Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium w ten troszkę dla niektórych radosny, a dla niektórych przykry, powyborczy poniedziałek. Rozpoczynamy wlewanie do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, kolejnego odcinka audycji „Świat oczami duszy”, audycji o świadomości na żywo. Miejmy nadzieję, że dzisiaj wybierzesz mądrze, włączysz Radio Paranormalium i zostaniesz z nami na najbliższe parę godzin. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:10] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[01:14] - Mam też nadzieję, że jeżeli ktoś dzisiaj będzie chciał zadzwonić, to dokona mądrego wyboru i zapisze sobie numer telefonu do Radia Paranormalium. Tak jak zawsze będziemy otwierać linię telefoniczną gdzieś tak koło godziny 21, ale numer telefonu warto zapisać sobie już teraz. Tym bardziej, że będziemy także przyjmować pod nim SMS-y. Numer to 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Kakao pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na państwa komentarze, pytania i różne inne wiadomości interesujące na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i „Świat oczami duszy”, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Teraz, jak już słuchacze poznali po raz któryś kontakty do Radia Paranormalium, mogę z czystym sumieniem oddać panu głos, panie Sławku.
[02:38] - Dziękuję, panie Marku, jak zwykle za profesjonalny wstęp. Dzisiaj to nawet żałuję, że tak szybko pan się z tym uwinął, bo dzisiaj będzie krótka audycja, mam takie podejrzenie, ponieważ jak ostatnimi audycjami przygotowywałem sobie kartki z różnego rodzaju myślami, spostrzeżeniami, tak dzisiaj nie ma nic.
[03:11] - Dzisiaj bez kartek.
[03:13] - Dzisiaj nie ma kartek. Jest jedna czysta oraz długopis, bo nie ukrywam, że liczę trochę na was. Zwłaszcza, że w komentarzu pod ostatnią audycją na YouTubie doczytałem się takiego stwierdzenia, że unikam dyskusji i że sobie nie życzę dyskusji, tylko raczej chcę was tutaj przekonywać do swoich poglądów. Więc kochani, jeżeli ma być dyskusja, to musi być drugi rozmówca, tak?
[03:47] - To może zróbmy tak, że dzisiaj linię telefoniczną otworzymy już teraz.
[03:53] - Panie Marku, zapraszam wszystkich do dyskusji. Zdejmijcie ze mnie troszeczkę ten ciężar mówienia tylko o tym, co ja wiem. Powiedzcie, co wy wiecie, a ja do pierwszego telefonu spróbuję was czymś jednak zainteresować, może coś tam powiedzieć.
[04:15] - To ja jeszcze raz powtórzę numer telefonu 530 620 493.
[04:21] - No dobrze, czekamy. Nie wstydźcie się, ja nie gryzę, pan Marek również. Więc dzwońcie z jakimiś swoimi przemyśleniami, ze swoją wiedzą. Z chęcią podyskutuję i posłucham. Zwłaszcza że ten ostatni tydzień też mi w takim klimacie upłynął. Nawet dzisiaj przeprowadziłem dwie bardzo interesujące rozmowy. Mam nadzieję, że słuchacze też w trakcie audycji coś dadzą znać o tematach, które dzisiaj poruszyliśmy. Natomiast ja po poprzedniej audycji postawiłem sobie sam sobie kilka pytań, żeby w jakiś sposób spróbować zrozumieć wasze oczekiwania. Bo swoje znam. Wiem, o czym myślę, czego pragnę, co mi się podoba, co mi się nie podoba, co lubię, czego nie lubię.
Natomiast próbuję od jakiegoś czasu zrozumieć wasze oczekiwania, żeby troszeczkę tym oczekiwaniom spróbować wyjść naprzeciw. Bo jak się pewnie sami domyślacie, nie prowadzę tych audycji dla siebie, w sensie, żeby usłyszeć to, co myślę. Chociaż niektórzy ludzie tak reagują, że dopiero jak usłyszą to, co powiedzieli, to zaczynają się nad tym zastanawiać. Ja zazwyczaj ten proces mam odwrotny. Zazwyczaj najpierw się zastanawiam, później staram się o tym mówić. Więc jak się zapewne domyślacie, nie robię tych audycji dla siebie. Natomiast chciałbym, żeby te audycje były w jakiś sposóbPrzydatne dla was. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Mówię o tym, co myślę, o tym, czego doświadczyłem, do jakich wniosków doszedłem i tymi informacjami staram się z wami podzielić. I powiem wam, że zadałem sobie takie trzy pytania, żeby zrozumieć wasze potrzeby.
Oczywiście, żebym wiedział, czy te pytania są słuszne. Właściwie pytania są podobno zawsze słuszne, ale czy to jest właściwy tok rozumowania, to do tego potrzebuję waszego odzewu. Waszej informacji, czy moje podejrzenia są właściwe. I zastanawiam się, ilu radiosłuchaczy słucha tych audycji, bo chce zmienić swoje życie. Czyli słucha ich, bo chce znaleźć jakąś odpowiedź bądź podpowiedź, bądź sposób na to, jak zmienić swoje życie. Bo jest w jakiś sposób z tego, który obecnie prowadzi, albo niezadowolony, albo coś mu tam doskwiera, albo ma jakiś tam niedosyt. Może chciałby czegoś więcej. To jedno takie. Drugie pytanie, które jest też wynikiem czytania komentarzy bądź czytania dyskusji po audycji, jest takie: ilu z was uważa, że Bóg, Stwórca, źródło ma wobec niego jakiś plan i uczestniczy bądź słucha tych audycji po to, żeby spróbować zrozumieć, jaki ten plan wobec niego ta dusza bądź Bóg ma? Próbuje ten plan w jakiś sposób zrozumieć, czyli zrozumieć, można by powiedzieć, duchowy sens swojego pobytu tutaj na Ziemi.
I trzecim pytaniem, które się pojawiło po ostatniej audycji, jest takie: ilu słuchaczy chce doświadczać dla rozwoju swojej duszy? Oczywiście bez waszego udziału nie dowiem się, jak to statystycznie czy proporcjonalnie wygląda i dlatego jeszcze przez chwilę nie wyciągnę z tego wniosków. Nie będę tego jakoś podsumowywał. Mam nadzieję, że się odezwiecie. Może gdzieś tam dzisiaj, panie Marku, wcześniej te messengerowe informacje może bym dostawał, bo być może słuchacze chcieliby odpowiadać na te moje pytania na przykład na bieżąco. Może w ten sposób spróbujemy tą dyskusję przynajmniej w ten sposób poprowadzić. Taki mam luźny pomysł, taki pomysł innowacyjny. Także ja sobie, panie Marku, odpalę Messengera w międzyczasie, oczekując, że może ktoś jednak skusi się i zechce do nas tutaj zadzwonić. Poproszę o to, że gdyby były jakieś dzisiaj informacje, komentarze na Messengerze, to żeby mi to w miarę możliwości podsyłać, a ja spróbuję to-
[09:44] - Na razie na czatach cisza. O, właśnie eMobil napisał pierwszy dziś komentarz. Także panu zaraz ten komentarz wyślę, przypominając po drodze telefon do Radia Paranormalium 530 620 493. No i Skype radio.paranormalium.pl. Już komentarz zaraz do pana drogą messengerową trafi za sekundkę. No jest.
[10:16] - Dobrze. O! I właśnie mam tutaj odpowiedź na moje pytanie. „Ciągle szukamy, ciągle błądzimy, ranimy siebie, ranimy innych. Powiedz mi, co z nami jest nie tak. To nasze życie nas nie rozpieszcza. Co dzień coś się zmienia. Jednak wiem, kiedy nadejdzie lepszy czas”. I w sumie dziękuję bardzo za wyręczenie mnie, bo to miał być właśnie następny wątek. Skąd się bierze nasz taki ludzki upór i przekonanie o tym, że my to, co wiemy, to jest jedyna, że tak powiem, słuszna wersja prawdy.
Skąd w ludziach jest takie wewnętrzne przekonanie, że to, co mówią, jest jedyną słuszną i prawdziwą prawdą? Powiem wam tak: 30 audycji. Dzisiaj mamy 30. audycję, a ja w zasadzie mógłbym po raz kolejny poruszyć temat podświadomości. Po raz kolejny mógłbym poruszyć temat duszy człowieka i paru innych aspektów, kto dla kogo, z czym kto się rozwija i tak dalej. I jestem przekonany, że po następnych 30 audycjach znowu będziemy rozmawiali o tym samym. I to jest niestety z mojej strony taka trochę smutna refleksja, że jeżeli oczywiście nie dowiem się, że jest inaczej, to od następnej audycji będę mówił ciągle o tym samym, ponieważ właśnie z naszej takiej ziemskiej natury wynika to przekonanie, że to, co mówimy, jest jedyne słuszne i to jest jedyna prawda. I dlategoCiężko jest, wbrew temu, co Karen napisała w komentarzu, kogokolwiek przekonać do zmiany swojego sposobu patrzenia, myślenia, do swoich poglądów. Dlatego to, co ja robię, jest informacją rzuconą w eter. Ponieważ wiem, że próby przekonywania kogokolwiek nie mają najmniejszego sensu.
Najprawdopodobniej każdy z nas w swoim tempie, rytmie, w swój własny sposób musi do pewnych wniosków dojść sam. Bardzo często podczas rozmów obserwuję takie zjawisko, kiedy na początku ktoś zadaje mi pytanie. Mam to nawet na piśmie. Kiedy ktoś mi zadaje pytanie, stawiam swoją teorię, wizję, sposób patrzenia na to, który jest inny od tego, jaki prezentuje druga osoba. I w trakcie rozmowy, pojawiania się z mojej strony argumentów, w pewnym momencie pada stwierdzenie: „Oczywiście, że tak, bo tak właśnie dokładnie jest”. Chociaż to, co dana osoba właśnie odkryła, jest zupełnie inne niż to, co mówiła pięć minut wcześniej. To pokazuje pewien proces, że musimy do pewnych wniosków dojść sami. Inaczej nie zaakceptujemy tego jako prawdy. Dlatego mimo tych 30 audycji cały czas różnimy się w interpretowaniu tych samych zjawisk. I to w pewnym sensie powoduje we mnie bezsens mojego działania i starania.
Bo po co? Po co to robić, skoro i tak każdy dojdzie do tego samego w swoim czasie? Każdy z nas dojdzie do tych samych wniosków w swoim własnym tempie, rytmie, czasie. I nie zaakceptuje tej prawdy, jeżeli sam do niej nie dojdzie. Nawet podczas dyskusji z Karen padło stwierdzenie z jej strony, że zazwyczaj nie jest uparta i zupełnie nie rozumie, czemu akurat w tym wypadku przy pewnych rzeczach się upiera. I że to być może jest podpowiedź duszy, żeby się przy takim stanowisku upierać. Powiem wam, że dusza nie jest uparta. Jeżeli coś wywołuje w nas opór i to taki bardzo gwałtowny i zdecydowany, to jest to najprawdopodobniej informacja płynąca z naszej podświadomości. Informacja, która do nas dociera, jest inna niż to, co mamy zapisane w podświadomości. Tak wynika z moich obserwacji i własnego doświadczenia.
Zwróćcie uwagę, na czym budujemy swoje przekonania. Z czego wynikają nasze przekonania? Najczęściej z informacji, które do nas docierają. Tylko zwróćcie uwagę, jak te informacje są weryfikowane. Właśnie te informacje są weryfikowane najczęściej poprzez pryzmat naszej podświadomości i tylko te, które w jakiś sposób wpisują się w te wzorce, są przez nas akceptowane. Zrobię tutaj malutką przerwę, bo napisał Ghost: „Panie Sławku, za dużo osób panu nie odpowie. Kiedyś próbowałem z ankietą i chyba tylko dwie osoby się zainteresowały. Wiem, ankieta nie przypadła chyba do gustu”. Ghostie, całkowicie się z tobą zgadzam. To nie jest kwestia przypadłości do gustu, tylko myślę, że kwestia tego, że często wygodniej nam jest pewne rzeczy obserwować niż w nich uczestniczyć.
I to jest też bardzo wygodne stanowisko, bo nawet dzisiaj rozmawiałem z jednym z naszych ulubionych i stałych słuchaczy na ten temat, że dopóki nie wypowiemy pewnych myśli na głos, nie skonfrontujemy tego, nie rzucimy tego innym ludziom do oceny, to żyjemy w błogim przekonaniu, że to, co myślimy, jest prawdą. To jest bardzo wygodne. Każde wypowiedzenie jakiejś myśli, teorii, zdania jest obciążone ryzykiem, że ktoś będzie miał inne zdanie, że ktoś nas skrytykuje, wyśmieje, w jakiś sposób oceni. A po co burzyć ten błogostan, kiedy jesteśmy święcie przekonani o tym, że to, co myślimy, jest prawdą? Poniekąd to, co zrobiłem, zaczynając prowadzić audycję w Radiu Paranormalium, jest z pogranicza szaleństwa, ponieważ wystawiłem swoje poglądy na waszą ocenę. Mało tego, wielokroć o nią proszę. A to powoduje to, że pozbawiłem się komfortu przekonania, że to, co wymyśliłem, jest prawdą. Dlatego ludzie często boją się wypowiadania swojego zdania. Boją się konfrontacji i pozbawienia narażenia się na jakąkolwiek ocenę. Błogostan związany z tym, że to, co myślą, jest na pewno prawdą.
Dlatego też ludzie boją się działania. Ponieważ łatwiej jest być przekonanym, wygodniej się żyje.Że moje pomysły są genialne i one będą genialne do momentu, dopóki nie spróbujemy ich wprowadzić w życie. Więc po co? Po co ryzykować utratę komfortu psychicznego i poczucia i przekonania, jaki to jestem ekstra, jaki to jestem idealny, jaki to jestem mądry, jaki to jestem genialny. Zaobserwowałem też — ale to też na pewno zaobserwowaliście — że bardzo często odnośnie tego, na czym budujemy swoje przekonania, swoje poglądy. Nie wiem, czy opowiadałem wam historię mojego kolegi, świętej pamięci już zresztą, notabene kolegi alkoholika, który przez chwilę u mnie pracował, wykonując najprostsze czynności, jakie tylko można było. Ponieważ ja się na tym nie znam, tego nigdy nie robiłem, tego nie umiem, tego się boję, więc zajmował się taką najprostszą robotą. I kiedyś jechaliśmy busem zimą, śnieg spadł, ślisko było, drogi nieposypane. Ja byłem skoncentrowany na prowadzeniu samochodu. Natomiast on miał wielkie pole do popisu, opowiadając, jak to jego zdaniem co powinno być zrobione, jak to powinno być zorganizowane, że rano powinny wyjechać piaskarki, że powinny być usypane już hałdy piachu, żeby nie trzeba było go tam wozić z daleka, tylko żeby te drogi o trzeciej rano już były posypane, odśnieżone i tak dalej.
15 minut wykładu z rozkminiania logistyki firmy, która zatrudniała 1000 kierowców, bo tych piaskarek wtedy w Warszawie było chyba . I jak już stanęliśmy w korku, to ja się go pytam: „Areczku, czy ty wiesz, ile piaskarek jest w Warszawie?” On mówi: „Nie, nie wiem”. To mówię: „460”. Mówię: „A czy wiesz, ile piachu z tym środkiem chemicznym taka piaskarka jedna na siebie bierze?” Mówi: „Nie wiem”. Ja mówię: „Około 10-12 ton”. Mówię: „A wiesz, ile czasu taka piaskarka ten piach rozsypuje? Ile czasu opróżnia się z tego piachu?” On mówi: „Nie wiem”. Ja mówię: „Średnio około godziny”. Ludziom łatwo jest wyrażać, znać się na czymś, co robią inni ludzie. Ja też mu powiedziałem: „Areczku, zobacz, zrobiłeś coś, nad czym pracują.
W 15 minut strzeliłeś z palca, rozkminiłeś logistykę, nad którą siedzą ludzie, którzy ukończyli studia, mają doświadczenie, jak to zrobić, żeby było jak najwydajniej i tak dalej. Ty to zrobiłeś tak — pstryk z palca — i już. Natomiast jak mówię ci: zrób taką prostą szafeczkę, to ty mówisz: nie umiem”. Łatwo nam jest oceniać to, co robią inni. Łatwo. Przychodzi nam to z wielką łatwością. To źle, to niedobrze, to powinno się poprawić, tego się nie powinno robić i tak dalej. Zupełnie nie angażując się w szczegóły i nie zastanawiając się nad tym, jak to wygląda w praktyce. Natomiast trudniej nam jest pogodzić się z oceną naszego działania. A już najczęściej, jeżeli jest to krytyka, zgodzić się z tym, że ktoś inny ma słuszność, zarzucając nam na przykład różne rzeczy.
Skąd w ludziach taka pewność siebie? Na jakiej podstawie budujemy swoje własne przekonanie o swojej własnej nieomylności? Świetnym przykładem, to, co zawsze mówię, są rodzice. Są rodzice, którzy wychowują dzieci, nie mając, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, zielonego pojęcia, jak się to robi. Ale jednocześnie, jeżeli ktoś próbuje im zwrócić uwagę, natychmiast naraża się na dość ostry atak, na dość ostrą krytykę. Powiem wam jeszcze jeden przykład. Z tym że tutaj już właśnie pewnego rodzaju budowanie świadomości. Mój kolega został swego czasu starostą, w jakimś miasteczku, w miarę sporym miasteczku. Nie jakiejś wiosce, tylko już w sporym miasteczku. I zaraz po wyborach oczywiście bardzo aktywnie chciał uczestniczyć, natomiast wcześniej nie miał żadnego doświadczenia politycznego.
Owszem, samorządowe, społeczne i tak dalej, natomiast politycznego nie bardzo. I gdzieś tam na korytarzu przechodząc, usłyszał informację, że trudno trafić do starostwa, że drogi są nieoznaczane i tak dalej. Mówi: „To trzeba się wykazać”. Wsiadłem w samochód, przejechałem te drogi dojazdowe do starostwa i faktycznie w niektórych miejscach, na niektórych skrzyżowaniach brakowało informacji, że to właśnie w tym kierunku się jedzie do starostwa. Porobił notatki, pozapisywał miejsca, poszedł do odpowiedniego działu i mówi: „Pani Zosiu, pani Małgosiu, proszę w tych miejscach powiesić tabliczki, zorganizować to, powiesić tabliczki z drogowskazami do starostwa”. I mówi: „Tak, okej. Wydałem polecenie służbowe, zapomniałem”. Za jakieś pół roku słyszę znowu na korytarzu, że jest kiepski dojazd do starostwa. Poszedłem do pani Zosi czy tam pani Małgosi, tak opowiada, i mówi-Pani Małgosiu, przecież pół roku temu. Jak wygląda ta sytuacja w tej chwili?
