[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Co prawda dzisiaj z pewnym poślizgiem spowodowanym prawdopodobnie przez problemy pogodowe, niezbyt sprzyjającą aurę, ale jednak jakoś udało się wystartować. Zaczynamy kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” poświęconej w całości meandrom świadomości. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:52] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam ponownie, już tym razem w dobrej słyszalności. Witam Was kochani.
[01:00] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu, pod którym będziemy odbierać rozmowy i SMS-y to 530 620 493. Linię telefoniczną będziemy otwierać gdzieś za pół godziny, może troszkę później, ale numer warto zapisać sobie już teraz. 530 620 493. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl, gadu-gadu 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej dzisiejszej audycji na naszych czatach na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i „Świat oczami duszy”, grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z dzisiejszą audycją na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Widzę, że tu już ktoś się zaczyna meldować na czacie na YouTube zawitał Adam If, Adam Eve. Nie wiem jak ten nick odczytać, ale bardzo dziękujemy za to, że jesteś, za to, że nas słuchasz, no i za to, że się zameldowałeś.
A teraz już z czystym sumieniem mogę oddać głos naszemu gospodarzowi, panu Sławkowi. Panie Sławku.
[02:43] - Jestem. Dziękuję, panie Marku. Witam naszego pierwszego słuchacza, który się zameldował. Mam nadzieję, że jest was kochani więcej. Witam was. I od czego zacznę? Zacznę od tego, czego nie dokończyliśmy w poprzedniej audycji, ale zrobię to po raz ostatni, ponieważ przyznam wam się szczerze, że tyle negatywów co po ostatniej audycji, to chyba nie dostałem jeszcze w życiu. Więc tak sobie myślę, że już nie będę na początku czytał komentarzy, bo być może ktoś sobie może pomyśleć, że to są moje poglądy, zanim się dobrze wczyta w audycję. Jeszcze jedna ważna rzecz. Mówiłem o mojej rozmowie z hybrydą.
Zostawiłem to tak w domyśle, nie ustosunkowując się do tego w trakcie audycji. Po audycji padło kilka pytań, czy ja w to wierzę, bo ja oczywiście nie powiedziałem, czy ja w to wierzę, czy nie. Zrobiłem to celowo. Więc od razu teraz mówię: nie kochani, ja nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, wywrotowania tego wszystkiego, co jest stosunkowo proste i obwiniania wszystkich i wszystkiego za to, co się dzieje w naszym życiu. Więc nie, absolutnie nie wierzę. Jedyna rzecz, która mi tam w jakiś sposób mogła pasować, to ten proporcjonalny podział, który usłyszałem i który wam przekazałem, że 22% to ludzie. Zresztą widziałem na Facebooku później, że kilka osób podchwyciło ten temat i mój stosunek do tego jest taki, że jeżeli faktycznie miałbym ten procentowy podział — oczywiście nie lubię tego słowa, podział ludzi — tutaj zastosować, to może bardziej na ludzi, którzy zaczynają budzić swoją świadomość i próbują świadomie wpływać, kierować swoim życiem, próbują budować swoją świadomość w poszukiwaniu jakiegoś głębszego sensu istnienia. I to faktycznie może być około 20% ludzkości. Natomiast faktycznie pozostałe 70% dalej zostawia swoje życie w rękach strachu, w rękach lęku, w rękach podświadomości. To tak, żebyśmy tutaj już nie mieli, znaczy żebyście wy nie mieli wątpliwości co do mojego stosunku do tego.
To dzisiaj o tym wyraźnie i jasno mówię.
[05:32] - Jeżeli wspominaliśmy o komentarzach, to tutaj zauważyłem, że jakieś 16 godzin temu strasznie się gąstro spisał na naszym YouTubie.
[05:42] - Tak. Uwielbiam go, że tak powiem, za to. Natomiast jego komentarze są na tyle obfite, że taka sytuacja, jaką mieliśmy tydzień temu, czyli cztery godziny z kawałeczkiem audycji, mogłoby się stać standardem.Natomiast wiele trafności, wiele fajnych przemyśleń tutaj od niego płynie. Wiele też fajnych pytań, nad którymi warto się pochylić i między innymi też do pytań Ghosta i Koleiora z poprzedniej audycji, kiedy to my z Jubim wdaliśmy się w taką luźną dyskusję na tematy różne. Już nie chciałem tej dyskusji przerywać, nie chciałem przeciągać audycji, dlatego obiecałem, że do tego wrócimy, a że to się świetnie wpisuje też w całą tematykę audycji, która jak zwykle wynikła. Temat audycji tak naprawdę pojawił się w przeciągu ostatniego tygodnia, więc z przyjemnością przeczytam przynajmniej niektóre te komentarze, które fajnie będą nam pasowały do tematu dzisiejszej audycji. Na początku była taka prośba czy tam sugestia, czy nie podjęlibyśmy tematu kronik Akaszy i też trochę za sprawą Jubiego, który poruszył temat kinu i kalendarza Majów, których tam się doczytał w mojej książce. I też padł taki pomysł czy przypadkiem nie poruszyć tematu, przerzeć troszeczkę tematu kalendarza Majów, o którym ja już wcześniej mówiłem. Nawet wspominałem o tym, że być może udałoby się namówić Hanię Kotlicką, czyli najpierw tłumaczkę, później autorkę, a teraz już tak jakby właścicielkę wydawnictwa Pulsar do rozmowy. Jest taka wstępna możliwość z tym, że ona prosiła, żeby ewentualnie dopiero po wakacjach.
Natomiast znam też inne osoby, które dość dużo na ten temat wiedzą, więc jeżeli będzie takie zapotrzebowanie, to z chęcią opowiem o tym, bo tak jak pisałem w swojej książce, tak jak mówię to wam, tak jak przekazuję te informacje czytelnikom swojej książki, że uważam, że kalendarz Majów jest bardzo, ale to bardzo fajnym narzędziem. To nie jest horoskop, tak żebyśmy mieli jasność. To nie jest żaden horoskop, to jest narzędzie do poznania siebie i tylko w tych kategoriach proszę rozpatrujcie to. To nie jest horoskop na przyszłość, to nie jest tarot. To jest po prostu opisanie pewnych mechanizmów, w które jesteśmy, że tak powiem, wplątani. I też możliwość poznania samego siebie. Wymaga cierpliwości na pewno, trochę materiałów, trochę wiedzy, więc tym, którzy będą chcieli zagłębić się bardziej w siebie, poznać samego siebie z chęcią coś więcej opowiem. Ale to mówię, to gdzieś tam w następnych audycjach. Tutaj informacja dla Ghosta, który się pochwalił. Zresztą pan Marek tutaj mówił o swoim kinie.
Jubi mówił o swoim kinie. Ja wspomniałem o swoim. Tu następną osobą, która się też w międzyczasie widzę swoim kinem narodzenia zainteresowała, czyli Ghost napisał: „Bo jestem niebieskim samoistnym orłem”. Mi jako osoby, która już troszeczkę wie na temat kalendarza Majów, to sporo też wyjaśnia na temat twojej osobowości. Pamiętaj. Natomiast to, co się pojawiło w zeszłym odcinku i pytanie właśnie Ghosta: dlaczego po tamtej stronie władzę ma podświadomość, a nie dusza, która po tamtej stronie powinna mieć większą władzę? Podświadomość powinna mieć władzę tylko po tej stronie na ziemi. Przecież po śmierci rozstajemy się z podświadomością. Tu mi właśnie coś nie pasuje. Czy ktoś jednak nami manipuluje, abyśmy nie poznali prawdy po tamtej stronie, kiedy opuszczamy nasze ciało za życia?
Tutaj Kolejarz odpisał, że nie sądzę, że po tamtej stronie władzę ma podświadomość. To jakoś nie tak. Kto tak twierdzi? Owszem, myślę, że u niektórych może wziąć górę podświadomość i potem ich zbłąkane dusze straszą latami w ich domach. To są tak zwane nawiedzone domy. Ghost pisze: „Tak to zrozumiałem z trwającej teraz rozmowy pana Sławka z Jubim oraz innych podobnych rozmów. Mówią w ten sposób, że podświadomość podsuwa im wiedzę z Ziemi. Czyli jeżeli wierzą w Jezusa, to po tamtej stronie zobaczą Jezusa. Jeżeli są wyznawcami Buddy, to zobaczą Buddę. Moim zdaniem prawda powinna polegać na tym, że dusza i energia rządząca po tamtej stronie nie powinny pokazywać nam prawdy, jak to po tamtej stronie wygląda, a nie pokazywać nam iluzję i wiedzę, w nawiasie obrazy z Ziemi.
Można to przecież wywnioskować z wielu opisów ludzi, którzy byli po tamtej stronie. Można dojść do wniosku, że żadna relacja z tamtej strony nie jest prawdziwa, jest iluzją, aby ukryć przed nami prawdę lub coś w tym stylu. Ja nie eksploruję tamtych wymiarów, więc ciężko mi powiedzieć i potwierdzić. Wyciągam tylko takie wnioski”. I to są pytania, wątpliwości z zeszłego tygodnia. Powiem wam, że narobiłem sobie znowu kartek i będę próbował to jakoś logicznie i w jakąś w miarę logiczną całość połączyć. Kochani, po pierwsze do tego tematu odnosiłem się już w jednej z naszych audycji i wyjaśniłem to. Tylko mam takie pytanie: czegoDzisiaj nawet prowadziłem rozmowę z jedną z naszych słuchaczek. Co chcecie tam znać? Jakich informacji tam szukacie?
Dlaczego myślicie, że ktoś zakłamuje obraz po tamtej stronie? Że być może to jest celowa robota, żeby nam nie pokazać prawdy i tak dalej. Jakich informacji szukacie po tamtej stronie? Czego chcecie się dowiedzieć? Moim zdaniem celem każdego doświadczenia jest wyciągnięcie jakichś wniosków. Jakich wniosków? Jakich odpowiedzi wy szukacie? Spotkałem się z takimi stwierdzeniami, że: „No jak to jest? O co tu chodzi? Po co to wszystko?” I tak dalej.
Fajnie, jest to jakieś pytanie. Tylko w dalszym ciągu sprowadza się do tego, że nasza ludzka natura interesuje się wszystkim, tylko nie samym sobą. Interesujemy się życiem innych ludzi, zupełnie odrzucając, odpychając od siebie tematy nasze. Zwróćcie uwagę, jak wyglądają rozmowy między ludźmi. Zwróćcie uwagę, czemu ludzie w swoich rozmowach poświęcają czas. Patrząc na to z punktu widzenia rozwoju świadomości, różnych poziomów rozwoju duszy, rozwoju świadomości. Dusze dziecięce rozmawiają o wszystkich naokoło. Dusze młode rozmawiają o swoich planach, o swoich osiągnięciach, o swoich sukcesach, o swoich podbojach. Dusze dojrzałe rozkminiają sens życia. A kto rozmawia o sobie?
To jest oczywiście luźne pytanie. Ja ciągle się zastanawiam nad sensem właśnie tych podróży, eksploracji OOBE, OBE i tak dalej. Od kilku odcinków namawiam was do transformacji podświadomości, bo uważam, że transformując podświadomość nie zrobimy sobie krzywdy. Natomiast uważam, że większą krzywdę możemy zrobić sobie podczas podróży, niewłaściwie interpretując to, co zobaczymy podczas takowych podróży. Transformując podświadomość, dowiadujemy się coraz więcej o sobie, co oczywiście jest niezbyt fajne. To nie jest zbyt fajne doświadczenie, dowiadywać się czegoś o sobie. Zwłaszcza że najczęściej na końcu tej informacji jest informacja, że to my w którymś momencie coś zrobiliśmy nie tak. My jako ludzie wolimy uciekać od poznania samego siebie i dlatego często zmieniamy otoczenie, bo nas na przykład nie lubią w pracy, bo nie mamy znajomych albo nas wykorzystują, bo się nie dogadujemy. Zmieniamy partnerów, bo się nie możemy dogadać. Nie wiem, czy już wam mówiłem, bo na pewno podczas moich ostatnich rozmów ten przykład się pojawił.
To jest trochę tak, jakby zmienić samochód, którym się spowodowało wypadek. Nie kupię sobie już opla, nie kupię sobie mercedesa, bo miałem nim wypadek. Kupię sobie inny samochód. Tak jakby zapominając o tym, że to nie samochód spowodował wypadek. I w następnym samochodzie, jeżeli nie zmienimy techniki jazdy, swojego podejścia, znowu będziemy mieli wypadek. Dlatego nie zmieniając samego siebie, zmieniając okoliczności, wpadamy z powrotem w tą samą pułapkę, wpadamy z powrotem w te same kłopoty, w te same sytuacje. Bo to, co powinno się zmienić na skutek tych informacji, zostaje niezmienione. A wszystkie te swoje lęki, ograniczenia, blokady zabieramy zawsze ze sobą. Zabieramy do następnego samochodu, zabieramy do następnego związku, zabieramy do następnej pracy, zabieramy do następnego otoczenia. Te informacje, te wypadki, te kolizje, te stłuczki w naszym życiu są dla nas informacją, że robimy coś źle.
Źle dla nas, bo przynosi to nam jakieś negatywne skutki. Często słyszę, że ktoś mnie wykorzystuje, że ja się boję ludzi, boję się wchodzić w jakieś relacje, bo ciągle mnie ktoś wykorzystuje. Miałem to samo. Miałem dokładnie to samo. I wtedy zastanawiałem się, jaki błąd popełniam, skoro sytuacje się powtarzają. Zadawałem sobie to pytanie 25 lat temu. Jaki ja błąd popełniam, skoro ciągle jestem wykorzystywany? Bo jeżeli jestem łatwowierny, naiwny i myślę o innych, że myślą tak samo jak ja, zawsze znajdzie się ktoś, kto to wykorzysta. Mało tego, jak już doszedłem do tego, że taka jest przyczyna, to myślicie, że tak łatwo było to zmienić? Bo co leży u podstaw takiego zachowania, że dajemy się wykorzystywać?
Tak naprawdę, jak już to rozkminicie, jak rozbierzecie tą cebulę, to się okazuje, że u podstaw takiego zachowania leży po prostu lęk. Lęk przed mówieniem o sobie, o swoich potrzebach. Lęk przed mówieniem prawdy. Lęk przed odrzuceniem. I to jest ta prawda, przed którą ludzie ciągle uciekają. Przed tym, żeby zmierzyć się z samym sobą i dowiedzieć się na samym końcu, że tak naprawdę to nikt ich nie wykorzystał. Tylko to my. To ja bałem się powiedzieć „nie”, to ja bałem się przeciwstawić.To ja bałem się powiedzieć prawdę. To ja bałem się zaryzykować, że coś bądź kogoś stracę. I się okazuje, że to nikt nie był winny, tylko nas sparaliżował strach.
Zabrakło nam odwagi do tego, żeby podjąć właściwe działania we właściwym momencie. Więc ja się pytam, czego szukacie po tamtej stronie? Czego się chcecie dowiedzieć? Czego i na samym końcu po co? Dzisiaj podczas rozmowy też usłyszałem na przykład-- chociaż nie, dobra, spróbuję do tego wrócić. Spróbuję do tego jeszcze wrócić. Wróćmy do tych naszych podróży. Wróćmy do tych naszych podróży, do tych dylematów Ghosta i do tych wcześniejszych dylematów. Ja już mówiłem o tym, że świat duszy, świat ducha, świat energii jest światem odczuć. Odczuć.
Nie obrazu. Obrazy są domeną wzroku, a wzrok jest głównym narzędziem, głównym źródłem dostarczania informacji naszej podświadomości. Więc spróbujcie to wziąć na logikę. Co się dzieje, jeżeli nasza podświadomość widzi obraz? Co się dzieje, jeżeli nasza podświadomość widzi obraz? Natychmiast na nią reaguje. I czy jest to obraz rzeczywisty? Czy jest to obraz pochodzący ze wzroku takiego prawdziwego? Czy jest to obraz, który my sobie gdzieś tam w jakiś sposób dojrzeliśmy, to i tak, czy nawet wymyśliliśmy, zwizualizowaliśmy, wymarzyliśmy to i tak dotrze do naszej świadomości, znaczy do naszej podświadomości. I taże podświadomość, o której mówiłem, że ona zawsze rządzi na Ziemi.
