Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Astronomowie twierdzą, że miliardy lat temu miał miejsce wielki wybuch, który rozsiał w przestrzeni wszystkie galaktyki. Dla celów dyskusji załóżmy więc, że to prawda. Uznajmy, że rzeczywiście tak wszystko się zaczęło. To tak, jakbyś wziął kałamarz z atramentem i rzucił nim o ścianę. Bach! Cały tusz się rozlewa. Pośrodku jest go więcej, prawda? Ale bardziej na zewnątrz małe kropelki stają się coraz cieńsze i tworzą złożone wzory. Widzisz? W ten sam sposób na początku wszystkiego miał miejsce wielki wybuch, który rozsiał wszystko w przestrzeni.
Więc ty i ja, siedzący w tym pokoju jako złożone istoty ludzkie, znajdujemy się daleko na obrzeżach tego wybuchu. To bardzo interesujące, że tak właśnie definiujemy sami siebie. Jeśli myślisz, że istniejesz jedynie wewnątrz swojej skóry, to definiujesz samego siebie jako mały, skomplikowany twór znajdujący się na obrzeżach tej eksplozji, daleko w czasie i przestrzeni. Miliardy lat temu byłeś wielkim wybuchem, a teraz jesteś złożoną istotą ludzką. Po czym odcinasz samego siebie o tak i nie czujesz, że ciągle jesteś wielkim wybuchem. Lecz jesteś. W zależności od tego, jak definiujesz samego siebie. Tak naprawdę, jeśli rzeczywiście w ten sposób wszystko się zaczęło, jeśli na początku miał miejsce wielki wybuch, nie jesteś czymś, co jest jedynie jego wynikiem. Nie jesteś marionetką na końcu całego procesu, lecz nadal jesteś procesem. Jesteś wielkim wybuchem, pierwotną siłą wszechświata przejawiającą się jako ty.
Kiedy więc na was patrzę, widzę nie tylko to, jak sami siebie definiujecie, jako pana takiego, a takiego czy panią taką, a taką, lecz widzę, że każdy z was jest pierwotną energią wszechświata ukazującą mi się w ten konkretny sposób. I wiem, że ja także tym jestem, lecz postrzegamy samych siebie jako oddzielnych od tego. Doświadczenie będące twoim udziałem, to, co nazywasz zwyczajną, codzienną świadomością, udając, że nim nie jesteś, doświadczenie to jest dokładnie tym. Nie ma tu żadnej różnicy. I kiedy to odkryjesz, będziesz zaśmiewał się z siebie. To wielkie odkrycie. Innymi słowy, kiedy zaczniesz właściwie postrzegać rzeczy i popatrzysz na stary papierowy kubek i wejrzysz w naturę tego widzenia, w to, czym jest widzenie, czym jest zapach lub czym jest dotyk, uświadomisz sobie, że sam proces widzenia tego papierowego kubka jest olśniewającym światłem kosmosu. Nic nie może być bardziej świetliste. Tysiące słońc nie jest bardziej świetliste. Tyle że są ukryte.
Wszystkie punkty bezkresnego światła są tak maleńkie, że nie oślepiają twojego wzroku, kiedy widzisz je w postaci kubka. Źródło wszelkiego światła jest w twoim oku. Gdyby nie było oczu, słońce nie byłoby światłem. To ty powodujesz światło w kosmosie, tak samo jak ty, dzięki temu, że posiadasz delikatną skórę, powodujesz twardość drewna. Drewno jest twarde tylko w relacji delikatnej skóry. To twoja błona bębenkowa powoduje, że istnieje hałas w przestrzeni. Ty, będąc takim organizmem, powołujesz do istnienia cały wszechświat złożony ze świateł, kolorów, twardości, ciężkości i wszystkiego innego.
[04:19] - Okej, witajcie bardzo gorąco i serdecznie słuchacze Radia Paranormalium oraz Czasu Snu. Mam na imię Juby i zapraszam was na kolejną część, 14. część Czasu Snu. Dziś kontynuujemy wątki, które żeśmy zaczęli jeszcze w grudniu. Ale to jeszcze zanim oczywiście wystartujemy, parę garści informacji. Przede wszystkim bardzo serdecznie wam życzę wszystkiego, co najlepszego w Nowym Roku, bo nie było ku temu okazji. Co sobie tam zaplanowaliście, aby wam się to wszystko spełniło w tym nowym 2018 roku. Nie wiem, chyba wszyscy jakoś tak wyczuwamy, że będzie to jakiś wyjątkowy rok, ale nowy rok, nowe nadzieje, nowe plany. Oby się to wszystko nam ziściło. Co do strony Czas Snu oczywiście chciałem was poinformować, że po prostu od pewnego czasu trwa delegatura strony, dlatego też jest ona nie do końca aktualna.
Znaczy aktualizację zrobiłem co prawda, natomiast coś się tam pokićkało i jest po prostu stara kopia. Dlatego też mam nadzieję, że na dniach przywrócę stronę już do takiego pełnego funkcjonowania, ponieważ jest bardzo dużo pytań odnośnie audycji radia na fali. Dlatego też prawdopodobnie zrobię taki jakby wirtualny dysk, z którego będziecie mogli sobie samodzielnie, bez żadnych loginów, logowania się po prostu wchodzić na stronę i będziecie mogli ściągać sobie wszystkie archiwalne nagrania radia na fali. Tak, radio na fali to już jest przeszłość. Wiem to oczywiście od kapitana Tomasza. No niestety, jak to Tomasz nieraz mówił Kiedyś nadejdzie taki moment, że trzeba będzie po prostu zamknąć. To był tylko projekt, ale jest dobra informacja, ponieważ będzie oczywiście kontynuacja wątków, które były w Radiu Na Fali. Będzie to nowe radio. Nie wierzycie mi? To sobie odsłuchajcie ostatnią Etykietę Zastępczą.
Edu też tam mówił ostatnimi czasy, więc po prostu nie wymyślam tutaj, tylko powtarzam to za kapitanem. Dobra, to w takim razie, żebyśmy już tego nie przedłużali. Mam nadzieję, że oczywiście wam się muzyka spodoba. Specjalnie dobrana jest w taki sposób, abyście sobie mogli przysiąść w papciach gdzieś przy kominku i po prostu sobie słuchać na słuchawkach i wprowadzić się w odpowiedni klimat. Audycja oczywiście Czas snu Alanie Watt nie jest audycją, w ogóle wszystkie audycje, które nadaję, nie są audycjami, które wam dają gotowe odpowiedzi. Tutaj bardziej skupiam się na tym, aby poruszyć wasze szare komórki do myślenia i do zadawania pytań. Zadajesz pytania, to znaczy, że po prostu jakieś światełko ci się w głowie zaczyna świecić i zaczynasz myśleć. A wnioski oczywiście sobie będziesz sam wyciągał. Tak że tutaj tak by to wyglądało. W takim razie lećmy z tym Alanem Wattsem.
Oczywiście tutaj jeszcze dla przypomnienia będzie dzisiaj nadana taka trochę dłuższa jego relacja, którą Alan Watts wygłosił w radiu. Natomiast będzie to pierwsza część, ponieważ odcinek ten trwa całość 55 minut. Ale z racji tego, że byłaby to już za długa audycja, bo tak sobie po prostu założyłem, że audycje Czas snu nie będą trwały dłużej jak dwie godziny, bo nie ma sensu. Dlatego też po prostu obciąłem. Drugą część puszczę oczywiście w następnej audycji. Oczywiście postaram się za tydzień, aby była kontynuacja. Planuję oczywiście w następnym tygodniu również zrobić kontynuację, ponieważ później będzie dwa tygodnie przerwy. Nie będzie mnie po prostu. Będę w rozjazdach, dlatego też postaram się za tydzień również nadać audycję. Natomiast jeżeli nie, to trudno.
Przecież nie pali się. Zawsze można w innym terminie nadać audycję. Tak że tutaj tę garść informacji wam podałem. Jeszcze oczywiście archiwa są dostępne na Czas snu. Tak, jest to Istanbul Dreams Instrumental Turkish Music. To był kawałek, który zresztą będzie się tutaj przeplatał jeszcze, bo muzyka turecka jest naprawdę świetną muzyką. Ale wracając do tego archiwum. Oczywiście archiwa są również dostępne na Chomikach. Wszystkie archiwalne audycje Czas snu czy też Radia Na Fali są dostępne na Czas snu, oczywiście na Chomiku. Wiem, że w paru miejscach również na YouTubie.
Obiecałem Tomaszowi, że udostępnię w trakcie urlopu swojego, bo za dwa tygodnie jadę na urlop, więc udostępnię wszystkie archiwalne audycje Syntezy, ponieważ przychodzą również zapytania o te odcinki. No cóż, projekt Radia Na Fali się skończył, ale mam nadzieję, że już wkrótce wystartuje. Czekamy tylko na kapitana, więc jakbyś chciał go tutaj oczywiście wesprzeć, to serdecznie was zapraszam, choćby nawet przez to, że przez tyle lat w twoich uszach był głos kapitana i podawał różne informacje, z którymi niektórzy się zgadzali, niektórzy nie, ale to już, wiadomo, pozostawiam wam do osądu. Więc jeżeli byś chciał wesprzeć kapitana Tomasza, to was zapraszam. Ivellios ostatnio na ostatniej audycji Czas snu deklarował, że jeżeli by ktoś chciał wesprzeć, to może oczywiście poprzez Radio Paranormalium. Tam oczywiście z odpowiednią adnotacją, żeby było wiadomo, dla kogo te pieniążki. Jeżeli ktoś by chciał również, to ja mogę też podesłać link na PayPala, żeby wsparł kapitana, aby jak najszybciej wrócił z hiperprzestrzeniami oraz innymi audycjami. Więc jeżeli by ktoś tak chciał, to po prostu może również do mnie pisać: info@czasnu.com, a ja po prostu już indywidualnie prześlę link wspierający kapitana Tomasza. Pozdrawiam tu oczywiście wszystkich chłopaków. Edka, Klodzika oczywiście, który dzielnie tam walczy z przeciwnościami sprzętowymi.
Mam nadzieję, że wkrótce to wszystko rozwiąże. Oczywiście zapraszam was do Radio Cenzura, jak nie pomyliłem. Oczywiście jest to nowy projekt Kloda, więc bardzo serdecznie was tam zapraszam do słuchania również tych audycji. Pojęcie nicości trafiło ludzi przez wieki, szczególnie na Zachodzie. Mamy powiedziane łacińskie słowo: nic nie powstaje z niczego. A więc dotarło do mnie, że jest to szeroko podzielane złudzenie. Leży ono u podstaw naszego zdrowego rozsądku nie tylko na Zachodzie, ale również w wielu częściach Wschodu. Objawia się ono rodzajem terroru nicości, sprowadzaniem do nicości i do tego, co się z nicością kojarzy, jak na przykład snu, pasywności, odpoczynku, a nawet zasady żeńskiej. Ale dla mnie owo nic negatywne, puste jest nadzwyczaj potężne. Powiedziałbym przeciwnie, że nie można mieć czegoś bez niczego.
Wyobraź sobie zatem samą przestrzeń puszczą, stąd wszerz oraz wzdłuż i już wyobrażając ją sobie, jesteś owym czymś w niej. Cała idea istnienia całej przestrzeni bez czegokolwiek jest nie tylko niewyobrażalna, ale i zupełnie bezsensowna, ponieważ możemy coś pojąć tylko na zasadzie kontrastu. Wiara jest stanem otwartości i zaufania. Mieć wiarę to jak powierzyć się wodzie. Nie łapiesz się ją podczas pływania, bo gdybyś to zrobił, to stałbyś się sztywny, spięty i zacząłbyś tonąć. Musisz się więc zrelaksować, bo podstawa wiary jest przeciwieństwem kurczowego trzymania się czegoś. Innymi słowy, osoba, która jest fanatyczna w sprawach religijnych i przylgnęła do pewnych wyobrażeń o naturze Boga i wszechświata, jest osobą, która wcale nie ma wiary. Trzyma się ona kurczowo, podczas gdy podstawą jego wiary jest odpuszczenie sobie, stanie się otwartym na prawdę, jakkolwiek miałaby ona się okazać w przyszłości. Trudnością większości z nas we współczesnym świecie jest to, że samorodna idea Boga stała się niewiarygodna. Kiedy patrzymy przez nasze teleskopy oraz mikroskopy albo kiedy to po prostu patrzymy na naturę, to mamy problem.
