Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[01:09] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o tym, czy obcy nas chronią. Od dekad w ufologii pojawia się równie kontrowersyjny, co intrygujący pogląd, że obca inteligencja, nasz protektor, w pewien sposób nas chroni. Czy możliwe, że rzeczywiście znajdujemy się pod kuratelą kosmicznych pedagogów, którzy chcą przeprowadzić naszą cywilizację przez burzliwy okres dojrzewania? Tego dzisiaj będziemy dochodzić w składzie: Marek Synkiewicz, alias za sterami technicznymi audycji. Dzisiaj po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami współprowadzący debatę w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[02:01] - Dobry wieczór, witam.
[02:03] - Oraz dawno niesłyszany, ale robiony przez słuchaczy i bardzo przez niektórych stęskniony Leszek Ostoja-Owsiany, pasjonat ufologii, artysta malarz. Dobry wieczór, Leszku.
[02:17] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[02:20] - W trakcie audycji połączymy się jeszcze, postaramy się już za chwilę połączyć z Arkadiuszem Kocikiem z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Niestety Arek ma chyba jakiś problem z połączeniem internetowym, tak że będziemy musieli połączyć się drogą telefoniczną, ale nie takie problemy już w Radiu Paranormalium przezwyciężaliśmy. Koło godziny 21:00, może chwilkę później, jednak włączymy naszą linię telefoniczną. Numery telefonów warto sobie już teraz zapisać. Stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193. Skype radio.paranormalium.pl. Można do nas również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl bądź przez Facebooka na naszych fanpage'ach Radio Paranormalium, Portal Infra na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Tradycyjnie przy okazji zachęcamy gorąco do polubienia fanpage'a tego czasopisma. A jeżeli ktoś ma Twittera, bo tam też konto niedawno odświeżyliśmy, to zachęcamy do polubienia nas i obserwowania. Adres to twitter.com/rparanormalium. Nim przejdziemy do sedna, powiedzcie, co sądzicie panowie o wszelkich teoriach mówiących o bardzo bliskich związkach, a może nawet symbiozie ludzi z przybyszami z kosmosu. Czy w jakiś sposób one do was przemawiają? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:28] - Czy my jesteśmy w jakimś związku symbiotycznym albo innym ze zjawiskiem UFO? Bardzo dobre pytanie. Chyba kluczowe w ogóle w tym zjawisku. Nie wiem, czy się Leszku ze mną zgodzisz, bo w zasadzie odpowiedź na to pytanie, jeżeli oczywiście byłaby możliwa, moim zdaniem nie jest, to ujawniłaby nam w ogóle, czym to zjawisko jest, co je powoduje, co za nim stoi. Ponieważ jak nie raz mówiłem, moim zdaniem zjawisko UFO ma wiele różnych korzeni, wyrasta z bardzo wielu różnych źródeł i tylko my sobie je tak szeregujemy jako UFO, jako coś, co przybywa spoza planety. W rzeczywistości jednak, jak mówiłem, ma bardzo wiele przyczyn. Wśród nich oczywiście też są kosmici. I czy my jesteśmy z tym zjawiskiem w jakimś związku? Próbujemy się cały czas połączyć z Arkiem Kocikiem tutaj. Mam nadzieję, że zaraz nam się uda. Trafił na problemy.
[05:29] - Czy się słyszymy?
[05:33] - Halo?
[05:33] - Halo, halo Arku, czy się słyszymy?
[05:35] - Tak, tak, ja cię słyszę bardzo dobrze. Coś mi internet siada przez cały czas, odkąd próbuję się przed 18:00. Nie wiem, o co chodzi.
[05:43] - To chyba nie jest przypadek. To zdecydowanie nie jest przypadek.
[05:51] - Witamy, Arku, serdecznie. Tutaj rozpoczęliśmy już naszą dyskusję na temat tego, czy jesteśmy jakoś związani ze zjawiskiem UFO. Sam fakt, że ono na nas w jakiś sposób oddziałuje, że zakradło się do naszej świadomości, do kultury.Świadczy o tym, że jakiś związek jest. Każda próba kontaktu z tym zjawiskiem albo każdy odbyty kontakt to już jest jakiś związek. I on oczywiście się przekłada na nasze życie jednostkowe, grupowe, może nawet z czasem się przełoży na całą cywilizację. Ale oczywiście są takie osoby, które twierdziły, że związki ludzi i powiedzmy wprost przybyszów z kosmosu, są trochę bardziej zażyłe. Że my, jak mówił Zecharia Sitchin, jesteśmy ich, w cudzysłowie, dziećmi. Może takimi trochę dziećmi z probówki. Niekochanymi, ale jednak. Bądź też, jak twierdzą inni, głównie ezoterycy rości spod znaku New Age, że ludzkość jest po prostu nadzorowana w jakiś sposób lub kontrolowana przez obcych. O tej kontroli mówią bardziej zwolennicy teorii spisku. Natomiast ta hipoteza mówiąca, że nad nami czuwają jacyś uduchowieni kosmici, bardziej zaawansowani, którzy nie chcą nam się pokazywać, ale trzymają nas za rękę i chcą nas przeprowadzić przez wszystkie problemy i szczeble, jakie nas jeszcze tutaj czekają po drodze naszego rozwoju cywilizacyjnego, to jest coś bardzo popularnego. I ta hipoteza zakorzeniona jest w umysłach bardzo wielu osób, że jacyś dobrzy kosmici może nie to, że przylecą, ale oni już tu są i że oni po prostu mają jakiś plan wobec nas. Chcą z nami coś zrobić, ale oczywiście nie mogą nam z różnych powodów tego powiedzieć ani przedstawić, dlatego, że możemy nie być partnerami do rozmowy i dopiero chcą nas wykształcić, abyśmy byli takimi partnerami, abyśmy stali się istotami, które będą mogły rozmawiać z obecną cywilizacją jak równy z równym. Bo na razie jakoś ta ludzkość kiepsko wygląda, kiepsko sobie radzi z wieloma sprawami. Zajęta jest cały czas w zasadzie jednym i tym samym, czyli wojną i rozwiązywaniem różnego rodzaju kryzysów ekonomicznych. Kosmici mogą w jakiś sposób nas obserwować, mogą w jakiś sposób na nas wpływać. Ale jest takie pytanie planowi: czy oni mają nad nami rozpięty jakiś ochronny klosz? Czy ci kosmici w jakiś sposób sterują naszym rozwojem? Czy oni czasami robią coś, żeby nas uratować albo zmienić nasze myślenie? Wiele osób uważa, i ja też tak myślę, że takie ostrzeżenia nadchodzą i one nadchodzą między innymi przez objawienia maryjne. Mówiliśmy o tym nie raz, że w jakiś sposób objawienia maryjne czymkolwiek są, to przez nie zawsze przemawia jakiś głos, który stara się nas troszeczkę uspokoić. Nas jako gatunek, nas jako cywilizację. Także ta kuratela nad ludzkością jest jakoś rozpięta przez kogoś. Ktoś niektórym z nas podpowiada, czego dowodem są na przykład channelingi, ale to już też troszeczkę bardziej rozległy się temat. I tylko pytanie, czy ta kuratela, która jest nad nami rozciągnięta, ma jakiś wymiar, powiedziałbym bardziej astralny, bardziej związany jest z innymi stanami świadomości, z jakimiś światami, powiedziałbym, niematerialnymi. Czy to są po prostu kosmici, którzy patrzą, co my tu robimy? Traktują nas jak taki rezerwat, w którym zwierzątka wzajemnie się zjadają. Ale oczywiście, kiedy jeden gatunek tych zwierząt zaczyna się bardziej panoszyć, to trzeba go... nie dopuścić do tego, żeby on wymarł. Dlaczego o tym mówię? Dlaczego tak to przedstawiam? Wydaje mi się, że jeżeli mówimy o tym, czy kosmici nas w jakiś sposób chronią, to musimy podać jakieś bardzo konkretne przykłady, bo inaczej ta nasza dyskusja skazana byłaby na porażkę od samego początku. Zaczęlibyśmy dyskutować w zasadzie na zasadzie czysto religijnej, że są jakieś istoty typu... Nie byłoby po prostu różnicy między aniołami stróżami a kosmitami. Jedni i drudzy byliby niewidzialni. Jedni i drudzy działaliby za naszymi plecami. Także nie wiem, czy coś takiego by nas w ogóle usatysfakcjonowało. Ale przecież mamy kilka może nie dowodów, ale kilka poszlak pod tym względem, że taki parasol, może nie parasol ochronny, ale coś w rodzaju jakiejś asysty cywilizacyjnej, tego, że oni po prostu się nami interesują. Coś takiego istnieje. Możemy się domyślić, że niektóre nasze kroki czy poczynania rzeczywiście zwróciły uwagę tych istot, które stoją za zjawiskiem UFO albo przynajmniej za częścią jego manifestacji. Tak będzie lepiej powiedzieć. Także nie jest to tak do końca wykluczone, bo wielu z was mogło pomyśleć, patrząc na tytuł dzisiejszego odcinka, że będziemy dyskutować o dobrych Plejadianach, którzy przylatują na Ziemię i przekazują takie pełne odpustowej religijności przekazy. Bardzo naiwne. Wiecie, jakie są channelingi. Channelingi to bardzo zróżnicowane zjawisko. Okazuje się, że od niepamiętnych czasów jakieś istoty podające się często za istoty z wyższych wymiarów przemawiają do ludzi. Niektórzy identyfikują się jako przybysze ze świata duchowego, inni mówią, że są przybyszami z kosmosu. Celem wszystkich jest edukowanie ludzkości i robią to bardzo różnie, dlatego, że jak się przyjrzycie channelingom, jak dobrze wiecie, to one mają bardzo nierówny charakter. Niektóre rzeczywiście potrafią zmienić czyjeś myślenie. Niektóre stały się podstawą religii, chociażby islamu, bo przecież Koran to jeden wielki channeling.A jeszcze inne są bardzo badziewne. Nie oszukujmy się. Pytanie, kto do nas przemawia? Czy ten ktoś, kto jest wielkim nauczycielem, który chce zmienić nasze myślenie, jest też wielkim zwodzicielem, wielkim mącicielem, kimś, kto chce wpłynąć na nasze myślenie? Jakkolwiek byśmy nie patrzyli na problem tego, czy oni nas tutaj w jakiś sposób pilnują, mówię o kosmitach oczywiście, czy też przybyszach z innych wymiarów, czy oni nas tutaj pilnują, czy oni nas w jakiś sposób chronią przed nami samymi, to podłoże do dyskusji ciekawej jest. Podłoże do dyskusji jest i jest podłoże do troszeczkę pesymistycznych rozważań, że po raz kolejny okazuje się, kiedy mówimy o zjawisku UFO, że my stoimy na samym dole i jak już chyba nie raz mówiłem, możemy tylko oglądać, co się nad nami dzieje. Jesteśmy skazani na bycie taką rybką w akwarium, która może patrzeć, co robią ci na zewnątrz, ale w zasadzie sama nie może zrobić nic. Panowie, może zacznijmy od Arka. Jak ty podchodzisz do teorii mówiących o tym, że obcy, nazywajmy ich tak umownie obcymi, czy to są przybysze z kosmosu, czy z innych wymiarów, czy obcy są z nami w jakimś ścisłym związku?
[13:45] - To jest dosyć szerokie pytanie, dlatego że tak jak powiedziałeś, spektrum kontaktów z nieznaną siłą jest bardzo duże i to jest nie tylko takie typowo materialne, gdzie ktoś widział, gdzie ktoś się spotkał z jakimiś obcymi, czy to w takim kształcie, czy innym, o czym mówiliśmy wcześniej na poprzednich debatach, ale też jest olbrzymia sfera duchowa i duchowości, gdzie te przeżycia są, można powiedzieć, równie ważne albo może nawet ważniejsze. Tutaj ciężko jest jednoznacznie powiedzieć. Jeżeli weźmiemy pod uwagę z jednej strony teorie, które opisał Sitchin, że zostaliśmy stworzeni przez Annunaków do jakiegoś celu i którzy się bawili Ziemianami, tworząc królestwa, tworząc walki i tak dalej. Być może w pewnym stopniu jesteśmy przez nich nie tyle chronieni, a prowadzeni. Jeżeli weźmiemy pod uwagę bardziej duchowe sprawy, to emanacja miłości od tych osób, które spotkały się, mocne uduchowienie, jest pokłosiem takiego kontaktu z bytem wyższym. Tutaj ciężko jednoznacznie powiedzieć, bo z drugiej strony mamy coś takiego przez cały czas, co nas kształtuje, a mianowicie wojny, rzezie i nie stałe tempo rozwoju, a właśnie upadki wielkich cywilizacji, odrodzenie się w nowym kształcie i niekoniecznie lepszym. Także nie widzę w całej naszej historii ludzkości ciągłego zamysłu rozwoju. Raczej pourywane, jakby się ktoś bawił, ale to my się, podejrzewam, sami bawimy w to. Dostaliśmy kiedyś jakiś impuls i kształtujemy sami to, co na dzień dzisiejszy mamy. Dajemy się zwodzić różnym osobom, różnym społecznościom całym, które żerują na tych normalnych ludziach, którzy chcą spokojnego życia, spokojnie pójść do pracy, spokojnie kształtować swój rozwój, swoje rodziny zabezpieczać. A tutaj nie można. W sumie można powiedzieć, że spierają się o nas dwa światy, ten dobry i ten zły, ale ponieważ nie ma czegoś takiego jak bycie nieskończonym dobrym i nieskończenie złym, obiektywnie rzecz biorąc, raczej też nie widzę takiej opieki, konstruktywnego tworzenia cywilizacji ze strony tych obcych, skądkolwiek by oni nie byli. Dziękuję.
[17:33] - To teraz może oddajmy głos Leszkowi Ostoi Osialemu. Leszku?
[17:39] - Ja jestem bardzo pojechany w swoich poglądach. Bardzo dla mnie istotny jest aspekt energetyczny, duchowy i widzę po pierwsze, że jesteśmy dziećmi Ziemi, czyli największego biologicznego tworu, jaki koło nas istnieje. Jest to forma, która zapewne wykształciła jakąś formę inteligencji i potrafi oddziaływać na to, co się dzieje z nią samą. Mamy jedną wyższą inteligencję. Są zapewne inne inteligencje, które biorą udział w tej szkole.Że tak powiem czymś, co jest materialne, co jest określone w takich ramach, które my postrzegamy. Są aspekty, których nie postrzegamy, bo są pozamykane przed nami i je próbujemy interpretować. Stąd się biorą te wszystkie kontakty, te wszystkie przekazy, te channelingi, te mediumiczne spotkania z innym wymiarem. To jest jeden wielki znak zapytania, z którym nie potrafimy sobie tak do końca dać rady. Te wszystkie szkoły, które się pojawiały, ezoteryczne, które próbowały jakoś to usystematyzować, niby istnieją, niby nadal mają swoją ciągłość, ale są odżegnywane od czci i wiary. To jest odsunięcie, odseparowanie od siebie pewnego aspektu siebie samego. I przez to, że tak nie odbieramy siebie jako całości, wychodzi ten dualizm, to takie poszarpanie, takie dziwne postrzeganie tych zjawisk. Jeśli mamy kontakt z istotami, które się u nas pojawiają i nagle znikają, to nie wiemy, jak je ugryźć. Czy to są istoty duchowe, czy to są istoty materialne? Nasze domniemania w zasadzie bazują wokół pojęć, które jakoś zostały w nas wpojone, co nas ogranicza w postrzeganiu naszym. Do mnie przemówił taki aspekt szamański, bardzo duchowy, taki atawistyczny, który przemawia, że wszystko jest energią i te energie współudział biorą w jednym wielkim rozwoju. Postrzeganie, że coś jest złe, jest o tyle błędne, bo już systematyzujemy. To po prostu jest lekcja. Czasami jest gorzka lekcja potrzebna, żeby zrozumieć pewną mądrość, pewną wiedzę zdobyć. Ta lekcja jest nam potrzebna. Te istoty, jeśli mogą nas ochronić przed czymś, co nas spotyka, to na pewno to czynią, bo to są zaangażowane istoty. Czy to jako obrona termitierie przed mrówkojadem, czy inną formą, która może zagrozić ich hodowli. Będą zainteresowani tym, żeby nas jakoś chronić, wspierać. Także na pewno taki aspekt ochronny istnieje, ale te ich cele, ich dążenia są dla nas trochę odległe i możemy po prostu gdybać w tym temacie, ale uważam, że jest to istotny fragment tej wiedzy, którą tutaj próbujecie zgłębiać: UFO i pokrewne tematy. Może tyle na ten temat.
[21:36] - Słuchacie państwo kolejnej debaty ufologicznej online. Dzisiaj dyskutujemy nad tym, czy obcy nas chronią. Przechodzimy do kolejnego pytania. Obcy mogli nie tylko stworzyć człowieka, ale cały czas mają go pod kuratelą. Zdarzały się przecież pewne sytuacje w historii homo sapiens, kiedy nasza rasa była zagrożona. Zacznijmy od pierwszego scenariusza, jakim są kataklizmy naturalne, na przykład w postaci uderzeń asteroid. Walery Uwarow, rosyjski ufolog, wysunął hipotezę mówiącą, że kosmici chronią nas przed kometami i meteorytami, a częścią systemu obrony jest słynna instalacja na Syberii, o której wielokrotnie już mówiliśmy. Może tym razem pierwszemu oddajmy głos przy naszym telefonie Arkadiuszowi Gocikowi. Arku?
[22:30] - Słuchacza jest połączony przede wszystkim z odkryciem tych kopuł w Dolinie Śmierci. Są to kopuły metaliczne, które powinny wystawać z ziemi, z wiecznej zmarzliny gdzieś na Syberii. Problem w tym jest tylko taki, że w sumie tak naprawdę nie ma dowodów bezpośrednich na to, że te kopuły faktycznie istnieją. Owszem, były tam prowadzone ekspedycje, między innymi ekspedycja czeska, która odnalazła coś, co było ukryte pod wodą. Było to twarde, ale równie dobrze to mógł być kawał lodu, mógł być to jakiś kamień czy właśnie fragment jakiejś zmarzliny, do której dotarli, że spotkali i było. Nie mieli ze sobą sprzętu takiego, który by pozwolił na to, żeby po prostu nagrać i sprawdzić, co tam jest. Człowiek, który organizował tą wyprawę, Ivan Mackerle, pamiętam, on się tam pochorował. Ale warunki też te, które są na syberyjskim czasie, był to właśnie moment odtajania. To była wczesna wiosna. Nie sprzyjały na tyle dobrze, żeby można było zachować kondycję. Więc być może po prostu przeziębił się, dostał jakiejś innej choroby. Ciężko jest powiedzieć. Właśnie z tymi kopułami wiązana jest ta teoria o
[24:33] - Takiej broni antymeteorytowej, która ma chronić Ziemię przed takimi uderzeniami, być może jakie miały miejsce za czasów dinozaurów. Nie wiem, jeżeli nawet są tam jakieś urządzenia, które pozostawili kosmici czy jakaś inna cywilizacja, nie sądzę, żeby ona miała akurat na celu likwidację tego typu zagrożeń. Dlatego, że nad Podkamienną Tunguską był taki wybuch, nie wiadomo czego do tej pory. Czy to był meteoryt, czy to był jakiś statek kosmiczny, czy cokolwiek innego. Nad Czelabińskiem niedawno też był meteoryt, meteor, który rozpadł się w powietrzu. Nie sądzę, żeby zadziałał ten system, dlatego, że nie wiem, w jaki sposób w ogóle by miał funkcjonować. I jaki miałoby sens przede wszystkim umieszczać ten cały system akurat w takim miejscu, które jest całkowicie niezamieszkałe praktycznie, albo z bardzo małą gęstością zaludnienia. Cała cywilizacja, która się toczyła, to był w zasadzie basen Morza Śródziemnego i okolice, i Stany Zjednoczone, akurat w tym miejscu, a nie mówiąc już o południu. Więc umieszczenie w takim akurat miejscu jakichkolwiek urządzeń, które by miały chronić przed meteorytami jest co najmniej dziwne. Dlatego, że to po prostu by musiało w te meteoryty, asteroidy czy cokolwiek innego strzelać już jak one by były jeszcze 120 kilometrów nad ziemią, czyli jeszcze przed osiągnięciem atmosfery, żeby po prostu je rozkruszyć, zmniejszyć. Nie wiem, ale nie sądzę, żeby w ten sposób chciano chronić Ziemię. Przecież wystarczy na dobrą sprawę, żeby wybuchły dwa, trzy duże wulkany i cofniemy się do rozwoju epoki kamienia łupanego albo jeszcze troszeczkę. Dlatego, że współczesny człowiek nie jest w stanie tak od sobie wziąć, wybudować, nawet nie ma pomysłu na to, jak zrobić dymarkę, czyli coś, co pozwoli na przetapianie żelaza. Albo przynajmniej takich osób jest bardzo mało. W przypadku jakiejkolwiek większej katastrofy nie jesteśmy na to całkowicie w tej chwili przygotowani. Wystarczy, że odetną nam prąd i cywilizacja praktycznie z miesiąca na miesiąc upadnie. Także nie sądzę, żeby tam akurat były takie urządzenia, które mogłyby zachować ludzkość w formie cywilizacji w dalszym ciągu. Dziękuję.
[28:10] - Arku, tutaj Piotr mi melduje poza anteną, że wróciłeś już na łono Skypa, także za chwilę podejmiemy próbę połączenia. Czy jest z nami już Piotr?
[28:22] - Jestem. Arek właśnie odniósł się do tej kwestii systemu, który ma istnieć na Syberii albo miał istnieć. O tym już mówiliśmy wielokrotnie w naszym programie, o Walerym Uwarowie i jego koncepcji kotłów. Ona została oparta w sumie o kilka bardzo ciekawych ustaleń radzieckich uczonych związanych z katastrofą tunguską, bo tam kilkoro z nich w latach już powojennych odkryło, że ten rozkład zniszczeń, który w Tungusce był ogromny, jest bardzo nierównomierny. I to wszystko wygląda na to, jak mówił między innymi akademik Aleksiej Zołotow, że nad Tunguską przeleciał więcej niż jeden obiekt i on jakby manewrował. To był wniosek Zołotowa, że coś, co leciało nad Tunguską, manewrowało. Z kolei relacje zbierane już, jak mówiłem, po wojnie wśród mieszkańców Syberii, którzy widzieli obiekt tunguski w locie, wskazywały, że były w sumie dwa obiekty, bo jeden przeleciał ze wschodu, a drugi z południa w tym samym czasie. Walery Uwarow to połączył w taką hipotezę, która mówiła, że jeden z tych obiektów był meteorem, asteroidą po prostu albo kawałkiem komety, który wtargnął w ziemską atmosferę. Natomiast ten drugi obiekt to była kula energetyczna, która wystrzeliła z jakiegoś systemu obrony przed zagrożeniami z kosmosu i dogoniła ten obiekt. Zastrzeliła go, rozwaliła go. Skutkiem tego było to 80 milionów zniszczonych drzew nad Podkamienną Tunguską. I po prostu w ten sposób została uratowana Ziemia, bo ten obiekt mógł uderzyć w jakieś chociażby duże miasto. Katastrofa tunguska ma wiele tajemnic. Oczywiście, jak mówiłem, Uwarow opierał się przede wszystkim na katastrofie tunguskiej. On zwracał też uwagę na fakt, że na przykład na trzy dni przed tym zdarzeniem zaobserwowano w atmosferze dziwne świecenie. Tak to najlepiej nazwać. Po prostu, zanim ten obiekt przeleciał, jeszcze zanim się rozbił, to trzy dni wcześniej już było wiadomo, że coś się dzieje.On zasugerował, że kule, które instalacja na Syberii generowała, zostały zainstalowane na Ziemi przez zaawansowaną cywilizację tylko po to, żeby nas chronić, bo sami sobie z tym nie damy rady. Czy Uwarow ma rację? O tym już mówiliśmy. Jak wygląda poszukiwanie tych kotłów, które są nie do znalezienia. Nie oszukujmy się. On napisał na ten temat bardzo dużo. Pisał, gdzie te kotły znajdowano, bo one, co ciekawe, nie tylko były rozmieszczone nad rzeką Wiluł w słynnej Dolinie Śmierci. Tam miało być ich najwięcej, tam miały być widziane, tam miały być obserwowane starty kul i to, jak się wydobywały z tych instalacji. Uwarow doszedł do wniosku, że poematy Tunguzów przekazywane z ust do ust, opowiadające o potężnych eksplozjach, odnoszą się właśnie do tego, że ten system działał, wystrzeliwał kule energii, które strącały asteroidy i tak dalej. To wszystko oczywiście było bardzo chwytliwe, przerodziło się swego czasu w legendę, a teraz już jest brane przez wielu ludzi bardzo na poważnie. Ja bym stanowczo oddzielił sprawę katastrofy tunguskiej od całego systemu Uwarowa, dlatego że nie oszukujmy się, drodzy państwo, gdyby takie coś istniało w Rosji, to prędzej czy później ktoś by to odnalazł poza Uwarowem. My też nie wiemy na przykład, skąd pochodziła większość relacji zebranych przez Uwarowa. Także ja bym tę sprawę traktował z przymrużeniem oka. Jeżeli chodzi o samą kwestię tego, że my jesteśmy szczęśliwym trafem jako cywilizacja, nie chcę powiedzieć chronieni, ale w jakiś sposób udaje nam się uniknąć dużych zagrożeń w postaci uderzeń komet czy innych dużych obiektów kosmicznych. Chociaż wiemy, że w historii naszej planety miało to miejsce bardzo często. Wiadomo, że taka katastrofa z kosmosu zdarza się raz na kilka czy kilkaset tysięcy lat. Chodzi o taką katastrofę, która jest w stanie dosłownie postawić na progu zagrożenia życie na Ziemi. My istniejemy dopiero od kilkuset tysięcy lat. Nasza cywilizacja istnieje od kilku i do tej pory się nie wydarzyło. Pytanie, czy się kiedyś wydarzy. Wiele osób zajmujących się paraastronautyką, chociażby Sitchin, chociażby Däniken, postawiło w swoich książkach pytanie, czy to jest przypadek, że Ziemia, która krąży sobie po Układzie Słonecznym w zasadzie pośród takiego zbiorowiska skał, rumoszu, gdzie czają się asteroidy, gdzie czają się potężne, groźne obiekty, komety i my cały czas sobie krążymy i nic nam nie jest. Nic tu nie spada tak często, by ta planeta nie nadawała się do życia. Gdyby był Marek Marcinkowski, który miał być dzisiaj z nami, pewnie odpowiedziałby nam na pytanie, w jaki sposób nasze położenie w Układzie Słonecznym jest szczęśliwe. Mówi się tu często o Jowiszu, który działa jak magnes na wszelkiego rodzaju duże, niebezpieczne dla nas obiekty. Z drugiej strony pojawia się też hipoteza dla niektórych spiskowa, dla niektórych nie, mówiąca o tym, że gdzieś na pograniczu Układu Słonecznego, na jego rubieżach istnieje jeszcze jedna duża planeta, która działa troszeczkę inaczej i to ona wystrzeliwuje w naszym kierunku potencjalnie niebezpieczne komety. O tym też już kiedyś mówiliśmy. Rodzi się poważne pytanie: czy my na Ziemi jesteśmy w jakiś sposób chronieni przez kogoś, kto dysponuje zaawansowanymi możliwościami technicznymi i strąca komety, unicestwia je, zanim one spadną na głowę i zrobią to, co miały zrobić z dinozaurami? Czy to jest wielki kosmiczny fuks, że my żyjemy na planecie, nasz gatunek żyje na tyle krótko, że jeszcze tego nie doświadczyliśmy, a to kiedyś może się stać. Marku, coś się stało chyba ze Skype'em znowu.
[35:36] - Stało się to, co się chyba miało stać. Arka Kocika znowu wywaliło.
[35:42] - Nie wiem, co się dzieje. Nie mam pojęcia.
[35:45] - Ale mamy Arka cały czas na telefonie, także jak coś, to mamy połączenie.
[35:51] - Jeżeli istniałaby jakaś cywilizacja bardzo zaawansowana, która by nas chroniła przed takimi zagrożeniami w postaci asteroid czy komet, to rzeczywiście sprawialiby się do tej pory bardzo dobrze, bo katastrofa tunguska to przecież jedno z nielicznych zdarzeń, które mogły naprawdę wyrządzić niemałe szkody. Oczywiście gdyby zdarzyły się na zamieszkałym gęsto terytorium. Oczywiście katastrofa tunguska nie unicestwiłaby całej Ziemi. Ale wyobraźmy sobie, gdyby ten obiekt spadł chociażby na Polskę. Gdyby to się stało teraz, to on by miał taką siłę, żeby unicestwić po szybkich przeliczeniach całą aglomerację warszawską. Nie wiemy, co by się stało, jak by się zachowały budynki. Wiadomo, że przewróciło się 80 milionów drzew.Jakby to wyglądało w terenie zabudowanym, to już zupełnie inna sprawa. Ale powracając do sedna. Pamiętam naszą dyskusję, kiedy dzwonił do nas Artemius, opowiadając o tym, jak w Czelabińsku na kilka dni przed słynnym rozpadem meteorytu, wybuchem powietrznym meteorytu w 2013 roku, jak nagle poruszyło się wojsko. Teraz cały czas słyszymy od paru dni w mediach, na portalach społecznościowych, na portalach naukowych pisze się o tym, że NASA rozpatruje już bardzo poważnie koncepcję, o której mówi się od dawna, czyli w momencie, kiedy zostanie wyśledzony jakiś niebezpieczny obiekt z kosmosu, to on zostanie zwyczajnie zbombardowany bombą atomową i wtedy uchroni nas to przed zderzeniem z nim. On oczywiście nie zostanie rozwalony, chociaż nie jest to coś niemożliwego, ale chodzi o to, żeby go po prostu odbić w inną stronę. Cały czas jest to brane pod uwagę. Oczywiście pewnie zaraz się pojawią spiskowe teorie, dlaczego nagle mówi się o bombardowaniu asteroid w kosmosie. Czy oznacza to, że jednak coś do nas leci? Czy ten Apophis, o którym tyle się mówi, może stanowić dla nas jakieś zagrożenie? Myślę, że wszelkie wydarzenia typu powtórka tunguzki czy innego rodzaju upadki meteorytów, bo w sumie nie wiemy, co się stało nad Tunguzką, czy to był meteoryt, czy nie. Prawdopodobnie nie. Dopiero coś takiego w praktyce może nam pokazać, czy jesteśmy gotowi się z tym zmierzyć. Czelabińsk był ważną lekcją, chociaż wiemy, że tam niewiele się stało w porównaniu z tym, co mogłoby się stać, gdyby to był znacznie większy obiekt. Ale powracając do sedna, czy my jesteśmy chronieni przez jakąś cywilizację, czy nie? Myślę, że zweryfikować to mogłaby tylko bezpośrednia obserwacja takiego zajścia, kiedy pędziłaby do nas jakaś rozpędzona asteroida i nagle by zniknęła. Wtedy moglibyśmy się zastanawiać, co się z nią stało. Jak na razie wydaje mi się, że my po prostu mamy dość dużego, brzydko mówiąc, fuksa. Ale to nie oznacza, że kiedyś nie nadejdzie taki piękny dzień, gdzie coś po prostu spadnie. Tym razem nie wybuchnie gdzieś daleko na Syberii, tylko po prostu pierdyknie nad miastem. Pamiętamy takie wydarzenie, chociaż to nie był wybuch powietrzny meteorytu, ale deszcz meteorytów. Czytało wielu z was zapewne o takim przypadku, bo jego często opisywano w starszych książkach. Kiedy w pewnym chińskim mieście, w prowincji Gansu, nie pamiętam nazwy tego miasta, w roku 1490 doszło właśnie do deszczu meteorytów, który rzekomo, tak przynajmniej podają chińskie kroniki, zabił 10 000 ludzi. 10 000 ludzi! Jak mówią relacje, z nieba spadały kamienie o wadze kilograma czy półtora kilograma w takiej ilości, że zwyczajnie bombardowały tych ludzi. Także wydaje mi się, że my trochę sobie mitologizujemy kwestię zagrożeń z kosmosu i bardzo byśmy chcieli, żeby ktoś w przyszłości, kiedy okaże się, że leci do nas potencjalnie zabójczy obiekt, go po prostu strącił. Na razie wydaje mi się, że chyba musimy to zrobić sami. I to chyba na tyle. Leszku, co sądzisz o tej koncepcji, która mówi, że jeżeli nadejdzie ta krytyczna chwila i pojawi się ten kosmiczny zabójca, to oni nam go po prostu zestrzelą?
[41:06] - Jeśli tak naprawdę są zaangażowani w tym ogródku, to pewnie coś tam będą kombinować. Do tej całej wyliczanki dodałbym jeszcze hipotetyczną rasę, która mieszka w środku Ziemi, która ponoć jest starsza od nas, czyli była pierwsza i to tak w zasadzie ich bardziej domek niż nasz.
[41:37] - Chyba mamy jakiś problem z połączeniem z Leszkiem tym razem. Leszku, czy się słyszymy? Zerwało cię gdzieś na 10 sekund.
[41:48] - Tutaj coś się zadziało. Mówiłem o cywilizacji podziemnej. Jeśli ona jest na tyle starsza od nas i na tyle bardziej rozwinięta, to pewnie by była zainteresowana tym, żeby stworzyć jakiś system obrony planety, na której zamieszkują. W takiej zasadzie możemy liczyć na to, jeżeli przyjmiemy, że są oni mieszkańcami. Przesłanek ku temu jest sporo. Obserwacje wlatujących, wylatujących z wszechoceanu obiektów, doniesienia o tych wszystkich bazach podziemnych, czy to ze sfer rządowych, czy to ze sfer mitologicznych, to coś tam mówi, że jednak nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami na tej planecie. Jeśli przyjmiemy właśnie, że jest to starsza od nas cywilizacja, to myślę, że jakieś tam względy chyba będziemy mieli. Co prawda mieszkamy na zewnątrz i dostaniemy bardziej po tyłku niż oni.Ale jeśli to by miało im zagrozić, to myślę, że będą robić wszystko, żeby coś zmienić w tej kwestii. Także jeśli jest, to mamy szczęście, bo jeśli nie, to jeszcze na razie nie jesteśmy gotowi na to, żeby mierzyć się z tym czymś, co przylatuje do nas z kosmosu.
[43:24] - Leszku, mówiąc o tych zagrożeniach z kosmosu, trochę tak samolubnie zacząłem mówić o ludzkości, ale słusznie zauważyłeś, że jeżeli oni kiedyś strącą taki obiekt hipotetycznie, oczywiście mówimy o hipotezach cały czas. Jeżeli obca cywilizacja rzeczywiście chroni Ziemię, to ona niekoniecznie musi chronić ludzkość, tylko może z racji tego, że sama jest tu obecna, dbać o swoje interesy. My możemy tutaj troszeczkę pasożytować na ich dobroci, ale rzeczywiście, gdyby stało się coś złego z naszą planetą, to oni również mogliby w pewien sposób ucierpieć. Temat baz UFO też był przez nas poruszany i rzeczywiście okazało się, że w niedostępnych rejonach naszego globu znajdują się miejsca, o których często mówi się jako o siedzibach dziwnych obiektów, że są tam widziane. I rzeczywiście może istnieje jakaś cywilizacja bliźniacza, która nie chce mieć z nami nic wspólnego. Traktuje Ziemię jako wielki bunkier, a my sobie chodzimy po tej powierzchni, nie wiedząc, co znajduje się w miejscach mniej dostępnych, tam, gdzie człowiek rzadziej zagląda. Jest z nami Arek już?
[44:47] - Arek chyba cały czas jest z nami przez telefon.
[44:50] - Jestem tylko przez telefon. Tutaj nie wiem, co się dzieje naprawdę.
[44:54] - Widocznie problem jakiś nie do przeskoczenia. Ja ci mówię, Arku, to nie jest przypadek, to jest jakieś celowe działanie.
[45:03] - Pytam dlatego, bo nie widzę tutaj ikonki z tobą, ale chciałbym cię zapytać, co sądzisz o tej sprawie, którą poruszył Leszek, że jeżeli kiedyś coś będzie groziło Ziemi, to tak na 100%. Niekoniecznie to musi być asteroida, bo przecież jak sam powiedziałeś, duży wulkan mógłby mocno dać się nam we znaki. Mogłoby to też być spowodowane wybuchem tak zwanego superwulkanu. Czy wtedy obcy w jakiś sposób na pewno monitorując planetę, jeżeli są tą zaawansowaną cywilizacją, byliby zainteresowani tutaj zlikwidowaniem takiego niebezpieczeństwa? Drugie pytanie, czy ich w ogóle by to dotknęło w jakiś sposób? Bo przecież jeżeli sobie mają siedzieć pod ziemią i w niedostępnych miejscach, to może po prostu nie za bardzo dbają o ekosystem i nie interesuje ich tak naprawdę, co się stanie, jeżeli wybuchnie tu chociażby właśnie ów superwulkan.
[46:07] - Ekosystem, w sumie zwierzęta, tak jak i ludzie, jesteśmy tutaj na tej planecie przez dosłownie mgnienie oka. Jeżeli porównamy nasze istnienie do długości istnienia dinozaurów, nie wykształciły nic. Jedyne, co robiły, to maksymalnie zwiększały swoją masę poprzez zjadanie siebie nawzajem i tak dalej. Nie przyczyniły się w sumie specjalnie do rozwoju, nie ukształciły cywilizacji, a mimo wszystko żyły 120 czy 140 milionów lat. Więc tutaj raczej nie w tym należałoby szukać, wydaje mi się, sensu ochrony Ziemi jako ekosystemu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, jak wspaniałe zwierzęta, jak wspaniałe ptaki żyły w okresie, gdy megafauna kwitła na Ziemi, gdzie były jakieś wspaniałe mamuty i tak dalej, to wszystko w jakiś sposób ze sobą funkcjonowało. W tej chwili to wymieranie, jakie jest tych gatunków, jakie w tej chwili doświadczamy poprzez działanie cywilizacji ziemskiej, też nie jest jakieś takie nagłe i jest to złożone i w czasie, i wiadomo, że już gepard nie może być szybszy, więc musi się koniec końców zatrzymać i wyginąć, dlatego że po prostu doszedł do takiego punktu, gdzie już się nic nie da dalej ulepszyć. Tak mi się wydaje. Podobnie jest z niektórymi ptakami, podobnie z innymi zwierzętami. I mamy teraz tutaj do czynienia z ludźmi. My umiemy kształtować środowisko i to środowisko bezpośrednio, które ukształtowaliśmy, wpływa na nas, więc to jest takie zwrotne. Zatraciliśmy w pewien sposób naszą duchowość, głównie między innymi poprzez naszą umiejętność rozmowy i w jakiś sposób pokazywania swoich myśli, przekazywania swoich myśli poprzez pismo, poprzez mowę. O wiele łatwiej było nam krzyknąć czy poprosić kogoś o pomoc niż w sposób telepatyczny próbować go przywołać w jakiś sposób obrazami czy czymkolwiek innym. Więc tutaj z jednej strony posunęliśmy się do przodu, z drugiej strony utraciliśmy coś.Niektórzy jeszcze mają w sobie i niektórzy próbują do tego wrócić, ale to są pojedyncze osoby. Natomiast cywilizacja w dalszym ciągu będzie się rozwijała w oparciu o technikę. Moment, w którym jakaś obca cywilizacja mogłaby wpłynąć czy wpływali na rozwój naszych cywilizacji, już przeszliśmy dalej. W tej chwili cokolwiek, w jakikolwiek sposób nie chcieliby nam pomóc, to możemy być dla nich samych zagrożeniem, więc tutaj nie należałoby się spodziewać ochronki. Natomiast wielorakość kontaktów i obserwacji zarówno obiektów, jak i postaci sugeruje raczej, że życie poza naszą sferą percepcji jest olbrzymie. I to nie chodzi tylko o tych kosmitów z krwi i kości, którzy do nas przylatują, ale też i takich, których nie jesteśmy w stanie bezpośrednio doświadczyć, zobaczyć, których obecność tylko odczuwamy. Jednym z naszych sposobów badania obiektów czy miejsc w warmińsko mazurskiej grupie ufologicznej jest badanie radiestezyjne. I naprawdę wychodzi to niesamowicie, jak na to się popatrzy. To jest właśnie ta forma części, którą większość ludzi utraciła albo nie chce się do tego przyznać, ale która w dalszym ciągu istnieje. Nie odnieśliśmy się w tej chwili, bo nie potrafimy w zasadzie doświadczyć wielowymiarowości. To, co obserwujemy, to są nasze cztery wymiary przestrzeni i czasu i to na tym się kończy. Wszystko, co jest poza tym, w zasadzie umyka naszej percepcji. Jeżeli kiedykolwiek spotkamy się z osobnikiem, który będzie potrafił żyć na innych wymiarach, dla nas będzie on albo płomieniem, albo mgnieniem, albo osobą widoczną kącikiem oka. I to w zasadzie wszystko. Nie wiem, czy tym osobom w jakiś sposób zależałoby na istnieniu Ziemi jako planety żyjącej, czy akurat ludzi koniecznie by potrzebowali do tego. Także nie sądzę, żeby musieli nas chronić i czy by chcieli nas chronić i czy by rozumieli, że trzeba nas chronić i przed kim chronić, bo przed nami samymi. Dziękuję.
[52:47] - Dzięki. Właśnie, nam się wydaje, że chyba jesteśmy tak przywiązani tym wszystkim, co złe, że jeżeli oni tutaj do nas przylecą, to nie będą się za bardzo nami interesować. Ale może jest też tak, że jesteśmy czymś tak rzadkim w kosmosie, że jacyś wielcy kosmiczni przyjaciele chcą nas uchronić przed tym, co najgorsze, bo jesteśmy czymś niezwykle unikatowym. Panowie, Arek przed chwilą powiedział, że obcy mogliby też chronić nas przed naszymi własnymi wytworami. W naszych audycjach niejednokrotnie mówiliśmy o koncepcji Majora Kehoe, który na początku lat 50., a był to jeden z pierwszych ufologów, stwierdził, że nie jest przypadkiem, że kosmici się zaczęli pojawiać. To znacie na pewno do znudzenia. Wybuchły dwie bomby atomowe, zrzucono je na miasto, zastosowano je przeciwko ludziom i kosmici to zauważyli i się zdenerwowali. Może niekoniecznie dlatego, że ludzkość zaczęłaby nawzajem się takimi bombami wykańczać, ale mogłoby to zaszkodzić znacznie ich siedliskom. Doprowadziło to do pojawienia się koncepcji, która mówi, że zjawisko UFO jest bardzo blisko związane z technologią jądrową. Tam gdzie chociażby elektrownia atomowa, tam gdzie jakieś silosy z pociskami, tam zawsze pojawia się UFO. Panowie, takie pytanie, czy oni się interesują tymi miejscami bez powodu, czy może rzeczywiście w jakiś sposób monitorują rozwój techniki jądrowej, uważając, że to jest coś bardzo niebezpiecznego, co może zakłócić nie tylko kruchy ład i zaszkodzić życiu na Ziemi, ale także, jak przed chwilą sugerował Leszek, doprowadzić do poważnych uszkodzeń w instalacjach, które należą do zupełnie innej rasy. Leszku, jak sądzisz, czy obcy pojawiając się tak licznie w miejscach związanych z energią jądrową, chcą nam coś przekazać na ten temat?
[55:11] - Przekazać, że bawimy się niebezpiecznymi zabawkami? Na pewno. Jeśli są zainteresowani zachowaniem ekosystemu, to mogą czuć się zaniepokojeni, że tacy szaleńcy posiedli tak niszczycielską broń w swoje rączki. Nie wykazujemy intencji do tego, żeby pokazać, że wznieśliśmy się trochę wyżej niż nasi przodkowie, że intelektualnie odstajemy już jako cywilizacja i rozumiemy globalnie. Jeśli nauczymy się żyć globalnie i współżyć jako organizmy tej planety dla wspólnego dobra, to wtedy przejdziemy do następnego etapu. Ale ten etap przed nami jest bardzo odległy. Także jeżeli są zainteresowani w tym eksperymencie, jakim jest ludzkość na tej planecie, to niepokoić ich może to, że posiadliśmy takie zabaweczki i nie dziwi mnie to, że kręcą się przy silosach, kręcą się przy wyrzutniach i wszelkiego rodzaju instalacjach, które dają nam możliwość samozniszczenia i zniszczenia wszystkiego, co dookoła istnieje. Także jeżeli są zainteresowani w tym eksperymencie, to będą bacznie przyglądać się tego rodzaju eksperymentom. A to mówienie, że zaczęli się interesować tymi zabawkami, bo one się po prostu pojawiły. Ich obecność jest od dawien dawna odnotowywana. A że tego rodzaju zabawki są niebezpieczne nie tylko w naszym pojęciu, to lepiej mieć to pod baczną opieką i pod nadzorującym okiem, które będzie cały czas miało kontrolę nad tym.
[57:24] - Pamiętacie może państwo taką postać jak Edgar Mitchell, czyli ten astronauta, szósta osoba na Księżycu, który interesował się bardzo zjawiskami z pogranicza i też zjawiskiem UFO i często mówił o tym, czego się dowiedział, kiedy podpytywał o nie swoich wysoko postawionych kolegów. On twierdził w tych wywiadach, że UFO interesuje się bronią jądrową. Raz mu się chyba wyrwało nawet, że były jakieś incydenty, kiedy te obiekty zestrzeliwały po prostu pociski i potem chyba te słowa odwołał. Może zrobiło się nieco niebezpieczne dla niego w pewnym sensie. Arku, jeżeli posłuchamy tutaj tego, co mówił major Kichał, że obcy interes... Chyba się Arek znowu rozłączył, tak?
[58:13] - Arek się teraz połączył przez Skype’a. Arku, czy się słyszymy?
[58:17] - Tak, tak, ja was słyszę bardzo dobrze.
[58:19] - Super. Kichał mówił, że obcy nam chcą dać jakiś znak poprzez to, że się manifestują w chwilach, kiedy my zaczęliśmy rozwijać broń atomową. Ale czy to czasami nie oznacza, że oni będą sabotować nasz rozwój w jakiś sposób? Bo broń jądrowa to jedno. Jak jest wykorzystywana, to jest, wiadomo, że ma raczej znaczenie taktyczne. Nikt nie zdecyduje się jej użyć, dlatego, że będzie się bał odpowiedzi. To wiemy. Nie będziemy poruszać tego, jak to wygląda z perspektywy politycznej. Ale przecież puszczając wodze fantazji, możemy dojść do wniosku, że skoro kosmitom tak bardzo nie podoba się, że my taką broń posiadamy i nawet, jeżeli miał rację Mitchell, biorą się w jakiś sposób ingerowania w jej funkcjonowanie, próbują ją nawet niszczyć, to czy nie oznacza to, że kiedyś zdecydują się na sabotowanie naszych innych przedsięwzięć? Jeżeli się okaże, że im się to nie podoba, bo znacie dobrze wy i słuchacze teorię, jedną z wielu teorii, która mówi, że my jesteśmy w jakiś sposób kontrolowani na Ziemi, że ludzkość nie może wyjść poza pewien próg rozwoju, dlatego że mogłoby to zaszkodzić na przykład tym, którzy trzymają nad nami pieczę. Może Ziemia jest po prostu przygotowywana dla kogoś, kto się tu kiedyś osiedli, a my tutaj żyjemy sobie tymczasowo, a istoty, które tym wszystkim zarządzają, te kilka tysięcy lat traktują po prostu jak miesiąc czy dwa. Rozgadałem się, Arku. W każdym razie kieruję do ciebie pytanie o tego nieszczęsnego majora i to, czy coś w tym jest, bo rzeczywiście okazuje się, że po II wojnie światowej ta epidemia spotkań z UFO jakoś tak eksplodowała.
[01:00:19] - Z jednej strony mieliśmy już falę UFO, mieliśmy nawet taki słynny obraz, gdzie latające kule nad Norymbergą staczały swe boje i to już było. Także z jednej strony takie obserwacje obiektów latających, czy nawet ingerencji podczas wojen, czy opowiedzenie się po jednej czy po drugiej stronie przez osoby, które latały na tych statkach. Takie rzeczy bywały już w naszej historii. To zostało w sumie
[01:01:13] - ... opisane w różnych kronikach. Natomiast przez długi czas było traktowane jako legendy. W tej chwili troszeczkę inaczej na to patrzymy. Niewątpliwie ten okres bujnego rozwoju samolotów i wszystkich pojazdów, które jesteśmy w stanie wysłać bliżej lub dalej, spowodował między innymi to, że ludzie częściej patrzyli w niebo. To też może być przyczyną. A inną jest niewątpliwie bujny okres rozwoju i prowadzenia doświadczeń, głównie jeżeli chodzi o wybuchy bomb atomowych. Do tej pory zostały te ślady na Ziemi, te szramy. I to nie tylko w ten sposób, że gdzieś na pustyni są jakieś dziury w ziemi, ale między innymi po tym, że na atolach północno-południowych ginęły całe wyspy, nad którymi detonowano te ładunki. Być może wybuch atomowy większy rezonans przeprowadza w całej sieci czasoprzestrzennej i to po prostu zaniepokaja. I zwabiało tych, którzy chcieli po prostu zobaczyć, co się dzieje. Bo jeżeli wybucha supernowa, jest to olbrzymi wybuch. Na Słońcu przez cały czas zachodzą przemiany termojądrowe. A tutaj ni z tego, ni z owego na jakiejś planetce punktowe wybuchy. Na pewno powoduje to jakieś zaburzenia i stąd być może nad takimi miejscami, gdzie są duże ilości energii generowane, pojawiały się statki. Być może to budziło jakieś zainteresowanie. Tak jak mówiłem, jesteśmy tylko skazani na odbiór naszych zmysłów i tych czterech wymiarów. Do tej pory nie potrafiliśmy odkryć czy w jakiś sposób opisać fal grawitacyjnych, jeżeli takowe istnieją, i cząstek, które w jakiś sposób mają z tym związek, grawitonów czy czegokolwiek innego. To jest wszystko w sferze, jak na razie, większych lub mniejszych domysłów i teorii. I tutaj nie wiemy, jakie ma implikacje taki wybuch atomowy czy termojądrowy, czy jakikolwiek bardzo potężny, punktowy. Co niszczy oprócz życia na Ziemi? Być może niszczy coś innego. Mieliśmy też doniesienia ze Szwecji o rakietach widmowych, które pojawiały się znikąd i ginęły. Akurat spadały bezgłośnie do wody, w jakichś jeziorkach, ale ginęły z oczu. Tak że to, co my odczuwamy, ciągłość materii niekoniecznie musi oznaczać, że tak jest. I osoby wielowymiarowe, tak jak mówiłem, troszeczkę będą inaczej, z innej perspektywy patrzyły. Tutaj akurat zaniepokojenie generalicji Stanów Zjednoczonych było jak najbardziej, wydaje mi się, uzasadnione, bo musieli się liczyć z tym, że ktoś po prostu pokaże im, że nie należy się tym bawić. Nie pokazał, niestety nie pokazał, ale wystarczyła społeczność międzynarodowa, która bardzo silnie potępiała i potępia takie doświadczenia. I zmusiło to między innymi nawet Francuzów do tego, żeby się wycofali z dodatkowych ćwiczeń i przeprowadzali je na zasadzie symulacji komputerowej, a nie faktycznych wybuchów. Trochę ludzi przy tym zginęło. Przecież zatopili okręt Greenpeace’u, który próbował przeszkodzić im w tego typu działaniach. Także w tym momencie też można by było rozpatrywać to na tej zasadzie, że właśnie takie postacie duchowe na tyle wpłynęły na rozwój społeczeństw, które się zbuntowały przeciwko grupie, która od wieków próbuje trzymać władzę i kształtować bardzo agresywną cywilizację, agresywny rozwój cywilizacji. Tutaj można z jednej strony dopatrywać się takiej ingerencji i próby zastraszenia nawet, ale z drugiej strony i tak w dalszym ciągu robią, co chcą, mimo takiejDezaprobaty społecznej. Ciężko to jednak powiązać z tym, że jesteśmy prowadzeni przez jakąś cywilizację na sznureczku. Po prostu zbyt wiele złego jesteśmy w stanie bezkarnie zrobić dla tej planety i dla nas samych. To długo, ale dziękuję bardzo.
[01:07:45] - Dzięki. Może to jest taka kontrolowana pedagogika, że ta cywilizacja, która nad nami stoi, działa tylko w tych sytuacjach, kiedy jest naprawdę źle. I tutaj taki przykład kolejny z naszej tajnej listy pytań to Czarnobyl. Otóż istnieje taka relacja faceta, który nazywa się Michaił Waricki. Waricki ja go nazwałem. Michaił Waricki, który rzekomo pracował w czarnobylskiej elektrowni jądrowej i on po prostu w dzień tego wybuchu zobaczył razem z kolegami dziwny obiekt. Tutaj zacytuję wam jego słowa: „Zobaczyliśmy płynącą powoli ognistą kulę. Miała średnicę sześciu, ośmiu metrów i nagle wystrzeliły z niej dwa jasne promienie koloru malinowego. Były skierowane na blok czwarty. Obiekt znajdował się w odległości około trzystu metrów od reaktora. Wszystko trwało jakieś trzy minuty. Kiedy promienie zgasły, kula powoli oddaliła się na północny zachód w kierunku Białorusi”. Waricki dodaje, że w momencie, kiedy pojawił się obiekt, zaczęło spadać promieniowanie i spadło bodajże czterokrotnie. Ale oczywiście nie uratowało to Czarnobyla, Prypiaci ani okolic przed napromieniowaniem. Wiemy, z czym się to wiązało. Czarnobyl to jakiś szczególnie bliski mi temat. Nie wiem czemu, zawsze wzbudza we mnie przerażenie. Może dlatego, że urodziłem się krótko po nim. Chyba dużo o tym mówiono za mojego dzieciństwa. Tak nasiąkałem tymi strasznymi informacjami. Potem się człowiek naczytał, naoglądał. Naprawdę przeraża mnie ta historia. Kiedy obejrzałem sobie ostatnio taki rosyjski dokument o tym, jak sprzątano z dachu elektrowni atomowej fragmenty jakieś silnie napromieniowane prętów z wnętrza reaktora. Japończycy czy Amerykanie przysłali Sowietom robota, który miał to zrobić. Robot się po prostu spalił i umarł. I Rosjanie Sowieci, przepraszam, wpadli na pomysł, że będą to robić ludzie. Ustawiano się w takiej kolejce. Oczywiście przymusowi ochotnicy ustawiali się w kolejce, dostawali grube rękawice i zbierali te napromieniowane silnie fragmenty. Dlatego zbierali, że powstawał sarkofag i trzeba było to zrobić, gdyż inaczej groziło to pewnym niebezpieczeństwem. Straszna sprawa. Jeżeli to obejrzycie, to zapewniam was, że emocje murowane. W każdym razie ten Waricki mówił, że ten obiekt UFO doprowadził do pomniejszenia skutków katastrofy. Czy je pomniejszył? To już dyskusyjna sprawa. Takich relacji pojawiło się trochę więcej, dlatego że potem cytowano słowa jakiejś lekarki nazwiskiem Gaspina. My tutaj możemy oczywiście rzucać nazwiskami. Nie wiemy, czy ci ludzie istnieją naprawdę, dlatego, że z tą rosyjską i radziecką ufologią często jest taki problem, że ona działa skrajnie. To znaczy jest skrajnie wiarygodna, naprawdę skrajnie wiarygodna albo skrajnie niewiarygodna. Są historie albo będące kompletnymi bajkami, albo historie naprawdę dobrze przebadane. Niestety w przypadku Czarnobyla nie wiemy, która wersja jest prawdziwa. W każdym razie ta pani Gaspina miała też widzieć jakiś trójkątny obiekt krążący nad elektrownią atomową. Oczywiście pojawia się też głos, że te obiekty nie musiały być pojazdami UFO. Mogły być jakimiś maszynami szpiegowskimi, nie wiadomo do kogo należącymi. W każdym razie historia jest naprawdę ciekawa, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że nad wieloma innymi instalacjami jądrowymi, przede wszystkim elektrowniami atomowymi, widziane były obiekty UFO. Słynna sprawa z lat 80. w Indian Point, gdzie też był widziany potężny obiekt w kształcie trójkąta. A przecież całkiem niedawno mówiliśmy w którymś programie o tych doniesieniach z Iranu, gdzie kilka lat temu też miały być widziane dziwne obiekty nad elektrowniami jądrowymi w Buszerze i jakimś drugim mieście, którego nie pamiętam. Intrygująca hipoteza. Czy obcy, czy inna rasa, która mieszka z nami na Ziemi, rzeczywiście może ingerować w takich krytycznych momentach? Bo takich momentów było pewnie w przeszłości więcej. Pamiętamy też poruszaną kiedyś historię, ale nie pamiętam, to chyba było w „Debatach niekontrolowanych”, mówiącą o wybuchu wulkanu Toba, kiedy nagle populacja ludzkości zmniejszyła się do jakiegoś krytycznego punktu i ludzi na Ziemi było tak mało, że to groziło istnieniu całego gatunku. Czarnobyl też mógł się przerodzić w coś bardzo złego i oczywiście ma bardzo negatywne skutki do dzisiaj, o których się rzadko mówi. Ale przecież mieliśmy też po drodze Fukushimę, która być może wywołała jeszcze większeZniszczenia, szczególnie dla ekosystemu, ale jakoś o tym też cichosza. Mówi się o tym tylko czasami. I tam chyba to UFO się już nie pojawiło i nie pomogło. Leszku, jak patrzysz na te doniesienia z Czarnobyla?
[01:13:41] - To, że to była katastrofa, to nie ulega wątpliwości. Też mam do czynienia z ludźmi, którzy można by było domniemać, że jednak ponoszą jakiś ciężar tej katastrofy zdrowotnie. Tarczyca u wielu młodych ludzi, którzy rodzili się w tamtym okresie, jest w fatalnym stanie. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany statystycznie obliczyć to, skok na pewno jest znaczny. Katastrofa, jeśli niosła ze sobą jakiś straszny kataklizm, mogła być złagodzona przez te istoty, które tutaj są zaangażowane. Gdzieś kiedyś widziałem jakieś zdjęcia. Nie jestem pewien, czy to był fotomontaż, czy cokolwiek innego. Gdzieś w jakimś artykule była ilustracja, gdzie było wstawione zdjęcie z płonącą jeszcze elektrownią, nad którą unosi się kula właśnie czarna dla odmiany. Jeśli coś takiego miało miejsce, to na pewno byli zaangażowani. W Fukushimie też były doniesienia, że coś tam się kręciło. Były jakieś zdjęcia, ujęcia filmowe, gdzie były widoczne jakieś dziwne energie. Tak bym to nazwał, ale to wiadomo, że jeśli jest wyżej rozwinięta cywilizacja, to system maskowania może być o niebo doskonalszy od naszego. Także z zamaskowaniem się nie byłoby dla nich problemu. Tutaj też należy pamiętać o możliwości obecności z kwestii rejestrowania wypadku tych, którzy w czasie podróżują, czyli naszych przyszłych pokoleń, które są zainteresowane historią i mogą badać właśnie takie kluczowe momenty. Ciężko powiedzieć, czy te doniesienia o obiektach takich dziwnych w takich kluczowych katastrofach to jest obca cywilizacja, czy to ci z przyszłości, czy to są ci, którzy są nadzorcami i kontrolują jedynie, żeby nie zrobić sobie za wielkich krzywd. Ciężko rozwikłać. Może tyle.
[01:16:25] - To może teraz oddajmy głos Arkowi Kociekawi. Arku?
[01:16:30] - W sumie nie wiemy, dlaczego do tej katastrofy w tej formie doszło. Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby ta historia, która jest w różnych filmach dokumentalnych pokazywana, jak przez nieuwagę włączono właśnie system alarmowy z wygaszaniem, który się nie udał, tego reaktora i tak dalej, i to doprowadziło do wypadku. Nie przekonuje mnie to za bardzo, dlatego, że zapewne zanim ten reaktor był uruchomiony, to wszystko było parokrotnie sprawdzane. To nie jest tak, że takie rzeczy ni z tego, ni z owego nie działają. Ja bym bardziej wiązał to z próbą uruchomienia tego największego radaru, który się nazywa Oko Moskwy, który Zachód nazwał Oko Moskwy. Jest to bardzo potężna konstrukcja i być może, że właśnie próba zasilania tego radaru, tego wszystkiego, po to w sumie chyba Czarnobyl był zresztą budowany w tym, a nie innym miejscu, mogła doprowadzić do takiego sprzężenia energetycznego, które spowodowało właśnie to, że się po prostu nie dało już tego wyłączyć. Stąd takie energie bardzo duże, które przenikają przez nawet podziemne przewody, później dostają się właśnie do tego typu anten, mogą powodować powstawanie, tak mi się wydaje przynajmniej, jakichś kul energetycznych. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby te właśnie opowieści różnych ludzi o pojawianiu się kul, latających kul były po prostu prawdziwe, że tak to zaobserwowano i to faktycznie było. Choć to nie oznacza jednocześnie, że były to pojazdy obcych, które chciały obserwować właśnie ten wybuch, który miał jakieś ogromne skutki dla ludzkości, bo takich w sumie nie miał. Miał tutaj dla nas, gdzie ten wiatr przewiał. Ja pamiętam, byłem trochę starszy już wtedy i kwiatki, które były na balkonach, po prostu sczerniały. W szkole średniej pan profesor, który fizyki uczył, właśnie też uruchomił debatę, liczniki Geigera i po prostu sprawdzał nasze buty, sprawdzał to, co jest na podwórku. I faktycznie takie podwyższone promieniowanie było. Mało tego, sprawdzał też i trawę oraz wymiona krów.Tam to wszystko też było napromieniowane. Mało tego, kolegi rodzice wówczas uprawiali szpinak w duże ilości, takie właśnie przemysłowe, i skupował to tutaj miejscowy zakład przetwórczy, który miał podpisane kontrakty i wysyłał to na zachód. Okazało się, że ten szpinak na tyle był napromieniowany, że całą dostawę, którą z ich pól przerobiono, zapakowano i wysłano właśnie do Niemiec, z granicy została ona cofnięta, wrócona. Także promieniowanie niewątpliwie było. Niewątpliwie ma wpływ na zdrowie, dlatego że tutaj już paru młodszych ode mnie kolegów już nie żyje właśnie z powodu raka. Nie bardzo jeszcze chcą ludzie tak łączyć te sprawy. Niewątpliwie ci, którzy wówczas byli narażeni na przebywanie na podwórkach, z całą pewnością odbiło się to w jakiś sposób na zdrowiu. Popatrzyłem po nekrologach niedawno, dlatego, że akurat miałem taką konieczność w domu, że są osoby, które umierają w wieku 80, 90 lat i osoby, które są troszeczkę powyżej 40. Taki rozdźwięk jest. Taki miało to wpływ na nas, ale nie miało to wpływu na ludzkość. Było niewątpliwie jakimś ostrzeżeniem, ale to ostrzeżenie jest takie, że w najbardziej zagrożonych sejsmicznie rejonach, między innymi w Japonii, wybudowano i buduje się elektrownie atomowe i tylko czekać, aż się pojawią następne Fukushimy, bo nie sposób się przed trzęsieniem ziemi na tyle skutecznie zabezpieczyć, żeby tego nie było. Wydaje się, że o wiele prostszym byłoby wybudowanie na kontynencie, gdzieś w miejscu, gdzie są skały, gdzie tego typu rzeczy się już nie zdarzają i po prostu przesunąć do Japonii tego typu energię elektryczną czy w jakiejkolwiek innej formie, ale nie atomowej. Nie mamy w tej chwili zamiennika i raczej nie wygląda na to, żebyśmy mogli inną energię wykorzystać niż energia elektryczna. I z tym się wiąże to, że po prostu jest to energia nie do końca taka czysta w produkcji, jak by się wydawało, ale ma szansę być taką. Właśnie poprzez może troszeczkę inny pobór tej energii i inne zorganizowanie produkcji, właśnie zieloną produkcję, zieloną energię, która jest nieco może droższa, ale na pewno nieporównywalnie bezpieczniejsza od tej. Takich zagrożeń, jeżeli chodzi o elektrownie, co jakiś czas do nas dochodzą również z Zachodu, z Francji czy ze Stanów Zjednoczonych. Ale jakoś udaje się temu wszystkiemu zapobiec i zapobiegamy tym rzeczom wszystkim my, a nie jakieś właśnie obiekty, które przelatują. Wydaje mi się również, że dla cywilizacji bardziej rozwiniętych pozbycie się czy w jakiś sposób obniżenie poziomu radiacji nie byłoby wielkim problemem. A to dlatego, że na niektórych kręgach zbożowych, które badaliśmy, radiacja, promieniowanie tła jest mniejsze od promieniowania, które występuje powiedzmy 30 centymetrów dalej. To jest takie co najmniej zastanawiające. Także tak też bywa. My jesteśmy na takim etapie dosyć burzliwego rozwoju, który można porównać do takiego zafascynowania się samochodami dużej pojemności, które paliły po 30 litrów na 100 kilometrów i później się okazało od pstryknięcia palcem, że w wyniku kryzysu gdzieś tam, ileś tam kilometrów dalej, tysiące kilometrów dalej Amerykanie nie są w stanie jeździć samochodami, bo po prostu zbyt dużo te samochody palą i kryzys energetyczny od razu jest. Tutaj mamy akurat, na razie jeszcze póki co nie mamy kryzysu energetycznego elektrowni elektrycznych produkujących prąd elektryczny. A to być może, że tylko dlatego, że w porę dostrzeżono tą wadę, największą wadę elektrowni atomowych. Jeżeli coś się stanie, to po prostu duże połacie ziemi nie nadają się dla ludzi, tak się przynajmniej powszechnie uważa, do zasiedlania, do zamieszkania. A zawsze w państwach totalitarnych jest tak, że ten człowiek, taki pojedynczy szary człowiek jest najmniej ważny i zawsze się wszyscy tłumaczą, że to się robi dla sprawy. Jeżeli usłyszycie państwo, że trzeba robić coś dla sprawy, to znaczy, że jesteście w takim systemie, z którego jak najszybciej trzeba uciec. Dziękuję.
[01:25:33] - Dzięki. Do tej pory mówiliśmy o takich przypadkach, kiedy obcy mogli interweniować na naszej planecie w sposób bezpośredni. Rzeczywiście z tym Czarnobylem to jest tak, że skoro pojawił się jakiś obiekt, zmniejszył promieniowanie, to pytanie, czemu nie był taki dobry i nie załatwił problemu już w ogóle? Zmniejszył je czterokrotnie, ale i tak była kaszana potem. Mógł trochę się bardziej postarać. Jak mówiłem, jest taki mankament związany z rosyjską ufologią, że to jest bardzo ciekawa dziedzina, bardzo ciekawy kraj, ale tam pojawiają się bardzo dziwne czasami opowieści, nie do zweryfikowania. I tak szczerze mówiąc, bardzo dużo przeczytałem książek na temat Czarnobyla. W zasadzie wszystkie, które wyszły w Polsce i szczerze mówiąc ani razu tam nie wspomniano o tym, żeby tam jakieś dziwne obiekty były widoczne. Było mnóstwo relacji, ale nigdy o tym nie wspominano, żeby w dzień katastrofy jakieś UFO tam było. To myślę na tyle. Ale czasami pojawiają się hipotezy, że obca inteligencja czy to zaawansowana technicznie cywilizacja, czy jakieś istoty z innego wymiaru działają na naszej planecie w sposób taki trochę niebezpośredni. Przede wszystkim kształtują nasze myślenie, uczą nas w jakiś sposób. Nie zależy im na czasie. Chodzi im tylko o to, żebyśmy przejęli pewne ideały, żebyśmy sobie coś przyswoili, a jak to wykorzystamy, to jest nasza sprawa. Oni chcą dać nam pewne wskazówki, ale oczywiście nic na siłę. Stosują czasami taką taktykę, którą określa się czasami mianem zjawiska setnej małpy. Poszukajcie sobie w necie co to. Odnosi się ono do tego, że jeżeli jeden człowiek zacznie coś robić, zacznie o czymś mówić, to wkrótce ta idea rozprzestrzenia się na duże grupy. Oczywiście nie zawsze to działa, ale czasami działa. W zjawisku UFO jest to szczególnie widoczne, dlatego że jeżeli przyjrzymy się przekazom, które otrzymywali kontaktowcy, to one były w miarę podobne. I pojawia się właśnie hipoteza, że jakaś obca cywilizacja może próbować wpłynąć na kilka jednostek w taki sposób, że one, zarażając swoimi poglądami kolejne, doprowadzą do jakiejś konkretnej zmiany. Ludzie nagle zmienią po prostu swoje pojmowanie i swoje myślenie. Ale temat związany z tymi przekazami od obcych jest troszeczkę dziwny, dlatego, że wielu kontaktowców twierdzi, że te przekazy otrzymują od istot, które często wyglądają jak ludzie. Te przekazy są górnolotne, pełne jakichś tam uduchowionych treści. Plejadianie, Arkturianianie, Asztar Sheran i inni podobni kolesie z kosmosu przekazują wybranym zupełnie z tłumu szarym ludziom swoje mądrości i przekazy, które się gdzieś tam potem rozpływają. I w sumie dzisiaj, mówiąc szczerze, nie wiem, czy to dobre określenie, ale dzisiaj takich channelingów nikt już nie bierze za bardzo na poważnie. W każdym razie Leszku, czy to jest dobra taktyka? Bo jeżeli jakaś obca cywilizacja chciałaby coś zrobić, jeżeli miałaby pojęcie o tym, jak wygląda nasza planeta, jak działa ludzkość, to niby chyba wiedzieli, że takim przekazywaniem nam różnego rodzaju idei niebezpośrednio, które mogą zostać wyśmiane, które nie mają szans na przebicie, niewiele zdziałają. Obcy, jeżeli chcieliby odnieść skutek i zmienić myślenie ludzi, to musieliby wylądować na placu Czerwonym albo przed Białym Domem i zmienić myślenie ludzi, którzy siedzą tam, a nie takich szarych osobników z ludu, którzy w pojedynkę nie mają szansy na zmianę czegokolwiek w zasadzie. Jak podchodzisz do problemu właśnie channelingów i kontaktowców, osób, które twierdzą, że przemawiają w imieniu przybyszów z innego świata?
[01:30:06] - To, że jest jakiś tam przekaz, to słyszymy zewsząd. Channelingi ciągną się od dawien dawna. Mamy zapisy z wcześniejszych wieków, gdzie tego rodzaju praktyki były stosowane i te przekazy channelingowe od tych światł astralnych były, są i zapewne jeszcze będą, dopóki nie nauczymy się systematyzować, nie nauczymy się doświadczać tych stanów, takich niecielesnych, tych światów duchowych, nie nauczymy się z nimi obcować, to one będą nas tak zaskakiwać. I te przekazy idiotyczne, te przekazy, które nie mają najmniejszego pojęcia, co chciały przekazać, będą się pojawiać, bo będziemy mieli do czynienia z istotami mniej rozgarniętymi, takimi, które są zainteresowane namieszaniem. Będą takie, które chciałyby sprawdzić, jak reagujemy na tak idiotyczne przekazy. Możliwości jest mnóstwo, a że przekazy channelingowe zazwyczaj są bezsensowne, to czytając pierwszy lepszy z brzegu możemy tego doświadczyć. Są tam górnolotne, właśnie jak mówiłeś, jakieś idee, które są zawarte w zasadzie od paru tysięcy lat we wszystkich przekazachI poza tym są naćpane różnego rodzaju bezsensowną retoryką, która nic nie daje człowiekowi. Co mają wnosić i do czego służyć? Nie mam pojęcia. Może ktoś ma dziwne poczucie humoru i próbuje dobrze się bawić naszym kosztem. Przynajmniej tych, którzy wierzą w tego rodzaju przekazy. Jednak dużo tych przekazów stawało się kanwą ruchów społecznych, idei, które się przerodziły w wiary. Islam, o którym była już mowa. Było również w Ameryce takie stowarzyszenie, które się przerodziło w wyznanie mormonów, które istnieje do dnia dzisiejszego, dosyć prężnie działające. Pojawiały się tego rodzaju ruchy. Ostatnio jakaś tam Księga Urantii, która się pojawiła, która zbiera zwolenników swoich. To było, jest i przypuszczam, że jeszcze będzie. Jesteśmy istotami, które również odbierają ten świat duchowy. Jest on przed nami zakryty, przynajmniej zakryty większości społeczeństwa zachodniego. Ale to, że nie zdajemy sobie sprawy z czegoś, co jest za drzwiami, nie znaczy, że nie jest naszą częścią. Jest, tylko my się odizolowaliśmy od tego rodzaju doznań. Jeżeli docierają do nas, to zazwyczaj w formie bardzo mocnej. Wolę nie wytrzymi. Wtedy się boimy tego zazwyczaj, bo nieznane raczej nas przeraża. I ubieramy wtedy to w szaty takich diabłów, demonów. Uciekamy do wszelkich maści uzdrowicieli, którzy próbują nas uwolnić, oswobodzić, abyśmy mogli kroczyć dalej zniewoleni w systemie. Może tyle. Dziękuję.
[01:33:59] - Dzięki. Z channelingami jest właśnie taki problem, bo jak powiedziałeś, one z jednej strony nie wnoszą nic nowego. One są wszystkie bardzo podobne, a przede wszystkim w channelingach nie ma nic oryginalnego. To znaczy to jest zawsze coś, co już wiemy, co już w religiach pobrzmiewa. Nie ma takich channelingów, które by zaskoczyły mnie w jakiś sposób, powiedziały coś nowego. I pytanie, czy one już straciły swoją misję, wypełniły swoją misję, nie mają sensu i są obliczone tylko na to, żeby ludzie tacy szarzy, zwykli nawracali się na te prawdy? Czy może zwyczajnie powinniśmy w nie uwierzyć, bo mają nam do przekazania coś bardzo ważnego? To jest taki paradoks straszny, dlatego że nawet jeżeli przyjrzymy się Pismu Świętemu, przyjrzymy się Staremu Testamentowi, to nam okaże się, że channelingi to przynajmniej część ksiąg prorockich. Z Nowym Testamentem jest troszeczkę inaczej, dlatego że on nie jest tak bezpośrednio księgą objawioną, ale wiemy, że ten kontakt ze światem astralnym, tak to nazwijmy umownie, miał także Jezus przecież, jakby nie było. Ale tu sprawa wygląda zupełnie inaczej. Islam to religia oparta o channeling, przecież Koran został podyktowany w całości właśnie taką metodą. Podobnie inne księgi święte lub też uważane za podstawę jakichś ruchów ezoterycznych. I takie pytanie się rodzi: czy te channelingi to coś, z czego powinniśmy się śmiać, bo jakby na to nie patrzeć, stanowią część naszej kultury, tylko że są nazywane religią? Czy raczej nie ma w tym jakiegoś ukrytego drugiego dna? Arku, jak sądzisz? Arku, jesteś?
[01:36:12] - Jestem. Channeling zawsze były, tylko może troszeczkę inaczej się nazywały. Jest takie pojęcie wśród ludów skandynawskich, z tego, co pamiętam, boga, który nazywał się Lokis, czy jakoś tak podobnie, który podpowiadał ludziom we śnie, co mają robić, czy odpowiadał na pytania, które sobie zadawali w jakimś tam stanie. I było tak z reguły, że na trzy pytania odpowiadał tak, jak się należy, a za czwartym razem kłamał na tyle skutecznie, że właśnie te osoby puszczał, jak byśmy powiedzieli dzisiaj, w maliny albo krzaki, albo w kanał. I to pojęcie takiego boga, który na psoty coś tam robi, było szersze, bo również było opisywane przez kulturoznawców z Ameryki Południowej, którzy badali tamte kultury, że też było tam pojęcie takiego kogoś. W Ameryce Północnej chyba też, ale to było bardzo rozpowszechnione wszędzie tam, gdzie był
[01:37:44] - Jakikolwiek szamanizm i pytania w sferze duchowej do osoby, która opiekuje się, to pojawia się taka postać, która odpowiadała na pytania, która się w jakiś sposób opiekowała tym zadającym te pytania. Ale na tej zasadzie, że nigdy nie było wiadomo, czy te odpowiedzi są dobre, trafne i należy się nimi sugerować. Jeżeli popatrzymy z innej strony na ludzkość i te wszystkie myśli twórcze, które są złożone w księgę Akaszy, to właśnie channelingi byłyby próbą odczytywania z tej księgi. Jeżeli księga Akaszy byłaby taką, wyobraźmy sobie, jak kula, która jest złożona ze wszystkich myśli ludzi, to sięgnięcie do tej świadomości wszystkich i wyciągnięcie z tego wszystkiego odpowiedniej odpowiedzi na zadane pytania byłoby bardzo trudne, a czasami takie sięgnięcie to jest jak przeczytanie ni z tego, ni z owego jakiejś dysputy filozoficznej Kanta czy kogokolwiek innego, z czego nie jesteśmy w stanie dobrze nawet zrozumieć, o co temu człowiekowi chodzi, bo jesteśmy zbyt skupieni na swoim, na sobie. Tak podejrzewam, również dochodzi do tego typu channelingów. To są osoby, które potrafią w czasie tego snu zajrzeć do tego, ale raz, że ciężko zrozumieć to przesłanie, drugi raz, że to przesłanie równie dobrze może być prawdziwe, jak i całkowicie mylące. To są myśli, emanacje wszystkich ludzi z każdych czasów, więc złapanie tego w odpowiedni sposób, wydaje się, odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie, wydaje mi się niemożliwe. Co najmniej niemożliwe. Więc te channelingi wszystkie, że jakaś Atlantyda gdzieś tam musi się wynurzyć w przypadku Case'a, czy jakieś tam jeszcze inne tego typu rzeczy wprowadzają więcej zła takiego w życie społeczności, niż faktycznie mogą przynosić rzeczy dobrych. Mieliśmy niedawno taki przykład najprostszy, gdzie w katastrofie lotniczej w Rosji zginął jasnowidz. Nie wiedział, że ten samolot się rozbije. Nie potrafił tego przewidzieć. Mamy też do czynienia z naszymi jasnowidzami. Chodzi mi tu konkretnie o... Wyleciało mi z głowy nazwisko, wstyd. Zginął w powstaniu warszawskim. Po prostu wiedział, że zginie tego dnia, a mimo wszystko nie był w stanie zrobić nic, żeby zapobiec swojej własnej śmierci.
[01:41:37] - Czy to był Ossowiecki?
[01:41:42] - Tak, dokładnie. Z walizeczką szedł, został odstawiony na boczek, po walizeczkę się schylał. Był zdenerwowany, tak przynajmniej z opisów to wynika. Został przez przestraszonego wartownika zastrzelony po prostu. Nawet w takich zwykłych przypadkach sięgnięcie do źródła tej wiedzy nie przynosi bezpośrednio jakichkolwiek korzyści. I tutaj w jakiś sposób oparcie się na tych channelingach czy branie ich pod uwagę w zakresie działań, jakie mamy do wykonania, wydaje się raczej bezsensowne w tym momencie. Ale to otwiera nam drogę do czegoś innego, właśnie do tego, że wszystkie myśli, jakie mamy, wszystkie dobre uczynki, jakie spełniamy gdzieś tam są i droga do tych dobrych uczynków dla nas i dla naszej społeczności czy dla Ziemi jako takiej, gdzieś tam jest to wszystko zapisywane. I tyle.
[01:43:03] - Dzięki. Wielu badaczy channelingu zauważyło też pewną rzecz. Był wśród nich doktor Jacques Vallée, który przecież też się tym mocno interesował, odkrył w nich coś bardzo interesującego, ale o tym będziemy kiedyś mówić w specjalnym programie. Jest taka zasada, która mówi, że channelingi mają bardzo nierównomierny charakter i to nie wszystkie, tylko nawet pojedyncze. Otóż osoba, która odbiera przekaz, na początku wszystko jest okej, na początku to się trzyma kupy, natomiast im dalej, im dłużej, tym ten przekaz jest bardziej zanieczyszczony i czasami po prostu już na końcuTo taki channelinguwiec produkuje jakieś bzdury, wymyśla jakieś niestworzone historie. Zauważcie, ilu z nich zapowiadało nadejście końca świata na końcu swojej działalności albo przylot kosmitów. Channeling często kończy się bombą w postaci jakiegoś oszustwa. Prorok, bo tak go nazwijmy, channelinguwiec ogłasza przekaz, że coś się stanie. To się nie dzieje. On jest palony. Wszyscy o nim zapominają. Bo przecież całkiem niedawno, może z pięć lat temu, taki brazylijski pisarz, ufolog Freitas się nazywał. Był to osobą dość znaną, poczytną i w pewnym momencie ogłosił, że przylecą kosmici tego dnia. Oczywiście nie przylecieli, nic z tego nie było i facet troszeczkę stracił twarz. Niewiele o nim słyszano od tego momentu. Także channelingi to sprawa śliska, ale ja bym tego nie wyrzucał, panowie, do kosza, dlatego że to jednak jest, to działa, to nas ukształtowało w jakiś sposób. Musimy sobie oczywiście odpowiedzieć na pytanie, kto przemawia, jaki ma w tym cel, ale dobrym chyba wyjściem jest po prostu zachować trzeźwy umysł i nie dać się porwać tym channelingom. Pytanie, czy one w niedalekiej przyszłości zmienią charakter i zaskoczą nas czymś nowym. Jeżeliby nas czymś nowym zaskoczyły, to myślę, że mielibyśmy jakieś odrodzenie, renesans związany z channelingami, ale na razie jakoś to zjawisko kuśtyka. Marku, może byśmy tak otworzyli linię?
[01:45:36] - A więc właśnie tutaj, właśnie teraz otwieramy naszą linię telefoniczną. Numery telefonów do Radia Paranormalium to 32 746 0008, 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Chociaż tutaj nie wiem, czy się uda dzwoniącego słuchacza podłączyć do takiej rozmowy grupowej. Skype troszeczkę w tej najnowszej wersji wariuje. Także raczej sugeruję dzwonić do nas drogą telefoniczną, najlepiej na numer komórkowy. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Twitterze. Mamy tam konto Radio Paranormalium. Można także do nas pisać na Facebooku fanpage'e Radia Paranormalium i portalu Infra na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:47:02] - Przyszło mi do głowy, panowie, że może te channelingi to też był element wychowania ze strony innej inteligencji, która po prostu wymyśliła to tylko dlatego, żebyśmy mieli religię, mieli się czego bać. Bo tak naprawdę, jakby nie patrzeć, religia zrobiła, robi dużo złego, ale odegrała swoją ważną rolę w kształtowaniu cywilizacji. Religia zawsze była obecna w życiu człowieka. I teraz pytanie, Arku, czy ona nie została narzucona przez kogoś, kto chciał nas w ten sposób ucywilizować? Jak patrzysz na taką możliwość? Bo bez religii takiej zinstytucjonalizowanej to wszystko by wyglądało trochę inaczej. Jeszcze dokończę tą myśl. Wiemy, że te religie pierwotne miały zupełnie inny charakter. To był animizm. Czczono przodków, czczono duchy przyrody, a potem wraz z narodzinami cywilizacji pojawili się bogowie. Oni mogli się też pojawić wcześniej, ale pojawili się tacy bogowie osobowi, noszący cechy podobne do ludzi, ale znacznie potężniejsi. A potem pojawił się monoteizm, wielki Jahwe, przybysz z nieba. Oni wszyscy byli przybyszami z nieba. Mogli robić z człowiekiem, co chcieli. Czy czasem religii wszystkich nie należy rozpatrywać właśnie pod tym kątem, że jest to eksperyment jakiejś innej cywilizacji, która chcąc zobaczyć, jaki będzie to miało skutek, zaimplantowała nam takie pojęcie i takie coś. Jak sądzisz?
[01:48:45] - Jeżeli rozpatrywać to pod kątem teorii Stusina, bo to akurat jest takie najbardziej fajne i najbardziej całościowe. Stworzenie człowieka i zaszczepienie w nim takiego genu poczucia podległości i poszukiwania Boga jakiegoś i takiego właśnie z jednej strony z pozycji człowieka konieczności posiadania kogoś, kto decyduje za ciebie mimo wszystko. A z drugiej strony, jeżeli popatrzymy na tych Annunaków, którzy żyli tam po trzy i pół tysiąca lat ziemskich, to faktycznie oni takiego człowieka, który tam żył przeciętnie wówczas w granicach góra 40 lat, musieli traktować jako taką zabawkę, taką chełpię. Nie rozpatrywali tego pod kątem jednego życia, jednego człowieka, nawet pod kątem 10 tych... następnych pokoleń, tylko po prostu implantowali jakąś kulturę, robili, co chcieli na przestrzeni wielu tysięcy nawet lat, bez żadnych ograniczeń praktycznie czasowych. I oni by tak inaczej na to, patrząc przez pryzmat takiego Anunaka, te ludzkie mrówki, że tak powiem, można się po prostu nimi bawić, tworzyć jakieś królestwa, stwarzać wojny. Z punktu widzenia człowieka to będzie właśnie tak, że Bóg nakłania do pójścia i walki o niego. Tutaj mamy całą mitologię grecką, która w zasadzie mówi o tym, że bogowie opowiadali się po którejś ze stron. Jeżeli walczyli ludzie, uczestniczyli bardzo często w tych walkach, w jakiś sposób tam się krzyżowali, wysyłali swoje dzieci, żeby zaistniały i żeby doświadczyły, co to znaczy być człowiekiem i zapisać się w historii ludzkiej. Ale to było też z punktu widzenia tych bogów w zasadzie tylko mrugnięciem okiem. Zabawka krótkotrwała. Człowiek żyjący bardzo krótko i widzący ciągłość całych cywilizacji czy całych boskich relacji całkiem inaczej to odbierał. I tu być może, że stworzyła się ta chęć oddawania mu czci i w jakiś sposób podporządkowania się decyzjom tych bogów. Jeżeli następnie ludzie zajęli się stanem kapłańskim, czyli osób, które miały kontakt z bogami i przekazywały wiadomości w jedną i w drugą stronę, to uczyniliśmy sobie kastę królów. Dokładnie to tak, jak opisuje to mniej więcej w swoich książkach Sitchin. Dlatego to ma bardzo duży sens. I właśnie według tych książek Jahwe wcale nie jest jakimś jednym, jedynym bogiem, tylko po prostu kosmitą pojedynczym, który i tak stał na uboczu, zajmował się swoją małą areną działań i który po prostu z tego powodu, że inni wielcy bogowie toczyli między sobą jakieś wojny, podchody robili, wzajemnie się wykańczali, został sam. Nauczył tę gromadkę ludzi swojego sposobu życia, nauczył ich pisma, dał im wiarę w coś innego, w inne wartości i oni się w jakiś sposób ukształtowali. Po wielu tysiącach lat okazuje się, że ten sposób widzenia świata zdominował cały świat. Tak to mniej więcej ja widzę.
[01:53:28] - Dzięki. Leszku, jak sądzisz, czy w tych channelingu, w religii jest jakiś odgórny plan wychowania ludzkości przez naszych kuratorów, pedagogów, nauczycieli, zwierzchników?
[01:53:49] - Jest jak najbardziej. To, co zaplanowali, realizują. W tej chwili jesteśmy w takim momencie, wydaje się, że przełomowym, bo te dogmaty, które były nam włożone, żebyśmy zaliczyli pewien etap, jak gdyby dobiegają końca i widać, że potrzebny jest jakiś nowy dogmat, nowa formuła przykazań, abyśmy mogli pójść dalej. Zobaczymy, co dla nas szykują ci nasi kochani nadzorcy. To, co się działo, ta cała układanka, którą przedstawił Sitchin, jest bardzo przekonująca. Tutaj z Arkiem jedynie mogę się zgodzić. Na mnie wywarło to duże wrażenie to, co on napisał, jak to przedstawił, jak on to widział. I przemawia do mnie ta jego opowieść, aczkolwiek nie jestem aż tak biegłym znawcą, żeby powiedzieć, że ta jego przekładnia tych tabliczek jest jedna jedyna i nie ma w niej błędów. Natomiast stwarza to pozory ciągłości i realności tego, co się mogło wydarzyć. Nauka do dnia dzisiejszego nie może rozwiązać sobie problemu, skąd my się wzięliśmy tak naprawdę i jakim sposobem taka naga małpa uzyskała na tyle możliwości, że zawładnęła całym światem. Ten rozwój cywilizacyjny też wymyka się naszemu usystematyzowaniu, bo to, co nam się sprzedaje jako historię, już widać, że szwankuje, jest cerowane grubymi nićmi. Te wszystkie niewygodne fakty mogą być zamiatane pod dywan, ale ten dywan w końcu będzie tak pofałdowany, że nawet idiota się będzie potykał o te fakty.I dostrzeże, że coś tam jest na rzeczy. Ta układanka, jaką się nam serwuje w postaci rozwoju historycznego, to jest polityka. To jest realizacja założeń politycznych, które sprzedaje się maluczkim, aby maluczcy byli pokorni i ulegli. Kształtuje się społeczeństwo do pewnej wygodnej papki, aby móc nimi zarządzać. A mamy to dzięki nie kosmitom, tylko dzięki naszym zarządcom tutaj na tej Ziemi. To są nasi współbracia bardzo często, aczkolwiek przypuszczałbym, że maczają paluchy tam jacyś obcy, bo te poczynania tych zamożnych, tych sytych są tak odczłowieczone, tak pozbawione humanitaryzmu, że moglibyśmy wątpić, że to już nie są ludzie. To już są istoty, które przekroczyły tę barierę. Ale to jest trochę inna para kaloszy. Wracając do Jahwe. Jahwe to był chłopak, który przyleciał jako zarządca. Niby był tym panem na Nibiru, niby był królem zwierzchnim, ale tak naprawdę to on był jednej planetki. A takich planetek może być mnóstwo w tym wszechświecie nieodgadnionym. Akurat mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na takiego. Co czas przyniesie, zobaczymy. Może tyle.
[01:57:52] - Dzięki. Z tą prawdą to właśnie tak jest, że im dłużej żyjemy, im bardziej się temu wszystkiemu przyglądamy, to patrzymy, że zarówno historia świata, jak i wiele teorii naukowych są po prostu, bo są, bo tak jest wygodnie, nikt się tym nie zajmuje. Lepiej jest utrzymywać przy życiu jakąś teorię, niż żeby jej nie było. Kiedyś miałem takiego wykładowcę, który powiedział bardzo ciekawą rzecz, chociaż szczerze mówiąc nie lubiłem go totalnie mądrzejszy ze mnie, jak on powiedział. Facet strasznie nudził. Było to z metodologii historii, dziedziny o niczym, ale powiedział coś takiego, że on w sumie nie jest przekonany, że te wszystkie historie paraastronautyczne to jest brednia. Tak mogło być — powiedział. Ale historycy tworzą sobie jakieś hipotezy tylko po to, żeby one były. A dlaczego? Bo gdyby ich nie było, to by człowiek zwyczajnie zgłupiał, bo nie miałby się czego trzymać. I wiele osób tak to traktuje. On to powiedział zupełnie serio, z głębi swojego serca. I tak jest. Potrzebne w tym codziennym natłoku są jakieś rzeczy, których się człowiek trzyma. Wszystko tak pędzi, że nie mamy czasu, żeby te hipotezy zmieniać. Dlaczego nie uznaje się istnienia UFO? Dlaczego nie mówi się o obecności obcych na Ziemi? Dlaczego nie mówi się o tym, że mogli tutaj być od dawna? Bo nikomu to nie idzie z ręki, bo nikomu na tym nie zależy. Wszystkim jest, jak jest. System, który działa, wciąga tak bardzo, że osoby, które mają najwięcej do powiedzenia, są zajęte czymś innym. Nic by im nie przyszło z powiedzenia prawdy. Przejdźmy do kolejnej.
[01:59:40] - Może mogę dorzucić coś? Poza tym, że tak jak mówisz, to jeszcze, że światłymi ludźmi, to znaczy światłymi, takimi, którzy zdają sobie sprawę z układanki, która może istnieć na tym świecie, to się gorzej steruje. Ludzie, którzy są nieświadomi tego, będą bardziej potulni. To kłamstwo łatwiej łykną. Może to też ma na rzeczy coś. Tyle.
[02:00:07] - Oczywiście. Ale to taka dyskusja troszeczkę w innym kierunku. Ale masz rację, że-
[02:00:15] - Zanim przejdziemy do kolejnego pytania, może proponuję, żebyśmy podłączyć słuchacza, który tutaj próbuje się dodzwonić. Przypomnę przy okazji numery Radia Paranormalium: 32 746 008, komórkowy 530 624 193. Właśnie teraz próbujemy połączyć się ze słuchaczem. Właśnie połączyliśmy się. Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Próbował się pan dodzwonić?
[02:00:45] - Tak. Dobry wieczór. Chciałbym się podzielić pewną obserwacją. Nie było to UFO, ale jak najbardziej podpada pod kategorię zjawisk niewyjaśnionych i chciałbym prosić panów może o pomoc w wyjaśnieniu, co to było. Słucham waszego radia od niedawna, w sumie może od roku. Też trochę archiwalnych odsłuchałem, ale nie spotkałem się nigdzie właśnie z taką tego typu obserwacją. Mogę?
[02:01:14] - Tak, proszę.
[02:01:17] - Było to dwa lata temu w okolicach Karpacza. To był luty. Wybraliśmy się z czwórką przyjaciół, żeby sobie trochę pooddychać świeżym powietrzem. To były akurat ferie ludzkie, bo pochodzę z Rudzkiego. Szliśmy sobie takim szlakiem w okolicy Karpacza. Las był taki dość rzadki, świerkowy. Szliśmy w poprzek tego zbocza, tak że podnóże było z lewej strony, a szczyt z prawej. I gdzieś w odległości mniej więcej 50 m od nas zobaczyliśmyTaką niekształtną czarną masę, coś jakby dym, czarny i gęsty, tylko bardzo zbity i bardzo szybko się przesuwał z lewej na prawo, czyli pod górę. Stanęliśmy jak wryci. Byliśmy w trzech facetów i jedna kobieta. We trzech akurat to żeśmy widzieli, a ta kobieta nie, bo gdzieś się patrzyła w inną stronę. Zatrzymaliśmy się, patrzymy, a ona mówi: „Co się stało?” Chłopaki mówią: „To jakiś niedźwiedź chyba”. Ja mówię: „Jaki niedźwiedź? To nie był żaden niedźwiedź”. To wyglądało mniej więcej tak, jak powiedziałem, taki kłąb czarnego dymu wielkości mniej więcej małego niedźwiedzia, ale bardzo zbity w kierunku ruchu i trochę węższy od tyłu. To się szybko przesuwało pod górę, z 50, 60 na godzinę. Ja mówię: „To nie był żaden niedźwiedź”. Ona mówi: „A co to?” Ja mówię: „Spokojnie, to zwykły demon”. Nieopacznie wypowiedziałem to słowo, bo ona się wtedy bardzo wystraszyła, ta dziewczyna, bo okazało się, że miała traumę z dzieciństwa. Jak twierdzi, widziała demona, ale mniejsza o to. Nie będę tutaj mówił jakiejś drugiej historii, to byłaby zabawa w głuchy telefon. Ale do czego zmierzam? Sprawdzimy to, co było. Słucha mnie pan? Halo?
[02:03:47] - Tak, oczywiście. Cały czas słuchamy. Jesteśmy na antenie.
[02:03:50] - Dobrze. Postanowiliśmy sprawdzić, czy zostawiło jakieś ślady, bo akurat szczęście, że trochę tam śniegu było świeżego, to sprawdzimy ślady. Poszliśmy te 50 metrów i szukamy w tył, w przód, patrzymy. Żadnych śladów na śniegu nie było, nic. A wyraźny kształt widzieliśmy w trójkę, we trzech, bo było trzech facetów i jedna kobieta. We trzech żeśmy to widzieli wyraźnie. Do tej pory się zastanawiam, co to mogło być. Później wieczorem zrobiliśmy wywiad wśród miejscowych, czy są w Karkonoszach jakieś niedźwiedzie. Okazało się, że tamci twierdzą, że nie ma tu żadnych niedźwiedzi ani zwierząt większych. Także nie mam pojęcia, co to mogło być. Czy macie może panowie jakiś pomysł?
[02:04:48] - Szczerze mówiąc, słyszałem o podobnych zdarzeniach. Parę z nich opisał Arek Miazga. Zresztą ja swego czasu dostałem kilka relacji na temat tego typu obiektów, bo tak to chyba należy nazwać, w postaci właśnie takich kłębów czarnego dymu. I szczerze mówiąc nie mam pojęcia, co to mogło być, jak to wyjaśnić. Nie wiem. Panowie, macie jakieś koncepcje? Bo moglibyśmy iść na łatwiznę.
[02:05:23] - Ja próbowałem szukać. Czytałem akurat książki Jarka Dziewony. On tam trochę pisze o Castanedzie i opowieści Don Juana. Nie czytałem Castanedy, ale akurat z książki Jarka Dziewony wiem, że opisuje tamtych kontrolerów czy drapieżców. Mniej więcej wygląd tylko by się zgadzał, ale kształt i sposób poruszania inny u Castanedy był, że oni jakby się poruszali skokami i lądowali plackiem na ziemi, a tutaj sposób poruszania był jednostajny.
[02:06:09] - A w jakiej odległości to było od pana?
[02:06:13] - Około 50 metrów.
[02:06:18] - I żadnych więcej tutaj zdarzeń, zjawisk z tym związanych nie było? Nie było żadnych dźwięków? A w jaki sposób żeście to stracili z oczu w ogóle?
[02:06:31] - Nie było żadnych dźwięków, nic. Żadnych pobocznych, że tak powiem, innych sensacji. A o co pan pytał?
[02:06:41] - W jaki sposób to wam zniknęło z oczu?
[02:06:46] - Zniknęło między drzewami pod górę.
[02:06:49] - Jaka wówczas pogoda była?
[02:06:54] - To był taki dzień lekko pochmurny, ale nie było słońca i żadnych opadów. To było tak wczesne popołudnie.
[02:07:07] - A temperatura mniej więcej?
[02:07:09] - Temperatura była koło zera albo troszkę na plusie, bo jak pamiętam, żeśmy omijali takie miejsca bardziej rozmiękłe, rozmokłe. Także musiało być troszkę na plusie.
[02:07:23] - Leszku, masz jakieś pytanie? Pytania? Raczej nie. Pan miał do czynienia, moim zdaniem, z takim żywiołakiem, istotą, która jest energią taką dosyć niską. I z tych przekazów takich szamańskich one mają ciemną, szarą, brudną, nieprzejrzystą energię. Jeżeli była skupiona, to znaczy, że jakaś taka mocniejsza istotka gdzieś tam się błąka. Karkonosz prawdopodobnie się pojawił.
[02:08:00] - Super.
[02:08:04] - Ja miałbym jeszcze takie pytanie do pana, który to zaobserwował i opisuje. Czy widział pan kiedyśAbsolutnie nie mówię, że to było, tylko czy widział pan kiedyś przelatujący rój pszczół po wyrojeniu się?
[02:08:20] - Nie było tak.
[02:08:22] - Tak, ale to było w zimę, tak?
[02:08:25] - O roju pszczół pan mówi. Nie.
[02:08:30] - Ale widział pan taki lecący rój?
[02:08:34] - Tak. Widziałem coś takiego, co pan próbuje sugerować, ale to na pewno nie.
[02:08:43] - Tutaj dobrą wskazówką, jeżeli mogę przerwać. Bardzo ciekawym elementem tej relacji jest szybkość tego czegoś. Bo jeżeli pan to ocenił na 50, 60 kilometrów na godzinę, a da się to ocenić, każdy kierowca w miarę to potrafi, to jest bardzo dużo. To jest szybkie. Nie wiem, czy jakieś stworzenie w takim terenie byłoby w stanie się tak szybko poruszać, bo pamiętajmy, że musiałby pokonywać przeszkody, prawda?
[02:09:18] - Nie zostawiło śladów, więc jakiekolwiek stworzenie chodzące...
[02:09:24] - Też pomyślałem o roju jakichś owadów, ale to było zimno, tak? Jak pan wspominał.
[02:09:31] - Była dodatnia temperatura, także jest możliwe. Tylko że w lutym raczej pszczoły bardzo rzadko przemieszczają się, bardzo rzadko uciekają, chociaż w tej chwili to różnie się zdarza. Ale jeżeli pan wcześniej widział, jak rój wygląda, jak przelatuje, to ma pan porównania.
[02:09:50] - Rój tak wygląda, że zmienia kształty w sposób nieregularny. A to nie zmieniało. I w dodatku za szybko się przemieszczało. Poza tym rój nie miałby takiego ciemnego, smolistego koloru.
[02:10:13] - Mnie to przypomina te historie, które stanowią od jakiegoś czasu przedmiot naszego zainteresowania z Arkiem Miazgą między innymi. I on ostatnio opublikował na swoim blogu. Nie wiem, czy pan czyta blog Arka Miazgi. Niech pan sobie wpisze w Google: blog Arka Miazgi. On tam opublikował taki cykl artykułów Magonia po polsku i tam są spotkania z dziwnymi istotami w trochę podobnych okolicznościach, kiedy ktoś coś widzi. Tylko tam są spotkania z istotami o raczej określonych kształtach. Muszę wam powiedzieć, że przypadki zetknięcia z amorficznymi obiektami, czymkolwiek to było, są raczej rzadkie. Bo jakie jeszcze tutaj rozwiązania wchodzą nam w grę? Jedynie że to był dym. Ale skąd to był dym? Dlaczego ten dym był taki skupiony? Po drugie, jakieś oddziaływanie naturalne. Ale szczerze mówiąc, nie przychodzi mi do głowy nic, co by mogło dać czarny dym. Co daje czarny dym, taki bardzo czarny? Jedynie palony plastik na przykład albo palona opona, ale on też nie jest taki.
[02:11:23] - A jeszcze miałbym jedno pytanie. Czy ten obiekt, czy ta kupa energii, oddalając się, stawała się przejrzysta, czy ona cały czas była jednolita, konkretna?
[02:11:42] - To była krótka obserwacja. To dosłownie trwało z sześć, osiem sekund.
[02:11:50] - To nie zanikało.
[02:11:53] - Nie, to nie zanikało, tylko jakby tył jego odrywał się. Mogło to wyglądać w pewnym sensie jak jakiś rój. Ale to na pewno nie był rój. Tego jestem pewien na 100%. Jakby jakiś dym odrywający się od tylnej części. Tak bardziej. Ale cały czas to była zbita masa. A na jaką wielkość by pan określił? Dwa metry?
[02:12:29] - Nie, to było mniejsze. Średnicy może jakiegoś 1,20 m góra. Taki mały niedźwiadek. Coś takiego, takiej wielkości.
[02:12:41] - A na tym tle, tej czerni, nie zauważył pan na przykład jakichś białych plam? Czegoś takiego?
[02:12:49] - Nie. Zresztą to było za krótko.
[02:12:54] - To znaczy bo jest taka hipoteza na przykład, że nie zostawiło śladów, ale to mógł być jakiś uciekający zwierz, ale to bardzo szybko. 60 kilometrów. Borsuk szybko biega.
[02:13:07] - Ślady jakieś było widać na tym śniegu. Nie mam pojęcia.
[02:13:15] - To było pod górę.
[02:13:17] - Tym bardziej że jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, o której pamiętajmy, że to zaczęło się pod koniec tej obserwacji dezintegrować, jak rozumiem. Część tego czegoś się oderwała, tak?
[02:13:30] - Tak, ale to z powrotem jakby się zbijało. To było coś takiego jak w ostatniej części „Harry'ego Pottera” ci Śmierciożercy się zamieniali w takie słupy dymu. Z tym że to były takie smugi tego dymu, a tu była taka zbita masa. Coś takiego wyglądało. Nie wiem, czy panowie kojarzą. Tak. Właśnie coś takiego.
[02:14:06] - W dawnym polskim folklorze coś takiego było świadectwem działania złej mocy.Pamiętacie państwo, że różnego rodzaju diabły charakteryzują się zapachem siarki.
[02:14:22] - To nie były złe moce.
[02:14:28] - To były moce pradawne, to były ludowe demony, natomiast one zostały utożsamione potem z siłami piekielnymi. Tutaj bardzo ciekawa jest ta hipoteza, o której mówiłeś, że to była jakaś naturalna energia jakiegoś stopnia. Interesuje mnie fizyczna strona powstania czegoś takiego. Ale szczerze mówiąc, gdyby to miało inny kolor, byłoby łatwiej wysunąć jakąś hipotezę. Na przykład gdyby było pomarańczowe czy fioletowe, moglibyśmy mówić o tym, że w grę wchodzą zjawiska związane z przyrodą: atmosferyczne błędne ogniki i tak dalej. Tutaj to coś jest czarne. Czy spotkałem się jeszcze z czarnym błędnym ognikiem?
[02:15:23] - Ja spotkałem w literaturze, nie tylko u Castanedy się przewija, że istoty, które są związane z pierwotną wiarą pierwotnych miejsc, często gęsto przybierają postać ciemnego kłębu energii. Także mnie to akurat nie zaskakuje.
[02:15:47] - Ciekawa rzecz. Szczerze ta znajoma pierwszy raz mi opowiedziała o demonie. Miała traumę z dzieciństwa, a my jesteśmy już w wieku słusznym 50 lat, a ona o tej traumie pamiętała jeszcze, jak miała kilkanaście lat. Tylko że to była taka zabawa w głuchy telefon. Nie wiem, czy opowiadać, bo jak słyszała słowo „demon”, to się przeraziła.
[02:16:12] - Tak może pokrótce: co się tam wydarzyło?
[02:16:17] - Pokrótce to było tak, że wracała z siostrą. Ona miała około 15 lat, siostra miała może 11 lat. Wieczorem wracały do domu swojego od koleżanki i zobaczyły w górze nad sobą jakieś oczy wpatrujące się w nie. Zamarły, po prostu sparaliżowało je. Jak paraliż puścił, zaczęły biec do domu bardzo szybko. Wpadły i nic nikomu nie mówiły. Do siebie też o tym nie opowiadały. Dopiero po kilku latach, jak ona opowiada, że to było tak przerażające, to było jakby samo zło się w nie wpatrywało, w te dziewczynki dwie. Ona mówi, że do tej pory po tym zdarzeniu ma traumę. Oczy. Mówi, że widziała oczy na wysokości kilku metrów nad sobą. Złe oczy, jak się wpatrywały w nie. I ona to z jakiejś opowieści sobie skojarzyła z demonem, że to był demon.
[02:17:38] - Szczerze wam powiem, że ludzi, którzy mają podobne doświadczenia, jest bardzo dużo i to relacje, które zbieramy, Arek Miazga ma ich szczególnie dużo, Damian Trela też ma sporo. One wskazują, że ludzie słuchając o czymś takim, łamią barierę milczenia i mówią: „Tak, miałem coś podobnego”. Oczywiście bardzo łatwo jest sobie to skojarzyć z demonami czy z czymś innym, ale to mimo wszystko się dzieje. To jest bardzo ciekawe. Nie sądzę, że te istoty są w 100% materialne i należą do tego świata. Natomiast takie relacje przychodzą i to jest chyba najbardziej fascynująca część tego typu. Nie wiem, jak to teraz powiedzieć, bo się zapętiłem, ale dla badacza to jest naprawdę intrygujące. Można by to odrzucić z gruntu, ale fascynujące. Jak mówiłem przed chwilą, dawniej utożsamiano coś takiego z siłami diabelskimi. Tutaj podał pan, szczerze mówiąc, bardzo dużo ciekawych szczegółów, które rzucają dużo światła na to zdarzenie. Jest pan w 100% przekonany, że tak było? Że zdążył się pan temu dokładniej przyjrzeć. A czy ci pozostali świadkowie potwierdzili również to najbardziej?
[02:19:03] - Tak, potwierdzili. Kolega, teraz mówię, tropiciel, zaczął śladów szukać, ale nie znalazł niestety.
[02:19:14] - Nie wiem. Tutaj panowie, hipoteza o zwierzęciu w świetle tych kilku szczegółów, o których mówiliśmy, wydaje się troszeczkę mało prawdopodobna, bo musiałyby być to dwa zwierzęta. Tak? Że jedno się oddzieliło od drugiego. Nie wiem, jakby to było możliwe. Rój.
[02:19:35] - To jeszcze mógłby być puchacz jakiś lecący, bo one się poruszają bardzo cicho. Ale to by było widać, że to ptak jest konkretny, nie?
[02:19:47] - Skądże, widziałem kiedyś puchacza w lesie, bo w ogóle lubię trochę ornitologię. Z dzieciństwa się zajmowałem trochę ornitologią.
[02:19:57] - To znaczy puchacze są ciemne, ale one chyba są brązowawe, z tego, co pamiętam.
[02:20:06] - Tak, taki szary odcień.
[02:20:09] - Czarny szowy to nie wiem, czy w Polsce występują. Wiem, że są chyba uralskie puszczyki. Z tego, co pamiętam, duże, czarne.Z innych ptaków. Czy ptak mógłby być za to odpowiedzialny? Jeżeli to było tak wielkie, musiałby to być bardzo duży ptak, prawda?
[02:20:30] - Sądzę, że to by musiał być olbrzymi kondor. W Polsce nie występują takie ptaki, nawet z największych.
[02:20:42] - Czy rozmawiał pan na ten temat z miejscowymi? Może podobne obserwacje już były na tym terenie.
[02:20:54] - To znaczy nie w tym kontekście w ogóle, tylko jak poszli na kolację koledzy, to się pytali, czy w Karkonoszach są niedźwiedzie i tylko tyle. A pod tym kątem nie rozmawiali. Proszę?
[02:21:12] - Rzeczywiście ciekawa sprawa. Szczerze mówiąc, nie wiemy co powiedzieć, bo jeżeli pan się przyjrzy tym relacjom, o których mówiłem przed chwilą, to może znajdzie pan pewne związki, bo nie potrafimy w 100% powiedzieć, co to było.
[02:21:33] - Możemy co najwyżej wykluczyć pewne rzeczy, o których jest pan pewny, że na pewno nie to. Jeżeli nie było śladów, więc na pewno nie jakieś zwierzę, które biegło. Jeżeli miał pan i ma porównanie co do różnych wielkości ptaków i sposobów ich przemieszczania się, również można odrzucić ptaki. Jeżeli był to luty i był śnieg, nie wystartowało to z jakiegoś zbiornika wodnego czy czegoś takiego i to też na pewno nie był hipopotam.
[02:22:09] - Słyszałem próbę wyjaśnienia tego, bo powiedzieliśmy takiemu koledze o tym zdarzeniu. On sceptyk w ogóle nie wierzy w żadne UFO i tak dalej. I od razu wyjaśnił nam, co to było. On wyjaśnił, że być może to jest jedna z tych pum, które uciekły z zoo. I tak sobie wyjaśnił.
[02:22:30] - Dobre. Tak.
[02:22:34] - Do tej pumy skrzydła dodać i ona by się zwinęła w kłębuszek i leciała. To może faktycznie.
[02:22:44] - To znaczy gdyby w tej historii wszystko się kończyło na tym, że widzieliście coś czarnego, co ucieka, to mogłoby być wszystko. Ale tutaj pojawiło się kilka bardzo ciekawych wątków, które dają do myślenia. Nie oszukujmy się. Kończąc już ten wątek, to chciałbym pana odesłać do bloga Arka Miazgi. Tam jest taki cykl „Magonia po polsku”. To może rzucić panu nieco światła na tą kwestię.
[02:23:13] - Może pan złożyć również swoją relację dla Arka, który ją uwzględni w nowszych swoich wydaniach.
[02:23:23] - Dobrze, postaram się. Dziękuję bardzo. To chyba tyle z mojej strony. Nie chcę więcej.
[02:23:30] - To znaczy jeżeliby pan kontaktował się z najbliższym ufologiem, to proszę pisać do Damiana Treli, bo to było w Karpaczu, a on też jest z Dolnego Śląska i pamiętam, że zbierał relacje z tamtego regionu na temat zjawiska UFO.
[02:23:45] - Jeszcze raz, proszę? Kto, jak?
[02:23:48] - Damian Trela, proszę sobie znaleźć blog „Czas tajemnic”. czas tajemnic.blogspot.com. Jak pan wpisze „Czas tajemnic” w Google to wyskoczy i jak pan napisze do Damiana to on na pewno coś panu poradzi. Ewentualnie proszę nam wysłać swojego e-maila teraz, a my go prześlemy Damianowi z informacją i on się do pana na pewno odezwie, dobra?
[02:24:15] - Dobrze, dziękuję bardzo.
[02:24:18] - Dobrze. Pozdrawiamy.
[02:24:20] - Do widzenia, do usłyszenia. Hej.
[02:24:22] - Dobranoc. Ciekawa sprawa panowie, nawet bardzo. Wróćmy do tych naszych obcych protektorów, bo tutaj okazuje się, że zahaczyliśmy też o protektorów albo mieszkańców naszej planety, którzy niekoniecznie są przybyszami z tego wymiaru. Powiem wam, że takie historie mnie bardzo interesują. Trochę mnie przerażają cały czas. Ja zresztą mieszkając pośrodku takiego obszaru, który jest w zasadzie jednym wielkim lasem albo taką puszczą, zarośniętym terenem, bo to wszystko zarasta po prostu w sposób niekontrolowany. Ja mam wrażenie, że to żyje swoim życiem, że tam w tym wszystkim czają się siły, z których istnienia nie do końca sobie zdajemy sprawę. I kiedy wejdzie się z nimi w kontakt, zacznie się oscylować na ich poziomie, zacznie się medytować, wejdzie się z nimi w jakiś rezonans, to wtedy człowiek zacznie zupełnie inaczej patrzeć na świat. Nie wiem, czy pamiętacie wy i słuchacze tą historię o nawiedzonym domu w Bieszczadach. Tam była opowieść o facecie, który żył na odludziu i który podczas wizyty u niego swoich znajomych zaczął kręcić im różne rodzaje hardkoru. Zaczął się dziwnie zachowywać, nawet bardzo dziwnie. Oszalał praktycznie. Ja wysunąłem taką hipotezę wtedy, że on się po prostu stopił z naturą. Jego umysł się stopił z naturą. On nie tyle oszalał, co dopasował się do tego naturalnego środowiska. Czasami mi się zdaje, że ludzie, którzy spacerują po lesie, spacerują po łonie przyrody, wchodzą w taki zmieniony stan świadomości i wtedy mogą dostrzegać różnego rodzaju zjawiska, których nie widać gołym okiem. Nie bez przypadku te wszystkie historie, które opisał na swojej stronie Arek Miazga... I które ja też prezentowałem i które prezentuje Damian. One się wszystkie dzieją, wiecie co? W lesie, kiedy człowiek idzie i z tą naturą się stapia. Może po prostu wtedy widzimy więcej. Nie wiem. Taka jeszcze tutaj wiadomość od Arka Miazgi: jeżeli chcielibyście zakupić „UFO nad Podkarpaciem”, a to już są ostatnie egzemplarze, to możecie znaleźć Arka na Facebooku. Arek Miazga, przypominam. On tam ma do sprzedania ostatnie już naprawdę egzemplarze książki. Z tego, co wiem, to chyba nie będzie wznowienia. Także naprawdę okazja jest, bo „UFO nad Podkarpaciem” to jedna z najlepszych książek ufologicznych. W zasadzie same historie bez zbędnego nudzenia jakimiś teoriami. Panowie, rzucicie jeszcze jakiś komentarz na temat tego, co tutaj zostało powiedziane?
[02:27:21] - Może tylko mały komentarz do tego, co ty powiedziałeś. Dlatego, że ostatnio badaliśmy sprawę, która wyszła tutaj właśnie w Radiu Paranormalium obserwacji obiektu w Starych Juchach. Oczywiście nie była to pierwsza obserwacja, którą tam dokonano. Akurat nie ci państwo, którzy w tej chwili opowiadali o tym. Ale rzecz ciekawa, w Starych Juchach nie ma nic szczególnego, żadnej stacji transformatorowej, żadnego skupiska energii. Natomiast znajduje się tam stary ołtarz Jaćwingów, starego plemienia, które mieszkało na tym terenie. I to jest właśnie rzecz dosyć ciekawa. Nie ma nic oprócz takiego starego czegoś i zdarzają się tam nader często obserwacje przelatujących obiektów, bo z tego, co się zdążyliśmy zorientować, takich przelotów kul na tym terenie jest stosunkowo dużo w porównaniu do innych regionów. A jest tam naprawdę, tak jak mówiłeś, bardzo małe miasteczko albo większa wieś pośrodku pól i łąk, między jeziorami i lasami. Tylko właśnie ten ołtarz Jaćwingów. Bardzo ciekawa sprawa, bardzo ciekawe miejsce z wyglądu.
[02:29:10] - Właśnie patrzę sobie tutaj, jak ten ołtarz wygląda. Szczerze mówiąc, taka trochę makabryczna sprawa, bo tu czytam, że to jest ołtarz ofiarny. Także polecamy wam odwiedzać takie miejsca.
[02:29:22] - Można tam podjechać w okresie wakacyjnym i sobie pomieszkać troszeczkę, pochodzić po Starych Juchach i akurat może doświadczy się czegoś takiego. Niekoniecznie składać akurat ofiary na tym ołtarzu, bo zawsze może wpaść do głowy wspaniały pomysł pojechania z teściami. Ale po prostu pobyć w takim miejscu.
[02:29:48] - Przepraszam panowie, ale ja składam tutaj z ludźmi ze swojego regionu regularnie ofiary bogom i nie są to krwawe ofiary. Także ofiary mogą być również bezkrwawe. A takie miejsca zazwyczaj były miejscami mocy. „Sieć wilka” dosyć dokładnie to opisuje i te miejsca były wybierane przez tego rodzaju pojazdy dosyć regularnie. Także coś na rzeczy jest, że wykorzystują tą energię ziemską do poruszania się, przenikania do naszego wymiaru, do wszelkich czynności.
[02:30:30] - Zresztą, szczerze mówiąc, miejscami mocy od lat zajmuje się pisarz bardzo znany, płodny Leszek Mantela. On ostatnio wydał książkę, jak ona się nazywa? Zapomniałem, ale „Naturalne energie” się nazywa chyba „Dla zdrowia”. I tam opisuje, w jaki sposób możemy z korzyścią dla siebie odwiedzać takie miejsca mocy, dlatego, że nie są to lokalizacje przypadkowe. Nasi przodkowie, chociaż Jaćwingowie to chyba akurat nie nasi przodkowie w 100%, wybierali takie lokalizacje w oparciu o pewne doświadczenie, które nam już jest obce. Zresztą temat miejsc mocy lub też, bo niektóre osoby mogą nie lubić tego słowa miejsce mocy, bo to się może kojarzyć jakoś ezoterycznie. Ale jeżeli zajrzymy do prac niektórych ufologów, to się zorientujemy, że rzeczywiście UFO wybiera takie miejsca, które w jakiś sposób są związane z prehistorycznymi miejscami, w których znajdują się na przykład kamienne kręgi. Nie bez przyczyny Witcher, czyli to hrabstwo, gdzie znajduje się przecież tyle kamiennych kręgów, jest stolicą także kręgów zbożowych. W Polsce nie wiem, czy ktoś wykonywał podobne badania pod tym względem, jak ma się lokalizacja tych miejsc mocy, chociażby słowiańskich do obserwacji UFO. Ale to też ciekawe zagadnienie. Przyszło mi do głowy coś ciekawego. Ze swojego poletka mogę powiedzieć, że na przykład Góra Osona to leży może nie bezpośrednio, ale bardzo blisko dwóch osad, dwóch miejsc, w których
[02:32:32] - Z tego, co wiem i z tego, co mówi historia i archeologia, w dawnych czasach istniały osady słowiańskie i prasłowiańskie. Ciekawa sprawa. Drugie miejsce w naszym regionie, gdzie jest notowane UFO, nosi nazwę Łysa Góra, a Łysa Góra, jak wiadomo, ma poważne konotacje, ale wchodzę w bardzo dziwne szczegóły, o których będziemy jeszcze kiedyś mówić. Dlaczego Łysa Góra ma jakieś konotacje, Leszku? Dlatego, że tą nazwą określano takie miejsca, które były szczególne w krajobrazie. I nie tylko w krajobrazie. Góry jako takie były świętymi miejscami. To było miejsce, gdzie byliśmy bliżej bogów i jeśli wystawała jakakolwiek w pobliżu, to była zazwyczaj przyjmowana jako święte miejsce, sacrum. Bardzo często jeszcze poszukiwano takich gór, gdzie te siatki geopatyczne, gdzie ta energia ziemska była odpowiednio podwyższona i często gęsto układano tam kamienie, które spełniły rolę soczewek, które skupiały, bądź modyfikowały tą energię do takiej formy, która była potrzebna w danym miejscu, gdzie szamani chociażby mogli wchodzić w inne stany świadomości, gdzie nawiązywano kontakt z innymi wymiarami i tak dalej. Te miejsca były szczególne. Od dawien dawna odczuwaliśmy to intuicyjnie. Ta wiedza jest w każdym z nas. Jeśli ktoś byłby chętny poszukać w sobie tego, to zapewne coś tam odnajdzie. Wiadomo, niektórzy są mniej, niektórzy bardziej podatni na tego rodzaju energie, ale ta energia oddziałuje na każdego z nas. To jakieś może 500 metrów od miejsca, w którym mieszkam znajduje się Łysa Góra. Nie jest naprawdę łysa. Wszystkie góry są tu porośnięte, na wszystkich jest las już od kilkudziesięciu lat. Ta góra jest rzeczywiście łysa. Kiedy się przejeżdża przez moją miejscowość, to ją bardzo dobrze widać. Kiedy się pod nią podejdzie, to już nie robi takiego wielkiego wrażenia, ale jednak. Dlaczego o niej mówię? Dlatego, że oczywiście Łysa Góra w wierzeniach ludowych była miejscem, gdzie odbywały się różnego rodzaju praktyki magiczne. To prawdopodobnie tutaj, u mnie też ma jakieś korzenie jeszcze słowiańskie, dlatego, że to miejsce zapewne było czymś w rodzaju świątyni, ołtarza. Potem oczywiście zostało zapomniane, ale jakoś ta świadomość przetrwała. I tam wyobraźcie sobie w roku 2004, dokładnie nad tym miejscem, moim sąsiad, pan Andrzej, widział bardzo spektakularną manifestację zjawiska UFO. Ta góra jest zlokalizowana trochę za domami. To znaczy ona jest pośrodku pól. I on wtedy pamięta, bo to jest jedyny rolnik tutaj u nas na wsi, bardzo fajny chłop. Pozdrawiam, chociaż na pewno nas nie słucha. I on szedł po prostu po krowę. Miał krowy i szedł. To chyba było lato. Szedł po te krowy. Idzie, idzie, idzie i mówi nagle: „Na tą Łysą Górę coś krąży”. Krąży taki... On to opisał jako romb. Taki seledynowy. Krąży, okrąża tą górę. I on się zastanowił, co to? Trochę się przestraszył, ale poszedł. Co miał robić? On tu całe życie mieszka. Przecież co mu jakieś tam UFO. Poszedł po te krowy. Szedł drogą taką wybitą, taką kamienną. Oczywiście nikt go tam nie widział, bo to jest z daleka od siedzib i po prostu w pewnym momencie, kiedy zaszedł za te krowy, bo on, nie wiem, jak mam to powiedzieć, on tą górę widział z odległości dobrych kilkuset metrów, bo ona jest tak pośrodku pól, a on przechodził pod takim lasem na takiej górce i on potem poszedł w dół, zszedł z takiej góry i mówi, że tam były jego krowy, bo on tam ma pole. I to jest miejsce, gdzie często buszuję w poszukiwaniu grzybów, drydzów, ale nigdy tam nie widziałem niczego dziwnego. I on tam zaszedł i mówi, bierze te krowy i sprowadza je i mówi, że ten obiekt po prostu wraca. Widzi go z bardzo bliskiej odległości. Kiedy on się zbliżył do niego, przeleciał po prostu i przypomina normalnie romb w kolorze takim seledynowym. Bardzo wyróżniał się na tle otoczenia. To był zachód słońca. On to wszystko doskonale widział. To nie była jedyna jego obserwacja UFO w tym czasie. Ale odeszliśmy od tematu. Fajna historia, bo ta Łysa Góra właśnie się tutaj związała, Leszku, z tą historią. Co ciekawe, na tej Łysej Górze naszej, tutaj w tej miejscowości archeolodzy dawniej upatrywali miejsca takiej warowni, po której się ślady nie zachowały, ale która prawdopodobnie była zbudowana z drewna, która służyła za taki punkt komunikacji z zamkiem w Olsztynie. Jeżeli zaś idzie o górę Ostona, gdzie te obiekty UFO są widywane bardzo często, to przecież całkiem niedaleko mamy, w zasadzie obok, mamy grodzisko w Mirowie, a troszeczkę dalej na wschód, w zasadzie na północny wschód, mamy dość słynne w regionie grodzisko w Gałszczyku. Także również dziwna historia, że te miejsca, gdzie osiedlali się dawni ludzie przyciągają obiekty różnego rodzaju dzisiaj. Jak myślisz, Leszku, z czego to się bierze?Lubiliśmy obcować z tym innym światem i ten inny świat nas przywabiał, uczył nas, był inspiracją do rozwoju. Zawsze staraliśmy się osiedlać obok. Nie w samym miejscu, bo uważaliśmy to miejsce za święte. Uważaliśmy, że to miejsce jest wybrane i tam nie wolno mieszać swoich brudnych spraw codziennych. Osiedlali się zazwyczaj gdzieś nieopodal, aby mieć dostęp do tych miejsc, które były sacrum, gdzie mogli obcować z tym innym wymiarem, z przodkami, z tym wszystkim, co uważali za słuszne i zbawienne.
[02:39:28] - Arku, czy w swoich okolicach, bo nie wiem, czy u ciebie w miejscowości Jadwisin też występowali Prusowie? Chyba u ciebie występowali, tak?
[02:39:39] - Plemien pruskich jest co najmniej kilka i to jest podzielone. Co powiat, to inna nacja występowała. Tereny w zasadzie są dosyć ciekawe, bo jest masa grodzisk, które widać z powietrza, a które nie są w żaden sposób badane czy nawet oznaczone specjalnie, że są to jakieś archeologiczne wykopaliska i nikt tego tam nie prowadzi, a można to zobaczyć jedynie, że coś jest nad jeziorami jedynie w momencie silnego wzrostu traw, gdzie jest duże zróżnicowanie pomiędzy taką w miejscach szybko rosnącej a takim, gdzie pod podłożem coś jest twardego, gdzie ta trawa troszeczkę wolniej rośnie i to widać tylko właśnie wczesną wiosną. Zlokalizowałem bodajże dwa takie grodziska. Dowiedziałem się, że faktycznie te grodziska są. Jedno z nich jest wpisane gdzieś tam, że będzie kiedyś sprawa badana, natomiast nic się z tej kwestii nie robi, ale nie ma też żadnych obserwacji nad tymi terenami. Ciężko mi to w jakiś sposób tutaj w tym momencie powiązać. Natomiast Andrzej, który jest członkiem grupy, jest radiestetą, wielokrotnie mówi, tak jak tu Leszek wspominał, że są miejsca takie szczególne, które kiedyś były oznaczane bardzo często kamieniami. Tutaj są właśnie u nas, na naszym terenie te słynne Baby Pruskie i zwyczaj, że na rozstajach dróg stawiane później były kapliczki, ale wcześniej zapewne coś tam innego stało. Kapliczki to jest droga chrystianizacji, żeby to miejsce wyrzucić ze wspomnień miejscowych, więc należało postawić w tym miejscu kapliczkę z nowymi bogami. Także tutaj mamy takie przejście, ale właśnie Andrzej mówi o tym, że te kamienie, które były duże, w tej chwili te miejsca potraciły swoją może nie moc, ale potraciły swoje znaczenie z uwagi na to, że te kamienie po prostu zaczęto zabierać i budować z nich czy to jakieś zamki, czy to stanowiły one podwaliny pod budowę domów czy jakichkolwiek innych rzeczy. Po prostu my przyszliśmy tutaj, jesteśmy niezintegrowani z tym, co było wcześniej. Ciężko nam zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej budowane były te osiedla i dlaczego w ten sposób, a nie inny te plemiona tutaj żyły. Bo są legendy o plemionach typu Galindowie, którzy po prostu zniknęli, udali się w moczary i po prostu we mgle zniknęli. Takie są legendy miejscowe. Tutaj w Rzecku mamy taką od jednej pani, od doktorki, która tutaj mieszka, była taka legenda o pani, która mieszkała, o kobiecie, która mieszkała pod taką dużą górą i potrafiła latać na miotle czy na czymkolwiek. Takie legendy, z takimi legendami można się spotykać. Tereny są można powiedzieć, że mało zbadane, że tak powiem. Dopiero teraz, niedawno odkryto w okolicach Barczewa bodajże jakieś właśnie stare grodziska, które zadziwiły niemalże świat archeologiczny w Polsce. Ale szczegóły to może na następną debatę, jeżeli tak.
[02:44:37] - Tak. Mnie na przykład przyszła na myśl jeszcze jedna sprawa, bo przecież z drugiej strony tutaj całkiem niedaleko mnie, ja jestem częściowo autochtonem na tychNa swojej wsi, dlatego że moi przodkowie tu mieszkają w zasadzie od zawsze od strony dziadka. Od zawsze tu byli i większość ludzi jest ze mną w jakiś sposób spokrewniona. Ciekawą rzeczą jest to, że jest tu mnóstwo krzyży i tak naprawdę nikt nie wie, nawet osoby, które się zajmują lokalnie historią. Oczywiście ja też próbowałem do tego dociec, skąd się te krzyże biorą. Jeden krzyż stoi na przykład koło mnie, na moim placu, ale wydzielony jest, bo kto by chciał mieć krzyż na placu i nikt nie wiedział, skąd on tu jest. Dopiero gdzieś tam lata temu się dowiedziałem, jeszcze jako dziecko od jednego sąsiada, że tu się jakiś cud stał. Ale to inna sprawa. Panowie, jak kiedyś przyjedziecie, to zaproszę was na Łysą Górę. Naprawdę dziwne to miejsce jest. Niby nic specjalnego, ale coś w tym jest. Takich wzgórz jest mnóstwo, ale ono jest jakieś takie... Miałeś rację, Leszku. Czuje się coś takiego nietypowego, chociaż ono ani nie jest spektakularne, ani nie jest piękne, ani nic z tych rzeczy, ale coś w nim jest takiego dziwnego. Jakby ktoś kiedyś przejeżdżał, to dajcie znać, jakie były wasze odczucia. Jeszcze jedna mi się sprawa przypomniała. W okolicach mojej miejscowości koło zamku w Olsztynie jest kamieniołom Kielniki. To jest kamieniołom, taka ogromna dziura. On już nie działa od kilku dekad, ale tam, kiedy zaczęto wybierać te kamienie, to odkryto osadę kultury łużyckiej. Bardzo ciekawe znaleziska. Sprawa w ogóle nieznana praktycznie i dziwnym zbiegiem okoliczności, wyobraźcie sobie, kilkadziesiąt metrów od tego miejsca, gdzie jest ten kamieniołom, w 2004 roku, czyli w tym samym roku, kiedy to UFO było obserwowane nad Łysą Górą, pojawił się dziwny obiekt też bardzo spektakularnej manifestacji. To miejsce jest w ogóle znane z innych wydarzeń, z opowieści o duchach i tak dalej. Coś w tym jest. Tutaj pan, który dzwonił, zadał nam bardzo ciekawy temat i pojawiły się bardzo intrygujące wnioski, które nas odciągnęły od głównego tematu. Dlatego wróćmy do niego, panowie, tak na szybko. Chociaż bardzo miło mi się rozmawiało o tych sprawach związanych z miejscami, gdzie pojawia się UFO, z tymi miejscami mocy tak zwanymi. Panowie, tak na szybko. Mówiliśmy już kiedyś o tym, że ci przybysze mogą niekoniecznie nas traktować jako swoich uczniów, ale raczej możemy być pod ich protektoratem. Nie interesują się nami za bardzo w takim charakterze cywilizacyjnym, nie interesują się nami w charakterze jednostkowym, ale chodzi im o to, żebyśmy po prostu przetrwali, żeby tutaj na tej ziemi się to wszystko jakoś kręciło. A co my sobie będziemy robić, to my będziemy robić. Jak sądzicie, czy ta hipotetyczna obca cywilizacja, która tutaj gdzieś nad nami sprawuje pieczę, może być bardziej naszymi hodowcami niż nauczycielami? Leszku?
[02:48:23] - Może jedno i drugie po prostu. To jedno drugiego nie wyklucza. Jeżeli nas stworzyli, jeżeli przyczynili się walnie do tego, że powstaliśmy w takiej formie, a nie innej, to może czują jakąś tam odpowiedzialność. Może czują potrzebę kształtowania nas i urabiania nas na wzór i podobieństwo swoje chociażby. Myślę, że coś na rzeczy jest w tym, że tak się angażują, że trzymają rękę na pulsie i starają się wpływać na nasze losy.
[02:49:03] - Ale z drugiej strony zauważ, że raczej nie obchodzi ich nasze kolektywne dobro jak samo to, byśmy po prostu przetrwali.
[02:49:13] - Nie, chodzi o pewien cel, jeżeli tam zbaczamy, jeżeli gdzieś błądzimy, to starają się poprawić, wyrównać w kierunku, który chcieliby, żebyśmy pokonali. Właśnie w tym kierunku, a nie w odmiennym. Może mają jakiś swój zamysł, plan w stosunku do nas. Słyszymy o tym, że tworzone są hybrydy, które mają dać nam możliwość rozwoju w kierunku, który w tej chwili jest dla nas nieosiągalny. Coś te hybrydy mają wnieść wśród nas i dać nam możliwość spojrzenia na sprawy inaczej, szerzej. Może zaczniemy dostrzegać inne wymiary, te energie, te wszystkie subtelne rzeczy, które w tej chwili wyrzucamy poza nawias i kto wie, co jest nam pisane i co jest nam szykowane przez naszych stwórców. Niestety musimy się poddać, bo tak jest, że ci, którzy stoją wyżej, mają prawo wyboru i dokonywania pewnych rzeczy ponad głowami tych niżej usadowionych.
[02:50:22] - Ale nie wydaje ci się, że... Tutaj powrócę do tego słynnego wywiadu z doktorem Jacobsem, który się ukazał w „Nieznanym Świecie” w numerze 11 z ubiegłego roku i on wywołał strasznie głęboką dyskusję. Dostajemy listy od czytelników i tak dalej. Ale patrząc na to, co on mówi, to też to się wydaje troszeczkę dziwne, bo wiesz, gdybyJeżeli rzeczywiście było tak, że te istoty projektują tutaj, są projektantami, architektami naszej historii, to nagle zastępując ludzi zupełnie innymi istotami, wydają się w ogóle nie rozumieć tego, co się tutaj dzieje. Szczerze mówiąc, gdybyśmy nagle zostali zastąpieni hybrydami albo w jakiś sposób były one wprowadzane w naszą cywilizację, to wydaje się nam strasznie obce. Ktokolwiek by to nie był, czulibyśmy się z tym głupio. Chyba że to wszystko będzie robione w rękawiczkach, powoli, tak żebyśmy to zauważyli dopiero za kilkaset lat. Tak o tym myślę, dlatego że te wszystkie wnioski, koncepcje na temat hybryd i naszych opiekunów są bardzo zimne, nieludzkie. Czy to oznacza twoim zdaniem, Leszku, że oni raczej się nie liczą z naszymi, powiem kolokwialnie, uczuciami?
[02:52:04] - Jako jednostki to w zasadzie nie.
[02:52:06] - Postępują jak chirurg. Jak ci jest niepotrzebna jakaś kicha, to ci tam utnie.
[02:52:13] - Pewnie, że tak.
[02:52:14] - Oni nie patyczkują się, prawda?
[02:52:17] - Raczej nie.
[02:52:18] - To wszystko wydaje mi się nienaturalne z tego powodu, że jeżeli na Ziemi działają jakieś obce cywilizacje i nawet jeżeli coś robią panowie, to nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale robią to tak, że w tym swoim planie wydają się w ogóle nie znać naszej mentalności. Nawet jeżeli robią coś ponad naszymi głowami tak, żebyśmy nie zauważyli, to robią to tak nieudolnie, że my to i tak widzimy. Nie wydaje wam się to dziwne?
[02:52:48] - Nie, oni podchodzą do nas statystycznie, czyli uśredniają, robią formę ogólną. Nie mogą podchodzić do nas jako jednostek. Jak Kowalski będzie odbierał daną sytuację, bo tak to by się pogubili. Oni mogą podejść do nas jako do zbiorowości, a ta zbiorowość niestety będzie uśredniana, będzie uogólniana. Nie będzie idealnego przekazu dla każdego z nas. Tak przynajmniej ja to odbieram.
[02:53:15] - Powiem ci, że bardzo mądra uwaga. Szczerze ci powiem, zadałeś mi teraz cieka, dlatego że przyzwyczajamy się do oceniania ludzi przez swój własny pryzmat. A fakt taki, że jeżeli my i kilkuset naszych słuchaczy orientuje się w tym temacie bardziej, to nie znaczy, że te pozostałe 36 milionów też tak myśli, prawda?
[02:53:40] - Dokładnie.
[02:53:41] - Arku, co sądzisz na ten temat?
[02:53:45] - Właśnie się zamyśliłem nad tym uśrednianiem i statystyczną oceną ludzkości. Faktycznie, jak najbardziej tak. Ja również sądzę, że to właściwy jest kierunek myślenia z ich, czyli tych ewentualnych obcych, stosunku do ludzkości. Właśnie statystyka. Dokładnie. Wtedy, kiedy rozpowszechniali ludzkość po różnych kontynentach, kiedy była ona zagrożona wyginięciem poprzez zbyt brak żywności, nauczali ludzi, jak uprawiać role, jak pozyskiwać żywność, jak kształtować cywilizację, o co się opierać i tak dalej, żeby to w jakiś sposób pnąć się do góry. W tej chwili jest ta globalizacja na tyle posunięta, że w zasadzie narodowość przestaje odbywać znaczenie. Coraz bardziej znaczenie ma korporacyjność, gdzie pracujesz dla jakiej firmy i tak dalej. Idziemy w stronę taką, gdzie Kowalski się nie liczy. Liczy się zbiorowość i ogólny kierunek roju pszczół, powiedzmy. Mniej więcej. Taka jest ocena nas.
[02:55:26] - A co jeżeli oni w ogóle nie dbają o nas, tylko bardziej obchodzi ich ekosystem? Że dbają o planetę? Są ogrodnikami Ziemi, a nie nauczycielami ludzkości. Bo jeżeli się przyjrzymy tym przekazom, szczególnie od Szwaraków, to się okaże, że oni gadają przede wszystkim o naturze. Nie mówią nic o Ziemi. Tutaj zwolennicy szkoły jungowskiej mogą powiedzieć, że te wszystkie przekazy na temat środowiska to jest w zasadzie głos naszej podświadomości, który nam wskazuje, że powinniśmy się tym bardziej zająć, bo zrobiliśmy Ziemi dostatecznie dużo złego. Ale jak to według was jest? Czy możliwe, że oni bardziej dbają o Ziemię? A może motywuje ich to, co powiedziałem na samym początku, czyli fakt, że jesteśmy jako istoty inteligentne, przede wszystkim ponoć, czymś tak rzadkim w kosmosie, że wymagamy pewnego przeszkolenia. To znaczy ktoś nas znalazł. Mówiąc zupełnie kolokwialnie, żyli sobie nasi przodkowie tysiące lat na tej planecie i nagle zostali odnalezieni przez jakąś rasę z kosmosu, która zauważyła, że zwiedziła pół wszechświata i tam nikt nie mieszkał. Nagle okazuje się, że mieszkamy tu my.Może warto po prostu tutaj zakotwiczyć i pomagać tym biednym homo sapiens w rozwoju, żeby nie zrobili sobie jakiegoś puku, bo są czymś tak rzadkim, czymś tak niespotykanym w całym kosmosie, by mieć ich na oku. Ciekawa sprawa. Jak panowie podchodzicie do tej kwestii? I jak podchodzicie do kolejnej kwestii? Bo kiedyś, za pewnie kilkaset, a może kilka tysięcy lat okaże się, że my sami, podróżując po kosmosie, możemy również natrafić na jakieś mało rozwinięte istoty. Czy w takim wypadku powinniśmy ingerować w ich rozwój? Czy nie będzie to naruszeniem pewnej zasady? Czy nie postąpimy tak, jak postąpili przed tysiącami lat bogowie z Nazaru, Leszku?
[02:58:00] - Ja liczę na to, że dopóki nie zmądrzejemy, to nie wylecimy stąd. Mam taką nadzieję tylko z tego względu, że jeżeli takie prawa obowiązują, to możemy liczyć na to, że skontaktują się z nami istoty, które nie będą nam zagrażały. A jeśli tego nie ma, to w takim razie, jeśli pierwotna cywilizacja nasza, jaka istnieje w tej chwili, dostąpi tego zaszczytu, żeby kolonizować inne systemy, to będziemy nieśli zniszczenie. Raczej będziemy rasą, która będzie taką łupieżczą. Jeśli przyjmiemy formę rozwoju zachodnią, to będziemy kolonizatorami, którzy będą wyzyskiwać pomniejszych, dopóki będą przydatni. A później te ochłapy, będziemy traktować jako jakąś ciekawostkę w ogrodzie botanicznym. Mam nadzieję, że istnieje jakaś taka forma wspólnoty międzygalaktycznej czy jak ją tam nazwać, która pilnuje tego, żeby nie warci tego, żeby dać im możliwość kontaktu, nie pałętali się po kosmosie i nie roznosili chaosu, który sieją. Może tyle.
[02:59:36] - Dzięki. Tutaj apel do naszych słuchaczy. Jeżeli chcecie jeszcze zadać nam pytanie na żywo albo się czymś podzielić, to macie ostatnie minuty, dlatego że niebawem nasza audycja dobiegnie końca. Wiem od Ivelliosa, że za chwilę się będziemy łączyć z kolejnym słuchaczem.
[02:59:56] - Już za chwilę będziemy się łączyć, a w trakcie jak będziemy dzwonić podam jeszcze raz kontakty do nas. Numery telefonów to: 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193, 530 624 193. Skype: radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu: 36 08 80 02. Widzę, że już jesteśmy połączeni ze słuchaczem. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[03:00:33] - Witam szanownych redaktorów. Michał z Poznania się kłania. Ja mam jedną taką refleksję słuchając panów nie od początku, ale od jakiegoś czasu. Myślę sobie, że w ufologii ostatnio stąpa się po dosyć cienkiej linie. Ja się boję tego, żeby nie popaść w jakąś teologię. Oczywiście broń Boże, nie chcę nikomu odebrać prawa do tego, żeby wyrażać swoją opinię, natomiast ja bym chciał wyrazić również swoją tutaj, że mi się to nie podoba na przykład, że my tworzymy z obcych ras, które być może istnieją, być może nami się interesują, tworzymy jakąś namiastkę Boga. Tak jakbyśmy musieli sobie zastąpić religię, w której żyliśmy czy zostaliśmy wychowani w większości jakąś nową religią. To jest uważam błędne pójście tą drogą. Natomiast zgadzam się z panem Leszkiem, że przed nami się otwiera jakaś nowa droga, otwarcie na różne rzeczy, o których myśmy dotychczas nie mieli pojęcia. I dalszy nasz rozwój jest uwarunkowany tym, czy my będziemy w stanie dojść do tego, otworzyć się na to, ale to nie powinno nam zastępować religii. Ja tak myślę, że jednak powinniśmy się trzymać jakiejś racjonalności w tym i że pójście w tym kierunku, tworzenie z obcych istot, istot boskich, wielu ludzi tak robi, co później wyraża się w działaniu różnych sekt, które czekają na przybycie jakiegoś statku kosmicznego, który nas uratuje przed zagładą i tak dalej. To jest niebezpieczne.Sądzę, że to może wywoływać tylko negatywne skutki.
[03:03:09] - Ale z drugiej strony musimy na to spojrzeć trochę szerzej. To znaczy my nie nawołujemy do tego, żeby ich traktować jako bogów, bo my tak nie będziemy robić. Ale Leszek powiedział przed chwilą o tych statystykach. I teraz pytanie, ile osób byłoby to w stanie zrobić? Bo ja jestem tak jak pan przekonany wobec tego, że gdyby się kosmici pojawili na Ziemi na przykład jutro i gdyby pokazali, jacy są fajni, to by się okazało, że za jakiś niedługi czas mielibyśmy ich fanklub, a potem mielibyśmy już pełnowartościową religię. Nie oszukujmy się, jeżeli na Ziemi ludzie są w stanie oddawać prawie boską cześć Elvisowi, to co by się stało, gdyby nagle zostali skonfrontowani z istotami, które naprawdę wiele potrafią, które są w stanie tworzyć cuda, które są dla nas niedostępne? Niedostępne z tego powodu, że są tak rozwinięte, że nie możemy po prostu nawet z nimi konwersować. Ma pan rację, że to jest niebezpieczne, ale jest też druga strona, niestety, że my nie mamy innego wyjścia niż przyjąć to, co będzie w czasie kontaktu. Po prostu tak, jak to się potoczy, dlatego że jesteśmy na takim poziomie, jakim jesteśmy i nie mamy za bardzo możliwości manewru. Tym bardziej że nas, osób, które się tym w jakiś sposób interesują, które są świadome pewnych spraw, jest niewiele. Tutaj cały czas się przebija ta statystyka Leszka. Statystyka działa na niekorzyść Ziemi. Statystyka działa na niekorzyść ludzkości i może okazać się, że rzeczywiście będzie tak, iż kosmici nas rozpatrują przez ten zupełnie statystyczny pryzmat. Nawet jeżeli ktoś na Ziemi przejrzał ich zamiary, nie chce się z nimi zadawać, traktuje ich jako intruzów, traktuje ich jako kogoś, może nie intruzów, ale kogoś równorzędnego, to oni nadal będą patrzeć na nas tak, jak my patrzymy na mrowisko. A cóż, gdyby się okazało na przykład, że w którymś mrowisku urodziła się mrówka, która pięć razy bije intelektem na głowę pozostałe mrówki? Czy my byśmy się kiedyś o tym dowiedzieli jako ludzie? Pewnie nie. Ta mrówka by sobie tam umarła. Nigdy byśmy o tym nie wiedzieli. Tak samo jest z ludzkością, niestety. Myślę, że my jesteśmy na bardzo, mimo wszystko, pesymistycznej pozycji, że ten kontakt prawdziwy to wszystko zweryfikuje. Ale myślę też, że elity ziemskie są też tego świadome i one w najbliższym czasie, i to prawdopodobnie już się dzieje, będą powoli dawkować społeczeństwu pewne informacje związane z życiem pozaziemskim. Tak żebyśmy nie tylko przyzwyczaili się do tego, że ono jest, ale że ono jest takie, że możemy go nie do końca pojąć. Może być dla nas niepojmowalne, może być dla nas egzotyczne. Może być tak dziwne, że nie będziemy go w stanie zaakceptować. To wszystko jest bardzo ciekawe, co pan mówi, dlatego bardzo dziękuję za ten telefon. Panowie, chyba że ma pan jeszcze jakieś pytania.
[03:06:56] - Chciałem tylko powiedzieć jeszcze jedno, że ja bardzo uważnie wsłuchuję się w to, co pan Leszek mówi, nie tylko w tej audycji, ale w innych wcześniejszych. Z początku wzbudzało to we mnie pewne kontrowersje, ale ja trochę czytam na ten temat i zastanawiam się nad tym i myślę, że jego uwagi są bardzo mądre, że jeżeli my chcemy wznieść się na wyższy poziom rozwoju, to musimy zacząć ogarniać zupełnie inne dziedziny, których dotychczas nie dostrzegaliśmy albo dostrzegaliśmy kiedyś w przeszłości. I to gdzieś nam po drodze, w tym pędzie ku rozwojowi gadżetów technicznych, że tak powiem kolokwialnie, gdzieś nam to zgubiło się. Ja myślę, że bardzo wiele zresztą moglibyśmy się dowiedzieć o sobie i o tym, w jakim kierunku powinniśmy się rozwijać, gdybyśmy się trafili dokopać bardziej w przeszłość. To, co się z nami działo tak naprawdę kiedyś jako gatunkiem, ludzkością do prawdziwej naszej historii, która gdzieś jest albo schowana, albo gdzieś zaginęła. Tak że być może odnajdując ślady tej prawdziwej historii przeszłości, moglibyśmy jakieś wnioski wyciągnąć też, w jakim kierunku my powinniśmy się rozwijać, jeżeli chcemy ocalić w ogóle swoje istnienie jako gatunek. Tak sądzę, bo też jestem pesymistą, przyglądając się temu, co się dzieje i boję się o przyszłość. Nie wiem, co będzie dalej, bo jako zbiorowość.
[03:08:53] - Ogólnie chodzi o obawy w ogóle o przyszłość intelektualną ludzkości. Nawet nie mówimy o kontakcie, ale wydaje mi się, że myśmy tak naprawdę w czasie tych kilku tysięcy lat cywilizacji zatoczyli jakieś straszne kołoLudzkość znowu. Wiecie panowie, tak jak na samym początku było, że cywilizacje zaczęły się od tego, że byli kapłani, którzy byli łącznikami z bogami i była reszta. Ci kapłani dysponujący jakąś wiedzą kierowali tym wszystkim. Byli łącznikiem między społeczeństwem, władcą i tak dalej. Myślę, że powoli nasze społeczeństwo dochodzi do tego samego poziomu, bo jeżeli spojrzeć na Zachód, to on coraz bardziej głupieje. Społeczeństwo staje się konsumpcyjne do granic, że my nie wiemy w zasadzie, o co chodzi. Czym jest ludzkość w ogóle? Jakie są jej priorytety? Zostaje wąska grupa uczonych, tych współczesnych kapłanów, którzy są prawdziwymi specjalistami, dysponują wiedzą, która jest przydatna. I są ci królowie dzisiejsi, kapitaliści, którzy mają pieniądze. Nadal ta rozgrywka trwa między nimi, także nic naprawdę się nie zmieniło przez te kilka tysięcy lat. Plebs sobie żyje. Jak żyje? Dostaje chleba, dostaje igrzysk, a reszta się jakoś kręci. Dziękujemy za ten telefon. Chociaż takie pesymistyczne wnioski, ale prawdziwe. Nie oszukujmy się.
[03:10:48] - Ja bym chciał właśnie, żebyśmy zakończyli tak pesymistycznie. Ja widzę też, że jest mnóstwo grup ludzi, którzy idą w tym kierunku, o którym mówił pan Leszek. Jest coraz więcej takich środowisk, które starają się pójść w tym kierunku, fundacji, stowarzyszeń, które kładą nacisk na rozwój duchowy. Ale nie w sensie religijnym, tylko bardziej humanistycznym, bardziej w kierunku podnoszenia świadomości.
[03:11:23] - Właśnie. Ja myślę, że lepszym terminem-
[03:11:28] - Może nie będzie tak źle. Taką mam nadzieję.
[03:11:34] - Lepszym terminem czasem-
[03:11:36] - Nie chcę zajmować więcej czasu.
[03:11:37] - Nie, nie szkodzi. Ja myślę, że czasem lepszym terminem niż rozwój duchowy jest właśnie rozwój świadomości. Ale powiem panu tak na koniec, że mimo wszystko człowiek jest człowiekiem i kiedy patrzymy na te środowiska alternatywne, na przestrzenie, gdzie działają ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą, którzy wiedzą więcej niż inni, to oni też się czasem zachowują jak takie słonie w składzie porcelany. My musimy się nauczyć słuchać i musimy nauczyć się tego, że nikt z nas może nie mieć racji, że wiele rzeczy trzeba brać pod uwagę. Oczywiście nie trzeba mieć klapek na oczach, ale trzeba wiele rzeczy brać pod uwagę i przede wszystkim nie wywyższać się nad innych. Tak mi się wydaje. Tylko tak możemy znaleźć drogę do jakiejś przyszłości tej cywilizacji. Jeżeli chodzi o przyszłość kontaktów z kosmitami, to wystarczy, że oni tu przylecą i że ludzkość zacznie słuchać tego, co piszą na ten temat media i dziennikarze. I to już doprowadzi do takiej głupawki i takiego ogólnego zgłupienia w przypadku potencjalnego kontaktu, że nie wyciągniemy z tego żadnych korzyści. Ludzie rzeczywiście mogą zacząć czcić przybyszów z kosmosu. Nie jestem w 100% o tym przekonany. Nie wiem jak ty, Leszku, ale wydaje mi się, że, i ponawiam swój wniosek, mimo tych kilku tysięcy lat naprawdę nie zmieniliśmy się wiele.
[03:13:17] - Po pierwsze dziękuję za miłe słowa od słuchacza i jestem daleki od tworzenia jakichkolwiek sekt, wyznań, jakichkolwiek zrębów religii wokół przybyszów z kosmosu, bo jak na razie to wychodziliśmy na tym jak Zabłocki na mydle. Także będę rękoma i nogami odpychał od siebie i od innych tego rodzaju pomysły. Trzeba podejść do nich racjonalnie, ale stykamy się tutaj z taką dużą gamą różnych istot, które próbujemy upchać w jedno pojęcie, że nie uda to nam się. Dopóki nie zdobędziemy doświadczenia większego, to niestety będziemy gdybać i będziemy dywagować po prostu. Ale ja jestem optymistą, mimo wszystko ta świadomość jakoś tak się rozbudza, ludziska jakoś zaczynają dostrzegać, że rzeczywiście ten materialny świat, ta wspaniała wizja świata, który jest światem konsumpcji, dociera do ludzi, że to jest ślepy zaułek, że nie ma rozwoju w tym, że tkwimy w takiej ślepej uliczce, która nie daje nam żadnych perspektyw. Musimy coś zmienić. Jesteśmy u progu pewnej rewolucji, pewnych zmian i te zmiany część społeczeństwa na pewno będzie przerażać, część społeczeństwa nie będzie chciała przyjąć tego. Niestety jesteśmy społeczeństwem, które się składa z różnorodnych jednostek i nie było jeszcze takiego, który zadowoliłby wszystkich. Tyle.
[03:15:06] - Dziękujemy. Arku, tutaj powracamy do tematu naszej audycji. Jak myślisz, czy ci obcy, którzyRzekomo roztaczają nad nami opiekę, są ogrodnikami Ziemi, czy raczej dbają o nas, może tak jak my dbamy o żubry. Co sądzisz o koncepcji zupełnie fantazyjnej, odnoszącej się do tego, że kiedyś polecimy w kosmos i spotkamy na swojej drodze mało rozgarnięte rasy? Czy my powinniśmy ingerować w ich rozwój tak, jak być może kiedyś ktoś zaingerował w nasz?
[03:15:48] - Zacznę od końca. Wszystko zależy od tego, na jakiej zasadzie w ten kosmos polecimy. Jeżeli będzie to zasada korporacyjna, czyli polecieć, żeby zarobić czy pozyskać surowce, które będzie można wymienić na cokolwiek, nie wiem za bardzo po co, ale w jakiś sposób zarobić następny miliard, który ktoś będzie miał na koncie tylko po to, żeby się znaleźć na liście najbogatszego albo jeszcze bogatszego, to nie będzie z miłości. To będzie po prostu eksploatacja terenu i to wszystko. A ci, którzy będą się przeciwstawiać, będą traktowani jako niepotrzebni, jako owady, które trzeba zwalczyć. Tak jak mniej więcej jest to pokazane w filmie „Awatar”. Wbrew pozorom ten film to nie tylko fajne obrazki, ale też może dać do myślenia nad tym, w którą stronę rozwój naszej cywilizacji pójdzie. Natomiast jeżeli w kosmos nie polecą korporacje, a polecą naukowcy czy przedstawiciele państw, polityków może, to jedno z drugim się łączy w jakiś sposób, to możemy mieć do czynienia mimo wszystko z ochroną takich miejsc. Tak jak niedawno była podbijana Australia i miejscowe ludy Aborygenów traktowano niemalże jak zwierzęta i do nich strzelano i nie wiadomo co. Później próbowano ich za wszelką cenę schrystianizować i ucywilizować. To znaczy masz mieszkać w domu i chodzić do pracy, czy co tam jeszcze, co też nie wypaliło. Dzisiaj całkiem w inny sposób by się do tego podejrzewam zabrano. Tak jak się chroni niektóre plemiona, jeżeli się da jeszcze chronić w Amazonii przed spotkaniem z cywilizacją europejską. Być może właśnie w tym tkwi sekret, by takie małe cywilizacje planetarne mogły rozwijać się samodzielnie. Dlatego nie sądzę, żeby w tej chwili, na tym etapie rozwoju, na którym jesteśmy, żebyśmy mogli otrzymać jakąś pomoc. Nie wiem, czego ona miałaby dotyczyć. W każdej chwili możemy być zagrożeniem dla tych, którzy tę technologię nam dadzą. Możemy ich przy pomocy tej ich technologii próbować zgładzić. Nie wiem po co, ale w każdym razie tak do tej pory działamy. Natomiast całkiem inną sprawą jest to, czy faktycznie jesteśmy hodowani. Gdybyśmy byli w jakiś sposób w tej chwili dopieszczani, że tak powiem, to już byśmy dawno mieli ten kontakt usprawniony i w jakiś sposób by nas z tej Ziemi już wyprowadzano. Być może że byłaby jakaś selekcja spośród osób bardziej rokujących nadzieje na, może nie bardziej inteligentne, a bardziej duchowo rozwinięte. Bo jeżeli długo o czymś nawet nieco głupszy człowiek myśli, to i tak dojdzie do takich samych wniosków, co ten mądrzejszy dojdzie w pięć minut i tak dojdą do tych samych wniosków. A czas może być tylko ułudą. To też trzeba wziąć pod uwagę. Stąd nie sądzę, żebyśmy byli pod jakąkolwiek kuratelą. Ci, co byli i nas nauczyli, dawno polecieli. Ci, którzy przylatują, to przylatują z nieznanych nam powodów. Nie wiemy skąd i nie wiemy po co. Pewnie się nie dowiemy jeszcze długo. Nie przewiduję, żebyśmy mieli jakiś kontakt faktyczny. Natomiast widać wyraźne odszczepienie technologiczne jakiejś warstwy społeczeństwa. Da się też zaobserwować swego rodzaju amerykanizację życia na Ziemi, czyli dążenie do takiego wzorca bardziej zorganizowanych państw, gdzie Coca-Cola wypiera faktycznie wartościowe napoje miejscowe, gdzie dżinsy, które faktycznie opanowały cały świat, gdzie jakieś jeszcze inne rzeczy, zaopatrzenie.
[03:21:19] - Amerykę, coś tam próbują się robić jak hamburgery czy jakieś tam jeszcze inne i na tym się opierać. Tak samo by było pewnie w momencie, kiedy byśmy mieli spotkanie z jakimiś kosmitami. To byłaby ta sama droga, czyli zanik naszych rodzimych przekonań czy rodzimej kultury na rzecz kultury nabytej, krzykliwej, jakiegoś wzorca, do którego na pewno wiele osób by chciało dążyć. No i tyle.
[03:22:06] - Tu może powiem parę słów ze swojej strony do tego, co powiedział Arek. Jeżeli docenimy różnorodność, którą mamy tutaj na Ziemi, jeżeli będziemy umieli dbać o tą różnorodność, okażemy w tym momencie tym hipotetycznym obcym, że dorośliśmy do tego, że uszanujemy również ich. Ta wyższość myślę, że pokaże też tym, którzy siedzą na wierchuszce, którzy zawiadują tym wszystkim. Moment, kiedy świadomość ludzi wzrośnie na tyle, że będzie więcej ludzi świadomych tego układu, tych wszystkich machinacji dokonywanych na społeczności. W tym momencie posypie się takie domino, które odkryje wiele prawd, tych historii zakłamanych, tego kontaktu, tych wszystkich układów, które istnieją na krzywy ryj. To wszystko się sypnie w momencie, kiedy my jako społeczeństwo dojdziemy do pewnego etapu, kiedy będziemy chcieli żyć wspólnie na tej ziemi, ale w poszanowaniu i w symbiozie z wszystkim innym, które zamieszkuje tą ziemię. Przynajmniej ja to tak odbieram, tak to czuję. Moje trzy grosze. Dziękuję bardzo.
[03:23:45] - Dziękujemy Leszku. Minęły nam trzy i pół godziny dywagacji na temat tego, czy obcy nas hodują, czy nam pomagają i czy czasami dostajemy od nich jakiegoś kopniaka. Ja wam bardzo panowie serdecznie dziękuję, dlatego, że muszę powiedzieć, że dzisiejsza dyskusja mnie wciągnęła. Bardzo mi się podobała. Dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy w tym gronie niedługo. Naszymi gośćmi byli Arek Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dzięki Arek.
[03:24:21] - Dziękuję. Dziękuję również.
[03:24:23] - Pozdrawiamy. Życzymy dobrej nocy. Oraz Leszek Ostoja Owsiany.
[03:24:30] - Dziękuję wszystkim słuchaczom. Dziękuję wszystkim kolegom, którzy brali udział.
[03:24:35] - Wielki powrót do debat ufologicznych. Dziękujemy za wszystkie mądre słowa dzisiaj, Leszku. Trzymaj się tam. Cześć i dobranoc.
[03:24:44] - Miło było z wami obcować. Do usłyszenia.
[03:24:49] - Mam nadzieję, że dasz się jeszcze nie raz, nie dwa i nie 10, a co najmniej 20 i więcej porwać na kolejne debaty.
[03:25:00] - Jeśli będę miał czas, to z wielką ochotą będę brał udział. Ale niestety życie jest takie, że czasami nie pozwala na przyjemności. Niestety ograniczeni jesteśmy każdy na swój sposób. Jeśli będę mógł, na pewno z chęcią będę.
[03:25:17] - Czasem życie nie pozwala, a czasem, jak w przypadku jednego z dzisiejszych naszych niedoszłych dysputantów, teściowie nie pozwalają na nagłą wizytę. Pozdrawiamy Marka Marcinkowskiego. No właśnie, siła wyższa, nawet dużo wyższa.
[03:25:33] - Przyjmuje różne formy. Tak, zgadza się. Pozdrawiam wszystkich jeszcze raz. Miłej nocy i do usłyszenia.
[03:25:42] - Dziękujemy Leszku.
[03:25:44] - No cóż, debatę od strony technicznej prowadził Marek Sęk „Ivellios”. Dziękujemy Marku.
[03:25:50] - Dzięki. A dyskusję prowadził człowiek, bez którego debat ufologicznych i w ogóle debat w Radiu Paranormalium na 100% by nie było. Piotr Cielebiaś, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”. Dzięki jeszcze raz Piotrze.
[03:26:06] - Dzięki. A jeszcze tak przy okazji, co za tydzień. Postaramy się poinformować was o tym za kilka dni, dlatego, że rzeczywiście, jak powiedział Leszek przed chwilą, czasami życie płata figle i różne rzeczy się dzieją. Nie zawsze można sobie wszystko zaplanować, ale postaramy się to zrobić. Także śledźcie profile radia. W ciągu najbliższych dni zobaczycie, co się tam pojawi. No i cóż, dobrej nocy wszystkim i do usłyszenia. Cześć.
[03:26:40] - Do usłyszenia. Dziękujemy wszystkim za uwagę. No i oczywiście apelujemy o dzielenie się z nami swoimi relacjami nie tylko z obserwacji UFO, ale również ze spotkań ze wszelkimi innymi zjawiskami, których nie da się wyjaśnić. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.
[03:27:08] - Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. 36 08 80 02.
[03:27:28] - Numer telefonu 32 746 00 08. 32 746 00 08. E-mail: radio@paranormalium.pl. radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[03:27:57] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej.
[03:28:09] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[03:28:35] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już troszeczkę gorzej.
[03:28:46] - Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[03:29:34] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś go tam słyszał? Podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[03:29:46] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.