Taże podświadomość podsunie do tego jakąś adekwatną i znaną sobie i właściwą według niej reakcję. Dlatego to, co napisał Ghost, może się wydarzyć tak, że wyznawcy Jezusa, szukając we wszechświecie i w zaświatach i w swoich podróżach Boga, zobaczą gościa z długą brodą, ponieważ taki wizerunek Boga mają zapisany w swojej podświadomości. Drogi Goście i drodzy wszyscy słuchacze kochani. Nie ma w tym żadnej manipulacji. Nie ma w tym żadnej manipulacji i nie ma w tym żadnego spisku, że ktoś próbuje coś przed nami ukryć czy ktoś próbuje nami manipulować. I tak dalej, i tak dalej. Nie, bo to my jako ludzie uparliśmy się, że chcemy coś zobaczyć, a świat ducha jest światem odczuć, a nie obrazu. Jak mówiłem, dusza oczu nie ma i jeżeli my nastawiamy się na oglądanie, a dusza to nie kino, więc nikt nami nie manipuluje, to my sobą manipulujemy. To my chcemy widzieć, ponieważ dla nas na Ziemi 90% informacji, która do nas dociera, płynie ze wzroku. Więc ta informacja jest dla nas wiarygodna, jak coś zobaczymy.
Podświadomość rządzi na Ziemi i dlatego obiektywna ocena naszego postępowania nie może następować za naszego życia, ponieważ jesteśmy cały czas pod wpływem podświadomości. Dopiero jak umieramy, kiedy nasz mózg i nasza podświadomość zostaje tutaj na ziemi, to bez tych ziemskich obciążeń, manipulacji podświadomości jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić swoje postępowanie dopiero po naszej śmierci. Czy na Ziemi nie rządzi podświadomość? Przyznajcie się, kto z was twierdzi, że robi coś źle? Kto z was powie tak: ja robię źle? Nie. W tej chwili nikt z nas nie robi źle. Że zrobiliśmy coś źle możemy dojść do wniosku po jakimś czasie, ale w sytuacji, w której dokonujemy jakiegokolwiek wyboru, jesteśmy święcie przekonani, że to jest właściwy i jedyny słuszny wybór. I możemy się wcześniej, człowiek bardziej skomplikowany i człowiek bardziej, że tak powiem, dopuszczający swoją świadomość do głosu, tym może mieć więcej dylematów. Tak, z czasem się te dylematy pojawiają.
Znaczy ja nie nazywam ich może dylematami, natomiast no są rozterki. Jest zastanawianie się, czy aby ta decyzja na pewno jest słuszna. Zaczyna się branie pod uwagę racji innych, innych aspektów, innych płaszczyzn i tak dalej. Natomiast w większości wypadków, kiedy kierujemy się podświadomością, nie mamy żadnej wątpliwości, że to, co w danym momencie robimy, słusznie. Nawet jeżeli trzeba dać komuś w pysk, to zawsze mamy do tego powód. Jeżeli trzeba ukraść z firmy rolkę papieru toaletowego, to zawsze jest jakiś powód. Jeżeli trzeba kogoś podpieprzyć albo podłożyć mu świnię, zawsze jest jakiś powód i zawsze jest wytłumaczenie. Nasza podświadomość podsyłając nam reakcje i decyzje nie ma żadnej wątpliwości i nie ma żadnego zahamowania. Podsyła nam jedyną słuszną informację. Podświadomości na Ziemi nie da się wyłączyć.
Dlatego to, co widzimy podczas podróży, umiejętność interpretacji tego to jest wyższa szkoła jazdy moim zdaniem. Zwłaszcza jeżeli upieramy się, że chcemy coś zobaczyć.Następną kwestię, którą teraz poruszę, jest to, że w sumie są momenty, kiedy jestem zmęczony. Są momenty, kiedy jestem zmęczony audycjami i w zeszłym odcinku w jednym z komentarzy nasz drogi słuchacz napisał taki komentarz, że zaczyna rozumieć mój sposób myślenia, że ja duszę i człowieka traktuję jako jedną całość, nie dwa oddzielne byty. Zresztą dzisiaj podczas też takiej rozmowy ze słuchaczką, takiej prywatnej, pozaaudycyjnej rozmawiałem. I znowu pojawia się ten sam temat, jak ja postrzegam duszę, plan duszy, to doświadczanie i tak dalej. Jak ja to postrzegam? I oczywiście rozmowa. Kochani, powiem wam tak: audycje, w których poruszam te tematy, to jest bodajże 29. audycja. Biorąc średnio tylko po dwie godziny, to jest prawie 600 godzin.
600 godzin mówię już do was o tych tematach. I też mówię o tym, jak postrzegam duszę, jak postrzegam to, kto dla kogo, po co. I zaczynam dochodzić do wniosku, że albo wy mnie nie słuchacie, albo ja jestem dupa, a nie wykładowca, skoro nie potrafię tych prostych tematów wyjaśnić. I tu niektórzy słuchacze, tacy, z którymi mamy kontakt taki audycyjny, są świadkami, kiedy ja od czasu do czasu mam taki dylemat, czy ciągnąć to dalej. Na szczęście zawsze pojawia się coś, co powoduje, że ja do tych audycji wracam. I ostatnio też — wspomnę o tym za chwilę — zrozumiałem następną rzecz odnośnie nas ludzi i naszych ziemskich nawyków, naszych ziemskich ograniczeń. I często zadaję w rozmowach ludziom takie pytanie: co jest głównym celem rozwoju człowieka? Oczywiście nie byłoby odpowiedzi na to pytanie bez cofnięcia się do tego naszego symbolicznego i biblijnego raju. Od czego zaczęła się ta cała awantura? Też o tym mówiłem.
Od jabłka, czyli od drzewa z owocami poznania dobra i zła, czy coś w tym stylu. I zwróćcie uwagę, że do tego cały czas zmierzamy. Adam buchnął to jabłko i może on się po zjedzeniu tego jabłka dowiedział, co jest dobre, a co złe. Natomiast ta jabłonka chyba została w raju. Adam to jabłko opierdzielił całe, nie zostawił nam nawet gryza i my od tamtego momentu jako ludzkość cały czas próbujemy zrozumieć, co jest dobre, a co złe. I tego cały czas się uczymy. Pytanie, jaki będzie wniosek końcowy? Jaki powinien być cel? Celem powinno być poznanie prawdy. Tylko prawdy o czym?
Prawdy o sobie. Nie o wszechświecie, nie o budowaniu, o konstrukcji natury, nie o tym, co nas otacza. Nie poznanie planów Boga, nie poznanie wszechświatu. Poznanie prawdy o sobie. Tak jak mówiłem, chcemy podbijać i badać wszechświat, a nie potrafimy wyleczyć samych siebie. Od zawsze ktoś tworzył dla nas jakieś zasady moralne, święte księgi, ideologie, ponieważ jako ludzie nie potrafiliśmy żyć moralnie. Teraz jesteśmy w takim momencie naszego rozwoju, że odrzucamy wszystko i chcemy być wolni. I powiedzcie mi, co z tego wynika? Bo dla mnie tylko chaos. I jedno pytanie: co z tego chaosu wynika?
Obiecałem, że odniosę się tutaj do pewnych rzeczy. Zresztą to jest też jeden z komentarzy, który się pojawił po ostatniej audycji, gdzie jeden ze słuchaczy zapytał mnie, skąd ja biorę swoją wiedzę, swoje informacje i dlaczego twierdzę, że to jest prawda. Ci, którzy czytali ten komentarz, wiedzą, co napisałem. Napisałem, że to jest dobre pytanie i sam sobie je wielokroć zadawałem i w dalszym ciągu zadaję. Z tą tylko różnicą, że ja nie twierdzę, że to jest prawda. I dlatego namawiam was każdorazowo, ile razy tylko sobie przypomnę i jest jakiś dylemat, namawiam was do tego, żebyście włożyli odrobinę wysiłku w to, żeby to zweryfikować. Namawiam was do tego, żebyście mi nie wierzyli. Zwłaszcza że ja mogę znać jakieś tam prawdy. Mogę znać prawdę o sobie, ale nie znam prawdy o was. Nie znam waszej prawdy.
Tę prawdę musicie poznać sami. Mało tego, gwarantuję wam, że prawdy o sobie nie znajdziecie we wszechświecie. We wszechświecie możecie znaleźć prawdę o wszechświecie. W podróżach, w eksploracji innych wymiarów możecie znaleźć prawdę o innych wymiarach. Prawdę o sobie znajdziecie w sobie. Jak ustalić źródło informacji, które do nas docierają? Ponieważ na początku prowadzenia audycji przyszło mi się zmierzyć z teoriami Toma Campbella, postanowiłem cofnąć się jeszcze troszeczkę dalej. Postanowiłem cofnąć się jeszcze chronologicznie troszeczkę do wcześniejszych czasów i postanowiłem cofnąć się do lat 90. i do książki Neila WessaRozmowy z Bogiem. W latach 90.
był to po prostu fenomen. Bestseller New York Timesa. W ogóle wydarzenie bardzo znaczące w kwestii rozwoju duchowości, zrozumienia Boga, planu Boga, planu duszy i w ogóle całego tego świata duchowego. To było niesamowite wydarzenie. Zresztą w ogóle lata 90. w Stanach były bardzo obfite. Między innymi też bodajże w 1995 pierwsza książka mówiąca o powiązaniu, pierwsza głośna książka, nie wiem, być może wcześniej coś tam się działo, mówiąca o powiązaniu naszych emocji z naszym nastawieniem zdrowotnym, czyli Louise L. Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”. Także te lata 90. były dość obfite w takie wydarzenia.
I od razu mówię: jak Louise przeczytałem, tak „Rozmów z Bogiem” nie czytałem. Natomiast coś tam na ten temat wiem. Dla tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi, nie czytali tej książki, nie spotkali się z tym tematem. Jest to książka, która została napisana przez autora na zasadzie tak zwanego pisma automatycznego, czyli jego myśli, które według niego pochodziły od Boga, a które on po prostu tylko zapisywał. Taka sama podobno sytuacja była z tymi, co napisali, no tych czterech ewangelistów. Też było pisane pismem automatycznym. I po co ten temat poruszam? To znaczy tamtych czterech nie sprawdzę, natomiast Neale Walsch jeszcze żyje, więc jakby działa, funkcjonuje, więc można bezpośrednio jemu zadać to pytanie. Po co o tym mówię? Ponieważ jest tutaj przykład tego, jak Bóg, Stwórca, źródło, dusza komunikuje się z nami.
Za pomocą czego? Za pomocą subtelnych odczuć i myśli. Nie obrazów. Oczywiście nie będę przytaczał wszystkich, znaczy wszystkich nie, bo tam chyba jest trzy czy cztery tomy tej książki i w ogóle jest tego sporo. Więc jeżeli ktoś jest zainteresowany bądź coś mu nie będzie pasowało, bo nie będzie chciał się dowiedzieć, proszę, jest ogólnie dostępne, więc po prostu sobie można kupić i poczytać. Ja poruszę tylko te aspekty, które tutaj wpisują się w temat naszego odcinka i tematu, który dzisiaj poruszę. Ponieważ „Rozmowy z Bogiem”, więc ja troszeczkę przestawię się na ten tryb mówienia tak jakby w imieniu Boga. Nie to, że tak się do tego czuję upoważniony w jakiś sposób, tylko tak, żeby przybliżyć też klimat książki. Jedno z takich stwierdzeń, które się pojawia, to jest takie: Bóg powiedział: „Mówię do was głosem każdego z was. Mówię do was waszym głosem, a wy w ogóle mnie nie rozumiecie”.
Oczywiście wyjaśnię, jak ja to rozumiem. Bóg, nasza dusza przemawia do nas naszym wewnętrznym głosem. W ten sposób Bóg i dusza się z nami komunikują. Więc jeżeli chcecie się czegoś dowiedzieć o sobie, bądź chcecie usłyszeć jakąś informację od własnej duszy, to wsłuchajcie się w samych siebie. Czemu szukacie kolejnych pośredników? Jest w tej chwili odrzucanie wszelkich kapłanów, księży. Tak? Ale co pojawia się w ich miejsce? W świecie duchowym szukamy swoich przewodników, szukamy dusz odpowiedzialnych za nasz plan. Na Ziemi szukamy guru, mistrzów i całej masy ludzi, którzy mają coś wiedzieć o nas.
A oni wszyscy tak samo jak ja wiem tylko o sobie. Nie wiem nic o was. Znam zasady, ale nic o was nie wiem. A nawet Bóg mówi do nas naszym własnym głosem, a nie głosem innych ludzi. Kolejny taki fragment, który zwrócił moją uwagę, chociaż w zasadzie powinien się pojawić na samym końcu tej mojej wypowiedzi, bo nie wiem, czy znacie historię Neale Walscha, jak on był bezdomnym, jak był bez pracy, jak po śmietnikach grzebał i tak dalej. I właśnie słyszał głos: „Czy już masz dość? Czy już masz dość?”. Ja to pytanie zadaję od wielu, wielu lat ludziom, zresztą również sobie, z którymi rozmawiam, którzy narzekają bądź opowiadają, bądź szukają jakichś tam zmian. Może chcieliby coś w życiu zmienić. I ja zadaję pytanie: czy już masz dość?
Czy nadal chcesz testować i sprawdzać granice swojej wytrzymałości? Czy już masz dość? Bo następny cytat z książki to jest to pytanie, na które wiele osób szuka odpowiedzi podczas swoich podróży.Czego dusza, czego Bóg ode mnie chce? I pada odpowiedź, że Bóg chce od nas dokładnie tego samego, czego my chcemy od samych siebie. Ni mniej, ni więcej. Czyli wspiera wszystko to, czego my pragniemy i do czego my dążymy. Nic więcej od nas nie chce. Wniosek z tego jest taki, że to my jako ludzie upieramy się przy tym, że chcemy żyć w lęku, że chcemy żyć w strachu. To nie jest pomysł Boga, to nie jest pomysł naszej duszy. To my jako ludzie.
Każdy z nas wybudował sobie swoją własną fabrykę strachu, swoją własną fabrykę lęku. I kolejną taką też dla mnie z punktu widzenia tego, o czym mówię do was informacją uzyskaną przez autora od, jak twierdzi, od Boga jest to, że wszystkie informacje, które do nas docierają, pochodzą z dwóch źródeł: z lęku i z miłości. I ten nasz tak zwany matrix to jest właśnie ten świat lęku, świat ograniczeń, świat, który sami dla siebie wybudowaliśmy i też świat, który ludzie non stop od wielu tysięcy lat budują sobie nawzajem. Świat, w którym musimy się przekonać, do czego te lęki nas doprowadzą i w końcu w którymś momencie, kiedy już będziemy mieli dość, się z nimi zmierzyć. Zobaczcie, jaki jest paradoks. Paradoks ludzkiej logiki. Prowadzimy często niezbyt fajne życie. Na które narzekamy, które nam się może nie do końca podoba, w którym chcielibyśmy może coś delikatnie bądź mniej delikatnie zmienić. Jeżeli coś w tym życiu się zesa, zawali, to co robimy? Jeżeli jesteśmy osobami wierzącymi, to prosimy Boga o to, żeby nam przywrócił nasze poprzednie życie.
Jeżeli jesteśmy osobami rozumnymi, to robimy wszystko, żeby to poprzednie życie odzyskać. Może niekoniecznie na przykład zawsze z tą samą osobą, ale jednak mimo wszystko, żeby to życie, o którym marzymy, było jednak podobne do tego, które nam się właśnie niedawno wywaliło. Czyli mieliśmy wypadek w życiu i zamiast uświadomić sobie, że to my ten wypadek spowodowaliśmy i coś zmienić, zrozumieć powody tego wypadku, to dalej z uporem maniaka będziemy sobie kupowali następny samochód i próbowali nim jechać w ten sam sposób, w który jechaliśmy do tej pory. Nie wiedząc zupełnie czemu, liczymy, że tym razem obędzie się bez wypadku. Tu już nawet ludzka logika tego nie ogarnia. Więc czym się kierujemy? Straciliśmy nędzne życie. Jesteśmy w sytuacji, w której moglibyśmy zacząć coś od nowa, po nowemu, a robimy wszystko, żeby przywrócić schemat z tego życia, które jeszcze niedawno tak bardzo nam się nie podobało. Ja w tym, że tak powiem, większej logiki nie widzę. Więc jeżeli nie widzę w tym logiki, to znaczy, że coś nas do tego pcha.
Coś, nad czym nie mamy kontroli. Coś, z czego sobie nie zdajemy tak do końca sprawy. No i oczywiście odpowiedź jest jedna. Tym czymś jest nasza podświadomość. Bo czasami coś w naszym życiu się zawala. Coś, co nam się nie podobało. Coś, co płynęło z lęku. Coś, co płynęło z lęku, nie płynęło z miłości nawet chociażby do samego siebie. Tracimy to, by móc na to miejsce bez ryzyka, że coś stracimy, bo już w zasadzie nie mamy nic, wybudować coś nowego. Rzadko kiedy tą szansę wykorzystujemy na zbudowanie czegoś nowego.