Więc pani Małgosia powiedziała: „Bardzo dobrze. Mamy już decyzję z energetyki, mamy decyzję z Zarządu Dróg Miejskich, mamy decyzję z gazowni, mamy zgody właścicieli. Czekamy jeszcze na decyzję z Zarządu Dróg Wojewódzkich czy tam krajowych”. I mówi: „To był pierwszy moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że patrzenie z punktu widzenia osoby prowadzącej działalność gospodarczą czy mieszkańca, ja bym te tabliczki wyprodukował i po trzech dniach by wisiały. Natomiast cała ta machina biurokratyczna, która ma olbrzymią bezwładność, terminy odwołań i tak dalej, powodują, że to już nie jest takie proste, jak mi się wydawało. I to było takie pierwsze ostrzeżenie, że porwałem się na coś, o czym tak do końca nie mam zielonego pojęcia. Natomiast zanim się tym zajmowałem, miałem oczywiście miliony pomysłów, patrząc z boku, jak pewne rzeczy należy zrobić, zorganizować, usprawnić. I z tym bagażem wszedłem i myślałem, że zrobię to na pstryknięcie palców”. Z jakiego powodu jesteśmy tak święcie przekonani o tym, że wiemy najlepiej, jak daną rzecz należy zrobić? Zastanawialiście się kiedyś, skąd w nas takie wewnętrzne przekonanie?
Na jakiej podstawie takie przekonanie o sobie budujemy? Czy zwróciliście uwagę na to, że część ludzi niemająca nawet pojęcia czy wiedzy o pewnych zagadnieniach i tak nie rezygnuje z tego, żeby się na te tematy wypowiadać? Skąd w ludziach takie wewnętrzne przekonanie o tym, że mają rację? Zostawię was z tym pytaniem, bo widzę, że pojawiły się tutaj pewne komentarze. Być może dostanę odpowiedź na pytania, które zadałem na początku audycji.
[26:38] - Już z góry informuję, że Ghost się rozpisał.
[26:42] - No dobrze.
[26:43] - Jak zwykle.
[26:45] - Będziemy, że tak powiem, próbować okiełznać w razie czego Ghosta. Mobil napisał: „To prawda, trudno wpłynąć na innych, a szczególnie trudno pomóc im pozbyć się fałszywych przekonań i egoistycznego trybu życia”. Dość, że tak powiem, trafne, ale jeszcze zostawię to bez komentarza. Ghost pisze: „Za to ja trochę pomieszam. Zadam kilka pytań, skoro pan chce teraz odpowiadać. Niestety w tym tygodniu nie miałem czasu napisać pod audycją na YouTubie, ale ten czas umyka nam za szybko. Zresztą ostatnio zmieniło się trochę diametralnie w moim życiu i czasu będę miał jeszcze mniej. Nawiązując do pana ostatniej audycji i książki 'Rozmowy z Bogiem', to zadam takie pytanie: czy ma pan już dość? Może tak podpowiada panu dusza lub sam Bóg? À propos jeszcze książki 'Rozmowy z Bogiem' to mówił pan, że Bóg przekazywał tej osobie myśli za pośrednictwem pisma automatycznego.
To znaczy te słowa tak? Czyli Bóg i dusze znają słowa i języki, mogą się z nami w ten sposób komunikować, rozumieją naszą mowę. Już pod wcześniejszą audycją zauważyłem pytania à propos języka, kontrze do pana opinii, że energia bazuje tylko na emocjach i odczuciach. Oczywiście w swojej rzeczywistości może tak jest, że bazują tylko na tym, ale aby zrozumieć lepiej człowieka i się z nim komunikować na przykład w myślach, powinny chyba znać też jego język. Bo gdyby dusza w naszych myślach wyrażała tylko swoje emocje, a nie używała słów w postaci naszych myśli, czy my byśmy zrozumieli, o co jej chodzi?” No dobrze, sam o to prosiłem, więc okej. Czy było to na zasadzie pisma automatycznego, to nie wiem. To jest twierdzenie autora, że w ten sposób opisywał swoje doświadczenia. Ja z nim nie rozmawiałem, więc ciężko mi powiedzieć. Natomiast w sumie dość ciekawe postawienie sprawy. Troszeczkę faktycznie, drogi Goście, wywracasz to, co chciałem zrobić i nie zastanawiałem.
Natomiast bardzo mi się podoba twój sposób myślenia, że jednak nawet tak jak dzisiaj jeszcze z jednym słuchaczem rozmawiałem, że dla niektórych osób moneta, nie wystarcza im, że moneta ma dwie strony. Ma awers i rewers. Tylko do tego wszystkiego, żeby mieć pełną informację na temat monety, trzeba zobaczyć, że ona ma odpowiednią grubość, że jest z czegoś wykonana, że towarzyszy temu jakiś proces technologiczny i jeszcze do czegoś to służy. I ty, Goście, masz właśnie takie podejście, że rozbierasz to wszystko na czynniki pierwsze. Czy słusznie, czy niesłusznie, to nie ja będę to oceniał. To jest twoja potrzeba. Natomiast faktycznie, jak się nad tym zastanowić, to jak się to mogło odbyć? Troszeczkę odpowiadając na twoje pytanie i też mając na myśli to, co chciałem wam dzisiaj powiedzieć, to powiem wam trochę o sobie, ponieważ tego tematu za specjalnie nie poruszałem do tej pory. Ostatnio ktoś mnie zapytał, czy miałem jakieś doświadczenia odnośniePodróży, odnośnie eksploracji, odnośnie zwiedzania i tak dalej. Czy ja miałem jakieś doświadczenia?
Czy jestem tylko teoretykiem? Otóż kochani, miałem. Natomiast pierwsze takie doświadczenia miałem wtedy, kiedy byłem bardzo mocno skoncentrowany na tym ziemskim bycie, na ogarnianiu ziemskiej rzeczywistości i sprawy duchowe były dla mnie „B”. To był czas, kiedy się ożeniłem, kiedy rodziły się dzieci, kiedy otwierałem firmę, kiedy zachorował mój syn, kiedy na początku oczywiście wszelkimi możliwymi ziemskimi sposobami próbowaliśmy doprowadzić do jego wyleczenia. Nie uzdrowienia, tylko wyleczenia. To był ten moment, kiedy sprawy duchowe w ogóle dla mnie nie istniały i wtedy miałem swoje pierwsze doświadczenia, natomiast skutecznie je ze swojego życia eliminowałem. W momencie, kiedy przyszła ta pierwsza potrzeba, kiedy pewne rzeczy same zaczęły się układać, chociaż tego zupełnie nie chciałem. Miałem taki bardzo trudny sześciotygodniowy okres w swoim życiu, okres samotni, kiedy nie kontaktowałem się praktycznie z nikim oprócz mojej żony, która przynosiła mi jakieś tam zakupy, jakieś tam jedzenie. Ja nie wychodziłem przez sześć tygodni z domu, nie kontaktowałem się z nikim ze znajomych, nie wychodziłem na ulicę. I mówię, jedyną osobą, z którą miałem i to też bardzo sporadyczny kontakt, była moja żona, która przynosiła mi wtedy jedzenie.
I to był ten moment, kiedy już nie miałem wymówki, że muszę iść do pracy, że muszę się czymś zająć, że mam jakieś obowiązki, że nie mam czasu. To był ten moment, kiedy to wszystko jakby w sposób skumulowany do mnie spłynęło. I to był bardzo intensywny etap w moim życiu. Mnóstwo doświadczeń. I wtedy zacząłem sobie zadawać takie pytanie: co z tego, co ja widzę, jest prawdą? Co z tego, co ja widzę, jest prawdą? To było moje takie pytanie. Co z tego, co widzę, istnieje? Na ile te informacje mogą być dla mnie wiarygodne? Na ile one płyną z tego, co ja widzę, a na ile płyną z mojego mózgu, z mojej podświadomości?
To był moment, kiedy ja jeszcze wtedy nie przeczytałem... Nie, może przeczytałem Lewisa wtedy. Czyli tak na dobrą sprawę nie miałem. Temat duchowości, temat ezoteryki, temat duszy był zupełnie poza moim obiektem zainteresowań. Natomiast zadawałem sobie pytanie, co z tego jest prawdą. I wtedy też w pewnym sensie podjąłem taką decyzję, bo to był też czas, kiedy zacząłem pisać książkę. I pytasz, goście, o to, jak wygląda to pismo automatyczne. To było coś na bardzo podobnej zasadzie. Pojawiały się po prostu myśli. Ja tak mam do dzisiaj.
Pojawia się po prostu myśl. Nie wiadomo zupełnie skąd, nie wiadomo dlaczego pojawia się odpowiedź. I ja wtedy zrozumiałem i też zobaczyłem, że te odpowiedzi, które do mnie docierają, są jakby bardziej prawdziwe i bardziej wiarygodne, ponieważ one nie mogły płynąć z mojej wiedzy. Ponieważ ja tej wiedzy w tym wcieleniu nie miałem prawa posiadać. Nikt w mojej rodzinie, nikt wśród moich znajomych, nikt wśród moich przyjaciół nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiał. Więc odrzuciłem obrazy i poszukiwanie obrazów, w których miałem problemy z interpretacją i ustaleniem tak naprawdę źródła i skoncentrowałem się tylko na myślach, które do mnie płynęły, ponieważ wiedziałem, że one nie mogą płynąć z mojego umysłu. Co do tego miałem 100% pewności. I dlatego też między innymi to, co czasami żartobliwie mówię o tym, że ja nie przeczytałem książek. Przeczytałem cztery książki, aż do napisania swojej książki nie czytałem, nie sięgałem żadnych źródeł innych, ponieważ chciałem, żeby to płynęło właśnie ze mnie, a nie było zapożyczone z innych źródeł, żeby nic w moich, że tak powiem, domysłach, w moich przemyśleniach nic nie miało wpływu na myśli, które do mnie płynęły. I uwierz mi i uwierzcie mi kochani, że to nigdy nie jest żaden obcy głos.
To nie jest tak, że coś do mnie mówi obcym głosem, tak? Że dusza czy Bóg, czy ktokolwiek inny mówi do mnie obcym głosem. To jest zawsze mój głos i to jest zawsze moja rozmowa ze mną samym. Nie wiem, na jakiej zasadzie to się odbywa. Może na zasadzie przypomnienia sobie. Natomiast w dalszym ciągu podtrzymuję teorię i swoje twierdzenie, że ani dusza, ani Bóg nie komunikują się z nami za pomocą słów, że jednakTo nie jest forma, że dusza nie zna słów. W dalszym ciągu się przy tym upieram. To tak troszeczkę o mnie. A teraz cofnę się, bo widzę, że faktycznie się tutaj pojawiło troszeczkę tego. Tutaj Emobil napisał, że złe doświadczenia i cierpienie bardziej motywuje nas do rozwoju duchowego niż czynny tryb egzystencjonalny egzystencji w toksycznym środowisku.
Ja zawsze twierdziłem, że nikt się nie zastanawia nad tym, dlaczego ma fajne życie, tylko każdy z nas się zastanawia, dlaczego jego życie jest nie do końca takie, jakby chciał. Niestety te negatywne doświadczenia zawsze wpływają na nas w pewien sposób motywująco i zmuszają nas przynajmniej do przemyślenia, do zastanowienia się. Nie oceniam wniosków, jakie z tego płyną, natomiast zawsze zmuszają nas przynajmniej do zastanowienia się typu: dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego coś? Tutaj Ghost napisał... A przepraszam, Emobil napisał jeszcze: „Sam się zastanawiałem, Sławku, i na to wygląda, że środowisko nas programuje, a my, będąc nosicielami cudzych genów, popadamy w rozpacz. A to dlatego, że nie mamy wpływu na nasz wygląd i nasz charakter”. Środowisko nas programuje. Wrócę do tego tematu à propos podświadomości i programowania, ponieważ mam następne, kolejne doświadczenia.
Dzisiaj powiem wam uczciwie, na czym polega mój pomysł na programowanie, na transformację podświadomości i też podzielę się z wami jakimiś wnioskami. Starałem się z tego robić tajemnicę, obawiając się, że może ktoś to wykorzysta szybciej niż ja, ale sam już dostrzegłem, z jakimi to jest związane wyzwaniami i problemami technicznymi, że raczej z chęcią bym liczył na pracę w większej grupie niż na samodzielne porywanie się na to. Dlatego myślę, że samemu będzie to trudne do przeskoczenia. Ghost pisze: „To, co akurat pan mówi, to dlatego, że wielu ludzi wierzy w coś innego lub inaczej. Żyjemy w kraju chrześcijańskim, katolickim, wielu ludzi wierzy w Boga, Jezusa i tak dalej. Tematy o reinkarnacji omijają z daleka. Pana wiedzę i to, co pan głosi, mogą uznać za herezję i odciąganie ich od Chrystusa. Mogą pana uznać za fałszywego proroka. Oczywiście mam tu na myśli radykalnych katolików, bo wielu jest takich, którzy już i chrześcijaństwo wątpią i są nim rozczarowani. I teraz do nowych teorii, jakie pan głosi, podchodzą nieufnie.
Pan już wcześniej zauważył. Też czasami podchodzę sceptycznie do niektórych rzeczy, które pan opowiada i wtedy mogę się tylko zastanawiać, czy to moja podświadomość tak reaguje, czy to moja dusza mi szepcze, abym wszystkiego nie łykał i zweryfikował to ze swoją wiedzą, jaką do tej pory zdobyłem w życiu. Zresztą cały czas pan nam powtarza, abyśmy panu do końca nie wierzyli. Dlatego może właśnie w kontrze do tego, co pan mówi, takie nasze wizje i wątpliwości. Jeżeli o mnie chodzi, to ja wcale nie mam pragnienia i ochoty, aby eksplorować tamte wymiary dla samego ich eksplorowania. Zdaję pytania eksploracji i te wymiary trochę z ciekawości, a trochę pod wpływem tego, co słyszę w różnych audycjach i programach, między innymi po ostatniej rozmowie pana Sławka z Jubim. A że słyszę różne dziwne rzeczy, to takie wyciągam wnioski. Nie wszystko wydaje mi się sensowne i nie zawsze trzyma się kupy. Czasem co innego mówi pan Sławek, coś innego Jubi, a jeszcze inne rzeczy można usłyszeć w innych programach. Zatem kto ma rację?
Na przykład dziwne wydaje mi się to, że skoro dusza i ciało jest jednością, to skoro dusza opuszcza ciało, to powinna opuścić je tylko ona i tylko ona powinna chyba doświadczać tamtą stronę, a ciało wraz z podświadomością i swoimi zmysłami powinno pozostać w medytacji czy śnie. Dusza z kolei znajdując się po tamtej stronie powinna wszystko odbierać tak, jak to naprawdę tam wygląda, a nie jakieś iluzje i dziwne rzeczy naszą ziemską naturą”. Oj tam, oj tam, panie Marku Skarżupie. Panie Sławku, mnie się nie da okiełznać. Wiem, zauważyłem, ale zawsze można próbować. Dobra, kochani, przy okazji tego wpisu Ghosta, komentarza, zadałem wam trzy pytania na początku audycji. Kto chce zmienić swoje życie, bo jest jakoś niezadowolony czy czuje niedosyt z tego, co ma, bądź jakieś braki? To było pierwsze pytanie. Kto uważa, że dusza lub Bóg ma wobec niego jakiś plan i szuka odpowiedzi na to, jaki to jest plan? I trzecie pytanie, które wam zadałem na początku: kto chce doświadczać, aby wspierać rozwój świadomości swojej duszy?
Takie trzy pytania wam zadałem. Oczywiście nie usłyszałem tutaj żadnej faktycznie konkretnej odpowiedzi. Natomiast powiem wam jedną taką rzecz. Jeżeli chcecie jedną z tych trzech rzeczy bądź wszystkie te trzy rzeczy narazW moich audycjach się tego nie dowiecie. Mówię to po to, żeby później nie było oczekiwań, że: „Bo ja myślałam, że pan Sławek powie”, „Bo ja myślałem”, „Bo ja chciałem”. Kochani, to nie jest koncert życzeń. Przynajmniej na razie. Tak jak wam powiedziałem, szukam odpowiedzi, ale na inne pytania, a raczej nie odpowiedzi, tylko bardziej już sposobu. Jeżeli ktoś przychodzi do mnie na przykład z pytaniem, jak ma zmienić swoje życie, bo chce zmienić swoje życie bądź na przykład oczekuje od tej audycji, że się dowie, jak zmienić swoje życie, ale odrzuca chęć dokonania zmian w samym sobie, to nic z tych audycji dla siebie nie wyciągnie, bo ja nie jestem w stanie, zresztą wydaje mi się, że nikt nie jest w stanie zmienić swojego życia dotychczasowego bez dokonania zmiany samego siebie. Ja cały czas staram się mówić o tym, że wszelkie przyczyny naszego aktualnego stanu są w nas samych, w naszych wyborach bądź braku wyboru, w naszych decyzjach bądź braku decyzji.
Dzisiaj rozmawialiśmy sobie rano z jednym ze słuchaczy i powiedziałem, że to, że nie podejmujemy jakiejś decyzji bądź unikamy podjęcia decyzji, czyli stoimy i czekamy, wcale nie zwalnia nas z odpowiedzialności i z obowiązku przyjęcia konsekwencji braku decyzji. I stwierdzenie: „Ja nic nie zrobiłem”, „Ja nic nie zrobiłam” nie zmienia faktu, że i tak konsekwencja tego braku decyzji spadnie na nas. Bo jeżeli my nie podejmujemy decyzji, to pozwalamy, żeby tę decyzję podjął ktoś za nas. I nawet jeżeli nic nie robimy, to nie znaczy, że nie mamy wpływu na nasze życie. Mamy, oddając decyzję o tym, jak to życie ma wyglądać, na przykład naszej podświadomości. Więc jeżeli ktoś chce zmienić swoje życie, unikając wzięcia odpowiedzialności za to, co do tej pory zrobił bądź czego do tej pory nie zrobił, to w moim przekonaniu te zmiany, jeżeli nawet się uda, będą nieskuteczne, krótkotrwałe, jeżeli w ogóle do nich dojdzie. Dlatego jeżeli ktoś chce zmienić swoje życie, nie zmieniając samego siebie, w moich audycjach nie znajdzie odpowiedzi na to, jak to zrobić. Następnym pytaniem, które poruszyłem na początku audycji. Pod każdą audycją wraca ten sam temat, że Bóg bądź dusza ma jakiś plan wobec nas. Więc jeżeli odpowiedzi szukacie, jaki to jest plan na to dane wcielenie, a odmawiacie sobie zajrzenia w głąb samego siebie, to ja też wam na te pytania nie odpowiem.
