałem, a które podobno warto przeczytać. Trochę na zasadzie takiej, że dopiero jesteśmy przed lekturą, ale je polecę, bo mam zaufanie do tych osób, które nam te lektury polecały. Pierwsza z tych książek, która pewno jesienią trafi do Bibliotekarium, to jest książka „Kwantechizm”. Ona trochę się zrobiła popularna ostatnio. „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi” Andrzeja Dragana. Tę książkę sobie omówimy.
Bo jak ja czytam taką polecajkę w wykonaniu Łukasza Orbitowskiego: „Uwielbiam tę książkę. Dragan potrafi soczystą gawędą wyjaśnić teorię względności i kwanty nawet takiemu tumanowi jak ja. A do tego jest bezczelny, arogancki i ma masę anegdot po kieszeniach. Łykam to bez popitki” i tak dalej. To jest naprawdę książka, którą nawet jak przeczyta zdeklarowany humanista, to jest szansa, że coś tam z fizyki, tej zaawansowanej, łyknie. Nie powiem, że będzie ekspertem i będzie wykładał fizykę, ale będzie ją chyba rozumiał. Tę książkę państwu polecam, bo poleciła nam ją Marta Sobiecka, więc my ją państwu polecamy, a będzie nam tym przyjemniej później, jak już ją państwo przeczytacie, rozmawiać z nią o niej jesienią, bo będziemy wszyscy wiedzieli, o co chodzi.
[02:23:46] - Tylko że wiesz, jeśli kobieta poleca trudną książkę, to ja się boję, że kobieta też może być trudna.
[02:23:55] - Wiesz co? To ja ci coś jeszcze przeczytam. „Podobno istnieją trzy etapy w życiu mężczyzny: młody, stary i dobrze wyglądasz. Andrzej Dragan swoją fotografią wymyślił etap czwarty. Podobnie jest z wiedzą na temat tego, czego nie wiemy. Lubimy żyć w luksusie – luksusie ignorancji. Andrzej to wie, więc bawi się rzeczami uznanymi za hermetyczne z humanistyczną lekkością. Nazwałbym go Patrykiem Vegą fizyki kwantowej, gdyby nie to, że ma lepszy warsztat i mądrzejsze dialogi. Kiedyś snobizmem było czytanie Dietfurtha.” Oj, maraton Dietfurtha. Dopowiem: napisał książkę „Na początku był wodór” oraz inne jeszcze, ale rzeczywiście w latach 70.
snobowano się na Dietfurtha. „Dziś snobizmem powinno być czytanie Dragana.” Kto napisał? Kuba Wojewódzki. Można go cenić albo nie cenić, albo uważać za pajaca, albo za dziennikarza, ale to akurat mądrze napisał. To jest pierwsza książka. „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi” Andrzeja Dragana. Tak jak powiedziałem, będziemy o niej rozmawiać jesienią, więc może warto ją przeczytać. Mam jeszcze jedną książkę polecaną nam przez panią Skowronek z Rebisu. To jest książka „Tajemnica Pauliny Hoffmann” Carmen Romeo Door. Cóż, nie znam tej książki.
Polecana była, więc tylko mogę o niej przeczytać. Paulina Hoffmann wychowuje się w piekle nazistowskiego Berlina. Jednak prawdziwy koszmar zaczyna się wraz z wkroczeniem do miasta Armii Czerwonej. Ucieczka do Madrytu, burzliwa młodość, nieoczekiwane małżeństwo, a przede wszystkim wielka miłość, jaką obdarzy dzieci i jedyną wnuczkę Alicję, nadają sens jej życiu. Wiele lat później Alicja wybiera się w samotną podróż do Berlina, żeby zanurzyć się w przeszłości i odkryć ostatni sekret Pauliny, która sama zdecydowała o własnym losie, mimo ukrywanych przez lata tragicznych wspomnień. Cóż, mnie się wydaje ta polecajka intrygująca po prostu i ja po tę książkę na pewno sięgnę, ale musiałem to powiedzieć, że to na odpowiedzialność osoby, która mnie poleciła tę książkę. To tyle, jeśli chodzi o takie polecanki w ciemno. Wiktorze. Ponieważ nieuchronnie zbliżamy do końca audycji, czy ty byś miał polecajkę bieżącą albo może wsteczną, albo jakąś inną? Co byś polecił na wakacje poza tym, co wybraliśmy do tej audycji?