Kiepskie, drewniane, może nie za dobre, nieidealne, ale jednak znane. I kurczowo trzymamy się tego, co w naszym życiu jest znane. Znane dla naszej podświadomości, znane dla naszych reakcji. Boimy się zmian, uciekamy przed zmianami. Dlatego też uciekamy przed poznaniem samego siebie. Kochani, bo później zaczęliśmy, ale też patrzę, że się troszeczkę rozgadałem. Jakie są z tego wnioski? Oczywiście książkę przytoczyłem jako przykład i zaraz powiem wam, dlaczego właśnie taki przykład. Pierwszy bardzo smutny wniosek jest taki, że te niespełna 30 lat temu ludzie dostali prosty przekaz. Bóg, nasza dusza mówi do nas naszym własnym głosem, nie głosem innych ludzi.
Prawdy szukajcie w samym sobie, nie we wszechświecie. Nie próbujcie zrozumieć Boga, bo On nic od nas nie chce. Nic więcej niż to, czego my chcemy od samych siebie. Jeżeli są jakieś problemy w naszym życiu, to znaczy, że te problemy wynikają z nas. I kolejny prosty przekaz. Są dwa źródła informacji: miłość i lęk. Miłość pochodzi od Boga. Miłość pochodzi ze źródła. Miłość pochodzi od duszy. Lęk jest wynikiem naszej ziemskiej natury.
Lęk płynie z podświadomości. I co się stało przez te 30 lat? Niewiele. Niby dużo, ale tak naprawdę niewiele, bo to pokazuje, jak bardzo nasza ludzka natura chce wszystko skomplikować. To, co jest proste, musi skomplikować. To, co nie pasuje do wzorca, musi odrzucić.To, co nie pasuje do mojego światopoglądu muszę sprawdzić, muszę się przekonać. I to jest też następny dowód na to, że jeżeli panuje jakiś przymus, naciski, to panują tutaj na Ziemi, bo mimo że dostaliśmy i dostajemy cały czas precyzyjne informacje, które olewamy, które odrzucamy, które chcemy weryfikować, które chcemy udowadniać. Mało tego, chcemy, żeby to ktoś za nas udowodnił i nas przekonał. To i tak przez te trzydzieści lat się nie potrafiliśmy zmienić. Wszystko musimy jako ludzie skomplikować, postawić pod wątpliwość, udowodnić.
Następna ważna informacja, która też między innymi z tej książki płynie, to to, w jaki sposób następuje komunikacja z naszą duszą i ze światem duchowym bądź jak ktoś woli z Bogiem. Ta komunikacja odbywa się w subtelny sposób, na zasadzie informacji, myśli, które nie mają ludzkiego, ziemskiego wytłumaczenia. Nie za pomocą wzroku, nie za pomocą obrazu. Wzrok jest narzędziem podświadomości. Odczucia, subtelne odczucia, myśli są narzędziem duszy i Boga. Czytałem też, jak wgryzałem się troszeczkę w rozmowy z Bogiem i w całą tą historię Neala Donalda Walscha. Była taka historia, kiedy podczas na jedno ze spotkań weszła kobieta, która widać było, że jest poruszona, że jest rozgniewana, że jest po prostu zła. I stanęła, nie usiadła nawet z wejścia od razu zaczęła wykrzykiwać, że ten jego Bóg jest złośliwy, jest zdradny, jest niedobry, ponieważ tutaj wykrzyczała historię, jak z mężem nie mogli mieć dzieci i w wieku nie wiem, roku, dwóch, kilku miesięcy już nie pamiętam, adoptowali synka, chłopca. Kochali go, wychowywali. On ich kochał.
W wieku czternastu, piętnastu, szesnastu lat dowiedział się, czy oni mu powiedzieli, już nie pamiętam, że jest adoptowany. Ten dzieciak zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Stał się agresywny, stał się wulgarny. Przestał się do nich zwracać: mamo, tato. Obwiniał ich, że tak powiem, za wszystko. Za kłamstwo, że nie powiedzieli mu prawdy. Znacie takie historie z życia, więc domyślacie się, co tam się mogło dziać, tak? Oni się bardzo martwili o to dziecko, o tego syna jedynego, swojego adoptowanego. I matka obiecała mu, że jak skończy osiemnaście lat, pozwoli mu się spotkać z jego biologiczną matką. I co się wydarzyło dalej?
Chłopak skończył osiemnaście lat i zginął w wypadku, kiedy jechał na motorze i został rozjechany przez tira. I oczywiście ta zrozpaczona matka całą winę przelała na właśnie tego złośliwego i niedobrego Boga. Oczywiście konsternacja, też ludzie, którzy uczestniczyli w tym spotkaniu też konsternacja, tak? I padło pytanie ze strony autora: „Jak masz na imię?” No i ona odpowiedziała. Chwila zastanowienia i on odpowiedział jej w ten sposób: „Biologiczna matka twojego syna zmarła kilka lat temu i aby on mógł się z nią spotkać, jedynym wyjściem było to, że on zginie. Tylko w ten sposób, w wieku osiemnastu lat mógł się spotkać z własną biologiczną matką”. To jest taka dla was informacja, jak czasami, żeby zrozumieć pewne rzeczy, trzeba też zrozumieć to, co się mówi, uświadomić sobie to, czego się pragnie i przypomnieć sobie to, co człowiek obiecuje. Oczywiście matka tego chłopaka nie miała takiego spotkania na myśli, tak? Natomiast też przy braku świadomości nie wiedziała, że taki scenariusz może się w ogóle pojawić. Natomiast dotrzymała obietnicy danej swojemu synowi.
Następną kwestią jest to, że Neal zadawał sobie takie pytanie: skąd on to wie? Skąd on to wie? I to jest właśnie odpowiedź dla słuchacza, który napisał komentarz pod poprzednią audycją. Nie wiem. On też nie wiedział. To są takie sytuacje, w których po prostu przychodzi do nas jakaś informacja. Jeżeli jesteśmy na nią otwarci, jeżeli o nią poprosimy. Oczywiście, jeżeli to ma być informacja dla nas. Tak się dzieje, kiedy jesteśmy otwarci na kontakt z własną duszą. Tak się właśnie dzieje.
Wiele, wiele, wiele razy próbowałem te informacje od siebie odrzucać, zanim zrozumiałem, że to są właśnie informacje, na których najbardziej mi zależy, które są dla mnie najbardziej cenne. I powtórzę wam, ja nie czytałem tej książki, ale mam dokładnie tak samo. I teraz tak już powoli reasumując naszą dzisiejszą audycję, zadam wam jeszcze raz pytanie, jakich informacji szukacie i po co szukacie kontaktu z własną duszą?I najważniejsze, po co to w ogóle robicie? Różnica pomiędzy, być może częścią was a mną jest taka, że wy szukacie odpowiedzi, a ja szukam sposobów. Ta różnica jest subtelna, ale sprowadza się do tego, że to też dzisiaj na Facebooku się ładnie pojawiło u jednego z naszych słuchaczy, że część ludzi, gros ludzi, tych, którzy podążają ścieżką duchową, wierzy jeszcze w to, że celem naszego pobytu jest doświadczać, więc doświadczajcie. Ja twierdzę, że celem naszego pobytu jest zmieniać. Ja szukam sposobu, jak zmienić. Szukam odpowiedzi jeszcze, co zmienić. A gros z was się jeszcze zastanawia, czy w ogóle zmienić. To jest różnica pomiędzy chęcią doświadczania, a chęcią dokonywania zmian.
Dlatego jeżeli ktoś chce doświadczać, moje audycje nie są mu do niczego potrzebne. Doświadczanie sprowadza się jeszcze, powiem wam tak, jak słyszę takie frazesy, że świadomie pokonuje trudy swojego życia, świadomie mierzę się z problemami, to wam mówię, że to nie ma nic wspólnego ze świadomością. To ma owszem dużo wspólnego z testowaniem swojej własnej wytrzymałości. Ja oczywiście nie mam nic przeciwko temu. Każdy dokonuje wyborów w swoim życiu. Tylko ja wiem jedną rzecz, że nie zrozumiemy się, bo ja szukam sposobu na zmianę. Szukam tego, co trzeba zmienić, a część z was szuka jeszcze sposobu, żeby nabrać chęci do zmian, żeby samego siebie przekonać, że te zmiany, których należy dokonać, żeby coś się zmieniło w naszym życiu, leżą w nas samych. Nie we wszechświecie, nie w świecie zewnętrznym, tylko w nas samych. A Bóg oprócz tego, że chce dla nas dokładnie tego samego, co my chcemy dla siebie, to jeszcze do tego wszystkiego chce, żebyśmy byli szczęśliwi. I ja tej drogi i sposobu szukam.
Miałem tutaj jeszcze jedną taką informację, ale w zasadzie dobra. Były dzisiaj perypetie na starcie, więc zakładam, że to też była jakaś informacja dla mnie, że może jeszcze tego tematu nie poruszę. Natomiast kochani, ja prowadzę te audycje, bo lubię, ale lubię również inne rzeczy. Lubię pracę w ogrodzie, lubię odpoczynek, lubię spotkania ze znajomymi. To nie jest jedyna rzecz, którą lubię. I proszę was, nie idźcie na łatwiznę na zasadzie przyszło mi coś do głowy, to zamiast poświęcić odrobinę trudu, włożyć swój jakiś wkład w swoją własną przemianę, to często walicie do mnie z jakimiś sprawami, o których ja w ciągu tych ostatnich sześciuset godzin naszych audycji przynajmniej kilka razy mówiłem. Jeżeli nie, nie chcecie grzebać w dwu czy trzygodzinnych audycjach, ok, rozumiem. Trudno jest wychwycić ten moment, nie zawsze jest czas. Są moje filmiki na YouTube. Tam są to sześcio-, ośmio-, piętnasto-, dziesięciominutowe filmiki, w których dokładnie mówię w skrócie, poruszam poszczególne wątki.
Proszę bardzo, zajrzyjcie. Pięć czy dziesięć minut to nie jest trzy godziny. Kochani, szanujmy się nawzajem, bo ja z niczyją podświadomością walczyć nie mam ochoty i nie mam ochoty się z nikim boksować. Jeżeli mi nie wierzycie, usiądźcie, zastanówcie się, przemyślcie. Nie ma naprawdę żadnego przymusu, ale włóżcie w wasz własny rozwój odrobinę własnego zaangażowania, a nie czekajcie na to, że ja za was to zrobię. I nie myślcie, że słuchaniem audycji dokonacie jakichś gwałtownych, spektakularnych zmian w swoim życiu. Moje audycje są tylko podpowiedzią, jak można pewne rzeczy zrobić. Natomiast zrobić to, jeżeli chcecie cokolwiek w swoim życiu zmienić, musicie sami. Żadna podróż, żaden guru, żaden ksiądz, żadna audycja i żadna książka was nie zmieni, jeżeli nie włożycie w to chociaż odrobinę swojego zaangażowania, a przede wszystkim swojej własnej świadomości, chęci i zrozumienia, że to my mamy się zmienić. No dobrze, takim może trochę mało optymistycznym akcentem, ale naprawdę czasami jestem zmęczony, wałkując po raz siedemdziesiąty ten sam temat tylko po to, żeby za chwilę usłyszeć czyjąś tam teorię.
Dobra, już, bo zacząłem smęcić. Jak tam, panie Marku, sytuacja?
[54:23] - Jak tam, panie Sęk, sytuacja wygląda na froncie?
[54:27] - No właśnie, à propos kompa też miałem poruszyć ten temat, ale może jeszcze nie dzisiaj. Może ktoś by chciał zadzwonić.
[54:36] - Na pewno się tutaj rozpisali słuchacze. Tutaj widzę na czacie, że ostra dyskusja z jednym ze słuchaczyNa różne tematy okołoświadomościowe się rozwinęła, ale ja tę dyskusję panu przesłałem na Messengerze. Może pan zobaczy, może pan też coś odpowie. Tutaj widzę, że nawet Yubi, słuchacz Yubiego wprowadził w podwyższony stan irytacji, o ile Yubiego da się wkurzyć.
[55:05] - Grubo, grubo.
[55:08] - Także pan może będzie odpalał Messengera, a ja w tym czasie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bo może rzeczywiście ktoś zechce zadzwonić, wejść na antenę, wdać się w dyskusję. Nasz numer telefonu, pod którym odbieramy połączenia właśnie tutaj, właśnie teraz to 530 620 493. Odbieramy także SMS-y oczywiście, nie piszemy sami do siebie SMS-ów, ale odbieramy. 530 620 493. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na wyjątkowo gorącym dzisiaj czacie na YouTube. Można także nas spotkać oczywiście na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i audycji „Świat oczami duszy”, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać wiadomości na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[56:26] - Panie Marku, słychać mnie?
[56:28] - Słychać, słychać.
[56:29] - Dobrze, bo się przełączyłem na duży monitor po ostatnich, że tak powiem, ekscesach. Po ostatnich ekscesach stwierdziłem, że nie będę już ryzykował. Dobra, już chyba wyłapałem nicka naszego słuchacza, ale końca nie widać.
[56:49] - Właśnie czytam tę dyskusję i nabieram wątpliwości, czy słuchacz rzeczywiście chce coś tutaj dodać, czy może przyszedł sobie kogoś powkurzać. Ale to już może pan rozsądzi.
[57:04] - Ja myślę, że zanim doczytam się do tego, zacząłem o 8:16, a jest 20:16, to myślę, że słuchacze sami już dojdą do wniosku, o co naszemu rozmówcy chodzi. Dobrze, Edmund: ostatnio gadał pan, chyba ostatnio, że dusza jest nami, dając taki argument nerka czy coś tam, ale to nieważne, może być oko czy cokolwiek. Czy ta nerka nie jest czymś oddzielnym, tylko częścią mnie? Że nerka nie jest oddzielna od człowieka i niby my, czyli dusza, analogicznie tak samo nie jesteśmy oddzieleni od ciała. Wniosek: jesteśmy duszą, a to błędny wniosek. Może i nerka nie jest oddzielona od człowieka, ale to nie znaczy, że nerka jest człowiekiem tak jak człowiek duszą. I się zaczęło. Mój drogi Edmundzie, ponieważ to, co powiedziałem, powiedziałem teraz o godzinie 21:30, dlatego jeszcze odpowiem na to twoje pytanie, ale jeżeli te pytania będą się pojawiały w dalszym ciągu, to będę was, kochani, odsyłał po prostu do poprzednich audycji, do jakichś tam moich filmów. Natomiast jeżeli, mój drogi, twierdzisz, że jest to mylny, błędny wniosek i się ze mną nie zgadzasz, to oczywiście nie za specjalnie jest tutaj płaszczyzna do dyskusji, bo nawet nie widzę tutaj jakiejś przedstawionej twojej wersji tej sytuacji, więc nie za specjalnie mogę się do tego odnieść. Moje zdanie znasz.
Jeżeli będziesz chciał swoje zdanie na ten temat przedstawić, żebym mógł ja się nad tym zastanowić, to z chęcią się z nim zapoznam. Natomiast jak ty będziesz miał ochotę jeszcze chwilę pomyśleć nad tym, co ja powiedziałem, to też polecam. Albo podpisał się pod jakimś moim komentarzem, że całkowicie się zgadzam, że podświadomość to magazyn informacji, ale tak już wnioski z tych informacji można zmienić. Tyle że wyciąganie wniosków nie ma żadnego związku z podświadomością. Wnioski wyciąga świadomy umysł, nie podświadomość. Nie widzę tutaj żadnej sprzeczności, bo tak, już wnioski z tych informacji można zmienić. Ja nie napisałem, że to podświadomość ma je zmienić, tylko po prostu, że można je zmienić nie opisując techniki, opisując efekt końcowy. Więc jeżeli, mój drogi, zamierzasz się bawić słówkami, to faktycznie można. Natomiast ja polecam czytanie ze zrozumieniem i doszukiwanie się bardziej merytorycznej zawartości, która jest w informacji. Ale każdy czyta, jak lubi.
Wnioski wyciąga świadomy umysł. Też możemy się tutaj zastanawiać, co to jest świadomy umysł, nie podświadomość. Nie widzę w tym sensu. Prawda jest, ona nie powinna wyglądać, jak to komuś pasuje. Tu też bym polecał trochę znaków interpunkcyjnych, ponieważ nie wiem, jak to czytać. Prawda jest.A skąd taki wniosek? Zresztą coś mi się znowu przewinęło. Jak to komuś pasuje. Jest kilka prawd. Każdy z nas ma swoją.