Jeżeli chcecie żyć w przekonaniu, że jesteście podporządkowani jakiemuś planowi duszy, to w moim przekonaniu zastąpiliście jedną wiarę inną wiarą, próbując od siebie odsunąć odpowiedzialność za swoje własne życie. Dlatego tak ciężko jest mi czasami z ludźmi rozmawiać na temat tego właśnie rzekomego planu duszy. Kto się ma rozwijać? Jeżeli zechcecie spojrzeć na proces ewolucji ludzi, ludzkości, czyli spojrzeć troszeczkę szerzej na cały ten mechanizm. Jeżeli zechcecie popatrzeć nie przez pryzmat tego naszego ziemskiego, rozbuchanego ego, że to Bóg napisał dla nas jakiś plan. „Wow, ale jestem wielki, ale jestem, kurde, potężny, ale jestem ważny, bo Bóg napisał dla mnie plan”. Kochani, jesteśmy tylko takim małym trybikiem w całym procesie ewolucji ludzkości. Jesteśmy maleńką cząstką dużego planu, który nazywa się Ziemia. Tylko to właśnie nasza podświadomość, to, co niektórzy nazywają ziemskim ego, każe nam wierzyć w to, że jesteśmy boscy, równi Bogu, że jesteśmy po prostu ze źródła i to wszystko się kręci wokół nas. Właśnie dyskusję, którą prowadziłem na temat, czy to człowiek się rozwija, czy dusza się rozwija.
Zadaję takie pytanie: czy 2000 lat temu nasza dusza namawiała nas do czego innego niż teraz? I co się od tamtego czasu zmieniło? Co się zmieniło przez 2000 lat? Świadomość duszy czy świadomość ludzi? Tylko nie patrzcie przez pryzmat swojego własnego nosa, tylko przez pryzmat całej ludzkości. 2000 lat temu ludzi za karę krzyżowano, biczowano, kamienowano. Co się przez te 2000 lat zmieniło? Czy zmieniła się, patrząc nawet w jakimś tam cudzysłowie na jakieś tam nauki Chrystusa, to, o czym on mówił 2000 lat temu — o miłości. Czy przekaz duszy od tamtego czasu się zmienił? Czy ta dusza się przez te 2000 lat rozwinęła i teraz mówi już o czymś zupełnie innym?
Czy to dusza nam 2000 lat temu kazała kogoś ukrzyżować, zabić?Spalić i tak dalej. Czy to jej świadomość się zmieniła, czy nasza jako ludzi? Kto w tym czasie ewoluował? Dlatego patrzenie przez pryzmat siebie samego i też często swojego własnego ego, tego ziemskiego, ciężko nam dostrzec szerszą perspektywę tego całego zjawiska. My byśmy chcieli, żeby to sam Bóg napisał dla nas program, bo to nas mile łechcze. Nie byle kto. Sam Bóg napisał dla nas program. Nie wiem, do czego ma to zmierzać, natomiast rozumiem, że niektórzy chcieliby, żeby tak właśnie było. Wtedy może łatwiej jest myśleć o tym, że moje życie jest do dupy, ale widocznie sam Bóg ma wobec mnie jakiś plan i wtedy może ludziom jest lżej. Może to łechcze ich, podnosi ich samoocenę?
Nie wiem. Ja patrzę na cały proces z perspektywy, staram się patrzeć z perspektywy ludzkości i też z perspektywy dziesięciu, set czy tysięcy lat. I dlatego w moim przekonaniu to my jako ludzie mamy ewoluować. Dusza jest tylko narzędziem, które służy nam temu, żebyśmy nie stracili z oczu celu i powoduje to, że wszystkie nasze doświadczenia z poprzednich wcieleń nie idą na marne. Że nie musimy zaczynać swojej edukacji od nowa, że nie zaczynamy w następnym wcieleniu od zera, tylko zaczynamy już z jakimś bagażem wiedzy i doświadczeń. I dusza jest tym darem, tym narzędziem, które pozwala te informacje zapisywać, żeby nie poszły na marne. Dlatego jeżeli chcecie się doszukać jakiegoś planu Boga czy duszy względem was, to nie szukajcie jej w zaświatach, tylko poszukajcie ich w samych sobie. I też, jeżeli chcecie, jesteście przekonani o tym, że to wasza dusza ma plan, żeby się rozwijać i chcecie dla niej być nośnikiem i dawcą tych doświadczeń, to też nie zrozumiecie mojego przekazu. Nie zrozumiecie. Będzie dla was bezużyteczny.
Dlatego kochani, zastanówcie się, czego tak naprawdę chcecie. Czego oczekujecie od moich audycji? Bo ja chciałbym być pomocny, chciałbym w jakiś sposób z tym, co wiem, pomóc. Natomiast jeżeli zmierzamy w innym kierunku rozwoju, to będziemy się mijać, będzie nam trudno się dogadać i będzie trudno nam znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia. Dlatego proszę, zastanówcie się, czego tak naprawdę chcecie, czego oczekujecie. A ja wrócę do komentarzy, które się znowu pojawiły. Tutaj jest jeszcze do wypowiedzi Mobila: „Ale czy toksyczne środowisko nie należy do złych doświadczeń i cierpienia?” Mobil pisze: „Dlatego ludzie inteligentni i świadomi dualizmu swojego ciała nie potrafią odszukać się w tym środowisku i świadomością osiągają moc ducha”. To bardzo ciekawe doświadczenie, ale nic z niego nie rozumiem. Nic tak naprawdę z niego nie rozumiem i też nie rozumiem, jaki jest cel tego doświadczenia. Ale przecież jak ostatnio już doszliśmy do wniosku, nie muszę wszystkiego rozumieć.
Kudłaty pisze: „Moje zdanie jest paradoksem, bo złe i dobre doświadczenia mają współmierny poziom rozwoju, ale złe bardziej motywują do działania niż dobre”. Ja się pod tym nie podpisuję, bo mnie sukcesy i dobre skutki moich działań mobilizują do pracy dużo bardziej niż trudności, przeszkody i jakieś tam ograniczenia. Ograniczenia są dla mnie bardziej informacją, że coś jest jeszcze nie tak. Dobra, coś mi tu wyskoczyło. Słuchajcie, coś sobie włączyłem, ale nie wiem co. Muszę się z wami nie rozłączyć. Może się nawet udało. Kochani, jeszcze zanim wrócę do komentarzy, bo one tak nie do końca w tej chwili są w temacie takim, o którym chciałbym wam powiedzieć. „Trudno obiektywnie ustalić to, bo każda ma własne motywacje do rozwoju”. „Musimy myśleć” — Gos pisze — „aby nie łychać tak wszystkiego i nie zwariować w kontekście tych wszystkich różnych wersji, jakie się słyszy od różnych osób”.
To jest też ciekawe stwierdzenie. Też o tym powiedziałem w audycji wcześniej. Na jakiej podstawie ludzie budują swoje poglądy i swoje przekonania? Tak jak zauważyłem, jest kilka nurtów tych informacji duchowych i wokół tych nurtów, na zasadzie różnych modulacjiPowstają nowe teorie. Zauważyłem też, że dużym problemem jest rozmowa z ludźmi, którzy mają bardzo dużą wiedzę. Natomiast, za przeproszeniem tego, co powiem, nie rozumieją tej wiedzy. To znaczy przyjęli ją na zasadzie: uważam, że jest to jakiś autorytet dla mnie, jest to dla mnie coś nowego i ja to przyjmuję. Natomiast to nie znaczy, że ja to rozumiem. Przede wszystkim trzeba włożyć w wiedzę, którą się posiada, odrobinę wysiłku, żeby ją jeszcze zrozumieć. Jak ja słyszę tak naprawdę, że po co człowiek ma się rozwijać, skoro on umiera, to po co on się ma rozwijać?
Że to na pewno dusza musi się rozwijać, bo ona jest wieczna. I na moje stwierdzenie, że to jedno drugiego nie wyklucza za specjalnie, że właśnie po to są informacje, które są zapisane w duszy, żeby człowiek po śmierci tych informacji nie stracił, że dusza wcale nie musi się rozwijać. Owszem, ona jest z każdym wcieleniem mądrzejsza, bo ma zebranych więcej doświadczeń. Ale kochani, powtarzam wam, ona nie robi tego dla siebie. Ona te informacje zapisuje dla nas. Pytanie, czy my z tych informacji chcemy korzystać, czy nie chcemy korzystać. I to jest ten drobny, który troszeczkę powoduje to, że my się nie możemy dogadać. Inna sprawa, że trochę ostatnio gdzieś tam biegam, troszkę ostatnio grzebię i powiem szczerze nie mam zbyt wielu zwolenników i nie znalazłem też zbyt wielu źródeł, które by się ze mną w pewien sposób zgadzały, że to nie chodzi o rozwój duszy, to chodzi o rozwój człowieka, o ewolucję człowieka i tą ewolucję na przestrzeni ostatnich tysięcy lat bardzo wyraźnie widać. Widać, co się zmieniło w sposobie myślenia ludzi, w ich zachowaniu, w postępowaniu. A już na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat nastąpił naprawdę olbrzymi wzrost świadomości.
Natomiast potrzeby duszy i przekazanie, przesłanie duszy, byśmy nauczyli się żyć w prawdzie, w miłości, w szacunku do siebie, do ziemi jest od zawsze takie samo. Coś miałem wam jeszcze. Już wiem. Spojrzę teraz, ile tutaj jest komentarzy, zanim wrócę do wątku mojego doświadczenia. Uważam, że każdy kij ma dwa końce i czasami jedną sprawę, sytuację można rozkminiać właśnie na dwa sposoby, czasami niestety więcej. Poruszamy się w dość trudnym i specyficznym temacie, gdzie tak naprawdę nic nie jest udowodnione i wiele rzeczy musimy się domyślać. Do tego każdy człowiek, każdy z nas jest inny, ma różne doświadczenia i przez to niektóre rzeczy inaczej odbiera, co innego mówi i co innego myśli. Dla mnie też najważniejsza jest prawda, której chyba cały czas poszukuję. Jednak à propos tej różnorodności, o której wcześniej pisałam, to ciężko tę prawdę określić. Problem jest z tym, że próbujemy właśnie szukać dowodów.
Problem nie problem. To nie jest w sumie żaden problem. Jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to jak najbardziej. Natomiast dla mnie to jest o tyle ważne, jaki jest sens kontynuowania audycji, skoro i tak każdy musi na swój sposób sam się do nich przekonać bądź się do tych rzeczy przyswoić, oswoić z nimi i tak dalej. Nauczyłem się przez swoje pięćdziesiąt parę lat życia, że skuteczna pomoc jest tylko wtedy, kiedy ktoś przychodzi i o tą pomoc poprosi. Tylko wtedy można człowiekowi pomóc. I dlatego jeżeli ktoś do mnie dzwoni, napisze, odezwie się i pyta mnie na przykład o jakąś sytuację, o wyjaśnienie jakiejś sytuacji, to ja udzielając mu odpowiedzi wiem, że on tej odpowiedzi oczekuje ode mnie. Natomiast mówienie w audycji powoduje to, że nie zawsze chcecie usłyszeć to, co ja mówię, że czasami po prostu jesteście święcie przekonani o tym, że i tak wiecie lepiej. Więc w tym momencie ja staję się osobą, która się wam narzuca ze swoją wiedzą. Tak to czasami po prostu odbieram.
Ghost pisze: tak, ja też tak mam od małego, że rozmawiam sam ze sobą, więc można tak powiedzieć, że rozmawiam z własną duszą, czyli sam ze sobą. Ale wydaje mi się, że każdy z nas tak ma. Pan jednak wprowadził do naszej rozmowy z duszą podświadomość, przez co pan namieszał, bo teraz zapewne niektórzy słuchacze zastanawiają się, co jest głosem duszy, a co jest głosem podświadomości. Czy ja wprowadziłem zamieszanie? Wprowadziłbym zamieszanie, gdybym to ja wymyślił podświadomość. Natomiast ja pomyślałem, ona po prostu jest. I prawda jest taka, że to, co wielokroć powtarzałem, ona jest zawsze pierwsza w podpowiadaniu nam rozwiązań. Zawsze jest pierwsza. Natomiast z myślami jest tak, że jeżeli nie mamy prawa czegoś wiedzieć, ponieważ nigdy tej wiedzy żeśmy nie zdobyli na przykład w tym wcieleniu, to wtedy jest pewność, że ta wiedza pochodzi z naszej duszy.Dlatego czasami nadmiar przeczytanych książek, informacji może powodować to, że od czytania informacji, czy ona płynie z duszy, czy płynie z zapisanych czynów. Dlatego bardzo często nie mogę się dogadać z ludźmi, którzy mają naprawdę bardzo dużą wiedzę wyczytaną bądź zobaczoną.
I czasami odnoszę wrażenie, jakbym rozmawiał z ich podświadomością, ale to nie ja, Goście, wymyśliłem podświadomość. Dlatego was proszę o to, żebyście weryfikowali to, co ja mówię, żebyście nie przyjmowali tego wszystkiego jak pewnik, ponieważ w którymś momencie faktycznie stracicie rozeznanie, czy to, co do was płynie, płynie z waszej duszy, czy z waszej podświadomości. To jest ta gorsza strona natłoku wiedzy i nadmiaru informacji. To tworzy tylko chaos. W moim przekonaniu to wcale nie powoduje tego, że jest nam łatwiej zrozumieć, tylko jest nam trudniej zrozumieć, ponieważ tych źródeł informacji pojawia się po prostu zbyt dużo i nie jesteśmy w stanie tak naprawdę na 100% stwierdzić, które z tych informacji płyną z jakiego źródła. Przepraszam, troszeczkę kręcę się, ale mój laptop zaczyna znowu szwankować, więc muszę się przełączyć na duży monitor, żebym mógł dalej kontynuować czytanie waszych komentarzy. Dobra, jestem już przy komentarzach. Ghost pisze: „Panie Sławku, nie mogłem odpowiadać na tamte trzy pytania, bo musiałem się skupić na tym, co pisałem, a sam pan chciał pytania i dialog na żywo”. No tak, nie dogodzi, prawda? Marudny jestem dzisiaj.
Nie, nie mam oczywiście żadnego żalu, Goście drogi. Wprost przeciwnie. Jeszcze tu widzę, mam jeden komentarz Ghosta. „Panie Sławku, ja rozumiem, że pan skupia się tylko na sytuacji człowiek-dusza oraz na wnętrzu człowieka, ale w tych audycjach w końcu padają pytania o coś więcej, bo ludzie są ciekawi. Poza tym dobrze jest wiedzieć coś więcej w danym temacie, a nie tylko małą cząstkę, bo można się później zastanawiać, czy ta cząstka jest naprawdę prawdą, jeśli nie wie się nic więcej w danym temacie. Zresztą u człowieka jest tak z każdą wiedzą. Chce wiedzieć więcej w danym temacie, aby być bardziej świadomym”. Ja się przekonałem niestety wielokroć już w tej chwili, podczas ostatniego roku prowadzenia audycji, bo już mamy prawie rok prowadzenia audycji, że świadomość nie do końca płynie z wiedzy. Przynajmniej ta świadomość, którą ja chciałbym propagować. To, że nie można jechać w terenie zabudowanym 150 na godzinę wiedzą wszyscy.
Wiedzę mają na ten temat wszyscy, nawet pewnie nastolatkowie, którzy nie mając jeszcze prawa jazdy, siadają za kierownicę. I czy to coś zmienia, że dalej są idioci, którzy przez miasto będą jechali z tą prędkością? Nie. Świadomość nie wynika z wiedzy. Świadomość, czym to się może skończyć. Świadomość tego, że narażamy życie nie tylko swoje, ale również osób, które zupełnie nie są niczemu winne. Świadomość tego, że owszem, możemy być świetnym kierowcą, ale nie możemy wykluczyć sytuacji, w której ktoś, kto nie jest kierowcą, starsza osoba, dziecko, po prostu na tą ulicę wbiegnie. Gdzie nie możemy być pewni, że taka sytuacja nie nastąpi. To właśnie nasza podświadomość każe nam wierzyć w to, że jesteśmy nieomylni, że jesteśmy najlepsi, że jesteśmy debeściaki i że ze wszystkim sobie poradzimy. A to akurat ze świadomością moim zdaniem nie ma nic wspólnego.
„Panie Sławku, co musi się stać, żeby ludzie nauczyli się moralności nie ze względu na nacisk prawa, ale z własnej inicjatywy? Czy ludzie muszą sami doświadczyć zła, które sami wytwarzają dla innych? Żeby nie rozumiem tego, że niektórzy ludzie uodparniają się na empatię i traktują wszystkich dookoła jak wrogów, a de facto oni są tacy sami, jak postrzegają innych”. O nie, to była odpowiedź dla mnie do Kudłaty, panie Sławku, ja odpowiedziałem wyżej. Aha, okej, dobra, czyli gdzieś tam nie wyłapałem jakiejś rozmowy. Natomiast też powiem wam swoje zdanie na ten temat. Właśnie o to chodzi, żeby ludzie poprzez doświadczanie dobra i zła świadomie dokonali jakiegoś wyboru. Bo mówiłem o tym wielokroć. Pracownik nie zrozumie szefa, jeżeli sam nie zostanie szefem. Mój kolega Darek nie zrozumie ogromu problemu z odśnieżaniem ulic w zimę podczas dużej śnieżycy, jeżeli nie pójdzie do pracy do takiej firmy i nie stanie na stanowisku kierowniczym i nie zobaczy, z jakimi ograniczeniami jest to związane.Mój kolega, który został starostą, dopóki nie zetknął się bezpośrednio z problemami starosty, wydawało mu się, że zna te problemy.