Jakoś idea Boga pochodząca ze świętych pism nie pasuje do otaczającego nas świata. Tak jak nie przypisalibyśmy Bachowi utworu Strawińskiego. Styl Boga klanego w kościele, meczecie czy też w synagodze wydaje się kompletnie inny od stylu naturalnego świata. Trudno jest pomyśleć o autorze czegoś tak odmiennego. Co myśli Alan Watts o ego? Uważam, że wrażenie mnie jako ego wewnątrz worka ze skóry jest tak naprawdę halucynacją. To, czym naprawdę jesteśmy, to przede wszystkim całość naszego ciała. To choć nasze ciała są ograniczone skórą i umiemy rozróżnić pomiędzy tym, co na zewnątrz, a tym, co wewnątrz, to nie mogą one istnieć nigdzie indziej, jak w pewnego rodzaju naturalnym środowisku. Ciało oczywiście wymaga powietrza i powietrze to musi się mieścić w pewnej skali temperatury. Jednak ciało wymaga również pewnego rodzaju pożywienia.
Aby się pojawić, ciało musi być na łagodnej i odżywczej planecie z wystarczającą ilością tlenu w atmosferze, która to reguluje w harmonijny i rytmiczny sposób. Krąży wokół pewnego rodzaju ciepłej gwiazdy. Takie warunki są również istotne dla życia mego ciała, jak i moje serce, płuca i mózg. Więc aby opisać siebie w sposób naukowy, muszę również opisać moje otoczenie, co jest okrężną, niezgrabną drogą uświadamiania sobie, że jesteś całym wszechświatem. Jednak normalnie nie czujemy się w taki właśnie sposób, gdyż skonstruowaliśmy w myślach abstrakcyjną ideę samych siebie. Zatem zapytasz: jak mam się od tego uwolnić? A ja ci odpowiem: to jest złe pytanie. Jak masz się od tego uwolnić? Nie możesz uwolnić się od halucynacji bycia ego poprzez aktywność ego. Przykro mi, ale to niemożliwe.
Jeśli więc spróbujesz uwolnić się od ego za pomocą ego, to skończysz po prostu w błędnym kole. Będziesz jak ktoś, kto martwi się, ponieważ martwi się, że się martwi. Pod powierzchnią jaźni, która zwraca uwagę na to i owo, jest inna jaźń będąca bardziej nami niż nasze ja. I im bardziej stajesz się świadomy nieznanej części siebie, tym bardziej zdajesz sobie sprawę z tego, że jest ona nierozłącznie związana ze wszystkimi innymi, co istnieje. Jesteś funkcją tej galaktyki związaną z Drogą Mleczną, a ta z kolei jest funkcją wszystkich pozostałych galaktyk. Jesteś tą olbrzymią rzeczą, którą widzisz daleko, daleko stąd za pomocą teleskopów. Patrzysz, patrzysz i pewnego dnia budzisz się. O, to ja. Nie wiedząc to, wiesz, że nigdy nie umrzesz, gdyż jesteś tą wielką rzeczą, która przychodzi i odchodzi, która pojawia się raz jako Johnny Jones, czy też Marshall Smith, raz jako Betty Brown. I tak toczy się ten proces na zawsze.
I to były właśnie eseje oraz cytaty, które Alan Watts wygłaszał jeszcze za czasów, kiedy żył. Co na temat wierzeń oraz cudów myślał Alan Watts? Gdy byłem małym chłopcem, uczono mnie, że dobrze jest być nieegoistycznym i kochającym i zwykle wierzyć, że powinienem dorosnąć, by służyć innym ludziom. Lecz po jakimś czasie odkryłem, że jeśli nie ma czegoś, by to dać innym ludziom, to nie można nic zrobić, by im pomóc. Samo myślenie, że powinienem pomóc nie znaczyło, że miałem cokolwiek do dania. Słowami wiersza Zen, cytuję: „Dzikie gęsi nie mają zamiaru rzucać swego odbicia. Woda nie myśli o zatrzymaniu ich obrazu. Kiedy potok górski płynie obok drogi, którą idzie spragniony podróżnik i kiedy pije on z niego, to robi to samo z siebie. Lecz potok nie czeka z intencją napojenia spragnionych podróżników. On sobie tylko płynie, a podróżnicy pomagają sobie samym bez przymusu.” Dokładnie w ten sam sposób ja oferuję tę ideę, a wy pomagacie sobie sami, jeśli chcecie.
Oferuję wam też słowa dla waszej rozrywki oraz by zadawać sobie pytania. Nie próbuję udoskonalać was. Nie wiem nawet, jak mógłbym to zrobić. Nieroztropne byłoby z mojej strony zalecenie jakichkolwiek udoskonaleń, gdyż nigdy nie wiadomo, jakie mogą one później się okazać. Jak to mówią: uważaj, czego pragniesz, to możesz to dostać. Jednym z problemów ludzi proszących o cuda jest to, że nigdy nie wiedzą, co dany cud ostatecznie za sobą pociąga. To dlatego magicy oraz dżiny oferują zawsze trzy życzenia. Ażebyś po dwóch pierwszych mógł użyć trzeciego, by powrócić do punktu wyjścia. Niezmienne jest to, że po pierwszym życzeniu rzeczy nie są do końca takie, jak byś oczekiwał. Nie wiesz, co może z tego wyniknąć, gdy zażyczysz sobie na przykład zmiany szkła w złoto.
Jeśli zmienilibyśmy porządek wszechświata tak, że szkło stałoby się złotem, mógłbyś nagle odkryć, że nie widzisz albo, że straciłeś wszystkie włosy, gdyż mogłoby się to źle z tym wszystkim wiązać. Nie rozumiemy wszystkich współzależności pomiędzy rzeczami, gdyż w rzeczywistości tak zwane rzeczy nie są tak naprawdę oddzielone od siebie. Słowa i idee oddzielają je, lecz one same nie są oddzielone. Są wszystkie połączone, współzależne w jednej olbrzymiej wibrującej formie i jeśli zmienisz je w jednym miejscu, będzie ona zmieniona w każdym innym miejscu, ponieważ każda wibracja przenika całą formę. Dlaczego więc wierzysz? Nigdy tak naprawdę nie wiesz, co się wydarzy. Zatem nie mówię, że powinniście być inni niż teraz. Nie jestem guru w sensie duchownego nauczyciela czy też autorytetem, od którego możecie spodziewać się więcej niż macie. Skąd macie pewność, że jakikolwiek wielki nauczyciel czy Biblia w tym przypadku wie to, co mówi i że wie? Możesz wierzyć religii.
To twój wybór. Ale skąd wiesz i dlaczego wierzysz? Jeśli wierzysz w coś tylko dlatego, że Biblia twierdzi, że to prawda, to dzieje się to dlatego, że wierzysz i Biblia ma autorytet, by mówić ci prawdę. Możesz również dobrze mówić, że twój ojciec, matka i różni inni wiarygodni ludzie w to wierzyli i dlatego zaakceptowałeś to na mocy ich autorytetu. Jednak jeśli jesteś ciekawy, to spytasz, skąd oni wiedzieli, że to prawda? Czy pokazali na swym przykładzie, że stali się znacznie doskonalsi dzięki swej wierze? Jeśli spojrzymy świeżym okiem na ludzką historię, to widzimy, że przez przerażająco długi okres czasu ludzie zbytnio się nie polepszyli, z wyjątkiem ich religii oraz ideałów. Gdy staniesz się dziadkiem z pierciorkiem wnucząt, tak jak ja, to zdasz sobie wtedy sprawę, że jesteś tak głupi, jak był twój własny dziadek, ponieważ wciąż patrzysz na rzeczy ze swego ograniczonego punktu widzenia. I choć me wnuki mogą myśleć, że jestem mądry i czcigodnym panem z brodą, to wiem, że wciąż jestem dzieckiem i czuję się podobnie jak zawsze. A zatem gdy uznajesz kogoś za swój autorytet, nigdy nie zapominaj, że wiara, którą w nią pokładasz, to tylko twoja własna opinia.
To, co nazywamy medytacją lub kompletacją, to lepsze słowo, to tak naprawdę powinno być zabawą. Mam pewną trudność z przekazaniem tej idei, ponieważ większość ludzi podchodzi do tego z religijną powagą. A musicie rozumieć, że nie jestem poważną osobą. Mogłem być szczery, ale nigdy poważny, gdyż nie uważam, by wszechświat był poważny. Pozwól mi więc zapytać, czy będąc Bogiem byłbyś poważny? Czy chciałbyś wtedy, by ludzie traktowali cię, jakbyś był kimś poważnym? Czy chciałbyś, by się do ciebie modlono? Pomyśl o tych wszystkich okropnych rzeczach, które ludzie mówią w tych modlitwach. Czy chciałbyś ciągle tego wysłuchiwać? Czy zachęcałbyś ich do tego?
Nie, nie gdy byłbyś Bogiem. W ten sam właśnie sposób medytacja nie należy do rzeczy, do których ludzie mieliby podchodzić poważnie. Nie ma ona żadnego celu i nie jest podobna do tenisa czy też gry na pianinie, które to ćwiczy się, aby osiągnąć taki stopień perfekcji. Ćwiczysz muzykę, by stać się w niej lepszy, a może nawet z zamiarem, by pewnego dnia wyjść na scenę. Lecz medytacji nie uprawia się w ten właśnie sposób, gdyż w tym przypadku nie jest to już medytacja. Jedyne sposoby mówienia o praktyce w kontekście medytacji jest użycie słowa praktyka w tym samym znaczeniu, kiedy ktoś mówi, że praktykuje medycynę. To jest sposób życia, jego powołanie i robi to niemalże każdego dnia. Być może czyni to w ten sam sposób dzień za dniem i to jest w porządku również w przypadku, gdy medytacja nie ma właściwej drogi i nie ma pojęcia czasu. W praktykowaniu i uczeniu się różnych rzeczy czas jest niezwykle istotny. Próbujemy robić coś jak najszybciej, nawet odkrywamy szybsze sposoby uczenia się tych rzeczy.
W medytacji taka szybsza nauka nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ nasza uwaga jest zawsze skierowana na teraźniejszość i choć z czasem może pojawić się wzrost, to jest to ten sam wzrost co w przypadku rosnącej rośliny. To jest początek medytacji. Nie wiesz, co miałbyś robić, więc co robisz? Cóż, jeśli nie wiesz co, to obserwujesz po prostu. Po prostu obserwujesz, co się dzieje. Kiedy ktoś gra muzykę, to słuchasz. Idziesz za dźwiękiem i w końcu rozumiesz muzykę. Sedno nie może zostać wyjaśnione słownie, gdyż muzyka to nie słowo, lecz po jakimś czasie słuchania rozumiesz jej sedno, którym jest muzyka sama w sobie. Dokładnie w ten sam sposób możesz słuchać wszystkich doświadczeń, ponieważ jakiekolwiek one są, stanowią one wibracje docierające do ciebie. W rzeczy samej ty jesteś tymi wibracjami i jeśli naprawdę czujesz, co się dzieje, to twoja świadomość siebie i wszystkiego innego jest zupełnie taka sama.
Mamy dźwięk, wibracje i wszelkie jej rodzaje O różnych pasmach spektrum. Mami wibracje wzroku, emocji, dotyku. Wszystkie te rzeczy pochodzą razem i są faliste. Wszystkie zmysły są faliste, a ty jesteś formą falowania, a forma ta jest obrazem tego, co teraz czujesz. Tak to wszystko się ma. Czy na to zwracasz uwagę, czy nie. Teraz, zamiast pytać, co powinieneś zrobić, tylko doświadczasz tego. Bowiem któż może wiedzieć, co należałoby z tym wszystkim zrobić? By wiedzieć, co z tym zrobić, musiałbyś wiedzieć wszystko. A że tak nie jest, to możesz sam jedynie obserwować.
Obserwuj. Obserwuj, co się dzieje nie tylko na zewnątrz, lecz także w środku. Postrzegaj swe własne myśli, reakcje, emocje odnośnie rzeczy zewnętrznych, jakby one same były czymś zewnętrznym. Ty tylko obserwujesz. Idź za nimi i po prostu patrz, jak one postępują po sobie. Możesz powiedzieć, że to trudne i że nudzi ci się to obserwowanie, lecz jeśli siedzisz dość spokojnie, obserwujesz po prostu to, co się dzieje. Wszystkie zewnętrzne dźwięki, wszystkie kształty i światła przed twymi oczami, wszystkie wrażenia na swej skórze, pod skórą, burczenie w brzuchu, myśli w twojej głowie. Ta paplanina, paplanina, paplanina, bla bla bla bla. Powinieneś pisać listy do takiego, a takiego. Powiniem był zrobić to i tamto.