Pytanie jest: skąd te nasze przekonania pochodzą? Mobil odpisał: „Przykre, ale prawdziwe jest to, że co jemy, takimi jesteśmy. To znaczy, że człowiek w swoim DNA posiada połowę genu po zwierzętom, co oznacza, że nasze wnętrzności pochodzą od innych gatunków”. Dobrze, tutaj przewinę sobie to. Hitler uwielbiał kiełbasy. Wszyscy żyją czyimś życiem, tylko nie swoim. Po trzech tygodniach pobytu w Polsce doszedłem do jednego wniosku: nie ma z kim rozmawiać o rzeczach ważnych. I to jest komentarz Jubiego. Tak. Ja nie wiem, jak jest do końca na świecie.
Mało po tym świecie jeździłem, ale w Polsce to dominuje. Ludzie żyją tym, kto ile zarabia, kto z kim spał, serialami. To jest cały czas odciąganie naszej uwagi od samych siebie. Ja ogólnie z tym nie mam żadnego problemu. Niech każdy żyje tak, jak mu pasuje. Mnie to w żaden sposób nie kręci. Natomiast jeżeli później z ust takich ludzi słychać, że ich życie jest do dupy, to wtedy naprawdę już nie ma o czym rozmawiać. Tu jest dyskusja wegetariańska, więc ja ją pominę z racji tego, że akurat tym razem nie wpisuje się w temat audycji. Przenoszenie też, kochani, tematów rozmów na tego typu tematy. Okej, powiem to, w zasadzie to już może nawet dawno powinienem to zrobić.
Tylko tak się zastanawiam, po co ja mówiłem przez godzinę, jeżeli o godzinie 8:36, kiedy mówię o książce Neila Welsha, kiedy mówię o świadomości, kiedy mówię o sposobie komunikowania się duszy z człowiekiem, Boga z człowiekiem, wy prowadzicie swoją, że tak powiem, zajmującą dyskusję na temat zwierząt, wegetarianizmu, Hitlera i paru innych rzeczy. Jeszcze w tej chwili nie wiem. Oczekujecie ode mnie, że ja się do tego ustosunkuję? Nie, już się tym razem nie ustosunkuję. Dobra, dobrnę do końca komentarzy i najwyżej powiem być może to, czego może nie chciałem powiedzieć. To może jednak dzisiaj. Zaraz, bo tutaj chyba mi się znowu coś przewinęło. Tak, przewinęło mi się. To jest dyskusja o zwierzętach. Tutaj nareszcie jest jakiś temat dotyczący audycji.
Pan Edmund pisze: „Podświadomość nic nie widzi, panie Sławku, od tego zacznijmy. Podświadomość nie reaguje na to, co widzi, słyszy i czuje, i tak dalej. Podświadomość magazynuje informacje i nic więcej nie robi”. Drogi Edmundzie, powiem tak, ja powtarzałem to wiele razy i wcale się nie zamierzam tego wypierać. Ja nie jestem neurologiem, nie jestem neurochirurgiem, nie jestem naukowcem i nie będę wchodził w tematy okołomedyczne. Natomiast jeżeli z medycznego czy z jakiegoś naukowego punktu widzenia podświadomość jest odpowiedzialna za magazynowanie informacji na skutek jakichś rzeczy w mózgu, jakaś jego część coś robi i coś z tego wychodzi, to może i tak. Ja tego zupełnie nie neguję i nie zamierzam też od razu mówię, tego komplikować jeszcze bardziej. Ustaliliśmy, nazwaliśmy umownie dla potrzeb tej dziedziny, która się nazywa duchowość, świadomość, rozwój osobisty, ustaliliśmy jakiś poziom i nie prowadzimy tu dyskusji medycznych, bo nie rozmawiamy w gronie chirurgów, neurochirurgów i neurologów, tylko w gronie ludzi, którzy w większości przypadków na ten temat nie mają zielonego pojęcia. Zresztą tak samo jak ja. Dlatego ustaliliśmy, że podświadomość jest jakimś tam magazynem, który za coś odpowiada.
Jak się to naukowo odbywa? Przyznam się szczerze, mnie to nie interesuje. Mnie interesuje, jakie są skutki tego. A skutki tego są takie, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy ze swoich reakcji i jest przekonanych, że ma nad nimi jakąkolwiek albo nawet całkowitą kontrolę. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, jak to działa i jak to jest skonstruowane, to polecam książki medyczne, portale, firmy i tak dalej. Szukajcie, grzebaćcie. Nie oczekujcie ode mnie takich informacji, bo ich nie dostaniecie. Natomiast czy się mylę? Bardzo możliwe. Świat ducha to nie świat podświadomości.
Totalnie dwie różne rzeczy, niepowiązane ze sobą. Zwłaszcza że tą samą teorię podświadomości rozwijały zboki same typu Freud. Świat ducha to nie świat podświadomości.Poproszę o znaki interpunkcyjne, bo naprawdę nie wiem, jak mam to czytać. Świat ducha to nie świat podświadomości. Oczywiście, że nie. To dwie zupełnie różne rzeczy, niepowiązane ze sobą. Oczywiście, że się zgadzam. Nie rozumiem tego komentarza. Dobrze. Jest gorąca dyskusja na temat zwierząt.
Tu jest jakiś komentarz: „Byłem tu dwa lata temu i było o UFO, a teraz jakieś ezoteriuszę samej szczury. Co się stało?” Nic się nie stało. Taki temat po prostu poruszamy. A czemu miałoby się coś stać? Ktoś, kto zajmuje się szczurami bądź jakiś ezoteryk może powiedzieć: po co mu audycja o UFO?
[01:07:52] - Ja tylko przypomnę słuchaczowi, który to napisał, że nie nazywamy się Radio UFO i nie nadajemy wyłącznie audycji o UFO. Jeżeli szukasz debat ufologicznych, to sorry, ale one na razie nie wrócą. Jeżeli szukasz zapisów debat, to proponuję przejść do archiwum, a nie się czepiać na czacie tego, co aktualnie teraz na antenie leci. Sorry.
[01:08:18] - Tu mam jakiś komentarz Hubiego w temacie, na szczęście. Dziękuję ci, Hubi. „U mnie dusza komunikuje się przy pomocy słów, a raczej wizji i odczuwania emocjonalnego.” Hubi, tak jak mówiłem nawet podczas wczorajszej audycji, ty jesteś już zawodowcem. Ty potrafisz odróżnić pewne rzeczy i źródło informacji. Masz już po prostu bardzo duże doświadczenie. Ja bardziej mówię o ludziach, którzy często czują się gorsi, bo nie mają wizji. Parę razy ze stron na przykład Ghosta czytam deklaracje, że on nie podróżuje. I taka jest troszeczkę nutka żalu, nutka smutku, że jednak w naszych ziemskich kryteriach ludzie czasami czują się gorsi, bo oni nie podróżują, a by chcieli. I to ja tylko do nich mówię, bo ty dobrze wiesz, co widzisz, co robisz, co odczuwasz. Masz po prostu bardzo duże doświadczenie, żeby umieć to ocenić.
Ja mówię tym, którzy chcieliby zacząć, którzy próbowali, a im się nie udało, żeby bardziej skoncentrować się na odczuwaniu emocjonalnym, na myślach niż na doszukiwaniu się wizji. Dobrze. Tutaj chwila ciszy, bo próbuję wyłowić jakieś komentarze. Tutaj jest jakaś informacja. Edmund pisze: „Lęk jest ograniczeniem. Też bajka Sława.” Mój drogi Edmundzie, różnica pomiędzy nami polega na tym, że ja stawiam pewne teorie i w jakiś sposób próbuję je wytłumaczyć, a przynajmniej w jakiś sposób obronić. Natomiast zauważyłem, że ty stosujesz taką dziwną formę krytyki niekonstruktywnej, która oprócz krytyki nic nowego nie wnosi. Oprócz wyrażania twojego zdania. Okej, szanuję twoje zdanie. Natomiast to, że lęk dla ciebie nie jest ograniczeniem, to dopisz: lęk nie jest dla mnie żadnym ograniczeniem.
To dla mnie bajka. Natomiast jeżeli chcesz się przekonać, czy lęk jest ograniczeniem, to porozmawiaj z ludźmi, bo ja opowiadam o takich rzeczach w szerszym kontekście. Nie poruszałem dzisiaj w czasie audycji, ani w żadnej innej, nie padło takie stwierdzenie, że dla Edmunda lęk jest ograniczeniem, więc nie bierz tego do siebie, bo z całym szacunkiem dużo się dzisiaj rozpisałeś, ale nie wszyscy audycji i nie każdy temat jest o tobie.
[01:11:29] - A ja mam pewne podejrzenia co do tego, kim jest ten słuchacz, pan Edmund, ale tymi podejrzeniami podzieliłem się już na czacie i tę wypowiedź też, podejrzewam, niedługo pan znajdzie i pozna moje podejrzenia.
[01:11:49] - Podejrzenia?
[01:11:49] - Tak.
[01:11:49] - Hubi pisze: „Tak, lęk jest ograniczeniem.” Natomiast Edmund owszem, rozwinął tutaj myśl. Dzięki lękowi wiesz, że nie masz skakać z okna, że nie masz wsadzać łapy w ogień i tak dalej. Oczywiście, że tak. Ja nie mówię, i wielokroć powtarzałem, że jest świetnym sygnałem ostrzegawczym. Ja tego, broń Boże, tej zalety lęku nie neguję. Natomiast są takie zwykłe lęki, jak na przykład niewpisanie swojego imienia i nazwiska w internecie, tylko chowanie się na przykład za jakimś nickiem. Edmund, to też jest lęk. Lęk przed tym, żeby pokazać tak naprawdę, kim się jest. Ja występuję pod swoim imieniem i nazwiskiem i tyle. Natomiast dla większości ludzi mnóstwo lęków jest po prostu, jeżeli nie upierdliwością, to na pewno wielkim ograniczeniem.
Myślę, że gdybyś bardziej się skoncentrował na sobie, drogi EdmundzieI na poszukaniu swoich własnych intencji. Na przykład, jakie intencje kierują tobą w tej chwili, pisząc te rzeczy? Bo gdybyś chciał przedstawić jakąś prawdę, to nie ograniczałbyś się tylko do krytykowania. Więc jaka intencja oprócz przedstawienia swojego poglądu towarzyszy tobie? Może zastanów się, jaki lęk ciebie ogranicza. Zamiast widzieć wszystko u innych. Jubi pisze: „Ogranicz lęk, a zobaczysz, jak wiele się zmieni. Zlikwidować go się nie da, ale można zmniejszyć”. Ja się całkowicie zgadzam. Zresztą Edmund też tutaj napisał, że faktycznie lęki, takie te nasze obawy, mają sens, tylko też lęki trzeba rozgraniczyć.
Te, które mają jakieś realne podstawy, wynikające na przykład z naszych doświadczeń pod tytułem wsadzanie łapy w ogień, bo się sparzyliśmy, czy z instynktów, czy lęków, które nie mają uzasadnienia. Na przykład lęk przed ciemnością, lęk przed małymi pomieszczeniami i tak dalej, gdzie nigdy nic nas nie spotkało. Czyli ten lęk tak naprawdę nie ma żadnego osadzenia w naszych doświadczeniach albo wynika z czegoś tam innego. Też te lęki da się podzielić na grupy, natomiast to wymaga znowu czego? Spojrzenia w siebie. Dość dramatyczny przykład, czyli jak sobie Jubi przyłożę lufę do łba, żeby się zabić i nie zrobię tego z powodu lęku przed śmiercią. Nie wiem, z jakiego lęku tego nie zrobisz, ale to już ty powinieneś wiedzieć, dlaczego tego nie zrobisz. To co wtedy źle, że się nie zabiłem? Lęk to zniweczył i tak to działa. Jubi tutaj odpisał: „Jeśli masz powód przykładać sobie lufę, to przykładaj.
Ja nie muszę. Nie mój świat”. Edmundzie, mam nadzieję, że już, że tak powiem, to jest godzina 21:17, kiedy z Jubi prowadzicie dyskusję na czacie, ale mam nadzieję, że teraz, słuchając moich wypowiedzi przed chwilą, nie napisałbyś już tej bzdury, którą napisałeś tutaj. Tutaj dyskusja. Edmund pisze: „Jeśli ograniczenie, to ta osoba powinna się zabić, żeby nie być ograniczona. To jest logiczny wniosek, a takie sytuacje często się zdarzają”. Tak, to zależy, co rozumiesz pod pojęciem ograniczenia, ale faktycznie rozmowa na zasadzie słownika nie ma najmniejszego sensu. Jeżeli nie chcesz się doszukać w tym jakichś informacji dla siebie, to nawet jakbym użył słownika, to i tak się nie doszukasz. Ale za to z wielką przyjemnością, Inka, witam wszystkich. Dawno cię nie było.
Coś mi się tak wydaje. A przynajmniej dawno nie widziałem cię na komentarzach. Drogi Edmundzie, jeśli ktoś się nie zabije przez lęk, to ograniczenie. Powtarzam, takie sytuacje zdarzają się często. A czy chęć zabicia się nie wynika z lęku? Może zacznijmy chronologicznie układać pewne sytuacje, bo ty mówisz w tej chwili o jakichś skutkach czegoś. Wyrywasz zdania z kontekstu i próbujesz ludzi wciągnąć w dyskusję. To nie ma najmniejszego sensu, bo wyrywanie zdania z kontekstu to jest po prostu zwykła manipulacja, a ja, że tak powiem, w manipulacje się nie będę bawił. Paweł Gaweł: „Problem w tym, że w natłoku spraw i obowiązków, pracy, kłamstw, które są przekazywane w massmediach, uzależnień panującego systemu i zaprogramowania na świecie brakuje czasu na zgłębienie swojego jestestwa”. Jest w tym sporo prawdy.
Oczywiście to jest bolączka każdego z nas, a przynajmniej większości ludzi, zwłaszcza kiedy jesteśmy aktywni rodzinnie, kiedy jesteśmy aktywni zawodowo, że tego czasu dla samego siebie faktycznie brakuje. Natomiast jest też taka konstrukcja wypadku, o którym mówiłem. Jeżeli zbyt długo zwlekamy z zajęciem się samym sobą, zwłaszcza jeżeli dostajemy jakieś sygnały, że coś z nami nie tak, że coś jest nie tak, jak byśmy chcieli, to zawsze później ten czas, który dostajemy na zastanawianie się nad sobą, nie jest już taki fajny. Bo najczęściej to jest czas, który dostajemy po różnego rodzaju klapsach od życia, tak zwanych w dupę, czyli chorobach, wypadkach, nieszczęśliwych sytuacjach i tak dalej. Wtedy zawsze pojawia się pytanie dlaczego i już. Ale oczywiście nikomu nie życzę. Tutaj nareszcie jakaś fajna, że tak powiem, dyskusja pomiędzy słuchaczami. Inka: „Ale na wesoło, mam nadzieję”. Adam odpisuje: „Tak, ale jeżeli nie bierzesz poważnie grania sobie na nosie”. Tutaj Jubi tak dość fajnie napisał: „Lęk ogranicza przed poznaniem prawdy, kim w istocie się jest, bo kadruje nasze-...
ludzkie, materialne. Nie tylko materialne, ale w dużej mierze takie fizyczne słabości. Tutaj Edmund pisze: „Jak popatrzymy na realne życie, a nie fantazje i wizje tego, jak świat miałby wyglądać według nas, to zauważamy, że lęk jest niezbędny do tego, żeby żyć w realnym świecie, a nie w jakiejś utopii”. Świat lęków jest światem utopii. To jest bardzo dobre, fajne stwierdzenie: „Niezbędny do tego, żeby żyć w realnym świecie”. Lęk jest niezbędny do tego, żeby żyć w realnym świecie, a nie w jakiejś utopii. Drogi Edmundzie, jeżeli tutaj zawitałeś i uważasz, że tematy, które poruszamy są jakąś utopią, to nie nawracaj nas na siłę. Po prostu daj sobie spokój, wyłącz się. Idź, w telewizji dzisiaj są „Transformersi”, bardziej realny świat. Po prostu nie zawracaj głowy sobie i innym ludziom.