Dopóki w coś nie wejdziemy, dopóki nie doświadczymy tego na sobie, wydaje nam się, że sobie świetnie byśmy z tym poradzili. Właśnie poprzez doświadczanie budujemy swoją świadomość. Mobil pisze: „Państwu w poprzednim komentarzu miałem na myśli, że ludzie inteligentni, świadomi ducha i czujący praw fizycznych unikają tej rzeczywistości, a świadomością wchodzą tam, gdzie czują się lepiej”. Tu też poruszyłeś ciałem. Jesteśmy tu, a duchem tam. I to jest ten dualizm korpuskolarnofalowy. Ciśnie mi się stwierdzenie, które padło dzisiaj podczas mojej rozmowy. I w zasadzie będąc uczciwym z wami, powiem, że tak też właśnie często odbieram potrzeby ludzi podróżujących bądź szukających doznań po tamtej stronie. Bardzo często wynika to z nieumiejętności doznania pewnych stanów emocjonalnych tutaj na Ziemi. Przejście chociaż na chwilę na tamtą stronę powoduje odmienne stany emocjonalne: spokoju, przepełnienia miłością.
Też odnalezienie w tej miłości jakiegoś sensu, którego często przez pryzmat ludzkich emocji nie jesteśmy w stanie doświadczyć. Często ludzie, którzy nie potrafią tworzyć takich relacji na Ziemi, szukają tych emocji w podróżach. Znam osobiście kilka osób, które zaprzestało podróży, odnajdując na przykład fajne relacje tutaj na Ziemi. Stwierdzili, że nie ma takiej potrzeby, że oni potrafią sobie już w tej chwili na Ziemi takie emocje zafundować. Nie muszą ich szukać gdzieś. I dlatego na Ziemi czują się tak samo dobrze, jak podczas podróży. Dla mnie podróżowanie często jest związane z pokazaniem, że tak można, że tak się da. Pokazanie jakiejś alternatywy. Natomiast my roboty nie mamy do odwalenia tam, bo gdybyśmy mieli do odwalenia tam robotę, to byśmy się nie inkarnowali na Ziemi. Po prostu.
Skoro jesteśmy tu, to znaczy, że tu mamy coś do zrobienia. Widzę tu Mobil kontynuuje: „Na przykład podczas śmierci ludzie niedorozwinięci duchowo są duchem wewnątrz ciała, widząc tylko czerń. A jeśli świadomością wytworzą intencję, od razu dokonują skoku kwantowego i znajdują się tam, gdzie chcą”. Powiem tak: być może też ze względu na swoją świadomość takich doznań akurat nie miałem. Ghost pisze: „Uf, ulżyło mi” — z uśmieszkiem. Wie pan co jeszcze ludzi boli? I mi to się wcale nie uśmiecha, że my, człowiek żyjący teraz na Ziemi umiera, a dusza odchodzi i wciela się w innego człowieka. Czyli że to nie my będziemy już my, ci sami, co żyjemy teraz na Ziemi, ale będzie to już zupełnie inny człowiek, który będzie korzystał z doświadczeń, które ma zapisane dusza obecnego człowieka. Może boleć teraz to, że on już nie będzie korzystał z tych doświadczeń, tylko tak naprawdę ktoś inny i ktoś inny będzie się rozwijał, ale nie on. Mimo że dusza nadal trwa.
Mi się wydaje, że to ludzi może trochę boleć. Trochę tego nie rozumieją. Mając też na uwadze, że w chrześcijaństwie, z którego Polacy się wywodzą, mieli obiecany raj w ramach jednego ziemskiego życia, a nie śmierci. Nie każdy chyba też identyfikuje się tak mocno z własną duszą, aby to zrozumieć i ogarnąć. Sam Goście powiedziałeś, że każdy kij ma dwa końce. Ci, którzy są świadomi i na przykład świadomie chcą uniknąć perypetii w następnym życiu, mogą mieć pewien niedosyt. Oni się tutaj starają, próbują wieść fajne życie, żeby ten następny awatar miał lżejsze życie. Natomiast jest gros ludzi jeszcze w tej chwili na świecie, którzy fundują sobie niezłą jazdę w następnym wcieleniu i oni mogą być nawet bardzo szczęśliwi, że to nie oni ze swoją świadomością będą ten gnój z tej stajni w przyszłym wcieleniu wyrzucać. Dużo zależy od człowieka. Natomiast jest jedna bardzo fajna wskazówka i informacja płynąca z twojego komentarza.
Dlatego przestańmy się zastanawiać, tylko róbmy wszystkoŻeby to życie było dla nas szczęśliwe, fajne i przyjemne. Wykorzystajmy, wyciśnijmy z niego wszystko. Wyciśnijmy je jak cytrynę, żeby wyciągnąć z tego życia jak najwięcej radości i przyjemności, żeby mieć chociaż trochę frajdy z pobytu tutaj na Ziemi. Także Goście, dziękuję ci bardzo za ten komentarz, bo jest fajny. Właśnie, zostawmy te rozkminki duchowe. Zostawmy to, co jest, kto będzie, kto był przed nami. Skoncentrujmy się na tym, co z naszej, jak to niektórzy mówią, matrycy wyrzucić, żeby poczuć radochę i frajdę z tego życia, z pobytu tutaj na Ziemi. EMobil pisze jeszcze: „Od nagłej, niespodziewanej śmierci duch wychodzi z opóźnieniem. Nie jest to natychmiastowe wyjście, bo świadomość osoby zmarłej nie zdaje sobie sprawy, że zmarł i odbiera to jako sen. On musi odłączyć się trwale po uszkodzeniu anteny, czyli mózgu i kręgosłupa, bo tam świadomość jest skumulowana.
Jeśli śmierć spowodowana jest natychmiastowym uszkodzeniem mózgu, to świadomość wychodzi natychmiast, ale z szokiem osoby umierającej, a jej świadomość znajdzie się w takim miejscu, gdzie ma...”. Ponieważ ten komentarz jest niedokończony, ciężko mi się do niego odnieść, więc poruszę temat, który chciałem poruszyć. Jak wiecie jestem zwolennikiem i tu nawiązując do komentarza Ghosta, jestem zwolennikiem tego, żeby skupić swoją uwagę na tym, żeby jeszcze za tego życia, w tym wcieleniu mieć radość, przyjemność i jak najwięcej szczęścia z pobytu tutaj na Ziemi. I na tym ja się koncentruję. Tak jak wam mówiłem, na znalezieniu, na szukaniu sposobu, na szukaniu techniki, pomysłu, metody, która pozwoli wyeliminować z naszego życia to, co nas odciąga, co nam przeszkadza być szczęśliwym. I powiem wam, że mój pomysł, na wiadomość o którym większość ludzi puka się w głowę i też podejrzewam, że część z was dojdzie do tego samego wniosku. Jak wam opowiadałem o moim kontakcie pierwszym zeszłorocznym z wirtualną rzeczywistością, tylko tą wirtualną rzeczywistością w postaci technologicznej. Opowiadałem wam o tym. Więc ja obserwując swoje reakcje, zacząłem się zastanawiać nad tym, jak dalece nasza podświadomość odpowiada za nasze reakcje. Jak daleko podświadomość jest w stanie się posunąć w narzucaniu nam reakcji.
I dlatego postanowiłem zainwestować w swój własny sprzęt i od pewnego czasu robię właśnie doświadczenia, pokazując ludziom, czy są w stanie świadomie zapanować nad swoimi emocjami podsuwanymi przez podświadomość. I uwierzcie mi, że 99%, nawet 100% ludzi oblewa ten egzamin. Mimo świadomości tego, że zakładając okulary VR i zanurzając się w świat wirtualnej rzeczywistości, mając świadomość tego, że to, co się dzieje, jest tylko wymysłem, jest tylko pewnego rodzaju bardzo urealnionego filmu, nie jest w stanie powstrzymać emocji i reakcji, które podsyła podświadomość. Mimo świadomości tego, że to jest wszystko wymyślone. Mimo kontaktu głosowego, który w momencie tego doświadczenia na przykład ma ze mną, czyli rozmowy, czyli świadomości: „Słuchaj, jesteś w pokoju, nic się nie dzieje, jesteś bezpieczny”, tak? I wszyscy ludzie twierdzą to samo. „Miałem świadomość tego, że to jest tylko wymyślone. Nie byłem w stanie zapanować nad emocjami”. Te emocje są różne. U jednych takie, u innych inne.
Ale zawsze te emocje są. I następnym etapem moich działań. Opowiem wam, co się dzieje. Oprócz klasycznego na przykład rollercoastera, którego gros ludzi z okularami VR na nosie nie jest w stanie przejechać. Oprócz oczywiście wariowania błędnika do odruchów wymiotnych, odczucia strachu, krzyku i tak dalej. Klasyczny rollercoaster. Drugim moim takim ulubionym filmem, który pokazuje, jak bardzo nasza podświadomość decyduje o naszych reakcjach, nad którymi nie jesteśmy w większości wypadków w stanie zapanować, to jest tak zwana przygoda z rekinem. Kiedy opuszcza się człowieka w taką misję podwodną w poszukiwaniu jakichś tam skarbów w klatce takiej, jak są do metalowej, do tego typu misji.I następuje atak rekina. Wygląda to w ten sposób, że ludzie, którzy na przykład uczestniczą i widzą tą samą sytuację na telewizorze, w momencie kiedy zakładają okulary i dostaje ich podświadomość informację, że to się dzieje naprawdę, mimo że wiedzą, jak się ta cała sytuacja skończy, że nic złego im się nie wydarzy. Obserwowali to chwilę temu na ekranie telewizora.
W momencie, kiedy dostaje ich podświadomość informację, że to jest naprawdę, zaczynają się pojawiać przeróżne emocje. Chociażby nawet odczucie takie, że jadą windą, że czują fizycznie, jak są opuszczani w dół. Czyli informacje, które wydaje mi się, powinny płynąć z innych narządów niż ze wzroku. Właśnie ścisk w żołądku. Później już podczas tego ataku rekina, który trwa dwie czy trzy minuty, te reakcje są przeróżne. Natomiast zawsze są związane z jakimś lękiem, mniejszym bądź większym, czasami z przerażeniem, czasami z bardzo dużym komfortem, czasami z chęcią ucieczki, czasami z chęcią obrony i tak dalej. Mimo że wszyscy dokładnie wiedzą, że jest to tylko wymyślone i że nic złego im nie grozi. Ja już o pewnych rzeczach mówię nie tylko na zasadzie domniemywania, tylko na zasadzie konkretnych doświadczeń, konkretnych wydarzeń, w których ja osobiście oraz moi znajomi uczestniczyli. I w tej chwili moja wiedza na temat podświadomości i tego, jak bardzo, czy wam się to podoba, kochani, czy wam się nie podoba, jak bardzo ta podświadomość decyduje o naszych reakcjach. Ja się dowiaduję i przekonuję pięć razy w tygodniu.
Wiem, że jesteście porozstrzelani po różnych miejscach w Polsce i też po różnych miejscach wręcz świata. I też były tam jakieś pytania, gdzie ten filmik można obejrzeć. To z przykrością stwierdzam, że nie jestem w stanie wam tego filmiku w żaden sposób udostępnić. A poza tym bez tego, co nadaje wiarygodność temu doświadczeniu, czyli bez sprzętu VR, ten odbiór będzie zupełnie niemiarodajny. Dlatego mam taki pomysł, taką też potrzebę chyba trochę, że gdyby, ja jestem spod Warszawy, więc gdyby w Warszawie znalazło się kilka osób, które chciałyby się spotkać w jednym miejscu, to jestem w stanie przyjechać ze sprzętem i poświęcić każdemu z was pół godziny czasu na to, żebyście mogli sami przekonać się o tym, jak bardzo podświadomość wpływa na nasze zachowania, na nasze reakcje. Następnym etapem, oczywiście następnym marzeniem, następnym etapem jest dla mnie stworzenie, znalezienie, wykorzystanie, przerobienie, nie mam jeszcze pomysłu, filmu, który pomagałby w pewnym sensie świadomie zmieniać pewne wzorce zapisane w podświadomości. Mam jeden taki filmik, nawet robiłem kilka doświadczeń z różnymi osobami. Natomiast ponieważ on nie jest w pełnej technologii VR, więc nie jest aż tak bardzo realny, nie jest aż tak bardzo rzeczywisty. Więc może też i nie do końca spełnia swoje, nie do końca spełnia moje przynajmniej oczekiwania. Jak widzicie, wiecie teraz, do czego ja zmierzam.
Zmierzam do tego, żeby móc świadomie i w miarę skutecznie zmieniać wzorce zapisane w podświadomości. I na tym się na tą chwilę najmocniej koncentruję, bo uważam, że większość kłopotów, które w życiu nas spotyka, tkwi w nas samych. Ja ostatnie dwa tygodnie dość mocno poświęciłem czas na znowu kolejne analizowanie samego siebie. I mimo że już robiłem to wiele razy, cały czas wychodzą jeszcze jakieś tam drobne niuanse, które wydawało mi się, że już nie powinny mieć gdzieś tam na mnie wpływu i powinienem to już mieć za sobą. I też widzę, co w ciągu tych dwóch tygodni gdzieś w moim osobistym życiu się pozmieniało w podejściu do paru rzeczy, które zostawiłem gdzieś tam sobie na później, bo mówię: „zrobię to, zrobię to, zrobię tamto, tu jest ważne, tam trzeba się tym zająć”. Ja po sobie samym też, żebyście nie myśleli, że ja chcę eksperymentować tylko na was. Uwierzcie mi, że jeżeli jesteśmy tutaj na ziemiTo każdy z nas ma jeszcze tutaj na tej ziemi coś do załatwienia. I to do załatwienia z samym sobą. Nie ma, moim zdaniem osoby, która już ten proces ma za sobą. Nawet jeżeli ma bardzo dużą świadomość, być może musi coś załatwić i coś pokombinować ze swoją podświadomością.
Może ze swoją wiarą, może z zaufaniem do samego siebie, może z jakimś lękiem, może z czymś. Zawsze w każdym z nas jest jeszcze coś do zrobienia. I ja też nie uważam siebie za osobę, która ma już wszystko za sobą. Więc naprawdę nie myślcie, że ja siedzę tutaj przed wami i próbuję się mądrzyć i twierdzę, że ja już wszystko wiem i ja już wszystko załatwiłem. Nie. Jestem może w trochę innym miejscu, ale też cały czas mam coś jeszcze ze sobą do zrobienia. Ponieważ pojawiły się komentarze, to wrócę do czytania komentarzy. „Panie Sławku, moim zdaniem...” — Gobus pisze — „... my słuchacze cały czas transformujemy swoją podświadomość podczas pana audycji. Może trochę wolno, to trwale, w końcu do niektórych dziecięcych i młodych dusz, które może też słuchają tych audycji, trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości, aby to w końcu pojąły.
Zatem panie Sławku, cierpliwości”. Drogi Gościu, odniosę się do tego, bo to jest też bardzo ciekawy i osobisty dla mnie wątek. Ja mam bardzo dużo cierpliwości, natomiast mam też ten komfort, kochani, że nie jestem w pracy, i że to, co robię, jest tylko wynikiem mojej dobrej woli, mojego dobrego serca, moich chęci, nie jakiegoś obowiązku czy układu finansowego, na który ja się z panem Markiem podpisałem i się zobowiązałem do czegoś. Nie, ja się do niczego nie zobowiązywałem. I też chcę, żebyśmy mieli co do tego jasność, bo ludzie w tej chwili są bardzo wygodni, bardzo leniwi. Oczekują, że dostaną na tacy złotą tabletkę szczęścia i w ogóle ominą ich nieprzyjemne wydarzenia w życiu albo ktoś za nich odwali robotę. Więc ja od razu mówię: ja za was tej roboty nie odwalę. Oprócz tego, że nie mam ochoty, bo mam swoją robotę do odwalenia, to po drugie nie jestem w stanie i każdą tą robotę musi w swoim życiu i w swoim wnętrzu wykonać sam. Pytanie jest tylko odnośnie waszych oczekiwań. Ja z prowadzenia audycji czerpię jakąś tam przyjemność.
Fajnie by było, jakby było to w drugą stronę. Natomiast nie chciałbym, żeby powstała taka zależność, że ja muszę, bo ktoś chce, bo ktoś chce się dowiedzieć. To, że ktoś chce się dowiedzieć, nie zmusza mnie do tego, żebym to ja musiał mu tej informacji udzielać. Żebyśmy mieli, kochani, jasność. Mogę to zrobić, ale nie muszę. Może to zabrzmiało troszeczkę brutalnie, ale ja też zauważyłem, że właśnie w moim życiu bardzo często było tak, że ta moja niewątpliwa chęć pakowania się całym sobą w jakieś tam przedsięwzięcia powodowała sytuację- Tak, często byłem wykorzystywany. Czyli nie było umiaru w braniu i czerpaniu. Że tak powiem, dał. I wiele razy przechodziłem różnego rodzaju takie kryzysy. Kiedyś przechodziłem takie kryzysy energetyczne, kiedy po prostu byłem wyczerpany tym swoim rozdawnictwem, że oczywiście, jeżeli chcesz, to masz, nie ma problemu.
Aż w końcu zrozumiałem, że brakiem miłości do samego siebie jest umiejętność dawania kosztem siebie. I jest to jedna z nauk, którą sam dla siebie... Oczywiście nie całe moje życie było takie bardzo świadome i takie w ogóle uruchomione, i ach, i och. Ja do pewnych rzeczy też dochodziłem poprzez testowanie swojej własnej wytrzymałości, poprzez testowanie swojej własnej podświadomości, do czego mnie doprowadzi. Więc stąd też, oczywiście przez pryzmat samego siebie, obserwacji i rozmów z ludźmi, doskonale czasami rozumiem, co część z was na przykład w danym momencie czuje, przeżywa i z czym się gdzieś tam boryka. Natomiast nie przekraczajmy pewnych granic. Robię to, bo jest fajnie. Natomiast powtarzam, to nie wynika z mojego kontraktu ani z mojego obowiązku, tylko z moich dobrych... Gobus pisze dalej: „Obawiam się niestety, że wielu ludzi żyjących teraz na ziemi, dowiedziawszy się, że czeka ich tylko śmierć, popadłoby w depresję i odechciałoby im się uszczęśliwiać samego siebie. Dlatego też wielu ludzi odrzuca reinkarnację”.