Wszystko to się dzieje, a ty to tylko obserwuj. Możesz powiedzieć, że to trudne i że nudzi ci się obserwowanie, lecz jeśli siedzisz dość spokojnie, obserwujesz po prostu to, co się dzieje. Wszystkie zewnętrzne dźwięki, wszystkie kształty i światła przed twymi oczami, wszystkie wrażenia na swej skórze, pod skórą, burczenie w brzuchu i tak dalej. Mówisz do siebie: „To jest nudne”, ale obserwuj to. Co to za zabawne uczucie, które sprawia, że mówisz, że się nudzisz? Gdzie ono jest? Gdzieś je czujesz. Powinienem zrobić coś innego zamiast tego. Co to za uczucie? W której części twego ciała ono się znajduje?
W twej głowie, brzuchu czy też stopach? Gdzie ono jest? Uczucie nudy może być bardzo interesujące, jeśli w nie wierzysz. Po prostu obserwuj wszystko dziejące się bez jakiejkolwiek próby wpływania na to, bez osądzania, bez nazywania tego dobrym i złym. Tylko obserwuj. I to jest istotny proces medytacji. Czym jest umysł zaplątany w błędne koło? Któż najlepszy znamy przykład to żylnymi? Lekarz mówi ci, że konieczna jest operacja. I tak już jest, że automatycznie każdy się w tym martwi.
Ale ponieważ martwienie odbiera ci apetyt oraz sen, to ci szkodzi. Ale nie możesz przestać się martwić i zaczynasz się martwić dodatkowo tym, że się martwisz. A dodatkowo, co jest absurdem, to usiłujesz, że to robisz. Martwisz się tym, że martwisz się tym, że się martwisz. To błędne koło. Więc teraz czy możesz pozwolić, by umysł się uciszył? To jest tak trudne, bo umysł podobny jest do małpy. Skacze w górę, w dół i cajkocze bez końca, aż nie nauczysz się, że nie możesz tego zatrzymać. Większość ludzi poświęca życie na zajmowanie się czymś umysłem i czuje najwyższy dyskomfort w ciszy. Gdy jesteś sam, nic nie mówi, nie ma listy do zrobienia.
Jest to ta obawa braku rozproszeń. Zostałem sam ze sobą, a chcę od siebie uciec. Zawsze chcę uciec przed sobą. Stąd kino, tajemnice, powieści, wyjścia, dziewczyny, robienie czegokolwiek, upijanie się, cokolwiek. Nie chcę być sam ze sobą. Czuję się dziwnie. Dlatego tak chcemy uciec przed sobą. Prawdziwa jest ta, czemu chcę zapomnieć i nie chcę być sobą? Bo jesteś uzależniony od myśli. To narkotyk.
Zażywasz go. Przemysł myślenia dalej, dalej, dalej i dalej. To nawyk. Stąd trudności, by to zatrzymać. A naprawdę musisz to zatrzymać, bo zostajesz przyzwyczajony zmysłem. Bo jeśli mówię non stop, nie słyszę coś, co ktoś ma do powiedzenia. Kończę sytuacje, w których nie mam o czym mówić poza własnymi wywodami. I tak samo, jeśli myślę non stop, to nie chcę myśleć o niczym innym oprócz myślenia o własnych myślach. Więc żeby mieć o czym myśleć, przychodzi czas, w którym musisz przestać myśleć. Ale jak to zrobić?
Pierwsza zasada: nie próbuj. Bo jeśli będziesz jak ten, kto próbuje wygładzić spienione wody, gdy je jeszcze zamiesza Tak jak błonisty, zbrylony zbiornik. Uspokaja się sam, jeśli zostawi go samemu. Musisz wiedzieć, jak zostawić umysł samemu sobie. Uspokój się sam. Uważa się, że karty do gry zostały wynalezione przez starożytnych, by ukryć sekret tam, gdzie ci niewtajemniczeni nigdy by nie pomyśleli szukać. Polujący na herezję i poważni ludzie nigdy nie szukali religii w grze. Ciekawym jest pomyśleć, jak ludzie grali, walczyli i zabijali się nawzajem nad tymi nieznanymi symbolami. Ciekawym jest zastanawiać się, czy najznakomitsza mina pokerowa nie zrzedłaby, odkrywając, że grała za pieniądze znakami tak świętymi jak krzyż, kielich czy ciernista korona. Chyba nie, gdyż ludzie robili straszne rzeczy w imię tych symboli, których świętość uznawali.
Niemniej dziwne jest to, że purytański umysł widzi w karo, pikach, kierach i treflach znaki występku, których należy ciągle unikać, szczególnie w niedzielę. Dziś rozdaje się karty do grania. Różnią się one bardzo od trywialnego tarota, lecz współczesna zwykła talia nie jest bez znaczenia, choć już bez takiego, jaki pierwotnie miała mieć. A jakiego, to tego nie wiem. Lecz żywym znaczeniem symbolu jest to, co znaczy on dla każdego człowieka osobiście. Dlatego też moja interpretacja tego szczegółowego symbolu nie jest rezultatem badań, ale moją własną intuicją. Pomysł ten po prostu wyłonił się, kiedy wyłożyłem cztery kolory z talii i zacząłem zastanawiać się, o co w tym wszystkim chodzi. Mówi się, że dróg jednego jest wiele, ile żywotów ludzkich. I pracując nad samym symbolem, czerpałem z wielu możliwych interpretacji, które mogły być mu nadane. Jednak zacznijmy od wyłożenia kart w formie krzyża.
Ku północy karo, na południe pik, ku wschodowi kier i na zachód trefl biegnące do środka od dwóch do asa. Pierwszą kwestią było zdecydować się o znaczeniu czterech kolorów i od razu wyłoniły się cztery żywioły: ogień, ziemia, woda i powietrze, na równi z czterema cechami umysłu: intuicją, wrażeniem, uczuciem i intelektem. Ale który należy do którego? Wrażenie jest drogą, poprzez którą odbieramy wrażenia rzeczy materialnych. I tak ono zostało dopasowane do ziemi i pików. Czucie jest bierną, żeńską cechą, zwykle niezbyt rozwiniętą u mężczyzn. Mówimy o kobiecej intuicji, ale zasadniczo mamy na myśli kobiece uczucie, czucie, pewną wrażliwość na emocjonalne wartości psychologiczne atmosfery i wyczucie sytuacji, gdzie mężczyźni mają skłonność do bycia powolnymi płytami. Zatem zdecydowano umieścić kier i czucie pod żeńskim żywiołem wody, tej biernej sytuacji, która zawsze się poddaje, ale nigdy nie może być pokonana. Naprzeciw kierów mamy trefle, ale nie byłoby wtedy łatwo zdecydować, czy to jest ogień, czy powietrze i czy ma być to przeciwieństwem wody. Ogień i woda są wrogie, lecz powietrze i woda są twórcze, gdyż na początku, cytuję: „Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód”.
Koniec cytatu. I poza człowiekiem zrodzonym z wody i z ducha nikt nie może wejść do królestwa Boga. Zdecydowano zatem uczynić figurę harmonijną zamiast wrogiej, uważając cztery kolory za raczej uzupełniające się niż za swoje przeciwieństwa. I tak powietrze uzupełnia wodę, będąc aktywnym czynnikiem, który to kształtuje bierną sytuację w formę fal. Myśl, czyli intelekt, jako powietrze został ustawiony naprzeciw czucia wodzie. Czucie jest bierne, lecz intelekt, męska cecha, jest aktywny i często agresywny. Intuicja i ogień pozostają dla karo, gdyż intuicja jest zdolnością duchową, która to uzupełnia wrażenie, zmysłową lub materialną cechę. Ogień nie jest wrogi ziemi, lecz jego jasność obydwu znaczenia uzupełnia ziemską ciemność i ciężkość. Dla buddyjskich filozofów diament vajra jest symbolem duchowej świadomości z powodu swej siły i świecącej przejrzystości. Powiedziano, że diament jest kawałkiem węgla, który przylgnął do swej pracy, co wynika z intensywnego ognia trawiącego czarny węgiel.
A zatem cztery kolory są zrozumiane następująco: karo jako ogień i intuicja, pik jako ziemia i wrażenie, kier jako woda i uczucie oraz trefl jako powietrze i intelekt. Ale co z figurami? Widzimy, że jest postęp liczb oraz figur z końca każdego ramienia krzyża ku jego centrum. Cztery drogi podejścia do boskości reprezentowanej przez znak zapytania, jako że on jest nieznaną. Odnośnie czterech cech umysłu Hindusi wynaleźli cztery rodzaje jogi dla obudzenia ludzkiego zrozumienia jedności z Brahmanem, jaźnią wszechświata. Karma-joga, droga działania, droga oświecenia, gna-joga, bhakti-joga, droga intelektu i raja-joga, droga rozwoju wyższych form intuicji. Lecz widać, że w naszej figurze każda ścieżka ma taką samą formę. Dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, walet, dama, król, as. Postęp ten pokazuje między innymi każdy poziom ścieżki człowieka do najwyższego oświecenia. Od dziecka i prymitywności do mędrców.
Od dwóch do dziesięciu ścieżek wydaje się biec wstecz, gdyż wkrótce się okaże. Często wydaje się, że cywilizowany człowiek jest dalej od duchowości niż dziecko i prymitywni. Lecz nie jest to prawdą, gdyż w paraboli o synu marnotrawnym to właśnie dla niego został zabity tłusty ciela, a nie dla wiernego syna. Gdyż trzeba być oddzielonym od jedności z ojcem, żeby móc ją prawdziwie docenić. Przytaczając wers Kiplinga: „Nie zna jedności ten, kto zna tylko jedność”. Zaczynamy od dwójki, gdyż pierwszą liczbą, a właściwie rzeczą, której jesteśmy świadomi, samą podstawą naszego doświadczenia, jest różnica pomiędzy tym, co nazywamy sobą, a tym, co nami nie jest. Pomiędzy rzeczą, którą nazywamy „ja”, a światem zewnętrznym. To jest pierwsza z wszystkich par przeciwieństw, z których świat się składa. Podmiot i przedmiot. Lecz te dwie rzeczy nie istnieją w naszej świadomości bez trzeciego czynnika, mianowicie związku pomiędzy nimi, który ukazany jest przez trzy.
Związkiem tym może być pociąg lub odraza, miłość lub strach lub równowaga pomiędzy tymi dwoma, którą to zwiemy obojętnością. Bez trójcy dualizmu ma niewielkie znaczenie, tak jak mężczyzna i kobieta bez dziecka. Więc kiedy nie ma związku pomiędzy nami a wszechświatem, nie ma też świadomości naszego istnienia. W rzeczy samej nawet nie istniejemy. Na pewne rzeczy w świecie reagujemy miłością czy pociągiem, a na inne strachem lub odrazą. Jest to tak naturalne, jak to, że ogień nas grzewa, a lód ziębi. I tu zaczynają się trudności, ponieważ człowiek nie przestaje na tej podstawie reakcji na świat. Nie jest to tylko tak, że pewne rzeczy lubi, a inne nie. Ma on również zdecydowane odczucia o stanie lubienia i nielubienia. I tak od trójki przechodzimy do czwórki.
Ten stan odznacza się początkiem samoświadomości i cywilizacji, gdyż człowiek staje się przywiązany do kochania czy też lubienia i chce mieć przy sobie tylko te rzeczy ze świata, które wzbudzają jego pociąg. W tym samym czasie zaczyna obawiać się strachu, gdyż naprawdę napawa go on wstydem, będąc zagrożeniem dla jego dumy i poczucia wartości. Lecz to nie uwalnia go od strachu. To tylko ten strach piętnuje. Zatem gdy tylko człowiek staje się samoświadomy i samowartościujący oraz w pełni świadom swoich reakcji na rzeczy, zaczyna próbować. Zaczynają przekształcać się procesy w jego duszy. I to nazywamy cywilizacją. Nie jest zadowolony z bycia prymitywnym kimś, kto kocha i boi się rzeczy bez poczucia wstydu, bez myślenia o tym. Musi teraz kontrolować swe reakcje i formować je w sposób zgodnie z pewnym z góry założonym wzorcem rozwoju charakteru. Strach nie może istnieć w jego słowniku, a tak zwana miłość musi być kultywowana pod takimi samymi nazwami jak ambicja oraz szczęście.