Natomiast czym jest ten realny świat? Pożyjemy, zobaczymy. Ja myślę, że to też nie będzie trwało aż tak długo, kiedy te nasze dylematy zostaną rozwiązane. Który świat jest realny, a który jest utopią? Imka: „A, jesteśmy już przy moim temacie. Uważam, że adopcji nie powinno się ukrywać przed dziećmi. Od małego powinny wiedzieć i oswoić się z tym”. Nie mam takiego jednoznacznego zdania, ale myślę, że coś w tym może być, bo zazwyczaj wszystkie historie, kiedy dzieci dowiadują się o tym, że zostały adoptowane, są przechodzone w dość ekstremalny sposób. To zazwyczaj burzy świat dziecka i chyba też brak zaufania do swoich rodziców, opiekunów czy nawet chociażby samego siebie. Po chwili zastanowienia w dużej mierze się z tobą zgadzam.
Edmund konsekwentnie drąży temat lęku: „Lęk ratuje nam życie”. Zastanów się. Może tobie lęk ratuje życie, ale zastanów się, ile lęk przed powiedzeniem prawdy, lęk przed przyznaniem się do błędu, lęk przed odrzuceniem ilu ludziom zrujnował życie. Skoro już rozmawiamy o lęku, porozmawiajmy o nim w szerszej perspektywie. Nie tylko o jego pozytywnych aspektach dla ratowania naszego życia, ale również o tych negatywnach. Jeżeli chcesz rozmawiać, przyjść na argumenty. „Ułomność i nieświadomość ludzi doprowadza do cierpienia i zagłady” — to jest twierdzenie Emila. Ułomność. Co rozumiesz pod pojęciem ułomność? Bo tego nie bardzo rozumiem.
Imka zgadza się z Edmundem. Lęk w życiu jest potrzebny. Jubi tutaj napisał: „Lęk jest naturą zwierzęcia, a my mamy naturę gadzią, umysł binarny. Można łatwo sprawdzić. Na przykład wrzucamy kogoś do ciemnego pomieszczenia i zamknijmy na jakiś czas. I aktywuje się bardziej gadzia struktura, walka o przetrwanie. Wtedy niektórzy zrobią wszystko, aby zaspokoić żądze i uwolnić się”. Nie wiem, nie słyszałem o takich eksperymentach, ale przecież mamy w sobie wszystkie aspekty. Wszystkie aspekty i biologiczne, i mentalne, i emocjonalne, i duchowe w sobie. Nie jesteśmy tylko biologiczni, nie jesteśmy tylko umysłowi, nie jesteśmy tylko emocjonalni i nie jesteśmy tylko duchowi.
Oczywiście wszystkie te aspekty są w nas i w zależności od sytuacji one się będą uaktywniały. Tak przynajmniej uważam ja. „Lęk ogranicza przed poznaniem. Gdyby się ludzie poznania bali, to może tak by było”. Nie wiem, o co chodzi. Dobrze, tutaj seria przywitań. „Gdybym spotkał niedźwiedzicę z młodymi w lesie i podszedł do niego bez lęku, to pewnie by mnie zabiła”. Paweł Gawron: „My na co dzień ze sobą rozmawiamy. Chodzi o to, czy siebie rozumiemy i chcemy rozumieć, czy raczej idziemy z prądem. Często ze strachu rezygnujemy z tego, co nam podpowiada świadomość”.
Właśnie o takim lęku, drogi Pawle, ja przynajmniej chcę i staram się rozmawiać. Czasami coś w nas jest, coś w nas siedzi, coś byśmy chcieli, coś tam czasami nam się wydaje całkowicie słuszne, fajne, przydatne, dobre dla nas, a z powodu właśnie jakichś tam obaw, jakichś tam lęków boimy się pójść za głosem serca. Tak sobie myślę, że albo Edmund nigdy nie był zakochany, albo zawsze wybierał partnerki na zasadzie rozumu. Imka pisze: „Ale lęk bardzo ogranicza. Wiem to po sobie. Jestem bardzo ograniczona”. Ja bym tego nie powiedział. Edmund pisze: „Powinienem w ogóle pisać strach, bo lęk i strach to dwie różne rzeczy”. Domyślam się, drogi Edmundzie, że nie słuchałeś poprzedniej mojej audycji.Bo właśnie o tym mówiłem. Rozmawialiśmy o tym, że lęk i strach to dwie zupełnie różne rzeczy.
Widzę, że powoli zaczynamy dochodzić do podobnych wniosków. Lęk to irracjonalny strach, bycie przestraszonym bez powodu. Ten powód zawsze gdzieś w nas jest. Natomiast lęk to jest coś, co się pojawia przed. Strach to jest reakcja na to, co się dzieje w danej chwili i strach jest tym elementem, który jest przydatny, bo pobudza nasze zmysły. Powoduje, że tak powiem, przyspieszone reakcje, nad którymi się często nie zastanawiamy. Jak najbardziej strach jest przydatny. Lęk to jest taka irracjonalna obawa, jak sam nazwałeś, przed czymś, co się jeszcze nie pojawiło. Strach i lęk to hamulec do rozwoju duchowego. Ja uważam, że nie.
Strach i lęk są największym wyzwaniem dla ludzi rozwijających się duchowo. Widzę, że brniemy w dalsze... Jak może istnieć coś takiego jak rozwój duchowy, skoro dusza jest wieczna? To samo zaprzeczenie. Dusza jest wieczna, człowiek nie. Rozmawiamy o rozwoju duchowym człowieka, a nie rozwoju duchowym duszy. A człowiek nie jest wieczny. Dobrze. Widzę, panie Marku, że doszedłem do tego-
[01:26:48] - Zaczęło się czepianie się.
[01:26:50] - Doszedłem do tego momentu, w którym rozumiem, co pan do mnie mówi.
[01:26:53] - Właśnie. Zaczęło się czepianie się, wprowadzanie w błąd poprzez zmienianie znaczenia pojęć.
[01:27:03] - Być może mamy do czynienia z internetową reinkarnacją, bo chyba to pan miał na myśli, że to nie jest całkowicie nowy słuchacz, tak?
[01:27:18] - Jak zaczął się czepiać, szczególnie Jobiego i coś mówić o zmienianiu znaczenia pojęć i tak dalej, to już właściwie wiedziałem, a nawet przekonany byłem, że ktoś tutaj postanowił wrócić na naszego czata pod zmienionym nickiem.
[01:27:36] - Cóż, to jest domena internetu.
[01:27:40] - Kamuflaż się nie udał.
[01:27:41] - Tak, chyba żeśmy rozszyfrowali. Dobrze.
[01:27:48] - Pan już dotarł właśnie do końca komentarzy tych, które do tej pory wysłałem. Kolejna partia.
[01:27:55] - Panie Marku, jestem na 21:34. Rudasce pisze: „Jednak się zgodzę, że takim jednym z celów jest szukanie tych dobrych zmian w sobie i sposobu oraz możliwości na nie. Trudna robota, ale wdzięczna”. Tutaj, mój drogi, całkowicie się z tobą zgodzę, że łatwe to nie jest i dlatego też, jak ty zresztą sam doskonale wiesz o moich planach i zamierzeniach, robię wszystko, szukam metody, żeby to było jak najłatwiejsze. Dobrze, tutaj panowie sobie dyskutują. Jubi tutaj mi napisał: „Sławku, w rozmowach z Bogiem jest dużo racji. Świetna propozycja”. Powiem tak: tak jak wam powiedziałem, nie czytałem książki. Natomiast troszeczkę przyjrzałem się biografii i całej tej otoczce i głównym założeniom. Uznaję, że zwłaszcza dla ludzi, którzy stoją już jedną nogą przed chęcią dokonywania zmian, czyli przechodzą z opcji doświadczania do opcji dokonywania zmian, będzie to świetna propozycja do tego, żeby przekonać samego siebie, że ten krok warto zrobić.
Paweł Gawor: „Panie Sławku, niech pan powie, o co chodziło, podając w poprzedniej audycji tę informację w 31. minucie. Na jakiej zasadzie ta komunikacja polegała?”. Mój drogi, ja już nie pamiętam, co ja w poprzedniej audycji powiedziałem w 31. minucie. Nie pamiętam. Proszę, jakbyś mógł mi podpowiedzieć, o co chodzi, to ja z chęcią się do tego odniosę. Drogi Edmundzie, nie wiem, czy masz orientację, ale w dużej mierze, a nawet nie w dużej mierze, przede wszystkim uczestniczysz w audycji, którą prowadzę ja. Jeżeli ktoś miałby tutaj przede wszystkim reagować, to wydaje mi się, że ja powinienem zareagować. Natomiast nie zareaguję.
Mam tylko jedną prośbę, taką zasadniczą. Jak panowie macie do siebie jakieś osobiste sprawy, wymieńcie się telefonami, mailami, kontaktami, Skype'ami. Nie musicie tego robić tutaj publicznie, zwłaszcza podczas audycji, która jest moja i chcę poruszać w niej jakieś tematy. Natomiast tematy okołointernetowe mnie zupełnie nie interesują. Więc jeżeli chcecie sobie podyskutować gdzieś na swoje prywatne tematy, to zapraszam was do waszego prywatnego kącika i rozmawiajcie sobie. Natomiast, drogi Edmundzie, bardzo zapraszam cię do dyskusji, ale na temat. Egmont pisze: „Dodaję trzy rzeczy proste. Ewolucja duszy nie istnieje, jeżeli dusza jest wieczna.Całkowicie się Edmundzie z tobą zgadzam, bo to nie dusza ewoluuje, tylko człowiek ewoluuje. Dusza jest tylko przydatnym narzędziem. I tu się całkowicie z tobą zgadzam.
Natomiast czy dusza jest wieczna, czy nieśmiertelna? Przerabialiśmy ten temat ze trzy audycje. Polecam, cofnij się, przejrzyj tam na pewno znajdziesz. Tutaj masz pytanie drugie: co niby ma podświadomość do duszy i Boga, skoro psychologia to się raczej Bogiem i tak dalej nie zajmuje? Podświadomość nie jest psychologią, bo psychologia jest narzędziem, które pomaga zrozumieć działanie i mechanizm podświadomości. Więc psychologię zostawmy. Natomiast podświadomość ma bardzo dużo wspólnego z Bogiem i z duszą, ponieważ to ona podsuwa nam to, co mamy myśleć o Bogu, o duszy i o całym duchowym świecie. Więc ma bardzo dużo wspólnego. A teraz dotarłem panie Marku do tego. Teraz dotarłem do tego.
[01:32:39] - To mogę wysyłać już drugą partię komentarzy.
[01:32:43] - Tak, tak, tak. Nie, jeszcze, a może już tak. Chyba tak, bo jestem przy 99,49. Czy to znaczy, że może zmieniać znaczenie definicji? Jeśli definicja jakiegoś słowa ci się nie podoba, to możesz wymyślić własne pojęcie, a nie brać cudze i zmieniać ich znaczenie. A jednak pan wysłał. Dobra, to się kawałeczek cofnę. To się kawałeczek. Co trochę, faktycznie odbierało. Adam nas pożegnał.
Dzięki Adamie serdeczne. Jubi pisze: tak mogę. Stare musi odejść. Udowadniają to systemy, które były tysiące lat i do niczego konstruktywnego nie doprowadziły. Adam mnie zachęca: Sławku, mów dzisiaj i tak jest atmosfera dość bezpośrednia. Nie wiem, czy ją wyczułem, czy się spodziewałem, ale faktycznie pasuje do tego, co miałem ochotę powiedzieć. Może jeszcze powiem. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie. Dobrze, czyli jak mam. Inka: Adam nosfera to myśliciel.
Jeśli wrócił pod innym nickiem to też okej. Lepiej, że jest niż jak go nie ma. Dobranoc Adamie. Dzięki Jubi. Edmund przypominam, że audycja jest o duchowości. Sławku, jak radzić sobie z lękami? Marzenka się przywitała uszanowanko, więc spóźniona, więc będę na odsłuchu. Witaj Marzenko. Znaczy Jubi dzięki, że zapytałeś. Dzięki, że zapytałeś i w sumie można by było do tego tematu wrócić.
Zresztą już żeśmy coś tam poruszali ten temat, więc sobie zaraz zanotuję, żeby do tematu wrócić, bo to ciężko tak w pięć minut. Jubi napisał jeszcze: wszyscy podróżują, ale nie zawsze świadomie. I ja uważam, że to nieświadome podróżowanie, te, które się odbywa w snach i tak dalej, jest przynajmniej na początku bardzo bezpieczne. Codziennie. Edmund napisał: Sławku, jaką prawdę? A taką, że podświadomość nie ma nic w związku z duchowością, a słowo wywodzące się z psychologii zresztą, którą często zboki rozwijały. Drogi Edmundzie, nie wiem, ile ty masz wspólnego z duchowością, jakie są twoje doświadczenia duchowe, ale na dzień dzisiejszy, na tą chwilę widzę, że bardzo mocno ufasz swojemu mózgowi. A tak naprawdę duchowość zaczyna się pojawiać wtedy, kiedy mózg troszeczkę przestaje pracować. Więc jeżeli tak funkcjonujesz dwadzieścia cztery godziny na dobę, to rozumiem twoje twierdzenie, że podświadomość nie ma nic wspólnego z duchowością. Co nie znaczy, że się z tobą zgadzam, bo się nie zgadzam.
Tak żebyśmy mieli jasność. Przemek pisze: dusza jest podporządkowana ciału. Dusza to my. Nasza podświadomość to my sami jako energia. Duch, który ożywia ciało. Wiadomo, ciało to procesy chemiczno-biologiczne, ale bez duszy ciało nie funkcjonuje. Coś w tym jest. Umysł to właśnie ten zagadkowy układ i jego możliwości, z którymi konwencjonalnej nauce nie po drodze. Inka: ja myślę, że Edmund dogadałby się z panem Sławkiem bardzo dobrze, ale nie poprzez czat, tylko raczej w rozmowie telefonicznej lub na Skypie. Droga Inko, ja myślę, że Edmund dogadałby się z każdym, gdyby w nim drzemała chęć do gadania.
Nie neguję wiedzy i inteligencji, natomiast nie dostrzegam chęci do gadania się, więc dziękuję ci za zaufanie. Miło mi to usłyszeć, ale nawet moja anielska cierpliwość ma jednak swoje granice. Marzenka pisze: ktoś nazewnictwo wcześniej nadał, wymyślił, więc ja mogę inną nazwę dodać, która mi bardziej pasuje i bardziej odpowiada rzeczy.Bo wiem, bo doświadczyłam, a nazwa nadana przez kogoś, kto pojęcia nie ma. Powiem tak: w myśl zasady jak się psa chce uderzyć, to się kij zawsze znajdzie. Jeżeli chcemy się do kogoś o coś przyczepić, to zawsze znajdziemy jakieś słowo, które nie pasuje do treści wypowiedzi i możemy dyskutować o słowie, nie poruszając w ogóle sensu danej wypowiedzi. Jest to dość wygodne, jeżeli chce się kogoś wyprowadzić z równowagi, ośmieszyć albo udowodnić swoją wyższość. Tylko że to jest pozorna wyższość, ponieważ inteligentni ludzie dostrzegą natychmiast, że rozmowa nie jest na temat, tylko jest osłoną. Więc jeżeli kogoś kręcą takie formy rywalizacji i poprawiania swojego własnego samopoczucia, proszę uprzejmie. Przemek pisze: „Życie w ustawicznym lęku prowadzi do życia jak w więzieniu. Są różne rodzaje lęków, ale lęk jest trucizną, która zatruwa i niszczy nas samych”.
Przemku, całkowicie się z tobą zgadzam. Dlatego odbieram wypowiedzi Edmunda jako zwykłą prowokację i chęć wprowadzenia ożywienia w dyskusji, bo nie uważam go za człowieka na tyle niemądrego, żeby chciał swoimi argumentami przekonywać osobę, która żyje, na przykład osobę w depresji albo osobę, która żyje w ekstremalnym lęku, która ma napady lęków, paniki, żeby swoją terapią wyleczył go z tych lęków, przekonując go, że te lęki ratują mu życie. Bo są ludzie, którzy w lęku żyją po kilkanaście, kilkadziesiąt lat uzależnieni od leków, które muszą brać, żeby móc w miarę normalnie funkcjonować. Więc ja się całkowicie z tobą zgadzam. Znam takie przypadki. Zresztą jestem też w trakcie rozmów cały czas z jedną z naszych słuchaczek, która z podobnymi problemami się boryka. Mam nadzieję, że dzisiejszych komentarzy tutaj nie czyta, bo część z tych bzdur, które napisał Edmund, mogłyby ją co najwyżej doprowadzić do pogorszenia jej stanu. Więc drogi Edmundzie uważaj co piszesz, bo nigdy nie wiesz, kto to czyta. Sceptycy po śmierci. Emobil pisze: „Sceptycy po śmierci skończą w ciemnej otchłani i będą bazować na swoich fałszywych przekonaniach, bo jeśli nie wierzą w nic, to nic po śmierci nie osiągną”.