Znaczy jest kilka aspektów. Ja wiem, że część ludzi z pokolenia na przykład mojej mamy, gdyby się dowiedziało, że to, co jej przez całe życie wmawiano, że trzeba żyć tak, tak i tak po to właśnie, żeby iść do niebaI spotkać tam mojego tatę, mojego syna, swoją mamę i tak dalej, i żyć długo i szczęśliwie, faktycznie mogłoby stracić sens życia. Dlatego ja też jestem ostrożny i jak słyszę, że z Kościołem to trzeba zrobić to, zrobić tamto, to moim zdaniem to są takie bicia piany przez ludzi, którzy nie zastanawiają się, myślą tylko o swoich własnych emocjach. W tej chwili taka wiedza, być może nawet tak jak Ghost napisał, popadłoby w depresję, a może nawet i coś gorszego. Ghost pisze: „Tak, kiedyś w moim mieście zawitało kino 5D czy 6D i był tam taki seans «Atak rekina». Świetna sprawa. Każde uderzenie rekina w szybę powodowało ruch, wstrząs pomieszczenia, w którym byliśmy. Włączył się alarm i był chaos. W końcu rekin spowodował, że szyba zaczęła pękać i woda zaczęła przeciekać. Niestety w tym momencie zasunęły się stalowe osłony na szyby i seans się tak skończył.
Fajne spotkanie pierwszego stopnia z rekinem”. Z perspektywy czasu, patrząc, obserwując swoich znajomych, to tak, wszyscy to odbierają jako fajne doświadczenie. Wszyscy mówią: „Wow, było super”. Natomiast często na pytanie: „Słuchaj, to może powtóreczka?” zbyt wielu chętnych już na to nie ma. Te same doświadczenia, kochani, można sobie zafundować na przykład w krzywym domu. Są te krzywe domy po Polsce, gdzie wchodzi się do pokoju i chodzi się po suficie. Wystarczy obejrzeć filmik z takiego miejsca albo pojechać w takie miejsce i zobaczyć, jak bardzo podświadomość przekonana o tym, że chodzicie po suficie, powoduje niepewne ruchy, przyczajenie i tak dalej. I to są reakcje, które są zupełnie poza naszą kontrolą. I to nie chodzi o to, czy to jest dobre, czy to jest złe. Tylko chodzi o to, żeby mieć świadomość tego, co tak bardzo powoduje nasze reakcje.
Ile jest w tym świadomości, a ile jest odruchu, instynktu, wzorca. Ja ostatnio podczas rozmowy z jedną ze słuchaczek, szkoda, że nie ma dzisiaj z nami Edmundo czy jak on tam był w zeszłym odcinku, nasz słuchacz, który tak bardzo pozytywnie wypowiadał się na temat lęku. Ja powiedziałem, żeby ona sobie przesłuchała ostatnią audycję i może przeczytała komentarze, gdzie jeden ze słuchaczy twierdził, że lęki ratują nam życie. Natomiast ona z tymi lękami walczy od kilku lat i padło stwierdzenie: „Chyba bym go zadusiła własnymi rękami”. Natomiast podczas szukania sposobu, jakiejś próby pomocy jej, rozwiązania jakoś problemu tych lęków, nie mamy bezpośredniego kontaktu, tylko internetowy, zaproponowałem jej rozwiązanie, żeby w momencie, kiedy pojawiają się u niej wystawia lękowe, żeby zapytała swojej podświadomości: „A jakie są inne opcje?”. I słuchajcie, okazuje się, że to nawet działa. Że ta chwila, którą dajemy sobie na reakcję, powoduje to, że inne informacje zaczynają do nas dopływać. Tak jakby podświadomość na chwilę wycofuje się z tego swojego bezkompromisowego ataku i zmuszania nas do podjęcia takich, a nie innych działań. Więc może to też jest jakiś pomysł. Jeżeli chcecie przetestować swoją własną podświadomość, to w momencie kiedy pojawia się reakcja, zadajcie sobie pytanie: „A jaka jest inna opcja?”.
To był pomysł odnośnie konkretnych stanów lękowych. Natomiast ja też ostatnio sobie zadaję często to pytanie znowu i też namawiam ludzi do tego, żeby sobie to pytanie zadawali. W momencie, kiedy podejmujemy jakąkolwiek decyzję, zadanie sobie takiego pytania: „A co bym zrobił w takiej sytuacji, gdybym kochał samego siebie?” Polecam.
[01:36:27] - Panie Sławku, czy my się słyszymy w ogóle? Pan mnie słyszy teraz?
[01:36:31] - Przewinąć tutaj na dół, bo znowu.
[01:36:35] - Oj, chyba mamy jakiś problem ze Skype'em.
[01:36:39] - Pan Marek coś do mnie mówi. Panie Marku, bo ja pana nie słyszę. Ja się tu wyłączyłem.
[01:36:44] - Ja tutaj próbuję nawiązać kontakt dwuosobowy, jakby chyba Skype coś popsuł.
[01:36:51] - A ktoś do nas dzwoni?
[01:36:53] - Mieliśmy przed chwilą próbę dodzwonienia się, ale niestety w tym momencie Skype zaczął jakieś cyrki robić i ostatecznie połączenie się nie udało. Spróbuję do tego słuchacza zadzwonić z naszego numeru telefonu komórkowego. Zobaczymy, czy się uda. Mam nadzieję, że tak. Za chwilę powinniśmy się usłyszeć, jeżeli wszystko pójdzie dobrze.
[01:37:18] - Numer obecnie jest zajęty. Zadzwoń pó-
[01:37:22] - No cóż, nie tym razem, ale może następnym razem się uda. Prosimy dzwonić na numer komórkowy. Ja nie po to podaję tylko numer komórkowy, żeby państwo dzwonili na stacjonarny.Bo jak dzwonicie na stacjonarne, to widzicie, jakie cyrki się tutaj robią ze Skype'em. To jest numer Skype tak zwany. No i niestety Skype czasami robi takie różne głupie rzeczy, że nie pozwala dołączyć dzwoniącego słuchacza do rozmowy grupowej, tylko życzy sobie, żeby rozmowę przerwać i połączyć się z nim. Ja tutaj próbowałem podłączyć tego słuchacza do rozmowy grupowej z nami, ale chyba się nie udało, bo cały czas tutaj pokazuje, że numer jest niedostępny czy coś takiego.
[01:38:15] - Może jeszcze słuchacz się próbuje do nas dodzwonić w międzyczasie.
[01:38:19] - Całkiem możliwe. Dlatego prosimy, żeby dzwonić tylko i wyłącznie na numer komórkowy 530 620 493. Pod tym numerem także będziemy odbierać SMS-y, więc jeżeli nie uda się połączyć głosowo, to można napisać. Ale dobrze, że chociaż pan mnie słyszy, bo już tutaj się bałem, że coś po prostu siadło na amen.
[01:38:50] - Nie, bo ja przerzuciłem się na duży monitor i ściszyłem sobie troszeczkę i dlatego mówię: „Coś tam słyszę”. Ale już wszystko jest okej. Dobra, tutaj wróćmy. Może słuchacz jeszcze zadzwoni. Spotkanie z rekinem. Emobil pisze: „Świadomość teleportuje się nie do miejsca, gdzie doszło do zgonu, tylko do tego miejsca, gdzie jest bardziej naenergetyzowana przez świadomość”. Tutaj Kuduaty coś pisze, że szaleje Emobil. OOBE to nie to samo co trwała śmierć, bo świadomość inną drogę pokonuje po śmierci, a inną przez OOBE. I tutaj najprawdopodobniej się z tobą zgodzę, chociaż ja śmierci na szczęście w tym wcieleniu swojej nie przeżyłem, ale z mojego punktu widzenia tak. Jest to nawet logiczne.
Ja już o tym mówiłem, kochani. To Ghosta powinno też troszeczkę zainteresować, bo on ten temat drążył. Chociaż nie wiem, czy mówiłem. W którejś audycji mówiłem o tym, że tak naprawdę ta właściwa ocena bądź podsumowanie naszego życia, te wnioski, które później są zapisywane w naszej świadomości, w naszej duszy, dokonuje się po śmierci. I nie dlatego, że na Ziemi, tak jak mówiłem, nie ma jednego uniwersalnego wzorca prawdy, wzorca dobra i zła. Nie ma jedynego takiego wzorca, który obowiązywałby wszystkich ludzi. Więc ten powód jest też ważny, że ciężko ocenić, co jest dobre, a co jest złe na Ziemi, biorąc pod uwagę, że jest tyle kultur, tyle religii, tyle światopoglądów i tak dalej. Każdy ma swoje zady i walety, jak to mawiają. Więc jednoznaczna ocena, co jest dobre, a co jest złe na Ziemi jest niemożliwa. To jest jeden powód.
A drugi powód jest taki, że ta ocena może nastąpić tylko wtedy, kiedy tą oceną nie manipuluje nasza podświadomość, która mówi: „No przecież miałeś powód, żeby tak zrobić. No przecież on cię tak bardzo wkurzył. Przecież musiałeś mu oddać. Bo przecież to winie zasad. Bo przecież prawo. Bo przecież kultura. Bo przecież mógł się powstrzymać. Bo przecież cię widział, ale on to zrobił celowo, bo on jest taki, a twoja godność, a twój honor” i tak dalej. I mnóstwo aspektów, którymi nasza podświadomość, to, o czym ja mówiłem na początku audycji: skąd u nas takie przekonanie, że wszystko, co mówimy i co robimy, jest słuszne? Właśnie z podświadomości.
I ona będzie do końca nas przekonywać o tym, że jednak zrobiliśmy słusznie. Bo przecież nie mieliśmy innego wyjścia. Bo przecież ktoś zaczął. Bo przecież nie wiedzieliśmy. Bo przecież to, bo przecież tamto i sto tysięcy argumentów naszej podświadomości. Ona ma taką robotę, więc to nie jest nic złego. Korzysta tylko z tej bazy danych, którą ma dostępną. Więc to nie jest jakaś zła wola, złośliwość, nie wiem, upór, chęć zrobienia nam krzywdy. Po prostu jeżeli nie wprowadzimy tam innych informacji, to będzie bazować tylko na tym, co wie, czyli na tym, co widziała, na tym, co przeżyliśmy i na tym, czego w tym życiu doświadczyliśmy. Natomiast ona odpowiada za podsuwanie nam rozwiązań.
Oczywiście tu zaraz się znajdą pewnie jacyś słuchacze, którzy rozkminią to na neurony, protony, móżdżki, jakieś tam inne rzeczy i zaczną to być może w jakiś sposób podważać. I być może z naukowego punktu widzenia będą mieli rację. Natomiast żeby wyjaśnić mechanizm, posługuję się najprostszymi narzędziami, jakie mi przychodzą do głowy. Więc stwierdzę, że to po prostu podświadomość ma za zadanie podsyłać nam rozwiązania i później ta podświadomość tego będzie bronić. Dlatego też podczas OOBE ta podświadomość nie jest wyłączona. Ona zostaje wyłączona dopiero po naszej śmierci.Wtedy, kiedy fizyczne ciało razem z mózgiem umiera i przestaje funkcjonować. Dlatego to, co napisałem mobil, że świadomość inną drogę i innymi kanałami porusza się po naszej śmierci, a innymi podczas snu. I tutaj pisze: „Nasza świadomość poprzez energetyzację miejsc i przedmiotów naznacza tak zwane bramki, czyli punkt dostępowy. Jeśli osoba umierająca w momencie umierania zdążyła naenergetyzować miejsce, to łatwiej jej będzie się przemieszczać". Ja już nie dążę do tego typu doświadczeń, więc zakładam, że jeżeli ktoś coś pisze, to ma to w jakiś sposób przynajmniej przemyślane.
A jeżeli mobil pisze z książek i z własnych odczuć, to zakładam, że ma jakieś doświadczenia również w tej dziedzinie. Nie będę się do tego odnosił, bo ja nie mam w tej dziedzinie akurat żadnych spostrzeżeń. Zresztą też nie do końca mnie to w jakiś mocny sposób interesuje. Tutaj mobil jeszcze sugeruje jakąś radę: „Aby ściągnąć ducha albo nawiązać kontakt, musimy zamknąć oczy i intensywnie myśleć o nim i miejscach, w których przebywał za życia, tak aby wyłapać mentalnie energię. Dodatkowo trzeba wyczuć energię zmarłego z miejsc, w których przebywał i przedmiotów, z których korzystał". Tylko po co? Moje pytanie jest, po co ściągać tutaj energię, duszę, świadomość, która to miejsce świadomie opuściła? Pytanie jest po co? Jaki jest cel? Dla mnie każde doświadczenie czemuś służy, więc zawsze warto sobie zadać takie pytanie: po co ja to robię?
Jaki jest cel tego, co właśnie robię? Po co mi to jest? Do czego mi to ma służyć? Ghost pisze: „Dla mnie jeszcze jednak fajniejszy był dom grozy lub szpital psychiatryczny. Nie pamiętam już dokładnie, ale coś w tym stylu. Można tam było poczuć zapachy, a nawet dotyk, kiedy szczury krążyły po podłodze i zmierały nas nogami. Ale było tam jeszcze więcej wrażeń. Polecam wszystkim pana Sławka VR również". Nie oglądałem tego, natomiast mam swoje pomysły na film. Na przykład chciałbym kiedyś nakręcić bądź mieć możliwość nakręcenia filmu, tak jak był kiedyś...
Jak ten film się nazywał i kto to mówi? Czyli świat oczami małego dziecka. Świat widziany oczami małego dziecka. Chciałbym, aby kiedyś powstał, tylko już taki bardziej przemyślany, nie taki żartobliwy. Chociaż on też w pewien sposób pokazuje, jak dzieci patrzą, jak uczą się świata, co widzą dzieci. Nie to, co widzą dorośli, tylko to, co widzą dzieci. Chciałbym właśnie, żeby powstał taki film, jak powstaje podświadomość. Czyli wyobrażenie sobie, jak dziecko odbiera i interpretuje to, co widzi. Myślę, że taka świadoma podróż w świat naszego dzieciństwa wtedy, kiedy powstawała nasza podświadomość, byłby spotkaniem z rekinem, domem grozy i szpitalem psychiatrycznym. Kudłaty pisze: „Czyli w sumie..." Właśnie przewinął mi się monitor.
Ekran mi się przewinął. Dobra, tutaj jest. „Czyli w sumie to takie domysły i kto wie. Możliwe, że tak jest. Ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, nie wiedzą, jak to działa, więc możemy tylko gdybać, szukając odpowiedzi". To znaczy wiemy. To znaczy, jak to jest? Mówiłem o tym w jednej audycji i też potwierdza to część osób, że jest ogólnie rzecz biorąc nudno, bo to jest troszeczkę tak, jakbyśmy oglądali film w telewizji, a nie mogli wziąć w nim udziału. To jest troszeczkę mniej więcej tak. Wszystko, co fajne, wszystko, czego możemy doświadczyć w sposób fizyczny, dzieje się tutaj, na Ziemi.
Po tamtej stronie dusza oczu nie ma, więc zostają tylko odczucia. Nie obrazy, tylko odczucia. Więc to nawet nie jest do końca film, który oglądamy, tylko bardziej go czujemy. Więc z ziemskiego punktu widzenia jest to strasznie nudne. Kudłaty pisze: „Dyskusja jest naprawdę ciekawa dzisiaj". Bardzo się cieszę, że takie głosy tutaj płyną. Mi się też podoba, bo jesteśmy cały czas, słuchajcie kochani, w temacie czy naokoło tematów audycyjnych, więc może dlatego dzisiaj ta dyskusja jest taka bardziej płynna. Ghost pisze: „Okej, państwo, nie z niecierpliwości, tylko niech pan trzyma kciuki". Drogi goście, ja zawsze trzymam kciuki. Zresztą tak samo za was, jak i za siebie.I tak naprawdę to, czego życzę sobie, to życzę również wam, bo też poniekąd na wspólnym wózku jedziemy.
Zresztą też powtarzałem wielokroć, że audycje zmuszają mnie do zastanowienia się, do zadawania sobie pytań na tematy, na które wcześniej sobie nigdy nie zadawałem pytań, bo nigdy mnie to za specjalnie ani nie pociągało, ani nie interesowało. Natomiast ze względu na chęć udzielenia odpowiedzi bądź zrozumienia jakiegoś tematu, który wy poruszacie, ja też się dzięki temu na pewno rozwijam. Więc ja będę trzymał kciuki za was, a wy trzymajcie kciuki za mnie. Tak się będziemy tutaj wspierać. Tutaj jakiś telefon był, faktycznie, byłem wyciszony. Dziękuję. Tylko że najgorzej, że jeszcze też nie dotarłem wtedy do tych komentarzy. Emobil pisze: „Doświadczam czasami takie stany ekstazy i odbieram intensywny napływ informacji. Najczęściej jest to w nocy”. Coś na takiej zasadzie jak pismo automatyczne.
Dzisiaj Jubiego z nami nie ma, ale ostatnio nawet żeśmy rozmawiali o tym, że tak naprawdę to OOBE przeżywamy wszyscy. I takim momentem, kiedy to się odbywa samoistnie, jest właśnie noc, kiedy nasza podświadomość idzie sobie spać, nasz mózg jest wyciszony, nie jest tak aktywny. I wtedy jest ten czas na to , żeby te myśli, te informacje od duszy do naszej świadomości płynęły. Natomiast ja nie mam problemu z tym, żeby to było również w ciągu dnia. Tylko trzeba troszeczkę tą podświadomość wyhamować, żeby ona się tak nie pchała i dała nam wgląd w ten kanał, to te myśli płyną cały dzień. I ja zdecydowanie wolę te płynące w ciągu dnia, bo nie chce mi się przerywać snu i wolę, kiedy jestem aktywny. Ale oczywiście tak, jak najbardziej. Myślę, że nie tylko Emobil, nie tylko Ghost, nie tylko ja tak mam. Myślę, że ma tak większość ludzi, tylko po prostu czasami nie zdajemy sobie sprawy, nie pamiętamy na przykład snów bądź rano dość szybko je zapominamy. Natomiast przy odrobinie takiego dostrojenia się te informacje mogą płynąć również w ciągu dnia bez żadnych problemów.
Kudłaty pisze: „Emobil, powiem ci, że mam bardzo podobnie. Mało powiedziane, ale niechętnie tym się dzielę z wiadomych powodów”. Znaczy ja nie wiem, z jakich powodów, bo ja się właśnie z tych powodów, że mam, to się dzielę, Kudłaty. Pan Sławek chyba stracił kontakt i nie słyszy Ivelliosa. Dokładnie tak było. Dziękuję wam za troskę. Tutaj mamy nową osobę, która się do nas odważyła i zechciała odezwać. Maria: „Mnie najbardziej interesuje ta nieśmiertelna cząstka w nas. Czym ona jest? Czym jest świadomość?” Kudłaty pisze: „Nie tylko ciebie, Maria”.
Maria pisze: „To jest temat na całą audycję Radio Paranormalium, a nawet na 30 odcinków”. Powtórzę po raz 742 bodajże. Ja oczywiście żartuję, ale powtórzę. Powtórzę, bo to jest naprawdę ważne i rozumiem, że to was, kochani, interesuje. Mnie też to interesowało.
[01:54:08] - Dobrze, to nie jest kolejne pytanie z cyklu skąd pan to wszystko wie?
[01:54:14] - Na to nie odpowiem dzisiaj. Natomiast wiem, z jak dużym problemem jest to związane i jak często się tutaj w tej tematyce borykamy. Czym jest świadomość? Świadomość, czyli nasza dusza, ta nieśmiertelna bądź wieczna, bądź jak to sobie tam co poniektórzy nazywają, co tak na dobrą sprawę z perspektywy naszego życia nie ma dla nas większego znaczenia, jest zbiorem, ja to nazywam już komputerem, ja to nazywam już pendrive'em. Najbrutalniej rzecz biorąc nazwę to pendrive'em, na którym zapisywane są wszystkie nasze, oczywiście te ważne doświadczenia i przeżycia z naszego całego życia. I ta świadomość, ta cząsteczka sobie gdzieś we wszechświecie zawiśnie i czeka, a następnie przy następnym wcieleniu jest jak pendrive wtykana w nas. I te doświadczenia towarzyszą nam przy każdym następnym wcieleniu. I oczywiście dopisywane są te z następnych wcieleń, z następnych, z następnych, z następnych. Tak się buduje nasza świadomość, nasza osobista świadomość zbierana poprzez wszystkie nasze wcielenia. I ta świadomość jest budowana dla nas, nie dla duszy.
Powtórzę to jeszcze raz: skoro dusza wyszła ze źródła-To znaczy, że ma świadomość źródła, więc po co ma się rozwijać? Jest darem dla nas i zapisuje te informacje dla nas dlatego, żeby budować naszą świadomość. To jest moje zdanie, z którym nie zgadza się 99% osób zajmujących się tematami duchowościowymi, które do tej pory udało mi się poznać bądź zapoznać się z ich wnioskami, przemyśleniami i tak dalej. Oczywiście, jeżeli ktoś się ze mną nie zgadza, mamy demokrację w tym kraju. Zresztą ogólnie demokracja jest bardzo modna, więc nie oczekuję, że ktoś to tak od razu łyknie sobie i już. Natomiast warto sobie to zapamiętać i warto sobie to samym sobą w wolnej chwili zweryfikować. Ghost pisze: „A czy podświadomość ma jakąś moralność? Czy podświadomość może kierować się dobrem, miłością?” Nie. „Czy podświadomość może uznać istnienie naszej duszy i pozwalać jej czasami podpowiadać nam coś dobrego, pozytywnego?” To znaczy czy podświadomość ma jakąś moralność? Nie ma.
Czy podświadomość może kierować się dobrem, miłością? Nie. Czy podświadomość może uznać istnienie naszej duszy i pozwalać jej czasami podpowiadać nam coś dobrego, pozytywnego? Tak. I do tego zmierzamy. Wyobraź sobie, drogi gościu i moi kochani, wyobraźcie sobie taką sytuację, w której wy jako rodzice wychowujecie swoje dzieci w świadomości. Od dzieciństwa, od najmłodszych lat mówicie: „A czy ty kochane dziecko drogie, jak ty postrzegasz? A czy ty widzisz duchy? Czy ty masz kontakt z czymś innym poza tym pokojem? A dusza istnieje?” I tak dalej.
Czyli w przekonaniu, że dusza istnieje. Takie wzorce podświadomości przekazujecie swojemu dziecku. Jego podświadomość oczywiście będzie już miała opcję istnienia duszy w standardzie, więc szansa na to, że zacznie tą duszę do głosu dopuszczać jest dużo większa niż wtedy, kiedy zostaliśmy wychowani i jak niektórzy mówią zaprogramowani na konkretne wzorce religijne, na konkretne wzorce społeczne, na konkretne wzorce moralne, w których o duszy, o istnieniu duszy i poszukiwaniu jakichś rozważań na temat duszy dowiedzieliście się w wieku 20 paru, 30, 40 czy 50 lat, kiedy wasza podświadomość już była tak mocno skrystalizowana i utwierdzona w przekonaniu, że dusza nie istnieje. Więc na trzecie twoje pytanie moja odpowiedź goście właśnie brzmi tak, jak właśnie powiedziałem. I teraz co my tutaj jeszcze mamy? Co my tutaj jeszcze mamy? Ale mam nadzieję. Ojejku, przepraszam was, ale mój laptop tutaj dokonuje jakichś dziwnych kombinacji, ale mam nadzieję, że dla duszy po tamtej stronie nie jest to nudne. Czy dusza nie odbiera wszystkiego dookoła całą sobą? Oczywiście, że to nie jest nudne.
To jest nudne z naszego ziemskiego punktu widzenia. Natomiast oczywiście to nie jest nudne. Nasza świadomość jest zupełnie inna. Ja na Ziemi tutaj jeszcze nie doświadczyłem stanu i też nie słyszałem o takim stanie, by ktoś całkowicie potrafił wyłączyć swoją podświadomość. Bo wtedy najprawdopodobniej doznalibyśmy tego stanu pełnej świadomości, takiej jak po śmierci. Ale tak z teoretycznego punktu widzenia wydaje mi się to niemożliwe, bo podświadomość odpowiada też za funkcje biologiczne, więc nie zastanawiałem się nigdy nad tym. Mobil pisze: „Nic, co ludzkie, nie jest nam obce.” No też prawda. „Trzeba się dzielić wiedzą i doświadczeniem po to, aby lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość oraz mechanizmy nim kierujące.” To jest zdanie Mobila. „I nie powinno być to temat tabu.” Słuchajcie, z punktu widzenia rozwoju świadomości moja działalność nie ma najmniejszego znaczenia tak naprawdę. Może jakieś tam minimalne i ja o tym wiem, bo informacji, które w tej chwili są dostępne na temat tych tematów, tych spraw jest po prostu takie całe mnóstwo, że tak naprawdę to na podstawie byle jakiej informacji, jeżeli pokusicie się o to, żeby skonfrontować to z samym sobą, nie z wiedzą, jaką posiadacie, tylko z samym sobą, z własną świadomością, z własną duszą, dokonacie tego samego, nawet jeżeli to będzie kłamstwo.Jeżeli będziecie własną duszę próbowali przekonać do uwierzenia w kłamstwo, to dostaniecie oczywiście informację, że to jest bzdura.
Tak czy inaczej uzyskacie odpowiedź. Tylko jest jedna sprawa. Trzeba te informacje konfrontować z własną duszą, z własną świadomością. Nie z własną podświadomością. Dlatego tak czy inaczej ta informacja do każdego z nas przyjdzie. Czy na podstawie zasłyszanej prawdy, czy na podstawie zasłyszanego kłamstwa, pod warunkiem, że skonfrontujecie tę informację z własną świadomością. Ghost pisze: „Właśnie, państwa, czy świadomość wyszła ze źródła, czy może została stworzona przez źródło? Bo to może dużo zmienić. Nie abym chciał się kłócić, ale taka myśl też mi kiedyś przyszła do głowy oraz w kontekście pana ostatniej rozmowy z Karen W. pod ostatnią audycją na YouTubie”.
Dziękuję. Fajnie, że przeczytałeś, bo to moim zdaniem dość fajna rozmowa była i uważam, że dla tych, którzy mają jakieś wątpliwości, myślę, że ona by sporo rozjaśniła. Więc polecam. Pod poprzednią audycją faktycznie moja rozmowa z Karen W. Polecam do przeczytania. Natomiast czy świadomość wyszła ze źródła, czy może została stworzona przez źródło? A jak ja powiedziałem? Powiedziałem, że pochodzi od źródła. Tak na dobrą sprawę nie określiłem dokładnie tego procesu tworzenia, bo przyznam się szczerze, że się nad nim nie zastanawiałem. Natomiast biorąc pod uwagę, że pewne kryteria moralne, tak zwane, ja to tak nazywam, mamy zapisane w duszy od początku.
Nie wiem. Dla mnie osobiście niewiele to zmienia z punktu naszego rozwoju, ale moim zdaniem pochodzi ze źródła. Nie, że została stworzona przez źródło na nasze potrzeby, tylko ja twierdzę, że pochodzi ze źródła. Natomiast pewnie nie wszystkie informacje są nam udostępnione. Tak myślę, że nie do wszystkich informacji mamy zawsze dostęp. Zresztą myślę, że tych informacji za dużo też nie możemy mieć, bo byśmy sobie po prostu z nimi nie poradzili. Zobaczcie, jak jest nawet z taką zwykłą ziemską informacją. Niestety z przykrością, nie lubię tego mówić, natomiast z przykrością obserwuję podczas rozmów, gdzie napływ informacji czytanych, zasłyszanych powoduje często w głowie rozmówcy zamiast usystematyzowanie tego i dojście do jakiegoś konsensusu, do jakiegoś wniosku często powoduje wprost przeciwnie – chaos. Więc myślę, że nasze fizyczne mózgi nie zaczną pracować na jakichś innych częstotliwościach, bo te informacje mogłyby być dla nas na pewno zabójcze. Przynajmniej ja tak myślę, że moglibyśmy tego nie ogarnąć.
No dobrze, widzę, że nic nie widzę.
[02:05:39] - Ja widzę, że tutaj coś widzę i zaraz panu prześlę. Dosłownie za sekundkę. Korzystając z tej chwili ciszy na antenie przypomnę kontakt do Radia Paranormalium, pod który można dzwonić. Przypomnę, że to jest numer telefonu 530 620 493. Ze Skypem to tak ryzykownie, dlatego na Skypie raczej sugeruję pisać niż dzwonić. Skype: radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu: 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, z których zresztą państwo aktywnie korzystacie, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Świata Oczami Duszy, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne ciekawe wiadomości na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Sypnęło trochę tymi komentarzami.
[02:06:49] - No dobrze, właśnie tutaj widziałem wyjaśnienie, rozwinięcie myśli przez Ghosta, której nie miałem w poprzednim pliku komentarzy. Już ją przeczytam z przyjemnością, jak tylko ją delikatnie namierzę. Że może być różnica w tym, czy jest stworzona i czy pochodzi ze źródła. Jeżeli jest stworzona, to może zaczynać od początku swoją drogę bez wiedzy źródła i musi jednak ewoluować, rozwijać się tak, jak niektórzy twierdzą, na przykład Karen. No dobrze, to spróbujmy to przeanalizować wW taki zwykły ziemski sposób, że skoro zostałaby stworzona po to, żeby się rozwijać, żeby ewoluować i tak dalej, to jaki byłby sens tej ewolucji? Po co ta świadomość miałaby ewoluować? I czemu ta wiedza wynikająca z tej ewolucji miałaby służyć? Bo ja wychodzę z założenia, że jeżeli jest doświadczenie, to jest jakiś cel tego doświadczenia. Po coś to doświadczenie się robi, żeby się czegoś dowiedzieć, żeby coś zrozumieć, żeby wyciągnąć jakieś wnioski. Jakie wnioski miałaby wyciągnąć nasza dusza z tej ewolucji?
To troszeczkę dla mnie tak, jakby Pan Bóg czy źródło tworząc ziemię i życie na ziemi nie wiedział, co z tego wyniknie. I teraz chciałby się czegoś tam o tych ludziach dowiedzieć. I znowu sobie tutaj jako ludzie przypisujemy niebagatelną rolę rozwijania, że my jako ludzie umożliwiamy duszy, czyli naszej świadomości czy boskiej świadomości, możliwość poszerzenia świadomości źródła. Jaki z tego byłby wniosek? Czyli znowu jako ludzie przypisujemy sobie tutaj jakąś gigantyczną rolę uświadamiania Boga. Nie wiem, dla mnie to jest jakieś takie absurdalne. Czemu nie możemy po prostu zrozumieć, że jesteśmy jedną z wielu setek tysięcy milionów istnień we wszechświecie? I skoro domniemujemy, że są jakieś wyższe cywilizacje, które nas odwiedzają, które przekazały nam swoją wiedzę, które nami manipulują, które panują nad naszymi emocjami, to by wszystko wskazywało, że jesteśmy na samym końcu tego łańcucha pokarmowego. Czyli nazywając rzeczy po imieniu jesteśmy najgłupsi we wszechświecie. I teraz my sobie próbujemy wmawiać, że jesteśmy tacy wielcy i potężni, że Bóg czy źródło czerpie z naszych doświadczeń, że jest niesamowicie zainteresowany i brakuje mu tej wiedzy.
I dlatego my jesteśmy tymi, którzy tą wiedzę Bogu dostarczamy. Wierzycie w coś takiego? Ja w to nie wierzę. Jeżeli są cywilizacje, byty, które w jakiś sposób mogą z końca wszechświata do nas się tutaj dostać, a my nie możemy się dostać na Marsa czy gdzieś tam, to kto w tym wszechświecie jest mądrzejszy, bardziej zaawansowany i tak dalej? My czy tamte byty? Skoro to one nami manipulują, to one nas wykorzystują. Jeżeli Bóg, źródło, stwórca stworzył takie byty, to czego on nie wie o ludziach? Jaka wiedza mu jest potrzebna? Jakiej wiedzy my mu dostarczamy? Tak się nad tym zastanawiam z ziemskiego punktu widzenia.
Oczywiście znajdą się na pewno tacy, którzy zarzucą mi to, że ja próbuję poznać plany Boga czy coś w tym stylu. A z drugiej strony, skoro sobie tak luźno dyskutujemy, to dlaczego nie mielibyśmy się nad tym pozastanawiać? Co w tym jest złego? Moim zdaniem, jeżeli patrzeć na to w ludzki sposób, to jesteśmy jedną z ostatnich cywilizacji, czyli najkrócej istniejących cywilizacji we wszechświecie. Więc skoro udało się stworzyć cywilizacje, które są dużo bardziej zaawansowane, które już parę tysięcy lat temu dostarczały nam informacji, penetrowały naszą planetę, obdarzały nas swoją wiedzą, to znaczy, że są dużo mądrzejsze. Skoro one już odkryły sposób, jak się przemieszczać pomiędzy układami słonecznymi i tak dalej, a my tego jeszcze nawet nie jesteśmy w stanie zbadać, to ja twierdzę, że my jesteśmy najgłupsi we wszechświecie. I twierdzę, że to my potrzebujemy pomocy. My potrzebujemy wsparcia, żebyśmy się po raz kolejny nie pozabijali, po raz kolejny nie wysadzili jakiejś planety w powietrze i nie zaczynali wszystkiego od zera. Więc ja siebie traktuję jako takie tyci, tyci, tyci ziarenko w jakimś ogromnym mechanizmie wkomponowanym we wszechświat i nie przypisuję sobie żadnej niesamowicie gigantycznej roli dostawcy Bogu jakichś ważnych dla niego informacji. Ja myślę, że to my jako ludzie dostaliśmy możliwość stworzenia na Ziemi życia i życia na jakimś przyzwoitym poziomie.
I to ktoś nam pomaga się rozwijać, a nie my pomagamy jemu się rozwijać. Więc może jeżeli odpuścimy trochę z tym zadzieraniem nosa i patrzeniem na wszystko przez pryzmat... naszego rozbuchanego ziemskiego ego, to może dojdziemy wspólnie do wniosku, że bez duszy nie doszlibyśmy do tego miejsca w naszym rozwoju, w naszej ewolucji, w którym obecnie jesteśmy. Ja tak przynajmniej uważam. Coś tutaj było na temat matematyki. Matematyką można manipulować tak jak w polityce. Nasza historia to pic na wodę. Każdy tworzy własne historyjki, najczęściej z subiektywnego punktu widzenia. To jest system manipulowania ludźmi. Odniosę się do tego troszeczkę, bo kto ten system manipulowania ludźmi stworzył?
Zastanówcie się, kochani. Zastanówcie się. Cały czas, jak słyszę tę teorię, że ktoś nami manipuluje bez chęci spojrzenia w głąb siebie i zobaczenia, jak bardzo my sami sobą manipulujemy, jak bardzo nasza podświadomość manipuluje nami. Nasza własna podświadomość. Nie cudza podświadomość, tylko nasza własna. Zanim zaczniemy budować teorie spiskowe, to zastanówmy się, kochani, jak bardzo my sami sobą manipulujemy, jak bardzo dajemy sobą manipulować na skutek wzorców, które ktoś kiedyś nam przedstawił jako prawdę. Jeżeli ktoś nami manipuluje, to tak naprawdę najbardziej zmanipulowali nami nasi najbliżsi w naszym dzieciństwie, bo to w ich prawdy tak naprawdę przez większość swojego życia wierzymy. Nie w jakieś prawdy narzucone przez inne byty, przez inne cywilizacje, tylko przez prawdy, które zostały nam przedstawione w naszym najbliższym otoczeniu, wśród naszych najbliższych, ukochanych rodziców, dziadków, wujków, cioć i przyjaciół. Znowu mnie się przewinęło. I znowu tutaj się pojawia temat.
Widzę z uporem i konsekwencją. Gdzie to było? Bo mi tutaj umknęło to. Tutaj, że dusza ma tego wszystkiego doświadczać po coś. I znowu wracamy do punktu wyjścia. Znowu pojawia się stwierdzenie, że dusza ma doświadczać po coś. Znowu po trzech godzinach gadania dzisiaj pojawia się ten sam wątek, gdzie cały czas twierdzę, że dusza nie doświadcza dla samej siebie. Dusza ma w nosie zbieranie jakichkolwiek doświadczeń. Ona z tych doświadczeń nie korzysta. Ona nie ma takiej potrzeby.
Zbiera te informacje tylko dla nas, żebyśmy to my jako ludzie mieli coraz większą świadomość tego, co jest dobre, a co złe. I do momentu, dopóki chcecie, kochani, wierzyć w to, że żyjecie tutaj na ziemi po to, żeby dusza mogła doświadczać, tak długo dajecie sobą manipulować. Wiem, że teraz spadnie na mnie fala krytyki, ale trudno. Gość pisze: „To znaczy ja bym był bardziej za stwierdzeniem, że człowiek i dusza się rozwijają razem, z czego człowiek korzysta z wiedzy duszy, która jest zawsze bardziej rozwinięta przez wieki rozwijania się i bycia tutaj na ziemi z ludźmi. Z czasem bardziej rozwinięte dusze mogą opuszczać ziemię i rozwijać się dalej w innej rzeczywistości. Poza tym często słyszy się, że dusza ma ponownie wrócić do źródła, więc może jej celem być powrót do Boga po odpowiedniej ścieżce rozwoju. A Ziemia i człowiek przecież nadal może trwać i się rozwijać i nawet wyruszyć w kosmos i rozwijać nadal. Człowiek przecież nadal będzie posiadał inne dusze”. Zaraz doczytam. „Inne dusze będzie posiadał”.
Jeżeli, drogi goście, taka wersja cię bardziej przekonuje, to jak najbardziej nie będę z tym dyskutował. Oczywiście nie będę z tym dyskutował. Jeżeli dusza wyszła ze źródła i ma do tego źródła wrócić, to cały czas kręcimy się w kółko, ale każdy ma prawo w to wierzyć. Tylko z drugiej strony powiedzcie mi, co to zmienia dla nas, dla ludzi? Co to zmienia? Dla nas istotne jest to, moim skromnym zdaniem oczywiście, żeby umieć wykorzystać to, co nam zostało dane do tego, żeby się rozwinąć. I to jest cały czas dla mnie fascynujące, że od 30 odcinków namawiam was do tego, żebyścieZajrzeli w głąb siebie, żebyście usiedli, zastanowili się nad sobą, nad swoimi błędami, nad swoimi ograniczeniami, nad swoimi wzorcami z podświadomości, nad swoimi intencjami, nad swoimi lękami. Do tego was namawiam. Nie grzebcie, nie szukajcie tam, gdzie nie powstały wasze problemy. Tylko ta cała rozkminka, że to dusza się rozwija, że to dusza ma plan, że my tutaj coś, powoduje to, że cały czas uciekacie od tego, żeby stanąć przed lustrem i zrobić rachunek sumienia.
Gdzie powstały nasze problemy ziemskie? Czy one powstały w niebie? Czy one powstały po tamtej stronie? Czy to, czy człowiek się rozwija, czy dusza się przy okazji rozwija, czy dusza wyszła ze źródła, czy wróci do źródła i cały ten proces odmieni wasze życie? Czy ta wiedza oprócz samej wiedzy wpłynie na zmianę waszego poziomu i standardu życia? Czy spowoduje to, że jutro wstaniecie bardziej zadowoleni, bardziej uśmiechnięci i od jutra już będziecie szczęśliwi? Czy to coś zmieni? Moim zdaniem niewiele. Przynajmniej nie na długo. Bo problemem nie jest to, czy dusza wróci do źródła, czy nie wróci do źródła.
Problemem jest to, co jest zapisane w naszych emocjach. Problemem jest to, co nas ogranicza, a ogranicza nas lęk, który jest zapisany we wzorcach podświadomości. I te całe poszukiwanie jest tylko ucieczką przed tym, żeby usiąść i zapytać się: stary, stara, co tak naprawdę spowodowało, że jesteś w tym, a nie w innym miejscu swojego życia? Co ty zrobiłeś, co ty zrobiłaś bądź czego nie zrobiłaś, że do takiej sytuacji w swoim życiu doszłaś czy doszedłeś? I tego nie sprawił żaden Bóg ani żadna dusza. To zrobiłem ja, to zrobiłeś ty. To zrobił każdy, kto słucha dzisiejszej audycji bądź jej wysłucha kiedykolwiek. Więc kochani, bardzo was proszę, przestańcie się oszukiwać. Zrozumienie mechanizmu ułatwia. Ułatwia, natomiast nie rozwiązuje problemów, bo problemy tak naprawdę nie powstają w sferze duchowej, bo ziemskie problemy powstają tutaj, na Ziemi.
I skoro tu na Ziemi powstały, to tu na Ziemi trzeba je rozwiązać. Sfera duchowa nie szuka problemów. Skoro mówimy o tych niesamowicie przyjemnych uczuciach, które towarzyszą większości ludzi, którzy opuszczają ciało, to jest taki wniosek, że w świecie duszy panuje miłość, spokój, cisza, równowaga i tak dalej. Bezpieczeństwo. I czy gdybyście to wszystko mieli, bylibyście szczęśliwi? Bylibyście szczęśliwi. Więc dlaczego nie możecie tego z tamtej strony przynieść tutaj na Ziemię, zabrać ze sobą, napakować w walizki i przywieźć tutaj na Ziemię? Ponieważ podczas wybudzenia się, podczas powrotu na Ziemię uruchamia się podświadomość i każe się bać. Więc to nie dusza jest problemem. To nasza podświadomość jest problemem.
Więc tak długo, jak omijacie temat podświadomości, tak długo, jak omijacie problem zrozumienia samego siebie, jak długo koncentrujecie uwagę na zrozumieniu Boga, tak długo dusza do was nie przemówi, tak długo świadomość do was nie dotrze i tak długo pozwolicie podświadomości decydować o swoich reakcjach, zachowaniach i decydować w ten sposób o swoim własnym życiu. Więc oczywiście można. Możemy dalej dyskutować na ten temat przez następne 30 audycji i za 30 audycji wrócimy do tego samego tematu. Tutaj się pojawiły wątki. Nie wiedziałem, że Einstein był upośledzony. Był upośledzony umysłowo. Einstein i Newton mieli autyzm, a najlepszy dar dla genialnych umysłów to zespół sawanta. Jak to możliwe? Był wybitnym fizykiem. Mechaniczne uszkodzenia mózgu dają nam ogromne możliwości i boską mądrość.
Panie Sławku, Ghost Kodłatej pisze: panie Sławku, mówiąc system manipulowania ludźmi mam na myśli szkoły, edukację głównie. Jest to jakiś mechanizm. Media są manipulatorem. 90% informacji według moich ustaleń i wyczytanych rzeczy dociera do nas za pomocą naszego wzroku. Zresztą zastanówcie się, co uruchamia wzrok, a co uruchamia słuch. Jaki jest odbiór informacji, którą widzimy? Rozmawialiśmy o tym przy okazji teledysku, że sama muzyka słuchana uruchamia co innego, a dołączony do tego obraz uruchamia zupełnie coś innego. I nasza podświadomość najwięcej informacji czerpie właśnie z naszego wzroku. Kiedyś mówiłem wam o skutecznych, pytaliście mnie o mechanizmy, o afirmacje, o wizualizacje i tak dalej. I otóż skuteczna wizualizacja czegoś, co chcemy osiągnąć w życiu, właśnie polega na tym, żeWyobrażamy sobie swoje marzenia.
Tylko aby te marzenia były wiarygodne, jakie są wskazówki? Aby marzenia były wiarygodne dla naszej podświadomości, powinniśmy się w swoich wizualizacjach przypominać sytuacje, w których podobne rzeczy się już w naszym życiu wydarzyły, żeby nasza podświadomość uwierzyła, że to jest możliwe. Na tym polega skuteczna wizualizacja. Dobrze. Co my tutaj jeszcze mamy? Tu jakiś ciekawy wątek się przewinął. Może źle się wyraziłem mówiąc: poprawię się. Mam na myśli, że dusza ma zadanie, magazynuje i zbiera to wszystko po coś. Dokładnie tak. Magazynuje, zbiera, wyciąga wnioski.
Konfrontuje to, nazwijmy to umownie, z mądrością źródła, czyli dokonuje analizy naszego postępowania na podstawie jakichś uniwersalnych wzorców, nazwijmy to moralności. I te wnioski i te doświadczenia, które są ważne dla budowania naszej świadomości, magazynuje nie po coś, tylko dla nas. Dla nas, konkretnie dla nas. Nie dla siebie, tylko dla nas. Dusza jest darem. Ghost pisze: „Nie, że mi odpowiada, tylko tak gdybam à propos tego, czy dusza wyszła ze źródła, czy została stworzona. Z tym że nadal pan może mieć rację w tym, co głosi. To przecież nie koliduje. Rozwija się człowiek, rozwija się dusza. Człowiek może zaglądać w głąb siebie i czerpać z wiedzy duszy.
Uwaga, nie twierdzę, panie Sławku, że tak jest, tylko może tak być. Zatem nie zaprzeczam pana słowom. Mi nie chodzi o to, czy coś zmieni, tylko o prawdę, jak jest. Po prostu ludzka ciekawość. Może ciekawość podświadomości, jak pan mówi. Ja wyżej pisałem: dobrze znać całą wiedzę, a nie jej fragment. I nie chodzi tu o władzę czy satysfakcję z posiadania wiedzy. Chodzi o prawdę. A do czego nas ta prawda zaprowadzi, to już zupełnie inna historia.” Chyba. Tutaj, Goście, się całkowicie z tobą zgadzam i ja się nie odżegnuję od tego i nie ukrywam prawdy, która w moim przekonaniu jest oczywiście prawdą, tylko cały czas namawiam, żeby nie przeceniać, nie wychodzić z założenia, że jeżeli więcej będę wiedział, to będę bardziej szczęśliwy albo że to w jakiś sposób wpłynie na moje życie.
To tylko o tym mówię. Jeżeli ktoś, tak jak ty teraz twierdzisz, że chodzi ci po prostu o to, żeby się czegoś tam dowiedzieć, bo chcesz na przykład zrozumieć, bo jest ci to do czegoś potrzebne, to ja to całkowicie rozumiem. Ja, broń Boże, nie neguję i nie mówię, że to jest zła droga rozwoju. Ja też cały czas szukam odpowiedzi jeszcze na jakieś tam pytania. Więc okej, całkowicie cię to rozumiem. Natomiast cieszy mnie, jeżeli to powoduje dyskusję, a nie wzajemne przekonywanie się. Bo być może ja pewne rzeczy, zwłaszcza już gdzieś tam na którymś etapie audycji, po iluś tam godzinach tego gadania mogę nie wszystko wyłapać, może nie wszystko wypowiedzieć tak, jakbym to precyzyjnie chciał wyjaśnić. Więc też mogą być pewnego rodzaju z mojej strony jakieś tam przekłamania. Nie mówię, że nie. Natomiast odnosząc się do tego, czy dusza wyszła ze źródła, czy została stworzona.
Człowiek się rozwija, rozwija się i dusza. Człowiek może zaglądać w głąb siebie i czerpać z wiedzy duszy. Ja powiem tak: człowiek powinien zaglądać w głąb siebie, bo jedyną rzecz, na którą mamy jakikolwiek wpływ i jedyne, co możemy zmienić, to samych siebie. Ja słyszę często w rozmowach: „A, bo inni się nie rozwijają. Dlaczego inni się nie rozwijają? Dlaczego inni są tacy? Dlaczego inni są tacy? Jak to by było fajnie, gdyby wszyscy siedzieli i słuchali tutaj audycji pana Sławka. Jaki świat byłby piękny, jaki byłby cudowny”. Guzik.
To jest znowu ucieczka. To jest znowu zajmowanie się kimś innym, a nie zajmowanie się sobą. Jedyne, na co mamy wpływ, to na samych siebie. I tylko to możemy zmienić. Nie mamy prawa zmieniać innego człowieka, nie mamy prawa zmuszać go do zmiany. Jedyna płaszczyzna, na której coś możemy zrobić, to możemy zmienić samych siebie. A tak dokładnie, to kochani, nie zmienimy świadomości swojej duszy, nie wymażemy tego wszystkiego, przez co razem z nami przez wszystkie wcielenia przeszła. Nie wymażemy wniosków, które z tych doświadczeń zostały wyciągnięte. Co możemy zmienić? Na co mamy wpływ?
Tylko na zmianę podświadomości. I tylko do tego ogranicza się nasza praca tutaj na Ziemi. Nie do zmiany ludzi, nie do zmiany świata. Świat się zmienia przez to, że zmieniają się pojedyncze jednostki.Że pojedyncze jednostki mówią w którymś momencie: dość! Tak nie może być. Trzeba inaczej. Nie można wykorzystywać innych ludzi. Nie można zabijać niewolników. Nie można tego, nie można tamtego. Nie można bezkarnie zabijać zwierząt.
Nie można bezkarnie czerpać tylko korzyści materialnych z pracy innych ludzi. Nie można ich poniżać. Tylko poprzez działania jednostek, które zdecydowały się na powiedzenie dość, zmienia się świadomość naszego otoczenia. Nie mówię, że od razu. Jedyną rzecz, na którą mamy tak naprawdę wpływ, to na zmianę samego siebie. Nie na zmianę swojej świadomości, nie na zmianę źródła, tylko na dopuszczenie naszej duszy do tego, żeby do nas przemówiła i żeby podzieliła się z nami wnioskami z naszych wszystkich dotychczasowych wcieleń. I posłuchania jej, jak należy czynić, bądź czego nie należy czynić i powstrzymać naszą podświadomość przed narzucaniem nam tych wzorców, którymi ktoś nas 10, 20, 30, 50 lat temu obdarzył. I to jest wszystko. I to jest tak naprawdę wszystko, co my możemy zrobić. Dlatego ja mówię: skoncentrujmy się na sobie, nie zmieniajmy całego świata naokoło.
Moje pytanie na początku brzmiało: czy chcecie zmienić swoje życie? Czy chcecie zmienić samego siebie? Najłatwiej jest zmienić życie. Najprościej by było powiedzieć, jak ludzie w naszym otoczeniu mają robić, postępować i się zachowywać, żeby nam było dobrze. Tak jest najłatwiej, bo można to zrobić palcem wskazującym, siedząc na fotelu. Powiedzieć: ty zrób to, ty zrób to, a ty zrób tamto. To nie wymaga żadnego wysiłku, a życie staje się prostsze. Życie staje się przyjemniejsze. I poniekąd do tego jako ludzie dążymy, żeby świat bez naszego udziału, bez naszego działania, świat wokół nas się zmienił. Najłatwiej nam jest oceniać.
Najłatwiej nam jest krytykować. Najłatwiej nam mówić ludziom, jak mają robić. I najłatwiej na innych zwalić swoje własne niepowodzenia. A tak naprawdę to jedyną pracę, jaką możemy wykonać, chociaż nie lubię tego określenia „praca”, ale jedyną płaszczyznę działania, jaką mamy, to jest praca z samym sobą, poznanie samego siebie. Tylko to niestety wymaga jakiegoś wysiłku. To wymaga na przykład szczerości i uczciwości względem samego siebie. To wymaga czasami usłyszenia: nie, wmawiałem sobie, że siebie kocham, ale tak naprawdę nawet nie wiem, czego ja w życiu chcę. Ale tak naprawdę to nigdy nie miałem odwagi sięgnąć po to, żeby być szczęśliwym. Tak naprawdę to całe życie się czegoś bałem. I to jest płaszczyzna, na której możemy cokolwiek zrobić.
Nie płaszczyzna poznania planu naszej duszy. Ghost pisze: dlatego ja pana nie chcę przekonać po prostu poprzez dyskusję. Chcę pokazać, że może są jeszcze inne możliwości, o których nie wiemy. Tak, czasami dostrzegam przekłamania w pana wykonaniu à propos tego, co napisałem, ale rozumiem, audycja jest na żywo. Powiem tak, drogi goście, to o tym, co ja mówiłem, że ty jesteś akurat w moim przekonaniu takim człowiekiem, który oprócz poznania dwóch stron monety jeszcze będzie się zastanawiał nad jego grubością, materiałem, procesem i przeznaczeniem. To jest tylko oczywiście komplement. Bo ja wiem, że to nie jest łatwe w życiu codziennym mieć mnóstwo dylematów i szukać odpowiedzi na pytania, nad którymi gro ludzi się w ogóle nawet nie zastanawia. Patrzą: o, 10 złotych i to jest cała ich potrzeba zdobywania wiedzy na temat przedmiotu, który mają w ręku. I to nie jest tak, że ja tych dyskusji nie chcę, bo ja lubię dyskutować. Tylko uwierzcie mi też, że z chęcią bym podyskutował.
Wpadnijcie do mnie na grilla, usiądziemy. Jak ktoś ma ochotę zrobi sobie ziemniaka, inny sobie zrobi kiełbaskę. Możemy coś wypić, Coca-Colę czy herbatę i sobie posiedzieć, podyskutować. Czyli zrobimy przyjemne z pożytecznym. Natomiast uwierzcie mi, że w tej chwili zaraz będzie tam dobiegała czwarta godzina naszej audycji. I tak, praktycznie ja czasami wszystkiego tutaj nie wyłapuję. Mówię, tam troszeczkę przewinę, tu mi gdzieś coś ucieknie. Czasami odpowiadam na jedno. Staram się koncentrować tylko na tym, co w danej chwili czytam, ale gdzieś czasami kątem oka już patrzę na następny komentarz, czy przypadkiem nie pojawi się jakieś wyjaśnienie. Musielibyście spróbować, jak to jest.
Więc tak, oczywiście proszę o wyrozumiałość, ale też się nie uważam za jakiegoś wielkiego radiowca i nie mam żadnego doświadczenia. Teraz już mogę powiedzieć, że mam, bo te 30 audycjiJuż jakimś doświadczeniem. Jakichś doświadczeń mi dostarczyły. Natomiast czasami, drogi goście i drodzy moi pozostali słuchacze, ja mam też jakąś wizję. Słuchajcie, żeby nie było tak, że ja tutaj jestem, bo nie takie było założenie. Ja przynajmniej o takim założeniu nie słyszałem, że ja siedzę przed laptopem i odpowiadam na wasze pytania, rozwiązuję jakieś wasze dylematy i tak dalej. Moim założeniem było to, żeby przekazać pewne informacje, pewną wiedzę. I ja to chcę robić i to robię, ale to ja mam wizję, jak tą audycję chcę poprowadzić. Więc to, że czasami ja się burzę, że ta audycja wygląda troszeczkę inaczej, ponieważ to mnie obdarzyliście 30 odcinków temu obowiązkiem i odpowiedzialnością za prowadzenie tych audycji. Owszem, drogi Ghost, Adam i od czasu do czasu ktoś się pojawi z tematem na przykład na jakąś audycję, że chciałby, żeby poruszyć taki temat czy inny temat.
Więc albo sobie wspólnie ustalamy na przykład, na jaki temat chcemy porozmawiać i ja się do tego tematu gdzieś tam przygotowuję i po tym temacie sobie krążymy i sobie dyskutujemy. Natomiast jeżeli zrzucacie na mnie odpowiedzialność za prowadzenie i wymyślanie tematów do audycji, to też dajcie mi możliwość realizowania tej swojej wizji. Nie oczekujcie, że ja też w ciągu audycji sobie to wszystko poprzestawiam tylko dlatego, że ktoś ma jakieś pytanie czy dylemat. Nie jestem w stanie czasami po prostu. Więc bardzo proszę o odrobinę wzajemnego zrozumienia. Tak, absolutnie się Ghost pisze. Zgadzam, że należy koncentrować się na sobie i zaglądać w głąb siebie, rozwijać się duchowo, ale moim zdaniem to zupełnie nie koliduje z zainteresowaniami takimi ludzkimi. Moim zdaniem to nawet powinno iść w parze. Może rozwój przyjemniejszy i więcej szczęścia w życiu takiego człowieka, o którym pan mówi. Dla mnie, kochani, temat tego rozwoju duchowego.
Najciekawsze jest to, że poznanie samego siebie tak naprawdę nie jest płaszczyzną rozwoju duchowego. Bo poznawanie siebie to w pierwszej kolejności jest grzebanie w tym, co ziemskie. I żeby dopuścić do siebie to, co duchowe, to najpierw, ja mówię oczywiście o takim bezkolizyjnym dopuszczeniu, najpierw trzeba zagrzebać w tym, co bardzo ziemskie, bardzo ludzkie, czyli we własnej podświadomości. Ponieważ jeżeli tego nie zrobimy, to to, co duchowe, to, co płynie z naszej duszy, z naszej świadomości, ze źródła bądź z tamtej strony, jak kto by nie nazywał, nie będzie miało możliwości zaistnienia. To jest taki mniej więcej proces, że chcemy się dowiedzieć o tym, co jest z tamtej strony. Chcemy posiąść wiedzę duchową, zdobyć doświadczenia duchowe po to, żeby przekonać swoją własną podświadomość, w nawiasie uwierzyć w to, że w ogóle coś takiego istnieje i przekonać swoją podświadomość, żeby zaczęła tamtą stronę duchową dopuszczać do naszego życia. Więc poznawanie tej strony duchowej i tak w którymś momencie będzie musiało się skonfrontować z naszą podświadomością, bo w innym wypadku pozostanie tylko w sferze mentalnej. Pozostanie tylko w sferze wiedzy. Żeby sfera duchowa mogła w naszym życiu zaistnieć jako działanie i tak musimy w którymś momencie grzebnąć w naszej podświadomości. Więc siłą rzeczy jest to nieuniknione.
Jeżeli chcemy, by to, co nazywamy rozwojem duchowym, przestało być tylko i wyłącznie naszą wiedzą teoretyczną, a przerodziło się w działanie według tych zasad płynących z naszej duszy, z wzorców świadomości i tak dalej, to i tak musimy zmierzyć się ze swoją podświadomością, żeby ją przekonać, żeby według tego pozwoliła nam postępować. I tak na samym końcu będziemy musieli dokonać zmiany wzorców podświadomości. To, o czym mówię, jest tylko próbą skrócenia czasu. To, do czego ja was namawiam, jest tylko próbą namówienia was do skrócenia czasu i do zmierzenia się z tym, co i tak będzie nieuchronne. Bo na samym końcu ostatnim etapem ewolucji jest wcielenie tego, co się usłyszało, tego, co się zrozumiało i tego, co się zaakceptowało. Ostatnim elementem i ostatnim etapem jest wcielenie tego w życie. I dlatego przekonałem się o tym wielokroć i sami najprawdopodobniej przed samymi sobą być może się przyznacie, że mimo olbrzymiej wiedzyKtórą wielu z was, wielu słuchaczy posiada i wie, jak chciałoby postępować, jak chciałoby reagować, jak chciałoby się zachowywać i czym się w życiu kierować. To z wcieleniem w życie tych wzorców jest największy problem. Sama wiedza o tym, jak powinno być, nie wystarczy, bo i tak trafi się ktoś, kto nas wkurzy i znowu zareagujemy w ten sam sposób i znowu popełnimy ten sam błąd. Czyli znowu się damy oszukać.
Znowu zaufamy. Znowu się damy wykorzystać. Znowu się wpakujemy w związek, w którym ktoś nas będzie próbował ograbić z naszych emocji albo będzie prowadził jakieś toksyczne szantaże emocjonalne i tak dalej. Sama wiedza nie zmienia wzorców. Wzorce trzeba zmienić samemu świadomie. To, że dyskutujemy sobie o sprawach duchowych, to jest trochę tak, jakbyśmy cały czas siedzieli w trzeciej klasie i uczyli się tabliczki mnożenia, a tak naprawdę zmierzamy do tego, żeby napisać maturę i zacząć dorosłe życie, dorosłe, świadome życie. To poniekąd wertowanie tych tematów trzyma nas w trzeciej, piątej czy ósmej klasie, ale przed nami wszystkimi jest egzamin dojrzałości, czyli wcielenie tego wszystkiego, o czym się pięknym, szlachetnym dowiedzieliśmy w życie. Ostatni krok w ewolucji. I żeby to zrobić, każdy z nas będzie i tak musiał się zmierzyć ze swoimi wzorcami podświadomości, odebrać im tą bezgraniczną władzę nad naszymi reakcjami po to, aby te wzorce, o których teraz rozmawiamy: o sprawiedliwości, o miłości, o prawdzie, o miłości bezgranicznej, bezwarunkowej, o tych przemiłych uczuciach towarzyszących nam podczas podróży OOBE, o tym spokoju. Żeby to samo, co odczuwamy wtedy, zagościło w naszym życiu tutaj na Ziemi.
Żeby to, co wiemy, czego doświadczyliśmy, stało się naszą ziemską rzeczywistością, a nie było tylko chwilowym doświadczeniem. Bo to jest troszeczkę tak, jakby bezdomnego zabrano, wykąpano, ubrano, nakarmiono, wywieziono na dwa tygodnie nad morze, a następnie przywieziono go, zabrano mu wszystko i odstawiło go z powrotem do miejsca, z którego go się zabrało. Dopóki nie wiedział, że można inaczej. Nie wiedział, co traci. Po prostu sobie żył w przekonaniu, że inaczej się nie da. Jak zaczynamy rozumieć, że inaczej się da, to zaczynamy za tym tęsknić. I ten brak tych uczuć, brak tych emocji w naszym życiu coraz bardziej nam doskwiera. Moim działaniem, moim celem jest ten czas rozterek, czas tego tęsknienia za pomarańczą, który jem raz w roku na święta na przykład. Za moich czasów, starych, więc większości to już nie dotyczy. Żeby nie był tylko na święta, tylko żeby ten pomarańcz towarzyszył mi każdego dnia.
Do tego zmierzam, żeby ten etap rozterek, ten etap rozdarcia, kiedy wiemy, że może być fajnie, a jednocześnie jeszcze nie potrafimy sprawić, żeby na co dzień było tak fajnie, żeby był jak najkrótszy. I na tym się kończy moje przekonywanie. I tak naprawdę też do momentu, dopóki widzę progres, czyli dostaję informację, że faktycznie przeszliśmy z trzeciej klasy do czwartej, jednak posuwamy się nawet powoli w kierunku tej matury. To jest dla mnie jakiś cel zrobione. Natomiast jeżeli ktoś się upiera, że chce siedzieć w trzeciej klasie, to ja oczywiście szanuję jego decyzję. Tylko zawsze mówię to, że ktoś chce siedzieć w trzeciej klasie, to nie znaczy, że ja chcę w tej trzeciej klasie do końca swojego życia prowadzić lekcje na zasadzie wzajemnego szacunku, kochani. Ja chciałbym, żebyśmy robili krok naprzód. Niech to będzie powoli, ale niech będzie ten progres. Także drogi goście. No dobra i wyświetlił mi się komunikat, więc przestałem.
Goście. „Proszę się nie tłumaczyć panie Sławku, ja pana doskonale rozumiem. Ja nie byłbym zapewne w stanie prowadzić takiej audycji. Dlatego gratuluję tego, co pan robi i że pana na to stać, zwłaszcza że musi pan wałkować w kółko to samo”. No właśnie. I to jest chyba dla mnie, kochani, najbardziej męczące. Dlatego pewnie też słyszycie czasami jakieś być może zniecierpliwienie w moim głosie. To zniecierpliwienie trochę wynika i ze zmęczenia, ale właśnie też z tego, że nie sprawdzam się jako nauczyciel. Odbieram to też czasami jako taką swoją własną osobistą porażkę, że nie potrafię w taki sposób przekazać informacji, żebyście to zrozumieli, żebyście to zaakceptowali. Także to też odbieram dość osobiście.Niech pan Sławek pobije w końcu rekord Guinnessa.
Jeszcze chyba mi daleko, ale dziękuję za wiarę we mnie. Marzenka zapytała: w czym? A Kubaty odpisał, że na wijanie. Faktycznie dzisiaj troszeczkę się rozgadałem, ale też czuję, że przekazałem wam przynajmniej najprostszy jak do tej pory sposób. To, do czego chciałbym, żebyśmy wspólnie zmierzali. To nie jest tylko i wyłącznie moje chorobliwe ego czy jakaś misja, czy coś, żeby was przekonać, czy namówić do tego. Ja po prostu mam świadomość tego, co jest jeszcze przed nami. I też wiem, jakie warunki w pewnym sensie powinny być spełnione, żeby ten spokój i tą radość do swojego własnego życia ściągnąć. I gdybym nie miał tej świadomości, to pewnie z przyjemnością bym beztrosko siedział i dyskutował, nie wiedząc jeszcze, jak daleka droga przed nami, licząc, że same te rozmowy spowodują to, że będę szczęśliwy i że wszystko w moim życiu będzie tak, jakbym chciał i w ogóle przez samo mówienie to się wydarzy. Nie, wiem, że się nie wydarzy.
Wiem, że gros z was ma ten sam problem. Wszyscy dokładnie znamy zasady w większości. Możemy się różnić w interpretacji pewnych rzeczy. Możemy się różnić w przekonaniu, czy to dusza się rozwija, czy człowiek i czy człowiek dla duszy, czy dusza dla człowieka, czy czym jest podświadomość, a czym jest świadomość. Możemy się w tym różnić. Natomiast w życiu większości z nas jest jeden wspólny mianownik. Z jakiegoś powodu się tymi tematami zainteresowaliśmy. Najprawdopodobniej z tego powodu, że coś jednak w swoim życiu chcielibyśmy, żeby uległo zmianie. A żeby tak się stało, to ja wiem, że jedyną płaszczyzną, na której możemy coś zdziałać, jest płaszczyzna nas samych, tego, co w nas jest. Tam się wszystko zaczęło, tam to trwa i tam też należy szukać rozwiązań.
I wiem, że prędzej czy później każdy, kto będzie chciał osiągnąć jakieś zmiany w swoim życiu, będzie musiał się zweryfikować sam ze sobą. Kwestia jest, ile czasu to będzie trwało. Docelowo staram się nam wszystkim przyoszczędzić czasu, żeby jeszcze zdążyć w tym życiu złapać jak najwięcej radości, przyjemności, szczęścia, frajdy i tych zwykłych ziemskich przyjemności, których po tamtej stronie niestety nie ma. Więc trzeba się nacieszyć tym, czego oczywiście, kochani, sobie oraz wam nieustająco z całego serca życzę. A ponieważ mamy już dzisiaj, pan Marek już na szczęście mi nic nie podsyła. Wykrzyczałem?
[02:54:40] - No.
[02:54:41] - Ktoś tam jest jeszcze, panie Marku. Ja już myślałem, że wszyscy poszli spać.
[02:54:44] - Jeszcze dwa komentarze od gościa.
[02:54:49] - No tak. „Ale przecież walczy pan z naszymi podświadomościami, a to przecież niełatwa, nawet chyba syzyfowa praca. To znaczy kogoś pan na pewno przekona, za co trzymam mocno kciuki. Może wtedy ta osoba będzie dla nas świadectwem i przekona dzięki temu następne osoby”. Chciałbym, drogi goście, żebym mógł za kogokolwiek cokolwiek zrobić. Czy ja walczę z podświadomościami? Nie lubię. Walka jest czymś negatywnym. Podczas walki zawsze są ofiary. To na pewno nie jest walka.
Może czasami pobudzają troszeczkę czyjąś podświadomość do jakiejś reakcji. Może w jakiś sposób ją u kogoś wystymuluję tak, żeby dała o sobie znać. Natomiast gdyby to miała być moja walka z waszymi podświadomościami, to tak, to byłaby syzyfowa praca. Zresztą nawet się nie podejmuję tego, bo pierwszym krokiem do chęci zmiany podświadomości jest świadomość, że ta podświadomość podlega jakiejś zmianie. Zrozumienie mechanizmu. I tutaj ta wiedza jest potrzebna. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz to jest chęć. Chęć i zgoda osoby właściciela podświadomości. Bez jego udziału nic się nie wydarzy.
A poza tym nikt z was nie zna siebie lepiej niż wy sami. To znaczy, ja powiem tak: w momencie, kiedy pojawi się więcej głosów, że ja próbuję kogoś przekonać do czegokolwiekTo pewnie będzie ten moment, kiedy przestanę prowadzić audycję, bo ja nie chcę nikogo przekonywać. Zwłaszcza, że nie jestem w stanie nikogo przekonywać, ponieważ tak to nie działa. Natomiast jeżeli ktoś ma ochotę, chciałby coś w swoim życiu zmienić, w sobie zmienić, to z chęcią mogę porozmawiać nad sposobem, nad pomysłem, nad tym, jak to zrobić. Natomiast tak jak mówiłem, za nikogo roboty nie zrobię i też te audycje nie służą temu, żeby kogokolwiek przekonywać. Niestety budowanie świadomości polega na tym, że każdy sam musi się o pewnych rzeczach przekonać po to, żeby się przekonać. Dlatego Marzenko, jednej Sławku się nie podejmuj, bo to sensu nie ma. Oczywiście dziękuję ci za ostrzeżenie, ale nie pakuję się w takie rzeczy. Chociaż pewnie jeszcze parę lat temu bym powiedział: „A dlaczegóż nie?” Natomiast nie, w tej chwili już się w takie rzeczy nie pakuję. Jeżeli jest informacja na przykład z waszej strony, że to już jest nudne, że wałkuję cały czas te same tematy i nie posuwamy się do przodu, to zróbmy sobie po prostu kochani przerwę.
To jest moja propozycja. Ja nie mam jakiegoś parcia, aż takiego wielkiego. I też mówię, nie chodzi o to, żeby was przekonywać. Jeżeli to i wam nic już nie daje, to po prostu zróbmy sobie przerwę. Poczekajmy, zweryfikujcie to, poczytajcie, pogrzebcie, potestujcie na sobie i zobaczymy. Może się spotkamy za miesiąc, dwa, trzy, cztery i będziemy rozmawiali już na innej płaszczyźnie. Oczywiście rozmawiam tutaj z grupką ludzi, więc nie wiem, jak reszta się na to zapatruje. Ale macie mnie na Facebooku, macie mnie na Messengerze, macie radio, więc po prostu piszcie. A na dzisiaj myślę, że faktycznie już jak Ghost się pożegnał, to faktycznie trzeba kończyć.
[02:59:20] - A tu się pożegnał, to jeszcze coś napisał.
[02:59:23] - Okej.
[02:59:25] - „Kurczę, znowu coś palnąłem? Okej, to chyba ta późna pora”.
[02:59:30] - Nic nie palnąłeś drogi Goście. Bardzo ci dziękuję za z tą mobilowi, kudłatemu, Ghostowi. Marzenka się tutaj włączyła. Marię mieliśmy przez moment, także fajnie. Naprawdę dzisiaj, jeżeli kogoś pominąłem w wymienianiu, to przepraszam. Natomiast bardzo fajnie dzisiaj, tak żeśmy fajnie kręcili się wkoło tematu. Za co wam bardzo dziękuję. No i cóż, czekam na jakieś informacje od was, co robimy z tym fantem dalej. Poza tym Goście, ja ciebie nawet jakbyś się przejęzyczył albo palnął, to na pewno nie podejrzewam cię o złe intencje, więc spoko, luz, nie stresuj się. I co?
Uciekamy kochani, idziemy spać, odsapnąć. Dzisiaj też jest dzień, więc piszcie kto ma siłę, odwagę i chęci. Piszcie do mnie co sądzicie na temat tego, co dalej robimy, jak ta dzisiejsza audycja wypadła. Też jestem ciekawy, czy ta formuła się sprawdzi. Dziękuję panu Markowi jak zwykle za cierpliwość i tutaj ten techniczny nadzór nad naszymi dywagacjami. I cóż, dobrej nocy, trzymajcie się. Dziękuję za dzisiaj. Uważajcie na siebie i do usłyszenia. Do usłyszenia niebawem. Czyli gdzieś tak za niecały tydzień.
[03:01:16] - Mówił do słuchot państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Mączkowski, autor swoją drogą wideobloga o tym samym tytule, który możecie znaleźć oczywiście na YouTube. Dziękuję jeszcze raz, panie Sławku.
[03:01:31] - Dziękuję panie Marku. Dziękuję wam kochani za dzisiejszy udział.
[03:01:34] - No i oczywiście zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książkę oczywiście jak najbardziej polecamy. Czytajcie, czytajcie, podnoście tę statystykę czytelności w naszym kraju. Książka jest dostępna zarówno w formie papierowej, jak i cyfrowej. Z tego, co pamiętam.
[03:01:56] - Tak jest.
[03:01:57] - Tak więc-
[03:01:57] - Znaczy e-booka, nie audiobooka, ale e-booka.
[03:02:00] - Tak.
[03:02:01] - Znaczy pana Marka namówię, żebyśmy zrobili z tego audiobooka.
[03:02:04] - No nie widzę przeciwwskazań. No ja na razie nagrywam innego audiobooka, ale jak tylko skończę, no to po wakacjach myślę, że możemy zaudiobookczyć pana książkę.
[03:02:19] - Pomyślimy. Ale oczywiście w wersji książkowej jak najbardziej polecam. Także dobrze już panie Marku nie przeszkadzam, bo znowu się rozgadam i faktycznie będzie jakiś rekord Guinnessa.
[03:02:32] - No to idziemy powolutku spać. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Oczywiście na żywo. Oczywiście już za sześć dni dokładnie. Oczywiście o 20:00. Oczywiście na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.