Lecz zaburza to naturalne procesy w duszy. Psychologowie zwą to tłumieniem i odsuwa nas coraz dalej od podstawowej rzeczywistości, ponaglając nas w pewnego rodzaju gonieniem własnego ogona. Tak jak psy próbują złapać swój ogon, koty gonią za swym cieniem i obłąkani próbują podnieść się za własne pasy. Tak ludzie próbują uczynić z siebie tym, za co uważają, że powinni być. Jest to forma samooszustwa, która wali się jak gruzy, gdy powierzchnia cywilizacji jest usunięta. Ta regresja od podstawowej rzeczywistości reprezentowana jest przez karty od cztery do dziesięć, gdzie ta ostatnia jest punktem, gdzie człowiek całkowicie zapomina o swojej jedności z życiem. Gdzie jego samoświadomość osiągnęła poziom całkowitej izolacji i gdzie jest on beznadziejnie zdezorientowany przez to, co Chińczycy nazywają dziesięcioma tysiącami rzeczy, czyli wielkością pozornie oddzielnych i chaotycznych rzeczy i zdarzeń we wszechświecie. Jest to chwila kryzysu w ludzkiej ewolucji. Człowiek staje się dotkliwie świadom swego nieszczęścia i niewystarczalności oraz zdaje sobie sprawę dość właściwie, że jest waletem. Co ma z tym zatem zrobić?
Spójrz na następną kartę, Damę, żeńską, bierną zasadę. Jeśli spojrzysz dokładnie na tę kartę, to zobaczysz, że każda z czterech dam trzyma otwarty kwiat. Walety trzymają miecze, dzidy i sztylety, lecz kwiat, który jest otwarty na słońce i na deszcz, jest symbolem akceptacji. Walet wyobcował się z życia przez swoją dumę i fałszywą moralność, przez zwalczanie naturalnych procesów i przez próbowanie wyjścia na kogoś lepszego niż jest. Lecz dama akceptuje te procesy. Zarówno miłość, jak i strach razem z wszystkimi innymi przeciwieństwami, przez które to te uczucia są wywoływane. Życie i śmierć, przyjemność i ból, dobro oraz zło. Ona wie, że człowiek musi zaakceptować wszystkie aspekty życia, jeśli ma być szczęśliwy i że gdyby zobaczył on Boga w sobie, to nie mógłby zaprzeczać także istnieniu demona. Zatem demon według hermetycznego aforyzmu to demon jest to Bóg do góry nogami. A zatem dama reprezentuje to, że akceptacja i duchowa miłość.
Miłość, które jak jego słowo Bóg uczynił dla dobra zarówno dla sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych. Wciąż jednak ta akceptacja jest niepełna, gdyż dama jest tylko żeńską, pasywną formą akceptacji. Całkowite zjednoczenie oraz harmonia z życiem, które są celem tych wszystkich ścieżek, nie jest po prostu pietystycznym stanem duchowego istnienia, w którym to człowiek pozwala życiu, by nim kierowało. To jest w rzeczy samej krok na drodze, ale sama idea pozwolenia życiu kierować sobą, poddania się przeznaczeniu, woli Boga czy jakiejkolwiek nazwie, wciąż implikuje rozróżnienie pomiędzy tobą a życiem, a naturą, czy też Bogiem. Gdy to rozróżnienie się pokona, to nie ma już dłuższej kwestii siebie rządzącego przez życie i przeznaczenie czy ciebie rządzącego życiem i przeznaczeniem, problemem losu albo wolnej woli. Problemy te wtedy znikają, gdyż rządzący i rządzony są zjednoczeni. Już nie wiesz, czy życie kieruje tobą, czy ty życiem. Jest tak, jak gdyby tańcząca para tak się doskonale zgrała, że jej prowadzenie i jej odpowiedź była jednym i tym samym ruchem. Jak gdyby działanie i bierność stały się jednym aktem. W naszej figurze symbolizowane to jest przez króla.
W swych dłoniach królowie trzymają miecze i topory tak jak walety. A w rzeczy samej król jest tym waletem, ale z tą różnicą, że walet jest zmuszony być waletem i nie może sobie pomóc, podczas gdy król ma wolność bycia waletem. To jest ta różnica pomiędzy człowiekiem, który jest moralny, który zwalcza ciemną stronę życia, gdyż boi się zła, a człowiekiem, który jest moralny, gdyż wie, że ma doskonałą wolność. Wolność bycia niemoralnym. Na poziomie damy odkrywamy naszą wolność do bycia moralnymi zamiast przymusu. Gdyż kiedy czujesz, że jesteś wolny być tak zły, jak chcesz, bo uważasz tę ideę za ohydną. Stąd damy oraz król. Mamy wolną królewską parę, symbole duchowej wolności. Wolności do miłości oraz do strachu, do walki i do poddania się, do stawiania oporu i do akceptacji. I tak do bycia wolnym i do bycia zniewolonym.
Gdyż wolność nie jest absolutna, dopóki nie jest również wolna do bycia związanym. A zatem kombinacja tych dwóch jest reprezentowana przez asa. Symbol jedności pomiędzy sobą a życiem, który to pochodzi w całkowitej akceptacji życia. Tu cztery ścieżki się spotykają, ale została ona niewygodna. Pusta przestrzeń w środku krzyża i coś wydaje się być potrzebne, aby związać całą figurę razem. Sprowadziliśmy wielość reprezentowaną przez dwa do jedności reprezentowanej przez asa. Ale jest buddyjski problem. Cytuję: „Jeśli wielość sprowadza się do jedności, to do czego sprowadza się owa jedność?” Koniec cytatu. Gdyż tak jak figura jest, wydawałoby się, że jest różnica pomiędzy wielością i jednością. Że idąc po ścieżce od dwa do asa osiąga się coś, czego się nie miało wcześniej.
Duchowość jednak nie jest osiągana. Ona jest tylko uświadamiana, gdyż jedność z życiem jest czymś, co mamy cały czas, nawet jeśli tego nie wiemy. Nasza utrata jedności w cywilizowanym, samoświadomym świecie jest tylko pozorna, tylko czymś, co pojawia się w czasie, ale nie jest w wieczności. Z punktu widzenia wieczności każdy poziom na ścieżce jest zarówno początkiem, końcem, jak i środkiem. Nie ma przychodzenia ani odchodzenia, zysku ani straty, ignorancji ani oświecenia. Co mamy zatem umieścić w tym środku? Myślę, że zapomnieliśmy o jednej karcie. O tej, którą zwykle zostawiamy w pudełku. No właśnie, ale co z jokerem? Luźnierczy symbol?
Nie, wcale nie. Gdyż cały żart polega na tym, że kiedykolwiek na ścieżce stoimy, to już jesteśmy u celu. Tyle że tego jeszcze nie wiemy. To jest jak przeszukiwanie całego domu za kluczami tylko po to, by odkryć, że nosiło się je cały czas w ręku, w rezultacie czego siadasz i śmiejesz się sam z siebie. Lecz joker jest właściwy w centrum z jeszcze innego powodu. W grach może on reprezentować każdą inną kartę w talii, więc także w tej figurze jest on dwójką oraz asem i wszystkim, co leży pomiędzy nimi. Alfą i omegą, początkiem i końcem. Pierwszym i ostatnim. W rzeczy samej, jak Chesterton powiedział, jest bliższy związek pomiędzy kosmicznym a kosmiczkim niż same tylko podobieństwo słów. Wysłuchajmy teraz kolejnego nagrania.
Jest to pierwsza część. Alan Watts nieco powinno być, nieco może być, ale co jest. Jest to pierwsza część, ponieważ jest to wykład, który trwał 55 minut. Dlatego też postanowiłem, że podzielę to na dwie części. Witam w kolejnym odcinku mowy z radiowej serii Mit i religia numer 5. To jest mowa o kontraście klasycznej wschodniej i tradycyjnej zachodniej teologii. Nagrana w Filadelfii w kwietniu 1991 roku pod tytułem Nie ma co powinno być, nie co może być, ale to, co jest. Oto Alan Watts. Ciekawe co rozumiesz, kiedy używasz słowa ja. Jestem bardzo zainteresowany tym problemem od długiego, długiego czasu.
I doszedłem do wniosku, że to, co większość cywilizowanych ludzi przez nie rozumie, przez to słowo jest halucynacją.
[48:17] - To znaczy fałszywe poczucie osobistej tożsamości, które jest w kompletnej rozbieżności z faktami natury. Jako rezultat posiadania fałszywego poczucia tożsamości działamy w sposób, który jest nieodpowiedni dla naszego naturalnego środowiska. I kiedy ten nieodpowiedni sposób działania jest powiększony przez bardzo potężną technologię, prędko zaczynamy zauważać rezultaty głębokiej niezgody pomiędzy człowiekiem a naturą. Jak dobrze wiadomo, jesteśmy w procesie niszczenia naszego środowiska jako rezultat zamiary podbicia i opanowania jej. Nie uświadomiliśmy sobie wcześniej, że nasze środowisko nie jest niczym innym niż nami samymi. Przypuszczając, że jest czymś innym, popełniliśmy wielki błąd. I płacimy teraz cenę za to. Ale większość ludzi zgodzi się z wersem poety, który powiedział: „Ja, obcy i przestraszony w świecie, którego nigdy nie stworzyłem.” Ponieważ mamy silne poczucie, że nasza własna istota wewnętrzna naszej skóry jest wyjątkowo inna od świata poza naszą skórą, że mimo iż może być inteligencja wewnątrz ludzkich skór i podczas gdy mogą być wartości i kochające uczucia, poza skórą jest świat mechanicznych procesów, którego nic nie obchodzi. Żadna osoba i który jest, krótko mówiąc, nieinteligentny, będący zawirowaniami ślepej siły, jeśli chodzi o świat biologiczny. Zawirowaniami libido, które jest słowem Freuda na ślepą żądzę, pożądanie.
Jest wielu ludzi, którzy mówią, że nie wierzą, że świat jest taki, ale jest pod kontrolą mądrego, sprawiedliwego i wspaniałomyślnego Boga. Mimo że wielu ludzi wierzy, że tak jest, bardzo niewielu ludzi tak naprawdę wierzy, że tak jest. Bardzo wielu ludzi wierzy, że powinna wierzyć w Boga, ale nie wierzą w rzeczy samej, ponieważ idea Boga, jak przekazana w popularnym chrześcijaństwie, w judaizmie i islamie stała się nieprzekonywująca dla większości wyedukowanych ludzi. Chcieliby w to wierzyć, ale nie potrafią. I to, co stało się zdrowym rozsądkiem przeciętnej osoby, to awangardowe myślenie XVII i XIX wieku Zachodu, czyli mechaniczny wszechświat. Większość z nich nawet nie załapała w swoim zdrowym rozsądku wszechświata nowoczesnej fizyki. Ponieważ myślimy o świecie w newtonowskich kategoriach, ale nie tak bardzo w kategoriach teorii kwantowej. Psychoanaliza dla przykładu jest newtonową koncepcją naszych psychologicznych mechanizmów. Zauważcie, że mówimy o nieświadomych mentalnych mechanizmach i myślimy o libido w taki sam sposób, jak Hans Henk myślał o energii wszechświata. Jako ślepej, nieświadomej psychoanalizie.
To tak naprawdę psychohydraulika ze względu na swoją analogię pomiędzy psychiczną energią a przepływem wody. W tym wszystkim pogląd XIX wieku to ludzka psychika, umysł, ego, superego i tak dalej. Wszystko to to mechaniczna funkcja. Widzicie, XIX wiek usiłował przyjąć obiektywne podejście do natury, aby stać się przeciwieństwem tego, co nazywamy prymitywnym animalizmem. Punkt widzenia, który postrzega wszystko jako żywe. Ludzi, którzy rozmawiają ze zwierzętami i roślinami, rzekami, górami, gwiazdami. To XIX wiek powiedział nam, że jest żałosny błąd, ponieważ projekcja inteligentnych, ludzkich cech charakteru na nieinteligentne byty w naturze. Wycofaliśmy tą projekcję w XIX wieku i powiedzieliśmy: popatrzmy na wszystko obiektywnie, na takie, jakie jest. A potem zwróciliśmy to podejście na nas samych. Badaliśmy ludzką filozofię i ludzką psychologię jako obiekt.