[02:26:47] - Skończę tak, jak zacząłem. Polecam na wakacje fruwać, a czytać to w moim wieku wyłącznie to polecam. Ale polecam nie słuchaczom, broń Boże, tylko polecam sobie. Otóż sobie polecam dwóch autorów do przeczytania. Dwie książki dla porównania. A dlaczego? Dlatego, bo w Mierkach spotkałem się z tymi autorami i zapałałem do nich nieskrywaną miłością. Otóż wszyscy ich znają, wszyscy wiedzą, wszyscy ich książki czytali, ale ja dopiero tam w Mierkach dowiedziałem się, że coś ich łączy. Otóż twojego mistrza od pana Samochodzika, czyli Pilipiuka oraz Maję Kossakowską łączy zawód, czyli archeologia. Nie wiedziałem, że oni byli obydwoje archeologami, a skoro byli archeologami, to nie wyobrażam sobie, żeby ich książki fantasy były głupie.
Muszę zajrzeć do ich książek i trochę porównać, w jaki sposób dwóch archeologów zajmuje się tą tematyką. To sobie na wakacje zafunduję. Pilipiuk i Maja Kossakowska.
[02:28:18] - Powiem ci jeszcze jedno. Jest, proszę państwa, takie zdjęcie z Mierek, jeszcze nieopublikowane, ale pewno opublikujemy je wcześniej czy później w sieci, gdzie Wiktor stoi w otoczeniu dwóch samochodzikowców. Jamci to nieskromnie jednym z nich, a drugim Pilipiuk. Czy też powinienem powiedzieć odwrotnie Pilipiuk, a Jamci to jest ten drugi. A jak sobie policzyłem, to wspólnie z Pilipiukiem otaczało cię 30 samochodzików.
[02:28:44] - Wiesz, jak ja policzyłem, to otaczało mnie dwóch łotrów.
[02:28:49] - Tak, owszem, ale całkiem się dobrze rozmawiało. To znaczy Andrzej Pilipiuk jest bardzo małomówny, ale i tak się rozmawia z nim świetnie. Oczywiście samochodziki też państwu polecam. To prywata oczywiście, bo 28 czerwca wszedł na rynek kolejny samochodzik. Jamci to uczynił. Niestety uczynił to ja. Kolejny samochodzik nosi tytuł „Escape Castle”. Tytuł w jakiś sposób nawiązuje oczywiście do escape roomu i w pełni myślę, że jest w punkt. Jam się to pochwalił.
[02:29:34] - Także jak chcecie, tak jak ja wam polecałem troszeczkę na miedzy albo gdzie indziej pobaraszkować, to macie jaką książkę wcisnąć dzieciom, żeby sobie poczytały.
[02:29:46] - Nie, wiesz co? Powiem ci tak: dzieciom to nie. Takie małe dzieci to nie. Ale takim nastolatkom.
[02:29:52] - Nie, nastolatkom.
[02:29:53] - Które są ciekawskie i w ogóle najchętniej to by rodziców właśnie tam tête-à-tête. Nie, to wciskamy taką książkę. Myślę, że im to jakiś czas zajmie. W końcu 400 000 znaków jest czytać. Myślę, że jedno popołudnie i ogolą.
[02:30:10] - Mamy polecankę nie tylko dla was, słuchacze, ale również dla ewentualnych waszych pociech w wieku nastoletnim.
[02:30:18] - Muszę jeszcze powiedzieć, bo Julian tutaj pracowicie pisze o jeszcze jednej książce. Oczywiście wspomina o „Stygmatach” Palmera Eldricha, ale też pisze o książce chyba niedocenianej. Nie, błąd. Ona jest bardzo doceniana, bo jak napisał, chodzi o książkę „Słoneczna loteria”. Ona rzeczywiście się znajdowała w rankingu fantastyki bardzo wysoko i to przez długi czas. Niemniej jednak jak się słuchało krytyków, to wszyscy mówili: „To taka lipa jest w sumie ta «Słoneczna loteria»”. Nie uważam tak. Być może wynika to z czasów, jak to się mówi, dawno, ale słusznie minionych, bo „Słoneczna loteria” wyszła w pierwszej połowie lat 80., kiedy ciężko było ją zdobyć. W ogóle wtedy książki było ciężko zdobyć. A ja, niepomny i głupi, pojechałem na wakacje na Mazury rowerem z kolegą.
I tak jechaliśmy, i w tym czasie ukazała się „Słoneczna loteria”. Ja jej później przez trzy lata nie mogłem nigdzie zdobyć.
[02:31:24] - Widzisz, Marku, to co ja mówię. Ale przynajmniej na rowerze jechałeś.
[02:31:30] - Tak, ale przepraszam cię bardzo, jak już przestawałem móc jechać, bo jak się zrobi 100 kilometrów obciążonym rowerem, a wtedy rowery to nie były takie jak dzisiaj.
[02:31:39] - Wtedy się pije dobre piwo.
[02:31:41] - Wtedy rowery nie były z włókna węglowego i nie ważyły po kilka kilogramów, tylko mój rower z obciążeniem ważył 30 kilo, więc żeby to poruszyć... Tak, jak się już rozbujało ten rower, to on siłą rozpędu, nie wiem.
[02:31:59] - A miałeś przerzutkę?
[02:32:00] - Miałem.
[02:32:01] - A ja nie miałem, bo ja jeszcze jeździłem takim.
[02:32:04] - Ale ty myślisz, że jak się już zmęczyłem, to ja miałem trzy książki, to też musiałem siłą własnych mięśni poruszać ten rower. Ale trzy książki miałem i trzy książki obgoliłem w czasie tego wyjazdu. Także to nie jest tak jednoznacznie. Ale wróćmy do tej „Słonecznej loterii”. Nie mogłem jej przez trzy lata dostać. I powiem tak: jest taka dziwna rzecz. Otóż zanim się ukazała „Słoneczna loteria”, to się ukazała książka Andrzeja Wójcika. Nie, tę drugą część pisał ktoś inny. Nazywało się to „Budowniczowie gwiazd”. Andrzej Wójcik pisał o polskiej fantastyce, a drugi współautor pisał o anglosaskiej.
I on napisał o tej „Słonecznej loterii” dziwne rzeczy. Bardzo zachęcające. O, Wiktor ma kolejną zapaść, nikotynową oczywiście. Bardzo zachęcające rzeczy, ale ta książka, jak później porównałem oryginał z tym, co napisano w tej książce, to wolałem to, co napisano o tej książce, niż sam oryginał. Po czasie znowu zweryfikowałem to, ale do dzisiaj zamiast „Słonecznej loterii” wolę zdecydowanie „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Lubiłeś „Człowieka z Wysokiego Zamku”?
[02:33:17] - Bardzo.
[02:33:18] - A dlaczego?
[02:33:19] - Nie wiem.
[02:33:19] - Takie nudne, mało fantastyczne.
[02:33:21] - Nudne.
[02:33:21] - Nudne, mało fantastyczne. W dodatku tam jedyny pomysł fabularny to, że Niemcy lądują na Marsie, a Stany Zjednoczone to jest kraj buforowy, bo zachodnie wybrzeże zajmuje Japonia, wschodnie wybrzeże zajmują Niemcy, a ten buforowy kraj w środku to są USA, też pod kontrolą nazistów. Główny bohater ma problemy, bo napisał książkę „Utyje szarańcza”, w której przedstawia alternatywną wizję historii, w której to alianci, czyli USA, Anglia i jeszcze kilku innych, wygrywają wojnę. W tamtym świecie bardzo obrazoburcza książka. Pewno dlatego mi się tak podobała. Ja wtedy w ogóle byłem taki obrazoburczy. I już.
[02:34:05] - Żeby ten Dick napisał kiedyś książkę o tym, jak Obama walczy z Kongresem, to by było coś.
[02:34:15] - Tak! Posiłkując się książką chińskiego pisarza SF o tym, jak trzynastolatki przejmują władzę nad światem.
[02:34:24] - Genialna by była książka.
[02:34:26] - Przyznam się, że w poziomie absurdu dzięki-
[02:34:30] - Nie wiem, czy Dick by dał radę.
[02:34:32] - Myślę, że w poziomie absurdu sięgnęliśmy dzisiaj szczytów dzięki temu cytatowi z pana Obamy. Nie wiem, może wydawca zrobił to specjalnie, żeby przyciągnąć, bo to jest tak-
[02:34:44] - To sojusznik Trumpa jakiś.
[02:34:46] - Nie wiem. To jest tak durny wpis, że po prostu nie wierzę. Może ja mam tendencję do przekręcania. Może tu nie jest napisane Barack Obama.
[02:34:58] - Nie wiem.
[02:35:00] - Twoim zdaniem?
[02:35:01] - Może to inny Barack.
[02:35:02] - A może to inna Obama. Nieważne. W każdym razie, proszę państwa, podobno niegrzecznie się jest podśmiewać z nazwisk. My tylko tak udajemy, proszę państwa, że się podśmiechiwujemy. Cóż, chyba dzisiaj wyczerpaliśmy już limit na polecanki.
[02:35:20] - Ja jeszcze ostatnią książkę bym polecał, tylko że z naszej działki. Poleciłbym książkę, tylko czymś obcojęzycznych nazwisk nie umiem wymówić.
[02:35:34] - No.
[02:35:36] - Tego Munlaita czy jak.
[02:35:38] - Munlaita? Munkeja.
[02:35:40] - Munkeja, właśnie.
[02:35:42] - To też bibliotekaryjne pytanie.
[02:35:44] - Polecałbym tę książkę, bo też sobie ją zostawiłem na wakacje do przeczytania.
[02:35:49] - „Wojna cieni”, proszę państwa.
[02:35:51] - I też do niej zajrzę. Poza Mają Kossakowską i Filipiukiem zajrzę do książki. Wam również polecę nazwiska.
[02:36:03] - Ja państwu od razu powiem, że Wiktor to tak się kryguje, ale Wiktor jest jednym z tych, którzy tę książkę polecają na okładce, bo wspólnie z Robertem Schmidtem ją poleca. To oczywiście jest tak zwany chwyt retoryczny. Wiktor już ją dawno przeczytał, bo ją musiał przeczytać, żeby ją polecić. Ale to dobrze brzmi, że on ją teraz przeczyta, bo sobie zostawił na wakacje. Dobrze, niech tak już będzie. Myślę, że to niezła książka. Ale wiesz co? Tak sobie gadamy, a nikt do nas nie chciał zadzwonić. Trudno. Poza oczywiście Piotrem Prokopowiczem, jedyny sprawiedliwy.
Dużo nam napisali nasi słuchacze na czacie. Szkoda, że więcej do nas nie dzwoniło. Ja mam taką potrzebę żywego słowa.
[02:36:55] - Może ludzie nie mają poczucia swojej fonogenetyczności?
[02:37:00] - Nie rozumiem.
[02:37:02] - Tak od fotogeniczności.
[02:37:04] - Aha.
[02:37:06] - Co tam, ja będę dzwonił. Ja mam głupi głos.
[02:37:12] - O, właśnie.
[02:37:13] - Ja będę dzwonił. Ja mam głupi głos, ale jeszcze będą mi śmiać.
[02:37:19] - To jest niesłuszne podejście, proszę państwa. Wiesz co, mam takie wrażenie, że czasami my nie możemy skończyć audycji, ale muszę jeszcze to powiedzieć, bo w pewnym momencie się pojawiła sugestia, że ta książka Cixou Liu „Nowa era supernowej” jest naśladownictwem książki Goldinga „Władca much”.
[02:37:43] - Tak.
[02:37:44] - Moim zdaniem nie jest. To zupełnie fałszywe. Zresztą pisała osoba bliska temu, że jeszcze nic nie czytała, ale się wypowie.
[02:37:55] - Golding to jednak, wiesz...
[02:37:56] - Nie, ale powiem ci tak.
[02:37:57] - Feniks.
[02:37:59] - Tak? Co feniks?
[02:38:00] - No, w porównaniu.
[02:38:03] - Nie, chodzi o coś innego. Po pierwsze to nie bardzo się zgadzam z tym, że to jest takie przeniesienie na SF Goldinga. Poza tym Goldinga nie trzeba przenosić, bo Golding tak naprawdę, jeśli prześledzicie państwo początek książki zatytułowanej „Władca much”, to też się odbywa właściwie w scenerii SF, takiej postapo, bo tam, przypominam, grupa dzieciaków trafia na wyspę dlatego, że coś się stało i gdzieś tam na niebie odbywa się walka, wojna się odbywała atomowa. Dobrze, już bym opowiedział książkę. Nie. Ten władca much tytułowy, który tam się pojawia, który jest- Jak państwo zorientujecie się, kim był władca much, to też wam to nasunie pewne skojarzenia. Moim zdaniem ta wyspa, na której dzieciaki budują swoją społeczność, to też jest takie postapo troszeczkę. Zresztą nie sam to wymyśliłem. Wyczytałem, proszę państwa, nie będę udawał. Ale tylko coś jeszcze powiem, zanim zwrócisz.
To jest książka absolutnie godna polecenia. To nie jest książka łatwa, ale jak się ją przeczyta, to człowiek mówi: „Wow! Super!”
[02:39:23] - Tylko Marku, zobacz przy tej naszej współczesnej gigantomanii, gdzie giną całe cywilizacje, całe cywilizacje są podżegane i w ogóle, i w szczególe. To zobacz, jak można, tak jak w wypadku Goldinga, w sposób kameralny powiedzieć to samo bez pompowania tego cepelina cywilizacyjnego, który nad nami fruwa na siedmiuset kilkudziesięciu stronach. Można to zrobić krócej, jaśniej i przejrzyście, dobierając paczkę ludzi za przykładem Verne'a na tajemniczej wyspie.
[02:40:06] - Mam takie niejasne wrażenie, że my tej dzisiejszej audycji nie skończymy.
[02:40:11] - Ona skończy z nami. Tak jest.
[02:40:13] - Słuchaj, jak mam pozostać obojętnym? Julian pisze coś takiego: „Panowie, od lat poszukuję książki Klechdy polskie.” Kurczę, on czytał to samo, co ja czytałem w dzieciństwie. Naprawdę.
[02:40:25] - Najpiękniejsza książka dla-
[02:40:27] - Czekaj, dokładnie! Wydanie chyba powojenne. Oczywiście, że powojenne. Takie jeszcze oprawione w płótno.
[02:40:36] - No tak.
[02:40:37] - Dokładnie. Ja wcale nie wiem, czy aż tak tużpowojenne. Moim zdaniem to w płótno ja miałem chyba z przełomu lat 50. i 60. Głowy nie dam. Płótno. Nie pamiętam nic więcej. Może któryś z was czytał. Szukam od 20 lat.
[02:40:54] - Pewnie czytał.
[02:40:54] - Niestety nie mam tego, ale też czytałem.
[02:40:57] - Wariat.
[02:40:58] - Najpierw czytała mi to mama i babcia, później mi czytały— jakoś taki miałem wpływ dziwny na kobiety, że starsze dziewczyny ze starszych klas, jak byłem w pierwszej i w drugiej klasie, czytały mi tę książkę. One były w czwartej, w piątej i mi czytały książkę. Widzisz, jakie miałem branie kiedyś? Dawne czasy. Byłem pierwszoklasistą. W każdym razie klechdy polskie. I pisze dokładnie tak, jak Julian napisał: „Niesamowite opowieści, krew, horror. Czytałem jako dziecko.” A ja mówię: „A ja czytałem i mnie czytano.”
[02:41:35] - Czytałem. Na tym się wychowałem.
[02:41:37] - Tak jest. Klechdy polskie. Niezłe to było. Jak my możemy skończyć? Powiem tak: ja zapraszam do bydgoskiego antykwariatu. Co prawda klechd polskich nie widziałem ostatnio, ale cała jedna wystawa była ostatnio zastawiona właśnie tego rodzaju książkami. Z legendami z różnych stron świata, z różnymi baśniami i tak dalej. Klechd polskich akurat nie było. A była jeszcze inna książka. Tu pisze Julian o klechdach polskich, a były też klechdy domowe.
Były klechdy domowe. To też był absolutnie pasjonujący tom, pełen horrorów i pełen takich mrocznych opowieści, okrutnych. Powiem tak, dzisiaj to byłaby książka absolutnie na indeksie, zakazana do czytania dzieciom, bo tam jednak było groźnie.
[02:42:36] - Groźnie było. Troszkę mi przypominają teraz, jak sobie wspominam te klechdy polskie, nasze współczesne legendy miejskie.
[02:42:46] - Trochę tak. Coś takiego w tym jest. Powiedzmy jeszcze, jest taka książka, autora nie pamiętam, bo zagraniczny, ale wystarczy, że wpiszecie państwo w okienko Google „legendy miejskie”. Legendy miejskie i książka. Znajdziecie to natychmiast. Powiem wam, jeszcze z dodatkiem, bo to są amerykańskie legendy miejskie, ale jest przez polskiego autora zrobiony dodatek z takim polskim rysem tych legend miejskich. O czarnej wołdze oczywiście jest i tak dalej. Też absolutnie świetna książka. Pamiętasz, myśmy tę książkę kiedyś recenzowali dla Roberta Schmidta do „Science Fiction”. Wyszła nam recenzja na dwie strony, bo to po prostu była dobra książka.
[02:43:37] - A przynajmniej należy się jej przyjrzeć i czasami przerzucić. Na wakacje to bardzo dobra lektura, bo można sobie krótką zrobić przerwę między spacerami po lesie a miedzą.
[02:43:51] - I żeby być do bólu dokładnym, to nie były dwie strony maszynopisu. To były dwie strony w gazecie. Więc tego było troszeczkę. Cóż, proszę państwa, teraz już chyba dobrnęliśmy rzeczywiście do końca. To są te nasze polecajki na tegoroczne wakacje. Jeśli czegoś nowego zapragniecie państwo, zawsze możecie podpisać na YouTubie czy pod audycją możecie pisać swoje propozycje. Jakbyście jeszcze na tym YouTubie dali łapkę w górę i tam coś fajnego w komentarzu napisali, to też się nie obrazimy, a nawet będziemy bardzo wdzięczni. Jakbyście zasubskrybowali kanał, to po prostu będziemy skakać ze szczęścia. Cóż, zawsze to pytanie, co będzie w następnym wydaniu „Bibliotekarium”. Ja tylko przypomnę dla porządku, żeby to powiedzieć.
Następne wydanie „Bibliotekarium” na żywo Będzie miało miejsce 2 sierpnia. O ile dobrze patrzę na kalendarz, to będzie drugi dzień sierpnia, ale do tego czasu nie znikamy z anteny. Tak jak powiedziałem, Wojciech Terlecki i jego książka „Kukiełki i dusze” będzie z państwem. Warto się z autorem poznać, bo wkrótce jego nowa książka, więc naprawdę warto. Najbliższe trzy tygodnie to ABW, czyli Antologia Bibliotekarium Wakacje z naszym udziałem. Coś do państwa też powiemy na temat książki, na temat prozy Wojciecha Terleckiego. A 2 sierpnia zapraszamy na Bibliotekarium. I teraz, żebym już nie zapomniał, o czym będziemy rozmawiać, Wiktorze?
[02:45:40] - Zawsze o tym samym.
[02:45:42] - O książkach. Ale paradoksalnie nawiążemy dzisiaj do tego, co nam pracowicie Julian pisał. Do Stanisława Lema. I będzie to książka-
[02:45:52] - Taka, która w letnie upały da nam odrobinę-
[02:45:57] - Przynajmniej pozór świeżości.
[02:46:00] - Pozór świeżości. Wanna.
[02:46:01] - Czyli wanna będzie. Dawno już państwu zapowiadaliśmy, że za „Pamiętnik znaleziony w wannie” czas się zabrać, bo to książka wszechstronna, tak bym ją określił, bo z jednej strony dostarcza pewnej zabawy, ale też dostarcza sporej ilości, sporej wielkości, sporej liczby. Tu mnie zaraz puryści językowi wytkną mi pewne rzeczy. Ciekawy jestem, czy to zrobią. Robię to z premedytacją. W każdym razie dużo nam dostarczy refleksji.
[02:46:39] - Dziwna książka.
[02:46:41] - Dziwna, bardzo dziwna książka.
[02:46:41] - Czytasz Lema, a wydaje ci się czasami, jakbyś czytał Franza Kafkę na przykład albo inne dziwne rzeczy.
[02:46:46] - Albo Lema z odpałem. Ale to nie, proszę państwa, z całym szacunkiem dla mistrza, to jest bardzo dobra książka.
[02:46:54] - Dziwna.
[02:46:55] - Dziwna, bardzo dziwna.
[02:46:56] - Nawet jak na Lema to dziwna książka.
[02:46:59] - Ale wiesz co? Ona w gruncie rzeczy, tak jak sobie na nią spoglądam, postaram się to, jeżeli będę pamiętał oczywiście, myślę, że będę, wykazać to w tej audycji 2 sierpnia. Ona jest przede wszystkim książką polityczną.
[02:47:13] - Tak.
[02:47:14] - Mocno polityczną. To, że Lemowi uchodziły takie rzeczy w tamtej rzeczywistości, naprawdę niezłym pisarzem był. Jest. Tak naprawdę jest w dalszym ciągu. I cóż, tym optymistycznym bądź pesymistycznym, w zależności od tego, jak to państwo sobie ułożycie, akcentem kończymy dzisiejszą audycję. Bardzo państwu dziękujemy za cierpliwość.
[02:47:36] - Mam jeszcze coś, co można by zadedykować tym, którzy muszą siedzieć w wakacje w pracy. Słuchajcie.
[02:47:45] - Słuchamy ciebie.
[02:47:47] - Andrzej Kotański. Wiersz, którego tytułu nie udało mi się znaleźć, ale brzmi tak: „Człowiek nie powinien spędzać życia w pracy, bo to grzech. Bóg dał nam Paryż, Wenecję, architekturę secesyjną, zegarki i zegary art déco. Dał nam poziomki, zamglone świety za oknem kawiarni, sklepy. Dał nam Tomasza Manna oraz Prousta, a także wrzosowiska Irlandii oraz wymyślił bilard i nastolatki, i tysiąc innych rzeczy, jak wodospady, „Boską komedię”, fajki, wiersze Rilkego, ulice wysadzane plantami na południu, amerykańskie samochody z lat 40., pióra Mont Blanc, przewodnik po Granadzie oraz koniaki, dżiny, whisky i Bordeaux. Na pewno nie w tym celu, żebym siedział przez osiem godzin dziennie w pracy jak jakiś chuj”.
[02:48:46] - I tak najbardziej przemówiły do mnie te fajki. Powiem tak, że to było zdecydowanie lepsze wykonanie poezji niż moje nieudolne czytanie Zajdla. Chociaż dwa wiersze udało mi się przeczytać bez błędu. Przy trzecim wzrok zawiódł.
[02:49:08] - Ja to już chyba przy pierwszym bym wysiadł.
[02:49:12] - W każdym bądź razie coś mi się nasunęło, Ivelliosie, kiedy czytałeś tak pięknie tę poezję, ale o tym przy okazji jeszcze będziemy rozmawiać. Cóż, jeszcze raz serdecznie państwu dziękujemy za cierpliwość, za wysłuchanie. A przypominam, że po wakacjach skończy się czas odpoczynku, skończy się czas Antologii Bibliotekarium Wakacji i pojawi się Antologia Bibliotekarium Warsztaty. W związku z tym chwytajcie państwo za pióra. Czas wolniejszy, to czas byłby, żeby coś napisać, bo czekamy. Dziękujemy wszystkim, którzy nas słuchają. Piszcie, chwytajcie za pióra, piszcie, czytajcie. Bo ja niezgodnie z tym, co mówi Wiktor, bo się nie zgadzam, że należy jeździć na rowerze, pomykać gdzieś tam i tak dalej, chodzić na spacery. To wszystko oczywiście robić należy, kąpać się w morzu i nie rozstawać się z książką. Naprawdę.
Mówię z głębokiego przekonania, chociaż brzmi to, jakbym państwa moralizował i zdaję sobie z tego sprawę. W takim razie dziękuję w imieniu swoim, w imieniu— ja nie mam mówić za ciebie, to mów ty.
[02:50:29] - Mów ty.
[02:50:30] - Dobrze, to dziękuję w imieniu Wiktora. Wiktor mnie w razie czego poprawi.
[02:50:35] - Ja nie dziękuję. Która to godzina?
[02:50:39] - 22:55.
[02:50:42] - To ja mówię dzień dobry.
[02:50:44] - Aha. Bo normalnie twój tryb jest taki, że o tej porze wstajesz. Dobrze. To z tym dziwnym, nieco egzotycznym-
[02:50:54] - Stare bobo wita
[02:50:55] - Stare Bobo wita. Była swoista interpretacja tego twojego wiersza, może kiedyś do niej wrócimy. Jeszcze raz wszystkim bardzo serdecznie dziękujemy za uwagę. Polecamy się na przyszłość. Następne „Bibliotekarium” 2 sierpnia. Zapraszamy. A do tego czasu ABW Wakacje i powieść Wojciecha Terleckiego.
[02:51:20] - Hej, hej.
[02:51:21] - Dobranoc.
[02:51:22] - Mówili te słowa do państwa, jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żykiewicz. Audycję, jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem w wakacyjnym wydaniu ABW już za tydzień i za dwa tygodnie, i za trzy tygodnie. I 2 sierpnia do usłyszenia ponownie na żywo w „Bibliotekarium”, tym normalnym. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl.