[00:00] - Czas snu oraz radio paranormalium.
[00:17] - Kiedy przebudzisz się z tej iluzji i zrozumiesz, że białe wynika z czarnego. Ja wynika z innych. Śmierć wynika z życia. Lub mógłbym nawet powiedzieć: życie wynika ze śmierci. Wówczas możesz poznać samego siebie. Nie jako obcego przybysza na tym świecie, nie jako kogoś będącego na okresie próbnym czy kogoś, kto pojawił się tu dziwnym zrządzeniem losu. Lecz możesz zacząć poznawać swoją własną egzystencję jako bezwzględną podstawę. Nie zamierzam przekonywać cię do tego myślenia w sensie nawracania cię. Chciałbym, abyś się tym pobawił. Chciałbym, abyś pomyślał, jakie to daje możliwości.
Nie próbuję nic udowodnić. Przedstawiam jedynie jedną z możliwości tego, czym może być życie. Warto o tym pomyśleć. Tak więc załóżmy, że każdej nocy mógłbyś śnić taki sen, jaki tylko chciałbyś śnić. I dla przykładu posiadłbyś moc śnienia w ciągu jednej nocy snu trwającego siedemdziesiąt pięć lat lub jakąkolwiek ilość czasu, jaką byś zechciał. I kiedy rozpocząłbyś tę przygodę ze snami, chciałbyś oczywiście spełnić wszystkie swoje życzenia. Mógłbyś doznać każdego rodzaju przyjemności, jaką tylko byś sobie wyobraził. I po paru nocach całkowitej uciechy, każdej trwającej siedemdziesiąt pięć lat, mógłbyś powiedzieć: „No dobrze, to było całkiem niezłe. Lecz teraz miejmy niespodziankę. Śnijmy taki sen, który nie jest kontrolowany, w którym przydarzą mi się rzeczy, o których nie będę wiedział”.
I mógłbyś pójść tak daleko, że budząc się z niego powiedziałbyś: „Wow, to było zupełnie na krawędzi” i wówczas mógłbyś stać się jeszcze bardziej żądny przygód i ryzykować bardziej i bardziej w swoich snach. Aż w końcu mógłbyś zaśnić o tym, gdzie jesteś teraz. Mógłbyś śnić sen o życiu, jakie właśnie teraz wiedziesz. Udając, że nie jesteś Bogiem. Ponieważ natura bóstwa, zgodnie z tą ideą, polega na udawaniu, że nim nie jest. Więc w świetle tego każdy jest z założenia ostateczną rzeczywistością. Nie Bogiem w politycznie królewskim znaczeniu, lecz Bogiem w znaczeniu bycia jaźnią, najbardziej podstawową zasadą, jaka tylko istnieje. I wszyscy tym jesteście. Jedynie tylko udajecie, że nie jesteście.
[04:37] - Witajcie bardzo gorąco, drodzy słuchacze Radia Paranormalium. Wiem, że długo mnie nie było. Po dłuższej przerwie wróciłem do was. Niestety trzeba po prostu czasami mieć czas, aby się przygotować do audycji, bo to nie jest tak, że ktoś wchodzi na antenę i mówi: „Jasne, można wchodzić, można głupoty gadać”, ale żeby jakaś sensowna i konstruktywna audycja była, trzeba jednak trochę czasu na to poświęcić. Także witam was jeszcze raz w audycji na livie, ponieważ ta forma jest, wydaje mi się, najlepsza i mniej czasu mnie to kosztuje, bo też jednak i muszę pracować i muszę robić inne rzeczy wokół siebie, ale czasami brakuje mi tego radia i jest mi bardzo miło, kiedy wchodzę na antenę i mogę z wami podyskutować. Co prawda nie zawsze ten Skype jest u mnie uruchomiony i na razie też jest wyłączony, ale jeżeli będzie taka potrzeba, to nie ma problemu. Mam już wszystko skonfigurowane, więc mogę nadawać. Audycja jest dzisiaj nietypowa. W inny sposób jest troszkę ułożona. Generalnie audycja będzie składała się z trzech, może czterech albo nawet i pięciu części.
Także momencik, bo mi tutaj coś wyskoczyło. Także będzie składała się z cyklu wykładów, które sobie wcześniej przygotowałem. Ja też lubię słuchać radia, więc w momencie, kiedy wy będziecie słuchali, ja również będę słuchał sobie na słuchaweczkach i delektował się słowem łotrza. Tak, bo nie podałem jeszcze dzisiejszego tematu. Generalnie mamy dzisiaj 4 grudnia 2017. To jest poniedziałek, a głównym tematem dzisiaj jest — może ramówkę wam podam. Audycja „3600 sekund. Boxem w wiedzę”, odcinek dziesiąty już się odbyła. Była ona z Puszkin. Wiem, że są różne kontrowersje do tej audycji.
Odniosę się do niej później, może w audycji chilloutowej. Obecnie mamy audycję „Czas snu 013” i mam nadzieję, że nie będzie to pechowa audycja. Jest to audycja o Alanie Wattsie. Zatytułowałem tę audycję mniej więcej w taki sposób: „Alan Watts, filozof nowej ery. Kim jesteś? Twoje własne ja”. Puszczę wam trzy takie króciuteńkie jego eseje, natomiast jeden będzie dłuższy, czterdziestoparominutowy. Będzie w skrótowy sposób, ponieważ jest to premierowa audycja o Alanie Wattsie. On mniej więcej przedstawi, jak on to wszystko widzi, natomiast kontynuacja będzie oczywiście w kolejnych odcinkach. To już będą troszkę dłuższe wykłady.
Jako jedyni macie możliwość wysłuchania, oczywiście słuchacze Radia Paranormalium, na żywo z polskim lektorem pełnych tłumaczeń jego wykładów. Oczywiście pełnych w cudzysłowie, bo są to też kompilacje łączone z wielu wykładów, ponieważ Alan Watts był bogatą postacią. Dam wam zaraz krótki jego życiorys, natomiast po więcej to wiadome, Wikipedia i te wszystkie inne sprawy na internecie, więc spokojnie będziecie mogli sobie poczytać, jeżeli was to będzie bardziej interesowało. Natomiast jeszcze żeby być fair, pierwszy esej Alana Wattsa, który leciał na samym początku audycji, był to esej wyprodukowany przez wydawnictwo Kendra Publishing w składzie dwuosobowym Bernadetty oraz Pawła Starzaka, które to powstało w 2010 roku. Po prostu oni, jeżeli sobie wejdziecie na ich stronę, ja później Marka poproszę albo podlinkuję może pod audycją, także Marek tylko przekopiuje, ale strona ich to jest www.alanwatts.pl i tam możecie sobie poczytać o tym wydawnictwie. Tutaj macie również audiobooki. Jest ich pięć rodzajów. Nie będę streszczał wam tego, bo to w sumie nie ma sensu, żebym wam o wydawnictwie opowiadał. Od tego mamy inne audycje, na przykład „Bibliotekarium”, gdzie o książkach opowiada się i tak dalej. Natomiast tutaj jest bardziej taka audycja refleksyjna, która ma cię skupić do tego, żebyś przystanął, siadł na ławeczce i zaczął myśleć.
Bo jeżeli zaczniesz myśleć, to jest to pierwszy krok do tego, aby zacząć zadawać pytania. Dobra, w takim razie, żeby tutaj już wszystko leciało. Aha, jeszcze pozdrawiam, już jak jestem na antenie, oczywiście to pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, strony czas-snu.com, Michała, Kloda, oczywiście Edka. Edek zmienił ostatnio godziny. Wiem, że wcześniej nadaje. Jak dobrze pamiętam, to chyba wpół do dziewiątej, 20.30 czasu polskiego, więc ja ostatnio też przegapiłem. Niestety nie zdążyłem nagrać pełnej audycji, więc po prostu jej nie opublikowałem. Natomiast jeżeli jeszcze czujecie się zobowiązani do tego, żeby w jakiś sposób wspomóc kapitana Radia Na Fali, choćby przez to, że przez tyle lat kapitan nadawał i dawał nam dobre informacje, które wielu pobudziło, między innymi również ja z takich osób jestem, to zapraszam was do tego, aby napisać do niego maila i zapytać się po prostu, w jaki sposób można mu pomóc. info@radianafali.com to jest mail do kapitana. Jest to oficjalny mail, więc nic tutaj nie robię takiego złego.
Dobra, to w takim razie o Alanie Wattsie zacznijmy. Alan Watts. Tak w skrócie wam przedstawię jego życiorys. Natomiast resztę sobie możecie doczytać, bo jest wiedza ogólnie dostępna w internecie. Audycje oczywiście, jak już wspomniałem, będą kilkuczęściowe i nie będą trwały więcej jak dwie godziny, bo uważam, że powyżej dwóch godzin nie ma sensu, żeby trwały audycje, bo po prostu komu się chce słuchać dłużej? To tylko mamy jednego takiego rekordzistę. Chyba jest nim Michał z Teorii Chaosu, więc tam was zapraszam jak najbardziej. Aha, i Ivellios mi tu pisze, że mail Radia Na Fali nie działa. No to niestety nie potrafię wam tutaj podpowiedzieć, w jaki sposób wspomóc kapitana czy choćby nawet z nim się skontaktować. Ja mam do niego prywatne kontakty, natomiast nie jestem upoważniony do tego, aby udzielać, więc po prostu tego nie zrobię.
To dobrze. To w takim razie tak o Alanie Wattsie. Aha, jeszcze bo nie skończyłem. Po audycji „Czas snu 13” będzie audycja premierowa „Śladami naszych przodków. Knoyersan, najstarszy lud świata”. By miała trwała godzinę, dziś wyjątkowo będzie ona na live'ie. Natomiast zobaczymy, jak będzie to w przyszłości. Generalnie dla mnie jest osobiście lepiej, jeżeli nadaję trzy audycje naraz. Poświęcam te pięć, sześć godzin i mam też mniej roboty z obróbką. Natomiast zobaczymy, jak to będzie w przyszłości.
Jest to audycja, którą zapowiadałem rok temu i widzicie, jak to minęło, a nie byłem w stanie zrobić audycji niestety. Aha, Ivellios mi tutaj napisał informację, że jeżeli ktoś by się chciał skontaktować z Tomaszem, w jakiś sposób mu pomóc, to Ivellios udostępnia maila radioparanormalium.pl i na tego maila możecie pisać do Ivelliosa, a Ivellios będzie już tam z Tomkiem w kontakcie i będzie go informował. Także to jest też dobra inicjatywa. Ja wspomogłem, a wy? Doceniliście pracę kolegi radiowego? Także tutaj powiedziałem to o tym. Dobra, „Śladami naszych przodków” i potem będzie audycja chilloutowa. Będzie to totalnie luźna audycja. Tam odniosę się do paru rzeczy, które się działy przez te ostatnie kilka tygodni, kiedy ja nie nadawałem. Nazwałem tą audycję chilloutową.
Ona będzie dziś mniej więcej między drugą a trzecią w nocy. Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży z live'em. Nazwałem tą audycję „Trzy elementy, puszka Pandory czy pudełko osobliwości”. Odniosę się do pewnych elementów, o których mówi choćby Bart w swoich audycjach Hatanistyka, do których również was zapraszam, bo naprawdę świetne prowadzi audycje. Alan Watts. Alan Watts urodził się 6 stycznia 1915 roku i zmarł 16 listopada 1973 roku. Był on brytyjskim filozofem, pisarzem oraz mówcą. Znany był on ze swoich badań porównawczych w religii oraz był tłumaczem i popularyzatorem filozofii Wschodu na Zachodzie. W jego dorobku znajduje się 25 książek oraz licznych artykułów dotyczących tożsamości osobistej, natury, rzeczywistości, wyższej świadomości, sensu życia, pojęć oraz obrazu Boga, jak również niematerialnego wymiaru szczęścia. Jego książki w głównej mierze dotyczą własnych doświadczeń, zdobytych na podstawie studiów wschodniej i zachodniej religii oraz filozofii.
Dzieciństwo spędził w rodzinie należącej do klasy średniej we wczesnej wsi Chilself, Heart, Anglii w 1915 roku na Holbrook Lane 3. Obecnie ta nazwa zmieniła się na 5. Jego ojciec był reprezentantem londyńskiego biura firmy Michelin, zaś matka jego była gospodynią domową. Z powodu skromnych środków finansowych jego rodzice zdecydowali się żyć w środowisku wiejskim, gdzie ich syn Alan dorastał, poznając otaczającą ich przyrodę. Na jego zainteresowania rzeczami ponadnaturalnymi wpłynęły prawdopodobnie tradycyjne tradycje religijne ze strony rodziców jego matki. Jej ojciec był bowiem anglikańskim misjonarzem oraz w pewnym sensie wpłynęła na niego lektura książek o tajemniczym Dalekim Wschodzie. Watts pisał później o swego rodzaju mistycznej wizji, której to jako dziecko doznał podczas gorączki. W tym czasie był on pod wpływem malarstwa Dalekiego Wschodu, którego źródłem stały się pejzaże oraz gobeliny podarowane jego matce przez anglikańskich misjonarzy powracających z Chin. Kilka chińskich obrazów Watts zobaczył w Anglii. Jak napisał później w swojej autobiografii, był on zafascynowany estetyką klarowności, przyżyczności i przestrzeni niektórych obrazów sztuki chińskiej i japońskiej.
Sprawiały one wrażenie, że płyną. Tak dosłownie pisał w swojej książce. Te dzieła podkreślały stosunek człowieka uczestniczącego w przyrodzie, który towarzyszył mu przez jego całe życie. We własnych oczach Watts miał bogatą wyobraźnię oraz był uparty i rozmowny. Jako dziecko został on wysłany do szkoły z internatem, który obejmował zarówno naukę świecką, jak i religijną. Kiedy był nastolatkiem, wakacje często spędzał we Francji w towarzystwie Francisa Crosthawa, bogatego epikurejczyka interesującego się zarówno buddyzmem, jak i mało znanymi aspektami kultury europejskiej. Niedługo potem Watts poczuł, że zmuszony jest wybrać pomiędzy chrześcijaństwem anglikańskim oraz wiarą, w której się wychowywał, a buddyzmem, o którym czytał w różnych bibliotekach. Wybrał on jednak buddyzm i stał się członkiem ustanowionej poprzez teozofów loży buddyjskiej w Londynie, której to przewodniczył wówczas adwokat Christmas Humphreys. Watts został wtedy sekretarzem organizacji i w 1931 roku, kiedy miał zaledwie 16 lat, stał się reprezentantem tej całej loży. W ciągu tych lat młody Watts badał kilka stylów medytacyjnych.
Był on bardzo zagorzałym praktykantem, jak i teoretykiem medytacji. Często chodził on do King's School w Canterbury. Gdy ukończył szkołę średnią, podjął pracę w drukarni, a później w banku. Spędzał swój wolny czas w loży buddyjskiej, a także pod opieką guru Rascal o imieniu Dmitri Mitrinowicz, który był sam pod wpływem Piotra Ouspenskiego, Gienijega Gurdżijewa i zryzykowanej szkoły psychoanalizy Freuda, Junga oraz Adlera. Watts również czytał różne książki dotyczące filozofii, historii, psychologii, psychiatrii oraz mądrości Wschodu. Pobyt w Londynie zapewnił mu znaczną liczbę możliwości rozwoju osobistego. Poprzez Humphryesa poznał on autorów książek o duchowości, między innymi takich autorów jak Nikolaj Rerich i znanych teozofów, takich jak na przykład Alice Bailey. W 1936 roku, kiedy miał 21 lat, wziął on udział w Kongresie Wiary na Uniwersytecie Londyńskim i tam też usłyszał o Daises Teitaro Suzuki, by potem spotkać tego cenionego znawcę buddyzmu zen. Oprócz tych rozmów oraz spotkań osobistych pochłonięty był on również analizowaniem dostępnej literatury naukowej, podstawowych pojęć i terminologii głównych filozofów Indii i Azji Wschodu. W 1936 roku Watts opublikował pierwszą swoją książkę „Duch zen”.
Później przyznał się, że sugerował się w niej w dużej mierze na pismach Suzuki. W 1938 roku ożenił się z Elenorą Everett, której matka, Ruth Fuller Everett, była związana z tradycyjnym kręgiem zen w Nowym Jorku. W 1938 roku Watts wraz ze swoją żoną przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych. Kilka lat później Ruth Fuller wyszła za mistrza zen Sokei Sasaki jako mentora Alana Wattsa, który to nie zdecydował się odbyć formalnego szkolenia pod jego okiem. Z późniejszych dzieł Wattsa wynika, że w tym okresie doznał on kolejnego doświadczenia mistycznego podczas spaceru z żoną. Ja was przepraszam, że czasami zatnę się. Te nazwiska czasami mnie tak rozwalają, że niestety nie jestem w stanie dokładnie przeczytać. Ale jeżeli jest coś trudnego, to zawsze staram się to powtórzyć. Teraz wam puszczę takie moje nagranie Alana Wattsa pod tytułem „Prawdziwy ty”.
[18:16] - Alan Watts prawdziwy ty. Kiedy jesteś gotowy, aby się przebudzić, przebudzisz się. Kiedy zaś nie jesteś gotowy, pozostaniesz w miejscu, twierdząc, że jesteś jedynie niepodobnym biedactwem. Ale skoro tutaj jesteś i zaangażowałeś się w tego typu poszukiwania, słuchasz tego rodzaju wykładów, zakładam, że jesteś już gotowy w procesie przebudzenia. Lub też, że drażnisz siebie z tego rodzaju flirtowaniem z przebudzeniem. I nie traktujesz tego poważnie. Lecz zakładam, że nawet jeśli nie traktujesz tego poważnie, to jesteś szczery co do tego, iż jesteś gotowy się przebudzić. Zatem kiedy jesteś na drodze przebudzenia i odnalezienia tego, kim naprawdę jesteś, wszystko to, co robisz, jest tylko tym, co cały wszechświat czyni w miejscu zwanym tu i teraz. Jesteś tym, co cały wszechświat czyni w ten sam sposób, jak ćwala jest tym, co całą sceną, całą czyni. Prawdziwy ty nie jest marionetką w rękach życia.
Prawdziwy, głęboki ty jest całym wszechświatem. Zatem kiedy umrzesz, wcale nie utkniesz w wiecznym niebycie, ponieważ nie jest to doświadczenie. Wielu ludzi obawia się, że kiedy umrą, zostaną na wieki ulokowani w ciemności i w pewnym sensie doświadczają tego. Lecz jedna z najbardziej interesujących spraw na świecie jest to joga, jest to realizacja. To próba wyobrażenia sobie, jak by to było położyć się spać i już nigdy się nie obudzić. Zastanów się nad tym. Dzieci rozmyślają o tym. To jeden z najważniejszych cudów życia. Jakby to było położyć się spać i nigdy się nie obudzić? To miało miejsce, kiedy się urodziłeś.
Widzisz, nie możesz doświadczać niczego. Natura nie znosi próżni. Jedynie nie musisz pamiętać o przeszłości. Tak samo jak nie musisz pamiętać tego, w jaki sposób pracuje twoja tarczyca czy cokolwiek innego w twoim ciele. Nie musisz wiedzieć, jak zaświeci słońce. Po prostu to robisz. Tak samo jak oddychasz. Czy nie zdumiewa cię to, jak niesamowicie złożony jesteś? I że robisz to wszystko, mimo iż nigdy tego się nie uczyłeś? Przypominam, że mamy dzisiaj audycję o Alanie Wattsie.
Jest to pierwszy odcinek. Odniosę się tylko króciuteńko do informacji, które są na czacie. Już wspomniałem wcześniej, dzisiaj zajmujemy się stroną duchową, o której mówił Alan Watts. Nie interesuje mnie sprawa, czy był komunistą, czy nie był komunistą. Pełny życiorys możecie sobie sami doczytać na internecie, który jest ogólnodostępny. Natomiast ja wam mówię taką wersję skróconą tego, żeby po prostu mieć jakieś pojęcie, kim ta osoba w ogóle była. Dziękuję za pochlebne słowa na czacie paranormalium.pl. Tam jestem dostępny oraz na czacie na YouTubie, który to również retransmituje audycję Paranormalium. Przypominam, że audycja będzie składała się z trzech, czterech części. Dziś jest taka audycja startowa, że tak powiem, natomiast późniejsze audycje będą już troszkę inaczej wyglądały.
Nie analizuję tutaj, nie wyciągam wniosków. Powiedzmy, że zostawiam sobie to na ostatnią audycję. W ostatniej audycji swoje własne wnioski, porównania, opinie wyciągnę i wam tutaj przedstawię. Na razie tylko po prostu będę wam przedstawiał całą filozofię pana Wattsa. W jaki sposób on podchodził do sensu życia, do świadomości, do buddyzmu, oczywiście też do innych religii. Również takie wykłady będą i wy jako słuchacze drodzy będziecie mieli możliwość wysłuchania tych wszystkich wykładów, oczywiście z moim lektorem po polsku w pełnych wersjach. Wykłady będą trwały nawet i po pięćdziesiąt minut. Jeszcze taka jedna wzmianka, bo zapomniałem powiedzieć na początku startu audycji. Te wszystkie wykłady, które będą przetłumaczone z lektorem polskim i wiem, że już parę wykładów są troszkę błędy, bo po prostu źle coś wymówiłem. Te wykłady po prostu popoprawiam później i te wszystkie wykłady będą dostępne na stronie czasdnu.com.
Będzie można też ściągnąć jako pojedyncze
[24:13] - Wykłady czy też eseje. Natomiast zrobię też, to będzie taki prezent ode mnie i raczej nie zrobię tego do końca tego roku. Postaram się to zrobić, kiedy zakończę cały cykl z Alanem Wattsem i będziecie mieli możliwość ściągnięcia pełnego audiobooka, który będzie trwał około dziesięciu godzin, bo tyle mniej więcej sobie policzyłem. Gdzie będziecie mieli same te mądrości i słowa, których używał Alan Watts, kiedy jeszcze żył. Zgadza się. Już tu ktoś pisał wcześniej, że tak samo można powiedzieć o Carlosie Castanedzie. Carlos Castaneda też miał swoich zwolenników i przeciwników. Tak samo Alan Watts. Ale tak jak powiedziałem wcześniej, ja się tu koncentruję na informacji, które on dawał i jak sobie wejdziecie choćby nawet na YouTube, na wersje anglojęzyczne, to możecie sobie zobaczyć, jak bardzo był popularną postacią tutaj na Zachodzie. W Polsce też, co prawda, ale chyba troszkę mniej znaną był postacią.
Aczkolwiek wiem, że w 2010 roku wydawnictwo Kegra Publishing zajęło się Alanem Wattsem. Nagrali już pięć audiobooków, które można sobie zakupić z profesjonalnym oczywiście lektorem. Wiecie, profesjonalne to profesjonalne. Jak ktoś na tym zarabia, to musi to dobrze zrobić. Ja robię tutaj z własnej woli, ponieważ lubię nadawać w radiu. Kocham radio i chcę, żeby też inni mieli, bo nie każdego stać na kupno choćby nawet drogich audiobooków, więc tu dostaniecie ode mnie w prezencie. Dla słuchaczy Radia Paranormalium oraz czas-snu.com będzie jeden pełny audiobook, albo też będziecie mogli sobie ściągnąć również pojedyncze pliki. Te pliki również umieszczę na Chomikuj. Będą one również dostępne do opinii publicznej na YouTubie. Dobrze, to w takim razie ja sobie tylko jeszcze sprawdzę tutaj, czy wszystko jest okej.
Dobra, leci okej. Kontynuujemy w takim razie wywody o Alanie Wattsie. Poszukiwania i nauczanie Wattsa przyniosło mu kontakt z wieloma intelektualistami, artystami i amerykańskimi nauczycielami w ruchu potencjału człowieka. Jego przyjaźń z poetą Garym Snyderem. Kultywował on sympatię dla ruchu ekologicznego, dla którego to Watts dał filozoficzne wsparcie. Korzystał on przez wiele lat ze stypendium na Uniwersytecie Harvarda. Wygłaszał on wykłady na wielu uczelniach. Jego wykłady czy też książki wywarły dalekosiężny wpływ na amerykańską inteligencję w latach 50-70. ubiegłego wieku. Watts był tutaj często postrzegany jako outsider w środowiskach akademickich.
Podczas ostrej wymiany zdań w czasie swego wykładu na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Cruz w 1950 roku Watts stwierdził, że nie jest on filozofem akademickim, a raczej artystą filozofem. Był on krytykowany poprzez buddystów, takich jak Philip Kapleau, John Daido Loori i Dainen Tetiro Suzuki za rzekomą błędną wykładnię kilku kluczowych pojęć buddyzmu zen. Krytykowany był on też za przekonanie, że zen nie oznacza siedzenia w ściśle określonej pozycji, a raczej wyćwiczony stan umysłu, który to można osiągnąć w dowolnej sytuacji. Kapleau napisał, że Watts uczucił zrazę na zazen na podstawie połowy koanu. W odniesieniu do wyżej wymienionego koanu Robert Aitken oznajmił, iż Suzuki powiedział mu, tutaj zacytuję: „Z przykrością stwierdzam, że pan Watts nie rozumie tej historii". Koniec cytatu. Tłumacz Robe Genzo. Autor wspomina o tym i sugeruje, że zen w swojej istocie polega na zazen i nie można pojąć go bez praktyki. Watts był dziwną postacią. Generalnie skończył marnie.
Umierając, jak dobrze pamiętam, chyba miał zawal serca. Nie, wylewu serca, jak dobrze pamiętam. To dojdę później, tam jeszcze wam dokładnie to wytłumaczę. Ale kontynuujmy w takim razie. Ja sobie tylko musiałem chwilkę sprawdzić, czy wszystko tu mam okej. Dobra. Watts nawiązywał często też do grupy sąsiadów z Druid Heights. To jest Mill Valley w stanie Kalifornii, którzy to starali się za pomocą architektury, ogrodnictwa i stolarstwa stworzyć dla siebie piękne i wygodne życie. Druid Heights został założony przez pisarkę Elsen Gidlow, której to Watts zadedykował autobiografię. Watts, pragnąc zmniejszyć alienację, doświadczenie towarzyszące według niego człowiekowi Zachodu oraz podobnie jak jego rodak i przyjaciel Aldous Huxley łagodzić krzywdy powstałe z powodu odcięcia się człowieka od przyrody.
Czuł, że może dzięki temu choć troszkę ulepszyć świat. Opracował on również pomysł na szersze wykorzystanie estetyki w amerykańskim stylu życia, na przykład poprzez lepszą architekturę, więcej sztuki i więcej wyrafinowanej kuchni. Autobiografię pisał on również. Odnowa kultury może mieć miejsce, gdy mieszają się kultury wysoce zróżnicowane. To cytat pochodzi z jego książki. W późniejszych latach działalności w latach 50. wyrażał on podziw dla praktyczności chan. To jest taki odłam zen na Dalekim Wschodzie, gdy wspomagał on rozwój rolnictwa, architektury, budownictwa, medycyny ludowej, sztuki oraz administracji wśród mnichów żyjących w klasztorach swoich szkół. W wieku dojrzałym Watts przedstawiał się jako buddysta zen. Jak pisał on w swojej ostatniej książce, interesował się on wychowaniem dzieci, sztuką, kuchnią.
Tak jak wcześniej wspomniałem edukacją, prawem, architekturą, seksualnością oraz możliwościami wykorzystania technologii. Na poziomie indywidualnym Watts starał się rozwiązać kwestię swojego odejścia od instytucji małżeństwa oraz wartości społeczeństwa amerykańskiego. Jeśli chodzi o kwestie społeczne, Watts zauważał konieczność osiągnięcia pokoju międzynarodowego, tolerancji oraz zrozumienia między różnymi kulturami. Poruszał on również problematykę ekologiczną. Na przykład na początku lat 60. pisał on, cytuję: „Czy przetapianie lub spalanie może wygenerować rosnące góry śmieci? Tym bardziej że to, że wytwarzamy i produkujemy, zaczyna nam przypominać śmieci, zanim jeszcze wyrzucimy je w błoto". Koniec cytatu. Słowa te zostały później wyrażone w programie telewizyjnym National Education Television, nakręconym w jego posiadłości górskiej w 1971 roku. Stwierdził on tam, że świadome koncentrowanie uwagi na pojedynczym zjawisku nie nadaje się do interakcji ze skomplikowanym światem.
W swoich pismach nawiązywał też do tego, że przeszedł on od republikańskiego konserwatyzmu do bardziej perspektywy prawnej i politycznej. Jednak nie ufa on zarówno politycznej lewicy, jak i prawicy, więc znalazł inspirację w chińskiej księdze Zhuangzi. Opowiadało mu wiele aspektów powszechnie pojmowanej idei postępu. Wolał on swojskie, częściowo izolowane enklawy społeczne obszarów wiejskich, jak również wierzył w tolerancję dla mniejszości seksualnych, wyrzutków społecznych i ekscentrycznych artystów. Watts potępiał urbanizację terenów miejskich i towarzyszących jego stylowi życia. O tym będziecie również mogli sobie wysłuchać właśnie w wykładzie, który zaraz wam puszczę. Kiedy skończę tutaj czytać taki krótki życiorys i będzie to wykład Alan Watts „Stań się na powrót tym, kim naprawdę jesteś” i tam będzie oczywiście mój głos użyty jako lektor. Wersję oryginalną oczywiście możecie znaleźć na YouTubie. Jest to wersja z napisami, więc jeżeli ktoś lubi czytać, może sobie poczytać, ale jeżeli ktoś woli posłuchać, to będzie miał teraz okazję i w późniejszym czasie będzie mógł sobie po prostu pliczek ściągnąć. Po prostu na spokojnie w papciach przy kominku posłuchać sobie.
W jednym z wykładów, który Watts zatytułował „The Ants und the Pulled Down Omen” filozof przedstawił pozytywny wizerunek zarówno przyrody, jak i człowieka. Pozytywnie opisywał różne etapy rozwoju jednostki, w tym młodzieńczych lat. Potępiał nadmierny cynizm i rywalizację, wychwalał inteligencję, kreatywność, dobrą architekturę oraz żywność. Uważał, że moralność absolutna nie ma nic wspólnego z podstawową realizacją głębokiego duchowego spełnienia. Opowiadał się za etyką ogólnospołeczną zamiast osobistą. W swoich pismach był coraz bardziej zaniepokojony stosunkiem człowieka do natury oraz rządu do obywateli. Pisał on z uznaniem o rasowym i kulturowym zróżnicowaniu krajobrazu społecznego. Często też mówił, że chce przerzucić most pomiędzy starym i współczesnym, pomiędzy Wschodem a Zachodem, pomiędzy kulturą a nauką. Został on profesorem i dziekanem Amerykańskiej Akademii Studiów Azjatyckich w San Francisco. Prowadził on telewizyjny serial „Mądrość Wschodu i nowoczesne życie” dla Narodowej Telewizji Edukacyjnej oraz pracował jako konsultant wizytujący w instytucjach psychiatrycznych i szpitalach.
W połowie lat 60. bardzo dużo podróżował on ze swoimi studentami po Japonii. Odwiedził także Birmę, Cejlon oraz Indie. Studiował również niektóre układy tradycyjnej chińskiej sztuki walki, które nazywały się Taijiquan z kolegą z Azji Chungliang Al Huangiem. W wielu późniejszych swoich publikacjach, zwłaszcza w „Behind Theology” i w książce „Taboo: Against Know Who You Are” Watts przedstawił wizję świata czerpiącego z hinduizmu, filozofii Chin, panteizmu czy też nauk współczesnych. Założył on, że wszechświat polega na zabawie w chowanego z kosmiczną jaźnią, która to ukrywa się przed samą sobą. Nazywano to jest jako Maya. Poprzez stawianie się wszystkim żywym i nieożywionym rzeczom we wszechświecie oraz zapomnieniu tym, kim naprawdę się jest. W rezultacie wszyscy jesteśmy ową maskującą się jaźnią. Zgodnie z tą wizją twierdził Watts, że nasza koncentracja człowieka jako ego w torbie skóry jest mitem, jako że podmiot, który nazywamy odrębnym w rzeczywistości jest jedynie częścią czy też aspektem całości.
Był on trzykrotnie żonaty, miał siedmioro dzieci, ładnie pięć córek oraz dwóch synów. Poznał swoją pierwszą żonę, Eleonorę Everett. Jej matka, Ruth Fullen Everett sprowadziła ją do Londynu na naukę gry na fortepianie. Spotkał ją w loży buddyjskiej w 1936 roku. Zaręczył się później, rok później po tym oraz pobrali się w kwietniu w 1938 roku. W listopadzie 1938 roku urodziła im się córka, która miała na imię Joan, natomiast druga Anne w 1943 roku. Związek z Eleonorą zakończył się jednak jedenaście lat później, ale Watts kontynuował dalej korespondencję z byłą teściową. W 1950 roku poślubił on Dorothy de Witt i na początku 1951 roku przeprowadził się on do San Francisco, aby nauczać. Urodziło im się pięcioro dzieci. To jest Tia, Mark, Richard, Lela oraz Diane.
W czasie, gdy on wykładał w Nowym Jorku, poznał Mary Jaynes King. Rozwiódł się on z de Witt w 1964 roku i wziął kolejny ślub właśnie z King. Żyli na łodzi Susaito w Kalifornii oraz domu w Druid Heights na zboczu Mount Tamalpais w pobliżu San Francisco. Obciążony on obowiązkami społecznymi i finansowymi Watts był uzależniony od alkoholu, co prawdopodobnie też skróciło czas trwania jego życia. W październiku 1973 roku wrócił on z wyczerpującej trasy po Europie, a 16 listopada 73 roku w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat zmarł on we śnie w swoim domu na Mount Tamalpais z powodu niewydolności serca. Nie będę wam tutaj biografii całej jego przedstawiał, bo to generalnie jest ogólnie dostępne na Wikipedii. Możecie sobie bardzo fajne-- właśnie ja się tym posiłkowałem, jak wam tutaj mówiłem. Za chwilkę będzie wykład Alana Wattsa „Stań się na powrót tym, kim naprawdę jesteś”. To jest mój wykład przetłumaczony. Znaczy właściwie to mój głos, że tak powiem.
Także tutaj Alan Watts przemówi moim głosem lektorskim. Próbować określić siebie to jak próbować ukryć własne zęby. Zrozumiałem, że przeszłość i przyszłość są realnym złudzeniem, że istnieją w teraźniejszości, która to z kolei jest wszystkim, co istnieje. A zatem samotność moją zawdzięczam innym ludziom. Nie mają sensu żadne plany na przyszłość. Smutek przez tych, co nie umieją żyć tu i teraz. Wszyscy potrzebują grzeszników, a nirwana to akceptacja chwili obecnej. To były eseje Alana Wattsa i już za chwileczkę poleci Alan Watts. „Stań się na powrót tym, kim naprawdę jesteś” Alan Watts. Wierzę, że jesteśmy zdolni do szczerości wobec samych siebie, aby zadać sobie najbardziej fascynujące na świecie pytanie
[36:30] - Kim jestem? Co myślę? Co czuję, kiedy mówię słowo ja? Ja, moja osoba. Myślę, że nie ma bardziej absorbującego pytania niż to pytanie. Ponieważ ukrywam nieodgadnioną tajemnicę, iluzję. Gdyż to, kim ty jesteś w najdalszej głębi samego siebie, jest poza granicą twojej obserwacji. W taki sam sposób, jak nie możesz zobaczyć własnych oczu bez pomocy lustra. Nie możesz ugryźć własnych zębów, posmakować własnego języka, jak również opuszka palca dotknąć opuszką tego samego palca. Dlatego zawiera w sobie niebywałe odczucie tajemnicy.
To pytanie: kim jestem? Ten problem fascynował mnie przez wiele lat. Zadałem sobie wiele pytań. Co znaczy słowo ja? Są ustalenia, pewne umowy. Zwłaszcza dla ludzi żyjących w zachodniej cywilizacji. Większość z nas odczuwa słowo ja, ego, świadomość siebie jako źródło, jako centrum uwagi. Pewien rodzaj zachowania, który zamieszkuje w środku worka z mięsem obleczonym skórą. I dlatego mamy to, co ja nazywam koncepcją nas samych, jako torbę ze skóry stanowiącej otoczkę tak zwanego ego. To jest bardzo zabawne, w jaki sposób używamy słowa ja.
W czasie naszych normalnych rozmów nie mówimy: ja jestem ciałem. Mówimy raczej: moje ciało. Mam ciało. Czujemy, że nasze serce samo bije. Nie ma to wiele wspólnego z ja. Innymi słowy, nie czujemy własnego ja jako coś, co jest identyczne z fizycznym organizmem, raczej jak coś, co jest wewnątrz niego. Większość mieszkańców Zachodu lokalizuje położenie ego we własnej głowie. Jesteśmy gdzieś pomiędzy naszymi oczami, pomiędzy uszami, schowani gdzieś za dziurkami w nosie, co również może być punktem odniesienia. Nie jest to prawidłowością we wszystkich kulturach. Kiedy osoba z Chin bądź w Japonii pragnie wskazać centrum swojego ja, dotyka mostka piersiowego, nie głowy.
Tutaj Japończycy nazywają kokoro. Chińczycy nazywają to muszy, umysłem serca. Niektórzy lokalizują siebie w splocie słonecznym. Jednak większość z nas lokalizuje siebie za oczami, gdzieś między uszami, tak jakby wewnątrz głowy był rodzaj zarządzania. Jakby centrala FAS miała główną kwaterę w Denver, gdzie siedzi człowiek w wielkim pomieszczeniu otoczony ekranami monitorów, radarów i tego rodzaju rzeczy i z tego miejsca obserwuje wszystko, co dzieje się na świecie. W podobny sposób mamy wyobrażenie o nas samych, małego człowieka w naszej głowie, który przetwarza informacje otrzymywane z uszu na monitorach przed nimi, obrazy tego, co widzą oczy i całą resztę elektrod uplecionych dookoła ciała, przekazujących sygnały z rąk i temu typu rzeczy. Przed nimi nawet panel z przyciskami i tysiącami innych rzeczy kontrolujący najważniejsze czynności ciała. Ale nie jest ono tym samym ciałem. Mogę kontrolować jedynie ruchy, na które mam wpływ. Czynności niezależne jako odruchy dzieją się same.
Dzięki nim mogę się poruszać. Program, który kieruje żołądkiem, porusza również moim ciałem. Po tym wywnioskowałem, że tak właśnie jest powszechne pojęcie o tym, co rozumiemy jako moją osobę. Spójrzcie, w jaki sposób dzieci pod wpływem naszej kultury zadają pytania: mamo, kim bym był, gdyby tatuś był kimś innym? Już jako dziecko ma wyobrażenie zaczerpnięte z naszej kultury, że matka i ojciec dali mu jego ciało, którym wyskoczył i pojawił się na tym świecie. Czy jest to koncepcja? Czy jest to założenie? A może domysł? W całym procesie naszego myślenia jest przekonanie o tym, że jesteśmy duszą, swego rodzaju duchową esencją zamieszkałą w więzieniu, jakim jest nasze ciało. I patrzymy na świat zewnętrzny jak na coś, co jest nam obce.
Mówiąc słowami poety Housmana: czuję się obcy i wystraszony w świecie, który nie jest przeze mnie stworzony. Dlatego mówimy o konfrontacji rzeczywistości, stawianiu czoła faktom. Mówimy o przyjściu na ten świat I wszystkie sensacje i uczucia, które życie nam niesie, dzieją się jakby w izolowanej świadomością siebie samotniej wyspie naszego ciała, worka na kości, który zmaga się z wrogiem i obcym światem. To, co jest poza mną, nie jest mną. Jest poza. Powstało fundamentalne przekonanie, odczuwanie go jako nieprzyjazny, obcy. Podział między nami a tak zwanym światem zewnętrznym. Dlatego to nieustannie mówimy o podporządkowaniu sobie natury, podbiciu kosmosu. I odbieramy życie jako walkę z otaczającym nas światem. Więcej o tym powiem w drugiej części mojej lektury.
Teraz jednak pragnę się przyjrzeć dziwnemu odczuciu wrażenia wyobcowanego ja. Powiem: jest całkowitym absurdem mówienie, że przyszliśmy na świat. Nie przyszliśmy. Wyszliśmy z niego. Jak nam się wydaje, kim jesteśmy? Wyobraźmy sobie świat jako drzewo, że jesteśmy liśćmi na jego gałązkach. Czy jako ptak, który przysiadł na martwym drzewie, przytulające w nieznanych miejscach. Z pewnością wszystko, co wiemy o życiu żywych organizmów z owego punktu widzenia mówi nam, że jesteśmy jako ludzie efektem życia tego świata. Można powiedzieć symptom, objaw, przejawienie całości, jaką tworzy wszechświat. Zauważcie, że takie myślenie mieści się w ogólnie przyjętych ramach.
Człowiek Zachodu od wielu stuleci uległ wpływowi dwóch wielkich mitów. Kiedy używam słowa mit, nie mam na myśli historii zmyślonej. Dla mnie słowo mit oznacza wielką ideę, której znaczenie odda w zrozumiały sposób sens istnienia i powstania świata. Może to być idea, może być też to również wyobrażenie. Są dwa wyobrażenia, pojęcia, które niezatarcie wpłynęły na zachodnią kulturę. Numer jeden: podejście świata jako artefaktu. Jak warsztat stolarza albo dzban zrobiony przez garncarza. W Księdze Rodzaju pojawiła się idea, że człowiek powstał z figurki zrobionej z gliny ziemi przez Pana Boga. W ten sposób dając jej życie. I myśl zachodnia przesiąknięta jest w każdej dziedzinie wyobrażeniem, że wszystkie rzeczy, wydarzenia, wszyscy ludzie, wszystkie góry, wszystkie gwiazdy oraz kwiaty, każdy listek trawy, wszystkie robaki są artefaktami i zostały zrobione.
Dlatego naturalnym jest, kiedy dziecko pyta matkę: jak zostałem zrobiony? Nie będzie to naturalne pytanie dla dziecka z Chin, ponieważ Chińczycy nie myślą o naturze jako o czymś zrobionym, ale czymś, co rośnie, co rozwija się. To są dwa zupełnie inne procesy. Kiedy robimy jakąś rzecz, składamy części razem i dopasowujemy je do siebie, jak samochód, budynek z drewna albo z kamieni złożony z obcych elementów. Kiedy patrzymy na coś, co rośnie, proces wzrostu przebiega zupełnie inaczej. Nie dopasowuje do siebie części. Rozwija się od wewnątrz, stopniowo komplikując własną złożoność. Ekspansję na zewnątrz kwitnącego pączka, jak nasiono zmieniające się w roślinę. Ukrytym płynem naszego zachodniego sposobu myślenia jest idea świata stworzonego z elementów połączonych razem przez kosmicznego architekta, stolarza i artystę, który przez to, że stworzył, wie, jak to zrobić. Kiedy byłem małym chłopcem, zadawałem wiele pytań.
Kiedy moja mama nie znała odpowiedzi, znalazła rozwiązanie, mówiąc: kochany, są rzeczy, których nie możemy poznać. A czy kiedykolwiek się dowiemy? Tak, kiedy umrzemy i trafimy do nieba, a on wyjaśni mi wszystko bardzo zrozumiale. Na wszystkie pytania będzie mieć odpowiedź. Powie również, dlaczego nas stworzył. W popularnej teorii religijnej, tak jak my to rozumiemy, Boga, który jest głównym projektantem i wszystko wie. Więc kiedy go zapytasz, jak wysoki jest Mount Everest, on będzie wiedzieć co do milimetra dokładną wysokość i odpowie ci na każde pytanie. Kosmiczna encyklopedia Britannica. Niestety takie wyobrażenie albo mit zdominował człowieka Zachodu, który z tego powodu czuje się więźniem wydarzeń, które nim rzucają i cały czas czuje na sobie przywierający wzrok surowego sędziego. Moja znajoma, bardzo religijna kobieta, zmieniła religię na katolicką.
Bardzo oświecony katolik. W jej łazience ma na ścianie, w miejscu na wysokości deski klozetowej, wisiał mały obrazek w ramce przedstawiający oko. Na dole obrazka gotyckimi literami pisze: „Ukochany Bóg patrzy na mnie”. Gdziekolwiek z pożytku czujesz obecność wszechwidzącego oka, które cię ocenia i ocenia, abyś nigdy nie poczuł się naprawdę sobą. Ponieważ starszy pan obserwuje cię i robi notatki w swoim zeszycie. Stało się to takie prawdziwe i kłopotliwe, że należy się tego pozbyć. Obok tego mamy jeszcze jeden mit czysto mechanicznego wszechświata. Mit, który powstał pod koniec XVIII wieku, wygodnie zagnieździł się w uznanych książkach. Poprzez wieki XIX, a w wieku XX zaistniał jako powszechny mechanizm. Pomysł na wszechświat zarządzany był przez cudownego starszego pana.
Przestaje już sprawiać przyjemność i to nie dlatego, że ktoś udowodnił, że nie ma Boga, ale dlatego, że w jakiś sposób ta idea nie pasuje do nieskończonej ilości galaktyk. Różnicy milionów lat świetlnych pomiędzy nimi i tak dalej. W ten sposób jakby ta idea wychodziła z mody, tak naprawdę jest niczym więcej jak modą, wiarą we wszechświat. Był zrobiony. Jest głupotą, że inteligencja, wartości, miłość, dobre samopoczucie mieszkają wyłącznie w ludzkim ciele, poza którym na zewnątrz rzeczy dzieją się chaotycznie i bez sensu, w sposób głupi, przypadkowych powiązań, nierozumnych sił. Freud na przykład uważa, że życie biologiczne opiera się na sile zwanej libido. Słowo to zawiera w sobie mnóstwo znaczeń. Ślepa, bez solidnych postaw, nierozumiała siła jako fundament ludzkiej podświadomości. Podobnie jak myślenie w XIX wieku ludzie jak Darwin, Huxley i tak dalej uważają, że źródłem istnienia jest energia, która jest ślepa. Jest tylko energią tworzącą okrutny bałagan.
Jest totalnie niezrozumiała, a ludzka inteligencja jest absolutnym przypadkiem. Jako odpad, produkt uboczny ewolucji. Pojawiliśmy się jako istoty odczuwające i myślące racjonalnie. Powiedziałbym raczej nieracjonalnie, gdyż uważamy, że istniejemy we wszechświecie, który nie ma z nami nic wspólnego, nie podziela naszych uczuć, nie okazuje żadnego uczucia. Dlatego jedyną nadzieją dla rodzaju ludzkiego jest zmuszenie tego nieracjonalnego wszechświata do posłuszeństwa, podbić go i zarządzać nim, co stanowi perfekcyjny przykład idiotyzmu. Jeśli pomyślicie o idei, że univers powstał w wyniku życzliwości, bądź też twórczości starszego pana, może mniej z życzliwości, bo stwarza części rzeczy, których bardziej mnie bolą niż ciebie. Z drugiej jednak strony, jeśli będzie nam wygodnie, możemy zmienić to na przeciwieństwo, na ideę, że odbierana przez nas rzeczywistość nie zawiera w sobie żadnej inteligencji, więc skręcimy z niej bez poczciwego pana i stworzymy obraz pozbawionego inteligencji wszechświata. W Nowym Testamencie powiedziane jest czy zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Można to porównać do całego wszechświata, w którym nie znajdzie się inteligentnego organizmu żyjącego w nieinteligentnym środowisku. Popatrzcie.
Mamy drzewo w ogrodzie. Rodzi jabłka. Nazywamy to drzewo jabłoni. Częstuje nas jabłkami. To właśnie robi. Mamy Układ Słoneczny położony w galaktyce. Jest w tym układzie planeta, nasza Ziemia, która częstuje ludzi. W ten sposób jak jabłoń częstuje jabłkami. Można sobie wyobrazić, dwa miliony lat temu przybył ktoś z innej części galaktyki w latającym spodku. Rozejrzał się po Układzie Słonecznym, podrapał po plecach i pomyślał: „Same kamienie” i odleciał.
Jakiś czas później, kiedy minęły jakieś dwa miliony lat, przelatywał w pobliżu. Postanowił: „O, przepraszam”. Część kamieni planety przemieniała się w ludzi. Bo widzicie, to świat się w nas narodził. Dokładnie w ten sam sposób, jak jabłko rośnie na jabłoni. Takie właśnie znaczenie powinno nadawać się słowo ewolucja. Którego znaczenie przekręciliśmy całkowicie. Mówimy, że na początku istnienia nie było nic prócz gazu i kamieni. Powoli pojawiało się inteligentne zachowanie, coś w rodzaju plazm, bakterii i zawiesin na powierzchni planety. Myślimy w ten sposób, że wykluczamy możliwość istnienia inteligencji w kamieniach.
Gdzie są te kamienie? Patrz. Bo kamienie już są gotowe do ożywienia. Będą z siebie klonować ludzi. To tylko kwestia czasu. W ten sam sposób, jak orzechy laskowe zamieniają się w leszczynę, ponieważ posiadają wewnątrz siebie potencjał. Kamienie nie są martwe. Zrozumienie tego zależy od podejścia i interpretacji świata. Jeżeli chce się odmówić wartości światu, powiecie: "Ee, to tylko wiedza o geologii. Głupota, z czego powstało coś, co my nazywamy świadomością".
Przyjmujemy taką formę myślenia, kiedy chcemy pokazać ludziom, że jesteśmy realistami widzącymi fakty i nie zajmujemy się marzeniami. To kwestia granej roli, choć zdajemy sobie sprawę, że jest to modna forma zachowania w świecie intelektualistów. Można też, jeśli masz otwarte serce i ciepłe spojrzenie na wszechświat i wolisz dać niż zabierać, możesz powiedzieć o kamieniach: owszem, mają one bardzo prymitywną formę świadomości, bo nawet jeśli wezmę ten kryształ tutaj w formie szkła i zacznę pukać, szkło wydaje dźwięk. Rezonacja jest ekstremalnie prymitywną formą reakcji świadomości. Nasza świadomość zawiera więcej składników niż ta. Kiedy uderzymy dzwon, zacznie on odbijać. Zachodzi bardzo prosta reakcja. Zaczyna drżeć tak jak my pod wpływem kolorów i dźwięków, myśli, ideałów. Nic niezwykłego. W obu przypadkach obecna jest świadomość.
Inny stopień świadomości to może być doskonałą ideą. Ma również swoje zaprzeczenie. Chcę powiedzieć, że minerały są trójwymiarową formą świadomości, a inni mogą powiedzieć, że świadomość tworzą skomplikowane formy minerałów. Mówiąc tak, robią wrażenie, że nic nie może być wiadome. Odpowiadam: wspaniale! Życie jest cudownym przedstawieniem. Kontynuując, jak powiedziałem wcześniej, człowiek oraz inne żyjące organizmy, aby ująć to w sposób naukowy, odkryliśmy, że nasze codzienne ja, interpretacja wrażeń własnego ja jako wyizolowane ego zamknięte w ciele jest halucynacją. Niczym innym jak halucynacją. Chcąc opisać ludzkie zachowanie bądź zachowanie szczura, myszy albo kury, cokolwiek, co chcemy opisać, odkryjecie, że chcąc zrobić to w sposób prawidłowy, musicie również opisać zachowanie środowiska, w którym przebywa ów organizm. Powiedzmy, ja chodzę i chcemy opisać czynność chodzenia.
Nie możecie mówić o tym, w jaki sposób chodzę bez opisania powierzchni, po której chodzę. Jeśli nie weźmiecie pod uwagę podłoża i przestrzeni, w której się poruszam, wasz opis dotyczący będzie kogoś, kto porusza się nogami w pustej przestrzeni kosmicznej. Ci, którzy chcą opisać moje chodzenie, muszą również opisać otoczenie, w którym się znajduję. Sami rozumiecie, że nie można mnie prawidłowo postrzegać, dopóki nie uwzględnicie środowiska, w którym to ja przebywam. Jeśli ja, wasze ciało, ten worek na kości, byłby otoczony szczelnym kokonem, nie moglibyście mnie zobaczyć. Widzielibyście jaśniejsze bądź ciemniejsze powierzchnie światła. Użyłem tego porównania, aby zademonstrować inny punkt widzenia. Taki kokon tworzy linie pola podziału. Ja byłbym niewidzialny dla was. Aby mnie opisać, musielibyście zobaczyć nie tylko to, co jest pod skórą mojego ciała, ale również to, co istnieje na zewnątrz mnie.
To, co powiem teraz, jest niesamowicie ważne i da początek odkryciu rzeczy, którą trzeba widzieć, by odsłonić mistyczną tajemnicę, która brzmi: każde zewnętrzne zawiera wewnątrz. Dla każdego wnętrza istnieje zewnętrze. Mimo tych dwóch zasadniczych różnic stanowią one jedną całość. Można to nazwać ukrytą konspiracją między wszystkim zewnątrz i wszystkim wewnątrz. Konspiracja wygląda tak: wyglądać najróżniej, jak tylko to możliwe, będąc w głębi tym samym. Ponieważ nie znajdziesz jednego bez drugiego. Tak jak bańka mydlana, walcząc z siłami wewnątrz i zewnątrz siebie, bez wątpienia współpracuje ze sobą. To jest właśnie ten sekret, tak ezoteryczny, o głębokim wymiarze. Można więc powiedzieć w całym wymiarze zależności, co jest widoczne i nie wymaga zastanowienia, zwanego oczywiste. Ja i moje środowisko, i środowisko każdego z was jest tak różne, jak tylko to możliwe.
Lecz patrząc głębiej, jesteśmy jednością. Jest to odkryte przez naukę. Kiedy naukowiec bada jakieś zjawisko lub zespół naukowców Próbując opisać dokładnie, co się dzieje, kiedy opisuje na przykład was, odkrywa, że wy, wasze zachowanie nie może być brane pod uwagę bez uwzględnienia wpływu otaczającego was świata. Wówczas można zdać sobie sprawę z tego, że ty jesteś stwarzany. Wszechświat wyraża się przez ciebie tak jak ocean pokryty falami. Widzimy, jak ocean faluje. Każdy z nas jest jak fala powstała w wyniku pracy całego kosmosu. Wynikiem pracy wszystkiego jest fala. Każdy z nas woła: „O fala, tutaj jestem!” Inaczej za każdym razem, ponieważ różnorodność to przyprawa życia. Ciekawą rzeczą w tym wszystkim jest to, że nikt nie pomaga nam myśleć w ten sposób, że każdy z nas jest częścią przeogromnej całości istnienia oraz jego przejawów.
Czujemy siebie jak coś, co przyszło tutaj, dołączyło do tego wachlarza istnienia jako coś obcego. Skąd tak naprawdę przybyliśmy? Bo nie pamiętamy i myślimy, że jak umrzemy, to tak to się właśnie skończy. Niektórzy ludzie są przekonani, że trafią do nieba, inni, że ulegną reinkarnacji, jeszcze inni, że przeniosą się do jakiegoś innego miejsca. Tak naprawdę w to nie wierzą. Przeważająca większość ludzi uważa i to sprawia im przyjemność, że kiedy umrą, to zasną i już nigdy się nie obudzą. Będą zamknięci w bezpiecznym, ciemnym sejfie do końca wieczności. Jak widzicie, wszystko zależy od fałszywego zrozumienia pojęcia kim jestem. Powód, dla którego mamy tak nieprawdziwe pojęcie o nas samych, tak jak ja to rozumiem, istnieje dlatego, że wyspecjalizowaliśmy się w jednym szczególnym rodzaju świadomości. Porównać to można do tratwy.
Mówiąc bardzo ogólnie, posiadamy dwa rodzaje świadomości. Jedną można porównać do szerokiego strumienia światła żarówki. Światło latarki to rodzaj świadomości, którą zwykliśmy nazywać świadomą uwagą. Jesteśmy trenowani do używania i uważana jest ona przez nas za najwartościowszą świadomość. Proszę o uwagę. Każdy patrzy. Wygląda, jakby uczenie się przyspieszyło. Świadomość światła latarki. Skupienie umysłu wyłącznie na jednym przedmiocie w tym samym czasie to koncentracja. Nawet jeśli nie masz zdolności do długotrwałego skupienia, mimo wszystko koncentrujecie się, włączając latarkę raz za razem.
Pstryk, pstryk, pstryk. W ten sposób. Drugi rodzaj świadomości nazywamy światłem rozproszonym. Prowadzicie samochód przez kilka kilometrów. Wasz znajomy siedzi obok. Wasza świadomość obserwuje drogę w czasie, gdy wy jesteście zajęci rozmową. Wasza szeroka świadomość będzie zmieniać biegi. Zwracacie uwagę na kolory świateł i idiotów na drodze i bezpiecznie dojedziecie do domu, nawet o tym nie myśląc. Nasza kultura wyspecjalizowała nas w wąskim rodzaju świadomości, tak byśmy wyłącznie identyfikowali się z tym rodzajem świadomości. Jesteś świadomością światła latarki.
Moja świadoma uwaga, moje ego to ja. Przeważnie ignorujemy tego rodzaju świadomość światła rozproszonego. Ten rodzaj świadomości pracuje, jest obecny przez cały czas. Wszystko, w co jesteśmy wyposażeni, co mamy, to instrumenty, którymi posługujemy się. Wyszliście do restauracji i siedzicie naprzeciwko pani X. Wróciliście do domu, a żona pyta: „I co? Widziałeś się z panią X?” „Tak, siedziałem naprzeciwko niej.” „A w co była ubrana?” „Ciężko mi powiedzieć.” Widziałeś jej ubranie, ale nie przywiązałeś do tego uwagi. Ponieważ zostaliśmy nauczeni, aby identyfikować się ze świadomością wybiórczą wąskiego światła latarki i lekceważyć obecną w nas cały czas świadomość szeroką światła rozproszonego, nas samych odczuwamy jako bycie świadomością latarki związaną wyłącznie z uwagą, wyłącznie jako ego, które w napięciu patrzy na rzeczy oraz ludzi. Dlatego ignorujemy i nie jesteśmy świadomi wszelkiego spektrum własnej świadomej istoty. Ludzie, którzy dzięki różnym metodom stali się w pełni świadomi owego tła światła świadomości, mają tak zwane mistyczne przeżycia albo świadomość kosmiczną lub, jak mówią buddyści, buddi przebudzone.
Hindusi nazywają to moksha, wyzwolenie. Dlatego też odkryli, zrozumieli, że w najgłębszej części ich samych jest fundament świadomości, który jest naszym prawdziwym ja od zawsze i na zawsze, jako wszechobecna wszechcałość istnienia. Cokolwiek, co istnieje, wszystko, co widzimy, ty jesteś tym wyłącznie. To kosmiczne ja, którym jesteś, posiada możliwość skupienia się na samym sobie w różnych tu i w różnych teraz. Kiedy używasz słowa „ja”, jak powiedział William James, słowo „ja” należy do słów określających pozycję. Ja, tamten albo ten tamten. Tak jak słońce czy gwiazdy w tak wielu miejscach, poprzez które cały wszechświat wyraża siebie samego. W tobie i w tobie, i w tobie, i w tobie. W sposób niepowtarzalny bawi się. Zabawa w Buszmena, w panią Marię Kowalską, Jaśka Kowalskiego.
Zabawa w żuki, motyle, ptaki. Zabawa w gwiazdy. Podobnie jak gry różniące się między sobą. Jak poker, oczko, gra w tysiąca, gra planszowa, gierki chowanego, w walca, mazurek, monument. I tak dalej, i tak dalej. Taniec na nieskończone sposoby. Każdy pojedynczy taniec wyraża, można powiedzieć: wiem, widzę ciebie. Gra udaje ciebie i udaje całą resztę. Zapomnieliśmy. Nie wiemy o tym z powodu naszego wychowania, abyśmy nie byli świadomi tego połączenia.
Nieświadomi, że każdy z nas jest efektem, elementem tej gry, aktorem na jakiś czas. Więc powiedziano nam, że śmierć jest końcem. Koniec przedstawienia. Już nigdy więcej nie powtórzy się, że należy się bać śmierci, rzeczy, które ona niesie. Ból, chorobę, cierpienie. Jeśli tego nie wiecie, jeśli nie jesteście świadomi faktu, że wasze życie to najwyższa gra, najlepsze przedstawienie, tracicie przyjemność życia, które staje się miksturą bodźców, podniecenia zmieszanego z poczuciem winy. Kiedy rodzą się nam dzieci, zaczynamy bawić się z nimi w tą grę, zamiast powiedzieć: „Jak się czujesz? Witamy cię w ludzkim ciele. Kochanie, na tej planecie bawimy się w bardzo skomplikowane gry, mające różne zasady. Chcę, byś je zrozumiał i nauczył się grać w nie.
A kiedy zrozumiesz i będziesz starszy, może zaczniesz wymyślać lepsze zasady tej gry. Byłoby to prostsze dla nas i dla naszego dziecka. Zamiast tego mówimy: jesteś tutaj na okresie próbnym. Zrozumiałeś? Być może. Ale do tego czasu będziesz obserwowany. Jeszcze nie jesteś jednym z nas. Jesteś gnojkiem. Potrzeba ci szkoły i edukacji. Bata i rózgi, zanim staniesz się człowiekiem.
Taki rodzaj podejścia narzucany jest nam od czasu niemowlęcia i kontynuowany jest do późnej starości. Jest tak ustawione od początku do końca życia. Ludzie kręcą się tu i tam, czują, że to miejsce nie należy do nich. Rodzice od razu powiedzieli im: ty tu nie pasujesz. Oj, najcierpisz się. Nie przejdziesz próby. Nie jesteś wartościowym człowiekiem jeszcze. Ludzie czują się w ten sposób do późnej starości. Wymyślają więc, że wszechświat zarządza, rodzice, ojciec, Pan Bóg i tak dalej. Który oczywiście podchodzi do rzeczy z miłością, ale zbiera kamienie na boku.
Jeśli go nie kochasz, będziesz trafiony jednym z nich. Od lubi sadyzmu. Kto jeszcze mnie nie kocha? Pokażcie się. Ludzie naprawdę czują, że nie przynależą tutaj. Mamy więc ducha z jawą, które ja nazywam chrześcijańskim ego, żydowską domieszką. Które czuje się bezdomne i bezradne. Tak przychodzą uczucia, bardzo charakterystyczne dla człowieka Zachodu, obecne w wysoko rozwiniętej cywilizacji. Poczucie bycia obcym na tej ziemi. Chwilowy rozbłysk światła świadomości pomiędzy dwoma czarnymi dziurami wieczności.
Z tego powodu w nieustającym napięciu i skłóceniu ze wszystkimi dookoła, nie tylko z innymi ludźmi, również z ziemią i jej wodami. Te zmagania można wyrazić symbolem naszej kultury jako buldożera. Tam, gdzie mieszkam, nieopodal promu, naprzeciwko którego są po drugiej stronie rzeki wspaniałe wzgórza. Dobry architekt, projektując zabudowanie góry, wcale nie musi jej niszczyć, aby wybudować dom. Jeśli chcesz mieszkać w miejscu, gdzie są góry, zamieszkaj na jednej z nich. Nie musisz niszczyć środowiska góry dlatego, że chcesz tam mieszkać. Ale tak właśnie robią. Zwłaszcza w Kalifornii. Niszczą szczyty gór. Nie trzeba wcale robić takich rzeczy.
W Kalifornii mamy bardzo wiele wzgórz, z których zabrano szczyty i zrobiono je doskonale płaskimi. Następnie budują na nich domy, tarasową infrastrukturę do samego dołu, zaburzając w ten sposób ekologię góry, a po niedługim czasie wszystkie domy się rozpadają. Oczywiście wtedy, kiedy straciłeś ostatnią ratę kredytu. Dlatego, że
[01:13:14] - Budowniczy nie czuje, że świat zewnętrzny stanowi część jego własnego ciała. To, co na zewnątrz, to część zewnątrz twojego wnętrza. Powinieneś stanąć przed górą i powiedzieć: „Dzień dobry, bardzo chciałbym tu zamieszkać i pragnę wiedzieć, jaki rodzaj domu zaakceptujesz, by w zdrowiu stał przy tobie”. Inteligentny architekt zawsze tak zrobi. Zamiast tego ma własne preferencje. Gotowy projekt w głowie. Musi tylko zniwelować górę, aby budować taki swój dom. Niszczy górę, bo ona przeszkadza mu na obrazku i stawia dom. Absolutnie bezmyślne zachowanie. Taki ktoś stracił zmysły, stracił umysł, nie rozpoznaje świata zewnętrznego jako części całości, do której on również należy.
Kiedy to zrozumie, wówczas odzyska swój właściwy umysł. Tak, i oto wysłuchaliśmy wykładu Alana Wattsa „Stań się na powrót tym, kim naprawdę jesteś”. Było to moje tłumaczenie, które będzie oczywiście później poprawione i dostępne. Ja was z góry przepraszam za pewne błędy, no bo zdarza mi się to. Po pierwsze, Alan Watts czasami naprawdę niezrozumiale mówi i mówi dość szybko. A dwa, no niestety ja, mieszkając 13 lat poza granicami kraju, jedyny kontakt mam z językiem polskim tylko poprzez radio. Mieszkam w międzynarodowej grupie, pracuję w międzynarodowej grupie, więc właściwie mam po prostu utrudniony kontakt z językiem polskim. Tym bardziej że zdałem sobie z tego sprawę parę lat temu, kiedy wcześniej się śmiałem z tego, że jak można zapomnieć język polski. Niestety mnie to spotkało i dlatego czasami mi się to zdarza. Inspiracją do w ogóle zrobienia audycji o Alanie Wattsie był Robert Monet, który w „Wiedzy i historii chaosu” wspomniał właśnie o nim.
A ja sobie dopiero wtedy przypomniałem po prostu tą postać, że kurczę, przecież ja nim kiedyś dość mocno się interesowałem parę lat temu, więc kurczę, jak ja mogłem o tym zapomnieć? Dlatego też postanowiłem właśnie zrobić taki cykl audycji o Alanie Wattsie. Alan Watts jest kontrowersyjną postacią. To z pewnością. Natomiast generalnie można powiedzieć tak, że przecież każdy może się zmienić i może w pewnym momencie swojego życia, zresztą to słychać w jego wykładach, po prostu zrozumiał pewne rzeczy i, nie wiem, weźmy to w cudzysłów, postanowił się troszkę poprawić. Jak skończył, tak skończył. No, ale każdy ma prawo chyba do tego, aby po prostu zmienić się. To teraz tak. Coś chciałem jeszcze wam tutaj. Aha, zaraz po tym jeszcze będzie, za osiem minut puszczę wam ostatni taki jakby kulminacyjny wykład Alana Wattsa „Starożytne ciało”.
Również z moim lektorem. Potem będziemy kończyć audycję i będziemy kontynuować w następnej audycji. Jeszcze zanim, tutaj mam jeszcze około ośmiu minut, więc po prostu postaram się jeszcze co nieco powiedzieć, co myślał o nirwanie Alan Watts. Dlaczego każdy musi doświadczać swej boskości? Czyli co jest tak ważne w entogenezie? Alan Watts w ogóle był postacią, która pod koniec swojego życia mocno stawiała na kosmologię, czyli po prostu, że jesteśmy częścią całości czegoś, czegoś większego. Generalnie stawiał on człowieka jako bycie, jako osobę, która jest bogiem przez takie małe „b”. Że my jako mali bogowie stanowimy uniwersum czegoś większego. Ja na to mówię Stwórca przeważnie, jeżeli na co dzień zostajemy poza wyjścia w ciało, to właśnie zwracam się do źródła swojego, ale też do łączności z całym uniwersum. I nie jest to nowa jakaś ideologia, bo w dzisiejszych czasach mamy różne też odłamy tego.
Niemniej jednak już samo nam to pokazuje, że również wykłady, które on prowadził jeszcze w latach mówię sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy udzielał się w audycjach radiowych, jeszcze w innych miejscach. Po prostu takie wnioski, analizy również różni ludzie mieli, więc nie jest to nic nowego, kwestia tylko po prostu zmiany. Teraz się to inaczej nazywa. Nazywa się to NWO, tworzenie jakichś nowych religii. Niemniej jednak generalnie chodzi o to, abyśmy sobie uświadomili, kim tak naprawdę jesteśmy. Z moich doświadczeń mogę wam powiedzieć tylko tyle, że punktem wyjścia było świadome śnienie i OOBE. Natomiast wiadome, każdy ewoluuje, każdy się rozwija. Ja tutaj idę już w kierunku własnego ja przeważnie. Zresztą zauważyłem jedną rzecz, że w momencie, kiedy zwracam się bezpośrednio do siebie, do swojego źródła, mam zupełnie inne stany, zupełnie inne wizje, zupełnie inne sny. Sny to są już tak realne, że po prostu czasami jest naprawdę ciężko odróżnić, gdzie jest w końcu naprawdę.
Trzeba będzie kiedyś w końcu wybrać, a i tak się dowiemy pewnie na sam koniec. Takie jest tutaj moje podejście. Też uważam, że jesteśmy tacy, wszyscy jesteśmy małymi bogami, zapomnianymi małymi bogami, a stanowimy całość uniwersum kosmologicznego. „Widzieć, że jesteś Bogiem, to powiedzieć w inny sposób to, że czujesz, że ty i wszechświat to jedno” — tak uważa Alan Watts. „Że czujesz się gruntownie zakorzeniony w nim i z nim połączony. Czujesz innymi słowy, że cała energia, która wyraża się w galaktykach, jest czymś osobistym dla ciebie. Nie jest czymś, wobec czego czujesz się obco, lecz jest, czymkolwiek ona jest, gruntownie z tobą związana. Swoim widzeniem, słyszeniem, mówieniem, myśleniem, ruszaniem wyrażasz to, co porusza słońce i inne gwiazdy. A jeśli tego nie wiesz i jeśli tego nie czujesz, cóż, wtedy oczywiście czujesz się obcy na tym świecie. Jeśli natomiast czujesz się obcy, to czujesz wrogość i zaczynasz dominować nad rzeczami.
Podbijasz je i próbujesz uczynić świat poddanym twej woli i w ten sposób stajesz się prawdziwym źródłem” — mówi Alan Watts. To całe wrażenie, które nam się wpaja. Bycia świadomością, wysepką zamkniętą w worku ze skóry, stawiającą czoła światu śmiejącemu się wewnątrz nas, który jest nam do głębi obcy w tym sensie, że to, co na zewnątrz mnie, nie jest mną, wywołuje podstawowe poczucie wrogłości i wyobcowania między nami a tak zwanym zewnętrznym światem. Wszechświat to zasadniczo system, który zakrada się ku samemu sobie i nagle krzyczy: „Uu!”, śmiejąc się potem z własnego podskoczenia. Ale za każdym razem, gdy to robi, to o czymś zapomina i w ten sposób nigdy się nie staje on nudziarzem. Tak, poruszamy się po kręgach, ale ten ruch kołowy, co można stwierdzić patrząc na niebo, to sposób poruszania się całego wszechświata. Generalnie stan świadomości Inne od tej normalnej, które są uważane za formę choroby. Ja przynajmniej tak twierdzę — twierdzi Alan Watts. Zatem oficjalna i zinstytucjonalizowana psychiatria ustanawia siebie strażnikiem zdrowia psychicznego i społecznego zatwierdzonego doświadczeniami rzeczywistości. Często też wydaje mi się, że rzeczywistość taka przejawia się w sposób, w jaki świat widzialny jest w ponury poniedziałkowy poranek.
Dziś mamy trzynasty odcinek audycji „Czas snu”. Póki co jest wszystko dobrze, więc mam nadzieję, że do końca dotrwamy. Każdemu dziecku można nadać diagnozę, nazwę jego zachowania, która to wyraża chorobę. Jak sugeruje Jung, samo życie jest chorobą z bardzo marną diagnozą, która ciągnie się przez lata i niezmiennie kończy śmiercią. Śmiem bowiem twierdzić, że dziś wiemy o ludzkim umyśle tyle, ile wiedzieliśmy o galaktykach w 1300 roku. Jeśli przestrzeń jest czymś zasadniczym wobec materii, to staje się zupełnie oczywiste, że nic nie jest zasadnicze. Dlaczegoż? Jeśli nie można mieć czegoś bez niczego, to znaczy, że owo nic jest dość potężną rzeczą, ponieważ coś pochodzi z niego ot tak. Jeśli taki dogmat zachodniej myśli wyrażony łacińskim zdaniem: nic nie powstaje z niczego. Ale tak właśnie nie jest.
Z niczego pochodzi coś, mógłbyś rzec. Cóż, jeśli coś pochodzi z niczego, to musi być jakiś rodzaj tajemnicy wewnętrznej wewnątrz niczego. Musi mieć ono jakąś tajemniczą strukturę, znaczy jakieś wyładowania elektryczne. Podobny problem jest z kosmologią. Jak powstał ten świat? Może z wolna unoszącego się wodoru? Nie. Jest on o wiele prostszy. Ta idea jest o wiele prostsza niż ta. Bowiem świat według mnie pochodzi z realnej materialnej nicości.
Po prostu. Bo jeśli słuchasz, a żyjesz w świecie, gdzie dźwięk pojawia się tylko na chwilę, to usłyszysz każdy dźwięk pochodzący z ciszy. Skąd te dźwięki pochodzą? Pochodzą z ciszy. Nagle: je, psdem, je. Możesz nauczyć się widzieć światło w ten sam sposób. Możesz otworzyć oczy i zobaczyć cały ten świat wyłaniający się z nicości ot tak i blaknący w przeszłość. Bo dlatego przyszłość jest nieznana. Ponieważ przyszłość to nic. Tak mówił właśnie Alan Watts.
Ja sobie tylko jeszcze tutaj sprawdzę, żeby mi tutaj nie skoczyło. Dobrze, to jeszcze posłyszymy w takim razie ten utwór. Kiedy mówi ci się od dzieciństwa, że nie wymaga się od siebie, każe się zachowywać w sposób taki, który będzie zaakceptowalny tylko wtedy, gdy będzie on przejawem twej własnej woli, to pozostajesz w stałym pomieszczeniu. To jest nic innego jak stałe uszkodzenie mózgu. A co zatem ze złem? Wiesz, jak to było z tym zakazem jedzenia owocu z drzewa poznania. To była jedna pewna droga, by doszło do zjedzenia z niego. Więc oczywiście, gdy Pan Bóg oskarżył Adama i powiedział: „Jadłeś z drzewa, z którego ci zabroniłem”, to ten zrzucił winę na Ewę i powiedział: „Ta kobieta, którą mi dałeś, skusiła mnie i dlatego je zjadłem”. Zatem spojrzał on na Ewę i powiedział: „Co ty na to?” A ona: „Ależ to wina węża”. Jego spojrzenie padło na węża, który jednak nic nie powiedział, gdyż wiedział zbyt wiele i nie zamierzał zdradzić sekretu tego przedstawienia.
Kim jest ten, który siedzi po lewicy Boga? Zatem wiemy, kto po prawicy. Ale lewica jest zatajona, gdyż jest to ta strona, gdzie siedzi prokurator. W Księdze Hioba, jak wiecie, jest to szatan. Szatan jest tym właśnie prokuratorem w niebiańskim sądzie. Jest on oskarżycielem, wiernym pracownikiem sądu. Gdyż widzisz, cały problem jest to, że byłoby bardzo niedobrze, gdyby to Bóg stworzył zło, a my bylibyśmy jego ofiarami. Innymi słowy, jeśli podtrzymujemy model króla wszechświata oraz wszystkich stworzeń mu poddanych, wtedy to Bóg odpowiedzialny za zło byłby bardzo niemiły wobec innych ludzi. Lecz według tej teorii Bóg nie jest inną osobą, nie ma też jego ofiar. Jest on nie kim innym, jak swoją własną ofiarą.
To ty jesteś odpowiedzialny i jeśli chcesz pozostać w stanie iluzji, to pozostań, lecz zawsze możesz się obudzić. Tak twierdzi tu Alan Watts w jednym z wykładów. Nie potrzebujesz próbować być Bogiem. Już nim jesteś. Jeśli próbujesz, to znaczy, że nie wiesz, że nim jesteś i stąd próbujesz poznać i zapanować nad przyszłością oraz wierzysz prorokom i innym podobnym ludziom. Cóż, proroctwo jest po prostu zanieczyszczeniem przyszłości, przeszłości, projektowaniem naszej wierzy w dziedzinie znanej. I to właśnie dlatego rzeczy takie jak astrologia, choć interesujące, są absurdalne. Gdyż jeśli znasz przyszłość, to nie ma dla ciebie już żadnej niespodzianki. Całkowicie znaną przyszłością jest przeszłość. Tylko ją masz na własność.
Jest wiele, wiele mądrości, których mówi tutaj Alan Watts i które będą się pojawiały, eseje oraz wykłady w kolejnych odcinkach audycji „Czas snu”. Nie wiem, czy będzie za tydzień audycja czternaście i druga część o Alanie Wattsie. Jeżeli tak, to będzie informacja udzielona na stronie czasnu.com oraz na paranormalium.pl w prawym górnym rogu, oczywiście na czasnu.com. A jeżeli nie, to na pewno będzie za dwa tygodnie, ponieważ też muszę mieć czas, żeby się przygotować do audycji, pomontować różne rzeczy. Po audycjach też również obrobić, wrzucić to w parę miejsc, więc to też wszystko zajmuje. Nie jest takie piękne i kolorowe, jak się wielu słuchaczom wydaje, choćby nawet w komentarzach, którzy mi piszą, że coś schrzaniłem, coś zrąbałem. Tak, coś schrzaniłem, coś zrąbałem. Mam tego świadomość i dlatego nie odpisuję po prostu, bo już raz, dwa razy gdzieś tam udzieliłem informacji i nie będę każdej osobie odpisywał tylko dlatego, żeby go zaspokoić. Po prostu Tak jest i tyle. Każdy się tutaj rozwija w radiu.
Nie każdy ma też na samym początku startu dar mówienia. Ja się uczę tego, jak widzicie, chyba idzie mi coraz lepiej, co świadczą o mnie nawet wpisy na czacie czy na YouTubie, na youtubowym czacie. Także bardzo wam serdecznie dziękuję. Pozdrawiam jeszcze również chłopaków nadających repu paranormalnym, między innymi Barta, który ma świetne audycje. Bardzo fajny temat ostatnio rozwinął o sztucznej inteligencji. Też mam swoją pewną teorię. Być może coś tam powiem, choćby nawet nawiązując też do przedostatniej debaty ufologicznej, gdzie tam panowie rozmawiali właśnie o tych sprawach. Pozdrawiam Claude'a, Michała dzielnie walczącego z nieprzychylnymi mu ludźmi. Kapitana Tomasza również pozdrawiam i czekam na jego powrót, bo już zaczyna mi się tęsknić za hiperprzestrzeniami. Ivelliosa też również za piękne cykle audycji debat ufologicznych i nie tylko.
Również Bibliotekarium, którego świetnie się słucha oraz warsztaty ABW. Wszystko to dostępne oczywiście w archiwach Radia Paranormalium. No nic, pozostaje mi tylko z wami się pożegnać i puścić wam jeszcze ostatnie tłumaczenie Alana Wattsa „Starożytne ciało”, które trwa osiem minut i piętnaście sekund. Ja was zapraszam do odwiedzania strony czasnu.com. Wszystkie utwory, które puszczam, ja właściwie puszczam w moich audycjach, zawsze są umieszczane na stronie, którą wam wcześniej wymieniłem. Także jeżeli kogoś jakiś utwór interesuje, a mam czasami zapytania, czy też na maile mi przychodzą informacje, żebym podał informacje, więc te wszystkie utwory na pewno znajdziecie u mnie na stronie. No i cóż, pozostaje mi się z wami pożegnać, podziękować wam za słuchanie. Z tego co patrzyłem, to chyba maksymalnie na live'ie było około osiemdziesięciu osób, więc jak owy wieczór chyba i tak jest nieźle. Życzę wam w takim razie dobrego dnia wtorkowego. Jeżeli pracujecie to w pracy, a jeżeli nie, no to cokolwiek co robicie, abyście sobie to wszystko tak ładnie poukładali, jak sobie tylko zaplanowaliście.
Pamiętajcie, że to wy wszystko robicie, wszystko kreujecie i tak naprawdę nie potrzebujecie żadnych jakiś mistrzów, nauczycieli, aby wam mówili jak wy macie żyć. Bo to jest wasze życie, wasz pilot i tylko wy jesteście w stanie zmienić kanał czy przełączyć się na inny odbiór. Pozdrawiam was wszystkich serdecznie i zapraszam na następną audycję. A teraz posłuchajcie jeszcze ostatniego wykładu. Pamiętam bardzo mądrego człowieka, który dawał wykłady takie jak ten. Gdy wchodził zwykł milczeć i przyglądać się widowni. Wpatrywał się w każdego z widowni po kolei. Po dłuższym czasie wszyscy zaczynali czuć się totalnie zakłopotani. Kiedy się tak w nich wpatrywał, zwykł mówić: „Obudźcie się! Wszyscy śpicie.
Jeśli się nie obudzicie, nie będzie żadnego wykładu”. W jakim sensie jesteśmy uśpieni? Buddyści by powiedzieli: prawie wszyscy ludzie mają zabawne poczucie tożsamości. Urojenia, halucynacje odnośnie tego, kim są. Jestem strasznie zainteresowany tym problemem tożsamości i staram się dowiedzieć, co ludzie mają na myśli, gdy mówią „ja”. Myślę, że to jedno z najbardziej fascynujących pytań. Kim myślisz, że jesteś? Co prawdopodobnie z tego wynika, to to, że przeważnie ludzie myślą, że „ja” to centrum wrażliwości gdzieś pod skórą. A większość ludzi czuje, że jest to w głowach. Cywilizacje na przestrzeni dziejów myślały o tym na różny sposób.
Niektórzy ludzie myślą, że istnieją w splocie słonecznym, inni myślą, że istnieją gdzieś tutaj. Ale dzisiaj w amerykańskiej kulturze czy generalnie w kulturze Zachodu większość czuje, że istnieje tutaj, w głowie. I jest tam jakby mały człowieczek siedzący w centrum naszej czaszki. I ma przed sobą ekran telewizyjny, który przekazuje mu wszystkie informacje z gałek ocznych. Ma słuchawki, które przekazują wszystkie wiadomości z uszu. I ma przed sobą panel kontrolny z pokrętłami, przyciskami i wskaźnikami, które pozwalają mu wpływać na ręce i nogi oraz otrzymywać informacje zwrotne z układu nerwowego. I to wy. Więc tak mawiamy w mowie potocznej: ja mam ciało. Nie, ja jestem ciałem, tylko ja mam ciało. Ponieważ ja jestem właścicielem ciała w taki sam sposób, jak jestem właścicielem samochodu.
I zabieram samochód do mechanika w taki sam sposób, jak zabieram ciało do mechanika, chirurga, dentysty, doktora czy aby je naprawić. Należy do mnie. Idę tam, gdzie chcę. Jestem nim. Dziecko na przykład potrafi zapytać matkę: „Mamo, kim bym był, gdybym moim ojcem był ktoś inny?”
[01:32:11] - Jest to proste i logiczne pytanie, wychodząc z założenia, że to rodzice dali ci ciało. I jesteś w nie wciśnięty. Może w chwili poczęcia, może w chwili narodzin, z depozytu dusz w niebie, a twoi rodzice dostarczyli ci jedynie fizyczny pojazd. Więc ta wiekowa koncepcja, która jest do belcia, zwłaszcza dla świata Zachodu, mówi, że jestem czymś w środku ciała. Mam pewne wątpliwości. Nie jestem do końca pewien, czy jestem, czy nie jestem moim ciałem. Mówię. Myślę. Chodzę. Rozmawiam.
Nie mówię, że bije serce. Nie mówię, że kształtuję kości. Nie mówię, że uprawiam włosy. Czuję, że bicie serca, kształtowanie kości, przyrost włosów jest czymś, co mi się dzieje. I nie wiem, jak to się dzieje. Ale wiem inne rzeczy. Następnie czuję całkiem wyraźnie, że wszystko na zewnątrz mojego ciała zdecydowanie nie jest mną. Są dwa rodzaje rzeczy na zewnątrz mojego ciała. Numer jeden to inni ludzie. Oni są tym samym rodzajem mnie.
I także są małymi ludzikami zamkniętymi w ciele. Są inteligentni, mają uczucia, wartości, zdolni do miłości i cnót. Numer dwa to świat nieludzki, zwany naturą. I jest głupi. Nie ma umysłu. Ma emocje, może u zwierząt, ale generalnie to podły biznes. Piesowaty pies. Jeżeli chodzi o poziom geologiczny, to jest on najgłupszy z możliwych. To mechanizm i jest wszędzie. A my żyjemy w samym jego środku.
Czujemy, że celem bycia człowieka jest podbój natury. Podporządkować ją naszej woli. Gdy przychodzimy na świat, nie czujemy przynależności do tego świata. Jest nam obcy. Słowami poety Zubeckiego: „Jestem obcy i przerażony w świecie, którego nie stworzyłem”. Więc wszędzie dokoła widzimy oznaki walki człowieka z naturą. W tej chwili żyję w przepięknym domu w górach Hollywood. Skąd wychodzi widok na jezioro. Po drugiej stronie jeziora cały krajobraz górski został zaburzony okropnym rozdarciem w postaci masy budynków stawianych zazwyczaj na płaskim terenie. To się nazywa podbój natury.
Te domy z biegiem czasu spadną w przepaść, ponieważ powodują erozję podłoża i są maksymalną głupotą. Właściwym sposobem budowy domu na zboczu góry jest, by jak najmniej ingerował w podłoże wzgórza. Jakby nie patrzeć, celem mieszkania w górach są góry. Nie ma sensu zmieniać je w coś płaskiego i mieszkać tam. Już to zrobiliśmy na niższych terenach. Więc im więcej ludzi mieszka w górach, tym więcej psują i stają się tacy jak ludzie z nizin. Jak bardzo można zgłupieć? Tak czy owak, jest to jedno z symptomów naszego zabawnego poczucia tożsamości. Naszego zabawnego uczucia, że jesteśmy czymś samotnym, zamkniętym w worku ze skóry, konfrontowanym z zewnętrznym, obcym światem, który jest nie mną.
[01:37:04] - Nie realizując siebie.