Kiedy odkryliśmy siebie jako obiekty, zdecydowaliśmy, że to wszystko I przyszedł czas na samobójstwo. Zwyczajnie dlatego, że wszystkie obiekty, jak wskazuje, są obiekcyjne, a więc budzące obiekcję, sprzeciw, zaprzeczenie. Znalazłem to słowo, a myślałem, że sami wymyślili. W pismach Zachariego Labara. Który jest wielkim antropologiem, ale zdecydowanie ze szkoły psychoanalitycznej. Który dzieli tą XIX-wieczną filozofię tak zwanego naukowego naturalizmu. I używa wyrażenia: obiekcyjny, obiektywny świat. I tak widzicie, kiedy wszystko jest ogołocone z subiektywności, uważane jako zwyczajny mechanizm, tak, jakby nikogo nie było w domu. Wtedy świat jest widzialny jako daremny, bez sensu i przy czy samej przygotowujemy się do zniszczenia planety nuklearną energią i innymi procesami. Twierdzę, że ten XIX-wieczny pogląd świata jest czystą mitologią i to nawet niezbyt dobrą.
Ale jest głównie oparty na halucynacji, którą mamy o naszej własnej egzystencji. Powinno być oczywiste, że ludzka istota pasuje do reszty wszechświata. Nawet jeśli mówimy o popularnej mowie: „przyszedłem na ten świat”. To nieprawda, że przyszedłeś na ten świat. Wyszedłeś z niego. W taki sam sposób, jak kwiat wychodzi z rośliny lub owoc z drzewa. I tak jak jabłoń owocuje, Układ Słoneczny, w którym żyjemy, a przez to galaktyka, w której żyjemy, a przez to układ galaktyk, w którym żyjemy. Ten układ również owocuje ludźmi. A przez to ludzie są wyrazem jego energii, jego natury. Jeśli ludzie są inteligentni i przypuszczam, że musimy pozwolić na to jeśli.
To wtedy energia, którą ludzie wyrażają, musi również być inteligentna. I przypuszczam, że musimy również przyzwolić na to. Wtedy to energia, którą ludzie wyrażają, musi również być inteligentna, ponieważ nie zbiera się ona z cierni, ogrona albo z ostu figi. Ale nie zdarza się zwyczajnej osobie, aby uważała się za ekspresję całego wszechświata. To powinno być oczywiste, że nie możemy egzystować z wyjątkiem środowiska: ziemi, powietrza, wody i temperatury słonecznej ognia. Że wszystkie te rzeczy pasują do nas i są dla nas tak ważne, mimo że na zewnątrz naszej skóry, jak nasze organy wewnętrzne, serce, żołądek, mózg i tak dalej. Jeśli nie możemy opisać zachowania organizmów bez jednoczesnego opisania zachowania ich środowiska, to powinniśmy uświadomić sobie, że mamy nowy rodzaj opisu. Nie sami indywidualny organizm, ale to, co teraz moglibyśmy nazwać polem zachowania, które musimy nazywać raczej niezdarnie organizmem środowiska. Ty pasujesz do swojego środowiska w ten sam sposób, jak i twoja głowa. Pasujesz do reszty ciała, ale to zabawne, czyż nie?
Kiedy myślimy o sobie, powiedzmy, nagle myślisz o swojej matce. O czym właściwie myślisz? O twarzy. Jesteśmy przyzwyczajeni do reprezentowania ludzi w gazetach i w magazynach, książkach i w galeriach oraz TV portretem do ramion. Myślimy, że stopy, nogi, tyłek to wszystko to jest jakoś nieważne. Ale widzicie, tutaj mamy tą otławioną głowę. To osoba, twarz. Tak jak mówimy: „zrób dobrą minę”. I co dziwne, same słowo osoba oznacza po łacinie persona. To, przez co wielu przechodzi.
I odnosi się do megafonowej maski noszonej przez aktorów w grecko-rzymskich sztukach. Dramatis personae to jest lista charakterów występujących w sztuce. Jest oryginalnie listą mask, które będą noszone. I dlatego twoja osoba, osobowość, twarz to twoja maska. I pytanie brzmi: co jest za maską? Cóż, zauważcie, że całe ciało idzie w parze z twarzą. Nie znajdziesz w naturze twarzy przychodzących na świat samych sobie. Mają ciało, ale podobnie ciało nie przychodzi na świat, który byłby na przykład równinnym światem wysolowanego kamienia dryfującego bez atmosfery daleko od gwiazdy. Z tego nie wyrosną ciała, nie ma gleby. Dla ciał nie ma złożoności środowiska, które produkowałoby ciała.
Więc ciała idą w parze z bardzo skomplikowanym środowiskiem. Jeżeli głowa idzie w parze z ciałem, a ciało ze środowiskiem, ciało jest tak samo integralną częścią środowiska, jak głowa jest częścią ciała. To jest mylące oczywiście, ponieważ ludzka istota nie jest zakorzeniona w ziemi jak drzewo. Ludzka istota rusza się i dlatego może przechodzić z jednego środowiska w drugie. Ale przejścia są sztuczne. Podstawowe środowisko planety pozostaje niezmienne. Jeżeli istota ludzka opuszcza planetę, musi wziąć ze sobą zminiaturyzowaną wersję środowiska planetarnego. Nie jesteśmy tego tak naprawdę świadomi. A podejmując myślenia i rozważania przychodzi nam do głowy myśl, że: tak, oczywiście, potrzebujemy tego środowiska, ale w zwyczajowy sposób nie czujemy tego. To znaczy nie mamy żywego poczucia przynależenia do naszego środowiska w ten sam sposób, jak mamy żywe odczucie bycia ego w worku skóry zlokalizowanym głównie w czaszce, w pół drogi pomiędzy uszami, kawałeczkiem za oczami.
I skoro czujemy w ten sposób, a to nie jest sposób, w jaki istniejemy, to dlatego nazywam to halucynacją i skutkuje to katastrofalnymi skutkami. Ego, które zgodnie z dziewiętnastowiecznym zdrowym rozsądkiem czuje, że jest przypadkiem naturze, że jeżeli nie będzie walczyć z naturą, nie będzie w stanie podtrzymać swojego statusu jako inteligentny przypadek. Więc genetycy teraz mówią, jak i wielu innych, że człowiek musi przejąć kierunek swojej ewolucji w swoje własne ręce. Nie możemy już dłużej ufać ruchliwym, przypadkowym i nieinteligentnym procesom natury, aby ta rozwijała go nadal, ale musi integrować swoją własną inteligencję i poprzez genetyczne zmiany wyhodować takich ludzi, którzy będą zdolni do życia w ludzkim społeczeństwie i temu podobnie. To, muszę przyznać, jest potworny błąd, ponieważ ludzka inteligencja ma bardzo poważne ograniczenia. Mimo to, że jest to system skanujący. Ma bardzo poważne ograniczenia świadomej uwagi, który jest liniowy, to znaczy bada świat liniowo. Trochę jakby świecił promieniem światła latarki przez pokój czy też reflektorem. To dlatego nasza edukacja trwa tak długo. Trwa tak długo, ponieważ musimy przeskanować wiele linii druku.
I widzicie, uważamy to jako podstawowe informacje. Wszechświat nie przedstawia się nam w liniach. Przedstawia się w wielowymiarowym continuum, w którym wszystko dzieje się wszędzie naraz. Objawia nam się zbyt za szybko, aby zostać przetłumaczonym. W linie druku czy inne informacje, jakie zbyt szybko mogłyby być skanowane. I to są nasze ograniczenia. Jeśli sprawa tyczy się intelektualnego i naukowego życia. Komputer wielce przyspieszy liniowe skanowanie. Ale to nadal będzie liniowe skanowanie. I tak długo, jak utknęliśmy z tą formą mądrości, nie możemy dać sobie rady z więcej niż kilkoma zmiennymi naraz.
Co przez to rozumiem? Czym jest zmienna? Zmienna to jakikolwiek jeden liniowy proces. Weźmy pod uwagę muzykę. Kiedy grasz fugę Bacha i są jej cztery części, to masz cztery zmienne. Masz cztery zmieniające się linie i możesz się tym zająć dwoma rękoma. Organista, używając dwóch nóg, może włożyć kolejne dwie zmienne i masz sześć. I możesz zdać sobie sprawę, jeżeli kiedykolwiek próbowaliście grać na organach, jest to dosyć trudne, aby wprawić sześć niezależnych ruchów nóg naraz. Przeciętna osoba nie potrafi tego zrobić bez treningu. Przeciętna osoba nie potrafi poradzić sobie z więcej niż trzema zmiennymi naraz bez użycia ołówka.
Kiedy studiujemy fizykę, zajmujemy się procesami, gdzie są miliony zmiennych. Z tym jednak radzimy sobie dzięki statystyce. W ten sam sposób, jak firmy ubezpieczeniowe używają tabel akuracyjnych, aby przewidzieć, kiedy większość ludzi umrze. Jeżeli przeciętny wiek śmierci to 65 lat, jakkolwiek ta prognoza nie stosuje się do jakiejkolwiek danej osoby. Jakakolwiek dana osoba będzie żyła plus minus 65 lat. A zatem różnic może w rzeczywistości być bardzo szeroki. Każda dana osoba dożyje plus minus 65 lat. I oczywiście szerokość zakresu może być bardzo różna. Ale to w porządku. Zgadując liczbę 65 jest w porządku, kiedy gramy na wielką skalę.
I w taki oto sposób działa fizyka, przewidując zachowanie atomowych cząsteczek, to jest fali i cząsteczki naraz. Ale praktyczne problemy życia ludzkiego zawierają setki tysięcy zmiennych. Tutaj statystyczne metody są bardzo mierne. I przemyśliwanie tego przez liniowe rozważanie jest niemożliwe. Z takim wyposażeniem mamy zamiar interweniować w nasze geny. I z tym wyposażeniem również chcemy rozwiązać nasze polityczne, ekonomiczne i społeczne problemy oraz naturalnie każdy ma poczucie totalnej frustracji. I każda osoba czuje: co ja mogę zrobić? Wydaje się, że nie mamy sposobu zdawania się na nasze mózgi. Ponieważ nasze mózgi mogą poradzić sobie z ogromną liczbą zmiennych, które są niedostępne procesom świadomej uwagi. Twój mózg w tym momencie przetwarza, lub twój układ nerwowy, aby być bardziej dokładnym, twoją chemię krwi, wydzieliny z twoich gruczołów, zachowanie milionów komórek.
Robi to wszystko bez myślenia o tym. To znaczy bez tłumaczenia procesów, którymi się zajmuje na świadomie przeglądane słowa, symbole czy numery. Kiedy używam słowa myślenie, rozumiem dokładnie ten proces. Tłumaczenie, to, co się dzieje w naturze w słowa, symbole czy numery. Oczywiście i słowa, i numery są pewnego rodzaju symbolami. Symbole mają taką samą relację do prawdziwego świata, jaką pieniądze mają dla bogactwa. Nie możesz zaspokoić niczyjego pragnienia słowem woda. Tak jak nie możesz zjeść banknotu i czerpać z niego wartości odżywczych. Ale używanie symboli i świadomej inteligencji, skanowanie okazały się bardzo potężne dla nas. Dały nam takie technologie, jakie mamy.
Ale w tym samym czasie stały się aż za dobre. W tym samym czasie staliśmy się tym tak zafascynowani, że mylimy świat takim, jaki jest, ze światem takim, o jakim się myśli, mówi i przelicza. To znaczy, że światem takim, jakim jest opisywany. A różnica pomiędzy tymi dwoma jest wielka. I kiedy nie jesteśmy świadomi samych siebie oprócz ujęcia symbolicznego, w ogóle nie jesteśmy ze sobą związani. Jesteśmy jak ludzie jedzący menu zamiast obiadu. I to dlatego wszyscy czujemy się psychologicznie sfrustrowani. Tak więc powracając do pytania, co rozumiem przez ja? Po pierwsze i oczywiste rozumiemy symbole samych siebie. My sami w tym przypadku oznacza cały psychologiczny organizm, świadomy i nieświadomy plus jego środowisko.
To jest twoje prawdziwe ja. Twoje prawdziwe ja i miejsce owego jest scentralizowane na twoim organizmie ja. To ty. Mówisz: niech rozjaśnię to trochę z innego powodu. Z jednego powodu. To, co ty robisz, jest również tym, co robi twoje środowisko. Twoje zachowanie to również zachowanie pozostałej części. Jest twoim, jest wzajemnym. Możemy powiedzieć jest transcyjne. Nie jesteśmy marionetką, która popycha twoje środowisko.
Ani środowisko nie jest marionetką, którą ty popychasz. Idą w parze, działają w parze. W ten sam sposób, na przykład, jeśli mam koło, jedna strona idzie w dół, jest tak sama jak druga idąca w górę. Kiedy kierujesz samochodem, to ciągniesz czy pchasz? Robisz i to, i to, czy nie? Kiedy ciągniesz w dół w jedną, to wypychasz w górę w drugą. Wszystko jest jednym. Więc jeśli popychanie, ciągnięcie między organizmem i środowiskiem, jesteśmy tego rzadko świadomi podczas ciekawych zmian świadomości, które nazywamy mistycznymi doświadczeniami, kosmiczną świadomością. Kiedy jednostka zeznaje uczucia, że wszystko, co się dzieje, dzieje się samo w sobie. Lub wręcz przeciwnie, że ona nic nie robi, ale jej czyny, jej decyzje i temu typu podobne rzeczy to wydarzenia natury.
Można to czuć na oba sposoby. Możesz opisać to na te dwa całkowicie przeciwstawne procesy, ale mówisz o tym samym doświadczeniu. Mówisz o doświadczeniu swojej własnej aktywności i aktywności natury.
[01:12:49] - Jako jednego pojedynczego procesu. I możesz opisywać, jakbyś był Wszechmogącym Bogiem lub jakbyś był kompletnie bezprzyczynowy, a ty w ogóle ledwo byś istniał. Ale pamiętaj, oba punkty widzenia są prawidłowe i zobaczymy, gdzie to nas doprowadzi. Ale nie czujemy tego, czy nie? Na co dzień. To, co czujemy zamiast tego, to identyfikacja nas samych z pomysłem nas samych. Lub powiedziałbym raczej z naszym obrazem nas samych. Ale to jest osoba czy ego. Grasz rolę, identyfikujesz się z tą rolą. Ja gram rolę.
Nazywam się Alan Watts i wiem dobrze, że to wielkie przedstawienie. Mogę grać jakieś inne role oprócz Alana Wattsa, jeśli będzie potrzeba, ale uważam się w tej roli dobrze, ponieważ lepiej mi się utrzymyć. Ale zapewniam was, że to tylko maska i nie biorę tego na poważnie. Myśl, że jestem jakimś mesjaszem, czy też guru, czy zbawicielem świata rozwala mnie. Bo ja znam siebie. Bardzo trudno jest być świętym w zwyczajnym sensie. Odwrócenie do góry nogami poczucia tożsamości, stan świadomości, jaki ma przeciętna osoba, jest celem nauk buddyjskich. Być może uczynię to dla was jaśniejszym, gdy podam trochę więcej szczegółów odnośnie tego, jak te nauki działają. Metoda nauczania czegokolwiek w buddyzmie jest raczej inna niż metoda nauczania, której używamy w zachodnim świecie. U nas dobry nauczyciel to ktoś, kto czyni nauczany przedmiot łatwym dla studenta, kto wyjaśnia rzeczy mądrze i jasno, tak, że może podjąć się kursu matematycznego bez łez.
W świecie orientalnym panuje niemal dokładny, przeciwny pogląd, a mianowicie taki, że dobry nauczyciel sprawia, że dowiadujesz się czegoś dla siebie. Innymi słowy, uczą oni pływania przez wrzucenie dziecka do wody. Jest taka historyjka zen o tym, jak włamywacz nauczył swoje dziecko włamywania. Zabrał go pewnej nocy na włam, zamknął w skrzyni w domu, który okradł i tak go zostawił. Biedny mały chłopiec był całkowicie sam zamknięty w tej skrzyni i zaczął myśleć: „Jak, na Boga, mam się stąd wydostać?.” Nagle zaczął krzyczeć: „Pożar, pożar!,” aż wszyscy zaczęli biegać po domu. Usłyszeli wtedy krzyk dochodzący ze skrzyni i ją otworzyli, a wtedy to chłopiec wyskoczył z niej i uciekł do ogrodu. Wszyscy wszczęli wtedy pościg, krzycząc: „Złodziej, złodziej!.” On podbiegł pod studnię, podniósł kamień i wrzucił go do środka. Wszyscy pomyśleli, że biedaczyna wskoczył do studni i popełni samobójstwo. I tak mu się wtedy właśnie upiekło. Wrócił on do domu, a jego ojciec powiedział: „Gratulacje.
Opanowałeś sztukę.” William Blake powiedział, cytuję: „Głupiec, który upiera się w swoim szaleństwie, stanie się mądry.” Koniec cytatu. Metodą nauczania stosowaną przez tych wielkich nauczycieli Wschodu jest sprawienie, by głupcy upierali się przy swoim szaleństwie, lecz bardzo rygorystycznie, spójnie i wytrwale. Pokazawszy wam analogię oraz obraz, przejdźmy do konkretnej sytuacji. Powiedzmy, że chcesz uczyć się buddyzmu od mistrza zen. Co cię wtedy spotka? Przede wszystkim spytajmy się, dlaczego w ogóle chcesz to zrobić. Uczynię tę sytuację dość uniwersalną. To nie musi być mistrz zen. Może to być również dobrze pastor metodystów, ksiądz katolicki czy psychoanalityk. Lecz co jest z tobą nie tak?
Dlaczego nie idziesz? Na pewno powodem, dla którego wszyscy bylibyśmy poszukującymi, jest to, że czujemy się trochę niespokojni o siebie. Wielu z nas chce się od siebie uwolnić. Nie możemy siebie znieść i dlatego oglądamy telewizję, chodzimy do kina, czytamy powieści i przyłączamy się do kościołów, ażeby zapomnieć o sobie i stopić się z czymś większym od nas samych. Chcemy uciec od tej śmiesznej rzeczy zamkniętej w worku skóry. Możesz zatem powiedzieć: „Mam problem. Ranię, cierpię i jestem neurotykiem.” Lub coś w tym stylu. Idziesz do nauczyciela i mówisz: „Moim problemem jestem ja. Zmień mnie.” Jeśli pójdziesz do nauczyciela zen, on powie: „Nie mam nic do nauczenia. Nie ma problemu.
Wszystko jest doskonale jasne.” Przemyśliwszy to, stwierdzasz: „Prawdopodobnie jest tajemniczy. Bada dla mnie on, by zobaczyć, czy naprawdę chcę być jego uczniem. Wiem od wszystkich, którzy przez to przeszli, że aby mnie przyjął, muszę być uparty.” Znacie to powiedzenie: „Ktokolwiek idzie do psychiatry, powinien mieć badaną głowę.” Jest w tym jakieś podwójne oszustwo. W ten sam właśnie sposób każdy, kto idzie z tym problemem duchownym do mistrza zen, określa siebie jako wariata, a nauczyciel robi, co się tylko da, by go w tym szaleństwie utwierdzić. Nauczyciel mówił: „Zupełnie szczerze nie mam ci nic do powiedzenia. Nie uczę niczego, nie mam żadnej doktryny, nie mam też nic dla ciebie do sprzedania.” Więc uczeń myśli wtedy: „Kurczę, to jest takie głębokie." Ponieważ to nic, o którym mówi, to nic, które naucza, nazywa się w buddyzmie sunyata. Jest to sanskryckie słowo na nicość i ma oznaczać ostateczną rzeczywistość. Lecz jeśli wiesz coś o tej doktrynie, to nie znaczy to tylko zupełnie nic ani puste, lecz nicość. Jest to transcendentalna rzeczywistość poza wszystkimi oddzielonymi i jednostkowymi rzeczami i jest to coś bardzo głębokiego i gruntownego. Wie zatem, że gdy nauczyciel powiedział: „Nie mam nic do nauczania”, to miał on na myśli to bardzo ezoteryczne nic.
Może zatem jeszcze zapytać: „Jeśli nie masz nic do nauczania, to co robią tutaj ci wszyscy uczniowie?” A nauczyciel wtedy ci odpowie: „Oni tu nic nie robią. To po prostu głupi ludzie, którzy tutaj mieszkają”. Wie on także, że głupi nie znaczy po prostu głupi, lecz wyższą głupotę ludzi, którzy są skromni i nie mają intelektualnej dumy. W końcu uczeń stanąwszy na głowie, by określić siebie jako przeklętego głupca w potrzebie, sam siebie wpakował w tę sytuację. Określił siebie jako czubka i wtedy nauczyciel go zaakceptował, mówiąc: „Zadam ci pytanie. Chcę wiedzieć, kim jesteś, zanim twoi rodzice cię poczęli. To znaczy, przyszedłeś do mnie z problemem i powiedziałeś: Mam problem. Chcę sobie poradzić z tym światem. Kim jest ten, kto tego chce? Kim jesteś?
Czym jest ta rzecz zwana twoim ego, twoją duszą, twoim ja, twoją tożsamością, której twoi rodzice zapewnili ciało? Pokaż mi to. Jestem Missouri. Nie chcę żadnych słów. Chcę, byś mi to pokazał”. Uczeń wtedy otwiera usta, by odpowiedzieć, lecz nauczyciel wtedy mówi: „Ech, jeszcze nie jesteś gotów”. Bierze go i przedstawia głównemu uczniowi tak zwanych mnichów zen, którzy to żyją tam razem, mówiąc głośno. Główny zatem uczeń mówi wtedy: „Mam tu pewną dyscyplinę, której główną częścią jest medytacja. Siedzimy wszyscy w rzędzie ze skrzyżowanymi nogami i uczymy się, jak oddychać i być spokojnymi. Innymi słowy, jak nic nie robić.
Nie wolno ci zasnąć ani wpaść w trans. Musisz być w pełni obudzony. Nie myśleć nic, tylko dosłownie nic nie robić. Podczas medytacji jeden mnich chodzi tam i z powrotem długim, płaskim kijem i jeśli zaśniesz lub wpadniesz w trans, uderzy cię on w plecy. Więc zamiast się rozmarzyć, pozostajesz jasno i w pełni obudzony, lecz wciąż nie robisz nic. Idea jest taka, że w stanie gruntownego nicnierobienia będziesz w stanie powiedzieć nauczycielowi, kim jesteś.
[01:21:51] - Transformacja ludzkiej świadomości poprzez medytację jest hamowana tak długo, jak długo myślimy w kategoriach czegoś, co ja sam mogę dokonać dzięki jakiemuś kombinowaniu czy jakiejś sztuczce. Ponieważ, zauważ, będzie to prowadzić do niekończącej się gry duchowego wywyższania się i współzawodnictwa guru. Mój guru jest bardziej efektywny niż twój. Moja joga jest szybsza niż twoja. Ja jestem bardziej samoświadomy niż ty. Ja jestem pokorniejszy niż ty. Ja bardziej żałuję swoich grzechów niż ty. Ja kocham ciebie bardziej niż ty mnie. To właśnie nieustannie zachodzi wśród ludzi, którzy walczą i zastanawiają się, czy rozwinęli się choć trochę bardziej niż inni. I tak dalej.
Możesz to wszystko odpuścić. Wówczas doświadczamy tego dziwnego uczucia, którego jeszcze nigdy nie doznaliśmy, za wyjątkiem sporadycznych wypadków. Część ludzi doznała tego przebłysku pozwalającego odczuć, że już więcej nie są tym biednym, obcym i zlęknionym w świecie, którego nie stworzyłem przecież, lecz że ty jesteś całym wszechświatem, który w każdym momencie stwarzasz. Ponieważ zaczyna się teraz. Nie rozpoczął się w przeszłości, ponieważ nie ma przeszłości. Zobacz, jeśli wszechświat powstał w przeszłości, to kiedy powstał, działo się to teraz. Rozumiesz? Nadal jest teraz. Wszechświat nadal powstaje teraz i zanika tak jak ślad za statkiem począwszy od teraz. Ślad po prostu zanika, więc tworzy przeszłość.
Zaczyna się tutaj. Są to narodziny odpowiedzialności, ponieważ w przeciwnym razie zawsze mógłbyś spojrzeć przez ramię i powiedzieć: „Ach, jestem taki, jaki jestem, ponieważ urodziła mnie moja mama, która była neurotyczką, ponieważ urodziła ją jej mama i tak dalej”. I tak powracamy do Adama i Ewy, do początku wszystkiego. Nigdy się z tego nie wydostaniemy. Zaś w ten sposób stawiasz czoła temu, że to ty sam wszystko sprawiasz. To niezwykły wstrząs. Rozmusz się więc. Nie możesz winić nikogo innego za świat, w jakim żyjesz. I kiedy wiesz, że ja w sensie osoby, w sensie ego, tak naprawdę nie istnieję, wówczas nie przyjdzie ci z trudem, gdy obudzisz się pewnego dnia i odkryjesz, że jesteś Bogiem.
[01:25:14] - Innymi słowy, pytanie: kim jesteś zanim twoi rodzice cię poczęli, jest prośbą o akt doskonałej szczerości i spontaniczności. Tak, jak gdybym miał się spytać: „Słuchaj, będziesz ze mną zupełnie szczery? Bez oczekiwania. Chcę, abyś zrobił coś, co wyraża ciebie bez cienia zakłamania. Żadnego odgrywania ról, żadnego pogrywania ze mną w gierki. Chcę zobaczyć ciebie. Wyobraź sobie, czy mógłbyś być tak naprawdę szczery z kimś innym, szczególnie z nauczycielem duchowym, kiedy wiesz, że widzi on ciebie na wylot i zna twoje najskrytsze myśli? Od razu wie, kiedy jesteś choćby odrobinę fałszywy i wtedy cię ma. Ta sama prawda jest u psychiatry. Możesz u niego siedzieć, dyskutując z nim o swoich problemach i zupełnie bezwładnie zacząć dłubać w nosie.
Psychiatra nagle się do ciebie zwraca: «Czy twój palec czuje się tam dobrze? Lubisz to?». A ty wiesz, że to twoja freudowska pomyłka. Co symbolizują palce, a co nos? Ojej! Szybko odpuszczasz dłoń i mówisz: „Ach, to nic. Dłubają sobie po prostu w nosie». Lecz analityk wtedy powie: „Naprawdę? Więc dlaczego to usprawiedliwiasz? Dlaczego próbujesz to wyjaśnić?
Ma cię gdzieś, byś się nie ruszył». Cóż, to jest właśnie sztuka psychoanalizy. Tak samo jak jest w zen. Kiedy stawia ci się za zadanie bycia doskonale szczerym, jest to jak mówienie dziecku: „Złotko, wyjdź się pobawić bez bycia świadomym siebie». Innymi słowy, mógłbym powiedzieć wam: „Jeśli ktoś z was przyjdzie tu dziś dokładniej o północy i położy swe dłonie na tej scenie, to będzie spełnione jego dowolne życzenie, pod warunkiem, że nie będzie myślał o zielonym słoniu». Oczywiście wszyscy przyjdą, położą tu swoje dłonie i będą bardzo uważać, aby nie myśleć o zielonym słoniu. Puenta jest taka, że jeśli przeniesiemy ten pomysł w wymiar duchowy, gdzie najwyższym ideałem jest bycie niesamolubnym i odpuszczenie sobie własnego ja, to jest to znowu próba bycia niesamolubnym z samolubnych powodów. Możesz być niesamolubną decyzją woli, tak samo jak nie możesz zdecydować się nie myśleć o zielonym słoniu. Jest taka historyjka o Konfucjuszu, który pewnego dnia spotkał Laozi, wielkiego chińskiego filozofa. Laozi spytał się go wtedy, cytuję: „Szanowny panie, czy jest tam twój system?».
Na to Konfucjusz odpowiedział mu: „Jest w nim dobroczynność, miłość swego sąsiada i pozbawienie się egoizmu». Na to Laozi odpowiedział mu: „Wierutne bzdury. Twoje pozbywanie się ja jest jego pozytywną manifestacją. Spójrz na wszechświat. Gwiazdy są uporządkowane, drzewa i rośliny rosną w górę bez wyjątku, a woda płynie». Są to przykłady tego, jakich sztuczek mógłby na tobie wypróbować mistrz. Przychodzisz do niego z ideą w swojej głowie, że jesteś oddzielną, niezależną i wyizolowaną jednostką. On po prostu mówi: „Pokaż mi tę jednostkę». Miałem kiedyś przyjaciela, który studiował zen w Japonii. Był bardzo zdesperowany, by udzielić odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę jest.
Na swej drodze na spotkanie z mistrzem, któremu miał przedstawić swoją odpowiedź, natknął się na bardzo popularny w Japonii widok. To jest zieloną żabę siedzącą w ogrodzie. Podniósł ją i schował w rękawie swego kimona. Następnie poszedł do mistrza i opowiedział mu, kim jest, wydobywając nagle żabę. Na co mistrz mu odpowiedział: „Hmm, zbyt intelektualne». Innymi słowy, odpowiedź jest zbyt obmyślona, za bardzo jak na zen. „Czytałeś za dużo książek. To nie jest szczera odpowiedź» — powiedział mu mistrz. Zatem po jakimś czasie uczeń odkrywa, że nie ma absolutnie żadnego sposobu na bycie prawdziwym sobą. Nie tylko nie ma sposobu na uczynienie tego, lecz także nie ma sposobu na zrobienie tego przez niedziałanie.
By uczynić to jaśniejszym, pozwól mi ująć to w terminach chrześcijańskich. Będziesz kochał Pana Boga swego. Co zamierzasz z tym zrobić? Jeśli mocno próbujesz kochać Boga, możesz spytać siebie: „Dlaczego to robię?». Odkryjesz, że robisz to, ponieważ chcesz być prawy. W końcu Bóg jest Panem wszechświata. Jeśli nie kochasz Go, to znajdziesz się w smutnym stanie. Zatem uświadamiasz sobie, że kochasz Go, ponieważ obawiasz się tego, co stałoby się z tobą, gdybyś Go nie kochał. Myślisz wtedy: „To dość pasywna miłość, nieprawdaż? To zła motywacja.
Chciałbym to zmienić. Chciałbym kochać Boga szczerym sercem». Lecz dlaczego chcesz to zmienić? Uświadom sobie, że powodem, dla którego chcesz mieć inny motyw, jest to, że jest to ten sam motyw. Mówisz zatem: „Boże mój, mam problem. Proszę, pomóż mi». Wtedy On przypomina ci: „Dlaczego to robisz? Po prostu poddajesz się, czyż nie? Prosisz, by ktoś inny przejął twój problem. Nagle zdajesz sobie sprawę, że utknąłeś w miejscu.
To, co nazywane jest problemem zen lub koanem, porównywalne jest do osoby, która połknęła kulę gorącego żelaza. Nie może go przełknąć ani wypluć. Jest to także jak komar kąsający żelaznego byka. Naturą komara jest kąsanie, a naturą żelaznego byka jest bycie odpornym na kąsanie. Obaj czynią to, co leży w ich naturze, więc nic się nie może stać. Wkrótce odkrywasz, że jesteś w trudnej sytuacji. Nie ma odpowiedzi na ten problem, żadnego wyjścia. Ale właściwie co to oznacza? Jeśli nie mogę zrobić dobrze poprzez działanie i nie mogę zrobić poprzez niedziałanie, to co to oznacza? Oznacza, rzecz jasna, że ja, który próbowałem to wszystko zrobić, jestem halucynacją.
Nie ma żadnego niezależnego „ja” do okazania. Nie ma żadnego sposobu na jego pokazanie, ponieważ tego „ja” po prostu nie ma. Gdy pozbywasz się tej iluzji i nagle się budzisz w myśli: „Uff, co za ulga!”. Nazywa się to satori. Gdy ma miejsce takie doświadczenie, odkrywasz, że to, czym jesteś, nie jest już dłużej rodzajem wyizolowanego centrum działania i doświadczeń zamkniętych w twojej skórze. Nauczyciel poprosił cię, byś mu pokazał tę rzecz szczerą i nagą, a ty nie mogłeś jej odnaleźć, zatem jej nie ma. A gdy to jasno dojrzysz, masz nowe poczucie tożsamości. Uświadamiasz sobie, że jesteś całym światem natury robiącym to. Jest to trudne dla wielu ludzi z Zachodu, gdyż sugeruje on rodzaj fatalizmu, że jednostka jest niczym więcej jak kukiełką poruszaną przez kosmiczne siły. Jednak gdy twoje własne wewnętrzne poczucie tożsamości zmienia się z bycia oddzielną jednostką na bycie tym, co cały kosmos robi w tym miejscu, stajesz się nie kukiełką, lecz prawdziwszą i bardziej wyrazistą jednostką niż kiedykolwiek.
Jest to ten sam paradoks, który chrześcijanie znają w formie: „Ktokolwiek będzie chciał ocalić swą duszę, ten ją postrada”. Myślę, że jest to dziś coś ogromnie ważnego dla zachodniego świata. Rozwinęliśmy ogromnie potężną technologię. Mamy mocniejsze środki zmieniania fizycznego świata, niż kiedykolwiek wcześniej istniały. Jak ich użyjemy? Chińskie przysłowie mówi, że jeśli zły człowiek używa właściwych środków, to te właściwe środki zadziałają w zły sposób. Załóżmy, że nasza technologiczna wiedza jest właściwym środkiem. Jaki rodzaj ludzi użyje tej wiedzy? Czy będą to ludzie, którzy nienawidzą natury i czują się z niej wyobcowani, czy też będą to ludzie, którzy kochają świat fizyczny i czują, że są ich własnym ciałem? Cały fizyczny wszechświat aż po inne galaktyki jest po prostu przedłużeniem naszych ciał.
Obecnie główna postawa naszych technologów, którzy eksplorują przestrzeń, wyrażona jest terminem „podbój przestrzeni”. Budują ogromne, podobne do armat, falistyczne przedmioty, które wysadzają w niebo. Jest to całkowicie absurdalne, gdyż nikt nie dostanie się nigdzie w rakiecie. Potrzeba ogromnie dużo czasu, by dostać się nawet na Księżyc, a dłużej niż ktokolwiek żyje, by wydostać się z Układu Słonecznego na początek. Właściwym sposobem badania przestrzeni nie są rakiety, lecz radioastronomia. Zamiast jednak eksplodowania twardą pięścią w niebo, bądź bardziej wrażliwy i w subtelniejszy sposób zmysł, a wszystko to przyjdzie wtedy do ciebie. Bądź bardziej otwarty i receptywny, a w końcu rozwiniesz przyrząd, który to zbada kamień na Marsie z większą troską, niż gdybyś trzymał go w swej dłoni. Pozwól mu przyjść do ciebie. Cała postawa używania technologii jako metody walczenia ze światem da w rezultacie jedynie zniszczenie świata, co właśnie w tym momencie robimy. Używamy absurdalnych i krótkotrwałych metod pozbywania się chodników, zmuszając nasze owoce i pomidory do wzrostu, ogołocając nasze wzgórza z drzew i temu typu rzeczy, myśląc, że jest to jakiś rodzaj postępu.
Faktycznie jest to obracanie wszystkiego w kupę śmieci. Mówi się, że Amerykanie, którzy są na przedzie technologicznego postępu, są materialistami. Nic dalszego od prawdy. Ale amerykańska kultura jest oddana nienawiści materialnego świata i jego przekształcaniu w śmietnik. Spójrz na nasze miasta. Czy wyglądają one tak, jakby były one zrobione przez ludzi kochających świat? Wszystko zrobione jest z tandety, która jest mieszanką gipsu, papieru oraz kleju w dowolnym guście. Ważną lekcją jest to, że technologia i jej moce muszą być kierowane przez prawdziwych materialistów. Są nimi ludzie, którzy kochają świat materialny, którzy pielęgnują drzewo, kamień, pszenicę, jaja, zwierzęta i nade wszystko ziemię. Traktują ją z szacunkiem, który przysługuje naszym własnym ciałom.
Powoli jasne staje się to, że jednym z największych przesądów jest oddzielenie umysłu od ciała. Nie znaczy to, że musimy przyznać, iż jesteśmy tylko ciałami, lecz że tworzymy całkiem nowe pojęcie ciała. Gdyż ciało rozważone jako oddzielne od umysłu jest jedynie ożywionymi zwłokami. Lecz rozważone jako nierozdzielne od umysłu jest czymś innym, choć nie mamy jeszcze właściwego słowa na rzeczywistość, która jest jednocześnie umysłowa i fizyczna. Nazwanie jej umysłowo-fizyczną nic nie da, gdyż jest to niezadowalające połączenie dwóch pojęć. Lecz jesteśmy bliżej możliwości odrzucenia zarówno idei istoty umysłowej, jak i istoty materialnej. Istota jest słowem, które opisuje bezforemną papkę dostrzeganą, kiedy zmysły nie dają rady wyróżnić jej formy. Pogląd o materialnej czy też umysłowej istocie jest oparty na fałszywej analogii, że drzewa są zrobione z drzewa, góry z kamienia, a umysł z ducha. W ten sam sposób, w jaki garnki zrobione są z gliny. Wewnętrzna materia wydaje się wymagać zewnętrznej inteligencji energii, by ta nadała jej formę.
Lecz teraz wiemy, że materia nie jest wewnętrzna, organiczna czy nieorganiczna. Uczymy się dostrzegać materię jako formę energii. Nie takiej energii, która byłaby tworzywem, lecz raczej energetyczną formą, początkiem ruchu, aktywną inteligencją. Świadomość, że umysł i ciało, forma i materia są jednym, jest zablokowana wskutek wiecznego pomieszania oraz psychologicznych uprzedzeń. Gdyż zdroworozsądkowe jest to, że każdy wzór, kształt czy struktura są formą czegoś, tak jak dzbanki są formami gliny. Trudno zatem zobaczyć jest to, że to coś jest nie do wyróżnienia jako eter, w którym to kiedyś miało podróżować ciało, światło. Czy jak ten bajeczny żółw, na którym jak kiedyś wierzono, oparta jest ziemia. Ktokolwiek naprawdę to uchwyci, doświadczy ciekawie ożywiającego wyzwolenia, gdy ciężar istoty opadnie z niego, umożliwiając mu lżejsze chodzenie. Dualizm ciała i umysłu powstał być może jako niezgrabny sposób opisania mocy inteligentnego organizmu do kontrolowania siebie. Wydawałoby się to rozsądne myśleć o kontrolowanej części jako o jednej rzeczy, a o kontrolującej jako o drugiej.
W ten właśnie sposób świadoma wola została pozbawiona naprzeciwko bezwolnym apetytom, a rozum instynktom. Po jakimś czasie nauczyliśmy się umieszczać naszą tożsamość, naszą jaźń w części kontrolującej, to jest umyśle i co bardziej wypierać się części kontrolowanej jako zwykłego narzędzia. I tak umknęło naszej uwadze to, że organizm jako całość, głównie nieświadomy, używa świadomości i rozumu, by informować oraz kontrolować siebie. Myśleliśmy o naszej świadomej inteligencji jako odstępującej od wyższego bytu, by brać w posiadanie fizyczny pojazd. Nie udało nam się jednak dostrzec, że jest ona funkcją tego samego procesu formującego. Tak jak struktury neuronów, mięśni, żył oraz kości. Struktury tak subtelnie uporządkowanej, tak zwanej inteligentnej, że świadoma myśl jest jeszcze bardziej daleko od możliwości jej opisania. To radykalne oddzielenie części kontrolującej od tej kontrolowanej zmieniło człowieka z samokontrolującego się organizmu w samofrustrujący się organizm. We wcielony konflikt i wewnętrzną sprzeczność, którą by poprzez całą swoją znaną historię mógł pojąć. Jak tylko rozszczepienie się pojawiło, świadoma inteligencja zaczęła służyć sobie samej zamiast organizmowi, z którego pochodzi.
A ściślej stało się intencją świadomej inteligencji, by służyć swym własnym, odrębnym celom. Lecz jak zobaczymy, tak jak oddzielenie umysłu od ciała jest złudzeniem, tak też jest nim podleganie ciała niezależnym planom umysłu. Jednakże w tym samym czasie iluzja ta jest tak realna, jak halucynacje hipnotyczne, a organizm człowieka frustruje sam siebie poprzez formy zachowania, które napędzają najbardziej złożone błędne koła. Kulminacją tego jest kultura, która jak nigdy służy celom mechanicznego porządku, tak odległych od tych organicznych radości oraz skłaniania się ku samozniszczeniu przeciwko instynktom każdego z jej członków. Wierzymy zatem, że umysł kontroluje ciało, a nie, że ciało kontroluje siebie poprzez umysł. Stąd też zakorzenione uprzedzenia, że umysł powinien być niezależny od tych wszystkich fizycznych pomocy, to jest mikroskopów, telefonów, komputerów, kamer, wag, książek, dzieł sztuki, alfabetu i tych podobnych narzędzi, bez których wątpliwe jest, by istniało jakiekolwiek życie umysłowe. Jednakże równolegle do tego zawsze istniała przynajmniej niejasna świadomość tego, że w odczuciu bycia oddzielonym umysłem, duszą bądź ego jest coś nie tak. A to dlatego, że osoba, która utożsamia się z czymś poza pełnią własnego organizmu, jest mniej niż połową człowieka. Jest odciętą od pełnego uczestnictwa w naturze. Zamiast być ciałem, zamiast być, zamiast żyć i kochać ma instynkt przetrwania i rozmnażania się.
Nieuznane kierują nimi jak ślepe furie czy też demony, które nim zawładnęły. przeczucie, że coś w tym wszystkim jest nie tak, krąży wokół tej sprzeczności charakterystycznej dla wszystkich cywilizacji. Jest to jednocześnie przymus zachowania się oraz zapomnienia o samym sobie. To jest właśnie to błędne koło. Jeśli czujesz się oddzielony od swojego organicznego życia, czujesz pędy przetrwania. Przetrwanie, dalsze życie staje się zatem obowiązkiem, a także brzemieniem, gdyż nie jesteś w pełni z nim, gdyż nie dorasta ono całkowicie do twoich oczekiwań, a ty masz nadzieję, że dorośniesz. Pragniesz więcej czasu i czujesz jeszcze bardziej większy popęd, aby przetrwać. To, co nazywamy samoświadomością, jest zatem wrażeniem organizmu blokującego siebie. Jest niebędącego sobą, prowadzącego, że tak powiem, z nogą na gazie i na hamulcu jednocześnie. Naturalnie jest to bardzo nieprzyjemne wrażenie, o którym większość ludzi chce zapomnieć.
Pośredniejszym sposobem zapomnienia siebie jest upicie się, rozpraszanie się rozrywkami lub też nadużywanie takich naturalnych środków transestetycznych jak stosunek płciowy. Bardziej nobilitowanym sposobem jest rzucenie się w pościg za sztuką, sztuką społeczną czy też mistycyzmem religijnym. Środki te rzadko skutkują, gdyż nie ujawniają podstawowego błędu rozszczepionej jaźni. Te nobilitowane nawet pogarszają ten błąd do tego stopnia, że ci, którzy według nich postępują, czerpią dumę z zapomnienia o sobie dzięki czysto mentalnym środkom. Choć artysta używa farb oraz dźwięków, społeczny idealista rozdaje dobra materialne, a ktoś religijny używa sakramentów i rytuałów lub takich fizycznych środków jak poszczenie, oddychanie w jodze czy też taniec derwiszów. Jest zdrowy instynkt w użyciu tych pomocy fizycznych, tak jak w częstych powtórzeniach mistyków, że nie wystarczy znać Boga, że przemiana siebie odbywa się wyłącznie poprzez świadome uczucie Boga. Ukrytą aluzją jest to, że człowiek nie może funkcjonować poprawnie wskutek zmian czegoś tak powierzchniowego jak porządek myśli w swym rozszczepionym umyśle. To, co ma się zmienić, to zachowanie jego organizmu ma się ono stać samokontrolującego zamiast samofrustrującego. Jak zatem to wywołać? Krótko mówiąc, nic nie może zostać dokonane za pomocą umysłu, świadomej woli, o tyle, o ile odczuwalne jest jako coś spoza całości organizmu.
Gdyż gdyby tylko odczuwalne inaczej, to nie trzeba byłoby nic robić. Bardzo niewielu wschodnich guru czy też mistyków mądrości oraz zachodnich psychoterapeutów odkryło dość żmudne sposoby nabierania organizmu na sztuczki, które mają go zintegrować, głównie poprzez swego rodzaju judo, czy też delikatną drogą, która nie weczy proces samofrustracji poprzez doprowadzenie go do logicznej i aktualnej skrajności. Jest to wybitnie droga zen, a czasami i psychoanalizy. Gdy te sposoby skutkują, oczywiste staje się, że uczniom lub też pacjentom przydarza się coś więcej niż zmiana w sposobie myślenia. Jest taka również zmiana w sposobie emocjonalnym oraz fizycznym. Jego całe istnienie funkcjonuje w zupełnie inny, nowy sposób. Od długiego czasu jasne jest też dla mnie, że pewne formy zachodniego mistycyzmu, w szczególności taoizmu oraz buddyzmu zen, nie zakładają, że wszechświat podzielony jest na duchowy i materialny i nie osiąga swej kulminacji w takim właśnie stanie świadomości, w którym świat fizyczny rozpuszcza się w zróżnicowanej i bezcielesnej jasności. Taoizm oraz zen są podobnie oparte na fizjologii względności, lecz ta filozofia nie jest tylko spekulatywna. Jest to ćwiczenie się świadomości, w której to wzajemne relacje wszystkich rzeczy i zdarzeń stają się stałym odczuciem i wrażeniem. Wrażenie to leży u podstaw i wspiera naszą normalną świadomość świata jako zbiornika oddzielonego oraz różnych rzeczy, to jest świadomości, którą to buddyjscy filozofowie nazywają avidyā, ignorancja.
Ponieważ zwraca ona uwagę wyłącznie na różnice, ignorujemy wtedy właśnie te związki. Nie widzimy na przykład, że umysł oraz forma czy też kształt i przestrzeń są nierozłączne, tak jak przód i tył, ani też, że jednostka przeplata się ze wszechświatem. Także są jednym ciałem. Myślę, że na tym zakończę. Będę kontynuował to następnym razem i te wątki będziemy kończyć. Już część audycji „Czas snu” numerowaną 14. Jest to odcinek drugi. Troszkę się przedłużyło, bo troszkę więcej was przeczytałem dzisiaj, bo wpadłem w słowotok, ale mam nadzieję, że wam się podobało. Muzyka też, wiadomo, to jest kwestia gustu, więc nie każdemu dogodzę. No to co?
W takim razie będziemy kończyć audycję „Czas snu” 14 o Alanie Wattsie. Ja wam serdecznie dziękuję, że byliście tutaj, że słuchaliście. No i cóż, zapraszam za tydzień. Audycja będzie na pewno za tydzień. No chyba, że coś wypadnie, ale po prostu mam wolną chatę, więc mam możliwość w miarę spokoju, że tak powiem, nagrywania, więc po prostu postaram się, aby w następnym tygodniu wejść na antenę. Wszelkie pytania jakbyście mieli to proszę ślijcie mi na info@czasnu.com. Jakbyście chcieli, abym jakieś inne audycje poruszył to tak samo was zapraszam do wysyłania informacji na mojego maila. Ewentualnie myślę, że Ivellios się tutaj zgodzi na to, żebyście mogli również przesyłać na maila radiowego, ewentualnie Ivellios mi po prostu prześle. Informuję jeszcze raz, że czasnu.com w tym momencie ma trochę problemy techniczne, ponieważ było przeniesienie strony na inny serwer. Nie wszystko do końca działa tak, jak być powinno, ale wszystkie audycje są na bieżąco aktualizowane na homikuj.pl i jeszcze w najbliższym czasie prawdopodobnie stworzę jakiś, nie wiem, webowy dysk, żebyście po prostu mogli ściągać wszystkie audycje z radia Na Fali, które we wcześniejszych latach były emitowane, bo wiem, że są problemy.
Przychodzi dużo maili z zapytaniami czy są w ogóle do ściągnięcia audycje. Wiem, że na Paranormalium też są, ale nie wiem, czy tam są wszystkie, czy nie. W każdym razie ja wam jeszcze raz dzisiaj bardzo serdecznie dziękuję. Zapraszam was za tydzień na odcinek trzeci. Dajcie mi 10, 15 minut przerwy i wchodzimy z kolejną audycją „Śladami naszych przodków” odcinek drugi Knousa. Dzisiaj będzie o Bushmenach oraz w klimatach tych będzie również muzyczka. Pozdrawiam was wszystkich bardzo serdecznie. Moich kolegów redakcyjnych: Klodzika, Edka, Kapitana, Ivelliosa oczywiście, Chrisa Miekinę, który był przed „Czasem snu” i do usłyszenia w takim razie następnym razem. Cześć, trzymajcie się.