Nie do końca się z tobą zgadzam, aczkolwiek obawiam się, że niektórzy... Albo dobra, nieważne. Inka: „Dzięki za odpowiedź. Padały już kiedyś takie pytania, a ja nie znałam odpowiedzi”. Przemek pisze: „Dusza, która żyje w lęku, to taka dusza, która ma różne sprawy na sumieniu, ale może to zmienić. Wystarczy zmienić siebie, swoje życie”. Przemku, jedno błędne założenie: dusza nie żyje w lęku. To człowiek żyje w lęku. To nasze podporządkowanie się tym wzorcom ziemskim powoduje, że żyjemy w lęku. Dusza jest siedliskiem pozytywnych uczuć, miłości, mądrości, prawdy, więc ona nas do tego namawia, przekonuje, żebyśmy próbowali żyć tymi samymi wartościami.
Więc ona nie żyje w lęku. To nasza druga, ziemska natura każe nam, ludziom, żyć w lęku i też dlatego tą naturę, jeżeli chcemy coś w życiu zmienić, powinniśmy transformować, zmieniać. Jubi: „Uważam, że na audycję powinny przychodzić osoby, które chcą się dowiedzieć czegoś, a nie pałować się”. Ja nie zamierzam czytać komentarzy uderzających interpersonalnie we mnie, jakbym coś musiał. Sorry, Jubi, ale jestem za obanowaniem Edmunda. Przemek PP: „Dokładnie 100% racji”. Zaraz, tutaj momencik. Inka Emobil: „Tego, kto gdzie i jak skończy po śmierci, to naprawdę nikt nie wie”. Emobil: „Wiecie skąd się bierze zło? Aby żyć zabijamy inne istoty.
Rośliny też są żywe, inteligentne i czujące. Jest jeden aspekt, który trochę łagodzi tę brutalną filozofię życia. W momencie zagrożenia nasza świadomość, nasza jaźń, dusza czy jak to tam woli nazwać, opuszcza ciało i nie doświadcza traumy i cierpienia. Fakt, że ludzie jednak wyspecjalizowali się w zadawaniu bólu i cierpienia”. Nie do końca się z tym zgodzę, bo jednak po to doświadczamy cierpienia i bólu, żeby wiedzieć, jak to jest. Więc jeżeli dusza miałaby nas w tym momencie opuścićTo nie mogłaby tego doświadczenia zapisać i nam później go w pewnej formie wniosku przedstawić. Więc ja nie zgadzam się z tym, że dusza nas w tym momencie opuszcza. Przemek P.: „Ja myślę, że jest tak, że dusza nie to, że ma coś na sumieniu, ale decyduje się na podjęcie większej gry w celu ewolucji. Dusza jest częścią większego systemu. Cała natura nie kończy się tylko na duszy.” Muszę zrobić tutaj notatkę, bo z chęcią do tego tematu wrócę, ale w troszeczkę dłuższej formie.
„I zabijają także informacje o bólu. Ciepło nie pozostaje w tej substancji, polach fizycznych, które zjadamy. Trudno się w takim wypadku dziwić, że wciąż zachowujemy się jak bestie.” Dość śmiała teoria, ale nie będę się wypowiadał. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zresztą to jest to, co się pojawiło dzisiaj w audycji. Po co? Po co są takie informacje? Co one zmieniają w naszym życiu? Może to, żeby nie jeść roślin, bo zaraz się okaże, że w ogóle nie ma co jeść. Czy może to ma być kolejna forma wytłumaczenia, że przez to, że jemy rośliny, to jesteśmy, że tak powiem, bestiami?
Czy zachowujemy się jak bestie? Ja nie szukam wytłumaczenia dla siebie i nie będę tego znalazł. Przemek pisze tak: „Moi drodzy, skoro dusza jest nieśmiertelna, to znaczy, że możemy cieszyć się życiem nieskończonym.” Poniekąd tak. Zresztą Jubi ci tu widzę odpisał. Przemek: „Na bardzo wysokim poziomie duszy, kiedy powraca do źródła lub próbuje kontaktować się ze źródłem, uniwersum jest kolejny haczyk, bo każde zło i trauma zostawia ślady energetyczne w polach fizycznych i miejscach i przedmiotach.” Tak. W przedmiotach i miejscach to czuć. Marzenka się włączyła do tej dyskusji. Jubi pisze: „Nawet negatywna myśl siedząc w pomieszczeniu negatywnych ludzi będzie czuć.” Marzenka pisze: „Jak siądziesz wśród takich ludzi, pojedziesz z dobrą emocją, to sami wyjdą.” Odważnie! Niektórzy reagują bardzo agresywnie na takie próby. Poza tym nie traćmy nadziei, bo jesteśmy teraz w szczególnym okresie koniunkcji galaktycznej, który możemy wykorzystać do skoku cywilizacyjnego.
Już jest sporo sygnałów, że właśnie tak się dzieje. Jubi pisze: „Marzenka i to dokładnie pokazuje, jakimi istotami jesteśmy. 10% normalnych ludzi może zmienić 90% śpiących. Tego system się boi i dusi u zarodka.” Ano prawda. Tutaj Przemek: „A co istotne odnośnie duszy, skoro jesteśmy nieśmiertelni, jesteśmy elementem systemu ewolucji, to jak to się ma do tego, że każda dusza powinna na nowo przychodzić na Ziemi, kiedy ją opuszcza?” Kiedy ją opuszcza. Patrzę, gdzie tu jesteśmy. Widzę tutaj: „A zasoby są przeludnione. Ludzie powinni opamiętać się w dzieciństwie, bo nasza planeta zaczyna się przeludniać, a zasoby są ograniczone.” Powiem wam, kochani, tak między nami mówiąc, że nie wiem, czy to zbanowanie Edmunda spowodowało, że on się przestał odzywać, czy-
[01:47:37] - Edmund próbował wrócić, ale tym razem już poszedł po bandzie. Zaczął mnie wyzywać, Jubiego wyzywać, więc dostał kolejnego bana i się skończyło.
[01:47:49] - Bo to właśnie tak się zastanawiałem, czy może coś tam do niego dotarło, czy to po prostu skutek działań technicznych.
[01:47:59] - Zadziałała tak zwana widzialno-niewidzialna ręka sprawiedliwości.
[01:48:05] - Internetowej.
[01:48:07] - Tak.
[01:48:08] - Dobrze, kochani, słuchajcie, powiem wam tak.
[01:48:12] - Ja powiem tak: tutaj jeszcze jest kolejna partia komentarzy i może przypomnę nasz numer telefonu, pod którym odbieramy nie tylko telefony, ale i SMS-y: 530 620 493. Można także próbować na Skypie: radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu: 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i Świat Oczami Duszy, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać różne pytania, komentarze i inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:49:13] - Ja tutaj mam dość ciekawe zaproszenie od Emobila: „Panie Sławku, czy chciałby pan dożyć nowej ery i zobaczyć, jak potoczy się los naszej cywilizacji? Jeśli tak, to hibernacja jest najlepszym rozwiązaniem. Sam o tym kiedyś myślałem, tylko koszta są ogromne, bo takie marzenie jest jak podróż kosmiczna.” To znaczyJa powiem tak: nie wiem, czy to jest efekt tego, że uważasz, że jestem taki stary i już się powinienem hibernować, ale przyznam, że mam nadzieję jeszcze za tego życia zobaczyć, w jakim kierunku zmierzamy. Przyznaję uczciwie, że myślę, że to nie będzie aż tak długo, więc może się obędzie bez hibernacji. Marzenka pisze: „Jak ty widzisz tą hibernację?”. Tutaj Jubi zadał pytanie techniczne: „A bierzesz pod uwagę, że mogliby sobie nie poradzić inni ludzie? Starych nie ma, inne zachowania”. W sumie jest to też jakiś aspekt. Słuchajcie, nasze dzieci się z nami nie mogą dogadać mimo upływu 20, 30 lat, a tutaj mobil pisze o 200 latach. To faktycznie mogłaby być przepaść.
Gorzej, jakby się okazało, że została tylko pustynia i garstka ludzi, którzy hodują bydło na polach. Wtedy nie wiem, czy nie żałowałbyś tych ogromnych pieniędzy, które przeznaczyłeś na hibernację. To jednak spore ryzyko, bo w dalszym ciągu nie mamy stuprocentowej pewności, jak się to skończy. Jubi pisze: „Po 15 latach pobytu za granicą, gdy jestem w Polsce, mam wrażenie, że jestem na innej planecie. Poza tym widywałem takie kapsuły, ale po podróży świadomości”. Marzenka następny temat podrzuca: „Jak wiadomo, to nie wiadomo, czy będą w stanie nas rozmrozić i czy nasza jaźń też się zachowa”. To jest też dobre pytanie. Czy nasza dusza postanowi nam towarzyszyć, czy na przykład dostaniemy już... Ciekawe pytanie, muszę się nad tym zastanowić. Marzenka pisze: „Jubi, ja odnoszę takie wrażenie, ale ludzie nadal są bliżej siebie niż za granicą”.
W Polsce różnie z tym bywa. Mobil pisze: „Marzyłem o takiej kapsule rozkoszy duchowej, gdzie w środku znajduje się woda i lampy neonowe i głucho wszędzie. I co to będzie?”. Ja mam też jakieś swoje marzenia, ale może trochę bardziej przyziemne. Mobil pisze: „Ja też czuję się lepiej w innych miejscach niż w tych, w których przebywam na co dzień”. To jest dość ciekawa informacja, do której zaraz się odniosę. Jubi pisze: „Sławku, to był słuchacz, który miał tutaj mieszać i tyle. Szkoda o nim mówić, bo jeszcze czerpie satysfakcję, że się o nim mówi”. Pewne intencje wyczułem, natomiast nie mam problemu z tym. Zresztą też po to prowadzę tę audycję, żeby ludziom dawać odrobinę satysfakcji i przyjemności.
Więc czemu nie? Jeżeli to komuś jest do czegoś potrzebne, to niech sobie bierze. Jak to mawiają: mi nie ubędzie. Zwłaszcza że mam pewien pomysł, co z tym tamtym dalej zrobić. Tym bardziej myślę, że problem takich osób poniekąd się rozwiąże. Jeszcze spróbuję na chwilę przełączyć. Marzenka pisze: „Jubi, wiesz, ale swój swojego pozna”. Dobrze, tutaj jest jakaś rozmowa, o której ja nie do końca wiem. Marzenka pisze... Rozumiem.
Jubi wrócił do tematu: „Sławku, jak radzić sobie z lękami? Jakieś sposoby?”. Mobil: „Homeopatia najlepszy sposób leczenia”. I tu jeszcze mam ostatni komentarz: „A może to nie podświadomość, ale brak świadomości?”. Kochani, poprzednia audycja mnie bardzo uradowała. Nawet z panem Markiem rozmawialiśmy, że było mi fajnie po poprzedniej audycji. Po tej audycji mam znowu lekki niesmak. To jest kolejny moment w moim życiu, że zastanawiam się, po co to robić. Przygotowywałem tę audycję, zbierając różne informacje, poświęcając swój czas na różnego rodzaju przemyślenia, żeby coś wam powiedzieć. Natomiast przyznam wam się szczerze: nie wiem, jak jest z ludźmi, którzy nie biorą udziału w dyskusji, bo tych jest zazwyczaj garstka.
Nie wiem, jakie wnioski i przemyślenia wyciąga reszta słuchaczy. Natomiast powtórzę to, co powiedziałem wcześniej. Kochani, jeżeli jesteście w takim etapie swojego życia, że chcecie doświadczać, to doświadczajcie. I powtórzę to jeszcze raz: moje audycje nie są wam do niczego potrzebne. Widocznie to jest ten etap, kiedy sami siebie chcecie jeszcze przekonać, kiedy sami szukacie dowodów na to, że coś poza tym życiem ziemskim jeszcze jest. Nie wiem. Ja już nie potrzebuję dowodów. Ja już nie szukam dowodów. Jeżeli czegoś szukam, to przede wszystkim dla was, nie dla siebie.Natomiast jeżeli te moje poszukiwania nic nie zmieniają w waszym życiu, to nie ma sensu tego robić. Tak jak wam powtarzam, jestem człowiekiem praktycznym.
Szukam sposobu na to, aby dokonać zmian. Nie zastanawiam się, czy zmiany trzeba wprowadzać. Jeszcze czasami zastanawiam się jakie, bądź może które w pierwszej kolejności. Natomiast wiem, że chcę dokonać zmian i dokonuję cały czas zmian w sobie samym i tylko szukam sposobów, metod, które mi w tych zmianach pomogą. I temu służą te audycje. Przekazywaniu wam tych sposobów, tych metod, żebyście również mogli tych zmian w swoim życiu dokonać. Już się nie zastanawiam i nie szukam odpowiedzi na pytanie, czego Bóg ode mnie chce i czego chce moja dusza. Już wiem, że chce ode mnie tego, żebym był szczęśliwy. Jeżeli wy się jeszcze zastanawiacie, czego od was dusza chce, to nie jest ta audycja. A ja już jestem na pewno ostatnią osobą, która ma ochotę i potrzebę was przekonywać.
Podczas swoich ostatnich rozmów z ludźmi, ze słuchaczami z różnych źródeł przyszło do mnie takie zrozumienie: dlaczego ludzie, którzy zajmują się podobną tematyką, biorą pieniądze za warsztaty, za prelekcje, za wykłady, za dzielenie się swoją wiedzą. Ponieważ zauważyłem, że jeżeli ludzie dostają coś, za co nie płacą, to jest to dla nich bezwartościowe. Tak samo jak bezwartościowe jest to, co ja mówię. Jeżeli ktoś pójdzie na warsztaty i zapłaci za nie 500 złotych, 1000, 2000, 3000 złotych, to powie: „Wow! Sięgnąłem do źródła wiedzy za grube pieniądze”. Bo to człowiek nadaje wartość temu, czego doświadcza. Finansowa forma jest pewną formą nadawania wartości informacji, którą dostajecie. I dlatego to, co powiedziałem o książce Neila, ludzie dostali informację za free i nic z nią nie zrobili, ponieważ ta informacja jest dla większości ludzi bezwartościowa. I teraz zastanówcie się, jak by wyglądały te audycje, gdybyśmy je zrobili na przykład w systemie pay per view. Czy dalej ten czas, który mamy, który ja też dla was poświęcam, zostałby wykorzystany w ten sam sposób, który jest wykorzystywany teraz?
Czy jak idziecie do terapeuty, czy idziecie do lekarza i płacicie stówę czy dwie stówy za wizytę, to poświęcacie ten czas na dzielenie się swoimi przemyśleniami? Czy często, tak jak niektórzy mądrościami, wiedząc, że jeżeli wyskoczy następna godzina, to zapłacicie następne 200 czy 300 złotych. Od 600 godzin mówię praktycznie o tym samym. A na sam koniec dzisiejszej audycji czytam, że dusza ma doświadczać. Gdybym był nauczycielem, to bym rzucił tą robotę, bo 600 godzin gadania i efekty praktycznie rzecz biorąc żadne. Może nie powinienem tego mówić, ale dlaczego mam nie powiedzieć? To jest też taka prawda, którą ja od jakiegoś czasu wewnętrznie czuję. I jak uważałem komentarze po audycji za coś fajnego, tak patrząc nawet w dniu dzisiejszym na to, jakimi tematami, jakimi sprawami chcecie, żebym się zajmował, to ja mówię nie. Wasz czas jest waszym czasem. Poświęćcie go, na co chcecie.
Natomiast jeżeli chcecie, żebyśmy podczas tych dyskusji rozmawiali na temat, to rozmawiajmy na temat. Jeżeli nie będziemy rozmawiali na temat, to po prostu zrezygnuję z uczestniczenia w tych czatach poudycyjnych. Po prostu na zasadzie przekażę wam informację, którą mam wam do przekazania i na tym audycję będziemy kończyli. Może to trochę smutne zakończenie dzisiejszej audycji, ale tak jak wam powiedziałem, lubię prowadzić audycje, lubię mówić i dzielić się z wami tym, co wiem, co zrozumiałem, czego się nauczyłem, do czego doszedłem. Ale tak jak powiedziałem, mam też inne rzeczy, które lubię robić. A już uczestniczenie w przepychankach, w rzeczach zupełnie nie jest rzeczą, którą lubię i za którą przepadam. Więc proszę tych, którzy będą mieli ochotę znowu porozmawiać nie na temat, przeczytajcie dokładnie tytuł audycji, posłuchajcie, o czym będzie audycja i jeżeli chcecie uczestniczyć w rozmowie na ten temat, to zapraszam. Natomiast jeżeli nie, to nie wiem. Jeżeli macie ochotę posiedzieć i pogadać, to kupcie ziemniaki, kaszanki, wpadnijcie do mnie na grilla, usiądziemy i pogadamy. Natomiast szanuję swój czas i też szanuję czas innych słuchaczy, którzyMoże niekoniecznie są tym zainteresowani.
Dlatego bardzo was proszę, przyjmijcie do wiadomości, że ja szukam sposobu na zmianę życia, na poprawę życia. Tym się zajmuję. Etap przekonywania się i zastanawiania mam już za sobą, więc jeżeli mamy wspólny cel, to ku niemu dążmy. Natomiast ci, którzy mają inne cele, niech po prostu idą swoją drogą. Być może ten popsuty sprzęt na początku, czy ta awaria sprzętu, z którymi się borykaliśmy najprawdopodobniej z moim laptopem, z którymi się borykaliśmy na początku audycji, może był takim znakiem, ostrzeżeniem, bo taki pomysł był, żeby dzisiejszej audycji nie poprowadzić. Być może też po to, żeby nie padły te słowa z moich ust, które padły teraz. Ale widocznie paść musiały. Chcę przekazywać wiedzę, chcę się tą wiedzą dzielić, ale chciałbym to robić w fajnej, miłej, przyjaznej, sympatycznej atmosferze wspólnego wzajemnego szacunku, zrozumienia i też wspólnego celu, który nam gdzieś tam przyświeca. Mam nadzieję, że przynajmniej tak będzie. Marzenka pisze: „Jak jedna osoba na 100 zaczai, to już jest warto”.
Marzenko, nie wiem, czy jest warto. Ja nie jestem człowiekiem, który się nudzi i też nie jestem człowiekiem, który ma misję. Ja nie jestem, kochani, misjonarzem i też nie robię tego dla pieniędzy. Nie prowadzę statystyk, czy jedna osoba zaczaiła, czy trzy, czy pięć. Dlatego nie wiem, czy warto. Pewnie warto tej jednej osobie. Kochani, tak jak wam dzisiaj dość brutalnie, nie lubię porównań, ale powiedziałem to dzisiaj i powtórzę to. Różnica. Ja już nie szukam odpowiedzi. Ja już szukam sposobu.
Jeżeli szukacie odpowiedzi, to ich szukajcie. Co mogę, to pomogę. Co wiem, to powiem. Ale pamiętajcie o tym, że ja szukam już sposobu. Mobil napisał: „Panie Sławku, co pan myśli o mentalności dzieci a dorosłych? Dlaczego dorośli unikają dziecięcych nawyków i brną w problemy?” Ludzkie życie jest podzielone na takie czteroletnie etapy, z których każdy ma inne zadanie. To jest też między innymi wiedza z kalendarza Majów. Najkrótszy okres, kiedy mogą się pojawić efekty naszego duchowego czy energetycznego działania to jest 13 dni. To jest najkrótszy okres, kiedy wszystkie 13 składowych tego procesu muszą się wypełnić. Pierwsze dwa okresy to jest zdobywanie wiedzy.
Później, po 20. roku życia jest testowanie tej wiedzy. Po 20. roku życia jest wyznaczanie kierunku, w jakim chcemy iść, czyli podejmujemy już decyzję, co chcemy robić i jacy chcemy być. Później jest okres wcielania tego w życie i po 40. roku życia zaczyna się okres wstępnych wyników tego, co w tym życiu próbowaliśmy zrobić. Więc ten pełny okres od początku do końca, do pojawienia się tych efektów to jest 52 lata ludzkie życie człowieka. Nie da się zmienić tego i ta różnica będzie zawsze, ponieważ to jest taki proces naszego funkcjonowania na Ziemi. Po to się dzieci uczą, żeby później mogły to, czego się nauczą, przetestować we własnym życiu. Zwróćcie uwagę, każdy, większość tych, którzy uczestniczą w tych rozmowach, przekonuje mnie na każdym kroku, że mimo tego, co ja mówię, to i tak musicie to przetestować na sobie.
I to jest tak, że ja gadam swoje, wy robicie swoje. I tylko w sytuacjach, w których mamy wspólne poglądy, to się zazębiamy. Tego procesu się nie da uniknąć. Ada napisała: „To, jaka jestem, zależy od mojej duszy”. W dużej części tak, ale również nasza ziemska strona też ma duży wpływ, nawet dużo większy. „Panie Sławku, dlaczego z biegiem czasu ludzie dorośli stają się problemowi bardziej niż dzieci?” Dlatego, że tak działa nasza podświadomość. Jeżeli powtórzy dany wzorzec 10, 20, 30, 50, 100 razy, tym trudniej go zmienić. Naprawdę, uwierzcie mi, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo podświadomość zawładnęła naszym życiem. Wiecie, że robię teraz eksperymenty z podświadomością. Powiem wam, jak to wygląda.
Mam nagrane filmy, kiedy ludzie nie są w stanie zapanować nad swoimi emocjami. Dorośli ludzie.Tylko na skutek obrazów, które widzą. Nie sytuacji, w jakich się znaleźli, tylko na skutek tego, co widzą. I dlatego większość ludzi mówi: „Nie, ja wszystko kontroluję, ja wszystko wiem, ja decyduję”. A wcale tak nie jest, kochani, wcale tak nie. I to jest największy problem, żebyście sami się mogli o tym przekonać. Mam jeden ulubiony film, na który wymięka 99% ludzi. Chociaż cały czas prowadzę z nimi rozmowę i wiedzą, że są razem ze mną, że są w pomieszczeniu. Na skutek tego, co widzą, po prostu wpadają w panikę. Pojawia się strach, lęk, przerażenie, chęć ucieczki.
Mam filmik, w którym moi znajomi, małżeństwo przyjechali. Najpierw mój przyjaciel usiadł z okularami i oglądał film. Żona oglądała ten film w telewizorze, czyli wiedziała dokładnie co gdzie, w którym momencie się wydarzy. W momencie, kiedy założyła okulary, to końcówkę filmu przesiedziała skulona w fotelu i cały czas mówiła: „Ja się nie boję, ja się nie boję, ja się nie boję”. Taka jest różnica. I dopóki tego nie doświadczycie, dopóki tego nie zarejestrujecie na własnym przykładzie, to mi nie uwierzycie. Dlatego wydaje wam się, że to, o czym ja mówię, jest pewnego rodzaju science fiction. Nie, ja wiem dokładnie, co ja mówię, tylko większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. No ale dobra, tu widzę co ja tutaj mam, bo coś mi się tutaj strasznie przywinęło. Panie Marku, coś mi pan tutaj dorzucił.
[02:09:53] - Trochę się rozpisali znowu.
[02:09:56] - No właśnie, bo ja tu tak beztrosko sobie rozgadałem się na jakiś tam temat, a tu się okazało, że tu się trzeba brać do roboty. Już się wracam, tylko się odnajdę w tej swojej rzeczywistości. Gdzie my jesteśmy? O mentalności dzieci. Dobrze to już było. Ja nigdy nie będę się zachowywać jak dorosły, przeciętny człowiek. Trzymam kciuki. Dorosły a dojrzały to dwie różne kwestie. No i właśnie to jest ta różnica. Też o tym mówiłem, że jesteśmy wynikową, że to nie jest tylko tak, że nasza podświadomość decyduje o naszej osobowości, że świadomość płynąca z duszy.
I to są właśnie te momenty, kiedy mi czasami opadają ręce, bo rozmawiałem, mówiłem o tym, przekazywałem. Dlatego dorosły w sensie fizycznym nie znaczy dojrzały. Zdecydowanie tak. Natomiast to też z czegoś wynika. Co lepsze tłumienie czy manifestowanie emocji? Manifestowanie emocji powoduje to, że szybciej dowiadujemy się, bo tak naprawdę to nie chodzi o to, żeby tłumić emocje czy kontrolować emocje. To chodzi o to, żeby poznać emocje. Więc manifestowanie emocji powoduje, że szybciej się o nich dowiadujemy. Tłumienie emocji powoduje to, że one sobie tam gdzieś żyją w utajnieniu i mogą wyskoczyć w nieoczekiwanym dla nas momencie. Natomiast jeżeli manifestujemy emocje, to po to, żeby je poznać, żeby je rozpoznać, nazwać, a nie po to, żeby się cieszyć tym, bo ja taki jestem, bo ja się akceptuję w każdej sytuacji, lubię siebie takiego, jakim jestem, więc mogę chodzić po mieście, drzeć mordę i budzić ludzi w nocy.
Bo to też pomiędzy tą akceptacją samego siebie a poznaniem samego siebie jest też bardzo cienka linia. Natomiast ja jestem za manifestowaniem emocji. Marzenka pisze: złe pytanie. Jakoś tam nie wiem, bo podejrzewam, że Marzenka mogła mieć to samo na myśli co ja. Krzysztof pisze, że raz jedno, raz drugie. Jubi napisał: Sławku, Neil Donald Walsh, cytat. Zupełnie mnie nie zrozumieliście. Tak to można podsumować. Tak. Jubi, całkowicie się z tobą zgadzam.
Zresztą taki był też przekaz w dużym sensie tej dzisiejszej audycji. Też nie przez przypadek rozmowy z Bogiem się dzisiaj w audycji pojawiły. Tak, to chyba było nawet coś takiego, że Walshowi ktoś zadał pytanie, jakby w jednym zdaniu opisał informację, którą Bóg chciał przekazać ludziom. I on powiedział: „Wystarczy pięć słów”. Czyli zupełnie mnie nie zrozumieliście. Czyli po angielsku to będzie pięć słów. To wam się wydaje, że wy lepiej ode mnie wiecie, czego ja od was chcę. I to jest właśnie ta nasza ziemska natura. Ja to obserwuję od 600 minut prowadzenia audycji. Kiedy tak naprawdę czasami boksuję się z waszą podświadomością, kiedy to, co do mnie mówicie, do mnie piszecie.
Kiedy po trzech audycjach, po poruszeniu jakiegoś tematu jest dokładnie takie samo jak przed poruszeniem tego tematu. I ja to dokładnie widzę, że to, co mówię, zupełnie nie znajduje przełożenia na to, co wy później do mnie mówicie, przynajmniej w dużej mierze przypadków. Przykro mi jest to mówić, ale to też ostatnio rozmawiałem z jakąś słuchaczką.Z koleżanką w tej chwili, znajomą w kwestii zapłaty za poradę, usługę, pomoc. Ja powiedziałem: „Nie, mam radość z tego. Natomiast obiecaj mi, że dasz mi jeszcze satysfakcję, że to, co powiedziałem, przyniosło konkretne efekty”. I mi brakuje, kochani, satysfakcji z takich dowodów na to, że to, co mówię, ma jakiś sens dla nas, że to coś zmienia, że to nie jest tylko gadanie dla samego gadania. Mam radość, mam przyjemność z przekazywania wiedzy, z przekazywania tego, co myślę, dzielenia się swoimi poglądami. Ale brakuje mi jeszcze satysfakcji. Jubi pyta, jaki tytuł, ale nie wiem czego. El Mobil: „Masz rację, bo są sytuacje, że czasami warto ugryźć się w język i poczekać, a potem wyrzucić z siebie wszystko”.
I to jest informacja dla Edmunda. Czy lęk nas ogranicza? To jest właśnie takie nasze tłumaczenie, że czasami warto ugryźć się w język. Ale dlaczego warto się ugryźć w język i poczekać, i przeczekać, a potem wyrzucić z siebie wszystko? To jest właśnie nasze myślenie podświadomości. Nie. Powinniśmy reagować natychmiast. Powinniśmy mówić natychmiast i powinniśmy mówić prawdę. Tylko te nasze zagrywki podświadomości, że czasami lepiej, czasami warto, czasami będziemy mieli z tego korzyść. Czasami jak czegoś nie powiemy, czegoś nie stracimy.
To jest właśnie ta pułapka, ten matrix, w którym się trzymamy i w który wierzymy, że warto. Nie, nie warto, bo tak czy inaczej mówiąc prawdę, czegoś się dowiemy. Albo o sobie samym, albo o człowieku, z którym rozmawiamy. Jeżeli ktoś nie jest w stanie zaakceptować prawdy czy podyskutować z nami chociażby o naszej prawdzie, to warto też zweryfikować jego intencje względem nas. A skoro my w pewnych sytuacjach wybuchamy gniewem, złością, pretensjami, to też jest informacja o nas. Dlaczego takie sytuacje nas denerwują? W każdej sytuacji warto jest mówić prawdę, bo tak czy inaczej czegoś się dowiemy. A te: „czasami warto ugryźć się w język i przeczekać i później wyrzucić”. Słowo „wyrzucić” jest słowem negatywnym. Wyrzucić.
Nie wypowiedzieć, nie wyrazić, tylko wyrzucić. Właśnie tak jest. Bo jeżeli coś przetrzymujemy za długo w środku, to chcemy się tego pozbyć. Chcemy to wyrzucić, bo wiemy, że to jest dla nas złe, że to nas trawi od środka. Dlatego chcemy to wyrzucić. I w takich drobnych słowach widać intencje. Przeczytajcie. „Są sytuacje, że czasami warto ugryźć się w język i przeczekać, a potem wyrzucić z siebie wszystko”. El Mobil cytuję, bo to jest też nauka dla wszystkich. Czasami warto.
Kalkulacja. Ugryźć się w język, czyli coś przemilczeć, przeczekać i wyrzucić. Marzenka pisze: „No właśnie, trzeba obczajać emocje i zobaczyć, skąd się biorą i z czego wynikają”. Tak, o tym pisałem, także Marzenko oczywiście się zgadzam z tobą. Jak uwolnić się przed sugestią i manipulacją? Uwolnić się przed sugestią i manipulacją. Słowo „uwolnić” wskazuje, że mówimy tu o procesie, w którym ty już jesteś, czyli że jesteś manipulowany i chcesz się z takiej sytuacji uwolnić. To jest indywidualna sytuacja. Ciężko znaleźć taką strychninę receptę i powiedzieć, co należy zrobić. Najlepszą obroną jest świadomość.
Czyli pozbycie się lęku w ocenie drugiej osoby. Czyli po prostu zrozumienie, że ktoś próbuje nami manipulować. Manipulacja to jest chęć wykorzystania człowieka, nas przez drugiego człowieka do jego jakichś tam potrzeb. Dla mnie świadomość jest takim, jak to nazwać, sygnałem ostrzegawczym. Stamtąd jakieś takie informacje ostrzegawcze dla mnie płyną. Też takie dopuszczenie intuicji, czyli dopuszczenie duszy do głosu, też jest dla nas informacją, że ktoś próbuje nas wykorzystać. Też rozwijanie miłości do samego siebie jest fajną formą obrony przed sugestią i manipulacją. Z miłości do samego siebie, z troski o samego siebie nie pozwolę sobą manipulować. Także tu płaszczyzn działania, na której coś trzeba zrobić, jest sporo. Ada pisze: „W podświadomości musi być działanie.
Bez tego ani rusz”. Tu akurat podświadomość może być dla nas przydatna, ale to najczęściej w tej podświadomości działanie płynie z miłości, płynie z wiary. Natomiast w podświadomości może być wzorzec niechęci do działania albo braku wiary we własne siły. To ja bym prędzej się w podświadomości doszukiwał ograniczeń niż wsparcia.Ruby pisze: „Moby, czapeczka foliowa na głowę”. Nie wiem, Ruby, co masz na myśli. Jak możesz, to rozwiń myśl. Natomiast ja przeczytam dla Mobila, bo niektórzy ludzie są zaprogramowani, że zrobią wszystko, co im się powie. To jest też taka pułapka. Ja to nazywam pułapką starych dusz, kiedy potrzeby innych stają się ważniejsze niż nasze własne potrzeby. Na pewnym etapie poznawania siebie to czasami się wydaje, że robimy to dla innych i przypisujemy temu bardzo szlachetne intencje.
Natomiast jeżeli jest to wzorzec zapisany w podświadomości, to w podświadomości trzeba go zmieniać. Zresztą ja w ogóle twierdzę, że wszystko, co jest dla nas negatywne, nawet życiowo, użytkowo, jest zapisane w podświadomości. I tutaj się też wyjaśniło. Mobil pisze, że co? Bo mi się znowu przewinęło. „Prawie wszystko, głównie za pomocą pieniądza”. Ruby wrzucił jakiś link, ale to sobie przejrzę go jutro. Krzysztof napisał, że to ty, Mobil, manipulujesz słowami. Słuchajcie, ja słowo manipulacja rozumiem w ten sposób, że chce się osiągnąć konkretny cel, konkretną korzyść dla siebie i używa się słów i innych rzeczy, żeby od drugiej osoby to wyegzekwować. Ja tak traktuję manipulację.
„Ludzie są w stanie oddać duszę za pięć złotych”. Takie sklepy po pięć złotych może. Jeżeli wartości materialne są na porządku pierwszym, to wtedy— znaczy nie są na porządku pierwszym, bo wtedy gdyby chodziło o dobra materialne, to za taką duszę można by było wziąć trochę więcej. Więc tu musi być jakiś inny aspekt. Warto się nad tym zastanowić. Ruby: „Sławku, ja ciebie słucham nie żeby się czegoś dowiedzieć, ale analizować twoją wiedzę ze swoją. Bo ja swoją prawdę już znam i dlatego nie byłem w stanie dziś rozmawiać z trollem”. Ruby, ja ogólnie rzecz biorąc nie oceniam ludzi i staram się jak najmniej mówić o innych, więc ja nie mam do nikogo żalu, że tak robi. W sensie, że jest na takim etapie, że tego potrzebuje, że to jest dla niego prawdą, a to jest dla niego szczęściem. I też naprawdę na nikogo się nie gniewam, bo tak.
Tylko po prostu trochę tak, jak nauczyciel, który przekazuje wiedzę w szkole, robi sprawdzian i okazuje się, że klasa nic nie rozumie. To znaczy, że nie był w stanie tego przekazać. Więc ja to też w pewien sposób tak odbieram, że nie jestem w stanie wam przekazać jakiejś informacji w sposób zrozumiały, to po co to robić? A jeszcze, nie daj Bóg, ktoś wyciągnie mylne wnioski, to może po prostu lepiej się zająć czymś innym. „Sugestia nie jest manipulacją” — Krzysztof napisał i ja się całkowicie z tym zgadzam. Dlatego też przez Mobila zostało to podzielone: sugestia i manipulacja. Tak, oczywiście sugestia nie jest żadną manipulacją. Manipulacją jest oczekiwanie konkretnych zachowań na skutek naszej sugestii. Więc całkowicie się zgadzam. „Znam osoby, które są w stanie przejąć kontrolę nad mediami i tam głosić swoje nikczemne poglądy na wysoką skalę.
Chodzi o mainstream”. Słyszałem o tym pojęciu. Nie znam go za dobrze, więc ciężko mi się odnieść. Ale to jest trochę tak, że można próbować manipulować ludźmi. Natomiast nie każdym człowiekiem da się manipulować. I przeważnie tam, gdzie jest manipulator, pojawiają się ludzie, którzy chcą, by ktoś za nich decydował. Więc to jest taka wzajemna interakcja i to jest troszeczkę taka symbioza, bo jeżeli ja mam alergię na manipulacje, na wszelkie objawy manipulacji, to jeżeli wyczuwam coś takiego, natychmiast się usuwam. Natomiast jeżeli ktoś chce być manipulowany, to wchodzi właśnie w takie środowisko mistrzów, guru bądź ludzi z olbrzymią charyzmą, bo chce, żeby to ktoś inny za niego o pewnych rzeczach decydował i tyle. Jeżeli komuś to nie odpowiada, to po prostu trzeba się z tego wycofać. A jeżeli z jakiegoś powodu nam to odpowiada, to warto się zastanowić dlaczego.
Marzenka pisze: „Po co się gniewać i denerwować? Przecież ktoś jest w takim, a nie innym momencie zrozumienia, więc nigdy...” Marzenko, tak, całkowicie się z tobą zgadzam. Ja też mam szacunek i dystans do tegoW to, czego w życiu potrzebuję w danym momencie. Moje życie wielokroć się zmieniało. Na pewno każdego z was również. Natomiast mówiłem swoim dzieciom: podajcie mi chociaż jeden powód, dla którego mam być miły, jeżeli wy nie jesteście miłe dla mnie. Zresztą mówię to samo dorosłym ludziom. Podaj mi chociaż jeden powód. Więc ja szanuję każdego człowieka do momentu, dopóki to działa w dwie strony, bo tego samego mamy prawo oczekiwać od innych. Natomiast powód, dla którego mam nie reagować na to, jeżeli ktoś próbuje mnie obrazić, to też jest troszeczkę rola pokutna.
Oczywiście gniewać się, denerwować, okazywać agresję — nie. Natomiast reakcja na próby obrażania nas, na próby wyprowadzania nas z równowagi i pokazania też, że to jest granica, której już dalej nie da się przekroczyć, ponieważ to jest moje terytorium dobrego samopoczucia, jest uczciwością wobec drugiego człowieka. Jeżeli nie powie się drugiemu człowiekowi, że dalej już nie można, to skąd on ma to wiedzieć, że dalej nie można, skoro według niego można? Więc wzajemna uczciwość i szacunek nakazuje mówić prawdę. Nie przekraczaj tej granicy, bo już doszedłeś do tego momentu, w którym dalej pójść nie możesz, nie obrażając mnie bądź nie wywołując mojej reakcji. Ja oczywiście nie przeczytałem tego komentarza, bo widzą go tylko słuchacze, którzy uczestniczą w czacie, a wcale nie chcę, żeby dowiedzieli się bądź musieli sobie emocjonalnie radzić z tym komentarzem słuchacze, którzy na przykład będą odsłuchiwali tę audycję. Nie przytoczyłem go, ale jednocześnie mówię, że granica została już mocno nadszarpnięta i dlatego kolejne pojawienie się nie spotka się z moim zrozumieniem. Bo to jest troszeczkę tak, jakby — może ekstremalnie powiem — tłumaczyć mordercę czy gwałciciela z tego, co zrobił tylko tym powodem, że on jest na takim, a nie innym etapie. I że tłumacząc to kolejnymi sloganami czy frazesami, jego dusza jest na takim etapie, że potrzebuje takiego doświadczenia. To chyba zbyt duża duchowa tolerancja, nawet jeżeli chodzi o kwestie duchowe.
Także nie polecam się takim osobistościom w moich audycjach. Bardzo wam dziękuję, że skoncentrowaliśmy się tutaj — oprócz tego ostatniego akcentu — już na tematach, które bardziej wpisują się w temat audycji. To troszeczkę osłodziło moje rozczarowanie dzisiejszą dyskusją czatową. No dobrze, kochani, mamy po północy. Ja uważam, że to jest bardzo dobry moment, żeby się przywitać w kolejnym pięknym dniu, a jednocześnie żeby się pożegnać z naszą poniedziałkową audycją. Nie wiem, jaki będzie następny temat audycji. To chyba będzie jakaś tam trzydziesta, więc może coś ekstra wymyślę. A może wy macie jakiś pomysł, to bardzo proszę o informację. A jak wnioskuję z ostatnich doświadczeń, w moim życiu pokazuje, że tematy pojawią się same. Inka pisze: „Panie Sławku, czasami trzeba robić uniki.
Dla dobra sprawy można pewne sprawy przemilczeć”. Nie wiem, Inko, co masz na myśli. Tak na szybko jeszcze się zapytam, bo dla mnie robienie uników to znaczy, że ktoś we mnie czymś rzuca. Czemu ja mam pozwalać się na przykład... Nie chodzi oczywiście o naszego słuchacza. Tylko o takie sytuacje życiowe. Bo ja się nie czułem dzisiaj tu niczym rzucany ani atakowany. Tylko stwierdzenie, że trzeba robić uniki dla dobra sprawy. To ja się pytam: dla czyjego dobra i dla czyjej sprawy? Jeżeli ktoś nas atakuje, rzuca w nas czymś, to jakie my mamy dobro w tym i jaką my mamy sprawę, żeby na to nie reagować?
Tu jest jeszcze też Marzenka napisała, że można też zapytać, czy ten ktoś uważa, że nas obraził. Najczęściej to pytanie działa. I to jest następna rzecz, z którą ja się nie do końca zgadzam. Bo jeżeli ja się czuję urażony w jakiś sposób, to po cóż mam się pytać, co druga osoba na ten temat sądzi? Ja uważam, że powinno się powiedzieć — też gwoli uczciwości, gwoli poznania swoich własnych emocji — czuję się obrażony. Czuję, że robisz mi przykrość. Czuję, że zmierzaszW jakimś złym kierunku. Nie wiem, o co ci chodzi. Może powiedz, może ja to źle zrozumiałem. Może źle zrozumiałem twoje intencje.
Okej, Inka tutaj jeszcze: „Nie wszystko trzeba czytać, co ludzie piszą na czacie”. O to mi chodzi. Czytać na głos, znaczy się. Inko, zgadzam się i tak właśnie robię. Uwierz mi, że pewnie z połowy komentarzy dzisiaj nie przeczytałem. Tylko dlaczego? Bo to jest takie pytanie świadomościowe. Nie osobiste, tylko świadomościowe. Dlaczego niby ja mam być tą osobą, która ma chronić pozostałych słuchaczy przed złośliwością, głupotą, agresją, negatywizmem, brakiem kompetencji czy paroma innymi rzeczami, które inne osoby mają w nosie? Bo to też mi zalatuje takim egoizmem.
Ktoś sobie usiądzie przed komputerem, będzie sobie coś tam klikał na komputerze, oglądając telewizję albo jedząc czipsy i zupełnie bezkarnie obarcza mnie tym, że na przykład czegoś nie przemyślał. I teraz ja muszę to przeczytać, muszę to wyrzucić, muszę to przeanalizować. Muszę zobaczyć, czy nie ma dalszego ciągu. Muszę się doszukiwać znaków przestankowych tylko dlatego, żeby przekaz, który daję innym ludziom, którzy tego słuchają, będą słuchali jutro, za tydzień, za miesiąc, był jak najbardziej czytelny. Dlaczego nie mogłoby się to odbyć naszym wspólnym wysiłkiem? Wspólnym. Nie tylko moim, ale wspólnym. Dlaczego ktoś, kto pisze te komentarze, nie może podejść do tego tematu podobnie do mnie? To jest jednak mimo wszystko nasze wspólne przedsięwzięcie. Nie tylko moje, bo ja nie jestem tutaj dla siebie.
Chodzi mi o to, żebyśmy coś wspólnie tworzyli, a nie się tutaj... Znaczy chodzi mi o to, żeby ludzie, którzy piszą, żebyście kochani, ci, którzy piszecie komentarze, mieli w głowie to, że ja to w jakiś sposób staram się przekazać też innym ludziom. Ta dyskusja nie kończy się w dniu dzisiejszym, bo tą dyskusję pan Marek dzisiaj w nocy obrobi i wrzuci na YouTube'a i ta audycja będzie odsłuchiwana później przez ludzi. A ja mam zrobić z tego tak, żeby ludzie coś z tego zrozumieli. Więc wydaje mi się, że jak na audycję na żywo i na to wszystko, że to się dzieje online w czasie rzeczywistym, troszeczkę dużo ode mnie oczekujecie. Oczekujcie też troszeczkę od siebie. Miejcie świadomość tego, że to za chwilę wyląduje na YouTubie i nie skończy się tylko na tym, co jest napisane. Dobra, bo się znowu tutaj przewinąłem niebezpiecznie do samej góry. Google'a tu pisze: „A może Inka miała na myśli, żeby nadstawić drugi policzek? A mi się bardzo podoba, że są czytane wszystkie komentarze”.
No właśnie, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Marzenka, mnie ciężko obrazić. Często nie wchodzę w dysputy kogoś, kto się o to stara, bo to nie ma sensu zupełnie, a i często czuć, czym się ta osoba kieruje, więc nie ma sensu. A ja nie czuję, aby taką osobę uświadamiać, w jakim położeniu jest, bo i tak nie zrozumie, a upokarzać nie będę. Bo po co? Jest to jakaś ciekawa forma współistnienia. Inka pisze jeszcze: „Panie Sławku, przemilczeć dla dobra audycji i jednocześnie pana”. Tylko o to mi chodzi. Dziękuję ci bardzo. To miłe, że ktoś tu się jeszcze moją osobą trochę przejmuje, ale ja się zgadzam, że dla dobra audycji jak najbardziej i też dla dobra słuchaczy.
Też chodzi mi przecież o to, żeby to miało jakiś sens, żeby to się dało słuchać i z tego korzystać. Dlatego się tak czasami też morduję. Ale mówię, przychodzi taki moment, że ja też jestem zmęczony. I weźcie to, proszę was bardzo pod uwagę, że ja też jestem troszeczkę momentami zmęczony i nie obarczajcie, nie wrzucajcie mi aż tak bardzo tego na głowę. Google'a tu pisze: „Bo one są po to pisane publicznie, żeby były czytane, prawda?” Inka bardzo słusznie pisze: „Niekoniecznie czytane na głos”. Tak. Bo to są też tutaj takie rozmowy, które prowadzicie gdzieś tam między sobą. Sami sobie wyjaśniacie pewne tematy. Bardzo mnie to cieszy. I ja ich nie czytam.
Też nie czytam jakichś osobistych rzeczy, bo też się nie czuję do tego upoważniony. No dobrze, kochani, kończymy. Mam nadzieję, że mimo wszystko ta audycja coś jednak do życia przynajmniej niektórych z was pozytywnego wniesie, czego oczywiście sobie i wam z całego serca życzę.Cóż. Do usłyszenia może za tydzień. Panie Marku, nie ma nic już nowego?
[02:38:45] - Na razie komentarze odnoszące się do audycji chwilowo się przy mnie wyczerpały. Tutaj Inka napisała: „Panie Sławku, my wszyscy się panem przejmujemy”.
[02:39:01] - Inka od samego początku mnie tutaj dzielnie wspiera. Bardzo ci dziękuję. Kochani, ja wiem, że mnie wspieracie. Jest mnóstwo fajnych, miłych rzeczy, ciepłych i sympatycznych, które od was płynie i bardzo wam za to dziękuję i też staram się to jak najbardziej wyrażać. Natomiast są takie momenty, kiedy są takie dni jak dzisiaj i trzeba powiedzieć to, co dzisiaj zostało powiedziane. Mam nadzieję, że prędko do tego tematu nie wrócimy i wszyscy będziemy się bardziej koncentrowali na tym, żeby tej wiedzy jak najwięcej dla siebie wykrzesać. Dla swojego własnego dobra, radości, szczęścia, przyjemności i czego tylko sobie ktokolwiek z was zamarzy i zażyczy. Kochani, uważajcie na siebie, trzymajcie się. Zapowiadają ładną pogodę, więc korzystajcie.
[02:40:04] - Żeby chociaż nie padało, żeby nie było jakichś sensacji pogodowych, jak u mnie ostatnio.
[02:40:11] - Już właśnie ma iść ku lepszemu, więc nie wiem, czy słuchacze wrócą po najbliższym weekendzie, bo ładną pogodę zapowiadają. Dobrze. Panie Marku, kończymy. Dziękuję, panie Marku, jak zwykle za cierpliwość i za pomoc tutaj, bo widzę, że się pojawiły następne komentarze, więc znowu możemy wyciągnąć nie wiadomo, do której. Kochani, wszystkiego dobrego. Jeszcze raz dziękuję wam za te ostatnie miłe słowa. Dziękuję panu Markowi, dziękuję za dzisiaj i do usłyszenia w następny poniedziałek, bo za tydzień to by było źle powiedziane.
[02:40:54] - Tutaj Kudłaty napisał: „Wrócimy, to pewne”.
[02:40:59] - Okej, dobrze. Trzymam za słowo. Ja też wracam. Pan Marek jest tutaj konstancem, więc w ogóle go nie pytam. Do usłyszenia. Trzymajcie się i dobrej nocy.
[02:41:14] - Mówił do słuchot państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” oraz autor wideobloga na YouTube o takim samym tytule, pan Sławek Mroczkowski. Przy tej okazji oczywiście tradycyjnie zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnym odcinku już za tydzień. Teraz jeszcze parę słów, właściwie jedno słowo, taki cytat internetowy, klasyk internetowy w odpowiedzi na to, co pewien słuchacz, który dostał pięć blokad dzisiaj na czacie na YouTube, wypisywał pod naszym adresem jakieś różne brzydkie rzeczy pod adresem moim, pod adresem Jobiego. Zacytuję pewien wywiad z Lee Royem, a właściwie prezentera, który robił wywiad i musiał też jakieś dziwne, brzydkie rzeczy wysłuchiwać od słuchaczy telefonicznych: „Pozdrawiamy, pa pa, życzymy ci tego samego. Radio Stacja”. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl